21.2.2014 r.
PL ISSN 0209
NR INDEKSU 366862
Gli wi cza nie dla lip
F O T O : K R Z Y S ZT O F S U R M A
Numer 7
Pre zy de na roz dro Zyg munt Fran kie wicz sta wia pod zna kiem za py ta nia swój start w wy bo rach sa mo rzą do wych. Czy szan se na przy szłość wią że z par tią Ja ro sła wa Go wi na? Wy brał już ewen tu al ne go na stęp cę? Z wy wia du Ada ma Pi ku la do wiesz się rów nież, dla cze go pre zy dent Gli wic stoi mu rem za pre ze sem PRU iM -u Hen ry kiem Ma ły szem i za co ce ni An drze ja No wa ka, by łe go ko men dan ta stra ży miej skiej. Roz ma wia my z pre zy den tem Gli wic Zyg mun tem Fran kie wi czem Uporczywa plotka mówi, że gotów jest pan ubiegać się omandat europosła. Choć majowy termin zapasem, nie potwierdził pan takiego zamiaru. Pogłoska i tyle. Całkowicie wykluczony scena-
riusz? W ogóle nie brany przeze mnie pod uwagę. Faktem są jednak pana bliskie związki zformacją Jarosława Gowina. Naile pan utożsamia się zprogramem Polski Razem? Z partią Gowina nie było żadnych związków. Były z ruchem i na tej płaszczyźnie wspierałem Jarosława Gowina.
Dlaczego nie pomaga pan w budowie partii? Zdążył się pan rozczarować liderem? Nie stało się nic nadzwyczajnego. Wspieram każde przedsięwzięcie korzystne dla Polski. Nasz kraj potrzebuje odpowiedzialnej polityki, reform, zmian. Bez tego nasze państwo coraz bardziej będzie oddalało się odstandardów obowiązujących w cywilizowanym świecie. Ludzie aktualnie sprawujący władzę nie dają nadziei naprzeprowadzenie tego, co konieczne. Każda inicjatywa, wychodząca poza zaklęty krąg, warta jest wsparcia.
Jarosław Gowin przemawia do mnie jako odpowiedzialny, odważny, uczciwy polityk, który chce zmian i potrafi zaryzykować osobiście dla osiągnięcia tego celu. Takie osoby wspieram. Co pana powstrzymuje odwyrażenia tego poparcia dobitniej, poprzez swoją obecność w partii? Polska Razem Jarosława Gowina nie ma jeszcze programu. Deklaracje lidera ruchu bardzo mi odpowiadały, ale nie przybrały jeszcze wiążącej formy. Nie mam więc do czego się odnieść. A gdy taki program będzie już
znany? To go przeczytam. Staram się ustalić, czy gotów jest pan kontynuować współpracę zJarosławem Gowinem wramach jego projektu politycznego. Odlat jestem niezależny odpartii politycznych i chcę tę niezależność zachować. Dlatego mogłem wspierać Gowina do czasu przekształcenia jego ruchu w partię. Uraz do partii pozostał panu po przygodzie z PO? Napewno. Ta partia się dotego przyczyniła. Zakładałem Platformę. Zostałem z niej wypchnięty w stylu godnym ubolewania. Wróćmy jeszcze na chwilę do PRJG. Zostawmy na boku program. Wątpliwości nie pozostawia jej identyfikacja ideowa. Jak dalece się pan znią utożsamia? Jest pan zazaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej, przeciw związkom partnerskim i zabiegom in vitro? To są tematy zastępcze, którymi nie chcę się zajmować. Polska potrzebuje pilnych reform, o czym już mówiłem. Stoimy w miejscu, czyli się cofamy. Będzie pan kandydował jesienią na prezydenta Gliwic?
Odpowiem panu wmaju, powyborach do europarlamentu. A jednak. Czeka pan na wynik RPJG w eurowyborach, żeby ocenić czy warto postawić na tego konia? To nie tak. Nie jestem kunktatorem. Powyborach państwo, dziennikarze, zaczniecie interesować się samorządem. Dotego momentu mam czas nazastanowienie. Po20 latach pracy wjednym miejscu daje się panu we znaki rutyna? W tym miejscu rutyna nie jest możliwa. Tu każdy dzień jest inny. Hipotetycznie zakładając, że przestaje pana interesować najwyższy urząd wGliwicach. Naczyją rzecz gotów byłby pan go oddać? Widzi pan wswoim otoczeniu następcę, osobę godną zarekomendowania wyborcom? Zdecydowanie tak. Kto to? Nieuprawnione jest założenie, że na moje poparcie zasługuje tylko jedna osoba. A może pan wskazać faworyta ztego grona? Zdradzi pan chociaż, czy ma na myśli kobietę czy mężczyznę? Do maja pozostanie to tajemnicą. Za sprawą kontroli NIK odżyły zarzuty onieprawidłowościach wmiej-
skich spółkach. Najgłośniej odbija się sprawa Henryka Małysza. Nie wyciągnął pan konsekwencji wobec prezesa PRUiM, choć naruszył ustawę kominową, co wykazał sąd rejestrowy. Nie sądzę, że doszło do sytuacji, októrej pan mówi. Moglibyśmy podyskutować otym nagruncie prawa. Przyjmując mimo to, że naruszenie było faktem, miało miejsce przez bardzo krótki okres izostało usunięte bez ingerencji zzewnątrz, napodstawie działania naszych służb nadzorczych. Ale dousunięcia skutku tej nieprawidłowości, poprzez wymianę składu rady nadzorczej jednej ze spółek grupy PRUiM, doprowadził jednak sąd. Dla mnie ważne jest porządne zarządzanie, uczciwa praca. Pracę pana Małysza –jak iszefów innych miejskich spółek – oceniam właśnie tak, wysoko. Mamy bardzo dobre, silne, działające według najwyższych standardów przedsiębiorstwa, mamy sprawny nadzór właścicielski. Zarzuty, które obecnie są tak nagłaśniane, to w większości oszczerstwa. Weźmy dla przykładu te pod moim adresem. Korupcja, nadużycia, przywłaszczenie pieniędzy, jakieś niewyobrażalne cuda. Arzecz sprowadza się do tego, że –według formułujących te zarzuty –po-
winienem sam się wskazać dorady nadzorczej, wktórej reprezentuję miasto, azrobiła to rada miejska. Ot, cały zarzut. To jakieś nieporozumienie. I ta ilustracja obrazuje wartość całej tej burzy w szklance wody. Przechodzimy dziesiątki kontroli, ta jest jedną zkolejnych. Może jednak lepiej by było, gdyby inspektorzy NIK zaoszczędzili na nas trochę czasu i sprawdzili, co się dzieje w innych spółkach wwojewództwie, które działają politycznie. U nas polityki w spółkach nie ma. Łatwo przechodzi pan doporządku nadtym, że szef miejskiej spółki dzieląc firmę, pomnaża swoje dochody, jak miało to miejsce w grupie PRUiM. Nie ma mnożenia spółek, każda została powołana wkonkretnym celu. Prowadzimy nadzór iwiemy, co tam się dzieje. Wsytuacji, gdy firmy budowlane padały jak muchy, nasz PRUiM zarabiał. W szczycie inwestycji drogowych, w dużej mierze na zleceniach z miasta… Chyba nie chce pan przez to powiedzieć, że PRUiM zlecenia otrzymuje „pod stołem”? Obowiązują przetargi, doktórych przystępuje również PRUiM. Około70 proc. robót drogowych wykonywanych przez PRUiM nie dotyczy miasta Gliwice. Powtórzę, firma dobrze
funkcjonuje. Ma to związek m.in. zdzieleniem działalności między spółki celowe. Nikt nie mnoży spółek po to, żeby tworzyć zarządy irady nadzorcze. Ile zna pan firm komunalnych czy państwowych, gdzie rady nadzorcze są tak małe, jak unas –trzyosobowe? Unas jest to standard. Wyjątkiem są skomercjalizowane dawne firmy państwowe, gdzie skład do 5 osób poszerzają przedstawiciele załogi. Zarządy są najmniejsze zmożliwych, wwiększości jednoosobowe. To ogromne samoograniczenie, wręcz ascetyczne. Skoro nadzór urzędu działa doskonale, to jak przepuścił obecnośćAndrzeja Nowaka, skazanego prawomocnie zaprzywłaszczenie mienia publicznego, w Radzie Nadzorczej spółki zależnej PRUiM. Ale o czym my mówimy? Miasto – poprzez PRUiM – jest mniejszościowym właścicielem spółki Silesia Asfalty. To firma z decydującym udziałem kapitału prywatnego i może powołać dorady nadzorczej, kogo chce. Poza tym Nowak jest kompetentnym i mądrym człowiekiem. To jakaś nagonka, człowieka chce się wdeptać w ziemię i ściga wszędzie, gdzie się pojawi. Panie prezydencie, mówimy osytuacji, w której dopuszczono, by kon-
trolę nad w części publicznym majątkiem oddać człowiekowi, który jako szef strażników miejskich ukradł kostkę brukową powierzoną jego pieczy. Popełnił błąd i w mojej ocenie słono zaniego zapłacił. Wzwiązku ztym incydentem nie ma prawa żyć? Powtórzę, spółka jest w większości prywatna – oskładzie rady nadzorczej decyduje podmiot prywatny. Ze spokojem oczekuje pan wyników kontroli NIK? Z całkowitym. Jedyne czego się obawiam, to tego, że w naszym kraju wpływy polityków mogą sięgać nawet takiej instytucji jak NIK. To jest jedyna obawa. Oczywiście, wszędzie można znaleźć jakieś nieprawidłowości. Nasze służby nadzorcze też pewno nie są doskonałe, ale ewentualne uchybienia mogą dotyczyć drobiazgów formalnych. Takiego porządku w spółkach jak u nas, nie znajdzie się ani bliżej, ani dalej. Komu, z politycznego interesu, miałoby zależeć na pana dyskredytacji? Aposeł jakiej partii nasłał tę kontrolę? ROZMA WIAŁ: ADAM PIKUL
Ko cha my drze wa. Na wet bar dzo. Po nad sto osób wy zna wa ło im mi łość pod czas wa len tyn ko wej ak cji „I lo ve li pa”
O T O : K R ZY S Z T O F S U R MA
Gli wi cza nie dla lip
w lipcu! Wędrowaliśmy więc od drzewa do drzewa, każdy z misją przytulenia i udekorowania, nucąc cichutko „Lipy to nie fraszka”. Jej symbolem była czerwona wstążka. Każdy uczestnik dostał Były serduszka, karteluszki i karswoją po to, by obwiązać jedną ty: z wyznaniami, poematami, z lip z alei Mickiewicza. Do dzie- wierszykami i… odą. Przyszliśmy ła ruszyliśmy po odśpiewaniu rodzinnie, z przyjaciółmi i znajoballady „Lipy to nie fraszka”, mymi. skomponowanej przez Janusza Inicjatorami lipowej akcji byli radSwoszowskiego. Spontaniczne ni osiedla Wójtowa Wieś i Małgospotkanie dla drzew pokazało, że rzata Tkacz-Janik, radna sejmiku gliwiczanom zależy na uratowa- wojewódzkiego. – W imieniu niu wyjątkowego charakteru dziel- drzew oraz organizatorów wanicy. Obywatelska czujność opła- lentynek z lipami chciałabym serciła się – cenny przyrodniczo decznie podziękować wszystkim, i krajobrazowo kwartał miasta którzy wzięli udział w naszej wpisano do rejestru zabytków. spontanicznej akcji. Chcieliśmy, Szkoda, że dopiero po interwen- żeby wszyscy dobrze się bawili i mam nadzieję, że cel został osiącji mieszkańców. gnięty. Pogoda dopisała, przybyCi, którzy w alei lip pojawili się ło wielu miłośników drzew, któpo raz pierwszy, mogli podzi- re pięknie przystroiliśmy. Na kowiać ponadstuletni drzewostan. Bo niec zatańczyliśmy taniec radości choć drzewa bez liści, lipy i tak i w dobrych humorach rozeszliśmy wyglądają pięknie. A co dopiero się do domów, pamiętając, że to
Tekst: Mał go rza ta Li chec ka Zdję cia: Krzysz tof Sur ma
jeszcze nie koniec akcji. A że weekend był słoneczny, wielu ludzi w czasie spacerów podziwiało jej skutki – tak podsumowała akcję Joanna Bojarska-Chemali, przewodnicząca zarządu osiedla. Małgorzata Tkacz-Janik stwierdziła, że wszyscy kochamy lipy. – Było spontanicznie, międzypokoleniowo (co się przecież tak często w przestrzeni publicznej Gliwic nie zdarza), a nade wszystko symbolicznie. W imieniu wszystkich osób zaangażowanych w przygotowania przesyłam w stronę gliwiczan i gliwiczanek wielki powalentynkowy, drzewolubny całus w podzięce. Atak poważnie: to tylko kropla w morzu tego, co możemy i musimy zrobić w mieście, aby zmienić nastawienie do środowiska naturalnego. To, że władze miasta nie radzą sobie z proporcją nasadzeń do wycinek, to że drzewa są źle ogławiane, a parki w imię pozornego bezpieczeństwa
pustoszone z zieleni, to fakty. Zły przykład idzie z góry, zaburzając ekologiczną równowagę. Jednak wciąż najwięcej zanieczyszczeń pochodzi z palenia w domowych piecach byle czym oraz z emisji spalin. Trawniki parków i osiedli upstrzone są psimi kupami i widok ten świadczy przede wszystkim o właścicielach, nie o władzach miasta. Do Kłodnicy i do kanału wylewane są i ścieki i odpady – bez właściwej kontroli. Wielkie i małe czyny składają się na nasz całościowy stosunek do przyrody i zieleni w Gliwicach. Duży (władza) może i musi więcej, i w tym akurat względzie nie radzi sobie z gminnym zadaniem, ale Gliwice, to także MY, więc cieszmy się ze spotkania z lipami i kontynuujmy tę pracę, angażując innych, kontrolując władzę, ciesząc się „wywalczoną” czystością ziemi, wody, powietrza – mówiła radna. Na zakończenie walentynek z li-
W czerwcu gotowa będzie sieć szerokopasmowa dla Gliwic. Na wydatku ok. 24 mln zł w pierwszym rzędzie skorzysta administracja. Inwestycja ma też znaczenie dla przeciętnego mieszkańca. Nie ma co jednak oczekiwać, że zwiększy obecność internetu w naszych domach
Miasto w sieci
pami rozstrzygnięto konkurs na najpiękniejsze i najoryginalniejsze wyznanie miłosne (dla drzew oczywiście). Zwyciężczynią, a tym samym posiadaczką niecodziennej budki lęgowej (lub karmnika) została Marlena Polok-Kin, szefowa gliwickiego oddziału „Dziennika Zachodniego”.
Gliwice budują supernowoczesną teleinformatyczną sieć. W wyniku trzech realizowanych równolegle projektów na terenie naszego miasta powstanie m.in. 66 km światłowodów oraz nowe punkty darmowego dostępu do internetu. Przedsięwzięcie w zasadniczej części finansują środki europejskie. Co w zamian zyska-
ją mieszkańcy? Sieć budowana jest w technologii mieszanej. System powstaje na światłowodowym szkielecie, w uzupełnieniu o bezprzewodowy przesył danych. – Maszty radiowe ustawione zostaną tam, gdzie nie opłaca się prowadzić kabla lub jest to niemożliwe z powodów technicznych. Przykładem są oddalone od centrum dzielnice miasta czy część skrzyżowań – wyjaśnia Mariusz Kopeć ze Śląskiej Sieci Metropolitalnej, miejskiej spółki odpowiadającej za przedsięwzięcie. Daleko zaawansowany jest zasadniczy projekt, obejmujący ponad 60 kilometrów z węzłami w trzech serwerowniach. Zastosowano tzw. technologię mikrokanalizacji. W rurze za-
miast jednego kabla układana jest wiązka mikrorurek, do których wprowadza się w miarę potrzeb mikroświatłowody. Koszt przedsięwzięcia wwysokości 14,5 mln zł w 85 proc. pokrywa dotacja unijna. Gotowe jest już w 80 proc., a jego zakończenie zaplanowano na czerwiec. Do końca roku należy się spodziewać oddania do użytku 6 kilometrów sieci światłowodowej w obrębie starówki. Inwestycja, warta ponad 4,3 mln zł, z czego ponad 2,3 mln stanowi pomoc europejska, obejmuje również budowę 10 infokiosków i 2 hotspotów. Prace wykonano już w 60 proc. Ze wsparcia Unii Europejskiej korzysta również ostatni z projektów. Gliwice, lider w rozwijaniu „inteligentnej” infrastruktury miejskiej w Polsce, stały się wzorem dla sąsiadów. Grupa 13 śląskich samorządów pod przewodnictwem naszego miasta buduje sieć szerokopasmowej transmisji danych w technologii LTE. Rozwiązanie opiera się o częstotliwość 3600 – 3800 Mhz. Rezerwację pasma w tym
zakresie do 2022 r. na obszarze dawnego województwa katowickiego wygrały w przetargu Gliwice. Inwestycja obejmuje swoim zasięgiem obszar ponad 800 km kw., z blisko milionem ludności. W ramach przedsięwzięcia powstanie 36 stacji bazowych (w tym 9 masztów teletechnicznych), podpięcia do co najmniej 500 punktów odbiorczych (w tym 200 szkół i przedszkoli) i 113 punktów hotspot. Koszty budowy to ponad 27 mln zł, a wydatek w 85 proc. finansuje dotacja unijna. Zadanie powinno być zamknięte również do połowy roku. Jak informuje SSM, powstała w jego wyniku infrastruktura w 20 proc. służyć będzie Gliwicom. W takiej samej proporcji rozkładają się nakłady związane z projektem. Pytanie najważniejsze – jakich pożytków miastu i mieszkańcom przysporzy ta góra pieniędzy wpompowanych w kable i maszty? Kopeć w pierwszej kolejności podkreśla korzyści dla samorządu. – Zmniejszą się koszty administracji.
Instytucje samorządowe, jak szkoły, urzędy czy firmy, będą mogły np. łączyć się przez bezpłatną telefonię VoIP, zyskają też stały dostęp do szybkiego internetu. Nowoczesna infrastruktura wpłynie na usprawnienie zarządzania miastem. Rozbudowa sieci umożliwi podłączenie do systemu miejskiego monitoringu peryferyjnych dzielnic. O zamontowanie kamer zabiegają na przykład mieszkańcy Sośnicy czy Łabęd, a potrzeby takie potwierdza Centrum Ratownictwa Gliwice. Łączność radiowa pozwoli włączyć w system inteligentnego zarządzania ruchem skrzyżowania, które eliminują z tego obecnie ograniczenia techniczne. Przybędzie, głównie w śródmieściu, infokiosków i hot spotów. Poprawa bezpieczeństwa na drogach oraz ułatwienia w dostępie do internetu poza domem to niewątpliwe korzyści dla przeciętnego mieszkańca. W błędzie są jednak ci, którzy z rozbudową miejskiej szerokopasmówki wiążą nadzieję na upowszechnienie szybkiego internetu
wśród społeczeństwa. Choć – jak podkreśla Kopeć – sieć stwarza ogromne możliwości, nie mieszczą się wśród nich darmowe, „detaliczne” usługi dla ludności. – Byłaby to bezpośrednia ingerencja w rynek z uprzywilejowanej pomocą publiczną pozycji. Zabraniają tego przepisy i instytucje pilnujące uczciwej konkurencji – tłumaczy Kopeć. – Ale i bez tego możliwości systemu może być praktycznie tyle, ile pojawi się potrzeb i pomysłów związanych z jego wykorzystaniem. Można na przykład przeprowadzać na żywo transmisję z ciekawego wydarzenia z wykorzystaniem miejskich telebimów lub wprost do sieci. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by po 5-letnim okresie ochronnym, czego wymaga prawo unijne, udostępnić infrastrukturę operatorom komercyjnym. Wtedy faktycznie powstanie szansa na umasowienie szerokopasmowego internetu w Gliwicach. (pik)
PA RA GRAF eks PRes
Przed wa len tyn ka mi mod ne wśród zło dziei zro bi ły się per fume rie. I tak w jed nej ukra dzio no 15 bu te lek mar ko wych perfum o war to ści 3700 zło tych, w dru giej – jed ną bu tel kę wo dy to a le to wej, też mar ko wej, za zło tych 500.
Z do mu na Ryb nic kiej, dodaj my – otwar te go, ktoś ukradł lap top, śpi wór oraz piór nik. Dom był na ty le otwar ty, że zło dziej zdo łał wejść po te przedmio ty do sa lo nu. Na uli cy Jac ka, po wła ma niu do al ta ny, zgi nę ła część bra my ga ra żo wej (?!).
Na Dol nej Wsi w Wój to wej Wsi nie zna ny spraw ca wy rwał je den tyl ko pręt z kra ty za bez pie cza ją cej okno, a już zdo łał wejść do środ ka. Na stęp nie doko nał pe ne tra cji wszyst kich pomiesz czeń w tym że środ ku się znaj du ją cych. Policjanci z „kolejowego”,
w pociągu relacji Przemyśl – Zielo na Gó ra, za trzy ma li na go rą cym uczynku cygańską parę, która podczas wróżenia zabrała 100 funtów brytyjskich swojej klientce. Cygańska para z Zabrza.
Z za par ko wa ne go na Chod kie wi cza au ta zni kła tyl na pół ka wraz z gło śni ka mi.
W Knu ro wie nie zna ny spraw ca zo stał na gra ny przez ka me rę mo ni to rin gu. Ale da lej jest nieznany, bo sprawstwo jego po le ga ło na kra dzie ży wła śnie tej ka me ry.
Na Po nia tow skie go w Gli wi cach zło dziej ukradł bmw, któ re po tem po rzu cił.
Na To szec kiej wła ma no się do piw ni cy. Tyl ko po prze dłu żacz elek trycz ny. Pew na py sko wi czan ka udzie li ła klient ce po życz ki w kwo cie 4 ty się cy zło tych, a spła ty za żą da ła w kwo cie 20 800 zło tych.
WASZE O godzinie 12.00 w niedzielę poszłam na przedstawienie dla seniorów w Gliwickim Teatrze Muzycznym. Bilety były po złotówce. Niestety, muszę stwierdzić, że jaka cena, takie przedstawienie, bo jakość spektaklu była fatalna. Zresztą trwał zaledwie pół godziny. Żal, że tak się traktuje seniorów. Gdybym wiedziała, jak to wszystko będzie wyglądać, w ogóle nie ruszałabym się z domu.
To oburzające, jak w Gliwicach bezmyślnie wycina się drzewa. Na ulicy Lipowej obok Biedronki nikomu nieprzeszkadzające, niczemu niezagrażające drzewo wycięto, ot – tak sobie. Dzwoniłam w tej sprawie do MZUK, a ten o niczym nie wie. Więc pytam: kto i po co wyciął to drzewo?! Niedługo wszyscy będziemy betonem oddychać w tym mieście!
Po raz kolejny dzwonię do was w sprawie fatalnego stanu chodnika przy ulicy Dworcowej, niedaleko kościoła garnizonowego. Strach tamtędy chodzić. Płytki chyboczą się
AMY we wszystkie strony, łatwo o skręcenie nogi. Moja żona ostatnio, w drodze na mszę, zniszczyła buty. Płytka niby położona dobrze, wyglądała całkiem normalnie, ale jak się na nią stąpnęło, zaczęła się niebezpiecznie chwiać. A takich w tym chodniku jest dużo, dużo więcej. Do licha! Przecież to centrum miasta!
Byłam niedawno w Tarnowskich Górach na dworcu autobusowym. Jest bardzo ładny. Nowoczesny, czysty, z ciepłą poczekalnią, w której można nie tylko kupić bilet i zapytać o autobus, ale nawet napić się kawy, coś zjeść. Na dworcu znajdują się estetyczna toaleta i telewizja. Potem wróciłam do Gliwic, wysiadłam na placu Piastów, który służy za coś w rodzaju karykatury dworca. Mam pytanie do władz miasta: nie można by ewentualnie takiego dworca jak w Tarnowskich Górach u nas zrobić? Ponoć Gliwice takie bogate.
List do Re dAk CJi
Brak parkingu przy największej nekropolii
Proszę zwrócić uwagę włodarzy mia sta oraz gli wic kie go ZDM na brak prawdziwego parkingu przy cmentarzu Centralnym, największej nekropolii w mieście. Przed bramą główną przy ulicy Ko ziel skiej jest mi ni par king, a wzdłuż Okulickiego są dwa wejścia na cmentarz, ale nie ma żadnego miejsca do pozostawienia samochodu. Mimo że jedna strona ulicy to spory teren niewykorzystany, zarośnięty i z powodzeniem mógłby służyć w tym celu. Natomiast z tyłu cmentarza jest miejsce, ale tylko dla pojazdów przyjeżdżających DK 88 od strony Wrocławia, bo dojazd od centrum to ogromny objazd. Aż się prosi, aby na ulicy Okulickiego wybudować rondo, zamiast istniejącego pasa zieleni oddzielającego obydwie części jezdni. Wtedy jadący DK 88 od strony centrum miasta też mogliby zjechać na parking z tyłu cmentarza. Łatwo było-
by wyjechać z CH Arena i ulicą Okulickiego dojechać do Kozielskiej i dalej. Teraz, kiedy jeszcze trwa remont wiaduktu na DK 88, dobrze byłoby pomyśleć i zmodernizować ruch na Okulickiego. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji
Okradają nas z pieniędzy!
Piszę w sprawie zdawania egzami nów na pra wo jaz dy. Otóż w sierpniu zeszłego roku zaczęłam kurs prawa jazdy. Bardzo szybko nauczyłam się prowadzić samochód (oczywiście z drobnymi błędami, które na drodze są często nieuniknione). Sprawiało mi to ogromną przyjemność do czasu, gdy nadszedł moment zdawania egzaminu w Rybniku. Nie jestem pewno jedyną osobą, która ma ten problem. Teorię zdałam za trzecim podejściem, wszystkie niezdane egzaminy to kwestia 1 punktu, taki niefart. Zaś egzamin praktyczny – masakra. Potrafię dość dobrze jeździć autem, a nie mogę zdać! Za każdym razem
pojawia się jakiś wyimaginowany problem: że zderzak wystaje mi 3 centymetry za linię „koperty”, że zatrzymałam się przy znaku stop i w celu poprawienia widoczności przybliżyłam się odrobinę do krawędzi zakrętu, nie wspominając o tym, że źle opuszczam hamulec ręczny. Nie zdają nawet ci, którzy jeżdżą autem cały rok, mając zaliczony kurs, ale nie mając prawa jazdy. Pracowałam rok, żeby zarobić na prawo jazdy, a teraz czuję się okradziona z moich pieniędzy. Jak to możliwe, że egzaminator szuka ofiary, żeby ją klasycznie oblać, nie patrząc zupełnie na umiejętności zdającego? W Rybniku szukają przysłowiowej „dziury w całym”, żeby jak najwięcej zarobić i jak najwięcej kursantów nie zdało egzaminu. Po dej rze wam, że tak jest w większości ośrodków. Jestem po prostu załamana! Najmniejszy błąd, który nawet nie powoduje zagrożenia w ruchu drogowym, można przypłacić „wynikiem negatywnym” i kolejną wpłatą na konto WORDu równą 140 zł, która zo-
stanie oczywiście następnym razem bezpowrotnie pochłonięta. Mój pierwszy egzamin trwał zaledwie 10 minut. Zdążyłam się przedstawić, pokazać kilka elementów pod maską, nawet nie ruszyłam samochodem i okazało się, że nie zdałam! Przecież to jest oczywiste wyciąganie pieniędzy z portfela, bo wiadomo, że decydując się na prawo jazdy, będziemy dążyć do uzyskania wreszcie pozytywnego wyniku. Dlaczego wszyscy na to przyzwalają?! Jak już wspomniałam, nie ja jedna mam ten problem. Takich jak ja są tysiące w Polsce. Moje rozwią za nie jest pro ste, po wró cić do starych zasad, według których zdawali moi rodzice, płacąc za kurs łącznie z egzaminem. Wtedy nie zdawał 1 na 100, a teraz jest odwrotnie.... Imię i nazwisko do wiadomości redakcji
Wy dA RZe Nie Waż na da ta w ka len da rzu kul tu ral nym: 19 lu te go. Te go dnia o godz. 17.00 w Wil li Ca ro spo tka nie z An ną Do bro wol ską, au tor ką książ ki o Wil hel mie Bras sem
Fo to graf z Au schwitz
Wspomnienia Wilhelma Brassego – fotografa w Auschwitz – to wyjątkowa relacja historyczna. Rzadko spotykane świadectwo więźnia, który przebywał w obozie śmierci od 1940 do 1945 roku, a jednocześnie szczególnego obserwatora. Jako więzień nr 3444 na rozkaz SS prowadził tajną dokumentację fotograficzną. Jak sam szacował, wykonał około 50 tys. zdjęć. W środę, 19 lutego w Willi Caro odbędzie się spotkanie z Anną Dobrowolską – autorką książki „Fotograf z Auschwitz” i projekcja filmu „Portrecista” w reżyserii Ireneusza Dobrowolskiego. Spotkanie poprowadzi dr Aleksandra Namysło z IPN Katowice. Władysław Bartoszewski, pozostający pod dużym wrażeniem książki, napisał: „Nie jest to praca naukowa ani też sensu stricto pamiętnik, ale wnosi bardzo dużo do wiedzy dzisiejszych zwyczajnych ludzi nie tylko o obozie,
lecz i o systemie, który takie obozy stworzył.” Publikacja opiera się na wspomnieniach i fotogra fiach Wil hel ma Bras se go. Opowieść głównego bohatera dopełniają wypowiedzi innych osób, które przeżyły Auschwitz i zapisały własne wersje tragicznych epi zo dów obo zo we go ży cia. W książce znajdziemy bogaty materiał ikonograficzny – liczne zdjęcia autorstwa głównego fotografa Auschwitz i ilustracje archiwalne. Wilhelm Brasse był wnukiem austriackiego osadnika na Żywiecczyźnie – Alberta Karola Brassego. Jednak już ojciec Wilhelma czuł się Polakiem do tego stopnia, że walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Tym bardziej Polakiem, polskim patriotą, czuł się i był Wilhelm Brasse, i jako Polak trafił do obozu Auschwitz-Birkenau. Tam po paru miesiącach zdobył pracę jako obozowy fotograf i prawdopo-
dobnie dzięki temu udało mu się przeżyć. Wilhelm Brasse miał świadomość, że ludzie, których fotografował, a niekiedy portretował (jako fotograf specjalizował się w portretach), niedługo, może za kilka dni zostaną skierowani do komory gazowej. Fotografował z polecenia władz obozowych i dla potrzeb systemu, ale dziś pożytek z tych zdjęć jest zgoła inny. Te zdjęcia są świadectwem tragicznego losu ludzi zamordowanych w KL Auschwitz. Praca w charakterze fotografa w Auschwitz nie była ciężka. Zarazem jednak do jego obowiązków należało beznamiętne dokumentowanie obozowej rzeczywistości: zdjęcia identyfikacyjne, ale także takie, które ukazywały wprost ów system pogardy dla człowieka, włącznie z wizerunkami osób poddawanych medycznym eksperymentom dr. Menge-
le. Książka „Fotograf z Auschwitz” powstała na podstawie wywiadu Ireneusza Dobrowolskiego z Wilhelmem Brassem, który przed kilkoma laty posłużył do realizacji filmu „Portrecista”. Album jest pewnego rodzaju dopełnieniem filmu i wspólnie z nim tworzy niezwykle interesujący i cenny materiał edukacyjny. Historię głównego bohatera uzupełniają narracje współwięźniów, wybrane z zasobów archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Wspomnienia Wilhelma Brassego zostały bogato zilustrowane fotografiami jego autorstwa. Książka poprzez swoją oprawę graficzną stała się po części swoistym albumem fotograficznym.
Od 16 lat mieszkańcy niewielkiej odnogi ul. Leśnej w Żernikach walczą o latarnie. Prezydent odpowiada: „zasady są takie same dla wszystkich, sam mieszkam przy ulicy, do której dojazd prowadzi drogą biegnącą wzdłuż lasu”...
F OTO : MI C HA Ł B U K S A
Ciem ność. Ciem ność wi dzę
Ma ry sia Sła wań ska
Leśna jest przy lesie. Dodatkowo przy ogródkach działkowych. Z dala od ulicy oświetlonej. Nie mogą się więc tutejsi mieszkańcy pocieszyć nawet światłem odbitym. I tak nocą jest tu jak u przysłowiowego Mu rzy na. Wia do mo gdzie. – Po zmroku nie jesteśmy w stanie rozpoznać, kto nas mija: działkowicz, starsza pani, podenerwowani kibice wracający z meczu (ulica znajduje się niedaleko stadionu – przyp. red.) czy też podchmielona młodzież idąca z libacji w sąsiadującym parku – skarżą się mieszkańcy. Leśna, nie dość że nieoświetlona, dodatkowo dziurawa. Wieczorem można zwichnąć nogę. – A na działkach urzędują często jacyś złomiarze. Strach przechodzić obok, nawet gdy idę na spacer z psem – mówi pani Dorota. Jej sąsiadka dodaje, że dziwne, ale ciemność panuje na ich ulicy, podczas gdy przy znajdującym się niedaleko cmentarzu latarnie świecą nawet późną nocą. Choć późną nocą na cmentarz nikt nie chadza.
Egipskie ciemności
Pismo w sprawie oświetlenia napisała pani Dorota już w styczniu 1998 r. Urzędnicy z wydziału przed się wzięć go spo dar czych i usług komunalnych poinformowali ją w odpowiedzi, czego taka inwestycja wymaga. Aktualnych map geodezyjnych, projektu, pozwolenia na budowę. W związku z tym zostanie ujęta w planie budżetu miasta na lata przyszłe. Pani Dorota w obietnice uwierzyła. Tym cza sem ma my rok 2014, a na Leśnej nadal egipskie ciemności. Sprawę po sąsiadce przejął mieszkaniec nowy, Jarosław Kalota. – W piśmie, jakie pani Dorota otrzymała od urzędu, słowa nie ma o jednej istotnej rzeczy. Mianowicie: oświetlenie zamontować można jedynie przy drodze pu blicz no -gmin nej, a w ro ku 1998 Leśna do takich nie należała. Dopiero kiedy sami spostrzegliśmy ten fakt, postaraliśmy się o zmianę kategorii drogi. No i teraz oświetlenie już
można montować. Tym bardziej, że słupy mamy – tłumaczy Kalota. Pan Jarosław i jego żona w imieniu wszyst kich miesz kań ców wysłali odpowiednie pismo w roku 2012. Prośbę o oświetlenie motywując względami bezpieczeństwa. „Po zmroku dojście oraz dojazd do naszych posesji są niebezpieczne z uwagi na panujące ciemności. Problem w szczególności dotyczy rodziców posiadających dzieci wracające ze szkoły oraz zajęć popołudniowych”, czytamy w piśmie. Urząd odpowiedział. W chwili obecnej możliwości nie ma. Przede wszystkim: wniosków podobnych jest bardzo dużo. A wiadomo, pierwszeństwo mają ci, co wcześniej złożyli. To nic, że mieszkańcy Leśnej, w osobie pani Doroty, złożyli 16 lat temu. Tamto się nie liczy, bo droga nie była jeszcze publiczna. Trzeba więc czekać od nowa. – Tak nas ładnie załatwili – rozkładają ręce mieszkańcy.
Ciemno to widzę
Mimo że najbliższa przyszłość Leśnej zapowiada się w barwach ciemnych, pan Jarosław się nie poddaje. Napisał do firmy Tauron. Ta odpowiedziała, że budowa oświetlenia jest zadaniem miasta. Ona może jedynie udostępnić słupy. Mieszkańcy, powołując się na tę odpowiedź, po raz kolejny napisali do gminy. Wszystko wydaje się proste: są słupy, wystarczy zamontować lampy. Naczelniczka WPGiUK UM w Gliwicach poinformowała jednak, że gmina nie instaluje oświetlenia na słupach nale żą cych do fir my Tau ron ze względu na warunki, jakie ta stawia. Chodzi głównie o opłatę za dzierżawę oraz koszty napraw. Te nie mogłyby być wykonywane przez tańszą firmę, wyłonioną w drodze przetargu, ale przez sam Tauron. Miasto się więc nie zgadza. Jedynym sposobem oświetlenia jest zaprojektowanie oraz wybudowanie instalacji niezależnej. Ale biorąc pod uwag liczbę zadań oczekujących na realizację oraz ilość środków, budowa może nastą-
(za kolejnych 16?). Mieszkańcy nie rezygnują. Od roku 2012 ich przedstawiciele, pan Jarosław wraz z żoną, dość regularnie męczą urzędników pismami. Proszą o ponowne, poważne i konstruktywne podejście do sprawy. Podają przykłady podobnych inwestycji poczynionych już na innych
F OTO : MI C HA Ł B U K S A
pić w la tach na stęp nych i to po uprzedniej modernizacji drogi. Mieszkańcy powinni się cieszyć. Bo oto między słowami obiecano im przy okazji naprawę dziurawej, w zasadzie polnej drogi. Ale czas tych zadań został bardzo ściśle nieokreślony. Bo budowa nastąpić może (ale nie musi). I to w latach następnych
A to już ulica Czerskiego, przy której mieszkają prezydent miasta i poseł Andrzej Gałażewski. Te latarnie również powstały z inicjatywy mieszkańców. Ale oni sami wyłożyli na nie 16 tys. zł. Miasto dołożyło 37.
pe ry fe riach Gli wic. Pi szą też o pięknie oświetlonym stadionie Piasta. O milionach wydawanych na budowę Podium. „Tylko dla naszej krótkiej ulicy nie można założyć kilku opraw oświetleniowych, które wykonałoby dwóch elektryków ze zwyżką za maksimum dwie dniówki i po kosztach, jakie nie przekroczą, według naszych, być może niedoskonałych, obliczeń, 50 tys. zł”, czytamy w kolejnym piśmie. Wreszcie poszło pismo do samego prezydenta. Ale nic nie wskórało. Jak odpowiedział Zygmunt Frankiewicz, gospodarując ograniczonymi środkami, należy kierować się racjonalnymi przesłankami. Prezydent zaznacza, że sam mieszka przy ulicy, do której dojazd prowadzi drogą biegnącą wśród lasu. Nie jest ona oświetlona, mimo że prowadzi do domów około stu osób. Sprawdziliśmy. Na początku drogi, o której mówi prezydent, jednak latarnia się znalazła. Poza tym światłość bije na nią z ulicy Czer-
skiego, na której to prezydent mieszka. Tam stoi kilka pięknych latarni o niebieskich słupach. Ale i tu ludzie ponoć narzekają. – Piękno tych latarni jest bardzo dyskusyjne. Niektórzy twierdzą nawet, że są po prostu szkaradne i może dobrze, że gdzie indziej w Gliwicach takich nie ma. Zostały wybrane przez architekta mieszkającego także przy tej ulicy, co było warunkiem przystąpienia przez niego do inicjatywy lokalnej mieszkańców. Ludzie zrobili projekt, wyłożyli część pieniędzy i tak powstało oświetlenie ulicy Czerskiego – mówi Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy prezydenta. Tymczasem mieszkańcy Leśnej o takich właśnie szkaradnych, a może i szkaradniejszych latarniach marzą...
44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13