Skip to main content

Nowiny Gliwickie nr 5

Page 1

7.2.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

( U )c ię ci e !

F O T O : K R Z Y S ZT O F S U R M A

Numer 5


Por tret No win Marek Słomski

„Był unas nakawie ten pan zgazety”, powiedział domnie kiedyś właściciel popularnej wGliwicach kafejki. „Kojarzę jego zdjęcie zkroniki kryminalnej”, dodał. Naszczęście Marek Słomski kojarzy się zkroniką odstrony drugiej, tej prawej. Komisarz stopniem, funkcjąoficerprasowyKMPwGliwicach.Znanyniemal wszystkim mieszkańcom naszego miasta ipowiatu. Usta itwarz gliwickiej policji. Wśród samych dziennikarzybardzolubiany.Mówisięonim,żeociepliłwizerunekstróżówprawa.Zawszedostępy,zawsze miły, zawsze kompetentny. Zanim (całkowicie wbrew sobie) stał się osobą medialną, ukończył jedną zlepszych wnaszym rejonieszkółśrednich:TechnikumŁącznościprzyWarszawskiej.Iodrazu poszkole, ku przerażeniu swojej mamy, zasilił szeregi policji. Kiedy pytam, dlaczego, ztypowym dla siebie poczuciem humoru odpowiada: –Chciałem być jak porucznik Borewicz, Kojak iColumbo. Naoglądałem się seriali poprostu.

Zaczął jako posterunkowy w III komisariacie, naAkademickiej. Zprewencji, którą przejść musi każdy żółtodziób, szybko trafił dowydziału dochodzeniowo-śledczego.Iokazało się, że jest dobry. Potem przeniesiono go dokomendy miejskiej. Ostatnie stanowisko przedrzecznikowaniem to specjalista wzespole łączności iinformatyki. Oficerem prasowymzostałwroku2007.Wcześniejrobiłjużwpolicji tyle rzeczy, że postanowił sprawdzić się wkolejnej. Dziś my, dziennikarze, komendy bez Słomskiego sobie nie wyobrażamy. Komisarz Słomski to nowy typ mundurowego: policjant wykształcony nie tylko wswojej branży. PróczWyższej Szkoły Policji wSzczytnie ukończył Uniwersytet Śląski (jest magistrem politologii), zrobił studia podyplomowe z BHP, a nawet pedagogiki.Aposłużbie zamienia się wmajsterkowicza-wynalazcę. Jego pasja to elektronika, nowe technologie. Fascynuje go każda nowinka techniczna z dziedziny poprawiającej życie. Najszczęśliwszy zaś jest wtedy, gdy tę nowinkę sam zainstaluje, przerobi, zmodyfikuje. Znany ztego, że gdy zepsuje się jakiś sprzęt (odsuszarki posamochód) narzęsach stanie, anaprawi. –Traktuję to jako wyzwanie. Bo nic tak nie cieszy, jak dzieło własnych rąk –mówi. Gliwiczaninzurodzenia,mieszkawgminieRudziniec. Ma żonęAgnieszkę, syna Tymka oraz córkiAlęiKingę.Interesujesięfilozofią,lubiksiążki.Ito nietylkoczytać.Pracujewłaśnienadksiążkąwłasną. Pewnegodniastwierdził,żebrakujefajnychlekturdla dzieci wwieku jego syna i... postanowił jedną stworzyć.Oczym?Tegoautor narazie nie zdradza.Wiadomo tylko, że będzie to kryminał dla dzieci, ajego akcja dzieje się wnaszym mieście. (sława)


I love lipa

Spontanicznie pokochaj gliwickie drzewa. W walentynki, 14 lutego, przyjdź na aleję Mickiewicza

Gliwiczanie, senki o lipach, nie namyślajzaplanowano cie się ani chwirównież silent li. Wasze „tak” disco. Taką zadla drzew jest bawę przygobardzo ważne. towali radni Przyjdźcie rodzielnicy Wójdzinami, z przytowa Wieś, jaciółmi i koleStowarzyszegami. Koniecznie Gliwickie nie z dziećmi. drzewa, FunZabierzcie dacja Przezwierzaki: psy strzenie dialoWWW.TEES.CUPSELL.PL i koty. Przyniegu i radna sejście prezenty miku śląskiego dla drzew. Będzie nauka pio- Małgorzata Tkacz-Janik.

Start – 14 lu te go o godz. 16.30. Chęt ni spo tka ją się na skwe rze Keż ma rok (ul. Ra dio wa).


(U)cięcie!

Mieszkańcy alarmują. MZUK tłumaczy

Małgorzata Lichecka

Służby miejskie cięły drzewa wtrzech gliwickich parkach. WChrobrym podpilarki poszło siedemnaście topoli, w Chopina – klon srebrny

i robinia, Szwajcaria straciła dwa klony. Po ogromnych wycinkach pod budowę Drogowej Trasy Średnicowej, kiedy to wykarczowano ponad 9 tysięcy drzew i krzewów, gliwiczanie pilnie śledzą działania ludzi z pi-


łami. Nie inaczej było tydzień temu. Kiedy tylko w parku Chrobrego pojawiły się ekipy zMZUK, stawili się też okoliczni mieszkańcy. Część spacerowała, część przyszła specjalnie, by tnących przypilnować. – To takie bulwersujące, kiedy ni stąd ni zowąd zjawiają się panowie z piłami i dawaj, ścinać drzewa. Przestraszyliśmy się nawet, że to znowu jakaś masowa akcja. Dzwoniliśmy do urzędu i MZUK – mówi pan Zbigniew, który do parku przychodzi na spacery z wnuczkiem. Sprawdziliśmy. Rzeczywiście teren nie wygląda najlepiej. Straszą pnie i puste miejsca. Ta część parku przylega do kortów tenisowych, a niedaleko buduje się Podium. Wycinkę przypisuje się więc budowie drogi technologicznej do hali. Iwona Kokowicz, rzeczniczka Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych wycinkę potwierdza. – Ale nie ma ona nic wspólnego ani z kortami, ani z Podium – dodaje. I tłumaczy jej powody: siedemnaście topoli zniknęło z parku, bo zabierały światło posadzonym w ich sąsiedztwie dębom. – Już wiosną i latem zaobserwowaliśmy, że młode sadzonki są cały czas w cieniu,

praktycznie bez słońca. Zrobiliśmy także rozpoznanie pod względem biologicznym. Okazało się, że topole miały wyschnięte korony, uszkodzone przez szkodniki gałęzie, które albo już obumarły, albo obumierają. Silniejszy wiatr je łamie, co może być niebezpieczne dla spacerujących – Kokowicz wie, jakie emocje budzą w mieście wycinki. W parku Szwajcaria rośnie starodrzew i zasad przecinania drzew przestrzega się bardzo restrykcyjnie. Trzy drzewa jednak ścięto. Znajdowały się pod skarpą służącą za tor rowerowy. – Dwa martwe klony i jedna martwa topola. Usunięto je stamtąd, bo były zwyczajnie niebezpieczne – komentuje rzeczniczka MZUK. A w parku Chopina? Tu z kolei ścięto klon srebrzysty i robinię. Kokowicz wyjaśnia, że drzewo i krzew mogły wydawać się na pierwszy rzut oka zdrowe. – Ale były zmurszałe przy korzeniach i miały zaburzoną statykę. W każdej chwili mogły spaść na drogę.


Czy w firmach komunalnych dochodzi do nadużyć? Czy osoby, które nimi kierują, zajmują swoje stanowiska zgodnie z prawem? Najwyższa Izba Kontroli podjęła śledztwo gliwickiego dziennikarza

Spółki miasta i urząd pod lupą NIK

Adam Pikul Kontrolerzy z katowickiej delegatury NIK weszli do gliwickiego magistratu i wybranych spółek komunalnych. Sprawdzają, czy nie dochodzi do nieprawidłowości w związku z ich funkcjonowaniem oraz kontrolą właścicielską ratusza. Inspekcja prowadzona jest z zawia-

domienia posła PO Andrzeja Gałażewskiego. Jej ustalenia poznamy w maju. Miasto Gliwice posiada udziały większościowe w 13 spółkach, z których jedna – Przedsiębiorstwo Remontów Ulic i Mostów – jest jedynym właścicielem 2 spółek zależnych. Ponadto gmina jest mniejszościowym udziałowcem w 6 innych spółkach. Dodatkowo


niektóre z tych podmiotów pozakładały firmy z udziałem kapitału prywatnego. Z 25 spółek, należących do miasta w części lub całości, bezpośred nio lub po przez in ne spół ki, NIK na wstę pie za jął się trze ma. In spek to rzy wzię li pod lu pę Za rząd Bu dyn ków Miej skich I TBS, PRU iM oraz Przed się bior stwo Skła do wa nia i Utylizacji Odpadów. W dalszej ko lej no ści prze świe tlą in ne spół ki. – Kon tro la pro wa dzo na jest m. in. w związku z obsadzaniem za rzą dów i rad nad zor czych miej skich spół ek oraz wy na gra dza niem za sia da ją cych w nich osób. Spraw dzi my rów nież, czy urząd nad zo ro wał je w pra wi dło wy spo sób – in for muje Przemysław Witek, rzecznik pra so wy NIK w Ka to wi cach. NIK podjął interwencję po tym, jak par la men ta rzy sta PO An -

drzej Gałażewski podzielił się z nim podejrzeniami co do patologii w spółkach samorządu Gliwic, zrodzonymi na podstawie materiałów dziennikarskiego dochodzenia Dariusza Jezierskiego. Ustalenia dotyczą m.in. sprawy Hen ry ka Ma ły sza. Pre zes PRUiM, zasiadając w tym samym czasie w składzie rad nadzorczych dwóch spółek zależnych – PRUiM Mosty i PRUiM-Bet – złamał tzw. ustawę antyko mi no wą. Wy dział nad zo ru właścicielskiego UM w Gliwicach nie zauważył nieprawidłowości. Usunięcie naruszenia prawa wymusił dopiero powiadomiony przez Jezierskiego sąd gospodarczy w Gliwicach. NIK za pla no wał swo ją kon tro lę w Gliwicach do końca kwietnia. Wnioski poznamy najwcześniej mie siąc póź niej. (pik)


F O T O : K R ZY S Z T O F S U R MA

Na co czeka miasto?


Andrzej Sługocki

Potwierdzają się niepokojące wieści dotyczące placu targowego, na który mieli się przenieść kupcy z popularnego Balcerka. Aranżacją nowego targowiska przy ul. Toszeckiej 2 miała się zająć spółka Centrum Handlowe ABC z Obornik, która wygrała ogłoszony przez urząd miejski przetarg. Niestety, nic nie wskazuje, by miało się to jej udać. Grzegorz Jaworski, biznesmen z Wielkopolski, który stoi za tym przedsięwzięciem, zadłużył się po uszy. Winien jest pieniądze osobom prywatnym, firmom, a także z tytułu niezapłaconych podatków – miastu Gliwice. Urzędnicy jednak nie palą się do natychmiastowego zerwania umowy zawartej z Jaworskim na 20 lat. Na co czekają? O sprawie pisaliśmy już kilkakrotnie. Ostatni raz we wrześniu ubiegłego roku. Jaworski z kupcami z gliwickiego Balcerka spotkał się po raz pierwszy w październiku 2012 r., na kilka tygodni przed likwidacją targowiska przy Fredry. Zaprosił ich na Toszecką, tam gdzie miał urządzić nowy plac. Mówił o planach, deklarował, że bę-

dzie można wreszcie handlować w cywilizowanych warunkach. Zapowiadał, że nowy Balcerek przyjmie kupców i klientów już na przełomie maja i czerwca 2013 r. Terminu nie dotrzymał. Odwiedziliśmy Jaworskiego latem na terenie, gdzie ma powstać targowisko. Zastaliśmy niewielkie zmiany w porównaniu z tym, co widzieliśmy w październiku 2012 r. Jaworski usprawiedliwiał się, że zrobiono tak mało, bo zawalił geodeta. Niezależnie od tego, czy było tak w istocie, kolejny termin otwarcia placu targowego przy ul. Toszeckiej – sierpień 2013 – wziął w łeb. Opóźnienia, co oczywiste, położyły się cieniem na inwestycji i postawiły jej wykonanie pod dużym znakiem zapytania. Wydaje się niemal pewne, że inwestor nie ma w tej chwili pieniędzy na zaplanowane przedsięwzięcie. I nie dość, że ich nie ma – tonie w gigantycznych zaległościach. Dotarliśmy do kilku osób, które niezbyt pochlebnie wyrażają się o Grzegorzu Jaworskim...

Oddaj pieniądze

Firma ID Trade Klimowicz z Paczyny miała dzierżawić od Jaworskie-


go box handlowy na placu przy ul. Toszeckiej. Wobec jego opieszałości wypowiedzieli mu umowę we wrześniu ubiegłego roku. W piśmie poprosili również o zwrot kaucji, niemal 11 tys. zł. – Niestety, grochem o ścianę – mówi Marcin Laskowski z ID Trade Klimowicz. – Kontaktowaliśmy się z nim wielokrotnie, ciągle obiecywał, zwlekał. Mówił, że odda. Nie zrobił tego. Teraz nie odbiera telefonu, nie oddzwania. Wystąpiliśmy na drogę sądową. Tak samo zachowała się Irena Misiukanis, która prowadzi bar Kogutek. Ją też Jaworski omamił swoimi wizjami supertargowiska. Scenariusz był taki sam jak w przypadku firmy z Paczyny. Umowa, kaucja i... kamień w wodę. – Wypowiedziałam mu umowę. Obiecywał, że odda kaucję. Potem odpisał, że ma kłopoty finansowe i pieniądze zwróci mi dopiero w 2014 r. Znikł. Nie będę czekała. Założyłam mu sprawę sądową. Wydaje się, że nerwy puściły również koledze Jaworskiego – Robertowi Pytlowi z tarnowskiej firmy Metalex, który pomagał mu organizować targowisko w Gliwicach i wyłożył dużo więcej pieniędzy niż wspominani

wyżej kupcy. Kiedy we wrześniu pytałem go o kwotę i wymieniłem zasłyszane 17 tysięcy, odpowiedział, że zainwestował już dużo więcej. Miał jednak jeszcze wówczas spory margines zaufania do Jaworskiego. Dzisiaj utracił je. – Kontakt z nim mam znikomy i odzyskanie moich nakładów powierzę kancelarii prawnej. Wstępne kroki już poczyniłem. Piotr Drabik też pracował dla Jaworskiego. Wykonał dla niego usługi budowlane o wartości ponad 11 tysięcy złotych. Wystawił fakturę, potem ponaglenie.... Pieniędzy nie ma do dzisiaj. – Ten człowiek tylko oszukuje i zwodzi. Teraz nie odbiera telefonu. Wystąpię przeciw niemu do sądu. Nie chcę mieć już z nim nic do czynienia – przekonuje. W podobnym tonie wyraża się o Jaworskim Dariusz Twardzik z firmy Nortax. – Za piaskowanie wnętrza jest mi winien ponad 8 tysięcy złotych – wylicza. – Wysłałem mu drugie ponaglenie, ale nic to nie daje, więc występuję na drogę sądową. Suchej nitki na pseudobiznesmenie z Obornik nie pozostawia natomiast pan Grzegorz, któremu również Jaworski nie zapłacił za pracę. – Miał


pieniądze przez chwilę, kiedy po wydzierżawieniu placu od miasta wymontował wszystkie metalowe części i wywieźliśmy je na złom. Drzwi, okna, bramy, szyny kolejowe, wszystko, co dało się spieniężyć. Razem z 50 ton – mówi bez ogródek mój rozmówca.

Długi, długi, długi...

Zadłużony jest Jaworski również w gliwickiej firmie Buster. – Jest nam winien w sumie nie tak dużo, bo ok. 1700 zł, ale kroki prawne już poczyniliśmy, a zadłużenie firmy „Jaworski G. sp. z o. o.” powiesiliśmy na portalu długi. info. pl – mówi Marek Chorzelski. – Niech to będzie przestrogą dla innych. W sprawie dotyczącej Jaworskiego wyjątkowo powściągliwie zachowuje się natomiast gliwicki urząd miejski. Według naszych informacji Jaworski winien jest miastu grubo ponad 100 tysięcy złotych. Od wielu miesięcy nie płaci należnych podatków: od nieruchomości i gruntowego (za działkę o powierzchni 3525 m kw. i trzy budynki o łącznej powierzchni około 5600 m kw. – red.). Nie odprowadził też do miasta ani

złotówki ustalonej kwoty dzierżawy (miesięcznie 5 tys. zł netto). Miasto wystąpiło co prawda na drogę sądową i posiada stosowny nakaz egzekucyjny, ale na razie nie zamierza wykurzyć Jaworskiego z Gliwic. – Jak zerwiemy z nim umowę teraz, to co, zostanie dziura w ziemi? – pyta Marek Jarzębowski, rzecznik prasowy prezydenta Gliwic. – Mamy zabezpieczenie w postaci nakazu sądowego. Obiecywał, że wiosną ruszy z pracami. Przekonamy się, ile warte są jego słowa za kilkanaście tygodni. Warto wiedzieć, że jeśli Jaworski nie zapłaci do kasy miasta należnych kwot, nie otrzyma jakichkolwiek zezwoleń na rozpoczęcie robót. W świetle tego, co wyżej, warto zadać sobie fundamentalne pytanie: czy warto czekać? Naszym zdaniem szkoda czasu... PS Próbowaliśmy się skontaktować telefonicznie z Grzegorzem Jaworskim. Jego telefon milczy…


Pa ra graf eks Pres

Policjanci z „jedynki” ukarali kierowcę forda mondeo, bo ten podczas cofania uszkodził im radiowóz.

„Pracownik wodociągów” wszedł do mieszkania starszej pani pod pretekstem usunięcia usterki, choć usterki żadnej nie było. Wyszedł za to bogatszy o 2 tysiące złotych oraz wyroby ze srebra i złota.

Nieznany sprawca tak długo rzucał kamieniami w szybę i neon kwiaciarni, aż wszystko doszczętnie stłukł. Kiedy zniszczenia dokonał, udał się w sobie tylko znanym kierunku. Ekspedientka w sklepie spożywczym sprzedała dwie puszki piwa klientowi, który miał dopiero 16 lat. Będą kłopoty.

Pewna gliwiczanka zgłosiła, że jej podpis znalazł się na umowie darowizny, choć podpisu żadnego nie składała. Uczynił to ktoś nieznany, w nieznanym miejscu i nieznanym czasie.

Robotnicy konkurencyjnych firm lubią sobie czasem podbierać narzędzia. I tak w Gliwicach jedni drugim podebrali: cztery komplety samochodowych kół, maszynę do cięcia klinkieru, hydronetkę do wody oraz rozdzielnię elektryczną.

Policjanci z komisariatu w Sośnicy wzięli się za sprawy z minionego roku i złapali kolejno: 21-latka z Bytomia, który włamał się do gliwickiej firmy oraz, dla odmiany, dwóch 20-latków z Gliwic, którzy z bytomskiego sklepu wynieśli dwa telewizory.

Wpadł też w ręce policji 27latek, który 19 stycznia spod marketu na Wielickiej ukradł motorower. Długo więc na nim nie pojeździł, niecały miesiąc. Dłużej za to posiedzi.

Informacja dla gliwiczanina okradzionego z portfela w pierwszy dzień nowego roku na ulicy Zubrzyckiego. Otóż policja już złodzieja ma. To 27-latek, pana ziomek, mieszkaniec Gliwic. Zatrzymali go mundurowi z trzeciego komisariatu.


F OTO: K RZ Y S Z TO F S U RM A

Ĺšre dnio wie czny mur do re mon tu


M

iasto ogłosiło przetarg na wykonanie renowacji zabytkowego muru przy ul. Grodowej 5a. To jeden z fragmentów średniowiecznej fortyfikacji. Prace powinny zakończyć się w połowie roku. Zakres robót obejmuje oczyszczenie muru i bezpośredniego sąsiedztwa z roślinności, odrestaurowanie konstrukcji wraz z uzupełnieniem ubytków, spoinowaniem, hydroizolacją i ujednoliceniem kolorystycznym. Gliwickie mury obronne są jednym z najlepiej zachowanych obiektów tego typu na Górnym Śląsku. Pochodzą z pierwszej połowy XIV wieku. Pierwotnie fortyfikacja w obwodzie wynosiła 1125 m, sięgała 9 m wysokości i 1,2 grubości. Użycie do budowy murów materiału dwojakiego rodzaju (kamienia

i cegły) sugeruje, że powstawały one w kilku etapach. W obrębie umocnień znajdowało się 29 baszt oraz dwie bramy: Biała – zwana również Bytomską oraz Czarna, zwana też Raciborską. Do dziś zachowały się jedynie fragmenty fortyfikacji, wśród nich jedna większa pozostałość kurtyny z basztą, wykorzystana przy wznoszeniu Zamku Piastowskiego będącego obecnie siedzibą muzeum, resztki bramy Czarnej przy pl. Rzeźniczym, elementy murów przy ul. Basztowej, w dwóch miejscach przy Grodowej oraz wzdłuż ul. Dolnych Wałów. Prace restauracyjne murów przy ul. Grodowej 5a powinny zakończyć się po trzech miesiącach od daty podpisania umowy. Jedynym kryterium przy wyborze wykonawcy będzie cena. (pik)


7 lutego o godz. 17.00 gliwickie muzeum zaprasza do Willi Caro na wystawę „Omnium Sanctorum. Kościół i parafia Wszystkich Świętych w Gliwicach”

Kościół nad kościołami Małgorzata Li chec ka

Serce miasta i matka gliwickich kościołów. Charakterystyczna sylweta fary ulokowana w najwyższym punkcie Gliwic pojawia się na wielu obrazach, pocztówkach i zdjęciach. Historia kościoła ściśle wiąże się z historią miasta. Jak w soczewce skupiają się w niej przemiany polityczne, społeczne i narodowościowe, śledzimy jej wzloty i upadki, czasy prosperity i zawieruchy wojennej. Dzieje parafii od czasów najdawniejszych opisał w 1926 roku ks. dr Kurt Kukowka i dziś jego dzieło jest bezcennym materiałem historycznym. Podobnie najnowsza publikacja gliwickiego muzeum – „Omnium Sanctorum. Kościół i parafia Wszystkich Świętych w Gliwicach”, pod redakcją Sebastiana Rosenbauma i Bogusława Tracza. Prowadzi czytelnika przez

wielowiekową historię najważniejszej miejskiej fary, od której początek biorą inne parafie, jak chociażby śś. Apostołów Piotra i Pawła czy Podwyższenia Krzyża Świętego. Znajdziemy w niej nieznane fakty, niepublikowane zdjęcia, poznamy osobistości, świeckie i kościelne, kształtujące wizerunek świątyni i miasta. Niezwykle interesująca jest także część poświęcona jej współczesnym, powojennym dziejom – inwigilacji przez służbę bezpieczeństwa czy współpracy z administracją państwową. Na uwagę zasługuje niezwykle bogaty materiał ilustracyjny: wiele archiwalnych zdjęć dokumentujących najważniejsze wydarzenia z historii parafii, wspaniałe fotografie ukazujące obrazy, detale rzeźbiarskie, przedmioty liturgiczne. Ajuż w piątek, 7 lutego w Willi Caro wspaniałe zabytki sztuki sakralnej


Renesansowe tondo z Matką Boską, Dzieciątkiem i Janem Chrzcicielm, fot. W. Turkowski.

Monstrancja 1687, ufundowana przez mieszczan gliwickich dla kościoła farnego, fot. ks. Piotr Paweł Maniurka.


po raz pierwszy udostępnione publiczności na wystawie „Omnium Sanctorum. Kościół i parafia Wszystkich Świętych w Gliwicach”. Zobaczymy pochodzący z XVII wieku obraz włoskiego mistrza Francesco Solimeny „Chrystus błogosławiący”, prowadzoną od 1597 roku księgę ochrzczonych, renesansowe tondo z Matką Boską i Dzieciątkiem oraz Janem Chrzcicielem z I połowy XVI wieku. Ekspozycja jest dopełnieniem wydanej przez Muzeum w Gliwicach z początkiem listopada 2013 roku pięknej monografii poświęconej najstarszej gliwickiej świątyni. Publikację i wystawę honorowym patronatem objął biskup diecezji gliwickiej ksiądz Jan Kopiec. – Zwiedzający wystawę „Omnium Sanctorum. Kościół i parafia Wszystkich Świętych w Gliwicach” zapoznają się z przebogatą historią parafii i samej świątyni. Zaprezentujemy wyniki wykopalisk archeologicznych prowadzonych wokół kościoła, które znacznie wzbogaciły posiadaną przez nas wiedzę na temat jego najstarszych dziejów. Dzięki uprzejmości proboszcza parafii Wszystkich Świętych ks. Bernarda Franka udało się nam rów-

nież zgromadzić wiele przedmiotów związanych bezpośrednio z liturgią bądź stanowiących wyposażenie świątyni. Na szczególną uwagę zasługują stroje liturgiczne, utensylia, takie jak np. dwie monstrancje pochodzące z 1687 r., neogotycki pacyfikał czy kielichy mszalne. Będzie można zobaczyć również XIX-wieczne świeczniki, stanowiące element wyposażenia prezbiterium – mówią Sebastian Rosenbaum i Bogusław Tracz. Wśród dokumentów parafialnych, które po raz pierwszy zostaną udostępnione publiczności, znajdą się – oprócz wspomnianej księgi ochrzczonych – również księga ze spisem aktów fundacyjnych z terenu dekanatu, księgi zapowiedzi przedślubnych, księga zawierająca porządek nabożeństw w kościele farnym, druki i ulotki związane z historią miasta i parafii. Całości dopełni bogaty zbiór ikonograficzny przedstawiający kościół w przestrzeni miejskiej.


Fono fan


Wizyta w tym miejscu dla ludzi z mojego pokolenia, generacji Jarocina, jest jak podróż w przeszłość. Jako młokosi wchodziliśmy w jego drzwi z żywszym biciem serca. Za nimi czekał ekscytujący, niedostępny gdzie indziej, świat muzyki zza żelaznej kurtyny. Wstęp kosztował kieszonkowe, biletem były kaseta, plakat, później „kompakt”. 27 lat temu Mirosław Sadowski założył pierwszy w powojennej historii Gliwic sklep muzyczny. Dzisiaj jedyny. W miejscu u zbiegu ulic Grodowej i Średniej czas jakby się zatrzymał. Przekraczamy próg i znów jesteśmy podrostkami, którzy z wypiekami na twarzy śledzą półkę za półką, piętro za piętrem, by z powodzi okładek wyłowić tę upatrzoną. Jak kiedyś gabloty pełne wszywek, plakietek i innych fanowskich gadżetów. Ale ta niezmienność to pozór. W całym sklepie nie uświadczysz ani jednej kasety, królowej tamtych lat. Zdetronizowała ją płyta CD, ówczesny rarytas. Całą ścianę zajmują winyle, nośnik wydawałoby się bezpowrotnie archaiczny, a wracający

w glorii. Za ladą jednak ten sam Mirosław Sadowski – właściciel sklepu, miłośnik muzyki, wytrawny znawca epoki Pink Floyd, Led Zeppelin, BB Kinga, Milesa Davisa i innych dinozaurów rocka, bluesa, jazzu. Fono Shop ma ofercie dziesiątki wykonawców, setki tytułów. Prywatna kolekcja pana Mirosława przebija ten katalog. Płyty wychodzą z każdego kąta mieszkania. Stoją na półkach, zajmują pawlacze, chowają się po wersalkach. Perełką liczącego kilka tysięcy pozycji zbioru jest unikatowa edycja wykonawców złotej epoki lat 60. i 70. na złotych płytach. I nie chodzi tu o wielkość nakładu, a materiał, jaki nagrano na albumy. Sadowski gromadzi muzyczne trofea od 35 lat. Na początku były to kasety, na których utrwalał „trójkowe” audycje płytowe. Korzystał przy tym z prawdziwego kombajnu audio tamtych lat – legendarnego stereofonicznego radia Zodiak z magnetofonem. Potem były giełdy płytowe w Gwarku i nieistniejącym już klu-


bie Kropka. W pielęgnowaniu muzycznej pasji nie przeszkodziła mu nawet służba w wojsku. Tak wybierał przepustki, by opuścić jak najmniej spotkań kolekcjonerów. Zrzucając kamasze, miał już całkiem pokaźne zbiory. Chwilę później zostały solidnie przetrzebione. Wyższą racją były pieniądze na odpalenie biznesu. – Sklep chciałem otwierać zaraz po wyjściu z wojska. Takie to były jednak czasy, że jako osoba ze średnim wykształceniem, czyli bez fachu w ręce, nie miałem szans na działalność. Papiery handlowca dostałem po dwóch latach praktyki w PSS Społem. Lokal u zbiegu Średniej i Grodowej po sklepie z materiałami dekoracyjnymi, gdzie jeszcze wcześniej był magiel, wypatrzył tato Sadowskiego. Miejsce wydawało się idealne – przy Rynku i niedaleko dużej szkoły, dwóch dużych skupisk młodzieży, czyli potencjalnie najpewniejszych klientów. Fono Shop otwarł dla nich podwoje w 1987 r. Z marszu zdobył rozgłos wśród fanów muzycznej alternatywy.

Kasety z metalem, punkiem, reggae rozchodziły się jak świeże bułeczki. W roku otwarcia przed Bożym Narodzeniem klienci ogołocili półki do cna. Wtedy właśnie Sadowski uszczuplił rezerwy swojej kolekcji. – Interes szedł znakomicie. Utrzymywał całą moją najbliższą rodzinę. Nie ma co owijać w bawełnę – boom lat 90. na polskim rynku wydawniczym żywił się piractwem. Złota era skończyła się z chwilą zlikwidowania wolnej amerykanki na rynku praw autorskich. Schyłek srebrnej zapowiedziało upowszechnienie się wymiany plików mp3 w internecie i narodziny ipoda, przedsmak brązowej daje rosnąca popularność tzw. serwisów streamingowych, które w zamian za niewielki abonament oferują dostęp do oceanu muzyki, w coraz większym stopniu w niemal audiofilskiej jakości. Podobnych Fono Shopowi miejsc jest coraz mniej. Triumfuje muza z internetu. Klasyczne salony odchodzą w cień. Na Śląsku działają jeszcze tylko dwa – w Katowicach i Bielsku.


– Nadzieję daje renesans płyty winylowej oraz rynek kolekcjonerski. Klient, który szuka chwytliwej nowości, nie wyjdzie ode mnie z pustymi rękami. Ale coraz większą część płytoteki sklepu zajmują reedycje albumów na czarnych krążkach, w tym takich, które nie miały swojej premiery na winylu oraz oryginały sprzed 20, 30, a nawet 40 lat. To ekskluzywne, drogie wydawnictwa. Mam jednak grono wiernych klientów, również spoza Polski. Dla „białego kruka” gotowi są pokonać nawet tysiące kilometrów. Stały kontakt z ludźmi, fakt, że udaje się sprostać niełatwym wymaganiom klientów, dają największą satysfakcję z tej pracy. Sadowski osobiście również przedkłada „ciepły”, choć nieco chropawy dźwięk winylu nad krystalicznie czyste, „zimne” nagranie z płyty kompaktowej. Sentyment do czarnych krążków wziął się też z fascynacji muzyką, która została na nich utrwalona. Właściciel Fono Shopu posiada encyklopedyczną wiedzę o wykonawcach, nurtach, gatunkach muzycznych

lat 60. i 70. Ma nawet pochodzące z tamtych dekad nagrania egzotycznych zespołów z Afryki czy Ameryki Południowej, które oficjalnie niczego nie wydały. – W muzyce najbardziej fascynuje mnie niespożyta kreatywność twórców. Każda płyta, nawet znanego wykonawcy, może być zaskoczeniem. Dlatego moment rozpakowywania, zbliżania się do niewiadomego, zawsze budzi we mnie dreszcz emocji. Sadowski swoje hobby muzyczne łączy z zainteresowaniem historią Gliwic. Na przykład urządza rodzinie rowerowe wycieczki trasą inspirowaną miejscami ze starych pocztówek. – No to do następnej – żegna się z nami Sadowski powiedzonkiem zagorzałych fanów muzyki. Takich, co to wypełniają czas oczekiwaniem na kolejną płytę do kolekcji. (pik)


NA ŚWIECZNIKU

Są już gliwickie koszulki

Z motywem Radiostacji na przykład lub na czasie ostatnim, czyli z motywem wampirycznym. Jest więc koszulka z wampirem, co kocha Gliwice, jest z kołkiem, plamą krwi i wyznaniem miłosnym dla miasta. Mnie osobiście do gustu przypadł

nadruk „keep calm and love Gliwice”, czyli „zachowaj spokój i kochaj Gliwice”. Chyba drogą kupna nabędę. Przejdę się w niej potem ulicą Dworcową, tuż przy kościele św. Barbary i kiedy kolejny raz potknę się o ruchome na chodniku płytki, których miasto od lat nie chce naprawić, spojrzę na tę swoją koszulkę i powiem głośno sam do sie-

bie: „zachowaj spokój i kochaj Gliwice”. PS Napisy i obrazki są drukowane na materiale cyfrowo, a projekty robi młody gliwiczanin Michał. Są i ekologiczne torby z podobnymi nadrukami. Zainteresowani? Zapraszamy na www.tees.cupsell.pl/k/gliwice


„Jezior” zawiesił głodówkę Gliwicki dziennikarz Darek „Jezior” Jezierski zawiesił planowany protest głodowy w urzędzie wojewódzkim. Zanim bowiem pan Darek zdążył zgłodnieć, zgodził się z nim pogadać sam wojewoda. Wojewodzie Zygmuntowi Łukaszczykowi przyznaję Płonącego Knota. Dzięki niemu bowiem nasz ziomal się nie zagłodzi.

Może wydra? Chopy, co wy?! Jamników nigdy nie widzieliśta?

Parafia Wszystkich Świętych ma fajnego proboszcza

Od pewnego czasu obserwuję bacznie poczynania księdza Bernarda Franka i zachwyca mnie doprawdy upór, z jakim walczy on z niesfornymi kierowcami. Już kiedyś pisałem o karteczkach wkładanych za wycieraczki samochodów, informujących, że to plac kościelny, nie parking. Teraz ksiądz stawia przy chodniku pachołki. Pochwalam. Wreszcie ktoś się za kierowców zabrał, skoro służby sobie nie radzą. Dla proboszcza Bernarda Franka także Płonący Knot.

Pies to?


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny Gliwickie nr 5 by Nowiny Gliwickie - Issuu