Skip to main content

Nowiny gliwickie 2

Page 1

10.1.2014 r.

PL ISSN 0209

NR INDEKSU 366862

Moc po zytywnej ener gii

F O T O : K R Z Y S ZT O F S U R M A

Numer 1


Portret Nowin

Romuald Romanowski

Takich jak on w Gliwicach nie znajdzie się wielu. Dokładnie w granicach 25. Wszyscy wyrośli na licencjonowanych „tłumaczy” Tatr z pomocą gliwickiego Koła Przewodników Tatrzańskich PTTK. Organizacja obchodzi w tym roku jubileusz 40-lecia. Romanowski kieruje nią od 12 lat. Bakcyla gór połknął jako nastolatek. Zaprawą w turystyce były dla niego Beskidy. Ale urok i sens wędrowania wierchami i graniami odkrył w Tatrach. Zakochał się w tych górach. Uwiodły go nie tylko pięknem i majestatem szczytów. Zachwycił się ich literacką legendą, aurą, jaką pozostawili po sobie na tych szlakach wielcy naszej kultury i historii. Ojciec i syn Witkiewiczowie, Szymanowski, Hasior, Jan Paweł II. Romanowski swoje zainteresowania rozwijał w Studenckim Kole Przewodników Górskich Harnasie. Wszedł z nimi w dojrzałe życie. Uprawianie turystyki wysokogórskiej godzi z działalnością zawodową inżyniera budownictwa. Choć od pierwszego zachwycenia Tatrami minęło 30 lat, a przez ten czas miał okazję podziwiać poranki i zachody słońca w Alpach, górach Słowacji, Karpatach, nadal pozostaje wierny tej miłości. – Tatry są jedyne. Nie ma drugich gór w tak oryginal-

nej krasie, na którą składa się urozmaicona rzeźba, jeziora, a nawet lodowiec. No i ten „intelektualny” klimat, związek gór z duchowym życiem narodu. Jak liczy na gorąco, w roli przewodnika przeprowadził górskimi szlakami kilka tysięcy osób. Ale zdobywał nie tylko góry. W swojej działalności w Kole również wspiął się na sam szczyt. W 2001 r. został wybrany prezesem. Zastąpił w tej funkcji Tadeusza Szczerbę, legendę polskiego taternictwa, założyciela i od kilku lat patrona gliwickiego Koła. Romanowski kontynuował dzieło mentora. Współzałożyciel Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewodników Górskich Lider, zrzeszającego ludzi gór z Europy, rozwija również działalność edukacyjną. Cykl otwartych wykładów „Spotkania z Tatrami”, prelekcje z udziałem przedstawicieli Parku Tatrzańskiego, współpraca z Biblioteką Główną Politechniki Śląskiej to przykłady popularyzatorskich inicjatyw Koła. To dzięki takim ludziom jak Romanowski Słowacy z Orawy żartują, że granicą Tatr są Gliwice. On sam podkreśla, że nie mniejsze zasługi dla tego zbliżenia mają inni działacze: Marian Kunicki, Jacek Sznirch, Bernard Heryszek, Jacek Bilski, Tadeusz Kochański. No i oczywiście wsparcie macierzystej organizacji – gliwickiego oddziału PTTK. (pik)


WSPOMNIENIE

Turski debiutował w Gliwicach

Nieoczekiwana śmierć Andrzeja Turskiego, znanego i popularnego dziennikarza telewizyjnego, stała się ogromnym zaskoczeniem dla wielu widzów. Nikt przecież nie spodziewał się, że nagle może zabraknąć tego po-

wszechnie lubianego prezentera telewizyjnej „Panoramy”. A jednak w ostatnim dniu zeszłego roku poważna choroba zdołała pokonać Turskiego. Przez całą swoją zawodową karierę był on związany z Warszawą. Mało kto wie,


że miejscem ważnych w jego życiu zdarzeń były przed laty Gliwice. Jak do tego doszło? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się w czasie o 51 lat. Dla wielu to już z pewnością odległa historia. Warto jednak do niej sięgnąć. 20-letni Andrzej Turski został w styczniu 1963 roku gitarzystą polskiego zespołu młodzieżowego Chochoły, zaliczanego przez znawców gatunku do grona prekursorów rodzimego big-beatu. Na przełomie 1965 i 1966 roku Andrzej Turski odszedł z Chochołów i znalazł się w składzie warszawskich Pesymistów. Był to zespół o podobnym obliczu repertuarowym. Turski nie wytrwał jednak zbyt długo w tej formacji i jesienią 1966 roku przeszedł do stołecznej grupy Czterech. Zespół miał oryginalną – jak na tamtą epokę – formułę artystyczną. Prezentował słuchaczom m.in. rockowe transkrypcje klasycznych utworów Jana Sebastiana Bacha, nie stroniąc przy tym bynajmniej od popularnych standardów rockowych. Pod koniec 1967 roku Turski rozstał się i z tym zespołem, kończąc definitywnie swoją karierę estradową.

Andrzej Turski jako gitarzysta różnych warszawskich grup młodzieżowych bywał niejednokrotnie w Gliwicach. Wraz ze swoimi aktualnymi zespołami brał udział w kolejnych edycjach Ogólnopolskich Przeglądów Zespołów Muzyki Rozrywkowej. Dziś już mało kto pamięta, że w naszym mieście organizowano właśnie takie – prestiżowe pod względem artystycznym – konkursy ogólnokrajowe. Działo się to w latach 1965 – 1967, w ramach dorocznych Igrów Żaków Gliwickich – tradycyjnych juwenaliów akademickich studentów Politechniki Śląskiej. Miejscem festiwalowych prezentacji muzycznych był – co szczególnie warto odnotować – uczelniany klub studencki Gwarek w Rynku. Jurorzy nie mieli najmniejszych wątpliwości, przyznając w 1965 roku drugą nagrodę Chochołom, a w 1967 roku pierwszą nagrodę grupie Czterech (drugie miejsce zajęli wtedy, co ciekawe, Pesymiści). Turski był gitarowym atutem tych młodzieżowych formacji muzycznych.


Dostaliśmy szczególny prezent na 58. urodziny. Nasza praca została doceniona na ogólnopolskim konkursie dziennikarskim. Znaleźliśmy się wśród najlepszych dziennikarzy prasy lokalnej!

Wielki sukces „Nowin Gliwickich”

Aż trzech dziennikarzy, redakcja inter ne to wa oraz gra fi cy zna leź li się w wiel kim fi na le kon kur su Lo cal Press 2013, organizowanego przez Stowarzyszenie Gazet Lokalnych. Docenione zostały nasze teksty interwencyjne i śledcze, ekonomiczne oraz publicystyka historyczna. Jury konkursu uznało także nasz materiał filmowy umieszczony na stronie internetowej za jeden z najlepszych. Z kolei Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej nominowało „No wi ny Gli wic kie” w ka te go rii „Strona gazety zawierająca ilustrację”. Do finału konkursu Local Press 2013 dostali się: redaktor naczelna „NG” Małgorzata Lichecka oraz dziennikarze Marysia Sławańska i Adam Pikul; redakcja internetowa, czyli dziennikarka Monika Foltyn oraz operator kamery Michał Trębacz; graficy – Magdalena Panek i Michał Buksa. Nominowane do nagrody teksty, jakie jury wybrało spośród prawie tysiąca artykułów z całej Polski, to „Jak czujka z policmajstrem od serca pogadali”,

„Cza row ni ce z Gli wic”, „So li dar nie wylatujesz” i „Kryzys nasz powszedni”. Nominowany film to „Eksmisja” (do obejrzenia na naszej stronie internetowej), zaś w kategorii „grafika” – strona prezentująca wystawę „Szywałd – wieś z przeszłości”. Z grona naszych finalistów laureatką została Małgorzata Lichecka. Zwyciężyła w kategorii „Publicystyka historyczna”. Jury za najlepszy w tym gatunku dziennikarskim uznało jej tekst „Czarownice z Gliwic” (można go przeczytać w „NG” z 31 lipca 2013 r., dostępny także na www.nowiny,gliwice.pl). Konkurs Local Press zorganizowano już po raz szósty. Jest on przeznaczony dla dziennikarzy prasy lokalnej z całej Polski. W tym roku patronat nad konkursem objęła marszałek Ewa Kopacz. Gala, podczas której wręczono nagrody, odbyła się 10 stycznia w Warszawie, w Sali Kolumnowej Sejmu RP.


22. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

Moc pozytywnej energii Zdjęcia: Krzysztof Surma

Moc atrakcji, pieniędzy i pozytywnej energii. Za nami 22. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. „Raz do roku wielkie granie, wielkie granie w pomaganie” nie mogło ominąć naszego miasta. Stowarzyszenia GTW i Cała Naprzód, które wzięły się za tegoroczny gliwicki finał, zadbały, aby był on inny od wcześniejszych. Po pierwsze, wrócili do historycznej lokalizacji WOŚP w naszym mieście, czyli Rynku, który obwarowali pięcioma różnymi scenami tematyczno-muzycznymi. Kolo pomnika Adama Mickiewicza rozbrzmiewało reggae, tuż obok, przy szkole muzycznej, popisywali się artyści związani z naszym miastem, obok Zameczku Piastowskiego było energetycznie i tanecznie, a skwer Dessau przy katedrze zrobił się za sprawą naszych kochanych gliwickich seniorów „stary, ale jary”. Każdy w niedzielę mógł znaleźć coś dla siebie. Frekwencja

dopisała, a po godz. 19.00 blisko 2 tysiące osób przemaszerowały z orkiestrą dętą Huty Łabędy spod scen na Rynek. W kulminacyjnym momencie imprezy zgromadził się tam 7tysięczny tłum. W efekcie w Gliwicach blisko dwie setki wolontariuszy zebrały ponad 125 tys. zł, a to jeszcze nie koniec... W tym roku Orkiestra gromadziła środki na zakup nowoczesnego sprzętu dla dziecięcej medycyny ratunkowej i godnej opieki medycznej seniorów. Z WOŚP w Gliwicach grali też inni. Wiele działo się w centrach handlowych: Forum i Europie Centralnej, do Warszawy pobiegła sztafeta biegaczy z Knurowa, pieniądze – jak co roku – zbierali uczniowie Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych. Był też turniej piłkarski WOŚP. Orkiestrę wsparł również Bumar – Łabędy. Do licytacji przekazał bilet na ekstremalną jazdę czołgiem PT-91.


DZIŚ OBCHODZIMY 58. URODZINY!

O

ddajemy w Wasze ręce pierwszy numer „Nowin Gliwickich”, gazety powiatowej, pisma nawiązującego do chlubnych tradycji postępowej prasy polskiej. Rozpoczynamy wydawanie pisma, którego celem i zadaniem jest służenie szerokim rzeszom mieszkańców. Pisać będziemy o przeszłości tej ziemi, o jej walkach narodowych i rewolucyjnych. Nie będziemy również zapominać o zdrowej krytyce, która winna nam pomóc przezwyciężyć trudności oraz skutecznie walczyć z przejawami biurokratyzmu i niedbalstwa. By zadanie to spełnić, liczymy na stałą pomoc i współpracę całego społeczeństwa powiatu, liczymy na Wasze rady i uwagi. Stale pogłębiająca się więź czytelników z gazetą pozwoli nam ulepszyć i podnieść poziom pisma, a tym samym lepiej służyć sprawie. Wydajemy pierwszy numer „Nowin Gliwickich” w przeświadczeniu, że zdobędzie on sobie Wasze zaufanie, a przez to pismo stanie się nieodłącznym towarzyszem i przyjacielem mieszkańców.


T

ak napisaliśmy 58 lat temu, na powitanie. Potem, z roku na rok, więź z czytelnikami pogłębialiśmy. Zobaczcie, z czym sami się do nas zwracaliście i o czym pisaliśmy w różne rocznice naszego powstania, w numerach styczniowych.

P

isaliśmy

w pierwszym numerze Z kroniki Milicji Obywatelskiej

To dzisiejsza strona „Pod paragrafem”. Tworzyliśmy ją wtedy w sposób, za jaki dziś sami pod paragraf byśmy podlegali. Otóż czasy takie były, że bez żadnych przykrych konsekwencji mogliśmy wymienić z imienia i nazwiska opisywanych przestępców! Niesamowite, prawda? I tak opisaliśmy pięciu mężczyzn, pracowników Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych z Czechowic, którzy po pijaku dokonali bandyckich napadów. Sprawa ciekawa. W godzinach pracy panowie wsiedli w służbowe auto

i wybrali się do Gliwic, gdzie urządzili sobie alkoholową libację. Kiedy już porządnie popili, w drodze powrotnej, zaopatrzeni w kable i korbę od samochodu, napadli na dwie restauracje. Pobili kilkoro gości i jedną kelnerkę. Dziennikarze „Nowin” w słowach nie przebierali, sprawców nazwali wprost. Zwyrodniałymi chuliganami.

Napiętnowaliśmy także właściciela restauracji wWilczym Gardle, który trudnił się pokątnym handlem mięsem. Otóż pan skupował od chłopów bydło, które to potem sprzedawał po cenach wyższych.

Wzdłuż i wszerz powiatu

W rubryce powiatowej poinformowaliśmy wszystkie gospodynie z Pilchowic i okolic: nie muszą już po najmniejszy drobiazg jeździć do odległych Gliwic, tym bardziej że komunikacja nie zawsze dobrze się jeszcze spisuje. Otóż mieszkanki Pilchowic otrzymały właśnie dom towarowy, a dokładnie: sklep tekstylno-obuwniczo-galanteryjny z dużym wyborem materiałów wełnianych, bawełnianych,


Dla Was sprężamy sie co tydzień. Zespół redakcyjny: Michał Buksa (grafik), Monika Foltyn (dziennikarka - internet), Małgorzata Garbicz-Popek (księgowa, marketingowiec), Katarzyna Kapuścik (asystentka prezeski), Małgorzata Lichecka (redaktorka naczelna, dziennikarka), Beata Marciniuk (kierowniczka działu reklamy), Joanna NawratilLudwiczak (prezes zarządu), Alicja Niedzielska (graficzka), Halina Orzechowska (księgowa), Magdalena Panek (graficzka), Ewa Piasecka (korektorka), Małgorzata Pietrych (reklama), Adam Pikul (dziennikarz), Marysia Sławańska (dziennikarka, korektorka), Andrzej Sługocki (dziennikarz), Krzysztof Surma (fotoreporter), Barbara Szumilak (dziennikarka), Michał Trębacz (videooperator).

P

galanterii i pasmanterii. W ten oto prosty sposób towar sam przyszedł do wsi.

isaliśmy

19 stycznia roku 1958

To cię zaciekawi

Wlatach pięćdziesiątych wyszliśmy poza Gliwice. Prowadziliśmy w naszej gazecie rubrykę, w której pojawiały się ciekawostki z całej Polski, a nawet


świata. W roku 58. na przykład opublikowaliśmy artykuł zatytułowany „Toaletowe listy”. Otóż w NRF wprowadzono listy dla stenotypistek. Jeśli któraś z pań chciała udać się tam, gdzie król chodzi piechotą, musiała wpisać datę i dokładną godzinę. Dopiero po podpisaniu listy wręczano damom klucz do ubikacji. Dzięki temu wynalazkowi kierownik wydziału wiedział, ile razy dana pracownica w ciągu dniówki korzysta i kiedy...

Śladem naszych interwencji

Dzięki gazecie nie trzeba było marznąć na dworze przed otwarciem operetki. Przedsionek, w którym mieściła się kasa biletowa, był po naszej interwencji otwierany już godzinę przed rozpoczęciem sprzedaży biletów! Na skutek naszej interwencji ekspedientka sklepu Gallux otrzymała upomnienie za niewłaściwe odnoszenie się do klientów.

Wypadki... wypadki...

„Onegdaj wezwano pogotowie do obywatela (tu padło imię, nazwi-

sko i adres!), który przed restauracją Gliwiczanka złamał nogę”, czytamy w styczniowym numerze z roku 58. Przybył na miejsce lekarz, który stwierdził silne upojenie alkoholem. Pracownik Gliwickiej Fabryki Sadzy Aktywnej, niejaki pan Józef, „majstrował” coś na drabinie. W pewnym momencie drabina przechyliła się i runęła na ziemię. Pan Józef, który coś „majstrował” (nie wyjaśniliśmy, niestety, co) został przewieziony do szpitala z raną tłuczoną głowy. Bolesław K. leżał w kałuży krwi. Po przyjeździe pogotowia okazało się, że to nic poważnego, tylko otarcie naskórka twarzy. Pan Bolek był przy tym upojony alkoholem. Ratownicy na wszelki wypadek zabrali go jednak na pogotowie. I to był błąd, bo Bolesław szaleć zaczął, ubliżać personelowi, ba, parę razy usiłował nawet rzucić krzesłem! Wniosek dziennikarzy „Nowin”: w tym przypadku potrzebne było pogotowie nie ratunkowe... Eugeniusz i jego kumple, bracia Marian oraz Edward (nazwiska też wtedy podaliśmy) wprzededniu wy-


płaty postanowili włamać się dobiura PGR i zabrać pieniądze. W nocy Edward rozstawił wspólników na czatach, a sam wyciął szybę i przez okno dostał się do środka. Kiedy otworzył kasę, oniemiał zwrażenia, bo gotówki nie było. Wychodząc, rozsypał Genek popokoju ostrą paprykę, by psy nie wyczuły jego śladów. Ale na szybie w oknie zostawił linie papilarne. Efekt: 2 lata więzienia i utraty praw publicznych.

P

isaliśmy

10 stycznia roku 1960

Z ludowej poezji górniczej

Tego dziś nie robimy: nie publikujemy poezji. W latach sześćdziesiątych się zdarzało. Wnumerze urodzinowym znalazł się więc utwór o jakże znaczącym tytule „Bumelant”. Poniżej fragment. Zjadłoby się zjadło, gdyby z nieba spadło; lecz pracować to niesmacznie A wto nie skończy, ten nie zacznie.

Ale nie ino zjadłoby się Ale i piłoby się, piło Gdyby we flaszce było. (Wiersz napisał nasz czytelnik z... Zabrza.)

Z listów do redakcji

Napisał do nas kierownik monopolowego nr 45 przy ulicy Opolskiej w Gliwicach i pochwalił się, jak to zlikwidował chamstwo w prowadzonym przez siebie sklepie. Otóż umieścił pomysłowy kierownik na ladzie taką oto kartkę: „Nie używaj wulgarnych wyrażeń, bo uważany będziesz za osobę nietrzeźwą, a osobom nietrzeźwym wódki sprzedawać nie wolno”. Poskutkowało. Od tamtej pory nie było w sklepie wulgaryzmów. Raz tylko ktoś przez zapomnienie zaklął siarczyście, ale kiedy kierownik wskazał na kartkę, zmitygował się i rzekł ponoć: „Bardzo pana przepraszam, tak mi się wypsnęło”. Mało tego, raz do sklepu weszło dwóch kumpli. Jeden do drugiego powiedział: „Słuchaj, tu trzeba zachowywać się kulturalnie, bo inaczej wódki ci nie sprzedają”. Kierownik


twierdził też, że od czasu „kartki” jego klienci częściej używają słowa „dziękuję”. (Ciekawe, ile w liście kierownika prawdy było.)

P

isaliśmy

13 stycznia roku 1963 Gliwickie curiosa

Ktoś napisał do tej rubryki skargę na słynną wówczas restaurację Agawa. (Znajdowała się przy ulicy Zwycięstwa, tam gdzie dziś drogeria Hebe). Otóż, zdaniem naszego czytelnika, podaje się w Agawie ostatnio pączki wyglądające jak mrożone pomidory. Twarde i niepokojąco zimne, chyba wyjęte z lodówki. A ponoć karnawał to pączki pachnące i świeże. Zdaniem czytelnika, Agawa robiła konkurencję sklepom warzywno-owocowym, w których sprzedawało się mrożonki. (Jak widać, nasi czytelnicy zawsze odznaczali się dużym poczuciem humoru.)

P

isaliśmy

17 stycznia roku 1971 Fakty, opinie, uwagi

Pewna czytelniczka skarżyła się, że z powodu złego kolportażu wielu gliwiczan nie mogło zaopatrzyć się w noworoczne „Nowiny Gliwickie”. Te pojawiły się w kioskach dopiero około godziny 15.00. Pani musiała ponoć dwa razy wychodzić „na miasto”. Skandal! Pan o imieniu Janusz się zbulwersował. Otóż zauważył, że w sprzedaży na terenie Gliwic i powiatu znalazły się pięciokilogramowe płócienne worki z mąką, posiadające następujący nadruk: mąka wrocławska przenna. „Czyżby zmieniła się nasza pisownia?”, zapytał zaniepokojony czytelnik. (Minęły 43 lata, a „pszenna” nadal piszemy tak samo.) Nasz czytelnik Stanisław był w Częstochowie i napisał, że tam jeżdżą o wiele ładniejsze autobusy: są czystsze. W Gliwicach mają zamazane błotem tyły, a w Częstochowie – nie. Częstochowski kierowca wytłumaczył


nawet panu Stanisławowi, w czym rzecz. Otóż częstochowscy mechanicy dbają o wyregulowanie silników, bo jeśli następuje niewłaściwe spalanie paliwa, silnik kopci, a tłusty dym osiada na ścianach wozu. (Na pocieszenie: byłam niedawno w Częstochowie. Teraz wszystko się zmieniło i jeżdżą tam autobusy o wiele gorsze niż w Gliwicach.) Pan Jerzy napisał do redakcji, że codziennie między godziną 11.00 a 12.00 do magazynu na Dworcowej podjeżdża traktor z olbrzymią przyczepą, do której ładuje się zwroty ze sklepów. Mianowicie stosy nienadającego się do użytku pieczywa. Są tam ponoć i delikatesowe bułeczki, i inne luksusowe pieczywo. Pan Jerzy nie może pogodzić się z takim marnotrawstwem. I zastanawia się, jak to jest, że codziennie przed sklepami takie kolejki po chleb stoją...

P

isaliśmy

12 stycznia roku 1975 Fakty, opinie, uwagi

Młoda czytelniczka z Sośnicy poskarżyła się na komfort swojego bloku przy ulicy Przedwiośnie. Do jej mieszkania na piętrze czwartym woda dochodziła dopiero w późnych godzinach nocnych. Mieszkańcy wyższych pięter musieli więc nocą napełniać wannę i wszystkie naczynia. Mało tego: w bloku często nawalał grzejnik gazowy, równie często brakowało światła. Apel czytelników do przedsiębiorstw komunikacyjnych: „niechże autobusy zatrzymują się na przystankach zgodnie z rozkładem jazdy, aby mieszkańcy Czechowic nie spóźniali się do pracy, a dzieci do szkół”. Czytelnik skarżył się, że w złomnicy przy Bojkowskiej nie chcieli mu przyjąć złomu kolorowego, który to złom chciał oddać na pomnik Bolesława Prusa.


Śladem naszych interwencji

Niewłaściwe traktowanie klientów, załatwianie niektórych poza kolejnością, niepozostawianie odpowiedniej ilości towaru na godziny popołudniowe – oto grzechy kierowniczki sklepu mięsnego w Pyskowicach. Czytelnicy się skarżyli, my to napisaliśmy, w efekcie kierowniczce udzielono ostrzeżenia. Na skutek redakcyjnej interwencji doczekał się pewien obywatel naprawy chłodziarki. Podobno opóźnienie spowodowane było brakiem kadry i dużą ilością zleceń. Tak tłumaczyło się przedsiębiorstwo i przeprosiło klienta.

P

isaliśmy

15 stycznia roku 1978 Ogłoszenia drobne

Sprzedam kożuch turecki nr 49. Konia młodego, ciężkiego, bryczkę, wozy konne ogumione sprzedam.

P

isaliśmy

13 stycznia roku 1980

Śladem naszej krytyki

Dzięki nam udzielono reprymendy motorniczemu, który spowodował opóźnienie tramwaju (tak, wtedy jeszcze jeździły w Gliwicach tramwaje). I teraz najciekawsze; powód opóźnienia. Motorniczy zatrzymywał się między przystankami, by... zrobić zakupy.

Pomagamy sobie wzajemnie

Swego czasu służyliśmy za biuro rzeczy znalezionych. Zobaczcie, czego to ludzie nie gubili. Do odebrania w redakcji: cztery małe kluczyki znalezione przez dzieci na górce przy Gruszczyńskiego. W redakcji „Nowin” odebrać można rzeczy znalezione: spodnie, okulary, pęk kluczy, zdjęcie rentgenowskie, sanki, przenośną lampę samochodową.


PARAGRAF EKSPRES Z mieszkania na Chodkiewicza zniknął złoty łańcuszek z równie złotym krzyżykiem. Wszystko wartości 800 zł, a własności 83-latka. Starszy pan nie ma pojęcia, kto mu sakralną biżuterię zabrał. Na Pszczyńskiej włamano się do auta, w którym leżał plecak ze sprzętem wspinaczkowym. Policja wybiera się po złodzieja w góry. W Wielowsi na Wąskiej zatrzymano 50-latka, który z jednego z domów ukradł testament spisany przez 85-latka. W mieszkaniu na Sawickiej w Gliwicach nieznany sprawca zniszczył drzwi, szafki, pralkę oraz naczynia. Najłatwiej mu poszło z tymi ostatnimi, bo były ze szkła. Policjant z komisariatu kolejowego był w czasie wolnym od służby, ale to nie przeszkodziło mu w zatrzymaniu 18-latki z Zabrza, Cyganki, która podczas wróżenia ukradła 50 złotych swojej 35-letniej klientce. Podobno 18-latka to ta sama, która łapana jest cyklicznie i cy-

klicznie przez sąd niearesztowana. Policjanci z grupy szybkiego reagowania mówią, że jeszcze będzie w tym roku sroga zima. Skąd to wiedzą? Ano złapali ostatnio na Opolskiej dwóch 50-latków, którzy im to przepowiedzieli. Zatrzymani posiadali przy sobie sześć stalowych grzejników skradzionych z opuszczonego budynku. Równouprawnienie także w branży złodziejskiej. 23-letnia gliwiczanka wybiła szybę w oknie mieszkania, włamała się i próbowała ukraść kilka rzeczy. Przygotowała już je sobie do wyniesienia, kiedy nakryli ją policjanci z trzeciego komisariatu. Sześciu mężczyzn w wieku od 23 do 45 lat próbowało ukraść słup trakcji elektrycznej. Wraz ze słupem zatrzymali ich policjanci i sokiści. W niezamieszkanym budynku przy Tarnogórskiej dwóch 22-latków wyrywało instalację elektryczną. Prąd ich wprawdzie nie poraził, ale złapali policjanci.


WASZE Chcę poruszyć temat hucznie otwieranych w naszym mieście boisk sportowych naosiedlach iprzyszkołach. Problem polega na tym, że są niedostępne dla mieszkańców osiedli wgodzinach popołudniowych iweekendy. Zapraszam na ulicę Kilińskiego, na boisko przy „samochodówce”. Nie mogę tam zsynem pograć w piłkę czy pojeździć na rowerze wmiasteczku ruchu drogowego, chyba że przejdę przez płot, a rower przerzucę.

Kiedy czytałem świąteczne wydania różnych gazet, także waszej, nasunęły mi się dwa pytania. Czy składający życzenia lokalni politycy, urzędnicy płacili swoimi pieniędzmi? Bo jeśli zapłacił podatnik, postępowanie takie jest co najmniej nieetyczne.Ipytanie drugie: ile samorządy oraz instytucje publiczne wydały tylko w czasie minionego Bożego Narodzenia nakartki świąteczne, które ich szefowie przesyłają sobie nawzajem? Wiem, że liczba ta wynosi kilkadziesiąt do kilkuset kartek zkażdej instytucji.Wskali kraju jest to kwota ogromna! Wczasach, gdy rodzice żebrzą wzbiórkach publicznych odarowizny pieniężne naleczenie chorych nanowotwory dzieci... Przyokazji jeszcze pytanie dopo-

AMY słów ziemi gliwickiej, którzy z pewnością „Nowiny” czytają: może warto ustawowo zakazać tego typu marnotrawstwa?

Pozwolę sobie wrócić do tematu zkońca roku, mianowicie meczu Piasta Gliwice zGórnikiem Zabrze. Pisaliście, ile to nas kosztowało. Ale nie napisaliście jednego. Ile nas jeszcze wyniesie. Oile się orientuję, teraz wszyscy policjanci, którzy mieli dodatkową wielogodzinną służbę, biorą wolne. Wiem, bo mam policjanta wrodzinie. Wefekcie znów nanaszych ulicach jest mniej patroli.

Mam sprawę dość zabawną. Otóż uzbierało mi się sporo drobnych monet i postanowiłam je wymienić. Zrobiłam więcznich papierowe słupki, podziesięćmonet wkażdym, jak to się zawsze robiło, iwyruszyłam nawycieczkę ulicą Zwycięstwa, pełną banków wszelkiej maści. Odwiedziłam wiele placówek iproszę sobie wyobrazić, nigdzie nie chciano przyjąć ode mnie tych pieniędzy. Albo nie było czasu naliczenie, albo maszyna do przeliczania nie działała. Ale najbardziej ubawiłam się w banku, wktórympoinformowano mnie, żeowszem, pieniądze wymienią, lecz podwarunkiem,


WASZE że założę sobie unich konto. Zresztą winnych bankach też mnie dotego zachęcano. Wefekcie przeszłam całą ulicę Zwycięstwa imiałam prócz tych paczek zmonetami jeszcze mnóstwo ulotek reklamowych danych placówek. Wymiana nie powiodła się nawet napoczcie. Dopiero wBanku PekaoSA zlitowano się nade mną, zaco dziękuję.

Chciałabym poruszyć temat placu, naktórym kiedyś była gliwicka huta. Została wyburzona, najej miejscu miał powstać Focus Park. Do budowy jednak nie doszło. Domomentu, kiedy ten obszar obejmowano ochroną, było bezpiecznie. Teraz zrobiło się tu miejsce schadzek. Nie to jest jednak największym problemem. Odpewnego czasu uważa się też to miejsce za wysypisko śmieci. Ludzie podjeżdżają samochodami, wyrzucają swoje brudy. Mogłoby miasto się tym zainteresować. Jestem mieszkanką Czechowic. Przeczytałam wwaszej gazecie, że prezydent Zygmunt Frankiewicz wybudował dom w naszej dzielnicy. Czujemy się zaszczyceni.Aprzyokazji mamy nadzieję, że teraz pan prezydent pochyli się wreszcie nadsprawą nieczynnego odponad40 lat mo-

AMY stu, zktórą tyle razy bezskutecznie się doniego zwracaliśmy. Wkońcu teraz sam będzie mieszkańcem dzielnicy...

LIST DO REDAKCJI

Ocalić od zapomnienia

Chciałbym podziękować redaktorowi Andrzejowi Sługockiemu zaartykuł pt. „Ja kocham ją, a ona mnie”, zamieszczony wświątecznym numerze „Nowin”. Oprócz pięknej historii dwóch osób, które przeżyły ze sobą70 lat, wiele znalazło się wtym artykule wątków dotyczących Lwowa i Kresów. I tak trzymać! Z tych lwowian i kresowian, którzy przybyli na Śląsk, awłaściwie zostali wyrzuceni ze swoich domów nawschodniej rubieży Rzeczypospolitej, wielu już nie żyje. Zpotężnej populacji zamieszkującej nasze miasto zostało może2 –3 procent. Smutne to, ale prawdziwe. Tuż poświętach nacmentarzu Lipowym pochowaliśmy zacnego lwowianina, inżyniera elektrykaAlfreda Kaziewicza, który doprowadził do nadania liceum przy ul. Kozielskiej imienia Orląt Lwowskich. Należy robić wszystko, by ocalić odzapomnienia tych, którzy po 1945 roku odbudowywali nasze Gliwice,


WASZE dając im nową jakość. Pamiętam, jak napoczątku lat pięćdziesiątych niemal całe miasto mówiło śpiewnym, kresowym językiem polskim, wielu „bałakało” polwowsku. Nasi nauczyciele, profesorowie, administracja Politechniki Śląskiej to byli lwowianie! To samo księża, lekarze, artyści, adwokaci, bankowcy. Mamy wo-

AMY bec nich dług wdzięczności. Dlatego uważam, że nałamach „Nowin” mogłaby się pojawić stała rubryka, która przedstawiałaby tych ludzi. Żyjących, ale i tych, którzy już odeszli. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.

FOTOZGRZYT

Brzydko pachnie i brzydko wygląda. Takie obrazki tylko na gliwickiej starówce.


44-100 Gliwice, ul. Zwycięstwa 3, sekretariat 32/231 47 60 fax 32/230 71 22 www.nowiny.gliwice.pl, e-mail:office@nowiny.gliwice.pl dział reklamy: 32 231 44 13


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Nowiny gliwickie 2 by Nowiny Gliwickie - Issuu