Skip to main content

Rafał Socha - Listy z pododdziału (fragment)

Page 1

Szkoła Podchorążych Rezerwy: 1. SPR 2. JEDNOSTKA LINIOWA 3. ZNAJOME TWARZE 4. LISTY Z PODODDZIAŁU


RAFAŁ SOCHA

LISTY Z PODODDZIAŁU

WYDAWNICTWO MEMUAR


8 I 2001


Cześć, Marcin! Wczoraj napisałem spory kawałek listu, ale postanowiłem go wyrzucić do kosza. Jako że atmosfera tutaj niezbyt optymistyczna – za bardzo trącił pesymizmem. Mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej, a nowa wersja okaże się lżejsza. Przez pierwsze dni dali nam nieźle w kość, choć zapewne jest to i tak jedynie mała próbka atrakcji standardowo witających w armii rekruta. Ganiali, wrzeszczeli, po wiele razy trzeba wykonywać to samo. Szczerze mówiąc, wszystkie czynności niemiłosiernie odmóżdżające – i co jak co, ale na wzorowego żołnierza to ja się raczej nie zapowiadam. A przecież reaguję podobnie jak znakomita większość obecnych tutaj kolegów! Dziś humory jak gdyby lekko się poprawiły. Aklimatyzujemy się? Możliwe. Oby. To nie byłoby nawet wcale takie złe. Oczywiście jesteśmy straszeni wizją nieustannego zasuwania na wysokich obrotach (ganiać będą ponoć co najmniej do przysięgi – czyli do trzeciego lutego) i straszą nas też końcowymi egzaminami oraz zaliczeniami. Liczę jednak, że da się jakoś przyzwyczaić do tego syfu. I jeszcze nieoficjalnie radzą (kaprale), żeby nie wychylać się w tę czy we w tę, znaczy nie wychodzić przed szereg. To jest podobno najrozsądniejszy sposób, aby przetrwać w koszarach. 7


Oczywiście wkurza mnie ten cały wojskowy dryl, wkurza mnie mundur, panterka, pas, szalokominiarka, łóżko, szafka – wszystko ma być w ściśle określony sposób założone, pościelone, utrzymane. Jednocześnie przeczuwam, że chyba trwa tu wciąż jakiś niewidzialny okres ochronny, bo w gruncie rzeczy jak dotąd nikt nikomu nie urządził konkretniejszej awantury. Na razie mamy głównie wrzask prewencyjny. Mieszkam w pokoju z jedenastoma magistrami i inżynierami. Te chłopaki, których dotąd poznałem, są naprawdę spoko. Oby tylko nie zapeszyć. W pokoju znalazł się nawet ziomek spod Częstochowy. I uwaga! Najlepsze jest to, że byliśmy razem na polibudzie, na naszym wydziale budowlanym, chociaż w innych grupach. Jest też drugi koleś z Częstochowy, też bardzo w porządku. A poza nimi już ludzie z całego kraju – od Przemyśla po Koszalin. Na co głównie powinienem się poskarżyć? Ano chyba na sen, a właściwie na jego niedobory. Wczoraj położyłem się po pierwszej, a wstałem o piątej trzydzieści. Taki tu standard. Na upartego można byłoby spać już gdzieś od dwudziestej drugiej trzydzieści, no powiedzmy, że od dwudziestej trzeciej, ale ja tam wolę posiedzieć w świetlicy i na przykład coś do Ciebie napisać. Będę tak trwał, dopóki dam radę i spanie nie zmorzy, choć nie mam pojęcia, jak długo jestem jeszcze w stanie wytrzymywać te wielogodzinne maratony (zwłaszcza po świąteczno-noworocznym lenieniu się w domowych pieleszach, co siłą rzeczy nieźle mnie rozpieściło). Nie ma co ukrywać – chciałoby się podrzemać po południu, uczciwie, jak człowiek po normalnej pracy, ale tutaj nie wolno kłaść się na pryczy. Czujesz? A to dzi8


wactwo! A w ogóle czasu i tak w zasadzie brak na cokolwiek, nawet na tę wytęsknioną pryczę byś nie znalazł. Niestety ganiani jesteśmy non stop, minimum szesnaście godzin na dobę, i ta reguła prędko się jakoby nie odmieni. Jeśli chcesz mieć czas dla siebie – jedynie kosztem snu, inna opcja nie wchodzi w grę. Układ trochę męczący, toteż zobaczymy, jak długo wytrzymam. Kierat! Muszę Ci powiedzieć, że moi współlokatorzy zapatrują się na nieszczęsną Piłę średnio. Podobno istnieją znacznie luźniejsze SPR-y – jak na przykład Wrocław, z którego pochopnie zrezygnowałem. Piła niestety zalicza się do cięższych szkółek, ale skąd ja miałem to u licha wiedzieć zawczasu? Wdepnąłem w gówno i tyle. Teraz już tylko „próżny żal po szkodzie”. Okres unitarny, o którym mówił Darek, podobnie jak w zasadniczej i tutaj jest standardem – a zatem do trzeciego lutego nigdzie nie wolno mi się ruszyć samemu (poza piętro kompanii). Zakon. Ostre treningi mają się zacząć lada moment. Na przykład zapowiedziano już egzamin z wuefu – nie pytaj mnie, co to takiego, co tam się zdaje, bo dopiero się przekonam. Pewnie jakieś testy sprawnościowe, żeby mogli się zorientować, co świeży zaciąg reprezentuje sobą na wejściu. Dużo biegamy. Poza bieganiem króluje musztra. Maszerujemy, maszerujemy i maszerujemy. Nieustannie maszerujemy. W kółko tylko maszerujemy. To tuptanie wychodzi mi bokiem, boję się o pięty. Chłopaków łapie gardło. Ja wciąż pociągam nosem, mam chroniczny katar. Wiele razy trzeba się spocić i wystygnąć, spocić i wystygnąć, spocić i wystygnąć – i tak na okrągło przez cały dzień. W najróżniejszych miejscach, na mrozie i w cieple. Nikogo to nie wzrusza. 9


Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile żołnierz nosi na grzbiecie sprzętu i wyposażenia? Ale gdzie tam jeszcze do pełnej wersji wyekwipowania! Włazimy opatuleni na stołówkę, pobieramy odmierzoną porcję i dosłownie żremy. Od razu, bez rozpłaszczania się, praktycznie jak gromada zwierząt. Tęsknię za spokojnym konsumowaniem i smakowaniem tego, co się bierze na język. Podobno ciągle jesteśmy gdzieś spóźnieni, dlatego kaprale ganiają jak cholera. Cięci jak osy. No dobra, może lekko teraz przesadzam, może nie jak osy, może trochę mniej, ale wiadomo, że niczyimi niańkami nie są i nie będą. Ich też ktoś tam naciska z góry, więc bywają nerwowi. A owi kaprale to po prostu wcieleni przed trzema miesiącami podchorążowie, którzy odbywają teraz swoje dowódcze praktyki. Absolwenci Piły, znają tu wszystkich trepów i w ogóle wszystko od podszewki. Goście tacy jak my, tyle że o turnus wcześniej poszli w kamasze. Doświadczeni. Mają po trzy bele na pagonach i blaszaną plakietkę z napisem „SPR”. Ja noszę tylko gołą plakietkę, tak zwaną korpusówkę, więc jestem szeregowy podchorąży. Nie wiem do końca, jak to rozumieć, jak ten stopień podchorążego właściwie należałoby interpretować, i tata miał chyba rację, a raczej jego kolega z pracy słusznie prawił, kiedy mówił o chodzących „świętych krowach” – w odniesieniu do żołnierzy po studiach. Coś w tym sformułowaniu jest, tyle że póki co samodzielnie jeszcze nigdzie się nie poruszam (tylko po pododdziale – to znaczy na świetlicę i do kibla). Więc bycia „świętą krową” na własnej skórze nie przetestowałem. Trzeba zakuwać jakieś regulaminy. W rozkładzie mamy pełno przedmiotów. Wykładowcy (z reguły kapitano10


wie lub majorowie) podają dużą dawkę materiału, na dodatek dość hermetycznego, i ciężko mi się w tym wszystkim połapać. Na razie mało kto się uczy, jednak problem sam z siebie nie zniknie, a jak tak dalej pójdzie – nauki uzbiera się sporo. Zapewne trzeba będzie przysiąść i na serio zakuwać. Rozpoczynają się też dyżury na pododdziale przy podoficerskim biurku (dziś debiut dla ludzi z nazwiskami na A i B), ale ja na szczęście mam odległą literę alfabetu, więc aż do przysięgi się nie załapię. Z grubsza sobie wyliczyłem, że dopiero w lutym zostanę dyżurnym. Za to raczej nie ominie mnie warta z bronią. Pewnie pod koniec szkółki – z ostrą (brr!) amunicją. Tak krakają kaprale, choć prawdę powiedziawszy, póki co spluwy nie trzymałem jeszcze w dłoni. Jutro mają nas szczepić. Nie bardzo wiem, przeciwko czemu i nie bardzo wiem, jak może się mieć do tego szczepienia mój katar. Zobaczymy. Tutaj da się niby pójść do lekarza, lecz dowódca plutonu na wszelki wypadek oznajmił, że jak ktoś będzie chorował, to nie dostanie przepustki. Krótka piłka. Co jeszcze? Ostrzygli mnie bez pardonu, a właściwie wygolili – i wyglądam teraz jak rasowy skinhead: meszek na głowie i glany na nogach (ordynarne trepy, tak zwane opinacze, które każą nam tu nosić przez większą część doby). Aha! Sorry wielkie, że nie dzwonię, ale naprawdę nie mam jak i skąd. Powiedz wszystkim, jak jest. Przeproś w moim imieniu. Szczególnie babcię, ona pewno niecierpliwi się i czeka, a tu z telefonowaniem krucho. Ciężka sprawa. Jak nadarzy się okazja, nie omieszkam 11


skorzystać. Dryndnę. Teoretycznie można też zadzwonić do mnie, na pododdział, ale raczej w ważnych sprawach. Gdyby – odpukać! – coś pilnego wyskoczyło, wtedy nie krępujcie się. Dzwońcie pod numer, który podam na końcu. Oczywiście podaję także adres korespondencyjny i czekam na Twój list (jak tam projekty i sesja egzaminacyjna?). Przy okazji – internet na razie odpada, ale nagrywaj i opisuj dla mnie epizody1. Sprawdź też od czasu do czasu newsy na stronie u Kotiego 2. Co ciekawsze mi podeślij, najlepiej zredagowane przez Ciebie. Obiło mi się o uszy, że Małysz wygrał Cztery Skocznie. Prawda to 3? Ja tu jestem trochę odcięty od świata, więc nie dziw się, że pytam o głupoty, a bardzo chciałbym 1 2

3

12

Mowa o odcinkach serialu Z Archiwum X, które emitowano w czwartki na antenie TVP2. Koti – internetowy pseudonim jednego z bardziej obrotnych polskich fanów serialu Z Archiwum X. W pionierskich czasach internetu zgromadził obszerną bazę informacji, a także pokaźną kolekcję niedostępnych w Polsce epizodów. Ich nielegalne kopie dystrybuował wysyłkowo na płytach CD-R. Adam Małysz triumfował w klasyfikacji generalnej czterdziestej dziewiątej edycji Turnieju Czterech Skoczni. Sztuki tej dokonał jako pierwszy Polak w historii. Zawody rozegrano w okresie od 28 XII 2000 do 6 I 2001. Niestety nie byłem w stanie śledzić przebiegu rywalizacji do końca, bo między drugim a trzecim konkursem powołanie nakazywało stawić się w Pile – a tam już skutecznie odgrodzono mnie od wszelkich newsów. O pierwszych symptomach „małyszomanii” kilka dni później brat pisał mi więc z posmakiem sensacji: „Ten facet naprawdę wart jest całego akapitu. Tak po prostu wygrać Turniej Czterech Skoczni. Nieźle, co? Myślę, że nawet Fortuna się kryje. Fortuna miał szczęście, a Małysz po prostu umie skakać. Żeby tak jeszcze zachował formę do igrzysk olimpijskich. Wy jesteście tam chyba totalnie odizolowani, więc pewnie nie wiesz, jak nagle wszystkim odbiło na punkcie Małysza. Co pięć minut Małysz. Już miałem wrażenie, że zaczną przerywać filmy na jedynce, żeby informować widzów, co aktualnie porabia Adam Małysz. Ale bądźmy wyrozumiali – to w końcu WYDARZENIE”.


wiedzieć, co tam w trawie piszczy, szczególnie w tej sportowej trawie, jak na starego kibica przystało. A wracając do wstępnej myśli – nie masz pojęcia, jak strasznie byłem na początku zdołowany. Serio! Jeszcze wczoraj, kiedy próbowałem w nocy kleić list. Muszę się trzymać, w ryzach albo w karbach, sam nie wiem już, w co mam się wcisnąć, żeby się nie rozsypać, chociaż ta kabała z wojskiem chyba jakoś wyjątkowo mi nie podejdzie. Pomyłka. Nie dla mnie taka bajka. Niemniej póki co, żeby już nikogo niepotrzebnie nie stresować, powiem tyle: nie jest źle – i tę wersję przekazuj dalej, jeśli ktoś by dopytywał o moją dolę w MON. Jak wspominałem, przysięga ma się odbyć trzeciego lutego – czyli prawie za cztery tygodnie. Do tego czasu my na pewno żadnych przepustek nie dostaniemy, ale za to istnieje teoretyczna możliwość odwiedzania podchorążych na miejscu – w niedzielne popołudnia. Dokładnie jeszcze nie wiem, jak to jest zorganizowane i na jakiej zasadzie działa, lecz chyba jakoś tak od czternastej da się wejść na jednostkę, wywołać z kompanii danego żołnierza i iść z nim gdzieś pogadać, na przykład do kantyny. Tyle że raczej wstrzymamy się do przysięgi. Kolega częstochowianin, który śpi na sąsiedniej pryczy, jak nakręcony stale gada i gada o tych mitycznych odwiedzinach. Nie kryje, że się ich spodziewa. Mają go jakoby odwiedzić rodzice i narzeczona, o której rozpowiada całymi dniami. Bardzo się napalił. Obsesjonat! Tak mi proponował, że można byłoby się zgrać i żeby do nas razem przyjechała większa ekipa. Wszyscy nasi goście – jakimś wspólnym transportem. On sugeruje, żeby na przykład wynająć busa... 13


Ale czy ja wiem? Gdy pomyślę, jaki tu jest cholerny kawał drogi – wcale mi się taka wyprawa nie widzi. A poza tym zaraz i tak musielibyście jechać z powrotem, po paru zaledwie godzinach, więc jaki z tego pożytek? Na razie chyba odpuścimy sobie. Piszę w liczbie mnogiej, bo zakładam, że przyjechałbyś z rodzicami, może jeszcze z babcią, gdyby się czuła na siłach. Głupio byłoby mi tu jednak samemu potem zostawać, po tak krótkim widzeniu z Wami. To bez sensu. Nie róbmy zamieszania, nie chcę Was na próżno fatygować. Nie jestem mięczak. Wytrzymam bez odwiedzin. No nic, chyba będę kończył, choć pewnie za parę dni znowu coś wyślę. Przyszło mi teraz do głowy, że niby żyjemy w epoce telefonów (czy nawet internetu), a tymczasem do dyspozycji wciąż pozostaje tylko i wyłącznie klasyczny list. Stary dobry kawałek papieru, długopis, do tego koperta i znaczek. Romantycznie, ale nieporęcznie. Kto by pomyślał? Pozdrawiam Was gorąco – Ciebie, mamę, tatę, babcię i wszystkich! Mam nadzieję, że jesteście zdrowi i ogólnie macie się OK. Do przeczytania – i oby do jak najprędszego usłyszenia przez telefon! Rafał P.S. Podeślij mi też, jeżeli znajdzie się w hapeku odrobina tuszu, wydruk najnowszego epizodu ósmej serii X-Filesa4. 4

14

W USA emitowano już ósmą serię Z Archiwum X, podczas gdy w Polsce jako premierowe wyświetlano odcinki serii siódmej. Stąd jedna z fanowskich witryn nawiązała współpracę z ówczesnym korespondentem „Gazety Wyborczej”, Bartoszem Węglarczykiem, który posyłał z Waszyngtonu pisywane na gorąco streszczenia fabuł nieosiągalnych w Polsce odcinków.


Wydrukuj to jakąś malutką czcionką, obustronnie czy jak tam, byleby dało się przeczytać i żeby nie pchać w kopertę wielu papierzysk, bo co będziesz kupował droższy znaczek? Nie daj się naukowcom na polibudzie, zbieraj zaliczenia. Jak teraz patrzę nostalgicznie za siebie, to mi się zdaje, że studia były w zasadzie jednym wielkim luzem, a wojsko jest już niestety takie sobie. Trzymaj się!


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Rafał Socha - Listy z pododdziału (fragment) by Memuar - Issuu