DLACZEGO NIE JESTEŚMY
DZISIAJ WOLNI?
Kiedy zacząłeś akceptować życie w zniewoleniu?
Przyszliśmy na ten świat, by żyć i cieszyć się wolnością. To prawo natury – wszyscy rodzimy się wolni.
Większość z nas spędziła dzieciństwo, swobodnie wyrażając siebie i po prostu będąc sobą. A potem nadeszła dorosłość. Wielu ludzi powtarza: „Życie to nie bajka.
Dorośli mają za dużo na głowie, żeby żyć swobodnie. Czas stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością!”.
Czy jednak owa „rzeczywistość” naprawdę istnieje, czy raczej chodzi tu o przekonanie, którego dotąd nie kwestionowaliśmy?
rzeczywistość, twoje „krew, pot i łzy”
Przyjrzyjmy się zatem, jak faktycznie wygląda nasza rzeczywistość. Otacza nas niewyobrażalna wręcz wygoda i obfitość dóbr materialnych – większa niż kiedykolwiek wcześniej w historii ludzkości. Po raz pierwszy też tak wielu z nas może żyć w pełni swobodnie, po swojemu.
Większość mieszkańców krajów rozwiniętych korzysta z podstawowych praw człowieka i wolności słowa.
Możemy bez problemu podróżować po całym świecie, mamy też do dyspozycji osiągnięcia technologiczne, które jeszcze bardziej poszerzają zakres tej swobody.
Mamy znacznie więcej wolności niż ludzie żyjący w krajach rządzonych przez dyktatorów czy w miejscach ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Jeśli porównamy nasze czasy z epoką feudalizmu czy okresem wojen światowych, okazuje się, że dysponujemy całym oceanem wolności.
Wolność nie jest jednak jedyną rzeczą, która nam dziś towarzyszy. Wokół nas szaleje zerwany ze smyczy kapitalizm, gospodarka staje się coraz bardziej niestabilna, narastają nierówności i podziały społeczne, nienawiść na tle rasowym i religijnym, pogłębia się kryzys klimatyczny, coraz częściej dochodzi do katastrof naturalnych i aktów terroryzmu, a konflikty zbrojne zdają się nie mieć końca.
Nie wolno nam jednak zapominać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, naszym narodzinom towarzyszyły krew, pot i łzy. Poród wyrwał nas z bezpiecznego, lecz zamkniętego łona matki i dał nam możliwość życia w otwartym, pełnym przygód świecie. Po drugie zaś, ludzie na całym świecie od wielu wieków walczą i przelewają krew za różne aspekty naszej wolności.
„Kiedy zapominasz, skąd pochodzisz, zapominasz, kim jesteś”. Słowa te można interpretować na wiele sposobów. Ja, kiedy je czytam, czuję głęboką wdzięczność wobec matki, która straciła bardzo dużo krwi i ryzykowała własnym życiem, by dać życie mnie. Towarzyszy mi też cicha wdzięczność wobec wielu pokoleń moich japońskich przodków. Wiem, że nie zawdzięczam swojej wolności wyłącznie sobie. Żyję dzięki niezliczonym pokoleniom ludzi, którzy byli tu przede mną i którzy –w pewnym sensie – nadal kroczą obok mnie.
życiem jest każda chwila –zen i filozofia śmierci
Pamiętajmy ponadto, że powstaliśmy z nicości. Każdy z nas urodził się jako istota niewinna, zupełnie nowa, posiadająca jedynie ciało i duszę. Na początku twoja dusza była nieskażona, a prawdziwe „ja” wolne od wszelkich więzów. Była w tobie niezwykła lekkość i czysta
wolność – naturalnie wyrażałeś to, co czułeś, byłeś po prostu sobą. W Japonii czasem odwołujemy się do filozofii zen i mówimy: (honrai mu ichimotsu), czyli „na początku nie mieliśmy nic – żadnego majątku, żadnej skazy, żadnego ego”. Nasze życie rozpoczyna się od „nie ja”, pustych rąk i braku obciążeń. Kiedy zaś się kończy, wracamy tam, skąd przyszliśmy – do źródła, do nicości.
Kiedy się rodziłem, moje życie, podobnie jak życie mojej matki, było zagrożone. Jako dziecko również nie cieszyłem się zdrowiem – byłem słaby i chorowity, nieobce mi były długie pobyty w szpitalu. Przez połowę czasu nie chodziłem do przedszkola, a do tego byłem bardzo delikatny psychicznie. W pierwszych latach szkoły podstawowej pojawił się u mnie tik nerwowy, a także silna skłonność do rumienienia się. Wszystko to sprawiało, że inni często ze mnie drwili i mi dokuczali. „Czy życie naprawdę musi być takie trudne?
Dlaczego w ogóle się urodziłem?”. Nadal pamiętam tamten wewnętrzny ból.
Wszystkie te doświadczenia na zawsze odsłoniły przede mną sens życia i na zawsze odcisnęły się w mojej duszy. Pojąłem dzięki nim, że życie to niezwykły dar –nic nie jest w nim obiecane ani pewne.
Co więc zrobię z ulotnym i delikatnym życiem, które miałem szczęście otrzymać od matki i przodków?
Zawsze, gdy czuję się zagubiony albo staję w obliczu trudności, zadaję sobie pytanie: „Jak mogę wykorzystać ten cenny dar?”. Stało się ono moim wewnętrznym kompasem – pomaga mi podejmować decyzje płynące prosto z serca i stawiać kolejne kroki naprzód.
Nasz czas jest ograniczony. Czas i życie nie trwają wiecznie – są wartościami skończonymi. Dlatego właśnie czas to życie, a nie pieniądz. Marnując godzinę, marnujemy godzinę życia. Zapewne zdajesz sobie już sprawę z tego, że im jesteśmy starsi, tym szybciej płynie nam czas. Godziny, miesiące i lata umykają w mgnieniu oka. Zanim się obejrzymy, okazuje się, że to już, że życie zbliża się ku końcowi.
W tym krótkim czasie między początkiem a kresem możemy żyć lekko i bez skrępowania. Dlatego szanuj swój czas. Nie trać daru życia na to, co nieistotne. Pielęgnuj wolność, bądź naprawdę sobą. Czyż nie tego właśnie chcieli dla ciebie twoi przodkowie, kiedy oddawali życie za wolność?
„Obym mógł korzystać z życia śmiertelnika – jakże cennego czasu – robiąc tylko to, co naprawdę kocham!”. Wewnętrzny głos, który wykrzykuje te słowa, to twoja dusza. To właśnie prawdziwy ty.
strategia na szczęście w świecie
pełnym chaosu
Nie musimy już przelewać krwi, by cieszyć się nieskrępowaną wolnością. W przeciwieństwie do naszych przodków większość z nas nie musi dziś codziennie walczyć o przetrwanie. Nie zagrażają nam dzikie zwierzęta ani nieustanna przemoc, a jednak ów zmieniający się w zawrotnym tempie i coraz bardziej złożony świat, w którym przyszło nam żyć, wciąż pełen jest trudności. W czasach chaosu i niepewnej przyszłości droga ku prawdziwej wolności staje się prostsza dzięki minimalizmowi.
Nie jestem mnichem ani nauczycielem duchowym. Sztukę minimalizmu zgłębiałem podczas trzech etapów swojego życia: gdy doświadczałem licznych trudności w dzieciństwie, gdy walczyłem o przetrwanie w branży muzycznej, a wreszcie wtedy, gdy mieszkałem w lesie. W książce, którą trzymasz w ręku, dzielę się tym, co odkryłem.
Zasada jest prosta: w gruncie rzeczy do życia potrzebujesz jedynie siebie – swojego ciała i duszy. Niczego więcej. Nic z tego, co zgromadziliśmy od chwili narodzin – przedmioty, tożsamości, zwyczaje, wierzenia, a nawet pragnienia – nigdy nie było tak naprawdę nasze.
Większość otrzymaliśmy od rodziców lub opiekunów,
a być może część została nam wręcz narzucona. Nawet osobowość każdego z nas – tylko częściowo ukształtowana przez geny – pozostaje pod ogromnym wpływem doświadczeń z najwcześniejszych lat życia. Cała reszta pochodzi od rodziny, znajomych, pracy i społeczeństwa. Kiedy naprawdę to sobie uświadomimy, życie
staje się nieporównywalnie lżejsze i łatwiejsze. Naturalnie wzrasta też poczucie szczęścia. Okazuje się nawet, że potrafimy uwolnić się od bólu, który nieświadomie w sobie nosiliśmy.
Dla jasności: nie jest to poradnik psychologiczny ani książka filozoficzna, lecz praktyczny przewodnik po nowoczesnym minimalizmie – opisujący zarówno samo podejście, jak i konkretne techniki. Jego istotę zawarłem w pięćdziesięciu opartych na przykładach z życia lekcjach, które każdy może wdrożyć choćby dziś.
To, o czym piszę w tej książce, opiera się na trzech filarach: fundamentalnym przekonaniu (minimalizmie), związanej z nim strategii (życiu minimalistycznym) oraz codziennej praktyce (odpuszczaniu tego, co zbędne). Nieustannie odwołuję się też do podstawowych zasad minimalizmu: przestań szukać tego, czego nie potrzebujesz, i pozbądź się balastu.
Nie wiem, czy tak chciało przeznaczenie, czy o tym, że ledwie przeżyłem poród, a jako dziecko byłem bardzo delikatny fizycznie i psychicznie, zadecydował zwykły
pech, ale jestem pewien, że właśnie te doświadczenia sprawiły, iż minimalizm stał się dla mnie fundamentalną wartością. Wystarcza mi po prostu to, że żyję, a do tego mam wielkie szczęście być zdrowym – czy naprawdę potrzebuję więcej?
W związku z tym, że od zawsze byłem głęboko świadomy własnej śmiertelności, wykształciłem w sobie minimalistyczne podejście do życia i stałem się osobą, która nie goni za tym, czego tak naprawdę nie potrzebuje.
Chociaż więc wczesne lata mojego życia naznaczone były cierpieniem, dziś postrzegam tamte doświadczenia jako coś, co mnie ubogaciło. Czasem to właśnie najtrudniejsze chwile pozwalają nam dostrzec prawdziwy sens życia i zbudować jego fundament.
Dobrze jest traktować wszystko, co mamy, jako coś, co po prostu pojawiło się na naszej drodze. Przedmioty są jedynie darami, które trafiły do naszych rąk dzięki niewidzialnemu przepływowi w ekosystemie ludzkiej społeczności. W moim przekonaniu ów ekosystem stanowi część jeszcze większego przepływu, czy też obiegu, które rządzi światem przyrody. Oznacza to, że nie musimy kurczowo trzymać się wszystkich tych rzeczy. Gdy jest nam ciężko i kiedy w naszym życiu pojawia się zbyt wiele bólu, możemy odpuścić to, co nas obciąża, i pozwolić, by wróciło do wielkiego obiegu. Podobnie kiedy czujemy, że nadszedł czas na nowe wyzwanie,
możemy pożegnać się z czymś, co już nam nie służy, i dzięki temu odzyskać lekkość i gotowość, by stawić czoła nowej przygodzie.
Po pierwsze, podążajmy za tym, co wskazuje nam wewnętrzny kompas – głęboko zakorzeniona świadomość życia i śmierci. Każdego dnia podsuwa nam fundamentalne pytania: „Dlaczego się narodziliśmy? Po co żyjemy?”.
Po drugie, praktykujmy minimalizm na co dzień: odpuszczajmy to, czego nie potrzebujemy – jasno określajmy to, co wymaga określenia; upraszczajmy to, co zbyt skomplikowane; zmniejszajmy to, co zbyt rozbudowane; porządkujmy to, co zagracone; dbajmy o efektywność działań i zwalniajmy kroku.
Te dwie proste zasady mogą stać się najprostszą drogą do prawdziwego szczęścia w burzliwych czasach, w których przyszło nam żyć.
odpuszczenie: ból straty i wolność
Nie możemy zapominać o jeszcze jednej ważnej prawdzie: nawet w epoce, którą nazywamy czasem pokoju i bezpieczeństwa, na świecie wciąż są ludzie pozbawieni wszystkiego. Nawet teraz, w tej konkretnej chwili, z powodu wojen, aktów terroryzmu czy katastrof naturalnych wiele osób wbrew własnej woli doświadcza
stanu (muichimotsu) – „nieposiadania niczego”.
To naprawdę poruszające. Pamiętajmy, że może się to przydarzyć każdemu z nas.
Większość osób, które przeszły przez tego typu doświadczenia, musi najpierw wydostać się z otchłani rozpaczy – i to nie z poziomu zero, lecz z miejsca położonego głęboko poniżej. Dopiero wtedy mogą zacząć powoli odbudowywać swoje życie na choćby minimalnym poziomie i próbować odzyskać podstawowe poczucie szczęścia. Samo odrobienie strat wymaga ogromnego wysiłku, a także dużej ilości czasu i pieniędzy. Aby w ogóle móc zacząć dążyć do „wolności”, trzeba najpierw ponieść wszystkie te koszty.
Co jest trudniejsze: odpuszczenie tego, czego nie potrzebujemy, żeby osiągnąć wolność i szczęście, czy desperackie gromadzenie podstawowych rzeczy, by przetrwać? Oczywiście to drugie. W gruncie rzeczy samo to pytanie budzi silne poczucie winy. Pamiętajmy: możliwość rezygnacji z czegoś z własnej woli jest luksusem i przywilejem. To coś zupełnie innego niż strata albo konieczność oddania czegoś pod przymusem. Odpuszczenie nie rodzi bólu ani cierpienia – przynosi za to lekkość, jasność i odświeżające poczucie ulgi.
Wszystkie te pozytywne odczucia stanowią esencję prastarej koncepcji (misogi) – rytuału oczyszczenia wywodzącego się z shintō, tradycyjnej religii japońskiej.
Misogi to praktyka zmywania (kegare), czyli nadmiaru zarówno tego, co materialne, jak i duchowych nieczystości, które naturalnie gromadzimy przez lata życia.
Istotą misogi jest powrót do nieskażonej czystości, z jaką przyszliśmy na świat, poprzez usunięcie tego, co zbędne. To święty rytuał wyzwolenia i odrodzenia, dzięki któremu każdy z nas może powrócić do swojego prawdziwego „ja”.
kapitalizm i pułapka nadmiaru
Nieustannie zalewa nas przytłaczający szum – przez całą dobę dezorientuje nas i kradnie naszą uwagę, nasz czas, nasze życie. Przedmioty, usługi, media społecznościowe, wiadomości, rady udzielane przez innych, zadania do wykonania, wiadomości, reklamy… Niekończący się nadmiar utrudnia nam ocenę sytuacji, w jakiej się znajdujemy, przeciąża umysł i wyczerpuje mózg. Z czasem odbiera nam zdolność dokonywania wyborów, wypacza nasze człowieczeństwo i niszczy wolność, a wreszcie wymazuje nawet to, kim naprawdę jesteśmy.
Nie jest to jednak nasza wina, lecz pułapka społeczeństwa nadmiernie skupionego na konsumpcji. Im więcej odpuścimy tego, czego nie potrzebujemy – zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz siebie: od przedmiotów
po informacje, od myśli po relacje, od pracy po codzienne obowiązki – tym więcej napięcia i zmęczenia zniknie z naszego życia.
Powtórzę, bo to ważne: im więcej odpuszczamy, tym więcej jest w nas wolności i szczęścia.
Wiele osób twierdzi, że odpuszczenie czegoś, co już zdobyliśmy, wymaga odwagi. Rozumiem, skąd bierze się to przekonanie. Kiedy jednak poznasz postawę życiową i techniki opisane w tej książce, zrozumiesz, że odwaga wcale nie jest niezbędna.
Jeżeli wciąż się wahasz, chciałbym powiedzieć ci jeszcze jedno: „Możesz robić wszystko, lecz nie cokolwiek”. Brzmi jak sentencja zen, prawda? Tymczasem to słowa
Davida Allena, autora bestsellerowej książki Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. W tych kilku prostych słowach zawiera się cała trudność dokonywania życiowych wyborów – decydowania o tym, co zatrzymać, a co odpuścić – a także cała istota stawiania na to, co naprawdę jest dla nas priorytetem.
Kryje się w nich też prawda o tym, co najbardziej nam zagraża: jeżeli wciąż będziemy mówić „tak” wszystkim i wszystkiemu, prędzej czy później zaczniemy tonąć w sprawach mało istotnych. Ryzykujemy wówczas utratę własnego życia.
zasada minimalizmu: odpuszczanie to dokonywanie wyboru
Życie jest zbyt krótkie, by angażować się we wszystko. Żyjemy tylko raz, a kres może przecież nadejść zupełnie niespodziewanie.
Czy zatem nielepiej poświęcić ten krótki czas, który mamy do dyspozycji – nasze życie – na to, co faktycznie istotne?
Maksymalizujmy to, co najważniejsze, poprzez minimalizowanie tego, co nieistotne. Odrzucenie zbędnych elementów sprawi, że to, co naprawdę ważne, stanie się wyraźniejsze, i pozwoli nam przypomnieć sobie wszystko to, co niegdyś kochaliśmy. Odkryjemy, za czym naprawdę tęskni nasza dusza. Kiedy – niczym rzeźbiarz odkuwający dłutem nadmiar materiału – pozbędziemy się tego, co zbędne, wyłoni się idealna postać, która od zawsze była w nas ukryta. Chrońmy artystę, którego w sobie nosimy. (Będę wracał do tego ważnego tematu i rozwijał go w dalszej części książki).
Skąd jednak wiemy, co w naszym życiu jest zbędne? W tak przeładowanym świecie to bardzo trudne pytanie. Nie martw się jednak – podczas lektury niemal automatycznie zaczniesz ćwiczyć odpuszczanie tego, co nieistotne. Poczujesz dzięki temu lekkość, jakbyś za chwilę miał wzbić się w powietrze niczym ptak i odzyskać
prawdziwą wolność – bez odwagi i bez lęku. Zrozumiesz, że możesz robić wszystko, co kochasz, i prowadzić życie, o jakim marzysz. (Pamiętaj tylko o jednym – nie da się robić wszystkiego!)
To ważne: odpuszczanie polega na dokonywaniu wyborów. Kształt naszego życia zależy od tego, co puszczamy – a także od tego, co uznajemy za cenne i zatrzymujemy przy sobie.
Wolność zaczyna się nie od tego, co zdobywamy, lecz od tego, co potrafimy odpuścić.