Issuu on Google+

„Lubuszanin.org.pl”

nr 2(10)sierpieñ 2009

1


„Lubuszanin.org.pl”

SPIS TREŒCI „Lubuszanin” nr 2(10) sierpieñ 2009

Ireneusz Wojewódzki Etos z tradycj¹ ............................. 3 Marcin Florkowski Upolowaæ filantropa ...................... 7 Waldemar Gruszczyñski Trzy nogi ze œrub¹ ........................ 11

Renata Wcis³o

Regionalny Oœrodek Europejskiego Funduszu spo³ecznego prowadzony przez Stowarzyszenie Verte w Zielonej Górze zaprasza do skorzystania ze swojej oferty. Dysponujemy fachow¹ kadr¹, niezbêdn¹ wiedz¹ oraz odpowiednim zapleczem technicznym przy oferowaniu pomocy w przygotowaniu projektów.

Jakie us³ugi œwiadczymy: • •

• •

Dotacje czy sponsorzy? ............... 15 Alfred Siatecki Dukaty lubuskie za z³otówki ......... 17

Wydawca: Lubuskie Centrum Aktywizacji i Wsparcia „Verte” Adres wydawnictwa i redakcji: ul. Ciesielska 1, 65-059 Zielona Góra, tel.: 068 453 24 77, fax: 068 459 33 36, www.verte.org.pl, www.lubuszanin.org.pl, e-mail: biuro@verte.org.pl, lubuszanin@verte.org.pl

nr 2(10)sierpieñ 2009

INSPIRUJEMY DO DZIA£ANIA

Anna Sydor Liga inicjatyw obywatelskich ..... 14

animujemy inicjatywy lokalne z zakresu rozwoju zasobów ludzkich, organizujemy szkolenia z zakresu pozyskiwania œrodków z EFS i zagadnieñ specjalistycznych oraz wspieramy realizacjê projektów dofinansowywanych z EFS, zapewniamy wsparcie doradcze projektodawcom w opracowaniu i zarz¹dzaniu projektami z EFS, promujemy i informujemy o mo¿liwoœciach wsparcia EFS (konferencje, seminaria).

Z oferty ROEFS mog¹ korzystaæ wszystkie legalnie dzia³aj¹ce w kraju podmioty, w tym: • •

instytucje zwi¹zane z rynkiem pracy, organizacje przedsiêbiorców,

• •

organizacje pozarz¹dowe, przedsiêbiorcy,

• •

szko³y i uczelnie, jednostki naukowe,

• •

oœrodki doradztwa rolniczego, oœrodki poradnictwa zawodowego i psychologicznego,

instytucje otoczenia biznesu.

Nasza oferta jest bezp³atna. Na Pañstwa ¿yczenie nasi pracownicy mog¹ dojechaæ do wskazanej instytucji na terenie powiatów: zielonogórskiego, nowosolskiego, wschowskiego, ¿arskiego, ¿agañskiego, kroœnieñskiego, œwiebodziñskiego.

Redaktor naczelny: Jakub Sakrajda

Serdecznie zapraszamy!

Sekretarz redakcji: Anna Sydor Sk³ad: Mamert Janion Drukarnia: DEM-DRUK, ul. Reymonta 2, 68-300 Lubsko

Osoba do kontaktu: Anna Sydor, specjalista ds. informacji i promocji Regionalny Oœrodek EFS w Zielonej Górze tel. 068 459 33 35, e-mail: a.sydor@verte.org.pl

Publikacja wydana dziêki wsparciu Programu Operacyjnego Fundusz Inicjatyw Obywatelskich 2009. Za treœæ tego dokumentu odpowiada Lubuskie Centrum Aktywizacji i Wsparcia „Verte”. Pogl¹dy w nim wyra¿one nie odzwierciedlaj¹ w ¿adnym razie oficjalnego stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej.

2


„Lubuszanin.org.pl”

K I L K A

S £ Ó W

O

nr 2(10)sierpieñ 2009

H I S T O R I I

F I L A N T R O P I I

„Etos z tradycj¹” – Ireneusz Wojewódzki

Etos

z tradycj¹ Ireneusz W ojewódzki Wojewódzki

J

ednym z najcenniejszych osi¹gniêæ dokonuj¹cych siê w Polsce przemian ustrojowych jest rozkwit inicjatyw obywatelskich na polu spo³ecznym. Mimo trudnoœci, rozwijaj¹ sw¹ dzia³alnoœæ instytucje charytatywne, a dziêki ofiarnoœci przedsiêbiorstw, instytucji i osób pr ywatnych tysi¹ce potrzebuj¹cych otrzymuje pomoc. Stopniowo nastêpuje odbudowa etosu dobroczynnoœci i filantropii. Etosu, któr y ma d³ug¹ tradycjê. Za pierwowzór takiej postawy mo¿na uznaæ mit o Prometeuszu, w któr ym filantropia jest ujmowana szeroko jako niesienie pomocy, przekazywanie wiedzy i poœwiêcenie. Zgodnie z antycznym Ÿród³os³owem „filantropia” stanowi z³o¿enie greckich s³ów „philéo” – kocham, mi³ujê i „ánthropos” – cz³owiek. W szerokim rozumieniu oznacza zatem umi³owanie drugiego cz³owieka. Towarzyszy ono cz³owiekowi od zarania cywilizacji, tak¿e w czasach okrutnych i brutalnych. Ju¿ w staro¿ytnej Grecji wêdrowcy otrzymywali strawê i schronienie w domach bogatych ludzi i kor zystali z goœcinnoœci wieœniaków. Równie¿ w staro¿ytnoœci powsta³o zjawisko mecenatu, którego nazwa wywodzi siê od r zymskiego polityka Caiusa Cilniusa Maecenasa, ¿yj¹cego w I w. p.n.e. patrona poetów i artystów. Wra¿liwoœæ na nêdzê wystêpowa³a chyba we wszystkich krêgach cywilizacyjnych, tym bardziej ¿e w wielkich religiach, chr ystianizmie, buddyzmie, islamie, ubóstwo traktowane by³o jako wartoœæ uœwiêcaj¹ca, zaœ bogactwo nie nale¿a³o do wartoœci promowanych. W staro¿ytnych Indiach cesar z buddyjski Ashoka (ok. 274-232 r. p.n.e.) inicjowa³ budowê obiektów medycznych, nakazywa³ kopanie studni oraz sadzi³ dr zewa dla mniej zaradnych poddanych.

*** W œredniowiecznej Europie stosunek do ubogich wyrasta³ z pocz¹tków chrzeœcijañstwa. Jeden z kapitular zy Karola

Wielkiego stanowi³, ¿e dziesiêcina ma byæ dzielona na równe trzy czêœci: na koszty zwi¹zane ze œwi¹tyni¹, na utrzymanie ksiêdza i dla ubogich. W ci¹gu XI i XII w. nast¹pi³ rozwój instytucji charytatywnych oraz zakonów mendykanckich (¿ebraczych). Mi³osierdzie by³o naturalnym odruchem serca, ale te¿ powszechn¹ powinnoœci¹, œrodkiem osi¹gniêcia zbawienia. Ujmowano to tak: „Bóg móg³by uczyniæ wszystkich ludzi bogatymi, lecz chcia³, ¿eby byli ubodzy na tym œwiecie, by bogaci mieli okazjê odkupienia swoich grzechów”. Wyra¿a³o siê w tym pr zekonanie o nieuchronnoœci podzia³u na biednych i bogatych. Równoczeœnie dzia³ania charytatywne by³y manifestacj¹ w³asnego bogactwa i niejako jego usprawiedliwieniem. W praktyce chr zeœcijañskiej Europy œredniowiecznej nakaz mi³osierdzia realizowany by³ w formie ja³mu¿ny oraz darowizn na rzecz instytucji koœcielnych (klasztorów, szpitali, bractw koœcielnych). Na dworach wielkich feuda³ ów przyj¹³ siê zwyczaj sta³ego ¿ywienia pewnej liczby ubogich oraz rozdawnictwa ja³mu¿n w trakcie podró¿y. Król Francji Robert II (zm. 1031) mia³ w ka¿dej ze swych rezydencji rozdawaæ chleb i wino kilkuset ubogim. U bram klasztory w Cluny okresowa dystrybucja ja³mu¿n (g³ównie w formie ¿ywnoœci) przyci¹ga³a tysi¹ce ¿ebraków. T ak¿e mieszczanie wznosili na swój koszt przytu³ki, którymi nastêpnie sami administrowali. Zgod-

3

nie z nakazami ewangelicznymi fundowano pr zytu³ki trêdowatych, schroniska pielgr zymie i szpitale. Przy czym ówczesne szpitale, podstawowa forma zbiorowej dobroczynnoœci w œredniowieczu, dalekie by³y od wspó³czesnych. Oprócz opieki nad chorymi pr zyjmowa³y one ubogich i pielgrzymów, pe³ni³y funkcje zbiorowych sto³ówek, schronisk dla starców, sierociñców itd. Na ziemiach polskich pier wszy szpital powsta³ we Wroc³awiu w 1108 r. przy koœciele Panny Marii dziêki fundacji biskupiej. O skali ich dzia³alnoœci œwiadczy przyk³ad z Kolonii, gdzie w szpitalu Œw. Ducha w 1403 r. uzyskiwa³o wsparcie 1400 ¿ebraków tygodniowo. Czêste by³y wœród zamo¿nych mieszczan zapisy testamentowe na r zecz ubogich. Mi³osierdzie okazywano tak¿e wiêŸniom - ci bowiem w œredniowieczu musieli sami zapewniæ sobie wy¿ywienie. Cele wiêŸniów, których nie by³o na to staæ, by³y tak usytuowane, aby mogli prosiæ pr zechodniów o wspar cie. Przyk³adem innej formy filantropii jest zapis testamentowy polskiej królowej Jadwigi Andegaweñskiej (zm. 1399), która ca³y swój maj¹tek osobisty przekaza³a na r zecz odnowienia Akademii Krakowskiej. Dodaæ tr zeba, ¿e szczodroœæ œredniowiecznych ofiarodawców szczególnie nasila³a siê w okresach œwi¹tecznych.

Ireneusz Wojewódzki Historyk, doktor, pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Zielonogórskiego, zajmuje siê histori¹ najnowsz¹.


„Lubuszanin.org.pl”

K I L K A

S £ Ó W

O

nr 2(10)sierpieñ 2009

H I S T O R I I

F I L A N T R O P I I

„Etos z tradycj¹” – Ireneusz Wojewódzki

*** W tym stanie rzeczy ¿ebracy stali siê nieodzownym elementem krajobrazu œredniowiecznych miast europejskich. Ju¿ w XIV w. miasta po³udniowoniemieckie wprowadzi³y rejestry ¿ebraków. Otrzymywali oni specjalne identyfikatory, zaœ „zawodowi” ¿ebracy p³acili nawet podatki! Prze³omowa reforma instytucji charytatywnych i stosunku do ubogich nast¹pi³a w XVI w. By³o to odbiciem Reformacji (która potêpi³a „kupowanie” zbawienia) oraz wynikiem kryzysu ¿ywnoœciowego, po³¹czonego ze wzrostem demograficznym. W latach dwudziestych XVI w. jako pierwsze reformy dokonuj¹ miasta niemieckie i niderlandzkie (Norymberga, Strasburg, Ypres). Wprowadzony zostaje zakaz publicz -

nego ¿ebrania, za prawdziwych ¿ebraków uznaje siê jedynie tych, którzy nie s¹ zdolni do pracy. Represje obejmuj¹ w³óczêgów, zreorganizowane zostaj¹ instytucje charytatywne, scentralizowane i poddane kontroli administracyjnej. Zmiany te by³y punktem wyjœcia do nowej polityki spo³ecznej w ca³ej Europie. W efekcie na kilka stuleci ustali³a siê zasada instytucjonalnej opieki nad ubogimi, stwarzania mo¿liwoœci lub przymusu pracy oraz represji wobec w³óczêgów. Powstaj¹ prawa o ubogich, górê bierze polityka kontroli. W Anglii wprowadzono nawet obowi¹zkowy podatek na rzecz ubogich, zaœ przeprowadzone tam reformy, zapocz¹tkowane przez Henryka VIII, a utrwalone aktem o ubogich z 1601 r., przetrwa³y a¿ do 1834 r.

4

*** „We wszystkich krajach Europy XVI w. – pisa³ Bronis³aw Geremek – zarówno katolickich, jak i protestanckich, indywidualna dobroczynnoœæ trwa nieustannie. Ostentacyjne mi³osierdzie stanowi³o nieodzown¹ czêœæ zr ytualizowanych zachowañ wobec ¿ycia i œmierci, stanowi³o czêœæ obrz¹dków œwi¹tecznych i pogr zebowych, stanowi³o wreszcie afirmacjê presti¿u, bogactwa i w³adzy. Nie jest ju¿ jednak dominuj¹c¹ form¹ opieki spo³ecznej”. W epoce nowo¿ytnej dokona³a siê zasadnicza rewizja tradycyjnej doktryny mi³osierdzia. W XVII w ca³ej Europie obok wci¹¿ istniej¹cych szpitali rozpowszechni³y siê domy pracy – instytucje dobroczynne, w


„Lubuszanin.org.pl”

K I L K A

S £ Ó W

O

nr 2(10)sierpieñ 2009

H I S T O R I I

F I L A N T R O P I I

„Etos z tradycj¹” – Ireneusz Wojewódzki

któr ych jednak panowa³a dyscyplina wiêzienna. Zwalczaj¹c w³óczêgostwo, egzekwowa³y one obowi¹zek pracy. Cieszy³y siê z³¹ s³aw¹, co nie dziwi, jeœli siê weŸmie pod uwagê, ¿e w Amsterdamie pensjonariusz uznany za pró¿niaka by³ zamykany w pomieszczeniu nape³niaj¹cym siê powoli wod¹. Jedynym ratunkiem dla uwiêzionego „pró¿niaka” by³o ci¹g³e pompowanie wody. By³ to doœæ radykalny sposób edukacji! W tego typu instytucjach gromadzono pod jednym dachem ludzi ubogich, szaleñców i zbrodniar zy, dzieci, kobiety i mê¿czyzn. Panowa³y tam wystêpek i choroby. Zmianê przynios³y humanitarne idee Oœwiecenia. One te¿ leg³y u genezy filantropii w dzisiejszym rozumieniu tego s³owa, jako ruchu œwieckiej i dobrowolnej opieki nad ubogimi. Dokona³a siê wówczas swoista „laicyzacja mi³oœci bliŸniego”. W okresie Rewolucji Francuskiej jakobini po raz pierwszy w Europie sformu³owali konstytucyjne prawo do powszechnej oœwiaty i opieki spo³ecznej. Uznano te¿, ¿e obowi¹zkiem spo³eczeñstwa jest niesienie pomocy „nieszczêœliwym obywatelom”. Wprawdzie jeszcze i w XIX w. przymus pracy i represje nadal odgrywa³y kluczow¹ rolê w organizacji pañstwowej opieki spo³ecznej, jednak¿e poczêto zastanawiaæ siê nad przyczynami „degradacji znacznej czêœci ludzkoœci”, postrzegaj¹c problem nêdzy w kategoriach interesu zbiorowego, a nawet racji stanu.

*** W momencie, kiedy œwiat wchodzi³ w epokê industrialn¹, w której ubóstwo nabiera³o charakteru masowego, elity spo³eczne i intelektualne wykazywa³y pocz¹tkowo paternalistyczne podejœcie do problemu ubogich, patr z¹c nañ z charakterystyczn¹ klasow¹ wy¿szoœci¹. Do prawdziwie potr zebuj¹cych zaliczano sieroty, kaleki i starców, pozosta³y olbr zymi obszar nêdzy elity sk³onne by³y pr zypisywaæ „pró¿niactwu” klas ni¿szych. W drugiej po³owie XIX w. sytuacjê tê zmieni³ rozwój œwiadomoœci spo³ecznej mas, pr zemiany w strukturach ¿ycia politycznego, wreszcie wysi³ek kilku pokoleñ filantropów. Wynalazkiem tego stulecia by³a tania zupa rumfordzka (od nazwiska hrabiego Rumforda) rozdawana ubogim, w szpitalach nast¹pi³o tak¿e rozdzielenie funkcji leczniczych od przytu³kowych. Dyskurs filantropijny w XIX wieku wydoby³ na pier wszy plan aspekt moralnej degradacji jednostki. Coraz bardziej oczywiste stawa³y siê spo³eczne Ÿród³a nêdzy, która, jak siê okaza³o, nie by³a ani wynikiem klasowego „pró¿niactwa”, ani tym bardziej rzekomych

odmiennoœci psychofizycznych. W œlad za tym pojawi³o siê indywidualne podejœcie do ka¿dego ubogiego.

Wspó³czesny œwiat stawia wci¹¿ nowe wyzwania. Jakkolwiek spauperyzowane spo³ecznoœci, zjawisko wykluczenia czy dziedziczne bezrobocie nadal wystêpuj¹ w krajach wysokorozwiniêtych, to jednak w dobie globalizacji filantropia musi wykraczaæ poza horyzont granic jednego pañstwa

W tym czasie dzia³alnoœæ rozmaitych organizacji opiekuñczych w istotny sposób uzupe³nia³a zadania pañstwa i samorz¹dów. Wykracza³a ona poza pomoc doraŸn¹, powszechne stawa³y siê filantropijne programy wychowawcze, obejmuj¹ce szkolnictwo elementarne, propaguj¹ce zasady r zetelnej pracy i oszczêdzania. Polscy zwolennicy idei pracy organicznej krytykowali utrwalone dot¹d formy dzia³alnoœci filantropijnej, takie jak bale na rzecz ubogich czy okazjonalnie urz¹dzane kwesty i loterie. Na ziemiach polskich w okresie zaborów dzia³alnoœæ organizacji filantropijnych mia³a jeszcze jeden, dodatkowy aspekt – patriotyczny. Jedn¹ pierwszych organizacji filantropijnych pod zaborami by³o za³o¿one w 1814 r. Warszawskie Towarzystwo Dobroczynnoœci (WTD). Zak³ada³o ono ochronki i sierociñce dla dzieci, organizowa³o tanie kuchnie i domy noclegowe. Ciekawe, ¿e prywatne ochronki na terenie zaboru rosyjskiego a¿ do 1905 r. realizowa³y nielegalny program nauczania jêzyka polskiego, bêd¹c tym samym placówkami wychowania narodowego. W Polsce, podobnie jak w Europie, dzia³alnoœæ filantropijna by³a domen¹ kobiet, najczêœciej wywodz¹cych siê z arystokracji, jak Zofia Zamoyska. Do ruchu filantropijnego aktywnie w³¹czyli siê tak¿e przedstawiciele bur¿uazji, pr zedsiêbiorcy i finansiœci, tacy jak Leopold Kronenberg (za³o¿yciel Szko³y Handlowej w Warszawie), czy Jan Gotlib Bloch. W zaborze pruskim jednym z pierwszych organiczników by³ Karol Marcinkowski, lekarz i spo³ecznik lecz¹cy bezp³atnie ubogich, za³o¿yciel Towarzystwa Naukowej Pomocy dla M³odzie¿y Wielkiego Ksiêstwa Poznañskiego

5

(1841) – pierwszej organizacji stypendialnej na ziemiach polskich.

***

W ostatnich dekadach XIX w. dzia³alnoœæ filantropijna uleg³a daleko posuniêtej racjonalizacji, przybiera³a coraz nowoczeœniejsze formy. W zaborze austriackim z inicjatywy Henryka Jordana powsta³ park jego imienia, gdzie dzieci mog³y doskonaliæ siê fizycznie i uczyæ samorz¹dnoœci. W Warszawie utworzono Towarzystwo Kolonii Letnich, którego dzia³aczami byli m.in. Boles³aw Prus i Janusz Korczak. W trudnych latach I wojny œwiatowej nast¹pi³a dalsza samoorganizacja polskiego spo³eczeñstwa. Przede wszystkim pomocy wymaga³y dzieci. Jedn¹ z najwa¿niejszych instytucji opiekuñczych by³ Centralny Komitet Obywatelski, którego funkcje w 19 15 r. przejê³a Rada G³ówna Opiekuñcza. Po odzyskaniu niepodleg³oœci znaczn¹ czêœæ zadañ w zakresie pomocy spo³ecznej przejê³o pañstwo i samorz¹dy. Nadal jednak rozwija³y siê organizacje dobroczynne i filantropijne. W okresie miêdzywojennym istnia³o w Polsce 10 tys. stowar zyszeñ i 3 tys. fundacji. Powsta³y w tym czasie m.in. Polski Czer wony Krzy¿ i Zwi¹zek „Caritas”. Jednak¿e wiele fundacji w II RP mia³o charakter wyznaniowo-narodowoœciowy, wspieraj¹c jedynie osoby okreœlonej narodowoœci i wyznania. Podczas okupacji Niemcy zlikwidowali b¹dŸ skrêpowali dzia³alnoœæ wszystkich stowarzyszeñ fundacji i zwi¹zków. Jedynie Rada G³ówna Opiekuñcza mog³a za zgod¹ w³adz okupacyjnych reprezentowaæ polskie organizacje dobrowolnej opieki spo³ecznej. Pewn¹ autonomiê, ale ograniczone mo¿liwoœci dzia³ania, zachowa³ PCK. Poza tym du¿¹ ro lê odgrywa³a pozainstytucjonalna, prywatna samopomoc, jak te¿ finansowe wsparcie (np. uczonych) udzielane przez pañstwo podziemne.


„Lubuszanin.org.pl”

K I L K A

S £ Ó W

O

nr 2(10)sierpieñ 2009

H I S T O R I I

F I L A N T R O P I I

„Etos z tradycj¹” – Ireneusz Wojewódzki

*** Po II wojnie œwiatowej, kiedy spo³eczeñstwa europejskie przyspieszy³y swój marsz ku dobrobytowi, na Zachodzie pisano o „odpadach spo³eczeñstwa obfitoœci”. Zastanawiano siê nad genez¹ wykluczenia z systemu ekonomicznego, wskazuj¹c, ¿e odpowiednia polityka spo³eczna mo¿e ten stan r zeczy odmieniæ. Tymczasem w PRL filantropia sta³a siê oczywiœcie bur ¿uazyjnym reliktem. Wszak (zgodnie z obowi¹zuj¹ca ideologi¹) w Polsce Ludowej wszyscy mieli byæ równi, nie by³o ju¿ warstw wy¿szych i ubogiego plebsu. Poza tym dzia³alnoœæ wszystkich organizacji pozar z¹dowych, zwi¹zana z pluralizmem, zosta³a skrêpowana ze wzglêdów politycznych. Pañstwo pr zejê³o kontrolê nad ca³oœci¹ ¿ycia spo³ecznego, a wiêkszoœæ organizacji spo³ecznych b¹dŸ zlikwidowano, b¹dŸ poddano biurokratycznej centralizacji. Dla przyk³adu: na miejsce koœcielnej organizacji spo³eczno-charytatywnej „Caritas” powo³ano odgórnie Zrzeszenie Katolików „Cari-

tas”. Sytuacja ta w niewielkim stopniu uleg³a liberalizacji po 1956 r. W latach osiemdziesi¹tych, w okresie kryzysu, Polska doœwiadczy³a olbrzymiej pomocy charytatywnej z zagranicy - szczególnie du¿¹ rolê odegra³y wówczas polskie organizacje koœcielne. Polska Ludowa przynios³a generalne os³abienie dobroczynnoœci i upadek etosu filantropii. Z tej w³aœnie przyczyny po 1989 r., po wejœciu w now¹ rzeczywistoœæ ekonomiczn¹, a w konsekwencji pojawienia siê nowych problemów spo³ecznych, z tak wielkim trudem nastêpowa³a w Polsce reanimacja idei filantropii. Jednak wzrastaj¹ca aktywnoœæ organizacji pozarz¹dowych o charakterze pomocowym pozwala patrzeæ w przysz³oœæ z optymizmem. Wci¹¿ powstaj¹ nowe inicjatywy, nie tylko o tak szerokim zasiêgu jak np. Polska Akcja Humanitarna, ale chocia¿by takie jak Fundusze Lokalne, których zadaniem jest zbiórka œrodków finansowych w celu poprawy warunków ¿ycia konkretnych spo³ecznoœci lokalnych.

6

Na koniec podkreœliæ trzeba, ze wspó³czesny œwiat stawia wci¹¿ nowe wyzwania. Jakkolwiek spauperyzowane spo³ecznoœci, zjawisko wykluczenia czy dziedziczne bezrobocie nadal wystêpuj¹ w krajach wysokorozwiniêtych, to jednak w dobie globalizacji filantropia musi wykraczaæ poza horyzont granic jednego pañstwa. Ubogie kraje rozwijaj¹ce siê stanowi¹, z grubsza licz¹c, 2/3 ludnoœci œwiata, jednak ich ³¹czny udzia³ w œwiatowym PKB zamyka siê w granicach kilkunastu procent. Byæ mo¿e przysz³oœæ i tu przyniesie g³êbsz¹ refleksjê nad kondycj¹ najbiedniejszych pañstw, doprowadzaj¹c do zasadniczej reorientacji spojrzenia sytego Zachodu w kierunku wyrównania szans w wymiarze ogólnoœwiatowym, i to nie tylko z pobudek humanitarnych, lecz te¿ ze wzglêdu na interes globalnej zbiorowoœci.

Ó ZRÓD£A Literatura tematu jest bardzo obszerna, korzysta³em m.in. z: B. Geremek, „Litoœæ i szubienica. Dzieje nêdzy i mi³osierdzia”, Warszawa 1989; E. Leœ, „Zarys historii dobroczynnoœci i filantropii w Polsce”, W arszawa 2001.


„Lubuszanin.org.pl”

¯ Y C I E

J E D Y N I E

D L A

nr 2(10)sierpieñ 2009

S A M E G O

S I E B I E

M O ¯ E

B Y Æ

C I Ê ¯ A R E M

„Upolowaæ filantropa” – Marcin Florkowski

Upolowaæ filantropa Marcin Florkowski Biznes i filantropia wchodz¹ w maria¿ od dawna. Dlaczego ludzie zostaj¹ filantropami? Czym siê kieruj¹? I jak zyskaæ przychylnoœæ filantropa? Dzia³alnoœæ filantropijn¹ uprawiaj¹ pojedyncze osoby ju¿ od czasów staro¿ytnej Grecji. Rozpowszechniony w dziewiêtnastym wieku model „filantropii osobistej”, w której konkretne osoby wspiera³y inne konkretne osoby, zastêpowany jest dzisiaj pr zez organizacje filantropijne (instytucje, fundacje), które zajmuj¹ siê czêsto wspieraniem ca³ych grup spo³ecznych. Za takimi organizacjami zawsze stoj¹ jednak konkretni ludzie, którzy powo³ali je do ¿ycia lub maj¹ decyduj¹cy wp³yw na ich kszta³t.

Filantrop jest star staryy Filantropia kojarzona jest zwykle z osobami, które w pewnym wieku dosz³y do znacznych osi¹gniêæ biznesowych lub politycznych i na bazie osi¹gniêtego sukcesu za³o¿y³y fundacje, instytuty lub ufundowa³y nagrody czy stypendia. Prototypem takiego filantropa jest Alfred Nobel.

Marcin Florkowski Ukoñczy³ studia psychologiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz piêcioletni¹ szko³ê psychoterapii psychodynamicznej w Krakowie. Od 2003 r. doktor psychologii. Pracuje jako wyk³adowca na Uniwersytecie Zielonogórskim oraz

diagnosta – terapeuta w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej. Pisze artyku³y popularno-naukowe z zakresu psychologii.

Pragnienie przeznaczania zgromadzonej przez siebie fortuny na rzecz innych ludzi dobrze t³umaczy „norma odpowiedzialnoœci spo³ecznej”. Otó¿ w naszej kulturze obowi¹zuje zasada pomagania s³abszym i potr zebuj¹cym. Gdy starowince przygarbionej wiekiem wysypi¹ siê jab³ka z torby, trzeba jej pomóc. Gdyby te jab³ka wysypa³y siê m³odemu osi³kowi, niewiele osób bêdzie czu³o siê zobowi¹zanych do pomocy – „sam sobie da radê”. W³aœnie ze wzglêdu na normê odpowiedzialnoœci spo³ecznej ustêpujemy miejsca starszym w autobusach, pomagamy ludziom kalekim w wejœciu po schodach itp. Norma odpowiedzialnoœci jest jednym z g³ównych motywów dzia³alnoœci filantropów. W³asne powodzenie mo¿e bowiem wywo³ywaæ uczucie zobowi¹zania, a nawet wyrzuty sumienia czy wstyd wobec tych, których ¿ycie jest mniej szczêœliwe nie z ich winy. Jak stwierdzi³ Bill Gates, za³o¿yciel jednej z najwiêkszych fundacji charytatywnych na œwiecie: „By³ czas zarabiania pieniêdzy, teraz nadszed³ czas dzielenia siê nimi”. Tego typu motywacja ma jednak okreœlone konsekwencje. Filantrop chêtnie pomaga ludziom uzdolnionym, pomys³owym i twórczym, którzy z powodów losowych (np. pochodzenia lub urodzenia), niezawinionych przez siebie, pozbawieni s¹ odpowiednich mo¿liwoœci i startu. Dzia³alnoœæ filantropów, motywowanych pr zede wszystkim norm¹ odpowiedzialnoœci spo³ecznej, nastawiona jest przewa¿nie na „wyrównanie szans” – funduj¹ oni stypendia dla uzdolnionych, wspieraj¹ wynalazców itp.

7

Filantrop jest dojrza³y W wielu teoriach (dotyczy to zw³aszcza teorii Abrahama Maslowa, Ericka Ericksona i Gustawa Junga) twierdzi siê te¿, ¿e ludzie w œrednim wieku zmieniaj¹ swoj¹ hierarchiê wartoœci i pragn¹ dokonaæ czegoœ ponadczasowego, czegoœ dla innych ludzi, a nie tylko dla w³asnych interesów. ¯ycie dla samego siebie mo¿e byæ bowiem ciê¿arem (zw³aszcza jeœli uda³o siê osi¹gn¹æ to, o czym siê do tej por y mar zy³o) i mo¿e skoñczyæ siê rozpacz¹ z powodu pustki, które w ostatecznym rozrachunku przynosi. Po przekroczeniu umownej po³owy ¿ycia ludzie zastanawiaj¹ siê, czemu ma s³u¿yæ to wszystko, czego do tej por y dokonali i zaczynaj¹ odczuwaæ potr zebê wykroczenia poza swoje egoistyczne cele. W³aœnie w tym wieku filantrop czêsto rozpoczyna swoje dzie³o. Mo¿e to siê odbywaæ na wielk¹ skalê – tak jak to zrobi³ W arren Buffett, pr zekazuj¹c lwi¹ czêœæ swojego maj¹tku na dzia³alnoœæ char ytatywn¹, mo¿e siê to odbywaæ na ma³¹ skalê – dbania o swoje wnuki czy zajêcie siê dzia³alnoœci¹ na r zecz lokalnej spo³ecznoœci. Wg niektórych teorii psychologicznych, mamy tu do czynienia tylko z ró¿nic¹ w skali, a nie ró¿nic¹ w motywacji. Motywacj¹ jest bowiem dojrza³oœæ, a nie osi¹gniêcie sukcesu i pragnienie podzielenia siê nim. Zdrowo rozwijaj¹ca siê istota ludzka w pewnym wieku odczuwa „naturaln¹” potrzebê robienia czegoœ na r zecz innych ludzi. Tego typu motywacja dzia³a inaczej ni¿ ta zwi¹zana z norm¹ odpowiedzialnoœci spo³ecznej. Filantrop motywowany dojr za³oœci¹ nastawiony jest pr zede wszystkim na to, aby pomoc potr zebuj¹cym po prostu nadesz³a, niekoniecznie nadesz³a od


„Lubuszanin.org.pl”

¯ Y C I E

J E D Y N I E

D L A

nr 2(10)sierpieñ 2009

S A M E G O

S I E B I E

M O ¯ E

B Y Æ

C I Ê ¯ A R E M

„Upolowaæ filantropa” – Marcin Florkowski

niego. To osoby, którym zale¿y na tym, aby „œwiat by³ lepszy”. Anonimowe udzielanie wsparcia – dlaczego nie? Do szczególnie dojrza³ych osób pasuje taka anonimowa filantropia.

Dajemy Dajemy,, aby dostaæ Powy¿ej opisany obraz filantropa jest ³adny – to osoba dojrza³a, odpowiedzialna itp. Nie ma tu jednak mowy o emocjonalnym zaanga¿owaniu w filantropiê, która niew¹tpliwie istnieje oraz o tym, ¿e filantrop mo¿e byæ motywowany bardzo przyziemnymi i egoistycznymi pragnieniami. Oto pr zyk³ad. Instytucje zajmuj¹ce siê ubezpieczeniami odkry³y, ¿e reklamy ubezpieczeñ na wypadek œmierci (pieni¹dze ubezpieczonego otr zymuje jego rodzina) okazuj¹ siê czasem zupe³nie nieskuteczne. Jeœli w reklamie akcentowane jest zadowolenie i dobrostan ludzi, którzy otr zymuj¹ pieni¹dze z ubezpieczenia zmar³ego, taka reklama nie podnosi iloœci spr zedanych ubezpieczeñ. W ¿artobliwej formie wyrazi³ to jeden z niedosz³ych klientów: „Nie chcê ubezpieczenia na ¿ycie. Chcê, aby w razie mojej œmierci rodzina naprawdê siê martwi³a.”

skiem – pragnieniem bycia docenionym przez innych i zyskaniem wdziêcznoœci. Dzia³alnoœæ filantropijna równie¿ bywa tak motywowana. Zarz¹d przedsiêbiorstwa, które finansuje cele charytatywne lub przeznacza pieni¹dze na budowê placu zabaw mo¿e byæ w gruncie rzeczy zainteresowany robieniem sobie dobrej marki, darmowej reklamy i poprawieniem wizerunku firmy. Bez takich „zysków” z pomagania nie jest zainteresowany wsparciem filantropijnym.

Dzia³alnoœæ filantropijna mo¿e byæ jak panaceum na zani¿one poczucie w³asnej wartoœci, mo¿e byæ zmazaniem rzeczywistych lub wyimaginowanych grzechów lub u³omnoœci, mo¿e byæ wreszcie sposobem na poczucie siê cz³owiekiem lepszym od innych.

Reklamy ubezpieczeñ na ¿ycie mog¹ jednak wywieraæ znakomity efekt, jeœli akcentuj¹ poœwiêcenie, dobr¹ wolê i altruizm osób ubezpieczaj¹cych siê – „Jakim dojrza³ym i odpowiedzialnym ojcem jest ten, który zabezpiecza swoj¹ rodzinê nawet po swojej œmierci”. Akcentowanie wspania³ych cech ubezpieczaj¹cej siê osoby wydaje siê byæ kluczem do skutecznej spr zeda¿y ubezpieczeñ na ¿ycie. To ciekawe zjawisko, wygl¹da bowiem na to, ¿e dbanie o innych jest tu motywowane bardzo doraŸnym i namacalnym zy-

Typowym pr zyk³adem takiej filantropii jest fundacja Ronalda McDonalda, której dzia³alnoœæ polega na „Pomocy dzieciom, aby ¿y³y w zdrowiu”, jak to mo¿na przeczytaæ na jej stronie internetowej. To bardzo ciekawe, bowiem firma McDonald s³ynie ze spr zeda¿y taniej i szkodliwej dla zdrowia ¿ywnoœci, w dodatku staraj¹c siê przyci¹gn¹æ do niej ju¿ malutkie dzieci np. poprzez dodawanie do jedzenia zabawek (sic!). W ten sposób wœród dzieci ³owi nowych klientów, którzy byæ mo¿e pozostan¹ wierni niezdrowej ¿ywnoœci do koñca swojego (przedwczesnego?) ¿ycia. W tym œwietle statut fundacji wydaje siê grub¹ hipokryzj¹.

cy, to przede wszystkim tam, gdzie bêdzie o tym g³oœno i gdzie nie da siê przeoczyæ ich gestów. Nie s¹ raczej zainteresowani anonimowym niesieniem pomocy i musz¹ dostaæ „coœ za coœ” – w ten sposób mo¿na zyskaæ ich przychylnoœæ. Oczywiœcie pomaganie bliŸnim jest godne pochwa³y, nawet jeœli jest form¹ dzia³ania we w³asnym interesie.

Zbierajcie skarb w niebie Zyski z filantropii mog¹ byæ namacalne tak jak w przyk³adach opisanych wy¿ej, mog¹ byæ jednak tak¿e ukryte, choæ nadal egoistyczne. Bywa, ¿e filantrop nie zabiega wprost o wdziêcznoœæ i nie afiszuje siê ze swoj¹ dobroczynnoœci¹, poniewa¿ nagrod¹, któr¹ próbuje uzyskaæ jest w³asne dobre samopoczucie. Dzia³alnoœæ filantropijna mo¿e byæ jak panaceum na zani¿one poczucie w³asnej wartoœci, mo¿e byæ zmazaniem r zeczywistych lub wyimaginowanych grzechów lub u³omnoœci, mo¿e byæ wreszcie sposobem na poczucie siê cz³owiekiem lepszym od innych.

Równie¿ egoistycznie motywowany jest polityk, który pojawia siê na miejscu katastrofy ¿ywio³owej, œciska rêce poszkodowanym w tragedii, „dodaje otuchy” i osobiœcie obiecuje przeznaczenie œrodków na pomoc ofiarom, „mimochodem” czerpi¹c z tego zyski w postaci przychylnoœci opinii spo³ecznej.

Na pr zyk³ad oburzenie Jurka Owsiaka na ró¿ne instytucje (tak¿e koœcielne), które przeszkadzaj¹ w dzia³alnoœci Wielkiej Orkiestry Œwi¹tecznej Pomocy i organizacji Przystanku Woodstock, oburzenie, któremu Owsiak wielokrotnie dawa³ publicznie upust, jest co prawda zrozumia³e i bardzo ludzkie, ale niektór zy mogliby siê w nim dopatrzyæ tak¿e zranionej mi³oœci w³asnej cz³owieka, którego dzia³alnoœæ nie jest doceniana w równym stopniu przez wszystkich. Podobny, ukryty wymiar mog³y mieæ swego czasu bezkompromisowe i sk¹din¹d s³uszne wyst¹pienia Marka Kotañskiego do „Polaków”, wyk³adaj¹ce „narodow¹ niemal” znieczulicê i hipokr yzjê wobec ludzi chor ych na AIDS, narkomanów czy bezdomnych. Egoistycznych, ukr ytych motywów dzia³alnoœci filantropijnej mo¿e byæ wiele, na ogó³ s¹ to: poszukiwanie spo³ecznej akceptacji („To wspania³y filantrop!”), obrona ego (dzia³alnoœæ filantropijna mo¿e odwracaæ uwagê od w³asnych problemów i zmniejszaæ neurotyczne poczucie winy), podwy¿szenie poczucia w³asnej wartoœci i pewnoœci siebie („Jestem wartoœciowym cz³owiekiem”), d¹¿enie do zdobycia doœwiadczenia i wiedzy.

Filantropom, którzy motywowani s¹ w ten sposób, zale¿y przede wszystkim na tym, aby wszyscy widzieli, ¿e to oni w³aœnie, a nie kto inny, niesie pomoc. To w³aœnie ich osoba ma byæ zauwa¿ona. Jeœli zak³adaj¹ fundacjê dobroczynn¹, jest to fundacja ich imienia. Jeœli udzielaj¹ pomo-

Filantrop motywowany pragnieniem polepszenia swojego samopoczucia czêsto reaguje paradoksalnie na wdziêcznoœæ – wstydzi siê jej, unika. Nie chce, aby inni go chwalili, otwarta wdziêcznoœæ jest dla nich czêsto krêpuj¹ca. Dlatego te osoby dobrze czuj¹ siê w jakiejœ konkretnej roli

8


„Lubuszanin.org.pl”

¯ Y C I E

J E D Y N I E

D L A

nr 2(10)sierpieñ 2009

S A M E G O

S I E B I E

M O ¯ E

B Y Æ

C I Ê ¯ A R E M

„Upolowaæ filantropa” – Marcin Florkowski

(w „masce roli”?) – chc¹ byæ lekarzami, terapeutami, nauczycielami, „sumieniem narodu” itp. Ich dzia³alnoœæ czêsto dotyczy bardzo kontrowersyjnych spraw i chêtnie chwytaj¹ siê kontrowersyjnych metod. Jeœli jakiœ typ dzia³alnoœci filantropijnej mo¿e byæ szczególnie dyskusyjny, trudny lub nieakceptowany powszechnie – bêd¹

wanie na drugi plan. Pod³o¿em takiej filantropii jest empatia i wspó³czucie. Tego typu filantrop jest prawdziwym altruist¹ – robi coœ na rzecz innych ludzi, nawet jeœli jemu samemu nie przynosi to ¿adnych korzyœci lub wrêcz przynosi szkody. Empatyczne osoby koncentruj¹ siê bardziej na prze¿yciach tych innych ni¿ na w³asnym dobrostanie.

bêdzie bardziej op³acaæ lub bêdzie bardziej widoczne?”

siê ni¹ czêsto zajmowaæ te osoby. Istot¹ ich motywacji jest bowiem pragnienie poprawienie swojego (a nie czyjegoœ) dobrostanu wewnêtr znego.

Tak jak filantrop motywowany norm¹ odpowiedzialnoœci spo³ecznej jest nastawiony przede wszystkim na wyrównywanie szans (i w zwi¹zku z tym np. chêtnie zajmuje siê wspomaganiem m³odych utalentowanych ludzi), tak filantrop motywowany wspó³czuciem i altruizmem zajmuje siê najczêœciej tymi, którzy cierpi¹ – np. osobami terminalnie chor ymi, g³oduj¹cymi, zaniedbanymi dzieæmi itp. Nie przeprowadza zwykle rozwa¿añ typu: „Czy potr zebuj¹cy zas³u¿y³ na swój los, czy jest sam sobie winny?”, „Czy pomaganie mu ma sens, czy mo¿e lepiej swoje wysi³ki skierowaæ tam, gdzie to siê

Jak upolowaæ filantropa?

Tr zeba oczywiœcie podkreœliæ, ¿e subtelnie egoistyczne motywy filantropii tak¿e nie ujmuj¹ niczego z jej konkretnych zas³ug i znaczenia.

Czysta filantropia Jest jeszcze inny typ dzia³alnoœci filantropijnej, oparty na autentycznym wspó³czuciu. W³asna osoba schodzi wtedy zdecydo-

9

To bardzo osobisty typ dzia³alnoœci charytatywnej, g³êboko anga¿uj¹cy, emocjonalny i autentyczny. Wielu œwiêtych tak w³aœnie dzia³a. Z pewnoœci¹ do takich filantropów nale¿a³ Albert Schweitzer czy Jan Pawe³ II.

Mnogoœæ motywów, które stoj¹ za filantropi¹, mo¿na zredukowaæ do dwóch typów. Pier wszy z nich (nazywany motywacj¹ endocentr yczn¹) to tendencja do pomagania innym po to, aby polepszyæ w ten czy inny sposób w³asny stan lub samopoczucie. Dla tych osób najwa¿niejsze jest pomaganie osobiste, one, a nie ktoœ inny maj¹ nieœæ pomoc. Drugi typ motywacji dzia³alnoœæ filantropijnej („motywacja egzocentryczna”) to


„Lubuszanin.org.pl”

¯ Y C I E

J E D Y N I E

D L A

S A M E G O

nr 2(10)sierpieñ 2009

S I E B I E

M O ¯ E

B Y Æ

C I Ê ¯ A R E M

„Upolowaæ filantropa” – Marcin Florkowski

sk³onnoœæ do pomagania innym po to, aby polepszyæ ich samopoczucie. Dla tego typu filantropów nie jest wa¿ne kto udziela pomocy (np. czy osobiœcie to uczyni¹ czy nie), wa¿niejsze jest to, czy pomoc w ogóle zosta³a udzielona tym lub innym sposobem. Jak zyskaæ pr zychylnoœæ filantropa? Kluczowe jest rozpoznanie jego motywacji. Jeœli bardziej zale¿y mu na osobistym udzielaniu pomocy, to wszelkiego rodzaju wdziêcznoœæ, s³awa lub podkreœlenie jego wk³adu mog¹ przechyliæ decyzjê na korzyœæ osoby szukaj¹cej wsparcia. Jeœli jednak motywacja jest egzocentryczna, lepiej jest podkreœlaæ wagê pomocy dla osoby jej potrzebuj¹cej czy poszkodowanej, donios³oœæ spo³eczn¹ i d³ugofalowe spo³eczne efekty takiej pomocy. Wygl¹da tak¿e na to, ¿e ró¿ni filantropi zainteresowani s¹ te¿ udzielaniem wsparcia w ró¿nych dziedzinach. Stypendia, wsparcie m³odych talentów, wynalazki, pomys³y racjonalizatorskie, edukacja

dzieci itp. chêtnie wspierane s¹ przez osoby dojrza³e lub kieruj¹ce siê normami spo³ecznymi, raczej racjonalne ni¿ emocjonalne, twardo stoj¹ce na ziemi. Pomoc ludziom chorym, u³omnym, poszkodowanym chêtniej udzielana jest przez filantropów o silnej empatii, a tak¿e tych, którzy próbuj¹ polepszyæ swój nastrój czy samoocenê poprzez dzia³alnoœæ charytatywn¹. Filantropia s³awna, g³oœna, popularna to domena tych, którzy pragn¹ czerpaæ z niej swoje osobiste korzyœci.

Filantropia szkodzi? Byæ mo¿e warto na koniec powiedzieæ dwa s³owa na temat minusów dzia³alnoœci charytatywnej - filantropia mo¿e bowiem mieæ swoje ciemne strony i nie zawsze jest dzia³alnoœci¹ tak dobroczynn¹ spo³ecznie jakby siê mog³o wydawaæ. W USA, gdzie instytucje charytatywne s¹ o wiele bardziej popularne ni¿ np. w

10

Polsce, podnios³y siê swego czasu g³osy mówi¹ce o tym, ¿e dzia³alnoœæ filantropów i organizacji po¿ytku publicznego przynosz¹ w ostatecznym rozrachunku szkody, poniewa¿ problemy spo³eczne (bezrobocie, dziedziczenie biedy, choroby itp.) s¹ w sposób tymczasowy za³atwione, a wiêc przestaj¹ byæ pal¹ce i nie zmuszaj¹ rz¹du do ustawowego ich rozwi¹zania, które na d³u¿sz¹ metê jest o wiele bardziej skuteczne. W Polsce nie grozi nam taki rozrost instytucji dobroczynnych, aby ten problem sta³ siê istotny, na razie nie musimy siê o to martwiæ. W niektór ych warunkach filantropia mo¿e byæ jednak szkodliwa tak¿e z innego wzglêdu – mo¿e uczyæ biernoœci i nieodpowiedzialnoœci jej beneficjentów. Otrzymywanie pomocy za darmo, bez w³asnego wysi³ku i wk³adu jest bowiem silnie demotywuj¹ce i w d³u¿szym okresie mo¿e sk³aniaæ potrzebuj¹cego do przybierania niekor zystnej postawy ¿yciowej – uczenia siê niezaradnoœci.


„Lubuszanin.org.pl”

B I Z N E S ,

W S P I E R A J ¥ C

N G O ,

nr 2(10)sierpieñ 2009

T A K

N A P R A W D Ê

P O M A G A

S O B I E

„Trzy nogi ze œrub¹” – Waldemar Gruszczyñski

Trzy nogi ze œrub¹ Waldemar Gruszczyñski

J

ak wiemy z podstawówki, stó³ o trzech nogach jest idealnie stabilny. Ta metafora, prosta jak drut, obrazuje idealne funkcjonowanie sfery publicznej, gdzie wspó³dzia³aj¹: administracja, prywatny biznes i organizacje pozarz¹dowe. Niestety, ta tr zecia noga sto³u traktowana jest wci¹¿ jak pi¹te ko³o u wozu. Metaforycznie nawet brzmi to zabawnie. W praktyce pozarz¹dowcom do œmiechu nie jest.

ci finansów. Niestety, „kryzys paliwowy” jest jednym z g³ównych hamulców rozwoju organizacji pozarz¹dowych. O ile bowiem nawet skostnia³e administracje pañstwowe i samor z¹dowe powoli oswoi³y siê z

Jak ju¿ zachodnie spo³eczeñstwa dobrze wiedz¹, trzecia noga spe³nia dla spo³ecznego sto³u wa¿ne funkcje. Daje szanse twórczej dzia³alnoœci na r zecz spo³eczeñstwa b¹dŸ jego czêœci. A po drugie, dziêki tej dzia³alnoœci pojawia siê szczególna wartoœæ naddana: tworzy siê poczucie wspólnoty, od poziomu ogólnonarodowego (jak choæby udzia³ w akcji Wielkiej Orkiestry Œwi¹tecznej Pomocy), do poziomu lokalnego. Ale organizacje pozarz¹dowe nie mog¹ funkcjonowaæ bez wsparcia pozosta³ych dwóch nóg. Administracja, czyli sektor publiczny dostarcza narzêdzi administracyjnych. Biznes zaœ paliwa w posta-

NGO, a nawet po cichu ciesz¹, ¿e te wyrêczaj¹ je z powodzeniem z czêœci zadañ prospo³ecznych, o tyle niezmienny pozostaje problem – jak pr zekonaæ biznesmena, by wyda³ swoje ciê¿ko zarobione pieni¹dze nie maj¹c w perspektywie konkretnego zysku.

Ale zacznijmy lekcjê od pocz¹tku. Z organizacjami pozar z¹dowymi jest jak z inflacj¹. Niby wszyscy wiedz¹, o co chodzi, ale kiedy zapytaæ Jasia o definicjê, zaczyna siê j¹kaæ. A wiêc pr zypomnê wersjê najprostsz¹ i najlepsz¹: to organizacje (z ang. Non-Governmental Organization czyli NGO) za³o¿one najczêœciej pr zez obywateli i na ich rzecz dzia³aj¹ce. W pr zeciwieñstwie do instytucji publicznych s¹ prywatne, ale w przeciwieñstwie do biznesu nie s¹ nastawione na prywatn¹ kor zyœæ. Nie maj¹ przynosiæ zysku, lecz ewentualne profity inwestowaæ w dalsz¹ dzia³alnoœæ.

11

Problem nie jest ju¿ marginalny. W pierwszym kwartale 2008 roku w Polsce zarejestrowanych by³o ponad 58 tys. stowar zyszeñ i 9 tys. fundacji. Najwiêcej w województwie mazowieckim (w pr zeliczeniu: 22 organizacje na 10 tys. mieszkañców), ale w woj. lubuskim niewiele gor zej (19). Sektor ten dynamicznie siê roz-


„Lubuszanin.org.pl”

B I Z N E S ,

W S P I E R A J ¥ C

N G O ,

nr 2(10)sierpieñ 2009

T A K

N A P R A W D Ê

P O M A G A

S O B I E

„Trzy nogi ze œrub¹” – Waldemar Gruszczyñski

wija, bo tylko w 2007 roku powsta³o ponad 3,5 tys. stowar zyszeñ i fundacji. Oczywiœcie z ró¿nych powodów wiele organizacji w tym czasie pr zesta³o funkcjonowaæ, ale z pewnoœci¹ rozwoju NGO zatrzymaæ siê nie da. Niemniej w ostatnich dwóch latach po raz pier wszy zanotowano spadek dynamiki przyrostu organizacji w Polsce. Do roku 2005 bowiem przybywa³o ich niemal 5 tys. rocznie. Przyczyn z pewnoœci¹ jest wiele, ale jedn¹ z najwa¿niejszych jest brak pieniêdzy na dzia³alnoœæ. A¿ 61 proc. stowarzyszeñ wskazuje j¹ jako najwiêksz¹ przeszkodê w funkcjonowaniu. Zdawaæ by siê mog³o, ¿e w er ze wszechobecnych funduszy unijnych sektor NGO p³ywaæ bêdzie jak p¹czki w maœle. Nic bardziej mylnego. Równie¿ w tej dziedzinie ¿ycia obowi¹zuje zasada, ¿e pieni¹dz robi pieni¹dz. Du¿e stowarzyszenia maj¹ œrodki i mo¿liwoœci na pozyskiwanie du¿ych funduszy, na wk³ad w³asny, a zw³aszcza na pr zetrwanie do momentu, kiedy urzêdnicy, wnikliwie badaj¹cy sens kolejnego przecinka i kropki, ³askawie po wielu miesi¹cach przelej¹ na konto kolejn¹ transzê dotacji. Nieco ³atwiej zdobyæ fundusze ze œrodków celowych samorz¹dów , ale z regu³y s¹ to pieni¹dze na konkretne imprezy i nie pozwalaj¹ na poprawê funkcjonowania i rozwój stowarzyszenia. Nie mo¿na z tych œrodków op³aciæ czynszu, telefonów, zakupiæ sprzêtu komputerowego czy mebli. Pozostaje wiêc stan¹æ w kolejce pod drzwiami biznesmenów i ³adnie poprosiæ. Niestety, kolejki pod dr zwiami s¹ d³ugie. Zw³aszcza w Lubuskiem, gdzie firm mog¹cych sobie pozwoliæ na znacz¹cy sponsoring jest niewiele. W dodatku sporo w nich wybra³o model wspomagania jednego, konkretnego stowarzyszenia. Firmie daje to spokój ducha i poczucie realizacji misji spo³ecznej. Pozosta³ym zamyka drzwi. Co zrobiæ w tej sytuacji? Od wielu lat prezesujê stowar zyszeniu pod nazw¹ Zielonogórski Klub Fantastyki Ad Astra. Nale¿ymy do najliczniejszej w Polsce grupy stowarzyszeñ okreœlaj¹cych siê w badaniach statystycznych jako dzia-

Waldemar Gruszczyñski Przedsiêbiorca, publicysta. Przez wiele lat dziennikarz „Gazety Wyborczej”, obecnie prowadzi agencjê reklamow¹ Fabryka Reklamy IBI.

³aj¹ce w obszarze „sportu, turystyki, rekreacji i hobby” (38,3%) oraz na p³aszczyŸnie „kultura i sztuka” (12,7%). Jesteœmy jednym z najstarszych stowarzyszeñ w „bran¿y” fantastycznej w Polsce, zorganizowaliœmy dziesi¹tki imprez, w tym mnóstwo ogólnopolskich i miêdzynarodowych, czysto ludycznych i naukowych. Naszym partnerem by³y i s¹ powa¿ne instytucje jak np. Uniwersytet Zielonogórski czy lokalne samorz¹dy. Wszystko to wykorzystaliœmy do budowy i promocji marki. Dziêki temu w oczach potencjalnego sponsora jesteœmy wiarygodni. Wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano, ale my te¿ zaczynaliœmy od zera. Krok po kroku staraliœmy siê uwiarygodniaæ markê Ad Astra i dziœ dla wielu potencjalnych sponsorów nie jesteœmy kolejnym numerkiem w komitecie kolejkowym pod ich drzwiami, lecz bardzo rozpoznawalnym podmiotem.

Trzy nogi ¿ycia publicznego sprawiaj¹, ¿e nasz stó³ siê nie chwieje. Ale musz¹ byæ one po³¹czone œrubami. Dlatego wa¿ne jest zrozumienie w sferze biznesu, ¿e jej udzia³ w ¿yciu lokalnej spo³ecznoœci, inwestycje w zaufanie mieszkañców, wspó³praca na rzecz wspólnego dobra, to korzyœci nieprzeliczalne na z³otówki.

Po drugie, œwiadomi gospodarczej sytuacji województwa lubuskiego, staramy siê dopasowywaæ nasz¹ ofertê do konkretnego sponsora. Nie mo¿na przygotowaæ jednego pisma z kwot¹ 10 tys. i wys³aæ m³odych wolontariuszy z tym dokumentem do zak³adu stolarskiego i Kronopolu naraz. Znacznie lepiej wyst¹piæ o ma³e kwoty do wielu firm. To skutkuje. Metafora z ma³¹ ³y¿k¹ jest w biznesie chyba znana ka¿demu. Tu te¿ dzia³a. A po trzecie, tam, gdzie to mo¿liwe, wystêpujemy o œwiadczenia rzeczowe. O wiele ³atwiej firmie przekazaæ swoje produkty/us³ugi ni¿ ¿yw¹ gotówkê. Ubezpieczyciel chêtnie wiêc wystawi polisê, producent zabawek przeka¿e nieco nagród, a sklep piœmienniczy kredek i papieru na konkursy. Te trzy zasady dzia³aj¹ i nie ma

12

tu ¿adnych czarów. Ale to tylko mechanizm, zaœ liczy siê przyczyna. Wracamy bowiem do kwestii, dlaczego jakikolwiek biznesmen ma cokolwiek pr zekazaæ za darmo? Dlaczego biznes oparty na modelu wypracowania zysku ma ten zysk pomniejszaæ? Czy jednak mo¿e sponsorowanie NGO jest inwestycj¹, a nie wyr zucaniem pieniêdzy w b³oto? Pierwsz¹ i najczêœciej oferowan¹ kor zyœci¹ dla sponsora jest promocja. Organizacje pozar z¹dowe mog¹ zaoferowaæ reklamê na swoich witrynach WWW, wydawanych pr zez siebie pismach, ulotkach, plakatach, gad¿etach. Pr zy du¿ych imprezach mo¿e to byæ nawet reklama w mediach, najbardziej po¿¹dana z punktu widzenia sensownoœci sponsoringu. Ale to nie zawsze wystarcza. Bo czy du¿y producent mebli ogrodowych wspieraj¹c np. letnie imprezy na zielonogórskim deptaku zwiêkszy znacz¹co sprzeda¿ swoich produktów? Bezpoœrednio takiego prze³o¿enia nie ma. Niestety. Problem le¿y g³êbiej. W uœwiadomieniu sferze biznesu, ¿e wspieraj¹c NGO tak naprawdê pomagaj¹ sobie. Œwiat nie koñczy siê bowiem na zak³adowej bramie. Firmy i ludzie j¹ tworz¹cy funkcjonuj¹ w jakieœ lokalnej spo³ecznoœci. Wspieraj¹c dzia³ania organizacji pozarz¹dowych firma X integruje spo³ecznoœæ, buduj¹c tym samym swoj¹ markê, jako lokalnie wa¿nej, maj¹cej wp³yw na bie¿¹c¹ sytuacjê. Po drugie, organizacje pozarz¹dowe wyrêczaj¹ pañstwo i samor z¹d na wielu p³aszczyznach, od sfery kultur y, pr zez ekologiê, ochronê zdrowia, po opiekê socjaln¹. Firmy i ich pracownicy bêd¹ wszak beneficjentami tych dzia³añ, de facto wiêc ³o¿¹ pieni¹dze na samych siebie. A po trzecie z


„Lubuszanin.org.pl”

B I Z N E S ,

W S P I E R A J ¥ C

N G O ,

nr 2(10)sierpieñ 2009

T A K

N A P R A W D Ê

P O M A G A

S O B I E

„Trzy nogi ze œrub¹” – Waldemar Gruszczyñski

pewnoœci¹ maj¹ nad sponsorowanymi pr zedsiêwziêciami znacznie lepsz¹ kontrolê ni¿ nad œrodkami, które wêdruj¹ do bud¿etowego wora. W sumie wiêc wspó³praca z NGO oraz finansowanie pr zedsiêwziêæ tego sektora jest niczym innym jak inwestycj¹ pr zynosz¹c¹ wymierne korzyœci. Na szczêœcie tê Amerykê w pañstwach rozwiniêtych odkr yto ju¿ dawno temu i funkcjonuje ona pod pojêciem CSR - Corporate Social Responsibility, czyli spo³ecznej odpowiedzialnoœci biznesu. W Polsce po raz pierwszy idea ta pojawi³a siê w latach 90., ale jak widaæ drogê torowa³a sobie powoli. Co prawda na p³aszczyŸnie ogólnopolskiej dzia³aj¹ ju¿ np. Fundacja Komunikacji Spo³ecznej czy Forum Odpowiedzialnego Biznesu wspó³pracuj¹ce z ta-

kimi organizacjami pracodawców jak Polska Rada Biznesu czy te¿ Business Center Club. Jednak w wymiarze lokalnym CSR jest wci¹¿ nowink¹. Pojawiaj¹ siê te¿ g³osy, czy CSR nie jest zabiegiem marketingowym. Byæ mo¿e, ale jeœli nawet, to s³u¿y szczytnym celom. Wszak odpowiedzialny biznes to nie tylko strategia komunikowania firmy z otoczeniem, lecz anga¿owanie w problematykê spo³eczn¹ firmy i pracowników. A ostatecznie, jeœli kogoœ nie przekonuje sfera idei, niech przyjrzy siê efektom wspó³pracy organizacji pozarz¹dowych z biznesem w dziedzinie ekologii, gdzie wspólnie, z korzyœci¹ finansow¹ dla biznesu, wdra¿a siê strategie ochrony œrodowiska. Lub z innej beczki, dla realizacji w³asnych celów firmy same powo³uj¹ organizacje pozarz¹do-

13

we jak np. Forum Opakowañ Szklanych, Fundacja na Rzecz Odzysku Opakowañ Aluminiowych RECAL i inne. Wróæmy do pocz¹tkowej metafory. Trzy nogi ¿ycia publicznego sprawiaj¹, ¿e nasz stó³ siê nie chwieje. Ale musz¹ byæ one po³¹czone œrubami. Dlatego wa¿ne jest zrozumienie w sferze biznesu, ¿e jej udzia³ w ¿yciu lokalnej spo³ecznoœci, inwestycje w zaufanie mieszkañców, wspó³praca na r zecz wspólnego dobra, to korzyœci nieprzeliczalne na z³otówki. Korzyœci równie¿ dla samych siebie. W artykule wykorzysta³em m.in. informacje zebrane przez Stowarzyszenie Klon/Jawor.


„Lubuszanin.org.pl”

I I

E D Y C J A

nr 2(10)sierpieñ 2009

K O N K U R S U

„Liga inicjatyw obywatelskich” – Anna Sydor

Liga inicjatyw obywatelskich Anna Sydor

S

towarzyszenie Verte og³asza drug¹ edycjê Ligi Inicjatyw Obywatelskich – konkursu, którego ide¹ jest promowanie najlepszych inicjatyw obywatelskich 2009 roku. Patronat honorowy nad Lig¹ obj¹³ Marsza³ek Województwa Lubuskiego Marcin Jab³oñski.

by prawne, organy administracji publicznej, koœcio³y i zwi¹zki wyznaniowe. Zg³oszenia mog¹ byæ wysy³ane równie¿ pr zez samych kandydatów.

Termin nadsy³ania zg³oszeñ: 1 wrzeœnia - 15 paŸdziernika 2009.

KRYTERIA OCENY

Zwyciêzcy otrzymaj¹ statuetki Lidera Inicjatyw Obywatelskich w nastêpuj¹cych kategoriach:

• •

1. Inicjatywa obywatelska/inicjatywa organizacji pozarz¹dowych oraz ich reprezentacji. 2. Inicjatywa publiczna, w tym dzia³ania samorz¹du w zakresie wspó³pracy z III sektorem.

KWALIFIKACJA PROJEKTÓW

Zale¿y nam, aby nagradzaæ najciekawsze inicjatywy, które bêd¹ inspiracj¹ i przyk³adem dla innych. Zg³aszane mog¹ byæ du¿e przedsiêwziêcia oraz ma³e inicjatywy, które bêd¹ promowaæ idee obywatelskie oraz kreowaæ pozytywny wizerunek trzech sektorów dzia³aj¹cych w województwie. Zg³aszane przez Pañstwa inicjatywy bêd¹ inspiracj¹ do podejmowania kolejnych innowacyjnych dzia³añ na rzecz lubuskiej spo³ecznoœci, a tak¿e zachêc¹ do prezentacji dzia³añ i ich efektów. Inicjatywy mog¹ dotyczyæ wielorakich sfer spo³ecznego ¿ycia spo³ecznoœci lokalnych w ramach nastêpuj¹cych obszarów: • • • • • • • • • • • • •

administracja, organizacja, zarz¹dzanie kultura i sztuka edukacja ochrona zdrowia pomoc niepe³nosprawnym integracja spo³eczna rekreacja i turystyka pomoc spo³eczna bezrobocie bezpieczeñstwo i porz¹dek publiczny komunikacja spo³eczna ochrona œrodowiska infrastruktura

wspieranie i inicjowanie inicjatyw spo³ecznych realizacja partnerskich przedsiêwziêæ wspó³praca miêdzysektorowa.

Podstawowym kryterium kwalifikuj¹cym przedsiêwziêcie do udzia³u w konkursie jest prowadzenie dzia³añ na terenie województwa lubuskiego. Dzia³ania zg³aszane w konkursie powinny zakoñczyæ siê do 15 paŸdziernika 2009, czyli do zakoñczenia naboru zg³oszeñ (decyduje data wp³yniêcia do biura Stowarzyszenia Verte). Przedstawiane projekty powinny: -

-

zapewniaæ mo¿liwoœæ ich twórczego wykorzystania w innych spo³ecznoœciach regionu, a tak¿e kraju, prezentowaæ nowatorskie podejœcie do zaspokajania zbiorowych potrzeb spo³ecznych i s³u¿yæ rozwojowi spo³eczeñstwa obywatelskiego.

Mo¿na zg³aszaæ dowoln¹ liczbê propozycji. Konkursem objête s¹ inicjatywy, które odzwierciedlaj¹ konkretne projekty, a nie ca³¹ dzia³alnoœæ statutow¹ organizacji i samorz¹du. W ramach Ligi Inicjatyw Obywatelskich nie bêd¹ rozpatrywane zg³oszenia dotycz¹ce bie¿¹cej dzia³alnoœci instytucji. Nagrodzone zostan¹ programy wymagaj¹ce twórczej i aktywnej postawy od realizuj¹cych je ludzi, prze³amuj¹ce biernoœæ i integruj¹ce spo³ecznoœci lokalne, usprawniaj¹ce i wspomagaj¹ce dzia³ania zmierzaj¹ce do pobudzania postaw obywatelskich, proponuj¹ce nowe i efektywne sposoby finansowania tej dzia³alnoœci. Zg³oszenia mog¹ byæ dokonywane przez organizacje oraz osoby fizyczne, oso-

14

Kapitu³a Konkursu dokona oceny projektów wed³ug nastêpuj¹cych kryteriów: • • • •

• •

innowacyjnoœæ projektu, skutecznoœæ projektu, akceptacja spo³eczna (wartoœæ, jak¹ projekt przynosi odbiorcom i innym obywatelom), wspó³praca z innymi organizacjami i grupami spo³ecznymi oraz wolontariuszami (stopieñ ich zaanga¿owania w projekt), mo¿liwoœæ upowszechnienia (stopieñ, w jakim projekt potencjalnie mo¿e byæ efektywnie i twórczo powtórzony w innych spo³ecznoœciach), efektywnoœæ przyjêtego sposobu finansowania projektu, stopieñ przygotowania i gotowoœci do wdro¿enia, nagrodzona inicjatywa powinna inspirowaæ inne spo³ecznoœci, a tak¿e stanowiæ wzorzec ³atwy do powtór zenia w innym obszar ze regionu, prezentacja wniosku na formularzu zg³oszeniowym (formular z na www.lubuszanin.org.pl)

Og³oszenie wyników i wrêczenie statuetek nast¹pi podczas IV Forum Lubuskich Organizacji Pozarz¹dowych 21 paŸdziernika w hotelu Ruben w Zielonej Górze, a wyniki zostan¹ opublikowane na portalu www.lubuszanin.org.pl, www.verte.org.pl, i w mediach regionalnych. Osoba do kontaktu: Anna Sydor, a.sydor@verte.org.pl tel. 068 459 33 35.


„Lubuszanin.org.pl”

S O N D A

nr 2(10)sierpieñ 2009

„ L U B U S Z A N I N A ”

„Dotacje czy sponsorzy?” – Renata Wcis³o

Dotacje

czy sponsorzy? Renata Wcis³o

T

o pytanie zadaliœmy ludziom z lubuskich organizacji pozarz¹dowych. Sk¹d nasze ngo-sy czerpi¹ pieni¹dze na dzia³alnoœæ? Pisz¹ wnioski o dotacje czy szukaj¹ sponsorów? A mo¿e jedno i drugie? Oto sonda Lubuszanina.

Agnieszka D³uba³a, Stowarzyszenie Wspierania Aktywnoœci Obywatelskiej „Civis sum”, Zielona Góra: – Mamy ró¿ne doœwiadczenia, obecnie dzia³amy dziêki sponsorom, 1 procentowi i dotacjom. Staramy siê zró¿nicowaæ Ÿród³a finansowania. W kontaktach zarówno ze sponsorami, jak i instytucjami nas wspieraj¹cymi pokazujemy, co ju¿ zrobiliœmy, jakie s¹ wymierne efekty naszej dzia³alnoœci, jakie mamy plany. Idea przez nas realizowana to Biuro Porad Obywatelskich i j¹ przede wszystkim promujemy, na ni¹ staramy siê pozyskiwaæ pieni¹dze. Wanda Œwidziñska, prezeska Stowarzyszenia Kobiet Babska Agencja Rozwoju, Zielona Góra: – Stowarzyszenie swoj¹ dzia³alnoœæ prowadzi g³ównie w oparciu o sk³adki cz³onkowskie. Jest to 5 z³ miesiêcznie, wiec przy organizowaniu np. Imienin Anny zwracamy siê o pomoc finansow¹ do jednostek kultury. Stara³yœmy siê równie¿ o dofinansowanie z zielonogórskiego urzêdu miasta na pokrycie czêœci kosztów Festiwalu Kobiet Kolor y ¯ycia. Pomoc od sponsorów to g³ównie niepieniê¿ne œrodki: talony restauracyjne, us³ugi kosmetyczne i paczki kosmetyków, bilety do teatru, kwiaty itp. Wszystko to w zamian za publiczne g³oszenie o wsparciu. Pozyskiwanie takiej pomocy jest krêpuj¹ce i niejednokrotnie przykre z uwagi na liczne nie przychylne g³osy, których zmuszone jesteœmy wys³uchaæ. To zniechêca. Mariusz Leszczyñski, kierownik biura Fundacji "Bor y Dolnoœl¹skie", I³owa: – Fundacja w g³ównej mierze bazuje na dotacjach z PO KL oraz PO FIO. W celu

zabezpieczenia œrodków finansowych na wk³ad w³asny organizujemy m.in. odp³atne szkolenia. Zaanga¿owaliœmy siê te¿ w prace nad tworzeniem przewodnika turystycznego dla powiatu ¿agañskiego, przymierzamy siê do opracowania przewodnika po szlakach turystycznych gminy Osiecznica. Zyski fundacji generowane s¹ równie¿ poprzez przyjmowanie wizyt studyjnych. Prosimy tak¿e o wsparcie naszych partnerów. Wspiera³ nas Bank Spó³dzielczy w I³owej, otrzymaliœmy pieni¹dze od Rezydencji Janków z I³owej na konkurs ekologiczny. Ceramiki WIZA i NIKA przekazuj¹ swoje wyroby na nagrody dla uczestników konkursów organizowanych np. w trakcie Nocy Œwiêtojañskiej w Starym Wêgliñcu. W okresie kryzysu nie jest ³atwo o ¿yczliwoœæ sektora gospodarczego. Tak naprawdê jego zaanga¿owanie ocenione bêdzie niebawem, poniewa¿ przymierzamy siê do utworzenia funduszu grantowego (utworzyæ go maj¹ sk³adki najwiêkszych pracodawców regionu oraz podmiotów zaanga¿owanych w zrównowa¿ony rozwój Borów Dolnoœl¹skich). Jesteœmy przekonani, ¿e nasi przedsiêbiorcy dojrzeli ju¿ do spo³ecznego zaanga¿owania biznesu w rozwój regionu. Dariusz Giedziun, wiceprezes UKS „Olimp” przy ZSP nr 2 w Nowej Soli: – Utrzymujemy siê z dotacji miejskich, ze starostwa, a w tym roku, za zdobycie punktów w zawodach, otrzymaliœmy dotacje z Urzêdu Marsza³kowskiego. Sponsorzy to firmy z Zielonej Góry, z Nowej Soli. Szu-

15

kamy ich pisz¹c proœby o wsparcie. W³aœnie znów jesteœmy na takim etapie… J ustyna Lichwiarz, Fundacja „Bo tak!”, £az. K. ¯ar: – I sponsorzy, i dotacje. Pozyskujemy pieni¹dze z grantów, lecz nie jest to g³ówne Ÿród³o. Przewa¿a sponsoring, dziêki Glaxo SmithKline, mogliœmy otworzyæ œwietlicê œrodowiskow¹ w Mi³owicach. Z kolei Bank Spó³dzielczy w Trzebielu, poza udzielonym wsparciem finansowym, zaoferowa³ korzystne warunki zwi¹zane z prowadzeniem rachunku. Pojawiaj¹ siê równie¿ sponsorzy pr ywatni, którzy zazwyczaj wspieraj¹ organizacjê rzeczowo. Dodatkowo lokalne instytucje, czyli Starostwo Powiatowe w ¯arach i Gmina ¯ary. Mamy to szczêœcie, ¿e otoczenie, w któr ym funkcjonujemy, jest otwarte i ¿yczliwe. Czego oczekuj¹ w zamian? Promocji, choæ w wielu przypadkach nie jest to obligator yjne. Aneta Mazurek, Lubuskie Stowarzyszenie Gospodarstw Agrotur ystycznych: – Nie korzystamy ani z dotacji, ani sponsorów. Uwa¿am, ¿e na dotacje jesteœmy za biedni (nie mamy wk³adu w³asnego) i za mali (ciê¿ko te¿ by³oby organizacyjnie, bo jesteœmy rozproszeni po ca³ym województwie). A kto chcia³by sponsorowaæ agrotur ystykê? Ma³gorzata Mejza, Towarzystwo Rozwoju Rodziny, Zielona Góra: – Przez lata dzia³aliœmy dziêki dotacjom na projekty. Zwykle pozyskujemy ma³e granty na dzia³ania edukacyjne, na szkolenia ró¿nych grup zawodowych, profilaktykê, terapiê dzieci i m³odzie¿y. Prowadzimy punkt testowania w kierunku HIV/AIDS, na który otrzymujemy grant. W tym roku wygraliœmy konkurs na zagospodarowanie lokalu z Urzêdu Miasta. Zmiana siedziby i dzia³alnoœæ


„Lubuszanin.org.pl”

S O N D A

nr 2(10)sierpieñ 2009

„ L U B U S Z A N I N A ”

„Dotacje czy sponsorzy?” – Renata Wcis³o

w nowym miejscu postawi³y przed nami nowe wyzwania np. koszty eksploatacyjne lokalu. I to jest wyzwanie, tak¿e z powodu zamkniêcia konkursów, z któr ych pozyskujemy œrodki na dzia³alnoœæ. Zaczêliœmy szukaæ sponsorów (w zwi¹zku z koniecznoœci¹ dostosowania lokalu do potrzeb ma³ych pacjentów). Mamy za sob¹ setki rozmów, pism i kilometr y wydeptanych œcie¿ek. W wielu miejscach s³yszeliœmy, ¿e jest kryzys i nie ma co liczyæ na sponsoring, w innych, ¿e wsparcie jest tylko dla okreœlonej grupy - sportowców, mieszkañców konkretnego rejonu lub - ¿e kwoty zosta³y ju¿ rozdzielone na ten rok itp. Ale uda³o siê. Dziêkujemy Castoramie z Zielonej Góry, firmie Hertz Systems Zielona Góra, Abiplus, Aspe, PZU. Nadal szukamy sponsorów. Do kampanii

spo³ecznej potrzebujemy banerów i billboardów propaguj¹cych ideê rodzicielstwa zastêpczego. Dziêki wsparciu rektora Uniwersytetu Zielonogórskiego mamy je gdzie powiesiæ, szukamy firmy, która wydrukuje banery. Pawe³ Stefan Rychlik, Stowar zyszenie Honorowych Dawców Krwi WIARUS, Ko¿uchów: – Najwiêkszymi sponsorami jesteœmy my sami… Ciê¿ko znaleŸæ sponsora, my takich mamy. ¯eby to siê uda³o, stowarzyszenie musi mieæ autorytet. Marcin Furtak, prezes stowarzyszenia „Speleoklub Bobry”, ¯agañ: – Dzia³amy dziêki sk³adkom cz³onkowskim, dotacjom z Polskiego Zwi¹zku Alpinizmu, z ma³ych projektów, od samorz¹dów.

Jednak nasze imprezy, du¿e wyprawy dochodz¹ do skutku zwykle dziêki sponsorom. To przede wszystkim firmy i ludzie ze œwiata turystyki, alpinizmu, taternictwa jaskiniowego, pasjonaci, którzy sami uprawiaj¹ sporty ekstremalne lub produkuj¹ sprzêt dla takich ludzi (po prostu swój zrozumie swojego). Co roku na Dolnym Œl¹sku organizujemy Mistrzostwa Polski w Technikach Jaskiniowych. Jedyna tego typu impreza w kraju cieszy siê du¿¹ popularnoœci¹, a towarzysz¹ce jej atrakcje i cenne nagrody przyznawane zwyciêzcom tylko w pewnym stopniu finansowane s¹ z dotacji. Szukaj¹c sponsorów zaczynamy od zdobycia patronów medialnych . Mo¿e w naszym przypadku ³atwiej o jednych i drugich, bo nasza dzia³alnoœæ zwykle jest spektakularna.

Zadzwonimy do Was… Jak mo¿e wygl¹daæ wspó³praca z biznesem w mikroskali? To pytanie z gatunku nie³atwych. Szczególnie jak jej nie ma. No w³aœnie - dlaczego? Ciekawym stwierdzeniem podzieli³a siê skarbnik mojego stowar zyszenia – Iwona Brzozowska: – Lokalnego biznesu u nas nie ma. Co mo¿emy w zamian zaoferowaæ? Pr zedsiêbior c y dzia³aj¹ na lokalnym r ynku i nie potrzebuj¹ reklamy. Z reszt¹ to te¿ kwestia osi¹gniêcia innego poziomu. W g³owie pojawia mi siê myœl – jakiego poziomu? Niedojrzali przedsiêbior cy, za nic maj¹cy swoj¹ odpowiedzialnoœæ spo³eczn¹? Chyba muszê wyjœæ od innej kwestii. W œrodowiskach lokalnych organizacje pozar z¹dowe s¹ egzotyk¹, lub te¿ - inaczej mówi¹c - s¹ uto¿samiane z chwilow¹ mod¹. Moda po jakimœ czasie siê zmienia. Jeœli nie znamy czegoœ, to nie bêdziemy w ¿aden sposób tego wspieraæ. W ci¹gu ostatnich 20 lat dorobiliœmy siê wielu organizacji, w wielkich oœrodkach miejskich. Organizacji, któr ych g³os dociera do oœrodków decyzyjnych, mediów czy do œwiadomoœci naszych krajan. Paradoksalnie, w spo³ecznoœci, gdzie wszyscy siê znaj¹, brakuje pozar z¹dowej aktywnoœci. Lokalny, szeroko pojêty biznes, nie mia³ wczeœniej mo¿liwoœci zetkn¹æ siê z tego rodzaju dzia³alnoœci¹. Nie znaczy to, ¿e dotychczas nie finansowa³ inicjatyw obywatelskich. Mo¿e pr zedsiê-

biorcy o tym nie wiedzieli, ale przez lata wspieranie lokalnych imprez organizowanych przez np. Ochotnicz¹ Stra¿ Po¿arn¹ to pewnego rodzaju wsparcie III sektora. Tyle ¿e pieni¹dze s¹ przeznaczane na dzia³ania akcyjne. Efekt widoczny od razu. Szklanka mleka dla ka¿dego dziecka? Niech finansuj¹ to gminy. Doszliœmy do wa¿nej kwestii. Pañstwo socjalne, wszystko finansuj¹ce, przyzwyczai³o swoich obywateli do niezaprz¹tania swoich myœli kwestiami spo³ecznymi. Nie zapominajmy, ¿e du¿e, ponadnarodowe koncerny inwestuj¹ w obszary silnie zurbanizowane. To te koncerny wprowadzi³y w Polsce kwestiê odpowiedzialnego biznesu i finansowania III sektora. Lokalne firmy to czêsto weterani pierwszych lat gospodarki wolnorynkowej. Na co dzieñ zmagaj¹cy siê z przeciwnoœciami rynku, niejasnym prawem, wszechw³adz¹ urzêdów. Czy mo¿emy mieæ do nich pretensje o brak spo³ecznej odpowiedzialnoœci? W koñcu skoro pañstwo tyle wymaga, to niech pañstwo rozwi¹¿e wszystkie problemy. Z drugiej strony biznes na lokalnym rynku ma inne potrzeby. Tu nie toczy siê twarda wojna o konsumenta. Co organizacja pozarz¹dowa mo¿e zaoferowaæ? S³owo „reklama” nasuwa siê jako jedno z pierwszych skojarzeñ. Tylko, ¿e my, dzia³acze sektora pozarz¹dowego, czêsto nie potrafimy powiedzieæ do kogo trafi przekaz. Nie odpowiemy, jak pr ze³o¿y siê to na funkcjonowanie firmy. Zbieraj¹c pie-

16

Tomasz Zygmuntowicz

ni¹dze na cokolwiek, najczêstsz¹ odpowiedzi¹ jest stwierdzenie: - Zostawcie namiar y, zadzwonimy do Was. A mo¿e nie o pieni¹dze tr zeba prosiæ? Ciekawie tê kwestiê sformu³owa³a Ewa Konczal, odpowiedzialna za rozwój stowar zyszenia Ashoka w Polsce. Na co dzieñ zajmuje siê m.in. promowaniem rozwi¹zañ biznesowych, s³u¿¹cych spo³eczeñstwu: – Wszystko zale¿y od skali. Lokalnie ³atwiej siê wspó³pracuje. Nie chodzi tylko o pieni¹dze. Piekar z mo¿e wypiec chleb. Z biznesem ³atwiej wspó³pracowaæ na polu merytor ycznym i rzeczowym. Recepta uniwersalna? Nale¿y byæ przejr zystym, wiarygodnym, trzeba budowaæ relacjê z ludŸmi, zupe³nie jak w przyjaŸni. Myœlê, ¿e tu jest w³aœnie sedno. Czêsto traktujemy biznes (wszelkiego rodzaju) jako bazê œrodków pieniê¿nych. Jeœli ktoœ nie wspiera naszych szczytnych inicjatyw, nie jest godzien prowadziæ dzia³alnoœci gospodarczej. Z biznesem tr zeba siê wi¹zaæ powoli. Mieæ cierpliwoœæ i… informowaæ o swoich dzia³aniach. Bez dobrej komunikacji, nie ma pr zyjaŸni. Trzeba siê zaprzyjaŸniæ. Czujê, ¿e wtedy zadzwoni¹.

PS: Warto odwiedziæ Ashokê – www.ashoka.pl – Ka¿dy mo¿e zmieniæ œwiat.


„Lubuszanin.org.pl”

T A K

S A M O

T R U D N O

J E S T

nr 2(10)sierpieñ 2009

K S I ¥ ¯ K Ê

S P R Z E D A Æ ,

J A K

J ¥

N A P I S A Æ

„Dukaty lubuskie za z³otówki” – Alfred Siatecki

Dukaty lubuskie za z³otówki Alfred Siatecki

A

utor ksi¹¿ek tzw. ambitnych, jeœli nawet bêdzie pisa³ po powieœci ka¿dego roku, nie jest w stanie utrzymaæ siê z pisania. No, mo¿e za wyj¹tkiem tych, których ksi¹¿ki s¹ masowo przek³adane na jêzyki obce. Ktoœ wiêc musi dop³acaæ do jego pisania. Ktoœ, czyli najczêœciej biznesmeni. W ludowej Polsce pisarzom z doœwiadczeniem ¿y³o siê lepiej. W tym tekœcie odrzucam wszystkie kwestie ideowe, biorê pod uwagê jedynie sprawy materialne. W PRL ksi¹¿ki ukazywa³y siê w du¿ych nak³adach, np. powieœæ autobiograficzna zielonogór zanina Micha³a Kaziowa (1925 – 2001) „Gdy moim oczom” osi¹gnê³a nak³ad 50 tys. egzemplarzy. I mimo to, trudno j¹ by³o kupiæ w ksiêgarni. Dzia³o siê tak dlatego, ¿e prawie wszystko, co wysz³o spod piór literatów i co wydawcy pañstwowi i ci z tzw. drugiego obiegu wydali, nie le¿a³o na pó³kach ksiêgarskich.

ty i ¿ycia”, „Polityki”, „P³omyczka”. By³y jeszcze jakieœ kolorówki, których tytu³y wylecia³y mi z g³owy, ale po nie niewielu siêga³o. W tym miejscu nie wspominam o koncertach z cyklu „Sojusz œwiata pracy z kultur¹ i sztuk¹”, bo to inna para kaloszy.

Nie do koñca zgadzam siê ze stwierdzeniem jakoby kiedyœ Polacy masowo czytali, a dziœ po ksi¹¿ki siêga 40 proc. rodaków. Owszem, w ludowej Polsce ludzie kupowali ksi¹¿ki i zapewne je czytali, bo co mieli robiæ wolnym czasie? By³y pr zecie¿ tylko dwa kana³y telewizji pañstwowej, piêæ ogólnopolskich stacji radiowych, w ka¿dym regionie radio regionalne i nudne gazety, sterowane z jednego miejsca. M³odszym pr zypominam, ¿e najpoczytniejszy tygodnik „Przekrój” nigdy nie le¿a³ na ladzie w kiosku Ruchu. To samo spostrze¿enie mo¿na odnieœæ do „Zwierciad³a”, „Kobie-

Trochê ekonomii

Mimo takiego rozczytania, pisarzy uznanych (mam na myœli cz³onków Zwi¹zku Literatów Polskich) by³o du¿o mniej ni¿ obecnie jest w ZLP i Stowarzyszeniu Pisarzy Polskich. I, paradoksalnie, wiêcej by³o takich autorów, którzy pisanie traktowali jako swój zawód.

Dawniej mecenasem by³ ten dobrodziej, który bezinteresownie wspomaga³ artystów i sztukê. Dziœ jego miejsce zaj¹³ fundator, zwany sponsorem.

Dok³adnie nie wiadomo, ile trzeba ksi¹¿ek napisaæ, ¿eby mieæ za co utr zymaæ rodzinê na poziomie minimalnej egzystencji. Dziœ ¿aden pisarz nie jest na etacie pisarskim wydawnictwa. Czêœæ sprawdzonych autorów zawiera umowy wstêpne z wydawcami na napisanie ksi¹¿ki, bior¹c zaliczkê. Jedno jest pewne: dzisiejsi wydawcy nie dok³adaj¹ z w³asnej kieszeni do ksi¹¿ek. Po to je wydaj¹, aby zarabiaæ. I zarabiaj¹

17

Alfred Siatecki Publicysta, przez wiele lat zwi¹zany z „Nadodrzem” i „Gazet¹ Lubusk¹”. Autor 16 powieœci, zbiorów opowiadañ i reporta¿y, opracowañ biobibliograficznych o lubuskim œrodowisku literackim. Swoje

teksty drukuje m.in. w czasopismach „Pro Libris’, „Puls”, „Pegaz Lubuski”.

najwiêcej, pisarz zaœ zarabia najmniej, wszak jest skazany na ³askê wydawcy. Za³ó¿my, ¿e czytelnik kupi³ ksi¹¿kê za 30 z³. To wcale nie znaczy, i¿ 30 z³ trafi do kieszeni pisarza. W najlepszym razie z tych 30 z³ do kieszeni pisar za mo¿e trafiæ 3,60 z³ (12 proc. ceny detalicznej). W 30 z³ – ok. 20 z³ to koszt wydawcy (opracowanie redakcyjne, projekt ok³adki, sk³ad, papier i druk) oraz zysk. Pozosta³¹ sum¹ dziel¹ siê hurtownik i ksiêgarz. Zostañmy pr zy 3,60 z³ dla pisarza. Aby autor zarobi³ œredni¹ pensjê miesiêczn¹ (dziœ coœ ponad 3,2 tys. z³), ksiêgarz musi spr zedaæ blisko tysi¹c jego ksi¹¿ek. Tak siê spr zedaj¹ na razie powieœci Ma³gorzaty Kaliciñskiej (seria z rozlewiskiem w tytule) czy kr ymina³y Marka Krajewskiego. Powieœæ debiutuj¹cego pisar za to minimum op³acalnoœci ze strony wydawcy, czyli nak³ad do 3 tys. egzemplarzy. Jeœli ksi¹¿ka sprzeda siê w ca³oœci, m³ody autor dostanie niespe³na 10 tys. z³ (brutto). 200-stronicow¹ ksi¹¿kê pisa³ dwa lata. Wychodzi wiêc, ¿e zarobi³ 5 tys. z³ rocznie, w przeliczeniu na miesi¹ce – po 415 z³. Nie wspominam tu o jego kosztach, czyli ¿e maszynopis ksi¹¿ki dostarczy³ wydawcy najpierw na papier ze, potem w wersji elektronicznej (musia³


„Lubuszanin.org.pl”

T A K

S A M O

T R U D N O

J E S T

nr 2(10)sierpieñ 2009

K S I ¥ ¯ K Ê

S P R Z E D A Æ ,

J A K

J ¥

N A P I S A Æ

„Dukaty lubuskie za z³otówki” – Alfred Siatecki

mieæ komputer z oprzyrz¹dowaniem, zap³aci³ za zu¿yty pr¹d albo zleci³ przepisanie pracy maszynistce, co go kosztowa³o 1,50 z³ za stronê). Nikogo nie muszê przekonywaæ, ¿e z samego pisania m³ody autor siê nie utrzyma. Najczêœciej jednak bywa tak, ¿e stawiaj¹cy pierwsze kroki w literaturze gdzieœ pracuje, a pisze w soboty i niedziele, wieczorami, podczas urlopu. Powieœæ pisze wiêc nie dwa lata, lecz d³u¿ej i nigdy nie wie, czy rzecz siê uka¿e. Najczêœciej polski wydawca drukuje nie ksi¹¿ki ambitne, lecz przynosz¹ce du¿y zysk. Na wydawanie pozycji ambitnych pozwala sobie wtedy, gdy znajdzie siê ktoœ, kto pokryje koszty druku, sk³adu itd. W ludowej Polsce przyjmowano, ¿e prozaik powinien zapisaæ arkusz wydawniczy (40 tys. znaków, czyli 22 strony znormalizowanego maszynopisu) w ci¹gu miesi¹ca. Uwa¿ano, ¿e za to wydawca powinien mu zap³aciæ co najmniej œredni¹ pensjê miesiêczn¹. Mo¿na te za³o¿enia odnieœæ do warunków dzisiejszych, ale bêd¹ tylko za³o¿eniami.

ZnajdŸ sobie fundatora Wszystko, co powy¿ej, nie dotyczy ksi¹¿ek poetyckich. Dziœ pewnie nawet Czes³aw Mi³osz nie by³by w stanie prze¿yæ miesi¹ca za to, co dosta³by za swoje tomy poetyckie. To, o czym by³o powy¿ej, dotyczy ksi¹¿ek prozatorskich, a wiêc powieœci i zbiorów opowiadañ Wydawca o zasiêgu krajowym rzadko decyduje siê na druk powieœci w nak³adzie przekraczaj¹cym 3 tys. egzemplar zy. Jeœli ksiêgarze sprzedadz¹ te 3 tys., wydawca dodrukowuje ksi¹¿kê tak d³ugo, a¿ czytelnicy przestan¹ siê ni¹ interesowaæ. Tak siê dzieje np. ze wspomnian¹ seri¹ opowieœci Ma³gorzaty Kaliciñskiej. Wydawca o zasiêgu regionalnym, a takich jest najwiêcej, rzadko decyduje siê na wydanie ksi¹¿ki w nak³adzie przekraczaj¹cym 500 egzemplarzy. W odniesieniu do wydawcy lubuskiego jest to jednak ogromny nak³ad – 500

18

egzemplarzy na milion mieszkañców województwa, co w przeliczeniu na mieszkañców kraju oznacza nak³ad 20 tys. egzemplarzy. Tak samo trudno jest ksi¹¿kê sprzedaæ, jak j¹ napisaæ. Naj³atwiej jest ksi¹¿kê wydaæ, co wykorzystuj¹ wydawcy lubuscy. W³aœciciele naszych regionalnych wydawnictw postêpuj¹ wedle zasady: wydam ksi¹¿kê, pod warunkiem ¿e ty, autorze, pokryjesz wszystkie koszty. I doradzaj¹, aby autor poszuka³ fundatora, zwanego ostatnio sponsorem. Nie wydawca zatem, lecz autor chodzi od gabinetu dyrektora do dyrektora, prosi o wsparcie. Czy czuje siê idiotycznie? Oczywiœcie! Który szef firmy chce dawaæ zak³adowe pieni¹dze w ogóle, a na ksi¹¿kê szczególnie, choæby zas³uguj¹c¹ na Nagrodê Nobla? Pisarz przecie¿ nie jest jedynym prosz¹cym, bo przed nim byli tacy, którzy b³agali o pieni¹dze na koszulki dla pi³karzy, na koncert rockowy, na remont koœcio³a. Gdy autor uzbiera na opracowanie redakcyjne, sk³ad i druk, wydawca przystêpuje do dzia³ania.


„Lubuszanin.org.pl”

T A K

S A M O

T R U D N O

J E S T

nr 2(10)sierpieñ 2009

K S I ¥ ¯ K Ê

S P R Z E D A Æ ,

J A K

J ¥

N A P I S A Æ

„Dukaty lubuskie za z³otówki” – Alfred Siatecki

Najsmutniejsze jest to, ¿e wydawca wcale nie musi zajmowaæ siê rozpowszechnianiem wydanej pr zez siebie ksi¹¿ki. Jeœli ksi¹¿ka nie trafi do ksiêgarñ, z jego punktu widzenia nic siê nie sta³o. On pr zecie¿ nie poniós³ ¿adnych kosztów, a da³ swoje logo. Jeœli zaœ ksi¹¿ka zostanie uznana pr zez czytelników za pozycjê wa¿n¹, on, wydawca, bêdzie nosi³ g³owê wysoko. Smutne, prawda? Co ma z tego autor? Myœlê, ¿e na to pytanie nie muszê odpowiadaæ. Przeciêtny koszt produkcji jednej ksi¹¿ki (redakcja, sk³ad, papier i druk) pr zy nak³adzie 500 egzemplarzy to oko³o 10 z³. Autor musi wiêc zebraæ 5 tys. z³. Rzadko siê zdarza, aby jeden fundator wy³o¿y³ ca³¹ kwotê. Jeszcze r zadziej bywa, aby fundator nie domaga³ siê od autora (nie od wydawcy) umieszczenia w ksi¹¿ce jego reklamy czy informacji, ¿e r zecz ukaza³a siê pr zy jego pomocy finansowej. Pó³ biedy jeœli fundatorów by³o tylko kilku, ale czasem bywa ich 28 (Adam ¯uczkowski – „G³az”. Wiersze wolsztyñskie). Wychodzi zatem, ¿e fundator zy dali po mniej ni¿ 200 z³. Na ostatniej stronie zbioru wierszy „A w ustach wêze³ s³ów” tego samego autora s¹ tylko dwie reklamy firm budowlanych. Do tomiku poetyckiego „Rozpytywanie sumienia” Janusza Werstlera z ¯ar do³o¿yli siê czterej przedsiêbiorcy. Do kolejnego zbioru wierszy tego autora „Ocalone w s³owie” – dwaj, wœród nich powtarza siê fundator „Rozpytywania”. Nowosolanin Krzysztof Kozio³ek na ostatniej stronie „Bez powrotu” jest „ogromnie wdziêczny” w³aœcicielom czterech firm, które wspar³y finansowo jego powieœæ. 16 podmiotów, w tym piêæ osób, dop³aci³o do zbioru wierszy zielonogór zanki Ewy Soroko „Œwiat³o ze snem”. Nagrodzony Lubuskim Wawrzynem Literackim zbiór zielonogór zanina wierszy Janusza Koniusza ukaza³ siê dziêki wsparciu piêciu podmiotów. Powieœæ dziennikarza Radia Zachód Czes³awa Markiewicza „Zemsta Fabiana” dofinansowa³y cztery firmy. Doœæ chêtnie do niedawna wspomagali lubuskich autorów w³aœciciele Radia Zachód i „Gazety Lubuskiej”. Zbiorek wierszy seniora zielonogórskich poetów Henryka Szylkina wyszed³ dziêki pomocy finansowej Pañstwowej Wy¿szej Szko³y Zawodowej w Sulechowie. Gorzowska Akademia Wychowania Fizycznego wspar³a pieniêdzmi „Na niebie, na ziemi” Ludwika Lipnickiego z Drezdenka, któr y jest profesorem tej uczelni. Bardzo rzadko, ale siê zdar za, ¿e do ksi¹¿ek dop³acaj¹ partie polityczne, np. Polskie Stronnictwo Ludowe w czêœci sfinansowa³o moj¹ powieœæ „A jednak bêdzie noc poœlubna”. Prêdzej robi¹ to stowar zyszenia i towarzystwa kultur y. No. Kunickie Stowar zyszenie Inicjatyw Pozarz¹dowych zap³aci³o za druk zbiorku wierszy Janusza Werstlera „Kunickie strofy”. Towarzystwo Mi³oœników Wilna i Ziemi Wileñskiej wspomog³o finansowo „Gniazda pamiêci” Henryka Szylkina. Najchêtniej dop³acaj¹ do ksi¹¿ek samorz¹dy. Ur z¹d Miasta i Gminy w S³awie do³o¿y³ siê do druku mojego zbioru opowiadañ „S³awa po zmroku”. ¯arski Ur z¹d Miasta wy³o¿y³ pieni¹dze na druk zbiorku wierszy mieszkañca Biecza Zygmunta Kowalczuka „Na klifie”. Gorzowski magistrat stale dofinansowuje ksi¹¿ki autorów mieszkaj¹cych w mie-

Wydanie powieœci ¿aganianina Edwarda Derylaka „Cieñ lasu” (wydawnictwo Pro Libris, Zielona Góra 2008) wsparli finansowo: Huty Szk³a Wymiarki, Zak³ad Ceramiczny w ¯aganiu, Marco-Sport w Zielonej Górze, Przedsiêbiorstwo Wielobran¿owe Zofii i Karola Jersaków oraz znajomi i rodzina autora.

Zbiór wierszy i felietonów zielonogórzanina Jacka Katosa Katarzyñskiego „Oko jako imperator…” (wydawnictwo Pro Libris, Zielona Góra 2009) ukaza³ siê dziêki pomocy finansowej Urzêdu Miasta w Zielonej Górze.

œcie nad Wart¹. Prezydent Zielonej Góry dop³aca do zbiorów wierszy i powieœci autorów zielonogórskich.

Mecenas zwany sponsorem Dawniej mecenasem by³ ten dobrodziej, który bezinteresownie wspomaga³ artystów i sztukê. Dziœ jego miejsce zaj¹³ fundator, zwany sponsorem. Dlaczego sponsor wydaje w³asne pieni¹dze na r zeczy dalekie od jego dzia³alnoœci statutowej? Jednej od-

19

powiedzi nie ma. Czêœæ na pewno ze wzglêdu na reklamê swoje dzia³alnoœci. Czêœæ ma tak¹ potrzebê duchow¹. Czêœæ ze wzglêdu na otwarte serce… Du¿a czêœæ dla œwiêtego spokoju. Na szczêœcie dla autorów zjawisko wspomagania kultury i sztuki zauwa¿y³ samorz¹d regionu lubuskiego. Od 2009 r. marsza³ek lubuski bêdzie przyznawa³ nagrody kulturalne za wybitn¹ twórczoœæ i nagrody honorowe za wspieranie twórców oraz kultur y. Pierwsi dostan¹ pieni¹dze, drudzy statuetkê Z³otego Dukata Lubuskiego. Brawo, samorz¹d!


„Lubuszanin.org.pl”

20

nr 2(10)sierpieñ 2009


Lubuszanin nr 10