KWARTALNIK PRZYJACIÓŁ LASU NR 2 (664) 2026 | L ATO PL ISSN 1230-0071
STARY NIEDŹWIEDŹ LEKKO ŚPI KOLOROWE CUDAKI | LAS NA PIERWSZEJ LINII CIĘCIA POD NADZOREM | TERABAJTY NATURY
Pożar w Puszczy Solskiej w Nadleśnictwie Józefów (RDLP w Lublinie) był jednym z największych pożarów lasów w ostatnich latach. Wybuchł 5 maja tego roku po południu na terenie lasów prywatnych. Ogień łącznie objął 1157 ha lasu, w tym 885 ha gruntów zarządzanych przez Lasy Państwowe oraz 272 ha lasów prywatnych. Po dziesięciu dniach leśnicy przejęli od Straży Pożarnej obszar, który uległ spaleniu.
Ogień nie oszczędził cennych przyrodniczo terenów, w tym obszaru projektowanego rezerwatu „Długie Bagno” oraz siedlisk objętych siecią ochrony Natura 2000. W planowanym rezerwacie spłonęło 180 z 280 ha powierzchni. Przyszłość zniszczonych fragmentów rezerwatu zostanie określona po pełnej inwentaryzacji siedlisk. Najpoważniejsze zniszczenia odnotowano na obszarze około 400 ha, gdzie ogień dotarł 6 maja. Leśnicy planują tam niezwłoczne uprzątnięcie martwych drzew, aby zapobiec masowemu pojawieniu się szkodników, które mogłyby zagrozić sąsiednim, zdrowym drzewostanom.
Uszkodzeniu uległy systemy korzeniowe drzew rosnących na podmokłych terenach i torfowiskach, co zwiększa ryzyko ich przewrócenia przy silniejszych wiatrach.
W kulminacyjnym momencie z żywiołem walczyło ponad tysiąc osób: strażaków, leśników, policjantów oraz żołnierzy WOT. W starciu z ogniem wykorzystano 270 pojazdów, 13 samolotów i helikopterów. Pierwszego dnia akcji doszło do dramatycznego zdarzenia. W katastrofie samolotu gaśniczego Dromader zginął 65-letni pilot.
Większe zwierzęta, jak jelenie, sarny czy łosie, w większości zdołały uciec. Ale w ogniu ucierpiały lęgi ptaków, w tym rzadkiego głuszca, którego ostoją była Puszcza Solska. Tamtejszą populację, odtwarzaną przez Lasy Państwowe, szacowano na 35 osobników. Na terenie Puszczy stwierdzono także 34 gatunki ptaków wymienionych w dyrektywie ptasiej, między innymi orlika krzykliwego, trzmielojada, lelka czy lerkę oraz kilku gatunków sów. ECHA LEŚNE • lato 2026
Fot. mł. asp. Krzysztof Pisz/ PSP
Specjalna komisja przeanalizuje przyczyny pożaru, jego przebieg i działania ratownicze. Leśnicy z Nadleśnictwa Józefów prowadzą ocenę szkód, inwentaryzację spalonego lasu oraz przygotują plan uprzątania i działań prewencyjnych na wypadek gradacji owadów.
1
SPIS TREŚCI
LAS A KLIMAT
FAUNA I FLORA 12
42
STARY NIEDŹWIEDŹ LEKKO ŚPI
FELIETON
NIEPOŻĄDANA BIEL
4
CO SŁYCHAĆ
ŻYWE LABORATORIA
5
Raport UNECE nie pozostawia złudzeń: zmiana klimatu odciska na lasach coraz większe piętno
6
NASZ GOŚĆ
CIĄGNIE MNIE DO LASU
Rozmowa z Aleksandrą Grysz, prowadzącą „Pytanie na śniadanie”, o pracy na łonie natury, dźwiękach mrowiska i o bajkowym krabie NASZ GOŚĆ
2
8
Ochrona niedźwiedzia nie może kończyć się na haśle: „zostawmy go w spokoju”. To ważne, ale nie wystarczy
12
KOLOROWE CUDAKI 19
RAPORT ZE ŚWIATA
LASY REGIONU POD LUPĄ
DZIKOŚĆ DLA TRAWNIKÓW
FAUNA I FLORA
8
Coraz częściej widuje się niezwykle umaszczone zwierzęta. Anomalie barwne mogą być związane z zanieczyszczeniem środowiska
LAS TRZCIN 24 Trzcina tworzy łany będące miejscem życia, niespotykanego gdzie indziej zespołu ptaków SKARB Z OBRZEŻY LASÓW
28 Niepozorna dzika jabłoń to jeden z najważniejszych rezerwuarów genetycznych rodzimej flory drzewiastej
Leśnicy ograniczają koszenia trawników przy biurach. Zieleń wokół biur może zdziczeć
32
BIESZCZADZKA GAWĘDA KAZIMIERZA NÓŻKI 34 GŁOŚNYM ECHEM
LAS NA PIERWSZEJ LINII
36 Tereny leśne zostają wplecione w sieć obronną Polski. Nie po raz pierwszy leśnicy stają się elementem systemu obrony państwa CHŁOPAKI, KOLACJA!
41
Fot. na okładce: Roman Pasionek Wydawca: Centrum Komunikacji Społecznej Lasów Państwowych dyrektor – Tomasz Esman Redakcja: Magdalena Stępińska – redaktorka naczelna Agnieszka Sijka – sekretarzyni redakcji
W RYTMIE NATURY
68
GŁOŚNYM ECHEM 36
LAS A KLIMAT
PROBLEM W ZALĄŻKU
Klimatyczny chaos oddziałuje także na kwitnienie roślin i rozwój ich nasion
42
CIĘCIA POD NADZOREM
CZŁOWIEK I LAS
EFEKT SKALI
Rozmowa z prof. Wiktorem Kotowskim z Centrum Ochrony Mokradeł o odejściu od kosztownych inwestycji hydrotechnicznych na rzecz działań opartych na naturze NIEŁATWE ROZWIĄZANIA
W obliczu katastrof przyrodniczych brak jest jednoznacznych rozstrzygnięć FENIKS W WALCE Z OGNIEM
Właściwie wykorzystane fundusze unijne to lepsza ochrona przeciwpożarowa lasów
ECHA LEŚNE • lato 2026
WSPÓLNA GRA W walce z ogniem w lesie na pierwszej linii są leśnicy
44
Czy gospodarka leśna ma aż tak negatywny wpływ na ptaki, by uzasadniać daleko idące ograniczenia?
54
60
TAJEMNICA KRÓLEWSKIEJ KOMNATY
49
64 Sypialnia w Zamku Królewskim w Warszawie wyłożona jest boazerią z cisa. Gatunku chronionego w Polsce już od XV wieku W RYTMIE NATURY
52
TERABAJTY NATURY 68 Sztuczna inteligencja pokazuje przyrodę taką, jaką chcemy zobaczyć, a nie jaka jest naprawdę
KORONNA PUSZCZA POD KRAKOWEM 73
Puszcza Niepołomicka stanowiąca część leśnego kompleksu promocyjnego, zachwyca swym bogactwem i różnorodnością biologiczną MIGAWKI Z NATURY
KRÓL Z IROKEZEM Dudek to połączenie elegancji dworzanina, rockowego sznytu i bezwzględnego obrońcy rodziny
76
Stale współpracują: Łukasz Bożycki, Paweł Fabijański, Krzysztof Fronczak, Wojciech Gil, Bogumiła Grabowska, prof. Andrzej Jagodziński, Katarzyna Klimek, Paulina Król, Andrzej Kruszewicz, Monika Kucia, Agnieszka Niewińska, Dagny Nowak-Staszewska, Kazimierz Nóżka, Marcin Szumowski, Szymon Wojtyszyn, Jędrzej Ziółkowski Adres redakcji: Sękocin Stary ul. Braci Leśnej 3, budynek F 05-090 Raszyn Projekt: Diana Kosiorek Skład: Katarzyna Lubańska Fotoedycja: Bogumiła Grabowska Korekta: Agnieszka Grotek Druk: Drukarnia Kolumb Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca. Zastrzegamy sobie prawo do adiustacji i skracania artykułów. Nie odpowiadamy za treść zamieszczonych reklam. Nakład: 19 tys. egz.
SMAK ŻYCIA
KIEDY LAS SMAKUJE MAGIĄ
W najkrótszą noc w roku powietrze jest gęste od zapachów macierzanki i dzikiej róży
78
W materiale „Królowie, rycerze i mieszczanie” opublikowanym w „Echach Leśnych” 4-25 błędnie wskazano autora zamieszczonych zdjęć na stronie 17. Autorami fotografii są Agata i Mateusz Matysiakowie, a nie – jak omyłkowo podano – Jakub Kazimir. Autora oraz Czytelników serdecznie przepraszamy za zaistniałą pomyłkę. Redakcja
ZIELONY PARAGRAF
BEZPIECZEŃSTWO NA SZLAKU. WSKAZÓWKI RATOWNIKÓW
80 Zanim wyruszymy na leśne i górskie szlaki, należy pamiętać o zasadach, które decydują o bezpieczeństwie
Kwartalnik „ECHA LEŚNE” dostępny jest bezpłatnie w siedzibach wszystkich nadleśnictw Lasów Państwowych, w ośrodkach edukacyjnych, szkoleniowych i wypoczynkowych LP, w siedzibach parków narodowych, oddziałach Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego oraz schroniskach młodzieżowych.
3
FELIETON
Fot. Darek Golik
Niepożądana biel
Przed trzema laty obiecałem, że jeszcze dokończę historię o białych puszczykach, o których wspomniałem w felietonie „Widoczna bezbarwność” („Echa Leśne” 3/2023). Teraz nadszedł odpowiedni moment.
Andrzej G. Kruszewicz Coraz częściej słyszymy o nietypowo ubarwionych zwierzętach. W naturze szczególną uwagę przykuwa biel. A to pojawił się biały daniel lub sarna, ktoś zauważył białego jelenia, a ostatnio nawet białego łosia w Kampinosie. Białe wróble, kosy, szpaki, kawki lub myszołowy już nie są sensacją. Zaskakujące bywają także bardziej wyraziste ubarwienia. Zimą od znajomej dostałem zdjęcie czarnego ptaka przy karmniku, który okazał się czubatką, a nie kolejnym junko zwyczajnym zza wielkiej wody. W jednym ze stołecznych parków furorę robiła żółta wrona, a w zoo w Warszawie po raz kolejny osiedlił się żółty kwiczoł. Jeden z moich znajomych złowił nawet złotą rybkę, która okazała się złotą orfą, czyli mutacją jazia. Wróćmy do białych puszczyków. Lekarz, który dostarczył je trzy lata temu do Ptasiego azylu odwiedził mnie w zoo. Przy kawie powspominaliśmy zamieszanie, jakie te nietypowo ubarwione sowy wywołały. Barwne mutacje zwierząt kojarzone są z czymś niezwykłym lub świętym, a przesądom na ich temat nie ma końca. Biały jeleń jako wysłannik świętego Huberta nie może być celem myśliwego. Nawet białe dziki mają być smaczniejsze od typowo ubarwionych, a na Mazowszu w pewnych regionach takie się regularnie spotyka. Białe puszczyki to wyjątkowa rzadkość. Te, o których piszę, pojawiły się w podwarszawskim szpitalu dla psychicznie i nerwowo chorych. Lekarze pewnie nie raz słyszeli o białych myszkach, ale biała sowa była czymś nowym. Na dodatek kilkoro pacjentów o niej mówiło. Gdy kolejny podopieczny przyszedł i konfidencjonalnym szeptem opowiadał o białej sowie, lekarz w końcu sam zwątpił. Skonfundowany, pod osłoną nocy poszedł do parku. Tam zobaczył spokojną białą sowę, która dała się zabrać do gabinetu. Rankiem, po skończonym dyżurze, lekarz przywiózł ptaka do zoo. Był to około miesięczny podlot puszczyka, silny i zdrowy. Wypuszczenie go na wolność nie miało jednak sensu, bo jak ma sobie radzić w życiu biały puszczyk?
4
Lekarz ucieszył się, że w końcu jego pacjenci przestaną mieć powody do niepokoju. Sytuacja jednak się powtórzyła. Po kilku dniach przerażony jegomość znowu opowiadał o niebojącej się nikogo białej sowie. Doktor zadzwonił do mnie z pretensją, że jednak tego ptaka wypuściłem. Ten nadal był u nas i miał się dobrze. Czyli biały puszczyk miał białe rodzeństwo. Ten drugi też trafił do Azylu. Oba okazały się samiczkami. To jednak nie jest jeszcze koniec tej historii… Minęły trzy lata. Do lekarza przyszedł pacjent. Mocno się krygując, cichutko wyszeptał, że widuje w parku białą sowę. A lekarz mu na to: „proszę się tym nie przejmować, to zupełnie normalne”. Oczywiście w poczuciu obowiązku doktor przejrzał tabletki pacjenta, a potem poszedł do parku, zabrał białą sowę i przywiózł do warszawskiego zoo. Przez lata mieliśmy trzy białe puszczyki. Dwie samiczki i samca. Potem jedna z samic odeszła „za tęczowy most”, gdyż w jej ciele zalegały niezłożone jaja i spowodowały poważny proces zapalny. Pozostałe dwa osobniki można jeszcze w zoo zobaczyć. Nie chcemy ich rozmnażać, bo zoo to nie jest miejsce do hodowli mutantów. W międzyczasie dziesiątki normalnie ubarwionych puszczyków wypuściliśmy na wolność lub oddaliśmy rodzicom, jeśli było znane miejsce ich znalezienia. Na świecie pojawia się coraz więcej dylematów związanych z nietypowo ubarwionymi zwierzętami, hybrydami międzygatunkowymi, czy gatunkami obcymi naszej faunie. W Polsce latają kaczki będące mieszańcami krzyżówek i tych domowych. Nazwano je sołtysami. Zdarzają się mieszańce łabędzi niemych z krzykliwymi, orlików krzykliwych i grubodziobych, muchołówek żałobnych i białoszyich, wilków i psów. Mamy populację hybryd jeleni sika i jeleni szlachetnych, a w Kanadzie niedźwiedzie grizli krzyżują się z polarnymi. Nadano im nawet osobną nazwę, która po polsku nie brzmi pięknie, więc jej nie przytoczę.
ŻYWE LABORATORIA Andrzej M. Jagodziński Instytut Dendrologii PAN
Laboratorium kojarzy się z białymi fartuchami, probówkami, mikroskopami, lodówkami z próbkami czy aparaturą pomiarową. Tymczasem jedno z najciekawszych laboratoriów może mieć postać parku czy ogrodu. Nie ma w nim sterylnych ścian, sufitu ani wszechobecnej ciszy. Zamiast tego są ścieżki i aleje, kolekcje roślin, zmieniające się pory roku, liście rozwijające się wiosną, owoce dojrzewające jesienią. Można w nim obserwować uszkodzenia roślin wywoływane przez mróz, suszę, owady czy grzyby. Arboretum z kolekcjami roślin drzewiastych jest właśnie takim laboratorium pod gołym niebem. Prowadzi się w nim badania obejmujące często okres znacznie dłuższy niż życie naukowca. Rośliny drzewiaste nie są tu wyłącznie obiektami dekoracyjnymi. Są częścią kolekcji, świadectwem historii introdukcji, materiałem badawczym, punktem obserwacji, źródłem nasion czy zapisem reakcji organizmu na środowisko. W zwykłym parku drzewo bywa anonimowe. W arboretum ma nazwę, pochodzenie, dokumentację, historię posadzenia i naukowy sens obecności. Szczególnie dobrze widać to w Arboretum Kórnickim, jednym z najstarszych i najbogatszych arboretów w Polsce i Europie Środkowej. Od dwóch stuleci łączy ono badania naukowe, ochronę przyrody i odpowiedzialność za dziedzictwo przyrodniczo-historyczne. Jedną z cech drzew jest długowieczność. Zrozumienie ECHA LEŚNE • lato 2026
wielu procesów u nich zachodzących wymaga uważności przez lata albo dekady. Tempo wzrostu, odporność na mróz, podatność na suszę, przebieg kwitnienia czy owocowania, regeneracja po uszkodzeniu, interakcje z owadami czy grzybami – wszystko to ujawnia się powoli. Drzewa posadzone przez poprzednie pokolenia badaczy mogą odpowiadać dziś na pytania, których oni sami jeszcze nie zadali. W arboretach prowadzi się wiele rozmaitych badań. Kolekcje złożone z gatunków pochodzących z różnych części świata, zgromadzonych w jednym miejscu, pozwalają porównywać między innymi ich wymagania i możliwości przystosowawcze. Arboretum Kórnickie ma tu szczególne znaczenie, gdyż jego kolekcje były tworzone nie tylko z pasji gromadzenia drzew i krzewów, ale również z myślą o ich poznaniu i wykorzystaniu w badaniach. To tutaj zbiór ciekawych okazów, gromadzonych przez 200 lat, stał się zbiorem uporządkowanym, który od wielu dekad służy nauce. Takich miejsc potrzebujemy coraz bardziej. Nie wystarczy już wiedzieć, jakie gatunki drzew rosły dobrze w przeszłości w konkretnym miejscu. Musimy zrozumieć, które gatunki będą zdolne przetrwać w nowych warunkach: przy częstszych suszach, łagodniejszych zimach, gwałtowniejszych zjawiskach pogodowych, z nowymi szkodnikami owadzimi czy chorobami wywoływanymi przez grzyby patogeniczne. Kolekcje takie jak w Kórniku dostarczają materiału porównawczego, którego nie da się stworzyć w ciągu kilku lat. Rola arboretum nie ogranicza się tylko do badań prowadzonych
Fot. Kinga Nowak
przez specjalistów. Ono uczy także sposobu myślenia o nauce; pokazuje, że poznanie przyrody wymaga systematyczności, pamięci instytucjonalnej i szacunku dla czasu. W świecie, który oczekuje szybkich wyników, drzewa przypominają, że niektóre odpowiedzi dojrzewają przez dziesięciolecia. Dlatego arboretum jest laboratorium innym niż wszystkie. Jego wartość wynika z ciągłości: dokumentacji, kolekcji, pamięci ogrodników, obserwacji, lokalnego klimatu, gleby i historii miejsca. Arboreta są nie tylko pięknymi przestrzeniami ze spacerowymi alejami. Są żywymi bibliotekami, w których każda roślina jest tomem zapisanym w języku liści, przyrostów, kwiatów czy nasion. Aby tę bibliotekę czytać, potrzeba wiedzy. Aby ją zachować, potrzeba odpowiedzialności. Aby zrozumieć jej znaczenie, wystarczy stanąć pod starym drzewem i uświadomić sobie, że uczestniczy ono w badaniach dłuższych niż nasze własne życie.
5
RAPORT ZE ŚWIATA
LASY REGIONU POD LUPĄ
Kondycja lasów obszaru UNECE budzi coraz więcej obaw. W ostatnich dekadach były one niszczone przez liczne pożary oraz gradacje owadów i patogeny. Raport „Lasy Europy, Ameryki Północnej, Kaukazu i Azji Środkowej w 2025 roku” nie pozostawia złudzeń: zmiana klimatu odciska na nich coraz większe piętno.
Tekst: Wojciech Gil, Instytut Badawczy Leśnictwa
W
najnowszej publikacji o obszarach leśnych regionu UNECE, czyli Europy, Ameryki Północnej, Kaukazu i Azji Środkowej, podkreślono fundamentalne znaczenie lasów w skali globalnej. Na ogólną powierzchnię lasów świata – 4,14 mld ha, ponad 40 proc., czyli 1,76 mld ha lasów, położonych jest w tym właśnie regionie. Średnia lesistość krajów UNECE jest bardzo zróżnicowana – od 0 proc. i niewiele ponadto w Monako oraz Islandii, po ponad 60 proc. w Czarnogórze, Słowenii, Szwecji i Finlandii. Lesistość Polski (według metodologii FAO) wynosi ponad 31 proc., a całego regionu około 39 proc. Aż 86 proc. lasów położonych jest na obszarze trzech państw – Kanady, Stanów Zjednoczonych i Rosji. Na uwagę zasługuje fakt, że chociaż od 1990 roku powierzchnia lasów świata zmniejszyła się o 203 mln ha, to region UNECE odnotował wzrost powierzchni leśnej o 60 mln ha (niewiele mniej niż powierzchnia Francji), zwłaszcza w jego wschodniej części (21 mln ha). Najwięcej, bo aż 65 proc. lasów regionu UNECE zajmują lasy borealne, lasy strefy umiarkowanej – 28 proc., a subtropikalnej – 7 proc. W lasach borealnych dominują: świerk, modrzew, sosna i brzoza.
6
SZEROKIE DZIAŁANIA Europejską Komisję Gospodarczą ONZ (UNECE) utworzono w 1947 roku. Obejmuje ona 56 państw członkowskich położonych nie tylko w Europie, jak sugeruje nazwa, ale również w Ameryce Północnej, Azji Mniejszej i Środkowej. Polska jest obecna w tej strukturze od momentu jej powołania. Celem komisji jest promowanie współpracy gospodarczej, integracji i zrównoważonego rozwoju. Działania obejmują między innymi negocjacje międzynarodowych instrumentów prawnych, opracowywanie norm, wymianę wiedzy technicznej i ekonomicznej oraz wspieranie krajów przechodzących transformację gospodarczą.
Te cztery gatunki drzew odpowiadają za 75 proc. całkowitego zapasu (miąższości) drewna na pniu. Niestety konsekwencją ujednoliconego składu jest większa podatność na gradacje owadów oraz zmianę klimatu. W lasach strefy umiarkowanej przeważają gatunki liściaste – dęby, buki i klony, ale powszechne są również drzewostany sosnowe, daglezjowe,
Fot. Shutterstock.com/ fibs30
Pobierz publikacje UNECE
świerkowe i jodłowe, zwłaszcza w wyższych położeniach. Lasy strefy subtropikalnej rosną w warunkach dwóch wyraźnych pór roku: suchego lata i łagodnej zimy oraz wysokich średnich temperatur rocznych (20–25 stop. C). Są zróżnicowane gatunkowo i charakteryzują się bujną roślinnością dolnych pięter. Spełniają ważną rolę ekologiczną, zapobiegając pustynnieniu i chroniąc gleby przed erozją. Typowe dla tej strefy zespoły roślinne to śródziemnomorskie zarośla (makia) oraz lasy z dębami korkowymi i sosnami pinia. W regionie UNECE 81 proc. lasów jest własnością publiczną (na całym świecie to odpowiednio 71 proc.), co sprzyja realizacji długofalowych celów ochronnych. Struktura własności różnicuje się jednak w obrębie regionu – w subregionie środkowym (Europa) udział lasów prywatnych wynosi bowiem prawie 53 proc., w Ameryce Północnej i Kanadzie – 31 proc. Od 1990 roku powierzchnia lasów prywatnych wzrosła o 31 mln ha. Często, jak w Polsce, są one rozdrobnione, co rodzi wyzwania związane z koordynacją działań gospodarczych i ochronnych. Działania te powinny być prowadzone i koordynowane w oparciu o plany urządzenia lub ochrony lasu. Gospodarka leśna oparta na nich obejmuje ponad 2 mld ha lasów świata, z czego zdecydowana większość (83 proc.) rośnie w regionie UNECE. W regionie wschodnim i południowo-wschodnim odsetek ten sięga 100 proc., co wynika z tradycji i dominacji własności publicznej. W Europie środkowej i zachodniej około 70 proc. lasów ma takie plany, przy czym nasz kraj jest w chlubnej czołówce – planowaniem objęte są wszystkie lasy publiczne i ponad 90 proc. tych prywatnych. Około 780 mln ha lasów regionu (44 proc.) ma dominującą funkcję produkcyjną, 158 mln ha to lasy wielofunkcyjne, a 315 mln ha pełnią rolę ochronną: glebo i wodochronną, ale także chronią różnorodność biologiczną i znajdują się w pobliżu miast, wpływając na jakość powietrza. Około 39 mln ha lasów podporządkowanych jest funkcji społecznej. Ponad 800 mln ha lasów na świecie objęta jest różnymi formami ochrony przyrody – w regionie UNECE to 217 mln ha. Największy udział lasów chronionych (39 proc.) położonych jest w subregionie południowo-wschodnim, w dużej części górzystym, a najmniejszy (10 proc.) w Ameryce Północnej i Kanadzie. Od początku lat 90. XX wieku
ECHA LEŚNE • lato 2026
LAS LASOWI NIERÓWNY Definicja lasu według FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa – red.) różni się od naszego krajowego pojęcia. Według niej za las uznaje się obszar o powierzchni co najmniej 0,5 ha, pokryty w 10 proc. i więcej drzewami przekraczającymi 5 m wysokości. Z kolei za „inne tereny zadrzewione” uznaje się obszary pokryte w zakresie 5–10 proc. roślinnością drzewiastą, która może potencjalnie dorosnąć do 5 m wysokości, lub pokryte w co najmniej 10 proc. roślinnością krzewiastą i mniejszymi drzewami. W polskiej ustawie o lasach „lasem jest grunt o zwartej powierzchni co najmniej 0,10 ha, pokryty roślinnością leśną (uprawami leśnymi) – drzewami i krzewami oraz runem leśnym – lub przejściowo jej pozbawiony”.
powierzchnia lasów objętych ochroną w krajach UNECE wzrosła o 100 mln ha. W raporcie dużo miejsca poświęcono kondycji zdrowotnej lasów. Niestety w ostatnich dekadach ulega ona systematycznemu pogorszeniu. Najwięcej szkód odnotowano w 2019 roku, około 73 mln ha lasów regionu, czyli blisko 5 proc. całkowitej powierzchni, dotknęły różnego rodzaju uszkodzenia. Najczęstszą przyczyną zniszczeń były gradacje owadów, które objęły 37 mln ha, a 14 mln ha zostało uszkodzonych przez patogeny (głównie grzyby), a 9 mln ha – przez ekstremalne zjawiska klimatyczne, w tym pożary. Zdecydowaną większość szkód, bo aż na powierzchni 67 mln ha, odnotowano w Ameryce Północnej i Kanadzie. W ostatnich latach wzrosła także powierzchnia lasów uszkadzanych przez pożary – w rekordowym pod tym względem 2021 roku wyniosła ona 12,6 mln ha. Dane te podbił wielkoskalowy pożar syberyjskich lasów. Znaczące straty powodują również ekstremalne zjawiska pogodowe – huragany, opady śniegu i susze.
7
NASZ GOŚĆ
CIĄGNIE MNIE DO LASU O przeprowadzce poza wielkie miasto, pracy w lesie, która okazała się psychicznym ratunkiem, dźwiękach mrowiska i o tym, czy bajkowy krab mógłby pojawić się w polskim lesie z Aleksandrą Grysz, dziennikarką, autorką książek dla dzieci rozmawia Agnieszka Niewińska.
Jest pani mamą na pełen etat, dziennikarką telewizyjną na pełen etat. Można by jeszcze wyliczyć co najmniej kilka ról. W tak aktywnym życiu jest jeszcze czas na naturę, spacer po lesie? Dużo w tej kwestii ułatwiła mi przeprowadzka pod Warszawę. Z moim partnerem, Tomaszem Tylickim, zdecydowaliśmy się przenieść za miasto właśnie po to, by mieć las dużo bliżej. Oboje jesteśmy miłośnikami natury. Tomasz pochodzi z Warmii, z Olsztyna. Ja jestem z Mazur, z Iławy. Przenieśliśmy się do Warszawy, żeby realizować nasze zawodowe
8
marzenia, ale cały czas ciągnie nas do lasu i nad jezioro. Odkąd urodził się nasz syn, to przebywanie na łonie przyrody stało się też pewnego rodzaju obowiązkiem. Staramy się wygospodarować czas na bycie w lesie, bo chcemy pokazywać synowi prawdziwy świat. Zależy nam na tym, by go doświadczył, docenił piękno natury, wsłuchiwał się w śpiew ptaków. Chyba nam się to udaje, bo jest chłopcem bardzo wrażliwym na to, co go otacza.
Wychowuje pani syna na dworze? Nie w czterech ścianach?
Fot. Albert Zawada/ PAP
W internecie o takim dzieciństwie, jakie zdecydowałam się dać mojemu synowi mówi się, że to dzieciństwo lat 90. Staramy się jak najwięcej czasu spędzać na zewnątrz. Ostatnio ograniczamy się do bliskiej okolicy. Odkąd jestem w kolejnej ciąży, a to już siódmy miesiąc, więcej czasu spędzamy w naszym ogrodzie. Na szczęście mamy piękny widok na drzewa, a nie na blokowiska czy głośne centrum miasta. W naszym ogrodzie można odpocząć blisko natury, słuchać ptaków. Kiedy jednak siły na to pozwalają, to odpoczywamy najczęściej na spacerach w pobliskim lesie. A kiedy mamy trochę więcej czasu, uciekamy nad wodę.
Jak wyglądało pani dzieciństwo na Mazurach? Chętnie wraca pani w rodzinne strony? Pochodzę z Mazur zachodnich. Pojezierze Iławskie jest mi bardzo bliskie. Sama Iława jest pięknie położona, ponieważ jezioro jest w samym centrum miasta. Miałam to szczęście, że mój dom rodzinny, nasz blok, był nad samym jeziorem Jeziorak, przez mieszkańców zwanym Małym Jeziorakiem. Jeśli miałabym wskazać jedno miejsce, które na Mazurach darzę szczególnym sentymentem, to właśnie jest Mały Jeziorak i wszystkie pobliskie plaże, na które z koleżankami i kolegami uciekaliśmy w wolnych chwilach. Spędzaliśmy tam dużo czasu. Kiedy byłam mała, to wydawało mi się zupełnie normalne, że z przyjaciółmi umawiam się na plaży. Byłam przekonana, że tak mają dzieci w całej Polsce, a może i nawet na świecie. Dopiero jako dorosła osoba, która wyjechała z Iławy, zdałam sobie sprawę z tego, jakie to jest szczęście, jaki dar, że jako dziecko mogłam spotykać i bawić się na plaży. Mazury to nie tylko wypoczynek nad wodą. Rzesze Polaków uważają, że nie ma lepszego miejsca na wyprawę na grzyby niż Mazury. A jak na to patrzą ci, którzy z Mazur pochodzą? Jestem absolutną fanką zbierania grzybów. Wyczekuję momentu, kiedy są kanie. Uwielbiam te przyrządzone na patelni z odrobiną soli, na kromce chleba. Więcej mi do życia wtedy nie potrzeba. Choć rzeczywiście Mazury to świetne miejsce na grzybobranie, to ja specjalistką od zbierania grzybów niestety nie jestem. Śmiejmy się z Tomkiem, że jak się ostatnio wybraliśmy na grzyby to
ECHA LEŚNE • lato 2026
90 procent tego, co zauważyliśmy w lesie, musieliśmy zostawić dla zwierząt, bo nie były to grzyby jadalne. Prawdę mówiąc fatalnie się odnajdujemy w rozpoznawaniu grzybów. U mnie to wynika z tego, że w rodzinie znawcą grzybów jest mój wujek. Jako dziecko chodziłam z nim na grzyby i to on rozpoznawał gatunki.
Lasy to też część pani drogi zawodowej. Razem z Tomaszem Tylickim prowadziła pani w TVP program przyrodniczy „Czas w las”. W 2023 roku zrealizowaliście dziesięć odcinków programu. Odwiedziliście lasy w całej Polsce. Jak pani wspomina pracę na leśnym planie? To był dla nas wyjątkowy moment. Realizacja programu zbiegła się z naszym trudnym osobistym doświadczeniem. Już wówczas byliśmy duetem nie tylko na planie, ale także w życiu prywatnym. Program „Czas w las” zaczęliśmy realizować chwilę po tym, jak straciłam pierwszą ciążę. I szczerze mówiąc to, że ten program pojawił się w naszym życiu, to był dla nas absolutny psychiczny ratunek. Nagle znaleźliśmy się w odrealnionym świecie, w którym nasza praca polegała na wyjazdach głęboko w las, obserwowaniu przyrody. To łagodziło emocje. Na Podlasiu, patrzyliśmy z bardzo bliska na stado żubrów. Nagrania realizowaliśmy we wczesnych godzinach porannych i późno wieczorem, więc lasy w każdej części Polski mogliśmy obserwować o każdej porze dnia. Odcięcie się od cywilizacji, od bodźców z telefonu było czymś niesamowitym. Realizując ten program dużo się dowiedzieliśmy. Miał on wiele walorów edukacyjnych, ale dla nas była to przede wszystkim leśna terapia. Z lasów, które odwiedziliście któryś szczególnie pani wspomina? Gdzie chciałaby pani wrócić? Jest kilka miejsc, do których chciałabym wrócić. Jednak szczególnie w pamięć zapadł mi odcinek, który realizowaliśmy w lasach Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Szczecinku. Nagrywaliśmy program na bagnistych terenach. Chodziliśmy w woderach, momentami było bardzo głęboko. Katarzyna Klimek z Nadleśnictwa Szczecinek zabrała nas na Bagno Kusowo (obecnie Katarzyna Klimek pracuje w Centrum Komunikacji
9
NASZ GOŚĆ
Społecznej LP – red.). To był zupełnie niezagospodarowany teren. Poruszaliśmy się tam po drewnianych kładkach. Ogromne wrażenie zrobiła na nas obserwacja stada żubrów. Leśnicy doskonale znali swój las i przewidzieli, gdzie możemy spotkać te zwierzęta. Były też odcinki, które zainteresowały nas nie tyle przyrodniczo, co technologicznie.
Technologicznie? Tak. Z jednym z leśników lataliśmy dronem nad lasem. Mogliśmy obserwować zwierzęta za pomocą kamery termowizyjnej zamocowanej na dronie. Nie mieliśmy pojęcia, że leśnicy dysponują takim sprzętem. Wielkie wrażenie zrobił na nas pierwszy odcinek, w którym mówiliśmy o pożarach lasów. Byliśmy dosłownie kilka metrów od takiego pokazowego wypuszczenia wody z helikoptera, pobierania jej ze specjalnego zbiornika. Bycie blisko tej sytuacji, a później zobaczenie lasu, który doszczętnie spłonął, pozostaje w pamięci. Nabraliśmy szacunku do żywiołu, jakim jest ogień. Doceniliśmy nasze lasy i zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak trudno jest je odbudować po pożarze. Po czasie spędzonym z leśnikami inaczej spojrzała pani na ich pracę? Chyba mniej stereotypowo. Powszechnie sądzimy, że leśnik ma spokojną pracę i przez cały dzień spaceruje po lesie, patrzy na zwierzęta. W trakcie przygotowań do programu zadawaliśmy leśnikom wiele pytań, często zupełnie nie związanych z odcinkiem. Zaciekawiła nas ich praca. Zorientowaliśmy się, jak ogromną mają wiedzę o lesie, którym się opiekują. Zdaliśmy sobie sprawę jak dobre dla naszych lasów jest to, że ktoś kontroluje ich stan, planuje ich rozwój. To jest praca, którą wykonują każdego dnia, nie wspominając już o opiece nad zwierzętami. Ciekawe było też obserwowanie, jak leśnicy żyją swoją pracą, żyją lasem, pasjonują się nim, są przygotowani do spędzania w nim czasu. W jednym z odcinków pokazywaliśmy możliwości nocowania w lesie w specjalnie wyznaczonych strefach. Zbieraliśmy kurki i jeden z leśników przeniósł swój zestaw surwiwalowy. Na małym palniku gazowym usmażyliśmy jajecznicę z kurkami. I to w środku lasu, w sposób absolutnie bezpieczny. Choć zapomnieliśmy o soli, to była to najlepsza jajecznica, jaką kiedykolwiek jadłam.
10
Fot. FOTON/PAP
ALEKSANDRA GRYSZ – dziennikarka i prezenterka Telewizji Polskiej. Widzowie znają ją przede wszystkim z programu „Pytanie na śniadanie”, gdzie prowadzi między innymi cykl „Czerwony dywan”, poświęcony wydarzeniom ze świata kultury i showbiznesu. W 2023 roku wraz z partnerem Tomaszem Tylickim prowadziła program przyrodniczy „Czas w las”. Prywatnie jest mamą i chętnie dzieli się doświadczeniami związanymi z rodzicielstwem. Wraz z Tomaszem Tylickim wydała serię książek dla dzieci „Krab Szkrab”.
Las jest dobrym planem nagraniowym? Nie było zabawnych sytuacji związanych choćby z leśnymi zwierzętami? Zabawnych sytuacji nie brakowało, ale były one związane głównie z naszą ekipą zdjęciową. Jeden z kolegów musiał zagrać jelenia. Tu zdradzę telewizyjne kulisy… Mieliśmy jedno ujęcie przepięknego jelenia, którzy przechodził w pobliżu. Nie zdążyliśmy go jednak nagrać kamerą termowizyjną, a telewizja rządzi się swoimi prawami. Potrzebne było nam takie ujęcie. Kolega z ekipy podjął się zagrania jelenia. Chodził po lesie z gałęziami nad głową. Było to bardzo zabawne. Mieliśmy też niesamowicie zaangażowanego dźwiękowca, który nagrywał także te dźwięki, których w ogóle nie potrzebowaliśmy do ujęć. Kiedy w okolicy przechodziła silna burza, siedział przed hotelem i nagrywał dźwięk burzy, odgłos padającego deszczu. Rejestrował też dźwięk mrowiska, bo uznał, że na pewno mrówki wydają jakieś dźwięki, które usłyszy dzięki specjalistycznemu sprzętowi. Pamiętam, że stał przy ogromnym mrowisku ze swoim mikrofonem i nasłuchiwał mrówek. To było naprawdę zabawne. Przy pracy nad programem śmiechu nam nie brakowało.
ECHA LEŚNE • lato 2026
Wiedzę o lasach już chyba pani miała wcześniej. W parze z Tomaszem Tylickim wygraliście „Wielki test o lasach”. Byliśmy tym zwycięstwem bardzo zaskoczeni. Nie przygotowywaliśmy się w ogóle, bo trudno przygotować się do takiego testu. Dobry wynik w znacznym stopniu jest moją zasługą. W szkole zawsze byłam prymuską. Fascynowały mnie lekcje geografii, przyrody. Może nie miałam bardzo specjalistycznej wiedzy, ale coś z tych lekcji pamiętam. Do niektórych odpowiedzi doszłam drogą dedukcji. Uwielbiam obserwować ptaki, a wiele pytań dotyczyło ptaków. Poza tym pomogło nasze pochodzenie z Warmii i Mazur. Wtedy nie spodziewaliśmy się, że wygrana doprowadzi nas do takiego fantastycznego miejsca, jakim jest program „Czas w las”. Jest pani współautorką serii książek dla dzieci „Krab Szkrab”. Czy pojawią się w nich zwierzęta z polskich lasów? „Krab Szkrab” to kolejna rzecz, którą robię razem z Tomkiem. Wyszła już trzecia część tej serii. Jest ona poszerzona o bohaterów podwodnego świata. Ale nie ukrywam, że pojawiła się już w naszej głowie myśl, by Krab Szkrab jakimś cudem pojawił się w lesie. Nasz prawie dwuletni synek jest zafascynowany łosiem, który ma poroże jak łopaty, a także dzikiem, sarną czy borsukiem. Wszystkie te zwierzęta uwielbia. Widzimy, że dzieciaki kochają zwierzęta. Żeby jak najdłużej pozostała w nich ta miłość, chcielibyśmy stworzyć taką część „Kraba Szkraba”, w której będą obecne zwierzęta z polskich lasów. Choć krab jest zwierzątkiem oddalonym od lasu, to na pewno znajdziemy sposób, by jakimś cudem w nim się pojawił. Zdradzi nam pani najbliższe plany zawodowe? Plan na najbliższe miesiące to jest: po pierwsze odpocząć, po drugie przetrwać poród, a po trzecie poradzić sobie w pierwszych miesiącach z noworodkiem i dwulatkiem w domu. Zawodowo chcemy rozwijać „Kraba Szkraba”, bo to jest nasze kolejne dziecko. Poza telewizją, która daje dużo satysfakcji i pozwala nam się realizować, za co jesteśmy wdzięczni, chcemy skupić się na dzieciach, nie tylko naszych.
11
FAUNA I FLORA
„Stary niedźwiedź mocno śpi, my się go boimy…” – tak śpiewaliśmy jako dzieci, choć raczej z uciechą niż prawdziwym lękiem. Niedźwiedź z piosenki był trochę groźny, trochę śmieszny, ale bezpieczny. Tekst: Paulina Król
12
Fot. Agata i Mateusz Matysiakowie
STARY NIEDŹWIEDŹ LEKKO ŚPI
T
ymczasem prawdziwy niedźwiedź brunatny nie mieszka w dziecięcej wyliczance, a chodzi po polskich lasach. Nie jest pluszowy, ale nie jest też potworem z sensacyjnych nagłówków. Jest dzikim, silnym, sprytnym zwierzęciem, które chce przede wszystkim spokoju i jedzenia. DUŻY, MĄDRY, GŁODNY Niedźwiedź brunatny to największy lądowy drapieżnik w Polsce. Dorosły samiec może ważyć kilkaset kilogramów, ma znakomity węch, dobrą pamięć i dużo cierpliwości. Jest też sprytny. Jeśli raz znajdzie łatwy posiłek, potrafi wracać w to samo miejsce, bo w przyrodzie najlepiej zapamiętuje się te lekcje, które kończą się nagrodą. Wbrew pozorom nie żyje wyłącznie z polowania. Niedźwiedź brunatny to wszystkożerca, który korzysta z tego, co akurat oferuje sezon i teren. Zje owoce, bukiew, orzechy, larwy, owady, trawy, grzyby, padlinę, czasem upolowane zwierzę. Lubi też miód – bo kto by nie skorzystał z wysokokalorycznego, słodkiego jedzenia wzbogaconego białkowymi larwami pszczelimi? Skądś łakomczuch Kubuś Puchatek wziął zamiłowanie do miodku. Cykl życiowy niedźwiedzi krąży właśnie wokół jedzenia. Wiosną – nadrabia po zimie, a latem korzysta z tego, co daje las. Jesienią je na zapas, bo przed kolejną zimą musi zbudować tłuszczową „spiżarnię” we własnym ciele. A kiedy niedźwiedź odkryje, że łatwy obiad leży nie w lesie, lecz przy człowieku: w śmietniku, kompostowniku, przy pasiece, przy psiej misce – to szybko nauczy się, że może po nie sięgnąć. Edward Marszałek, rzecznik prasowy RDLP w Krośnie, mówi wprost: dawniej szkody się zdarzały – wśród owiec, bydła, czasem koni – ale mieściły się w realiach życia na terenie, gdzie występują drapieżniki. Dziś ludzi coraz bardziej niepokoi nie sam niedźwiedź w lesie, lecz na podwórku. To zaglądanie niedźwiedzi na podwórka, buszowanie w śmietnikach jest dowodem na przystosowawczą zmianę zachowania drapieżnika.
ECHA LEŚNE • lato 2026
Chcemy, żeby niedźwiedź był symbolem, legendą, maskotką. Jemu jednak najlepiej jest wtedy, gdy pozwalamy mu być po prostu niedźwiedziem. JEDNOSTKA RODZINNA Niedźwiedzie nie żyją w stadach. Dorosłe osobniki chodzą własnymi drogami i spotykają się głównie wtedy, gdy mają plany rozrodcze. Wyjątkiem jest samica z młodymi, które rodzą się zimą, w gawrze – ślepe i bezradne. Niedźwiedzica opiekuje się nimi długo, uczy je żerowania, ostrożności i poruszania się po terenie. W miocie najczęściej pojawia się od jednego do trzech młodych. Edward Marszałek zauważa, że w Bieszczadach ludzie widzą dziś więcej młodych niż dawniej. Kiedyś niedźwiedzica z dwójką była rzadkością. Dziś to właściwie standard, a zdarzają się też obserwacje trójki. Oczywiście nie wszystkie młode przeżywają Jeśli zobaczymy młodego niedźwiedzia, nie podchodzimy, nie robimy zdjęcia z bliska i nie zachwycamy się nim na głos. Pamiętajmy, że jego matka jest gdzieś w pobliżu, nawet jeśli jej nie widać i nie słychać. A niedźwiedzica broniąca młodych to nie jest postać z bajki. Niedźwiedź, odwrotnie jak ten z wyliczanki, zimą nie śpi jak suseł, a raczej spowalnia swą aktywność, korzysta z zapasów tłuszczu, chowa się w gawrze. Może to być jama, wykrot, miejsce pod korzeniami albo zagłębienie wśród skał. Barłóg wyściela trawą, gałęziami, mchem, liśćmi – design średni, za to pełna funkcjonalność. Spokój zimą jest dla niego bardzo ważny, zwłaszcza dla samicy z młodymi, bo jeśli zostanie wypłoszona z gawry, skutki mogą być poważne. Właśnie
13
FAUNA I FLORA
dlatego wiedza terenowa ma tu ogromne znaczenie. Leśnicy widzą tropy, ślady żerowania i przejścia zwierząt; wiedzą, które miejsca lepiej zostawić w spokoju. Las znają nie z weekendowego spaceru, ale z codzienności. GDZIE SĄ NASZE NIEDŹWIEDZIE W Polsce niedźwiedź brunatny występuje przede wszystkim w Karpatach. Najważniejsze miejsca to Bieszczady, Beskid Niski, Tatry, Beskid Sądecki i Beskid Żywiecki. Z liczbą niedźwiedzi trzeba jednak uważać, bo nie da się ich policzyć jak ławek w parku. Przemieszczają się, przechodzą przez granice, a kilka obserwacji może dotyczyć tego samego osobnika. Monitoring Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska za 2023 roku potwierdził występowanie niedźwiedzi w 229 polach siatki 5 × 5 km, a obecność samic z młodymi w 92 polach. To pokazuje przestrzenną skalę obecności gatunku, ale nie daje prostej odpowiedzi na pytanie, ile osobników dokładnie jest. Doktor Magdalena Misiorowska z RDLP w Krośnie tłumaczy, dlaczego leśnikom tak bardzo zależy na konkretach. – Rzetelna informacja o liczebności populacji każdego gatunku – a w szczególności chronionego – stanowi fundament pod wdrażanie skutecznych działań ochronnych – wyjaśnia. I dodaje, że obecne szacunki często opierają się na obserwacjach wizualnych, tropieniach czy fotopułapkach. – One bywają subiektywne i obarczone błędem – ten sam osobnik może zostać policzony w krótkim czasie kilkakrotnie przez różne nadleśnictwa – wskazuje. Dlatego tak ważna jest genetyka, bo tylko ona może pomóc wskazać konkretne liczby. – Dane genetyczne odzwierciedlają kondycję populacji: stopień spokrewnienia osobników, ich zmienność genetyczną oraz trasy migracji pomiędzy Polską, Słowacją a Ukrainą. Bez tej wiedzy trudno mówić o mądrym i długofalowym zarządzaniu ochroną gatunku – podkreśla dr Misiorowska. Jest jeszcze jeden kłopot: niedźwiedzie nie znają granic. Ani państwowych, ani administracyjnych. – Jeden osobnik potrafi w ciągu zaledwie kilku dni przekroczyć granicę ze Słowacją lub Ukrainą i wrócić do Polski. Jeśli partnerzy ze Słowacji policzą go u siebie, a polscy leśnicy u nas – w statystykach pojawią się dwa niedźwiedzie, choć w rzeczywistości
16
Fot. Roman Pasionek
to jedno i to samo zwierzę – wyjaśnia dr Misiorowska. Ekspertka podkreśla, że innym problemem są bardzo duże areały osobnicze, szczególnie samców niedźwiedzi. Mogą one wynosić od kilkudziesięciu do nawet kilkuset kilometrów kwadratowych. W praktyce oznacza to, że ten sam osobnik może w ciągu tygodnia przemieszczać się po terenach trzech różnych nadleśnictw. Bez identyfikacji genetycznej leśnicy z każdego z tych miejsc zgłoszą „swojego” niedźwiedzia, sztucznie zawyżając statystyki. Dodatkowo niedźwiedzie nie są terytorialnymi zwierzętami, co oznacza, że nie strzegą aktywnie swoich areałów, co w konsekwencji może prowadzić do tego, że na danym, nawet niewielkim obszarze bytuje kilka, a nawet kilkanaście osobników. Edward Marszałek zwraca natomiast uwagę na migracje niedźwiedzi brunatnych do miejsc, gdzie dawniej widywano je rzadziej – w powiecie brzozowskim, krośnieńskim, w okolicach Krosna czy podkrośnieńskich uzdrowisk. Samce, zwłaszcza w okresie godowym, potrafią wędrować daleko, a gdy zwierząt jest więcej, rośnie też presja na nowe terytoria i żerowiska.
Kiedy niedźwiedź zostaje w lesie, wygrywają wszyscy – zarówno ludzie, jak i samo zwierzę.
GDY SPOTKASZ NIEDŹWIEDZIA • Zachowaj spokój. • Nie zbliżaj się. • Nie uciekaj. • Nie krzycz. • Nie wykonuj gwałtownych ruchów. • Nie rób zdjęć z bliska. • Powoli się wycofaj. • Nie wchodź między samicę a młode. • Nie zostawiaj jedzenia ani śmieci. • Słuchaj komunikatów parków narodowych, nadleśnictw i służb.
CO SZKODZI NIEDŹWIEDZIOM
Dorosły niedźwiedź ma mało naturalnych wrogów, ale to nie znaczy, że nic mu nie zagraża. Najczęściej, niestety, szkodzi mu człowiek, choć nie zawsze z premedytacją, częściej przez hałas, śmieci, drogi, zabudowę, przez zostawione jedzenie, niezabezpieczone odpady czy wchodzenie tam, gdzie powinien być spokój. I przez przyzwyczajanie zwierzęcia, że przy ludziach można się najeść. Są też konflikty przy pasiekach i gospodarstwach. W 2023 roku odnotowano 234 szkody z wypłaconymi odszkodowaniami, głównie na Podkarpaciu. Najczęściej chodziło właśnie o pasieki. Edward Marszałek opowiada, że niedźwiedzie potrafią być przy pasiekach zaskakująco sprytne. Słyszał od pszczelarzy o przypadkach, gdy zwierzęta wrzucały gałęzie na druty elektrycznego pastucha, by dostać się do uli. Cwane? Bardzo. Śmieszne? Trochę mniej, jeśli to nasza pasieka. KIEDY NIEDŹWIEDŹ PODCHODZI ZA BLISKO
Ochrona niedźwiedzia nie może oznaczać wyłącznie hasła: „zostawmy go w spokoju”. To ważne, ale ECHA LEŚNE • lato 2026
nie wystarczy. Jeśli zwierzę regularnie pojawia się przy zabudowaniach, potrzebne są konkretne dane, reakcja i współpraca. Dlatego na Podkarpaciu ruszył projekt ochrony niedźwiedzia brunatnego prowadzony przez RDOŚ w Rzeszowie. Podczas szkolenia grupy interwencyjnej odłowiono osiem z 18 niedźwiedzi z obszaru gmin Solina i Baligród. Siedem dostało obroże telemetryczne, jeden młodociany osobnik – chip. Pobrano też próbki biologiczne do badań prowadzonych przez Instytut Ochrony Przyrody PAN. W działaniach uczestniczyli eksperci Tatrzańskiego Parku Narodowego, a wsparcia udzielili pracownicy Lasów Państwowych. Co to dla nas oznacza? Wiedzę. Który osobnik się przemieszcza? Dokąd chodzi? Czy tylko przechodzi, czy regularnie wraca pod domostwa? Na podobnym myśleniu opiera się praca specjalnego zespołu powstałego w RDLP w Krośnie. – Jego powołanie było bezpośrednią odpowiedzią na apele samorządowców i mieszkańców zaniepokojonych rosnącą liczbą incydentów na linii człowiek-niedźwiedź, a także troską samych leśników o los tego chronionego drapieżnika – podkreśla dr Misiorowska. W skład 25-osobowej grupy weszli leśnicy i myśliwi posiadający ekspercką wiedzę z zakresu biologii oraz ekologii zwierzyny, a także doświadczenie terenowe w monitoringu, obserwacji sytuacji konfliktowych, działaniach prewencyjnych oraz we współpracy z organami interwencyjnymi. Cel pracy Zespołu? – Zatrzymanie niedźwiedzia w lesie – mówi krótko dr Misiorowska. A więc takie działania, które pozwolą uniknąć najostrzejszych metod wobec osobników regularnie odwiedzających ludzkie osady. To ważne, bo kiedy niedźwiedź zostaje w lesie, wygrywają wszyscy: ludzie mają większe poczucie bezpieczeństwa, zwierzę nie uczy się złych nawyków, a ochrona przyrody nie staje się abstrakcją oderwaną od życia mieszkańców. Ponadto Zespół ma zapewniać wsparcie przy inwentaryzacji i monitoringu populacji niedźwiedzi, proponować modyfikacje gospodarki leśnej ukierunkowanej na zatrzymanie drapieżników w ich naturalnym środowisku, a także zapewnić wsparcie operacyjne, logistyczne, informacyjne oraz edukacyjne dla instytucji i służb powołanych do reagowania w sytuacjach kryzysowych
17
FAUNA I FLORA
dużego drapieżnika. Pojawiła się niedźwiedzica Lola, która urodziła młode. Nic z tego jednak nie wyszło i obecnie w Puszczy Białowieskiej jedyne niedźwiedzie, jakie znajdziemy, to pluszaki w sklepach z pamiątkami. Mamy też Wojtka – niedźwiedzia żołnierza z Armii Andersa. To ciepła, niezwykła historia. A obok mamy ciemniejszą stronę: cyrki, tresurę, „tańczące niedźwiedzie”. Witold Szabłowski opisał w reportażu pod tym tytułem zwierzęta, które po latach niewoli uczyły się wolności. Ta dramatyczna historia przedstawia okrutną stronę człowieka, który chce się wzbogacić kosztem zwierzęcia, a jednocześnie przedstawia niedźwiedzia jako gatunek inteligentny, potrafiący uczyć się sztuczek, łagodny.
SKOMPLIKOWANA RELACJA Człowiek od zawsze miał z niedźwiedziem zagwozdkę. Z jednej strony podziwiał go i oswajał, a z drugiej bał się i polował na niego. Dawniej niedźwiedzie żyły na znacznie większym obszarze ziem polskich. Z czasem wycofywały się razem z kurczeniem się puszcz, rozwojem osadnictwa i presją polowań. Ciekawy rozdział tej historii rozegrał się w Puszczy Białowieskiej. Ostatniego niedźwiedzia zabito tam w XIX wieku, a w 1937 roku rozpoczęto próbę jego reintrodukcji. Był to pierwszy na świecie program przywracania
KLIMAT MIESZA W KALENDARZU Niedźwiedź żyje rytmem sezonów, którym coraz częściej ktoś przestawia zegarek. Cieplejsze zimy, zmiany dostępności pokarmu, dłuższy okres wegetacji roślin i mniej przewidywalna pogoda mogą wpływać na zachowanie zwierząt. Choć niedźwiedzie są elastyczne i potrafią zmieniać dietę i korzystać z okazji, co pomaga im przetrwać, to jeśli tą „okazją” jest śmietnik przy domu, robi się problem. Rzecznik prasowy krośnieńskiej dyrekcji mówi ostrożnie: jak jest cieplej, niedźwiedzie bywają aktywniejsze, w całych Karpatach widać wzrost ich liczby. Ale czy sama zmiana klimatu tłumaczy większą rozrodczość i migracje? Tego nie da się powiedzieć jednym zdaniem. Potrzebne są badania i mniej zgadywania. O niedźwiedziach trzeba mówić uczciwie – nie straszyć, ale też nie lukrować. Nie da się odpowiedzialnie powiedzieć: chodźcie wszyscy do lasu, nic się nie dzieje. Dzieje się. Miejscami trzeba zachować większą ostrożność, słuchać komunikatów nadleśnictw, parków narodowych i służb, pilnować śmieci, jedzenia, psów, pasiek. Trzeba rozumieć, że spotkanie z młodym niedźwiedziem to nie zaproszenie do zdjęcia, tylko sygnał: odejdź. Polskie lasy są dla niedźwiedzi dobrym miejscem do życia. To powód do dumy, ale i zobowiązanie. Leśnicy są w tej historii bardzo blisko: znają teren, widzą ślady, rozmawiają z mieszkańcami, uczestniczą w działaniach monitoringowych, edukują. Jednak nie rozwiążą wszystkiego sami, bo problem dużego drapieżnika nie kończy się na granicy oddziału leśnego. Wiele zależy od zachowania społeczeństwa.
Fot. Jakub Rutana
Niedźwiedzie prowadzą samotniczy tryb życia, z wyjątkiem samic wychowujących młode. Zwierzęta łączą się pary tylko w celu prokreacji.
z udziałem niedźwiedzi. Szczególnie ważna jest też ścisła współpraca ze środowiskiem naukowym zajmującym się biologią, ekologią oraz metodami ochrony niedźwiedzia brunatnego, a także zapobieganiem sytuacjom kryzysowym. Edward Marszałek zaznacza jednak, że w terenie nie wszyscy wierzą, że samo obrożowanie i obserwowanie rozwiąże problem. Ludzie pytają, co będzie dalej. Czy za monitoringiem pójdą decyzje? Czy ktoś pomoże mieszkańcom, pszczelarzom, samorządom? Czy ktoś naprawdę słucha tych, którzy mieszkają obok niedźwiedzi, a nie oglądają je raz w roku na urlopie? To ważne pytania, bo ochrona dużego drapieżnika nie może odbywać się ponad głowami ludzi.
18
FAUNA I FLORA
Fot. Maksymilian Dobosz
KOLOROWE CUDAKI
ECHA LEŚNE • lato 2026
Biała klępa w Borkach, rudy zając w Mikołowie, leucystyczny jeleń w Oleśnie i biały wilk w Choczewie. Wszystkie łączy jedno. Nietypowy kolor. Leśnicy zgodnie przyznają, że coraz częściej widują niezwykle umaszczone leśne zwierzęta. Niektórzy mówią wprost: aberracje barwne mogą być związane z zanieczyszczeniem środowiska. Tekst: Marcin Szumowski
19
FAUNA I FLORA
O
Karolci trzy lata temu mówiła cała Polska. Kilkudniowa bialutka łoszka została znaleziona na polu kukurydzy pod Sochaczewem przez rolnika Pawła Tomczaka. To on wraz ze znajomym myśliwym z koła łowieckiego „Grunwald” jako pierwsi udzielili jej pomocy. – Obserwowaliśmy pole dość długo i nie zauważyliśmy obecności matki. Godziny mijały jedna za drugą i w końcu coś trzeba było zrobić. Zaczęliśmy działać – opowiadał Andrzej Latoch, który wraz z rolnikiem zajął się łoszką. NIETYPOWI PACJENCI Mężczyźni nakarmili oseska kupionym mlekiem i zaczęli szukać ośrodka, który podjąłby się wychowania. Łoszkę przygarnął Jacek Wąsiński, szef Leśnego Pogotowia z Mikołowa. Tam dostała imię Karolcia i od razu stała się medialną gwiazdą. Łoszka miała aberrację barwną zwaną leucyzmem, jej organizm nie wydzielał odpowiedniej ilości melaniny. W przypadku leucyzmu, inaczej niż albinizmu, zwierzę miało czarne oczy, czarny pyszczek i czarne raciczki. Z początku łoszka jadła bez problemu i spacerowała po ośrodku. Jednak z czasem leśnik zauważył, że rozwija się niesymetrycznie. Głowę miała większą, a tułów mniejszy. – Pewnego dnia zaczęła się przewracać. Nie chciała jeść. Przyjechał weterynarz, zaczął podawać jej leki, kroplówki. Niestety nie przeżyła – wspomina Wąsiński. – Może przez tę niesymetryczność miała jakiś problem z układem krwionośnym? – zastanawia się leśnik. W tym roku do ośrodka rehabilitacji w Mikołowie trafił kolejny wyjątkowy pacjent – dwutygodniowy cały rudy zajączek. – To erytryzm, anomalia rzadsza niż leucyzm i albinizm. Nie mieliśmy takiego przypadku przez 33 lata naszej działalności. Zajączek miał jednolite, rudawe, miejscami ceglasto-pomarańczowe umaszczenie – opowiada Jacek Wąsiński. Erytryzm polega na zwiększonej produkcji feomelaniny, związku odpowiedzialnego za kolory od żółtopomarańczowego, rudego po czerwony, przy jednoczesnym ograniczeniu ciemnego pigmentu. Przypadki erytryzmu u zająca szaraka są bardzo rzadkie. Rudy pacjent trafił do Mikołowa, bo
20
Erytryzm charakteryzuje się nadmiernym nagromadzeniem czerwonego lub rudego pigmentu w sierści lub piórach. Na zdjęciu widoczny jest młody królik z tą wadą.
Fot. Shutterstock.com/ Paul Abrahams
wcześniej został zaatakowany i pochwycony przez psa. – Na początku normalnie pił, jadł i mieliśmy wrażenie, że da się go uratować. Niestety obrażenia wewnętrzne były na tyle poważne, że młodziutki organizm nie dał sobie rady i zając po kilku dniach padł – wspomina szef Leśnego Pogotowia. BIELSZY ODCIEŃ BIELI Na początku tego roku media obiegła kolejna sensacyjna informacja. W Nadleśnictwie Borki pojawiła się biała klępa. Pierwszy zauważył ją strażnik leśny Piotr Uściłowicz. Nagrał zwierzę telefonem. – Akurat wracałem z żoną z zakupów, gdy córka zwróciła uwagę, że pod lasem stoi biały łoś. Klępa wyglądała na kilkuletnią. Była w towarzystwie zeszłorocznego łoszaka. On z kolei miał naturalne umaszczenie – strażnik opowiadał zaraz po zdarzeniu. Gdy dobrze przyjrzeć się zdjęciom zrobionym przez leśnika można zauważyć, że klępa
DUCH LASU Biały jeleń z krzyżem gorejącym pośród poroża miał się ukazać św. Hubertowi podczas polowania w Ardenach. Dlatego po dziś dzień białe zwierzęta łowne cieszą się szczególnym szacunkiem myśliwych. Istnieje przesąd mówiący, że upolowanie białego jelenia czy kozła przynosi nieszczęście, a nawet śmierć myśliwego.
Fot. Miorsław Wąsiński
Anomalie kolorystyczne częściej występują u zwierząt w miastach. To wpływ zanieczyszczenia środowiska i czynników stresogennych. ma na nogach kilka ciapek w kolorze naturalnego umaszczenia. – W okresie zimowym, kiedy wszystko jest w odcieniach od bieli, szarości do czerni, ta biała barwa prawdopodobnie jej bardzo pomaga. Gorzej może być wiosną i latem, gdy jej ciało mocno kontrastuje z zielenią – zauważa prof. Paweł Nasiadka z Instytutu Nauk o Zwierzętach warszawskiej SGGW. I dodaje: – Jednak jak widać ECHA LEŚNE • lato 2026
klępa daje sobie radę, bo zachowuje wszystkie inne cechy czujności, a kolor nie przesądza o jej losie. To, że jest biała, nie znaczy od razu, że zostanie zjedzona przez wilki. Wiosną w Kampinoskim Parku Narodowym fotografowi przyrody – nomen omen – Włodzimierzowi Puchalskiemu udaje się zrobić zdjęcie przepięknemu białemu łoszakowi. Fotografie od razu robią furorę w mediach społecznościowych, łoszak staje się tegoroczną wizytówką Kampinosu. Władze parku zaapelowały do turystów oraz innych fotografów o spokój dla łosia i zrezygnowanie z celowego tropienia zwierzęcia. Biały łoszak ma ponad rok i już samodzielnie przemierza puszczę. Niektórzy nawet podejrzewają, że jego ojcem jest biały byk łosia, który dwa lata temu był widziany w miejscowości Sowia Wola na terenie Kampinosu. Niewykluczone też, iż to właśnie on przekazał białe geny słynnej Karolci. – Populacja łosi w ostatnich dekadach bardzo wzrosła. Każdy z nas ma telefon z kamerą. Wystarczą sekundy, aby zrobione zdjęcie czy film wrzucić do sieci. Sądzę, że dzięki temu wiemy o tych zwierzętach, które wcześniej znane były tylko lokalnej społeczności – mówi prof. Paweł Nasiadka. Trzy lata temu w Nadleśnictwie Olesno prawdziwą sensacją był biały byk jelenia. Podczas spaceru w lesie zauważył go Maksymilian Dobosz. Podszedł zwierzę pod wiatr na około 60 metrów. Byk nie spłoszył się, choć bacznie zerkał w stronę leśniczego. Ten wykorzystał chwilę i… wrócił do nadleśnictwa z fantastycznymi zdjęciami oraz nagraniami. – Pewnie już więcej nie będę miał okazji na takie spotkanie, dlatego zawsze będę je miło wspominał – opowiadał przejęty leśniczy.
21
FAUNA I FLORA
Fot. Mirosław Wąsiński
Jeleń miał na głowie wzrastające poroże w scypule i zdaniem fachowców mógł mieć około sześciu lat. Jacek Wąsiński również miał do czynienia z białym jeleniem. Cielę trafiło do Mikołowa zaraz po tym, gdy znaleziono je w przydrożnym rowie w Borach Dolnośląskich. Z czasem dojechały do niego białe łanie (osobniki z hodowli), co zapoczątkowało obecność leucystycznych jeleni na terenie ośrodka. Pod opieką Wąsińskiego były także bieluteńkie jak śnieg kos i kopciuszek. Kos niestety nie przeżył, bo miał obrażenia po upadku z gniazda. Kopciuszek za to dał się odchować i wybrał wolność. Z kolei trzy lata temu w pomorskim Nadleśnictwie Choczewo fotopułapka nagrała białego wilka! Basior uchwycony został w momencie, gdy taszczył w pysku upolowaną zdobycz. Wówczas z przekazanych przez nadleśnictwo informacji wynikało, że samiec jest nie tyle biały, co ma bardzo jasny kolor sierści. W zeszłym roku w Parku Potulickich w podwarszawskim Pruszkowie sensacją była dwukolorowa wiewiórka. Miała biało-rudą kitkę, biały czubek pyszczka i szerokie białe łaty na całym ciele. Łaciate ubarwienie u wiewiórek to niezwykła rzadkość. Te rude gryzonie ze względu na drapieżniki raczej unikają rzucania się w oczy. A pruszkowska wiewiórka swoją barwą przyciągała uwagę już z daleka. Jacek Wąsiński ma swoją teorię dotyczącą aberracji
22
Fot. Mirosław Wąsiński
barwnych u zwierząt. – Dawniej tylu przypadków nie mieliśmy. Nie jestem naukowcem, ale widzę, że coś się ewidentnie zmienia. Klimat się ociepla. Mamy zmiany w środowisku. Dużo roślin jest zmodyfikowanych, są opryski, są monokultury. To musi mieć wpływ na zwierzęta – mówi leśnik. SIWIEJĄCA KAWKA, ŁACIATE DZIKI O aberracjach barwnych zwłaszcza u ptaków dużo może powiedzieć Adam Zbyryt. Ornitolog i biolog, od lat zajmujący się tym zagadnieniem, uważa, że często myli się przypadki leucyzmu z siwieniem. Ta druga aberracja jest w świecie ptaków najpowszechniejsza. – Niemal wszystkie pstrokate piórka u kawki, kosa czy wróbla są przejawem właśnie siwienia. Prowadziliśmy badania, w których wykazaliśmy, że ta aberracja występuje częściej u osobników w miastach. Geneza zjawiska jest, podobnie jak u ludzi, powiązana z zanieczyszczeniem środowiska oraz działaniem różnych stresorów, czynników, które wpływają na zaburzenia produkcji melaniny – opowiada Adam Zbyryt. Ptaki mogą być dotknięte częściowym leucyzmem, co upodabnia je trochę do tych siwiejących osobników, ale wtedy pozbawione melaniny pióra rozłożone są symetrycznie. Oznacza to na przykład dwie białe lotki w skrzydle po lewej i prawej stronie dokładnie
Fot. Shutterstock/Filip Nasaly
Łaciate dziki to często potomstwo domowej świni i dzika.
w tych samych miejscach. W przypadku siwienia biały kolor jest rozłożony bardziej chaotycznie, losowo. Zdarzają się też osobniki albinotyczne. Mają wówczas czerwone oczy, co jest wywołane brakiem melaniny w tęczówce. – Takie ptaki mają bardzo mocno zaburzone widzenie i kłopoty z głębią ostrości. Giną zwykle już jako młode osobniki, ponieważ są szybko zabijane przez drapieżniki. Dlatego dorosłych albinosów nie spotka się w naturze, a jedynie w hodowlach lub ogrodach zoologicznych – opowiada ornitolog. Zdaniem naukowca nie wiemy, jak aberracje barwne wpływają na życie ptaków, bo nikt tego nie badał. – Istnieje hipoteza dotycząca bycia takim odmieńcem. Mówi ona o tym, że takie osobniki mogą być bardziej narażone na ataki. Drapieżnikowi łatwiej jest skupić się na wyróżniającej się w grupie ofierze – tłumaczy Adam Zbyryt. Oprócz albinizmu, siwienia i leucyzmu w świecie ptaków występuje jeszcze melanizm. Polega na zwiększonej zawartości ciemnego pigmentu w całym ciele lub tylko w jego fragmentach. – Czasem jest źle interpretowany, bo wielu ludziom się wydaje, że musi to być cały ciemny ptak. Tymczasem, aby określić jakiegoś osobnika melanistycznym, wystarczą ciemniejsze fragmenty ciała czy upierzenia. Melanizm całego upierzenia występuje często u błotniaków łąkowych. Mówi się nawet
ECHA LEŚNE • lato 2026
MELANIZM PRZEMYSŁOWY Krępak brzozowiec (Biston betularia) to pospolita między innymi w Europie ćma. Na przełomie XIX i XX wieku w Wielkiej Brytanii zauważono ciekawe zjawisko. Wraz ze zwiększającym się zanieczyszczeniem powietrza motyl zaczął zmieniać kolor. Ćmy przed drapieżnikami ukrywały się siadając na porastających drzewa porostach, im było ich mniej, tym jasna odmiana była coraz bardziej narażona na ataki drapieżników. W ciągu kilkudziesięciu lat wśród miejskich krępaków wytworzyła się odmiana melaniczna (ciemniejsza), która zaczęła dominować. Sytuacja zaczęła się odwracać, gdy poprawiła się jakość powietrza. Zaczęło przybywać porostów, tym samym jasnych ciem.
o ciemnej formie tego gatunku. Widziałem też melanistycznego wróbla i czaplę siwą. W przyrodzie istnieje jeszcze jedna ciekawa aberracja, czyli mutacja brown. Widać ją czasem u kaczek krzyżówek. Samice mają wówczas bardzo jasne, jakby wypłowiałe upierzenie. Dzieje się tak, ponieważ pod wpływem światła melanina, a dokładnie ciemniejsza eumelanina, ulega utlenieniu i następuje jej redukcja jakościowa. Resztki ciemniejszego upierzenia mogą się zachować pod skrzydłami lub pod ogonem – wyjaśnia naukowiec. W polskich lasach spotkać możemy również łaciate dziki. Wyglądają jak potomkowie ze związku domowej świni z dzikiem i trzeba przyznać, że jest w tym ziarno prawdy. – Ich łaciatość to efekt historycznego wypasu świń. Dawniej trzymano trzodę chlewną przy lasach i bywało, że dochodziło do krzyżówek z dzikami. Te geny zostały w populacji i czasem się w niej pojawiają – tłumaczy prof. Paweł Nasiadka. – Fenotyp tych dzików jest różny. Od jasnego umaszczenia po kremowe, od popielatych ciapek po bardzo głęboką czerń. Na razie nikt nie prowadził badań, które pozwoliłyby stwierdzić, jak taka łaciatość wpływa na kondycję dzików i ich przeżywalność.
23
FAUNA I FLORA
LAS TRZCIN
Trzcina pospolita to wszędobylska roślina, niezbędna dla istnienia wielu ekosystemów wodnych i bagiennych. Tworzy łany będące miejscem życia unikalnego, niespotykanego gdzie indziej zespołu ptaków. Tekst i zdjęcia: Paweł Fabijański
T
en kosmopolityczny gatunek równie chętnie porasta brzegi zbiorników w Europie, jak i w Afryce. W Ameryce Północnej czy Nowej Zelandii jest zwalczana jako gatunek obcy, a nad amerykańskimi Wielkimi Jeziorami podgatunek typowy trzciny uznano za groźnego, inwazyjnego przybysza. KREWNIACZKA ZBÓŻ
Trzcina pospolita należy do licznej rodziny wiechlinowatych, gdzie oprócz niej występuje około 11 tys. innych gatunków. Bliskimi krewniaczkami tej byliny są pospolite trawy, na przykład kupkówka, rajgras, tymotka, śmiałek, a także zboża jak pszenica, owies, proso i żyto. Jest cudem natury. Osiąga wysokość do 5 metrów, przy średnicy u podstawy około 2 cm. Jest niemal 250 razy wyższa niż szersza. Żadne drzewo nie osiąga takich proporcji. Rośnie zarówno na suchym lądzie, terenach podmokłych, jak i w wodzie. Pęd trzciny znajduje się mniej więcej po połowie nad i pod wodą. Dolna część narażona jest na falowanie, górna na wiatr. Mimo różnej gęstości wody i powietrza, a czasem różnych kierunków ruchu fal i wiatru, trzcina nie łamie się. Pochyla się prawie 90 stopni i wraca do pionu. Łan jest bardzo gęsty, rośliny rosną w odstępach kilku centymetrów, jedna obok drugiej w grząskim mule. Łodygi i liście trzciny obumierają po każdym sezonie wegetacyjnym późną jesienią. Rozkładające się w wodzie liście i łodygi mają duży udział w tworzeniu torfu. Zimę przeżywa tylko duże
24
kłącze zanurzone w mule dennym lub pod ziemią. Wczesną wiosną trzcinowisko tworzą uschłe pędy o monotonnym szarym kolorze. Młode zielone łodygi i liście nad lustrem wody pojawiają się dopiero pod koniec maja. W czerwcu trzcinowisko znacznie gęstnieje. Łan trzcin zwany potocznie trzcinowiskiem, a w nomenklaturze botanicznej szuwarem trzcinowym, może zajmować powierzchnię od kilkuset do kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Zdarzają się nawet kilkusethektarowe łany. W takich „nadbrzeżnych lasach” dominuje trzcina, która egoistycznie zajmuje każdy wolny fragment, wpuszczając inne rośliny jedynie na obrzeża i w nieduże luki. W zależności od głębokości, rodzaju dna i chemizmu wody, szuwary trzcinowe przechodzą w pałkowe, gdzie dominuje pałka wodna, oczeretowe z oczeretem jeziornym (niegdyś szuwary trzcinowe i oczeretowe uznawane były za jedno zbiorowisko), mannowe z manną mielec. Ten trzcinowy spotykamy na brzegach wód stojących, gdzie tworzy wokół brzegów pierścień o różnej szerokości, a im dno opada łagodniej, a woda jest żyźniejsza, tym trzcinowisko rozleglejsze. SKRYCI LOKATORZY
Szuwar trzcinowy tylko z pozoru jest monotonny i nieciekawy. Jest miejscem życia specyficznego niewystępującego nigdzie indziej zespołu ptaków śpiewających i wodnych. Wyłącznie w trzcinowiskach gniazda zakłada aż 20 gatunków ptaków. Co ciekawe, niektóre z nich prawie nigdy nie zapuszczają się poza granice trzcin. Szuwary są także miejscem, gdzie wiele innych gatunków szuka pożywienia czy schronienia.
POD STRZECHĄ Sucha trzcina jest naturalnym i trwałym materiałem na dachy. Z Polski eksportowana jest na przykład do do Niemiec czy Danii. Dachy trzcinowe zachowują trwałość do 50 lat. Najlepsza jest trzcina jednoroczna, która ma najmniej uszkodzeń mechanicznych i tych pochodzących od owadów. Niegdyś z jej wyschniętych łodyg wyplatano maty używane do ocieplania domów. Obecnie jej właściwości oczyszczające są wykorzystywane w przydomowych biologicznych oczyszczalniach ścieków.
Trzciniak
Do gatunków, które spędzają życie w tym specyficznym lesie należą te śpiewające, na przykład trzciniak, trzcinniczek, rokitniczka czy brzęczka. To te pospolite, występujące w całej Polsce gatunki tworzą charakterystyczną atmosferę trzcinowiska. Ptaki te kolorystyką upodobniają się do uschłych trzcin: mają gładkie szaro-oliwkowe grzbiety i stonowane kremowe spody ciała. Są hałaśliwe i ruchliwe, ciągle latają i wspinają się po pędach trzcin. Przelatując na dłuższym dystansie, trzymają się nisko nad wierzchołkami roślin. Są do siebie bardzo podobne, trzcinniczka i brzęczki prawie nie sposób odróżnić. Wiosną i wczesnym latem od świtu do nocy bardzo dużo i głośno śpiewają. Pierwsze trzy gatunki wydają całe serie terkocząco-trzeszczących dźwięków. Najbardziej charakterystyczny śpiew ma brzęczka. Jednak oryginalność pieśni wynika z monotonnego, wręcz mechanicznego dźwięku, bez żadnej zmiany częstotliwości i głośności. W ich menu dominują owady i inne drobne bezkręgowce, które zbierają z trzcin, powierzchni wody i z liści roślin pływających. Brak owadów zimą zmusza je do migracji do Afryki na południe od Sahary. Do Polski wracają dopiero wczesną wiosną. Najbardziej urokliwym mieszkańcem trzcinowiska jest wąsatka. Nieduży, jasnobrązowy ptak, którego znakiem rozpoznawczym (u samców) są „namalowane” pod oczami szerokie, czarne pasy.
25
FAUNA I FLORA
Gatunek ten jest jednym z nielicznych zimujących u nas mieszkańców trzcin i przez cały rok nie wychyla czubka dziobu spoza trzcinowisk. Interesujące jest przystosowanie gatunku do zmiany diety. Wiosną i latem żywi się owadami i pająkami, jesienią i zimą przechodzi na pożywienie roślinne – zjada nasiona trzcin i traw. Zmiana diety jest możliwa dzięki przystosowaniu anatomicznemu – na ścianach żołądka ma twarde płytki, które z połykanymi w tym czasie kamyczkami tworzą doskonały mechanizm rozdrabniający nasiona. Aż do początku XX wieku wiedza o występowaniu i lęgach wąsatki była znikoma. Obecnie jest ona gatunkiem rzadkim, ale stopniowo zwiększającym swoją liczebność w Polsce. Dziś szacuje się, że w kraju występuje około 2500 par. W głębi trzcinowisk żyje także potrzos, zwany wróblem trzcinowym. Niewprawne oko może pomylić go ze znanym z miast i wsi kuzynem, jedynie samce w szacie godowej wyróżnia czarna głowa z białym wąsem, oddzielona białą obrożą od brązowego wierzchu ciała. Wąsatka
26
Łyska
ZDRADLIWY SUKCES Ogromna ilość rozkładających się trzcin przyczynia się do wypłycania, zmniejszania powierzchni i zanikania zbiorników. Jest to proces naturalny, ale przyśpieszany przez spływające do wód azot i fosfor pochodzące z nawozów. Najbardziej odczuwają to zbiorniki sąsiadujące z terenami rolniczymi. Trzciny i pałki wodne skutecznie przechwytują oba pierwiastki z wody, wbudowują je w tkanki i szybko rosną. Na zarastanie najbardziej narażone są zbiorniki płytkie o płaskim dnie jak stawy rybne, które, mimo że są siedliskami kontrolowanymi przez ludzi, są ważnymi ostojami ptaków i płazów. Co jakiś czas wycinany jest z nich nadmiar trzcin, spuszczana woda, a dno posypywane wapnem, by usunąć zakwaszone osady denne i zniszczyć patogeny bakteryjne i grzybowe. W jeziorach, rzekach i starorzeczach takie działania nie są możliwe. Czasem trzcina zimą jest z nich wykaszana, kiedy nie ma niebezpieczeństwa zniszczenia lęgów. Koszenie zimowe nie wpływa na rozwój młodych trzcin, które odbijają z podziemnych kłączy. Nie powinno się jednak wykaszać więcej niż 10–20 proc. powierzchni trzcinowisk, by ptaki po powrocie z zimowisk wczesną wiosną odnalazły swoje siedliska. Trzcinowisko będzie bezpieczną ostoją, gdy zachowa dużą gęstość, czyli będzie składać się z uschłych starych i żywych nowych trzcin.
Łyska jest najbardziej znanym przedstawicielem chruścieli.
Drugą grupą nierozerwalnie związaną z ekosystemem szuwaru trzcinowego są chruściele. Ich najbardziej znanym przedstawicielem jest łyska – nieduży, czarno ubarwiony ptak często mylnie brany za kaczkę. Jej znakiem rozpoznawczym są stopy, które wyglądają jak pożyczone od innego ptaka. Łyska nie ma błony pławnej jak kaczki, a płaskie płaty skórne, bardziej przypominające narośla na palcach. Łyski budują gniazda w trzcinowiskach, ale żerują, nurkując na otwartej wodzie. Ich mniejszy kuzyn – kokoszka, trzyma się skraju szuwarów i pasa roślinności pływającej. Trzy inne gatunki z rodziny chruścieli: wodnik, zielonka i kropiatka prowadzą bardzo skryty tryb życia, prawie nigdy nie opuszczając gąszczu szuwarów. Aktywne są bardzo wczesnym rankiem i wieczorami aż do nocy. W środku dnia odpoczywają. Gniazda położone tuż nad lustrem wody umieszczają czasem pod okapem roślin lub maskują budowanym daszkiem. Chętnie penetrują skraje szuwarów i miejsca, gdzie trzcina jest rzadka, a powierzchnia wody zarośnięta pływającymi liśćmi roślin wodnych. Ptaki te dzięki długim palcom są w stanie chodzić po kożuchu z roślin. To tam szukają nasion, kijanek, owadów, ślimaków i innych drobnych bezkręgowców. IDEALNE MIEJSCE Rozległe trzcinowiska dają schronienie także błotniakowi stawowemu, jedynemu gatunkowi szponiastemu zakładającemu gniazda wśród trzcin. Od innych ptaków z rodziny jastrzębiowatych, do których należy, odróżnia go lepszy słuch niż wzrok. I właśnie tym zmysłem, podobnie jak sowy, posługuje się w czasie polowania. W ornitofaunie tego zbiorowiska można jeszcze wyróżnić gęś gęgawę oraz cztery gatunki czapli: siwą, białą, bąka i – niewiele większego od sójki – bączka. Te dwa ostatnie gatunki zamiast lotu preferują ciche przechodzenie pomiędzy trzcinami. Ich wspólną cechą jest także przyjmowanie w chwili zagrożenia pionowej postawy z wyciągniętą w górę szyją i głową. Potrafią to robić już nawet pisklęta w gnieździe. W luźnych trzcinach, w pobliżu zewnętrznej krawędzi trzcinowiska gniazdują także łabędź krzykliwy czy perkozy: dwuczuby, rdzawoszyi i perkozek. W ornitofaunie trzcinowisk rosnących poza zbiornikami nie ma ptaków całkowicie wodnych.
ECHA LEŚNE • lato 2026
Dymówki
Pojawiają się gatunki, dla których trzciny rosnące na stałym podłożu są jedną z możliwych lokalizacji założenia gniazda. Wśród nich są ptaki śpiewające, jak świerszczaki i łozówki, różne gatunki kaczek oraz żurawie. Obfitość owadów w lecie powoduje, że w trzcinowiskach szukają pokarmu nawet sikory czy remizy. Dymówki przenoszą się tam całymi koloniami, kiedy tylko młode osiągną zdolność do lotu. Podloty siedzą na roślinach nad wodą i czekają na karmienie przez polujących na owady rodziców. Jaskółki nocują w pobliżu zewnętrznego skraju trzcinowiska. Latem po sezonie lęgowym na noclegi zlatują w trzciny liczące setki albo nawet tysiące sztuk stada szpaków. Śpią zawsze w tym samym miejscu w środku łanu trzcin. W trzcinach nocują różne gatunki kaczek, czaple siwe i łączące się w stada po kilkadziesiąt do kilkuset osobników łyski i gęsi. Głosy odpoczywających stad ptaków: ćwierkanie, piszczenie, kwakanie czy gęganie słychać w ciche wieczory i noce z odległości kilku kilometrów.
27
FAUNA I FLORA
SKARB Z OBRZEŻY LASÓW Wiosną trudno je przeoczyć. Na skrajach lasów, w zaroślach, przy dawnych osadach i zapomnianych drogach przykuwają wzrok bielą kwiatów. Jesienią ich cierpkie owoce stają się pokarmem dla ptaków i ssaków. Przez większą część roku pozostają niemal niewidoczne – wtapiają się w krajobraz, rosną na uboczu, często są mylone z jabłoniami sadowniczymi.
T
Tekst: dr Katarzyna Klimek
ymczasem ta niepozorna dzika jabłoń, zwana również jabłonią płonką (Malus sylvestris), należy do najcenniejszych rodzimych gatunków biocenotycznych, domieszkowych polskich lasów. To prawdziwy skarb różnorodności biologicznej i jeden z najważniejszych rezerwuarów genetycznych rodzimej flory drzewiastej. Niegdyś niewiele mówiono o znaczeniu dzikiej jabłoni i innych gatunków biocenotycznych. W powojennej gospodarce leśnej priorytetem była szybka odbudowa zasobów leśnych kraju. Koncentrowano się więc głównie na gatunkach lasotwórczych – sośnie, świerku, buku oraz dębach – które miały kluczowe znaczenie dla produkcji drewna i odtwarzania drzewostanów na dużą skalę. Gatunki domieszkowe traktowano często jako mniej istotny element ekosystemu. Dziś jednak, w czasie zmiany klimatu, zaniku siedlisk i gwałtownego spadku różnorodności biologicznej, spojrzenie jest inne. Leśnicy rozumieją, że odporność lasów zależy także od obecności gatunków towarzyszących, budujących bogactwo biologiczne i stabilność całego środowiska. Wśród nich dzika jabłoń zajmuje miejsce szczególne. OKRUCHY PRZESZŁOŚCI Nie każda stara jabłoń rosnąca w lesie jest oczywiście dziką jabłonią. To jedno z największych nieporozumień pojawiających się wokół tego gatunku. W krajobrazie leśnym i wiejskim spotkamy dwie odmienne „linie” jabłoni. Jedna to stare odmiany sadownicze – dawne jabłonie użytkowe sadzone
28
przy gospodarstwach, leśniczówkach czy drogach. Druga to rodzimy gatunek leśny – jabłoń dzika, która występowała w europejskich lasach od zamierzchłych czasów. Renety, grochówki, malinówki, złotki czy antonówki przez stulecia współtworzyły krajobraz polskiej wsi i dawnych leśnych osad. Te stare odmiany jabłoni są dziś nie tylko świadectwem historii sadownictwa, lecz także ważnym elementem dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Wiele z nich zachowało się przy leśniczówkach oraz dawnych osadach leśnych. Ich znaczenie przyrodnicze jest ogromne – stare, próchniejące drzewa są idealnym siedliskiem dla ptaków, owadów, porostów i grzybów. Stanowią również ważny element krajobrazu historycznego. Samotne, stare drzewa owocowe spotykane dziś pośrodku lasu bywają ostatnim śladem po nieistniejących wsiach i osadach. To żywe pomniki dawnego krajobrazu. (O starych odmianach jabłoni sadowniczych można przeczytać w „Echach Leśnych” 1/2023 w tekście „W trosce o utracony smak” – red.). Jabłoń dzika jest jednak czymś innym. To rodzimy gatunek leśny występujący naturalnie niemal w całej Europie. Do Polski przywędrowała z Azji i południowo-wschodnich terenów Europy. W kraju pojawiła się prawdopodobnie około 5,5 tys. lat temu, a ślady jej pyłku odnajdywane są w osadach torfowych i jeziornych datowanych na okres neolitu. W przeciwieństwie do odmian sadowniczych nie ma dużych owoców i nigdy nie była uprawiana na szeroką skalę. Jej jabłka są małe, twarde i kwaśne,
Niepozorna dzika jabłoń staje się symbolem troski o biologiczną różnorodność.
Fot. Shutterstock.com /vetre
gdyż zawierają dużą ilość kwasów jabłkowego i cytrynowego. Warto pamiętać, że jej pestki zawierają niebezpieczny dla człowieka glikozyd cyjanogenny, czyli amigdalinę. Sam gatunek ma bardziej „leśny” charakter – rośnie najczęściej pojedynczo lub w niewielkich grupach, przede wszystkim na obrzeżach polan leśnych, w zaroślach, żywopłotach i strefach przejściowych między lasem a terenami otwartymi.
ECHA LEŚNE • lato 2026
ZNACZENIE W GENACH To właśnie tam dzika jabłoń pełni ważną rolę ekologiczną. Jest jednym z tych gatunków, które zwiększają różnorodność strukturalną i biologiczną lasu, tworząc mozaikę siedlisk i zasobów pokarmowych dla wielu organizmów. Wiosną jej kwiaty są cennym źródłem nektaru i pyłku dla owadów zapylających. W krajobrazie coraz bardziej ubogim w naturalne źródła pokarmu dla dzikich pszczół, trzmieli i motyli znaczenie takich drzew stale rośnie. Kwitnące jabłonie przyciągają całe zespoły owadów, od których zależy funkcjonowanie wielu innych elementów ekosystemu. Jesienią owoce dzikich jabłoni stają się pokarmem dla ptaków i ssaków. Korzystają z nich drozdy, jemiołuszki, kwiczoły, sójki, ale także dziki, jelenie, sarny czy lisy – takie drzewa mogą mieć ogromne znaczenie dla lokalnych populacji zwierząt. Jeszcze ważniejsza jest jednak rola starych drzew. Próchniejące pnie i martwe konary tworzą schronienia dla ptaków dziuplastych, nietoperzy i niezliczonych gatunków bezkręgowców związanych z martwym drewnem. To właśnie dlatego dzikie jabłonie uznawane są za gatunek biocenotyczny, czyli taki, który wzbogaca funkcjonowanie całego ekosystemu. Ich obecność zwiększa liczbę nisz ekologicznych i poprawia warunki bytowania wielu organizmów. W praktyce pojedyncza płonka może stać się lokalnym centrum życia biologicznego. Największe znaczenie tego gatunku ukryte jest jednak w jego genach. Coraz bardziej wzrasta świadomość konieczności ochrony zasobów genowych rodzimych gatunków drzew. W ostatnich latach przestało to być jedynie abstrakcyjne pojęcie naukowe. Zmienność genetyczna stanowi podstawę
29
FAUNA I FLORA
Fot. Agnieszka Kuliga
zdolności adaptacyjnych organizmów, to właśnie dzięki niej populacje są w stanie reagować na zmieniające się warunki środowiskowe, nowe choroby czy zmianę klimatu. Dzika jabłoń przez tysiące lat ewoluowała w naturalnych warunkach Europy. Przetrwała zmiany klimatu, okresy ochłodzeń i ociepleń, presję chorób oraz konkurencję innych gatunków. W jej genomie mogą znajdować się cechy niezwykle cenne dla przyszłości sadownictwa i ochrony przyrody – odporność na mróz lub patogeny czy tolerancja suszy. Dlatego zachowanie jej puli genowej ma dziś znaczenie nie tylko dla leśnictwa, ale również dla innych dziedzin nauki oraz rolnictwa. Niestety tych prawdziwie dzikich jabłoni jest coraz mniej. Jednym z największych zagrożeń jest łatwe krzyżowanie się z odmianami uprawnymi, w efekcie czego wiele drzew uznawanych w terenie za dzikie okazuje się mieszańcami. Często spotykane są też zdziczałe odmiany sadownicze.
KAPITAŁ PRZYSZŁOŚCI
Właśnie dlatego leśnicy rozpoczęli szeroko zakrojone działania mające na celu rozpoznanie i ochronę zasobów genowych dzikiej jabłoni. Kluczową rolę odgrywa Leśny Bank Genów Kostrzyca, który realizuje program badań genetycznych i ochrony płonki. Prace rozpoczęły się od ogólnopolskiej inwentaryzacji. Wszystkie nadleśnictwa wskazały stanowiska drzew uznawanych za jabłoń dziką. Szczególną uwagę zwracano na populacje występujące w naturalnych warunkach leśnych, z dala od dawnych sadów i gospodarstw. W efekcie wytypowano ponad dwa tysiące drzew z kilkudziesięciu nadleśnictw w kraju. Kolejnym etapem były zaawansowane badania genetyczne. Analizowano materiał pobrany z niemal tysiąca drzew. Wykorzystano nowoczesne metody biologii molekularnej, pozwalające określić przynależność gatunkową i poziom zmienności genetycznej badanych populacji. Wyniki okazały się niezwykle interesujące, ale też, niestety, alarmujące. Badania dowiodły, że jedynie część analizowanych drzew rzeczywiście należała do gatunku Malus sylvestris, a znaczną grupę stanowiły jabłonie domowe lub mieszańce. Prawdziwie dzikie populacje jabłoni zachowały się tylko w niektórych częściach kraju. Największy udział „czystych genetycznie” płonek odnotowano na terenie warszawskiej dyrekcji Lasów Państwowych. Natomiast w kilku nadleśnictwach, między innymi Miękinia i Wołów (RDLP we Wrocławiu), oraz białostockim Rudka i szczecińskim Goleniów, wszystkie przebadane drzewa okazały się prawdziwą jabłonią dziką. To właśnie takie populacje stanowią dziś największy potencjał dla ochrony zasobów genowych gatunku. Wyniki inwentaryzacji wskazują jednoznacznie, że Malus sylvestris jest znacznie rzadsza, niż wcześniej przypuszczano. LEŚNICY NA TROPIE DZIKOŚCI To odkrycie unaoczniło, jak ważna jest aktywna ochrona gatunku. Oznacza to zarówno ochronę in situ, czyli zachowanie drzew w ich naturalnym środowisku, jak i działania ex situ – zabezpieczanie materiału genetycznego poza miejscem naturalnego występowania.
30
Owoce dzikiej jabłoni są małe, twarde i kwaśne, gdyż zawierają dużą ilość kwasów jabłkowego i cytrynowego.
Fot. Shutterstock.com/whm_pictures
Fot. arch. Nadl. Potrzebowice
ECHA LEŚNE • lato 2026
W praktyce leśnej przekłada się to między innymi na pozostawianie drzew biocenotycznych, ochronę stref ekotonowych i zachowanie naturalnych zadrzewień śródpolnych. Coraz większą uwagę zwraca się również na rolę gatunków domieszkowych w odbudowie odporności ekosystemów leśnych. Tym samym niepozorna jabłoń płonka zyskuje swoje miejsce w szeregu obok tak cennych gatunków jak cis pospolity, wiązy czy jarząb brekinia. Działania ochronne obejmują także tworzenie plantacji zachowawczych, archiwów klonów i banków genów. Dzięki nim możliwe jest zabezpieczenie materiału genetycznego najcenniejszych osobników oraz odtwarzanie populacji w przyszłości. W przypadku gatunku tak podatnego na krzyżowanie z odmianami sadowniczymi ma to fundamentalne znaczenie. Jednocześnie leśnicy coraz częściej podkreślają, że ochrona dzikiej jabłoni nie może ograniczać się wyłącznie do samego gatunku. Równie ważne jest zachowanie całego krajobrazu, w którym funkcjonuje. Płonka najlepiej radzi sobie na obrzeżach lasów, w miejscach przejściowych między różnymi typami siedlisk. Tymczasem współczesny krajobraz rolniczy staje się coraz bardziej uproszczony. Znikają śródpolne zadrzewienia, dawne aleje, miedze i zarośla. Dzika jabłoń staje się symbolem szerszego problemu – zaniku biologicznej różnorodności krajobrazu. Jej ochrona oznacza ochronę całych powiązań ekologicznych, które przez stulecia budowały odporność środowiska naturalnego. Ochrona tego gatunku nie stoi w sprzeczności z troską o stare odmiany sadownicze. Wręcz przeciwnie – oba te działania wzajemnie się uzupełniają. Dawne odmiany jabłoni są niezwykle ważnym dziedzictwem kulturowym i krajobrazowym, a ich zachowanie pozwala ocalić fragment historii polskiej wsi i leśnictwa. Dzika jabłoń reprezentuje natomiast świat pierwotnej przyrody – naturalnych procesów i genetycznego bogactwa rodzimego lasu. I być może dlatego jabłonie – zarówno te stare odmiany sadownicze, jak i prawdziwie dzikie – budzą tak duże zainteresowanie leśników, naukowców i przyrodników. W czasach coraz bardziej jednorodnego świata każde takie drzewo przypomina, jak wielką wartością jest różnorodność.
31
FAUNA I FLORA
DZIKOŚĆ DLA TRAWNIKÓW Leśnicy od dawna mówią o ochronie owadów zapylających. To nie jest tylko przejściowy trend, lecz fundament stabilności ekosystemów leśnych. Tekst i rysunki: Dagny Nowak-Staszewska
O
d lat realizujemy kompleksowe projekty: od restytucji tradycyjnego bartnictwa, przez wzbogacanie ekotonów gatunkami biocenotycznymi, aż po zakładanie śródleśnych łąk kwietnych. Najnowsze zalecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych wprowadza długo oczekiwaną zmianę: ograniczenie koszenia trawników przy biurach jednostek. Zatem żegnamy angielskie trawniki. Teraz zieleń wokół biur może zdziczeć. To zmiana o dużym znaczeniu przyrodniczym i edukacyjnym. Przez dekady przestrzeń przy biurowcach miała zdobić nisko przystrzyżona, monokulturowa murawa. Dziś wiemy, że to przyrodnicza pustynia. W związku ze zmianą klimatyczną i nasilającego się zjawiska miejskich wysp ciepła, dyskusja „kosić, czy nie kosić” nabiera realnego znaczenia. Z badań mikroklimatycznych wynika, że temperatura gleby na wysokiej, nieskoszonej łące może być niższa nawet o 5–8 stop. C w porównaniu do niskiego trawnika. Jeśli zestawimy to z powierzchniami utwardzonymi: asfaltem czy betonem, różnica temperatur przy gruncie może sięgać nawet 20 stop C. Wysoka roślinność działa jak naturalna bariera termoizolacyjna i potężny magazyn wilgoci
32
Dotychczasowe podejście wynikało z głęboko zakorzenionego poczucia ładu przestrzennego, chęci eksponowania krzewów cennych gatunków czy tworzenia geometrycznych osi widokowych. Te elementy kompozycji z pewnością nie znikną z miejskich parków i założeń historycznych, ale zieleń wokół nas ma wiele postaci. W obliczu kryzysu klimatycznego musimy działać nieszablonowo, na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim trzeba zmienić postrzeganie zieleni wokół budynków administracyjnych. Powinniśmy pokazać te tereny jako cenną pod względem przyrodniczym przestrzeń. Świadomie, metodą małych kroków, zwiększamy lokalną różnorodność biologiczną na własnym podwórku. Jako leśnicy możemy pójść o krok dalej. Nasze tereny zielone nie muszą być chaotycznym zbiorowiskiem przypadkowych roślin – mogą stać się żywym, plenerowym zielnikiem reprezentującym rodzime ekosystemy. Poprzez celowe dosiewanie lub dosadzanie roślin odpowiednich gatunków, przekształcamy dawne trawniki w fascynujące mikromodele siedlisk. Na suchy, piaszczysty fragment trawnika najlepiej wprowadzić żmijowca zwyczajnego (Echium vulgare). To prawdziwy architekt terenów suchych i ubogich. Jako roślina dwuletnia w pierwszym
Nasze tereny zielone mogą stać się żywym, plenerowym zielnikiem reprezentującym rodzime ekosystemy.
Rdest wężownik jest rośliną żywicielską rzadkiego motyla czerwończyka fioletka.
roku wykształca głęboki system korzeniowy, by w kolejnym mógł pojawić się imponujący kwiatostan. Co fascynujące z punktu widzenia anatomii roślin, specyficzna budowa jego kwiatów i głębokie osadzenie nektarników skutecznie chronią cenne składniki przed parowaniem. To sprawia, że żmijowiec jest niezawodną, wysokowydajną stołówką dla pszczół samotnic i trzmieli nawet podczas najbardziej ekstremalnych letnich susz. Przy okazji to idealny pretekst, by przybliżyć pojęcie siedlisk ruderalnych – ulubionego ekosystemu młodzieży szkolnej biorącej udział w zajęciach przyrodniczych, głównie ze względu na intrygująco brzmiącą nazwę. ECHA LEŚNE • lato 2026
A co w przypadku, gdy przy nadleśnictwie racjonalnie gospodarujemy wodą opadową? Oczywiście marzeniem są zaawansowane ogrody deszczowe, które coraz śmielej wkraczają w przestrzeń miejską. Jednak jeśli nawet nie planujemy od razu wielkich konstrukcji inżynieryjnych, wystarczy przeznaczyć choćby niewielkie obniżenie terenu lub wilgotniejszy pas gruntu pod mikromodel łąki wilgotnej. Taki ekosystem nie może obejść się bez rdestu wężownika (Bistorta officinalis). Wężownik tworzy niezwykle malownicze, gęste, różowe kłosy, które stanowią kluczowe źródło pokarmu dla pożytecznych bzygów oraz wielu gatunków motyli dziennych. Naturalnie wilgotny zakątek na dawnym trawniku jest doskonałym punktem wyjścia do dyskusji z lokalną społecznością o retencji, poziomie wód gruntowych i kryzysie hydrologicznym. Nawet jeśli proces naturalnej sukcesji sprawi, że jedynym barwnym akcentem na naszych trawnikach będzie na początku powszechny, żółty i dla wielu mało ekscytujący mniszek pospolity (Taraxacum officinale) – to również wspaniale. Z botanicznego i ekologicznego punktu widzenia mniszek to roślina o statusie „ratunkowym”. Kiedy wczesną wiosną brakuje jeszcze jakichkolwiek innych kwiatów jako jeden z pierwszych oferuje budzącej się entomofaunie potężne zasoby pyłku i nektaru. Od takich prostych, powszechnych gatunków zaczyna się wielka przebudowa przybiurowych skwerków. Naszym celem powinna być również zmiana świadomości społecznej. Jeśli leśnik – specjalista w dziedzinie przyrody – pozwala na wzrost wysokiej trawy pod swoim biurem, wysyła jasny komunikat: to nie jest zaniedbanie, to świadoma ochrona środowiska.
33
Fot. Marcin Scelina
FAUNA I FLORA
Kazimierz Nóżka emerytowany leśniczy leśnictwa Polanki w Nadleśnictwie Baligród, współtwórca profilu Nadleśnictwa
LETNI CZAS OBFITOŚCI
Kilka cieplejszych miesięcy to okres prawdziwego dostatku w przyrodzie. Dzikie zwierzęta mogą przebierać w menu jak goście restauracji z gwiazdką Michelin. Z tej hojności natury korzystają również nasze bieszczadzkie niedźwiedzie.
Baligród na Facebooku.
N
iedźwiedzie to mało wybredni wszystkożercy. Po zimowym poście, jak tylko pojawią się pierwsze rośliny, szybko zaczynają urozmaicać swój jadłospis. Od wiosny do wczesnego lata w ich diecie dominują zielone części roślin, trawy czy pąki drzew i krzewów. Zwierzęta instynktownie czują, że muszą uzupełnić brak witamin i wzmocnić swój organizm. Wielokrotnie widziałem, jak z równie wielkim apetytem zjadają dziko rosnące rośliny, owoce, padlinę. Nie gardzą też bezkręgowcami. Rozkopują gniazda os, szerszeni czy trzmieli, by z ziemi wydobyć larwy i dorosłe owady. Dodatkowym źródłem pokarmu są dla nich mrówki. Przed bolesnymi dla ludzi użądleniami czy ukąszeniami chroni je grube futro, którego pojedyncze włosy mogą mieć nawet 10 cm długości. W poszukiwaniu pożywienia ci bieszczadzcy mocarze gmerają też pod starymi, próchniejącymi pniami i połamanymi konarami. Tam swoje nory mają leśne gryzonie, jak niewielkie nornice. Niedźwiedzie nie pogardzą nawet takim drobiazgiem. Letnie miesiące to oczywiście urodzaj owoców leśnego runa: borówki czarnej, malin i poziomek. Od razu przestrzegam turystów, by uważnie rozejrzeli się wokół siebie. Słodkie owoce leśnych jagód czy malin mają bowiem wielu amatorów. Niedźwiedzim przysmakiem są także owoce czereśni ptasiej, które dla ludzi są zbyt cierpkie. Te wielkie zwierzęta nie pogardzą też pełnymi witamin liśćmi
34
tych drzew. Owoców szukają pod drzewami, ale te niedźwiedzie, które potrafią się wspinać, to wdrapują się wysoko po konarach, by zajadać się tymi bardziej dojrzałymi owocami. Doskonale wiedzą, że najsłodsze okazy rosną wystawione na słońce. Wiemy, że owoce czereśni ptasiej uzupełniają dietę wielu zwierząt, dlatego w naszych lasach są sadzone jako domieszka i gatunek biocenotyczny zwiększający różnorodność biologiczną i urozmaicający bazę żerową. Niedźwiedzie w poszukiwaniu jedzenia kierują się węchem, który u nich jest znakomicie rozwinięty. Niektórzy twierdzą, że mają bardziej czułe nosy niż psy. Świetny węch pozwala im wyczuć pożywienie i ewentualnych partnerów, bo od maja do lipca trwa u nich ruja. Po lasach błąkają się otumanione hormonami samce, które nieraz przemierzają wiele kilometrów, by spotkać przychylną im samicę. W zdobyciu pożywienia niedźwiedziom pomaga także doskonała pamięć przestrzenna. Bieszczadzkie osobniki pamiętają, gdzie są owocowe krzewy, na której połoninie są malinowe chruśniaki i gdzie jeszcze są zdziczałe sady, w których wciąż owocują jabłonie, grusze i wiśnie. Ślady żerowania nieraz można zauważyć na pniach drzew: kora jest pozrywana, a dolne gałęzie nadłamane. Mocarzy z leśnych ostępów wyciągają też owoce głogu, którego krzewy rosną przy dawnych miedzach czy polach i pozostały jako pamiątka po dawnych mieszkańcach tych terenów.
Nadal dużym problemem są osobniki, które po zapadnięciu zmroku schodzą do wsi i przeszukują kompostowniki czy śmietniki. O ile widok lisa czy kuny nie wywołuje lęku, to nie ma się co dziwić, że ludzie obawiają się niedźwiedzia, który może ważyć nawet 300 kg. Jeszcze raz zaapeluję o odpowiednie zachowanie się w lesie. Niewyrzucanie na szlaku śmieci i opakowań po jedzeniu, zabieranie ze sobą resztek jedzenia, by nie przyciągać dzikich zwierząt do uczęszczanych przez nas miejsc. Pamiętajmy, las jest ich domem, a przestraszone czy broniące potomstwa zwierzę może nas zaatakować.
Fot. Agata i Mateusz Matysiakowie
Późnym latem las zaczyna pachnieć jeżynami, dojrzewają też orzechy leszczyny, której na Pogórzu są całe gaje, czy orzeszki bukowe. Te ostatnie są wspaniałym źródłem tłuszczów i białka. W menu niedźwiedzi nie może zabraknąć mięsa, ale latem nie stanowi ono podstawy ich diety. Warto pamiętać, że niedźwiedzie nie są wybitnymi myśliwymi. Zamiast ruszyć w pogoń za dzikiem czy jeleniem, wolą odebrać zdobycz wilkom. Nawet wataha ustępuje miejsca silnemu kilkuletniemu osobnikowi. Wilki będą długo nękały niedźwiedzia, ale on się nimi nie przejmuje. Dopiero jak poczuje sytość, to zostawia resztki innym drapieżnikom. Te ogromne ssaki wykazują się doskonałym zmysłem obserwacji. Wiedzą, że trzeba wypatrywać kruków, które zwykle krążą nad ofiarą wilków. Niedźwiedzie, jak większość dzikich zwierząt, są oportunistami. Niestety, w poszukiwaniu łatwej zdobywczy włamują się do chlewików czy kurników. Na Pogórzu często słyszy się, że jakiś drapieżnik zjadł czyjeś króliki czy owce. Dlatego ważne jest odpowiednie zabezpieczenie budynków gospodarczych. W przypadku pasiek sprawdziły się ogrodzenia pod niedużym napięciem. Większość niedźwiedzi, które włamywały się do uli, zapamiętało, że to może być dla nich bolesna przygoda.
Niedźwiedziom w zdobywaniu pożywienia pomaga doskonała pamięć przestrzenna oraz wyostrzony zmysł węchu.
ECHA LEŚNE • lato 2026
35
GŁOŚNYM ECHEM
LAS NA PIERWSZEJ LINII Nie trzy, jak do tej pory, a cztery funkcje zaczną pełnić lasy. Coraz częściej mówi się o wpleceniu terenów leśnych w sieć obronną Polski. I nie po raz pierwszy w obliczu rosnących napięć geopolitycznych leśnicy stają się ważnym elementem systemu obrony państwa. Tekst: Agnieszka Sijka
wpłynęły na jego decyzję. Po przejściu rekrutacji czekało go ponad dwutygodniowe szkolenie podstawowe, czyli tak zwana szesnastka (nazwa pochodzi od szesnastu dni ćwiczeń – red.). I jak wspomina, mimo że jest wysportowany, to szkolenie u terytorialsów było dla niego męczące fizycznie. Dodatkowym obciążeniem było przejście z trybu „cywil” do trybu „dyscyplina”.
Fot. Shutterstock.com/Czerep rubaszny
Paweł ze świętokrzyskiego nadleśnictwa Lasów Państwowych jest jednym z wielu leśników, którzy przeszli szkolenie w Wojskach Obrony Terytorialnej. – Po wybuchu konfliktu w Ukrainie zrozumiałem, że wojna jest czymś realnym, czymś, co dzieje się tuż za naszym progiem, a ich konflikt może stać się naszym – mówi. Lęk przed wojną, chęć przygotowania się oraz poczucie obowiązku wobec kraju
36
Podczas szkolenia każdy z ochotników w ciągu 16 dni musiał nauczyć się obsługi broni, budowy zasadzek, zasad udzielania pierwszej pomocy na polu walki i surwiwalu. – Jesteśmy cennym nabytkiem dla terytorialsów, doskonale poruszamy się w terenach leśnych, potrafimy czytać mapy, rozumiemy i znamy las – dodaje leśnik. Pod koniec szkolenia Paweł miał sprawdzian z umiejętności, czyli tak zwaną pętlę taktyczną. Szesnastodniowe ćwiczenia są jednymi z wielu, które przechodzą ochotnicy. W ciągu kilku lat nasz leśnik wielokrotnie odbywał tak zwane szkolenie rotacyjne, które zazwyczaj mają miejsce raz w miesiącu. Te, jak wyjaśnia, mają wyrobić w nich odpowiednie nawyki i nauczyć współpracy w sytuacjach zagrożenia. NATURALNE ZAPORY Do działań związanych z obronnością kraju przygotowują się nie tylko indywidualni pracownicy Lasów Państwowych. Od kilkunastu miesięcy coraz częściej padało stwierdzenie o terenach leśnych w powiązaniu z tak zwaną Tarczą Wschód, czyli programem zabezpieczającym naszą wschodnią granicę. Łącznie działania mają być prowadzone wzdłuż około 700 km granicy. Porozumienie między Lasami Państwowymi a Ministrem Obrony Narodowej podpisano już w kwietniu ubiegłego roku. Dokument określa zasady współpracy LP z wojskiem w kwestii dostępu do pasa wzdłuż północnego i wschodniego krańca kraju. I otworzył wojsku drogę do nadleśnictw położonych w czterech regionalnych dyrekcjach LP: gdańskiej, białostockiej, olsztyńskiej i lubelskiej. W dokumencie nie tylko określono zasady współpracy z LP, ale także ustalono reguły pozyskiwania dla wojska terenów od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. W ubiegłorocznym komunikacie zamieszczonym na stronie resortu obrony narodowej wyjaśniono, że umowa „wpisuje się w interdyscyplinarne podejście MON do realizacji Programu Tarcza Wschód, m.in. poprzez wykorzystanie w jak największym stopniu zasobów przyrodniczych. Ewentualne prace inżynieryjne będą prowadzone w miejscach, gdzie naturalne zasoby przyrodnicze okażą się niewystarczającą przeszkodą”. Kolejnym etapem były uzgodnienia pomiędzy resortami klimatu i środowiska oraz obrony narodowej. Powołano zespół, który opracował wytyczne ECHA LEŚNE • lato 2026
PRZEDWOJENNA TRADYCJA System szkoleń wojskowych dla leśników ma długą tradycję. Już w 1933 roku ówczesny dyrektor Lasów Państwowych Adam Loret podpisał z generałem dywizji Tadeuszem Kasprzyckim, wiceministrem spraw wojskowych, umowę o zorganizowaniu szkolenia wojskowego leśników w ramach powołanej paramilitarnej organizacji – Przysposobienia Wojskowego Leśników. Jej celem było przygotowanie pracowników LP do działania na wypadek wojny. Szczególny nacisk kładziono między innymi na organizowanie sabotażu na tyłach wroga. Szkoleniem objęto około 12 tys. leśników, część z nich przygotowywano do zadań w wywiadzie i kontrwywiadzie. Ośrodki takie działały między innym w Margoninie koło Poznania i KłobuckuZagórzu koło Częstochowy. Ich szefami byli oficerowie Wojska Polskiego, a jednocześnie inżynierowie-leśnicy, na przykład Mieczysław Tarchalski, Aleksander Zieliński i Florian Budniak. Po ukończeniu kursów leśnicy kierowani byli zazwyczaj do nadleśnictw przygranicznych. Ich zadaniem była współpraca ze strażą graniczną na zachodzie i południu, Korpusem Ochrony Pogranicza na granicy wschodniej oraz z policją i żandarmerią wojskową. Służba Leśna, głównie w nadleśnictwach przygranicznych, otrzymała – poza mundurami leśnymi, polowe mundury wojskowe oraz pistolety i karabiny. Przed wybuchem II wojny światowej leśnicy pracujący w kontrwywiadzie przyczynili się w znacznym stopniu do likwidacji V kolumny niemieckiej, która miała na celu działalność wywiadowczą, sabotaż, dywersję i paraliżowanie przemieszczania się polskich wojsk. Z kolei wzdłuż granicy wschodniej zmobilizowani i uzbrojeni leśnicy, wspólnie z Korpusem Ochrony Pogranicza, policją i żandarmerią wojskową, wyłapywali przerzucanych przez granicę sowieckich agentów.
37
GŁOŚNYM ECHEM
zebrane od podmiotów na co dzień zajmujących się ochroną i zarządzaniem zasobami przyrodniczymi. Pod koniec maja ogłoszono zakończenie prac nad Komponentem przyrodniczym Tarczy Wschód. Jak wyjaśniła w czasie konferencji Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, są to działania uzupełniające do tych konwencjonalnych prowadzonych przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Dla wojskowych, jak zauważył wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, „natura i teren” mogą być sojusznikiem, który spowolni przemieszczanie się obcych wojsk. Według wiceszefa resortu budowa Tarczy Wschód polega na takim zaprojektowaniu terenu, żeby służył on Wojsku Polskiemu. – Tak, żeby każdy pagórek, każde drzewo, każda rzeka, każde wzmocnienie terenu działało na rzecz Wojska Polskiego – dodał.
Fot. Shuttertsock.com/M2M_PL
WSCHODNIA FLANKA W wytycznych wspominanych przez przedstawicieli resortów obszar wzdłuż granicy kraju został podzielony na dwie strefy ochronne. Pierwsza
WSCHODNIE UMOCNIENIA Program Tarcza Wschód jest sztandarowym projektem resortu obrony narodowej. Według informacji przedstawianych przez resort obrony narodowej mają się na niego składać między innymi systemy wykrywania i ostrzegania oraz antydronowe. W pasie do 50 km od granicy mają być utworzone bazy i węzły logistyczne służące przyjęciu wojsk, składowaniu sprzętu oraz amunicji. Przemieszczanie się obcych wojsk mają utrudnić rowy, betonowe umocnienia czy mosty przygotowane do zniszczenia. W wytyczaniu zabezpieczeń uwzględniono istnienie naturalnych przeszkód: terenów podmokłych bądź torfowisk. Wzmocnienie infrastruktury obronnej będzie wykonane na długości około 800 km. Pierwsze wojskowe obiekty powstały w 2025 roku, a ostatnie będą przygotowane w 2028 roku. Do tej pory wybudowano między innymi kilkanaście magazynów sprzętu zlokalizowanych w pobliżu granicy. Realizacja projektów w ramach Tarczy Wschód przekroczy 25 mld zł, część środków ma pochodzić z dofinansowania europejskiego.
38
„no-go” zostanie wprowadzona w pasie 5 km od granicy kraju. Docelowo ma uniemożliwić przemieszczanie się obcych wojsk. Według koncepcji ten wydzielony pas będzie stanowił pierwszą przeszkodę, której pokonanie ma być wyzwaniem dla ciężkiego wojskowego sprzętu. W drugiej strefie „slow-go” – w pasie do 50 km od granicy państwa, na obszarze 700 tys. ha lasów, będzie prowadzona zmodyfikowana gospodarka leśna, a rezygnacja z niektórych zabiegów ma utrudnić przemieszczanie się większych grup oraz ciężkiego sprzętu. Równolegle z pracami nad Komponentem przyrodniczym w Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych trwały prace nad uszczegółowieniem zapisów. – Sytuacja międzynarodowa wpływa na wiele aspektów życia państwa i w pewnym stopniu wymusza zaangażowanie w działania związane z obronnością kraju – zauważa Krzysztof Rostek, naczelnik Wydziału Hodowli Lasu w DGLP. To właśnie w kierowanym przez niego wydziale opracowano zasady prowadzenia gospodarki leśnej w przygranicznych lasach. W zarządzeniu podpisanym przez dyrektora generalnego LP Adama Wasiaka tereny wzdłuż granicy podzielono nie na dwie, a już na trzy strefy. Jak tłumaczy naczelnik Rostek, gospodarka leśna, ma „służyć przede wszystkim zabezpieczeniu funkcji obronnej”. Zadania te będą realizowane w ramach modyfikacji gospodarki leśnej oraz działań z zakresu gospodarki wodnej. Dlatego, jak wyjaśniają leśnicy, nie będą generować dodatkowych kosztów. W każdej ze stref szczegółowo określono katalog prac leśnych oraz zabiegów hydrologicznych, które można przeprowadzić. Co należy podkreślić, przygraniczne nadleśnictwa nadal będą prowadziły gospodarkę leśną, choć na innych, zmienionych zasadach. Jedną z nich, jak zwróciła uwagę szefowa resortu klimatu i środowiska, będzie ograniczenie zrębów zupełnych i zastąpienie ich rębniami złożonymi. Poza tym będą pozostawiane dolne warstwy drzewostanu pochodzące z odnowień naturalnych. Ważna zmiana dotyczy także nieprowadzenia lub ograniczenia gospodarki leśnej w siedliskach podmokłych. Dla Cezarego Świstaka, zastępcy dyrektora generalnego Lasów Państwowych, wypracowane dokumenty „konsolidują gospodarkę leśną ze zwiększeniem bezpieczeństwa kraju”. – W terminologii ECHA LEŚNE • lato 2026
wojskowej, gdy coś ma podwójne zastosowanie, używa się określenia „dual-use”, czyli podwójne zastosowanie cywilno-wojskowe. W przypadku lasów mogą one pełnić zarówno funkcję przyrodniczą, jak i obronną. Prowadzenie gospodarki leśnej, która w odpowiedni sposób zostanie zmodyfikowana, przełoży się na wzrost potencjału obronnego Polski – zauważa Cezary Świstak.
Fot. Shuttertsock.com/Lukasz Wrobel
MANEWRY WŚRÓD DRZEW
Współpraca w ramach zabezpieczeń wzdłuż wschodniej granicy to nie jedyny przykład współdziałania LP z wojskiem. Na terenie kraju działa kilkadziesiąt poligonów wojskowych i ośrodków szkolenia poligonowego, które w większości są wyznaczone na terenach leśnych. – Lasy Państwowe zarządzają gruntami Skarbu Państwa, więc jeśli jest potrzeba związana z obronnością państwa, to pomagamy w realizacji tego celu – wyjaśnia Łukasz Przypaśniak, główny inspektor Straży Leśnej. Współpraca pomiędzy LP a wojskiem ma długą historię i równie długą listę porozumień, między innymi to z 2019 oraz najnowsze z 2025 roku. Ubiegłoroczne ustalenia wynikały z „konieczności zwiększenia potencjału szkoleniowego dla rosnących potrzeb zabezpieczenia ćwiczeń wojsk własnych i sojuszniczych”. W komunikatach przedstawiciele MON podkreślali, że „zwłaszcza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – sprawne i bezpieczne korzystanie z infrastruktury wojskowej nabiera szczególnego znaczenia”. Jednocześnie w zapisach uszczegółowiono zasady prowadzenia gospodarki leśnej oraz ochrony przyrody. Jedno z ostatnich
39
GŁOŚNYM ECHEM
Fot. Maciej S. Chromy
znajduje się w Nadleśnictwie Wałcz. – Wydzielony obszar nadleśnictwa zlokalizowany jest na 21. Centralnym Poligonie Lotniczym w Nadarzycach. W ramach współpracy leśnicy prowadzą instruktaże dla wojsk ćwiczących na obiekcie, dotyczące zasady zachowania bezpieczeństwa w terenach leśnych, wymiany informacji oraz pomocy w zakresie ochrony przeciwpożarowej – wyjaśnia Dariusz Marchwiak, naczelnik Wydziału Obronności i Ochrony Mienia w RDLP w Pile.
Nie tylko zasieki i beton. Ważną częścią Tarczy Wschód będą lasy i bagna.
40
porozumień podpisał w ubiegłym roku dyrektor generalny LP Adam Wasiak. Tym razem dotyczyło ono wydzielenia tak zwanych pól roboczych w granicach wojskowych poligonów i placów ćwiczeń. Są to części poligonów przeznaczone do szkolenia wojsk, w szczególności strzelnice, czołgowiska, pasy ćwiczeń taktycznych, rejony upadku pocisków czy bomb lotniczych. Jednym z największych poligonów w Europie (ponad 339 km kw.) jest ten w Drawsku. Teren użytkowany przez Centrum Szkolenia Bojowego Drawsko zajmuje ponad 93 proc. powierzchni Nadleśnictwa Drawsko (RDLP w Szczecinku). Nic więc dziwnego, że wstęp do tamtejszych lasów bywa ograniczony, a leśnicy na swojej stronie internetowej uprzedzają, że nie biorą udziału w programie „Zanocuj w lesie”. Wprowadzenie obostrzeń, jak wyjaśnia Krzysztof Kuczer, rzecznik nadleśnictwa, związane jest z częstszymi niż kiedyś ćwiczeniami, w których jednocześnie bierze udział aż 3 tys. żołnierzy i setki ciężkiego sprzętu wojskowego. – Ograniczenia dotyczą wszystkich, zarówno mieszkańców, dzierżawców gruntów, jezior, jak i turystów – w tym organizatorów spływów kajakowych – mówi. Leśnicy pracujący w poligonowych nadleśnictwach przyzwyczajeni są do utrudnień i prowadzenia gospodarki leśnej w specyficznych warunkach. Co dokładnie to oznacza? – W ciągu całego roku jedynie przez 45 dni robocze wojsko nie prowadzi ćwiczeń. Te „wolne dni” wykorzystujemy głównie na wiosenne i jesienne sadzenie lasu – podkreśla Kuczer. Po sąsiedzku szczecineckiej dyrekcji – w RDLP w Pile – obszar współużytkowany z wojskiem
ZIELONE PRZYSPOSOBIENIE Wprawdzie leśnicy nie są objęci powszechną mobilizacją wojskową, to Lasy Państwowe są jedną z jednostek przewidzianych do militaryzacji w razie wojny. To, jak wyjaśnia Łukasz Przypaśniak, wiąże się to z zapewnieniem właściwego przygotowania. Wprowadzenie już kilka lat temu szkoleń dla leśników, na podstawie porozumienia podpisanego pod koniec 2022 roku, w pewnym stopniu było odpowiedzią na wydarzenia na wschodniej granicy kraju. Porozumienie otworzyło możliwości wspólnych szkoleń. W ciągu kilku dni kursu szkoleniowcy z Centrum Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej wyjaśniają leśnikom podstawy saperki, łączności, medycynę pola walki czy posługiwania się bronią długą i krótką. Odpowiednie porozumienia dotyczące współpracy mają również podpisane regionalne dyrekcje LP. W pilskiej dyrekcji dokument o współpracy z 12. Wielkopolską Brygadą Obrony Terytorialnej został podpisany w 2023 roku. – To początek drogi, mającej na celu szkolenia pilskich leśników w ramach Przysposobienia Wojskowego Leśników – zaznacza Dariusz Marchwiak. Szkolenia w ramach Przysposobienia Wojskowego Leśników zorganizowano w Centrum Szkolenia Strzeleckiego Lasów Państwowych w Plaskoszu. Pilscy leśnicy, jak wyjaśnia Dariusz Marchwiak, mogą wziąć udział w szkoleniu obronnym #wGotowości. – Kurs odbywa się w ramach powszechnego dobrowolnego przeszkolenia w ramach współpracy z WOT. Zajęcia prowadzą instruktorzy z 122. Batalionu Lekkiej Piechoty w Dolaszewie. Celem programu jest wzmacnianie odporności społeczeństwa oraz całego systemu bezpieczeństwa narodowego – podkreśla Dariusz Marchwiak. Pierwsza grupa pilskich leśników została przeszkolona pod koniec ubiegłego roku. Już szykują się kolejne. Niestety, w obliczu dynamicznie zmieniającej się sytuacji las przestał być wyłącznie miejscem, gdzie można znaleźć spokój i ciszę. Stał się również elementem systemu bezpieczeństwa państwa.
Chłopaki, kolacja!
Fot. arch. prywatne
FELIETON
Andrzej M. Jagodziński Instytut Dendrologii PAN
Wychowałem się na wsi, gdzie las rozciągał się tuż za domem. Nieprzebyty. Można było schować się w nim przed całym światem. Kiedy tylko wchodziliśmy z kuzynostwem między drzewa, to natychmiast stawaliśmy się zwiadowcami, partyzantami, dowódcami oddziałów, właścicielami szałasów, tropicielami śladów. Zabawa w wojnę. Wystarczył brzozowy zagajnik, gęstwina z tarniny czy lilaków, rów, kilka kęp orlicy, sterta gałęzi, myśliwska ambona, kręta Struga Żaki, wąwóz prowadzący do Poganki – mrocznego, położonego na skraju lasu wczesnośredniowiecznego grodziska… Wypróchniała wierzba nad rzeczką zostawała siedzibą sztabu generalnego. Patyk zastępował karabin, szyszki były granatami. Przemierzaliśmy lasy, ukrywaliśmy się w jarach, przeczekiwaliśmy obławy, przenosiliśmy tajne meldunki, ratowaliśmy zagrożonych ludzi. Las był naszym sprzymierzeńcem: zasłaniał, mylił tropy, pozwalał zniknąć. Doskonale umieliśmy czytać teren… Wydawało się nam, że znamy nasz las jak własną kieszeń, a może nawet lepiej, bo w kieszeni człowiek czasem nie może znaleźć kluczy. Przydawała się nam wiedza o duktach, przesiekach, dojazdach pożarowych, punktach czerpania wody czy miejscach trudnodostępnych lub grząskich. Nanosiliśmy je na nasze mapy, a potem – po umieszczeniu w plastikowym woreczku – chowaliśmy przed wrogiem pod kępką seledynowego, jeżopodobnego mchu. Podczas działań wojennych to prawie zawsze ja zostawałem generałem, bo to jednak był las, który
ECHA LEŚNE • lato 2026
to ja znałem najlepiej. Wszyscy zaś mieliśmy imperialną wyobraźnię. Ponosiliśmy ofiary – spodnie rozdarte na drucie, kolano obtłuczone o korzeń, zaciągnięty sweter, podbite oko, które doświadczyło sprężystej gałęzi… Z uśmiechem wspominam dzisiaj te nasze miny, święcie przekonanych, że to od naszych strategii i zaplanowanych manewrów zależą losy świata. Tamte zabawy były moimi pierwszymi lekcjami geopolityki, a las był jej nauczycielem. Las mógł sprzyjać albo zdradzić. Las był dla nas przestrzenią strategiczną. I taką jest i dzisiaj. Nasze dziecięce intuicje nie były całkiem naiwne. Znajomość lasu daje przewagę, las bowiem komplikuje przestrzeń. Bezpieczeństwo nie lubi improwizacji. Przez wieki rozległe puszcze czy mokradła utrudniały przemarsz wojsk, spowalniały napastników, dawały schronienie. Skrywając się w lesie, można było zyskać czas, a czas w sytuacji zagrożenia bywa najcenniejszym zasobem. Dzieci traktują wojnę jak zabawę, dorośli zaś muszą robić wszystko, by słowo wojna przywoływało co najwyżej wspomnienia dawnych dziecięcych zabaw. Dopiero po latach człowiek rozumie, że nasze dziecięce „wojny” były bezpieczne właśnie dlatego, że ktoś inny naprawdę przeżył wojnę. My mogliśmy wrócić do ciepłego domu; zmarznięci, ubłoceni, ale szczęśliwi. Prawdziwa wojna nie kończy się tak, jak w naszym przypadku, kiedy to moja mama wołała z ganku „Chłopaki, kolacja!” – z siłą właściwą generalskiemu rozkazowi niepodlegającemu dyskusji.
41
LAS I KLIMAT
PROBLEM W ZALĄŻKU
Zamęt, jaki zapanował w klimacie, cieplejsze i suchsze lata, bezśnieżne zimy, zacieranie się różnic pomiędzy porami roku, wpływają nie tylko na dojrzałe drzewa. Klimatyczny chaos oddziałuje także na kwitnienie roślin i rozwój ich nasion. Tekst: Agnieszka Sijka
N
asiono to początek niezwykłej opowieści i doskonały ewolucyjny wynalazek roślin, który umożliwił im kolonizowanie lądów. To z niego powstaje kolejny żywy organizm. W tym niewielkim tworze kryje się bogactwo cech gatunku, jego przyszłość i możliwość adaptacji do zmieniających się warunków. Gotowy zestaw startowy nowego roślinnego organizmu stanowią: zalążek, tkanka zapasowa i łupina. Do ich wytworzenia dojrzała roślina potrzebuje odpowiedniej ilości światła, wody, składników mineralnych oraz energii, którą udało jej się zgromadzić w poprzednim sezonie wegetacyjnym. Drzewa przeważnie wytwarzają nasiona w tak zwanych latach nasiennych, wtedy równocześnie wiele okazów danego gatunku kwitnie, a następnie owocuje. Tu nie ma przypadku, takie masowe kwitnienie jest przemyślanym działaniem. Dla organizmów roślinnych ten rytm jest kluczowym elementem strategii przetrwania. Jednoczesne pojawienie się kwiatów na wielu drzewach tego samego gatunku daje szansę na wymianę genów, nawet pomiędzy rosnącymi daleko od siebie okazami. Dochodzi wtedy do zapylenia krzyżowego, co gwarantuje potomstwo o zróżnicowanym
42
składzie genetycznym, gdyż ich pyłek jest niesiony przez wiatr na znaczne odległości. Należy też pamiętać, że lata bez obfitego kwitnienia i owocowania też są drzewom potrzebne. Pozwala to roślinom zgromadzić zapasy energii na kolejne wielkie kwitnienie. Niestety, zmiana klimatu rozregulowuje ten dobrze działający mechanizm. Zmiany w częstotliwości kwitnienia, a co za tym idzie owocowania, przebadał międzynarodowy zespół badaczy. Naukowcy z Polski, Francji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Nowej Zelandii pod kierownictwem prof. Michała Bogdziewicza z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu analizowali zjawiska zachodzące w kilkuset populacjach buka, w tym w aż ponad 300 rosnących w Europie. Badaczy zaskoczyła doskonała synchronizacja pomiędzy tymi populacjami. Buki na całym kontynencie kwitły i owocowały w tych samych latach. Co 5-6 lat można było się spodziewać czasu obfitości, po którym następowały tak zwane lata zerowe, kiedy drzewa owocowały bardzo słabo. Niestety, drzewa straciły dobrze znany rytm. Jak wyjaśniał prof. Bogdziewicz, wprawdzie buki kwitną częściej, ale już w niezsynchronizowany sposób. To także przekłada się na ich owocowanie. Wydają
Fot. Łukasz Gwiździel
Chaos w klimacie rozregulowuje dobrze działający mechanizm. Zmieniła się częstotliwość kwitnienia i owocowania głównych gatunków lasotwórczych. owoce częściej, ale już nie tak obficie i część z bukowych skorupek jest pusta. Według naukowca wyższe temperatury przyczyniają się do zwiększenia pobierania ilości węgla z powietrza, co napędza drzewa do częstszego wytwarzania kwiatów. To jednak powoduje mniej skuteczne zapylenie, gdyż nie wszystkie populacje kwitną w tym samym czasie. Poza tym choć buki nawet z niezapylonego kwiatu wytworzą owoc, to nie ma w nim nasiona. To oznacza, że orzeszków bukowych jest więcej, ale ich jakość spada, gdyż wiele z nich jest pustych. Poza tym częsta reprodukcja wyczerpuje zasoby drzew, które wolniej przyrastają. W badaniach podkreślono, że z pomiarów słojów buków wynika, iż częstsza produkcja nasion wpływa na spadek rocznych przyrostów drewna średnio aż o 28 proc. – z 1,6 mm do około 1,16 mm w ciągu czterech dekad. Zmiana klimatu wpływa na rośliny w różnym stopniu, często jest to zauważalne nawet w jednej rodzinie. Tak się dzieje w przypadku klonów, których w Polsce mamy trzy gatunki: klon jawor, zwyczajny i polny. Klon zwyczajny w suchych i cieplejszych siedliskach owocuje nieregularnie, nasiona są drobne, słabo wykształcone, często zainfekowane przez grzyby. Klon jawor – przeciwnie – ciepłe i suche siedliska nie wpływają na częstotliwość kwitnienia i obfitość owocowania. Udostępnione niedawno badania przeprowadzone przez Centrum Biologii Lasu Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu nie napawają optymizmem. Najważniejsze europejskie gatunki lasotwórcze produkują znacznie mniej nasion niż trzy dekady temu. Badacze przeanalizowali ponad 40 tys. zapisów ze zbioru nasion pięciu naszych najważniejszych gatunków: buka zwyczajnego, jodły pospolitej, sosny zwyczajnej i dębów - szypułkowego i bezszypułkowego. Produkcja zdrowych nasion zmniejszyła się o około 65 proc. u dębów, 64 proc. u sosny, 44 proc. u jodły i 32 proc. u buka.
ECHA LEŚNE • lato 2026
Według dr. Jakuba Szymkowiaka, współautora pracy, ich badania obejmujące „setki nadleśnictw, kilka gatunków i ponad trzy dekady, pozwalają uchwycić sygnał, którego nie dałoby się zobaczyć w krótkoterminowym monitoringu”. Chaos klimatyczny wpływa nie tylko na kwitnienie i owocowanie, ale także na jakość nasion, które wcześniej niż kiedyś tracą żywotność. Naukowcy alarmują, że te zebrane w suchym roku szybciej się starzeją, co wpływa na ich zdolność kiełkowania. W zbyt suche i gorące lato proces dojrzewania „przebiega w warunkach stresu”. I jak wyjaśniali w artykule opublikowanym na łamach „Głosu Lasu” Ewelina Ratajczak i Andrzej Jagodziński, profesorowie z Instytutu Dendrologii PAN, powstałe nasiono ma mniej substancji zapasowych, cieńszą okrywę, a tkanki zarodka są bardziej podatne na uszkodzenia. Niszczycielski wpływ suszy jest szczególnie zauważalny w przypadku buka i dębów, których nasiona, szczególnie wrażliwe na przesuszenie, szybciej tracą zdolność kiełkowania i nie nadają się do siewu. Zjawisko to ma również wpływ na królową naszych lasów, czyli sosnę. Jej nasiona, które dojrzewały podczas suchego okresu, są mniejsze, wolniej i mniej równomiernie kiełkują. Według naukowców wysoka temperatura w okresie dojrzewania oddziałuje na „gromadzenie białek ochronnych i enzymów antyoksydacyjnych” – to one wpływają na żywotność nasion podczas ich przechowywania. Specjaliści zajmujący się ekologią nasion zadają pytanie, czy nadążą one z adaptacją do zmieniających się warunków. Wprawdzie odkąd się pojawiły, czyli 385 mln lat temu, wielokrotnie musiały „zmienić swoje przyzwyczajenia”, to jednak tempo procesów zachodzących w środowisku było zdecydowanie wolniejsze. Na pewno to, co się dzieje z nasionami drzew, w niedługim czasie będzie miało ogromny wpływ na prowadzenie gospodarki leśnej.
43
CZŁOWIEK I LAS
44
Współpraca z leśnikami, dialog oraz odejście od kosztownych inwestycji hydrotechnicznych na rzecz prostszych, ale skutecznych działań opartych na naturze przynoszą przyrodzie pozytywne skutki, zauważa prof. Wiktor Kotowski, ekolog mokradeł z Centrum Ochrony Mokradeł w rozmowie z dr Katarzyną Klimek.
Fot. Portal.gov.pl
EFEKT SKALI
Prof. WIKTOR KOTOWSKI jest biologiem, ekologiem mokradeł, specjalistą w zakresie ochrony i renaturyzacji torfowisk, pracownikiem Zakładu Ekologii i Ochrony Środowiska na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Współzałożycielem i członkiem
Fot. Wiesław Płachciński
zarządu Centrum Ochro-
ECHA LEŚNE • lato 2026
Jako Centrum Ochrony Mokradeł zdecydowaliście się na współpracę z Lasami Państwowymi przy projekcie „Lasy dla mokradeł”. Jakie są początki tej kooperacji? Wspólnie działaliśmy już wcześniej, tylko nie na poziomie oficjalnym. Uczestniczyliśmy w konsultacjach dotyczących ochrony mokradeł, pracach komisji technologicznych przy planach urządzenia lasu. Współpracowaliśmy też z Biurem Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej. Lasy to przecież ogromna część polskich mokradeł, więc siłą rzeczy interesowaliśmy się nimi. Byliśmy też wcześniej w kontakcie z Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych (CKPŚ) przy realizacji poprzednich projektów małej retencji. Zdarzało nam się krytykować poprzednie projekty, jednocześnie doceniając to, że w ogóle działania retencyjne były realizowane. Kiedy CKPŚ ogłosiło poszukiwanie partnera do wsparcia merytorycznego projektu „Lasy da mokradeł”, zgłosiliśmy się. Organizacji zajmujących się ochroną mokradeł nie ma wiele w Polsce. Do współpracy w charakterze ekspertów dołączyli także naukowcy z dwóch poznańskich uczelni. To istotne wsparcie, bo CKPŚ organizuje projekty, ale nie ma własnych specjalistów od ochrony mokradeł.
ny Mokradeł, zaangażowanym także w działalność międzynarodowych organizacji zajmujących się ochroną mokradeł, m.in. Wetlands International i International Mire Conservation Group.
45
CZŁOWIEK I LAS
Była też chwila zastanowienia, bo tam, gdzie chodzi na przykład o starolasy czy tworzenie rezerwatów leśnych, istnieje rzeczywisty konflikt interesów pomiędzy ich ochroną a gospodarką leśną. Z jednej strony chciałbym większej ochrony tych terenów, z drugiej strony rozumiem, że jest to walka o zasoby drewna. Natomiast w przypadku mokradeł jest łatwiej, bo Lasy Państwowe już dawno zauważyły, że gospodarka leśna na terenach podmokłych z reguły się nie opłaca. Jednocześnie leśnicy docenili znaczenie retencji wody i wartość przyrodniczą tych miejsc. Już w latach 90. XX wieku był zwrot w stronę ochrony mokradeł w lasach. Jednocześnie było wiadomo, że wiele z nich jest w złym stanie i że mamy ogromną skalę odwodnienia torfowisk. Widzieliśmy wspólnotę interesów, ale też potrzebę przełamania podziału między przyrodnikami działającymi społecznie a przyrodnikami pracującymi w Lasach Państwowych. Projekt „Lasy dla mokradeł” stał się okazją do rozmowy o konkretach i wspólnego działania.
Postawiliście jednak pewne warunki tej współpracy. Tak. Zanim przystąpiliśmy do współpracy, określiliśmy, że jeśli mamy wejść w ten projekt, to chcemy mieć rzeczywisty wpływ na to, co będzie się działo. Początkowo mieliśmy opiniować tylko część działań, ale uznaliśmy, że skoro organizacja przyrodnicza bierze udział w państwowym projekcie ochrony mokradeł, to musi mieć możliwość monitorowania wszystkich działań. Najpierw analizujemy aktywności w oparciu o dane satelitarne i ortofotomapy (powstają na podstawie zdjęć lotniczych lub satelitarnych – red.). Na tej podstawie akceptujemy działania, proponujemy zmiany albo je odrzucamy. Jeśli są wątpliwości, jedziemy w teren. Spotykamy się między innymi z nadleśniczymi, inżynierami nadzoru, przedstawicielami regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych. Z czasem powstało bardzo dużo dobrych relacji. Często okazuje się, że można osiągnąć lepszy efekt taniej i na większą skalę. Na przykład zamiast jednej zastawki w najniższym punkcie torfowiska proponujemy przetamowanie wszystkich rowów. To daje dużo większy efekt retencyjny.
46
Fot. Wiesław Płachciński
Czy leśnicy zmienili podejście do retencji i są bardziej otwarci, by odejść od retencji zbiornikowej na rzecz działań bardziej naturalnych? Ta zmiana już wcześniej się zaczęła, ale teraz staje się bardziej powszechna. W wielu nadleśnictwach były osoby, które od dawna działały na rzecz ochrony mokradeł, często we współpracy z organizacjami przyrodniczymi. Teraz dzięki projektom „Lasy dla mokradeł” i małej retencji te działania zaczynają być realizowane na większą skalę. Coraz częściej odchodzi się od kosztownych inwestycji hydrotechnicznych na rzecz prostszych (i zwykle skuteczniejszych) działań opartych na naturze. Zamiast budować zastawki, które za kilkanaście lat trzeba będzie remontować, zasypujemy rowy. Okazuje się, że można zrobić więcej i taniej.
Jednym z ciekawszych elementów projektu są HydroAkademie i wspólne wyjazdy terenowe. Tak i myślę, że to działa znakomicie. Zwłaszcza kiedy uczestnicy wchodzą na torfowisko, dotykają torfu, widzą szczątki roślin, które rosły tam tysiące lat temu. Wtedy zaczynają rozumieć, czym naprawdę są mokradła. Każdy milimetr torfu oznacza tysiące lat magazynowania wody i węgla organicznego. To robi ogromne wrażenie. Do tego dochodzi znaczenie mokradeł dla różnorodności biologicznej. W terenie dużo łatwiej pokazać, dlaczego pewne gatunki występują tylko na bagnach i znikają po ich osuszeniu.
Nie kopiemy też zbiorników w torfie. Torfowisko zawiera ogromne ilości wody zmagazynowanej w warstwie torfu – często nawet ponad 90 proc. jego objętości stanowi woda. Wykopanie zbiornika oznacza tylko pokazanie tej wody na powierzchni, przez co szybciej wyparuje. Nie powinno się również spiętrzać wody ponad torfowisko, bo wtedy samo torfowisko zaczyna się degradować. Najważniejsza jest retencja krajobrazowa, która zatrzymuje i magazynuje wodę w glebie, roślinności czy mokradłach. Nie trzeba wyprowadzać wody na powierzchnię, żeby zwiększyć ilość wody w krajobrazie. Kiedy torfowisko jest nawodnione, podnosi się poziom wód gruntowych również wokół niego. Korzystają z tego lasy i cały okoliczny krajobraz. Pojawia się też efekt lokalnego mikroklimatu i chłodzenia dzięki parowaniu wody. ECHA LEŚNE • lato 2026
Jakie przykłady działań z projektu najbardziej zapadły panu w pamięć? Przede wszystkim te sytuacje, gdzie początkowo mieliśmy wątpliwości, a później okazywało się, że po zmianie podejścia można osiągnąć znacznie lepszy efekt. Na przykład działania w Nadleśnictwie Szczecinek. Początkowo wydawało się, że chodzi tylko o niewielkie zabiegi związane z oczyszczaniem wody w strefie buforowej. Na miejscu okazało się jednak, że problem dotyczy całego odwodnionego torfowiska i zanieczyszczeń spływających z terenów rolniczych – i udało się rozszerzyć działania na te tereny. Kolejny przykład to Nadleśnictwo Hajnówka, gdzie zaplanowane starania dotyczyły zbiornika Topiło na rzece Perebel. Początkowo miały dotyczyć samego zbiornika i jego rewitalizacji, ale ostatecznie zaczęliśmy patrzeć szerzej – na całą zlewnię, torfowiska i system hydrologiczny wokół. Podobnie było w Nadleśnictwie Kobiór na Śląsku, gdzie rozmowa o rewitalizacji stawów doprowadziła do myślenia o ochronie sąsiadującego z nimi torfowiska i ograniczaniu odpływu wody rowami. Jakie jest dziś największe wyzwanie dla działań retencyjnych w Polsce? Największym problemem jest granica między terenami Lasów Państwowych a gruntami rolniczymi. Można starać się zatrzymać wodę w lesie, ale jeśli obok są głęboko odwodnione grunty rolne, to ta woda i tak odpłynie. Ogromna część dawnych torfowisk rolniczych została odwodniona i osiadła – nawet o 2–3 metry.
47
CZŁOWIEK I LAS
Dawne zalecenia melioracyjne mówiły o poziomie wody około 30 cm pod powierzchnią. Dziś często jest to metr albo więcej. To oznacza degradację torfu i ucieczkę wody z całego krajobrazu.
Jak przebiega współpraca z Wodami Polskimi? W jednych regionach układa się dobrze, w innych dominuje podejście proceduralne. Problemem często nie są same przepisy, tylko praktyka i ludzkie przyzwyczajenia. Potrzebujemy prostych działań opartych na naturze: przetamowań, drewnianych progów, bystrotoków, a nie zawsze kosztownych inwestycji hydrotechnicznych. I oczywiście – zaniechania podejścia opartego na przyspieszaniu odpływu poprzez prace utrzymaniowe rzek i odmulanie rowów. Dużo mówi się dziś o edukacji. To rzeczywiście klucz? Tak. Potrzebujemy więcej specjalistów od mokradeł. Dziś jest ich w Polsce niewielu. Potrzebna jest edukacja nie tylko na wydziałach leśnych, ale też w technikach leśnych, szkołach rolniczych i wśród decydentów. Mam też nadzieję, że uda się przyjąć Strategię Ochrony Mokradeł, nad którą pracowaliśmy. To byłby pierwszy dokument tej rangi dotyczący mokradeł w Polsce.
48
Fot. Wiesław Płachciński
Musimy przywracać wodę mokradłom, ale też mieć świadomość, że przy zmianie klimatu pożary będą coraz częstsze i całkowicie ich nie unikniemy.
Po pożarze w Puszczy Solskiej w przestrzeni publicznej pojawiło się wiele oskarżeń wobec Lasów Państwowych, że winne pożarowi są rowy odwadniające. To jest bardziej złożone. Oczywiście należy podkreślić, że utrzymywanie przez dziesięciolecia rowów odwadniających było błędem. Trzeba jednak pamiętać, że Nadleśnictwo Józefów wystąpiło o ekspertyzę hydrologiczną i rozpoczęło działania mające poprawić sytuację wodną na tym obszarze. Ponownie zaznaczę, że melioracje to nie jest wyłącznie problem samego lasu. Obniżenie poziomu wód dotyczy całego krajobrazu, również terenów rolniczych wokół. To łatwo przepuszczalne dla wody tereny sandrowe, dlatego samo zasypanie rowów w lesie nie sprawi, że warunki wodne od razu wrócą do dawnego stanu. Jeszcze jedna ważna rzecz: ten pożar miał przede wszystkim charakter wierzchołkowy. Ogień szedł koronami drzew. Nawet gdyby ściółka była bardziej wilgotna, taki pożar i tak mógłby się rozprzestrzeniać. Oczywiście dawniej, kiedy bory bagienne były wilgotniejsze i miały mniejsze zwarcie koron, sytuacja wyglądałaby inaczej. Dziś obserwujemy skutki procesów trwających od dziesięcioleci. Musimy przywracać wodę mokradłom, ale też mieć świadomość, że przy zmianie klimatu pożary będą coraz częstsze i całkowicie ich nie unikniemy.
CZŁOWIEK I LAS
NIEŁATWE ROZWIĄZANIA Niedawny pożar w Puszczy Solskiej uzmysłowił jedno: w obliczu katastrof przyrodniczych brak jest łatwych odpowiedzi i jednoznacznych rozstrzygnięć. Podkreślają to eksperci, którzy zalecają wielowariantowe podejście zamiast prostego wyboru między realizacją działań gospodarczych, a całkowitym pozostawieniem obszaru naturalnym procesom. Tekst: dr Katarzyna Klimek
Fot. mł. asp. Krzysztof Pisz/PSP
N
a początku maja tego roku żywioł zniszczył 1157 ha lasu w Puszczy Solskiej, w tym wiele cennych przyrodniczo terenów oraz obszar projektowanego rezerwatu „Długie Bagno” i siedlisk objętych siecią ochrony Natura 2000. Po zakończeniu akcji gaśniczej i przejęciu przez leśników terenu konieczne stało się wypracowanie planu naprawczego. Jan Kowal, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie, powołał specjalny zespół kryzysowy, w którego skład weszli lokalni leśnicy oraz przedstawiciele środowiska naukowego. Celem grupy jest skoordynowanie wielu działań: od inwentaryzacji
ECHA LEŚNE • lato 2026
szkód, przez zabezpieczenie sanitarne, aż po odbudowę zniszczonych fragmentów Puszczy Solskiej. Spalony teren, jak zauważają leśnicy, nie stanowi „jednolitej czarnej plamy”. W niektórych miejscach ogień zniszczył jedynie ściółkę, w innych spłonęły korony, a z drzew zostały jedynie sczerniałe kikuty. Lubelscy leśnicy tłumaczyli, że dokładna inwentaryzacja skutków pożaru i dalsze obserwacje pozwolą odpowiedzieć, które fragmenty lasu będą wymagały pilnego usunięcia drzew, które należy pozostawić do dalszej obserwacji, a gdzie możliwe będzie wykorzystanie naturalnych procesów odnowieniowych.
49
CZŁOWIEK I LAS
Zaledwie kilka dni po akcji gaśniczej w debacie publicznej pojawiły się liczne komentarze dotyczące przyszłości spalonego terenu. Część postulatów dotyczyła ochrony naturalnych procesów i nieingerowania w zachodzący tam cykl zmian. Niektórzy natomiast przekonywali, że na całym zniszczonym obszarze powinno prowadzić się działania gospodarcze, retencyjne i odnowieniowe. W dyskusji jednym z ważnych punktów odniesienia stała się opinia Państwowej Rady Ochrony Przyrody (PROP) dotycząca zagospodarowania obszaru po pożarze. Opinia ta nie wskazuje jednego sposobu postępowania. Według członków Rady dalsze działanie w Puszczy Solskiej jest bardziej złożone niż „odnowienie lub całkowite pozostawienie obszaru naturalnym procesom”. Rada rekomenduje naturalną regenerację jedynie części pożarzyska – zwłaszcza na terenach najcenniejszych przyrodniczo – ale równocześnie wskazuje na znaczenie działań retencyjnych, monitoringu naukowego oraz możliwość prowadzenia aktywnych działań odnowieniowych w innych fragmentach. Ostrożności wymaga również przedstawianie w opinii przyszłego sposobu zagospodarowania całego pożarzyska jako scenariusza już przesądzonego. Stanowisko PROP wskazuje raczej na potrzebę różnicowania podejścia w zależności od wartości przyrodniczych poszczególnych fragmentów, warunków siedliskowych, celów ochronnych i wyników analiz prowadzonych po zakończeniu akcji gaśniczej. W dokumencie rekomendowane jest wyznaczenie obszaru bez ingerencji gospodarczej, obejmującego przede wszystkim: projektowany rezerwat „Długie Bagno”, znane tokowiska głuszca wraz ze strefą buforową, siedliska Natura 2000 oraz obszary na glebach organicznych, czyli torfowych, murszowych i pobagiennych. Dla tych terenów członkowie Rady zalecają rezygnację z usuwania martwych drzew, ograniczenie ingerencji oraz odstąpienie od nasadzeń i grodzeń. Argumentują to między innymi znaczeniem martwego drewna dla procesów ekologicznych i potrzebą obserwacji naturalnej regeneracji lasu po tak dużym zaburzeniu. Jak podają w opinii: „podejście to nie wyklucza prowadzenia aktywnych działań odnowieniowych na innych fragmentach pożarzyska, lecz pozwala na równoległe testowanie
50
W Puszczy Solskiej powinno zastosować się model mieszany: część powierzchni może pełnić funkcję zaplecza badawczego, a na innych fragmentach możliwe byłoby odnowienie. i porównywanie różnych modeli regeneracji ekosystemów leśnych po zaburzeniach”. Dokument PROP promuje model mieszany: część powierzchni – szczególnie najcenniejszej przyrodniczo – miałaby pełnić funkcję obszaru naturalnej regeneracji i zaplecza badawczego, natomiast na innych fragmentach możliwe byłyby aktywne działania odnowieniowe. Warto zaznaczyć, że nie oznacza to automatycznej zgody na dowolne działania gospodarcze. Rada wskazuje na potrzebę analiz siedliskowych, monitoringu, oceny wpływu na obszary Natura 2000 i uwzględnienia standardów FSC, czyli zagadnienia, nad którymi pracuje teraz wspomniany na początku lubelski zespół kryzysowy. Nie jest to jednak tożsame z postulatem całkowitego zaniechania wszelkiej ingerencji na całym obszarze pożaru. Również według prof. Stanisława Drozdowskiego, dyrektora Instytutu Badawczego Leśnictwa, wprowadzenie w Puszczy Solskiej modelu mieszanego byłoby optymalnym rozwiązaniem. – Tam, gdzie to konieczne, sukcesję naturalną uzupełnimy zabiegami gospodarki leśnej. Wprowadzenie sadzonek drzew przyspieszy odnowienie spalonego obszaru i zapobiegnie erozji wietrznej – zauważa prof. Drozdowski. I dodaje, że działania takie mogą być konieczne na obszarach odległych od nienaruszonego drzewostanu. Podejście zakładające pozostawienie części obszaru po dużym zaburzeniu bez klasycznego odnowienia nie byłoby w polskich lasach rozwiązaniem bez precedensu. Po katastrofalnym huraganie w Puszczy Piskiej (2002 rok) w białostockim Nadleśnictwie Pisz utworzono Las Ochronny „Szast”. Obszar około 475 ha został wyłączony z zabiegów
PO PIERWSZE SPRAWDŹ! Leśnym tropem – sprawdzaj fakty to nowy serwis fact-checkingowy dotyczący lasów, przyrody i pracy leśników. To tam zostaną zweryfikowane fałszywe informacje, mity i manipulacje pojawiające się między innymi w mediach społecznościowych. Tematy do analiz będą wybierane na podstawie najczęściej powtarzanych treści w internecie, pytań odbiorców oraz bieżących wydarzeń związanych z lasami, ochroną przyrody i zmianą klimatu. Jedno z pierwszych zweryfikowanych zagadnień dotyczy działań na terenie pożarzyska w Puszczy Solskiej. Materiały przygotowują leśnicy, opierając się na danych monitoringowych, wynikach badań naukowych, obowiązujących regulacjach oraz oficjalnych statystykach i dokumentach. Treści będą publikowane na stronie internetowej oraz facebookowym profilu Lasów Państwowych.
gospodarczych, pozostawiono tam połamane i wywrócone drzewa, rezygnując z uprzątania drewna i odnowienia sadzeniem. Odbudowa lasu została tam pozostawiona procesom naturalnej sukcesji, a teren stał się miejscem badań nad regeneracją ekosystemów po wielkoskalowych zaburzeniach. Rada podkreśla, że pożar nie musi oznaczać trwałej utraty wartości przyrodniczych, gdyż wiele gatunków i siedlisk leśnych jest przystosowanych do okresowych zaburzeń. Pożarzyska mogą stać się siedliskiem organizmów związanych z takimi procesami, w tym ECHA LEŚNE • lato 2026
gatunków rzadkich i pirofilnych, których cykl życiowy związany jest z wysokimi temperaturami. W stanowisku położono także nacisk na retencję i poprawę stosunków wodnych. Dlatego PROP postuluje, by przeprowadzić inwentaryzację urządzeń odwadniających, szybkie przetamowania rowów i działania ograniczające odpływ wody. Co ważne, w dokumencie poparto planowane przez Nadleśnictwo Józefów działania związane z poprawą lokalnych warunków hydrologicznych i adaptacją lasów do zmiany klimatu. PROP wskazuje, że inicjatywy dotyczące hamowania odpływu wody z obszaru Puszczy, na przykład poprzez ograniczanie odwodnienia i poprawę retencji, powinny być traktowane jako szczególnie pilne. Jak zauważa prof. Wiktor Kotowski, specjalista w zakresie ekologii mokradeł i ich ochrony z Uniwersytetu Warszawskiego, działania związane z poprawą warunków wodnych zostały już wcześniej podjęte przez Nadleśnictwo Józefów. Leśnicy wystąpili o ekspertyzę hydrologiczną dotyczącą obszaru i rozpoczęto prace nad rozwiązaniami mającymi poprawić sytuację hydrologiczną. Ekspert zaznacza, że melioracja tamtego obszaru obejmuje zbudowane już wiele lat temu rowy nie tylko w lesie, ale także na terenach rolniczych w otoczeniu Puszczy. Warto podkreślić, że główny sens opinii PROP zawiera się w pytaniu, jak projektować działania po wielkopowierzchniowych pożarach w warunkach narastającej suszy i zmiany klimatu, a nie w prostym sporze „sadzenie albo brak sadzenia”.
51
CZŁOWIEK I LAS
FENIKS W WALCE Z OGNIEM
Jan Szczurek, inżynier nadzoru w podłódzkim Nadleśnictwie Radziwiłłów, podsumowując ubiegłoroczny sezon pożarowy w swojej jednostce, nie krył radości z osiągnięć. – Mieliśmy tylko pięć pożarów, obejmujących niespełna 60 arów – mówił w rozmowie z lokalnym portalem informacyjnym. Tekst: Bogumiła Grabowska
W
Polsce w ubiegłym roku odnotowano „zaledwie” 5720 pożarów lasów i innych powierzchni naturalnych, a spłonęło niespełna 1459 ha, w tym 348 w ha zarządzie Lasów Państwowych. Jak podkreślają leśnicy zajmujący się ochroną przeciwpożarową, to skala niemal niezauważalna na tle Europy. Dla porównania, w 2025 roku na naszym kontynencie spłonęło milion hektarów lasów, a sporą część pożarów można nazwać mianem katastroficznych. Większość pożarów w naszych lasach, podobnie jak w Radziwiłłowie, była z kategorii tych niewielkich. Utrzymanie ognia w ryzach to sukces, zwłaszcza jeśli uwzględnimy ogólną dostępność, presję turystyczną i charakter polskich lasów, w których dominującym gatunkiem jest sosna. Leśnicy z Radziwiłłowa w swoich statystykach widzą zasługę nowej inwestycji. – W zeszłym roku zbudowaliśmy wyższą
52
FENIKS W LICZBACH: Całkowity koszt realizacji projektu: 160 309 276 zł Kwota dofinansowania z Unii Europejskiej: 92 927 299 zł
wieżę obserwacyjną, w związku z tym mamy lepszy obraz i znacznie łatwiej możemy w krótkim czasie dotrzeć do pożaru – dodaje Szczurek. Chwalona przez leśnika wieża, obiekt tak potrzebny w ochronie przeciwpożarowej lokalnych lasów, została sfinansowana z Programu Funduszy Europejskich na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko na lata 2021–2027. Jak podają portale rządowe: popularny FEnIKS jest „kontynuacją wsparcia projektów, które przyczyniają się do rozwoju Polski
W TROSCE O LASY Jednostki Lasów Państwowych dysponują funduszami na ochronę przeciwpożarową, które pochodzą między innymi ze środków własnych oraz Funduszy Europejskich (program FEnIKS). Pieniądze są przeznaczane na zakup nowoczesnego sprzętu do wczesnego wykrywania i gaszenia pożarów, w tym zakup i modernizacje wież obserwacyjnych (z kamerami wysokiej rozdzielczości) oraz bezzałogowych statków powietrznych (dronów) do monitorowania terenów leśnych, doposażanie punktów alarmowo-dyspozycyjnych (PAD) w nowoczesne stacje meteo oraz systemy lokalizacji i detekcji zagrożeń, utrzymanie i budowę dojazdów pożarowych, punktów czerpania wody oraz pasów przeciwpożarowych, zakup specjalistycznych wozów patrolowo-gaśniczych i sprzętu łączności dla leśników. Spora część z tych potrzeb realizowana będzie w ramach „Kompleksowego projektu adaptacji lasów i leśnictwa do zmian klimatu – zapobieganie, przeciwdziałanie oraz ograniczanie skutków zagrożeń związanych z pożarami lasów (PPOŻ2)” koordynowanego przez Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych.
Fot. arch. Lasy Państwowe
z poszanowaniem przyrody i największym pod względem finansowym program krajowy w całej Unii Europejskiej”. Duża część z tych pieniędzy trafi na ochronę przeciwpożarową. – Z funduszy będzie finansowany między innymi rozwój i modernizacja systemów wczesnego ostrzegania i prognozowania oraz szybkiego reagowania w sytuacji wystąpienia zagrożeń związanych z pożarami lasów pozostających w zarządzie Lasów Państwowych – mówi Iwona Barszcz, kierowniczka Zespołu Projektu Przeciwpożarowego z Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych, jednostki Lasów Państwowych zajmującej się między innymi pozyskiwaniem unijnych funduszy oraz wsparciem ECHA LEŚNE • lato 2026
jednostek LP w realizacji projektów prośrodowiskowych. Iwona Barszcz wśród najważniejszych inwestycji wymienia budowę i modernizację dostrzegalni przeciwpożarowych, masztów przekaźnikowych wspierających działanie systemu do lokalizacji pożarów, budowę i doposażenie stacji meteorologicznych, zakup nowoczesnego sprzętu umożliwiającego identyfikację i lokalizację pożarów czy doposażenie punktów alarmowo-dyspozycyjnych, tzw. PAD-ów. FEnIKS to pieniądze nie tylko dla Lasów Państwowych. Bezpośrednimi odbiorcami projektu są nadleśnictwa. Z rezultatów programu skorzystają także Państwowa Straż Pożarna, ochotnicze straże pożarne i mieszkańcy dofinansowanych gmin. Prowadzone z leśnych dostrzegalni obserwacje obejmują lasy prywatne, a także parki narodowe. Tym samym, jak zauważa Iwona Barszcz, projekt ma przełożenie na bezpieczeństwo bardzo szerokiego grona interesariuszy. Środki z FEnIKS-a trafią do 165 nadleśnictw w każdej z 17 regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych. Inwestycje mają się zakończyć w 2028 roku. Do połowy tego roku udało się już zrealizować kilkadziesiąt inwestycji, wśród których obok budowy wieży obserwacyjnej w Nadleśnictwie Radziwiłłów są także budowa podobnego obiektu w Nadleśnictwie Zwierzyniec; remonty i przebudowa dostrzegalni przeciwpożarowych w nadleśnictwach Łomża, Katowice, Oborniki, Niedźwiady; zakup systemu do lokalizacji pożarów w nadleśnictwach Łomża, Knyszyn, Kłobuck, Łopuchówko, Oborniki, Sieraków i Gołąbki. – Ponadto w nadleśnictwach Iława i Sieraków z tych funduszy powstał system lokalizacji pożarów w postaci masztów przekaźnikowych, a Nadleśnictwo Cybinka zostało wyposażone w stację METEO – mówi Iwona Barszcz i dodaje, że obecnie CKPŚ przygotowuje się do uruchomienia przetargu na zakup 69 samochodów patrolowo-gaśniczych. Wykorzystane w pełni fundusze z FEnIKS-a oznaczać będą także 77 dostrzegalni przeciwpożarowych i masztów przekaźnikowych, zakup urządzeń wspierających system ochrony ppoż. (199) oraz samochody, a także wybudowanie, przebudowanie lub wyremontowanie punktów czerpania wody (151). Z tej ostatniej możliwości skorzystało już też Nadleśnictwo Radziwiłłów – zmodernizowany został zbiornik na wodę.
53
CZŁOWIEK I LAS
WSPÓLNA GRA
Kiedy w lesie pojawia się ogień, większość obserwatorów widzi przede wszystkim straż pożarną. Ale walka z żywiołem zaczyna się wcześniej, jeszcze zanim pierwszy strażak rozwinie linię gaśniczą. Tekst: Jan Kaczmarowski
B
ardzo ważną rolę odgrywają w niej leśnicy tworzący rozbudowany system ochrony przeciwpożarowej lasów. To zwarta ekipa, działająca od wykrycia dymu po dogaszanie ostatniego żaru na pożarzysku.
CZŁOWIEK Z WIEŻY W ppoż., wyżej niż nadleśniczy jest tylko obserwator. Nadleśniczy zarządza lasem, a obserwator… ma go 30 metrów pod sobą. Dlatego jeśli ogień pojawi się w lesie, to wypatrzy go czujne oko obserwatora ze szczytu dostrzegalni. To leśne wieże,
54
Fot. Jan Kaczmarowski
POŻAROWY DECYDENT Każda ekipa potrzebuje szefa, a w lesie rządzi nadleśniczy. To strateg, który odpowiada za całokształt ochrony przeciwpożarowej w nadleśnictwie. Najczęściej działa zza biurka przy pomocy mało efektownych narzędzi jak decyzje, podpisy czy zakazy. Jednak ta papierkowa robota to pierwsza linia ochrony przeciwpożarowej. Wszystko co przejdzie przez jego biurko znajduje potem odzwierciedlenie w terenie, a rezultaty jego działań są wyjątkowo efektywne. Wystarczy jeden podpis nadleśniczego i cały las zamknięty. Gdy występuje duże zagrożenie pożarowe (przez 5 kolejnych dni wilgotność ściółki, mierzona o godzinie 9.00 rano, wynosi poniżej 10 proc.), jest on upoważniony do wprowadzenia okresowego zakazu wstępu do lasu.
przypominające śródlądowe latarnie morskie pośrodku zielonego morza. Kilkadziesiąt metrów nad ziemią, w niewielkiej kabinie przypominającej kiosk zawieszony nad lasem, obserwator spędza długie godziny wpatrzony w horyzont, by wykryć smugi dymu wydobywające się z koron drzew. W upalne dni kabina zamienia się w szklarnię, a każdy silniejszy podmuch przypomina, że konstrukcja znajduje się wysoko nad ziemią. To trudna i wymagająca praca, a chętnych do jej wykonywania z roku na rok ubywa. Dlatego zawód obserwatora powoli odchodzi do historii. Coraz częściej jego miejsce zajmują kamery i systemy automatycznego wykrywania dymu. Dzień pracy obserwatora to długie godziny czujnego i systematycznego skanowania krajobrazu. Ale każda minuta zwłoki w wykryciu pożaru przelicza się na zniszczony las. Zdarzają się fałszywe alarmy, na przykład pył po przejeździe samochodu gruntową drogą czy kurz za kombajnem. Gdy obserwator dostrzeże dym z pożaru lasu, natychmiast określa jego azymut i przekazuje meldunek do punktu alarmowo-dyspozycyjnego w nadleśnictwie. Im szybciej zauważony i zgłoszony dym, tym mniejszy pożar do ugaszenia. CENTRUM DOWODZENIA Jeśli obserwator jest okiem systemu, to dyspozytor w PAD (Punkt Alarmowo-Dyspozycyjny) jest jego mózgiem. W ciągu kilku minut musi on podjąć wiele decyzji. Zamienia pojedynczą informację o dymie w skoordynowaną akcję gaśniczą. To praca pod presją czasu, ale wymagająca chłodnej głowy, bo w tym fachu nie liczy się pośpiech, tylko trafne decyzje. Zgłoszenie o dymie z jednej dostrzegalni nie wystarczy, by określić miejsce pożaru. Dopiero drugi namiar, z innego punktu, pozwala zawęzić poszukiwania. Dyspozytor nanosi na mapę oba kierunki zgłoszone przez sieć obserwacyjną, dwie linie azymutów, których przecięcie wskazuje dokładne miejsce powstania ognia. Dla tego punktu odczytywany jest precyzyjny adres leśny i współrzędne, co ułatwia znalezienie płomieni w terenie. Potem zaczyna się sekwencja szybkich działań: telefon do straży pożarnej, powiadomienie pełnomocnika, alarm dla leśnych sił w terenie. Zadysponowanie samochodu patrolowo-gaśniczego, by ruszył ECHA LEŚNE • lato 2026
55
Fot. arch. CKPŚ
Fot. arch. CKPŚ
w teren, wyznaczenie osoby, która przygotuje tłumice z bazy sprzętu, w międzyczasie dyspozytor już myśli, czy potrzebne będzie wsparcie z powietrza. Gdy pożar już trwa, PAD pozostaje w centrum wydarzeń. Dyspozytor zbiera meldunki, aktualizuje obraz sytuacji pożarowej, dostosowując do niej dyspozycje, i trzyma rękę na pulsie aż do zakończenia akcji. PATROL OGNIOWY Motto systemu ochrony ppoż. lasu brzmi: „Jeden ratownik w ciągu 15 minut przy pożarze lasu jest więcej wart niż stu strażaków po godzinie”. Bo pożar najłatwiej jest zatrzymać tuż po jego powstaniu. Gdy tylko zostanie ustalone miejsce pożaru, dyspozytor wysyła z nadleśnictwa załogę samochodu patrolowo-gaśniczego, by spróbowali ugasić ogień w zarodku.
56
Terenowy pickup, pieszczotliwie nazywany gaśnicą na kółkach, wozi na pace zbiornik na wodę, pompę i sprzęt gaśniczy. Załoga ma wszystko, co potrzebne, by podjąć walkę z żywiołem natychmiast po dotarciu na miejsce. Wjedzie tam, gdzie duże wozy gaśnicze często mają utrudniony dostęp. Jeśli ogień jest niewielki, potrafią zdusić go w kilka minut, a spalona powierzchnia zamyka się w kilku arach. Jeśli nie uda się zlikwidować go w zarodku, to załoganci przygotowują teren akcji pod przyjęcie kolejnych sił: wskazują dojazd i naprowadzają straż pożarną, przekazują informacje o terenie i zagrożeniach dowódcy akcji. A kiedy strażacy zrobią swoje i odjadą, oni często zostają jeszcze pilnować pożarzyska. Dogaszają ostatnie żarzące się fragmenty i likwidują najmniejsze smużki dymu. Samochód patrolowo-gaśniczy służy także do kontrolowania terenu. To ważne uzupełnienie całego systemu wykrywania pożarów. Leśne patrole regularnie pojawiają się tam, gdzie ryzyko jest największe, często w miejscach najchętniej odwiedzanych przez ludzi. I bywa, że to właśnie załoga patrolu pierwsza zauważy dym. Mając 400 litrów wody na pace, mogą od razu zacząć działać. WSPARCIE Z POWIETRZA Leśne patrole w każdej chwili mogą liczyć na wsparcie z powietrza. W zależności od sytuacji piloci samolotów lub śmigłowców gaśniczych wybierają sposób zrzutu. Gdy trzeba szybko i mocno uderzyć, wykonują zrzut „bomby wodnej”. W ciągu kilku sekund na las spada cały mokry ładunek, tworząc intensywny, skupiony zrzut, który potrafi przebić się przez korony drzew i dotrzeć aż do dna lasu. To skuteczna metoda bezpośredniego gaszenia ognia albo zatrzymywania jego czoła. Innym razem pilot może wybrać smużenie. Woda wypływa stopniowo, tworząc w powietrzu długą, opadającą wstęgę, która zwilża roślinność, chroniąc ją przed płomieniami. To sposób na spowolnienie ognia i kupienie czasu dla ludzi na ziemi. Z kolei piloci śmigłowców operują z jeszcze większą precyzją. Pod maszyną podwieszone jest specjalne materiałowe wiadro, tak zwany „bambi bucket”, które napełniają w najbliższym zbiorniku wodnym. Potem lecą nad pożar i zrzucają wodę punktowo, tam gdzie jest najbardziej potrzebna.
Fot. Jan Kaczmarowski
CZŁOWIEK I LAS
W ochronie ppoż. działa kilkanaście tysięcy osób, a efekty ich pracy widać w statysty kach. Większość pożarów udaje się zdusić w zarodku.
Fot. Jan Kaczmarowski
Są też piloci, którzy zamiast gasić, patrolują. Z góry wypatrują dymu, sprawdzają zgłoszenia i przekazują informacje do PAD. To dodatkowe oczy systemu, które wspierają zarówno obserwatorów, jak i dyspozytora. Lotnictwo nie zastępuje działań naziemnych, ale daje im ogromne wsparcie. CIĘŻKI SPRZĘT W walce z pożarem nie zawsze wygrywa woda. Czasem skuteczniejsza okazuje się ziemia. Dlatego w ekipie ppoż. ważne miejsce zajmują ciągniki i ludzie, którzy potrafią pracować nimi w lesie. Traktorzystami są ZUL-owcy, czyli pracownicy zakładów usług leśnych. Na co dzień ścinają drzewa, przygotowują glebę i pielęgnują las. Gdy jednak pojawia się ogień, ich maszyny zmieniają się w sprzęt ratowniczy. W ramach działań prewencyjnych wykonują pasy przeciwpożarowe, czyli szerokie pasy ziemi z wyoraną, pozbawioną roślinności bruzdą. Dla płomieni taka bariera potrafi być nie do przejścia, bo kończy się tam wszystko, co mogłoby się dalej palić. Gdy brakuje materiału palnego, ogień nie ma jak się rozprzestrzeniać. ECHA LEŚNE • lato 2026
Fot. Jan Kaczmarowski
57
CZŁOWIEK I LAS
Fot. arch. CKPŚ
Ciągnik z pługiem potrafi błyskawicznie wyorać nową przerwę ogniową tuż przed linią płomieni. To wyścig z czasem. Jeśli bruzda powstanie wystarczająco szybko, płomienie mogą zatrzymać się na pasie gołej ziemi. Ciągnik przydaje się także po akcji gaśniczej. Trzeba oborać pożarzysko dookoła i doglądać terenu, pilnując, by wiatr nie rozniecił od nowa ukrytego w tlącej się ściółce żaru. Wokół spalonego terenu powstaje pas izolacyjny oczyszczony aż do mineralnej warstwy gleby, który ma odciąć ogień od niespalonej roślinności. ŁOWCY PODPALACZY Choć w nazwie mają „straż”, nie są strażakami. Straż Leśna to formacja, której zadaniem nie jest gaszenie pożarów lasów, ale pilnowanie porządku i bezpieczeństwa w lesie, również wtedy, gdy ten płonie. Podczas pożaru strażnicy współpracują ze służbami ratowniczymi, wprowadzają je w teren, kierują ruchem, pomagają poruszać się po lesie i wspierają działania organizacyjne. Znają leśne drogi i bezdroża lepiej niż ktokolwiek inny. Straż Leśna już w trakcie pożaru zbiera informacje, zabezpiecza i dokumentuje ślady oraz ustala okoliczności zdarzenia. Po wszystkim strażnicy leśni zabezpieczają pożarzysko do celów dochodzeniowych. Rozmawiają ze świadkami, wykonują dokumentację fotograficzną i współpracują z policją.
58
Mają przy tym konkretne uprawnienia: mogą legitymować osoby, nakładać mandaty, a w określonych sytuacjach nawet ująć sprawcę na gorącym uczynku i przekazać go służbom. Gdy w okolicy pojawia się seria podejrzanych pożarów, organizują polowanie na podpalacza: drony, fotopułapki, patrole i grupy interwencyjne ruszają w teren. Kiedy pożar okazuje się przestępstwem, Straż Leśna może reprezentować nadleśniczego w postępowaniu przeciwko sprawcy. GOSPODARZE LASU Leśniczy jest gospodarzem swojego kawałka lasu. Jest w nim każdego dnia, wie, gdzie turyści rozpalają ogniska, którędy najszybciej dojedzie straż pożarna, a gdzie przejazdu nie ma. Duża część codziennej służby leśniczego polega na tym, by do pożaru w ogóle nie doszło. W okresach największego zagrożenia pożarowego pełni dyżury, cały czas musi być pod telefonem, czujny i gotowy do reakcji. Gdy w jego leśnictwie pojawia się ogień, leśniczy wie o tym niemal od razu. I nikomu bardziej niż jemu nie zależy, by pożar zatrzymać jak najszybciej. Każdy spalony hektar to fragment lasu, którym opiekuje się od lat. Kiedy dochodzi do pożaru, wspólnie z podleśniczym pomagają służbom ratowniczym poruszać się po terenie, wskazują drogi dojazdowe, miejsca czerpania wody i najbezpieczniejsze kierunki działania.Wiedzą też, które fragmenty lasu będą paliły się najintensywniej, a gdzie
ogień powinien wyhamować. Potrafią „czytać” las i przekładać tę wiedzę na pożarniczy język, żeby strażacy wiedzieli, czego mogą spodziewać się, gdy pożar przejdzie do kolejnego wydzielenia. Kiedy ogień uda się już zatrzymać, leśniczy zostaje po odjeździe straży. Organizuje dogaszanie i dozorowanie pożarzyska.
Fot. arch. CKPŚ
Dzień pracy obserwatora to długie godziny czujnego i systematycznego skanowania krajobrazu.
KOORDYNATOR AKCJI Nadleśniczy nie zawsze może osobiście jechać do płonącego lasu. Ale na miejscu pożaru zawsze powinien być jakiś szef, który będzie dowodził leśną częścią działań. Właśnie dlatego w systemie ppoż. wyznacza się osoby pełniące w ramach dyżurów funkcję pełnomocnika nadleśniczego. Gdy pełnomocnik pojawia się na miejscu jeszcze przed przyjazdem zastępów straży pożarnej, wtedy organizuje pierwsze działania ograniczające rozwój ognia: ściąga ciągnik z pługiem lub wnioskuje o natychmiastowe wsparcie lotnictwa. Gdy na miejsce docierają strażacy, dowodzenie przejmuje KDR, czyli Kierujący Działaniem Ratowniczym, ale pełnomocnik nadal pozostaje jednym z kluczowych graczy podczas całej akcji. To on odpowiada za koordynację wszystkich leśnych sił i środków skierowanych do walki z żywiołem. Samochód patrolowo-gaśniczy, lotnictwo, ciągniki wykonujące pasy zaporowe, ZUL-owcy, leśnicy w terenie i sprzęt z baz przeciwpożarowych muszą działać jak jeden organizm, a ktoś musi nad tym panować. Kiedy pożar zostanie opanowany, pełnomocnik przejmuje teren pożarzyska, po czym organizuje jego zabezpieczenie i dozorowanie. Pełnomocnik jest dla strażaków kimś więcej niż tylko przedstawicielem nadleśnictwa. To człowiek, który pomaga połączyć wiedzę o lesie z organizacją działań gaśniczych. Wie, gdzie skierować ludzi i sprzęt, jak wykorzystać leśne siły oraz czego można spodziewać się po ogniu w konkretnym drzewostanie. Bez niego trudno byłoby zapanować nad akcją, w której jedni gaszą ogień z ziemi, inni zrzucają wodę z powietrza, a ciągniki wykonują pasy zaporowe tuż obok pracujących zastępów straży. ROLA POŻARNIKA Nie siedzi w dostrzegalni, nie jeździ pickupem i nie zrzuca wody z samolotu. Jednak bez niego cały system ochrony ppoż. szybko zacząłby się
ECHA LEŚNE • lato 2026
rozsypywać. Każda akcja potrzebuje dobrego zaplecza i bohatera drugiego planu. Kogoś od setek telefonów, e-maili, dokumentów, zakupów, grafików dyżurów i procedur, których, dopóki wszystko działa tak, jak powinno, nikt nie zauważa. To właśnie specjalista ds. ppoż. w nadleśnictwie, zwany pożarnikiem, pilnuje, żeby dostrzegalnie były sprawne, samochody wyposażone, bazy sprzętu przygotowane, mapy wydrukowane, radiotelefony działały, a w lesie nie zabrakło dobrze oznaczonych dojazdów pożarowych ani wody w punktach czerpania. Na bieżąco analizuje zagrożenie pożarowe, sporządza i gromadzi całą dokumentację, rozlicza akcje gaśnicze, prowadzi ewidencję pożarów, oblicza straty po ogniu i koordynuje działania profilaktyczne. Fot. arch. CKPŚ
To ci ludzie tworzą system ochrony przeciwpożarowej w LP. To wciąż nie wszyscy, bo za kulisami działają jeszcze mechanicy lotniczy, regionalni dyspozytorzy i specjaliści ds. ppoż. w RDLP czy osoby wykonujące pomiary wilgotności ściółki. W ochronie przeciwpożarowej, licząc z leśniczymi i podleśniczymi, działa kilkanaście tysięcy osób, a efekty ich pracy najlepiej widać w statystykach. Większość pożarów udaje się zdusić w zarodku, a przeciętna powierzchnia pojedynczego pożaru w polskich lasach to zaledwie około 0,3 ha, czyli mniej niż połowa boiska piłkarskiego. W walce z ogniem w lesie kluczowa jest dobrze zgrana ekipa.
59
CZŁOWIEK I LAS
CIĘCIA POD NADZOREM
Współczesne leśnictwo to próba pogodzenia – często sprzecznych – funkcji lasu: społecznej, ochronnej, gospodarczej, a obecnie także obronnej. Dodatkowo zarządzanie terenami leśnymi budzi silne emocje. Z jednej strony to zjawisko budujące – społeczeństwu zależy na lasach i ich kondycji. Z drugiej, emocje nierzadko przysłaniają rzeczową, opartą na faktach ocenę rzeczywistości.
Fot. Mirosław Wąsiński
Tekst: Jędrzej Ziółkowski
60
J
ednym z pojawiających się postulatów jest całkowity zakaz pozyskania drewna i wykonywania prac leśnych w okresie lęgowym ptaków. Czy rzeczywiście gospodarka leśna w Polsce ma aż tak negatywny wpływ na ptaki, by uzasadniać tak daleko idące ograniczenia – niosące przy tym poważne konsekwencje gospodarcze? POD WSPÓLNYM PARASOLEM Historia zapisów dotyczących ochrony ptaków ma już ponad pół wieku. W 1971 roku w irańskim mieście Ramsar podpisano „Konwencję o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie międzynarodowe, zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego” (potocznie zwaną konwencją ramsarską). Był to przełomowy dokument, który po raz pierwszy w skali globalnej dostrzegł potrzebę ochrony ptaków. Dziś potrzebę taką deklaruje 171 państw podpisanych pod porozumieniem. To nie jest jedyny dokument, który zapewnia ochronę ptakom. Kolejnymi ważnymi krokami były: konwencja bońska z 1979 roku o ochronie wędrownych gatunków dzikich zwierząt oraz konwencja berneńska dotycząca ochrony europejskiej flory, fauny i siedlisk. W połowie lat 90. XX wieku podpisano również porozumienie AEWA dotyczące ochrony wędrownych ptaków wodnych Afryki i Eurazji. Na poziomie Unii Europejskiej kluczowe znaczenie miało przyjęcie w 1979 roku tak zwanej Dyrektywy Ptasiej, która została zaktualizowana
KOSZT ZAKAZÓW Ograniczenie prac leśnych do wiosny i wczesnego lata oznaczałoby wyłączenie nawet 1/3 roku. To z kolei rodzi poważne konsekwencje, drewno jest przecież surowcem biologicznym i po ścięciu szybko traci jakość. Wstrzymanie prac gospodarczych w lasach oznaczałoby konieczność składowania ogromnych ilości surowca lub przerywania ciągłości dostaw na kilka miesięcy. Takie rozwiązanie uderzyłoby w sektor drzewny, który rocznie przynosi około 2 proc. PKB. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie tartaków czy firm leśnych z kilkumiesięcznymi przestojami. Dodatkowo przechowywanie drewna wymagałoby stosowania środków chemicznych lub intensywnego zużycia wody. W praktyce oznaczałoby to nie tylko wzrost kosztów, ale także nowe obciążenia dla środowiska.
ECHA LEŚNE • lato 2026
30 lat później, oraz Dyrektywy Siedliskowej. Te dwa ostatnie dokumenty stały się podstawą uporządkowania systemu ochrony przyrody i utworzenia sieci Natura 2000. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej konieczne było dostosowanie prawa krajowego wdrażającego zapisy dyrektyw i umożliwiającego wyznaczanie obszarów Natura 2000. Dziś tereny te zajmują około 20 proc. powierzchni kraju. Obecna ochrona ptaków w Polsce nie jest rozwiązaniem lokalnym – to element spójnego, międzynarodowego systemu. USTAWOWA OCHRONA Leśnicy zobligowani są do przestrzegania ustawy o ochronie przyrody, w której wprowadzono rozporządzenia wykonawcze, w tym rozporządzenie o ochronie gatunkowej. W dokumencie określono między innymi listę gatunków objętych ochroną ścisłą i częściową oraz konkretne zakazy. Oznacza to, że niemal wszystkie dziko żyjące ptaki w Polsce – zarówno lęgowe, jak i migrujące – są chronione. Obecnie około 430 gatunków objętych jest ochroną ścisłą, a tylko dziewięć częściową. Najważniejsze zakazy, istotne także dla gospodarki leśnej, obejmują między innymi zabijanie i okaleczanie, niszczenie jaj i piskląt, niszczenie siedlisk i gniazd, utrudnianie dostępu do schronień oraz płoszenie i niepokojenie, zwłaszcza w okresie lęgowym. Kluczowe znaczenie ma tu pojęcie „umyślności”, interpretowane szeroko przez unijny Trybunał Sprawiedliwości. Obejmuje ono nie tylko działania celowe, ale także takie, w których ktoś przewiduje możliwość szkody i mimo to ją akceptuje. Może to sugerować, że prace leśne w okresie lęgowym zawsze będą naruszeniem prawa. Jednak nie jest to pełny obraz. DOBRE PRAKTYKI W wytycznych Komisji Europejskiej jasno wskazano, że jeśli stosowane są skuteczne środki zapobiegawcze, a działania są odpowiednio zaplanowane, to ewentualne negatywne skutki nie są traktowane jako „umyślne”. Co więcej – podkreślono, że przy właściwej organizacji prac nie ma konieczności całkowitego wstrzymania pozyskania drewna w okresie lęgowym. Warto zauważyć, że nie istnieje jeden, prawnie określony „okres lęgowy ptaków”. Lęgi trwają praktycznie przez cały rok – od stycznia (bielik) do późnej jesieni.
61
CZŁOWIEK I LAS
W Polsce funkcjonuje rozporządzenie o dobrych praktykach w gospodarce leśnej. To właśnie ono określa konkretne działania minimalizujące wpływ prac na przyrodę. Nadrzędną zasadą praktyki leśnej jest rozpoznanie terenu przed rozpoczęciem prac. Wizje terenowe prowadzi się nie wcześniej niż dwa tygodnie przed ich rozpoczęciem, aby odnaleźć miejsca gniazdowania i stanowiska gatunków chronionych. W praktyce oznacza to zaznaczanie drzew dziuplastych i gniazd (farbą lub taśmą), omijanie tych miejsc podczas prac, wstrzymywanie prac w przypadku podejrzenia występowania tzw. ptaków strefowych oraz zgłaszanie takich stanowisk do regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. A stref wokół gniazd na terenach zarządzanych przez LP w 2025 roku było 4441. Leśnicy zdają sobie sprawę, że w skali pojedynczego zrębu wpływ gospodarki leśnej na ptaki może być negatywny – część ptaków traci siedliska, choć inne je zyskują. Inaczej sytuacja przedstawia się w skali całego kraju. Monitoring prowadzony przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska pokazuje, że wskaźnik liczebności pospolitych ptaków leśnych (Forest Bird Index) w latach 2000–2025 wzrastał średnio o ponad 1 proc. rocznie (łącznie o ponad 33 proc.). Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja ptaków związanych z krajobrazem rolniczym. Od kilkunastu lat ich liczebność spada. Inną formą ochrony, wprowadzoną przez samych leśników, są kępy ekologiczne. Na każdym zrębie – poza szczególnymi przypadkami – pozostawia się co najmniej 5 proc. powierzchni jako kępy ekologiczne. Stare, dziuplaste drzewa i martwe drewno stanowią ważne siedliska dla ptaków. Dodatkowo tworzy się strefy buforowe, chroniące cieki wodne i cenne siedliska, a także sprzyjające ptakom związanym z terenami otwartymi. Leśnicy przechodzą szkolenia z ornitologami, montują platformy lęgowe dla rzadkich gatunków, na przykład bociana czarnego, sokoła wędrownego czy rybołowa oraz od wielu lat prowadzą programy ochrony leśnych kuraków – głuszca i cietrzewia. PO PIERWSZE PREWENCJA W większości krajów europejskich nie funkcjonuje generalny, ustawowy zakaz prowadzenia prac leśnych w okresie lęgowym ptaków. System ochrony opiera się, podobnie jak w Polsce, na zakazie
62
W 2025 roku na terenach zarządzanych przez Lasy Państwowe istniało 4441 stref wokół gniazd ptaków. umyślnego niszczenia gniazd i płoszenia ptaków, wynikającym z Dyrektywy Ptasiej, oraz na stosowaniu środków zapobiegawczych w praktyce leśnej. W Estonii i Finlandii przez lata dominowało podejście indywidualne: prace leśne mogą być prowadzone, ale muszą być wstrzymywane tam, gdzie stwierdzono aktywne gniazdowanie ptaków. Nie wprowadzono powszechnego zakazu sezonowego, konieczne jest każdorazowe rozpoznanie sytuacji w terenie. Dopiero niedawne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej otworzyło możliwość czasowego wstrzymywania prac w konkretnych przypadkach, a w niektórych krajach (np. Finlandii) trwają prace nad częściowymi, lokalnymi ograniczeniami dotyczącymi wybranych typów lasów i krótkich okresów w roku, a nie pełnego zakazu. W krajach skandynawskich i Niemczech, podobnie jak w Polsce, stosuje się ograniczenia punktowe i strefowe, na przykład wyłączenia prac w pobliżu gniazd lub tworzenie buforów wokół miejsc lęgowych, zamiast wstrzymania prac leśnych na kilka miesięcy. Podobne podejście dotyczy wielu innych państw wspólnoty – ochrona ptaków polega na unikaniu szkód i planowaniu prac, a nie na wprowadzaniu jednolitego, kalendarzowego zakazu. Warto przy tym podkreślić, że sama Dyrektywa Ptasia nie narzuca jednego, sztywnego modelu wdrażania przepisów. Państwa członkowskie mają znaczną swobodę w sposobie jej implementacji do prawa krajowego – pod warunkiem osiągnięcia celów ochrony ptaków. Oznacza to, że mogą dostosowywać rozwiązania prawne i praktyczne do własnych uwarunkowań przyrodniczych, gospodarczych i organizacyjnych. Środki zapobiegawcze mogą być włączane bezpośrednio do zasad prowadzenia gospodarki leśnej czy rolnej, a także różnicowane regionalnie. W praktyce więc to nie jednolity zakaz, lecz dobrze zaprojektowany system działań prewencyjnych i lokalnych rozwiązań stanowi podstawę ochrony ptaków w krajach Unii Europejskiej.
Fot. Dariusz Kowalewski
ECHA LEŚNE • lato 2026
63
CZŁOWIEK I LAS
TAJEMNICA KRÓLEWSKIEJ KOMNATY Zamek Królewski w Warszawie kryje niejeden sekret. Przyrodnika jednak najbardziej zdziwi wystrój królewskiej sypialni, gdyż jest ona wyłożona boazerią z cisa. Gatunku chronionego w Polsce już od XV wieku. Tekst i zdjęcia: Jarosław Krawczyk
P
oczątki Zamku Królewskiego w Warszawie sięgają XIV wieku, kiedy książęta mazowieccy wybudowali Wieżę Wielką, obecnie zwaną Grodzką. Zamek był wielokrotnie rozbudowywany, a za panowania Zygmunta III Wazy uzyskał kształt zamkniętego pięcioboku. Zniszczony podczas wojen ze Szwecją, świetność odzyskał za panowania Sasów. Kolejną przebudowę królewskiej siedziby zarządził Stanisław August, ostatni król Rzeczpospolitej. Wtedy też do królewskich komnat wprowadzono oryginalną i dziś wywołującą zdumienie dekorację – cisową boazerię.
64
OD WIEKÓW POD OCHRONĄ Cis znalazł się pod ochroną w 1423 roku. Król Władysław Jagiełło wydał tak zwany statut warcki (uchwalony w mieście Warta) złożony z kilkudziesięciu artykułów zapewniających dalszy wzrost politycznego i gospodarczego znaczenia stanu szlacheckiego. Na 31 artykułów dokumentu, sześć odnosi się do regulacji ochrony lasów i łowiectwa. Wśród nich znalazł się również ten dotyczący cisa. Jednak jak podkreśla prof. Andrzej Grzywacz, który specjalizuje się w historii leśnictwa, zapisy w królewskim dekrecie bardziej wynikały z chęci kontroli cennych zasobów niż troski o przyszłość gatunku. Niezawierające żywicy drewno cisowe, wytrzymałe, mocne i sprężyste od wieków cieszyło się dużym uznaniem. Był to materiał doskonały do obróbki. Wyrabiano z niego łuki, ale też przedmioty codziennego użytku – łyżki, trzonki do narzędzi, a nawet gwoździe, cenili je cieśle, a z racji pięknego rysunku słojów – snycerze i stolarze. Stale rosnący popyt sprawił, że w wielu krajach europejskich wytrzebiono cisowe gaje. To oznaczało, że tego cennego surowca zaczęto poszukiwać między innymi w lasach Rzeczpospolitej. Pierwsze wzmianki o handlu drewnem cisowym do Niderlandów przez Gdańsk pochodzą z 1287 roku. W późniejszych latach monopol na handel tym drewnem przejął zakon krzyżacki, który eksportował je do Anglii i Niderlandów. Słynne angielskie długie, liczące aż dwa metry wysokości łuki (longbows), które zadecydowały o wynikach bitew podczas wojny stuletniej pod Crecy czy Azincourt, wykonano właśnie z cisa. Na ziemiach polskich ochronę cisa potwierdzono następnie w okresie międzywojennym. Został on wymieniony wśród sześciu gatunków roślin chronionych jako zabytki, na podstawie ustawy o ochronie zabytków. Oprócz cisa na dosyć krótkiej liście znalazły się między innymi smaglica podolska, sosna limba czy azalia pontyjska. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej cis pospolity trafił do wykazu roślin objętych ochroną całkowitą, a od kilkunastu lat jest pod ochroną częściową. KRÓL ARCHITEKT Jak więc to się stało, że mimo ochrony królewskie komnaty zdobiono cisowymi drewnem? Król Stanisław August Poniatowski nie złamał obowiązującego w Polsce Jagiellońskiego prawa. Po pierwsze drewno pozyskał ze swoich lasów, po drugie nie sprzedał go ECHA LEŚNE • lato 2026
NAJPIĘKNIEJSZE WNĘTRZE Dominik Merlini zaprojektował królewskie łoże (typu lit a la turque), mające trzy połączone ze sobą oparcia i ustawione dłuższym z nich wzdłuż wewnętrznej ściany alkowy. Taka konstrukcja wymuszała spanie w pozycji półleżącej, co wtedy było bardzo powszechne. Obok łoża, o artystycznym wyrazie sypialni decydowała wykonana z cisowego drewna boazeria, z nałożonymi na nią złoconymi elementami dekoracyjnymi w formie wieńców, girland formowanych z gałązek wawrzynu oraz gałązek i kwiatów róży. Sypialnia musiała być dziełem znaczącym, skoro praca nad nią poprzedzona została modelem, a i koszt wykonania boazerii przez stolarza był największy spośród innych wykonanych w pomieszczeniu zleceń.
innemu państwu, a w statusie wareckim zakazano jego sprzedaży Zakonowi Krzyżackiemu. Król Stanisław August Poniatowski mieszkał na Zamku od czasu swojej koronacji w 1764 roku, zatem konieczne było dostosowanie starych wnętrz do nowych funkcji. Szczegółami projektu sypialni, zakupem drewna, kontaktami z kupcami, czy zlecenie stolarzowi obróbki cisa na boazerię zajmowali się włoskiego pochodzenia nadworni architekci: Jakub Fontana i Dominik Merlinii. Prace w królewskich apartamentach ruszyły w 1772 roku. Przez trzy kolejne lata modernizowano sypialnie, pokoje audiencjonalny i senatorski oraz kaplicę. Król do wystroju pomieszczeń potrzebował rzeczy najmodniejszych i wykonanych na najwyższym poziomie. Do królewskiej części trafiało wyposażenie z zagranicy. Nad wnętrzarskimi detalami pracowali także malarze, rzeźbiarze, stolarze, pozłotnicy czy kołtryniarze i szpalernicy (artyści obijający ściany tkaninami). Projekt zamkowej sypialni królewskiej powstawał w tragicznym momencie zarówno dla państwa, jak i dla króla. Rok 1772 był to czas chaosu i politycznego zamętu. Wciąż była żywa pamięć o konfederacji barskiej, zamachu na życie króla, a nad krajem zawisła groźba rozbioru. Według prof.
65
CZŁOWIEK I LAS
Andrzeja Rottermunda, wieloletniego dyrektora Zamku Królewskiego w Warszawie, przebudowa królewskich komnat miała symboliczne znaczenie. Warto podkreślić, że cis już w starożytnym Egipcie był drzewem władców, symbolizował nieśmiertelność, uważano, że ma również moce chroniące przez urokiem. Wspominany prof. Rottermund użycie cisowego drewna na warszawskim zamku wyjaśnia w ten sposób: „W tragicznym położeniu politycznym kraju aktualny staje się problem lojalności do królewskiej polityki, wiara w Opatrzność Boską oraz w to, że narody postępujące zgodnie z wyrokiem boskim są nieśmiertelne i mimo chwilowych niepowodzeń zawsze odradzać się będą do nowego życia – to główne przesłanie królewskiego programu. Idea ta wyrażona została przy pomocy symbolicznego znaczenia drzewa cisowego jako materiału użytego do wykonania boazerii. Cis – drzewo astralnego Saturna, wiecznie zielone, długowieczne i odporne na zużycie symbolizował nieśmiertelność stabilność i wiarę”. Poza tym Stanisław August Poniatowski urodził się 17 stycznia 1732 roku, czyli pod znakiem Koziorożca. Właśnie tym znakiem rządził Saturn, tak jak rokiem urodzenia. Astralny opiekun króla Polski był wyrazem wiary w siłę sprawczą i władzę Opatrzności Bożej w kierowaniu losami i rządami ziemskich namiestników Boga. WOJENNA POŻOGA Po latach zaborów, krótkim okresie niepodległości, we wrześniu 1939 roku Zamek Królewski w Warszawie został zbombardowany. Wtedy część wyposażenia i elementów wystroju wnętrz udało się uratować i bezpiecznie ukryć. Ostatecznego zniszczenia dokonano we wrześniu 1944 roku w czasie powstania warszawskiego. Przez ćwierć wieku po wojnie zamek nie odzyskał swej świetności. Decyzję o odbudowie podjęto dopiero w 1971 roku. Powołano Obywatelski Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego, ruszyła także społeczna zbiórka funduszy. Zespół architektów z Pracowni Zabytków projektujący odbudowę obiektu ustalił, że elementy architektoniczne, dzieła sztuki, elementy wystroju uratowane w czasie wojny, powrócą na swoje dawne miejsca. Architekci i historycy sztuki odtwarzający zamkowe wnętrza, przywiązywali dużą wagę do stosowania dawnych
66
technologii i używania – w miarę możliwości – takich samych materiałów jak w oryginalnie. Rekonstrukcji dokonywano na podstawie zachowanych XVIII-wiecznych dokumentów, projektów, rycin, z użyciem wszystkich zachowanych detali wystroju wnętrz, snycerskich i sztukatorskich. Odbudowa sypialni była jedną z wielu żmudnych prac rekonstrukcyjnych. W zabezpieczonych zbiorach zamkowych wyszukano wiszące wcześniej w sypialni obrazy Marcella Bacciarellego. W podziemiach Muzeum Narodowego odnaleziono ukryte w 1939 roku przez prof. Stanisława Lorenza, długoletniego dyrektora Muzeum Narodowego, fragmenty boazerii cisowej. Jednak do pełnej rekonstrukcji boazerii projektanci i architekci musieli uzyskać jeszcze znaczną część drewna.
POD OCHRONĄ LEŚNIKÓW Projekt przywracania cisa pospolitego w polskich lasach ruszył 20 lat temu. Program ochrony i restytucji potrwa do 2030 roku. Bezpośrednim celem jest ochrona gatunku, pośrednim natomiast wzrost różnorodności biologicznej naszych lasów. Początkowo specjaliści z Leśnego Banku Genów Kostrzyca oraz Instytutu Dendrologii w Kórniku, na zlecenie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, wykonali badania pozwalające wybrać genotypy i populacje zapewniające odpowiednią ochronę zmienności genetycznej. Na tej podstawie wytypowano populacje kwalifikujące się do dalszej reprodukcji. Wybrano też miejsca do prowadzenia produkcji materiału rozmnożeniowego. Jednym z nich jest Arboretum Leśne w Nadleśnictwie Syców. Od 2008 roku wyhodowano tam już ponad 100 tys. sadzonek, które wprowadzono w lasach w 55 nadleśnictwach i sześciu RDLP. Na terenie kraju w latach 2006–2019 do lasów wprowadzono około pół miliona sadzonek cisa. Do 2030 roku przybędzie ich w sumie 618 tys.
Zapisy w statucie warckim wynikały z chęci kontroli cennych zasobów niż troski o przyszłość gatunku. REKORDOWE POLSKIE CISY • Cis Henrykowski z Henrykowa Lubańskiego to najsłynniejszy okaz rosnący w Polsce. W 2009 roku mierzył 15 m wysokości, ale wierzchołek obumarł. Obecnie drzewo mierzy 10,5 m. Obwód pnia wynosi 425 cm. W zależności od źródła, jego wiek szacuje się między 1300 a 1500 lat. • Cis z Bystrzycy rosnący na Dolnym Śląsku w gminie Wleń. Liczy około 800 lat i ma 13 m wysokości oraz 384 cm obwodu. • Cis Donnersmarcka liczący około 600 lat. Okaz można zobaczyć w lasach Nadleśnictwa Świerklaniec. Ma około 16 m wysokości i 177 cm obwodu.
Architektka Irena Oborska z Pracowni Projektowej PKZ „Zamek” w filmie dokumentalnym wspomniała, że „zdobycie drewna cisowego było niezwykle trudne” i z pewnymi kłopotami na granicy przywieziono je dopiero z Austrii. Natomiast w artykule Jerzego Bigoszewskiego w czasopiśmie „Ochrona Zabytków” można znaleźć informację, że drewno było sprowadzone za pośrednictwem Centrali Handlowej PAGED, która zawarła kontrakt z zachodnioniemiecką firmą Theodor Nagel. Do Polski trafiło ponad 66 m kw. okleiny i prawie 5 m sześc. kłody cisowej. Wykonanie i montaż boazerii z okleiną cisową zlecono Bydgoskiej Fabryce Mebli w Nowem nad Wisłą. Prace nad rekonstrukcją boazerii w kujawskiej fabryce rozpoczęto 1978 roku i trwały do 1981 roku. ECHA LEŚNE • lato 2026
Irena Oborska opowiadała także, że przez pewien czas była widoczna różnica między pierwotną, oryginalną boazerią cisową o ciemnobrązowym kolorze, a tą zrekonstruowaną wyróżniającą się jaśniejszym odcieniem drewna. Ograniczona ilość cisowego surowca wymusiła na architektach pewne odstępstwa od oryginalnych projektów. W odtwarzanych miejscach boazeria pokryta jest okleiną cisową na podłożu drewna sosnowego, a więc nie jest ona wykonana w całości z cisa. Pierwsza wiecha nad Zamkiem pojawiła się już w 1973 roku, chociaż całość przywracania historycznego kształtu zamkowym wnętrzom zakończono w 1984 roku. Wtedy też uroczyście udostępniono obiekt publiczności.
67
W RYTMIE NATURY
TERABAJTY NATURY
Sztuczna inteligencja z ciekawostki technologicznej zmieniła się w przewodnika pomagającego zrozumieć przyrodę. Z czasem stała się nie tylko soczewką, przez którą patrzymy na naturę, ale też krzywym zwierciadłem ukazującym przyrodę taką, jaką chcemy zobaczyć, a nie taką, jaka jest naprawdę.
Fot. Shutterstock AI
Tekst: Szymon Wojtyszyn
68
J
edną z największych zalet sztucznej inteligencji (AI, artificial intelligence – ang.) jest pomaganie nam w nazwaniu tego, na co patrzymy. Dla wielu osób przyroda przez lata była tłem. Coś śpiewało w koronach drzew, coś rosło przy ścieżce, coś przemknęło w trawie. Dopiero aplikacje takie jak BirdNET, PlantNET, Merlin Bird ID czy iNaturalist sprawiły, że każdy spacer może zmienić się w małą lekcję biologii. BirdNET rozpoznaje ponad 3 tys. gatunków ptaków. Merlin Bird ID potrafi zidentyfikować ich jeszcze więcej i to z dokładnością sięgającą 98 proc. Podobnie działa iNaturalist, który już dziś dostarcza ponad 37 proc. wszystkich obserwacji do bazy danych Światowej Sieci Informacji o Bioróżnorodności (Global Biodiversity Information Facility) (z wyłączeniem ptaków), w tym 74 proc. obserwacji gadów, ponad 63 proc. pajęczaków i 55 proc. płazów. Według analizy przeprowadzonej przez badaczkę Brittany M. Mason z Uniwersytetu Florydy codziennie ukazują się średnio cztery prace naukowe, które korzystają z tych danych. To dziesięciokrotny wzrost w ciągu ostatnich pięciu lat. AI, dzięki obniżeniu progu wejścia do świata obserwacji, zmieniła amatorską obserwację przyrody w masowe narzędzie poznania, nową formę „nauki obywatelskiej”. Do tej sieci amatorów obserwacji należą miliony użytkowników, którzy codziennie dokonują przyrodniczych stwierdzeń. Nigdy wcześniej laicy nie uczestniczyli w badaniach przyrodniczych na taką skalę. Wystarczy zrobić zdjęcie liścia, nagrać śpiew ptaka albo sfotografować owada, a algorytm zaproponuje identyfikację. Tym samym świat, który był tłem, zyskał formę. Roślina przy chodniku nie jest już „chwastem”, tylko tasznikiem pospolitym. Czyż siedzący na antenie przestaje być „jakimś małym żółtym ptakiem”. Przyroda odzyskuje imiona. SZÓSTY ZMYSŁ Największa wartość AI dla przyrody nie polega jednak na tym, że umożliwiła stworzenie aplikacji podpowiadającej nazwę ptaka. W ochronie środowiska sztuczna inteligencja działa coraz częściej jak dodatkowy zmysł. Analizuje zdjęcia satelitarne, nagrania z fotopułapek, dźwięki lasów, obrazy z dronów i dane z czujników. Robi to szybciej i na większą skalę niż człowiek.
Nie ma w tym nic złego, jeśli cyfrowy las jest uzupełnieniem, a nie zamiennikiem świata realnego. Problem jest wtedy, gdy sztuczna natura całkowicie zastępuje tę prawdziwą. W magazynie naukowym „Nature Communications” zespół badawczy pod przewodnictwem Zijing Wu opisał badanie, w którym system umożliwił automatyczną lokalizację i liczenie dużych stad migrujących zwierząt kopytnych (gnu i zebr) na obszarze Serengeti-Mara z wykorzystaniem obrazów satelitarnych o wysokiej rozdzielczości. Jest to tym bardziej zadziwiające, że stada te liczyły ponad milion osobników. Proces wykrywania składa się z trzech głównych etapów: na początku zwierzęta są oznaczane poprzez generowanie dla nich maski, czyli zaznaczenie na obrazach satelitarnych, a pozostałe elementy są ignorowane. Następnie obrazy satelitarne i maski są wprowadzane do modelu zespołowego opartego na sieci U-Net w celu trenowania modelu i wygenerowania map prawdopodobieństwa identyfikacji zwierzęcia. W trzecim kroku mapy prawdopodobieństwa wygenerowane przez dziesięć modeli bazowych są uśredniane w celu uzyskania ostatecznych prognoz. Wyniki sprawdzające precyzję modelu są bardzo obiecujące, to furtka do wykrywania migracji dużych ssaków, których wcześniej nie udokumentowano. Narzędzia tego typu mogą wspierać planowanie ochrony przyrody, przewidywać presję środowiskową i wskazywać miejsca, w których działania ochronne przyniosą największy efekt. To ważne, bo zmniejszanie różnorodności biologicznej wynika także z braku informacji na jej temat, a więc braku możliwości reakcji na czas. Nie da się przecież skutecznie chronić gatunków, których rozmieszczenia, liczebności i zachowań nie znamy. Sztuczna inteligencja widzi szerzej, słyszy
69
W RYTMIE NATURY
więcej, szybciej porządkuje dane. Ale dodatkowy zmysł nie jest jeszcze mądrością. O tym, czy technologia pomoże przyrodzie, decyduje nie sama skuteczność algorytmu, a to, jak wykorzysta ją człowiek. LAS JAK Z OBRAZKA Druga twarz sztucznej inteligencji jest bardziej dwuznaczna. To cyfrowa natura: wirtualne lasy, krajobrazy 360 stopni, aplikacje relaksacyjne, terapeutyczne środowiska VR i generowane przez AI widoki gór, rzek i oceanów. W miastach, szpitalach, biurach takie rozwiązania mogą dawać realną ulgę. Badania z dziedziny psychologii środowiskowej pokazują, że kontakt z wirtualną naturą może obniżać stres, poprawiać nastrój i wspierać osoby, które z różnych powodów nie mogą wyjść do prawdziwego lasu. Nie ma w tym nic złego, jeśli cyfrowy las jest uzupełnieniem, a nie zamiennikiem świata realnego. Problem zaczyna się wtedy, gdy sztuczna natura całkowicie zastępuje tę prawdziwą. W cyfrowym lesie nie trzeba marznąć, pocić się, uważać na kleszcze i komary ani brudzić butów. To miejsce, w którym zwierzęta pojawiają się dokładnie wtedy, gdy chcemy je zobaczyć. Krajobraz jest nasycony i uporządkowany, po prostu przyjemny. To natura bez strachu, bez zapachu rozkładu, bez nudy i przypadkowości. Stwarza to niemałą pułapkę: AI tworzy przyrodę uproszczoną, zawsze piękną i dostępną na wyciągnięcie ręki. Taki kontakt uczy nas oczekiwać od natury czegoś, czego prawdziwy ekosystem nam nie dostarczy: stałej atrakcyjności. Realny las bywa cichy. Łąka nie zawsze kwitnie. Zwierzęta zwykle uciekają lub chowają się. Jeśli standardy wizyty w lesie wyznaczą nam obrazy generowane przez AI, prawdziwa przyroda może zacząć wydawać się zbyt zwyczajna, by była warta troski lub nawet uwagi. PANTERA, KTÓREJ NIE BYŁO Najbardziej widowiskowa i najgroźniejsza strona AI zaczyna się tam, gdzie wygenerowany obraz udaje dokument. Na początku 2024 roku media obiegło dramatyczne zdjęcie narciarki, za której plecami miała czaić się pantera śnieżna. Fotografia wyglądała jak kadr z sekundy przed atakiem. Zdjęcie, mimo że początkowo zmyliło odbiorców, a nawet narzędzia detekcyjne, okazało się wygenerowane przez AI. Blef był na tyle wiarygodny, że publikowały ją renomowane portale informacyjne. Pantery śnieżne należą do najbardziej skrytych kotów świata i unikają
70
ludzi. Obraz pokazujący je jako drapieżne bestie gotowe do ataku może wpływać na społeczne nastawienie do gatunku. Badania prowadzone przez zespół José Guerrero-Casado z Uniwersytetu w Kordobie potwierdzają, że takie materiały mogą zniekształcać wiedzę o zachowaniu gatunków, wzmacniać fałszywe przekonania o ich występowaniu i wpływać na decyzje ludzi w realnym świecie. Szczególnie niebezpieczne są treści pokazujące rzekome ataki, niezwykłą agresję albo odwrotnie: nienaturalną łagodność dzikich zwierząt. DZIKIE ZWIERZĘTA DISNEYA W mediach społecznościowych coraz częściej pojawiają się wygenerowane przez sztuczną inteligencję filmy, ukazujące potężne, dzikie drapieżniki w sytuacjach dla nich nienaturalnych. Niedźwiedzie bawią się jak dzieci, słonie ratują tygrysy, a drapieżniki zachowują się tak, jakby były bohaterami filmów familijnych. To krótkie, emocjonalne, łatwe do udostępnienia materiały
wywołujące natychmiastowy zachwyt, wzruszenie albo śmiech. Nierzadko są tworzone w celach monetyzacyjnych lub dla naganiania ruchu na strony internetowe. Problem w tym, że zachowanie zwierząt nie jest takie jak w bajce. Drapieżnik nie przestaje być drapieżnikiem dlatego, że algorytm pokazał go w roli troskliwego opiekuna. Zwierzę nie staje się bezpieczne, bo wygląda uroczo. Fałszywe filmy osłabiają intuicję. Widz, który setki razy zobaczył „przyjaznego” niedźwiedzia albo „oswojonego” lwa, może uwierzyć, że bliski kontakt z dzikim zwierzęciem jest normalny i bezpieczny. To przekłada się na zachowania turystów, którzy coraz częściej podchodzą zbyt blisko dzikich zwierząt tylko po to, by zrobić atrakcyjne zdjęcie. Co więcej, specjaliści zwalczający nielegalny handel zwierzętami wskazują, że takie treści nakręcają rynek bezprawnego handlu egzotycznymi zwierzętami. Popyt na nie rośnie, tak samo jak społeczna zgoda na trzymanie zwierząt dzikich gatunków w warunkach, które nie mają nic wspólnego
z ich potrzebami. Ponadto promowanie w social mediach dużych, atrakcyjnych ssaków prowadzi do „zoocentryzmu”, czyli sytuacji, w której oczekiwania społeczne względem systemu ochrony przyrody koncentrują się wokół gatunków atrakcyjnych medialnie. To ważna lekcja dla popularyzacji nauki. Zachwyt nie wystarczy. Można kochać obrazy zwierząt i jednocześnie nie rozumieć ich potrzeb. Można wzruszać się filmem z orangutanem i nie wiedzieć nic o oleju palmowym, fragmentacji lasów deszczowych i handlu młodymi osobnikami. Internet uczy nas przyrody jako spektaklu. O wiele rzadziej uczy jej jako sieci zależności. SZTUCZNA RÓŻNORODNOŚĆ Pojawienie się zaawansowanych generatorów wideo typu text-to-video (na przykład OpenAI Sora) doprowadziło do wysypu filmów z całkowicie sfabrykowanymi gatunkami fauny. Najbardziej jaskrawym przykładem są stworzenia przypominające skrzyżowanie ssaka z płazem, pieszczotliwie nazywane przez twórców „amphiblets”. Mają duże, karykaturalnie słodkie oczy. Ich wygląd jest algorytmicznie zoptymalizowany pod kątem wywoływania najsilniejszych reakcji w ośrodku nagrody ludzkiego mózgu. Ostatnio dużą popularnością cieszą się filmy z rzekomo stworzonymi lub odtworzonymi przez naukowców gatunkami zwierząt. To kolejny element układanki, która prowadzi do uznania rzeczywistej przyrody, często skrytej i mało widowiskowej, jak owady czy drobne krajowe płazy, za nudną i pozbawioną wartości. Wspomniane wcześniej badania prowadzone przez zespół José Guerrero-Casado dowodzą, że ten typ wizualnej dezinformacji wywołuje poważne zniekształcenia poznawcze, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży, prowadząc do zatarcia wiedzy o tym, które gatunki są prawdziwe, a które wykreowane.
Fot. Shutterstock AI
KIEDY OBRAZ PRZESTAŁ BYĆ DOWODEM
ECHA LEŚNE • lato 2026
Przez długi czas fotografia miała szczególny status. Nie była idealnym dowodem, ale niosła obietnicę kontaktu z rzeczywistością. Ktoś był w danym miejscu i zarejestrował coś, co istniało. AI tworzące nowe, unikalne treści zmieniło zasady gry. Obraz może wyglądać jak dokument, choć nie dokumentuje niczego.
71
Fot. Shutterstock Gen AI
W RYTMIE NATURY
Niestety, ludzkie oko i umysł nie są narzędziem doskonałym w wykrywaniu deepfake’ów (nieprawdziwych informacji). Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Nilsa C. Köbisa z Uniwersytetu Duisburg – Essen (opublikowanych w „iScience”) ludzie wykrywają około 58 proc. nieprawdziwych informacji, czyli niewiele powyżej poziomu przypadku. W kolejnych badaniach wykazano, że twarze syntetyzowane przez AI mogą być dla odbiorców nieodróżnialne od prawdziwych, a nawet oceniane jako bardziej godne zaufania. W świecie przyrody ten problem ma podwójne konsekwencje. Po pierwsze, fałszywe filmy mogą być brane za prawdziwe. Po drugie, prawdziwe filmy mogą być odrzucane jako fałszywe. To tak zwana dywidenda kłamcy: sama świadomość istnienia deepfake’ów pozwala kwestionować niewygodne dowody. Zdjęcie martwych ryb, nagranie płonącego lasu, dokumentacja cierpienia zwierząt w hodowli albo
72
film pokazujący skutki suszy mogą zostać odrzucone jednym zdaniem: „to pewnie AI”. Dla ochrony przyrody to szczególnie groźne, gdyż wymaga ona zaufania do dokumentacji terenowej, ekspertów, organizacji i instytucji. Jeśli każdy obraz staje się podejrzany, trudniej przekonać społeczeństwo, że kryzys różnorodności – także w naturze, stał się faktem. Nie da się już wrócić do świata sprzed sztucznej inteligencji. Nie ma też powodu, by idealizować przeszłość. Ludzie zawsze opowiadali o zwierzętach bajki, przypisywali im ludzkie cechy, bali się jednych gatunków i przesadnie kochali inne. AI nie stworzyła tych skłonności, ale je upowszechniła. Dlatego warto posiadać filtr, przez który będziemy patrzeć na podsyłane na ekranie obrazki przyrody. Warto pytać, skąd pochodzi film, kto go opublikował, czy pokazane zachowanie jest prawdopodobne. Przede wszystkim jednak warto pamiętać, że najważniejszy kontakt z przyrodą nie odbywa się przez ekran.
W RYTMIE NATURY
KORONNA PUSZCZA POD KRAKOWEM
Niegdyś było to ulubione miejsce polowań władców z dynastii Piastów. Dziś Puszcza Niepołomicka, stanowiąca część leśnego kompleksu promocyjnego, nadal zachwyca swym bogactwem i różnorodnością biologiczną.
W
Tekst i zdjęcia: Paweł Fabijański
przeszłości rozciągała się od Krakowa (źródła podają, że zaczynała się niemal u podnóża Wawelu) do Sandomierza. Obecnie zajmuje jedynie fragment Niziny Nadwiślańskiej, otulona Wisłą i jej prawym dopływem – Rabą. Puszczę przecinają strumienie o różnym stopniu naturalności, a z zachodu na wschód przepływa nieduża Drwinka.
Jej obecna powierzchnia – około 110 km kw., jest znacznie mniejsza niż za czasów piastowskich. Nie dziwi więc, że za ich panowania zyskała przydomek niepołomna, co w języku staropolskim oznacza ciężki do pokonania i zniszczenia, nieprzebyty. Przez długi czas ten podmokły teren był trudny do wykarczowania i zagospodarowania rolniczego.
73
W RYTMIE NATURY
Dziś obszar jest administrowany przez Nadleśnictwo Niepołomice, a od 2011 roku w całości wchodzi w skład Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Puszcza Niepołomicka”. W ramach LKP, których w całym kraju wyznaczono 25, promowana jest zrównoważona gospodarka leśna. Prowadzi się tu także edukację przyrodniczą i wspiera badania naukowe. W tych terenowych laboratoriach przyrodniczych badania prowadzą naukowcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie czy Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Puszcza nadal jest jednym z większych leśnych kompleksów w południowej Polsce. Znajdują się tu również obszary Natura 2000. Najcenniejsze przyrodnicze fragmenty położone są na dawnych terenach zalewowych Wisły i Drwinki, gdzie na naniesionych namułach rzecznych powstały żyzne gleby. Wyodrębniono tutaj siedliskowy obszar Natura 2000 „Koło Grobli”, który zajmuje powierzchnię około 598 ha. Teren ten porastają wielogatunkowe lasy liściaste, czyli grądy, a w podmokłych miejscach różnego typu łęgi: jesionowo olszowe, wierzbowe, topolowe i jesionowo-wiązowe, a także olsy o charakterze źródliskowym. We wschodniej części leży wodny rezerwat Wiślisko Kobyle, w którym znajduje się starorzecze będące
Bocian czarny, w przeciwieństwie do swojego białego kuzyna, zakłada gniazda w ustronnych miejscach.
74
ostoją chronionej grzybieni północnej. Rezerwat jest też miejscem rozmnażania płazów, w tym rzadkiej traszki grzebieniastej i kumaka nizinnego. W sezonie wegetacyjnym lasy są cieniste, z dobrze wykształconą warstwą podszytu i dużą ilością martwego drewna. Szczególnie imponująco wyglądają grądy, w których rośnie dużo olbrzymich dębów o pomnikowych wymiarach. W ich koronach gniazda zakładają orliki krzykliwe i bociany czarne. Otwarte doliny Wisły, Drwinki i Raby są doskonałym terenem łowieckim dla orlika, natomiast bociany czarne preferują niewielkie, płynące w lesie rzeki i strumienie. Gniazda obu gatunków objęte są ochroną strefową, polegającą na zakazie prowadzenia prac leśnych i drogowych w promieniu kilkuset metrów od ich lokalizacji w sezonie lęgowym, a także podchodzenia do nich. Miłośnicy ornitologii mogą usłyszeć i zobaczyć także dwa rzadkie gatunki sów: włochatki i puszczyka uralskiego, który jest jedną z największych krajowych sów (jego skrzydła mają aż 130 cm rozpiętości) i bardzo chętnie zakłada gniazda na wierzchołkach drzew lub ich złamanych kikutach. Ogółem w puszczy stwierdzono 175 gatunków ptaków, w tym 16, dla których tworzy się obszary Natura 2000, oprócz tych wcześniej wspomnianych także trzmielojada i muchołówkę białoszyją. Odmienny charakter od Wiśliska Kobylego mają leżące w zachodniej części puszczy Wielkie Błota, otwarte torfowisko niskie o powierzchni prawie 348 ha. W przeszłości teren ten był meliorowany, o czym świadczą stare, zamulające się
Traszka grzebieniasta swą polską nazwę zawdzięcza grzebieniu noszonemu przez samca w okresie godów.
kanały. Obecnie jest częściowo użytkowane jako łąka kośna. Niekoszona część południowa podlega sukcesji wtórnej, pokrywając się krzewami i drzewami, a także łanami inwazyjnych nawłoci. Żyją tu trzy rzadkie i chronione gatunki motyli: czerwończyk nieparek, modraszek telejus i modraszek nausitous. Populacje modraszków, ze względu na skomplikowany proces rozrodu, nigdzie nie są liczne. Te z Puszczy Niepołomickiej uważane są za jedne z największych w Europie. Warto podkreślić, że sprzyja im ochrona czynna, gdyż znacznie lepsze warunki do rozrodu znajdują w koszonej części torfowiska. Na obszarze Wielkich Błot rośnie relikt polodowcowy – krzewiasta brzoza niska, osiągająca maksymalnie 3 m wysokości. To jest jedno
Kumak nizinny całe życie spędza w wodzie.
Modraszek nausitous występuje jedynie w Europie.
Gąsienice delikatnego modraszka telejusa żerują na larwach i poczwarkach mrówek.
ECHA LEŚNE • lato 2026
z najdalej na południe wysuniętych w Polsce jej stanowisk. Puszcza Niepołomicka pełni dziś także ważną funkcję społeczną. Bliskość Krakowa, Bochni, Wieliczki i Niepołomic sprawia, że jest jednym z najczęściej odwiedzanych kompleksów leśnych regionu. Znajdują się tu liczne ścieżki dydaktyczne, trasy rowerowe i konne. Odwiedziny warto rozpocząć w Niepołomicach, gdzie znajduje się zamek królewski z XIV wieku. Niedaleko od niego i wylotu z miasta na wschód Drogą Królewską przy siedzibie nadleśnictwa znajduje się Izba Leśna – muzeum przedstawiające funkcjonowanie ekosystemu lasu i pracę leśników. Jej zwiedzanie jest bezpłatne. W środku kompleksu leśnego znajduje się Ośrodek Hodowli Żubrów, administrowany przez nadleśnictwo i utrzymywany ze środków Lasów Państwowych. Nie jest dostępny do bezpośredniego zwiedzania, ponieważ stanowi ważną rezerwę populacyjną dla gatunku. Nadleśnictwo, chcąc przybliżyć i zaprezentować to piękne, majestatyczne zwierzę, zbudowało platformę widokową, z której można je obserwować. Platforma znajduje się przy Drodze Królewskiej. Można do niej dotrzeć rowerem lub pieszo.
75
MIGAWKI Z NATURY
KRÓL Z IROKEZEM
Urządzając w ptasim królestwie konkurs na najbardziej ekstrawaganckiego obywatela, dudek bez wątpienia stanąłby na jednym z najwyższych stopni podium. To połączenie elegancji dworzanina, rockowego sznytu i bezwzględnego obrońcy rodziny. Tekst i zdjęcie: Łukasz Bożycki
T
o ptak, który z jednej strony zachwyca i wywołuje uśmiech na twarzy, z drugiej potrafi rzucić na kolana nawet najbardziej niewzruszonego przyrodnika. I to dosłownie, bo zapach, jaki wokół siebie roztacza, potrafi zwalić z nóg. MOTYLEM JESTEM Zacznijmy od szaty, bo ta jest spektakularna. Dudek wygląda jak egzotyczny mieszkaniec dżungli. Gdy spaceruje, mieni się gliniastopomarańczowymi, ciepłymi barwami. Jego skrzydła są szerokie, zaokrąglone i pokryte kontrastowymi, czarno-białymi pasami. W locie nie przypomina niepozornego szarego ptaka. O nie! Jego lot jest falisty, niespieszny i łopoczący. Obserwator odnosi wrażenie, że patrzy na gigantycznego, bajecznie kolorowego motyla, który po wylądowaniu rozpościera swój słynny czubek. Te imponujące, ruchliwe pióra
76
zakończone czarnymi plamkami, rozkładają się na czubku głowy niczym wachlarz. To właśnie ta ozdoba dała początek znanemu przysłowiu, że „każdy dudek ma swój czubek”. Co ciekawe, ten pióropusz służy nie tylko do ozdoby czy wyrażania emocji. Kiedy dudka zaskoczy drapieżnik, na przykład krogulec, potrafi błyskawicznie przywrzeć płasko do ziemi, szeroko rozłożyć pasiaste skrzydła i unieść czub. To skutecznie odstrasza przeciwnika. NIEZŁY Z NIEGO DUDEK Nie ma chyba w polskiej ornitofaunie drugiego ptaka, który tak mocno zakorzeniłby się w naszej frazeologii. Powiedzmy sobie szczerze, język polski nie obszedł się z dudkiem zbyt łaskawie. Dawniej mianem dudka określano głupca. Jeśli chciano kogoś bardzo obrazić, nazywano go
ŚMIERDZIONOŚNE PACHNIDŁO
Przenieśmy się teraz na Bliski Wschód, bo tam dudek zrobił iście zawrotną karierę. Według legend, sam król Salomon wziął sobie dudka za przewodnika. W tamtych rejonach ptaki te cieszyły się tak ogromną sympatią, że ich wysuszone ciała wieszano w domach na szczęście. Nawet prorok Mahomet zakazał ich zabijania. W chrześcijaństwie dudek został jednoznacznie uznany za ptaka nieczystego i jego spożywanie zostało surowo zabronione, stawiając go w jednym szeregu z sępami, sowami i wronami. Dlaczego zasłużył na taki ostracyzm? Mikołaj Rej bez owijania w bawełnę pisał, że dudek i sam śmierdzi, i gniazdo swe zawżdy splugawi. Ptaki te uwielbiają żerować na pastwiskach i łąkach, gdzie z upodobaniem sondują swoim długim, zakrzywionym dziobem wyschnięte placki krowiego lub końskiego łajna. Dlaczego to robią? Ponieważ kryje się tam ich największy przysmak: chrząszcze i ich larwy, tłuste pędraki. To zamiłowanie do obornika sprawiło, że Rzymianie bez mrugnięcia okiem ogłosili dudki patronami gnojarzy nawożących pola. ECHA LEŚNE • lato 2026
Jednak prawdziwym źródłem legendarnego, potwornego odoru dudka, porównywanego przez naocznych świadków do tony gnijącego mięsa, jest jego unikatowa strategia obronna. Samica w okresie lęgowym oraz pisklęta w gnieździe posiadają niezwykle sprawny gruczoł kuprowy. W momencie zagrożenia wydziela on gęstą, ciemnobrązową i niewyobrażalnie cuchnącą ciecz. Mało tego! Podrośnięte pisklęta potrafią z chirurgiczną precyzją wystrzykiwać tę płynną, śmierdzącą substancję (wraz z odchodami) prosto w oczy intruza, przy okazji głośno sycząc, do złudzenia przypominając agresywną i niebezpieczną żmiję. Żaden drapieżnik, niezależnie od tego, czy ma futro, czy pióra, nie odważy się wsadzić nosa do dudkowej dziupli. Ta potworna mikstura ma też drugie, genialne zastosowanie. Naukowcy odkryli, że doskonale odkaża gniazdo i chroni ptaki przed pasożytami. Ot, naturalny antybiotyk o zapachu apokalipsy. Pomimo tej niezbyt chlubnej, zapachowej otoczki, dudek potrafi chwycić za serce. Każdej wiosny i lata w naszym kraju nawołuje się około kilkadziesiąt tysięcy par dudków. Co ważne, ta liczba w ostatnich latach wykazuje lekką tendencję wzrostową, z czego powinniśmy się ogromnie cieszyć. Sprzyjają im coraz cieplejsze i suchsze lata, jako że dudki zdecydowanie preferują ciepły klimat. Najłatwiej zobaczyć go na ziemi, gdy dziarsko maszeruje w poszukiwaniu owadów albo zażywa kąpieli słonecznych lub piaskowych, co uwielbia robić. Czasami przysiądzie na drewnianym płocie albo dachu wiejskiej chaty. Unika natomiast przebywania w gęstej koronie drzew. Choć dudki chętnie zakładają gniazda w dziuplach starych wierzb czy dębów, to najczęściej są to dziuple umiejscowione tuż nad ziemią. Dudek to bez wątpienia jeden z klejnotów naszej przyrody. Choć dawne przesądy z Estonii i Skandynawii widziały w nim zwiastuna wojny i nieszczęścia, dla nas jest on symbolem sielskiego, polskiego lata. Kiedy więc następnym razem usłyszycie z oddali charakterystyczne, głuche up-up-up, uśmiechnijcie się szeroko. To znak, że gdzieś w pobliżu maszeruje mały zawadiaka z irokezem na głowie, który broni swojego gniazda z prawdziwie wybuchową pasją. Zachowajcie jednak bezpieczny dystans – tak na wszelki wypadek!
Fot. arch. prywatne
dudkiem borowym, co oznaczało głupca kalibru ciężkiego. Do dziś przecież możemy wyjść na dudka, mieć kogoś za dudka, a nawet wystrychnąć kogoś na dudka. Istniała jeszcze słynna obietnica dudka na kościele. To synonim gruszek na wierzbie, obietnica całkowicie bez pokrycia. Skąd ta zła sława? Cóż, dudek na ziemi zachowuje się dość specyficznie. Porusza się żwawo, zrywami, ciągle kiwa głową i zmienia kierunki, co dawniej mogło uchodzić za przejaw błazeństwa. Stąd też wziął się zapomniany już czasownik dudkować, który oznaczał tyle, co stroić żarty, błaznować, ale też podlizywać się komuś i schlebiać. Sama nazwa ptaka jest czystym dźwiękonaśladownictwem. Jak pisał Jan Andrzej Morsztyn: dudkowie dudają. Dudek woła bowiem niskim, głuchym i monotonnym up-up-up lub du-du-du. To właśnie z tego prostego, pierwotnego dźwięku zrodziło się powiedzenie, że ktoś nie potrafi powiedzieć ani dudu oraz czułe, dziecięce określenie duduś. Nawet badacze nie wysilili się zbytnio, nadając mu łacińską nazwę Upupa epops, co w uszach polskiego słuchacza brzmi zabawnie.
ŁUKASZ BOŻYCKI jest doktorem nauk biologicznych, fotografem przyrody, dziennikarzem, autorem programów przyrodniczych. Nagrodzony w konkursie fotograficznym organizowanym przez BBC Worldwide i Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Jego „Żabowisko” zostało wybrane zdjęciem 2013 roku przez Internatinal Federation of Wildlife and Nature Photography. W 2015 roku został finalistą Wielkigo Konkursu Fotograficznego National Geographic Polska. W radiu RDC prowadzi audycję „Animalista”, w TVP1 serial „Przyrodnik na tropie”.
77
Fot. arch. prywatne
SMAK ŻYCIA
Monika Kucia kuratorka Festiwalu Gorzkie Żale i Nowe Epitafie, dziennikarka kulinarna, promotorka regionalnych i tradycyjnych produktów. Współautorka i producentka filmów o charakterze edukacyjno-promocyjnym m.in. Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku.
KIEDY LAS SMAKUJE MAGIĄ
W najkrótszą noc w roku las opowiada historie, których nie usłyszymy w jasny, czerwcowy dzień. Zaciera się granica między światami, ogień łączy się z wodą, rośliny zyskują niezwykłą moc, a tajemnice lasu wzywają, by je odkryć i wzmocnić się ich siłą. Tekst: Monika Kucia
P
rzesilenie letnie następuje najczęściej 21 czerwca, rzadziej 20 lub 22 czerwca. Słowiańska Noc Kupały (kupalnocka) wypada w tę najkrótszą noc roku. Nazwę Nocy Kupały można wyprowadzać bezpośrednio od słowa „kąpać” lub „kąpiel” (prasłowiańskie kųpati). Centralnym elementem święta były rytualne kąpiele w rzekach i jeziorach, które zyskiwały tej nocy magiczną moc uzdrawiania, oczyszczania i zapewniania płodności. Nazwa mogła więc pierwotnie oznaczać po prostu „noc kąpieli” lub „święto kąpieli”. Ta teoria współgra z późniejszą chrześcijańską nazwą – Nocą Świętojańską obchodzoną z 23 na 24 czerwca. Kościół, nie mogąc wykorzenić pogańskich obrzędów wody, połączył je z postacią św. Jana Chrzciciela, który chrzcił ludzi wodą (czyli ich „kąpał”). W tradycji wschodniej św. Jan jest nazywany Iwanem Kupałą (Janem Kąpielowym). „RWĘ CIĘ ŚMIALE”
Kwiat paproci (zwany też kwiatem perunowym) to ikoniczny symbol Nocy Świętojańskiej. Choć paprocie nie kwitną, legenda o ich kwiatach stanowi sedno sobótkowej magii. Łączy w sobie ludzką tęsknotę za bogactwem, mądrością i szczęściem z surowymi zasadami moralnymi. Według podań, paproć zakwita tylko raz w roku, w samo południe przed Nocą Świętojańską lub o północy, jedynie na ułamek sekundy. Kwiat miał być krwistoczerwony,
78
lśniący ognistym blaskiem, białym lub złotym, tak jasnym, że oślepiał poszukiwacza. Pachniał przy tym tak silnie i przyjemnie, że wskazywał drogę w leśnym gąszczu. Zdobycie kwiatu gwarantowało znalazcy nadludzką wiedzę i moc. Miał on rozumieć mowę zwierząt i roślin, widzieć skarby ukryte głęboko w ziemi, znać przeszłość i przyszłość, a także cieszyć się wieczną młodością, bogactwem i absolutnym szczęściem. Jednak trudna do udźwignięcia jest cena: znalezionym bogactwem i szczęściem pod żadnym pozorem nie wolno się z nikim dzielić. Ten, kto złamie ten zakaz, traci wszystko, co zyskał, a często i własne życie. Skoro leśnicy i botanicy są zgodni, że paprocie nie kwitną, skąd wzięła się tak trwale obecna w kulturze ludowej legenda? Wśród roślin, które mogły być inspiracją dla kwiatu paproci jest nasięźrzał pospolity, niepozorna roślina (z rodziny nasięźrzałowatych, niegdyś nawet uznawanych za bliskie paprociom) posiadająca nietypowy liść zarodnionośny, który wygląda jak kłos lub właśnie mały „kwiat”. Lśniący rosą w blasku księżyca, mógł w oczach dawnych zbieraczy ziół uchodzić za magiczny. Nasięźrzał był używany w ludowej magii miłosnej, temu, kto go zerwał, miało dopisywać szczęście w miłości i bogactwo. Ale było to nie lada wyzwanie – kwiat paproci należało zerwać, idąc tyłem, co chroniło przed porwaniem przez diabła. Kto zrywał kwiat, musiał wyrecytować tekst zaklęcia: „Nasięźrzale, nasięźrzale!
Fot. Shutterstock.com/vetre
Rwę cię śmiale / Pięcią palcy, szóstą dłonią, niech się chłopcy za mną gonią;/ Po stodole, po oborze. Dopomagaj, Panie Boże”.
Kwiat paproci to coś więcej niż tylko opowieść o bogactwie. W tradycji sobótkowej jest symbolem poszukiwania prawdy i tego, co w życiu najważniejsze.
ŁZY MATKI BOSKIEJ NA KASZEL Początek lata to obfitość łatwo dostępnych zielarskich skarbów. I jak napisał Bolesław Leśmian w „Łące” „mocniej zioła zapachną w cztery świata strony, gdy zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony”. Zioła prowadzą więc nas do tego, co poza ciałem. Leczą więc duszę. W medycynie tradycyjnej nie jest ciału do duszy daleko – i nie chodzi tu choroby psychosomatyczne, ale o takie postrzeganie ciała, które go od duszy nie oddziela. Zielem świętojańskim nazywany jest dziurawiec, który ma charakterystyczne złocistożółte kwiatostany. Z wysuszonych kwiatów robi się napar, który działa regulująco na przemianę materii, podobno pomaga przy bezsenności i nadmiernej pobudliwości, ponoć zmniejsza też objawy depresji. Zwyczajowo nazywany jest zielem świętojańskim, ponieważ zwykle kwitnie w drugiej połowie czerwca, na św. Jana. Dawniej wierzono, że odpędza złe moce, a jego czerwony sok (hiperycyna) kojarzono z krwią św. Jana. Kolejną rośliną, która w dzień poprzedzający Noc Świętojańską miała mieć największą moc magiczną i leczniczą jest macierzanka piaskowa. To niska, płożąca się i tworząca gęste kępy krzewinka, kwitnie w czerwcu na bladoróżowo, liliowo i fioletowo. Najłatwiej znaleźć ją na suchych łąkach, brzegach borów sosnowych, wrzosowiskach, przydrożach i słonecznych zboczach. W Polsce jest pospolita. Tradycyjnie używano jej do kadzenia i ochrony przed złem. Medycyna potwierdza mądrość ludową. Macierzanka jest jednym z najlepszych naturalnych leków na kaszel. Pobudza produkcję śluzu w drogach oddechowych i ruchy rzęsek, co ułatwia odkrztuszanie. Olejki eteryczne działają przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo, a zapach macierzanki ma działanie wyciszające, uspokajające i relaksujące. Nazwa „macierzanka” pochodzi od słowa „macierz” (matka), co wiąże ją z kultem płodności i ochroną. Wierzono, że pochodzi z łez Matki Boskiej. Przez cały czerwiec dostępna jest także poziomka pospolita. Oprócz pysznych owoców, cennym surowcem są liście, najlepiej młode, w pełni rozwinięte, bez ogonków. Liście poziomki działają
ECHA LEŚNE • lato 2026
ściągająco, moczopędnie, przeciwzapalnie i przeciwbiegunkowo – wspierają przemianę materii. Podobnie wartościowe ulistnienie ma czernica (borówka pospolita). W ziołolecznictwie jej liście wspierają leczenie cukrzycy, obniżając poziom cukru we krwi. Ponadto działają moczopędnie, przeciwzapalnie i ściągająco. W OGIEŃ, W WODĘ, W SIEBIE Noc Świętojańska, będąca chrześcijańskim następcą słowiańskiego święta przesilenia letniego jest przesycona dawną symboliką. Dla Słowian była to noc triumfu światła nad ciemnością, ognia nad wodą oraz czas potężnej magii miłosnej, agrarnej i ochronnej. Wszystkie rytuały odprawiane tej najkrótszej nocy w roku miały na celu zapewnienie urodzaju, płodności, zdrowia i miłości, a także ochronę przed złymi mocami, które w tym „granicznym” czasie miały być szczególnie aktywne. Ogniska sobótkowe (Palinocki) były rozpalane na wzgórzach, polanach lub brzegach rzek. Dym z nich miał chronić przed czarownicami, demonami i chorobami, a także odwracać gradowe chmury. Skoki przez ogień były kluczowym rytuałem ochronnym i miłosnym. Skok miał oczyszczać z grzechów, chorób i pecha, a także dodawać sił. Zakochani przeskakiwali trzymając się za ręce. Jeśli dłonie się nie rozdzieliły, wróżyło to trwałą miłość i szybki ślub. Był to rodzaj nieformalnych zaręczyn. Wspomniane wcześniej rytualne kąpiele w rzece lub jeziorze w noc świętojańską albo o świcie miała zapewniać zdrowie, urodę, odwzajemnioną miłość i płodność. Kwiat paproci to coś więcej niż tylko opowieść o bogactwie. W tradycji sobótkowej stanowi symbol poszukiwania autentyczności, prawdy i tego, co w życiu najważniejsze. Legendarna zasada niedzielenia się zdobytym bogactwem może być interpretowana jako ostrzeżenie, że prawdziwe, wewnętrzne szczęście i spokój są czymś, co każdy musi odnaleźć w sobie sam. Poszukiwanie kwiatu paproci było metaforą odważnego dążenia do autentyczności i wewnętrznego spokoju. Noc Świętojańska jest więc idealnym czasem, by – jak dawni poszukiwacze – wyruszyć w głąb lasu i w głąb siebie w poszukiwaniu własnego, cudownego „kwiatu paproci”, a przy okazji zebrać w lesie dobroczynne rośliny wspierające nasze ciało i duszę.
79
ZIELONY PARAGRAF
Fot. arch. prywatne
BEZPIECZEŃSTWO NA SZLAKU
Maciej Sadłek starszy ratownik Grupy Beskidzkiej GOPR, radca prawny
N
Sezon wędrówek ruszył na dobre. Leśne i górskie szlaki przeżywają oblężenie. Zanim jednak wyruszymy w „dzicz”, należy pamiętać o przestrzeganiu kilku zasad, które mogą zadecydować o naszym bezpieczeństwie.
a początku warto wyjaśnić, że z uwagi na konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa w górskim terenie, status tych obszarów został uregulowany ustawowo. Jednak definicja terenów górskich w oparciu o kryteria geologiczne mogłaby prowadzić do wykluczenia niektórych z nich z ustawowej ochrony. Są one bardzo istotne, gdyż na podstawie tych geologicznych opisów mogą działać tam ratowniczki i ratownicy z GOPR (Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe – red.) oraz TOPR (Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe – red.), czyli organizacji prowadzących akcje ratownicze w górach. Dlatego też w ustawie z 2011 roku doprecyzowano definicję obszaru górskiego i dokładnie wymieniono pasma, które go tworzą. To m.in. Beskid (np. Niski, Wyspowy, Średni, Sądecki, Żywiecki, Mały, Śląski) Bieszczady, Pieniny, Tatry. Przyjęte kryterium mieszane, czyli geograficzno-urbanizacyjne, praktycznie pokrywa się z terenem działania dwóch stowarzyszeń niosących pomoc w górach: TOPR (od 1909 roku) oraz GOPR (od 1952 roku). W górach podobnie jak w lasach publicznych, poza pewnymi wyjątkami, można poruszać się bez ograniczeń. Jednakże, obszary górskie często wyróżniają szczególne wartości przyrodnicze, społeczne, kulturowe czy krajobrazowe – to nic innego jak definicja obszaru parku narodowego, krajobrazowego czy rezerwatu przyrody. I tutaj faktycznie napotkamy już istotne ograniczenia w planowaniu naszych wędrówek. Zgodnie z art. 15 ust. 1 pkt 15 ustawy o ochronie przyrody w parkach narodowych oraz w rezerwatach przyrody zabrania się ruchu pieszego, rowerowego, narciarskiego i jazdy konnej
80
wierzchem, z wyjątkiem szlaków i tras narciarskich wyznaczonych przez dyrektora parku narodowego, a w rezerwacie przyrody – przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Zatem czy szlaki wskazane w ustawie pokrywają się ze szlakami wyznaczonymi i znakowanymi przez PTTK (Polskie Towarzystwo Turystyczne i Krajoznawcze)? Co do zasady tak. Jednakże to dyrektor parku narodowego ostatecznie decyduje o przebiegu dozwolonego szlaku. Rolą PTTK jest właściwe oznakowanie tras dostępnych dla turystów. Przykładowo na obszarze parku narodowego „Królowej Beskidów” – jak określana jest Babia Góra – kwestię tę reguluje Regulamin udostępnienia turystycznego Babiogórskiego Parku Narodowego. W terenie, zarówno szlaki, jak i ścieżki są znakowane przez pracowników parku narodowego lub członków PTTK. Z tą różnicą, że o ile w zwykłym lesie szlak turystyczny stanowi wyłącznie propozycję wędrówki, o tyle w parku narodowym czy rezerwacie za poruszanie się poza szlakiem grozi areszt lub grzywna (art. 127 ustawy o ochronie przyrody). Ważną wskazówką przy planowaniu wędrówek górskich są kolory szlaków pieszych. Przykładowo: szlaki czerwone to szlaki główne – najważniejsze w danym regionie. Kolor niebieski oznacza szlaki dalekobieżne, podczas gdy czarny to zazwyczaj krótkie trasy, stanowiące łącznik między innymi szlakami. Kolory szlaków nie mają związku ze stopniem ich trudności, jak ma to miejsce w przypadku tras narciarskich. Turyści, którzy zeszli ze szlaków i zabłądzili, nie zawsze samodzielnie wyjdą z opresji. Najczęściej potrzebują pomocy w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, przy załamaniu pogody,
wyczerpaniu sił lub w razie urazów czy nagłych zachorowań – większość z nich nie schodzi z wyznaczonego szlaku celowo. W sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia, ale także zabłądzenia, nie warto zwlekać z wezwaniem pomocy. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Czas ma olbrzymie znaczenie w prowadzeniu wszelkich akcji górskich. Dotarcie do poszkodowanego może trwać kilkadziesiąt minut w normalnych warunkach – czas wydłuża się w trudnych warunkach atmosferycznych. Każda zwłoka w wezwaniu pomocy niewątpliwie przełoży się na czas udzielenia pomocy. W przypadku zabłądzenia, ratownicy GOPR, podobnie jak dyspozytor numeru 112, potrafią udzielić pomocy i niezbędnych wskazówek już w trakcie rozmowy telefonicznej, nakierować zagubionych na właściwy szlak czy ścieżkę. Warunkiem skutecznego wezwania pomocy jest jednak naładowany telefon, o czym warto pamiętać przy planowaniu wycieczek. Dobrym zwyczajem wciąż pozostaje poinformowanie bliskich o planowanej trasie wyprawy i godzinie powrotu – choć wydaje się to staromodne, w dalszym ciągu cześć zgłoszeń, zakończonych szczęśliwym zakończeniem i odnalezieniem poszkodowanych wraz z udzieleniem im niezbędnej pomocy, wynika ze zgłoszeń dokonanych przez członków najbliższej rodziny lub zaniepokojonych przyjaciół. Można takie informacje zostawić także w miejscu noclegu. Będąc w górach, warto korzystać z aplikacji RATUNEK, która po uruchomieniu i wezwaniu pomocy pokazuje naszą lokalizację oraz stan naładowania baterii we wszystkich stacjach centralnych grup regionalnych GOPR. Warto pamiętać, że samo skorzystanie z aplikacji RATUNEK wymaga jeszcze potwierdzenia zgłoszenia w rozmowie telefonicznej z ratownikiem. Aplikacja nie jest jednak jedynym sposobem wezwania pomocy. Bardzo skuteczny jest również bezpośredni telefon do GOPR – 985, który ma tę zaletę, że przekieruje nas do najbliższej stacji centralnej GOPR. Jeżeli skorzystamy z tego numeru w masywie Pilska, połączymy się z ratownikiem dyżurnym Grupy Beskidzkiej GOPR w Szczyrku. Jeżeli zadzwonimy ze szczytu Turbacza, połączymy się z ratownikiem dyżurnym Grupy Podhalańskiej GOPR w Rabce Zdroju. Dodatkowym numerem wezwania pomocy jest również 601-100-300, przy czym nie zawsze zostaniemy od razu połączeni z właściwą grupą GOPR ECHA LEŚNE • lato 2026
Fot. Malwina Sokołowska
– często będziemy musieli uzupełnić zgłoszenie o podanie lokalizacji, co w sytuacji stresu może powodować wydłużenie czasu zgłoszenia i oczekiwania na ratunek. Ostatecznie, zawsze możemy również skorzystać ze znanego niemal każdemu numeru ratunkowego 112. Niestety, mimo starań ratowników, obecnie GOPR i TOPR nie są jeszcze bezpośrednio objęte systemem Centrum Powiadamiania Ratunkowego. W konsekwencji, dyspozytor numeru 112 nie ma prostej możliwości przekierowania połączenia bezpośrednio do GOPR. To również powoduje wydłużenie czasu zgłoszenia, choć niekwestionowaną zaletą numeru 112 jest to, że może działać poza zasięgiem naszego operatora sieci komórkowej. Choć w swoim statucie GOPR ma także takie cele jak ochrona środowiska naturalnego, profilaktyka oraz propagowanie bezpiecznych form aktywności, to naczelnym celem od ponad stu lat pozostaje niesienie pomocy osobom, których zdrowie lub życie jest zagrożone. Ratownicy nigdy nie oceniają, czy poszkodowany znajduje się w obrębie dopuszczalnego szlaku czy drogi leśnej, albowiem skoro potrzebuje pomocy, to najpewniej znalazł się poza nim nieświadomie. Ratownictwo górskie w Polsce pozostaje nieodpłatne, pomimo coraz częściej dających się słyszeć głosów wzywających do wprowadzenia odpłatności za akcje ratunkowe. Odpłatne akcje ratunkowe, jak ma to obecnie miejsce u naszych południowych sąsiadów (zarówno w Czechach, jak i Słowacji akcje górskie są odpłatne – dlatego warto zadbać o właściwe ubezpieczenie), byłyby sprzeczne z ideą ratownictwa górskiego zapoczątkowaną przez gen. Mariusza Zaruskiego, założyciela TOPR, oraz wielu innych osób zaangażowanych w niesienie pomocy na górskich szlakach.
81