POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1651 (1951) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 9 MAJA 2026
Tomasz Bagnowski
![]()
NUMER 1651 (1951) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 9 MAJA 2026
Tomasz Bagnowski
Wielu Amerykanów nie jest w stanie udŸwign¹æ wy¿szych sk³adek na ubezpieczenie zdrowotne, które pojawi³y siê po tym, jak kongres nie przed³u¿y³ ulg podatkowych, kluczowego elementu Affordable Care Act, potocznie znanego jako Obamacare.
Na razie trudno oszacowaæ jak wiele osób zostanie bez ubezpieczenia zdrowotnego po reformach wprowadzonych przez rz¹d Donalda Trumpa. Ju¿ jednak na etapie wstêpnych zapisów do programu Obamacare widaæ, ¿e liczba chêtnych spad³a o oko³o 1,2 miliona osób w porównaniu z poprzednim rokiem. Wed³ug doniesieñ firm ubezpieczeniowych, urzêdników stanowych i analityków bran¿owych, ogólna liczba nieubezpieczonych zwiêkszy siê o wiele wiêcej. Spadek wed³ug ekspertów mo¿e nawet przekroczyæ 20 procent.
Rosn¹ce koszty opieki zdrowotnej sta³y siê jedn¹ z g³ównych obaw Amerykanów, co potwierdzaj¹ liczne sonda¿e. Wy¿sze sk³adki dotykaj¹ te¿ osób ubezpieczonych przez pracodawców, poniewa¿ koszty us³ug medycznych rosn¹ w ca³ym kraju. Coraz popularniejsze staj¹ siê plany z wysokimi odliczeniami (deductibles), co dodatkowo zwiêksza wydatki z w³asnej kieszeni pacjentów.
Analiza przeprowadzona przez Wakely Consulting Group, firmê dysponuj¹c¹ szczegó³owymi danymi z bran¿y ubezpieczeniowej, przewiduje nawet spadek pokrycia o 26 procent w porównaniu ze œredni¹ z poprzedniego roku. Niektóre plany ubezpieczeniowe, na przyk³ad Blue Cross, straci³y w tym roku od 20 do 30 procent klientów. Wielu ubezpieczonych przechodzi na tañsze polisy, ale z znacznie wy¿szymi kosztami w³asnymi (out-of-pocket). Jak podkreœla rzecznik Blue Cross Blue Shield Association, szczególnie mocno uderzone zosta³y osoby w œrednim wieku, oraz ci, którzy przeszli na wczeœniejsz¹ emeryturê. Po reformach republikanów w niektórych regionach ich sk³adki wzros³y o 1000 dolarów miesiêcznie lub wiêcej.
PE£NE WYDANIE
➭ Pierwszy samochód wylosowany – str. 2
➭ Portrety i pejza¿e – str. 3
➭ Egzamin dojrza³oœci, wiêcej ni¿ sprawdzian wiedzy – str. 7
➭ Uroczystoœæ wpisana w polskie serca i tradycjê – str. 8-9
➭ Lekcja z Litwy - gorset przepisów – str. 13
➭ G³ów obcinanie – str. 15
W wielu stanach oko³o 10 procent osób, które by³y dot¹d ubezpieczone dziêki Obamacare, wybiera teraz tañsze plany, które w razie k³opotów charakteryzuj¹ siê bardzo wysokimi odliczeniami, nawet do 10 tys. dolarów rocznie.
bez ksi¹¿ek” jest wielk¹ promocj¹ audiobooków i wychodzi na przeciw zmieniaj¹cemu siê œwiatu. S³uchanie uatrakcyjniaj¹ wra¿enia dzwiêkowe, np. szum morza, przelatuj¹cy samolot, itp. Wstêp i s³uchanie s¹ bezp³atne. Warto przetestowaæ nowe miejsce.
Street – Manhattan.
➭ 6


Tomasz Konieczny to pochodz¹cy z £odzi œwiatowej s³awy bas-baryton, aktor i re¿yser. Od 2019 roku nowojorczycy mog¹ go podziwiaæ na scenie Metropolitan Opera. W sezonie 2025/26 wyst¹pi³ w dwóch produkcjach – jako Mandryka w „Arabelli” Ryszarda Straussa i Gorwenala w „Tristanie i Izoldzie” Ryszarda Wagnera. W rozmowie z „Kurierem Plus” opowiada o karierze, ¿yciu w nieustannym ruchu miêdzy kontynentami, o bliskim jego sercu projekcie festiwalu Baltic Opera, a tak¿e o drodze, która wydarzy³a siê wbrew planom.
Czym s¹ dla Pana wystêpy w Metropolitan Opera i jakie jest to miejsce z punktu widzenia artysty?
W Metropolitan Opera zadebiutowa³em w 2019 roku w „Pierœcieniu Nibelunga” Ryszarda Wagnera. W ci¹gu trzech miesiêcy pobytu zakocha³em siê absolutnie i w mieœcie, i w operze, bo ta opera to marzenie ka¿dego artysty, który wykonuje ten zawód. To Mount Everest opery – miejsce, w którym ka¿dy chce wystêpowaæ. Na œwiecie s¹ dwa takie teatry: Vienna State Opera i Metropolitan Opera w Nowym Jorku –dla œpiewaków absolutnie najwa¿niejsze. Wystêp w nich otwiera kolejne drzwi – sprawia, ¿e inne sceny zaczynaj¹ siê tob¹ interesowaæ. To ta bardziej „biznesowa” czy zawodowa strona. Ale z perspektywy czysto ludzkiej i artystycznej wygl¹da to trochê inaczej. Metropolitan Opera to przede wszystkim teatr, w któ-
rym pracuje siê w znakomitych warunkach: profesjonalnych, komfortowych i dobrze zorganizowanych. To nie jest nowy budynek, wiêc zaplecze wygl¹da inaczej ni¿ to, co widzi publicznoœæ – ale to dotyczy w³aœciwie ka¿dego teatru. Natomiast wszystko jest tam niezwykle czyste i œwietnie przygotowane na potrzeby artystów. Czujemy siê zaopiekowani, mamy poczucie bezpieczeñstwa i komfortu pracy. Nie zamieni³bym tego miejsca na ¿adne inne. Atmosfera pracy jest wyj¹tkowa – ca³a ekipa dzia³a jak jeden organizm, nie ma napiêæ ani konfliktów. Czujemy, ¿e ktoœ nad nami ca³y czas czuwa i dba o ka¿dy szczegó³. To scena absolutnie wybitna. Ma znakomit¹ akustykê – mo¿na tam œpiewaæ zarówno bardzo cicho, jak i bardzo g³oœno, a przestrzeñ wszystko przyjmuje i oddaje w niezwykle naturalny sposób.
28 kwietnia, w oddziale PSFCU na Staten Island odby³a siê ceremonia wrêczenia symbolicznego klucza do nowego samochodu wylosowanego w ramach wielkiej promocji z okazji 50-lecia Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej. Zwyciêzc¹ pierwszego losowania i w³aœcicielem samochodu marki Cadillac XT5 zosta³ pan Zbigniew B. ze Staten Island, NY. Pan Zbigniew jest Cz³onkiem Naszej Unii od oœmiu lat i na co dzieñ korzysta z oddzia³u na Staten Island. Podczas ceremonii otrzyma³ symboliczny klucz, natomiast samochód odbierze ju¿ wkrótce od dealera.
„Z ogromn¹ radoœci¹ mamy dziœ przyjemnoœæ wrêczenia symbolicznego kluczyka do pierwszego wylosowanego samochodu panu Zbigniewowi” – powiedzia³ Dyrektor Wykonawczy Unii, Bogdan Chmielewski. „Jest to samochód marki Cadillac XT5. Zale¿a³o nam, ¿eby to by³a dobra amerykañska marka, jako ¿e mieszkamy w Stanach Zjednoczonych. I liczê na to, ¿e ten wygrany samochód bêdzie s³u¿y³ panu Zbigniewowi przez d³ugie lata.” – doda³.
Pan Zbigniew nie kry³ radoœci i zaskoczenia wygran¹. „Jestem bardzo zaskoczony, choæ oczywiœcie mile, ¿e uda³o mi siê wygraæ” – mówi³ po otrzymaniu symbolicznego klucza. „Kiedy otrzyma³em te-
lefon, ¿e wygra³em samochód, to serce zaczê³o mi tak biæ, ¿e pani, z któr¹ rozmawia³em powiedzia³a, ¿ebym sobie usiad³” – opowiada³ ze œmiechem. „Od razu to do mnie tak naprawdê nie dotar³o, dopiero po jakimœ czasie zrozumia³em, ¿e faktycznie wygra³em to auto!”
Piêkne s³owa skierowa³ te¿ pod adresem Naszej Unii. „Tu zawsze czu³em siê doceniony (...) ka¿dy stara siê mnie zrozumieæ, pomóc. Dopóki bêdê w Stanach, nie mam zamiaru zmieniaæ banku na inny”. Losowanie odby³o siê w ramach promocji z okazji 50-lecia Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej i zosta³o dokonane zgodnie z regulaminem promocji przez National Sweepstakes Compa-

ny, LLC, niezale¿n¹ firmê zajmuj¹c¹ siê prowadzeniem tego typu kampanii. W jubileuszowym dla PSFCU roku odbêd¹ siê w sumie cztery losowania, w ramach których Cz³onkowie PSFCU bêd¹ mieli mo¿liwoœæ wygrania samochodu Cadillac XT5 jako nagrody za cz³onkostwo w PSFCU. Regulamin losowania zak³ada, ¿e ka¿dy rok cz³onkostwa w PSFCU daje 1 szansê w loterii, zatem d³ugoœæ posiadania konta w PSFCU wskazuje, ile losów bêdzie bra³o udzia³ w ka¿dym losowaniu. W ten sposób naturalnie najwiêksze szanse maj¹ Cz³onkowie z najd³u¿szym sta¿em. Losy odpowiadaj¹ce latom cz³onkostwa bior¹ automatycznie udzia³ w ka¿dym z czterech losowañ, które odbêd¹ siê po zakoñczeniu ka¿dego kwarta³u 2026 r. Warto dodaæ, ¿e osoby, które otworz¹ konto w Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej w ci¹gu obecnego roku równie¿ wezm¹ udzia³ w losowaniu kolejnych samochodów.
* Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa zaplanowa³a na swoje piêædziesiêciolecie ca³y szereg wydarzeñ. Poza losowaniami samochodów oraz lokalnymi obchodami, w paŸdzierniku zorganizowanych zostanie kilka koncertów, na które Cz³onkowie PSFCU bêd¹ mieli bezp³atny

Gdy wiosna budzi œwiat, a nasze mitochondria prosz¹ o wsparcie
Przysz³a wiosna. Drzewa wypuszczaj¹ liœcie, ptaki œpiewaj¹, s³oñce zagl¹da do okien, a cz³owiek mówi: „Nie mam si³y. Nic mi siê nie chce. Przespa³bym tê ca³¹ odnowê biologiczn¹ przyrody”. To w³aœnie wtedy mówi siê o tak zwanym przesileniu wiosennym. Po zimie organizm potrzebuje powrotu do równowagi. Przez kilka miesiêcy mieliœmy mniej œwiat³a s³onecznego, mniej ruchu, ciê¿sz¹ dietê, gorzej spaliœmy. Poza tym: zmiany temperatury, skoki ciœnienia, py³ki roœlin, obci¹¿enie uk³adu odpornoœciowego. Przyroda mówi: „Start!”, a cia³o odpowiada: „Chwileczkê, ja jeszcze zak³adam buty”.
W takich okresach warto spojrzeæ g³êbiej – do poziomu komórki. W ka¿dej komórce naszego organizmu znajduj¹ siê wa¿ne struktury zwane mitochondriami. Mo¿na je porównaæ do mikroskopijnych elektrowni. To one uczestnicz¹ w produkcji ATP, czyli podstawowej „waluty energetycznej” komórki. Dziêki ATP komórki mog¹ wykonywaæ codzienne zadania, a ca³y organizm ma lepsze warunki do prawid³owego funkcjonowania.
Mówi¹c proœciej: jeœli komórka jest ma³ym miastem, to mitochondria s¹ jego elektrowni¹. Gdy elektrownia
pracuje sprawnie, miasto ma œwiat³o, ciep³o i energiê. Gdy system jest przeci¹¿ony, odczuwamy spadek witalnoœci i mniejsz¹ chêæ do aktywnoœci.
W tym kontekœcie poznajmy MitoCORE firmy Ortho Molecular Products – suplement diety opracowany z myœl¹ o wspieraniu prawid³owych procesów energetycznych komórek, ochrony antyoksydacyjnej oraz ogólnej witalnoœci organizmu. Jest to formu³a sk³adników od¿ywczych, które wspieraj¹ naturalne funkcje komórkowe.
Jednym z kluczowych jest acetyl-L-karnityna. Uczestniczy ona w transporcie kwasów t³uszczowych do mitochondriów. Jest czêsto kojarzona ze wsparciem metabolizmu energetycznego i prawid³owej pracy komórek.
Kolejnym sk³adnikiem jest kwas alfa-liponowy. To zwi¹zek który pomaga wspieraæ ochronê komórek przed stresem oksydacyjnym. Kwas alfa-liponowy pomaga wspieraæ naturalne mecha-

wstêp. „Od samego powstania, Nasza Unia by³a oparta na przekonaniu, ¿e zawsze musimy oddawaæ coœ spo³ecznoœci” – powiedzia³ Dyrektor Wykonawczy Bogdan Chmielewski. „Pragniemy, aby te losowania nagród, koncerty i inne wydarzenia by³y dla Cz³onków PSFCU dowodem naszej wdziêcznoœci za ich lojalnoœæ i zaufanie do naszej instytucji.”
O PSFUK
Za³o¿ona w 1976 r. przez grupê polskich imigrantów, by nieœæ pomoc rodakom w uzyskaniu po¿yczek na zakup domów, Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa, najwiêksza etniczna unia kredytowa w USA, posiada 25 oddzia³ów w stanach: Nowy Jork, New Jersey, Illinois, Pensylwania, Connecticut i Floryda oraz Centrum Operacyjne w Fairfield, NJ.
Przez 50 lat dzia³alnoœci, PSFCU zgromadzi³a ponad $2,7 miliarda w aktywach i pozyska³a ponad 127 tysiêcy Cz³onków.
nizmy ochronne organizmu i jest interesuj¹cym elementem formu³ ukierunkowanych na zdrowie komórkowe.
Kolejnym bohaterem jest N-acetylocysteina, czyli NAC. Jest to prekursor glutationu – jednego z najwa¿niejszych naturalnych antyoksydantów w organizmie. Wspiera naturalne procesy ochronne i pomaga utrzymaæ równowagê antyoksydacyjn¹.
W MitoCORE znajduj¹ siê równie¿ witaminy z grupy B, które odgrywaj¹ wa¿n¹ rolê w metabolizmie energetycznym. Wspieraj¹ te¿ prawid³owe funkcjonowanie uk³adu nerwowego oraz procesy przemiany bia³ek, t³uszczów i wêglowodanów.
Becny jest te¿ magnez, który uczestniczy w reakcjach enzymatycznych. Formu³ê uzupe³niaj¹ tak¿e cynk i selen, minera³y wa¿ne dla prawid³owego funkcjonowania uk³adu odpornoœciowego i ochrony komórek przed stresem oksydacyjnym. Warto wspomnieæ równie¿ o sk³adnikach roœlinnych, jak: resweratrol, ekstrakt z zielonej herbaty oraz ekstrakt z broku³ów zawieraj¹cy sulforafan. Resweratrol i polifenole z zielonej herbaty s¹ cenione za wsparcie ochrony antyoksydacyjnej. Sulforafan z broku³ów pomaga wspieraæ naturalne mechanizmy obronne komórek.

MitoCORE nie zast¹pi snu, spaceru, nawodnienia, dobrego jedzenia ani odpoczynku. Ale mo¿e byæ wartoœciowym elementem codziennego wspierania organizmu, gdy po zimie czujemy, ¿e nasza wewnêtrzna bateria potrzebuje do³adowania.
Informacja edukacyjna: Suplement diety nie zastêpuje zró¿nicowanej diety, zdrowego stylu ¿ycia ani konsultacji z lekarzem lub farmaceut¹. Oœwiadczenia dotycz¹ce suplementów diety nie zosta³y ocenione przez FDA. Produkt nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, wyleczenia ani zapobiegania chorobom. ❍

To tytu³ indywidualnej wystawy Beaty Szpury, na która zapraszamy 21 maja, w czwartek, o godz. 18:00.

Beata Szpura uczy malarstwa w amerykañskim koled¿u, jest te¿ znan¹ i cenion¹ w polonijnym œrodowisku malark¹, autork¹ m.in. œwi¹tecznych ok³adek Kuriera Plus. Jej obrazy, o ³atwo rozpoznawalnym stylu, nasycone kolorami, cechuje wdziêk, lekkoœæ kreski i optymizm, ale s¹ wœród nich tak¿e poruszaj¹ce prawd¹ psychologiczn¹ portrety, nak³aniaj¹ce do powa¿nych pytañ i egzystencjalnych refleksji.
Na kurierowej wystawie Beata poka¿e: oleje, akwarele, pastele i rysunki.
Wystawa bêdzie mia³a miejsce w Ma³ej Galerii Kuriera Plus, przy 176 Java Street (budynek Centrum Polsko S³owiañskiego), pierwsze piêtro.
Portrety i Pejza¿e 2026 to druga edycja tej cenionej wystawy prezentowanej w RIVAA Gallery, kontynuuj¹cej ¿ywy dialog pomiêdzy tradycj¹ a wspó³czesn¹ fotografi¹ artystyczn¹.
Tegoroczna ods³ona gromadzi prace 35 fotografów, tworz¹c szerok¹ i inspiruj¹c¹ prezentacjê dwóch ponadczasowych i fundamentalnych gatunków fotografii: portretu i pejza¿u.
Wystawa organizowana jest przez Polsko-Amerykañski Klub Fotografika i prezentuje nowe prace cz³onków Klubu, uczestnicz¹cych artystów ze Zwi¹zku Polskich Artystów Fotografików oraz zaproszonych fotografów z Polski i Wielkiej Brytanii. Artyœci ci tworz¹ dynamiczn¹ miêdzynarodow¹ wymianê twórcz¹, ukazuj¹c bogactwo perspektyw kszta³towanych przez dziedzictwo kulturowe, poszukiwania artystyczne oraz indywidualne doœwiadczenia.
Ka¿dy z uczestnicz¹cych fotografów podejmuje te klasyczne tematy we w³asnym, niepowtarzalnym jêzyku wizualnym. Jedni koncentruj¹ siê na emocjonalnej g³êbi i psychologicznym wyrazie ludzkiej twarzy, inni kieruj¹ obiektyw ku majestatowi, ciszy lub dynamice œwiata natury i przestrzeni miejskiej. Od kameralnych portretów po rozleg³e pejza¿e –prezentowane prace poruszaj¹ zagadnienia to¿samoœci, pamiêci, czasu i miejsca.
Szczególnym walorem drugiej edycji jest udzia³ uznanych twórców, których dorobek wywar³ znacz¹cy wp³yw na historiê fotografii wspó³czesnej, s¹ tu Tomek Sikora, Piotr Jaxa, Ryszard Horowitz, Ewa Rubinstein, Tamara Pieñko oraz Tomasz Grzyb. Ich obecnoœæ nadaje wystawie historyczn¹ ci¹g³oœæ, artystyczn¹ g³êbiê oraz inspiruj¹ce po³¹czenie ró¿nych pokoleñ twórców.
Portrety i Pejza¿e 2026 zapraszaj¹ widzów do odkrywania, jak gatunki zakorzenione w tradycji fotograficznej nadal ewoluuj¹ i zachowuj¹ swoj¹ aktualnoœæ we wspó³czesnym œwiecie. Wystawa jest zarówno ho³dem dla trwa³ej si³y portretu i pejza¿u, jak i platform¹ nowych interpretacji przekraczaj¹cych
redaktor naczelna
Zofia Doktorowicz-K³opotowska
granice geografii, pokoleñ i stylów.
Ostatecznie jest to œwiêto artystycznej indywidualnoœci i wspólnego cz³owieczeñstwa – widzianego oczami fotografów, którzy w ka¿dym kadrze odnajduj¹ piêkno, prawdê i wiêŸ.

Wystawê uœwietni koncert Krzysztofa Medyny, legendarnego polskiego muzyka Jazzowego.
Informacje o wystawie:
Wernisa¿: 15 maja 2026 roku, godzina 17:00
Finisa¿: 22 maja 2026 roku, godzina 17:00
Miejsce: RIVAA Gallery
Kurator Wystaw:
Dariusz Kanarek
Artyœci:
Cz³onkowie Polsko-Amerykañskiego
Klubu Fotografika:
Gra¿yna Benkowska, Edward Bochnak, Wies³aw Burdzy, Damian Grabski, Ryszard Horowitz, Dariusz Kanarek, Tomasz Klimek, Matt Klimek, Wojtek Kubik, Edward Madej, Marta Medyna, Ma³gorzata Olszewska, Piotr Olszewski, Aneta Pieróg-Sudo³, Ewa Rubinstein, Mira Satryan, Kazimierz Œmieszko, Ma³gorzata Sobocka, Justyn Suric, Sabina Szafrankowska, Jolanta Szczepkowska, Uta Szczerba, Jacek Szymula, Ma³gorzata Tambor, Tomasz Wielgomas, Regina Wypych, Marian ¯ak, Zosia Zeleska-Bobrowski, Ewa Zeller.
Cz³onkowie Zwi¹zku Polskich Artystów Fotografików: Tomasz Grzyb, Ryszard Horowitz, Piotr Jaxa, Dariusz Kanarek, Tamara Pieñko, Tomek Sikora, Sabina Szafrankowska.
Goœcinnie wystawiaj¹:
Agnieszka Konarska (Wielka Brytania), Izabela £apiñska (Polska), Krzysztof Opaliñski (Polska).
sta³a wspó³praca
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
Literacko-Artystyczne zaprasza na
DWA SPOTKANIA Z DR MARIUSZEM ANDRZEJEM WOLFEM
KTÓRY PRZEDSTAWI KSI¥¯KÊ POD TYTU£EM: „THIS BREED CALLED AMERICANS: REAGAN'S RHETORIC OF EXCEPTIONAL DESTINY”
18 i 19 maja 2026
Profesor Mariusz Andrzej Wolf jest wyk³adowc¹ akademickim, z doktoratem z nauk politycznych w Polskiej Akademii Nauk, specjalizuj¹cy siê w retoryce prezydenckiej USA.

Jego badania koncentruj¹ siê na American Exceptionalism i Manifest Destiny w przemówieniach Reagana, Obamy i Trumpa. Jest autorem publikacji, w których analizuje dyskurs prezydencki, wspó³czesn¹ to¿samoœæ amerykañsk¹ oraz zmieniaj¹ce siê formy przywództwa politycznego. Jego interdyscyplinarne podejœcie ³¹czy teoriê polityczn¹, analizê historyczn¹ i komunikacjê publiczn¹, czyni¹c go g³osem w sprawach przywództwa i narracji narodowych.
Mariusz Wolf jest tak¿e sta³ym analitykiem i komentatorem politycznym Polskiego Radia w Warszawie, gdzie omawia sprawy polityczne i spo³eczne zwi¹zane ze Stanami Zjednoczonymi.
PONIEDZIA£EK: 18 maja 2026, godzina 18.30
MM Art Studio: 111 Lester St., Wallington, NJ 07057
WTOREK: 19 maja 2026, godzina 18.30
Polski Instytut Naukowy: 208 East 30th St., New York, NY 10016
Organizatorzy spotkañ:
El¿bieta Kieszczyñska: EK POLISH BOOKSTORE tel.: (201) 355 –7496, Janusz Szlechta

fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska
Adam Mattauszek
Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com
Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


Ks. Ryszard Koper
Jezus powiedzia³ do swoich uczniów: „Je¿eli Mnie mi³ujecie, bêdziecie zachowywaæ moje przykazania. Ja zaœ bêdê prosi³ Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami by³ na zawsze – Ducha Prawdy, którego œwiat przyj¹æ nie mo¿e, poniewa¿ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, poniewa¿ u was przebywa i w was bêdzie. Nie zostawiê was sierotami. Przyjdê do was. Jeszcze chwila, a œwiat nie bêdzie ju¿ Mnie widzia³. Ale wy Mnie widzicie; poniewa¿ Ja ¿yjê i wy ¿yæ bêdziecie. W owym dniu poznacie, ¿e Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie mi³uje. Kto zaœ Mnie mi³uje, ten bêdzie umi³owany przez Ojca mego, a równie¿ Ja bêdê go mi³owa³ i objawiê mu siebie”. (J 14, 15-21)
Nawet przem¹drza³a sztuczna inteligencja nie jest w stanie odpowiedzieæ na pytanie: „Ile ukaza³o siê ksi¹¿ek na temat mi³oœci?” Bezradnie odpowiada: „Nie da siê okreœliæ dok³adnej liczby tych ksi¹¿ek, poniewa¿ jest to najpopularniejszy motyw literacki, obejmuj¹cy miliony tytu³ów: od klasyki, przez romanse, po literaturê psychologiczn¹. Tysi¹ce nowych ksi¹¿ek o mi³oœci ukazuj¹ siê co roku na ca³ym œwiecie”.
Pamiêtam czasy PRL-u kiedy to spod lady sprzedawano ksi¹¿kê „Sztuka kochania” autorstwa Michaliny Wis³ockiej, która ukaza³a siê po raz pierwszy w 1978 roku. By³a bestsellerem. W Polsce sprzedano oko³o siedem milionów egzemplarzy, nie licz¹c druków pirackich. Tytu³ ksi¹¿ki mia³ tyle wspólnego z mi³oœci¹ co popularne powiedzenie w kulturze anglosaskiej I make love, co mo¿na przet³umaczyæ „Uprawiam mi³oœæ”. Tym terminem okreœla siê aktywnoœæ seksualn¹, która czêsto nie ma nic wspólnego z mi³oœci¹ i jest wspólna wszystkim ssakom. My klerycy rozczytywaliœmy siê w tamtym czasie w innej ksi¹¿ce o takim samym tytule, której lekturê polecali nawet prze³o¿eni w Seminarium Duchownym. Kupowa³o siê j¹ tak¿e spod lady.
By³a to ksi¹¿ka psychologa, psychoanalityka i filozofa Ericha Fromma „Sztuka kochania”, wydana w roku 1956.
Erich Fromm w tej ksi¹¿ce pisze, ¿e mi³oœæ nie jest jedynie emocj¹, ale aktywn¹ sztuk¹ wymagaj¹c¹ wiedzy, praktyki, dyscypliny i zaanga¿owania. Podkreœla, ¿e mi³oœæ to decyzja, a nie tylko bierne doznanie. Wyró¿nia cztery podstawowe elementy mi³oœci: Aktywna troska o ¿ycie i rozwój kochanej osoby. Odpowiedzialnoœæ, która jest dobrowoln¹ odpowiedzi¹ na potrzeby psychiczne drugiej osoby. Szacunek, czyli zdolnoœæ widzenia i akceptowania cz³owieka takim, jakim jest. Wiedza, czyli poznanie drugiej osoby w jej g³êbi. Fromm wyró¿nia mi³oœæ bratersk¹, matczyn¹, erotyczn¹, do
samego siebie oraz mi³oœæ do Boga. Autor uwa¿a, ¿e wspó³czesny cz³owiek czêsto myli mi³oœæ z byciem kochanym, z zakochaniem siê lub traktuje j¹ jako przedmiot wymiany. Fromm uwa¿a, ¿e mi³oœæ jest jedyn¹ rozs¹dn¹ odpowiedzi¹ na problem ludzkiej egzystencji i sposobem na pokonanie poczucia samotnoœci. Ten ksi¹¿kowy szkic mo¿e byæ zachêt¹ do siêgniêcia po tê ksi¹¿kê oraz spojrzenia na dzisiejsz¹ ewangeliê przez pryzmat powy¿szych uwag.

Wymienione cechy mi³oœci z ksi¹¿ki Fromma wpisuj¹ siê w kszta³t mi³oœci, o której mówi dzisiejsza Ewangelia. Z t¹ ró¿nic¹, ¿e ewangeliczna mi³oœæ, nie ma ¿adnych ograniczeñ i siêga wiecznoœci. Jest to mi³oœæ, która wymaga aktywnoœci w wype³nianiu przykazañ Chrystusowych. Jest to sztuka, której trzeba siê uczyæ, aby byæ w stanie chocia¿ przybli¿yæ siê do mi³oœci Golgoty, gdzie Chrystus na krzy¿u z mi³oœci do cz³owieka oddaje swoje ¿ycie i modli siê za swoich nieprzyjació³. W doskona³y sposób wype³nia s³owa nauki, któr¹ g³osi³: „Nikt nie ma wiêkszej mi³oœci od tej, gdy ktoœ ¿ycie swoje oddaje za przyjació³ swoich. Wy jesteœcie przyjació³mi moimi, je¿eli czynicie to, co wam przykazujê”. Jest to tak¿e wype³nienie s³ów z dzisiejszej ewangelii: „Jeœli Mnie mi³ujecie, bêdziecie zachowywaæ moje przykazania”. To nie by³y tylko s³owa, ale wype³nienie woli Ojca.
Jedyn¹ s³uszn¹ motywacj¹ zachowania bo¿ych przykazañ jest mi³oœæ. Zachowujê przykazania ze wzglêdu na mi³oœæ Boga i bliŸniego. B³êdne motywacje zachowania przykazañ mog¹ przybieraæ tak¹ formê: Zachowujê przykazanie bo lêkam siê kary wiecznej. Zachowujê przykazania, bo w zamian czegoœ siê spodziewam. Chodzê na Mszê œw., bo jej opuszczenie jest grzechem itd. Zachowujemy bo¿e przykazania,
staramy byæ dobrzy ze wzglêdu na mi³oœæ Boga.
Spójrzmy jeszcze raz na mi³oœæ z czteropunktowej perspektywy. Po pierwsze, dyscyplina, która przynagla nas do podjêcia trudnego zadania, poniewa¿ jest ono s³uszne. Czêsto nie robimy tego, co s³uszne, poniewa¿ wi¹¿e siê to z poœwiêceniem. Ale nie ma prawdziwej mi³oœci bez poœwiêcenia. Mi³oœæ jest trudna. Patricia Magno odda³a czêœæ w¹troby swojemu choremu synowi Carlosowi aby móg³ ¿yæ. Na pytanie o to poœwiêcenie powiedzia³a: „Jeœli Bóg pozwoli, nawet jeœli bêdê mia³a kolejne dziecko, takie jak Carlos, oddam ka¿d¹ czêœæ swojego cia³a, aby moje dziecko ¿y³o”. Taka jest mi³oœæ matczyna, dziêkujemy za ni¹ Bogu w szczególny sposób, obchodz¹c Dzieñ Matki. Po drugie, mi³oœæ jest cierpliwa. Nie pojawia siê nagle. Musimy nad ni¹ pracowaæ i pozwoliæ jej wzrastaæ. Cz³owiek cierpliwy umie czekaæ. Cz³owiek cierpliwy reaguje nie gniewem, ale roztropnoœci¹. Po trzecie, mi³oœæ musi byæ rozs¹dna. Musi mieæ podstawy intelektualne, a nie opieraæ siê wy³¹cznie na emocjach czy uczuciach, które siê zmieniaj¹. Spotykamy czasami ludzi pogr¹¿onym w chaosie ¿yciowym, tylko dlatego, ¿e pozwolili, aby uczucia i emocje nimi rz¹dzi³y. Bezmyœlnoœæ wypacza prawdziw¹ mi³oœæ.
Po czwarte, mi³oœæ musi byæ pokorna. Najwiêksz¹ przeszkod¹ w mi³oœci jest pycha. Tak trudno przyznaæ siê do winy i powiedzieæ „przepraszam!”. Pokora jest fundamentem prawdziwej mi³oœci. Prezydent Lincoln podj¹³ decyzjê przemieszczenia wojsk na froncie. Kiedy sekretarz wojny, Edwin Stanton, otrzyma³ ten rozkaz, odmówi³ jego wykonania. Powiedzia³, ¿e prezydent jest g³upcem. Lincolnowi doniesiono o tym. Ku zaskoczeniu wszystkich prezydent powiedzia³: „Skoro Stanton powiedzia³, ¿e jestem g³upcem, to muszê nim byæ, bo prawie zawsze ma on racjê. Sam siê przekonam”. Podczas rozmowy prezydent szybko zda³ sobie sprawê, ¿e jego decyzja by³a powa¿nym b³êdem i bez wahania j¹ wycofa³. Tacy prezydenci i dzisiaj by siê nam przydali. Po pi¹te, nieodzownym warunkiem prawdziwej mi³oœci jest wiara i wzajemne zaufanie. NajgroŸniejszym wrogiem mi³oœci jest brak zaufania i wiary. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl
Zapraszamy w niedzielê 10 maja po mszy œw. o godz 12:00 na spotkanie z ks. prof. Tadeuszem Guzem. Temat spotkania: „Geniusz i mêstwo chrzeœcijañskiej wiary œwiêtych: Stanis³awa Biskupa i Mêczennika oraz Jana Paw³a II“.
Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Str., Manhattan miêdzy 1 Av i Av A. Info: 212 475 4565



Bojê siê, ¿e wewnêtrzna nienawiœæ rozsadzi Polskê od œrodka. W pe³ni zgadzam siê z metropolit¹ warszawskim arcybiskupem Adrianem Galbasem, który podczas mszy w intencji ojczyzny, odprawionej 3 maja w sto³ecznej archikatedrze, zaapelowa³ o spo³eczne pojednanie. Hierarcha stwierdzi³ z ca³¹ moc¹, ¿e „podzia³y s¹ g³êbokie, a wojna, jak w roku 1920, coraz bli¿ej naszych granic. Wydaje siê, ¿e jedynym rozs¹dnym wyjœciem jest w tej sytuacji przebaczenie i pojednanie, jakiœ rodzaj politycznej amnestii, wyzerowania kont wzajemnych win i zas³ug, aby troskê o Polskê móc zacz¹æ niejako od pocz¹tku”. I ja te¿ tak rzecz widzê, albowiem podobnie jak arcybiskup Galbas dostrzegam za polskimi sporami zewnêtrznych graczy, którym s¹ one bardzo na rêkê. I jak ten¿e metropolita jestem najg³êbiej przekonany, ¿e „polityki nie mo¿na oddzielaæ od moralnoœci, poniewa¿ prowadzi to pañstwo do katastrofy”. Czterema koñczynami podpisujê siê pod jego spostrze¿eniem, i¿ „nieumiejêtnoœæ panowania nad emocjami przekszta³ca przestrzeñ spo³eczn¹ w pole plemiennych konfliktów, a z kolei skonfliktowane plemiona racjonalizuj¹ przyczyny swojej wrogoœci wobec drugiej strony. Arcybiskup Galbas zapyta³ wprost – „na ile motorem obecnych w naszej polityce sporów s¹ racje merytoryczne, a na ile emocje, nad którymi politycy nie potrafi¹ ju¿ zapanowaæ. Zastrzeg³, ¿e „nie chodzi o to, ¿e w polityce nie mo¿e byæ sporu”, ale – jak zaznaczy³ – „powinien on byæ jednak poddany prawom

Wtorek
Andrzej Józef D¹browski
rozumu i trosce o dobro wspólne”. Hierarcha odniós³ siê tak¿e do planu przygotowania nowej konstytucji w celu zwiêkszenia w³adzy prezydenta. Przypomnia³, ¿e aby przygotowaæ now¹ ustawê zasadnicz¹ „potrzeba jednak ludzi œwiat³ych, m¹drych, nieprzekupnych i pokornych, którzy wartoœci bêd¹ umieli przedk³adaæ nad interesy, myœlenie dalekosiê¿ne nad to, co doraŸne i chwilowe, dobro wspólne nad prywatê, a uczciw¹ s³u¿bê dla Rzeczypospolitej, nad sto³ki i kariery. Wierzê, ¿e takich ludzi, po ka¿dej stronie sceny politycznej, a tak¿e niezaanga¿owanych w politykê, mamy dziœ w Polsce wielu”. Ja niestety nie jestem pod tym wzglêdem optymist¹, albowiem takich ludzi nie dostrzegam w polach mojego widzenia. W Polsce nie ma ju¿ autorytetów i wszystko jest maksymalnie upolitycznione i upartyjnione. Nie ma w niej spo³ecznego mechanizmu/systemu wyszukiwania i pomagania najlepszym z najlepszych, promowania ich i powierzania im stanowisk kierowniczych. Wszelkie konkursy w tej mierze s¹ mniej lub bardziej ukrytymi ustawkami. Ci zaœ, którzy maj¹ ewidentne osi¹gniêcia na ró¿nych polach, pocz¹wszy od intelektualnych, artystycznych i organizacyjnych te¿ nie maj¹ ³atwego ¿ycia w swych œrodowiskach, gdzie zbyt czêsto dochodzi do g³osu zazdroœæ, fa³szywie pojêta rywalizacja i walka o wp³ywy oraz stanowiska.
Papie¿ Leon XIV podczas pielgrzymki do Afryki stwierdzi³, ¿e „œwiat jest niszczony przez garstkê tyranów” i skrytykowa³ œwiatowych przywódców, którzy „manipuluj¹ nawet imieniem Boga dla w³asnych korzyœci”. Natomiast biskup Antonio Stagliano, przewodnicz¹cy Papieskiej Akademii Teologicznej, przestrzeg³, ¿e „gdy naród zaczyna mówiæ o swoim przywódcy jako o Zbawicielu, jest zgubiony”. Nie muszê chyba przypominaæ, kogo niema³a czêœæ trumpistów uwa¿a ostatnio za Zbawiciela.
S³awomir Mro¿ek w „Ma³ych listach” pisze: „G³upota jest zawsze wystarczaj¹ca. M¹droœæ nigdy. Podobnie jak niewiedza, która jest zjawiskiem naturalnym, i wiedza, która jest anomali¹”.
fa³szywek – starych zdjêæ podawanych jako te „z ostatniej chwili” czy po prostu wygenerowanych na bezczela przez Sztuczn¹ Inteligencjê fake news
W Zatoce Perskiej pe³zaj¹ca wojna, bo to ani pe³ne zawieszenie broni, ani pe³noskalowa wojna. Wczoraj kolejna eskalacja: Iran zaatakowa³ cele, w tym port poza Cieœnin¹ Ormuz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). Trafi³ te¿ dwa statki: jeden ZEA, drugi po³udniowokoreañski. Z kolei pod eskort¹ amerykañskiej marynarki, przez Ormuz przep³ynê³y dwa statki handlowe pod bander¹ USA. Tyle mniej wiêcej wiadomo, reszta jest wypadkow¹ informacji propagandy obu stron. Iran twierdzi, ¿e trafi³ dwa amerykañskie okrêty – Departament Wojny (do niedawna Obrony) zaprzecza. Amerykañskie wojsko chwali siê, ¿e zatopi³o szeœæ szybkich irañskich ³odzi – Teheran twierdzi, ¿e nie szeœæ, a dwie i do tego cywilne. Do wyboru, do koloru – w tej wojnie tak bardzo widaæ, ¿e prawda pada jako pierwsza ofiara konfliktu. Iloœæ propagandy rz¹dowej – irañskiej i niestety amerykañskiej
jest tak potê¿na, ¿e ka¿d¹ informacjê trzeba sprawdzaæ w kilku Ÿród³ach. Iloœæ
Dzisiaj rano, na szczêœcie, nie dosz³o do eskalacji, choæ media informuj¹, ¿e Izrael tylko czeka na sygna³, aby znowu uderzaæ. Jednak prezydent Trump, pomimo mocnej retoryki, na razie nie jest sk³onny do wznowienia wojny na ostro. „Stany Zjednoczone obni¿y³y perspektywê powrotu do aktywnej wojny z Iranem po starciach w Cieœninie Ormuz i atakach rakietowych na ZEA. Genera³ Dan Caine i sekretarz obrony Pete Hegseth potwierdzili, ¿e rozejm, który zacz¹³ siê nieca³y miesi¹c temu, wci¹¿ obowi¹zuje, pomimo ataków Teheranu na statki w Zatoce Perskiej i na Emiraty” napisa³ portal ekonomiczny Bloomberg.
Prezydent Donald Trump wykorzysta³ uroczyste og³oszenie wprowadzenia testów sprawnoœciowych dla m³odych Amerykanów, aby skomentowaæ kwestie Iranu. Na pytanie o Iran, powiedzia³ o wojnie: „Szkoda. Ale musia³em to zrobiæ. My… nie mo¿emy pozwoliæ Iranowi na posiadanie broni j¹drowej (…) nie mo¿esz pozwoliæ grupie wariatów na posiadanie broni j¹drowej, bo œwiat by³by w tarapatach.
Œwiat by³by w tarapatach. W³aœnie pobiliœmy rekordy Dow Jones. Mia³o to nast¹piæ
Zbyt m¹drzy na anga¿owanie siê w politykê s¹ karani rz¹dami g³upszych.
Platon

Jaros³aw Kaczyñski – „Tusk to Berlin. Dziœ nikt rozs¹dny nie mo¿e temu zaprzeczyæ”. Pytam zatem, dlaczego prezes PiS-ui jego wyznawcy nie wytaczaj¹ premierowi Tuskowi procesu o zdradê ojczyzny? Przecie¿ oskar¿aj¹ go o ni¹ ju¿ od wielu lat. I do niedawna mieli pe³niê w³adzy. Przy sposobnoœci wyznam, ¿e nie mam ju¿ cierpliwoœci do osób, które wszêdzie wêsz¹ antypolski spisek i do typów endekoidalnych oraz nacjonalistycznych. Niestety jest ich coraz wiêcej.
Kiedy przegl¹dam nasze polonijne czasopisma, to wszêdzie widzê ilustrowane sprawozdania z ró¿nych uroczystoœci, a nigdzie nie widzê ilustrowanych sprawozdañ z naszej codziennoœci. A przecie¿ to ona jest naszym chlebem powszednim. Czy¿ nie?
Na moim balkonie s³odko pachn¹ bratki. Z tego¿ balkonu podziwiam strzeliste i roz³o¿yste drzewa, które przeros³y ju¿ okoliczne kamienice. Mogê patrzeæ na nie i patrzeæ. Z chodzikiem zje¿d¿am wind¹ niemal prosto do Tompkins Square Park, by zanurzaæ siê w œwie¿oœci wiosny. Wszystko w niej jest teraz w pe³nym rozkwicie. Poza mn¹. Co za niesprawiedliwoœæ! ❍
w piêæ lub szeœæ lat. Ktoœ powiedzia³, ¿e osi¹gniêcie 50 tysiêcy punktów na Dow Jones nie jest mo¿liwe, a ja osi¹gn¹³em 50 tysiêcy w pierwszym roku urzêdowania. A tak przy okazji, w³aœnie ustanowiliœmy nowy rekord. S&P w³aœnie ustanowi³ nowy rekord, znacznie wy¿szy ni¿ 7500. Ale powiedzieli, ¿e nawet trudniejszym ni¿ 50 tysiêcy punktów na Dow Jones jest osi¹gniêcie 7000 punktów na S&P. Zrobiliœmy to do koñca pierwszego roku na urzêdzie.”
I dalej – a przypominam to wszystko w odpowiedzi na proœbê o komentarz do aktualnej sytuacji w Iranie – w ten deseñ: „W³aœnie pobiliœmy wszelkie rekordy, a teraz musimy polecieæ do Iranu, ¿eby zdobyæ broñ j¹drow¹. Irañczycy mieliby broñ j¹drow¹ w ci¹gu dwóch tygodni. Pamiêtajcie, wys³aliœmy ten piêkny bombowiec B-2 i zniszczyliœmy ich potencja³ nuklearny. Zosta³ on zniszczony dla tych, którzy nie s¹ tego œwiadomi, do tego stopnia, ¿e zajê³oby im tygodnie, ¿eby siê dokopaæ, a my im na to nie pozwoliliœmy.
Ca³y czas mamy to na oku - to by³a bardzo wa¿na sprawa.
Mielibyœmy wiêc Iran z broni¹ j¹drow¹ i byæ mo¿e nie bylibyœmy teraz wszyscy tutaj. Mogê wam powiedzieæ, ¿e Bliski Wschód by znikn¹³, Izrael by znikn¹³, a oni najpierw skupiliby siê na Europie, a potem na nas, bo to chorzy ludzie. To chorzy ludzie (…) Mówi¹, ¿e teraz zostali zredukowani do ma³ych ³ódek z karabinem maszynowym na dziobie, choæ mieli marynarkê wojenn¹ sk³adaj¹c¹ siê ze 159 okrêtów.
Ka¿dy okrêt w pierwszym tygodniu by³ – ka¿dy okrêt, jaki mieli, znikn¹³, spoczywaj¹c pod wod¹ na samym dnie morza. Nie maj¹ marynarki wojennej. Jest ca³kowicie zniszczona. To samo z ich si³ami powietrznymi.” Koniec cytatu.
Tymczasem Ameryka coraz bardziej zaczyna odczuwaæ koszty tej wyprawy wojennej z wyboru. 4,45 dolara to œrednia cena galona benzyny w USA, o ponad dolara wiêcej ni¿ przed rokiem. Diesel, niezbêdny w transporcie towarów, osi¹gn¹³ 5,64... dwa dolary wiêcej, co oczywiœcie przek³ada siê na ceny towarów. Inflacja pozostaje podwy¿szona, koszty ¿ycia wci¹¿ nie spadaj¹, nastrój wyborców raczej pod³awy. Nic dziwnego, ¿e poparcie Trumpa nie jest w stanie pokonaæ 40 procent, a w niektórych stanach siêga nawet 34 procent. A perspektywy realnego wyrwania siê z konfliktu irañskiego… nie widaæ, przynajmniej na razie.
Jeszcze jedna rzecz: w dniach 14-15 maja ma siê odbyæ spotkanie na szczycie prezydenta Trumpa z prezydentem Chin Xi. Najlepiej dla USA by³oby zakoñczyæ konflikt z Iranem przed tym spotkaniem, ale nie wygl¹da to zbyt realnie. Co wiêcej, mo¿na siê spodziewaæ, ¿e Xi wykorzysta niepewn¹ sytuacjê w Zatoce Perskiej, aby wydobyæ od Ameryki wiêcej ustêpstw. Ale wszystko dzisia jest tak bardzo p³ynne, ¿e naprawdê trudno przewidzieæ, co siê stanie za dzieñ, dwa, nie mówi¹c o tygodniu. ❍

W maju 1926 r. Józef Pi³sudski dokona³ zamachu stanu i obj¹³ w³adzê w II Rzeczpospolitej. W rezultacie nast¹pi³ w Polsce koniec rz¹dów parlamentarnych i pocz¹tek systemu autorytarnego. W³aœnie mija setna rocznica tych dramatycznych wydarzeñ. Konstytucja marcowa 1921 r. ustanowi³a przewgê w³adzy ustawodawczej nad wykonawcz¹. Rz¹d musia³ opieraæ siê na wiêkszoœci sejmowej. Tego rodzaju wiêkszoœæ tworzy³a koalicja partii politycznych. System ten nie sprzyja³ stabilnej w³adzy. W latach 1921-1926 rz¹dy zmienia³y siê osiem razy. Oznacza to, ¿e przeciêtnie ¿aden rz¹d nie przetrwa³ d³u¿ej ni¿ rok.
10 maja 1926 r. misjê utworzenia rz¹du otrzyma³ przywódca ruchu ludowego Wincenty Witos, który sprawowa³ urz¹d premiera w poprzednich latach (1920, 1921, 1923). Rz¹d ten mia³ siê opieraæ na koalicji Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast” i prawicowej Chrzeœcijañskiej Jednoœci Narodowej. Koalicja ta, zwana równie¿ Chjeno-Piastem, sprawowa³a ju¿ w³adzê poprzednio. Stronnictwa lewicowe by³y zdecydowanie przeciwne jej rz¹dom. Przywo³ywa³y one pamiêæ tragicznych wydarzeñ 1923 r., kiedy dosz³o do strajku generalnego w wielu miastach, a Kraków by³ miejscem walk ulicznych miêdzy policj¹ i wojskiem, a robotnikami.
12 maja 1926 r. Pi³sudski wkroczy³ na czele wiernych mu oddzia³ów na Pragê. Marsza³ek spodziewa³ siê, ¿e jego akcja ograniczona bêdzie do zbrojnej demonstracji. Tak siê jednak nie sta³o.
Na Moœcie Poniatowskiego dosz³o do spotkania z prezydentem Wojciechowskim, który stanowczo oœwiadczy³, ¿e wszelkie próby u¿ycia si³y spotkaj¹ siê z odporem wojsk wiernych rz¹dowi.
Walki rozpoczê³y siê tego samego dnia i trwa³y trzy dni. O sukcesie Pi³sudskiego zadecydowa³ strajk kolejarzy, którzy nie dopuœcili do przejazdu oddzia³ów lojalnych wobec rz¹du z Poznania i £odzi.
Prezydent i rz¹d mogli schroniæ siê w Poznaniu i kontynuowaæ opór. Jednak w obawie przed wojn¹ domow¹ Wojciechowski i Witos podali siê do dymisji. Obawa przed przed³u¿aniem konfliktu zwiêksza³a siê równie¿ wobec nadchodz¹cych informacji o ruchach wojsk sowieckich w pobli¿u polskiej granicy. W walkach majowych zginê³o prawie 400 osób – wojskowych i cywili. Przelanie bratniej krwi by³o olbrzymi¹ tragedi¹ dla Pi³sudskiego. Chyba z tego wzg³êdu marsza³ek zaniechal wiêkszych dzia³añ odwetowych. Niewielka liczba oficerów, którzy opowiedzieli siê po stronie rz¹dowej zosta³a jednak aresztowana. Wœród nich by³o dwóch genera³ów – Tadeusz Rozwadowski i W³odzimierz Zagórski.
Rozwadowski by³ g³ównym autorem planu kontruderzenia w Bitwie Warszawskiej 1920 r. Wkrótce po zamachu majowym zosta³ aresztowany. Spêdzi³ prawie rok w wiêzieniu w ciê¿kich warunkach co odbi³o siê na jego zdrowiu. Zmar³ nied³ugo po wyjœciu na wolnoœæ.
Genera³ Zagórski by³ równie¿ aresztowany. Po uwolnieniu „zagin¹³” w drodze z wiêzienia do domu. Istniej¹ podejrzenia, ¿e zosta³ zamordowany.
W wyniku przewrotu w³adze rz¹dowe zosta³y opanowane przez zwolenników
Administracja Trumpa bagatelizuje te dane. Przedstawiciele Centers for Medicare and Medicaid Services (CMS) okreœlaj¹ obecn¹ sytuacjê jako „sukces”. Sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy podkreœla, ¿e dla wiêkszoœci osób ubezpieczenie nadal jest „relatywnie tanie.”
Co dzieje siê osobami, których w najbogatszym kraju œwiata nie staæ na leczenie siê?
Przyk³ady s¹ konkretne i bolesne. Joyce Bumbray-Graves, 63-letnia opiekunka z Wirginii, musia³a zrezygnowaæ z ubezpieczenia ca³kowicie, gdy sk³adki dla niej i mê¿a wzros³y z 544 do ponad 1300 dolarów miesiêcznie. „Mam nadziejê, ¿e nie zachorujê” – powiedzia³a w wywiadzie Bumbray-Graves. Inna osoba, której przyk³ad podaje New York Times, pielêgniarka z Kalifornii, zrezygnowa³a z polisy dla
ca³ej rodziny, bo nowa cena, oko³o 2500 dolarów miesiêcznie, by³a porównywalna z rat¹ kredytu hipotecznego. Jeszcze rok wczeœniej, dziêki subsydium, p³aci³a tylko 307 dolarów.
Rz¹d federalny nie opublikowa³ jeszcze kompletnych danych dotycz¹cych ubezpieczonych. Raporty z poszczególnych stanów pokazuj¹, ¿e w niektórych miejscach, jak Nowy Meksyk (który wprowadzi³ w³asne subsydia zastêpcze) czy Waszyngton D.C. (gdzie wielu federalnych pracowników nadal otrzymuje doplaty), liczba ubezpieczonych nawet wzros³a. Jednak w wiêkszoœci stanów widaæ spadki. Firma ubezpieczeniowa Centene, dzia³aj¹ca w 29 stanach, poinformowa³a o dwóch milionach mniej klientów na koniec marca w porównaniu z rokiem poprzednim, spadek o ponad jedn¹ trzeci¹.

12 maja 1926, marsza³ek Józef Pi³sudski przed spotkaniem z prezydentem RP Stanis³awem Wojciechowskim na moœcie Poniatowskiego. Od lewej: Kazimierz Stamirowski, Marian ¯ebrowski, Gustaw Orlicz-Dreszer, Józef Pi³sudski, Tadeusz Jaroszewicz i Micha³ Galiñski.
Pi³sudskiego. Premierem zosta³ profesor Politechniki Lwowskiej Kazimierz Bartel, a prezydentem wybitny uczony Ignacy Moœcicki.
Nowy rz¹d zaczêto okreœlaæ jako „sanacjê” co mia³o oznaczaæ „uzdrowienie”.
Sanacja d¹¿y³a do pomniejszenia znaczenia w³adzy ustawodawczej i zwiêkszenia roli rz¹du i prezydenta.
W celu utworzenia zaplecza politycznego nowych w³adz powo³ano Bezpartyjny Blok Wspó³pracy z Rz¹dem (BBWR).
W wyborach w roku 1928 BBWR uzyska³ jedynie 25 procent g³osów. W póŸniejszym okresie, wskutek dzia³añ nie maj¹cych wiele wspólnego z demokracj¹, obóz rz¹dowy zdoby³ wiêkszoœæ w sejmie i senacie.
Inni duzi gracze, jak UnitedHealth, te¿ odnotowali znacz¹ce ubytki. Niektóre firmy, jak Cigna, zapowiedzia³y nawet ca³kowite wycofanie siê z rynku w przysz³ym roku. Spadek liczby ubezpieczonych mo¿e pog³êbiaæ siê w ci¹gu roku. Czêœæ osób, które p³ac¹ sk³adki teraz, mo¿e zrezygnowaæ przy pierwszych powa¿niejszych problemach finansowych. Inni, którzy zyskuj¹ prawo do ubezpieczenia w trakcie roku, mog¹ po prostu zrezygnowaæ z zakupu ze wzglêdu na cenê. Jak podsumowa³a Hemi Tewarson z National Academy for State Health Policy: „myœlê, ¿e jeszcze nie widzieliœmy pe³nego wp³ywu wszystkich zmian.”
Subsydia Obamy znacz¹co zwiêkszy³y liczbê ubezpieczonych i poprawi³y dostêpnoœæ do opieki medycznej, ale nie rozwi¹za³y systemowych problemów. Zmiana w³adzy politycznej i nag³e obciêcie subsydiów przez republikanów stworzy³o z kolei swego rodzaju „klif ubezpieczeniowy”, który uderza szczególnie w klasê œredni¹ i osoby tu¿ powy¿ej progów do-
Czarn¹ plam¹ rz¹dów sanacyjnych by³o aresztowanie przwódców opozycji i tak zwany proces brzeski w 1930 r. Polska lat 1926-1939 nie by³a oaz¹ swobody i demokracji. Nie by³o to równie¿ pañstwo totalitarne. Ugrupowania opozycyjne (poza komunistami) wydawa³y niezale¿n¹ prasê i publikacje. Wolnoœæ zgromadzeñ i demonstracji by³a na ogó³ przestrzegana.
System rz¹dów w Polsce po zamachu majowym mo¿na nazwaæ autorytarnym. Tego rodzaju system w³adzy by³ typowy w wiêkszoœci krajów Europy w latach 20ych i 30-ych.
Pomimo wielu minusów sanacja przynios³a Polsce stabilny system polityczny i stopniowy rozwój gospodarczy. ❍
chodowych, które straci³y dop³aty. Ró¿nice w poszczególnych stanach mog¹ byæ spore: stany, które zdecydowa³y siê na w³asne programy pomocowe, ³agodz¹ skutki lepiej ni¿ te polegaj¹ce wy³¹cznie na rozwi¹zaniach federalnych. Kwestia ubezpieczeñ z pewnoœci¹ bêdzie gor¹cym tematem politycznym, w trakcie nadchodz¹cych wyborów w po³owie kadencji. Nie nale¿y jednak spodziewaæ siê znacz¹cych zmian w systemie opieki medycznej. Wielu Amerykanom najwidoczniej odpowiada aktualna sytuacja, bo konsekwentnie g³osuj¹ na polityków, którzy chc¹ nawet dalszych ograniczeñ. Oko³o 500-550 tysiêcy ludzi rocznie og³asza w USA bankructwo z powodu niemo¿liwoœci pokrycia kosztów opieki zdrowotnej. Miliony innych maj¹ z tego powodu powa¿ne d³ugi. Wed³ug statystyk do 100 milionów indywidualnych Amerykanów ma niezap³acone rachunki za opiekê zdrowotn¹.





Szarfowanie Marsza³ka Parady Pu³askiego 2026 w parafii Matki Bo¿ej Pocieszenia w Williamsburgu, by³o okazj¹ do spotkania osób aktywnie zaanga¿owanych w rozwój i integracjê Polonii w Nowym Jorku.
Nowym Marsza³kiem na rok 2026 zosta³ Bogdan Wawrzaszek, na co dzieñ zaanga¿owany w ¿ycie parafii. Wydarzenie zgromadzi³o przedstawicieli œrodowiska polonijnego, œwiata dyplomacji, biznesu oraz kultury. Aktu szarfowania dokona³ wicekonsul RP Krzysztof P³aski, podkreœlaj¹c rangê wydarzenia oraz jego znaczenie dla lokalnej spo³ecznoœci. W uroczystoœci uczestniczy³a równie¿ Wielki Marsza³ek Para-
dy Pu³askiego 2026 dr Iwona D. Korga, a tak¿e znany dzia³acz spo³eczny Zygmunt Bielski, od lat zaanga¿owany w dzia³alnoœæ na rzecz Polonii w Stanach Zjednoczonych. Uroczysty charakter balu podkreœli³ tradycyjny polonez, którego poprowadzi³ ks. Andrzej Waœko, pe³ni¹cy rolê wodzireja weczoru. Spotkanie mia³o uroczysty, a zarazem serdeczny charakter. Oficjalna czêœæ p³ynnie przechodzi³a w mniej formalne rozmowy, sprzyjaj¹ce budowaniu relacji i umacnianiu wiêzi œrodowiskowych.
Bal stanowi³ nie tylko element celebracji, ale równie¿ wa¿n¹ przestrzeñ integracji – podkreœlaj¹c¹ ci¹g³oœæ tradycji oraz wspólne wartoœci, które ³¹cz¹ kolejne pokolenia Polonii.

1 i 2 maja 2026 roku w Szkole Jêzyka i Kultury Polskiej im. œw. Jana Paw³a II w Maspeth odby³ siê egzamin maturalny – moment szczególny i symboliczny, a dla wielu tak¿e g³êboko poruszaj¹cy.
Do egzaminu dojrza³oœci przyst¹pi³o 24 uczniów klasy maturalnej.
Szko³a w Maspeth, istniej¹ca od 1985 roku, pielêgnuje polski jêzyk, historiê i tradycjê wœród m³odego pokolenia Polonii. Pierwszy egzamin maturalny odby³ siê tu 12 maja 2001 roku – tegoroczna matura wpisuje siê wiêc w piêkn¹, 25-letni¹ tradycjê, bêd¹c jej kolejnym, ¿ywym œwiadectwem.
Egzamin trwa³ dwa dni, z zachowaniem klasycznej formu³y. W pi¹tek maturzyœci zmierzyli siê z czêœci¹ pisemn¹ z jêzyka polskiego – testem z gramatyki oraz esejem, który nale¿a³o napisaæ na jeden z trzech tematów poznanych w dniu egzaminu. Wymaga³o to nie tylko wiedzy, ale i umiejêtnoœci formu³owania myœli, argumentacji oraz wra¿liwoœci jêzykowej. Sobota przynios³a czêœæ ustn¹ – egzamin z historii, geografii i wiedzy o Polsce. Ka¿dy z uczniów losowa³ jedno z 27 py-

tañ i odpowiada³ przed komisj¹, prezentuj¹c nie tylko znajomoœæ faktów, ale tak¿e zdolnoœæ ich interpretacji i ³¹czenia w szerszy kontekst.
Polonijna matura to coœ znacznie wiêcej ni¿ formalny sprawdzian. To zwieñczenie wieloletniej pracy, wytrwa³oœci i wyboru, który wymaga³ konsekwencji ju¿ od najm³odszych lat. Wielu tegorocznych absolwentów rozpoczê³o edukacjê szkole w Maspeth 12, a niektórzy nawet 13 lat temu – jako kilkuletnie dzieci w ze-

rówce. Przez wszystkie te lata, w ka¿d¹ sobotê w klasach 1-8, a nastêpnie w pi¹tki w szkole œredniej, przychodzili tu, by uczyæ siê i budowaæ polsk¹ to¿samoœæ. W czasie, gdy ich rówieœnicy z amerykañskich szkó³ odpoczywali lub spêdzali czas na rozrywce, oni poznawali to, co w polskiej kulturze najcenniejsze: s³owo, historiê i tradycje.
Dlatego gratulacje nale¿¹ siê im nie tylko za zdany egzamin. Nale¿¹ siê przede wszystkim za wytrwa³oœæ, za wybór drogi trudniejszej, ale bogatszej – za pielêgnowanie polskoœci z dala od kraju rodziców i dziadków. Ogromne s³owa uznania kierujê pod adresem dyrekcji szko³y, nauczycieli oraz rodziców, którzy przez wszystkie te lata wspierali m³odzie¿, przekazuj¹c im wartoœci, które nie trac¹ znaczenia bez wzglêdu na czas i miejsce.
Matura w Maspeth to nie tylko egzamin. To most miêdzy pokoleniami, jêzykami i œwiatami. To dowód na to, ¿e poczucie przynale¿noœci, budowane z sercem potrafi przetrwaæ wszystko.



Minê³o ju¿ 235 lat od uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Jak podkreœli³ w swoim inspiruj¹cym kazaniu proboszcz parafii œw. Stanis³awa Kostki, ksi¹dz Grzegorz Markulak, obchody tej rocznicy s¹ odzwierciedleniem ponad tysi¹cletniej historii naszego narodu.
Zaznaczy³, ¿e od samego pocz¹tku jego dzieje kszta³towa³y siê w oparciu o dwa przenikaj¹ce siê nurty – narodowo-patriotyczny oraz religijny – które niczym dwa skrzyd³a samolotu wspólnie tworz¹ bogactwo naszej kultury, tradycji i to¿samoœci. Kap³an podkreœli³ równie¿, ¿e od ponad tysi¹ca lat historia Polski œciœle ³¹czy te dwa wymiary. Ich szczególn¹ syntezê stanowi uroczystoœæ Najœwiêtszej Maryi Panny Królowej Polski. Z kolei dzieñ 3 maja, upamiêtniaj¹cy uchwalenie Konstytucji, jest wy-
razem naszych uczuæ religijnych, narodowych i patriotycznych.
Uroczyst¹ Mszê Œwiêt¹ koncelebrowali ksi¹dz Grzegorz Markulak wraz z wikariuszami – ksiêdzem Jaros³awem Szuckim i ksiêdzem Grzegorzem Kuperskim. Stronê rz¹dow¹ reprezentowali Konsul Generalny RP Mateusz Sakowicz oraz wicekonsul Przemys³aw Podstolski, a tak¿e delegaci Sta³ej Misji RP przy ONZ – Martyn Borz¹cki i komandor Albert Proszowski. W uroczystoœci uczestniczyli równie¿ weterani SWAP na czele z Helen¹ Knapczyk, 99-letni¹ Sybiraczk¹ i prezesk¹ Korpusu Pomocniczego Pañ. Obecni byli tak¿e dr Iwona Korga –prezes Instytutu Pi³sudskiego, która jest w tym roku G³ównym Marsza³kiem Parady Pu³askiego, dyrektor Polskiego Domu Narodowego Marek Chroscielewski, przedstawiciele nowojorskiej Stra¿y Po¿arnej, harcerze oraz



reprezentanci licznych organizacji polonijnych. Wœród nich znaleŸli siê m.in. cz³onkowie biznesowego œrodowiska Pulaski Association of Business and Professional Men, Polska Szko³a Dokszta³caj¹ca im. Marii Konopnickiej, zespo³y „Krakowianki i Górale” oraz Polsko-Amerykañski Zespó³ Ludowy.
Dalsza czêœæ uroczystoœci odby³a siê w Polskim Domu Narodowym, gdzie – zgodnie z nieprzerwan¹, ponad 120letni¹ tradycj¹ – zaprezentowano akademiê patriotyczn¹ z udzia³em goœci specjalnych, organizacji dzia³aj¹cych przy Domu Narodowym oraz przedstawicieli Polonii.
Zebranych powita³ dyrektor Marek Chroscielewski, a ksi¹dz Grzegorz Markulak wyg³osi³ poruszaj¹c¹ inwokacjê. Nastêpnie g³os zabra³ konsul Mateusz Sakowicz, który podkreœli³ znaczenie rocznicy s³owami:
„Konstytucja 3 Maja by³a aktem na tamten czas prze³omowym, a dzisiejsze œwiêto jest okolicznoœci¹ w tak oczywisty sposób celebrowan¹ przez Poloniê w Stanach Zjednoczonych… Pañstwu nie trzeba t³umaczyæ jak istotna jest wolnoœæ, poniewa¿ przekazujecie to swoim dzieciom i wnukom… Tutaj bia³o – czerwona nie jest elementem dekoracji ale, w najlepszym tego s³owa znaczeniu, elementem codziennoœci. Za to i za kultywowanie tradycji i historii jestem Pañstwu bardzo wdziêczny.” W czêœci artystycznej wyst¹pili: chór Angelus, dru¿yna harcerek „Górski Las” oraz gromada zuchowa „Polskie Rydze”. Radosnym akcentem wydarzenia by³ wystêp Polsko-Amerykañskiego Zespo³u Ludowego, który zaprezentowa³ krakowiaka i polkê lubelsk¹.
Wspomniana przez pana konsula bia³o-czerwona flaga sta³a siê centralnym symbolem kolejnego wydarzenia – obchodów Dnia Polskiej Flagi i Polonii, które odby³y



Polsko-Amerykañska Grupa Folklorystyczna tañczy polkê lubelsk¹

Gromada „Polskie Rydze” recytuje wiersz: „Kto Ty Jesteœ?“
siê na placu przed Polsko-S³owiañsk¹ Federaln¹ Uni¹ Kredytow¹. Wœród zgromadzonych Polaków i Amerykanów powiewa³y liczne polskie flagi, nadaj¹c uroczystoœci wyj¹tkowo podnios³y i patriotyczny charakter. Wydarzenie obejmowa³o wspólne odœpiewanie hymnów narodowych, przemówienia zaproszonych goœci oraz krótki program artystyczny w wykonaniu uczniów Polskiej Szko³y Dokszta³caj¹cej im. Marii Konopnickiej oraz Dzieciêcego Zespo³u Ludowego „Krakowianki i Górale”, który spotka³ siê z entuzjastycznym przyjêciem publicznoœci.
Du¿e wra¿enie zrobi³a równie¿ liczba pojazdów bior¹cych udzia³ w uroczystoœci – od samochodów, w tym modeli dawnych polskich marek, po wozy stra¿ackie, kilkanaœcie niewielkich ciê¿arówek oraz liczne motocykle. Po zakoñczeniu czêœci oficjalnej i symbolicznym przeciêciu wstêgi symbolizuj¹cej tê wyj¹tkow¹ polonijn¹ uro-

Krakowiaczek wykonany przez najm³odszych tancerzy Polsko-Amerykañskiej Grupy Folklorystycznej

Harcerki z dru¿yny „Górski Las“ prezentuj¹ sylwetki s³awnych polskich kobiet
czystoœæ, wszystkie te pojazdy wyruszy³y w paradny przejazd ulicami dzielnicy, tworz¹c barwny pochód z setkami powiewaj¹cych bia³o-czerwonych flag. By³ to dzieñ pe³en emocji, dumy i wspólnoty – na d³ugo pozostaj¹cy w pamiêci uczestników.
ZDJÊCIA M. I Z. BIELSKI I AGA
Redakcja: Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz
Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org
Najwa¿niejsza, a z pewnoœci¹ najdro¿sza noc w œwiecie mody, wydarzy³a siê 4 maja w Nowym Jorku.
„Met Gala” (znana równie¿ jako The Costume Institute Benefit) jest coroczn¹ zbiórk¹ funduszy na Instytut Kostiumów s³ynnego Metropolitan Museum of Art. Wydarzenie wymyœlone w 1948 r. przez Eleanor Lambert, specjalistkê do spraw reklamy w bran¿y modowej i pomys³odawczyniê m.in. Tygodnia Mody, na pocz¹tku by³o uroczyst¹ kolacj¹ dla celebrytów, podczas której zbierano fundusze na kolejne wystawy w muzeum. Z czasem wydarzenie nabra³o rumieñców. Do komitetu do³¹czy³a by³a redaktorka naczelna „Vogue'a” – Diana Vreeland, która wpad³a na pomys³, by co roku ustalaæ temat przewodni gali, inspiruj¹c projektantów do tworzenia bardziej zaawansowanych artystycznie dzie³. I tak w 2026 r., has³o imprezy by³o nieco wyœwiechtane i ma³o odkrywcze, ale œwietnie pasuj¹ce do wydarzenia: „Fashion Is Art”. Na s³ynnych schodach pojawi³y siê znane osobistoœci w kreacjach nawi¹zuj¹cych do najwiêkszych dzie³ sztuki – od Salvadora Dali po Micha³a Anio³a. By³y maski, przepaski na oczy i finezyjne nakrycia g³owy. Heidi Klum udawa³a o¿ywion¹ rzeŸbê, Sabrina Carpenter mia³a sukniê uszyt¹ z prawdziwej taœmy filmowej, konkretnie do filmu „Sabrina”, a Bad Bunny wyst¹pi³ w postarzaj¹cym makija¿u, czyli stylizacji pt. jak starzeæ siê z godnoœci¹.



Niektóre gwiazdy wykorzysta³y wydarzenie, by wypromowaæ swoje latoroœle. Beyonce, która wróci³a na galê po dekadzie nieobecnoœci, zaprezentowa³a œwiatu swoj¹ 14-letni¹ córkê, Blue Ivy. Dziewczynka wyst¹pi³a w bia³ej sukni z gorsetem, co spotka³o siê z mieszanymi reakcjami. Nicole Kidman równie¿ pozowa³a u boku córki. Kamery uchwyci³y czu³y gest, gdy g³aska³a po w³osach Sunday Rose. 17-latka pod patronatem s³awnej mamy robi karierê w modelingu. Czy nastêpnym krokiem bêdzie aktorstwo?

Du¿e kontrowersje wzbudzi³o pojawienie siê na gali Jeffa Bezosa z ¿on¹, którzy pe³nili funkcjê Honorowych Przewodnicz¹cych wieczoru. To nie pierwszy raz, kiedy miliarder sponsoruje to wydarzenie, ale tym razem wielu aktywistów wzywa³o do bojkotu. Powód? Wspieranie przez Bezosa dzia³añ ICE i zarzuty o naruszanie przepisów pracy, które od dawna kr¹¿¹ wokó³ biznesu e-commerce Amazona. Na gali zabrak³o Donalda Trumpa, który by³ sta³ym bywalcem do 2012 roku. Gdy jednak po raz pierwszy zosta³ prezydentem Stanów Zjednoczonych, Anna Wintour wpisa³a go na czarn¹ listê.

Gdybyœcie pañstwo zastanawiali siê, ile kosztuje wstêp na galê, spieszymy z wyliczeniami. W ubieg³ym roku cena wstêpu wynosi³a 75 tysiêcy dolarów za jedn¹ osobê, a kwota za stolik dla dziesiêciu osób zaczyna siê od 350 tys. dolarów. Oczywiœcie, gwiazdy nie p³ac¹ za wejœciówki z w³asnych kieszeni. Zwykle s¹ zapraszane przez domy mody lub firmy, z którymi s¹ zwi¹zane kontraktami reklamowymi. Warto odnotowaæ, ¿e w ubieg³ym roku dochód z gali przyniós³ muzeum rekordowe 31 milionów dolarów.





Wzruszenie pierwsze: nurogêsi. Co roku w kwietniu i maju œledzê ich wêdrówkê z £azienek Królewskich do Portu Czerniakowskiego. Widok mamy z maluchami drepcz¹cymi Wis³ostrad¹ sprawia, ¿e nieco przychylniej myœlê o gatunku ludzkim. To wspania³e, kiedy kiwaj¹c rudym czubem nurogêœ z przychówkiem wchodzi na jezdniê i ruch na szeœciopasmówce zostaje wstrzymany. Ten akt bezinteresownej ¿yczliwoœci w stronê skromniejszych bytów, uwa¿am za najwy¿szy przejaw cz³owieczeñstwa. Wzrusza mnie, gdy czytam o wolontariuszach spaceruj¹cych kilka razy dziennie wokó³ Kana³u Piaseczyñskiego i stawu w £azienkach, ¿eby wypatrzeæ jak najwczeœniej matkê z m³odymi. Rozczula postawa policjantów i pracowników zieleni, dbaj¹cych, by ptaki wodne z gatunku kaczkowatych bezpiecznie dotar³y na drugi brzeg. Lubiê ogl¹daæ fotografie kierowców, którzy na widok nurogêsiowej procesji wychodz¹ z aut i uœmiechaj¹ siê szeroko. Mam wra¿enie, ¿e œwiat jest wtedy odrobinê lepszy. Jak z czytanki dla dzieci. Gdzie dba siê o to, co kruche. Niezdarne.

Wzruszenie drugie: piwonie w ogrodzie botanicznym. Ich ogromne, pierzaste kielichy. W odcieniu lawendy, pudrowego ró¿u, fuksji. W nocy pada³o, wiêc na p³atkach i liœciach krople wody. Po³yskuj¹ w s³oñcu, które na chwilê wychynê³o spod o³owianej kotary. Dobrze, ¿e prognozy siê nie sprawdzi³y. Ale zd¹¿y³y wystraszyæ innych zwiedzaj¹cych. Park jest prawie pusty. Wchodzimy w zielone tunele niespiesznie. ¯eby nie uroniæ. Nie przegapiæ. Listka. ŸdŸb³a. Patyka. Zatrzymujemy siê, by pow¹chaæ kwiat bzu, pog³adziæ fioletowe grona wisterii, przycupn¹æ obok kaczeñców, wdepn¹æ w chmurê opad³ego z wiœniowego drzewa konfetti. Zapisz to w swojej ksiêdze g³ównej, po stronie zysków dnia – myœlê Reznikoffem. I zastanawiam siê, czy poeta bywa³ w tym miejscu Brooklynu? Czy dotyka³ kory tych samych drzew?
Wzruszenie trzecie: spotkanie z dawno niewidzianymi przyjació³mi. Z kraju. Z poprzedniego ¿ycia. Poczucie bliskoœci, jak¹ ustanawia miejsce urodzenie. Wspólna grzybnia. L. mówi do mnie: „Werka”. I nagle otwieraj¹ siê inne rejestry. Znowu jestem w podstawówce. Siedzê w ³awce i kaligrafujê literki. Kolegujê siê wtedy z A., która nosi dwie kitki, okulary. I ma zawsze nienagannie odprasowane fartuszki. Pochodzi z zamo¿nego domu. Ma piórnik z zagranicy. Du¿y, kolorowy. Pachn¹ce gumki
do mazania. I flamastry, które nie wysychaj¹. Ale s³absze ode mnie oceny. Wiêc pomagamy sobie. Nawzajem. W³aœnie ona pierwsza nazywa mnie Werk¹, Weroniczk¹. Dzisiaj, poza M. – przyjació³k¹ z Poznania – rzadko kto tak do mnie mówi. W ogóle to œmieszna historia z tym imieniem. Kiedy by³am ma³a, bardzo mi siê nie podoba³o. Jeszcze wtedy nie lubi³am siê wyró¿niaæ. Nie docenia³am oryginalnego konceptu rodziców, którzy postanowili pójœæ pod pr¹d i nadaæ swoim dzieciom imiona mniej sztampowe. Chcia³am byæ jak reszta: Ani¹, Asi¹, Agnieszk¹. Musia³o up³yn¹æ kilka lat, bym doros³a do swojego imienia. Które – co pokaza³ czas – mo¿e przybieraæ najró¿niejsze formy. Do dzisiaj na has³o: „Weronka” najpierw s³yszê g³os Cioci H., a potem teleportujê siê na ulicê S³owackiego. Gramy w bierki. Albo karty. S³uchamy listy w radiowej Trójce. Pijemy miêtkê. I pa³aszujemy zapiekanki prosto z patelni. W tych wspomnieniach prawie zawsze jest zima. A pod kaloryferem susz¹ siê przemoczone buty. Które nastêpnie zostan¹ poddane konserwacji, bo H. uwielbia³a pastowanie i glansowanie skórzanych kozaczków i pó³butów. U¿ywa³a te¿ kremu Nivea w blaszanym opakowaniu. I tuszu do rzês, który nabiera³o siê szczoteczk¹ z pude³ka. Poza tym piek³a œwietne ciasta w prodi¿u. I sprawdza³a wahade³kiem, czy mamy zdrowe serca oraz w¹troby. „Wercia” – najmocniej kojarzy mi siê z A., któr¹ pozna³am w pierwszej nowojorskiej pracy. Siedzia³yœmy w poczekalni
i patrzy³yœmy na siebie. Ona myœla³a, ¿e jestem Amerykank¹. Ja – by³am pewna, ¿e to A. dostanie anga¿. Bo wygl¹da³a jak milion dolarów. Przyjêto nas obie. Ponad rok spêdzi³yœmy w jednym biurze. Zbijaj¹c b¹ki. Bo szef nie umia³ zorganizowaæ nam zajêcia. Piêkne czasy. „Werona” lub „Weroncia”– to wersje, których lubi u¿ywaæ moja Mama. „Werla” – siostra. Kolega B., zwraca siê do mnie „Wero”, ale nie tylko w wo³aczu. W ka¿dym innym przypadku te¿. „Werito” – to odmiana peruwiañska, wymyœlona przez kole¿ankê Sarellê. „Ronnie” ¿artuje mój amerykañski szef, kiedy chce mnie wkurzyæ. Jest jeszcze „Weruœ” – gdy ktoœ czegoœ bardzo ode mnie chce. Oraz „Verix” –pozosta³oœæ po wczesnych latach 90., pseudonim, którym sygnowa³am swoje pierwsze nieporadne wiersze. Wtedy ka¿dy szanuj¹cy siê rodzinny biznes musia³ mieæ „x” na koñcu. Taki by³ sznyt. Dzisiaj najczêœciej jestem „£eronik¹”, szczególnie w okolicznoœciach szpitalno-klinicznych. Na widok „W” w miejscu, w którym powinno byæ „V” Amerykanie wpadaj¹ w lingwistyczny pop³och. Ale to i tak lepsze, ni¿… „Victoria”. Któr¹ ochrzci³o mnie ju¿ wiele osób. Dlaczego? Nie potrafiê odpowiedzieæ. Obu imion nie ³¹czy wiele. Oprócz fonetycznie zbie¿nej pierwszej litery. I jednej, czy dwóch w œrodku. Mimo to, przeinaczenia zdarzaj¹ siê zaskakuj¹co czêsto. I nie s¹ Ÿród³em wzruszeñ. Raczej os³upienia. I niedowierzania. ¯e komuœ mogê wygl¹daæ na Victoriê. Nawet jeœli pisan¹ przez „w” i „k”. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
By³y takie momenty, gdy uczestniczy³em w nowojorskiej Pulaski Parade, kiedy to na mojej twarzy, zwykle oblanej ³zami wzruszenia t¹ szczególn¹ okazj¹, pojawia³ siê uœmiech. Nie, nie wtedy, gdy jakiœ misio z New Jersey popisywa³ siê drogim amerykañskim kabrioletem, wioz¹c nim jakieœ blond laski w koronach i brokatach. Nawet nie wtedy, kiedy wje¿d¿a³ wóz stra¿acki z polonijn¹, dzieln¹ za³og¹. Gêba mi siê œmia³a, gdy nagle pojawia³ siê jakiœ samochód, który nie mia³ prawa byæ w Stanach: „Maluch”, Polonez, Warszawa. By³o to wzruszaj¹ce, ale te¿ trochê komiczne, zw³aszcza gdy samochód siê rozkracza³ i trzeba by³o tê Warszawê „garbusa” pchaæ. Nikt siê nie z¿yma³ na zawodnoœæ produktów polskiej motoryzacji. Przeciwnie – odbierano to jak pomoc kochanej i podziwianej kobiecie, dziœ –z trudem poruszaj¹cej siê staruszce. Wielu uczestników Parady, w swoim napompowanym patriotyzmie, uwa¿a³o, i¿
jest ona po to, by siê pochwaliæ, by im (Amerykanom) pokazaæ to, co Polska ma najlepszego: ¿ywnoœæ, muzykê ludow¹, piêkne dziewczyny, dzielnych ¿o³nierzy. Gdy przychodzi³o jednak do pojazdów mechanicznych, nasza oferta wydawa³a siê ubo¿sza i doœæ problematyczna. Maluch, czyli Fiat 126p, by³ produkowany na licencji w³oskiej. Poniewa¿ by³ relatywnie tani i masowo produkowany, zmotoryzowa³ Polskê – dla wielu z nas to by³ pierwszy i jedyny samochód, którym jeŸdzi³o siê do pracy i na wakacje, czasem a¿ do Bu³garii. Nie zmienia to faktu, ¿e by³ to samochodzik ciasny i ma³o nowoczesny. Ale có¿ – wspomnienia. Produkowana w latach 1951-1973 Warszawa by³a wersj¹ radzieckiej Pobiedy M20 (1946-1958). Czym¿e wiêc tu siê chwaliæ? Ale znowu: wspomnienia. Dla mnie by³y to jazdy taksówk¹ – tylko raz do roku, bo drogo – na dworzec kolejowy, bo by³ to wyjazd na wakacje. W warszawie zawsze œmierdzia³o benzyn¹, od czego robi³o mi siê niedobrze. Z kolei Polonez to by³a unowoczeœniona w ¯eraniu wersja Fiata 125p, który te¿ by³ pojazdem licencyjnym, bazuj¹cym g³ównie na w³oskim Fiacie 124, i trochê 125. Brytyjski znawca samochodów Jeremy Clarkson w programie „Top Gear” natrz¹sa³ siê z Poloneza jako jednego z najgorszych po-
jazdów, jakimi jecha³. Podobnie wy¿ywa³ siê na naszym samochodziku amerykañski youtuber Doug DeMuro. Ale có¿ – nasze to wspomnienia i nikt ich nam nie zabierze! Polonez dogorywa³ przez wiele lat – gdy Polska by³a ju¿ zalewana zagranicznymi szrotami, polska myœl techniczna na ¯eraniu objawia³a siê dodaniem okienka bocznego i zmian¹ kszta³tu zderzaków. WyobraŸmy sobie paradê niemieck¹ na Pi¹tej Alei. Na przejazd czo³gów byœmy im nie pozwolili, ale podziwialibyœmy dziesi¹tki piêknych i prze³omowych technicznie Mercedesów, BMW, Audi, Volkswagenów, Porsche. Równie imponuj¹cy by³by przejazd samochodów w³oskich, francuskich, brytyjskich i oczywiœcie amerykañskich klasyków.
Nie wszystkie samochody (i motocykle) produkowane w PRL by³y licencjami. To i owo jednak próbowaliœmy. Rodzimym wytworem by³ Mikrus, jeszcze mniejszy ni¿ Maluch! Kolejnym powodem do dumy by³a Syrena. By³ to samochód prymitywny – œmierdz¹cy i psuj¹cy siê dwutakt, ale przecie¿ jego wielcy rywale: NRD-owski Trabant i radziecki Zaporo¿ec, bynajmniej nie byli lepsi.
obce si³y. Mo¿emy o tym poczytaæ w sieci, ale te¿ s¹ filmiki na YouTube opisuj¹ce powstanie co ciekawszych samochodów. S¹ to programy robione przy pomocy sztucznej inteligencji, z ilustracjami nieadekwatnymi do czytanego przez robota komentarza. Niemniej, czegoœ mo¿na siê dowiedzieæ. O ciekawych projektach Warszawy, nawet modelach sportowych, od³o¿onych na pó³kê. O nowej Syrenie 110 – zdaniem autorów tych filmików prekursorskiej wobec póŸniejszych s³awnych modeli niemieckich czy w³oskich – tak¿e zablokowanej z politycznych powodów. W³adze mizia³y siê wtedy z W³ochami i postanowi³y kupiæ od nich licencjê. Dziœ w Polsce nie projektuje i nie produkuje siê samochodów, montuje siê modele obcych marek. Polska nale¿y dziœ do najbardziej zmotoryzowanych krajów w Europie, ale na ¯eraniu w Warszawie, gdzie produkowano Warszawy i „Sarenki”, planuje siê wyburzenie fabryki, by postawiæ tam kolejne dziesi¹tki bia³ych, ogrodzonych apartamentowców. [Z szacunku dla czêœci elektoratu nie poruszê w¹tku budowy w Polsce elektrycznej „Izery”.]
Zaj¹³em siê dziœ samochodami, które mo¿e nie wszystkich interesuj¹. Lecz przecie¿ ze wszystkich rzeczy materialnych: telewizorów, komputerów, mebli, w³aœnie samochody by³y najczêstszym obiektem marzeñ, sk³ania³y do wielu lat poœwiêceñ i oszczêdzania. Plakaty z Lamborghini Countach wisia³y w milionach sypialni podrostków na ca³ym œwiecie. Jan Latus
I tu pojawia siê – popularny w naszej zbiorowej psyche – w¹tek polskiego geniuszu in¿ynieryjnego, st³amszonego przez
➭ 14
To trochê jak lustro dla prawdziwych emocji. Do tego dochodzi wspania³a orkiestra, œwietny chór i jedne z najlepszych obsad na œwiecie.
Jak Pan ocenia obecnoœæ polskich œpiewaków na scenie Metropolitan i dlaczego – Pana zdaniem – tak znacz¹ce osi¹gniêcia nie spotykaj¹ siê w Polsce z odpowiednim zainteresowaniem?
Obecnie mamy niezwykle siln¹ reprezentacjê naszych œpiewaków, wrêcz trudno w to uwierzyæ. W tym roku na tej scenie w g³ównych rolach wystêpuje a¿ siedmioro Polaków. To naprawdê sytuacja wyj¹tkowa. Jestem przekonany, ¿e gdyby taka liczba artystów reprezentowa³a jakikolwiek inny kraj by³oby wokó³ tego ogromne zainteresowanie. Tymczasem u nas przesz³o to niemal bez echa. By³em tym zaskoczony. W dniu mojej premiery „Arabelli” uwaga mediów skupi³a siê gdzie indziej. Tego samego dnia Robert Lewandowski zapala³ œwiat³o w Empire State Building i to wydarzenie by³o szeroko komentowane. To wa¿na i pozytywna informacja. Nic jednak nie sta³o na przeszkodzie, aby mówiæ o obu tych wydarzeniach jednoczeœnie, bo oba przynosz¹ Polsce presti¿ i buduj¹ jej wizerunek za granic¹. NajwyraŸniej brakuje jednak systemowego podejœcia do promocji takich osi¹gniêæ albo zwyczajnie nie ma wystarczaj¹cej woli, by o nie zadbaæ.
Jak buduje Pan relacjê z postaciami, które Pan kreuje i czym ró¿ni siê dla Pana praca nad tak odmiennymi rolami jak Mandryka i Gorwenal?
Ka¿da postaæ, któr¹ tworzê na scenie, to dla mnie osobny rozdzia³. Czasami role nabieraj¹ wrêcz takiego znaczenia, jakby by³y czêœci¹ mojego ¿ycia, niemal jak cz³onkowie rodziny. Wchodzê z nimi w relacjê: zaprzyjaŸniam siê, nie zgadzam, k³ócê, czasem nawet ich nie lubiê, a innym razem czujê siê z nimi bardzo blisko.
To jest dla mnie nieodzowne, bo z wykszta³cenia jestem aktorem. Bardzo silnie wi¹¿ê siê z charakterami, które gram. Dlatego Mandryka i Gorwenal to dla mnie zupe³nie ró¿ne œwiaty. Ró¿ni¹ siê nie tylko charakterem, ale te¿ skal¹ samego zadania. Choæ widz mo¿e tego a¿ tak nie odczuwaæ, Gorwenal to rola stosunkowo krótka – pojawia siê g³ównie w trzecim akcie. Natomiast Mandryka jest obecny na scenie od pocz¹tku do koñca i ma do wykonania partiê niezwykle wymagaj¹c¹, wrêcz karko³omnie trudn¹. Ró¿nica miêdzy tymi rolami jest wiêc diametralna. Ka¿d¹ z nich traktujê inaczej, ka¿da niesie inne znaczenia i emocje. Jedno jest dla mnie najwa¿niejsze – nigdy nie gram siebie na scenie.
W 1992 roku debiutowa³ Pan jako aktor, a piêæ lat póŸniej jako œpiewak operowy. Jak do tego dosz³o? Trochê wbrew mnie. Od dziecka marzy³em o re¿yserii teatralnej. Teatr by³ dla mnie miejscem magicznym. Poniewa¿ do szko³y poszed³em o rok wczeœniej, to po maturze by³em za m³ody, ¿eby dostaæ siê na re¿yseriê, wiêc wybra³em aktorstwo w ³ódzkiej szkole filmowej jako kierunek pokrewny. To te¿ nie by³o oczywiste, bo mia³em wadê wymowy, zwi¹zan¹ miêdzy innymi z budow¹ zêbów, któr¹ musia³em
skorygowaæ. Przeszed³em ca³y proces przygotowañ i konsultacji, bo chcia³em mieæ pewnoœæ, ¿e zrobi³em wszystko, co mog³em. Moj¹ piêt¹ achillesow¹ by³ œpiew. Trafi³em do profesora Edwarda Kamiñskiego, który pomóg³ mi w przygotowaniach, ale powiedzia³, coœ co wtedy wydawa³o mi siê absurdalne, ¿e powinienem zdawaæ tak¿e na wydzia³ wokalny, bo bêdê zarabia³ na ¿ycie œpiewaniem. Dosta³em siê na oba kierunki. Wybra³em aktorstwo, choæ równolegle rozwija³em œpiew solowy w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a pó¿niej w Wy¿szej Szkole Muzycznej im. Carla Marii von Webera w DreŸnie. Oper¹ pocz¹tkowo w ogóle siê nie interesowa³em – wydawa³a mi siê sztuczna i anachroniczna. Dopiero po studiach, po pierwszych rolach filmowych, kiedy wszystko wskazywa³o na to, ¿e pójdê w stronê aktorstwa, dosta³em stypendium w DreŸnie. I wtedy dosz³o do zmiany. Pojecha³em z przekory, ¿eby zamkn¹æ temat, a po trzech miesi¹cach dosta³em propozycjê g³ównej roli w operze w Lipsku. To doœwiadczenie ca³kowicie zmieni³o moje myœlenie. Zobaczy³em operê na zupe³nie innym poziomie – tak¿e aktorskim – i zrozumia³em, ¿e to coœ dla mnie. Potem przyszed³ anga¿. Po pierwszym projekcie w Lipsku – „Sprzedanej narzeczonej” Bedricha Smetany – wiedzia³em, ¿e chcê œpiewaæ.
Czy trudno by³o siê przestawiæ z aktora na œpiewaka?
Na pocz¹tku najwiêkszym wyzwaniem by³y œrodki wyrazu. Aktorstwo filmowe jest bardzo minimalistyczne – operuje drobnym gestem, spojrzeniem, subtelnoœci¹. W operze to nie dzia³a. Tam potrzebna jest wiêksza skala, szerszy gest, wiêksza ekspresja. Mój sposób grania by³ z tym niekompatybilny. Ale to nie tak, ¿e musia³em siê wszystkiego znowu uczyæ. Technika to nie tylko œrodki wyrazu, ale te¿ pewna struktura mentalna. Œrodki wyrazu rozwija siê przez ca³e ¿ycie – zmieniaj¹ siê w zale¿noœci od repertuaru, od roli. Musia³em poszerzyæ swój warsztat, nauczyæ siê wiêkszego rozmachu, innej skali. Scena operowa daje mi jako artyœcie – zarówno jako aktorowi, jak i œpiewakowi – znacznie wiêksze mo¿liwoœci ni¿ scena dramatyczna czy plan filmowy. Nie planowa³em tej drogi, ale j¹ pokocha³em. Wci¹¿ jednak nie wykluczam, ¿e jeszcze wrócê do swojej pierwszej pasji – re¿yserii. I przede wszystkim mam na myœli re¿yserowanie oper.
Czy to prawda, ¿e role wagnerowskie niszcz¹ g³os i s¹ najtrudniejsze dla œpiewaków?


W twórczoœci Wagnera s¹ partie okreœlane jako „stimmbrecher”, czyli „³amacze g³osu”. Jedn¹ z nich s¹ arie Telramunda w „Lohengrinie” i rzeczywiœcie uwa¿am je za szczególnie wymagaj¹ce i potencjalnie niebezpieczne. Ale to, ¿e role wagnerowskie niszcz¹ g³os to powtarzana od lat plotka nie maj¹ca nic wspólnego z rzeczywistoœci¹. Oczywiœcie ka¿da partia, która jest nieodpowiednia dla danego g³osu albo wykonywana „na wyrost”, mo¿e zaszkodziæ. To dotyczy ka¿dego repertuaru, nie tylko Wagnera. W karierze ka¿dego œpiewaka s¹ momenty, kiedy mo¿na sobie pozwoliæ na wiêcej i siêgn¹æ po trudniejszy repertuar. W moim przypadku by³o wrêcz odwrotnie – jako m³ody cz³owiek w ogóle nie planowa³em œpiewaæ muzyki niemieckiej. Nie zna³em jêzyka, a kiedy wyjecha³em do Niemiec mówi³em jedynie s³abym angielskim. Niemieckiego nauczy³em siê dopiero na miejscu, a przez pierwsze trzy–cztery lata kariery w ogóle nie myœla³em o tym repertuarze. To raczej ten repertuar „znalaz³” mnie. Okaza³o siê, ¿e mój g³os ma du¿¹ skalê i wolumen –a to s¹ cechy niezbêdne przy muzyce Wagnera czy Straussa. Orkiestra bywa tam bardzo gêsta, wiêc trzeba mieæ odpowiedni¹ si³ê i noœnoœæ, ¿eby siê przez ni¹ przebiæ. Mnie osobiœcie Wagner bardzo pomóg³, szczególnie w budowaniu wyrazistoœci i w pracy ze s³owem. Dziœ uwielbiam œpiewaæ po niemiecku – uwa¿am, ¿e to jeden z najlepszych jêzyków do œpiewania, choæ oczywiœcie chêtnie wykonujê repertuar polski i œwiatowy.
Iloma jêzykami Pan mówi i czy sta³o siê to dziêki operze?
Mówiê bardzo dobrze po niemiecku, to jest w zasadzie mój drugi jêzyk po polskim. Coraz lepiej mówiê po angielsku. Rozumiem w³oski, czeski i rosyjski, ale poliglot¹ bym siê nie nazwa³. Œpiewanie i mówienie w danym jêzyku raczej nie id¹ w parze, bo s¹ w pewnym sensie „umieszczone” w innych obszarach mózgu. Mo¿na powiedzieæ, ¿e to dwa ró¿ne systemy – oczywiœcie zachodzi miêdzy nimi komunikacja, ale funkcjonuj¹ oddzielnie. Dlatego zdarza siê, ¿e ktoœ œwietnie œpiewa w danym jêzyku, a jednoczeœnie ma trudnoœci z jego swobodnym u¿ywaniem w mowie. To bardzo indywidualna sprawa.
Od kilku lat bliski Pana sercu jest projekt Baltic Opera Festival. W marcu w Fundacji Koœciuszkowskiej odby³ siê koncert promuj¹cy ten festiwal. Dlaczego jest to dla Pana takie wa¿ne? Ju¿ przed II wojn¹ œwiatow¹ w Operze Leœnej w Sopocie odbywa³ siê du¿y, miêdzynarodowy festiwal operowy. Obecny festiwal, którego jestem te¿ dyrektorem artystycznym, nie jest jego bezpoœredni¹ kontynuacj¹, raczej prób¹ reaktywacji i przywrócenia opery temu miejscu. A sama idea narodzi³a siê w czasie pandemii, kiedy artyœci – zw³aszcza freelancerzy – zostali praktycznie bez œrodków do ¿ycia. Szukaliœmy przestrzeni, w której mo¿na by³oby wystêpowaæ mimo obostrzeñ, st¹d pomys³ na formu³ê open air i najlepiej siê do tego nada³a Opera Leœna. W tym roku, od 2 do 7 lipca, odbêdzie siê czwarty z kolei festiwal, którego gospodarzem jest Trójmiasto, a g³ównym organizatorem Opera Ba³tycka w Gdañsku przy wsparciu Ministerstwo Kultury, samorz¹du województwa pomorskiego oraz mecenasa – spó³ki Orlen. Koncerty go promuj¹ce organizujemy œwiadomie nie tylko w Nowym Jorku czy Waszyngtonie, ale tak¿e w Wiedniu i innych miastach œwiata. Chcemy zainteresowaæ tym projektem miêdzynarodow¹ publicznoœæ, a tak¿e dotrzeæ do Polonii, która regularnie odwiedza Polskê i mo¿e przy okazji pojawiæ siê w Operze Leœnej. Szukamy wsparcia w Stanach Zjednoczonych, gdzie prywatne finansowanie kultury jest znacznie bardziej rozwiniête ni¿ w Polsce. U nas wci¹¿ brakuje zaanga¿owania biznesu w tego typu inicjatywy i staram siê to zmieniaæ. Dlatego powo³aliœmy organizacjê American Friends of Baltic Opera Festival, której celem jest promocja festiwalu za granic¹ oraz pozyskiwanie œrodków. Jej inauguracja odby³a siê 30 marca.
Proszê nam opowiedzieæ coœ o swoim ¿yciu rodzinnym.
Mieszkamy z rodzin¹ pod Düsseldorfem w Niemczech. To w du¿ej mierze efekt mojej kariery, bo przez siedem lat by³em cz³onkiem zespo³u Deutsche Oper am Rhein. Wtedy podjêliœmy decyzjê, ¿e w³aœnie tam bêdzie nasze miejsce do ¿ycia. W praktyce jednak bardzo rzadko bywam w domu – zdarza siê, ¿e spêdzam tam zaledwie kilka dni w roku. Moja ¿ona, Joanna, jest aktork¹ i œpiewaczk¹. Tworzy programy dla telewizji polskiej i niemieckiej, a na co dzieñ wystêpuje w teatrze. Mamy trzech synów. Wszyscy jeszcze studiuj¹ w Niemczech. Najstarszy, oprócz studiów, pracuje jako in¿ynier dŸwiêku i producent muzyczny. Œrodkowy studiuje medycynê, a najm³odszy uczy siê na kierunku odpowiadaj¹cym polskiemu AWF-owi. Maj¹ dobre g³osy i zdolnoœci muzyczne, ale odradza³em im pójœcie w moje œlady, bo to bardzo trudny zawód wymagajcy poœwiêceñ. Wszyscy graj¹ na instrumentach, maj¹ œwietny s³uch. Kiedy spotykaj¹ siê razem, siadaj¹ do pianina, gitary czy saksofonu i po prostu muzykuj¹, œpiewaj¹ na g³osy. S¹ wiêc blisko muzyki i opery, choæ na swój w³asny sposób. Doskonale mówi¹ zarówno po polsku, jak i po niemiecku. Co ciekawe, czêœciej spotykamy siê w ró¿nych miejscach na œwiecie – tam, gdzie akurat wystêpujê – ni¿ w domu.
Dziêkujê za rozmowê i ¿yczê, aby Baltic Opera Festival by³ ogromnym sukcesem.

Pocz¹tek 2026 roku na Litwie zapisa³ siê jako jeden z najbardziej zaskakuj¹cych eksperymentów w nowoczesnej ekonomii. Decyzja tamtejszego rz¹du o umo¿liwieniu obywatelom ca³kowitego wycofania œrodków z drugiego filaru emerytalnego mia³a byæ œwiêtem wolnoœci finansowej. Zgodnie z liberaln¹ teori¹, doros³y cz³owiek najlepiej wie, jak zarz¹dzaæ swoim kapita³em. Jednak rzeczywistoœæ ze stycznia 2026 roku brutalnie zweryfikowa³a te za³o¿enia. Ponad 300 tysiêcy wniosków o likwidacjê kont w pierwszych tygodniach roku i masowe up³ynnianie oszczêdnoœci na bie¿¹c¹ konsumpcjê sta³y siê dowodem na to, ¿e w starciu z impulsami wolnoœæ wyboru bywa dla domowego bud¿etu zabójcza. Ta sytuacja zmusza do powrotu do fundamentalnego pytania: dlaczego spo³eczeñstwa potrzebuj¹ gorsetu przepisów, by przetrwaæ?
Psychologia portfela: Dlaczego zawodzimy jako domowi ekonomiœci?
Podstawowym problemem w zarz¹dzaniu domowymi finansami nie jest brak matematycznej wiedzy, lecz biologia. Nasze mózgi, ukszta³towane w warunkach niedoboru, s¹ zaprogramowane na „dziœ”. Zjawisko to, znane jako dyskontowanie hiperboliczne, sprawia, ¿e wartoœæ nagrody drastycznie spada w naszych oczach, jeœli jest ona odroczona w czasie. Nowy samochód, remont ³azienki czy luksusowe wakacje s¹ postrzegane jako realne i pilne, podczas gdy godna emerytura za trzydzieœci lat to jedynie abstrakcyjna idea.
Kiedy litewscy ustawodawcy „otworzyli skarbonki”, zadzia³a³ impuls. Pieni¹dze, które dot¹d by³y bezpiecznie zablokowane, sta³y siê dostêpn¹ gotówk¹. Percepcja ryzyka uleg³a zniekszta³ceniu, bo ludzie uznali, ¿e bie¿¹ce potrzeby s¹ wa¿niejsze ni¿ zabezpieczenie staroœci. W³aœnie dlatego systemy takie jak amerykañskie Social Security czy polski system emerytalny ZUS i KRUS opieraj¹ siê na przymusie. Pañstwo przejmuje rolê „zewnêtrznego p³ata czo³owego” – czêœci mózgu odpowiedzialnej za planowanie – chroni¹c nas przed nasz¹ w³asn¹ krótkowzrocznoœci¹.
Social Security i Medicare: Fundament, którego nie wolno ruszyæ Kluczowym elementem tego gorsetu w USA s¹ przymusowe sk³adki na Social Security i Medicare. Choæ wielu pracowników z niechêci¹ patrzy na potr¹cenia z wyp³aty (FICA), te systemy s¹ m¹dre w swojej prostocie: eliminuj¹ ryzyko, ¿e cz³owiek „zapomni” lub „zrezygnuje” z ubezpieczenia na staroœæ.
Dobrze znamy system Social Security Jest to przymusowe ubezpieczenie od zagro¿enia, ¿e ¿yæ bêdziemy d³u¿ej ni¿ nasze oszczêdnoœci. Bez tego mechanizmu, miliony osób pod wp³ywem bie¿¹cych wydatków nie od³o¿y³yby wystarczaj¹co du¿o, by sfinansowaæ dekady ¿ycia po zakoñczeniu pracy.
Medicare to z kolei przymusowa polisa zdrowotna. Koszty opieki medycznej w starszym wieku s¹ astronomiczne i nieprzewidywalne. Gdyby sk³adki by³y dobrowolne, m³ody i zdrowy cz³owiek prawdopodobnie wola³by wydaæ te pieni¹dze na konsumpcjê, co skoñczy³oby siê bankructwem przy pierwszej powa¿niejszej chorobie na emeryturze.
Oba te systemy dzia³aj¹ jako zbiorowa tarcza – przymus p³acenia sk³adek gwarantuje, ¿e nikt nie zostanie bez œrodków do ¿ycia i opieki medycznej tylko dlatego, ¿e trzydzieœci lat wczeœniej podj¹³ z³¹ decyzjê finansow¹.
Podatkowe „szturchniêcia” i przymus fiskalny
Kolejnym elementem tego gorsetu s¹ podatki dochodowe. Choæ postrzegamy je jako ciê¿ar, w skali makro s¹ one mechanizmem wymuszaj¹cym finansowanie dóbr wspólnych. Jednak jeszcze ciekawszym zjawiskiem jest „podatkowe szturchanie” (nudging), widoczne w systemach zachêcaj¹cych do oszczêdzania, takich jak amerykañskie konta IRA (Individual Retirement Account).
System IRA to majstersztyk ekonomii behawioralnej. Pañstwo nie zmusza nas bezpoœrednio do oszczêdzania na tych kontach, ale projektuje system podatkowy tak, by rezygnacja z nich by³a finansowym samobójstwem. Ulgi podatkowe „tu i teraz” dzia³aj¹ na nasz prymitywny mózg jako natychmiastowa nagroda za odroczenie konsumpcji. To subtelna forma przymusu: pañstwo „szturcha” nas w stronê rozs¹dku, wykorzystuj¹c nasz¹ chciwoœæ w celu budowania naszego d³ugofalowego bezpieczeñstwa.
Edukacja i przysz³oœæ:
Przymus jako fundament autonomii Logika przymusu finansowego ma swoje korzenie w obowi¹zku szkolnym. Dlaczego jako spo³eczeñstwo zmuszamy dzieci do edukacji? Poniewa¿ wiemy, ¿e m³ody cz³owiek nie jest w stanie oszacowaæ stopy zwrotu z nak³adu na wykszta³cenie w perspektywie czterdziestu lat.
Edukacja to inwestycja w kapita³ ludzki, która jest narzucona odgórnie, aby w doros³oœci jednostka mog³a cieszyæ siê prawdziw¹ wolnoœci¹ – wolnoœci¹ wyboru zawodu i œwiadomego zarz¹dzania maj¹tkiem. Bez bazy, jak¹ daje wymuszona szko³a, wolnoœæ finansowa by³aby jedynie pustym has³em.
Podobnie dzia³aj¹ zakazy chroni¹ce tych, którzy sami nie s¹ zdolni do oceny ryzyka, jak zakaz sprzeda¿y alkoholu nieletnim. Chronimy m³ode organizmy przed substancj¹ uzale¿niaj¹c¹, wiedz¹c,




El¿bieta Baumgartner

¿e mechanizmy samokontroli w tym wieku s¹ zbyt s³abe.
Dom pod ochron¹:
Hipoteka i ubezpieczenie
Nigdzie przymus finansowy nie jest tak zbawienny w skali domowego bud¿etu, jak w przypadku posiadania nieruchomoœci.
Jeœli kupujesz dom na kredyt, bank nak³ada na ciebie obowi¹zek ubezpieczenia domu. Z punktu widzenia miesiêcznego bud¿etu, sk³adka to wydatek, który uszczupla kwotê na konsumpcjê. Jednak ten przymus jest fundamentem domowej stabilnoœci. Gdyby ubezpieczenie domu by³o dobrowolne, wielu w³aœcicieli, licz¹c na to, ¿e „im nic siê nie przytrafi”, zrezygnowa³oby z polisy. Ludzie drastycznie niedoszacowuj¹ prawdopodobieñstwa katastrof. Przymus ubezpieczenia chroni domowe finanse przed sytuacj¹, w której jeden po¿ar zamienia rodzinê w bankrutów z d³ugiem hipotecznym, ale bez dachu nad g³ow¹. Bank, domagaj¹c siê polisy, wymusza na nas m¹dre zarz¹dzanie ryzykiem.
Bezpieczeñstwo na drodze i w ¿yciu: Pasy i limity
Aby w pe³ni zrozumieæ sens tych ograniczeñ, warto spojrzeæ na obowi¹zek zapinania pasów czy limity prêdkoœci na drogach. Kiedy wprowadzano pasy, budzi³y one opór jako zamach na wolnoœæ. Dziœ nikt nie podwa¿a ich zasadnoœci. Wiemy, ¿e statystyczny cz³owiek nie docenia si³ fizyki podczas wypadku, a pasy s¹ mechanizmem koryguj¹cym tê b³êdn¹ ocenê.
Dok³adnie tak samo dzia³aj¹ obowi¹zkowe szczepienia. Tutaj przymus chroni odpornoœæ zbiorow¹, wiedz¹c, ¿e emocjonalny lêk bywa silniejszy ni¿ analiza medyczna.
Miêdzy przymusem a wolnoœci¹:
Model 401 (k) Czy istnieje droga œrodka? Amerykañski system emerytalny 401 (k) wykorzystuje architekturê wyboru poprzez automatyczny zapis. Pracownik jest w systemie domyœlnie. Mo¿e z niego wyjœæ, ale musi podj¹æ wysi³ek. Ten drobny opór sprawia, ¿e wiêkszoœæ ludzi zostaje w systemie i buduje kapita³. To przyk³ad „paternalizmu libertariañskiego”. Paternalizm libertariañski to koncepcja ³¹cz¹ca wolnoœæ
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Planowanie spadkowe”, „Amerykañskie emerytury”, poœwiêconej indywidualnym programom emerytalnym i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
wyboru (libertarianizm) z subtelnym kierowaniem zachowaniem ludzi (paternalizm) dla ich w³asnego dobra. W domowych finansach najskuteczniejsi s¹ ci, którzy sami na siebie nak³adaj¹ taki „przymus”, np. poprzez automatyczne przelewy na konto oszczêdnoœciowe w dniu wyp³aty. Pañstwo robi to samo w skali makro, poniewa¿ wie, ¿e bez automatyzmu i restrykcyjnych przepisów, wiêkszoœæ z nas pod koniec miesi¹ca odkry³aby, ¿e „nie ma z czego od³o¿yæ”.
Wniosek:
Wolnoœæ wymaga solidnych barier Litewski przypadek z pocz¹tku 2026 roku jest bolesn¹ lekcj¹ realizmu. Pokazuje, ¿e kiedy zdejmiemy z ludzi przymus przepisów w obszarach wymagaj¹cych d³ugofalowego planowania, wiele osób ulegnie impulsowi. Pieni¹dze na emeryturê, które staj¹ siê gotówk¹ na nowy gad¿et, to nie triumf wolnoœci, lecz kapitulacja przed w³asn¹ s³aboœci¹. Prawdziwie wolne i stabilne spo³eczeñstwo to takie, które potrafi na³o¿yæ na siebie pewne ograniczenia, by chroniæ siê przed katastrof¹. Podatki dochodowe, sk³adki na Social Security i Medicare, pasy w samochodzie, obowi¹zkowe ubezpieczenia hipoteczne czy samochodowe, konta emerytalne – to wszystko s¹ narzêdzia, które wypracowaliœmy jako spo³eczeñstwo, by zrekompensowaæ nasze biologiczne braki w planowaniu przysz³oœci. Systemy te s¹ jak barierki na moœcie. Ograniczaj¹ przestrzeñ ruchu o kilka centymetrów, ale daj¹ pewnoœæ, ¿e przy silniejszym podmuchu wiatru nie spadniesz w przepaœæ. Prawdziwa m¹droœæ polega na zrozumieniu, ¿e czasem najlepszym sposobem na ochronê godnoœci obywatela jest nie pozwolenie mu na krótkowzroczne zniszczenie w³asnej przysz³oœci. Autonomiê jednostki buduje siê na fundamentach m¹drego i odpowiedzialnego przymusu. ❍

➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿:
Deerfield Beach:
2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000
Fort Lauderdale:
3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000
Pompano Beach:
nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000
Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net
➦ Poszukujê osoby do prac budowlanych w okolicach Lake George. Mo¿liwoœæ zamieszkania. Zainteresowanych proszê o telefon: (518)960.0779
➦ Szukam pracy niezbyt obci¹¿¹j¹cej fizycznie.
Szybko siê uczê. Mam doœwiadczenie w bran¿y sprzeda¿owej i dobrze sobie radzê w kontaktach z klientami.
Tel. 917.207.2449 – Darek
Ozdob¹ starych filmów s¹ nie tylko Grace Kelly i Sophia Loren, ale te¿ Ferrari, Alfa Romeo z odkrytym dachem, Aston Martin Jamesa Bonda.
Nie trzeba zreszt¹ tego t³umaczyæ mieszkañcom Stanów, gdzie samochody – konieczne do egzystencji, wiêc wa¿ne dla ka¿dego – sta³y siê istotn¹ czêœci¹ popkultury, rozwoju przemys³owego i narodowej dumy. My mieliœmy Malucha na licencji, a Amerykanie – Cadillaca ze skrzyd³ami jak samolot, Chevroleta Corvette convertible, muscle cars œcigaj¹ce siê w filmie „Bullit”, opancerzone prezydenckie limuzyny Lincoln, DeLoreana z „Back to the Future”.
Wielu s³awnych ludzi – Jerry Seinfeld czy Jay Leno – ma ogromne kolekcje zabytkowych samochodów. Powierzaj¹ wyspecjalizowanym firmom doprowadzenie ich do stanu, jakby dopiero co wyjecha³y z salonu. W hangarach stoj¹ setki b³yszcz¹cych lakierem i chromem piêknych Ferra-
ri, szokuj¹cych Lamborghini, œmiesznych Volkswagenów „Rabbit” i Citroenów 2CV, wyprzedzaj¹cych czas prototypów, krótkich serii i specjalnych edycji. Istnieje te¿ wiele kana³ów na YouTube, gdzie filmuje siê krok po kroku renowacjê zrujnowanych, starych samochodów. Pojazdy zabytkowe mog¹ byæ przywo¿one i u¿ywane w Ameryce, mimo ¿e nie spe³niaj¹ dzisiejszych wymogów. Ludzie rozczulaj¹ siê na widok starego, szwedzkiego Saaba, zachwycaj¹ Jaguarem E, choæ raz chcieliby usi¹œæ na tylnej kanapie Rolls-Royce’a. Niestety, amerykañskie auta to coraz czêœciej wspomnienia wspania³ej przesz³oœci. Projektowane tu dziœ i produkowane samochody niczym siê nie wyró¿niaj¹ i przegrywaj¹ œwiatow¹ konkurencjê. Niech wiêc Amerykanie rozczulaj¹ siê na widok starego kr¹¿ownika szos – tak, jak Polacy z ³ezk¹ w oku patrz¹ na, piêknie odremontowanego, Mikrusa.




NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW



T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653
pieniêdzy i paczek
– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com
Brzydota nie jedno ma imiê
D
o popularniejszych motywów malarskich zaczerpniêtych z Biblii nale¿y opowieœæ o Judycie i Holofernesie. Nie wszystkie wersje Pisma œw. zamieszczaj¹ ten fragment, ale katolickie – obowi¹zkowo. Jest to opowieœæ o bohaterskiej Judycie, która zakrada siê do obozu przeciwnika, uwodzi asyryjskiego genera³a Holofernesa i gdy ten pijany usypia, obcina mu g³owê. Wraz ze s³u¿¹c¹ schowa³y j¹ w koszyku i wynios³y poza obóz wroga do „swoich”.
Historia ta fascynowa³a mnóstwo twórców Zachodu: piêkna zbrodnicza kobieta, daleki wariant sytuacji Adama i uwodzicielskiej Ewy doprowadzaj¹cej mê¿czyznê do zguby; ³atwowierny mê¿czyzna ³asy na wdziêki kobiece u¿yte przez Judytê jako orê¿ w walce; psychoanalitycy jednog³oœnie widzieli tu skryty wyraz lêku kastracji. Ale… na przyk³ad œwietna Artemisia Gentileschi (15931654), która namalowa³a kilka wersji tej sceny, z luboœci¹ mœci³a siê w ów poœredni sposób na mê¿czyznach przeœladuj¹cych j¹ w ¿yciu osobistym.
W barokowej atmosferze Zacznijmy wiêc od w³oskiej artystki. Zgodnie z opowieœci¹ biblijn¹ i w barokowym stylu, w nocnej scenerii namiotu Holofernesa, Judyta „zdjê³a wisz¹cy obok (…) miecz i zbli¿ywszy siê jeszcze bardziej chwyci³a go za w³osy. (…) Potem uderzy³a dwa razy z ca³ej si³y mieczem w jego szyjê i odciê³a mu g³owê.” (KJ 13,6-7).
W pó³mroku s³u¿¹ca trzyma za w³osy i za brodê g³owê nieprzyjaciela, który kona na naszych oczach pod ciosem miecza Judyty. Zabija wroga nie szerokim zamachem orê¿a, ale ostrzem wbitym z ca³ej si³y w gard³o. Mê¿czyzna ostatkiem si³ usi³uje siê jeszcze broniæ, rêk¹ odepchn¹æ napastuj¹c¹, ale z wyeksponowanej twarzy widaæ, ¿e ¿ycie zeñ uchodzi szybciej ni¿ móg³by zebraæ si³y. Zbroczona krwi¹ poœciel sygnalizuje skutecznoœæ dokonanego zamachu, zaœ obojêtny wyraz twarzy obu kobiet podczas tej krwawej roboty nie pozostawia w¹tpliwoœci: wyrok na przywódcy napastników przeprowadzaj¹ beznamiêtnie i sprawnie, bynajmniej nie poruszone brutalnoœci¹ aktu zabijania cz³owieka, zaœ g³ównie zainteresowane wykonaniem czynnoœci – skutecznym, szybkim i bezg³oœnym, by nie obudziæ czujnoœci wroga. Obraz porusza nie tylko makabr¹ sceny, ale byæ mo¿e w wiêkszym stopniu obojêtn¹, fachow¹ mœciwoœci¹ obu kobiet zarzynaj¹cych Holofernesa jak kurê na rosó³.

Pod wp³ywem Caravaggia
Artemisia Gentileschi zapewne wzorowa³a siê na obrazie Michelangelo Carravaggia, który namalowa³ wydarzenie w barokowej, mrocznej scenerii – w nocy, kiedy wszelkie z³o, zdrada i zbrodnia œwiêc¹ triumfy. Podstêpne kobiety bezlitoœnie chwytaj¹ Holofernesa, a Judyta z pewnym obrzydzeniem odcina asyryjskiemu genera³owi g³owê z min¹ obojêtn¹ i opanowan¹. Krew siê leje z szyi, mê¿czyzn¹ kona z grymasem bólu i œmierci na twarzy.
Plastyczna wizja Caravaggia na tyle zdominowa³a wyobraŸniê pokolenia artystów, ¿e wiêkszoœæ znanych mi wersji tej sceny powtarza kompozycjê dzie³a tego g³oœnego twórcy. Na pewno zad³u¿y³ siê u niego niemiecki artysta, Johann Liss, który pod koniec krótkiego, a bardzo pracowitego ¿ycia mieszka³ w Rzymie. Judyta koñczy krwaw¹ robotê – jest sama (bez s³u¿¹cej), g³owê nieprzyjaciela (widzimy tylko czêœæ jego twarzy z otwartym, martwym okiem) wrzuca do kosza, natomiast ogl¹damy wyeksponowany nagi tors i krwawy kikut szyi. S³owem – makabra.
Ofiara kobiecych wdziêków
Lucas Cranach starszy (ok. 1472-1553), jeden z najbardziej cenionych artystów niemieckich, wszechstronny twórca obrazów religijnych, portretów osób œwieckich i dwóch podobizn zakonnika Marcina Lutra, swego bliskiego przyjaciela, scen mitologicznych i alegorycznych, namalowa³ miêdzy innymi tak¿e wizerunek Judyty. W pe³ni oryginalny – mo¿e dlatego ¿e pracowa³ o niemal wiek wczeœniej od w³oskiego mistrza baroku.

– jako ohydna maska œmierci: usta pó³otwarte, oczy wywrócone, bladoœæ pozbawionego ¿ycia nieruchomego oblicza – przeciwstawiona nadobnej, wdziêcznej piêknoœci owej damy.
W jego wersji Judyta jest arystokratyczn¹ m³od¹ dam¹, s¹dz¹c po wytwornym stroju, eleganckim kapeluszu ze strusim piórem. Stoi (siedzi?) w jakimœ wnêtrzu – w tle okno z widokiem na poroœniêt¹ krzakami ska³ê. W rêku trzyma miecz – czysty, bez plamki krwi. Dzier¿y go nie jak orê¿, ale jak ber³o, atrybut w³adzy nad mê¿czyzn¹, którego powali³a; symbol okreœlaj¹cy najwa¿niejsz¹ cechê kobiety: Judyta ws³awi³a siê uratowaniem swego ludu przez zabicie najwiêkszego wroga, Holofernesa. Jego odciêt¹ g³owê po³o¿y³a na jakimœ kamiennym blacie, sama pozostajê nieporuszona, a nawet jakby lekko rozbawiona. Kobietê na obrazie Cranacha nie tyle nale¿y traktowaæ jako wizerunek biblijnej postaci, zwyk³¹ wdowê z Bethulia – miejscowoœci obleganej przez wrog¹ asyryjsk¹ armiê. Judyta Cranacha jest dam¹ dworu, której podboje i zdobycze maj¹ inny charakter. Metaforycznie rzecz bior¹c – rzesze adoratorów padaj¹ pod wra¿eniem jej urody; k³adzie trupem jednego za drugim wzdychaj¹cych do niej amantów. Holofernes to jedna z jej kolejnych zdobyczy. Judyta z doœæ obojêtn¹, leciutko filutern¹ min¹ zbiera kolejne trofeum – jak myœliwy dodaje g³owê jeszcze jednego z wielbicieli, który uleg³ (i poleg³) oczarowany jej wdziêkiem.
Obraz nale¿y zapewne rozumieæ pod³ug póŸniejszego wiersza polskiego poety, Jana Andrzeja Morsztyna, który w utworze „Do trupa” pisa³, m.in.:
Le¿ysz zabity i jam te¿ zabity, Ty – strza³¹ œmierci, ja – strza³¹ mi³oœci, Ty krwie, ja w sobie nie mam rumianoœci, Ty jawne œwiece, ja mam p³omieñ skryty
Niew¹tpliwie twarz odciêtej g³owy Holofernesa „nie ma w sobie rumianoœci” – to blady „trup mi³oœci” odmalowany przez artystê pod³ug wszelkiej sztuki „turpizmu”
Obcinanych g³ów by³o w historii – iw malarstwie –wiêcej. Tak¿e biblijna Salome, córka Heroda II, przedstawiana jest z g³ow¹ œw. Jana na tacy. Wiele kompozycji malarskich trudno odró¿niæ – czy przedstawiaj¹ Judytê, czy w³aœnie Salome. Ale zostawmy obcinane g³owy – mo¿e w póŸniejszym czasie wrócê do tego biblijnego w¹tku. ❍

