POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1655 (1955) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 6 CZERWCA 2026
Tomasz Bagnowski
![]()
NUMER 1655 (1955) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 6 CZERWCA 2026
Tomasz Bagnowski
Departament Bezpieczeñstwa Krajowego (DHS) próbuje doprecyzowaæ og³oszone niedawno zasady ubiegania siê o sta³y pobyt w Stanach Zjednoczonych. Resort przekaza³, ¿e wbrew wczeœniejszemu komunikatowi, nie wszyscy kandydaci do otrzymania zielonej karty bêd¹ musieli wracaæ do krajów pochodzenia i tam sk³adaæ wnioski.
Wyjaœnienia te to czêœciowe wycofanie siê z wczeœniejszego stanowiska Urzêdu do spraw Obywatelstwa i Imigracji (USCIS). W opublikowanym dwa tygodnie temu komunikacie urz¹d twierdzi³, ¿e osoby ubiegaj¹ce siê o zielon¹ kartê bêd¹ co do zasady zobowi¹zane do opuszczenia USA, chyba ¿e ich sytuacja zostanie uznana za „nadzwyczajn¹”. Teraz DHS podkreœla, ¿e nie chodzi o automatyczn¹ regu³ê obowi¹zuj¹c¹ wszystkich. O tym, czy dana osoba bêdzie musia³a wyjechaæ z kraju, maj¹ decydowaæ indywidualnie urzêdnicy imigracyjni, korzystaj¹c z uprawnieñ, które – „istniej¹ od lat.”
To jedynie przypomnienie urzêdnikom o ich kompetencjach, które zawsze by³y stosowane indywidualnie, w zale¿noœci od konkretnego przypadku – stwierdzi³ przedstawiciel DHS. Jego zdaniem potencjalnie bardziej nara¿one na takie decyzje mog¹ byæ osoby, które przekroczy³y dozwolony
okres pobytu na wizie, oraz obywatele pañstw, którzy czêœciej korzystaj¹ z pomocy publicznej w USA.
Choæ nowe wyjaœnienia znacz¹co ró¿ni¹ siê od pierwotnego komunikatu, nie rozwia³y one obaw œrodowisk imigracyjnych. Nadal nie wiadomo dok³adnie, kogo nowe wytyczne obejm¹ i wed³ug jakich kryteriów bêd¹ stosowane.
➭ Marcin Prokop w Blenderze – str. 3
➭ Andrzej Wajda w oczach m³odzie¿y – str. 7
➭ Jan Lechoñ w 70. rocznicê œmierci – str. 8-9
➭ Powracaj¹ce dobro – str. 10
➭ Pomoc spo³eczna, a wyjazd do Polski – str. 13
➭ Straszno wszêdzie – str. 15
Przedstawiciel Bia³ego Domu cytowany w New York Timesie powiedzia³, ¿e poprzednie wytyczne mia³y charakter porz¹dkowy i nie oznaczaj¹ zmiany strategii imigracyjnej. Tymczasem niektórzy prawnicy zajmuj¹cy siê sprawami imigracyjnymi informuj¹, ¿e ich klienci ju¿ teraz, podczas rozmów z urzêdnikami USCIS s¹ pytani, dlaczego sk³adaj¹ wnioski o zielon¹ kartê w Stanach Zjednoczonych oraz czy istniej¹ przeszkody uniemo¿liwiaj¹ce im przeprowadzenie procedury w kraju pochodzenia.
➭ 6


Chris Miekina
Henryk Walezy zapisa³ siê w polskiej pamiêci zbiorowej przede wszystkim jako król-dezerter, który „da³ nogê” przy pierwszej nadarzaj¹cej siê okazji. Historyczna rzeczywistoœæ, jak to zwykle bywa, jest znacznie bardziej fascynuj¹ca ni¿ podrêcznikowe legendy.
Walezy by³ postaci¹ tragiczn¹, rozdart¹ miêdzy dwiema skrajnie ró¿nymi kulturami, a fakty z jego ¿ycia rzucaj¹ zupe³nie nowe œwiat³o na ówczesn¹ pozycjê Polski w Europie. Kiedy po bezpotomnej œmierci Zygmunta Augusta polska szlachta wybra³a na tron francuskiego ksiêcia, nikt nie spodziewa³ siê, ¿e dla przybysza z „cywilizowanego” Zachodu wizyta w Krakowie bêdzie prawdziwym szokiem cywilizacyjnym. Mo¿e wydawaæ siê to wrêcz niewiarygodne, ale w XVI wieku to Polska wyznacza³a standardy komfortu, o których na dworze francuskim nikomu siê nie œni³o. Kiedy Walezy przyjecha³ do Krakowa, ujrza³ rezydencjê, która by³a trzy razy wiêksza od ówczesnego Luwru. Ale to nie rozmiar by³ najwiêkszym wstrz¹sem – by³ nim standard higieny. Podczas gdy na dworze francuskim potrzeby fizjologiczne za³atwiano w korytarzach, kominkach czy zakamarkach pa³acowych – Wawel posiada³ nowoczesn¹ kanalizacjê. Francuska „elita” ¿y³a w zapachu, który dziœ uznalibyœmy za nie do zniesienia, podczas gdy polscy monarchowie p³awili siê w luksusach, za¿ywaj¹c czêstych k¹pieli w ³azienkach z ciep³¹ i zimn¹ wod¹. Dla przybysza z Pary¿a
polskie zami³owanie do czystoœci i fakt, ¿e na zamku istnia³y specjalne pomieszczenia do celów sanitarnych (których brakowa³o nawet w póŸniejszym, legendarnym Wersalu), by³o doœwiadczeniem niemal egzotycznym.
Pierwszy polski król elekcyjny przyszed³ na œwiat jako Aleksander Edward. Imiê, pod którym go znamy, przybra³ dopiero w wieku 13 lat podczas bierzmowania, by upamiêtniæ ojca, Henryka II Walezjusza. Ojciec Henryka, zwany „królem z o³owiu” ze wzglêdu na fizyczn¹ i umys³ow¹ ociê¿a³oœæ, zgin¹³ podczas turnieju rycerskiego, ugodzony w³óczni¹ w oko. Henryk by³ jego przeciwieñstwem ojca. Po matce, Katarzynie Medycejskiej, odziedziczy³ bystry umys³. Jako szeœciolatek p³ynnie czyta³ i pisa³, wykazuj¹c talent do jêzyków obcych, choæ akurat ³acina nie by³a jego mocn¹ stron¹. „By³ s³usznego wzrostu, o szlachetnym wejrzeniu, ³askawym obejœciu, d³oniach tak piêknych, jakich nie mia³ ¿aden mê¿czyzna ani kobieta we Francji. Okazuj¹cy zarazem wiele godnoœci w zachowaniu” – pisa³ o nim z niekrytym zachwytem ambasador Wenecji.



Lato dla jednych oznacza wakacje, spacery, ogródki, podró¿e i lekkie ubrania. Dla innych – zw³aszcza osób z problemami ¿ylnymi – oznacza tak¿e ciê¿kie nogi, obrzêki, uczucie rozpierania, pieczenia i nieprzyjemnego gor¹ca w ³ydkach.
Wysoka temperatura rozszerza naczynia krwionoœne, a ¿y³y nóg, które codziennie wykonuj¹ ogromn¹ pracê, musz¹ wtedy radziæ sobie z jeszcze wiêkszym obci¹¿eniem. Nic dziwnego, ¿e wielu pacjentów mówi latem: „Moje nogi s¹ jak z o³owiu”, „¯ylaki mnie pal¹”, „Wieczorem nie mogê znaleŸæ wygodnej pozycji”.
¯ylaki to nie tylko problem kosmetyczny. To sygna³, ¿e uk³ad ¿ylny potrzebuje uwagi. Krew z nóg musi wróciæ do serca wbrew sile grawitacji, a pomagaj¹ jej w tym zastawki ¿ylne i miêœnie ³ydek, dzia³aj¹ce jak natural na pompa. Kiedy d³ugo stoimy, siedzi my, ma³o siê ruszamy albo kiedy tem peratura jest wysoka, odp³yw krwi bywa trudniejszy. Pojawia siê uczu cie ciê¿koœci, napiêcia, mrowienia, a naczynka i ¿ylaki staj¹ siê bardziej widoczne.
W codziennej trosce o nogi bardzo wa¿ny jest ruch. Nawet zwyk³y spacer uruchamia miêœnie ³ydek i pomaga kr¹¿eniu. Warto piæ wodê, unikaæ d³ugiego siedzenia i zak³adania nogi na nogê. Zaleca siê odpoczynek z nogami lekko uniesionymi i nie przegrzewanie organizmu. Pomocne bywaj¹ odpowiednie skarpety lub poñczochy uciskowe. Ale oprócz tych prostych zasad wiele osób szuka dodatkowego wsparcia od wewn¹trz. I tutaj warto zwróciæ uwagê na VeinFactors firmy Futurebiotics

Jest to suplement diety opracowany myœl¹ o wsparciu prawid³owej pracy ¿y³ i komfortu nóg. Jego sercem jest DiosVein – kompleks diosminy z hesperydyn¹. Diosmina i hesperydyna nale¿¹ do bioflawonoidów cytrusowych – naturalnych zwi¹zków roœlinnych obecnych w owocach cytrusowych. W Europie diosmina od lat kojarzona jest ze wsparciem naczyñ ¿ylnych, uczuciem lekkoœci nóg i prawid³owym mikrokr¹¿eniem. W formule VeinFactors diosmina jest mikronizowana, czyli przygotowana w drobniejszej postaci, aby organizm móg³ j¹ lepiej wykorzystaæ.
Drugim wa¿nym sk³adnikiem jest kasztanowiec zwyczajny, a dok³adniej ekstrakt z jego nasion standaryzowany na escynê. Escyna to naturalny zwi¹zek roœlinny tradycyjnie stosowany w preparatach na ciê¿kie nogi, obrzêki i uczucie napiêcia. Kasztanowiec jest jednym z najbardziej znanych zió³ zwi¹zanych z pielêgnacj¹ ¿y³ – mo¿na powiedzieæ, ¿e w œwiecie nóg ma opiniê starego, doœwiadczonego stra¿nika kr¹¿enia. Kolejnym sk³adnikiem jest gotu kola – w¹krota azjatycka. Roœlina ta zawiera triterpeny, które interesuj¹ naukowców w zwi¹zku z tkanki¹ ³¹czn¹ i mikrokr¹¿eniem. Zdrowe ¿y³y potrzebuj¹ elastycznoœci i dobrej struktury œcian naczyñ, a gotu kola jest sk³adnikiem preparatów wspieraj¹cych ten obszar.

W VeinFactors znajdziemy równie¿ ruszczyk kolczasty, znany jako roœlina wspieraj¹ca napiêcie i kondycjê naczyñ ¿ylnych. Do tego dochodz¹ bioflawonoidy cytrusowe i proszek ze skórki cytrynowej, które dostarczaj¹ roœlinnych kofaktorów. Formu³a zawiera te¿ sk³adniki wspieraj¹ce przyswajanie, miêdzy innymi BioPerine z czarnego pieprzu i kompleksy trawienne. Oczywiœcie trzeba powiedzieæ jasno: suplement nie zastêpuje wizyty u lekarza, badañ ani leczenia ¿ylaków. Jeœli pojawia siê nag³y obrzêk jednej nogi, silny ból, zaczerwienienie, ocieplenie skóry albo dusznoœæ – trzeba pilnie skontaktowaæ siê z lekarzem.
Nogi nosz¹ nas przez ca³e ¿ycie. Zas³uguj¹ wiêc na troskê i dobre wsparcie. Nadchodz¹ce lato nie musi byæ sezonem pal¹cych ¿ylaków i ciê¿kich ³ydek. Mo¿e byæ czasem, w którym zaczniemy œwiadomie dbaæ o kr¹¿enie, ruch i zdrowie naszych nóg.
VeinFactors Futurebiotics jest dostêpny w Markowej Aptece Pharmacy. Zapraszamy po poradê, jak rozs¹dnie wspieraæ ¿y³y, szczególnie w czasie letnich upa³ów.

„Ameryka nie jest miejscem, które kocham bezkrytycznie, mam jej wiele do wypunktowania, ale prawdziwa mi³oœæ nie jest przecie¿ zaœlepieniem. Widzê tam mnóstwo wad, dziur w zêbach i brudnych paznokci. To jest miejsce bezwzglêdne, gdzie ludzie, którzy dostali od losu gorsze karty, s¹ skazani na banicjê gdzieœ na obrze¿ach” – mówi Marcin Prokop, dziennikarz, prezenter telewizyjny, publicysta, autor programu podró¿niczego „Niezwyk³e Stany Prokopa”, w którym „odkrywa tajemnice amerykañskich mitów i legend. Od historii Indian i kowbojów, przez zjawiska UFO, po klimat Las Vegas i Seattle”. „Pierwsza wyprawa to by³ prezent na 40. urodziny. Sprawi³em go sobie sam. Postanowi³em tê podró¿ dokumentowaæ. Kiedy ktoœ ze stacji dowiedzia³ siê o tych planach, stwierdzi³, ¿e skoro ju¿ biorê kamerê, to mo¿e bym coœ z tego skleci³ do telewizji. I choæ pocz¹tkowo nie mia³em takiej intencji, powsta³a produkcja. I tak to siê zaczê-
redaktor naczelna Zofia Doktorowicz-K³opotowska
³o” – opowiada Prokop. Na pytanie, jak zmieni³a siê Ameryka przez te osiem lat, dziennikarz odpowiada: „Kiedyœ nie widzia³em powodu, ¿eby tak mocno interesowaæ siê polityk¹. Ona dzia³a siê w tle, nie wchodzi³a ludziom tak brutalnie do domów, a¿ tak ich nie polaryzowa³a. System mia³ swoje wady, ale dzia³a³, ludzie funkcjonowali od lat, choæ w³adza siê zmienia³a, w bardzo podobnym uk³adzie. A Trump waln¹³ w drzwi rzeczywistoœci, wywali³ je razem z zawiasami i wszed³ z miotaczem p³omieni, wyrwa³ ludzi z letargu, obudzi³ demony, które by³y albo uœpione, albo przypudrowane sztafa¿em politycznej poprawnoœci. I nagle siê okaza³o, ¿e ci, którzy przez lata ukrywali swoje pogl¹dy, nie mówili o uprzedzeniach, zaczêli o nich krzyczeæ. Dziœ Ameryka jest rozgor¹czkowana, ludzie s¹ na krawêdzi wojny domowej, niewiele trzeba, ¿eby zaczêli siê zabijaæ w imiê podzia³ów politycznych. Zamach na Trumpa, zabójstwo prawicowego akty-
sta³a wspó³praca
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

wisty politycznego Charliego Kirka czy zamordowanie niewinnej kobiety w Minneapolis przez agentów urzêdu antyimigracyjnego – poprzednio tak radykalne sytuacje mia³y miejsce w latach 60., teraz dziej¹ siê znowu” – stwierdza. I dodaje: „Trump Amerykê rozgrza³, stopi³, zobaczymy, co z tej masy siê uformuje. Jestem bardzo krytyczny wobec niego i dzia³añ jego administracji, ale mo¿e z perspektywy czasu oka¿e siê, ¿e dla Stanów Zjednoczonych by³y to decyzje w geopolitycznym sensie korzystne? Jestem zwolennikiem tezy, ¿e
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
przysz³oœæ jest nieodgadniona, a próby pisania scenariuszy nie maj¹ sensu – i paradoksalnie ta perspektywa mnie uspokaja” – twierdzi Prokop.
„Przez wiele lat ¿yliœmy w przekonaniu, ¿e Ameryka to taki mi³y wujek, który œpi na kanapie, ma worek pieniêdzy i jak siê go ³adnie poprosi, to tymi pieniêdzmi sypnie. No i okaza³o siê, ¿e wujek wytrzeŸwia³, wsta³ z kanapy, wzi¹³ kij bejsbolowy, zacz¹³ t³uc wszystkich dooko³a i wykrzykiwaæ przekleñstwa. Oczywiœcie wujek w przesz³oœci mia³ ju¿ takie epizody, i to doœæ liczne, tylko myœmy o tym zapomnieli” – dodaje.
„Zapomnieliœmy, ¿e Ameryka jest krwawym mocarstwem ufundowanym na kolonialnej przemocy – wobec Hawajów, Alaski, Portoryko, Wenezueli, Iraku. Wszystkie te wojny stoczone w ostatnich kilkudziesiêciu latach maj¹ dobry PR, bo wierzyliœmy, ¿e dziej¹ siê w imiê wartoœci, demokracji, ocalenia naszej cywilizacji, a teraz spadaj¹ nam klapki z oczu i widzimy Amerykê tak¹, jaka jest – czyli przemocowe mocarstwo jak Rosja czy Chiny.
Kurier Plus, Inc. Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com
➭ 14


Ks. Ryszard Koper
Rzek³ do nich Jezus: „Zaprawdê, zaprawdê, powiadam wam: Je¿eli nie bêdziecie jedli Cia³a Syna Cz³owieczego ani pili Krwi Jego, nie bêdziecie mieli ¿ycia w sobie. Kto spo¿ywa moje Cia³o i pije moj¹ Krew, ma ¿ycie wieczne, a Ja go wskrzeszê w dniu ostatecznym. Cia³o moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spo¿ywa moje Cia³o i Krew moj¹ pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie pos³a³ ¿yj¹cy Ojciec, a Ja ¿yjê przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spo¿ywa, bêdzie ¿y³ przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zst¹pi³ – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spo¿ywa ten chleb, bêdzie ¿y³ na wieki”. (J 6, 51-54)
Letitia Wright, gujanajsko-brytyjska aktorka zdoby³a s³awê dziêki roli Shuri w produkcjach Marvela, zw³aszcza w filmie „Czarna Pantera”. Zdoby³a wiele nagród, w tym BAFTA dla wschodz¹cej gwiazdy w 2019 roku. Jednak w pewnym momencie jej ¿ycia okaza³o siê, ¿e s³awa, pieni¹dze, to za ma³o. Jej pragnienia siêga³y dalej. Doœwiadczaj¹c wewnêtrznych rozterek chcia³a nawet porzuciæ aktorstwo. I wtedy zwróci³a siê do Boga i jak sama mówi, ¿e to relacja z Bogiem pomog³a jej wyjœæ z kryzysu i wróciæ do pracy. W jednym z wywiadów wyzna³a: „Musia³am odpocz¹æ od aktorstwa, bo naprawdê je ubóstwia³am. Zostawi³am je, by wyruszyæ w podró¿ i odkryæ moj¹ relacjê z Bogiem. Sta³am siê chrzeœcijank¹. To da³o mi ogrom mi³oœci i œwiat³a. Czu³am siê bezpieczna, ju¿ nie potrzebowa³am szukaæ aprobaty w czyichœ oczach. Moje szczêœcie zale¿a³o od Boga”.
Letitia Wright postrzega teraz swoje aktorstwo jako pewien rodzaj misji. Nie ukrywa przekonañ religijnych. Modli siê przed ka¿d¹ odgrywan¹ scen¹, wierz¹c, ¿e Bóg da³ jej now¹ misjê w ¿yciu. Wyznaje: „Gdziekolwiek idê, dok¹dkolwiek mnie zabiera, tam muszê szerzyæ mi³oœæ Boga… Bo dusze ludzi umieraj¹. Moja dusza umiera³a, ale On mnie zbawi³. Nie mogê wiêc tego zatrzymaæ dla siebie. Zakocha³am siê w Jezusie i nadal jestem zakochana. Amen”. Wright odczu³a w pewnym monecie ¿ycia to o czym mówi pierwsze czytanie na dzisiejsz¹ Uroczystoœæ Najœwiêtszego Cia³a i Krwi Pañskiej: „nie samym chlebem ¿yje cz³owiek, ale cz³owiek ¿yje wszystkim, co pochodzi z ust Pana”.
Powy¿sze s³owa Biblii zosta³y wypowiedziane w innym kontekœcie, chocia¿ cel jest taki sam – uœwiadomienie, ¿e obecnoœæ Boga w naszym ¿yciu jest bardzo wa¿na i nieraz wa¿niejsza ani¿eli chleb.
Moj¿esz przypomina³ Narodowi Wybranemu, który szemra³ przeciw Bogu, jak wiele Bóg uczyni³ dla nich. Powiedzia³: „Nie zapominaj o Panu, Bogu twoim, który ciê wywiód³ z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On ciê prowadzi³ przez pustyniê wielk¹ i straszn¹, pe³n¹ wê¿ów jadowitych i skorpionów, przez ziemiê such¹, bez wody, On ci wyprowadzi³ wodê ze ska³y najtwardszej”. Na koniec mowy dodaje po co to wszystko: „Utrapi³ ciê, da³ ci odczuæ g³ód, ¿ywi³ ciê mann¹, której nie zna³eœ ani ty, ani twoi przodkowie, bo chcia³ ci daæ poznaæ, ¿e nie samym tylko chlebem ¿yje cz³owiek, ale cz³owiek ¿yje wszystkim, co pochodzi z ust Pana”.

Dla Izraelitów bardzo wa¿ne by³o, ¿e Bóg jest obecny wœród nich, ¿e mówi do nich, jest obecny w swoim s³owie. To by³o wa¿niejsze ni¿ manna na pustyni.
Wydarzenia wokó³ manny na pustyni to tylko preludium do chleba, który zst¹pi³ z nieba, chleba, który prawie fizycznie jest zwi¹zany z Bogiem. W pierwszych wiekach chrzeœcijañstwa ta prawda dla uczniów Chrystusa by³a wielk¹ tajemnic¹, a dla postronnych osób czymœ potwornym, zgorszeniem. Poni¿sza anegdota mówi sk¹d bra³o siê to zgorszenie.
Z buszu w dalekiej brytyjskiej kolonii lecia³ do Londynu kanibal. Uœmiechniêta stewardesa poda³a mu menu. Kanibal d³ugo przegl¹da³ listê serwowanych potraw i nie móg³ siê zdecydowaæ, któr¹ wybraæ. W koñcu zawo³a³ stewardesê i powiedzia³: „Proszê pani, czy mogê prosiæ o listê pasa¿erów?”.
W pierwszych wiekach chrzeœcijañstwa, niektórzy poganie s³ysz¹c o potajemnych spotkanych chrzeœcijan na sprawowanie Eucharystii pos¹dzali ich o kanibalizm. Dociera³y do nich wyrwane z kontekstu s³owa: „Bierzcie i jedzcie to jest cia³o moje. Bierzcie i pijecie to jest krew moja”. Jest to tajemnica Eucharystii, tajemnica, która ociera siê o fizycznoœæ, a fizycznoœci¹ nie jest. Tajemnicza obecnoœæ Chrystusa w Eucharystii to realna, substancjalna i trwa³a obecnoœæ Jezusa – Boga i cz³owieka – pod postaciami chleba i wina. Dokonuje siê ona przez przeistoczenie podczas Mszy œw., czyni¹c Eucharystiê nie tylko symbolem, ale prawdziwym darem cia³a, krwi, duszy i bóstwa. A dzieje siê to na mocy s³ów Chrystusa wypowiedzianych w czasie Ostatniej Wieczerzy.
Jezus wzi¹³ chleb i powiedzia³: „Bierzcie i jedzcie, to jest Cia³o moje”. Nastêpnie wzi¹³ kielich z winem, mówi¹c: „Pijcie z tego wszyscy; Albowiem to jest krew moja nowego testamentu, która za wielu bêdzie wylana na odpuszczenie grzechów”. Po czym doda³: „To czyñcie na moj¹ pami¹tkê”.
Czynimy to na pami¹tkê w ka¿dej Mszy œw., a raz w roku w Uroczystoœæ Najœwiêtszego Cia³a i Krwi Pañskiej wychodzimy z t¹ tajemnic¹ na ulice naszych wiosek i miast. Warto chocia¿ w skrócie przypomnieæ powstanie tej uroczystoœci. W XII wieku w Koœciele wzros³o pragnienie intensywniejszego nabo¿eñstwa do Eucharystii, g³ównie adoracji, choæ nie zapomniano o aspekcie ofiary i posi³ku. Juliana z Retiennes (1192-1258), mniszka z klasztoru augustianów w Mount Cornillon, niedaleko Liège w Belgii, a póŸniej przeorysza, doœwiadczy³a licznych wizji na temat Eucharystii. Pierwsza mia³a miejsce w 1208 roku, w której Jezus wyrazi³ pragnienie uroczystego œwiêta ku czci Najœwiêtszego Sakramentu. Œwiêto to wprowadzono w Liège w 1246 roku i obchodzono je w czwartek po Niedzieli Trójcy Œwiêtej. Papie¿ Urban IV (1261-1264), powiernik Julianny, rozszerzy³ œwiêto na Koœció³ powszechny. W Stanach Zjednoczonych, uroczystoœæ obchodzona jest w niedzielê po uroczystoœci Trójcy Œwiêtej, a w Polsce w czwartek przed Niedziel¹ Trójcy Przenajœwiêtszej.
W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedzia³: „Kto spo¿ywa moje Cia³o i pije moj¹ Krew, ma ¿ycie wieczne, a Ja go wskrzeszê w dniu ostatecznym”. Niektórzy s³uchacze Jezusa nie mogli tego zrozumieæ. S³ysz¹c to, byli zgorszeni. Pytali, czy On oszala³? To by³ jeden z powodów opuszczenia Jezusa przez niektórych Jego uczniów. To by³o dla nich zbyt trudne, skomplikowane. Ale Jezus nie zmieni³ zdania. Nie powiedzia³ im: „Hej, to by³ ¿art! Wracajcie”. G³osi³ tê naukê mimo, ¿e by³a ona dla niektórych zgorszeniem.
Jeœli Jezus zmieni³by swoje nauczanie w tym wzglêdzie prawdopodobnie nie mielibyœmy dziœ Eucharystii. Jezus stawia na nas przed Eucharysti¹ i tak jak kiedyœ Bóg przedstawi³ Ludowi Wybranemu tablice 10 przykazañ i powiedzia³: „Oto dzisiaj k³adê przed tob¹ ¿ycie i œmieræ, dobro i z³o”. Wybór nale¿y do nas.
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl



Lubiê patrzeæ z góry na ogrody i ogródki powsta³e na manhattañskich dachach. Widzê w nich bujne drzewa i krzewy, a tak¿e roœliny ozdobne. W weekendy odbywaj¹ siê w tych¿e ogródkach spotkania towarzyskie przy piwie. Bywa te¿, ¿e opalaj¹ siê w nich ca³kiem ³adne cia³a. £adne cia³a widzê równie¿ na dachach nieogródkowych, choæ teraz mniej ni¿ kiedyœ, bo nie na ka¿dy dach mo¿na wejœæ. Byæ mo¿e zamkniête dachy s¹ pok³osiem pamiêtnego zamachu na World Trade Center. W Alei A nie ma ju¿ coweekendowych parad punków, skinów, krisznowców, mniejszoœci seksualnych, wytatuowañców, wykolczykowañców, najró¿niejszych przebierañców i obszarpanych œmierdzieli z zabiedzomi psami. Mo¿na ich widzieæ natomiast w Tompkins Square Park. W pobliskich pubach niemal zawsze jest t³ok. W pi¹tki i soboty trzeba staæ w d³ugiej kolejce, by siê do nich dostaæ. Rozgwar, œmiechy i radosne przekrzykiwania siê s³ychaæ ze wszystkich stron. Radoœæ z istnienia staje siê wszechobecna. Udziela siê nawet mnie.
Nie wiem, czy gloryfikacja UPA i banderowców, jakiej dokona³ prezydent Ukrainy Wo³odymyr Zeleñski wynika z niepe³nej znajomoœci relacji polsko-ukraiñskich w okresie okupacji niemieckiej i sowieckiej, czy z lekcewa¿enia wra¿liwoœci Polaków w tej mierze? Nie chodzi tu zreszt¹ o samego prezydenta, ale tak¿e o ukraiñski rz¹d i ukraiñskich historyków. Sytuacja ta mo¿e dopro-

Œroda
wadziæ do dramatycznych nastêpstw, z których cieszyæ siê bêdzie putinowska Rosja. Czy¿by strona ukraiñska nie by³a tego œwiadoma? Czy¿by nie zale¿a³o jej ju¿ na jak najlepszych stosunkach z Polsk¹ w sytuacji wspólnego zagro¿enia ze strony tej¿e Rosji i w sytuacji, kiedy w Polsce mieszka pó³tora miliona ukraiñskich uchodŸców? Czy¿by pomoc oferowana obecnie Ukrainie przez Uniê Europejsk¹ przes³ania³a jej to, czego dokona³a i dokonuje dla niej Polska? Obawiam siê eskalacji konfliktu po obu stronach. Oby do niego nie dosz³o!
25 maja minê³a setna rocznica urodzin Jana Józefa Lipskiego, jednego z najbardziej podziwianych przeze mnie bohaterów mojej m³odoœci. By³ ¿o³nierzem Armii Krajowej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, dzia³aczem opozycji demokratycznej w Polsce Ludowej publicyst¹, historykiem literatury, krytykiem, socjalist¹, masonem i kontynuatorem niepodleg³oœciowego nurtu Polskiej Partii Socjalistycznej, wspó³za³o¿ycielem i dzia³aczem Komitetu Obrony Robotników i doradc¹ „Solidarnoœci”. Niezwykle imponowa³y mi jego wiedza, poziom intelektualny i determinacja, z jak¹ w ró¿nych formach przeciwstawia³ siê komunistycznej w³adzy. Nie za³ama³ siê w wyniku przeœladowañ i aresztowañ. Pozna³em go u El¿biety Barszczewskiej, wielkiej aktorki, kiedy przyszed³ prosiæ, aby podpisa³a kolejny apel protestuj¹cy przeciwko zmianom w konstytucji PRL, w wyniku których PZPR mia³aby zagwarantowan¹ wieczyst¹ w³adzê i równie wieczysta mia³a byæ przyjaŸñ Polski ze Zwi¹zkiem Sowieckim. Pani El¿bieta, nie pytaj¹c o ewentualne groŸne nastêpstwa, podpisa³a ten¿e apel. Pan Jan, pomny ¿e aktorka by³a stryjeczn¹ siostrzenic¹ Marii D¹brow-
Dzieje siê, oj dzieje ostatnio w kwestii obecnoœci amerykañskich ¿o³nierzy na terytorium Polski.
Nie tak dawno, bo 21 maja, prezydent Donald Trump zmieni³ decyzjê Pentagonu o zmniejszeniu iloœci Amerykanów na polskiej ziemi. Napisa³ wtedy na platformie Truth Social: „W zwi¹zku z sukcesem wyborczym obecnego Prezydenta Polski Karola Nawrockiego, którego z dum¹ popar³em, oraz naszymi relacjami z nim, z przyjemnoœci¹ og³aszam, ¿e Stany Zjednoczone wyœl¹ do Polski dodatkowe 5 000 ¿o³nierzy”.
Dzisiaj z kolei minister obrony narodowej W³adys³aw Kosiniak-Kamysz oficjalnie zawnioskowa³ do Pentagonu o utworzenie w Polsce nowej, sta³ej bazy wojsk USA. – Sojusz polsko-amerykañski jest gwarantem naszego bezpieczeñstwa – powiedzia³ wicepremier i szef MON. I dalej: – Skierowa³em pismo do sekretarza wojny, Peta Hegsetha, o gotowoœci Polski do utworzenia sta³ej bazy amerykañskiej w Polsce.
Obecnie trwa analiza mo¿liwoœci utworzenia nowej sta³ej bazy wojsk USA w naszym kraju. – Stworzymy takie warunki, które bêd¹ atrakcyjne dla naszego amerykañskiego partnera. (…) Polska wykazuje pe³n¹ gotowoœæ i nikt nie mo¿e powiedzieæ, ¿e nie wype³niliœmy jakiegoœ elementu bycia otwartym – zaznaczy³ W³adys³aw Kosiniak-Kamysz. Co ciekawe, oba oœrodki w³adzy – Rz¹d i Prezydent RP – z regu³y bêd¹ce w ostrym konflikcie, tutaj zdaj¹ siê mówiæ jednym g³osem. W tej sprawie szef prezydenckiego Biura Bezpieczeñstwa Narodowego, Bartosz Grodecki, rozmawia³ ju¿ z ambasadorem USA w Polsce, Tomem Rose’em, na temat utworzenia nowej sta³ej bazy wojskowej. I bardzo dobrze… choæ w oficjalnym oœwiadczeniu Grodeckiego by³o ju¿ kilka prztyczków do strony rz¹dowej. „Szkoda, ¿e przez wiele miesiêcy zamiast wspieraæ tê inicjatywê, czêœæ obozu rz¹dowego próbowa³a j¹ podwa¿aæ. Tymczasem fakty s¹ niezmienne. Stany Zjednoczone pozostaj¹ naszym najwa¿niejszym sojusznikiem, a bezpieczeñstwo Polski nie mo¿e byæ budowane w oparciu o polityczne z³udzenia czy alternatywne konstrukcje geopolityczne” – napisa³ szef BBN na platformie X. Ale to nie wszystko. Wczoraj pojawi³y siê doniesienia, ¿e Waszyngton prowadzi

skiej, przypomnia³ spotkanie z t¹ pisark¹, kiedy w 1964 roku przyszed³ do niej z proœb¹, by podpisa³a s³awetny list 34 intelektualistów, skierowany do rz¹du w sprawie poszerzenia wolnoœci s³owa, ograniczenia ingerencji cenzury i przydzia³u papieru na ksi¹¿ki. Pani Maryjka – jak j¹ nazywano pieszczotliwie w œrodowisku literackim –ten¿e list podpisa³a, nara¿aj¹c siê na szykany ze strony komunistycznej w³adzy. Sam W³adys³aw Gomu³ka kipia³ z oburzenia i chcia³ wezwaæ pisarkê na dywanik do KC PZPR, do czego ostatecznie nie dosz³o. Pani El¿bieta potwierdzi³a, ¿e jej ciocia mocno prze¿y³a sprawê tego Listu, anga¿uj¹c siê póŸniej w obronê Melchiora Wañkowicza uwiêzionego za z³o¿enie podpisu pod tym¿e Listem. Ja zaœ, korzystaj¹c z okazji, zapyta³em pana Józefa, czy Maria D¹browska by³a masonk¹. Pan Jan tego nie wiedzia³. Wiedzia³ natomiast o powi¹zaniach autorki „Nocy i dni” ze œwiatem masoñskim m.in. poprzez jej mê¿a Mariana D¹browskiego, wybitnego PPS-owca i niepodleg³oœciowca, a po jego œmierci poprzez Stanis³awa Stempowskiego, wielkiego mistrza polskiej lo¿y masoñskiej i zarazem wieloletniego partnera ¿yciowego pisarki. Zaciekawiony tym tajemniczym tematem znalaz³em w jej „Dziennikach” tak¹ oto wypowiedŸ: [...] „I m¹¿ mój, i St. Stempowski oraz wszyscy moi najszlachetniejsi, najwartoœciowsi i najm¹drzejsi przyjaciele nale¿eli do masonerii. Ja osobiœcie nie mia³am poza tym z masoneri¹ nic wiêcej do czynienia i patrzy³am na ni¹ jedynie z pob³a¿liw¹ ¿yczliwoœci¹, jak na zacn¹ intelektualno-etyczn¹ zabawê piêknych, m¹drych, dobrych, nieskazitelnych –i przez to w³aœnie trochê w Polsce osamotnionych ludzi.” W tym duchu pisarka wypowiedzia³a siê kilkakrotnie, podkreœlaj¹c wybitne zas³ugi wolnomularzy dla budowania niepodleg³ej, nowoczesnej Polski. Nie kry³a równie¿, ¿e „czu³a siê zaszczycona mo¿liwoœci¹ wspó³pracy z tak wybitnymi osobistoœciami, reprezentuj¹cymi najwy¿szy poziom cnót etycznych i zas³ug spo³ecznych”. Z ksi¹¿ek Jana Józefa Lipskiego szczególnie silnie na mnie wp³ynê³y: „Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy. Uwagi o melomanii narodowej i ksenofobii Polaków” oraz „Katolickie pañstwo narodu polskiego”. Obie s¹ wielce aktualne. Polecam.

rozmowy na temat umo¿liwienia kolejnym sojusznikom NATO, w tym Polsce i pañstwom ba³tyckim, przyjêcia samolotów podwójnego przeznaczenia, zdolnych do przenoszenia broni j¹drowej. Rozmowy te rozszerzy³yby istniej¹ce porozumienia na szeœæ krajów europejskich (Niemcy, Belgia, Holandia, W³ochy, Wielka Brytania, Turcja), gdzie obecnie rozmieszczonych jest oko³o stu amerykañskich bomb atomowych B-61. Przy³¹czenie siê do programu NATO Nuclear Sharing by³o postulatem zg³aszanym przez Warszawê (oraz Finlandiê) od dawna, ale europejscy sojusznicy, zw³aszcza Niemcy, krêcili nosami. Teraz, gdy Polska i Finlandia maj¹ w swoim wyposa¿eniu nowoczesne samoloty F-35 (kraje ba³tyckie nie dysponuj¹ w³asnymi si³ami powietrznymi, a ewentualnie sk³adowane u nich bomby, przenosi³yby samoloty innych sojuszników z NATO) staje siê to coraz bardziej realne. Po raz pierwszy pisa³ o tym wczorajszy „Financial Times” powo³uj¹c siê na trzy anonimowe osoby „zaznajomione z dyskusjami”. Rozmowy mia³y koncentrowaæ siê na wysuniêciu naprzód tego, co Waszyngton
nazywa samolotami podwójnego przeznaczenia, które mog¹ wykonywaæ misje konwencjonalne lub zrzucaæ bomby atomowe. Jak wynika z nowego raportu, urzêdnicy amerykañscy s¹ zaanga¿owani w wewnêtrzne dyskusje NATO na temat mo¿liwoœci rozmieszczenia broni j¹drowej w nowych pañstwach sojuszu, co stanowi³oby znacz¹cy wzrost wspó³dzielenia broni j¹drowej w Sojuszu.
To naprawdê du¿e sprawa, bo byæ mo¿e rozmowy dotycz¹ tego, o czym rozmawiano w think-tankach czy wœród specjalistów ju¿ ponad rok temu. ¯e nawet jeœli Waszyngton zdecyduje siê na redukcjê personelu wojskowego w Europie – a wszystko na to wskazuje, nawet jeœli w Polsce Amerykanów bêdzie wiêcej – to zrekompensuje to wzmocnieniem amerykañskiego parasola nuklearnego nad terytorium sojuszników z NATO. Stworzenie nowych baz przechowywania bomb atomowych B-61 na wschód od Odry, by³oby powa¿nym sygna³em, ¿e tak siê w³aœnie dzieje. Oby tak dalej, bo umówmy siê, obecnoœæ Amerykanów czy broni nuklearnej na terytorium Polski to sygna³ dla Rosjan. I to taki, który na pewno zrozumiej¹. Mocny i jasny: lepiej nie atakowaæ, a jeœli ju¿, omijaæ Amerykanów i ich instalacje. A to ju¿ coœ, bo lepszy rydz ni¿ nic. Choæ warto pamiêtaæ, zawsze, zawsze i wszêdzie obowi¹zuje rzymskie: si vis pacem, para bellum… (Jeœli chcesz pokoju, przygotuj siê do wojny.) ❍

Wielu historyków twierdzi, ¿e uratowa³ rewolucjê paŸdziernikow¹ i bolszewick¹ w³adzê w Rosji. By³ odpowiedzialny za œmieræ kilkuset tysiêcy niewinnych ludzi. Pochowano go z pe³nymi honorami pod murem kremlowskim w Moskwie.
35 lat póŸniej w pobli¿u jego grobu spocz¹³ inny, wielki morderca – Józef Stalin.
Feliks Dzier¿yñski, bo o nim mowa, urodzi³ siê w 1877 r. w rodzinie szlacheckiej herbu Samson w Oziemb³owie w gubernii wileñskiej.
Jego ojciec, Edmund Dzier¿yñski, by³ nauczycielem fizyki i matematyki. Zmar³ w roku 1882, kiedy pó¿niejszy rewolucjonista mia³ piêæ lat. Poza nim Dzier¿yñscy mieli jeszcze trzy córki i piêciu synów. Aby zapewniæ dzieciom dobre wykszta³cenie, matka m³odego Feliksa Helena z Januszewskich przeprowdzi³a siê do Wilna, gdzie syn ukoñczy³ gimnazjum. Wyniki w nauce mia³ niezbyt dobre. Na œwiadectwie ukoñczenia szko³y widnieje wiêkszoœæ trójek, a z jêzyka rosyjskiego dwójka. Ostatecznie nie uzyska³ matury, ani nie podj¹³ studiów uniwersyteckich.
Natomiast ju¿ w gimnazjum Dzier¿yñski zacz¹³ sympatyzowaæ z polskim ruchem socjalistycznym. Od roku 1895 dzia³a w Socjaldemokracji Litwy zajmuj¹c siê redagowaniem gazety „Robotnik Kowieñski”.
Po raz pierwszy zostaje aresztowany w 1893 roku. Od tej pory aresztowano go szereg razy. Trzykrotnie zostaje zes³any na Syberiê sk¹d za ka¿dym razem udawa³o mu siê zbiec.
W 1899 r. zostaje wspó³za³o¿ycielem Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL). W roku 1903 wyje¿d¿a do Berlina gdzie spotyka wielu socjalistów, miêdzy innymi Ró¿ê Luksemburg, Juliana Marchlewskiego i Adolfa Warskiego. Trzy lata póŸniej, na zjeŸdzie rosyjskich socjaldemokratów w Sztokholmie poznaje W³odzimierza Lenina staje siê jego zwolennikiem, popieraj¹c wprowadzenie dyktatury proletariatu.
W roku 1910 w Krakowie w koœciele œw. Miko³aja bierze œlub z Zofi¹ Muszkat. W 1911 r. rodzi im siê jedyny syn Jan. Po raz kolejny Feliks Dzier¿yñski zostaje aresztowany w 1912 r. i przebywa dwa lata w nies³awnym X pawilonie Cytadeli Warszawskiej. W zwi¹zku z wybuchem I wojny œwiatowej zostaje deportowany w g³¹b Rosji. Rewolucja lutowa w 1917 r. przynosi Dzier¿yñskiemu wolnoœæ. Feliks Edmuntowicz prz³¹cza siê do bolszewików i bierze udzial w zamachu stanu zwanym póŸniej rewolucj¹ paŸdziernikow¹. Zostaje wybrany do Centralnego Komitetu Wykonawczego (rz¹d bolszewicki). Wkrótce staje na czele Nadzwyczajnego Komitetu do spraw Walki z Kontrewolucj¹ i Sabota¿em (Czeka). Komitet by³ odpowiedzialny za œmieræ setek tysiêcy osób, którym zarzucano (zwykle nies³usznie) dzia³alnoœæ antyrewolucyjn¹.
W lipcu 1920 r., w czasie bolszewickiej ofensywy na Warszawê, Dzier¿yñski wspó³tworzy w Bia³ymstoku Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, który mia³ byæ komunistycznym rz¹dem w razie zwyciêstwa Armii Czerwonej. Jako zdrajca narodu zostaje skazany zaocznie na karê œmierci przez wojskowy s¹d polowy RP. Zwyciêstwo wojsk polskich w Bitwie Warszawskiej uniemo¿liwa utworzenie Polskiej Republiki Rad.
W latach 1921-1924 by³ komisarzem ludowym komunikacji (odpowiednik ministra). Sprawuj¹c ten urz¹d pos³ugiwa³ siê terrorem. Najmniejsze opóŸnienia poci¹gów lub zw³oka w dostarczeniu towarów oznacza³a wyrok œmierci na kolejarzach.
Towarzysz Dzier¿yñski zmar³ na atak serca w lipcu 1926 r. W Zwi¹zku Sowieckim sta³ siê legend¹. Rozp³ywano siê nad jego skromnoœci¹, pracowitoœci¹, ca³kowitym oddaniem sprawie rewolucji. Setki ulic w by³ym ZSRR do dzisiaj nosi jego imiê. Podobnie nazwano wiele szkó³, uczelni, zak³adów pracy i ró¿nych instytucji.

Pomnik Feliksa Dzier¿yñskiego w Warszawie, zburzony w 1989 r.
Po zmianach ustrojowych w Polsce w 1989 r., s³ynny warszawski pomnik Dzier¿yñskiego na placu jego imienia, zosta³ zburzony. Podobny los spotka³ moskiewski monument Feliksa Edmuntowicza w 1991 roku.. Nawet dziœ krwawy Feliks jest wzorem dla niektórych dyktatorów. Bia³oruski satrapa Aleksander £ukaszenka nazwa³ ostatnio unwersytet w Miñsku imieniem Feliksa Dzier¿yñskiego. ❍
Pierwotna zapowiedŸ wywo³a³a du¿¹ falê krytyki. Prawnicy specjalizuj¹cy siê w prawie imigracyjnym zaczêli ju¿ nawet zastanawiaæ siê na pozwami ¿eby zaskar¿yæ nowe wytyczne, jednak niejasny sposób przedstawienia zasad utrudnia ocenê, jakie konkretnie dzia³ania nale¿a³oby zaskar¿yæ.
„Trudno przygotowaæ pozew, jeœli nie wiadomo dok³adnie, jaka jest polityka, któr¹ chce siê zakwestionowaæ – powiedzia³ Benjamin Johnson, szef American Immigration Lawyers Association. „Na razie jest za wczeœnie, by oceniæ, jaka droga prawna oka¿e siê najskuteczniejsza” – doda³ prawnik. Zastrze¿enia zg³osi³y równie¿ œrodowiska biznesowe. Neil Bradley z Amerykañskiej Izby Handlowej pochwali³ dzia³ania administracji na rzecz ograniczenia nielegalnej imigracji, ale podkreœli³, ¿e Stany Zjednoczone potrzebuj¹ sprawniejszego systemu legalnej imigracji. Jego zdaniem pierwotnie przed-
stawione zmiany mog³yby byæ wyj¹tkowo problematyczne dla pracodawców.
W 2024 roku Stany Zjednoczone przyzna³y oko³o 1,4 mln zielonych kart. Oko³o 820 tys. z nich wydano w ramach procedury tzw. adjustment of status, która pozwala ubiegaæ siê o sta³y pobyt bez opuszczania terytorium USA.
Wielu kandydatów korzysta z tej œcie¿ki dziêki sponsorowaniu przez pracodawcê lub cz³onka najbli¿szej rodziny, najczêœciej ma³¿onka.
Przez dziesiêciolecia wielu imigrantów przyje¿d¿a³o do Stanów Zjednoczonych na wizach tymczasowych. W przypadku ma³¿eñstwa z obywatelem USA osoby takie mog³y pozostaæ w Stanach podczas rozpatrywania wniosku o sta³y pobyt, nawet jeœli formalnie przekroczy³y dozwolony czas pobytu. Obowi¹zek wyjazdu za granicê móg³by jednak sprawiæ, ¿e osoby z d³u¿szym okresem nielegalnego pobytu

nie mog³yby szybko wróciæ do Stanów Zjednoczonych. Pierwotne wytyczne wzbudzi³y równie¿ niepokój wœród firm zatrudniaj¹cych wysoko wykwalifikowanych specjalistów posiadaj¹cych wizy H-1B i inne podobne dokumenty. Wielu z nich od lat oczekuje na przyznanie zielonej karty, a koniecznoœæ wyjazdu mog³aby dodatkowo wyd³u¿yæ procedurê, zw³aszcza ¿e czas oczekiwania w amerykañskich konsulatach ju¿ obecnie jest bardzo d³ugi. Urzêdnicy konsularni dysponuj¹ szerok¹ swobod¹ w podejmowaniu decyzji. Odmowy wydane przez konsulat zazwyczaj nie podlegaj¹ skutecznej procedurze odwo³awczej, a podczas
rozmów kwalifikacyjnych kandydaci nie maj¹ prawa do obecnoœci adwokata.
„Pracodawcy s¹ tym niezwykle zaniepokojeni – mówi w NYTimesie Bernard Wolfsdorf z kancelarii Wolfsdorf Rosenthal, która doradza du¿ym firmom technologicznym. Potrzebujemy utalentowanych ludzi wa¿nych dla zachowania technologicznej przewagi USA, a jednoczeœnie wysy³any jest sygna³, ¿e nie s¹ tu mile widziani.” Eksperci zwracaj¹ uwagê, ¿e w po³¹czeniu z innymi dzia³aniami administracji Donalda Trumpa niejasne zasady mog¹ dodatkowo zniechêcaæ cudzoziemców do przyjazdu do USA. Wed³ug danych portalu rekrutacyjnego Indeed zainteresowanie zagranicznych kandydatów ofertami pracy w Stanach Zjednoczonych wyraŸnie ostatnio spad³o.
Skala paniki jest ogromna – twierdzi Victoria Slatton z kancelarii Slatton & Hass. „Jeœli celem by³o zniechêcenie ludzi do sk³adania wniosków, to trzeba przyznaæ, ¿e dzia³a to bardzo skutecznie” – mówi sarkastycznie Slatton.
Stowarzyszenie Profesjonalnych Kobiet im. Marii Sk³odowskiej Curie (MSCPWA), co roku na wiosnê urz¹dza konkurs wypracowañ dla starszych uczniów Polskich Szkó³ Dokszta³caj¹cych.
Temat konkursu jest zawsze zwi¹zany z wyborem cz³owieka roku przez polski Sejm. Tym razem, jedn¹ z uhonorowanych postaci, wa¿nych dla kultury narodowej zosta³ znakomity, nagrodzony Oscarem re¿yser filmowy, Andrzej Wajda.
Wymagania naszego konkursu by³y nastêpuj¹ce: „Nie oczekujemy ¿yciorysu Wajdy, czy opisu jego kariery filmowej, ale wykazania siê zrozumieniem jego wp³ywu na polityczno-kulturalne pogl¹dy na podstawie jednego z jego dzie³ filmowych. Wypracowania w jêzyku angielskim musz¹ byæ napisane wed³ug regu³ wymaganych na amerykañskich uniwersytetach. Dodatkowe punkty zostan¹ przyznane za oryginalnoœæ podejœcia do tematu.”
Takie podstawy konkursu umo¿liwi³y udzia³ w nim m³odzie¿y, która nie pisze p³ynnie po polsku, a tak¿e w pewnej mierze przygotowywa³y uczestników do wymogów wy¿szych studiów. Ponadto, dzisiejsza m³odzie¿ chêtniej ogl¹da filmy ni¿ czyta ksi¹¿ki. Nauczycielki pisa³y, ¿e filmy, takie jak „Katyñ”, „Cz³owiek z ¿elaza”, czy „Kana³”, wzbudzi³y wœród m³odzie¿y ogromne zainteresowanie histori¹ Polski XX wieku i wywo³a³y ciekawe i o¿ywione dyskusje. Na konkurs wp³ynê³o 20 esejów. Jury MSCPWA przyzna³o g³ówne nagrody nastêpuj¹cym uczennicom: 1. Zoya Bieluch – PSD Œw. Kazimierza Królewicza, 2. Nel Agolli – PSD im. H. Sienkiewicza, 3. Emilia Idec – PSD przy parafii œw. Cyryla i Metodego.
Pozostali uczniowie wraz z dyplomem dostali nagrody pocieszenia. Specialne wyró¿nienia otrzymali: Dominika Cywiñska, Amelia Pieloch, Paula Kozicz, Patrick Kosmala, Olivia Kutynia, Gabriel Kubowicz, Nataniel Jarmosiewicz, Maciej Part, Jakub Wrona, Sabrina Moreira, Maya Iwiñski i Simon Kamiñski. Przys³ane na konkurs prace by³y na bardzo wysokim poziomie.
Rozdanie nagród odby³o siê w eleganckim lokalu Princess Manor w œrodê, 20 maja podczas literacko-muzycznego wieczorku z bufetem.
Ksi¹dz Grzegorz Markulak, proboszcz koœcio³a œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie powita³ goœci reprezentuj¹cych organizacje polonijne. Dorota Podgórska rozda³a g³ówne nagrody ufundowane przez Polsko S³owiañsk¹ Federaln¹ Uniê Kredytow¹.




Podziêkowania objê³y komitet organizacyjny oraz sponsorów wieczoru, szczególnie Princess Manor, Biznesmanów Pu³askiego, SWAP, Belvedere Bridge Enterprizes, Arthur’s Funeral Chapels, Home of the Alliance i Centrum Polsko S³owiañskie.
W programie artystycznym wyst¹pi³ skrzypek £ukasz Plis i m³odziutkie œpie-

waczki Monika Chibowska i Ania Florek. Recytacj¹ „Farfurka Królowej Bony” popisa³a siê Natalia Leniarczyk, wyró¿niona przez MSCPWA w Konkursie Bajek i opowiadañ w Fundacji Koœciuszkowskiej. GwoŸdziem programu okaza³ siê wystêp zdolnej pary tancerzy Polsko-Amerykañskiego Zespo³u Ludowego w brawurowo wykonanym mazurze. Ta sama para poprowadzi³a tradycyjnego poloneza do muzyki Wojciecha Kilara z filmu Wajdy „Pan Tadeusz”, zapraszaj¹c do udzia³u w nim wszystkich obecnych.
Na zakoñczenie mi³ego wieczoru odby³a siê atrakcyjna loteria, z której dochody zosta³y, jak zwykle, przeznaczone na stypendia dla studentek polskiego pochodzenia.
Stypendia Stowarzyszenia Marii Sk³odowskiej Curie s¹ przyznawane na jesieni ka¿dego roku. Warto tu zaznaczyæ, ¿e jed-


na z poprzednich stypendystek, Ma³gosia Kêpka, wystara³a siê o donacje od firmy Cohen w wysokoœci 1200 dolarów. Czekamy na podobne inicjatywy innych stypendystek, a by³o ich wiele w ci¹gu 27 lat istnienia stowarzyszenia.
Informacje o stypendiach bêdzie mo¿na odnaleŸæ na stronie curiewomen.org od sierpnia. Tam te¿ jest adres pocztowy na który mog¹ wp³yn¹æ donacje na stypendia do fundacji im. Anthony and Josephine Chmura, za³o¿onej przez ich córkê, œp. Irene Krulewski. To dziêki Irene powsta³a organizacja i zapocz¹tkowany zosta³ fundusz stypendialny dla m³odych Polek id¹cych w œlady patronki Stowarzyszenia, Marii Sk³odowskiej Curie.
Do zobaczenia na bankiecie z rozdaniem stypendii 6 listopada, br.


Rocznica œmierci Jana Lechonia zwanego „ksiêciem poetów”, „Ksiêciem Polaków”, przywo³uje w pamiêci wiele wa¿nych dla polskiej kultury i nauki zdarzeñ z Warszawy, Pary¿a i Nowego Jorku. Zmar³ tragicznie, œmierci¹ samobójcz¹ – wyskoczy³ z 14 piêtra z okna korytarza hotelu „Henry Hudson” przy 57 ulicy i 10 alei w Nowym Jorku. By³ pi¹tek, 8 czerwca 1956 roku, tu¿ po po³udniu; mia³ raptem 57 lat. Trzy dni przed œmierci¹ by³ w koœciele i wyspowiada³ siê. Jego ostatni amerykañski adres to mieszkanie przy 505 East 82nd St., Apt. 3C, policja przeprowadzi³a krótkie œledztwo, zrobi³a rewizjê w jego mieszkaniu, pozostawiaj¹c rozrzucone przegl¹dane papiery na œrodku du¿ego pokoju; potwierdzi³a samobójstwo.
Poeta: klasyczny, romantyczny i niemodny Jan Lechoñ to pseudonim literacki Leszka Serafinowicza, poety – choæ nie ¿y³ tylko z poezji i tylko dla poezji; mówi³ o sobie „poeta niemodny”. ¯y³ z pisarstwa, by³ te¿ dyplomat¹, wczeœniej redaktorem kilku czasopism, wydawc¹, t³umaczem, autorem przedmowy do „Dzie³” S³owackiego wyd. 1930-1931, wreszcie znakomitym satyrykiem. Wydawa³ i redagowa³ wiele czasopism, a te przed 1939 w Warszawie to: „Pro Arte et Studio”, „Pro Arte”, „Cyrulik Warszawski”, „Pamiêtnik Warszawski”, „Skamander”. Lechoñ by³ romantykiem, cz³owiekiem o fascynuj¹cej i wra¿liwej osobowoœci; pi³sudczykiem, wielkim polskim patriot¹, warszawiakiem z krwi i koœci, katolikiem. Pisa³: Jedna jest tylko Polska jak Bóg jeden w niebie, Wszystkie me si³y jej sk³adam w ofierze, Na ca³e ¿ycie, które wzi¹³em z Ciebie, Ca³y do Ciebie, Ojczyzno, nale¿ê. (…) W jego poezji Polska jest wielka i silna, on nie ma do niej ¿adnych pretensji, nie atakuje jej, jest sta³y w ¿arliwych uczuciach do Ojczyzny, „semper fidelis”; pewnie i z tego powodu by³ tak szanowany. Patriotyzmu poety i jego wiarê w Boga przywo³a³ nad grobem przyjaciela Kazimierz Wierzyñski, mówi¹c, ¿e Lechoñ: „podtrzymywa³ w nas nadziejê i budowa³ j¹ z wielkich zasobów swojej wiary, która wydawa³a siê niewyczerpana. Wierzy³ w Polskê, jak wierzy siê w Pana Boga, i kocha³ j¹ tak, jak kocha siê Boga. Polska ¿y³a w nim otoczona t¹ mi³oœci¹ jak aureola, w sta³ej apoteozie. Dziœ, kiedy odchodzi od nas ten wielki poeta, bogaty intuicyjny umys³ i nieskazitelny Polak, wydaje siê, ¿e odchodzi z nim tak¿e czêœæ Polski, któr¹ przywieŸliœmy ze sob¹ i z któr¹ chcielibyœmy wróciæ. (…) Potrzebowa³ przyjaŸni przez ca³e ¿ycie i szuka³ jej jak lekarstwa na dokuczliw¹ samotnoœæ. Myœmy go te¿ potrzebowali i czyœmy siê z nim zgadzali, czy nie, by³ dla nas pomoc¹ i oparciem”.
Nie tylko dla Polonii by³ mentorem na emigracji, opok¹, symbolem niez³omnoœci i wielkoœci ducha polskiego, znakomitym organizatorem polskiego ¿ycia kulturalnego. By³ to Cz³owiek prawdziwy, bezkompromisowy, z przekonania ideowy antykomunista. Gdy odszed³, dla wielu Polaków Nowy Jork opustosza³, zostali jakby osieroceni po stracie kogoœ najbli¿szego. Bez niego nie by³o ju¿ tej pe³ni polonijnego ¿ycia, mo¿e i brak³o poczucia tej duchowej opieki kolejnego wybitnego Polaka, bezpieczeñstwa, dumy? Tadeusz Nowakowski napisa³, ¿e Lechoñ „promieniowa³ swym istnieniem na œrodowisko twórcze. Nawet na niechêtnych jego poetyce. Ile to ju¿ czarnych wiosen minê³o, odk¹d bla-

dy Wergili w meloniku znikn¹³ w g³êbi ponurego hotelu. (…) Jak to siê dzieje, ¿e niektórzy ludzie pióra wytwarzaj¹ wokó³ swej osoby mitogenne pola grawitacyjne, swego rodzaju odmianê kultu gwiazd filmowych. Podziwia³em Lechonia, odludka i œwiatowca w jednej osobie, tak¿e i za jego umiejêtnoœæ w³¹czania dobrych i niedobrych znajomych w Lechoniowy system planetarny”.
Warszawa, Pary¿, Nowy Jork… Warszawa – poeta bardzo kocha³ Warszawê, têskni³ na emigracji za „star¹ Warszaw¹”, za jej ludŸmi, artystami, architektur¹. Urodzi³ siê tam 13 marca 1899 r. z matki Marii Anny z Niewêg³owskich (nauczycielki) i ojca W³adys³awa Serafinowicza (urzêdnika), oboje ze zbiednia³ej szlachty zaœciankowej, a ród swój po mieczu wywodzi³ ze ¯mudzi, z Tatarów ¿mudzkich, rozwiewaj¹c sugestie o ¿ydowskim pochodzeniu. Po œmierci poety w jego nowojorskim mieszkaniu znaleziono m.in. dyplom (patent) jego dziadka ppor. Józefa Serafinowicza z 1. Pu³ku Piechoty Liniowej w Powstaniu w 1830 r. Leszek mia³ dwóch braci, m³odszego Wac³awa i starszego Zygmunta, rodzina ¿y³a skromnie, ale nie w biedzie. Ojciec sfinansowa³ mu wydanie drukiem pierwszego tomiku wierszy, gdy Leszek mia³ 13 lat, wyda³ go pod pseudonimem Jan Lechoñ. To bardzo wczesny debiut! Nastêpny tomik wyda³, gdy mia³ lat 14, ale prawdziwy dojrza³y literacko debiut to „Karmazynowy poemat” wydany w 1920 r., wielokrotnie wznawiany. By³a to bardzo wa¿na ksi¹¿ka – choæ cienki tomik, bo raptem z siedmioma wierszami, ale o niesamowitej potêdze emocjonalnej, oczarowa³ wszystkich, poeta sta³ siê popularny. Mo¿e ta s³awa przysz³a za wczeœnie i nie poradzi³ sobie z ni¹? Nastêpny zbiór wierszy wyda³ w 1924 r. („Srebrne i czarne”), po czym nasta³a d³uga cisza, do 1942 r., gdy w Londynie wydano mu „Lutniê na Bekwarku”. Okres poetyckiego
milczenia – z ró¿nych powodów – mia³ tak¿e we Francji w latach 1930-1940, spêdzony tam czas uzna³ za stracony twórczo, za „czas stracony z francuskimi durniami”. W czasie I wojny œwiatowej „zrobi³” maturê i podj¹³ studia na filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim, ale studiów nie ukoñczy³. Podczas wojny polsko-bolszewickiej pracowa³ w biurze prasowym Naczelnego Wodza. Po wojnach aktywny twórczo jako poeta, publicysta, wydawca, wspó³twórca s³ynnej grupy poetyckiej „Skamander”, dla której nazwê te¿ on wymyœli³. By³ tak¿e pomys³odawc¹ ich s³ynnego poetyckiego „stolika na pó³piêtrze” w kawiarni Ziemiañska.
Pary¿ – wyjecha³ do niego w 1930 r., obejmuj¹c stanowisko referenta w Ambasadzie Polskiej w Pary¿u, pe³ni³ funkcjê attaché kulturalnego, pracowa³ tam do 1940 r. Wczeœniej Lechoñ eskortowa³ z Pary¿a w 1927 r. trumnê z prochami Juliusza S³owackiego, od chwili ekshumacji, przez port w Gdañsku, transport Wis³¹ do Warszawy, i do pochówku na Wawelu.
Mówiono, ¿e Lechoñ wyje¿d¿a³ na placówkê bez znajomoœci jêzyka francuskiego, bez zawodowego przygotowania dyplomatycznego… Jak ¿ycie pokaza³o, zawodowo rolê swoj¹ spe³ni³ bardzo dobrze, oddany by³ polskim sprawom i promocji kultury polskiej – choæ kosztem w³asnej twórczoœci poetyckiej, nie pisa³ tam wierszy. Antoni S³onimski pisze w swoim „Alfabecie wspomnieñ”, ¿e: „tylko Leszek móg³ swymi czarami towarzyskimi osi¹gn¹æ tak ³akome stanowisko dyplomatyczne, nie posiadaj¹c ¿adnych ku temu kwalifikacji”. Otó¿ w³aœnie posiada³ znakomite kwalifikacje – ot choæby wielk¹ kulturê osobist¹, osobisty czar, by³ pracowity, towarzyski, lubiany, mia³ wielkie zdolnoœci zjednywania sobie ludzi, ogromne zdolnoœci organizacyjne, zdolnoœci analityczne, nie by³ ska¿ony i blokowany jakimiœ sztywnymi ograniczeniami i wytycznymi np. politycznymi. Wreszcie, obejmowa³ funkcjê (nie stanowisko) attaché kulturalnego – a nie ambasadora czy pos³a nadzwyczajnego, a podstawowych regu³ i zasad funkcjonowania placówki móg³ siê nauczyæ na kilkudniowym kursie/szkoleniu. Jako artysta, poeta, dziennikarz, wydawca, by³ szczególnie predestynowany do tej funkcji i pe³ni³ j¹ znakomicie. Nie by³ zawodowym dyplomat¹, by³ nieska¿ony i niezepsuty jak wielu tzw. „przygotowanych” zawodowo urzêdników; nad nominacjami na placówki z klucza partyjnego ubolewamy i dziœ. W Pary¿u pozna³ najwa¿niejsze osoby francuskiego establishmentu i zaprzyjaŸni³ siê z nimi, s³ynnych: pisarzy, muzyków, malarzy, bankierów, biznesmenów, polityków. Bywa³ na salonach, podejmowa³ u siebie takie osobistoœci jak: Marcel Proust, Jean Cocteau, Paul Valéry, Rothschildowie, Rubinsteinowie, Louis-Ferdinand Céline, Daniel Halévy, Serge Lifar, Misia Sert i in. W stolicy Francji zdo³a³ przygotowaæ wystawienie w 1936 r. baletu „Harnasie” Szymanowskiego, organizowa³ konferencje, koncerty i wystawy polskie, patronowa³ t³umaczeniu „Pana Tadeusza” na jêz. francuski proz¹, kilka zaplanowanych wydarzeñ przerwa³ wybuch wojny. W Pary¿u organizowa³ Wigilie dla przyjació³, w X 1932 zaczynaj¹ siê wpisy w s³ynnej „Ksiêdze Goœci” (wydanej w 1999).
Nowy Jork –w czerwcu 1940 r. Lechoñ opuœci³ Pary¿, wyjecha³ przez Lizbonê do Brazylii. Znalaz³ siê tam z przyby³ymi z Polski z ¿onami: Kazimierzem Wierzyñskim, Julianem Tuwimem, Zdzis³awem Czermañskim,
Rafa³em Malczewskim. Starzy przyjaciele poeci po znalezieniu siê w Brazylii, w Rio de Janeiro, w Sao Paulo, ró¿nie d³ugo czekali na upragnione wizy do Stanów Zjednoczonych. Pisali b³agalne listy do Ambasady Polskiej, do przyjació³ i znajomych g³ównie do Nowego Jorku, w tym do Zofii Kochañskiej. Po jakimœ czasie znaleŸli siê w tym upragnionym miejscu, a Lechoñ opuœci³ Brazyliê jako jeden z pierwszych bo 30 VII 1941 r. dziêki wsparciu, protekcji i porêczeniu Rubinsteinów; do Nowego Jorku dop³yn¹³ 11 VIII 1941 r. Szybko i doskonale odnalaz³ siê tu zawodowo w swojej profesji. W czasie wojny i po wojnie du¿o publikowa³ w prasie polskiej i polonijnej: we Francji („Polska Walcz¹ca”), w Londynie m.in. w s³ynnych wojennych „Wiadomoœciach Polskich”, póŸniej kontynuowanych jako „Wiadomoœci” wychodz¹cych w l. 1946-1981, ob. tytu³y to nastêpcy przedwojennych „Wiadomoœci Literackich”; redagowa³ i wydawa³ w Nowym Jorku w l. 1943-1947 czasopismo „Tygodnik Polski” – nastêpcê „Tygodniowego Serwisu Literackiego Ko³a Pisarzy z Polski” wychodz¹cego w l. 1941-1942, prowadzi³ dziennik (wydany po jego œmierci w trzech tomach w Londynie), dawa³ wyk³ady, wyg³asza³ odczyty, pisa³ felietony, recenzje, artyku³y, eseje do gazet i czasopism. Wspó³tworzy³ polskie i polonijne œrodowisko naukowo-kulturalne, wszed³ do Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia, z którego powsta³ Instytut Józefa Pi³sudskiego w Ameryce; wspó³tworzy³ Polski Instytut Naukowy w Ameryce (PIN, ang. PIASA), bêd¹c i tu blisko prof. Oskara Haleckiego, wspó³twórcy PIN i jego drugiego prezesa. Trzeba nadmieniæ, ¿e PIN stworzyli wybitni naukowcy i… poeta, a byli to prof. prof.: Oskar Halecki, Jan Kucharzewski, Bronis³aw Malinowski, Henryk Arctowski, Rafa³ Taubenschlag i poeta Jan Lechoñ! Nale¿a³ te¿ do Polskiej Bratniej Pomocy, anga¿owa³ siê w dzia³alnoœæ Fundacji Koœciuszkowskiej, stowarzyszenia wydawców i dziennikarzy polskich, wystêpowa³ w polonijnych rozg³oœniach radiowych w Nowym Jorku, pracowa³ doraŸnie dla „G³osu Ameryki”, póŸniej stale dla „Radia Wolna Europa”, w tym drugim komentowa³ sprawy bie¿¹ce polityczne i kulturalne nie tylko polskie oraz bra³ udzia³ w s³ynnej audycji (dyskusjach na antenie radia) „G³os wolnych pisarzy”.
W Nowym Jorku du¿o tworzy³, swoje poezje wydawa³ w Londynie, prowadzi³ szerok¹ korespondencjê m.in. ze s³ynnym wydawc¹ Mieczys³awem Grydzewskim. By³ to autentyczny przyjaciel Leszka, wspiera³ go wszelkimi formami i mo¿liwoœciami, ale i gasi³ prozachodni¹ naiwnoœæ kolegi, pisz¹c np. ¿e „zachodni przywódcy to durnie polityczni i skurwysyny na miarê gigantyczn¹”. Wydawcy temu niektórzy (zazdroœni?) literaci polscy zarzucali zbyt wielkie promowanie i lansowanie Lechonia na emigracyjnego wieszcza. Mia³ w NY wielu warszawskich kolegów i przyjació³, niestety szybko i tragicznie umierali: gen. Wieniawa (†1942), p³k Matuszewski (†1946), mjr Floyar-Rajchman (†1951), amb. £ukasiewicz (†1951); ¿egna³ ich s³ownie i pisa³ wspomnienia ¿a³obne. Ci wszyscy wygnañcy nie mogli wracaæ do kraju – ale i nie chcieli, bo nie chcieli byæ znów pod rosyjskim butem, mieli obrzydzenie do PRL, ich Polski ju¿ nie by³o; „Tout est perdu fors l’honneur” – jak powiedzia³ onegdaj król Francji Franciszek I Walezjusz (wszystko stracone prócz honoru).
Zerwanie znajomoœci z Tuwimem
Panowie poznali siê w Warszawie w 1917 r., zaprzyjaŸnili siê bardzo szybko i bardzo mocno, trwa³a ta przyjaŸñ ok. 25 lat.
Nie jest prawd¹ jak podaje m.in. AI, ¿e znajomoœæ z Tuwimem Lechoñ zerwa³ po II wojnie œwiatowej po tym, jak Tuwim wróci³ w czerwcu 1946 r. do Polski. Otó¿ znajomoœæ tê Lechoñ zerwa³ w 1942 r. w Nowym Jorku, ale przyjaŸñ ich zaczê³a siê kruszyæ ju¿ w Warszawie po zamachu majowym 1926 r., Lechoñ nie potêpia³ Pi³sudskiego, Tuwim krytykowa³ Marsza³ka.
Lechoñ zerwa³ tê znajomoœæ, gdy wysz³o na jaw, ¿e Tuwim kolaboruje z sowietami, z komunistami. Tuwim drukowa³ w Moskwie wiersze, podpisa³ w Nowym Jorku jakiœ list prosowiecki, który podpisa³o wielu agentów radzieckich, wreszcie w poemacie „Kwiaty Polskie” pisanym w czasie wojny krytykowa³ przedwojenn¹ Polskê jako wg niego faszystowsk¹. Oto s³owa Lechonia skierowane do niego; fragment listu z 29 maja 1942 r.: – „(…) Robi³em dot¹d, co mo¿na, aby zachowaæ tê nasz¹ tyloletni¹ pe³n¹ wspomnieñ przyjaŸñ i oddzieliæ mój g³êboki i niezmienny zachwyt dla Twojej poezji od naj-

Jan Lechoñ w karykaturze Zdzis³awa Czermañskiego, rys. w ksi¹¿ce „Poezje zebrane 1916-1953”, Londyn 1954
g³êbszej niechêci i niesmaku, jakie budzi³o we mnie iw bardzo wielu ludziach, z którymi siê stykasz, Twoje postêpowanie, nie licz¹ce siê z uczuciami, mo¿na to œmia³o powiedzieæ, ca³ego narodu polskiego, postêpowanie, którego nie mo¿na, jeœli chodzi o dojrza³ego cz³owieka i pisarza Twej miary, usprawiedliwiæ i to dziœ zw³aszcza, lekkomyœlnoœci¹. Nie chodzi tu oczywiœcie o radykalne pogl¹dy spo³eczne, których bezwzglêdnoœæ by³aby zreszt¹ u Ciebie, przyjacielu <sanacyjnych> ministrów i wojewodów, nowoœci¹. Nie mam Ciê te¿ za tak naiwnego, abyœ myœla³, ¿e mniej od Ciebie pragnê najlepszej w Polsce doli dla ch³opów i robotników. Mogê i muszê Ciê jednak zapewniæ, poniewa¿ Twoje informacje polityczne pochodz¹ najwyraŸniej ze z³ych Ÿróde³, ¿e jeœli istniej¹ miêdzy Polakami ró¿nice zdañ, co do polityki polsko-rosyjskiej i taktyki, jak¹ w niej nale¿y zastosowaæ – to nie ma Polaka, czy bêdzie nim gen. Sikorski, Matuszewski, Cio³kosz, Stañczyk, Mühlstein, X. Kaczyñski, Grabski czy Pragier, który by nie zauwa¿y³, ¿e bolszewicy post¹pili wobec Polski jak mordercy i zbrodniarze, godni swoich niedawnych sprzymierzeñców, zbójów hitlerowskich. (…) Co do mnie to nieludzkoœæ w³aœnie Twojego stosunku do bolszewickich nikczemnoœci i spieniona nienawiœæ do tych, którzy brali rany za Polskê, gdyœ Ty zarabia³ ciê¿kie pieni¹dze, bawi¹c œwietnymi

P³askorzeŸba Jana Lechonia autorstwa Andrzeja Pityñskiego, Amerykañska Czêstochowa, 2006
zreszt¹ piosenkami <krwiopijców i wrogów ludu> odbiera mi wszelki smak przyjaŸni z Tob¹.(…) Zechciej przyj¹æ zapewnienie mego ¿alu, ¿e wbrew mej woli tak koñczy siê nasza wieloletnia przyjaŸñ”.
Tuwim t³umaczy³ zerwanie znajomoœci telefonicznym poró¿nieniem o œmieræ Boya-¯eleñskiego. By³o to sp³ycanie oceny sytuacji tym bardziej, ¿e Boya Niemcy zabili w lipcu 1941 r., a rozmowa i list to maj 1942. Oto s³owa Tuwima: – „Rozmowa trwa³a nie d³u¿ej ni¿ trzy minuty, a to dlatego, ¿e gdy oœwiadczy³em, ¿e Boy jest ofiar¹ faszyzmu, autor listu zaperzy³ siê i odrzek³ mi, ¿e „faszyzm nie ma z tym nic wspólnego, bo bolszewicy robi¹ to samo”, gdy ja oœmieli³em siê zauwa¿yæ, ¿e u bolszewików Boy by³ profesorem uniwersytetu, autor listu krzykn¹³: „Je¿eli tak, to nie bêdê z Tob¹ w ogóle rozmawia³ i odk³adam s³uchawkê”. Co te¿ uczyni³. Po kilku dniach nadszed³ list”.
Okolicznoœci œmierci poety
Zapewne by³y z³o¿one, nie s¹ do dziœ jasne, a podejrzewano nawet szanta¿… Otó¿ poeta ukrywa³ swój homoseksualizm, widaæ go to krêpowa³o, a przy jego wielkiej wra¿liwoœci i kruchoœci, musia³o to mieæ ogromny wp³yw na ¿ycie i decyzje. Wreszcie, homoseksualizm by³ w tamtym czasie w Stanach karalny, poeta móg³ byæ szanta¿owany z tego powodu. Opowiada³a mi pani Ewa Rubinstein (ur. 1933), ¿e pozna³a Lechonia i Szymanowskiego jeszcze przed wojn¹ w Pary¿u, panowie bywali u nich na Montmartre i w Avenue Foch. Artur Rubinstein nazwa³ go w pamiêtnikach przyjacielem i wielkim poet¹. Lechoñ i w Nowym Jorku odwiedza³ Rubinsteinów, spêdza³ mi³e wieczory na rozmowach i kolacjach z nimi. Przyszed³ do nich wieczorem i w przeddzieñ œmierci, by³ w bardzo z³ym stanie psychicznym, rozsta³ siê z partnerem, p³aka³, by³ zrozpaczony. Pani Nela prosi³a go, aby zosta³ u nich na noc, lecz nie chcia³. Nastêpnego dnia pope³ni³ samobójstwo. Przyczyny tej tragicznej œmierci by³y zapewne powa¿niejsze i g³êbsze ni¿ rozstanie z partnerem, który mia³ go rzuciæ, wyjechaæ do Europy (?). By³a to druga próba samobójcza – teraz skuteczna, pierwsz¹ podj¹³ w Warszawie w pocz¹tku lat 20, podobne myœli miewa³ i póŸniej, w Pary¿u, Nowym Jorku. Przyczyny le¿a³y w jego duszy, w: cierpieniach twórczych, stanach depresyjnych, nostalgii za krajem, samotnoœci, napadach rozpaczy, niemocy twórczej, lêkach egzystencjonalnych, niestabilnych warunkach materialnych, obsesji chorób i staroœci. Uroczystoœci pogrzebowe mia³y miejsce we wtorek 12 VI 1956 o godz. 10 w koœciele pw. œw. Stanis³awa B. i M. przy 7 ulicy, przewodniczy³ im ks. p³k Franciszek Tyczkowski. Trumnê z koœcio³a wynosili: Kazimierz Wierzyñski, Józef Wittlin, Zdzis³aw Czermañski, Stanis³aw Strzetelski (dyrektor PIN), dr Jerzy Krzywicki; z jej drugiej strony szli: gen. W³adys³aw Anders, gen. Wincenty Kowalski (ówczesny dyrektor IJP w Ameryce), amb. Józef Lipski, Aleksander Janta-Po³czyñski, Adam Cio³kosz, Ziemowit Karpiñski. Obecni byli m.in. prof. Zygmunt Nagórski sen., Stefan Korboñski, Maria Modzelewska, profesorowie S. Mierzwa i W. Jêdrzejewicz, kongresmen T. Machrowicz (weteran „B³êkitnej Armii”), gen. W. Bortnowski i setki, t³umy innych osób. Kondukt pogrzebowy przejecha³ samochodami przez Most Brooklyñski, Most Koœciuszki, kieruj¹c siê na cmentarz katolicki Calvary w dzielnicy Queens. Prochy poety wróci³y do kraju w 1991 r. spoczê³y w Laskach, w grobie z rodzicami.
Wci¹¿ powstaj¹ nowe opracowania i ksi¹¿ki o nim, wznawia siê jego poezje. Filmy dokumentalne o Lechoniu zrealizowali m.in. Alina Czerniakowska i Tomasz Kamiñski, piêkn¹ p³askorzeŸbê wykona³ Andrzej Pityñski, Jaros³aw Marek Rymkiewicz odda³ mu ho³d poetycki, nazwa³ go „Ksiêciem Polaków”.
Korzysta³em m.in. z ksi¹¿ek: Tadeusz Wittlin „Ostatnia cyganeria” (1989), „Dziennikarze polscy na emigracji”, w opracowaniu Boles³awa Wierzbiañskiego i Wies³awy Pi¹tkowskiej-Stepaniak (2001); „Polonijny Nowy Jork” Danuty Pi¹tkowskiej (2010), z prac Beaty Dorosz, archiwum IJP w Ameryce.
Redakcja: Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org
Miêdzynarodowy Dzieñ Dziecka sta³ siê dla Children's Smile Foundation okazj¹ do zorganizowania kolejnej charytatywnej akcji „Doroœli dzieciom”. Dobroczynna impreza odby³a siê w maju w salonach Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku.
Pieni¹dze zbierano na pomoc rodzinie Marka Dziemiana, stra¿aka poszkodowanego w akcji gaœniczej, który od ponad roku pozostaje w œpi¹czce. G³ównymi beneficjentami tej dobroczynnej imprezy, by³y jego dzieci: piêcioletnia Sophie i pó³toraroczny Michael. „Tego wieczoru poczu³am ogrom mi³oœci. Nasza rodzina jest dozgonnie wdziêczna za okazan¹ hojnoœæ, wsparcie oraz modlitwy” – powiedzia³a Jaclyn, ¿ona Marka. Opowiada³a o mê¿u, który jako wieloletni prezes FDNY Pulaski Association dba³ o to, ¿eby zawsze z dorocznej stra¿ackiej imprezy przekazaæ czek wspieraj¹cy podopiecznych Children's Smile Foundation. Teraz w pewnym stopniu dobro jakie od dawna okazywa³ wraca do niego i jego dzieci” – mówi³a. Mimo ogromnej tragedii jaka doœwiadczy³a ich rodzinê, Jaclyn nie traci nadziei. O Marku jako stra¿aku i przyjacielu opowiada³ tak¿e Stanley Trojanowski, jego kolega z Engine Company 217 i obec-

ny prezes FDNY Pulaski Association, który spêdzi³ z nim sporo zawodowego i prywatnego czasu. „Te chwile ukazywa³y prawdziwe oblicze Marka – cz³owieka lojalnego, autentycznego, niezwykle pracowitego oraz g³êboko oddanego rodzinie i przyjacio³om. Ka¿dy, kto zna Marka, wie, jak wielk¹ mi³oœci¹ darzy Jaclyn, Sophiê i Michaela. Bycie ojcem by³o jedn¹ z tych rzeczy, z których by³ najbardziej dumny” – wspomina³ Stanley Trojanowski. Doda³, ¿e akcja „Doroœli dzieciom” jest piêknym „ho³dem dla cz³owieka, który zawsze stawia³ innych przed sob¹”.
Wieczór zgromadzi³ oko³o 140 osób o hojnych sercach: cz³onków i wolontariuszy fundacji, przedstawicieli organiza-

cji polonijnych, biznesmenów, stra¿aków z FDNY oraz dyplomatów. Goœci powita³a Joanna GwóŸdŸ, prezes Children's Smile Foundation, dziêkuj¹c zebranym za liczny udzia³ oraz okazane wsparcie potrzebuj¹cym dzieciom.
Wydarzeniu „Doroœli dzieciom” towarzyszy³y wystêpy artystyczne oraz wystawa „Stra¿acy w oczach dzieci” – przygotowana przez uczniów Szko³y Jêzyka i Kultury Polskiej im. œw. Jana Paw³a II z Maspeth

Pod koniec imprezy wszystkie prace plastyczne kupi³ polonijny biznesmen Andrzej Natkaniec, przekazuj¹c za nie 1500 dolarów. Odby³a siê te¿ cicha aukcja obrazów polonijnych artystów.
Choæ ostateczna kwota zebranych podczas wieczoru pieniêdzy nie jest jeszcze znana, to wed³ug szacunkowych obliczeñ powinna wynieœæ oko³o 12-13 tys. dolarów. Ten charytatywny sukces by³ mo¿liwy dziêki hojnoœci uczestników, donatorów, wolontariuszy, artystów oraz firm cateringowych.
Wieczór w pa³acu De Lamara pokaza³, ¿e solidarnoœæ polonijnej wspólnoty nie jest pustym has³em. To konkretna pomoc, która – jak powiedzia³a Joanna GwóŸdŸ – wnosi „istotn¹ zmianê w ¿ycie dzieci”. Z kolei historia Marka Dziemiana przypomnia³a, ¿e kr¹g dobra zatacza ko³o – ten, kto wspiera potrzebuj¹cych, w trudnych sytuacjach tak¿e mo¿e liczyæ na pomoc innych osób.




Weronika Kwiatkowska

Siódma rano. Przykrywam siê kocem. Zrobi³o siê wyj¹tkowo ch³odno. Jak na pocz¹tek czerwca. W tej szerokoœci geograficznej. Wszyscy czuj¹ siê trochê oszukani. Kiedy gêste, skwiercz¹ce upa³em dni przechodz¹ niepostrze¿enie w zimne noce. I nazajutrz arktyczne witki wiatru smagaj¹ nagie kostki indolentów, którzy przed wyjœciem z domu nie sprawdzili prognozy pogody. Ale ja do tej grupy nie nale¿ê. Z wdziêcznoœci¹ przyjmujê fakt, ¿e tegoroczna wiosna jest wiosn¹, a nie latem. ¯e czasem wieje zimnym. I trzeba mieæ pod rêk¹ sweter. Albo p³aszcz przeciwdeszczowy. Choæ jeszcze wczoraj topnieliœmy na s³oñcu i debatowaliœmy, czy wstawiæ klimatyzatory do okien. Ja by³am przeciw, K. – za. Wiêc poszliœmy na kompromis. Co zwykle robi¹ pary z d³ugim sta¿em. W sierpniu minie trzydzieœci lat. Nie do wiary.

Kotka wchodzi przez okno. Coœ tam gada pod w¹sem. Trochê siê przeci¹ga. Trochê oci¹ga. W koñcu wskakuje na kanapê. I k³adzie na skrawku koca. Tu¿ przy moich nogach. Wiem, ¿e gdy tylko zmieniê pozycjê, ucieknie w pop³ochu. Myœlê o japoñskiej rycinie, na której kobieta odcina po³y kimona, by nie obudziæ œpi¹cego na nich kota. Nie jestem tak radykalna. Ale staram siê nie wykonywaæ zbyt gwa³townych ruchów. K³adê rêkê na burym futrze. Pani Matka przewraca siê na plecy. Unosi ³apki. Przekrzywia g³owê. Jak ma³e kociê. Choæ metrykalnie – wed³ug moich obliczeñ – ma oko³o trzynastu lat. Co przek³adaj¹c na ludzkie, czyni z niej siedemdziesiêciolatkê. A bior¹c pod uwagê tryb ¿ycia: wielokrotne ci¹¿e, ¿ycie na ulicy, traumy, to – jak powiedzia³ kiedyœ na jej widok pewien Polak odbieraj¹cy dziecko z zajêæ judo – „stara wyjadaczka”. Kiedy œpi wydaje siê ³agodna. Bezbronna. Ale charakter ma wymagaj¹cy. Nieufna. Neurotyczna. O spojrzeniu pe³nym pogardy. I oceny. Po dekadzie oswajania porzuciliœmy nadziejê, ¿e kiedyœ bêdzie zachowywaæ siê jak Cecyl. A¿ tu nagle – prze³om! Przesta³a uciekaæ. Zaczê³a dopominaæ siê o uwagê. Uk³adaæ do d³oni. Do cia³a. Szu-
kaæ bliskoœci. Pieszczoty. Czasami bywa natrêtna. Jak mucha. W koñskich zalotach. Odwracaniu kota ogonem. Eksponowaniu zadka. Wydaje wtedy chrapliwe dŸwiêki. Przedziwne, gard³owe piski. Ale w koñcu zwija siê w precel i zaczynaæ mruczeæ. A potem zapada w g³êbok¹ drzemkê. I tylko po ruchach wibrysów i dreszczach, co jakiœ czas przebiegaj¹cych przez w¹t³e cia³ko, mo¿na poznaæ, ¿e œni swoje kocie sny.
*
O czym myœl¹ dzikie konie, które odwiedzamy co roku na Assateague Island w Maryland? Kiedy stoj¹ nieruchomo na podmok³ych ³¹kach. I patrz¹ w stronê oceanu. Albo skubi¹ trawê przy drodze? Turyœci zatrzymuj¹ wtedy auta. I wyci¹gaj¹ telefony. A wild ponies wyci¹gaj¹ d³ugie szyje. I wk³adaj¹ ³by przez otwarte okna. W poszukiwaniu przysmaków. Których nie wolno im jeœæ. Za dokarmianie zwierz¹t grozi mandat w wysokoœci stu dolarów. Informuj¹ tablice przed wjazdem na wyspê. Kiedyœ przemyciliœmy marchewkê. Ale nie by³y ni¹ zainteresowane. Mo¿e wol¹ chipsy? Niezdrowe jedzenie zwykle smakuje lepiej – za¿artowa³am wtedy. Dzisiaj myœlê, ¿e pewnie tym czêstuj¹ je odwiedzaj¹cy. Frytkami z McDonalds’a i coca-col¹ w dwulitrowych kubkach. Ka¿da wizyta w tym miejscu jest trochê inna. Zmieniaj¹ siê pory roku. Pory dnia. Ocean jest spokojny. Albo przeciwnie – rycz¹ wysokie fale. Ró¿ni¹ siê wzory na piasku. Jego kolor. Faktura. Kwitn¹ krzewy.
Albo wybarwiaj¹ liœcie. Za ka¿dym razem spotykamy ró¿ne zwierzêta. Oprócz kucyków – rybo³owy, or³y bieliki, dzikie indyki, ¿aby, zaj¹ce. Ale jest kilka sta³ych punktów, bez których kolejne odwiedziny wyspy nie mog³yby siê obyæ. Jednym z nich jest pielgrzymka do roz³o¿ystego drzewa rosn¹cego na jednym ze szlaków. To stara sosna (prawdopodobnie wirginijska), która swój niezwyk³y kszta³t zawdziêcza surowym warunkom, w których przysz³o jej ¿yæ. Targana wiatrem, wytrawiona s³on¹ wod¹, pod naporem wêdruj¹cych wydm –skar³owacia³a i zamiast pi¹æ siê do góry, ros³a na boki, blisko ziemi. Gêsto pokryta porostem kora sprawia, ¿e wygl¹da trochê jak z horroru. Dlatego na takie drzewa mówi siê: duchy. Choæ wed³ug mnie, do tej nazwy lepiej pasuj¹ te ca³kiem bia³e kikuty, które wyrastaj¹ spomiêdzy zielonych koron, a których na wyspie nie brakuje. Lubiê ten moment, kiedy wychodzimy z zielonego tunelu prosto na star¹ sosnê. Której nie nadaliœmy imienia. Ale z któr¹ witamy siê jak z dobr¹ znajom¹. To zawsze œwiêto. I wielka radoœæ. Jej nietypowy kszta³t zachêca, by siê wygodnie rozsi¹œæ. Oprzeæ plecy o solidne ga³êzie. Przytuliæ do pnia. Poczuæ pod palcami wszystkie te lata; sztormy, burze, huraganowe wiatry. I pomyœleæ, ¿e znalaz³a sposób na przetrwanie. Wbrew wszystkiemu. Uczmy siê od sosny – myœlê na g³os. I wyci¹gam kanapkê z plecaka. Trzeba siê posiliæ. Przed nami jeszcze d³uga droga. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Jan
Latus
Powoli wszystko siê tu na Filipinach wali. Budowane s¹ te¿ jednak nowe rzeczy, trudno to zbilansowaæ. W ka¿dym razie wali siê w moim Angeles City, dos³ownie. W nocy z sobotê na niedzielê chodzi³em sobie po barach. Raptem rozpêta³a siê burza; widziano nawet grad! Dziewczyny i nieliczni klienci schowali siê w barze, na przyk³ad moim o nazwie Sky, w którym niebawem wy³¹czy³ by³ siê pr¹d. Siedzieliœmy wiêc wszyscy po ciemku w zmys³owym poblasku latarek smartfonów, które ka¿da dziewczyna ma tu przyszyte na sta³e do rêki. Wreszcie wszystkie kobiety bardzo mi siê podoba³y. Œmia³kowie decydowali siê wyjœæ i brodziæ zalan¹ (mimo skoñczonego w³aœnie po dwóch latach remontu nawierzchni i drenów) Walking Street. Znik¹d pojawili siê sprzedawcy wielkich parasoli, które w tak¹ ulewê wyceniane by³y dro¿ej, na trzy dolary. Po godzince, jak to w tropikach, przesta³o padaæ, wiêc wzi¹³em motorow¹ taksówkê do domu.
Kolejnego dnia dopada mnie wiadomoœæ: z soboty na niedzielê, oko³o 2:20 w nocy, zawali³ siê dziewiêciopiêtrowy budynek. Pod gruzami znalaz³o siê kilkadziesi¹t osób. Gdy to piszê we wtorek
wieczorem, naliczono cztery ofiary œmiertelne, w tym Malezyjczyka, który mieszka³ w hotelu obok budynku, który siê nañ zawali³. Trwaj¹ poszukiwania 17 robotników, którzy, jak to na Filipinach, dla oszczêdnoœci nocowali na budowie.
Obserwowa³em ten budynek, odk¹d zaczêto go stawiaæ, ponad dwa lata temu. Jest po³o¿ony kilkaset metrów od mojego hotelu, wiêc czêsto tam przechodzi³em. Jako mi³oœnik architektury i kibic rozwoju miasta Angeles, cieszy³em siê, ¿e powstanie kolejny condotel czy te¿ apartel (pokoje i apartamenty na krótki b¹dŸ d³u¿szy wynajem albo na sprzeda¿). Uliczka by³a boczna, prostopad³a do g³ównej Fields Avenue, przechodz¹cej w Walking Street. By³o na niej kilka salonów masa¿u, barów, kawiarni i restauracji, punkt wymiany walut, prywatna klinika. Przed budynkiem w budowie, dzieñ i noc, od lat, piek³a na ruszcie szasz³yki Filipinka ze wsi. Wszyscy siê o ni¹ martwimy. Poza godzinami szczytu ta uliczka nie cieszy³a siê jednak dobr¹ reputacj¹. To tam w³aœnie, i to na samym rogu ruchliwej Fields Avenue, zosta³em napadniêty (gdy, nomen omen, przystan¹³em, by przyjrzeæ siê postêpom w budowie wie¿owca). Zastanawialiœmy siê potem ze znajomymi, czy znajd¹ siê frajerzy z zagranicy sk³onni do kupna lub wynajmu w takim niby eleganckim wie¿owcu, ale po³o¿onym na pod³ej uliczce coraz mniej bezpiecznego miasta. Budowa œlimaczy³a siê. Postawiono szkielet – i nast¹pi³a przerwa. Pracê wzno-
wiono – i postawiono zewnêtrzne œciany z cieniutkich, lichutkich pustaków. Wreszcie na dachu, w g¹szczu kabli uzbrojenia betonu, nagle postawiono jak¹œ czapê, niczym ta na szczycie wie¿owca przy Smolnej w Warszawie (gdzie by³a restauracja Akropol). Basen, penthouse, rooftop bar? Pojawi³y siê ró¿ne wersje przyczyn katastrofy. Sugerowano, ¿e ulewa mog³a podmyæ fundamenty, albo ¿e nie umocnione jeszcze i niewyschniête œciany mog³y ulec sile wiatru.
Obserwowa³em tê budowê z niepokojem. Nie odczuwam go, gdy widzê prace budowlane w Nowym Jorku, Warszawie czy Singapurze. Tam widzê nowoczesny sprzêt, instalowane wysokiej jakoœci, dobrze spasowane panele czy okna, projekt precyzyjnie wyliczony i zorganizowany. Robotnicy to wiedz¹cy co robi¹ fachowcy, w odzie¿y ochronnej i kaskach. Na pewno te¿ nie nocuj¹cy na budowie, bo by ich przegoni³ stra¿nik.
A tu by³y to ch³opaki ze wsi, czasem brane z ulicy do pracy na budowie. Przeszkolenie BHP, ukoñczone szko³y budowlane, ubezpieczenie medyczne i zwi¹zkowe? Niekoniecznie.
Tu tacy kolesie z ulicy, wiejskie majsterklepki, próbuj¹ odmalowaæ tani¹ farb¹ olejn¹ deski wokó³ basenu w moim hotelu, wymieniæ drzwi do ³azienki (przynieœli z³e, bo Ÿle wymierzyli; te z³e le¿¹ teraz na korytarzu przy wejœciu do mojego apartamentu; nowe zamówili).
Nie winiê jednak za bardzo robotników, pracuj¹cych za œmieszne pensje.

Przyczyn¹ wiêkszych zaniedbañ jest korupcja i to na ka¿dym szczeblu. „Rozwadnia” siê cement buduj¹c drogi czy bariery przeciwpowodziowe (!), ¿eby cokolwiek surowca ukraœæ na budowê swojego domku na wsi. Zupe³nie jak kiedyœ w PRL albo w armii rosyjskiej. Ktoœ da³ tu pozwolenie na postawienie dziewiêciopiêtrowego domu. Po stwierdzeniu wielu zaniedbañ bezpieczeñstwa, inspektorzy wstrzymali budowê w po³owie zesz³ego roku. Ostatnio jednak coœ znowu tajemniczo ruszy³o. Ch³opaki w szortach i klapkach dobudowali, bez pozwolenia i nie figuruj¹ce w projekcie, dwie kolejne kondygnacje. Na dachu mia³ powstaæ basen. W komentarzach, w tym cudzoziemców, widzê pozbawione z³udzeñ opinie o tutejszej deweloperce. Winni tu mogli byæ wszyscy: architekt, deweloper, w³adze miasta, kierownik budowy, inspektorzy, wykonawcy. Wystarczy, ¿e ktoœ zamówi³ metalowe belki odrobinê cieñsze, ceg³y trochê gorsze.
Ofiar mog³oby byæ du¿o wiêcej, gdyby hotel ukoñczono, wynajêto apartamenty – i nape³niono wod¹ basen na dachu.
By³ znakomitym szermierzem i œwietnym jeŸdŸcem, co stanowi³o fundament królewskiego wychowania. Jednak tym, co odró¿nia³o go od innych monarchów tamtej epoki, by³a ca³kowita niechêæ do polowañ. Ta tradycyjna rozrywka królów, bêd¹ca symbolem mêstwa, po prostu go brzydzi³a. Henryk nienawidzi³ uganiania siê za zwierzyn¹, co czyni³o go postaci¹ wysoce podejrzan¹. Zamiast krwi i potu, wola³ elegancjê i dworski ceremonia³.
Za fasad¹ dworskiej elegancji Henryka kry³y siê mroczne obrazy z dzieciñstwa. Dorasta³ w brutalnych czasach wojen religijnych, bêd¹c œwiadkiem publicznych egzekucji opozycjonistów, których wieszano na jego oczach. Takie doœwiadczenia musia³y odcisn¹æ piêtno na jego psychice. Wczesny bunt Henryka przybiera³ formy prowokacyjne i niebezpieczne: jako dziecko, by wywo³ywaæ wœciek³oœæ na katolickim dworze, nazywa³ siebie „ma³ym hugenotem”, a siostrze Ma³gorzacie z³oœliwie niszczy³ modlitewniki. Mo¿na przypuszczaæ, ¿e nêkaj¹ce go od m³odoœci migreny mia³y pod³o¿e psychosomatyczne – by³y reakcj¹ organizmu na traumy i wszechobecn¹ przemoc, któr¹ Henryk próbowa³ póŸniej „przykryæ” estetycznym wyrafinowaniem.
Walezy œwiadome kreowa³ swój wizerunek, zanim to pojêcie w ogóle powsta³o. Jego dba³oœæ o higienê by³a na tle epoki niemal rewolucyjna. Nosi³ perfumowane rêkawiczki ze specjalnymi naciêciami na pierœcienie, wewn¹trz których ukryte by³y kosmetyki pomagaj¹ce utrzymaæ d³onie w nienagannym stanie. Obsesyjnie dba³ o czystoœæ, znane s¹ opowieœci o o jego œnie¿nobia³ej bieli¿nie, co w XVI wieku, gdy brud by³ powszechny, by³o prawdziwym wyznacznikiem statusu. Dla niego „pomaganie urodzie” nie by³o jedynie pró¿noœci¹; by³o narzêdziem dyplomacji. Piêkny i zadbany król mia³ budziæ respekt i podziw, emanuj¹c wy¿szoœci¹ cywilizacyjn¹.
Król otacza³ siê grup¹ m³odych dworzan zwanych „mignonami”. Ich wygl¹d budzi³ sensacjê i wœciek³oœæ: krêcone w³osy, puder na twarzach i wielowarstwowe ko³nierze z najdro¿szych weneckich koronek. Przeciwnicy polityczni, by uderzyæ w króla oskar¿ali ich o „mê¿o³o¿nictwo”. We Francji kr¹¿y³y na ten temat zjadliwe ¿arty: podczas jednego ze œlubów ksi¹dz mia³ zapytaæ wystrojon¹ parê przed o³tarzem: „Które z was jest mê¿em?”, bo nie da³o siê okreœliæ p³ci nowo¿eñców. O „mignonach” mówiono, ¿e „ich uroda jest tak wielka, ¿e zawstydza lustro i chodz¹ tak delikatnie, ¿e ich stopa nie jest w stanie roztrzaskaæ skorupki jajka”.
Rzeczywistoœæ by³a jednak inna. „Mignoni” byli elitarn¹ gwardi¹ przyboczn¹ i znakomitymi szermierzami. Wiêkszoœæ z nich zginê³a bohatersko w obronie króla, a ich nocne wyprawy po „panie lekkich obyczajów” dowodzi³y, ¿e pod pudrem kryli siê hardzi awanturnicy.
Droga Henryka na polski tron by³a politycznym majstersztykiem. Choæ wydawa³o siê to niemo¿liwe, bo tron Francji mia³ przypaœæ jego starszym braciom, los chcia³ inaczej. Najstarszy Franciszek zmar³ w wieku 16 lat z powodu z³oœliwego

wrzodu w uchu, a kolejny, Karol IX, by³ chorowity.
Polska elekcja by³a dla Henryka szans¹ na samodzieln¹ w³adzê. W wyœcigu o tron pokona³ samego Iwana GroŸnego.
Pobyt w Polsce, choæ krótki, przyniós³ fascynuj¹cy import kulturowy. To prawdopodobnie z nad Wis³y Henryk przywióz³ do Francji tzw. „barwiczkê” – ró¿owy, kolorowy puder s³u¿¹cy do malowania rumieñców. Król-influencer uczyni³ z niej w Pary¿u niezwykle modn¹ nowinkê kosmetyczn¹. Szczytem tego zderzenia cywilizacji by³o niedosz³e spotkanie Henryka z Ann¹ Jagiellonk¹. Wyobra¿enie sobie eleganckiego, niemal kobiecego w estetyce króla naprzeciw surowej Anny to obraz jednego z najwiêkszych szoków kulturowych w historii nowo¿ytnej Europy.
Dla polskiej elity politycznej tron nie by³ mistycznym darem od Boga, lecz stanowiskiem w specyficznej korporacji, jak¹ stawa³a siê Rzeczpospolita. Przyœwieca³a im rewolucyjna zasada „lex est rex” –to prawo jest królem, a monarcha jedynie jego pierwszym stra¿nikiem. Aby zapobiec importowi absolutystycznych ci¹got z Pary¿a, opracowano „Artyku³y henrykowskie” – swoist¹ konstytucjê, któr¹ zaprzysi¹c musia³ ka¿dy elekt. By³ to doku-

ment na tamte czasy wrêcz futurystyczny. Gwarantowa³ wolnoœæ wyznania, zakazywa³ dziedziczenia tronu i nak³ada³ na króla obowi¹zek zwo³ywania Sejmu co dwa lata. Co wiêcej, to w³aœnie Sejm mia³ decydowaæ o polityce zagranicznej i wewnêtrznej. Jeœli król z³ama³by te zasady, szlachta mia³a prawo wypowiedzieæ mu pos³uszeñstwo. Gdy Henryk próbowa³ lawirowaæ podczas negocjacji, us³ysza³ od polskich pos³ów bezlitosne ultimatum: „Si non iurabis, non regnabis” (Jeœli nie przysiêgniesz, nie bêdziesz panowa³). Tron w Krakowie by³ presti¿owy, ale jego cena mog³a zrujnowaæ niejedn¹ dynastiê. Oprócz „Artyku³ów”, Henryk podpisa³ „Pacta conventa”– osobist¹ listê zobowi¹zañ finansowych i militarnych. Monarcha stawa³ siê w istocie g³ównym inwestorem Rzeczypospolitej. Szlachta potraktowa³a elekcjê jak twardy kontrakt biznesowy: korona w zamian za modernizacjê armii i stabilnoœæ finansow¹.
Obraz Henryka jako zniewieœcia³ego estety jest niesprawiedliwy. By³ on sprawnym administratorem, wrêcz pracoholikiem, który potrafi³ napisaæ czterdzieœci listów dziennie. Choæ w Polsce czu³ siê jak w z³otej klatce, otoczony przez warcholski ród Zborowskich i przymuszany do o¿enku

z Ann¹ Jagiellonk¹, realnie próbowa³ zarz¹dzaæ krajem, porozumiewaj¹c siê z otoczeniem po w³osku. Fina³ jego panowania to gotowy scenariusz na thriller. Na wieœæ o œmierci brata i wolnym tronie we Francji, Henryk nie czeka³ na zgodê Sejmu. Zorganizowa³ brawurow¹ ucieczkê. W grupie zaufanych ludzi, pod os³on¹ nocy, bez znajomoœci jêzyka i incognito, przedar³ siê przez obce kraje do Francji. Ten desperacki czyn, choæ odebrany w Polsce jako zdrada, wymaga³ od króla ogromnej odwagi i sk³onnoœci do brawury.
Henryk uciek³, ale zostawi³ nam „Artyku³y henrykowskie”, które pozosta³y fundamentem ustroju przez kolejne dwa stulecia. Mo¿na odnieœæ wra¿enie, ¿e polska szlachta stworzy³a genialny system operacyjny dla pañstwa, a Henryk by³ tylko pierwszym u¿ytkownikiem, który odkry³, ¿e program jest zbyt wymagaj¹cy dla standardowego europejskiego monarchy. Ostatecznie polska demokracja przetrwa³a d³u¿ej ni¿ cierpliwoœæ jej pierwszego elekcyjnego w³adcy.
Henryk uciekaj¹c z Polski chcia³ ratowaæ Francjê przed chaosem, wojn¹ domow¹ i upadkiem dynastii. Nigdy nie podpisa³ aktu abdykacji i do ostatniego tchnienia u¿ywa³ tytu³u króla Polski.
Panowanie Henryka we Francji by³o walk¹ z nienawiœci¹ – kraj rozrywa³y wojny religijne a on nieustannie lawirowa³ miêdzy fanatyzmem katolików, a determinacj¹ hugenotów, d¹¿¹c do wzmocnienia w³adzy centralnej poprzez reformy skarbowe. £atwo wyobraziæ sobie, ¿e Walezy, patrz¹c na p³on¹c¹ ojczyznê, z nostalgi¹ wspomina³ polskie „pañstwo bez stosów”. Polsk¹ tolerancjê stara³ siê zaszczepiæ na gruncie francuskim.
Zakoñczy³ ¿ycie zasztyletowany przez fanatycznego, mnicha, który skorzysta³ z nieuwagi ochrony monarchy, gdy ten uda³ siê tam, „gdzie król chodzi piechot¹”. Pozostaje prowokacyjne pytanie: jak potoczy³yby siê losy Europy, gdyby Walezy zosta³ na Wawelu? Czy po³¹czenie francuskiej wizji silnego pañstwa z polskim „genem tolerancji” nie stworzy³oby mocarstwa, które zdominowa³oby losy kontynentu? Król Francji Karol IX mówi¹c o swoim m³odszym bracie Henryku na polskim tronie pisa³, ¿e razem: „œcisnêliby jak rzemieniem Europê od œrodka z dwóch koñców”. Historia jednak potoczy³a siê inaczej.

Wielu Polaków mieszkaj¹cych w Stanach Zjednoczonych korzysta z ró¿nych form pomocy spo³ecznej: SNAP, Medicaid, Section 8, SSI czy lokalnych programów wsparcia. Jednoczeœnie zdarzaj¹ siê sytuacje, w których trzeba nagle wyjechaæ do Polski – na pogrzeb, do chorej rodziny, na d³u¿szy pobyt zdrowotny albo po prostu na kilka miesiêcy odpoczynku. Wtedy pojawia siê pytanie: co stanie siê z pomoc¹ spo³eczn¹, jeœli wyjedziesz z USA? OdpowiedŸ nie jest prosta, bo ka¿dy program ma w³asne zasady.
SNAP (food stamps) a podró¿ za granicê SNAP jest przeznaczony dla osób mieszkaj¹cych w USA. Krótki wyjazd –kilka tygodni – nie stanowi problemu. Jednak d³u¿sza nieobecnoœæ mo¿e zostaæ uznana za opuszczenie miejsca zamieszkania. W praktyce oznacza to, ¿e jeœli by³eœ poza USA d³u¿ej ni¿ 30 dni, urz¹d mo¿e uznaæ, ¿e nie mieszkasz ju¿ w USA i wstrzymaæ ci œwiadczenia. Najwa¿niejsze jest to, by nie u¿ywaæ karty EBT poza USA, bo system i tak to zablokuje, a próba u¿ycia mo¿e wywo³aæ kontrolê. SNAP wymaga okresowej odnowy (recertyfikacji), zwykle co szeœæ lub 12 miesiêcy, co zazwyczaj odbywa siê przez telefon. Jeœli urz¹d nie mo¿e siê z tob¹ skontaktowaæ, œwiadczenie zostaje wstrzymane. Dlatego d³u¿szy pobyt w Polsce mo¿e stworzyæ komplikacje, jeœli termin rozmowy wypadnie podczas podró¿y.
Medicaid i Medicare
Medicaid jest programem stanowym i wymaga fizycznej obecnoœci w danym stanie. Wyjazd do Polski na kilka tygodni nie powoduje automatycznej utraty œwiadczeñ, ale d³u¿sza nieobecnoœæ mo¿e byæ problemem. W niektórych stanach pobyt poza USA d³u¿szy ni¿ 30 dni wymaga zg³oszenia. Medicaid wymaga corocznej odnowy (renewal). W niektórych stanach urzêdnik mo¿e poprosiæ o rozmowê telefoniczn¹, dodatkowe dokumenty, potwierdzenie zamieszkania. Jeœli ktoœ nie odpowie na czas, Medicaid wygasa automatycznie. Ubezpieczenie Medicare dzia³a inaczej: nie traci siê go z powodu wyjazdu, ale nie dzia³a ono poza USA, wiêc i tak nie pokryje kosztów leczenia w Polsce.
Section 8 i mieszkania komunalne W przypadku programów mieszkaniowych obowi¹zuje zasada unit must be your primary residence. Oznacza to, ¿e
mieszkanie musi byæ twoim g³ównym miejscem zamieszkania. Krótkie opuszczenie kraju jest tolerowane, ale nieobecnoœæ powy¿ej 60 dni trzeba zg³osiæ, nieobecnoœæ powy¿ej 90 dni mo¿e skutkowaæ utrat¹ mieszkania, nieobecnoœæ powy¿ej 180 dni prawie zawsze oznacza zakoñczenie udzia³u w programie. Programy mieszkaniowe wymagaj¹ corocznej recertyfikacji. W praktyce urzêdy patrz¹ na to, czy osoba faktycznie mieszka w lokalu, czy tylko go „trzyma”.
SSI, a wyjazd do Polski
Tu zasady s¹ bardzo jasne i surowe. SSI jest programem federalnym dla osób o niskich dochodach, a jego wyp³ata zale¿y od fizycznej obecnoœci w USA. Zasada brzmi: jeœli ktoœ przebywa poza USA d³u¿ej ni¿ 30 dni, wyp³ata SSI zostaje wstrzymana, a œwiadczenie mo¿na odzyskaæ dopiero po powrocie i ponownym potwierdzeniu pobytu w USA. Co wa¿ne: Polska nie jest krajem, w którym SSI mo¿na pobieraæ. Nie ma tu wyj¹tków.
Administracja Social Security mo¿e wezwaæ ciê na okresowy przegl¹d sytuacji (redetermination). Pracownik SSA mo¿e poprosiæ o twój paszport, ale robi to tylko wtedy, gdy ma powód, by sprawdziæ daty pobytu za granic¹. Jeœli ktoœ pobiera SSI i wyje¿d¿a do Polski na d³u¿ej ni¿ 30 dni, SSA ma prawo to zweryfikowaæ i wstrzymaæ œwiadczenie. Ponadto skoro SSI ma œcis³e warunki finansowe, mo¿e pojawiæ siê pytanie: jak by³o ciê staæ na kosztowny transatlantycki bilet lotniczy?
Pomoc lokalna i stanowa
Wiele programów – dop³aty do pr¹du, pomoc dla seniorów, lokalne zasi³ki – wymaga zamieszkania w danym stanie. Krótki wyjazd jest dozwolony, ale d³u¿sza nieobecnoœæ mo¿e wymagaæ zg³oszenia. Programy pomocowe wymagaj¹ okresowych rozmów lub odnowieñ. Brak odpowiedzi to utrata œwiadczenia. Zasady ró¿ni¹ siê w zale¿noœci od stanu, dlatego warto sprawdziæ lokalne przepisy.
Czy urz¹d dowie siê o wyjeŸdzie?
To ca³kiem mo¿liwe. Urzêdy maj¹ obowi¹zek weryfikowaæ, czy beneficjent nadal spe³nia stawiane mu warunki. Oto najwa¿niejsze Ÿród³a informacji, z których korzystaj¹ instytucje pomocowe:
➦ Dane z systemów imigracyjnych i lotnisk. Wiele agencji ma dostêp do informacji o przekroczeniach granicy. Nie zawsze s¹ to dane w czasie rzeczywistym, ale regularnie trafiaj¹ do systemów, z których korzystaj¹ urzêdy stanowe i federalne. Jeœli ktoœ pobiera SSI lub Medicaid, a jednoczeœnie przebywa za granic¹ kilka miesiêcy, system mo¿e to wychwyciæ.
➦ Aktywnoœæ bankowa i EBT. Karty EBT, na które przelewane s¹ œwiadczenia, nie dzia³aj¹ poza USA. Jeœli przez d³u¿szy czas nie ma ¿adnych transakcji w kraju, a wczeœniej by³y regularne, system mo¿e uznaæ to za sygna³ do weryfikacji. Podobnie z kontami banko-
wymi: brak aktywnoœci, nag³e zmiany lub logowania z zagranicy mog¹ wy wo³aæ inspekcjê.
➦ Korespondencja i kontrole adreso we. Urzêdy wysy³aj¹ listy, formularze odnowieniowe i zawiadomienia. Jeœli poczta wraca jako „adresat nieobecny”, „nie mieszka pod wskazanym adre sem” lub „nie odebrano”, mo¿e to uru chomiæ procedurê sprawdzaj¹c¹. W programach mieszkaniowych pracownicy socjalni czasem przeprowadzaj¹ wizyty domowe. Miewa równie¿ znaczenie, kto jest pod twoim adresem zarejestrowany w Motor Vehicle Department, bo w ten sposób urzêdy mog¹ weryfikowaæ, ile osób jest w twoim gospodarstwie domowym.




➦ Informacje od w³aœcicieli domów i pracowników socjalnych. W Section 8 i programach komunalnych landlord ma obowi¹zek zg³aszaæ d³u¿sz¹ nieobecnoœæ lokatora. Podobnie pracownicy socjalni, którzy zauwa¿¹, ¿e ktoœ od miesiêcy nie pojawia siê na spotkaniach lub nie odbiera telefonów.
➦ Wewnêtrzne algorytmy i porównywanie danych. Agencje korzystaj¹ z systemów, które automatycznie porównuj¹ dane miêdzy programami. Jeœli ktoœ pobiera œwiadczenia wymagaj¹ce pobytu w USA, a jednoczeœnie pojawia siê informacja o jego d³ugiej nieobecnoœci, system generuje alert.
➦ Zg³oszenia od osób trzecich, czyli donosy. Choæ to delikatny temat, w praktyce zdarza siê, ¿e s¹siedzi, cz³onkowie rodziny lub wspó³lokatorzy zg³aszaj¹, ¿e ktoœ od dawna nie mieszka w lokalu lub przebywa za granic¹.
Co zrobiæ przed wyjazdem do Polski Przede wszystkim nie musisz obawiaæ siê o œwiadczenia przez ciebie wypracowane (entitlements). Nikt nie pozbawi ciê wypracowanej emerytury czy renty rodzinnej Social Security albo emerytalnych œwiad-
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Planowanie spadkowe”, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem”, „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
czeñ zak³adowych (pension), niezale¿nie od tego, gdzie i jak d³ugo podró¿ujesz. Inaczej jest z pomoc¹ spo³eczn¹. Wiêkszoœæ programów pomocy wymaga potwierdzenia, ¿e nadal mieszkasz w USA i pod zg³oszonym adresem, ¿e nadal spe³niasz kryteria dochodowe i nadal do programu siê kwalifikujesz. Jeœli jesteœ w Polsce i nie odbierasz telefonu, nie odpowiadasz na list albo nie pojawisz siê na wyznaczone spotkania, system automatycznie za³o¿y, ¿e kwalifikacyjne warunki spe³nione nie s¹. Powinieneœ wiêc znaæ zasady ka¿dego programu, z którego korzystasz, zg³osiæ wyjazd, jeœli jest to wymagane, upewniæ siê, ¿e korespondencja nie trafi na z³y adres, a na koniec – zachowaæ dokumenty potwierdzaj¹ce powrót do USA. To uchroni ciê przed powa¿nymi konsekwencjami, takimi jak utrata uprawnieñ, a nawet zwrot œwiadczeñ. ❍
dowiesz siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner
“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej” Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic. Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿:
Deerfield Beach:
2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000
Fort Lauderdale:
3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000
Pompano Beach:
nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000
Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net
Ró¿nice s¹ w narracjach i w tym, jakim narracjom ludzie daj¹ wiarê. Ameryka dalej próbuje graæ w tê grê, t³umacz¹c œwiatu, ¿e to, co robi, robi w imiê naszych wspólnie wyznawanych wartoœci, ¿e wojna z Wenezuel¹ to wojna z terroryzmem i narkotykami, a nie walka o zasoby, ropê i kontrolê nad Ameryk¹ Po³udniow¹ – tylko coraz mniej osób w to wierzy. Dlatego zrobi³em najnowszy sezon programu, pokazuj¹c, co siê sta³o w miejscach, które zosta³y amerykañskim kolonializmem dotkniête. Negatywny sentyment w stosunku do Ameryki wci¹¿ tli siê tam do tego stopnia, ¿e ludzie na Hawajach i Alasce zapytani, kim siê czuj¹, czêsto nie mówi¹, ¿e nie Amerykanami,
MissMedia
tylko Hawajczykami czy Alaskanami. To te¿ pokazuje skalê pêkniêcia, które Amerykê trapi. A poniewa¿ jest ona papierkiem lakmusowym œwiata, myœlê, ¿e to, co siê tam dzieje, jest dobrym predykatorem przysz³oœci tak¿e dla nas. Zmiany, które zachodz¹ w Stanach, zradykalizowanie w praw¹ stronê, porzucenie prób pudrowania narracji, mówienie wprost, ¿e chodzi o Wielk¹ Amerykê, przenosz¹ siê do Europy, zaczynamy tej narracji ulegaæ, spójrzmy choæby na Wêgry czy Francjê. Ciekawe jest obserwowanie Stanów jako lustra Europy” – podsumowuje dziennikarz. Program „Niezwyk³e Stany Prokopa” mo¿na ogl¹daæ w TVN i na platformie Player.pl. ❍
➭ 11
Mieszkam w apartelu, którego moj¹ czêœæ ukoñczono w 2018, a drugie skrzyd³o w 2020 roku. Na œcianach korytarzy pojawi³ siê grzyb, a w jednej z wind nie œwiec¹ siê przyciski z numerami piêter (tylko raz utkn¹³em tu w windzie; by³o ok, bo mia³em w torbach jedzenie i wodê ze sklepu). Drzwi w mieszkaniu mi parciej¹, od szafek w kuchni odkleja siê fornir. Kiedyœ opisa³em przyczyny rozpadania siê budynków: nieustannie gor¹ce i wilgotne powietrze, leniwi i niefachowi pracownicy, niska jakoœæ materia³ów (na „oszczêdnoœciach” na nich najwiêcej siê zarabia). Po-
za tym Filipiny to nie Dubaj, Singapur ani nawet Kuala Lumpur – nie staæ ich na najlepsze technologie i materia³y, które przetrwaj¹ w niezmienionym stanie tropikalne burze i s³oñce.
Ale co tam – jak na ten kraj mieszkam œwietnie, w presti¿owym i luksusowym, dobrze wygl¹daj¹cym (z daleka) budynku i mieszkaniu. Mam tylko nadziejê, ¿e nie bêdzie tu trzêsienia ziemi. Angeles City sta³oby siê wtedy miastem parterowym, a Pañstwo nadaremno czekalibyœcie na mój kolejny felieton z tropików.




NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW



T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653
pieniêdzy i paczek
– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com
P
owiew grozy nie dotyczy pe³nej trwogi w obliczu jakiejœ potwornoœci (fizycznej b¹dŸ duchowej), ale zaledwie sugestii, zapowiedzi, otwarcia na to, co nast¹pi wkrótce. A bêd¹ to sprawy tak przera¿aj¹ce, ¿e nawet trudno sobie wyobraziæ rozmiar nadchodz¹cego koszmaru. W literaturze uwa¿a siê tego typu narracjê za najlepsz¹ spoœród wszelkich strasznych opowieœci – nie lêk w jego szczytowym momencie, ale dopiero wkradanie siê, pocz¹tkowa zatrwa¿aj¹ca zapowiedŸ nadchodz¹cych zdarzeñ.
Co bêdzie dalej?
Jacob Vrel (ok. 1654-1670) jeden z najbardziej enigmatycznych malarzy holenderskich (ale mo¿e by³ Flamandem, albo nawet Niemcem) namalowa³ s³ynny obraz „Czytaj¹ca stara kobieta”. Tytu³ zaledwie zawiera opis sceny, ale bynajmniej nie jej sens. Tego nie sposób siê domyœliæ. Co przedstawia? Przyjrzyjmy siê uwa¿niej. W jakimœ osobliwie pustym wnêtrzu – bez mebli, bez obrazów na œcianie, na czystej heblowanej pod³odze kobieta zasiada ty³em do okna na ozdobnym krzeœle (podobne mam w domu), ubrana ca³a na czarno z bia³ym tylko ko³nierzykiem i w jakimœ osobliwym futrzanym nakryciu g³owy, Pomieszczenie jest zimne nie tylko w sensie dos³ownym – nie ma te¿ w nim domowego ciep³a, ¿ycia, ale równie¿ musi byæ doœæ ch³odne, skoro za³o¿y³a ciep³¹ czapkê. Na³o¿y³a okulary na czubek nosa, czyta – zapewne Bibliê, s¹dz¹c po rozmiarze ksi¹¿ki (w takim formacie wydawano tylko Pismo œwiête). Poza tym jej purytañski czarny strój bez ¿adnych ozdób sugeruje kobietê surowych obyczajów religijnych.
Przed ni¹ na tej wymuskanej pod³odze le¿y zmiêty papier – zapisany, choæ nie wiemy, jak¹ zwiera treœæ. Jego obecnoœæ zastanawia: jedyny „obcy” przedmiot w tym nagim pomieszczeniu. Sk¹d siê wzi¹³, co jest na nim napisane? Dlaczego ta wyraŸnie dba³a o porz¹dek kobieta go nie sprz¹tnê³a? Nie wygl¹da jak kartka wyrwana z czytanej w³aœnie ksiêgi (za ma³y!) Kobieta pogr¹¿ona w lekturze wydaje siê nie zwracaæ na niego uwagi, choæ przykuwa wzrok widza.
Kobieta jest sama. Jej przestrzeñ jasn¹ i równo oœwietlon¹ oddziela œciana z du¿ym oknem. Ma³e szybki oprawione w o³ów (cynê?) sugeruj¹ dostatek porz¹dnego mieszczañskiego domu.
Za oknem w mroku ledwie widoczna twarz dziecka, ch³opczyka, m³odzieñca z bujn¹ fryzur¹ opadaj¹c¹ równo na boki. Wy³ogi bia³ego ko³nierzyka na czarnym ubranku sugeruj¹ powinowactwo z kobiet¹: te same obyczaje, ten sam surowy styl. Piszê „ch³opczyk”, „m³odzieniec”, bo na innym obrazie Vrela, jakby odmiennej wersji tego malowid³a, w tytule jednoznacznie pisze siê o dziecku. Stoi za szyb¹ nieruchomo, patrzy do œrodka, ale odgradza ich wiêcej ni¿ tylko szyba okienna. Pochodz¹ z dwóch ró¿nych œwiatów. Nie ma miêdzy osobami przedstawienia kon-


taktu, oba œwiaty dzieli cienka, ale ogromna, nie do przebycia granica.
Zjawa? Duch dziecka kobiety? Dawnego adoratora? Straszyd³o? Przechadzaj¹ce siê w mroku widmo akurat przystanê³o zwabione œwiat³em? Ciekawe ludzkiego ¿ycia? Wywo³ywanie duchów? Nie chcê dalej rozwijaæ tego w¹tku, bo ca³a sytuacja otwiera obszerne drzwi wyobraŸni na szerokie pole mo¿liwych odczytañ. Interpretacjê pozostawiam czytelnikom. Sceneria jest upiornie nieruchoma, stanowi jakby zapowiedŸ, wstêp do akcji. Czy miêdzy tym straszyd³em, a zgniecion¹ kartk¹ istnieje jakiœ zwi¹zek? Informacja z zaœwiatów podrzucona kobiecie? W dawnych wierzeniach nasy³ano demony na ludzi w³aœnie przy pomocy zaklêæ na skrawku papieru.
¯ywcem pogrzebany
Joseph Antoine Wiertz, belgijski, wszechstronny artysta, mia³ sk³onnoœæ do makabrycznych przedstawieñ. Jeden z jego obrazów nosi tytu³ „Przedwczeœnie pogrzebany” – powiem: pochowany za ¿ycia. Tak¹ bowiem treœæ komunikuje to dzie³o. Poœród sterty trumien upchniêtych w jakimœ podziemiu, wieko jednej z nich odepchn¹³ cz³owiek owiniêty ca³unem grobowym. Na trumnie widnieje napis: „œmieræ w wyniku cholery” z adnotacj¹ i pieczêci¹ doktora autorytatywnie stwierdzaj¹cego zgon. Obraz jest stosunkowo prosty, bowiem ca³y ³adunek wyobraŸni i emocji przerzucony zostaje na odbiorcê. Mo¿emy sobie wyobraziæ grozê cz³owieka, który nagle otwiera oczy w trumnie, dusi siê z braku powietrza, z trudem uchyla wieko przywalone inn¹ skrzyni¹, by przekonaæ siê, ¿e znalaz³ siê w masowym grobowcu, zaplombowanym, zamkniêtym na g³ucho; ¿e uznano go za zmar³ego na zarazê i zosta³ zapomniany, zepchniêty do masowego cmentarza, a za towarzystwo ma trupy zmar³ych na zarazê, ropuchy i paj¹ki – jeden z nich prominentnie wyeksponowany na desce; ¿aba siedzi na czaszce w lewym rogu obok rozlatuj¹cej siê trumny, co sugeruje spory up³yw czasu od wrzucenia do grobu ¿ywcem pogrzebanego. By³ to motyw, który stanowi³ najwy¿sz¹ grozê dla amerykañskiego pisarza i poety, Edgara Alana Poe. Wiele z jego niesamowitych opowiadañ osnutych jest w³aœnie na tym motywie: kogoœ mylnie uznano za zmar³ego i zamkniêto w grobowcu w opuszczonej czêœci cmentarza. Czy obraz Wiertza jest piêkny czy brzydki? Spróbujmy na to odpowiedzieæ nie wprost – pytaniem do czytelnika. Kto chcia³by kupiæ taki obraz, powiesiæ go na œcianie, by podczas relaksu, odpoczynku po pracy, patrzeæ z zadowoleniem na p³ótno, ciesz¹c siê posiadaniem dzie³a doskona³ego artysty? Myœlê, ¿e nie znajdzie siê chêtny. Nic tedy dziwnego, ¿e w Brukseli powsta³o osobne, niewielkie muzeum poœwiêcone wy³¹cznie ekspozycji prac tego belgijskiego artysty. Sam o jego ustanowienie zabiega³, bo na prywatnych nabywców nie liczy³. ❍
