Skip to main content

Kurier Plus - e-wydanie 4 lipca 2026

Page 1


POLISH WEEKLY MAGAZINE

NUMER 1659 (1959) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK

250 lat USA.

Od niewolnictwa do oligarchii

Stany Zjednoczone przedstawiaj¹ siê od zawsze jako modelowa demokracja, pañstwo, w którym obowi¹zuj¹ rz¹dy prawa, wolne wybory i silne instytucje gwarantuj¹ce obywatelom realny wp³yw na w³adzê.

Jednak coraz wiêcej krytyków, w tym równie¿ by³ych przywódców kraju, podwa¿a tê wizjê.

Jednym z najbardziej znanych g³osów w tej debacie by³ by³y prezydent Jimmy Carter. W wywiadzie z 2015 roku Carter powiedzia³ wprost: „Stany Zjednoczone s¹ teraz oligarchi¹ z nieograniczonym przekupywaniem w³adzy politycznej”. By³y prezydent wskazywa³ przede wszystkim na rosn¹c¹ rolê wielkich pieniêdzy w finansowaniu kampanii wyborczych oraz system, w którym najbogatsi darczyñcy mog¹ w praktyce decydowaæ o tym, którzy kandydaci maj¹ szansê zdobyæ w³adzê.

Wed³ug Cartera punktem zwrotnym sta³ siê wyrok S¹du Najwy¿szego z 2010 roku w sprawie znanej jako „Citizens United przeciwko Federalnej Komisji Wyborczej.” Orzeczenie to uzna³o, ¿e wydatki polityczne korporacji i innych organizacji s¹ form¹ chronionej konstytucyjnie „wolnoœci s³owa,” co w praktyce otworzy³o drogê do nie-

ograniczonego finansowania kampanii przez miliarderów, wielkie firmy i specjalne komitety polityczne. „Kandydaci na prezydenta lub do kongresu wiedz¹, ¿e aby wygraæ, potrzebuj¹ wsparcia kilku bardzo bogatych osób” – mówi³ Carter. „A gdy ju¿ zostan¹ wybrani, pamiêtaj¹, komu zawdziêczaj¹ swoje zwyciêstwo”.

Od czasu tego wyroku koszty amerykañskich wyborów gwa³townie wzros³y. Kampanie prezydenckie oraz wybory do kongresu poch³aniaj¹ miliardy dolarów, a znacz¹ca czêœæ tych œrodków pochodzi od niewielkiej grupy najbogatszych darczyñców. W takim systemie politycy w naturalny sposób staj¹ siê bardziej wra¿liwi na interesy sponsorów ni¿ na potrzeby przeciêtnych wyborców.

Podobne wnioski przedstawiali tak¿e inni analitycy ¿ycia publicznego w USA. Ekonomista i laureat Nagrody Nobla Joseph Stiglitz wielokrotnie ostrzega³, ¿e rosn¹ce nierównoœci ekonomiczne przek³adaj¹ siê bezpoœrednio na nierównoœci polityczne.

Pi³sudscy

Chris Miekina

Dla m³odego Józefa Wincentego by³ to cios, ale on sam nie nale¿a³ do ludzi, którzy ³atwo siê poddaj¹. Zmieni³ kurs i ukoñczy³ Instytut Agronomiczny w Horyhorkach w obwodzie mohylewskim. Zamiast budowaæ mosty, postanowi³ zmodernizowaæ rolnictwo na Litwie. Jeszcze przed œlubem snu³ z przysz³ym teœciem ambitne plany poprawy dochodowoœci maj¹tku. Mo¿na tu jedynie pomyœleæ o tym, ¿e gdyby nie ta, niepe³nosprawna d³oñ, to byæ mo¿e losy Polski potoczy³yby siê zupe³nie inaczej.

Zamieszkuj¹cy Litwê Pi³sudscy nie byli magnatami, ale tradycja tego rodu siêga³a a¿ do brata Mendoga, ksiêcia Dowszprunga, za³o¿yciela pierwszej litewskiej dynastii. Nazwisko

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

1776 - 2026

w Zu³owie

Józef Wincenty Pi³sudski – przysz³y ojciec Marsza³ka – nie zamierza³ zostaæ ziemianinem. Jego umys³, analityczny i nowoczesny, rwa³ siê ku in¿ynierii. Plany te przekreœli³ jednak nieszczêœliwy wypadek i trwa³e uszkodzenie d³oni. W tamtym czasie rygor szkó³ technicznych by³ bezwzglêdny: nawet najmniejszy, b³ahy defekt fizyczny zamyka³ bramy uczelni.

Pi³sudski pochodzi od ich maj¹tku rodowego na ¯mudzi – Pi³sudy. W czasach Jagiellonów rodzina szybko siê spolonizowa³a i przez ma³¿eñstwa z córkami polskich mo¿now³adców Pi³sudskich wpisano na listê szlachty polskiej. Pod koniec XIX wieku kr¹g rodzinny Pi³sudskich by³ szczelny i elitarny – tworzy³y go rody Billewiczów, Micha³owskich, Butlerów, Taraszkiewiczów i Koœcia³kowskich. Ojciec Józefa Wincentego – Piotr Pawe³ – by³ mê¿em Teodory Otylii z Butlerów. Matk¹ jego ¿ony –Marii z Billewiczów by³a Helena z Micha³owskich. Ma³¿eñstwa, takie jak to Józefa Wincentego z Mari¹ Billewiczówn¹, zawierano czêsto w obrêbie tych skoligaconych familii, by chroniæ ich status klasowy i maj¹tek.

Maria Pi³sudska
Józef Wincenty Pi³sudski

Przedstawiciele PSFUK spotkali siê z Leonem XIV

Przedstawiciele Rady Dyrektorów i Zarz¹du Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej uczestniczyli w spotkaniu z Ojcem Œwiêtym Leonem XIV

W historycznym i g³êboko duchowym wydarzeniu, zwi¹zanym ze zbli¿aj¹cym siê Jubileuszem 50-lecia dzia³alnoœci Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej (PSFCU), delegacja organizacji, sk³adaj¹ca siê z cz³onków Rady Dyrektorów, Komisji Nadzorczej, Kadry Zarz¹dzaj¹cej oraz Biskupa Pomocniczego Diecezji Brooklyn i Queens, Jego Ekscelencji Biskupa Witolda T. Mroziewskiego, uczestniczy³a w Audiencji Papieskiej z Jego Œwi¹tobliwoœci¹ Papie¿em Leonem XIV. Podczas audiencji na Placu Œwiêtego Piotra delegacja PSFCU zaprezentowa³a specjalnie wykonany jubileuszowy kielich. Ojciec Œwiêty pob³ogos³awi³ kielich który zostanie przekazany jako wotum wdziêcznoœci do Narodowego Sanktuarium Matki Bo¿ej Czêstochowskiej w Doylestown w Pensylwanii, gdzie bêdzie trwa³ym symbolem wiary, wdziêcznoœci oraz nieprzemijaj¹cego dziedzictwa spo³ecznoœci polonijnej w Stanach Zjednoczonych.

Za³o¿ona w 1976 roku przez œp. ksiêdza Longina To³czyka, wizjonerskiego kap³ana i lidera spo³ecznego, Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa powsta³a, aby pomagaæ polskim imigrantom osi¹gn¹æ stabilnoœæ finansow¹ i realizowaæ

amerykañski sen. Dostrzegaj¹c wyzwania, przed którymi stawa³y nowo przyby³e polskie rodziny, ksi¹dz To³czyk stworzy³ godn¹ zaufania instytucjê finansow¹ opart¹ na wartoœciach wiary, s³u¿by i wzajemnej pomocy. To, co rozpoczê³o siê jako niewielka inicjatywa spo³eczna, rozwinê³o siê w jedn¹ z najwiêkszych etnicznych unii kredytowych w Stanach Zjednoczonych, s³u¿¹c kolejnym pokoleniom Polonii i pozostaj¹c wiern¹ swojej misji wzmacniania rodzin, wspierania spo³ecznoœci oraz pielêgnowania polskiego dziedzictwa. B³ogos³awieñstwo jubileuszowego kielicha w Watykanie stanowi piêkny ho³d dla dziedzictwa ksiêdza To³czyka oraz tysiêcy

cz³onków, wolontariuszy, dyrektorów i pracowników, którzy przez ostatnie piêæ dekad budowali sukces PSFCU.

„B³ogos³awieñstwo tego jubileuszowego kielicha przez Papie¿a Leona XIV jest ogromnym zaszczytem dla naszej instytucji oraz ca³ej spo³ecznoœci polonijnej” –powiedzia³ Bogdan Chmielewski, Prezes i Dyrektor Generalny Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej. „Œwiêtuj¹c piêædziesi¹t lat rozwoju i s³u¿by naszym cz³onkom, jesteœmy wdziêczni za mo¿liwoœæ przekazania tego daru Narodowemu Sanktuarium Matki Bo¿ej Czêstochowskiej, które od dziesiêcioleci jest duchowym domem Polonii amerykañskiej.”

L-Proline

S¹ sk³adniki, które robi¹ wokó³ siebie du¿o ha³asu. A s¹ te¿ takie, które spokojnie wykonuj¹ swoj¹ pracê, bez fanfar, ale za to solidnie. Do tej drugiej grupy nale¿y L-prolina – aminokwas, który mo¿na nazwaæ skromnym fachowcem od tkanki ³¹cznej. Nie obiecuje cudów, tylko mówi: „Budujemy kolagen”.

L-Proline firmy NOW to suplement diety zawieraj¹cy L-prolinê – aminokwas naturalnie obecny w organizmie i wa¿ny dla prawid³owej syntezy bia³ek, szczególnie kolagenu. Prolina jest aminokwasem endogennym, co oznacza, ¿e organizm potrafi j¹ wytwarzaæ, miêdzy innymi z kwasu glutaminowego. S¹ jednak sytuacje, w których zapotrzebowanie na ki budulcowe mo¿e byæ wiêksze: wiek senioral ny, dieta uboga w bia³ko, intensywny wysi³ek, okres regeneracji czy ogólna troska o kondy cjê skóry i tkanki ³¹cznej. L-prolina jako aminokwas jest zwi¹zana z kolagenem, regeneracj¹ tkanek i syntez¹ bia³ek. Przypomnijmy przy okazji, ¿e kolagen to najwa¿niejsze bia³ko strukturalne naszego organizmu. Wystê-

puje w skórze, œciêgnach, wiêzad³ach, chrz¹stkach, koœciach i naczyniach krwionoœnych. Mo¿na powiedzieæ, ¿e jest jak rusztowanie biologicznego domu. A prolina? Prolina jest jedn¹ z cegie³ tej konstrukcji. A bez dobrych cegie³ ca³a budowla staje siê w¹tpliwa.

Ale tutaj trzeba powiedzieæ rzecz najwa¿niejsz¹: prolina nie pracuje sama. Do prawid³owego tworzenia kolagenu organizm potrzebuje tak¿e odpowiedniej iloœci bia³ka, witaminy C, glicyny, lizyny, cynku, miedzi, snu, nawodnienia i ruchu.

Sama kapsu³ka nie zast¹pi dobrej diety ani zdrowego stylu ¿ycia. To trochê jak z remontem: mo¿na kupiæ œwietne ceg³y, ale jeœli nie ma zaprawy, ekipy i planu, to dom sam siê nie postawi.

Proline NOW mo¿e byæ ciekawym wsparciem dla osób, które chc¹ dbaæ o prawid³ow¹ strukturê tkanki ³¹cznej: skóry, œciêgien, wiêzade³ i stawów. Mo¿e zainteresowaæ seniorów, osoby aktywne fizycznie oraz te, którze patrz¹ na zdrowie szerzej – nie tylko przez pryzmat bólu, ale tak¿e codziennego budowania organizmu od œrodka. Warto jednak zachowaæ rozs¹dek. L-prolina nie jest lekiem

Delegacja spêdzi³a równie¿ czas na modlitwie w Bazylice Œwiêtego Piotra, rozwa¿aj¹c niezwyk³¹ drogê, jak¹ przesz³a Unia Kredytowa – od niewielkiej instytucji spo³ecznej do jednej z wiod¹cych spó³dzielczych instytucji finansowych obs³uguj¹cych setki tysiêcy cz³onków w ca³ych Stanach Zjednoczonych. Jubileuszowy kielich zostanie uroczyœcie przekazany Narodowemu Sanktuarium Matki Bo¿ej Czêstochowskiej podczas obchodów 50-lecia PSFCU, umacniaj¹c wiêŸ pomiêdzy Uni¹ Kredytow¹ a jednym z najwa¿niejszych oœrodków polskiego dziedzictwa katolickiego w Ameryce.

przeciwbólowym, ani preparatem na reumatyzm, dnê moczanow¹, osteoporozê, mia¿d¿ycê czychoroby skóry. Jeœli staw jest gor¹cy, czerwony, mocno spuchniêty, boli nagle i silnie, jeœli pojawia siê gor¹czka, trudno goj¹ca siê rana albo inne niepokoj¹ce objawy – trzeba skonsultowaæ siê z lekarzem. Suplement mo¿e wspieraæ organizm, ale nie zastêpuje diagnozy ani leczenia.

Najlepiej patrzeæ na L-prolinê jak na element wiêkszej uk³adanki. Obok niej powinny staæ: dieta bogata w dobre Ÿród³a bia³ka – jaja, nabia³, ryby, miêso, roœliny str¹czkowe – warzywa, owoce, witamina C, codzienny ruch i odpowiedni odpoczynek. Organizm jest m¹dry, ale potrzebuje materia³ów. Nie zbuduje kolagenu z powietrza, kawy i dobrych intencji, choæ przyznajmy – dobre intencje te¿ s¹ dobrze widziane.

Podsumowuj¹c: L-Proline NOW to prosty, rozs¹dny suplement dla osób, które chc¹ wspieraæ naturaln¹ produkcjê kolagenu i prawid³ow¹ kondycjê tkanki ³¹cznej. Nie obiecuje cudów, ale mo¿e byæ wartoœciow¹ cegie³k¹ w codziennej trosce o cia³o. A zdrowie, jak dobry dom, nie powstaje w jeden dzieñ. Powstaje z ma³ych, m¹drych decyzji powtarzanych regularnie.

Informacja dla suplementu diety: These statements have not been evaluated by the Food and Drug Administration. This product is not intended to diagnose, treat, cure, or prevent any disease.

20 lat Wystaw Sztuki Zwi¹zków Zawodowych 32BJ

Dobrze wiedzieæ, ¿e Zwi¹zki Zawodowe popieraj¹ sztukê oraz artystów i dzieje siê to od dwudziestu lat. 13 czerwca 2026 w siedzibie Zwi¹zków Zawodowych 32BJ, na Manhattanie, odby³a siê 20-ta z kolei doroczna Wystawa Sztuki, artystów zrzeszonych w zwi¹zkach zawodowych 32BJ i jego Komitecie Artystycznym.

W wystawie wziê³o udzia³ 175 artystów, cz³onków Unii 32 BJ i 1199 SEIU oraz ich rodzin i przyjació³, pokazuj¹c malarstwo, fotografiê, ceramikê, prezentuj¹c poematy oraz inne formy sztuki. Wœród artystów z ca³ego œwiata znalaz³o siê oœmioro Polaków: Ed Bochnak, Ma³gorzata Gapiñska, Dariusz Kanarek, Dorota Muga, Piotr Rutkowski, Beata Szpura, Ma³gorzata Tambor oraz Zosia Zeleska-Bobrowski.

Polska grupa. Od lewej: Ed Bochnak, Naja Quintero, wspó³za³o¿ycielka Artystycznego Klubu, obecnie kieruj¹ca Komitetem ds. Sztuki przy zwi¹zku 32BJ, Ma³gorzata Tambor, Ma³gorzata Gapiñska, Zosia Zeleska-Bobrowski, Dariusz Kanarek, Beata Szpura, oraz Dorota Muga. Zdjêcie: Eugene Bobrowski

Na wernisa¿u odznaczeni zostali cz³onkowie za³o¿yciele Komitetu Organizacyjnego Wystaw Sztuki. Jednym z nich jest Ed Bochnak, który przedstawi³ wideo „Tajemnicza legenda jaskini Tayos”. Ed Bochnak, to znana w polonijnym œrodowisku, ciekawa i warta bli¿szego poznania osoba. Jest pasjonatem wspinaczki górskiej i podró¿nikiem, który zapuszcza siê w odludne i mniej znane miejsca naszego globu, wszêdzie tam, gdzie jest szansa na przygodê. Jest cz³onkiem ekskluzywnego The Explorers Club w Nowym Jorku i niezale¿nym fotografem, filmowcem i producentem 50 filmów doku-

Zakonnik w Nowym Jorku

Przytulisko Literacko-Artystyczne zaprasza na trzy spotkania z Ojcem Micha³em Czy¿ewskim promuj¹ce ksi¹¿kê „Zakonnik w Nowym Jorku”.

Pierwsze z nich odbêdzie siê 20 lipca o godz. 18:30 w MM Art Studio (111 Lester St., Wallington, NJ). Dzieñ póŸniej, 21 lipca o godz 18:30, zakonnik bêdzie goœci³ w Polskim Instytucie Naukowym (208 East 30th St., New York, NY). Ostatnie spotkanie bêdzie mia³o miejsce 27 lipca o godz. 18:00 w Centrum Polski-S³owiañskim (176 Java St., Brooklyn, NY).

Wieczór autorski Ani i Janusza

16 lipca o godzinie 18:00 w Ma³ej Galerii Kuriera Plus odbêdzie siê wieczór autorski Anny i Janusza Skowronów oraz promocja ich nowej ksi¹¿ki pt. „W meandrach poszukiwañ”.

„W meandrach...” to wielow¹tkowa, sk³aniaj¹ca do refleksji opowieœæ, przedstawiaj¹ca fragmenty losów czterech pokoleñ rodzinnej emigracji Skowronów siêgaj¹cej 1909 roku.

W programie wieczoru autorzy zapowiadaj¹ rozmowê o pomyœle i kulisach powstawania ksi¹¿ki, nawi¹zanie do autorskiej poezji, oraz wystawê malarstwa Artura Skowrona - autora pamiêtnika i wierszy, stanowi¹cych jeden z rozdzia³ów ksi¹¿ki. Zapraszamy.

Adres: 176 Java Str., Ma³a Galeria -pierwsze piêtro (budynek CPS), Greenpoint

sta³a wspó³praca

redaktor naczelna Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

mentalnych o wyprawach, w których bra³ udzia³ lub które prowadzi³. swoje prace pokazywa³ w ponad stu wystawach indywidualnych i zbiorowych oraz wydarzeniach artystycznych. Jest tak¿e autorem ksi¹¿ki „£owca kadrów”, dokumentuj¹cej jego wyprawy.

„Zakonnik w Nowym Jorku” to osobista opowieœæ zakonnika pauliñskiego o odwadze pod¹¿ania za powo³aniem, codziennym ¿yciu zakonnym w Ameryce oraz spotkaniach z ludŸmi poszukuj¹cymi Boga.

Autor pokazuje Boga obecnego nie tylko w koœciele i klasztorze, ale równie¿ na lotnisku, w metrze,

Aparat fotograficzny pomaga Edowi poznaæ ludzi ¿yj¹cych w odleg³ych zak¹tkach œwiata, w miejscach nietkniêtych cywilizacj¹. Prowadzi³ wyprawy w Azji, Afryce, Ameryce Po³udniowej i Pó³nocnej. Filmy z jego wypraw mo¿na znaleŸæ na YouTube @EdsAdventures. Ed Bochnak mieszka na Ridgewood. Jest superintendentem i FLSD w budynku komercyjnym na Manhattanie. Od 30 lat jest cz³onkiem zwi¹zków zawodowych 32 BJ i 20 lat dzia³a w Komitecie Artystycznym 32BJ jako jeden z jego za³o¿ycieli. Komitet Artystyczny 32BJ, za³o¿ony w 2006 roku, zapewnia cz³onkom zwi¹zku zawodowego 32 BJ platformê do prezentowania swoich talentów staraj¹c siê podkreœliæ ró¿norodne umiejêtnoœci i pasje za pomoc¹ wybranych przez siebie mediów. Zwi¹zek zawodowy 32BJ SEIU reprezentuje ponad 175 000 osób zajmuj¹cych siê sprz¹taniem biur, konserwacj¹ budynków w 13 stanach i Dystrykcie Kolumbii. Ponad 85 000 cz³onków mieszka i pracuje w stanie Nowy Jork.

Goœciem honorowym polskiej grupy artystów by³ Stan Borys, legenda polskiej piosenki.

w parafii i podczas zwyk³ych, codziennych rozmów.

Ojciec Micha³ Czy¿ewski to znany polski duchowny, paulin i aktywny duszpasterz.

Od 2019 roku ojciec Czy¿ewski pe³ni funkcjê proboszcza w historycznej Parafii œw. Stanis³awa Biskupa i Mêczennika na Manhattanie w Nowym Jorku.

fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy

John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Kurier Plus, Inc. Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6

Tel: (718) 389-3018

E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Jak uczyniæ ¿yciowe jarzmo „s³odkim”?

W owym czasie Jezus przemówi³ tymi s³owami: „Wys³awiam Ciê, Ojcze, Panie nieba i ziemi, ¿e zakry³eœ te rzeczy przed m¹drymi iroztropnymi, a objawi³eœ je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdy¿ takie by³o Twoje upodobanie. Wszystko przekaza³ Mi Ojciec mój. Nikt te¿ nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawiæ. PrzyjdŸcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obci¹¿eni jesteœcie, a Ja was pokrzepiê. WeŸcie na siebie moje jarzmo i uczcie siê ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem s³odkie jest moje jarzmo, a moje brzemiê lekkie”. (Mt 11, 25-30)

W staro¿ytnym Rzymie jarzmem nazywano symboliczn¹ bramê zbudowan¹ z trzech w³óczni – dwóch wbitych w ziemiê i trzeciej umocowanej poprzecznie. Przez tê bramê musia³o przechodziæ pokonane wojsko. Zwyczaj ten by³ praktykowany w celu upokorzenia pokonaych. By³ jednoczeœnie wyrazem poddania siê ¿o³nierzy pod w³adzê Rzymu. Z opowieœci dziadka znam inne jarzmo, którego nazwa nawi¹zywa³a zapewne do tego rzymskiego, tylko w zwierzêcym wydaniu.

W dawnych czasach na polach dziedziców, jak nazywano posiadaczy ziemskich mo¿na by³o zobaczyæ podczas orki wo³y zaprzê¿one w jarzmo. By³a to prymitywna rama wykonana z drewna, wy³o¿ona nieraz skór¹ lub innym materia³em, aby by³a mniej uci¹¿liwa dla zwierzêcia. Zak³adano j¹ na kark zwierz¹t poci¹gowych zaprzê¿onych do pracy.

Zarówno jarzmo rzymskie jak i to roztoczañskie mojego dziadka, przetrwa³o do naszych czasów, ale w formie symbolicznej. Dziœ jarzmo to coœ, co dotkliwie ogranicza swobodê naszych dzia³añ, zmusza do ponoszenia narzuconych trudów ¿ycia. Innymi s³owy to zmuszanie kogoœ do ponoszenia dodatkowych ciê¿arów. Zapewne Jezus widzia³ na palestyñskich polach os³y zaprzêgniête w jarzmo i wykorzysta³ ten obraz jako symbol ludzkiego utrudzenia i zniewolenia. Mówi³ do ludzi utrudzonych na ró¿ne sposoby: „WeŸcie na siebie moje jarzmo i uczcie siê ode Mnie… s³odkie jest moje jarzmo, a moje brzemiê lekkie”. Gdy Chrystus proponuje nam wziêcie Swojego jarzma to nie znaczy podjêcie jakiegoœ dodatkowego ciê¿aru. Wrêcz przeciwnie, Chrystus staje obok nas obci¹¿onych trudami ¿ycia, aby je razem z nami dŸwigaæ. Gdy ktoœ pomaga nam dŸwigaæ nasze jarzmo, wtedy staje siê ona l¿ejsze. Œwietnie to ujmuje pisarz Stevenson w krótkiej refleksji: We œnie szed³em brzegiem morza z Panem, ogl¹daj¹c na

ekranie nieba ca³¹ przesz³oœæ mego ¿ycia. Po ka¿dym z minionych dni zostawa³y na piasku dwa œlady – mój i Pana. Czasem jednak widzia³em tylko jeden œlad odciœniêty w najciê¿szych dniach ¿ycia. I rzek³em: „Panie, postanowi³em iœæ zawsze z Tob¹, przyrzek³eœ byæ zawsze ze mn¹; czemu zatem zostawi³eœ mnie samego wtedy, gdy by³o mi tak ciê¿ko?” Odrzek³ Pan: „Wiesz, synu, ¿e ciê kocham i nigdy ciê nie opuœci³em. Wtedy gdy widzia³eœ tylko jeden œlad, ja nios³em ciebie na moich barkach”. Jest to przypowieœæ, któr¹ warto wype³niæ konkretnymi sytuacjami ¿ycia w kontekœcie wiary.

W ¿yciu zniewolenie przybiera ró¿ny kszta³t, a najczêœciej przybiera formê grzechu i na³ogów. Chrystus wyzwala nas z tej niewoli poprzez swoj¹ mêkê, œmieræ i zmartwychwstanie. Przez Jego ofiarê, cz³owiek zyskuje szansê na uwolnienie od grzechu i œmierci, a tak¿e na znalezienie pokoju tu na ziemi iw wiecznoœci. Doœwiadczy³ tego Bartek, który na stronie internetowej Adonai.pl daje takie œwiadectwo: „Jeszcze niedawno bra³em wszystko. By³em uzale¿niony od opaiatów, amfetaminy, leków, hazardu, gier komputerowych, alkoholu. Od 23 lat mia³em problemy. By³em na terapiach, które pomaga³y na rok czy dwa. Jednak z chwil¹, gdy zwróci³em siê o pomoc do Pana Boga, dosta³em nowe ¿ycie. Mam 41 lat, a tak dobrze jak teraz, to ostatnio czu³em siê, kiedy by³em dzieckiem. Bardzo Pana Boga poprosi³em, aby mnie uleczy³. Zale¿y mi na godnym i uczciwym ¿yciu. Nie bêdê siê rozpisywa³. Przeszed³em piek³o, a najgorsze, ¿e skrzywdzi³em wielu ludzi. By³em z³odziejem, egoist¹, gnêbicielem itp. Teraz jestem cz³owiekiem. Teraz wiem jak Pan Bóg nas kocha i ¿e zrobi dla nas wszystko czego potrzebujemy, je¿eli tylko tego bardzo pragniemy. Wystarczy mu zaufaæ. Chwa³a Panu”.

Oprócz powy¿szego jarzma zniewolenia nasze codzienne obowi¹zki, choroba bliskich lub nas samych, staj¹ siê jarzmem, które przygniata nas do ziemi. Niewiele mo¿na wtedy zmieniæ. Nawet ¿arliwa modlitwa wydaje siê nie wys³uchana. Jedynie ca³kowite zawierzenie Bogu bez pytana, dlaczego, mo¿e nasze jarzmo uczyniæ „s³odkim” i staæ siê Ÿród³em pokoju. Jest to zmiana nastawienia i perspektywy. Zamiast postrzegaæ jarzmo jako ciê¿k¹, przymusow¹ niewolê trzeba skupiæ siê na celu i sensie podejmowanego trudu.

Uczynienie jarzma wygodniejszym to po prostu dopasowanie wymagañ do mo¿liwoœci, aby nie by³o ono ponad si³y. To wspania³e uczucie, kiedy mo¿emy ciê¿ar zrzuciæ z barków. Z³o¿enie trosk w d³onie Boga pozwala poczuæ realn¹ ulgê, zarówno dla cia³a, jak i ducha.

Biskup Andrew Cozzens z diecezji Crookston podczas spotkania obroñców ¿ycia w Minnesocie opowiedzia³ historiê kobiety w ci¹¿y, która trafi³a do szpitala. Lekarz powiedzia³, ¿e dziecko jest zdeformowane i zasugerowa³ usuniêcie ci¹¿y. Kobieta by³a katoliczk¹ nie chcia³a nawet o tym s³yszeæ. Trafi³a pod opiekê starszego specjalisty, który by³ ju¿ na emeryturze. Niestety, jej ubezpieczenie nie obejmowa³o wizyt i leczenia u niego. Stary lekarz zasugerowa³ jednak rozwi¹zanie. Stwierdzi³, ¿e dogada siê z m³odszym koleg¹ i jeœli dziecko rzeczywiœcie urodzi siê zdeformowane, on pokryje wszystkie koszty. Jeœli natomiast dziecko bêdzie zdrowe, koszty opieki medycznej poniesie lekarz, który sugerowa³ aborcjê. Jakiœ czas póŸniej dziecko przysz³o na œwiat. By³o ca³kowicie zdrowe. Biskup zakoñczy³ swoj¹ historiê s³owami: „Mogliœcie siê ju¿ domyœliæ, ¿e tym dzieckiem by³em ja. A ta kobieta by³a moj¹ matk¹”.

Matka biskupa zawierzy³a ca³kowicie Bogu „jarzmo” urodzenia i wychowania kalekiego dziecka. To zawierzenie da³o jej wewnêtrzny pokój. Zapewne tego pokoju nie straci³aby nawet, gdyby to jarzmo przybra³o formê wychowania kalekiego dziecka. Zawierzenie Bogu mo¿e skutkowaæ w rzeczywistoœci materialnej, jednak g³ówny wymiar tego zawierzenia realizuje siê w sferze ducha tu na ziemi iw wiecznoœci.

Wszystkie przypowieœci Chrystusa, które dziej¹ siê na ziemi siêgaj¹ dalej, siêgaj¹ zbawienia i wiecznoœci. Zawierzenie Chrystusowi, rozumiane jako oddanie Mu swojego ¿ycia oraz przyjêcie Go za Pana i Króla otwiera bramy nieba i sprawia, ¿e nasze ¿yciowe jarzmo staje siê „lekkie” i „s³odkie”. ❍

Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Kartki z przemijania

Nacjonalistyczna pycha czêœci Polaków zderza siê teraz z nacjonalistyczn¹ pych¹ czêœci Ukraiñców. I niestety pycha ta staje siê coraz wiêksza i niestety czêœci te tak¿e staj¹ siê coraz wiêksze. Nic dobrego z tego nie wyniknie. Zarówno w skali makro, jak i mikro. Prezydent Wo³odymyr Ze³enski zachowuje siê tak, jakby Polska i Polacy nie byli mu ju¿ potrzebni, bo ma zagwarantowan¹ broñ i pieni¹dze z Unii Europejskiej. Ostatnio zacz¹³ mu te¿ niespodziewanie sprzyjaæ nieprzewidywalny prezydent Trump. Niewiedza triumfuje. Historycy ukraiñscy chc¹ postawiæ znak równoœci miêdzy ludobójstwem dokonanym przez ich rodaków na Polakach na Wo³yniu i w Galicji Wschodniej, a akcjami obronnymi i odwetowymi podejmowanymi przez tych¿e Polaków. A to jest nieuczciwe podejœcie do tematu. O ludobójstwie dokonanym przez Ukraiñców tak¿e na polskich ¯ydach nie mówi siê na Ukrainie niemal w ogóle, albo mówi pó³gêbkiem. Najgorsze jest jednak to, ¿e ze strony ukraiñskiej nie padaj¹ konkretne propozycje porozumienia siê z Polakami. Mo¿na wrêcz odnieœæ wra¿enie, ¿e butnie lekcewa¿y ona zarówno sam temat, jak i odczucia Polaków. DoraŸne zgody na ekshumacje pomordowanych s¹ pewnym prze³amaniem impasu w tej sprawie, ale wci¹¿ nie sta³y siê zapowiedzi¹ ostatecznego pojednania. A skoro o nim mowa, to jednak trzeba jasno powiedzieæ, ¿e strona polska te¿ ma za co przepraszaæ, bo w swych relacjami z Ukraiñcami czêsto nie by³a wobec nich w porz¹dku. W koñcu musimy sobie uœwiadomiæ, ¿e nienawiœæ czêœci dawnych Ukraiñców do Polaków nie wziê³a siê znik¹d. Warto te¿ pamiêtaæ, i¿ mimo œmiertelnego zagro¿enia byli tak¿e Ukraiñcy, którzy ratowali Polaków lub im pomagali. Nie by³o to zja-

Poniedzia³ek

wisko masowe, ale jednak by³o. Nie zawadzi te¿ przypomnieæ, ¿e w 1920 roku oddzia³y Ukraiñskiej Republiki Ludowej walczy³y ramiê w ramiê w wojnie przeciwko najazdowi bolszewickiemu, co Polsce pomog³o obroniæ niepodleg³oœæ, zaœ Ukraina zosta³a pozostawiona sama sobie, staj¹c siê ofiar¹ bolszewickiej Rosji. Zosta³o to przypieczêtowane Traktatem Ryskim, który ¿o³nierze ukraiñscy nazwali „zdrad¹ w Rydze”. PóŸniej przeprasza³ za ni¹ marsza³ek Pi³sudski mówi¹c do tych ¿o³nierzy – „Ja Was przepraszam, Panowie. Ja Was bardzo przepraszam – to mia³o byæ zupe³nie inaczej”. Skromniutkie to przeprosiny, ale jednak przeprosiny. Zainteresowanych tematem odsy³am do œwie¿o wydanych, bez ingerencji cenzury, „Pamiêtników z lat 1870-1920” Stanis³awa Stempowskiego, aktywnego znawcy tematyki polsko-ukraiñskiej, wybitnego socjalisty i masona, który by³ wielkim mistrzem Wielkiej Lo¿y Narodowej Polski. Warto równie¿ przeœledziæ polsko-ukraiñsk¹ dzia³alnoœæ wojewody wo³yñskiego Henryka Józewskiego, bliskiego wspó³pracownika marsza³ka Józefa Pi³sudskiego i atamana Symona Petlury, legendarnego przywódcy wojsk ukraiñskich, walcz¹cych u boku wojsk polskich. Ten¿e Petlura napisa³ – „My – Polska i Ukraina powinniœmy osi¹gn¹æ porozumienie, by oprzeæ siê Rosji. Wskazywanie na historiê polsko-ukraiñskich nieporozumieñ w przesz³oœci nie jest argumentem dla wspó³czesnego realnego polityka. Nowe warunki wymagaj¹ równie¿ z polskiej strony korekty przesz³ej polityki, a interes ¿yciowy Polski zmusza j¹, by mieæ niepodleg³¹ Ukrainê”.

Jak¿e aktualne jest to przes³anie dzisiaj. Aktualnym przes³aniem staj¹ siê równie¿ uwagi wspomnianego Stanis³awa Stempowskiego. Otó¿ ju¿ w 1919 r. przestrzega³ on Polaków, ¿e „wojna z ukraiñskim ruchem niepodleg³oœciowym oraz rabunkowe i kolonialne podejœcie doprowadzi na Podolu, Wo³yniu i KijowszczyŸnie do nieuchronnej eskalacji konfliktów – iw nastêpstwie do wygnania na zawsze polskiej ludnoœci z tych terenów. Wielonarodowa Ukraina mog³aby przetrwaæ dziêki wspó³pracy demokratycznych polityków niepodleg³ych Ukrainy i Polski, dziêki tworzeniu wspólnego frontu walki z bolszewikami”. Dzisiejszymi bolszewikami s¹ imperialistycznie nastawieni Rosjanie, przekonani o swym prawie do zniewalania innych narodów. Trzeba zatem porzuciæ tê nacjonalistyczn¹ pychê czêœci Polaków i czêœci Ukraiñców, i zacz¹æ siê spokojnie dogadywaæ a¿ do spodu. Oby pojawi³a

Tydzieñ na kolanie

Ìle siê dzieje w relacjach ukraiñsko-polskich i raczej lepiej nie bêdzie. Widaæ eskalacjê ze strony prezydenta Ukrainy Ze³enskiego. Wczoraj prezydent Wo³odymyr Ze³enski wniós³ do Rady Najwy¿szej (parlamentu) projekt ustawy o budowie Panteonu Narodowego z imionami osób, które walczy³y o woln¹ Ukrainê. Choæ nazwiska nie pad³y, zapewne w tym gronie znajdzie siê Stepan Bandera.

„Nikt i nigdy nie bêdzie nakazywa³ nam, jak ¿yæ, jak mówiæ, kogo kochaæ, komu byæ wdziêcznym i jakich bohaterów szanowaæ – oœwiadczy³ Ze³enski podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy.

Ze³enskiego od razu, ostentacyjnie w Internecie, popar³ szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyry³o Budanow: „Nikt i nigdy wiêcej nie bêdzie dyktowa³ Ukraiñcom,

których bohaterów czciæ, które œwiêta obchodziæ czy jak¹ historiê studiowaæ. O to prawo wolnoœci w³asnego wyboru i narodowej niezale¿noœci nasi przodkowie walczyli przez setki lat i w³aœnie o to dziœ przelewaj¹ krew nasi wojownicy. Pamiêæ o nich musi ¿yæ wiecznie. My, nasze dzieci i wszystkie przysz³e pokolenia musimy jasno znaæ i czciæ tych, którzy poœwiêcili swoje ¿ycie walce o Ukrainê. To szczególnie wa¿ne dziœ, gdy prowadzimy wojnê o wolnoœæ Ukrainy – napisa³. I doda³, ¿e projekt Ze³enskiego to „zdecydowany i bardzo potrzebny krok w kierunku przywrócenia historycznej sprawiedliwoœci, konsolidacji naszego spo³eczeñstwa oraz stworzenia fundamentu pamiêci dla nastêpnych pokoleñ”, a tak¿e jest… „œwiadectwem pañstwowej dojrza³oœci” Ukrainy.

Takie teksty oczywiœcie szybko spotka³y siê z odpowiedzi¹ Polaków. „Pe³na zgoda. Ukraina ma prawo czciæ sobie kogo chce. Polska ma prawo pomagaæ komu chce i akceptowaæ wejœcie do Unii Europejskiej kogo chce. Sytuacja win-win –napisa³ Bart³omiej Wypartowicz z Defence24.pl. „Nikt nie mówi³ Niemcom, dla-

siê taka szczera wola po obu stronach. Szczera, czyli wynikaj¹ca z potrzeby dotarcia do pe³nej prawdy, a nie z potrzeby tworzenia mitologii narodowych.

Podczas wystawy „Raphael. Sublime Poetry”, prezentowanej do 28 czerwca w nowojorskim Metropolitan Museum of Art” ponownie pokocha³em Rafaela Santi. Ponownie, bo poprzednio pokocha³em go, patrz¹c na jego dokonania podczas swych kolejnych pobytów we W³oszech. Namalowane i narysowane przez niego postacie ujmuj¹ mnie delikatnoœci¹ i swoistym spokojem promieniej¹cym z ich oblicz. Ujmuje mnie równie¿ t³o, na jakim s¹ pokazane i znajduj¹ce siê w nim szczegó³y. Pierwsze spotkania z orygina³ami Rafaela by³y dla mnie równie wielkim prze¿yciem, jak spotkania z dzie³ami Leonarda da Vinci, Micha³a Anio³a i Donatella. Nie umia³em ich opisaæ. I nadal nie umiem, co boleœnie odczuwam obcuj¹c z maestro Rafaelem w Nowym Jorku. Tkwiê w niemym zachwycie.

czego nie powinni chwaliæ siê Hitlerem. Sami to zrozumieli. Dopóki nie zrozumiecie tego równie¿ wy, pozostaniecie poza wspólnot¹ cywilizowanych krajów – skomentowa³ publicysta i pisarz Rafa³ Ziemkiewicz. „Dopóki ci bohaterowie walczyli z wojownikami, ¿o³nierzami i politykami, to rozumiem. W momencie, kiedy zabieraj¹ siê za cywilów, kobiety i dzieci, przekraczaj¹ granicê. Mówiê to jako osoba, która realnie w jakimœ stopniu pomog³a Ukrainie powstrzymaæ rosyjsk¹ agresjê – doda³ Pawe³ Szrot, pose³ PiS, by³y szef gabinetu Prezydenta Andrzeja Dudy. A to tylko trzy z ca³ej masy komentarzy. Po co to wszystko, czemu Ze³enski eskaluje? Polska jawi siê jako kraj, z którym mo¿na zadzieraæ i zgodnie z typow¹, sowieck¹ doktryn¹ dyplomacji, przejechaæ walcem, ¿eby zdobyæ wiêcej ustêpstw. Choæby w drodze do cz³onkostwa w Unii Europejskiej. Czy to s³uszne? Moim zdaniem Ukraiñcy siê na tym przejad¹ na d³u¿sz¹ metê, ale zobaczymy.

Poniedzia³ek noc Chwieje siê raz po raz, ale siê trzyma. Eskalacja, powrót, eskalacja, powrót do rozmów i ciszy. Zawieszenie broni pomiêdzy Stanami Zjednoczonymi, a Iranem. Od pi¹tku by³o gor¹co: Irañczycy uderzyli dronem w statek przep³ywaj¹cy przez

Cieœninê Ormuz, Amerykanie odpowiedzieli nalotami na cele w Iranie. Teheran zaatakowa³ cele powi¹zane z Amerykanami w Bahrajnie i Kuwejcie, Amerykanie znów ostrzelali Iran. Prezydent Trump dorzuci³ buñczuczne wpisy na portalu Truth Social o „dokoñczeniu dzie³a” w Iranie i wymazywaniu z mapy… po czym nast¹pi³ spokój. Tak akurat na dzisiejsze otwarcie rynków gie³dowych.

Oficjalnie brzmi to tak: Stany Zjednoczone i Iran zgodzi³y siê na „zawieszenie” dzia³añ po wymianie ciosów w pobli¿u Cieœniny Ormuz. Obie strony zasygnalizowa³y, ¿e statki handlowe mog¹ teraz swobodnie poruszaæ siê po tym szlaku wodnym i ¿e rozmowy bêd¹ kontynuowane. Amerykañskie i irañskie zespo³y techniczne maj¹ spotkaæ siê w Dosze w najbli¿szych dniach, aby przyspieszyæ wdra¿anie porozumienia, poinformowa³o Ÿród³o dyplomatyczne. Kana³y komunikacji pozostaj¹ otwarte, aby zapobiec eskalacji, a prezydent Trump zapowiedzia³, ¿e negocjatorzy spotkaj¹ siê we wtorek.

Zdajê sobie sprawê, ¿e rozejm i negocjacje z Iranem to krok do przodu, dwa do ty³u, ale najwa¿niejsze, ¿ebyœmy posuwali siê jednak do przodu. Aby Ameryka nie wróci³a do wojny na pe³n¹ skalê, bo to naprawdê dzisiaj nie ma sensu. ❍

Jeremi Zaborowski
Rafael Santi – „Portret Bindo Altoviti”. Ok. 1515 r.

Polskie wczoraj i dziœ

Pogrom kielecki

W lipcu 1946 r. Kielce by³y miejscem tragicznych wydarzeñ zwi¹zanych z aktami przemocy wobec ludnoœci ¿ydowskiej. Pogrom kielecki, którego 80-ta rocznica w³aœnie mija, by³ najwiêkszym tego typu wydarzeniem w Europie od zakoñcznia II wojny œwiatowej.

1 lipca 1946 r. zagin¹³ oœmioletni Henryk B³aszczyk. Ch³opiec wróci³ do domu po dwóch dniach oœwiadczaj¹c, ¿e by³ prztrzymywany w piwnicach budynku przy ulicy Planty 7, gdzie mia³ sw¹ siedzibê Komitet ¯ydowski. 4-go lipca rano grupa milicjantów i funkcjonariuszy Urzêdu Bezpieczeñstwa uda³a siê do wskazanego budynku. Towarzysz¹cy im ch³opiec mia³ rozpoznaæ mê¿czyznê, który rzekomo uprowadzi³ go. Okaza³o siê równie¿, ¿e budynek na Plantach nie ma ¿adnych piwnic. Nieco póŸniej ch³opiec przyzna³ siê, ¿e przebywa³ przez dwa dni w podkieleckiej wiosce, w której mieszka³ z rodzin¹ w okresie okupacji. Historiê o uprowadzeniu wymyœli³ prawdopodobnie w celu unikniêcia kary.

4 lipca w godzinach rannych przed domem Planty 7 zacz¹³ gromadziæ siê wrogo nastawiony t³um. Rozesz³a siê znana z antysemickich krêgów pog³oska, ¿e ¿ydzi porywaj¹ chrzeœcijañskie dzieci w celu dokonania „mordów rytualnych”. Wkrótce pojawi³ siê oddzia³ wojska, który obstawi³ budynek, lecz nie zrobi³ nic aby rozproszyæ fanatyczny t³um. Wprost przeciwnie – ¿o³nierze wdarli siê do œrodka ostrzeliwuj¹c osoby znajduj¹ce siê wewn¹trz. Jedn¹ z kilku ofiar by³ prezes Komitetu Seweryn Kahane. Wyprowadzano równie¿ niektórych mieszkañców budynku na ulicê, gdzie byli okrutnie bici i mordowani.

Poinformowany o pogromie komendant wojewódzkiego Urzêdu Bezpieczeñstwa major W³adys³aw Spychaj-Sobczyñski nie podj¹³ ¿adnej akcji aby zapobiec tragedii.

Ko³o po³udnia na miejsce wypadków przyby³ nowy oddzia³ wojska, któremu czêœciowo uda³o siê opanowaæ sytuacjê. Po oddaniu salwy ostrzegawczej wiêkszoœæ zgromadzonych zaczê³a siê rozchodziæ. Pozwoli³o to na odwiezienie rannych i zabitych do szpitala miejskiego.

Wczesnym popo³udniem rozpoczê³a siê druga faza wypadków. Na miejsce przyby³o kilkuset uzbrojonych w ¿elazne prêty robotników z Kieleckich Zak³adów Metalowych, którzy przerwali s³aby kordon wojska i kontynuowali pogrom. Zarówno wojskowi jak i cywile rabowali bez przeszkód mienie ¿ydowskie.

Po godzinie 14-ej przyby³y kolejne oddzia³y wojska, które ostatecznie zaprowadzi³y porz¹dek. Akty przemocy mia³y

miejsce równie¿ na kieleckich dworcach i w poci¹gach. W sumie zginê³o 37 osób narodowoœci ¿ydowskiej. Œmieræ ponios³o tak¿e trzech Polaków, którzy prawdopodobnie stanêli w obronie niewinnych ofiar. Kilkadziesi¹t osób zosta³o rannych. Zbiorowy pogrzeb ofiar pogromu z udzia³em przedstawicieli w³adz pañstwowych odby³ siê 8 lipca 1946 r. Ju¿ nastêpnego dnia po pogrzebie rozpocz¹³ siê pierwszy proces oskar¿onych o udzia³ w pogromie. Dziewiêæ osób uznanych za winnych najbardziej aktywnego udzia³u w zajœciach skazano na karê œmierci.

Proces kilku oficerów UB oskar¿onych o zaniedbanie obowi¹zków i dopuszczenie do pogromu odby³ siê dopiero na jesieni. Najwy¿szym wyrokiem by³ rok pozbawienia wolnoœci. Szef kieleckiego UB major Spychaj Sobczyñski zosta³ uniewiniony.

250 lat USA. Od niewolnictwa do oligarchii

„Bogactwo przek³ada siê na w³adzê, a w³adza pozwala tworzyæ zasady, które sprzyjaj¹ dalszej koncentracji bogactwa” – zauwa¿y³ Stiglitz, w jednej ze swoich analiz. W jego ocenie tworzy to samonapêdzaj¹cy siê mechanizm, w którym elity ekonomiczne stopniowo umacniaj¹ swoj¹ dominacjê nad systemem politycznym. Podobne ostrze¿enia formu³owa³ tak¿e by³y sekretarz pracy Robert Reich. „Najwiêksze zagro¿enie dla amerykañskiej demokracji nie pochodzi dziœ z zewn¹trz”, pisa³ Reich. „Jest nim koncentracja bogactwa i w³adzy w rêkach w¹skiej elity, która ma coraz wiêkszy wp³yw na proces polityczny”. Takich g³osów jest oczywiœcie du¿o wiêcej.

Wp³yw najbogatszych nie ogranicza siê jedynie do finansowania wyborów. Wielkie korporacje oraz miliarderzy dysponuj¹ potê¿nymi sieciami lobbystycznymi w Waszyngtonie, które uczestnicz¹ w procesie tworzenia prawa. Setki by³ych urzêdników pañstwowych pracuj¹ jako lobbyœci reprezentuj¹cy interesy sektora finansowego, technologicznego czy farmaceutycznego.

Pochodn¹ tego systemu jest fakt, ¿e najpotê¿niejsze instytucje oraz osoby publiczne rzadko ponosz¹ realne konsekwencje swoich dzia³añ. Szczególnie wyraŸnie by³o to widoczne po globalnym kryzysie finansowym z 2008 roku. Kryzys doprowadzi³ do utraty pracy, domów i oszczêdnoœci przez miliony Amerykanów, jednak niemal ¿aden z najwy¿szych rang¹ mened¿erów najwiêkszych banków nie zosta³ skazany na karê wiêzienia. Wielkie instytucje finansowe zap³aci³y kary, lecz by³y one nak³adane g³ównie na same firmy, a nie na konkretne osoby odpowiedzialne za podejmowane decyzje. W praktyce oznacza to, ¿e koszty ponieœli akcjonariusze lub klienci, podczas gdy kierownictwo instytucji pozostawa³o na swoich stanowiskach bez wiêkszego uszczerbku.

Sytuacja, z któr¹ mamy do czynienia obecnie wzmacnia przekonanie, ¿e w USA istniej¹ dwa ró¿ne systemy sprawiedliwoœci. Jeden, surowy i szybki, dotycz¹cy zwyk³ych obywateli oraz drugi, znacznie bardziej elastyczny, który funkcjonuje wobec najbogatszych i najbardziej wp³y-

wowych. Aby zrozumieæ Ÿród³a tych napiêæ, trzeba cofn¹æ siê w przesz³oœæ. Stany Zjednoczone powsta³y w imiê idea³ów wolnoœci i równoœci, jednak pocz¹tki pañstwa, tak samo jak teraz, by³y silnie zwi¹zane z interesami ekonomicznych elit. Wielu „ojców za³o¿ycieli” by³o zamo¿nymi w³aœcicielami ziemskimi, lub plantatorami, a tak¿e „w³aœcicielami” innych ludzi. George Washington posiada³ 300 niewolników, a Thomas Jefferson 200-250, w tym Sally Hemings, z któr¹ wspó³¿y³ seksualnie, zniewalaj¹c tak¿e w³asne dzieci urodzone w tym zwi¹zku. Znaczna czêœæ gospodarki pañstwa opiera³a siê na pracy niewolniczej. Miliony Afrykanów pracowa³y na plantacjach na po³udniu kraju, czêsto w tragicznych warunkach, generuj¹c ogromne bogactwo dla w³aœcicieli ziemskich. System ten istnia³ przez niemal sto lat po og³oszeniu niepodleg³oœci. Nawet po zniesieniu niewolnictwa nierównoœci rasowe pozosta³y g³êboko zakorzenione w strukturze spo³ecznej. Przez dekady Afroamerykanie byli pozbawieni wielu praw obywatelskich poprzez segregacjê rasow¹ i dys-

Historycy podaj¹ kilka wersji przyczn kieleckiej tragedii. Najbardziej prawdopodobna jest ta, ¿e w³adze celowo dopuœci³y do pogromu aby zrzuciæ winê na tzw. reakcyjne podziemie (WiN i NSZ). Nale¿y równie¿ pamiêtaæ, ¿e wydarzenia kieleckie mia³y miejsce kilka dni po sfa³szowanym Referendum Ludowym. Intencj¹ komunistów by³o odwrócenie uwagi zachodniej opinii publicznej od teroru i fa³szerstw w³adzy „ludowej” i ukazanie Polaków jako czarnych reakcjonistów i antysemitów, którzy nie zas³uguj¹ na niepodleg³oœæ i demokracjê. Nastêpstwem lipcowego pogromu 1946 r. by³ wyjazd z Polski olbrzymiej wiêkszoœci ocala³ej z zag³ady lat okupacji spo³ecznoœci ¿ydowskiej.

Znamienne, ¿e sprawa pogromu by³a objêta zakazem cenzury w okresie PRL. Dopiero w roku 1990, na œcianie domu Planty 7 ods³oniêto tablicê z nazwiskami ofiar kieleckiej tragedii. ❍

kryminacyjne przepisy wyborcze. Dopiero ruch praw obywatelskich w latach szeœædziesi¹tych XX wieku i dramatyczna walka o równouprawnienie, doprowadzi³a do formalnego zniesienia tych ograniczeñ.

Dyskryminacja dotyczy³a równie¿ kobiet. Przez 144 lata po og³oszeniu niepodleg³oœci kobiety w USA by³y wy³¹czone z procesu demokratycznego tylko z powodu p³ci, co jest dziœ uznawane za jedn¹ z najbardziej wyraŸnych i d³ugotrwa³ych form dyskryminacji instytucjonalnej. Napiêcie miêdzy demokratycznymi idea³ami, a rzeczywist¹ struktur¹ w³adzy towarzyszy Stanom Zjednoczonym od pocz¹tku istnienia. Wspó³czesna koncentracja bogactwa i wp³ywów politycznych jest jedynie now¹ ods³on¹ tego zjawiska, byæ mo¿e jeszcze bardziej radykaln¹. Jimmy Carter ostrzega³, ¿e jeœli system finansowania polityki nie zostanie zreformowany, amerykañska demokracja bêdzie coraz bardziej oddalaæ siê od idea³ów, które mia³y j¹ definiowaæ. „To narusza sam¹ istotê tego, czym powinien byæ system polityczny” – mówi³ by³y prezydent. „Powinien on odzwierciedlaæ wolê obywateli, a nie interesy tych, którzy dysponuj¹ najwiêkszymi pieniêdzmi”.

Pogrzeb ofiar pogromu

Przygód Marynarzy czêœæ pierwsza

Byli sobie Marynarze, Piêknie grali na gitarze, ¯eglowali po wielkich morzach, ahoy! i jeziorach ahoy! oceanach ahoy!

Kolonia Hufca Harcerek „Podhale” rozwinê³a swe ¿agle w sobotê, 27 czerwca. Pod opiek¹ ojców paulinów, na rozleg³ych terenach Narodowego Sanktuarium Matki Boskiej Czêstochowskiej, oko³o sto osobdzieci z NY, NJ, PA i MD wraz z opiekunami i gronem instruktorskim zaci¹gnê³o siê do dzielnej za³ogi zuchowego statku. Ju¿ w pi¹tek trwa³o przygotowanie terenu przez starszyznê i ekipê gospodarcz¹. W sobotê mia³a miejsce rejestracja i zapoznanie siê z programem. W niedzielê Ojcowie Paulini zaprosili koloniê na uroczyst¹ Mszê œwiêt¹ z okazji 250 rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych.

Goœciem specjalnym uroczystoœci by³ biskup

Efrem V. Esmilla z Filadelfii, który chêtnie spotka³ siê z zuchami i powiedzia³ kilka s³ów po polsku. W rewan¿u zaœpiewaliœmy biskupowi Sto lat!

W poniedzia³ek druhowie i druhny przygotowali dla zuchów „probê na marynarza”. By³ to bieg z przeszkodami. Szóstki zuchow „¿eglowa³y” z cennym towarem od portu do portu handluj¹c bursztynami z Polski, ry¿em i jedwabiem z dalekiego wschodu, bambusami z Afryki i przyprawami z Indii. Zahaczyli o Karaiby, gdzie odkopali kufer zeskarbami piratów i zbudowali kapliczkê nawracaj¹c tubylców.

A to dopiero poczatek kolonii Marynarzy. Czeka nas jeszcze wiele przygód na morzach i oceanach. Ci¹g dalszy nast¹pi.

Czuj!

Wiosenny spektakl Krakowianek i Górali

31 maja Dzieciêcy Zespó³ Ludowy „Krakowianki i Górale” przy parafii Œw. Stanis³awa Kostki, zakoñczy³ rok œpiewu, tañców i polskich legend koncertem dla rodziców i przyjació³.

Ksi¹dz proboszcz Grzegorz Markulak, opiekun zespo³u, przyby³ na przedstawienie z wikarym ksiêdzem Grzegorzem. Chwal¹c niedzielny koncert i podkreœlaj¹c udzia³ dzieci w uroczystoœciach parafialnych, podziêkowa³ kierownictwu zespo³u rodzicom oraz samym dzieciom za wyj¹tkowy wysi³ek w utrzymaniu tradycji, obrzêdów, folkloru i historii polskiej przez ponad 87 lat istnienia zespo³u. Jak co roku, przedstawienie nie tylko zawiera³o pieœni i tañce regionalne m³odszej i starszej grupy, ale tak¿e patriotyczny akcent w postaci krótkiej sztuki o powstaniu pañstwa polskiego. Widownia nagrodzi³a aktorów wielkimi brawami za zabawn¹ opowieœæ o Lechu, Czechu i Rusie i ich przygodach w poszukiwaniu nowych terenów dla swych plemion.

To nie by³ koniec przedstawienia, poniewa¿ nagle pojawi³a siê reporterka telewizji Greenpoint, pani B. Ciekawska, która przeprowadzi³a humorystyczne wywiady z ¿onami Lecha, Czecha i Rusa, aby dowiedzieæ siê prawdy o tych dawnych dziejach. Oka-

za³o siê, ¿e i Rus to nicpoñ na wzór Rasputina, Czech sk¹py i leniwy, a Lech, chocia¿ idealny i pracowity m¹¿, dosta³ lekkiego pomieszania zmys³ów w poszukiwaniu OR£A NA CZERWONYM TLE jakiego wyœni³ sobie podczas podró¿y. Na koniec wszystko siê wyjaœni³o i w wielce patriotycznym finale nie tylko, ¿e celebrowano ponad tysi¹cletni¹ chwalebn¹ historiê Polski ale tak¿e 250 rocznicê powstania Stanów Zjednoczonych. Zapraszamy dzieci, aby do³¹czy³y do naszego unikalnego zespo³u Krakowianek i Górali. Zapisy ju¿ od wrzeœnia. U nas dzieci nie tylko poznaj¹ polski folklor, ale tak¿e ucz¹ siê naszych wartoœci: odwagi, poœwiêcenia i patriotyzmu

ZDJÊCIA M. BIELSKA I EWA JASZ
Przed Sanktuarium z Ojcem Prowincja³em Krzysztofem Wieliczko i Biskupem Efremem V. Esmilla po Mszy œw z okazji 250-lecia USA
Pierwszy poranny apel
Marynatze pop³yneli do Meksyku
Gry i zabawy podczas wieczornego „kominka”
Œniadanie
Ewa Jasz rozdaje marynarskie krajki za³odze
Za³oga z Ojcem Bart³omiejem

Marsz, marsz Polonia

Nie tylko Koœciuszko i Pu³aski

Wed³ug historyków, znawców okresu rewolucji amerykañskiej (1775-1783), nie sposób dzisiaj ustaliæ dok³adnej liczby Polaków maj¹cych swój wk³ad w dzie³o powstania niepodleg³ych Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Mieczys³aw Haiman, polonijny historyk z Chicago, zada³ sobie wielki trud opracowania listy Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia uczestnicz¹cych w rewolucji amerykañskiej w latach 1775-1783. W tym celu w latach dwudziestych XX w. przewertowa³ najwiêksze amerykañskie archiwa (w³¹cznie z National Archives w Waszyngtonie), badaj¹c spisy milicji stanowych oraz rejestry Armii Kontynentalnej (tj. rewolucyjnej), a tak¿e dokumenty Kongresu, wyszukuj¹c w nich polsko brzmi¹ce nazwiska. Nale¿y zaznaczyæ, ¿e w tych rejestrach nie oznaczano narodowoœci wpisywanych osób. Ich nieanglosaskie nazwiska notowano w amerykañskim brzmieniu, przez co dzisiejsi badacze maj¹ twardy orzech do zgryzienia.

Mieczys³aw Haiman ze wspomnianych archiwaliów wyodrêbni³ oko³o 120 polsko brzmi¹cych nazwisk. Ich szczegó³owy wykaz opublikowa³ w opracowaniu pt. Poland and the American Revolutionary War, Chicago, 1932. Wed³ug tej listy najwiêcej owych domniemanych Polaków mieszka³o w stanach: Pensylwania, New York i Massachusetts.

Aczkolwiek metoda badawcza zastosowana przez Haimana jest problematyczna, a wyniki badañ nale¿y traktowaæ bardzo ostro¿nie, to jednak do dziœ nikt lepiej nie zbada³ tego tematu. Opracowania innych historyków poruszaj¹cych to zagadnienie, bazuj¹ w dalszym ci¹gu na danych Haimana. Wed³ug tych danych liczbê Polaków i Amerykanów polskiego pochodzenia ¿yj¹cych w koloniach angielskich w Ameryce przed rozpoczêciem walk o niepodleg³oœæ, szacowano na oko³o 500 osób, z których oko³o 120 wziê³o czynny udzia³ w amerykañskiej rewolucji. Wœród nich byli potomkowie najstarszych polskich osadników przyby³ych do Ameryki w pocz¹tkach XVII wieku, którzy zd¹¿yli siê ju¿ zamerykanizowaæ oraz osadnicy i ró¿ni poszukiwacze przygód, którzy z Polski do Ameryki dotarli ró¿nymi drogami w pierwszej po³owie XVIII wieku.

Zupe³nie inn¹ grupê Polaków stanowili byli konfederaci barscy z Kazimierzem Pu³askim na czele, którzy przybyli do Ameryki w 1777 roku ze œwiadomym zamiarem wziêcia bezpoœredniego udzia³u w tocz¹cej siê ju¿ amerykañskiej rewolucji. W tym samym celu, ale rok wczeœniej, przyby³ do Ameryki in¿ynier wojskowy, Tadeusz Koœciuszko. Ci dwaj Polacy na trwa³e wpisali siê w historiê walk o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych. Pierwszy jako twórca amerykañskiej kawalerii, a drugi jako wybitny specjalista od budowy fortyfikacji. O ile dokonania Tadeusza Koœciuszki i Kazimierza Pu³askiego w rewolucji amerykañskiej s¹ doœæ dobrze znane, to o innych Polakach walcz¹cych o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych raczej siê nie wspomina, choæ na to zas³uguj¹. Zatem poznajmy niektórych z nich: Józef Gabriel – urodzi³ siê w Polsce. S³u¿y³ w Legionie Pu³askiego, w szeregach którego uczestniczy³ m.in. w szturmie Savannach w Georgi, w którym zosta³ œmiertelnie ranny gen. Kazimierz Pu³aski. Po zakoñczeniu dzia³añ wojennych podj¹³ s³u¿bê w raczkuj¹cej wówczas amerykañskiej marynarce wojennej. S³u¿y³ na okrêtach USS Vixen oraz USS Congress. Gdy w 1812 roku po raz drugi wybuch³ konflikt z Angli¹, Gabriel mimo podesz³ego wieku powróci³ do czynnej s³u¿by. W jednej z bitew

zosta³ ranny. Schy³kowe lata ¿ycia Gabriel spêdzi³ w Nowym Jorku. Nie posiadaj¹c w³asnego maj¹tku zamieszka³ w miejscowym przytu³ku dla ubogich, gdzie zmar³ 14 sierpnia 1829 roku w wieku oko³o 85 lat.

Kpt. Kotkowski – (w aktach nie zachowa³o siê jego imiê), uczestnik konfederacji barskiej w stopniu pu³kownika. Zna³ kilka jêzyków obcych. By³ obok Koœciuszki i Pu³askiego, jednym z trzech Polaków, którzy przybyli do Ameryki z listami polecaj¹cymi przedstawicieli ame-

rykañskich w Pary¿u m.in. Benjamina Franklina. W armii Jerzego Waszyngtona otrzyma³ anga¿ w stopniu kapitana. S³u¿y³ w niej zaledwie jeden miesi¹c, od 10 grudnia 1778 roku do potowy stycznia 1779, poniewa¿ oddany zosta³ pod s¹d polowy za „gwa³towne zachowanie siê” w osadzie Minisink, NJ, podczas przeszukiwania domu pewnego obywatela, którego podejrzewa³ o sprzyjanie Anglikom. Kotkowski wjecha³ konno do jego domu, wymachuj¹c szabl¹ i zaatakowa³ innych oficerów pochodzenia europejskiego, którzy próbowali interweniowaæ. Przed s¹dem wojskowym uznano go za winnego lekkomyœlnego zachowania i ca³kowicie usuniêto ze s³u¿by w Armii Kontynentalnej. Kotkowski rozgoryczony tym faktem powróci³ do Europy.

Karol Litomski – wed³ug historyka amerykañskiego Bensona J. Losinga, bliski przyjaciel i adiutant genera³a Kazimierza Pu³askiego. Towarzyszy³ mu w bitwie pod Savannah w Georgi. Po zakoñczonej wojnie w Ameryce Litomski powróci³ do Europy, gdzie wiód³ bardzo burzliwe ¿ycie. W 1794 roku powróci³ do Polski i wzi¹³ udzia³ w Powstaniu Koœciuszkowskim. W czasie wojen napoleoñskich s³u¿y³ w drugim regimencie Polskich Lansjerów. W 1805 roku wzi¹³ udzia³ w bitwie pod Austerlitz, gdzie zosta³ ranny. Przez kilka lat walczy³ w Hiszpanii. Uczestniczy³ w wyprawie Napoleona na Moskwê w 1812 roku, bra³ udzia³ w bitwie pod Borodino i by³ œwiadkiem po¿aru Moskwy. W 1813 roku uczestniczy³ w bitwie pod Lipskiem. Po upadku Napoleona pozosta³ na Zachodzie, gdzie z powodzeniem prowadzi³ swoje interesy. W 1831 roku na krótko powróci³ do Polski. Po klêsce Powstania Listopadowego opuœci³ na zawsze ojczyznê udaj¹c siê na emigracjê. Z pomoc¹ przyjació³ wyjecha³ do Brazylii, gdzie spêdzi³ ostatnie lata swojego bujnego ¿ycia. Feliks Mik³aszewicz – jeden z organizatorów kaperskiej (pirackiej) floty m³odego pañstwa amerykañskiego. W³asnym kosztem wystawi³ dwa stateczki wojenne: „Scotch Trick” i „Prince Radziwill”. W czasie prowadzonych przez siebie akcji wymierzonych w flotê brytyjsk¹,

Tadeusz Koœciuszko i Kazimierz Pu³aski (mal. Artur Szyk). Domena publiczna
Feliks Mik³aszewicz (mal. Artur Szyk). Domena publiczna

znacznie siê wzbogaci³. Po wojnie osiedli³ siê w Karolinie Po³udniowej, gdzie prowadzi³, przedsiêbiorstwo handlowe. W 1789 roku stara³ siê o godnoœæ konsula polskiego w Stanach Zjednoczonych.

Tomasz Snaughder (Schneider?) – urodzony w Polsce. Do Ameryki dotar³ w trakcie tocz¹cej siê ju¿ wojny o niepodleg³oœæ. S³u¿y³ w Legionie Pu³askiego, z którym przeszed³ ca³y szlak bojowy. Zmar³ w Kentucky, prze¿ywszy 105 lat.

Jan Zieliñski – konfederat barski. Po przybyciu do Ameryki w 1777 roku przez rok walczy³ jako „ochotnik bez stopnia” w Legionie Pu³askiego. Wszed³ w konflikt z jednym z dowódców, p³k Moylanem. Sprowokowany zniewag¹ w obecnoœci wielu ¿o³nierzy, jednym uderzeniem lancy zrzuci³ pu³kownika z konia i pobi³ go dodatkowo kijem. Za ów czyn, wyrokiem s¹du wojskowego znalaz³ siê w wiêzieniu, z którego wyszed³ dziêki interwencji gen. Pu³askiego u samego Jerzego Waszyngtona. W 1778 roku za zgod¹ Waszyngtona i Kongresu otrzyma³ Zieliñski etat kapitana w Legionie Pu³askiego. Bra³ udzia³ we wszystkich bitwach i potyczkach staczanych przez legion, wyró¿niaj¹c siê talentem wojskowym i odwag¹. 20 czerwca 1779 roku w bitwie pod Stono Ferry, Po³udniowa Carolina, zosta³ ciê¿ko ranny, w wyniku czego parê miesiêcy póŸniej, dnia 24 (lub 25) wrzeœnia zmar³ w szpitalu w Charleston.

Maurycy Beniowski – by³ uczestnikiem konfederacji barskiej. Do Ameryki przyby³ w 1779 roku. Po wielu ró¿nych zabiegach dotar³ w koñcu do Legionu Pu³askiego, którego dowódca by³ jego przyjacielem z okresu konfederacji barskiej. Niestety, kilka dni po ich spotkaniu gen. Kazimierz Pu³aski zosta³ œmiertelnie ranny w czasie walk pod Savannach. Po tej tragedii Beniowski powróci³ do Francji. W Pary¿u zaprzyjaŸni³ siê z ambasadorem amerykañskim Benjaminem Franklinem. Wkrótce, z jego rekomendacj¹ w 1782 roku ponownie pop³yn¹³ do Ameryki, gdzie zaoferowa³ swoje us³ugi Armii Kontynentalnej Jerzego Waszyngtona. Przedstawi³ mu równie¿ plan zorganizowania w Europie Legii Cudzoziemskiej w sile oko³o 3,5 tysi¹ca ¿o³nierzy, która walczy³aby za wynagrodzeniem po stronie Stanów Zjednoczonych, oczywiœcie pod dowództwem Beniowskiego w randze genera³a. Propozycja ta ca³kiem powa¿nie rozwa¿ana by³a przez Kongres, który w tym celu powo³a³ nawet dwie komisje. Ze wzglêdu jednak na pojednawcze stanowisko Anglii w tocz¹cej siê wojnie, projekt ten ostatecznie upad³. Po tym niepowodzeniu Beniowski powróci³ do Francji, lecz wkrótce znów wyp³yn¹³ do Ameryki z nowym projektem. Tym razem by³ to bardzo kontrowersyjny pomys³ w dziedzinie handlowej. Otó¿ w Baltimore, MD, za³o¿y³ towarzystwo handlowe, które mia³o trudniæ siê handlem czarnych niewolników. Do Ameryki mia³ ich sprowadzaæ z Madagaskaru sam Beniowski. W tym celu w paŸdzierniku 1784 roku wyp³yn¹³ na Madagaskar i do Ameryki ju¿ nigdy nie wróci³.

Z tego ma³ego zestawienia wynika, ¿e wy¿ej wymienieni Polacy prawie wszyscy s³u¿yli w Legionie Pu³askiego, który by³ sta³¹ regularn¹ jednostk¹ wojskow¹ o specyficznym samodzielnym charakterze. Innymi formacjami by³y tzw. milicje stanowe, które mia³y krótkotrwa³y ¿ywot w zale¿noœci od stopnia zagro-

Pami¹tkowa tablica ku czci kpt. Jana Grabowskiego, ods³oniêta 8 paŸdziernika 2024 roku w Savannah, GA, staraniem Towarzystwa Polskiego Dziedzictwa w Filadelfii (Polish Heritage Society of Philadelphia – PHSP). W podobny sposób uhonorowano m. in. kpt. Jana K. Mieszkowskiego, por. Karola Litomskiego, Feliksa Mik³aszewicza i Józefa Gabriela.

¿enia danego terenu. W spisach tych oddzia³ów historyk Haiman ustali³ wiele jednoznacznie polskich nazwisk. I tak w Pensylwanii byli to: Jan Bonia, Jan Domen, Jakub Knias, Zygmunt Lahinsky. W stanie Nowy Jork: Szymon Balyca, Piotr Burcky, Bogumi³ Krak, Micha³ Kuraw itp. Rejestry milicji stanowej Massachusetts podaj¹ oko³o 30 ¿o³nierzy nazywaj¹cych siê Laskey, Laskee lub Lashy. Wywodzili siê oni z miejscowoœci Marblehead i okolic, gdzie w 1637 roku osiedli³ siê jeden z potomków Jana £askiego, XVI-wiecznego polskiego reformatora religijnego. Ponadto w tych samych rejestrach wystêpuje oko³o 50 nazwisk o brzmieniu: Polan, Polland, Poland. W Karolinie Pó³nocnej w milicji stanowej s³u¿y³ Piotr Baskot, który dos³u¿y³ siê stopnia kapitana. Z Wirginii natomiast pochodzi³ Andrzej Rey, który by³ chirurgiem wojskowym. W trakcie tocz¹cej siê wojny o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych, Francja Ludwika XVI maj¹ca uk³ad sojuszniczy z tym m³odym pañstwem (oczywiœcie, aby os³abiæ stary rywalkê Angliê) wys³a³a swój korpus ekspedycyjny do Ameryki, aby wesprzeæ wojska Waszyngtona. Formacja ta dowodzona przez ksiêcia de Lauzun dotar³a do Ameryki w 1780 roku i walczy³a u boku si³ gen. Rochambeau. Nazywana by³a Legionem Lauzuna. W jego szeregach s³u¿y³o trzech Polaków: Kpt. Jerzy Kwiryn Mieszkowski – urodzi³ siê w 1744 roku w Karczewie. Do armii francuskiej zaci¹gn¹³ siê w 1767 roku. W jej szeregach walczy³ m.in. w Senegalu w Afryce, za co odznaczony zosta³ Orderem Œw. Ludwika. W kampanii amerykañskiej dowodzi³ szwadronem kawalerii. Wybitnie zas³u¿y³ siê w walkach o zdobycie Yorktown, za co król Francji Ludwik XVI wyró¿ni³ go swoim odrêcznym listem oraz nagrod¹ pieniê¿n¹. Po powrocie do Francji, wzi¹³ udzia³ kilka lat

póŸniej w wielkiej rewolucji francuskiej. Zmar³ 27 lutego 1819 roku w wieku 75 lat.

Jan Grabowski – polski szlachcic, do wojska francuskiego wst¹pi³ w 1774 roku jako ochotnik w formacji „Légion Royale”. W 1776 roku przeniesiono go do pu³ku dragonów królewskich „Régiment de Dragons du Roi”. Do Ameryki przyby³ w 1780 roku jako podporucznik huzarów w Legionie Lauzana pod dowództwem Rochambeau. Walczy³ pod Yorktown i wspiera³ genera³a Greene'a w Karolinie Pó³nocnej. Za udzia³ w kampanii amerykañskiej zosta³ awansowany do stopnia porucznika. Do Francji powróci³ w 1783 roku. Wzi¹³ czynny udzia³ w rewolucji francuskiej w 1789 roku. Z wojska wyst¹pi³ w 1793 roku w randze kapitana. Do 1814 roku mieszka³ w Pary¿u. Jego dalsze losy nie s¹ znane.

Jerzy Uzdowski – urodzi³ siê w 1754 roku w Warszawie. Do wojska francuskiego wst¹pi³ w 1754 roku. Za kampaniê amerykañsk¹ równie¿ awansowany do stopnia porucznika. Po powrocie do Francji wzi¹³ udzia³ kilka lat póŸniej w rewolucji 1789 r. Zgin¹³ w czasie walk ulicznych w Nancy, dnia 31 sierpnia 1790 r. Na koniec nale¿y wspomnieæ i tych naszych rodaków, którzy w wojnie o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych stanêli po przeciwnej stronie barykady, popieraj¹c Anglików. Wœród nich byli m.in.:

Pawe³ Grabowski, szlachcic herbu Topór, pu³kownik wojsk litewskich o podejrzanej przesz³oœci, poniewa¿ przed przybyciem do Ameryki mia³ ju¿ za sob¹ s³u¿bê w armii rosyjskiej, gdzie za walecznoœæ otrzyma³ Krzy¿ Œw. Jerzego. W 1777 roku po d³u¿szych staraniach na dworze angielskim otrzyma³ zgodê na wst¹pienie do armii angielskiej jako ochotnik. Po przybyciu do Nowego Jorku zosta³ adiutantem genera³a, sir Henry`go Clintona, dowódcy wojsk angielskich w tym mieœcie. Po miesiêcznym pobycie w Ameryce, 5 paŸdziernika 1777 roku poprowadzi³ brytyjskich grenadierów do ataku na amerykañski fort Clinton (inne Ÿród³a podaj¹, ¿e by³ to s¹siedni Fort Montgomery) nad rzek¹ Hudson, oko³o 60 mil na pó³noc od obecnego Nowego Jorku, w okolicy Bear Mountain (Góry NiedŸwiedziej). Poleg³ podczas walk w trakcie wspinaczki na wa³y obronne.

John i Albrecht Zabriskie – potomkowie jednego z pierwszych polskich osadników w Ameryce, Albrechta Zaborowskiego. Po wybuchu wojny o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych d³ugo nie mogli siê zdecydowaæ kogo poprzeæ. Ostatecznie opowiedzieli siê za królem Anglii Jerzym III. Za ten krok, po klêsce Anglików, pozbawiono ich maj¹tków w stanie New Jersey. I tak, z dniem 10 czerwca 1779 roku Albrecht straci³ 143-akrow¹ posiad³oœæ w rodowym Hackensack, a John w grudniu 1783 roku po¿egna³ siê ze swoim maj¹tkiem w hrabstwie Bergen.

Polaków, którzy w tej wojnie poparli Anglików nie by³o jednak wielu. Nasi rodacy i ich potomkowie w zdecydowanej wiêkszoœci stanêli po stronie tych, którzy zapragnêli ¿yæ w niepodleg³ym i demokratycznym pañstwie.

Literatura: Mieczys³aw Haiman, Poland and American Revolutionary War, Chicago, 1932.

Mieczys³aw Haiman, Œlady polskie w Ameryce, Chicago, 1938.

Bogdan Grzeloñski, Izabela Rusinowa, Polacy w wojnach amerykañskich 1775-1783, 1861-1865, Warszawa, 1973.

Bogdan Grzeloñski, Polacy w Stanach Zjednoczonych Ameryki 1776-1865, Warszawa, 1976.

Redakcja: Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003

e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

Poczet sztandarowy Kadetów Pu³askiego z Perth Amboy, NJ oraz z prawej w b³êkitnych fura¿erkach: Tadeusz Antoniak (naczelny kmdt SWAP) i Jacek Szklarski, podczas uroczystoœci w Savannah, GA, 8 paŸdziernika 2024. Fot. FB

Sos „Tysi¹ca Wysp” - kultowy dodatek do sa³at

W œwiecie kulinarnych ikon istniej¹ pozycje tak powszechne, ¿e wydaj¹ siê niemal oczywiste. Sos „Tysi¹ca Wysp” znany jako „Thousand Island” to klasyk, który od dekad goœci w barach sa³atkowych i burgerowniach, a mimo to wci¹¿ boryka siê z powa¿nym problemem to¿samoœciowym. Czêsto spychany do szuflady z napisem „podrasowany majonez” lub mylony z dressingiem ranch, stanowi dla wielu bezpieczn¹ przystañ smaku – przewidywaln¹, ³agodn¹ i swojsk¹. Jednak pod t¹ ró¿ow¹, emulsyjn¹ powierzchni¹ kryje siê historia pe³na niuansów, kontrowersji i teksturalnych zagadek, które sprawiaj¹, ¿e ten pozornie prosty dodatek zas³uguje na wnikliw¹ dekonstrukcjê.

Wszystko zaczyna siê od koloru. Podczas gdy ranch jest nieskazitelnie bia³y, sos „Tysi¹ca Wysp” prezentuje siê w odcieniach od ró¿owego do pomarañczowego. Ci, którzy za nim przepadaj¹ mówi¹, ¿e ma on barwê zachodz¹cego s³oñca.

Fundamentem „Thousand Island” jest trio: majonez (emulsja ¿ó³tek i oleju), ketchup oraz sos Worcestershire. Ten ostatni 0to tradycyjna, fermentowana mikstura na bazie ryb i przypraw, która odpowiada za specyficzny, s³ony profil smakowy sosu. To jednak nie baza, a dodatki tworz¹ tu prawdziwy spektakl dla zmys³ów. Kluczow¹ rolê odgrywaj¹ drobno siekane pikle lub relish warzywny. Stanowi¹ doskona³y kontrapunkt dla kremowej bazy, wprowadzaj¹c element zaskoczenia. Drobno siekane pikle, tworz¹ ma³e, nag³e eksplozje smaku i chrupkoœci, przerywaj¹c g³adk¹ strukturê dressingu.

Profil smakowy sosu to precyzyjnie zaprojektowany balans miêdzy s³odycz¹, kwasowoœci¹, a delikatn¹ s³onoœci¹. Jest gêsty, bogaty i – co najwa¿niejsze – niezwykle ³agodny. W œwiecie zdominowanym przez agresywne sosy chili i ostre, octowe winegrety, „Thousand Island” jawi siê jako oaza bezpieczeñstwa. To w³aœnie sprawia, ¿e sos jest tak uniwersalny

uzupe³nia potrawy, zamiast z nimi walczyæ o dominacjê. Choæ inspiracj¹ dla sosu by³ le¿¹cy na granicy USA i Kanady malowniczy archipelag zwany Thousand Islands (Tysi¹c Wysp), nazwa samego dressingu konsekwentnie wystêpuje w liczbie pojedynczej: „Thousand Island”. Archipelag to „Islands”, ale sos to zawsze „Island”. Ten detal gramatyczny to najprostszy test na kulinarn¹ œwiadomoœæ

b³¹d od dekad straszy w menu na ca³ym œwiecie, wprowadzaj¹c niepotrzebny zamêt w nazewnictwie tego klasyka.

Mog³oby siê wydawaæ, ¿e tak ³agodny sos nie powinien budziæ emocji, a jednak „Thousand Island” to prawdziwe pole bitwy o „autentycznoœæ”. Puryœci i innowatorzy od lat tocz¹ spór o to, co stanowi duszê tego dressingu. Najwiêkszy konflikt dotyczy ketchupu – niektórzy twierdz¹, ¿e jego obecnoœæ to kulinarna droga na skróty, a prawdziwy sos musi bazowaæ na pikantnym sosie chili, by zyskaæ po¿¹dany temperament. Brak jednej, oficjalnej receptury sprawia, ¿e ka¿da wersja „Thousand Island” to indywidualna interpreta-

cja „bezpiecznego smaku”, a ka¿da zmiana w sk³adzie mo¿e byæ postrzegana przez tradycjonalistów jako kulinarna herezja.

Sos „Tysi¹ca Wysp” wci¹¿ dyktuje warunki. To kulinarny pewniak, który przetrwa³ mody na jarmu¿ i komosê ry¿ow¹, pozostaj¹c fundamentem amerykañskich stekowni i rodzinnych dinerów. Wed³ug statystyk to czwarty lub pi¹ty najpopularniejszy dressing w Stanach Zjednoczonych – co dobitnie œwiadczy o jego nies³abn¹cej pozycji. Choæ dziœ kojarzymy go z butelk¹ z supermarketu, za t¹ mikstur¹ kryje siê historia pe³na luksusu epoki Gilded Age, geograficznych anomalii i genialnych improwizacji. To coœ wiêcej ni¿ tylko „dodatek” – to opowieœæ o tym, jak produkt, który narodzi³ siê w cieniu prywatnych pa³aców, sta³ siê globalnym standardem fast-foodu. Legenda o jego powstaniu przenosi nas na pocz¹tek XX w. do Boldt Castle – letniego pa³acu George’a Boldta, w³aœciciela legendarnego hotelu „Waldorf Astoria”. Na jednej z wysp archipelagu Thousand Island, Bold z rozmachem budowa³ wspania³y pa³ac, jako dar mi³oœci dla ¿ony –Louise. Zmieni³ nawet wygl¹d samej wyspy nadaj¹c jej kszta³t serca. Podczas jednej z jachtowych wypraw magnata i Louise po archipelagu Tysi¹ca Wysp, jego kucharz – Oscar Schirke – stan¹³ przed kulinarnym kryzysem: zapomnia³ przygotowaæ dressing do sa³aty i musia³ improwizowaæ z tego, co znalaz³ w jachtowej spi¿arni. Efekt tej „panicznej” kreacji tak zachwyci³ Boldta, ¿e wprowadzi³ go do menu swojego luksusowego hotelu, nadaj¹c mu nazwê na czeœæ ukochanych wysp. Kontrast miêdzy t¹ ekskluzywn¹, jachtow¹ genez¹, a dzisiejsz¹ dostêpnoœci¹ to ciekawy przypadek demokratyzacji smaku w historii gastronomii.

Aby w pe³ni zrozumieæ fenomen tego sosu, musimy uœwiadomiæ sobie historyczny prze³om, który dokona³ siê w gastronomii. Na pocz¹tku XX w. sa³atki by³y domen¹ elit. Œwie¿e warzywa by³y w miastach towarem luksusowym, dostêpnym dziêki nowince technologicznej jak¹ by³y wagony ch³odnicze. Przewo¿ono nimi œwie¿e warzywa i owoce z Kalifornii na Wschodnie Wybrze¿e. W tamtym czasie majonez pe³ni³ funkcjê nie tylko noœnika smaku, ale przede wszystkim kulinarnego „³agodziciela”. Przykrywa³ gorzkie smaki ówczesnych sa³at sprawiaj¹c, ¿e surowa zielenina stawa³a siê bardziej przyswajalna dla podniebieñ przyzwyczajonych do gotowanej kuchni.

Eksplozja popularnoœci sosu nie by³a jedynie lokalnym fenomenem Nowego Jorku. Ju¿ w 1912 r. przepisy na sos „Tysi¹ca Wysp” pojawia³y siê w gazetach w Dallas oraz Kansas City, co œwiadczy o tym, ¿e sta³ siê on narodow¹ sensacj¹ niemal z dnia na dzieñ.

Z punktu widzenia dietetyki, sos „Tysi¹ca Wysp” to prawdziwy koñ trojañski. Jest gêsty, bogaty w olej i cukier, a wiêc kaloryczny. Jednak pe³ni on rolê genialnego „oszusta systemu”. To ten sos sprawia, ¿e surowe broku³y czy kalafiory szybko znikaj¹ z imprezowych pó³misków. Dzia³a on jak psychologiczna nagroda – jemy warzywa, by móc zjeœæ sos. Pojawia siê jednak pytanie: czy pokrojona w plastry sa³ata lodowa, utopiona w gêstym dressin-

gu, to wci¹¿ danie prozdrowotne, czy tylko pretekst do celebracji kremowego smaku? Eksperci podkreœlaj¹, ¿e „Thousand Island” jest bardziej aromatyczny ni¿ majonez i smaruje siê nim np. ¿ytni chleb na s³ynne kanapki z pastrami zwane Reuben, sprzedawane w nowojorskich delikatesach Katza. Jest tak¿e niezwykle popularny jako dip do frytek.

Sos „Tysi¹ca Wysp” to dowód na to, ¿e nawet najprostsze dodatki maj¹ fascynuj¹c¹, wielowarstwow¹ duszê. Od luksusowych jachtów nowojorskiej elity, przez in¿ynieryjne wyzwania „mokrej bu³ki” a¿ po psychologiczne triki u³atwiaj¹ce nam kontakt z warzywami – ten klasyk nadal nie przestaje zaskakiwaæ. ❍

Dr Robert Lerch

Laryngolog, od ponad 30 lat pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422)

Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.

Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy.

Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu zg³oszenia

Wykonuje badania imigracyjne.

Mówimy po polsku

Archipelag Thousand Islands
Sa³ata lodowa polana sosem „Tysi¹ca Wysp“
George Boldt z ¿on¹ Louise Boldt Castle

Cieñ

Fala upa³ów. W kraju. Ojczystym. I przysposobionym. W programach informacyjnych ostrze¿enia. Nie wychodŸ z domu. Bo czeka ciê œmieræ. W najlepszym razie udar s³oneczny. Albo zas³abniêcie. Pij du¿o wody. Nie podlewaj trawników. Powieœ mokre przeœcierad³o w oknie. Wykonuj jak najmniej ruchów. A jeœli znajdujesz siê w pobli¿u zbiorników wodnych – uwa¿aj, by siê nie utopiæ. Unikaj wirów. Nie skacz na g³ówkê. Bo to siê mo¿e Ÿle skoñczyæ. Po wiadomoœciach nadamy rozmowê z m³odym mê¿czyzn¹, który w podobnych okolicznoœciach skrêci³ kark. Nastêpnie wypowie siê kobieta z czerniakiem. To bêdzie tu¿ przed reklam¹ kremu do opalania. Z filtrem. Pamiêtaj, ¿eby dobrze siê posmarowaæ. W mediach spo³ecznoœciowych zdjêcia termometrów. Odkszta³caj¹cego siê asfal-

tu. Wyludnionych betonowych placów, w które pozamieniano rynki wiêkszoœci polskich miast i miasteczek. Ktoœ robi jajka sadzone na parapecie. Ale to chyba w Azji? Widok z okna nie przypomina kraju nad Wis³¹. Znana postaæ medialna le¿y pod wiatrakiem. £ó¿ko jak trumna. Bia³e skarpetki. Ni¿ej fotografia potarganego Schopenhauera. „A pod ziemi¹ ch³odek” – g³osi napis. Czarny humor. A w³aœciwie – w kolorze sepii. Dobry na prze³amanie wszechobecnej apokaliptycznej narracji. Która ma na celu – nomen omen – podgrzaæ atmosferê. Bo zaciekawiony, a jeszcze lepiej – przestraszony odbiorca, d³u¿ej zatrzyma uwagê. Kliknie. W treœæ. Za któr¹ id¹ reklamy. Czyli pieni¹dze. Tak wygl¹da wolny rynek. Tak wygl¹da zniewolony œwiat. Gdzie najlepiej sprzedaje siê strach. Podzia³. Œwiête oburzenie. Sensacja. K o n t r o we r s j a. Oczywiœcie nie mo¿na nie zauwa¿yæ, ¿e inferno, które nawiedza od kilku lat Europê to sytuacja bez precedensu. I ostateczny argument, by przekonaæ denialistów, którzy zaprzeczaj¹ globalnemu ociepleniu i nie rozumiej¹, czym siê ró¿ni klimat od pogody. To prawda, ¿e niesprzyjaj¹ce wa-

runki atmosferyczne s¹ przyczyn¹ nadmiarowych zgonów. I rzeczywiœcie trzeba byæ ostro¿nym. Ale jeœli ktoœ ma problemy z sercem, lepiej ¿eby na jakiœ czas wy³¹czy³ radio, telewizjê i internet. Inaczej, od samego s³uchania, ogl¹dania i czytania, mo¿na dostaæ zawa³u. Albo krêæka.

*

Fraszka Sztaudyngera: Nagrobek cz³owieka zmar³ego na udar s³oneczny

Ceñ

Cieñ.

*

Kiedy w niedzielny wieczór wysiadam z metra na Williamsburgu nadal jest gor¹co i wilgotno. Nied³ugo zajdzie s³oñce. Ale jeszcze przez chwilê bêdzie jak w œrodku bursztynu. Albo w ³y¿ce miodu. W kawiarniach t³oczno. Wszystkie stoliki zajête. Kelnerzy biegaj¹ miêdzy stolikami. Psy le¿¹ przy ziemi. Szukaj¹ ch³odu. Wywalaj¹ jêzyki. Ciê¿ko dysz¹. Bli¿ej rzeki migocze zielone. I niebieskie. Œmia³kowie uprawiaj¹ jogging. Patrzê na wyrzeŸbione, spocone cia³a. I myœlê, ¿e to ludzie w moim wieku. A potem zdajê sobie sprawê, ¿e s¹ o dwie, mo¿e trzy dekady m³odsi. Zd¹¿y³am siê zestarzeæ, zanim doros³am. Mówiê do siebie. W drodze na 50. urodziny kole¿anki. Która ma problem z przemijaniem. Jak my wszyscy. Albo przynajmniej wiêkszoœæ. Której czegoœ brakuje. Której coœ siê nie uda³o.

Nie wysz³o. Mo¿e nie, ¿e ca³kiem. Mo¿e nie do koñca. Ale jednak. Mia³o byæ inaczej. £atwiej. Szczêœliwiej. Bogaciej. Jak u innych. Których ¿ycia naœladuj¹ instagram. Którzy siê spe³niaj¹. Rodzinnie. Zawodowo. Twórczo. Gdyby w to wierzyæ, nale¿a³oby ustaliæ sk¹d w takim razie epidemie rozwodów, depresji, samotnoœci –o których mówi¹ statystyki, socjologowie i dane z rynku? Skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak Ÿle?

Najwa¿niejsze, by siê nie porównywaæ. Nie przyk³adaæ tej samej miarki. Nie oceniaæ – g³ównie siebie – krytycznie. To trudna sztuka. Ale trzeba siê w niej æwiczyæ. Codziennie pochylaæ nad piêknem rzeczy drobnych, niepozornych. Dostrzegaæ je. W zwyczajnych przejawach ¿ycia. Zachodzie s³oñca nad East River. Ksiê¿ycu (Strawberry Moon!), o którym jutro napisz¹ gazety. Smaku sch³odzonego bia³ego wina spo¿ytego w piêknych okolicznoœciach przyrody. Poœród ludzi, którzy maj¹ sobie coœ do powiedzenia. A nie tylko – zareklamowania i sprzedania. ¯ycie to coœ wiêcej, ni¿ dom na kredyt w Hiszpanii. Mówiê M. na odchodne. Nazajutrz napisze: dziêki, za te wszystkie dobre rzeczy, które widzisz

Sam¹ mnie to dziwi. I trochê siê obawiam. ¯eby nie by³o jak u Leca, który w „Myœlach nieuczesanych” pisa³: Zanurzy³em siê raz w optymizmie. Ledwie mnie odratowano ❍

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

RadoϾ na stare lata

Jan Latus

Co jakiœ czas ktoœ zadaje mi proste pytanie: – No i jak tam ci na Filipinach? Oczekuje d³ugiej odpowiedzi. Albo wysili siê na jeszcze d³u¿sze zapytanie: – No i jak tam ci siê ¿yje na Filipinach? Warto tam pojechaæ?

W wersji maksymalnej ktoœ sk³ada trzy zdania, ¿e rozwa¿a przeniesienie siê tam na emeryturê i pyta, czy w ogóle warto i dlaczego warto albo nie warto. O ile trochê obrusza mnie obcesowa forma, a mo¿e tylko lenistwo, pytaj¹cych, to doskonale ich rozumiem i staram siê im pomóc.

Bo widzicie, ju¿ nic dla nas nie bêdzie proste. Proste to by by³o, gdybyœmy siê urodzili w Krakowie za cesarza i spêdzili ca³e ¿ycie w tym samym mieszkaniu w dostojnej kamienicy. Z trzymanych w swoim pokoiku dzieci przekszta³cilibyœmy siê w rz¹dz¹cych domem ludzi w sile wieku, a koñczylibyœmy ¿ywot jako dziadkowie trzymani w swoim pokoiku. Taka sekwencja i symbioza pokoleñ istnieje jeszcze na moich Filipinach, na prowincji, ale krusz¹ je dwie rzeczy: m³odzi wyje¿d¿aj¹cy do miasta w poszukiwaniu pracy oraz m³odzi za prac¹ emigruj¹cy, czasem ju¿ na ca³e ¿ycie.

Nasza generacja zosta³a doœwiadczona ju¿ nie przez wojnê, ale przez socjalizm oraz masow¹ emigracjê. Przecie¿ piszê to g³ównie do emigrantów w Stanach i my wszyscy bêdziemy ju¿ zawsze podatni na myœlenie: a mo¿e by st¹d wyjechaæ, skoro w Ameryce robi siê tak nieprzyjemnie i drogo? Do Polski? Tam te¿ robi siê ostatnio nieprzyjemnie i drogo. Wiêc gdzie? To, co mia³o byæ ostatnim, nieuchronnym, smutnym i nudnym etapem ¿ycia, nagle staje siê szans¹ na przygodê. Niczym u kogoœ, kto po ca³ym pracowitym i oszczêdnym ¿yciu wygrywa na loterii albo dziedziczy spadek – i nagle czuje siê wolny jak ptak, i chce podró¿owaæ po krainach, które zna³ tylko ze znaczków pocztowych. Nawet rozumiej¹c, ¿e ¿ycie na –skromnej – emeryturze nie bêdzie nieustaj¹cym karnawa³em, ludzie maj¹ nadziejê, ¿e pojawi siê wreszcie w ich ¿yciu wiêcej luzu i wiêcej s³oñca, dos³ownie. Tak wiêc pytaj¹ o miejsca ciep³e, powolne i spokojne. Chcieliby byæ na wiecznych wakacjach, ale nie takich ekstremalnych. Nie potrzebuj¹ ju¿ nart wodnych i sprzêtu do nurkowania, wystarczy im kilka eleganckich, lekkich ubrañ, w których mogliby codziennie chodziæ do swojej ulubionej kafejki z widokiem na morze. K³aniaæ siê mi³ym, lokalnym panom i nigdy ju¿ nie k³óciæ siê o politykê.

Polaków w Stanach Zjednoczonych czêsto nie by³oby na ¿ycie tutaj ze skromnych emerytur staæ – bo ma³o kto z nas by³ tu chirurgiem lub adwokatem – nawet na wynajêcie mieszkania, o wyjœciach na obiad i wyjazdach na wycieczki ju¿ zapo-

minaj¹c. Zostaj¹ najchêtniej ci, którzy kiedyœ kupili i sp³acili domy, zainwestowali, wreszcie – maj¹ ju¿ zamerykanizowane dzieci i wnuków, chcieliby wiêc pozostaæ blisko nich.

Logiczn¹ opcj¹ dla Polaka w Ameryce jest emerytura w Polsce. Ale znowu – wypada³oby mieæ swoje mieszkanie i jakieœ oszczêdnoœci. Przy obecnych kursach walut amerykañska emerytura na wiele tu nie starczy. Nawet jednak powrót do w³asnego mieszkania okazuje siê – skazanym na pora¿kê – powrotem do przesz³oœci. Czêsto nie mamy tu ju¿ rodziny, pozostaj¹ wiêc wspomnienia: dzieciñstwa w Polsce i pracowitego – choæ w sumie ciekawego, bo naszego – ¿ycia w Ameryce. Poza tym nastrój w kraju – z powodu masakruj¹cej zdrowie psychiczne obywateli agresji politycznej – jest taki sobie, na pewno nie taki, jak w nadmorskim miasteczku na Sycylii lub w Tajlandii. Tak wiêc ludzie starsi szukaj¹ tej trzeciej opcji. W wielu krajach œwiata jest taniej, bezpieczniej i chyba przyjemniej ni¿ w USA. Wielu Amerykanów to zauwa¿a i przenosz¹ siê do Meksyku czy Kostaryki. Anglicy – do po³udniowej Hiszpanii. Niemcy i Szwedzi te¿ na po³udnie Europy, albo do Azji Po³udniowo-Wschodniej. No i jak tam siê ¿yje na Filipinach? Zale¿y kto pyta. Jeœli jest to ju¿ samotny, ale ci¹gle sprawny, mê¿czyzna, mo¿e siê jeszcze odrobinkê w ¿yciu zabawiæ, choæby tylko sobie patrz¹c na m³ode, mi³e dla niego dziewczyny, chodz¹c na tanie masa¿e, gadaj¹c w barze o niczym z innymi cudzoziemcami. Kobiety w starszym wie-

ku raczej nie optuj¹ za takim trybem ¿ycia, tak wiêc w Azji ich siê nie widzi. Mo¿e s¹ w Portugalii? W Ciechocinku?

Inaczej spêdza siê staroœæ, gdy ci¹gle ma siê fajnego partnera. Wtedy i w Polsce mo¿na jakoœ prze¿yæ, skoro w zamkniêciu swojego mieszkania mo¿na wspólnie wspominaæ m³odoœæ. Iw Azji zdarzaj¹ siê takie pary. Mo¿na ogl¹daæ ich filmiki na YouTubie: starsze, polskie ma³¿eñstwo w nadmorskim Hua Hin w Tajlandii cieszy siê codziennym luzem i komfortem spokojnego ¿ycia. W sumie takich par jest jednak ma³o.

A ¿eby mieszkaæ samotnie na koñcu œwiata, trzeba mieæ specyficzn¹ psychikê. Ja na przyk³ad od m³odoœci wyrywa³em siê do zwiedzania œwiata, zaczynaj¹c od Czechos³owacji, przez wypady do miast europejskich z Nowego Jorku, a¿ po ostatnie d³ugie pomieszkiwania w Tajlandii, Malezji i Filipinach. Choæ wiele rzeczy – ludzie, klimat, jedzenie – bardzo mi w Azji odpowiada, niewykluczone, ¿e podj¹³bym kolejne wyzwanie i postanowi³ pomieszkaæ sobie na przyk³ad w Afryce albo w Urugwaju. Ale przecie¿ nie ka¿dy taki jest i wcale nie mówiê tego z wy¿szoœci¹. Jeœli ktoœ nie lubi codziennie byæ sam ze sob¹ w ca³kowicie egzotycznym œrodowisku, jeœli nie potrafi siê dostosowywaæ, zmieniaæ, sprawdzaæ w nowych warunkach, mo¿e powinien wybraæ wariant mniej ekstremalny: miasteczko w Portugalii czy ryback¹ wioskê w Grecji, gdzie obyczaje i jedzenie s¹ jednak podobniejsze do polskiego i amerykañskiego To ja siê ju¿ dla Was poœwiêcê i bêdê kuœtyka³ na stare lata po wertepach filipiñskich slumsów. Ale nie ka¿cie mi przenosiæ siê do Ciechocinka.

Pi³sudscy w Zu³owie

W Zu³owie ¿ywa by³a literacka uraza, bo dziadek Marsza³ka nie móg³ darowaæ Henrykowi Sienkiewiczowi sposobu, w jaki ten odmalowa³ Billewiczów w „Potopie”. Rodzina czu³a siê pokrzywdzona obrazem „rodu w stanie upadku”. A przecie¿ wystarczy³o cofn¹æ siê o dwa lub trzy pokolenia, by w ich rodowodzie odnaleŸæ kniaziowskie nazwiska Puzynów czy Po³ubiñskich. Ta œwiadomoœæ bycia czêœci¹ wielkiej historii by³a fundamentem, na którym budowano poczucie war toœci m³odych Pi³sudskich.

Choæ Józef Wincenty posiada³ w³asny maj¹tek rodowy – Poszuszwie – to w nietypowy dla tamtych czasów sposób zrezygnowa³ z niego na rzecz swojej siostry. By³ ku temu powa¿ny powód. Podczas powstania styczniowego Józef Wincenty by³ komisarzem cywilnym Rz¹du Narodowego na powiat kowieñski, co oznacza³o stryczek i konfiskatê maj¹tku przez Rosjan. Kiedy Rosjanie przybyli do Poszuszwia znaleŸli tam cia³o nieznanego powstañca, którego omy³kowo uznali za Pi³sudskiego. Ta pomy³ka pozwoli³a Józefowi Wincentemu nie tylko prze¿yæ, ale tak¿e uratowaæ maj¹tek, który korzystaj¹c z tej niezwyklej okazji przekaza³ siostrze. To dlatego prawdziwy fundament ekonomiczny rodu stanowi³o wiano Marii Billewiczówny. By³ to posag wrêcz gigantyczny: cztery maj¹tki o ³¹cznej powierzchni 12 tysiêcy hektarów. W sk³ad tego „imperium” wchodzi³y Adamowo, Tenenie oraz Suginty, ale sercem wszystkiego by³ Zu³ów. Sam ten maj¹tek liczy³ ponad osiem tysiêcy hektarów. Skala tego bogactwa, po³¹czona z in¿yniersk¹ pasj¹ Józefa Wincentego, pozwala³a wierzyæ, ¿e Zu³ów stanie siê najnowoczeœniejszym oœrodkiem gospodarczym na Litwie. Józef Wincenty z in¿ynierskim zaciêciem modernizowa³ maj¹tek, a Maria Pi³sudska, mimo w¹t³ego zdrowia, trzyma³a gospodarkê „¿elazn¹ rêk¹”. By³a to desperacka, ale genialnie zorganizowana próba nadrobienia cywilizacyjnych zaleg³oœci wobec œwiata, który wszed³ w erê przemys³ow¹.

W Zu³owie dorasta³a siódemka dzieci Pi³sudskich: Helena, Zula, Broniœ, Ziuk,

Adam, Kazimierz i Mania. Ich dzieciñstwo, choæ zamo¿ne, by³o szko³¹ hartu. Sielankê przerywa³y realne traumy: strach przed kozackimi patrolami, po¿ar pobliskiej karczmy czy bolesna dla najm³odszych œmieræ ukochanego szczeniaka Pluñcia.

Ma³y Józef, zwany Ziukiem, ju¿ wtedy przejawia³ dominuj¹cy charakter. Do legendy przesz³a zabawa w koniki, podczas której przysz³y Naczelnik pogania³ swoje siostrzczki prawdziwym batem.

Józef Wincenty Pi³sudski by³ dla synów pomostem miêdzy dawn¹ Rzeczpospolit¹, a nowoczesnoœci¹. Jego w³asny ojciec urodzi³ siê w 1795 roku podczas III rozbioru Polski. On sam przyszed³ na œwiat tu¿ po powstaniu listopadowym, a ¿eni³ siê – ryzykuj¹c wszystkim – w samym œrodku powstania styczniowego.

Dwór w Zu³owie stanowi³ specyficzny, samowystarczalny system spo³eczny, w którym granica miêdzy domownikami, a plejad¹ rezydentów by³a p³ynna. Ziemiañski etos tamtego czasu zak³ada³, ¿e rodzina to pojêcie szerokie, obejmuj¹ce nie tylko rodziców i dzieci, ale uniwersum postaci wspó³tworz¹cych codziennoœæ maj¹tku. Obok licznego rodzeñstwa, w domu stale obecni byli krewni, s¹siedzi oraz wyspecjalizowany personel, od guwernantek dbaj¹cych o poziom religii i jêzyków, po pacho³ków i piastunki. Ten specyficzny rytm ¿ycia, wyznaczany przez wizyty „dziadunia” Antoniego i z rzadka przychodz¹c¹ pocztê, uczy³ dzieci funkcjonowania w z³o¿onej strukturze. Choæ rodzina nie pracowa³a fizycznie, na jej barkach spoczywa³a odpowiedzialnoœæ za zarz¹dzanie maj¹tkiem. M³ody Ziuk od najm³odszych lat obserwowa³ to têtni¹ce ¿yciem ludzkie mrowisko.

Wbrew powszechnym wyobra¿eniom o pasywnej roli kobiet w XIX w., to Maria Pi³sudska stanowi³a matriarchalny fundament Zu³owa. Obdarzona „zdrowym rozs¹dkiem” i wyczuciem roli, by³a nie tylko matk¹, ale faktycznie zarz¹dza³a maj¹tkiem i wnosi³a do do ma³¿eñstwa stabilnoœæ. To w³aœnie na barkach kobiet i dziewcz¹t spoczywa³ bezpoœredni nadzór nad prac¹ na roli. Podczas gdy Józef Wincenty zajmowa³ siê „interesami” i poszerzaniem synowskich horyzontów, Maria trzyma³a ster gospodarstwa. To ona by³a krzewicielk¹ polskoœci i g³ównym administratorem maj¹tku, pe³ni¹c funkcjê pragmatycznego stabilizatora wobec ryzykownych wizji mê¿a.

Wœród galerii zu³owskich postaci wyró¿nia³a siê Stefania Lipmanówna, znana jako ciotka Stefcia. Jej nieokie³znany, energetyczny sposób bycia stanowi³ jaskrawy

kontrast dla flegmatycznej ciotki Rogalskiej czy cichej Celiny Bukontówny. Stefcia, która nigdy nie wysz³a za m¹¿, wymyka³a siê sztywnym gorsetom spo³ecznych ról. Spekulowano, ¿e powodem jej samotnoœci by³a sekretna mi³oœæ do ojca Ziuka lub ¿a³oba po narzeczonym poleg³ym w powstaniu. Niezale¿nie od osobistych dramatów, ciocia Stefcia sta³a siê kluczowym elementem patriotycznej edukacji dzieci. Podczas leœnych wêdrówek, z dala od uszu niepowo³anych osób, przekazywa³a im etos walki i tajemnice powstañczej przesz³oœci.

Józef Wincenty Pi³sudski, by³ postaci¹ tragiczn¹ – prekursorem przemys³u, którego ambitne plany rozbi³y siê o tward¹ rzeczywistoœæ finansow¹. Pragn¹³ przekszta³ciæ Zu³ów w oœrodek pó³przemys³owy: budowa³ m³yn na rzece Merze, rozbudowywa³ gorzelniê, planowa³ dro¿d¿owniê. Jego pasje – od muzyki po historiê Napoleona – wspó³istnia³y z narastaj¹cymi d³ugami. To w³aœnie po nim syn Józef przej¹³ nie tylko imiê, ale i charakterystyczne zachowania. Józef Wincenty czêsto przechadza³ siê po polach, pogr¹¿ony w myœlach, z d³oñmi splecionymi za plecami. Ta poza, uwieczniona póŸniej na niezliczonych fotografiach Marsza³ka, by³a w Zu³owie sygna³em dla otoczenia, by nie zak³ócaæ spokoju pana domu.

Zu³owska sielanka dobieg³a koñca w upalny, lipcowy dzieñ 1874 roku, gdy niemal¿e wszyscy mieszkañcy maj¹tku ruszyli do stacji Podbrodzie aby pomóc w transporcie wielkiego kot³a parowego, który mia³ staæ siê sercem dro¿d¿owni. Kiedy z wielkim mozo³em przeci¹gano kocio³ przez wyschniête koryto rzeki Mery w zu³owskim dworze wybuch³ po¿ar, który zamieni³ posiad³oœæ w zgliszcza. W panicznym chaosie ratowania dobytku, opiekunka niespe³na dwuletniej Mani

(Marii) porzuci³a dziecko w wysokiej trawie blisko p³on¹cego dworu, wybieraj¹c ratowanie w³asnej poœcieli. Choæ rodzeñstwo cudem ocala³o, dostatnie ¿ycie skoñczy³o siê bezpowrotnie. Na odbudowê maj¹tku brakowa³o pieniêdzy, a ziemiê trzeba by³o oddaæ w dzier¿awê.

Przeprowadzka do Wilna by³a pocz¹tkiem bolesnej degradacji. Rodzina Pi³sudskich, pozbawiona dochodów z Zu³owa, zamieszka³a w wynajmowanych mieszkaniach, a codziennoœæ zaczê³y wyznaczaæ k³opoty finansowe i zabiegi o zdrowie matki. Zamo¿ny ziemianin sta³ siê d³u¿nikiem osaczonym przez wierzycieli, co z gorycz¹ odnotowa³ w swoim dzienniku nastoletni Bronis³aw.

Mimo materialnej klêski, Zu³ów pozosta³ w pamiêci Józefa Pi³sudskiego miejscem mitycznym, wyidealizowanym przez filtr dzieciêcych wspomnieñ. Rzeczywistoœæ by³a jednak surowsza – to by³ dom zbudowany na kredycie, który sp³on¹³ w pogoni za nowoczesnoœci¹.

To tam jednak, na popio³ach rodzinnego szczêœcia, hartowa³a siê wola przetrwania i rodzi³a legenda, która nie potrzebowa³a ju¿ dworskich wygód, by zmieniæ bieg historii. Postaæ Józefa Pi³sudskiego w zbiorowej wyobraŸni Polaków jawi siê niemal wy³¹cznie przez pryzmat spi¿owego pomnika surowego Marsza³ka b¹dŸ sielankowego obrazka z dzieciñstwa „Ziuka” w Zu³owie. Jednak pod t¹ hagiograficzn¹ pow³ok¹ kryje siê rzeczywistoœæ znacznie bardziej z³o¿ona, utkana z wielkich ambicji, modernizacyjnych mira¿y i bolesnej degradacji. To w³aœnie tam, w cieniu ¿mudzkich lasów, kszta³towa³ siê charakter cz³owieka, który mia³ póŸniej wzi¹æ na barki losy ca³ego narodu.

Zrozumienie dynamiki tego domu pozwala dostrzec, ¿e Zu³ów nie by³ jedynie arkadi¹, lecz tward¹ szko³¹ ¿ycia, gdzie sukcesy przeplata³y siê z dramatem, a dostatek sta³ na kruchym, finansowym fundamencie. Ostatecznie maj¹tek zosta³ sprzedany aby uratowaæ ¿ycie skazanego na œmieræ Bronis³awa (za spisek na ¿ycie cara), którego w zamian zes³ano na 15 lat katorgi na Kamczatkê.

Patrz¹c na historiê Zu³owa, trudno nie ulec refleksji: czy bez tej surowej, zu³owskiej szko³y ¿ycia, bez etosu pracy w cieniu klêski i bez dumy zkniaziowskich korzeni, Józef Pi³sudski mia³by w sobie doœæ si³y, by w 1918 roku podnieœæ Polskê z niebytu? Przypadek rz¹dzi histori¹, ale to w Zu³owie wykuwano hart ducha, który pozwoli³ ten przypadek wykorzystaæ.

Józef i Bronis³aw Pi³sudscy
Maria Billewiczówna
Zu³ów
Józef Wincenty Pi³sudski i Maria Pi³sudska

El¿bieta Baumgartner radzi

Co warto wiedzieæ o Living Trust

Living Trust to jedno z najbardziej elastycznych i praktycznych narzêdzi planowania maj¹tku na wypadek swojej œmierci. Oto co warto o nim wiedzieæ.

Co to jest Living Trust Trust to szczególna umowa dotycz¹ca maj¹tku, w której uczestnicz¹ trzy strony:

➦ donator (grantor) – osoba tworz¹ca trust i przekazuj¹ca do niego maj¹tek, ➦ powiernik (trustee) – osoba zarz¹dzaj¹ca tym maj¹tkiem,

➦ beneficjent (beneficiary) – osoba, która otrzyma maj¹tek zgodnie z zasadami trustu.

W przypadku Living Trust (trustu za ¿ycia) donator i powiernik to zazwyczaj ta sama osoba. Przenosisz do trustu swój maj¹tek, zachowujesz nad nim pe³n¹ kontrolê, a po twojej œmierci przechodzi on bezpoœrednio na wskazanych beneficjentów. To odró¿nia Living Trust od trustu testamentowego, który zaczyna dzia³aæ dopiero po œmierci.

Skoro sam jesteœ powiernikiem za³o¿onego przez siebie trustu, masz pe³n¹ kontrolê nad nim i nad maj¹tkiem, który tam przenios³eœ. Mo¿esz dodaæ do niego sk³adniki maj¹tkowe lub je sprzedaæ. Mo¿esz zmieniæ beneficjenta, zmieniæ warunki trustu, a nawet go anulowaæ, co czyni trust odwo³alnym (revocable).

Nie musisz byæ swoim w³asnym powiernikiem, mo¿esz na powiernika wyznaczyæ doros³e dzieci, prawnika lub finansow¹ instytucjê. Wiêkszoœæ ludzi wyznacza na powierników siebie, a doros³e dzieci lub zaufanych przyjació³ – jako zastêpczych powierników (alternate trustees). Pary ma³¿eñskie mog¹ za³o¿yæ wspólny Living Trust, którego obydwoje s¹ równoprawnymi powiernikami.

Powody stworzenia Living Trust £atwoœæ sukcesji maj¹tkowej. Maj¹tek zarejestrowany na trust unika probacji – s¹dowej procedury zatwierdzenia testamentu. Na przyk³ad, je¿eli tytu³ w³asnoœci domu opiewa na trust, to po twojej œmierci dom przechodzi na wyznaczonego przez ciebie beneficjenta bezpoœrednio, bez ingerencji s¹du spadkowego. Gdybyœ posiada³ maj¹tek w kilku stanach, to musia³by on przejœæ przez probacjê w ka¿dym z nich oddzielnie. W takiej sytuacji Living Trust jest bardzo pomocny, bo oszczêdza du¿o czasu, pieniêdzy i fatygi. Wyznaczenie opiekunów nieletnich dzieci. Tylko w testamencie mo¿na wy-

znaczyæ prawnych opiekunów nieletnich dzieci. Nale¿y wiêc mieæ testament, który zawsze powinien towarzyszyæ dokumentowi Living Trust. W Living Trust natomiast warto wyznaczyæ opiekunów maj¹tku dzieci (property guardians). W ten sposób dwie ró¿ne osoby bêd¹ sprawowaæ opiekê nad dzieæmi: jedna bêdzie ich prawnym opiekunem, a druga opiekunem ich pieniêdzy. Powy¿szy krok ma szczególne uzasadnienie w przypadku rozwodu, gdy obawiasz siê, ¿e by³y wspó³ma³¿onek zechce obaliæ twój testament, w którym wyznaczy³eœ opiekuna maj¹tku. Je¿eli property guardian bêdzie wyznaczony w Living Trust, to podwa¿enie twej decyzji bêdzie prawie niemo¿liwe. Wyznaczenie spadkobierców maj¹tku. W Living Trust rozporz¹dzasz swoim maj¹tkiem na wypadek swojej œmierci, wyznaczaj¹c beneficjenta lub beneficjentów. Wolno ci wymieniæ w truœcie jakieœ warunki, które beneficjent musi spe³niæ, by otrzymaæ maj¹tek.

Wyznaczenie zarz¹dcy (powiernika) maj¹tku na czas twojej niepe³nosprawnoœci. Twój trust zabezpiecza ciebie równie¿ za twego ¿ycia, na wypadek niepe³nosprawnoœci. Oprócz siebie wyznaczasz równie¿ zastêpcê (successor trustee). Je¿eli staniesz siê niezdolny do czynnoœci prawnych, zarz¹dzanie twoimi sprawami przejmuje powiernik – zastêpca. Oprócz tego mo¿esz podaæ mu dok³adne instrukcje co do tego, jak chcesz byæ traktowany w przypadku niepe³nosprawnoœci i podaæ rodzinie dyspozycje na wypadek swojej œmierci. Powiernik – zastêpca przejmuje obowi¹zki równie¿ wtedy, gdy ty nie zechcesz ich wykonywaæ, czy to z powodu starszego wieku czy... przed³u¿onych wakacji.

Wyznaczenie wykonawcy testamentu. W Living Trust mo¿esz wyznaczyæ osobê, która wykona twoje zarz¹dzenia testamentowe.

Zalety Living Trust

Mo¿noœæ zrealizowania powy¿szych celów jest olbrzymi¹ zalet¹ Living Trust. Ale dochodz¹ jeszcze inne plusy.

Proste rozliczenie podatkowe. Podatki od dochodu przynoszonego przez maj¹tek trustu rozliczasz na w³asnym zeznaniu podatkowym, pod warunkiem, ¿e ca³y twój maj¹tek jest w USA i ¿e sam jesteœ powiernikiem trustu. Innymi s³owy, przeniesienie przedmiotów maj¹tkowych (kont bankowych, maklerskich, nieruchomoœci) nie zmienia twego rozliczenia podatkowego. Unikasz w ten sposób k³opotliwych oœwiadczeñ na formularzu IRS Form 1041, U.S. Income Tax Return for Estates and Trusts.

Trudny do obalenia. W odró¿nieniu od testamentów czasami podwa¿anych przez niezadowolonych krewnych, Living Trust jest bardzo trudny do zakwestionowania. Warto zamieœciæ w nim klauzulê wydziedziczaj¹c¹ ka¿dego, kto zechce obaliæ trust. Zachowanie prywatnoœci. Living Trust w po³¹czeniu z testamentem, zwanym pour-over-will, rozporz¹dzaj¹cym reszt¹ masy spadkowej, jest skuteczn¹

metod¹ na zachowanie prywatnoœci. Twoje rozporz¹dzenia pozostan¹ niedostêpne dla osób trzecich, w odró¿nieniu od typowego testamentu, przechodz¹cego przez s¹dow¹ procedurê probacji, który pozostaje do publicznego wgl¹du. Mo¿na oszczêdziæ na podatkach spadkowych, ale tylko wtedy, gdy zastosuje siê dodatkowe strategie. Sam w sobie Living Trust nie oszczêdzi nam ani podatków dochodowych ani spadkowych.

Wady Living Trust

Koszt. Living Trust, jak i inne trusty, zak³ada siê przewa¿nie przy pomocy prawnika, co bywa dosyæ kosztowne, mimo tego, ¿e prawnicy maj¹ programy komputerowe do spisania trustu. Mo¿na te¿ trust za³o¿yæ samodzielnie, przy pomocy internetowego serwisu, o czym dalej, ale wtedy trzeba wiedzieæ, co siê robi. Trust wymaga przerejestrowania wszystkich sk³adników maj¹tkowych na nazwê trustu. W sumie, Living Trust jest godny polecenia tylko w niektórych sytuacjach, przede wszystkim wtedy, gdy twoim priorytetem jest unikniêcie probacji, a nie mo¿esz tego uczyniæ prostszymi sposobami (wspó³w³asnoœæ, wyznaczenie beneficjenta).

Brak s¹dowego nadzoru. Cecha, która przyci¹ga jednych do Living Trust, dla innych mo¿e byæ wad¹. Powierzasz realizacjê twoich dyspozycji powiernikowi i jest mo¿liwe, ¿e uczyni on coœ, co nie le¿y w najlepszym interesie twoim i twojej rodziny. A¿eby zabezpieczyæ siê przed tak¹ ewentualnoœci¹, warto wyznaczyæ drugiego powiernika (co-trustee) w osobie krewnego czy zaufanego przyjaciela.

Potrzebny mo¿e byæ testament. Wszystkie sk³adniki maj¹tku nieujête w Living Trust zostan¹ przekazane przez testament, je¿eli go spiszesz. Testament ten bêdzie musia³ przejœæ przez probacjê. Wszystko, co nie znajdzie siê w Living Trust lub nie

El¿bieta Baumgartner

nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Planowanie spadkowe”, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492

bêdzie mia³o wskazanego beneficjenta, bêdzie podlegaæ probacji. Nie chroni przed wierzycielami. Trust ten jest odwracalny, a ty jesteœ jego powiernikiem, wiêc prawo uwa¿a, ¿e nadal jesteœ odpowiedzialny za d³ugi, a wierzyciele mog¹ dochodziæ nale¿noœci z maj¹tku trustu. Po twojej œmierci nie ma limitu czasowego, w jakim wierzyciele mog¹ zg³aszaæ swoje roszczenia. Oczywiœcie, niewiele osób obawia siê procesów s¹dowych po œmierci, ale biznesmeni czy przedstawiciele pewnych zawodów mog¹ rozwa¿yæ przekazanie czêœci swego maj¹tku drog¹ testamentaln¹, by prawid³owo poinformowaæ o probacji wierzycieli. Porozmawiaj z prawnikiem.

Jak spisaæ Living Trust Udaj siê do prawnika, szczególnie, je¿eli jesteœ majêtny. Ale mo¿na taniej. Wydawnictwo NOLO oferuje us³ugê Online Living Trust za kilkadziesi¹t dolarów: ➦ www.nolo.com/products/wills-trusts/ living-trusts Living Trust, równie¿ wa¿ny w dowolnym stanie, mo¿esz te¿ sporz¹dziæ w sieci w LegalZoom albo w RocketLawyer. ❍

Jak pomniejszyæ podatki

dowiesz siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner

“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”

Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.

Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.

Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy

Tel. 347.280.8434 –Tadeusz

➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿: Deerfield Beach:

2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000

Fort Lauderdale:

3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000

Pompano Beach: nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000

Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net

NA GAZOWE

● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS

● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY

● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION

● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW

T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

pieniêdzy i paczek

Acupuncture and Chinese Herbal Center

Cui, L.Ac, OMD,

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê

● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice

● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu

● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354

Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956

1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223

Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com

Szaleñstwo i... metoda

Duchów, o których by³a mowa w poprzednim numerze „Kuriera Plus”, siê boimy, ale to jednak swoista abstrakcja, wytwór naszej wyobraŸni – powiadaj¹ trzeŸwi realiœci. Gor¹co zaoponuj¹ przeciw temu stwierdzeniu ci, którzy wierz¹ w duchów obcowanie na jawie, we œnie i wszêdzie. Jednak – myœlê – ¿e bardziej ni¿ duchów boimy siê szaleñstwa: w³asnego b¹dŸ cudzego. Kalectwo fizyczne (o nim innym razem) jest nieszczêœciem, ale jeœli komuœ rozum odebra³o, to ju¿ pe³na tragedia. Cz³owiek przestaje byæ panem siebie. Malarze, jak Francuz Theodore Gerricault czy Francisco Goya z jak¹œ chorobliw¹ fascynacj¹ malowali ludzi niespe³na rozumu, przypadki psychicznych schorzeñ, sceny wariactwa. WyraŸnie tkwi³ w nich ten strach, o którym wspomnia³em – Goya po ciê¿kim zatruciu farbami wrêcz otar³ siê o szaleñstwo – wiedzia³, co to znaczy.

Bezmyœlny jak wó³ William Blake, artysta, poeta, wizjoner, filozof, wykorzysta³ do jednej ze swych fascynuj¹cych grafik opowieœæ z Ksiêgi Daniela o babiloñskim królu Nabuchodonozorze, który tak siê „rozwielmo¿y³ i rozmóg³”, wielmo¿noœæ jego uros³a i dosiêg³a a¿ do nieba, a w³adza jego do granic wszystkiej ziemie (KsD, IV, 22), ¿e Bóg odebra³ mu rozum „i od ludzi wyrzucony jest. I trawê jad³ jak wó³ i ros¹ niebiesk¹ cia³o jego zmoczone jest, a¿ w³osy jego na kszta³t or³ów uros³y, a paznokcie jego jako ptaków” (KsD, IV, 33).

Barwiona akwarel¹ grafika Blake’a powsta³a w 1795 r. i obok jedenastu innych prac z tej serii mia³a ilustrowaæ religijne i polityczne pogl¹dy brytyjskiego artysty: rozum zostaje odebrany tym, którzy w pysze i arogancji zapominaj¹ o Bogu i sami wyobra¿aj¹ sobie, i¿ s¹ najwy¿sz¹ instancj¹ i w³adz¹ na œwiecie. Im wy¿ej siêgaj¹, tym ni¿ej zostan¹ str¹ceni: król Nabuchodonozor – w³adca absolutny, sprowadzony zosta³ do pozycji bydlêcia (wo³u) –bezmyœlnego stworzenia, ob³¹kanego, wyobra¿ony przez poetê i malarza na czworakach z b³êdnym wzrokiem kogoœ, kto nie wie, nie rozumie, co siê dzieje, poza byæ mo¿e przeb³yskiem œwiadomoœci, i¿ oto utraci³ wszystko. Przesta³ byæ cz³owiekiem i ludzie stroni¹ od niego. Obrós³ w³osami, broda siêga mu ziemi. Cia³o te¿ pokryte w³osem – a mo¿e skropione ow¹ ros¹ niebiesk¹. Pazury u r¹k i nóg jak szpony. Dla takich zarozumialców nie ma miejsca poœród rodzaju ludzkiego. Staj¹ siê dos³ownie zwierzêtami. Religijne przes³anie brytyjskiego mistyka nie ulega w¹tpliwoœci, skoro pycha jest pierwszym z grzechów g³ównych. Zarazem jednak mo¿na to dzie³o interpretowaæ jako odleg³y komentarz Blake’a na temat rewolucji francuskiej, której przywódcy akurat w tym czasie obalali kategorie wiary chrzeœcijañskiej, wyrzekali siê Boga, by na jego miejsce intronizowaæ Rozum w z³udnym przeœwiadczeniu, i¿ sami, moc¹ w³asnego, cz³owieczego (ma³ego) intelektu bêd¹ mogli naprawiæ œwiat– dzie³o boskiego stworzenia.

Dlaczego krzyk?

W jakimœ sensie podobnym do powy¿szego jest dzie³o irlandzkiego artysty, Francisa Bacona, umownie nazywane „Krzycz¹cy papie¿”. Umownie, bo artysta namalowa³ w latach 1950-1960 ponad 50 rozmaitych wariantów tej kompozycji wzorowanej na portrecie papie¿a Innocentego X pêdzla hiszpañskiego twórcy, Diego Velazqueza z 1650 r. Ewidentnie nie mia³ skrystalizowanego zamys³u, tote¿ próbowa³ rozmaitych kompozycji. Akurat nie ceniê Bacona jako artysty, zdecydowanie przereklamowanego twórcy, ale jedn¹ z wersji tej serii obrazów, któr¹ zamieszczam, uwa¿am za bardzo udan¹, pomys³ow¹ i… przejmuj¹c¹. Przedstawia sylwetkê postaci w papieskim stroju. Siedzi na krzeœle z wysokim oparciem z rêkami na porêczach – przywi¹zanymi do nich? Zamkniêty w klatce, skryty za kotar¹ przed ludzkim widokiem, zarys jego postaci przeœwituje jednak przez zas³onê. Krzyczy wniebog³osy, co sugeruj¹ nie tylko tytu³ dzie³a, ale i szeroko otwarte usta i wytrzeszczone dziko oczy.

Dlaczego? Mo¿e krzyczy, bo jego szaleñstwo nie znajduje artyku³owanych s³ów, a tylko ujœcie

w opêtañczym wrzasku, bo nie ma w nim niczego ponad nieludzkie reakcje dzikiej bestii. Na czele Koœcio³a stoi wariat ubez-

w³asnowolniony, zamkniêty w klatce i on, jak ca³a instytucja, s¹ niespe³na rozumu? Ale Bacon wielokrotnie deklarowa³, i¿ maluj¹c ten obraz nie mia³ na myœli krytyki Koœcio³a katolickiego. Mo¿e krzyczy, bo jego – najwy¿szego autorytetu moralnego, nikt ju¿ we wspó³czesnym œwiecie nie s³ucha; nikt nie zwraca uwagi na jego nauki i przestrogi. To œwiat oszala³ i papie¿ krzyczy z bezsilnoœci w obliczu œwiata przepe³nionego grzechem i staczaj¹cego siê ku zag³adzie wiecznego potêpienia. Beznadziejnie nawo³uje ludzkoœæ do opamiêtania.

Mo¿e krzyczy, bo coœ wie, zna straszn¹ tajemnicê (jak na przyk³ad przepowiedniê fatimsk¹) objawion¹ tylko jemu, jako namiestnikowi Boga na ziemi. Sekret, którego nie mo¿e wyjawiæ, jest tak przera¿aj¹cy, ¿e zaniemówi³ i pozostaje mu tylko krzyk rozpaczy, bólu i trwogi na myœl o tym, co ju¿ wkrótce nast¹pi. Wszyscy bior¹ za szaleñstwo coœ, co jest wyrazem najwy¿szego lêku o los ludzkoœci.

Interpretacje tego enigmatycznego obrazu mog¹ byæ ró¿ne, czytelnicy „Kuriera Plus” mog¹ dodawaæ swoje.

William Blake – Nabuchodonozor
Francis Bacon – Krzycz¹cy papie¿

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Kurier Plus - e-wydanie 4 lipca 2026 by Kurier Plus - Issuu