NUMER 1654 (1954) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 30 MAJA 2026
Tomasz Bagnowski
Chcesz zielon¹ kartê? WyjedŸ z USA
Urz¹d imigracyjny zmienia zasady uzyskiwania zielonych kart. Wnioskodawcy bêd¹ musieli opuœciæ Stany Zjednoczone.
Jednym najczêœciej powtarzanych argumentów na rzecz walki z „zagro¿eniem” ze strony imigrantów, podnoszonym przez republikanów w obronie polityki Donalda Trumpa, by³o dot¹d to, ¿e chodzi tu jedynie o wyeliminowanie osób, które przedosta³y siê do USA nielegalnie, a szczególnie tych, którzy pope³nili wykroczenia lub przestêpstwa. Po ostatniej decyzji widaæ jednak wyraŸnie, ¿e to nieprawda. To zas³ona dymna dla wyrzucania z USA kogokolwiek, kto z jakichœ powodów Ameryce siê nie podoba. W minionym tygodniu administracja Trumpa og³osi³a, ¿e zgodnie z nowymi wytycznymi wiêkszoœæ cudzoziemców ubiegaj¹cych siê o zielon¹ kartê bêdzie musia³a opuœciæ Stany Zjednoczone i przejœæ procedurê aplikacyjn¹ w kraju pochodzenia. Eksperci ostrzegaj¹, ¿e decyzja ta mo¿e dotkn¹æ setki tysiêcy osób i doprowadziæ do d³ugotrwa³ego rozdzielenia rodzin, co zreszt¹ od dawna jest codzienn¹ praktyk¹ s³u¿b imigracyjnych, stosowan¹ jednak dot¹d przewa¿nie wobec osób przebywaj¹cych w Stanach Zjednoczonych bez legalnego statusu.
Niedawna analiza Brookings Institute podaje, ¿e od pocz¹tku drugiej kadencji Trumpa oko³o 205 000 dzieci doœwiadczy³o zatrzymania jednego z rodziców, w tym oko³o 145 000 dzieci bêd¹cych obywatelami USA. Ponad 22 000 dzieci straci³o wszystkich wspó³zamieszkuj¹cych rodziców w wyniku zatrzymania i mieszka w Ameryce bez swoich najbli¿szych. Brookings Institute podkreœla, ¿e s¹ to jedynie szacunki, poniewa¿ rz¹d federalny nie prowadzi kompleksowego monitoringu liczby dzieci rozdzielonych od rodziców w wyniku dzia³añ s³u¿b imigracyjnych.
Nowe zasady przedstawi³ urz¹d imigracyjny (US Citizenship and Immigration Services – USCIS), odpowiedzialny za nadzór nad imigracj¹. Agencja poinformowa³a, ¿e przyznawanie zielonych kart osobom przebywaj¹cym ju¿ na terytorium USA bêdzie mo¿liwe jedynie w „wyj¹tkowych okolicznoœciach”. W praktyce oznacza to odejœcie od szeroko stosowanej procedury adjustment of status, która pozwala³a zmieniæ status pobytowy bez koniecznoœci opuszczania kraju.
➭ Jubileuszowa gala – str. 3
➭ Uroda istnienia - wernisa¿ Beaty Szpury – str. 7
➭ Mieczys³aw Fogg - urodzi³em siê by œpiewaæ – str. 8
➭ W Blenderze o nowym filmie Pawlikowskiego – str. 10
➭ Co zale¿y od nas w tym chaotycznym œwiecie? – str. 13
➭ Sprawa z czarownicami nie skoñczona – str. 15
1 czerwca - Dzieñ Dziecka
Rafa³ Wojaczek - kaskader polskiej literatury
Rafa³ Wojaczek, portret Zbigniewa Kresowatego
Chris Miekina
Minê³o w³aœnie 55 lat od tragicznej nocy z 10 na 11 maja 1971 roku, kiedy to w jednym z wroc³awskich mieszkañ dope³ni³ siê los Rafa³a Wojaczka. Choæ odszed³ w wieku niespe³na 26 lat, zd¹¿y³ staæ siê centraln¹ postaci¹ polskiego panteonu „poetów przeklêtych”, a jego biografia – nasycona aur¹ skandalu i ¿ywio³owej twórczoœci – obros³a gêst¹ sieci¹ mitów.
Wojaczek by³ mistrzem autokreacji, a jego liczne „inscenizacje samobójcze” stanowi³y sta³y, makabryczny element jego ¿ycia towarzyskiego. Nieustannie testowa³ granice cudzej empatii: skaka³ przez okno na dach gara¿u, co najwy¿ej ryzykuj¹c skrêcenie stopy, czy urz¹dza³ pokazy podcinania ¿y³, by epatowaæ otoczenie widokiem krwi. Szczególnie przejmuj¹ce s¹ opowieœci o próbach wieszania siê na sznurkach do bielizny – konstrukcjach, które nie mia³y prawa utrzymaæ postawnego mê¿czyzny o wzroœcie 198 cm. Ta dysproporcja miêdzy realnym zagro¿eniem a „spektaklem” doprowadzi³a do tragicznego w skutkach znieczulenia bliskich.
Wybitny, wroc³awski psychiatra dr Lisowski, zdiagnozowa³ u Wojaczka cyklofreniê, dzisiaj klasyfikowan¹ jako choroba afektywna dwubiegunowa. Z tej perspektywy wybitna poezja nie by³a jedynie artystycznym wyborem, lecz manifestacj¹ jego choroby. Wojaczek p³aci³ za swój geniusz cenê najwy¿sz¹ – jego twórczoœæ by³a nierozerwalnie sple-
ciona z biologicznym cierpieniem, które lekarze postrzegali jako motor napêdowy jego sztuki, ale tak¿e i wyrok. Wbrew utrwalonemu w popkulturze obrazowi poety ca³kowicie pogodzonego z nicoœci¹, fakty z ostatnich dni ¿ycia Wojaczka sugeruj¹ desperack¹ wolê walki. Kilka dni przed œmierci¹ spotka³ siê z przyjacielem. Rafa³ nie tylko wyzna³, ¿e ma zapewnione miejsce na oddziale neurologii lub psychiatrii, ale te¿ zadeklarowa³ chêæ podjêcia leczenia odwykowego. Szuka³ wsparcia duchowego, by wytrwaæ w tym postanowieniu. Powszechnie uwa¿a siê, ¿e autoagresja poety by³a czêœci¹ jego artystycznego wizerunku. Tymczasem destrukcyjne popêdy wyprzedza³y jego literacki debiut. Pierwsz¹, powa¿n¹ próbê samobójcz¹ – próbê zagazowania siê – Wojaczek podj¹³ jeszcze jako uczeñ liceum, w czasach zanim zacz¹³ przelewaæ swoje lêki na papier. Podobny incydent mia³ miejsce w Miko³owie, gdy jego brat Andrzej wraz z koleg¹ musieli wy³amywaæ okno, by ratowaæ go przed œmierci¹ w wannie.
Cardio Tri-Plex – opowieœæ o sercu,
które pracuje dla nas bez przerwy
Serce pracuje od poczêæia – cicho, wiernie, bez urlopu, bez weekendu i bez przerwy na kawê. Gdy my œpimy, ono czuwa. Gdy siê œmiejemy, przyspiesza z radoœci. Gdy siê martwimy, dŸwiga nasze emocje. A kiedy codziennoœæ pêdzi jak nowojorskie metro, serce nadal robi swoje – rytmicznie, cierpliwie, odwa¿nie.
Warto je wspieraæ m¹drze, regularnie i z szacunkiem zw³aszcza gdy delikatnie szepcze „zadbaj o mnie”.
Protocol for Life Balance Cardio Tri-Plex to preparat dla osób, które chc¹ œwiadomie wspieraæ zdrowy styl ¿ycia i prawid³owe funkcjonowanie uk³adu sercowo-naczyniowego. Jego si³a tkwi w piêknej prostocie: trzy sk³adniki, trzy kierunki wsparcia, jedna wspólna idea – troska o serce i metabolizm t³uszczów.
Pierwszym wa¿nym sk³adnikiem jest czerwony ry¿ fermentowany, znany od wieków w Azji. To sk³adnik, który ceni¹ osoby dbaj¹ce o prawid³owy metabolizm lipidów i codzienn¹ równowagê organizmu.
Drugim filarem jest koenzym Q10, czyli substancja zwi¹zana z energi¹ komórkow¹. Mo¿na powiedzieæ, ¿e Q10 jest jak ma³a iskra w elektrowni komórkowej –wspiera procesy, dziêki którym komórki maj¹ si³ê do
pracy. A przecie¿ serce to miêsieñ, który potrzebuje energii ka¿dego dnia, ka¿dej godziny i ka¿dej minuty.
Trzecim sk³adnikiem s¹ kwasy omega-3 z oleju rybiego, czyli klasyka rozs¹dnej troski o uk³ad sercowo-naczyniowy. Omega-3 s¹ znane z tego, ¿e wspieraj¹ zdrowie serca, prawid³ow¹ równowagê organizmu i ogóln¹ kondycjê.
Cardio Tri-Plex jest wiêc jak dobrze dobrane trio muzyczne. Czerwony ry¿ fermentowany gra g³ówn¹ melodiê wsparcia metabolizmu lipidów, CoQ10 dodaje energii i g³êbi, a omega-3 wprowadza harmoniê dla serca. Razem tworz¹ kompozycjê dla osób, które nie chc¹ czekaæ, a¿ organizm zapuka mocno do drzwi, ale wol¹ otworzyæ je wczeœniej i powiedzieæ: „Dziêkujê, serce, ¿e tyle dla mnie robisz – teraz ja zrobiê coœ dla ciebie”.
To produkt dla ludzi rozs¹dnych. Dla tych, którzy wiedz¹, ¿e zdrowia nie buduje siê jednym gestem, ale codzienn¹ trosk¹. Dla tych, którzy chc¹ wspieraæ organizm nie przypadkowo, lecz œwiadomie. Dla osób, które rozumiej¹, ¿e dieta, ruch, sen, kontrola stresu i dobre suplementy mog¹ tworzyæ piêkny fundament codziennej profilaktyki wellness
W Markowej Aptece zawsze powtarzamy: suplement nie zastêpuje zdrowego stylu ¿ycia, ale mo¿e byæ jego m¹drym sprzymierzeñcem. Cardio Tri-Plex w³aœnie takim sprzymierzeñcem mo¿e siê staæ – szczególnie dla osób, które chc¹ wspieraæ serce, metabolizm t³uszczów i ogóln¹ kondycjê uk³adu kr¹¿enia.
I tu uwaga, poniewa¿ preparat zawiera czerwony ry¿ fermentowany, osoby przyjmuj¹ce leki na cholesterol, przeciwzakrzepliwe, nasercowe, maj¹ce choroby w¹troby, kobiety w ci¹¿y lub karmi¹ce, powinny skonsultowaæ jego stosowanie z lekarzem albo farmaceut¹. To nie odbiera preparatowi wa¿noœci, a pokazuje, ¿e mamy do czynienia z preparatem powa¿nym, któremu nale¿y siê rozs¹dne podejœcie. Bo serce nie potrzebuje wielkich deklaracji. Ono potrzebuje codziennej, m¹drej opieki. Potrzebuje ruchu, dobrego jedzenia, spokoju, uœmiechu, czasem mniej miêsa, a wiêcej spaceru –i dobrze dobranego wsparcia.
Protocol for Life Balance Cardio Tri-Plex to propozycja dla tych, którzy chc¹ powiedzieæ swojemu sercu: „Pracujesz dla mnie ca³e ¿ycie. Teraz ja chcê pracowaæ dla ciebie.” Oœwiadczenie: Produkt jest suplementem diety. Nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, zapobiegania ani wyleczenia jakiejkolwiek choroby. Przed zastosowaniem, szczególnie przy przyjmowaniu leków lub istniej¹cych problemach zdrowotnych, nale¿y skonsultowaæ siê z lekarzem lub farmaceut¹.
Jubileuszowa Gala
W czwartek 11 czerwca o 19:30 w Kaufman Music Center, blisko Metropolitan Opera, zostanie zaprezentowane wyj¹tkowe widowisko multimedialne.
Gala Bridges of Freedom America250 Celebration, jest czêœci¹ oficjalnych obchodów 250-lecia niepodleg³oœci Stanów Zjednoczonych, jednego z najwa¿niejszych jubileuszy w historii Ameryki. Spektakl oddaje ho³d bohaterom walk o niepodleg³oœæ Ameryki, opowiada o emigracji, wspólnych doœwiadczeniach, wartoœciach i historycznych wiêziach, które od dwóch i pó³ wieku ³¹cz¹ Polskê i Amerykê, tworz¹c symboliczny most miêdzy Warszaw¹ a Waszyngtonem, histori¹ i wspó³czesnoœci¹, zaznaczaj¹c trwa³oœæ idei, które ukszta³towa³y oba narody. To opowieœæ o ludziach, którzy wyruszyli z Polski do Ameryki, zachowuj¹c swoje
Poca³unki
tradycje, jednoczeœnie wspó³tworz¹c now¹ rzeczywistoœæ w Nowym Œwiecie. Widowisko ukazuje jak odwaga, solidarnoœæ i mi³oœæ do wolnoœci budowa³y mosty miêdzy narodami i jak ich dziedzictwo inspiruje wspó³czesne pokolenia.
Program artystyczny ³¹czy narracjê historyczn¹ z muzyk¹, tañcem, filmem dokumentalnym i nowoczesn¹ opraw¹ wizualn¹ tworz¹c wielowymiarowe doœwiadczenie o wysokiej wartoœci artystycznej i edukacyjnej.
W programie znajd¹ siê miêdzy innymi utwory F. Chopina, C. Debussy'ego, G. Gershwina, F. Sinatry oraz klasyka muzyki amerykañskiej. Integraln¹ czeœci¹ wieczoru bêdzie prezentacja krótkiego filmu dokumentalnego Famous Polish Americans, ukazuj¹cego wk³ad Polaków i osób polskiego pochodzenia w rozwój Stanów Zjednoczonych, od walk o niepodleg³oœæ, po wspó³czesnoœæ. Film przedstawia sylwetki bohaterów wojny o niepodleg³oœæ, polityków, naukowców, przedsiêbiorców, artystów i liderów ¿ycia spo³ecznego, których talent, odwaga i praca mia³y wp³yw na kszta³t amerykañskiej historii, gospodarki i kultury.
Rok 2026 stanowi wyj¹tkowy moment w historii zarówno Stanów Zjedno-
Centrum Polsko S³owiañskie oraz Salon Poezji Muzyki i Teatru w Toronto zapraszaj¹ na g³oœny, ciesz¹cy siê du¿ym powodzeniem spektakl, zatytu³owany „Maria Pawlikowska-Jasnorzewska – Poca³unki”.
Wystêp ju¿ 7 czerwca (niedziela) godzina 17:00
Centrum Polsko S³owiañskie
177 Kent Street Greenpoint. Gor¹co polecamy.
Wyst¹pi¹:
Agata Pilitowska
Ilona Urbaniak
Krzysztof Medyna
Maria Nowotarska (wideo)
Piotr Pilitowski narrator
Bilety – 20 dol.
Poni¿ej wypowiedŸ jednego z widzów przedstawienia w Ottawie:
czonych, jak i spo³ecznoœci polonijnej. Ameryka obchodzi 250-lecie swojej niepodleg³oœci, w tym samym czasie Polska Unia Kredytowa œwiêtuje 50-lecie dzia³alnoœci, bêd¹c przyk³adem trwa³oœci, zaufania oraz zaanga¿owania w rozwój ekonomiczny i spo³eczny Polonii. Przez piêæ dekad instytucja ta odgrywa³a istotn¹ rolê nie tylko jako partner finansowy, ale równie¿ jako aktywny uczestnik ¿ycia kulturalnego i spo³ecznego polskiej spo³ecznoœci w Stanach Zjednoczonych. Szczególnym momentem czeœci oficjalnej wieczoru bêdzie uhonorowanie
Prezesa Polskiej Unii Kredytowej, Bogdana Chmielewskiego, który przez 30 lat dzia³alnoœci konsekwentnie wspiera³ rozwój Polonii oraz inicjatywy spo³eczne, edukacyjne i kulturalne, przyczyniaj¹c siê do wzmacniania jej pozycji i integracji. Wyrazem wdziêcznoœci spo³ecznoœci polonijnej bêdzie wrêczenie pami¹tkowej statuetki, symbolizuj¹cej uznanie dla wieloletniego przywództwa, zaanga¿owania
„Nasz ukochany teatr znowu dostarczy³ nam niezapomnianych wzruszeñ i emocji. Fantastyczny spektakl pod ka¿dym wzglêdem. Œwietny pomys³ scenariusza i mistrzowska re¿yseria Marii, wirtuozowska gra Agaty, rewelacyjny czarodziej saksofonu Krzysztof Medyna i cudowna zarówno wokalnie jak i aktorsko Ilona Urbaniak jako cieñ poetki. Brakuje mi s³ów by wyraziæ mój podziw, radoœæ i wzruszenie jakich dostarczy³ mi ten spektakl. Gratulujê i czekam na wiêcej. Mamy du¿o szczêœcia ¿e istniejecie i dzielicie siê z nami Waszym talentem”.
sta³a wspó³praca
redaktor naczelna Zofia Doktorowicz-K³opotowska
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
oraz wk³adu w budowanie silnej i solidarnej wspólnoty polskiej w Stanach Zjednoczonych.
Wydarzenie odbêdzie siê pod patronatem honorowym Ambasadora Krzysztofa Szczerskiego, Sta³ego Przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, Mateusza Sakowicza, Konsula Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku, Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH), Instytutu Józefa Pi³sudskiego w Ameryce, Instytutu Polskiego w Nowym Jorku, Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce oraz Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce (SWAP). Uczestnicy Gali otrzymaj¹ okolicznoœciowe pami¹tki, które pozwol¹ zachowaæ w pamiêæi tê niezwyk³¹ chwilê i wracaæ do niej na d³ugo po zakoñczeniu wydarzenia.
Bilety w cenie 70 i 50 dolarów do nabycia w:
➦ Kaufman Music Center Box Office tel. 212 501 3330. Email: boxoffice@kaufmanmusiccenter.org www.kaufmanmusiccenter.org
➦ Polonia Bookstore
882 Manhattan Ave Brooklyn tel. (718) 389 1684
E-mail: librros@msn.com
Jeden wieczór, jedna scena, jedna historia ³¹cz¹ca dwa narody. wydarzenie, którego nie mo¿na przegapiæ!
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Jezus powiedzia³ do Nikodema: „Tak Bóg umi³owa³ œwiat, ¿e Syna swego Jednorodzonego da³, aby ka¿dy, kto w Niego wierzy, nie zgin¹³, ale mia³ ¿ycie wieczne. Albowiem Bóg nie pos³a³ swego Syna na œwiat po to, aby œwiat potêpi³, ale po to, by œwiat zosta³ przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potêpieniu; a kto nie wierzy, ju¿ zosta³ potêpiony, bo nie uwierzy³ w imiê Jednorodzonego Syna Bo¿ego”. (J 3, 16-18)
Tajemnica Trójcy Przenajœwiêtszej wpisuje siê w nasze ¿ycie od najm³odszych lat, a czasami nawet wczeœniej. Niejednokrotnie matki b³ogos³awi¹ imieniem Trójcy Œwiêtej dziecko, które nosz¹ pod sercem. Jako kap³an by³em nieraz proszony o b³ogos³awieñstwo dziecka w ³onie matki. A póŸniej na ró¿nych etapach ¿ycia i w ró¿nych sytuacjach kreœlono nad nami znak krzy¿a w imiê Trójcy Œwiêtej, albo my sami kreœlimy b³ogos³awi¹cy znak krzy¿a w imiê, mówi¹c: „Niech ciê b³ogos³awi Bóg Ojciec, Syn Bo¿y i Duch Œwiêty. Zazwyczaj rozpoczynamy nasz¹ modlitwê s³owami: „W imiê Ojca i Syna, i Ducha Œwiêtego”. Koñcz¹c modlitwê, czêsto mówimy: „Chwa³a Ojcu i Synowi, i Duchowi Œwiêtemu”. Na to b³ogos³awieñstwo niejako odruchowo odpowiadamy „Amen”, co wyra¿a zgodê, potwierdzenie, wiarê i pe³ne zaufanie w prawdziwoœæ wypowiedzianych s³ów.
Mo¿na usi³owaæ zrozumieæ Tajemnicê Trójcy, jak to próbowa³o wiele wybitnych umys³ów. Jest wœród nich tak¿e œw. Augustyn, który powiedzia³: „Trójca Œwiêta nie jest problemem do rozwi¹zania, lecz tajemnic¹, któr¹ nale¿y prze¿yæ”. Nie znaczy to jednak, ¿e w czasie refleksji na temat Trójcy Œwiêtej nasz umys³ mo¿e pozwoliæ sobie na wakacje. Jak najbardziej powinien byæ w to w³¹czony, gdy jednak stanie nad przepaœci¹ intelektualn¹ powinien pozwoliæ, aby dope³ni³a j¹ nasza wiara i zaufanie Bogu.
Œw. Jan Pawe³ II naucza³, ¿e Tajemnica Trójcy Przenajœwiêtszej to absolutne centrum wiary chrzeœcijañskiej, objawione przez Jezusa jako wspólnota mi³oœci trzech Osób. Papie¿ podkreœla³, ¿e jest to misterium relacji, gdzie Bóg jest Mi³oœci¹, a cz³owiek, stworzony na Jego obraz, odnajduje sens ¿ycia jedynie przez uczestnictwo w tej mi³oœci. Tajemnica Trójcy nie jest abstrakcyjn¹ teori¹, lecz zaproszeniem do komunii mi³oœci. Cz³owiek bez mi³oœci, która jest istot¹ Trójcy, pozostaje dla siebie niezrozumia³y.
Rabin podniós³ rêce i patrz¹c na nie powiedzia³ do swoich uczniów: „Jak¿e dziwnym narzêdziem s¹ ludzkie rêce! Mog¹ pieœciæ i przyjemnoœæ sprawiaæ, ale mog¹ tak¿e raniæ, a nawet zabijaæ. Iw te przedziwne ludzkie rêce z³o¿y³ Najwy¿szy najpiêkniejszy skarb: swoje Dziesiêæ S³ów, te Dziesiêæ S³ów, które sam u³o¿y³ i dla Moj¿esza, s³ugi swego, na tablicach kamiennych wypisa³. I odt¹d te ludzkie d³onie mog¹ pieœciæ Dziesiêæ S³ów Elohim Sebaoth, mog¹ im przyjemnoœæ sprawiaæ, ale mog¹ je te¿ raniæ, a nawet zabijaæ”. Uczniowie zapytali: „Rabbi, powiedz nam! Dlaczego zatem Pan Zastêpów, który wszystko wie, owe Dziesiêæ swoich S³ów, które sam u³o¿y³ i dla Moj¿esza, s³ugi swego, na tablicach kamiennych wypisa³, w takie dziwne ludzkie rêce z³o¿y³. Rabbi zamyœli³ siê i po chwili odpowiedzia³: „Bo Najœwiêtszy tak mi³uje ka¿dego cz³owieka z osobna, jakby ju¿ nikogo innego nie mia³ na œwiecie”.
Wyznawcy pierwszych wieków Koœcio³a wierzyli, ¿e istnieje tylko jeden Bóg. Wierzyli, ¿e Jezus jest Bogiem, ale nie jest Ojcem i Duchem Œwiêtym. Duch Œwiêty jest równie¿ Bogiem, ale nie mo¿na go w pe³ni uto¿samiæ z Ojcem i Synem. Ta wczesna wiara ostatecznie przybra³a formê dogmatu. Dla przypomnienia. Dogmat to ostateczna, nieodwo³alna prawda wiary, objawiona przez Boga i uroczyœcie zdefiniowana i og³oszona przez sobór lub papie¿a. Dogmat Trójcy œw. zosta³ ostatecznie og³oszony na soborze konstantynopolitañskim w roku 381, jednak ju¿ wczeœniej na soborze nicejskim w roku 325 oficjalnie uznano wspó³istotnoœæ Ojca i Syna, co jest podstaw¹ dogmatu. Papie¿ Jan XXII w roku 1334 zatwierdzi³ Œwiêto Trójcy Œwiêtej w ca³ym Koœciele. Jest to œwiêto doktryny, a nie wydarzenia zbawienia. Maj¹c na uwadze przypowieœæ o rabinie mo¿emy powiedzieæ, ¿e Bóg powierzy³ tajemnicê Trójcy Przenajœwiêtszej ludzkim rêkom, a te rêce mog¹ „pieœciæ” ten dogmat, ale tak¿e raniæ go, a nawet ca³kowicie odrzuciæ.
Odwo³ajmy siê do innej przypowieœci, która usi³uje przybli¿yæ nam tajemnicê Trójcy Przenajœwiêtszej. Jeden z papie¿y postanowi³ w jednym z o³tarzy w Bazylice umieœciæ obraz Boga, który by przemawia³ do ludzkiej wyobraŸni. Zwo³a³ zatem najbardziej znanych artystów i wyt³umaczy³ im w czym rzecz, obiecuj¹c, ¿e ten, który najlepiej namaluje Boga na p³ótnie, otrzyma nagrodê papiesk¹. Malarze zabrali siê do pracy. Pracowali nad swoimi obrazami przez kilka miesiêcy, z wyj¹tkiem jednego malarza w podesz³ym wieku o imieniu Giuseppe. Bezskutecznie szuka³ on w wyobraŸni obrazu Boga i zmêczony tym szukaniem zasypia³.
Przyszed³ czas oceny obrazów. Artyœci przedstawiali Boga, jako Starego Cz³owieka, Pasterza, Króla na tronie, Go³êbicê i na wiele innych sposobów. Ku zaskoczeniu wszystkich, papie¿ nie by³ zadowolony z ¿adnego obrazu. W koñcu usiad³, aby nieco odpocz¹æ. Nagle w k¹cie us³ysza³ chrapanie. Wsta³ i zobaczy³, ¿e by³ to Giuseppe, który spa³ przed swoim p³ótnem. Papie¿ popatrzy³ na p³ótno i wykrzykn¹³: „To jest to! To jest idealne przedstawienie Boga”. Kardyna³owie, biskupi i malarze zebrani wokó³ powiedzieli: „Wasza Œwi¹tobliwoœæ, p³ótno jest puste, nie ma na
nim portretu Boga”. „Dok³adnie tak w³aœnie wygl¹da Bóg. Nie do namalowania i nie do opisania!” – odpowiedzia³ papie¿. Zapewne ta przypowieœæ wiele mówi o istocie Boga, Tajemnicy Trójcy Œwiêtej. Jednak osobiœcie lubiê koœcio³y, w których jest wiele piêknych dzie³, które przedstawiaj¹ tajemnice naszej wiary. Ogo³ocenie koœcio³ów z tego piêkna by³oby ogromnym zubo¿eniem samej budowli, jak i tych, którzy je nawiedzaj¹. Mnie osobiœcie, piêknie przyozdobiona œwi¹tynia obrazami tajemnic naszej wiary pomaga w modlitwie i kontemplacji. Piêkno wnêtrz stwarza niezwyk³¹ atmosferê modlitwy, kontemplacji, zadumy. A to wszystko jest form¹ prze¿ywania i wchodzenia w tajemnice naszej wiary. Tajemnica Trójcy Przenajœwiêtszej jest bardziej do kontemplowania ni¿ do intelektualnego zg³êbiania.
Francuski pisarz Andre Frossard by³ wychowany w rodzinie niewierz¹cej w Boga. Sam te¿ nie zna³ Boga i nie myœla³ o Nim. Pewnego dnia, w czerwcu 1935 roku, przechodzi³ z koleg¹ obok koœcio³a. Kolega wst¹pi³ do œwi¹tyni na chwilê modlitwy, a Andre pozosta³ na zewn¹trz. Kiedy czekanie zaczê³o siê przed³u¿aæ, wszed³ do œrodka. Po przekroczeniu progu, dozna³ tak wielkiego olœnienia, jakby znalaz³ siê w innym œwiecie. Urok miejsca, piêkny wystrój, majestatyczna cisza i jakieœ duchowe olœnienie, a przede wszystkim Pan Jezus obecny w monstrancji, w Najœwiêtszym Sakramencie, sprawi³y, ¿e tajemnicza œwiat³oœæ i wielka radoœæ nape³ni³a jego serce. W jednej chwili pokocha³ Ewangeliê Chrystusa, choæ wczeœniej prawie nic o niej nie wiedzia³. „Pozna³” tajemnicê Trójcy Przenajœwiêtszej. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl
Kartki z przemijania
Dwa dni w Princeton. W strugach deszczu. Pod parasolem obserwujê paradê absolwentów tutejszego s³ynnego uniwersytetu, zorganizowan¹ w 280 rocznicê jego powstania. Ca³y kampus ni¹ ¿yje. Nie mo¿na doñ wjechaæ, tylu jest chêtnych, by j¹ widzieæ. A jest na co patrzeæ. Kolejne roczniki id¹ za kolejnymi rocznikami. Byli studenci, ubrani w rocznicowe kamizelki z logo uczelni, witaj¹ siê radoœnie ze swymi kolegami z wydzia³ów. Czêœæ przyby³a z rodzicami i dzieæmi. Niektóre roczniki id¹ z dêtymi orkiestrami, niektóre ze zbiorowym œpiewem, niektóre wznosz¹ dowcipne has³a, niektóre id¹ w fantazyjnych strojach. Widzowie klaszcz¹ raz po raz. Wœród nich jest du¿o obecnych studentów i nastoletniej m³odzie¿y. S¹ równie¿ ró¿ni przebierañcy, czasem te¿ osoby z pieskami ubranymi w kamizelki z herbem miasta. Widzia³em tak¿e osobników z pomarañczowymi krawatami d³ugimi a¿ do kolan. W „Kurierze Plus” nie wypada mi pisaæ, do czyjego krawata to by³y aluzje. Wszechobecny nastrój karnawa³owy udziela siê i mnie, albowiem lubiê siê weseliæ. Postudiowa³bym ochoczo na tej¿e uczelni historiê sztuki, ale umys³ mój s³abnie z miesi¹ca na miesi¹c, równolegle ze stanem finansowym. Nie ukrywam, ¿e zawar³bym pakt z Mefistofelesem, by odzyskaæ m³odoœæ, zachowuj¹c jednoczeœnie dzisiejsz¹ œwiadomoœæ. Piek³a siê nie bojê, bo wprawdzie sumienie moje by³o wielokrotnie u¿ywane, to jednak pozosta³o czyste.
Wtorek
W zabytkowym Updike Farmstead Museum, nale¿¹cym do Historical Society of Princeton, mieœci pokój z pami¹tkami po Albercie Einsteinie. Fotografujê w nim z zaciekawieniem fajkê tego geniusza, jego kompas, gramofon, stojak pod nuty i piêkny kredens. Piszê „z zaciekawieniem”, bo w latach licealnych fascynowa³em siê postaci¹ Einsteina, zaœ w latach studenckich czêsto go cytowa³em i siê nañ powo³ywa³em. Jako re¿yser dramatu szykowa³em siê do wystawienia „Fizyków” Friedricha Dürrenmatta, w których jest on jednym z bohaterów, ale niestety zmar³ aktor, który mia³ go graæ.
W rzeczonym Princeton zwiedzi³em po raz któryœ University Art Museum. Tym razem w nowej, poszerzonej siedzibie, wybudowanej w miejsce starej. Ponownie zachwyci³y mnie dzie³a, które polubi³em przed laty, pocz¹wszy od „Drogi na Kalwariê” Herriego met de Blesa, „Œwiêtego Hieronima w jego pracowni” Joosa van Cleve’a, „Panoramy Dordrechtu” Salomona van Ruysdaela i „Panoramy Santiago de Cuba” Henry'ego Cleenewercka. Pomodli³em siê prawie pod popiersiem Moliera wyrzeŸbionym przez Jeana-Antoine'a Houdona. Od niepamiêtnych czasów robi on na mnie równie wielkie wra¿enie jak jego pierwowzór w teatrze Comédie-Française w Pary¿u. Przed laty wystawi³em dwukrotnie „Œwiêtoszka” i „Sk¹pca”, dziœ natomiast wystawi³bym chêtnie „Mizantropa”, bo to komedia o mnie. Gorzka wielce. Zachwycaj¹cych dzie³ ze wszystkich epok, dziedzin sztuki i stron œwiata jest w kolekcjach tego¿ muzeum mnóstwo. Nie mam miejsca w „Kartkach” by siê odnieœæ do tych, które mnie czymœ zaciekawi³y. Po obejrzeniu wielu z nich by³em tak przebodŸcowany, ¿e nie rozumia³em, co siê do mnie mówi. Dwudniówkê w Princeton zawdziêczam znanej malarce Ewie Zeller i fotografikowi Jackowi Szymuli, którzy cierpliwie i fachowo oprowadzali mnie i obwozili po tym¿e uniwersyteckim mieœcie. PóŸniej zawieŸli mnie jeszcze do Amerykañskiej Czêstochowy, bym spojrza³ w sw¹ duszê. Zmilczê, co w niej zobaczy³em.
Tydzieñ na kolanie
wieka, a ¿adna s³aboœæ czy si³a, nie pozostaje mu obca.
Obecny papie¿ Leon XIV nie ukrywa³, ¿e wybra³ imiê, aby uczciæ swego wielkiego poprzednika, Leona XIII s³usznie uwa¿anego za twórcê nowoczesnej Nauki Spo³ecznej Koœcio³a. W poniedzia³ek Watykan opublikowa³ pierwsz¹ papiesk¹ encyklikê, „Magnifica humanitas”. W dokumencie, ujawnionym nieprzypadkowo w 135. rocznicê „Rerum novarum” – monumentalnego dzie³a Leona XIII –obecny papie¿ apeluje o obronê ludzkiej godnoœci, etyki pracy i pokoju w cyfrowym œwiecie. G³ówny przekaz brzmi: Sztuczna Inteligencja (AI) mo¿e s³u¿yæ cz³owiekowi, ale mo¿e te¿ staæ siê narzêdziem dominacji, wojny i interesów nielicznych.
„Wspania³e cz³owieczeñstwo stworzone przez Boga staje dziœ wobec decyduj¹cego wyboru: wznieœæ now¹ wie¿ê Babel albo budowaæ miasto, w którym Bóg i ludzkoœæ zamieszkuj¹ razem” – ju¿ pierwsze s³owa dokumentu nadaj¹ ton: powa¿nej refleksji instytucji, która od ponad dwóch tysiêcy lat bada kondycjê cz³o-
„Magnifica humanitas” opiera siê na za³o¿eniu, ¿e techniki nie nale¿y uwa¿aæ za „si³ê przeciwstawn¹ osobie ludzkiej”, gdy¿ „sama w sobie nie jest z³em”. „Nie jest jednak neutralna” – co staraj¹ siê nam wciskaæ entuzjaœci lub p³atni zachwalacze AI, bo zdaniem Leona XIV AI „przyjmuje oblicze tych, którzy j¹ projektuj¹, finansuj¹, reguluj¹ i wykorzystuj¹”. St¹d wezwanie papie¿a do „budowania na fundamencie dobra” i do „pozostania ludŸmi”, kieruj¹c siê logik¹ odwa¿nej wspó³odpowiedzialnoœci. Odœwie¿ona przez obecnego papie¿a Nauka Spo³eczna Koœcio³a wymienia fundamenty zdrowego spo³eczeñstwa: godnoœæ osoby ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieñstwo Boga, oraz nienaruszalnoœæ praw cz³owieka, w tym prawa do ¿ycia „od poczêcia a¿ do naturalnego kresu”. I tutaj ju¿ rysuje siê pierwszy konflikt z magnatami Big Techu, dla których AI jest wszystkim, a jednostka ludzka zdaje siê byæ niczym poza… konsumentem, którego nale¿y wycisn¹æ dla zysku w³asnego, ewentualnie ga³kami ocznymi, które maj¹ konsumowaæ wytwory z ekranów komputerów i smartfonów. Tymczasem Leon XIV podkreœla koniecznoœæ unikniêcia sytuacji, w której technologie skupiaj¹ siê w rêkach nielicznych, pog³êbiaj¹c przepaœæ miêdzy tymi, „którzy mog¹
Przed wycieczk¹ do Princeton rzeczeni Ewa i Jacek wyrwali mnie z ³o¿a boleœci i zabrali na finisa¿ wystawy zdjêæ fotografików z Polsko-Amerykañskiego Klubu Fotografika (Polish-American Photographic Club) pt. „Portrety i pejza¿e” („Portraits & Landscapes”) w Rivaa Gallery na Roosevelt Island. Mimo, ¿e prezentowane dzie³a obejrza³em uwa¿nie kilka razy, nie móg³bym zasi¹œæ w jury decyduj¹cym o ewentualnych nagrodach lub wyró¿nieniach. Nie móg³bym bowiem wyró¿niæ zdjêæ najlepszych z najlepszych, bo wszystkie by³y godne uwagi. Szczególnie przemówi³y do mnie portrety Adama Makowicza i Krzysztofa Medyny autorstwa Zosi ¯eleskiej-Bobrowskiej, zdjêcia rzeŸb pomnikowych Edwarda Madeja, prace Fryderyka Dammonta, egzotyczne dziewczyny widziane okiem Dariusza Kanarka i jego kompozycja widniej¹ca w szybie wystawowej, zdjêcia Evy Rubinstein, twarz schowana w drzewie Jacka Szymuli, migawki azjatyckie Tomasza Wielgomasa i pejza¿e Reginy Wypych. Tytu³y pochodz¹ z mojej pamiêci wzrokowej. Gdybym mia³ pieni¹dze i miejsce na œcianach, to kilka zdjêæ bym zakupi³. Dzia³alnoœæ Polsko-Amerykañskiego Klubu Fotografików obserwujê zdalnie ju¿ od kilku lat. Uwa¿am, ¿e jest on jednym z najciekawszych polonijno-polskich œrodowisk artystycznych. I to nie tylko w metropolii nowojorskiej.
uczestniczyæ w rewolucji cyfrowej, a tymi, którzy pozostaj¹ na jej marginesie”. Papie¿ pisze, ¿e z zgodnie z fundamentaln¹ zasad¹ Nauczania Spo³ecznego Koœcio³a – sprawiedliwoœci spo³ecznej – „nie wystarczy, by AI by³a bardziej moralna, jeœli o tej moralnoœci decyduj¹ nieliczni”. „Rozbroiæ AI – kontynuuje Leon XIV –znaczy wyrwaæ j¹ z logiki zbrojnej rywalizacji, która dzisiaj nie jest ju¿ wy³¹cznie militarna, lecz tak¿e ekonomiczna i poznawcza. Rozbroiæ znaczy zerwaæ tê równoznacznoœæ miêdzy potêg¹ techniczn¹, a prawem do rz¹dzenia. Rozbroiæ, nie znaczy wyrzec siê technologii, lecz nie dopuœciæ, by zapanowa³a nad tym, co ludzkie”. Wreszcie papie¿ dochodzi do krytyki modnych wœród obecnych Demiurgów Kapitalizmu, entuzjastów AI i przewodniej roli Big Techu, transhumanizmu i posthumanizmu, które niektórzy z szamanów turbokapitalizmu uwa¿aj¹ za mo¿liwoœæ przekraczanie ludzkich ograniczeñ. „Cz³owieczeñstwo – wspania³e i zranione – nie mo¿e zostaæ ani zast¹pione, ani przekroczone”, a technologia mo¿e z³agodziæ cierpienia i otworzyæ nowe mo¿liwoœci, ale nie mo¿e zaprzeczaæ temu, co jest w³aœciwe cz³owieczeñstwu: „zdolnoœci do relacji i mi³oœci. Leon XIV wyraŸnie ostrzega równie¿ przed wykorzystaniem broni opartej na sztucznej inteligencji –której stosowanie na du¿¹ skalê zauwa¿ono w czasie wojen w Gazie i z Iranem –podkreœlaj¹c, ¿e „nie istnieje ¿aden algorytm, który móg³by uczyniæ wojnê moralnie dopuszczaln¹”.
D³ugi, m¹dry dokument, po raz kolejny udawadniaj¹cy, ¿e Koœció³ katolicki dzisiaj to nie zatêch³a kruchta, ale powa¿na instytucja, która nie boi siê wzi¹æ za bary z najwa¿niejszymi problemami tego œwiata. A Leon XIV… zrównowa¿ony i spokojny Papie¿ Bob z Chicago, to kolejny dowód na to, ¿e Duch Œwiêty rzeczywiœcie bierze udzia³ w wyborze ka¿dego nastêpnego Ojca Œwiêtego…
Œroda
Bêdzie, nie bêdzie, bêdzie, nie bêdzie… Podpisz¹, nie podpisz¹, w³aœciwie o „dealu” prezydenta Donalda Trumpa z Iranem nie ma specjalnie co pisaæ, bo du¿o medialnych dymów, a konkretów ma³o. Dobrze, ¿e choæ rozejm trwa, bo dalsza eskalacja wojenna to tragedia dla Ameryki i ca³ego œwiata.
Tymczasem w Ameryce dobiegaj¹ koñca te najbardziej ekscytuj¹ce prawybory przed listopadow¹ elekcj¹ do Kongresu, która jak napisa³ ktoœ m¹dry, „staje siê wyœcigiem o to, która ze stron wybierze mniej wybieralnych kandydatów”.
Republikanie to „Trump ma zawsze racjê”, inflacja, dro¿yzna plus zawsze siê znajd¹ pieni¹dze na now¹ wojnê na Bliskim Wschodzie. Demokraci z kolei, to „wszystko co robi Trump to czyste z³o”, plus idee tak daleko odbiegaj¹ce kulturowo i spo³ecznie od gustów zwyk³ych Amerykanów, ¿e ho, ho, zatopieni w jakichœ lewackich fantasmagoriach „m³odych, wykszta³conych, z wielkich miast”. I weŸ tu g³osuj, cz³owieku… ❍
Jeremi Zaborowski
FOT. ZOSIA ZELESKA-BOBROWSKI
Polskie wczoraj i dziœ
Polski Londyn 1945-1990
Po zakoñczeniu II wojny œwiatowej tysi¹ce Polaków pozosta³o w Europie Zachodniej. Byli to przede wszystkim ¿o³nierze Polskich Si³ Zbrojnych, w tym oddzia³y II Korpusu genera³a W³adys³awa Andersa.
Najwiêksz¹ grupê cywilów stanowili Polacy którym uda³o siê opuœciæ sowieck¹ „nieludzk¹ ziemiê” wraz z armi¹ Andersa. Dodatkow¹ grup¹ byli powstañcy warszawscy, którzy po kapitulacji stolicy znaleŸli siê w obozach jenieckich a nastêpnie zostali wyzwoleni przez alintów. Najwiêcej Polaków osiedli³o siê w Wielkiej Brytanii. Wobec braku precyzyjnych danych ich liczbê szacuje siê od stu do dwustu tysiêcy. Najwiêkszym skupiskiem brytyjskiej Polonii by³ Londyn. Mieœci³y siê tu w³adze Rzeczpospolitej na wychodŸstwie – prezydent oraz Rada Ministrów. Niestety, w³adze brytyjskie cofne³y uznanie rz¹du RP w lipcu 1945 r. By³o to zgodne z decyzj¹ konferencji krymskiej w styczniu tego roku. Podobnie uczyni³y rz¹dy wielu innych krajów zachodnich. Takie posuniêcie graniczy³o ze zdrad¹, gdy¿ rz¹d RP na uchodŸstwie by³ jedynym, legalnym reprezentantem narodu
polskiego. ¯o³nierz polski walczy³ w wielu miejscach Europy Zachodniej. Polacy pozostali lojalnymi uczestnikami koalicji antyhitlerowskiej do koñca wojny. Dodatkowym ciosem by³ zakaz uczestnictwa wojska polskiego w londyñskiej paradzie zwyciêstwa w czerwcu 1946 r. By³a to decyzja brytyjskiego premiera Archesona, który nie chcia³ dra¿niæ Stalina udzia³em polskich ¿o³nierzy w paradzie. Po 1945 r. Londyn sta³ siê stolic¹ polskiej emigracji. Urzêdowa³ tu prezydent RP, którym od roku 1939 by³ W³adys³aw Raczkiewicz. Premierem od listopada 1944 r. by³ Tomasz Arciszewski. Zast¹pi³ on Stanis³awa Miko³ajczyka, który za namow¹ Churchilla wróci³ do kraju maj¹c nadziejê, ¿e uda mu siê pokonaæ komunistów w wolnych wyborach. Wkrótce rozczarowa³ siê g³êboko. Komuniœci nie kryli swych zamiarów i otwarcie oœwiadczali, ¿e w³adzy raz zdobytej nie oddadz¹.
Wybory do sejmu odby³y siê dopiero w styczniu 1947 r. i zosta³y ca³kowicie sfa³szowane. Miko³ajczyk uratowa³ ¿ycie wyje¿d¿aj¹c potajemnie z Polski.
W roku 1946 powsta³a w Londynie Rada Polskich Stronnictw Politycznych reprezentuj¹ca wiêkszoœæ polskich ugrupowañ politycznych na wychodŸstwie.
Dzielnic¹ Londynu, gdzie mieszka³o najwiêcej Polaków by³ Kensington. Znajdowa³y siê tu polskie ksiêgarnie, antykwariaty, biblioteki oraz szereg oficyn wydawniczych. W Londynie wydano wa¿ne pozycje literatury polskiej – miêdzy innymi „Bez ostatniego rozdzia³u” W³adys³awa Andersa oraz „Inny œwiat” Gustawa Herlinga-Grudziñskiego.
Z prasy polskiej najwiêkszym powodzeniem cieszy³ siê „Dziennik Polski”, „Dziennik ¯o³nierza” oraz „Orze³ Bia³y”.
Zadaniem polskich placówek kulturalnych, wydawnictw i prasy by³o wyra-
¿anie protestu przeciw zniewoleniu kraju. W roku 1956, w czasie oficjalnej wizyty w Anglii sowieckiego przywódcy Chruszczowa, Polacy zorganizowali olbrzymi¹ demonstracjê, która przesz³a ulicami Londynu.
Wa¿n¹ placówk¹ naukow¹ by³ istniej¹cy do dzisiaj Instytut Historyczny im. genera³a W³adys³awa Sikorskiego. Z placówek kulturalnych mo¿na wymieniæ Teatr Dramatyczny oraz Teatr Syrena wystawiaj¹cy repertuar dla dzieci i m³odzie¿y.
Du¿¹ popularnoœci¹ cieszy³y siê kabarety i teatrzyki rewiowe wystêpuj¹ce zwykle w siedzibie „Ogniska Polskiego”. Teksty do ich programów pisa³ m. in. Marian Hemar. W latach 60. piosenki i wiersze Hemara transmitowane by³y do kraju za poœrednictwem Radia Wolna Europa. Liberalizacja ¿ycia spo³eczno-kulturalnego w Polsce w roku 1956 mia³a znacz-
ny wp³yw na sytuacjê Polonii brytyjskiej. Po raz pierwszy od ponad 15 lat wielu emigrantów mog³o odwiedziæ ojczyznê. Niektórzy zdecydowali siê wróciæ na sta³e. Byli wœród nich pisarze, intelektualiœci oraz ludzie kultury. Najwiêksz¹ sensacj¹ by³a „ucieczka” do Warszawy Stanis³awa Cata-Mackiewicza, premiera rz¹du londyñskiego w latach 1954-1955. Polonia londyñska zosta³a powiêkszona w rezultacie emigracji po Marcu 1968 oraz emigracji „solidarnoœciowej” w latach 80. Najwiêksza fala wyjazdów z Polski do Wielkiej Brytanii nast¹pi³a po transformacji ustrojowej w roku 1989. Dane szacunkowe podaj¹, ¿e w latach 90. mog³o znajdowaæ siê na Wyspach Brytyjskich jednorazowo kilkaset tysiêcy rodaków znad Wis³y. Wielu osiedli³o siê w Zjednoczonym Królestwie na sta³e. ❍
Rzecznik USCIS Zach Kahler przekonuje, ¿e nowe rozwi¹zanie ma przywróciæ funkcjonowanie systemu „zgodnie z intencj¹ prawa” i ograniczyæ sytuacje, w których osoby po odmowie przyznania zielonej karty pozostaj¹ w USA nielegalnie. Zmiana mo¿e szczególnie mocno uderzyæ w osoby, które legalnie przyjecha³y do Stanów Zjednoczonych na podstawie wiz czasowych i zdecydowa³y siê uzyskaæ sta³y pobyt. Chodzi m.in. o studentów, pracowników zagranicznych oraz ma³¿onków obywateli USA. Proces uzyskania zielonej karty jest d³ugotrwa³y, co oznacza, ¿e osoby, które wyjad¹ bêd¹ musia³y rozstaæ siê z rodzin¹ byæ mo¿e na wiele lat. W œrodowisku prawników imigracyjnych decyzja wywo³a³a chaos i niepewnoœæ. Wielu adwokatów podkreœla, ¿e memorandum USCIS nie precyzuje jasno, kto bêdzie móg³ liczyæ na wyj¹tki od nowych zasad. Agencja zasugerowa³a jedynie, ¿e ograniczenia prawdopodobnie nie obejm¹ uchodŸców oraz osób uznanych
za wa¿ne z punktu widzenia interesu narodowego lub gospodarki USA. Nie wiadomo jednak, czy wyj¹tki bêd¹ dotyczyæ m.in. wysoko wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych na podstawie wiz H-1B, które s¹ powszechnie wykorzystywane przez sektor technologiczny i firmy miêdzynarodowe.
Nowa polityka wpisuje siê w szersz¹ strategiê Donalda Trumpa maj¹c¹ ograniczyæ legaln¹ imigracjê. W ostatnich miesi¹cach w³adze federalne podejmowa³y dzia³ania zmierzaj¹ce do odbierania obywatelstwa czêœci naturalizowanych imigrantów oraz przegl¹du tysiêcy przypadków posiadaczy zielonych kart pod k¹tem ewentualnej deportacji.
Byli urzêdnicy Departamentu Bezpieczeñstwa Krajowego (DHS) i eksperci ds. migracji ostrzegaj¹, ¿e skutkiem nowych regulacji mo¿e byæ jeszcze wiêksze ni¿ dotychczas zalanie wnioskami amerykañskich placówek dyplomatycznych. „System obs³ugi wniosków w konsulatach ju¿
teraz jest przeci¹¿ony” – powiedzia³a cytowana w New York Timesie Sarah Pierce, by³a analityczka USCIS, obecnie zwi¹zana z think tankiem Third Way. Wed³ug danych DHS w 2024 roku przyznano oko³o 1,4 mln zielonych kart. Ponad 820 tys. z nich otrzyma³y osoby
przebywaj¹ce ju¿ w Stanach Zjednoczonych w³aœnie dziêki procedurze zmiany statusu pobytowego. W ci¹gu ostatnich dwóch dekad, z wyj¹tkiem okresu pandemii Covid-19, co roku z tej œcie¿ki korzysta³o ponad pó³ miliona osób. Najwiêksz¹ grupê stanowi³y osoby sponsorowane przez cz³onków rodziny lub pracodawców. Ponad 70 proc. zielonych kart przyznanych na podstawie ma³¿eñstwa zosta³o wydanych osobom, które zmieni³y status bez opuszczania USA. W 2024 roku dotyczy³o to oko³o 250 tys. ludzi. Prawnicy imigracyjni przyznaj¹, ¿e po publikacji memorandum zostali zasypani pytaniami od zaniepokojonych klientów. Robert O’Malley, adwokat z Grand Rapids w stanie Michigan, powiedzia³, ¿e wielu jego klientów obawia siê, i¿ ma³¿onkowie bêd¹ musieli opuœciæ kraj i ¿e rodziny zostan¹ rozdzielone. „Staram siê uspokajaæ te obawy” – mówi O’Malley, „ale wszyscy dopiero analizujemy to memorandum i czekamy na dodatkowe wytyczne, które pozwol¹ nam w³aœciwie doradzaæ klientom.”
Kazimierz Wierzbicki
Loda Halama i Renata Bogdañska-Anders – gwiazdy polskich kabaretów w Londynie
Kochajmy artystów
Uroda istnienia
Znana jest mi³oœnikom polskiej sztuki – i nie tylko, bowiem znaczenie i wp³ywy artystyczne Beaty Szpury siêgaj¹ daleko poza polsk¹ grupê etniczn¹. Od lat jej obrazy znajdowa³y siê na zbiorowych wystawach; jej prace jako mistrzyni sztuki u¿ytkowej czêsto zdobi¹ ok³adki/stronice „Kuriera Plus”. Ona sama czêsto pojawia siê na imprezach artystycznych œrodowiska nowojorskiego.
Prace Beaty Szpury – jej styl, s¹ wiêc dobrze znane. Na indywidualnej wystawie wybranych obrazów malarki zorganizowanej przez redakcjê tygodnika, mieliœmy okazjê podziwiaæ oko³o trzydziestu kompozycji – g³ównie akwarel, które s¹ jej ulubionym œrodkiem artystycznego kszta³towania.
swoistych impresjonistycznych fascynacji kolorem, œwiat³em, delikatnymi przekszta³ceniami barw w zale¿noœci od zmiennego blasku s³oñca. Momentalnie uchwycone krajobrazy s¹ statyczne, nieruchome, postaci, które czêsto stanowi¹ dope³nienie barwnych kompozycji kwiatowych – zastyg³e w wystudiowanych pozach.
Co daje artystce akwarela? Mo¿liwoœæ szybkiego, wrêcz szkicowego malowania. Dokonania Beaty Szpury maj¹ jakby ulotny, chwilowy charakter. Choæ s¹ skoñczonymi dzie³ami, wiele z nich starannie dopracowanymi, jednak odnosi siê wra¿enie
S¹ to postaci zapewne z krêgu znajomych artystki, rozpoznajê tylko podobiznê Andrzeja Józefa D¹browskiego i Edgara Alana Poe ze znanej XIX-wiecznej fotografii na tle domku na Bronksie, w którym poeta kilka lat mieszka³ z chor¹ ¿on¹. St¹d i przypuszczenie, ¿e sporo zaprezentowanych obrazów to w istocie portrety ozdobione dodatkowo barwnymi kompozycjami kwiatowymi.
Dwa tematy wyraŸnie ulubione przez artystkê dominuj¹ na wystawie – pejza¿ i portret (choæ mamy te¿ jedn¹ jak¿e martw¹ naturê – zawartoœæ damskiej torebki). Czêsto potraktowane ³¹cznie. Jeœli pejza¿, to przede wszystkim kolor, dominacja barw nad przedmiotem
przedstawienia – czy to droga obsadzona drzewami, czy aleja parkowa, domek w lesie, b¹dŸ nawet bukiet kwiatów.
Portrety, jak wspomnia³em, nale¿¹ do wiêkszoœci prezentowanych prac i czêsto stanowi¹ po³¹czenie obu – postaci i natury, np. sk¹po ubranej kobiety na trawie, choæby w formie pêku kwiatów wazonie, czy uk³adu owoców na tacy w s¹siedztwie ozdobnego dzbanka.
Beata Szpura sprawia wra¿enie artystki, dla której malarstwo nie jest wystudiowanym celem dla siebie, ale œrodkiem, dodatkowym, choæ zapewne bardzo wa¿nym wyra¿aj¹cym pogodê i radoœæ ¿ycia, zachwyt nad urod¹ œwiata; tego, ¿e jest, ¿e nawet przy pomocy prostych technik –farby akwarelowej – mo¿na go przedsta-
wiæ, namalowaæ, pokolorowaæ, uczyniæ piêkniejszym, atrakcyjniejszym. Malarstwo Beaty Szpury, jest jakby czêœci¹ sztuki ¿ycia, afirmacji istnienia, sposobem ukazania lekkoœci, czaru i urody tego, co nas otacza i tego, co jest w nas.
PS. Od redakcji.
Wystawê Beaty Szpury zatytu³owan¹: „Spotkania. Zachwyty. Spojrzenia” mo¿na ogl¹daæ i dokonywaæ zakupu obrazów w Galerii Ma³ej Kuriera do 15 czerwca br. Wczeœniej nale¿y umówiæ siê na konkretny dzieñ i godzinê pisz¹c do nas: kurier@kurierplus.com
ZDJÊCIA ZOSIA ZELESKA-BOBROWSKI
Beata Szpura na tle swoich obrazów
mê¿em (drugi z prawej) i studentami
Stali bywalcy kurierowych wystaw: Jadzia Niemiec i Ryszard Zamorski Krystyna Dura i Krzysztof Drabicki
Jacek Kunikowski (Bazarynka) i Piotr Chrobok
Czes³aw Karkowski i Andrzej Józef D¹browski - autorzy Kuriera i admiratorzy sztuki Beaty
Krystyna Pitula z ulubionym obrazem
Robert Biernacki przy swoim portrecie z kotami
Marsz, marsz Polonia
Nowy Jork
Mieczys³aw Fogg – „Urodzi³em siê, by œpiewaæ”
By³ jednym z tych artystów, których obecnoœæ wykracza³a daleko poza scenê muzyczn¹. Ulubieniec estrady, radia i telewizji, którego melodie nuci³a ca³a Polska jest symbolem niezwyk³ej muzycznej wra¿liwoœci. Jego niepowtarzalny g³os towarzyszy³ Polakom od okresu miêdzywojennego, przez trudne lata okupacji, a¿ po powojenny czas odbudowy i zmian politycznych.
Przez ponad szeœæ dekad dzia³alnoœci scenicznej stworzy³ niezliczon¹ liczbê nagrañ. Œpiewa³ piosenki liryczne, romanse i tanga, staj¹c siê ikon¹ polskiej piosenki retro. Utwory, takie jak „Piosenka o mojej Warszawie”, „To ostatnia niedziela”, „Jesienne ró¿e”, „Pierwszy siwy w³os” czy „Tango milonga”, od lat poruszaj¹ kolejne pokolenia s³uchaczy, zachwycaj¹c prostot¹, liryzmem i elegancj¹ interpretacji.
W tym roku obchodzimy 125. rocznicê urodzin artysty. By upamiêtniæ jego ogromny wk³ad w historiê polskiej kultury muzycznej i ponadczasow¹ twórczoœæ artystyczn¹ Sejm Rzeczypospolitej Polskiej og³osi³ rok 2026 Rokiem Mieczys³awa Fogga. W zwi¹zku z tym, w ca³ym kraju odbywaj¹ siê liczne wydarzenia jubileuszowe upamiêtniaj¹ce jego dorobek, ³¹cz¹cy patriotyzm z popularn¹ muzyk¹. To dobra okazja, aby przypomnieæ historiê artysty, który potrafi³ przetrwaæ w zmieniaj¹cych siê realiach politycznych i spo³ecznych, pozostaj¹c wiernym muzyce i publicznoœci.
Pocz¹tki kariery artystycznej
Urodzony 30 maja 1901 roku w Warszawie Mieczys³aw Fogiel (tak brzmia³o jego prawdziwe nazwisko) dorasta³ w mieœcie, które znajdowa³o siê jeszcze pod zaborem rosyjskim. Warszawa pocz¹tku XX wieku by³a miejscem kontrastów – z jednej strony ograniczenia polityczne i spo³eczne, z drugiej dynamiczny rozwój kultury, teatrów, muzyki i ¿ycia miejskiego. Jako m³ody ch³opak nie planowa³ kariery artystycznej i nic nie wskazywa³o na to, ¿e stanie siê jednym z najbardziej rozpoznawalnych g³osów Polski. Jego ojciec by³ pracownikiem kolejowym i Mieczys³aw pocz¹tkowo pod¹¿y³ t¹ sam¹ drog¹. Praca na kolei dawa³a wówczas wzglêdn¹ stabilnoœæ i by³a uznawana za solidny zawód dla m³odego cz³owieka z warszawskiej rodziny mieszczañsko-rzemieœlniczej. Jednak uwielbia³ œpiewaæ. W dzieciñstwie jego numerem popisowym by³a piosenka „Góralu czy ci nie ¿al”. Wszystko zmieni³o siê, gdy w 1922 roku trafi³ na przes³uchanie do s³ynnego Chóru Dana, jednego z najwa¿niejszych zespo³ów wokalnych II Rzeczypospolitej, wzorowanym na angielskim zespole The Revellers. Zosta³ przyjêty, mimo ¿e nie umia³ czytaæ nut. Mia³ jednak tak wyj¹tkowy talent, ¿e Dan postanowi³ go nauczyæ wszystkiego od podstaw. Wraz z Chórem Dana Fogg wystêpowa³ w Polsce i Europie, zdobywaj¹c popularnoœæ dziêki radiu i rewii. W zespole spêdzi³ 10 lat. To w³aœnie wtedy zacz¹³
kszta³towaæ swój charakterystyczny styl œpiewu – spokojny, liryczny, oparty na czystej emisji g³osu i wyraŸnej dykcji. Wyró¿nia³ siê na tle innych artystów, którzy czêsto stawiali na bardziej teatraln¹ ekspresjê. Oko³o 1926 roku, jeszcze zanim sta³ siê wielk¹ gwiazd¹ estrady zacz¹³ u¿ywaæ nazwiska Fogg, które pocz¹tkowo by³o pseudonimem artystycznym, dopiero po wojnie, w paŸdzierniku 1946 roku zosta³o oficjalnie zatwierdzone urzêdowo.
Z³ote lata
Ogromn¹ popularnoœæ przynios³y mu lata trzydzieste, kiedy jego g³os sta³ siê czêœci¹ codziennoœci przedwojennej Warszawy. Za-
Fogg, zanim zaj¹³ siê na powa¿nie œpiewaniem, w wieku 19 lat trafi³ do wojska, gdzie uczy³ ¿o³nierzy jak prowadziæ auto. Kie³kuj¹cy dopiero rynek motoryzacyjny by³ jego drug¹ pasj¹. 1920 r.
cz¹³ karierê solow¹, nagrywaj¹c pierwsze p³yty i zdobywaj¹c status gwiazdy. W Polskim Radiu i na koncertach pojawia³y siê utwory, które do dziœ s¹ symbolem tamtej epoki. W „Tangu milonga” s³ychaæ by³o têsknotê i po¿egnanie, jak w s³owach: „Tango mych marzeñ i snów / Niechaj me serce uko³ysze”. To nie by³a tylko piosenka, to by³ nastrój ca³ego pokolenia, które ¿y³o miêdzy nadziej¹ a niepewnoœci¹. Jeszcze bardziej dramatyczny charakter mia³a „To ostatnia niedziela”, jeden z jego najbardziej rozpoznawalnych utworów. W pierwszych wersach pobrzmiewa emocja koñca: „Daj mi tê jedn¹ niedzielê, ostatni¹ niedzielê, / a potem niech wali siê œwiat”. W jego wykonaniu by³ to cichy obraz rozpadu relacji, wypowiedziany bez gniewu, bardziej z pogodzeniem ni¿ buntem. W tym samym czasie powstawa³y te¿ inne popularne piosenki, jak „Jesienne ró¿e”, które wprowadza³y jeszcze bardziej melancholijny ton do jego repertuaru. Fogg potrafi³ w prostych s³owach zamkn¹æ emocje, które dla s³uchaczy by³y bardzo bliskie: mi³oœæ, przemijanie, têsknotê za czymœ, co ju¿ siê nie powtórzy. Warszawa tamtych lat by³a miastem, które idealnie pasowa³o do jego stylu. Kawiarnie, teatrzyki, nocne koncerty, gdzie spotykali siê politycy, aktorzy i pisarze, wszystko to tworzy³o atmosferê, w której jego spokojny g³os brzmia³ naturalnie. Stworzy³ w³asny styl, któremu pozosta³ wierny a¿ do koñca kariery. Wystêpowa³ u boku najwiêkszych gwiazd przedwojennej estrady: z Hank¹ Ordonówn¹ i Adolfem Dymsz¹. Nagrywa³ 100-150 piosenek rocznie dla wytwórni Odeon, a w repertuarze mia³ ich ponad trzy tysi¹ce! W³aœnie wtedy zyska³ przezwisko „œpiewaj¹ca mrówka” ze wzglê-
du na niezwyk³¹ pracowitoœæ. Przez 60 lat swojej kariery Mieczys³aw Fogg zagra³ oko³o 16 tysiêcy koncertów, daj¹c rocznie 266 wystêpów. A jego p³yty z nagraniami osi¹gnê³y nak³ad ponad 25 milionów egzemplarzy. Ulubieniec publicznoœci, dwukrotnie zajmowa³ I miejsce w ogólnopolskim plebiscycie Polskiego Radia na najpopularniejszego piosenkarza (1937,1958). Mia³ przedwojenny rekord sprzedanych p³yt: 100 tys. egzemplarzy singla „Ta ostatnia niedziela”. W 1938 roku Telewizja Polska transmitowa³a jego wystêp estradowy podczas prób technicznych nowego medium.
Okupacja niemiecka
Wojna przerwa³a ten œwiat nagle i brutalnie. Po 1939 roku Warszawa przesta³a byæ miejscem swobodnej kultury, mimo to Fogg pozosta³ w mieœcie i nadal, za zgod¹ w³adz Podziemnej Polski, œpiewa³ tam, gdzie by³o to jeszcze mo¿liwe, w lokalach, które dzia³a³y na granicy legalnoœci, gdzie ludzie szukali choæ odrobiny normalnoœci. W okupacyjnej rzeczywistoœci muzyka zmieni³a znaczenie. Nie by³a ju¿ tylko rozrywk¹. Stawa³a siê form¹ przetrwania. W tamtym czasie – zarówno przed wojn¹, jak i w trakcie – jego œpiew odpowiada³ na najbardziej elementarne potrzeby s³uchaczy. Artysta nie podnosi³ g³osu, nie epatowa³ dramatyzmem – raczej koi³, wzrusza³ i przywraca³ poczucie normalnoœci. Delikatny sposób interpretacji i niezwyk³a melodyjnoœæ utworów, które wybiera³ do swojego repertuaru, sprawia³y, ¿e jego g³os stawa³ siê dla wielu form¹ emocjonalnego schronienia. Wychodzi³ piêkny mê¿czyzna i ³agodnie œpiewa³ o tym, jak bardzo jesteœmy dobrzy, jak bardzo siê kochamy i jak bardzo ten œwiat jest piêkny. Œpiewa³ te¿ te patriotyczne, wojskowe, które tworzono w Powstaniu: „Marsz Mokotowa”, „Hej, ch³opcy, bagnet na broñ” czy „Pa³acyk Michla”. W tym czasie nie ogranicza³ siê jedynie do wystêpów. Anga¿owa³ siê równie¿ w pomoc mieszkañcom Warszawy, wspieraj¹c tych, którzy w okupacyjnym mieœcie tracili nie tylko dach nad g³ow¹, ale tak¿e poczucie bezpieczeñstwa i godnoœci.
Podczas Powstania Warszawskiego, Fogg jako ¿o³nierz AK, starszy strzelec I Batalionu Szturmowego Odwet, dzia³a³ w centrum Warszawy. Przy ul. Lwowskiej budowa³ barykady, trzyma³ wartê, do czasu, gdy Biuro Informacji i Propagandy wyznaczy³o mu zadanie, by œpiewem podtrzymywa³ ducha powstañców i mieszkañców Warszawy. Nazywany „bardem Powstania” wystêpowa³ w powstañczych szpitalach, domach, schronach i na barykadach, czasem tak blisko frontu, ¿e kurz z wybuchów osiada³ mu na w³osach. Wykona³ 104 oficjalne koncerty. By³ trzykrotnie ranny i zosta³ odznaczony Krzy¿em Walecznych oraz Z³otym Krzy¿em Zas³ugi z Mieczami. Jego powstañcz¹ opaskê mo¿na zobaczyæ w Muzeum Powstania Warszawskiego.
W jednym z powojennych wywiadów Fogg wspomina³: „Na drugi dzieñ zwróci³em siê do kapitana i zaproponowa³em, ¿e móg³bym trochê poœpiewaæ. By³ bardzo zdziwiony – powiedzia³, ¿e powstanie potrwa piêæ, szeœæ dni, wiêc nie wie, czy w ogóle ma sens je rozpoczynaæ. Odpowiedzia³em, ¿e nie bardzo znam siê na wojowaniu, ale wydaje mi siê, ¿e moje œpiewanie mo¿e mieæ wiêksze znaczenie dla ¿o³nierzy ni¿ stanie na warcie z karabinem, w którym jest tylko piêæ nabojów”. Opowiada³, jak œpiewa³ w piwnicach i na barykadach podczas powstania. Wokó³ trwa³y walki, a ludzie siedzieli w ciemnoœciach, czêsto bez jedzenia i wody. Mówi³: „Œpiewa³em, bo ludzie potrzebowali nadziei. To by³a moja broñ.”
Dzia³alnoœæ konspiracyjna
Mniej znany jest udzia³ Fogga w konspiracji, gdzie dzia³a³ pod pseudonimem Ptaszek. Podstawowe informacje s¹ znane od 1971 r., gdy we wspomnieniach „Od palanta do belcanta” napomkn¹³ o wsparciu dla ¿ydowskich przyjació³ podczas wojny: „Któregoœ wieczoru – by³ to rok 1943 – gdy wróci³em po wystêpie w jednej z warszawskich kawiarñ do domu, zasta³em ¿onê mojego przyjaciela Ivo Wesbiego z dzieckiem. Pani Wesby, tancerka z „Qui pro quo”, i oœmioletnia córeczka uciek³y z getta w okresie jego likwidacji. By³y bezdomne i nie wiedzia³y, co dalej robiæ. Sam Wesby podczas ucieczki gdzieœ siê zgubi³. Uspokaja³em jak mog³em ¿onê przyjaciela, oczywiœcie zaproponowa³em jej, ¿eby razem z córeczk¹ skorzysta³a z mojej pe³nej goœciny”. Nazajutrz tak¿e Wesbiemu uda³o siê wydostaæ z getta i pojawi³ siê u Fogga. Artysta ukrywa³ ca³¹ trójkê przez pewien czas, po czym znalaz³ im inne mieszkanie na Bednarskiej. By³ zaanga¿owany w konspiracjê, w jego domu odbywa³y siê tajne komplety gimnazjum „Batorego”, codziennie przychodzi³o kilkunastu ch³opców na naukê – nie by³o warunków do ukrywania uciekinierów z getta. Fogg pomóg³ Wesbim wyrobiæ fa³szywe dokumenty. Ivo dosta³ kenkartê na nazwisko Stefan Kowalski, po czym zg³osi³ siê na roboty do Wiednia, gdzie uda³o mu siê zahaczyæ w komunikacji miejskiej. Jego ¿ona ukrywa³a siê z dzieckiem do ostatnich dni wojny u pewnej rodziny na Okêciu. Fogg kilka razy, jak napisa³, „zawozi³ im tam bieliznê”. Rodzina po³¹czy³a siê w Wiedniu w 1945 roku. Na wniosek ¯ydowskiego Instytutu Historycznego, 26 paŸdziernika 1989 r. Jad Waszem przyzna³ Mieczys³awowi Foggo-
wi zaszczytne odznaczenie Sprawiedliwy Wœród Narodów Œwiata. Sêdziwy artysta nie zd¹¿y³ go ju¿ odebraæ osobiœcie. Medal odbiera³y trzy pokolenia jego potomków: syn Andrzej, wnuk Micha³ i prawnuk Micha³ Fogg. To w³aœnie on od lat zajmuje siê pielêgnowaniem pamiêci o pradziadku, organizuje wydarzenia, reaktywowa³ markê Fogg Record i czêsto wystêpuje w mediach jako kustosz rodzinnej historii.
Kawiarnia wœród ruin
We wrzeœniu 1944 roku bomba trafi³a w kamienicê Fogga przy ul. Koszykowej. Wszystko, co posiada³ – pami¹tki, nuty, zdjêcia, instrumenty – sp³onê³o. Po upadku powstania gdy Warszawa zosta³a niemal ca³kowicie zniszczona, a jej mieszkañcy zmuszeni do opuszczenia miasta, Fogg znalaz³ siê wœród nich. Do stolicy powróci³ wraz z rodzin¹ 18 stycznia 1945 roku, a ju¿ dwa miesi¹ce póŸniej zaprasza³ do Cafe Fogg. Nie by³o kawy, nie by³o cukru, ale by³y piosenki, a jedn¹ z najczêœciej wykonywanych by³a „Piosenka o mojej Warszawie”, autorstwa Alberta Harrisa.
Jak bardzo dziœ pragnê zobaczyæ ciê znów O moja Warszawo wyœniona
(...) Ja wiem, ¿eœ ty dzisiaj nie taka ¯e krwawe prze¿y³aœ ju¿ dni ¯e rozpacz i ból ciê przygniata ¯e muszê nad tob¹ zap³akaæ Lecz tak¹, jak ¿yjesz w pamiêci
Przywrócê ofiar¹ swej krwi
I wierz mi, Warszawo, prócz piosnki i ³zy
Jam gotów ci ¿ycie poœwiêciæ”
Kawiarnia powsta³a dos³ownie wœród ruin miasta. Fogg wspomina³: „Warszawa by³a w ruinach, ale ludzie chcieli ¿yæ”. Miejsce to, przy ulicy Marsza³kowskiej 119, szybko sta³o siê wa¿nym punktem na mapie kulturalnej powojennej stolicy, kontynuacj¹ przedwojennej tradycji warszawskich kawiarni artystycznych. Spotykali siê tam artyœci i ludzie zwi¹zani ze œwiatem kultury. Powojenny powrót do zawodu nie by³ ³atwy. Polska by³a ju¿ innym krajem, zarówno politycznie, jak i kulturowo. W nowej rzeczywistoœci Fogg sta³ siê swoistym ³¹cznikiem miêdzy dawn¹ a odbudowywan¹ kultur¹. W latach 1946-1951 kierowa³ równie¿ w³asn¹ wytwórni¹ p³yt gramofonowych Fogg Record. Obie inicjatywy w koñcu zosta³y przejête przez komunistyczne w³adze i zlikwidowane.
¯ycie prywatne
Przez wiele lat Fogg prowadzi³ skomplikowane ¿ycie prywatne. Maj¹c 24 lata poœlubi³ Irenê Jakubowsk¹, któr¹ pozna³ jeszcze przed rozpoczêciem swojej wielkiej scenicznej kariery. Z ukochan¹ doczeka³ siê syna, Andrzeja. Ma³¿eñstwo pocz¹tkowo uchodzi³o za szczêœliwe, jednak na prze³omie lat 50. i 60. wokalista wda³ siê w romans. W ¿yciu Fogga pojawi³a siê wówczas m³odsza o 23 lata pracownica szczeciñskiej Estrady – Zofia Szynagiel. Para spotka³a siê podczas trasy koncertowej. Ich znajomoœæ przerodzi³a siê w wielki, skrywany przez dekady romans. Mieczys³aw Fogg formalnie pozosta³ w zwi¹zku ma³¿eñskim z Iren¹, lecz przez ponad 25 lat prowadzi³ podwójne ¿ycie, dziel¹c czas miêdzy dom w Warszawie, a mieszkanie z Zofi¹ w Szczecinie. Czêsto przebywa³ w trasie koncertowej, co u³atwi³o mu utrzymanie romansu w tajemnicy. Dopiero w dramatycznym momencie ¿ycia – po œmierci Ireny w 1983 roku –Fogg zdecydowa³ siê ujawniæ publicznie skrywan¹ tajemnicê. Jak wspomina³ w rozmowach z bliskimi i dziennikarzami, przez lata by³ rozdarty wewnêtrznie, ale mia³ poczucie, ¿e nie mo¿e zostawiæ Ireny, która wspiera³a go, szczególnie w trudnych czasach wojny. W 1986 roku, trzy lata po jej œmierci, poœlubi³ Zofiê. By³y to ostatnie lata jego ¿ycia, lecz by³ szczêœliwy, ¿e mo¿e spêdziæ je u boku swojej wielkiej mi³oœci. Do koñca na scenie
W trudnych czasach PRL-u Mieczys³aw Fogg by³ artyst¹ wyj¹tkowym – nie wpisywa³ siê w ¿aden wyraŸny nurt ideologiczny, a jednoczeœnie by³ akceptowany przez system, poniewa¿ jego twórczoœæ mia³a charakter przede wszystkim rozrywkowy i sentymentalny. Skupi³ siê na koncertach i nagraniach. Ruszy³ w œwiat. Wystêpowa³ w dwu-
dziestu piêciu krajach Europy oraz w Brazylii, Izraelu, na Cejlonie, w oœrodkach polonijnych Nowej Zelandii, Australii i wielokrotnie w USA i Kanadzie – wszêdzie tam, gdzie byli Polacy, gdzie têskniono za krajem, gdzie ktoœ chcia³ us³yszeæ „Jesienne ró¿e”. Œpiewa³ dla tysiêcy i dla garstki: w salach koncertowych, w klubach, w koœcio³ach, w domach kultury, w halach sportowych. Jego repertuar obejmowa³ zarówno przedwojenne przeboje, jak i nowe utwory. Nagrywa³ p³yty. Pozostawa³ jednym z najpopularniejszych wykonawców polskiej piosenki. By³ sta³ym goœciem najwa¿niejszych festiwali muzycznych w Polsce, w tym Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Wystêpowa³ równie¿ w programach Telewizji Polskiej, szczególnie intensywnie od lat 60. i 70., kiedy telewizja sta³a siê g³ównym medium muzycznym. G³os Fogga dociera³ do kolejnych pokoleñ widzów, utrwalaj¹c jego pozycjê w historii polskiej muzyki. W 1972 r., po œmierci Maurice'a Chevaliera, Mieczys³aw Fogg by³ najstarszym aktywnym zawodowo piosenkarzem œwiata. Krytyk muzyczny Jerzy Waldorff przyzna³: „Nie widzê logicznego powodu, aby drogi Miecio nie mia³ ¿yæ i œpiewaæ wiecznie”.
Styl artystyczny Mieczys³awa Fogga pozostawa³ niezmienny. W czasach, gdy muzyka rozrywkowa przechodzi³a metamorfozy, on konsekwentnie pozostawa³ wierny swojej estetyce. Nie opiera³ siê na efekciarskich œrodkach wyrazu, lecz na prostocie i szczeroœci. Jego interpretacje by³y spokojne, klarowne i bardzo bezpoœrednie. W³aœnie ta prostota sprawi³a, ¿e jego muzyka przetrwa³a próbê czasu. Wystêpowa³ niemal do koñca. Na pocz¹tku lat 80. zagra³ siebie: gospodarza kawiarni „Café Fogg” w jednym odcinku serialu „Dom”. W 1988 roku, maj¹c 87 lat, da³ ostatni koncert, lecz pojawia³ siê na scenie do 1990 roku jako goœæ honorowy i legenda estrady. W ten sposób jego ¿ycie artystyczne trwa³o niemal nieprzerwanie przez ponad szeœæ dekad. Jego piosenki z biegiem czasu zosta³y na nowo zaaran¿owane, zyska³y m³odszych wykonawców, zabrzmia³y œwie¿o, a jednoczeœnie zachowa³y niepowtarzalny klimat stylu retro. Pomys³ prze³o¿enia twórczoœci Fogga na jêzyk wspó³czesnej muzyki wyszed³ od prawnuka piosenkarza, Micha³a Fogga. Efektem by³a wydana w 2008 roku p³yta „Café Fogg”, ciep³o przyjêta przez publicznoœæ. Mieczys³aw Fogg wiedzia³, ¿e jest postrzegany jako „wiecznie obecny”. Mimo up³ywu czasu zachowa³ pogodê ducha i dystans do w³asnej s³awy i do dowcipów o sobie. Powsta³ nawet s³ynny ¿art, ¿e archeolodzy odkopali mumiê, a ona zapyta³a: „Czy Fogg jeszcze œpiewa?”. Ostatnie lata ¿ycia spêdzi³ w Warszawie, wci¹¿ pozostaj¹c postaci¹ rozpoznawaln¹ i szanowan¹. Zmar³ 3 wrzeœnia 1990 roku w wieku 89 lat. Zosta³ pochowany na Cmentarzu Pow¹zkowskim, miejscu spoczynku wielu wybitnych Polaków. Dzisiaj pozostaje symbolem dawnej Warszawy, klasycznej piosenki i artysty, który by³ œwiadkiem niemal ca³ego XX wieku i kilku jego epok kulturowych.
ZDJ. NAP
Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz
Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org
Mieczys³aw Fogg na ok³adce tygodnika „Antena”, 1935
Mieczys³aw Fogg (drugi od lewej) z kolegami z Chóru Dana, 1934
Artysta wraz z zespo³em tancerek na statku MS Batory w latach 60. XX wieku
Po premierze w Cannes, która zakoñczy³a siê szeœciominutowymi owacjami na stoj¹co, mówiono, ¿e najnowszy film Paw³a Pawlikowskiego „Fatherland”, czyli „Ojczyzna” zdobêdzie Z³ot¹ Palmê. Tak siê jednak nie sta³o. Polski artysta odebra³ statuetkê, owszem, ale za najlepsz¹ re¿yseriê i to ex aequo z autorami filmu „La bola negra”. Natomiast g³ówna nagroda powêdrowa³a do Cristiana Mungiu za obraz „Fjord”. To ju¿ drugie wyró¿nienie Pawlikowskiego w Cannes za re¿yseriê. W 2018 roku otrzyma³ statuetkê za „Zimn¹ wojnê”. „Kino powinno odzwierciedlaæ sytuacjê polityczn¹, ale nie na narzuconych warunkach, nie na warunkach dyktowanych przez aktywistów i polityków” – mówi³ Polak ze sceny po odebraniu nagrody. „W dzisiejszym œwiecie trzeba odwagi, by mówiæ o tym, co ludzie naprawdê widz¹. Sztuka musi mieæ przestrzeñ wolnoœci.” – doda³.
„Fatherland” to opowieœæ o podró¿y pisarza Thomasa Manna i jego córki Eriki przez kraj rozdarty zimn¹ wojn¹, pamiêci¹ nazizmu i politycznymi napiêciami miêdzy Wschodem a Zachodem. W rolach g³ównych ogl¹damy nominowan¹ do Oscara Sandrê Hüller i Hannsa Zischlera. Do realizacji filmu re¿yser ponownie zaprosi³ swój wieloletni zespó³ – nominowanego do Oscara operatora £ukasza ¯ala, kostiumografkê Aleksandrê Staszko oraz scenografów Katarzynê Sobañsk¹ i Marcela S³awiñskiego. Film zbiera œwietne recenzje. „Krytycy podkreœlaj¹ przede wszystkim elegancjê formaln¹ filmu, jego
emocjonaln¹ si³ê i charakterystyczny dla Pawlikowskiego styl” – czytamy. Mówi siê, ¿e „Ojczyzna” to domkniêcie filmowej trylogii polskiego re¿ysera, który – jak sam przyznaje – ma za sob¹ doœæ specyficzn¹ historiê.
„Wyjecha³em z Polski jako czternastolatek, póŸniej mieszka³em w ró¿nych krajach. Trafi³em do Wielkiej Brytanii, musia³em nauczyæ siê angielskiego czy do Niemiec, gdzie chodzi³em do szko³y i uczy³em siê niemieckiego. To doœwiadczenie ci¹g³ego przesuwania siê miêdzy kulturami sprawi³o, ¿e od zawsze funkcjonowa³em trochê obok” – opowiada³ w jednym z wywiadów.
Matka Pawlikowskiego pochodzi³a z katolickiej rodziny. By³a artystk¹ baletow¹ oraz wyk³adowczyni¹ filologii angielskiej.
Ojciec – lekarzem pochodzenia ¿ydowskiego (babka ze strony ojca zginê³a w Auschwitz). Rodzice filmowca rozstali siê w 1969 roku. Ojciec – na fali antysemickiej nagonki – wyjecha³ do Austrii. Kilka lat póŸniej, gdy przysz³y re¿yser mia³ 14 lat, wraz z matk¹ przeprowadzi³ siê do Wielkiej Brytanii. Jego rodzice zeszli siê potem w zachodnich Niemczech, nastêpnie mieszkali we W³oszech i we Francji, a¿ w koñcu na sta³e osiedlili siê na Wyspach. Pierwsze lata w Anglii Pawlikowski spêdzi³ w katolickiej szkole, a poniewa¿ nie chcia³ siê uczyæ i poddaæ dyscyplinie, zosta³ z niej wyrzucony i ostatecznie ukoñczy³ szko³ê protestanck¹. Nastêpnie studiowa³ literaturê oraz filozofiê na uczelniach w Londynie i Oksfordzie. Na
Pawlikowski z nagrod¹ dla najlepszego re¿ysera
studiach zapisa³ siê na warsztaty filmowe, po których przerwa³ karierê naukow¹. W 1986 r. otrzyma³ sta¿ w BBC i zaj¹³ siê tworzeniem filmów dokumentalnych. Jego debiut fabularny – „Korespondent” (1998) opowiadaj¹cy o reporta¿yœcie, który zdobywa sensacyjne materia³y, zosta³ pokazany w Cannes i choæ tam otrzyma³ raczej ch³odne recenzje, w Wielkiej Brytanii uznano go za objawienie. W Polsce o Pawlikowskim zaczêto mówiæ g³oœniej wraz z pojawieniem siê w kinach filmu „Lato mi³oœci” (2004), który równie¿ otrzyma³ nagrodê BAFTA. Rok póŸniej obiecuj¹c¹ karierê przerwa³a choroba ukochanej ¿ony re¿ysera. Gdy wykryto u niej raka w ostatnim stadium, Pawlikowski zawiesi³ plany zawodowe, aby móc siê ni¹ opiekowaæ. Do pracy wróci³ dopiero po piêciu latach, gdy jego dzieci skoñczy³y liceum i usamodzielni³y siê.
Thriller Pawlikowskiego „Kobieta z pi¹tej dzielnicy” (2011) z udzia³em Kristin Scott Thomas i Ethana Hawk’a nie przekona³ krytyków. To sk³oni³o re¿ysera, aby wróciæ nad Wis³ê i nakrêciæ pierwszy polski film. Tak powsta³a „Ida”, która otrzyma³a Oscara, a nastêpnie „Zimna wojna” – za re¿yseriê której Pawlikowski otrzyma³ nagrodê w Cannes. Ostatnie dzie³o filmowca – „Fatherland” – wejdzie do kin w Europie w po³owie czerwca. ❍
Dr Robert Lerch
Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.
Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy. Wykonuje badania imigracyjne. Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu zg³oszenia
Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422) Mówimy po polsku
£ukasz ¯al, Hanns Zischler, Pawe³ Pawlikowski, Sandra Hüller i August Diehl przed pokazem filmu „Ojczyzna“ podczas 79. Festiwalu Filmowego w Cannes
Greenport
Nazajutrz odwiedzamy pó³nocn¹ czêœæ wyspy (North Fork). Niektórzy czuj¹ siê tutaj lepiej, ni¿ w „butikowych” miasteczkach Hamptons. Jest bardziej swojsko. Zielono. Rolniczo. Winnica za winnic¹. Pola kukurydzy. Czasem jakiœ traktor. Krowa. Koñ. Bukoliczne, wiejskie obrazki. Ale te¿ niedoinwestowane stare cha³upy. Zardzewia³e pick-up’y udekorowane amerykañskimi flagami. Przydro¿ne stragany, tzw. farm stands, które oferuj¹ sezonowe warzywa i owoce. Dzisiaj jeszcze puste. Ale za kilka dni bêd¹ têtniæ ¿yciem. W pi¹tek rusza Memorial Day Weekend. Oficjalny pocz¹tek lata. W prognozach deszcz. Wiêc pewnie nici z grillowania. I imprez na wolnym powietrzu. Czy odbêdzie siê Baby Animal Festival, na który zaprasza farma w Mattituck? W programie ma³e kózki, jagni¹tka, króliki i kurczaczki. Za dodatkow¹ op³at¹ mo¿na
przejechaæ siê wozem z sianem albo wzi¹æ udzia³ w „s³ynnym wyœcigu œwiñ” – cokolwiek to znaczy. Dla dzieciaków –dmuchane zamki, gry zrêcznoœciowe, tory przeszkód, labirynt z ¿ywop³otu i inne atrakcje. Tak przynajmniej zachêca baner postawiony w szczerym polu. Inne reklamy, wymalowane farb¹ na wyp³owia³ych deskach, zachwalaj¹ domowe d¿emy, miody z pasieki i jajka prosto od kur.
Pola lawendy te¿ zamkniête. Ostatnim razem byliœmy tu pod koniec czerwca. Pamiêtam tamten dzieñ. Nieruchomy, dotkliwy upa³. Bzyczenie owadów. Intensywny zapach kwiatów i zió³. Dzisiaj te¿ jest gor¹co. Ale trochê wieje. Pod koniec dnia powietrze stygnie. I mo¿na swobodnie spacerowaæ po miasteczku. Które wydaje siê niezamieszka³e. We wtorek po po³udniu port jest pusty. Dwóch Latynosów wymienia deski pomostu. Para staruszków siedzi na ³awce. I tyle. Restauracje z widokiem na zatokê nieczynne. W marinie cumuje zaledwie kilka ¿aglówek. Wiêkszoœæ miejsc jest pusta. K. zwraca uwagê na majacz¹cy w oddali statek. „Fire Fighter” to weteran. S³u¿y³ w nowojorskiej stra¿y po¿arnej od 1938 roku. Bra³ udzia³ w gaszeniu ponad 50 wielkich po¿arów.
11 wrzeœnia wraz z pozosta³ymi morskimi jednostkami FDNY dostarcza³ wodê l¹dowym oddzia³om stra¿y po¿arnej, które gasi³y World Trade Center. Po zawaleniu siê budynków i wynikaj¹cej z tego awarii wodoci¹gów zaopatruj¹cych Dolny Manhattan, „Fire Fighter”, podobnie jak kilka innych jednostek po¿arniczych, sta³ siê Ÿród³em wody potrzebnej do dzia³añ gaœniczych w Strefie Zero. Obowi¹zek ten pe³ni³ przez trzy tygodnie, a¿ do momentu ukoñczenia napraw. Ta akcja okaza³a siê najd³u¿sz¹ interwencj¹ ratunkow¹ w historii statku. Potem by³a jeszcze eksplozja barki z benzyn¹ w Port Mobil na Staten Island w lutym 2003 roku i awaryjne l¹dowanie samolotu na rzece Hudson, szeœæ lat póŸniej. Od 2010 „Fire Fighter” jest na emeryturze. Cumuje w Greenport. Na pok³ad mo¿na wejœæ z przewodnikiem, po wczeœniejszym wykupieniu biletu wstêpu. Samo miasteczko – opowiada na g³os chatbot w telefonie – powsta³o w 1682 roku jako osada wielorybnicza i oœrodek szkutnictwa. Przez wieki by³o wa¿nym oœrodkiem portowym w regionie. W Greenport rozwin¹³ siê przemys³ rybacki i wielorybniczy, ale obecnie z portu korzysta zaledwie garstka komercyjnych jednostek. W ostatnich latach natomiast znacz¹co rozwinê³a siê bran¿a turystyczna.
*
Kolejny przystanek: Orient Point. To najdalej wysuniêty punkt pó³nocnego ramienia wyspy. Byliœmy tu przed laty. Ze spaceru na sam koniec bia³ej pla¿y zapamiêta³am wyrzucone przez ocean kawa³ki drzew, które wygl¹da³y jak rzeŸby z MoMA. I latarniê morsk¹, w oddali. Tym razem nie uda³o nam siê dojœæ daleko. Uprzejmy pan z siw¹ brod¹ dogoni³ nas swoim elektrycznym pojazdem i wyjaœni³, ¿e park zamykaj¹ o… osiemnastej. Od najbli¿szej soboty bêdzie otwarty do ósmej – doda³, przepraszaj¹co. Ale dzisiaj jeszcze nie. Musieliœmy zawróciæ. Po drodze zatrzymywaliœmy siê jeszcze kilka razy. ¯eby przyjrzeæ siê czapli ¿eruj¹cej na bagnach. Sfotografowaæ znak „uwaga ¿ó³wie”. Popatrzeæ na drzewa w z³otej poœwiacie póŸnego popo³udnia. Na zachód s³oñca zd¹¿yliœmy wróciæ do Westhampton Beach. Jest takie jedno miejsce, na wydmach, z którego widaæ najpiêkniej. Ca³y ten przepych. Z³oto i purpurê. Wszystkie odcienie ró¿u. Ka¿dy najmniejszy ob³oczek. Ka¿de poci¹gniêcie pêdzla. Gdy od strony wody zrobi³o siê szaro. I ocean coraz groŸniej pohukiwa³. Na pust¹ pla¿ê wbiegli ch³opcy z deskami. Ich gibkie sylwetki w czarnych kombinezonach odcina³y siê od piasku. Rzucili siê w fale. Z marszu. A potem zniknêli pod bia³ym jêzykiem fal. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Agenci s¹ wœród nas
nych agentów chronionych paszportami dyplomatycznymi i maj¹cych fikuœnie brzmi¹ce tytu³y, jak chargé d’affaires do spraw kulturalnych. Ba, nawet kierowcy i stra¿nicy mieli kwalifikacje i zadania wykraczaj¹ce poza prowadzenie limuzyny i pilnowanie drzwi.
ostentacyjnie pokazuj¹ce swój patriotyzm i antykomunizm. Wœród, przetrzebionej przez kostuchê, Polonii pewnie ktoœ jeszcze pamiêta te nazwiska i zaciska piêœci wobec takiej niesprawiedliwoœci, bowiem ci nikczemni ludzie ¿yli wœród nas, i to czêsto ca³kiem dostatnio.
Pamiêtam z mojej kariery (?) w polonijnych mediach, ¿e jednym z tematów wzbudzaj¹cych najwiêksze zainteresowanie, emocje, ale i pow¹tpiewanie, byli agenci – czy raczej: informatorzy – polskich s³u¿b, umieszczeni wœród Polonii, w tym amerykañskiej. Wtedy byliœmy –przynajmniej ja by³em – naiwniejsi. Nie wiedzia³em tyle, co dziœ, o historii i istocie dzia³ania s³u¿b specjalnych i wywiadów, podchodzi³em wiêc do tego tematu ze sceptycyzmem. Z Polski dochodzi³y echa nieustannych sporów o „grub¹ kreskê” i rozliczenia (tak jak zreszt¹ dzisiaj). W wydaniu polonijnym te nawo³ywania do rozliczenia mia³y miniaturowy rozmiar i groteskowy charakter. Jakaœ grupka pisa³a listy otwarte do gazety, inna walczy³a o oczyszczenie z czerwonych agentów zarz¹du organizacji polonijnej. Wiêkszoœæ z nas, w tym dziennikarzy, interesowa³y jednak inne sprawy. Albo te¿ nie wiedzieliœmy, jak siê za to rozliczanie zabraæ i czym siê ono skoñczy.
Panowa³a powszechna wiedza, ¿e ambasady i konsulaty, zreszt¹ wszystkich krajów, pe³ni³y równie¿ funkcjê placówek wywiadowczych, z tuzinami przeszkolo-
Po 1989 roku, bojkotowane dotychczas przez Poloniê, konsulaty otworzy³y swoje podwoje. Pewnie jacyœ pracownicy z d³ugim sta¿em kontynuowali pracê wywiadowcz¹, ale by³a ju¿ ona dla wolnej Polski. Wiadomo, ¿e ka¿de pañstwo wywiad mieæ musi. Polonia wszystko wiêc wybaczy³a i zapomnia³a; zaczê³a t³umnie przychodziæ na imprezy, a nawet odbieraæ odznaczenia pañstwowe.
Ale co z donosicielami wœród Polonii?
Za PRL-u– podobno, bo tematu nie zg³êbia³em – „podwójne” zadania mieli szefowi polskich przedstawicielstw handlowych, banków, firm turystycznych i spedycyjnych. By³o to warunkiem otrzymania przez nich takich posad. Ale i wœród zwyczajnych Polonusów pe³no by³o (znowu: podobno) takich, którzy podpisali zobowi¹zanie do wspó³pracy, gdy¿ inaczej by ich nie wypuszczono z kraju.
Tak wiêc mieliœmy (podobno) konfidentów wœród nas: uczestników parad i mszy, dzia³aczy i biznesmenów.
Ale có¿ dzisiaj zrobiæ? Zrobiæ im s¹dy kole¿eñskie? Odmówiæ kupowania ich towarów i us³ug? Przestaæ im podawaæ rêkê? Wykreœliæ z grona znajomych na Facebooku? Deportowaæ? Ale gdzie, do Polski? Tam te¿ przecie¿ podobno nie rozliczono wszystkich.
W ogóle sprawa rozliczeñ, „grubych kresek” w wielu jêzykach œwiata, jest skomplikowana.
Kwestia lojalnoœci s³u¿b wydaje siê skomplikowana. Co innego wojsko. Armia ma s³u¿yæ i broniæ. Czasem wprawdzie staje przeciwko spo³eczeñstwu, obalaj¹c prawowity rz¹d i ustanawiaj¹c juntê, albo wyje¿d¿aj¹c czo³gami na ulicê, jak w stanie wojennym, lecz zwykle jest to pod has³em ratowania narodu. Obywatele sk³onni s¹ to wybaczyæ. Wiadomo: ¿o³nierzyk tylko wykonuje rozkazy. Czasem wrêcz u¿alano siê nad tymi, którzy – z widocznym zawstydzeniem – patrolowali od 13 grudnia 1981 roku polskie ulice. Ze s³u¿bami by³o inaczej. Do 1989 roku aktywnie wpisywa³y siê w politykê obozu wschodniego. Niektórzy funkcjonariusze, choæ zajmowali siê inwigilowaniem obywateli i tropieniem opozycji, byli wrêcz zadowoleni z siebie – wmawiali sobie bowiem, ¿e s¹ realistami, ¿e chroni¹ kraj przed krwawymi scenariuszami z Budapesztu i Pragi.
Czy s³u¿by maj¹, zgodnie z nazw¹, s³u¿yæ w³adzom? Ale tak samo ka¿dej kolejnej ekipie, czasem z diametralnie inn¹ wizj¹ pañstwa? S³u¿¹ w³adzy, ale te¿ j¹ jakoœ kontroluj¹. W³adza próbuje czystek w s³u¿bach i stawia na ich czele swoich ludzi. S³u¿by odwijaj¹ siê w³adzy, gromadz¹c na ni¹ haki. Ogon macha psem? Jan Latus
Czasem ktoœ, kto siê tym bardziej interesowa³ i przyjecha³ w owych czasach, w konfidencji podawa³ mi nazwiska tych tajnych wspó³pracowników. Bywa³em zaszokowany, bo czêsto by³y to osoby
W zesz³ym tygodniu pisa³em o tajnych s³u¿bach. Z przyjemnoœci¹ donoszê (widzicie, ja te¿ donoszê!), ¿e chwalona przeze mnie ksi¹¿ka Johna Pomfreta w³aœnie ukaza³a siê w Polsce pod tytu³em: „Pozdrowienia z Warszawy. Polski wywiad, CIA i wyj¹tkowy sojusz”. Wynika z niej, ¿e mimo i¿ polski wywiad by³ po sowieckiej stronie ¿elaznej kurtyny, by³ jakoœ szanowany przez Amerykanów. Lojalnoœci agentów nie by³y oczywiste i gwarantowane. PRL-owski oficer wysokiej rangi Ryszard Kukliñski podj¹³ wspó³pracê z CIA. Zamieszka³y w Kalifornii Marian Zacharski wykrada³ zaœ dla PRL-owskiego wywiadu tajne technologie amerykañskie. Do dziœ trwa dyskusja narodowa nad ocen¹ moralna dzia³añ tych superszpiegów.
Co siê z nimi sta³o po 1989 roku? By³y jakieœ czystki, przegrupowania, bicie piany, ale te¿ nowe w³adze œwiadomie zdecydowa³y siê na pozostawienie wielu z poprzedniego systemu, jak Zacharskiego. S³u¿by podlegaj¹ nie tylko zmianom systemu politycznego, ale w ogóle zmianom rz¹du z jednej partii na drug¹. W wielu krajach wspó³praca miêdzy w³adzami, a wywiadem jest zatem nacechowana nieufnoœci¹.
Rafa³ Wojaczek - kaskader polskiej literatury
Sugeruje to, ¿e poezja by³a dla Wojaczka raczej form¹ autoterapii, prób¹ oswojenia bólu istnienia, a nie jego przyczyn¹. „Œmieræ jest przecinkiem w zdaniu Twojego losu” – pisa³ poeta, nadaj¹c swojemu cierpieniu wymiar metafizyczny, który mia³ uzasadniaæ jego „œwiadome d¹¿enie” ku koñcowi.
Wojaczek nie by³ jednak jedynie ofiar¹ w³asnych demonów. By³ precyzyjnym re¿yserem w³asnego upadku, œwiadomym performerem, który z cierpienia uczyni³ tworzywo literackie. Do dziœ aktualne jest pytanie czy jego tragiczny fina³ by³ nieuchronnym wyczerpaniem egzystencjalnym, czy mo¿e ostatnim, skrupulatnie zaplanowanym aktem wielkiej, metafizycznej inscenizacji?
Relacja miêdzy Wojaczkiem, a otoczeniem by³a nasycona swoistym cynizmem, który poeta potrafi³ ubraæ w szaty „licencji na szaleñstwo”. Podczas g³oœnego incydentu w kawiarni, Wojaczek w przyp³ywie agresji zrani³ innego, m³odego poetê. Scena by³a drastyczna –z g³owy ofiary broczy³a krew. Podczas póŸniejszego procesu przyjaciele poety ca³¹ noc konstruowali misterne, intelektualne linie obrony, by nadaæ temu aktowi agresji wymiar nieszczêœliwego wypadku lub artystycznej ekspresji. Wojaczek jednak zignorowa³ ich wysi³ki, stawiaj¹c na rozwi¹zanie bardziej pragmatyczne i upokarzaj¹ce dla intelektualistów. Wyci¹gn¹³ „papierek od psychiatry” – zaœwiadczenie o chorobie psychicznej, które sêdzia przyj¹³ jako absolutne zwolnienie z odpowiedzialnoœci. Diagnoza sta³a siê dla niego kostiumem, który pozwala³ mu na bezkarn¹ destrukcjê. Rafa³ mia³ urzêdowe prawo do wyrz¹dzania krzywdy, szkodzenia innym, rozbijania im g³ów.
Jeden z mitów na temat poety mówi, ¿e tworzy³ on w pijackim widzie. Tymczasem Wojaczek by³ twórc¹ o niemal klasztornej dyscyplinie pracy. Jego proces twórczy by³ rytua³em odbywaj¹cym siê w absolutnej trzeŸwoœci. W Ÿród³ach odnajdujemy niemal mantryczny opis jego cyklu dobowego: „Poeta pisze rano... Ma³a wódka... Poeta pisze po po³udniu... Du¿o wódki... Poeta pisze wieczór... Noc... Hektar wódki”.
To ostatnie okreœlenie oddaje skalê autodestrukcji, która nastêpowa³a dopiero po wype³nieniu obowi¹zku wobec s³owa. Alkohol nie by³ natchnieniem, lecz form¹ gwa³townego roz³adowania napiêcia po wyczerpuj¹cej sesji twórczej. Wojaczek pisa³, póki starcza³o mu jasnoœci umys³u, œwiadomy swojej rangi i przewagi nad wspó³czesnymi mu literatami. Dopiero gdy wiersz by³ gotowy i odczytany przyjacio³om, poeta zatapia³ siê w morzu alkoholu, jakby chcia³ zapiæ ciê¿ar w³asnego talentu.
Wojaczek by³ mistrzem autokreacji, œwiadomie tworz¹c nowe wizerunki w zale¿noœci od audytorium. Z cyniczn¹ œwiadomoœci¹ zarz¹dza³ w³asn¹ legend¹. Gdy zapuœci³ brodê, natychmiast zrodzi³o siê „kilku innych brodatych Wojaczków”, m³odych adeptów kopiuj¹cych jego gesty i pozy. Wiedz¹c, ¿e jest traktowany jak relikwia, potrafi³ wyrywaæ kartki z w³a-
snych brulionów i sprzedawaæ je za pieni¹dze na alkohol – wiedzia³ bowiem, ¿e dla kolekcjonerów te strzêpy papieru maj¹ wartoœæ sakraln¹. Sta³ siê ikon¹ ju¿ za ¿ycia, a po œmierci – obiektem kultu, w którym ka¿dy przegl¹da³ siê wed³ug w³asnych potrzeb.
Powszechny strach przed Wojaczkiem – lêk przed byciem pobitym czy zniewa¿onym – sprawia³, ¿e spotkania z nim obros³y nimbem grozy. Jednak œwiadkowie epoki, wspominaj¹c wieczór debiutantów w chorzowskim klubie „Pyrlik”, maluj¹ obraz zgo³a inny. Zamiast rozwrzeszczanego nihilisty, na scenie pojawi³ siê cz³owiek emanuj¹cy parali¿uj¹cym spokojem. Ubrany w ciemny garnitur i czarny t-shirt, wymyka³ siê stereotypowi poety-buntownika. Zamiast scenicznej furii, Wojaczek oferowa³ sugestywne, niemal monotonne czytanie, które dziêki swoistemu rytmowi hipnotyzowa³o s³uchaczy. To nie by³a agresja fizyczna, lecz obezw³adniaj¹ca charyzma i intelektualna dominacja cz³owieka, który wiedzia³ o œwiecie coœ, czego inni ledwie siê domyœlali.
Kiedy w miesiêczniku „Poezja” ukaza³y siê jego pierwsze teksty, œrodowisko literackie wstrzyma³o oddech. W tamtym czasie dominowa³a poezja bezpieczna, czêsto neoklasycystyczna, pe³na „³adnych wierszyków”. Wojaczek uderzy³ w ten porz¹dek jêzykiem biologii i fizjologii, wprowadzaj¹c do liryki s³owa uznawane za tabu. Jego poezja mimo, ¿e nie by³a polityczna, to stawa³a siê ekstremalnie polityczna poprzez si³ê swojej absolutnej odmowy. Dynamit emocjonalny i intelektualny, jaki w niej zawar³, rozsadza³ ramy ka¿dej narzuconej ideologii. By³ to bunt czysty, przes¹czony sprzeciwem wobec wszystkiego, co ogranicza³o suwerennoœæ jednostki.
Najwiêkszym paradoksem Wojaczka jest to, ¿e za parawanem drastycznych opisów i gwa³townoœci kry³ siê warsztatowy rygor. Jako dwudziestolatek posiada³ ju¿ precyzjê, której inni dorabiaj¹ siê dekadami. Jego debiutancki tom „Sezon” nie by³ jedynie krzykiem rozpaczy, ale popisem literackiego mistrzostwa, nawi¹zuj¹cym do tradycji wielkich polskich mistrzów. Wojaczek udowodni³, ¿e mo¿na byæ „mistrzem” u progu doros³oœci, ³¹cz¹c brutaln¹ kreatywnoœæ z ¿elazn¹ dyscyplin¹ formy. To w³aœnie ta synteza gwa³townoœci i doskona³oœci uczyni³a go jednym z najwa¿niejszych zjawisk powojennej literatury. Nie tworzy³ z pró¿ni: on „wch³ania³”
kulturê z ¿ar³ocznoœci¹, któr¹ œwiadkowie epoki opisywali mianem „odkurzacza”. Czyta³ po maniacku, dzieñ i noc, buduj¹c w sobie potê¿ny rezerwuar tekstów, g³ównie poetyckich, choæ nie stroni³ od wielkiej prozy. Jego pamiêæ by³a legendarna – potrafi³ bezb³êdnie odtwarzaæ z pamiêci obszerne partie dzie³ Jamesa Joyce’a czy Tomasza Manna.
Wojaczek operowa³ koncepcj¹ „¿ycia wypo¿yczonego”. Jego codzienna egzystencja by³a nieustann¹ inscenizacj¹, w której wciela³ siê w bohaterów literackich, sprawdzaj¹c ich dylematy na w³asnej skórze. Nie by³a to jednak infantylna ucieczka od rzeczywistoœci, lecz œwiadoma autokreacja – krzy¿owanie literackich matryc z w³asn¹, siln¹ osobowoœci¹. Legenda Wojaczka nie by³a dzie³em przypadku, lecz œwiadomie zaprogramowan¹ in¿ynieri¹. Cierpienie by³o dla niego narzêdziem poznawczym, które prowokowa³ z pe³n¹ premedytacj¹. S³ynny incydent w Piwnicy Œwidnickiej, gdy zmia¿d¿y³ w d³oni szklankê, rani¹c przy tym siedz¹cego obok Wieczys³awa Machickiego, sta³ siê mitem za³o¿ycielskim jego destrukcji.
Rafa³ Wojaczek odszed³ w maju 1971 roku, maj¹c zaledwie 26 lat. W tamtym czasie polska literatura, wci¹¿ li¿¹ca rany po traumach wojny i zmagaj¹ca siê z gorsetem socrealistycznej przesz³oœci, nie by³a gotowa na kogoœ, kto ostatecznoœæ traktowa³ tak dos³ownie.
Przez lata postaæ Wojaczka tkwi³a w swoistym czyœæcu, bo traktowano go jak literackie kuriozum, sprowadzaj¹c potê¿ny, egzystencjalny ból do etykiety „poety przeklêtego” lub, co gorsza, „pijaka i skandalisty”.
Dziœ, ponad pó³ wieku po jego œmierci, legenda Wojaczka nie tylko nie blaknie, ale nabiera nowych, niemal metafizycznych barw. Mo¿na ulec melancholijnej pokusie i zapytaæ: co by by³o, gdyby Rafa³ Wojaczek ¿y³ do dziœ? Mo¿e wzorem Krzysztofa Kamila Baczyñskiego z wiersza Wis³awy Szymborskiej, starza³by siê godnie w Domu Pracy Twórczej w Zakopanem? Mo¿e chodzi³by po lasach, œwiêtowa³ kolejne jubileusze i odbiera³ odznaczenia?
Sta³o siê jednak inaczej. Wybra³ drogê, która uczyni³a go wiecznie m³odym wyrzutem sumienia polskiej literatury. Pozostawi³ po sobie pokaŸny dorobek, który – jak sam pisa³ w swoim ironicznym, autobiograficznym szkicu – pozwala mu przetrwaæ ka¿d¹ œmieræ. Wojaczek wygra³ z nicoœci¹, bo jego poezja nie pozwala na obojêtnoœæ.
Wiersze Rafa³a Wojaczka
MOJA PIOSENKA (A.D. 1969)
Moje s³owo, Twego s³owa pog³os Jak¿e w¹t³y, przecie¿ sprzymierzony Z wiernym rymem, rytmem wspomo¿ony, Bywa czasem nie tylko ulotk¹.
Moja nêdza, Twojej nêdzy siostra M³odsza, jeszcze jej sukienki nosi Lecz doprasza siê - pilnie podnosiRêki, która by do szczêtu zwlok³a.
Moja wina, Twojej winy krewna Biedna, jednak gdy okruch splendoru Po³knie, wtedy, bior¹ siê na sposób, Sama sobie na krzy¿ sk³ada drewna.
Moja wiara, twojej wiary córka - nie wiem: m¹dra czy g³upia; imienia Nie przyzywa, milcz¹c siê uœmiecha, Jakby tylko ³askota³a w³ócznia...
KONIEC POEZJI
Koniec poezji winien byæ w ciemnej sieni czynszowej Kamienicy kapust¹ woniej¹c¹ wychodkiem Winien niespodziewanym b³ogos³awieñstwem byæ no¿a Pod ³opatkê lub ³omu w skroñ zwiêz³ym jak amen Bowiem winien byæ czo³giem rozpêdzonego nieba Koniec poezji winien byæ szybszy nawet od myœli By krzykn¹æ co mog³oby oznaczaæ bunt czy ¿al Koniec poezji winien byæ niegramatyczny
Tablica nagrobna
Rafa³ Wojaczek
£aweczka Wojaczka w Miko³owie
El¿bieta Baumgartner radzi
Co zale¿y od nas w tym chaotycznym œwiecie?
¯yjemy w epoce, w której œwiat zmienia siê szybciej, ni¿ jesteœmy w stanie to przetworzyæ. Informacje spadaj¹ na nas jak deszcz meteorytów. W³¹czamy radio czy otwieramy gazetê i dowiadujemy siê, ¿e ka¿dy dzieñ przynosi nowe kryzysy, konflikty, niespodziane c³a handlowe, kolejne zamieszki, masowe zwolnienia i inne niepokoje. W takim œwiecie ³atwo poczuæ siê jak pasa¿er w rozpêdzonym poci¹gu, który jedzie w nieznanym kierunku. I w³aœnie wtedy pojawia siê pytanie, które powraca w rozmowach, w mediach, w naszych myœlach: co w³aœciwie zale¿y od nas?
Zale¿y od nas, jak g³osujemy W œwiecie pe³nym sprzecznych narracji, emocji i medialnego ha³asu ³atwo zapomnieæ, ¿e najwa¿niejszym narzêdziem wp³ywu, jakie wci¹¿ mamy, jest g³os oddany przy urnie wyborczej. G³osowanie nie rozwi¹zuje wszystkich problemów, ale jest momentem, w którym ka¿dy z nas odzyskuje sprawczoœæ. To my decydujemy, komu powierzamy odpowiedzialnoœæ za wspólne dobro, jakie wartoœci chcemy wzmacniaæ i w jakim kierunku ma zmierzaæ kraj, w którym ¿yjemy lub z którym wci¹¿ czujemy wiêŸ. Wybór nie polega tylko na zaznaczeniu kratki – polega na refleksji, na rozmowie, na œwiadomym uczestnictwie w ¿yciu publicznym. W czasach, gdy tak wiele rzeczy wymyka siê spod kontroli, akt g³osowania przypomina, ¿e demokracja zaczyna siê od pojedynczego cz³owieka, który mówi: „To jest mój g³os i mój wybór”.
Zale¿y od nas, jak filtrujemy œwiat
Bêd¹c bombardowani przez informacje, mamy wp³yw na to, co uznajemy za wa¿ne. W œwiecie, w którym ka¿dy nag³ówek jest krzykiem, a ka¿da wiadomoœæ brzmi jak alarm, najwa¿niejsz¹ umiejêtnoœci¹ staje siê selekcja. To my decydujemy, czy pozwolimy, aby chaos informacyjny wdar³ siê do naszego wnêtrza. Ten filtr dotyczy równie¿ finansów. Mo¿emy ch³on¹æ sensacyjne doniesienia o kryzysach, bankructwach, katastrofach gospodarczych i za³amaniach gie³dy, albo mo¿emy skupiæ siê na tym, co realnie wp³ywa na nasze ¿ycie: na w³asnym bud¿ecie, na w³asnych decyzjach, na w³asnych mo¿liwoœciach. Œwiatowe rynki bêd¹ siê wahaæ, inflacja bêdzie rosn¹æ i spadaæ, politycy bêd¹ zmieniaæ kursy. Ale to
my decydujemy, czy bêdziemy reagowaæ panik¹, czy spokojn¹ analiz¹.
Zale¿y od nas, jak reagujemy na to, czego nie kontrolujemy
Nie mamy wp³ywu na globalne konflikty, na decyzje rz¹dów, na ceny energii czy kursy walut. Ale mamy wp³yw na nasz¹ reakcjê. Mo¿emy pozwoliæ, by lêk nas sparali¿owa³, albo mo¿emy potraktowaæ niepewnoœæ jako sygna³, ¿e warto uporz¹dkowaæ w³asne sprawy.
W finansach ta zasada jest szczególnie widoczna. Nie kontrolujemy inflacji, ale kontrolujemy to, czy prowadzimy bud¿et domowy. Nie kontrolujemy stóp procentowych, ale kontrolujemy to, czy mamy poduszkê finansow¹. Nie kontrolujemy rynków, ale kontrolujemy to, czy inwestujemy rozs¹dnie, czy impulsywnie. Chaos gospodarczy nie musi oznaczaæ chaosu w naszym portfelu. To, jak reagujemy, jest w naszych rêkach.
Zale¿y od nas, jak dbamy o relacje
Relacje s¹ jedynym obszarem, którego nie da siê zautomatyzowaæ ani zast¹piæ algorytmem. W œwiecie pe³nym napiêæ i niepewnoœci to w³aœnie ludzie daj¹ nam poczucie stabilnoœci. I to jest przestrzeñ, w której mamy ogromn¹ sprawczoœæ. Co ciekawe, relacje maj¹ równie¿ wymiar finansowy. Wspieraj¹ nas emocjonalnie, ale czêsto tak¿e praktycznie. Rodzina, która potrafi rozmawiaæ o pieni¹dzach bez wstydu i lêku, jest silniejsza. Bliscy, którzy potrafi¹ planowaæ wspólne wydatki, dzieliæ siê obowi¹zkami, pomagaæ sobie w trudnych momentach, tworz¹ sieæ bezpieczeñstwa, której nie zapewni ¿aden system. W œwiecie, który bywa nieprzewidywalny, relacje s¹ najtrwalsz¹ inwestycj¹.
Zale¿y od nas, jak budujemy swoj¹ odpornoœæ Odpornoœæ to nie jest cecha wrodzona. To zestaw codziennych wyborów. Dbamy o zdrowie, o sen, o ruch, o równowagê miêdzy prac¹ a odpoczynkiem. Ale odpornoœæ ma równie¿ wymiar finansowy. To w³aœnie ona sprawia, ¿e nie za³amujemy siê przy pierwszym kryzysie. Odpornoœæ finansowa to poduszka bezpieczeñstwa, rozs¹dne planowanie, unikanie d³ugów, które nas przygniataj¹, i decyzje podejmowane nie pod wp³ywem emocji, ale wiedzy. To œwiadomoœæ, ¿e nawet jeœli œwiat siê chwieje, my mamy fundament, na którym stoimy. Odpornoœæ nie chroni przed wszystkim, ale sprawia, ¿e nie upadamy przy pierwszym podmuchu.
Zale¿y od nas, jakich wartoœci siê trzymamy
Wartoœci s¹ kompasem, który prowadzi nas przez chaos. Uczciwoœæ, odpowiedzialnoœæ, pracowitoœæ, szacunek, wdziêcznoœæ – to nie s¹ abstrakcyjne pojêcia. To konkretne decyzje, które podejmujemy ka¿dego dnia. I to one decyduj¹ o tym, jak ¿yjemy.
W finansach wartoœci s¹ równie wa¿ne. Uczciwoœæ oznacza, ¿e nie budujemy do brobytu kosztem innych. Odpowiedzial noœæ oznacza, ¿e nie wydajemy wiêcej, ni¿ mamy. Pracowitoœæ oznacza, ¿e nie li czymy na cud, ale na w³asny wysi³ek. Wdziêcznoœæ oznacza, ¿e potrafimy doce niæ to, co mamy, zamiast goniæ za tym, czego nam brakuje. Wartoœci nie zmienia j¹ siê wraz z trendami. To one pozwalaj¹ nam zachowaæ integralnoœæ, kiedy wokó³ wszystko siê chwieje.
Zale¿y od nas, jak¹ historiê opowiadamy sami sobie Ka¿dy cz³owiek ¿yje w dwóch œwiatach: w tym zewnêtrznym i w tym wewnêtrznym. Ten pierwszy bywa chaotyczny, nieprzewidywalny, czasem brutalny. Ten drugi to nasza narracja. To, co mówimy sami sobie, staje siê fundamentem naszego ¿ycia.
W finansach ta narracja jest równie wa¿na. Mo¿emy mówiæ sobie, ¿e „pieni¹dze s¹ Ÿród³em stresu”, albo mo¿emy mówiæ, ¿e „pieni¹dze s¹ narzêdziem, które pomaga budowaæ bezpieczeñstwo”. Mo¿emy mówiæ, ¿e „nie mamy wp³ywu na swoj¹ sytuacjê”, albo mo¿emy mówiæ, ¿e „ka¿da ma³a decyzja ma znaczenie”. Zamiast utyskiwaæ na sytuacjê w pracy, mo¿emy mówiæ sobie, ¿e praca jest wyzwaniem, z którym sobie radzimy. To, jak¹ historiê opowiadamy, decyduje o tym, co czujemy i jak dzia³amy.
Zale¿y od nas, co zostawimy po sobie
Chaos – w polityce, gospodarce, w inwestycjach – jest chwilowy, a dziedzictwo trwa³e. Mo¿emy zostawiæ dobre wspomnienia, m¹dre s³owa, pomocne gesty, uporz¹dkowane sprawy, wsparcie dla bliskich. I mo¿emy zostawiæ równie¿ porz¹dek finansowy: testament, jasne instrukcje, uporz¹dkowane dokumenty, de-
El¿bieta Baumgartner
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Ubezpieczenie spo³eczne Social Security”, „¯ycie od nowa”, „Amerykañskie emerytury”, poœwiêconej indywidualnym programom emerytalnym i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
cyzje, które u³atwi¹ ¿ycie tym, którzy zostan¹.
Dziedzictwo to nie tylko maj¹tek. To równie¿ spokój, który dajemy innym.
Zakoñczenie:
Chaos jest t³em, nie treœci¹ Œwiat bywa trochê chaotyczny, szczególnie ostatnio. Ale w tym chaosie jest ogromna przestrzeñ, która nale¿y tylko do nas. Zale¿y od nas, jak myœlimy, jak reagujemy, jak kochamy, jak pracujemy, jak dbamy o siebie i innych, jak zarz¹dzamy swoimi finansami i jak¹ historiê tworzymy. Chaos jest t³em. Treœæ piszemy my. ❍
Jak pomniejszyæ podatki
dowiesz siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner
“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”
Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.
Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com
➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿: Deerfield Beach:
2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000 Fort Lauderdale:
3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000 Pompano Beach: nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000 Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net
➦ 60-letni mê¿czyzna szuka lekkiej pracy w œrodowisku polskojêzycznym.
Tel. 646.220.5832 – Jacek
Agenci s¹ wœród nas
➭ 11
Ten krajobraz dodatkowo ubarwia aktywnoœæ s³u¿b zagranicznych. Rosyjscy agenci wp³ywu, amerykañscy agenci wp³ywu (sorry – lobbyœci) i macki zorganizowanych grup przestêpczych (czêsto kontrolowanych i finansowanych przez s³u¿by).
Zweryfikowani i lojalni agenci ze starego rozdania oraz m³odzi, gotowi podpisaæ pakt z diab³em, zwykle tym ze wschodu, byle tylko szybko siê dorobiæ.
Wojsko stacjonuje w koszarach i maszeruje na paradach. Policjanta rozró¿ni-
my po mundurze. A ci wszyscy agenci, donosiciele, wspó³pracownicy s¹ i tu, i tam, w Warszawie i na Greenpoincie, w Wiedniu, Dubaju, Buenos Aires i Damaszku, w redakcjach i bankach, partiach, rz¹dach, parlamentach i koœcio³ach œwiata. Pewnie niejedn¹ tak¹ osobê znamy i lubimy – i nic nie wiemy o tym, ¿e ma ona podwójne ¿ycie. I ¿e z tego faktu jest zadowolona, zw³aszcza kiedy sprawdza swoje konto w banku.
NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com
Sprawa z czarownicami nie skoñczona
Jeœli ktoœ z czytelników pofatyguje siê, by przeczytaæ uczone wywody autora „M³ota na czarownice”, dominikañskiego inkwizytora, Heinricha Kramera, przekona siê, ¿e nie by³a to nauka ³atwa ani ma³a. Do dziœ dzie³o to stanowi najpe³niejsze kompendium wiedzy o owych niecnych kobietach, sposobie ich rozpoznawania i ich pod³ych praktykach na szkodê ludzkoœci.
Czarownice, jak powszechnie wiadomo, rzucaj¹ uroki. Jeden z serii szeœciu obrazów Francisco Goya poœwiêci³ w³aœnie temu w¹tkowi legendy przez wieki powszechnie uwa¿anej za prawdê. Uroki mog¹ byæ raczej niewinne – odjêcie krowie mleka albo zgo³a zgubne – spowodowanie œmierci powolnej b¹dŸ gwa³townej wskazanej osoby.
Diable zakusy
Dzie³o hiszpañskiego artysty ma przera¿aæ – budziæ grozê i zohydzaæ diable kobiety. Jak widzimy na obrazie, wszystkie wygl¹daj¹ paskudnie, maj¹ spiczaste zêby, stare, brzydkie twarze, niektóre –pomazane krwi¹ niewini¹tek. Tych niemowlaków spor¹ obiadow¹ porcjê jedna –z sow¹ na g³owie – trzyma w koszyku. WiedŸma obok czyta zaklêcia z jakiejœ czarciej ksi¹¿ki, a unosz¹ca siê nad ni¹ postaæ do taktu jej zaklêæ klekoce piszczelami. Trzecia trzyma w rêku laleczkê. Zgodnie z ich wiedz¹ i sztuk¹ nak³uwa ig³¹ figurkê z wiadomym skutkiem dla ofiary, któr¹ chyba nie jest ów przera¿ony mê¿czyzna (?) w bia³ej koszuli. Nad nim (czy nad ni¹) znêca siê baba w ¿ó³tej, pow³óczystej szacie. Jest on raczej ofiar¹ ca³ej czeredy czarownic, które na rozmaite sposoby pragn¹ wzi¹æ go we w³adanie. Przera¿one oczy owego mê¿czyzny (chyba, ale równie dobrze mo¿e to byæ kobieta) sugeruj¹ strach i bezsi³ê wobec zmasowanego ataku ciemnych potêg.
Ta w³aœnie bezbronnoœæ cz³owieka wobec czarcich zakusów stanowi o g³ównej grozie przedstawienia: czarownice s¹ potworne, ich rekwizyty – mro¿¹ krew w ¿y³ach, ale gdy zobaczymy, uœwiadomimy sobie, jak bezradny jest cz³owiek (myœlê, ¿e Goya celowo zatar³ na tym wizerunku granicê miêdzy mê¿czyzn¹ i kobiet¹) – wobec tych wiedŸm ka¿da ofiara, czy s³aba, czy silna p³eæ, musi ule; ogrania nas prawdziwe przera¿enie. Czarownice dopad³y w nocy przypadkowego cz³owieka. który ju¿ spod ich czarów nie umknie. Wzmocnione si³y czarownic, czyli sowy i nietoperze, stworzenia nocy, które – jak wierzono – pij¹ krew, fruwaj¹ wokó³, jak wierne psy pasterskie czuwaj¹c nad w³aœciwym porz¹dkiem czarcich obrzêdów. Noc, ciemno, ponuro, straszno, niebezpiecznie…
W kuchni czarownic
David Teniers (M³odszy) jak wielu z jego pokolenia zafascynowany czarownicami, namalowa³ scenê przedstawiaj¹c¹ ich „laboratorium”. Na pierwszym planie stara kobieta miesza dekokty przyrz¹dzane w specjalnym naczyniu. Jej czarciej ro-
bocie sekunduj¹ potwory nie z tego œwiata: jeden, strasznie zêbaty, przypomina ogromnego nietoperza (jak wiadomo, stworzenia z³ych mocy); obok pysk diab³a – raczej ropuchy, tak¿e ulubionego p³aza kuchni i potraw tych strasznych bab.
U stóp na pod³odze w magicznym krêgu zakreœlonym kred¹ porozstawiane s¹ przedmioty skuteczne do zaklinania rzeczywistoœci: karty, klepsydra, czaszka, kaganek, jakieœ inne bli¿ej nieokreœlone rzeczy. Z ty³u za siedz¹c¹ kobiet¹ w¹¿, a obok – zêbaty maszkaron na gadzich chudych nogach i z pyskiem-nosem jak tr¹bk¹ wygrywa melodiê jak zaklinacz wê¿y.
Na tylnym planie tak¿e mnóstwo siê dzieje. To dope³nienie ca³ej sceny. Widzimy m³od¹ nag¹ dziewczynê okrakiem dosiadaj¹c¹ miot³ê – jak wiadomo to czarci wehiku³, którym te diablice przemieszczaj¹ siê w powietrzu. Obok klêczy niewiasta – jedn¹ rêk¹ przytrzymuje ksi¹¿kê, z której czyta (zaklêcia?), d³oni¹ drugiej przyk³ada do poœladka owej piêknoœci, by j¹ wyprawiæ w drogê. Nauka jazdy na miotle? Raczej chyba przygotowanie nowej czarownicy do wykonania zadania. Jej nagoœæ i uroda sugeruj¹, ¿e bêdzie to uwiedzenie zgubne w skutkach dla ofiary tych piekielnych przymilañ. Miot³a ma z przodu kaganek, którym wiedŸma owa bêdzie sobie przyœwiecaæ podczas nocnego lotu, jak my dzisiaj u¿ywamy reflektorów jad¹c samochodem.
W tle z prawej strony, z pó³mroku wyzieraj¹ dwa straszne pyski (s³abo widoczne) potworów z piek³a rodem.
Dlaczego kobiety?
Nie chcê dodawaæ kolejnego obrazu (a jest ich mnogoœæ). Na koniec wiêc kilka
s³ów wyjaœnienia, dlaczego przez wieki utrzymywa³o siê przeœwiadczenie, i¿ czarownicami s¹ kobiety. Byli wprawdzie i czarodzieje, dziel¹cy siê na dobrych i z³ych, zasadniczo jednak o te niecne praktyki podejrzewano g³ównie niewiasty. Nie ma decyduj¹cego wyjaœnienia. Na to powszechnie ugruntowane przeœwiadczeniae sk³ada³o siê szereg czynników, które w zale¿noœci od okolicznoœci stawa³y siê wa¿niejsze, lub mniej istotne. Poni¿ej tylko kilka z g³ównych powodów. Kobiety s¹ uwodzicielkami i potrafi¹ sw¹ sztuk¹ omamiæ najmêdrszego, najbardziej zrównowa¿onego mê¿czyznê. Widaæ dysponuj¹ jakimœ nieczystym sposobem, aby opêtaæ statecznych ludzi i zwieœæ ich na niewyobra¿alne manowce. Przypadek „profesora Unrata” z utworu Henryka Manna niech s³u¿y za wybrany przyk³ad spoœród setek innych w literaturze.
Kto nie zna tej historii, zalecam lekturê powieœci albo obejrzenie filmu s³ynnego „B³êkitny anio³” z Marlen¹ Dietrich. Bardzo wiele kobiet trudni³o siê zielarstwem jako sposobem zarabiania na chleb. Aura tajemniczoœci (czêsto celowo dok³adana) towarzysz¹ca takiemu zajêciu utwierdza³a ludzi w przekonaniu o magicznych si³ach, którymi owe zielarki mog¹ w³adaæ.
Zwyk³y i zawsze silny mizoginizm odegra³ tu ogromn¹ rolê, czêœciowo zawarty w polskim powiedzeniu (z odpowiednikami w innych jêzykach): gdzie diabe³ nie mo¿e, tam poœle babê – czyli wspólniczkê szatana, która czêsto okazywa³a siê bardziej skuteczna Innym czêstym zawodowym zajêciem kobiet by³a akuszeria. Sztuka niezmiernie wa¿na.
Niestety czêsto zdarza³o siê, ¿e podczas porodu umiera³o dziecko, albo matka. Nierzadko wiêc wysuwano pod adresem akuszerki zarzuty o czary, bo dlaczego akurat tu, w tym konkretnym przypadku, nastêpowa³ zgon? „M³ot na czarownice” najczêœciej kojarzy akuszerki z konszachtami z si³ami z³a.
Pos¹dzenie o czary by³o w dawnych wiekach nadu¿ywane. Okazywa³o siê na przyk³ad, wygodnym narzêdziem pozbycia siê niechcianej ¿ony. Zdarza³o siê, wobec braku rozwodów, odprawiæ star¹ niechcian¹ ma³¿onkê i ewentualnie przej¹æ jej maj¹tek, a wzi¹æ sobie inn¹, m³odsz¹, a mo¿e i bogatsz¹. ❍
Ja, wiedŸma bez o¿oga, z sercem opalonem têskni¹ca za dalekim, ubogim demonem, wpatrzona w œwiat jak w szklan¹ czarodziejsk¹ kulê, kocham ciê i do serca tulê, rodzino czarownicy, podejrzana, kochana...