Skip to main content

Kurier Plus - e-wydanie 2 maja 2026

Page 1


POLISH WEEKLY MAGAZINE

NUMER 1650 (1950) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 2 MAJA 2026

Niewolnictwo kontra Holocaust

Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjê³o niedawno rezolucjê zg³oszon¹ przez Ghanê, która uzna³a handel niewolnikami za „najciê¿sz¹ zbrodniê przeciwko ludzkoœci”. Sta³o siê to pomimo sprzeciwu pañstw zachodnich, które zbudowa³y swoje bogactwo miêdzy innymi dziêki niewolnictwu i brutalnej kolonialnej eksploatacji.

Rezolucjê popar³y 123 kraje, w tym Rosja i Chiny. Stany Zjednoczone, Izrael i Argentyna g³osowa³y przeciwko, a 52 pañstwa, wœród nich Wielka Brytania i cz³onkowie Unii Europejskiej, wstrzyma³y siê od g³osu. Dlaczego USA, Izrael i Argentyna sprzeciwiaj¹ siê uznaniu ogromu cierpienia zwi¹zanego ze zniewoleniem Afrykanów? Przyjêcie takiej rezolucji mog³oby bowiem podwa¿yæ fundamenty ich w³asnych narracji historycznych. Stany Zjednoczone zosta³y zbudowane w du¿ej mierze dziêki pracy niewolniczej Afroamerykanów. Jak wiadomo to w³aœnie niewolnicy wznieœli dzisiejsz¹ siedzibê prezydentów USA, czyli Bia³y Dom. Trudno o lepszy przyk³ad symbolizuj¹cy ich wykorzystywanie. Pe³ne uznanie tej niesprawiedliwoœci otwiera³oby drogê do dyskusji o reparacjach i g³êbokiej przebudowie spo³ecznego kontraktu, czegoœ, czego wspó³czesna Ameryka, naznaczona wci¹¿ widocznymi nierównoœciami, woli unikaæ.

Izrael choæ w ONZ zawsze g³osuje tak jak USA, dzia³a w tym przypadku w nieco innej logice. Rezolucja mówi, ¿e niewolnictwo by³o „najciê¿sz¹ zbrodni¹ przeciwko ludzkoœci.” Izrael chce natomiast utrzymaæ przeœwiadczenie, ¿e najciê¿sz¹ zbrodni¹ by³ Holocaust. Pojawienie siê na firmamencie innej tragedii (znacznie wiêkszej jeœli chodzi o liczbê ofiar) kwestionuje czêœæ historycznej narracji Izraela. Odrzucenie rezolucji ma wiêc nie tylko wymiar polityczny (sojusz z USA), ale tak¿e to¿samoœciowy i strategiczny, chodzi o utrzymanie pewnego rodzaju monopolu moralnego. Argentyna z kolei, która w wyniku znacz¹cej pomocy finansowej zarz¹dzonej przez Donalda Trumpa, sta³a siê pañstwem w pe³ni uzale¿nionym od Stanów Zjednoczonych, po prostu nie mo¿e g³osowaæ inaczej. Kraj ten chroni te¿ jednak w³asn¹ narodow¹ narracjê opart¹ na idei „bia³ego” pañstwa skierowanego ku Europie.

➭ PrzedMajówka z przytupem – str. 3

➭ Fantastycznie z „Fantast¹“ – str. 7

➭ Panna Maria - Testament Patriotyzmu – str. 8-9

➭ Blender kulturalny – str. 10

➭ Zamra¿arka, mroŸna pu³apka... – str. 13

➭ Jezus i diabe³ – str. 15

„Jeœli w coœ siê wierzy, nie mo¿na siê poddawaæ“

Ma³gorzata Margo Staniszewska

Z wokalistk¹ jazzow¹ Ma³gorzat¹ Margo Staniszewsk¹, o sile marzeñ, samodyscyplinie i trudach macierzyñstwa rozmawia Katarzyna Zió³kowska

Poczucie humoru, swoboda, elastycznoœæ i umiejêtnoœæ nawi¹zywania kontaktu z publicznoœci¹. Na scenie bywasz jak dynamit. Co wyzwala tê energiê?

Mi³oœæ do muzyki. Kiedy s³yszê rytm, harmoniê, nie mogê siê powstrzymaæ. Bardzo lubiê jazz, czujê go ca³¹ sob¹.

Jak wspominasz swoje pocz¹tki w Stanach Zjednoczonych?

By³am przera¿ona i zawstydzona. Mia³am tylko 200 dolarów w kieszeni i przylecia³am sama. Martwi³am siê jak sobie poradzê. Kole¿anka wynajê³a mi pokój na miesi¹c, mieszka³am z Polakami, którzy pokazali mi jak poruszaæ siê metrem, robiæ zakupy i gdzie szukaæ pracy. Nie by³o ³atwo, by³am jednak zdeterminowana i sz³am wytyczon¹ drog¹. Zrobi³am Master’s Degree in Music w Konserwatorium Muzycznym przy Brooklyn College i... œpiewa³am muzykê klasyczn¹, której uczy³am siê w Polsce.. PóŸniej dosta³am siê do New York Lyric Opera i wystêpowa³am m.in. w Carnegie Hall oraz Lincoln Center, Symphony Space i Center of American Opera. Œpiewa³am w takich operach jak „Sour Angelica” Pucciniego czy „L’incoronazione di Poppea” Claudia Monteverdiego.

A jednak ci¹gnê³o ciê do jazzu.

Zawsze czu³am, ¿e chcê œpiewaæ jazz. Chodzi³am do klubów jazzowych, s³ucha³am i ch³onê³am tê muzykê. Ci¹gnê³o mnie, jak wilka do lasu. W koñcu zdecydowa³am siê odejœæ od opery. Pozna³am znakomitego wokalistê jazzowego, Theo Blackmana, który wyk³ada w Manhattan School of Music. Zaczê³am u niego braæ prywatne lekcje. To by³a ogromna praca – zmiana wszystkiego: techniki, nawyków, myœlenia. Wymaga³o to ogromnej pracy, ale zaczê³am œpiewaæ wymarzony jazzjazz i tak siê rozpoczê³a moja przygoda, która trwa do dziœ.

Prze³omem okaza³a siê twoja p³yta „Ashes and Diamonds”.

Tak, ale wszystko zaczê³o siê dwa lata temu od koncertu w Polish-Slavic Center. Wyst¹pi³am tam z wybitnymi muzykami: Davidem Kikoski, Stacy Dillardem, Curtisem McPhatterem Jr., Alexem Apollo Ayala i Danielem Sky. Zaœpiewa³am jazzow¹ wersjê utworu „Coraz to z ciebie jako z drzazgi smolnej” napisanego do tekstu Cypriana Norwida przez legendê polskiej sceny Stana Borysa. Po koncercie podesz³a do mnie jego mened¿erka – Anna Maleady i powiedzia³a: „Masz materia³ – nagraj p³ytê“.

Ka¿dy z nas zna ten moment. Rano patrzymy w lustro i widzimy twarz, która niby jest nasza, ale jakby po ciê¿kim tygodniu, stresie i trzech kawach za du¿o. Skóra bywa sucha, szorstka, matowa, zmêczona. Brakuje jej tego œwie¿ego, zdrowego wygl¹du, który sprawia, ¿e cz³owiek od razu czuje siê pewniej. I w³aœnie tutaj pojawia siê Retinobaza 17000 – praktyczny krem z witamin¹ A dla skóry, która potrzebuje troski, nawil¿enia, wyg³adzenia i codziennego wsparcia regeneracyjnego.

Nie bêdziemy obiecywaæ cudów. Nie powiemy, ¿e jedna tubka cofnie czas o 20 lat, a twarz bêdzie wygl¹da³a jak po filtrze z Hollywood. Takie obietnice dobrze brzmi¹ tylko w reklamach, którym rozs¹dny cz³owiek powinien powiedzieæ: „Dziêkujê, ale ja mam doœwiadczenie ¿yciowe”. Retinobaza 17000 dzia³a inaczej – spokojnie, praktycznie i sensownie.

To krem zawieraj¹cy palmitynian retinylu, czyli ³agodniejsz¹, estrow¹ pochodn¹ witaminy A. Jest to forma lepiej tolerowana przez skórê ni¿ mocniejsze retinoidy kosmetyczne czy dermatologiczne. Dlatego Retinobaza 17000 mo¿e byæ dobrym wyborem dla osób, które chc¹ rozpocz¹æ pielêgnacjê z witamin¹ A, ale nie chc¹ od razu fundowaæ skórze „remontu generalnego bez pozwolenia budowlanego”.

Ten krem szczególnie dobrze pasuje do skóry suchej, szorstkiej, zmêczonej, i pozbawionej blasku. Mo¿e po-

móc poprawiæ miêkkoœæ skóry, jej g³adkoœæ i uczucie od¿ywienia. To nie jest produkt dla szukaj¹cych agresywnego dzia³ania. To propozycja dla osób, które rozumiej¹, ¿e prawdziwa pielêgnacja polega na regularnoœci, cierpliwoœci i dobrym doborze sk³adników. Skóra nie potrzebuje krzyku. Ona potrzebuje konsekwencji.

Retinobaza 17000 mo¿e byæ stosowana jako element wieczornej pielêgnacji. Wystarczy cienka warstwa, najlepiej pocz¹tkowo kilka razy w tygodniu, aby sprawdziæ tolerancjê skóry. Rano warto pamiêtaæ o kremie z filtrem przeciws³onecznym SPF, poniewa¿ ochrona przed promieniowaniem UV jest jednym z najwa¿niejszych kroków w dbaniu o m³odszy, œwie¿szy wygl¹d skóry.

ani choroby skóry. W takich przypadkach potrzebna jest konsultacja z dermatologiem. Ale jako krem pielêgnacyjny z witamin¹ A – dla skóry suchej, szorstkiej, wymagaj¹cej regeneracji – ma bardzo sensowne miejsce na pó³ce. To produkt dla osób, które oczekuj¹ rozs¹dnego wsparcia skóry. Chc¹ wygl¹daæ œwie¿o, naturalnie i zadbanie. Bo piêkna skóra nie musi byæ idealna. Nie musi byæ nieruchoma jak porcelana. Nie musi ukrywaæ ka¿dej zmarszczki, bo zmarszczki te¿ s¹ czêœci¹ ¿ycia. Ale mo¿e byæ miêkka, dobrze nawil¿ona i bardziej promienna. A to bardzo du¿o. Retinobaza 17000 jest dobrym wyborem po zimie, przy skórze zmêczone ogrzewaniem, klimatyzacj¹, stresem. To krem, który jest jak dobry, przyjaciel: nie obiecuje, ¿e rozwi¹¿e wszystkie problemy, ale pomo¿e wtedy, kiedy skóra naprawdê potrzebuje wsparcia.

Najwiêksz¹ zalet¹ Retinobazy 17000 jest to, ¿e jest prosta, konkretna i praktyczna. Nie wymaga skomplikowanego rytua³u, piêtnastu buteleczek i ³azienki wygl¹daj¹cej jak laboratorium NASA. Oczyszczasz skórê, nak³adasz cienk¹ warstwê kremu i dajesz jej spokojnie pracowaæ. Czasem naprawdê mniej znaczy wiêcej.

Powiedzmy jasno: Retinobaza 17000 nie jest lekiem na tr¹dzik, g³êbokie zmarszczki, powa¿ne przebarwienia

I w³aœnie dlatego warto go polubiæ. W pielêgnacji skóry najwa¿niejsze nie jest to, ¿eby goniæ za nierealn¹ m³odoœci¹. Najwa¿niejsze jest to, ¿eby w ka¿dym wieku wygl¹daæ dobrze, œwie¿o i z szacunkiem do siebie. Dbaæ o skórê nie dlatego, ¿e chcemy udawaæ kogoœ m³odszego, ale dlatego, ¿e cia³o, które s³u¿y nam przez ca³e ¿ycie, zas³uguje na codzienn¹ troskê. Retinobaza 17000 – praktyczny krem z witamin¹ A dla skóry suchej, szorstkiej i wymagaj¹cej regeneracyjnej pielêgnacji. Bez bajek. Bez przesady. Z rozs¹dkiem. Zapytaj w Markowa Apteka Pharmacy, czy Retinobaza 17000 bêdzie odpowiednia dla Twojej skóry. Informacja ma charakter kosmetyczno-edukacyjny. Produkt nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, ³agodzenia ani zapobiegania chorobom. W przypadku chorób skóry, silnego podra¿nienia, ci¹¿y, karmienia piersi¹, stosowania leków dermatologicznych lub w¹tpliwoœci skonsultuj siê z lekarzem, dermatologiem lub farmaceut¹.

Retinobaza 17000 – ma³y krem, du¿a sprawa dla skóry

Wystawa w Kurierze Plus

Spotkania. Zachwyty. Spojrzenia.

To tytu³ indywidualnej wystawy Beaty Szpury, na która zapraszamy 21 maja, w czwartek, o godz. 18:00.

Beata Szpura jest znan¹ i cenion¹ w naszym œrodowisku malark¹.

Jej obrazy, o ³atwo rozpoznawalnym stylu, nasycone kolorami, cechuje wdziêk, lekkoœæ kreski i optymizm.

Wystawa bêdzie mia³a miejsce w Ma³ej Galerii Kuriera Plus, przy 176 Java Street (budynek Centrum Polsko S³owiañskiego), pierwsze piêtro. (red.)

PrzedMajówka z przytupem

W sobotê, 18 kwietnia, w Centrum Polsko – S³owiañskim na Greenpoincie, w ramach wydarzenia o nazwie PrzedMajówka odby³ siê niezwyk³y koncert pt. „From Jazz to Metal”.

Imprezie muzycznej, w trakcie której licznie zebranej publicznoœci zaprezentowali siê wykonawcy, na co dzieñ poruszaj¹cy siê w odmiennych stylach muzycznych, towarzyszy³ piknik motoryzacyjny zorganizowany przy wspó³udziale Polish Automotive Club of America (PACA). Tegoroczna PrzedMajówka rozpocze³a siê w plenerze o godz. 3 po po³udniu przed budynkiem przy 177 Kent Street, kiedy to przybyli goœcie mogli podziwiaæ zabytkowe pojazdy, w szczegónoœci klasyczne mercedesy. Ulica zosta³a zamkniêta, a na miejscu cz³onkowie PACA, na czele z prezesem organizacji Tomkiem Much¹, serwowali specja³y polskiej kuchni, w tym grillowan¹ kie³basê, kaszankê i bigos. A tak¿e polskie piwo. Amatorów rodzimej kuchni nie brakowa³o i po przy-

sta³a wspó³praca

redaktor naczelna

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy

John Tapper

Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

smaki ustawi³a siê d³uga kolejka chêtnych. Na pobliskim skwerze zaœ wyst¹pili artyœci: wokalistka pop Dagga oraz gitarzysta i wokalista Kris Forbot, którzy zaprezentowali obecnym wiele znanych polskich przebojów w wersjach akustycznych. Nie zabrak³o utworów tak znanych zespo³ów jak chocia¿by Maanam, Republika czy Bajm. W przerwach miêdzy ich wystêpami do tañca przygrywa³ DJ, a zebrana publicznoœc przez kilka godzin bawi³a siê znakomicie. Zw³aszcza, ¿e aura tego dnia wyj¹tkowo dopisa³a. By³o s³onecznie i bezwietrznie. Wstêp na tê czêœæ imprezy by³ bezp³atny.

Zanim wiêkszoœæ uczestników PrzedMajówki przenios³a siê do œrodka budynku, wszystkich zebranych powita³a Agnieszka Granatowska, dyrektor wykonawczy CPS. Po godzinie 6 po po³udniu, w niezmiennie goœcinnych murach Centrum, rozpocz¹³ siê ju¿ w³aœciwy koncert muzyczny, który jak zwykle z werw¹ i charyzm¹ poprowadzi³a Dagmara Czechura „Dagga”.

Kurier Plus, Inc.

Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6

Tel: (718) 389-3018

E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.

Ryszard Koper

WiecznoϾ rodzinnego domu

Jezus powiedzia³ do swoich uczniów: „Niech siê nie trwo¿y serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkañ wiele. Gdyby tak nie by³o, to bym wam powiedzia³. Idê przecie¿ przygotowaæ wam miejsce. A gdy odejdê i przygotujê wam miejsce, przyjdê powtórnie i zabiorê was do siebie, abyœcie i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogê, dok¹d Ja idê”. Odezwa³ siê do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dok¹d idziesz. Jak wiêc mo¿emy znaæ drogê?” Odpowiedzia³ mu Jezus: „Ja jestem drog¹ i prawd¹, i ¿yciem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyœcie Mnie poznali, znalibyœcie i mojego Ojca. Ale teraz ju¿ Go znacie i zobaczyliœcie”. Rzek³ do Niego Filip: „Panie, poka¿ nam Ojca, a to nam wystarczy”. Odpowiedzia³ mu Jezus: „Filipie, tak d³ugo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie pozna³eœ? Kto Mnie widzi, widzi tak¿e i Ojca”. (J 14, 1-10)

Pisarka Katarzyna Michalak w jednej ze swoich ksi¹¿ek pisze: „Gdy pokochasz miejsce, które nazwiesz domem, staje siê ono czymœ wiêcej ni¿ czterema œcianami, w których zamkniêta jest twoja historia, ale i marzenia na przysz³oœæ. To azyl, ostoja, jedyny sta³y, jasny punkt w zmieniaj¹cej siê ci¹gle rzeczywistoœci. Miejsce, w którym siê chronisz, gdy œwiat dooko³a i twoje ¿ycie nagle siê rozsypi¹, do którego wracasz z rosn¹c¹ w sercu radoœci¹ i têsknot¹, wreszcie z nadziej¹, ¿e tam czeka ciê bezpieczna przystañ.” Dope³nieniem tej refleksji mog¹ byæ s³owa Richarda Evansa: „Mieæ miejsce, do którego siê wraca, to mieæ dom. Mieæ osobê, któr¹ siê kocha, to mieæ rodzinê. Mieæ obie te rzeczy to prawdziwe b³ogos³awieñstwo.” B³ogos³awieñstwem jest posiadanie rodzinnego domu, albo jego piêkne wspomnienie. O rodzinnym domu napisano wiele piêknych wierszy. Tym razem przytoczê wiersz Mariusza Parlickiego: „Szkoda, ¿e ciebie dziœ tu nie ma, / bo tu czas w miejscu jakby stan¹³, /stó³ stoi z nakryciami trzema /i chleb wyjêty wtedy rano le¿y. / Firanki w oknach szare, /ju¿ po krochmalu nie ma œladu, /na dobre stan¹³ te¿ zegarek, /cicho, jak nigdy u s¹siadów. / Ogródek zarós³ bujnym chwastem, /ale gdzieniegdzie ci¹gle kwiaty /kaflowy piec nie pachnie ciastem, /brak konfitury i herbaty, /Czajnik choæ stoi tam, gdzie zawsze i tylko czeka kropli wody, / niech czeka. Ja tymczasem zasnê /i poœniê, ¿e znów jestem m³ody”. Przychodzi czas, kiedy rodzinny dom staje siê sennym wspomnieniem, jak wspomnienie piêknej m³odoœci. To przekuwanie przez czas realnoœci naszego rodzinnego domu we wspomnienie znaczone po¿egnaniem i œmierci¹ mo¿e rodziæ ¿al, a mo¿e i lêk.

n¹ z form literackich w Biblii. Mamy mowy po¿egnalne wyg³aszane miêdzy innymi przez Jakuba, Józefa, Moj¿esza, Jozuego i Paw³a. Zazwyczaj przemówienie rozpoczyna siê od wskazania, ¿e mówca wkrótce umrze lub odejdzie. Po czym nastêpuje napomnienie skierowane do jego nastêpców lub naœladowców. W przemówieniach znajduj¹ siê s³owa proroctwa lub przestrogi dotycz¹ce przysz³oœci. Jest te¿ odniesienie do zamys³u Boga co do przysz³oœci.

W mowie po¿egnalnej Jezus zapowiada swoim uczniom rych³e odejœcie. Mówi o swojej œmierci. Pociesza ich, mówi¹c, ¿e Jego nieobecnoœæ przyniesie im po¿ytek: przygotuje im „mieszkanie” w królestwie Ojca. Co wiêcej, to w³aœnie przez Jego odejœcie przyjdzie Duch Œwiêty, pos³any przez Ojca jako Pocieszyciel.

Jezus zgromadzi³ wokó³ siebie uczniów, z których wybra³ 12 na aposto³ów. Stworzyli oni coœ w rodzaju rodziny, duchowego rodzinnego domu. Rodzinny dom to tak¿e rodzinna zagroda, ale przede wszystkim rodzinny dom to ludzie bliscy naszemu sercu, z którymi ³¹czy nas mi³oœæ. Jak¿e czêsto, gdy umieraj¹ nasi rodzice czujemy, ¿e realnie tracimy rodzinny dom, po którym zostaj¹ tylko wspomnienia. Gdy ich ¿egnamy wtedy czêsto s³yszymy s³owa z dzisiejszej Ewangelii.

Jezus odpowiedzia³: „Ja jestem drog¹ i prawd¹, i ¿yciem”. A zatem Jezus Chrystus jest drog¹ do domu Ojca. Drog¹ jest nasza wiara w Chrystusa: „Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!”

Jezus jest jedyn¹ drog¹ do Ojca, jedyn¹ drog¹ do zbawienia, które dokona³o siê przez œmieræ i zmartwychwstanie. W Dziejach Apostolskich czytamy: „Nie ma w nikim innym zbawienia i nie ma ¿adnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym moglibyœmy byæ zbawieni”. Jezus jest Prawd¹.

Jeœli bêdziemy pod¹¿aæ Drog¹ Jezusa i ¿yæ Jego Prawd¹, osi¹gniemy ¯ycie wieczne, które bêdzie spe³nieniem snów o rodzinnym domu. Zasi¹dziemy przy stole, przy którym nikogo nie zabraknie. Chrystus niejeden raz ukazywa³ swoje zwyciêstwo nad œmierci¹. Ot chocia¿by wskrzeszenie £azarza z Betanii, córki Jaira oraz m³odzieñca z Nain. Wskrzeszenia zawsze dokonywa³y siê w atmosferze wiary. Jezus mówi³ niejako, ¿e stanie siê cud wskrzeszenia, ale musisz g³êboko wierzyæ, inaczej uwierz ¿e ja jestem Drogê, Prawd¹ i ¯yciem. Jednak najwiêkszym zwyciêstwem Chrystusa nad œmierci¹ by³o Jego zmartwychwstanie, które jest naszym zmartwychwstaniem. Jezu powiedzia³: „Ja jestem zmartwychwstaniem i ¿yciem. Kto we Mnie wierzy, choæby i umar³, ¿yæ bêdzie”. Uwierzyæ w Chrystusa to przyj¹æ ca³¹ prawdê o Jezusie i kroczyæ drog¹ tej prawdy, nawet wtedy, gdy nam siê wydaje, ¿e ta prawda nie przystaje do wspó³czesnych realiów dzisiejszego ¿ycia. Nawet zwyk³a ludzka logika wskazuje, ¿e warto trzymaæ siê tej Prawdy. Jezus jako niezmienna Prawda staje przed nami ju¿ ponad dwa tysi¹ce lat, a my w czasie naszego krótkiego ¿ycia prze¿yliœmy i prze¿ywamy upadaj¹ce prawdy, jak komunizm, faszyzm, zielonoœæ, têczowoœæ, konsumpcjonizm, partyjnoœæ itp. ❍ Na drogach Prawdy Bo¿ej

Dzisiejsza Ewangelia przytacza mowê po¿egnaln¹ Jezusa. Takie po¿egnania s¹ jed-

Jezus mówi do uczniów o swoim odejœciu. Zapewne aposto³owie odbieraj¹ odejœcie Jezusa jako utratê duchowego domu, który przez trzy lata by³ dla nich ostoj¹. Jezus widz¹c przera¿enie aposto³ów mówi: „Niech siê nie trwo¿y serce wasze”. Zapewnia ich, ¿e idzie do Ojca, aby przygotowaæ dla nich mieszkanie i przydzie powtórnie, aby ich zabraæ do niebieskiego domu. Dodaje, ¿e znaj¹ drogê do domu Ojca, bo wczeœniej ich o tym naucza³. Jednak Tomasz zwany Niewiernym zacz¹³ dopytywaæ o tê drogê, na co

Te s³owa s¹ szczególnie wa¿ne w dzisiejszym œwiecie, który g³osi ró¿ne prawdy, co w sumie prowadzi do relatywizmu moralnego. Prawd¹ jest to co jest korzystne dla mnie, przyjemne, ³atwe, poprawne politycznie. W takiej p³ytkoœci myœlenia, bez uwzglêdnienia przyczynowoœci nie dostrzegamy, ¿e wszystko zaczyna siê w sercu i myœli. I jeœli tam nie postawimy tamy, to wczeœniej czy póŸniej przybierze

to formê czynu. Chrystus mówi, ¿e to On jest jedyn¹ Prawd¹, a jest to prawda Bo¿ych przykazañ w tym najwa¿niejszego przykazania mi³oœci Boga i bliŸniego. Papie¿ Benedykt XVI powiedzia³: „Chrystus jest prawd¹, która nadaje sens ludzkiej egzystencji”.

Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Kartki z przemijania

„Jesteœ zdrajc¹” – powiedzia³ do mnie Lech Wa³êsa, kiedy przed laty zobaczy³ mnie w nowojorskim „Nowym Dzienniku” na stanowisku redaktora dzia³u polskiego. „Twoje miejsce by³o nie tutaj, a przy mnie. Mog³em ciê potrzebowaæ”. Nie wiedzia³em – odrzek³em maksymalnie zaskoczony, nie wiedz¹c, czy lider Solidarnoœci mówi serio, czy ¿artuje. „Zg³oœ siê do mnie, kiedy bêdziesz w Polsce” – rzuci³ mi na po¿egnanie. Nie zg³osi³em siê, bo w Nowym Jorku ju¿ nieŸle siê zakorzeni³em i czu³em siê w nim potrzebny.

„Jesteœ zdrajc¹” – rzek³ g³oœno i wyraŸnie pan Lech, kiedy wita³ siê ze mn¹ podczas nastêpnego spotkania z nowojorskimi Polakami, dodaj¹c, ¿e powinienem wróciæ do nowej, wolnej ju¿ Polski. „Tam przydasz siê bardziej ni¿ tutaj” – podkreœli³. Stoj¹cy obok Tadeusz £omnicki, przebywaj¹cy akurat w stolicy œwiata wielki aktor i mój dawny rektor z warszawskiej PWST, skwapliwie przytakn¹³. Przecie¿ mo¿na pracowaæ dla Polski i tutaj, w Ameryce – odrzek³em nieœmia³o, ale pan Lech tylko machn¹³ rêk¹ i poszed³ witaæ siê z innymi rodakami, wœród których by³a s³awna aktorka El¿bieta Czy¿ewska. Obsypa³ j¹ komplementami, mówi¹c, ¿e szkoda, ¿e wyjecha³a do Ameryki, bo siê w niej podkochiwa³, kiedy

Niedziela

by³ m³okosem i mo¿e nawet by siê jej oœwiadczy³, czym j¹ rozbawi³. Jej te¿ powiedzia³, ¿e powinna wróciæ do kraju. Odpowiedzia³a, ¿e regularnie w nim bywa. Po latach spotka³em siê z panem Lechem w dawnej Stoczni Gdañskiej, w Europejskim Centrum Solidarnoœci, które zaprosi³o mnie na obchody 40 rocznicy powstania tego wiekopomnego zwi¹zku. Tym razem nie nazwa³ mnie zdrajc¹. Wspominaliœmy ksiêdza Henryka Jankowskiego, który przewozi³ w specjalnie wydr¹¿onym o³ówku z gumk¹ moje pytania do pana Lecha, internowanego w najpierw w Otwocku Wielkim, a póŸniej w Ar³amowie. Kiedy wraca³ przez Warszawê, przekazywa³ mi jego odpowiedzi, a ja – po odpowiednim zredagowaniu –zamieszcza³em je w podziemnej prasie krajowej, emitowa³em w tajnym radiu i przekazywa³em odpowiednimi kana³ami na Zachód Europy oraz do „G³osu Ameryki z Waszyngtonu”. Po wyjœciu szefa Solidarnoœci z internowania, ksi¹dz Jankowski organizowa³ moje spotkania z nim na plebanii koœcio³a œw. Brygidy w Gdañsku, a póŸniej w mieszkaniu pañstwa Wa³êsów na gdañskiej Zaspie. Na pami¹tkê rocznicowego spotkania dosta³em od pana Lecha rocznicowy album i kilka okolicznoœciowych gad¿etów.

Rzeczony ksi¹dz Jankowski dobrze zapisa³ siê w mojej pamiêci, choæ niekiedy myli³ mnie z Karolem Modzelewskim, z czego wynika³y ró¿ne nieporozumienia. Nada³ mi ksywkê „Karolopodobny”. Parokrotnie pisa³em o nim z uznaniem. Nie ba³ siê wiêzienia ani szykan za swoj¹ dzia³alnoœæ na rzecz podziemnej Solidarnoœci i pomaga³ materialnie niezamo¿nym rodzinom ze swojej parafii. Istniej¹ce w niej szko³y wyposa¿a³ w komputery, co wiem od pracuj¹cych w nich nauczycieli. Kr¹¿¹ce o nim póŸniej plotki traktowa³em jako esbeckie fa³szywki, które mia³y go skompromitowaæ w oczach wiernych.

Tydzieñ na kolanie

Znalezione w koœcielnym biuletynie, straszne.

„Gwa³townie rosn¹ca liczba prób samobójczych i samobójstw, a tak¿e depresji i innych schorzeñ psychicznych zaczyna przera¿aæ. Dotyczy to zarówno osób bardzo m³odych, jak i doros³ych, szczególnie w wieku 35-39 lat. Ka¿dego roku z mapy Polski znika ma³e, ponad piêciotysiêczne miasteczko osób, które nie poradzi³y sobie z ró¿nego rodzaju problemami. Ka¿dego dnia w naszym kraju pope³nianych jest œrednio piêtnaœcie samobójstw. W grupie wiekowej poni¿ej 18. roku ¿ycia w ostatnich latach a¿ o 80 proc. wzros³a liczba prób samobójczych oraz o 20 proc. zgonów samobójczych. W po³owie przypadków dane policyjne s¹ niepe³ne, jednak wœród najczêstszych motywów znalaz³y siê kryzysy i zaburzenia psychiczne, które nie s¹ chorobami psychicznymi. Chodzi o zawody uczuciowe oraz konflikty w rodzinie, bardzo czêsto te¿ przemoc. Media spo³ecznoœciowe powoli zastêpuj¹ wielu dzieciom rodziców nie tylko w zakresie spêdzania wolnego czasu, emocjonalnych relacji, ale tak¿e œwiata

wartoœci. Urz¹dzenia z wysoce szkodliwym dla ludzkiego zdrowia niebieskim œwiat³em LED dawane s¹ niejednokrotnie bardzo ma³ym dzieciom po to, aby nie przeszkadza³y doros³ym w pracy zawodowej, któr¹ ci czêsto zabieraj¹ do domów, ale te¿ w odpoczynku, rozrywce czy w konsumpcji mediów spo³ecznoœciowych. W oœrodkach uzale¿nieñ przybywa, niestety, pacjentów 3- lub 4-letnich, którym doroœli we wczesnym okresie ¿ycia dla zajêcia ich uwagi dawali urz¹dzenia pod³¹czone do internetu.”

Jedno, piêciotysiêczne miasteczko samobójców ginie rocznie w Polsce? Mo¿e byæ wiêcej, bo trend raczej wznosz¹cy, a cytowany artyku³ Moniki Przybysz z tygodnika „Niedziela” ze… stycznia 2023 r.

A wiêc sprzed trzech lat…

Zatrzymajmy siê, pomyœlmy o ¿yciu naszym i naszych dzieci: czy wszystko robimy tak, jak trzeba?

Poniedzia³ek rano

Jakby napiêæ i konfliktów by³o ma³o, jakby nerwówy nie wystarcza³o, kolejna próba zamachu na prezydenta Donalda Trumpa i dygnitarzy rz¹dowych. Na szczêœcie nieudana, choæ wszyscy œwiadkowie podkreœlaj¹, ¿e zabezpieczenia na specjalnej kolacji wydanej dla korespondentów akredytowanych przy Bia³ym Domu by³y doœæ ¿a³osne. Co siê dzieje z Secret Service, tego nie wie nikt, choæ przecie¿ rz¹dzi nim zaufany cz³owiek Trumpa.

Andrzej Józef D¹browski

„Jesteœ zdrajc¹” – mówi¹ niektórzy moi polscy przyjaciele, znajomi i solidarnoœciowi koledzy. Jedni powa¿nie, inni w aluzjach, jeszcze inni pó³ ¿artem, pó³ serio. „Obieca³eœ, ¿e wrócisz, kiedy bêdziesz na amerykañskiej emeryturze i co? Emerytem ju¿ jesteœ, a mimo to nie wracasz, choæ czekamy nie ciebie” – mówi¹ z wyrzutem. Przy ka¿dej okazji ¿ycz¹ mi jak najszybszego powrotu do ojczyzny. Moi dawni literaccy i aktorscy podopieczni nie kryj¹ ¿alu, ¿e ich zostawi³em w czasie, kiedy by³em im potrzebny. Mam w ojczyŸnie tak¿e internetowych czytelników, przekonanych, ¿e moje miejsce jest w Polsce. Oferuj¹ mi nawet logistyczn¹ pomoc przy powrocie. Coraz czêœciej czujê siê w nieporz¹dku wobec tych, którzy z najró¿niejszych powodów na mnie czekali i na mnie liczyli. Niekiedy, podczas rozmów z samym sob¹ i spojrzeñ we w³asn¹ duszê, sam siebie nazywam zdrajc¹. Myœlê wówczas, ¿eby jak najszybciej polecieæ do kraju i pomóc tym, którym w jakimœ stopniu jeszcze pomóc mogê. A i o ostatecznoœciach te¿ zaczynam przemyœliwaæ, bo coraz czêœciej dobiegaj¹ mnie wiadomoœci o czyjejœ œmierci.

Na 15-tym piêtrze wie¿owca, w którym mieszkam d³ugo by³em najm³odszy, dziœ jestem ju¿ najstarszy. Stuletnia s¹siadka z mieszkania naprzeciwko, przed przeniesieniem siê do hospicjum, chcia³a przekazaæ mi kilkaset amerykañskich ksi¹¿ek, m.in. o tematyce socjologicznej. Niestety nie mog³em ich przyj¹æ, bom ju¿ zaksi¹¿kowany na amen, od pod³óg po sufity. Serce mi pêka³o, kiedy widzia³em, jak te ksi¹¿ki l¹duj¹ na œmietniku, bo nikt nie chcia³ ich wzi¹æ. Z tego¿ œmietnika wygrzeba³em kilka œpiewników i podrzuci³em do pobliskiej biblioteko-czytelni. A nu¿ komuœ umil¹ czas.

Wydawa³o siê, ¿e choæ na chwilê, strwo¿ona Ameryka znów siê zjednoczy w obliczu bezsensownego wybuchu przemocy. Prezydent Trump w pierwszych godzinach stara³ siê, chwal¹c „wielk¹ iloœæ mi³oœci i jednoœci”, ¿artuj¹c z dziennikarzami w sali Bia³ego Domu na zorganizowanej naprêdce konferencji prasowej. Wszyscy Amerykanie razem – taki przekaz obowi¹zywa³ w sobotê, po zamachu. Prezydent powtórzy³ to w niedzielê, gdy udziela³ wywiadu programowi „60 Minut” stacji CBS, „Czu³em, jakby ca³y kraj by³ zjednoczony. To by³o niesamowite. Zrobi³o to ogromne wra¿enie – powiedzia³ Trump prezenterce Norah O’Donnell. No a potem… by³o ju¿ jak zwykle. Zapytany przez O’Donnell, czy to wydarzenie zmieni jego – umówmy siê, raczej wrogie dla mediów g³ównego nurtu – relacje, Trump skupi³ siê na ataku na Demokratów, nazywaj¹c ich i prasê „prawie jednym i tym samym”.

Wreszcie dziennikarka odczyta³a fragment manifestu niedosz³ego zabójcy, który swój czyn t³umaczy³ gorej¹cym p³omieniem gniewu na prezydenta: „nie pozwolê d³u¿ej pedofilowi, gwa³cicielowi i zdrajcy obci¹¿aæ moich r¹k swoimi zbrodniami”.

Tego by³o za wiele dla Trumpa. „Nie jestem gwa³cicielem. Nie jestem pedofilem. Czyta³aœ te bzdury napisane przez chor¹ osobê” – kontynuowa³, mówi¹c O’Donnell, ¿e powinna siê „wstydziæ”. I dalej: „Nie powinnaœ tego czytaæ w programie 60 Minut.

W ten sposób prezydent zakoñczy³ nie trwaj¹cy nawet 24 godziny – zjednoczony

w poczuciu odpowiedzialnoœci i powagi – rozejm z pras¹…

Wtorek

Blokada Iranu przez marynarkê wojenn¹ USA trwa, Blokada Cieœniny Ormuz przez Irañczyków te¿. Podduszona œwiatowa gospodarka dyszy coraz mocniej, ale Bia³y Dom jest optymistyczny: Iran spasuje wczeœniej czy póŸniej. Problem w tym, ¿e optymizmu Trumpa zdaje siê nie podzielaæ nikt. Ostatnie propozycje Teheranu – obopólne zniesienie blokad, od³o¿enie innych kwestii na póŸniejsze rozmowy –skomentowa³ wybitny izraelski analityk Danny (Dennis) Citrinowicz: „Z perspektywy Teheranu jest to atrakcyjna oferta: mog³aby z³agodziæ presjê ekonomiczn¹, a jednoczeœnie potencjalnie zmniejszyæ wp³yw USA w kwestii nuklearnej. Dla Waszyngtonu wybór jest znacznie bardziej z³o¿ony. Zaakceptowanie takiej propozycji mog³oby pomóc unikn¹æ niepotrzebnej eskalacji i ustabilizowaæ bezpieczeñstwo morskie, ale mog³oby siê równie¿ wi¹zaæ z utrat¹ wp³ywu na irañsk¹ œcie¿kê nuklearn¹. Z drugiej strony, utrzymanie blokady prawdopodobnie nie zmusi Iranu do kapitulacji, a jednoczeœnie zwiêkszy ryzyko dalszych napiêæ i b³êdnych kalkulacji.” Jak zaznacza Citrinowicz, to „kluczowy na teraz dylemat” Waszyngtonu – stabilizowaæ sytuacjê otwieraj¹c szlaki morskie czy dalej cisn¹æ bez pewnoœci po¿¹danych przez Waszyngton warunków z rosn¹cym ryzykiem, ¿e znów zaczn¹ lataæ bomby i rakiety w ca³ym regionie. Jak to siê kiedyœ mówi³o: „b¹dŸ tu m¹dry i pisz wiersze”...

Jeremi Zaborowski

Polskie wczoraj i dziœ

Czy konstytucja 3 maja by³a potrzebna?

Rzeczpospolit¹ polsko-litewsk¹ do grobu z³o¿yli jej s¹siedzi, przede wszystkim Rosja. Ale to prawda, daliœmy jej œwietny pretekst, niemal zmusiliœmy do interwencji. Gdyby 3 maja 1791 roku nie uchwalono konstytucji, Rosja nie mia³aby powodu, by wkraczaæ zbrojnie do Polski i nie dosz³oby do drugiego rozbioru.

Prof. Andrzej Chwalba

Uchwalona 235 lat temu konstytucja 3 maja by³a aktem rewolucyjnym. Jej g³ównym zadaniem by³a reforma ustroju politycznego Rzeczpospolitej i odzykanie suwerennoœci kraju. Polska zale¿na by³a w tym czasie od cesarstwa rosyjskiego. Konstytucja likwidowa³a monarchiê elekcyjn¹, czyli wybór króla przez szlachtê. Ustawa majowa wprowadza³a monarchiê dziedziczn¹ (w³adza mia³a przechodziæ z ojca na syna).

Zgodnie z duchem Oœwiecenia mia³ nast¹piæ trójpodzia³ w³adzy na ustawodawcz¹, wykonawcz¹ i s¹downicz¹. Praktycznie oznacza³o to ustanowienie monarchii konstytucyjnej. Król by³ odpowiedzialny przed sejmem i senatem.

Niezwykle wa¿nym postanowieniem konstytucji by³a likwidacja Liberum veto (wolne nie pozwalam). Zasada ta pozwala³a jednemu pos³owi zerwaæ obrady sejmowe. Od tej pory ustawy mia³y przechodziæ zwyk³¹ wiêkszoœci¹ g³osów.

Konstytucja 3 maja by³a pierwsz¹ nowoczesn¹ konstytucj¹ w Europie i drug¹ na œwiecie po amerykañskiej uchwalonej zaledwie cztery lata wczeœniej.

Wielu historyków twierdzi, ¿e polska konstytucja zosta³a uchwalona nielegal-

nie, gdy¿ wiêkszoœæ pos³ów by³a nieobecna ze wzglêdu na przerwê wielkanocn¹. W tym sensie og³oszenie konstytucji mo¿e byæ uwa¿ane za zamach stanu. Nale¿y równie¿ zaznaczyæ, ¿e wiêkszoœæ szlachty by³a przeciwna konstytucji uwa¿aj¹c, ¿e odbiera ona stanowi szlacheckiemu swobody obywatelskie i przywileje. Na usprawiedliwienie uchwalenia ustawy majowej mo¿na przypomnieæ, ¿e rewolucje w nowo¿ytnej Europie przeprowadzane by³y czêsto przez niewielkie ugrupowania nie maj¹ce szerokiego poparcia w spo³eczeñstwie.

Istnieje opinia, ¿e przy wszystkich swoich zaletach konstytucja zosta³a og³oszona w najgorszym momencie. We Francji trwa³a rewolucja, która z miesi¹ca na miesi¹c coraz bardziej siê radykalizowa³a. Kilka tygodni po uchwaleniu polskiej konstytucji król Francji Ludwik XVI podj¹³ próbê ucieczki z kraju. Zosta³ jednak rozpoznany zanim przekroczy³ granicê. Monarchê odwieziono do Pary¿a i pozostawiono w areszcie domowym.

Najbardziej zaniepokojeni og³oszeniem konstytucji 3 maja byli absolutni w³adcy Rosji, Austrii, Prus – autorzy pierwszego rozbioru w 1772 r. Rzeczpospolita zawar-

Niewolnictwo kontra Holocaust

Witold Gombrowicz, który doœæ otwarcie krytykowa³ spo³eczeñstwo argentyñskie, mia³by pewnie sporo do powiedzenia na ten temat.

Trzy g³osy przeciw rezolucji pokazuj¹ opór przed swoist¹ „dekolonizacj¹ historii”, a tak¿e przed konsekwencjami, reparacjami, zmianami w edukacji oraz przesuniêciami w globalnych relacjach w³adzy.

Warto zadaæ sobie pytanie sk¹d g³osy wstrzymuj¹ce siê, dlaczego Francja, Belgia,

Niemcy, Wielka Brytania i oko³o czterdzieœci innych pañstw wybra³o w³aœnie taki rodzaj g³osowania? Co to oznacza w praktyce? Mo¿na to sparafrazowaæ krótko: przyznajemy, ale nie weŸmiemy odpowiedzialnoœci. Francja, która lubi przedstawiaæ siê jako ojczyzna praw cz³owieka, pokazuje tu niemal karykaturaln¹ dwulicowoœæ. Przez co najmniej 150 lat legalizowa³a niewolnictwo, zbudowa³a kolonialn¹ gospodarkê na dehumanizacji Afrykanów i do dziœ utrzy-

Katolicki Klub Dyskusyjny

Katolicki Klub Dyskusyjny im. œw. Jana Paw³a II, zaprasza w niedzielê, 10 maja po mszy œw. o godz. 12:00, na spotkanie z ks. prof. Tadeuszem Guzem

Temat spotkania: „Geniusz i mêstwo chrzeœcijañskiej wiary œwiêtych: Stanis³awa Biskupa i Mêczennika oraz Jana Paw³a II”.

Koœció³ œw. Stanis³awa Biskupa i Mêczennika

101 E 7 Str., Manhattan miêdzy 1 Av i Av A.

Info: 212 475 4565

³a co prawda sojusz z Prusami w roku 1790, ale wed³ug wielu historyków sojusz ten mo¿na by³o porównaæ do wpuszczenia lisa do kurnika.

Uchwalenie konstytucji odby³o siê z pe³n¹ wiedz¹ i poparciem króla Stanis³awa Augusta Poniatowskiego, a ten musia³ wiedzieæ, ¿e caryca Rosji Katarzyna nigdy nie zgodzi siê na ¿adne liberalne konstytucje w Polsce (król by³ jej kochankiem w m³odoœci). Jak wiadomo król „Staœ” nadawa³by siê idealnie na ministra kultury, ale politykiem by³ bardzo s³abym.

Wielu autorów twierdzi, ¿e konstytucja 3 maja by³a dramatycznym dylematem miêdzy prób¹ ratunku, a ryzykiem ostatecznej zguby. Wydaje siê, ¿e autorzy konstytucji pospieszyli siê. Znacznie lepszym momentem by³oby og³oszenie konstytucji na przyk³ad w 1797 roku. Najwiêkszy wróg Polski, caryca Katarzyna, zmar³a w 1796 r., a jej miejsce zaj¹³ liberalny car Pawe³, który nigdy nie rozpocz¹³by wojny z Polsk¹. W tym samym czasie Napoleon Bonaparte odnosi³ zwyciêstwa nad wojskami austriackimi. Polacy powinni poczekaæ kilka lat i kontynuowaæ reformy Sejmu Czteroletniego zapocz¹tkowane w roku 1788. Zamiast tego nasi przodkowie zafundowali sobie niewolê na ponad 120 lat. Rok po uchwaleniu konstytucji wojska rosyjskie przekroczy³y granice Rzeczpospolitej. Mimo pocz¹tkowych sukcesów wojsk polskich dowodzonych przez ksiêcia Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Koœciuszkê, Polacy musieli ulec. Stanis³aw August Poniatowski przyst¹pi³ do zdradzieckiej konfederacji targowickiej. Rzeczpospolita utraci³a ca³kowicie niezale¿noœæ, a w wyniku II rozbioru Rosja zagarnê³a prawie po³owê jej terytorium pozostawiaj¹c pañstewko o powierzchni oko³o 200 tys. km kwadratowych, które zosta³o zlikwidowane w wyniku III rozbioru w 1795 roku.

Konstytucja 3 maja pozosta³a symbolem walki o wolnoœæ i niepodleg³oœæ. Odwo³ywali siê do niej uczestnicy powstañ narodowych w XIX wieku oraz ich rodacy, którzy musieli emigrowaæ z kraju. Ustawa majowa rozs³awi³a imiê Polski jako awangardy postêpu i demokracji w Europie i na œwiecie. Jednak cena za jej og³oszenie by³a ogromna. ❍

muje neokolonialne mechanizmy wp³ywu finansowego, wojskowego i kulturowego na tym kontynencie. Pe³ne uznanie prawdy oznacza³oby otwarcie skrzynki Pandory: reparacje i fundamentaln¹ zmianê relacji z Afryk¹. Znaczna czêœæ Francuzów nie ma na to najmniejszej ochoty. Belgia, która eksploatowa³a Kongo w sposób niezwykle bestialski, obcinaj¹c rêce niewolnikom, którzy nie „wyrobili normy”, pod przywództwem króla Leopolda II, doprowadzi³a do wymordowania oko³o 12 milionów ludzi w przemys³owej skali terroru, w której miliony istnieñ zginê³y dla kauczuku i europejskiego zysku. Niemcy, chwalone za rozliczenie z Holokaustem, w sprawie niewolnictwa tak¿e pokazuj¹ granice swojego moralnego uniwersalizmu. Gdy mowa o ludobójstwie w Namibii czy roli w europejskim kolonializmie, ich jêzyk staje siê znacznie bardziej ostro¿ny i wybiórczy. Wielka Brytania, imperium, nad którym „s³oñce nigdy nie zachodzi³o”, nie mo¿e zaprzeczyæ, ¿e jej potêga opiera³a siê na koloniach, plantacjach na Karaibach i systematycznej eksploatacji Afrykanów, nie mówi¹c ju¿ o Indiach. Wstrzymanie siê od g³osu tych pañstw ujawnia niepokoj¹c¹ prawdê: obecny system miêdzynarodowy nie jest w stanie w pe³ni uznaæ zbrodni z przesz³oœci. Pañstwa s¹ jednoczeœnie sêdziami i stronami, oskar¿ycielami i oskar¿onymi. Wstrzymanie siê od g³osu utrzymuje pozór konsensusu, jednoczeœnie jest jednak form¹ zaprzeczenia. Koszt tego zaprzeczenia mo¿e byæ wysoki. Pog³êbi nieufnoœæ spo³eczeñstw afrykañskich i diaspory wobec instytucji miêdzynarodowych, postrzeganych jako stronnicze lub wspó³winne. Podwa¿y tak¿e najprawdopodobniej wiarygodnoœæ zachodniej retoryki praw cz³owieka o ile oczywiœcie wci¹¿ mo¿emy o czymœ takim mówiæ. To, czego te pañstwa tak naprawdê nie chc¹ siê przyznaæ, to fakt, ¿e monopol na pisanie historii w³aœnie siê koñczy. Europa, a póŸniej tak¿e USA przez wieki tworzy³y j¹ na w³asn¹ miarê, przypisuj¹c role ofiar i sprawców wed³ug wygody, hierarchizuj¹c tragedie i uœwiêcaj¹c jedne wspomnienia kosztem innych. Ta w³adza dziœ s³abnie. I w³aœnie ta utrata kontroli budzi chyba najwiêkszy lêk spo³eczeñstw zachodnich.

Fantastycznie z „Fantast¹”

Bo fantazja, fantazja jest od tego, ¯eby bawiæ siê, bawiæ siê na ca³ego

Referat Zuchowy Hufca Harcerek „Podhale” ze stanów New York, New Jersey, Pennsylvania i Maryland tradycyjnie od 40 lat organizuje Dzieñ Zucha w Amerykañskiej Czêstochowie pod koniec kwietnia. Jest to wspania³a okazja do zapoznania siê z gromadami z innych oœrodków harcerskich, wykorzystania wyobraŸni i dzieci i instruktorów, wspólnej zabawy i podziêkowania Matce Boskiej Czêstochowskiej, która przygarnê³a harcerskie dziatki pod swój p³aszcz w Sanktuarium ju¿ w 1967 r. W niedzielê, 19 kwietnia, o 9:30 rano w Amerykañskiej Czêstochowie, Ojciec Karol Jarz¹bek celebrowa³ mszê œw. dla zuchów i ich opiekunów, serdecznie witaj¹c dzieci i instruktorów, przypominaj¹c, ¿e za parê miesiêcy spotkaj¹ siê ponownie na dorocznej Kolonii Zuchowej.

Taniec „ufoludków“

Postêpy zuchów mierzy siê GWIAZDKAMI, a jest ich 3. Po trzecim takim gwiazdkowych „egzaminie” zuch mo¿e przejœæ do harcerek lub harcerzy. Umiejêtnoœci zuchów wyrabia siê przez system „sprawnoœci”. S¹ to opracowane tematy przygotowywane przez instruktorki, a przeprowadzane w gromadach przez dru¿ynowe. W ci¹gu roku zuchy ucz¹ siê przez zabawê, zamieniaj¹c siê w detektywów, naukowców, powstañców, postacie bajkowe, historyczne czy nawet w samych „œwiêtych”.

Tej wiosny zamiast zwyk³ych dzieci, na Dzieñ Zucha przyjechali astronauci, podró¿nicy w czasie, dinozaury, badacze kosmosu i odkrywcy nowych cywilizacji. Sprawnoœæ „Fantasta” da³a gromadom pole do popisu. Po ruchliwych grach i zabawach przedstawili na kominku, czyli wspólnym spotkaniu w krêgu, historie o rakietach, o jaskiniowcach, o ksiê¿ycu

i innych planetach, o czarnych dziurach i kometach, oraz o dzielnych wyprawach do dalekich galaktyk.

Nad gromadami w przewspania³ych strojach i na tle wymyœlnych dekoracji królowa³ wehiku³ czasu, który umo¿liwia³ podró¿e miêdzyplanetarne, wycieczki w przesz³oœæ lub przysz³oœæ i kry³ ciekawe niespodzianki. Super zabawa dla dzieci i rodziców, prowadzona by³a przez harcersk¹ m³odzie¿ wychowan¹ w zuchowaniu na koloniach od dziecka. Dumne i starsze

i m³odsze instruktorki, które przygotowa³y ca³oœæ, cieszy³y siê, ¿e ich wysi³ek tak piêknie zaowocowa³.

Prowincja³ Ojciec Krzysztof Wieliczko po¿egna³ zuchy, zapewniaj¹c, ¿e zawsze bêdzie miejsce dla nich w Amerykañskiej Czêstochowie, a Ojciec Bart³omiej nagra³ program radiowy o ca³ym wydarzeniu – jest dostêpny na witrynie Sanktuarium. Czuwaj!

Dr Robert Lerch

Laryngolog, od ponad 30 lat pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.

Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy. Wykonuje badania imigracyjne. Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu zg³oszenia

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422) Mówimy po polsku

Wyprawa na Ksiê¿yc
Taniec „czrnych dziur“ w Kosmosie
Zabawa „Satelita“ na kominku
Druhna Marta w paszczy dinozaura

Marsz, marsz Polonia

Panna Maria – Testament

Patriotyzmu i Wytrwa³oœci

Przyp³ynêli na nowy l¹d statkiem do Galveston w Zatoce Meksykañskiej w 1854 roku. Pochodzili ze Œl¹ska Opolskiego z wioski P³u¿nica i okolic, wtedy pod zaborem Prus. Wysiedli i natychmiast spotkali siê z nieufnoœci¹ i pogard¹.

Kobiety w œl¹skich strojach ludowych z chustkami na g³owie œwieci³y go³ymi nogami a¿ do pó³ ³ydki. Niedopuszczalne w tamtych czasach! Mê¿czyŸni w dziwnych portkach i kapeluszach budzili strach. Prowadzi³ ich zaufany i dzielny kap³an, franciszkanin Leopold Moczygêba, który namówi³ ich do emigracji, obiecuj¹c lepsze ¿ycie. Po wyl¹dowaniu by³o przed nimi jeszcze 200 mil ciê¿kiej drogi przez opustosza³e i wyschniête stepy. Po dwóch miesi¹cach, 24 grudnia dotarli do miejsca, które wydawa³o siê oaz¹, i spoczêli pod

ogromnym dêbem w okolicy zbiegu rzek San Antonia i Cibolo Creek. Tam ksi¹dz Leopold odprawi³ pierwsz¹ Pasterkê i tam tego wieczoru urodzi³ siê pierwszy mieszkaniec Panny Marii. Zdecydowali nazwaæ osadê po Matce Bo¿ej, która szczêœliwie doprowadzi³a ich do celu. Za kilka lat powsta³y nastêpne osady – Koœciuszko i Czêstochowa. By³y to bardzo trudne pocz¹tki. Osadnicy, spodziewaj¹c siê raju, trafili na surowy, dziki teren. Napaœci Indian, nowy, nieznany im klimat oraz choroby doprowadzi³y do pocz¹tkowych niepowodzeñ i g³odu. Na statek wolno im by³o wzi¹æ jeden kufer na ca³¹ rodzinê, tote¿ nie mogli przywieŸæ ze sob¹ wiele. Gdyby nie s¹siedzi Meksykanie, umarliby z g³odu. Oni ich przygarnêli, do¿ywiali, pokazali co sadziæ i jak prze¿yæ suszê. Na szczêœcie za górk¹ p³yn¹³ strumyk, wiêc mogli przynosiæ wodê, ale wystar-

Weterani SWAP pod historycznym dêbem
Z³o¿enie kwiatów na grobie powstañca styczniowego ks. Feliksa Ÿwiardowskiego.

czy³o jej tylko do picia, a nie do podlewania. Zbiory by³y mizerne i ludzie innego pokroju za³amaliby siê, ale Œl¹zacy s¹ twardzi i uparci. Nie poddali siê. Mimo wszelkich przeciwnoœci, mieszkaj¹c w ziemiankach, klepi¹c biedê i przymieraj¹c z g³odu, potrafili w pierwszym roku wznieœæ Koœció³ Matki Boskiej Niepokalanego Poczêcia. Nied³ugo potem wybudowali pierwsz¹ szko³ê, Œw. Józefa i plebaniê – obecnie muzeum – i rozwinêli osadê, gdy nastêpna fala emigrantów przywioz³a ze swoich ojczystych terenów potrzebne narzêdzia rolnicze.

Gdy pierwszy koœció³ postawiony tu¿ obok historycznego dêbu, pieczo³owicie pielêgnowanego i stoj¹cego do dzisiaj, sp³on¹³ od b³yskawicy, wybudowali nastêpny w 1877, który jest nadal ¿ywym katolickim oœrodkiem. Przeszed³ do historii jako pierwsza polska katolicka parafia w Ameryce w najstarszej polskiej osadzie w Teksasie. Mieliœmy zaszczyt uczestniczyæ w Drodze Krzy¿owej i we Mszy Œw. w pi¹tek przed Niedziel¹ Palmow¹ oraz spotkaæ siê z obecnym proboszczem ks. Wies³awem Iwañcem. Opowiedzia³ nam du¿o ciekawych historii, miêdzy innymi o jadowitych wê¿ach i owadach, które napastowa³y nowych emigrantów, o testamentach mieszkañców, o kolejnych opiekunach duchownych, którzy pracowali w tej osadzie. Wspomnia³ o wytrwa³oœci i bogobojnoœci mieszkañców. Niektórzy z nich nadal œpiewaj¹ polskie pieœni a najstarsi jeszcze pos³uguj¹ siê jêzykiem polskim, tzn. œl¹sk¹ gwar¹. Podkreœli³, ¿e w³aœcicielom poszczególnych gospodarstw nie wolno sprzedawaæ gruntu obcym, jedynie przekazywaæ nastêpnym pokoleniom, i ¿e w tej chwili do osady, która od kilkunastu lat liczy³a tylko oko³o 100 mieszkañców, wracaj¹ dzieci i wnuki by zamieszkaæ na sta³e i uprawiaæ pola. Na niektórych gospodarstwach odkryto ropê naftow¹ i w³aœnie dziêki temu naturalnemu bogactwu uda³o siê przy koœciele wybudowaæ imponuj¹ce centrum polskoœci, ufundowane w wiêkszej czêœci przez Biskupa John’a W. Yantê, który odziedziczy³ du¿e zyski dziêki pompowaniu „teksañskiego z³ota” na rodzinnym gruncie. Jego marzeniem by³o postawienie Muzeum – Pomnika Polskoœci na terenie pierwszej osady w Teksasie. Jest to ogromny budynek, naprzeciw koœcio³a, pod nazw¹ Polish Heritage Center. Koszt budowy to oko³o 14 milionów dolarów. Znajduj¹ siê tam obrazy, polskie stroje i pami¹tki ludowe, ksi¹¿ki i fotografie. Ogl¹daj¹c piêknie i nowoczeœnie roz-

pracowane wystawy mo¿na zapoznaæ siê z ca³¹ histori¹ powstania osady Panny Marii, trudnych pocz¹tków oraz spuœcizny pierwszych emigrantów. W broszurkach wydanych przez muzeum, misja tego oœrodka jest opisana w ten sposób: „Centrum zamierza przekazaæ bogat¹ historiê polskiej emigracji do Teksasu. Chcemy wznieciæ zainteresowanie spuœcizn¹ Polaków, obecnym i nowym pokoleniom, poprzez programy historyczne, imprezy kul-

turalne i powi¹zania genealogiczne. Historia ta odzwierciadla historiê Ameryki i podkreœla wa¿noœæ wiary, oraz wartoœci rodzinnych i spo³ecznych.”

W starej szkole im. Œw. Józefa tak¿e znajduje siê ma³e muzeum, w wiêkszoœci przechowuj¹ce ró¿ne pami¹tki po mieszkañcach, jak w³aœnie te s³ynne kufry, z którymi przyp³ynêli osadnicy, narzêdzia rolnicze, pierwsze meble i drogocenne fotografie. Po muzeum oprowadzi³a nas kie-

rowniczka, pani Alice Poore, wielce oddana propagowaniu historii osady jak i historii Polski. Przemili pracownicy muzeum do³o¿yli wszelkich starañ, aby nasza wizyta by³a niezapomniana. Ciekawy film o osadzie Panna Maria obejrzeliœmy w auli, czêœciowo ufundowanej przez rz¹d Polski. Nastêpnie przewodniczka z Panna Maria Historical Society, organizacji powsta³ej w 1966 r., pokaza³a nam œwi¹tyniê i szko³ê. W koœciele niedawno, podczas remontu znaleziono oryginalne freski na suficie. Przed o³tarzem stoi fotel, na którym zasiad³ Papie¿ Jan Pawe³ II podczas wizyty w San Antonio w 1987 roku Na zakoñczenie pobytu w Panna Maria odwiedziliœmy miejscowy cmentarz, gdzie na grobie ks. Feliksa wiardowskiego – powstañca styczniowego z 1863 roku – z³o¿yliœmy wi¹zankê bia³o- czerwonych kwiatów.

ZDJÊCIA ZYGMUNT I MARIA BIELSCY

Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz

Adres redakcji:

P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003

e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

Fotel, na którym zasiad³ papie¿ Jan Pawe³ II podczas pielgrzymki do San Antonio, Texas
Panna Maria Koœció³ Niepokalanego Poczêcia
Oryginalne freski w koœciele
Spotkanie z ks. proboszczem Wies³awem Iwañcem.
Fragment muralu w Polish Heritage Center – pierwsi emigranci

Blender kulturalny

Fanów polskiej literatury, ale tak¿e filmu, czeka w tym roku prawdziwa uczta. 30 wrzeœnia na ekrany wejdzie filmowa „Lalka”, w której g³ówne role zagraj¹ Marcin Dorociñski i Kamila Urzêdowska. A w drugiej po³owie roku – szeœcioodcinkowy serial na platformie Netflix z Sandr¹ Drzymalsk¹ i Tomaszem Schuchardtem.

„Wyœcig na adaptacje” wzbudza ju¿ teraz wielkie emocje, szczególnie, ¿e co rusz dowiadujemy siê o interesuj¹cych wyborach obsadowych. Jedn¹ z informacji, która poruszy³a fanów, jest ta o powrocie Marka Kondrata na plan. Po 16 latach przerwy aktor znany z ról w takich tytu³ach, jak „Dzieñ Œwira”, czy „Pu³kownik Kwiatkowski” postanowi³ z³amaæ dane sobie przyrzeczenie i jeszcze raz stan¹æ przed kamer¹. W wywiadach nie ukrywa, ¿e decyzja o powrocie dojrzewa³a d³ugo, ale ostatecznie „nie znalaz³ ¿adnych powodów, by odmówiæ”.

„Kiedy re¿yser z³o¿y³ mi tê propozycjê, pocz¹tkowo potraktowa³em j¹ jak wiele innych. Nie wyobra¿a³em sobie powrotu do aktorstwa po tylu latach – do tej samej profesji, któr¹ wykonywa³em w³aœciwie ca³e ¿ycie, od 10. roku ¿ycia. Przez jakiœ czas po prostu siê przekomarzaliœmy, ale on jest nies³ychanie uparty” – t³umaczy Kondrat. „Z czasem zacz¹³em sobie uœwiadamiaæ, co naprawdê kryje siê w tej propozycji. <Lalka> towarzyszy mi od momentu, gdy zacz¹³em rozpoznawaæ œwiat wokó³ siebie: wszyscy aktorzy z wczeœniejszych realizacji tej powieœci przewijali siê przez mój dom albo ja spotyka³em ich gdzieœ po drodze. To by³a d³uga, osobista podró¿” – wspomina Kondrat. „Uœwiadomi³em sobie równie¿, ¿e w pierwszej ekranizacji <Lalki> Wojciecha Hasa bra³ udzia³ mój ojciec, graj¹c Szlangbauma, i by³ wtedy m³odszy ode mnie, mia³ 60 lat. Kiedy to wszystko siê po³¹czy³o, zrozumia³em, ¿e w³aœciwie nie ma ¿adnych argumentów przeciw” – podsumowuje aktor.

Tadeusz Kondrat – ojciec Marka – nale¿a³ do pokolenia aktorów, dla których teatr by³ ca³ym œwiatem. Gra³ z najwiêkszymi: Wysock¹, Osterw¹, Jaraczem, Zelwerowiczem. Wystêpowa³ równie¿ w filmie, bra³ udzia³ w licznych nagraniach dla radia. W 1955 r. jego kariera zosta³a gwa³townie przerwana przez tragiczny wypadek.

„Ojciec by³ najpierw aktorem zajêtym, a potem aktorem poszkodowanym w wypadku samochodowym odreagowuj¹cym swoje nieszczêœcie poza domem” – wspomina³ Marek Kondrat. W jednym z wywiadów przyzna³, ¿e rodzice nie przytulali go zbyt czêsto, jeœli ju¿, to mama w dzieciñstwie, ojciec mniej. „Mama lubi³a podkreœlaæ, ¿e my jesteœmy inni, wyj¹tkowi. Mia³a np. zwyczaj mówiæ komuœ, kogo dopiero co poznawaliœmy, ¿e <nasz tata jest aktorem>. To zdanie wywo³ywa³o u mnie wysypkê, a zimny pot sp³ywa³ mi po potylicy. Bo co ono oznacza³o? Czyj tata? Jej tata, mój tata? To, ¿e ojciec by³ aktorem, nic specjalnego dla mnie nie znaczy³o. Dla mnie by³ aktorem kulawym. Jako dziecko nie mog³em rozumieæ, odbieraæ jego zas³ug z przesz³oœci, o których matka wiedzia³a, tego, ¿e by³ lubiany, noszony na rêkach, ¿e ku uciesze innych wychodzi³ przez okno na III piêtrze w teatrze w Krakowie, ¿e ich ¿ycie toczy³o siê podczas nocnych w³óczêg, wœród krakowskiej bohemy. To by³a jakaœ M³oda Polska, na któr¹ ja w ogóle nie by³em gotowy” – opowiada³.

Jeszcze przed wypadkiem Tadeusz Kondrat zagra³ m.in. w „Przygodzie na Mariensztacie”. I nagle, w wieku 47 lat, straci³ zdrowie. „Jak zwykle po ka¿dym spektaklu w Teatrze Polskim, jeŸdzi³ do £odzi na plan filmu <Zemsta>. Tamtego feralnego dnia podró¿owa³ z Woszczerowiczem i Opaliñskim. Kierowca zasypia³, wiêc poprosi³ ojca, ¿eby przesiad³ siê do przodu i go zabawia³. Tak go zabawia³, ¿e w³adowali siê na nieoœwietlon¹ ciê¿arówkê stoj¹c¹ na drodze” – relacjonowa³ Marek Kondrat. W wyniku wypadku jego ojciec dozna³ pêkniêcia czaszki, trzeba by³o przeprowadziæ zabieg trepanacji, a zamiast pracowaæ jako Papkin przy „Zemœcie”, kilka nastêpnych miesiêcy Tadeusz Kondrat musia³ spêdziæ w szpitalu w £odzi. Gdy po tak d³ugim czasie wróci³ do domu, jak wspomina jego syn, „mia³ dziurê w g³owie, w miejscu, gdzie wbi³ mu siê kawa³ pabiedy czy warszawy zbudowanej z blachy, z jakiej kiedyœ robiono okrêty”. Wypadek zostawi³ sta³y uszczerbek na zdrowiu.

Tadeusz Kondrat nale¿a³ do pokolenia aktorów, dla których teatr by³ ca³ym œwiatem

Do koñca ¿ycia Tadeusz Kondrat mia³ sparali¿owan¹ lew¹ stronê cia³a oraz k³opoty z mówieniem. Nigdy nie wróci³ w pe³ni na scenê czy przed kamery. „Ojciec by³ kompletnie odmieniony, postarza³ siê o kilkadziesi¹t lat, lew¹ stronê mia³ sparali¿owan¹ do koñca ¿ycia, chodzi³ o lasce, du¿o czasu spêdza³ w ³ó¿ku. Wróci³ do zawodu w bardzo ograniczonej formie, gra³ do koñca ¿ycia w swoim macierzystym Teatrze Polskim, zrobi³ kilka filmów, chodzi³ do SPATiF-u, pija³ wódkê. Matka ba³a siê zawsze, w jaki sposób wróci do domu. Jej strach mi siê udziela³, nie spaliœmy ca³e noce. Uwa¿a³em, ¿e to zawód ojca sprowadzi³ na nas to ca³e nieszczêœcie” – opowiada³ Marek Kondrat. W tym kontekœcie jego rezygnacja z aktorstwa i zajêcie siê winiarstwem wydaje siê bardziej zrozumia³a.

Tadeusz Kondrat zmar³ 19 czerwca 1994 roku w Domu Aktora Weterana w Skolimowie pod Warszaw¹. Kilka lat póŸniej, odbieraj¹c nagrodê na festiwalu w Gdyni za rolê w „Dniu œwira”, jego syn Marek ¿yczy³ swoim synom, aby w filmie Marka Koterskiego zobaczyli go tak, jak on kiedyœ zobaczy³ swojego tatê w „Sanatorium pod Klepsydr¹” z 1973 roku. „W tym filmie zobaczy³em w nim jak¹œ czêœæ ludzk¹, nie aktorsk¹, uczucia, wra¿liwoœæ cz³owiecz¹, ojcowsk¹. To, czego by³o mi brak”. Dziœ, w wieku 75 lat, zobaczymy aktora w roli Stanis³awa Rzeckiego. Czy bêdzie to ostateczne po¿egnanie Marka Kondrata z filmem? Czy mo¿e pocz¹tek nowego rozdzia³u?

*

„I ci¹gle nie ma Magdy. Obudzi³am siê w nocy z t¹ myœl¹. Przypomnia³am sobie nasze wakacje, które planowa³yœmy zawsze o tej porze roku. Tyle lat…” – napisa³a

Krystyna Janda, prywatnie przyjació³ka zmar³ej pod koniec zesz³ego roku, Magdy Umer. „Principina a mare. By³y lata, ¿e zbiera³o siê nas tam 10, 20 rodzin, przyjació³. Wszystko siê miesza, k³êbi we wspomnieniach. JeŸdzi³a tam Zuzia £apicka z tat¹, Janusz Gajos z ¿on¹, Marek Kondrat z rodzin¹, Krzysiek Materna w du¿ej grupie rodziny i przyjació³, Filip Bajon z przyleg³oœciami, Jurek Stuhr… ale przede wszystkim my, to znaczy nasza rodzina i Magda Umer, a potem, kiedy dzieci doros³y, a innych zabrak³o, tylko Magda, Zuzia i ja” – pisze Janda. „Magda od rana uprawia³a jogê na tarasie, przywozi³a ze sob¹ ulubione – ko³derkê, wa³eczek pod szyjê, rozliczne przedmioty z którymi siê nie rozstawa³a, aparat fotograficzny obowi¹zkowo, komputer i ksi¹¿ki, ksi¹¿ki, ksi¹¿ki. Zawsze wynajmowa³yœmy rowery i szala³yœmy po okolicy, jeŸdzi³yœmy tymi rowerami na zakupy i wycieczki do okolicznych miasteczek. Magda zamyœlona, roztrzepana, szczêœliwa, wiecznie w coœ zapatrzona… w „widoki” czy morze, wa³êsa³a siê sama. Zdarza³o siê, ¿e podmienia³a rower i przyje¿d¿a³a jakimœ innym, a potem szuka³yœmy komu go oddaæ. Gubi³a zakupy, zostawia³a je gdzieœ po drodze, a nawet nie pamiêta³a, co kupi³a. We czwartki jeŸdzi³yœmy obowi¹zkowo na targ w Grosetto, a tam Magda regularnie siê gubi³a i szukaliœmy Jej wszyscy. Co rano, opowiada³a co przeczyta³a; zawsze z niesamowitym zachwytem i entuzjazmem. Wieczorem chodziliœmy do baru przy g³ównej ulicy i wspominaliœmy, œmialiœmy siê z byle czego i opowiadaliœmy o planach artystycznych na kolejny rok” – pisze Janda. „Ogl¹daliœmy tam w barach nadmorskich mistrzostwa w pi³ce no¿nej, dr¹c siê wniebog³osy Azzurri!!! Azzurri!! Gotowaliœmy makarony, odwiedzaliœmy siê nawzajem, prowadziliœmy d³ugie dyskusje na le¿akach pla¿owych. Magda zawsze trochê osobna, zagrzebana w swoich poezjach, zdjêciach, jogach, dietach, pisaniu. Zdjêcia, zdjêcia, wieczne zdjêcia. G³ównie Janusz Gajos i Magda. Czasem podczas jazdy samochodami do jakiejœ nowej miejscowoœci zatrzymywaliœmy siê dziesi¹tki razy, bo oni musieli zrobiæ zdjêcie, inni siê wœciekali <Pierd…one Kó³ko Fotograficzne> – krzyczeli – <jedŸmy>! Kiedyœ wraca³yœmy z Magd¹ z targu, ta zobaczy³a, jej zdaniem wyj¹tkowo piêkne pole s³oneczników. Za¿¹da³a: <wejdŸ w te s³oneczniki, zrobiê ci w nich zdjêcie>. Pos³usznie wykona³am. <Zdejmij bluzkê> krzyknê³a, <bêdzie ³adniej i odwróæ siê plecami, bêdzie zdjêcie pt. go³a baba w s³onecznikach, do³u nie bêdzie widaæ, ale zdejmij i dó³ na wszelki wypadek, no i stañ ty³em>. Wykona³am. Tyle ¿e to by³a uczêszczana droga. Samochody siê prawie pozderza³y, ja pospiesznie ubiera³am siê biegn¹c w s³onecznikach. Dobrze, ¿e nie wezwali policji. Zdjêcie wysz³o beznadziejne, zdaniem Magdy” – za¿artowa³a Janda na koniec.

„¯yj tak, aby znajomym twoim zrobi³o siê nudno, gdy umrzesz” – mawia³ Tuwim. Wydaje siê, ¿e Magdzie Umer uda³a siê ta, nie³atwa, sztuka. ❍

Krystyna Janda i Magda Umer na zdjêciu Marleny Bieliñskiej, 2022 r.
Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki w „Lalce“ w re¿yserii Macieja Kawalskiego

Sztanca

Bella Freud, prawnuczka ojca psychoanalizy, pyta Nicka Cave’a o to, co ma na sobie. I dlaczego, przychodz¹c do programu Fashion Neurosis, wybra³ w³aœnie taki zestaw tekstyliów. Artysta le¿y na kanapie. Kamera wisi nad jego g³ow¹. Scena – co zamierzone – przypomina sesjê terapeutyczn¹. Ale to tylko sztafa¿. Prowadz¹ca, czego nie robi ¿aden analityk, mówi du¿o o sobie. W rozmowach z zaproszonymi goœæmi (pisarze, aktorzy, re¿yserzy, projektanci mody) ods³ania swoj¹ historiê. Wspomina trudne relacje z wymagaj¹c¹ matk¹, idealizowanie ojca (malarz – Lucian Freud) i szalone lata 80. w Londynie, Nowym Jorku, Pary¿u. Z pozoru banalne pytania o ulubion¹ parê butów, pierwszy suwerennie wybrany p³aszcz, czy sukienkê na bal maturalny – otwieraj¹ przepastne komody wspomnieñ. Ktoœ opowiada o biednym dzieciñstwie gdzieœ na koñcu œwiata i przerabianiu ubrañ po ojcu, ktoœ in-

ny wspomina skórzan¹ kurtkê, na której farb¹ wypisa³ punkowe has³o. Dla jednych designerskie ciuchy nie maj¹ znaczenia, inni rozumiej¹ modê i znaj¹ siê na niej œwietnie. Ale wszyscy bez trudu potrafi¹ odtworzyæ historie dotycz¹ce konkretnych sztuk garderoby. Para rêkawiczek, krawat, apaszka – s¹ jak magdalenki Prousta. Zabieraj¹ do innych czasów. Pierwsze wspomnienie: œpioszki z lokomotyw¹. Przys³ane przez wujka z RFN-u. Dla m³odszej siostry. I rozpacz, ¿e nie mam takich samych. ¯ó³ta kurtka przeciwdeszczowa z ortalionu. Na zamek. Szeleszcz¹ca. Skafander, który mama zak³ada³a nam na ³y¿wy. Wydawa³ siê sztywny. Nieprzyjemny. Nie sposób by³o siê z niego wydostaæ. Letnia sukienka z dzianiny. Turkusowa w bia³e paski. Na cieniutkich rami¹czkach. W³aœnie wróciliœmy z wakacji nad morzem. Siedzê na balkonie. Dwa piêtra ni¿ej syn s¹siada krzyczy, ¿ebym wysz³a na podwórko. Ma dla mnie gumy do ¿ucia z historyjkami. Przywióz³ z Bu³garii. Ale za coœ – mówi. I chowa pulchn¹ rêkê za plecy. Wypchaj siê – odpowiadam. I uciekam na huœtawki. W koñcu i tak mi je daje. Balonówka szybko robi siê gorzka. Na obrazkach s¹ s³onie i zebry.

Czapki i szaliki z kangurkiem. Fuksja. Seledyn. Trzy paski. Nie staæ nas na oryginalne. Pod choinkê dostajê podróbkê w kolorze majtkowego ró¿u. Wstydzê siê za³o¿yæ j¹ do szko³y. Spódniczka do lambady w zestawie z kus¹ bluzeczk¹. Mama szyje j¹ dla mnie. I kole¿anki. Po lekcjach chodzê do M., ¿eby uczyæ siê kroków. Æwiczymy w przedpokoju. Przed lustrem. Na zdjêciu z baliku siedzimy w pierwszym rzêdzie. Objête. Sweter z golfem z wielb³¹dziej we³ny. Po¿yczony na zimowisko. Od ulubionej cioci. Przepiêkny. Siêga³ mi do kolan. Zwymiotowa³am na niego, kiedy jechaliœmy na wycieczkê do Gdañska. Mia³am chorobê lokomocyjn¹. Ba³am siê powiedzieæ wychowawczyni. Paczki z Ameryki. W jednej srebrny p³aszcz. Do kostek. Proszê mamê, by skróci³a d³ugoœæ. A z resztki tkaniny wyciê³a gwiazdê i przyszy³a j¹ na granatow¹ koszulkê. Do tego spodnie i buty Adidasa. W takim komplecie wybieram siê z kole¿ank¹ na rave do Eskulapa w Poznaniu. Przy wejœciu ktoœ mówi – te chyba przyjecha³y z Berlina Licealne pielgrzymki po sklepach z u¿ywan¹ odzie¿¹. Budrysówka z angielskiej we³ny. Zielona koszula z twardym ko³nierzykiem – który stawiam na zawo³anie: zrób Elvisa. Podarte jeansy. Starsza pani zaczepia na ulicy i zatroskanym g³osem pyta, czy potrzebujê pomocy. Mokasyny wydaj¹ce g³oœne piski w zetkniêciu z linoleum, którym wy³o¿ona jest pod³oga w sali lekcyjnej. Kurtka odziedziczona po starszym bracie z delikatnego, miêkkiego zamszu.

Noszê j¹ na pierwsze randki z K.. Wymarzone buty z blach¹, na które d³ugo zbieram pieni¹dze. W po³owie drogi na imprezê obcieraj¹ mnie do krwi. Muszê iœæ boso. PóŸna podstawówka. Liceum. Lata formacyjne. Kiedy po ciuchach rozpoznawa³o siê swoich. Dzisiaj – narzekaj¹ kole¿anki, które maj¹ dzieci w tym wieku – m³odzie¿ wygl¹da jak spod jednej sztancy. Ma³o kto siê wyró¿nia. Fryzur¹. Strojem. Atak klonów – œmiejemy siê. Kiedy na fotografii z balu oœmioklasistek wszystkie panny maj¹ identycznie u³o¿one w³osy i sukienki ró¿ni¹ce siê jedynie kolorem. Gdzie jakaœ oryginalnoœæ? Indywidualnoœæ? – pyta retorycznie M., narzekaj¹c, ¿e najstarsza córka niszczy zdrowe fale prostownic¹, bo odbiegaj¹ od kanonu. Za naszych czasów… – chce dodaæ. Ale gryzie siê w jêzyk. Nie chce brzmieæ jak w³asna matka. Za naszych czasów… wybucha³y elektrownie j¹drowe. A szrama na obrazie Matki Boskiej zapowiada³a koniec œwiata. Czterdzieœci lat temu sta³am w kolejce po p³yn Lugola. Mia³am dziewiêæ lat. I kiedy zobaczy³am, jak ch³opiec wychodz¹cy z przychodni puszcza pawia na schody, zwia³am do domu. Nazajutrz mama wys³a³a mnie do przyszywanej cioci, u której za¿y³am jod. Ciocia by³a bogata. Wiêc do popicia dosta³am szklankê prawdziwego soku pomarañczowego z Pewexu. Nie pamiêtam, w co by³am ubrana. Ale pamiêtam, ¿e by³o wtedy wyj¹tkowo gor¹co. I ba³am siê, ¿e wszyscy umrzemy. ❍

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

Lubiê piosenki, które ju¿ znam

Jan Latus

Parafrazuj¹c s³ynny dialog Maklakiewicza z Himilsbachem z filmu „Rejs”, lubiê muzykê, któr¹ ju¿ znam. Powiedzonko to wcale nie jest takie g³upie. Odruchowo siêgamy po muzykê, któr¹ ju¿ znamy. Nowe utwory zmuszaj¹ do wysi³ku, dobrej woli, chêci uczenia siê. Nawet wielki znawca i mi³oœnik muzyki powa¿nej musi siê skupiæ i zmusiæ, by wys³uchaæ, a potem jeszcze kilka razy, jakiejœ nieznanej mu symfonii czy opery. Potem w³¹cza siê ju¿ pamiêæ, rozpoznawane s¹ melodie; jest ³atwiej i przyjemniej. Niestety, z wiekiem, zw³aszcza jeœli nie jesteœmy zawodowymi krytykami muzycznymi, os³abia siê nasza ciekawoœæ i ochota s³uchania czegoœ nowego. Jak wielokrotnie pisa³em, jestem zachwycony dostêpnoœci¹, w sieci, wszelkiego rodzaju muzyki z ca³ego œwiata. Lecz nie rzucam siê na nowoœci – owszem, czasem odkryjê jakiegoœ artystê i potem wys³ucham jego p³yt; bywa, ¿e staje siê moim kolejnym ulubieñcem. Ale du¿o czêœciej –z poczuciem winy, ¿e siê nie rozwijam, ¿e umys³ mi siê zestarza³ – s³ucham sobie, nawet na tych egzotycznych Filipinach, Chopina w wykonaniu Adama Harasiewicza, „Police”, „Pink Floyd”, Sinatry. Chyba ju¿

nie starczy mi ¿ycia, ciekawoœci i – skoro to tylko hobby – motywacji, aby gruntownie poznaæ wszystkie symfonie Szostakowicza, wczesne opery Rossiniego, pieœni Cohena. Podobnie rzecz ma siê ze sztuk¹ czy literatur¹. Jak pisa³em, korzystam z aplikacji codziennie prezentuj¹cej jakieœ arcydzie³o malarstwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, abym – zachêcony komentarzem krytyka sztuki – zacz¹³ ogl¹daæ kolejne dzie³a tego malarza, czytaæ o nim. Niestety, mój mózg, zlasowany licznymi scotch on the rocks i, przede wszystkim, tysi¹cami rutynowych tekstów, relacji, wywiadów i komentarzy, zachowuje siê jak g¹bka. Nie kiedy wch³ania, ale kiedy jest wyciskana. Jeœli idzie o ksi¹¿ki, sytuacja jest podobna. Jak ka¿dy, mam powa¿ne luki w erudycji – nie skoñczy³em, albo nawet nie zacz¹³em, wielu arcydzie³. A nawet jak skoñczy³em, to niewiele z nich pamiêtam. Czy oznacza to, ¿e wreszcie zmêczê „Don Kichota” oraz ponownie przeczytam „Idiotê”? Jakoœ nie mam na to si³y i chêci. Jeœli czytam coœ nowego z beletrystyki, to czêsto s¹ to autorzy, których po prostu lubiê i dlatego przyjemnie mi siê ich czyta, jak Dorotê Mas³owsk¹ czy Gary’ego Shteyngarta.

[Mój tata w ostatnich latach ¿ycia ograniczy³ swoje lektury do nieustannych przypomnieñ ksi¹¿ek przyjemnych, patriotycznych i bajkowych: „Trylogii” czy „Pana Tadeusza”. A mama to ju¿ wy³¹cznie czyta³a modlitewnik.]

Wym¹drzam siê o muzyce i literaturze, a w sumie chodzi mi o to, ¿e lubimy ogl¹daæ i czytaæ o rzeczach, które ju¿ znamy. Nie tylko wszystko wtedy rozumiemy, ale

i potr¹cane s¹ nuty przyjemnych wspomnieñ. Towarzyszy temu niemal zawsze autorefleksja i próba usprawiedliwienia siê: – Chyba siê ju¿ starzejê, bo zebra³o mi siê na wspomnienia. Albo bezwstydne zachwalanie przesz³oœci: -Pamiêtacie, jak tu kiedyœ by³o piêknie? Tyle drzew. A teraz – betonoza! – Kiedyœ to by³y piêkne samochody, ka¿dy inny, a dzisiaj – jakieœ mydelniczki! Siêgam ostatnio po ksi¹¿ki przypominaj¹ce ró¿ne aspekty ¿ycia spo³ecznego w PRL. Czujê siê, jakbym czyta³ pierwsze lekcje jêzyka obcego, którego siê d³ugo uczy³em. Jaka przyjemnoœæ, wszystko rozumiem! Wreszcie nie s¹ to ksi¹¿ki, które wt³aczaj¹ mi nowe informacje (które i tak szybko zapomnê), historyczne interpretacje, nowe punkty widzenia. Nie, to przypomnienie mojego ¿ycia.

Bez polityki, bo nikt siê wtedy polityk¹ nie zajmowa³. Rz¹dzi³a partia i nic siê nie dawa³o z tym zrobiæ. Tak wiêc i dziœ nie mam szczególnej ochoty czytaæ biografii Gomu³ki czy Jaruzelskiego. Natomiast czytam sobie takie oto ksi¹¿eczki, jak „Wakacje gwiazd” Krystyny Gucewicz, opis przaœnych – zupe³nie takich jak moje! – wakacji gwiazd PRL nad morzem, w górach, nad jeziorami. A tam: wynajmowane od rolników domki, konserwy i chleb ze sklepu, sezonowe truskawki od ch³opa. Wyj¹tkowo p³odnym autorem opisuj¹cym obyczajowoœæ i kulturê materialn¹ tamtych czasów jest Wojciech Przylipiak. To cz³owiek du¿o m³odszy ode mnie, a wiêc nie przypominaj¹cy sobie prze¿yte ju¿ rzeczy, lecz studiuj¹cy fakty niczym historyk. Mimo to, opisuje on przesz³oœæ nie tylko

z precyzj¹ – nie zauwa¿am tam b³êdów rzeczowych – ale i ze zrozumieniem klimatu tamtych czasów. Pisze wrêcz z nostalgi¹, choæ jako m³odziak nie ma do niej powodu. W ksi¹¿ce „Czas wolny w PRL” pisze to, co wiem i o czym pamiêtam: ogródki dzia³kowe, opalanie siê na osiedlowym trawniku, wyjazdy nad rzeczkê, obozy i kolonie, wczasy, zak³adowe grzybobrania. W „Zakupy w PRL” znowu systematyzuje wiedzê, któr¹ posiadam; opisuje rzeczy, których nie da siê zapomnieæ: puste sklepy miêsne, zakupy spod lady, szary rynek, czyli cielêcina od baby, znajomoœci w ksiêgarni, zapisy i listy spo³eczne na rega³y i pralki. W „Kelnerki, barmani, wodzireje” przedstawia œwiat socjalistycznej gastronomii: barów mlecznych, kawiarni, „Hortexów”, nocnych lokali z dancingiem i strip-teasem (!). Tak jak w innych ksi¹¿kach, nie poprzestaje na – znanych wszystkim – obserwacjach, np. o kolejkach czy niskiej jakoœci produktów i obs³ugi, ale opisuje, jak te instytucje dzia³a³y. Jest nie tylko historykiem, ale i dziennikarzem, rozmawia wiêc z by³ymi pracownikami. Zaskakuj¹ce mog¹ wydaæ siê te wywiady. Ci ludzie przepracowali czasem kilkadziesi¹t lat w tym samym zawodzie, a nawet w tym samym miejscu, na przyk³ad w barze mlecznym. I nie ma w nich goryczy, przeciwnie – duma, ¿e w ci¹gu zmiany robili kilkaset jakichœ dañ, albo elegancko obs³ugiwali stoliki klientów. Jak byli lubiani przez kolegów, jak trudno by³o im odchodziæ i jak dziœ czujê siê niepotrzebni.

Dla nas dziœ te zak³ady i sklepy s¹ historyczn¹ skamielin¹, symbolami nieefektywnoœci socjalistycznej gospodarki. Dla nich by³y kotwic¹ i sensem ¿ycia. A porównañ do ¿ycia w Monte Carlo i Los Angeles nie mieli. ❍

„Jeœli

w coœ siê wierzy, nie mo¿na siê poddawaæ“

Mia³am wtedy przygotowanych siedem utworów i za rad¹ Ani doda³am standardy jazzowe. Przet³umaczyliœmy „Coraz to z ciebie jako z drzazgi...” na angielski „Ashes and Diamonds”, a Stan zaproponowa³, ¿eby by³ tytu³em p³yty. Wys³a³am p³ytê do Truth Revolution Records – odpowiedzieli, ¿e chc¹ j¹ wydaæ. To by³ moment prze³omowy. „Ashes and Diamonds” zmieni³y moje ¿ycie. Dowód na to, ¿e marzenia siê spe³niaj¹ –przyjecha³am do Stanów, ¿eby œpiewaæ jazz i nagraæ album. P³yta otrzyma³a bardzo dobre recenzje. Zagra³am koncerty w Stanach, w Polsce i we W³oszech, a album zdoby³ nagrodê na World Entertainment Awards jako Best Jazz Album. W nieca³y rok wydarzy³o siê naprawdê du¿o. Jestem wdziêczna Truth Revolution Records, bo umieœci³o moj¹ p³ytê na stronach internetowych na ca³ym œwiecie: w Japonii, Turcji, Belgii, Francji, Anglii.

Zdjêcia na ok³adkê twojej p³yty zrobili Jacek Czarnecki i Marcin ¯urawicz. Jacek Czarnecki jest z moich stron w Polsce – z Jaros³awia. To bardzo dobry fotograf i dobry kolega. Jak lecê do Polski na wakacje to zawsze robimy sesjê zdjêciow¹. Chodzimy w zwariowane miejsca, a poniewa¿ znam go od dzieciñstwa, jestem przy nim wyluzowana. Kiedy zaczê³am pracowaæ nad p³yt¹ od razu pomyœla³am o Jacku. W grudniu, jak ju¿ wiedzia³am, ¿e p³yta siê uka¿e, mia³am sesjê zdjêciow¹ z Marcinem ¯urawiczem. Poszliœmy na Soho na moj¹ ulubion¹ ulicê. Zawsze marzy³am, ¿eby mieæ tam sesjê. Zdecydowa³am, ¿e zdjêcie zrobione przez Jacka dam na ok³adkê, a zrobione przez Marcina daliœmy na ty³ p³yty.

Nowy Jork, œwiatowa stolica jazzu, to wyj¹tkowo wymagaj¹ce miejsce dla artysty. Musia³o byæ trudno. Co sprawi³o, ¿e siê nie podda³aœ?

Przede wszystkim tu trzeba byæ bardzo pokornym, a jednoczeœnie odpornym i otwartym na krytykê. Tylko wtedy mo¿na siê rozwijaæ. Jeœli coœ siê kocha nie mo¿na siê poddawaæ. Trzeba doskonaliæ swoje umiejêtnoœci, ¿eby byæ coraz lepszym. Jam sessions to najtrudniejsze wyzwanie – stajesz na scenie z ludŸmi, których nie znasz i musisz z nimi od razu wspó³brzmieæ, daj¹c z siebie wszystko. Bywa³o, ¿e wraca³am do domu niezadowolona, ale nie pozwala³am sobie na frustracjê, bra³am siê w garœæ i analizowa³am: co mogê zrobiæ lepiej? To by³y prawdziwe lekcje odwagi. Z czasem cz³owiek nabiera doœwiadczenia. Sukces nie rodzi siê bez ciê¿kiej pracy. Teraz nie tylko kocham jazz, ale w klubie jazzowym czujê siê jak w domu.

Jak powsta³o Margo Trio i Margo’s Ensemble?

W ró¿nych miejscach wystêpujê z ro¿nym sk³adem. Jak jest ma³y klub lub restauracja to najczêœciej z gitarzyst¹ lub pianist¹. W wiêkszych klubach z trio: fortepian, bass, tr¹bka lub saksofon. Czasem œpiewam z kwartetem. Wspó³pracujê z dziesiêcioma œwietnymi muzykami, wymieniam ich w zale¿noœci od tego, kto jest wolny w danym czasie.

Kiedy Ma³gorzata sta³a siê Margo?

Ojciec mojego syna nie jest Polakiem. Poza tym zarówno moje imiê, jak i nazwisko jest trudne do wymówienia, a poniewa¿ w miejscach, w których wystêpujê mówi³ siê po angielsku wiêc wybra³am sceniczne imiê Margo.

Kto zarazi³ ciê muzyk¹?

Mój tato ma piêkny g³os. Zawsze by³o go s³ychaæ na chórze w koœciele. Ja od pocz¹tku chcia³am iœæ do szko³y muzycznej i b³aga³am o to rodziców. Najpierw gra³am na fortepianie. PóŸniej posz³am na wokal, bo czu³am, ¿e œpiew to moje powo³anie. By³am w szkole muzycznej w Rzeszowie. Potem posz³am na studia do Poznania. Studiowa³am w prywatnym Policealnym Studium Sztuk Wokalnym u pani profesor Jadwigi Galeskiej- Tritt. Na studiach mieliœmy mnóstwo koncertów, a ja bardzo du¿o solówek. Nagraliœmy p³ytê „Missa Pro Pace” Feliksa Nowowiejskiego, gdzie œpiewa³am partie altowe u boku znanego tenora Piotra Kusiewicza i znanej œpiewaczki niemieckiej Ingrid Kremlin. Wystêpowaliœmy w Filharmonii Narodowej, mia³am wtedy 22 lata. Wtedy te¿ przeczytam ksi¹¿kê „Miles. Autobiografia”. Ta ksi¹¿ka w ci¹gu jednego dnia przeprogramowa³a mi mózg. Zafascynowa³ mnie jazz, zapragnê³am wyjechaæ do Ameryki i œpiewaæ w klubach jazzowych. Jak przylecia³am do Nowego Jorku Pan Bóg postawi³ na mojej drodze Theo Bleckmanna i tak dosz³am do momentu, w którym jestem dzisiaj.

Wœród twoich ulubionych wokalistów jazowych s¹ Ella Fitzgerald, Billie Holiday, Diana Krall, Nina Simone i Sarah Vaughan. Gdybyœ z ka¿dej z tych osób mia³a wsi¹æ coœ dla siebie to, co byæ wybra³a.

Œwietne pytanie. Jak siê uczy³am harmonii jazzowej mój kolega, Dario Boente, powiedzia³ mi „przepisuj solówki z g³owy.” To by³o jak oranie pola, nuta po nucie przepisywa³am utwory przez cztery-piêæ godzin, a potem je œpiewa³am. Tak siê uczy³am jêzyka jazzowego, dopiero póŸniej zaczê³a siê wy³aniaæ moja w³asna droga. Ale odpowiagaj¹c na twoje pytanie, od Eli Fitzgerald wziê³am technikê, swobodê poruszania siê po skalach jazzo-

wych. Od Billie Holiday barwê i umiejêtnoœæ wczuwania siê w utwory. Bardzo lubiê te¿ Shirley Horn. Najbli¿sza jest mi jednak Ella Fitzgerald.

Z kim chcia³abyœ wyst¹piæ na scenie? Marzenie to koncert z wybitnymi muzykami w Blue Note Jazz Club, Mezrrow i Smalls Jazz Club. Na scenie chcia³abym wyst¹piæ z Samar¹ Joy; zaœpiewaæ z raperami np. z Kendrick’em Lamarem. Marzeniem niestety ju¿ nieosi¹galnym by³yby wystêp z Luisem Armstrongiem. Z polskich wokalistów Mietek Szczeœniak – on ma niesamowity g³os. Zaœpiewanie z nim to szczyt moich marzeñ. Wspaniale by³oby wyst¹piæ na jednej scenie z cudown¹ Ew¹ Bem i wokalistk¹, która ceniê od lat – Edyt¹ Górniak.

Gdybyœ mia³a opisaæ swoje ¿ycie za pomoc¹ jednego standardu jazzowego to by³by to...?

„God bless the child” napisany przez Billie Holiday i Arthura Herzoga – bardzo go lubiê. Jest taki bluesowy... Nie jest mo¿e odzwierciedleniem mego ¿ycia, ale ma duszê i g³êbokie przes³anie. Opowiada o perypetiach ¿yciowych, przetrwaniu, lekcjach. Jest pochwa³¹ niezale¿noœci i ostrze¿eniem, by nie polegaæ wy³¹cznie na innych. Bardzo te¿ lubiê œpiewaæ standardy skomponowane w przepiêkny sposób przez Duka Ellingtona: „Solitude” i „Come Sunday”.

Jak zmieni³o ciê amerykñskie ¿ycie?

Kiedy tu przylecia³am by³am m³oda i myœla³am, ¿e od razu zawojujê œwiat i czêsto mówi³am, co mi œlina przynios³a na jêzyk. Dopiero póŸniej, w³aœnie przez technikê jazzow¹, nauczy³am siê delikatnoœci, bo jazz, wbrew pozorom, œpiewa siê bardzo delikatnie. Lubiê to i wydaje mi siê, ¿e jest to bardzo wa¿na cecha u kobiet. Ta delikatnoœæ nauczy³a mnie, ¿e nie zawsze trzeba wpychaæ siê na si³ê, ¿e czasem wycofuj¹c siê mo¿na osi¹gn¹æ wiêcej i bardziej przyci¹gn¹æ do siebie ludzi. Du¿o mnie te¿ zmieni³o bycie matk¹ i to, ¿e mój syn przeszed³ bardzo ciê¿kie choroby: trzy operacje serca i zapalenie opon mózgowych. Na moich oczach umar³ na jedn¹ minutê. Po takim doœwiadczeniu ju¿ chyba mo¿na wszystko prze¿yæ. Syn jest moim cudem od Boga. Po jego chorobie nabra³am dystansu do siebie, ¿ycia i ludzi. Wydaje mi siê, ¿e to, co cz³owiek ma w swoim wnêtrzu promieniuje na innych.

Co ci pomog³o w najtrudniejszych momentach?

Wiara w Boga utrzyma³a mnie przy ¿yciu. Pierwsza operacja syna mia³a miejsce jak mia³ miesi¹c, nastêpna, gdy mia³ szeœæ miesiêcy i kolejna, gdy mia³ piêæ lat. W wieku dziewiêciu lat syn mia³ zapalenie opon mózgowych. Spêdzi³am z nim w szpitalu osiem i pó³ miesi¹ca. Spa³am na sofie ko³o niego. Nie wiem, jak to prze¿y³am. Modli³am siê bardzo du¿o: ró¿aniec, koronka do ran Pana Jezusa. Po pi¹tym miesi¹cu pobytu w szpitalu zrozumia³am, ¿e nic siê nie dzieje przez przypadek, a raczej z ³aski Pana Boga. Jak wróciliœmy do domu syn by³ sparali¿owany, nie chodzi³, nie mówi³, nie jad³. Kiedy mia³ dziesiêæ lat musia³am zacz¹æ z nim wszystko od pocz¹tku. W tamtym czasie przesta³am istnieæ, nie myœla³am, ¿e jeszcze kiedykolwiek bêdê œpiewaæ. To by³o szeœæ lat temu – ¿y³am tylko dla niego. Kiedy syn doszed³ do siebie powoli zaczê³am wracaæ do œpiewania.

Co cenisz w sobie najbardziej?

Zacytujê moj¹ profesorkê z Poznania, do której ostatnio zadzwoni³am: „Goœka, ty jesteœ jak koñ wyœcigowy.” Ceniê w sobie to, ¿e nie zw¹tpi³am w si³ê swoich marzeñ: œpiewam jazz, wystêpujê w Nowym Jorku, nagra³am p³ytê. Robiê swoje.

Czy pamiêtasz komplement, który upewni³ ciê, ¿e idziesz dobr¹ drog¹? Ka¿dy komplement od muzyków jazzowych jest nagrod¹. Dowodem na to, ¿e idê dobr¹ drog¹ s¹ te¿ œwietni muzycy, jedni z najlepszych w Nowym Jorku, którzy zagrali na mojej p³ycie.

Najbli¿sze plany?

W po³owie maja lecê do Polski. Bêdê mieæ koncerty w Poznaniu, Wroc³awiu Warszawie, Krakowie, Rzeszowie i moim Jaros³awiu. A ju¿ 8 maja o 19:00 Koncert Jazzowy Lady in Red w Centrum PolskoS³owiañskim na Greenpoincie, gdzie wyst¹pi¹ ze mn¹: s³ynny Benito Gonzalez, Darryl Yokley, Daniel Sky i Jason Maximo Clotter. Serdecznie zapraszam.

El¿bieta Baumgartner radzi

Zamra¿arka, mroŸna pu³apka w twojej kuchni

Wed³ug najnowszych badañ, Amerykanie wyrzucaj¹ oko³o 73 kilogramów jedzenia rocznie na osobê, co daje 24,7 miliona ton w skali kraju. To oznacza, ¿e statystyczny Amerykanin wyrzuca ponad szeœæ kg. jedzenia miesiêcznie. W Polsce, wed³ug europejskich zestawieñ, przeciêtny konsument marnuje miêdzy 90 a 110 kilogramów rocznie, czyli nawet wiêcej ni¿ Amerykanie. To pokazuje, ¿e problem marnowania ¿ywnoœci jest globalny i nie zale¿y wy³¹cznie od poziomu zamo¿noœci.

Zamra¿arka do pomocy?

Wydaje siê, ¿e rozwi¹zaniem kwestii marnowania jedzenia powinna byæ pojemna i sprawna zamra¿arka. Ale ka¿dy dom tak w Stanach, jak i w Europie jest od dawna wyposa¿ony w jedn¹ albo dwie lodówki, ka¿da z nich z zamra¿ark¹, a czêsto równie¿ w zamra¿arkê skrzyniow¹. Dlaczego posiadanie tego sprzêtu nie eliminuje problemu, a wrêcz go nasila?

Dla wiêkszoœci z nas zamra¿arka to domowy synonim bezpieczeñstwa i oszczêdnoœci. Traktujemy j¹ jak kulinarny „skarbiec”, w którym czas przestaje p³yn¹æ, a wrzucone tam produkty zachowuj¹ wieczn¹ m³odoœæ. Jednak obecnie, gdy ceny ¿ywnoœci i koszty energii elektrycznej zmuszaj¹ nas do bycia bardziej œwiadomymi konsumentami, warto postawiæ niewygodne pytanie: czy to urz¹dzenie faktycznie nam s³u¿y, czy mo¿e sta³o siê cichym sabota¿yst¹ naszego zdrowia, smaku i domowego bud¿etu? Czy zamiast pomagaæ, przyczynia siê do marnowania ¿ywnoœci?

Wielka iluzja: Dlaczego „zero” nie oznacza „stop”?

Najwiêkszym b³êdem, jaki pope³niamy jako u¿ytkownicy, jest traktowanie temperatury w zamra¿alce, jako magicznej granicy, za któr¹ biologia ca³kowicie zamiera. To niebezpieczny mit, który pokutuje w naszych kuchniach od pokoleñ. Choæ niska temperatura skutecznie blokuje namna¿anie siê bakterii gnilnych, to nie jest w stanie powstrzymaæ procesów chemicznych i enzymatycznych, które zachodz¹ wewn¹trz tkanek.

T³uszcze, zw³aszcza te znajduj¹ce siê w miêsie wieprzowym, t³ustych rybach (jak ³osoœ czy makrela) czy maœle, powoli ulegaj¹ procesom utleniania i je³czenia. Proces ten zachodzi nawet wewn¹trz twardej bry³y lodu. Efektem jest charakterystyczny, metaliczny lub „piwniczny” posmak potraw, który czêsto mylnie przypi-

sujemy s³abej jakoœci kupionego produktu lub b³êdom w gotowaniu. W rzeczywistoœci to nasza zamra¿arka, dzia³aj¹ca zbyt d³ugo na ten sam kawa³ek miêsa, powoli niszczy jego profil chemiczny, powoduj¹c zjawisko frezer burn, czyli oparzelinê mrozow¹. Witaminy, szczególnie te z grupy B i C, równie¿ nie s¹ w pe³ni bezpieczne – ich zawartoœæ w mro¿onych warzywach potrafi spaœæ o kilka procent z ka¿dym miesi¹cem sk³adowania, sprawiaj¹c, ¿e po roku jemy produkt niemal ja³owy pod wzglêdem od¿ywczym.

Cmentarzysko produktów. Ekonomiczny koszt zapominania Statystyki marnowania ¿ywnoœci s¹ bezlitosne: zamra¿arka to najczêstsze miejsce, gdzie jedzenie „umiera z zapomnienia”. Kupujemy na promocjach typu „kup jeden, drugi gratis”, mrozimy „na zaœ”, a potem budujemy w szufladach warstwy archeologiczne. Produkty na dnie staj¹ siê niewidoczne, przysypane szronem i nowszymi zakupami. W efekcie kupujemy kolejne porcje tego samego produktu, generuj¹c potê¿ne, ukryte straty. Z perspektywy ekonomicznej, prze³adowana zamra¿arka to czysty koszt operacyjny. Ka¿dy dodatkowy kilogram zapomnianego jedzenia to masa termiczna, któr¹ urz¹dzenie musi ch³odziæ 24 godziny na dobê. Co wiêcej, jeœli szuflady s¹ upchniête „kolanem”, cyrkulacja powietrza zostaje zablokowana. Termostat wewn¹trz urz¹dzenia wariuje, czujniki wykrywaj¹ wy¿sz¹ temperaturê, a agregat pracuje non-stop, by wyrównaæ braki. Rachunki za pr¹d rosn¹, mimo ¿e w œrodku trzymasz produkty, których prawdopodobnie nigdy nie zjesz. Szacuje siê, ¿e oblodzona i Ÿle zarz¹dzana zamra¿arka mo¿e zu¿ywaæ nawet o 30% wiêcej energii ni¿ urz¹dzenie czyste i optymalnie wype³nione. W skali roku to kwoty, za które moglibyœmy zjeœæ kilka porz¹dnych kolacji w restauracji.

Biologiczne uœpienieniebezpieczny mit sterylizacji mrozem NajgroŸniejszym b³êdem, jaki mo¿emy pope³niæ, jest wiara w to, ¿e mro¿enie sterylizuje ¿ywnoœæ i zabija groŸne patogeny. To kategoryczna i bardzo niebezpieczna nieprawda. Mróz nie zabija bakterii takich jak Salmonella, Listeria czy E. coli –on je jedynie hibernuje, wprowadzaj¹c w stan uœpienia. W momencie, gdy wyjmujesz produkt i zaczynasz go rozmra¿aæ, zaczyna siê gwa³towny wyœcig z czasem. Bakterie budz¹ siê do ¿ycia natychmiast, gdy temperatura powierzchni produktu przekroczy 4°C. Jeœli rozmra¿asz miêso na blacie kuchennym, jego zewnêtrzna warstwa mo¿e ju¿ têtniæ ¿yciem bakteryjnym i produkowaæ toksyny, podczas gdy œrodek jest wci¹¿ twardy jak ska³a. Najwiêkszym grzechem kulinarnym, nios¹cym ogromne ryzyko ciê¿kich zatruæ, jest ponowne zamra¿anie raz rozmro¿onego towaru. Ka¿dy taki cykl to gwa³towny, skokowy wzrost populacji bakterii, którego nie zniweluje nawet póŸniejsza wysoka temperatura sma¿enia czy

pieczenia, jeœli toksyn bakteryjnych (od pornych na ciep³o) bêdzie ju¿ zbyt du¿o.

Domowy lód kontra przemys³owy szok. Dlaczego nasze mro¿onki s¹ gorsze?

Zastanawia³eœ siê kiedyœ, dlaczego gro szek czy truskawki ze sklepu s¹ sypkie i jêdrne, a te zamro¿one przez nas w mu przypominaj¹ bezkszta³tn¹ brejê?

Ró¿nica le¿y w prêdkoœci krystalizacji wody. Przemys³ spo¿ywczy stosuje tzw. mro¿enie szokowe (IQF), trwaj¹ce zaledwie minuty. Woda zamienia siê w mikro-kryszta³ki, które s¹ tak ma³e, ¿e nie rozrywaj¹ delikatnych œcianek komórek roœlinnych czy zwierzêcych.

W warunkach domowych proces ten trwa godziny, a czasem nawet ca³¹ dobê. Powolne zamra¿anie powoduje powstawanie wielkich, ostrych kryszta³ków lodu o krawêdziach przypominaj¹cych sztylety. Te kryszta³y tn¹ tkankê od œrodka, niszcz¹c strukturê komórkow¹. Dlatego po rozmro¿eniu domowych owoców czy miêsa widzimy tyle soku na talerzu – to wylana zawartoœæ zniszczonych komórek. Domowa zamra¿arka, bez odpowiedniego przygotowania produktów (takiego jak blanszowanie warzyw, które dezaktywuje enzymy psuj¹ce kolor i smak), czêsto degraduje jakoœæ jedzenia o kilkadziesi¹t procent ju¿ w pierwszej dobie sk³adowania.

Jak odzyskaæ kontrolê? ¯elazne zasady „zimnej logistyki” Jeœli nie chcesz, by zamra¿arka by³a twoim wrogiem, musisz przestaæ traktowaæ j¹ jak „poczekalniê przed œmietnikiem”. Oto profesjonalny plan naprawczy dla twojej kuchni:

➦ Trzymaj tylko to, co jest zamro¿one przemys³owo. Owoce i warzywa zamro¿one w szczycie dojrza³oœci s¹ jak najbardziej w porz¹dku, bo trafiaj¹ do mro¿enia wtedy, gdy maj¹ najwy¿sz¹ zawartoœæ witamin, minera³ów i antyoksydantów. ¯ywnoœæ produkowana w fabrykach i sprzedawana w pude³kach powinna byæ unikana.

➦ Czy musisz sama zamra¿aæ? Je¿eli mieszkasz daleko od cywilizacji i do supermarketu jeŸdzisz raz na kilka tygodni, odpowiedŸ brzmi – tak. OdpowiedŸ jest równie¿ pozytywna, je¿eli nasz w³asny ogródek i obfite sezonowe plony. Ale je¿eli masz sklep pod bokiem, to zamra¿aæ nie ma potrzeby. Je¿eli coœ jest na promocji i kupujesz wiêcej, to ta ¿ywnoœæ mo¿e spokojnie poczekaæ kilka dni w lodówce.

➦ Audyt kwartalny: Raz na trzy miesi¹ce opró¿nij wszystkie szuflady. To idealny moment na rozmro¿enie lodu i umycie wnêtrza. Jeœli znajdziesz coœ, co le¿y tam od pó³ roku i nie masz na to konkretnego pomys³u – wyrzuæ to bez ¿alu. Prawdopodobieñstwo, ¿e zjesz to za kolejne trzy miesi¹ce, jest niewielkie.

➦ Inwestycja w pró¿niê: Zgrzewarka pró¿niowa to prawdopodobnie najlepsza inwestycja kuchenna dla rodzin lubi¹cych zapasy. Brak powietrza w opakowaniu to brak utleniania t³uszczów

El¿bieta

Baumgartner

nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Ubezpieczenie spo³eczne Social Security”, „¯ycie od nowa”, „Amerykañskie emerytury”, poœwiêconej indywidualnym programom emerytalnym i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492

i ca³kowite wyeliminowanie oparzeliny mrozowej. Jedzenie zapakowane pró¿niowo wytrzyma w zamra¿arce 3-4 razy d³u¿ej, zachowuj¹c naturalny kolor i soczystoœæ.

➦ Precyzyjne etykietowanie: Nigdy nie wk³adaj niczego „anonimowo”. Opis typu „£opatka wieprzowa, 10.04.2026” oszczêdzi ci zgadywania, co jest w œrodku i marnowania energii przy otwartych drzwiach urz¹dzenia. U¿ywaj niezmywalnych markerów i taœm malarskich.

➦ Blanszowanie warzyw to koniecznoœæ: Sugestia dla posiadaczy ogrodu. Zanim zamrozisz œwie¿e warzywa ze swojej dzia³ki, wrzuæ je na minutê do wrz¹tku, a potem natychmiast do lodowatej wody. Ten prosty zabieg zabija enzymy odpowiedzialne za utratê koloru, witamin i smaku w trakcie mro¿enia. ➦ Logistyka rozmra¿ania: Planuj posi³ki z 24-godzinnym wyprzedzeniem. Rozmra¿aj produkty wy³¹cznie w lodówce, na dolnej pó³ce.

Podsumowanie

Oko³o jedna trzecia globalnie produkowanej ¿ywnoœci jest tracona lub marnowana. Kto siê do tego najbardziej przyczynia? Wed³ug Food and Agriculture Organization of the United Nations (FAO) i United Nations Environment Programme (UNEP), ok. 60 procent strat ¿ywnoœci pochodzi z gospodarstw domowych, ok. 25 procent z gastronomii, 5 procent z handlu, a kilkanaœcie procent z etapu produkcji i przetwórstwa. Jak widaæ, to od nas samych zale¿y, czy uszanujemy pracê rolników i wartoœæ ka¿dego plonu. Marnowanie jedzenia zaczyna siê w domu, a zamra¿arka, choæ bywa pomocna, nie zawsze rozwi¹zuje problem. Czêsto tylko odk³ada wyrzucenie jedzenia na póŸniej. ❍

Szukaj¹ pracy i do pracy:

➦ Poszukujê osoby do prac budowlanych w okolicach Lake George. Mo¿liwoœæ zamieszkania. Zainteresowanych proszê o telefon: (518)960.0779

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy Tel. 347.280.8434 –Tadeusz

NA GAZOWE

● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS

● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY

● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION

● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW

T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

pieniêdzy i paczek

Acupuncture and Chinese Herbal Center

Cui, L.Ac, OMD,

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê

● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice

● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu

● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354

Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956

1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223

Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com

Jezus i diabe³

Zaskakiwaæ mo¿e ubóstwo obrazów dotycz¹cych kuszenia Jezusa w porównaniu z mnogoœci¹, inwencj¹ i rozmaitoœci¹ przedstawieñ poœwiêconych pokusom jakie gnêbi¹ œwiêtego pustelnika. Myœlê, ¿e nie ma siê czemu dziwiæ. Kuszenie Jezusa przez Szatana jest daremne, w³aœciwie niepowa¿ne. Có¿ diabe³ mo¿e zdzia³aæ wobec SynaBo¿ego? Tyle, co nic, tedy jego wysi³ki s¹ daremne, bo przecie¿ w praktyce nie ma nic do „zaoferowania”. Dla malarzy brak tu wiêc pola do artystycznych popisów. Natomiast kuszenie Antoniego, choæby nawet mê¿a œwiêtego, odnosi siê do cz³owieka krwi i koœci, podleg³ego wszelkim s³aboœciom, zw¹tpieniom i pragnieniom, jakie nie obce s¹ ka¿demu z nas. Tote¿ w przypadku wielu interesuj¹cych wersji tej opowieœci, artyœci, twórcy obrazów, jakby mówili o sobie, o w³asnych s³aboœciach, potkniêciach i skrytych pragnieniach – osobistych pokusach, z którymi musz¹ siê zmagaæ.

Przeciwieñstwa

Inspiracjê do kuszenia Jezusa artyœci czerpali z Ewangelii œw. Mateusza:

„Wzi¹³ go zaœ diabe³ na górê wysok¹ bardzo i ukaza³ wszystkie królestwa œwiata i chwa³ê ich.

I rzek³ mu: To wszystko dam tobie, jeœli upad³szy uczynisz mi pok³on.

Tedy rzek³ mu Jezus: PójdŸ precz, szatanie! Albowiem napisano jest: Panu Bogu twemu k³aniaæ siê bêdziesz, a jemu samemu s³u¿yæ bêdziesz.

Tedy opuœci³ go djabe³, a oto Anio³owie przyst¹pili i s³u¿yli jemu.” (M: 4,8-11)

Znakomity Duccio di Buoninsegna namalowa³ znany obraz (dziœ we Frick Collection) bezpoœrednio odnosz¹cy siê do tego motywu: oto Jezus na górze bardzo wysokiej ogl¹da roztoczone przed nim „wszystkie królestwa œwiata”, przedstawione jako strzeliste miasta (dziwnie bezludne) poutykane miêdzy ska³ami. Diabe³, czarna maszkara – uskrzydlona, przypomina nieco nietoperza, wys³annika si³ nieczystych, a zarazem – Szatan jest przecie¿ upad³ym anio³em, tote¿ jako pozosta³oœæ dawnej œwietnoœci ma skrzyd³a, ale jak i ca³a postaæ –osmalone ogniem piekielnym. Kontrast miêdzy szlachetn¹, piêkn¹ i dostojn¹ postaci¹ Jezusa, a szpetn¹, szkaradn¹, zgodnie z tematyk¹ cyklu – brzydk¹ figur¹ diabelsk¹, stanowi o g³ównej sile wyrazu tego dzie³a. Niezale¿nie od znajomoœci Pisma œw. akcenty s¹ wyraŸnie roz³o¿one, widz nie ma w¹tpliwoœci, kto jest kto.

Jezus w³adczym gestem odgania diab³a o kurzych stopach. Z ty³u za nim stoj¹ owi anio³owie, którzy go przygarn¹ i bêd¹ mu s³u¿yæ.

Obraz Duccia, jeszcze mocno w stylu bizantyjskim, p³aski, namalowany w rodzju ikony bez znajomoœci perspektywy, stanowi niemal dos³own¹ ilustracjê s³ów Ewangelisty. I nic dziwnego: wobec œwiêtoœci sytuacji malarz nie móg³ sobie pozwoliæ na puszczenie wodzów fantazji, tym bardziej, ¿e nie byliby z czegoœ takiego zadowoleni fundatorzy obrazu. Hieratyczne postaci stoj¹ prawie nieruchomo, s¹ rozmiara-

mi wiêksze od wszystkiego, co doczesne. Artysta wyraŸnie komunikuje, i¿ to, co ogl¹damy naszymi cz³owieczymi oczami, to tylko „niedok³adne”, fizyczne wyobra¿enie tego, co dzieje siê w jakiejœ podniebnej strefie, ponad ziemskim wymiarem istnienia. Ich (tych miast) niewielki rozmiar sugeruje zarazem znikom¹ wartoœæ doczesnych dóbr. Nierzeczywisty charakter przedstawienia podkreœla dodatkowo z³ote t³o nieba – zgodnie z tradycj¹ w ten sposób w³aœnie wyobra¿ane – jako „z³ote królestwo”.

W przebraniu

Flamandzki artysta Juan z Flandrii (ok. 1465-1519) pracowa³ g³ównie w Hiszpanii, ale jego dzie³a by³y doœæ powszechnie znane w zachodniej Europie. Jego wersja kuszenia Jezusa przedstawia diab³a w postaci zakonnika z ró¿añcem w rêku i bry³¹ z³ota w drugiej d³oni. Symbolizuje doczesne, ziemskie dobra, jakie Z³y chce ofiarowaæ. Choæ Szatan skrywa siê pod pobo¿nym habitem mnisim, ³atwo go rozpoznajemy po koŸlich rogach na g³owie i gadzich stopach widocznych spod ubrania. Tak, diabe³, by zwieœæ cz³owieka, chwyta siê wszelkich sztuczek i podstêpów. Trzeba byæ bardzo ostro¿nym i stale siê mieæ na bacznoœci.

Jezus w b³êkitnej sukni skromnie siedz¹cy na kamiennej ³awie, odrzuca diabelskie zakusy. Wystaj¹ce palce stóp kontrastuj¹ z poczwarn¹ b³oniast¹ ³ap¹ kusiciela skryt¹ pod sutann¹, a starannie zaczesane w³osy podkreœlaj¹ jego ludzki wygl¹d, w przeciwieñstwie osobnika, w którego ciele niezbyt œciœle kryje siê diabe³, tote¿ wystaj¹ mu rogi.

Namalowana opowieœæ Obraz Juana jest prosty w zamyœle i oszczêdny w wykonaniu: dwie postaci na górze, w dole miasta, o których mowa w Ewangelii, oszczêdna kolorystyka dope³niaj¹ ca³oœci. O ile elegantsza jest to kompozycja od dzie³a ze starej katedry w Salamance – malowid³a anonimowego twórcy, który przedstawi³ ca³¹ narracjê – od samych gór, nastêpnie wst¹pienia Jezusa na szczyt, konfrontacjê z diab³em, przepêdzenie szatanana czymœ w rodzaju ambony, kru¿ganka, by wreszcie przejœæ do g³ównej „tezy” – nauki Chrystusa o chwale boskiej. Standaryzacja wyobra¿onych postaci jest daleko posuniêta: Jezus, szlachetna postaæ w pow³óczystych szatach, zaœ diabe³ z b³oniastymi skrzyd³ami, rogami (czy oœlimi uszami), ogonem i wystaj¹cymi spod stroju wêdrowca, gadzimi ³apami, stanowi przeciwieñstwo piêkna – choæby siê ukrywa³ pod postaci¹ pobo¿nego pielgrzyma z kosturem w rêku i ró¿añcem – w drugim, i tak ujawni sw¹ paskudn¹ naturê. Brzydota diab³a na tym anonimowym obrazie ju¿ nas dzisiaj nie mierzi – raczej œmieszy; nie wiemy – co: nieudolnoœæ wykonania, naiwnoœæ przedstawienia, ubóstwo wyobraŸni owego niezbyt zdolnego twórcy? Wszystko razem. Zapewne jednak w tamtych odleg³ych czasach, byæ mo¿e budzi³ dreszcz obrzydzenia i zgrozy wœród wiernych. ❍

Duccio di Buoninsegna – Kuszenie Chrystusa na górze
Juan z Flandrii – Kuszenie Jezusa
Anonim – Kuszenie Jezusa

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook