POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1645 (1945) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 28 MARCA 2026
![]()
NUMER 1645 (1945) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 28 MARCA 2026
Tomasz Bagnowski
Donald Trump wysy³a sprzeczne sygna³y dotycz¹ce wojny z Iranem. Raz zapowiada gigantyczne bombardowania irañskiej infrastruktury energetycznej, innym razem twierdzi, ¿e bombardowañ na razie nie bêdzie, bo trwaj¹ negocjacje, o które wyst¹pi³ Iran.
Jeœli spojrzeæ na informacje irañskich mediów, czy oœwiadczenia czo³owych irañskich oficjeli, twierdz¹ oni, ¿e Iran o nic nie wystêpowa³ i ¿adne negocjacje siê nie tocz¹. Rzecznik IRGC (Korpus Stra¿ników Rewolucji) wykpi³ wrêcz Trumpa po jego oœwiadczeniu o wstrzymaniu bombardowañ sugeruj¹c, ¿e USA przestraszy³y siê konsekwencji. Jego stwierdzenie: Hey Trump, you’re fired zrobi³o nawet karierê w mediach spo³ecznoœciowych. Podjêcie negocjacji nie by³oby dziwne zwa¿ywszy, ¿e obie strony maj¹ du¿o do stracenia. Stany Zjednoczone i Izrael po szeregu bombardowañ nie zdo³a³y doprowadziæ do upadku irañskiego rz¹du, który po amerykañsko-izraelskiej agresji rozpoczêtej 28 lutego, podj¹³ walkê i broni siê doœæ skutecznie, zadaj¹c ciosy, infrastrukturze w regionie i atakuj¹c kraje wspierane przez USA, które udostêpniaj¹ terytoria dla ich wojsk i politycznie wspomagaj¹ Amerykê. Iran atakuje tak¿e Izrael, którego obrona przeciwrakietowa jest ju¿ podobno na wyczerpaniu. Dalsze
trwanie wojny mo¿e byæ wiêc mocno problematyczne. Sam Iran tak¿e ma interes w tym by zatrzymaæ rujnowanie w³asnego kraju przez bombardowania.
Czy negocjacje mog¹ coœ zmieniæ? Byæ mo¿e, ale raczej na korzyœæ Iranu. Niedawno, po kolejnych spadkach na gie³dzie – jednym z nielicznych wskaŸników, które Trump obserwuje – prezydent stwierdzi³, ¿e Stany Zjednoczone s¹ „bardzo blisko osi¹gniêcia celów” i rozwa¿aj¹ wygaszenie wielkich wysi³ków militarnych na Bliskim Wschodzie. Podkreœli³, ¿e USA wystarczaj¹co os³abi³y irañsk¹ marynarkê wojenn¹, zdolnoœci rakietowe oraz przemys³, a tak¿e zapobieg³y uzyskaniu przez Teheran broni j¹drowej. Trump zasugerowa³ nawet, ¿e Cieœnina Ormuz, kluczowy szlak, przez który przep³ywa oko³o 20% œwiatowej ropy naftowej, nie musi byæ strze¿ona przez Amerykanów. Wed³ug niego odpowiedzialnoœæ za jej ochronê powinny wzi¹æ na siebie inne pañstwa korzystaj¹ce z tego szlaku (g³ównie kraje azjatyckie).
➭ Wiosennie z Agnieszk¹ Osieck¹ – str. 3
➭ Bronis³aw Wildstein broni prawdy... – str. 5
➭ W Blenderze: Staszczyk i Damiêcki – str. 10
➭ Masakra w Niedzielê Palmow¹ – str. 8-9
➭ Wiosenne odgracanie ¿ycia - dom i finanse – str. 13
➭ Estetyka turpizmu – str. 15


Chris Miekina
Dla pokoleñ Polaków Jan Brzechwa to dobrotliwy starszy pan, który z uœmiechem rymowa³ o Kaczce Dziwaczce i kolorowych piegach Pana Kleksa. Jednak pod t¹ bajkow¹ fasad¹ kry³ siê cz³owiek ¿yj¹cy w stanie permanentnej, kreatywnej schizofrenii – wziêty adwokat, mistrz literackiego kamufla¿u i autor, który w³asn¹ metrykê traktowa³ równie swobodnie, co rymy.
„Brzechwa” to nie nazwisko, lecz precyzyjnie wymyœlony konstrukt. Pisarz urodzi³ siê jako Jan Lesman, dziel¹c nazwisko ze swoim starszym o dwadzieœcia lat kuzynem – Boles³awem (który sam nazwa³ siê „Leœmian”). To w³aœnie autor „W malinowym chruœniaku”, obawiaj¹c siê rynkowego zamieszania i mylenia dorobku obu krewniaków, nakaza³ m³odszemu Janowi zmianê to¿samoœci. Wybór pad³ na „Brzechwê” – opierzon¹ czêœæ strza³y. Ta poetycka metafora nada³a kierunek ca³ej jego przysz³ej drodze. Jan tak bardzo z¿y³ siê z t¹ now¹ skór¹, ¿e po II wojnie œwiatowej uczyni³ z pseudonimu swoje oficjalne nazwisko administracyjne.
Brzechwa by³ mistrzem radykalnego oddzielania od siebie ró¿nych sfer aktywnoœci. Nie chc¹c mieszaæ powagi paragrafów z lekkoœci¹ pióra, funkcjonowa³ w trzech równoleg³ych œwiatach. Jako Jan Le-
sman by³ szanowanym adwokatem i wybitnym specjalist¹ od prawa autorskiego. Jako Szerszeñ pisa³ teksty kabaretowe i satyryczne skecze dla w przedwojennych teatrzyków. Nazwisko Brzechwa rezerwowa³ dla liryki mi³osnej i metafizycznej oraz dla literatury dzieciêcej, któr¹ traktowa³ jako przestrzeñ dla swojej „wy¿szej” wra¿liwoœci. Talent satyryczny Brzechwy objawi³ siê d³ugo przed oficjalnym debiutem w „Sztandarze” (1915 r.) czy póŸniejszymi publikacjami w czasopismach studenckich i „Ukraiñskich K³osach”. Pisa³ z³oœliwe, trafne wierszyki o cz³onkach swojej rodziny – siostrze, wujkach i kuzynach. Zamiast szukaæ wydawcy, prezentowa³ utwory swoim „ofiarom” i ¿¹da³ zap³aty za ich nieujawnianie. Te pierwsze honoraria za milczenie by³y dowodem na to, ¿e Brzechwa od dziecka posiada³ niezwyk³y zmys³ praktyczny i potrafi³ si³ê s³owa zamieniaæ na gotówkê.

- wystawa w koœciele Œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie
2 i 3 kwietnia 2026 r. o godz. 20:00 w dolnym koœciele Œw. Stanis³awa Kostki, 607 Humboldt Str na Greenpoincie bêdzie mo¿na obejrzeæ tegoroczn¹ - trzeci¹ z kolei wystawê pt."Krucyfiks - Crucifix".
Temat Krzy¿a w artystycznej interpretacji zaprezentuj¹ artyœci: Zosia ¯eleska-Bobrowski, Leszek Kuchniak, Henryk Lasko, Artur Skowron, Jacek WoŸny, Dariusz Kanarek, Wojciech Trzyna i Janusz Skowron - kurator wystawy


widzenie doceniamy
Mówi siê, ¿e oczy s¹ zwierciad³em duszy. Trudno siê z tym nie zgodziæ, ale z punktu widzenia codziennego ¿ycia oczy s¹ tak¿e naszym centrum dowodzenia. To dziêki nim czytamy, prowadzimy samochód, rozpoznajemy twarze bliskich, zachwycamy siê wiosenn¹ zieleni¹, a czasem… zauwa¿amy zbyt ma³y druk na ulotce czy rachunku. Dobre widzenie nie jest luksusem. To jeden z fundamentów samodzielnoœci, bezpieczeñstwa i komfortu ¿ycia.
Hipokrates, ojciec medycyny, uczy³, ¿e m¹drzej jest zapobiegaæ ni¿ leczyæ. I choæ ¿y³ w czasach, gdy nie znano jeszcze luteiny, zeaksantyny ani stresu oksydacyjnego, intuicyjnie rozumia³ coœ bardzo wa¿nego: organizm warto wspieraæ wczeœniej, zanim zacznie wo³aæ o pomoc. Ta zasada szczególnie dobrze pasuje do zdrowia oczu. Bo wzrok nie pogarsza siê „z dnia na dzieñ”. To raczej proces powolny, czasem podstêpny. Najpierw oczy szybciej siê mêcz¹, potem pojawia siê dyskomfort przy pracy z ekranem, gorsza ostroœæ widzenia, wiêksza wra¿liwoœæ na œwiat³o. A cz³owiek t³umaczy sobie wszystko wiekiem, pogod¹ albo zmêczeniem.
Tymczasem oczy ka¿dego dnia wykonuj¹ ogromn¹ pracê. S¹ nara¿one na dzia³anie œwiat³a, promieniowania niebieskiego z ekranów, zanieczyszczeñ œrodowiska i stresu oksydacyjnego. Do tego dochodzi wiek, dieta uboga w sk³adniki ochronne, a czasem niewystarczaj¹ca poda¿ antyoksydantów i mikroelementów. Dlatego profilaktyka ma tak du¿e znaczenie. Nie chodzi o straszenie chorobami, ale o rozs¹dne dbanie o narz¹d wzroku, zanim pojawi¹ siê powa¿niejsze problemy. Lepiej regularnie troszczyæ siê o oczy, ni¿ póŸniej pytaæ je z wyrzutem, dlaczego nie wspó³pracuj¹.
W tym kontekœcie warto zwróciæ uwagê na LutelOptik – suplement diety opracowany z myœl¹ o wsparciu prawid³owego widzenia i kondycji oczu. Jego sk³ad ³¹czy kilka sk³adników o dobrze uzasadnionej roli fizjologicznej. Na pierwszym planie stoi luteina i zeaksantyna –dwa karotenoidy obecne naturalnie w plamce ¿ó³tej oka. To one pe³ni¹ funkcjê „filtra ochronnego”, pomagaj¹c neutralizowaæ szkodliwe dzia³anie wolnych rodników i czêœci œwiat³a wysokoenergetycznego. W jednej kapsu³ce LutelOptik znajduje siê 20 mg luteiny i 4

mg zeaksantyny – które dobrze wpisuj¹ siê w nowoczesne podejœcie do ¿ywieniowego wsparcia wzroku. Drugim wa¿nym sk³adnikiem jest cynk. Ten pierwiastek pomaga w utrzymaniu prawid³owego widzenia, a jego obecnoœæ w preparacie nie jest przypadkowa. Oczy, choæ delikatne, s¹ metabolicznie bardzo aktywne i potrzebuj¹ odpowiedniego zaplecza. Selen z kolei wspiera ochronê komórek przed stresem oksydacyjnym, co ma znaczenie równie¿ dla tkanek oka. Ciekawym dodatkiem jest tak¿e tauryna, zwi¹zek obecny naturalnie w organizmie, wa¿ny dla tkanek o du¿ej aktywnoœci, oraz wyci¹g z ró¿y stulistnej, który nadaje formule subtelnie „roœlinny” charakter. To piêkny przyk³ad, ¿e nauka i natura nie musz¹ siê k³óciæ – czasem patrz¹ w tym samym kierunku.
LutelOptik nie zastêpuje zdrowej diety, higieny pracy wzrokowej i regularnych badañ okulistycznych, ale mo¿e byæ elementem profilaktyki. Bo o wzrok warto dbaæ nie wtedy, gdy œwiat zaczyna siê rozmazywaæ, lecz wtedy, gdy wci¹¿ widzimy go wyraŸnie.
Pierwszy dzieñ wiosny w Centrum Polsko-S³owiañskim na Greenpoincie mia³ w sobie coœ z ciep³a, na które wszyscy d³ugo czekaliœmy.
Na scenie pojawili siê cz³onkowie chóru „Krakus” z klubu seniora – eleganccy, skupieni, a jednoczeœnie wyraŸnie wzruszeni. Czytali fragmenty biografii Agnieszki Osieckiej, uk³adaj¹c z nich opowieœæ o ¿yciu, które by³o równie intensywne jak teksty jej piosenek. Miêdzy kolejnymi ods³onami historii rozbrzmiewa³y s³owa Osieckiej – dobrze znane, œpiewane i mówione miêkko, z doœwiadczeniem, które s³ychaæ by³o w ka¿dym dŸwiêku. Publicznoœæ s³ucha³a w skupieniu, z lampk¹ wina w d³oni, jakby ka¿dy wers trafia³ dok³adnie tam, gdzie trzeba. Nad przedstawieniem czuwa³a opiekuj¹ca siê klubem i chórem „Krakus” Urszula Galej.
Druga czêœæ wieczoru przynios³a zupe³nie inn¹ energiê. Na scenê wesz³a m³oda polska wokalistka Dagmara „Dagga” Czechura i od pierwszych dŸwiêków porwa³a salê. Teksty Osieckiej zabrzmia³y œwie¿o, lekko, a jednoczeœnie niezwykle emocjonalnie. Ludzie zaczêli œpiewaæ razem z ni¹, najpierw nieœmia³o, a potem przy zachêcie samej Daggi coraz odwa¿niej, a¿ w koñcu ktoœ wsta³, ktoœ zatañczy³ –i nagle ca³a sala wype³ni³a siê ruchem, œmiechem i muzyk¹.
Dagmarze towarzyszyli starannie przez ni¹ dobrani muzycy, a wœród nich Krzysztof Medyna, wspania³y saksofonista jazzowy. Imprezê jak wytrawny wodzirej prowadzi³a dyrektor wykonawcza Centrum Agnieszka Granatowska. Z w³aœciw¹ so-

bie energi¹ i humorem zagrzewa³a zgromadzonych do wspólnej zabawy. – Ten koncert by³ dla mnie takim dobrym pog³askaniem po serduchu – powiedzia³a „Kurierowi Plus” Dagga. – Cieszê siê, ¿e siê wszyscy œwietnie bawili i dlatego wybra³am g³ównie te piosenki Osiec-

kiej, które s¹ powszechnie znane, chocia¿ Agnieszka ma mnóstwo wspania³ych tekstów ci¹gle ma³o znanych, a szkoda. Ja mam do niej szczególny stosunek, bo wychowa³am siê na jej piosenkach. W klasie maturalnej zosta³am nawet finalistk¹ konkursu „Pamiêtajmy o Osieckiej”.

Zapytana o muzyków, którzy jej towarzyszyli, Dagga odpowiedzia³a: – Czasami tak jest, ¿e spotykaj¹ siê podobne energie. Z Krzysztofem Medyn¹ od pierwszego koncertu, który zagraliœmy spontanicznie w³aœnie w Centrum, stwierdziliœmy, ¿e œwietnie siê rozumiemy. Wymieniliœmy siê kontaktami; powiedzia³am mu, ¿e jakby potrzebowa³ wokalu to mo¿e daæ znaæ, a on na to, ¿e jakbym potrzebowa³a saksofonu to te¿ mam daæ znaæ. Nadajemy na tych samych falach. Gitarzystê Jacka Martin'a Wiœniewskiego pozna³am jak przechodzi³am przez Grand Central i on tam akurat gra³. Zobaczy³am polskie nazwisko, zatrzyma³am siê, pogadaliœmy i od czasu do czasu razem coœ zagramy. A reszta ch³opaków po prostu do³¹czy³a. To by³ wieczór, w którym poezja spotka³a siê z radoœci¹, a wiosna pojawi³a siê nie tylko w kalendarzu, ale i wœród ludzi.
Nowy Jork nie przestaje nas zaskakiwaæ i na pewno nie zwalnia tempa w iloœci kulturowych propozycji.
Ostatnim zaskoczeniem, dla mnie, osoby, która spêdzi³a w Nowym Jorku ponad 20 lat, by³a wizyta w Park Avenue Armory (643 Park Avenue) okaza³ym, zabytkowym centrum kultury, które tym razem goœci³o wybitnych tancerzy z Los Angeles Dance Project.
Artyœci w niezwyk³y sposób zaprezentowali produkcjê „Romea i Julii” Sergiusza Prokofiewa. Niezwyk³oœæ polega³a na tym, ¿e taniec odbywa³ siê na scenie pozbawionej granic, tancerze opanowali ró¿ne zak¹tki piêknego budynku, a poszczególne sceny by³y pokazywane na ogrom-
redaktor naczelna
Zofia Doktorowicz-K³opotowska
nym ekranie. Dziêki temu najbardziej znana na œwiecie tragedia mi³osna zyska³a wielowymiarowy charakter. Wspó³czesna scenografia, œwietlne kolumny, minimalistyczna, ale wyrazista czerwona przestrzeñ oraz detale uchwycone kamer¹ na ¿ywo o¿ywi³y taniec i emocje, które s¹ kluczowe w przekazywaniu uczuæ i sensu tej sztuki.
Spektakl wyre¿yserowa³ Benjamin Millepied, francuski tancerz i choreograf, by³y dyrektor baletu Opery Paryskiej oraz za³o¿yciel Los Angeles Dance Project, znany z nowatorskiego podejœcia do klasyki i ³¹czenia baletu ze wspó³czesnymi formami wyrazu. To w³aœnie on nada³ przedstawieniu œwie¿y, wielowymiarowy charakter. Jedynym niedosytem pozostaje fakt, ¿e spektaklowi nie towarzyszy³a ¿ywa orkiestra, jej obecnoœæ z pewnoœci¹ wynios³aby to wydarzenie do rangi absolutnie niezapomnianego prze¿ycia.

sta³a wspó³praca
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
Niestety, ostatnie przedstawienie odby³o siê 21 marca, lecz Park Avenue Armory z pewnoœci¹ ju¿ wkrótce zaskoczy nas kolejnymi wydarzeniami, na które zdecydowanie warto kupiæ bilety.
Ju¿ 25-26 marca 2026 odbêdzie siê performance perkusyjny Jamire’a Williamsa, a 25–29 marca 2026 przestrzeñ tê wype³ni Salon Art + Design – presti¿owe targi sztuki i wzornictwa.
Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Ks. Ryszard Koper
Gdy Go ukrzy¿owali, rozdzielili miêdzy siebie Jego szaty, rzucaj¹c o nie losy.I siedz¹c tam, pilnowali Go. A nad g³ow¹ Jego umieœcili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, Król ¿ydowski. Wtedy te¿ ukrzy¿owano z Nim dwóch z³oczyñców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie. Od godziny szóstej mrok ogarn¹³ ca³¹ ziemiê, a¿ do godziny dziewi¹tej. Oko³o godziny dziewi¹tej Jezus zawo³a³ donoœnym g³osem: Elí, Elí, lemá sabachtháni? To znaczy: Bo¿e mój, Bo¿e mój, czemuœ Mnie opuœci³? S³ysz¹c to, niektórzy ze stoj¹cych tam mówili: On Eliasza wo³a. Zaraz te¿ jeden z nich pobieg³ i wzi¹wszy g¹bkê, nas¹czy³ j¹ octem, umocowa³ na trzcinie i dawa³ Mu piæ. Lecz inni mówili: Zostaw! Popatrzmy, czy nadejdzie Eliasz, aby Go wybawiæ. A Jezus raz jeszcze zawo³a³ donoœnym g³osem i odda³ ducha.
To by³ dla os³a niezapomniany dzieñ. Dosiad³ go nieznany Cz³owiek, który udawa³ siê z Betfage do Jerozolimy. Niejeden raz przemierza³ tê drogê z ciê¿arem na plecach. Ot taka oœla codzienna praca. Bez wiêkszych emocji czeka³ a¿ ktoœ usi¹dzie na jego grzbiet. Ale tym razem by³o inaczej ju¿ od samego pocz¹tku. Na jego przybycie czeka³ t³um ludzi. By³ tym trochê zdziwiony. Ale to by³o nic w porównaniu z tym co mia³o wydarzyæ siê póŸniej. Wyruszy³ w drogê z nieznanym mu Cz³owiekiem na grzbiecie. Co wtedy zaczê³o siê dziaæ. Ludzie jakby oszaleli, œpiewali, wiwatowali na jego czeœæ rzucali pod nogi swoje p³aszcze, zrywali ga³êzie palm i te¿ rzucali mu pod nogi. Oszo³omiony osio³ w przyp³ywie rozs¹dku pomyœla³, ¿e to mo¿e dla kogoœ innego te wiwaty. Ale natychmiast przywo³a³ siê do porz¹dku; to nie kto inny, ale ja sam st¹pam po tych p³aszczach i ga³êziach. By³ wniebowziêty. To by³ najpiêkniejszy dzieñ w jego ¿yciu. Nastêpnego dnia osio³ obudzi³ siê, wci¹¿ rozkoszuj¹c siê wspomnieniem najbardziej ekscytuj¹cego dnia w ¿yciu. Nigdy wczeœniej nie czu³ takiego przyp³ywu przyjemnoœci i dumy. Postanowi³ to powtórzyæ. W mieœcie zobaczy³ grupê ludzi przy studni. „Poka¿ê im siê” – pomyœla³. Ale oni dalej czerpali wodê i nie zwracali na niego uwagi. „Rzuæcie swoje szaty!” – powiedzia³ z irytacj¹. „Czy nie wiecie, kim jestem?” Spojrzeli na niego ze zdumieniem. Ktoœ zdzieli³ go kijem i przepêdzi³. „Nêdzni poganie!” – mrukn¹³ do siebie. „Pójdê na targ, tam s¹ dobrzy ludzie. Oni mnie zapamiêtali”. Ale dalej nikt nie zwraca³ na niego uwagi gdy dumnie kroczy³ g³ówn¹ ulic¹. „Ga³¹zki palmowe! Gdzie s¹ ga³¹zki palmowe? Wczoraj je rzucaliœcie mi je pod nogi!” – krzykn¹³. Ale nikt nie zwraca³ na niego uwagi. Zdezorientowany wróci³ do domu, ¿al¹c siê matce, która z mi³oœci¹ powiedzia³a: „G³upie dziecko. Czy nie rozumiesz, ¿e bez Niego jesteœ tylko zwyk³ym os³em?”
Powy¿sz¹ anegdotê mo¿na odnieœæ do g³osicieli Ewangelii, którzy che³pi¹ siê swoj¹ popularnoœci¹ i skwapliwie licz¹ lajki w mediach spo³ecznoœciowych. Jednak dzisiejsze rozwa¿ania nie pójd¹ w tym kierunku. Jest to zbyt b³achy temat na tak wa¿ny dzieñ jakim jest Niedziela Palmowa, inaczej Niedziela Mêki Pañskiej. Ca³¹ nasz¹ uwagê kierujemy na cierpi¹cego Chrystusa. On w tym misterium mêki jest najwa¿niejszy. On jest naszym spe³nieniem, gdy bierzemy w³asny krzy¿ i idziemy

za Nim. Bez Niego nasze ¿ycie traci sens. Stajemy siê podobni do os³a z anegdoty, który myœla³, ¿e wszystko krêci siê wokó³ niego. A w rzeczywistoœci bez Niego niewiele znaczymy. Jeœli jednak wywy¿szymy Chrystusa w naszym ¿yciu stajemy siê uczestnikami Bo¿ego planu odkupienia œwiata.
Papie¿ Benedykta XVI w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau zada³ dramatyczne pytanie: „Panie, dlaczego milcza³eœ? Dlaczego na to przyzwoli³eœ?”. Odpowiedzi¹ by³y jego dalsze refleksje: Auschwitz jest przestrog¹. Tu cz³owiek odrzuci³ Boga i oto widzimy skutki. Bóg odrzucony przez cz³owieka zostawia go kompletnie bezbronnego. Miejsce Boga zajmuje wtedy cz³owiek, a do czego cz³owiek jest zdolny – pokazuj¹ dwa wielkie totalitaryzmy, wyros³e w XX w.: system nazistowski i komunistyczny. Pierwszy wyda³ owoce w postaci takich miejsc jak Auschwitz czy Birkenau. System komunistyczny poch³on¹³ ponad 110 mln istnieñ ludzkich. Doœwiadczenie tych zbrodniczych systemów pokaza³o, do czego jest zdolny cz³owiek pozostawiony samemu sobie.
Liturgia Niedzieli Palmowej i ca³ego Wielkiego Tygodnia w wyj¹tkowy sposób ukazuj¹ dary ofiarowane
(Mt 27, 35-39, 45-50)
nam przez Chrystusa. Maj¹ one moc przemiany cz³owieka. Pierwszy to dar mi³oœci. Z mi³oœci do cz³owieka Chrystus przyjmuje cierpienie i œmieræ na krzy¿u. Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedzia³ aposto³om: „Nie ma wiêkszej mi³oœci nad tê, gdy ktoœ ¿ycie swoje oddaje za przyjació³ swoich. Wy jesteœcie moimi przyjació³mi”. Prawdziwa mi³oœæ nie liczy kosztów. Biblia mówi: „Wiele wód nie zdo³a ugasiæ mi³oœci, ani rzeki jej nie zatopi¹”. Dar pos³uszeñstwa. Jezus jest pos³uszny woli Ojca. Pos³uszeñstwo dzieli chrzeœcijan na trzy kategorie. Chrzeœcijanie jak ³odzie wios³owe, trzeba ich popychaæ, dok¹dkolwiek id¹. S¹ pos³uszni z obowi¹zku i przymusu. Chrzeœcijanie ¿aglówki, czyli tacy, którzy zawsze p³yn¹ z wiatrem. S¹ pos³uszni, bo im to odpowiada i otrzymuj¹ w zamian korzyœci. Chrzeœcijanie parowce, czyli tacy, którzy sami decyduj¹, dok¹d chc¹ p³yn¹æ, niezale¿nie od wiatru i pogody. S¹ pos³uszni w dobrych i z³ych czasach. Paschalna Tajemnica Mêki, Œmierci i Zmartwychwstania Pana daje im pokój i wytrwa³oœæ w pos³uszeñstwie Bogu.
Dar wspólnoty. Samotnoœæ dotyka nas na ró¿ne sposoby. Dzieci o nas zapomnia³y, bo maj¹ w³asne sprawy, nie mamy bliskich znajomych i nikogo, z kim moglibyœmy porozmawiaæ, nasz telefon rzadko dzwoni, chorujemy w samotnoœci i tak dalej. I mo¿e podobnie jak Jezus na krzy¿u wo³amy: „Bo¿e mój, Bo¿e mój, czemuœ mnie opuœci³?”. Ale Jezus obiecuje jak ³otrowi na s¹siednim krzy¿u: „Dziœ bêdziesz ze mn¹ w raju”. A zanim wst¹pi³ do nieba, podczas ostatniego spotkania z aposto³ami, Jezus obieca³ im i nam: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, a¿ do skoñczenia œwiata!”.
Czwartym darem jest mi³oœæ przebaczaj¹cego serca Byæ mo¿e nasze serce obci¹¿a baga¿ urazy do kogoœ, kto nas skrzywdzi³, nie potrafimy tej osobie wybaczyæ. W Wielkim Tygodniu rozwa¿amy cierpienia Jezusa zadawane Mu przez ludzi i jesteœmy œwiadkami mi³oœci wybaczaj¹cej. Jezus modli siê za swoich oprawców: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedz¹, co czyni¹”.
Jeœli skorzystamy z tego i przebaczymy bliŸniemu, wtedy pokój i radoœæ wielkanocna zagoœci w naszych sercach. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl


W szkole im. Marii Konopnickiej na Greenpoincie odby³ siê po raz pierwszy konkurs pt. „Mistrz Piêknego Czytania po Polsku”.
Wydarzenie to sta³o siê œwiêtem ca³ej spo³ecznoœci szkolnej – obecni byli wszyscy uczniowie, nauczyciele oraz zaproszeni goœcie, którzy z ogromnym zainteresowaniem i dum¹ obserwowali zmagania uczestników.
Do fina³u zakwalifikowa³o siê dziesiêciu uczniów, od oœmiu do 14 lat, którzy wczeœniej przeszli eliminacje klasowe. Konkurs sk³ada³ siê z dwóch czêœci – uczestnicy przygotowywali wczeœniej jeden tekst, natomiast drugi, zupe³nie nowy, otrzymywali w dniu konkursu. Dziêki temu jury mog³o oceniæ zarówno stopieñ przygotowania, jak i umiejêtnoœæ p³ynnego czytania „na ¿ywo”.
W sk³ad jury wesz³y cztery osoby, ks. proboszcz Grzegorz Markulak, Katarzyna Drucker – dyrektor Teatru THEO, El¿bieta Cwiertnia z Rady Rodziców, Ma³gorzata Modzelewska – nauczycielka. Po burzliwych naradach yury wy³oniono czterech uczniów, którzy uzyskali najwy¿sze noty. Poziom konkursu by³ wysoki, dlatego wszyscy finaliœci zas³u¿yli na ogromne uznanie.
Ka¿dy uczestnik konkursu otrzyma³ pami¹tkowy dyplom oraz nagrodê. Sponsorami wydarzenia byli: Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa oddzia³ przy M Guinness Blvd. oraz Polish National Alliance w Chicago, którym spo³ecznoœæ szkolna sk³ada serdeczne podziêkowania za wsparcie i zaanga¿owanie.
P³ynne czytanie jest niezwykle wa¿ne, poniewa¿ rozwija rozumienie tekstu oraz wzbogaca s³ownictwo uczniów. Dodatko-

wo buduje pewnoœæ siebie i u³atwia skuteczn¹ komunikacjê w jêzyku polskim. Konkurs „Mistrz Piêknego Czytania po Polsku” pokaza³, jak wielki potencja³ drzemie w naszych uczniach oraz jak wa¿na jest pielêgnacja jêzyka ojczystego.
Mamy nadziejê, ¿e to wydarzenie na sta³e wpisze siê w kalendarz szkolnych uroczystoœci” – powiedzia³a dziêkuj¹c wszystkim zebranym dyrektorka szko³y, Danuta Bronchard.
S¹d oddali³ w ca³oœci powództwo dr. Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronis³awowi Wildsteinowi – napisa³ 19 marca 2026 r. w serwisie X Maciej Œwirski, za³o¿yciel Reduty Dobrego Imienia.
Historyk pozwa³ pisarza i publicystê, gdy ten w wywiadzie dla nieistniej¹cego ju¿ „Tygodnika TVP” powiedzia³, ¿e Grabowski „nie jest badaczem”. Redaktor Wildstein mówi³ podczas jednej z ostatnich rozpraw, ¿e „oczekuje trzymania siê elementarnych zasad nauki, metodologii naukowej, tzn. brania pod uwagê wszelkich œwiadectw, wszelkich faktów i wyci¹gania z nich w miarê bezstronnych wniosków, a nie stronniczych”.
Wywiad w zlikwidowanym tygodniku
Profesor Jan Grabowski pozwa³ Bronis³awa Wildsteina w 2022 r. Jak to okreœli³ historyk w jednym z wywiadów: Chodzi³o o obrzucenie mnie wyzwiskami i próbê szkalowania mojej reputacji zawodowej. Grabowski za¿¹da³, ¿eby zarówno Wildstein, jak i TVP przeprosili go w mediach oraz ¿eby wp³acili 50 tys. z³ na jedn¹ z organizacji zrzeszaj¹cej Ocala³ych z Holokaustu.
Sam „Tygodnik TVP”, wydaj¹cy publicystykê zwykle niezwi¹zan¹ z polityk¹, zosta³ rozwi¹zany po przejêciu TVP przez ludzi Bart³omieja Sienkiewicza, ministra kultury i dziedzictwa narodowego, a treœci wydawnictwa zosta³y wycofane z sieci.
S¹d oddali³ w ca³oœci powództwo dr Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronis³awowi Wildsteinowi, który w swojej wypowiedzi o dzia³alnoœci dr Grabowskiego broni³ prawdy historycznej i rzetelnoœci naukowej. Pomoc prawn¹ zapewni³a red. Wildsteinowi Reduta Dobrego Imienia, sprawê prowadzi³a mec. Monika Brzozowska-Pasieka – napisa³ 19 marca Maciej Œwirski w serwisie X.
Grabowski „gra specyficznie”
W ocenie Bronis³awa Wildsteina prof. Grabowski nale¿y do grupy „pseudobadaczy”. Wskaza³ na jego wypowiedzi, w których Grabowski oskar¿a Polaków, ¿e w czasie okupacji przyczynili siê poœrednio lub bezpoœrednio do œmierci co najmniej 200 tys. ¯ydów.
Posz³o o s³owa Bronis³awa Wildsteina wypowiedziane dla „Tygodnika TVP”. Nie jest ¿adnym badaczem, ale osobnikiem, który nienawidzi Polski i usi³uje j¹ pokazaæ w najgorszym œwietle. Opowiada bzdury o setkach tysiêcy ¯ydów mordowanych przez Polaków w czasie II wojny œwiatowej. Na potwierdzenie swoich opowieœci nie ma ¿adnych dokumentów, ale udaje mu siê uzyskaæ spory rezonans – mówi³ wówczas Bronis³aw Wildstein.


Jan Grabowski jest liderem w oczernianiu Polski i de facto odci¹¿aniu Niemców z ich odpowiedzialnoœci, tworzeniu Polaków wspó³odpowiedzialnymi za holokaust. Najbardziej s³awna sprawa, to oskar¿enie Polaków przez Jana Grabowskiego o to, ¿e zamordowali 200 tys. ¯ydów. Jan Grabowski odwo³a³ siê do prac Szymona Datnera, wybitnego historyka holokaustu, tylko ¿e tam w ogóle nic takiego nie ma. A ta liczba kr¹¿y po œwiecie – mówi³ Wildstein w rozmowie z Telewizj¹ wPolsce24 przed poprzedni¹ rozpraw¹.
Gra specyficznie, bo w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedzia³, ¿e on nie mówi³, ¿e w³asnorêcznie Polacy zabili, to tak mistyfikowa³. Natomiast ju¿ w wywiadzie dla Haaretzu, pisma w Izraelu, stwierdzi³, ¿e to Polacy zabili. To jest
cz³owiek, który na przyk³ad oskar¿y³ mieszkañców wsi, gdzie zamordowano rodzinê Ulmów za ukrywanie ¯ydów. Oskar¿y³ ich o to, ¿e oni po zabiciu przez Niemców rodziny Ulmów zabili wszystkich ukrywaj¹cych siê w ich wsi ¯ydów. Otó¿ to by³a absolutnie nieprawda. Oni nadal pomimo tego fundamentalnego zagro¿enia ukrywali ¯ydów, a¿ do wyzwolenia. ¯ydzi, którzy prze¿yli, dopóki ¿yli, œwiadczyli o tym heroizmie bohaterów tej wsi – argumentowa³ pisarz i publicysta.
„Oczekujê trzymania siê elementarnych zasad nauki” Wildstein ¿¹da³ od Grabowskiego, aby trzyma³ siê fundamentalnych zasad uprawiania nauki.
Oczekujê trzymania siê elementarnych zasad nauki, metodologii naukowej, tzn. brania pod uwagê wszelkich œwiadectw, wszelkich faktów i wyci¹gania z nich w miarê bezstronnych wniosków, a nie stronniczych. To jest mój apel i moje za³o¿enie. Je¿eli ktoœ siê nie trzyma tych fundamentalnych zasad, to mam prawo stwierdziæ, ¿e nie uprawia nauki historii, tylko ca³kiem coœ innego, jak¹œ propagandê. Chce przeprowadziæ jak¹œ tezê i narzuciæ odbiorcom. Tak to widzê w wypadku Jana Grabowskiego – powiedzia³ w czasie rozprawy Bronis³aw Wildstein.

W marcu minê³a setna rocznica urodzin najwybitniejszego twórcy polskiej kinematografii Andrzeja Wajdy.
Wajda urodzi³ siê 6-go marca 1926 r. w Suwa³kach. Jego ojciec by³ zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Trzynastoletni Andrzej widzia³ ojca po raz ostatni pod koniec sierpnia 1939 r., kiedy ten szed³ na wojnê. Kilka lat póŸniej dowiedzia³ siê, ¿e ojciec wraz z towarzyszami broni zosta³ zastrzelony w lesie katyñskim.
W po³owie 1942 r. Andrzej Wajda wst¹pi³ do Armii Krajowej i przez pewien czas dzia³a³ jako ³¹cznik w Radomiu i okolicach. Po zakoñczeniu wojny rozpocz¹³ studia w Wy¿szej Szkole Plastycznej w Krakowie. Przysz³y re¿yser wspomina³ póŸniej, ¿e studiom artystycznym zawdziêcza³ swoje sukcesy filmowe.
W roku 1949 Wajda rozpocz¹³ studia w Wy¿szej Szkole Filmowej w £odzi. Pod ich koniec pracowa³ jako asystent Aleksandra Forda przy realizacji filmów „M³odoœæ Chopina” oraz „Pi¹tka z ulicy Barskiej”.
Jego debiutem fabularnym by³o „Pokolenie” – opowieœæ o m³odzie¿y dzia³aj¹cej w komunistycznym Zwi¹zku Walki M³odych. Film by³ w pewnej czêœci zak³amany, gdy¿ ukazywa³ cz³onków AK w zdecydowanie negatywnym œwietle. Jednak pod wzglêdem artystycznym „Pokolenie”
by³o obrazem nowatorskim, gdy¿ prze³ama³o schematy socrealizmu. Wajda wzorowa³ siê czêœciowo na sztuce w³oskiego neorealizmu filmowego. Na uwagê zas³uguje równie¿ wspania³a gra aktorska Tadeusza £omnickiego, Zbigniewa Cybulskiego i Tadeusza Janczara.
Miêdzynarodowe uznanie zdoby³ drugi film Wajdy – „Kana³”. Obraz ukazuje tragiczne losy oddzia³u powstañczego walcz¹cego na Mokotowie pod koniec wrzeœnia 1944 r. W kraju zarzucano Wajdzie, ¿e przedstawi³ powstanie warszawskie niezgodnie z realiami. Natomiast zagranic¹ doceniono wartoœci artystyczne filmu. „Kana³” zosta³ nagrodzony Srebrn¹ Palm¹ na Festiwalu Filmowym w Cannes. W roku 1958 Wajda realizuje „Popió³ i diament”. Wraz z „Pokoleniem” i „Kana³em” film jest uwa¿any za koñcow¹ czêœæ trylogii wojennej. Dzie³a Wajdy stanowi¹ najwa¿niejsze pozycje polskiej szko³y filmowej drugiej po³owy lat 50ych i pocz¹tków lat 60-ych.
„Popió³ i diament” powsta³ na podstawie powieœci Jerzego Andrzejewskiego o tym samym tytule. O ile powieœæ jest w du¿ej czêœci zak³amana (przyznaje racjê w³adzom komunistycznym), to film ma nieco inn¹ wymowê. Bohaterem jest m³ody akowiec, który chce po zakoñczeniu wojny rozpocz¹æ „normalne” ¿ycie ale wiernoœæ przysiêdze i lojalnoœæ wobec prze³o¿onych nie pozwala mu na to. Sympatia re¿ysera jest wyraŸnie po jego stronie. Wspania³e aktorstwo Zbigniewa Cybulskiego dope³ni³o wielkoœci tego arcydzie³a uwa¿anego przez wielu za najlepszy film polskiej kinematografii wszech czasów.
„Popió³ i diament” mia³ byæ w³¹czony do g³ównego konkursu festiwalu w Cannes w 1958 r., gdzie zdaniem krytyków zdoby³by g³ówn¹ nagrodê. Niestety, w³adze PRL nie wyrazi³y na to zgody.
Zdecydowana wiêkszoœæ filmów Wajdy dotyczy historii Polski w XIX i XX wieku. Czo³owe pozycje tej kategorii to „Wesele”

wed³ug dramatu Stanis³awa Wyspiañskiego, „Popio³y” na podstawie powieœci Stefana ¯eromskiego, „Pan Tadeusz” oparty na epickim poemacie Adama Mickiewicza oraz ukazuj¹cy dramat czasów stalinowskich „Cz³owiek z marmuru”.
W roku 1975 Wajda zrealizowa³ „Ziemiê obiecan¹” opart¹ na powieœci W³adys³awa Reymonta, obna¿aj¹c¹ ¿ar³oczny kapitalizm w £odzi pod koniec XIX wieku. Odtwórcy g³ównych bohaterów Wojciech Pszoniak, Andrzej Seweryn oraz Daniel Olbrychski dali w filmie popis aktorstwa na najwy¿szym poziomie. Wielu publicystów w USA okreœli³o, zupe³nie nies³usznie, dzie³o Wajdy jako antysemickie (niektórzy nigdy nie obejrzeli filmu). Warto pamiêtaæ, ¿e re¿yser jednakowo ukaza³ ¿eruj¹cych na ludzkiej biedzie fabrykantów niemieckich, polskich i ¿ydowskich. Kilka filmów Wajdy osadzonych jest w rzeczywistoœci czasów PRL. Niektóre s¹ lepsze, inne gorsze. „Niewinni czarodzieje” to doœæ udany wizerunek polskiej m³odzie¿y na progu lat 60-ych. Na wyró¿nienie zas³uguje „Cz³owiek z ¿elaza” – epopeja po-
wstania „Solidarnoœci” nagrodzona g³ówn¹ nagrod¹ na festiwalu w Cannes w 1981 r. Miêdzynarodowa s³awa Andrzeja Wajdy sprawi³a, ¿e re¿yser zrealizowa³ szereg filmów zagranic¹. Jednym z najwa¿niejszych by³ nakrêcony we Francji „Danton” – dramat z czasów Rewolucji Francuskiej. Filmy Wajdy by³y czterokrotnie mianowane do Oscara w kategorii filmów zagranicznych. W roku 2000 re¿yser zosta³ nagrodzony Oscarem za ca³oœæ twórczoœci. Wajda by³ znany równie¿ jako re¿yser teatralny, co jest tematem na osobny artyku³. Artysta zmar³ w Warszawie w paŸdzierniku 2016 r.
Wybitny re¿yser amerykañski Martin Scorsese tak oceni³ wczesn¹ twórczoœæ Wajdy: „Moja znajomoœæ filmu polskiego zaczê³a siê od trylogii Andrzeja Wajdy: Pokolenie, Kana³, Popió³ i Diament. Najwiêkszy wp³yw wywar³ na mnie Popió³ i Diament. Film zapowiedzia³ pojawienie siê wybitnego twórcy. Jest to jeden z ostatnich filmów, które zostawi³y nam testament oddzia³ywania wojny na re¿ysera i jego naród.” ❍
Jednoczeœnie prezydent doda³, ¿e USA pomog¹, jeœli bêd¹ o to poproszone, ale „nie powinno byæ to konieczne po wyeliminowaniu irañskiego zagro¿enia”. Wszystko to sugeruje, ¿e USA, nie da³y rady Iranowi i szukaj¹ mo¿liwoœci wyjœcia z twarz¹ z przegranego konfliktu. Przypomnijmy bowiem, ¿e Trump w momencie rozpoczêcia wojny za¿¹da³ od Iranu „pe³nej kapitulacji”, stwierdzi³ równie¿, ¿e to on ma mieæ ostateczny g³os jeœli chodzi o wybór kolejnego przywódcy tego kraju. Jak wiadomo nic takiego nie nast¹pi³o. Irañski rz¹d nie za³ama³ siê i gdyby wojna zakoñczy³a siê w momencie pisania tych s³ów by³by on raczej jej zwyciêzc¹, pokazuj¹c ¿e Ameryce mo¿na siê oprzeæ.
Donald Trump jak na razie wyklucza wys³anie regularnych wojsk l¹dowych do Iranu, ale pojawiaj¹ siê sygna³y o ewentualnym u¿yciu si³ specjalnych. Na oœwiadczeniach prezydenta trudno jednak polegaæ. Jak wiadomo ma on tendencjê do szybkiej zmiany zdania. Czasem nawet zaprzecza sam sobie w dwóch kolejnych wypowiedziach. Coœ jak kiedyœ Lech Wa³êsa, który by³ za, a nawet przeciw. Kongres i wiêkszoœæ amerykañskiej klasy politycznej nie bardzo wiedz¹ co z tym zrobiæ. Trump od momentu rozpoczêcia drugiej kadencji, wyraŸnie rozszerzy³ w³adzê prezydenck¹ i obecnie praktycznie jednoosobowo decyduje o najwa¿niejszych sprawach. Rozpoczyna lub koñczy wojny, porywa liderów innych pañstw, stwierdza,
¿e byæ mo¿e zbombarduje Iran „tylko dla zabawy”, oprócz tego zapowiada przejêcie Grenlandii, to znów z tego rezygnuje. Po pora¿ce dru¿yny USA w œwiatowej lidze bejsbolowej, która przegra³a z Wenezuel¹ (krajem zaatakowanym niedawno przez USA) oœwiadczy³ na swoim portalu spo³ecznoœciowym, ¿e Wenezuela powinna zostaæ 51 stanem. A wydawa³o siê ju¿, ¿e miejsce to prezydent rezerwowa³ dla Kanady? Kto mo¿e wiêc wiedzieæ co zrobi dalej w sprawie Iranu? Niezale¿nie od wysi³ków Ameryki ceny ropy na rynkach œwiatowych nie s¹ stabilne. Na stacjach benzynowych w USA te¿ widaæ podwy¿ki, co tradycyjnie jest zawsze niedobrym sygna³em dla polityków. Amerykanie, zazwyczaj ma³o zainteresowani zagranic¹, orientuj¹ siê wówczas, ¿e coœ nie gra. Tak by³o w przesz³oœci kiedy równie¿ irañski kryzys i problemy na rynku paliw przyczyni³y siê do zakoñczenia rz¹dów Jimmiego Cartera.
Co osi¹gnê³y USA po napaœci na Iran? Jak na razie niewiele. Zniszczono czêœæ infrastruktury, zabito liderów, ale republika irañska przetrwa³a, a mo¿na argumentowaæ nawet, ¿e wychodzi z wojny wyraŸnie wzmocniona. Izrael ma chyba swoje w³asne cele przy okazji tej interwencji. Po agresji na s¹siedni Liban, dokonanej niejako przy okazji, mo¿na domniemywaæ, ¿e kraj ten chce poszerzyæ swoje okupowane terytoria, przejmuj¹c tak¿e kawa³ek tego kraju.
Warto przypomnieæ równie¿, ¿e USA chc¹c ratowaæ ceny na rynku ropy zgodzi³y siê czasowo wstrzymaæ sankcje na ropê rosyjsk¹, a tak¿e na ropê…irañsk¹, która w trakcie wojny sprzedawana jest bez problemów.
Stanom Zjednoczonym doœæ trudno bêdzie przedstawiæ wszystko to jako sukces, ale w razie czego Trump zawsze mo¿e zmieniæ zdanie i kontynuowaæ wojnê.


Podatki zap³aci³em, wszystko rozliczy³em, ¿adnych d³ugów nie zrobi³em, a wiosny wci¹¿ nie ma. SnadŸ Pomarañczowy Dyktator na³o¿y³ na ni¹ c³o tak du¿e, ¿e nie staæ jej na przyjœcie do Nowego Jorku w terminie, czyli 21 marca. A ja w³aœnie tego dnia przygotowa³em na jej czeœæ przyj¹tko powitalne, zakrapiane „Œliwowic¹ paschaln¹” zwan¹ potocznie „Pejsachówk¹” i „£¹ck¹ œliwowic¹” z beskidzkiego £¹cka, daj¹c¹ krzepê i krasz¹c¹ lica. Ich siedemdziesiêcioprocentowa moc okaza³a siê jednak zbyt silna dla wiêkszoœci goœci. Na szczêœcie mia³em w zapasie napoje ni¿ej procentowe, œwietnie wspó³graj¹ce z zup¹ cebulow¹ w mojej indywidualnej edycji. Miary wra¿eñ dope³nia³y rodzime pierogi z kapust¹ i grzybami, przysposobione artystycznie przez Beatê Szpurê, znakomit¹ ilustratorkê i malarkê. Ja dorzuci³em doñ gotowane krewetki i wszystko zosta³o spa³aszowane do cna i dna. Nie osta³ siê pieróg na pierogu i krewetka na krewetce. Na s³odkoœci nie by³o ju¿ miejsca w ¿o³¹dkach goœci. Zosta³o wiêc na stole sporo gruszek, poduszeczek z jab³kami i ciateczek prosto ze s³onecznej Toskanii. Humor goœciom dopisywa³, wzajemnie siê sob¹ cieszyli i wzajemnie rozbawiali. Temat goni³ temat, a œmiech œmiech. O polityce siê nie mówi³o. Po ka¿dym kieliszku „Pejsachówki” i „£¹ckiej œliwowicy” robi³o mi siê coraz przyjemniej na duszy i coraz bardziej lubi³em swoich goœci, a¿ w koñcu wpad³em w nastrój zupe³nie sielankowy. Nie chcia³em go przerwaæ do bia³ego rana, nawet wtedy, kiedy goœcie ju¿ poszli. Oryginalne pomys³y przychodzi³y mi wówczas do

Œroda
g³owy. Fantastyczne i surrealistyczne. Zabawowe i kabaretowe. Niecenzuralne niestety. Dla bogoojczyŸnianego „Kuriera Plus” siê nie nadaj¹.
Nie pamiêtam œwiata bez wojny. Zawsze gdzieœ siê toczy³a i toczy. Zawsze. Dziœ bojê siê nieprzewidywalnoœci Pomarañczowego Dyktatora, któremu marzy siê panowanie nad œwiatem ewentualnie dzielone z Izraelem, Rosj¹ i Chinami. Œci¹gam na siebie daleko id¹c¹ niechêæ, kiedy pytam licznych wyznawców Grzegorza Brauna, którzy s¹ jednoczeœnie wielbicielami Pomarañczowego Dyktatora, jak godz¹ ostentacyjny antysemityzm swego pierwszego idola z jawnym proizraelizmem idola drugiego? Patrz¹ na mnie wówczas ponuro, ¿eby nie powiedzieæ nienawistnie i nie odpowiadaj¹. Przy sposobnoœci informujê, i¿ po obu stronach oceanu nasila siê wœród rodaków antysemityzm i antyukraiñskoœæ. Wielu z nich wierzy tak¿e w nieustaj¹ce twierdzenie PiS-u, ¿e jego g³ówna konkurencja polityczna jest parti¹ proniemieck¹ lub wrêcz niemieck¹. Zwiêksza siê równie¿ liczba przeciwników pozostania Polski w Unii Europejskiej, choæ ewidentne s¹ finansowe korzyœci wynikaj¹ce z cz³onkostwa w tej organizacji. Ci¹gle siê za ma³o o nich mówi i pisze.
TVP Kultura przypomina filmy Krzysztofa Kieœlowskiego. Nic a nic siê nie zestarza³y. Ogl¹da siê siê je tak, jakby powsta³y teraz. Wszystko jest w nich doskona³e, ³¹cznie ze szczegó³ami. Nie bez przyczyny twórca ten nazywany by³ szczególarzem. Kiedy onegdaj podró¿owa³em po Kalifornii, Szwajcarii i Francji, widzowie czêœciej pytali mnie o Kieœlowskiego ni¿ o Wajdê. Na Bulwarze Saint Michel w Pary¿u odbywa³ siê w presti¿owym pa³acu retrospektywny festiwal dzie³ tego re¿ysera. Przed ka¿d¹ projekcj¹ ustawia³y siê do kas d³ugie kolejki, choæ bilety nie by³y tanie. Dokonania Kieœlowskiego ceni³em w chwilach, kiedy one powsta³y, dziœ rosn¹ we mnie jeszcze bardziej. Nie koñcz¹ siê po wyjœciu z kina, czy po telewizyjnej projekcji. One dopiero wtedy siê zaczynaj¹! Inspiruj¹ tak¿e twórców z nowego pokolenia, o czym mo¿e œwiadczyæ m.in. bardzo ciekawa kompozycja Jakuba
Wojnê ³atwo zacz¹æ, trudniej j¹ skoñczyæ. O tej prawdzie, jak tylu przed nim, przekonuje siê w³aœnie prezydent Donald Trump. Nie pomagaj¹ zaklêcia, ¿e to nie wojna, ale „operacja specjalna” czy „wypad”, ¿e irañska marynarka wojenna i lotnictwo zosta³o „ca³kowicie rozbite”, ¿e uda³o siê wymordowaæ ca³¹ wierchuszkê irañskiego re¿ymu. Nie pomagaj¹ wype³nione testosteronem opowieœci z mchu i paproci sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, jak to si³y amerykañskie rozbijaj¹, dziesi¹tkuj¹, bombarduj¹ z powietrza co chc¹, bo nikt im nie zagrozi, a Irañczycy niemal b³agaj¹ na kolanach, aby ju¿ przestaæ. Prawda jest doœæ brutalna: po ponad trzech tygodniach wojny, ¿aden z celów wojny (czy raczej ze zmieniaj¹cej siê ka¿dego dnia listy ¿yczeñ) nie zosta³ zrealizowany. Tak, Iran jest zrujnowany, tak, amerykañskie i izraelskie samoloty bojowe lataj¹ nad Iranem jak chc¹, ale… Nikt
nie obali³ re¿ymu w Teheranie, co wiêcej trzyma siê on jakby mocniej. Nie wybuch³o ¿adne powstanie, s¹siedzi nie zaczêli nêkaæ. I mo¿e wa¿niejsze - pomimo ci¹g³ej propagandy, ile to tysiêcy bomb i rakiet wystrzelono, ile celów namierzono, Iran dalej strzela rakietami i nawet jakby czêœciej trafia. Bo w regionie ju¿ nie ma chyba bazy amerykañskiej czy stacji radarowej, która nie by³aby ostrzelana. Do tego irañskie rakiety, wspierane przez wystrza³y Hezbollahu z Libanu, coraz czêœciej l¹duj¹ na terytorium Izraela, tak¿e w Tel-Awiwie i Jerozolimie, powoduj¹c strach i zniszczenia. Ale i to nie najwa¿niejsze. Albowiem wbrew oczekiwaniom geniuszy z otoczenia prezydenta Trumpa, Iran zrobi³ to, co zrobi³by ka¿dy atakowany w jego pozycji. I co móg³ przewidzieæ ka¿dy junior analityk zajmuj¹cy siê kwestiami bezpieczeñstwa. Jako s³abszy, odpowiedzia³ asymetrycznie, czyli nie maj¹c szans w otwartym boju z potêg¹ USA i Izraela, „podpali³ Bliski Wschód”, a konkretnie Zatokê Persk¹, atakuj¹c klientów i sojuszników Waszyngtonu w regionie. No i per³a w koronie obrony - skutecznie zablokowa³ ¿eglugê przez Cieœninê Ormuz, uniemo¿liwiaj¹c transport prawie 20 procent ropy
Andrzej Józef D¹browski

Polaczyka zatytu³owana „Mikrony”, powsta³a w 2011 roku. Do dziœ ten¿e kompozytor mówi o Kieœlowskim z wielk¹ estym¹, czemu siê nie dziwiê.
Kiedy 30 lat temu prowadzi³em dzia³ polski w „Nowym Dzienniku”, a póŸniej redagowa³em dwutygodnik „G³os”, s³ysza³em nawo³ywania ze strony niektórych redaktorów i kolegów po piórze, ¿ebym przesta³ œwiat zbawiaæ i zmieniaæ, bo tego czytelnicy nie lubi¹. Odpowiada³em, ¿e wiem, i¿ œwiata nie zmieniê, ale powinienem choæ trochê tr¹biæ. Do dziœ nie mogê pozbyæ siê przekonania, ¿e moim zadaniem jest, jeœli ju¿ nie pokazywanie negatywów, które widzê, to przynajmniej sygnalizowanie ich istnienia. Kiedy mi siê to udaje, uwa¿am, ¿e to zadanie spe³ni³em. Nigdy jednak w stopniu wystarczaj¹cym.
Coraz czêœciej czujê siê jak powieœæ z kluczem. I choæ noszê ju¿ na sobie jutro, to wci¹¿ nie mam pomys³u na jej zakoñczenie. Zbyt wiele myœli kie³bi mi siê we ³bie i zbyt wiele rzeczy mnie ciekawi. A i ró¿ne nadzieje jeszcze siê we mnie tl¹. Ahoj!
a do tego wa¿nych innych chemikaliów, niezbêdnych choæby w produkcji mikroprocesorów czy nawozów sztucznych. Prezydent Trump, jakby nieco zaskoczony, ¿e Cieœnina Ormuz nie otwiera siê sama na jego rozkazy, wyraŸnie z³agodzi³ ton. Po pi¹tkowej zapowiedzi „wymazania” irañskiej infrastruktury z powierzchni ziemi, w poniedzia³ek zawiesi³ ataki do kolejnego pi¹tku. Bo – rzekomo – Irañczycy chc¹ rozmawiaæ. Ci, od razu zaprzeczyli, wiêc ludzie, którzy maj¹ trochê oleju w g³owie, przyjêli to jako blef, maj¹cy na celu uspokoiæ rynki finansowe i ropy naftowej, na których zawsze zale¿y Trumpowi. Co bardziej cyniczni mówi¹, ¿e to blef podwójny – oprócz podtrzymania rynków, Trump czeka na przybycie do rejonu dodatkowych ¿o³nierzy piechoty morskiej i spadochroniarzy, aby rozpocz¹æ jak¹œ inwazjê. Jeœli to prawda, niech Bóg nas chroni – bo wojna mo¿e siê jeszcze rozszerzyæ, byæ jeszcze bardziej krwawa, bardziej kosztowna, zw³aszcza jeœli w³¹cz¹ siê do walki Huti z Jemenu i zablokuj¹ kolejn¹ cieœninê, uniemo¿liwiaj¹c przep³yw przez Kana³ Sueski. Wtedy jedyn¹ drog¹ morsk¹ z Azji do Europy bêdzie trasa naoko³o Afryki – witajcie wysokie ceny i niemal pewna œwiatowa recesja. Niestety, jestem pesymist¹, bo prezydent Trump choæby z powodów psychologicznych nie jest w stanie og³osiæ zwyciêstwa, jakiegokolwiek zwyciêstwa i wyco-
faæ siê, kiedy straty (13 zabitych Amerykanów i 100-200 mld dolarów kosztów), s¹ jeszcze do zniesienia. S¹ znaki, ¿e Amerykanie w swoim ogóle maj¹ tego doœæ – wojna, która rzekomo nie jest wojn¹, ma poparcie nie wiêcej ni¿ 40 procent populacji. Sonda¿e sonda¿ami, w dzisiejszych czasach niemal ka¿dy nimi manipuluje, wiêc mo¿na im nie dowierzaæ, choæ generalnie prezydent Donald Trump i Republikanie s¹ raczej w dolnych rejonach. Najlepszym sprawdzianem s¹ realne wybory. Poniewa¿ na te najwa¿niejsze, do Kongresu, musimy poczekaæ do listopada, pozostaj¹ wybory uzupe³niaj¹ce. Kolejne odby³y siê wczoraj i kolejny znak jak w o statnich 14 miesi¹cach, gdy Demokraci, wygrywaj¹ niemal wszystkie miejsca w legislaturach stanowych w ca³ym kraju, zajmowane przez Republikanów. Wczorajsze zwyciêstwo musi smakowaæ szczególnie, bo Demokraci wygrali w rodzinnym okrêgu Trumpa na Florydzie tam, gdzie znajduje siê Mar-a-Lago – Bia³y Dom Po³udnia. Demokratka Emily Gregory pokona³a popieranego przez Trumpa kandydata Partii Republikañskiej do Izby Reprezentantów w zaciêtym wyœcigu, w którym Demokraci wy³o¿yli sporo pieniêdzy, aby wygraæ w okrêgu, gdzie w 2024 r. Trump mia³ komfortow¹, 11-punktow¹ przewagê w wyborach prezydenckich. Nie ma przypadków, s¹ tylko znaki. ❍

Na pocz¹tku XIX wieku dzisiejszy Teksas nale¿a³ do Hiszpanii, a od 1821 roku sta³ siê prowincj¹ niepodleg³ego Meksyku, zachowuj¹c jednak spor¹ autonomiê. W owym czasie Teksas by³ rozleg³¹, s³abo zaludnion¹ krain¹. Rz¹d meksykañski z myœl¹ o gospodarczym rozwoju tego regionu, rozpocz¹³ akcjê przyci¹gania tam amerykañskich osadników.
Zachêt¹ by³y nadzia³y ziemi po bardzo niskiej cenie, a dla tych, którzy wchodzili w zwi¹zki ma³¿eñskie z obywatelami lub obywatelkami Meksyku czeka³y dodatkowe nadzia³y gruntu. By³y jednak istotne obostrzenia: kandydaci na osadników powinni byæ wyznania rzymsko-katolickiego, musieli przyj¹æ zwierzchnictwo rz¹du meksykañskiego i uznaæ jêzyk hiszpañski za oficjalny jêzyk urzêdowy. Mimo tych utrudnieñ na terytorium Teksasu pojawi³y siê setki amerykañskich osadników, którzy zbytnio nie przejmowali siê ograniczeniami na³o¿onymi przez meksykañskie w³adze, potrafili tak wype³niæ wymagane ankiety, aby otrzymaæ jak najwiêksze nadzia³y ziemi.
Tym sposobem rozleg³a, prawie pusta do tej pory prowincja, zaczê³a siê szybko zaludniaæ. Osiedlaj¹cy siê Amerykanie przywieŸli ze sob¹ w³asn¹ si³ê robocz¹ w postaci niewolników. By³o to sprzeczne z meksykañskim prawem, które zabrania³o niewolnictwa. Doprowadzi³o to do licznych konfliktów na tym tle. Nap³yw nowych osadników okaza³ siê tak du¿y, ¿e proporcja Meksykanów do Amerykanów wynosi³a 1 do 4. Amerykañscy osadnicy czuj¹c swoj¹ liczebn¹ przewagê, coraz mniej szanowali meksykañskie prawa np. unikali p³acenia podatków, nie chcieli zakazu niewolnictwa i zaczêli wysuwaæ ¿¹dania uznania przyznanej im ziemi za niezale¿ne od Meksyku. Rz¹d meksykañski odpowiedzia³ w 1829 roku zakazem osiedlania siê w Teksasie nowych amerykañskich osadników, jednak nie by³ w stanie tego wyegzekwowaæ. Amerykanie widz¹c to, prowadzili osadnictwo nielegalne, co powodowa³o zbrojne zatargi pomiêdzy stronami. Konflikt narasta³. W koñcu rz¹d meksykañski chc¹c zapanowaæ nad sytuacj¹, zmuszony by³ u¿yæ wojsko. Doprowadzi³o to do powstania amerykañskich osadników, którzy w paŸdzierniku 1835 roku chwycili za broñ i po kilku tygodniach walk zmusili s³abe si³y meksykañskie do wycofania siê za rzekê Rio Grande. Walki czasowo usta³y, a Amerykanie triumfowali, s¹dz¹c ¿e osi¹gnêli trwa³y sukces. Jednak rz¹d Meksyku nie mia³ zamiaru tolerowaæ separatystycznych d¹¿eñ amerykañskich osadników. Prezydent genera³ Antonio Lopez de Santa Anna jesieni¹ 1835 roku rozpocz¹³ przygotowania do karnej ekspedycji, która mia³a zgnieœæ rebeliê w Teksasie.
W po³owie lutego 1836 roku meksykañskie wojska licz¹ce piêæ tysiêcy ¿o³nierzy (piechota, kawaleria i artyleria) przekroczy³y Rio Grande i skierowa³y siê na San Antonio. Amerykañscy osadnicy, rozproszeni na rozleg³ym obszarze, nie byli przygotowani na tyle, aby stawiæ skuteczny opór regularnym, dobrze uzbrojonym oddzia³om meksykañskich wojsk.
Oddzia³y te 23 lutego dotar³y do San Antonio i rozpoczê³y oblê¿enie pobliskiego, ufortyfikowanego koœcio³a misyjnego w Alamo, bronionego przez blisko dwustu Teksañczyków. Mimo ogromnej przewagi atakuj¹cych, obrona trwa³a 13 dni. W walce poleg³o 187 obroñców i ponad 400 meksykañskich ¿o³nierzy. Wbrew pojawiaj¹cym siê ró¿nym publikacjom, wœród obroñców Alamo nie by³o Polaków. Amerykañskie Ÿród³a archiwalne nic na ten temat nie wspominaj¹. Pe³na bohaterstwa i poœwiêcenia obrona Alamo przesz³a do historii Stanów Zjednoczonych jako symbol walki o niepodleg³oœæ Teksasu.


Teksañczycy 2 marca 1836 roku na konwencji w miejscowoœci Washington-on-the-Brazos podpisali Deklaracjê Niepodleg³oœci Teksasu, og³aszaj¹c od³¹czenie siê od Meksyku. Dzia³o siê to podczas oblê¿enia Alamo przez wojska meksykañskie. Dziœ 2 marca jest obchodzony jako Dzieñ Niepodleg³oœci Teksasu.
Wracaj¹c do upadku Alamo, byæ mo¿e jego losy potoczy³yby siê inaczej, gdyby wczeœniej przyby³ tam, wezwany ju¿ w po³owie lutego, pu³kownik James W. Fannin dowodz¹cy grup¹ 450 Teksañczyków i ochotników z Georgii. W grupie tej by³o czterech polskich artylerzystów – by³ych powstañców listopadowych z 1830 roku: Napoleon Dêbicki, Jan Kornicki i bracia Franciszek H. Petrussewicz i Adolf A. Petrussewicz. Oddzia³ p³k. Fannina stacjonowa³ w forcie La Bahia obok osady Goliad, oddalonym od San Antonio oko³o 140 kilometrów. Niestety, p³k Fannin zwleka³ z wymarszem i obroñcy Alamo nie otrzymali wzmocnienia si³ przed nadejœciem

wojsk meksykañskich, a póŸniej oczekiwanej odsieczy podczas trwaj¹cego oblê¿enia.
Sytuacjê tê wykorzysta³ gen. Santa Anna, który czêœæ swoich si³ pod dowództwem utalentowanego gen. Jose Urry skierowa³ na fort La Bahia. Na wieœæ o tym 19 marca 1836 roku p³k. Fannin ze swoimi ¿o³nierzami opuœci³ zajmowany fort z zamiarem ewakuowania siê do oddalonego o 40 kilometrów na pó³nocny-wschód miasta Victorii. Po pokonaniu 15 kilometrów grupa p³k. Fannina w okolicy Coleto Creek zosta³a otoczona w otwartym polu przez kawalerzystów gen. Urreya. Teksañczycy bronili siê do wieczora zza wozów taborowych i naprêdce wykopanych okopów, skutecznie odpieraj¹c kolejne szar¿e meksykañskich dragonów, zadaj¹c im du¿e straty. Niestety, w tym starciu zosta³ ciê¿ko ranny polski ochotnik Franciszek H. Petrussewicz, który nie doczeka³ nastêpnego dnia, kiedy na pole bitwy dotar³a meksykañska piechota. W tej sytuacji ranny p³k. Fannin doszed³ do wniosku, ¿e dalszy opór na niewiele siê zda i postanowi³ podj¹æ rozmowy o kapitulacji. Po z³o¿eniu broni ludzie Fannina i on sam zostali potraktowani ³agodnie. Poleg³ych, wœród nich Franciszka H. Petrussewicza, pochowano w prowizorycznych okopach na miejscu bitwy. Jeñców i rannych odprowadzono pod stra¿¹ do zajêtego przez Meksykanów fortu La Bahia. Tam przez tydzieñ wa¿y³y siê ich losy. Jeñcy, których by³o oko³o czterystu, spodziewali siê rych³ego uwolnienia i mo¿liwoœci powrotu do Stanów Zjednoczonych. Ku takiemu rozwi¹zaniu sk³ania³ siê gen. Jose Urrea i z takimi sugestiami zwróci³ siê do prezydenta gen. Santa Anny. Ten jednak postanowi³, aby wszystkich pojmanych jeñców rozstrzelaæ. By³o to zgodne z ustaw¹ parlamentu meksykañskiego z 1835 roku, która przewidywa³a karê œmierci dla wszystkich obcokrajowców schwytanych z broni¹ w rêku na terytorium zbuntowanego Teksasu. Gen. Jose Urrea, który szczyci³ siê tym, ¿e jest honorowym ¿o³nierzem, z trudem zniós³ ten rozkaz, ale jako wojskowy musia³ polecenie swojego zwierzchnika wykonaæ.

Masakra jeñców w Goliad
W Niedzielê Palmow¹ 27 marca 1836 roku, niczego niepodejrzewaj¹cy jeñcy trzymani pod stra¿¹ w forcie La Bahia, bez ¿adnego oporu dali siê podzieliæ na trzy grupy i wyprowadziæ poza obrêb osady Goliad.
Jeñcy byli przekonani, ¿e w³aœnie rozpoczyna siê ich marsz do granicy ze Stanami Zjednoczonymi, gdzie zostan¹ zwolnieni. Niestety, do ka¿dej eskortowanej grupy w pewnym momencie meksykañscy ¿o³nierze z zaskoczenia otworzyli ogieñ. Prawie wszyscy jeñcy padli od kul. Wœród nich byli równie¿ Polacy: Napoleon Dêbicki, Jan Kornicki i Adolf A. Petrussewicz. Rannych dobijano na miejscu. Uratowa³o siê 28, jedni uciekli w powsta³ym zamieszaniu, inni udawali zabitych i zbiegli póŸniej.
Pu³kownika J. Fannina i oko³o 40 rannych wyprowadzono lub wyniesiono z lazaretu na dziedziniec fortu i oznajmiono im, ¿e zostan¹ rozstrzelani. Pu³kownik zmuszony by³ przygl¹daæ siê egzekucji swoich podw³adnych. Na koniec, przed swoj¹ œmierci¹, mia³ trzy proœby do kieruj¹cego egzekucj¹ meksykañskiego oficera: chcia³, aby jego rzeczy osobiste (zegarek i pieni¹dze) zosta³y przes³ane rodzinie, prosi³, by nie strzelano mu w twarz i za¿¹da³ chrzeœcijañskiego pochówku. ¯adna z próœb nie zosta³a spe³niona. Fannin zosta³ posadzony na krzeœle, zawi¹zano mu oczy i strzelano w g³owê. Jego cia³o, wraz z cia³ami innych zabitych, odarto z odzie¿y i spalono na stosie bez chrzeœcijañskiego pochówku.
18 osób ocala³o dziêki wstawiennictwu piêknej Meksykanki, Francity Alavez, towarzysz¹cej jednemu z meksykañskich oficerów w wojennej wyprawie do Teksasu. Wœród ocalonych byli m. in. amerykañscy lekarze i sanitariusze opiekuj¹cy siê rannymi Meksykanami, t³umacze oraz ochotnicy, którzy w chwili dostania siê do niewoli nie byli uzbrojeni. Francita Alavez przesz³a do historii jako „Anio³ Goliad” (Angel of Goliad).
Masakra w Goliad, dokonana przez meksykañskich ¿o³nierzy w Palmow¹ Niedzielê 27 marca 1836 roku, poch³onê³a wed³ug Texas State Historical Association, ³¹cznie 342 ofiary, których cia³a spalono. PóŸniej ich szcz¹tki zosta³y zebrane i 3 czerwca 1836 roku pochowane w jed-

nym miejscu. Obecnie stoi tam modernistyczny pomnik z 1938 roku „Fannin Memorial Monument”.
Na jego granitowych p³ytach wyryte s¹ nazwiska wszystkich rozstrzelanych 27 marca 1836 r. w Goliad oraz poleg³ych 19 marca w bitwie pod Coleto Creek. Nazwiska czterech Polaków, by³ych powstañców listopadowych z 1830 roku, równie¿ tam s¹.
Nieca³y miesi¹c po masakrze w Goliad, 21 kwietnia 1836 roku, pod San Jacinto dosz³o do decyduj¹cej bitwy pomiêdzy Teksañczykami, a Meksykanami. 800 Amerykanów pod dowództwem gen. Sama Houstona z zaskoczenia rozgromi³o przewa¿aj¹ce si³y Meksykanów (1300 ¿o³nierzy) dowodzonych przez prezydenta gen. Santa Annê. Teksañczycy szli do ataku z okrzykiem na ustach „Remember Alamo!, Remember Goliad!”. W nieca³e 20 minut armia meksykañska przesta³a istnieæ. Jej straty to 630 zabitych, 730 w niewoli, w tym 208 rannych. Do niewoli dosta³ siê te¿ prezydent gen. Santa Anna. Po stronie zwyciêzców zginê³o i zmar³o z ran zaledwie 9 ludzi a 24 zosta³o rannych. Zdobyto 600 muszkietów i karabinów, 300 szabel, 200 pistoletów, 700 koni i mu³ów oraz 12 000 dolarów w srebrnej walucie meksykañskiej. Wed³ug niektórych relacji, po bitwie znaleziono w posiadaniu meksykañskiego oficera zegarek p³k. J. Fannina. Ten rzekomy artefakt znajduje siê obecnie w zbiorach Dallas Historical Society.
W bitwie pod San Jacinto uczestniczy³ m.in. powstaniec listopadowy z 1830 roku Feliks Andrzej Wardziñski. Klêska Meksykanów pod San Jacinto nie zakoñczy³a walk o niepodleg³oœæ Teksasu. Konflikt trwa³ a¿ do 2 lutego 1848, kiedy pomiêdzy Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi zosta³ podpisany traktat w Guadalupe Hidalgo, na mocy którego Meksyk uznawa³ m.in. amerykañskie prawo do Teksasu, a zachodnia granica stanu zosta³a oparta na rzece Rio Grande. Ponadto Stany Zjednoczone objê³y kontrolê nad Teksasem, Nowym Meksykiem, Arizon¹, Nevad¹, Kaliforni¹, Utah oraz czêœci¹ Kolorado, Wyoming, Kansas i Oklahomy, tj. prawie jedn¹ trzeci¹ obecnej powierzchni USA. Dobrze wiedzieæ, ¿e w zmaganiach tych brali udzia³ równie¿ Polacy, a niektórzy z nich za wolnoœæ Teksasu zap³acili najwy¿sz¹ cenê.



Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz Adres redakcji:
P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

„Nie chcê nikogo obra¿aæ, ale œwiat staje siê coraz mniej refleksyjny, poœpiech i szybkie konsumowanie informacji sta³y siê norm¹. To mnie boli, choæ wiem, ¿e zmiany s¹ naturaln¹ czêœci¹ ¿ycia” – mówi Muniek Staszczyk. „Czasem widzê to w codziennych sytuacjach. Na przyk³ad niedawno jecha³em z facetem, którego córki i ich kole¿anki w wieku oko³o 11 lat spotka³y siê w domu… i zamiast rozmawiaæ, wszystkie siedzia³y z telefonami. To pozbawia ludzi naturalnej interakcji, prawdziwej rozmowy. Widzê w tym coœ neo-Orwellowskiego – trochê jak z powieœci <1984>” – dodaje lider zespo³u T. Love. Przy okazji wydania nowej p³yty opowiada o zawirowaniach w zespole i hejcie, z jakim spotka³a siê jego decyzja, by rozstaæ siê z wieloletnim perkusist¹ kapeli – Sydneyem Polackiem.
„Mam ponad 60 lat, prze¿y³em ju¿ naprawdê du¿o i wydawa³o mi siê, ¿e mam grub¹ skórê na krytykê. A jednak mnie to dotknê³o. Pomyœla³em wtedy: jeœli mnie to rusza, to jak musi siê czuæ m³ody cz³owiek, który ¿yje praktycznie tylko w internecie i nagle zostaje zaszczuty? Bo ³atwo jest siedzieæ za klawiatur¹ i komentowaæ. Oczywiœcie ludzie maj¹ do tego prawo – taka jest wolnoœæ internetu. £atwo jednak oceniaæ z kanapy, nie znaj¹c realiów. A ¿ycie zespo³u przypomina czasem stare ma³¿eñstwo – du¿o emocji, ambicji i sporów” – t³umaczy Muniek. Na zarzut, ¿e zwolni³ kumpla przez sms-a, odpowiada: „Tak siê po prostu komunikujê. Nie lubiê maili ani d³ugich rozmów telefonicznych. Nie wynika to z gwiazdorstwa. Najchêtniej spotykam siê twarz¹ w twarz, ale czasem w takich sytuacjach chcesz coœ po prostu szybko uci¹æ. Rozstania s¹ zawsze trudne. Ja tych ludzi w jakiœ sposób kocham i ¿yczê im dobrze, ale ka¿dy z nas coœ tam nabroi³” – przyznaje. Lider jednej z najpopularniejszych kapel rockowych w Polsce mówi du¿o o wartoœciach katolickich i wierze w Boga. Przebyty wylew i d³uga rekonwalescencja sprawi³y, ¿e musia³ na nowo „pouk³adaæ siê ze œwiatem”. „Mia³em du¿o szczêœcia – to prawda. Nie ka¿dy je ma. Jedni nazw¹ to Bo¿¹ opatrznoœci¹, inni powiedz¹, ¿e to kwestia medycyny, nauki czy po prostu zbieg okolicznoœci. W ka¿dym razie mog³o mnie ju¿ nie byæ. Trafi³em w Londynie do dobrego szpitala, potem w Warszawie na Sobieskiego te¿ do œwietnych lekarzy. Postawili mnie na nogi. Dosta³em przy tym bardzo du¿o empatii i mi³oœci od ludzi w szpitalach. To by³o piêkne doœwiadczenie. Zawsze by³em blisko ludzi, mo¿e dlatego” – wspomina. „Muszê te¿ powiedzieæ o mojej ¿onie, Marcie. Trafi³em na wspania³¹ kobietê, która mnie nie kopnê³a w ty³ek mimo wielu trudnych momentów – zdrad, ró¿nych ciê¿kich sytuacji. Zosta³a ze mn¹. To ogromnie wa¿ne. Do tego rodzina, dwójka dzieci – dziœ ju¿ doros³ych – i przyjaciele z zespo³u”.
Zawirowania zdrowotne sprawi³y, ¿e autor takich hitów jak „Warszawa” czy „Ch³opaki nie p³acz¹” musia³ porzuciæ u¿ywki. „Przez lata gra³em praktycznie zawsze na czymœ. Przed koncertem coœ, po koncercie coœ, taki rytua³. Alkohol, czasem jakaœ inna <nagroda>. To by³a rutyna” – t³umaczy. „Najwiêksz¹ nagrod¹ jest dla mnie to, ¿e dziœ gramy koncerty na pe³nej petardzie. Kiedyœ


myœla³em, ¿e jestem lepszy na scenie po paru piwach albo czymœ mocniejszym. Teraz wiem, ¿e to nieprawda”. Zapytany o to, co myœli na temat polaryzacji polskiego, i nie tylko polskiego, spo³eczeñstwa, odpowiada: „Przeszed³em Solidarnoœæ, komunê, stan wojenny – wiem, jakie s¹ prawa demokracji. Polityka jest, by³a i bêdzie. Bardziej martwi mnie jednak coœ innego – dwie si³y, które mog¹ naprawdê zaszkodziæ œwiatu: chciwoœæ i totalna g³upota. Chciwoœæ zawsze istnia³a. To temat od siedmiu grzechów g³ównych po wspó³czesne przestêpstwa. A g³upota… no, zmieni³ siê œwiat, komunikacja, internet. Ludzie chc¹ wszystko szybko, a szybkoœæ nie jest wartoœci¹ sam¹ w sobie. Panuje niesamowita durnota – brak refleksji, brak ciekawoœci. Internet jest œmietnikiem, pe³nym bana³u i powierzchownych treœci” – podsumowuje szeœædziesiêcioletni rockman. Gorzko, ale prawdziwie.
*
W k¹ciku kulturalnym polecamy serial „Piek³o Kobiet” na platformie HBO Max. Rzecz dzieje siê w Warszawie lat 30. XX wieku. Z jednej strony wille, futra, czerwone usta i opium, z drugiej odrapane czynszówki, kobiety poddaj¹ce siê pok¹tnym aborcjom, bieda, przemoc, gwa³t. W g³ównych rolach Agata Turkot – znana z filmu Smarzowskiego „Dom dobry” i Mateusz Damiêcki, który wciela siê w rolê jej mê¿a, Maksymiliana.
„Maks jest grafomanem. Ma ambicje, ¿eby oprócz prowadzenia poczytnej gazety publikowaæ swoje teksty kabaretowe, tylko ¿e wszystko, co pisze, to straszliwa boazeria. Czysty kicz. Jest te¿ ma³ostkowy i egocentryczny, a przede wszystkim, przy du¿ej pewnoœci siebie, jak¹ ma, kompletnie brak mu dystansu wobec w³asnej osoby i w³asnych dzia³añ. Ten cz³owiek w ogóle nie zdaje sobie sprawy, co robi w³asnej ¿onie” – mówi odtwórca roli, Mateusz Damiêcki. „Jak sobie pomyœlê, ¿e ktokolwiek traktowa³by moj¹ ¿onê, siostrê czy mamê tak jak on traktuje Helenê, od razu mam ochotê strzeliæ go w gêbê. Choæ przyznam ci siê, s¹ momenty – wiem, zabrzmi to kontrowersyjnie – kiedy mam go ochotê przytuliæ. Bo mi za niego wstyd, bo chcia³bym popatrzeæ mu w oczy i powiedzieæ, jak bardzo siê myli – ¿e te wszystkie rzeczy, które uwa¿a za normalne, normalne nie s¹. I ¿eby by³a jasnoœæ: nie próbujê zdj¹æ z niego odpowiedzialnoœci, ale graj¹c go, stara³em siê ca³y czas pamiêtaæ, w jakich ¿yje czasach” – mówi aktor.
„Lubimy myœleæ o miêdzywojniu jako o Polsce w rozkwicie: eleganccy panowie, fraki, krochmalone koszule, butonierki, Skamandryci, ró¿a w zêbach, bez we w³osach, dadaiœci, futuryœci, powiew upragnionej wolnoœci
po 120 latach niewoli – takie mamy skojarzenia. Jakoœ mniej pamiêtamy, ¿e to równie¿ by³ czas, kiedy mê¿czyzna, jeœli mia³ poczucie, ¿e traci nad ¿on¹ w³adzê i kontrolê, móg³ umieœciæ j¹ w szpitalu psychiatrycznym. Procedura by³a szybka. I problem z g³owy” – dodaje. „Albo inny przyk³ad: mê¿czyznom-mê¿om mê¿czyŸni-lekarze zalecali wizyty w domach publicznych jako lek na migrenê. Migrenê! Tego typu bzdury, ale i masa innych podobnych przekonañ tworzy³y idealne warunki, ¿eby nie liczyæ siê z kobietami” – puentuje.
Z serialu wy³ania siê obraz œwiata, w którym tytu³owe piek³o kobiet nie jest jedynie metaforyczne. I choæ epoka, kostium, obyczaje wydaj¹ siê mówiæ: „eee stare dzieje”, fabu³a przypomina nam, ¿e choæ minê³o blisko sto lat, tak naprawdê niewiele siê zmieni³o. Warto obejrzeæ. I wyci¹gn¹æ wnioski. ❍



staczaæ siê w otch³añ, kiedy wszystko kwitnie. Œpiewa.
*
Dni coraz d³u¿sze. Za kilka tygodni […] nieszczêsne drzewa, posypywane sol¹, obdzierane z kory, przygniecione p³ytami chodnika, jeszcze raz siê zlituj¹ i zas³oni¹ nasze b³êdy. M³ode liœcie zamaskuj¹ ca³y ten syf. Czasami myœlê, ¿e nie zas³ugujemy na tyle ³aski – pisa³ Marcin Wicha w marcu 2016 roku. Jest coœ pocieszaj¹cego w nieustêpliwoœci natury. ¯e ka¿dej wiosny mo¿na na ni¹ liczyæ. Nawet jeœli siê trochê oci¹ga. W koñcu weŸmie zielon¹ kredkê. I zamaluje krzywe p³oty. Odrapane œciany. Szkaradne szyldy. Œmieci. Zaroœnie. Przykryje. Poprawi po cz³owieku. Da nadziejê. Na nowe. Na lepsze. Ale jeszcze chwilê musimy poczekaæ. A¿ otworz¹ siê p¹ki. Ciasno zwi¹zane w supe³ki I zimowa ga³¹Ÿ wypuœci pierwsze listki. Pójdziemy wtedy do parku. Oswobodzimy siê z nadmiaru tekstyliów. Bos¹ nog¹ dotkniemy trawy. Wystawimy twarze do s³oñca. Raz jeszcze wierz¹c w jakieœ lepsze jutro. Bo trudniej

Prognozy siê nie sprawdzaj¹. Mia³o padaæ. Ale siê przejaœnia. Powinniœmy byli wstaæ wczeœniej. I ju¿ przed dziesi¹t¹ byæ w drodze. Ale chyba jeszcze operujemy na zegarze zimowym. Wiêc prawie po³udnie. Kiedy doje¿d¿amy na miejsce. Chelsea Mansion znajdujê przypadkiem. 40-pokojowa rezydencja wybudowana w 1924 roku schowana jest na terenie rezerwatu przyrody (Muttontown Preserve). Bielony betonowy budynek, który „³¹czy tradycje chiñskie, renesansu francuskiego, angielskich dworów wiejskich oraz modnego okresu art déco” wygl¹da na nieco zaniedbany. Przypomina polskie pa³acyki w pierwszych latach po transformacji, zanim prywatny kapita³ nie po³o¿y³ na nich ³apy. Lubiê melancholiê takich miejsc. Nieco zwichniêtych. Niedoinwestowanych. Ale ci¹gle roztaczaj¹cych urok dawnej œwietnoœci. Z nieujarzmionymi ogrodami. Zaroœniêtymi bluszczem oknami. I zmursza³ymi schodkami, które prowadz¹ donik¹d. We wczesnych latach trzydziestych (Gold Coast Era), rezydencjê zamieszkiwa³a pochodz¹ca z wp³ywowej rodziny z Cincinnati Alexandra Emery Moore
oraz jej m¹¿, Benjamin, z zawodu adwokat, by³y prawnuk s³ynnego pisarza. Na pomys³, by powo³aæ do ¿ycia Chelsea Mansion, wpadli podczas rejsu rzek¹ Jangcy w Chinach, kiedy odbywali podró¿ poœlubn¹. Zainspirowani ide¹ „dworu rolniczego z du¿ym tarasem i surow¹, bia³o-czarn¹ fasad¹, której sylwetka odbija siê w wodzie” zatrudnili architekta (William Delano) i ju¿ trzy lata póŸniej miejsce by³o gotowe, by przyj¹æ pierwszych goœci.
Dzisiaj czêœæ budynku jest w prywatnych rêkach, o czym informuje stosowna tabliczka. W podwórku stoj¹ dwa samochody. A pod wewnêtrznymi schodami, wózek dzieciêcy. Ale nie widaæ ¿ywej duszy. Park z przyleg³oœciami jest otwarty dla zwiedzaj¹cych. Ale oprócz nas i starszego pana z lornetk¹, nikogo nie ma. Tylko gêsi. Rozsiad³y siê przy fosie. Kiedy zbli¿am siê do k³adki, jedna próbuje mnie odstraszyæ. Z powodzeniem. W dzieciñstwie zaatakowa³ mnie g¹sior. Albo przynajmniej próbowa³. Mia³am piêæ, szeœæ lat. Ale do dzisiaj pamiêtam. Jak siê przewróci³am, uciekaj¹c. I ¿e piasek by³ jasny, drobny. I ktoœ mnie podniós³ z ziemi. Uratowa³. „Po³udniowa strona budynku, dziedziniec, fosa i mosty podkreœlaj¹ orientalne inspiracje, podczas gdy elewacja frontowa, dach i skrzyd³a ukazuj¹ wp³ywy stylów francuskich z XVII i XVIII wieku” – czytam na g³os. „Ogrody natomiast zaprojektowano w stylu angielskim” – doda-
jê. Patrz¹c na ukruszon¹ g³owê kamiennego lwa. Z paszczy której jeszcze niedawno tryska³a woda. Bo wystaje koñcówka zraszacza. Dzisiaj fontannê zarasta dzikie wino. W gêstwinie dostrzegam kilka blado-fioletowych krokusów. Nieopodal po³amane rzeŸby. Z daleka wygl¹daj¹ na autentyczne. Ale to plastykowe wydmuszki. K. podnosi utr¹con¹ g³ówkê amorka. Robiê zdjêcie. W czêœci, w której mieszka³a s³u¿ba, dzisiaj swoje pracownie maj¹ artyœci. Przed wejœciem ktoœ zaparkowa³ sportowe auto. Musia³o to byæ wiele lat temu. Bo jest niemal w ca³oœci pokryte rdz¹. Idziemy na spacer do lasu. Po drodze mijamy siedzibê towarzystwa ornitologicznego. I grupê kobiet w siodle. Zatrzymujemy siê. Konie nas obw¹chuj¹. I ruszaj¹ dalej. Podmok³e œcie¿ki wyprane z koloru za parê tygodni zamieni¹ siê w zielone tunele. Na razie jest surowo. Ani œladu po zabiegach architekta krajobrazu o nazwisku Umberto Innocenti, który dba³ o ¿ywop³oty, paprocie, drzewa i krzewy „tworz¹c pomys³owe aran¿acje”. W przeroœniêtych trawach i pl¹taninie ga³êzi, trudno domyœliæ siê, jaki by³ pierwotny zamys³; wzór. Alexandra Moore po œmierci mê¿a wysz³a za „wieloletniego przyjaciela” Roberta McKay. Jego te¿ prze¿y³a. Przez lata by³a jedyn¹ lokatork¹ pa³acu. Zmar³a w 1983 roku. Mia³a 89 lat.
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Jan Latus
Co wam ta zachodnia Europa z³ego zrobi³a? Czemu nienawidzicie tolerancji? Co jest takiego strasznego w darmowej edukacji i s³u¿bie zdrowia? Czy d³ugie oczekiwanie na wizytê u specjalisty jest czymœ gorszym od bankructwa z powodu rachunków medycznych? Od kiedy to pacyfizm jest wad¹ charakteru, a powszechne posiadanie œmiercionoœnej broni najwa¿niejszym prawem cz³owieka? Dlaczego podejmowane w dobrej wierze próby poprawy bytu ca³ego spo³eczeñstwa uwa¿ane s¹ za coœ gorszego ni¿ pozostawienie ludzi samym sobie w walce o przetrwanie? Czy istotnie Mozart, da Vinci, Beckett i Pasolini to pretensjonalni nudziarze w porównaniu z Zenkiem Martyniukiem, Spielbergiem, Kanye West i Nicki Minaj? Czy pó³buty mêskie Florsheim s¹ ³adniejsze od w³oskich Ferragamo, a czo³g Abrams poradzi sobie w ukraiñskim b³ocie lepiej ni¿ Leopard?
Pierwszy mój wyjazd na Zachód mia³ miejsce jeszcze za komuny (dosta³em wreszcie paszport, wizy i przydzia³ bodaj
na 130 dol.) i by³ to wyjazd do Europy Zachodniej. Przy wylocie z eksterytorialnej autostrady z Berlina Zachodniego w stronê RFN, my, biedni autostopowicze, nie czekaliœmy nawet minuty, jak jakiœ dobry Niemiec przewiezie nas w stronê cywilizacji. Do dziœ pamiêtam odnowione kamieniczki i wpasowane pomiêdzy nie plomby w niemieckich miastach Kolonia i Akwizgran oraz zapach ciemnego chleba. Z Londynu zapamiêta³em zapachy hinduskiego curry, kosmetyków i detergentów, czyœciutkie autobusy oraz ludzi, którzy pomagali mi: goœcili w domach, za³atwiali doraŸne prace. W Szkocji koleœ przywióz³ mnie do siebie autostopem, pokaza³ mi, jak jest zorganizowana jego kolekcja p³yt rockowych – i zostawi³ mnie samego w domu. W Pary¿u nie znane mi wczeœniej ma³¿eñstwo ugoœci³o mnie w mieszkaniu i karmi³o. Oprócz szoku cywilizacyjnego (którego dziœ Polak ju¿ tak nie odczuwa) prze¿ywa³em szok, gdy idzie o mentalnoœæ ludzi. Ci, których spotka³em, byli tolerancyjni (wobec mojego nieokrzesania na przyk³ad), ¿yczliwi i uprzejmi. By³em w krajach, gdzie by³o czysto i bezpiecznie, gdzie wchodzi³em za darmo do muzeów i chêtnie kupowa³em bilety do kina i na koncerty. I gdzie po prostu by³o piêknie. Po 1989 roku Polacy w ogromnej wiêkszoœci chcieli staæ siê tak¹ Europ¹. Pomiñmy kwestie przynale¿noœci do NATO
i Unii Europejskiej – tu opinie nie by³y jednoznaczne. Aprobata dotyczy³a zachodnioeuropejskiej wolnoœci osobistej, pe³nego dostêpu do kultury, rozrywek i towarów, zamo¿noœci i spo³ecznego spokoju. (Ameryka pozostawa³a polskim marzeniem i aspiracj¹ numer jeden, niemniej by³a dalej i trudniej by³o tam siê dostaæ.) Mieszka³em wiele lat w USA, ale kiedykolwiek lecia³em do Polski, robi³em wszystko, aby chocia¿ lizn¹æ Rzymu, przenocowaæ w Helsinkach, przejœæ siê po Zurychu. Ju¿ zamieszkawszy w Polsce, nie mog³em siê nacieszyæ Barcelon¹, Atenami i Sztokholmem. Nie by³em odosobniony: Polacy w USA wprawdzie najczêœciej – z powodów rodzinnych, sentymentalnych i praktycznych – odwiedzali Polskê, lecz gdy ju¿ siê trochê dorobili, rozkoszowali siê wakacjami we Francji i W³oszech; zamieszczali z tych wakacji zdjêcia. Polonijne firmy w Ameryce czêsto uwa¿a³y, ¿e ich produkty i us³ugi lepiej siê sprzedadz¹ i bêdzie mo¿na zaœpiewaæ wy¿sze ceny, gdy w nazwie pojawi siê presti¿owe „Euro… coœ tam”. Mieliœmy wiêc European Deli czy European Cabinets.
(Trochê podobnie jest na moich Filipinach: ma³o kto wie, gdzie Polska le¿y, nale¿y wiêc zacz¹æ od tego, ¿e jest w Europie i podbiæ: -Wiesz, blisko Niemiec albo Szwajcarii.) To reklamowanie polskich produktów jako europejskich odpowiada³o
na amerykañski snobizm: to, co z Europy, jest najlepsze, najbardziej wyrafinowane, najsmaczniejsze, najzdrowsze. Tak przynajmniej by³o wœród elit Nowego Jorku czy Los Angeles. Nie znajdziecie prawnika czy chirurga, który jeŸdzi³by nie Mercedesem czy Porsche, ale Cadillakiem. Bogacze wstawiali do swoich przeszklonych rezydencji w³oskie meble i niemieckie krany. Bogate kobiety kupowa³y w³oskie torebki i francuskie perfumy, mê¿czyŸni nosili koszule Armani, garnitury Brioni i zegarki Rolex. W drogich nocnych lokalach Las Vegas szczytem szpanu by³o zamówienie butelki francuskiego szampana Cristal lub koniaku Courvoisier. Fascynacja Europ¹ jest zauwa¿alna w amerykañskiej popkulturze. Na rynku s¹ dziesi¹tki, jak nie setki ksi¹¿ek o ¿yciu singielki w Pary¿u, paryskich cukierniach, budowaniu domu w Prowansji, romantycznych wakacjach w Toskanii. Równie popularne s¹ filmy o zagubionych Amerykanach odnajduj¹cych szczêœcie prowadz¹c winnicê na Sycylii lub studentkach spêdzaj¹cych fantastyczne wakacje je¿d¿¹c poci¹giem po Europie. Ktoœ powie, ¿e to zabawne stereotypy Wschodniego i Zachodniego Wybrze¿a. Ale przecie¿ te ksi¹¿ki czyta siê, a filmy ogl¹da, w ca³ej Ameryce. NajwyraŸniej czar Europy nie s³abnie. (Podobnie jest na przyk³ad w Korei Po³udniowej – obejrzyjcie jakikolwiek serial.)
➭ 14
Rok 1900 jest czêsto uznawany za datê jego urodzin, ale darchiwawskazuj¹ jednoznacznie na 1898 r/. Sk¹d rozbie¿noœæ? To œwiadomy wybór pisarza, który bior¹c swój trzeci œlub, postanowi³ „odj¹æ sobie” dwa lata. W traumatycznej rzeczywistoœci powojennej Polski, Brzechwa uzna³, ¿e wiek jest kwesti¹ umown¹. Odm³odzenie dla mi³oœci idealnie wpisywa³o siê w jego naturê kreatora, który wola³ kszta³towaæ rzeczywistoœæ, ni¿ jej ulegaæ. Jan Brzechwa by³ postaci¹ pe³n¹ artystycznych paradoksów. Choæ debiutowa³ w epoce krzykliwych futurystów i Skamandrytów, w swojej liryce pozostawa³ „mentalnie starszy”, bliski metafizycznemu spokojowi Leopolda Staffa czy wizyjnoœci Leœmiana. W zbiorowej wyobraŸni Polaków Brzechwa zastyg³ w kolorowym, surrealistycznym kadrze „Akademii Pana Kleksa”. Kojarzymy go z humorem, kaczk¹ dziwaczk¹ i rymami, które bawi¹ kolejne pokolenia dzieci.
Choæ „Akademia Pana Kleksa” wydaje siê szczytem surrealizmu, jej fundamenty s¹ zaskakuj¹co techniczne. Pierwowzorem genialnego Ambro¿ego by³ ojciec pisarza – in¿ynier mechanik i naczelnik parowozowni. Z powodu jego pracy rodzina prowadzi³a koczownicze ¿ycie, przenosz¹c siê miêdzy Nowymi Sokolnikami, a Wielkimi £ukami, co Brzechwa opisa³ póŸniej w powieœci „Gdy owoc dojrzewa”. To w³aœnie z ojca – cz³owieka o nadzwyczajnym sercu i wielkim umyœle – Brzechwa zdj¹³ „miarê” na Pana Kleksa. Postaæ Ambro¿ego to w rzeczywistoœci portret in¿yniera duszy; kogoœ, kto magiczne sztuczki wykonuje z niemal techniczn¹ precyzj¹ naczelnika stacji, ³¹cz¹c laboratoryjny rygor z bezgraniczn¹ dobroci¹. Ojciec Brzechwy – Aleksander Lesman – by³ g³êboko przekonany, ¿e matematyka jest najlepsz¹ szko³¹ logicznego myœlenia potrzebnego w ¿yciu. Nawet gdy m³ody Jan Brzechwa wyjecha³ do Petersburga, ojciec s³a³ mu w listach skomplikowane zadania matematyczne. Choæ syn nie wybra³ œcie¿ki œcis³ej, ten rygor intelektualny na zawsze pozosta³ w jego umyœle, pozwalaj¹c mu póŸniej precyzyjnie konstruowaæ fantastyczne œwiaty.
W Petersburgu m³ody Jan spêdzi³ zaledwie rok, by póŸniej w Kazaniu spróbowaæ si³ na weterynarii. Tam te¿ zaliczy³ najbardziej kuriozalny epizod swojej kariery, pe³ni¹c na uczelni funkcjê komisarza do spraw rybo³ówstwa.

Przygoda z medycyn¹ zakoñczy³a siê gwa³townie. Gdy musia³ „kroiæ ¿aby”, zrozumia³, ¿e jego powo³anie le¿y gdzie indziej. Po okresie s³u¿by wojskowej w wojnie polsko-bolszewickiej i kampanii ukraiñskiej, ostatecznie trafi³ na prawo w Warszawie. Wybór by³ podyktowany pragmatyzmem – prawo pozwala³o mu pracowaæ zarobkowo. Ju¿ jako student zatrudni³ siê jako protokolant w biurze adwokackim, ³¹cz¹c naukê z praktyk¹ zawodow¹, która szybko sta³a siê jego pasj¹.
Jako autor tekstów kabareto wych, Jan Brzechwa na skórze odczu³ brak regulacji prawnych chroni¹cych artystów. W tamtym czasie panowa³a ryn kowa anarchia – dyrektorzy in stytucji takich jak Filharmonia Narodowa potrafili twierdziæ, ¿e kupuj¹c nuty, nie maj¹ ju¿ obo wi¹zku p³aciæ kompozytorowi za publiczne wykonanie utworu. Brzechwa uzna³ to za naruszenie godnoœci twórcy. W rezultacie sta³ siê jednym z fundamentów zwi¹zku autorów kabaretowych, który z czasem zmieni³ siê w Po uchwaleniu przez Sejm ustawy o prawie autorskim w 1926 r., mecenas Lesman zyska³ potê¿ne narzêdzie do walki o sprawiedliwoœæ. Sta³ siê pionierem dziedziny, która w odradzaj¹cej siê Polsce dopiero raczkowa³a, buduj¹c ramy prawne, z których korzystamy do dziœ. Aktywnie walczy³ o spuœciznê literack¹ Cypriana K. Norwida, broni¹c praw autorskich spadkobiercy poety – Zenona Przesmyckiego (Miriama). Zwalcza³ piractwo, tworz¹c podwaliny prawa autorskiego, a jego komentarze s³u¿y³y innym adwokatom jako nieformalny, ekspercki podrêcznik.



Najbardziej kuriozalny atak przypuszczono na wiersz „Tañcowa³a ig³a nitk¹”. Argumentacja by³a zdumiewaj¹ca: socjalistycznym œwiecie przedmioty nie mog¹ dzia³aæ same z siebie, bo sugeruje to brak szacunku dla pracy ludzkiej. Redakcja nakaza³a dopisanie postaci krawcowej, twierdz¹c, ¿e „sama ig³a z sam¹ nitk¹ nie mog¹ nic uszyæ”.
CNarodziny Brzechwy jako autora dzieciêcego nie by³y efektem ch³odnej kalkulacji, lecz porywu serca. Pisarz zacz¹³ tworzyæ najbardziej znane utwory, by zaimponowaæ pewnej piêknej przedszkolance. To dla niej powsta³y teksty, które tylko wydawa³y siê literatur¹ dla najm³odszych, a w rzeczywistoœci têtni³y nowatorsk¹ form¹ i humorem.
Prze³om nast¹pi³ w 1937 r. z publikacj¹ „Tañcowa³a ig³a z nitk¹”, a nastêpnie „Kaczki Dziwaczki” z ilustracjami Franciszki Themerson. Sukces komercyjny i entuzjazm czytelników sprawi³y, ¿e twórczoœæ dla dzieci przys³oni³a jego dorobek liryczny, staj¹c siê fundamentem s³awy i stabilizacji finansowej.
Po 1945 r. Brzechwa odnalaz³ siê w £odzi, gdzie organizowa³ zrêby ¿ycia kulturalnego. Jego talenty organizacyjne i prawnicze zderzy³y siê z brutaln¹ rzeczywistoœci¹ braku wszystkiego. Jako radca prawny ZAiKS-ui „Czytelnika”, Brzechwa sta³ siê de facto logistykiem przetrwania dla ca³ego œrodowiska literackiego. Mimo oczywistych zwi¹zków z „w³adz¹ ludow¹” nawet jego niewinne utwory trafia³y pod lupê cenzury, która w ka¿dym przejawie czystej fantazji dopatrywa³a siê „bur¿uazyjnych nalecia³oœci”. Mówiono, ¿e jego wiersze s¹ pisane tak, jakby by³y przeznaczone wy³¹cznie dla dzieci przedwojennej inteligencji. Uznano je za zbyt abstrakcyjne i pozbawione spo³ecznego osadzenia.
hoæ Brzechwê czêsto postrzegano jako ulubieñca re¿imu, jego status by³ kruchy i fasadowy. Mimo legitymacji partyjnej, w³adza zawsze patrzy³a na niego z podejrzliwoœci¹. W 1954 roku otrzyma³ presti¿owy Medal Miasta Stalinogrodu, ale gdy zacz¹³ chorowaæ na serce, to lœni¹ce odznaczenie w niczym mu nie pomog³o. Aby dostaæ siê do kliniki rz¹dowej, Brzechwa musia³ pisaæ upokarzaj¹ce podania, sk¹d przychodzi³a odpowiedŸ, ¿e „klinika jest przeci¹¿ona” i „obywatel Brzechwa” nie zostanie przyjêty.
W biografii Brzechwy lata 1947-56 to okres szczególnej gorliwoœci politycznej. Jako cz³onek partii czu³ siê zobowi¹zany do wype³niania „zamówieñ spo³ecznych”, co zaowocowa³o utworami o planie szeœcioletnim czy o samej partii. By³y to teksty ¿enuj¹ce, nies³uszne literacko i myœlowo, o czym sam autor doskonale wiedzia³.
Dopiero po œmierci Stalina i nadejœciu odwil¿y Brzechwa zacz¹³ odcinaæ siê od tych dokonañ. Wykorzysta³ zmianê klimatu politycznego, by przywracaæ swoim wierszom dla dzieci ich pierwotny kszta³t. Trwa³ymi zmianami pozosta³y te geograficzne – usuwa³ nazwy miast, które po zmianie granic nie le¿a³y ju¿ w Polsce.
Do koñca ¿ycia stara³ siê pisaæ ju¿ tylko to, czego nie musia³by siê wstydziæ przed swoimi najm³odszymi czytelnikami.
W zbiorowej wyobraŸni Jan Brzechwa zastyg³ w no-
bliwej pozie starszego pana, który ca³¹ energiê poœwiêca³ na zabawianie dzieci. Jednak pod warstw¹ dzieciêcej naiwnoœci kry³ siê rasowy bon vivant, cz³owiek o niemal rzymskim apetycie na ¿ycie, którego prywatna egzystencja by³a równie fantazyjna –i niekiedy równie drastyczna – jak przygody Ambro¿ego Kleksa. Postanowi³ umrzeæ pogodnie, zachowuj¹c formê do ostatniego tchnienia, jakby œmieræ by³a tylko kolejnym „spotkaniem towarzyskim, na którym nie wypada byæ ciê¿arem”.
Los zadrwi³ z jego planów – zmar³ w lipcu 1966 roku, w deszczowy dzieñ, psuj¹c znajomym wakacyjne plany. Przed œmierci¹ za¿yczy³ sobie, by przemówienia pogrzebowe by³y krótkie. Zagrozi³, ¿e jeœli ktokolwiek bêdzie przemawia³ zbyt d³ugo, on po prostu zacznie pukaæ od spodu w wieko trumny.
Jan Brzechwa by³ dowodem na to, ¿e ¿ycie mo¿na prze¿yæ jako dzie³o sztuki, nawet w trudnych czasach i w obliczu s³abn¹cego zdrowia, ¿e prawdziwa wielkoœæ nie polega na g³oœnych deklaracjach, ale na umiejêtnoœci sprawienia, by inni czuli siê przy nas po prostu dobrze – a¿ do ostatniego, cichego pukniêcia w wieko.

El¿bieta Baumgartner radzi

Wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami przychodzi naturalna potrzeba odœwie¿enia przestrzeni wokó³ siebie. Otwieramy okna, wpuszczamy do domu œwiat³o i… zaczynamy dostrzegaæ rzeczy, które przez zimê umknê³y naszej uwadze. Kurz na pó³kach, przepe³nione szafy, sterty papierów. Pora na porz¹dki. Ale wiosenne porz¹dki maj¹ znacznie g³êbszy sens ni¿ tylko estetyka. To moment, w którym mo¿emy uporz¹dkowaæ nie tylko dom – szafy, szuflady, lodówkê, gara¿ – ale i w³asne finanse.
Dom jako lustro naszych nawyków Zagracona przestrzeñ rzadko jest przypadkiem. Najczêœciej odzwierciedla nasze decyzje zakupowe, brak czasu lub odk³adanie spraw „na póŸniej”. Ka¿dy przedmiot ma swoj¹ historiê – promocjê, impuls, przekonanie, ¿e „kiedyœ siê przyda”. W rezultacie dom zaczyna pe³niæ funkcjê magazynu, a nie miejsca odpoczynku.
Wiosenne porz¹dki to okazja, by spojrzeæ na w³asne rzeczy z dystansu. Czy naprawdê potrzebujemy tylu ubrañ? Czy sprzêty, które zajmuj¹ miejsce w szafach, s¹ u¿ywane? A mo¿e s¹ tylko fizycznym œladem wydanych pieniêdzy, których ju¿ nie odzyskamy?
To pierwszy, czêsto niedoceniany krok do poprawy finansów: uœwiadomienie sobie, ile kupujemy i dlaczego.
Porz¹dek w papierach – fundament spokoju
W wielu domach najwiêkszym wyzwaniem s¹ dokumenty. Rachunki, wyci¹gi bankowe, umowy, ubezpieczenia – wszystko to trafia do szuflad, które z czasem przestaj¹ siê domykaæ. Do tego dochodz¹ sterty nieprzeczytanych gazet, wycinków prasowych, wydrukowanych przepisów kulinarnych. Wa¿ne papiery mieszaj¹ siê z makulatur¹. Chaos w dokumentach to nie tylko problem estetyczny, ale realne ryzyko finansowe. Brak nadzoru nad papierami mo¿e oznaczaæ przeoczone rachunki i op³aty karne, nieœwiadomoœæ warunków umów, trudnoœci w razie audytu podatkowego lub ubiegania siê o jakieœ œwiadczenia.
Wiosna to dobry moment, by stworzyæ prosty system. Nie musi byæ skompliko-
wany. Segregator, parê tekturowych teczek, podzia³ na kilka kategorii: podatki, bank, ubezpieczenia, nieruchomoœci, zdrowie. Nie zaszkodzi szafka na dokumenty (file cabinet). Coraz wiêcej osób decyduje siê tak¿e na digitalizacjê dokumentów, co znacz¹co u³atwia dostêp i zmniejsza ryzyko zgubienia wa¿nych informacji.
Subskrypcje i „ma³e wycieki” pieniêdzy Podczas porz¹dków czêsto natrafiamy na stare umowy lub potwierdzenia p³atnoœci. To doskona³a okazja, by przyjrzeæ siê sta³ym wydatkom, które z czasem przestaj¹ byæ zauwa¿alne. Serwisy streamingowe, aplikacje, si³ownie, abonamenty, ka¿dy z nich osobno wydaje siê niewielki. Razem tworz¹ jednak znacz¹c¹ czêœæ miesiêcznego bud¿etu. Co gorsza, wiele z nich op³acamy automatycznie, nawet z nich nie korzystaj¹c.
Wiosenne porz¹dki finansowe polegaj¹ nie tylko na oszczêdzaniu, ale na odzyskiwaniu kontroli. Warto zadaæ sobie pytanie: które z tych wydatków rzeczywiœcie przynosz¹ wartoœæ, a które s¹ tylko efektem przyzwyczajenia?
Szafa, która mówi prawdê o naszych wydatkach
Porz¹dki w garderobie bywaj¹ zaskakuj¹co odkrywcze. Ubrania z metkami, rzeczy za³o¿one raz, rozmiary „na przysz³oœæ” – to wszystko œwiadczy o decyzjach podejmowanych pod wp³ywem emocji. Ka¿dy taki przedmiot to zamro¿one pieni¹dze. I choæ nie da siê ich w pe³ni odzyskaæ, mo¿na wyci¹gn¹æ wnioski na przysz³oœæ. Czy kupujemy pod wp³ywem promocji? Czy próbujemy poprawiæ sobie nastrój zakupami? Czy kierujemy siê potrzeb¹ czy impulsem?
Warto przyj¹æ prost¹ zasadê: zanim coœ kupimy, zastanówmy siê, gdzie to bêdzie przechowywane i jak czêsto u¿ywane. Porz¹dek w szafie mo¿e staæ siê pocz¹tkiem bardziej œwiadomej konsumpcji.
Kuchnia i codzienne nawyki
Kuchnia to serce domu, ale te¿ miejsce, gdzie ³atwo tracimy pieni¹dze. Przeterminowane produkty, nadmiar zapasów, jedzenie wyrzucane do kosza – to wszystko przek³ada siê na realne straty. Wiosenne porz¹dki w kuchni to dobry moment, by sprawdziæ daty wa¿noœci, uporz¹dkowaæ zapasy, zaplanowaæ bardziej przemyœlane zakupy.
Czêsto okazuje siê, ¿e mamy wiêcej, ni¿ nam siê wydaje. Zaplanuj dania, by spo¿ytkowaæ zamro¿on¹ ¿ywnoœæ. Zrób zapiekanki, by zu¿yæ wiêdn¹ce warzywa i resztki miêsa czy wêdlin. Kup coœ œwie¿ego dopiero gdy opró¿nisz lodówê i zamra¿alkê. Oszczêdzisz pieni¹dze i odzyskasz przestrzeñ.




Bud¿et jako finansowy odpowiednik sprz¹tania
Tak jak dom wymaga regularnego sprz¹tania, tak finanse wymagaj¹ przegl¹du. Wiosna to idealny moment, by usi¹œæ i spojrzeæ na swój bud¿et z nowej perspektywy. Nie chodzi o tworzenie skomplikowanych arkuszy, ale o zrozumienie podstaw: ile zarabiamy, ile wydajemy, na co dok³adnie przeznaczamy pieni¹dze.
Czêsto sama œwiadomoœæ wystarcza, by wprowadziæ zmiany. Widzimy wtedy wyraŸnie, które wydatki s¹ konieczne, a które mo¿na ograniczyæ bez pogorszenia jakoœci ¿ycia.
D³ugi i zobowi¹zania – czas na plan
Wiele osób unika patrzenia na swoje d³ugi, odk³adaj¹c temat „na póŸniej”. Wiosenne porz¹dki to dobry moment, by zmierzyæ siê z rzeczywistoœci¹. Zebranie wszystkich zobowi¹zañ w jednym miejscu – kart kredytowych, po¿yczek, rat –pozwala odzyskaæ poczucie sprawczoœci.
Zamiast chaosu pojawia siê plan.
Nie zawsze oznacza to natychmiastow¹ sp³atê, ale ju¿ sama œwiadomoœæ struktury zad³u¿enia jest krokiem naprzód. Czasem warto rozwa¿yæ konsolidacjê lub renegocjacjê warunków, zmianê kart kredytowych na korzystniejsze, szczególnie w kontekœcie zmieniaj¹cych siê stóp procentowych.
Porz¹dek jako inwestycja w przysz³oœæ
Wiosenne porz¹dki nie koñcz¹ siê na wyrzuceniu czy rozdaniu zbêdnych rzeczy. Ich prawdziwa wartoœæ polega na zmianie podejœcia. Uczymy siê podejmo-
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Powrót do Polski”, „Emerytura reemigranta w Polsce, podrêcznik seniora wracaj¹cego do kraju”, „Emerytura polska i amerykañska” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
waæ bardziej œwiadome decyzje zarówno w domu, jak i w finansach.
Porz¹dek daje coœ wiêcej ni¿ estetykê, bo daje spokój. A spokój finansowy jest jednym z najcenniejszych zasobów, jakie mo¿emy sobie zapewniæ. W uporz¹dkowanej przestrzeni ³atwiej myœleæ, planowaæ i dzia³aæ. Podobnie w finansach: przejrzystoœæ prowadzi do lepszych decyzji, a te z kolei buduj¹ stabilnoœæ.
Ma³e kroki, du¿e efekty Nie trzeba robiæ wszystkiego naraz. Wystarczy zacz¹æ od jednego obszaru, np. szuflady, kategorii wydatków, jednego rachunku. Ka¿dy ma³y krok przybli¿a nas do wiêkszej zmiany.
Wiosna przypomina nam, ¿e odnowa jest mo¿liwa. Tak jak przyroda budzi siê do ¿ycia, tak i my mo¿emy uporz¹dkowaæ swoj¹ przestrzeñ i finanse, robi¹c miejsce na to, co naprawdê wa¿ne. Bo w gruncie rzeczy wiosenne porz¹dki nie polegaj¹ tylko na sprz¹taniu rzeczy. Polegaj¹ na odzyskiwaniu kontroli nad w³asnym ¿yciem. ❍
“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”
Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.
Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

Szukaj¹ pracy:
➦ Szukam pracy niezbyt obci¹¿¹j¹cej fizycznie.
Szybko siê uczê. Mam doœwiadczenie w bran¿y sprzeda¿owej i dobrze sobie radzê w kontaktach z klientami.
Tel. 917.207.2449 – Darek
➦ 60-letni mê¿czyzna szuka lekkiej pracy w œrodowisku polskojêzycznym.
Tel. 646.220.5832 – Jacek
A jak podchodzili Amerykanie z interioru do Europejczyków? Pewnie nie do koñca ich rozumieli, ale szanowali. Zw³aszcza Brytyjczyków, wobec których mieli kompleks akcentu, ale te¿ Francuzów czy W³ochów. Polaków traktowali trochê z góry, ale byli przychylni. – Uciek³eœ przed komunizmem? Chcesz mieszkaæ i pracowaæ w Ameryce? Powodzenia! Polacy to good workers and good people Walczyliœcie po dobrej stronie, u boku Ameryki. Turyœci z Hiszpanii, Holandii i Szwecji od lat wje¿d¿ali do Stanów bez wizy. Przestali ju¿ emigrowaæ – w ich krajach ¿y³o siê ju¿ nie gorzej ni¿ w Ameryce. Amerykanie o tym wiedzieli (choæ

pewnie wielu z nich wola³oby mieæ emigrantów z Norwegii, a nie z Meksyku). Europejczycy bywali chêtnie w Stanach, na lotnisku sprawdzano ich pobie¿nie i ¿yczliwie; potem wydawali du¿o pieniêdzy na wakacje i zakupy. Sporadycznie, jakaœ Francuzka chcia³a popracowaæ jako au pair, a Irlandczyk w barze. A teraz s³yszê sam¹ ideologiê (któr¹ zawsze ma³o siê interesowa³em). O szwedzkich komunistach, o upadku chrzeœcijañskich wartoœci w Europie, w ogóle o upadku Europy. Raptem to my jesteœmy w œwiecie ci bad guys. Nie Rosjanie, nie Chiñczyczy – my, Europejczycy. Te¿ tak czujecie?



NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE





– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018
www.drshuguicui.com
Brzydota nie jedno ma imiê
Okreœlenie powy¿sze (z ³aciñskiego „turpis” – brzydki) wymyœli³ polski poeta, Julian Przyboœ, w odniesieniu do modnego swego czasu wœród artystów epatowania odbiorców brzydot¹, makabr¹, szkaradzieñstwem. Zjawisko to mia³o miejsce g³ównie w literaturze, a w Polsce czo³owym w poezji turpist¹ by³ Stanis³aw Grochowiak.
¯artobliw¹ „Odê do turpistów” polski poeta zaczyna: Bez serc, bez nerek, bez miêsa od koœci, o, najwierniejszy pos¹gu cz³owieka, trwa³y, pogrzebny szkielecie, arcydzie³o portretowej rzeŸby! Podaj mi piszczel!
Niechaj na tym flecie niepokalanie bia³ym, obranym do czysta, zaœwistam z weso³oposêpnym dreszczem Odê do postarza³ej o sto lat m³odoœci
Ohydny portret
Turpizm by³ zjawiskiem powszechnym. W USA w tej estetyce specjalizowa³ siê m.in. Ivan Albright, niew¹tpliwie najdoskonalszy z twórców, którzy odwrócili siê od przedstawiania piêkna, zaœ skierowali ku ohydzie, szpetocie i innych podobnej kategorii wyobra¿eniom. By³ na tyle znany z obrzydliwych przedstawieñ, ¿e do niego w³aœnie zwróci³ siê re¿yser filmowy, Albert Lewin, nim przyst¹pi³ w 1943 r. do nakrêcenia filmu „Portret Doriana Gray’a” na podstawie powieœci Oscara Wilde’a. By³o oczywiste, ¿e ten w³aœnie obraz bêdzie najwa¿niejszym rekwizytem filmowym. W powieœci (i w filmie) pewien m³ody Anglik, Dorian Gray, sfrustrowany tym, ¿e jego œwie¿o namalowany przez przyjaciela portret zachowa na wiecznoœæ ów moment piêkna i m³odoœci, podczas gdy on sam bêdzie siê zmienia³, brzyd³, starza³, wypowiada pochopne ¿yczenie: oby móg³ przelaæ na postaæ na obrazie skutek swych namiêtnoœci ¿yciowych, samemu zaœ pozostaæ nietkniêty przez doœwiadczenia up³ywaj¹cych miesiêcy i lat. Innymi s³owy, wzdycha do magii,

która pozwoli³aby mu trwaæ w m³odzieñczym piêknie, podczas gdy portret wzi¹³by na siebie œlady prze¿yæ, ciê¿ar starzenia siê, brzydoty, uwi¹du.
Nastêpne dziesiêciolecia ¿ycia w wystêpku, rozpuœcie, k³amstwie i wszelkich nieprawoœciach nie pozostawiaj¹ ¿adnego œladu na twarzy Doriana Graya. Tym ³atwiej mu kraœæ, uwodziæ, oszukiwaæ, bo za niewinnym m³odzieñczym wygl¹dem nikt nie podejrzewa ukrytej pod³oœci i ³ajdactwa.
Ów ju¿ niem³ody Anglik co pewien czas przygl¹da siê schowanemu na strychu portretowi, na którym wszystkie jego wystêpki zostawiaj¹ trwa³y œlad, czyni¹c jego wizerunek coraz wstrêtniejszym dla oka. Kiedy jednak pope³nia zbrodniê, obraz zmieni³ siê do tego stopnia, ¿e bohater nie mo¿e ju¿ znieœæ szpetoty w³asnego wizerunku na p³ótnie i wbija weñ nó¿.
Czy Albright wywi¹za³ siê z zadania? Chyba tak… Namalowa³ potworn¹ postaæ z zakrwawionymi d³oñmi, w poszarpanym, zetla³ym od staroœci ubraniu, z pomarszczon¹ twarz¹ w dzikim ob³êdzie, obraz wystêpku i zbrodni. Choæ na czarno-bia³ym filmie wielu artystycznych szczegó³ów nie by³o widaæ, dzie³o spe³ni³o oczekiwan¹ rolê. Film nominowano wprawdzie do kilku Oscarów, ale nie okaza³ siê sukcesem kasowym, co oczywiœcie nie by³o win¹ malarza. Wiêkszym znacznie powodzeniem cieszy³a siê doroczna wystawa zorganizowana przez Art Institute w Chicago w 1945 r., na której m. in. prezentowano „Doriana Graya” Ivana Albrighta. T³umy na ni¹ wali³y, panie efektownie s³ab³y b¹dŸ nadobnie mdla³y przed dzie³em malarza, albo przynajmniej zas³ania³y oczy w obliczu ohydy. Albright przez krótki czas by³ najbardziej znanym, najpopularniejszym artyst¹ amerykañskim.
Moda nade wszystko
Turpizm malarza podoba³ siê. Albright by³ modnym artyst¹, u którego zamawiano portrety. Nie jestem przekonany, czy Mary Block, znana w swoim czasie w Chicago salonissa, s³ynna z dobroczynnych przedsiêwziêæ, patronka sztuki, by³a ostatecznie zadowolona ze swej podobizny. Wygl¹da po prostu trupio poœród zas³on, które wygl¹daj¹ jak trumienne koronki. Ale gdy w grê wchodzi moda wszystkie inne wzglêdy schodz¹ na dalszy plan. Taktownie te¿ krytycy zaczêli nazywaæ styl Albrighta „magicznym realizmem”, aby nie powiedzieæ wprost, co myœl¹ o tego rodzaju przedstawieniach.
Podobnie artysta potraktowa³ modelkê obrazu pt.: „Into the World There Came a Soul Called Ida” (W œwiecie zjawi³a siê dusza zwana Id¹). Patrz¹c na wizerunek kobiety trudno siê domyœleæ, ¿e mia³a ona zaledwie 19 lat. Artysta przedstawi³ j¹ przy stoliku z przyborami kosmetycznymi. Jej go³e nogi wygl¹daj¹ skrofulicznie, piersi obwis³e, twarz poryta zmarszczkami, cera „jak u szeœciotygodniowego topielca” (jak napisa³ jeden z krytyków), a t³uszcz jej cia³a uk³ada siê w zgrubienia i fa³dy. Ubrana w jakiœ strój zetla³ego materia³u w ³aty, wygl¹da wrêcz odpychaj¹co. Ponurego charakteru obrazu dope³nia rozpadaj¹ce siê wiklinowe krzese³ko i podniszczona szafka.
Albright wyjaœnia³, i¿ chcia³ na obrazie przedstawiæ up³yw czasu i dewastacjê jak¹ wiek czyni w naszym wygl¹dzie i osobowoœci. Kobieta patrzy w lustro ze smutkiem rozpamiêtuj¹c „niegdysiejsze œniegi” starzej¹cego siê cia³a: by³o niegdyœ na krótko piêkne, teraz górê bior¹ oznaki rozk³adu i zepsucia.
Dziwiæ siê mo¿na, ¿e Ivan Albright by³ wziêtym artyst¹ swego czasu i zamawiano u niego obrazy. Mo¿e jednak spe³nia³y one po¿yteczn¹ funkcjê: kobiety patrz¹c na swe podobizny z optymizmem powtarza³y sobie: tak Ÿle to jeszcze nie wygl¹dam. ❍


