POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1662 (1962) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 25 LIPCA 2026
![]()
NUMER 1662 (1962) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 25 LIPCA 2026
Tomasz Bagnowski
Przez wiele ostatnich miesiêcy wydawa³o siê, ¿e polityczna kariera Marine
Le Pen dobiega koñca.
Po skazaniu w marcu 2025 r. za sprzeniewierzenie œrodków publicznych i zakazie ubiegania siê o prezydenturê wiêkszoœæ obserwatorów przewidywa³a, ¿e kandydatem francuskiej prawicy w wyborach prezydenckich w 2027 r. zostanie jej polityczny nastêpca Jordan Bardella. Sytuacja zmieni³a siê jednak dzieñ po tym, jak s¹d apelacyjny podtrzyma³ wyrok skazuj¹cy, ale uchyli³ zakaz kandydowania. Le Pen natychmiast po tym wyroku oficjalnie rozpoczê³a kampaniê prezydenck¹. Inauguracja odby³a siê w niewielkim mieœcie La Fleche, oko³o 260 kilometrów od Pary¿a, symbolicznie przywracaj¹c liderkê Zjednoczenia Narodowego do centrum francuskiej polityki.
Atmosfera podczas wiecu wyborczego odzwierciedla³a g³êbokie podzia³y we francuskim spo³eczeñstwie. Zwolennicy skandowali has³a poparcia dla Le Pen, podczas gdy przeciwnicy gwizdali, uderzali w garnki i wykrzykiwali oskar¿enia o korupcjê.
„Rozpoczynamy nasz¹ kampaniê prezydenck¹” – powiedzia³a Le Pen uœmiechaj¹c
siê do dziennikarzy zgromadzonych na miejskim targowisku. Zapowiedzia³a jednoczeœnie, ¿e nie zamierza koncentrowaæ siê na sporach prawnych, dotycz¹cych jej sprawy s¹dowej oraz samego wyroku. „Nie chcê prowadziæ kampanii opartej na analizach s¹dowych. Chcê rozmawiaæ o polityce, bo stawk¹ jest przysz³oœæ narodu francuskiego” – stwierdzi³a Le Pen. Obok niej sta³ Jordan Bardella, który jeszcze do niedawna by³ postrzegany jako naturalny kandydat partii.
Powrót Le Pen do polityki zmienia uk³ad si³ przed wyborami zaplanowanymi na kwiecieñ przysz³ego roku. Obecny prezydent Emmanuel Macron nie mo¿e ubiegaæ siê o kolejn¹ kadencjê z powodu limitu kadencji, a jego potencjalni nastêpcy przygotowywali siê raczej do rywalizacji z mniej doœwiadczonym Bardell¹. Decyzja Le Pen o starcie w wyborach mo¿e byæ zaskakuj¹ca tak¿e dlatego, ¿e wczeœniej sugerowa³a ona, i¿ nie bêdzie kandydowaæ.
➭ Harcerska Akcja Letnia – str. 7
➭ Si³a rodzinnych wiêzi – str. 7
➭ U Weteranów: Wieniawa, Wieniawa, Wieniawa – str. 8-9
➭ W dooko³a sto³u - Brie, król serów – str. 10
➭ Co powoduje, ¿e biedniejemy? – str. 13
➭ Kalectwo – str. 15


Chris Miekina
Kiedy w 1963 roku w robotniczym sercu Polski – £odzi – narodzi³ siê zespó³ „Trubadurzy”, nikt nie przypuszcza³, ¿e stanie siê on fundamentem polskiej odmiany beatlemanii. Obok „Czerwonych Gitar”, „Niebiesko-Czarnych” i grupy „Blackout”, „Trubadurzy” tworzyli tzw. „¿elazn¹ czwórkê” polskiego bigbitu. Choæ ich popularnoœæ dorównywa³a najwiêkszym zespo³om zza „¿elaznej kurtyny, kulisy ich kariery dalekie by³y od zachodniego blichtru.
Marian Lichtman, dziœ uznawany za jedn¹ z najbarwniejszych postaci polskiej perkusji, pierwotnie wcale nie zamierza³ zasiadaæ za zestawem bêbnów. Jako utalentowany gitarzysta i wokalista mia³ inne plany, jednak Krzysztof Krawczyk i S³awomir Kowalewski dostrzegli w nim idealnego kandydata na „rytmiczne serce” zespo³u. Kluczem do sukcesu okaza³ siê status maj¹tkowy rodziny Lichtmanów – w³aœcicieli sklepu z galanteri¹ skórzan¹. Kole-
dzy przekonali jego ojca, ¿e Marian nie bêdzie in¿ynierem czy lekarzem lecz polskim Ringo Starrem i w ten sposób „Maniek” dosta³ swoj¹ pierwsz¹ w ¿yciu perkusjê, co na zawsze zdefiniowa³o brzmienie grupy i stworzy³o w Polsce rzadki wówczas model œpiewaj¹cego perkusisty.
Dorastanie w powojennej £odzi, na owianych mroczn¹ s³aw¹ Ba³utach, by³o dla muzyków swoist¹ szko³¹ przetrwania.
Laryngolog, od ponad 30 lat
pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422)
Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.
Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy.
Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu
zg³oszenia

Wykonuje badania imigracyjne.



Serdecznie zapraszamy w czwartek, 30 lipca o godz. 18:00 do „Ma³ej Galerii” Kuriera Plus na wernisa¿ wystawy fotografii „Portrety i pejza¿e” Polsko-Amerykañskiego Klubu Fotografika. Prezentowana ekspozycja jest edycj¹ specjaln¹ i stanowi wybór najciekawszych prac z wystaw „Portrety i pejza¿e”, które odby³y siê w RIVAA Gallery w 2025 i 2026 roku i cieszy³y siê du¿ym zainteresowaniem publicznoœci. Zapraszamy do wspólnego spotkania z fotografi¹ i autorami prezentowanych prac. „Ma³a Galeria” Kuriera Plus – Centrum Polsko-S³owiañskie, 176 Java Street I piêtro, Brooklyn, NY 11222

Lato kojarzy siê ze s³oñcem, lekk¹ sukienk¹ i zimn¹ lemoniad¹. Niestety, dla wielu kobiet w okresie menopauzy organizm dodatkowo uruchamia w³asne ogrzewanie, pojawiaj¹ siê uderzenia gor¹ca, nocne poty, trudnoœci ze snem i uczucie, jakby wewnêtrzny termostat nastawiono na tryb „tropiki”.
Menopauza jest naturalnym etapem ¿ycia kobiety, zwi¹zanym ze stopniowym zmniejszaniem aktywnoœci jajników. Spada produkcja estrogenów i progesteronu, a wzrasta poziom FSH, czyli hormonu folikulotropowego. Estrogen nie odpowiada jedynie za cykl miesi¹czkowy. Wp³ywa równie¿ na mózg, naczynia krwionoœne, skórê, koœci, b³ony œluzowe, sen, nastrój i mechanizmy regulowania temperatury cia³a.
Kiedy stê¿enie estrogenów zaczyna siê wahaæ, oœrodek termoregulacji znajduj¹cy siê w podwzgó rzu mo¿e staæ siê nadmiernie wra¿liwy. Tempera tura, w której organizm czuje siê dobrze, zwê¿a siê. Wystarczy stres, pikantna kolacja, duszne po mieszczenie aby organizm uruchomi³ alarm: rozszerzenie naczyñ krwionoœnych skóry, zaczerwienienie twarzy, gwa³towne poce nie, ko³atanie serca, a nawet dreszcze.
W tym kontekœcie interesuj¹cym preparatem jest Shatavari Force firmy New

Chapter, zawieraj¹cy skoncentrowany ekstrakt z korzenia Asparagus racemosus. Shatavari od wieków zajmuje wa¿ne miejsce w ajurwedzie jako roœlina wspieraj¹ca kobiec¹ równowagê, witalnoœæ i dobre samopoczucie. Najwa¿niejszymi sk³adnikami shatavari s¹ saponiny steroidowe, szczególnie shatavarin I oraz IV. Sk³adaj¹ siê one z czêœci steroidowej po³¹czonej z cz¹steczkami cukrów. Ich budowa przypomina strukturê hormonów steroidowych, dlatego naukowcy badaj¹ ich wp³yw na receptory estrogenowe. Receptory estrogenowe, g³ównie ER-alfa i ER-beta, znajduj¹ siê w wielu tkankach kobiecego organizmu. S¹ obecne m.in. w mózgu, koœciach, naczyniach krwionoœnych i uk³adzie rozrodczym. Niektóre sk³adniki shatavari mog¹ ³agodnie modulowaæ ich aktywnoœæ. Nie oznacza to jednak, ¿e shatavari zawiera estrogen ani ¿e dzia³a jak hormonalna terapia menopauzalna. Jej dzia³anie jest znacznie subtelniejsze i nadal intensywnie badane.
Korzeñ shatavari zawiera równie¿ flawonoidy: rutynê, polifenole i inne zwi¹zki antyoksydacyjne. Rutyna mo¿e oddzia³ywaæ z niektórymi receptorami estrogenowymi, natomiast polifenole pomagaj¹ chroniæ komórki przed stresem oksydacyjnym. Efekt preparatu mo¿e wiêc wynikaæ

nie z jednej „magicznej” substancji, lecz ze wspó³pracy wielu naturalnych sk³adników.
Dlaczego ma to znaczenie latem? W okresie menopauzy organizm mo¿e Ÿle tolerowaæ nawet niewielkie zmiany temperatury. Jeœli dochodzi wysoka temperatura powietrza, wilgoæ, brak snu i niedostateczne nawodnienie, komfort kobiety mo¿e gwa³townie siê pogorszyæ. Shatavari mo¿e wspieraæ równowagê organizmu podczas uderzeñ gor¹ca, spokojniejszy sen oraz odpornoœæ na okresowy stres. Nie wy³¹czy jednak s³oñca i nie zast¹pi klimatyzatora.
Dlatego suplementacjê warto ³¹czyæ z prostymi zasadami: regularnym piciem wody, lekk¹ odzie¿¹, ch³odn¹ sypialni¹, ograniczeniem alkoholu, ostrych potraw i nadmiaru kofeiny. Dobrym pomys³em jest równie¿ obserwowanie w³asnych wyzwalaczy. Czasami okazuje siê, ¿e najwiêkszym wrogiem kobiecego termostatu nie jest lato, lecz trzecie espresso i zimowa ko³dra.
Shatavari Force jest suplementem diety, a nie lekiem. Nie diagnozuje, nie leczy ani nie zapobiega chorobom. Nie nale¿y równie¿ przedstawiaæ go jako zamiennika hormonalnej terapii menopauzalnej.
Menopauza nie powinna odbieraæ kobiecie energii, urody ani radoœci ¿ycia. Czasami jedynie podkrêca temperaturê wy¿ej, ni¿ by³oby to mile widziane. Wtedy warto zadbaæ o nawodnienie, sen, ch³ód, spokój i dobrze dobrane wsparcie.
Zarz¹d i Cz³onkowie Pulaski Association of Business and Professional Men

Uroczystoœci pogrzebowe odbêd¹ siê w sobotê 25 lipca 2026 w koœciele Œwiêtych Aposto³ów Piotra i Paw³a w Jab³oni Koœcielnej.
Szanowne Kole¿anki z KPP, Szanowni Koledzy ze SWAP, Szanowni Pañstwo.
Z wielkim smutkiem przekazujê wiadomoœæ o œmierci naszego kolegi dr Janusza Romañskiego – komendanta Okrêgu 10, kronikarza placówki 12 SWAP, a ponadto zaanga¿owanego w wiele innych polonijnych organizacji, takich jak: Uniwersytet Ludowy w Filadelfii, Stowarzyszenie In¿ynierów i Techników Polskich – Polonia Technika, Kluby Gazety Polskiej, Komitet Smoleñsko – Katyñski, Instytut Pi³sudskiego i inne.
*
Msza Œw. ¿a³obna za duszê Œ.P. dr. Janusza Romañskiego bêdzie sprawowana w Amerykañskiej Czêstochowie, Duchowej Stolicy Polonii Amerykañskiej w najbli¿sz¹ sobotê, 25 lipca o godzinie 11:30, w kaplicy na cmentarzu. Mszê Œw. bêdzie odprawia³ przeor Ojciec Bogdan Olzacki w koncelebrze z kapelanem pl. 12. SWAP, ksiêdzem Konstantym Pruszyñskim.
Zapraszamy w mundurach i strojach organizacyjnych oraz w miarê mo¿liwoœci ze sztandarami.
Bardzo proszê o rozpowszechnianie tej wiadomoœci.



Na drogach Prawdy Bo¿ej

Ks. Ryszard Koper
Jezus opowiedzia³ t³umom tak¹ przypowieœæ: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalaz³ go pewien cz³owiek i ukry³ ponownie. Uradowany poszed³, sprzeda³ wszystko, co mia³ i kupi³ tê rolê. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukuj¹cego piêknych pere³. Gdy znalaz³ jedn¹ drogocenn¹ per³ê, poszed³, sprzeda³ wszystko, co mia³ i kupi³ j¹.
„Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do sieci, zarzuconej w morze i zagarniaj¹cej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy siê nape³ni³a, wyci¹gnêli j¹ na brzeg i usiad³szy, dobre zebrali w naczynia, a z³e odrzucili. Tak bêdzie przy koñcu œwiata: wyjd¹ anio³owie, wy³¹cz¹ z³ych spoœród sprawiedliwych i wrzuc¹ ich w piec rozpalony; tam bêdzie p³acz i zgrzytanie zêbów”. (Mt 13, 44-51)
Zapewne s³yszeliœmy o piramidzie Maslowa. Jest to jedna z teorii w psychologii, stworzona przez amerykañskiego psychologa Abrahama Maslowa. Zak³ada ona, ¿e ludzkie zachowania s¹ motywowane d¹¿eniem do zaspokojenia okreœlonych potrzeb, u³o¿onych w porz¹dku od najbardziej podstawowych do tych zwi¹zanych z samorozwojem. Teoria opiera siê na za³o¿eniu, ¿e aby cz³owiek móg³ skupiæ siê na potrzebach wy¿szego rzêdu, jak kreatywnoœæ, uznanie czy duchowoœæ musi najpierw zaspokoiæ potrzeby, le¿¹ce u podstaw piramidy. Kolejnoœæ ich zaspokajania jest nastêpuj¹ca: Potrzeby fizjologiczne. Potrzeba bezpieczeñstwa. Potrzeba stabilizacji, ochrony, porz¹dku i wolnoœci od strachu. Potrzeby przynale¿noœci i mi³oœci. Potrzeby emocjonalne. Potrzeba szacunku i uznania. Samorealizacji np. szukanie sensu ¿ycia. Wygl¹da to sensownie, jednak wspó³czesna psychologia wskazuje, ¿e piramida potrzeb nie jest sztywn¹ regu³¹ i uk³ad potrzeb mo¿e ró¿niæ siê w zale¿noœci od kultury oraz indywidualnych doœwiadczeñ cz³owieka. Sam Maslow z czasem przyzna³, ¿e mo¿na realizowaæ potrzeby w innej kolejnoœci. Zaœ fragment Ewangelii na 17 niedzielê Roku Zwyk³ego (jest to liczenie niedziel wed³ug kalendarza liturgicznego) wywraca do góry nogami piramidê Mas³owa. Tê „wywrotkê” Chrystus ujmuje w przypowieœciach o skarbie ukrytym w ziemi, o poszukiwaczu piêknych pere³ i o sieci zarzuconej w morze.
Skarb, per³a s¹ obrazami Królestwa niebieskiego, które w piramidzie Maslowa zajmowa³oby ostatnie miejsce, a Chrystus ka¿e je postawiæ na pierwszym miejscu, bo od tego zale¿eæ bêdzie miejsce w sieci ostatecznego dnia: „Tak bêdzie przy koñcu œwiata: wyjd¹ anio³owie, wy³¹cz¹ z³ych spoœród sprawiedliwych i wrzuc¹ ich w piec rozpalony; tam bêdzie p³acz
i zgrzytanie zêbów”. Sprawiedliwi z przypowieœci, to ludzie, którzy w ¿yciu postawili na pierwszym miejscu wartoœci Królestwa niebieskiego. S¹ one tak cenne, ¿e cz³owiek powinien byæ gotowy zrezygnowaæ dla nich ze wszystkiego. Tymi wartoœciami s¹: Mi³oœæ i dobroæ, sprawiedliwoœæ i pokój, pokora i ubóstwo duchowe, uznanie swojej zale¿noœci od Boga, mi³osierdzie, gotowoœæ niesienia pomocy potrzebuj¹cym itp.
Skutków wyboru niew³aœciwej hierarchii wartoœci cz³owiek doœwiadcza³ od najdawniejszych czasów. Sta³ siê on tak¿e motywem greckiego mitu o królu Midasie. Midas by³ bardzo bogaty i to bogactwo zajmowa³o w jego hierarchii wartoœci najwa¿niejsze miejsce. Rano i wieczorem król ogl¹da³ swoje bogactwa i myœla³ tylko o jednym – jak je powiêkszyæ. Pewnego dnia Dionizos, grecki bóg wina postanowi³ ukaraæ chciwoœæ króla. Pewnego razu, gdy król wszed³ do skarbca ujrza³ Dionizosa wraz z jego orszakiem. Dionizos powiedzia³, ¿e mo¿e prosiæ o co chce a on to spe³ni. Król zapragn¹³, aby wszystko, czego dotknie, zamieni³o siê w z³oto. Dionizos spe³ni³ to ¿yczenie. Król poczu³ siê najszczêœliwszym cz³owiekiem na œwiecie. D³ugo b³¹dzi³ po komnatach pa³acu, nie mog¹c nacieszyæ siê blaskiem z³ota. Szybko jednak po¿a³owa³ swojej decyzji, gdy w z³oto zamieni³o siê jego jedzenie, a nawet jego w³asna ukochana córka, któr¹ przypadkowo dotkn¹³. Zacz¹³ uciekaæ od widoku z³ota. Ostatkiem si³ dobieg³ do œwi¹tyni Dionizosa, rzuci³ siê do stóp o³tarza i b³aga³ o cofniêcie tej mocy. Dionizos stwierdzi³, ¿e króla spotka³a zas³u¿ona kara, lecz tym razem jeszcze mu przebaczy³. Midas, tul¹c w ramionach córkê zrozumia³, ¿e w ¿yciu s¹ wa¿niejsze rzeczy ni¿ bogactwo, z³oto. Jest mi³oœæ, która przenosi nas

w najcudowniejsze sfery ludzkiego ¿ycia. A patrz¹c przez pryzmat dzisiejszych ewangelicznych przypowieœci mo¿emy powiedzieæ, ¿e istnieje rzeczywistoœæ, w której realizuj¹ siê nasze najpiêkniejsze sny, marzenia. Chrystus nazwa tê rzeczywistoœæ Królestwem Niebieskim.
Doœwiadczy³ tego œw. Franciszek z Asy¿u, który uwa¿any jest za najradoœniejszego cz³owieka na œwiecie. Osi¹gn¹³ prawdziwe szczêœcie, odrzucaj¹c bogactwa materialne na rzecz radykalnego ubóstwa. Porzuci³ dostatnie ¿ycie kupca, wybieraj¹c ca³kowite oddanie Bogu.
Dla œw. Franciszka brak dóbr materialnych oznacza³ wolnoœæ od trosk i przywi¹zañ. Jego wewnêtrzny spokój wynika³ z g³êbokiej wiary w Boga, mi³oœci do ka¿dego stworzenia oraz ¿ycia w zgodzie z idea³ami pokoju i prostoty. Mówi³: „Bóg jest radoœci¹, dlatego przed swój dom wystawi³ s³oñce”. Codziennie rano wstajemy i widzimy to s³oñce. Czy dostrzegamy wtedy Boga, który przez s³once mówi o radoœci ¿ycia? Patrz¹c dziêkczynnie na s³oñce œw. Franciszek napisa³ „Hymn s³oñca”. Jest to jedno z najstarszych i najwa¿niejszych dzie³ literatury w³oskiej, bêd¹ce pochwa³¹ Boga i ca³ego stworzenia.
Œw. Franciszek wyra¿a ufnoœæ w Bo¿e mi³osierdzie, afirmacjê ¿ycia i zachwyt nad piêknem œwiata, odrzucaj¹c œredniowieczny pesymizm.
Niewielu z nas staæ na taki radykalizm w szukaniu radoœci i szczêœcia jak zrobi³ to œw. Franciszek. Nie jest jednak konieczne pozbycie siê wszelkich dóbr materialnych i ziemskich przyjemnoœci, bo najwa¿niejsze jest to co dzieje siê w naszym sercu, gdzie bierze pocz¹tek to co jest na zewn¹trz. Wa¿ne, aby w³aœnie tam wartoœci Królestwa niebieskiego by³y na pierwszym miejscu, a gdy zajdzie tego potrzeba byœmy mieli odwagê i si³ê rezygnacji z wartoœci ni¿szych na rzecz wartoœci Królestwa Niebieskiego, które jak skarb, per³a, powinno byæ na pierwszym miejscu.
Dla ilustracji czêsto siêgam do ¿ycia celebrytów, zdaj¹c sobie sprawê, ¿e w tym œrodowisku zmiana pogl¹dów, i partnerów ¿yciowych jest na porz¹dku dziennym. Maj¹c tego œwiadomoœæ wspomnê jednak fragment historii z ¿ycia Joanny Krupy polsko-amerykañskiej modelki, i celebrytki. ¯yje pe³ni¹ ¿ycia, nie wyrzekaj¹c siê wszystkiego jak œw. Franciszek z Asy¿u. Jednak z wywiadu z ni¹ wynika, ¿e wartoœci Królestwa Niebieskiego w jej sercu zajmuj¹ wa¿ne miejsce. Celebrytka wielokrotnie mówi³a o swoim przywi¹zaniu do religii. Podkreœla, ¿e wiele zawdziêcza matce. Wspomina: Moja mama, jak by³a ma³a – nie chcê sk³amaæ, mia³am 11 albo 12 lat – nie chcê wyjœæ na jak¹œ tak¹ wariatkê, ale z pi¹tk¹ dzieci widzia³a Jezusa w niebie”. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl



Warszawski Hotel Bristol sposobi siê do jubileuszu swego 125 lecia, przypadaj¹cego w listopadzie br. Z tej okazji zosta³em poproszony, bym rozszerzy³ swoje wspomnienia z dzieciñstwa z tym¿e hotelem zwi¹zane, opublikowane przed æwieræwieczem w „Oknach pe³nych nadziei”, które ukazywa³y siê w odcinkach na ³amach ówczesnego „Kuriera Plus”. Wprawdzie pisa³em w nich g³ównie o odbudowuj¹cym siê ze zniszczeñ wojennych Hotelu Europejskim, w którym mój ojciec mia³ mieszkanie s³u¿bowe przyznane mu na czas pracy w po³¹czonym zarz¹dzie obu tych hoteli, ale to w³aœnie Bristol pojawia siê w tych¿e wspomnieniach jako miejsce niemal magicznych odkryæ. To w nim widywa³em w koñcu lat piêædziesi¹tych ubieg³ego wieku artystów z ca³ego œwiata, tak s³awnych jak np. wirtuoz fortepianu Witold Ma³cu¿yñski, to w nim buszowa³em po wszystkich salach, zakamarkach, nie wy³¹czaj¹c piwnic i mansard, to w nim podjada³em w kuchniach egzotyczne smako³yki. Kucharze i cukiernicy mnie lubili i stale czymœ czêstowali. Na co dzieñ mieszkaliœmy rodzinnie nieopodal rzeki w podwarszawskim drewnianym Œwidrze, ale niedziele, ferie i wakacje spêdzaliœmy w rzeczonym Europejskim, sto³uj¹c siê w Bristolu. W nim odby³o siê wielkie przyjêcie z okazji chrztu moich sióstr bliŸniaczek, w nim by³ uroczysty obiad po mojej pierwszej komunii, w nim bawili siê rodzice na Sylwestra. A i bierzmowanie, po którym zosta³em Ignasiem, te¿ by³o w Bristolu fetowane. By³o to mo¿liwe, bo mój ojciec jako profesjonalny materia³oznawca i towaroznawca kierowa³ nie tylko dzia³em zaopatrzenia, ale by³ tak¿e organizatorem ró¿nych oficjalnych bankietów, spotkañ, narad i uroczystoœci dla s³awnych

goœci oraz dla zas³u¿onych pracowników. W Bristolu panowa³a bowiem wówczas wewnêtrzna kole¿eñska zasada, ¿e zwi¹zani z nim trwale pracownicy mogli od czasu do czasu po zni¿kowych cenach korzystaæ z jego pomieszczeñ, restauracji i kawiarñ. Bywa³o zatem, ¿e w niedziele po koœciele pa³aszowaliœmy w Sali Malinowej lub na wewnêtrznym patio pyszne firmowe lody, lody ciep³e (sic!) i ciacha. Bywa³o, ¿e s³uchaliœmy tam koncertów wykonywanych przez tercety, kwartety i kwintety. Bywa³o, ¿e dosiadali siê do nas hotelowi goœcie zachwyceni moimi siostrami bliŸniaczkami i wypytuj¹cy o szczegó³y ich wychowywania. Natomiast mn¹ nikt siê nie zachwyca³. Mo¿e dlatego, ¿e by³em piegusem i zawsze stawa³em z boku lub chowa³em siê z ty³u. Naburmuszony, wymyka³em siê rodzicom i szed³em do hotelowej kawiarni nad ulic¹ Karow¹, w której odbywa³y siê próby Kabaretu Szpak. Tam zaœmiewa³em siê ze skeczy, piosenek i monologów wykonywanych pod kierownictwem Kazimierza Rudzkiego m.in. przez Hankê Bielick¹, Alinê Janowsk¹, Barbarê Rylsk¹, Bohdana £azukê, Wieñczys³awa Gliñskiego, Edwarda Dziewoñskiego i Andrzeja Szczepkowskiego. O dziwo, je rozumia³em. O dziwo, nikt z kabareciarzy mnie nie przegania³, bo cieszy³ ich mój œmiech. Z bristolowych atrakcji pamiêtam równie¿ kryszta³ow¹ windê na korbkê, wyposa¿on¹ w zabytkowe foteliki, wybijane czerwonym aksamitem. Wygl¹da³a jak szklana karoca z bajki. Dobrotliwy pan windziarz przewozi³ mnie ni¹ czasem, a nawet kilka razy pozwoli³ j¹ prowadziæ z parteru na pi¹te piêtro i z powrotem. Oczywiœcie bez goœci. W roku 1964 widzia³em jak ta¿ karoca uwozi w górê nogi samej… Marleny Dietrich, uwa¿ane do niedawna za najpiêkniejsze i najcenniejsze bia³e nogi œwiata. W czasie wakacji uwielbia³em jeŸdziæ wraz z ojcem i jego pracownikami po hotelowe zakupy. S³u¿bow¹ ciê¿arówk¹ lub towarow¹ Nysk¹. Mknêliœmy pod Grójec lub Skierniewice po najlepsze owoce, do Karczewa po najlepsze wêdliny i podroby, do £odzi po eleganck¹ poœciel, do Æmielowa po nowe zestawy porcelany, do Henrykowa po meble stylizowane na antyki, pod Na³êczów po warzywa i m¹kê ze zbó¿ wyros³ych na czarnoziemiu. Ojciec dba³, ¿eby wszystko, co kupuje by³o jak najwy¿szej jakoœci. Jazda z nim by³a frajd¹, bo pokazywa³ mi osobliwoœci w mijanych krajobrazach. Zawsze tak organizowa³ wyjazd, ¿ebym móg³ jak najwiêcej zobaczyæ i zwiedziæ. Samo pokonywa-
Iran uznaje za zamkniêt¹ i atakuje ka¿dy statek, który próbuje tamtêdy przep³yn¹æ. Na drabinie eskalacji Teheran jest wy¿ej, bo jego sojusznicy w Jemenie zagrozili blokad¹ drugiej cieœniny, Bab al-Mandab, wyjœcia z Morza Czerwonego.

nie przestrzeni samochodem by³o i jest do dzisiaj dla mnie wielk¹ przyjemnoœci¹, choæ sam nie mogê prowadziæ. Kiedy w latach 1956-59 nasta³ czas Drugiej Repatriacji Polaków ze Zwi¹zku Sowieckiego, ojciec upycha³ ich w obu hotelach, gdzie tylko siê da³o i wyposa¿a³, w co siê da³o, ¿eby mogli jakoœ przetrwaæ czas, dopóki gdzieœ nie znajd¹ pracy i siê nie zagospodaruj¹. By³y wœród nich osoby przyby³e prosto z ³agrów i politycznych wiêzieñ, pozbawione wszystkiego i wynêdznia³e tak, ¿e trzeba je by³o ratowaæ pod ka¿dym wzglêdem. I ojciec to czyni³. Nie mam pewnoœci, czy by³o to uzgodnione z hotelow¹ zwierzchnoœci¹ i prawid³owo ksiêgowane. Dziesiêæ lat póŸniej ci¿ uratowani rodacy stawili siê jak jeden m¹¿ na pogrzebie ojca i ustawili na jego grobie wielki metalowy krzy¿ z wizerunkiem Ducha Œwiêtego. W pamiêci utkwi³y mi t³umy witaj¹ce na Krakowskim Przedmieœciu w 1958 roku Jana Kiepurê, który po wojnie pierwszy raz przylecia³ do Polski i zatrzyma³ siê w³aœnie w Bristolu. Na ich ¿¹danie œpiewa³ najpierw z dachu samochodu, a póŸniej z naro¿nego balkonu tego¿ hotelu. Entuzjazm s³uchaczy by³ nie do opisania. Mama p³aka³a ze wzruszenia i z têsknoty za woln¹ Polsk¹, któr¹ w jej œwiadomoœci Jan Kiepura uosabia³. Ojciec zaœ z tego¿ wzruszenia pali³ papierosa za papierosem, zapominaj¹c sprawdziæ, czy apartament przygotowany dla tego wielkiego œpiewaka zosta³ we wszystko zaopatrzony. By³ póŸniej wielce usatysfakcjonowany, kiedy w hotelowej Ksiêdze Goœci przeczyta³ jego podziêkowanie: „Kochanemu Staremu Bristolowi, tradycyjne dobremu“. W styczniu 2013, po zakoñczonym kolejnym remoncie wnêtrz, Hotel Bristol do³¹czy³ do sieci hotelowej The Luxury Collection. Znajduje siê w nim 165 pokoi i 41 apartamentów. Zachodzê doñ czasem w poszukiwaniu przesz³oœci. Nie staæ mnie w nim nawet na piwo. (Fragment wiêkszej ca³oœci) ❍
Wtorek wieczorem
Stany Zjednoczone atakuj¹ cele w Iranie, Iran amerykañskie bazy lub miejsca powi¹zane z Amerykanami w Bahrajnie, Iraku, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Kuwejcie i Jordanii. I tak od dziesiêciu dni i nocy.
Choæ trzeba przyznaæ, ¿e skala zniszczeñ i ataków nie przypomina tych z koñca lutego czy marca, co wa¿ne nie uczestniczy w walkach Izrael, to jest to wymiana ognia na ca³ego. I co najgorsze, z ofiarami. Od wznowienia ostrza³u, zginê³o ju¿ dodatkowo czworo amerykañskich ¿o³nierzy (od pocz¹tku wojny zginê³o 18 Amerykanów), a jak wydusi³ z siebie Pentagon, jest ponad setka rannych, g³ównie lekko.
Ze s³ów prezydenta Donalda Trumpa trudno dociec jak d³ugo to bêdzie trwa³o i tak naprawdê jakie s¹ cele, bo to zmienia siê z dnia na dzieñ. Nawet z pobie¿nej analizy wynika, ¿e USA desperacko próbuj¹ odblokowaæ Cieœninê Ormuz, któr¹
Choæ prezydent Trump i jego wspó³pracownicy robi¹ dobr¹ minê, to sytuacja w Pentagonie nie wygl¹da ró¿owo. Nieoficjalne doniesienia mówi¹, ¿e koñcz¹ siê rakiety potrzebne do walki i co wa¿niejsze… pieni¹dze na wojnê.
Dzisiaj w Kongresie by³ sekretarz wojny Pete Hegseth. Przyszed³ po… dodatkowe œrodki na wojnê, ale dotychczas ostentacyjnie lekcewa¿eni przedstawiciele Izby Reprezentantów i Senatu nie byli skorzy do szybkiego dzia³ania. Przypomnijmy, przed tygodniami obie izby Kongresu przyjê³y rezolucjê ¿¹daj¹c¹ od prezydenta zakoñczenia dzia³añ wojennych w Iranie, któr¹ Trump po prostu zignorowa³.
Teraz chodzi o 95 miliardów dolarów dla Pentagonu oraz pomoc dla farmerów. Ale kilku Republikanów w izbie Reprezentantów buntuje siê i brak wiêkszoœci, choæ g³osowanie ju¿ jutro. Bia³y Dom i liderzy ciê¿ko pracuj¹, aby przekonaæ niezdecydowanych Republikanów, oferuj¹c wiêcej szczegó³ów na temat przepisów dotycz¹-
cych bezpieczeñstwa wyborów w ramach ustawy SAVE America Act – priorytetu prezydenta Trumpa i do³¹czonej do projektu finansowania Pentagonu. Dodatkowo Senat straszy, ¿e nie zajmie siê ustaw¹ dot¹d, a¿ rusz¹ prace nad ustaw¹ bud¿etow¹. S³owem, opór trwa. Jak stwierdzi³ republikañski kongresmen Thomas Massie, z którego Trump uczyni³ wroga nr 1, „to fundusz korupcyjny na nielegaln¹ wojnê z Iranem, z którego skorzystaj¹ rolnicy, którzy cierpi¹ z powodu podwy¿ek cen paliw i nawozów spowodowanych wojn¹, a tak¿e z powodu polityki handlowej Trumpa.”
Œroda rano
W Polsce od kilku dni zamieszanie w Prawie i Sprawiedliwoœci. Star³y siê dwie frakcje: jedna skupiona wokó³ by³ego premiera, Mateusza Morawieckiego, druga wokó³ desygnowanego na przysz³ego premiera, by³ego wojewodê i ministra edukacji i nauki, Przemys³awa Czarnka.
Za Morawieckim stanêli g³ównie jego byli wspó³pracownicy, zwani „harcerzami” (wielu z nich zaczyna³o w harcerstwie), mówi¹cy o rozwoju i modernizacji. To kilkudziesiêciu pos³ów, którzy nie ukrywaj¹, ¿e po drodze im z ka¿dym centryst¹ któremu zale¿y na Polsce.
Z drugiej strony jest koalicja tzw. maœlarzy (bo któremuœ z nich nie podoba³o siê, ¿e w polskich samolotach podawano mas³o Made in Germany), ludzi skupionych wokó³ Zbigniewa Ziobro oraz starej, partyjnej gwardi Jaros³awa Kaczyñskiego. Oni chc¹ mocniejszego skrêtu na prawo, aby ³owiæ w tym samym elektoracie co dwie Konfederacje: Korony Polskiej Grzegorza Brauna i tej Krzysztofa Bosaka i S³awomira Mentzena. Sam Czarnek ostatnio radykalnie zaostrzy³ kurs wobec Ukrainy, co nie wszystkim siê podoba. Choæ nie jest zdziwieniem retoryczna walka, bo podzia³y w najwiêkszej partii opozycyjnej s¹ od dawna, a od kilku miesiêcy Kaczyñski próbuje PiS jakoœ posklejaæ. Jednak mocna retoryka, straszenie siê s¹dami przez pos³ów, b¹dŸ, co b¹dŸ jeszcze tej samej partii, to nowoœæ. I wiadomoœæ, ¿e to wszystko na powa¿nie i roz³am jest mo¿liwy. Wydaje siê, ¿e zdaje sobie z tego sprawê tak¿e sam Kaczyñski. Jak podaje zwykle dobrze poinformowany Robert Mazurek z Kana³u Zero, nieoficjalnie, ale „to informacja pewna”, Prezes postanowi³ wykonaæ ruch do przodu. To Zbigniew Bogucki, kiedyœ wojewoda zachodniopomorski z tej partii, a dzisiaj szef Kancelarii Prezydenta RP ma byæ kandydatem PIS-u na premiera. Decyzjê mia³ podj¹æ osobiœcie Jaros³aw Kaczyñski, a poprzeæ j¹ prezydent Karol Nawrocki.
Gdzie dwóch siê bije, trzeci korzysta? Zobaczymy, jak na tê „degradacjê” zareaguje Czarnek, a tak¿e Morawiecki. Poza tym trzeba jeszcze, bagatela, wygraæ wybory… ❍
Kazimierz Wierzbicki

Polska lubelska to termin dotycz¹cy obszaru ziem polskich zajêtych przez Armiê Czerwon¹ w 1944 roku. Terytorium to o wielkoœci 78 tys. km kwadratowych obejmowa³o województwo lubelskie oraz czêœæ województw bia³ostockiego, kieleckiego oraz mazowieckiego.
Polska lubelska znajdowa³a siê pod rz¹dami utworzonego 21 lipca 1944 r. tzw. Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który reprezentowa³ komunistyczn¹ w³adzê kontrolowan¹ ca³kowicie przez Moskwê.
22 lipca PKWN og³osi³ manifest okreœlaj¹cy swój program. Manifest by³ wydrukowany w Moskwie kilka dni wczeœniej. Komitet odebra³ polskiemu rz¹dowi w Londynie prawo do sprawowania w³adzy. Zapowiedziano wprowadzenie reform spo³eczno-gospodarczych (m.in. reformy rolnej oraz upañstwowienie wielkiego przemys³u).
W treœci manifestu nie by³o ani jednego s³owa odnosz¹cego siê do socjalizmu lub komunizmu. Za to czêsto odwo³ywano siê do „demokracji”, „demokratycznych przemian” oraz „si³ demokratycznych”.
W koñcowej czêœci manifestu oddano czeœæ zwyciêskiej Armii Czerwonej. Podkreœlono równie¿ sojusz z mocarstwami zachodnimi stwierdzaj¹c: „Niech ¿yj¹ nasi sojusznicy – Amerykanie, Anglicy i Francuzi”.
W sk³ad komitetu wchodzili ma³o znani dzia³acze przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS) oraz Stronnictwa Ludowego (SL). Byli to najczêœciej pos³uszni w³adzy sowieckiej karierowicze. Z osób bardziej znanych i staraj¹cych siê zachowaæ pozory niezale¿noœci mo¿na wymieniæ Andrzeja Witosa (brata legendarnego przywódcy ludowców Wincentego) oraz popularnego w Krakowie socjalistê Boles³awa Drobnera. Przywódc¹ PKWN zosta³ bli¿ej nieznany dzia³acz lewicy socjalistycznej Edward Osóbka – Morawski.
G³ównym zadaniem PKWN by³o zwalczanie podziemia niepodleg³oœciowego, przede wszystkim oddzia³ów Armii Krajowej. Do tego celu powo³ano Milicjê Obywatelsk¹ oraz S³u¿bê Bezpieczeñstwa. Jesieni¹ 1944 r. Stalin zawiadomi³ PKWN, ¿e przemiany polityczne w Polsce s¹ zbyt ³agodne. W zwi¹zku z tym aparat bezpieczeñstwa popierany przez sowieckie NKWD rozpocz¹³ rz¹dy terroru. Pod koniec paŸdziernika w wiêzieniach i obozach znajdowa³o siê ponad sto tysiêcy osób. Wiele z nich deportowano w g³¹b Rosji. W niektórych okolicach odpowiedzi¹ na wzmo¿ony terror by³ zbrojny opór polskiego podziemia.
Staraniem premiera Churchilla i za zgod¹ Stalina dosz³o dwukrotnie (sierpieñ i paŸdziernik 1944) do spotkania przedstawicieli rz¹du londyñskiego z reprezentacj¹ PKWN. Negocjacje nie przynios³y wiêkszego rezultatu. Komuniœci wystêpowali w roli gospodarzy i oferowali londyñskim Polakom jedynie 25 procent miejsc w rz¹dzie.
Nieco póŸniej W³adys³aw Gomu³ka mia³ wypowiedzieæ s³ynne s³owa pod adresem rz¹du na wychodŸstwie: „Nie gniewajcie siê panowie ale my tu gospodarze. W³adzy raz zdobytej nie oddamy”.
W czerwcu 1945 r. w wyniku porozumienia miêdzy Stalinem i aliantami zachod-
Wed³ug najnowszych sonda¿y liderka Zjednoczenia Narodowego pozostaje faworytk¹ wyœcigu o Pa³ac Elizejski. Wyprzedza m.in. by³ych kandyduj¹cych premierów Edouarda Philippe’a i Gabriela Attala, lidera lewicy Jean-Luca Melenchona oraz konserwatywnego polityka Bruno Retailleau. Warto pamiêtaæ, ¿e sonda¿e to tylko sonda¿e. Le Pen kandydowa³a na prezydenta trzykrotnie i trzykrotnie przegra³a. Wybór miejscowoœci La Fleche na pocz¹tek kampanii nie by³ przypadkowy. Niewielkie, licz¹ce oko³o 15 tys. mieszkañców miasto, do którego mo¿na dotrzeæ wy³¹cznie drog¹ l¹dow¹, jest przyk³adem prowincjonalnej Francji, gdzie Zjednoczenie Narodowe od lat zdobywa coraz wiêksze poparcie wœród wyborców przekonanych, ¿e pañstwo zaniedbuje mniejsze
miejscowoœci. Partia niedawno przejê³a tam urz¹d burmistrza, a samo miejsce ma równie¿ dodatkowe znaczenie dla Le Pen. Jej siostra Marie-Caroline Le Pen przegra³a tu niewielk¹ ró¿nic¹ g³osów wybory parlamentarne w 2024 r., a jej m¹¿ Philippe Olivier, jeden z czo³owych dzia³aczy partii, jest mentorem obecnego burmistrza. Marine Le Pen zosta³a skazana za kierowanie systemem nielegalnego wykorzystywania funduszy Parlamentu Europejskiego. Wed³ug s¹du kilka milionów euro przeznaczonych na wynagrodzenia asystentów w europarlamencie finansowa³o w rzeczywistoœci dzia³alnoœæ partyjn¹ niezwi¹zan¹ z prac¹ instytucji unijnych. Le Pen odrzuca zarzuty i podkreœla, ¿e nie osi¹gnê³a z tego procederu ¿adnych osobistych korzyœci. Koordynator lewicowej partii La France insoumise (Niepokorna Francja) Manuel

nimi powsta³ Rz¹d Jednoœci Narodowej w którym Stanis³aw Miko³ajczyk zosta³ wicepremierem, a kilka tek oddano politykom z emigracji. Resort bezpieczeñdtwa i wojsko nale¿a³y ca³kowicie do komunistów. Terror przeciwko opozycji politycznej i zbrojnej nasila³ siê z miesi¹ca na miesi¹c. Po sfa³szowaniu wyników wyborów do sejmu w styczniu 1947 r., zagro¿ony
Bompard, której kandydatem na prezydenta jest Jean-Luc Melenchon stwierdzi³, ¿e Le Pen mówi jedno, a robi coœ zupe³nie przeciwnego. Z kolei Jean-Francois Cope, znany we Francji konserwatywny mer podparyskiego miasta Meaux nazwa³ j¹ „intelektualnym i moralnym oszustem”. Jednoczeœnie jednak rywale Le Pen znaleŸli siê w trudnym po³o¿eniu. Z jednej strony wskazuj¹ na wyrok s¹dowy, z drugiej nie chc¹ sprawiaæ wra¿enia, ¿e próbuj¹ wyeliminowaæ j¹ z wyborów decyzj¹ s¹du zamiast pokonaæ przy urnach. „Wolê wygraæ z Marine Le Pen w demokratycznym g³osowaniu, ni¿ widzieæ, jak zostaje wykluczona z wyœcigu decyzj¹ s¹du” – powiedzia³ cytowany w New York Timesie Edouard Philippe. Le Pen zapowiedzia³a z³o¿enie kolejnej apelacji od niedawnego wyroku do s¹du najwy¿szego we Francji, co oznacza, ¿e do czasu ostatecznego rozstrzygniêcia sprawy, wykonanie czêœci orzeczonych wobec niej decyzji zostaje zawieszone. Pozwala to prowadziæ pe³nowymiarow¹ kampaniê wybor-
aresztowaniem i prawdopodobnie skazaniem na œmieræ, Stanis³aw Miko³ajczyk zdo³a³ przedostaæ siê na Zachód. Komuniœci przejêli ca³kowit¹ w³adzê. Polska wkroczy³a w okres dyktatury stalinowskiej. Rocznica og³oszenia Manifestu PKWN, czyli zniewolenia Polski, 22 lipca sta³a siê najwa¿niejszym œwiêtem narodowym obchodzonym do 1989 r. ❍
cz¹. Le Pen liczy, ¿e ostateczny wyrok nie zapadnie przed pierwsz¹ tur¹ wyborów. Kampania wyborcza liderki francuskiej prawicy prowadzona jest pod has³em, które po polsku brzmi: „Dla Francji – odrodzenie”. Bêdzie zapewne barwna by nie powiedzieæ brutalna kampania. Protestuj¹cy, którzy przyszli na jej wiêc krzyczeli m.in. „Marine do wiêzienia”, „Z³odziejka” oraz „Oddajcie pieni¹dze”. Zwolennicy pozostawali jednak niewzruszeni podkreœlaj¹c ¿e Le Pen nie jest jedynym skazanym politykiem i ¿e inni w przesz³oœci tak¿e siêgali po publiczne pieni¹dze. G³ówne postulaty Le Pe to: renegocjacje warunków cz³onkostwa Francji w Unii Europejskiej, a w razie braku zmian referendum o wyjœciu z Unii, ograniczenie imigracji, zwiêkszenie si³ policyjnych i zaostrzenie zasad uzyskiwania sta³ego pobytu, obni¿ka podatków, oraz ograniczenie projektów pozyskiwania czystej energii ze Ÿróde³ wiatrowych i s³onecznych i silny rozwój energetyki j¹drowej.








Pod koniec czerwca dwie dru¿yny ¿eñskie („Szczyty Górskie” i „Górskie Szczyty”) oraz dru¿yna mêska (21 MDH im. Gen. Sosabowskiego) z oœrodka harcerskiego w Linden, NJ ustawi³y swoje obozy letnie w oœrodku Bobriwka w Colebrook w Connecticut.
Tematem obozu harcerek byli Wikingowie i mitologia nordycka, a harcerzy Aztekowie i Mezoameryka.
Przez dwa tygodnie ponad piêædziesi¹t harcerek i harcerzy bra³o udzia³ w licznych grach terenowych i zdobywa³o sprawnoœci i kolejne

stopnie harcerskie. Harcerki uczy³y siê gotowaæ na w³asnorêcznie przygotowanych paleniskach, pos³ugiwaæ narzêdziami takimi jak siekiery, pi³y i m³oty, aby zbudowaæ bramê obozow¹ i stojaki w namiotach oraz rozpoznawaæ znaki patrolowe. Nie zabrak³o te¿ wycieczek (Six Flags, tubing rzeczny – w upale dobrze by³o spêdziæ nawet kilka godzin nad wod¹), wspólnych meczów pi³ki no¿nej (w dru¿ynach mieszanych) i wieczorów z harcerskimi piosenkami przy ognisku. Do zobaczenia na jesiennym pikniku harcerzy z Linden!

Temu wieczorowi nie sprzyja³a pogoda; upa³ i py³y z kanadyjskich po¿arów powodowa³y, ¿e oficjalne komunikaty zaleca³y pozostanie w domu. Ale rodzinna marka Ani i Janusza Skowronów zrobi³a swoje. Na spotkaniu stawili siê licznie przyjaciele artystycznej pary i wierni czytelnicy Kuriera. G³ównym punktem wieczoru by³a promocja nowej, wspólnej ksi¹¿ki Ani i Janusza zatytu³owanej “W meandrach poszukiwañ”. Sk³adaj¹ siê na ni¹ opisy fragmentów emigracyjnych losów czterech pokoleñ rodziny.

Ksi¹¿kê rozpoczyna dziennik stryja Janusza, Stanis³awa, który jako oœmiomiesiêczny bobas w 1923 roku przyp³yn¹³ z mam¹ do Ameryki na francuskim parowcu. Potem nastêpuj¹ zabawne wspomnienia pierwszych amerykañskich doœwiadczeñ mamy Janusza, a potem jego samego, stêsknionego, pe³nego obaw i nadziei czekaj¹cego na przyjazd ¿ony i ma³ych synków. Kolejne wspomnienie Janusza - jak stara siê utrzymaæ rodzinê i równoczeœnie realizowaæ siê artystycznie. W ksi¹¿ce widaæ ró¿nice charakterów, temperamentów i oczekiwañ wspomina-




Goœcie wieczoru. W pierwszym rzêdzie Ania i Janusz Skowronowie.
j¹cych osób. Najbardziej linearna jest opowieœæ Ani, m³odej ¿ony, jej obawy ale i zaufanie do emigracyjnego wyboru mê¿a i wspieranie go na ka¿dym etapie wspólnej drogi. Do tego dochodzi wychowanie dzieci, rozwijanie w trudnych warunkach ich talentów i umiejêtnoœci.
Zupe³nie inne w nastroju s¹ pomieszczone w Meandrach fragmenty pamiêtnika Artura, zmar³ego, niezwykle uzdolnionego artystycznie syna Ani i Janusza. Czytelne jest w nich szukanie swojego miejsca w œwiecie, m³odzieñcza niezgoda
na system, na codzienny wyœcig szczurów w którym nie chce braæ udzia³u. Artur znalaz³ swoj¹ Arkadiê nad oceanem. O sile ¿ywio³u i imponuj¹cym piêknie natury pisze w dzienniku i tomiku wierszy. Fascynacjê oceanem widaæ by³o te¿ na du¿ych obrazach Artura, których wystawa odby³a siê równie¿ tego wieczoru. Wszystkie wspomnienia pomieszczone w „Meandrach poszukiwañ” ujmuj¹ prostot¹ i szczeroœci¹, ale przede wszystkim si³¹ pokoleniowych wiêzi i potrzeb¹ utrwalenia œladu rodzinnych prze¿yæ.

S³ynny – a mo¿e i najs³ynniejszy polski kawalerzysta XX wieku, u³an i szwole¿er Boles³aw Wieniawa-D³ugoszowski urodzi³ siê 22 lipca 1881 roku. Poniewa¿ jakiœ czas temu na tych ³amach (9 VII 2022) pisa³em d³u¿szy i smutniejszy esej o Panu Generale z okazji rocznicy Jego œmierci (zm. 1 VII 1942), zatem teraz radoœniej. A by³ to cz³owiek o bardzo pogodnym usposobieniu, zawsze w dobrym humorze, inteligentnie dowcipny, z ogromnym powodzeniem u kobiet. Sam mówi³, ¿e ju¿ od ko³yski mia³ nieokie³znany temperament. By³ to cz³owiek bardzo honorowy, o wielkiej inteligencji, wielkim uroku osobistym, wielkiego polotu. Przypominaj¹c wybrane sytuacje z jego ¿ycia i ho³duj¹c trzem charakterystycznym dla niego zagadnieniom: wojsku, poezji i dyplomacji, najwiêcej miejsca poœwiêcam teraz kulturze, zw³aszcza poezji. ¯o³nierz, poeta, dyplomata
Tym trzem dawniej typowo mêskim profesjom poœwiêca³ siê nasz bohater, by³: ¿o³nierzem, poet¹, dyplomat¹. Piszê dalej o nim po prostu Wieniawa – tak jak utrwalono to w naszej historiografii, jak powszechnie mówiono o nim i jak siê mówi nadal. Najpe³niej rozjaœni to – jak i tytu³ tego eseju – wiersz z jednej z przedwojennych s³ynnych satyrycznych i politycznych szopek noworocznych: Niech zamilknie ka¿dy œmia³ek, zuchwa³ek, pysza³ek, Na przedzie pan Marsza³ek, Marsza³ek, Marsza³ek!
A za nim armii s³awa, wzrok dum¹ napawa,
A za nim tu¿: Wieniawa, Wieniawa, Wieniawa! Urodzi³ siê w Galicji, w Maksymówce w woj. lwowskim, gdy mia³ 6 lat rodzina przeprowadzi³a siê do Bobowej niedaleko Nowego S¹cza, gdzie zakupili maj¹tek ziemski z du¿ym historycznym istniej¹cym do dziœ dworem ziemiañskim. Pan Boles³aw ukoñczy³ Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie (by³ lekarzem), nastêpnie studiowa³ malarstwo (!); wyjecha³ nawet w tym celu do Berlina, a póŸniej z ¿on¹ do Pary¿a, by wróciæ do kraju na Wielk¹ Wojnê i walczyæ o niepodleg³oœæ Ojczyzny. Podczas studiów zaprzyjaŸni³ siê z lwowsk¹ cyganeri¹, podobnie jak póŸniej pozna³ tê warszawsk¹, parysk¹, krakowsk¹, a na koniec ¿ycia i polonijn¹ nowojorsk¹. A ci lwowscy twórcy, do których siê zbli¿y³ to: Kornel Makuszyñski, Ludwik Solski, Tadeusz Miciñski, Jan Kasprowicz, Leopold Staff i in. W Pary¿u zaprzyjaŸni³ siê m.in. z: Olg¹ Boznañsk¹, Xawerym Dunikowskim, W³adys³awem Koœcielskim, Leonem Schillerem, Wac³awem Sieroszewskim. Wreszcie warszawscy przyjaciele (kilka nazwisk): s³ynny Franc Fiszer, Jan Lechoñ, Julian Tuwim, Jan Ordyñski, Adolf Dymsza, Loda Halama, Artur Rubinstein – gdy bywa³ w Warszawie. Garn¹³ siê g³ównie do ludzi kultury, sam te¿ by³ twórc¹, literatem (nawet poda³ kiedyœ taki swój zawód), pisa³ wiersze, piêknie rysowa³ i malowa³. By³ szlachcicem i inteligentem.
W doros³ym ¿yciu Wieniawa by³ przede wszystkim zawodowym ¿o³nierzem, póŸniej dyplomat¹ – przez dwa lata ambasadorem we W³oszech, przy Kwirynale. Przez krótki czas wykonywa³ wyuczony zawód lekarza, wybra³ s³u¿bê wojskow¹ poznawszy w Pary¿u Józefa Pi³sudskiego. By³: u³anem, szwole¿erem, adiutantem i przyjacielem Józefa Pi³sudskiego, dowódc¹ 1. Pu³ku Szwole¿erów Józefa Pi³sudskiego, komendantem garnizonu i placu m. sto³. Warszawy, d-c¹ 2. Dywizji Kawalerii, wreszcie genera³em dywizji i kawalerem Orderu Virtuti Militari nadanym za I wojnê œwiatow¹. Adiutantem Komendanta Pi³sudskiego w Legionach Polskich by³ od 1915 r., od 1918 r. by³ adiutantem Naczelnego Wodza, nale¿a³ tak¿e do POW. Pi³sud-

Józef Pi³sudski i jego adiutant por. Wieniawa-D³ugoszowski, Kraków 1916
ski zleci³ p³k. Wieniawie opracowanie jednej z kampanii ukraiñskich w wojnie polsko-ukraiñskiej w 1919 r., któr¹ opracowa³ z p³k. Julianem Stachiewiczem. W rocznicowym eseju sprzed miesi¹ca wspominaliœmy tu poetê Jana Lechonia (zm. w Nowym Jorku w 1956 r.), wielkiego przyjaciela Wieniawy. Otó¿ Zdzis³aw Czermañski napisa³ o Lechoniu, ¿e: „Lechoñ nie by³ w wojsku, nie nadawa³ siê na ¿o³nierza, mia³ k³opot z roz³o¿eniem parasola, a co dopiero ze z³o¿eniem siê do karabinu. Gdyby mu go dali, zacz¹³by pierwszy strzelaæ jeszcze przed rozpoczêciem bitwy i to we wszystkich kierunkach”. U Wieniawy zaœ wojsko to by³a bardzo powa¿na sprawa! Przeszkoli³ siê na strzelca jeszcze w Pary¿u przed I wojn¹, zaci¹gn¹³ do Legionów Polskich, pamiêtnego 6 sierpniu 1914 roku poszed³ na wojnê biæ Moskala. Jego ojciec (równie¿ Boles³aw) walczy³ w Powstaniu Styczniowym, dziadek by³ powstañcem listopado-

P³k Boles³aw Wieniawa-D³ugoszowski na planie filmu „U³ani, u³ani, ch³opcy malowani”, po jego lewej rêce: Adolf Dymsza (Felek), Zula Pogorzelska (Helka), Kazimierz Krukowski (Lopek), 1931
wym. I w³aœnie pierwszy kontakt z broni¹ Boluœ mia³ jako ch³opiec w³aœnie za spraw¹ dziadka. Zabra³ go kiedyœ na polowanie, a w lesie posadzi³ na pniaku, opowiada³ o broni, o strzelaniu, a gdy ju¿ wiedzy i wra¿eñ by³o doœæ, da³ wnukowi kawa³ek kie³basy i kieliszek gorza³ki ze s³owami: – Wypij kielicha, bo kie³basa pomyœli, ¿e j¹ pies ze¿ar³. Po wojnach (I wojnie œwiatowej, wojnie polsko-ukraiñskiej, wojnie polsko-bolszewickiej) Wieniawa zosta³ w wojsku, przy Pi³sudskim. By³ przy nim w czasie wypadków majowych – jak pi³sudczycy okreœlaj¹ zamach majowy w 1926 roku. W Warszawie, jako ten znany i najbardziej zaufany i honorowy cz³owiek w armii, adiutant Marsza³ka, bywalec salonów, restauracji, kabaretów – by³ tak popularny, ¿e jeden z rysunków satyrycznych przedstawia³ go id¹cego z Pi³sudskim i pytanie skierowane przez jedn¹ pani¹ do drugiej: – Kim jest ten starszy pan, który idzie z Wieniaw¹? Lechoñ pisa³, ¿e Wieniawa ¿y³ dla swej szlacheckiej u³añskiej fantazji, ale i dla Pi³sudskiego, czu³, ¿e w ten sposób najpiêkniej ¿yje dla Polski. W kwestii s³aboœci Wieniawy do dobrej zabawy – przytoczê dwie opinie tego dotycz¹ce. Otó¿ na jednym z odczytów mówi³ o ¿yciu ¿o³nierza, jego s³u¿bie, troskach, prosi³ wrêcz, by zwykli ludzie nie oceniali ich-¿o³nierzy surowo za to, ¿e zabawi¹ siê, napij¹ wina etc. Oto bowiem, gdy tylko Ojczyzna znajdzie siê w niebezpieczeñstwie, to oni-¿o³nierze pierwsi stan¹ w naszej obronie i przelej¹ krew za nasz¹ wolnoœæ i nasze ¿ycie, gdy wódz da rozkaz. Jak w piosence: (…) Gdy wódz da rozkaz, idziemy w pole, Rzeczpospolitej, oddamy krew, I w szwole¿erskim, rycerskim kole
Nucimy sobie taki œpiew
Wiêc pijmy zdrowie, szwole¿erowie, Niech troski zgin¹, w rozbitym szkle, Gdy nas nie bêdzie, nikt siê nie dowie, Czy dobrze by³o nam czy Ÿle! (…)
Druga opinia to s³owa znakomitego pisarza Boles³awa Prusa: – Przed Tronem Najwy¿szego nie bêd¹ decydowa³y iloœci wypitych butelek szampana, ale cnoty i upadki duszy. Poezja to wielka pani
Te s³owa wypowiedzia³ papie¿ Jan Pawe³ II, te¿ poeta i podobnie jak Wieniawa nie spe³niony. Papie¿ powiedzia³, ¿e: „Poezja to wielka pani, której trzeba siê ca³kowicie poœwiêciæ; obawiam siê, ¿e nie by³em wobec niej zupe³nie w porz¹dku”. Po prostu nie móg³ siê tylko jej poœwiêciæ – podobnie jak nasz bohater. Wieniawa rzuci³ nawet kiedyœ, ¿e dla prawdziwego mê¿czyzny s¹ tylko dwa zawody: poety lub kawalerzysty. Skoro wiêc nie móg³ poœwiêciæ siê poezji, poœwiêci³ siê kawalerii – a poet¹ zosta³ jako wysoko oceniany amator. Bardzo p³odny okres poetycki mia³ w Pary¿u, mieszka³ tam w latach 1907-1914 z pierwsz¹ ¿on¹ œpiewaczk¹ operow¹ Stefani¹ Kalwas; nawet przez krótki czas pracowa³ jako lekarz, ale w wiêkszoœci poœwiêca³ siê kulturze. A zatem pisa³ wiersze, piosenki, korespondencje do prasy krakowskiej, powieœæ, recenzje, listy. W czasie I wojny pisa³ i piosenki, które œpiewali ¿o³nierze w okopach, zastrzega³ póŸniej, po wojnie, ¿e taka twórczoœæ – wszystkie piosenki ¿o³nierskie z ró¿nych krajów – nie nadaje siê do œpiewników dla ¿eñskich pensjonatów. Wiersze ¿o³nierskie s¹ proste w formie i treœci. Ten zwykle wymowny tekst, pisany rubasznym, a nawet wulgarnym jêzykiem zapo¿yczonym od szeregowych ¿o³nierzy ma konkretne przeznaczenie i osi¹ga cele zw³aszcza w czasach wojny. Teksty jego – pisane do znanych melodii, nawet kolêd
umila³y ¿ycie ¿o³nierzom, by³y czasem ich jedyn¹ rozrywk¹, trafia³y do ich dusz. Zatem Wieniawa i w piosence ¿o³nierskiej mia³ du¿e „osi¹gniêcia”. Oto jedna z „wojskowych” piosenek Wieniawy (fragment) Na postoju:
U³ani jad¹ wielk¹ gromad¹: Ko³paki, rumaki i dziarska mina, Po krwawym boju, dzionek postoju
Da³ panom u³anom rotmistrz Belina.
Po ca³ym siole, w ka¿dej stodole
R¿¹ konie, weso³o ró¿ne konisie, Za op³otkami, za u³anami
Stêsknione, sp³onione patrz¹ Marysie. (…) Po wojnie pisa³ wiersze o mi³oœci, kobietach, koniach, czasem sentymentalne i nostalgiczne. By³ te¿ t³umaczem, w tym poezji Baudelaire’a, przyjaŸni³ siê z wybitnymi poetami, a ci cenili jego towarzystwo, pisali o Wieniawie piêkne wiersze. Poniewa¿ by³ znanym cz³owiekiem i znaj¹cym wszystkich, móg³ – jak to siê mówi: wszystko za³atwiæ. Zrêcznie satyrycznie opisa³ to w 1929 r. Tuwim; oto fragm. wiersza Wieniawa, choæ jest i tytu³ tego utworu Mêki z powodu Wieniawy:
Co kilka dni siê do mnie
Ktoœ nowy z proœb¹ zg³asza, Zaczyna arcy-skromnie
I bardzo mnie przeprasza:
„Pan mnie wys³uchaæ raczy, O drobn¹ chodzi sprawê, Co to dla pana znaczy?
Pan przecie¿ zna Wieniawê!”
W tych dniach siê brunet zjawi³, Interes ma gotowy:
„Czy rz¹d by wydzier¿awi³ Monopol tytoniowy?
Nie chodzi o przekupstwo, Doœæ zmieniæ jest ustawê!
Dla pana to jest g³upstwo!
Pan przecie¿ zna Wieniawê!”
Dentysta pewien z Brzeœcia, Brat szwagra mej kuzynki, Chce dla hurtowni teœcia
Sprowadzaæ z W³och rodzynki. Godzinê mi t³umaczy, Uderza w tony ³zawe:
„Co to dla pana znaczy?
Pan przecie¿ zna Wieniawê!” (…) Dalej poeta-przyjaciel Wieniawy podaje jeszcze kilka przyk³adów, przychodz¹ ró¿ni ludzie do niego by coœ za³atwi³ – zreszt¹ nic siê w tych sprawach nie zmieni³o do dziœ! Ale na koniec przyszed³ do Tuwima… „sam Marsza³ek”: (…) I prosi³ o dyskrecjê, Bo ma intymn¹ sprawê, A wierzy w m¹ protekcjê: „Pan przecie¿ zna Wieniawê!”
Choæ prosi³ – nie uleg³em!
Choæ grozi³ – wytrzyma³em!
Gdy skoñczy³ mówiæ, rzek³em: „Nie mogê! Próbowa³em!
Do Wróbla siê nie chodzi
Na mleczko ani kawê, A zreszt¹ – o co chodzi?
Pan przecie¿ zna Wieniawê!”
„U Wróbla” to popularna znakomita restauracja w przedwojennej Warszawie, przy ul. Mazowieckiej 14, uwielbiana przez cyganeriê, zatem i Wieniawa tam czêsto goœci³. Przy Mazowieckiej 12 by³a zaœ kawiarnia „Ma³a Ziemiañska”, te¿ miejsce szczególne, bo i tu w ci¹gu dnia (przed pójœciem m.in. do Wróbla, Adrii czy Oazy), spotyka³a siê cyganeria, w tym elegancki pu³kownik – jak napisa³ Hemar (o p³k. Wieniawie) i szykowni poeci. Mieli w Ziemiañskiej swój stolik, a: Spotykali siê co dzieñ, Na pó³piêtrze w Ziemiañskiej, Stó³ by³ rezerwowany
Dla kompanii cygañskiej. (…) Z grona owych szykownych „zawodowych” poetów Tuwim i S³onimski byli lewicowi, wrêcz komunizowali, potêpili te¿ przewrót majowy; natomiast Lechoñ i Wierzyñski byli pi³sudczykami i niepodleg³oœciowcami, wiêc z czasem drogi tych poetów – a Wieniawa by³ powiedzmy przy Lechoniu i Wierzyñskim – rozesz³y siê. Jeszcze wiele lat przed II wojn¹ genera³ Wieniawa odseparowa³ siê od Ziemiañskiej. Hemar skwitowa³, ¿e: „Zbyt wiele ró¿nych rzeczy / Za z³e sobie brali: / Oni jemu – ¿e pisze, / On im – ¿e tacy œmiali”. I dalej:

Natury nie oszukasz, Jest to kwestia czasu. Owce ci¹gn¹ do stada, Wilka ci¹gnie do lasu. (…) Wierszy o Wieniawie powsta³o mnóstwo, tak jak anegdot i dowcipów. On te¿ nie pró¿nowa³ jak wspomniano w poetyckiej twórczoœci, tê dostêpn¹ zebra³em i opracowa³em w ksi¹¿ce Boles³aw Wieniawa-D³ugoszowski – Wiersze i piosenki, (£ódŸ, 2002). Zawiera 58 utworów Wieniawy plus siedem przek³adów z Baudelaire’a; te autorskie w trzech rozdzia³ach: Utwory paryskie; Wiersze i piosenki legionowe; Wiersze rozproszone, fraszki i ¿arciki. Bodaj najpopularniejszy to U³añska jesieñ, który zaczyna siê nastêpuj¹co: Prze¿y³em moj¹ wiosnê szumnie i bogato Ku w³asnej przyjemnoœci, a durniom na z³oœæ, W skwarze poca³unków ubieg³o mi lato I prawdê powiedziawszy, mam wszystkiego doœæ (…) Dyplomat¹ Wieniawa nie chcia³ byæ – za to Marsza³ek widzia³ go i w tej s³u¿bie. Powiedzia³ nawet kiedyœ do niego: – Wy Wieniawa, macie twarz w wojsku rzadko u¿ywan¹. Z tak¹ twarz¹ powinniœcie byæ aktorem, kardyna³em, albo dyplomat¹.
Marsza³ek wysy³a³ go wiêc z misjami do wielu krajów i przywódców, do papie¿a, królów, prezydentów. O jego zdolnoœciach dyplomatycznych i skutecznoœci mia³ bardzo dobr¹ opiniê, skwitowa³ to nawet s³owami, ¿e Wieniawa za³atwia³ mu sprawy wielkiej wagi i tak trudne, ¿e najlepsi europejscy dyplomaci i ambasadorowie by ich tak nie poprowadzili.
Co do rzeczonego aktorstwa – poza przyjaŸniami i z tym œrodowiskiem, z piêknymi aktorkami np. Zul¹ Pogorzelsk¹, bliskiej przyjaŸni np. z Adolfem Dymsz¹, Wieniawa promowa³ w kon. lat 20. XX w. rozwój polskiej kinematografii. Pisa³ scenariusze filmowe, wspiera³ re¿yserów i producentów (np. Ryszarda Ordyñskiego), przy jego udziale powsta³y m.in. filmy: U³ani, u³ani, ch³opcy malowani (1931), Œluby u³añskie (1934), oba re¿yserowa³ Mieczys³aw Krawicz. New York, New York
Trzeba wspomnieæ ostatni etap jego ¿ycia i miejsce zamieszkania: Nowy Jork, Riverside Drive 3 na Manhattanie. A przyby³ do Nowego Jorku z Europy ogarniêtej wojn¹ z ¿on¹ Bronis³aw¹ i córk¹ Zuzann¹, wyl¹dowali (jak wtedy mówiono) statkiem 16 lipca 1940 roku. Wieniawa by³ wczeœniej w Nowym Jorku w 1935 roku, m.in. z najbli¿szym wojskowym koleg¹ gen. Gustawem Orliczem-Dreszerem (mia³ amerykañsk¹ ¿onê), którego okreœla³ jako pierwszego u³ana Rzeczypospolitej. Pocz¹tkowo zaj¹³ siê nimi w lipcu biznesmen i wydawca dziennika „Nowy Œwiat” Maksymilian Wêgrzynek, u którego te¿ na pocz¹tku
pobytu Genera³ zamieszka³ na Forest Hills. W Nowym Jorku Wieniawa spotyka³ wielu polskich przyjació³ naukowców i artystów, z tych drugich: Jana Kiepurê, Artura Rubinsteina, Jana Lechonia, Kazimierza Wierzyñskiego, W³adys³awa Dana-Dani³owskiego, Artura Szyka czy Zdzis³awa Czermañskiego, który póŸniej w swoich pamiêtnikach napisze brzydko o Wieniawie, jako o alkoholiku. By³a to nieprawda, co skwitowa³ te¿ w Alfabecie wspomnieñ A. S³onimski: „To, ¿e Wieniawa lubi³ siê napiæ, nie czyni³o go pijakiem”. Natomiast ów doskona³y rysownik Czermañski by³ pijakiem, wyrzucanym z pracy za alkoholizm etc. W Stanach Zjednoczonych pracowa³ m.in. w Detroit („Motor City”), w drugim najbogatszym wówczas mieœcie w Stanach Zjednoczonych, zamieszka³ym przez kilkusettysiêczn¹ Poloniê; zosta³ tam redaktorem naczelnym polonijnego „Dziennika Polskiego”. Gazetê wydawa³ pi³sudczyk i socjalista Franciszek Januszewski, wspó³za³o¿yciel m.in. z gen. Wieniaw¹, p³k. Matuszewskim, mjr. Floyarem-Rajchmanem Komitetu Narodowego Amerykanów Polskiego Pochodzenia (KNAPP). Nasz bohater zabiega³ te¿ o pomoc i protekcjê przyjació³ (m.in. Rubinsteina) by pomogli jego córce w Hollywood; kszta³ci³a siê aktorsko przed wojn¹. Na emigracji Wieniawa snu³ plany utworzenia Legionu Legii Cudzoziemskiej w Ameryce, na wzór Armii Polskiej w Ameryce tworzonej w latach 1917-1920 w s³ynnym Obozie Koœciuszko w Niagara-on-the-Lake w Kanadzie, Ontario. To nasza s³ynna B³êkitna Armia, w Europie dowodzona od jesieni 1918 r. przed gen. J. Hallera. Brak postêpów i sukcesów w tworzeniu „legionu Wieniawy” wynika³ tak¿e m.in. ze z³ego doœwiadczenia Polonii po I wojnie œwiatowej, pamiêci o tym ¿yj¹cych jeszcze weteranów tej wojny, ostro¿noœci ich i innych polonusów do tworzenia kolejnej Armii Polskiej w Ameryce. Otó¿ ¿o³nierze tamtej armii po I wojnie i polsko-radzieckiej w 1920 roku zostali odes³ani z Polski do Ameryki. Wrócili bez ¿adnego zabezpieczenia, utworzyli wtedy SWAP.
*
Gen. Wieniawa zmar³ tragicznie w Nowym Jorku, na Manhattanie, 1 lipca 1942 roku, nastêpnego dnia mia³ wyjechaæ na placówkê dyplomatyczn¹ na Kubê. Tak¿e w tym miejscu zacytujê poetê (Hemara), który w wierszu Rozmowa z rodakiem dosadnie skwitowa³ oburzenie niektórych Polaków na porozumienie siê w czasie wojny Naczelnego Wodza gen. W³. Sikorskiego z gen. Wieniaw¹. A oskar¿ano Wieniawê o upadek, zdradê idea³ów Marsza³ka, dogadywanie siê wrêcz z jego wrogiem po tym, gdy przyj¹³ stanowisko dyplomatyczne i zosta³ na Kubie pos³em…
„Czyim? – Naszym – wiêc brawo! Gdzie¿ upadek? W czym zdrada?”
„W tym – mówi – ¿e z Wieniaw¹ Sikorski siê dogada³… Ot – mówi – swojski koloryt… Niech pan to – mówi – schlaszcze!
Ka¿dy od razu faworyt, Gdy siê go tylko pog³aszcze”.
To schlastaæ? To pana boli? ¯e ponad pañsk¹ g³ow¹ Dwaj ludzie dobrej woli ZnaleŸli wspólne s³owo? ¯e wspóln¹ gnêbieni ¿a³ob¹, Wspólnej nadziei przymierzem, Dogadali siê ze sob¹ Po prostu – ¿o³nierz z ¿o³nierzem? (…) W Ameryce Wieniawa by³ znany, rozpoznawalny, nadal aktywny. Wielkim zaskoczeniem dla wielu by³ powtarzany i czytany co jakiœ czas w radiu amerykañskim list gen. Douglasa MacArthura (1880-1964), napisany ku czci i pamiêci zmar³ego gen. Wieniawy. MacArthur by³ równie¿ kawalerzyst¹, piêciogwiazdowym genera³em (genera³ armii, jeden z kilku Amerykanów, którzy otrzymali taki stopieñ wojskowy), bohaterem Stanów Zjednoczonych, przyjacielem naszego gen. Wieniawy. S³ynne s¹ s³owa MacArthura o „starych ¿o³nierzach”, czyli w polskim sensie i t³umaczeniu o „starych wiarusach”, „starej gwardii”: – Old soldiers never die, they just fade away.
Redakcja: Jolanta Szczepkowska, Teofil Lachowicz P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org
Adam Ma³osolny
Nasza fascynacja nabia³em graniczy czasem z obsesj¹. Jeœli – Drogi Czytelniku – na widok deski serów czujesz dreszcz ekscytacji, gratulujê – jesteœ turofilem. S³owo turofil pochodzi z greki i oznacza po prostu oddanego mi³oœnika serów. Ale czy jako wyrafinowany konsument zastanawia³eœ siê kiedyœ, co sprawia, ¿e Brie, ten niekwestionowany król bankietów, posiada tak hipnotyzuj¹c¹ strukturê? Za jego aksamitn¹ fasad¹ kryje siê spektakularny taniec cz¹steczek, odrobina mikrobiologicznej magii i procesy, które udowadniaj¹, ¿e serowarstwo to w równym stopniu sztuka, co precyzyjna chemia.
Brie to kategoria serów miêkkich, dojrzewaj¹cych, charakteryzuj¹cych siê tzw. pleœniow¹ skórk¹. Wizualnie to arcydzie³o kontrastów: matowa, bia³a pow³oka zewnêtrzna, czêsto z delikatnymi pr¹¿kami, skrywa wnêtrze o barwie od czystej bieli po g³êbok¹, s³omkow¹ ¿ó³æ. To, co w brie najbardziej fascynuj¹ce, to jego dwoista natura – pó³twarda, stabilna struktura zewnêtrzna, która chroni niemal p³ynne, kremowe serce. Ser Brie powstaje z mleka, ale z perspektywy fizyki molekularnej mleko nie jest po prostu bia³ym p³ynem. To wyrafinowana emulsja wody i zawieszonych w niej mikroskopijnych kuleczek t³uszczu. Tutaj zaczyna siê prawdziwa nauka: te kuleczki nios¹ ze sob¹ ³adunki elektryczne (dodatnie lub ujemne), które sprawiaj¹, ¿e cz¹steczki naturalnie siê odpychaj¹. WyobraŸ sobie miliardy maleñkich magnesów zanurzonych w wodzie, skierowanych do siebie tymi samymi biegunami co sprawia, ¿e mleko pozostaje p³ynne. Produkcja Brie to w istocie proces „negocjacji” z tymi cz¹steczkami – musimy przekonaæ te uparte mikromagnesy, by przesta³y ze sob¹ walczyæ i zaczê³y siê przytulaæ, tworz¹c solidn¹ strukturê. Aby wymusiæ koagulacjê, musimy zmieniæ pH mleka i zneutralizowaæ ³adunki elektryczne kuleczek. Serowarzy maj¹ na to dwa g³ówne sposoby: Pierwszy to metoda kwasowa. Do mleka wprowadzamy przyjazne bakterie – mikroskopijnych architektów smaku, którzy ucztuj¹ na laktozie (cukrze mlecznym). Produktem ubocznym tej uczty jest kwas mlekowy. Te metabolity zmieniaj¹ œrodowisko chemiczne mleka, umo¿liwiaj¹c ³¹czenie siê bia³ek. Druga metoda to zastosowanie enzymów (podpuszczka). Te specyficzne enzymy dzia³aj¹ jak biologiczne no¿yce, odcinaj¹c moleku³y odpowiedzialne za odpychanie siê kuleczek t³uszczu. Co ciekawe, o ile tradycyjna podpuszczka pochodzi z ¿o³¹dków m³odych ciel¹t, o tyle wspó³czeœni wegeta-

rianie mog¹ spaæ spokojnie. Obecnie pozyskuje siê j¹ równie¿ z roœlin lub z bakterii hodowanych w laboratoriach. Gdy kuleczki t³uszczu i bia³ka w koñcu zawr¹ sojusz, powstaje skrzep. Jest on delikatnie przek³adany do form w kszta³cie dysków. Formy te s¹ zaprojektowane tak, by grawitacja mog³a wykonaæ swoj¹ pracê – przez otwory odcieka serwatka, czyli zbêdna woda wraz z rozpuszczalnymi w niej substancjami. Kiedy dyski nabior¹ odpowiedniej spoistoœci, przechodz¹ proces solenia lub k¹pieli w solance. To nie tylko kwestia smaku; sól przygotowuje biologiczne pod³o¿e dla kolejnych goœci, którzy maj¹ zamieszkaæ na powierzchni sera.


Skórka brie to nie opakowanie, lecz ¿ywa, oddychaj¹ca membrana. Za jej powstanie odpowiadaj¹ szlachetne grzyby: Penicillium candidum lub Penicillium camemberti. Kultury te nanosi siê na powierzchniê sera, a nastêpnie dyski trafiaj¹ do dojrzewalni – ch³odnego, wilgotnego miejsca, gdzie spêdzaj¹ co najmniej trzy tygodnie. W tym czasie pleœñ tworzy ochronn¹, jadaln¹ warstwê. Jest ona jêdrna, stawiaj¹ca zêbom przyjemny opór. To ta warstwa pilnuje, by wnêtrze Brie pozosta³o aksamitne i nie wysch³o przedwczeœnie.
Efekt koñcowy to organoleptyczny majstersztyk, bo Brie to kontrast miêdzy pó³tward¹ skórk¹, a rozp³ywaj¹cym siê wnêtrzem. W krêgach profesjonalnych teksturê tê porównuje siê do „gêstego sosu czekoladowego otoczonego miêkkim woskiem”. I choæ na pierwszy rzut oka ten opis mo¿e brzmieæ nieco odpychaj¹co (co przyznaj¹ nawet najwiêksi znawcy tematu), to po pierwszym kêsie ³atwo zrozumieæ jego celnoœæ. To w³aœnie ta niemal p³ynna, maziowa esencja, zamkniêta w plastycznej, woskowej otoczce, definiuje luksusowy charakter Brie.
Wiêkszoœæ z nas uwa¿a, ¿e doskonale zna ten kremowy, ³agodny kr¹¿ek, ale prawda jest brutalna: prawdopodobnie nigdy nie mieliœcie w ustach jego autentycznej, rzemieœlniczej wersji. Zaledwie jeden procent œwiatowej produkcji to produkt rzemieœlniczy, pozosta³e 99 proc. to „Brie fabryczne”. Nowojorscy serowarzy z pewn¹ doz¹ goryczy wskazuj¹, ¿e masowa produkcja doprowadzi³a do wykszta³cenia siê u konsumentów „ja³owego podniebienia”, które stroni od wyrazistych smaków. To, co kupujemy w supermarketach, to jedynie przemys³owe produkty „w stylu brie”, które z orygina³em maj¹ tyle wspólnego, co krakers z domow¹ bagietk¹. Prawdziwy, szlachetny Brie to feeria doznañ: profil organoleptyczny jest tu g³êboki, mleczny i trawiasty, z wyraŸnymi nutami mas³a, orzechów i leœnych grzybów.
Aby ser móg³ nosiæ miano autentycznego Brie, musi pochodziæ z konkretnych obszarów regionu Île-de-France, otaczaj¹cego Pary¿. Nazwa wywodzi siê z historycznej krainy Brie, która dziœ odpowiada z grubsza terenom Sekwany i Marany. Dlaczego jednak orygina³ jest tak rzadki po-

za Francj¹, zw³aszcza w USA? Problemem jest rygorystyczne prawo dotycz¹ce niepasteryzowanego mleka. Przepisy w wielu krajach wymagaj¹, aby sery z surowego mleka dojrzewa³y minimum 60 dni. Tymczasem klasyczny, rzemieœlniczy Brie osi¹ga dojrza³oœæ znacznie szybciej. To sprawia, ¿e jego import jest czêsto niemo¿liwy, co z kolei rodzi pewne rynkowe „sztuczki”. Nawet jeœli na pó³ce w Ameryce zobaczycie etykietê „Brie de Meaux”, trzeba zachowaæ czujnoœæ – ze wzglêdu na wspomniane restrykcje, czêsto s¹ to jedynie imitacje wykorzystuj¹ce (poprzez pewien trick prawny) zastrze¿on¹ dla regionu nazwê.
W œwiecie sera Brie licz¹ siê dwaj g³ówni gracze, ró¿ni¹cy siê od siebie tak bardzo, jak dzieñ i noc. Pierwszy to Brie de Meaux uznawany za najszlachetniejszy z gatunków. Krêgi tego sera s¹ majestatyczne – maj¹ od 35 do 38 cm œrednicy. W procesie produkcji kluczowa jest koagulacja: stosuje siê tu mieszankê bakterii kwasu mlekowego i podpuszczki, a proces ods¹czania skrzepu trwa oko³o 30 minut. Skrzep przek³ada siê do form bez u¿ycia ciê¿arków, co pozwala zachowaæ wilgoæ wewn¹trz, podczas gdy szeroka, p³ytka forma umo¿liwia idealne wyschniêcie skórki. Po trzech tygodniach dojrzewania otrzymujemy arcydzie³o o nutach migda³owo-grzybowych.
Drugi – Brie de Melun – jest mniejszy (25-28 cm), ale znacznie bardziej intensywny. Tutaj koagulacja zachodzi wy³¹cz-


nie pod wp³ywem bakterii kwasu mleko wego, co trwa a¿ wa d³u¿ej, od czterech do oœmiu tygodni, co daje ser o twardszej, bardziej ¿elowej konsystencji i grubszej skórce. Jego smak to prawdziwa przygoda: jest s³ony, kwaœny, przypominaj¹cy belgijskie lub flamandzkie kwaœne piwa takie jak lambic. Warto te¿ wspomnieæ o „nielegalnych” krewniakach, jak Brie de Montereau, czy wariantach takich jak blue brie, gdzie wstrzykuje siê niebiesk¹ pleœñ do skórki lub przek³ada kr¹¿ki warstw¹ Penicillium roqueforti. Ser Brie ma swój cykl ¿ycia, który mo¿e zakoñczyæ siê etapem okreœlanym jako ser „martwy” – dzieje siê tak, gdy kr¹¿ek jest skrajnie przejrza³y, ca³kowicie wysuszony i stwardnia³y. Jednak zanim do tego dojdzie, mo¿emy spotkaæ Brie Noir – czarn¹ owcê w rodzinie. To ser dojrzewaj¹cy nawet dwa lata. Ma ciemn¹, niemal czarn¹ skórkê i such¹, kruch¹ strukturê. Co ciekawe, ze wzglêdu na wiek (powy¿ej 60 dni), ten konkretny wariant móg³by byæ legalnie sprzedawany w USA jako produkt z surowego mleka. W regionie jego pochodzenia istnieje fascynuj¹ca tradycja: lokalni mieszkañcy maczaj¹ kawa³ki Brie Noir w porannej kawie café au lait.
Najwiêksz¹ zbrodni¹ wobec podanego na stole Brie jest odciêcie z kawa³ka sera samego czubka. Ten czubek to najbardziej po¿¹dana czêœæ o idealnej teksturze. Odcinaj¹c go, pozbawia siê resztê goœci tej przyjemnoœci. Prawid³owa technika polega na odkrawaniu d³ugich, w¹skich plastrów wzd³u¿ boku (od krawêdzi do œrodka), tak aby ka¿dy otrzyma³ sprawiedliw¹ porcjê zarówno pysznej, jadalnej skórki, jak i kremowego wnêtrza.
Najwiêkszym b³êdem, jaki mo¿na pope³niæ podczas obcowania z Brie, jest chirurgiczne usuwanie jego skórki. To w³aœnie to harmonijne po³¹czenie sprê¿ystej, pleœniowej otoczki z niemal p³ynnym, maœlanym wnêtrzem stanowi o organoleptycznym kunszcie tego sera.
Kluczem do wydobycia pe³ni aromatu jest cierpliwoœæ: Brie powinien odpoczywaæ w temperaturze pokojowej przez co najmniej 30 do 40 minut przed podaniem. Dopiero wtedy jego struktura staje siê odpowiednio kremowa. Jeœli zauwa¿ysz, ¿e skórka nie jest idealnie bia³a, nie obawiaj siê – to znak szlachetnoœci, a nie zepsucia. Skórka mo¿e byæ cêtkowana, popêkana, a nawet przybieraæ odcienie br¹zu lub czerwieni. Jest to zjawisko ca³kowicie naturalne i w pe³ni bezpieczne dla zdrowia. Brie to coœ wiêcej ni¿ tylko ser. Ka¿dy plasterek to dowód na to, ¿e chemia mo¿e byæ pyszna, a sam ser ci¹gle ¿ywy i pe³en niespodzianek.
Weronika Kwiatkowska

lato
obwis³e koci siê i koci chmurami*
*
Ja wsysam w siebie lato tak jak dzika pszczo³a wsysa miód […]. Zbieram wszystko w jedn¹ du¿¹ bry³ê lata, ¿eby ¿yæ ni¹, kiedy go ju¿ nie bêdzie […]. To jest taki wielki przek³adaniec, s¹ w nim wschody s³oñca i czarne jagody na ga³¹zkach, i piegi na twoich ramionach, i blask ksiê¿yca nad rzek¹ wieczorami, i niebo pe³ne gwiazd, i las, i upa³ popo³udnia, kiedy s³oñce z³oci sosny, i przelotne deszcze wieczorne, i wszystko inne, i wiewiórki, i lisy […].** *
W czwartek miasto spowi³y chmury py³u z p³on¹cych kanadyjskich lasów.

Brunatny ko¿uch zawis³ nad budynkami. Na zdjêciach wygl¹da³o piêknie. Jak o zachodzie s³oñca. Ale na zdjêciach wszystko wygl¹da lepiej ni¿ w rzeczywistoœci. Albo przynajmniej mo¿e. Jeœli siê odrobinê postaraæ. ¯yjemy w czasach estetycznie dopieszczonych kadrów. Filtrów. Palet. Usuwamy nieczystoœci. Wyg³adzamy kanty. Podkrêcamy kolory. Obiektywy pracuj¹ inaczej ni¿ oko. Zniekszta³caj¹ obraz poprawiaj¹c go. Rozszerzaj¹c pole widzenia. Albo zawê¿aj¹c do wartoœci makro. Wtedy ods³aniaj¹ siê barwy i kszta³ty, których wczeœniej nie widaæ.
Opowiadamy ¿ycie obrazami. Wie¿owce dobrze wygl¹daj¹ na tle toksycznego nieba. Plamy oleju silnikowego opalizuj¹ niczym szlachetny kruszec. Rdza potrafi byæ wyj¹tkowo fotogeniczna. Po¿ar hipnotyzuje. Przystajemy. ¯eby popatrzeæ.
*
Nazajutrz trochê siê przejaœnia. Jedziemy do wód. Zmyæ kurz miasta. Wytrzeæ spocone czo³a. Liœcie. Piasek. Kamieñ. Niebo nie straci³o koloru. Woda spokojna. Od zatoki. Flauta. W tej czêœci pla¿y pusto. Dwóch mê¿czyzn ³owi ryby. W dali
Jan
Latus
Jak ja bym chcia³ byæ m³ody, piêkny, g³upi, fizycznie sprawny, s³awny i bogaty. Jak ja bym chcia³ byæ pi³karzem! Wróci³bym do atawizmu zachowañ, do piaskownicy, obra¿ania siê, p³aczu, pokazywania palcem na rzekomego winowajcê, zabierania zabawek. Nie, nie mówiê o wspó³czesnej polityce, mówiê o pi³ce no¿nej. Koñczy siê widowisko, którego rezultatów nie bêdê omawia³, bo s¹ od tego m¹dre g³owy: analitycy, trenerzy, byli pi³karze, którzy bêd¹ rysowaæ na ekranie diagramy i t³umaczyæ nimi wyniki. Ch³opcy, którzy krótkie spodenki zamienili na drogie garnitury.
W sporcie ostatnio mniej interesuj¹ mnie rezultaty, ale ca³a otoczka, teatrum. Powtarzalne a¿ do znudzenia akcje i reakcje, rytua³y i nowe, œwieckie tradycje. Nie pamiêtam, ¿eby istnia³y od zawsze, ale ktoœ zacz¹³, potem siê przyjê³y, a dziœ nie wyobra¿amy sobie bez nich sportu.
WeŸmy choæby strzelenie gola. Na dawnych filmach i w moich wspomnieniach wygl¹da³o to tak: strzelec bramki cieszy siê, œmieje od ucha do ucha, podnosi rêce do góry, mo¿e nawet podskoczy. Podbiegaj¹ niektórzy koledzy z dru¿yny, podaj¹ mu rêkê, klepi¹ po ramieniu.
cumuje ¿aglówka. Ale nikogo nie widaæ. K³adê siê na plecach. Ocean unosi. Ko³ysze. Rozk³adam ramiona. Patrzê w górê. Na rozw³óczone ob³oki przypominaj¹ce resztki waty cukrowej. I bia³¹ smugê, któr¹ zostawi³ samolot. Jeszcze przez chwilê poruszam d³oñmi. I nerwowo nabieram powietrza. Ale w koñcu uspokajam oddech. I oddajê kontrolê. Cia³o dryfuje. Bezw³adne. Pozbawione ciê¿aru. Unosi siê zgodnie z pr¹dem oceanu. Jakby nie nale¿a³o do mnie.
Nie pamiêtam kiedy pierwszy raz to zrobi³am. Czy p³ywania na plecach nauczy³ mnie ojciec? A mo¿e brat? Pamiêtam scenê z Boszkowa. A mo¿e to by³ Mierzyn? Ojciec wróci³ z grania. Odwozi³ go kolega. Wuja Wiesiu. Tak kaza³ do siebie mówiæ. Wydoby³ siê z dwuczêœciowego garnituru. I wszed³ do wody. W bawe³nianych slipach. Uprzednio, niedba³ym gestem, zzuwaj¹c przepocone skarpety. By³ wielkim bladym cielskiem. I tylko policzki mia³ czerwone. ¯artowa³: w Poznaniu jest nas dwóch: ja i Okr¹glak. Okr¹glak to modernistyczny budynek w kszta³cie walca. Za PRL-u dom towarowy. W którym zawsze brakowa³o towaru. Z dawnych czasów pamiêtam sklep z muzyk¹ na parterze. Pracowa³ tam znajomy, który pok¹tnie przegrywa³ nam p³yty na kasety. Bo nie mieliœmy forsy na oryginalne wydania. Smashing Pumpkins. Albo Rage Against The Machine. Potem wszystko pad³o. I przez lata Okr¹glak sta³. I marnia³. Niezagospodarowany. W 2003 wpi-
sano go na listê zabytków. Dzisiaj s¹ tam przestrzenie biurowe. Wuja Wiesiu te¿ by³by zabytkiem. Gdyby ¿y³. Ale ju¿ dawno nie. Zosta³o wspomnienie. O tym jednym popo³udniu nad jeziorem. Kiedy uczy³ mnie jak zaufaæ cia³u. Jak oddaæ je w posiadanie ¿ywio³owi. Przed którym od dziecka przestrzegano. Woda jest zdradliwa – mówiono. Uwa¿aj. Ale ¿eby wejœæ w stan bliski niewa¿koœci – trzeba przestaæ siê baæ. Iw tym tkwi paradoks. Podobnie w ¿yciu. Bezpieczny wybór nie zawsze jest tym najlepszym. Trzeba ryzykowaæ. Przekraczaæ siebie. Robiæ to, co niewygodne. Co sprawia trudnoœæ. Bo tylko wtedy jest szansa na rozwój. Tak mówi¹. I pewnie maj¹ racjê. Choæ wychodzenie z w³asnej strefy komfortu to sport dla prawdziwych zawodowców. Nie ka¿dy to potrafi. Nie ka¿dego ¿ycie zmusza, by siê nauczy³. S¹ tacy, to nie ¿art, którzy mogliby startowaæ w innych konkurencjach. O palmê pierwszeñstwa. W sztuce prokrastynacji. Zaniechania. Rezygnowania. Oddawania walkowerem. W dyscyplinie braku dyscypliny mia³abym szansê na podium.
Myœlê o tym, dryfuj¹c w Atlantyku. Fala nieznacznie podnosi siê. I opada. Trochê znosi.
Ale ci¹gle mam grunt pod nogami.
* Miron Bia³oszewski, z tomu „Rozkurz”.
** Astrid Lindgren, Ronja, córka zabójnika. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Dziœ siê na nim k³ad¹. W choreografii, która ma w sobie coœ homoerotycznego, nawet wœród zawodników Arabii Saudyjskiej, strzelec bramki ucieka w stronê rogu boiska. Za nim puszczaj¹ siê z poœcigiem koledzy z dru¿yny i – jako siê rzek³o – k³ad¹ siê na nim. Zawsze strzelec bramki ucieka, kokieteryjnie, przed przesadnymi gratulacjami kolegów z dru¿yny. Bywa, ¿e wybiega poza boisko, a by to uczyniæ, przeskakuje przez jakieœ p³otki i banery. Czasem, jak godzilla, uderza piêœciami w tors; bywa te¿, ¿e zdejmuje koszulkê.
Inny homoerotyczny aspekt pi³ki no¿nej (a nawet nie zacz¹³em mówiæ o torebeczkach noszonych przez kibiców Legii Warszawa!), to trzymanie siê za bary, w ³añcuszku, przez wszystkich zawodników, kiedy wykonywane s¹ rzuty karne.
Inne, nietypowe sugestie erotyczne zawodników? Dlaczego od wielu ju¿ lat ka¿dy zawodnik musi przed meczem prowadziæ za r¹czkê ch³opczyka lub dziewczynkê? Co to ma niby oznaczaæ? Sztafetê pokoleñ pi³karskich?
Herosi na boisku okazuj¹ siê nie tylko mi³oœnikami dzieci; w ogóle s¹ bardzo delikatni. Gdy ktoœ kopnie ich w – ochranian¹ grubymi getrami – ³ydkê, wij¹ siê z bólu. Równie¿, gdy ktoœ stuknie ich przy wyskoku ³okciem w g³owê. Le¿¹ nieprzytomni, jakby w³aœnie znokautowa³ ich Mike Tyson.
Pi³karze maj¹ wiêc wielkie talenty aktorskie i to nie tylko przy symulacji obra¿eñ. Symuluj¹ te¿, ¿e s¹ œmiertelnie obra¿eni lub oburzeni. Nie zdarza siê – pewnie by³by anulowany! – rzut karny, rzut wol-
ny, ro¿ny lub odgwizdany spalony, który nie by³by oprotestowany. Mimo, i¿ przepisy mówi¹ jasno, ¿e zawodnik nie ma ¿adnego wp³ywu na decyzje sêdziego, ba, za ich kwestionowanie mo¿e byæ ukarany – kwestionuj¹. Podobno mo¿e to robiæ tylko kapitan, no i on rzeczywiœcie kwestionuje wszystko ochoczo.
Co jest w g³owach tych 25-latków, œwiatowych, znaj¹cych jêzyki, gdy pokazuj¹ sêdziemu, ¿e nie by³o faulu lub spalonego? ¯e nie widzia³, a jak mu powiedz¹, jak by³o, to siê niby ich pos³ucha? Co ciekawe, protestuj¹ tylko wtedy, gdy decyzja jest przeciw ich dru¿ynie.
Gdy zawodnik za wyj¹tkowo chamski faul jest wyrzucony z boiska, zachowuje siê jak najbardziej skrzywdzony cz³owiek na œwiecie; w tej iluzji podtrzymuj¹ go kumple, pocieszaj¹c go i poklepuj¹c; tako¿ czyni trener, gdy¿ wie on, i¿ zawodnik brutalnie faulowa³ dla dobra dru¿yny, a czasem kraju. Osobny temat to kibice, groŸna masa ludzka, g³ównie mê¿czyŸni, choæ zdarzaj¹ siê te¿ ich Gra¿yny i Justyny, tak jak oni z pomalowanymi czo³ami, szalikami, tr¹bkami, rogami na g³owie i co te¿ wyda im siê zabawne, mocne i patriotyczne. Reakcje tego t³umu zas³uguj¹ na analizê socjologiczn¹. Mo¿e ju¿ j¹ przeprowadzono, ale okaza³a siê zatrwa¿aj¹ca, tak¿e w kontekœcie zachowania t³umu w kwestiach politycznych?
T³um zawsze reaguje z oburzeniem na sfaulowanie zawodnika swojej dru¿yny – i nigdy nie dostrzega, ¿e to sfaulowa³ w³aœnie on. Kilkadziesi¹t tysiêcy oczu, czasem gdzieœ hen, na jaskó³ce, sorry, ¿ylecie stadionu, nieomylnie zauwa¿a, ¿e spalonego jej zawodnika nie by³o, natomiast zauwa¿a, ¿e spali³ zawodnik dru¿yny przeciwnej. Czy oni widz¹ ten sam mecz, co kibice dru¿yny przeciwnej, czasem siedz¹cy obok
nich (choæ za ¿elaznymi barierami; takie czasy)? Chyba nie: gwizdy rozlegaj¹ siê na przemian albo u tych, albo u tamtych. Ostatnio nast¹pi³a eskalacja wrogoœci: kibice nie gwi¿d¿¹ tylko wtedy, gdy dru¿yna rywala zagra nie fair albo na przyk³ad gra na czas. Dziœ gwi¿d¿e siê zawsze, gdy pi³kê ma dru¿yna przeciwna, od pierwszych sekund meczu. -Nienawidzimy was, nie mo¿emy znieœæ myœli, ¿e mo¿ecie mieæ trochê z gry. Chcemy was wybiæ z rytmu, zdeprymowaæ; gdyby by³o to legalne, rzucalibyœmy w wasz¹ stronê pomidory i zgni³e jaja. Podobne zachowanie widzê te¿ ju¿ na meczach koszykówki. Wróæmy do rytua³ów – o co chodzi? Czy wyrobi³a siê w sportowcach jakaœ nerwica natrêctw? Dlaczego tenisistki, ju¿ w zasadzie obowi¹zkowo, po wygranym meczu wspinaj¹ siê po plecach ludzi na widowni, by wymieniæ uœciski z matk¹, trenerem i masa¿yst¹? Dlaczego siatkarze i siatkarki, po ka¿dej pi³ce, niewa¿ne czy wygranej, czy przegranej, przybijaj¹ sobie pi¹tkê? Dlaczego tego homoerotyzmu nie zauwa¿am na przyk³ad u graczy w pi³kê rêczn¹? Bo za daleko od siebie stoj¹? ¯eby choæ trochê zredukowaæ ten, zatr¹caj¹cy o zaœlepienie, subiektywizm ocen zarówno u widowni, jak i zawodników, wprowadza siê narzêdzia maj¹ce rozstrzygaæ sprawy obiektywnie. Wszystkie te zdobycze techniki: rozwieszone tak gêsto jak w chiñskim mieœcie kamery, powtórki wideo na ekranach, zainstalowane w pi³ce czujniki, a nawet kamera na ramieniu sêdziego (niczym u policjanta), absolutnie nie wp³ywaj¹ na fakt, ¿e ludzie swoje wiedz¹, ¿e widz¹ lepiej. I nikt im nie wmówi, ¿e czarne jest czarne, a bia³e jest bia³e.
W tej niebezpiecznej dzielnicy trzeba by³o po³¹czyæ muzykê ze sportem, bo nawet przejœcie na drug¹ stronê ulicy wymaga³o nie lada krzepy i sprytu. To surowe œrodowisko nie tylko zahartowa³o ich charaktery, ale te¿ wpoi³o im niespotykan¹ determinacjê. Energia, z jak¹ „Trubadurzy” podbijali polskie estrady, bra³a siê bezpoœrednio z ba³uckiego ¿ywio³u – tam nie by³o miejsca na amatorszczyznê czy brak charyzmy.
Wizerunek „Trubadurów” by³ efektem œmia³ej, choæ karko³omnej wizji decydentów z ³ódzkiej Estrady. Muzycy mieli byæ polsk¹ odpowiedzi¹ na brytyjsk¹ grupê „The Shadows”, co objawia³o siê m.in. w synchronicznej choreografii – precyzyjnych „kroczkach” wykonywanych z gitarami, do których przymocowano mikrofony. Kuriozum sytuacji potêgowa³y kostiumy: ciê¿kie, stylizowane peleryny wykonane z grubych materia³ów. Dziêki temu ka¿dy koncert to by³a sauna. Mimo udrêki, muzycy dbali o widowisko. Koncerty zaczyna³y siê od sygna³u opartego na motywach œredniowiecznych, po którym – w kulminacyjnym momencie – cz³onkowie zespo³u widowiskowo zrzucali peleryny, by pe³ni energii oddaæ siê rockandrollowemu szaleñstwu.
Kiedy w zespole pojawi³ siê wykszta³cony fagocista z Opery Ba³tyckiej i kompozytor wielkich hitów, Ryszard Poznakowski, postanowi³ nadaæ grupie profesjonalny sznyt.
Poznakowski nie tylko pisa³ przeboje, ale by³ te¿ in¿ynierem-samoukiem, który w³asnorêcznie budowa³ g³oœniki estradowe. Hipnotyzowa³ swoim sposobem mówienia i mentalnoœci¹ zawodowego estradowca. Wprowadzi³ do zespo³u dyscyplinê pracy, ³¹cz¹c biesiadowanie przy w³asnorêcznie wêdzonej kie³basie z morderczymi próbami, co szybko przynios³o efekty w postaci ogólnopolskich sukcesów. To Poznakowski opracowa³ unikaln¹ receptê na sukces „Trubadurów”, któr¹ mo¿na okreœliæ jako „beatlesowsk¹ szko³ê w s³owiañskim wydaniu”. Zaspó³ jako pierwszy w polskim bigbicie na tak¹ skalê wprowadzi³ œpiew na cztery g³osy jako sta³y, perfekcyjnie dopracowany element aran¿acji. Harmonia ta, czerpi¹ca zarówno z brytyjskich wzorców, jak i z fascynacji Poznakowskiego muzyk¹ Czajkowskiego, dos³ownie powala³a s³uchaczy. Po³¹czenie nowoczesnego uderzenia z rdzennie s³owiañsk¹ melodyk¹ sprawi³o, ¿e „Trubadurzy” stali siê fenomenem, którego nie da³o siê pomyliæ z ¿adnym innym zespo³em tamtej epoki. Kluczem by³o precyzyjne wykorzystanie unikalnej palety barw g³osów muzyków: Poznakowski œpiewa³ basem, Krzysztof Krawczyk barytonem, S³awomir Kowalewski tenorem, a Marian Lichtman dope³nia³ ca³oœæ falsetem. Takie polifoniczne podejœcie sta³o siê ich znakiem rozpoznawczym, szczególnie gdy po³¹czono je z nowatorskim wówczas nurtem „folk-big-beatu”, czerpi¹cym pe³nymi garœciami z inspiracji wschodnios³owiañskich.
Gdy zespó³ znajdowa³ siê u szczytu popularnoœci, nad muzykami zawis³o widmo obowi¹zkowej s³u¿by wojskowej. W sposób bezprecedensowy ca³a grupa
zosta³a wcielona do 1 Warszawskiego Pu³ku Czo³gów. Zamiast jednak przerwaæ karierê, artyœci przekuli ten okres w sukces wizerunkowy i repertuarowy. Powsta³y wówczas utwory o „militarnym kolorycie”, takie jak „Gdy czo³gista czyœci lufê” czy „Kuj¹ m³oty g¹sienice”. Z tamtego okresu pochodzi jeden z ich najbardziej spektakularnych sukcesów festiwalowych – piosenka „PrzyjedŸ, mamo, na przysiêgê”, która zdoby³a nagrodê w Opolu. Warto tu jednak zauwa¿yæ interesuj¹cy paradoks historyczny: podczas gdy ten „wojskowy” utwór cieszy³ siê oficjalnym uznaniem, inny gigantyczny hit z tego czasu, „Znamy siê tylko z widzenia”, mimo ¿e natychmiast zachwyci³ ca³¹ Polskê, na opolskim festiwalu w 1968 roku nie otrzyma³ ¿adnego wyró¿nienia. Zespó³ wykaza³ siê przy tym ogromnym dystansem, twierdz¹c w prasie, ¿e natchnienie do tworzenia znajdowali podczas „konserwacji sprzêtu” i „sprz¹tania korytarza”.
Wojskowa dyscyplina nie st³umi³a w muzykach poszukiwaczy unikalnego brzmienia. Aby zrealizowaæ wizjê Poznakowskiego o „wschodnios³owiañskim stylu”, zespó³ potrzebowa³ instrumentów, które oddawa³yby ten klimat nie tylko dŸwiêkiem, ale i wygl¹dem. Podczas wizyty w Lubinie, gdzie mieœci³a siê fabryka gitar oraz Muzeum Instrumentów Lutniczych, muzycy zdo³ali namówiæ dyrektora do wypo¿yczenia muzealnych eksponatów. To w³aœnie wtedy w arsenale zespo³u pojawi³a siê gigantyczna ba³a³ajka basowa oraz jej mniejsza wersja. Instrumenty te mia³y zadebiutowaæ w Opolu i staæ siê sta³ym elementem ich estradowego show S³awomir Kowalewski, dzier¿¹cy potê¿n¹ ba³a³ajkê, sta³ siê najbardziej fotogenicznym punktem grupy. Co ciekawe, muzyk podobno u¿ywa tego instrumentu do dziœ, choæ pokwitowanie z lubiñskiego muzeum mia³o zostaæ zagubione w pomrokach dziejów.
Choæ nazwa „Trubadurzy” odnosi³a siê do tradycji œredniowiecznej, ich najbardziej pamiêtny image sceniczny wywodzi³ siê z zupe³nie innej epoki. Inspiracja przysz³a niespodziewanie w £odzi, przed gablot¹ teatraln¹ ze zdjêciami ze spektaklu „Cyrano de Bergerac”. To w³aœnie tam Krzysztof Krawczyk, patrz¹c na kostiumy z epoki, rzuci³ legendarne has³o: „Panowie, nad czym dyskutujemy? Przecie¿ ka¿dy w ¿yciu chcia³ byæ muszkieterem”. S³ynne stroje, zaprojektowane przez Szymona Kobyliñskiego, sta³y siê ich drug¹ skór¹. Muzycy wystêpowali w kozakach za kolano, z szerokimi ko³nierzami, a czasem nawet ze szpadami u boku. Choæ teatralne kostiumy by³y skrajnie niewygodne podczas gry na instrumentach – zw³aszcza w zestawieniu z ogromn¹ ba-


³a³ajk¹ – to w³aœnie ten „muszkieterski” szyk zapewni³ im nieœmiertelnoœæ wizualn¹ w historii polskiej popkultury.
O randze zespo³u œwiadczy fakt, ¿e zainteresowa³ siê nimi sam Andrzej Wajda. Re¿yser zaprosi³ „Trubadurów” do swojego wyj¹tkowo nietypowego filmu – „Polowanie na muchy”. Film, bêd¹cy ironicznym odwetem re¿ysera na kobietach, zawiera jedn¹ z najbardziej surrealistycznych scen w dziejach polskiego kina. W sekwencji tanecznej zespó³ wyst¹pi³ pod wymown¹ nazw¹ „Bliscy P³aczu”, wykonuj¹c utwór „Mamo, co ja robiê” i autentycznie szlochaj¹c na scenie (co szczególnie sugestywnie odda³ Kowalewski). Ca³oœæ dope³nia³ niezwyk³y drugi plan: Marek Grechuta w roli zblazowanego playboya oferuj¹cego spotkania w stylu „psychedelicznym” oraz Jacek Fedorowicz wcielaj¹cy siê w postaæ znanego re¿ysera uwodz¹cego atrakcyjne kobiety.„Trubadurzy” pojawili siê tak¿e we „Wszystko na sprzeda¿”, gdzie mimo udzia³u orkiestry pod dyrekcj¹ Andrzeja Korzyñskiego, ich specyficzne brzmienie by³o rozpoznawalne od pierwszej sekundy.
Fundamentem sukcesu Trubadurów nie by³y wy³¹cznie g³osy muzyków, ale postaæ ich mened¿era, Alfreda Freudenheima. By³ to cz³owiek-instytucja, postaæ wrêcz wyjêta z filmu – co zreszt¹ potwierdza jego biografia, obejmuj¹ca ponad czterdzieœci ról epizodycznych.
Freudenheim ³¹czy³ ogieñ z wod¹: by³ dzia³aczem ¿u¿lowym, aktorem i pionierem polskich dyskotek. Dla niego nie istnia³y szklane sufity. To dziêki jego nieposkromionej energii „Trubadurzy” zyskali miano „najbardziej rozrywkowego zespo³u” swojej epoki. Alfred Freudenheim stworzy³ wokó³ grupy aurê nieustaj¹cej zabawy, która definiowa³a ich z³ote lata. To on sprawi³, ¿e zespó³ sta³ siê maszynk¹


do robienia hitów, choæ jednoczeœnie zakotwiczy³ ich w specyficznym, bankietowym stylu ¿ycia, który po latach sta³ siê ich przekleñstwem.
W 1970 roku w Sopocie, Alan Freeman z Radia Luxembourg – cz³owiek, który móg³ wypromowaæ ka¿dego na œwiatow¹ skalê – oniemia³ z zachwytu. Paradoksalnie, to nie rockowe riffy, ale ludowa „Jarzêbina czerwona” zaœpiewana na g³osy przekona³a go, ¿e ma przed sob¹ fenomen. Brytyjczyk nie mia³ w¹tpliwoœci: ten zespó³ mia³ potencja³, by staæ siê towarem eksportowym numer jeden. Szansa zmaterializowa³a siê podczas igrzysk w Monachium w 1972 roku. Brytyjscy producenci czekali na muzyków, by zabraæ ich do Londynu na nagranie p³yty. I tu nastêpuje jeden z najbardziej absurdalnych zwrotów akcji w historii polskiej estrady. Zamiast wejœæ do œwiatowej ligi, „Trubadurzy” po prostu... „zerwali siê” i wrócili do kraju. Powód? Prozaiczne diety w wysokoœci dziewiêciu dolarów, za które muzycy woleli kupiæ prezenty swoim dziewczynom, zamiast ryzykowaæ niepewny los na Zachodzie. Wybrali bezpieczn¹ egzystencjê w PRL-u ponad wizjê œwiatowej kariery.
Od po³owy lat 70-tych zaczyna siê bolesny zjazd zespo³u. Powrót Krzysztofa Krawczyka do sk³adu na p³ycie „Znowu razem” by³ jedynie marketingowym zabiegiem, który zmia¿d¿yli krytycy. Tygodnik „Razem” nazwa³ album „¿enuj¹co s³abym”. Zespó³ zacz¹³ dryfowaæ w stronê „estradowej knajpy” i disco-polo. Kiedy Kowalewski rozpocz¹³ dzialalnoœæ polityczn¹ w szeregach „Samoobrony” Andrzeja Leppera, a muzykê grupy zaczêto graæ w telewizji „Trwam”, Trubadurzy stracili resztkê swoich fanów, a Poznakowski odszed³ od zespo³u. W 2008 roku Lichtman i Kowalewski nagrali piosenkê pt. „Nic nie wychodzi”, co stanowi dobre podsumowanie ich dzia³alnoœci po rozpadzie „Trubadurów”.
Czy „Trubadurzy” to historia wielkiego sukcesu, czy raczej opowieœæ o najwiêkszej niewykorzystanej szansie w historii polskiego rocka? Refleksja nad ich losami sugeruje, ¿e w œwiecie wielkiej muzyki talent to zaledwie po³owa sukcesu.
El¿bieta Baumgartner radzi

Coraz wiêcej osób – zarówno w Polsce, jak i wœród Polonii w USA – zauwa¿a, ¿e mimo pracy, doœwiadczenia i rozs¹dku finansowego ich sytuacja materialna nie poprawia siê tak jak powinna. Wiele rodzin ma poczucie, ¿e „kiedyœ by³o ³atwiej”, choæ ówczesne zarobki by³y nominalnie znacznie ni¿sze ni¿ teraz. To wra¿enie nie jest z³udzeniem. Wspó³czesna gospodarka dzia³a inaczej ni¿ ta, w której dorastaliœmy. Mechanizmy, które kiedyœ pozwala³y budowaæ stabilnoœæ, dziœ wymagaj¹ wiêkszej wiedzy, czujnoœci i planowania. Biedniejemy nie dlatego, ¿e jesteœmy mniej zaradni, ale dlatego, ¿e œwiat finansów zmieni³ siê szybciej ni¿ nasze nawyki.
Warto przyjrzeæ siê temu procesowi g³êbiej, bo biednienie nie jest jednorazowym wydarzeniem. To powolny, czêsto niewidoczny dla oka ruch w dó³, który zaczyna siê od drobnych decyzji, nieplanowanych wydatków, rosn¹cych kosztów i braku systemu, który chroni³by nas przed ich konsekwencjami. Zrozumienie tych mechanizmów to pierwszy krok do odzyskania kontroli.
Inflacja: niewidzialny podatek, który p³acimy codziennie
Inflacja jest jednym z najbardziej podstêpnych czynników powoduj¹cych ubo¿enie spo³eczeñstw. Nie zabiera nam pieniêdzy wprost, ale sprawia, ¿e ich wartoœæ maleje. W ostatnich latach w USA ceny ¿ywnoœci, energii, mieszkañ i us³ug ros³y szybciej ni¿ wynagrodzenia. To oznacza, ¿e nawet jeœli zarabiamy tyle samo co rok temu, realnie staæ nas na mniej. W praktyce inflacja dzia³a jak cichy z³odziej, który codziennie wyci¹ga z naszego portfela kilka dolarów, a my zauwa¿amy to dopiero wtedy, gdy miesiêczne wydatki zaczynaj¹ przekraczaæ nasze dochody. Najbardziej dotkliwe s¹ wzrosty cen w kategoriach, których nie da siê unikn¹æ. Jedzenie, paliwo, energia, czynsze, raty kredytów, opieka zdrowotna – to koszty, które musimy ponosiæ niezale¿nie od sytuacji. Kiedy rosn¹ szybciej ni¿ nasze dochody, zaczynamy ograniczaæ wydatki tam, gdzie to mo¿liwe, ale to jedynie ³agodzi skutki, nie zatrzymuje procesu. Inflacja dzia³a powoli, ale konsekwentnie, a jej efekty kumuluj¹ siê miesi¹c po miesi¹cu.
Koszty ¿ycia, które wyprzedzaj¹ nasze zarobki W wielu stanach USA koszty ¿ycia wzros³y o kilkanaœcie procent w ci¹gu kil-
ku lat. Tymczasem p³ace – zw³aszcza w zawodach stabilnych, ale nie spektakularnie op³acanych – rosn¹ wolniej. To powoduje, ¿e nawet osoby pracuj¹ce na pe³ny etat czuj¹ presjê finansow¹. Wzrost cen mieszkañ i wynajmu sprawi³, ¿e dla wielu rodzin najwiêkszym miesiêcznym obci¹¿eniem sta³ siê dach nad g³ow¹. Do tego dochodz¹ rosn¹ce op³aty za us³ugi komunalne, ubezpieczenia, transport i edukacjê. Wspó³czesne ¿ycie generuje te¿ nowe kategorie wydatków, których nie by³o jeszcze dwadzieœcia lat temu. Subskrypcje cyfrowe, aplikacje, us³ugi w chmurze, p³atne aktualizacje, dodatkowe zabezpieczenia internetowe – to wszystko sta³o siê standardem. Ka¿da z tych pozycji z osobna wydaje siê niewielka, ale razem tworz¹ miesiêczny ciê¿ar, który trudno zauwa¿yæ, dopóki nie spojrzymy na ca³oœæ. W efekcie pieni¹dze „rozchodz¹ siê” szybciej, ni¿ jesteœmy w stanie je kontrolowaæ.
Zad³u¿enie: spirala, która wci¹ga niepostrze¿enie
W USA kredyt jest narzêdziem codziennoœci. Karty kredytowe, po¿yczki ratalne, kredyty samochodowe – wszystko to mo¿e byæ pomocne, ale mo¿e te¿ prowadziæ do finansowej pu³apki. Przeciêtne oprocentowanie kart kredytowych przekracza dziœ 20 procent. Oznacza to, ¿e ka¿dy dolar niesp³acony na czas zaczyna pracowaæ przeciwko nam. Wiele osób korzysta z kredytu jako sposobu na budowanie historii kredytowej, co jest rozs¹dne, ale tylko wtedy, gdy zad³u¿enie jest kontrolowane.
Problem zaczyna siê wtedy, gdy kredyt staje siê sposobem na ³atanie bud¿etu. Wtedy odsetki zaczynaj¹ zjadaæ przysz³e dochody, a my biedniejemy, zanim jeszcze pieni¹dze trafi¹ na konto. Spirala zad³u¿enia dzia³a powoli: najpierw p³acimy minimaln¹ kwotê, potem zaczynamy korzystaæ z kolejnej karty, a w koñcu okazuje siê, ¿e po³owa naszych miesiêcznych wydatków to sp³aty zobowi¹zañ. To jeden z najczêstszych mechanizmów ubo¿enia w spo³eczeñstwach wysoko rozwiniêtych.
Brak struktury finansowej: pieni¹dze przeciekaj¹ przez palce
Wielu ludzi, nawet dobrze zarabiaj¹cych, nie ma systemu zarz¹dzania finansami. Nie chodzi o skomplikowane bud¿ety czy tabele w Excelu, ale o podstawow¹ strukturê: planowanie wydatków, kontrolê subskrypcji, automatyczne oszczêdzanie, regularne przegl¹danie rachunków. W œwiecie, w którym ka¿da aplikacja zachêca do szybkiego zakupu, a sklepy internetowe oferuj¹ opcjê „kup teraz, zap³aæ póŸniej”, ³atwo straciæ kontrolê.
Drobne wydatki – kawa na mieœcie, spontaniczne zakupy online, jedzenie na wynos, jakiœ tani ciuch – sumuj¹ siê do setek dolarów miesiêcznie. Brak struktury finansowej nie oznacza braku inteligencji.
Oznacza brak systemu, który chroni nas przed w³asnymi nawykami i przed agresywnym marketingiem.
Zdrowie: najwiêkszy finansowy strach Amerykanów W USA choroba mo¿e byæ jednym z g³ównych powodów biednienia. Nawet osoby z ubezpieczeniem zdrowotnym czêsto p³ac¹ wysokie deductibles, copays i koszty leków. Wystarczy jedna nag³a sytuacja, by bud¿et domowy zosta³ zachwiany na wiele miesiêcy. Dla rodaków, którzy czêsto wspieraj¹ rodzinê w Polsce lub pomagaj¹ dzieciom w USA, takie niespodziewane wydatki mog¹ byæ dotkliwe.
Zdrowie staje siê nie tylko kwesti¹ medyczn¹, ale i finansow¹. Wiele rodzin odk³ada wizyty u lekarza, bo boi siê kosztów. To z kolei prowadzi do powa¿niejszych problemów zdrowotnych, które wymagaj¹ jeszcze wiêkszych nak³adów. W ten sposób powstaje b³êdne ko³o, które trudno przerwaæ.
Technologia, która mia³a u³atwiaæ ¿ycie, zaczê³a kosztowaæ Jeszcze kilkanaœcie lat temu p³aciliœmy za telefon i telewizjê. Dziœ p³acimy za Internet, streaming, aplikacje, chmurê, bezpieczeñstwo cyfrowe, aktualizacje, a tak¿e za urz¹dzenia, które trzeba wymieniaæ co kilka lat. Technologia sta³a siê now¹ kategori¹ sta³ych wydatków. Dla wielu rodzin to dodatkowe 100-300 dolarów miesiêcznie. To nie jest luksus – to nowy standard, który trudno omin¹æ, bo bez niego nie da siê funkcjonowaæ zawodowo ani spo³ecznie.
Zmiana stylu ¿ycia: oczekiwania rosn¹ szybciej ni¿ dochody Wspó³czesna kultura podpowiada nam, ¿e powinniœmy ¿yæ „lepiej”: czêœciej po-
dró¿owaæ, mieæ nowszy samochód, kupowaæ zdrowsz¹ ¿ywnoœæ, inwestowaæ w edukacjê dzieci, dbaæ o rozwój osobisty. To s¹ wartoœciowe cele, ale maj¹ cenê. Jeœli nie s¹ planowane, staj¹ siê Ÿród³em presji i frustracji. Biedniejemy finansowo, i emocjonalnie, bo czujemy, ¿e nie nad¹¿amy za narzuconymi standardami.
Brak edukacji finansowej: luka, która kosztuje najwiêcej Wiêkszoœæ z nas nie uczy³a siê w szkole, jak dzia³a kredyt, jak czytaæ umowê, jak negocjowaæ stawki, jak planowaæ emeryturê. W USA system finansowy jest skomplikowany, a drobny b³¹d mo¿e kosztowaæ setki dolarów. Brak wiedzy nie jest win¹ jednostki – to luka systemowa. Jej skutki odczuwamy codziennie. Przep³acamy za us³ugi, nie korzystamy z ulg podatkowych, nie inwestujemy, nie planujemy emerytury, nie wiemy, jak chroniæ siê przed oszustwami.
Edukacja finansowa to nie luksus. To narzêdzie przetrwania.
Zakoñczenie: biednienie to proces, który mo¿na zatrzymaæ Choæ biednienie wynika z wielu czynników – inflacji, rosn¹cych kosztów ¿ycia, zad³u¿enia, braku struktury finansowej, kosztów zdrowia, technologii i braku edukacji – ka¿dy z nich mo¿na oswoiæ. Nie mamy wp³ywu na globalne trendy, ale mamy wp³yw na to, jak reagujemy. Œwiadome decyzje, regularne przegl¹danie finansów, budowanie poduszki bezpieczeñstwa, unikanie niepotrzebnego zad³u¿enia i inwestowanie w wiedzê mog¹ zahamowaæ proces ubo¿enia. To nie jest ³atwe, ale jest mo¿liwe. A pierwszy krok to zrozumienie, sk¹d bierze siê problem. ❍
El¿bieta Baumgartner
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim. Jej najnowsza ksi¹¿ka to „Jak inwestowaæ pieni¹dze bez stresu i ich nie straciæ”. Jest ona dostêpna w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner
“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej” Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.
Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy
Tel. 347.280.8434 –Tadeusz
➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿:
Deerfield Beach:
2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000
Fort Lauderdale:
3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000
Pompano Beach: nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000
Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net





NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW



T³umaczenia ✓ Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653
pieniêdzy i paczek
– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956
1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com
Znany, wielokrotnie komentowany obraz Pietera Breugela Starszego (dziœ w Luwrze) przedstawia szóstkê ludzi –piêcioro z nich to kalecy bez nóg, albo z bezw³adnymi koñczynami. Poruszaj¹ siê przy pomocy szczude³, podpórek, szoruj¹c po ziemi na specjalnych ochraniaczach ud. To ¿ebracy, zgodnie z tytu³em obrazu, próbuj¹cy swym nieszczêœciem wymusiæ na ludziach pod koœcio³em datki od wstrz¹œniêtych przechodniów. Pi¹ta osoba stoj¹ca w szerokiej ciemnej pelerynie z pust¹ miseczk¹ jeszcze nic nie uzbiera³a. Ale sprawia wra¿enie jedynej, która naprawdê ¿ebrze, której zale¿y na uzyskaniu wsparcia dla siebie. Pozostali jakby w ogóle nie byli zainteresowani datkami – zreszt¹, od kogo? Znajduj¹ siê w swoistej pustce gdzieœ w pasa¿u prowadz¹cym w zaroœla. Nie wiadomo co?
Zaczynam od (w miarê) dok³adnego opisu obrazu – zawsze pomocnego w przypadku dzie³ enigmatycznych, których zrozumienie nastrêcza trudnoœci – bo pobie¿ne spojrzenie mo¿e byæ myl¹ce. Có¿ w tym skomplikowanego – zapyta ktoœ? Kalecy, ¿ebracy, bo nie maj¹ innego sposobu na utrzymanie – dzie³o wzbudza chrzeœcijañskie wspó³czucie dla chorych, niesprawnych, poszkodowanych przez los. Nie ma w¹tpliwoœci, ¿e artysta skopiowa³ z rzeczywistoœci poszczególne wizerunki kalek, osób chorych, nieszczêœliwych, walcz¹cych, jak potrafi¹, o przetrwanie; licz¹cych wy³¹cznie na ludzkie mi³osierdzie. Ale w tym wizerunku coœ siê nie zgadza. Postaci, karykaturalnie ubrane, z osobliwymi nakryciami g³ów, wiruj¹ ciasno w swoistym tañcu. Dwie osoby odwrócone do nas ty³em, trzy ogl¹damy z przodu. Usta otwarte – mówi¹ coœ do siebie? œpiewaj¹? Ich groteskowe nakrycia g³owy sugeruj¹ przedstawicielstwo poszczególnych typów spo³ecznych – dostojnika koœcielnego, króla, ¿o³nierza, mieszczanina, ch³opa.
Mo¿e wiêc chodzi o karnawa³ow¹ zabawê, a kalectwo osób na obrazie ma s³u¿yæ jako metafora moralnej degrengolady; spo³eczeñstwa ludzi zdeprawowanych przez w³adzê, si³ê, materializm ¿ycia, wyzysk, prymitywn¹ egzystencjê. Jedyna osoba naprawdê stoj¹ca po proœbie trzyma siê z dala od tej rozhukanej czeredy. Nie wiadomo, co malarz chcia³ nam zakomunikowaæ. Mamy tylko wizerunek postaci zdeformowanych. Domyœlamy siê satyrycznej intencji, ale jakiego rodzaju? Pozosta³ tylko obraz szkaradnych kalek i widok ludzkiego nieszczêœcia – na poœmiewisko.
Kalectwo na ¿ycie
Czes³aw Karkowski
redaktor naczelna
Zofia Doktorowicz-K³opotowska
Nieustanne cierpienie fizyczne, kalectwo spowodowane dzieciêc¹ chorob¹ polio i póŸniej skutkami wypadku, Frieda Kahlo, meksykañska malarka, uczyni³a jednym z g³ównych tematów swojej sztuki. Na „Broken column”, co mo¿na t³umaczyæ dwojako i jako „Strzaskana kolumna” albo „Strzaskany krêgos³up” artystka przedstawi³a siebie z charakterystycznymi zroœniêtymi wielkimi brwiami – piêkna m³oda kobieta, obna¿ona do pasa i jakby wypatroszona. Jej spiête pasami cia³o, aby trzyma³o siê razem, rozprute, ujawnia w œrodku pogruchotan¹ greck¹ w stylu kolumnê – od podbródka g³êboko a¿ po biodra. Ca³e cia³o poprzebijane jest ostrymi gwoŸdziami, jak cierniami Chrystusa, czy œwiêtych mêczenników. Z oczu p³yn¹ ³zy spowodowane tortur¹ fizyczn¹ i psychiczn¹. Frieda stoi na tle jakiegoœ pustkowia, nieokreœlonego krajobrazu, ja³owej ziemi – sama ze sw¹ boleœci¹. P³acze.
Choæ obraz Friedy Kahlo jest dzie³em zupe³nie œwieckim: cierpi siê w samotnoœci, nawet poœród ludzi, którzy i tak nic z tego nie zrozumiej¹, jednak nie ulega w¹tpliwoœci, ¿e artystka podobiznê sw¹ wystylizowa³a na podobieñstwo przedstawieñ katuszy œwiêtych mêczenników (w tym najpopularniejszego motywu –œw. Sebastiana poprzebijanego strza³ami). Ale to tylko podobieñstwo zewnêtrzne –Jezus na krzy¿u, czy œwiêci cierpieli za wiarê, ginêli w mêczarniach w imiê prawdy religii, dla zbawienia ludzkoœci. Ich mêki mia³y wy¿szy wymiar, by³y przyk³a-

sta³a wspó³praca
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

dem uwznioœlenia ziemskiego cierpienia w imiê zbawienia. Ona cierpi „po nic”, po prostu taki jej przypad³ los w udziale. Jako 18-letnia dziewczyna znalaz³a siê w autobusie miejskim, na który z ca³ym impetem wjecha³a ciê¿arówka. Kilkoro pasa¿erów zginê³o, w ni¹ wbi³a siê metalowa porêcz, uszkadzaj¹c miednicê. Wstrz¹s wypadku spowodowa³ z³amanie kilku ¿eber, nóg i obojczyka. PóŸniej odkryto przesuniêcie krêgów, wskutek czego musia³a chodziæ w³aœciwie do koñca ¿ycia w gorsecie-pancerzu. I tak dobrze, ¿e usz³a z ¿yciem, choæ miesi¹ce i lata spêdzi³a póŸniej na próbie powrotu do normalnej egzystencji i nieustannej walce z bólem. Strzaskana kolumna, podstawa wszelkiej struktury, s³up podtrzymuj¹cy i nadaj¹cy elegancjê budowli – œwi¹tyni greckiej, œwieckiemu gmachowi czy tak wspania³ej konstrukcji, jak¹ jest cia³o ludzkie. Z³amane ¿ycie, filar ¿ycia pogruchotany – istnienie unicestwione. Pozosta³ tylko ci¹g³y ból, ciê¿kie kalectwo i codzienna œwiadomoœæ niesprawnoœci fizycznej.
Kalectwo satyryczne „Gracze w skata” nawi¹zuje do popularnej w Niemczech, tak¿e na Górnym Œl¹sku, gry karcianej. Ale nie karty s¹ tematem upiornej groteski, Otto Dixa, jednego z wybitnych artystów aktywnych zw³aszcza w okresie miêdzywojennym, twórcy wielu antywojennych obrazów. Trzej niemieccy weterani wojny 19141918 r. siedz¹ przy stoliku i graj¹ w karty. Jeden nawet z jakimœ odznaczeniem – co z tego, skoro zamiast szczêki ma metalow¹ dŸwigniê na zawiasie. Ca³a trójka jest bez nóg – z protezami, które wygl¹daj¹
fotografia
Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper
Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
jak nogi stolika czy krzese³ – trudno ich odró¿niæ od mebli. Jeden z nich – z lewej – uratowa³ z wojny jedn¹ nogê – w palcach stopy trzyma karty. Twarz ma zmasakrowan¹, miast ucha jakieœ urz¹dzenie pod³¹czone do aparatu na stole. Bez rêki, zaœ zamiast drugiej – proteza. Osobnik naprzeciwko bez nóg i bez r¹k trzyma karty w zêbach. Szyderstwo artysty z chwa³y bohaterów wojennych, skoro rzeczywistoœæ jest gorzej ni¿ niedorzeczna. Niemcy wysz³y z tego konfliktu przegrane, okaleczono duchowo i fizycznie –miliony zabitych, jeszcze wiêcej okaleczonych; straty gospodarcze, terytorialne –wszelkie. A zyski? Jak widaæ na obrazie. ❍

Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com
Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.
