POLISH WEEKLY MAGAZINE
NUMER 1657 (1957) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 20 CZERWCA 2026
Tomasz Bagnowski
![]()
NUMER 1657 (1957) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 20 CZERWCA 2026
Tomasz Bagnowski
Prezydent Donald Trump uczci³ w minion¹ niedzielê 80 urodziny w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawa³by siê niewyobra¿alny: organizuj¹c galê walk UFC.
80-letni prezydent pojawi³ siê na specjalnie przygotowanej arenie, na trawniku przed Bia³ym Domem, otoczony cz³onkami gabinetu, wysokimi urzêdnikami administracji, republikañskimi kongresmenami oraz ponad czterema tysi¹cami widzów. Walki UFC (Ultimate Fighting Championship) odbywa³y siê pod imponuj¹c¹ konstrukcj¹ nazwan¹ „The Claw” – metalowym ³ukiem przypominaj¹cym statek kosmiczny wyposa¿ony w oœwietlenie, nag³oœnienie i gigantyczne ekrany. Tysi¹ce kolejnych widzów œledzi³o transmisjê na ustawionych w pobli¿u telebimach. Trump przedstawia³ wydarzenie jako element obchodów 250 rocznicy niepodleg³oœci Stanów Zjednoczonych. Krytycy zauwa¿aj¹ jednak, ¿e przedsiêwziêcie w znacznie wiêkszym stopniu s³u¿y³o celebracji samego prezydenta. Wed³ug doniesieñ niektórych mediów termin szczytu G7 zosta³ nawet dostosowany tak, by Trump móg³ najpierw uczestniczyæ w gali, a nastêpnie udaæ siê bezpoœrednio do Francji na spotkanie przywódców pañstw uprzemys³owionych.
Padaj¹ równie¿ porównania do Joe Bidena, który te¿ œwiêtowa³ 80 urodziny jako prezydent. W listopadzie 2022 roku, zorganizowano wówczas prywatny obiad w Bia³ym Domu. Rzeczniczka prezydenta Allison Schuster okreœli³a niedzieln¹ galê jako „jeden z najbardziej widowiskowych wieczorów w historii Ameryki” dodaj¹c, ¿e organizacja wydarzenia w Dzieñ Flagi oraz w roku obchodów 250-lecia pañstwa by³a „odpowiednim ho³dem dla narodu”.
Kiedy Biden œwiêtowa³ swoje 80 urodziny, by³ najstarszym urzêduj¹cym prezydentem w historii USA. Kilka miesiêcy póŸniej rozpocz¹³ kampaniê o reelekcjê, któr¹ ostatecznie porzuci³ po nieudanym wystêpie w debacie z Trumpem i narastaj¹cej krytyce ze strony w³asnej partii.
Obecnie to Trump jest najstarsz¹ osob¹ wybran¹ na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Choæ konstytucja uniemo¿liwia mu ubieganie siê o trzeci¹ kadencjê, Trump regularnymi ¿artami na ten temat testuje jakby podatnoœæ wyborców na tak¹ ewentualnoœæ.
6

➭ Stypendia PSFUK – str. 3
➭ Polski Festiwal na Staten Island – str. 7
➭ Niebieska sztuka – str. 7
➭ Blender – str. 10
➭ Dziêkujê tato. Piêæ lekcji finansowych... – str. 13
➭ Piekielne straszenie – str. 15

Chris Miekina
Ferdynand Antoni Ossendowski to postaæ, której fenomen wymyka siê wspó³czesnym rankingom sprzeda¿y i rynkowym zestawieniom. Jego dorobek to a¿ 77 ksi¹¿ek, które doczeka³y siê osza³amiaj¹cej liczby 150 przek³adów na 20 jêzyków, czyni¹c go jednym z najpoczytniejszych autorów w historii polskiej literatury. Mimo miêdzynarodowej s³awy, przez dekady pozostawa³ autorem niemal ca³kowicie wymazanym z narodowej pamiêci, skazanym na literacki niebyt przez powojenn¹ cenzurê.
Dlaczego pisarz, którego nak³ady sz³y w miliony egzemplarzy, musia³ czekaæ na powrót do œwiadomoœci czytelników a¿ do lat 90-tych XX wieku? OdpowiedŸ kryje siê w biografii tak gêstej od wydarzeñ, ¿e mog³aby pos³u¿yæ za fundament dla kilku ¿yciorysów. Jego ¿ycie przypomina awanturnicz¹ mozaikê utkan¹ z niebezpieczeñstw i egzotyki.
Szlacheckie pochodzenie oraz tatarskie korzenie nada³y jego sylwetce rys autentycznego, wschodniego mistycyzmu, który póŸniej przenika³ do jego prozy. Nie by³ jedynie obserwatorem œwiata, lecz aktywnym graczem na politycznej szachownicy, co uczyni³o go jednym z najbardziej zaciek³ych wrogów komunizmu.
Urodzi³ siê w Lucynie, 27 maja 1878 roku, a dar literackiego kreowania rzeczywistoœci, który póŸniej przyniós³ mu s³awê i k³opoty, objawi³ siê ju¿ w petersburskim gimnazjum. M³ody Ossendowski, stoj¹c przed zadaniem opi-
sania swojego domu, stworzy³ sugestywny obraz wystawnego pa³acu. W rzeczywistoœci mieszka³ w skromnych warunkach z matk¹ i siostr¹, zmagaj¹c siê z trudnoœciami finansowymi po przedwczesnej œmierci ojca. Jego literacka wizja by³a tak przekonuj¹ca, ¿e w³adze szkolne uzna³y go za bogacza i cofnê³y mu prawo do bezp³atnej nauki. Dopiero interwencja przera¿onej matki i powo³anie specjalnej komisji pozwoli³y dowieœæ, ¿e opisany luksus by³ jedynie tworem wyobraŸni m³odego literata.
Ten incydent sta³ siê bolesn¹ lekcj¹ o mocy s³owa, która potrafi realnie wp³ywaæ na materiê ¿ycia. Ossendowski ju¿ wtedy udowodni³, ¿e potrafi wyczarowaæ œwiat, w który inni bezkrytycznie wierz¹. By³ to talent, który w przysz³oœci mia³ mu przynieœæ zarówno œwiatowy rozg³os, jak i oskar¿enia o literack¹ nierzetelnoœæ.
Laryngolog, od ponad 30 lat pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422)
Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.
Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy.
Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu zg³oszenia

Wykonuje badania imigracyjne.
Mówimy po polsku


16 lipca o godzinie 18:00 w Ma³ej Galerii Kuriera Plus odbêdzie siê wieczór autorski Anny i Janusza Skowronów oraz promocja ich nowej ksi¹¿ki pt. „W meandrach poszukiwañ”.
„W meandrach...” to wielow¹tkowa, sk³aniaj¹ca do refleksji opowieœæ, przedstawiaj¹ca fragmenty losów czterech pokoleñ rodzinnej emigracji Skowronów siêgaj¹cej 1909 roku.
W programie wieczoru autorzy zapowiadaj¹ rozmowê o pomyœle i kulisach powstawania ksi¹¿ki, nawi¹zanie do autorskiej poezji, oraz wystawê malarstwa Artura Skowrona - autora pamiêtnika i wierszy, stanowi¹cych jeden z rozdzia³ów ksi¹¿ki.
Zapraszamy.
176 Java Street, pierwsze piêtro (budynek Centrum Polsko S³owiañskiego), Greenpoint


Nasz umys³ pracuje niemal bez przerwy. Obowi¹zki, stres, poœpiech, telefony, nadmiar informacji i coraz mniej odpoczynku sprawiaj¹, ¿e wiele osób szuka naturalnego wsparcia dla koncentracji, pamiêci i codziennej sprawnoœci mentalnej. W³aœnie dlatego coraz wiêkszym zainteresowaniem cieszy siê Alpha GPC 300 mg – nowoczesny suplement diety bêd¹cy dobrze przyswajalnym Ÿród³em choliny.
Cholina jest sk³adnikiem od¿ywczym potrzebnym organizmowi do prawid³owego funkcjonowania komórek, zw³aszcza nerwowych. Bierze udzia³ w tworzeniu acetylocholiny, wa¿nego neuroprze kaŸnika zwi¹zanego z komunikacj¹ miêdzy komórkami nerwowymi. Mówi¹c proœciej: acetylocholina pomaga mózgowi „rozmawiaæ samemu ze sob¹”. A kiedy komunikacja w organizmie przebiega sprawniej, ³a twiej o poczucie wiêkszej jasnoœci, sku pienia i lepszej organizacji myœli.
Alpha GPC 300 mg to dobry wybór dla osób, które chc¹ wspieraæ
codzienn¹ koncentracjê, uczenie siê, pracê umys³ow¹ i ogóln¹ sprawnoœæ poznawcz¹. To suplement przeznaczony dla osób aktywnych zawodowo, studentów, seniorów dbaj¹cych o formê umys³u- wszystkich, którzy chc¹ zadbaæ o mózg tak œwiadomie, jak dbaj¹ o serce, koœci czy odpornoœæ.
Podkreœlmy, ¿e Alpha GPC nie jest œrodkiem pobudzaj¹cym w klasycznym sensie. Nie dzia³a jak kawa, nie jest „energetykiem” i nie ma za zadanie sztucznie nakrêcaæ organizmu. Jego rola jest fizjologiczna: dostarcza organizmowi sk³adnika, który mo¿e wspieraæ naturalne procesy zwi¹zane z prac¹ uk³adu nerwowego. Wiele osób wybiera Alpha GPC jako wsparcie dla umys³u.

rozmowy – zadania wymagaj¹ce wiêkszej uwagi. Regularne stosowanie, po³¹czone ze snem, ruchem, nawodnieniem i dobr¹ diet¹, mo¿e byæ czêœci¹ m¹drego programu dbania o sprawnoœæ mentaln¹.
Alpha GPC 300 mg mo¿na poleciæ osobom, które mówi¹: „chcê mieæ jaœniejsz¹ g³owê”, „chcê lepiej siê skupiæ”, „chcê wspieraæ pamiêæ i koncentracjê naturalnym sk³adnikiem”. To nie jest magiczna kapsu³ka, ale dobrze dobrany element codziennej profilaktyki stylu ¿ycia. Mózg, podobnie jak miêœnie, potrzebuje od¿ywienia, odpoczynku i regularnego wsparcia. Przy wyborze suplementu warto zwracaæ uwagê na jakoœæ, czystoœæ sk³adu i przejrzyste dawkowanie. Alpha GPC 300 mg daje prost¹ odpowiedŸ: jedna kapsu³ka, konkretna dawka, jasny cel – wsparcie funkcji poznawczych i zdrowej pracy uk³adu nerwowego.

Dawka 300 mg jest praktyczna. Powinno siê j¹ stosowaæ rano lub w pierwszej czêœci dnia, gdy przed nami praca, nauka, stos dokumentów, wa¿ne
Jak ka¿dy suplement diety, Alpha GPC nale¿y stosowaæ rozs¹dnie. Osoby przyjmuj¹ce leki, kobiety w ci¹¿y lub karmi¹ce, osoby z chorobami przewlek³ymi albo po powa¿nych incydentach zdrowotnych powinny skonsultowaæ stosowanie z lekarzem lub farmaceut¹. To szczególnie wa¿ne, gdy ktoœ przyjmuje leki wp³ywaj¹ce na uk³ad nerwowy, kr¹¿enie lub pamiêæ.
Alpha GPC 300 mg to propozycja dla tych, którzy chc¹ inwestowaæ w swój umys³. Bo dobra pamiêæ, skupienie i jasnoœæ myœlenia nie s¹ luksusem. S¹ czêœci¹ jakoœci ¿ycia.
Oœwiadczenie: Produkt jest suplementem diety. Nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, wyleczenia ani zapobiegania jakiejkolwiek chorobie. Efekty mog¹ ró¿niæ siê w zale¿noœci od osoby.
Obchodz¹ca w bie¿¹cym roku swoje piêædziesiêciolecie Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa nagrodzi³a stypendiami 602 m³odych i zdolnych Cz³onków Naszej Unii, a ³¹czna suma stypendiów wynios³a siedemset tysiêcy dolarów.
Wœród stypendystów jest 348 maturzystów, którzy we wrzeœniu tego roku rozpoczn¹ naukê w szko³ach wy¿szych oraz 242 studentów, którzy ju¿ ucz¹ siê na uczelniach. Dodatkowo, dwunastu m³odych Cz³onków PSFCU odbêdzie w Polsce letni sta¿ studencki zorganizowany we wspó³pracy w Katolickim Uniwersytetem Lubelskim.
W roku bie¿¹cym stypendia PSFCU przyznane zosta³y uczniom i studentom pochodz¹cym z 14 stanów.
Stypendia zosta³y wrêczone podczas dwóch uroczystoœci zorganizowanych w The Grand Ballroom w Totowa, New Jersey we œrodê, 3 czerwca raz w Centrum Kopernikowskim w Chicago w sobotê, 6 czerwca br.
Od pierwszej edycji w 2001 r., w ramach Programu Stypendialnego PSFCU przyznano blisko dziewiêæ milionów dolarów dla ponad 7,600 studentów
Program Stypendialny PSFCU sk³ada siê z dwóch komponentów: programu dla absolwentów szkó³ œrednich oraz dla studentów szkó³ wy¿szych. Ogó³em w obydwu programach Nasza Unia przyjê³a a¿ 879 wniosków o stypendia, co stanowi kolejny rekord w historii programu stypendialnego PSFCU.
Dyrektor Wykonawczy PSFCU Bogdan Chmielewski, przemawiaj¹c na uroczystoœci w New Jersey, powiedzia³: „Obecny rok to rok obchodów piêædziesiêciolecia sukcesu Polonii w Stanach Zjednoczonych, bo takim w³aœnie sukcesem jest dzia³alnoœæ Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej. My tym sukcesem chcemy siê z Pañstwem dzieliæ.” „W tym roku Rada Dyrektorów przeznaczy³a rekordow¹ kwotê na nasze stypendia – 700 tysiêcy dolarów. Nie ma chyba

drugiego programu stypendialnego na tak¹ skalê jak Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej” – doda³. Goœciem honorowym tegorocznych uroczystoœci rozdania stypendiów w Jersey i Chicago by³ by³y Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Duda, któremu towarzyszy³a by³a Pierwsza Da ma Agata Kornhauser-Duda. Prezydent Duda podziêkowa³ Polsko -S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej i Komisji Stypendialnej za wskazanie i pokazanie najbardziej obiecuj¹cych m³o dych ludzi, którzy realizuj¹ i rozwijaj¹ siê w Stanach Zjednoczonych. Zwracaj¹c siê bezpoœrednio do m³odych laureatów pro gramu, Prezydent Duda powiedzia³: „Je steœcie elit¹ elit. Bo tylko ci, którzy maj¹ ambicje i maj¹ poczucie bycia czêœci¹ eli ty, uczestniczyli w tym konkursie. A którzy zostali wybrani, s¹ elit¹ elit. Jeste œcie Pañstwo elit¹ elit Stanów Zjednoczo nych maj¹c polskie pochodzenie.”
Program Stypendialny PSFCU powsta³ w 2001 r. i od tamtej pory, wliczaj¹c w tegoroczn¹ dwudziest¹ szóst¹ edycjê, na grodzono ponad 7 600 osób, a ³¹czna ta œrodków przeznaczonych na wynios³a ponad 9 milionów dolarów.
Powsta³a w 1976 r. na nowojorskim Greenpoincie Polsko-S³owiañska Federal na Unia Kredytowa jest najwiêksz¹ et
niczn¹ uni¹ kredytow¹ w Stanach Zjednoczonych. Ma ponad 127 tysiêcy Cz³onków i ponad 2,7 miliarda dolarów w aktywach.
Pensylwania, Connecticut i Floryda.

Serdecznie zapraszamy na trwaj¹c¹ do 18 lipca 2026 r. zbiorow¹ wystawê ma³ych form graficznych.
Autorami prac bior¹cych udzia³ w wystawie s¹ m.in.: Artur Popek, Roman Mucha, Adam Panek, Krzysztofa Lachtara, Aleksander Grigoriev, Henryk Lasko, Kinga Cesarz, Artur Skowron i Janusz Skowron.
Adres: Fine Art Corner,680 Manhattan Ave., Brooklyn, NY
Na zdjêciu akwaforta Artura Popka, WYPRAWA, 1994
redaktor naczelna
Zofia Doktorowicz-K³opotowska

sta³a wspó³praca
Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska
O czym powiadamiaj¹ pogr¹¿eni w smutku i ¿a³obie - ¿ona Zofia z dzieæmi.

Odszed³ cz³owiek wielkiego serca, ¿yczliwoœæ i wra¿liwoœci. Twoje ciep³o i dobroæ na zawsze pozostan¹ w naszych sercach.
fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy
John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek
Kurier Plus, Inc.
Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6
Tel: (718) 389-3018
E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com
Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Ks. Ryszard Koper
Nie bójcie siê tych co zabijaj¹ cia³o, lecz duszy zabiæ nie mog¹. Bójcie siê raczej tego, który duszê i cia³o mo¿e zatraciæ w piekle. Czy¿ nie sprzedaj¹ dwóch wróbli za asa? A przecie¿ bez woli Ojca waszego ¿aden z nich nie spadnie na ziemiê. U was zaœ policzone s¹ nawet wszystkie w³osy na g³owie. Dlatego nie bójcie siê jesteœcie wa¿niejsi ni¿ wiele wróbli. Do ka¿dego wiêc, kto siê przyzna do mnie przed ludŸmi, przyznam siê i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto siê Mnie zaprze przed ludŸmi, tego zaprê siê i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. (Mt 10, 28-33)
Wielu z nas mo¿e siê identyfikowaæ ze s³owami proroka Jeremiasza z pierwszego czytania na dzisiejsz¹ niedzielê, chocia¿ mo¿e trochê w innym znaczeniu: „S³ysza³em oszczerstwo wielu: ‘Trwoga doko³a! Donieœcie, donieœmy na niego!””
Mo¿e doœwiadczyliœmy tego na w³asnej skórze, gdy w czynieniu dobra wychodziliœmy poza sztywne normy, robiliœmy wiêcej ni¿ inni, uaktywniaj¹c grono zawistników, itd.
Zapewne wielu, podobnie jak ja, zaczyna³o na w³asn¹ rêkê wyrównywaæ rachunki z oszczercami. Jednak szybko zorientowa³em siê, ¿e jest to droga do nik¹d. Wprowadza w ¿ycie chaos i niepokój. Pomijaj¹c osobê oszczercy i koncentruj¹c siê na samym oszczerstwie zacytujê m¹dre, ale niezbyt eleganckie powiedzenie: „Nie dyskutuj z idiot¹, bo sprowadzi ciê do swego poziomu i tam ciê pokona”. Pozostañ na swoim poziomie, poziomie dziecka Bo¿ego, tam ciê oszczerca i plugawca nie dosiêgnie.
W³aœnie na tym poziomie rodzi siê skojarzenie, mo¿e niezbyt poprawne teologicznie ze s³owami Jezusa wypowiedzianymi w Kazaniu na Górze: „Nie stawiajcie oporu z³emu”. Nie oznacza to biernoœci wobec z³a, lecz wezwanie do walki z nim bez u¿ycia przemocy.
Jezus naucza, aby nie odpowiadaæ na z³o, z³em, lecz przerywaæ ³añcuch nienawiœci przebaczeniem, mi³oœci¹ i pokor¹. Jest to rezygnacja z odwetu na rzecz postawy zaufania Bogu. Taka postawa wobec oszczerstw mo¿e nieœæ wewnêtrzn¹ satysfakcjê, co œwietnie ujmuj¹ s³owa teologa Burgera: „Kiedy dosiêga ciê jêzyk oszczercy, na pocieszenie powiedz sobie: wcale nie s¹ z³e owoce, które gryz¹ osy”. Zaœ Jan MariaVianney, zwany œwiêtym Proboszczem z Ars, ukazuje jak w tej perspektywie wygl¹da oszczerca: „Podobny jest do g¹sienicy, która pe³zaj¹c po kwiatach, zostawia na nich œluz i je brudzi”.
Aby te ludzkie dywagacje wyprowadziæ na prost¹ i bezb³êdn¹ drogê oraz znaleŸæ solidne oparcie otwórzmy siê na œwiat³o Biblii z dzisiejszych czytañ.
Oczerniany i przeœladowany prorok Jeremiasz mówi: „Pan jest przy mnie jako potê¿ny mocarz; dlatego moi przeœladowcy nie zwyci꿹. Bêd¹ zawstydzeni swoj¹ pora¿k¹, okryci wieczn¹ i niezapomnian¹ hañb¹”.
Jeœli szukamy oparcia w Bogu to musimy zadaæ sobie pytanie: „Czy Pan jest przy mnie?” To wyra¿enie jest wyznaniem wiary i poczuciem g³êbokiej relacji z Bogiem i œwiadomoœci¹, ¿e Bóg nie jest odleg³¹ istot¹, lecz aktywnym, wspieraj¹cym towarzyszem w codziennym ¿yciu, nawet gdy Jego obecnoœæ nie zawsze jest dostrzegana. Jest to wiara, ¿e w momentach s³aboœci, lêku czy zagro¿enia nie jest siê samemu. Bóg jest jak opoka lub tarcza. Nasza wiêŸ z Bogiem ma charakter osobowy, wybiera On nas na swoje dzieci. Bóg pomaga i umacnia, gdy przychodz¹ ¿yciowe problemy i przeciwnoœci.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus przytacza powy¿sz¹ prawdê w piêknym porównaniu: „Czy¿ nie sprzedaj¹ dwóch wróbli za asa? A przecie¿ bez woli Ojca waszego ¿aden z nich nie spadnie na ziemiê. U was zaœ policzone s¹ nawet wszystkie w³osy na g³owie. Dlatego nie bójcie siê jesteœcie wa¿niejsi ni¿ wiele wróbli”. Zatem nie lêkajmy siê jesteœmy bowiem w rêku Boga. Nie bójmy siê oszczerców i z³ych ludzi. Oni mog¹ zabiæ to co i tak przemija. Mamy siê lêkaæ tych, którzy mog¹ zabiæ w nas, to co najwa¿niejsze, duchowe i wieczne. Bójmy siê raczej tego, abyœmy sami nie zni¿yli siê do poziomu z³ych ludzi, oszczerców. Co wiêcej, Chrystus zachêca nas abyœmy dawali œwiadectwo wiary i zaufania Bogu: „Do ka¿dego wiêc, kto siê przyzna do mnie przed ludŸmi, przyznam siê i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

Publiczne przyznanie siê do Chrystusa w dzisiejszych czasach bywa trudne. Jeden z artyku³ów kr¹¿¹cych przestrzeni wirtualnej zaczyna siê tak: „Nazywam siê Gabriela Rosiek, jestem ¿on¹ Marka i mam¹ Mai (7 lat), Filipa (4 lat) i Tomasza (3 miesi¹ce). Chcia³am opowiedzieæ o cudzie uzdrowienia, którego doœwiadczy³a nasza rodzina. Historia zaczyna siê 22 kwietnia 2018, trzy miesi¹ce po narodzinach Tomka, naszego najm³odszego syna. Mój m¹¿ Marek przez lata by³ okazem zdrowia, zdarza³y mu siê infekcje sezonowe, ale nigdy na nic powa¿niej nie chorowa³. Jego choroba by³a dla nas olbrzymim zaskoczeniem”.
Rozpoczê³a siê walka o ¿ycie. Operacje, leczenie, czekanie i ¿arliwa modlitwa. W tym czasie ¿ona Marka mia³a sen: „Przyœni³ mi siê Pan Jezus w bia³ej szacie i powiedzia³ mi, ¿e o Marka ¿ycie toczy siê wielka walka. Zapyta³am: „Jezu, czy on umrze?”. Jezus nie odpowiedzia³ tylko z uœmiechem na twarzy zaprowadzi³ mnie
do ³ó¿ka mê¿a i kaza³ byæ przy nim ca³y czas i nie opuszczaæ go”. Gabriela wspomina: „Dni mija³y na modlitwie i pobytach w szpitalu. Lekarze nie dawali szans, rodzina przyje¿d¿a³a, by tak naprawdê po¿egnaæ siê z Markiem, on te¿ czu³, ¿e umiera. Wchodz¹c do szpitala, zadawa³am Panu Jezusowi kolejne pytania: ‘Panie Jezu, co mam zrobiæ? Gdy kolejny raz by³am w koœciele i znów pyta³am Pana Jezusa, co mam zrobiæ, aby Marek ¿y³, us³ysza³am: „PrzejdŸ na kolanach z OIOM-u do szpitalnej kaplicy”. Gabriela by³a zaskoczona. Ma to uczyniæ na oczach ludzi, co o niej pomyœl¹. Jednak to przesta³o mieæ znaczenie, gdy us³ysza³a diagnozê lekarza. Powiedzia³: „Przykro mi, ale stan mê¿a tak siê pogorszy³, ¿e nie wiemy, czy do¿yje jutra – ta noc jest decyduj¹ca. Po ludzku nie mo¿emy ju¿ nic zrobiæ.
Gabriela wspomina: „Gdy to us³ysza³am, nogi ugiê³y siê pode mn¹. Wiedzia³am, ¿e to znak od Jezusa. Wiedzia³am, co mam zrobiæ. Rozp³aka³am siê i zaczê³am schodziæ na kolanach z OIOM-u po schodach, modl¹c siê tymi s³owami: ‘Jezusie, Synu Dawida, ulituj siê nad nami”. Kiedy znalaz³am siê na dole, wyjê³am ró¿aniec i poprosi³am Pana Jezusa, aby sprawi³, ¿ebym nie widzia³a tych wszystkich ludzi, którzy byli na g³ównym patio. Zaczê³am dalej posuwaæ siê na kolanach, odmawiaj¹c ró¿aniec. Im by³am bli¿ej kaplicy, tym wiêkszy spokój i radoœæ czu³am. Mija³o mnie wielu ludzi, ale ja, dziêki £asce, ich nie widzia³am. Gdy dotar³am do celu, zobaczy³am Pana Jezusa w Najœwiêtszym Sakramencie”.
Gabriela wyb³aga³a uzdrowienie mê¿a, ale w tej niezwyk³ej historii chcê przede wszystkim zwróciæ uwagê na œwiadectwo wiary, które czyni cuda. ❍
Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl



Pisarz Janusz G³owacki nie by³ dziadersem, ani chwalc¹ przesz³oœci. Mimo to napisa³ w 1997 i w 2004 roku – „Tak g³upio jak teraz to jeszcze nie by³o”. Ciekawe, co by powiedzia³ dzisiaj? Sentencja ta sta³a siê mottem jego póŸniejszej publicystyki. Wiera – jedna z bohaterek jego dramatu „Czwarta siostra” stwierdza wprost – „Mo¿e kiedyœ by³o okrutniej na œwiecie, ale g³upiej na pewno nie”. Ano!
Profesor Tadeusz Gadacz, wybitny znawca filozofii wspó³czesnej – „Jadê do Warszawy na wyk³ad. Obok mnie siedzi m³oda dziewczyna. Paznokcie d³u¿sze ni¿ palce. Ale to nic. Na smartfonie przewija rolkê za rolk¹, zdjêcie za zdjêciem. Setki rolek i setki zdjêæ. Nied³ugo obok p³askoziemców bêdziemy mieli tysi¹ce p³askomózgowców”. Tego siê w³aœnie obawiam.
S³awomir Mro¿ek – „Zatrucie œwiata stanem pó³œwiadomoœci. Nie ma nic gorszego ni¿ pó³œwiadomoœæ, niedouczenie, pó³prawda, pó³inteligent. Nie darmo nasta³ czas miernot”. A g³upota wci¹¿ jest modna i lansowana w mediach – dodajê od siebie.
Nacjonalizm, ksenofobia, rasizm i najró¿niejsze anty coraz silniej daj¹ o sobie znaæ. Nie tylko w Polsce. Nie mam ju¿ si³y o nich pisaæ, bo ile¿ razy mo¿na? Przypomnê jeno, ¿e nacjonalizm, zawsze rozbudza nacjonalizm. Zawsze!

Wtorek
Czy bokserska forma gali z okazji 80 urodzin Donalda Trumpa by³a znakiem ostrzegawczym? Dlaczego nie by³o na niej przywódców innych pañstw poza prezydentem Polski?
Miêdzy Dniem Matki a Dniem Ojca jedna z polskich dziennikarek zapyta³a mnie, co najbardziej zawdziêczam swoim rodzicom. Odpowiedzia³em zgodnie z prawd¹, i¿ wdziêczny im jestem za to, ¿e zaszczepili we mnie potrzebê ³adu, dok³adnoœci, wiedzy i moralnej czystoœci. Kolejnoœæ dowolna. Jestem im tak¿e wdziêczny za to, ¿e nie – odcinaj¹c mnie od popkultury i tego, co doraŸnie modne – dbali o to, bym sukcesywnie poznawa³ kulturê wysok¹. Tyle¿ jej historiê, co dokonania najnowsze. Ojciec oczekiwa³ ode mnie najwy¿szego szacunku m.in. dla dzie³ s³awnych kompozytorów i wirtuozów muzyki klasycznej. Sprawdza³, czy ogl¹dam w Teatrze Telewizji przedstawienia z wielkiej klasyki, pocz¹wszy od sztuk Szekspira, Moliera, S³owackiego i Czechowa. Nak³ania³ równie¿ do ogl¹dania wybitnych filmów oraz do s³uchania koncertów transmitowanych przez radio z Filharmonii Narodowej w Warszawie. Mama mu w tym wszystkim wtórowa³a i ze swej strony próbowa³a mnie zainteresowaæ piosenk¹ artystyczn¹/poetyck¹, musicalem, kabaretem, baletem i tañcem towarzyskim. Ona te¿ nauczy³a mnie tañczyæ tañce ojczyste oraz walca, tango, rumbê, sambê, ró¿ne warianty fokstrota i … rock and rolla. Z niez³ym skutkiem. Bywa³o, ¿e tañczy³em do bia³ego rana odbijany innym tancerzom przez kolejne dziewczyny/panie. Oboje rodzice wyrobili we mnie kult ludzi m¹drych i dobrych. Wyrobili równie¿ gotowoœæ do pomocy wszystkim, którzy jej potrzebuj¹ oraz potrzebê posiadania i szanowania ksi¹¿ek, które traktowali niemal jak relikwie. Tych cech nie mogê pozbyæ siê do dzisiaj. Wiem, ¿e to, co napisa³em, brzmi jak pedagogiczna czytanka dla dzieci, ale tak w³aœnie w moim domu by³o. Najciekawsze jest to, ¿e do zaleceñ tych¿e rodziców nie musia³em siê przymuszaæ. One wspó³gra³y z tym, co przynios³em w sobie na œwiat.
Nie znaj¹c „Zbrodni i kary”, „Biesów” i „Idioty” Dostojewskiego mo¿na nabraæ przekonania, ¿e siê napisa³o
kich!” – napisa³ Trump w serwisie Truth Social.
W koñcu uda³o siê… przynajmniej na razie.
W niedzielê, w dniu swoich 80. urodzin, Prezydent USA Donald Trump og³osi³ zawarcie wstêpnego porozumienia pokojowego z Iranem, które ma doprowadziæ do zakoñczenia dzia³añ wojskowych i otwarcia strategicznej Cieœniny Ormuz. Memorandum ma zostaæ oficjalnie podpisane w tym tygodniu w Szwajcarii, najprawdopodobniej w pi¹tek. W ceremonii ma uczestniczyæ wiceprezydent USA J. D. Vance, a mo¿e nawet Trump. J. D. Vance rozpocz¹³ ju¿ rundê po mediach broni¹c porozumienia i staraj¹c siê skonsolidowaæ dla niego poparcie ca³ego ruchu MAGA, który konflikt na Bliskim Wschodzie – oraz spowodowany nim wzrost inflacji i dro¿yzny – mocno podzieli³. „Umowa z Islamsk¹ Republik¹ Iranu zosta³a zawarta. Gratulacje dla wszyst-
Prezydent poinformowa³ równie¿ o wydaniu polecenia natychmiastowego otwarcia Cieœniny Ormuz i zakoñczenia blokady irañskich portów. „Statki œwiata, uruchomcie silniki. Niech ropa pop³ynie!” –doda³ entuzjastycznie. I faktycznie, Irañczycy potwierdzili ju¿, ¿e kilka statków dop³ynê³o z towarem do irañskich portów. Niepoprawny w swym super optymizmie Donald Trump stwierdzi³, ¿e dokument otwiera drogê „do trwa³ego pokoju w regionie”. Premier Pakistanu Shehbaz Sharif, który pe³ni³ rolê mediatora miêdzy stronami podkreœli³, ¿e uzgodnienia obej-

genialn¹ powieœæ. Po tej lekturze jest ju¿ trudniej. To moja refleksja po wys³uchaniu wielu samozachwytów literatów doby obecnej i ich wielbicieli. Ostatnio czytam biografie osób, które podziwiam i które mnie ciekawi¹. Niektóre z nich staj¹ siê sta³ymi mieszkañcami mojej œwiadomoœci/pamiêci.
Ponownie dosta³em zaproszenie do Otwocka na „Festiwal Œwidermajer”. Ponownie nie mog³em nañ polecieæ, bom ju¿ mniej sprawny na ciele i umyœle. Mi³o jest mi, ¿e Œwider, Otwock i Józefów wci¹¿ pamiêtaj¹, ¿e o nich pisa³em. Nie ukrywam jednak, ¿e cierpiê, kiedy widzê agoniê drewnianych domów w stylu uzdrowiskowym, zwanych œwidermajerami, z a¿urowymi werandami i ozdobn¹ snycerk¹. Wychowa³em siê wœród 78 z nich, nieopodal rzeki Œwider. Dziœ ju¿ ich nie ma. Nie ma te¿ drzew, które sadzi³em z ojcem, ani polan i ³¹k, na których siê bawi³em. Nie ma jarzêbin, z owoców których robi³em nalewki poprawiaj¹ce nastrój. O naszych rodzinnych czeremchach i naszym wiœniowym sadzie pisa³em ju¿ parokrotnie. Zosta³y wyr¹bane. Nie ma te¿ s¹siadów, wœród których wzrasta³em ja i moje siostry. Nie nastraja mnie to optymistycznie i uœwiadamia, ¿e sta³em siê ju¿ prze¿ytkiem. I to niekoniecznie zabytkowym.

muj¹ „natychmiastowe i trwa³e zakoñczenie operacji wojskowych na wszystkich frontach”, w tym równie¿ w Libanie. Wiadomo, ¿e porozumienie wstêpne (tzw. memorandum of understanding – MOU) bêdzie obowi¹zywa³o przez 60 dni. W tym czasie strony maj¹ negocjowaæ szczegó³y dotycz¹ce m.in. irañskiego programu nuklearnego, kontroli miêdzynarodowych oraz stopniowego znoszenia sankcji gospodarczych.
Co tak naprawdê znajduje siê w podpisanym dokumencie, jeszcze do koñca nie wiadomo. Ka¿dy twierdzi, co chce, znamy tylko przecieki. Jedno mówi¹ Trump i Vance: porozumienie zawiera przywrócenie swobody ¿eglugi w Cieœninie Ormuz, demonta¿ irañskiego programu j¹drowego, budowê d³ugoterminowego pokoju regionalnego oraz stworzenie i wdro¿enie mechanizmów inspekcji w Iranie. Nieco inaczej sprawy widz¹ Irañczycy. Wiceszef tamtejszego MSZ Kazem Gharibabadi stwierdzi³, ¿e Teheran nie zaakceptuje dokumentu bez uwzglêdnienia wszystkich kluczowych ¿¹dañ Iranu.
Jak podkreœli³, jednym z g³ównych tematów nadchodz¹cych negocjacji bêdzie kwestia zniesienia sankcji na³o¿onych na Iran i zamro¿onych w bankach dziesi¹tek miliardów dolarów. Ponoæ ju¿ odmro¿ono i przekazano Teheranowi co najmniej kilka miliardów dolców „na zachêtê”, ale
Bia³y Dom stanowczo temu zaprzecza. Na mój gust… trochê zbyt stanowczo, aby coœ nie by³o na rzeczy. Zw³aszcza ¿e w godzinach poprzedzaj¹cych podpisanie porozumienia, znów zrobi³o siê gor¹co po tym, jak Izrael zbombardowa³ przedmieœcia Bejrutu.
Iran rozwa¿a³ wtedy dzia³ania odwetowe wobec Izraela, gro¿¹c powa¿nymi zniszczeniami i dalsz¹ eskalacj¹.
Ostatecznie z nich zrezygnowa³ po interwencji administracji Donalda Trumpa. Z doniesieñ medialnych wynika, ¿e prezydent USA nie tylko publicznie krytykowa³ ale prywatnie wrêcz powstrzyma³ od agresywnych dzia³añ premiera Izraela Benjamina Netanjahu. Jednak musia³ „coœ” dorzuciæ Irañczykom, aby nie odeszli od negocjacyjnego sto³u.
Jakby nie by³o, dobrze, ¿e perspektywa rozpoczêcia na nowo wojny z Iranem oddali³a siê, oby na zawsze. Ka¿dy sposób zakoñczenia tej wojny i wycofania siê USA z tego konfliktu – i generalnie nadmiernego zaanga¿owania w piaski na Bliskim Wschodzie – nale¿y uznaæ za dobr¹ wiadomoœæ.
W koñcu i nareszcie, uda³o siê… Porozumienie o zakoñczeniu walk pomiêdzy USA a Iranem jest faktem. Obym za tydzieñ te¿ móg³ napisaæ „uda³o siê”, oby, oby…

Jeszcze 20 lat po wojnie na murach wielu miast polskich widnia³y napisy: 3 X TAK. By³a to pozosta³oœæ po tzw. referendum ludowym, które odby³o siê 30 czerwca 1946 r.
Opanowany przez komunistów rz¹d w Warszawie zobowi¹za³ siê jeszcze przed zakoñczeniem wojny do przeprowadzenia jak najszybciej wolnych wyborów. By³a to równie¿ decyzja przywódców koalicji antyhitlerowskiej podjêta na konferencji w Ja³cie w lutym 1945 roku.
Rz¹dz¹ca w Polsce komunistyczna Polska Partia Robotnicza (PPR) obawia³a siê (ca³kiem s³usznie) pora¿ki wyborczej. W pocz¹tkach 1946 r., PPR liczy³a zaledwie kilkadziesi¹t tysiêcy cz³onków. W tym samym czasie opozycyjne Polskie Stronnictwo Ludowe zrzesza³o prawie milion osób.
Komuniœci potrzebowali sporo czasu aby „opanowaæ” sytuacjê, czyli metodami terroru rozbiæ opozycjê. Dlatego zale¿a³o im aby od³o¿yæ termin wyborów jak najdalej. Z tego powodu powsta³a idea przeprowadzenia referendum, co da³oby komunistom mniej wiêcej pó³ roku czasu na os³abienie opozycji.
Ustawê o przeprowadzeniu referendum przeg³osowa³a Krajowa Rada Narodowa 27 kwietnia 1946 r. Polacy mieli odpowiedzieæ na trzy pytania:
1. Czy jesteœ za zniesieniem Senatu?
2. Czy chcesz uchwalenia w przysz³ej konstytucji ustroju gospodarczego zaprowadzonego przez reformê roln¹ i unarodowienie podstawowych ga³êzi gospodarki krajowej z zachowaniem ustawowych uprawnieñ inicjatywy prywatnej?
3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Pañstwa Polskiego na Ba³tyku, Odrze i Nysie £u¿yckiej?
Z pozoru wydawa³o siê, ¿e spo³eczeñstwo w olbrzymiej wiêkszoœci zaakceptuje wszystkie trzy pytania. Przyk³adowo, ludnoœc rolnicza, która stanowi³a ponad 70 procent narodu, nie mog³a przeciwstawiæ siê reformie rolnej. Pewna czêœæ g³osuj¹cych mog³a odpowiedzieæ „nie” na trzecie pytanie, poniewa¿ zgoda na przesuniêcie granic na zachód oznacza³a potwierdzenie utraty kresów wschodnich z Wilnem i Lwowem.
Pytanie o zniesienie Senatu nie mia³o wiêkszego znaczenia. Ludzie pracy i rolnicy wiedzieli, ¿e wiêkszoœæ senatorów to obszarnicy, przemys³owcy, bankierzy, itp. Jednak¿e opozycyjne PSL zaapelowalo do g³osowania „nie” w tej kwestii. Chodzi³o o sprawdzenie jak du¿ym poparciem cieszy siê opozycja.
Podziemie niepodleg³oœciowe wezwa³o do odrzucenia pierwszych dwóch pytañ. Natomiast skrajnie prawicowe ugrupowania (np. Narodowe Si³y Zbrojne) nawo³ywa³y do odpowiedzi „nie” na wszystkie trzy pytania.
Ju¿ na kilka tygodni przed terminem referendum rozpocze³a siê niezwykle agresywna propaganda organizowana przez opanowane przez komunistów w³adze pañstwowe. Programy radiowe i megafony uliczne wzywa³y przez ca³y dzieñ do poparcia wszystkich pytañ. Na murach, p³otach, autobusach miejskich malowano TRZY x TAK. Rozrzucane ulotki g³osi³y, ¿e kto g³osuje „nie” pragnie powrotu hitlerowskiej okupacji.
W³adze wiedzia³y, ¿e jedyn¹ drog¹ do sukcesu referendum jest fa³szerstwo i terror. W tym celu jeszcze w marcu 1946 r. powo³ano Pañstwow¹ Komisjê Bezpieczeñstwa, ktora mia³a opracowaæ metody „cudów” nad urn¹. W obradach Komisji brali udzia³ najwyŸsi przedstawiciele w³adzy z Bierutem i Gomu³k¹ na czele. Tu¿ przed referendum dosz³o do skrytobójczych zabójstw szeregu dzia³aczy opozycyjnej PSL.
Fa³szerstwa polega³y g³ównie na sporz¹dzaniu nowych protokó³ów komisji wyborczych oraz fa³szowaniu podpisów cz³onków tych komisji. W rezultacie oficjalne wyniki referendum by³y korzystne dla w³adz. Komuniœci poznali równie¿ prawdziwe wyniki, gdy¿ zale¿a³o im na informacji, jakie maj¹ realne poparcie spo³eczeñstwa. Wyniki te nie dawa³y w³adzy powodu do radoœci.
Na pytanie dotycz¹ce likwidacji Senatu oficjalnie 68 procent g³osuj¹cych odpowiedzia³o „tak”. W rzeczywistoœci by³o ich tylko oko³o 27 proc. Pytanie o reformy gospodarcze popar³o oficjalnie 77 procent g³osuj¹cych. Prawdziwe dane mówi¹, ¿e by³o ich 42 procent. Pytanie dotycz¹ce zachodnich granic oficjalnie potwierdzi³o 91

procent. W rzeczywistoœci odsetek ten wynosi³ 67 procent.
W du¿ych miastach prawdziwy rezultat by³ jeszcze bardziej alarmuj¹cy dla komunistów. W Krakowie na pierwsze pytanie odpowiedzia³o „nie” 84 proc. g³osuj¹cych, a na drugie 67 procent.
Protest przeciw fa³szerstwom wyborów z³o¿y³ Stanis³aw Miko³ajczyk jak równie¿ ambasadorowie Wielkiej Brytanii i USA. Nie mia³o to jednak ¿adnego znaczenia. Metody fa³szowania w referendum zosta³y wykorzystane przez w³adze w wyborach do Sejmu w styczniu 1947 r. ❍
Porównania do Bidena powoduj¹ tak¿e, ¿e podobnie jak on, Trump mierzy siê z pytaniami dotycz¹cymi stanu zdrowia i ogólnej sprawnoœci. Sonda¿ Washington Post, ABC News i Ipsos przeprowadzony w kwietniu wykaza³, ¿e mniej ni¿ po³owa doros³ych Amerykanów uwa¿a, i¿ prezydent posiada odpowiedni¹ sprawnoœæ umys³ow¹ i fizyczn¹ do skutecznego wykonywania obowi¹zków. Bia³y Dom odpowiada, przytaczaj¹c opinie lekarzy prezydenta utrzymuj¹cych niezmiennie, ¿e wytrzyma³oœæ, koncentracja i kondycja Trumpa s¹ „wyj¹tkowe”, a wszelkie sugestie o problemach zdrowotnych to efekt dzia³añ nieprzychylnych mediów. W trakcie obecnej kadencji Trump przeszed³ ju¿ cztery oficjalnie og³oszone badania lekarskie. Lekarz Bia³ego Domu
Sean Barbabella niedawno stwierdzi³, ¿e prezydent znajduje siê w „doskona³ym stanie zdrowia”.
Dla wielu obserwatorów gala UFC stanowi symbol politycznego stylu Trumpa, konfrontacyjnego, nastawionego na spektakl i medialne emocje. Biznesmen, który zosta³ prezydentem, od lat zwi¹zany jest ze œrodowiskiem sportów walki i chêtnie pojawia siê wœród zawodników lubi¹c fotografowaæ siê w pobli¿u charakterystycznej metalowej „klatki” gdzie odbywaj¹ siê wyj¹tkowo brutalne pojedynki.
Skojarzenia z walkami gladiatorów ma Mike Fontaine, profesor filologii klasycznej na Uniwersytecie Cornella, który w rozmowie z Associated Press porówna³ niedawne wydarzenie w Bia³ym Domu do igrzysk organizowanych w staro¿ytnym Rzymie.
„To klasyczna strategia. W staro¿ytnym Rzymie mówiono o „chlebie i igrzyskach” – przypomina profesor – wskazuj¹c, ¿e widowiska tego typu mia³y „wzmacniaæ popularnoœæ rz¹dz¹cych i odwracaæ uwagê spo³eczeñstwa od problemów politycznych.”
Donald Trump podkreœla, ¿e koszty organizacji imprezy pokry³a UFC. Pe³ne wydatki nie zosta³y jednak ujawnione. Wed³ug dokumentów National Park Service same przygotowania poch³onê³y 60 milionów dolarów. W przedsiêwziêcie zaanga¿owano tak¿e siedem agencji federalnych. Dodatkowe kontrowersje wywo³uje niedawne og³oszenie partnerstwa miêdzy organizacj¹ UFC, a firm¹ kryptowalutow¹ World Liberty Financial. Spó³ka, wspó³kontrolowana przez rodzinê Trumpów, utworzy³a specjaln¹ pulê nagród o wartoœci 250 tys. dolarów dla zwyciêzców walk. Krytycy wskazuj¹, ¿e wspó³praca ta jeszcze bardziej zaciera granicê miêdzy prywatnymi interesami rodziny prezydenta
a wydarzeniami realizowanymi przy wykorzystaniu zasobów pañstwowych. Niezale¿nie od sporów, nawet czêœæ przeciwników Trumpa przyznaje, ¿e jest on politykiem o wyj¹tkowym wyczuciu medialnego spektaklu. Jak zauwa¿y³ cytowany wczeœniej profesor z Cornell University, prezydent umiejêtnie ³¹czy kult si³y, elementy popkultury i rozrywki z w³asnym politycznym przekazem. „Trump ma talent do takich rzeczy. To siê zdarza raz na pokolenie” – ocenia profesor Mike Fontaine. Urodziny, jakkolwiek spektakularne, odbywa³y siê w cieniu powa¿nych wyzwañ politycznych. Prezydent Trump nadal zmaga siê ze skutkami wojny z Iranem, któr¹ sam przecie¿ rozpocz¹³. Choæ pojawiaj¹ siê sygna³y o porozumieniu zawieszaj¹cym konflikt, kluczowe kwestie pozostaj¹ nierozstrzygniête. Wojna na Ukrainie tak¿e daleka jest od zakoñczenia. Przeciwnie wielu analityków nie wyklucza wrêcz eskalacji.



W niedzielê 14 czerwca odby³ siê kolejny, 17 Polski Festiwal Staten Island. Organizatorem tego wydarzenia jak co roku jest Parafia Sw. Stanis³awa Kostki na SI.
Tegoroczne wydarzenie rozpocz¹³ Konsul Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Nowym Jorku Mateusz Sakowicz. Przywita³ licznie zgromadzonych podkreœlaj¹c, jak wa¿na jest rola Polonii w ¿yciu Ameryki.
Po powitaniach, goœcie honorowi tradycyjnie odtañczyli poloneza, podkreœlaj¹c wyj¹tkowoœæ tego wydarzenia.

Pogoda dopisa³a, jak równie¿ iloœæ bior¹cych udzia³ w Festiwalu goœci. Wszyscy mieli okazjê spróbowaæ wspania³oœci kulinarnych przygotowanych przez woluntariuszy parafi Œw Stanis³awa Kostki.

By³o równie¿ wiele stoisk informacyjnych oraz sprzedawców z produktami i artyku³ami polskimi. Ze sceny rozlega³a siê ró¿norodna muzyka grana na ¿ywo. Tegoroczna gwiazd¹ festiwalu by³a Kasia Moœ, która swoim wyj¹tkowym g³osem uœwietnia³a niedzielny piknik.
Od kilku lat w festiwalu uczestniczy coraz wiêcej m³odych ludzi. Zwiêksza siê
9 czerwca w CCNS Pete M Guinness Older Adult Center na Brooklynie odby³ siê otwarcie wystawy „Blue/Niebieski”.
Wystawa ta by³a zakoñczeniem warsztatów, w których uczestnicy programu eksperymentowali z technik¹ cyjanotypii, wykorzystuj¹c œwiat³o s³oneczne do utrwalania przedmiotów o szczególnym znaczeniu osobistym. Wykorzystywane by³y haftowane tkaniny, bi¿uteria, suszone roœliny, flakony perfum, okulary, stare fotografie oraz wycinki z czasopism, uk³adane na œwiat³oczu³ych tkaninach i papierze, tworz¹c obrazy bêd¹ce intymnym zapisem wspomnieñ i materialnym œladem przesz³oœci. Powsta³e prace odzwierciedla³y indywidualne historie, akty pamiêci, kolekcjonowania i stanowi³y okazjê do przyjrzenia siê rzeczom uwa¿niej.
Zdjêcia rodzinne, autoportrety oraz fotografie z telefonów komórkowych zosta³y przekszta³cone w cyfrowe negatywy i wydrukowane w technice cyjanotypii, o niebieskiej barwie. Niektóre negatywy zosta³y pociête i z³o¿one w nowe kompo-
zycje, tworz¹c abstrakcyjne formy, które zmieniaj¹ sposób postrzegania i zapamiêtywania oryginalnych obrazów.
Ta forma sztuki okaza³a siê magiczna, i fascynuj¹ca – tajemnicza, pe³na nieoczekiwanych efektów, pobudzaj¹cych wyobraŸniê.
W warsztatach uczestniczyli: Eugene Bobrowski, Maryanne C. Kozlowski, Sabina Szafrankowska, Malgorzata Tambor oraz Zosia Zeleska-Bobrowski.
Na wystawie oprócz piêknie oprawionych prac w kolorze niebieskim, zaprezentowano dokumentacjê zdjêciow¹ zrobion¹ podczas trwania zajêæ.
Wernisa¿ zgromadzi³ wielu mi³oœników sztuki. Uczniowie zrobili wszystkim niespodziankê prezentuj¹c siê w jednakowych koszulkach w kolorach i z rysunkiem liœci podobnym do cyjanotypii. Goœciem honorowym by³ Stan Borys, legenda polskiej piosenki wraz ze swoj¹ mened¿erk¹ Ann¹ Maleady. sztuk artystycznych, a Allie Kozai McNally przedstawicielka z Su-Casa odwiedzi³a klasê wczeœniej, podczas æwiczeñ.

równie¿ liczba amerykañskich fanów polskiej atmosfery i wszelakich tradycji.
Œmiechu i dobrej zabawy nie zabrak³o, a to dziêki konkusom dla pañ i panów, takich jak np. tradycyjne ubijanie mas³a.
By³o to barwne wydarzenie promuj¹ce tradycjê, muzykê, taniec, rzemios³o, a szczególnie wspania³¹ polsk¹ kuchnie.
17 Festiwal zakoñczony. Zapraszamy za rok na kolejny gdzie czekaæ na was bêd¹ niezapomniane wra¿enia, mnóstwo muzyki i wspania³a, rodzinna atmosfera.



Warsztaty prowadzi³a pe³na pasji, oddana sztuce, pedagog Brooklyn Arts Council – Claudia Sohrens. Jej entuzjazm i zaanga¿owanie sprawi³y, ¿e to doœwiadczenie sta³o siê dla uczestników warsztatów niezwykle inspiruj¹ce.
Prace Claudii Sohrens by³y wystawiane na ca³ym œwiecie. Obecnie wyk³ada w International Center of Photography, Pratt Institute oraz School of Visual Arts.
Wdziêczni uczniowie maj¹ nadziejê, ¿e nast¹pi kontynuacja tych ciekawych warsztatów.
Dyrektorka programu, Agata Skowroñska, zapewni³a, ¿e do³o¿y wszelkich starañ, aby warsztaty by³y kontynuowane.
*
Oœrodek CCNS Pete McGuinness, który wraz z programem Su-Casa organizowa³ warsztaty i wystawê, jest czêœci¹ Catholic Charities Brooklyn and Queens. Oœrodek œwiadczy us³ugi dla osób w wieku 60+. Oferuje posi³ki, pomoc socjaln¹ oraz zajêcia fizyczne i artystyczne dla seniorów.
Wystawê mo¿na obejrzeæ do koñca lipca pod adresem: 715 Leonard Street, Brooklyn, NY 11222. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy talentu i zaanga¿owania. ZDJÊCIA: ARCHIWUM

„Chytry Litwin” – tak nazywa³ samego siebie. Twierdzi³, ¿e rodzinna Wileñszczyzna „daje mu szwung, wyostrza widzenie”. Antoni S³onimski za¿artowa³ kiedyœ: „Co by te¿ pisa³ Konwicki, gdyby pochodzi³ z Bydgoszczy?”.
„Ja jestem z miasta, którego nie ma” –mówi³ i nie by³a to metafora lecz poczucie utraty, które towarzyszy³o mu przez ca³e ¿ycie. Pamiêæ by³a dla niego zarówno schronieniem, jak i ciê¿arem. Czy mo¿na ca³e ¿ycie wracaæ do miejsca, którego ju¿ nie ma? Konwicki robi³ to nieustannie. W swoich ksi¹¿kach, filmach i wspomnieniach przywo³ywa³ utracon¹ Wileñszczyznê, czyni¹c j¹ jednym z najwa¿niejszych bohaterów swojej twórczoœci. To w³aœnie tam, w Kolonii Wileñskiej, 22 czerwca 1926 roku przyszed³ na œwiat. Malownicze krajobrazy, wielokulturowa atmosfera regionu oraz doœwiadczenia m³odoœci na zawsze odcisnê³y piêtno na jego wyobraŸni. Choæ po wojnie musia³ opuœciæ rodzinne strony, Wilno i jego okolice pozosta³y obecne w pamiêci, staj¹c siê niewyczerpanym Ÿród³em inspiracji.
Miêdzy Wileñszczyzn¹ a Polsk¹ Ludow¹
„Przy kreowaniu biografii literackich ró¿ne mole ksi¹¿kowe uwypuklaj¹ z luboœci¹ autentyzm swoich faworytów. Mówi¹ wiêc znacz¹co, ¿e zanim autor wzi¹³ siê do pisania, przedtem by³ robotnikiem, sprzedawc¹ jarzyn, fotografem, ¿o³nierzem, urzêdnikiem, wiêŸniem i te de, i te pe. A ja wiem, ¿e jeœli by³ wszystkim, to znaczy, ¿e by³ niczym. Bo ja te¿ chcia³em byæ ka¿dym i w koñcu sta³em siê nikim” – pisa³ Konwicki z w³aœciw¹ sobie autoironi¹. W s³owach tych pobrzmiewa nie tylko dystans do w³asnej legendy, lecz tak¿e niezwyk³a ró¿norodnoœæ doœwiadczeñ, które ukszta³towa³y jego ¿ycie. Lata m³odoœci przypad³y mu na czas II wojny œwiatowej. Podczas okupacji pracowa³ miêdzy innymi jako robotnik kolejowy i pomocnik elektryka w szpitalu w Nowej Wilejce. W 1941 wywieziony na przymusowe roboty, zdo³a³ uciec. Wykszta³cenie zdobywa³ na tajnych kompletach, w 1944 roku zda³ konspiracyjn¹ maturê. Wst¹pi³ do Armii Krajowej, dzia³a³ w szeregach VIII Oszmiañskiej Brygady, bra³ udzia³ w akcji „Burza”, póŸniej walczy³ w partyzantce antybolszewickiej w podwileñskich lasach pod pseudonimem „Kapral Kozio³ek”. M³odzieñcze zetkniêcie z przemoc¹,
œmierci¹ oraz skomplikowanymi wyborami moralnymi pozostawi³o w nim trwa³y œlad. Doœwiadczenia te przez dziesiêciolecia powraca³y w jego twórczoœci. Konwicki nigdy nie idealizowa³ wojny ani w³asnego udzia³u w konspiracji. Wrêcz przeciwnie – w swoich ksi¹¿kach czêsto ukazywa³ j¹ jako doœwiadczenie tragiczne, pe³ne niejednoznacznoœci i bolesnych dylematów. W³aœnie dlatego jego utwory odbiegaj¹ od tradycyjnych opowieœci o bohaterstwie, skupiaj¹c siê raczej na psychologicznych konsekwencjach wojennych prze¿yæ. Pokazuj¹ rozdŸwiêk miêdzy romantycznym wyobra¿eniem walki a brutaln¹ rzeczywistoœci¹ wojny.
Zakoñczenie wojny przynios³o kolejny dramat. W wyniku zmian granic zmuszony by³ opuœciæ rodzinne strony. Rozpocz¹³ studia polonistyczne, najpierw na Uniwersytecie Jagielloñskim w Krakowie, potem na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie przeniós³ siê w 1947 roku, ale ich nie ukoñczy³. W stolicy, która dopiero podnosi³a siê z ruin pracowa³ przy odbudowie miasta jako cz³onek brygady kopaczy, poznaj¹c œwiat robotników, nowych jej mieszkañców i ludzi próbuj¹cych rozpocz¹æ ¿ycie po wojennej katastrofie.
W Warszawie pozna³ Danutê Lenicê, graficzkê i ilustratorkê ksi¹¿ek, córkê malarza Alfreda Lenicy, któr¹ poœlubi³ w 1949 roku. Mia³ 23 lata, ona 19. Prowadzi³ przez wiele lat bardzo stabilne ¿ycie rodzinne. Ich ma³¿eñstwo po³¹czy³o dwa œwiaty artystyczne – literaturê i grafikê. Danuta sta³a siê pierwowzorem postaci kobiecych w jego powieœciach, by³a wa¿n¹ podpor¹ ¿ycia pisarza. Mieli dwie córki: Mariê oraz Annê.
Proza pamiêci i rozczarowania
Debiutowa³ w 1946 roku jako reporta¿ysta i rysownik w dodatku literackim do

„Dziennika Polskiego”, kiedy w polskiej kulturze dominowa³ socrealizm. Publikowa³ recenzje literackie, filmowe, rysunki. Drukowa³ w ró¿nych pismach opowiadania o tematyce wojennej i ukazuj¹ce kondycjê jego pokolenia tu¿ po wojnie: „Kapral Kozio³ek i ja”, „Zimowy zmierzch”, „Wielkie manewry”. Od 1952 roku by³ cz³onkiem partii, co by³o typowe dla wielu twórców jego pokolenia, którzy póŸniej stopniowo siê od tego dystansowali. Ostatecznie w 1966 roku zosta³ usuniêty z PZPR po tym, jak opowiedzia³ siê przeciwko represjom wobec œrodowiska intelektualnego, m.in. po usuniêciu z partii Leszka Ko³akowskiego. Jako prozaik zwi¹za³ siê najpierw z socrealizmem, wchodz¹c w sk³ad tzw. poko-

lenia pryszczatych („by³em draniem, z³oczyñc¹, a w³aœciwie potworem” – tak mówi³ o tym okresie w wywiadzie dla Polskiego Radia w 2011 roku), póŸniej odszed³ od tego nurtu, poszukuj¹c w³asnego jêzyka twórczego, co widaæ miêdzy innymi w jego dzia³alnoœci publicystycznej w „Nowej Kulturze”, gdzie w cyklu felietonów wielokrotnie podejmowa³ problematykê wolnoœci s³owa. Jego pierwsze powieœci „Przy budowie” czy „W³adza”, wpisywa³y siê w obowi¹zuj¹ce wówczas wzorce ideologiczne. Bohaterami wczesnych powieœci Tadeusza Konwickiego s¹ najczêœciej inteligenci z Kresów, zwi¹zani z AK, których m³odoœæ naznaczy³y wojna i utrata ojczyzny. W powojennej rzeczywistoœci, pozbawieni dawnej to¿samoœci i oparcia w wyznawanych wartoœciach, z trudem odnajdywali siê w nowych warunkach. Próby przystosowania czêsto koñczy³y siê niepowodzeniem a potrzeba odbudowy kraju sk³ania³a ich do kompromisów z w³adz¹ komunistyczn¹. Na zarzuty wspó³pracy z systemem pisarz odpowiada³, ¿e ³atwo oceniaæ wybory wojennego pokolenia ludziom, którzy urodzili siê dekadê póŸniej. Z biegiem czasu Konwicki coraz krytyczniej ocenia³ zarówno rzeczywistoœæ polityczn¹, jak i w³asne wczesne utwory. ¯a³owa³ zaanga¿owania w budowê „nowej Polski” i fascynacji marksizmem. „Nie tylko nic nie zyska³em, ale straci³em. Mogê na to przytoczyæ dowód: piêæ moich nieudanych, wadliwych, u³omnych i chorych ksi¹¿ek to w³aœnie straty spowodowane moim lekkomyœlnym przy³¹czeniem siê do marksizmu” – wyzna³ wywiadzie-rzece, spisanym przez Stanis³awa Beresia. Wyrazem ideowego buntu Konwickiego by³a powieœæ „Rojsty” (1948, wyd. 1956), ukazuj¹ca bezsens walk partyzanckich na WileñszczyŸnie. W koñcu, rozczarowany komunistyczn¹ ideologi¹ przyj¹³ postawê opozycjonisty i outsidera, nie wi¹¿¹c siê z ¿adnym œrodowiskiem literackim. Prze³omem by³a powieœæ „Z oblê¿onego miasta” (1956), w której opowiedzia³ siê po stronie skrzywdzonych, przeciwstawiaj¹c siê bezwzglêdnemu pos³uszeñstwu wobec partii. Utwór ten zapocz¹tkowa³ tak¿e powracaj¹cy w jego twórczoœci motyw Wileñszczyzny jako utraconej Arkadii. W powieœciach „Sennik wspó³czesny” (1963), „Wniebowst¹pienie” (1967), „Nic albo nic” (1971) oraz „Kalendarz i klepsydra” (1976) ukazywa³ skutki wojny i stali-
nizmu: zatarcie granic miêdzy dobrem a z³em oraz podporz¹dkowanie obywateli systemowi ograniczaj¹cemu zarówno wolnoœæ materialn¹, jak i duchow¹ poprzez reglamentacjê i cenzurê.
PóŸne lata siedemdziesi¹te i osiemdziesi¹te przynios³y Konwickiemu pozycjê jednego z najwa¿niejszych pisarzy polskich. Coraz wyraŸniej dystansowa³ siê od w³adz komunistycznych, sprzeciwia³ siê ograniczeniom wolnoœci s³owa, a jego twórczoœæ stawa³a siê bardziej krytyczna wobec otaczaj¹cej rzeczywistoœci. Od 1976 roku publikowa³ w drugim obiegu i na emigracji. Wywiad-rzeka ze Stanis³awem Beresiem sta³ siê jednym z najchêtniej cytowanych œwiadectw polskiego ¿ycia literackiego i osobistym rozrachunkiem autora z ca³¹ epok¹. Pisarz wypowiada³ siê te¿ o nowych granicach Polski i koniecznoœci rozliczenia z socrealistyczn¹ przesz³oœci¹, nie oszczêdzaj¹c przy tym samego siebie. W atmosferze narastaj¹cego kryzysu politycznego i spo³ecznego zwraca³ uwagê na problemy zniewolenia jednostki, manipulacji oraz utraty wolnoœci. Ukazywa³ absurd, zak³amanie i kryzys systemu komunistycznego. Opisywa³ ówczesn¹ rzeczywistoœæ PRL-u, kraju, który w upojonych propagand¹ „sukcesu”, kontrolowanych przez partiê mediach, przedstawiany by³ jako jedna z dziesiêciu potêg œwiata. „Re¿ym da³ szansê g³upiemu rz¹dzenia m¹drymi, pozwoli³ ³ajdakowi upokorzyæ uczciwych, kaza³ silnym torturowaæ s³abych – pisa³ w „Kompleksie polskim”, przedstawiaj¹c zderzenie patriotycznego idealizmu z realiami PRL-u. Powieœæ sta³a siê jedn¹ z najwa¿niejszych ksi¹¿ek wydanych w drugim obiegu. „Ma³a apokalipsa” by³a przepisywana na maszynach do pisania przez czytelników, zanim trafi³a w kolejne rêce. Uznawana za jedno z najwa¿niejszych dzie³ literatury antykomunistycznej w Polsce to groteskowa i satyryczna wizja schy³kowego PRL-u. Jej bohater, pisarz zwi¹zany z opozycj¹, rozwa¿a dokonanie samospalenia w proteœcie przeciwko systemowi komunistycznemu. Powieœæ ukazuje absurd, zak³amanie i kryzys pañstwa, a tak¿e bezsilnoœæ jednostki wobec w³adzy. W tym czasie pisarz zwi¹za³ siê ze œrodowiskami demokratycznej opozycji, nawi¹zuj¹c wspó³pracê z niezale¿nymi krêgami intelektualnymi i inicjatywami wspieraj¹cymi wolnoœæ s³owa oraz niezale¿n¹ kulturê. Po wprowadzeniu stanu wojennego publikowa³ swoje utwory poza oficjalnym obiegiem wydawniczym. Jego nazwisko sta³o siê symbolem niezale¿noœci intelektualnej i sprzeciwu wobec cenzury. Choæ unika³ politycznych deklaracji i nie lubi³ wystêpowaæ w roli autorytetu, wielu czytelników postrzega³o go jako wa¿ny g³os sumienia swojego pokolenia. Po przemianach 1989 roku pisarz stopniowo wycofywa³ siê z ¿ycia publicznego. Nie oznacza³o to jednak koñca jego aktywnoœci twórczej. W swoich póŸnych ksi¹¿kach powraca³ do tematów, które towarzyszy³y mu przez ca³e ¿ycie: pamiêci, przemijania, utraconej m³odoœci oraz rozrachunku z w³asn¹ biografi¹. Z w³aœciw¹ sobie ironi¹ i dystansem komentowa³ zarówno historiê Polski, jak i w³asn¹ legendê literack¹. Refleksj¹ nad Polsk¹ pocz¹tku lat 90 jest „Czytad³o” (1992), groteskowa powieœæ ukazuj¹ca kraj pierwszych lat po upadku komunizmu. Konwicki z charakterystycznym dla siebie humorem i dystansem obserwuje rzeczywistoœæ transformacji ustrojowej, pokazuj¹c œwiat, w którym dawne wartoœci trac¹ znaczenie, a nowe nie zd¹¿y³y jeszcze siê ukszta³towaæ. Mia³ w swoim dorobku równie¿ kil-

ka ksi¹¿ek autobiograficzno-eseistycznych, które z w³aœciw¹ sobie ironi¹ nazywa³ „³¿e-dziennikami”, gdzie dominuj¹ wspomnienia, notatki i krótkie sceny, które nie uk³adaj¹ siê w jedn¹ historiê. To œwiadomy wybór artystyczny, literatura, która nie próbuje ju¿ „opowiedzieæ œwiata”, ale raczej pokazaæ, ¿e œwiat nie daje siê opowiedzieæ w sposób pe³ny. „Kalendarz i klepsydra”, „Wschody i zachody ksiê¿yca”, „Nowy Œwiat i okolice” oraz „Pamflet na siebie”, £¹cz¹ cechy dziennika, eseju, pamiêtnika i literackiej fikcji.
Kino Konwickiego
Równolegle z dzia³alnoœci¹ literack¹ Tadeusz Konwicki rozwija³ karierê filmow¹, rozpoczynaj¹c j¹ w po³owie lat 50. jako scenarzysta. Jeszcze w 1948 roku odby³ kurs pisania scenariuszy filmowych zorganizowany dla m³odych pisarzy przy powstaj¹cej wówczas Wy¿szej Szkole Filmowej w £odzi. Po paŸdzierniku 1956 roku, który przyniós³ twórcom wiêksz¹ swobodê wypowiedzi, aktywnie uczestniczy³ w kszta³towaniu tzw. polskiej szko³y filmowej, wprowadzaj¹cej do kina w¹tki egzystencjalne i refleksjê nad histori¹. Pe³ni³ funkcjê kierownika literackiego zespo³ów filmowych, m.in. „Kadr”, a póŸniej tak¿e „Kraj”, „Pryzmat” i „Perspektywa”. By³ wspó³scenarzyst¹ trzech wybitnych filmów Jerzego Kawalerowicza: „Matki Joanny od Anio³ów” (1961), „Faraona” (1966) i „Austerii” (1982). Ponadto napisa³ scenariusze m.in. do „Zimowego zmierzchu” Stanis³awa Lenartowicza (1956) i „Kroniki wypadków mi³osnych” Andrzeja Wajdy, gdzie zagra³ pisarza (1974). Z czasem przeszed³ od pracy scenarzysty do re¿ysera, wspó³tworz¹c kino autorskie, które – podobnie jak jego proza – ³¹czy³o realizm z poetyck¹ wizj¹ œwiata. Nie by³o na œwiecie tak wybitnego pisarza, który by³by równoczeœnie tak œwietnym re¿yserem filmowym.
Jako re¿yser zadebiutowa³ w 1958 roku oryginalnym studium psychologicznym „Ostatni dzieñ lata”, które zrealizowa³ wspólnie z Janem Laskowskim. Wszystkie filmy nakrêci³ wed³ug w³asnych scenariu-

szy. Kamer¹ opowiada³ czêsto, podobnie jak piórem, o rozterkach swego wojennego pokolenia, zmaganiach z czasem i pamiêci¹. Najlepiej widaæ to w groteskowym „Salcie” (1965) i „Jak daleko st¹d, jak blisko” (1972), w którym rozwin¹³ w¹tki autobiograficzne, choæ tak¿e w psychologicznych „Zaduszkach” (1962). Dwa spoœród filmów Konwickiego s¹ ekranizacjami utworów literackich, szczególnie mu bliskich z uwagi na utrwalone w nich obrazy jego rodzinnej Wileñszczyzny: „Dolina Issy” (1982), wg powieœci Czes³awa Mi³osza i „Lawa. Opowieœæ o „Dziadach” Adama Mickiewicza (1988). Kinowi bohaterowie Konwickiego s¹ zazwyczaj samotni, bierni i pogr¹¿eni w refleksji – zamiast dzia³aæ, wspominaj¹, analizuj¹ i próbuj¹ zrozumieæ œwiat naznaczony histori¹ i rozpadem dawnego porz¹dku.
Przy stoliku w „Czytelniku” Wielokrotnie wyró¿niany najwa¿niejszymi nagrodami filmowymi i literackimi w Polsce i na œwiecie, Konwicki uchodzi³ za cz³owieka stroni¹cego od rozg³osu, chocia¿ przez lata by³ jedn¹ z najbardziej charakterystycznych postaci warszawskiego œrodowiska literackiego. Przez wiele lat pisarza mo¿na by³o niemal codziennie zastaæ w kawiarni „Czytelnika”, przy legendarnym ju¿ stoliku, gdzie obowi¹zywa³ swoisty kodeks zachowania: unikanie patosu, ironiczny dystans i wzajemny szacunek. By³o to sta³e miejsce spotkañ Konwickiego z przyjació³mi, wœród których byli miêdzy innymi: Wilhelm Mach, Leopold Tyrmand, Stanis³aw Dygat, Irena Szymañska, Gustaw Holoubek, Andrzej £apicki. Ich stolik sta³ siê jednym z symboli inteligenckiej Warszawy drugiej po³owy XX wieku. Jak wspomina³ sam Konwicki, nie by³y to spotkania o wielkich ambicjach intelektualnych – przychodzili przede wszystkim po to, by porozmawiaæ, po¿artowaæ i „uzgodniæ, co myœl¹”. Stolik sta³ siê symbolem œwiata, w którym literatura i kultura by³y naturaln¹ czêœci¹ codziennego ¿ycia. Z czasem, gdy kawiarnia „Czytelnika” zmieni³a charakter, przenieœli siê do cukierni Bliklego przy Nowym Œwiecie.
Osobowoœæ i legenda Konwicki mieszka³ w swoim warszawskim mieszkaniu przy ulicy Górskiego, w miejscu, które przez dziesiêciolecia by³o jego domem, pracowni¹ i swoistym obserwatorium œwiata. To w³aœnie stamt¹d patrzy³ na Warszawê, a szczególnie na znienawidzony i jednoczeœnie fascynuj¹cy go Pa³ac Kultury i Nauki. Pisarz ceni³ ¿ycie prywatne i spokój. Pracowa³ zwykle nocami, czêsto pisa³ w ³ó¿ku, zwykle oparty o poduszki, z zeszytem lub kartkami na kola-
nach. Przyjació³ dobiera³ rzadko i ze smakiem. Towarzyskie konwenanse lekcewa¿y³. Pychy nienawidzi³. Unika³ g³oœnych œrodowiskowych sporów, gardzi³ „zaszczytami”. Z t¹ sam¹ ¿on¹ prze¿y³ 50 lat. Jej œmieræ w 1999 roku g³êboko wstrz¹snê³a pisarzem i by³a jednym z powodów, dla których przesta³ pisaæ. Nie udziela³ siê ju¿ towarzysko i narzuci³ sobie dyscyplinê drobnych zajêæ, które ka¿dego dnia wykonywa³ w ten sam sposób. „Kiedy zosta³ sam, spacerowa³ codziennie, zawsze ta sama trasa i o tej samej porze – wspomina jego córka Maria – Po kawie u Bliklego szed³ do Czytelnika na obiad. Punktualnie, ¿eby zd¹¿yæ pod Instytut G³uchoniemych na sygna³ o dwunastej graj¹cy >>My, Pierwsza Brygada<<. Po szybkim obiedzie powrót do domu, przegl¹danie gazety i punkt czternasta dwadzieœcia, nastêpny spacer, Mazowieck¹ przez park Saski, sprawdzanie co siê dzieje u kaczek, i z powrotem na plac Pi³sudskiego, ¿eby zd¹¿yæ na zmianê warty przy Grobie Nieznanego ¯o³nierza o piêtnastej (…) Po Teleexpressie udawa³ siê na ostatni spacer dnia – na skarpê”. Maria przez wiele lat mieszka³a w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracowa³a m.in. dla wytwórni filmowych. Po blisko trzydziestu latach emigracji wróci³a do Polski i spêdzi³a z ojcem ostatnie lata jego ¿ycia. Po œmierci Konwickiego uporz¹dkowa³a rodzinne archiwum i opublikowa³a wspomnieniow¹ ksi¹¿kê „Byli sobie raz”, w której opisa³a nie tylko historiê swojej rodziny, ale tak¿e œrodowisko artystyczne skupione wokó³ pisarza. To dziêki jej wspomnieniom znamy wiele anegdot zwi¹zanych z domem Konwickich. Szczególne miejsce zajmuje w nich.… kot Iwan, który w ¿yciu Konwickiego zajmowa³ szczególne miejsce. Pisarz z w³aœciwym sobie poczuciem humoru uczyni³ go bohaterem licznych anegdot i literackich wspomnieñ. Iwan by³ pe³noprawnym cz³onkiem rodziny, pojawia³ siê na kartach jego „³¿e-dzienników”, a po latach doczeka³ siê nawet osobnej ksi¹¿ki zatytu³owanej „Iwan Konwicki z domu Iwaszkiewicz. Biografia”. Autor ¿artowa³, ¿e troszczy³ siê o kota, ale równie czêsto to kot troszczy³ siê o niego. W ostatnich latach Tadeusz Konwicki zmaga³ siê z problemami zdrowotnymi. Po d³ugiej chorobie zmar³ 7 stycznia 2015 roku w swoim warszawskim mieszkaniu, w wieku 88 lat. Po jego œmierci we wspomnieniach bliskich i krytyków wy³ania³ siê obraz cz³owieka, który swoj¹ postaw¹ ¿yciow¹ i artystyczn¹ godzi³ rozmaite sprzecznoœci. „Potrafi³ ³¹czyæ absurd z realizmem, szyderstwo z sentymentalizmem. Mia³ wspania³e poczucie humoru, ale w tym by³a, maskowana ironi¹, prawdziwa rozpacz – wspomina³ Konwickiego pisarz Janusz G³owacki. El¿bieta Sawicka, dziennikarka i s¹siadka artysty, okreœli³a go czu³ym przeœmiewc¹ tego, co dzieje siê w jego kraju. Nie mówi³, ¿e kocha Polskê. Powiedzia³ za to: „sekundujê tym mrówom znad Wis³y”.
FOT. ARCHIWUM T. ROLKE
Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz
Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003
e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

„Od prawie siedemdziesiêciu lat jestem zapalonym palaczem. Czujê siê znakomicie. Stale muszê czytaæ zupe³nie demagogiczne artyku³y o paleniu. Ci¹gle ogranicza siê prawa palaczy. Uwa¿am to wszystko za jeden wielki absurd. Skoro tylko osiem procent na³ogowych palaczy dostaje raka p³uc, to znaczy, ¿e 92 proc. NIE choruje, prawda?” – mówi³ w wywiadach. I wbrew oficjalnym przekazom twierdzi³, ¿e tytoñ to wspania³a rzecz, bo uspokaja i poprawia koncentracjê. „Bêdê pali³ do koñca i broni³ palenia do ostatniej chwili. Ludzie mog¹ mnie uwa¿aæ za wariata, ale ci wszyscy wojowniczy antynikotynowcy maj¹ z pewnoœci¹ wyprane mózgi” – powtarza³ David Hockney, legenda brytyjskiego malarstwa, jeden z najwa¿niejszych twórców XX wieku, który 11 czerwca po¿egna³ siê z ¿yciem. Mia³ 88 lat.
Na pytanie – co bêdzie po œmierci, mówi³: „Prawdopodobnie przejdziemy do nowego wymiaru. Do innego œwiata. A to oznacza³oby dla mnie, ¿e móg³bym go narysowaæ. To bêdzie fascynuj¹ce” – ¿artowa³.
Nosi³ oryginalne oprawki okularów i zwi¹zany niby od niechcenia wzorzysty krawat albo apaszkê. Jedni widzieli w nim wiecznego dandysa, inni pracoholika, który nie rozstawa³ siê z pêdzlem i wspomnianym ju¿ papierosem.
„Jeœli rysujê trzy, cztery godziny dziennie, zatracam siê w tym, w najlepszym tego s³owa znaczeniu – zapominam o sobie. To tak, jakby czas spêdzony na rysowaniu w ogóle nie nale¿a³ do mnie. Nie ma wtedy ego, wychodzê poza siebie. To jest moja praktyka duchowa. Pomaga mi tak¿e w trudnych momentach” – wyznawa³.
Jego mottem ¿yciowym, zdaniem, którym podpisywa³ ka¿dy list, by³o” „Love Life”. „To bardzo proste. Œwiat jest piêkny. Dlaczego nie mielibyœmy kochaæ ¿ycia w nim?”
„W ogóle nie przyjmujê do wiadomoœci, ile mam lat”
twierdzi Gra¿yna Wolszczak, aktorka. „D³ugie lata, nawet jeszcze po piêædziesi¹tce, mia³am 37 lat i jakoœ nie dopuszcza³am myœli, ¿e jest ich wiêcej. Teraz trochê siê posunê³am, mam coœ oko³o 42 lat. Wiem, ¿e mój PESEL i Wikipedia mówi¹, ¿e 67, ale co z tego? Chyba wiem lepiej, nie?” – ¿artuje.

„Kole¿anki czasem pytaj¹, czy nie czujê spadku energii, bo one ju¿ nie maj¹ tyle si³y, co kiedyœ. No nie czujê. A mo¿e czujê, tylko o tym nie wiem? I dziêki temu zasuwam tak samo jak 30 lat wczeœniej. Albo nawet bardziej. Psychika cz³owieka jest niezwyk³a” – uwa¿a aktorka znana z takich filmów, jak „WiedŸmin” czy „Ja wam poka¿ê!”.
Autorka ksi¹¿ki „Jak byæ zawsze piêkn¹, m³od¹ i bogat¹” twierdzi, ¿e wiêkszoœæ chorób ma pod³o¿e psychosomatyczne, zatem mental jest najwa¿niejszy. „Od zawsze mam charakter, który nazwa³am sobie charakterem wioskowego g³upka, który chodzi z uœmiechem od ucha do ucha po œwiecie i wydaje mu siê, ¿e jak wszystkich lubi, to wszyscy te¿ go lubi¹. Ani mi siê œni wytr¹caæ siê z tego przekonania, bo zwyczajnie ³atwiej i szczêœliwiej mi siê ¿yje dziêki temu. I dziêki temu jestem zdrowsza” – œmieje siê. „Zazdroœæ, frustracje, poczucie krzywdy, niezgoda na miejsce, w którym siê jest, to niszcz¹ce emocje. Dlatego gdy w moim ¿yciu nie sz³o tak, jak chcia³am, a umówmy siê – w ¿y-
MissMedia
ciu prawie nigdy nie idzie tak, jak chcemy – to wymyœla³am sobie ró¿ne aktywnoœci, ¿eby to zmieniæ”. Praca jest dla Wolszczak najwiêksz¹ wartoœci¹. Aktorka marzy, by – jak inni wielcy – „umrzeæ na scenie”. „Nigdy nie rozumia³am marzenia o emeryturze. Czasem by³am œwiadkiem, jak kole¿anki po czterdziestce wzdycha³y, ¿e jeszcze tylko dziesiêæ lat i id¹ na wczeœniejsz¹ emeryturê. Mnie na sam dŸwiêk tego s³owa przechodzi³ zimny dreszcz, mam tak do tej pory. Bo praca jest wspania³¹ wartoœci¹! Na pewno w moim ¿yciu. Dla mnie wzorem jest Krystyna Feldman, z któr¹ dzieli³am garderobê jako m³oda aktorka w Teatrze Nowym w Poznaniu. Krysia mia³a w grudniu premierê, a w lutym umar³a. Te¿ bym tak chcia³a: pracowaæ do ostatniego momentu ¿ycia”. Aktorka podkreœla, ¿e wa¿ne s¹ dla niej relacje. ¯e bez nich ¿ycie nie ma sensu. „Zawsze lgnê³am do ludzi, pewnie dlatego, ¿e by³am jedynaczk¹. Uwielbia³am szko³ê jako miejsce ¿ycia towarzyskiego. Stale towarzyszy mi ciekawoœæ drugiego cz³owieka” – twierdzi Gra¿yna Wolszczak. I dodaje, ¿e kocha podró¿e. „Pakujê walizki i gnam tam, gdzie mnie jeszcze nie by³o. Ostatnio do Chin. I wiesz, co najbardziej lubiê w tych wyjazdach? Krajobrazy, zabytki s¹ fajne, ale najfajniejsi s¹ ludzie. Wpraszam siê do domów, pytam, co robi¹, jak siê poznali, jak ¿yj¹, nie zagl¹dam tylko do lodówki, bo nie wypada, ale chêtnie bym zajrza³a, bo wszystko mnie ciekawi. Znam ludzi, którzy wszystko ju¿ wiedz¹ o ¿yciu. A ja zawsze biorê pod uwagê, ¿e mogê siê myliæ. ¯e z innego punktu widzenia sprawy wygl¹daj¹ inaczej. I ten punkt widzenia zawsze mnie interesuje”.
*
tego gatunku, czêsto wypowiada³ siê gorzko na temat powœci¹gliwego i nieuprzejmego zachowania Dylana. „On nigdy nie wpuszcza ciê do œrodka” – ¿ali³ siê w jednym z wywiadów. „Pytasz: <Bob, gdzie mieszkasz?>, a on odpowiada: <Patrzysz na cz³owieka, który nie ma domu>. Nie jest ³atwym facetem. Do dziœ nie jest ³atwym facetem”. Liam Gallagher z Oasis w typowym dla siebie stylu stwierdzi³ w 2011 r.: „Dylan jest ¿a³osnym dupkiem, jeœli o mnie chodzi”. Przyzna³, ¿e lubi jeden kawa³ek amerykañskiego artysty „Lay Lady Lay”, ale generalnie twórczoœæ Dylana nie rzuca go na kolana. „Nie trafia do mnie” – wyzna³. Perkusista zespo³u Talking Heads, niejaki Chris Frantz, po wydaniu ksi¹¿ki Dylana „The Philosophy of Modern Song”, kaza³ mu… spadaæ (w oryginale pad³o s³ynne s... my d...), poniewa¿ Dylan wyrazi³ siê niepochlebnie o dokonaniach jego kapeli. Swoj¹ cegie³kê dorzuci³ te¿ Kurt Vonnegut, autor „RzeŸni numer piêæ”, który zapytany o ulubionych artystów wycedzi³: „Owszem, Beatlesi wnieœli istotny wk³ad, ale Bob Dylan jest najgorszym poet¹ ¿yj¹cym. Mo¿e mieæ jedn¹ dobr¹ linijkê w piosence, ale reszta to be³kot”.
Czy zgadzacie siê Pañstwo z tymi – doœæ kontrowersyjnymi – opiniami? Jeœli nie, warto przypomnieæ, ¿e legenda muzyki ci¹gle ¿yje i koncertuje. Ju¿ 21 lipca Dylan zagra na Queensie – Forest Hills Stadium. Podobno jeszcze wci¹¿ s¹ bilety.

Trudno zaprzeczyæ geniuszowi Boba Dylana. Jego umiejêtnoœæ zamykania wa¿nych i skomplikowanych historii w krótkiej formie, jak¹ jest tekst piosenki, sprawi³a, ¿e legendarny muzyk w 2016 roku zosta³ uhonorowany Nagrod¹ Nobla w dziedzinie Literatury. Nie pojawi³ siê na ceremonii, bo od zawsze unika³ splendoru. W jego imieniu nagrodê odebra³a Patti Smith, zaœ przemówienie odczyta³ ówczesny ambasador USA w Szwecji.
Choæ artysta nie ukoñczy³ studiów, wielokrotnie otrzymywa³ tytu³ doctor honoris causa presti¿owych uczelni, z czego osobiœcie odebra³ tylko dwa (Uniwersytetu w Princeton w 1970 i szkockiego Uniwersytetu St. Andrews w 2004). Siedem razy zdoby³ nagrodê Grammy. W 1988 zosta³ wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame, otrzyma³ te¿ Oscara w kategorii najlepsza piosenka za „Things Have Changed” z filmu Wonder Boys. W 1997 da³ koncert dla papie¿a Jana Paw³a II podczas 23. Kongresu Eucharystycznego w Bolonii.
Uwa¿a siê, ¿e teksty Dylana to czysta poezja, a niektóre wersy, które wysz³y spod jego rêki, zagoœci³y na stale we wspó³czesnym jêzyku. A mimo to, nie brakuje artystów, którzy maj¹ inne zdanie na temat sztuki kultowego pieœniarza oraz jego osoby.
Jedn¹ z nich jest Joni Mitchell, któr¹ czêsto porównywano do Dylana. Oboje grali na akustycznych gitarach i pisali zaanga¿owane, przejmuj¹ce teksty. Jednak autorka takich szlagierów, jak „River” albo „California” nie wyra¿a³a siê pochlebnie o koledze po fachu: „Jesteœmy jak noc i dzieñ” – powiedzia³a kiedyœ. „Bob nie jest w ogóle autentyczny. To plagiator, jego imiê i g³os s¹ fa³szywe. Wszystko w Bobie to oszustwo” – doda³a. I dalej „Muzycznie Dylan nie jest zbyt utalentowany; po¿yczy³ g³os od starych hillbilly. Ma mnóstwo po¿yczonych rzeczy. Nie jest wielkim gitarzyst¹. Stworzy³ postaæ do wykonywania swoich piosenek – to rodzaj maski”. Z kolei David Crosby, amerykañski muzyk folkowy, który Dylanowi zawdziêcza³ popularnoœæ
Czym ró¿ni siê „cia³opozytywnoœæ” od – jak mówi¹ przeciwnicy tego trendu – „promowania oty³oœci”? Jeœli nie wiecie, obejrzyjcie serial „Shrill”, który w³aœnie pojawi³ siê na platformie Netflix (wczeœniej podbi³ serca widzów Hulu). To opowieœæ o Annie, m³odej adeptce sztuki dziennikarskiej, której nietypowe gabaryty s¹ Ÿród³em wielu niespe³nieñ i frustracji. Dziewczyna postanawia zmieniæ swoje ¿ycie, ale nie znaczy to wcale, ¿e zamierza… schudn¹æ. I tym, miêdzy innymi, wyró¿nia siê „Shrill” spoœród podobnych opowieœci. Prze¿ycia kobiet o wiêkszych rozmiarach s¹ tutaj potraktowane powa¿nie iz szacunkiem, a s³owo „gruba” nie brzmi jak obelga. Przede wszystkim jednak to opowieœæ o samoakceptacji i o tym, ¿e droga do niej potrafi byæ wyboista. W roli g³ównej wystêpuje Aidy Bryant – aktorka i komiczka, któr¹ znamy z wystêpów w „Saturday Night Live”, za które w 2018 roku otrzyma³a nominacjê do nagrody Emmy. Jest powa¿nie. I zabawnie. A przede wszystkim –bardzo prawdziwie. Warto obejrzeæ. Szczególnie, jeœli mamy problem z akceptacj¹ osób oty³ych. ❍

Weronika Kwiatkowska

Nie mia³am tego w planach. Ale kiedy zza okna zaczê³y dobiegaæ g³oœne okrzyki i brawa, w³¹czy³am telewizor. Pisz¹c „telewizor” mam na myœli urz¹dzenie pod³¹czone do sieci, bo rzeczonego odbiornika nie posiadam, podobnie jak abonamentu na amerykañsk¹ kablówkê. Myœla³am, ¿e bez problemu natrafiê na transmisjê online. Ale znalaz³am tylko streaming fana koszykówki, który komentowa³ na ¿ywo to, co ogl¹da³ na ekranie w swoim domu. Obraz trzeba by³o sobie dosztukowaæ w g³owie. Przypomina³o to relacjê w radiowej Jedynce z Wyœcigu Pokoju. Albo meczu polskiej reprezentacji na mundialu w latach 80. Tylko prowadz¹cy krzycza³ g³oœniej ni¿ Szpakowski. £apa³ siê za g³owê. I siarczyœcie przeklina³. Do koñca czwartej kwarty zosta³o kilka minut. No-

wy Jork odrabia³ straty. Sytuacja by³a napiêta. Ludzie w komentarzach pisali: go Knicks! I zostawiali serduszka. By³o nas ju¿ ponad czterdzieœci tysiêcy. MC wygl¹da³, jak by mia³ zejœæ na zawa³. Gdy przy ostatnim podaniu pi³ka wpad³a do kosza i pokonaliœmy San Antionio Spurs jednym punktem – wyda³ z siebie przeraŸliwy wrzask. W tym samym momencie z okien mieszkañ bli¿szych i dalszych s¹siadów runê³y gromkie brawa, a knajpa dwie ulice dalej eksplodowa³a radoœci¹, któr¹ s³ychaæ by³o jeszcze d³ugo w noc.
Trzy dni póŸniej mia³o siê rozegraæ kolejne spotkanie. Byæ mo¿e fina³owe. Tym razem na wyjeŸdzie. Choæ – jak niektórzy twierdz¹ – nowojorczycy zawsze graj¹ u siebie, bo na widowni w innych stanach siedzi ich zawsze wiêcej ni¿ po³owa. Temperatura ros³a. Metaforycznie. I w sensie œcis³ym. Fala upa³ów zalewa³a miasto. Wysoka wilgotnoœæ zamienia³a powietrze w galaretkê. Ale na nikim nie robi³o to specjalnego wra¿enia. Uliczni sprzedawcy rozk³adali kramiki z koszulkami ozdobionymi logo ukochanej dru¿yny. Stacjê metra przy 34 ulicy (w pobli¿u Madison Square Garden) przemalowano
na kolory Knicks. Empire State Building te¿ mia³ zaœwieciæ na pomarañczowo i niebiesko. Wszyscy wierzyli, ¿e Brunson i ekipa dowioz¹ wynik i po 53 latach tytu³ wreszcie trafi do nowojorskiej dru¿yny. Choæ mój stosunek do sportowych wzmo¿eñ jest raczej ambiwalentny, da³am siê ponieœæ atmosferze. Odgrzeba³am w pamiêci wspomnienia o ogl¹danych z wypiekami starciach Chicago Bulls, Los Angeles Lakers czy Detroit Pistons. By³ pocz¹tek lat 90., kiedy do prowincjonalnego miasteczka w Wielkopolsce przyby³a przedstawicielka Peace Corps. A wraz z ni¹ jeden z pierwszych talerzy satelitarnych, popcorn z torebki, mas³o orzechowe i mecze NBA. Mia³am jakieœ trzynaœcie lat i podczas gdy wszyscy tracili g³owy dla Michaela Jordana czy Magica Johnsona, ja kocha³am siê w rozgrywaj¹cym z Detroit o nazwisku Isiah Thomas i potrafi³am z pamiêci wyrecytowaæ nazwiska innych, mniej znanych zawodników. USA mia³y wtedy œwietn¹ prasê. Wszyscy chcieliœmy wygl¹daæ jak nastolatki z LA albo Seattle. S³uchaliœmy Stone Temple Pilots, Beastie Boys i Nirvany. Zaczytywaliœmy siê w amerykañskiej literaturze: Jonathan Carroll, William Wharton, Harper Lee, Tom Robbins. S³ynna seria Kameleon – do dzisiaj pamiêtam niektóre ok³adki. „Przystanek Alaska” w telewizji. I poczucie zach³yœniêcia Zachodem, wolnoœci¹, kapitalizmem. Jeszcze nie przeczuwaliœmy co przyniesie transformacja. I ¿e jak
tylko skoñczymy studia, stopa bezrobocia bêdzie dobija³a do 20 proc. i jedyne, na co absolwenci kierunków humanistycznych bêd¹ mogli liczyæ, to praca przedstawicieli handlowych, telemarketerów i akwizytorów. Ale to dopiero za kilka lat. Na razie przegrywaliœmy p³yty na kasety, a w poznañskich kioskach kupowaliœmy ksi¹¿eczki z tekstami ulubionych zespo³ów, z których uczyliœmy siê angielskiego. Czas p³yn¹³ wolniej. Jordan zawsze trafia³ do kosza. I mogliœmy zrobiæ z ¿yciem, co tylko chcieliœmy. A przynajmniej tak nam wmawiano.
*
Czterdzieœci lat póŸniej ogl¹dam fina³ NBA siedz¹c w mieszkaniu na Queensie. Wieczór jest gor¹cy, duszny. Szum klimatyzatora zak³óca odg³osy ulicy. Ale kiedy wygrywaj¹ nasi – trzêsie siê ziemia. Od wybuchów petard. I fajerwerków. Kotka przybiega z ogródka i chowa siê pod sto³em. Wychodzê przed dom. W³aœciciel deli na rogu – starszy Meksykanin – kiwa do mnie, a potem unosi piêœæ w geœcie zwyciêstwa. S¹siadka, Serbka, macha g³ow¹ z dezaprobat¹ i mówi – dobrze, ¿e wygrali, ale po co tak ha³asowaæ?! Ch³opak w rozci¹gniêtej koszulce ³apie w pasie drobn¹ dziewczynê i podnosi j¹ do góry, œmiej¹c siê g³oœno. Zrobiliœmy to! – krzyczy. I dodaje: God, I love New York! Czujê to samo. ❍
Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com
Jan
Latus
Dzieci, m³odzie¿, s¹ przysz³oœci¹ narodu, pamiêtamy te polityczne slogany. Ale czy wp³ywa³y one na ludzkie decyzje (tak jak, a rebours, has³a nawo³uj¹ce do ograniczenia picia)?
Ludzie sami wiedzieli najlepiej, co dla nich i dla kraju dobre. Polska by³a zdewastowana i wyludniona po wojnie. Istnia³a wtedy instynktowna potrzeba prokreacji, mimo ¿e warunki materialne temu nie sprzyja³y. Ludzie nie mieli gdzie mieszkaæ, z trudem zdobywali najpotrzebniejsze rzeczy i ¿ywnoœæ. ¯yli te¿ pod nieustann¹ presj¹ i kontrol¹ polityczn¹. Niemniej, mieli dzieci, du¿o dzieci. W³adze, poza tym nieefektywne i moralnie odra¿aj¹ce, sprawnie budowa³y domy mieszkalne, ale tak¿e ¿³obki, przedszkola i szko³y. Przecie¿ slogan o tysi¹cu szkó³ na tysi¹clecie pañstwa (czyli w 1966 roku) nie by³ li tylko sloganem. Te „tysi¹clatki” faktycznie zbudowano, by³y przyzwoite i nadal dobrze spe³niaj¹ swoj¹ funkcjê. Dziœ potê¿nemu, prywatnemu deweloperowi wyrywa siê z gard³a obietnicê, ¿e zbuduje jak¹œ dró¿kê dojazdow¹; szko³a, w ogóle ca³a socjalna infrastruktura, jest nieoczywista. A ja pamiêtam, ¿e w odleg³oœci kilku minut od mojego bieda-bloku w Warszawie by³y dwa ogródki jordanowskie z bo-
iskami pi³karskimi, bie¿niami, po³aciami trawy, przyrz¹dami do zabaw dla mniejszych dzieci i nawet z górk¹ dla sanek; w zimie wylewano tam lodowiska. Tak¿e w odleg³oœci kilkuset metrów od mojego domu by³y: ¿³obek, przedszkole, dwie szko³a podstawowe i trzy licea. Wszystkie szko³y mia³y sale gimnastyczne i boiska. Blisko by³y ogródki dzia³kowe i Park Dreszera. Piêæ minut spaceru od domu by³a (darmowa) przychodnia, tak¿e dla dzieci. W odleg³oœci 5 do 30 minut (oj, daleko!) spaceru lub dwóch przystanków autobusowych by³y te¿ cztery koœcio³y i kaplice (na katechizacjê chodzi³o siê w³aœnie tam), stadion i inne obiekty klubu „Gwardia”, korty i baseny „Warszawianki”, szko³a i ognisko muzyczne, biblioteka. Przy g³ównych ulicach by³y ci¹gi ma³ych sklepów. Z zaopatrzeniem, jak to w owych czasach, by³o ró¿nie, niemniej nominalnie przynajmniej, mia³em ko³o siebie sklepy ze s³odyczami, przyborami szkolnymi, aptekê, ksiêgarniê, warzywniaki z oran¿ad¹, ciastkarnie i lodziarnie. Rodzice p³acili czynsz, pr¹d i gaz; wystawali w kolejkach jedzenie. Niewiele zostawa³o z dwóch pensji. Ale nie mieli kredytu na 30 lat. Co wiêcej, po latach, swoje komunalne mieszkanie tanio wykupili i zapisali w posagu dzieciom.
Polska ma dziœ imponuj¹ce wskaŸniki wzrostu gospodarczego – oraz jeden z najni¿szych w Europie wskaŸników urodzeñ i to mimo ró¿nych teoretycznie wspomagaj¹cych rodziny programów, jak 500+. Wiele jest tego czynników: brak szans na kupno mieszkania wiêc wykañczaj¹ce kredyty, wojna tu¿ za granic¹, masowa emigracja Polaków, zw³aszcza do Europy
zachodniej, wreszcie – towarzysz¹cy bogaceniu siê trend, by myœleæ o w³asnym komforcie i u¿ywaæ ¿ycia, zamiast poœwiêcaæ siê dla przysz³ych pokoleñ. Co ciekawe, tak sk¹din¹d wp³ywowy Koœció³ katolicki nie jest w stanie nate trendy wp³yn¹æ. (Co jeszcze ciekawsze, wysoki przyrost ma np. tak podobno zdemoralizowana Francja, a przyrost ten dotyczy równie¿ rdzennych, bia³ych Francuzów.) Powróciwszy z USA do Polski czu³em nostalgiê i smutek. Nie tylko z powodów nieuchronnych – powrotu na stare lata do miejsca m³odoœci – ale i dlatego, ¿e na moim podwórku nie bawi³y siê ju¿ dzieci. Nie s³ysza³em ich szczebiotu na klatce schodowej, nie uskakiwa³em przed szczeniakami je¿d¿¹cymi rowerami po chodnikach, nie awanturowa³em siê, ¿e jakiœ ma³y pi³karz zbi³ mi szybê w oknie. By³em wœród starych ludzi, dogorywaj¹cych samotnie w (wykupionych) mieszkaniach. Dzieci wyjecha³y za granicê, do innych miast, do odleg³ych dzielnic.
W planowaniu, na przyk³ad urbanistycznym, bierze siê ostatnio pod uwagê, ¿e mniej trzeba bêdzie przedszkoli, szkó³ i ogrodów jordanowskich. Tym bardziej, ¿e dzisiaj dzieci wychowuje siê inaczej, wo¿¹c je samochodem do odleg³ych miêdzynarodowych szkó³ i hipodromów. W grodzonych osiedlach nie ma zaœ wielkich placów zabaw; dzieciom musz¹ wystarczyæ œwiec¹ce ekrany telefonów.
Si³¹ Stanów Zjednoczonych by³ zawsze zdrowy przyrost naturalny, czêœciowo bêd¹cy rezultatem wysokiej imigracji. Ostatnio polityka imigracyjna uleg³a zaostrzeniu; zobaczymy, jak to wp³ynie na d³u¿sz¹ metê na witalnoœæ narodu. Moje Filipiny maj¹ a¿ 117 milionów mieszkañców, ale w 1970 roku mia³y tyle, co Polska, czyli 36 (!) milionów. Tajlandia te¿ mia³a wtedy 36 milionów, teraz ma
72; jest wiêc pewna ró¿nica. Dziœ przyrost jest w Tajlandii (tak¿e w Malezji) jest niski, bo ludzie siê dorabiaj¹, chc¹ lepiej ¿yæ, wystarcza im mniej dzieci. Na Filipinach pokutuje prastary pogl¹d, ¿e trzeba mieæ jak najwiêcej dzieci, by na staroœæ zajê³y siê rodzicami (inna rzecz, ¿e praktycznie nie ma tu emerytur). Dobry wzrost gospodarczy kraju jest „przejadany” przez te cztery czy siedem g¹b do wykarmienia w ka¿dym domu. Nie starcza pieniêdzy rodzinnych i pañstwowych, ¿eby te dzieci wykszta³ciæ i nauczyæ zawodu. Przytoczê wstydliwy fakt: 20 procent Filipiñczyków bêdzie ograniczonych w umys³owym rozwoju z powodu skrajnego niedo¿ywienia przez pierwsze dwa lata ¿ycia, kiedy to formuje siê mózg. Najbiedniejsze rodziny jedz¹ przecie¿ czêsto sam ry¿, czasem z jakimœ och³apem: sardynkami z puszki, kawa³kiem sma¿onego bak³a¿ana. Na pewno te¿ z³e od¿ywianie wp³ywa na fakt, ¿e przeciêtny Filipiñczyk ma 164 cm wzrostu- plasuje siê na dnie œwiatowych statystyk.
Dodajmy do tego fakt, ¿e ponad 80 procent ludnoœci to katolicy, a Koœció³ potêpia nie tylko aborcjê, ale i wszelk¹ antykoncepcjê. Licz¹ siê z t¹ ideologi¹ wszyscy politycy, bo nie chc¹ byæ skrytykowani z ambon (jaki kraj wam to przypomina?). Wielu ¿yczliwych obserwatorów Filipin nie jest przekonanych czy ten kraj kiedykolwiek siê rozwinie i wzbogaci, skoro coraz wiêkszy tort maj¹tku narodowego jest dzielony na coraz wiêcej kawa³ków. A ¿eby sprawy jeszcze bardziej skomplikowaæ: ka¿da Filipinka, jeszcze nastolatka, nie mo¿e siê doczekaæ, ¿eby mieæ dziecko – nawet nieœlubne, nawet jeœli wyœle je na wychowanie do rodziny na wsi. Jest dumna i szczêœliwa, bo dziecko to przecie¿ b³ogos³awieñstwo.
Choæ w gimnazjum wró¿ono Ossendowskiemu przysz³oœæ literata lub prawnika, on sam wybra³ nauki przyrodnicze na Uniwersytecie Petersburskim, zostaj¹c asystentem profesora Zalewskiego. Ich wspólne ekspedycje nad Bajka³ czy Dniestr rozbudzi³y w nim pasjê badawcz¹, któr¹ finansowa³ w niecodzienny sposób, zaci¹gaj¹c siê jako „pisarz okrêtowy” na statki kursuj¹ce miêdzy Odess¹, a W³adywostokiem. Jego wszechstronna wiedza przyda³a siê podczas wojny rosyjsko-japoñskiej. Wcielony do armii, realizowa³ strategiczne misje badawcze dla wojska, wykazuj¹c swoje kompetencje z zakresu chemii, geologii czy hydrografii: od badania z³ó¿ ropy naftowej i minera³ów Dalekiego Wschodu przez opracowywanie metod pozyskiwania jodyny, a¿ po procesy fermentacyjne. Sta³ siê dla carskiego aparatu cz³owiekiem zbyt u¿ytecznym, by mo¿na go by³o zignorowaæ.
Polityczny temperament Ossendowskiego eksplodowa³ w 1899 roku, kiedy to zaanga¿owanie w protesty przeciwko caratowi zmusi³o go do ucieczki z Rosji. Ten przymusowy eksodus sta³ siê jednak katalizatorem jego intelektualnego rozkwitu. Trafi³ do Pary¿a, na s³ynn¹ Sorbonê, gdzie szlifowa³ swój warsztat naukowy i mia³ zaszczyt poznaæ Mariê Sk³odowsk¹-Curie.
Okres paryski by³ dla niego czasem swoistej syntezy: z jednej strony hartowa³ ducha jako polityczny wygnaniec, z drugiej zaœ ch³on¹³ najnowsz¹ wiedzê europejsk¹, co po powrocie do Tomska w 1901 roku pozwoli³o mu na szybkie ukoñczenie studiów i – mimo póŸniejszych kontrowersji – obronê doktoratu.
Biografowie czêsto okreœlaj¹ Ossendowskiego mianem „kameleona”, co wynika z jego niebywa³ej zdolnoœci adaptacji do skrajnie ró¿nych œrodowisk. Jego naukowa wiarygodnoœæ bywa³a przedmiotem sporów: kwestionowano autentycznoœæ jego doktoratu, a informacja o jego przyjêciu do presti¿owej Akademii Francuskiej budzi³a u sceptyków niedowierzanie. Jego dzia³alnoœæ: od salonów naukowych Pary¿a po rolê kierownika fabryki asfaltu i betonu w Kijowie najlepiej oddaje naturê Ossendowskiego. By³ cz³owiekiem czynu. Gdy los zmusza³ go do szukania nowego miejsca na ziemi, potrafi³ przekuæ wiedzê o chemii materia³ów budowlanych w konkretny zarobek.
Aktywny sprzeciw wobec represji caratu po rewolucji 1905 roku przyniós³ Ossendowskiemu wyrok: pó³tora roku osadzenia w twierdzy. Kara ta, zdaniem


wielu wspó³czesnych, by³a niezwykle ³agodna, co przypisuje siê interwencji wp³ywowych protektorów ceni¹cych jego wczeœniejsze zas³ugi dla wojska. Czas spêdzony za kratami sta³ siê jednak momentem prze³omowym – to wtedy podj¹³ ostateczn¹ decyzjê o poœwiêceniu siê literaturze. Owocem tych doœwiadczeñ by³a wstrz¹saj¹ca autobiografia „W pyle ludzkim”, w której obna¿y³ brutalnoœæ carskiego systemu wiêziennictwa.
Ksi¹¿ka ta zyska³a entuzjastyczn¹ opiniê samego Lwa To³stoja, lecz jednoczeœnie przypieczêtowa³a nienawiœæ rosyjskich w³adz do autora, czyni¹c go w ich oczach niebezpiecznym demaskatorem.
Kariera Ossendowskiego to lekcja doskona³ego intelektualnego kamufla¿u. Gdy oko³o 1909 roku pojawia siê w Petersburgu, szybko udowadnia, ¿e posiada niezwyk³y dar – umiejêtnoœæ wy³apywania tego, co w danym momencie jest „pop³atne i korzystne”. Ten swoisty literacki koniunkturalizm pozwoli³ mu wejœæ na szczyty petersburskiej elity.
Lekkim piórem, które sta³o siê jego znakiem rozpoznawczym, pisa³ o finansach, handlu i przemyœle, sprawiaj¹c wra¿enie eksperta w ka¿dej dziedzinie. To w³aœnie wtedy zaczê³y powstawaæ jego pierwsze wielkie legendy. Ossendowski z dum¹ opowiada³, ¿e by³ bliskim wspó³pracownikiem rosyjskiego premiera Siergieja Wittego i mia³ osobiœcie uczestniczyæ w podpisywaniu traktatu pokojowego koñcz¹cego wojnê rosyjsko-japoñsk¹. Choæ historycy patrz¹ na te twierdzenia z du¿ym dystansem, ta wszechstronnoœæ otworzy³a mu drzwi do salonów, o których inni mogli tylko marzyæ.
Okres rewolucji to w ¿yciorysie Ossendowskiego czas pe³en przygód godnych Indiany Jonesa. Oficjalnie opowiedzia³ siê po stronie „Bia³ych” i twierdzi³, ¿e pe³ni³ funkcjê ministra finansów w rz¹dzie barona Ko³czaka. Jako agent „Bia³ych” przemierza³ Mongoliê, Chiny i Mand¿uriê z tzw. „¿elaznym listem” – glejtem, który otwiera³ przed nim wszystkie drzwi na Dalekim Wschodzie. Jednym z najbardziej sensacyjnych w¹tków tej podró¿y mia³a byæ misja odnalezienia ocala³ego przedstawiciela dynastii Romanowów.
Ossendowski powróci³ do Polski w 1922 roku w blasku chwa³y, jakiej móg³by mu pozazdroœciæ niejeden wspó³czesny celebryta. Jego ksi¹¿ka „Przez kraj ludzi, zwierz¹t i bogów” by³a œwiatowym
fenomenem, przek³adanym na dziesi¹tki jêzyków i czytanym z zapartym tchem na równi z dzie³ami Kiplinga. Jednak warszawskie salony literackie przyjê³y go z ch³odn¹ rezerw¹, a wrêcz nieufnoœci¹. Debata nad granic¹ miêdzy prawd¹, a zmyœleniem sta³a siê cieniem rzucanym na ca³¹ twórczoœæ autora. Podejrzenia o grafomaniê rani³y ambicje Ossendowskiego, staraj¹cego siê o akceptacjê elit. Ten spór o wiarygodnoœæ sprawi³, ¿e choæ by³ cz³onkiem presti¿owych organizacji, zawsze pozostawa³ w nich nieco z boku – jako ten, który „zbyt dobrze” opowiada, by wszystko mog³o byæ prawd¹.
Prywatne ¿ycie pisarza by³o zaskakuj¹co kruche. Jego pierwsze ma³¿eñstwo z Rosjank¹ nie przetrwa³o próby czasu, a po rozwodzie Ossendowski do koñca ¿ycia p³aci³ jej wysokie alimenty. To w³aœnie te finansowe obci¹¿enia, obok ambicji, napêdza³y jego mordercze tempo pisania. Prawdziw¹ mi³oœæ odnalaz³ w Zofii Iwanowskiej, któr¹ pozna³ jeszcze w Tomsku. Wówczas jednak prze¿y³ dramat. Zofia wysz³a za innego a zrozpaczony Ossendowski otar³ siê o samobójstwo. Los po³¹czy³ ich ponownie w latach 20-tych w Warszawie, gdy Zofia – utalentowana skrzypaczka i w³aœcicielka szko³y muzycznej – by³a ju¿ wdow¹. Ciekawym faktem jest, ¿e jego s³ynna wyprawa do Afryki, opisywana jako mêska przygoda, by³a w rzeczywistoœci... ich podró¿¹ poœlubn¹. Gdy Ossendowski stara³ siê o rêkê Zofii, na jego drodze stan¹³ powa¿ny konkurent – znany literat Adolf Nowaczyñski. Pisarz-podró¿nik rozstrzygn¹³ ten pojedynek jednym, b³yskotliwym ruchem: ofiarowa³ ukochanej kilkukaratowy diament, przy którym argumenty Nowaczyñskiego straci³y swój blask. Ten gest nie tylko zapewni³ mu rêkê Zofii, ale sta³ siê zarzewiem plotki, która mia³a ci¹gn¹æ siê za nim do grobu. Podejrzewano, ¿e kamieñ pochodzi³ z legendarnego skarbu barona Romana Ungerna, „Krwawego Barona”, z którym los zetkn¹³ Ossendowskiego na Dalekim Wschodzie.
Czy pisarz rzeczywiœcie wszed³ w posiadanie czêœci fortuny szalonego mistyka? Sam Ossendowski, bêd¹c genialnym strategiem marketingowym, podsyca³ te domys³y. ¯artowa³ publicznie, ¿e miejsce ukrycia skarbu mo¿na odczytaæ z jednej z fotografii zamieszczonych w jego ksi¹¿kach. Efekt? Czytelnicy z lupami w d³oniach rzucili siê do ksiêgarñ, œrubuj¹c rekordy sprzeda¿y.
W latach 1928–1929 Ossendowski opublikowa³ dzie³o, które sta³o siê miêdzynarodowym dynamitem. Jego zbeletryzowana biografia pt. „Lenin” nie by³a

jedynie literack¹ opowieœci¹ – by³a to bezlitosna analiza mechanizmów rewolucji, która dla zachodniego czytelnika sta³a siê g³ównym Ÿród³em wiedzy o bolszewizmie. Dla Kremla Ossendowski sta³ siê wrogiem numer jeden, poniewa¿ potrafi³ pisaæ o ich zbrodniach w sposób przystêpny, masowy i niezwykle przekonuj¹cy.
Po wybuchu II wojny œwiatowej Ossendowski prowadzi³ podwójne ¿ycie. Z jednej strony handlowa³ jedwabiem, by wi¹zaæ koniec z koñcem, z drugiej – zaanga¿owa³ siê w struktury podziemnego Stronnictwa Narodowego. Pracowa³ w pionie propagandy i edukacji, wykorzystuj¹c swoj¹ literack¹ sprawnoœæ do walki z najeŸdŸc¹. By³ nieuchwytny, elastyczny i zawsze o krok przed przeznaczeniem. Intensywne ¿ycie wystawi³o mu srogi rachunek. Rozchorowa³ siê nagle i trafi³ do szpitala w Grodzisku Mazowieckim, gdzie zmar³ 3 stycznia 1945 roku. Rosjanie doskonale pamiêtali co Ossendowski pisa³ o Leninie. Rozkopali jego grób z furi¹, której nie t³umaczy³a zwyk³a biurokracja. Szukali notatek i dokumentów lub – co najbardziej pobudza wyobraŸniê – wskazówek prowadz¹cych do z³ota barona Ungerna. Chcieli te¿ mieæ pewnoœæ, ¿e ten niebezpieczny kameleon naprawdê przesta³ im zagra¿aæ.
Choæ próbowano Ossendowskiego wymazaæ z pamiêci narodowej, jego biografia broni siê sama, pozostawiaj¹c nas z drêcz¹cym pytaniem: ile jeszcze tajemnic zabra³ ze sob¹ do grobu i czy na jakiejœ zapomnianej fotografii nie kryje siê mapa do z³ota „Krwawego Barona”?


Kiedy myœlimy o spadku, przed oczami staj¹ nam materialne dobra: dom, rodzinny biznes, ziemia, coœ na koncie bankowym. Istnieje jednak rodzaj kapita³u, który jest cenniejszy. To kapita³ mentalny – finansowe dziedzictwo przekazywane nie w sformalizowanym testamencie, ale w codziennych rozmowach, drobnych gestach i domowych nawykach.
Z okazji Dnia Ojca warto przyjrzeæ siê temu niewidzialnemu dziedzictwu. Choæ nasi ojcowie nie byli finansowymi specjalistami, dali nam lekcje ekonomii wyniesione z ich rodzinnego domu, zakorzenione w realiach polskiej codziennoœci. Oto fundamentalne zasady, które m¹dry ojciec przekazuje swoim dzieciom – lekcje, które determinuj¹ ich finansow¹ przysz³oœæ na ca³e ¿ycie.
Lekcja 1:
Szacunek do zasobów, czyli œwiêta zasada „nie marnuj”
Ta lekcja ma najg³êbsze korzenie i siêga pokoleñ, które doskonale wiedzia³y, czym jest niedostatek. M¹dry ojciec uczy szacunku do tego, co ju¿ posiadamy. W wielu polskich domach fundamentem tej edukacji by³ g³êboki, niemal sakralny stosunek do jedzenia, a w szczególnoœci do chleba.
Nasi ojcowie i dziadkowie wychowali siê w cieniu starego, polskiego zwyczaju, wed³ug którego wyrzucenie chleba do œmietnika by³o grzechem i moralnym wykroczeniem. Ka¿dy z nas pamiêta obrazek z dzieciñstwa, gdy kromka chleba przypadkowo upad³a na pod³ogê. Babcia lub ojciec natychmiast j¹ podnosili, ostro¿nie dmuchali i z szacunkiem ca³owali, zanim z powrotem trafi³a na stó³. W tym jednym, prostym geœcie kry³a siê potê¿na lekcja ekonomii i pokory. Chleb symbolizowa³ ciê¿k¹ pracê ludzkich r¹k, pot rolnika i stabilnoœæ domu.
Prze³o¿enie tej lekcji na wspó³czesne finanse jest bezpoœrednie. Kto nie szanuje ma³ych rzeczy, nigdy nie utrzyma wielkich. Pamiêtacie jak ojciec gasi³ po nas œwiat³o w pustym pokoju, uczy³ dokrêcania kranu i pokazywa³, jak m¹drze planowaæ zakupy, by nic siê nie zmarnowa³o, i budowa³ w nas nawyk gospodarnoœci. Wspó³czesny konsumpcjonizm namawia nas do ci¹g³ego wyrzucania i zastêpowania starego nowym. Ojcowskie „nie marnuj” to tarcza obronna przed bezmyœlnym trwonieniem pieniêdzy na rzeczy, których wcale nie potrzebujemy.
Lekcja 2:
Magia odroczonej gratyfikacji, czyli fundament cierpliwoœci
Wspó³czesny œwiat uczy nas natychmiastowoœci. Chcesz nowy gad¿et? Klikasz i masz go na drugi dzieñ. Masz ochotê na wakacje? Szybka po¿yczka za³atwia sprawê w piêtnaœcie minut. W œrodowisku hiperkonsumpcji jedn¹ z najwa¿niejszych ról ojca jest bycie hamulcem bezpieczeñstwa i nauczycielem cierpliwoœci.
Wszystko zaczyna siê od prostych sytuacji w dzieciñstwie. Wspólne odk³adanie pieniêdzy do tradycyjnej œwinki-skarbonki na wymarzony rower czy upragnion¹ grê to pierwsza lekcja tzw. odroczonej gratyfikacji. Nie jest skner¹ ojciec, który mówi: „Rozumiem, ¿e bardzo chcesz to mieæ teraz, ale jeœli poczekamy, od³o¿ymy i zaoszczêdzimy, kupimy coœ znacznie lepszego i trwalszego”. On jest œwietnym finansowym pedagogiem.
Zdolnoœæ do rezygnacji z natychmiastowej, ma³ej nagrody na rzecz wiêkszego, d³ugoterminowego celu to absolutna podstawa budowania stabilnoœci. M³ody cz³owiek, który opanuje tê sztukê, w doros³ym ¿yciu nie wpadnie w spiralê d³ugów konsumpcyjnych. Zamiast kupowaæ na kredyt luksusowe auto tu¿ po pierwszej wyp³acie, od³o¿y kapita³ na wk³ad w³asny lub zainwestuje w swój rozwój, doskonale rozumiej¹c, ¿e prawdziwa niezale¿noœæ wymaga czasu i dyscypliny.
Lekcja 3: Szacunek do pracy i zrozumienie wartoœci pieni¹dza
M¹dry ojciec nie ukrywa przed dzieæmi faktu, ¿e pieni¹dze s¹ bezpoœrednim rezultatem zaanga¿owania, czasu i unikalnych umiejêtnoœci. Nie chodzi o to, by obarczaæ kilkulatka problemami bud¿etowymi doros³ych, ale o budowanie zdrowego powi¹zania miêdzy wysi³kiem a nagrod¹.
Zamiast bezrefleksyjnie spe³niaæ ka¿d¹ zachciankê i rzucaæ banknotami na zawo³anie, ojciec stwarza przestrzeñ do zarobkowania. Mo¿e to byæ pomoc w ciê¿szych pracach wokó³ domu, uporz¹dkowanie gara¿u czy zachêta do podjêcia pierwszej sezonowej pracy podczas wakacji. Kiedy nastolatek przeliczy cenê nowych butów na godziny, które musi spêdziæ na zbieraniu owoców, pracy w sklepie czy roznoszeniu ulotek, jego percepcja wartoœci diametralnie siê zmienia.
W ten sposób ojciec uczy dziecko podmiotowoœci. Przekazuje mu komunikat: „Jesteœ sprawczy. Twój dobrobyt zale¿y od twojej pracy i od tego, jak¹ wartoœæ potrafisz daæ innym”. To bezcenne narzêdzie, które chroni przed postaw¹ roszczeniow¹ i uczy szacunku do ka¿dego zarobionego grosza.
Lekcja 4: Dobry zwyczaj, nie po¿yczaj – twarde zasady finansowej niezale¿noœci
W polskiej tradycji finansowej niezwykle mocno zakorzenione jest przys³owie: „Dobry zwyczaj, nie po¿yczaj”. To kolejna fundamentalna lekcja, któr¹ m¹drzy ojcowie wpoili wielu z nas. W czasach, gdy mamy karty kredytowe na zawo³anie, gdy banki oferuj¹ ³atwe kredyty gotówkowe,
a sklepy kusz¹ ratami zero procent, ta zasada brzmi niemal rewolucyjnie. Ojciec, który ¿y³ wed³ug tej regu³y, uczy³, ¿e po¿yczanie pieniêdzy na bie¿¹c¹ konsumpcjê to nic innego jak okradanie w³asnej przysz³oœci. Pieni¹dze po¿yczone od znajomych mog¹ zniszczyæ nawet najtrwalsz¹ przyjaŸñ, a d³ugi zaci¹gniête w instytucjach finansowych odbieraj¹ spokój ducha. Ta lekcja uczy równie¿ asertywnoœci w drug¹ stronê. Jeœli sam nie po¿yczasz na zachcianki, uczysz siê tak¿e m¹drze zarz¹dzaæ sytuacjami, gdy ktoœ prosi o po¿yczkê ciebie. Ojciec pokazywa³, ¿e finansowa pomoc rodzinie czy przyjacio³om – jeœli jest konieczna – powinna byæ darem serca, a nie transakcj¹, która zatruje relacje. Wolnoœæ od d³ugów to najwy¿szy komfort psychiczny, jaki mo¿na sobie zapewniæ.
Lekcja 5: Odpornoœæ psychiczna i ¿yciowy stoicyzm Predyspozycje do radzenia sobie z pieniêdzmi objawiaj¹ siê nie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, ale w czasach kryzysu. Dzieci s¹ bacznymi obserwatorami. Widz¹ i czuj¹ emocje rodziców, gdy maj¹ oni k³opoty w pracy, gdy rosn¹ ceny w sklepach, gdy brakuje pieniêdzy.
Stoicyzm finansowy ojca to jedna z najpiêkniejszych lekcji, jakie mo¿na podarowaæ dziecku. Ojciec, który nie wpada w panikê, który ze spokojem siada przy stole i mówi: „Zrezygnujemy z kilku rzeczy, przegrupujemy si³y i damy sobie radê, bo jesteœmy rodzin¹”, buduje w dzieciach potê¿n¹ odpornoœæ psychiczn¹. Uczy je, ¿e trudnoœci s¹ czêœci¹ ¿ycia, a kryzysy rozwi¹zuje siê logik¹, planowaniem i jednoœci¹, a nie emocjonalnymi zrywami. Taki ojciec pokazuje równie¿, jak fundamentalne znaczenie ma posiadanie czegokolwiek „od³o¿onego na czarn¹ godzinê”. Pokazuje poduszkê finansow¹ nie jako abstrakcyjne pojêcie z podrêczników ekonomii, ale jako tarczê, która pozwala
El¿bieta Baumgartner
nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Planowanie spadkowe”, „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem”, „Amerykañskie emerytury, czyli jak zapewniæ sobie dostatni¹ przysz³oœæ” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492
rodzinie spaæ spokojnie bez wzglêdu na to, co przyniesie jutro.
Podsumowanie:
Najlepsza inwestycja na Dzieñ Ojca Finansowe dziedzictwo, o którym mowa, nie wymaga posiadania maj¹tku w dniu narodzin dziecka. Wymaga obecnoœci, transparentnoœci i dawania dobrego przyk³adu. Dziecko, które widzi ojca szanuj¹cego chleb, planuj¹cego domowy bud¿et, unikaj¹cego bezsensownych d³ugów i podchodz¹cego do pracy z godnoœci¹, otrzymuje najlepsz¹ mo¿liw¹ szko³ê przetrwania. W Dniu Ojca, zamiast kolejnego materialnego prezentu, warto podziêkowaæ swoim ojcom w³aœnie za te proste, codzienne lekcje. Za to, ¿e podnosz¹c z pod³ogi nieszczêsn¹ kromkê chleba, nauczyli nas szacunku do zasobów. Za to, ¿e powtarzaj¹c „dobry zwyczaj, nie po¿yczaj”, uratowali nas przed niewolnictwem rat i kredytów. A jeœli sami jesteœmy ojcami –to najlepszy moment, by przekazaæ te twarde, polskie zasady gospodarnoœci kolejnemu pokoleniu. ❍
“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”
Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.
Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.
Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy.
Tel. 347.280.8434 – Tadeusz
➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿: Deerfield Beach:
2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000 Fort Lauderdale:
3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000 Pompano Beach:
nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000 Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net
Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w soboty od 15:00 do 21:00
Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www.RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie.





NA GAZOWE
● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS
● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY
● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION
● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z





– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.
● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê
● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice
● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu
● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.
Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku
144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354
Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223
Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com
Za swoisty „dalszy ci¹g” przedstawieñ tañca œmierci, zag³ady, mo¿na uznaæ liczne w dawnych czasach, choæ zanikaj¹ce wraz z renesansem, wizerunki S¹du Ostatecznego.
A poniewa¿ ten cykl szkiców poœwiêcony jest brzydocie w malarstwie, tedy zajmê siê tylko jednym fragmentem tego rodzaju obrazów – wizerunkiem potwornoœci piekielnej, ohydy losu potêpionych, grozy wiecznego wyklêcia.
„Wielki chaos”
Zacznijmy od dyptyku Jana van Eycka – Ukrzy¿owanie i S¹d Ostateczny. Na prawym skrzydle niewielkiego obrazu na desce artysta przedstawi³ miêdzy innymi piek³o potêpionych. Jest to fragment wizerunku S¹du Ostatecznego, nieco poni¿ej wstaj¹ z martwych zbawieni, po prawej w „morzu” obmywaj¹ siê dusze czyœæcowe, zaœ poni¿ej w piekle l¹duj¹ grzesznicy, dla których Sêdzia Sprawiedliwy nie znalaz³ przebaczenia.
Piek³o van Eycka wyobra¿one jest na wzór „triumfu œmierci” – i trafnie, bo zgodnie z chrzeœcijañskim przekonaniem, potêpienie jest równoznaczne z wieczn¹ œmierci¹; zbawieni maj¹ ¿ywot wiekuisty w Raju; skazani na Czyœciec oczekuj¹ na do³¹czenie do tego grona po odbyciu kary, zaœ wtr¹ceni do Piek³a na nic liczyæ nie mog¹. Nie bez kozery, Dante umieszcza na bramie piekielnej napis – porzuæcie wszelk¹ nadziejê wy, którzy tu wchodzicie. Nad piek³em van Eycka króluje œmieræ. Jest to obszar podziemny, mroczny, do którego potêpieñcy s¹ wrzucani jakby przez odbyt wielkiego koœciotrupa, szatana, „ksiêcia ciemnoœci”. Artysta stara siê maksymalnie zohydziæ miejsce wiecznego wygnania z królestwa niebieskiego. Samo wkroczenie doñ musi budziæ wstrêt, a dalej jest jeszcze gorzej. Nadzy grzesznicy wpadaj¹ g³owami w dó³, w czeluœæ, w której czekaj¹ ju¿ na nich rozmaite potwory z bia³ymi oczami i wielkimi paszczêkami, aby ich po¿reæ. To mieszkañcy królestwa ciemnoœci, diab³y w postaci szczurów, wê¿y, jaszczurów; widzimy te¿ inne bli¿ej nieokreœlone monstra, choæ ich rola jest jasno wyznaczona: maj¹ szarpaæ, poniewieraæ, rwaæ na sztuki, gryŸæ swe ofiary – zadawaæ im wszelki ból. Obudowa Piek³a znaczona jest stosownymi napisami. Z lewej „chaos magnum” – wielki chaos; z prawej (tak¿e po ³acinie) – „cieñ œmierci”; a przecina tê czêœæ wizerunku cytat z Ewangelii œw. Mateusza: „idŸcie ode mnie przeklêci w ogieñ wieczny” (M, 25: 41). Ognia wprawdzie nie widzimy, ale wiemy, i¿ ogl¹damy zaledwie wstêp do m¹k wiecznych, jakie cierpieæ bêd¹ potêpieñcy.
Trzeba przyznaæ, ¿e Jan van Eyck, m³odszy o ponad sto lat od malarzy jak Hieronim Bosch i Pieter Breugel, popisa³ siê nie lada turpistyczn¹ fantazj¹, która wiek póŸniej zaw³adnê³a wyobraŸni¹ malarzy pó³nocnej Europy. Bosch wspi¹³ siê na wy¿yny perwersyjnej wyobraŸni, kiedy przedstawi³ w³asn¹ wizjê piek³a i potêpieñców drêczonych przy pomocy instru-

mentów muzycznych. Tej czêœci tryptyku znanego pod nazw¹ „Ogród ziemskich rozkoszy” nie bêdê reprodukowa³; jest zbyt bogaty w szczegó³y, aby je mo¿na by³o zobaczyæ i kunszt malarza doceniæ na niewielkiej kurierowej przestrzeni.
W paszczy Lewiatana
Lepiej mo¿na siê przyjrzeæ mniej znanemu, a jednemu z najwybitniejszych dzie³ w³oskiego renesansu, malunkowi z tzw. kodeksu Georgiosa Klontzasa (1535-1608).
Artysta ten, aktywny na Krecie, wykona³ (na zmówienie, naturalnie) piêknie ilustrowane rêcznie dzie³o (mianem „kodeksu” okreœlano dzisiejszy format ksi¹¿kowy) zawieraj¹ce ponad 400 wspania³ych miniatur zwi¹zanych zasadniczo z jedn¹ z popularnych w dawnych czasach wersji apokalipsy, koñca œwiata, dnia S¹du Bo¿ego. W takim przedsiêwziêciu nie mog³o zabrakn¹æ wizerunku piekielnych czeluœci, do których wtr¹ceni zostan¹ grzesznicy. Doskona³y miniaturzysta przedstawi³ wrota piekielne jako wielk¹ paszczê Lewiatana. Ogromne k³y po bokach przeko-

nuj¹, ¿e kto tam wpadnie, ten ju¿ siê z gardzieli szatana nie wydostanie. Diab³y, czarne stwory o skrzyd³ach nietoperza, przy pomocy wide³, a tak¿e rêkami wpychaj¹ potêpieñców do ziej¹cej czerwieni¹ (ogniem) otch³ani. Nadzy grzesznicy lec¹ w dó³, gdzie – jak wiêŸniowie zakuci w ³añcuchy, oczekuj¹ na sw¹ kolej, by znaleŸæ siê jeszcze ni¿ej – w wiecznym ogniu, a na domiar z³ego pilnowani i drê-
czeni przez straszne, smokopodobne bestie. Tak wygl¹da wieczne potêpienie i oczy grzeszników zwrócone z nadziej¹ ku górze – nadziej¹ ³aski, pomocy, dowodz¹, jak beznadziejna jest ich sytuacja, skoro Bóg Ojciec i Jezus Chrystus siedz¹ z boku z tablicami dziesiêciu przykazañ, zwróconymi ku wszetecznikom, przypominaj¹c im, ile razy i do jakiego stopnia ³amali za ¿ycia prawa boskie.
Czy miniatura Klontzasa podoba siê? Jest wspania³ym dzie³em sztuki rêkodzielniczej. Czy zatem podobaj¹ siê wizerunki drêczenia, katowania ludzi? Na pewno nie, choæ zawziêci spoœród chrzeœcijan powiedzieliby, i¿ zas³u¿yli na karê, o której zostali zawczasu uprzedzeni. Wspó³czucie, litoœæ wobec potêpieñców oznacza³yby kwestionowanie moralnego porz¹dku i woli boskiej –b³¹d, który pope³ni³ Dante lituj¹c siê niekiedy nad potêpieñcami w Piekle. Gdybyœmy podobn¹ scenê zobaczyli w rzeczywistoœci, na pewno nie by³aby przedmiotem estetycznych wzruszeñ. Zaœ na obrazie (miniaturze) podoba siê. Drogi sztuki i ¿ycia rozchodz¹ siê. ❍
