Skip to main content

Kurier Plus - e-wydanie 11 lipca 2026

Page 1


NUMER 1660 (1960) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 11 LIPCA 2026

Mundial i paradoks narodowej to¿samoœci

➭ Ch³op kardyna³owi czerwonego kapelusza... – str. 3

➭ Migawki z kolonii zuchowej – str. 7

➭ Weterani o Aleksandrze Fredro – str. 8-9

➭ W Blenderze o Zanussim, Dehnelu, Rosati – str. 10

➭ Wakacje w Polsce, jak nie przep³aciæ – str. 13

➭ Schizofrenia ¿ycia i w³adzy – str. 15

Pi³karskie Mistrzostwa Œwiata lub inne wielkie wydarzenia sportowe z udzia³em dru¿yn narodowych pokazuj¹ jednoznaczn¹ formê przynale¿noœci: to¿samoœæ narodow¹. Fani kibicuj¹ swoim dru¿ynom, swoim krajom i swoim pi³karzom. Kiedy jednak przyjrzymy siê dok³adniej sk³adom poszczególnych dru¿yn, to¿samoœæ ta natychmiast staje siê p³ynna i nieoczywista lub wrêcz w¹tpliwa.

Aktualne mistrzostwa pokazuj¹ chyba wyraŸniej ni¿ jakiekolwiek inne globalne wydarzenie, ¿e poczucie przynale¿noœci narodowej jest zjawiskiem z³o¿onym, pe³nym wewnêtrznych napiêæ i dalekim od prostych definicji.

Idealnym przyk³adem mo¿e byæ tutaj reprezentacja Maroka. A¿ 19 z 26 powo³anych na turniej zawodników urodzi³o siê poza granicami tego kraju. Wielu z nich w Hiszpanii i Francji, czyli w dawnych potêgach kolonialnych, które niegdyœ kontrolowa³y Maroko. Taki sk³ad dru¿yny rodzi fascynuj¹ce pytania o podwójne obywatelstwo, lojalnoœæ, relacje z diaspor¹ oraz o wci¹¿ ¿ywe dziedzictwo kolonializmu. Maroko jest przyk³adem ekstremalnym jednak podobn¹ tendencjê widaæ w kadrach

narodowych Stanów Zjednoczonych, Kanady, Francji, Anglii, Niemiec, Belgii, Holandii czy Australii. W dru¿ynach tych roi siê od pi³karzy pochodz¹cych z rodzin imigranckich lub z innych krajów. W czasach, gdy w Ameryce Pó³nocnej i Europie do g³osu dochodz¹ coraz bardziej radykalne ruchy nacjonalistyczne, USA i Europa reprezentowane s¹ na najwiêkszej sportowej scenie œwiata przez zespo³y na wskroœ imigracyjne. Co wiêcej, w wiêkszoœci ekip z Ameryki Pó³nocnej i Europy, zawodnicy z rodzin imigranckich to w du¿ej mierze osoby z mniejszoœci rasowych ¿yj¹ce w spo³eczeñstwach zdominowanych przez bia³ych. A to w³aœnie na styku to¿samoœci narodowej i rasowej najwyraŸniej zarysowuj¹ siê codzienne napiêcia. ➭ 6

Rzuæ za siebie miejskie mury, gdzie poœpiechu wieczny ruch, gdzie z betonu rosn¹ chmury i przyt³acza miejski duch.

Niemiecka babcia polskich œpiewaków

festiwali, w których bior¹ udzia³ polscy œpiewacy.

Po œmierci ukochanego mê¿a Martina – cz³owieka, który jako pierwszy pokaza³ jej piêkno opery – przez d³ugi czas nie potrafi³a odnaleŸæ sensu ¿ycia. Dziœ, maj¹c 81 lat, Cläri Venzke przemierza Europê i Amerykê w pogoni za najpiêkniejszymi g³osami operowymi œwiata, a swój kalendarz uk³ada wed³ug terminów premier, koncertów i operowych festiwali.

Choæ pochodzi z Hamburga i jest Niemk¹, od wielu lat z niezwyk³¹ pasj¹ wspiera polskich œpiewaków operowych. Wszystko zaczê³o siê od znajomoœci, która z biegiem lat przerodzi³a siê w prawdziw¹ przyjaŸñ – ze znakomitym polskim barytonem Mariuszem Kwietniem.

Sk¹d wziê³a siê u Pani mi³oœæ do opery?

Ta mi³oœæ i pasja przysz³y do mnie doœæ póŸno i zawdziêczam je mojemu zmar³emu mê¿owi. By³ z zawodu in¿ynierem elektroniki, ja przez czterdzieœci dwa lata pracowa³am w banku. To chyba najlepszy dowód na to, ¿e mi³oœæ do opery czy muzyki klasycznej nie ma nic wspólnego z wykonywanym zawodem. M¹¿ zakocha³ siê w muzyce klasycznej ju¿ jako piêtnastoletni ch³opiec, co by³o doœæ niezwyk³e. Przez d³ugi czas nie rozumia³am jego fascynacji, ale chodzi³am z nim do opery. Chcia-

³am dzieliæ z nim to, co sprawia³o mu radoœæ. Jednak nie prze¿ywa³am opery w taki sposób jak on. Muzyka by³a piêkna, spektakle robi³y wra¿enie, ale nie czu³am jeszcze tego szczególnego poruszenia. Nie by³o we mnie tej iskry. Z biegiem lat zrozumia³am coœ bardzo wa¿nego – nikogo nie mo¿na zmusiæ do pokochania opery. Wiele osób uwa¿a, ¿e wystarczy zabraæ kogoœ na przedstawienie, a on od razu zrozumie, dlaczego opera jest tak wyj¹tkowa. Tymczasem opera przychodzi do cz³owieka we w³asnym czasie. Jeœli gdzieœ g³êboko w cz³owieku tli siê choæby najmniejsza iskra wra¿liwoœci, nawet taka, o której sam jeszcze nie wie, mo¿e wydarzyæ siê coœ niezwyk³ego. Mo¿e nie podczas pierwszego spektaklu. Mo¿e nawet nie podczas drugiego. Ale potem przychodzi trzeci, pi¹ty albo dziesi¹ty wieczór w operze i nagle odkrywamy, ¿e coœ siê zmieni³o.

Cläri Venzke swój kalendarz uk³ada wed³ug terminów premier, koncertów i operowych

Dr Robert Lerch

Laryngolog, od ponad 30 lat

pracuj¹cy w polonijnym œrodowisku, zawiadamia o zmianie adresu.

Obecnie doktor przyjmuje przy 153 Greenpoint Ave. Brooklyn 11222 (tel: 718.734-0422)

Doktor leczy wszystkie choroby zwi¹zane z uszami, nosem i gard³em.

Przeprowadza badania s³uchu, bezdechu sennego, zatok i zawrotów g³owy.

Wizyty s¹ mo¿liwe w dniu zg³oszenia

Wykonuje badania imigracyjne.

Mówimy po polsku

Serotonin Mood Essentials

Stres sta³ siê dziœ czêœci¹ codziennego ¿ycia. Praca, rodzina, rachunki, wiadomoœci, poœpiech, brak snu – wszystko to sprawia, ¿e organizm mówi: „Stop, potrzebujê pomocy”.

W takich momentach warto pomyœleæ o naturalnym wsparciu organizmu. Nie chodzi o cudown¹ tabletkê, która rozwi¹¿e wszystkie problemy. Chodzi o rozs¹dne uzupe³nienie diety sk³adnikami, które pomagaj¹ wspieraæ prawid³owe funkcjonowanie uk³adu nerwowego, dobry nastrój i zdrow¹ reakcjê organizmu na stres.*

Serotonin Mood Essentials firmy Naturally to suplement diety dla osób, które chc¹ w naturalny sposób wspieraæ emocjonal n¹ równowagê, spokojniejsze samopoczucie i codzienn¹ odpornoœæ na napiêcie.*

Ju¿ Hipokrates podkreœla³, ¿e to, czym karmimy cia³o, ma ogromne zna czenie dla zdrowia. Dziœ wiemy, ¿e organizm potrzebuje nie tylko kalo rii, ale te¿ witamin, sk³adników roœlinnych i antyoksydantów. Bo jeœli cz³owiek ¿yje w ci¹g³ym stre-

sie i brakuje mu snu, to nawet najsilniejszy organizm w koñcu zacznie protestowaæ.

W formule Serotonin Mood Essentials znajdziemy sk³adniki wspieraj¹ce organizm na kilku poziomach. Witamina D3 pomaga wspieraæ prawid³owe funkcjonowanie uk³adu odpornoœciowego, miêœni i ogólnego samopoczucia.* Jest szczególnie wa¿na w okresach, kiedy brakuje s³oñca. Witamina B2, czyli ryboflawina, wspiera metabolizm energii.* To cichy pomocnik komórek – nie robi ha³asu, ale po maga organizmowi lepiej wykorzystywaæ energiê po¿ywienia.

dukcjê energii.* Jest szczególnie wa¿na u osób starszych, przemêczonych oraz tych, z diet¹ ubog¹ w produkty zwierzêce. Gdy B12 jest za ma³o, mo¿emy czuæ siê jak telefon z bateri¹ na 4 proc. – niby dzia³a, ale prosi o ³adowarkê.

Witamina B6 w formie P-5-P wspiera prawid³owe funkcjonowanie uk³adu nerwowego i procesy zwi¹zane z neuroprzekaŸnikami.* Pomaga wspieraæ naturaln¹ komunikacjê w organizmie, która ma znaczenie dla nastroju i codziennej równowagi.*

Witamina B12 w aktywnej formie methylcobalamin wspiera uk³ad nerwowy i pro-

Wa¿nym sk³adnikiem jest Ashwagandha EP35™ –ekstrakt z ashwagandhy, czyli roœliny adaptogennej. Adaptogeny daj¹ organizmowi zdrow¹ odpowiedŸ na stres.* Ashwagandha jest dla tych, którzy czuj¹, ¿e codzienne napiêcie zabiera im spokój i cierpliwoœæ.* Formu³ê uzupe³nia French Grape Seed Extract VX1®, ekstrakt z pestek francuskich winogron, Ÿród³o naturalnych polifenoli. Sk³adnik ten wspiera ochronê antyoksydacyjn¹ organizmu.* Antyoksydanty mo¿na porównaæ do ekipy porz¹dkowej, która pomaga organizmowi radziæ sobie ze stresem oksydacyjnym. Serotonin Mood Essentials mo¿e byæ dobrym wyborem dla osób, które chc¹ naturalnie wspieraæ nastrój, energiê, uk³ad nerwowy i spokojniejsz¹ reakcjê na codzienne wyzwania.* To produkt dla tych, którzy mówi¹: „Chcê zadbaæ o siebie wczeœniej, zanim stres ca³kiem mn¹ zaw³adnie”. Mood Essentials najlepiej dzia³a jako czêœæ zdrowego stylu ¿ycia; dodajmy do niego regularny sen, spacer, dobre jedzenie, nawodnienie, mniej kawy, wiêcej oddechu i trochê uœmiechu.

Suplement nie zast¹pi lekarza, ale mo¿e byæ wartoœciowym elementem codziennej troski o organizm.* Twój organizm codziennie pracuje dla Ciebie – warto czasem popracowaæ tak¿e dla niego.

* Oœwiadczenia dotycz¹ce suplementu diety nie zosta³y ocenione przez FDA. Produkt nie jest przeznaczony do diagnozowania, leczenia, wyleczenia ani zapobiegania jakiejkolwiek chorobie. Przed zastosowaniem skonsultuj siê z lekarzem lub farmaceut¹, szczególnie jeœli przyjmujesz leki, jesteœ w ci¹¿y, karmisz piersi¹ albo masz choroby przewlek³e.

List do redakcji

W artyku³ach Tomasza Bagnowskiego, na ³amach Kuriera Plus, zawsze widaæ by³o, ¿e autor ma sympatie lewicowe – kibicuje Demokratom i przedstawia politykêamerykañsk¹wstronniczysposób.

Przyk³adem stronniczoœci by³ napisany przez niego kilka miesiecy temu artyku³ o gerrymandering w USA, czyli manipulowaniu granicami okrêgów wyborczych tak, aby faworyzowaæ dan¹ partiê polityczn¹. W artykule tym TB krytykowa³ Republikanów zapominaj¹c, ¿e gerrymandering uprawiany jest przez obie partie polityczne. Ale to by³ zasadniczo drobiazg, który móg³bym mu wybaczyæ. Jednak w ostatnim artykule z 4 lipca 2026 pt. „250 lat USA. Od niewolnictwa do oligarchii” TB dokona³ czegoœ, nad czym nie mogê przejœæ bez protestu. Autor ca³¹ historiê USA sprowadzi³ do niewolnictwa i oligarchii. Czytelnik musi

wiêc dojœæ do wniosku, ¿e to kwintesencja 250 lat historii Ameryki. Autorowi nie przysz³o do g³owy, ¿e historia USA to dzieje przezwyciê¿ania historycznych b³êdów republiki amerykañskiej – niewolnictwo zlikwidowano w 1865 r., kobiety maj¹ od dawna równe prawa, a oligarchii przyciêto skrzyd³a ponad sto lat temu rozbijaj¹c monopole Rockefellerow, Morgana i innych.

Dzisiejsi bogacze amerykañscy to nie oligarchia, bo dzia³aj¹ oni w warunkach konkurencji wolnorynkowej, a ich wp³yw jest ograniczany przez S¹d Najwy¿szy, Kongres czy Bia³y Dom. Nie maj¹ decyduj¹cego wp³ywu na politykê. Innymi s³owy, USA to nie Rosja czy Ukraina.

Autor postawi³ jednak na negatywn¹ wersjê historii USA. Opar³ siê na lewicowej, „progresywnej” interpretacji historii Stanów Zjednoczonych, w której Amerykê przedstawia siê jako uosobienie z³a,

dyskryminacji i przeœladowañ mniejszosci. „Eksperci”, których TB cytuje to progresywiœci, jak Joseph Stiglitz i Robert Reich. Dorzuca do tego by³ego prezydenta USA Demokratê Jimmy'ego Cartera. Aby bardziej uzmys³owiæ sobie niestosownoœæ artyku³u mo¿na by przeprowadziæ nastêpuj¹cy eksperyment. WyobraŸmy sobie, ¿e Kurier Plus – na 1000-lecie Pañstwa Polskiego – zamieszcza artyku³ o tym, ¿e Polska za Mieszka I czerpa³a dochody z handlu s³owiañskimi niewolnikami, których sprzedawano do Europy po³udniowej i œwiata arabskiego (to historyczna prawda!). Autor doda³by, ¿e grzech ten zosta³ w póŸniejszej historii Polski pomno¿ony, bo ch³opstwo w XV w. ¿y³o w poddañstwie, a ch³opi (akt z 1496 r.) nie mogli, bez zgody pana, opuszczaæ wsi - byli przywi¹zani do ziemi. Mo¿na by dodaæ, ¿e Polki nie mia³y równych praw a¿ do XX wieku. Dziewiêæ wieków z ok³a-

dem dyskryminacji!

Hipotetycznie sprowadzi³em bogat¹ historiê naszej ojczyzny do trzech negatywnych faktów, ¿eby pokazaæ, ¿e takiego w³aœnie zabiegu dokona³ TB. Za komunizmu uczono nas w szkolach, ¿e Ameryka zabija³a Indian, bije Murzynow i jest imperialistyczna.

TB w artykule nie wspomina o Indianach, ale zast¹pi³ ich pozbawionymi praw kobietami. Nie zapomnia³ jednak o niewolnictwie Murzynów, a imperializm zast¹pi³ oligarchami.

Pozwolê wiêc sobie zadaæ pytanie –czemu w tak donios³¹ rocznicê USA musimy czytaæ opinie osoby, która wyraŸnie tego kraju nie lubi? A na dodatek, manipuluje historycznymi faktami, z których ani jeden nie ma ju¿ racji bytu?

Po prostu nie istnieje!

Pozdrawiam (Nazwisko autora listu znane redakcji)

„Ch³op kardyna³owi czerwonego kapelusza zazdroœci”

Z Piotrem Koryckim, uczestnikiem Konferencji East Coast 2026, rozmawia Marek Ruszczyñski

Bra³eœ udzia³ w konferencji „Emigracja niepodleg³oœciowa w USA wobec transformacji politycznej w Polsce w 1989 r.”, na pocz¹tku czerwca w Atlantic City. Co spowodowa³o, ¿e przyby³eœ na ni¹ a¿ z Polski?

Jestem wystarczaj¹co stary, aby rozumieæ, ¿e tylko wspó³prac¹ ró¿nych œrodowisk patriotycznych mo¿emy uzyskaæ jakiœ wp³yw na rzeczywistoœæ. Brak mi si³y sprawczej, aby samodzielnie inicjowaæ takie procesy, ale ju¿ w zesz³ym roku z zazdroœci¹ patrzy³em na uczestników waszej pierwszej konferencji, ¿e mieli szczêœcie i okazjê w niej uczestniczyæ. W tym roku uda³o mi siê to, w du¿ej mierze dziêki memu wspania³emu koledze, Bolkowi Skowronowi z Karoliny Po³udniowej. Ponadto swego rodzaju „b³ogos³awieñstwo” uzyska³em w Zwi¹zku Oficerów Rezerwy Rzeczypospolitej. Prezes ZOR, p³k Alfred Kabata, stara siê realizowaæ statut Zwi¹zku, który zobowi¹zuje nas do uczestniczenia w wydarzeniach propaguj¹cych patriotyzm i s³u¿bê OjczyŸnie.

Jak oceniasz Konferencjê?

Trudne pytanie, bowiem Konferencjê mo¿na oceniaæ bardzo dobrze i Ÿle. Zacznê od koñca. Oceniam Ÿle, bo wyjecha³em z niedosytem. Podobnie, jak przeg³odzony cz³owiek, który dostanie obiad i któremu ci¹gle ma³o, bo d³ugo nie jad³. Podobnie z Konferencj¹. Dosta³em œwiet-

redaktor naczelna Zofia Doktorowicz-K³opotowska

ny „posi³ek” duchowo-intelektualny, ale … by³o ma³o.

Konferencjê mo¿na oceniaæ te¿ bardzo dobrze, bo realistycznie. Trwa³a trzy dni, które by³y wype³nione „po brzegi”, daj¹c mo¿liwoœæ wymiany pogl¹dów, wiedzy i doœwiadczenia. W przerwach by³a okazja poznania ludzi, których zna³o siê nieraz tylko z ekranów telewizorów, a co najwa¿niejsze, swobodnie z nimi porozmawiaæ i wymieniæ pogl¹dy.

Czy mo¿na by³o wiêcej? Organizatorzy zagospodarowali z po¿ytkiem dla uczestników ka¿d¹ chwilê. Konferencjê, jak pokazuje doœwiadczenie, mo¿na oceniaæ nie tylko bardzo dobrze, nie tylko Ÿle, ale nawet bardzo Ÿle. Moim zdaniem tê ostatni¹ ocenê prezentuj¹ ludzie udowadniaj¹cy, ¿e stare przys³owie ci¹gle jest aktualne: „Ch³op kardyna³owi czerwonego kapelusza zazdroœci”. S¹ ludzie, którzy sami nic nie zrobili, wiêc pozostaje im krytykowanie tych, którzy zrobili co mogli.

Czy temat przemian politycznych zapocz¹tkowanych w Polsce w 1989 r. budzi jeszcze dyskusje czy to ju¿ odleg³a historia? Jedna trzecia obywateli Polski urodzi³a siê po 1989 r.

Ten temat, si³¹ rzeczy, schodzi na dalszy plan. O tym rozmawiaj¹ g³ównie ludzie, którzy w tych wydarzeniach uczestniczyli lub ci, którzy staraj¹ siê pod te wydarzenia podpi¹æ. Dla wiêkszoœci to ju¿ tylko historia.

Wœród ludzi dobrze pamiêtaj¹cych tamten czas mieliœmy spór: Magda-

sta³a wspó³praca

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Chris Miekina, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

Piotr Korycki teolog, dziennikarz, oficer Wojska Polskiego w stanie spoczynku.

lenka, „okr¹g³y stó³” i wybory z 4 czerwca 1989 to zdrada, dla innych dobra decyzja. Warto by³o dogadywaæ siê z komunistami? Mo¿na by³o zrobiæ to inaczej? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

W latach osiemdziesi¹tych dzia³a³em w ramach doœæ ma³o znanej organizacji paramilitarnej SGK „Piast”. Szykowaliœmy siê do powstania narodowego, nie do okr¹g³ych sto³ów z komunistami. W roku 1989 prze¿ywa³em jakiœ rodzaj rozdwojenia jaŸni. Nasz komendant zezwoli³ nam na uczestniczenie w tych szcz¹tkowych wyborach. By³em cz³onkiem Komitetu Obywatelskiego, rozkleja³em plakaty, by³em w komisji wyborczej. Jednoczeœnie drukowa³em i kolportowa³em ulotki wzywaj¹ce do bojkotu wyborów i krytykuj¹ce ugodê z komunistami. To, co prze¿ywamy

fotografia Zosia ¯eleska-Bobrowski wydawcy

John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

obecnie, to moim zdaniem prosta konsekwencja uk³adu ze s³ugami okupanta. Jesteœ wojskowym. Mamy generalnie dobre relacje Polska-USA, w tym umowy w sferze bezpieczeñstwa energetycznego i wojskowego. Czy s³uszne jest twierdzenie, ¿e Stany Zjednoczone s¹ jedynym gwarantem bezpieczeñstwa Polski?

Chcia³bym wierzyæ, ¿e nasze sojusze s¹ warte nadziei, jakie w nich pok³adamy. My, Polacy, pamiêtamy jednak rok 1939, jak i to, ¿e w polityce nie ma sentymentów. Jeœli bêdziemy silni, to i przyjaciele siê znajd¹. Tak jest nie tylko w polityce, ale i w ¿yciu ka¿dego z nas. Komu siê powodzi, ten na brak przyjació³ nie narzeka. Niemniej, jeœli mia³bym stawiaæ na jakieœ pañstwo, to z pewnoœci¹ by³yby to Stany Zjednoczone.

Co myœlisz o Polonii amerykañskiej?

Je¿d¿¹c po USA widzê nazwy miejscowoœci nawi¹zuj¹ce do krajów europejskich, w tym nawet Rosji czy Niemiec. Nie mia³em szczêœcia dotrzeæ do Warszawy czy Krakowa w Ameryce.

Polonia amerykañska jest bardzo liczna. Niestety, jej wp³yw na politykê jest symboliczny. Za krótko tu jestem, aby mówiæ autorytarnie o powodach takiego stanu rzeczy, ale myœlê, ¿e takie inicjatywy, jak ta z Konferencj¹ mogê ten stan rzeczy zmieniæ na plus.

Dziêkujê.

FOT.: ARCHIWUM

Kurier Plus, Inc. Adres: 176 Java Street Brooklyn, NY 11222 Pokój numer 6

Tel: (718) 389-3018

E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej Ks. Ryszard Koper

Z³oty deszcz

Owego dnia Jezus wyszed³ z domu i usiad³ nad jeziorem. Wnet zebra³y siê ko³o Niego t³umy tak wielkie, ¿e wszed³ do ³odzi i usiad³, a ca³y lud sta³ na brzegu. I mówi³ im wiele w przypowieœciach tymi s³owami: „Oto siewca wyszed³ siaæ. A gdy sia³, jedne ziarna pad³y na drogê, nadlecia³y ptaki i wydzioba³y je. Inne pad³y na grunt skalisty, gdzie niewiele mia³y ziemi; i wnet powschodzi³y, bo gleba nie by³a g³êboka. Lecz gdy s³oñce wzesz³o, przypali³y siê i usch³y, bo nie mia³y korzenia. Inne znowu pad³y miêdzy ciernie, a ciernie wybuja³y i zag³uszy³y je. Inne wreszcie pad³y na ziemiê ¿yzn¹ i plon wyda³y, jedno stokrotny, drugie szeœædziesiêciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj s³ucha!”. (Mt 13, 1-9)

Zapach majowej ziemi oddychaj¹cej rzêsistym deszczem powraca do mnie jak senne marzenie dziecinnych lat. Od zapachu zieleni i kwiatów oraz œpiewu ptaków mog³o zakrêciæ siê w g³owie. Biegaliœmy boso po ka³u¿ach, ciesz¹c siê razem z o¿ywiaj¹c¹ siê przyrod¹ sk¹pan¹ w majowym deszczu. Ukoronowaniem tego by³a piêkna, osza³amiaj¹ca kolorami têcza na jaœniej¹cym niebie. Id¹c iblijnym szlakiem przypomina³a ona karê za grzechy ludzi w czasach Noego, ale przede wszystkim by³a znakiem przymierza zawartego przez Boga z ludŸmi prawego serca. Jednak przed biblijnymi skojarzeniami majowy deszcz zapowiada³ obfite plony, co ludowa tradycja ujê³a w przys³owiach: „Deszcz majowy, chleb gotowy”. „Kiedy mokry maj, ¿yto bêdzie jako gaj”. „Majowe b³oto, wiêcej ni¿ z³oto”. „Grzmot w maju, sprzyja urodzaju”.

Zapewne prorok Izajasz mia³ na uwadze ³askê spadaj¹cego deszczu na wysuszon¹ ziemiê, gdy pisa³: „Podobnie jak ulewa i œnieg spadaj¹ z nieba i tam nie powracaj¹, dopóki nie nawodni¹ ziemi, nie u¿yŸni¹ jej i nie zapewni¹ urodzaju, tak i¿ wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedz¹cego, tak s³owo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chcia³em, i nie spe³ni pomyœlnie swego pos³annictwa”. Piêkny owoc rodz¹cy siê ze zwi¹zku deszczu z wysuszon¹ ziemiê prorok przenosi na p³aszczyznê duchow¹, nasz¹ relacjê z Bogiem. S³owo Bo¿e jak rzêsisty deszcz, spada do ludzkich serc, które wed³ug Izajasza winny wydaæ obfity owoc dobra, owoc zbawienia.

Z doœwiadczenia wiemy, ¿e tak siê nie dzieje. S³owo Bo¿e nie zawsze wydaje zbawienny owoc w sercach ludzi. W takiej sytuacji mog¹ rodziæ siê w¹tpliwoœci co do mocy samego s³owa Bo¿ego oraz wydolnoœci jego siewców. Jednak po g³êbszej refleksji dochodzimy do wniosku, ¿e s³owo

Bo¿e ma w sobie ogromny potencja³ przemiany cz³owieka, a zdolnoœci siewcy te¿ nie s¹ najwa¿niejsze. Przyk³adem mo¿e byæ œw. Jan Vianney uwa¿any za charyzmatycznego spowiednika. Zaœ jego kazania opiera³y siê na praktyce i pokorze, a nie na oratorskim, intelektualnym popisie. A zatem, dlaczego ziarno s³owa Bo¿ego nie zawsze wydaje obfity plon? OdpowiedŸ na to pytanie daje Chrystus w dzisiejszej Ewangelii w przypowieœci o siewcy.

Jedna z ³aciñskich maksym brzmi: „Ignorantia legis neminem excusat”, co znaczy „Nieznajomoœæ prawa nikogo nie usprawiedliwia”. Zaœ w prawie rzymskim stosowano bardzo zbli¿on¹ zasadê „Ignorantia iuris nocet”, co t³umaczy siê jako „Nieznajomoœæ prawa szkodzi”. Oznacza to, ¿e nawet jeœli nie znamy konkretnego, obowi¹zuj¹cego prawa, nie zwalnia nas to z obowi¹zku jego przestrzegania, poniewa¿ zawsze mo¿emy zasiêgn¹æ jêzyka i poszukaæ informacji na dany temat. Podobnie jest w przypadku dzisiejszej Ewangelii i przypowieœci o siewcy.

Ta oraz inne przypowieœci Jezusa s¹ nieustannie powtarzane, aby Jego nauczanie dotar³o do naszych umys³ów i serc. Jezus by³ charyzmatycznym kaznodziej¹

i nauczycielem. Mówi³ tak, aby aby ka¿dy móg³ Go zrozumieæ. Pos³ugiwa³ siê opowieœciami, porównaniami i przyk³adami –czerpi¹c je z codziennego ¿ycia ludzi, do których przemawia³. Tak jest w przypowieœci na dzisiejsz¹ niedzielê.

Dzisiejsza przypowieœæ jest tak klarowna, ¿e mo¿e siê obejœæ bez dodatkowych wyjaœnieñ. Jednak nawet w takich sytuacjach parafialny kaznodzieja, w tym tak¿e kurierowy znajd¹ wiele powodów, aby wtr¹ciæ swoje „piêæ groszy”. A zatem pos³uchajmy moich „piêciu groszy”. Ziarno Bo¿e symbolizuje S³owo Bo¿e, które trafia do ludzkich serc. Oznacza równie¿ wartoœci takie jak m¹droœæ, mi³oœæ czy wiarê. Siewc¹ jest sam Bóg. Niektóre gleby s¹ ¿yzne. Inne zbyt cierniste lub kamieniste, a jeszcze inne s¹ wydeptanymi œcie¿kami. Te ró¿ne gleby symbolizuj¹ cztery typy cz³onków Koœcio³a, a w³aœciwie cztery rodzaje ludzkich serc. Pierwszy typ to wydeptana œcie¿ka Oznacza postawê, w której S³owo Bo¿e, Koœció³ i sakramenty postrzegane s¹ jako coœ przestarza³ego, niemodnego, nieistotnego, zbêdnego, niewa¿nego – s³owem: niemaj¹cego nic wspólnego z naszym ¿yciem. Dlatego te¿ niektórzy wol¹ pozostaæ

w domach, ogl¹daæ telewizjê, pójœæ do kina, do centrum handlowego lub na jakieœ wydarzenie sportowe czy kulturalne. Nie dopuszczaj¹ do siebie myœli sprzecznych z ich w³asnymi pogl¹dami. Mo¿na ich nazwaæ katolikami o zamkniêtych umys³ach. Drugi typ to gleba kamienista. To ludzie, którzy z entuzjazmem zaczynaj¹ uczestniczyæ w seminariach charyzmatycznych, rekolekcjach czy podobnych inicjatywach; gdy jednak w ich ¿yciu pojawiaj¹ siê cierpienia i trudnoœci, czêsto odchodz¹ i poddaj¹ siê. Rezygnuj¹ nawet z wiary w Boga. Brakuje im prawdziwego g³êbokiego zaanga¿owania. Mo¿na ich nazwaæ katolikami s³omianego zapa³u. Trzeci typ to gleba ciernista. To typ cz³owieka tak bardzo zajêtego i poch³oniêtego gromadzeniem dóbr materialnych, ¿e zapomina o modlitwie oraz o mi³oœci bliŸniego. Niedzielna Msza œwiêta jest dla nich jedynie rutyn¹ i obowi¹zkiem – nie zaœ okazj¹, by podziêkowaæ Bogu za Jego liczne dary. Nie znaczy to, ¿e mamy rezygnowaæ z dóbr materialnych, ale ¿ebyœmy mieli œwiadomoœæ, ¿e pe³ny rozwój i postêp cz³owieka obejmuj¹ równie¿ sferê duchow¹. Ten rodzaj wierz¹cych mo¿emy nazwaæ garbatymi katolikami, poniewa¿ nieustannie pochylaj¹ siê, by szukaæ i zdobywaæ dobra materialne, tak ¿e nie maj¹ czasu, aby spojrzeæ w niebo i podziêkowaæ Bogu, który jest Ÿród³em wszelkiego dobra jakie posiadamy. ¯yzna gleba symbolizuje ludzi, którzy us³yszawszy S³owo Bo¿e przyjmuj¹ je, wprowadzaj¹ w ¿ycie i wydaj¹ owoce mi³oœci w postaci dobrych uczynków. A to sprawia, ¿e nasze ¿ycie jest pe³ne uporz¹dkowanego pokoju, bo¿ej radoœci i mi³oœci, która otwiera nas na innych ludzi i ostatecznie wydaje owoc zbawiennej wiecznoœci. ❍

Zapraszamy na strony Autora: ryszardkoper.pl i nytravelclub.pl

Kartki z przemijania

W pe³ni zgadzam siê ze spostrze¿eniem wybitnej historyczki i publicystki Anne Applebaum, ¿e „Trump nie œwiêtuje Ameryki. On j¹ zaw³aszcza”. Jego ego jest zawsze najwa¿niejsze. Przes³ania sob¹ wszystkie symbole, tradycje, zwyciêstwa, pozytywne dzia³ania i sukcesy. „Bia³y Dom, zaprojektowany jako znak prostoty, umiaru i republikañskiej symetrii, zostaje potraktowany jak prywatny resort, pisze ta¿ Anne Applebaum. Ogród Ró¿any, przez dekady pielêgnowany jako publiczny dar, ma ust¹piæ miejsca estetyce Trumpa. Po³udniowy trawnik zamienia siê w scenê brutalnego widowiska dominacji. Rocznica pañstwa staje siê imprez¹ prezydenta”. Nic dodaæ, nic uj¹æ. W mowie rocznicowej wyg³oszonej w stanie South Dakota, pod pomnikiem z g³owami czterech wielkich prezydentów, wykutych w górskiej skale, Trump ostrzega³ przed komunizmem, którym rzekomo przesi¹kniêci s¹ amerykañscy demokraci i najró¿niejsi przybysze ze œwiata. Dalibóg, ¿yjê w Stanach ju¿ 37 lat i nigdzie komunizmu nie widzia³em. Nie mam ¿adnych z³udzeñ, ¿e Pomarañczowy Dyktator ju¿ dziœ widzi siê obok tych czterech wyrzeŸbionych prezydentów. I–o zgrozo – znam rodaków, którzy te¿ go tam ju¿ dziœ widz¹. Tymczasem podzia³y w Ameryce s¹ coraz g³êbsze, podobnie jak i w Polsce. I przybieraj¹ coraz bardziej nienawistne formy. I tu, i tam nie ma nikogo, kto by temu zapobiega³.

Bardzo cieszê siê ze wszystkich zwyciêstw polskich sportowców. Natomiast nie rozpaczam z powodu odniesionych przez nich klêsk. Przecie¿ wiadomo, ¿e s¹ rzecz¹

nieuniknion¹ i ¿e zawsze nadejd¹. Trzeba siê nañ zawczasu psychicznie przygotowaæ, gdy¿ ¿adna dzia³alnoœæ nie jest jeno pasmem nieustaj¹cych sukcesów. Przy sposobnoœci wyznam, i¿ jestem przeciwnikiem nadmiernego unarodowienia sportu typu: jak sukces to zwyciêstwo ca³ego narodu, jak klêska – to ¿a³oba narodowa. Nie ma przy tym dociekañ, dlaczego przeciwnik by³ lepszy. Wyznam równie¿, nara¿aj¹c siê œwiadomie wiêkszoœci czytelników, ¿e jestem przeciwnikiem unarodawiania prawdy, nauki i sztuki. Najwy¿sz¹ bowiem wartoœci¹ jest ich jakoœæ a nie pochodzenie narodowe czy spo³eczne.

Irytuj¹ mnie medialne nag³ówki i tytu³y informuj¹ce, ¿e Polacy to lub tamto. Kochaj¹, nienawidz¹, s¹dz¹, popieraj¹, s¹ przeciw itp. A przecie¿ to zawsze tylko jakaœ czêœæ tych¿e Polaków. Raz wiêksza, raz mniejsza, ale zawsze tylko czêœæ.

4 lipca minê³a 50 rocznica œmierci Antoniego S³onimskiego, znakomitego poety, dramatopisarza, felietonisty i prozaika. Uwielbia³em Go, wiêc tê œmieræ bardzo mocno prze¿y³em. Chcia³em pisaæ tak jak On i mieæ taki, jak Jego zmys³ obserwacji i humoru. W latach studenckich przys³uchiwa³em siê z dala dykteryjkom, które opowiada³ w Warszawie w kawiarence Pañstwowego Instytutu Wydawniczego (PiW-u) i „Czytelnika”. PóŸniej mia³em zaszczyt poznaæ Go osobiœcie, kiedy przyszed³ z ¿yczeniami imieninowymi do El¿biety Barszczewskiej, legendarnej aktorki. Wspaniale rozbawia³ ¿artami jej goœci, wœród których byli profesorostwo Teresa i W³adys³aw Tatarkiewiczowie oraz profesorowie Aleksander Gieysztor i Stanis³aw Lorenc. By³em z siebie dumny, ¿e œmieszy mnie to samo, co ich. Bywa³o, ¿e musia³em wyjœæ do drugiego pokoju, by wyœmiaæ siê do koñca z dowcipów pana Antoniego. Z Jego powiedzonek szczególnie zapamiêta³em dwie s³ynne sentencje: „Jeœli nie wiesz jak siê zachowaæ, to na wszelki wypadek zachowaj siê przyzwoicie” i „Nie lubiê wymiany pogl¹dów. Zawsze na niej tracê”. Pamiêtam, ¿e w czasie antysemickiej nagonki w 1968 roku mawia³ „Ja jestem osobno anty a osobno semita”. A kiedy przedwojenni i powojenni nacjonaliœci polscy wypominali Mu ¿ydowskie pochodzenie jego przodków, odpowia-

Tydzieñ na kolanie

Œroda z wczesnego rana

W Stambule odbywa siê szczyt NATO. Za wczeœnie na podsumowania, ale prezydent Donald Trump odda³ ju¿ pierwsz¹ salwê a nawet dwie.

Po pierwsze – przypomnia³ sobie o Grenlandii i to jak!

Pytany przez dziennikarzy o wyspê, lokator Bia³ego Domu odpowiedzia³: „Có¿, to w³aœnie zaszkodzi³o moim relacjom z NATO, poniewa¿ Grenlandia nie pomaga Danii”. I dalej przeszed³ do wyjaœniania: „Dania nie wydaje pieniêdzy, ¿eby naprawdê pomóc Grenlandii, ale jest ona wa¿n¹ czêœci¹ dla Stanów Zjednoczonych, otoczona chiñskimi i rosyjskimi okrêtami.

To Grenlandia, moim zdaniem – i nadal tak jest – powinna byæ kontrolowana przez Stany Zjednoczone, a nie przez Daniê. A gdyby siê na to nie zgodzili, a przy wszystkich pieni¹dzach, które wy-

dajemy, ¿eby im pomóc w walce z Rosj¹ – a nie musimy wydawaæ ¿adnych pieniêdzy, moglibyœmy wycofaæ naszych ¿o³nierzy z Europy – bo, jak zapewne zauwa¿yliœcie, Europa jest teraz zupe³nie innym miejscem ni¿ 20 lat temu. Inna. Zupe³nie inna. Oni powinni uwa¿aæ na emigracjê i energiê. Jeœli nie bêd¹ ostro¿ni z tymi dwiema rzeczami, nie bêdzie ju¿ Europy.” No có¿, trudno coœ do tego dodaæ… Druga rzecz – tu akurat wypada siê zgodziæ z prezydentem – to prawie zgoda na sprzeda¿ Turcji nowoczesnych samolotów F-35. Turcja, druga najwiêksza armia Sojuszu, stara siê o te samoloty, ale zosta³a zablokowana za… wspó³pracê wojskow¹ z Rosj¹ i zakup rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400, z której Ankara siê raczkiem wycofa³a. Zakaz transferu znalaz³ oficjalny wyraz w rezolucji Kongresu.

Nie jest te¿ tajemnic¹, bo czyni to g³oœno (ale dodatkowo tak¿e poufnie), ¿e dostawom sprzeciwia siê Izrael, obawiaj¹c siê, ¿e Turcy z najnowoczeœniejszymi samolotami zagro¿¹ jego hegemonii w rejonie. I tu, niespodzianka: dobre stosunki Trumpa z prezydentem Turcji Erdoganem mog¹ przewa¿yæ i Bia³y Dom znajdzie

da³ im dobitnie: „Jestem pisarzem polskim. Jestem Polakiem i to doœæ maniakalnym”. Za piêkny wiersz „Dwie ojczyzny”, o patriotyzmie w duchu jagielloñskim, zosta³ przed wojn¹ dwukrotnie spoliczkowany przez przez endeckiego dziennikarza Zygmunta Ipohorskiego. Rodzimi nacjonaliœci temu przyklasnêli.

To On w 1964 roku zredagowa³, podpisa³ i zaniós³ do premiera Cyrankiewicza pamiêtny „List 34” – protest œrodowisk intelektualnych przeciw cenzurze i ograniczeniu papieru na druk ksi¹¿ek. Akta SB dotycz¹ce Antoniego S³onimskiego licz¹ 12 tomów. W ostatnich latach ¿ycia by³ inwigilowany permanentnie. Kiedy w koñcu w³adze komunistyczne zabroni³y Go drukowaæ oraz wymieniaæ w mediach jego imiê i nazwisko, prof. Tadeusz Kotarbiñski wielki filozof, logik i etyk napisa³ doñ: „Mistrzu wprawdzie zosta³ Pan skazany na nieistnienie, ale proszê za bardzo tym siê nie martwiæ, poniewa¿ znalaz³ siê Pan w najlepszym towarzystwie – takim jak Bóg i sprawiedliwoœæ”. Trumna z cia³em Antoniego S³onimskiego nie chcia³a siê zmieœciæ go grobu, bo nawet po œmierci okaza³ siê osob¹ zbyt du¿ego formatu.

sposób na obejœcie sprzeciwu sojusznika i Kongresu. Dla dobra ca³ego Sojuszu Pó³nocnoatlantyckiego, dodajmy. O szczycie NATO bêdziemy pewnie pisaæ za tydzieñ, dzisiaj trzeba mówiæ o tym, co dzieje siê w Iranie. A nie dzieje siê dobrze, bo dochodzi do kolejnej eskalacji, która mo¿e wywaliæ w powietrze ca³e porozumienie o zawieszeniu broni pomiêdzy USA, a Iranem z 14 czerwca. Najpierw Iran zaatakowa³ w Cieœninie Ormuz dwa, albo nawet trzy statki przy pomocy dronów, uszkadzaj¹c je. Win¹ statków by³o to, ¿e stara³y siê przejœæ inn¹ drog¹ ni¿ ta, wyznaczona przez Irañczyków. Teheran utrzymuje, ¿e statki czyni³y to wbrew zapisom porozumienia z USA, a Waszyngton cynicznie ³amie porozumienia, zachêcaj¹c wrêcz, aby statki p³ynê³y jak najdalej od kontrolowanej przez Teheran trasy.

W odpowiedzi, bêd¹cy ju¿ w Europie Trump wyda³ rozkaz do ataku. Centralne Dowództwo USA poinformowa³o, ¿e amerykañskie si³y zbrojne przeprowadzi³y naloty, aby „podnieœæ <dla Iranu> koszty atakowania statków komercyjnych z za³ogami z³o¿onymi z niewinnych cywilów na miêdzynarodowym szlaku wodnym”. Amerykañskie samoloty atakowa³y irañskie systemy obrony powietrznej, systemy nadzoru wybrze¿a, pociski ziemia-powietrze oraz wyrzutnie pocisków manewruj¹-

cych przeciwokrêtowych i dronów. Jak powiedzia³ anonimowy urzêdnik cytowany przez portal Axios, ataki „by³y cztery lub piêæ razy szersze i silniejsze ni¿ ataki przeprowadzone dziesiêæ dni temu” (tak¿e w odwecie za wczeœniejszy irañski ostrza³ statków). Dodatkowo Departament Skarbu ponownie na³o¿y³ sankcje na handel irañsk¹ rop¹.

Niestety, sytuacja mo¿e eskalowaæ, bo raz – USA zaatakowa³a w czasie wci¹¿ trwaj¹cych w Iranie i Iraku wielodniowych uroczystoœci pogrzebowych przywódcy duchowego Iranu zabitego w pierwszych godzinach wojny w lutym. Po drugie – Iran na pewno odpowie, wiêc wojna mo¿e wybuchn¹æ z now¹ si³¹. Z tym, ¿e zdaje siê, ¿e Pentagon… wystrzela³ siê z zapasów i amunicji. Od wielu tygodni Trump chcia³ od Kongresu dodatkowych 67 miliardów dolarów na obronê a w niedzielê podbi³ stawkê do… 350 mld. Problem w tym, ¿e Kongres mo¿e siê postawiæ i nie przyznaæ dodatkowych funduszy na wojnê.

O ingerencji prezydenta Trumpa w… mistrzostwa œwiata w pi³ce no¿nej i w zwi¹zku z tym anulowanie przez FIFA czerwonej kartki dla gwiazdy amerykañskiej pi³ki przed meczem eliminacyjnym z Belgi¹ nawet nie ma co pisaæ. Belgowie rozstrzygnêli bowiem tê sprawê na boisku, wygrywaj¹c zdecydowanie 4-1. ❍

Jeremi Zaborowski
Antoni S³onimski w rozmowie z Mari¹ D¹browsk¹

Polskie wczoraj i dziœ

Bohaterowie sojuszu polsko-ukraiñskiego

Niedawne odebranie prezydentowi Ukrainy Orderu Or³a Bia³ego wywo³a³o dyskusjê o historycznych relacjach polsko-ukraiñskich.

Nowo¿ytne dzieje Ukrainy zwi¹zane s¹ nieod³¹cznie z histori¹ kozaczyzny.

Kozacy byli spo³eczeñstwem wojennym sk³adaj¹cym siê g³ównie z pañszczyŸnianych ch³opów zbieg³ych na po³udniowe tereny dzisiejszej Ukrainy. Zaj-

mowali siê przewa¿nie wyprawami na ziemie imperium tureckiego. Wyprawy te mia³y charakter grabie¿czy.

Ww drugiej po³owie XVI wieku pañstwo kozackie zosta³o czêœciowo podporz¹dkowane Rzeczpospolitej. Oddzia³y kozackie wchodzi³y czêsto w sk³ad polskich si³ zbrojnych.

Stosunki polsko-kozackie nie zawsze uk³ada³y siê dobrze. Zdarza³y siê powstania przeciw „polskim panom”, z których najwiêksze by³o powstanie pod wodz¹ Bohdana Chmielnickiego (1648-1651).

Bywa³y jednak okresy dobrej wspó³pracy miêdzy obu stronami. Przyk³adem kozackiego przywódcy, który rozumia³ potrzebê sojuszu polsko-kozackiego by³ hetman Konaszewicz-Sahajdaczny. Rezultatem tej wspó³pracy by³ udzia³ wojsk kozackich w wojnie polsko-rosyjskiej (1609-1618).

Najwiêksz¹ s³awê zdoby³ Sahajdaczny w bitwie z Turkami pod Chocimem w roku 1621, w której dowodzi³ 30-tysiêczn¹ armi¹ kozaków. Si³y polskie liczy³y 20 tysiêcy ¿o³nierzy, a zastêpy wroga przekracza³y 100 tysiêcy. Zwyciêstwo nad Turkami by³o w du¿ej mierze zas³ug¹ kozaków, którzy skutecznie bronili swego umocnionego obozu. Niestety kilka miesiêcy póŸniej Sahajdaczny zmar³ z ran odniesionych w bitwie.

Ataman Symon Petlura (1879-1926) by³ dowódc¹ wojsk Ukraiñskiej Republiki Ludowej utworzonej w roku 1918 w Kijowie. Walczy³ z bolszewikami jak równie¿ z bia³¹ armi¹ Antona Denikina. Stosunki polsko-ukraiñskie by³y w tym czasie skomplikowane. W listopadzie wybuch³y walki o Lwów i Galicjê Wschodni¹ miêdzy Polakami i si³ami Zachodnioukraiñskiej Republiki Ludowej (formalnie niezale¿nej od Kijowa). Konflikt zakoñ-

Mundial i paradoks narodowej to¿samoœci

Dla przyk³adu gdy Holandia odpad³a z turnieju po rzutach karnych w meczu z Marokiem, trzej czarnoskórzy holenderscy pi³karze, którzy zmarnowali jedenastki, natychmiast stali siê celem rasistowskich ataków, co obna¿a tak¿e inn¹ prawdê. Zawodnicy z mniejszoœci s¹ uznawani za „swoich”, kiedy wygrywaj¹, ale gdy ponosz¹ pora¿ki natychmiast traktuje siê ich inaczej. Mistrzostwa pi³karskie odbywaj¹ siê w momencie ostrych napiêæ dotycz¹cych polityki imigracyjnej. Wiêkszoœæ meczów rozgrywana jest w USA, które przeprowadzaj¹ deportace i aresztowania wœród imigrantów, co wywo³uje ostr¹ krytykê i kontrowersje. Prezydent USA wielokrotnie odwo³ywa³ siê do narracji o bia³ych jako ofiarach, a pierwszego dnia po powrocie do Bia³ego Domu zawiesi³ program przyjmowania uchodŸców, po czym wyda³ dekret daj¹cy pierwszeñstwo w osiedlaniu siê w USA bia³ym Afrykanerom z Republiki Po³udniowej Afryki. Jego administracja rozszerzy³a niedawno ten program,

tworz¹c dziesiêæ tysiêcy dodatkowych miejsc dla bia³ych mieszkañców RPA, jednoczeœnie ca³kowicie odcinaj¹c uchodŸców o innym kolorze skóry. W 2025 roku Urz¹d do spraw Imigracji i S³u¿by Celnej (ICE) zatrzyma³ oko³o 400 tysiêcy osób, z których wiêkszoœæ deportowano. Pod koniec czerwca dzia³ania te przybra³y na sile. W ci¹gu zaledwie piêciu dni zatrzymano kolejnych dziesiêæ tysiêcy.

Wywo³a³o to lêk, ¿e mundial w 2026 roku up³ynie pod znakiem wykluczenia, a nie sportowego œwiêta. W tygodniach poprzedzaj¹cych turniej ponad 120 organizacji pozarz¹dowych, w tym Amnesty International, NAACP i ACLU, wyda³o wspólne ostrze¿enie dla kibiców podró¿uj¹cych na mistrzostwa.

Obawy te potwierdzi³y siê, na szczêœcie tylko czêœciowo. Administracja Trumpa odmówi³a np. wjazdu do kraju utytu³owanemu sêdziemu z Somalii, na³o¿y³a drastyczne ograniczenia na reprezentacjê Iranu, a iracki napastnik Aymen Hussein, po

czy³ siê zwyciêstwem wojsk polskich i w³¹czeniem Galicji Wschodniej do niepodleg³ej Rzeczpospolitej. Petlura podj¹³ ostatecznie decyzjê o opaciu siê o Polskê w walce o umocnienie niepodleg³oœci Ukrainy. W kwietniu 1920 r. ataman zawar³ porozumienie z Naczelnikiem RP Józefem Pi³sudskim. Uzasadnia³ to póŸniej nastêpuj¹co: „Kiedy zawiera³em umowê z Polakami, mia³em zamiar tym donios³ym aktem rozpocz¹æ walkê w naszym spo³eczeñstwie przeciwko wp³ywom Moskwy, któr¹ uwa¿am za naszego historycznego wroga. Za to jestem oblewany pomyjami i ró¿nymi insuacjami. Wielkiego k³opotu sobie z tego nie robiê... co czyniê jest w interesie niepodleg³ej Ukrainy”.

W pocz¹tkach maja 1920 r. wojsko polskie i oddzia³y Petlury wkroczy³y do Kijowa. Kilka tygodni póŸniej kontrofensywa Armii Czerwonej zmusi³a Polaków i Ukraiñców do wycofania siê z Kijowa i odwrotu na zachód. Sprawa niepodleg³oœci Ukrainy zosta³a przegrana, a Polska sama o ma³o nie utraci³a suwerennoœci. Zapobieg³o temu zwyciêstwo wojsk polskich na przedpolu Warszawy w sierpniu 1920 roku.

Ataman Petlura by³ za s³aby aby wywalczyæ niepodleg³oœæ dla swego kraju. Jego si³y liczy³y zaledwie kilka tysiêcy ¿o³nierzy. Poza tym spo³eczeñstwo Ukrainy by³o zmêczone wojn¹ (Kijów przechodzi³ z r¹k do r¹k kilka razy). W koñcu skapitulowano przed re¿imem bolszewików.

Petlura uda³ siê na emigracjê do Francji gdzie zgin¹³ od kul zamachowca w roku 1926. Zabójca by³ prawdopodobnie agentem s³u¿b sowieckich.

Symon Petlura, zwolennik sojuszu polsko-ukraiñskiego nie jest dzisiaj g³ównym bohaterem narodowym Ukrainy. Jego pomniki stoj¹ zaledwie w dwóch czy trzech

przylocie do USA, przez wiele godzin by³ przetrzymywany na lotnisku. Wœród kibiców incydentów jednak jak dot¹d nie by³o, a amerykañska reprezentacja zdo³a³a dotrzeæ do 1/8 fina³u, gdzie uleg³a Belgii. Warto jednak spojrzeæ na sam¹ kadrê USA. A¿ szeœciu pi³karzy urodzi³o siê poza granicami Stanów Zjednoczonych, a ponad po³owa reprezentantów posiada podwójne obywatelstwo, co oznacza, ¿e osoby te równie dobrze mog³yby reprezentowaæ inne kraje.

Wœród kibiców, którzy wype³niaj¹ stadiony w New Jersey, Bostonie, Dallas, Houston, Los Angeles czy Seattle nie brakuje zapewne zwolenników polityki obecnego rz¹du i ograniczenia emigracji do

miejscach Ukrainy. Prawdziwym bohaterem dla wiêkszoœci Ukraiñców jest odpowiedzialny za œmieræ tysiêcy Polaków przywódca Organizacji Ukraiñskich Nacjonalistów Stefan Bandera. Jego pomniki znajduj¹ siê w ponad czterdziestu ukrañskich miastach. Bez ca³kowitego rozliczenia trudnych problemów historycznych w relacjach polsko-ukraiñskich, nie bêdzie mo¿liwa wspó³praca i pojednanie miêdzy obu narodami. ❍

USA. Kryje siê w tym pewna ironia. Ludzie siedz¹ na trybunach i zdzieraj¹ gard³a, krzycz¹c „USA!” na czeœæ dru¿yny, w której pierwsze skrzypce graj¹: Folarin Balogun, Alejandro Zendejas czy Haji Wright. Wszyscy pochodz¹cy z rodzin imigranckich. Dodatkowo trenerem amerykañskiej reprezentacji jest Mauricio Pochettino, Argentyñczyk pracuj¹cy w Stanach na wizie pracowniczej i korzystaj¹cy z systemu, który Trump w³aœnie ogranicza. Ruchy polityczne mog¹ karmiæ swoich wyborców wizj¹ narodów jako etnicznie czystych, monolitycznych i kulturowo zwartych, ale dru¿yny reprezentuj¹ce te pañstwa opowiadaj¹ zupe³nie inn¹, widoczn¹ go³ym okiem, historiê. Pi³karskie reprezentacje s¹ bezpoœrednim produktem migracji, kolonialnej przesz³oœci i ci¹g³ego œcierania siê tego, co definiujemy jako „my” i „oni”.

Byæ mo¿e najwa¿niejszym przekazem tego mundialu bêdzie w³aœnie to, ¿e to¿samoœæ narodowa nie jest czymœ sztywnym i jednoznacznym, bez wzglêdu na to, jak bardzo chcieliby w to wierzyæ narodowoœciowi puryœci.

Kazimierz Wierzbicki
Hetman Konaszewicz-Sahajdaczny
Ataman Symon Petlura
Reprezentacja USA w pi³ce no¿nej

Kolonia Marynarzy - czêœæ 2

Tak bardzo chce, na morza dnie W ogródku oœmiornicy bawiæ siê, I Neptun sam pozwoli nam w ogrodku oœmiornicy bawiæ siê

W pierwszym tygodniu kolonii naszych Marynarzy spotka³o wiele pasjonuj¹cych prze¿yæ. Po bardzo trudnej próbie otrzymali piêkny totem kolonii, dokonali zaœlubin z morzem w obecnoœci genera³a Hallera, uczyli siê sygnalizacji, stoczyli bitwê morsk¹ pomiêdzy armadami potê¿nych

mocarstw i zbierali wiadomoœci o kulturze Kaszub.

W czwartek zaproszone na Hawajskie Luau, zuchy bawi³y siê do „bia³ego rana” czyli do ciszy nocnej o godzinie 21:00 na super dyskotece.

Pod koniec tygodnia zuchy przep³ynê³y przez równik i musia³y poddaæ siê tradycyjnemu Chrztowi Neptuna. Nie by³o ³atwo. Najpierw trzeba by³o spróbowaæ trawy morskiej, a potem podp³yn¹æ tam gdzie na swym wodnym tronie zasiada³ Pan

Morz i Oceanów otoczony syrenkami. Po oddaniu nale¿ego Neptunowi ho³du, nasi Marynarze zostali polani s³on¹ wod¹.

Jak na prawdziwym morzu, nagle zerwa³a siê gwa³towna burza i wszyscy musieli siê szybko schroniæ, ale nastêpnego dnia wielki obrzêd zakoñczy³ siê pomyœlnie. W niedzielê by³a wielka radoœæ bo przyjechali w odwiedziny rodzice. Zuchy popisa³y siê piêknym œpiewem podczas Mszy œwiêtej i podczas wieczornego kominka.

Z okaji 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodleg³oœci Stanów Zjednoczonych, 4 lipca na Hudson River odby³a siê wielka Parada ¯aglowców.

Wzi¹³ w niej udzia³ miêdzy innymi polski statek szkoleniowy, s³ynny Dar M³odzie¿y. Mimo niesprzyjaj¹cej fotografowaniu pogody widaæ bia³o-czerwon¹ banderê na tle manhattañskich wysokoœciowców.

Pokazy szyków marynarskich, okrzyki i weso³e szanty rozbawi³y wszystkich. W poniedzia³ek nowy tydzieñ kolonii zacz¹³ siê od wycieczki autobusowej do Muzeum Morskiego i na statek przycumowany w porcie Filadelfii. Czytelnicy, którzy ¿egluj¹ razem z nami, doczekaj¹ siê kolejnego odcinka naszych morskich opowieœci za tydzieñ. ¯agle staw! Cumy rzuæ!

ZDJECIA: M. BIELSKA, E. JADZ, M. WALSKA

Polsko S³owiañska Federalna Unia Kredytowa tak¿e œwiêtowa³a 250. rocznicê powstania USA.

3 lipca na odwiedzaj¹cych oddzia³ Unii przy 140 Greenpoint Ave., czeka³a mi³a niespodzianka. Pracownice Unii, z szefow¹ Agnieszk¹ Duduœ na czele, czêstowa³y klientów pysznym tortem z Cafe Riviera.

Samoloty i statki na tle Verrazzano Bridge
Zuchy w Independence Seaport Museum w Filadelfii
Kolonia Marynarzy
Nagrody
Nadanie totemu
Neptun w otoczeniu swych córek
Hawajskie Luau
Wystêp dla rodziców
Marynarze w szyku ³ódki

Marsz, marsz Polonia

Nowy Jork

Aleksander hrabia Fredro

- od galicyjskiego dworu do wroc³awskiego Rynku

W 150. rocznicê œmierci

Gdy podczas wakacji w rodzinnym mieœcie przemierzam wroc³awski Rynek, pomnik Aleksandra Fredry jest jednym z tych elementów krajobrazu, które wydawa³y siê istnieæ tam od zawsze. Tymczasem, zanim na dobre zadomowi³ siê w sercu miasta, przeby³ niezwyk³¹ drogê. Po wojennych zmianach granic zosta³ przeniesiony ze Lwowa, z którym pisarz by³ zwi¹zany przez du¿¹ czêœæ swojego ¿ycia.

Za t¹ dobrze znan¹ sylwetk¹ uwiecznion¹ w br¹zie kryje siê postaæ znacznie bardziej z³o¿ona ni¿ autor szkolnej „Zemsty”, postaæ ¿o³nierza i ziemianina, romantyka i uwa¿nego obserwatora codziennoœci, autora, który potrafi³ spojrzeæ na ludzkie s³aboœci z humorem i wyrozumia³oœci¹, którego komedie od niemal dwóch stuleci nie schodz¹ ze scen polskich teatrów. Jednak ¿ycie Fredry nie by³o wy³¹cznie komedi¹. Za b³yskotliwym humorem kry³y siê doœwiadczenia wojny, politycznych przemian i osobistych rozczarowañ, które ukszta³towa³y jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XIX wieku. Aby zrozumieæ fenomen Fredry, trzeba cofn¹æ siê do koñca XVIII wieku i Galicji, krainy nale¿¹cej wówczas do monarchii habsburskiej, do czasów, w których dorasta³ przysz³y mistrz polskiej komedii.

M³odoœæ

Dzieciñstwo Aleksandra up³ynê³o przede wszystkim w Beñkowej Wiszni ko³o Lwowa – maj¹tku, który przez lata pozostawa³ rodzinnym gniazdem Fredrów. Jego ojciec, Jacek Fredro, wywodzi³ siê ze starego rodu szlacheckiego herbu Boñcza. By³ cz³owiekiem wykszta³conym, gospodarzem rozleg³ych dóbr i aktywnym uczestnikiem ¿ycia publicznego. Matka, Marianna z Dembiñskich, wnios³a do domu atmosferê przywi¹zania do tradycji i rodzinnych wartoœci. Rodzina tytu³ hrabiów Cesarstwa Austriackiego otrzyma³a dopiero w 1822 roku. Aleksander urodzi³ siê ju¿ po drugim rozbiorze Polski, 20 czerwca 1793 roku, dorasta³ wiêc w czasach, gdy dawny porz¹dek polityczny przesta³ istnieæ, a kolejne pokolenia Polaków szuka³y w³asnej drogi w rzeczywistoœci podzielonego kraju. By³ to œwiat odchodz¹cej Rzeczypospolitej szlacheckiej. „Dom tam moich rodziców by³ to dom prawdziwie polsko szlachecki, zamo¿ny bez zbytku, cichy a goœcinny. Dwa razy do roku, w dnie imienin rodziców zjazd bywa³ wielki. Obiad w ogrodzie pod lipami…bal ca³¹ noc…iluminacja…” – wspomina³. Nie uczêszcza³ do regularnych szkó³ –jego edukacj¹ zajmowali siê prywatni nauczyciele. W domu pozna³ literaturê, jêzyki

obce, historiê i zasady ¿ycia towarzyskiego. Jednak równie wa¿n¹ szko³¹ okaza³a siê codzienna obserwacja ludzi: s¹siadów, krewnych, goœci odwiedzaj¹cych dwór i mieszkañców okolicznych wsi. To w³aœnie ten œwiat – pe³en ambicji, przywar, rodzinnych sporów, ma³ych dramatów i zabawnych nieporozumieñ – sta³ siê póŸniej niewyczerpanym Ÿród³em inspiracji dla jego komedii. M³odoœæ poety przypad³a na czas wielkich wydarzeñ historycznych. Europa znajdowa³a siê pod wp³ywem potêgi Napoleona Bonapartego, a dla wielu m³odych Polaków cesarz Francuzów sta³ siê nadziej¹ na odzyskanie utraconej niepodleg³oœci. ¯o³nierz Napoleona

Gdy w Europie rozbrzmiewa³y echa napoleoñskich zwyciêstw, Aleksander Fredro po wkroczeniu wojsk ksiêcia Poniatowskiego do Galicji w 1809 roku, za przyk³adem braci Seweryna i Maksymiliana, w wieku zaledwie szesnastu lat, opuœci³ rodzinny dom i wst¹pi³ do armii Ksiêstwa Warszawskiego. 9 czerwca 1809 roku zosta³ mianowany podporucznikiem, rok póŸniej porucznikiem w dowodzonym przez Adama Potockiego 2 pu³ku u³anów, a w kwietniu 1812 roku kapitanem adiutantem 5 pu³ku strzelców konnych, pod dowództwem p³k. Zygmunta Kurnatowskiego. By³ to pocz¹tek przygody, która ca³kowicie odmieni³a jego ¿ycie. Jako oficer wojsk napoleoñskich przemierzy³ Europê, uczestnicz¹c w najwa¿niejszych kampaniach epoki.

Najciê¿sz¹ prób¹ okaza³a siê wyprawa Napoleona na Rosjê w 1812 roku. Fredro przeszed³ dramatyczny odwrót spod Mo-

skwy, bra³ udzia³ w przeprawie przez Berezynê, a w Wilnie zachorowa³ na tyfus. Dosta³ siê do niewoli rosyjskiej, z której zdo³a³ uciec.

Na tym jednak jego wojenny szlak siê nie zakoñczy³. W latach 1813-1814 s³u¿y³ jako adiutant w sztabie cesarskim i uczestniczy³ w kampaniach saskiej oraz francuskiej. Walczy³ pod Dreznem, Lipskiem i Hanau. Za odwagê zosta³ odznaczony Orderem Virtuti Militari oraz francusk¹ Legi¹ Honorow¹. Widzia³ nie tylko wojskow¹ chwa³ê, ale przede wszystkim dramat odwrotu, g³ód, wyczerpanie i chaos armii, która po klêsce musia³a walczyæ przede wszystkim o przetrwanie. Paradoksalnie wojna sta³a siê dla Fredry tak¿e niezwyk³¹ szko³¹ ¿ycia. Pozna³ ludzi ró¿nych narodowoœci, zobaczy³ œwiat poza rodzinnym dworem i zdoby³ wiedzê o ludzkich charakterach, która póŸniej powróci³a w jego twórczoœci. Wspomnieniami z tamtego okresu podzieli³ siê wiele lat póŸniej w dzienniku „Trzy po trzy” (po raz pierwszy wydrukowanym w „Gazecie Polskiej” w 1877 r.), gdzie doœæ ch³odno rozprawi³ siê z mitem Napoleona jako bohatera, a tak¿e przytacza³ anegdoty z dzieciñstwa i snu³ liczne dygresje. Pora¿ka Napoleona oznacza³a dla niego rozstanie z armi¹ (nie wzi¹³ nawet udzia³u w powstaniu listopadowym), jednak przez ca³e póŸniejsze ¿ycie podkreœla³ swoje wojskowe doœwiadczenie. „Wyjechaliœmy razem nie z równych pobudek, Napoleon na Elbê, ja prosto do Rudek. Têskni³em za obozem… nudzi³em siê prze-

to, I a¿eby coœ robiæ, zosta³em poet¹.” – podsumowa³. Koñcz¹cy wojskowe przygody Fredry pobyt w Pary¿u zaowocowa³ licznymi wizytami w tamtejszych teatrach, co z kolei zrodzi³o now¹ fascynacjê œwiatem komedii i wodewilu.

Po powrocie do Bieñkowej Wiszni wojskowy mundur zamieni³ na kontusz, ale nie na spokojne ¿ycie. Razem z bratem Maksymilianem przez niemal dziesiêæ lat skutecznie pielêgnowa³ reputacjê okolicznego hulaki, dowcipnisia i prowodyra niejednej szlacheckiej awantury. „Fredry chodzili na g³owach i nie mo¿na siê by³o nigdzie obróciæ, ¿eby siê nie natkn¹æ na Fredrê. Trzeba siê by³o chowaæ przed nimi, bo i z o³tarza by zdjêli, a do tego jeszcze i takie wiersze pisali, ¿e nawet starszym uszy od nich trzeszcza³y” – pisa³ Zygmunt Kaczkowski, naoczny œwiadek wypadków. Bywa³o, ¿e Fredro nie stroni³ od humoru spod znaku karczmy i szlacheckiej biesiady, a jego pióro stawa³o siê odwa¿niejsze ni¿ pozwala³y na to salony. W krêgu przyjació³ powstawa³y ¿artobliwe, pikantne wierszyki, d³ugo funkcjonuj¹ce jedynie w rêkopisach i prywatnym obiegu, œwiadcz¹ce o swobodnym poczuciu humoru poety i dystansie do obyczajowych konwenansów. Jednoczeœnie drzema³y w nim dwie natury: obok weso³ego usposobienia da³o siê zauwa¿yæ sk³onnoœæ do melancholii i smutku.

Od szabli do pióra

Fredro by³ samoukiem, który ju¿ od wczesnych lat przejawia³ nieprzeciêtny talent do opowiadania historii wierszem. „Nigdy mi siê nad ksi¹¿k¹ nie zmarszczy³o czo³o, tr¹bka myœliwska w kniei by³a moj¹ szko³¹” – pisa³. W rodzinnym maj¹tku w Beñkowej Wiszni prowadzi³ ¿ycie ziemianina, zajmowa³ siê gospodarstwem i sprawami rodzinnymi, ale coraz wiêcej czasu poœwiêca³ pisaniu. Jego pierwsze utwory powstawa³y w okresie, gdy polska literatura pozostawa³a pod silnym wp³ywem romantycznych idei. Fredro wybra³ jednak w³asn¹ drogê. Zamiast wielkich narodowych uniesieñ i dramatycznych konfliktów interesowa³ go cz³owiek – jego charakter, codzienne zachowania, œmiesznostki i przywary. Nie tworzy³ bohaterów oderwanych od rzeczywistoœci. Przenosi³ na scenê ludzi, których zna³, rozumia³ i których s³aboœci potrafi³ dostrzec z uœmiechem, ale bez z³oœliwoœci. Zacz¹³ pisaæ komedie, najpierw krótkie, jednoaktowe. Pierwsz¹ prób¹ teatraln¹ by³a jednoaktówka „Intryga na prêdce”, wystawiona we Lwowie w 1817 roku. Przesz³a niemal bez echa, a sam Fredro po latach uzna³ j¹ za utwór nieudany i gruntownie przerobi³.

Aleksander Raczyñski, „Portret Aleksandra Fredry”, ok. lat 60. XIX w., olej na p³ótnie, Muzeum Pa³acu Króla Jana III w Wilanowie.
Pomnik Fredry na wroc³awskim Rynku. Fot. J. Szczepkowska

Prawdziwy debiut nast¹pi³ cztery lata póŸniej w Warszawie, gdzie wystawiono „Pana Geldhaba”. Choæ krytycy nie przyjêli komedii entuzjastycznie, publicznoœæ dostrzeg³a talent m³odego autora. „Pan Geldhab” opowiada o m³odym szlachcicu staraj¹cym siê o rêkê córki dorobkiewicza, tytu³owego Pana Geldhaba, mieszczanina o niemieckim pochodzeniu. Utwór zapowiada³ wszystko to, co wkrótce mia³o staæ siê znakiem rozpoznawczym Fredry –b³yskotliwe dialogi, humor oparty na obserwacji codziennoœci oraz bohaterów, których s³aboœci bawi¹, ale i sk³aniaj¹ do refleksji. Z ka¿d¹ kolejn¹ komedi¹ jego pozycja w polskim teatrze stawa³a siê coraz silniejsza. „M¹¿ i ¿ona”, „Cudzoziemszczyzna”, „Przyjaciele”, wodewile i farsy, jak choæby: „Damy i huzary” oraz „Gwa³tu, co siê dzieje!” – to najbardziej znane utwory tego okresu.

W 1824 roku Fredro wyruszy³ do W³och. Podró¿ mia³a poprawiæ zdrowie, ale sta³a siê równie¿ Ÿród³em artystycznych inspiracji. Florencja, Neapol i w³oskie sceny teatralne otworzy³y przed nim œwiat komedii Carla Goldoniego, którego kunszt wywar³ na nim ogromne wra¿enie i pozostawi³ œlad w jego póŸniejszej twórczoœci.

Zofia – mi³oœæ, która odmieni³a ¿ycie W szeœciu kolejnych komediach Aleksandra Fredry pojawia siê kobieta o imieniu Zofia. W ka¿dej z nich jest delikatna, m³oda, piêkna i rozwa¿na. Przyczyny upodobania do tego imienia szukaæ nale¿y w jego biografii. W 1819 roku pisarz pozna³ Zofiê Jab³onowsk¹, jedn¹ z najpiêkniejszych i najbardziej po¿¹danych kobiet galicyjskich salonów, utalentowan¹ malarkê i ¿onê jednego z najznamienitszych i najbogatszych galicyjskich magnatów, Stanis³awa Skarbka. Opromieniony s³aw¹ bohatera walcz¹cego z broni¹ w rêku o wolnoœæ ojczyzny w kampanii napoleoñskiej i œwietnie zapowiadaj¹cego siê dramaturga, Fredro szybko zdoby³ serce Zofii. A przecie¿ nie by³ przystojniakiem… Znacznie wiêksze wra¿enie robi³y jego inteligencja, b³yskotliwoœæ i sposób bycia. Portret pisarza pozostawi³ jego krewny, Ludwik Jab³onowski: „Wzrostu œredniego, ale kszta³tnie zbudowanego, lekko ospowaty i p³ci ¿ó³ciowej na twarzy (...). Oko mia³ siwe (...), w³os rudawy, krótko podstrzy¿ony (...). Dowcip jego by³ czêsto gryz¹cy, czasem przykry drugiemu, wiêcej sposobem powiedzenia ni¿ treœci¹ rozœmieszaj¹cy, spojrzeniem, uœmiechem i ruchem rêki mocno akcentowany.”

Mimo, ¿e ma³¿eñstwo Skarbków nie nale¿a³o do szczêœliwych i od pewnego czasu para przebywa³a w separacji, przez blisko dziesiêæ lat zakochani musieli czekaæ na mo¿liwoœæ wspólnego ¿ycia, zmagaj¹c siê z plotkami, skandalem i d³ugim postêpowaniem rozwodowym. W tym czasie Fredro prze¿y³ niejedno za³amanie. Z têsknoty pogr¹¿y³ siê w rozpaczy i twórczym impasie. Bliscy bezskutecznie próbowali wyswataæ go z rosyjsk¹ ksiê¿n¹ Buturlin.

„Œluby panieñskie”, nz. Justyna Sieñczy³³o (Aniela), Rafa³ Królikowski (Gustaw), Andrzej £apicki (Radost), re¿. Andrzej

Dopiero w 1828 roku w Korczynie pod Krosnem kochankowie stanêli na œlubnym kobiercu. Ma³¿eñstwo by³o bardzo udane, przynios³o pisarzowi stabilizacjê, której wczeœniej brakowa³o w jego pe³nym wydarzeñ ¿yciu. Fredro, choæ ceniony jako mistrz humoru, prywatnie, w zwi¹zku z prze¿yciami wojennymi i niewol¹, bywa³ ponurakiem, hipochondrykiem i na staroœæ coraz wiêkszym mizantropem, zamkniêtym w sobie, nieufnym wobec otoczenia. Rodzina dawa³a mu poczucie bezpieczeñstwa i przestrzeñ, w której móg³ odnaleŸæ równowagê. Zofia by³a nie tylko ¿on¹, ale tak¿e najbli¿sz¹ powierniczk¹ i podpor¹. Para prze¿y³a w szczêœciu ponad pó³ wieku i doczeka³a siê czwórki dzieci, choæ wieku doros³ego do¿y³a tylko dwójka: Zofia, póŸniejsza hrabina Szeptyckiej – autorka „Wspomnieñ z lat ubieg³ych” oraz syn Jan Aleksander, który w doros³ym ¿yciu równie¿ obra³ drogê komediopisarza.

Opieka nad maj¹tkiem rodzinnym, narodziny dzieci – to wszystko odwraca³o uwagê artysty od pracy nad nowymi dzie³ami. Fredro okaza³ siê œwietnym gospodarzem. Nie tylko utrzyma³ schedê po ojcu, ale podwoi³ jej wartoœæ. Prowadzi³ dok³adne zapisy wydatków i przychodów, z ¿elazn¹ dyscyplin¹ pilnowa³ terminów sp³at d³ugów, a pieni¹dze po¿ycza³ chêtnie i na wysoki procent. Sam tak¿e terminowo sp³aca³ wszystkie ci¹¿¹ce na jego dobrach zobowi¹zania.

Na szczycie s³awy

Wydawa³o siê, ¿e Fredro nie wróci ju¿ do dawnej aktywnoœci literackiej, ale sta³o siê inaczej. Lata 30. XX wieku by³y dekad¹ wielkiego powrotu, która umocni³a jego pozycjê jako najwybitniejszego polskiego komediopisarza. Stworzy³ wówczas tak znakomite utwory jak „Pan Jowialski”, lekkie i pe³ne wdziêku „Œluby panieñskie, czyli magnetyzm serca”, „Do¿ywocie”, a tak¿e najbardziej znan¹ komediê charakterów – „Zemstê”. Historia sporu Czeœnika i Rejenta, choæ osadzona w realiach dawnej szlachty, okaza³a siê ponadczasowa. Fredro pokaza³ w niej nie tylko zabawny konflikt dwóch s¹siadów, ale tak¿e uniwersalne ludzkie cechy: upór, dumê, porywczoœæ i nieumiejêtnoœæ przyznania siê do b³êdu. Inspiracja do stworzenia „Zemsty” przysz³a do Fredry nie z literackiej fantazji, lecz z historii zapisanej w starych dokumentach. Po œlubie z Zofi¹ z Jab³onowskich pisarz sta³ siê w³aœcicielem czêœci zamku w Odrzykoniu ko³o Krosna. Przegl¹daj¹c rodzinne archiwa, natrafi³ na akta XVII-wiecznego sporu dawnych w³aœcicieli tej niezwyk³ej warowni. Dwaj s¹siedzi przez lata prowadzili spory o prawa do zamku i granice, które z czasem przerodzi³y siê w wielk¹ s¹siedzk¹ wojnê. Konflikty sprzed niemal dwóch stuleci do dziœ bawi¹, bo – jak siê okazuje – ludzka natura niewiele siê zmieni³a. A przecie¿ komedie to nie wszystko. Pisywa³ wiersze, poematy, aforyzmy, („Szanuj zdrowie nale¿ycie, bo jak umrzesz stracisz ¿ycie”) no i cudowne bajki. Któ¿ ich nie zna: „Ma³pa w k¹pieli”, „Zupa na gwoŸdziu”, „Pawe³ i Gawe³” czy „Bajka o sowie”, „Osio³kowi w ¿³oby dano”, które na sta³e wesz³y do kanonu literatury dzieciêcej. „Niech siê dzieje wola nieba, z ni¹ siê zawsze zgadzaæ trzeba”, „Jeœli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby”, „Wolnoæ Tomku w swoim domku”, „Znacie? To pos³uchajcie”, „Gdzie du¿o szumu, ma³o rozumu”, „Mocium panie…” któ¿ nie zna tych s³ów, wypowiadanych przez bohaterów sztuk i wierszy Fredry?, które, mimo up³ywu lat, ciesz¹ siê wci¹¿ nies³abn¹c¹ popularnoœci¹. Jego komedie do dzisiaj grane s¹ na deskach najwiêk-

szych polskich teatrów, siêgali po nie tak¿e re¿yserzy filmowi – Antoni Bohdziewicz, Andrzej Wajda i Filip Bajon. Od 1828 roku Fredro zmaga³ siê z podagr¹ – niezwykle bolesn¹ chorob¹ stawów. Z biegiem lat napady stawa³y siê coraz silniejsze, odbieraj¹c mu sen i utrudniaj¹c nawet najprostsze czynnoœci. Czêsto pracowa³ nocami, stoj¹c przy pulpicie, poniewa¿ ból nie pozwala³ mu usi¹œæ. Gdy choroba zaatakowa³a d³onie, pióro przywi¹zywano mu do rêki, a w ostatnich latach ¿ycia jego coraz mniej czytelne rêkopisy przepisywa³ specjalnie zatrudniony kopista. Trudno o wiêkszy paradoks – komedie, które od pokoleñ wywo³uj¹ uœmiech, rodzi³y siê nierzadko wœród bólu, bezsennych nocy i ogromnego wysi³ku. Ma³o siê o tym pisze i mówi, ale prócz talentu Fredro by³ ogromnie pracowity. I ci¹gle siê uczy³.

Fredro i romantycy Po okresie intensywnej pracy w ¿yciu pisarza nasta³ kolejny kryzys twórczy. Paradoksalnie najwiêksze problemy sprawi³y mu nie brak talentu, lecz epoka, w której przysz³o mu tworzyæ. W pierwszej po³owie XIX wieku polsk¹ kulturê zdominowa³ romantyzm – nurt podkreœlaj¹cy rolê uczuæ, poœwiêcenia i walki narodowej. Adam Mickiewicz czy Juliusz S³owacki nadawali literaturze wymiar niemal duchowej misji. Na tym tle twórczoœæ Fredry, skupiona na codziennym ¿yciu, relacjach miêdzy ludŸmi i komizmie obyczajowym, wydawa³a siê zbyt lekka. Zarzucano mu, ¿e w czasach narodowych tragedii zajmuje siê sprawami pozornie b³ahymi. Nie wszyscy potrafili dostrzec, ¿e pod warstw¹ humoru Fredro ukrywa³ niezwykle trafn¹ obserwacjê spo³eczeñstwa. Krytyka literacka dotknê³a pisarza tak mocno, ¿e w 1839 roku niemal ca³kowicie wycofa³ siê z wydawania swoich dzie³. Przez wiele lat tworzy³ przede wszystkim dla siebie, odk³adaj¹c rêkopisy do szuflady. Nie zabiega³ ju¿ o publiczne uznanie, nie poddawa³ siê modom literackim i nie próbowa³ dostosowaæ swojej twórczoœci do oczekiwañ krytyków. Szczególnie dotknê³y go zarzuty o brak ducha narodowego, naœladowanie francuskich wzorców

i niezrozumienie nowych idea³ów epoki. Do pisania powróci³ dopiero po d³u¿szej przerwie. Powsta³y wówczas dojrza³e komedie, wœród nich „Wielki cz³owiek do ma³ych interesów” i „Wychowanka”, które potwierdzi³y, ¿e jego talent nie straci³ nic ze swojej przenikliwoœci ani b³yskotliwoœci. W póŸnym okresie powsta³y „Zapiski starucha”, których ju¿ sam tytu³ mówi o dystansie do siebie autora. Jego twórczoœæ trwa³a ³¹cznie 50. lat. U schy³ku ¿ycia W okresie Wiosny Ludów pisarz zosta³ oskar¿ony o zdradê stanu za wyst¹pienia przeciwko Austrii. Opowiedzia³ siê za wiêksz¹ autonomi¹ Galicji i prawami Polaków pozostaj¹cych pod panowaniem austriackim. W memoriale skierowanym do cesarza domaga³ siê m.in. wprowadzenia jêzyka polskiego do szkó³ i urzêdów oraz wiêkszego udzia³u Polaków w administracji. Podpisa³ równie¿ petycjê postuluj¹c¹ utworzenie niepodleg³ego pañstwa polskiego. Œledztwo ostatecznie umorzono. Zaanga¿owa³ siê w dzia³alnoœæ publiczn¹, zosta³ wybrany do galicyjskiego Sejmu Stanowego i uczestniczy³ w pracach nad petycjami kierowanymi do w³adz w Wiedniu. Lata 1850-1855 spêdzi³ z rodzin¹ w Pary¿u. Od 1861 roku by³ pos³em do Sejmu Krajowego i udziela³ siê na polu polityki: czyni³ starania o budowê w Galicji pierwszej linii kolejowej, organizowa³ Towarzystwo Kredytowe Ziemskie i Galicyjsk¹ Kasê Oszczêdnoœci. Wspiera³ rozwój Zak³adu Narodowego im. Ossoliñskich. Pe³ni³ w nim funkcjê kuratora literackiego, a póŸniej uczestniczy³ tak¿e w pracach kuratorium zak³adu. W 1873 roku zosta³ mianowany kawalerem Wielkiego Krzy¿a Orderu Franciszka Józefa, od tego roku by³ równie¿ cz³onkiem Akademii Umiejêtnoœci. Pod koniec ¿ycia coraz czêœciej wybiera³ samotnoœæ i spokój. Ostatnie lata ¿ycia spêdzi³ we Lwowie, którego by³ honorowym obywatelem. Tam zmar³ 15 lipca 1876 roku w wieku 83 lat. Zosta³ pochowany w rodzinnej krypcie w koœciele Wniebowziêcia Najœwiêtszej Maryi Panny w Rudkach ko³o Lwowa. Umieraj¹c zostawi³ swojemu synowi dok³adne instrukcje, w jakim porz¹dku maj¹ byæ wydawane jego dzie³a i wed³ug jakich zasad wystawiane. By³ œwiadomy, ¿e zainteresowanie jego twórczoœci¹ z up³ywem lat bêdzie rosn¹æ, a nie maleæ. Czas pokaza³, ¿e mia³ racjê. We Lwowie w 1897 roku ods³oniêto monumentalny pomnik Fredry, wykonany przez rzeŸbiarza Leonarda Marconiego, który stan¹³ na ówczesnym Placu Akademickim i przez blisko pó³ wieku by³ jednym z najbardziej rozpoznawalnych pomników miasta. Po zmianie granic opuœci³ Lwów wraz z tysi¹cami jego polskich mieszkañców. Przez kilka lat sta³ w Wilanowie, by w 1956 roku znaleŸæ nowe miejsce na wroc³awskim Rynku – mieœcie, które po wojnie musia³o na nowo budowaæ w³asn¹ to¿samoœæ. Ale to ju¿ inna historia…

Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz

Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003

e-mail: pava.swap@gmail.com www.pava-swap.org

£apicki, 1995. Fot. TVP
Kadr z filmu „Zemsta”, 2002, w re¿yserii Andrzeja Wajdy. Od lewej: Janusz Gajos (Czeœnik Raptusiewicz), Roman Polañski (Papkin), Katarzyna Figura (Podstolina) i Andrzej Seweryn (Rejent Milczek). Fot. TVP
„Pan jowialski” – nz. Anna Polony i Marian Opania, Teatr Polonia, Warszawa, 2010

Blender kulturalny

Krzysztof Zanussi i El¿bieta Grocholska od blisko piêædziesiêciu lat tworz¹ jedno z najbardziej zgranych ma³¿eñstw w polskim show-biznesie. Jednak niewiele osób wie, ¿e re¿yser mieszka³ z matk¹ do… czterdziestego roku ¿ycia. Iw wywiadach twierdzi³, ¿e nie jest gotowy na mi³oœæ. M³ody Krzysztof najpierw studiowa³ fizykê, a nastêpnie filozofiê. Ostatecznie jednak zwi¹za³ siê z kinematografi¹. Dziœ Zanussi to jeden z najbardziej cenionych twórców polskiego kina. Ma na koncie takie legendarne tytu³y jak „Barwy ochronne”, „Struktura kryszta³u” czy „Amator”, które spotka³y siê z uznaniem widzów i krytyków nie tylko w Polsce, ale równie¿ za granic¹.

„Zanussi jest jedynym synem pochodz¹cego z W³och Jerzego i jego ¿ony Wandy Niewiadomskiej. Ojciec stanowi³ dla niego wzór mê¿czyzny, a matka by³a najwa¿niejsz¹ kobiet¹ w jego ¿yciu. W pe³ni poœwiêci³a siê jego wychowywaniu, dba³a o to, by dobrze siê uczy³ i realizowa³ swoje pasje. To w³aœnie z ni¹ odbywa³ pierwsze powa¿ne rozmowy i to z ni¹ dzieli³ siê swoimi rozterkami zwi¹zanymi z przysz³oœci¹” – czytamy. Sam re¿yser pisa³ na kartach autobiograficznej ksi¹¿ki: „Matka zaszczepi³a mi pogl¹d, ¿e nie wolno byæ cz³owiekiem, który sobie coœ roœci, bo nic nam siê tak naprawdê nie nale¿y. Wszystko jest ³ask¹ Bo¿¹. Dla mamy wszystko by³o ³ask¹ Bo¿¹, codziennie dziêkowa³a Panu za to, czego doœwiadcza³a dziêki Niemu. I Stwórca podarowa³ jej d³ugie, piêkne ¿ycie. Zmar³a, maj¹c 98 lat. Jeszcze d³ugo potem pisa³em do niej listy” – wspomina³ w jednym z wywiadów. Gdy rozpocz¹³ karierê, nie mia³ czasu, ani g³owy by myœleæ o za³o¿eniu rodziny. Uwa¿a³, ¿e na wszystko przyjdzie pora. Równie¿ na mi³oœæ. Kiedy El¿bieta Grocholska, malarka o szlacheckich korzeniach pojawi³a siê w jego ¿yciu, nie od razu skoczy³ na g³ówkê w ten zwi¹zek. „Imponowa³ mu jej talent, malowa³a bowiem serwisy na zamówienie bogatych ludzi, a tak¿e obrazy dla Watykanu. Choæ zakocha³ siê w niej od razu, ona w nim zreszt¹ te¿, d³ugo wzbrania³ siê przed tym uczuciem” – czytamy. Po latach Zanussi stwierdzi³: „Szkoda, ¿e nie mia³em odwagi natychmiast skoczyæ w to uczucie, ale by³em zablokowany na kobiety. Mia³em wiele obaw, czy jako 40-letni, ukszta³towany ju¿ mê¿czyzna zdo³am odnaleŸæ siê w ma³¿eñstwie” – opowiada³, przyznaj¹c, ¿e ¿a³uje, ¿e nie spotkali siê wczeœniej. „Uwa¿am to za b³¹d mojego ¿ycia” – oœwiadczy³ artysta. Kwestia wieku by³a równie¿ przyczyn¹ decyzji, by nie decydowaæ siê na posiadanie dzieci.

Zanussi by³ niesamowicie z¿yty z matk¹, zatem pojawienie siê innej kobiety w tym uk³adzie, musia³o byæ… nie³atwe. „Jestem bardzo wdziêczna Wandzie, ¿e w koñcu ust¹pi³a mi miejsca przy swoim jedynaku” – ¿artowa³a przed laty ¿ona re¿ysera. O której Zanussi mówi³, ¿e ma niezale¿ny, silny charakter i „czêsto stawia opór”.

„Czasem jesteœmy jak pies z kotem, potrafimy na siebie warczeæ, a zaraz siê z tego œmiejemy” – wyznawa³ filmowiec, zaznaczaj¹c, ¿e ³¹czy ich podobne poczucie humoru, te same wartoœci i przede wszystkim szczere, autentyczne uczucie. „Mi³oœæ to ciê¿ka praca, stawianie dobra drugiej osoby przed w³asnym. To najpiêkniejszy dar, jaki dostajemy od Boga” – podkreœla³. „Dlatego trzeba o ni¹ dbaæ”.

„Gdañsk to nie mój heimat, bo bardzo ma ³o jest Gdañszczan faktycznie stamt¹d po chodz¹cych: trochê Kaszubów, trochê przedwojennej Polonii. Mój dziadek Dehnel zamieszka³ w Gdyni przed wojn¹ jako oficer Marynarki Wojennej, tu¿ po wojnie sprowadzi³ babciê, warszawiankê, z któr¹ rozdzieli³o go piêæ lat w oflagu. Wziêli œlub w ruinach Koœcio³a Œwiêtego Aleksandra i pojechali na Wybrze¿e. Drudzy dziadkowie sprowadzili siê w 1962. Wiêc ja jestem zewsz¹d” – mówi Jacek Dehnel, pisarz. „W Gdañsku siê urodzi³em i spêdzi³em pierwszych 19 lat ¿ycia. Zosta³ mi z tego sentyment i jakieœ hanzeatyckie otwarcie na innoœæ wobec tego podstawowego wzorca polskoœci. Natomiast najwiêcej korzeni, najwiêcej grobów rodzinnych mam tu, w Warszawie”.

Uwa¿any za bezkompromisowego, o sarkastycznym poczuciu humoru, jest aktywny w mediach spo³ecznoœciowych, gdzie wypowiada siê w wa¿nych kwestiach i czêsto bierze udzia³ w zaciêtych dyskusjach z oponentami. Autor s³ynnej „Lali” uwa¿a, ¿e to w³aœnie od babci,, która jest bohaterk¹ tej œwietnej powieœci, otrzyma³ „w spadku” najwiêcej.

ma, ¿e œwiêty wêze³ ma³¿eñski, ¿e teœciowie bêd¹ za³amywali rêce, gdybyœmy chcieli siê rozwieœæ. Jesteœmy ze sob¹, bo chcemy. Dajemy sobie du¿o wolnoœci, nie trzymamy siê nawzajem na smyczy, nie œledzimy, nie pielêgnujemy zazdroœci, bo ostatecznie jaki to ma sens, skoro tylko ze sob¹ czujemy siê naprawdê dobrze?” – pyta retorycznie. I dodaje: „Mam tak¹ zasadê, ¿e jak spiêtrz¹ mi siê ró¿ne sprawy i jestem zmêczony, to sobie idê na dobry obiad albo na ciastko. Ale przede wszystkim Piotr jest moim odgromnikiem i vice versa. Kiedy jeden z nas ma gorszy czas, to ten drugi otacza go szczególn¹ opiek¹ i myœlê, ¿e to jest w ogóle najwa¿niejsza rzecz w zwi¹zku, druga osoba jako tymczasowa proteza, wsparcie, siatka zabezpieczaj¹ca. Dlatego ludzie w udanych zwi¹zkach ¿yj¹ d³u¿ej. I lepiej”. Trudno siê z tym nie zgodziæ.

„Ona siê nie ugina³a ani na staroœæ, ani za m³odu. Poprawiê siê: prawie nigdy siê nie ugina³a. Bo jak enkawudzista krad³ jej paradny serwis dziadków Broklów, to s³owa nie powiedzia³a” – ¿artuje artysta. „Naturalnie u mnie to nie s¹ takie dramatyczne sytuacje. Raczej obstawanie przy swoich pogl¹dach i gustach. I to oczywiœcie siê mœci zawodowo, bo œwiat literacki, jak ka¿dy, jest w du¿ej czêœci transakcyjny. Tu siê kogoœ wesprze, napisze coœ dobrego o ksi¹¿ce, to dostanie siê zwrot inwestycji. A tu z kolei ktoœ wypad³ z ³ask, to nale¿y napisaæ coœ z³ego. I ja siê do tego w ogóle nie nadajê, bo nie mam tego w ¿adn¹ stronê – jak mi siê podoba jakaœ ksi¹¿ka, to pochwalê, choæbym nie znosi³ autora. A jak znajomy napisze kiepsk¹, to nie dam mu na ok³adkê polecajki, bo by³oby to nieuczciwe wobec czytelników. Wiêc z kimœ takim jak ja nie da siê robiæ tego typu interesów. Ale te¿ myœlê, ¿e to jeden z najwiêkszych luksusów w moim ¿yciu: ¿e zawsze mog³em i mogê mówiæ to, co uwa¿am” – stwierdza Dehnel. Pierwsze próby pisarskie podj¹³ bardzo wczeœnie. „To by³a bajka o ma³ym bratku, który strasznie by³ ciekawy, jak to jest kwitn¹æ. I chodzi³ od jednego kwiatu do drugiego, od ró¿y do lilii, od ostró¿ki do nagietka, i pyta³, jak to jest, a one nie umia³y mu powiedzieæ. A¿ w koñcu sam zakwit³ i wtedy siê przekona³. Mia³em wtedy piêæ czy szeœæ lat, by³a to bajka doœæ d³uga, kunsztowna, z ró¿nymi postaciami. Mojej babci bardzo siê spodoba³a i zapisa³a j¹ w zeszycie, który gdzieœ pewnie jeszcze jest” – wspomina. Jacek Dehnel mia³ 26 lat, gdy ukaza³a siê „Lala”. To w³aœnie ona przynios³a mu najwiêkszy rozg³os. Choæ wczeœniej by³a nagroda Koœcielskich wiersze i Paszport „Polityki”. Od tamtej pory, jak podkreœla, utrzymuje siê z literatury. Jego m¹¿, Piotr Tarczyñski jest amerykanist¹ i wspó³autorem „Podcastu Amerykañskiego”. O swoim partnerze ¿yciowym mówi, ¿e jest nies³ychanie inteligentny i dowcipny. „Jesteœmy razem 22 lata… To ponad po³owa jego ¿ycia, zaraz bêdzie ponad po³owa mojego, bo kiedy siê poznaliœmy, on by³ dwudziestolatkiem, a ja dwudziestotrzylatkiem… i ja siê przez te 22 lata ani razu z nim nie nudzi³em. Ani razu. Zauroczy³em siê nim, jak graliœmy w kalambury i po prostu jarzy³ siê od tej b³yskotliwoœci” – wspomina. „A po drugie, my nie mamy jakiejœ strasznej napinki, jesteœmy ze sob¹ nie dlatego, ¿e dzieci, ¿e kredyt, ¿e dom razem, ¿e któryœ z nas bez drugiego siê nie utrzy-

„Ameryka to dom, który mam w genach. Pradziadek marzy³ o Ameryce, do której wyemigrowa³. Pokocha³ ten kraj, tu za³o¿y³ nasz¹ rodzinê. Moja babcia by³a Amerykank¹. W wieku trzech lat zamieszka³am z rodzicami w Princeton. Mam bardzo du¿o wspomnieñ z tego czasu, mimo ¿e by³am malutka. Wszystkie oszczêdnoœci inwestowa³am w letnie kursy na UCLA. Zakocha³am siê w tym miejscu. Pomyœla³am, ¿e chcia³abym tu ¿yæ, wychowywaæ moje dzieci. Urzek³ mnie klimat, niezwyk³a przyroda, od oceanu po góry przez parki. No i magia kina” – mówi Weronika Rosati. „Nie wierzê w przypadki. Na premierze <Pitbulla>, w którym zagra³am g³ówn¹ rolê, na Festiwalu Filmów Fabularnych Polskich w Los Angeles pozna³am wiele osób, miêdzy innymi agentów, mened¿erów, filmowców, którym bardzo spodoba³a siê moja rola. Dosta³am zaproszenia na castingi, z których nie mog³am skorzystaæ, bo nie mia³am zielonej karty. Gdy tylko j¹ otrzyma³am, przylecia³am do Miasta Anio³ów. Po rodzinnej naradzie uznaliœmy, ¿e lepsze jest malutkie studio w bezpiecznej dzielnicy ni¿ wiêksze mieszkanie w niebezpiecznej. Taka zasada panuje w LA. Zamieszka³am z ukochanym yorkiem Bugsym, który by³ cz³onkiem rodziny przez 14 lat, od szko³y w £odzi. Pamiêtam, jak odkryliœmy karalucha, te insekty s¹ zmor¹ LA. Ja krzycza³am, Bugsy szczeka³, ja p³aka³am, on piszcza³, ale w koñcu go dopadliœmy (œmiech).

W Polsce bardzo du¿o gra³am wtedy w serialach, by³am twarz¹ znanej firmy kosmetycznej, mia³am parê intratnych reklam i to by³y pieni¹dze, z których przez d³u¿szy czas utrzymywa³am siê w Stanach. Op³aca³am studia, warsztaty, inwestowa³am w siebie” – wspomina aktorka.

Dzisiaj Kalifornia jest jej domem, a Warszawa miejscem, do którego regularnie wraca z nowymi projektami. Niebawem Rosati bêdzie mo¿na obejrzeæ w produkcji, za któr¹ stoi Eric Roberts, brat s³ynnej Julii, który ma na swoim koncie m.in. nominacje do Oscara i Z³otego Globu. Trzymamy kciuki!

Krzysztof Zanussi
Weronika Rosati
Jacek Dehnel

Stany wewnêtrzne

Byle jak

Sk³adam siê z ci¹g³ych powtórzeñ. Taki tytu³ nosi³ pierwszy solowy album Artura Rojka. Dzisiaj œpiewa o tym, jak przezywa³y go dzieciaki z klasy. Gruby Ma³y. O poni¿eniu. Strachu. Bezbronnoœci. Moje nazwisko by³o jak przykroœæ – dodaje. I mam ochotê mu powiedzieæ: idŸ na terapiê. Ale mo¿e by³. Mo¿e jest. W procesie. Inaczej pewnie nie umia³by mówiæ publicznie o tym, co go spotka³o. Zrywaæ strupów. I grzebaæ paluchem w otwartych ranach.

Ja sk³adam siê z samych sprzecznoœci. I niekonsekwencji. Twierdzê, ¿e nie lubiê pi³ki no¿nej. A potem ogl¹dam mecze po nocach. I ekscytujê siê niczym zagorza³a kibicka. Któr¹ nigdy nie by³am. No mo¿e raz. W roku 1990. Kiedy kocha³am siê w Claudio Caniggia. Bo mia³ d³ugie blond w³osy. Ujarzmione gumk¹. I gra³ dla Argentyny. To by³ wiek niewinnoœci. Dopiero za kilka

tygodni mia³am skoñczyæ trzynaœcie lat. I niewiele wiedzia³am o ¿yciu. Za to p³aka³am rzewnymi ³zami, gdy dru¿yna Maradony przegrywa³a z Niemcami w finale. Wstêpowa³am na balkon. Jak na ambonê. I krzycza³am g³oœno. Z bezsilnoœci. Pamiêtam wy¿arte s³oñcem trawniki. Na które wychodzi³y okna czwartego piêtra wrzesiñskiego bloku. I komin ciep³owni, który kilka lat póŸniej pomaluj¹ w fantazyjne wzory. Co obrazi moje uczucia estetyczne. Na wieki. Pamiêtam tamt¹ ciszê. Bezruch. Pusty plac zabaw. Bo wszyscy siedzieli przyklejeni do telewizorów. I ogl¹dali mundial. Jeszcze wczeœniejszy przeb³ysk zwi¹zany z Mistrzostwami Œwiata w pi³ce no¿nej przybiera kszta³t uœmiechniêtej pomarañczy. Naklejka z logo turnieju w Hiszpanii (1982), która zdobi³a lustro w przedpokoju Cioci H., musia³a dzia³aæ hipnotycznie na zmys³y piêciolatki, bo doskonale j¹ zapamiêta³am. Podobnie jak piosenkê: Entliczek-pentliczek, co zrobi Piechniczek, tego nie wie nikt. Kto siê zmartwi, kto rozerwie. Czy przed przerw¹, czy po przerwie. Tego jeszcze nie wie nikt. Nie wykluczam, ¿e tekstu przeboju £azuki, który mama nuci³a

przy myciu naczyñ, nauczy³am siê du¿o póŸniej. Ale atmosferê tamtych rozgrywek, radoœæ z trzeciego miejsca (E viva Espania Ole!) i przyœpiewki o Boñku, który wyskoczy z uliczki w Barcelonie, mam na sta³e wgrane w twardy dysk pamiêci. *

Emocjami zwi¹zanymi z kibicowaniem zara¿a³am siê czasami przez literaturê. Felietony Jerzego Pilcha nadawa³y siê do tego œwietnie. Nikt tak jak on nie mówi³ o futbolu. „To jest fascynacja, która dzia³a od maleñkoœci, g³êbokiego dzieciñstwa. […] Przede wszystkim trzeba graæ samemu w pi³kê. Trzeba wiedzieæ, kiedy si¹dzie na nodze, kiedy jest mo¿liwoœæ oddania strza³u, a kiedy nie” –twierdzi³. „Czy pisarze widz¹ w futbolu jakiœ rodzaj szczególnej historii?” – pyta³. I od razu dawa³ odpowiedŸ: „Pewnie tak. Jak podkreœlaj¹ ró¿ni eseiœci, pi³ka no¿na jest powtórzeniem bitwy. Nasi walcz¹ z przeciwnikami, wszystko siê odbywa jak pod Grunwaldem, czyli na zielonej trawie i ubitej ziemi. Okreœlone s¹ regu³y pojedynku. Wszystko ma swój scenariusz, czyli taktykê. I zawsze mo¿e nast¹piæ nieoczekiwany zwrot akcji” –podkreœla³ autor „Innych rozkoszy”. Z kolei jêzykiem literatury, jak twierdzi³, niewiele da siê powiedzieæ o pi³ce. „To jest zbyt prosta gra. Dyscyplina, o której nie nale¿y czytaæ. Wystarczy ogl¹daæ, na stadionie lub przed telewizorem” – podsumowywa³. Ale tej regu³y nie przestrzega³.

Chêtnie i du¿o wypowiada³ siê na temat… haratania ga³y. „Pamiêtam pierwszego strzelonego gola. Ju¿ wczeœniej wiedzia³em, co trzeba zrobiæ z pi³k¹, ale impuls nie przechodzi³ z mózgu do nogi. I nagle wysz³o. Zatrzepota³a siatka. To by³a lekcja na ca³e ¿ycie. Wiedzia³em ju¿, ¿e mo¿na siê przeistoczyæ z ofermy i nieudacznika w faceta, który jest dobry, ¿e to sprawia dzik¹ satysfakcjê i ¿e ta satysfakcja musi byæ okupiona pewnym trudem” – wyznawa³ Pilch. I dodawa³: „Kto nie zna uczucia, jakie ogarnia jestestwo ludzkie, gdy pi³ka si¹dzie na podbiciu i po chwili zatrzepocze obok rozpaczliwie interweniuj¹cego bramkarza w siatce, ten mo¿e i jest cz³owiekiem. Ale czêœciowym. Ani œwiata, ani drugiego cz³owieka w pe³ni nie zrozumie nigdy”. Radykalne stwierdzenie. Znamienne dla ultrasa, którym bywa³. Szczególnie jeœli chodzi³o o kibicowanie Cracovii. „Jestem wierny, ale zdradzany. Wierny klubowi, ale zdradzany przez (nieudolnych) pi³karzy. Rozdzieraj¹ca pozycja, prawda?”. W podobnej, od lat, znajduj¹ siê Polacy. Których reprezentacja rzadko kiedy awansuje. A jeœli awansuje, to nie wychodzi z grupy. A jeœli wychodzi z grupy, to zaraz odpada. Bo Polacy nie maj¹ szczêœcia. I gdyby nie s³upek, gdyby nie poprzeczka, gdyby siê nie przewróci³, by³aby rzecz wielka*. A tak, jest jak zwykle. Czyli… byle jak.

* Kult, Plamy na s³oñcu

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

Jeszcze coœ dla emerytów

Jan Latus

W poprzednim tekœcie zanurzy³em siê, jak to ja, w rozwa¿aniach ogólnych o jesieni ¿ycia. A przecie¿ chyba nie tego oczekuj¹ Czytelnicy. Tak wiêc dziœ konkretnie: czy warto na Filipinach zamieszkaæ?

Jak zawsze, na uzasadnienie ka¿dej tezy znaleŸæ mo¿na porêczne statystyki i badania naukowe. Tym razem to, sporz¹dzona nie wiadomo przez kogo, tabelka najlepszych krajów do zamieszkania na emeryturze. I tu niespodzianka, przynajmniej dla mnie: Filipiny na pierwszym miejscu! Nie widzê tu wyt³umaczenia metodologii, wyjaœnienia z jakich sk³adowych skonstruowany jest wynik, co brano pod uwagê: ceny, bezpieczeñstwo, obs³ugê medyczn¹, klimat, ³atwoœæ legalizacji pobytu, opinie osób ju¿ tu mieszkaj¹cych? Pewnie wszystko po trochu, ale nie wiadomo, w jakich proporcjach. Tak czy inaczej, Filipiny s¹ pierwsze. Kolejne miejsca zajmuj¹: Tajlandia (tu nie ma niespodzianki), Kolumbia, Portugalia, Afryka P³d., Sri Lanka, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Malezja, Meksyk, Indonezja, Hiszpania, Panama, Katar, Francja, Kostaryka, Nowa Zelandia, Grecja, Cypr, W³ochy i Malta. Dziwna lista, prawda? Jak wszystkie listy, na przyk³ad najlepszych zup œwiata albo pañstw z najwy¿sz¹ jakoœci¹ ¿ycia.

Ludzie wybieraj¹ miejsce na emeryturê przede wszystkim z powodu niskich kosztów utrzymania, bezpieczeñstwa i ³atwoœci uzyskania rezydentury. Odgrywa te¿ rolê czynnik geograficzny: wielu Amerykanów i Polaków w USA wybiera Meksyk, Kostarykê lub Panamê, bo tam bywali na wakacjach, trochê rozumiej¹ po hiszpañsku, bli¿ej im bêdzie odwiedzaæ USA. Europejczycy, na przyk³ad z raczej drogiej i ch³odnej (choæ teraz powinienem to odszczekaæ) Polski, wybieraj¹ chêtnie tañsze czêœci W³och i Hiszpanii, Maltê, Portugaliê. Formalnoœci prawne s¹ zerowe –Polacy bêd¹c w strefie Schengen mog¹ bez problemu wszêdzie mieszkaæ, wynajmowaæ lub kupowaæ nieruchomoœci, swobodnie podró¿owaæ i pracowaæ.

Dla odwa¿nych jest Azja. Do niedawna by³a to Tajlandia, ale ten kraj jest coraz bardziej restrykcyjny, jeœli idzie o wizy i przed³u¿anie pobytu. Tajowie s¹ te¿ – pod p³aszczykiem uœmiechu – czêsto negatywnie nastawieni do cudzoziemców. Co innego na Filipinach! Tu nas siê podziwia, obdarzaj¹c zbiorowym okreœleniem Americano. Ceny s¹ podobne do tajskich i ni¿sze ni¿ w Polsce. Mo¿na tu, jak wielokrotnie pisa³em, przed³u¿aæ bezkarnie pobyt turystyczny do trzech lat, a potem – od nowa. Do wizy emeryckiej wystarczy ukoñczone 50 lat, potwiedzone 800 dolarów gwarantowanego dochodu (na przyk³ad social security) i15,000 dolarów do zdeponowania w filipiñskim banku. S¹ te¿ inne opcje, dla m³odszych osób. Maj¹c kartê emeryta wystarczy co roku przed³u¿yæ j¹ za 360 dolarów. Mo¿na bez ograniczeñ podró¿owaæ i podj¹æ dzia³alnoœæ gospodarcz¹

lub pracê. Prawo jazdy, prywatne ubezpieczenie medyczne – i mo¿na ¿yæ. Mo¿e 800 dolarów i wystarczy do otrzymania emeryckiej wizy, ale na ¿ycie nie starczy. Bardziej realistyczne wydaje siê 2,000 dolarów, ale co to dzisiaj jest? Siedem tysiêcy z³otych! Mnóstwo ludzi w Polsce ma taki dochód albo np. wynajmuje tam swoje mieszkanie za grube tysi¹ce.

Du¿y apartament o zachodnim standardzie, z widokiem, basenem, to na Filipinach wydatek 600-1200 dol., ale za tyle wynajmuje siê przecie¿ mieszkanie w Warszawie. Jedzenie w zagranicznych restauracjach jest kilkakrotnie dro¿sze ni¿ w ulicznych jad³odajniach, ale znowu – kawa, hamburger, makaron, drink, kosztuje tu taniej ni¿ w Polsce, o Stanach nie mówi¹c.

Tak wiêc finansowo mo¿na siê tu zmieœciæ w kosztach, a oszczêdzaj¹c mo¿na od³o¿yæ na okazjonaln¹ wycieczkê na jak¹œ wyspê. Mo¿na siê tu dobrze czuæ ze sob¹, skoro lokalna ludnoœæ nas szanuje i podziwia, a wyra¿a to w dobrym angielskim. Problemy zaczynaj¹ siê, gdy ktoœ lubi komfort, spokój i gdy jest estet¹. I gdy w ogóle ma jakiekolwiek zainteresowania.

Choæ Filipiny to ponad siedem tysiêcy wysp i piêkne pla¿e na turystycznych folderach, domów i apartamentów z widokiem na morze jest niewiele i s¹ strasznie drogie. Skazani jesteœmy na mieszkanie o takim sobie standardzie, z ma³ymi oknami i bez gustu dobranymi zas³onami. Skazani te¿ jesteœmy na chodzenie po wertepach, omijaj¹c sterty œmieci i zakrywaj¹c uszy, gdy mija nas kolejny motor z przedziurawionymi intencjonalnie t³umikiem.

Piszê o tym w kó³ko, bo wiem, dla ilu osób to jest wa¿ne (dla mnie na przyk³ad). Na staroœæ chcielibyœmy mieæ wokó³ siebie ³ad i porz¹dek, czystoœæ i piêkno. Paradoksalnie, te walory ¿ycia mo¿emy znaleŸæ w Polsce, gdzie domy otynkowano, jezdnie wyasfaltowano, chodniki wy³o¿ono kostk¹, autobusy zelektryfikowano, a mieszkania dopieszczono w najmniejszych szczegó³ach. Nie doceniamy te¿, jak rozwiniête us³ugi u³atwiaj¹ w Polsce ¿ycie: fachowcy przyjad¹ i naprawi¹, kurier przywiezie ¿ywnoœæ z supermarketu. Pr¹d, internet, telewizja – jest oczywiste, ¿e to wszystko dzia³a. Tu, na Filipinach, miewamy „okresowe przerwy w dostawach pr¹du”, o których Polska, ale i Tajlandia, ju¿ dawno zapomnia³y. Dobrze choæ, ¿e mój elegancki budynek ma generator, ale i tak trzeba za ka¿dym razem (wczoraj by³y cztery razy) od nowa odpalaæ internet i ustawiaæ zegar w kuchence mikrofalowej, ¿eby przesta³ migaæ. Filipiny nie s¹ krajem do osiedlenia dla samotnych, starszych pañ. Nie s¹ te¿, moim zdaniem, dla starszych par, które przecie¿ zapracowa³y sobie, ¿eby wspólnie chodziæ na koncerty i do parku w Europie, a nie przedzieraæ siê przez azjatycki uliczny chaos. Filipiny s¹ natomiast dobrym miejscem dla starszych, samotnych mê¿czyzn, którzy nie czuj¹ siê starzy, albo wmawiaj¹ sobie, ¿e starzy nie s¹. Którzy chcieliby jeszcze raz w ¿yciu zaszaleæ, zapomnieæ siê, nie przejmowaæ obciachem i oczekiwanym przez spo³eczeñstwo zachowaniem. Dla nich tu s¹ rzeki mlekiem i rumem p³yn¹ce, dla nich abnegacja w stroju i ca³kowite porzucenie ambicji. Czy plasujesz siê w jednej z wymienionych grup? Bez wzglêdu na to, musisz tu najpierw, choæby na krótko przyjechaæ i dojœæ do w³asnych wniosków. ❍

Niemiecka babcia polskich œpiewaków

Melodia nie chce opuœciæ naszych myœli d³ugo po wyjœciu z teatru. Jakiœ g³os porusza nas w sposób, którego nie potrafimy wyjaœniæ. Historia opowiedzianana scenie dotyka czegoœ bardzo g³êboko ukrytego w sercu. A ta maleñka iskra zaczyna powoli zamieniaæ siê w p³omieñ. Tak by³o ze mn¹. Nawet nie zauwa¿y³am, kiedy zaczê³am czekaæ na kolejne przedstawienie. Potem na nastêpne. I nastêpne. Opera powoli stawa³a siê czêœci¹ mojego ¿ycia. Moich emocji. Mojego sposobu patrzenia na œwiat. To, co pocz¹tkowo by³o wy³¹cznie pasj¹ mojego mê¿a, z czasem sta³o siê równie¿ moj¹ w³asn¹. A¿ pewnego dnia uœwiadomi³am sobie, ¿e zakocha³am siê w operze bez reszty.

Czy pamiêta Pani moment, w którym zrozumia³a, ¿e opera sta³a siê pani prawdziw¹ pasj¹?

Tym prze³omowym momentem by³ rok 2006 i podró¿, któr¹ mój m¹¿ przygotowa³ dla mnie w tajemnicy z okazji moich urodzin oraz naszej czterdziestej rocznicy œlubu. By³am przekonana, ¿e jedziemy do Rzymu. Dopiero pó³tora tygodnia przed wyjazdem m¹¿ powiedzia³, ¿e lecieliœmy do Nowego Jorku. By³am kompletnie nieprzygotowana.

Mieliœmy zobaczyæ „Don Pasquale” Gaetana Donizettiego – operê, która w tamtym czasie by³a wystawiana stosunkowo rzadko. Nie zapomnê chwili, kiedy weszliœmy do gmachu Metropolitan Opera. By³o w tym miejscu coœ niezwyk³ego – elegancja, podnios³oœæ i atmosfera oczekiwania, jakiej wczeœniej nigdy nie doœwiadczy³am. Czu³o siê, ¿e za chwilê wydarzy siê coœ wyj¹tkowego.

Mój m¹¿ mia³ niezwyk³y dar nawi¹zywania kontaktów z ludŸmi. Tego wieczoru zacz¹³ rozmawiaæ ze starszym panem, który okaza³ siê by³ym cz³onkiem chóru Metropolitan Opera. Jak to zwykle bywa, rozmowa zaczê³a siê od prostych pytañ: sk¹d jesteœmy, czy pierwszy raz w Nowym Jorku, co nas sprowadza do Met. Po chwili zesz³a na temat obsady wieczornego spektaklu. Wiedzieliœmy ju¿, ¿e jedn¹ z gwiazd przedstawienia bêdzie Anna Netrebko. Wtedy starszy pan powiedzia³: – Proszê zwróciæ szczególn¹ uwagê na m³odego polskiego barytona. Pamiêta³, ¿e mia³ na imiê Mariusz, ale nie potrafi³ przypomnieæ sobie nazwiska. Tym m³odym barytonem by³ Mariusz Kwiecieñ. Wtedy jeszcze nie wiedzia³am, ¿e ten wieczór oka¿e siê pocz¹tkiem niezwyk³ej przygody, która na wiele lat po³¹czy moje ¿ycie z polskimi œpiewakami operowymi.

Proszê o szczegó³y...

Dziœ, patrz¹c z perspektywy czasu, wiem, ¿e tamten wieczór zmieni³ wszystko. Obsada by³a znakomita. Oczywiœcie wszyscy mówili o Annie Netrebko, ale w Mariuszu Kwietniu by³o coœ, co natychmiast przyci¹gnê³o nasz¹ uwagê. Nie chodzi³o tylko o piêkny g³os. Mia³ niezwyk³¹ charyzmê, sceniczn¹ energiê i tê rzadk¹ umiejêtnoœæ stawania siê postaci¹, któr¹ gra³. Nie ogl¹da³o siê œpiewaka wykonuj¹cego rolê. Widzia³o siê bohatera ¿yj¹cego na scenie. To by³o dla mnie zupe³nie nowe doœwiadczenie. Po raz pierwszy zrozumia³am, co znaczy daæ siê naprawdê oczarowaæ operze. Wspomnienie tamtego wieczoru do dziœ nale¿y do najpiêkniejszych operowych prze¿yæ w moim ¿yciu. Po

spektaklu m¹¿ oznajmi³, ¿e chce pójœæ pod wyjœcie dla artystów. By³am przera¿ona. – Nie mo¿esz tego zrobiæ – powiedzia³am. – To przecie¿ gwiazda. M¹¿ spojrza³ na mnie i odpowiedzia³: – Wiem. S³ysza³em go. Widzia³em go. Czu³em to wszystko. Nie musisz mi tego t³umaczyæ. Ale on jest tak¿e cz³owiekiem. I tak znaleŸliœmy siê przed wyjœciem dla artystów. Na miejscu czeka³a ju¿ grupa polskich melomanów. Wœród nich byli Krystyna Dura, jej córka, partner Jurek i grupa przyjació³. Wtedy jeszcze siê nie znaliœmy. Po latach stali siê jednymi z najbli¿szych mi osób. To, co wydarzy³o siê póŸniej, przypomina³o scenê z filmu.

Jurek trzyma³ pod pach¹ zwiniêty czerwony dywan. Dwie kobiety sta³y obok z torbami pe³nymi œwie¿ych p³atków kwiatów. Nagle ktoœ krzykn¹³: – Idzie!

W jednej chwili czerwony dywan zosta³ rozwiniêty na chodniku, a kobiety zaczê³y rozsypywaæ na nim kwiatowe p³atki. Atmosfera by³a pe³na ekscytacji i radoœci. Mariusz jednak nigdzie siê nie spieszy³. Po drodze zatrzymywa³ siê przy kolejnych osobach, rozmawia³, rozdawa³ autografy, pozowa³ do zdjêæ. Ka¿demu poœwiêca³ uwagê. Taki jest – serdeczny, otwarty i autentycznie zainteresowany ludŸmi. Czekaj¹c na niego, byliœmy œwiadkami jeszcze jednej piêknej sceny, kiedy wysz³a Anna Netrebko. Nieœwiadomie wesz³a na roz³o¿ony czerwony dywan. Po chwili rozejrza³a siê, zorientowa³a siê, co siê dzieje, uœmiechnê³a siê i powiedzia³a: – Och, wiem, ¿e to nie dla mnie. Po czym z wdziêkiem zesz³a z dywanu.

To by³ drobny gest, ale wiele mówi³ o jej charakterze. Nie by³o w niej ani cienia gwiazdorskich manier. By³a ciep³a, naturalna i niezwykle sympatyczna. W koñcu Mariusz dotar³ równie¿ do nas i zacz¹³ rozmawiaæ z moim mê¿em. Gdy dowiedzia³ siê, ¿e jesteœmy z Hamburga, wspomnia³, ¿e ju¿ wkrótce bêdzie tam œpiewa³ w „Cyganerii”. Oczywiœcie pojechaliœmy go zobaczyæ. I w³aœnie wtedy wszystko siê zaczê³o. To, co mia³o byæ krótk¹ rozmow¹ przed wyjœciem dla artystów Metropolitan Opera, przerodzi³o siê w przyjaŸñ. A ta przyjaŸñ otworzy³a przede mn¹ œwiat polskich œpiewaków i umocni³a mi³oœæ do opery, która trwa do dziœ i nadaje rytm mojemu ¿yciu. W zesz³ym roku Jurek zrobi³ mi niezwyk³¹ niespodziankê. Okaza³o siê, ¿e tamtego wieczoru wszystko zosta³o nagrane. Nie mia³am pojêcia, ¿e ktoœ filmowa³ te wydarzenia. Kiedy po latach obejrza³am ten materia³, wróci³y do mnie wszystkie emocje zwi¹zane z tamtym dniem.

Pani m¹¿ zmar³ w 2007 roku. Jak poradzi³a sobie Pani z t¹ strat¹?

To by³ dla mnie niezwykle trudny czas. Straci³am mi³oœæ swojego ¿ycia, mojego towarzysza przez ponad czterdzieœci lat. Nagle zabrak³o osoby, która by³a ze mn¹ na ka¿dym etapie mojej ¿yciowej drogi. Przez blisko dwa lata zmaga³am siê z ¿a³ob¹ i depresj¹. Prawie nie spa³am. Nie mia³am energii, motywacji ani wiêkszego zainteresowania œwiatem wokó³ mnie. Mia³am wra¿enie, jakby moje ¿ycie zatrzyma³o siê w miejscu, podczas gdy wszyscy inni szli dalej.

W 2009 roku coœ jednak zaczê³o siê zmieniaæ. Zda³am sobie sprawê, ¿e ¿ycie toczy siê, niezale¿nie od tego, czy jestem na to gotowa, czy nie. W g³êbi duszy wiedzia³am, ¿e muszê znaleŸæ sposób, by ruszyæ naprzód. Jedn¹ z niewielu rzeczy, które nadal ³¹czy³y mnie ze szczêœliwymi wspomnieniami, by³a opera – pasja, któr¹ zaszczepi³ we mnie m¹¿ i któr¹ dzieli³ ze mn¹ przez tyle lat. Grupa przyjació³ w Niemczech widzia³a, jak bardzo cierpiê, i chcia³a mi pomóc. Delikatnie zachêcali mnie, abym pojecha³a z nimi do Wiednia na „Annê Boleynê” z Elin¹ Garanè¹ i Ann¹ Netrebko w rolach g³ównych. Pocz¹tkowo siê opiera³am. Nie czu³am siê gotowa. Sama myœl o podró¿y i o siedzeniu w operze bez mê¿a u boku wydawa³a siê niemal nie do zniesienia. Przyjaciele jednak nie odpuszczali. Dodawali mi otuchy, delikatnie mnie mobilizowali i przypominali, ¿e nie muszê przechodziæ przez wszystko sama. W koñcu siê zgodzi³am. Ta decyzja zmieni³a znacznie wiêcej, ni¿ mog³am sobie wtedy wyobraziæ. To nie by³a tylko podró¿ do Wiednia. To by³ pierwszy krok z powrotem do ¿ycia.

Co wydarzy³o siê póŸniej?

Znów nast¹pi³a bezsenna noc. By³o póŸno kiedy usiad³am przed komputerem i zaczê³am przegl¹daæ repertuar Metropolitan Opera. Kiedy przewija³am listê nadchodz¹cych spektakli, by³am zachwycona. Pojawia³y siê tam jedno po drugim najwiêksze nazwiska œwiata opery. Pamiêtam, jak patrzy³am na ekran i myœla³am: „Có¿ za niezwyk³y sezon”. Powtarza³am sobie, ¿eby przestaæ marzyæ, zamkn¹æ komputer i iœæ spaæ. Ale im d³u¿ej patrzy³am na repertuar, tym trudniej by³o mi o nim zapomnieæ. I pojecha³am. Spektakle, w których wystêpowa³ Mariusz – zawsze u boku innych znakomitych œpiewaków – zachêci³y mnie, by na nowo wróciæ do mojego hobby. Zaczê³am nawet dostosowywaæ swoje ¿ycie do jego kalendarza

wystêpów. Mog³am sobie na to pozwoliæ, poniewa¿ by³am ju¿ na emeryturze i mog³am podró¿owaæ po ca³ym œwiecie, kiedy tylko mia³am na to ochotê. Staram siê robiæ to tak czêsto, jak to mo¿liwe, poniewa¿ daje mi to ogromn¹ satysfakcjê i poczucie spe³nienia. To jest moje ¿ycie. Od tamtego czasu coraz g³êbiej wchodzi³am w œwiat opery i artystów operowych. Poznawa³am kolejnych solistów, a moje ¿ycie zaczê³o kr¹¿yæ wokó³ nich.

Co jest niezwyk³ego w polskich œpiewakach operowych? Czym ró¿ni¹ siê od artystów z innych krajów? Kiedy myœlê o Mariuszu Kwietniu, zawsze przychodzi mi do g³owy jedno s³owo: wyj¹tkowy. To, co czyni³o go tak niezwyk³ym artyst¹, wynika³o z rzadkiego po³¹czenia dwóch talentów. By³ nie tylko znakomitym œpiewakiem, ale równie¿ wybitnym aktorem. W œwiecie opery nie zdarza siê to tak czêsto, jak mog³oby siê wydawaæ. Wielu artystów dysponuje piêknymi g³osami, ale nie wszyscy potrafi¹ naprawdê o¿ywiæ postaæ na scenie. Mariusz ma w sobie charyzmê, której nie sposób nauczyæ siê w ¿adnej szkole. Przez lata mia³am szczêœcie ogl¹daæ go wielokrotnie na najwiêkszych scenach operowych œwiata. Dlatego, gdy problemy zdrowotne zmusi³y go do zakoñczenia kariery œpiewaczej, by³o mi bardzo smutno. Na szczêœcie jego artystyczna droga nie skoñczy³a siê wraz z zejœciem ze sceny. Zaczê³am uczestniczyæ w prowadzonych przez niego kursach mistrzowskich i obserwowaæ go w roli pedagoga. To by³o równie fascynuj¹ce doœwiadczenie. Widzia³am, z jak¹ hojnoœci¹ dzieli siê wiedz¹, doœwiadczeniem i mi³oœci¹ do opery z m³odymi œpiewakami. Dziêki temu przede mn¹ otworzy³ siê zupe³nie nowy œwiat.

➭ 14

To zdjêcie upamiêtnia wieczór 28 czerwca 2006. To w³aœnie wtedy Clari pozna³a Mariusza Kwietnia i tak rozpoczê³a siê niezwyk³a przyjaŸñ. Od lewej: Mariusz Kwiecieñ, Cläri i jej m¹¿ Martin.
Cläri z Piotrem Buszewskim, którego mogliœmy podziwiaæ w „La Traviata” podczas ostatniego sezonu w Metropolitan Opera
Cläri z kontratenorem Jakubem Józefem Orliñskim i pianist¹ Micha³em Bielem

El¿bieta Baumgartner radzi

Wakacje w Polsce: jak nie przep³aciæ miêdzy dwoma œwiatami

Lato to czas, gdy tysi¹ce Polaków w Ameryce pakuje walizki i wraca, choæ na krótko, do rodzinnego kraju. Bilet kupiony, hotel zarezerwowany, rodzina czeka. Ale czy pomyœleliœmy o tym, ile zap³acimy za ka¿de wyp³acone z³ote, ka¿dy przelew i ka¿d¹ decyzjê podjêt¹ w poœpiechu na lotnisku? Kilka prostych zasad mo¿e zaoszczêdziæ realne pieni¹dze i sprawiæ, ¿e wakacje zapamiêtamy z uœmiechem, a nie z ¿alem nad wyci¹giem z konta.

Bilety lotnicze – kiedy i jak kupowaæ Przelot to czêsto najwiêkszy wydatek podczas ca³ego wyjazdu. Loty do Polski z USA najlepiej kupowaæ od trzech do szeœciu miesiêcy przed planowanym wylotem. W szczycie sezonu – w lipcu i sierpniu – ceny potrafi¹ wzrosn¹æ dwukrotnie, jeœli zwlekasz do ostatniej chwili. Warto porównywaæ stawki na kilku platformach jednoczeœnie: Google Flights, Kayak oraz bezpoœrednio na stronach linii lotniczych. Google Flights pozwala w³¹czyæ alerty cenowe – warto zrobiæ to odpowiednio wczeœniej i cierpliwie czekaæ. Elastycznoœæ terminów potrafi zdzia³aæ cuda: lot w œrodê zamiast w pi¹tek bywa o100-200 dol. tañszy w obie strony. LOT oferuje bezpoœrednie po³¹czenia z Nowego Jorku, Chicago i Los Angeles do Warszawy – to wygodna opcja, ale nie zawsze najtañsza. Zawsze sprawdzaj ca³kowity koszt biletu z baga¿em, bo op³aty za baga¿ i wybór miejsca potrafi¹ drastycznie podbiæ cenê bazow¹.

Karta kredytowa – buduj punkty, p³ac¹c za wakacje

Wyjazd do kraju to doskona³a okazja, by jak najbardziej wykorzystaæ systemy lojalnoœciowe amerykañskich kart kredytowych. Linie lotnicze, hotele, wynajem auta, restauracje – wszystkie te wydatki mo¿na op³acaæ kartami zbieraj¹cymi punkty lub mile. Plastiki takie jak Chase Sapphire Preferred, Capital One Venture czy American Express Gold oferuj¹ podwy¿szony mno¿nik punktów za podró¿e i gastronomiê. Przy odpowiednim planowaniu zebrane punkty mog¹ pokryæ czêœæ kosztu biletu na przysz³oroczny urlop.

Przed wylotem upewnij siê jednak, czy twoja karta nie pobiera foreign transaction fee – prowizji za transakcje zagraniczne, która zazwyczaj wynosi 1-3proc.. Przy wydatkach rzêdu 3,000 dol. oznacza to nawet 90 dol. wyrzuconych w b³oto. Wspomniane karty Chase Sapphire czy Capital One Venture, a tak¿e niektóre karty Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej, s¹ zwolnione z tej op³aty.

P³aæ kart¹ wszêdzie tam, gdzie to mo¿liwe, ze wzglêdu na lepsz¹ ochronê przed oszustwami ni¿ przy u¿yciu karty debetowej. Wa¿ne: saldo sp³aæ w ca³oœci

od razu po powrocie. Odsetki od kart kredytowych w USA siêgaj¹ 20-25 proc. rocznie i b³yskawicznie zjedz¹ wypracowane oszczêdnoœci.

Kart¹ p³aæ zawsze w z³otówkach

Gdy terminal p³atniczy lub bankomat w Polsce wykryje zagraniczn¹ kartê, zapyta ciê, w jakiej walucie chcesz sfinalizowaæ p³atnoœæ. Zawsze wybieraj z³otówki (PLN). Wtedy twój amerykañski operator (Visa lub Mastercard) przeliczy walutê po bardzo uczciwym, hurtowym kursie rynkowym. Jeœli wybierzesz dolary (USD), uruchomisz us³ugê DCC (Dynamic Currency Conversion). Wtedy to polski sklep lub w³aœciciel bankomatu narzuci w³asny skrajnie niekorzystny kurs wymiany. Wtedy za ten sam produkt zap³acisz z konta nawet o 5–10 proc. wiêcej z tytu³u ukrytych prowizji. Za granic¹ zawsze p³aæ w walucie kraju, w którym aktualnie przebywasz.

Wyp³ata gotówki – kosztowna pu³apka

Wyp³ata gotówki z bankomatu kart¹ kredytow¹ to jedna z najdro¿szych operacji finansowych. Wiêkszoœæ wystawców traktuje to jako cash advance – naliczaj¹c prowizjê w wysokoœci 3-5proc. oraz odsetki od pierwszego dnia, bez okresu bezodsetkowego (grace period). Dodaj¹c do tego op³aty lokalnego bankomatu, mo¿na straciæ 7-10 proc. pobieranej kwoty.

Do wyp³at gotówki u¿ywaj wy³¹cznie karty debetowej bez op³at zagranicznych –idealnie sprawdza siê konto w Schwab Bank, które zwraca wszystkie prowizje bankomatowe na œwiecie. W bankomacie równie¿ bezwzglêdnie odrzucaj propozycjê rozliczenia w dolarach i wybieraj PLN.

Przemyœl prezenty zanim zapakujesz walizkê

Wielu z nas przyje¿d¿a do Polski z walizk¹ pe³n¹ upominków. To piêkny gest, ale czy ma on sens finansowy? Polskie sklepy oferuj¹ dziœ produkty czêsto o wy¿szej jakoœci ni¿ ich amerykañskie odpowiedniki, a ceny w z³otych bywaj¹ korzystne. Elektronika, ubrania, kosmetyki – to wszystko mo¿na kupiæ na miejscu, taniej i bez ryzyka st³uczenia w baga¿u. Zamiast ciê¿kich prezentów z Ameryki rozwa¿ podarowanie bliskim wspólnych doœwiadczeñ: kolacji, wyjœcia do teatru, weekendowego wypadu nad morze. To prezent, który zostaje w pamiêci. Jeœli koniecznie chcesz coœ przywieŸæ, postaw na produkty niedostêpne w Polsce: specyficzne suplementy, niektóre leki bez recepty czy ubrania od konkretnych amerykañskich marek. W Niemczech na przyk³ad aspiryna jest bardzo droga, a rodzina zawsze bardzo siê cieszy, gdy przywo¿ê im du¿y s³oik z tysi¹cem tabletek, który w Stanach kosztuje grosze. Oczywiœcie banknoty dolarowe s¹ zawsze mile widziane.

Wynajem auta i ubezpieczenie podró¿ne Jeœli planujesz zwiedzaæ nie tylko du¿e miasta, ale równie¿ mniejsze miejscowoœci, góry czy Mazury, samochód zapewni Ci najwiêksz¹ swobodê. W wielu przypadkach wynajem auta w Polsce jest tañszy ni¿ w USA, szczególnie poza sezonem turystycznym. Tak jak wszêdzie, przed odbiorem samochodu dok³adnie przeczytaj umowê i zrób zdjêcia pojazdu z ka¿dej strony. Zanim wykupisz dodatkowe ubezpieczenie w wypo¿yczalni, sprawdŸ, jakie œwiadczenia oferuje twoja amerykañska karta kredytowa. Wiele kart zapewnia ochronê przy wynajmie samochodu za granic¹, ale zakres ubezpieczenia zale¿y od banku i rodzaju karty, dlatego warto wczeœniej zapoznaæ siê z warunkami programu. Nie warto tak¿e rezygnowaæ z ubezpieczenia podró¿nego. Choæ koszty leczenia w Polsce s¹ zwykle znacznie ni¿sze ni¿ w Stanach Zjednoczonych, powa¿niejsza hospitalizacja, transport medyczny lub ewakuacja do USA mog¹ oznaczaæ rachunki liczone w tysi¹cach dolarów. Koszt polisy zale¿y od wieku podró¿nych, d³ugoœci wyjazdu i zakresu ochrony. Dla wielu rodzin dwutygodniowy wyjazd oznacza wydatek rzêdu 100-200 dolarów, choæ w przypadku

osób starszych sk³adka mo¿e byæ wy¿sza. Porównywarki, takie jak InsureMyTrip, pozwalaj¹ w kilka minut zestawiæ oferty wielu ubezpieczycieli i wybraæ polisê najlepiej dopasowan¹ do planowanej podró¿y.

Telefon komórkowy – nie wracaj z rachunkiem wiêkszym ni¿ za bilet To jedno z najczêstszych finansowych zaskoczeñ po powrocie z wakacji. Roaming miêdzynarodowy bez odpowiedniego planu mo¿e kosztowaæ kilkadziesi¹t dolarów dziennie. Przed wyjazdem sprawdŸ ofertê swojego operatora: T-Mobile oferuje bezp³atny roaming danych w Polsce; AT&T i Verizon oferuj¹ p³atne pakiety miêdzynarodowe. Warto je aktywowaæ przed wylotem.

Alternatyw¹ jest zakup polskiej karty SIM na miejscu. Za 10-20 z³otych dostaniesz pakiet danych i lokalny numer. Niezale¿nie od wyboru: w³¹cz Wi-Fi calling w swoim telefonie, co pozwoli ci dzwoniæ przez sieæ Wi-Fi bez u¿ycia roamingu – bezp³atnie, jakbyœ by³ w domu.

Na koniec Wakacje w Polsce to inwestycja w rodzinê i to¿samoœæ, bezcenna dla ka¿dego Polaka. Dobrze zaplanowana podró¿ nie musi jednak nadwyrê¿aæ bud¿etu. Zaoszczêdzone na prowizjach bankowych dolary znacznie lepiej wydaæ na wspólny obiad z najbli¿szymi. Udanych wakacji po obu stronach Atlantyku! ❍

El¿bieta Baumgartner

nie jest prawnikiem i nie udziela porad prawnych. Niniejszy artyku³ zosta³ napisany wy³¹cznie w celach informacyjnych. Jest autork¹ wielu ksi¹¿ek-poradnikówo profilu finansowym i konsumenckim, m.in. „Jak inwestowaæ pieni¹dze bez stresu i ich nie straciæ” i wielu innych. S¹ one dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie: www.PoradnikSukces.com tel. 1-718-224-3492

Jak pomniejszyæ podatki

dowiesz siê z ksi¹¿ek El¿biety Baumgartner

“Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”

Spadki, darowizny, przychody, inwestycje, sprzeda¿ mieszkania, konta w USA i w Polsce, walka z IRS. Ustawa o ujawnianiu kont zagranicznych FATCA. Rozszerzona do 308 stronic.

Równie¿: „Emerytura reemigranta w Polsce”, „Powrót do Polski”, „Emerytura polska i amerykañska”, „Planowanie spadkowe” i wiele innych.

Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2026 i dostêpne w wersji elektronicznej w witrynie www.PoradnikSukces.com, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com

➦ 63-letni mê¿czyzna szuka dorywczej pracy lub na weekendy

Tel. 347.280.8434 –Tadeusz

➦ FLORYDA - mieszkania na sprzeda¿: Deerfield Beach: 2 pokoje, 2 ³azienki, du¿y balkon, 4 piêtro, winda. Cena $ 98,000 Fort Lauderdale:

3 pokoje, 2 ³azienki, balkon, winda, 2 piêtro. Cena $ 100,000 Pompano Beach: nad oceanem, 2 pokoje, 2 ³azienki, 11 piêtro. Cena $ 299.000 Profesionalny i doœwiadczony agent nieruchomoœci Roman Tryndus. Tel. 754-235-0378 www.myhouseflorida.net

Niemiecka babcia polskich œpiewaków

12

Zaczê³am poznawaæ kolejne pokolenie polskich artystów. I w³aœnie wtedy zrozumia³am, jak niezwyk³y potencja³ drzemie w polskiej szkole wokalnej. Jest naprawdê znakomita, skoro niemal co roku spotykam kolejnych m³odych œpiewaków obdarzonych piêknymi g³osami, muzykalnoœci¹ i imponuj¹c¹ kultur¹ pracy.

To dziêki Mariuszowi pozna³am miêdzy innymi Jakuba Józefa Orliñskiego, Huberta Zapióra, Piotra Buszewskiego, Paw³a Horodyskiego, Huberta Kowalczyka, Martê Mazanek-Matuszewsk¹, Micha³a Biela i wielu innych m³odych polskich artystów, którzy dziœ odnosz¹ sukcesy na najwa¿niejszych scenach œwiata. Œledzenie ich karier sta³o siê jedn¹ z najwiêkszych radoœci mojego ¿ycia. Je¿d¿ê na ich koncerty i spekta-

kle, kibicujê im, cieszê siê ka¿dym sukcesem i wspieram ich najlepiej, jak potrafiê. Czasami ¿artujê, ¿e Mariusz podarowa³ mi ca³¹ now¹ rodzinê. Dziœ nazywam tych m³odych œpiewaków moimi „wnukami”. I rzeczywiœcie trochê tak siê czujê. Z dum¹ œledzê ich sukcesy, trzymam za nich kciuki i cieszê siê, ¿e mogê byæ choæ ma³¹ czêœci¹ ich artystycznej drogi. Patrz¹c na nich wszystkich, mam poczucie, ¿e moje ¿ycie jest pe³ne. ¯e wci¹¿ mogê odkrywaæ nowych ludzi, nowe talenty i nowe emocje. A to jest jeden z najpiêkniejszych prezentów, jakie da³a mi opera.

Dziêkujê za rozmowê.

F

OTO: ARCHIWUM CLÄRI VENZKE

Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w soboty od 15:00 do 21:00

Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www.RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie.

NA GAZOWE

● USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS

● RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY

● CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION

● INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW

Sprawy imigracyjne ✓ Notariusz 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

T³umaczenia

Acupuncture and Chinese Herbal Center

Cui, L.Ac, OMD,

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

● katar sienny ● bóle pleców ● rwê kulszow¹ ● nerwobóle ● impotencjê

● zapalenie cewki moczowej ● bezp³odnoœæ ● parali¿ ● artretyzm ● depresjê ● nerwice

● zespó³ przewlek³ego zmêczenia ● na³ogi ● objawy menopauzy ● wylewy krwi do mózgu

● alergie ● zapalenie prostaty ● rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354

Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 19:00; tel. (718) 359-0956

1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223

Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-19:00, w niedziele 12:00 - 15:00; tel. (718) 266-1018 www.drshuguicui.com

Brzydota nie jedno ma imiê Czes³aw Karkowski

Schizofrenia ¿ycia i w³adzy

Nieskoñczona jest lista ludzkiego szaleñstwa. Przeci¹gam w¹tek nie tylko dlatego, ¿e bardzo ³atwo o obrazy eksploatuj¹ce ten temat; g³ównie jednak dlatego, aby zwróciæ uwagê czytelnikom „Kuriera Plus” na bardzo ciekawego, polskiego grafika, Edmunda Monsiela – samouka, twórcê zaliczanego go rzêdu artystów „naiwnych”, co w prostym jêzyku oznacza: artystê bez szkó³ maluj¹cego bez zwracania uwagi na pouczenia udzielane przez nauczycieli malarstwa w akademiach.

Patrz¹ na nas!

Monsiel, którego tragiczn¹ historiê ¿ycia pomijam, by³ – niestety – schizofrenikiem. Mieszka³ ca³e ¿ycie w podlubelskiej, zabytkowej wsi Wo¿uczyn, po wojnie pracowa³ w tamtejszej cukrowni, zmar³ w 1962 roku. Samotnik, odludek (nie jawny „wariat”), ca³y wolny czas poœwiêci³ swej sztuce. Po jego œmierci znaleziono w skrzyni zamkniêtej na k³ódkê prawie szeœæset rysunków – osobliwych, niepokoj¹cych, ale na dobr¹ sprawê – jednakowych. Rozchwyta³y je muzea zachodnie.

WeŸmy przyk³adowo, grafikê, któr¹ sam twórca zatytu³owa³ „3 Maj”. Ca³a powierzchnia kartki wype³niona jest wizerunkami sarmackich postaci, których sumiaste w¹sy, poci¹g³e, dobrze z wygl¹du od¿ywione twarze z wielkimi oczami, otoczonymi krzaczastymi brwiami, nadaj¹ ton kompozycji. Patrz¹ – zwykle na wprost, niekiedy kieruj¹ wzrok w dó³ lub w bok. Wygl¹daj¹ z ka¿dego zak¹tka, obserwuj¹ pilnie, œledz¹ uwa¿nie. Jesteœmy pod sta³¹ kontrol¹; widz¹ nas w dzieñ i w nocy.

Nie s¹dzê, aby Monsiel mia³ obsesje polityczne. Obserwuj¹ nas „oni” – ludzie przesz³oœci (s¹dz¹c po XVII-wiecznej stylizacji tych twarzy), duchy zmar³ych, istoty, które kiedyœ mieszka³y na tej ziemi przed nim. Jeœli przyjrzymy siê rysunkom, nie zauwa¿ymy zagro¿enia ze strony „obserwatorów”; po prostu s¹ stale obecni, towarzysz¹ nam na ka¿dym kroku, wype³niaj¹ przestrzeñ wokó³ nas. Mo¿e s¹ ciekawi naszej egzystencji, jak sobie z ni¹ radzimy? Patrz¹, przygl¹daj¹ siê, bo oni przecie¿ ju¿ po tamtej stronie wiedz¹ o ¿yciu to, o czym my, nieœwiadomi, jeszcze nie mamy pojêcia.

Wzrok jest najwa¿niejszym elementem kompozycji Monsiela. Z twarzy czêsto pozostaj¹ tylko same oczy –

nieruchomo wpatrzone - wlepiony wzrok. Nie jest to ukradkowe podpatrywanie, ale otwarte i wprost natarczywe ogl¹danie. Trudno w takich warunkach o prywatnoœæ, bo w ka¿dej sytuacji „oni” s¹ obecni, widz¹ nas. W³aœciwie ca³y otaczaj¹cy nas œwiat sk³ada siê z oczu.

Wschodni akcent grafik Monsiela dodatkowo nadaje im ów nastrój uduchowienia. Zwróæmy uwagê na piêkn¹ grafikê, której nadajê robocz¹ nazwê „Œwiêty”. Nie bêdê siê upiera³ przy trafnoœci tytu³u, ale kompozycja ta sprawia wra¿enia stylizacji na prawos³awn¹ ikonê. Twarz œwi¹tka o nieco skoœnych, „azjatyckich” oczach, sk³ada siê w³aœciwie wy³¹cznie z oczu. Jego nakrycie g³owy (czy w³osy), to tak¿e oczy – w otoczeniu twarzy, b¹dŸ tylko ich najwa¿niejszej dla Monsiela czêœci, wpatrzone spokojnie, b¹dŸ z lêkiem, przestrachem, zdumieniem. Widzimy te same, co na innych rysunkach, sumiaste, „kresowe” w¹sy szlacheckie, pó³otwarte usta z zastyg³¹ na wargach mow¹, gêste brwi. Twarze œciœniête ciasno, niekiedy zachodz¹ce na siebie, nak³adaj¹ce siê. Otoczenie, wszechœwiat, mrowi siê od nich, wciskaj¹ siê w ka¿d¹ przestrzeñ, wszelk¹ woln¹ szparê, Duchy, mary, zjawy, fantomy œwiadomoœci – nie sposób siê od nich opêdziæ.

Œwiat Edmunda Monsiela, schizofrenika, cz³owieka udrêczonego wyobraŸni¹ œwiadków ka¿dego jego ruchu, ka¿dego postêpku – obserwatorów ¿ycia.

Po mnie potop „Œmieræ Sardanapala” autorstwa czo³owego przedstawiciela francuskiego romantyzmu w malarstwie, Eugene Delacroix, nie sprawia na pierwszy rzut oka dzie³a kwalifikuj¹cego siê do tej czêœci cyklu tekstów. Tymczasem, jakby w nawi¹zaniu do opowieœci z poprzedniego tygodnia o Nabuchodonozorze, wizerunek ten przedstawia orientalnego w³adcê oszala³ego na punkcie w³asnej wielkoœci. Mia³ siê za pó³-boga, ba, zgo³a pe³ne bóstwo o nieograniczonej w³adzy i rozbuchanych apetytach, które tylko on, pan nad pany, móg³ swobodnie zaspokajaæ.

A¿ – jak zwykle w podobnych przypadkach – nast¹pi³ kres. Oblê¿ony w swojej stolicy, Niniwie, przez wrogów i niedawnych sojuszników, ba – przyjació³ zgo³a, którzy mieli doœæ jego ekscesów – znalaz³ siê w potrzasku. Aby siê nie poddaæ (pycha mu zabrania³a), postanowi³ pope³niæ samobójstwo, ale przedtem nakaza³ na stos z³o¿yæ wszystko, co posiada³ bezpoœrednio – bogactwa, swoje piêæ ¿on (kochanek?), dobytek, w tym niewolników, ulubionego konia, etc. Sardanapal le¿y na obszernym ³o¿u obojêtnie przygl¹daj¹c siê zamieszaniu wokó³, masakrze. Jedna z nagich kobiet (ciekawe, dlaczego artysta przedstawi³ kobiety jako go³e, zaœ mê¿czyzn – ubranych?), nie¿ywa, le¿y ju¿ u jego stóp; dwie kolejne s³u¿ba morduje, czwartej, najbardziej wyeksponowanej na obrazie, s³u¿¹cy przebija gard³o sztyletem, inna kona oparta w rogu ³o¿a ozdobionego g³ow¹ s³onia. Czarny pacho³ek ci¹gnie konia w pe³nej uprzê¿y na rzeŸ. Niektórzy z otoczenia pope³niaj¹ samobójstwo; obok Sardanapala paŸ niesie na tacy z³ote naczynia – tak¿e na znistê. Delacroix namalowa³ rzeczywistoœæ, która „wysz³a z formy”, œwiat oszala³y – dla tych ludzi koñczy siê wraz z upadkiem i œmierci¹ na stosie ich pana. Wizerunek wschodniego despotyzmu? Orientalnej obojêtnoœci na ¿ycie i œmieræ pozbawione wszelkiej wartoœci? Ob³¹kane zarozumialstwo, pycha i przekonanie, ¿e wraz z moj¹ œmierci¹ niech zginie te¿ wszystko co mam – szaleñcza zarozumia³oœæ posiadania na w³asnoœci ¿ycia innych ludzi, dysponowanie ludŸmi jak przedmiotami do zabawy, przyjemnoœci, rozrywki. ❍

Edmund Monsiel – 3 maj
Edmund Monsiel – Œwiêty
Eugene Delacroix – Œmieræ Sardanapala

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook