GAZETA NIE TYLKO DLA TYCH KTÓRZY DEKLARUJĄ NARODOWOŚĆ ŚLĄSKĄ
CZASOPISMO GÓRNOŚLĄSKIE
NR 1 (37) STYCZEŃ 2015
ISSN 2084-2384 NR INDEKSU 280305 CENA 1,50 ZŁ (8% VAT)
Nasz naczelny walczy O MANDAT SENATORA
8 lutego w okręgu 75 (Tychy, Mysłowice, powiat bieruńsko-lędziński), odbędą się uzupełniające wybory do senatu, po Elżbiecie Bieńkowskiej. W trudnym świątecznym okresie tylko trzem komitetom udało się zebrać 2000 podpisów, niezbędnych do zarejestrowania kandydata. Jednym z nich jest komitet „Ze Śląska – nie z partii”, a jego kandydatem jest Dariusz Dyrda, redaktor naczelny „Ślůnskigo Cajtunga”. Poza tym podpisy udało się zebrać jedynie Platformie Obywatelskiej i PiS-owi. Tak więc jest to pojedynek śląskiego regionalisty z dwoma największymi ogólnopolskimi partiami.
N
DARIUSZ DYRDA: Nie jestem zakamuflowaną opcją niemiecką! Chcę silnego, pielęgnującego własną odrębną tożsamość Śląska – w nowoczesnej, silnej Polsce! Gdybym czuł się Niemcem, od dawna mieszkałbym w Hamburgu albo Monachium, a nie ubiegał się o miejsce w polskim parlamencie. Aby przypominać tam, że my, Ślązacy jesteśmy równoprawnymi obywatelami tego państwa!
Witomy we 2015...
K
ażdemu, kto szukał naszej gazety w okolicach świąt – należą się przeprosiny. Jednak ponieważ numer listopadowy ukazał się już w grudniu zdecydowaliśmy, że grudniowego nie wydamy już za dwa tygodnie (aby trafił do kiosków jeszcze przed świętami), ani tuż koło Sylwestra, ani tym bardziej znów z opóźnieniem, w styczniu. Zdecydowaliśmy więc, że grudniowego numeru nie będzie wcale. Od razu styczniowy. Zmieniamy za to formułę – dotychczas ukazywaliśmy się pod koniec miesiąca, teraz będziemy zawsze w pierwszych jego dniach. Jak większość miesięczników. Szef-redachtůr
azwa komitetu „Ze Śląska – nie z partii” nie jest przypadkowa. Dariusz Dyrda podkreśla, że chce w senacie reprezentować Śląsk, a nie partyjną maszynkę do głosowania. Że chce się tam upominać o sprawy naszego regionu. Regionu eksploatowanego gospodarczo, którego rdzennym mieszkańcom zarazem odmawia się prawa do samookreślenia. Śląsk zasługuje na swoich, a nie partyjnych senatorów.
Marsz na Zgodę U
czcijmy pamięć tych Ślązaków, dla których nastanie państwa polskiego, w roku 1945 roku, oznaczał pasmo udręk, a czasem i śmierć. Uczcijmy ofiary Tragedii Górnośląskiej. Weźmy udział w tym Marszu
Ordynacja wyborcza nie daje regionalnym ugrupowaniom szans na własną reprezentację sejmową, ale do senatu – owszem. Zadanie nie jest łatwe. Kandydaci partii dysponują olbrzymim budżetem i etatowym sztabem wyborczym. Dariusz Dyrda może przeciwstawić im jedynie własną pracę, własne oszczędności, zaangażowanie Ślązaków oraz hojność swoich znajomych oraz czytelników „ Ślůnskigo Cajtunga”. Dlatego każdego, kto
ceni naszą gazetę i jej redaktora naczelnego prosimy o wpłatę na konto jego komitetu wyborczego. A mieszkańców okręgu (Tychy, Mysłowice, powiat bieruńsko-lędziński) prosimy, aby nie zapomnieli o wyborach 8 lutego. Aby koniecznie poszli na nie sami, i namówili znajomych. Podczas wyborów uzupełniających frekwencja będzie zapewne bardzo niska, więc każdy głos jest na wagę złota. Redakcja
PROŚBA O WSPARCIE 53 1090 1652 0000 0001 2980 0907 – to numer konta bankowego komitetu do senatu Dariusza Dyrdy. Jego rywalami są kandydaci PO i PiS, partii pełnymi garściami czerpiących z państwowej subwencji. Przeciwstawić temu można tylko własną pracę kandydata, jego oszczędności, a także hojność tych, którzy wierzą, że przełamywanie monopolu partii ma sens – i wierzą, że Dariusz Dyrda w odróżnieniu od nich chce zrobić coś dla Śląska. Czytelniku, jeżeli zaliczasz się do takich osób, prosimy choćby o niewielką wpłatę. Dokonać jej można tylko z konta bankowego osoby fizycznej (nie na poczcie! Nie z konta firmy!) z adnotacją: wpłata na kampanię wyborczą.
KWW Ze Śląska – nie z partii
53 1090 1652 0000 0001 2980 0907 Bank Zachodni WBK ul. Grunwaldzka 53, Lędziny
Za każdą wpłatę serdecznie dziękujemy.
2
STYCZEŃ 2015r.
Mniejszość polska? Brak zrozumienia
Gruby a niŷ īno
Kiej nasz Cajtung trefi do kioskůw – uwdy polski rzond bydzie debatowoł nad tym, co jeszcze może spychać ze grubami. Jak dali może je „restrukturyzować” tj. zawierać. I kiere zawrić, kiere przedać ôroz fto mo nimi tera regierować, skirz tego, co srogi koncerny wonglowe - a juże na pewno Kompania Węglowa – pudom raus.
N
iŷ idzie sie wadzić – Polska po 1989 roku potrzebuje měnij wonglo, niż przudzij, na niekierych grubach pokłady som liche – tuż poniěkiere gruby trzeja zawiěrać. Nale niě idzie sie tyż wadzić, co jeszcze dwa-trzī roki nazod taki Piast abo Ziemowit boły dochodowe, a tera już niŷ som. Werci sie spytać tych, kierzy nimi regierowali: czamu? I werci sie tyż spytać, czy kole restrukturyzacje górnictwa rzond Ewy Kopacz mo tyż jakisikej plan restrukturyzacji górniczego regionu. Ino za ôstatni pora tydni, to sie wali dom we Katowicach, to we Bytoniu. Szkody górnicze. Tyczy sie to cołkich miast, niŷ inoś bytomskiego Karbia. Bez tuż rzond, kiery ôsprawio ô restrukturyzacje górnictwa, winien tyż ôsprawiać ôroz ô retowaniu Ślůnska. Skirz tego, co to je jedno. Durś słysza, co „państwo do kopalń dopłaca”. I prowda. Inoś po piŷrsze – to genau to państwo tako nimi regieruje, że musi dopłacać. Po wtůre – przepomnieli, wiela lot górnictwo do-
Gazeta nie tylko dla osób deklarujących narodowość śląską ISSN 2084-2384 Gazeta prywatna, wydawca: Instytut Ślunskij Godki (MEGA PRESS II) Lędziny ul. Grunwaldzka 53; tel. 0501 411 994 e-mail: poczta@naszogodka.pl Redaktor naczelny: Dariusz Dyrda Druk: Promedia, Opole Nie zamówionych materiałów redakcja nie zwraca.
płacoło do jejch państwa. I niŷ idzie już ô stare roki, ô komuna. Ale po komunie we Polsce boła srogo inflacjo. Jak jom sztopnoł Balcerowicz? Zmroził ceny wonglo! Wszyjsko drożało, a państwowy wongiel niŷ můg. Ku těmy przīszły”afery wonglowe”, we kierych gruby przedowały wongiel, ino niŷ fasowały za niego geltu. We cołkij Polsce, we Białymstoku a Rzeszowie, we Warszawie a Przemyślu, na tym gelcie ze przedanego wonglo, kiery nikěj niŷ trefił do grubůw, rosły nowe firmy polskigo kapitalizma. Uwdy to gruby, kiere mogły sie modernizować, potraciły dystans do zagranicznŷj konkurencje. I juże nikěj go niě ôdzyskały. To tyż je dług, kiery Polska wziŷna ôd ślůnskich grub. Możne czas go ôddać? Możne czas pedzieć jasno, co restrukturyzacjo to niŷ ino nowe poszelontani spółkami a kompaniami, holdingami – inoś rychtig ekonomiczny plan do naszego regionu? A tako przī ôkazje – możne by porachować, wiela kiery region dowo we skłodkach społecznych na ZUS, na NFZ. A razŷm porachować, wiela hań wraco, na służba zdrowia? Bo możne ôroz ôkoże sie, że te gruby, do kierych „dopłaco” Polska – utrzīmujom służba zdrowia we lubelskim, kaj ZUS-u chneda żodŷn niŷ płaci (płacom ô wiela mýnszy KRUS), na Podlasiu, na Podkarpaciu, a dali. Możne jednako ôkoże sie, co durś niŷ ôni dopłacają do nos, ino my do jejch. Dariusz Dyrda
Obserwując wypowiedzi – choćby internetowe - Polaków w sprawie mniejszości polskiej w Niemczech, łatwiej zrozumieć dlaczego nie chcą uznać narodowości śląskiej. Oni rzeczywiście słów naród, narodowość, mniejszość narodowa nie rozumieją. Nie rozumieją ich też Polacy w Niemczech – czego dowód, że domagają się właśnie uznania za mniejszość.
P
olacy powołują się na fakt, że w Polsce istnieje mniejszość niemiecka. Zapominają jednak o zasadniczej różnicy. Tam mniejszość niemiecka to nie są emigranci, tylko autochtoni. Na terenach, gdzie mieszkają, przez kilkaset lat było państwo niemieckie. W 1945 roku zostały one przyłączone do Polski, ale niewielka część Niemców tu została. Obecnie, na podstawie traktatu z 1991 roku, są mniejszością niemiecką.
sta – i przestrzega jej także Polska. Za mniejszości narodowe uznaje się tylko autochtonów, zamieszkujących te tereny od wielu pokoleń. To dlatego mamy w Polsce mniejszość litewską (żyjącą na polsko-litewskim historycznym pograniczu), ukraińską czy właśnie niemiecką. A nie mamy mniejszości narodowych emigracji zarobkowej: kebabowych Turków czy straganowych Wietnamczyków. Ilu by ich jeszcze
Szczęście Serbołużyczan i Fryzów polega na tym, że mieszkają w Niemczech, nie Polsce. Państwo polskie pewnie nie uznałoby ich ze mniejszość, podobnie jak nie uznaje Ślązaków. Polscy językoznawcy pewnie udowodniliby, że język Fryzów jest po prostu niemieckim dialektem, a oni sami są Niemcami. Łużyczanom kazaliby wybierać, że albo są Polakami, albo Niemcami, bo żadnych Łużyczan nie ma i już Obecne Niemcy nie obejmują żadnych terenów, które kiedykolwiek do Polski należały. Nie ma tam więc polskich autochtonów. Polacy, którzy tam mieszkają są po prostu emigrantami. Najczęściej zarobkowymi. I to nieważne, czy są emigracją świeżej daty – czy też potomkami emigrantów z początków XX, albo nawet z XIX wieku.
MNIEJSZOŚĆ TO AUTOCHTONI Tymczasem we wszystkich krajach europejskich zasada jest pro-
Jolanta Tambor (prof. Uniwersytetu Śląskiego) w portalu interia.pl, 16 grudnia 2014 roku: Ślązacy narodem nigdy nie byli, myślę, że nie są i przypuszczam, że nie będą. Co więcej, bycie narodem dla mnie wiąże się też z kwestiami politycznymi. Musi istnieć państwo, które go sankcjonuje, a państwa śląskiego jako takiego, w nowożytnym rozumieniu, nie było, nie ma i myślę, że nie będzie. Osobiście nie chciałabym, żeby powstało, Paniczko profesor, gryfnie godocie ô ślůnskij godce, na kieryj sie znocie. Inoś na pierona fanzolicie ô tym, na czym się blank niě znocie? Fto wom pedzioł, co nacyjo musi mieć swoji państwo? Wyście słyszeli kiej baji ô Kurdach? Abo ô Fryzach? Ô Tybetańczykach, Katalończykach, Szkotach? Ôni wszyjscy, widzicie, swojich państw ni majom, poniýkierzy (choby Kurdy) nikej niě mieli – a przeca som narodami. Tuż co mo nacyjo do państwa? Abo – dejcie se pozůr – Słowoki, Łotysze. Jeszcze trzijiści lot na-
nie przyjechało, mniejszością narodową w Polsce nie będą. Z tej samej przyczyny w Niemczech też nie ma mniejszości tureckiej (chociaż jest ich tam znacznie więcej, niż w Polsce) czy polskiej. Niemcy uznają za mniejszości narodowe jedynie Duńczyków, Fryzyjczyków, Serbołużyczan i Romów. Duńczycy mieszkają w Szlezwiku, który przez wiele stuleci (do drugiej połowy XIX wieku) należał do Danii, Fryzowie mieszkają nad Morzem Północnym, w Danii, Niemczech i Holandii, Łużyczanie przy polskiej granicy (to lud bliski Ślązakom) a śladowo
także po polskiej stronie, zaś Romowie żyją w całej Europie od setek lat, dlatego i w Polsce uznawani są za mniejszość, choć u nas etniczną, nie narodową.
POLSKA BY PEWNIE NIE UZNAŁA Szczęście Serbołużyczan i Fryzów polega na tym, że mieszkają w Niemczech, nie Polsce. Państwo polskie pewnie nie uznałoby ich ze mniejszość, podobnie jak nie uznaje Ślązaków. Polscy językoznawcy pewnie udowodniliby, że język Fryzów jest po prostu niemieckim dialektem, a oni sami są Niemcami. Łużyczanom kazaliby wybierać, że albo są Polakami, albo Niemcami, bo żadnych Łużyczan nie ma i już. Państwo niemieckie szanuje jednak prawo tych ludzi do samookreślenia. Podobnie jak szanuje prawa Polaków – tylko niby na jakiej podstawie miałoby ich uznać za mniejszość narodową? Z Łużyczanami i Polską historia jest zresztą smutna, ale i zabawna zarazem. Czasem pojawiają się u nas głosy tzw. publicystów, jak to Niemcy ich wynarodowili. I że nas, Ślązaków pod niemieckim władaniem spotkałoby to samo… Tylko, że część Łużyc leży też w granicach Polski. W okolicach Zgorzelca, Bogatyni. O ile na terenach niemieckich można znaleźć w miejscowościach łużyckie tablice informacyjne, łużyckie szkoły, łużyckie domy kultury – i nielicznych bo nielicznych, ale jednak mówiących po łużycku. A niech ktoś znajdzie jedną łużycką placówkę w Polsce, jedną tablicę, jedną rodzinę mówiącą po łużycku. Niech ktoś znajdzie w ustawie o mniejszościach narodowych Łużyczan. Jeśli zostali gdzieś wynarodowieni, to właśnie w państwie polskim. Aha, w 1945 częściowo Słowian tych przymusowo wysiedlono z Polski jako … Niemców. Joanna Noras
Homo Sapiens pedzioł tak zod państwa ni mieli? Tuż ůwdy Łotyszy, Słowokůw niě boło? A ôroz jak państwo powstało, to i nacyjo tyż? No a fto wom to pedzioł, co ślůnskigo państwa, we nowożytnym rozumiěniu, nikej niŷ boło? Wy se poczytejcie ô ślůnskij monarchie Hěnrykůw we XIII storoczu – a razěm wytuplikucie, czego im niŷ stykało, coby jejch zamianować „państwem śląskim w nowożytnym rozumieniu”. Wyście som, paniczko Tambor, ekspertka ôde godki, a my wos momy za to we zocy. Nale proszymy, niě udowejcie ekspertki ôde wszyjstkigo, ja? Rafał Bartek (współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych, dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach, śląski Niemiec) dla tygodnika Nowiny, 27 grudzień 2014: Uznanie śląskiej tożsamości etnicznej jest niebezpieczne dla samej śląskości, która zawsze była otwarta na inne kultury i narodowości, w której granice
pomiędzy tymi kulturami i narodowościami były zawsze płynne. Proszę zwrócić uwagę na zapis ustawy, mniejszość narodowa od etnicznej różni się tylko tym, że ta pierwsza posiada państwo. Uważam, że proponowana ustawa uznania Ślązaków jako grupy etnicznej zamknie granice, wprowadzi sztuczny podział, który tylko zantagonizuje ludzi. Pytanie, po co? My się niŷ chcemy wadzić, ale istnienie myńszości nimieckij a jejch tablice ze mianami gmin tyż antagonizuje ludziůw – a jakoś panu Bartkowi to niŷ zawadzo. I jakoś żodŷn niŷ pyto wos, opolskich Nŷmcůw „po co”. Panie Bartek, po to, co ludzie tego chcom. Co my niŷ uważomy sie ani za Polokůw ani Niŷmcůw, ino za Ślůnzokůw. To niŷ styknie?
3
STYCZEŃ 2015r.
Ślązacy potrzebują politycznej reprezentacji Rozmowa z DARIUSZEM DYRDĄ, kandydatem na senatora w wyborach 8 lutego
- Jak sens ma kandydowanie do senatu na dziewięć miesięcy? Bo przecież kadencja 201115 dobiega końca. - To dużo czasu, żeby pokazać, że można być senatorem Śląska, a nie senatorem partii. Partyjni senatorowie, z PiS, z PO są tylko maszynką do głosowania, powtarzającą to, jak ich partie głosują w sejmie. Oni nie reprezentują regionu, tylko partię. Tymczasem po przejściu Marka Plury do europarlamentu w polskim sejmie ani senacie nie ma się kto upominać o sprawy języka śląskiego, narodowości śląskiej. Z całym szacunkiem dla Kazimierza Kutza, ale jest już zbyt wiekowy, żeby aktywnie działać. Ale chcę być senatorem Śląska, nie narodowości śląskiej, więc równie ważne są dla mnie sprawy górnictwa, gorszego traktowania śląskiej służby zdrowia czy budowy, przekładanej od lat, nowej drogi ekspresowej S-1, prowadzącej przez Mysłowice, powiat bieruńsko-lędziński, pszczyński na Słowację. To ważna inwestycja dla naszego regionu. Senator Elżbieta Bieńkowska, chociaż wybrana w tym okręgu, chociaż była zarazem wicepremierem, nie zrobiła dla tej inwestycji nic. Platforma Obywatelska ma widać inne priorytety. Ja chcę o tę drogę walczyć. Wracając do odpowiedzi na pytanie – dziewięć miesięcy to dużo czasu, żeby pokazać aktywność w śląskich sprawach. Jeśli mieszkańcy Śląska to zobaczą, to jesienią wszystkim kandydatom RAŚ do senatu będzie znacznie łatwiej o sukces. - No właśnie – RAŚ. Kandyduje Pan z własnego komitetu „Ze Śląska – nie z partii”, a nie z Ruchu Autonomii Śląska. Dlaczego? - Przyczyn jest wiele, ale najważniejsza taka, że RAŚ jako stowarzyszenie nie może wystawiać kandydatów w wyborach parlamentarnych. Dlatego trzy lata temu komitet do senatu nazywał się też „Autonomia dla Ziemi
waną opcją niemiecką, tylko Słowianami o odrębnej od polskiej historii, kulturze, języku. Nasz język obumiera i trzeba go szybko ratować. Dzisio już chneda żodŷn niy poradzi rychtig godać po ślůnsku, a jo se forszteluja, co latoś byda po ślůnsku tuplikowoł polskimu sŷnatowie, co je louz. Kiej moja godka bydzie ŷnlich, spytom jejch: jesteście pewni, że ta mowa, z której nic nie zrozumieliście, była w gwarze języka polskiego? - A inne śląskie sprawy? - One właśnie pokazują, że partyjni posłowie, senatorowie nie reprezentują regionu. Od ponad 20 lat nasze górnictwo jest degradowane. Takie rządy – SLD, PiS-u, PO – doprowadziły go do kłopotów ekonomicznych, z której dziś bezkosztowo wyjść się nie da. Polska najpierw swoją reformę gospodarczą oparła na kolonialnej eksploatacji górnictwa a dziś się na nie wypina. Polakom opowiada się, że do górnictwa muszą dopłacać – zapominając, że gdyby przez dziesięciolecia nie było dojną krową, to dziś miałoby się zapewne świetnie. O tym także głośniej potrafi mówić senator niż dziennikarz.
lacy nie odróżniają „autonomicznego województwa” od dążeń do niepodległego Śląska – ale fakt jest taki, że dziś na wielu samo słowo „RAŚ” działa jak
To śmieszne i straszne, że w czasie, gdy Europę zalewa groźba islamu, Polska broni się nie przed nim, a przed odmiennością Ślązaków – czyli Słowian, wyznających w zdecydowanej większości tę samą, katolicką religię. Śląskiej” a nie RAŚ. Poza tym ostatnimi czasy niektórzy członkowie RAŚ popisują się jawną antypolskością. Ja natomiast podkreślam, że jestem narodowości śląskiej, ale Polaków i Polskę darzę szacunkiem. Przecież inaczej nie chciałbym kandydować do polskiego parlamentu. W ostatnim czasie przyklejono RAŚ-owi gębę separatystów, co skutecznie od niego odstrasza nie tylko „goroli”, ale także mniej radykalnych Ślązaków . To nie wina Ruchu Autonomii Śląska, że Po-
płachta na byka. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jestem aktywnym członkiem Ruchu Autonomii Śląska, i działam na rzecz odzyskania przez województwo śląskie autonomii w ramach Rzeczypospolitej. - Pan jednak podkreśla, że interesuje pana autonomia dla Górnego Śląska, a nie obecnego województwa śląskiego… - Dokładnie tak. Nie chcę autonomii dla czegokolwiek, tylko autonomii
dla Śląska! Ja uważam, że najpierw musimy dążyć, żeby wszystkie ziemie górnośląskie, z Opolem, znalazły się w jednym górnośląskim województwie. A Częstochowa, Sosnowiec, Żywiec poza tym województwem. I dopiero wówczas takie województwo może się starać o status autonomiczny. - A co z Sosnowcem, Częstochową, Żywcem? - Jakby nie moja sprawa. Ale z Żywcem jest sprawa prosta, bo to przecież Małopolska. A Sosnowiec i Częstochowa mogą przecież wrócić tam, gdzie były przed wojną, czyli do województwa świętokrzyskiego (wtedy kieleckie). To jest kongresówka, ludzie o zupełnie innej mentalności, kulturze, historii niż Ślązacy. I do niczego nie potrzebują być z nami w jednym województwie. Altrajch, z Sosnowcem,
Dąbrową Górniczą, Będzinem, Czeladzią, Zawierciem, Jaworznem – to aglomeracja miejska porównywalna z Gdańskiem, Poznaniem. Sami sobie świetnie poradzą. A my bez nich. Aglomeracja katowicka i sosnowiecka mogą stanowić jeden organizm gospodarczy, ale po co administracyjny. - Wierzy pan, że załatwi to jeden senator?
- Czyli chodzi o to, że głos senatora jest lepiej słyszalny, niż głos RAŚ-u czy „Ślůnskigo Cajtunga”? - Oczywiście, nasz głos słychać tylko na Śląsku, a i to słabo. Senator RP ma dużo większe możliwości dotarcia do ogółu Polaków. Aby zrozumieli, że Ślązacy nie są antypolscy a jedynie chcą innej organizacji państwa polskiego. Takiej, która będzie szanowała naszą śląską odmienność. To zresztą śmieszne i straszne, że w czasie, gdy Europę zalewa groźba islamu, Polska broni się nie przed nim, a przed odmiennością Ślązaków – czyli Słowian, wyznających w zdecydowanej większości tę samą, katolicką religię. - Na razie groźba islamizacji Polsce chyba nie grozi. - Nie??? Przecież niebawem na Śląsku mają powstać pierwsze meczety. Jak na razie Niemcy czy Francja, jako bogatsze, są dla przybyszy z Azji, Afryki, bardziej atrakcyjne niż Polska, ale u nas też ich przybywa. Za
Polska przez 70 lat bezwzględnie eksploatuje Śląsk i nie zamierza poprzestać. I nieważne, czy rządzi PO czy PiS. My, Ślązacy, mieszkańcy Śląska potrzebujemy mieć własną reprezentację i wierzę, że ludzie to coraz częściej zauważają. - Nie. Wierzę, że głos senatora mówiącego o tym będzie lepiej słyszalny. Podobnie jak głos senatora, tłumaczącego czym jest autonomia. Podobnie jak głos senatora tłumaczącego, ze nie jesteśmy żadną zakamuflo-
nimi przyjdzie ich religia, i za 10-15 lat staniemy przed podobnym problemem, jak dziś Francja, Niemcy, Dania. Dlatego ja już dziś mówię „Stop islamizacji Europy!”. Dokończenie na str. 4
4 Dokończenie ze str. 3 - Trudno ludziom zabronić wyznawania swojej religii… - I nikomu nie zamierzam. Jednak stoję na stanowisku, że zero tolerancji dla nietolerancyjnych. Jeśli oni nie potrafią funkcjonować w demokratycznym społeczeństwie, to można wobec nich zastosować rozwiązanie, które istnieje już w polskim prawie wobec dwóch totalitarnych ideologii: faszyzmu i komunizmu. Zakaz propagowania! Taki zakaz byłby niemożliwy w krajach, które ratyfikowały w całości Kartę Praw Podstawowych, ale Polska jest jednym z trzech krajów Unii Europejskiej, które tego nie uczyniły. Dlatego może nie uznawać narodowości śląskiej, dlatego może zabronić propagowania faszyzmu, komunizmu. I dlatego też może zabronić propagowania islamu. Ale trzeba zarazem zlikwidować przepis, który islamowi otwiera szeroko drzwi. To „ zakaz obrażania uczuć religijnych”. Dziś powołują się na niego najczęściej środowiska zbliżone do Radia Maryja, ale niebawem mogą chcieć z niego korzystać przede wszystkim mahometanie. I będziemy musieli okazywać cześć Mahometowi, bo w przeciwnym razie będziemy obrażać ich uczucia religijne… - Takie słowa w ustach Dariusza Dyrdy, który nie uchodzi za szczególnie religijnego, trochę dziwią. - Wcale nie. Chrześcijaństwo to część mojego śląskiego dziedzictwa kulturowego. Bożonarodzeniowo Wilijo, wielkanocne śniodani, Dzieciontko, pastŷrka. I kiedy czytam, że w Danii pobito katoliczkę wracającą z pasterki, to uważam, że już dziś trzeba działać, by i nas nie miało to miejsca. - Śląsk był zawsze wielokulturowy! - Tak, ale kultur wzajemnie się szanujących. Wyznawcy islamu w Europie pokazują, że nie szanują innych kultur. Że nie szanują kultury gospodarzy. Podobni są tym zresztą trochę do państwa polskiego na Śląsku, które nie szanuje naszej śląskiej kultury i tożsamości. Z tym, że państwo polskie robi to w białych rękawiczkach, a oni brutalnie. Ale smuci mnie, że widać łatwiej wywalczyć swobody mahometanom, niż Ślązakom. Bo, jak powiedział Kutz, my jesteśmy „dupowaci”. Ale właśnie w wyborach możemy pokazać, że nie jesteśmy. - Wierzy pan w zwycięstwo wyborcze z kandydatami PO i PiS? - Wierzę, że mieszkańcy Śląska mają już dość wojny między tymi partiami, które dla naszego regionu nie mają żadnej sensownej oferty. Polska przez 70 lat bezwzględnie eksploatuje Śląsk i nie zamierza poprzestać. I nieważne, czy rządzi PO czy PiS. My, Ślązacy, mieszkańcy Śląska potrzebujemy mieć własną reprezentację i wierzę, że ludzie to coraz częściej zauważają. Za kandydatami PO i PiS stoją znacznie większe pieniądze, partyjna struktura, ale za mną to, że jestem stąd i zamierzam w Warszawie się o Śląsk upominać. A nie kombinuję, jak ze Śląska przenieść się na warszawskie salony. Wierzę, że głosować na mnie pójdą ci, którzy z tą Ziemią wiążą przyszłość swoją i swoich dzieci. I że ich głosów wystarczy, by wygrać te wybory.
STYCZEŃ 2015r.
„Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy”
Pendolino rzīć wypino? Pendolino bryluje na parkiecie tematów związanych z transportem. Cieszący się złą sławą, ten ultranowoczesny, zachodni pociąg elektryczny jest „za dobry” jak na polskie warunki. A przecież 78 lat temu po śląskich glajzach poruszał się pociąg, który już wtedy osiągał prędkości podobne do tych, które rozwija „polskie” Pendolino. Czy to pociąg jest zły, czy może zarządzanie i infrastruktura?
E
„NIEMIECKA GWIAZDA”
lżbieta „mamy taki klimat” Bieńkowska, była minister infrastruktury, odpowiedzialna do niedawna za sprzątnięcie taborowego bałaganu po Sławomirze Nowaku, na swoje szczęście udała się do Brukseli. Chwalebne peany na jej temat, a także na temat Donalda Tuska, którzy chwycili pana Boga za nogi, pełniąc zaszczytne funkcje unijne, skutecznie zamazały obraz sprawcy katastrofy kolejowej, która codziennie rozgrywa się na naszych oczach.
W dzisiejszych czasach nie jest możliwe, ze względu na olbrzymi stan dewastacji torowiska, dojechanie pociągiem do Berlina w tak krótkim czasie. Średnio, podróż z Katowic do stolicy Niemiec trwa niemal osiem godzin! „Latający Ślązak”, nie był na ówczesne czasy czymś niezwykłym. Wszystkie ważne, niemieckie miasta miały bardzo dobre połączenie kolejowe z Berlinem. Była to tzw. „Niemiecka Gwiazda”, do której zaliczał się „Pieron”, jednakże to nie on był najsłynniejszym z tej grupy pociągów. To zaszczytne miano przysługiwało jeszcze szybszemu „Latającemu Hamburczykowi” („Fliegender Hamburger”) obsługującemu trasę Berlin-Hamburg.
PENDOLINO NIE JEST ZŁE, JEST NIETRAFIONE Przecież to nie samo pendolino zdecydowało, że kilku tygodni jeździ sobie po torach z Katowic do Warszawy, osiągając przy tym zaledwie 2/3 swoich możliwości. To nie pendolino wprosiło się na trakcję, która nie jest w stanie wygospodarować mu sześciu MW mocy energii elektrycznej i w związku z tym, to nie jego wina że innym, skromniejszym pociągom, mijającym go na torach, naraz ulatuje cała energia elektryczna i zastygają w bezruchu i ciemności. To nie pendolino wywołało aferę łapówkarskich podejrzeń związaną z przetargiem, to nie ono spowodowało, że z osiemnastu maszyn, na tory wyjechało jedynie dziewięć pociągów. Pendolino jest jedynie konstrukcją tech-
OSTATNIA PODRÓŻ Latający Ślązak i jego odrestaurowany bliźniaczy skład „Leipzig” wencjonalnych. Co za tym idzie tylko Pendolino pozwala osiągnąć średnią wyższą prędkość na tej samej linii. PKP Interity nie zamówiły pociągów z wychylnym pudłem, ponieważ koszt zakupu i utrzymania byłby o ok.10% wyższy. Wychylne pudło sprawdza się na krętych trasach. Trasa Warszawa–Kraków i Katowice ma prostą geometrię toru. Zastosowanie wychylnego pu-
Kiedy awantura wre, my cofniemy się w przeszłość o dokładnie 78 lat. Ślązacy już wtedy mieli swoje pendolino. „Latający Ślązak”, był niesłychanie szybkim pociągiem, o średniej prędkości 130 km/h, który z Bytomia do Berlina dojeżdżał w cztery i pół godziny. Jego rozkład jazdy dopasowany był do trybu życia codziennego mieszkańców, tak żeby bez problemu dojechać do pracy, a także pozałatwiać sprawy w urzędach. niczną, doskonałą, ale nie na polskie warunki. Drażni, kiedy podnoszone jest ogólnopolskie larmo, pt. „Pendolino to, pendolino tamto”, a tymczasem to wszystko jest winą karkołomnego zarządzania, które trwa już od 20 lat.
ZAPLANOWANY OD DAWNA Tak, tak. Pierwsze podejście do wprowadzenia do Polski pociągu z wychylnym pudłem odbyło się bardzo dawno temu. W 1994r., włoski pociąg ETR 460 ustanowił właśnie rekordową prędkość w Polsce (firma Fiat Ferroviaria). Co zaś się tyczy wychylnego pudła (pendolino, to „wahadełko”), to w Polsce mamy pendolino bez pendolina, czyli wychylnego pudła. Tak tłumaczy to PKP: „Pendolino pozwala przekroczyć prędkość 200 km/h, co nie jest możliwe w przypadku składów kon-
był jednakowoż dostępny dla członków klasy średniej. Wyposażony był w silnik spalinowy, a wagony spalinowe typu „Lipsk” zostały zbudowane we wrocławskiej fabryce Linke-Hofmann-Werke. Był więc naprawdę nasz, ślaski.
dła skróciłoby podróż o zaledwie 10 minut z Gdańska do Warszawy i o 5 minut do Krakowa”. Tak więc mamy wahadełko, bez wahadełka. Coś jak risotto bez ryżu, jak bigos bez kapusty. Wracając zaś do historii wprowadzenia pendolino… W 1997r. odbył się przetarg na pendolino, ale po kontroli NIK został unieważniony, gdyż ta miedzy innymi, wytknęła zły stan infrastruktury, który powoduje, iż takie pociągi nigdy nie osiągną szczytu swoich możliwości. Lata mijają. W Polsce udaje się przeforsować wprowadzenie szybkiego, zachodniego pociągu, ale uwaga! Komisja Europejska powtarza to co, 20 lat temu stwierdziła NIK i cofa 14 milionów euro dotacji na pendolino! Powód? Dokładnie ten sam. Pendolino jest zbyt nowoczesne jak na polskie warunki! Niestety; czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie
umiał. A kredyt na pendolino spłacać trzeba.
FLIEGENDER SCHLESIER Tak naprawdę to „wpadek” przy wprowadzaniu Pendolino było znacznie więcej. Przede wszystkim, taki pociąg nie powinien jeździć po polskich torach. To tak, jakby kupić ferrari do wożenia przez wieś świń na skup. To marnotrawstwo publicznych pieniędzy, ale nasi rządzący nie mierzą nigdy sił na zamiary. Kiedy awantura wre, my cofniemy się w przeszłość o dokładnie 78 lat. Ślązacy już wtedy mieli swoje pendolino. „Fliegender Schlesier” („Latający Ślązak”), był niesłychanie szybkim pociągiem, o średniej prędkości 130 km/h, który z Bytomia do Berlina dojeżdżał w cztery i pół godziny. Jego rozkład jazdy – ucz się Polsko, ucz - dopasowany był do trybu życia codziennego mieszkańców, tak żeby bez problemu dojechać do pracy, a także pozałatwiać sprawy w urzędach. Dzisiaj, licząc na komunikację miejską i krajową, jest to nie do osiągnięcia. „Latający Pieron” (bo także w ten sposób nazywano ten pociąg)
Pendolino
Ostatni raz, Pieron wyjechał na tory 21 sierpnia 1939 roku . Mobilizująca się armia Hitlera spowodowała, że ten ultraszybki jak na dzisiejsze czasy pociąg już nigdy nie wyjechał na śląskie tory. Owszem, w NRD takie pociągi jeszcze jeździły. Kilka odrestaurowano do celów edukacyjnych. Szkoda. I „Latającego Ślązaka” i pendolino. Wbrew pozorom łączy je bardzo wiele: oba jak na czasy swojego technicznego żywota, są pociągami nowoczesnymi i różniącymi się wizualnie od swoich taborowych kolegów. Najważniejsza wspólna cecha jest jednak taka, że ani „Pieron” ani pendolino nie osiągną w Polsce swoich możliwości. Torowiska uniemożliwiają rozwinięcie tych skrzydeł. Poza tym – ten pierwszy pociąg już nie istnieje; ten drugi – teoretycznie też nie. W Polsce nie ma życia dla takich pociągów, dlatego też pendolino przyjeżdża i odjeżdża – na pół pociągowego gwizdka. I tylko te zachwyty nad nim trudno zrozumieć. Przecież trasę z Katowic do Warszawy pokonuje tylko kilka minut szybciej, niż robią to inne pociągi. Ba, staruszek Latający Ślązak też byłby w stanie dojechać w 2 godziny i 40 minut do Warszawy. Więc o czym tyle pendolenia? Pardon, pindolenia. Paula Zawadzka
5
STYCZEŃ 2015r.
Mija okrągła, 70 rocznica Tragedii Górnośląskiej
Uczcijmy ich Marszem 24 grudnia, wyruszy siódmy już Marsz na Zgodę. Jak zawsze z katowickiego Placu Wolności. Dokładnie o 12.00. Ku pamięci tych Ślązaków, którzy w styczniu 1945 roku, po zdobyciu Katowic przez wojska polskie i sowieckie, byli pędzeni stąd na mrozie do obozu koncentracyjnego w świętochłowickiej Zgodzie. Setki z nich zostały tam zakatowane.
„Frau Paschke nażarła się mojego gówna, Fräulein Marii Schmolke z Łambinowic naszczaliśmy do gęby i kazaliśmy jej lizać krew z jej niemieckich ziomków […] Dziewuchom płaciliśmy tak, że wsadzaliśmy im między nogi banknoty namoczone w nafcie i zapalali […] Wsadzaliśmy im do pochwy rozpalone pogrzebacze” „Zastrzeliliśmy kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży, a potem zastrzeliliśmy małą córkę kiedy składała kwiaty na jej grobie. Janek F. zabił kilkadziesiąt niemowląt, po dwa na raz, roztrzaskując główkę o główkę”.
UDAJĄ SIĘ TEGO NIE BYŁO
Od
sześciu lat śląskie organizacje czczą pamięć ofiar Tragedii Górnośląskiej przede wszystkim tym marszem. Członkowie RAŚ – choć nie tylko oni – przemierzają 9-kilometrową trasę z Katowic na Zgodę. Po drodze zatrzymują się przy dawnej świętochłowickiej rzeźni, zapalić znicze. Bo i tam katowano w 1945 roku Ślązaków. Tradycją już jest, że na samej Zgodzie odbywa się prelekcja, prezentowany jest film lub inny materiał dokumentujący hekatombę, która w latach 1945-48 była udziałem Ślązaków. Przygotowuje ją zazwyczaj katowicki oddział IPN.
UDAJĄ, ŻE TO TYLKO WYWÓZKI Tegoroczne obchody tamtych dramatycznych wydarzeń mają wymiar szczególny. Sejmik Wojewódzki, na wniosek RAŚ, ogłosił rok 2015 rokiem Tragedii Górnośląskiej. Zarazem jednak postanowił… obraz tej tragedii zafałszować!
Dzisiaj chętnie opowiada się, że przecież Ślązacy to Polacy. Więc jeśli i w tedy uważano nas za Polaków, to po co naszym przodkom dawano do podpisania deklarację o wierności narodowi polskiemu? trudno jednak nie przypomnieć choćby fragmentów wspomnień ludzi z tych obozów.
STRASZNE RELACJE Z POLSKICH OBOZÓW Czy przypomnieć, że złowieszczy komendant Zgody, Salomon Morel umarł już w XXI wieku, pobierając wysoką pułkownikowską polską emeryturę. Książka Johna Sacka „Oko za oko” wspomina go tak: Liczba ciał była ogromna, ale Szlomo (Salomon Morel – red.) nie zapominał o tym, że wciąż jeszcze
Władze do spółki z abp Wiktorem Skworcem próbują bowiem Tragedię pokazać, jako wywózki mieszkańców Śląska (zwłaszcza górników) na Wschód, do ZSRR. A przecież Tragedia Górnośląska miała znacznie więcej wymiarów, a jednym z najstraszniejszych były obozy koncentracyjne dla Ślązaków Władze wojewódzkie (i państwowe) do spółki z abp Wiktorem Skworcem próbują bowiem Tragedię pokazać, jako wywózki mieszkańców Śląska (zwłaszcza górników) na Wschód, do ZSRR. A przecież Tragedia Górnośląska miała znacznie więcej wymiarów, a jednym z najstraszniejszych były obozy koncentracyjne dla Ślązaków, w świętochłowickiej Zgodzie, w podopolskich Łambinowicach i inne. Najczęściej urządzane przez nowe polskie władze w byłych hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Tematyce Tragedii Górnośląskiej poświęcaliśmy sporą część styczniowego numeru rok i dwa lata temu, więc teraz już skromniej,
żyje sześciuset mężczyzn z brunatnego baraku, oraz tysiąc ośmiuset “kolaborantów” i sześćset “kolaborantek”. On sam nie tknął ich jeszcze (osobiście zajmował się tylko mieszkańcami z brunatnego baraku), ale strażnicy zaczęli bić wszystkich: jeżeli nie salutowali, jeżeli nic mówili po polsku “Tak, proszę pana”, jeżeli nie pozbierali swoich włosów w zakładzie fryzjerskim, jeżeli nie zlizywali własnej krwi. Zapędzali Niemców do psich bud i bili ich, jeśli ci nie chcieli szczekać. Zmuszali Niemców do bicia siebie nawzajem: do skakania sobie na plecy, do walenia się po nosach, a jeśli jakiś więzień markował swoje ciosy, strażnicy mówi-
li: – Pokażę ci jak się to robi – i walili tak mocno, że kiedyś jednemu uderzonemu wyleciało szklane oko. Gwałcili Niemki - jedna trzynastolatka zaszła w ciążę – i szkolili swe psy w ten sposób, że na komendę “Sic!” gryzły Niemców w genitalia. A i tak pozostało jeszcze trzy tysiące więźniów, i Szlomo nienawidził ich bardziej niż w lutym, nienawidził ich za to że nie chcieli usłużnie umierać. Sam Morel twierdził, że na Zgodę przyjmowano „dziennie 300500 więźniów”, z czego wynika, że przez obóz przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy osób. Tymczasem dokumentacja potwierdza jedynie przyjęcie 5764 więźniów. Co się stało z resztą?
NIE LEPSI OD HITLEROWSKICH STRAŻNIKÓW Morel często bił gołymi pięściami lub gumową pałką, ale najczęściej posługiwał się innymi metodami. Z pomocą swej obstawy rzucał więźniów jeden na drugiego, tworząc z nich pięć, sześć warstw. Była to tzw. piramida; leżących najniżej wynoszono do ambulatorium z powodu ciężkich obrażeń. Jeszcze większe przerażenie wśród więźniów „brunatnego baraku” budziła druga metoda Morela – „wybierał sobie dowolnego więźnia, który mu się nie podobał, rzucał nim o podłogę, chwytał za nogę jeden z taboretów, a następnie wielokrotnie z dużą siłą, bił więźnia ciężkim siedziskiem”. Więzień z poważny-
mi obrażeniami trafiał do ambulatorium, a często zaraz do kostnicy. (Adam Dziurok Obóz pracy w Świętochłowicach w roku 1945. Dokumenty, relacje, zeznania, listy)
Tak nadchodząca Polska przywitała Ślązaków. To dekretem polskich władz uruchomiono bowiem te obozy. Tymczasem oficjalna wersja obchodów Tragedii Górnośląskiej mówi niemal wyłącznie o sowieckich wywózkach na Wschód. Polscy politycy, w rodzaju wicewojewody Piotra Spyry, opowiadają, że Morel i inni strażnicy, że ci, którzy swoimi dekretami powołali te obozy, to nie byli Polacy, tylko komuniści. I państwo nie było polskie, tylko komunistyczne, więc obarczać winą Polski nie można. Zapominają przy tym, że jednak III RP nigdy nie zaprzeczyła ciągłości państwa polskiego od 1945 roku do dziś, że uznaje ówczesne akty prawne za
Zastrzeliliśmy kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży, a potem zastrzeliliśmy małą córkę kiedy składała kwiaty na jej grobie. Janek F. zabił kilkadziesiąt niemowląt, po dwa na raz, roztrzaskując główkę o główkę”. Zgoda nie była jedynym takim obozem. Oto fragmenty zeznań strażnika z Łambinowic: „Johann mu było […] zaciągnęliśmy go do warsztatu za tę brodę i wkręciliśmy mu ją w imadło. I podpalili, żeby wyglądał jak dziad. Krzyczał, że ma dzieci […] Obcęgami wyrywaliśmy mu paznokcie, jeden po drugim […] Zaczęliśmy pukać mu w głowę kluczami […] Edek powiedział, że to białe to mózg” „Moja pierwsza nazywała się Gertruda […] Dwadzieścia pięć do trzydziestu uderzeń grubą pałą […] Skóra i mięśnie wisiały na nich paskami […] Umierały na zakażenie krwi”
wiążące (choćby ten o likwidacji autonomii Śląska), więc musi też – na logikę – przyjąć na siebie odpowiedzialność za Zgodę i Łambinowice. Podobnie jak od Rosji wymagamy przyjęcia odpowiedzialności za Katyń, choć przecież Federacja Rosyjska to nie ZSRR. Ciągłość państwowa jednak także w tym przypadku istnieje. Polska ofiar Zgody, Łambinowic i innych uczcić nie chce. Więc uczcijmy ich my. Idąc licznie na Zgodę, zapalając świeczki wszędzie tam, gdzie w latach 1945-48 rozegrała się jakaś część Tragedii Górnośląskiej. Dariusz Dyrda
Jerzy Gorzelik (radny województwa śląskiego, lider RAŚ): Wkrótce minie równo siedemdziesiąt lat od ponownego uruchomienia obozu koncentracyjnego na świętochłowickiej Zgodzie. Wcześniejsza filia KL Auschwitz funkcjonować zaczęła pod zarządem polskich komunistów, którym marzyła się Polska nie tylko zsowietyzowana, ale także jednolita narodowo. To miejsce było jednym z wielu obozów, do których trafiali Ślązacy na podstawie komunistycznych dekretów. Rzeczpospolita nie uwzględniła w swoim prawodawstwie żadnego zadośćuczynienia ofiarom, a żaden z prominentnych przedstawicieli państwa polskiego nie pochylił dotąd głowy przed dawną obozową bramą. Która dla nas, Górnoślązaków, pozostaje symbolem nie tylko tragedii 1945 roku, ale także trwającego przez blisko pół wieku milczenia
6
STYCZEŃ 2015r.
!!! Zademonstruj swoja narodowość ślůnsko !!! Kup do sia, a do swoich krewnych na gŷszynki tresy, żeście som Ślůnzokoma.
35zł
30zł
We Niŷmcach tyż werci sie demonstrować ślůnskość!
45zł
35zł
5zł
35zł
A może wybieresz se inkszy tres, abo inszy gadżet?
35zł
35zł
35zł
35zł
30zł
30zł
5zł
Instytut Ślůnskij Godki, 43-143 Lędziny ul. Grunwaldzka 53.* www.naszogodka.pl, adres e-mail: poczta.naszogodka.pl, tel. 0-507-694-768, konto bankowe 96 1020 2528 0000 0302 0133 9209 Eli kupisz za 100 zł abo lepij (do kupy ze ksionżkami ze ôstatnij strony) – dostawa gratis. Na terenie aglomeracji katowickiej możliwe dostarczenie kurierem i zapłata przy odbiorze.
* Powyższy adres jest jedynie adresem korespondencyjnym.
7
STYCZEŃ 2015r.
Książęta Ciurloka
Tym nielicznym, którzy wciąż Jerzego Ciurloka kojarzą głównie z Ecikiem z Masztalskich, a nie z ogromną wiedzą o historii i kulturze Śląska – z prawdziwą przyjemnością rekomendujemy jego książkę „Ich książęce wysokości (część górnośląska)”. Jest to nowa pozycja, która bardzo wzbogaci wiedzę o naszej historii. I pozwoli lepiej zrozumieć, dlaczego – oraz gdzie – jest Śląsk Górny i Śląsk Dolny.
P
isze bowiem, w zasadzie na samym początku „Ich książęcych wysokości” autor: „Jeśli spojrzeć na drzewo genealogiczne śląskich Piastów, to w jego plątaninie łatwo zauważyć dwa główne konary. Jeden związany z częścią zachodnią Śląska, od XVI wieku zwaną Dolnym Śląskiem, i z częścią wschodnią, zwaną Śląskiem Górnym. Zapoczątkowali te dwie linie synowie Władysława Wygnańca: Bolesław Wysoki i Mieszko zwany Plątonogim. W dalszej części po górnośląskiej stronie obok głównego księstwa opol-
sko-raciborskiego, pojawia się drugie znaczące: cieszyńskie. I już wiemy, skąd nagle jakiś Śląsk Cieszyński. Późniejsze, nieco odmienne losy cieszyńskiej czy opawskiej części naszego regionu – biorą się właśnie z tych piastowskich podziałów księstw. Których zresztą w niektórych momentach było bardzo dużo, bo i duże było rozbicie dzielnicowe Śląska. I tak to, podzielony przez Piastów Śląsk, na ten należący do dwóch linii rodu, coraz bardziej dzielił się też w świadomości na dwie główne – Dolną i Górną - dzielnice. A i te dwie dalej – na skutek zmian na książęcych tronach. Na skutek pojawiania się na nich coraz częściej władców z innych rodów, niż Piastowie. „Ich książęce wysokości” to niby książka o dawnych władcach i panach Górnego Śląska. Jest ona jednak pełna refleksji autora na tematy historyczne. To dzięki niej zrozumiemy, dlaczego jeszcze całkiem niedawno, jeszcze w XX wieku Oświęcim czy Siewierz uważane były za Śląsk – chociaż leżały poza jego administracyjnymi granicami. Podobnie jak niewielka Pogorzela, dziś kojarzona raczej z Wielkopolską. Słowem, książka jest o książętach i opowiada o ich losach – ale przy okazji można prześledzić meandry górnośląskiej historii w dawnych wiekach, gdy rządzili nim ci książęta. A przy okazji historię sąsiednich krain – Dolnego Śląska, Czech, Polski, Moraw, Niemiec, bo przecież książęta ci co i rusz wchodzi w polityczne spory i sojusze. „Ich książęce wysokości” dzielą się na cztery części: I – książęta opolsko-raciborscy, II – Piastowie Cieszyńscy, III – Przemyślidzi Opawscy, IV – Książęta – Biskupi i V (rozdział malutki) – Wiktoryn, książę osobny. Kto czuje się Ślązakiem, a lubi historię, powinien książkę tę koniecznie mieć na półce.
Hanusika tom II
Ci, kierzy radzi majom przīgody komisarza Hanusika, kiere napisoł Marcin Melon, bydom radzi tym barżyj, co juze we lutym bydzie drukowano, a razým mogom nafasować wtůry tom ôpowiostek ô tym ślůnskim policaju, kiery mo utropa niŷ inoś ze kradziokami, nale tyż stworokami, takimi, jako utopiec abo połednica.
J
ak tuplikuje autor, Marcin Melon, akcjo wtůryj tajle, idzie piŷnć lot po wydarzeniach ze piŷrszyj tajle. Po „Srogiej Chaji” (rebelie ślůskich stworokůw) Warszawa „przykręciła śrubę”, i zakozała upowszechniania ślůskich legend a tyż używanio naszyj godki. Je ino jedŷn artysta, kiery mo immunitet, coby śpiewać po ślůnsku - Tyjo Kopyciok. Kierego ôroz mordujom. Je tyż ino jedŷn policaj, kiery poradzi rozwikłać zagadka. Toć, Achim Hanusik! Inoś … Hanusik mo za tela własnych problemůw. Co bydzie dali? Za pora tydni uznomy… A sam konsek wtůrŷj tajle Hanusika: - Tyś to je ale idiōut. Forszteluj sie, że bez cōłki rok tela niy uszporujesz, wiela ta jedna flaszka je wert – Tyjo wejrzōł na niygo choby na ipty. - I tyś za te pierōństwo tela dōł? To ciebie piere na dekel, a padosz, że to jo je idiōut. Przeca to wele normalnego piwa ani niy stoło – rozśmiōł sie zaś Hanek.
- Jasiu, chopie, my już niy sōm ôziymnoście lot stare, coby pić piwo po ajnfartach, smykać sie bele kaj i ciepać bergami we sztrasbanki z Altrajchu. Trza iść do przodku, poradzisz to spokopić? - To ciś, bracik, ciś. Mie tukej je dobrze. - A co ty sam mosz? Trzidziści lot stary, a durś łazisz poôblykany choby jakiś heciok i habisz wōngel z glajzōw, genau jednako, jak żeś habił piytnoście lot nazod – znerwowōł sie Tyjo Kopyciok. - Habiynie wōnglo to niy ma robota, Tyjo – pedziōł Hanek blank poważnie – To je… To je styl życio, chopie… - Ja, ja, styl życio! Fandzolyniy! Wiela razy ino łōńskigo roku policaje zawiyrali cie do heresztu skuli tego twojigo stylu? Jo już niy byda wiyncyj za ciebie świycił ôczami. Jo je, Jasiu, terozki widziany artysta. Jo do wojewody na kafyj łaża, ôn mie mo we zocy. Jak to wyglōndo, że mōm brata-lōmpa po yjzel-szuli? - Ino niy lōmpa! – Hanek ôroz sie znerwowōł – Po coś mie sam tukej pytōł? Coby mi nazdać? Tyjo Kopyciok wejrzōł ku ôknie, cho-
by czekōł, aże na placu ukoże mu sie som Ponbōczek i wytuplikuje mu jako godać z takimi iptami. Nale przeca wiedziōł przōdzij, że ta godka bydzie ciynżko, inakszy sie niy do. Napoczōn jeszcze roz. - Jasiu, kej ftoś już szafnie w życiu tela, co jo szafnōł, to ôroz poradzi wejrzeć na cōłki świat blank inakszy. Jo już wiym, co je nojważniejsze. Niy piyniōndze, niy frele, niy uwożanie. Nojważniejszo, Jasiu, je familjo. Srogo familjo, kero zawdy ci przaje i je fertich, coby ci pomogać, kero… - …kero mieszko w Rajchu, posyło ci pakiety i niy musisz jij za czynsto ôglōndać. Dobre, skończ fulać i godej ô co sie ciebie tak richtich rozchodzi – wloz mu w godka bracik. (…) - Poczkej! Jeszcze jedne… Suchej… Jo potrzebuja tyż kogoś zaufanego. Mōm taki gyfil ôstatnio… Choby ftoś za mnōm łaził… - Na zicher te twoje libsty, kerymi tak sie asisz! – frōnknōł Hanek i już richtowōł sie, coby iść weg. - Jasiu, jo je wylynkany ô swoje życie! - A harnij ty mie w rzić! Trza sie bōło niy zadować z chacharami i fuchtlami! - Z chacharami to ty sie zadowosz! Z lōmpami i ôżyrokami! – ciepōł sie Tyjo Kopyciok – Mie to je gańba za takigo brata! Tyś je huba na drzewie genealogicznym naszyj familje! Jo za bajtla żech sie starōł durś, żech je adoptowany, a terozki, kej na ciebie patrza, to bych wolōł… Aaa, idź raus, lōmpie, idź słepać te piwsko z takimi ôżyrokami, jak sōm żeś je! - To sōm moje kamraty, ty kabociorzu! – ôdbajsnōł sie Hanek i poszōł weg. Tyjo szluknōł zaś whisky, coby sie kōncek uholka. Wejrzōł za ôkno i zaś miōł tyn maszketny gyfil, że ftoś chowie sie hań za winklym i na niygo cichtuje.
Wielgo poezjo po ślůnsku a niŷ inakszych autorůw, nale ôn przekłodoł, tuż ôn decydowoł. Kożdy może zrychtować ańprůba, i przełożyć na ślůnsko godka inszych autorůw, bajo Moliera, Szekspira, Boya-Żeleńskigo. A na razie trzeja się radować, co momy te wiersze. Tym barżyj, co Syniawa, chocia dochtůr chemie, pokozoł sie srogim literackim talěntem. A napisane je to we transkrybcje tzw. cieszyńskij. Idzie sam znonść wiersza takich poetůw, jako Horacy, Dante, Anioł Ślązak, William Blake, Eichendorff, Yeats czy Jesienin. My drukujŷmy sam wiersz Jesenina, a konsek „Boskij Komedie” ze tego bucha.
D
ugo my na to czakali. Nale nareście momy rychtyczno, wielgo literatura po ślůnsku. Mirosław Syniawa dokonoł przekłodůw wielgij weltliteratury na ślůnsko godka. Konski „Boskij Komedie” Dantego, a insze wiersze. Poniŷkierzy mogom pytać, czamu wzion tych
DANTE ALIGHIERI (1265 – 1321) BOSKŎ KŌMEDYJŎ (La Divina Commedia) PIEKŁO Pieśń I W postrzodku rajzy, co jōm życiym zwie sie, Jak mi sie proste drōgi kajś straciyły, To ôrŏz w ciymnym ujzdrzoł żech sie lesie. Ciynżko mi bydzie znŏlyź tela siyły, Coby wōm pedzieć, jak tam dziko było, Jak mi bojōnczki w myślach zajś ôdżyły,
Jak mi sie gorzko ôd tego zrobiyło. Dyć jak już spōmnã, coch tam znŏd dobrego, Ô inkszym przidōm, co mi sie trefiyło. Niy wiym, jak żech sie do lasu dzikego Dostoł, bo spanie fest mie prawie brało, Tymu tyż ślŏz żech z chodnika prawego. Potym żech zaszoł pod gōrã niymałõ, Kaj bōł już kōniec doliny głymbokij, Wszyjsko tam serce strachym srogim żgało. Dyć patrzã na wiyrch i widzã, że stok *** PIEŚŃ Ô PSIE (Песнь о собаке) Siergiej Jesienin (1895-1925) Schowanŏ w sōmsieku rżanym, Kaj bast w rzōndkach sie lyskŏ złotawy, Urodziyła suka nad ranym Siedmioro psiōntek ryszawych. Aż do śćmiywku je piastowała, Sierść lizała jynzykym czyrwōnym, Śniegu płachta do kna roztajała
Pod brzuchym miyłościōm rozgrzōnym. Na ôdwieczyrz, kej wszyjske już kury Poszły spać, skōńczyła sie uciecha, Bo wrŏz przilŏz gospodŏrz pōnury, Wszyjskich siedym powciepoł do miecha. Po zumiyntach biołych za nim gnała, Dyć nadōnżyć niy stykło jyj siyły… I tak dugo woda dyrgotała Podwiel fale sie niy straciyły. Jak poleku sie nazŏd klechtała I pot zlizowała se z bokōw, To sie gymba miesiōnczka jyj zdała Jednym z jeji utopiōnych psiŏkōw. Wbiyła zdrzoł kajś tam w niebo nad jatōm I tak dugo, boleśnie wyskała, Aż miesiōnczka gymbiczka kulatŏ Sie za gōrkã na polu schowała. I tak gucho, jak w swojim biegu Fechciŏrzowi ciepniynty kamiyń, Pokulały sie prosto po śniegu Ôczy psie złociuśkimi gwiŏzdami.
„Ich książęce wysokości” oraz „Dante i inksi” można kupić za pośrednictwem redakcji „Ślůnskigo Cajtunga”. Pierwsza kosztuje 30, druga 22 złote.
8
STYCZEŃ 2015r.
PISANE ZA BRYNICĄ
POLOK, NIE POLAK
Akcja - mobilizacja! Jo wos prosza:
D
rodzy czytelnicy, ludu pracujący miast i wsi! Czas na zmiany, czas na poważne zmiany! Wyślijmy wspólnie naszego redaktora naczelnego Dariusza Dyrdę, do senatu! Niech jedzie pieron do Warszawy, będzie święty spokój. A tak poważnie, to niech jedzie, bo on jedyny potrafi być rzetelnym reprezentantem swojego okręgu: Tychów, Mysłowic i powiatu bieruńsko-lędzińskiego. Inni senatorowie reprezentują partie z których się wywodzą, on byłby kimś innym, kimś wyjątkowym. I ma szanse. Świadczy o tym jego doskonały wynik sprzed trzech lat, on kontra Elżbieta Bieńkowska. Pamiętam tamtą kampanię bardzo dokładnie, pamiętam, jakby to było wczoraj. Setki plakatów, kilkadziesiąt butelek kleju, a także feralną wizytę u fryzjera… Oj tak! To pamiętam najbardziej. W trakcie oklejania słupów ogłoszeniowych zawiał wiatr i cały klej z plakatu znalazł się na mojej głowie. Była to godzina piąta rano, a najbliższy salon fryzjerski otwierano o dziewiątej. Pomimo natychmiastowego umycia włosów, przy skórze zostały resztki kleju. Kiedy za kilka godzin trafiłam do salonu, okazało się, że trzeba goroli-
cę ogolić. Oczywiście, był to salon fryzjerski w śląskiej miejscowości i dopatrując się teorii spiskowych (za dużo Macierewicza, za dużo) zaczęłam się zastanawiać czy pani fryzjerka przypadkiem nie dostrzegła mojej tablicy rejestracyjnej. Skalp Ślązaków z zagłębiowskiej głowy? Co to, to nie! Nie dam się ogolić, niczym te warszawskie bidulki, które w trakcie wojny zadawały się z Niemcami! Hola, hola, tak naprawdę, to ja robiłam coś dla Ślązaków, odwalałam całą brudną robotę przy kampanii wyborczej górnośląskiego autonomisty Dyrdy, a że dla bezmyślnej większości polskiego społeczeństwa Ślązak to Niemiec, to mnie przecież nie powinno się golić! Mnie się powinno te włosy doklejać! Albo zafundować jakąś nowoczesną kurację, albo chociaż perukę! Przynajmniej na Śląsku. Kiedy wytłumaczyłam te historyczne animozje fryzjerce, ona oznajmiła z rozbrajającym uśmiechem, że nie będzie mnie skalpować i że tak tylko sobie żartuje. Po czym wyszorowała mi głowę, nie założywszy przy tym rękawiczek, co stanowiło koronny dowód na to, iż w Zagłębiu Dąbrowskim raz na zawsze zażegnano wszy. Tak więc dowcip o tym, że gdyby wszy świeciły, Sosno-
wiec wyglądałby jak Las Vegas, mija się z prawdą historyczną. Wracając zaś drodzy czytelnicy, do tematu kampanii: przyda nam się każda pomoc. Jeśli ktoś ma trochę wolnego czasu i może przykleić kilka plakatów, czy w imię idei poroznosić trochę gazet na terenie okręgu w którym ósmego lutego odbędzie się dogrywka, to bardzo proszę o kontakt i o pomoc. Być może ktoś z państwa może udostępnić powierzchnię na baner na terenie Mysłowic, Tychów czy powiatu bieruńsko-lędzińskiego? Albo może pożyczyć przyczepkę, na której baner ustawimy? Każda pomoc jest na wagę złota. Ja standardowo będą ciężko przy tej kampanii pracować. Zawsze się zarzekam, że to już moja ostatnia kampania, ale ja tylko tak marudzę, bo tak naprawdę trzeba pomóc naczelnemu zostać senatorem. Zróbmy to razem! Dla Śląska! Wasza gorolica Paula Zawadzka P.S. Tak naprawdę, chcę by Dyrda został senatorem, bo chcę go wygryźć ze stanowiska naczelnego. Jestem z Zagłębia Dąbrowskiego; cwana i przebiegła, hahaha!
FIKSUM DYRDUM
A „przepraszamy” nie słychać O
by nie było tak zimno jak cztery lata temu… Zmarzłem wówczas podczas Marszu na Zgodę okrutnie. Po prawdzie rok i dwa lata temu szedłem tylko dwa kilometry a potem na miejsce jechałem autem. Ale też musiałem zrobić zdęcia zbliżającej się do obozu na Zgodzie marszowej kolumnie. Do Cajtunga. No i zdjęcia VIP-ów, których spodziewałem się tam zastać. Ale VIP-w nie było. Ani państwowych, ani kościelnych. Bo nasze państwo wciąż udaje, że Tragedia Górnośląska to tylko masowe wywózki do ZSRR, na roboty, z których prawie nikt nie wracał. Ba, udaje nawet, że Sowieci na te roboty ze Śląska wywozili „polskich patriotów”, chociaż Sowieci traktowali wywiezionych Ślązaków jako Niemców, Nie Polaków. Ale pokazywanie Tragedii tylko przez pryzmat tych wywózek, to jakby pokazywać żydowski holocaust przez likwidację gett, warszawskiego, będzińskiego, łódzkiego – nie wspominając zarazem ani słowem o Auschwitz-Birkenau i innych obozach zagłady. Bo nasza Tragedia to też w równym stopniu ta wywózka i obozy koncentracyjne, polskie oraz sowieckie. A także wiele innych form represji i upokorzeń, jakie Polska zastosowała wobec Ślązaków. Oczywiście, że nie dotknęła ona wszystkich. Mój ojciec prosto po Wehrmachcie i obozie jenieckim poszedł do szkoły, a już w 1947 roku – jeszcze w trakcie trwania Tragedii – na studia. No ale jego ojczym był znaczącym działa-
czem powstańczym. Nie każdy miał takie szczęście jak mój ojciec. Kilku przyjaciół ojca doznało tej Tragedii, a jeden z nich do dziś drży (a ma lat ponad 80) samo słowo Łambinowice, w których był jako nastoletni chłopiec. I dlatego tak czekałem na tych VIP-ów. Polskich VIP-ów. Bo jeśli Polska oczekuje od Rosjan przeproszenia za Katyń, to powinna się też zdobyć na przeproszenie Ślązaków za Zgodę, za Łambinowice i inne obozy koncentracyjne. Owszem, powiedzą, że to zrobili komuniści – ale jednak komuniści w
prezydent RP, premier RP powinni przeprosić, nie w swoim przecież imieniu, lecz w imieniu państwa. Tymczasem zamiast to zrobić, udają, że tamte wydarzenia nie miały miejsca. Czym więc różnią się od Rosjan, robiących uniki w sprawie Katynia? Na to państwa polskiego nie stać. Zamiast tego pani premier powołuje pełnomocniczkę ds. ustawy o zdrowiu publicznym, która właśnie przyznała się, że na służbę zdrowia nie ma żadnego pomysłu. Beata Małecka-Libera (PO) zapytana jak można rozwiązać pro-
Jeśli Polska oczekuje od Rosjan przeproszenia za Katyń, to powinna się też zdobyć na przeproszenie Ślązaków za Zgodę, za Łambinowice i inne obozy koncentracyjne. Owszem, powiedzą, że to zrobili komuniści – ale jednak komuniści w polskich mundurach. polskich mundurach. Podobnie jak Federacja Rosyjska jest następcą prawnym ZSRR, więc ponosi odpowiedzialność za stalinowskie zbrodnie – tak samo III RP jest następcą prawnym PRL-u, i też ponosi odpowiedzialność za tamte represje. Prawną i moralną. Komunistyczne czy nie, to jednak państwo polskie zgotowało wtedy Ślązakom taki los. I nie umie się zdobyć na słowo: przepraszamy! Nie winię za te zbrodnie narodu polskiego. Pana Zdzisia z Radomia, pani Lidzi z Białegostoku, pana Wiesia z Poznania, pani Kazi z Częstochowy, a nawet pana Miecia z Sosnowca. Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej. Ale
blem chaosu służby zdrowia odpowiedziała: „nie wiem”. Po czym dodała: „Uważam, że tylko rozmowy i negocjacje mogą doprowadzić do przywrócenia tego stanu, który w tej chwili jest rzeczywiście trudny.”. No, jeśli ona chce przywracać stan, który jest trudny, to znaczy, że będzie jeszcze gorzej. I tylko zastanawiam się, po co pełnomocnikuje, jeśli nie ma pomysłu? Może zamiast tego premier Kopacz zrobiłaby ją pełnomocnikiem od przyjechania na Zgodę i powiedzenia „przepraszamy”. Chociaż a nuż by powiedziała, że będzie dążyć do przywrócenia tego stanu, który był tu przed 70 laty… Dariusz Dyrda
zdrowy rozsądek! W
iadomość o rejestracji komitetu wyborczego Dariusza Dyrdy przyjąłem z wielką radością. Dariusz jest bowiem jednym z nielicznych górnośląskich aktywistów, którzy nie stracili zdrowego rozsądku i nie zamykają się w skorupie własnych kompleksów. Z jednej strony potrafi bowiem przypominać dawne śląskie tradycje i kulturę, ale jednocześnie nie wmawia wszystkim dookoła, że nowoczesny Śląsk to wyłącznie literatura piękna i muzyka poważna. A właśnie takie podejście jest źródłem klęski Ruchu Autonomii Śląska, który ustami swych przedstawicieli wmawia wszystkim, że wice, szlagiery i biesiada to obciach i należy się skupić na czytaniu Kadłubka i Twardocha. Porządny Ślązak według nich nie słucha Radia Piekary, nie ogląda Kabaretu RAK, a Masztalscy budzą w nim obrzydzenie. I trudno się dziwić, że takie poglądy nie znajdują poklasku, bo nawet średnio rozgarnięty socjolog wie, że 99% wyborców lubi posiedzieć przy piwie i posłuchać szlagierów. Jako pierwszy zrozumiał to w Polsce Aleksander Kwaśniewski tańczący w rytm disco polo narażając się w ten sposób na kpiny, z tym zastrzeżeniem, że wygrał dwukrotnie wybory. Na Zachodzie zrozumiano to już dawno i w związku z tym żaden rozsądny polityk w Niemczech nie wmawia wy-
śląscy. Parę dni temu przeczytałem w Internecie dyskusję o tym, jak to w jednej z katowickich kawiarni mieniącej się być śląską ktoś usłyszał utwór Mieczysława Fogga. Cóż to za zdrada i poróbstwo! – zagrzmieli (niektórzy) aktywiści RAŚ. Jak można w śląskiej kawiarni emitować utwory warszawiaka?!?! Hańba! Pozostało mi przecierać oczy ze zdumienia i pytać, czy ustalimy jakąś listę twórców oraz wykonawców, którzy będą wystarczająco śląscy, by można było słuchać ich utworów w śląskich restauracjach i kawiarniach. Obawiam się – i są to obawy uzasadnione – iż w tej paranoi nacjonaliści śląscy przebili nawet nacjonalistów polskich, a nie jest to wcale proste. Chyba się jednak udało, bo o ile przypominam sobie dyskusje polskich polityków roztrząsających olbrzymi problem, czy Jan Brzechwa był wystarczająco polski, by patronować przedszkolu, o tyle nie sądzę, by ktokolwiek rozważał, czy w restauracji typu „polska chata” dopuszcza się słuchanie zespołów spoza terenu Rzeczypospolitej. A nam – Ślązakom – to się właśnie udało. Dowiedliśmy w ten sposób swoich własnych kompleksów i pokazaliśmy światu, że boimy się, iż nasza kultura nie jest wystarczająco atrakcyjna, by wystawić ją na jakąkolwiek próbę. O ileż inaczej zachowywali się nasi
Nie można całego życia spędzić na czytaniu literatury pięknej, podobnie jak nikt rozsądny nie nakazuje jedzenia wyłącznie sushi i ostryg. I tak można sobie czasem posłuchać szlagierów, a czasem Beethovena. I żałośni są zarówno ci, którzy uważają, że śląska kultura to wyłącznie Kadłubek i Twardoch, jak i ci, którzy dostrzegają wyłącznie Asię Bartel. borcom, że Oktoberfest jest obciachowy i podobnie żaden kandydat na prezydenta USA nigdy w życiu nie powie, że muzyka country to wiocha – nawet jeśli tak uważa. Problem jest oczywiście głębszy i sięga odwiecznego sporu między rzekomą „kulturą wysoką” a tą „plebejską”. Wszak już w starożytnej Grecji uważano, że do katharsis prowadzi jedynie wystawienie na scenie tragedii, a komedią niech żywi się motłoch – nie zaś porządni obywatele. Oczywiście granice są płynne i dziś klasyczne utwory Mozarta grane przez najwybitniejszych muzyków całego świata, kiedyś cieszyły się opinią podobną do tej, jaką dziś mają szlagiery. To jedno. A drugie jest takie, że naprawdę nie można całego życia spędzić na czytaniu literatury pięknej, podobnie jak nikt rozsądny nie nakazuje jedzenia wyłącznie sushi i ostryg. I tak można sobie czasem posłuchać szlagierów, a czasem Beethovena. I żałośni są zarówno ci, którzy uważają, że śląska kultura to wyłącznie Kadłubek i Twardoch, jak i ci, którzy dostrzegają wyłącznie Asię Bartel. Niektórzy wszakże idą jeszcze dalej i zachowują się dokładnie tak, jak polscy nacjonaliści – tyle tylko, że są
przodkowie siedząc w starych karczmach, delektując się piwem (lub po prostu je pijąc) i słuchając przy tym muzyki. Różnej. Walca, polki, jazzu i ludowych przyśpiewek. Nie przypuszczam, by ktokolwiek rozmyślał nad „śląskością”, „polskością”, „niemieckością” czy jakąkolwiek inną „narodowością” granej muzyki. Z pewnością taki osobnik wyleciałby z karczmy przez najbliższe okno. I jestem pewien, że żaden z tych przybytków nie był w opinii ówczesnych „nieśląski”. A tymczasem niektórym Ślązakom A.D. 2015 chce się zrobić z kawiarenki czy baru Święte Muzeum Górnośląskie, w którym spożywać się będzie wyłącznie rdzennie śląskie dania i słuchać śląskiej muzyki. Zapominają przy tym, że kawiarnia, restauracja, biesiada, itp., to miejsca, gdzie idzie się dla przyjemności posiedzenia i jako organizator różnych imprez zapewniam, że goście mają różne gusta i niektórzy – o zgrozo! – nie zawsze chcą zjeść roladę i czasem mają też ochotę posłuchać muzyki rodem z Argentyny. Można im oczywiście zakomunikować, że hańbią śląskość. Z pewnością przyniesie to efekty w rubryce „narodowość” przy najbliższym spisie powszechnym. Paweł Polok
9
STYCZEŃ 2015r.
To lęk przed Niemcami trzymał Polaków w sowieckich objęciach
Ziemie odzyskane - polskie przekleństwo Nic tak nie dziwi człowieka obeznanego z Realpolitik jak to, że polscy politycy od zawsze wierzą, że w polityce międzynarodowej istnieje jakakolwiek wdzięczność. Zaiste, przerażeniem napawa fakt, że od lat rządzący Polską uznają, że posłanie tysięcy ludzi na śmierć spowoduje „wzruszenie” i sojusznik (a nierzadko także przeciwnik) odda to, co się Polsce należy. Tragicznym zwieńczeniem takiego myślenia było posłanie tysięcy młodych ludzi na pewną śmierć w Powstaniu Warszawskim; i na wielu innych frontach II wojny światowej.
PAWEŁ POLOK
R
zeczywistość wygląda oczywiście całkowicie inaczej. W polityce liczy się ten, kto dysponuje siłą, pieniądzem i orężem, a nie ten, kto to marnotrawi za byle co, za ułudę przyszłych rze-
Pałac w Kopicach, w okresie międzywojennym i dziś - efekt polskiego gospodarowania na Ziemiach Odzyskanych. To jednak nie tyle wina repatriantów, co braku realizmu polskich polityków. Foto: wikipedia wają się same i zachodni politycy od dawna o tym wiedzą. I wykorzystują. Cyniczne? Owszem. Ale taka jest polityka. Jeśli się to komuś nie podoba – musi udać się do pustelni. Zaprzeczanie temu faktowi rodzi skutki tragiczne. Niestety polscy politycy nie chcą tej myśli do siebie dopuścić i nadal w swojej ułudzie tkwią. Dziś dla odmiany wierząc na przykład w wdzięczność Ukraińców. Z tego mylnego przekonania, że w polityce istnieje jakakolwiek wdzięczność - w nie wiadomo jakiej postaci - polscy politycy wyciągnęli wniosek, że oto w 1945 roku otrzymali prezent w postaci Ziem Odzyskanych. Podkreślam, że byli to zarówno politycy lewicowi, jak i prawicowi. Krótko mówiąc: rzekomym prezentem w postaci ziem zachodnich był za-
Niestety polscy politycy nie chcą realnego myślenia do siebie dopuścić i nadal w swojej ułudzie tkwią. Dziś dla odmiany wierząc na przykład w wdzięczność Ukraińców. komych korzyści. Wygrywa ten, kto potrafi czekać, włączyć się w sprzyjającym momencie do walki i – jak Francuzi czy Włosi – wie, że w polityce nie istnieje wdzięczność czy spłacanie długów. Istnieje kalkulacja i wymuszanie pewnych zachowań.
POLITYKA JEST CYNICZNA Można (jak USA) wymusić siłą, a można – jak Szwajcaria – pieniądzem. Natomiast nie można tego zrobić krwią zabitych żołnierzy i cywilów. Jeśli ktoś nie wierzy – niech spojrzy na powojenną historię np. Francji i porówna ją z dziejami Polski. Wnioski nasu-
chwycony tak samo I sekretarz Władysław Gomułka, jak i Stefan kardynał Wyszyński.
POLITYCY SIĘ CIESZYLI, REPATRIANCI NIE Ale trzeba dodać, że początkowo politycy byli w swym zachwycie odosobnieni. Przeciętny wygnaniec ze Lwowa czy Wilna, przywieziony na śląskie ziemie, doskonale wiedział, że o żadnym prezencie nie mam tutaj mowy. W sposób genialny przemycił to w filmie „Sami swoi” scenarzysta – Andrzej Mularczyk – który w usta filmowej Leonii Pawlakowej (w tej roli niezapomniana Na-
talia Szymańska) wkłada refleksję o swoim zmarłym mężu: „Jak my się teraz z moim Kacprem najdziem? Jak tu i niebo inne...?”. I rzeczywiście trudno było doszukiwać się pozytywów w fakcie bycia wygnanym (uprzednio umierając z niepokoju przez długie tygodnie – dokąd nas wywiozą i kiedy?). „Repatrianci” pozbawieni wszystkiego: domu, zagrody, majątku, osobistych rzeczy, własnej filiżanki do kawy, dokumentów, rodzinnych pamiątek, ubrań, a w końcu nawet możliwości odwiedzenia grobów najbliższych w Uroczystość Wszystkich Świętych, naprawdę nie uważali tego wszystkiego za prezent ofiarowany wielkodusznie przez aliantów. Proszę sobie poczytać niektóre pamiętniki i zapiski w rodzaju: jaka ta sowiecka okupacja była – taka była. Okrutna, zabójcza, wywłaszczająca. Ale przynajmniej pamięć zostawiła. Tu, na Ziemiach Odzyskanych, nie tylko powiedziano im, że do rodzinnego Lwowa czy Baranowicz nigdy nie wrócą, ale – zabraniając jakiegokolwiek kultywowania pamięci o tych stronach – brutalnie wmówiono, że tego Lwowa i Baranowicz… nigdy nie było.
POTENCJAŁ WIĘKSZY, ALE CO Z TEGO Politycy za to rozpływali się w zachwytach. Oto mamy swoje prapolskie ziemie odebrane nam przed wiekami przez Niemców (czy też raczej „niemców” jak wówczas pisano). Ktoś naiwny mógłby się nawet nabrać – w końcu były to tereny o nieporównywalnie większym potencjale ekonomicznym, o niebo lepszej
infrastrukturze i bardziej zurbanizowane. No i ta mantra: otrzymaliśmy zasłużoną nagrodę – NASZE tereny. Prezent Wdzięczność. I tak stopniowo w miarę wymierania tych, którzy pamiętali Kresy, ta narracja stała się obowiązującą. Ci „repatrianci”, którzy urodzili się już we Wrocławiu czy Opo-
se, nauczyli by się szybko z nich korzystać. W każdej bowiem społeczności rodzi się tyle samo geniuszy, głupców, osób przejawiających zdolności muzyczne, matematyczne itd. I tylko od społeczeństwa zależy, czy będzie promować miernoty czy zdolnych. Akurat PRL stawiał na zasadę BMW – bierny, mierny,
Było to przekleństwo. Nie dlatego, że stopień ucywilizowania śląskich ziem przerastał umiejętności przesiedlonych kresowiaków. Daleki jestem od takich rasistowskich teorii. Owszem, technologie, na które się natknęli były dla nich nowe, ale gdyby dano im szanse, nauczyli by się szybko z nich korzystać. lu po 1945, to pokolenie „okute w powiciu” jak pisał wieszcz, wierzyło w to, że oto Rzeczpospolita otrzymała słuszny podarunek w ramach wdzięczności.
A TYMCZASEM BYŁO TO PRZEKLEŃSTWO. Nie, bynajmniej nie dlatego, że stopień ucywilizowania tych ziem przerastał umiejętności przesiedlonych. Daleki jestem od takich rasistowskich teorii. Owszem, technologie, na które się natknęli były dla nich nowe, ale gdyby dano im szan-
ale wierny. Dlatego PRL potencjał Ziem Zachodnich zmarnował. Nie w tym jednak rzecz, bo życie pokazało, że wschodni repatrianci potrafią przywrócić dawny blask wrocławskiej starówce. Chodzi o coś zupełnie innego.
SOWIECI GWARANTEM TYCH ZIEM Tak naprawdę ziemie te były przekleństwem i wpędziły Polskę na długie lata w objęcia Związku Sowieckiego. Dokończenie na str. 10
NASZ KOMENTARZ Myśląc, o tych, którzy po II wojnie światowej na naszym Śląsku, nie szanując naszej kultury – wczujmy się też czasem w nich. Oni też wcale się tu nie prosili, zostali przesiedleni tak samo, jak setki tysięcy Ślązaków, przesiedlonych w 1945 roku i później do Niemiec. Oni byli takimi samymi tragicznymi ofiarami światowej zawieruchy, jak Ślązacy. Dziś razem potomkowie jednych i drugich żyją na Śląsku. I jeśli ma to być bogaty region, nie traktowany przez Warszawę jak kolonia, musimy o to walczyć wspólnie. Bo dziś Śląsk to nasz wspólny dom. I ja się z tego cieszę. Cieszę się, że mamy wspólny dom z potomkami przybyszy ze Lwowa, a nie – jak Niemcy, Francuzi, Anglicy – z przybyszami z Senegalu, Nigerii, Algierii, Pakistanu. Bo kultura Lwowa kształtowała się, podobnie jak kultura Cieszyna, w państwie wiedeńskich Habsburgów, a nie w jakimś kalifacie. Dariusz Dyrda
10 Dokończenie ze str. 9 Myślicie Państwo, że przesadzam? Otóż wcale nie. To naprawdę niesamowity przypadek, że “Solidarność” narodziła się na Ziemiach Odzyskanych, czyli w Gdańsku i chyba było to spowodowane tylko i wyłącznie tym, że wielkie osobowości, takie jak Lech Wałęsa, Anna Walentynowicz czy Gwiazdowie trafili do pracy właśnie tam, a nie na przykład do Łodzi czy Katowic. Przez całe lata duża część opozycji nie miała prawie żadnego poparcia na byłych ziemiach niemieckich, a powód tego był bardzo prosty. Otóż przekleństwo w postaci Ziem Odzyskanych zostało nam “podarowane” przez Józefa Stalina, który doskonale potrafił robić to, czego do dziś nie potrafią nasi politycy. Zabrał on Polsce Kresy Wschodnie, dał Ziemie Odzyskane. I czekał. Jego oczekiwanie nie było długie. Wystarczyły cztery lata. Stalin doskonale wiedział, że Alianci szybko porzucą sojusz z ZSRR, który to sojusz był oczywiście wymuszony. Póki Związek Sowiecki brał na siebie lwią część wysiłku wojennego koniecznego do pokonania III Rzeszy, póty był dla Zachodu pożądanym partnerem. A kiedy wojna się skończyła natychmiast - jak nietrudno się domyślić - zaczęły się tarcia. W 1949 roku powstało NATO i w tym też roku zachodnia strefy okupacyjne Niemiec zostały przekształcone w Republikę Federalną Niemiec.
STALIN OGRAŁ POLSKĘ I tu Józef Stalin wygrał partię owych politycznych szachów z Polską. Przygotował się do niej wcześniej, bo w 1945 roku zadbał o to, aby Polska nie podpisała żadnego traktatu pokojowego z Niemcami. I odtąd stalinowska retoryka była jedna: chcecie mieć Polskę bez Ziem Zachodnich? Chcecie mieć państwo kadłubowe? Jeśli tak - proszę bardzo. Zwiążcie się znów z Zachodem. Dobrze wiecie, jak was Zachód potraktował w roku 1939. Chcecie tego? Naprawdę? Jeśli nie, to jesteście skazani na sojusz z miłującym pokój Związkiem Sowieckim. I ta retoryka trafiała do wszystkich. Zarówno do Gomułki, jak i do kardynała Wyszyńskiego, petryfikując stan przekleństwa w postaci Ziem Odzyskanych. To dlatego przez długie lata mieszkańcy Zielonej Góry, żyjąc w strachu przed powrotem Niemiec, biernie popierali komunizm. To dlatego i dziś każde wprowadzenie niemieckich nazw koło Opola powoduje histerię narodowców. Przekleństwo. Myślicie Państwo, że to się zmieniło? To proszę sobie sprawdzić, czy Polska kiedykolwiek po 1945 roku podpisała jakikolwiek traktat pokojowy z Niemcami... Zmienili się tylko sojusznicy polscy – z grubsza rzecz biorąc na tych z roku 1938.
STYCZEŃ 2015r.
Adwokat śląskiej sprawy Rozmowa z mecenasem JÓZEFEM FOXEM
- Kiedy rozmawia się z panem, chociażbyo rejestrowaniu stowarzyszeń narodowości śląskiej (SONŚ), jest pan bardzo emocjonalny. To rzadka postawa wśród adwokatów zazwyczaj zachowujących zawodową powściągliwość. - Co do zasady pozwolę sobie jako adwokat zacytować Sokratesa, że „Sprawiedliwość jest przeżyć samemu to co się uczyniło innym - i nadal czyni”. Również Ślązacy powinni mieć na uwagę drugą zasadę, że „jeżeli potrafisz dobrze liczyć, to licz tylko na samego siebie”. Wracając do pytania, adwokaci niemal zawsze reprezentują klienta. W tym przypadku reprezentuję także siebie, i moje śląskie korzenie, i moją grupę etniczną Ślązaków w ich dążeniach do przyznania im należnych od wieków podstawowych praw etnicznych i Praw Człowieka, które są dla każdego człowieka fundamentalnie ważne. Także dla Polaków, którzy o to w licznych powstaniach walczyli i to z bronią w ręku! A Ślązacy dążą do uznania należnych im praw etnicznych tylko poprzez dialog i argumentację opartą na obowiązującym w RP systemie prawnym i ratyfikowanych przez RP umowach międzynarodowych. Jestem Ślązakiem, wielowiekowa tragedia Górnego Śląska i Górnoślązaków, ich przedmiotowość etniczna i polityczna, a nie podmiotowość to coś, co noszę w sercu jako głęboką ranę, która wciąż mocno krwawi i sprawia mi wielki ból, co jest motorem mojej prywatnej i prawniczej motywacji
Na zdjęciu Prezydent Wiedeńskiej Izby Adwokackiej i obecnie Prezydent Europejskiej Federacji Izb Adwokackich (EBK) w Bilbao mec. Dr Michael Auer oraz Józef Fox (z lewej), który reprezentował w Wiedniu nasz region (Okręgową Izbę Adwokacką w Katowicach) na Europejskich Kongresie Izb Adwokackichw Wiedniu w maju 2014 r. dumnie będąc w Polsce na co dzień, być może jako jedyny śląski adwokat. Jest ona podstawowym elementem śląskiej etnicznej tożsamości. Ta tożsamość i śląska mowa stanowią całość.
Rocznik statystyczny 2014 r. podając wyniki tego spisu jest realizacją tej ustawy o spisie powszechnym 2011, jest aktem informacyjnym z jej wykonania. Jeśli państwo, zgodnie z ustawą, potwierdza w nim istnienie kilkuset tysięcy ludzi deklarujących narodowość śląską, to państwo nie może jednocześnie twierdzić, że ludzie ci nie istnieją i nie mogą się zrzeszać. Byłoby to kardynalne pogwałcenie Podstawowych Praw Człowieka. we wszystkich prowadzonych przeze mnie procesach śląskich. Jakże więc mam nie okazywać emocji, gdy o tym szczerze mówię? To zresztą dobre połączenie, gdy rzetelna prawnicza argumentacja łączy się z szczerymi osobistymi emocjami. - Kolejną niezwykłą pana cechą jako adwokata jest to, że na co dzień rozmawia pan po śląsku. - Spłacam po prostu dług tej ziemi spod krzyża i moim przodkom. Język śląski jest mową moich przodków mego serca , którą posługuję się
Jak nie ulegać emocjom w sprawie, którą prowadzę reprezentując jednego ze śląskich działaczy przeciwko państwu polskiemu, o wywożenia Ślązaków po wojnie na wschód. Chodzi o jego ojca. Sąd Okręgowy w Rybniku i Sąd Apelacyjny w Katowicach nie podzielały w przedmiocie sprawy mojego stanowiska Dlatego w skardze kasacyjnej do Sądu Najwyższego dowodzę, że po pierwsze te wywózki mające wszelkie znamiona zbrodni przeciwko ludzkości zgodnie z przepisem art. 118 a. Kodeksu Karnego RP i że należy je tak zakwalifikować. A takie zbrodnie zgodnie z prawem
MEC. JÓZEF FOX urodził się w 1943 roku w Kolonowskiem, pow. Strzelce Opolskie. Studiował prawo na Uniwersytecie Wrocławskim i na Uniwersytecie Wiedeńskim, jak też na Uniwersytecie Gospodarczym w Wiedniu. Po studiach odbył w Opolu aplikację sędziowską i radcowską. W roku 1972 otrzymał stypendium od Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Austrii na studia na renomowanej europejskiej Akademii Dyplomatycznej w Wiedniu. Od roku 1983 posiada obywatelstwo Austrii. Na stałe mieszka pod Wiedniem. Z jego inicjatywy powstał w roku 2009 Konsulat Republiki Austrii w Katowicach, który de facto prowadził. Obecnie prowadzi w Katowicach kancelarię adwokacką.
międzynarodowym i polskim prawem nie ulegają przedawnieniu. Po drugie śmierć osób, które jako funkcjonariusze państwa polskiego i radzieckiego dopuściły się tych czynów/zbrodni nie kończy sprawy. Mimo ich śmierci odpowiedzialność ponosi też państwo w imieniu którego jako funkcjonariusze dokonali tych czynów, co jest zasadą uznawaną w polskim systemie prawnym. . - Dotyczy to według pana całości Tragedii Górnośląskiej, czy
Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej? Przecież decyzje o wykreśleniu jej z rejestru już zapadły. - Najpierw przypomnę pokrótce drogę rejestracyjną przed sądami. Sądy I i II instancji w Opolu okazały się bardzo profesjonalne, reprezentowały wysoki europejski prawniczy standard z czego RP może być dumna, ale także tzw. sumienie (etyka sędziowska) było bez zastrzeżeń, czego sędziowie opolscy dali szlachetne dowody. Sądy opolskie w swoich orzeczeniach stwierdziły, że statut SONŚ jest zgodny z polskim prawem, zauważyły też, że Ustawa o Spisie Powszechnym określa, że narodowość to indywidualne odczucie/deklaracja człowieka, więc nie można ludziom zabraniać zrzeszania się zgodnie z tym odczuciem. Jest ono podstawowym elementem ludzkiej tożsamości, godności i podstawowych praw człowieka, ważnym też m.in. dla Polaków. Sądy opolskie dostrzegły podstawową różnicę, między uznaniem narodu czy mniejszości narodowej, co jest poza zakresem działań Sądu Rejestrowego, a należy do kompetencji ustawodawcy RP, a zarejestrowaniem stowarzyszenia o tej nazwie. Mając na uwadze powyższe z systemu prawnego RP i prawa międzynarodowego sądy opolskie całkiem słusznie zarejestrowały stowarzyszenie o nazwie SONŚ. Prokuratura opolska jednak odwołała się do Sądu Najwyższego, a tam 5 grudnia 2013 roku zapadło orzeczenie, którego i ja pod względem obowiązującego w RP prawa i ratyfikowanych przez RP umów międzynarodowych, do dziś nie rozumiem... - I sprawa wróciła do Opola! - Rzeczywiście przedmiot postępowania wrócił z Sądu Najwyższego do sądów opolskich. Według wytycznych Sądu Najwyższego, nazwa stowarzy-
Wstydzę się jako Ślązak za takich Ślązaków jak ks. arcybiskup Wiktor Skworc, prof. Marek z Opola czy pani senator Maria Pańczyk-Poździej. Jestem na tyle wiekowy, że pamiętam, iż gdy byłem dzieckiem, ze swoją śląską tożsamością musieliśmy się ukrywać w Polsce i w Niemczech, zwłaszcza chcąc zrobić tzw. karierę trzeba było się wykorzenić i nie przyznawać się do swojej śląskiej tożsamości . tylko tych wywózek? - Wyżej wymieniony proces dotyczy tylko tych wywózek. Osobiście uważam, że np. obozy na Zgodzie, w Łambinowicach i inne to także element zbrodni przeciw ludzkości. Ale sprawa, którą prowadzę, dotyczy tylko wywózek, więc w swoich działaniach dążę do uznanie tych wywózek za zbrodnie przeciw ludzkości. Oczywiście, kiedy uda się do tego doprowadzić, łatwiej będzie później udowodnić, że wywózki nie były jedynym aktem zbrodni przeciwko ludzkości odnośnie Ślązaków.
szenia SONŚ mogła by być powodem przekonania, że taki naród śląski w RP istnieje. Niemal każdy, kto zna sprawę odnosi wrażenie, że ten wyrok nie czyni zadość realiom prawnym i społecznym w RP, jako państwa członkowskiego UE. Państwa, w którym ujrzała światło pierwsza w Europie demokratyczna Konstytucja 3 Maja.
- Wróćmy jednak do dnia dzisiejszego. Wciąż wierzy pan w wygraną w kwestii rejestracji
- Ważne jest jednak to, że wyrok Sądu Najwyższego jest wiążący dla sądów niższej instancji.
- Czyli zagrały nie tyle czynniki prawne, co polityczne? - W tej kwestii polityki i prawa nie da się ściśle rozgraniczyć..
11
STYCZEŃ 2015r. Jeśli Sąd Najwyższy orzekł, że stowarzyszenie jest niezgodne z prawem, to sądy niższej instancji muszą to zrealizować. Czy możemy liczyć na wyjątek? - Owszem, wyjątek może się zdarzyć, jeśli w międzyczasie nastąpiła zmiana obowiązującego prawa, powstały nowe normy prawne, zaistniały nowe fakty, które rzucają nowe światło na sprawę. - Przecież nic takiego nie powstało... - A jednak. W październiku 2014 r pojawił się. rocznik statystyczny GUS - u , który publikuje mi.in. wyniki spisu powszechnego 2011. W nim widnieje narodowość śląska, obok innych narodowości żyjących w RP, z podaniem ilości osób, które ją zadeklarowały. Istnieje tam też język śląski, obok innych języków uznanych w RP obok języka polskiego. - Ale rocznik statystyczny to nie akt prawny! - Jestem odmiennego zdania. Spis powszechny został przeprowadzony zgodnie z polską ustawą o spisie powszechnym 2011 i wytycznymi Unii Europejskiej. Rocznik statystyczny 2014 r. podając wyniki tego spisu, jest realizacją tej ustawy o spisie powszechnym 2011, jest aktem informacyjnym z jej wykonania. Jeśli państwo, zgodnie z ustawą, potwierdza w nim istnienie kilkuset tysięcy ludzi deklarujących narodowość śląską, to państwo nie może jednocześnie twierdzić, że ludzie ci nie istnieją i nie mogą się zrzeszać. Byłoby to kardynalne pogwałcenie Podstawowych Praw Człowieka. Uważam, że w oparciu o tę nową informację z października 2014 r. rocznika statystycznego GUS - u, który Sądowi Najwyższemu w czasie wydawania swego przedmiotowego orzeczenia w dniu 5 grudnia 2013 r. nie był jeszcze znany, Sąd Rejestrowy w Opolu może uznać, że wytyczne Sądu Najwyższego przestały obowiązywać. Dowiemy się o tym już niebawem, na rozprawie 9 stycznia 2015 r.. - A jeśli w Opolu jednak nie znajdzie się taki „odważny” sędzia? - To pozostają nam Trybunał Konstytucyjny RP i Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Powinniśmy być dobrej myśli.
- Trudno być takim optymistą. Kilkanaście lat temu Związek Ludności Narodowości Śląskiej przegrał rejestrację i tam. - Powtórzę, że prawo się zmienia. Od tamtego czasu zaszła ogromna zmiana w prawie polskim. Wówczas rzeczywiście uznanie takiego stowarzyszenia automatycznie czyniło Ślązaków mniejszością narodową. I dawało im możliwość obejścia progu wyborczego 5% do Sejmu. Dziś istnieje ustawa o mniejszościach narodowych z roku 2005 i tylko wpisane do niej mniejszości narodowe (a nie etniczne) mają prawo korzystania z tego przywileju. Sama reje-
czeniu śląskich rodzin”, jak też pozostałości eksploatacyjnej gospodarki po roku 1945 na Śląsku. Miasto Bytom i obrzeża symbolizują nad ziemia i pod ziemią te realia. Ślązacy stali się po roku 1945 na swojej etnicznej, prastarej śląskiej ziemi absolutną przedmiotową a nie podmiotową mniejszością etniczną , która liczy ponoć maksymalnie 20 procent mieszkańców. Z wielkim ubolewaniem stwierdzam, że tego bólu, że my Ślązacy jesteśmy wciąż w Polsce obywatelami drugiej kategorii, się nie wyzbyłem. Te sprawy sądowe, to kwestia moich osobistych uczuć, ambicji, to kwestia mojej toż-
Osobiście uważam, że np. obozy na Zgodzie, w Łambinowicach i inne to także element zbrodni przeciw ludzkości. Ale sprawa, którą prowadzę, dotyczy tylko wywózek, więc w swoich działaniach dążę do uznanie tych wywózek za zbrodnie przeciw ludzkości. Oczywiście, kiedy uda się do tego doprowadzić, łatwiej będzie później udowodnić, że wywózki Ślązaków nie były jedynym aktem zbrodni przeciwko ludzkości odnośnie Ślązaków. stracja stowarzyszenia nic w tej materii nie załatwia. To zresztą również przeoczył Sąd Najwyższy, powołując się, że dzięki uznaniu SONŚ, Ślązacy mogliby chcieć skorzystać z pominięcia progu. O zmianach w ustawie i wpisie Ślązaków do ustawy o mniejszościach narodowych z roku 2005 decyduje jednak tylko Sejm, jako organ ustawodawczy . Dodam zresztą, że obywatelski projekt który do niego złożono, określa Ślązaków jako mniejszość etniczną, nie narodową. Więc i tak przywileje polityczne, wyborcze za tym nie idą. - Rzeczywiście mówi pan z zaangażowaniem. Warto tu wspomnieć, że za reprezentowanie Ślązaków nie bierze pan wynagrodzenia. Proszę pana, ja najpierw w tych procesach jestem Ślązakiem, a dopiero potem prawnikiem, adwokatem. Pochodzę z robotniczo-rolniczej rodziny, z małej wsi pod Opolem, z Kolonowskiej, osady założonej przez austriackich Collonów z Tyrolu Południowego w Völs. Przerażają mnie w moich rodzinnych stronach opuszczone śląskie domy, porozbijane śląskie struktury rodzinne i społeczne w wyniku m. in. masowych wyjazdów Ślązaków, głownie do Niemiec w czasach Edwarda Gierka i w ramach umowy polsko-niemieckiej o tzw. „łą-
samości. Jest wielu śląskich działaczy, którzy pracując dla Śląska nie patrzą na pieniądze - a ja po prostu jestem jednym z nich. Tylko jedni maszerują na Zgodę, inni walczą politycznie - a ja służę naszej sprawie swoją adwokacką prawniczą wiedzą i zaangażowaniem. Moje dotychczasowe zasadnicze pisma procesowe w śląskich procesach to już kilkaset stron wywodu prawniczego i argumentacji. I nie zaprzestanę działań, dopóki Ślązacy nie otrzymają w RP im należnych praw etnicznych. O to, żeby wpisać do ustawy śląską mniejszość etniczną muszą też zabiegać inni - politycy, nie tylko prawnicy. Wierzę, że podobnie jak ja, będą to robić bezinteresownie. - Tego politycznego wsparcia jest jednak niewiele. Można wręcz powiedzieć, że chyba więcej wpływowych Ślązaków w tym sporze zajmuje antyśląskie pozycje. - Z wielkim ubolewanie stwierdzam, że tego nie rozumiem i wstydzę się jako Ślązak za takich Ślązaków jak ks. arcybiskup Wiktor Skworc, prof. Marek z Opola czy pani senator Maria Pańczyk-Poździej. Jestem na tyle wiekowy, że pamiętam, iż gdy byłem dzieckiem, ze swoją śląską tożsamością musieliśmy się ukrywać w Polsce i w Niemczech, zwłasz-
cza chcąc zrobić tzw. karierę trzeba było się wykorzenić i nie przyznawać się do swojej śląskiej tożsamości . Od tego czasu przeszedłem długą drogę życiową i zawodową poprzez Opole, Wiedeń, Frankfurt nad Menem, Pragę Czeską, Londyn, Moskwę i Katowice. I wszędzie widziałem, że przedstawiciele mniejszości się tym szczycą. Na Śląsku – negują swoją odmienność. Powtórzę: nie rozumiem! Tym bardziej w Polsce. - Co znaczy „tym bardziej w Polsce”? - Przecież tolerancja, dialog polityczny i społeczny i praworządność są historycznym elementem wartości polskiej tradycyjnej i kultury politycznej Polski, gdzie powstała pierwsza w Europie pierwsza demokratyczna Konstytucja 3 Maja. Już dawno, na szczęście, upadł lansowany uporczywie mit jedności narodowej państwa polskiego, a mniejszość niemiecka, białoruska czy ukraińska na trwałe wpisały się w „polski obwarzanek”, jak nazwałby ją dzisiaj Marszałek Piłsudski. Czas na mniejszość śląską. W moich pismach procesowych i wystąpieniach przed Sądami RP podnoszę jak poniżej: „W imieniu SONŚ i wszystkich Ślązaków, jako obywateli RP, a także w moim własnym imieniu skłaniam się wobec Polski i Polaków z wyrazami głębokiego szacunku . Życzymy Polsce i Polakom życia w pokoju, demokracji i sprawiedliwości społecznej. Wnioskodawcy i Ślązacy jako obywatele RP oczekują wzajemności,
ponieważ miarą prawdziwego państwa obywatelskiego, demokratycznego i praworządnego jest poszanowanie podstawowych praw mniejszości etnicznych“. Wierzę, że Polska się na ten akt zdobędzie. - Warto wspomnieć, że śląską sprawę podnosił pan także na europejskim kongresie adwokatury… - W Okręgowej Izbie Adwokackiej w Katowicach spotkałem i pracuję w gronie sympatycznych osób, a moi dziekani mec. Jerzy Pinior i mec. Roman Kusz to wspaniali przełożeni, jakich życzę każdemu i wspaniali ludzie. To głównie dzięki nim miałem wielki też zaszczyt reprezentować Śląską Okręgową Izbę Adwokacką w Katowicach i Polską Adwokaturę w maju 2014 r. na Europejskich Kongresie Izb Adwokackich (EBF) w Wiedniu, z referatem w języku niemieckim, w którym to też podniosłem sprawę moich śląskich procesów, prowadzonych w RP, aby Ślązacy wreszcie po wiekach marzeń, zmagań i tragicznych, politycznych i osobistych losach otrzymali swoją im należną polityczną i etniczna podmiotowość, jako wyraz respektowania w RP podstawowych Praw Człowieka. Problem ten spotkał się z dużym zainteresowaniem europejskich środowisk prawniczych. To dobrze rokuje naszej sprawie, jeśli trzeba będzie przenieść ją na europejski poziom. Rozmawiali: Adam Moćko, Joanna Noras
Mecenas Józef Fox obecnie prowadzi wszystkie śląskie postępowania sądowe w RP: 1. Sprawę rejestracji Stowarzyszenia Narodowości Śląskiej przed Sądami w Opolu, gdzie odbyłem moją aplikację sędziowską i złożyłem egzamin sędziowski. „M.in. i z tego powodu czuję się bardzo zaszczycony możliwością występowania przed sądami w Opolu jako adwokat” - mówi. 2. Sprawę rejestracji Zrzeszenia Narodowości Śląskiej przed sądami w Katowicach. 3. Przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach i obecnie w ramach skargi kasacyjnej przed Sądem Najwyższym w Warszawie w sprawie wywózki Ślązaków w 1945 r. do Rosji, Wnioskuje i argumentuje w tym procesie, aby te wywózki zostały zakwalifikowane przez polskie sądy na podstawie art. 118 a Kodeksu Karnego, jako zbrodnia przeciwko ludzkości, też z odpowiedzialnością cywilną na podstawie przepisów kodeksu cywilnego RP. 4. Przed Sądem Okręgowym w Opolu i Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu w sprawie orzeczenia na postawie art. 189 kpc, art. 45 kc w związku z art. 45 konstytucji RP i art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka o niezgodności ustawy o mniejszościach narodowych i etniczny z konstytucją RP i konwencjami międzynarodowymi ratyfikowanymi przez RP. Jest to pierwszy proces sądowy w tym przedmiocie sprawy po drugiej wojnie światowej, o charakterze precedensu.
Hokej ino ślůnski a małopolski
C
oraz lepiej widać, że hokej – niegdyś najpopularniejsza w polskich mediach gra zespołowa po piłce nożnej – trzyma się jako tako jeszcze tylko na Śląsku i w Małopolsce. Polska ekstraklasa liczy dziesięć drużyn, z czego aż sześć jest z Górnego Śląska (GKS Tychy – lider tabeli, jastrzębski GKS, Orik Opole, Naprzód Janów, Polona Bytom i HC GKS Katowice). Uzupełniają je drużyny z Krakowa, Sanoka, Oświęcimia i Nowego Targu. Widać jednak również, że zapotrzebowanie na hokej jest duże – tylko warunkiem jest
solidna oprawa. Udowodnił to turniej finałowy Pucharu Polski, który w dniach 27 i 28 grudnia odbył się w Krakowie. Na nowoczesną halę przyszło oglądać go aż 35 000 widzów, czyli nie mniej, niż obejrzałoby zmagania czołowych siatkarzy czy koszykarzy. Wypada dodać, że Puchar Polski zdobył GKS Tychy. Dlaczego jednak takich imprez nie ma na Śląsku? Przyczyna jest prosta. W zasadzie brak u nas takiej hali, jak nowa Kraków Arena. Katowicki „Spodek” jest wprawdzie przystosowany do hokejowych imprez, ale odbywają się
one tam bardzo rzadko. Nowa gliwicka Arena też raczej się nie nadaje, bo w mieście tym nie ma drużyny hokejowej. A obiekty, które są, należą raczej do kameralnych, w Janowie czy Bytomiu czy małej hali Spodka, gdzie gra katowicki HC GKS – nie ma nawet tysiąca siedzących miejsc. Hokej przez dziesięciolecia był wiodącym sportem śląskich kibiców. Najwybitniejsi polscy hokeiści: Henryk Gruth, Mariusz Czerkawski, Krzysztof Oliwa (i wielu innych) wychowani zostali w śląkich klubach. Także obecnie w reprezentacji gra sporo Ślą-
zaków (czego o fusbalu albo handbalu powiedzieć nie można). Dlaczego więc władze województwa – oraz śląskich miast, poza Tychami – traktują hokej po macoszemu? Przecież także on jest częścią naszej, śląskiej kultury… A co więcej, w dzisiejszej Europie ustępuje popularnością tylko piłce nożnej. Hokej jest grą zespołową numer 2. W większości północno i środkowo europejskich krajów, w niektórych (Czechy, Szwecja, ostatnio Szwajcaria) nawet numer jeden. Tak więc to jest dyscyplina naszego kręgu kulturowego.
Tyszanie cieszą się z Pucharu Polski. Możemy się oczywiście cieszyć, że górnośląski klub, Ocelari Trinec, jest liderem ligi czeskiej, jednej z najmocniejszych w Europie. Tylko czy polsiej części Górnego Śląska naprawdę nie stać na kluby takie, jak ten z Trzyńca, miasteczka wiel-
kości Radzionkowa albo Łazisk Górnych? Czemu Ślązak, chcący obejrzeć hokej w przyzwoitej oprawie i na przyzwoitym poziomie musi jechać albo na czeską stronę regionu, albo do krakowskiej Areny? Zosia Dyrda
12
STYCZEŃ 2015r.
Godej. Ino sie przůdzij naucz soroniu!
J
e tako internecowo zajta: godejponaszymu.pl. Mo tyż wersjo na „facebooku”. I szło by sie īnoś rado-
R
wać, co ftoś we necu promuje godka. Szło by – kiejby niŷ to, iże hań chneda niŷ idzie trefić ôbrozka, we tekście kie-
E
rego niŷ bołoby felera. Godkowe ôszydy som przī kożdym bildzie! Tuż co to je za „ponaszymu”? Baji winszowani na noy rok. Momy hań „życzy”. Życzać to po ślůnsku idzie gelt, ale niŷ „szczynścio”. Po naszemu to je „winszować”. Na inakszych ôbrozkach durś momy słowo „poniydziałek”. Idzie wymiarkować, co autor mo niŷrod tŷn dziyń – inoś możne by mu fto pedzioł, co po ślůnsku je pyńdziałek? Nale to je mały feler. Je tyż srogszy. Na zajta „godejponaszymu” włazi kupa ludziůw ze cołkij Polski, kierzy chcom bliknonć, jako to rychtig godajom te Ślůnzoki,
K
L
a jacy ôni genau som. I zajta robi nom pieronowo gańba. Tak genau – dwie gańby. Piŷrszo je tako, co chneda na kożdym ôbrozku je wulgaryzm. Polski wulgaryzm, we ślůnskij godce niŷznany. Ftůro je tako, co na co kożdym ôbrozku Ślůnzok je abo ôżarty, abo chce sie dziepiŷro natintać. Niŷ używo przī tymu ślůnskich słůw „ôżrać, natintać, na bani, natintać” a inakszych, inoś „nadupić” abo „naciulać”. Tuż zajta „godejponaszymu” pokazywo nos jako wdycki ôżartych, wulgarnych soroni. Toć, momy demokracjo, tuż kożdy może se rychtować we A
internecu zajty, jaki chce. Ino by sie zdowało, co ftoś, fto zrychtowoł zajta „godejponaszymu” mo idyja promować ślůnsko godka. Miast tego inoś godce a Ślůnzokom wyrzondzo. I trzeja to takim ludziom tuplikować. Co niŷch sie przůdzij sami we godce wybildujom, wybildujom choć trocha we ślůnskij kulturze, a niŷ wciepujom do naszyj godki a kultury tego, co nojôszkliwsze we kulturze a godce polskij. M
Ślůnskie ksiůnżki w hurcie tanij! Mosz już „Historia Narodu Śląskiego”? „Rychtig Gryfno Godka”? „Pniokowe łôsprowki”? „Asty kasztana ”? Eli ni mosz, terozki festelno szansa kupić je blank tanio. W księgarniach komplet tych książek kosztuje średnio około 135 złotych. U nas razem z kosztami przesyłki wydasz na nie jedynie: !!! 110 złotych !!! Ale możesz je oczywiście kupić także osobno. Koszt przesyłki – 9 złotych. W przypadku zamówienia powyżej 100 złotych – przesyłka gratis. Zamawiać można internetowo na poczta@naszogodka.pl lub telefonicznie 507-694-768. Można też zamówić wpłacając na konto 96 1020 2528 0000 0302 0133 9209 - ale prosimy przy zamówieniu podawać numer telefonu kontaktowego.
Instytut Ślůnskij Godki. 43-143 Lędziny ul. Grunwaldzka 53 *
Asty Kasztana, Ginter Pierończyk - „Opowieści o Śląsku niewymyślonym” to autentyczna saga rodziny z Załęża. Jak się żyło w Katowicach śląskim pokoleniom? Historia przeplatana nie tylko zabawnymi anegdotkami,ale też tragicznymi wspomnieniami i pięknymi zdjęciami z prywatnych zbiorów. 92 stron formatu A-5. Cena: 15 złotych.
„Rychtig Gryfno Godka” Dariusza Dyrdy – to jedyny podręcznik języka śląskiego. W 15 czytankach znajdujemy kompendium wiedzy o Górnym Śląsku, a pod każdą czytanką wyjaśnia najważniejsze różnice między językiem śląskim a polskim. Wszystko to uzupełnione świetnym słownikiem śląsko-polskim i polsko-śląskim. 236 stron formatu A-5. Cena 28 złotych.
* Powyższy adres jest jedynie adresem korespondencyjnym.
„Pniokowe Łosprowki” Eugeniusza Kosmały (Ojgena z Pnioków – popularnego felietonisty Radia Piekary) to kilkadziesiąt dowcipnych gawęd w takiej śląskiej godce, kierom dzisio nie godo już żoděn, krom samego Ojgena! 210 stron formatu A-5. Cena 20 złotych.
„Historia Narodu Śląskiego” Dariusza Jerczyńskiego – to jedyna książka opowiadająca o historii Ślązaków z naszego własnego punktu widzenia, a nie polskiego, czeskiego czy niemieckiego. 480 stron formatu A-4. Cena 60 złotych.
„Komisorz Hanusik” autorstwa Marcina Melona laureata II miejsca na śląską jednoaktówkę z 2013 roku. to pierwsza komedia kryminalna w ślunskiej godce. „Chytrzyjszy jak Sherlock Holmes, bardzij wyzgerny jak James Bond! A wypić poradzi choćby lompy na placu” – taki jest Achim Hanusik, bohater książki. Cena: 28 złotych.
A