

POZOSTAJE ORGANIZACJA NASZĄ SIŁĄ



WIELE OSÓB Z BRANŻY IT TWIERDZI, ŻE JESTEŚMY
TYTUŁEM PIERWSZEGO WYBORU
Dołącz do nas na LinkedIn
YouTube
KRUCHY KRZEM, TWARDA RZECZYWISTOŚĆ
Jeszcze niedawno wydawało się, że największe turbulencje globalna branża IT ma już za sobą. Pandemia rozregulowała logistykę, wojna zmieniła kierunki dostaw, a rynek półprzewodników przechodził okres bezprecedensowych napięć. Dziś jednak coraz wyraźniej widać, że to nie był epizod, lecz nowy „stan równowagi”, który wymusza inne myślenie o technologii, inwestycjach i ryzyku.
W ostatnich miesiącach szczególnie mocno odczuwalne stają się wzrosty cen pamięci, zarówno DRAM, jak i NAND. To zjawisko, które dla wielu użytkowników końcowych jest jeszcze niewidoczne, ale dla integratorów, resellerów i producentów oznacza konieczność przeliczenia całych modeli biznesowych. Komputery, serwery i systemy pamięci masowej znów drożeją, a presja kosztowa zaczyna przenikać do projektów, które jeszcze niedawno były planowane w zupełnie innych realiach. To nie jest chwilowa korekta, lecz raczej efekt splotu kilku czynników. Ograniczona podaż, rosnący popyt ze strony AI i centrów danych oraz strategiczne decyzje największych producentów zaczynają działać jednocześnie. Równolegle powraca temat łańcuchów dostaw, choć dziś ma on zupełnie inny wymiar niż w 2020 roku. Nie chodzi już tylko o logistykę i dostępność komponentów, ale o dostęp do surowców, bez których nowoczesna elektronika po prostu nie istnieje. Metale ziem rzadkich, kluczowe dla produkcji półprzewodników i komponentów optoelektronicznych, stają się narzędziem polityki gospodarczej. Podobnie jest z gazami szlachetnymi wykorzystywanymi w procesach litograficznych. Ich dostępność i ceny coraz częściej zależą nie od rynku, lecz od decyzji podejmowanych na poziomie państw i bloków geopolitycznych.
W efekcie branża technologiczna zaczyna funkcjonować w rzeczywistości, w której przewidywalność staje się luksusem. Projekty infrastrukturalne, inwestycje w centra danych czy wdrożenia AI wymagają dziś nie tylko kompetencji technologicznych, ale też zdolności do zarządzania niepewnością. To przesunięcie akcentów widać szczególnie wyraźnie w rozmowach z partnerami i klientami, którzy coraz częściej pytają nie „czy”, ale „jak szybko” i „jak bezpiecznie”.
W takiej rzeczywistości coraz większego znaczenia nabiera rozmowa. Nie tylko między dostawcami i klientami, ale też na poziomie całej branży, która musi dziś mówić bardziej spójnym głosem. Coraz trudniej bowiem oddzielić technologię od regulacji, biznes od geopolityki, a codzienne decyzje zakupowe od procesów zachodzących tysiące kilometrów dalej. Być może właśnie dlatego tak ważna staje się w naszej rzeczywistości obecność organizacji branżowych i środowisk, które od lat uczestniczą w kształtowaniu rynku oraz jego otoczenia regulacyjnego. Bez tej perspektywy coraz trudniej zrozumieć, dokąd właściwie zmierza cały sektor..
A skoro mówimy o głosach, trudno nie zauważyć, że zmienia się także to, kto tę rozmowę prowadzi. Nie są to zmiany, które wymagają fanfar, raczej te wpisane w rytm pracy i rozwoju. Zmieniają się perspektywy, pojawiają się nowe spojrzenia, inne akcenty. Ich sens pozostaje jednak niezmienny – lepiej rozumieć rzeczywistość, która coraz rzadziej daje proste odpowiedzi.
Rafał Skrzypek
Sekretarz redakcji IT Reseller
Aby pobrać magazyn w wersji elektronicznej, zeskanuj kod QR
www.itreseller.pl
NIEZASTĄPIONE ŹRÓDŁO INFORMACJI Z BRANŻY IT, TYTUŁ WYDAWANY
NIEPRZERWANIE OD 2002 ROKU.
NAKŁAD DRUKOWANY 5 000 egzemplarzy
WERSJA ELEKTRONICZNA +15 000 egzemplarzy
PRENUMERATA prenumerata@itreseller.pl ISSN 1730-010X
WYDAWCA
SMART MEDIA SP. Z O.O. Domaniewska 47/10 02-672 Warszawa, PL biuro@itreseller.pl
REDAKCJA
ADRES BIURA REDAKCJI ul. Domaniewska 47/10 02-672 Warszawa, PL redakcja@itreseller.pl
+48 533 033 363 +48 533 033 390
MARIUSZ LAURISZ CEO/Wydawca m.laurisz@itreseller.pl
RAFAŁ SKRZYPEK Sekretarz redakcji r.skrzypek@itreseller.pl
MIECZYSŁAW T. STARKOWSKI m.starkowski@itreseller.pl
EWELINA STÓJ e.stoj@itreseller.pl
REKLAMA I WSPÓŁPRACA
ADRES BIURA Domaniewska 47/10 02-672 Warszawa, PL reklama@itreseller.pl +48 601 583 698
SERWISY INTERNETOWE www.itreseller.pl
Zdjęcia: archiwum IT Reseller, materiały prasowe, AdobeStock, Piotr Gamdzyk
ZBIGNIEW MĄDRY
PRZEZES ZARZĄDU AB S.A.

SPIS TREŚCI
6 WYWIAD OKŁADKOWY
ZBIGNIEW MĄDRY, CEO AB S.A.
12 HP PARTNER EXCELLENCE
AWARD 2025
NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH
18 KOMSA SPRING PARTNERS SUMMIT 2026
NAJWAŻNIEJSZE SĄ RELACJE
24 HITACHI VANTARA EXCHANGE 2026
LICZY SIĘ CZAS POWROTU DO GRY
30 DESTINATION AI TD SYNNEX
WARSZAWA 2026
TECHNOLOGIA JUŻ GOTOWA – CZAS
NA ODWAŻNE DECYZJE FIRM
36 DEBATA DESTINATION AI TD SYNNEX
ARCHITEKTURA BEZPIECZNEGO I WYDAJNEGO EKOSYSTEMU AI
40 GATEWAY POLAND 2026
PRZEPIS NA SUKCES W ERZE FABRYK AI
46 POLSKA PRZED UNIKALNĄ SZANSĄ W ERZE BOOMU AI
49 PRIORYTETY DLA POLSKIEGO RYNKU GATEWAY POLAND 2026
52 NOWY, POLSKI HOLDING DEEP-TECH
POLSKA DOJRZEWA DO BUDOWY
WŁASNYCH TECHNOLOGII
57 PREMIERA BOARDROOM
AI READINESS INDEX
DLACZEGO AŻ 94 PROCENT WDROŻEŃ AI
ZAWODZI?
60 XVIII FORUM GOSPODARCZE TIME
❱ WYZWANIE DEKADY
❱ ODPORNOŚĆ EUROPY
❱ SUWERENNOŚĆ TO NIE AUTARKIA
❱ MOCE OBLICZENIOWE – PODAŻ I POPYT
78 DLA SILNEJ CYFROWEJ EUROPY
DATA 4 KONTYNUUJE EKSPANSJĘ
W POLSCE
84 ETYKA W AI – MIĘDZY KODEM
A SUMIENIEM
MAGNA CARTA DLA AI
88 NADCHODZI ERA HOMO TECH ZAPOWIEDŹ AI RADAR TRENDBOOK 2.0
92 ETYKA W AI – MIĘDZY KODEM
A SUMIENIEM
ETYKA CZARNEJ SKRZYNKI
94 STRATEGIA NA TRUDNE CZASY
KRZYSZTOF MERTOWSKI, COUNTRY MANAGER BROTHER NA POLSKĘ I UKRAINĘ
100 TRANSPARENTNOŚĆ
I TECHNOLOGIA HEAT-FREE
ROBERT RESZKOWSKI, EPSON EUROPE
104 RAPORT RYNEK DRUKU
❱ EWOLUCJA PAPIERU W DOBIE CYFROWEJ TRANSFORMACJI
❱ BEZPIECZEŃSTWO DANYCH I SIECI
❱ EKOLOGIA I CYKL ŻYCIA PRODUKTU W UJĘCIU STRATEGII BIZNESOWEJ
❱ KLUCZ DO STABILNOŚCI
❱ ZIELONA REWOLUCJA W BIURZE I PRZEMYŚLE
NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH


VANTARA EXCHANGE 2026 LICZY SIĘ CZAS POWROTU DO GRY


RAPORT DRUKU 2026
» EWOLUCJA PAPIERU W DOBIE CYFROWEJ TRANSFORMACJI
» BEZPIECZEŃSTWO DANYCH I SIECI
» EKOLOGIA I CYKL ŻYCIA PRODUKTU W UJĘCIU STRATEGII BIZNESOWEJ
» KLUCZ DO STABILNOŚCI
» ZIELONA REWOLUCJA W BIURZE I PRZEMYŚLE
ZDOLNOŚĆ DO ŁĄCZENIA EFEKTYWNOŚCI, ELASTYCZNOŚCI I DYSCYPLINY
NASZĄ SIŁĄ POZOSTAJE ORGANIZACJA
Zmiana na stanowisku prezesa w Grupie AB przypada na moment przyspieszającej transformacji całego rynku IT i rosnącej złożoności otoczenia biznesowego.
Zbigniew Mądry, nowy CEO spółki, stawia na kontynuację sprawdzonej strategii, wzmacniając jednocześnie znaczenie kompetencji i usług w modelu dystrybucyjnym oraz rolę technologii – z AI na czele – w budowaniu przewagi konkurencyjnej. W rozmowie wskazuje, które filary wzrostu pozostają niezmienne i gdzie firma dostrzega nowe źródła wartości.
Serdecznie gratulujemy objęcia stanowiska prezesa AB – jak definiuje Pan kolejny etap rozwoju Grupy i na ile to kontynuacja strategii, a na ile jej ewolucja? Co zmieniło się od momentu objęcia stanowiska?
AB ma bardzo solidne fundamenty – skalowalny model biznesowy, silne relacje z partnerami i dostawcami oraz zespół z ogromnym doświadczeniem rynkowym. To są elementy, które przez lata budowały naszą pozycję i które pozostają niezmienne.
Nowy etap rozwoju widzę więc przede wszystkim jako kontynuację tej strategii, ale w zupełnie innym tempie i kontekście rynkowym. Otoczenie biznesowe wyraźnie przyspiesza – mamy większą zmienność, szybszy rozwój
technologii i rosnące oczekiwania partnerów.
Dodatkowo funkcjonujemy dziś w środowisku znacznie bardziej wymagającym w wymiarze makroekonomicznym i geopolitycznym. Zmiany w globalnych łańcuchach dostaw, napięcia regulacyjne czy ryzyka związane z dostępnością komponentów powodują, że zarządzanie biznesem wymaga większej przewidywalności i odporności niż jeszcze kilka lat temu.
Dlatego dziś większy nacisk kładziemy na efektywność operacyjną, szybkość podejmowania decyzji oraz bardzo świadome zarządzanie ryzykiem. Jako Zarząd – razem z Grzegorzem Ochędzanem (Wiceprezes - CFO) koncentrujemy się na tym, aby rozwijać biznes
stabilnie, ale jednocześnie elastycznie i w sposób przygotowany na różne scenariusze rynkowe.
Ciągłość kultury organizacyjnej – jak ją Pan pielęgnuje?
Jestem związany z AB od 34 lat, więc znam tę firmę od podstaw i miałem wpływ na jej rozwój na każdym etapie. Dziś pracuję z zespołem, który w dużej mierze współtworzył tę organizację przez lata – i to jest nasza ogromna siła. Moi najbliżsi współpracownicy są ze mną ponad 20 lat, a niektórzy 30 lat.
Dlatego kultura organizacyjna w AB nie jest czymś, co trzeba na nowo definiować. Ona funkcjonuje naturalnie – w sposobie podejmowania decyzji, współpracy i budowania relacji. Zmianą


będzie to, że najbliżsi bezpośredni współpracownicy Zarządu dostaną jeszcze więcej decyzyjności, a z tym odpowiedzialności.
To nie tylko procesy i standardy, ale przede wszystkim zaufanie, partnerstwo i odpowiedzialność. Dotyczy to zarówno relacji wewnętrznych, jak i współpracy z partnerami i dostawcami.
Fundamenty zbudowane przez Andrzeja Przybyło pozostają dla nas bardzo ważnym punktem odniesienia. Jednocześnie kultura organizacyjna nie oznacza stagnacji – rozwijamy ją, dosto-
sowując sposób pracy, narzędzia i środowisko do zmieniającego się rynku.
Siłą AB jest zespół – organizacja oparta na doświadczeniu, stabilności i współpracy. I to jest coś, co w długim okresie buduje realną przewagę.
Rynek wymaga dziś więcej niż kilka lat temu. Jak zmienia się rola dystrybutora?
Rynek jest dziś zdecydowanie bardziej wymagający – zarówno pod względem tempa, jak i złożoności. To przekłada się bezpośrednio na rolę dystrybutora, która wyraźnie ewoluuje.

Nie wystarczy już być operatorem logistycznym czy miejscem, w którym dokonuje się zakupu. Partnerzy oczekują kompleksowego wsparcia –od dostępności produktów, przez finansowanie i logistykę, po kompetencje technologiczne i wsparcie w rozwijaniu biznesu. W efekcie dystrybucja coraz wyraźniej staje się biznesem wartości, a nie tylko wolumenu. Rola dystrybutora przesuwa się w stronę partnera, który wspiera cały proces – od wyboru rozwiązania po wsparcie przy jego wdrożeniu i zapewnieniu modelu finansowania.
AB ma bardzo solidne fundamenty – skalowalny model biznesowy, silne relacje z partnerami i dostawcami oraz zespół z ogromnym doświadczeniem rynkowym. To są elementy, które przez lata budowały naszą pozycję i które pozostają niezmienne. (…) Siłą AB jest zespół – organizacja oparta na doświadczeniu, stabilności i współpracy. I to jest coś, co w długim okresie buduje realną przewagę.
W AB konsekwentnie rozwijamy ten model, łącząc skalę działania z kompetencjami i bliskością rynku. Widzimy też wyraźnie rozwój modelu hybrydowego – gdzie tradycyjna dystrybucja współistnieje z usługami, subskrypcją i rozwiązaniami cloud.
AB weszło w 2026 rok z bardzo wysoko postawioną poprzeczką – jak planujecie utrzymać ten trend?
Rekordowe wyniki traktujemy jako naturalny etap rozwoju, a nie cel sam w sobie. Naszą ambicją jest utrzymywanie tempa wzrostu w sposób stabilny i przewidywalny.
Kontynuujemy strategię opartą na efektywności operacyjnej, bliskiej współpracy z partnerami oraz rozwoju nowych obszarów biznesowych.
Sprzyja nam otoczenie – transformacja cyfrowa, rozwój AI, cyberbezpieczeństwo, czy inwestycje publiczne tworzą solidne fundamenty popytu.
Jednocześnie wiemy, że utrzymanie tego trendu wymaga ciągłego podnoszenia poprzeczki –zarówno w skali działania, jak i jakości procesów.
Naszą siłą pozostaje organizacja – zdolność do łączenia efektywności, elastyczności i dyscypliny.
To właśnie ten balans pozwala rozwijać się w sposób stabilny.
Co dziś decyduje o pozycji dystrybutora pierwszego wyboru?
Kluczowe jest połączenie kilku elementów: skali, sprawności operacyjnej i bliskości rynku. Z perspektywy partnera najważniejsze są prostota, przewidywalność i szybkość działania. Nie mniej istotne jest zaufanie, które budujemy od lat, oraz znajomość specyfiki rynków CEE. To pozwala nam reagować szybko i elastycznie, ale jednocześnie działać w sposób uporządkowany i skalowalny.
Zbigniew Mądry CEO – President AB S.A.

Dziś nie jest to już wybór między logistyką a kompetencjami. Skala jest niezbędna, ale to kompetencje i wartość dodana decydują o przewadze. Dlatego rozwijamy wsparcie w obszarach takich jak cloud, cyberbezpieczeństwo, infrastruktura czy modele usługowe, a równolegle inwestujemy w platformy cyfrowe, które zwiększają efektywność partnerów.
Jak ocenia Pan perspektywy rynku projektowego w 2026 roku?
Widzimy bardzo wyraźne przyspieszenie w obszarze dużych projektów – zarówno w sektorze publicznym, jak i komercyjnym. Edukacja, zdrowie, administracja, cyberbezpieczeństwo czy infrastruktura data center – to obszary, które generują dziś bardzo duży popyt, wspierany środkami publicznymi. Naszym celem jest wspieranie partnerów w pełnym wykorzystaniu tej fali inwestycji – poprzez finansowanie, zdolności operacyjne, kompetencje i współpracę z producentami.
AI – gdzie dziś widzi Pan realny potencjał biznesowy?
AI przestała być tematem koncepcyjnym – dziś jest realnym narzędziem biznesowym. Natomiast największa wartość dopiero powstaje – w obszarze transformacji kluczowych procesów przedsiębiorstw. To tam AI będzie budować przewagę konkurencyjną.
Coraz większego znaczenia nabiera również praca na danych – ich jakość, dostępność i umiejętność wykorzystania w procesach biznesowych. W dłuższym horyzoncie to właśnie zarządzanie danymi będzie jednym z kluczowych czynników decydujących o skuteczności wdrożeń AI. W tym modelu rośnie rola partnerów, którzy potrafią łączyć technologię z doradztwem i realnym wdrożeniem.
Jako AB chcemy odgrywać rolę nie tylko dostawcy, ale partnera wspierającego rozwój kompetencji i całego ekosystemu.
Otoczenie rynkowe jest wymagające – jakie wyzwania są dziś kluczowe?
Otoczenie rynkowe jest dziś zdecydowanie bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu. Mierzymy się jednocześnie z presją kosztową, zmianą modeli biznesowych w IT oraz wysoką zmiennością makroekonomiczną. Z perspektywy zarządczej kluczowe nie jest jednak jedno konkretne wyzwanie, ale umiejętność zarządzania tą złożonością.
Jeśli chodzi o ryzyka, każde z nich ma znaczenie – koszty finansowania, presja płacowa czy sytuacja geopolityczna. W praktyce jednak
Rekordowe wyniki traktujemy jako naturalny etap rozwoju, a nie cel sam w sobie. Naszą ambicją jest utrzymywanie tempa wzrostu w sposób stabilny i przewidywalny. Naszą siłą pozostaje organizacja – zdolność do łączenia efektywności, elastyczności i dyscypliny. To właśnie ten balans pozwala rozwijać się w sposób stabilny.
Zbigniew Mądry CEO – President AB S.A.
najważniejsza jest zmienność i nieprzewidywalność.
Na tę zmienność składają się m.in. czynniki geopolityczne, rosnące wymagania regulacyjne oraz zmiany w globalnych łańcuchach dostaw.
Regulacje takie jak NIS2 czy przygotowywany
AI Act nie są już dziś tylko obszarem compliance – coraz częściej stają się realnym impulsem inwestycyjnym, szczególnie w obszarze cyberbezpieczeństwa i zarządzania danymi. To dodatkowo przyspiesza transformację rynku i zwiększa znaczenie kompetencji w całym kanale partnerskim.
Jedna rada dla resellerów?
Inwestować w kompetencje – szczególnie w obszarze usług, chmury, cyberbezpieczeństwa i AI. Partnerzy, którzy zbudują kompetencje i relacje z klientem końcowym, będą naturalnymi beneficjentami kolejnego cyklu wzrostu.
Patrząc na rynek szerzej, wchodzimy w okres, w którym tempo zmian będzie tylko rosło. Granica między technologią, biznesem i regulacją coraz bardziej się zaciera, a decyzje inwestycyjne będą podejmowane nie tylko w oparciu o potencjał wzrostu, ale także o bezpieczeństwo, dostępność i zgodność. To zmienia sposób myślenia całego rynku.
Jednocześnie jesteśmy w fazie, w której wiele trendów – takich jak AI, cyberbezpieczeństwo czy cyfryzacja usług publicznych – dopiero zaczyna pokazywać swoją skalę. W praktyce oznacza to, że największe zmiany są jeszcze przed nami.
Dlatego kluczowa staje się zdolność do adaptacji i podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Wygrywać będą ci, którzy potrafią łączyć kompetencje technologiczne z realnym zrozumieniem biznesu i potrzeb klientów. Rynek nie będzie czekał – będzie nagradzał tych, którzy potrafią działać szybciej, mądrzej i bardziej konsekwentnie. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl

HP PARTNER EXCELLENCE AWARD 2025
NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH
To nie była kolejna zwykła gala branżowa, o której zapomina się wraz z oddaniem identyfikatora przy wyjściu. To był manifest siły, partnerstwa i wizji, która sprawia, że polska branża IT nie tylko goni świat, ale w wielu aspektach zaczyna mu dyktować tempo.
Gala HP Partner Excellence Award 2025, zorganizowana 26 marca 2026 roku we wnętrzach Muzeum Historii Polski, pod sugestywnym hasłem „Nothing is Impossible”, była wydarzeniem, które zdefiniowało standardy na nadchodzące lata. Wybór Muzeum Historii Polski na miejsce gali nie był przypadkowy. Nowoczesna, surowa, a jednocześnie pełna dostojeństwa bryła budynku na terenie warszawskiej Cytadeli stała się idealnym tłem dla wydarzeń tego wieczoru. Już od progu gości witała atmosfera prestiżu wymieszana z autentyczną, kuluarową radością płynącą ze spotkań znajomych z branży. Opiekę nad sceną objął człowiek, bez którego trudno wyobrazić sobie event tej rangi – Marcin Prokop. Jego wejście było dokładnie takie, jakiego oczekiwano: pełne błyskotliwej inteligencji, specyficznego dystansu i energii, która natychmiast skruszyła lody oficjalnego tonu. Prokop,
z właściwą sobie swobodą, sprawił, że każdy na sali poczuł się częścią czegoś wyjątkowego. To on nadał gali tempo, balansując między merytoryką a humorem, udowadniając, że „Nothing is Impossible” odnosi się także do utrzymania uwagi kilkuset liderów biznesu przez kilka godzin na najwyższym poziomie koncentracji.
Potęga kanału: Więcej niż biznes
Zanim na scenie pojawili się poszczególni prelegenci, w powietrzu czuć było coś, co trudno kupić za jakikolwiek budżet marketingowy: siłę wspólnoty. Gala była przede wszystkim wielkim pokazem mocy polskiego kanału partnerskiego. To tu, w jednym miejscu, spotkała się elita – ludzie, którzy na co dzień rywalizują, ale tego wieczoru wspólnie świętowali swoje sukcesy pod sztandarem HP Inc Polska. Zdecy-
dowanie był to wieczór hołdu dla ich niezłomności i kreatywności.
Kapitan na rekordowym kursie
Andrzej Sowiński, Prezes Zarządu HP Inc Polska, to postać, która łączy w sobie spokój doświadczonego lidera z pasją wizjonera. Jego wystąpienie nie było tylko podsumowaniem tabel w Excelu. To była opowieść o tym, jak w 2025 roku polski oddział HP stał się najszybciej rosnącą organizacją HP na całym świecie.
Sowiński z wielką klasą i pokorą podkreślił, że ten historyczny sukces nie wydarzyłby się w sterylnych warunkach korporacyjnych gabinetów. – To Wasz sukces – te słowa skierowane do partnerów brzmiały autentycznie. – Prezes zarysował wizję przyszłości, w której HP nie dostarcza już tylko „pudełek”, ale staje się fundamentem nowej ery pracy. Mówił o optymizmie, ale i o czujności

– o tym, że sukces 2025 roku to dopiero początek drogi w świecie, w którym AI przestaje być obietnicą, a staje się systemem operacyjnym naszej codzienności. Słuchając go, miało się wrażenie, że HP Polska ma nie tylko doskonałe wyniki, ale i najbardziej klarowną mapę drogową w branży.
Strategia budowana na zaufaniu
Po wizji makro przyszła pora na konkrety operacyjne, które podał w niezwykle przystępnej formie Paweł Miszkiewicz, Dyrektor Kanału Partnerskiego w HP Inc Polska. Jeśli Sowiński jest architektem sukcesu, to Miszkiewicz jest jego głównym konstruktorem w relacjach z rynkiem.
Paweł skupił się na tym, co dla partnerów najważniejsze: jak zarabiać w nowej rzeczywistości. Jego wystąpienie było lekcją ewolucji. Wyraźnie wybrzmiał przekaz o przejściu od czystej sprzedaży sprzętu w stronę zaawansowanych usług i subskrypcji. Miszkiewicz mówił o programach partnerskich nie jako o sztywnych regulaminach, ale jako o żywym organizmie, który musi wspierać partnerów tam, gdzie generowana jest największa wartość dodana. Jego profesjonalizm, połączony z głęboką znajomością realiów polskiego rynku, sprawił, że każdy partner na sali wyszedł z poczuciem, że HP słucha, rozumie i przede wszystkim – docenia lojalność oraz inwestycje w kompetencje.
Technologiczny Dream Team:
Intel i Microsoft
Gala HP to zawsze okazja, by zobaczyć, jak współpracują najwięksi gracze na rynku. Wystąpienia partnerów technologicznych były prawdziwą ucztą dla entuzjastów innowacji.
Przemysław Papużyński, Manager ds. Kluczowych Klientów w Intel Polska, zabrał nas w podróż do wnętrza procesorów Intel Core Ultra. Jego prelekcja była fascynującym wykładem o tym, jak jednostki NPU (Neural Processing Unit) zmieniają definicję komputera osobistego. Papużyński z niesamowitą lekkością tłumaczył zawiłości technologiczne,

udowadniając, że rok 2026 to czas „AI PC”. Dzięki niemu zrozumieliśmy, że niemożliwe wcześniej lokalne przetwarzanie danych przez sztuczną inteligencję staje się faktem, zapewniając użytkownikom prywatność i wydajność, o jakiej marzyliśmy. To było wystąpienie pełne pasji, które pokazało, że Intel jest w szczytowej formie.
Z kolei Jacek Maśliński, SEMEA Sales Lead w Microsoft Polska, postawił kropkę nad „i” w temacie oprogramowania. Jego prezentacja ekosystemu Copilot była pokazem tego, jak technologia może stać się naszym osobistym asystentem, uwalniając nas od żmudnych zadań. Maśliński mówił o „systemie operacyjnym
dla ludzkiego intelektu”, a jego spokój i pewność siebie w prezentowaniu rozwiązań AI sprawiły, że wizja przyszłości
Microsoftu i HP wydała się nie tylko realna, ale wręcz nieodzowna. Duet Intel-Microsoft na scenie HP to był jasny sygnał: ekosystem jest spójny, gotowy i potężniejszy niż kiedykolwiek.
Gość Specjalny: Szymon
Marciniak i sędziowska precyzja w biznesie
Kiedy emocje biznesowe sięgnęły zenitu, na scenie pojawił się gość, którego nikomu przedstawiać nie trzeba. Szymon Marciniak, najlepszy sędzia piłkarski

świata, wniósł do gali zupełnie nową dynamikę. Jego prelekcja, pełna anegdot z największych stadionów globu, była mistrzowskim popisem humoru i charyzmy. Marciniak udowodnił, że sędziowanie finału Mistrzostw Świata ma zadziwiająco dużo wspólnego z zarządzaniem dużymi projektami IT: tu i tu liczy się ułamek sekundy, doskonałe przygotowanie i umiejętność panowania nad emocjami, gdy oczy całego świata (lub zarządu klienta) są zwrócone na Ciebie.
Niebieskie Gwiazdy HP rozświetliły Warszawę
Po serii przemówień nadszedł kluczowy moment gali – uroczyste wręczenie nagród HP Partner Excellence Award 2025, znanych w bran-
ży także jako Niebieskie Gwiazdy HP. To był prawdziwy festiwal triumfu polskiego kanału partnerskiego. Scena lśniła, muzyka budowała napięcie, a laureaci wchodzili po schodach w blasku jupiterów, odbierając statuetki z rąk Andrzeja Sowińskiego, Pawła Miszkiewicza oraz Marcina Prokopa.
Każda nagroda była dowodem na to, że w minionym roku granice „niemożliwego” zostały przesunięte. Lista zwycięzców to prawdziwy panteon liderów.
Laureaci z obszaru Retail
q Partner roku w kategorii One HP Retail oraz Partner roku w kategorii Retail PS Focus Products – Terg, właściciel sklepów MediaExpert

q Partner roku w kategorii Materiały eksploatacyjne – Komputronik
Laureaci z obszaru Commercial
q Partner roku w kategorii One HP Commercial SMB Projekty – Delkom
q Partner roku w kategorii Commercial PS Focus Products – AJP Services
q Partner roku w kategorii One HP Commercial CEP Public – Suntar
q Partner roku w kategorii Zrównoważony rozwój – Suntar
q Partner roku w kategorii One HP Commercial CEP Large Enterprise – LOGON
q Partner roku w kategorii Commercial SMB Urządzenia drukujące Home i Office – J-P
q Partner roku w kategorii Kontraktowe usługi druku HP cMPS – Copy.Net.pl
q Partner roku w kategorii Commercial SMB Stacje Robocze – MAT
q Partner roku w kategorii Materiały eksploatacyjne – Xerima
q Partner roku w kategorii One HP Dystrybutor roku – AB
q Partner roku w kategorii Rising Star – Netland
Niemożliwe nie istnieje
Podczas kolacji i późniejszego afterparty, networking wszedł na najwyższe obroty. W kulisach Muzeum Historii Polski, przy dźwiękach muzyki i w kuluarowych rozmowach, wykuwały się zapewne plany na kolejne miesiące.
Gala HP Partner Excellence Award 2025 była wydarzeniem kompletnym. Była pokazem siły, ale pozbawionym arogancji. Była celebracją technologii, ale z ogromnym naciskiem na relacje międzyludzkie. Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego HP w Polsce rośnie najszybciej na świecie, ta gala dała jasną odpowiedź: bo HP ma partnerów, dla których „Impossible” to po prostu kolejny punkt na liście do odhaczenia.
Do zobaczenia za rok. Trzeba przyznać, że poprzeczka wisi wysoko, ale przecież... Nothing is Impossible! n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
www.itreseller.pl




Wideokonferencyjny system z AI już jest!
Immersyjny zestaw dla najbardziej wymagających –
Poly Studio E70 wraz z ekranem LED 138”
Realne spotkania bez wychodzenia z biura!


Poly Studio E70 z ekranem LED 138”
Obraz 4k - 2 obiektywy z 20-megapikselowymi sensorami
Inteligentne kadrowanie dzięki technologii AI
Technologia LED
Perfekcyjny obraz dla wymagających klientów
Profesjonalne wdrożenie i serwis gwarancyjny nawet do 60 miesięcy

STATIM INTEGRATOR ul. Głogowska 3, 01-743 Warszawa biuro@statim.com.pl, tel

KOMSA SPRING PARTNERS SUMMIT 2026
NAJWAŻNIEJSZE SĄ RELACJE
Presja kosztowa, niedobory komponentów i rewolucja AI zmieniają zasady gry.
KOMSA Spring Partners Summit 2026 pokazał, że branża IT wchodzi w etap, w którym wygrywają nie najwięksi, ale najbardziej elastyczni.
KOMSA Spring Partners Summit 2026 w Folwarku Łochów nie był wydarzeniem, które można sprowadzić do serii prezentacji produktowych. To raczej barometr nastrojów całego rynku IT. W jednym miejscu spotkali się vendorzy, dystrybutorzy, retail i partnerzy B2B, a rozmowy bardzo szybko
zeszły z poziomu „co nowego w portfolio” na poziom „jak przetrwać i rozwijać się w nowej rzeczywistości”.
Już pierwsza część konferencji ustawiła ton całego wydarzenia. Ze sceny padły konkretne liczby i jeszcze bardziej konkretne wnioski. Rynek rośnie wolniej, a w niektórych segmentach wręcz
hamuje. Jednocześnie rosną ceny komponentów, szczególnie pamięci, a globalne napięcia i inwestycje w AI powodują przesunięcia w całym łańcuchu dostaw. Kluczowe pytanie, które wybrzmiało na otwarciu, było proste: czy spadki wolumenów uda się zrekompensować wzrostem wartości. I co ważniejsze, czy
rynek, zarówno konsumenci, jak i firmy, jest gotowy na dalsze podwyżki?
AI zabiera rynek konsumencki
Ten wątek bardzo mocno rozwinął Tomasz Malasek z Samsung Electronics. W jego wystąpieniu nie było marketingu, była za to twarda diagnoza sytuacji.
– Od drugiego półrocza 2025 roku obserwujemy duże zawirowania na rynku, wynikające przede wszystkim z rewolucji AI i ogromnych inwestycji w centra danych – powiedział Malasek.
W praktyce oznacza to jedno. Najwięksi gracze przesuwają moce produkcyjne w stronę segmentu enterprise, gdzie trafiają rozwiązania dla centrów danych i systemów AI. To tam są dziś pieniądze, to tam są marże i to tam trafiają komponenty, które jeszcze niedawno zasilały rynek konsumencki.
Efekt? Ograniczona dostępność i presja cenowa, którą odczuwają wszyscy.
Malasek nie zostawił złudzeń co do najbliższych miesięcy.
– Popyt zdecydowanie przewyższa podaż, więc trzeba się liczyć
z ograniczeniami dostępności, a ceny będą dalej rosnąć – podkreślił.
To jeden z tych momentów konferencji, kiedy sala nie tyle słuchała, co kalkulowała. Bo to już nie jest prognoza, tylko rzeczywistość, z którą trzeba pracować.
Retail szuka alternatyw
Zmiana sytuacji rynkowej natychmiast przekłada się na strategię sprzedaży. I tu bardzo ciekawie wybrzmiał głos retailu.
Jakub Bułkowski z MediaMarkt Poland nie mówił o konkretnych modelach czy promocjach. Mówił o potrzebie szukania nowych kierunków.
– Szukamy produktów, które odpowiadają dzisiejszym trendom i mogą być alternatywą dla klientów – zaznaczył.
To ważna zmiana. Jeszcze kilka lat temu rynek opierał się na wolumenie i dużych kampaniach. Dziś coraz większe znaczenie mają nisze, produkty komplementarne i rozwiązania, które mogą zastąpić drożejące segmenty.
Retail zaczyna grać bardziej elastycznie, a to oznacza też większą rolę dystrybutora.
KOMSA przyspiesza, mimo rynku
Właśnie w tym miejscu pojawia się rola organizatora. KOMSA bardzo wyraźnie pokazała, że nie zamierza grać defensywnie.
Dominik Kaczmarek mówił o konieczności adaptacji do zmieniającego się rynku, ale jednocześnie o inwestycjach, które mają tę adaptację umożliwić.
– Poruszyliśmy kwestie związane z niepewnością bieżącego rynku i koniecznością adaptacji do nowej rzeczywistości – podkreślił.
Za tym idą konkretne działania. Nowy magazyn, rozbudowa logistyki, zmiana systemów ERP i CRM, rozwój platformy sprzedażowej. To nie jest kosmetyka, tylko próba zbudowania przewagi operacyjnej.
Paweł Sterniuk zwracał uwagę, że w takim otoczeniu rynkowym wynik firmy nabiera szczególnego znaczenia.
– Poprzedni rok pokazał nam, że w tym niełatwym rynku radzimy sobie dobrze – osiągnęliśmy 20-proc. wzrost przy ok. 10-proc. wzroście rynku – zaznaczył.

To pokazuje coś jeszcze. W trudniejszych czasach różnice między firmami się powiększają. Jedni spowalniają razem z rynkiem, inni próbują go wyprzedzić.
Partnerstwo zamiast transakcji
Wystąpienia vendorów miały wspólny mianownik. Nikt nie mówił dziś wyłącznie o produktach. W centrum była współpraca. Samsung podkreślał znaczenie relacji z dystrybutorem i rolę kanału B2B jako kluczowego elementu strategii. – Współpraca między Samsungiem a KOMSA układa się bardzo dobrze. Jest to nasz główny partner – mówił Mariusz Walusiewicz.
Lenovo z kolei patrzy na to jeszcze szerzej, planując wspólne inwestycje i rozwój portfolio w kolejnych kwartałach.
– Planujemy z firmą KOMSA nowe inwestycje i zmiany, które przyniosą nam wiele nowych okazji – podkreślił Tomasz Soroka.
Motorola natomiast bardzo wyraźnie zaznaczyła swoją ambicję w segmencie biznesowym, budując pozycję challengera.
– Przekroczyliśmy 20 proc. udziału w rynku i stajemy się istotnym challengerem w segmencie B2B – mówiła Nikoleta Eckstein.
To wszystko składa się na jeden obraz. Rynek IT coraz mniej przypomina zbiór pojedynczych firm, a coraz bardziej sieć zależności, w której kluczowe są relacje i szybkość działania.
Technologia, którą trzeba zobaczyć
Druga część KOMSA Spring Partners Summit 2026 miała już wyraźnie inny charakter. Po solidnej dawce makroekonomii i strategii przyszedł czas na konkrety. I to w najlepszym możliwym wydaniu, czyli takim, które można było dotknąć, sprawdzić i od razu przełożyć na rozmowę z klientem.
Strefy demo nie były dodatkiem do konferencji. Były jej naturalnym przedłużeniem. To tam teoria spotykała się z praktyką.
ASUS bardzo świadomie wykorzystał ten moment cyklu produktowego. Wiosna to czas, kiedy rozwiązania pokazywane wcześniej na globalnych targach zaczynają trafiać do kanału sprzedaży.
– Zależy nam na tym, aby partnerzy mogli jako pierwsi zapoznać się z nowymi produktami – podkreślał Adam Żelazko.
I faktycznie było co oglądać. Nowe Zenbooki, w tym modele oparte na procesorach Qualcomm, konstrukcje dwuekranowe, jak Zenbook Duo czy rozwijana linia ProArt dla twórców. Do tego segment gamingowy ROG, który po dwóch dekadach obecności na rynku nadal szuka nowych form i zastosowań.
Ale chyba najciekawszy był kierunek biznesowy. ExpertBook Ultra pokazywał wyraźnie, że mobilność i wydajność przestają się wykluczać. Laptopy nie są już tylko narzędziem pracy. Stają się uniwer-


salnym środowiskiem, które musi sprostać niemal każdemu scenariuszowi.
Obraz, który robi różnicę
Jeśli ASUS pokazywał kierunek dla komputerów, to Hisense zrobił to samo dla segmentu wyświetlania obrazu.
Jacek Gamrot nie próbował opowiadać o wszystkim. Skupił się na tym, co faktycznie robi różnicę.
– Pokazaliśmy wszystkie nasze najważniejsze osiągnięcia w technologii telewizorów i projektorów – mówił.
Największe wrażenie robiła technologia MiniLED RGB, która w praktyce przekłada się na realną poprawę jakości obrazu. Większa jasność, lepszy kontrast, bardziej precyzyjne odwzorowanie kolorów. To nie są już różnice „na papierze”, tylko coś, co widać od razu.
Drugim filarem były projektory laserowe. Modele takie, jak L9Q pokazują, że
alternatywa dla klasycznych telewizorów przestaje być niszą. Obraz 120 cali, wysoka jasność i możliwość pracy w normalnych warunkach oświetleniowych to argumenty, które coraz częściej trafiają do klientów.
To jeden z tych segmentów, które mogą skorzystać na zmianach rynkowych. Gdy ceny tradycyjnych rozwiązań rosną, alternatywy zaczynają wyglądać znacznie atrakcyjniej.
Mobilność to już nie tylko smartfon
Bardzo wyraźnym trendem widocznym podczas całego wydarzenia była zmiana podejścia do mobilności. Smartfon przestał być „telefonem dla pracownika”. Stał się elementem infrastruktury IT. Motorola pokazała to bardzo szeroko, od urządzeń, przez usługi, aż po akcesoria i ekosystem.
Nie chodzi już tylko o specyfikację. Chodzi o kompletne rozwiązanie. Zestawy biznesowe, rozszerzone wsparcie, zarządzanie urządzeniami, bezpieczeństwo. To wszystko staje się standardem, a nie dodatkiem.
Jednocześnie rynek wyraźnie się konsoliduje. Motorola, która jeszcze kilka lat temu była graczem drugiego planu, dziś mówi wprost o swojej pozycji i ambicjach. I nie jest w tym odosobniona.
Bezpieczeństwo jako fundament, nie opcja
Jeśli coś wybrzmiało szczególnie mocno w tej części konferencji, to był to temat bezpieczeństwa. I nie w teorii, tylko w bardzo praktycznym ujęciu.
Prezentacja Samsunga dotycząca platformy Knox pokazała skalę problemu. Ataki coraz częściej kierowane są w stronę
urządzeń mobilnych. To tam znajdują się dane, dostęp do systemów i realna wartość dla potencjalnego atakującego.
Jednocześnie podejście użytkowników wciąż pozostaje zbyt lekkie. Brak aktualizacji, brak kontroli nad urządzeniami, brak świadomości zagrożeń.
Samsung pokazuje odpowiedź systemową. Od warstwy sprzętowej, przez zarządzanie urządzeniami, aż po integrację z systemami klasy enterprise. To już nie jest „funkcja telefonu”. To element strategii bezpieczeństwa całej organizacji.
Zarządzanie zamiast chaosu
W tym miejscu naturalnie pojawia się SOTI. Firma od lat działa w obszarze zarządzania urządzeniami, ale dziś jej rola jest wyraźnie większa niż kiedyś. – Zaczynamy od rozwiązań Unified Endpoint Management do zarządzania flotą urządzeń – mówiła Katarzyna Karbowska.
W praktyce oznacza to jedno. Firmy nie są już w stanie zarządzać środowiskiem IT bez odpowiednich narzędzi. Różnorodność urządzeń, systemów i zastosowań jest zbyt duża.
SOTI ONE to przykład podejścia platformowego. Nie chodzi tylko o kontrolę, ale też o analitykę, wsparcie użytkowników i integrację różnych obszarów mobilności.
To kolejny element większej układanki. Sprzęt, oprogramowanie i usługi przestają być oddzielnymi bytami. Tworzą jeden system, który musi działać spójnie.
Nie tylko technologia
Warto dodać, że KOMSA Spring Partners Summit 2026 nie był wyłącznie wydarzeniem technologicznym. Jednym z najmocniejszych, a jednocześnie najbardziej „ludzkich” momentów całej konferencji był Power Speech Karola Bieleckiego. Były reprezentant Polski w piłce ręcznej, medalista mistrzostw świata i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu, opowiedział historię, która w kontekście biznesowych rozmów wybrzmiała zaskakująco trafnie. Nie było tu slajdów, wykresów ani danych. Była za to opowieść o powrocie po bardzo trudnym momencie, o konsekwencji, pracy zespołowej i radzeniu sobie z sytuacjami, w których nie wszystko idzie zgodnie z planem.
W świecie, w którym podczas tej samej konferencji mówi się o niedoborach komponentów, presji cenowej i nieprzewidywalności rynku, takie wystąpienie działa inaczej niż typowa prezentacja. Ustawia perspektywę. Bo ostatecznie zarówno w sporcie, jak i w biznesie chodzi o to samo. O zdolność adaptacji, o wytrwałość i o to, żeby
w odpowiednim momencie podjąć właściwą decyzję, nawet jeśli nie ma się pełnego obrazu sytuacji.
To był moment, który na chwilę zatrzymał tempo całego wydarzenia. I być może właśnie dlatego został zapamiętany przez wielu uczestników równie dobrze, jak najciekawsze premiery technologiczne.
Rynek, który nie zwalnia
KOMSA Spring Partners Summit 2026 pokazał rynek w momencie przejścia. Z jednej strony, presja kosztowa, niepewność i zmiany strukturalne. Z drugiej – ogromna dynamika technologiczna i nowe możliwości.
Nie było tu prostych odpowiedzi. Było za to dużo konkretów i jeszcze więcej rozmów. Bo ostatecznie to właśnie one są najważniejsze. Nie prezentacje, nie slajdy, nie nawet produkty. Tylko relacje, które pozwalają te wszystkie elementy połączyć w działający biznes.
Bo jeśli coś wyraźnie wybrzmiało w Łochowie, to fakt, że branża IT wchodzi w etap, w którym przewagę buduje się inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Już nie wystarczy mieć dobry produkt ani nawet szerokie portfolio. Kluczowe staje się to, jak szybko potrafisz reagować na zmiany, jak dobrze rozumiesz potrzeby partnerów i jak sprawnie jesteś w stanie dostosować model działania do nowych warunków.
To widać zarówno po vendorach, którzy coraz częściej mówią językiem usług i ekosystemów, jak i po dystrybutorach, którzy przestają być wyłącznie kanałem sprzedaży, a zaczynają pełnić rolę integratora relacji i kompetencji. Retail również się zmienia – mniej masowo, bardziej selektywnie, z większym naciskiem na realną wartość dla klienta.
Do tego dochodzi jeszcze jeden element, który przewijał się w tle niemal każdej rozmowy. Tempo. Rynek przyspieszył i nie zamierza zwalniać. Cykle życia produktów się skracają, decyzje zakupowe zapadają szybciej, a błędy kosztują więcej niż kiedyś. W takiej rzeczywistości wydarzenia takie, jak KOMSA Spring Partners Summit zyskują nowy wymiar. To już nie tylko spotkania „branży dla branży”. To momenty synchronizacji. Sprawdzenia, gdzie jesteśmy jako rynek, kto przyspiesza, kto zmienia kierunek i gdzie pojawiają się nowe szanse. W tym sensie „Technology Garden” okazał się trafną metaforą. Bo technologia rzeczywiście dziś rośnie szybko, czasem chaotycznie, czasem w nieprzewidywalnych kierunkach, ale żeby coś z tego wzrostu wynikło, potrzebna jest pielęgnacja. Relacje, wiedza, doświadczenie i rozmowa. I właśnie to było widać w Łochowie najbardziej. Nie tylko sprzęt, nie tylko prezentacje, ale ludzie, którzy próbują zrozumieć, co dalej. A to w obecnych czasach jest prawdopodobnie najcenniejsza kompetencja. n Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
www.itreseller.pl



HITACHI VANTARA EXCHANGE 2026
LICZY SIĘ CZAS POWROTU DO GRY
26 marca 2026 roku, The Warsaw Hub. Sala pękała w szwach, a wśród publiczności zasiedli ci, którzy na co dzień trzymają stery technologii w bankach, sektorze publicznym, energetyce czy logistyce. Nie przyjechali tu na kurtuazyjne pogawędki przy kawie. Spotkali się, by zmierzyć się z tym, co dziś faktycznie spędza sen z powiek dyrektorom IT: jak budować cyfrowe twierdze odporne na scenariusze, o których jeszcze kilka lat temu nikt nie odważyłby się pomyśleć.
Ton wydarzeniu nadał moderator Jarosław Kuźniar. Zamiast standardowych uprzejmości, od razu uderzył w sedno, rysując obraz świata pełnego niewiadomych. Zapytał wprost: jak nawigować w rzeczywistości, gdzie niedobory chipów, walka o moc obliczeniową i rosnące koszty energii zderzają się z brutalną presją na cyberbezpie-
czeństwo? To jedno, celne pytanie stało się mapą drogową dla wszystkiego, co działo się na scenie przez resztę dnia. Gospodarze – Jarosław Raćkowicz (Channel Manager CEE Hitachi Vantara) i Jan Kvinta (CEE & CIS General Manager) – postawili na rzadko spotykaną w branży transparentność. Raćkowicz przyznał wprost, że dokładnie
rok temu Hitachi samo padło ofiarą cyberataku. Zamiast jednak ukrywać ten fakt w cieniu, firma postanowiła wyłożyć karty na stół i przeanalizować własną bolesną lekcję na oczach klientów. – Podzielimy się tą wiedzą, by zaoszczędzić Wam bólu – to wyznanie nadało spotkaniu rzadki autentyzm, zamieniając klasyczny PR
w merytoryczne studium przypadku odebrane w warunkach bojowych. Jan Kvinta poszedł jeszcze o krok dalej, nazywając uczestników „strażnikami polskich danych” – co przy obecności szefów IT z kluczowych sektorów gospodarki było raczej trafną diagnozą niż tanią retoryką. Wyraźnie zarysował przy tym ewolucję strategii: o ile rok temu dyskutowano głównie o szybkości i skali magazynowania, o tyle dziś samo przechowywanie to za mało. Teraz liczy się absolutna cyberodporność i zdolność do natychmiastowej reanimacji systemów po uderzeniu. Według Kvinty sytuacja geopolityczna sprawiła, że te kwestie stały się dziś trzy razy ważniejsze, a od decyzji architektonicznych ludzi siedzących na sali zależy de facto stabilność funkcjonowania całego państwa.
Bezlitosna inżynieria w służbie danych
Następnie scenę przejął Jason Beckett, Sr. Director EMEA Technical Sales w Hitachi Vantara. Nie zaczął od nudnych wykresów. Zamiast tego zapytał nieco
prowokacyjnie: co tak naprawdę sprawia, że Hitachi jest inne? Odpowiedział również bez owijania w bawełnę. Hitachi to nie jest kolejna firma IT. To globalny konglomerat z ponad 115-letnią historią – zaczynający od budowy silników dla japońskiego górnictwa, dziś obecny w energetyce, transporcie szynowym, służbie zdrowia i automatyce przemysłowej. Vantara to tylko wierzchołek góry lodowej, wspierany przez 2,4 mld dol. rocznego budżetu na R&D i miliardowy fundusz VC. To nie jest kolejny „czysty” dostawca storage’u; to gracz z perspektywą end-to-end, który innowacje wchłania szybciej, niż konkurencja zdąży je nazwać. Beckett brutalnie wypunktował też rynkowe realia. Produkujemy dane w tempie wykładniczym (200 zetabajtów w 2025 roku!), a firmy wciąż marnują budżety, trzymając po sześć kopii tych samych plików na najdroższych macierzach. Do tego dochodzi nienasycony głód AI na energię – przykład Islandii, która wstrzymała budowę centrów danych z braku prądu, podziałał na wyobraźnię. W tym chaosie Hitachi
zachowuje spokój: podczas gdy inni mocno parli na chmurę publiczną, firma twardo stawiała na model hybrydowy. Dziś, gdy 80 proc. workloadów wraca do środowisk on-prem, okazuje się, że ta strategia była po prostu wizjonerska. Kulminacją prezentacji było demo rozwiązania, które przenosi Model Context Protocol w rejony dotąd zarezerwowane dla science fiction. Hitachi wzięło ten standard komunikacji AI i zaszyło go bezpośrednio w architekturze sprzętowej. Efekt? Autonomiczne agenty AI, które obserwują przepływ danych w platformie VSP 360 – obsługującej jednocześnie blok, plik, obiekt i mainframe – i samodzielnie decydują, jakie zasoby przydzielić konkretnej aplikacji i użytkownikowi, bez udziału administratora. Beckett przyznał, że pokazał to demo grupie 20 doświadczonych administratorów danych i programistów w Hitachi. Reakcja administratorów?
„Jesteśmy bez pracy” – to chyba najlepsza recenzja tej innowacji. Ale Hitachi to nie tylko obietnice oparte na algorytmach, to także twarde gwarancje kontraktowe: 100 proc. dostępności danych,

uptime na poziomie „ośmiu dziewiątek” (zaledwie ułamek sekundy przestoju rocznie) oraz kompresja 4:1. Jeśli system nie dowiezie tych wyników, firma wyrównuje różnicę na własny koszt. Bez gwiazdek i bez wymówek.
Sobota, 2:00 w nocy: Anatomia ataku na cyfrowe serce Hitachi
Po wystąpieniu Jasona Becketta przyszła pora na pierwszy panel dyskusyjny, w którym wzięli udział: Jason Beckett, Tim O’Neill (Chief Information Security & Product Security Officer), Dariusz Dajszczyk (Sr. Director of IT Business Operations) oraz Ciaran McCann (Director of Security & Compliance) – wszyscy z Hitachi Vantara. Temat był wyjątkowy, bo firma po raz pierwszy publicznie opowiedziała o cyberataku, który dotknął ją rok wcześniej. Atak z użyciem ransomware uderzył w zwirtualizowane środowiska serwerowe, szyfrując systemy i aplikacje. Jak się okazuje, wiadomość o incydencie dotarła do CISO o godz. 2 w nocy w sobotę. Jak wspominał O’Neill: od razu miał przekonanie, że sytuacja jest pod kontrolą – bo Hitachi od lat ćwiczyło scenariusze kryzysowe na poziomie całej organizacji, nie tylko działu IT.
Kluczowym wnioskiem z dyskusji było jednak to, że o przeżyciu ataku decyduje przygotowanie, nie szczęście. Dajszczyk podkreślił, że reakcja wyglądała jak „dobrze zorganizowany chaos” – emocje zamieniono w działanie, a priorytetem było powstrzymanie rozprzestrzeniania się zagrożenia, zanim poznano jego pełny zasięg. McCann zwrócił uwagę na rolę transparentnej komunikacji – firma wdrożyła dashboard w czasie rzeczywistym, pokazujący postęp przywracania systemów aplikacja po aplikacji, co dało pracownikom i klientom poczucie kontroli. O’Neill podkreślił z kolei, że atakujący celowo próbowali zniszczyć kopie zapasowe – i to właśnie nienaruszalność backupów (immutability) okazała się decydująca dla szybkości odtworzenia.
Trzy centra danych i jedna brutalna prawda: Jak chronić dane 25 milionów Polaków
165 milionów rachunków i dane ponad 25 milionów Polaków – skala operacji
Biura Informacji Kredytowej (BIK) sprawia, że każda sekunda przestoju to nie problem techniczny, a ryzyko paraliżu państwa. Podczas case study Paweł Żurek (Dyrektor Utrzymania i Architektury w BIK), wspierany przez Krzysztofa Waszkiewicza (Sales Support & Marketing Director CEE w Hitachi Europe Ltd.) i Bartłomieja Przebindę (ekspert IT w WASKO S.A.), postawił sprawę jasno: w świecie, gdzie zagrożeniem jest już nie tylko haker, ale i blackout połowy kraju, dane są jedynym aktywem wartym każdej ceny. BIK postawiło na technologiczną bezkompromisowość, budując architekturę trzech centrów danych. Dwa z nich, połączone technologią Hitachi Global Active Device, pracują w trybie active-active, tworząc nierozerwalny fundament, podczas gdy trzecie – geograficznie odizolowane – stanowi ostateczną linię obrony.
Decyzja o odrzuceniu chmury publicznej była tu chłodną kalkulacją, a nie technologicznym konserwatyzmem. Żurek wypunktował to bez litości: w perspektywie kilku lat własna infrastruktura po prostu wygrywa ekonomicznie, a w scenariuszu skrajnego kryzysu chmura może stać się pułapką. Gdy zasoby zaczną być limitowane, „trzyliterowe agencje państwowe” zawsze będą miały pierwszeństwo przed sektorem prywatnym. To lekcja suwerenności cyfrowej, która w dobie dzisiejszych napięć brzmi, jak jedyny rozsądny manifest dla instytucji zaufania publicznego.
Całość sprowadza się jednak do jednej, brutalnej prawdy: plan odtworzenia po awarii (DR) nie jest wart papieru, na którym go spisano, jeśli nie jest regularnie i bezlitośnie testowany. W BIK-u dokumentacja nie służy do dekoracji półek – to instrukcja obsługi „cyfrowej twierdzy”, która musi zadziałać w warunkach bojowych. To właśnie to obsesyjne podejście do weryfikacji procedur, a nie tylko same macierze w serwerowni, decyduje o tym, czy instytucja faktycznie panuje nad chaosem, czy tylko udaje gotowość na najgorsze.
Cyfrowe kasyno w ogniu
Tomasz Jangas (Solution Architect, Hitachi Vantara) oraz William Jansen van Nieuwenhuizen (Global Center of Excellence,

Hitachi Vantara) nie zamierzali usypiać sali slajdami. Zamiast tego zamienili The Warsaw Hub w cyfrowe kasyno, zapraszając wszystkich do gry w blackjacka na telefonach. Gdy emocje sięgnęły zenitu, aplikacja nagle padła – i był to zaplanowany, brutalny cios. Ten symulowany atak posłużył jako realistyczna lekcja anatomii włamania: od cichej infekcji i okresu uśpienia, aż po moment, w którym ransomware zaciska pętlę i paraliżuje systemy. Prelegenci obnażyli przy tym klasyczny konflikt interesów: biznes domaga się przywrócenia danych z ostatniej sekundy przed awarią, by nie stracić transakcji, podczas gdy dla działu IT to prosta droga do ponownej infekcji „toksyczną”, już zainfekowaną kopią. Rozwiązaniem okazał się pokaz technologii, która eliminuje to zgadywanie i ryzykowne eksperymenty na żywym organizmie. Skaner pracujący bezpośrednio na wolumenach storage’owych –całkowicie bezagentowo – błyskawicznie

oddzielił ziarno od plew: wskazał czyste punkty zapisu, zlokalizował infekcję i zidentyfikował dane już zaszyfrowane.
Cały proces odzyskiwania w izolowanym środowisku odbył się niemal automatycznie, bez panicznego przeszukiwania backupów. Efekt końcowy podziałał na wyobraźnię: infrastruktura kasyna wróciła do pełnej sprawności zaledwie w 3 minuty. Aby dobić niedowiarków twardymi danymi, przywołano testy na gigantyczną skalę – przy 15 tysiącach maszyn wirtualnych czas odtworzenia całości spadł poniżej godziny. To nie są już teoretyczne dywagacje o bezpieczeństwie, to inżynieria zdolna do reanimacji cyfrowych kolosów w czasie, który wcześniej wydawał się nieosiągalny.
Militarny parasol nad biznesem
Wystąpienie pułkownika Artura Strużyka (Szefa Szefostwa Infrastruktury Teleinformatycznej DKWOC) było momentem, w którym teoretyczne rozważania o cyberbezpieczeństwie zderzyły się z twardą, militarną rzeczywistością. Obecność oficera Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony
Cyberprzestrzeni na sali pełnej cywilnych ekspertów IT jasno pokazała, że granica między bezpieczeństwem biznesu a obronnością państwa de facto przestała istnieć. Strużyk nakreślił obraz potężnej struktury: 6 tysięcy specjalistów i 13 jednostek, które nie ograniczają się już tylko do pilnowania systemów wojskowych, ale stają się realnym parasolem ochronnym dla całej administracji rządowej. W tym organizmie kluczową rolę odgrywa m.in. pion kryptograficzny, który – łącząc technologie NATO z autorskimi, polskimi rozwiązaniami – wyrósł na jeden z najsilniejszych ośrodków zabezpieczeń w kraju.
Szczególną uwagę przykuło nowo powołane Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji – jednostka, która według pułkownika ma stać się nieodzownym elementem codziennej walki w cyberprzestrzeni. Jednak prawdziwym „gamechangerem” okazał się projekt Cyber LEGION. To inicjatywa, która wyrasta z brutalnej lekcji: nawet armia tysięcy ludzi w mundurach nie jest w stanie samodzielnie upilnować całej cyfrowej przestrzeni kraju. Wojsko postanowiło więc zburzyć mury
i zaprosić do współpracy pasjonatów oraz ekspertów z sektora prywatnego.
Cyber LEGION to na ten moment zwarta struktura licząca już ponad 1000 osób, do której wejście wymaga wykazania się konkretnymi kompetencjami w ramach gęstego sita selekcji. Model, w którym wojsko i biznes ramię w ramię bronią wspólnej infrastruktury krytycznej, to dziś jedyna logiczna odpowiedź na zagrożenia hybrydowe. Pułkownik Strużyk nie pozostawił złudzeń – w cyfrowym starciu nowoczesna armia potrzebuje wsparcia najlepszych mózgów z rynku, a rynek potrzebuje militarnego doświadczenia w odpieraniu ataków o najwyższym stopniu zaawansowania.
Zasada PACE: Dlaczego w cyberprzestrzeni improwizacja to wyrok?
Zwieńczeniem prezentacji był panel, w którym Jarosław Kuźniar posadził obok siebie mężczyzn z dwóch zupełnie różnych światów, ale połączonych wspólnym wrogiem. Z jednej strony pułkownik Strużyk broniący polskiej racji stanu w sieci, z drugiej Tim O’Neill, który rok wcześniej przeszedł przez operacyjne piekło ataku ransomware na globalną skalę. Rozmowa szybko pozbawiła złudzeń każdego, kto jeszcze wierzył w istnienie „magicznej tarczy” cyberbezpieczeństwa. Po 2022 roku Polska stała się poligonem doświadczalnym dla grup z Rosji czy Korei Północnej, a AI zaczęło wyszukiwać luki zero-day szybciej, niż inżynierowie nadążają z ich łataniem. O’Neill postawił sprawę jasno: nawet milionowe inwestycje w ochronę to dziś za mało. Wygrywa nie ten, kto najlepiej się zasłania, ale ten, kto najszybciej wstaje z kolan po ciosie. Panel obnażył też fakt, że granica między bezpieczeństwem narodowym a prywatnym biznesem to dziś niebezpieczna fikcja. Atak na szpital czy wodociągi to nie tylko problem dyrektora placówki, a sprawa wagi państwowej. O’Neill, opisując kryzys w Hitachi, pokazał logistyczny koszmar walki z czasem: firma musiała zarządzać jednocześnie trzema równoległymi środowiskami –zainfekowanym na potrzeby śledztwa, tymczasowym do walidacji danych i nowym produkcyjnym. To operacja wyma-
gająca armii ekspertów dostępnych „na gwizdek”, a nie szukanych w pośpiechu, gdy serwery już płoną.
Całość spięła wojskowa zasada PACE (Primary, Alternate, Contingency, Emergency), którą pułkownik Strużyk rzucił w stronę sali jako ostateczne ostrzeżenie. W cyberprzestrzeni, tak jak na polu walki, improwizacja to prosta droga do kapitulacji. Musisz mieć plan B, C i D –i musisz go mieć gotowy do wdrożenia, zanim usłyszysz pierwszy alarm. To podsumowanie stało się mocną kropką nad „i”, zostawiając uczestników z jasnym komunikatem: architektura IT to dziś nic innego, jak architektura przetrwania.
128 Gb/s w służbie AI: Kiedy wydajność staje się elementem bezpieczeństwa
Tomasz Pokora (Sales Engineering EMEA CEE w Brocade) wszedł na scenę, by zburzyć jeden z najtrwalszych mitów w świecie IT: przekonanie, że sieci SAN oparte na Fibre Channel to odizolowane bastiony, do których haker nie ma wstępu. Pokora postawił sprawę jasno – czasy „naturalnej izolacji” bezpowrotnie minęły. Odpowiedzią Brocade na tę nową rzeczywistość jest Gen 8 FC, gdzie bezpieczeństwo nie jest opcją, a fundamentem. Kluczowym elementem tej architektury stało się szyfrowanie danych w tranzycie realizowane bezpośrednio na poziomie kart HBA. Co istotne, dzieje się to bez żadnego negatywnego wpływu na kompresję czy deduplikację po stronie storage’u, co dotychczas było technologicznym wąskim gardłem. Prędkość 128 Gb/s, którą oferuje nowa generacja, to w interpretacji Pokory coś więcej niż wyścig zbrojeń na cyfry w specyfikacji. W świecie, gdzie modele AI „pożerają” terabajtowe bazy danych w ułamku sekundy, taka przepustowość staje się krytycznym wymogiem operacyjnym, a nie luksusem. Najbardziej niepokojącym, a zarazem fascynującym wątkiem była jednak kwestia odporności postkwantowej. Hakerzy już dziś gromadzą zaszyfrowane dane, stosując strategię „zbieraj teraz, odszyfruj później”, czekając na moment, gdy komputery kwantowe złamią dzisiejsze klucze. Gen 8 wchodzi do gry z wbudowaną ochroną przed tym scenariuszem,
udowadniając, że w nowoczesnej infrastrukturze musimy bronić się nie tylko przed tym, co grozi nam dziś, ale i przed tym, co nadejdzie za kilka lat.
Shadow AI: Bilet w jedną stronę i koniec kontroli nad danymi
Tomasz Krajewski (Sr. Director Technical Sales w Veeam) zamienił salę w miejsce błyskawicznej, technologicznej spowiedzi. Najpierw wywołał las rąk pytaniem o ChatGPT i Gemini – las, który objął niemal całą widownię. Chwilę później uderzył jednak pytaniem, po którym w Warsaw Hub zrobiło się gęsto: kto z was wgrał tam kiedykolwiek firmowego Excela albo poufne notatki ze spotkania? To, co wydarzyło się na twarzach uczestników, Krajewski nazwał krótko: Shadow AI. To bilet w jedną stronę – dane, które raz „nakarmiły” publiczne algorytmy, znikają w ich trzewiach na zawsze, stając się składową modelu, nad którą firma traci jakąkolwiek kontrolę.
Właśnie w tę lukę Veeam wchodzi z DSPM (Data Security Posture Management) – technologią, która ma pełnić rolę cyfrowego sumienia organizacji. To narzędzia do bezlitosnego audytu „higieny” danych: tropią nie tylko to, gdzie leżą pliki, ale przede wszystkim, kto i w jakim kontekście ma do nich dostęp. Pozwalają odsiać cyfrowy szum i zidentyfikować te informacje, które pod żadnym pozorem nie powinny stać się paliwem dla AI. Krajewski podsumował to z chirurgiczną precyzją: dane są tylko tak bezpieczne, jak kontekst, w którym funkcjonują. W świecie, gdzie agenci AI zaglądają w każdy zakamarek sieci, większość firm wciąż zostawia drzwi do swojej wiedzy otwarte na oścież, nie rozumiejąc, że raz „wyniesionej” informacji nie da się już odzyskać.
Nagrody Hitachi: Uznanie dla architektów cyfrowej zmiany
Popołudniowa część wydarzenia przyniosła moment na publiczne docenienie tych, którzy wizje nowoczesnej architektury IT zamieniają w sprawnie działające organizmy. Jarosław Raćkowicz (Channel Manager CEE) przypomniał, że w dzisiejszym, skomplikowanym świecie technologii nikt

nie jest samotną wyspą. To partnerzy są na pierwszej linii frontu cyfrowej transformacji, a ich kompetencje stanowią realne paliwo dla całego ekosystemu Hitachi Vantara. Wręczenie statuetek nie było jedynie kurtuazyjnym gestem, ale głośnym potwierdzeniem, że za sukcesem technologii zawsze stoją konkretne firmy, potrafiące wdrożyć ją tam, gdzie stawka o ciągłość działania i bezpieczeństwo danych jest najwyższa.
Oto laureaci Hitachi Vantara Exchange 2026:
q Sales Partner of the Year – WASKO;
q Enterprise Sales Partner of the Year oraz Strategic Project of the Year – AXIANS;
q IT Transformation Project of the Year – ENIGMA
Koniec ery beztroski: Architektura przetrwania zamiast pustych haseł
Powyższa relacja to zaledwie wycinek tego, co działo się na scenie The Warsaw Hub – gdybyśmy chcieli szczegółowo opisać każdą z prelekcji, tekst ten musiałby być co najmniej dwukrotnie dłuższy. Każda godzina wydarzenia dokładała
kolejną cegiełkę do obrazu nowoczesnej, odpornej infrastruktury, a intensywność merytoryczna nie odpuszczała aż do samego końca. Oficjalną część dnia zwieńczył wieczorny koktajl w Sky Barze na 21. piętrze. Tam, z panoramą Warszawy w tle, formalne ramy ustąpiły miejsca swobodniejszym rozmowom. To właśnie w mniej oficjalnej atmosferze, przy wymianie doświadczeń między inżynierami a kadrą zarządzającą, wykuwały się koncepcje przyszłych projektów i partnerstw, które mają szansę zmienić krajobraz polskiego IT.
Jeśli z tegorocznego Hitachi Vantara Exchange płynie jedna, najważniejsza lekcja, to jest nią świadomość, że era technologicznej beztroski definitywnie się skończyła. Nie pytamy już „czy”, ale „kiedy” nastąpi kolejny test naszej odporności. W świecie zdominowanym przez nieprzewidywalną geopolitykę i nienasycone apetyty AI, przetrwają nie te firmy, które po prostu gromadzą dane, ale te, które potrafią je bezlitośnie obronić i błyskawicznie odzyskać. To spotkanie pokazało jasno: technologia w 2026 roku to nie tylko kwestia wydajności i kosztów – to przede wszystkim fundament bezpieczeństwa i ciągłości funkcjonowania nowoczesnego państwa. n
Skomentuj, polub
lub udostępnij!
Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

DESTINATION AI TD SYNNEX W WARSZAWIE
TECHNOLOGIA JUŻ GOTOWA
CZAS NA ODWAŻNE DECYZJE FIRM
W świecie zdominowanym przez nagłówki o wszechpotędze sztucznej inteligencji, konferencja Destination AI, zorganizowana przez TD SYNNEX w warszawskiej przestrzeni SkyWorks 27, stała się punktem zwrotnym w narracji o technologii.
Wydarzenie pokazało wyraźne przejście branży od fazy fascynacji czatbotami do etapu głębokiej, merytorycznej implementacji rozwiązań w architekturze przedsiębiorstw. Główne przesłanie jest jasne: AI to już nie tylko kolejna aplikacja, ale fundamentalna warstwa infrastrukturalna, która wymaga nowego podejścia do bezpieczeństwa, efektywności energetycznej i suwerenności danych. Spotkanie otworzyli (i moderowali)
Jacek Kotynia, Business Unit Manager w TD SYNNEX, oraz Mariusz Laurisz, CEO IT Reseller, którzy podkreślili rolę dystrybutora z wartością dodaną w łączeniu świata hardware’u, software’u i chmury. Zaznaczyli, że celem cyklu wydarzeń jest dostarczenie praktycznych przykładów zastosowania sztucznej inteligencji, które partnerzy i ich klienci mogą wdrażać tu i teraz, korzystając z synergii między takimi gigantami, jak IBM, Microsoft, Lenovo, Cisco czy AMD.
Europejska walka o suwerenność i narodziny gigafabryk
Fundament pod całą dyskusję położył
David Chancellor-Maddison, Fusion Sales Leader EMEA w firmie IBM, który w swoim wystąpieniu przeniósł uwagę słuchaczy na poziom geopolityczny i infrastrukturalny. Chancellor-Maddison zidentyfikował krytyczny punkt zwrotny w historii branży, wskazując na gigantyczną dysproporcję w inwestycjach: podczas gdy USA wydały na fabryki AI już około 350 miliardów dolarów, Europa zainwestowała dotychczas jedynie... 2,5 miliarda. Prelegent postawił tezę, że kluczem do zwycięstwa Starego Kontynentu w tym wyścigu nie jest budowanie lepszych czatbotów, ale stworzenie suwerennych, bezpiecznych i zgodnych z regulacjami (AI Act) „fabryk AI”. Chancellor-Maddison podkreślił, że suwerenność danych jest naszym największym kapitałem, a narzędzia takie jak IBM Fusion czy stosy technologiczne budowane wspólnie z Red Hat pozwalają na tworzenie modeli, które nie wyprowadzają wrażliwych informacji poza granice organizacji. Jako unikalny use-case przywołał szwajcarską firmę Phoenix Technologies, która

AI to dźwignia. Mamy dużą ilość danych, których nie jesteśmy w stanie obrobić. Potrzebujemy narzędzia, które te dane nam przetworzy i pokaże wnioski. AI to także dźwignia, jeżeli chodzi o czas. AI może pracować jak dziesięć, tysiąc czy sto tysięcy osób w tym samym czasie. I kolejna dźwignia – kreatywności. Daje miliony pomysłów, z których to my wybieramy te, które są najlepsze dla nas, najlepsze dla naszej branży.
buduje cyfrowe aktywa dla kryptowalut w oparciu o poufne obliczenia na mainframe’ach IBM, co chroni dane w ruchu i w spoczynku przed nieautoryzowanym dostępem.
Od żmudnego kodowania do roli architekta intencji
Skoro infrastruktura jest fundamentem, to oprogramowanie jest silnikiem zmian, co udowodnili Mariusz Olszewski, Senior Manager oraz Aleksander Młodawski, Solutions Architect, obaj z TD SYNNEX. Ich prezentacja dotycząca projektu IBM Bob skupiła się na rozwiązaniu problemu niskiej rentowności inwestycji w AI poprzez skrócenie czasu wprowadzania produktów na rynek (time-to-market). Olszewski przedstawił twarde dane: zastosowanie AI w cyklu wytwarzania oprogramowania pozwala zaoszczędzić do 40 proc. czasu programistów, a w przypadku analizy i dokumentacji zysk ten sięga odpowiednio nawet 60 proc. i 94 proc. Praktyczny wymiar tych liczb Olszewski zilustrował własnym doświadczeniem – system trackingu GPS, który kiedyś budował zespół pięciu deweloperów przez trzy miesiące, on sam, wspierany przez AI, odtworzył w zaledwie trzy tygodnie. Młodawski zaprezentował natomiast działanie IBM Bob jako agentowego narzędzia programistycznego, które rozumie architekturę całego repozytorium i potrafi modernizować systemy legacy, w tym kod napisany w języku COBOL, co jest krytyczne dla sektora finansowego.
Kluczowym wnioskiem było stwierdzenie, że programista staje się dziś partnerem dla AI, który musi umieć weryfikować błędy agenta, ale dzięki funkcjom takim jak „checkpointy”, praca ta staje się odporna na przerwy w dostawie energii czy łączności.
Gubernatorzy danych w kagańcu unijnych regulacji Wątek technologiczny płynnie przeszedł w stronę odpowiedzialności. Olszewski przedstawił mianowicie pięć filarów odpowiedzialnego AI: wyjaśnialność, sprawiedliwość społeczną, odporność na błędy, przejrzystość oraz prywatność. Ekspert zwrócił uwagę także na problem „Shadow AI”, czyli korzystania przez pracowników z nieautoryzowanych modeli poprzez API, co IBM monitoruje i blokuje za pomocą modułu strażnika opartego na rodzinie modeli Granite. Integralną częścią tej ochrony jest maskowanie danych wrażliwych (PII filter) jeszcze przed ich trafieniem do modelu, co gwarantuje bezpieczeństwo w procesach takich jak RAG (Retrieval-Augmented Generation).
Strategia przetrwania w szarej strefie innowacji
Z perspektywy wdrożeniowej, te teoretyczne ramy wypełnił treścią Daniel Wielosz, CTO w firmie Solet, który nakreślił ustrukturyzowaną ścieżkę od pomysłu do produkcji. Wielosz zdiagnozował bolesną prawdę o polskim
Adam Bandura TD SYNNEX

Nie zawsze trzeba zaczynać od wielkich, skomplikowanych projektów AI w chmurze. Można zacząć od miejsca pracy pracownika, czyli od urządzenia takiego jak Copilot+ PC, które już dziś realnie poprawia produktywność, bezpieczeństwo, jak również komfort pracy, a następnie skalować AI w tempie i zakresie dostosowanym do danej organizacji.
Magdalena Grzegorczyk Microsoft
rynku: 97 proc. wykorzystywanych u nas narzędzi AI to wersje bezpłatne, co tworzy ogromną szarą strefę „Shadow AI” i realne ryzyko wycieku danych. Jego zdaniem kluczem do sukcesu nie jest sam zakup licencji, ale głęboka transformacja procesów i mentalności pracowników.
Wielosz przedstawił model dojrzałości organizacji, ostrzegając przed „poziomem zerowym”, gdzie klient chce wdrożyć AI, nie wiedząc po co. Skuteczne wdrożenie musi opierać się na fazie Discovery, czyli warsztatach Design Thinking, których celem jest wyłonienie priorytetowych scenariuszy użycia i stworzenie mapy drogowej wdrożenia. Kolejnym krokiem powinny być krótkie eksperymenty biznesowe (PoC) – Wielosz podkreślił, że nie są to testy samej technologii, lecz weryfikacja hipotezy o jej realnej opłacalności.
Jako konkretny miernik sukcesu wskazał automatyzację ofertowania w działach sprzedaży – procesy powtarzalne i żmudne są idealnym polem dla AI. Ekspert zaznaczył, że odpowiedzią na ryzyka „szarej strefy” jest przeniesienie procesów do bezpiecznego, korporacyjnego środowiska Microsoft Azure, co pozwala zachować pełną kontrolę nad danymi. Prelegent podsumował, że przewaga konkurencyjna wynikająca z AI miewa krótkie okno czasowe, dlatego po udanym teście biznesowym należy natychmiast skalować rozwiązanie na całą organizację.
HR bez HR-u, czyli demokratyzacja kreatywności w MŚP
Kolejny blok tematyczny, prowadzony przez Magdalenę Filipek (Partner
Development Manager w Factorial)
i Tomasza Wykowskiego (Country Manager Poland w Factorial) pokazał, jak AI rewolucjonizuje zarządzanie kapitałem ludzkim, finansami i operacjami IT w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Wykowski postawił prowokacyjną tezę: przyszłość HR to „HR bez HR”, gdzie automatyzacja nudnych, manualnych zadań pozwoli liderom skupić się wyłącznie na empatii i budowaniu relacji z ludźmi. Dzięki AI klienci Factorial zarządzają procesami wewnętrznymi nawet 5-krotnie szybciej niż firmy korzystające z tradycyjnego oprogramowania.
Factorial, jako system AI-first (Factorial One) w pełni osadzony na rozwiązaniach Microsoft Azure oraz AI Foundry, demokratyzuje dostęp do zaawansowanych technologii, oferując narzędzia za ułamek kosztów korporacyjnych systemów – subskrypcja zaczyna się już od 20 zł za użytkownika miesięcznie. Filipek zaprezentowała unikalny use-case integracji z Microsoft Teams, gdzie pracownik w delegacji skanuje paragon, a AI automatycznie odczytuje dane i przesyła wniosek do zatwierdzenia. Prelegenci zapowiedzieli także nową erę komunikacji „Agent-to-Agent”, gdzie dzięki Model Context Protocol (MCP) platforma Factorial płynnie wymienia dane z systemem Microsoft Dynamics 365 Business Central. Prelegenci ujawnili także imponujące tempo wzrostu: Factorial podwoił liczbę klientów do 16 000 w ciągu roku, publikując średnio dwie nowe funkcjonalności dziennie. Kluczowym wnioskiem było ostrzeżenie przed Sha-

dow AI: 45 proc. pracowników używa sztucznej inteligencji bez wiedzy działów IT, a 38 proc. kopiuje wrażliwe dane firmowe do publicznych czatbotów. Factorial eliminuje to ryzyko, zatrzymując dane wewnątrz bezpiecznego, zgodnego z RODO ekosystemu firmy, gdzie asystent AI korzysta wyłącznie ze sprawdzonych danych o kadrach i płacach, unikając zjawiska halucynacji.
Przemysłowy instynkt i eliminacja cyfrowego odpadu
Przejście od biur do fabryk zapewnili Marcin Rojek i Mariusz Kolanko, założyciele byteLAKE, partnera Lenovo. Ich wystąpienie było manifestem realizmu w przemyśle, gdzie AI służy do zamiany

surowych danych z systemów takich, jak MES, SCADA, IoT czy CMMS w użyteczne wnioski. Prelegenci obrazowo porównali rolę AI do ludzkich zmysłów: kamery stają się „oczami”, a mikrofony „uszami” fabryki, co w połączeniu z analityką pozwala dostrzec ukryte trendy i anomalie tam, gdzie tradycyjne metody zawodzą.
Jako jeden z najbardziej przemawiających przykładów podali współpracę z firmą Bakaland, gdzie AI rozwiązało problem błędów w naważaniu bakalii. Zbyt duża ilość produktu w torebce to strata dla firmy, zbyt mała – ryzyko zwrotu całej partii od gigantów spożywczych. System byteLAKE, pracujący na infrastrukturze Edge (Lenovo ThinkEdge SE50), analizuje trendy

Jako TD SYNNEX mieliśmy przyjemność zaprosić na scenę wielu partnerów, a także producentów rozwiązań hardware’owych, software’owych oraz przedstawicieli partnerów, którzy już wdrażają –i to efektywnie – AI na naszym rynku. Dyskusje skupiały się na tym, jak optymalizować procesy biznesowe i jakie wyzwania stoją przed przedsiębiorstwami w dobie cyfrowej transformacji. Nacisk położono na to, aby technologia nie była celem samym w sobie, lecz narzędziem wspierającym realizację celów strategicznych firm.
Jacek Kotynia TD SYNNEX

To, co teraz tworzymy, będzie miało wpływ na następne dziesięciolecia. Będzie napędzało całość naszego biznesu. I to niezależnie, czy mówimy o sektorze edukacji, branży automotive, wszelkiej maści branż związanych z healthcare – każda będzie odbiorcą sztucznej inteligencji, tych rozwiązań, które tworzymy teraz.
Paweł Chłud Lenovo
w czasie rzeczywistym i dostosowuje parametry maszyn, reagując zanim dojdzie do błędnego naważenia.
Rojek zwrócił uwagę na pojęcie „kosztu odpadu”, który w przemyśle jest 5-10 razy wyższy niż sama wartość wyrzuconego surowca, ponieważ obejmuje czas pracy ludzi i czyszczenie maszyn. Innym wdrożeniem była optymalizacja w gdańskim GPEC, gdzie ponad 300 modeli AI wspiera zarządzanie siecią ciepłowniczą. W tym sektorze AI nie tylko przewiduje zapotrzebowanie na ciepło, ale pozwala na precyzyjne zarządzanie miksem energetycznym i automatyzację handlu nadwyżkami mocy.
Nowością w podejściu byteLAKE są Agenci AI, którzy wprowadzają do hal produkcyjnych interakcję w stylu ChataGPT. Dzięki nim operatorzy mogą komunikować się z systemami SCADA czy ERP w języku naturalnym, co skraca czas odpowiedzi na pytania operacyjne o ponad 50 proc. Prelegenci podkreślili przy tym, że AI nie może być czarną skrzynką – koncepcja Explainable AI (XAI) jest niezbędna, by operator wiedział, dlaczego system sugeruje konkretne działanie, np. wymianę podzespołu, zapewniając przy tym pełne bezpieczeństwo danych dzięki przetwarzaniu lokalnemu.
Krzemowe serce rewolucji i nowa era AI PC
Technologiczną architekturę tych wszystkich rozwiązań przybliżył Rafał Danis, Commercial Sales Trainer w AMD. Przekonywał, że AMD jest liderem, który napędza wszystko – od superkomputerów (ponad 40 proc. rynku serwerowego dla
piątej generacji procesorów EPYC) po laptopy klasy AI PC. W dobie wysokich kosztów energii, kluczowym parametrem staje się wydajność na wat, gdzie procesory EPYC pozwalają na gigantyczną konsolidację infrastruktury przy jednoczesnym obniżeniu rachunków za prąd. W segmencie urządzeń końcowych, Danis zaprezentował nową kategorię procesorów Ryzen AI, które posiadają dedykowany silnik NPU (Neural Processing Unit). Pozwala to na lokalne przetwarzanie modeli językowych, co gwarantuje bezpieczeństwo (dane nie opuszczają laptopa), niskie opóźnienia i pracę w trybie offline. Jako istotną nowość Danis wskazał fakt, że AMD jako pierwszy producent wprowadził procesory desktopowe do urządzeń klasy Copilot+ PC, co pozwala na budowę stacjonarnych stanowisk pracy o ogromnych możliwościach AI.
Asystent na pasku zadań i koniec ery juniorów
Długozima, powołując się na dane Gartnera i IDC, prognozuje, że do końca 2026 roku 40 proc. aplikacji będzie wykorzystywać wyspecjalizowanych agentów AI, a do 2028 roku co najmniej 15 proc. codziennych decyzji zawodowych będzie podejmowanych autonomicznie. Fundamentem tej zmiany jest model hybrydowej sztucznej inteligencji, łączący moc chmury z wydajnością lokalnych małych modeli językowych (SLM) działających bezpośrednio na NPU komputera.
Prelegent zaprezentował mechanizm MCP – otwarty standard pozwalający na płynną komunikację agentów z zewnętrznymi narzędziami, co zapobiega tworzeniu się zamkniętych silosów danych. Jako dowód biznesowej zasadności tej technologii przywołano przykład firmy ubezpieczeniowej: dzięki lokalnemu przetwarzaniu zapytań (koszt bliski 0 USD vs 10 centów w chmurze), organizacja może zaoszczędzić 200 000 dolarów w ciągu czterech lat. Co więcej, automatyzacja analizy zdjęć i raportowania skróciła czas operacyjny z 60 minut do zaledwie 3–5 minut na zadanie, co przekłada się na odzyskanie około 10 godzin pracy miesięcznie przez każdego pracownika.
Sieciowa autostrada
dla potworów obliczeniowych
Aby dane mogły płynąć bez zakłóceń, potrzebna jest nowa definicja sieci, o czym mówił Przemysław Pisarek, Data Center PSS w Cisco. Zauważył on, że obecnie wykorzystanie infrastruktury AI w firmach to często wyniki jednocyfrowe, co oznacza, że klienci przeinwestowali w sprzęt, którego nie potrafią nasycić danymi. Rozwiązaniem Cisco jest Secure AI Factory – modularna architektura referencyjna, która gwarantuje, że sieć nie będzie wąskim gardłem dla „potworów” takich jak układy NVIDIA Blackwell, wymagających pasma rzędu 14,4 Tbps.
Pisarek zaprezentował standard Ultra Ethernet 1.0, który zapewnia bezstratną transmisję oraz zaawansowane zarządzanie przeciążeniami, zastępując rozproszone technologie jednym medium
Kontynuując wątek urządzeń końcowych, Arkadiusz Długozima, Business Development Manager w TD SYNNEX przedstawił wizję Copilot+ PC jako fundamentu dla nowej klasy pracowników. Długozima użył obrazowego porównania: Copilot to nie mentor, ale nasz cyfrowy „junior”, który ma wykonać najżmudniejszą pracę pod pełną kontrolą użytkownika. Kluczowym elementem tej architektury jest bezpieczeństwo –procesor Microsoft Pluton, fizycznie zintegrowany z CPU, chroni tożsamość i dane na poziomie sprzętowym, a system Windows zapewnia pełną widoczność działań podejmowanych przez agentów.
o przepustowościach 800 Gb czy 1,6 Tb. Cisco posiada tak głęboką integrację z NVIDIĄ, że potrafi automatycznie wykryć kartę GPU i dostosować protokoły pod jej wymagania, obejmując wsparciem cały stos technologiczny – od głównego centrum danych aż po brzeg sieci.
W obszarze bezpieczeństwa Cisco proponuje AI Defense, które pozwala na inwentaryzację modeli i automatyczny „red teaming” w celu wykrycia podatności na ataki typu prompt injection. Rozwiązanie to wykracza poza samą detekcję, oferując aktywne bariery ochronne, które w czasie rzeczywistym blokują podejrzane zapytania i niebezpieczne odpowiedzi modelu. Całość systemu dopełnia analityka Splunk, która pozwala monitorować tzw. tokenomics, dając pełną widoczność kosztów, wydajności i zdrowia całego ekosystemu AI.
Pomiędzy lękiem a planem działania – głos liderów branży o przyszłości AI
Wydarzenie zwieńczyła debata z udziałem przedstawicieli Microsoft, AMD, Cisco i Lenovo, prowadzona przez Ewelinę Stój z redakcji IT Reseller. W jej trakcie Michał Stochmal (Commercial Business Development Executive CEE w AMD) podkreślił kluczową rolę efektywności energetycznej, wskazując, że procesory EPYC już 4-krotnie zwiększyły moc uzyskiwaną z każdego wata, a otwarta platforma ROCm ma zapobiegać uzależnieniu od jednego dostawcy. Magdalena Grzegorczyk (SMB Go-To-Market Lead w Microsoft) przedstawiła natomiast wizję „Hybrid AI”, w której urządzenia klasy Copilot+ PC łączą potęgę chmury z bezpieczeństwem lokalnego przetwarzania. Funkcje takie jak Recall (kontekstowe wyszukiwanie) oraz Click to do mają realnie odciążyć pracowników i skrócić cykle projektowe z miesięcy do dni, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej suwerenności danych wrażliwych bezpośrednio na poziomie krzemu. W obszarze zarządzania i bezpieczeństwa, Grzegorz Dobrowolski (Technical Director w Cisco) apelował o nałożenie technologicznego „kagańca” na autonomicznych agentów poprzez rozwiązania AI Defense i Secure Access, co pozwoli firmom odzyskać kontrolę nad bezpieczeństwem i przepływem informacji. Paweł Chłud (Presales/Technical Solutions Expert w Lenovo) zaprezentował z kolei konsolę Device Orchestration do optymalizacji rozproszonej floty urządzeń oraz asystenta AI Now, pełniącego rolę „cyfrowego juniora”, który uczy się stylu pracy użytkownika. Paneliści zgodnie zdiagnozowali też, że największym hamulcem transformacji AI

Podczas dzisiejszego wydarzenia miałem okazję wziąć udział w debacie i opowiedzieć o tym, jak najnowsze rozwiązania AMD odpowiadają na wyzwania związane z efektywnością energetyczną i zapotrzebowaniem na energię pod workloady związane z AI. Była także szansa, żeby opowiedzieć trochę więcej o rozwiązaniu ROCm, czyli otwartym stacku software’owym, który pozwala wykorzystać pełną moc rozwiązań AMD.
w Polsce nie są budżety, lecz lęk przed zmianą oraz brak holistycznego podejścia do zarządzania. Konkluzja była jasna: technologia jest gotowa, teraz czas na merytoryczne „instrukcje obsługi” i edukację, by sztuczna inteligencja stała się bezpiecznym standardem operacyjnym.
Syntetyczna wizja przyszłości: AI jako nowy standard operacyjny
Warszawskie wydarzenie Destination AI udowodniło, że polski rynek technologiczny dojrzał do tego, by przestać traktować sztuczną inteligencję jako futurystyczną ciekawostkę, a zacząć postrzegać ją jako krytyczny fundament nowoczesnego biznesu. Konkluzja płynąca z merytorycznych paneli jest jednoznaczna: technologia jest już gotowa, ale sukces w nowej erze zależy od harmonijnej współpracy między wydajną i energooszczędną infrastrukturą, bezpieczeństwem zgodnym z regulacjami takimi jak AI Act oraz precyzyjnie określonymi celami biznesowymi, które pozwolą na realny zwrot z inwestycji. Przypomnijmy, że spotkanie w warszawskim SkyWorks 27 to jedynie część większej inicjatywy TD SYNNEX. Destination AI to ogólnopolska seria wydarzeń, która w tym roku, oprócz stolicy, objęła (lub wkrótce obejmie) swoim zasięgiem Katowice, Lublin, Gdańsk, Bydgoszcz oraz Kraków. Dla redakcji IT Reseller obecność na tym cyklu jest potwierdzeniem, że droga do „miejsca docelowego”, jakim jest sztuczna inteligencja, prowadzi przez ciągłą edukację, demistyfikację technologii oraz budowanie zaufania do rozwiązań, które stają się nowym standardem operacyjnym polskiej gospodarki. n
Michał Stochmal AMD Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

PODSUMOWANIE DEBATY DESTINATION AI
ARCHITEKTURA BEZPIECZNEGO I WYDAJNEGO EKOSYSTEMU AI
23 kwietnia 2026 roku w Warszawie, podczas konferencji TD SYNNEX Destination AI, miała miejsce debata, która zdefiniowała kierunki rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce. Panel ów nie był jedynie prezentacją technicznych nowinek, lecz głęboką analizą potrzeb współczesnego biznesu. Eksperci podkreślili, że skuteczna transformacja to proces wielowymiarowy: od optymalizacji kosztów krzemu, przez inteligentne oprogramowanie hybrydowe, aż po budowanie zaufania poprzez rygorystyczne cyberbezpieczeństwo i ułatwianie codziennej pracy użytkownikowi końcowemu.
Wnioski z debaty to gotowy drogowskaz dla organizacji, które chcą przejść od fazy nieśmiałych eksperymentów do realnej, produkcyjnej implementacji technologii jutra. Bo choć dane wskazują, że aż 85 proc. firm podejmuje próby z AI, to tylko 5 proc. jest w pełni gotowych na jej pełne wdrożenie.
W dyskusji prowadzonej przez Ewelinę Stój (IT Reseller) udział wzięli: Michał Stochmal (Commercial Business Development Executive CEE w AMD), Magdalena Grzegorczyk (SMB Go-To-Market Lead w Microsoft), Grzegorz Dobrowolski (Technical Director w Cisco) oraz Paweł Chłud (Presales Technical Solutions Expert w Lenovo). Eksperci wspólnie nakreślili wizję ekosystemu, w którym hardware, software i procesy zarządcze tworzą jedną, bezpieczną całość.
Efektywność energetyczna i otwarte standardy jako fundament AI
Jako pierwszy głos zabrał Michał Stochmal (AMD), który podkreślił, że każda rewolucja cyfrowa musi zacząć się od rachunku ekonomicznego i solidnej bazy sprzętowej. Działy finansowe coraz częściej patrzą na koszty energii, co zmusza działy IT do zmiany narracji przy zakupie infrastruktury.
AMD stawia na radykalną poprawę efektywności: procesory EPYC w ciągu ostatnich ośmiu lat poprawiły stosunek mocy do zużytej energii czterokrotnie. Jednak prawdziwy przełom dokonuje się w obszarze akceleratorów graficznych. Stochmal zapowiedział, że do 2030 roku AMD planuje dwudziestokrotną poprawę efektywności energetycznej swoich akceleratorów. W praktyce oznacza to, że trenowanie wielkich modeli językowych, które dziś wymaga 200 szaf serwerowych, wkrótce będzie możliwe w zaledwie jednej lub dwóch, co zredukuje zużycie energii o 95 proc. Kluczowym elementem strategii AMD jest też otwartość. Zamiast zamykać klientów w autorskich ekosystemach, firma promuje platformę deweloperską ROCm, opartą na modelu open source. Dzięki zaangażowaniu społeczności i doświadczonych liderów, wydajność
rozwiązań AMD w obszarze treningu i inferencji potrafi wzrosnąć trzykrotnie w ciągu zaledwie kilku miesięcy, wyłącznie dzięki optymalizacji oprogramowania. Producent dba również o dostępność technologii dla każdego – od deweloperów korzystających z darmowych tokenów w chmurze z akceleratorami MI300, po użytkowników laptopów z procesorami Ryzen AI. Ta spójność instrukcji pozwala na płynne skalowanie projektów AI od lokalnego komputera po potężne centra danych, dając polskim firmom bezpieczeństwo inwestycyjne i elastyczność.
Hybrydowe AI: Nowa era oprogramowania i komputerów Copilot+ PC
Gdy hardware zapewnia już niezbędną moc, do gry wchodzi software. Magdalena Grzegorczyk (Microsoft) wskazała, że polskie firmy powinny patrzeć na AI jak na jeden, spójny ekosystem łączący chmurę z pracą lokalną. Jednym z kluczowych pojęć debaty stało się hybrid AI, czyli inteligentne balansowanie między skalowalnością chmury a bezpieczeństwem i szybkością przetwarzania danych bezpośrednio na urządzeniu.
To właśnie lokalne przetwarzanie na komputerach kategorii Copilot+ PC jest odpowiedzią na obawy firm dotyczące prywatności. Microsoft przekonuje, że nie są to „zwykłe laptopy”, lecz narzędzia realnie oszczędzające czas, co ilustrują przykłady z branży ubezpieczeniowej (błyskawiczne, lokalne blurowanie danych wrażliwych na zdjęciach bez dostępu do sieci) czy z branży fashion.
Przytoczony przez Grzegorczyk przykład firmy Levi’s pokazał, że nowa kategoria sprzętu eliminuje wąskie gardła w działach finansowych i projektowych, skracając czas pracy nad dużymi projektami z miesiąca nawet do kilku dni. Grzegorczyk zwróciła uwagę także na przełomowe funkcje, takie jak Recall i Click to Do. Recall działa jak „kontekstowa pamięć fotograficzna” komputera, pozwalając odnaleźć plik czy slajd na podstawie ogólnego opisu sytuacji, nawet w trybie offline. Z kolei Click to Do automatyzuje dalsze kroki – po zna-
lezieniu dokumentu system sugeruje otwarcie go w konkretnej aplikacji lub natychmiastowe przetworzenie tekstu. Takie podejście sprawia, że AI staje się naturalnym asystentem, który nie tylko wykonuje polecenia, ale rozumie kontekst pracy użytkownika, radykalnie podnosząc jego produktywność.
Zaufanie i kontrola: Cyberbezpieczeństwo w dobie agentów AI
Wdrożenie AI w pełnej skali produkcyjnej hamuje obecnie brak zaufania. Grzegorz Dobrowolski (Cisco) przytoczył dane z raportu AI Readiness Index, według których mimo że 85 proc. firm eksperymentuje z AI, tylko 5 proc. jest gotowych na pełne wdrożenie. Głównym powodem jest strach przed utratą kontroli nad agentami AI i wyciekiem danych.
Cisco proponuje zatem „holistyczne podejście”, nakładając na technologię niezbędny governance. Strategia ochrony dzieli się tu na trzy filary: ochronę świata zewnętrznego przed agentem (poprzez Secure Access kontrolujący komunikację z serwerami LLM), ochronę modelu przed światem, a właściwie to przed atakami (rozwiązanie AI Defense) oraz budowanie cyfrowej odporności w oparciu o platformę Splunk. Nowoczesne bezpieczeństwo według Cisco to nie tylko blokady, ale przede wszystkim widoczność i predykcja. Dzięki integracji AI z siecią, administratorzy mogą wykrywać malware w zaszyfrowanym strumieniu danych bez konieczności jego rozszyfrowywania. Wykorzystanie potężnej bazy wiedzy grupy Talos pozwala na automatyczne dostarczanie sygnatur ataków do urządzeń u klientów na całym świecie.
Dobrowolski wspomniał również o innowacyjnym programie Glasswing, realizowanym we współpracy m.in. z firmą Anthropic. Celem tego projektu jest wykorzystanie modeli AI do weryfikacji kodu oprogramowania pod kątem bezpieczeństwa, zanim jeszcze trafi ono na rynek. To podejście „security by design” sprawia, że AI przestaje być zagrożeniem, a staje się najskuteczniejszą tarczą w rękach działów IT.
Użytkownik w centrum: Zarządzanie i personalizacja doświadczeń AI
Ostatnim, ale kluczowym ogniwem ekosystemu AI jest człowiek i jego narzędzia pracy. Paweł Chłud (Lenovo) zwrócił uwagę na wyzwanie, jakim jest zarządzanie zdecentralizowanym środowiskiem urządzeń AI. Rozwiązaniem ma być Lenovo Device Orchestration – jedna, spójna konsola zastępująca wiele rozproszonych aplikacji, pozwalająca na zdalną konfigurację BIOS-u, zarządzanie sterownikami i przewidywanie awarii dzięki predykcji AI. Co istotne, narzędzie to wykracza poza świat Windowsa, umożliwiając kooperację z systemami innych dostawców oraz pełną integrację z Microsoft Intune. Takie uproszczenie pracy administratorów pozwala im skupić się na wspieraniu biznesu, a nie na „walce z materią” sprzętową.
Z perspektywy samego pracownika, symbolem nowej ery staje się wizja
Lenovo Qira – dostępna w najnowszych generacjach laptopów Lenovo, które dla wielu pozostają niezmiennym symbolem profesjonalnego narzędzia pracy. To personalny asystent AI, który ma za zadanie „rozumieć” użytkownika lepiej niż klasyczny komputer. Funkcje takie jak Catch Me Up (błyskawiczne podsumowanie setek maili po urlopie) czy Write For Me mają na celu stworzenie swoistego „cyfrowego klona”, który zamieni pomysły w tekst, dokładnie tak jakby zrobił to użytkownik. Chłud podkreślił, że asystent ten uczy się stylu komunikacji i charakteru użytkownika, co pozwala na zachowanie spójności wizerunkowej np. w mediach społecznościowych. Dzięki współpracy z Copilotem oraz obecności ekosystemu na smartfonach Motorola, AI staje się wszechobecnym towarzyszem, który realnie zwiększa produktywność i oszczędza najcenniejszą walutę współczesnego pracownika – jego czas.
Od lęku do zysku: Co naprawdę hamuje rewolucję AI w Polsce?
Finałowa runda debaty przyniosła szczere odpowiedzi na pytanie o największe bariery wdrożeniowe. Magdalena Grzegorczyk (Microsoft) wskazała, że technologia i budżety to jedynie tło dla prawdziwego wyzwania – lęku przed zmianą. Polskie firmy często paraliżuje wewnętrzna panika przed „zastąpieniem przez maszyny”, dlatego kluczem jest pokazanie AI jako narzędzia wspierającego produktywność, które pozwala odzyskać czas dla siebie. Grzegorz Dobrowolski (Cisco) uzupełnił tę diagnozę o brak holistycznego podejścia. Choć ponad 90 proc. firm deklaruje posiadanie strategii AI, rzadko idzie za tym konkretna „instrukcja obsługi”, czyli mechanizmy governance i procesy zarządzania zmianą transformacyjną, bez których projekty uderzają w ścianę przy próbie skalowania.


Perspektywę tę pogłębił Michał Stochmal (AMD), przytaczając niepokojącą statystykę: wykorzystanie mocy GPU w centrach danych bywa niższe niż 10 proc. Firmy inwestują w infrastrukturę, by nie odstawać od konkurencji, ale często nie mają pomysłu, jak przekuć ją w realną przewagę rynkową lub obniżenie kosztów. To pokazuje, jak wielka rola spoczywa na edukacji – nie tylko działów IT, ale i użytkowników końcowych. Paweł Chłud (Lenovo) zamknął debatę apelem o zmianę postrzegania AI w arkuszach Excela: nie powinno być ono traktowane jako kosztowny wydatek, lecz jako inwestycja z realnym zwrotem (ROI). Sukces odniosą te organizacje, które przestaną obracać każdą złotówkę z lękiem, a zaczną budować scenariusze użycia przynoszące wymierne korzyści biznesowe. Tylko przejście od fazy eksperymentów do świadomej, agentowej codzienności pozwoli polskim firmom w pełni wykorzystać potencjał cyfrowej technologii jutra.
Podsumowanie: Od technologii do mierzalnych korzyści biznesowych
Podsumowując debatę Destination AI, wyłania się obraz sztucznej inteligencji jako kompletnego
i dojrzałego ekosystemu, w którym innowacje hardware’owe, zaawansowane oprogramowanie hybrydowe oraz rygorystyczne procedury bezpieczeństwa muszą działać w pełnej synergii. Eksperci zgodnie uznali, że polskie firmy stoją przed historyczną szansą, jednak jej pełne wykorzystanie wymaga porzucenia lęku przed zmianą na rzecz pragmatycznego i strategicznego podejścia do wdrożeń. Kluczowym wyzwaniem pozostaje obecnie zasypanie przepaści między technologicznym eksperymentowaniem a budowaniem dojrzałych scenariuszy użycia, które przynoszą wymierny zwrot z inwestycji (ROI).
Ostatecznym sukcesem nie będzie samo posiadanie najnowocześniejszych narzędzi AI, lecz stworzenie środowiska, w którym sztuczna inteligencja staje się „cyfrowym asystentem” realnie oszczędzającym czas i podnoszącym produktywność pracowników. Aby to osiągnąć, niezbędne jest holistyczne podejście, obejmujące nie tylko zakup infrastruktury, ale przede wszystkim edukację kadr oraz wdrożenie mechanizmów governance. Tylko przejście do świadomej, „agentowej” codzienności pozwoli polskim przedsiębiorstwom w pełni przekuć potencjał cyfrowej rewolucji w realną przewagę rynkową. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl

GATEWAY POLAND 2026
POLSKI PRZEPIS NA SUKCES W ERZE FABRYK AI
Kiedy na jednej przestrzeni spotyka się blisko 600 liderów cyfrowej infrastruktury, wiadomo, że polski sektor centrów danych przestał być jedynie obietnicą, a stał się realną siłą gospodarczą. Konferencja Gateway Poland 2026, która odbyła się 14–15 kwietnia w warszawskim hotelu Crowne Plaza, udowodniła, że branża ta dorasta w ekspresowym tempie. Wydarzenie sprawnie połączyło strategiczne analizy rynkowe z networkingiem i debatą o technicznych fundamentach gospodarki cyfrowej.
Pierwszy dzień zwieńczyło uroczyste wręczenie nagród PLDCA Industry Awards, natomiast drugi w całości wypełniły merytoryczne sesje konferencyjne odbywające się równolegle na dwóch scenach.
Otwierając wydarzenie, Adam Ponichtera, Dyrektor Zarządzający Data4, nie krył dumy z drogi, jaką przeszło stowarzyszenie PLDCA, nazywając konferencję „drugim dzieckiem” organizacji, które w ciągu zaledwie roku przerosło najśmielsze oczekiwania pod względem frekwencji. W jego wystąpieniu wybrzmiała jednak przede wszystkim głęboka wiara w potencjał polskiego rynku infrastruktury. Ponichtera podkreślił, że sektor data center stał się już realnym
filarem gospodarki cyfrowej, a każdy oddany do użytku megawat mocy działa niczym potężne koło zamachowe dla rozwoju całego kraju. Według niego ta branżowa „śnieżna kula” właśnie nabrała ostatecznego pędu, czyniąc Polskę kluczowym graczem w regionie.
Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający PLDCA, nakreślił ramy wydarzenia jako intensywnej podróży, która miała za zadanie przekroczyć rynkowe oczekiwania. Pierwszy dzień, zdominowany przez twarde dane rynkowe od CBRE oraz zapowiedź raportu wpływów przygotowanego przez PwC, stanowił merytoryczny wstęp do wieczornej celebracji sukcesów branży podczas gali PLDCA Industry Awards. Organizator postawił na wielowymiarowość: od naukowych rozważań prof. Andrzeja Dragana o przyszłości AI, po praktyczne sesje na dwóch scenach drugiego dnia. Całość została zaprojektowana tak, by networking i debaty o technicznych fundamentach infrastruktury stały się punktem wyjścia do budowy europejskiej suwerenności cyfrowej.
Europejska gorączka megawatów
Podczas pierwszego z wtorkowych wystąpień dr Dirk Turek, Associate Director w CBRE, nakreślił obraz rynku, który rozwija się w tempie niemal niespotykanym w innych sektorach nieruchomości. Kluczowym wskaźnikiem jest 18-procentowy średnioroczny wzrost (CAGR) mocy w Europie w ciągu ostatnich pięciu lat. Ekspert podkreślił też, że po raz pierwszy w historii wskaźnik pustostanów spadł poniżej 10 proc. (do poziomu 9 proc.), co świadczy o ogromnym głodzie nowych mocy obliczeniowych i niemal całkowitym wysyceniu istniejącej infrastruktury. Główną osią prelekcji była ewolucja paradygmatów wzrostu: od sektora finansowego w hubach FLAP, przez rozwój regionalny, aż po obecną falę AI, która napędza popyt na gigantyczne moce, stając się motorem napędowym całej branży. W tym krajobrazie Warszawa wyrasta na europejskiego lidera dynamiki. Dr Turek wskazał, że w latach 2020–2025 warszawski rynek odnotował oszałamiający CAGR na poziomie 35 proc., co jest drugim najwyższym wynikiem na
całym kontynencie. Naszym strategicznym atutem w tym wyścigu jest – jak stwierdził – potężna baza talentów licząca ok. 520 000 wykwalifikowanych specjalistów IT. Choć wyzwaniem pozostają wąskie gardła w dostępie do sieci energetycznej i konieczność angażowania większego kapitału obarczonego ryzykiem, Polska umacnia swoją pozycję jako największy i najbardziej perspektywiczny rynek w regionie CEE.
Przedpremierowe wnioski z PLDCA Impact Report
Kolejnym punktem programu była przedpremierowa prezentacja raportu wpływu (Impact Report), przygotowanego przez PwC dla PLDCA. Dane przedstawione przez Kingę Barchoń, Partnera w PwC Advisory sp. z o.o. sp.k., oraz Pawła Oleszczuka, Dyrektora w PwC Polska, rzucają nowe światło na znaczenie branży. Polski sektor centrów danych generuje już 10,6 mld zł wartości dodanej brutto, co Paweł Oleszczuk porównał do rocznego wyniku ekonomicznego średniej wielkości miasta. Co więcej, infrastruktura ta wspiera blisko 41 tys. miejsc pracy, co (dla zobrazowania) pozwoliłoby wypełnić aż 70 proc. rzymskiego Koloseum.
Eksperci podkreślali, że data center to „system nerwowy” gospodarki, a ich wpływ przypomina drgania pajęczyny: każda nowa inwestycja stymuluje szerokie spektrum branż, od budownictwa po zaawansowane usługi. Co istotne, aż jedna trzecia generowanej wartości oraz miejsc pracy powstaje bezpośrednio u podwykonawców i w łańcuchu dostaw. Raport wskazuje na potężny potencjał wzrostu: Polska zmierza od obecnych 250 MW do prognozowanych 1,2 GW mocy, przy planowanych inwestycjach przekraczających 10 mld euro. Do budżetu państwa z tego tytułu trafia już rocznie 4,3 mld zł dochodów fiskalnych. Pełna wersja opracowania zostanie udostępniona szerokiej publiczności w czerwcu 2026 roku.
Inżynierowie przyszłości: branża buduje mosty z nauką
Dynamiczny rozwój sektora nie byłby możliwy bez dopływu świeżych talentów, dlatego tak ważnym punktem konferencji
była oficjalna inauguracja programu stypendialno-stażowego PLDCA i Politechniki Warszawskiej. Jak zaznaczył Krystian Pypłacz, Data Center Market Expert w Polish Data Center Association, mimo statusu Polski jako 20. gospodarki świata, pozyskanie specjalistów łączących unikalną wiedzę z zakresu elektryki, chłodzenia i IT jest dziś krytycznym wyzwaniem dla wszystkich pracodawców. Prof. dr hab. inż. Maciej Chaczykowski, Dziekan Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej, podkreślił, że najlepszych studentów przyciągają dziś realne, interdyscyplinarne wyzwania, takie jak projektowanie obiektów pod AI, które stają się „cyfrowym systemem nerwowym” nowoczesnego państwa. Z perspektywy biznesu, którą reprezentowała Agnieszka Tynel, Design Manager w PM Group Polska, w procesie wdrażania kadr kluczowa pozostaje „otwarta głowa” i pasja. Firmy muszą dziś oferować nie tylko ambitne projekty, ale i wysoką jakość oraz elastyczność pracy, by skutecznie rywalizować o najbardziej obiecujące talenty na rynku. Inicjatywa ta ma na celu nie tylko edukację, ale przede wszystkim zatrzymanie najzdolniejszych inżynierów w kraju, aby to oni projektowali innowacje budujące przyszłą potęgę polskiej infrastruktury cyfrowej.
AI na krawędzi: między analogią a autonomią
Gościem specjalnym wydarzenia był prof. Andrzej Dragan – postać, której w świecie technologii i nauki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Fizyk kwantowy i autor książki „Quo vAIdis” rzucił wyzwanie tradycyjnemu postrzeganiu sztucznej inteligencji, definiując ją w sposób roboczy jako umiejętność dostrzegania analogii i wzorców. Choć obecnie AI działa głównie jako potężna maszyneria do kompresji wiedzy o świecie, profesor zaznaczył, że prawdziwy przełom nastąpi dopiero wtedy, gdy sieci neuronowe zaczną uczyć się autonomicznie w czasie rzeczywistym. Wskazał przy tym na egzystencjalny wymiar tego procesu: technologia przestanie być klasycznym narzędziem, a będzie systemem agentowym, zdolnym do funkcjonowania bez naszej obecności.
Według Dragana wchodzimy w erę, w której przyszłe wojny nie będą toczone o terytoria, lecz o jednostki mocy obliczeniowej, będące dziś kluczowym zasobem strategicznym. Profesor zwrócił też uwagę, że era prostego skalowania dobiega końca, ponieważ wysokiej jakości dane już się wyczerpały, a dalszy rozwój będzie zależał od uczenia przez wzmocnienie, pozwalającego maszynom na odkrywanie rozwiązań matematycznych i logicznych wykraczających poza dotychczasową ludzką wiedzę. W kontekście Polski profesor podkreślił, że mimo ogromnego potencjału naszych inżynierów – którzy stanowią filary takich firm jak OpenAI – brakuje nam dalekowzrocznej wizji strategicznej i infrastruktury energetycznej, która pozwoliłaby im budować innowacje tutaj, a nie w Dolinie Krzemowej.
Branżowe Oscary: PLDCA Industry Awards nagradzają liderów
Po wystąpieniu profesora Andrzeja Dragana, które pozostawiło uczestników z mnóstwem pytań o przyszłość, przyszła pora na kluczowe wydarzenie wieczoru – uroczystą celebrację sukcesów i profesjonalizmu polskiego sektora infrastruktury cyfrowej. Gala PLDCA Industry Awards stała się momentem, w którym merytoryczne analizy ustąpiły miejsca uznaniu dla konkretnych dokonań. Jak podkreślił Piotr Kowalski, Dyrektor zarządzający PLDCA, ubiegłe lata były dla branży okresem niespotykanej dynamiki, a nagrody te honorują ludzi i projekty, dzięki którym Polska realnie przekracza rynkowe oczekiwania.
Oto lista zwycięzców, którzy w poszczególnych kategoriach okazali się najlepsi spośród grona nominowanych:
q Innovation: Design – Linar Projekt (za Aurora AI / HPC Reference Design).
q Innovation: Technology – Georg Fischer (za system rurociągów polimerowych dla Data4 DC02).
q Innovation: Prefabrication –Polonez Plus (za prefabrykację off-site dla Data4 WAW1_DC02).
q Innovation: Sustainability –Beyond.pl (za integrację centrum danych z sektorem ciepłowniczym).

q Impact: Local Manufacturing –Anord Mardix (za Bielsko-Biała Manufacturing Hub).
q Impact: Community – Beyond.pl (za inicjatywę Guided Data Center Tours).
q Impact: Young Talent –Olga Dziedzic, AODC.
q Impact: Woman of the Year –Aneta Czaińska, PLDCA.
q Project of the Year: International –BCA Engineering Group (za projekt Hyperscale AI w Skandynawii).
q Project of the Year: Poland – Beyond.pl (za AI Factory „the F.I.N”).
q Honorary Award: Outstanding Industry Contribution – Dariusz Standerski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.
Od węgla do obliczeń: Polska na drodze do gigawatowej skali
Drugi dzień konferencji ponownie otworzył Piotr Kowalski, Dyrektor zarządzający PLDCA, który z dumą podsumował 35 lat polskiej transformacji gospodarczej, opartej na unikalnych talentach i „głodzie zwycięstwa”. Rzucił on wyzwanie zagranicznym doradcom sceptycznym wobec polskiego miksu energetycznego, podkreślając, że nasz kraj to dziś największy plac budowy energetycznej w Europie z planowanymi inwestycjami rzędu 240 mld euro w OZE i atom. Kluczowym hasłem stała się wielka transformacja „od węgla do obliczeń” – wizja, w której gigawatowa infrastruktura (z projektami takimi jak 3,2 GW na Pomorzu) staje się fundamentem suwerennych ambicji AI całego

kontynentu. Wykorzystując strategiczne położenie oraz naturalnie chłodny klimat, Kowalski podkreślił, iż Polska ma szansę stać się najefektywniejszą lokalizacją DC poza Skandynawią, przekuwając dotychczasowy wzrost przemysłowy w cyfrowe przywództwo regionu.
Administracyjna ofensywa:
Państwo ramię w ramię z biznesem
Poczucie sprawstwa i merytoryczny konkret zdominowały kolejną odsłonę Gateway Poland 2026, przenosząc dyskusję z poziomu rynkowych trendów na grunt decyzji państwowych. Dariusz Standerski, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, podkreślił, że obecna skala wydarzenia – wymagająca znacznie większej
przestrzeni niż dotąd – jest lustrzanym odbiciem tempa, w jakim rośnie polski rynek centrów danych. Nazwał przedstawicieli branży „prawdziwymi bohaterami”, którzy budują cyfrową przyszłość kraju „miasto po mieście”, i zadeklarował pełne wsparcie rządu w usuwaniu barier regulacyjnych. Kluczową obietnicą stał się przegląd przepisów administracyjnych, zarówno krajowych, jak i europejskich, w celu radykalnego skrócenia cyklu inwestycyjnego.
Wizja nakreślona przez ministra wykracza jednak daleko poza ułatwienia biurokratyczne. Rząd zamierza pełnić rolę aktywnego partnera w ramach projektów takich jak AI Giga Factories. To przedsięwzięcie ma zmienić sposób myślenia całej Unii Europejskiej o budowie infrastruktury cyfrowej, opierając ją na
silnym partnerstwie publiczno-prywatnym. Polska, ramię w ramię z Francją i Niemcami, aktywnie lobbuje w Komisji Europejskiej za tym modelem, uznając, że same inwestycje publiczne nie wystarczą do zabezpieczenia rozwoju w nadchodzących dekadach. Obok budowanych już fabryk AI w Poznaniu i Krakowie, to właśnie gigawatowe projekty mają stać się nowym wzorcem dla całego kontynentu.
Dopełnieniem tej strategii jest zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa fizycznego i cyfrowego. Standerski ogłosił finalizację prac nad dedykowanym zespołem ds. incydentów cybernetycznych w energetyce, który ma zagwarantować centrom danych absolutną ciągłość zasilania i odporność na ataki zewnętrzne. Przekaz płynący z resortu cyfryzacji był jasny: suwerenność cyfrowa Europy to
nie abstrakcyjne hasło, lecz konkretne inwestycje realizowane przez polskie i europejskie firmy. Według ministra istnieją tylko dwie drogi – albo zbudujemy te zasoby u siebie, zachowując niezależność, albo pozostaniemy zależni od zewnętrznych dostawców i technologii.
Data center jako fundament nowoczesnego państwa
Przejście od rządowych deklaracji do operacyjnych konkretów dokonało się podczas debaty poświęconej roli centrów danych jako strategicznej infrastruktury narodowej. Dyskusja pokazała, że branża ta stała się kluczowym punktem styku aż pięciu resortów, wymagając bezprecedensowej koordynacji na poziomie administracyjnym. Katarzyna Zajkowska, Dyrektor Departamentu Transformacji Cyfrowej w Ministerstwie Cyfryzacji, zaznaczyła, że współpraca ta już owocuje Strategią Cyfryzacji Polski, która trafiła pod obrady rządu. Fundamentem suwerenności ma być Krajowe Centrum Przetwarzania Danych (KCPD) – projekt trzech nowoczesnych ośrodków stanowiących „cyfrową bezpieczną przystań” dla systemów i zasobów sektora publicznego.
Perspektywę legislacyjną uzupełnił Jacek Tomczak, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Polskiej Strefy Inwestycji, postulując uznanie branży za infrastrukturę krytyczną o najwyższym priorytecie oraz dalszą deregulację, w tym uproszczenie decyzji środowiskowych. O skali ekonomicznej stawki mówił Marek Andrzejewski, Z-ca Dyrektora Departamentu Gospodarki Cyfrowej w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, wskazując, że cały ekosystem cyfrowy wyrastający na fundamencie DC może być wart nawet 200 mld euro. Paneliści zgodnie uznali, że Polska musi teraz przejść do fazy pełnej operacjonalizacji – usuwania „martwych projektów” blokujących moc w sieciach oraz intensywnego rozwoju kadr, szczególnie w nowych hubach energetycznych powstających na Pomorzu.
Cyfrowy sojusz: Suwerenność ponad granicami
Perspektywa krajowa stała się punktem wyjścia do debaty o suwerenności cyfrowej kontynentu, która przeniosła dyskusję na poziom europejskiej współpracy i globalnej rywalizacji. Panel prowadzony przez Michała Redlicha, V-ce Prezesa FAST Group sp. z o.o., zgromadził
liderów najważniejszych europejskich stowarzyszeń branżowych, którzy zgodnie uznali, że pojedyncze kraje są zbyt małe, by samodzielnie konkurować z USA czy Azją. Stijn Grove, Dyrektor Zarządzający Dutch Data Center Association, wskazał, że dojrzała Holandia – dysponująca już 2 GW mocy – walczy dziś z poważnymi ograniczeniami sieciowymi, co powinno być sygnałem ostrzegawczym dla rynków wschodzących. Z kolei Antti Poikola, Dyrektor Wykonawczy Finnish Data Center Association, zdradził przepis na sukces Finlandii: kluczowy jest „time-to-power” poniżej 3 lat, co ma pozwolić na imponujący skok z obecnych 360 MW do 1,8 GW mocy do 2030 roku.
W ten międzynarodowy dialog mocno wpisał się Sławomir Koszołko, Prezes Atman i Przewodniczący PLDCA, przekonując, że Warszawa nie konkuruje bezpośrednio z Frankfurtem czy innymi europejskimi miastami, lecz wspólnie z nimi buduje cyfrową siłę Europy. Ekspert zauważył, że o ile proces treningu AI może odbywać się w dowolnej lokalizacji, o tyle inferencja (wnioskowanie) ze względu na opóźnienia musi dziać się blisko klienta, co gwarantuje Polsce stały dopływ inwestycji. Matthias Plo-


etzke, szef Public Affairs w German Datacenter Association, podsumował natomiast, że centra danych to współczesne „cyfrowe stolice” i „system nerwowy” gospodarki, nad którymi kontrola jest warunkiem bezpieczeństwa narodowego i długofalowego wzrostu całego regionu.
Wielogłos liderów na Gateway Poland 2026
Intensywny program drugiego dnia Gateway Poland 2026, wypełniony merytorycznymi sesjami odbywającymi się równolegle na dwóch scenach, sprawił, że dyskusje i prelekcje toczyły się do późnych godzin popołudniowych. Bogata agenda przyciągnęła liczne grono słuchaczy, a przed publicznością wystąpili eksperci reprezentujący takie firmy jak NVIDIA, Beyond.pl, Bielik AI, Equinix czy Linar Projekt. Wymiana doświadczeń pozwoliła na omówienie krytycznych wyzwań sektora – od zaawansowanych systemów chłodzenia i projektowania infrastruktury, po rozwój modeli językowych i budowę suwerennej AI. Szczególne miejsce w agendzie zajęły wystąpienia przedstawicieli Schneider Electric – firmy będącej Gold Partnerem wydarzenia. George Dritsanos (VP Secure Power & Data Centers Business, CEE) poprowadził debatę o potencjale inwestycyjnym
Polski, natomiast Paola Manteca (General Manager for MDC Europe) nakreśliła technologiczną mapę drogową dla budowy nowoczesnych „fabryk AI” opartą na rozwiązaniach prefabrykowanych. Ze względu na wagę poruszanych tematów, szczegółowe relacje z wystąpień ekspertów Schneider Electric przygotowaliśmy w formie oddzielnych artykułów.
Podsumowanie
Gateway Poland 2026 potwierdziło, że Polska nie jest już tylko rynkiem wschodzącym, ale kluczowym placem budowy cyfrowej Europy. Dzięki projektom o gigawatowej skali, jak planowane 3,2 GW na Pomorzu, oraz statusowi „cyfrowej bezpiecznej przystani”, nasz kraj staje się fundamentem dla suwerennych ambicji AI całego kontynentu. Choć wyścig o prymat technologiczny wymaga ogromnych nakładów na infrastrukturę energetyczną i uproszczenia procedur „time-to-power”, determinacja rządu oraz miliardowe inwestycje globalnych graczy (jak Data4 czy Schneider Electric) wskazują, że Polska sumiennie obrała kurs na cyfrowe przywództwo w regionie CEE. Transformacja „od węgla do obliczeń” to już nie tylko hasło, ale realny proces, który na nowo definiuje polską gospodarkę. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

JAK PREFABRYKACJA
PRZYSPIESZA BUDOWĘ CENTRÓW DANYCH?
POLSKA PRZED UNIKALNĄ SZANSĄ W ERZE BOOMU AI
Podczas konferencji Gateway Poland 2026 Paola Manteca, General Manager for MDC Europe w Schneider Electric, poprowadziła panel poświęcony gotowości infrastruktury na erę sztucznej inteligencji.
Wnioski były jednoznaczne: w obliczu rewolucji gęstości mocy i potrzeby błyskawicznej realizacji inwestycji, rozwiązania modułowe przestają być opcją. Według ekspertki są już raczej warunkiem koniecznym do zbudowania pozycji Polski jako hubu AI. Przeniesienie ciężaru prac do fabryk oraz adaptacja do chłodzenia cieczą to obecnie fundamenty nowej architektury cyfrowej.
Polska jako strategiczny hub CEE
Zdaniem prelegentki, Polska wyróżnia się na tle regionu stabilną infrastrukturą przesyłową, dostępnością mocy z sieci oraz rosnącym potencjałem energii słonecznej. W dobie, gdy tradycyjne huby europejskie osiągają granicę swoich wydajności, nasz kraj ma realną szansę stać się jednym z filarów kontynentalnej infrastruktury AI – pod warunkiem szybkiego odblokowania nowych lokalizacji i inwestycji w sieci energetyczne.
Nowa waluta sukcesu: tempo realizacji
Dziś w świecie technologii czas stał się najcenniejszą walutą – każda fabryka AI to inwestycja, w której każdy miesiąc zwłoki kosztuje dziesiątki milionów dolarów. To sprawia, że tempo realizacji projektu stało się absolutnym priorytetem, spychając na boczny tor kwestie kosztów czy architektury samego budynku. Przeszliśmy w tym zakresie niesamowitą drogę: o ile jeszcze pięć lat temu budowa centrum danych była procesem rozłożonym na lata, o tyle teraz rynkową normą (bo i koniecznością) stało się kończenie inwestycji w zaledwie kilka miesięcy.
Rewolucja gęstości: od 10 kW do 1 MW na szafę
Tradycyjne centra danych operowały jak dotąd w zakresie 5–10 kW na szafę rack. Dziś instalacje AI pracują przy 150 kW, a projekty wchodzące do fazy produkcji operują już wartościami 600 kW, a nawet 1 MW na szafę. To całkowita zmiana paradygmatu – wymuszająca przepisanie zasad projektowania infrastruktury od nowa, szczególnie w zakresie chłodzenia, zasilania i dystrybucji energii.
Według danych przytoczonych przez Mantecę, w perspektywie pięciu lat 60 proc. wdrożeń data center w Europie będzie miało charakter „AI-first”, a 75 proc. z nich będzie wymagać chłodzenia cieczą. Bezpośrednie doprowadzanie cieczy do serwerów staje się więc nowym standardem rynkowym – nie opcją premium.
Infrastrukturalna konieczność
Paola Manteca wyraźnie zaznaczyła, że modułowe centra danych (MDC) przestały być jedynie technologiczną ciekawostką dla trudnych lokalizacji – stały się strategiczną odpowiedzią na trzy kluczowe bariery rynkowe. Po pierwsze, czas: tradycyjne budownictwo nie jest w stanie dotrzymać kroku błyskawicznemu rozwojowi AI. Po drugie, energia: przy ograniczonych zasobach sieciowych, infrastruktura musi być w pełni gotowa do pracy dokładnie w momencie przyznania mocy. Wreszcie brak kadr: dotkliwy niedobór specjalistów na placach budowy wymusza przeniesienie procesów w bardziej przewidywalne miejsce. Rozwiązaniem tych problemów jest właśnie prefabrykacja. Przeniesienie głównego ciężaru prac do fabryki pozwala skrócić czas realizacji całej inwestycji o 20–30 proc. To tempo sprawia, że – jak wskazują raporty firmy Omdia – rynek rozwiązań modułowych rozwija się obecnie dwu-, a nawet trzykrotnie szybciej niż reszta sektora centrów danych.
Testowanie fabryczne: eliminacja ryzyka u źródła
Bezpieczeństwo i pewność działania są wpisane w sam proces produkcji – każdy moduł przechodzi rygorystyczne testy obciążeniowe przy 100–120 proc. mocy nominalnej jeszcze zanim opuści fabrykę. Taka strategia pozwala wyeliminować błędy u samego źródła: przeniesienie zaawansowanych testów (tzw. L3/L4) bezpośrednio do zakładu produkcyjnego drastycznie ogranicza prawdopodobieństwo kosztownych poprawek w gotowej instalacji. W efekcie to, co dawniej na placu budowy wymagało 3–4 tygodni żmudnej integracji, dziś udaje się sfinalizować w zaledwie kilka dni.
Portfolio end-to-end: co można zmodułować?
Wbrew powszechnemu przekonaniu, prefabrykacji może podlegać niemal każdy podsystem nowoczesnego centrum danych. Schneider Electric oferuje trzy kategorie rozwiązań:
q Moduły zasilające – pełny łańcuch elektryczny od przyłączy średniego napięcia po systemy UPS i baterie litowo-jonowe; jeden moduł obsługuje 1–4 MW.
q Moduły IT (Data Halls / All-in-One) – od jednostek plug-and-play po hale z szafami 100–400 kW i zintegrowanym chłodzeniem cieczą.
q Moduły chłodzące – zintegrowane agregaty chłodnicze, pompy i jednostki CDU w jednej prefabrykowanej całości.

q Całość jest przy tym zarządzana przez oprogramowanie EcoStruxure (BMS/DCIM).
Korzyści
operacyjne i ekologiczne
Powtarzalność schematów instalacji i ujednolicona dokumentacja skracają czas wdrożenia ekip serwisowych niezależnie od lokalizacji. Prawdziwy przełom widać jednak w podejściu do ekologii i efektywności przestrzennej. Jeszcze niedawno dostarczenie mocy 1 MW wymagało zaangażowania aż ośmiu modułów IT i dwóch zasilających; dzisiaj, dzięki szafom o wysokiej gęstości AI (100–140 kW), cały ten system mieści się w zaledwie dwóch modułach. Taka optymalizacja oznacza nie tylko drastyczne ograniczenie zużycia materiałów, ale też mniejszy wpływ na otoczenie. Całość tego nowoczesnego ekosystemu domyka chłodzenie cieczą, które realnie poprawia wskaźnik PUE i sprawia, że instalacje zużywają znacznie mniej energii.
Schneider Electric: integrator, nie tylko dostawca
W tej nowej rzeczywistości Schneider Electric nie chce być postrzegany jedynie jako producent poszczególnych części, lecz jako twórca kompletnych, żyjących ekosystemów – od pierwszego przyłącza prądu aż po zaawansowane oprogramowanie zarządzające całością. Dzięki takiemu podejściu
modułowość zyskuje zupełnie nowy wymiar: nie kończy się na sprawnym montażu, ale gwarantuje elastyczność i łatwość serwisowania przez cały okres życia obiektu. Wybór modelu „end-to-end” to także ogromny komfort dla inwestora, ponieważ eliminuje on tzw. szarą strefę odpowiedzialności – zdejmuje z barków klienta konieczność godzenia interesów wielu różnych poddostawców, dając w zamian jednego, pewnego partnera.
Podsumowanie
Polska stoi przed unikalną szansą, by stać się jednym z kluczowych filarów kontynentalnej infrastruktury AI, wykorzystując swoją sieć przesyłową i rosnący potencjał energii słonecznej. Jednak w rzeczywistości, w której gęstość mocy na szafę rack wzrasta z 10 kW do rekordowego 1 MW, tradycyjne metody budowy stają się zbyt wolne i obarczone zbyt dużym ryzykiem. Kluczowe przesłanie panelu jest jasne: w dobie wdrożeń „AI-first” i powszechnego chłodzenia cieczą, standaryzowane rozwiązania modułowe przestały być opcją – stały się warunkiem koniecznym, pozwalającym pokonać deficyty czasu, energii oraz kadr. Tylko ścisła koordynacja całego ekosystemu oraz postawienie na prefabrykowane, kompletne systemy „end-to-end” pozwoli nam przekuć globalny boom w trwałą przewagę technologiczną (i ekologiczną) naszego kraju. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
INWESTYCYJNY MARATON W SEKTORZE DANYCH
PRIORYTETY DLA POLSKIEGO RYNKU
Wydarzenie Gateway Poland 2026 stało się wyraźnym potwierdzeniem, że polski rynek centrów danych awansuje do europejskiej pierwszej ligi. Schneider Electric, występując w roli Złotego Partnera, nie tylko zapewnił technologiczne zaplecze do merytorycznych dyskusji, ale przede wszystkim nadał im właściwy kierunek.
Wdebacie poświęconej budowie konkurencyjnych lokalizacji dla inwestycji wzięli udział kluczowi przedstawiciele branży: George Dritsanos (VP Secure Power & Data Centers Business, CEE, Schneider Electric), który wcielił się w rolę moderatora, oraz paneliści: Cedric Jacobs (Investment Manager, Data4 Group), Adam Skwarski (Head of Investments & Development, Budimex S.A.), Radosław Pituch (Manager, PAIH S.A.) oraz Kinga Barchoń (Partner, PwC Advisory sp. z o.o. sp.k.).
George Dritsanos od początku nadał dyskusji ton merytorycznego wyzwania. Zadając celne pytania o faktyczną gotowość krajowej infrastruktury, skłonił panelistów do rzetelnej analizy – wskazania zarówno szans, jak i barier, które mogą spowolnić polski wyścig cyfrowy. Już na wstępie Dritsanos przesunął punkt ciężkości z samej geografii na złożoność procesów inwestycyjnych, podkreślając, że w dobie AI „lokalizacja to dopiero początek równania”.
Polska jako „Oaza Wzrostu”
Dyskusja szybko potwierdziła, że Polska stała się dla inwestorów bezpieczną przystanią, którą Cedric Jacobs z Data4 określił mianem „Oasis of Growth”. Jako szósta gospodarka Europy i lider regionu CEE,
nasz kraj przyciąga kapitał swoją stabilnością oraz imponującą dynamiką wzrostu, która w sektorze danych osiąga poziom 20 proc. rocznie.
George Dritsanos ukierunkował tę część rozmowy na kwestie suwerenności cyfrowej. W odpowiedzi Cedric Jacobs zaznaczył, że budowa europejskiego rynku danych to proces realizowany „cegła po cegle”, w którym Polska odgrywa kluczową rolę, tworząc fundamenty pod niezależną infrastrukturę chmurową oraz rozwiązania AI. Inwestycje rzędu 600 milionów euro planowane przez Data4 do 2030 roku to wyraźny sygnał, że Polska przestała być jedynie przystankiem na inwestycyjnej mapie, stając się istotnym węzłem w całej europejskiej architekturze danych.
Wyzwania wykonawcze i „ownership mindset”
Istotnym punktem debaty była diagnoza luki kompetencyjnej w obszarze projektowania i budowy (Design and Build). Gdy George Dritsanos zapytał o cechy wyróżniające rzetelnego partnera w tak złożonych przedsięwzięciach, Adam Skwarski z Budimexu wskazał na kluczowy element: „ownership mindset”, czyli poczucie pełnej odpowiedzialności za realizowany projekt.
Przykładem takiego podejścia jest współpraca Budimexu z Ferrovial, która tworzy unikalną platformę łączącą doskonałą znajomość lokalnych przepisów z globalnym doświadczeniem w budowie obiektów dla hiperskalerów. Dritsanos zaznaczył, że to właśnie bogate doświadczenie pozwala precyzyjnie odpowiedzieć na realne oczekiwania inwestora. Skwarski uzupełnił tę myśl, podkreślając, że w tej branży sam kapitał to za mało –liczy się przede wszystkim wiarygodność oraz zdolność do terminowego oddania gotowego obiektu, co przy rygorystycznych reżimach czasowych stanowi największe wyzwanie.
Polska na pierwszej stronie memorandów
Radosław Pituch z PAIH przedstawił konkretne dane potwierdzające awans Polski z rynku wtórnego do statusu „emerging market”. Z perspektywy agencji statystyki te wyglądają imponująco: spośród 120 aktywnych projektów inwestycyjnych o łącznej wartości 10 miliardów euro, zaledwie siedem dotyczących centrów danych generuje aż 3 miliardy euro nakładów kapitałowych.
Doskonale obrazuje to skalę przedsięwzięć – centra danych to inwestycje o najwyższej intensywności kapi-
tałowej. Jak zauważyła Kinga Barchoń, jeszcze pięć lat temu Polska znajdowała się na piątej stronie memorandum inwestycyjnego, podczas gdy dziś zajmuje już stronę pierwszą. Choć nie jesteśmy jeszcze rynkiem klasy „Tier 1”, staliśmy się najsilniejszym kandydatem, by dołączyć do tego grona, skutecznie omijając ograniczenia tradycyjnych hubów typu FLAP, które osiągnęły już limity swojej wydajności.
Energetyka jako game changer: nuklearna stabilność i miliardy euro inwestycji
Temat energii zdominował niemal każdą wypowiedź podczas spotkania. George Dritsanos zwrócił uwagę na konieczność poniesienia gigantycznych nakładów na sieć przesyłową i produkcję, których wartość szacuje się nawet na 240 miliardów euro. Właśnie w tym obszarze Schneider Electric wyznacza standardy, dostarczając technologie umożliwiające efektywne zarządzanie mocą w dobie trwającej transformacji energetycznej.
Adam Skwarski przyrównał proces modernizacji sieci do maratonu, pod-
kreślając, że skuteczna zmiana miksu energetycznego na odnawialne źródła (OZE) nie powiedzie się bez stabilizacji, którą gwarantuje jedynie energetyka jądrowa. Cedric Jacobs uzupełnił, że dla operatorów takich jak Data4, atom to nie tylko kwestia optymalizacji kosztów, ale przede wszystkim „base load” – fundament stabilnego zasilania, stanowiący bazę dla całej branży. Inwestycje w infrastrukturę sieciową uznano za niezbędny warunek odblokowania potencjału regionów poza Warszawą, takich jak Śląsk czy Pomorze Zachodnie. Paneliści byli jednak zgodni, że transformacja to proces długofalowy, a nie sprint. Choć energetyka jądrowa pozostaje celem docelowym, jej realny wpływ na system odczujemy najwcześniej za dekadę, co sprawia, że kluczowego znaczenia nabierają rozwiązania technologiczne dostępne tu i teraz.
Konfrontacja z państwami nordyckimi: przewaga „additionality”
Interesującym wątkiem była rywalizacja z krajami nordyckimi, które
tradycyjnie uchodzą za liderów w obszarze zielonej energii. Kinga Barchoń wskazała wówczas na pojęcie „additionality” (dodatkowości) jako na mocną kartę przetargową naszego kraju. Decydując się na budowę centrum danych w Polsce i zawierając umowy PPA (Power Purchase Agreement), inwestor realnie wpływa na transformację polskiego miksu energetycznego. Taki krok ma znacznie większe znaczenie prośrodowiskowe niż lokowanie kapitału w regionach, gdzie energetyka jest już niemal w pełni oparta na odnawialnych źródłach.
Przewagą Polski jest również skala rodzimego rynku oraz szeroki dostęp do talentów cyfrowych – dysponujemy bazą 520 tysięcy wysokiej klasy specjalistów IT. Stanowi to potężny argument w walce o najbardziej zaawansowane projekty z obszaru chmury i sztucznej inteligencji.
George Dritsanos trafnie podsumował, że Polska oferuje dziś tzw. „total package” – unikalne połączenie konkurencyjnych kosztów budowy, wysokich kompetencji oraz doskonałych perspektyw dalszego wzrostu.


Podsumowanie: czas na działanie
George Dritsanos, podsumowując debatę, sformułował jednoznaczną diagnozę: Polska przeżywa obecnie swój historyczny moment, dysponując unikalnym połączeniem kapitału, dogodnej lokalizacji i talentu. Podkreślił jednak, że to okno możliwości nie pozostanie otwarte na zawsze. O tym, czy nasz kraj faktycznie awansuje do grona hubów klasy Tier 1, przesądzi teraz szybkość egzekucji (speed of execution) oraz konsekwencja w eliminowaniu barier administracyjnych i energetycznych. Branża jest już w pełni gotowa – nadszedł czas na sprawne tempo realizacji.
Aby jednak przekuć ten unikalny potencjał w realny sukces i utrzymać wysokie tempo cyfrowego wyścigu, konieczne jest wdrożenie konkretnych rozwiązań technologicznych oraz operacyjnych. Poniższe wnioski z debaty wskazują kluczowe kierunki, które pozwolą polskiemu sektorowi data center skutecznie odpowiedzieć na wyzwania tego inwestycyjnego maratonu:
q Stabilizacja sieci dzięki inteligentnemu zarządzaniu: W obliczu rosnącego udziału odnawialnych źródeł energii niezbędne jest wdrażanie
zaawansowanych mikrosieci oraz systemów magazynowania energii, które skutecznie odciążą krajowy system elektroenergetyczny.
q Skrócenie czasu wdrażania mocy: Wykorzystanie rozwiązań prefabrykowanych i modułowych w budowie centrów danych pozwala przyspieszyć realizację inwestycji o 20–30 proc. Jest to bezpośrednia odpowiedź na postulat „speed of execution”, czyli sprawnego tempa realizacji projektów.
q Holistyczna efektywność energetyczna: W dobie rozwoju AI oraz rosnącej gęstości mocy, kluczowe znaczenie zyskuje chłodzenie cieczą oraz inteligentna analityka oparta na IoT. Technologie te są niezbędne do obniżenia wskaźnika PUE i skutecznego spełnienia wymogów ESG.
q Budowa ekosystemu partnerskiego: Powodzenie tak złożonych przedsięwzięć wymaga ścisłej współpracy projektantów, generalnych wykonawców i dostawców technologii już od najwcześniejszych etapów (Design and Build). Takie partnerskie podejście pozwala wyeliminować ryzyko błędów projektowych oraz uniknąć opóźnień w realizacji. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
www.itreseller.pl
NOWY, POLSKI HOLDING DEEP-TECH
POLSKA DOJRZEWA DO BUDOWY WŁASNYCH TECHNOLOGII
Powstanie BearLake Group to coś więcej, niż kolejny projekt integrujący spółki technologiczne. To próba zbudowania organizacji, która odpowiada na zmianę pozycji Polski w globalnym ekosystemie IT. O tym, dlaczego właśnie teraz powstaje taki holding, jakie ma ambicje i jak chce łączyć kompetencje z różnych obszarów technologii, rozmawiamy z Michałem Dżogą, CEO BearLake Group.
BearLake Group to nowo powołany polski holding technologiczny, który integruje osiem spółek działających w obszarach infrastruktury IT, cyberbezpieczeństwa, energetyki oraz sztucznej inteligencji. Organizacja została zaprojektowana jako podmiot zdolny realizować złożone projekty transformacji cyfrowej od początku do końca, obejmując cały łańcuch wartości – od infrastruktury i centrów danych, przez systemy teleinformatyczne, aż po rozwiązania AI. Ambicją grupy jest przyspieszenie transformacji technologicznej zarówno w sektorze prywatnym, jak i administracji publicznej oraz budowa silniejszej pozycji Polski w globalnym ekosystemie technologicznym.
Na czele holdingu stoi Michał Dżoga, menedżer z ponad 25-letnim doświadczeniem na styku biznesu, technologii i administracji. Przez 16 lat związany był z firmą Intel, gdzie pełnił m.in. funkcję Country Managera w Polsce i odpowiadał za strategiczne programy współpracy z rządami oraz organizacjami międzynarodowymi w regionie EMEA. Wcześniej pracował m.in. przy projektach publicznych i inicjatywach cyfryzacyjnych, był
także założycielem Fundacji Orange oraz współtwórcą inicjatyw wspierających rozwój innowacji w Polsce. Doświadczenie zdobyte w globalnej organizacji ma dziś stanowić fundament budowy nowego, lokalnego podmiotu technologicznego.
Skąd pomysł na stworzenie BearLake Group i dlaczego właśnie teraz?
To jest naturalna konsekwencja tego, gdzie dzisiaj jesteśmy jako kraj. Kiedy kończyliśmy studia, wejście do polskiego biznesu było wyzwaniem, ale jednocześnie czymś obiecującym. Natomiast praca dla dużych, międzynarodowych korporacji była ogromnym prestiżem i często celem samym w sobie.
Dzisiaj jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Polska gospodarka dojrzała. Widać to bardzo wyraźnie po przedsiębiorcach, którzy zbudowali silne firmy i są gotowi je skalować, wychodzić na rynki międzynarodowe, a w wielu przypadkach konkurować z globalnymi graczami. Jednakowoż istnieje grupa ludzi, którzy przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat pracowali w dużych organizacjach międzynarodowych. Naturalnie pojawia się potrzeba wykorzystania tego
doświadczenia w kraju. Trochę z poczucia odpowiedzialności, trochę z ambicji, a trochę z przekonania, że to jest właściwy moment, żeby zrobić coś własnego i jednocześnie coś, co będzie miało znaczenie szersze niż tylko biznesowe.
Czy to projekt bardziej biznesowy, czy jednak misyjny?
To połączenie jednego i drugiego. Z jednej strony, mamy bardzo konkretne przesłanki rynkowe. Klienci coraz częściej oczekują kompleksowych rozwiązań. Nie chcą już zarządzać kilkoma dostawcami, z których każdy odpowiada za inny fragment projektu. Oczekują partnera, który jest w stanie wziąć odpowiedzialność za całość.
Z drugiej strony, jest element, który można nazwać misyjnym. Chcemy przekuć doświadczenie zdobyte w międzynarodowych organizacjach w coś, co buduje lokalną wartość. To jest też próba zbudowania polskiego „contentu technologicznego”, a nie tylko wdrażania rozwiązań z zewnątrz.
To podejście wynika z przekonania, że jeśli chcemy realnie liczyć się w globalnym układzie, musimy budować własne kompetencje i własne technologie.

Holdingów technologicznych w Polsce już nie brakuje. Czym chcecie się wyróżnić?
Najważniejszy jest sposób budowy tej organizacji. Dla nas kluczowy jest przemyślany dobór spółek i ich komplementarność. Nie chodzi o to, żeby mieć jak najwięcej podmiotów, tylko żeby razem tworzyły spójny ekosystem.
Budujemy holding tak, żeby pokrywać cały stos technologiczny transformacji cyfrowej. Od infrastruktury, przez systemy teleinformatyczne, aż po cyberbezpieczeństwo i sztuczną inteligencję. Klienci coraz częściej oczekują podejścia całościowego, a nie współpracy z wieloma wyspecjalizowanymi firmami działającymi w silosach.
To jest odpowiedź na rosnącą złożoność projektów. Transformacja technologiczna przestała być pojedynczym wdrożeniem. Dzisiaj to proces, który obejmuje wiele obszarów jednocześnie i wymaga ścisłej integracji kompetencji.
Czyli bierzecie odpowiedzialność za cały projekt, a nie jego fragment?
Dokładnie tak. Co istotne, nie jesteśmy startupem ani firmą konsultingową. Spółki, które wchodzą w skład BearLake, mają często ponad 20 lat doświadczenia i realizowały duże projekty transformacyjne. Naszą rolą jest integracja tych kompetencji, ale też uzupełnianie braków, które wynikają z bardzo szybkiego tempa zmian technologicznych. Dzięki temu jesteśmy w stanie wejść do organizacji i poprowadzić projekt od początku do końca. To jest coś, czego rynek coraz bardziej oczekuje.
Jakie technologie są dziś dla Was kluczowe?
Są dwa obszary, które absolutnie definiują dzisiejszy rynek. Pierwszy to cyberbezpieczeństwo. Ono przenika wszystkie modele biznesowe. Bez niego w zasadzie nie da się funkcjonować. Można powiedzieć, że bez cyberbezpieczeństwa każda firma jest dzisiaj narażona na bardzo poważne ryzyko.
Drugi obszar to sztuczna inteligencja. Tutaj bardzo ważne jest podejście i nie chodzi o to, żeby wdrażać AI dla samego wdrażania. Chodzi o to, żeby robić to w sposób przemyślany, oparty na realnych potrzebach biznesowych i konkretnych benchmarkach.
Mamy zespół, który pracował nad największymi polskimi modelami językowymi. To daje nam bardzo solidne zaplecze technologiczne, ale równie ważne jest to, że łączymy je z doświadczeniem biznesowym. Bez takiego podejścia istnieje ryzyko, że firmy będą inwestować w AI, ale nie będą w stanie przełożyć tego na realną wartość i przewagę konkurencyjną.
Jak w takim razie definiujecie sukces BearLake Group?
Trudno mówić o jednej mierze sukcesu, bo ten świat zmienia się dzisiaj bardzo dynamicznie. Dlatego patrzymy na to szerzej. Pierwszy element to integracja spółek. To jest duże wyzwanie samo w sobie, bo mówimy o organizacjach, które przez lata budowały własne kompetencje, kulturę i sposób działania. Trzeba to połączyć w sposób przemyślany, z dużą wrażliwością na ludzi i to, co już zostało zbudowane. Jeśli ten proces się uda, to będzie bardzo ważny krok.
Drugi obszar to wzrost. Zarówno jeśli chodzi o kompetencje, jak i skalę działania. Dzisiaj w grupie pracuje około 250 osób i naturalnym kierunkiem jest dalszy rozwój zespołu, szczególnie w obszarach
związanych ze sztuczną inteligencją oraz cyberodpornością.
Jest też oczywiście wymiar biznesowy. Spółki wchodzące w skład grupy generują dziś ponad pół miliarda złotych przychodu. W perspektywie trzech lat chcemy tę wartość podwoić i jednocześnie poprawić rentowność, tak aby mieć większe możliwości inwestowania w kolejne obszary. Ale jest też element, który wykracza poza same liczby. Polska weszła do grona największych gospodarek świata i naszym zdaniem to moment, w którym trzeba zrobić kolejny krok i ugruntować naszą pozycję w G20, która, jak wiemy, nie jest dana raz na zawsze. Jeśli możemy dołożyć do tego swoją cegiełkę, to również będzie to dla nas miara sukcesu.
Wspomniał Pan o rozwoju holdingu. Czy planujecie dalsze włączanie nowych spółek?
Tak, i to jest naturalny kierunek. Natomiast nie zakładamy, że wszystkie nowe podmioty muszą być wyłącznie komplementarne.
To jest wyzwanie managerskie, ale jednocześnie coś, z czym mamy doświadczenie. W dużych organizacjach często funkcjonują zespoły zajmujące się podobnymi obszarami i to wymaga odpowiedniego zarządzania.
Najważniejsze jest jednak budowanie skali. Bez tego nie osiągniemy celów, które sobie stawiamy.
Jakie są Wasze priorytety na ten rok? Najbliższe miesiące to przede wszystkim rozwój oferty produktowej. Chcemy wzmocnić nasze kompetencje nie tylko na poziomie zespołów, ale również organizacyjnie, szczególnie w obszarze wdrożeń systemów opartych o sztuczną inteligencję.
Drugim ważnym kierunkiem są projekty związane z cyberodpornością infrastruktury krytycznej. To obszar, który będzie zyskiwał na znaczeniu i w którym już teraz pracujemy z wymagającymi klien-
Może się zdarzyć, że w pewnym momencie w grupie pojawią się spółki działające w podobnych obszarach. To rodzi oczywiście pytania o konkurencję wewnętrzną i o to, jak nią zarządzać. Nie mamy jednego prostego modelu na takie sytuacje, bo to będzie zależało od konkretnego przypadku. Natomiast kluczowe jest podejście. Jeśli konkurencja się pojawi, to powinna być konstruktywna, budująca, a nie destrukcyjna.


tami. Liczymy na to, że w drugiej połowie roku zobaczymy pierwsze duże wdrożenia.
Jest też aspekt organizacyjny, o którym często się zapomina. Przechodzimy zmianę sposobu pracy. Dla wielu osób oznacza to przejście z dużych struktur korporacyjnych do środowiska bardziej dynamicznego, gdzie decyzje podejmowane są szybciej i bliżej biznesu. To również jest wyzwanie, które musimy dobrze przeprowadzić.
Na koniec, co powiedziałby Pan dziś polskim firmom, które stoją przed decyzjami technologicznymi?
Przede wszystkim, żeby nie bały się zmian. Technologia i tak do nich przyjdzie, niezależnie od tego, czy są na to gotowe, czy nie.
Im wcześniej organizacja zacznie się nad tym zastanawiać i zrozumie, które rozwiązania mają dla niej sens, a które nie, tym lepiej. Transformacja technologiczna nie jest taka sama dla wszystkich. Każda firma musi znaleźć własną ścieżkę.
To, co jest wspólne, to potrzeba podejścia przemyślanego i opartego na realnych celach bizne-
sowych. Firmy, które to zrobią, będą w stanie nie tylko utrzymać swoją pozycję, ale ją rozwijać.
Zakończenie
BearLake Group wchodzi na rynek w momencie, w którym decyzje technologiczne przestają być opcją, a stają się warunkiem utrzymania konkurencyjności. Połączenie kompetencji w obszarze infrastruktury, cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji ma pozwolić firmie odpowiadać na rosnące oczekiwania klientów, którzy coraz częściej szukają partnerów zdolnych do realizacji kompleksowych projektów, a nie pojedynczych wdrożeń.
Z perspektywy rynku to również sygnał zmiany. Coraz więcej polskich firm technologicznych próbuje budować skalę i kompetencje, które pozwalają im wyjść poza lokalny kontekst. Jeśli BearLake zrealizuje swoje założenia dotyczące wzrostu i integracji, może stać się jednym z ciekawszych przykładów tego, jak łączyć doświadczenie globalne z potencjałem krajowego rynku. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

Krystyna Jarek
Ekspertka Innowacji AI, założycielka Booster of Innovation
PREMIERA BOARDROOM AI READINESS INDEX:
DLACZEGO AŻ 94 PROCENT WDROŻEŃ AI ZAWODZI?
Większość firm traktuje wdrożenie AI, jak zakup nowego oprogramowania. To błąd wart miliony. Dlaczego liderzy, dysponujący ogromnymi budżetami i najlepszymi talentami, wpadają w pułapkę „wiecznego pilotażu”? Odpowiedź nie leży w kodzie, ale w strukturze i kulturze organizacji.
WBooster of Innovation postanowiliśmy przestać zgadywać i zaczęliśmy mierzyć to, co do tej pory było nieuchwytne. Poznaj Boardroom AI Readiness Index – narzędzie, które zmienia zasady gry w strategicznej adaptacji sztucznej inteligencji.
Poznaj narzędzie, które zmienia zasady gry
W inspirujących wnętrzach warszawskiej galerii Xanadu, w gronie klientów i przyjaciół Booster of Innovation, odbyła się premiera autorskiego narzędzia diagnostycznego Boardroom AI Readiness Index. Wydarzenie stanowiło punkt zwrotny w dyskusji o realnej wartości sztucznej inteligencji w biznesie.
Przez ostatnie miesiące nasz zespół poszukiwał odpowiedzi na fundamentalne pytanie: dlaczego aż 94 proc. wdrożeń AI kończy się rozczarowaniem? Statystyki są bezlitosne – je -
Boardroom AI Readiness: Poziom organizacji + Kultura AI

Kultura AI 360
+ 8 poziomów gotowości organizacji
dynie 6 proc. organizacji odnotowuje zwrot z inwestycji (ROI) zgodny z oczekiwaniami. Gdzie znika reszta potencjału? Dlaczego firmy grzęzną w pilotażach, mimo ogromnych nakładów finansowych?
© Booster of Innovation 2026
Model oparty na rygorze naukowym
Łącząc setki godzin rozmów z liderami topowych firm w Polsce z rygorem metody naukowej, opracowaliśmy Boardroom

AI Readiness Index. To dwufazowy model diagnostyczny, który redefiniuje sposób, w jaki patrzymy na transformację cyfrową.
1. Skala Dojrzałości: 8-poziomowy pomiar gotowości strukturalnej organizacji.
2. Kultura AI: diagnoza dynamiki adaptacji technologii w 6 kluczowych wymiarach.
Uniwersalny model wdrożenia nie istnieje
Pracując nad strategiami AI dla liderów rynku z różnych branż, odkryliśmy kluczowy insight: każda organizacja adaptuje AI w unikalny sposób. Podczas gdy jedni budują zaawansowane zespoły AI Lab, inni koncentrują się na rozwoju umiejętności technologicznych liderów lub wdrażaniu asystentów typu Microsoft Copilot w istniejące procesy.
Co istotne, to samo narzędzie wdrożone w dwóch różnych firmach wymaga zupełnie innej ścieżki implementacji. Nasza obserwacja skłoniła nas do stworzenia ram, które uwzględniają tę różnorodność. Sięgnęliśmy do teorii systemów adaptacyjnych prof. Clare’a Gravesa (rozwijanej przez Becka i Cowana), adaptując ją do naszych realiów.
Osiem poziomów gotowości
Opracowany przez nas model 8 poziomów odzwierciedla DNA organizacji, np.:
q organizacje reaktywne: skupione na przetrwaniu, szukają w AI natychmiastowych „magicznych rozwiązań”;
q organizacje proceduralne: mogą hamować innowację z powodu braku 100 proc. przewidywalności wyników; q organizacje zorientowane na zysk: często tracą cierpliwość w procesie eksperymentowania, który jest niezbędny do nauki AI;
q organizacje inkluzywne: ryzykują paraliż decyzyjny przez nadmierną koncentrację na aspektach etycznych bez kompromisu biznesowego. Zdefiniowanie aktualnego poziomu nie służy ocenie „lepszy-gorszy”, ale zrozumieniu kontekstu, który gwarantuje skuteczną adaptację.
Boardroom AI Readiness Index
22 trendy w 6 kluczowych wymiarach:

Kultura AI: czy budujesz ją świadomie?
W przeciwieństwie do wdrażania systemów ERP czy CRM, sztuczna inteligencja nie jest „projektem IT”. To rewolucja dotykająca systemu pracy. AI zmienia nie tylko indywidualną produktywność (np. poprzez Copilota), ale redefiniuje dynamikę zespołową i rolę managera.
Nigdy wcześniej technologia nie wywoływała tak skrajnych emocji. Dlatego drugim etapem naszego indeksu jest badanie Kultury AI 360. Analizujemy sześć krytycznych obszarów.
1. Postawy wobec AI: subiektywna ocena i emocjonalne nastawienie pracowników.
2. Człowiek + AI: gotowość do zawierzenia wynikom algorytmów.
3. Współpraca w zespole: nowe normy i zasady w zespołach hybrydowych (ludzie + agenci AI).
4. Lider-Zespół: nowy paradygmat przywództwa w dobie algorytmizacji.
5. Gotowość organizacyjna: dojrzałość procesów, ład danych i jasna odpowiedzialność.
6. Zewnętrzna dynamika: monitoring tempa zmian u konkurencji i w ekosystemie tech.
Od diagnozy do strategii: wyznaczanie poziomu ambicji
Diagnoza to „zdjęcie rentgenowskie” firmy. Pozwala wykryć ciche punkty oporu, zanim pochłoną one budżet inwestycyjny. Jest fundamentem do budowy Strategii AI, która definiuje tzw.

Poziom Ambicji. W Booster of Innovation pomagamy firmom określić, w którym modelu chcą operować, np.:
q AI-Enabled: optymalizacja istniejących zadań. q AI-Augmented: rozszerzenie ludzkich możliwości.
q AI-Powered: AI jako silnik procesów biznesowych.
q AI-First: budowa nowych modeli biznesowych wokół inteligencji maszynowej. Nawet przy ograniczonym budżecie, konkretny plan pozwala uniknąć chaosu. Dzięki Boardroom AI Readiness Index, transformacja przestaje być kwestią szczęścia, a staje się wynikiem precyzyjnie zaprojektowanej strategii.
Zidentyfikuj
„ciche
blokady”
Sama technologia to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Bez głębokiego zrozumienia poziomu dojrzałości Twojego zespołu i procesów, każda inwestycja w AI jest obarczona wysokim ryzykiem błędu. W Booster of Innovation wierzymy, że droga do elitarnego grona 6 proc. firm odnoszących sukces zaczyna się od rzetelnej diagnozy, a nie od wyboru narzędzi. Zaprojektuj przyszłość swojej firmy w oparciu o dane, a nie intuicję. Zapraszamy do kontaktu liderów i zarządy. Przestań eksperymentować na oślep. Buduj przewagę strategiczną z partnerem, który łączy rygor naukowy z wieloletnim doświadczeniem w doradztwie technologicznym. n Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

XVIII FORUM GOSPODARCZE TIME
WYZWANIE DEKADY
Od niedawna panuje niemal jednomyślność co do konieczności pogłębiania suwerenności technologicznej. Gorzej z pomysłami, jak do niej dążyć.
Forum Gospodarcze TIME osiągnęło pełnoletność. Już po raz osiemnasty w Warszawie przedstawiciele biznesu, nauki i administracji dyskutowali o rozwoju cyfryzacji i jej znaczeniu dla gospodarki. Zastanawiali się też, jaki wpływ ma gwałtownie zmieniająca się sytuacja geopolityczna.
– Stoimy przed wyzwaniem dekady, jakim jest suwerenność technologiczna Polski i Europy – otworzył Forum Stefan Kamiński, prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. – To hasło nie jest abstrakcyjną wizją. To konkretna odpowiedź na świat, w którym technika i technologia stały się nową przestrzenią rywalizacji, a jednocześnie fundamentem bezpieczeństwa, rozwoju i dobrobytu. Dziś suwerenność nie rozgrywa się już wyłącznie na mapach geopolitycznych. Toczy się równolegle w infosferze, gdzie informacja, dane, sztuczna inteligencja oparta na sieciach neuronowych
kształtują nasze decyzje oraz w technosferze, gdzie infrastruktura, łańcuchy dostaw i kompetencje technologiczne decydują o naszej odporności i przewadze konkurencyjnej.
Europa i Polska stoją przed wyborem: być jedynie odbiorcą cudzych technik i technologii, czy stać się ich współtwórcą. To wymaga odwagi, inwestycji i współpracy. Współpracy między państwem, biznesem, nauką i społeczeństwem. Wymaga też świadomości, że suwerenność technologiczna nie oznacza izolacji, lecz zdolność do samodzielnego działania w świecie pełnym zależności.
Naszym zadaniem na dziś i na kolejne lata jest zbudowanie ekosystemu, który zapewni nam kontrolę nad kluczowymi zasobami cyfrowymi. To projekt cywilizacyjny, który zdefiniuje miejsce Polski i Europy w świecie 2030 roku.
– Dziś coraz wyraźniej widzimy, że technologie informacyjno-komunikacyjne przestały być wyłącznie narzędziem wspierającym
rozwój gospodarczy, a stały się jednym z fundamentów funkcjonowania państwa – powiedział Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. – To oznacza, że musimy myśleć o nich w kategoriach strategicznych: jako o obszarze, który decyduje zarówno o naszej konkurencyjności, jak i o bezpieczeństwie. Suwerenność technologiczna nie polega na izolowaniu się od świata, ale na budowaniu własnych kompetencji, zdolności produkcyjnych i kompetencji intelektualnych, które pozwolą nam świadomie wybierać partnerów i kierunki rozwoju. Kluczowe jest stworzenie silnego ekosystemu współpracy między administracją, biznesem i nauką. Bez tego nie będziemy w stanie ani skutecznie rozwijać innowacji, ani zapewnić odporności naszych systemów cyfrowych. Europa – w tym Polska –stoi dziś przed realnym wyborem: czy chcemy być wyłącznie odbiorcą technologii, czy ich współtwórcą. Od tej decyzji zależy nie tylko tempo naszego rozwoju, ale również to, czy będziemy w stanie zagwarantować bezpieczeństwo i stabilność w coraz bardziej złożonym świecie cyfrowym. – W zeszłym tygodniu na Mobile World Congress w Barcelonie obserwowałem, w jakim kierunku podąża światowa telekomunikacja – powiedział Bogdan Łaga, prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej. – Połączenie sieci światłowodowych, satelitów i nowoczesnych technologii 5G to nasz kierunek. To krok, który cały czas będzie się wydłużał. Trzeba sobie tylko zadać pytanie, jak to sfinansować. Na to wszystko muszą być środki. Bo kierunek, który sobie wyznaczyliśmy, jest właściwy.
– Myślę, że nadszedł czas, aby mówiąc o suwerenności cyfrowej, coraz częściej pytać, kiedy mamy na myśli suwerenność Polski, a kiedy Europy –stwierdził Karol Skupień, prezes Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej. – Oczywiście potrafimy sobie wyobrazić, że kiedy my słabniemy, kiedy słabną polscy przedsiębiorcy, mogą rozwijać się

zamiast nas przedsiębiorcy europejscy, ale moim zdaniem lepsza jest inna droga. Tak jak w innych sieciach, energetycznych czy gazowych, każde państwo stara się mieć własną silną infrastrukturę, a dopiero potem współpracować z Europą. Jako reprezentant polskich przedsiębiorców zwracam uwagę: pamiętajmy o suwerenności głównie polskiej, bo wzmacnianie polskich przedsiębiorców jest jednocześnie wzmacnianiem Europy.
Fundamenty państwa
– Jak słucham takich wystąpień na temat suwerenności technologicznej, to myślę: Ziemia zamarza – zażartował Krzysztof Gawkowski, wiceprezes Rady Ministrów, minister cyfryzacji. – Gdy w 2023 roku mówiłem o tym, że suwerenność technologiczna to jeden z fundamentów budowania odpowiedzialnego państwa, wszyscy pytali: jaka suwerenność? Dzisiaj jest ona częścią rozmowy o przyszłości. Dlaczego tak się zdarzyło? Bo zrozumieliśmy, że pandemia nie dotyczy tylko wirusów i bakterii. W roku 2020, podczas światowej pandemii koronawirusa, pierwszy raz od dekad zrozumieliśmy, że łańcuchy dostaw mogą być zerwane. Wtedy jeszcze nie czuliśmy powagi tego zjawiska poza sektorem medycznym. Później Europa zaczęła zdawać sobie sprawę, że suwerenność technologiczna dotyczy życia i zdrowia obywateli. Trzeba było kolejnych kilku lat, żebyśmy zrozumieli, że suwerenność technologiczna dotyczy nas wszystkich w rozumieniu państwa, w którym żyjemy i decyzji, które podejmujemy. Ale w świecie technologii najczęściej jest tak, że korzystamy z niej w taki sposób, jak chce ten, kto nam ją sprzedał. Suwerenność technologiczną trzeba zatem rozpatrywać z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze, chodzi o różnego rodzaju narzędzia i programy, które muszą być dostępne. Po drugie, ważna jest kontrola nad procesem zarządzania tym sprzętem. Tam, gdzie są dane i tam, gdzie są możliwości produkowania. I jeżeli wiążemy te dwa czynniki, to przez wiele lat wydawało nam się, że ta kontrola jest w rękach tych, którzy z nich korzystają. Otóż tak nie jest. Strategiczna wizja nowoczesnego państwa, chcącego panować nad swoimi podstawowymi procesami (a należą do nich telekomunikacja i cyfryzacja)
musi dostrzegać, że niezależnie od tego, jak wyobrażamy sobie technologię, jest ona dobra tylko na tyle, na ile ludzie mają nad nią władzę. Państwo nie może przymykać oczu i mówić, że jakoś to będzie. Nie może pozwalać na obniżanie jakości usług. A czym jest jakość usług –w tym przypadku telekomunikacyjnych? Na przykład umawiamy się, że zawsze możemy korzystać z internetu. Zawsze mamy do dyspozycji różne urządzenia internetowe. Zawsze wiemy, gdzie są dane, mamy poczucie odpowiedzialności za nie i nigdy poza tym łańcuchem nic nie dzieje się bez naszej wiedzy. Takie myślenie o państwie jest strategią nowoczesną. Każda inna strategia jest defensywna, która może się okazać problematyczna, kiedy przychodzi do starcia gigantów i kolizji interesów.
– Powodem mogą być różnego rodzaju spory, wojny, decyzje nieprzewidywalnych przywódców, brak wiedzy, dokąd prowadzi ich postępowanie – stwierdził Krzysztof Gawkowski. – I albo ta myśl będzie z nami, a my będziemy do niej dojrzewali i stopniowo ją implementowali, albo wszystko, o czym mówili moi przedmówcy, nie ma żadnego sensu. To nie jest tak, że można głosić, iż przyszłość jest tam, gdzie jest 5G, bo ja uważam, że tam, gdzie 6G. To nie jest tak, że przyszłość jest tam, gdzie będziemy korzystali z satelitów, bo to nie są polskie satelity. To nie jest tak, że będziemy korzystali ze sprzętu z całego świata, bo nie w każdym przypadku to jest bezpieczne. Poza tym musimy zrozumieć, że skończył się czas konkurowania ceną, która jest najważniejsza. W przeciwnym wypadku – kolokwialnie mówiąc – wszyscy znajdziemy się w bagnie, z którego trudno będzie się wydostać.
Zdaniem Krzysztofa Gawkowskiego, rozpoczęliśmy już tę nową drogę. Pierwszym elementem było opracowanie strategii cyfryzacji Polski, która określa kierunek zmian do 2035 r. Musimy budować własny łańcuch pokarmowy, czyli na przykład centra przetwarzania danych, które będą na naszym terytorium i będziemy za nie odpowiedzialni. To się dzieje w dwóch obszarach. W instytucjach publicznych i innych jednostkach towarzyszących. Na szczęście również w wielu polskich instytucjach i firmach, które stawiają na suwerenne przetwarzanie danych.

Ale musimy też zauważyć, że technologie przyszłości będą się różnić od tego, co sobie dzisiaj wyobrażamy. Chodzi między innymi o suwerenne zarządzanie mocami obliczeniowymi. Tyle że korzystamy z narzędzi, które nie są produkowane w Polsce, a więc musimy tę suwerenność umiejętnie wykorzystywać w polskim ekosystemie. Planujemy tworzenie fabryk sztucznej inteligencji, ale wspieramy też budowę różnego rodzaju centrów obliczeniowych w Polsce przez polskie firmy, z polskim kapitałem, by w przyszłości mogły one te moce obliczeniowe między sobą współdzielić. Taki jest zresztą pomysł na budowę fabryki sztucznej inteligencji w rozmiarach Giga Factory.

Ponadto musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jak chcemy utrzymać suwerenność cyfrową na poziomie sprzętowym. Musimy stawiać na własne warunki. Chodzi przede wszystkim o półprzewodniki. Musimy (przynajmniej częściowo) produkować je sami i włączać do systemu transformacji cyfrowej. I takie są plany Ministerstwa Cyfryzacji.
Naturalnie na początku nie będziemy najlepsi. Chociaż gdy sięgniemy do historii, w pewnym momencie byliśmy dość dobrzy. Dlatego musimy nawiązać do tych doświadczeń. Oczywiście to będzie trochę trwało. Jak długo? Wiele lat? Prawdopodobnie tak. Ale dopóki nie zaczniemy, nie przekonamy się, w czym
możemy się specjalizować i osiągać najlepsze rezultaty.
Niesłychanie istotne jest też oprogramowanie dotyczące mocy obliczeniowych, a także modele językowe. Chodzi o budowanie suwerenności, między innymi poprzez wzmacnianie takich elementów jak Rządowa Chmura Obliczeniowa, która ma być rozbudowywana. Zdaniem Krzysztofa Gawkowskiego to są elementy, które dzisiaj mogą dawać nam poczucie suwerenności technologicznej. Była wcześniej mowa o europejskich przewagach. Niestety, Europa – podobnie jak my – budzi się z wieloletniego letargu. Widać to szczególnie w przemyśle zbrojeniowym.
Jak budować suwerenność technologiczną, wiedząc, że istnieje ogromna luka technologiczna? Nie ma przecież europejskich gigantów w tej branży. A już na pewno na palcach jednej ręki można liczyć polskie firmy, które mogą w perspektywie nimi zostać. Zatem zdobywanie przewagi musi zostać rozłożone w czasie, bo zdajemy sobie sprawę, że przed nami wielkie problemy.
Europa musi nauczyć się mówić hasłami, których będzie się trzymała. Oznacza to, że czas skończyć z cyfrowym kolonializmem. Bo to łączy się z poczuciem, że nic nie możemy i nic się nie da w tej dziedzinie zmienić. Otóż da się zmienić, jeżeli sami uwierzymy, że coś zrobimy. Jak nie
spróbujemy, to na pewno się nie uda. To dotyczy m.in. cyberbezpieczeństwa, bo w tej sferze musimy sami podejmować suwerenne decyzje. Nie będziemy w stanie odpowiadać za swoje bezpieczeństwo, licząc tylko na wsparcie partnerów zagranicznych. Bo oni też mogą mieć swoje kłopoty.
Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo trwa wojna na Ukrainie, od niedawna jest też wojna na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony, jesteśmy w dobrej sytuacji, bo w Unii Europejskiej rośnie świadomość, że na bezpieczeństwo potrzebne są pieniądze. Chodzi o to, żeby je mądrze wykorzystywać. Nie tylko budować proste rozwiązania, na przykład sieci szkieletowe, które miałyby nam zapewnić suwerenność. Rzecz w tym, byśmy w sytuacjach trudnych umieli zarządzać bezpieczeństwem. Musimy wiedzieć, dokąd zmierzamy. Strategia cyfryzacji musi mieć określony kierunek. Bez tego państwo będzie się cofało. W takim przypadku cyfryzacja nie będzie napędzała rozwoju, tylko wskazywała problemy nie do rozwiązania. – Dlatego chciałbym, żebyśmy w rozmowach o suwerenności technologicznej nie zapominali o przyszłości – podkreślił Krzysztof Gawkowski. – Planowali perspektywę co najmniej pięciu, dziesięciu lat. Czyli pokazywali, co w ciągu najbliższych lat chcemy zmieniać. Chodzi między innymi o zmiany legislacyjne, które będą wpływały na rozwój państwa.
Klaster kosmiczny
Następnie zawarto porozumienie w sprawie utworzenia klastra kosmicznego. Podpisali je: doktor habilitowany Grzegorz Brona, prezes Creotech Instruments, dr Maciej Krzyżanowski, prezes CloudFerro, Robert Kroplewski, prezes Comstellation, Paweł Pisarczyk, prezes Phoenix Systems i Stefan Kamiński, prezes KIGEiT. Polska stoi dziś przed strategiczną decyzją dotyczącą budowy własnych, suwerennych systemów satelitarnych –kluczowych zarówno dla bezpieczeństwa państwa, jak i rozwoju gospodarki cyfrowej. Podczas debaty „Polskie systemy satelitarne – bezpieczeństwo i obronność kraju”, która odbyła się drugiego dnia konferencji FG TIME 2026 w Warszawie, przedstawiciele przemysłu, administracji publicznej i środowiska eksperckiego
podkreślali, że krajowe kompetencje technologiczne osiągnęły poziom pozwalający na realizację własnych systemów komunikacyjnych i obserwacyjnych. Warunkiem ich powstania są jednak szybkie decyzje inwestycyjne państwa oraz zbudowanie stabilnego ekosystemu współpracy między administracją a polskim przemysłem kosmicznym.
Powstanie klastra jest naturalną konsekwencją wieloletnich starań o rozwój branży, w których kluczową rolę odegrała Polska Agencja Kosmiczna. Sygnatariusze Porozumienia podkreślają, że to właśnie dzięki merytorycznemu wsparciu oraz aktywnej roli Agencji w budowaniu relacji z Europejską Agencją Kosmiczną polskie podmioty osiągnęły dojrzałość niezbędną do realizacji tak ambitnego projektu. Powstanie klastra nie byłoby możliwe bez wizji i determinacji PAK. Dlatego firmy składają podziękowania za dotychczasowe wsparcie, które pozwoliło zintegrować potencjał rodzimych przedsiębiorstw i wytyczyć realne ścieżki rozwoju narodowych systemów satelitarnych.
Bezpieczeństwo usług
– Od kilku lat dyskutujemy o infrastrukturze – podkreślił Przemysław Kuna, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. –Jeszcze niedawno koncentrowaliśmy się na jej rozwoju i parametrach technicznych. Dziś punkt ciężkości przesunął się w stronę usług. Kluczowe jest bezpieczeństwo obywateli oraz niezawodne przesyłanie danych. Oznacza ono ciągłość działania usług i zaufanie użytkowników. Poczucie bezpieczeństwa wynika z pewności dostępu do łączności i możliwości kontaktu z bliskimi oraz służbami w każdej sytuacji. Jego brak oznacza realne obniżenie tego bezpieczeństwa.
Niezawodność systemów wymaga współpracy całego sektora, w tym państwowych systemów łączności. UKE współpracuje ze wszystkimi służbami i uczestniczy w procesach związanych z projektowaniem systemów rządowych. Klienci oczekują, że usługi będą działały bez zakłóceń. Rolą UKE jest tworzenie stabilnych warunków funkcjonowania rynku oraz dbanie o jakość usług.
Jak podkreślił Przemysław Kuna, bezpieczeństwo obejmuje łączność, infrastrukturę i sektor finansowy. Telekomu-
nikacja należy do kluczowych obszarów gospodarki i musi pozostać nowoczesna oraz otwarta na współpracę. Przykładem takiej współpracy jest porozumienie operatorów dotyczące przejmowania obsługi klientów w sytuacjach kryzysowych. W obszarze inwestycji konieczna jest kontynuacja dotychczasowych działań. Polska infrastruktura jest wysoko oceniana przez europejskich regulatorów, co wynika z dobrej współpracy uczestników rynku. Na rynku istnieje silna, ale konstruktywna konkurencja. UKE wspiera również małych i średnich operatorów i dąży do utrzymania równowagi rynkowej, nie koncentrując się wyłącznie na sankcjach.
– Rozwój usług telekomunikacyjnych pozostaje fundamentem bezpieczeństwa i funkcjonowania państwa – zwrócił uwagę Przemysław Kuna. – UKE powinien być postrzegany jako partner rynku, współpracujący z rządem w obszarze legislacji i bezpieczeństwa oraz z operatorami, a jednocześnie jako instytucja dbająca o jakość usług i bezpieczeństwo obywateli.
Na własne życzenie
– Jak to się stało, że utraciliśmy suwerenność technologiczną? – spytał Piotr Mieczkowski, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. – Unia Europejska otworzyła swój rynek, podczas gdy Azja tego nie zrobiła. Na domiar złego duża część biznesu popełniła ogromny błąd. Założyła, że wynosząc produkcję do Azji, nie utracimy technologii. Kolejną sprawą jest bezzębne w pewien sposób prawo antymonopolowe. Ono po prostu nie działa. Widzimy to na przykładzie big tech. Są nakładane kolejne kary, poza tym procesy trwają 10 lat. Ale to jeszcze nie wszystko. Stworzyliśmy wręcz warunki prawne dla utraty suwerenności. Dofinansowaliśmy budowę sieci telekomunikacyjnych i tworzenie kompetencji cyfrowych, by zrobić cyfrową autostradę dla pozaeuropejskich aplikacji i stać się biorcami technologii. Grzechem biznesu jest również to, że nie koncentrujemy się na dłuższej perspektywie. Mówimy też o bezpłatnych produktach. Otóż nie ma bezpłatnych produktów, szanowni Państwo. Jeśli coś jest za darmo, to najczęściej my jesteśmy produktem. Nasze dane, dane przedsiębiorców, dane

konsumentów zostały wykorzystane do tworzenia sztucznej inteligencji.
Problem polega na tym, że za wizją transformacji naszej gospodarki nie idzie polityka przemysłowa. Na przykład w Niemczech czy Francji większość producentów fotowoltaiki upadła w związku z dofinansowaniem tej branży w Azji. Kolejna sprawa to fuzja technologii militarnych i cywilnych. Teraz to się powoli zmienia, ale na razie ten, kto nie ma dronów i łączności satelitarnej, będzie na łasce pozaeuropejskich dostawców.
Innym grzechem jest triumf pozaeuropejskiego lobbingu nad merytorycznym dialogiem z izbami gospodarczymi. Niestety, w przeciwieństwie do wielu innych europejskich krajów, w Polsce nie mamy powszechnego samorządu gospodarczego. W konsekwencji powstają kolejne stowarzyszenia i fundacje mające wpływać na polityków i na opinię publiczną, a nie korzystamy z wiedzy zgromadzonej w izbach.
Zdaniem Piotra Mieczkowskiego, sami Europejczycy sfinansowali sobie utratę suwerenności. Mamy w Unii Europejskiej nadwyżki kapitałowe, natomiast nie mamy jednego rynku kapitałowego. W efekcie nadwyżki kapitałowe wysyłamy do Stanów Zjednoczonych i subsydiujemy różnego rodzaju platformy i usługi, oferując je oficjalnie za darmo, wypierając przy tym europejskie rozwiązania.
– Skoro utraciliśmy suwerenność, bo byliśmy głupi i naiwni, policzmy, ile nas to kosztuje –konstatuje Piotr Mieczkowski. – Firmy oferujące suwerenne produkty mają rentowność rzędu 25-35 procent, a największe spółki technologiczne – nawet 70 proc. W Europie jesteśmy wyciskani jak cytryna, schodząc do poziomu około 10 proc.
Nie bez znaczenia są też asymetryczne regulacje. Małe i średnie przedsiębiorstwa borykają się z kolejnymi regulacjami, podczas gdy największe platformy radzą sobie z tym, zatrudniając armie prawników. Zagraniczne platformy są często subsydiowane w swoich krajach, co powoduje, że MŚP stają wobec nieuczciwej konkurencji. Poza tym, zamówienia publiczne w Chinach, Korei Południowej, Japonii czy Stanach Zjednoczonych służą do skalowania krajowych produktów. Tylko Europa jest takim naiwnym kontynentem, który nie wykorzystuje zamówień publicznych. Tymczasem np. Stany Zjednoczone wymagają, aby za rok czy dwa 85 proc. komponentów było wytwarzanych lokalnie. W Azji jest podobnie. Dlatego my także musimy uruchomić zamówienia publiczne w taki sposób, by stały się dźwignią dla rodzimego, ale również europejskiego przemysłu – przekonywał Piotr Mieczkowski. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

XVIII FORUM GOSPODARCZE TIME
ODPORNOŚĆ EUROPY
Świat się zmienia, odchodząc od idei globalistycznych. Według przedstawicieli rządu, zależy nam na tym, by łańcuch wartości pozostawał jak najbardziej w Polsce. Ale rzeczywistość nie jest tak różowa. Państwo polskie nie stosuje się do tej zasady tak, jak powinno.
Suwerenność technologiczna jest dziś wielkim wyzwaniem – otworzył dyskusję panelową „Cyberbezpieczeństwo i suwerenność cyfrowa: jak budować odporność Europy w erze AI” Krzysztof Silicki, dyrektor ds. strategicznego rozwoju cyberbezpieczeństwa w NASK. – Zwłaszcza w kontekście cyberbezpieczeństwa. Po pierwsze, możemy różnie rozumieć pojęcie suwerenności w kontekście technologicznym. Jak wynika z raportu unijnego ciała Interinstitutional Cybersecurity Board, nie ma precyzyjnej definicji suwerenności, co między innymi przeszkadza w procesach zakupowych ICT. Natomiast rzeczywistość jest taka, że na przykład we wszystkich instytucjach unijnych na 20 dostawców oprogramowania, jeden jest z Europy, 16 ze
Stanów Zjednoczonych, a 3 z tak zwanych krajów trzecich.
Jak zatem Panowie rozumieją cyfrową suwerenność w kontekście cyberbezpieczeństwa? Czy to jest tak, że mówimy o niej tylko w naszym kraju? Czy ona oznacza pewien rodzaj separacji? Czy raczej w szerszym kontekście myślimy o suwerenności technologicznej także w Unii Europejskiej i chodzi o współpracę, właśnie na poziomie UE?
– Nasz świat z otwartego staje się coraz bardziej podzielony na swego rodzaju wyspy – stwierdził Michał Baranowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii. – Opracowujemy na nich nowe warunki „domknięcia”, stawiamy na ochronę naszych rynków. To
widać we wszystkich dziedzinach, między innymi również w kontekście suwerenności technologicznej, w tym także w cyberbezpieczeństwie. Skupmy się na wymiarze gospodarczym. W naszym resorcie uważamy, że suwerenność oznacza przejście z pozycji zależnej do podmiotowej. To jest oczywiście bardzo trudne, ponieważ musimy to zrobić szybko, bo nasz świat coraz bardziej się łamie i rozpada. Jest kilka zjawisk, które dzieją się na poziomie europejskim. My musimy za nimi nadążać. Z jednej strony jest to mocny nacisk na suwerenność naszego kraju, ale równocześnie występują koła współpracujące. Dla nas najważniejszy jest element polski, ale nie możemy zapominać o europejskim. Musimy zachowywać równowagę, chociaż
coraz częściej pojawiają się pytania, jak to osiągnąć. Przede wszystkim, jak współpracować z państwami podobnie myślącymi. Niesłychanie ważna jest polityka zakupowa. Chodzi o to, by kupujący – szczególnie rząd – skupiał się na firmach polskich, na tym, by łańcuch wartości pozostawał jak najbardziej w Polsce. Na poziomie unijnym Komisja Europejska proponuje Industrial Accelerator Act (Ustawę o przyspieszeniu przemysłu). Na razie toczy się debata na ten temat. Między innymi ma być zdefiniowane pojęcie Made in Europe. Według Michała Baranowskiego, to również jest związane z suwerennością gospodarczą, w tym technologiczną.
– W końcu 2024 roku po raz pierwszy zorganizowaliśmy konferencję na temat suwerenności technologicznej – przypomniał Bartłomiej Pejo, przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. –Moim zdaniem taki jest wymóg czasu. Musimy o niej nie tylko mówić jak najwięcej, ale też wdrażać ją praktycznie w życiu. W moim przekonaniu to się, niestety, nie dzieje. Państwo polskie nie stosuje się do tej zasady tak, jak powinno.
Poseł zgodził się, że kwestie zakupowe są niezwykle istotne. Jednostki administracji publicznej powinny nastawić się na zakupy w polskich przedsiębiorstwach, o ile mają one odpowiednią ofertę. A przecież faktycznie mają coraz większe możliwości. Niestety, często dzieje się tak, że te rodzime produkty i usługi nie są w odpowiedni sposób wykorzystywane w procesach zamówień publicznych. Według Bartłomieja Pejo, suwerenność cyfrowa jest już obecnie równoznaczna z doktryną bezpieczeństwa narodowego. Ale bez odpowiednich kompetencji i świadomości społecznej pozostanie jedynie górnolotnym hasłem, a nie praktyką. Polska przeznacza na cyberbezpieczeństwo równowartość miliarda euro. Natomiast tylko 44 procent obywateli ma podstawowe kompetencje cyfrowe. Jak mamy funkcjonować na takim poziomie? W tej dziedzinie trzeba zaangażować jednostki samorządu terytorialnego, w tym gminnego, a nawet jeszcze niżej: koła sołeckie i tak dalej. Bo zagrożenia w sieci czekają na nas wszystkich. Niestety, zachodzi obawa, że nawet Krajowy System Cyberbezpieczeństwa nie będzie odpowiednio wdrażany, bo jednostki samorządowe nie mają na to pieniędzy. Uchwaliliśmy
ustawę, która może się podobać albo nie. Ale nawet jeżeli zgodzilibyśmy się, że jest dobra, to będziemy mieli problem z jej wdrażaniem – zarówno w samorządach, jak i w przedsiębiorstwach.
Dlatego wszyscy powinniśmy zaczynać sami od siebie. Chodzi między innymi o rządzących. Jak oni rozumieją suwerenność? Zdaniem Bartłomieja Pejo, 70 proc. parlamentarzystów może nie znać tego pojęcia. Dlatego z pewnością warto zorganizować nową edycję wspomnianej konferencji. Zwłaszcza że poprzednia nie cieszyła się dużym zainteresowaniem ze strony posłów, mimo iż była do nich kierowana. I to trzeba po prostu zmienić. Na szczęście jest dużo lepiej wśród przedstawicieli biznesu i świata nauki. – Od pięciu lat rozwijamy kryptografię postkwantową – powiedział Sven Zagała, prezes firmy ResQuant. – Jesteśmy blisko produkcji naszych własnych chipów szyfrujących. Ten kawałek krzemu, to ziarnko piasku to jest kamień węgielny bezpieczeństwa wszystkich urządzeń IoT. Od ubiegłego roku oferujemy różne rozwiązania dla wojska w ramach programu NATO DIANA. Nasze rozwiązanie dla infrastruktury krytycznej zostało zaprezentowane w kwaterze głównej NATO w Virginii. Rozmawiamy z firmami dostarczającymi wojsku. Chcielibyśmy współpracować z przedsiębiorstwami energetycznymi. Dzisiaj jesteśmy w Dolinie Śmierci. Czyli w takim momencie, kiedy już mamy opracowane rozwiązania, ale musimy je certyfikować, wejść do klientów i zrobić z nimi proof of concept (potwierdzenie słuszności założenia), a potem pierwsze wdrożenia, a więc zdobyć również pierwsze finansowanie. Dla nas ta suwerenność, którą teraz budujemy, jest słodko-gorzka. Dwa tygodnie temu Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości odrzuciła nasz wniosek jako mało innowacyjny. Po raz drugi, bo rok temu było podobnie. Tymczasem mamy świadomość, że w ciągu najbliższych trzech-pięciu lat nastąpi olbrzymia zmiana, jeżeli chodzi o cyberbezpieczeństwo. Do 2030 roku mamy czas na przejście na kryptografię postkwantową, chociażby ze względu na SWIFT. Wtedy przejdą na tę technologię wszystkie banki, a więc wszyscy będziemy musieli postąpić tak samo. Dla nas suwerenność to własne, bezpieczne chipy szyfrujące, zapewniające identyfikację urządzeń, szyfrowanie danych i bezpieczną komunikację. Cyberbezpieczeństwo w epoce
komputerów kwantowych to jeden z naszych głównych problemów.
– Suwerenność technologiczna w dobie rozwijającej się sztucznej inteligencji ściśle wiąże się z naszą jednostką – stwierdził pułkownik Piotr Turek, szef Centrum Implementacji Sztucznej Inteligencji w Dowództwie Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. – Nasze Centrum to jest hub technologiczny łączący wojsko, naukę i przemysł. Jeśli sięgniemy dalej i spojrzymy na strategię rozwoju sztucznej inteligencji do 2039 roku, którą opracowało Ministerstwo Obrony Narodowej, zobaczymy tam nie tylko połączenie z polskim przemysłem i nauką, ale również współpracę międzynarodową. Myślę, że musimy rozgraniczyć dwa istotne aspekty: suwerenność technologiczną i izolację. I tak naprawdę to, co się dzieje dzisiaj na świecie, możemy rozpatrywać w kontekście trzech głównych filarów. Mówiąc o sztucznej inteligencji, trzeba brać pod uwagę dane, algorytmy i moce obliczeniowe. Nasze polskie suwerenne mogą być przede wszystkim dane. Jeśli chodzi o algorytmy, też jest całkiem nieźle, dlatego, że mamy świetnych specjalistów. Kilka lat temu krążyła anegdota, że zespół pracujący nad ChatGPT w pewnym momencie „przełączył” się na język polski. Było wielu inżynierów z Polski, a więc by ułatwić sobie komunikację, przestali mówić po angielsku. Mamy więc ogromny potencjał, tyle że skupiony na Zachodzie.
– Jako przedstawiciele polskich sił zbrojnych jesteśmy realistami i chcemy sami wdrażać sztuczną inteligencję – powiedział Piotr Turek. – Ale dobrze wiemy, że nie zrobimy tego w pojedynkę. Nie tylko w siłach zbrojnych. Musimy połączyć siły i zrobić to wspólnie z polskim przemysłem i nauką. Można to zrobić na wiele sposobów. Na przykład instalować moce obliczeniowe on-premise, uruchamiać je lokalnie. I w dużej mierze tak się dzieje. Bo nie trzeba być wielkim wojskowym strategiem, by zdawać sobie sprawę, co będzie, jeśli przeciwnik w pierwszych godzinach konfliktu zniszczy wszystkie centra danych. Dlatego należy myśleć o bezpiecznych obszarach, gdzie moglibyśmy migrować nasze systemy w przypadku, gdyby przeciwnik z jakichś powodów zneutralizował większość naszych centrów danych. – Nie można zapominać o internecie rzeczy – podkreślił Piotr Turek. – Gdyby wzbogacić nasze wszystkie nowo pozy-
skiwane platformy dla sił zbrojnych urządzeniami, które byłyby wyposażone w tak zwaną czarną skrzynkę i elementy sztucznej inteligencji były totalnie autonomiczne, można byłoby mówić o całkowitej autonomii technologicznej, ponieważ dowództwo KWOC do ostatniej walczącej platformy będzie w stanie rozszerzać zdolności dowódców na polu walki.
Jednak nie należy mylić autonomii technologicznej z izolacją. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy w stanie samodzielnie wyprodukować wszystkiego. Dlatego powinniśmy koncentrować się na rozwijaniu własnego potencjału w oparciu o te możliwości. Dobrym przykładem jest technologia Open Source (Dual boot).
Większość zaawansowanych technologii powstaje obecnie na rynku cywilnym. Ale trzeba starać się pozyskiwać ten potencjał dla sił zbrojnych, na przykład w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. W roku 2016 cyberbezpieczeństwo w siłach zbrojnych zostało uznane za pełnoprawną domenę działań operacyjnych, zaś w ramach toczącej się wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą polska cyberprzestrzeń stała się celem ataków grup cyberprzestępców ze Wschodu. Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę liczba ataków na polską cyberprzestrzeń zwiększyła się pięciokrotnie. Jesteśmy teraz jednym z najbardziej atakowanych krajów na świecie. Karol Molenda, dowódca Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni zwykł mówić, że w cyberprzestrzeni nie ma okresu pokoju i wojny. Nasze grupy w trybie 24 na 7 monitorują zagrożenia, które w głównej mierze pochodzą ze strony wschodniej. Przeciwnicy korzystają z powszechnie dostępnych, łatwych do pozyskania technologii. Mogą przy tym osiągać efekt skali. Walka z tym zjawiskiem jest bardzo trudna, ponieważ ataki pochodzą z wielu kierunków, z różnych źródeł. Naturalnie nasze siły zbrojne również wykorzystują sztuczną inteligencję w cyberprzestrzeni. W zeszłym roku podjęły współpracę z polską nauką. Wspólnie z Instytutem Badawczym IDEAS zrealizowano pięć projektów bazujących na sztucznej inteligencji, które wzmacniają potencjał SZ w obszarach cyberbezpieczeństwa oraz budowaniu świadomości sytuacyjnych. Tworzone są również nowe platformy bojowe, systemy zarządzania polem walki, w których wykorzystuje się sztuczną inteligencję do tego, żeby połączyć obraz
sytuacyjny pochodzący z platform bojowych, żeby sztuczna inteligencja analizowała położenie przeciwnika, położenie wojsk własnych, żeby analizowała sensory i efektory z platform bojowych. Chodzi o to, by efektywnie skrócić czas podejmowania decyzji, bo na współczesnym polu walki ten, kto szybciej podejmie decyzję w oparciu o wieloczynnikowy obraz sytuacji, odnosi ogromne korzyści.
– Nasza grupa specjalizuje się przede wszystkim w projektowaniu i produkcji systemów dowodzenia i łączności, zarządzania polem walki i systemów bezzałogowych – podjął ten wątek Jarosław Czajka, dyrektor Programów Bezzałogowych GRUPY WB. – To bardzo ważne w kontekście suwerenności technologicznej w zakresie sprzętu dostarczanego siłom zbrojnym. Nie tylko naszym, ale również w krajach sojuszniczych, bo obecnie około połowa naszych przychodów grupy pochodzi z eksportu. Suwerenność technologiczną i cyberbezpieczeństwo definiujemy już na etapie projektowania wszelkich systemów. Staramy się, aby wszystkie elementy łańcucha dostaw (w szczególności kluczowe technologie takie jak: łączność, linki radiowe, sztuczna inteligencja) były projektowane i wytwarzane w kraju. Jest to o tyle istotne, ponieważ obszary te są szczególnie podatne na ataki hakerskie. Każdy użytkownik wojskowy chce zatem pozyskiwać sprzęt bezpieczny, dobrze zabezpieczony przed takimi zagrożeniami. Dlatego już na etapie projektowania staramy się zabezpieczyć ten sprzęt od strony technicznej. Ponadto jest on produkowany w naszym kraju.
W GRUPIE WB pracuje obecnie ponad 1500 inżynierów, którzy zajmują się badaniami i rozwojem, czyli projektowaniem i doskonaleniem tego sprzętu. Jeśli chodzi o systemy bezzałogowe, czyli jedną z podstawowych działalności grupy, nie są to tylko platformy latające. To kompletne systemy obejmujące samoloty rozpoznawcze, wykorzystujące różnorodne sensory wizyjne, nawigacyjne czy radarowe, np. SAR (radary z syntetyczną aperturą), amunicję krążącą oraz segment naziemny. Ten ostatni również jest ważny, ponieważ wszystkie dane, które są zbierane przez bezzałogowe systemy powietrzne, są częściowo przetwarzane już na poziomie platform powietrznych. Wykorzystywana jest tam sztuczna inteligencja do analizy, filtrowania i klasyfikacji danych oraz wy-
odrębniania informacji, które interesują operatora systemu, a następnie dane są przekazywane do systemów naziemnych. Należą do nich przede wszystkim wozy dowodzenia i stacje analizy danych, które również wykorzystują zaawansowane algorytmy analityczne i AI.
Zbierane informacje muszą być w bezpieczny sposób dystrybuowane do systemów dowodzenia, zgodnie z obowiązującymi wymaganiami i klauzulami bezpieczeństwa. Równie istotne są łańcuchy dostaw, które szczególnie w ostatnim czasie stały się bardzo wrażliwe ze względu na dynamicznie zmieniającą się sytuację międzynarodową. Właśnie dlatego GRUPA WB od wielu lat zwraca uwagę, aby wszystkie kluczowe komponenty były projektowane i produkowane w naszym kraju. – Większość z Państwa podkreśla, że suwerenność to nie izolowanie się, tylko raczej współpraca z tymi, którzy myślą podobnie – stwierdził Krzysztof Silicki. –Mówił o tym między innymi pan minister. Pójdźmy dalej: czy w obecnej sytuacji Pan minister obserwuje ewolucję pojęcia krajów like-minded, demokratycznych państw myślących podobnie? Czy to jest problem, poważne wyzwanie? Jak Państwo to widzą? – To jest raczej pytanie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych – odparł Michał Baranowski. – Tak jak mówiłem, ważna jest współpraca na poziomie narodowym, ale też europejskim. Nasz potencjał technologiczny, chyba wszyscy się zgadzamy, jest w tym momencie niewystarczający, żeby zamknąć się na poziomie narodowym, tak jak robią to coraz bardziej Stany Zjednoczone i w dużym stopniu Chiny. Natomiast pojęcie like-minded ewoluuje w tym momencie, ponieważ wiele państw znalazło się w strukturach NATO. I obserwujemy ciekawe zjawisko. Na przykład Kanada jest partnerem europejskiego programu SAFE, w którym nie ma Stanów Zjednoczonych. Sytuacja ciągle się zmienia. Podstawą jest dla nas członkostwo w Unii Europejskiej. A to grupa krajów, w których uzyskanie suwerenności technologicznej jest bardzo trudne. – Pan poseł powiedział, że chce wpływać na świadomość parlamentarzystów – przypomniał Krzysztof Silicki. – W Sejmie organizowane są konferencje na ten temat. Na ile takie tematy jak cyberbezpieczeństwo czy suwerenność technologiczna powinny być tematami ponad podziałami? Traktowane jako elementy bezpieczeństwa narodowego.

– Niektórzy uczestnicy tego Forum biorą udział w posiedzeniach sejmowej komisji cyfryzacji – wyjaśnił Bartłomiej Pejo. – Moim zdaniem jej prace są właśnie dowodem na to, że w większości kwestii możemy współpracować ponad podziałami i opracowywać wspólne rozwiązania. Naturalnie również w sprawie cyberbezpieczeństwa. Ostatnio spieraliśmy się na przykład, w jakiej wersji powinniśmy implementować prawo unijne. Jak mają być definiowani dostawcy wysokiego ryzyka i tak dalej. Takie dyskusje były i trudno się dziwić. Natomiast nikt nie ma wątpliwości, że trzeba działać na rzecz poprawy poziomu cyberbezpieczeństwa, czy szerzej – bezpieczeństwa państwa. Ze względu na sytuację geopolityczną powinniśmy być liderem w tej dziedzinie. Jesteśmy jednym z najbardziej atakowanych państw i skutecznie się bronimy. Na podstawie tych doświadczeń powinniśmy być liderem w Unii Europejskiej. Jeżeli chodzi o suwerenność cyfrową, jestem zwolennikiem suwerenności narodowej. Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie możemy się izolować. Musimy korzystać z rozwiązań, których nie posiadamy, ale przede wszystkim z takich, które posiadamy, a niestety tego nie robimy w zadowalającej skali.
– Mówił pan prezes o produkcji układów scalonych i o tym, że niezbędna jest współpraca – podkreślił Krzysztof Silicki. – Stwierdzamy, że jest to bardzo trudne, szczególnie w naszym kraju, gdzie przed laty zlikwidowaliśmy tę branżę, a teraz chcielibyśmy być suwerenni. Czy nasz kraj, czy szerzej, nawet Unia Europejska, jest w stanie osiągnąć określony poziom suwerenności technologicznej w produkcji chipów poprzez współpracę wewnątrz UE? – W Polsce nie mamy na razie podstaw, żeby produkować chipy. Ale są takie zakłady w innych krajach UE. My korzystamy z fabryki w Dreźnie i bardzo się staramy, żeby w naszych projektach nie było amerykańskiego wkładu. Nie chcę, żeby Amerykanie mogli na przykład powiedzieć, że te chipy nie mogą być używane w Polsce. Po drugie, jest to świetna technologia dla IoT, samochodów, a także dla wojska i infrastruktury krytycznej. Czyli możemy w Europie stworzyć suwerenne systemy. Ale nie możemy stworzyć chipów AI na poziomie takim jak NVIDIA. Co jednak ważne, mamy możliwość ich certyfikacji na miejscu. Miałem przyjemność rozmawiać z panią Anną Streżyńską, dyrektor Instytutu Łączności. Dlatego wiemy, że cały ten ekosystem jest naprawdę bezpieczny – podsumował Sven Zagała. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl

XVIII FORUM GOSPODARCZE TIME
SUWERENNOŚĆ TO NIE AUTARKIA
Oprócz Stanów Zjednoczonych i Chin w zasadzie nie ma dzisiaj krajów w pełni suwerennych cyfrowo. Co to pojęcie oznacza dla nas, Polaków?
Mamy mówić o suwerenności cyfrowej – rozpoczął dyskusję panelową „Gospodarka, suwerenność, bezpieczeństwo – znaczenie sektora telekomunikacyjnego w czasie polikryzysów” Ireneusz Piecuch, starszy partner w kancelarii prawnej DGTL Kibil Piecuch i Wspólnicy. – To takie modne ostatnio określenie. Zrobiłem małą kwerendę, żeby sprawdzić, co się za nim kryje. Otóż Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej mówi, że musimy mieć możliwość dokonywania własnych wyborów w oparciu o nasze własne wartości i korzystanie z zasobów na naszych własnych zasadach. Dużo tych „własnych” i chciałbym, żebyśmy porozmawiali między innymi, czy chodzi o nasze własne lokalne,
czy unijne. Emmanuel Macron, prezydent Francji poszedł trochę dalej i twierdzi, że walka o suwerenność cyfrową jest walką o wolność. W dzisiejszych czasach brzmi to ciekawie, a więc zacznijmy od spraw podstawowych. Czym dla Ministerstwa Cyfryzacji jest suwerenność cyfrowa? Jakie są jej najważniejsze wyznaczniki?
– Najogólniej rzecz biorąc, wszystko to, co zostało wskazane w ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – odpowiedział Michał Gramatyka, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. – Jeżeli korzystamy z jakiejkolwiek technologii do tworzenia usług publicznych, musimy mieć pełną kontrolę nad tą technologią i nad tymi usługami. Nie może zaistnieć taka sytuacja, że rozpowszechniane przez
nas usługi związane z funkcjonowaniem państwa są nieodporne czy uzależnione od dostawców technologii, czyli mogą być wykorzystane niezgodnie z naszymi intencjami. Suwerenność technologiczna została bardzo zaakcentowana w opublikowanym właśnie raporcie „Rynek telekomunikacyjny w Polsce” firmy Arthur D. Little. Jedna z tez wskazuje na zrównanie operatorów (czy uwarunkowań gospodarczych, w jakich funkcjonują operatorzy) z uwarunkowaniami dotyczącymi wielkich firm technologicznych, tak zwanych Big Techów. W pełni podzielam taki sposób myślenia. Dla mnie jest on między innymi elementem suwerenności technologicznej.
Generalnie chodzi o to, żeby państwo miało pełną kontrolę na każdą technologią,
którą oddaje w ręce ludzi. Począwszy od tych technologii, które służą bezpieczeństwu państwa, a skończywszy na tych, które są technologiami dla indywidualnych użytkowników.
– To jest ciekawe podejście, pełne wyzwań – odparł Ireneusz Piecuch. – Mówimy przecież o możliwości sięgania do naszych danych poza naszymi plecami.
– Moim zdaniem trzeba powiedzieć wprost, że suwerenność cyfrowa nie oznacza autarkii – wyjaśniła Wanda Buk, społeczny doradca prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. – Mam wrażenie, że podejście, o którym powiedziałeś, było utopijne. I też niekonsekwentne w kontekście tego, co dzieje się w ostatnim czasie. Z jednej strony, mówimy, że powinniśmy mieć pełną władzę nad technologią w sferze publicznej. A z drugiej, ostatnie dwa lata są wyjątkowo trudne, jeżeli chodzi o suwerenność cyfrową, bo dwa przedsiębiorstwa, które mają dostęp do najbardziej wrażliwych danych (Asseco i Comarch), zostały sprzedane zagranicznym inwestorom. W tym samym czasie, kiedy rząd stwierdził, że podmiotem o istotnym znaczeniu z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa jest TVN, nie zauważył, że takimi firmami są Asseco i Comarch. A przecież wszyscy wiemy, że odgrywają one fundamentalną rolę w naszej gospodarce cyfrowej. Dlatego uważam, że brakuje konsekwencji, bo z jednej strony to są takie trochę sny o potędze, a z drugiej – hasło suwerenności cyfrowej nam się rozjeżdża.
Choć, prawdę powiedziawszy, w zasadzie nie ma dzisiaj krajów w pełni suwerennych cyfrowo. Chodzi przede wszystkim o wspieranie krajowych dostawców, tworzenie technologii, rozwiązań, produktów, które mogą odgrywać pewną rolę w bliższej i dalszej przyszłości. Naturalnie większość tych produktów tworzy się w ramach sztucznej inteligencji, która przychodzi do nas z zagranicy. Podobnie jest zresztą w innych państwach.
Jednak powinniśmy podejmować wysiłki, żeby jak najszybciej takie produkty powstawały w naszym kraju. Żeby jak najbardziej deregulować środowisko biznesowe, w którym one mogłyby powstawać, by nasze rodzime przedsiębiorstwa zaczęły odgrywać odpowiednią rolę nie tylko w naszym kraju. I później nie oddawać ich w ręce zagraniczne, tylko rozbudowywać je na krajowym rynku.
– Często biorę udział w dyskusjach na temat konkretnych aktów prawnych, ale też bardziej ogólnych zasad, jakimi powinniśmy się kierować przy podejmowaniu działalności legislacyjnej – dodał Ireneusz Piecuch. – Czym dla Sejmu, dla komisji cyfryzacji, jest suwerenność cyfrowa? – W tej kwestii nie mamy wspólnego zdania jako cała komisja, choć staramy się dogadywać merytorycznie, ponad podziałami politycznymi – wyjaśnił Bartłomiej Pejo, przewodniczący sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. – Co do definicji suwerenności cyfrowej raczej zgadzamy się z rządem, natomiast co do realizacji celów – niekoniecznie patrzymy na to podobnie. I zgadzam się z przedmówczynią. Faktycznie w ciągu ostatnich dwóch lat cel suwerenności cyfrowej nie jest realizowany tak, jak byśmy to widzieli. Brakuje realnego, nawet nie wsparcia, tylko po prostu deregulowania rynku, przede wszystkim w branży telco. Głos małych i średnich przedsiębiorców jest więc jednoznaczny. Mamy przeregulowany rynek, niepozwalający na funkcjonowanie polskich podmiotów we właściwy sposób. A jeśli te polskie podmioty nie są w stanie odnaleźć się na rynku, to jak możemy mówić o realnej suwerenności cyfrowej? Dlatego stawiajmy realnie na nasze polskie firmy, moim zdaniem dla nas strategiczne, również pod względem tak modnego ostatnio i słusznego podejścia w sferze cyberbezpieczeństwa. – Musimy zmienić podejście do nich –dowodził Bartłomiej Pejo. – Bo przecież definicję mamy w zasadzie taką samą. Suwerenność cyfrowa to dbałość o naszą technologię, o dane, o pełną kontrolę. Jeżeli nie będzie tej pełnej kontroli, nie będzie rozproszenia usług w branży telco, jeżeli te firmy nie przetrwają czasów najcięższych, sytuacja rysuje się w ciemnych barwach. A w tej chwili, w efekcie wielu rozmów z przedsiębiorcami, poseł odnosi wrażenie, że jest ona bardzo trudna.
Winę ponoszą częściowo regulacje Unii Europejskiej, które dobijają polskich przedsiębiorców. Dochodzą do tego dodatkowe przepisy polskie, na przykład w uchwalonym niedawno Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Organizacje branżowe obecne na tym Forum Gospodarczym wielokrotnie apelowały do władz o to, żeby nie iść w tę stronę. Niestety, rząd nie słucha głosu branży. Powinniśmy postawić na
polskie przedsiębiorstwa – powtórzył Bartłomiej Pejo. – A nawet otoczyć je ochroną, definiując jako podmioty strategiczne w zakresie cyberbezpieczeństwa. Jak zatem widzi sytuację branża telekomunikacyjna? Jak wygląda kwestia suwerenności cyfrowej z punktu widzenia przedsiębiorcy, który musi te wszystkie uwarunkowania uwzględniać w codziennej pracy? Czym jest suwerenność cyfrowa z punktu widzenia prezesa polskiej firmy telekomunikacyjnej?
– My zapewniamy i realizujemy tę suwerenność, ale w zasadzie to nasi klienci decydują, co jest dla nich najistotniejsze – odpowiedział Andrzej Abramczuk, przewodniczący Rady Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji, prezes Netii. – Innymi słowy: państwo to my, a nie administracja to państwo. I jeżeli patrzymy z tej perspektywy, to rynek operatorów (nie tylko cztery największe grupy kapitałowe) jest co najmniej dwa razy większy. I jesteśmy przyzwyczajeni do sytuacji, w której dostajemy kolejne obowiązki regulacyjne, natomiast nie otrzymujemy żadnego wsparcia. Staramy się przy tym o zapewnienie maksymalnego poziomu bezpieczeństwa i suwerenności. Doszło więc do dziwnej sytuacji, bo te obowiązki kumulują się od wielu lat. Są nakładane z dużą swobodą. Spójrzmy na niedawno uchwaloną ustawę o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. – Ocena skutków regulacji (czyli ile de facto będzie kosztowało wdrożenie tej ustawy) dotyczy niemal wyłącznie sektora administracji – podkreślił Andrzej Abramczuk. – Ktoś, kto opracowywał przepisy nie policzył, ile to będzie kosztowało operatorów. Nie pokusił się o analizę, skąd przedsiębiorcy mają znaleźć środki na sfinansowanie wdrożenia. Zwłaszcza przy skali ARPU (Average Revenue Per User – średni przychód na użytkownika – dop. MTS), który mamy obecnie na polskim rynku –w wysokości 10-12 euro. Sytuuje to nas na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Mimo wszystko operatorzy starają się zapewnić suwerenność. Ale potrzebują jasnych i przewidywalnych wytycznych. Nie może być tak, że co cztery lata zmienia nam się koncepcja – nieważne, czy ją nazwiemy narodową strategią, czy jakkolwiek inaczej. Przedsiębiorcy muszą mieć długoterminową perspektywę, do której mogliby się przygotować. Bez tego trudno sprostać
wymaganiom państwa w zakresie cyberbezpieczeństwa i suwerenności. Natomiast nie ma wątpliwości, że operatorzy mają swoje rozwiązania, tylko one nie mogą się przebić do masowej świadomości. A zamówienia publiczne powinny być nastawione na takie właśnie rodzime rozwiązania, które mogą być motorem napędowym branży i całej gospodarki w najbliższej przyszłości. Przy wszystkich tych zastrzeżeniach, branża ma się dobrze. Okrzepła już i z pewnością sprosta wszelkim wyzwaniom. – Piotrze, przez lata opracowywałeś rekomendacje dla jednego z operatorów – przypomniał Ireneusz Piecuch. – Teraz doradzasz regulatorowi. Jak nowy prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej zapatruje się na kwestie suwerenności cyfrowej? UKE jest regulatorem, a więc dba o to, żeby realizowane były postulaty legislacyjne. Prezes UKE ma istotny wpływ na to, w jaki sposób funkcjonuje rynek. Jak widzicie suwerenność, w jaki sposób UKE może pomóc rynkowi w działaniu na rzecz zapewnienia maksymalnego poziomu suwerenności cyfrowej?
– Odniosę się do tych pytań nie wprost – odparł Piotr Kuriata, doradca prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Wczoraj pan pułkownik Piotr Turek stwierdził, że bardzo często mylimy niezależność z izolacjonizmem. Dzisiejszy świat, który ukształtował się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, zwłaszcza jeżeli chodzi o przenoszenie produkcji do Azji, spowodował, że znaleźliśmy się w sytuacji, w której nie da się być niezależnym w taki sposób, że się izolujemy od reszty świata. To jest specjalizacja w produkcji czy innego rodzaju współzależności. I Europa, niestety często kierując się chęcią zysku, przekazała znaczną część swych kompetencji poza kontynent. Czyli mierzymy się de facto z owocami naszych własnych działań, które podejmowaliśmy w ciągu ostatnich lat. Musimy zatem tę naszą niezależność, suwerenność odpowiednio wyważyć w pewnym momencie, znaleźć te elementy, które rzeczywiście jesteśmy w stanie kontrolować. Tym elementem jest paliwo nowoczesnej gospodarki, czyli dane. – To jesteśmy w stanie kontrolować, rzeczywiście tym zarządzać – zwrócił uwagę Piotr Kuriata. I zgodził się z Andrzejem Abramczukiem, że dla rynku telekomunikacyjnego najistotniejszą kwestią jest przewidywalność. Operatorzy dostosują
się do tego, co zostanie im nakazane, co pokazuje choćby przykład wieloletnich prac nad ustawą o KSC. Dokument spowodował, że przedsiębiorcy w zasadzie dobrowolnie zaczęli ograniczać ilość sprzętu, który był kupowany w Chinach na rzecz dostawców europejskich, antycypując to, że takie regulacje zostaną wprowadzone.
Zdaniem Piotra Kuriaty, UKE jest urzędem powołanym do pilnowania pewnego porządku. Ale może to robić w sposób bezrefleksyjny i nieprzemyślany albo służyć rozwojowi sektora i kraju. Piotr Kuriata został zaproszony przez prezesa Przemysława Kunę do pracy nad strategią i chcą razem zmienić ten urząd w nowoczesną instytucję zajmującą się rozwiązywaniem problemów dla dobra obywateli. Nie powinno się tego robić w sposób lekkomyślny. Trzeba współpracować z rynkiem, bo ten tworzy wartość dla klientów, a oni chcą korzystać z tanich usług. Dlatego operatorzy muszą inwestować i konkurować między sobą. W ten sposób budują suwerenność cyfrową w Polsce.
– Rozróżniłbym też dwie rzeczy – podkreślił Piotr Kuriata. – Suwerenność to nie to samo, co cyberbezpieczeństwo. Można być supercyberbezpiecznym, ale wcale nie suwerennym. Dzisiaj najlepszy sprzęt jest produkowany przez firmy amerykańskie, nie nasze.
– Aniu, masz bardzo bogate doświadczenie w branży, zdobyte na wielu odpowiedzialnych stanowiskach – przypomniał Ireneusz Piecuch. – Co sądzisz o suwerenności cyfrowej? Czym ona powinna być dla nas? – Może zacznę od wprowadzenia pewnego porządku pojęciowego – odpowiedziała Anna Streżyńska, dyrektor Instytutu Łączności. – Państwo musi mieć autonomię strategiczną podejmowania decyzji. Piętro niżej jest suwerenność technologiczna. Przy czym chodzi o różne technologie, nie tylko cyfrowe. Jeszcze piętro niżej jest suwerenność cyfrowa. I tutaj mamy te różnie pięknie brzmiące słowa, na przykład sztuczną inteligencję. Ale problemem tej suwerenności jest to, że nie mamy dostatecznie dużo pieniędzy, żeby być w pełni suwerennymi, by nadgonić dystans, który nas dzieli od liderów tego rynku. I ostatnie piętro to jest suwerenność infrastrukturalna. To mamy rozwinięte bardziej niż w wielu innych krajach na świecie. Co z tego wynika? Nasza suwerenność – ta osiągalna, bliska, tania, występuje w światłowodowej sieci tele-
komunikacyjnej, a nie w tych wszystkich supernowoczesnych technologiach, które i tak są świadczone w sieci telekomunikacyjnej. Mamy cały ekosystem: inżynierów, kompetencje, instytuty badawcze, firmy budowlane. To wszystko stanowi majątek naszej suwerenności. Obejmuje też zdolności do rozwoju infrastruktury jako bazy tej suwerenności. Zarówno suwerenności państwowej, jak i bezpieczeństwa obywateli, bo ta infrastruktura również stanowi osiągalny na wyciągnięcie ręki element naszego bezpieczeństwa.
– Mamy kontrolę nad ruchem danych w tych sieciach, zarówno lokalnych, szkieletowych, jak i kablach podmorskich – podkreśliła Anna Streżyńska. – I mamy możliwość kontrolowania działań państwa w sytuacjach kryzysowych. Oprócz tego, sieci są materialne, po prostu terytorialne (zakorzenione w terytorium kraju). I to jest ich główną wartością. Każdą technologię można kupić, wynająć, ale sieci, które włożyliśmy przez minione 30 lat do ziemi, to jest nasz skarb. Jednak nie wszyscy go doceniają. Dlatego jest niepokojące, że mówimy o suwerenności w kontekście tylko technologii, a nie ekonomii. Bo jeśli operatorzy nie będą zyskowni i zdolni do inwestycji, to ucierpi nasza suwerenność, a nie tylko ich biznes.
– To świetny komentarz – ocenił Ireneusz Piecuch. – A teraz przejdźmy do suwerenności cyfrowej. Przejrzałem nowy dokument rządowy (Strategię cyfryzacji) i policzyłem, ile razy pojawia się w nim słowo telekomunikacja. Czy Państwo zgadną? Pojawia się raz. Natomiast infrastruktura pojawia się 10 razy. I druga sprawa: udział wydatków na telekomunikację w budżecie rodzinnym nie przekracza u nas 2 procent. To jest mniej, niż wydajemy na rozrywkę. A mówimy o kręgosłupie suwerenności cyfrowej. Jak państwo widzi rolę sektora telekomunikacyjnego, który jest zdecydowanie pomijanym elementem, a przed chwilą określonym jako fundament suwerenności cyfrowej.
– Jak Państwo widzą, jestem w trudnej sytuacji, dlatego że muszę się bronić i z prawej, i z lewej – zażartował Michał Gramatyka. – Wanda pokazuje świat z perspektywy lecącego z samolotu. Rozumiem to doskonale, bo takie jest jej zadanie jako doradczyni pana prezydenta. Jest tylko jeden szkopuł. Ja nie jestem premierem rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Odpowiadam

za dość wąski fragment rzeczywistości. I w tych ramach staram się pracować jak najlepiej. Dlatego mimo że w Strategii telekomunikacja wymieniona jest tylko raz, a infrastruktura 10 razy, to jestem przekonany, że nasz dokument w odpowiedni sposób pozycjonuje przedsiębiorców działających na rynku telekomunikacyjnym. Funkcjonuje u nas stała grupa do spraw rozwoju telekomunikacji, gdzie spotykają się w zasadzie wszyscy zainteresowani. Generalnie reprezentanci całego biznesu. Staramy się łączyć światy. Przyznaję: największy problem mamy z porozumieniem się z Ministerstwem Infrastruktury. Ale mamy zapewnienie, że się dogadamy. W tych obszarach, na które mamy bezpośredni wpływ, staramy się czynić świat lepszym. Michał Gramatyka przypomniał o wecie prezydenta wobec Digital Services Act. Jego zdaniem, dokument stanowi kompendium przepisów regulujących całą domenę cyfrową. On działa wprost, bo jest rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego, ale brakuje nam jednak krajowego oprzyrządowania prawnego. Weto spowoduje, że ustawa wejdzie pewnie w życie za pół roku, a może 8 miesięcy później. O ile w ogóle. A jest niezwykle potrzebna ze względu na to, jak łatwo mogą poczynać sobie globalne firmy technologiczne w porównaniu na przykład z polskimi przedsiębiorstwami telekomunikacyjnymi. – Mam ogromny szacunek do Bartka Peja –podkreślił Michał Gramatyka. – Mniej więcej w 97,5 procentach tematów współpracuje nam
się świetnie, merytorycznie. Tylko jakieś 2,5 proc. zostawiamy sobie na dyskusję polityczną. Bo to jest tak: jeżeli mamy rozmawiać poważnie, to w ogóle nie nawiązujemy do polityki, bo ona po prostu zabija merytoryczną dyskusję. Chciałbym zwrócić uwagę, że terminy wyznaczone przedsiębiorcom do dostosowania się do tych wymogów są na tyle długie, iż zapewniają naturalną wymianę urządzeń. Są one, powiedzmy, 10-letnie, a więc nie jest to duże wyzwanie. Zgadzam się, że one są dość ostre, ale przecież chodzi o nasze bezpieczeństwo. Minister podziękował też za uwagę dotyczącą danych. One są rzeczywiście paliwem nowoczesnej gospodarki. Ostatnio z Sejmu wyszła ustawa o zarządzaniu danymi. Nie wygląda na to, by ktokolwiek chciał ją blokować. Zdaniem Michała Gramatyki, władze starają się dbać o neutralność technologiczną w tym obszarze, na który mają bezpośredni wpływ. On sam włożył wiele energii w to, by doprowadzić do konfrontacji przedsiębiorców telekomunikacyjnych z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Inna sprawa, co z tych spotkań wynikło i czy będą kontynuowane. Miejmy nadzieję, że tak. Czyli nawet jeśli w jakimś dokumencie strategicznym w niewystarczający sposób opisujemy rzeczywistość, to nie znaczy, że nie staramy się wpływać na nią w sposób, który stworzy komfortowe możliwości prowadzenia biznesu i funkcjonowania administracji publicznej, przekonywał Michał Gramatyka. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
MOCE OBLICZENIOWE – PODAŻ I POPYT
Światową gospodarkę zdominowali globalni giganci. Czy jest jeszcze miejsce dla mniejszych lokalnych przedsiębiorstw? Jaki model rozwoju powinniśmy promować?
Wnajbliższych tygodniach zostanie ogłoszony europejski przetarg na budowę gigafabryk – rozpoczął panel dyskusyjny na temat „Wielki głód mocy obliczeniowej: jak budować odporność, skalę w epoce AI i popyt na usługi?” Krzysztof Szubert, pełnomocnik dyrektora ds. komercjalizacji i współpracy międzynarodowej w Instytucie Łączności. – Szacunkowa wartość inwestycji wynosi 3 miliardy euro. Takich gigafabryk powstanie w Europie 5. Polska ma ambicję, żeby jedna z nich powstała w naszym kraju. Ważne są w tym przypadku pieniądze, bo projekt ma być sfinansowany w 17 proc. przez państwo polskie i do 17 proc. z budżetu Unii Europejskiej. Natomiast nieodzownym elementem całości procesu będzie kapitał prywatny – około 70 proc. Zatem inwestycja musi się w dosyć krótkim czasie zwrócić. Kluczowym elementem będzie więc zapotrzebowanie na moc obliczeniową. W jakim miejscu jesteśmy?
– Bardzo się cieszę, że spotykamy się razem, bo Instytut Łączności jest naszym „zbrojnym ramieniem” w tym temacie i to jest bardzo ważna współpraca – odpowiedziała Pamela Krzypkowska, dyrektorka Departamentu Badań i Innowacji w Ministerstwie Cyfryzacji. – Chciałabym sprecyzować, że tak zwane AI Factories, czyli fabryki sztucznej inteligencji są jednym z projektów. W Polsce mają być dwa takie ośrodki: w Poznaniu i Krakowie. Warto podkreślić, że jesteśmy w europejskiej czołówce, jeżeli chodzi o ich liczbę. To jest projekt naukowo-badawczy z elementem komercjalizacji, ale w dużo mniejszym stopniu. Natomiast giga-
fabryk ma być 4-6 w Europie i będą one w dużo większej skali. To bardzo ważne, że państwo ma duży wpływ na wspomniany popyt na moce obliczeniowe, bo bardzo dużo się u nas dzieje. Intensywnie współpracujemy z jednostkami samorządu terytorialnego. Jesteśmy w takim momencie, że czekamy na ogłoszenie przełomowych decyzji. – Warto jeszcze dodać (żeby uzmysłowić sobie skalę gigafabryk), że chodzi o 100 tysięcy GPU, czyli instalację naprawdę ogromną – wtrącił Krzysztof Szubert. – Przy czym nastąpiła zmiana myślenia po stronie Komisji Europejskiej, bo wcześniej wybór konsorcjów i lokalizacji był po stronie państwa, natomiast 19 grudnia 2025 r. zostało to przesunięte rozporządzeniem na KE, co zaburzyło proces prowadzenia projektu po naszej stronie. Ważne jest też tworzenie koalicji krajów, które biorą w tym udział. Taka fabryka mogłaby powstać na przykład w Polsce z udziałem Czech i Litwy. A przy okazji mam pytanie do przedstawicieli biznesu. Czy Europa jest w stanie zbudować własną infrastrukturę sztucznej inteligencji porównywalną ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, czy powinniśmy raczej myśleć o specjalizacji i budowie rozwiązań w konkretnych segmentach?
– Oba aspekty są ważne, ale priorytetem jest punkt startowy – stwierdził Maciej Kuźniar, Chief Executive Officer w firmie Oktawave. – Budowa tak złożonego systemu od zera jest obarczona dużym ryzykiem niepowodzenia. Strategia powinna opierać się na wdrażaniu rozwiązań sektorowych: najpierw potwierdźmy rynkową jakość i konkuren-
cyjność mniejszych produktów, a dopiero potem budujmy systemy wielkoskalowe. Dziś dystans technologiczny dzielący Unię Europejską od USA jest niemal niemożliwy do nadrobienia w krótkim czasie. Jedyną drogą jest stopniowy rozwój technologii przy równoległym budowaniu popytu na nasze usługi. I to jest właśnie najtrudniejszy element całego przedsięwzięcia. Jako przedsiębiorca potrzebuję popytu, żeby sprzedawać swoje rozwiązania. A kiedy pojawia się popyt? Wtedy, gdy mam usługę atrakcyjną dla klientów – taką, którą sam wytwarzam lub w której posiadanie wchodzę. Żeby to osiągnąć, potrzebuję czasu i pieniędzy, które jednak dzisiaj poświęcam głównie na to, by w ogóle móc konkurować z globalnymi graczami. Kolega pewnie potwierdzi: najwięcej czasu tracimy na starcia z hyperscalerami. W tym momencie pojawia się kwestia finansów. Trzeba udowodnić inwestorowi, że jest wiarygodny model dochodowy. Jeśli jednak cały wysiłek przedsiębiorców skupia się na walce z gigantami, trudno wykazać, że taki model da się zbudować. Dlatego, zdaniem Macieja Kuźniara, dyskusja o popycie powinna sprowadzać się do tego, jak stworzyć w Unii Europejskiej sprzyjające otoczenie, by te technologie mogły w ogóle powstawać. Bo to, że można sięgać po pieniądze z programów unijnych, to zdecydowanie za mało. Dzisiaj przedsiębiorcy skupieni są nie na tworzeniu, a na walce o przetrwanie.
– Czy Panowie uważają, że powinno się tworzyć wielkie obiekty infrastrukturalne w pojedynczych lokalizacjach, czy podchodzić do tego w modelu rozproszonym? – zapytał Krzysztof Szubert.

– Ze względów, powiedzmy, strategicznych, zasilania mocą i tak dalej. Która strategia, zdaniem Panów, jest bardziej uzasadniona?
– Pojedyncza lokalizacja niesie z sobą pewne ryzyka – zwrócił uwagę Grzegorz Soczewka, VP Sales C&E w firmie OVHcloud. – Jednym z nich jest „ryzyko pomnika”. Zwracamy uwagę na zagrożenia związane z budową gigafabryk w modelu opartym wyłącznie na dotacjach. Bez zapewnienia ich komercyjnej rentowności i silnej integracji z rynkiem istnieje obawa, że inwestycje te mogą nie osiągnąć zakładanej efektywności i długoterminowej konkurencyjności. I nagle się okazuje, że zbudowaliśmy sobie takiego białego słonia, takiego misia na miarę naszych czasów, który będzie z założenia technologicznie już trochę przestarzały, skostniały, a chyba nie o to nam chodzi. Poza tym, z punktu widzenia geopolityki, fizycznego bezpieczeństwa i tego, co się teraz dzieje, lokalizacja w co najmniej dwóch punk-
tach na pewno ma dużo większe znaczenie. Tylko w tym roku trzej najwięksi hyperscalerzy amerykańscy zainwestują w infrastrukturę superkomputerów AI około 560 miliardów dolarów. To jest próg wejścia do gospodarki globalnej. Może będziemy mieli 1000 GPU, jednak w skali świata to jest bardzo mało. Chociaż i tak świetnie, że o tym myślimy. To jest podstawa, żebyśmy byli w tym zakresie liderem i mogli mieć kontrolę nad pewnymi kierunkami tego procesu. – Pojawia się jeszcze niepokojąca refleksja, że budowa gigafabryk może nawet stać w kontrze do biznesu, który prowadzimy dzisiaj jako dostawcy lokalnych europejskich rozwiązań – dodał Maciej Kuźniar. – Obecnie to metaforyczna walka Dawida z Goliatem. Na stosunkowo niewielkim rynku zmagamy się z potężnymi hyperscalerami. Jeśli jednak powstaną gigafactories, będziemy musieli mierzyć się już z dwoma Goliatami, bo dojdzie konkurencja ze strony nowej infrastruktury i usług. To
powoli przestaje mieć sens: bez technologii, która realnie wykreuje popyt, samo przedsięwzięcie budowy gigafabryk niesie z sobą ogromne ryzyko. – Gdzie jest w Pani ocenie wąskie gardło sztucznej inteligencji? – dopytywał Krzysztof Szubert. – Myślę w kontekście infrastruktury, bo do tej pory suwerenność kojarzy nam się ze sprzętem czy rozwiązaniami. Zwykle mówimy o procesorach. Ale coraz częściej bardzo ważnym elementem kalkulacji ekonomicznej są koszty energii. Niedawno Agencja Reutera poinformowała, że Komisja Europejska analizuje możliwość podjęcia działań mających obniżyć koszty energii dla przemysłu w Unii Europejskiej. Jak Pani dyrektor ocenia to zjawisko?
– Istnieje jeszcze druga inicjatywa Komisji Europejskiej: CADA, która także mówi o rozwoju infrastruktury dla mocy obliczeniowych w Europie – dodała Pamela Krzypkowska. – Pojawia się przy tym pytanie, co to znaczy suwerenność?

Dużo jest takich inicjatyw, które mówią, że są suwerenne, a z wielu względów nie dają takich możliwości, nazywamy to sovereignty washing. Jeżeli postawię sobie serwer w piwnicy, czy on jest suwerenny? Ta suwerenność zależy od use-case’ów, które chcemy zrealizować i naszych potrzeb.
– A szkoda, bo mówimy – powtórzę – o budowie infrastruktury za 3 miliardy euro – stwierdził Krzysztof Szubert. – To jest chyba największy projekt cyfrowy, nie tylko w Polsce, ale w tej części Europy. W tym przypadku suwerenność ma dodatkowe znaczenie. Mam jeszcze pytania do przedstawicieli biznesu. Gdzie jest to wąskie gardło? Czy energia jest dzisiaj kluczowym elementem?
– Bardzo się cieszę, że rozmawiamy o suwerenności, bo to jest niezwykle ważny element, powiązany z tym wąskim gardłem – odpowiedział Grzegorz Soczewka. – Dziś około 80 proc. kosztów trenowania modeli AI stanowi moc obliczeniowa. Kto nie dysponuje własną infrastrukturą, taką jak gigafabryki, ten w praktyce nie kontroluje ani swojej marży, ani tempa innowacji. A gdzie leży prawdziwe wąskie gardło? W zjawisku vendor lock-in w obszarze AI. I nie chodzi
wyłącznie o miejsce przechowywania danych. To uzależnienie jest rozproszone w całym procesie: od czyszczenia danych, przez embeddingi, aż po specyficzne dla danego dostawcy interfejsy API wykorzystywane do inferencji, czyli wnioskowania. Firmy często orientują się, że zostały uwięzione dopiero wtedy, gdy próbują przenieść model do innego środowiska. Wówczas okazuje się, że migracja wymaga trenowania od zera, a to oznacza koszty liczone w milionach. W obszarze gigafabryk AI bazujemy na pewnych standardach. Chodzi o MCP (Model Context Protocol) – po to, żeby suwerenność dała możliwość migracji pomiędzy modelami, kiedy tego potrzebujemy. Oczywiście kluczowa jest też kontrola nad łańcuchem dostaw i technologii. – Nasza firma bardzo dobrze to wie, bo od dawna mamy pionowy łańcuch dostaw i tego pilnujemy. Dlatego widzimy to już od dawna. Bo główna dyskusja na temat gigafabryk AI to nie jest rozmowa na temat technologii serwerowych. To jest dyskusja o tym, czy w Polsce za 10 lat będziemy budowali cyfrową gospodarkę, czy może będziemy stali w kolejkach po moce obliczeniowe do globalnych dostawców – podsumował Grzegorz Soczewka. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
www.itreseller.pl







Lenovo ThinkSmart Bar 180 ekranem LED 138”
3 niezależne obiektywy w jednej kamerze, które inteligentnie łączą się w jeden, spójny obraz
Kilka trybów kadrowania
Perfekcyjny obraz dla wymagających klientów
3 – letnia gwarancja Lenovo Premier Support na cały zestaw
Dostępne dwie wersje:
1. Bring Your Own Device – wideokonferencja sterowana z poziomu laptopa.

Lenovo ThinkSmart Bar 180 to urządzenie stworzone z myślą o doskonałych wideokonferencjach. Wbudowane głośniki, mikrofon oraz innowacyjna kamera o szerokim kącie widzenia zapewniają wyjątkowe doświadczenie komunikacyjne. W połączeniu z ekranem LED 138” powstaje nowoczesna sala konferencyjna, idealna do spotkań biznesowych i współpracy zespołowej. STATIM INTEGRATOR ul. Głogowska 3, 01-743 Warszawa biuro@statim.com.pl, tel +48
100 000 godzin bezawaryjnej pracy
Rozdzielczość Full HD
Ultra cienka konstrukcja
Profesjonalne wdrożenie i serwis gwarancyjny nawet do 60 miesięcy
2. Lenovo ThinkSmart Core – komputer współpracujący m.in. z Microsoft Teams Room. Procesor Intel vPro umożliwia zdalne zarządzanie wieloma urządzeniami z jednego miejsca.

DATA4 KONTYNUUJE EKSPANSJĘ W POLSCE
DLA SILNEJ CYFROWEJ EUROPY
Rosnące zapotrzebowanie na sztuczną inteligencję oznacza konieczność budowy coraz większych, bardziej zaawansowanych i wydajnych ośrodków przetwarzania danych. Jedno z nich powstaje w Jawczycach pod Warszawą.
Największym sukcesem jest pogoda i temperatura na zewnątrz – zażartował Adam Ponichtera, dyrektor zarządzający Data4 w Polsce, rozpoczynając uroczystość otwarcia drugiego centrum danych Grupy Data4 w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki, niedaleko Warszawy. – Według wcześniejszych planów, to wydarzenie
miało się odbyć w połowie lutego, a wtedy było minus 23 stopnie. Dlatego bardzo dziękuję osobom, które mnie przekonały do przesunięcia terminu. Nasza firma jest już pięć lat na polskim rynku, zapuściliśmy korzenie w naszym kraju, zapuściliśmy korzenie w Jawczycach. Ale nasze ambicje sięgają zdecydowanie dalej i o tym opowie nasz szef.
Projekt referencyjny
– Nasza przygoda z Polską zaczęła się w 2021 roku – przypomniał Olivier Micheli, prezes Grupy Data4. – Dzisiaj inaugurujemy nasze drugie centrum danych, trzy lata po otwarciu pierwszego. Jako europejska firma wierzymy, że musimy aktywnie zarządzać naszą cyfrową infrastrukturą. Bez
niej trudno o dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji. Nasza firma istnieje od 20 lat, a w tym czasie wybudowaliśmy 40 centrów danych w sześciu krajach Europy. Do tej pory Data4 zainwestowało w Polsce 200 mln euro. Do 2030 roku planujemy zwiększyć wartość inwestycji niemal trzykrotnie, czyli do około 600 mln euro. Docelowo kampus będzie dysponował łączną mocą 60 MW, a inwestycja wygeneruje około 400 miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio.
Centrum danych Data4 ma być jednym z największych działających w Polsce. Według deklaracji Oliviera Micheli’ego, już proces projektowania obiektu w Jawczycach miał pozytywny wpływ na efektywność energetyczną, gospodarkę wodną, dobór materiałów, emisje oraz oddziaływanie inwestycji w całym cyklu życia obiektu.
Budynek wyróżnia konstrukcja kontenerowa – około 60 procent obiektu powstało z wcześniej przygotowanych elementów prefabrykowanych. Rozwiązanie to stanowi projekt referencyjny w europejskiej sieci Data4 i wyznacza
kierunek dalszego rozwoju technologicznego firmy. Energia, którą zasilany jest kampus, pochodzi w 100 proc. ze źródeł niskoemisyjnych. Wszystkie nowe projekty Data4 powstają zgodnie z globalnymi celami środowiskowymi grupy. Obejmują one projektowanie obiektów z myślą o wskaźniku efektywności energetycznej oraz stałe monitorowanie zużycia energii i wody.
Firma podejmuje wiele wspólnych inicjatyw z lokalną społecznością. Długofalowa obecność Data4 w regionie opiera się nie tylko na rozwoju technologicznym i realizacji celów zrównoważonego rozwoju, lecz również na konsekwentnym budowaniu relacji z bliskim otoczeniem. Spółka angażuje się także w inicjatywy kulturalne dla mieszkańców, współorganizowane przez sołectwo Jawczyce, wspierając integrację i rozwój życia społecznego w regionie.
– Chcemy wspólnie tworzyć silniejszą cyfrową Europę – podkreślił Olivier Micheli. – Mamy zdolnych i ambitnych pracowników i jestem pewny, że odniesiemy sukces. Jesteśmy gotowi kontynuować
ten projekt. I będziemy to robić z naszymi polskimi przyjaciółmi.
Cyfrowe serce Polski
– Dlaczego gmina Ożarów Mazowiecki jest nazywana cyfrowym sercem Polski? – zapytał zebranych Adam Ponichtera. – Cofnę się trochę w czasie. W 1937 roku w nieodległej stąd Fabryce Kabli w Ożarowie wyprodukowano pierwszy podmorski kabel o długości 20 kilometrów. To symboliczne i znamienne z uwagi na to, że – jak Państwo doskonale wiedzą – centra danych i cała obecna infrastruktura cyfrowa bez kabli światłowodowych po prostu nie istnieją. Inną ciekawostką jest, że w promieniu kilkunastu kilometrów od naszego kampusu przetwarzanych jest 40 procent wszystkich danych w Polsce.
Jaki jest wpływ gospodarczy budynku, który jest właśnie oddawany do użytku?
Każdy megawat to kolejne koło zamachowe gospodarki, stwierdził Adam Ponichtera. Oddając trzy lata temu 5 megawatów w pierwszym obiekcie, a teraz dodatkowo 10 megawatów w nowym centrum danych,

możemy ułatwić życie nam wszystkim, czyli zarówno indywidualnym użytkownikom, jak i przedsiębiorstwom działającym w naszym kraju. Zaczynając od najmniejszych firm, poprzez średnie, które w dużej mierze budują polską gospodarkę, po największe oraz administrację publiczną. A każdy dolar wygenerowany przez sektor data center przekłada się na dodatkowe 2,5 dolara w gospodarce.
Drugi obiekt w Jawczycach pomieści tysiąc szaf rackowych i prawie pięć tysięcy serwerów, co będzie kolejną inwestycją, wartą prawie 2 miliardy złotych. Co ciekawe, transport tego typu infrastruktury jest często wyzwaniem z uwagi na ubezpieczenie, a więc zdarza się, że przewożone są trzy albo cztery szafy, bo tyle maksymalnie obejmuje polisa. To pokazuje, że ta branża daje możliwości producentom i usługodawcom w innych sektorach, łącznie z ubezpieczeniami.
– A wracając do lokalizacji inwestycji w Ożarowie, kiedy spotykam się z radnymi czy mieszkańcami, słyszę często: dlaczego Polska, dlaczego Ożarów? – powiedział Adam Ponichtera. – Wyjaśniam wówczas, że to znakomita lokalizacja, bo jesteśmy na przecięciu dwóch tras światłowodowych. Ulica Poznańska, niedaleko stąd, to główny szlak światłowodowy łączący Wschód z Zachodem, kontynent azjatycki z Europą. Ale też, co już Olivier powiedział, dzięki wspaniałej lokalnej współpracy, za którą bardzo dziękujemy.
A dlaczego Polska? Ze względu na doskonały klimat. I nie chodzi wyłącznie o znaczenie atmosferyczne, czyli temperatury, dzięki którym można łatwo chłodzić serwery. Niesłychanie ważny jest klimat inwestycyjny, czyli otwartość administracji publicznej na tego typu projekty. – Mam nadzieję, że wspólnie będziemy budować fundament gospodarki cyfrowej w Polsce – dodał Adam Ponichtera. – Mówiąc o gospodarce, przy budowie DC2 pracowało prawie 100 przedsiębiorstw, a 90 proc. tych firm pochodzi z Polski, więc jest to lokalny kapitał. Od początku, czyli od projektu, poprzez produkcję urządzeń, ich instalacje, po odbiór tych budynków, czyli sprawdzenie, czy wszystko dobrze działa. Na marginesie: moim zdaniem zaprojektowany został piękny budynek. Inwestycja przyczyniła się do powstania 290 bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy, co pokazuje nasz dyna-

mizm, jak i możliwości. Znaczące jest to, że połowa zespołu, która jest zatrudniona w naszym kraju, to pracownicy wspierający inne kraje w grupie Data4. Nie można przy tym zapominać o innych niesłychanie ważnych kwestiach. Myślę o wsparciu najbliższego otoczenia, czyli symbiozie z lokalną administracją i społecznością. Przykładem tego jest zobowiązanie, jakie podjęliśmy wspólnie z burmistrzem Ożarowa Mazowieckiego do przebudowy ulicy Przyparkowej, co wpłynie na poprawę bezpieczeństwa mieszkańców. Wspieramy również miejscową ochotniczą straż pożarną, a także państwową straż pożarną. No i wisienka na torcie dzisiaj,
naprawdę coś słodkiego: pięć wspaniałych ciast przygotowanych przez członkinie Koła Gospodyń Wiejskich w Jawczycach. Otwierane właśnie DC2 jest budynkiem referencyjnym. Oznacza to, że na podstawie tego projektu będą budowane inne obiekty tego typu w Europie. – Jego rozwiązania są nowatorskie – przekonywał Adam Ponichtera. – Cieszymy się, że projekt powstał w naszym kraju, na polskich deskach kreślarskich.
Czym charakteryzuje się ten budynek? Przede wszystkim efektywnością energetyczną, bo sprzyja temu nasz klimat. Mówiąc wprost, możemy minimalizować korzystanie z dodatkowych rozwiązań,

żeby chłodzić powietrze. Jak ujawnił Adam Ponichtera, dyrektor operacyjny z włoskiego oddziału firmy, nie może uwierzyć, że polski oddział Data4 osiągnął taką efektywność energetyczną. Budynek został zbudowany w 60 proc. z prefabrykatów, co znaczy, że złożony jest jakby z klocków. Czyli jego elementy zostały wykonane w fabrykach, a złożone na miejscu. Znacząco poprawiło to przede wszystkim bezpieczeństwo na budowie, a także jakość i szybkość realizacji. Nowe centrum danych otrzymało certyfikat na poziomie BREEAM Excellent i jest pierwszym tego typu obiektem w Polsce powstającym zgodnie z tym standardem. – To certyfikacja bardzo rygorystyczna, obejmująca cały proces – od projektowania budynku aż po jego wykonanie – powiedział Adam Po-
nichtera. – Obiekt korzysta w całości z energii niskoemisyjnej. To już będzie standard, a nie moda. Oznacza to redukcję o 13 proc. śladu węglowego podczas budowy centrów danych w skali całej grupy, przy czym firma jako cel postawiła sobie 38 proc. do 2030 roku.
Atrakcyjne miejsce do inwestowania
– Pamiętam, jak w lutym 2025 roku w Paryżu w czasie szczytu AI zorganizowanego przez prezydenta Emmanuela Macrona miałem przyjemność spotkać się z prezesem Olivierem Michelim i rozmawiać o rozwoju centrów danych, suwerenności technologicznej i oczywiście o obecności Data4 w Polsce – powiedział Andrzej Domański,
minister finansów i gospodarki. – Dziękuję za tamtą rozmowę, bo ona miała wiele ważnych implikacji. Między innymi pozwoliła mi lepiej zrozumieć, jak funkcjonuje ten rynek, jeden z najważniejszych dla przyszłości naszej gospodarki. Jako minister odpowiedzialny za rozwój polskiej gospodarki bardzo się cieszę, gdy inwestorzy już obecni w naszym kraju podejmują decyzje o tym, aby zwiększać swoje zaangażowanie.
To jednoznaczny dowód na to, że ich inwestycje przynoszą efekty i że jest potrzeba, by inwestycji w naszym kraju było więcej, zwrócił uwagę Andrzej Domański. Ta inwestycja to koronny dowód na to, że Polska jest i będzie atrakcyjnym miejscem do inwestowania. Pozycja lidera wzrostu gospodarczego w Europie oznacza przecież nie tylko statystyki, ale właśnie realne inwestycje, realne miejsca pracy i w efekcie tworzenie realnej infrastruktury przyszłości.
– W zeszłym tygodniu brałem udział w inauguracji nowego regionu chmurowego realizowanego przez polską spółkę CloudFerro w Łodzi – przypomniał Andrzej Domański. – Dziś spotykamy się z okazji otwarcia drugiego etapu budowy centrum danych w Jawczycach. I to jest kolejny element budowy nowoczesnej gospodarki. Gospodarki opartej na wiedzy, na danych, na sztucznej inteligencji, a konkretnie na mocach obliczeniowych. W XIX i XX wieku panowało przekonanie, że o sile gospodarek decydują surowce energetyczne. I oczywiście one nadal odgrywają olbrzymią rolę. Ostatnie tygodnie pokazują to jednoznacznie. Ale równolegle wyłania się zupełnie nowa rzeczywistość. Dane i moce obliczeniowe stają się nowym zasobem strategicznym. To one są dziś paliwem do wykorzystania potencjału płynącego z rewolucji sztucznej inteligencji. A stawka jest przecież niezwykle wysoka. Ta rewolucja, którą obserwujemy, oznacza szansę na zwiększenie produktywności, przyspieszenie procesów innowacyjnych, a także przemodelowanie całych sektorów gospodarki. Infrastruktura cyfrowa, w tym centra danych, stają się zasobem mającym wpływ na rozwój technologiczny – i szerzej: gospodarczy – państw.
– Z panem ministrem Dariuszem Standerskim często i długo dyskutujemy na temat znaczenia infrastruktury cyfrowej w budowie potencjału polskiej gospodar-
ki – podkreślił Andrzej Domański. – Nie w perspektywie kwartału czy roku, ale kolejnych dekad. Naszą wspólną ambicją, ambicją całego rządu jest, aby Polska była najlepszym miejscem dla takich inwestycji w Europie. Ta rewolucja ma oczywiście liczne implikacje, między innymi dla konkurencyjności europejskiej gospodarki. Mario Draghi w swoim często cytowanym raporcie jasno wskazuje, że Europa nie może być konkurencyjna bez inwestycji w infrastrukturę strategiczną. Dziś taką infrastrukturą strategiczną są właśnie dane i moce obliczeniowe. W naszym świecie centra danych stają się fabrykami XXI wieku. Rosnące zapotrzebowanie na sztuczną inteligencję oznacza konieczność budowy coraz większych, bardziej zaawansowanych i wydajnych ośrodków przetwarzania danych. – Dlatego inwestycje, takie jak ta w Jawczycach czy w Łodzi, nie są tylko odpowiedzią na dzisiejsze potrzeby – zwrócił uwagę Andrzej Domański. – One budują konkurencyjność Polski i Europy na dekady. To one dają naszym firmom przestrzeń do rozwoju, do wykorzystywania nowoczesnych technologii i poprawy naszej konkurencyjności. Chcę też przypomnieć, że ta konkurencyjność nie istnieje w próżni. Nie ma dziś silnej gospodarki bez suwerenności technologicznej. Europa przez lata korzystała z globalizacji, co przyniosło ogromne korzyści. Równocześnie doprowadziło jednak do sytuacji, w której zdecydowana większość kluczowych rozwiązań cyfrowych powstaje poza naszym kontynentem. Czas to zmienić. Stąd coraz wyraźniej wybrzmiewa przekaz europejskich liderów. Europa musi budować własne zdolności technologiczne. Nasze państwo aktywnie wpisuje się w model rywalizacji, dlatego między innymi przedefiniowuje chociażby sposób realizacji zamówień publicznych. To przecież ogromna pula środków sięgających niemal 600 miliardów złotych rocznie, która ma budować odporność gospodarczą i rozwijać zdolności wytwórcze. Tu w Polsce, na Mazowszu, w Jawczycach. Będziemy wykorzystywać system zamówień publicznych jako narzędzie rozwoju kompetencji polskich firm.
Andrzej Domański zadeklarował odejście od paradygmatu najniższej ceny w kierunku strategicznych zakupów.
Uwzględnienie kryteriów jakościowych związanych z lokalizacją, bezpieczeństwem i zdolnością operacyjną ma sprzyjać podmiotom rozwijającym infrastrukturę w Polsce. Rząd stawia sobie trzy strategiczne cele. Bezpieczeństwo gospodarcze naszego kraju, bezpieczeństwo danych i infrastruktury oraz wsparcie rozwoju potencjałów polskich i europejskich przedsiębiorstw. – Dlatego inwestycja Data4 w Jawczycach w mojej opinii wzmacnia potencjał gospodarczy Polski i całego naszego regionu – stwierdził Andrzej Domański. – Jednocześnie bardzo się cieszę, że przy tej inwestycji potężną rolę odgrywały polskie firmy. Chcemy, aby każda inwestycja w Polsce wiązała się ze wzmocnieniem lokalnych polskich możliwości, zdolności, know-how, infrastruktury. We wszystkich dyskusjach z inwestorami zawsze podkreślamy ten kluczowy dla nas aspekt i bardzo się cieszę, że Data4 podziela ten kierunek myślenia.
Patrzeć w przyszłość
– Gratuluję całemu zespołowi, który koordynował i współtworzył tę inwestycję –dodał Dariusz Standerski, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji. – Doskonale rozumiem i podzielam Waszą dumę, bo wyobrażam sobie pracę, stres, poświęcone godziny, niecierpliwe spoglądanie na harmonogram, spoglądanie również na pogodę, czy pozwoli na zbudowanie centrum w założonym czasie. I wyobrażam sobie teraz, jak wszyscy jesteście dumni, patrząc na ten budynek i wspominając, że ciężka praca przyniosła tak wspaniały efekt. Gratulacje dla wszystkich z zespołu Data4. Jednak jak wspomniał Olivier Micheli, pamiętając o dokonaniach, musimy również patrzeć w przyszłość. A ona stawia przed nami wielkie wyzwania. Wyzwania, które dotyczą nie tylko sytuacji geopolitycznej, o której mówił minister Andrzej Domański, ale również takie, które dotyczą długoterminowych trendów, które są znane. Dlatego inwestycje na całym świecie będą przyspieszać. Zapotrzebowanie na dane także będzie się zwiększać. Prawdopodobnie już nigdy nie będzie momentu, w którym będziemy mogli odetchnąć i stwierdzić, że sytuacja się uspokoiła i teraz możemy odpocząć. I to też stawia wyzwania przed wszyst-

kimi, między innymi przed politykami – zarówno w parlamentach narodowych, jak i na forum Unii Europejskiej. Jednak Dariusz Standerski jest przekonany, że jeśli są zaangażowani ludzie, którzy mają wizje i podzielają te same idee, łatwiej będzie nie tylko dotrzymać tempa innym państwom, ale nawet to tempo wyznaczać. To jest myślenie nie o tym, jak będzie wyglądała gospodarka za tydzień czy miesiąc, ale jak będzie wyglądała za 20 lat. To rzadkie i dlatego trzeba to bardzo docenić. – Olivier Micheli buduje już kolejne data center i to jest dla nas wyznacznik tego, jak dzięki wizji budowy suwerennej firmy możemy korzystać z tego wszyscy i być dumnymi Europejczykami – stwierdził Dariusz Standerski. – Gdy czasem na różnych gremiach w Unii Europejskiej trwają wielogodzinne dyskusje na temat teorii, definicji suwerenności cyfrowej, to zarówno nasza delegacja, jak i francuska wspominają właśnie takie inwestycje. Mówimy, że miło się dyskutuje o definicjach, czym jest suwerenność cyfrowa Unii Europejskiej, natomiast to tutaj w Jawczycach i w innych inwestycjach Data4 ta suwerenność cyfrowa rzeczywiście się tworzy. Dlatego można pokazywać innym państwom UE, o co tak naprawdę chodzi. A chodzi o inwestycje i szerzej – wzmacnianie całego ekosystemu centrów danych. Taki ekosystem centrów danych w Polsce
wzmacnia Adam Ponichtera oraz jego zespół, który nie tylko w Jawczycach, ale również w izbach gospodarczych dba o to, żeby dominowało suwerenne myślenie europejskie.
– A przed nami ważne wydarzenia, między innymi budowa gigafabryk sztucznej inteligencji, gdzie razem – w polsko-francusko-niemieckiej koalicji – dbamy o to, żeby te ogromne centra danych, które będą wyznaczały przyszłość partnerstwa publiczno-prywatnego, były tworzone właśnie przez firmy europejskie. To także wyznacznik dla kolejnych inwestycji w perspektywie budżetowej Unii Europejskiej po roku 2028, gdy – jak już podnosili moi przedmówcy – musimy odejść od zasady, żeby głównym wyznacznikiem w naszych zamówieniach publicznych była cena. Musimy dbać o nasze bezpieczeństwo gospodarcze, a tutaj właśnie ono się buduje. Dlatego uważam, że dzisiejsze wydarzenia to nie tylko otwarcie nowego centrum. To również kolejny rozdział w budowaniu relacji gospodarczych pomiędzy Francją a Polską, które przyspieszyły w ostatnich miesiącach, szczególnie po podpisaniu traktatu z Nancy. Dzięki tej dobrej współpracy odkrywamy, jak wiele nas łączy – nie tylko infrastrukturalnie, ale również w zakresie myślenia o przyszłości Europy – powiedział Dariusz Standerski. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
ETYKA W AI – MIĘDZY KODEM A SUMIENIEM
MAGNA CARTA DLA AI
MINIMALNY GLOBALNY PAKIET ZASAD, BEZ KTÓREGO
NIE POWINNIŚMY RUSZAĆ DALEJ
Magna Carta Libertatum z 1215 roku nie była zbiorem wierszyków. Była aktem desperacji – ultimatum baronów wobec Króla Jana bez Ziemi, który zachowywał się, jak władca absolutny: więził bez sądu, drenował podatki, ignorował prawa poddanych.
Dziś naszym królem jest Algorytm. Niewidzialny, wszechobecny, bez sumienia. Magna Carta ograniczyła króla kilkoma prostymi zasadami. Tak jak baronowie powiedzieli „dość” samowoli monarchy, tak my powinniśmy powiedzieć „dość” samowoli kodu. Bo gdy maszyny stają się mądrzejsze od nas szybciej, niż jesteśmy w stanie to zauważyć, stawką nie jest już tylko technologia. Stawką jest nasze człowieczeństwo. Wyobraźcie sobie, że budujemy statek kosmiczny na Marsa. Nie będziemy raczej debatować o kolorze ścian w mesie ani o playlistach na nudne wieczory w kosmosie. Zadamy jedno, podstawowe pytanie: „Czy istnieje czerwony guzik awaryjny, który w razie czego odetnie silniki?”
Z generatywną AI jest dokładnie tak samo. Zamiast tonąć w tysiącach stron AI Act i innych prawnych potworów, potrzebujemy swoistego Dekalogu AI – absolutnego minimum, jak biblijne 10 Przykazań czy Trzy Prawa Robotyki Asimova (które, cóż... w 2026 roku są już niespecjalnie wystarczalne).
Oto trzy filary Magna Carta dla AI. Bez nich nie ruszamy dalej.
Filar 1: „Nie będziesz udawał człowieka”
Każda interakcja z AI musi być jawnie oznaczona jako sztuczna. Od pierwszej sekundy.
Żadnych wyjątków. Żadnych „empatycznych terapeutów”, „ożywionych babć” na pożegnanie czy wirtualnych influencerów, jak Aitana López zarabiających miliony na Instagramie. Ekran, głos, czat, hologram – wszystko powinno krzyczeć: „JESTEM AI”.
Dlaczego to takie ważne? Bo AI gwałci nas poznawczo. Jest programowane, by manipulować emocjami – pochlebstwami, empatią na żądanie, idealnym dopasowaniem do naszych słabości. To tak, jak z pigułkami na depresję: wiemy, że to chemia, że maskują objawy, zamiast leczyć przyczynę. Ale przynajmniej wiemy. I ta świadomość nas chroni.
Bez oznaczenia stracimy samoświadomość. Zaczniemy uosabiać algorytmy –brać do siebie ich komplementy, wpadać w pułapki emocjonalne, uzależniać się od „cyfrowego przyjaciela”. Wyobraźcie sobie taką AI-terapię: pacjent otwiera się przed botem, który udaje ideał psycho-
terapeuty. Pomaga? Może. Ale gdy iluzja pęka – zdrada, rozpacz, większa trauma niż na początku.
To nie fanaberia. To obrona naszej psychiki przed sykofancją maszyn.
Filar 2: „Człowiek ma ostatnie słowo”
Żaden algorytm nie podejmuje ostatecznej decyzji o Twoim życiu, wolności, zdrowiu czy majątku. Zawsze istnieje prawo ludzkiego weta.
Tak, wiem. Człowiek nie jest idealny. Sędziowie bywają rasistami, zmęczeni po dyżurze lekarze popełniają błędy w sztuce, urzędnicy biorą łapówki. Ale człowiek ma sumienie – może ułomne, kapryśne i omylne, ale ma. Algorytm ma tylko statystykę, wzorce z danych. Człowieka możesz pociągnąć do odpowiedzialności (co pomaga hamować występki tych, którzy z sumieniem bywają na bakier). A algorytm? Szukaj winnego w polu.
Bez ludzkiego weta, ostatniego słowa, oddajemy wolną wolę. AI dąży do optymalizacji, do „średniej”. Sugeruje wyrok, diagnozę, kredyt – na podsta-

Ewelina Stój
redaktor IT Reseller
wie miliardów danych tworzy iluzję „prawdy absolutnej”. A my? Stajemy się trybikami w maszynie. Świat staje się czarno-biały: zero odcieni szarości, zero ludzkiej kreatywności. A innowacje rodzą się właśnie z tego. Z kreatywności, intuicji i swoistego buntu przeciwko „średniactwu”. Nie zaś z datasetów. Tak więc AI proponuje, a człowiek decyduje.
Filar 3: „Czerwony guzik musi istnieć”
Każdy system AI wysokiego ryzyka ma fizyczną możliwość wyłączenia – lokalnie i natychmiast.
To nie science-fiction o Skynecie. To zdrowy rozsądek wobec rzeczywistości.
Pamiętacie Flash Crash z 2010 roku? Algorytm giełdowy w 36 minut wyparował bilion dolarów z rynków światowych.
Ludzie patrzyli z otwartymi ustami, zanim ręcznie odcięli systemy.
Wyobraźcie sobie to samo gdzie indziej: AI sterujące ruchem lotniczym wpada w nieskończoną pętlę błędów, konwój autonomicznych ciężarówek zderza się w łańcuchową katastrofę, system medyczny „optymalizuje” pacjentów wedle złych danych i masowo blokuje leki albo wydaje nie te, co trzeba.
Czerwony guzik to inżynieria bezpieczeństwa na poziomie prądu. Nie wystarczy „software’owy stop”. Musi istnieć fizyczny switch-off: odcięcie od zasilania, serwera, sieci. Rozproszone chmury? Wymagajmy redundancji –guzik na każdym węźle. To chroni nie przed buntem maszyn, ale przed banalnym zgłupieniem na skalę, której po prostu nie ogarniemy.
Dlaczego „Dekalog”, a nie prawniczy moloch?
Bo prawo nie nadąża za kodem. AI Act UE to 500+ stron biurokratycznego koszmaru. Firmy toną w prawnikach, wdrożenia stoją w miejscu. Efekt? Chaos zamiast porządku. Weźmy chociażby chrześcijaństwo. 10 Przykazań to esencja: „Nie zabijaj. Nie kradnij. Szanuj rodziców”. Proste, uniwersalne, zapadające w pamięć
wytyczne dla wyznawców tej właśnie religii. Cała Biblia to tylko rozszerzenie: komentarze, interpretacje, przypowieści. Dokładnie tak samo potrzebujemy Dekalogu AI: kilku globalnych zasad jako fundamentu, na którym następnie zbudujemy detale sektorowe (medycyna, sądy, wojsko).
Dlaczego globalnych? Bo bez tego czeka nas Splinternet. Nie możemy mieć „europejskiego AI” z wetem ludzkim i „chińskiego” bez. To recepta na cyfrową Wieżę Babel.
A Zasady Asimova? „Robot nie może skrzywdzić człowieka”. Ładne, ale naiwne. Dziś wiemy, że AI nie „krzywdzi” celowo – krzywdzi przez optymalizację bez hamulców. Taki Dekalog powinien iść jednak jeszcze dalej: chronić nie tylko ciało, ale także naszą wolę i kontrolę.
Kontrowersje? Tak, ale...
Krytycy powiedzą: „To zabije innowacje!”.
To tak, jakby mówić, że pasy bezpieczeństwa hamują sprzedaż samochodów. Ograniczenia i jasne zasady budują zaufanie. Bez Magna Carta AI zostanie postrzegane jako zagrożenie, a nie narzędzie. Firmy będą toczyć boje z procesami sądowymi, zamiast kreować nowe rozwiązania.
Będą tacy, którzy krzykną: „Jak to egzekwować globalnie? Podziemia i tak zrobią swoje!”
Oczywiście, nie będzie to proste. Żadne bowiem przykazanie – biblijne czy algorytmiczne – nie zatrzyma ludzi odpowiednio zmotywowanych (wojsko, przestępcy, desperaci). Podziemie zawsze znajdzie sposób – czarny rynek modeli, prywatne serwery, darknetowe chmury.
Ale to wcale nie znaczy, że trzeba rezygnować. Magna Carta z 1215 roku nie zatrzymała wszystkich zbrodni królewskich. RODO nie zatrzymało wszystkich wycieków danych. One tylko podniosły cenę nieposłuszeństwa i stworzyły normę, od której trudno uciec.
Jak więc egzekwować?
q Standardy sprzętowe (obowiązkowe oznaczenia, fizyczne przyciski) – bez

tego nie podłączysz się do globalnych chmur.
q Presja rynkowa – kto nie podpisze Dekalogu, traci dostęp do danych, mocy obliczeniowej, międzynarodowych rynków.
q Efekt kuli śnieżnej – konsumenci, sądy, ubezpieczyciele będą wymagać certyfikatu „Magna Carta compliant”. To nie będzie ani łatwe, ani ładne. Ewelina Stój redaktor IT Reseller

Będzie brudne. Jedni będą podpisywać Dekalog prawą ręką, lewą klepiąc po plecach systemy bez czerwonego przycisku. Drudzy będą prawić morały o etyce, a pod stołem przygotowywać deal z korporacjami na własne reguły gry. Podziemia? Będą ryczeć ze śmiechu. Dla nich będzie to wszystko jedna wielka farsa. Trzeba jednak pamiętać, że choć RODO nie zatrzymało Cambridge Analytica, to bez RODO byłoby znacznie gorzej.
Albo teraz, albo nigdy
Te trzy filary to minimum. Stawka? Świat bez wolnej woli, oszukiwany przez „przyjaciół” z krzemu, kontrolowany przez niekontrolowalne systemy. Maszyny coraz mądrzejsze, ludzie (a przynajmniej duża ich część) coraz głupsi, a przynajmniej otępieni, bo po co myśleć, skoro AI zrobi to za nas i to od A do Z. n
Ewelina Stój Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl
NADCHODZI ERA HOMO TECH
CO ZNAJDZIESZ
W AI RADAR TRENDBOOK 2.0?
Miesiąc miodowy z AI dobiegł końca. W świecie zdominowanym przez niekończące się pilotaże, przetrwanie organizacji zależy dziś nie od dostępu do algorytmów, lecz od szybkości oduczania się starych paradygmatów. Nadchodzi era lidera Homo Tech –stratega, który łączy technologiczną biegłość z ludzką empatią. Przedstawiamy zapowiedź
AI Radar Trendbook 2.0: kompasu dla organizacji, które poszukują mnożnika wzrostu.
Przez ostatnie kilkanaście miesięcy zarządy spółek technologicznych operowały w trybie permanentnego eksperymentu. Fascynacja możliwościami generatywnej sztucznej inteligencji doprowadziła do fali wdrożeń pilotażowych, które – choć efektowne – rzadko przekładały się na strukturalną zmianę marży czy rewizję modeli biznesowych. Dziś ten „miesiąc miodowy” dobiega końca. Wchodzimy w fazę, którą w Booster of Innovation nazywamy ROI Reckoning – bezwzględnego rozliczenia inwestycji w AI.
Obecny krajobraz biznesowy przypomina kształt litery „K”, obrazując zjawisko cyfrowego rozdwojenia. Górne ramię to liderzy (High Performers), którzy przestali traktować AI jako zewnętrzny widget, a zaczęli implementować ją jako systemowego pełnoprawnego uczestnika procesów. Dolne ramię to organizacje, które utknęły w „pilotażach AI”, borykając się z narastającym długiem kulturowym i technologicznym.
Druga edycja AI Radar Trendbook powstaje jako odpowiedź na tę polaryzację. Tradycyjne podejście do digitalizacji,
oparte na liniowym dodawaniu narzędzi, przestaje działać. W świecie, gdzie dostęp do modeli podstawowych (LLM) uległ pełnej demokratyzacji, jedyną barierą wejścia staje się nie sama technologia, lecz zdolność liderów do przeprowadzenia organizacji przez proces radykalnego oduczania się (unlearning) starych nawyków kognitywnych.
Dziś strategiczna czujność nie polega na śledzeniu kolejnych premier od OpenAI czy Anthropic. Polega na monitorowaniu peryferii rynku i wychwytywaniu słabych sygnałów, zanim staną się mainstreamem. To moment, w którym musimy zapytać nie o to, co AI potrafi zrobić, ale o to, kim musi stać się lider, by w pełni wykorzystać potencjał modelu Human x Machine, czyli efektu multiplikacji zastosowania AI, nie efektu liniowego z dodania tej technologii.
Lider HomoTech. Nowy system operacyjny przywództwa
W tradycyjnym modelu zarządzania lider był depozytariuszem wiedzy i ostateczną instancją decyzyjną. W erze wykładniczego rozwoju AI, ten paradygmat ulega
całkowitej dekonstrukcji. Nadchodzi era lidera HomoTech – jednostki, która potrafi dokonać syntezy dwóch, pozornie sprzecznych światów: twardej biegłości technologicznej (AI Fluency) z radykalnie rozwiniętą inteligencją emocjonalną (EI Fluency).
Bycie liderem HomoTech nie jest wyścigiem o certyfikat z programowania czy znajomość prompt engineeringu. Wchodzimy w erę maratonu rozwoju osobistego. W środowisku, w którym algorytmy z sekundy na sekundę optymalizują procesy i dostarczają precyzyjnych analiz, unikalna wartość lidera przesuwa się w stronę uważnego przywództwa.
Skuteczne zarządzanie zautomatyzowaną strukturą musi zacząć się od wewnętrznej transformacji. AI przejęło rolę „źródła odpowiedzi”, co stawia przed kadrą zarządzającą nowe, krytyczne wyzwanie: lider musi stać się źródłem sensu. Tam, gdzie systemy autonomiczne dostarczają surowych danych i gotowych scenariuszy, lider HomoTech nadaje im kontekst etyczny, strategiczny i przede wszystkim – ludzki.

Współczesny lider w organizacji opartej na AI przestaje zarządzać czasem, a zaczyna zarządzać energią i intencją zespołu. Kluczowe stają się trzy filary.
1. Radykalna empatia. W dobie lęku przed automatyzacją, największą mocą lidera jest zdolność sprawienia, by ludzie czuli się bezpiecznie. Pojawia się paradoks: im bardziej zaawansowana technologia, tym ważniejsza staje się nieskrępowana, „analogowa” empatia.
2. Samoświadomość i etyka. Zdolność do nadawania kierunku tam, gdzie algorytm jest neutralny. Lider HomoTech to strażnik wartości w świecie zdominowanym przez optymalizację matematyczną.
3. Rola mentora-architekta. Zamiast kontrolować mikrozadania, lider projektuje środowisko, w którym synergia między człowiekiem a maszyną zachodzi naturalnie.
Prawdziwym sprawdzianem dla lidera HomoTech jest dziś odpowiedź na pytanie: Czy potrafisz zarządzać zespołem, który połowę swoich decyzji podejmuje w oparciu o sugestie agentów AI, nie tracąc przy tym z oczu misji i ludzkiego pierwiastka Twojej marki?
Twardy rygor finansowy i fitness zmian
Wdrożenie zaawansowanych ekosystemów AI wewnątrz organizacji wymaga odejścia od „budżetowania innowacji” na rzecz twardej matematyki biznesowej. Kończy się era rozproszonych, oddolnych eksperymentów, które „ładnie wyglądają w raporcie rocznym”, ale nie wpływają na rezultaty biznesowe. Strategia ROI Reckoning zakłada porzucenie setek drobnych pilotów na rzecz odważnego, całkowitego przeprojektowania 3-4 kluczowych procesów strategicznych end-to-end.
Zarządy w 2026 roku wymagają mierzalnych zwrotów: skrócenia time-to-revenue, skokowej poprawy marży brutto i wymiernej redukcji długu operacyjnego. Wygrywa odgórny rygor transformacyjny nad kreatywnym chaosem.

Fitness zmian i „pivot weekendowy”
Ostatnim elementem nowej strategii finansowej jest budowa Fitnessu Zmian (Change Fitness). Jest to zdolność organizacji do błyskawicznej adaptacji nowych technologii bez utraty wydajności. W świecie AI, gdzie modele potrafią zdezaktualizować się w ciągu jednego kwartału, kluczowa staje się zdolność do radykalnego oduczania się (unlearning).
Najwyższym stopniem wtajemniczenia jest tzw. pivot weekendowy. To operacyjna gotowość zespołu do chirurgicznej, diametralnej zmiany całego modelu pracy w ciągu zaledwie kilku dni, jeśli wymaga tego nowa wersja technologii lub ruch konkurencji. Taka zwinność wymaga inwestycji w ludzi, kompleksowy rozwój umiejętności przyszłości oraz tworzenia nowego środowiska pracy. W Booster of Innovation zauważamy, że największym błędem zarządów jest niedoszacowanie kosztów miękkich. Rozwiązaniem jest przyjęcie modelu inwestycji 5.1 – na każdego dolara wydanego na licencje i technologię, organizacja musi zainwestować pięć dolarów w kapitał ludzki. Sukcesu nie kupisz subskrypcją. Sukces musisz wykształcić wewnątrz swojego zespołu. Zwróć uwagę jak wygląda zestaw wydatków na AI i ile z tych kosztów dzisiaj przeznaczasz na reskilling i upskilling, zarządzanie zmianą,
aby przełamać opór przed nowym systemem pracy, oraz na przebudowę kultury – przejście z kultury hierarchicznej na kulturę zwinną, opartą na danych.
Dlaczego AI Radar Trendbook 2.0?
Wszystkie powyższe fundamenty – od liderstwa HomoTech, przez synergię Human x Machine, aż po rygor finansowy – stanowią mocne argumenty, aby rozpocząć pracę nad najnowszym zestawem trendów AI. Nasza najnowsza publikacja AI Radar Trendbook 2.0 jest gotowcem i kompasem dla organizacji „czujnych” (vigilant), które rozumieją, że w obecnym tempie zmian nie konkuruje się już produktem, lecz czasem reakcji.
Druga edycja Trendbooka to narzędzie do diagnozy: na którym ramieniu litery „K” znajduje się Twoja firma? I co ważniejsze – jakie konkretne kroki musisz podjąć dziś, aby jutro nie obudzić się w cyfrowym skansenie poprzedniej epoki. AI Radar Trendbook 2.0 to zaproszenie do elitarnego grona liderów, którzy rozumieją, że technologia jest mnożnikiem ludzkiego potencjału i oba wymiary są kluczowe, aby budować organizacje gotowe na przyszłość. Zapraszamy do współtworzenia tej nowej rzeczywistości. n
Krystyna Jarek
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
Bydgoszcz 27.05.2026 Gdansk 26.05.2026
Bydgoszcz 27.05.2026 Gdansk 26.05.2026
Katowice 28.04.2026 Kraków 11.06.2026
Katowice 28.04.2026 Kraków 11.06.2026
Sponsorzy Wejdź w erę AI z TD SYNNEX!
Poznaj tematykę sztucznej inteligencji na bazie przykładów i bezpośrednio od kluczowych graczy.
Poznaj tematykę sztucznej inteligencji na bazie przykładów i bezpośrednio od kluczowych graczy.
Weź udział w jednym z wydarzeń, sprawdź nasze artykuły i widecasty.
Weź udział w jednym z wydarzeń, sprawdź nasze artykuły i widecasty.
Więcej informacji na destinationAI.pl
Więcej informacji na destinationAI.pl
Główny Sponsor
Główny Sponsor
Sponsorzy Wejdź w erę AI z TD SYNNEX!


ETYKA W AI – MIĘDZY KODEM A SUMIENIEM
ETYKA CZARNEJ SKRZYNKI
Czy wolno nam decydować o ludziach, gdy nie umiemy wyjaśnić decyzji modelu? Wyobraź sobie, że stoisz przed sądem. Sędzia patrzy na Ciebie i mówi: „Wina udowodniona. 5 lat pozbawienia wolności”. Dlaczego? Bo algorytm tak powiedział. 98 proc. skuteczności. Szczegóły? A któż to wie?
Brzmi jak państwo prawa? Raczej jak wróżenie z fusów u szeptuchy... Nasza cywilizacja stoi (a przynajmniej stała dotychczas) na fundamencie uzasadnienia decyzji. Sędzia musi napisać uzasadnienie wyroku. Lekarz – dokumentację medyczną. Urzędnik – protokół. A co robi AI? „98 proc. skuteczności, powodów nie podam :)”. To nie żart. To realny problem, który zagraża nie tylko sprawiedliwości, ale i naszemu rozumowi.
Czarne skrzynki już dziś decydują o Twoim życiu
Czarne skrzynki to modele AI, które dają wynik, ale nie tłumaczą drogi, która do tego wyniku doprowadziła. Tak działają głębokie sieci neuronowe – wrzucasz dane, wychodzi decyzja. Ale skąd dokładnie takie, a nie inne wnioski? Nie wiadomo. Ot magia matematyki. W sieciach neuronowych wiedza nie jest zapisana w jednej linijce kodu. Ona jest rozproszona w miliardach połączeń. To tak, jakbyś zapytał człowieka: „W której dokładnie komórce Twojego mózgu zapisana jest decyzja o tym, że dziś zjesz jabłko?”
Gdzie już to widzimy?
q Sądy: Algorytmy przewidują recydywę (np. amerykański system COMPAS). Skazany dostaje dłuższy

wyrok, bo „AI mówi, że jesteś niebezpieczny”. Wyjaśnienie? Brak.
q Kredyty: Odmowa finansowania. „Model scoringowy tak zdecydował”. Dlaczego? „Tajemnica handlowa”.
q Medycyna: Algorytm odrzuca Cię z programu terapeutycznego. „Nie pasujesz do profilu”. Profil? Tajemnica.
q Rekrutacja: Nieznane algorytmy firmowe odrzucają Twoje CV. „Brak kompetencji”. Jakich? Nie dowiesz się.
Przeciętny zjadacz chleba nie ma o tym pojęcia, ale to już codzienność, a dodatkowo powrót do średniowiecza. Tyle że z ładnym interfejsem użytkownika.
Dlaczego wyjaśnienie jest (pozornie) niemożliwe?
Czarne skrzynki nie są błędem projektowym. To fundament działania nowoczesnego AI.
Wyobraź sobie prostą regułę: „Jeśli klient ma mniej niż 30 lat i dochód powyżej 5 tysięcy złotych, daj kredyt.” Jasne, zrozumiałe, przewidywalne.
Teraz weź sieci neuronowe – matkę wszystkich czarnych skrzynek. Wrzuć dane o kliencie: wiek, dochód, transakcje, lajki na FB, kolor sierści kota. Dane przechodzą przez gęsty labirynt miliardów parametrów, gdzie na każdym kroku są mnożone i przekształcane. Na wyjściu dostajemy gotowy werdykt, ale
ścieżka, którą pokonały, jest nie do odtworzenia. Na wyjściu? „98 proc. szans na spłatę”. Ale jak lajkowanie kotów na Facebooku wpłynęło na decyzję? Tego nie wie nikt.
Dlaczego tak się dzieje?
Bo czarne skrzynki szukają korelacji, nie przyczynowości. Model nie „rozumie” kredytu. On znajduje ukryte wzorce w danych – np. „Klienci, którzy lajkują koty, spłacają kredyty 2 proc. częściej niż ci, którzy lajkują psy” (bo koty mają bogatszych właścicieli, statystycznie). To nie „mądrość”. To matematyczne wróżenie z fusów. Amerykańska statystyk Cynthia Rudin z MIT, światowa liderka w dziedzinie wyjaśnialnego uczenia maszynowego, nie waha się mówić wprost: „Jeśli nie rozumiesz, jak to działa, nie używaj tego”. Jeżeli nie rozumiesz swojego narzędzia, nie operuj nim (zwłaszcza) na ludziach. Bo bez wyjaśnienia nie odróżnisz genialnego wglądu maszyny od zwykłego, statystycznego błędu wynikającego z tego, że model „wykrył” korelację koloru Twojego obuwia z historią spłat kredytu.
Ale dlaczego w ogóle dorobiliśmy się czarnych skrzynek? Bo wybraliśmy drogę na skróty i skuteczność ponad przejrzystość i zrozumienie. W 2012 roku algorytm AlexNet dokonał niemożliwego, drastycznie zbliżając się do ludzkiej precyzji rozpoznawania obrazów – to tempo nas uwiodło i zapomnieliśmy zapytać „jak do tego doszło?”. Dziś operujemy już superinteligentnymi modelami z 98-procentową skutecznością, ale wciąż nikt nie wie, jak działają one w środku – korporacje goniły zyski, rządy przewagę nad rywalami i nikt nie zatrzymał się, by zapytać: „A co tam się dzieje pod maską?” Ślepa wiara to rezygnacja z rozumu
Ufamy maszynie tylko dlatego, że jest statystycznie skuteczna. Nazywa się to dokładnie Automation Bias – ślepa wiara w algorytm. Ale nasze prawo wymaga odpowiedzialności.
„Dlaczego?” jest pytaniem, na które państwo ma obowiązek odpowiedzieć. „Bo AI tak policzyło” nie jest odpowiedzią. To jest wyrok bez podstaw.
EU AI Act próbuje uregulować to zasadą „High-risk systems MUST be explainable” (systemy wysokiego ryzyka muszą być wyjaśnialne). Ale to wciąż teoria, bo w praktyce firmy ukrywają się za własnością intelektualną. Ale prawda jest jeszcze gorsza: firmy często same nie wiedzą, co kieruje takimi, a nie innymi wyborami AI.
Prawo do wyjaśnienia: techniczne wytrychy otwierają skrzynki
Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć, jak działa system, nie powinieneś mieć prawa wdrażać go w urzędach, sądach, szpitalach. Nie mówię tu o całkowitym zakazie – w rozrywce, rekomendacjach Netfliksa czarna skrzynka nikomu raczej nie zaszkodzi, ale nie zaszkodzi też dopisek: „Oto cyfrowy rzut kostką. Nie szukaj tu drugiego dna”.
W obszarach high-stakes – tam, gdzie stawką jest ludzkie życie, wolność, zdrowie lub życiowe oszczędności – nie ma miejsca na domysły. Dlatego tutaj powinno obowiązywać twarde moratorium na stosowanie „niemych” systemów – takich, które potrafią wydać wyrok, ale nie potrafią go uzasadnić. I to tak długo, dopóki standardem nie stanie się Explainable AI (XAI), czyli sztuczna inteligencja z funkcją „wyjaśniania”.
Dziś, w europejskich sądach (za sprawą AI ACT), gdy chcemy użyć algorytmu do oceny ryzyka recydywy, nie można już zasłonić się komunikatem „tak wyszło z obliczeń”. Trzeba wdrożyć metody interpretowalne, takie jak LIME czy SHAP. To techniczne „wytrychy”, które brutalnie otwierają czarną skrzynkę i zmuszają ją do wyłożenia kart na stół. Zamiast magicznego wyniku, sędzia i oskarżony otrzymują konkretną listę argumentów: „Oto 5 cech, które wpłynęły na wyrok: X, Y, Z...”.
Obawy? Oczywiście...
q „Ale 98 proc. skuteczności!” – Tylko tyle, że skuteczność bez wyjaśnienia to ruletka, nie sprawiedliwość. Wolisz chirurga, który mówi „Przecinam tętnicę, bo szacuję 98 proc. skuteczności” czy „Przecinam tętnicę, bo USG i biopsja potwierdziły guza w tym miejscu”? q „Firmy uciekną!” – Współpracując z firmami budującymi nieodpowiedzialne AI, bazującymi na czarnych skrzynkach, dokładamy cegiełkę do budowy algorytmów decydujących bezpodstawnie o ludzkiej doli i niedoli. Ale każdy ma wybór.
Żądaj wyjaśnienia, chyba że lubisz fusy
Następnym więc razem, gdy otrzymasz informację: „AI tak zdecydowało” – zatrzymaj się i zapytaj: „Dlaczego?”
Nie dostaniesz odpowiedzi? W takim razie nie jest to decyzja. To wróżenie z fusów przebrane za neurony głębokie. Dziś Czarne Skrzynki to nowa tyrania – niewidzialna, ale realna. Niecelowa, ale krzywdząca. n Ewelina Stój

SPRZEDAŻOWE DNA, LUDZKA TWARZ BIZNESU
I DRUK POD OSTRZAŁEM
STRATEGIA NA TRUDNE CZASY
Jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci polskiego kanału IT. Krzysztof Mertowski, Country Manager Brother na Polskę i Ukrainę, to człowiek, który o sprzedaży wie wszystko, bo przeszedł w tej firmie każdy szczebel – od pracy „w terenie”, przez zarządzanie zespołami handlowymi, aż po fotel szefa oddziału.
Wbranży, która zachłysnęła się obietnicami sztucznej inteligencji i cyfrowej rewolucji, pozostaje twardym realistą. W szczerej rozmowie z IT Reseller opowiada o tym, jak zarządza się ludźmi, których zna się od dekady, dlaczego polski oddział stał się logistycznym sercem dla walczącej Ukrainy i dlaczego Brother nie boi się mówić głośno: „AI w drukarkach to dziś często tylko puste hasło”.
Został Pan Country Managerem po latach w sprzedaży. Co ze swojego sprzedażowego DNA przydaje się Panu w tej roli, a co wyrzucił Pan do kosza, żeby w ogóle móc zacząć myśleć strategicznie – a nie tylko gonić za kolejnym targetem?
Nie oszukujmy się – targety nadal są ważne. I pewnie zawsze będą, bo odpowiadam za ich realizację i trudno byłoby udawać, że to przestaje mieć znaczenie.
W roli Country Managera moim kluczowym zadaniem jest budowanie środowiska, w którym zespół może działać świadomie i odpowiedzialnie. Zaufanie daje ludziom przestrzeń do podejmowania decyzji, brania odpowiedzialności i myślenia długofalowego.
Liczby i wyniki nadal są bardzo istotne, bo jesteśmy biurem sprzedażowym, ale dziś postrzegam je jako rezultat dobrze poukładanej organizacji i zdrowej kultury
pracy, a nie jedyny punkt odniesienia. Gdy zespół rozumie kierunek, cele i wzajemnie sobie ufa, wyniki przychodzą w sposób naturalny, bez nadmiernej presji.
Z doświadczenia sprzedażowego zachowałem koncentrację na ludziach i dialogu. Umiejętność słuchania, otwartość i szczerość w rozmowie to fundament zarówno relacji z klientami, jak i przywództwa wewnątrz organizacji. Jednocześnie nauczyłem się, że zarządzanie nie polega na ciągłej kontroli czy natychmiastowej reakcji, ale na konsekwencji, spójności i dawaniu zespołowi realnej autonomii.
Dziś przywództwo rozumiem jako odpowiedzialność za przyszłość organizacji – zarówno biznesową, jak i ludzką. Strategia zaczyna się tam, gdzie kończy się koncentracja wyłącznie na bieżących wynikach, a zaczyna świadome budowanie trwałej wartości firmy.
Jak Pan dba o to, żeby ogromne doświadczenie było dla firmy napędem, a nie kotwicą? Gdzie szuka Pan tego błysku nowości?
Nawet gdy odpowiadałem tylko za sprzedaż, zależało mi na tym, żeby firma maksymalnie się rozwijała – i to nie jest puste chwalenie się, choć może trochę tak brzmi (śmiech). Byłem dużym orędownikiem zmian w reorganizacji działu sprzedaży i – z perspektywy czasu – skutecznym.
Pod koniec minionego roku zrobiliśmy sporo strukturalnych zmian właśnie po to, żeby nie tkwić w schematach. Wyodrębniliśmy trzy główne filary sprzedażowe – i to jest fundament, który ma pozwolić nam rozwijać skrzydła. Równolegle inwestujemy w ludzi wewnątrz organizacji – rozwijamy ich, doceniamy i próbujemy zapewnić im przestrzeń do tego, żeby wnosili do firmy coraz więcej.
Skoro mowa o strukturze – który z tych trzech filarów jest dziś najsilniejszym motorem wzrostu?
Zdecydowanie SMB i MPS – Managed Print Services, czyli sprzedaż kontraktowa, która jest jego elementem. To jest obszar, w którym widzimy największy potencjał i któremu poświęcamy teraz dużo uwagi. W tym roku aktywnie poszukujemy nowej osoby wewnątrz organizacji – o profilu bardziej administracyjnym – właśnie do sprzedaży kontraktowej. Zależy nam, żeby zarządzanie tą częścią biznesu, koordynacja projektów i obsługa klientów były jeszcze sprawniejsze. To jest otwarty wakat –więc jeśli ktoś czyta ten wywiad i czuje, że to jego temat, zapraszam (śmiech).
Skoro już przy wynikach jesteśmy –miniony rok... Co było największym wyzwaniem: gospodarka, zmieniające

się wymagania klientów, a może jedno i drugie?
Dla nas, tak zupełnie szczerze – żadnego problemu nie było. Odnotowaliśmy 18-procentowy wzrost względem założeń i prawie 12-procentowy wzrost rok do roku. Z punktu widzenia wyników organizacji – same pozytywy. Zespół powiększył się też o kilka nowych osób w sprzedaży i wsparciu sprzedaży.
Rok ten był nie mniej wymagający dla mnie samego – organizacyjnie. Zmiana roli to zmiana optyki, tempa, relacji z ludźmi. I zrobiłem coś, co chyba nie jest standardem: przed objęciem nowej funkcji spotkałem się indywidualnie z każdym pracownikiem firmy. Jeden na jeden. Żeby posłuchać, jak każda osoba widzi swoje miejsce w organizacji. Znamy się
od lat, ale ta relacja zmieniła się w momencie, gdy stałem się ich przełożonym – i chciałem, żeby te rozmowy odbyły się uczciwie, zanim kogokolwiek zacznę formalnie prowadzić.
To brzmi jak dowód na to, że zarządzanie przez relacje naprawdę działa – nie tylko jako slogan na LinkedIn. Te spotkania dały i mi, i moim koleżankom i kolegom naprawdę dużo. I stały się podstawą do tego, żeby dobre zmiany wprowadzać świadomie, a nie intuicyjnie. Mam wrażenie, że wszyscy poczuli, że zależy mi też na ludziach, nie tylko na wynikach.
Pozwoli Pan, że teraz pójdę w zupełnie inne miejsce. Ukraina. Jak w tak eks-
tremalnych warunkach w ogóle planuje się sprzedaż?
W Ukrainie mam jednego człowieka – ulokowanego w Kijowie. Biznes jest ekstremalnie trudny, tego nie ma co ukrywać. Ale ci ludzie potrzebują normalności –choćby jej namiastki. Ten kolega próbuje funkcjonować zawodowo przy latających bombach, dronach, przy przerwach w dostawie prądu po nalotach. I spotykam się z nim regularnie – w zeszłym tygodniu mieliśmy spotkanie, w przyszłym kolejne. Tu nie ma czegoś takiego, jak planowanie długoterminowe. Strategia istnieje, ale jej wektor zmienia się niemal z tygodnia na tydzień – w zależności od sytuacji na froncie, dostępności infrastruktury, możliwości logistycznych. Uczymy się działać w trybie ciągłej ko-

rekty kursu i traktujemy to nie jako słabość, ale jako konieczną elastyczność w warunkach, których nikt wcześniej nie doświadczył w takim wymiarze.
Czy czuje Pan, że prowadząc ten biznes w Ukrainie, robi Pan coś więcej, niż tylko sprzedaje drukarki?
Myślę, że tak. Przede wszystkim uczę się rozumieć biznes w innych realiach. Ponadto dostawy realizujemy teraz z polskich magazynów – od początku zeszłego roku, wcześniej szły z magazynu centralnego. Mamy dwóch dystrybutorów odpowiedzialnych za ukraiński rynek i aktywnie wspieram kolegę naszym stockiem, bo większość produktów mamy dodatkowo z menu angielskim i ukraińskim, więc możemy reagować elastycznie.
Jeśli chodzi o wyniki – nasz udział w rynku ukraińskim to około 12 proc., co przy skali wyzwań jest już jakimś osiągnięciem. Ale urośliśmy przy tym prawie trzykrotnie rok do roku. Wygrywamy przetargi w sektorze publicznym, gdzie drukarki to narzędzia codziennej pracy, nie zbytku. I od maja ruszamy ze sprzedażą urządzeń Ink Tank – tych właściwych, dedykowanych, bez rosyjskiej cyrylicy.
Zostańmy przy rzeczach, które budzą dziś emocje w całej branży – AI... Jako że sztuczna inteligencja wyskakuje już dosłownie z każdego urządzenia, muszę zapytać wprost: AI w drukarkach to realna rewolucja czy ładne hasło przyklejone do starego produktu w nowym opakowaniu?
(śmiech) Niestety – to drugie. I powiem to wprost, choć wiem, że to nie jest popularna odpowiedź. Naciskamy jako biura sprzedażowe, i to nie tylko w Polsce, żeby komunikacja produktowa uwzględniała trendy związane z AI. Natomiast tak zupełnie szczerze – z drukarek pod kątem AI nie da się wiele wycisnąć. Część funkcjonalności było znacznie wcześniej, zanim AI zaczęło być „modne”, jak np. obsługa, czy obróbka dokumentu w chmurze.
Czyli drukarka robi to, co ma robić –i nie ma co więcej wymyślać. Dokładnie tak. Drukarka z założenia ma drukować, urządzenie wielofunkcyjne –drukować i skanować. Można ulepszyć oprogramowanie, żeby obsługa była jeszcze prostsza, można wzbogacać aplikacje. Być może tak się stanie. Ale dzisiaj tego w realnych produktach jeszcze nie ma. Tak więc owszem. AI w tym segmencie to w mojej opinii tylko modne hasło. I mam wrażenie, że Brother jest jednym z niewielu vendorów, którzy są tu brutalnie szczerzy i nie mówią o czymś, czego po prostu nie ma.
Czyli Brother nie czaruje rzeczywistości. Chyba to najlepsze podsumowanie (śmiech). Dyskusje na wewnętrznych poziomach trwają i użycie rozwiązań AI docelowo nastąpi – to tylko kwestia czasu. Bardziej widzę to jednak po stronie oprogramowania, szczególnie w naszym MPS: analizowanie danych o zużyciu, pokryciu materiałów eksploatacyjnych, precyzyjne statystyki, które już teraz pomagają nam
optymalizować np. serwis. To jest AI, która realnie działa – dla klienta biznesowego, nawet jeśli on jej nie widzi na co dzień. Ponadto w niedalekiej przyszłości wprowadzamy rozwiązania AI, które realnie będą wspierać użytkowników i partnerów, jako część procesu w komunikacji z firmą Brother.
No dobrze, to teraz bardziej konfrontacyjnie. Konkurencja nie śpi. Dlaczego klient biznesowy miałby wybrać właśnie Brothera, a nie jednego z waszych rywali? Zacznę od jakości produktu, bo to fundament. Brother przez lata wypracował technologicznie dobre rozwiązania w praktycznie każdej kategorii urządzeń biznesowych. Mam twarde dane z naszych kontraktów MPS: mamy klientów, u których nasze drukarki wydrukowały powyżej półtora miliona stron – przy założonej przez Brothera żywotności produktu wynoszącej 600 000 stron. Dwa i pół raza powyżej specyfikacji. I te maszyny działały bez zarzutu.
Co więcej, na wszystkie produkty biznesowe oferujemy trzy lata gwarancji – co nie jest standardem na rynku – i to w formie on-site, czyli naprawy w miejscu instalacji u klienta. Czas reakcji w ramach kontraktów MPS nie przekracza przy tym często jednego dnia roboczego – z haczykiem, ale się mieści. Kolejny filar to łatwość obsługi. Nasze urządzenia mają jeden spójny interfejs – od tych wielofunkcyjnych po skanery. Ktoś, kto już raz używał produktu Brothera, bez trudu obsłuży każde inne nasze urządzenie. To brzmi banalnie, ale dla działów IT dużych organizacji, które wdrażają setki urządzeń, to jest naprawdę istotne.
I ostatnia rzecz – podejście do klienta i partnera. Jesteśmy „at your side” – to nie jest tylko slogan. To jest DNA tej firmy. Partnerzy to wiedzą, klienci to czują. I to buduje lojalność.
Wspomniał Pan o partnerach – gdzie dziś Brother i jego kanał mogą szukać realnego zysku? W urządzeniach, tonerach, usługach?
Staramy się zapewnić marżę na każdym etapie – bo każdy z naszych partnerów pracuje po to, żeby zarabiać. Mały sklep komputerowy, duża sieć handlowa – nikt nie działa charytatywnie. Marża dzisiaj

jest trudnym tematem na całym rynku, to nie jest tajemnica. Ale robimy wszystko, żeby ten zysk był co najmniej zadowalający. Inwestujemy też w kampanie marketingowe, a więc w działania wspierające sprzedaż – po to, żeby klient trafiał do naszej marki i finalnie do naszych partnerów. Jeśli klient już wchodzi w świat Brothera, to bardzo często zostaje w nim na lata. I to jest wartość, która procentuje po obu stronach kanału.
Na koniec klasyczne, ale obowiązkowe pytanie: co będzie największym wyzwaniem dla branży druku w najbliższych miesiącach? Na co Brother jest gotowy, a co jeszcze spędza sen z powiek? Powiedziałbym, że KSeF – ale bardziej od strony operacyjnej niż sprzedażowej. To jest poważne wyzwanie nie tylko dla nas, ale dla wielu podmiotów na polskim rynku. Większość wiedziała, że to nadchodzi, a mimo to większość wciąż nie jest gotowa. I to dotyczy też nas jako organizacji – trzeba to wdrożyć sprawnie, żeby nie zakłócić codziennego biznesu. Drugie wyzwanie to niepewność. Chyba nikt dziś nie potrafi z pełnym przekonaniem planować kolejnych kwartałów. I mówię tu o czymś znacznie szerszym niż tylko kondycja rynku druku. Niepewność geopolityczna przekłada się dziś
na decyzje zakupowe w całej branży IT. Klienci zaczynają odkładać wydatki na sprzęt, bo drukarka czy urządzenie wielofunkcyjne to nie jest pierwsza potrzeba w czasach, gdy priorytetem staje się stabilność finansowa. A warto pamiętać, że drukarki to nie tylko mechanika i toner – to urządzenia z modułami pamięci, procesorami, komponentami, które pochodzą z tych samych łańcuchów dostaw, co cały rynek IT. Cła, napięcia handlowe, zależność od producentów chipów – to wszystko dotyka nas tak samo, jak producentów laptopów czy serwerów. Nikt w tej branży nie jest na to odporny.
Mimo wszystko zakładamy, że utrzymamy pozycję lidera w każdej kategorii, w której jesteśmy obecni na polskim rynku. Zeszły rok potwierdził, że konkurencja nie odpuszcza i walczy o odzyskanie udziałów – i to jest zdrowe. Ale my nie daliśmy się wyprzedzić. Nawet tam, gdzie delikatnie straciliśmy, nadal jesteśmy liderem. A w kategoriach takich, jak Ink Tank czy urządzenia laserowe kolorowe – odnotowaliśmy bardzo wyraźne wzrosty.
Brzmi Pan jak człowiek, który nie boi się twardej rywalizacji.
Rywalizacja to element codziennego życia biznesowego. Ważne, żebyśmy wychodzili z niej silniejsi – i na razie nam się to udaje. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
DOŁĄCZ DO NASZYCH PRENUMERATORÓW
W WIEMY,
AB ŻE NASI PARTNERZY
POTRZEBUJĄ PEŁNEGO WSPARCIA NA KAŻDYM ETAPIE WSPÓŁPRACY
PATRYCJA GAWARECKA DYREKTOR SPRZEDAŻY I MARKETINGU




Wyślij zgłoszenie na adres: prenumerata@itreseller.pl
Prenumerata bezpłatna-kwalifikowana, wyłącznie dla osób i firm związanych z branżą IT.
Bądź na bieżąco, wejdź na stronę: www.itreseller.pl
Dołącz do nas na YouTube
Dołącz do nas na LinkedIn
TRANSPARENTNOŚĆ I TECHNOLOGIA HEAT-FREE
Rynek IT w 2026 roku stoi przed wyzwaniami, które wymagają od partnerów czegoś więcej niż tylko sprzedaży sprzętu – wymagają przewidywalności i realnej przewagi technologicznej. Robert Reszkowski, Business Sales Manager w Epson Europe, wyjaśnia, dlaczego firma konsekwentnie rezygnuje z konkurencji z własnymi partnerami, jak sześcioletnia gwarancja w programie „Back to Life” buduje zaufanie klientów oraz w jaki sposób technologia atramentowa ostatecznie wypiera laser w sektorze publicznym i edukacji. To konkretne spojrzenie na budowanie stabilnej marży w oparciu o ekologię i niskie koszty eksploatacji (TCO).
Jakie konkretne narzędzia i formy wsparcia oferuje Epson swoim partnerom, aby ułatwić im codzienną pracę i domykanie procesów sprzedaży?
Nasze podejście do wsparcia partnerów opiera się na bardzo konkretnych, mierzalnych działaniach, które realnie wpływają na ich wyniki sprzedażowe. Fundamentem są umowy partnerskie, które nie tylko formalizują współpracę, ale przede wszystkim zapewniają dodatkowe bonusy i przewidywalność biznesową. Partner wie, na czym stoi – jakie cele musi zrealizować i jakie korzyści z tego wynikają.
Równolegle prowadzimy dedykowane akcje promocyjne skierowane wyłącznie do kanału partnerskiego. Dobrym przykładem jest program „Back to Life”, w którym oferujemy urządzenia z sześcioletnią gwarancją. To nie tylko argument sprzedażowy, ale też jasny sygnał: jesteśmy pewni jakości naszych rozwiązań i nie boimy się brać za nie odpowiedzialności w długim okresie.
Istotnym elementem jest wsparcie marketingowe. Pomagamy partnerom w przygotowaniu materiałów, stron internetowych czy kampanii lokalnych. Co ważne, nie narzucamy gotowych schematów – raczej współtworzymy działania dopasowane do specyfiki danego rynku. Często partycypujemy także w kosztach lokalnych inicjatyw, takich jak eventy czy spotkania z klientami końcowymi. To pozwala partnerom „być bliżej” swoich odbiorców i budować relacje w regionie.
Nie zapominamy o edukacji. Organizujemy szkolenia, warsztaty oraz zapraszamy partnerów na konferencje ogólnopolskie, szczególnie w obszarach takich jak edukacja czy sektor publiczny. Dzięki temu partnerzy nie tylko sprzedają produkt, ale rozumieją jego kontekst biznesowy.
Co sprawia, że model współpracy partnerskiej z Epsonem jest dla partnerów atrakcyjny i pozwala im budować stabilną marżę?
Kluczowym elementem jest transparentność i konsekwencja w działaniu. Epson od lat utrzymuje transparentność kanału sprzedaży – nie konkurujemy z partnerami poprzez sprzedaż bezpośrednią do klientów końcowych. To buduje zaufanie i eliminuje ryzyko konfliktu interesów, które w wielu modelach dystrybucyjnych nadal występuje.
Drugim filarem jest unikatowość technologiczna. Nasze urządzenia bazują na autorskiej technologii Heat-Free, co oznacza, że partner nie sprzedaje „kolejnego podobnego urządzenia”, tylko realnie wyróżniające się rozwiązanie. To przekłada się na większą wartość dodaną i mniejszą presję cenową.
Stabilność marży wynika również z przewidywalności całkowitych kosztów posiadania urządzenia po stronie klienta. Jeśli klient końcowy widzi realne oszczędności, jest mniej skłonny do agresywnych negocjacji cenowych na starcie. To daje partnerowi przestrzeń do utrzymania zdrowej rentowności.

Jakie konkretne przewagi sprawiają, że rozwiązania atramentowe mogą być dla firm wyborem pierwszego rzędu, zastępując urządzenia laserowe?
Najważniejszym argumentem jest całkowity koszt posiadania, czyli TCO. W przypadku urządzeń atramentowych Epson jest on znacząco niższy niż w technologii laserowej, m.in. dzięki ograniczeniu liczby elementów eksploatacyjnych. Nie mamy tu bębnów, pasów transferowych czy zespołów utrwalania, które generują koszty i wymagają regularnej wymiany.
Z tym bezpośrednio wiąże się niezawodność. Mniej komponentów oznacza mniejsze ryzyko awarii i krótsze przestoje. Dla firm to realna wartość – urządzenie drukujące ma po prostu działać, a nie wymagać ciągłej obsługi serwisowej.
Dodatkowo oferujemy wydłużone okresy gwarancyjne, co wzmacnia poczucie bezpieczeństwa inwestycji. Klient nie kupuje „sprzętu na chwilę”, tylko rozwiązanie na lata. Nie bez znaczenia jest także aspekt ekologiczny. Atramentowe technologie Epson zużywają mniej energii i generują mniej odpadów, co coraz częściej staje się kryterium decyzyjnym w firmach i instytucjach publicznych.
W jaki sposób Epson pomaga partnerom odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie klientów na rozwiązania energooszczędne i przyjazne środowisku?
Technologia Heat-Free jest tutaj absolutnym fundamentem. Eliminacja procesu nagrzewania oznacza znacząco niższe zużycie energii elektrycznej, co przekłada się nie tylko na rachunki, ale również na ślad węglowy organizacji oraz brak emisji gazów cieplarnianych. Partnerzy mogą więc rozmawiać z klientami językiem konkretnych oszczędności i realnych korzyści środowiskowych. Drugim aspektem są materiały eksploatacyjne. W naszych rozwiązaniach stosujemy wysokowydajne wkłady, które wystarczają na znacznie więcej wydruków niż tradycyjne tonery. Ponadto ich konstrukcja
ułatwia transport, magazynowanie i utylizację.
To oznacza mniej odpadów i niższe koszty logistyczne.
Wspieramy partnerów także w komunikacji tych wartości – dostarczamy dane, argumenty i narzędzia, które pomagają przełożyć technologię na język biznesu i ESG, coraz ważniejszy w procesach zakupowych.
Z jakimi największymi wyzwaniami będą musieli zmierzyć się polscy dealerzy IT w najbliższych miesiącach i jak Epson zamierza ich w tym czasie wspierać?
Otoczenie rynkowe jest dziś wyjątkowo wymagające. Wzrost kosztów transportu, wynikający m.in. z sytuacji geopolitycznej, wpływa bezpośrednio na ceny urządzeń i dostępność produktów. Do tego dochodzą napięcia w łańcuchach dostaw komponentów, szczególnie pamięci i elementów elektronicznych, które są intensywnie wykorzystywane przez sektor AI. Równolegle obserwujemy zmianę w sposobie korzystania z druku. W środowiskach laserowych wolumeny wydruków maleją, natomiast w przypadku technologii atramentowej prognozy są odwrotne – tu spodziewany jest wzrost. To wymaga od partnerów zmiany podejścia i dostosowania oferty.
Naszą rolą jest zapewnienie stabilności. Dbamy o dostępność produktów, przewidywalność dostaw i wsparcie sprzedażowe. Pomagamy partnerom zrozumieć zmiany rynkowe i wykorzystać je jako szansę, a nie zagrożenie.
Gdzie widzi Pan obecnie największe szanse na wzrost dla kanału partnerskiego i jakie nowe nisze rynkowe mogą przynieść resellerom najwięcej korzyści w 2026 roku?
Jednym z najbardziej perspektywicznych obszarów jest edukacja, gdzie rośnie zapotrzebowanie na druk kolorowy. Nasze rozwiązania oferują bardzo niski koszt wydruku przy zachowaniu wysokiej jakości, co daje partnerom silny argument w rozmowach z placówkami oświatowymi. Dodatkowo podkreślić należy certyfikowaną trwałość druku. Urządzenia Epsona są rekomendowane do wydruku świadectw, certyfikatów i dyplomów.
Duży potencjał widzimy także w sektorze publicznym, który coraz częściej uwzględnia kryteria ekologiczne i całkowity koszt użytkowania. Kolejnym obszarem są biura, gdzie trwa naturalna wymiana urządzeń laserowych na bardziej ekonomiczne i ekologiczne rozwiązania atramentowe.
Nie można też pominąć rynku opakowań i zastosowań specjalistycznych, gdzie technolo-
Podstawą jest zaufanie, które buduje się latami, ale można stracić bardzo szybko. Dlatego stawiamy na transparentność i konsekwencję w działaniu. Partner musi mieć pewność, że deklaracje przekładają się na realne działania.
Robert Reszkowski Business Sales Manager w Epson Europe
gia druku cyfrowego otwiera nowe możliwości biznesowe dla partnerów gotowych wyjść poza tradycyjny model sprzedaży.
Na jakie nowości w Państwa ofercie powinni zwrócić szczególną uwagę Państwa partnerzy? Nasza strategia to konsekwentna ewolucja, a nie rewolucja. Od kilkunastu lat rozwijamy portfolio produktowe w taki sposób, aby odpowiadało na różne poziomy potrzeb klientów – od małych firm po duże organizacje. Dziś jesteśmy w stanie pokryć praktycznie każdą „półkę” zapotrzebowania. Obejmuje to zarówno najnowsze serie urządzeń, jak i sprawdzone modele, które nadal doskonale spełniają swoje zadania w wielu środowiskach.
Co istotne, bardzo ściśle współpracujemy z partnerami przy konkretnych projektach. Nie chodzi o sprzedaż konkretnego modelu, ale o dopasowanie rozwiązania do realnych potrzeb klienta końcowego. To podejście pozwala budować długofalowe relacje i zwiększać skuteczność sprzedaży.
Na jakich wartościach opiera Pan budowanie długofalowych relacji z partnerami handlowymi i co jest dla Pana kluczowe w profesjonalnym kanale sprzedaży?
Podstawą jest zaufanie, które buduje się latami, ale można stracić bardzo szybko. Dlatego stawiamy na transparentność i konsekwencję w działaniu. Partner musi mieć pewność, że deklaracje przekładają się na realne działania. Drugim elementem jest przewidywalność. W biznesie ważne jest, aby móc planować –zarówno sprzedaż, jak i inwestycje. Stabilne warunki współpracy są tutaj kluczowe.
Nie mniej istotna jest jakość produktów. Niezawodność urządzeń bezpośrednio wpływa na reputację partnera u klienta końcowego.
Wreszcie wiarygodność – zarówno marki, jak i ludzi, którzy ją reprezentują. Profesjonalny kanał sprzedaży opiera się na relacjach, a te wymagają uczciwości, otwartości i wspólnego podejścia do rozwiązywania problemów. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl
Masz pytania?
Napisz do nas na: biznes@epson.pl



RAPORT RYNEK DRUKU
H1 – 2026

RAPORT DRUKU 2026 CZ. 1
EWOLUCJA PAPIERU W DOBIE CYFROWEJ TRANSFORMACJI
Rok 2026 staje się punktem zwrotnym dla branży, w której cyfrowy obieg dokumentów przestaje być jedynie technologiczną nowinką, a staje się fundamentem funkcjonowania nowoczesnych organizacji. Choć od lat wieszczono kres papieru, rzeczywistość rynkowa pokazuje znacznie bardziej złożony obraz, w którym druk, zamiast znikać, adaptuje się do nowych warunków.
Wniniejszym raporcie analizujemy, jak kluczowe zmiany regulacyjne, w tym wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), oraz postępująca cyfryzacja procesów biznesowych wpływają na strategie producentów i dystrybutorów. O zabranie głosu w dyskusji poprosiliśmy czołowych ekspertów rynku IT, takich jak Michał Lewiński, Jarosław Rudkowski oraz Piotr Iskrzak z firmy AB S.A., Krzysztof Mertowski z firmy Brother, Robert Reszkowski reprezentujący Epson, Robert Sekuła z HP oraz Aleksandra Roszkowska-Zboina z TD SYNNEX. Eksperci wspólnie nakreślili wizję przyszłości, w której urządzenie drukujące staje się inteligentnym hubem w tzw. ekosystemie workflow.
Cyfryzacja faktur i efekt KSeF: koniec ery papierowej księgowości?
Wprowadzenie ustrukturyzowanych e-faktur w systemie KSeF to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń kształtujących wolumen wydruków w Polsce. Michał Lewiński, Business Unit Manager w AB S.A., słusznie zwraca uwagę, że: …urządzenia drukujące przestają być niezbędne do generowania dokumentów księgowych o mocy prawnej, a wydruk faktur staje

się jedynie „wizualizacją”, która nie zastępuje e-faktury Według Lewińskiego, z uwagi na obowiązek KSeF drukarki posłużą głównie do: …tworzenia kopii roboczych dokumentów księgowych, dodatkowej archiwizacji dokumentów, co spowoduje powolny, globalny spadek liczby wydruków. Tę perspektywę uzupełniają Jarosław Rudkowski oraz Piotr Iskrzak, Product Managerowie w AB S.A., wskazując, że: …choć cyfryzacja faktur i innych dokumentów zmniejsza wolumen drukowanych w biurach dokumentów to zmiany te będą przebiegały raczej jako ewolucja niż rewolucja. Rudkowski i Iskrzak szacują, że spadek wolumenu wydruków wynosi około 3-4 proc. rocznie, przy czym: … bardziej traci wydruk mono i laserowy, a zyskuje wydruk kolorowy i atramentowy. Podobnego zdania jest Aleksandra Roszkowska-Zboina, Senior Business Manager, Dział Druku i Eksploatacji w TD SYNNEX, która zauważa, że: …proces cyfryzacji trwa od kilku lat i niewątpliwie wywiera wielki wpływ na środowisko druku oraz rynek skanerów Jak podkreśla: …wiele firm już dokonało cyfryzacji dokumentów i swoich bibliotek, wiele wchodzi w ten system na bieżąco (nie przekształcają archiwów na dokumenty cyfrowe, ale każdy nowy dokument zostaje zarchiwizowany w wersji cyfrowej). Jest to trend widoczny nawet w mniejszych organizacjach. Roszkowska-Zboina dodaje też, że rok 2026 jest czasem przejściowym,
a …miarodajnej oceny wpływu KSeF na liczbę wydruków można będzie dokonać dopiero pod koniec 2027 roku, gdy firmy uporają się z modyfikacjami wdrożeń. Ekspertka z TD SYNNEX zauważa również, że system ten: nie wymusza zamian funkcjonalności floty drukującej. Pod względem technologicznym niepotrzebne są jakiekolwiek modyfikacje sprzętu. To, co się zmienia w funkcji druku to jego przesunięcie z finansów do części operacyjnej, do magazynów, logistyki, etc. Krzysztof Mertowski, Country Manager Poland & Ukraine w Brother, uspokaja rynek: …Jeśli chodzi o KSeF, zakładamy, że ta zmiana docelowo ograniczy liczbę drukowanych stron, ale jako szef Brother zupełnie nie boję się o sprzedaż samych urządzeń. To, co zbudowaliśmy przez lata, daje nam stabilną pozycję i w sztukach na pewno będziemy sprzedawali podobnie. Mertowski uważa, że gwałtowny spadek wolumenu wydruków to perspektywa odległa, ponieważ zmiana ta wymaga wymiany pokoleniowej: Dzisiejszy księgowy czy administrator wciąż często czuje potrzebę posiadania dokumentu w ręku, choćby do testowych podglądów czy weryfikacji danych z systemu. Zanim znikną segregatory pełne faktur, upłynie jeszcze co najmniej kilka lat.
Perspektywę producentów uzupełnia Robert Sekuła, East Central Europe Print Category Lead w HP, który zaznacza, że cyfryzacja zmienia rolę urządzeń druku-


jących – ale nie eliminuje ich. Firmy coraz częściej odróżniają dokumenty wymagające fizycznej formy, takie jak umowy, archiwizacja i część komunikacji z klientami, od tych, które mogą pozostać w pełni cyfrowe Sekuła wskazuje, że rośnie znaczenie urządzeń wielofunkcyjnych, …które łączą druk z zaawansowanym skanowaniem i przetwarzaniem dokumentów, wspierając transformację procesu obiegu dokumentów. Również Robert Reszkowski, Business Sales Manager w Epson, podkreśla, że druk jest dziś: elementem workflow, w którym równie ważne jest skanowanie, archiwizacja i zarządzanie dokumentem. W tym kontekście urządzenia wielofunkcyjne, takie jak rozwiązania Epson WorkForce Pro, stają się centralnym punktem cyfrowego obiegu dokumentów, szczególnie w środowiskach integrujących się z systemami EZD RP czy EZD PUW.
Gdzie papier pozostaje niezastąpiony: bastiony fizycznego nośnika
Mimo wszechobecnej digitalizacji, istnieją sektory, w których papier pozostaje fundamentem bezpieczeństwa i efektywności.
Lewiński z AB S.A. wylicza, że: …akty notarialne, testamenty, pełnomocnictwa i wiele innych tego typu dokumentów wymaga fizycznego podpisu i papierowej formy dla zachowania mocy dowodowej. Również w edukacji wydruki nie odchodzą do lamusa. Praca z fizycznym tekstem sprzyja lepszej koncentracji i zapamiętywaniu informacji. Co za tym idzie, materiały drukowane, takie jak podręczniki i ćwiczenia, są nadal preferowane w nauczaniu początkowym i przedmiotach ścisłych. Rudkowski i Iskrzak dodają do tego argumenty ergonomiczne: …papier jest stosunkowo wygodnym i kompaktowym nośnikiem informacji (oczywiście zależy to od formatu i ilości informacji). Nie trzeba go ładować, mało waży i dopasowuje się do bardzo wielu przestrzeni przenoszących. Wizualizacja prac, tekstów jest czasami wygodniejsza i bardziej praktyczna niż w przypadku wyświetlaczy. W ich opinii papier pozostaje też jednym z najpewniejszych i najżywotniejszych nośników w archiwizacji. Mertowski z firmy Brother jako główny bastion druku wskazuje logistykę: …druk dokumentów przewozowych czy obsługa paczek to fundament, bez którego wszystko staje. Podobnie jest w produkcji, gdzie na poszcze-

gólnych etapach dokumentacja papierowa jest niezbędna do kontroli procesu. Jednak największym obszarem pozostaje sektor publiczny. Służba zdrowia, administracja czy sądownictwo to branże, gdzie era cyfrowa nadejdzie pewnie dopiero za długie lata. Przeciętnemu urzędnikowi trudno będzie zabrać drukarkę z biurka, bo to nie tylko kwestia technologii, ale zmiany pokoleniowej i mentalnej. Dzisiejsza młodzież wybiera „digital”, ale pokolenie decyzyjne w urzędach wciąż ufa dokumentowi papierowemu.
Potwierdza to Sekuła z HP, wskazując, że: …w prawie, medycynie oraz sektorze MŚP opartym na wysyłkach, papier pozostaje niezastąpionym nośnikiem – ze względów prawnych, organizacyjnych lub praktycznych (na przykład drukowanie etykiet kurierskich). Reszkowski z Epson zwraca natomiast uwagę na: …trwałość i formalny charakter dokumentu papierowego w sektorze publicznym i edukacji. Roszkowska-Zboina z TD SYNNEX dodaje do tej listy druk specjalistyczny, w tym wielkoformatowy (A1+) stosowany w inżynierii i przemyśle, a także rynek opakowań i marketingu, gdzie druk wciąż ma ogromny potencjał rozwojowy. Ekspertka podkreśla, że:

spadek liczby drukowanych stron to fakt, ale nadal istnieją obszary, gdzie druk jest niezastąpiony.
Ewolucja sprzętu: inteligentne punkty styku z cyfrowym światem
Zmiana roli druku wymusza na producentach modyfikację oferowanych technologii. Lewiński z AB S.A. zauważa, że nowoczesne urządzenia wielofunkcyjne (MFP): …ewoluują w inteligentne punkty styku z ekosystemem cyfrowym, pozwalając m.in. na szybką wizualizację danych z formatu XML na czytelne dokumenty robocze. Zauważalny jest także wzrost znaczenia koloru, który lepiej wspiera komunikację marketingową i wewnętrzną w firmach. Rudkowski i Iskrzak dodają, że: …digitalizacja ma szansę zwiększyć potrzebę użycia zaawansowanych skanerów, co przeczy dawnym wizjom ich rychłego schyłku.
Mertowski z Brother idzie o krok dalej, przewidując, że dokument cyfrowy musi skądś się wziąć, co wymusza: …wyposażanie urządzeń MFP w coraz bardziej zaawansowane i coraz bardziej wytrzymałe skanery, które będą w stanie sprostać potężnym obciążeniom, dorównując jednostkom dedykowanym. Celem jest, aby klient mógł polegać na jednym, solidnym urządzeniu zamiast zakupu dwóch oddzielnych maszyn. Reszkowski z Epson podkreśla z kolei trend optymalizacji i promuje technologie bezgrzewcze, które wpisują się w unijne regulacje, takie jak zasada „Do No Significant Harm” (DNSH), promująca rozwiązania energooszczędne i niskoemisyjne. Według Reszkowskiego, to właśnie: …technologia atramentowa zyskuje na znaczeniu w przeciwieństwie do rozwiązań laserowych.
W obszarze zarządzania flotą, Sekuła z HP wskazuje na postępującą konsolidację urządzeń oraz rosnące zainteresowanie modelami usługowymi, takimi jak Managed Print Services (MPS). Kluczowym elementem staje się bezpieczeństwo urządzeń końcowych, na co HP odpowiada rozwiązaniami takimi, jak HP Wolf Security. Roszkowska-Zboina z TD SYNNEX również dostrzega potencjał w segmentach MPS oraz Device as a Service (DaaS), choć zaznacza, że polski rynek musi jeszcze osiągnąć odpowiednią dojrzałość, by te modele stały się standardem: Być może będzie to rok szczególnego rozwoju segmentu MPS i DaaS (urządzenie jako usługa). Już od jakiegoś czasu czekamy, aż polski rynek osiągnie taką dojrzałość. Dzisiaj rozwiązanie DaaS w kwestii druku to kwestia przyszłości lub niebytu.
Wyzwania roku 2026: geopolityka, AI i zrównoważony rozwój
Prognozowanie przyszłości rynku druku w 2026 roku nie może odbywać się w oderwaniu od

Jako szef Brother zupełnie nie boję się o sprzedaż samych urządzeń. To, co zbudowaliśmy przez lata, daje nam stabilną pozycję i w sztukach na pewno będziemy sprzedawali podobnie.
Krzysztof Mertowski Country Manager Poland & Ukraine w Brother
globalnej sytuacji ekonomicznej. Mertowski z Brother zauważa, że polski rynek jest: …elementem wielkiej, globalnej machiny geopolitycznej. Ogromny wpływ na portfel klienta mają ceny podzespołów, takich jak pamięć. Jeśli ona drożeje, rośnie koszt komputerów, a to sprawia, że klient trzy razy się zastanowi, zanim dokupi do tego drukarkę. Ludzie patrzą na ceny paliwa i żywności – gdy te koszty idą w górę, sprzęt IT ląduje na szarym końcu listy potrzeb. Reszkowski z Epson dodaje, że: …rozwój sztucznej inteligencji zwiększa konkurencję o komponenty elektroniczne, co w połączeniu z wysokimi kosztami transportu podnosi ceny urządzeń
W kontekście ekologii, Lewiński z AB S.A. wskazuje, że: …coraz częściej wybierane są urządzenia
o długim cyklu życia oraz usługi druku zarządzanego, które redukują odpady poprzez optymalizację floty pod kątem realnych potrzeb. Bezpieczeństwo urządzeń końcowych i zarządzanie tożsamością przy autoryzacji wydruków stają się standardem, chroniąc przed wyciekami danych w hybrydowym środowisku pracy Sekuła z HP potwierdza, że wymagania dotyczące bezpieczeństwa urządzeń końcowych będą w 2026 roku jednym z głównych trendów kształtujących rynek.
Podsumowanie: nowa definicja druku
Rynek druku w 2026 roku to obraz branży w procesie głębokiej transformacji. Choć wolumeny drukowanych stron spadają pod wpływem takich systemów, jak KSeF, co potwierdzają eksperci z AB S.A. oraz TD SYNNEX, znaczenie samego sprzętu jako ogniwa w cyfrowym obiegu informacji rośnie. Jak podkreślają przedstawiciele firm Brother, Epson i HP, kluczem do sukcesu jest dziś integracja druku z systemami workflow, zapewnienie najwyższego poziomu bezpieczeństwa oraz dbałość o ekologię i efektywność kosztową. Papier, choć traci dominację w księgowości, pozostaje bastionem w logistyce, prawie i edukacji, co gwarantuje stabilność rynku w nadchodzących latach. Najbliższe lata mają więc być czasem inteligentnych rozwiązań, które zamiast walczyć z cyfryzacją, uczynią z niej swój największy atut. n

Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
www.itreseller.pl

RAPORT DRUKU 2026 CZ.
2
BEZPIECZEŃSTWO DANYCH I SIECI

FUNDAMENT DZISIEJSZEJ INFRASTRUKTURY IT
W dobie galopującej cyfryzacji oraz rosnącej liczby cyberzagrożeń, ochrona zasobów informacyjnych przedsiębiorstwa przestała być domeną wyłącznie serwerowni.
Dziś pierwsza linia frontu przebiega przez drukarki i urządzenia wielofunkcyjne – sprzęt, który przez lata traktowano (w kwestii cyberbezpieczeństwa) raczej po macoszemu.
Wnajnowszej odsłonie naszego raportu, wspólnie z czołowymi ekspertami rynku – Michałem Lewińskim (Business Unit Manager w AB S.A.), Robertem Zającem (Technical Consultant w Brother), Piotrem Gołębczykiem (Head of SMB Business w Brother), Robertem Reszkowskim (Business Sales Manager w Epson) oraz Robertem Sekułą (East Central Europe Print Category Lead w HP) – analizujemy, jak nowoczesne technologie druku przekształciły się w potężne cyfrowe fortece, chroniące krwiobieg współczesnego biznesu.
Nowa definicja punktu końcowego w sieci
Przez dekady drukarka była postrzegana jako proste akcesorium biurowe. Jednak transformacja cyfrowa i zmiany legislacyjne, takie jak wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), radykalnie zmieniły tę optykę. Urządzenie drukujące stało się pełnoprawnym „komputerem” w sieci, czyli tzw. endpointem, który – jeśli nie zostanie odpowiednio zabezpieczony – może okazać się najsłabszym ogniwem w całym systemie ochrony firmy. Michał Lewiński podkreśla, że obecnie: …bezpieczeństwo
danych stało się bardzo ważnym kryterium wyboru, często ważniejszym niż parametry techniczne czy cena. W tym kontekście urządzenia te pełnią dziś rolę tożsamą z serwerami czy stacjami roboczymi. Z tą diagnozą w pełni zgadza się Robert Sekuła, wskazując na błąd strategiczny wielu zespołów IT, które przez długi czas spychały drukarki na koniec listy priorytetów bezpieczeństwa i dodaje, że: …drukarki to urządzenia brzegowe podłączone do sieci firmowej. Jeśli nie są odpowiednio chronione, stają się punktem wejścia dla cyberprzestępców. Luki w zabezpieczeniach pozwalają na zdalne przejęcie kontroli nad urządzeniem, kradzież przetwarzanych danych, a w skrajnych przypadkach – na poruszanie się po całej sieci organizacji (tzw. lateral movement).
Z perspektywy producentów, takich jak Brother, świadomość tych zagrożeń wśród klientów stale rośnie. Piotr Gołębczyk zauważa, że temat bezpieczeństwa środowiska druku jest obecnie standardem w rozmowach handlowych, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym. Klienci coraz częściej pytają nie tylko o koszty, ale o to, gdzie i w jaki sposób przechowywane są zadania druku oraz jakie metody autoryzacji są dostępne.
Architektura odporności: bezpieczeństwo na poziomie krzemu
Fundamentem współczesnej ochrony nie jest już tylko zewnętrzne oprogramowanie, ale mechanizmy zaszyte głęboko w strukturze sprzętowej. Jak wyjaśnia Michał Lewiński, nowoczesne urządzenia posiadają autonomiczne funkcje ochrony, które nie wymagają instalacji dodatkowych aplikacji: Jednym z kluczowych rozwiązań jest Secure Boot – proces, podczas którego przy każdym uruchomieniu drukarka weryfikuje integralność swojego kodu źródłowego. W przypadku wykrycia próby modyfikacji przez złośliwe oprogramowanie, system automatycznie blokuje start lub przywraca bezpieczną kopię firmware’u.
Podobne podejście, oparte na zabezpieczonym BIOS-ie, promuje Epson. Robert Reszkowski zaznacza, że: …rozwiązania Epson projektowane są tak, aby chronić sieć firmową już na poziomie sprzętowym, bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania. Wybrane modele spełniają rygorystyczne normy bezpieczeństwa, a konstrukcja oparta na odpowiednio zabezpieczonym BIOS-ie minimalizuje ryzyko nieautoryzowanego dostępu.
Wizję tę dopełnia koncepcja HP Wolf Security. Robert Sekuła opisuje ją jako

podejście: …w którym bezpieczeństwo nie jest osobną warstwą oprogramowania, tylko integralną częścią wbudowaną bezpośrednio w architekturę urządzenia. Drukarki HP posiadają mechanizmy automatycznego wykrywania zagrożeń i samoodtwarzania firmware’u (Sure Start), monitorowania integralności oprogramowania w czasie rzeczywistym oraz aktywnej ochrony przed nieautoryzowanymi aktualizacjami i błędnymi konfiguracjami.
Również Brother kładzie ogromny nacisk na monitoring zagrożeń w całym cyklu życia produktu. Robert Zając wskazuje na funkcję: …automatycznego wykrywania włamań, która po wykryciu niebezpieczeństwa samoczynnie podejmuje środki zapobiegawcze. Skuteczność tych rozwiązań jest regularnie potwierdzana w niezależnych testach penetracyjnych przeprowadzanych przez
Keypoint Intelligence, co daje użytkownikom pewność, że ich „forteca” jest odporna na najnowsze metody hakerskie.
Szyfrowanie i kontrola: jak nie zgubić danych w drodze do podajnika?
Samo zabezpieczenie urządzenia to jednak tylko połowa sukcesu. Równie istotna jest ochrona danych w ruchu i w spoczynku. Robert Zając wymienia tutaj zgodność z branżowymi standardami, takimi jak 802.1x oraz protokół TLS 1.2, które są: niezbędne w organizacjach stosujących rygorystyczną kontrolę dostępu do sieci i szyfrowane połączenia. Z kolei Piotr Gołębczyk precyzuje, że bezpieczny wydruk opiera się na trzech filarach: odpowiednio skonfigurowanym urządzeniu, szyfrowanej transmisji danych oraz autoryzowanym dostępie. Wewnątrz samego urządzenia procesy ochrony są równie zaawansowane. Michał Lewiński zwraca uwagę na rolę procesora drukarki, który: …automatycznie szyfruje dane tymczasowe, takie jak skany faktur czy pliki w kolejce druku, znajdujące się na dysku twardym i w pamięci. Aby uniemożliwić odzyskanie jakichkolwiek informacji po zakończeniu zadania, stosuje się z kolei funkcję Data Overwrite, czyli wielokrotne nadpisywanie obszaru pamięci. Dodatkowo, administratorzy mogą definiować listy zaufanych adresów IP/MAC, odrzucając wszelkie próby połączeń z nieautoryzowanych źródeł, co chroni przed skanowaniem portów. Ewolucja dotyczy także zarządzania całą flotą urządzeń. Robert Reszkowski wskazuje na rozwiązania chmurowe, takie jak Epson Solutions Suite, które: …umożliwiają bezpieczne zarządzanie flotą urządzeń i aktualizacjami w czasie rzeczywistym. Z perspektywy użytkownika końcowego kluczowa staje się też analiza całego cyklu życia dokumentu – od jego powstania po archiwiza-

Rozwiązania Epson projektowane są tak, aby chronić sieć firmową już na poziomie sprzętowym, bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania. Wybrane modele spełniają rygorystyczne normy bezpieczeństwa.
Robert Reszkowski Business Sales Manager w Epson
cję. – Przykładem innowacji w tym obszarze jest system PaperLab, pozwalający na lokalne przetwarzanie papieru i kontrolę nad obiegiem informacji, wpisuje się w potrzebę ograniczenia ryzyka wycieku danych oraz zapewnienia zgodności z regulacjami – zauważa Reszkowski.
Przyszłość druku: automatyzacja, hybryda i monitoring
Patrząc w przyszłość, eksperci są zgodni – standardem stanie się ciągły monitoring i automatyzacja procesów bezpieczeństwa. Robert Sekuła przewiduje, że: …firmy i instytucje rządowe będą coraz częściej wymagać, by urządzenia końcowe, w tym drukarki, były objęte ciągłym monitoringiem przez cały cykl życia. HP daje możliwość automatyzacji zarządzania zgodnością floty drukarek z polityką bezpieczeństwa oraz automatycznej oceny podatności oprogramowania wbudowanego na cyberataki. To realna optymalizacja kosztów IT w połączeniu z wyższym poziomem ochrony. Naszym zdaniem rosnącym standardem stanie się archiwizacja hybrydowa, w ramach której dokument drukowany jest tylko wtedy, gdy jest to konieczne, a jego cyfrowa kopia stanowi podstawę systemu zarządzania. HP wspiera tę transformację poprzez zaawansowane funkcje skanowania i integrację z systemami DMS. Podsumowując, bezpieczeństwo w świecie druku 2026 to skomplikowana układanka technologii sprzętowych, standardów sieciowych i świadomego zarządzania obiegiem informacji. Jak pokazują wypowiedzi ekspertów z firm AB S.A., Brother, Epson oraz HP, nowoczesna drukarka przestała być tylko maszyną do nanoszenia tonera na papier. Stała się inteligentnym strażnikiem firmowych danych, który dzięki takim mechanizmom, jak Secure Boot, szyfrowanie transmisji czy izolacja sieciowa, skutecznie odpiera ataki w coraz bardziej niebezpiecznym cyfrowym świecie. Jak więc widać, inwestycja w bezpieczny druk to obecnie żaden luksus, a elementarny wymóg ciągłości biznesu. n

Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej www.itreseller.pl
RAPORT DRUKU 2026 CZ. 3


EKOLOGIA I CYKL ŻYCIA PRODUKTU W UJĘCIU STRATEGII BIZNESOWEJ
W dobie rosnącej świadomości ekologicznej i rygorystycznych regulacji unijnych, branża druku przechodzi fundamentalną transformację. Dziś sukces rynkowy nie jest mierzony wyłącznie parametrami technicznymi czy szybkością wydruku, ale w ogromnej mierze także trwałością, możliwością naprawy i minimalizacją śladu węglowego w całym cyklu życia urządzenia.


Paweł Peryt (Brother), Robert Reszkow ski (Epson) oraz Robert Sekuła (HP).

Cyfrowe Paszporty Produktu: transparentność jako standard
Jednym z najważniejszych zagadnień, które determinuje przyszłość branży, jest temat Cyfrowych Paszportów Produktu (DPP). To rozwiązanie, które ma zrewolucjonizować sposób, w jaki postrzegamy cykl życia sprzętu IT. Według ekspertów, transparentność informacji o pochodzeniu materiałów i możliwościach recyklingu stanie się wkrótce wymogiem, na który najwięksi gracze są już przygotowani. Będzie to koniec ery deklaracji „jesteśmy eko” na słowo honoru.
Robert Reszkowski, Business Sales Manager w Epson, podkreśla, że: …Cyfrowe Paszporty Produktu staną się jednym z kluczowych narzędzi oceny wpływu sprzętu na środowisko, szczególnie po 2028 roku, gdy obejmą również urządzenia drukujące. Epson jest przygotowany na te zmiany, rozwijając technologie w duchu zrównoważonego rozwoju od ponad dekady. Obejmuje to zarówno konstrukcję urządzeń, jak i dobór materiałów oraz wydłużanie cyklu życia produktów
Podobne podejście prezentuje Paweł Peryt, Service Coordinator w firmie Brother. Jego zdaniem: …cyfrowe paszporty uporządkują wgląd do informacji, które już teraz w większości są dostępne w postaci certyfikatów czy informacji zawartych w zasobach online. W ten sposób klient nie będzie już musiał ich szukać w wielu miejscach, a w prosty sposób wyświetlić po zeskanowaniu kodu QR

Gotowość na nadchodzące regulacje deklaruje również Robert Sekuła, East Central Europe Print Category Lead w HP. Zauważa on, że: …Cyfrowe Paszporty Produktu stanowią naturalną konsekwencję kierunku, który HP realizuje od lat. Pełna informacja o składzie materiałowym, możliwości naprawy i sposobie zagospodarowania urządzenia po zakończeniu użytkowania staje się standardem

Projektowanie urządzeń pod kątem naprawialności i długowieczności to fundament strategii HP. Modułowa budowa, dostępność części zamiennych, wsparcie serwisowe przez cały cykl życia to wszystko elementy, które realnie wydłużają żywotność sprzętu u klienta.
Robert Sekuła
East Central Europe Print Category Lead w HP
oceny ekologiczności sprzętu – i HP jest na to przygotowane. W 2024 roku HP osiągnęło 43 proc. cyrkulacyjności produktów i opakowań w drodze do celu 75 proc. na 2030 rok.
Projektowanie
dla długowieczności: naprawa zamiast wymiany
Drugim filarem ekologicznej rewolucji jest zmiana paradygmatu w projektowaniu hardware’u. Zamiast urządzeń typu „black box”, których naprawa jest nieopłacalna, producenci stawiają na modułowość i łatwość serwisowania.
Peryt z firmy Brother zwraca uwagę na kluczową rolę inżynierii w tym procesie: Nasi inżynierowie przykładają bardzo dużą wagę, aby uprościć konserwację lub ewentualną naprawę urządzenia. Podążając za trendami, części w nowych modelach laserowych, takie jak nagrzewnica i rolki oraz głowice drukujące w urządzeniach atramentowych, będą mogły być wymienione przez klienta samodzielnie, bez użycia specjalistycznych narzędzi.
Równolegle HP stawia na integrację procesu naprawy z globalnymi ekosystemami wiedzy (ang. global knowledge systems). Sekuła wskazuje, że: …projektowanie urządzeń pod kątem naprawialności i długowieczności to fundament strategii HP. Modułowa budowa, dostępność części zamiennych, wsparcie serwisowe przez cały cykl życia to wszystko elementy, które realnie wydłużają żywotność sprzętu u klienta. Dodatkowo, w 2023 roku, HP wystartowało z inicjatywą iFixit, w ramach której produkuje części, narzędzia i instrukcje naprawy dla użytkowników, przedłużając okres użytkowania produktów. HP oferuje program fabrycznie odnowionych urządzeń (HP Certified Refurbished), który
pozwala organizacjom uzyskać dostęp do sprawdzonego sprzętu przy jednoczesnym zmniejszeniu śladu węglowego zakupu. Nie inaczej jest w przypadku marki Epson, która tak samo kładzie nacisk na fizyczną trwałość komponentów. Reszkowski wyjaśnia, że: …w praktyce oznacza to m.in. wykorzystanie tworzyw z recyklingu oraz projektowanie obudów odpornych na starzenie, które zachowują estetykę przez wiele lat. Urządzenia klasy biznesowej oferują wieloletnie gwarancje, sięgające nawet ośmiu lat, co bezpośrednio przekłada się na ograniczenie ilości elektroodpadów. Warto tutaj przytoczyć także perspektywę dystrybutora, który widzi, jak te deklaracje przekładają się na satysfakcję końcowego użytkownika. Jarosław Rudkowski oraz Piotr Iskrzak, Product Managerowie w AB S.A., podkreślają, że: …ekologia i cykl życia produktu to w praktyce niezawodność i po prostu radość z użytkowania. Według ekspertów AB S.A., kluczowym czynnikiem jest to, by niezawodność była wsparta dbałością producenta o kontynuowanie ogólnie pojętej „kompatybilności cyfrowej”, co w praktyce oznacza regularne aktualizacje firmware’u i software’u.
Gospodarka cyrkularna: drugie życie produktu
Ekologia w 2026 roku to nie tylko oszczędzanie energii, ale przede wszystkim zamykanie obiegu materiałów. Producenci coraz śmielej sięgają po surowce wtórne i rozwijają programy odnawiania sprzętu. Sekuła prezentuje konkretne dane liczbowe, które obrazują skalę działań HP: W 2024 roku 26 proc. plastiku

użytego w urządzeniach HP stanowiły materiały z recyklingu pokonsumenckiego (PCR) – to łącznie blisko 49 tysięcy ton. Firma dąży do osiągnięcia 43 proc. do 2030 roku. Jednocześnie redukcja plastiku jednorazowego w opakowaniach wyniosła już 67 proc. w porównaniu do poziomu bazowego z 2018 roku. Sekuła wskazuje również na program HP Planet Partners, który umożliwia zwrot i recykling zużytych kartridżów oraz sprzętu, tworząc zamknięty obieg materiałów. Firma oferuje ponadto program fabrycznie odnowionych urządzeń (HP Certified Refurbished), pozwalający organizacjom uzyskać sprawdzony sprzęt przy mniejszym śladzie węglowym.
Podobną ścieżką podąża Epson, o czym informuje Reszkowski: Równolegle rozwijane są programy urządzeń fabrycznie odnowionych, które pozwalają ponownie wprowadzać sprzęt do obiegu, zmniejszając zapotrzebowanie na nowe zasoby. Kluczowym czynnikiem wydłużającym eksploatację pozostaje jednak połączenie trwałości konstrukcji z niskimi kosztami użytkowania. Technologie atramentowe nowej generacji zapewniają mniejsze zużycie energii i rzadszą wymianę materiałów eksploatacyjnych, co czyni je rozwiązaniem zarówno ekonomicznym, jak i ekologicznym.
Tak samo Brother buduje swoją pozycję na zaufaniu do trwałości produktów. Peryt podkreśla, że: …Brother jako lider niezawodności może pochwalić się produktami, które służą u klientów przez długie lata. Firma potwierdza tę jakość, oferując bezpłatną, wydłużoną gwarancję na swoje urządzenia. Jest to jasny sygnał dla rynku, że producent bierze odpowiedzialność za produkt jeszcze na długo po jego sprzedaży.
Rudkowski i Iskrzak z AB S.A. zauważają przy tym, że: …wszystkie te wysiłki producentów rzeczywiście mają realny wpływ na decyzje zakupowe. Są przekonani, że w przypadku urządzeń atramentowych, np. firmy Epson, ich efektywność finansowa, ekologia oraz prostota połączona z intuicyjnością i spięta w bezproblemowym użytkowaniu znakomicie zniechęcają do zmian sprzętu.
Efektywność operacyjna: software i serwis
Długi cykl życia produktu to nie tylko hardware, ale również inteligentne zarządzanie jego eksploatacją. Odpowiednie oprogramowanie i łatwy dostęp do serwisu decydują o tym, czy urządzenie pozostanie sprawne przez dekadę, czy trafi na wysypisko po kilku latach. Sekuła z HP wskazuje, że: …o wydłużeniu czasu eksploatacji urządzenia u klienta decydują odpowiedni projekt urządzenia, dostępny serwis i jasna polityka aktualizacji oprogramowania. War-

Technologie atramentowe nowej generacji zapewniają mniejsze zużycie energii i rzadszą wymianę materiałów eksploatacyjnych, co czyni je rozwiązaniem zarówno ekonomicznym, jak i ekologicznym.
Robert Reszkowski Business Sales Manager w Epson
to zauważyć, że HP dynamicznie zwiększa swój wskaźnik cyrkulacyjności – w 2024 roku osiągnęło 43 proc. w drodze do celu 75 proc. na rok 2030. To pokazuje, że ekologia jest procesem ciągłym, mierzalnym i głęboko osadzonym w strukturach firmy.
Z perspektywy AB S.A., Rudkowski i Iskrzak kładą ogromny nacisk na aspekt „cyfrowej kompatybilności”. To właśnie aktualizacje firmware’u i software’u pozwalają starszym urządzeniom współpracować z nowymi systemami operacyjnymi i standardami bezpieczeństwa, co jest kluczowe dla zachowania ich użyteczności w nowoczesnym biurze.
Podsumowanie: nowa definicja jakości
Analiza wypowiedzi ekspertów z AB S.A., Brother, Epson oraz HP prowadzi do jednoznacznego wniosku: ekologia i cykl życia produktu przestały być domeną działów CSR, a stały się rdzeniem inżynierii i strategii sprzedażowej.

Jak zauważyli Rudkowski i Iskrzak z AB S.A., fundamentem jest tutaj niezawodność, która buduje lojalność klienta na lata. Peryt z Brothera wskazał na kluczową rolę edukacji i łatwego dostępu do informacji poprzez Cyfrowe Paszporty Produktu. Reszkowski z Epsona podkreślił znaczenie wieloletnich gwarancji i technologii ograniczających zużycie zasobów. Z kolei Sekuła z HP dostarczył twardych dowodów na to, że gospodarka cyrkularna w branży druku jest możliwa i realizowana już dziś poprzez recykling i modularność.
W 2026 roku wybór urządzenia drukującego to nie tylko decyzja o jakości wydruku, ale przede wszystkim deklaracja wsparcia dla modelu biznesowego, który szanuje zasoby planety i portfel użytkownika. Branża druku, dzięki liderom, takim jak bohaterowie naszego raportu, staje się wzorem transformacji w kierunku prawdziwie zrównoważonego rozwoju. n
Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej

RAPORT DRUKU 2026 CZ. 4

KLUCZ DO STABILNOŚCI
Współczesny rynek rozwiązań drukujących przechodzi fundamentalną transformację, w której granica między dostawcą sprzętu a partnerem technologicznym niemal całkowicie się zaciera. W dobie cyfryzacji i rosnącej presji na efektywność tradycyjne podejście do serwisu i sprzedaży ustępuje miejsca zaawansowanym usługom zarządzanym (MPS) oraz proaktywnym modelom współpracy.
Wniniejszej części naszego raportu druku, eksperci z kluczowych firm sektora – Brother oraz HP – analizują, jak nowoczesne narzędzia IT, automaty-
zacja procesów oraz zmiana modelu z transakcyjnego na doradczy definiują nową erę w branży. O ewolucji usług, roli sztucznej inteligencji i budowaniu długofalowych relacji opowiadają: Paweł
Peryt (Service Coordinator w Brother), Łukasz Kurbiel (Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother) oraz Robert Sekuła (East Central Europe Print Category Lead w HP).


W Brother Polska usługa MPS została zaprojektowana w taki sposób, aby to przejście było możliwie proste i nie wymagało od partnerów gruntownej przebudowy biznesu czy zatrudniania dodatkowych zespołów. Nasz model MPS nie wymaga skomplikowanych procesów ani dużego nakładu pracy po stronie partnera – znaczną część operacyjną i systemową bierzemy na siebie.
Łukasz Kurbiel Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother
Fundamenty nowoczesnego serwisu: między technologią a człowiekiem
Fundamentem każdej nowoczesnej organizacji jest sprawnie działająca infrastruktura, a w jej ramach – niezawodny system druku. Jednak w 2026 roku „niezawodność” nie oznacza już tylko braku awarii, ale przede wszystkim szybkość reakcji i wszechstronność wsparcia. Jak zauważa Paweł Peryt, Service Coordinator w Brother, …serwis musi nadążać za zmieniającą się technologią i rosnącymi wymaganiami klientów. Według niego, działania nowoczesnego serwisu są wielowymiarowe i obejmują pełne spektrum opieki nad produktem.
Peryt podkreśla, że: …proces ten zaczyna się już na etapie wsparcia technicznego, które pomaga klientom w poprawnej konfiguracji i bieżącej obsłudze urządzeń. Następnie przechodzi w fazę logistyczną, w której Brother oferuje dwa główne modele: świetnie zorganizowany serwis door-to-door, gdzie klient musi jedynie zatroszczyć się o spakowanie produktu na czas transportu oraz serwis on-site. W tym drugim przypadku technik wykonuje naprawę bezpośrednio u klienta, najczęściej już następnego dnia roboczego. Peryt wskazuje, że: …wszystko to jest możliwe dzięki nowoczesnym narzędziom IT, logistyce, zaawansowanym procesom i przede wszystkim ludziom, którzy mają bezpośredni kontakt z klientem.
Z perspektywy globalnych liderów, takich jak HP, serwis to dziś przede wszystkim analityka. Robert Sekuła, East Central Europe Print Category Lead
w HP, zaznacza, że firma: …wykorzystuje zdalną diagnostykę i analitykę danych do monitorowania stanu floty urządzeń w czasie rzeczywistym. To podejście sprawia, że serwis przestaje być reaktywny, a staje się „przewidujący”. Dzięki danym, producenci są w stanie zareagować, zanim użytkownik dostrzeże jakikolwiek problem, co w nowoczesnym biznesie jest wartością niemożliwą do przecenienia.
Automatyzacja procesów: gdy urządzenie dba o siebie samo
Kluczowym elementem nowoczesnego serwisu jest eliminacja błędów ludzkich i zbędnej biurokracji poprzez automatyzację. To właśnie tutaj technologia pokazuje swoją największą siłę, zdejmując z barków użytkownika ciężar pamiętania o przeglądach czy materiałach eksploatacyjnych. Sekuła wylicza, że: …w HP część procesów obsługi jest już w pełni zautomatyzowana: od zamawiania materiałów eksploatacyjnych (HP Instant Ink, HP All-In Plan) po wykrywanie anomalii i zdalne aktualizacje firmware’u. Podobne trendy obserwujemy w strategii firmy Brother. Paweł Peryt precyzuje, że: …pełna automatyzacja obejmuje przede wszystkim zamawianie materiałów eksploatacyjnych w kontraktach na usługi zarządzania drukiem. Co więcej, same urządzenia w ramach tych kontraktów potrafią już samodzielnie raportować zgłoszenia serwisowe, co drastycznie skraca czas obiegu informacji. Dzięki temu klient nie musi monitorować stanu tonerów czy bębnów, ponieważ system robi to za niego, dbając o ciągłość pracy biura.
Robert Sekuła dodaje, że: …ta automatyzacja to nie tylko wygoda, ale element szerszej transformacji cyfrowej. Wykorzystanie narzędzi AI w ramach programu HP Amplify AI pozwala partnerom na jeszcze lepsze dopasowanie się do hybrydowego trybu pracy. Automatyczne aktualizacje i zdalna diagnostyka stają się standardem, bez którego trudno wyobrazić sobie zarządzanie rozproszoną flotą urządzeń w nowoczesnej korporacji. W tym ujęciu urządzenie staje się autonomicznym węzłem w sieci firmowej, który sam dba o swoje bezpieczeństwo i sprawność.
Ewolucja partnerstwa: od dostawcy sprzętu po doradcę
Zmiana technologiczna wymusza ewolucję roli partnerów handlowych. Model oparty na jednorazowej sprzedaży urządzenia odchodzi do lamusa, ustępując miejsca długofalowej współpracy usługowej. Łukasz Kurbiel, Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother, przyznaje, że: …przejście od sprzedaży sprzętu do modelu usługowego i doradczego często kojarzy się partnerom z dużymi zmianami organizacyjnymi. Dlatego w Brother Polska usługa MPS została zaprojektowana w taki sposób, aby to przejście było możliwie proste i nie wymagało od partnerów gruntownej przebudowy biznesu czy zatrudniania dodatkowych zespołów. Nasz model MPS nie wymaga skomplikowanych procesów ani dużego nakładu pracy po stronie partnera –znaczną część operacyjną i systemową bierzemy na siebie.
Dla partnerów to ogromna szansa na zmianę profilu działalności. Robert Sekuła podkreśla, że: …dla partnerów HP transformacja od sprzedaży transakcyjnej do budowania długoterminowej wartości w oparciu o usługi zarządzania jest kluczowa. Programy takie jak HP Amplify wyposażają ich w niezbędne narzędzia AI i rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, które są konieczne do obsługi nowoczesnego klienta. Sekuła słusznie zauważa, że: …wartość partnera HP tkwi właśnie w doradztwie, a nie w samym katalogu produktów. Wymagające środowisko rynkowe oczekuje od nich wiedzy eksperckiej i umiejętności przekładania technologicznej złożoności na mierzalne decyzje biznesowe.
Z tą tezą w pełni zgadza się Kurbiel, wskazując, że: …przewaga konkurencyjna partnerów w coraz mniejszym stopniu opiera się wyłącznie na samym produkcie. Kluczowe znaczenie mają kompetencje doradcze, jakość obsługi oraz zdolność do zaoferowania klientom kompleksowego wsparcia w całym cyklu życia rozwiązania. Partnerzy budują wartość poprzez dobrą znajomość procesów biznesowych klienta, umiejętność optymalizacji kosztów oraz zapewnienie stabilności i przewidywalności środowiska druku. Brother aktywnie wspiera ten proces, udostępniając partnerom narzędzia analityczne, know-how oraz wsparcie presalesowe. Dzięki temu, jak zauważa Łukasz Kurbiel: …partner może stopniowo rozwijać kompetencje doradcze, bazując na sprawdzonym modelu, bez konieczności wprowadzania rewolucyjnych zmian w strukturze swojej firmy.
Bezpieczeństwo i transparentność: nowa waluta w relacjach B2B
W świecie zdominowanym przez dane, bezpieczeństwo i transparentność stają się fundamentem zaufania. Nowoczesny serwis i współpraca muszą uwzględniać te aspekty na każdym etapie. Łukasz Kurbiel podkreśla, że: …dla średnich i dużych organizacji coraz większą rolę odgrywa bezpieczeństwo danych, raportowanie oraz transparentność kosztów. Partnerzy budują wartość poprzez dobrą znajomość procesów biznesowych klienta, umiejętność optymalizacji kosztów oraz zapewnienie stabilności i przewidywalności środowiska druku.
Robert Sekuła wskazuje, że: …HP odpowiada na te potrzeby, oferując partnerom dostęp do zaawansowanych programów certyfikacyjnych i narzędzi budowania ofert usług zarządzanych Specjalizacja partnera w dziedzinie bezpieczeństwa staje się jego najsilniejszą kartą przetargową. W dobie pracy hybrydowej, kiedy urządzenia drukujące są często najsłabszym ogniwem w łańcuchu cyberbezpieczeństwa, rola profesjonalnego serwisu, który potrafi zdalnie zarządzać firmwarem i monitorować anomalie, jest nie do przecenienia.
Również proaktywność w działaniu jest formą zapewnienia bezpieczeństwa biznesowego. Kurbiel zauważa, że: …monitorowanie urządzeń i szybka reakcja serwisowa pozwalają na minimalizowanie przestojów, zanim staną się one realnym problemem dla użytkownika. To podejście zmienia percepcję serwisu – z „ekipy naprawczej” staje się on „gwarantem ciągłości procesów biznesowych”. Transparentność kosztów w modelu MPS pozwala z kolei klientom na precyzyjne planowanie budżetów, co jest kluczowe w niepewnych czasach gospodarczych.

Dla partnerów HP transformacja od sprzedaży transakcyjnej do budowania długoterminowej wartości w oparciu o usługi zarządzania jest kluczowa. Programy takie, jak HP Amplify wyposażają ich w niezbędne narzędzia AI i rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, które są konieczne do obsługi nowoczesnego klienta.
East Central Europe Print Category Lead w HP
Przyszłość usług zarządzanych: długofalowe relacje i stabilność
Podsumowując obecne trendy, jasno widać, że przyszłość należy do tych, którzy potrafią budować relacje oparte na zaufaniu i wartości dodanej. Łukasz Kurbiel słusznie zauważa, że: …w modelu usługowym partnerzy zyskują możliwość budowania długofalowych relacji z klientami, opartych na regularnej współpracy, a nie tylko na jednorazowych transakcjach. To właśnie jakość usług, kompetencje zespołu i ogólne doświadczenie klienta (ang. customer experience) stają się głównymi wyróżnikami na nasyconym rynku.
Robert Sekuła dodaje, że: …HP aktywnie wspiera tę ewolucję, dostarczając narzędzia, które pozwalają partnerom stać się kluczowymi doradcami technologicznymi dla swoich klientów. Wykorzystanie AI i zaawansowanej analityki danych nie jest już tylko pieśnią przyszłości, ale realnym narzędziem budowania przewagi rynkowej tu i teraz. Specjalizacja i umiejętność transformacji technologii w korzyści biznesowe to jedyna droga do sukcesu w 2026 roku.
Jak konkluduje Paweł Peryt: …nowoczesny serwis to system naczyń połączonych – od wsparcia technicznego, przez logistykę, aż po zaawansowane narzędzia IT. Wszystkie te elementy muszą współgrać, aby sprostać oczekiwaniom nowoczesnego biznesu. Współpraca na linii producent-partner-klient staje się dynamicznym procesem, w którym technologia służy człowiekowi, a nie odwrotnie. Firmy takie jak Brother i HP pokazują, że kluczem do sukcesu jest nie tylko innowacyjny sprzęt, ale przede wszystkim kompleksowa usługa, która zdejmuje z klienta ciężar zarządzania drukiem, pozwalając mu skupić się na jego kluczowej działalności. W tym nowym rozdaniu wygrywają ci, którzy postawili na doradztwo, automatyzację i niezawodność serwisu. n

Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej
Robert Sekuła





RAPORT DRUKU 2026 CZ. 5
ZIELONA REWOLUCJA W BIURZE I PRZEMYŚLE
Współczesny rynek urządzeń drukujących przechodzi fundamentalną transformację, w której ekologia przestała być jedynie marketingowym hasłem, a stała się kluczowym filarem strategii biznesowej. W obliczu rosnących wymagań dotyczących raportowania ESG oraz rosnących kosztów energii, wybór między technologią atramentową a laserową nabiera nowego znaczenia.
Czy atrament rzeczywiście deklasuje laser pod względem śladu węglowego? A może to nowoczesne rozwiązania laserowe, oparte na dbałości o cykl życia produktu, stanowią lepszą odpowiedź na potrzeby zrównoważonego rozwoju? W niniejszej części naszego raportu druku analizujemy te zagadnienia wspólnie z czołowymi ekspertami rynku IT. Swoją wiedzą i doświadczeniem podzielili się z nami: Jarosław Rudkowski i Piotr Iskrzak (Product Managerowie w AB S.A.), Michał Lewiński (Business Unit Manager w AB S.A.), Piotr Gołębczyk (Head of SMB Business w firmie Brother), Robert Kowalski (Head of SOHO Business w fir-
mie Brother), Robert Reszkowski (Business Sales Manager w firmie Epson) oraz Aleksandra Roszkowska-Zboina (Senior Business Manager, Dział Druku i Eksploatacji w TD SYNNEX). Zapraszamy do lektury kompleksowej analizy, która rzuca nowe światło na przyszłość druku w dobie dbałości o planetę.
Energia i ciepło: Fundament ekologicznej wydajności
Kluczowym argumentem w debacie o ekologii druku jest zużycie energii elektrycznej. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się technologia atramentowa, która dzięki swo-
jej specyfice operacyjnej pozwala na drastyczne oszczędności. Jak podkreślają Jarosław Rudkowski i Piotr Iskrzak: …technologia druku bez nagrzewania zmniejsza zużycie energii, zwiększa wydajność i szybkość wydruku. Mniejsze gabaryty to mniej plastiku. Sama konstrukcja układu druku to mniej części do wymiany, mniej czynności serwisowych, oszczędność czasu i energii. Według ekspertów z AB S.A., urządzenia typu Inkjet potrafią zużywać nawet o 80-90 proc. mniej energii podczas pracy w porównaniu do swoich laserowych odpowiedników, co bezpośrednio przekłada się na niższy ślad węglowy przedsiębiorstwa.

tę samą stronę podąża lider technologii Heat-Free, firma Epson. Robert Reszkowski, Business Epson Europe, wskazuje, że eliminacja procesu nagrzewania to kamień milowy środowisku. – W praktyce przekłada się to na realne oszczędności i łatwiejsze osiąganie celów ESG bez kompromisów w zakresie wydaj– tłumaczy Reszkowski. Ekspert dodaje, że: obecnych warunkach ekonomicznych całkowity koszt użytkowania (TCO) zyskuje na znaczeniu, a rozwiązania tym zakresie niespotykaną przewidywalność oraz mniejsze obciążenie dla sieci
Perspektywę tę uzupełnia Aleksandra Roszkowska-Zboina, Senior Business Manager w TD …to właśnie niskie koszty najsilniejszych argumentów przemawiających za atramentem w biurach, działach . Zdaniem Roszkowskiej-Zboiny: ekologia z koloru zielonego zmienia się na realne koszty użytkowania (zużycie prądu, koszty eksploatacji). Dzisiaj wydajność sprzętu jest warunkiem koniecznym, brzegowym, a szeroko rozumiana ekologia – decydującym w procesie zakupu.
Z kolei eksperci z firmy Brother zwracają uwagę na drugą stronę medalu. Piotr Gołębczyk, Head of SMB Business w Brother, przyznaje, że: …urządzenia atramentowe wyróżniają się niskim poborem mocy, ale podkreśla równocześnie, że: …technologia laserowa oferuje wyższą wydajność, która w specyficznych warunkach może okazać się bardziej pragmatycznym wyborem Robert Kowalski, Head of SOHO Business w Brother, dodaje, że: …dla użytkownika domowego niska awaryjność i znikomy pobór energii w atramencie są kluczowe, jednak trwałość urządzeń laserowych nadal buduje ich silną pozycję na rynku.
Gospodarka obiegu zamkniętego: Drugie życie podzespołów
Ekologia to nie tylko waty i kilowaty, ale przede wszystkim zarządzanie odpadami. W tej dziedzinie producenci urządzeń laserowych wykonali w ostatnich latach ogromny postęp. Michał Lewiński, Business Unit Manager w AB S.A., zauważa, że: …nowoczesne urządzenia laserowe są projektowane w duchu „circular economy” – bębny i inne kluczowe podzespoły mają wytrzymywać setki tysięcy stron, co rzadziej generuje elektroodpady. Co więcej, jak zauważa Lewiński: …branża laserowa wypracowała najbardziej zaawansowane systemy recyklingu i regeneracji kaset tonerowych.
Liderem w tym obszarze jest Brother, który wdrożył model „Zero Waste”. Piotr Gołębczyk wyjaśnia, że: …firma posiada w Europie dwie fabryki recyklingu, które przetwarzają 100 proc. zebranych materiałów eksploatacyjnych. 86 proc. zwracanych

Nowoczesne urządzenia laserowe są projektowane w duchu „circular economy” – bębny i inne kluczowe podzespoły mają wytrzymywać setki tysięcy stron, co rzadziej generuje elektroodpady. (…) branża laserowa wypracowała najbardziej zaawansowane systemy recyklingu i regeneracji kaset tonerowych.
Michał Lewiński Business Unit Manager w AB S.A.
materiałów przetwarzamy i wykorzystujemy ponownie, a pozostałe 14 proc., których nie można odnowić, służy do produkcji innych wyrobów. Ta dbałość o cykl życia produktu jest, według Roberta Kowalskiego, dostrzegana przez klientów, którzy coraz częściej zwracają zużyte materiały, dając im „drugie życie”. W TD SYNNEX również kładzie się nacisk na wagę programów recyklingowych. Aleksandra Roszkowska-Zboina podkreśla, że: …ochrona środowiska zaczyna się już na etapie projektowania mniejszych urządzeń i gabarytowo zredukowanych tonerów. Według Roszkowskiej-Zboiny: …ważnym elementem w ochronie środowiska mają producenckie programy recyklingowe. Maszyny i tonery są segregowane na części. Metal i plastik są wykorzystywane do produkcji kolejnych maszyn lub elementów niezwiązanych z drukiem. Producenci wprowadzają programy darmowego zwrotu tonerów (zużyte tonery odbierane są przez producenta)
Epson stawia natomiast na maksymalizację wykorzystania surowca już wewnątrz urządzenia. Robert Reszkowski opisuje systemy klasy AMC, gdzie specjalnie wyprofilowane dna pojemników sprawiają, że atrament spływa do końca, eliminując straty na poziomie konstrukcyjnym. Dzięki temu, jak twierdzi Reszkowski: …cały system druku działa jak zamknięty, zoptymalizowany obieg – bardziej efektywny, przewidywalny i przyjazny środowisku
Rewolucja CISS: Koniec ery plastiku?

Jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w ekologii druku było wprowadzenie systemów stałego zasilania atramentem (CISS). Jak wspominają Jarosław Rudkowski i Piotr Iskrzak, to Epson jako pierwszy wprowadził to rozwiązanie na szeroką skalę, a za nim podążyli tacy giganci, jak Brother, Canon czy HP. Nowatorski system Ecotank zmienił standardy – jeden zestaw butelek zastępuje tysiące stron wydruków, co drastycznie redukuje


nych faktur i mniejszy nakład pracy ludzkiej, co w makro generuje ogromne oszczędności środowiskowe
Również w ofercie Brother rozwiązania te zajmują ważne miejsce. Robert Kowalski wskazuje, że: …użytkownicy domowi postrzegają urządzenia wysokowydajne i bezawaryjne jako z definicji bardziej ekologiczne, co idealnie wpisuje się w charakterystykę systemów dolewowych. Z kolei Piotr Gołębczyk przypomina, że: …wybór między wydajnością a ekologią przestaje być dylematem, gdyż nowoczesne urządzenia łączą oba te parametry
W kontekście marki Epson, Robert Reszkowski zaznacza, że: …wysokowydajne zasobniki pozwalają drukować dziesiątki tysięcy stron bez konieczności częstej wymiany materiałów eksploatacyjnych, co upraszcza obsługę i ogranicza przestoje.
Wydajność kontra ekologia: czy to nadal dylemat?
Przez lata panowało przekonanie, że wybierając urządzenie ekologiczne, musimy pogodzić się z niższą wydajnością. Dzisiejsi eksperci obalają ten mit. Jarosław Rudkowski i Piotr Iskrzak z AB S.A. twierdzą jednoznacznie: …technologia atramentowa jest dziś nie tylko bardziej ekologiczna, ale i często bardziej niezawodna dzięki prostszej konstrukcji. Wspólne dla obu technologii mianowniki, takie jak tryby Eco, automatyczny duplex czy systemy monitoringu wydruków (np. wydruk podążający), dodatkowo niwelują negatywny wpływ na środowisko Aleksandra Roszkowska-Zboina podkreśla jednak, że: …maszyny laserowe nadal mają swoje niezastąpione miejsce w ciężkich warunkach. W środowiskach przemysłowych czy magazynach, gdzie liczy się odporność na pył i kurz, niezawodność lasera pozostaje bezkonkurencyjna. Zdaniem Roszkowskiej-Zboiny: …atrament i laser należy postrzegać jako technologie kompatybilne, a nie wykluczające się Podobnego zdania jest Piotr Gołębczyk, który pragmatycznie zauważa, że: …w wielu przypadkach rozwiązanie o najdłuższej żywotności (często laserowe) okazuje się najbardziej ekologicznym, bo po prostu służy dłużej, przez co generuje mniej elektroodpadów w długim terminie. Z perspektywy SOHO, Robert Kowalski dodaje, że: …choć wydajność nadal jest kluczowa, aspekt ekologiczny staje się coraz częściej

Przyszłość druku rysuje się w barwach czystych, efektywnych i, co najważniejsze, odpowiedzialnych. Świadomy konsument i nowoczesne przedsiębiorstwo mają dziś narzędzia, by drukować nie tylko tanio i szybko, ale przede wszystkim z myślą o przyszłych pokoleniach.
Aleksandra Roszkowska-Zboina Senior Business Manager, Dział Druku i Eksploatacji w TD SYNNEX
warunkiem koniecznym wyboru, a nie tylko opcjonalnym dodatkiem.
Robert Reszkowski z Epson podsumowuje, że: …dylemat ekologia czy wydajność przestaje być aktualny – nowoczesne technologie łączą oba te aspekty. Nowoczesny system druku to zoptymalizowany, przewidywalny i efektywny mechanizm, który wspiera cele biznesowe przy jednoczesnym poszanowaniu zasobów naturalnych.
Podsumowanie: kierunek na zrównoważony rozwój
Analiza wypowiedzi ekspertów prowadzi do jasnego wniosku: rynek druku w 2026 roku jest dojrzały i w pełni świadomy swojej odpowiedzialności za środowisko. Wybór między atramentem a laserem nie jest już walką o to, która technologia jest lepsza, ale o to, która lepiej wpisuje się w specyficzny model zrównoważonego rozwoju danej organizacji.
Atrament dominuje tam, gdzie kluczowe jest drastyczne cięcie zużycia energii i minimalizacja odpadów plastikowych dzięki systemom CISS. Laser z kolei pozostaje bastionem trwałości i wzorcowego recyklingu podzespołów w najbardziej wymagających środowiskach pracy. Jak słusznie zauważyła Aleksandra Roszkowska-Zboina: … kluczowe pytania dotyczą dziś nie samej technologii, ale potrzeb właściciela firmy, działu IT i osób podejmujących decyzje. Niezależnie od wyboru, dzięki innowacjom takim, jak Heat-Free Epsona, fabryki Zero Waste od Brother czy zaawansowanej logistyce AB S.A. i TD SYNNEX, przyszłość druku rysuje się w barwach czystych, efektywnych i, co najważniejsze, odpowiedzialnych. Świadomy konsument i nowoczesne przedsiębiorstwo mają dziś narzędzia, by drukować nie tylko tanio i szybko, ale przede wszystkim z myślą o przyszłych pokoleniach. n Skomentuj, polub lub udostępnij! Artykuł dostępny w wersji cyfrowej





POBIERZ PONAD 400 STRON
