NR 1 2017
Zespół Szkół Społecznych STO im. Pawła Jasienicy ul. Nowowiejska 5 00-643 Warszawa Redakcja i korekta: Marcin Krupowicz Projekt okładki: Konrad Wienczatek Projekt graficzny, skład i łamanie: Konrad Wienczatek Druk: Akcydens s.j. Nakład: 300 szt.
Filozofia liczy sobie bez mała 2,7 tysięcy lat. 2 SLO ma lat już 28. Czy ktoś tak przeraźliwie stary może zaprzyjaźnić się z kimś jeszcze przed trzydziestką? Przypadek naszej szkoły pokazuje, że jest to nie tylko możliwe, ale nawet w sprzyjających okolicznościach nieuniknione. Szkoła nowoczesna, otwarta, inspirująca, kształcąca w zgodzie z wewnętrznym imperatywem jakości i szacunku potrzebuje filozofii i czuje się przy niej swobodnie. Filozofia natomiast potrzebuje młodych ludzi gotowych kolejny raz podjąć wyzwanie krytycznego namysłu
Czym innym jest trwanie charakteru, czym innym trwanie wierności danemu słowu. Czym innym jest utrzymywanie się charakteru, czym innym stałość w przyjaźni. Paul Ricœur, O sobie samym jako innym, tłum. Małgorzata Kowalska
nad przeszłą, zastaną i dopiero kształtującą się rzeczywistością. Filozofowanie w dzisiejszym świecie, podobnie jak w czasach Demokryta, Platona czy Epikteta, jest czynnością, bez której ludzkość mogłaby się obejść. Bez zawiłych argumentów Parmenidesa na temat zasadniczej niezmienności bytu Słońce i tak będzie wschodziło wedle ustalonego porządku. Bez olśnień Heraklita na temat powszechnej zmienności i tak dokonywać się będzie nieustająca przemiana materii odmierzana ciągłym ponaglaniem nieubłaganego czasu. Bez Sokratejskich dywagacji nad istotą sprawiedliwości i tak będzie się rozgrywał najsprawiedliwszy spektakl wszechobejmującego losu. Filozofia dodaje do tego tylko swoją refleksję, wykrzywia sensy, pokazuje niekiedy kręte ścieżki, bierze nas w krzyżowy ogień oczywistości i zwątpienia, przydaje zrozumienia, odejmując zachwytu, lub przydaje zachwytu, odejmując pewności. Bez filozofii naprawdę można się obejść. Dokładnie tak samo jak bez sztuki, piękna, uprzejmości i miłości. Można się bez niej obejść, ale też warto się z nią przyjaźnić. A czy wspomniana przyjaźń spełnia podstawowy warunek nakładany na tę relację przez większość filozofów, którzy brali sobie za przedmiot pogłębionego namysłu właśnie ten fenomen międzyludzkich stosunków? (Arystoteles, Epikur, Seneka, Cyceron, Wolter czy Paul Ricœur to tylko najwybitniejsi teoretycy przyjaźni). Czy przyjaźń naszej szkoły z tą starowinką filozofią jest wierna i wzajemna? Jestem przekonany, że tak jest. Filozofia wyposaża naszych uczniów w narzędziownik krytycznego myślenia, przynagla ich do odpowiedzialności, odbiera im trochę rozleniwiającego spokoju. A oni w zamian czytają owoce jej natchnień, sami piszą jej kolejne epizody, zasilają instytuty filozoficznych studiów i dyskutują w różnych językach, na różnych kontynentach jej najbardziej palące problemy. Niech i ta publikacja będzie jeszcze jednym objawem naszej wzajemności. Składam serdeczne podziękowania pani dyrektor Annie Sobali-Zbroszczyk, całemu gronu pedagogicznemu ZSS STO im. Pawła Jasienicy oraz wszystkim naszym uczniom i ich rodzicom za żarliwe podsycanie tej przyjaźni. Szczególne podziękowania chciałbym przekazać moim dwóm kolegom, wspaniałym nauczycielom filozofii i nieocenionym filozofom nauczania, Tomkowi Mazurowi i Miszy Tomaszewskiemu, tegorocznym filozoficznym absolwentom: Oli Podziewskiej, Marii Piotrowskiej, Jankowi Sobczakowi, Antkowi Kostrzewie, Jankowi Zawadowskiemu i Fryderykowi Pryjmie za ogromną pomoc w przygotowaniu tej publikacji, oraz Konradowi Wienczatkowi, który wykonał projekt okładki i całej publikacji, a także wziął na siebie ciężkie zadanie nadzoru produkcyjnego nad Filozoficznikiem. MARCIN KRUPOWICZ
3 Filozoficznik
Jan Sobczak, Wzrok
4 wstęp
Sokrates inaczej Sokrates był ironistą, ale nie znaczy to, że ze wszystkiego sobie żartował. Po prostu uważał, że ironia jest doskonałą metodą filozoficzną, gdyż umożliwia wyłapanie głębszych, mniej oczywistych, ukrytych kontekstów i znaczeń. Jak wielkie musiało być zdziwienie jego uczniów, gdy tuż przed wyzionięciem ducha wypowiedział swoje ostatnie słowa: „Kritonie, myśmy winni koguta Asklepiosowi. Oddajcież go, a nie zapomnijcie!”. Czy wspomnienie o ofiarnym kogucie poświęconym bogowi medycyny rzeczywiście było tym, co uczniowie spodziewali się po swoimi wielkim mistrzu w jego ostatnim przesłaniu. Niektórzy uznali to za kolejny żart znanego prześmiewcy. Jednak ci, którzy przedarli się za zasłonę ironii, dotarli do głębszego sensu – Asklepios, wyrywając wielu ludzi z objęć śmierci, niektórych, jak Minosa, nawet wskrzeszając, nie zapracował na najlepszą opinię u zawistnego Hadesa, którego podziemne królestwo zaczęło świecić pustkami. Asklepios ginie rażony piorunem Zeusa podburzonego przez jego brata, władcę Hadesu; Sokrates ginie od cykuty zasądzonej mu przez podburzony lud ateński. Nie wiemy, czy Kriton dopełnił zobowiązania nałożonego przez swojego nauczyciela. Ofiarny kogut – o ironio – mógł jeszcze niejednokrotnie zapiać, zwiastując nowy dzień w mieście filozofów. Czy można układać dowcipy o Sokratesie? Czy powinno się żartować z tak wybitnego filozofa? Trudno powiedzieć – zawsze można przyjąć właściwą mu postawę ironicznej niewiedzy i po prostu spróbować.
Jacques-Louis David, Śmierć Sokratesa (1787)
5 Sokrates inaczej
– Co otrzymamy, gdy Sokrates zacznie poprawiać Pitagorasa? – Jego lepszy model, czyli Protagorasa. (Malwina Wojtas) – Jak się nazywa kara, na którą Sokrates skazywał swoich rozmówców? – Krzesło elenktyczne. (Jędrzej Bugowski) – Sokrates w młodości był hoplitą. Jak się nazywał jego oddział? – Oddział położniczy. – Dlaczego Sokrates nie pisał? – Bo był Ksenofont i Antyfont. (Jędrzej Bugowski i Aleksandra Jukiel)
Sokrates nie lubił sofistów – ich filozofia była sprzeczna z jego własną. Szczególnie nie przepadał za Protagorasem, który mówił, że „człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Sam Sokrates wierzył w uniwersalną i obiektywną prawdę i wartości, które były niezmienne bez względu na okoliczności. Uważał, że zło wynika jedynie z niewiedzy, czyli że jeśli objawimy ludziom dobro i oni je zrozumieją, to staną się automatycznie dobrzy – to stanowisko nazywane jest obecnie intelektualizmem etycznym. Słynne słowa Sokratesa „wiem, że nic nie
– Jak nazywa się hałas towarzyszący awanturze Sokratesa z jego niepokornym uczniem? – Charmides.
wiem” oznaczają mniej więcej tyle, że albo można
Przychodzi Sokrates do lekarza i lekarz się go pyta: – Co panu dolega? Na to Sokrates: – Intelektualizm etyczny.
tem do tonących ludzi, z których tylko niektórzy
– Ilu Sokratesów potrzeba do wkręcenia żarówki? – Nie wiem. (Karol Hetman) – Dlaczego Sokrates nigdy nie miał kłopotu ze znalezieniem pracy? – Bo zawsze zasuwał za darmo. (Mateusz Ząbek) – Dlaczego Sokrates nic nie wie? – Bo jest martwy. (Mikołaj Niedziela) – Ilu Sokratesów potrzeba do zmiany żarówki? – Nie ma znaczenia, i tak nie wiedzą jak. (Maksymilian Mamla) – Dlaczego Sokrates oblał egzamin na prawo jazdy? – Bo był pisemny. (Aleksandra Moraś) – Ile ważą niespisane myśli Sokratesa? – Platonę. (Maria Staszkiewicz)
6 Sokrates inaczej
wiedzieć tylko to, że się nie wie niczego innego, albo można nie wiedzieć zupełnie nic. Porównał nas zawiedzą, że toną, czyli mogą się zwrócić w stronę powierzchni i nabrać powietrza. Stworzył także pojęcie daimoniona, które oznaczało wewnętrzny głos podpowiadający człowiekowi, co jest dobre, a co złe. Sokrates zasłynął także jako najbardziej znany rozmówca starożytności. Uważał, że do wiedzy dialogicznej dochodzi się w dwóch krokach. Pierwszym jest metoda elenktyczna, czyli sprowadzenie twierdzenia rozmówcy do absurdu i w efekcie tego obalenie go jako fałszywego. Drugim jest natomiast metoda majeutyczna („położnicza”), która polega na zadawaniu pytań pomocniczych drugiej osobie, tak żeby sama doszła do prawdy. JAGODA KIEŁBICKA
Z pozoru nędzarz, włóczęga, nie najlepszy mąż i ojciec, a tak naprawdę przełomowy oraz wybitny filozof. Jego zaniedbany wygląd świadczył tylko o wyższości jego ducha. Gdy mówił o swojej niewiedzy, określał siebie po prostu jako poszukiwacza prawdy i miłośnika mądrość. Zaprawiony w boju żołnierz i wzór samowystarczalnego mędrca. To właśnie jemu wyrocznia w Delfach przypisała największą wiedzę spośród wszystkich ludzi żyjących w ówczesnym świecie. Całkowicie poświęcał się działalności nauczycielskiej. Jak pisze Władysław Tatarkiewicz, „absorbowała go ona tak, że o własnych sprawach nie myślał; żył wraz z rodziną w niedostatku. Był wszędzie tam, gdzie mógł znaleźć rozmówców, zatrzymywał ludzi na rynku, w palestrze czy na biesiadzie, by mówić z każdym o jego sprawach i zmuszać do zastanawiania się nad nimi, nad umiejętnością i cnotą”. Za swoje lekcje nie pobierał żadnych opłat – także to poróżniło go z sofistami, którzy z nauki uczynili niezły biznes. Niektórych jednak darzył znacznym szacunkiem, jak swojego nauczyciela Prodikosa czy Antyfonta. Niestety nie zostały po nim żadne pisma – wszystko, co o nim wiemy, pochodzi z relacji spisanych przez jego uczniów, Platona i Ksenofonta. W tym momencie nasuwa się pytanie, czy ten wybitny filozof w ogóle umiał pisać i czy przekazane myśli są autentyczne? Wiemy natomiast na pewno, jak zginął. Był rok 399 p.n.e. Ateny pognębione przez zwycięską w wojnach peloponeskich Spartę dźwigały się z największej zapaści w historii dumnego polis. Poszukiwano winnych kryzysu. Sokrates doskonale nadawał się na kozła ofiarnego. Wśród jego licznych uczniów byli zarówno Alkibiades, znany ateński strateg, który zdradził ojczyznę i doradzał spartanom, jak i politycy, Charmides i Kritias, członkowie oligarchicznych rządów Trzydziestu Tyranów. Autorem skargi złożonej do miejskiego trybunału był ateński rzemieślnik Anytos i niespełniony poeta Meletos. Treść oskarżenia brzmiała: „Zbrodnię popełnia Sokrates, bogów, których państwo uznaje, nie uznając, inne zaś nowe duchy wprowadzając; zbrodnię też popełnia, psując młodzież”. Przebieg procesu relacjonuje Platońska Obrona Sokratesa. Śmierć Sokratesa była jak i całe jego życie – z pozoru nie na miejscu, niepotrzebna i kłopotliwa, a tak naprawdę przemyślana, wymowna i przeniknięta umiłowaniem dla filozofii. ZUZANNA OLSZEWSKA
7 Sokrates inaczej
Jan Sobczak, Węch
8 wstęp
Sylogistyczne mięso Ojcem klasycznej logiki jest Arystoteles. To on poddał dokładnemu badaniu sylogizm, czyli podstawową postać wnioskowania logicznego (patrz ramka na następnej stronie). W swojej fascynacji ścisłością Stagiryta zdecydowanie odbiegał od nastawienia swojego wybitnego nauczyciela, Platona, który to z kolei rozmiłowany w kreśleniu metaforycznych obrazów nieśmiertelnej duszy, świata transcendentnych idei i doskonałego państwa odnajdywał raczej metafizyczną łączność z wielkimi, mistycznie nastawionymi filozofami przeszłości, szczególnie z Pitagorasem, a nie ze swoim najwybitniejszym uczniem. Wydaje się, że Arystotelesa i Platona poróżniła także preferowana dieta. Starożytni filozofowie często powstrzymywali się od jedzenia mięsa. Podania przekazują nam informację na temat wspomnianego już Pitagorasa – rzekomo pytany o to, dlaczego nie je mięsa, odpowiadał zwyczajowo swojemu rozmówcy pytaniem zwrotnym o to, dlaczego on je mięso, uznając swoje stanowisko za etycznie usprawiedliwione. Platon był w tej kwestii zgodny ze znanym matematykiem. Państwo, platoński dialog prezentujący doskonałą republikę, przynosi odpowiedź na pytanie o optymalną dietę – Sokrates, wygłaszając poglądy Platona, jako dopuszczalne pokarmy wymienia: mąkę, ser, cebulę, oliwę, groszek, fasolę, jarzyny, figi i jagody. Taki jadłospis miał zapewnić obywatelom republiki zdrowie, spokój wewnętrzny i długowieczność. Arystoteles nie był w tej materii (ani formie) jednak pilnym studentem. Jego stosunek do zwierząt określić można w najlepszym razie jako zainteresowanie badawcze. Co prawda traktaty zoologiczne Stagiryty są imponującym dowodem umiejętności klasyfikacyjnych i kompetencji naukowych badaczy zgromadzonych w jego szkole i instytucie, czyli Liceum, ale opisy przedstawione w tych dziełach doprowadziły samego Arystotelesa do przykrej konkluzji – zwierzęta są tylko skomplikowanymi organizmami, nie wykazującymi jednak wyższych funkcji życiowych, nie mającymi rozumu, nie mogącymi zatem zabierać głosu ani w swojej sprawie, ani w żadnej innej. Zwierzęta powinny więc być w pełni podporządkowane człowiekowi, zarówno w jego gospodarstwie, jak i w łańcuchu pokarmowym. Ustalenia Arystotelesa, wzmocnione autorytetem średniowiecznych scholastyków na wiele stuleci nadały ton dyskusjom na temat naszego stosunku do zwierząt. Późna starożytność objawiła jeszcze dwóch wielkich orędowników wegetarianizmu, Plutarcha z Cheronei i wybitnego neoplatonika Porfiriusza. Ten pierwszy w rozprawie O jedzeniu mięsa pisze: „Macie zwyczaj nazywania dzikimi bestiami węże, leopardy i lwy; lecz sami jesteście splamieni krwią i w niczym nie ustępujecie ich okrucieństwu. One zabijają jedynie dla zdobywania swojego normalnego pożywienia, lecz wy zabijacie, by wykwintniej zastawić stół”. Głos Plutarcha, podobnie jak wcześniejsze odezwy Pitagorasa i Platona, nie przyniósł pożądanego skutku. Zdecydowana większość ludzi spożywa mięso. Niestety także zdecydowana większość ludzi popełnia błędy w najprostszych rozumowaniach logicznych. Właśnie dla nich przygotowaliśmy wiersz prezentujący 24 poprawne sylogizmy. To im serwujemy to sylogistyczne mięso.
9 Sylogistyczne mięso
BARANA ZAJADLI WĘDZARZE WEGANOM CHWALILI SERIO. KEBABEM MERDANO, PASZTETEM KAŻDEGO TEŻ DZIKO RACZONO. KASZANKI CISKALI ZA NIMI, BEZRADNOŚĆ ODDANO WĘDLINOM. ŁAMALI MAKRELE, PRAWEGO SIŁAMI PRZEŻARTO EPICKO. Wiersz opracowany przez grupę logików: Piotra Biegańskiego, Jacka Hanna, Jana Musiała, Jana Maurycego Uszko i Antoniego Wójcika.
Sylogizm wywodzi się od Arystotelesa, który jako pierwszy podał jego przykład. Jest to podstawowe dla klasycznej logiki wnioskowanie z dwóch przesłanek, z których każda zawiera niewystępujący we wniosku wspólny element (zwany „terminem średnim”, w skrócie M, od łac. medinus – średni), a każdy element wniosku zawarty jest tylko w jednej z dwóch przesłanek. Najczęściej przywołuje się ten sylogizm w takiej formie „Jeżeli każdy M jest P oraz każdy S jest M, to każdy S jest P”. W sylogistyce rozróżnia się cztery podstawowe typy zdań, które oznaczone są następującymi symbolami:
S a P SeP S i P S o P W tych zdaniach S to podmiot (od łac. subiectum), P to orzecznik (od łac. predicatum). Zaś symbole „a”, „e”, „i”, „o” to stałe logiczne, za pomocą których powstają zdania. Stałe „a” oraz „i” oznaczają zdania twierdzące (od dwóch pierwszych samogłosek w łacińskim słowie affirmo – twierdzę). Natomiast stałe „e” oraz „o” określają zdania przeczące (od dwóch pierwszych samogłosek w łacińskim słowie nego – przeczę). Tym samym otrzymujemy powyższe cztery typy zdań: zdanie ogólno-twierdzące: „Każde S jest P” (S a P), np. „Każda nauczycielka jest kobietą”, zdanie ogólno-przeczące: „Żadne S nie jest P” (S e P), np. „Żadna nauczycielka nie jest ptakiem”, zdanie szczegółowo-twierdzące: „Niektóre S są P” (S i P), np. „Niektóre uczennice są Europejkami”, zdanie szczegółowo-przeczące: „Niektóre S nie są P” (S o P), np. „Niektóre uczennice nie są Europejkami”. Następnie sylogizmy układają się w figury, zależnie od położenia terminu średniego w przesłankach. Wyróżnia się cztery figury: Figura pierwsza
Figura trzecia
MP
MP
SM
MS
SP
SP
Figura druga
Figura czwarta
PM
PM
SM
MS
SP
SP
10 Sylogistyczne mięso
Dla każdej z figur można zbudować 64 tryby, manipulując stałymi (a, e, i, o). Łącznie więc można otrzymać aż 256 różnych sylogizmów. Jednakże tylko 24 są poprawne (czyli niezawodnie zapewniają prawdziwość wniosku w przypadku prawdziwości przesłanek):
AAA
AAI
EAE
EAO
AII
EIO
EAE
EAO
AEE
AEO
EIO
AOO
figura druga
AAI
IAI
AII
EAO
OAO
EIO
figura trzecia
AAI
AEE
AEO
IAI
EAO
EIO
figura czwarta
figura pierwsza
Aby ułatwić zapamiętanie tych sylogizmów, w średniowieczu powstał wiersz, który poprzez specjalne ułożenie samogłosek miał wskazywać na poprawne sylogizmy:
Barbara, Celarent, Darii, Ferio que prioris; Cesare, Camestres, Festino, Baroco secundae; tertia Darapti, Disamis, Datisi, Felapton; Bocardo, Ferison habet; quarta insuper addit Bamalip, Camenes, Dimatis, Fesapo, Fresison. Niestety w wierszu tym nie uwzględniono tzw. sylogizmów słabych, w których mocne wnioski A lub E zastępujemy słabymi I lub O. Nieużyteczność tego wiersza wydała się nam bardziej oczywista niż niejedna prawda logiczna. Dlatego postanowiliśmy stworzyć nowy, w którym każdy kolejny wiersz prezentuje wszystkie poprawne sylogizmy w każdej z czterech figur. JAN MAURYCY USZKO
11 Sylogistyczne mięso
Traktat logiczno-filozoficzny i jego autor O WITTGENSTEINIE SŁÓW KILKA Ludwig Wittgenstein urodził się pod koniec XIX wieku w Wiedniu, w jednej z najzamożniejszych rodzin monarchii Austro-Węgierskiej, która wspierała finansowo i podejmowała w swoim pałacyku artystów epoki – Brahmsa, Ryszarda Straussa, Mahlera. Mimo osobistej wrażliwości na sztukę Wittgenstein rozpoczyna studia z aeronautyki i mechaniki w Manchesterze, jednak po pewnym czasie porzuca je, odkrywszy nową pasję, matematykę i logikę – w pierwszej kolejności wyjeżdża do Jeny, gdzie wykłada Gottlob Frege, ostatecznie jednak Wittgenstein rozpoczyna w Cambridge współpracę z Bertrandem Russellem, współtwórcą powstającej filozofii analitycznej. Następnie, znużony jałowymi sporami akademickimi, wyjeżdża do małej miejscowości w Norwegii i rozdaje większą część spadku rodzinnego, wspierając twórców i artystów. Gdy wybucha Wielka Wojna, rusza do Wiednia, by zaciągnąć się do wojska. W trakcie walk prowadzi dziennik i rozległą korespondencję, w których oprócz opisu wojny i swojego strachu rozpoczyna własną analizę świata. Notatki z tego okresu posłużą za bazę redagowanego po wojnie Traktatu logiczno-filozoficznego. Po jego ukończeniu Wittgenstein oddaje resztę majątku rodzeństwu i podejmuje pracę nauczyciela w wiejskiej szkole podstawowej. Ostatecznie powraca do Cambridge, gdzie do końca życia pracuje nad kolejnym, zmodyfikowanym sposobem rozumienia języka, przedstawionym w wydanych już pośmiertnie Dociekaniach filozoficznych. TRACTATUS LOGICO-PHILOSOPHICUS O Traktacie – głównym dziele Wittgensteina – można rzec: „tekst jest krystalicznie czysty, powściągliwy, ułożony z wielką dyscypliną (…) uderza jego siła i prostota, osobliwa zagadkowość”1. Wywód istotnie jest lakoniczny i bogaty w skondensowaną treść. O czym jest Traktat? O wszystkim, co da się powiedzieć. Analizując świat, rozkłada go na proste części. Przedstawia teorie języka i opisuje mechanizmy jego działania. Ale nie tylko – nie jest to dzieło stricte związane z naukami ścisłymi, fizykalne lub matematyczne, choć bez wątpienia wychodzi od pokrewnych założeń. „Moja praca składa się z dwu części: z tego, co w niej napisałem, oraz z wszystkiego, czego nie napisałem. Treść etyczną moja książka wyznacza niejako od wewnątrz. (…) Krótko mówiąc, sądzę, że wszystko, co wielu dziś klepie, zawarłem w swej książce milcząc” – pisał myśliciel do jednego z wydawców. Dlatego właśnie Traktat tak angażuje. Podchodząc do lektury, można z dyscypliną iście Wittgensteinowską odkrywać znaczenie tekstu, aby móc w pełni uchwycić sens zauważony i opisany przez autora. Z pewnością da się powiedzieć, że warto. JAN ZAWADOWSKI (PRZEDRUK ZA „2SŁOWA”, NR 1/2016)
1. Bogusław Wolniewicz, O Traktacie, w: Ludwig Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, PWN, Warszawa 2000.
12 Traktaty
Tezy główne Traktatu Wittgensteina oraz kilka uwag: 1. Świat jest wszystkim, co jest faktem. 1.2 Świat rozpada się na fakty. 2. To, co jest faktem – fakt – jest istnieniem stanów rzeczy. 2.1 Tworzymy sobie obrazy faktów. 3. Logicznym obrazem faktów jest myśl. 3.1 W zdaniu myśl wyraża się w sposób zmysłowo postrzegalny. 3.2 Tylko zdanie ma sens; tylko w kontekście zdania nazwa ma znaczenie. 4. Myśl jest to zdanie sensowne. 4.015 Możliwość wszelkich przenośni, cała obrazowość naszego sposobu mówienia – wszystko to spoczywa w logice odwzorowania. 4.1 Zdanie przedstawia istnienie i nieistnienie stanów rzeczy. 4.11 Ogół zdań prawdziwych stanowi całość przyrodoznawstwa (albo ogół nauk przyrodniczych). 5. Każde zdanie jest funkcją zdań elementarnych. (Zdanie elementarne jest funkcją prawdziwościową samego siebie.) 5.6 Granice mego języka oznaczają granice mego świata. 5.62 To bowiem, co solipsyzm ma na myśli, jest całkiem słuszne, tylko nie da się tego powiedzieć; to się widzi. 6. Ogólna forma funkcji prawdziwościowej ma postać [ p, ξ , N (ξ)]. Jest to ogólna forma zdania. 6.37 Nie ma żadnego musu, by coś miało nastąpić, ponieważ zaszło coś innego. Istnieje tylko logiczna konieczność. 6.4 Wszystkie zdania są równorzędne. 7. O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
13 Traktaty
Traktat negatywny: 1. Świat jest opisywalny w całości. 1.1 Opisują go nauki przyrodnicze, matematyka i logika. 1.2 Połączenie i uzgodnienie ich twierdzeń to całość naszej obecnej wiedzy. 1.2.1 Nie jest pewne, czy kiedyś pokryjemy naszą wiedzę ze światem. 2. Działanie świata jest spójne. 2.1 Świat składa się z serii zdarzeń w przestrzeni i czasie. 2.1.1 Tworzą one całość. Wybiórcze rozpatrywanie zdarzeń nie rozbija współzależności. 2.1.2 Drobne zmiany zmieniają odpowiednio większe części. 2.2 N ie na tym polega determinizm w świecie, że wszystko postępuje określonym planem lub ku celowi. Polega on na mechanizmach. 2.2.1 Dlatego nieprzewidywalność w mikroskalach nie powoduje chaosu. 2.2.2 R ównie przerażający, co nieuchronność następstw, byłby jej brak, albo przypadkowość. 3. W całości nie ma wydarzeń uprzywilejowanych. 3.1 Życie, wola i świadomość to określenia specyficznych wydarzeń. 3.1.1 Kryteria są umowne – nie uznamy wirusa lub sztucznej inteligencji za żywe. 3.1.2 Nie jest tak, że wszystko jest martwe. Nic nie jest żywe w sensie potocznym. 3.1.2.1 Gdzie nie ma dobra, nie ma zła – tak właśnie brak i życia, i śmierci. 3.2 Świadomość i wola, specyficzne nam, to albo wydarzenia w świecie, albo puste nazwy. 3.2.1 Jest prawdopodobne, że świadomość jest powielalna i mierzalna jak reszta ciał. 3.2.1.1 Jest wydarzeniem. Recepcją i przetwarzaniem świata, w świecie, nie poza nim. 3.2.2 Jest prawdopodobne, że wola to uproszczenie. 3.2.3 Wolność to w najlepszym wypadku figura retoryczna. 4. My odrzucamy opis świata. 4.1 Rozbijamy go, poznając. Traktujemy potem jako porozdzielany. 4.1.1 Stąd nie traktujemy poważnie mechanizmu. 4.2 Oderwane, luźne narracje nie są fałszywe. 4.2.1 Są poza kryterium prawdziwości. Tworzą sens. 4.2.2 Są uproszczeniem i schematem świata. 4.2.2.1 Dlatego stosunek do nich to ironia. Nie są w istocie poważne. 4.2.2.2 Definiowanie to kręcenie się w kółko. 4.3 Nasze spostrzeżenia są niepewne, bo sami jesteśmy częścią świata i następstw. 4.3.1 Wynikają one jednak zawsze z niego i muszą go dotyczyć. 4.3.2 Nie ma nas poza nim. Na nic nie patrzymy z zewnątrz. 5. Używamy zamiast tego skrótów, i zwykle nimi docieramy do czegoś szybciej. 5.1 Jest bardzo możliwe, że nam inaczej się nie uda. 5.1.2 Dokładne ujęcie świata jest daleko za schematami i uproszczeniami. 5.2 Czy jest różnica, jak nasz cel został określony? 5.3 To jest podstawa filozofii, sztuki i humanizmu. JAN ZAWADOWSKI
14 Traktaty
Tractatus craterico-meteoricus 1. Istotą sztuki jest zderzenie. 1.1 Zderzenie może zajść jedynie za sprawą co najmniej dwóch obiektów, nie jest możliwe, aby zderzyć się w pojedynkę. 1.2 Prawdziwe zderzenie – takie, które zostawia jakiś ślad, wynika z uderzenia w powierzchnię ziemi. 1.2.1 Samo wejście w atmosferę nie jest zderzeniem. 1.3 Zderzenie spowodowane jest przez uderzenie wolnego przedmiotu (meteoru), w elementy zdeterminowanej rzeczywistości. 1.3.1 Determinizm świata wynika z jego cząsteczkowej, dającej się matematycznie opisać struktury. 1.3.2 Martwa budowa rzeczy materialnych pozwala przenikać się wolnym meteorom. 1.4 Znamy tylko te meteory, które trafiły w cel. 1.4.1 Celem meteorytu jest świadomość człowieka, trzymana w kajdanach determinizmu przez przywiązanie do ciała. 1.4.1.1 Przywiązanie do ciała wpływa na świadomość człowieka – narkotyk odbierany biologicznie oddziałuje na człowieka w sferze świadomości. 1.4.2 Meteory, które nie trafiły, nie pozostawiły śladu. 2. Każde prawdziwe dzieło sztuki przedstawia krater. 2.1 Artysta trafiony przez meteor jest zazwyczaj zarozumiały. 2.1.1 Tworzenie sztuki musi być współpracą pomiędzy artystą i transcendencją. 2.2 Krater jest bardzo podatny na szkodliwe działanie nauki. 2.3 Rozwój w sztuce może opierać się na doskonaleniu warsztatu, nie na przyciąganiu meteorytów. 3. Powodem zderzenia jest coś dziwnego, efektem – ożywienie. 3.1 Obiekt pochodzący spoza naszego świata nie jest możliwy do naukowej analizy i powinien być zostawiony jako niewyjaśniony. 3.1.1 W szystkie próby skatalogowania zjawiska zderzenia są opisem rzeczy nieweryfikowalnych – nie znamy stanu faktycznego. 3.2 Z derzenie jest promykiem nadziei na emancypację człowieka w mroku matematycznej stagnacji. 3.2.1 C złowiek określający się mianem racjonalnego powinien, znając werdykty nauki, szukać w meteorach ratunku dla ludzkości. 3.3 Meteor przynosi życie ludzkiej myśli. Bez uderzenia wolności człowiek jest martwy. 3.3.1 Bakteria nazywana ożywioną odczuwa własną egzystencję jedynie teoretycznie. 4. Sztuka to droga do wyzwolenia. JAN SOBCZAK
15 Traktaty
Jan Sobczak, Dotyk
16
W naszych poszukiwaniach istoty wolności towarzyszyło nam przede wszystkim trzech dwudziestowiecznych filozofów: Isaiah Berlin, Jean-Paul Sartre i Karl Jaspers.
Przyczynek do wolności Czym jest wolność? I jak bardzo w jej definiowaniu jesteśmy niezależni od jakichkolwiek wpływów? Postanowiliśmy to sprawdzić, tworząc prawdziwie wyzwoloną definicję wolności. Bazując na spuściźnie filozofów, w szczególności Karla Jaspersa, Jean-Paul Sartre’a i Isaiaha Berlina, a także na własnych przemyśleniach, każdy przygotował swoją kilkuzdaniową definicję; następnie przy użyciu ośmiu rzutów kośćmi – ileż w tym przypadku, dowolności, a może właśnie nagiej, fizycznej konieczności – stworzyliśmy z nich dwa definicyjne kolaże. I na koniec, zupełnie arbitralnie, wybraliśmy jedną definicję. W tej hybrydzie dostrzec można komponenty wolności opartej na zasadzie komunikacji zaczerpnięte od filozofa z Oldenburga, wątki uwzględniające wybory jednostki obecne w koncepcji francuskiego myśliciela oraz elementy wolności pozytywnej wprowadzone do filozofii przez autora Dwóch koncepcji wolności. Ale przede wszystkim nasz, tylko trochę przynaglony okolicznościami, wolny namysł. Oto i ona, istota naszej jedynej i prawdziwej wolności: „Wolność to sytuacja, w której można postępować w zgodzie ze swoimi chęciami. To możliwość realizowania swoich zamierzeń i pragnień, nieuwarunkowanych prostymi fizycznymi mechanizmami. Może ona także być ograniczona do jedynie paru wyborów. Właściwym działaniem prawodawcy jest ciągłe dostosowywanie wolności zewnętrznej do wewnętrznej”. FRYDERYK PRYJMA
17 Przyczynek do wolności
Globalne ocieplenie myśli W ramach omawiania zagadnień dotyczących filozofii postmodernistycznej, studiowania dzieł postmodernistycznych filozofów i burzliwych dyskusji na ich temat, postanowiliśmy sięgnąć do źródła i przeprowadzić wywiad z wybitnym węgierskim myślicielem – László Dvárósem. Poniższy zapis internetowej rozmowy jest jedną z nielicznych okazji do zapoznania się z myślą popularnego na Węgrzech i na Zachodzie intelektualisty. ALEKSANDRA PODZIEWSKA: CZY W DALSZYM CIĄGU UWAŻA PAN, ŻE OKREŚLENIE „FILOZOFIA POSTMODERNISTYCZNA” TRACI SWÓJ SENS W MOMENCIE JEGO WYPOWIEDZENIA? László Dvárós: Tak. Pod tym względem zupełnie nie zgadzam się z Zygmuntem Baumanem, którego poglądy zresztą bardzo cenię. Moim zdaniem jego koncepcja „płynnej nowoczesności” nie wyczerpuje wszystkich możliwych narracji. Mówienie o „płynności” jest już tylko modną bzdurą, nic nie znaczy. Żyjemy w czasach, które sam trafnie nazwałem „postmodernizmem wulkanicznym”. Proszę sobie wyobrazić: rzeczywistość jako potężna, fantazyjna siła erupcji, która pokrywa niszczycielską falą skostniałe struktury, a nawet rozpuszcza i rozpala dawne idee. Lawa to zarówno resztki kapitalizmu, zdychające paradygmaty, jak i chociażby efekty działań teflonowych polityków-klaunów. Człowiek jest w tej rzeczywistości „rozproszony”. Pali go wewnętrznie i zewnętrznie ta wielość, ta wściekła magmowa breja wlewająca mu się przez usta. Kluczem do poradzenia sobie jest odnalezienie miejsc stałych, zastygających. Tylko tam nieliczni, nomadyczni neoprekariusze zaznają wreszcie spokoju. A JAKI WPŁYW NA WSPÓŁCZESNY ŚWIAT MAJĄ MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE? Dokładnie do tego zmierzałem! To właśnie media społecznościowe są głównym katalizatorem zdarzeń, które obserwujemy. Niezwykle szeroko rozciągnięta globalizacja zdaje się właśnie być tym czynnikiem, który najbardziej uderza w dawny porządek i podziały, do których byliśmy przyzwyczajeni. Jesteśmy świadkami gigantycznej zmiany, majestatycznego zalewu, zespolenia i wyłaniania się nowych dyskursów ze zmieszanych prawd poprzedniego świata. Proszę zauważyć, że w miejsce grup zorganizowanych na bazie lokalności geograficznej, wyrastają społeczności lokalne w znaczeniu zglobalizowanym, to znaczy takie, które nie mogłyby zaistnieć na przykład w XIX wieku. Podobną sytuację opisywał René Girard, postawił on jednak kropkę, na miejscu której powinien stać przecinek. Media społecznościowe dokonują nie tylko pewnego rodzaju podmianki autorytetów, ale także roszczą sobie prawa do wglądu w praktycznie wszystkie sfery dawniej określane jako prywatne. Uruchomienie takich mechanizmów skutkuje zjawiskiem, które od przeszło dziesięciu lat nazywam „rzeczywistością zarchipelagizowaną”. To właśnie z giętkich konstrukcji mediów społecznościowych skleja się większość tej niszczycielskiej magmy, która zarówno spala, jak i wytwarza ostatnie bastiony, przyczółki sensu. Zdaje się to być procesem, na ówczesną chwilę, prawie niezatrzymywalnym. JAKĄ STRATEGIĘ POWINNO ZATEM PRZYJĄĆ MOJE POKOLENIE OSÓB URODZONYCH NA PRZEŁOMIE WIEKÓW? Oczywiste jest, że odpowiedź na to konkretne pytanie uwidacznia się w ogólnej perspektywie charakteryzującej „dziś”. Spójrzmy więc najpierw na to. Dyskurs przywykł mówić o globalizacji jako trendzie, w który muszą
18 Globalne ocieplenie myśli
wpisywać się kolejne pokolenia, jednak inny termin jest odpowiedni, tzn. delimesyzacja – jest ona zatarciem, upłynnieniem ostatnich granic, co widział na poziomie społecznym Ortega y Gasset i o czym wieszczył społeczno-ekonomicznie Marks. Pytasz więc o taktykę bez opozycji i pojęcia oddzielności – tak jak w sieci widzimy, niby w mikrokosmosie, przesunięcie i starcie różnic prawdy i informacji, w telewizji fikcyjność granic państw, na ulicach tradycyjnych norm etycznych, tak zaburza się też odgraniczenie między mną i światem, czasem, przestrzenią; a wreszcie cieplne zaburzenie sztywnej struktury,
László Dváros ur. 1953 w Budapeszcie, filozof, publicysta, lingwista i teoretyk kultury. Prywatnie popularyzator literatury, tradycji i kuchni węgierskiej. W latach 70. wyemigrował do Paryża, wiedziony chęcią uczestnictwa w studenckim ruchu przemian światopoglądowych. Studiował i wykładał na Sorbonie. Doktor Honoris Causa Uniwersytetu w Debreczynie i Uniwersytetu w Dublinie. Jest autorem kilkunastu książek, najważniejsze z nich to: „Manifest studencki, czyli szkice z zapomnianej rewolucji” (1973), „Podstawa struktury języka a kody kulturowe” (1999), „Rzeczywistość zarchipelagizowana” (2007).
do której przyzwyczaiła nas XIX-wieczna optyka, stwarza sytuację rozłącznej alternatywy, kierkegaardowskiego albo-albo!, w którym możesz wybrać pierwszą opcję udziału, przy czym w ogólności zmiana paradygmatu żywiołu z powrotem na jak najbliższy heraklitejskiego ognia pociąga za sobą wyższy krok operowania globem, który staje się naczelną instancją obrotu świata w czasie stale teraźniejszym, w swojej różnorodności amorficznym, uelastyczniając ruch pojedynczych cząsteczek-jednostek. Patrząc, jak to się mówi, prawdzie w oczy – obecne młode pokolenie musi zdecydować, czy brać w tym udział, czy stawiać opór. A CO MOŻE OKAZAĆ SIĘ POMOCNE PRZY PODEJMOWANIU DECYZJI? Na całe szczęście nic, jest to spontaniczna decyzja. Można by rzec, iż kartezjański układ współrzędnych, w których znajdowała się Ziemia, uległ rozpuszczeniu i włączył się w nieuporządkowany potok magmowy, więc przy niewybieraniu wyjścia z tej alternatywy nie można nie zauważyć, że partycypacja w Wielkim Ogrzaniu nie jest zdarzeniem odwołalnym, ponieważ raz wyzwolony chaotyczny ruch struktur wewnętrznych powoduje destrukcję warstw zewnętrznych ciał zlanych w jedno. I o tym należy pamiętać! Mogę jedynie dodać, że na pewno zaznajamianie się z kulturą poprawia samopoczucie w momencie podejmowania decyzji. WIĘC MOŻE JAKIMŚ WSPARCIEM MOGŁABY OKAZAĆ SIĘ LEKTURA DZIEŁ FILOZOFICZNYCH I NAUKA FILOZOFII W SZKOŁACH? I tak, i nie. Podstawowy problem związany z nauczaniem filozofii w szkołach polega na tym, że nie prowadzi ono do niczego poza wykazaniem jej sprzeczności wewnętrznej. Filozofia, postrzegana całościowo, odpowiadając na wiele różnych pytań na wiele różnych sposobów, w efekcie nie daje żadnej sensownej odpowiedzi. Takie nauczanie filozofii nie ma sensu. Sensowne byłoby (nigdzie jeszcze niestety nie spotkałem się z takim podejściem) mówienie o filozofii jako o zbiorze narracji i opowieści, które samemu należy zdekonstruować, a następnie złożyć we własny kolaż – odpowiadający naszym potrzebom oraz wymaganiom świata, w którym żyjemy. Pod tym względem nauczanie filozofii jest potrzebne – nie można wszakże ugotować gulaszu, nie spróbowawszy wcześniej wszystkich składników, których chce się użyć. (śmiech) I nie wybrawszy tych, które dobrze się ze sobą komponują i odpowiadają naszemu smakowi. DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ROZMAWIAŁA ALEKSANDRA PODZIEWSKA TŁUMACZENIE Z ANGIELSKIEGO: ALEKSANDRA PODZIEWSKA I JAN ZAWADOWSKI
19 Globalne ocieplenie myśli
Troje Laureatów XXIX Olimpiady Filozoficznej: Adam Deryło, Antoni Kostrzewa i Julia Helman, oraz Laureat tegorocznego Konkursu Filozoficznego dla gimnazjalistów, Olgierd Fudali, przed Pałacem Staszica, siedzibą
Olimpijczycy Czy uważasz rozwijaną w starożytności i średniowieczu etykę cnót za wciąż aktualną?
Polskiej Akademii Nauk.
KATAKLIZM Współczesny człowiek, szczególnie ten zamieszkujący Europę i Amerykę Północną, jest szczęśliwy. Taka jest konkluzja licznych badań jakości życia przeprowadzonych przez naukowców, na przykład z The Economist Intelligence Unit1. Mamy poważne powody, aby twierdzić, że człowiekowi jeszcze nigdy nie żyło się tak dobrze. Z drugiej strony wielu współczesnych filozofów zaznacza wyraźnie, że w nowoczesnym myśleniu takie pojęcia, jak cnota i moralność są co najmniej staroświeckie i dla wielu brzmią obco. W powyższych rankingach wzięto pod uwagę kryteria takie, jak koszty, bezpieczeństwo, środowisko. Nie ma tam jednak pytania o kondycję moralną. Już sama sugestia wprowadzenia takiego zagadnienia wydaje się śmieszna. Kiedy więc cnotliwe życie przestało być ważne? Czy podążając za hipotezą filozofa Alasdaira MacIntyre’a, w przeszłości nastąpił kataklizm, który całkowicie odmienił egzystencję przeciętnego człowieka? Jaka jest tego człowieka moralność i czym różni się od moralności Arystotelesa, Platona, czy Tomasza z Akwinu? Jeśli różnice są olbrzymie, to jaki efekt może mieć powrócenie do tych dawnych zasad? MACINTYRE I BLOOM A WSPÓŁCZESNE TEORIE MORALNOŚCI Zdaniem współczesnego filozofa amerykańskiego, Alasdaira MacIntyre’a prawda dotycząca etyki i moralności została utracona na skutek katastrofy, z której bardzo niewielu zdaje sobie sprawę. Wobec niej wszystkie wielkie moralne spory dotyczące sensu wojny, problemu eutanazji czy aborcji są już w założeniu jałowe, ponieważ nie opierają się na właściwym rozumieniu terminów związanych z cnotą. On sam cnotę definiuje jako „nabytą ludzką cechę, której posiadanie i przestrzeganie umożliwia osiąganie dóbr wewnętrznych, jej brak natomiast uniemożliwia osiąganie tych dóbr”. Współczesny stan akademickiej wiedzy i praktyki określa MacIntyre jako nieuporządkowany i sam podejmuje się bardzo trudnego zadania wyjaśnienia przyczyn tego załamania w filozofii. Próbuje także udowodnić, że nowe stanowiska na temat moralności wyprowadzone w okresie oświeceniowym i późniejszym zawierają kardynalne błędy. Według niego we współczesnej kulturze najbardziej objawia się filozofia emotywizmu, którego najznamienitszym przedstawicielem był Charles Leslie Stevenson. Ten amerykański filozof zakładał, że wszelkie sądy moralne to tylko zdania mające charakter perswazyjny i relatywny. Na przykład zdanie „to jest dobre” znaczy tyle co „to mi się podoba, tak ma być”. Taki pogląd przez znaczącą część inteligentów z początku XX wieku 1. The Economist Intelligence Unit’s quality-of-life index https://www.economist.com/media/pdf/QUALITY_OF_LIFE.pdf, [dostęp w dniu 27.11.2016].
20 Olimpijczycy
był uznawany za przełomowy, ponieważ całkowicie odrywał od „złudzeń, w które wplątał nas Jahwe, Chrystus, św. Paweł, Kant i Hegel”2. Zdaniem MacIntyre’a emotywizm wpłynął na całe współczesne społeczeństwo i przeniknął naszą kulturę. Spowodował pojawienie się nowych rodzajów autorytetów: biurokratycznego i estetycznego. W odróżnieniu od tradycyjnych, arystotelesowskich autorytetów, które na pierwszym miejscu stawiały pielęgnowanie dóbr wewnętrznych, dążenie do ideałów i tym samym stawanie się wzorem dla innych, te nowe postacie chcą manipulować społeczeństwem, aby uzyskiwać zupełnie inne korzyści. (…) Do podobnych wniosków jak MacIntyre dochodzi także Alan Bloom w swojej książce Umysł zamknięty, która w Ameryce wywoła wielką intelektualną burzę. Krytykuje ona bowiem nauczycieli uniwersyteckich za mylące nauczanie, które nie daje uczniom odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące religii, moralności, etyki. Bloom namawia do powrócenia do tradycyjnych wartości platońskich, bo to w nich widzi lekarstwo na zbytnią „otwartość” uniwersytetów. Przez tą szczególną otwartość uczelnie stały się areną sporów światopoglądowych nie różniących się zbytnio od tych prowadzonych poza jej murami. STANOWISKO NIETZSCHEGO Obaj wyżej wymienieni filozofowie dostrzegli także potężny wpływ filozofii Nietzschego na całą współczesną kulturę. Alan Bloom przedstawił to jednym trafnym określeniem: „Nietzsche to my!”. Podczas swojej akademickiej kariery Bloom, szczególnie w latach 60., kiedy masowe ruchy studenckie odgrywały wielką rolę, na przykład sprzeciwiając się wojnie w Wietnamie, codziennie spotykał się ze studentami, którzy próbowali rozwikłać swoje problemy uczuciowe i światopoglądowe, używając do tego filozofii Nietzschego. Nietzsche odrzucał całą współczesną jemu moralność utylitarystyczną i emotywistyczną, ponieważ zauważył, że stała się ona tylko narzędziem w rękach filozofów. Według MacIntyre’a ten niemiecki filozof stworzył najmocniejsze argumenty przeciwko wyżej wymienionym nurtom etycznym. Nietzsche dostrzegł także problem związany z własnym stanowiskiem: „Jeżeli moralność jest niczym więcej jak tylko wyrazem woli, moja moralność jest tylko wytworem mojej woli i nie ma w niej wówczas miejsca dla takich fikcji jak prawa naturalne, użyteczność, czy największe szczęście największej liczby ludzi”. Problem jednak rozwiązuje od razu, wykrzykując: „Bądźmy więc prawodawcami dla siebie samych!”. Wraca tym samym, mimo wielu innych kwestii spornych, do tradycji starożytnej, do pewności siebie, jaką miał Arystoteles, Platon i stoicy. Pojawia się więc pytanie: Czy tę dawną etykę można uprawomocnić? (…) SYTUACJA AKTUALNA Cały ten spór można wyobrazić sobie w formie metaforycznej huśtawki. Na jednym jej końcu znajduje się tradycyjna etyka w wydaniu arystotelejskim, platońskim i tomistycznym. Po drugiej zaś stronie jest praktycznie cała filozofia ostatnich stuleci, poczynając od Hegla i Nietzschego, a kończąc na utylitarystach i klasykach liberalizmu. Moim zdaniem prawda przechyla się raczej na stronę tych pierwszych. Moją konkluzję wspieram argumentem, że z cnoty rozumianej jako dobro wewnętrzne, zawsze będzie wynikało szczęście wywołane jej praktykowaniem. Oczywiście dobro wewnętrzne człowieka nie zawsze będzie zgadzało się z dobrem społecznym. Wobec tego dołączam do grona zwolenników powrócenia do tradycyjnej moralności. Tym wywodem nie wyczerpuję jednak żadnych kluczowych zagadnień dotyczących tej pracy. Chciałbym więc zasugerować, że osiągnięcia współczesnej cywilizacji dają nam jak nigdy wcześniej możliwość zbadania obecnie dominującej moralności człowieka. Naukowcy prowadzą dziś badania społeczne w wielu dziedzinach. Dlaczego więc nie robi się tego jeszcze w filozofii? Co mogłoby zaoferować pełniejszy obraz współczesnej moralności, jeśli nie badanie przeprowadzone na jak największej społeczności. Próba, o której mówię, mogłaby zostać zrealizowana dzięki wykorzystaniu 2. Leonard Woolf, cytowany za David Gadd, The Loving Friends, 1974.
21 Olimpijczycy
możliwości, jakie oferuje Internet. Takie eksperymenty, jak na przykład „Dylemat wagonika” zainicjowany przez Philippę Foot, są w stanie zgromadzić dane od milionów osób. Czy nie można by poddać badaniom aktualności cnót etycznych i teologicznych za pomocą tego typu testów? Uzyskane w ten sposób odpowiedzi mogłyby się diametralnie różnić od poglądów reprezentowanych przez obie strony sporu opisanego powyżej. Oczywiście, za sugestię sprowadzenia filozofii do poziomu zwykłych eksperymentów społecznych mogę zostać posądzony o celowe spłycanie filozofii. Na poparcie moich wywodów mogę jednak odwołać się do niedawno opracowanej teorii moralności, która swoje stanowisko stara się oprzeć stricte na nauce. W niedawno wydanej Moralności mózgu – jednej z pierwszych książek z dziedziny neurofilozofii – Patricia Churchland wygłasza tezę, że normy moralne są warunkowane wyłącznie przez oksytocyny i inne hormony działające w mózgu. Teza ta już została przyjęta z dużym entuzjazmem przez niektóre środowiska naukowe, głównie powiązane z medycyną. Czy to możliwe, że na naszych oczach etyka obiera nowy kierunek? KONKLUZJA Biorąc pod uwagę wszystkie powyżej omawiane tematy, teraz mogę w pełni odpowiedzieć na kluczowe pytanie. Etyka cnót rozwijana w starożytności i średniowieczu pozostaje aktualna pod względem niepodważalności swojej treści, ale nie pod względem powszechności jej rozumienia i praktyki. Gdyby współcześni filozofowie skorzystali z możliwości, jakie oferują im nowoczesne metody komunikacji, mogliby przywrócić powszechną praktykę cnót. Bez odwołania się do dominujących dzisiaj form przepływu myśli i kreowania szeroko akceptowanych postaw (np. social media) etyka cnót pozostanie klasycznym wyzwaniem dla wąskiej grupy pasjonatów myśli starożytnej i średniowiecznej. Musimy pogodzić się z faktem, iż czasy antycznych polis, których każdy obywatel musiał być przygotowany na ewentualne wdanie się w rozmowę z Sokratesem, bezpowrotnie minęły. Dzisiaj, we współczesnych społeczeństwach, ta etyka oparta na zrozumieniu zagadnienia cnót zazwyczaj pozostaje tematem tabu. Lukę po niej w przestrzeni społecznej debaty próbują zająć różne odmiany koncepcji emotywistycznych. Sytuację usiłują ratować filozofowie, tacy jak na przykład Peter Singer, który zaznajamia szeroką publikę z „etyką praktyczną” oferującą odpowiedzi oparte zarówno na tradycyjnej etyce, jak i na nowoczesnych odkryciach, głównie w dziedzinie biologii i ludzkiej anatomii. Pozostaje mi tylko postawić pytania: Czy współczesne środki masowego przekazu, takie jak Internet, w którym obowiązuje nieskrępowana wolność słowa, mogą pomóc filozofom w wyjaśnieniu ludzkiej moralności? No i kto (lub co) stanie się sokratejskim położnikiem dla moralności jutra? JACEK ANTONI KOSTRZEWA
BIBLIOGRAFIA 1. Arystoteles, Etyka Nikomachejska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1956. 2. Marek Aureliusz, Rozmyślania, De Agostini Sp. z o.o., Warszawa 2001. 3. Alan Bloom, Umysł zamknięty. O tym, jak amerykańskie szkolnictwo wyższe zawiodło demokrację i zubożyło dusze dzisiejszych studentów, Zysk i S-ka, Warszawa 2012. 4. Patricia S. Churchland, Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności, Copernicus Center Press, Kraków 2013. 5. David Gadd, The Loving Friends, 1974. 6. Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Redakcja Wydawnictw Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1994. 7. Alasdair MacIntyre, Dziedzictwo cnoty, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1996.
22 Olimpijczycy
8. Friedrich Nietzsche, Poza dobrem i złem, vis-a-vis/Etiuda, Kraków, 2010. 9. Platon, Dialogi, Antyk, Kęty 2005. 10. A ntoni Podsiad, Słownik terminów i pojęć filozoficznych, Instytut Wydawniczy „PAX”, Warszawa 2000. 11. P eter Singer, Etyka praktyczna, Książka i wiedza, Warszawa 2003. 12. Św. Tomasz, Traktat o człowieku, Antyk, Kęty 2000. 13. The Economist Intelligence Unit’s quality-of-life index https://www.economist.com/media/pdf/QUALITY_OF_LIFE. pdf [dostęp w dniu 27.11.2016].
Omówienie filozoficznego problemu poruszanego w wybranej bajce Leszka Kołakowskiego ze zbioru 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych Spod pióra Leszka Kołakowskiego oprócz tekstów historyczno–filozoficznych wyszły także przypowiastki filozoficzne. Gatunek ten realizuje zbiór 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych. Sprawnie operując w nich inteligentnym humorem i konwencją literacką, autor stwarza z bajek przestrzeń do dyskusji filozoficznej na najwyższym poziomie. Opowiadanie Jak Gyom został starszym panem jest piątą bajką cyklu. Jego główny bohater decyduje się przestać być młodym człowiekiem, ze względu na lepsze perspektywy zawodowe, jakie czekają na ludzi w bardziej zaawansowanym wieku. (…) Bohaterowi do osiągnięcia celu służą rzeczy kojarzone przez mężczyznę ze starością, pełniące rolę magicznych talizmanów. Konwencjonalne przedmioty mają moc zmieniania rzeczywistości – zebranie wszystkich: parasola, melonika, kaloszy, okularów oraz zapuszczenie brody i wąsów może z niezawodnym powodzeniem przeobrazić Gyoma w zupełnie nową osobę. To egzystencja Gyoma nadaje przedmiotom sens. Takie wynaturzenie pospolitego stosunku podmiot–przedmiot podkreśla osadzenie tekstu w konwencji skłonnej do ulegania fantazji. Nawet podstawowe kwestie dotyczące tożsamości jednostki, na przykład wiek, są relatywne i mają potencjalną możliwość poddawania się ciągłym zmianom. Z tekstu dowiadujemy się, że „Gyom był jeszcze młodym człowiekiem”, dokładnie tak samo jak „był sprzedawcą lodów malinowych”. Nie bez powodu oba twierdzenia są równoznaczne pod względem składniowym – wysiłek potrzebny do ich zmiany jest wprost proporcjonalny. „Bycie” jest zmiennym przymiotem, nie zaś absolutną prawdą o istocie jednostki, która, być może, rozumiana jako jej niezmienny rdzeń, wcale nie istnieje. Cechą ludzkości jest jej nieustanne „formowanie siebie”. Problem formy, tak pojmowanej za pisarzem – Witoldem Gombrowiczem – można rozumieć dwojako: jako maskę, którą zmuszani jesteśmy nosić, a która zostaje założona nam przez innych, lub jako konwencje, którym ulegamy, chcąc być akceptowanymi1. Gyom realizuje w całości tę koncepcję – choć formuje się sam, nakładając maskę i udając kogoś, kim nie jest, wpisuje się tym samym w istniejące konwencje i robi to, aby zasłużyć na społeczny awans. Forma ta, styl bycia, jaki wybiera, zostaje mu tak naprawdę narzucona z zewnątrz. Zarówno jego motywacja jest zewnętrzna, jak i jego „bycie” zależy od wyobrażenia Gyoma – starszego pana lub Gyoma – młodego człowieka, które tworzy się w umysłach innych ludzi – jego żony, pracodawców. Jest zarówno przesiąknięty formą, jak i uwięziony przez nią od zewnątrz. (…) Czy możemy powiedzieć, że działania, których celem jest zmiana tego, kim się jest, w jakimkolwiek stopniu wyrażają jednostkę, która je podejmuje? Tak ujęte zagadnienie dotyka kwestii moralnych, takich jak istota człowieczeństwa i tożsamość osoby. Martin Heidegger jest zdania, że istota człowieka tkwi w jego egzystencji. Musi się on więc nieustannie stwarzać – nie jest rzeczą, której natura jest z góry określona, a więc sam „czyni się” człowiekiem. Heidegger sięga nawet po wielce sugestywną kategorię „projektu”, aby w pełni oddać charakter naszego jestestwa. Człowiek jest nie tylko „bytem w sobie”, ale „także dla siebie” – Jean-Paul Sartre rozwija analizy egzystencji zapoczątkowane przez niemieckiego filozofa2. Z tego powodu egzystencjaliści przypisują ludziom pełną wolność wyboru. 1. Gombrowicz filozof, red. Francesco M. Cataluccio i Jerzy Illg, wyd. Znak, Kraków 1991. 2. Sartre Jean–Paul, Byt i nicość. Zarys ontologii fenomenologicznej, przeł. Jan Kiełbasa, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2007.
23 Olimpijczycy
Heidegger wyróżnia zasadniczo dwa poziomy egzystencji: codzienną – pospolitą oraz autentyczną egzystencję. Życie Gyoma jako starszego pana jest właśnie Heideggerowską pospolitą egzystencją. Główny bohater opowiadania podporządkował swoje wybory idei, pozwalając, by całkowicie go opanowała. Ta ucieczka przed sobą samym doprowadziła go do tego, że zamiast stwarzania siebie jako człowieka, stwarzał się odtąd jedynie jako możliwość bycia człowiekiem. Egzystencja pospolita to stopniowe zapominanie siebie, zatracanie swojej jednostkowości – przejście od „ja” do „Się”3. Bohater Kołakowskiego zrezygnował z istnienia jako ja–Gyom i zaczął utożsamiać swoje bycie z wiekiem, a co za tym idzie, funkcją społeczną – stał „Się” starszym panem. Opowiedziana przez Kołakowskiego historia jest niewątpliwie przejawem egzystencji nieautentycznej, ponieważ uciekając od umiejscowienia w konkretnych okolicznościach, a więc na przykład w czasie, Gyom cofa się przed wzięciem odpowiedzialności za swoją egzystencję i ucieka od niej. Wkłada wiele energii w działania, które prowadzą go do zniewolenia. W dokonaniu analizy tego aspektu postawy bohatera bajki Kołakowskiego bardzo pomocne mogą być dzieła Friedricha Nietzschego. Dla niemieckiego filozofa pospolita moralność jest skutkiem podporządkowania. Los człowieka polega na tym, że staje on przed koniecznością zrezygnowania z czegoś, co jest jego istotą, na rzecz społeczności, która nakłada na niego obowiązek działania zgodnie z jej wewnętrznymi regułami. Skutkiem przestrzegania tych narzuconych z zewnątrz nakazów zmuszony jest zaniechać wszelkich działań, które wypływałyby z jego wewnętrznych potrzeb. Co więcej, normy te są zawsze relatywne na dwóch poziomach – są właściwe nie tylko w danym społeczeństwie, ale także w ściśle określonym czasie. Nietzsche pogłębia jednak rozumienie pojęcia moralności. Pyta, dlaczego dobro wielu, rozumiane tu jako dobro społeczności, ma mieć większą wartość niż dobro poszczególnej jednostki? Odpowiedzią na to pytanie może być proponowany przez filozofa podział na moralność panów oraz niewolników. W Woli mocy Nietzsche mówi o moralności następującymi słowami: „[Moralność] była zawsze nieporozumieniem: w rzeczy samej pewien gatunek człowieka, który miał w sobie fatum takiego a takiego postępowania, pragnął siebie usprawiedliwić przez to, iż swoją normę c h c i a ł zadekretować jako formę uniwersalną”4. (…) W Jak Gyom postanowił zostać starszym panem główny bohater realizuje model Nietzscheańskiego niewolnika, choć jego działania zdają się dążyć do samodoskonalenia, właściwego przecież wybitnym jednostkom. Czytając bajkę Kołakowskiego, można odnieść wrażenie, że jej bohater kierował się w swoich decyzjach pewnymi intuicjami filozofii Nietzschego, nie znając jednak wszystkich jej kluczowych założeń. (…) Gyom zapomniał o umiłowaniu swojego losu, które w filozofii Nietzscheańskiej okazuje się być konkluzją dla proklamowanego sposobu pojmowania świata. Amor fati, umiłowanie losu – hasło to stanowi wyzwanie dla ludzkiej egzystencji5. Jest ono ostatecznym obowiązkiem narzuconym człowiekowi przez filozofa. Należy je rozumień jako nakaz umiłowania losu ludzkiego, w którym zawarte jest zarówno dobro, jak i zło; szczęście oraz rozpacz. Co ważne, Amor fati to także akceptacja czasowości losu ludzkiego i następujących po sobie zdarzeń. Co oczywiste, swoją decyzją Gyom nie spełnia Nietzscheańskiego wyzwania. Buntując się przeciwko naturalnemu biegowi życia ludzkiego, jednoznacznie pokazuje, jak wiele brakuje mu do statusu pana, i potwierdza swoją przynależność do grupy niewolników. Czy Gyom byłby zadowolony, gdyby okazało się, że swoje życie będzie przeżywał wciąż na nowo, nieskończoną liczbę razy? Koncepcję taką, rozwiniętą w dziele Tako rzecze Zaratustra, Friedrich Nietzsche wysunął po raz pierwszy w swojej Wiedzy radosnej. Teoria wiecznego powrotu nie jest jednak teorią kosmologiczną, a filozoficznym narzędziem myślowym. Świat w jego koncepcji opiera się na nieustannym powtarzaniu się wszystkich czynów i wydarzeń naszego życia w niezmienionej postaci – niczym zapętlający się wciąż film. Stanowi to nie tylko o nieskończoności czasu, ale także o tym, że każda pojedyncza decyzja nieuchronnie 3. Heidegger Martin, Bycie i czas, przeł. Bogdan Baran, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004. 4. Nietzsche Friedrich, Wola mocy, przeł. Konrad Drzewiecki, Stefan Frycz, wyd. Vis–a–vis/Etiuda, Kraków 2009. 5. Nietzsche Friedrich, Ecce homo. Jak się staje, czym się jest, przeł. Edyta Kiresztura–Wojciechowska, Jarosław Dudek, wyd. Vis–a–vis/Etiuda, Kraków 2016.
24 Olimpijczycy
zaważa na wieczności. To subiektywne narzędzie myślowe służy w istocie idei Amor fati– „tylko ten, kto zna afirmację bycia, widzi kolistość czasu” – pisze Hanna Buczyńska–Garewicz6. Analizując bajkę Leszka Kołakowskiego, możemy postawić tezę, że jedynie myśląc o czasie jak o wiecznym powrocie, możemy stawać się najlepszą wersją siebie, jaką wyznacza dla nas dana chwila. Niezależnie od tego, czy natura czasu istotnie pokrywa się z koncepcją Nietzschego, żyjąc w tym duchu możemy wiele zyskać. Wieczny powrót stanowi najlepszą możliwą odpowiedź na postawione na wstępie pytanie o autentyczne życie. Wieczny powrót czasu skłania do egzystencji pełnej, prawdziwej i postuluje jak najefektywniejsze wykorzystanie momentu życia, w którym się znajdujemy. Gyom niewątpliwie żyłby autentycznie i byłby szczęśliwy, gdyby wierzył w wieczny powrót czasu. Bohater bajki Kołakowskiego wydaje się jednak wciąż pozostawać pod wpływem augustiańskiej koncepcji czasu linearnego7. Gyom żyje i działa tak, jakby czas był bytem skończonym, zmierzającym ku swojemu kresowi – śmierci. Dlatego ciągle gnany obawą niezrealizowania swojego potencjału – bo przecież zostało mu tak mało czasu, a „ludzie młodzi nie mają szans na dobrą pracę w Lailonii”8 – próbuje nieudolnie skakać po różnych fragmentach linearnej opowieści swojego życia. Ponosi druzgocącą porażkę – mógłby powiedzieć Nietzsche – bo nie rozumie, że jego wybawienie znajduje się w chwili bieżącej. Wystarczy powtórzyć z pełną afirmacją za Zaratustrą: „Byłoż więc to – życie? […] hejże! Jeszcze raz”9. (…) Chcielibyśmy wierzyć w wieczny powrót i korzystać z życia, ale zamiast tego musimy wciąż robić uniki, nie pozwalając zamknąć naszej młodości w narzucone przez społeczeństwo ramy. Słyszymy wciąż, że jesteśmy niedojrzali, zbyt infantylni. W tym szumie niknie płochliwy głos całego pokolenia. Młodzi, tak jak Gyom, czują, że nie są dopasowani do świata starszych ludzi. Gryzą ich wąsy, uwierają kalosze, role społeczne są niewygodne i ciążą na niedoświadczonych barkach. Pamiętajmy także o przestrodze, z którą zostawia nas autor bajki – Gyom nie odnajdując samorealizacji w przedwczesnej dorosłości, zaczyna poszukiwać ratunku w przyjęciu wstecznej roli niemowlęcia. Nadmierna presja i zawrotne tempo dorastania może zaowocować skutkiem przeciwnym od zamierzonego. Nie powtarzajmy błędów Gyoma, sprzedawcy lodów malinowych z Batum. Esencją życia jest to, że dojrzewamy. Piękno tego procesu tkwi w czasie jego trwania, którego nie można przyspieszyć ani oszukać. Pamiętajmy o tym. JULIA HELMAN 6. Buczyńska–Garewicz Hanna, Czytanie Nietzschego, wyd. Universitas, Kraków 2013. 7. Św. Augustyn, Wyznania, przeł. Zygmunt Kubiak, wyd. Znak, Kraków 2007. 8. Kołakowski Leszek, 13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, s. 37. 9. Nietzsche Friedrich, Tako rzecze Zaratustra, przeł. Wacław Berent, wyd. Vis–a–vis/Etiuda, Kraków 2010.
BIBLIOGRAFIA: literatura podmiotu 1. H eidegger Martin, Bycie i czas, przeł. Bogdan Baran, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004. 2. Nietzsche Friedrich, Ecce homo. Jak się staje, czym się jest, przeł. Edyta Kiresztura-Wojciechowska, Jarosław Dudek, wyd. Vis-a-vis/Etiuda, Kraków 2016. 3. Nietzsche Friedrich, Tako rzecze Zaratustra, przeł. Wacław Berent, wyd. Vis-a-vis/Etiuda, Kraków 2010. 4. Nietzsche Friedrich, Wola mocy, przeł. Konrad Drzewiecki, Stefan Frycz, wyd. Vis-a-vis/Etiuda, Kraków 2009. 5. S artre Jean-Paul, Byt i nicość. Zarys ontologii fenomenologicznej, przeł. Jan Kiełbasa, wyd. Zielona Sowa, Kraków 2007. 6. Św. Augustyn, Wyznania, przeł. Zygmunt Kubiak, wyd. Znak, Kraków 2007. 7. W illiams Bernard, Morality: An Introduction to Ethics, Cambridge University Press, Cambridge 1972.
literatura przedmiotu 1. B uczyńska-Garewicz Hanna, Czytanie Nietzschego, wyd. Universitas, Kraków 2013. 2. T atarkiewicz Władysław, Historia filozofii t. 1-3, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005. 3. Gombrowicz filozof, pod red. Francesco M. Cataluccio i Jerzy Illg, wyd. Znak, Kraków 1991. 4. I nny słownik języka polskiego, pod red. Mirosław Bańko, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2000. 5. h ttp://plato.stanford.edu/entries/authenticity/ [dostęp dn. 29.11.2016]. 6. http://plato.stanford.edu/entries/time/ [dostęp dn. 29.11.2016]. 7. http://plato.stanford.edu/entries/nietzsche/ [dostęp dn. 29.11.2016]. 8. http://plato.stanford.edu/entries/heidegger/ [dostęp dn. 29.11.2016].
25 Olimpijczycy
Leibniziański alfabet ludzkich myśli: czy istnieje język uniwersalny dla wszystkich kultur? „Dlatego, że nie znajdujemy, czego szukamy, nie powinniśmy rezygnować z szukania tego, co znaleźć możemy”. Gottfried Wilhelm Leibniz WSTĘP I RZUT OKA NA PRZESZŁOŚĆ Aby zgłębić temat języka uniwersalnego, warto prześledzić próby i projekty utworzenia takiego języka. Już od starożytności zastanawiano się nad takimi zagadnieniami jak prajęzyk, język bogów czy pochodzenie języka. Pewna skandynawska legenda głosi, że język powstał z dźwięków podobnych do bulgotania magicznego garnka z wrzątkiem, natomiast baśnie ludów Azji Środkowej opowiadają o bogu przewożącym języki na wózku, który się przewrócił i wszystkie języki się rozproszyły. Podobne legendy istniały zarówno wśród narodu starożytnego Egiptu, jak i w greckiej i rzymskiej mitologii. Herodot opowiada historię, jak Faraon Psametych (VII w. p.n.e.), chcąc poznać pierwotny język ludzi, kazał odizolować nowonarodzone dzieci i obserwować, w jakim języku zaczną się komunikować. Z tego pseudo-eksperymentu wynikło, że pierwsze słowo „chleb” było powiedziano po frygijsku, co jednak w rzeczywistości przypominało beczenie kóz, które to zwierzęta towarzyszyły odosobnionym dzieciom1. Najbardziej znaną jest jednak legenda sumerska, która posłużyła za podstawę do znanego wątku ze Starego Testamentu (Rdz. 11)2 o budowie wieży Babel i pomieszaniu ludzkich języków przez Boga. Idea istnienia, tak zwanego, naturalnego prajęzyka powstała w Starożytnych Chinach i była kontynuowana w nieco innym wymiarze przez Starożytnych Greków. Po wielu stuleciach do podobnego pomysłu powrócił Gottfried Wilhelm Leibniz w swoich poszukiwaniach alfabetu ludzkich myśli. (…) LEIBNIZ I ALFABET LUDZKIEGO UMYSŁU Leibniz w pracy pod tytułem Dessertatio de Arte combinatoria postawił niesłychanie radykalną i nowatorską tezę3. Uznając język za zwierciadło umysłu ludzkiego, wyróżnił w nim zasadnicze elementy znaczeniowe – indenfinibilia. W swoich badaniach logiki opartych na podstawach racjonalizmu Leibniz dążył do przedstawienia całej ludzkiej wiedzy w postaci uniwersalnego symbolicznego języka. W ramach tego symbolizmu Leibniz chciał sprowadzić wszystkie ludzkie rozumowania do formalnego rachunku, który może służyć jako dowód dla ustalenia prawdy i poszerzenia wiedzy, a również jako wsparcie dla teoretycznego przewidywania prawdopodobieństwa nowych odkryć. Zamiast się sprzeczać, można by było obliczyć dowody4. Leibniz w swojej wczesnej pracy postulował stworzenie „języka uniwersalnego”. W późniejszych latach już jako bardziej dojrzały myśliciel próbował ugruntować swoją koncepcję w oparciu o wiedzę matematyczną: „Gdyby utworzono albo jakiś ścisły język (...), albo przynajmniej pewnego rodzaju pismo prawdziwie filozoficzne, z pomocą którego pojęcia zostałyby sprowadzone do jakiegoś alfabetu myśli ludzkich, to by wszystko, do czego można dojść rozumem na podstawie danych, dało się uzyskać poprzez pewien swoisty rachunek w ten właśnie sposób, w jaki są rozwiązywane problemy arytmetyki czy geometrii”5. 1. http://www.historyworld.net/wrldhis/PlainTextHistories.asp?ParagraphID=axx#1246, [dostęp w dniu 25.11.2016]. 2. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=11, [dostęp w dniu 25.11.2016]. 3. Bartosz Brożek, Granice interpretacji, Kraków 2016, s. 20. 4. http://www.math.ucla.edu/~pak/hidden/papers/Quotes/Leibniz-Arte-Combinatoria.pdf, [dostęp w dniu 26.11.2016]. 5. Gottfried Wilhelm Leibniz, O sformalizowaniu języka nauki, przeł. M. Gordon, w: Filozofia matematyki. Antologia tekstów klasycznych, Poznań 1986, s. 96.
26 Olimpijczycy
U podstaw tej uniwersalnej zasady powinno być przekształcenie skomplikowanych pojęć w proste komponenty (tak zwany „alfabet ludzkich myśli”) na podstawie których można by było „wycenić” w liczbach wszystkie pojęcia mające znaczenia w ludzkim życiu. Jego elementy proste miały być niezależne jedne od drugich. Po drugie, powinny być wymyślone odpowiednie ogólnie zrozumiałe symbole zamieniające pojęcia zwykłego języka. Po trzecie powinny być ustalone zasady korzystania z tych symboli. Jednym z pomysłów Leibniza było także, aby każdy termin (zdanie lub sylogizm) zastąpić odpowiednią liczbą, spełniając przy tym warunek, żeby termin składający się z dwóch prostszych terminów był oznaczony iloczynem powstałym z mnożenia składników6. (…) ESPERANTO I KOLEDZY Od czasów wydania dzieł Leibniza przewidujących powstanie języka uniwersalnego minęło już kilka stuleci, jednak poszukiwania owej niedoścignionej jak dotąd idei wciąż trwają. Rozwój innych dziedzin nauki, takich jak neurologia, psychologia, czy lingwistyka daje nam nowe nieosiągalne jak dotąd możliwości. Język uniwersalny nadal nie powstał, jednak warto zastanowić się, jakie są perspektywy, aby w przyszłości zmienił się ten stan rzeczy. Ogromną nadzieję uniwersalizacji języka wiąże się z projektem języka Esperanto. Historia tego przedsięwzięcia wiąże się z polskim lekarzem żydowskiego pochodzenia, Ludwikiem Zamenhofem, który w 1887 roku pod pseudonimem „dr Esperanto” opublikował podstawy rewolucyjnego, międzynarodowego języka w książce pod tytułem Język międzynarodowy. Przedmowa i podręcznik kompletny. Pomysł tego sztucznego języka narodził się w głowie młodego lekarza w czasach narastających napięć społecznych. Między innymi dlatego Zamenhof wydawał swoje dzieła pod pseudonimem „dr Esperanto” oznaczającym „dr Nadziei”, a całemu projektowi przyświecała idea wspólnego braterstwa, zgody między narodami oraz neutralności wobec wszelkich interesów ideologicznych. Język Esperanto odniósł, koniec końców, wielki sukces. Obecnie od 100 tysięcy do 2 milionów (zależnie od stopnia zaawansowania) ludzi potrafi posługiwać się tym językiem. Jednakże tylko około 1000 osób używa esperanto codziennie7. Wynik taki może wydawać się imponujący, lecz wystarczy zauważyć, ile osób potrafi posługiwać się językiem angielskim bądź hiszpańskim, by sprowadzić esperanto do marginalnej pozycji. Jednakże warto się przyjrzeć losom esperanto, ponieważ w porównaniu do innych języków sztucznych odniósł duży sukces, jednocześnie nie mając takiego zaplecza twórczego jak języki naturalne. Esperanto posiada alfabet składający się z 28 liter zbudowanych z zasadą: „każdej literze odpowiada tylko jedna głoska, każdej głosce tylko jedna litera”. Słownictwo Zamenhof dobierał tak, by słowa powtarzały się w wielu językach, aby ograniczyć liczbę słów do nauczenia się od nowa, dając przy doborze pierwszeństwo językom zachodnioeuropejskim. Gramatykę znacząco uprościł i pozbawił ją jakichkolwiek wyjątków. Natomiast sposoby budowy wypowiedzeń oraz fleksję zapożyczył z języków słowiańskich. Przez to w esperanto morfemy nie podlegają zmianom i można tworzyć z nich ogromną liczbę kombinacji, osiągając zróżnicowane znaczeniowo wyrazy. Dlatego też esperanto ma wiele wspólnego z językami analitycznymi, do których zalicza się między innymi chiński. Z obecnie istniejących sztucznych języków bardzo ciekawym jest także język sol-re-sol. Opracowany w 1817 przez François Sudre, w dziele pod tytułem Langue musicale universelle, zakłada on możliwość komunikowania się w oparciu o skalę muzyczną, gdzie wyrazy składają się z od 1 do 4 nut. Innym interesującym pomysłem jest język Lojban. Stworzony w 1987 roku język logiczny, znosi możliwość skonstruowania zdań niepoprawnych gramatycznie, nie dopuszcza zatem żadnych wyjątków, przez co jest doskonałym materiałem do przetwarzania komputerowego. 6. Umberto Eco, W poszukiwaniu języka uniwersalnego, dz. cyt., s. 284. 7. Umberto Eco, W poszukiwaniu języka uniwersalnego, dz. cyt., s. 338-341.
27 Olimpijczycy
HIPOTEZA SAPIRA-WHORFA Edward Sapir i jego uczeń Benjamin Lee Whorf na przełomie lat 20 i 30 ubiegłego wieku wysunęli znaną hipotezę na temat relatywizmu językowego. Hipoteza ta nadała nowy bieg poszukiwaniom języka uniwersalnego oraz zainicjowała na nowo debaty lingwistyczne, kładąc zarazem podwaliny pod współczesną kognitywistykę. Otwierając nowe horyzonty, przekreśliła kilka projektów języka uniwersalnego, takich jak esperanto i inne sztuczne języki, odbierając możliwość nazywania ich uniwersalnymi. Hipoteza ta głosi, iż język, w jakim się wychowujemy, wpływa na nasz sposób myślenia. Dlatego też ludzie wychowani w różnych językach rozmaicie postrzegają świat. Uzasadnieniem tej hipotezy były badania na ludach Ameryki Południowej. Benjamin Lee Whorf stwierdził w 1936 r. w tekście Model uniwersum Indian, że język Hopi przez specyficzny system czasowników jest pozbawiony określeń czasu, co interpretuje się niekiedy jako dowód na „uwięzienie” umysłów użytkowników tego języka w swoistym bez-czasie, różnym od europejskiego podziału na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. (…) POLEMIKA – PÓŹNY WITTGENSTEIN Według niektórych definicji języka język uniwersalny nie ma w ogóle prawa istnieć. Jedną ze słynniejszych takich koncepcji jest teoria gier językowych, której autorem jest Ludwig Wittgenstein. (…) Wittgenstein zauważa, że język nie służy tylko do opisywania, ale także ma wiele innych funkcji, takich jak: rozkazywanie, opowiadanie bajek i dowcipów itd. Określa wszystkie te różne funkcje jako „gry językowe”, czyli współpracę skomplikowanych układów czynności dokonywanych z (nie wyłącznym) udziałem czynności werbalnych (wypowiedzi)8. Często przytaczanym przykładem gier językowych „jest gra prowadzona między majstrem na budowie a jego pomocnikiem, w którym na posunięcie majstra polegające na okrzyku <<Cegła!>> pomocnik odpowiada posunięciem polegającym na podaniu cegły. Wyrażenia językowe nabierają sensu dzięki regułom gry językowej, w których są używane”. Ujmując pokrótce, ważny jest sposób użycia wyrażenia, bo to on jest znaczeniem owego sformułowania. Dlatego też, jak to ujął Wittgenstein, język jest płyny ponieważ znaczenie jakiejkolwiek wypowiedzi zmienia się zależnie od kontekstu bądź sposobu jego użycia. Zakładając, że taki pogląd jest prawdziwy, można dojść do wniosku, iż opracowanie jakiegokolwiek języka uniwersalnego jest niemożliwe. Nie dość, że istnieje relatywizm językowy, to na dodatek żadne słowo, czy raczej wypowiedź (syntaksa + semantyka) nie ma stałego znaczenia w jednym języku, a co dopiero w wielu różnych. Oczywiście można kwestionować propozycję Wittgensteina, ale jego rozważania ukazują, że wszystko zależy od tego, jaką definicję języka przyjmiemy. Na przykład, gdybyśmy założyli, że język jest narzędziem do opisywania świata, można by wtedy przyjąć, iż matematyka wraz z logiką jest językiem uniwersalnym. A jednak matematyki nie uznajemy za język taki jak angielski, ponieważ trudno za jej pomocą dokonuje się komunikacji interpersonalnej. (…) JĘZYK NIEWERBALNY JĘZYKIEM UNIWERSALNYM DLA WSZYSTKICH KULTUR? Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że większość komunikacji interpersonalnej odbywa się za pomocą gestów, mimiki i innych form pozawerbalnych. Wpływ przekazu samej treści wypowiadanej podczas rozmowy to tylko 7%, podczas gdy mimika, gestykulacja, tembr głosu to prawie 93% wpływu w komunikacji międzyludzkiej9. Co więcej, komunikowanie się niewerbalne jest dużo starsze niż jakikolwiek werbalny język, dlatego też można określić je jako prajęzyk poszukiwany od tysiącleci. Komunikacja pozajęzykowa jest po prostu pierwotną formą komunikacji międzyludzkiej. Jak pisał Denis Diderot: „Człowiek wpada w złość, jest uważny, jest ciekawy, kocha, nienawidzi, gardzi, lekceważy, podziwia; każdy poryw jego duszy odmalowuje 8. Wojciech Sady, Wstęp do Dociekań filozoficznych, http://sady.up.krakow.pl/sady.witt.df.htm, [dostęp w dniu 28.11.2016]. 9. http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/41151/004.pdf, [dostęp w dniu 28.11.2016].
28 Olimpijczycy
liczkach, w oczach, w każdej części jego twarzy”10. ZAKOŃCZENIE W moim mniemaniu możliwy jest język uniwersalny dla wszystkich kultur tylko przy odpowiednim zdefiniowaniu języka. Aczkolwiek powątpiewam w rzeczywiste zapotrzebowanie na taki język. Oczywiście, będzie przydatny antropologom, lingwistom, psychologom, lecz wątpię, iż miałby być przydatny w codziennym użytku. (…) Posiłkując się metaforą, mamy tak naprawdę wybór pomiędzy ogrodem francuskim, dokładnie przystrzyżonym i uporządkowanym, lecz niedającym poczucia naturalności, a ogrodem angielskim, tajemniczym, nieodkrytym, naturalnym, z wielkimi przestrzeniami, lecz zawsze posiadającym pewną losową niewiadomą, niemożliwą do dokładnego skopiowania i skontrolowania. Próba stworzenia sztucznego lub dotarcia do najprostszego uniwersalnego języka, byłaby w tym przypadku uprawą ogrodu w stylu francuskim. Jednak czy całe piękno naszego języka można zawrzeć w prostych, uporządkowanych strukturach? Dążenie w tych poszukiwaniach do uniwersalizmu także nie jest jednoznacznym przedsięwzięciem. Albo postuluje się bowiem brak jakiegokolwiek bagażu kulturowego, albo posiadanie wspólnego zaplecza dla wszystkich kultur. Być może da się wyróżnić pewne wspólne dla całego rodzaju ludzkiego mianowniki, lecz w moim mniemaniu będą one raczej istotą człowieczeństwa, wspólną dla wszystkich ludzi, a nie alfabetem ludzkich myśli. Zresztą próba uchwycenia myśli za pomocą znaku bądź dźwięku jest dla mnie sama w sobie naiwna i jest niczym próba złapania obrazu wyświetlanego na strumieniu pary wodnej. W mojej subiektywnej opinii język jest środkiem przekazu naszych myśli, jest zatem tylko narzędziem. Dostrzegam jednak także pozytywne skutki poszukiwań uniwersalnego języka. Zgadzam się z opinią Immanuela Kanta o wielkim pobudzającym znaczeniu pomysłu Leibniza. Kant w 1755 roku porównał dociekania Leibniza do testamentu ojca z baśni Ezopa, który rzekomo zakopał skarb i nie powiedział dokładnie gdzie. Synowie, przekopując ogród w poszukiwaniu fortuny, użyźnili glebę, która obficie obrodziła, i takim sposobem także się wzbogacili. ADAM DERYŁO 10. https://edytka7787.wordpress.com/tag/czlowiek/, [dostęp w dniu 28.11.2016].
BIBLIOGRAFIA: 1. A rno Anzenbacher, Wprowadzenie do filozofii, Kraków 2012. 2. Bartosz Brożek, Granice interpretacji, Kraków 2016. 3. Noam Chomsky, O naturze i języku, rozdziały „Spojrzenie na język”, „Język i mózg”, „Rozmowa o minimalizmie”, Warszawa 2005. 4. Umberto Eco, W poszukiwaniu języka uniwersalnego, Gdańsk-Warszawa 2002. 5. Gottfried Wilhelm Leibniz, Nowe rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, księga III „O słowach”, Kęty 2001. 6. Gottfried Wilhelm Leibniz, O sformalizowaniu języka nauki, przeł. M. Gordon, w: Filozofia matematyki. Antologia tekstów klasycznych, Poznań 1986. 7. Wojciech Sady, Wstęp do Dociekań filozoficznych, http:// sady.up.krakow.pl/sady.witt.df.htm 8. Władysław Tatarkiewicz, Historia filozofii, tom 2, Warszawa 2014.
Źródła internetowe i czasopisma: 1. http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=11 2. http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,378524,prof-dr-hab-anna-wierzbicka-moja-teza-jest-prowokacyjna. html 3. http://research.omicsgroup.org/index.php/Origin_of_language 4. http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/41151/004.pdf 5. http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/index.php/diametros/ article/view/292 6. http://www.historyworld.net/wrldhis/PlainTextHistories. asp?ParagraphID=axx#1246 7. http://www.languageinindia.com/aug2012/afzallanguageoriginfinal.pdf 8. http://www.math.ucla.edu/~pak/hidden/papers/Quotes/ Leibniz-Arte-Combinatoria.pdf 9. https://edytka7787.wordpress.com/tag/czlowiek/ 10. https://pl.wikipedia.org/wiki/Esperanto 11. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwig_Wittgenstein, 12. https://www.granicenauki.pl/uniwersalny-jezyk-27644 13. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1510898,1,cos-wspolnego-dla-wszystkich-jezykow.read
29 Olimpijczycy
Całe prace Laureatów XXIX Olimpiady Filozoficznej do wglądu w sekretariacie naszego Gimnazjum i Liceum.
na twarzy wyraźne, czytelne znaki, które nigdy nas nie zawodzą. Na twarzy? Co mówię? Na jego ustach, po-
Inevitability of equality “There is all the difference
between those two statements, as
showing the respect is our obligation,
in the world between
there consequently also is in the
taking into account rising disparities
quote of Hayek.
between human beings. There are
treating people equally and making them equal”.
While analyzing the first the-
no conditions which could justify
Friedrich Hayek
sis of the article, undoubtedly we can
cruelty or purposeful humiliation
state that to a certain extent human
committed on others. I am positive
The quote by Friedrich Hayek
beings are equal. That is indeed in our
that egalitarian philosophy would
is concerning the idea of equality.
dignity and rights. However there
defend this position, since it claims
This concept is so ambiguous and
are no other aspects in which hu-
that people are ought to be treated
vague that the borderlines of its
mans should be necessarily equal,
as equals, as they possess equal fun-
meaning are blurred. For this reason,
at least they are not mentioned in
damental worth and dignity.
there are so many issues and prob-
the article. For this reason we cannot
Having said this, I am strong-
lems connected to equality, one of
perceive individualities as absolutely
ly in favor of the quote presented
which Hayek is dealing with in this
equal. It would be simply impossible
above. The crucial reason for that
quote. I strongly agree with his state-
for every human being to be exact-
is that the equality is ambiguous,
ment, that there is indeed a visible
ly the same. It contradicts not only
which I believe I have elaborated on
difference between treating people
with our nature or freedom but also
in my essay. Unfortunately, human
equally and being equal. I will try to
with the world being constructed
beings even though they are equal
defend and evaluate on this position
in such a way, that it gives different
in dignity, does not seem to feel that
later on in my essay.
possibilities in order to persevere di-
way. We value materialistic condi-
The origins of equality de-
versity. I honestly cannot imagine
tions more than we value our person-
rives from the dignity, which every
our civilization being equal in every
hood. That results in treating others
human being certainly posses. It
aspect. That is because humans are
as inferior towards those who pos-
is clearly pointed out in the first
not having and will probably nev-
ses more. It is inevitable that there
article of Universal Declaration
er have the entire control over the
would be disparities in wealth but
of Human Rights, which goes as
world. Unfortunately, complete
there should not be any in case of the
follows: “All human beings are
equality demands it.
distribution of respect. It is our duty
born free and equal in dignity and
This situation however
rights. They are endowed with rea-
doesn’t imply that we should treat
son and conscience and should act
other human beings not equally. On
towards one another in a spirit of
the contrary, assuming the existing
brotherhood”. This article raises
equality in dignity and rights origi-
two extremely important issues
nated from personhood, it is our duty
connected to equality. First of all
to behave equally towards others.
that we are equal in our dignity
That is because our wealth, beauty
and rights, no matter what. And
or simply any other feature cannot
second of all, we should behave
make us overhuman. We may only
towards one another in a spirit of
be having more possibilities, but we
brotherhood. Without hesitation
certainly could not be any better
there is a tremendous difference
than others. Moreover I believe that
30 IB Philosophy
to fight for what we should value the most – the humanity. AGATA JASZCZURA
An e-mail to Descartes Dear Descartes,
parent should display. Nonetheless
beings, who created God and not
I have recently completed the
we all agree that an ideal parent re-
the other way round. Once again I
lecture of Your book, Meditations on
mains a completely theoretical being
have to say that I firmly believe that
first philosophyand I was amazed
– a non existing being. Of course in
when we create or do things we try
by the vastness of knowledge and
this situation we are only consider-
to be as perfect as possible. Following
thought that I encountered in the
ing a single perfection – the perfec-
this rule we would have to expect
meditations. What turned out to be
tion in parenthood, not perfection in
that God – who is said to be the high-
particularly revolutionary is in my
everything. Nevertheless, in the case
est form of perfection – would try
opinion the idea of cogito ergo sum
of a parent I am inclined to believe
to create perfect things, and would
which introduces a completely new
that perfect parenthood is the same
succeed. Unfortunately we see that
way of thinking about the human
thing as perfection in everything. In
humans, his most important achieve-
nature. Narrow as it may seem, such
this manner I can now be sure that
ment are in various ways imperfect.
definition is completely clear and
existence is not always a perfection.
Why would God give us, humans,
undoubtedly true, since we cannot
Another presented proof
free will, if he knew that it will lead
doubt about the very essential hu-
that was related with perfection is
to the original sin – and as long as
man capacity – thinking.
the argument that only an infinitely
he is perfect, he had to know in ad-
Nonetheless, the purpose of
perfect being outside of us would let
vance. As You see, we have to accept
my writing is to bring your attention
us have the idea of perfection. Once
the fact that the perfect God created
to the infirmity of the further argu-
again I am highly skeptical and full
something that is full of mistakes and
mentation for the existence of God.
of doubt. If we look at my example
that is in my opinion inexplicable.
First I will consider the argument that
above we see that people create vi-
To conclude, I believe that
perfection in everything implies ex-
sions of ideal beings, behaviours,
considering my counter-argumen-
istence, which in my opinion con-
things etc., to follow them and be-
tation it is far more probable that
tains a significant fallacy. To prove it
come perfect. In the same way God
God is simply an idea created by our
I would like to propose an alternative
is simply a combined vision of all
minds that does not have to exist. In
example. If we take into consider-
perfections created by humans. If
contrary I believe that God had to be
ation the idea of perfection we see
we take a look at different visions of
created by humans because its idea
that it is present in various fields of
God throughout history and even
is a compilation of all of our visions
our life. We often tend to believe that
at the same time in different places
of perfection, which we try to follow
in whatever we do we are trying to
around the world, we see significant
in our lives.
reach perfection, because if it is pos-
differences. That is because the idea
I hope You will give this mat-
sible we usually prefer things to be
of perfection has been changing and
ter urgent consideration and help me
better. If we decide with our partner
the idea of God was simply its reflec-
dispel my doubts.
to have a child, we strive to become
tion. Now we should all ask ourselves
Yours sincerely,
the best possible parent, one could
why does the Christian God let some
FRANCISZEK BIELOWICKI
simply say, an ideal parent. We see
of us have the idea of a different, let
such ideal parents very clearly with
us say Jewish God?
the eyes of our mind. It would surely
Last but not least I would like
not be difficult for each of us to name
to revert the situation and show why
a set of traits and qualities that a good
we can be sure that it is us, human
31 IB Philosophy
How a pig can be satisfied? “It is better to be a human
vagating on morality? Due to the
we have not paid enough atten-
being dissatisfied than a pig
fact that the terms morality and
tion to the inhuman aspect of that
satisfied; better to be Socrates
satisfaction, since the very begin-
term: a pig certainly cannot be a
dissatisfied than a fool satisfied.
ning of philosophy, constituted as
human being. So when one calls
And if the fool, or the pig,
strongly correlated. In Aristotle’s
someone a pig, he denies the per-
are of a different opinion,
outwork one can hit upon the term
son’s humanity. Is not that contra-
it is because they only know
eudaemonia, and that is nothing
dictory? Not if we consider Roman
their own side of the question.
more than the name for the feeling
Ingarden’s definition of a human,
The other party to the comparison
of deep satisfaction and happiness
which does not shut a person in the
knows both sides”.
that one can achieve. For the Phi-
biological meaning and underlines
John Stuart Mill
losopher eudaemonia is not only
that being a human is actually a
a physical pleasure but, chiefly, the
constant transgression of one’s
When I first encountered
pleasure of soul: arete is the sine
humanity and animality; in that
the Mill’s quotation, one thing
qua non condition for eudaemo-
sense a human can be labeled as
struck me, namely the bizarre col-
nia, and in the opposite way. We
a pig (his humanity succumbs his
lation of two terms in one phrase:
can further imply that something
animality) remaining a human
“a satisfied pig”. And it is due to that
that is not virtuous (inconsistent
being at the same time. According
first impression, that I would like to
with arete) cannot be satisfied or
to Schopenhauer the thing that
analyse the famous utilitarian par-
content, at all. Therefore, referring
constitutes us as human beings
agraph beginning with the proper
back to our pig, something that is
(or, using Ingarden’s terminology,
interpretation of the “satisfied pig”
repugnant cannot be satisfied. And
humanity) is the very depressive
expression. I believe that such an
here the question arises: how a pig
state of constant unfulfillment. We
analysis is crucial for grasping the
can be satisfied, though?
are abused by a tremendous force
idea of the quote properly.
In order to answer the
that always disturbs us – the Will.
Famous Polish philosopher,
question one has to abandon the
We are going after the Will all the
Henryk Elzenberg, used the term
Ancient Greece and use, or rather
time, nevertheless, we can never
“pig” to label the person who is
abuse, more contemporary think-
satisfy the Will. That implies that
taking some personal income (or
ers. Great pessimist and the citizen
we cannot satisfy ourselves, we
gain) by some evil means. Thence,
of Gdansk (a misogynist and a ha-
remain dissatisfied, unhappy.
the term and the highly pejorative
bitual wanker at the same time),
In the light of the aforesaid,
connotation become inextricably
Arthur Schopenhauer, with some
we can assume that our human
intertwined: calling someone a
aid of Edmund Husserl’s student,
part (humanity) is characterized
pig is on the one hand insulting,
a phenomenologist, Roman In-
by this sort of constant dissatis-
on the other it emphasises a high-
garden, would be first to explain
faction. One who is human cannot
ly repugnant character of the per-
how a pig can be satisfied. Firstly,
overcome this state. The one that
son’s actions. Some moral rules say
we have to return to the very defi-
feels satisfaction can no longer
that something that is considered
nition of the term “pig”; we have
be described in terms of human-
repugnant cannot be moral at the
already determined that the term
ity; such a person has abandoned
same time; therefore, a pig is an
describes a person that takes gain
his humanity. And according to
amoral entity. And why I am di-
from some evil actions; however,
Ingarden it is our humanity that
32 IB Philosophy
moulds our ethical constitution,
satisfaction. The analysis of the
same time refuting the ancient ap-
our value system; therefore, as
paragraph using the terminology
peal for almost unifying the no-
moral agents, we cannot fill hap-
of Schopenhauer and Ingarden al-
tion of morality with the one of
piness; a pig, no longer a moral
lows us to struggle with the utili-
fulfillment. As Mill merely unveils,
agent, can.
tarian questions from a different
and Schopenhauer broadens and
John Stuart Mill in his quote
perspective. I tried to show that
emphasises, the more moral (hu-
implies that a human being, a mor-
the problem of our satisfaction
man) we are, the less satisfied we
al agent, who follows his arete, is
(or its lack) corresponds strictly to
are. Therefore, only a pig can be
first to be dissatisfied, in the con-
our morality as a balance between
satisfied.
trary to a pig that is able to feel
our humanity and animality, at the
KRZYSZTOF Ĺ UKASZEK
33 IB Philosophy
Cóż po eudajmonii..., czyli rozważania o życiu dobrym i szczęśliwym Czy żyjąc szczęśliwie, żyjemy dobrze? Szczęśliwym możemy nazwać żywot człowieka czerpiącego radość z wszystkiego, co mu się przytrafia, zachowującego pogodę ducha pomimo przeciwności losu – szczęście nie jest zależne od dokonań jednostki, ale od jej nastawienia. Dobrym może być natomiast życie, w którym postępuje się zgodnie ze swoimi przekonaniami. Wiąże się ono zatem z pewną świadomością, jednym z jego warunków musi być podejmowanie decyzji, które nie są przypadkowe, lecz wiążą się z wiedzą o samym sobie. Osoba, która będzie żyła bezrefleksyjnie i nie posiądzie wiedzy o sobie samym, może żyć szczęśliwie – zwyczajnie idąc za tłumem, nie dostrzegając problemu związanego z nieosiągalnością celu bądź nie zwracając uwagi na brak sensu w podejmowanym działaniu. Mimo szczęścia, nie będzie to życiem dobrym, ponieważ głównym warunkiem tego drugiego jest posiadanie wiedzy o samym sobie. W XXI wieku może cieszyć się nim człowiek, który nie ulegnie otaczającemu go ze wszystkich stron modelowi idealnego życia, nie zasugeruje się pragnieniami innych osób. Będzie w stanie zastanowić się nad własnymi predyspozycjami i marzeniami. Zdobędzie samowiedzę, czyli także odkryje, czego chce, a czego nie chce. Dzięki temu zyska zdolność do podejmowania decyzji i sam będzie kierował swoim postępowaniem. Cytując Leszka Kołakowskiego, należy „mierzyć siebie swoją własną miarą” oraz trzeba „zrozumieć swój własny świat”. Dobre życie nie może być bezrefleksyjne. Taki dobry żywot często wiąże się ze szczęściem, jednak nie jest ono jego warunkiem. W dzisiejszych czasach oznacza to wezwanie do samodzielnego myślenia i czucia niezależnie od innych, do dbania o to, by nasze życie zawsze miało sens, w końcu do podejmowanie działań, które nie będą nieprzemyślanym naśladowaniem poczynań społeczeństwa, ale świadomym wyborem. Konieczna jest odwaga, by iść własną drogą, by realizować własne cele, nawet jeżeli nie będą one zgodne z tym, czego wymaga od nas otoczenie. Zapobiegnie to frustracji wynikającej z niemożności osiągnięcia zamiarów, które nie są dostosowane do konkretnej jednostki. Wymaga to oczywiście dużej dyscypliny. W ważnych i znaczących momentach przydatny może okazać się „egoistyczny imperatyw kategoryczny” – postępuj tak, by twoje działanie miało przybliżyć cię do wyznaczonego sobie celu. Nie możemy stosować tej zasady przy podejmowaniu wszystkich decyzji, ponieważ doprowadziłoby to do wiecznej, niezdrowej samokontroli. Powinniśmy jednak po nią sięgać w momencie rozstrzygnięć mających znaczny wpływ na naszą przyszłość, takich jak założenie rodziny, wybór zawodu czy miejsca, w którym chcemy żyć. Obecnie dobre życie cechować musi umiejętność samodzielnego myślenia, nieuleganie presji otoczenia. By móc podejmować działania zgodne z samym sobą, trzeba najpierw zdobyć samowiedzę, wydobyć na wierzch swoją „esencję”. Tylko to da nam możliwość rządzenia naszym życiem – tym dobrym i tym szczęśliwym. MARIA PIOTROWSKA
34 Cóż po eudajmonii...
László Dvárós
Jan Sobczak
Na złącznieniu kwiecistym, gdzie w pół drzewi się widok, przysiadając łagodnie, łagodnieje ma dusza. Tutaj płatek przedpłatą za ofiarę obfitą, tam zaś drzewo dumnieje w zapust korzeń zapuszcza.
Skaliste uskoki żywicą oszklone, Zasłane puszyście kropelkami ros, W koronach wiatr liśćmi szeleści, Opiewa trwającą tysiąc lat noc.
ELEGIA KWIECISTA
Kwiaty piękne, choć drobne, drzewa smukłe, dorodne, kwiaty paletą świecą, drzewa ugrami grają. W jedną żyłę włączone, na rozłąkę skazane, muszą łąki żywotność pożytkować niezgodnie. Z jednej gleby wzrastając, przez szacunek nie dla niej przegrzebują jej trzewia, pragną w sobie nadobnieć. Kwiaty piękne, choć drobne, bez drzew drzewiej dorodne, kwiaty łaknąc, nie mogą, drzewa gnębią je w głębi. Wielki dramat pejzażu na mych oczach spiętrzony, w szarzejącej krwi płatków, w pęczniejących konarach, w umieraniu kwiecistym, gdzież w drzewieniu pardony, w płachcie drzew tak spadziście cieniujących ambaras. Kwiaty zwiędłe i drobne, drzewa łąki nie godne, kwiatów elegię zmącą szumnym szumem swych kwitnień. I spoglądam na lichych walki wspomożycieli, jeden obłok pulchniutki, co nie skropli swej bieli, jeden lichy powiewek, co nie nadmie zbawienia, jedna lotna jaskółka, co pęd wyżyn wycenia, a trzy staje na lewo staw w zadumie się mieni, a słoneczko nad głową śle w dół moc podczerwieni, a za każdym skinieniem konających łodyżek, dokonuje się pogrom, las wygląda wciąż wyżej. 2015
PTASI ŚWIT (SKALISTE USKOKI…) Bezwładnie nieważkie dryfują owoce, Muśnięte rytmem wibracji i fal, Patrzą się na nie ptaki płaczące, Jakby posągi wyrosłe ze skał. Góruje nad mrocznym zamkiem attyka, Płynnym kryształem przesiąka las, Jęczą samotnie bezwładne stworzenia, Boleją nad losem, co skończyć miał czas. Powietrze zduszone ciężarem wilgoci, Zalany łzami utopił się liść, Wody chwyciwszy się giętkich warkoczy, Dosięgły wiszącą pod niebem kiść. A ptaki wysoko nad truchłem żywota, Patrzą na w bagnie zaklęty ten świat, Ognie świetlików już dawno pogasły, W ciemnych otchłaniach zaginął kwiat. I będą tak trwać w ponurym milczeniu, Gładząc snujący w dolinie się krzyk, Aż z serca soczystej, poblakłej cytryny, Na martwe ich oczy wyleje się świt. 2017
WI ER SZE
35 Ostatnie Słowo Poezji