Kościół katolicki znajduje się w stanie, jakiego nie doświadczył być może nigdy dotąd w ciągu dwóch tysięcy lat swojej historii: jest to niemal stan śmierci autentycznej wiary na Zachodzie. Teraz zaczyna to grozić Kościołowi w pozostałych częściach świata.
Książka przedstawia szeroki zakres kluczowych punktów tego demonicznego ataku na Kościół, wskazując, jak pilną potrzebą jest przyjęcie przez wiernych katolików postawy oporu wobec psucia Wiary i potwierdzając, że istnieje tylko jedno rozwiązanie – bo zawsze w minionych dwóch tysiącach lat kryzysu istniało tylko jedno rozwiązanie: osobista świętość.
tel. 12 345 42 00, 12 446 72 56, 12 418 91 30 tel. kom.: 695 994 193 www.religijna.pl, klub@religijna.pl
ISBN 978-83-7864-227-5
PAT RO N AT M E D I A L N Y:
ISBN 978-83-7864-227-5 TYGODNIK LISICKIEGO
9 788378 642275 Cena: 39,90 w tym 5% VAT
RUCH OPORU
ZAMÓW BEZPŁATNY KATALOG!
MICHAEL VORIS urodził się 1961 r. w Big Spring w Teksasie. Ukończył studia na amerykańskim Uniwersytecie Notre Dame, pracował jako telewizyjny reporter wiadomości, prezenter i producent. Otrzymał cztery nagrody Emmy za perfekcjonizm w dziennikarstwie radiowo-telewizyjnym. Po śmierci swojej matki Voris powrócił w roku 2004 do wiary katolickiej, dokonując dramatycznego zwrotu w swoim życiu. Jednak radość z powodu nawrócenia wkrótce ustąpiła coraz większemu niepokojowi związanemu z tym, co widział: słabe duchowieństwo, niski poziom nauczania doktryny, obojętność świeckich. Kościół był w kryzysie. Reagując na poważną erozję wiary katolickiej w ciągu ostatnich 50 lat, Voris założył St. Michael’s Media/Church Militant, którego to przedsięwzięcia jest również prezesem. W pierwszych latach działalności St. Michael’s Media zdobył licencjat z teologii na Papieskim Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu. Jest autorem popularnego programu „The Vortex” („Wir”), znanego również widzom polskim z portalu PCh24.pl. Jego portal Church Militant nadaje wiadomości, publikuje teksty informacyjne z życia Kościoła, komentarze, wywiady, dyskusje. Michael Voris jest też autorem książek. Dotychczas nakładem Wydawnictwa AA ukazały się: Broń oraz Kościół walczący.
V O R I S
Czas nigdy nie ponaglał wiernych katolików tak bardzo, by powstali i stawili opór. Centralne nauczanie Kościoła zostaje obecnie zakwestionowane, jest poddawane reinterpretacji i kształtowane na nowo – a do wszystkiego doprowadził demon, który „odszedł rozpocząć walkę z resztą jej [Niewiasty] potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa” (Ap 12,17).
M I C H A E L
po
a le c
M I C H A E L
V O R I S
RUCH OPORU Walka z szatanem we wnętrzu Kościoła
Kościół instytucjonalny jest w stanie chaosu; wrogowie Chrystusa wewnątrz Kościoła to legion. Płomienie tego zła są rozdmuchiwane przez grzech homoseksualnego duchowieństwa i uległych im sojuszników wśród duchowieństwa albo świeckich na wpływowych stanowiskach. To naprawdę legion… Katolicki laikat musi o tym wiedzieć – o tym wszystkim, i to co do ostatniego, plugawego przypadku – ponieważ musi zrozumieć, że ci chorzy osobnicy, potworni pod wzglądem psychicznym mężczyźni, niszczą swoimi kłamstwami i przebiegłością jego szansę na zbawienie. Wierni nie słyszą skierowanej do nich prawdy katolickiej. Ci duchowni działają na rzecz swojego ojca, diabła, i pełnią jego wolę. Heterodoksyjna rewolucja, do jakiej doszło w Kościele w latach 60-tych XX wieku, ustąpiła rewolucji różowej, w której wszystko zostało poddane takiej inżynierii, by Kościół stał się sfeminizowany i zniewieściały. Jej inżynierami są mężczyźni, którzy chcą seksu z innymi mężczyznami i często to robią oraz wykorzystują swoje koloratki, by ukrywać się za swoim urzędem, jednocześnie pasożytując na Kościele, czerpiąc pieniądze ze skarbca Kościoła, by żyć, jeść i oddawać się swoim perwersjom. A na domiar złego okłamują was o Bożych prawdach, kradnąc nie tylko wasze pieniądze, ale także wasze dusze albo dusze waszych dzieci. Cała ich grupa to narzędzia szatana i należy stawić im opór oraz powstrzymać ich. Nie słuchajcie ich. Słuchajcie Kościoła. fr a gm e n t y k s ią ż k i
Michael Voris
Ruch oporu Walka z szatanem we wnętrzu Kościoła
Tłumaczenie: Jan J. Franczak
Wydawnictwo AA Kraków
Tytuł oryginału: Resistance. Fighting the Devil Within
Redakcja: Bogusława Franczak
Projekt okładki: Anna Smak-Drewniak Skład i łamanie tekstu: Agnieszka Siekierżycka
Copyright © 2017 by St. Michael’s Media Publishing Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo AA, Kraków 2021
ISBN 978-83-7864-227-5
Wydawnictwo AA s.c. 30-332 Kraków, ul. Swoboda 4 tel.: 12 292 04 42 e-mail: klub@religijna.pl www.religijna.pl
„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was”. Jk 4,7 „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu. Wiecie, że te same cierpienia znoszą wasi bracia na świecie”. 1 P 5,8-9 „Niesprzeciwianie się błędowi oznacza jego aprobatę; a niestawanie w obronie prawdy oznacza jej tłumienie”. Papież św. Feliks III
Książka ta dedykowana jest wszystkim męczennikom jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła ustanowionego na świętym Piotrze przez Jezusa Chrystusa, Syna Bożego i Drugą Osobę Trójcy Przenajświętszej, obecnego we wszystkich tabernakulach świata, dla Którego nie przestraszyli się oni śmierci, ale odważnie i serdecznie przyjęli ją z osobistej miłości dla Zbawiciela. 3
Słowo wstępne W dzisiejszym Kościele wielu rzeczom należy stawić opór. Choć fakt ten może być bolesny i straszny, taka jest prawda. Naszym normalnym instynktem jako katolików jest postrzeganie duchowieństwa jako świętego albo przynajmniej bardziej oddanego świętości niż świeccy, jako takiego, które usiłuje pociągnąć za sobą upartych świeckich – nas, którzy bardziej troszczymy się o świat – jakby ciągnęło ono osiołka, który nie chce się ruszyć. Wydaje się jednak, że w ostatnich kilku dekadach ten paradygmat uległ odwróceniu. Mamy obecnie wiele przypadków duchownych kompletnie obojętnych na ich własną osobistą świętość czy też świętość dusz im powierzonych. Trudno w to uwierzyć – ale taka jest prawda. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma dobrych, świętych księży. Jest ich wielu, tak jak nie wszyscy biskupi są słabi czy źli, niegodziwi czy nadmiernie ambitni. Jednak dobrzy ludzie, to znaczy tacy, którzy są głęboko rozmiłowani w Synu Bożym, okazują się być wyjątkami. Mimo obecności tych dobrych ludzi, sam system – system księżowski – jest zdeprawowany pod tym względem, że zapobiega szybkiemu wzrostowi liczby tych dobrych ludzi i w dużej mierze udaje mu się zapewnić, iż nie są oni w stanie uzyskać solidnej podstawy, od której mogliby zainicjować tak bardzo potrzebną reformę. 5
Zbyt wielu hierarchów – co oznacza głównie biskupów – tego nie pojmuje. Z jakiegoś powodu nie dostrzegają oni tej rzeczywistości, że system, dzięki któremu doszli do władzy, jest popsuty. Szukają mężczyzn podobnych do nich, i promują ich spośród tłumu, który zazwyczaj jest do nich podobny – letni i lękający się powiedzieć lub zrobić cokolwiek, co ściągnie na nich gniew świata. Kształcenie i formacja w seminarium w dzisiejszych czasach w głównej mierze kładzie nacisk na potrzebę „spotykania ludzi tam, gdzie są” oraz na „spotkanie” z nimi, by „doświadczyli Boga”. Nawiasem mówiąc jest to ten rodzaj słownictwa, który różni biskupi i inni przywódcy Kościoła establishmentu zaczęli wręcz celebrować. Po raz pierwszy powtarzano je w kółko na nadzwyczajnym Synodzie o Rodzinie w październiku 2014 r. i zyskało ono sobie od tamtych czasów wysoką pozycję. Obojętnie czy jest to podstęp, czy uczciwa, acz błędna diagnoza, wśród wyższego rangą duchowieństwa na Zachodzie dominuje myśl, że nauki Kościoła są zbyt surowe i należy je niewierzącym bardziej uprzystępnić. W rezultacie nie można poruszyć żadnych zagadnień mających poważne następstwa, a oznacza to kwestie bezpośrednio odnoszące się do naszego wiecznego zbawienia. Jest to podejście przypominające postawę amerykańskich kaznodziejów protestanckich z okresu odnowy religijnej u schyłku XIX i na początku XX wieku: Najpierw sprowadź ich do Kościoła, potem głoś im Ewangelię. Jest to podejście, które w ostatecznym rachunku zakończy się klęską, tak jak niepowodzeniem zakończył się konserwatywny amerykański protestantyzm, znikający z krajobrazu Ameryki. 6
Jednak z niezrozumiałych powodów katoliccy hierarchowie – głównie w Stanach Zjednoczonych, ale także w innych częściach Zachodu – zdecydowali się przyjąć tę strategię – strategię, która okazała się przegrana – unikania poważnych zagadnień z dziedziny życia duchowego i strojenia tych uników w mylne określenia, na przykład nazywając je „duszpasterskimi”. Biskupi i różni duchowni nieustannie mówią o „radości”, często wydaje się, że mówią w ten sposób o osobowości, która ze swojej natury charakteryzuje się przyjaznym usposobieniem (zazwyczaj uśmiechniętym i łagodnym). Nie mówią jednak przy tym jasno, że „radość” to coś, co w duszy wynika z życia całkowicie zakorzenionego w Chrystusie, w twardych prawdach i całej tej rzeczywistości. Skutek tego wszystkiego okazuje się taki, że zamiast Kościół nawracać świat, to świat nawraca Kościół. Dziesiątki milionów katolików w Stanach Zjednoczonych porzuca wiarę, by przyjąć świat i nawrócić się na świat. Jednak hierarchowie przyjęli stanowisko, w myśl którego nieustannie muszą przekonywać każdego, że choć są trudności, to rzeczywistość w Kościele tętni życiem i przechodzi odnowę dzięki działaniom Ducha Świętego – nawet stojąc w obliczu nigdy dotąd niewidzianego rozpadu wiary. Od czasu do czasu tu lub tam prześliźnie się i zostanie konsekrowany jakiś biskup, który okazuje się być bardziej ortodoksyjny albo mniej skłonny do poddania się, niż oczekiwałby tego klub biskupów, ale są to wyjątki. „Roztropność” i „tolerancja” to hasła przewodnie klerykałów, 7
którzy potrafią używać takich wzniosłych określeń, by ukryć tchórzostwo i ambicje oraz uderzyć w katolików, którzy zmuszają ich do pokazania kart i wołają, że cesarz jest nagi. Generalnie amerykańska hierarchia stała się zdecydowanie amerykańska: to politycznie poprawni, nieosądzający ugodowcy, którzy będą tolerować wszystko – z wyjątkiem krytyki tolerowania przez nich wszystkiego. Sługa Boży abp Fulton Sheen (dla którego Church Militant i St. Michael’s Media mają głębokie nabożeństwo) powiedział te słynne słowa na spotkaniu Rycerzy Kolumba w czerwcu 1972 r.: Kto ocali nasz Kościół? Nie nasi biskupi, nie nasi księża i zakonnicy. To zależy od was, od ludu. To wy macie umysł, oczy i uszy, by zbawić Kościół. Waszą misją jest pilnowanie, by wasi księża postępowali jak księża, wasi biskup postępowali jak biskupi, a wasi zakonnicy postępowali jak zakonnicy.
Sheen wiedział coś na ten temat. Obracał się we wszystkich właściwych kręgach w Kościele, nawet jeśli w wielu z nich pogardzano nim; rozumiał, co się dzieje. Rozumiał, że system klerykalny stał się skorumpowany. To dlatego udzielał bardzo wielu rekolekcji duchownym i zakonnikom: by ich podeprzeć, aby nie zawiedli w swoich świętych obowiązkach. Tym, czemu w dzisiejszym Kościele należy tak pilnie stawić silny opór, jest wszystko to, co w postaci kiepskiej liturgii i katechezy, marnego życia modlitewnego i zdecydowanego braku zrozumienia katolickiej tożsamości spotkało Kościół. 8
Tego problemu nie może naprawić duchowieństwo – nie to pokolenie hierarchów – ponieważ to oni stworzyli problem i oni go utrwalają i nawet nie pojmują jego natury. Naprawdę wierzą oni – sądząc po ich działaniach – że Kościół musi jedynie po prostu stać się przyjaźniejszym i bardziej akceptującym świat oraz nie spieszyć się z tymi wszystkimi twardymi naukami; upowszechniać więcej ekumenicznych spotkań modlitewnych; prowadzić wspólny dialog z wrogami Kościoła; ożywiać Msze („poprawić kult” – taki jest eufemizm), by stały się one bardziej podobne do ewangelikalnych mega-kościelnych jamboree z laserowymi pokazami i rockowymi zespołami; nauczać łatwego katechizmu; głosić rozwodnione podejście do ewangelizacji, w którym dialogujemy i zachęcamy świeckich do towarzyszenia komuś w jego „podróży wiary”, gdzie znajdujemy go na „peryferiach” i „spotykamy się” z tym kimś i wprowadzamy w świat „wydarzenia językowego” (w którym dokładne znaczenie słów nie jest naprawdę aż tak ważne, jak to, by w danej osobie Jezus budził dobre uczucia – nawet jeśli ta od dawna wypróbowana i mylna droga nie uczy ich w istocie niczego o Jezusie, ale jedynie tego, jak zdefiniować Jezusa dla siebie, by móc doświadczyć „osobistej relacji” z Nim czy też raczej relacji z taką Jego wersją, jaka jest dla nich najbardziej wygodna). Mówiąc krótko: rzeczy, którym należy stawić opór, nim zacznie się jakąkolwiek prawdziwą odnowę, jest mnóstwo. Jednak trzeba także mieć realistyczne oczekiwania, doszło bowiem do tak głębokiego i szybkiego upadku, że wspinaczka z powrotem będzie żmudna, a sytuacja 9
pogorszy się jeszcze bardziej, nim nastąpi polepszenie. Tak być musi. Każdy dostępny wskaźnik społeczny, teologiczny, praktyczny mówi, że w ciągu następnych kilku lat dojdzie do oszałamiającego upadku wiary, mimo nalepek z uśmiechniętą buźką umieszczanych w widocznych miejscach w całym Kościele przez różnych hierarchów. To, co się w tej chwili Kościołowi udaje osiągnąć, to wielki spadek. W jego wyniku pozostanie tylko to, co jest bardziej skupione na Chrystusie, a zatem bardziej katolickie. W roku 1969 ks. Joseph Ratzinger (późniejszy papież Benedykt XVI) prowadził audycję radiową w swoich rodzinnych Niemczech, w której poruszył kwestię tego, jak będzie wyglądać przyszłość Kościoła: Z dzisiejszego kryzysu i tym razem powstanie Kościół, który wiele utracił. Stanie się mały, w wielu wypadkach będzie musiał zaczynać od początku. Nie będzie w stanie zapełnić wiernymi wielu budowli, które powstały w okresie dobrej koniunktury. Wraz z liczbą swoich członków Kościół utraci wiele swoich przywilejów w społeczeństwie. (...) Swoje właściwe centrum Kościół odnajdzie w wierze i w modlitwie, a sakramenty będzie przeżywać na nowo jako służbę Bożą, a nie jako problem kształtowania liturgii. (...) Wydaje mi się zatem, że Kościół czekają ciężkie czasy. Jego właściwy kryzys dopiero się zaczął. Trzeba się liczyć z prawdziwymi wstrząsami1. Joseph Ratzinger, Przyszłość wiary. Refleksje teologiczne, tłum. ks. Jarosław Marecki SDS, Kraków 2019, s. 129-131.
1
10
Ksiądz Ratzinger nie był jedynym wybitnym duchownym, który przepowiadał coś takiego. W roku 1980 w Fuldzie w Niemczech, przemawiając do świeckich, papież św. Jan Paweł II wygłosił słowa bardzo podobne do słów ks. Ratzingera sprzed jedenastu lat: Musimy być przygotowani na przejście wielkich prób w niedalekiej przyszłości, prób, które będą wymagać od nas nawet oddania życia oraz całkowitego daru z siebie Chrystusowi i za Chrystusa. (...) Poprzez wasze modlitwy i moje możliwe jest zmniejszenie tej udręki, ale nie ma możliwości już, by jej zapobiec, ponieważ tylko w ten sposób Kościół może zostać skutecznie odnowiony.
Złu zawsze należy stawiać opór.
11
Wprowadzenie Świat znajduje się dzisiaj w stanie wielkiego zamieszania. Każdy to czuje, nawet jeśli większość mieszkańców Zachodu decyduje się w tych doniosłych czasach lunatykować, oczarowana różnymi formami rozrywki i materializmu, lekceważąc upartą destrukcję ich całej cywilizacji i zastępowanie jej nowym porządkiem światowym: globalistyczną, elitarystyczną, ateistyczną wizją człowieka, która podnosi się z ziemi po niespodziewanym łomocie, jakiego doznała w czasie wyborów prezydenckich w USA w roku 2016. W dniach, jakie nastąpiły po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta, siły lewicowe w Ameryce zaczęły tworzyć ruch oporu wobec jego agendy. Ruch ten, napędzany funduszami socjalistycznych elit zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i z całego świata, przybrał imponujące rozmiary. Sporą jego część wspierają katoliccy heterodoksyjni duchowni i świeccy. Liberalny chaos, który dokonał inwazji kultury i rozgrywany jest każdego dnia w budynkach rządowych i na ulicach, został także przez tych samych duchownych wprowadzony do Kościoła katolickiego. Są to po prostu dwa aspekty tego samego sposobu myślenia, ale to, co dzieje się w Kościele katolickim, ma ostatecznie większe znaczenie niż to, co dzieje się w polityce, ponieważ rzecz, której wielu w kulturze nie rozumie, jest następująca: Jak mają się sprawy w Kościele katolickim, tak ma się cywilizacja.
13
Zaniepokojeni katolicy muszą zacząć dostrzegać zjawisko, które nie istniało w Kościele nigdy przedtem – przynajmniej nie w takiej skali – i na nie reagować. Lewica ma w tym przypadku dwa różne aspekty: polityczny i teologiczny. Innymi słowy: istnieją osoby indywidualne, z których wiele to ludzie niezwykle wpływowi, mający zasadniczo ten sam światopogląd, ale działający na odróżniających się arenach: politycznej i teologicznej. To dlatego znaczący ludzie Kościoła wydają się tak dużo czasu w dzisiejszym Kościele poświęcać na mówienie o kwestiach (niemal uprawiając propagandę), które normalnie są zagadnieniami politycznymi; trzy znaczące z nich dotyczą sprawy tak zwanych zmian klimatycznych wywołanych przez człowieka, nielegalnej imigracji i rządowych programów zaradzenia ubóstwu. Oczywiście istnieją wymiary związane z tymi kwestiami, w dużej mierze dotykające moralności, ale w większej części są to zagadnienia, które w istocie powinny być podejmowane na arenie politycznej. Są to problemy polityczne i jako takie wymagają rozwiązania politycznego. Jednak teologiczna lewica udrapowała je jako kwestie moralne i wprowadziła na arenę teologiczną. W ten sposób doprowadziła do tego, że stały się one zagadnieniami wymagającymi debaty teologicznej oraz takimi, o których należy głosić kazania i zająć się nimi. Podobnie lewica polityczna przeniosła się na arenę, która powinna być ściśle uważana za strefę teologiczną/moralną, i przejęła różne kwestie, nadając im pieczęć polityczną: aborcję, refundację antykoncepcji, akceptację homoseksualizmu i „mał14
żeństw” tej samej płci, eutanazję oraz wspomagane przez lekarza samobójstwo. Nie są to zasadniczo kwestie polityczne, tak, jak imigracja i tak zwana zmiana klimatu wywołana działaniami człowieka zasadniczo nie stanowią zagadnień teologicznych. Jednak nałożenie się tych dwóch światów doprowadziło do powstania nierozerwalnego splotu, w którym takie rozróżnienia ulegają zatarciu. To, co polityczne, jest teologiczne, a to, co teologiczne, jest polityczne. Ten wężowy splot dwóch różnych sfer jest w ogromnej mierze wykorzystywany przez duchowieństwo, które niemoralność seksualną pragnie ustanowić rzeczą akceptowalną w Kościele, oraz przez polityków, którzy pragną promować swój globalizm jako sprawę mającą podstawy moralne i teologiczne. Zrobili oni wielkie postępy – przedstawiciele obu obozów – w łączeniu sił, by doprowadzić do nowego porządku światowego, globalistycznej perspektywy, która wykluczy Boga i autentyczne nauki Kościoła katolickiego – wroga publicznego numer jeden dla tego światopoglądu. By doprowadzić do spełnienia tego wszystkiego, posiadają oni w swoim arsenale szeroki asortyment broni. Te bronie były tak skuteczne jako narzędzia dla realizacji ich celu, że obecnie dzieli ich jedynie jedno pokolenie od osiągnięcia wszystkich swoich dążeń. Wziąwszy pod uwagę dzisiejszą technologię łączności, ich najważniejszą bronią są media – tradycyjne i społecznościowe. Być może najbardziej stosownym dla naszych czasów przykładem tej konwergencji radykalnej i teologicznej agendy jest wydanie „La Civiltà Cattolica” z lipca 2017 15
roku, w którym bliski doradca papieża, jezuita o. Antonio Spadaro, przypuścił szeroko zakrojony atak na politycznie konserwatywnych, a teologicznie ortodoksyjnych katolików za to, że sprzymierzają się ze swoimi odpowiednikami w różnych protestanckich zborach, by zainicjować polityczną zmianę na rzecz konserwatyzmu. W swym artykule Spadaro dokonał całkowicie bezprecedensowego kroku, gdy wyszczególnił Church Militant – apostolat wiernych katolików, mających za swój główny cel nawracanie ludzi na wiarę katolicką, dając im tym samym największą sposobność zbawienia, co jest oczywiście wielowiekowym powodem istnienia Kościoła. Spadaro na przykład bierze całkowicie pod uwagę radykalne stanowisko teologiczne w sprawie wyświęcania kobiet na katolickich księży. Nie ma znaczenia, że taka możliwość nigdy nie istniała i że zarówno jego bezpośredni szef – papież Franciszek – jak również papież św. Jan Paweł II ogłosili, iż jest to niemożliwe; ten ostatni – w nieomylnej deklaracji, którą uczynił wiążącą dla wszystkich wiernych w swoim liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis w maju 1994 r., przedstawiając ponownie niezmienną od wieków naukę Kościoła. Dalej – usiłując zdezorientować wiernych i sprawić, by ustalony porządek teologiczny wydawał się być pozbawiony konsekwencji – ks. Spadaro przedstawił absurdalną tezę, że czasami „2+2 = 5” to zrozumiały pogląd w teologii. Jednak teologia nigdy nie jest sprzeczna z rozumem. Jest to pierwszorzędny przykład zarówno hipokryzji lewicy, jak i pomieszania polityki i teologii w celu zainicjowania 16
globalnego porządku świata. Po pierwsze, jeśli Spadaro jest zainteresowany wymieszaniem i wykorzystaniem teologii, by doprowadzić do działania politycznego, wówczas musi on przeanalizować politykę i oświadczenia Watykanu, jak również wielu krajowych konferencji biskupów z ostatnich pięciu, dziesięciu lat. Jego problem to nie polityka i teologia jako takie, ale konserwatywna polityka i ortodoksyjna teologia, które łączą siły. Dodatkowo artykuł był pełen błędów rzeczowych, zarówno jeśli chodzi o Church Militant, jak i o mylną interpretację amerykańskiej historii. Church Militant robi w rzeczywistości coś przeciwnego do tego, co twierdzi Spadaro. Publikujemy różne artykuły, filmy wideo i programy ostrzegające przed potencjalnym niebezpieczeństwem związku katolików i pełnych dobrych chęci niekatolików w dziedzinie polityki. Niebezpieczeństwo – jak mówiliśmy publicznie wielokrotnie – polega na tym, że w takich środowiskach katolicy zaczynają pomijać swój pierwotny cel, jakim jest ewangelizacja, i dochodzą do wniosku, że toczenie walki o życie nienarodzonych na przykład jest równie ważne. Nie jest. Podstawową misją jest nawracanie dusz. Jednak dla Spadaro czy jego teologicznie heterodoksyjnych sojuszników tymczasowo usadowionych w Watykanie to wszystko nie ma znaczenia. Jedyne, co się liczy, to agenda. Jeśli jakieś kłamstwa czy fałszywa historia będą potrzebne dla realizacji celu, są one doskonale akceptowalne – co wyjaśnia, dlaczego artykuł Spadaro zauważono zarówno na całym świecie, jak i w kraju, jednocześnie w bardzo niewielkim stopniu weryfikując fakty czy reakcję 17
„drugiej strony”. Z wszystkich poważniejszych środków masowego przekazu, jedynie Associated Press zadzwoniło do Church Militant, by spytać o naszą opinię.
Znaczenie mediów Z pewnością dla każdego jest jasne, że ruch oporu lewicy jest wspomagany i podżegany przez substytuty i sojuszników z lewicowych mediów (politycznych i teologicznych); mediów, które do niedawna były w stanie utwierdzać swój autorytet głównego źródła informacji zarówno dla mas w Stanach Zjednoczonych, jak i na świecie. W drodze do dziesięcioleci dominacji media porzuciły swoją dziennikarską etykę bezstronności i braku uprzedzenia. Połączenie olbrzymich pieniędzy lewicowych elit i cyklu, jakim jest nieustanne dwudziestoczterogodzinne bębnienie w wiadomościach oskarżeń o zmowie kampanii Trumpa i Rosji, przedstawianie zwolnienia z pracy dyrektora FBI Jamesa Comey’a jako tuszowania śledztwa w kwestii zaangażowania Rosji, grad oskarżeń o bigoterię, seksizm, homofobię i islamofobię – wywołały w sumie niekorzystny wpływ i osiągnęły swój cel, jakim okazało się spowolnienie programu kampanii, czyli „uczynienia Ameryki ponownie wielką”. Niezależnie od tego, czy słuszny, czy mylny jest pogląd, iż Trump reprezentuje powrót do pewnego okresu amerykańskiego życia, w którym przynajmniej uznawano Boga i moralność, pozostaje faktem, iż lewica prawidłowo dostrzega, że wielu ludzi głosujących na Trumpa faktycz18
nie głosowało na niego ze świadomością takiej motywacji (to, czy wyborcy będą rozczarowani, czy też nie, w chwili pisania tej książki jest sprawą przyszłości). Jednak poglądy prawicy – słuszne czy nie – to coś, przeciwko czemu reaguje lewica. Na przykład niemal jedna czwarta wyborców głosujących na Trumpa twierdziła, że ich główną motywacją było zagwarantowanie ochrony Sądu Najwyższego USA przed lewicą (czytelnicy będą pamiętać, że sędzia Antonin Scalia zmarł na początku tego roku, pozostawiając w Sądzie Najwyższym puste miejsce, którego republikańscy senatorowie nie pozwolili zająć nominatowi Obamy). Oczywiście to wszystko jest politycznym kodeksem aborcji – najwyższego sakramentu lewicy, o którym zawsze kłamią praktycznie wszystkie media, stając się rzecznikami i głównymi agitatorami lewicy. Prababcia wszystkich spraw – Roe kontra Wade – jest postrzegana przez lewicę (ponownie – słusznie lub błędnie) jako sprawa, którą mogą unieważnić nominaci Trumpa, a więc lewica musiała w czasie kampanii walczyć z Trumpem tak brutalnie, jak to tylko możliwe i tuszować przestępczą działalność jego przeciwniczki – Hillary Clinton. W czasie wyborów elektorat był zasypywany kolejnymi sondażami, mówiącymi o tym, jak druzgocącą klęskę Clinton zada Trumpowi, jak bardzo wyborcy Trumpowi nie ufają i tak dalej. Wszystkie okazały się błędne. Nawiasem mówiąc, gdy napłynęły rezultaty 8 listopada 2016 roku, wyraz twarzy osobistości głównych mediów mówił wszystko. Nie możemy sobie pozwolić na 19
przemilczenie, że Church Militant – nadając na żywo i nieprzerwanie przez całą noc wyborczą – doszedł do wniosku, że Trump wygrał, a Hillary Clinton przegrała jeszcze zanim którakolwiek z głównych sieci telewizyjnych była gotowa to ogłosić. Publicznie wiele razy w czasie naszej relacji na żywo pytaliśmy się, dlaczego nie wskazywano na Trumpa, kiedy doszliśmy do wniosku, że wygrał. Przecież w kilku jeszcze niepoliczonych okręgach w Pensylwanii i Wisconsin, jak również Michigan nie została już wystarczająca ilość głosów, by Hillary Clinton mogła Trumpa pokonać. W Church Militant było to dla nas jasne około 23.30 czasu wschodniego, jednak główne środki masowego przekazu nie przewidywały zwycięstwa Trumpa. Potrzebowały około dwóch dodatkowych godzin, nim ogłosiły Trumpa zwycięzcą. A obecnie, kiedy nie udało się zapobiec jego wybraniu na prezydenta, następnym celem jest taka destabilizacja nowej administracji, by nic z jego agendy „uczynienia Ameryki ponownie wielką” – która jest bezpośrednim atakiem na światowe ambicje globalistów – nigdy się nie powiodło. W takim stopniu, w jakim to możliwe, Trumpa należy stawiać w kłopotliwej sytuacji, zawstydzać go, malować jako konspiratora, oderwanego od rzeczywistości, zarządzającego Białym Domem w chaosie. Z tego powodu nieustanne bębnienie: „Rosja, Rosja, Rosja” będzie trwać, aż Trump przestanie w końcu być prezydentem. Niezależnie od tego, co jakieś dochodzenie odkryje lub nie na temat Trumpa i Rosji, wymowne jest to, że nic z korupcji czasów Obamy (na początek: Agencja Bezpieczeń20
stwa Narodowego szpiegująca Amerykanów), olbrzymie sumy pieniędzy wpływające do Clinton Foundation, jak i z niej wypływające oraz cała masa innych przełomowych „newsów” nie znalazły się w ogóle w doniesieniach albo poświęcono im jedynie niewiele uwagi, a następnie szybko je porzucono. Jest jasne, że agenda Trumpa jest ulubionym przedmiotem ataku ze strony wielkich mediów. I tutaj dochodzimy do tego, dlaczego w rzeczywistości te ataki mogą spowolnić tę agendę: rolę odgrywają tutaj dwa aspekty, które lewica jest zawsze w stanie wykorzystać – niewiedza i jedność – niewiedza mas i jedność lewicy co do celu i oddania ich sprawie. Większość elektoratu jest nieświadoma tego, co codziennie dzieje się w politycznej dziedzinie, tak jak w przypadku wydarzeń za kulisami kręgów teologicznych. Od czasu do czasu ogarniają jakieś zjawiska, a i to tylko powierzchownie, skanując nagłówki i patrząc na krótkie migawki „informacyjne” na swoich włączonych nieprzerwanie kontach w mediach społecznościowych lub przeglądając „paski” na dole ekranu telewizyjnego i na budynkach na Manhattanie. Niechęć do intelektualnego zaangażowania sprawia, że stają się bezradni wobec ataku lewicowych mediów, choćby z powodu samej ilości artykułów i nagłówków. Zblazowana publika zatem, pochłonięta rozrywką, seksem i materializmem, padła ofiarą – z własnej winy – lewicowego światopoglądu inspirowanego przez wrogów Kościoła katolickiego, wyróżniających się manipulowaniem mediami i traktowaniem ich jako oręża w walce o zbudowanie całkowicie nowej cywilizacji. 21
W opublikowanym w roku 2016 artykule w „The Atlantic” pt. Dlaczego Ameryka przesuwa się na lewo Peter Beinart słusznie zauważa: „Następny prezydent Demokratów będzie bardziej liberalny niż Barack Obama. Następny prezydent Republikanów będzie bardziej liberalny niż George W. Bush”. Dokładnie to samo spostrzeżenie można poczynić na temat katolików w Ameryce i innych krajach Zachodu. Konserwatywni pod względem politycznym katolicy ogólnie mają skłonność do większej teologicznej ortodoksji, a liberalni politycznie katolicy generalnie – do większej heterodoksji. Wielorakie sondaże, badania i analizy społeczne wyjawiają, że przytłaczająca większość katolików jest zdecydowanie heterodoksyjna w niektórych z najważniejszych dziedzin swojej religii. Od uczestnictwa w cotygodniowej Mszy po odrzucenie nauczania na temat kontroli urodzin, rozwodu, czynnych relacji homoseksualnych, a nawet aborcji (gdzie podział wynosi niemal 50 na 50) większość katolików faworyzuje poglądy społeczne i moralne bardziej pasujące do politycznej lewicy. Można stwierdzić wprost, że lewica polityczna i lewica teologiczna stworzyły sojusz, który jest zarówno dla Kościoła, jak i państwa poważnie szkodliwy, a nawet niszczycielski. Jednym z poważniejszych powodów, dla których cały naród generalnie nieustannie powoli zbliża się bardziej do lewicy, jest to, że wielu katolików – hierarchów, jak i świeckich – odbyło polityczną podróż ku lewicy. Przykład: Tylko kilka tygodni przed decyzją Sądu Najwyższego w sprawie Obergefell kontra Hodges z roku 2015, która le22
galizuje „małżeństwa” tej samej płci, zdumiewająca liczba katolików (60%) okazała poparcie dla „małżeństw” tej samej płci. Ameryka powoli, acz zdecydowanie, podąża ku politycznej lewicy, ponieważ to samo robi tak wielu katolików. Jeśli chodzi o dane potwierdzające narodowy ruch ku lewicy w kwestiach społecznych, to Rasmussen Reports z 27 lipca 2017 r. publikuje rezultaty badań w tej kwestii: Nowy sondaż Rasmussen Reports, przeprowadzony w kraju telefonicznie i przez Internet, pokazuje, że 41 procent prawdopodobnych wyborców w USA uważa, iż wyborcy generalnie stają się bardziej liberalni w kwestiach społecznych, takich jak aborcja, modlitwa publiczna i tematy kościelno-państwowe. Dwadzieścia siedem procent (27%) mówi, że wyborcy stają się bardziej społecznie konserwatywni, podczas gdy 25 procent wierzy, że ich poglądy w tych samych dziedzinach pozostają mniej więcej bez zmian.
Chociaż te dane dotyczą ludzkiej percepcji, a nie rzeczywistych poglądów, prawda pozostaje taka, że te rezultaty są tym, czym są: większość amerykańskich wyborców uważa, iż kraj przesuwa się na lewo w kwestiach społecznych. Do zaistnienia takich warunków walnie przyczyniły się główne liberalne i heterodoksyjne katolickie środki masowego przekazu, tak samo jak media głównego nurtu. Heterodoksyjne siły w Kościele poświęciły dziesięciolecia, usiłując zmienić kształt Kościoła katolickiego, by sprzymierzyć katolicyzm z agendą wspieraną przez polityczną lewicę. 23
W wyniku tego procesu wiara katolicka przeszła dramatyczną zmianę i doznała olbrzymich szkód. Od roku 2000 aż 30 milionów amerykańskich katolików opuściło Kościół, co doprowadziło do tego, że więcej niż jeden na ośmiu Amerykanów jest obecnie byłym katolikiem. Niemal połowa z tych Amerykanów, którzy zostali wychowani jako katolicy, opuściła Kościół. A z tych, którzy odeszli, olbrzymia większość (77%) mówi, że nigdy do Kościoła nie powróci.
Cel Celem tej książki jest rzucenie światła na tę największą z walk, jaką Kościół katolicki kiedykolwiek stoczył, oraz ocena przyszłości i tego, co można zrobić. Spostrzeżenia, że jest to największa z walk, nie przedstawia się lekko. W ciągu wieków Kościół cierpiał ataki z zewnątrz i zdradę od wewnątrz. Jest to zgodne z życiem samego Pana Jezusa. Jednak tak, jak w życiu naszego Pana nie każdemu atakowi czy zdradzie towarzyszyła ta sama zajadłość, tak nie każdy atak i zdrada zainicjowane przeciwko Kościołowi zostały zaaranżowane z tą samą intensywnością czy precyzją. Walka, w której Kościół bierze udział dzisiaj, jest niepodobna do żadnej innej. Zacznijmy od tego, że prowadzona jest ona w świecie, który już odrzucił „dobrą nowinę”. Mamy do czynienia ze światową apostazją tych, którzy identyfikują się jako byli katolicy. Imponujące postępy technologii komunikacyjnych w ciągu ostatniej połowy XX wieku wytworzyły niemal dyktaturę mediów, w których katolicyzm jest ośmieszany i demonizowany. Zdrada – potwierdzona 24
olbrzymią liczbą katolickich duchownych, którzy nie głoszą wszystkich prawd wiary, a oprócz tego akceptują wątpliwe teorie, filozofie i podejścia do ewangelizacji – spowodowała tak szokującą utratę katolickiej tożsamości, że wydaje się, iż nie ma ludzkiego sposobu, by ją odzyskać.
Wczesne ostrzeżenia W roku 1979 Jean Guitton, osobisty przyjaciel papieża Pawła VI, powtórzył dziennikarzowi szczegóły rozmowy, jaką odbył z papieżem na krótko przed jego śmiercią. Guitton powiedział: Paweł VI miał rację. Widzimy to dzisiaj. Doświadczamy bezprecedensowego kryzysu. Kościół – w istocie historia świata – nigdy nie widział czegoś podobnego. Kiedy Chrystus chodził ulicami Galilei, świat był pogański, ale tak wielu pogan Zachodu i Wschodu miało przynajmniej poczucie tajemnicy. Moglibyśmy powiedzieć, że po raz pierwszy w swojej bardzo długiej historii ludzkość jako całość jest a-teologiczna. Nie posiada już jasnego – albo nawet pogmatwanego, jeśli o to chodzi – poczucia tego, co nazywamy „tajemnicą Boga”. Ten kryzys nękający nasze poczucie tajemnicy, który dotyka całą ludzkość, przeniknął także do Kościoła katolickiego.
W wywiadzie z roku 1995, który został ponownie opublikowany przez czasopismo „Christian Order”, kard. Adrianus Simonis, wówczas prymas Holandii, odzwierciedlił te same odczucia. 25
Ja także martwię się o ortodoksję wiary naszego ludu, ortodoksję wiary w Boga, który został poznany przez Objawienie Jezusa Chrystusa, wiary, która uznaje chwałę Jezusa Chrystusa, Jego boskość, tajemnicę Jego Kościoła, Ducha Świętego jako osoby, trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej – takie są podstawy, fundamenty naszej wiary.
W pierwszych wiekach Kościoła – po przejściu przezeń prześladowań w imperium rzymskim – na jednym poziomie było zrozumiałe, że sporo rzeczy będzie wymagać debaty, wyjaśnienia i ustalenia. Kolektywne tego dokonanie było niemożliwe, aż do chwili, gdy Konstantyn uwolnił Kościół i Kościół mógł skupić się na konkretnych kwestiach teologicznych. Zauważmy, że Sobór Nicejski (325 r. po Chr.), zwołany dla obalenia herezji arianizmu, odbywał się niemal bezpośrednio po wydaniu edyktu mediolańskiego w 313 r. po Chr. Nawiasem mówiąc kolejnym dowodem na Bożą ochronę Kościoła jest to, że w ciągu stuleci prześladowań wciąż był on zdolny zachować wiarę katolicką w powszechnej skali, mimo niemożliwości kolektywnych zgromadzeń. Jednak dzisiaj spora część tego, co ustalono niemal dwa tysiąclecia wcześniej, jest ponownie do wzięcia, odrzucona lub lekceważona przez wielu duszpasterzy Kościoła. Samo zrozumienie Kościoła, tajemnica jego tożsamości to rzeczy, których nikt już nie rozumie, nie docenia czy nie głosi, i dotyczy to nawet wielu liderów Kościoła – w szczególności jego liderów. Właśnie w tej chwili, kiedy świat potrzebuje Kościoła najbardziej, w tej chwili, kiedy zbiegły się wszystkie wie26
kowe przygotowania sił diabelskich, by pokonać chrześcijaństwo, dostojnicy Kościoła uchylają się od swoich powinności, a świat ogarniają nowe wieki ciemne. Jesteśmy jedynie w najwcześniejszych stadiach tych wieków ciemnych. Ten moment przygotowywano przez setki lat, a tak sprytnie się go maskuje i przedstawia, że prawie nikt nie rozpoznaje jego powagi. Nie ma zbawienia poza Kościołem katolickim i nie ma żadnej innej nadziei pokonania zła niż Kościół katolicki, gdyż po to przede wszystkim został on przez Syna Bożego ustanowiony. Bardzo wymowne jest jednak pragnienie tak wielu liderów Kościoła dzisiaj, wbrew niemal 2000 lat samoświadomości, przeciwstawienia się takiej charakterystyce Kościoła. Wielu z nich chciałoby z miejsca odrzucić takie jego pojmowanie i w rzeczywistości kompletnie tę naukę odrzuca. Jeśli sam nauczyciel nie rozumie nauczania, jak może to nauczanie przekazywać? To temu zepsuciu należy z dużą mocą stawić dzisiaj w Kościele opór. Zło sięgnęło takich szczytów, jakich nigdy wcześniej nikt sobie nie wyobrażał, z wyjątkiem tych świętych, którym niebo dało w to specjalny wgląd – w postaci przerażających i niepokojących wizji i lokucji. Z pewnością jedyne, co się zmieniło, to skala wyzwania, przed jakim stoi Kościół. Okoliczności są nowe, a lwia część katolików, z których większość to praktyczni heretycy albo apostaci, wciąż ich nie rozumie – jednak walka jest ta sama, nawet jeśli jej zakres staje się przerażający, nabierając wyrazistości. Walka toczy się o świętość osobistą i indywidualną. Ta walka, by stawić opór, może być 27
tylko wówczas wygrana, jeśli przylgnie się do Kościoła katolickiego w całej jego czystości. Wszystko inne zostanie zmiecione w potoku zła, jakiego świat jeszcze nigdy nie był świadkiem. Potrzebny opór wobec zła w Kościele – a jest on zaiste potrzebny – musi rozpocząć się od stawienia oporu diabłu w nas samych. Jedynie osobista świętość może pokonać zło i tylko Kościół katolicki jest święty, jak to zaznacza publicznie w swoim Credo. A zatem stawiaj opór diabłu, tak jak uczyli nas św. Piotr i św. Jakub w swych natchnionych pismach. Stawiaj mu opór codziennie w swojej duszy, a następnie wzmocniony i podtrzymywany przez łaskę uświęcającą, stawiaj mu opór codziennie w Kościele.
28
Podziękowania Chciałbym podziękować Redakcji portalu PCh24.pl za udzieloną pomoc przy redagowaniu tej książki, a zwłaszcza Panu Krystianowi Kratiukowi, Redaktorowi Naczelnemu portalu, oraz Panu Redaktorowi Mateuszowi Ziomberowi, Jan J. Franczak
Spis treści Słowo wstępne. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5 Wprowadzenie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 13
Część I. Problem: To, że w ogóle istnieje potrzeba stawiania oporu. . . . . . . 29 Rozdział I Ogólny zarys . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31 Rozdział II Druga „reformacja”: Tym razem protestanci zostali w Kościele . . . 53 Rozdział III Mała trzódka staje się jeszcze mniejsza . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65 Rozdział IV Antykoncepcja: Zabójca katolicyzmu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 85 Rozdział V Lewicowy „Kościół”: I jaka polityka za tym stoi . . . . . . . . . . . . . . 97 Rozdział VI „Homokościół”: Wyjście z ukrycia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129 Rozdział VII Homoherezja: Ojciec James Martin SJ – obnośny sprzedawca. . . . 193 Rozdział VIII „Kościół radości”: Po prostu nieustannie się uśmiechajcie. . . . . 215 Rozdział IX Sumienie i kontrola: Długi powolny marsz deformacji i zniekształceń . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 233 Rozdział X Autentyczny Kościół: Ecclesia Militans . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 269
Część II. Rozwiązanie: To samo, co zawsze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 281 Podziękowania. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 335
Kościół katolicki znajduje się w stanie, jakiego nie doświadczył być może nigdy dotąd w ciągu dwóch tysięcy lat swojej historii: jest to niemal stan śmierci autentycznej wiary na Zachodzie. Teraz zaczyna to grozić Kościołowi w pozostałych częściach świata.
Książka przedstawia szeroki zakres kluczowych punktów tego demonicznego ataku na Kościół, wskazując, jak pilną potrzebą jest przyjęcie przez wiernych katolików postawy oporu wobec psucia Wiary i potwierdzając, że istnieje tylko jedno rozwiązanie – bo zawsze w minionych dwóch tysiącach lat kryzysu istniało tylko jedno rozwiązanie: osobista świętość.
tel. 12 345 42 00, 12 446 72 56, 12 418 91 30 tel. kom.: 695 994 193 www.religijna.pl, klub@religijna.pl
ISBN 978-83-7864-227-5
PAT RO N AT M E D I A L N Y:
ISBN 978-83-7864-227-5 TYGODNIK LISICKIEGO
9 788378 642275 Cena: 39,90 w tym 5% VAT
RUCH OPORU
ZAMÓW BEZPŁATNY KATALOG!
MICHAEL VORIS urodził się 1961 r. w Big Spring w Teksasie. Ukończył studia na amerykańskim Uniwersytecie Notre Dame, pracował jako telewizyjny reporter wiadomości, prezenter i producent. Otrzymał cztery nagrody Emmy za perfekcjonizm w dziennikarstwie radiowo-telewizyjnym. Po śmierci swojej matki Voris powrócił w roku 2004 do wiary katolickiej, dokonując dramatycznego zwrotu w swoim życiu. Jednak radość z powodu nawrócenia wkrótce ustąpiła coraz większemu niepokojowi związanemu z tym, co widział: słabe duchowieństwo, niski poziom nauczania doktryny, obojętność świeckich. Kościół był w kryzysie. Reagując na poważną erozję wiary katolickiej w ciągu ostatnich 50 lat, Voris założył St. Michael’s Media/Church Militant, którego to przedsięwzięcia jest również prezesem. W pierwszych latach działalności St. Michael’s Media zdobył licencjat z teologii na Papieskim Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu. Jest autorem popularnego programu „The Vortex” („Wir”), znanego również widzom polskim z portalu PCh24.pl. Jego portal Church Militant nadaje wiadomości, publikuje teksty informacyjne z życia Kościoła, komentarze, wywiady, dyskusje. Michael Voris jest też autorem książek. Dotychczas nakładem Wydawnictwa AA ukazały się: Broń oraz Kościół walczący.
V O R I S
Czas nigdy nie ponaglał wiernych katolików tak bardzo, by powstali i stawili opór. Centralne nauczanie Kościoła zostaje obecnie zakwestionowane, jest poddawane reinterpretacji i kształtowane na nowo – a do wszystkiego doprowadził demon, który „odszedł rozpocząć walkę z resztą jej [Niewiasty] potomstwa, z tymi, co strzegą przykazań Boga i mają świadectwo Jezusa” (Ap 12,17).
M I C H A E L
po
a le c
M I C H A E L
V O R I S
RUCH OPORU Walka z szatanem we wnętrzu Kościoła
Kościół instytucjonalny jest w stanie chaosu; wrogowie Chrystusa wewnątrz Kościoła to legion. Płomienie tego zła są rozdmuchiwane przez grzech homoseksualnego duchowieństwa i uległych im sojuszników wśród duchowieństwa albo świeckich na wpływowych stanowiskach. To naprawdę legion… Katolicki laikat musi o tym wiedzieć – o tym wszystkim, i to co do ostatniego, plugawego przypadku – ponieważ musi zrozumieć, że ci chorzy osobnicy, potworni pod wzglądem psychicznym mężczyźni, niszczą swoimi kłamstwami i przebiegłością jego szansę na zbawienie. Wierni nie słyszą skierowanej do nich prawdy katolickiej. Ci duchowni działają na rzecz swojego ojca, diabła, i pełnią jego wolę. Heterodoksyjna rewolucja, do jakiej doszło w Kościele w latach 60-tych XX wieku, ustąpiła rewolucji różowej, w której wszystko zostało poddane takiej inżynierii, by Kościół stał się sfeminizowany i zniewieściały. Jej inżynierami są mężczyźni, którzy chcą seksu z innymi mężczyznami i często to robią oraz wykorzystują swoje koloratki, by ukrywać się za swoim urzędem, jednocześnie pasożytując na Kościele, czerpiąc pieniądze ze skarbca Kościoła, by żyć, jeść i oddawać się swoim perwersjom. A na domiar złego okłamują was o Bożych prawdach, kradnąc nie tylko wasze pieniądze, ale także wasze dusze albo dusze waszych dzieci. Cała ich grupa to narzędzia szatana i należy stawić im opór oraz powstrzymać ich. Nie słuchajcie ich. Słuchajcie Kościoła. fr a gm e n t y k s ią ż k i