Skip to main content

Columbia Marzec 2026

Page 1


RYCERZE KOLUMBA

Stopień Patriotyczny w Katedrze na Wawelu

„ZDAJEMY SOBIE sprawę, jak bardzo dzisiaj Polska potrzebuje ludzi troszczących się o jej dobro i jej przyszłość, o zachowanie i umacnianie jej chrześcijańskich korzeni. Nasz kraj potrzebuje uczciwych i pracowitych ludzi, wrażliwych na los bliźniego, spieszących bezinteresownie z pomocą biednym i mniej uprzywilejowanym” – mówił kard. Stanisław Dziwisz podczas Mszy Świętej dla Rycerzy Kolumba w Katedrze na Wawelu przed ceremonią nadania Stopnia Patriotycznego kandydatom z całej Polski.

W homilii kardynał przypomniał historyczne znaczenie wawelskiej katedry jako miejsca szczególnie związanego z dziejami narodu: „W tej świątyni słowo Ojczyzna (patria) wskazywało zawsze i nadal wskazuje na dobro wspólne, zespalające nasze umysły i serca, a jest nim Polska, natomiast słowo patriotyzm określa naszą postawę miłości i służby wobec tego dobra” – mówił.

Zwrócił uwagę, że Polska potrzebuje ludzi, którzy będą się troszczyć o dobro wspólne: „Wszyscy, pomimo wszelkich różnic, jesteśmy dziećmi jednego Boga i w każdym powinniśmy widzieć Chrystusa. Stąd rodzi się imperatyw, by spieszyć z pomocą duchową i materialną każdemu człowiekowi znajdującemu się w potrzebie, nikogo nie wykluczając” – podkreślił, zauważając przy tym, że Rycerze Kolumba mogą zawsze liczyć na Braci, wspierać się oraz pogłębiać wiarę i więź z Chrystusem dzięki modlitwie i Eucharystii.

W dalszej części homilii kardynał senior odwołał się do Ewangelii i nawiązał do rozpoczętego niedawno Wielkiego Postu, wskazując na modlitwę, post i jałmużnę jako drogę duchowej odnowy: „Wszystko, co mamy i to, kim jesteśmy, zawdzięczamy Bogu. Prawda o tym powinna w sposób decydujący kształtować naszą świadomość i umacniać naszą decyzję, by Bóg był zawsze w centrum naszego życia osobistego, rodzinnego i społecznego. Ten ideał i to zadanie stanowią fundament duchowości i misji Rycerzy Kolumba” – podkreślił i zauważył, że

w każdym toczy się duchowa walka, stąd wynika potrzeba czuwania i nawrócenia. Kardynał Stanisław Dziwisz dziękował za obecność i działalność Rycerzy Kolumba w Polsce, przypominając postać ich założyciela, bł. ks. Michaela McGivneya. Przywołał także słowa św. Jana Pawła II skierowane do tej wspólnoty w 2023 roku: „Obyście, zachowując wierność wizji ks. Michaela McGivneya, nie ustawali w poszukiwaniu nowych dróg bycia zaczynem Ewangelii w tym świecie i stanowili siłę duchową odnowy Kościoła w duchu świętości, jedności i prawdy”.

Na zakończenie wezwał zebranych do dawania świadectwa Ewangelii

Powyżej: Mistrz Rejonu Tomasz Wawrzkowicz nadaje Stopień Patriotyczny kard. Stanisławi Dziwiszowi podczas uroczystości w Katedrze wawelskiej, 21 lutego 2026 r. • Po lewej: Delegat Rejonowy Tomasz Konturek podczas Mszy św., która poprzedziła ceremonię pasowania. Wcześniej kandydaci wysłuchali pouczenia w Auli Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy w Krakowie.

w codziennym życiu oraz do przemieniania świata „w bardziej ludzki i bardziej Boży”.

Przed błogosławieństwem przedstawiciele Rycerzy Kolumba skierowali słowa wdzięczności do kard. Stanisława Dziwisza. Podkreślili jego wieloletnią współpracę z Zakonem oraz wsparcie okazywane zarówno u boku św. Jana Pawła II, jak i w czasie posługi w Krakowie. Przy tej okazji poinformowali również o nadaniu kard. Stanisławowi Dziwiszowi Stopnia Patriotycznego i dokonali aktu uroczystego pasowania.

„Niech przeżycie Wielkiego Postu pogłębi naszą wiarę, miłość do Chrystusa, a także nasz patriotyzm, poczucie wolności i odpowiedzialności za naszą Ojczyznę” – powiedział kardynał na zakończenie.

Po Eucharystii odbyła się ceremonia nadania Stopnia Patriotycznego, którą przeprowadził Zespół Inicjacyjny pod przewodnictwem Mistrza Rejonu Tomasza Wawrzkowicza. B

Zdjęcia: Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Columbia

2026 B TOM 106 B NUMER 2

10

Praca naszych rąk

16

18 22

Stałe rubryki

XIX-w. scena z przypowieści o dobrym Samarytaninie (Łk 10, 25-37).

Chrześcijańskie przykazanie miłowania bliźniego –zwłaszcza najbardziej potrzebujących – jest głównym tematem wywiadu z kard. Konradem Krajewskim, jałmużnikiem papieskim w latach 2013 -2026 i nowym metropolitą łódzkim (zob. s. 18).

Nowa seria Stańcie w wyłomie skupia się na wartości pracy oraz jej istotnych powiazaniach z wiarą, rodziną i odpoczynkiem.

George Matysek Jr.

Mistrzowie miłości

Tysiące młodych ludzi bierze udział w Life Fest w przeddzień Marszu dla Życia.

Cecilia Engbert

ORAZ: Bo „Życie jest darem” – Rycerze Kolumba maszerują w obronie życia wśród tysięcy osób Waszyngtonie.

Tylko miłosierdzie przynosi pokój

Wywiad z jałmużnikiem papieskim w latach 2013-2026, kard. Konradem Krajewskim, o miłosierdziu znajdującym się w samym sercu Kościoła.

Dlaczego mężczyźni powinni czytać klasyków?

Arcydzieła literatury, podobnie jak przypowieści Jezusa, są zwierciadłem rzeczywistości i nas samych.

Joseph Pearce

25

Urodzony reżyser

Duszpasterski geniusz ks. McGivneya objawiał się także w reżyserii popularnych spektakli, które jednoczyły życie parafialne i społeczne.

J. McMullen

5 Na większą chwałę Bożą Posłuszeństwo i duchowe ojcostwo św. Józefa sprawiają, że jest strażnikiem przed siłami ciemności. Najwyższy Rycerz Patrick E. Kelly

6 Uczyć się wiary, żyć w wierze

Ciągłe narzekanie rodzi zniechęcenie i podziały, podczas gdy duch miłosierdzia umacnia jedność i pokój.

Najwyższy Kapelan Arcybiskup William E. Lori

8 Budowanie Kościoła domowego

Dział poświęcony rodzinie, przywództwu i formacji duchowej

26 Globalny zasięg Przegląd działań Rycerzy z jurysdykcji na całym świecie ukazujący Wiarę przez Uczynki

NA OKŁADCE

Chrystus niesie krzyż, pomaga mu Szymon z Cyreny. XVI-wieczny obraz Tycjana, włoskiego malarza epoki renesansu.

Członkami Rycerzy Kolumba mogą być jedynie mężczyźni, którzy ukończyli 18 lat i są praktykującymi katolikami pozostającymi w duchowej łączności ze Stolicą Apostolską. Wymóg bycia praktykującym katolikiem oznacza, że dany mężczyzna akceptuje Urząd Nauczycielski Kościoła katolickiego w sprawach wiary i moralności, dąży do życia zgodnego z przykazaniami Kościoła katolickiego, a także może przystępować do Sakramentów Świętych. kofc.pl/wstap

Chronione prawami autorskimi © 2026 Wszelkie prawa zastrzeżone

MARZEC

Tajemnica do przeżycia

WIOSNĄ 1960 roku Flannery O’Connor, katolicka pisarka, otrzymała list z Darmowego Domu Stałej Opieki nad Chorymi na Raka pod wezwaniem Matki Boskiej w Atlancie. Siostra przełożona poprosiła ją o opisanie historii jednej z pacjentek, której radość życia wywarła ogromne wrażenie na całej społeczności. W wieku 3 lat zdiagnozowano u niej guza powodującego zniekształcenie twarzy. Dziewczynka spędziła z siostrami 9 lat, zanim przegrała z chorobą. O’Connor grzecznie odmówiła i zachęciła siostry do napisania relacji opartej na faktach.

Ceniona autorka odniosła się później do tej sytuacji w  Przedmowie do Dziennika Mary Ann . Mocno poruszyło ją zdjęcie dziewczynki w komunijnej sukience i welonie, ukazujące prostotę, niewinność, niedoskonałość. „Nasz wiek ma między innymi tę skłonność, że wymienia cierpienie dzieci jako przykład dyskredytujący dobroć Boga, a kiedy już ją zdyskredytuje, ma Go z głowy” – pisze. „Tym pospolitym miłosierdziem dowodzimy, ile zyskaliśmy wrażliwości, ale tracimy przez nie wizję. Wcześniejsze epoki może mniej czuły, lecz za to więcej widziały, chociaż patrzyły ślepym, proroczym, wyzutym z czułostkowości okiem akceptacji, czyli wiary”.

O’Connor zauważa, że tkliwość „dawno odcięto (...) od osoby Chrystusa, więc omotana jest teorią. Logicznym skutkiem oderwania tkliwości od jej źródła jest terror. Kończy się to w obozach pracy przymusowej i w wyziewach komór gazowych”. W innym eseju z pośmiertnie wydanego zbioru Misterium i maniery (1969) wyraża uznanie dla opartego na Biblii amerykańskiego Południa: „nieufności wobec abstrakcji, z poczucia ludzkiej zawisłości od łaski Bożej i z wiedzy, że zło nie jest po prostu problemem

do rozwiązania, lecz tajemnicą do ścierpienia”.

Nieżyjący już ks. Lorenzo Albacete (1941-2014) powtarza te słowa: „cierpienie nie jest problemem do rozwiązania, ale tajemnicą do przeżycia”. Nawet więcej, jest tajemnicą do przeżycia w komunii z Bogiem i z drugim człowiekiem. Według ks. Albacete jedynym słusznym zachowaniem w obliczu cierpienia jest „współ-cierpienie” z miłością – nie dzielenie samego bólu drugiej osoby, ale pytania „dlaczego?”, towarzyszenie jej i wspólne kroczenie w stronę wieczności (zob. Cry of the Heart: On the Meaning of Suffering, 2023).

Czcigodna Służebnica Boża Rose Hawthorne, najmłodsza córka powieściopisarza Nathaniela Hawthorne’a, pojmowała wezwanie do „współ-cierpienia” zgodnie z łacińskim źródło-słowem (compassio). Urodziła się w 1851 – rok przez ks. Michaelem McGivneyem – a do 30 roku życia straciła oboje rodziców i jedyne dziecko. 10 lat później wstąpiła do Kościoła katolickiego (19 marca 1891) i z coraz większym oddaniem poświęcała się służbie Bogu i bliźniemu. W 1896 roku założyła w Nowym Jorku ośrodek opieki dla osób nieuleczalnie chorych na raka, a cztery lata później zaprosiła tam wspólnotę dominikańską, która później skontaktowała się z O’Connor.

Paul Elie w The Life You Save May Be Your Own: An American Pilgrimage (2004) powraca do tematu korespondencji O’Connor i jej spotkania z siostrami. Streszcza wnioski pisarki dotyczące zasłyszanego u stop krzyża wezwania do miłosierdzia: „Ludzie wierzący opierają swoje człowieczeństwo na cierpieniu, bo wszyscy jesteśmy wezwani do kochania bliźniego i Boga, który okazał swoją miłość poprzez decyzję, by cierpieć jak jeden z nas”. B

Alton J. Pelowski, Redaktor naczelny

Columbia

WYDAWCA

Rycerze Kolumba

WYDAWCA WERSJI POLSKIEJ

KofC Polska Sp. z o.o. ul. Domaniewska 47/10 02-672 Warszawa

NAJWYŻSI FUNKCJONARIUSZE

Patrick E. Kelly

Najwyższy Rycerz

JE abp William E. Lori

Najwyższy Kapelan

Arthur L. Peters

Zastępca Najwyższego Rycerza

John A. Marrella

Najwyższy Sekretarz

Ronald F. Schwarz

Najwyższy Skarbnik

Anthony R. Picarello Jr. Najwyższy Adwokat

ZESPÓŁ REDAKCYJNY

Alton J. Pelowski

Redaktor naczelny

Matthew Kirby

Andrew J. Matt

Elisha Valladares-Cormier

Cecilia Engbert

Megan Stibley Redaktorzy

Paul Haring Fotoedytor

Angelika Kowalska

Gabriela Kozielska

Jarosław Hermani

Redaktorzy wersji polskiej

Błogosławiony ks. Michael McGivney (1852-1890) –Apostole Młodych, Obrońco życia chrześcijańskich rodzin, Założycielu Rycerzy Kolumba, wstawiaj się za nami!

kofc.pl/columbia

ZMIANA ADRESU DOSTAWY, W TYM DO PACZKOMATU: pomoc@kofc.org.pl

Postrach duchów piekielnych

Posłuszeństwo i duchowe ojcostwo św. Józefa sprawiają, że jest strażnikiem przed siłami ciemności

Najwyższy Rycerz Patrick E. Kelly

19 MARCA obchodzimy uroczystość św. Józefa Oblubieńca Maryi, który od stuleci czczony jest jako jeden z największych świętych Kościoła i najpotężniejszych orędowników.

Otrzymał on wiele tytułów, które opisują jego cnoty i odzwierciedlają wypraszane łaski. Litanie przypisują mu ponad 30 odmiennych tytułów. Jednym z najbardziej imponujących jest „Postrach duchów piekielnych”.

Ten doniosły tytuł skłania do refleksji nad tym, co czyni św. Józefa tak potężnym obrońcą w duchowej walce i dlaczego jego pomoc jest dziś tak bardzo potrzebna.

Ewangelie niewiele o nim mówią. Pismo Święte nazywa go po prostu „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1, 19), choć nie zapisano ani jednego jego słowa, jakie wypowiedział. Jego czyny mówią jednak bardzo wiele – pomagają nam zrozumieć, dlaczego demony miałyby się go lękać.

Józef był bardzo pokorny. Nigdy nie kierował się własną wolą, lecz składał wszelką ofiarę, by pełnić wolę Boga. Gdy dowiedział się, że Maryja jest w ciąży, postanowił oddalić ją potajemnie, aby nie narazić jej na zniesławienie. Wówczas jednak ukazał mu się we śnie anioł i powiedział: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” (Mt 1, 20b).

Ten pokorny cieśla odłożył na bok swój lęk i wykonał skok wiary. Nie wiedząc, co go czeka, całkowicie zaufał opatrzności Bożej i przyjął powołanie do bycia ziemskim ojcem Syna Bożego.

Święty Józef bardzo konsekwentnie dotrzymał danego słowa – chronił Świętą

Rodzinę przed wszelkim złem i wspólnie z Maryją wychowywał Jezusa na mężczyznę.

Dzięki tej ukrytej, a zarazem kluczowej roli umożliwił zbawczą misję Chrystusa. Był także człowiekiem bezwzględnie

posłusznym. Za każdym razem, gdy otrzymywał wiadomość od Pana, bez wahania odpowiadał. Nie spierał się ani nie zwlekał – działał natychmiast, by chronić tych, którzy zostali mu powierzeni. Gdy dowiedział się, że Herod chce zgładzić Jezusa, „wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu” (Mt 2,14).

Pokora i posłuszeństwo Józefa wyraźnie kontrastują z pychą i buntem Szatana. To właśnie czyni świętego tak potężnym duchowym sprzymierzeńcem w walce ze złem. Niedawno kapłan związany z Centrum Duchowej Odnowy św. Michała – duszpasterstwem służącym osobom poszukującym uwolnienia od złych duchów – podzielił się ze mną poruszającym świadectwem. Podczas egzorcyzmu kobiety, która ostatecznie została uwolniona, odmawiano na głos Litanię do św. Józefa. Demony gwałtownie zareagowały na wezwanie „Święty Józefie, postrachu duchów piekielnych”. Później kobieta wyjaśniła, że oczywiście przelękły się wstawiennictwa świętego oraz modlitw zanoszonych w jego imię. Opisała nawet wyraźne poczucie duchowej obecności św. Józefa w pomieszczeniu – chwilę, której, jak powiedziała, nigdy nie zapomni. Św. Josemaría Escrivá zauważył kiedyś:

„Największym męskim świętym w historii Kościoła nie jest papież, kardynał, biskup, ksiądz ani zakonnik. Największym męskim świętym w historii Kościoła jest świecki –mąż, ojciec i robotnik”.

Gdy staramy się wiernie realizować nasze powołania i stawiać czoła siłom zła w naszych czasach – w rodzinach, parafiach i społeczeństwie – spoglądajmy na św. Józefa jako na wzór autentycznej męskości: pokornej, posłusznej, odważnej. Jest postrachem duchów piekielnych, a jego cicha siła również dzisiaj pozostaje źródłem ochrony i inspiracji.

Vivat Jezus!

Pokora i posłuszeństwo

Józefa wyraźnie kontrastują z pychą i buntem Szatana.

To właśnie czyni świętego tak

potężnym duchowym sprzymierzeńcem w walce ze złem.

Gorzka nuta

Ciągłe narzekanie rodzi zniechęcenie i podziały, podczas gdy duch miłosierdzia umacnia jedność i pokój

Najwyższy Kapelan Arcybiskup William E. Lori

DOBRE RESTAURACJE CZĘSTO przedstawiają gościom kartę win. Im lepsza restauracja, tym bogatsza lista. Oczywiście, tacy goście jak ja nie do końca wiedzą, co zrobić z taką kartą. Lubię kieliszek dobrego wina, lecz nie twierdzę, że mam doświadczenie w wyborze tego idealnego, który najlepiej komponuje się z posiłkiem.

Są jeszcze inne karty. Nie przedstawia się ich w restauracji. Mamy je w głowach. To nasze własne listy win. Rzeczy, których nie lubimy – zarówno te stare utyskiwania, jak i te, które sfermentowały niedawno.

Przyjrzyjmy się bliżej analogii między winem, które spożywamy, a narzekaniem, które serwujemy innym. Zasadniczo wino powstaje z winogron. Jeśli do wytwarzania wina stosuje się pewne odmiany winogron, a winiarz właściwie je przechowuje i prawidłowo dojrzewają, powstaje dobry rocznik. Gdy winogrona są kwaśne lub uszkodzone albo wino zostanie otwarte zbyt wcześnie, zazwyczaj nie nadaje się do spożycia.

Narzekanie jest podobne do złego wina. Tak jak pechowy winiarz, który pragnie stworzyć wyborne wino, możemy w zamyśle mieć szlachetny cel. Widzimy problem, który należy rozwiązać, coś lub kogoś zaniedbanego, niedoskonałość do poprawienia. Cel jest szlachetny, ale co jeśli „winogrona” okażą się złe? Nasze utyskiwania, niczym zepsute winogrona, wyrastają z nieurodzajnych miejsc w naszych sercach: drażliwości, niecierpliwości, niezadowolenia, urazów, chęci panowania. I tak jak nieumiejętny winiarz przechowujemy je w sercach, a one wydobywają gorzkie „nuty” z każdej sytuacji.

Ponadto niekiedy nie zastanawiamy się, czy nasze utyskiwanie jest zasadne. Nie pozwalamy, by nasze skargi „napowietrzyły się” poprzez wysłuchanie opinii innych. Zamiast konstruktywnie rozwiązywać problemy pozwalamy im fermentować w sobie i serwujemy innym „kwaśne” narzekania.

Przyznajmy szczerze: żyjemy w świecie

pełnym niedoskonałości. Staramy się polepszyć swoją sytuację. Wiele rzeczy nas drażni. Dlatego narzekamy – a ja potrafię narzekać jak mało kto! Lecz chroniczne utyskiwanie jest niszczące dla nas samych, dla naszych bliskich i dla współpracowników. Oto powody. Po pierwsze, narzekanie świadczy o braku wdzięczności wobec Boga i ludzi. Gdy co drugie słowo jest skargą, mówimy Bogu, że postawił nas w bardzo niekorzystnej sytuacji i że jesteśmy z tego powodu niezadowoleni. Możemy też dawać innym do zrozumienia, że nie spełniają naszych oczekiwań. Po drugie, narzekanie osłabia ducha. Kiedy stale słuchamy skarg, łatwo tracimy zapał. Nic nie wydaje się właściwe. Nic nie jest wystarczająco dobre. Dostrzegamy ciemną stronę każdej sytuacji. Natura ludzka jawi się jako beznadziejna. Utyskiwanie pochłania nasz duchowy tlen i tłumi radość oraz entuzjazm. Po trzecie, narzekanie niszczy więzi. Narzekający często nie potrafią powiedzieć nic dobrego o drugim człowieku. Podsycają niezadowolenie. Wzniecają nieufność. Sprawiają, że inni zaczynają źle oceniać bliźnich. Nieustanne utyskiwanie – zamiast ogrzewać serca i budować więzi przyjaźni oraz braterstwa – rodzi gniew, niepokój i osamotnienie.

Wreszcie narzekanie nie jest konstruktywne. Nie prowadzi do rozwiązań, lecz do negatywnych emocji. A zatem dwie myśli na ten czas Wielkiego Postu.

Po pierwsze, w Wielkim Poście można zrezygnować z wina, lecz jeszcze lepiej zrezygnować z narzekania. Wielki Post to doskonały czas, by zrobić rachunek sumienia. Czy nie narzekamy zbyt wiele?

Po drugie, zastąpmy narzekanie wzajemnym umacnianiem się, więzami miłosierdzia, jedności i braterstwa.

Wówczas, z sercami zjednoczonymi i wdzięcznymi, będziemy mogli godnie pić młode wino Królestwa Bożego – krew Chrystusa przelaną dla naszego odkupienia. B

Nasze utyskiwania, niczym zepsute winogrona, wyrastają z nieurodzajnych

miejsc w naszych sercach. I tak jak nieumiejętny winiarz, przechowujemy je w sercach, a one wydobywają gorzkie „nuty” z każdej sytuacji.

Wyzwanie Najwyższego

Kapelana

Katolik miesiąca

Błogosławiony Qerim Sadiku

(1919-1946)

Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. (Ewangelia z 22 marca, J 11, 16)

Spójrzmy na odwagę Tomasza! Jezus właśnie oznajmił, że chce pójść do Judei, skąd ledwie uszedł z życiem po tym, jak ludzie chcieli Go ukamienować. Tomasz, świadomy potencjalnego niebezpieczeństwa, wydaje się gotowy na męczeństwo. Później jednak, gdy Jezus zostaje pojmany, ucieka wraz z innymi apostołami, a następnie nie dowierza relacjom o zmartwychwstaniu. Jesteśmy tylko ludźmi –nasza siła i zapał czasem ustępują miejsca zwątpieniu. Obyśmy zawsze mieli odwagę wiernie podążać za Jezusem, nawet gdy staje się to trudne.

Wyzwanie: W tym miesiącu, gdy idziemy drogą Wielkiego Postu, wzywam was do cotygodniowej modlitwy drogą krzyżową – z waszymi wspólnotami parafialnymi, rodzinami albo indywidualnie – prosząc o odwagę do przyjęcia cierpienia dla Chrystusa.

CZEKAJĄC NA PROCES w komunistycznym więzieniu, Qerim Sadiku oznajmił tym, którzy go schwytali: „jestem Albańczykiem i katolikiem – nie będę temu zaprzeczał”. 27-letni mąż, a wkrótce także ojciec, został aresztowany za odmowę wzięcia udziału w ustawionych wyborach.

Qerim Sadiku urodził się w katolickiej rodzinie w zamieszkiwanej przez Albańczyków wsi Vuthaj w Czarnogórze. Początkowo pracował jako porucznik żandarmerii, a następnie otworzył sklep w Shkodër w Albanii.

We wrześniu 1944 roku poślubił Marije Vatë. Oboje byli znani z głębokiej wiary. Sadiku codziennie uczestniczył w Eucharystii, razem z Marije odbył też tradycyjną pielgrzymkę do Laç, sankturium św. Antoniego z Padwy, trwającą przez 13 kolejnych wtorków – także po tym, jak komunistyczni partyzanci rozpoczęli prześladowania katolików w październiku 1945 roku.

Po egzekucji dwóch księży Sadiku wstąpił do Związku Albańskiego – antykomunistycznego ugrupowania, któremu przewodził kleryk, bł. Mark Çuni.

W wyborach z 2 grudnia startowali jedynie kandydaci komunistyczni, a udział w głosowaniu został wymuszony groźbami. Sadiku został aresztowany następnego dnia

za odmowę udziału w wyborach i powiązania ze Związkiem Albańskim.

Ciężarna Marije odwiedziła go w więzieniu. Pomimo widocznych oznak tortur mówił jej: „jestem silny”.

W czasie procesu Sadiku przyznał, że nie zagłosował w wyborach, ale zaprzeczył fałszywym oskarżeniom o stosowanie przemocy. Został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. 4 marca 1946 roku stracono go wraz z innym świeckim, klerykiem i trzema księżmi.

Jego ostatnie słowa brzmiały: „Wybaczam wszystkim, którzy wyrządzili mi krzywdę (...), również tym, którzy mnie zabiją. Niech żyje Chrystus Król! Niech żyje Albania!”.

Dwa miesiące później Marije urodziła ich syna, Gaspëra.

Sadiku był jednym z 38 męczenników albańskich beatyfikowanych w 2016 roku. B

Kalendarz liturgiczny Intencje modlitewne Ojca Świętego

4 mar święto św. Kazimierza, królewicza

7 mar św. Felicyty i św. Perpetuy, męczennic

9 mar św. Franciszki Rzymianki, zakonnicy

17 mar św. Patryka, biskupa

18 mar św. Cyryla Jerozolimskiego, biskupa i doktora Kościoła

19 mar uroczystość św. Józefa, Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny

23 mar św. Turybiusza z Mongrovejo, biskupa

25 mar uroczystość Zwiastowania Pańskiego

29 mar Niedziela Palmowa Męki Pańskiej

Módlmy się, aby narody dążyły do skutecznego rozbrojenia, zwłaszcza nuklearnego i aby światowi przywódcy wybierali drogę dialogu i dyplomacji zamiast przemocy.

PRZYWÓDZTWO W WIERZE

Serce przywództwa

Ksiądz James Mallon

Gdzieś słyszałem, że jeśli stale powtarzasz „jestem liderem”, to prawdpodobnie jest odwrotnie. Istnieje ogromna różnica między zajmowaniem pozycji a posiadaniem cech charakteru właściwych prawdziwemu przywódcy.

Autor i mówca motywacyjny Ken Blanchard podkreśla, że skuteczne przwództwo sprowadza się do wpływu, nie autorytetu. Czym jest wpływ? Słowo to pochodzi z języka łacińskiego ( influere ) i oznacza „wpływać, wlewać”. Zachęca do wysiłku skierowanego ku drugiej osobie – w skrócie, do jej kochania.

Tego rodzaju przywództwo nie polega na ciepłych, tkliwych uczuciach wobec innych, ale na pragnieniu ich dobra i pracowaniu dla tego celu. Oznacza opieranie się pokusie wykorzystywania ludzi na potrzeby poprawy własnych warunków, statusu, reputacji, a nawet wypełnienia szlachetnej z założenia misji. Sprowadza się do pomocy drugiej osobie stać się taką, jaką Bóg chce ją zobaczyć.

Wzór wpływu, czyli samego sedna prawdziwego przywództwa, ustanowił Jezus Chrystus, mówiąc: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 12-13). B

— Ksiądz James Mallon jest proboszczem parafii Matki Bożej z Guadalupe (Dartmouth, Nowa Szkocja), członkiem rady 3133 im. św. Piotra, autorem Divine Renovation: Bringing Your Parish from Maintenance to Mission (2014) oraz założycielem Duszpasterstwa Odnowy w Bogu.

MISJA RODZINY

Nauka słuchania

Pozwólcie dorosłym dzieciom odejść – inaczej to one odejdą od was

Tom Hoopes

GDY DZIECI DOROSNĄ, wydarzy się coś niepokojącego – wezmą was na stronę i powiedzą, co zrobiliście źle. Jeśli – jak w naszym przypadku – jeszcze będą z wami mieszkały, powiedzą wam, co nadal robicie nie tak.

Usłyszenie tego, co mają do powiedzenia, może okazać się zbawienne – jak leczenie kanałowe. Może też pomóc wam uchronić się od nowego trendu na bycie rodzicami, z którymi dorosłe dzieci nie chcą mieć kontaktu. Mnie nauczyło trzech rzeczy.

Po pierwsze, rodzice popełniają błąd, myśląc, że dzieci są „ich”. Pełnimy kluczową, ale tylko tymczasową, rolę w życiu naszych synów i córek. Są przede wszystkim wolnymi jednostkami i należą do Boga.

Badanie z 2015 roku pokazuje, że głównym powodem, dla którego dzieci zrywają kontakt, jest toksyczne zachowanie rodziców lub brak wsparcia i akceptacji z ich strony. To dotyczy także mnie. Słuchanie o głębokich zranieniach, jakie spowodowało moje postępowanie, zmieniło sposób, w jaki pojmuję rolę rodzica. Wcale nie chodzi o rozwiązywanie problemów naszych dzieci, aby nie musiały cierpieć, ale o pozwolenie im na zmierzenie się z nimi samodzielnie – nawet jeśli oznacza to, że my sami będziemy cierpieć.

Po drugie, trudno nagle zmienić zachowanie o 180 stopni, ale musimy to zrobić. W dniu swoich osiemnastych urodzin nasze dzieci zaczynają ponosić odpowiedzialność prawną. Stają się niezależne i doskonale o tym wiedzą.

Wskazówka: jeśli zapytają Was o opinię, powiedzcie wszystko – naprawdę pragną jej wysłuchać. Jednak dorosłe dzieci nie chcą nieproszonych

rad. Albo będziecie mieć z nimi relację opartą na wzajemnym szacunku, albo nie będzie jej wcale.

Po trzecie, słuchanie to najważniejsza cecha rodzica. Zawodzenie na tym polu jest główną przyczyną rozpadu relacji rodzica i dziecka. Zanim stwierdzicie, że was to nie dotyczy, pamiętajcie, że liczy się jakość, nie ilość. Zgodnie z ostatnimi badaniami nigdy wcześniej nie spędzaliśmy aż tyle czasu z dziećmi, a mimo to 1 na 5 młodych dorosłych twierdzi, że nie może być sobą w obecności rodziców.

Najtrudniej było uświadomić sobie, że krytyka, jaką ja i moja żona słyszymy od dzieci, nie jest niczym nowym. Od lat powtarzają nam to samo – a my to umniejszaliśmy albo przyjmowaliśmy postawę defensywną, byle nic nie usłyszeć.

Nigdy nie jest za późno, by z miłością wysłuchać dzieci. B

TOM HOOPES jest prorektorem ds. relacji międzyuczelnianych w Benedictine College w Atchison w stanie Kansas oraz członkiem rady 723 im. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Ma żonę April i dziewięcioro dzieci.

MODLITWA, FORMACJA I INTEGRACJA

Remedium

Tomasz Adamski

Zakon przeżywa czas niezwykle dynamicznego rozwoju. Jesteśmy na dobrej drodze, by w tym roku bratnim przyjąć do naszej wspólnoty ponad 100 tysięcy nowych mężczyzn, „bijąc” tym samym rekordowy poprzedni rok. W Polsce, gdzie przeżywamy 20. rocznicę rozpoczęcia działalności Rycerzy Kolumba, jest nas ponad 8 tysięcy, a na świecie ponad 2,2 miliona.

„Kultura zapraszania”, którą pozostawił nam ks. Michael McGivney jest i pozostanie naszą misją. To dzięki niej od prawie półtora wieku rozwijamy się i zapraszamy mężczyzn do zaangażowanego przeżywania chrześcijańskiej wiary we wspólnocie Kościoła.

DLA DOBRA MAŁŻEŃSTWA

Ale taki rozwój rodzi niezwykłe wyzwanie. Polega ono na stałym troszczeniu się o to, by wzrastająca grupa pozostała zintegrowaną wspólnotą bratnią, a nie masowym ruchem, w którym indywidualni członkowie „rozmywają się” w dużych projektach, ideach i służbie.

W całej swojej historii Zakon doskonale radził sobie z tym wyzwaniem właśnie dzięki śmiałym inicjatywom, takim jak Cor . Wspólna modlitwa w intencjach ważnych dla poszczególnych mężczyzn, zbliżanie się do Chrystusa poprzez lepsze poznawanie Ewangelii i nauczania Kościoła, a także czas spędzany w braterskiej grupie to remedium na sytuację, w której rozwój relacji może nie nadążać za rozwojem struktury.

W tym zakresie najważniejsza praca jest do wykonania na poziomie

Idźcie do Józefa

Święty Józef, mąż i opiekun Maryi, jest wzorem siły, wierności i poświęcenia

Julia i Francis Dezelski

KAŻDEJ Z NASZYCH czterech dziewczynek należy się tytuł córeczki tatusia. 15-miesięczna wyróżnia się tym, że woli tatę od każdej innej osoby. Skłania nas to do zastanowienia się, co czyni go tak wyjątkowym. W gruncie rzeczy, dlaczego dziewczynki tak bardzo przepadają za swoimi tatusiami?

Niemałe znaczenie może mieć tu rola opiekuna i obrońcy przypisana każdemu mężowi i ojcu. Przykład jej wypełniania dał święty Józef – pokorny stolarz z Nazaretu, który ochraniał nie tylko Zbawiciela, ale też Maryję.

Zanim powierzono mu Dzieciątko Jezus, wziął odpowiedzialność za jego Matkę. Przeszedł ostateczną próbę, gdy odkrył, że jego wybranka spodziewa się dziecka, które nie jest jego. Nawet w czasie wielkiego zamętu pierwszym, co zrobił Józef, była obrona ukochanej kobiety przed wstydem i zniesławieniem (Mt 1, 19).

To wszystko, co uosabia święty Józef w swojej cichej godności obrońcy honoru Maryi, pokazuje jakość małżeństwa,

rad lokalnych i rejonów. Tam, gdzie inicjatywa Cor już dziś otwiera drogę do świeżego spojrzenia na budowanie wspólnoty między Rycerzami, misja ks. McGivneya będzie rozkwitać ze zdwojoną siłą.

Więcej informacji znajdziesz na stronie kofc.pl/cor B

— Tomasz Adamski jest członkiem rady 16650 w Krakowie i administratorem inicjatywy Cor w Polsce.

jaką trudno wyrazić słowami. Święty Jan Paweł II stwierdził: „Jeżeli zatem Bóg przeznaczył św. Józefa na małżonka Najświętszej Dziewicy, to uczynił go z pewnością nie tylko towarzyszem Jej życia, świadkiem Jej dziewictwa, obrońcą Jej cnoty, ale przez związek małżeński także uczestnikiem w Jej wzniosłej godności” ( Redemptoris Custos 20).

Wymiana darów pozwala małżonkom na wzajemne wspieranie się i wzrost, dawanie i otrzymywanie. Dzięki niej nasze dzieci – mimo że zdecydowanie wolą tatusia – dostrzegają, że wszystkie matki i wszyscy ojcowie dają rodzinie coś z siebie. B

JULIA I FRANCIS DEZELSKI piszą z Hyattsville (Maryland). Julia pracuje jako dyrektor pomocniczy ds. małżeństwa i rodziny w Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych. Francis, inżynier mechaniki, jest Rycerzem od 2014 roku.

PRACA naszych rąk

Nowa seria Stańcie w wyłomie skupia się na wartości pracy oraz jej istotnej relacji względem wiary, rodziny i odpoczynku

George Matysek Jr.

Budowlaniec kładzie cegły, nauczyciel ocenia sprawdziany, prezes określa cele firmy. Miliony mężczyzn poświęcają znaczną część życia na pracę – w polu kukurydzy, w domu, w korporacyjnym wieżowcu

U zarania dziejów Bóg ustanowił rytm pracy i odpoczynku, oba czyniąc świętymi. Praca służy ustalaniu porządku dnia, kształtowaniu charakteru i zapraszaniu mężczyzn do udziału w Bożym dziele stworzenia.

Dziś wielu mężczyzn straciło z pola widzenia głębokie znaczenie pracy. Zbyt często traktują ją albo jako bóstwo, albo jako bagno – albo jako wyznacznik własnej wartości, albo jako coś, od czego chcą uciec. Sztuczna inteligencja grozi automatyzacją pracy, stawiając pod znakiem zapytania jej wartość i znaczenie. Coraz więcej mężczyzn czuje niepokój. Spędzają wolny czas na niekończącym się przewijaniu ekranu lub grach albo korzystają z innych możliwości ucieczki w świat cyfrowy.

Aby wesprzeć ich w walce z tym kryzysem, Rycerze Kolumba stworzyli pięcioodcinkową serię filmów Stańcie w wyłomie:

Godność pracy, która jest katolickim spojrzeniem na rolę mężczyzn w świecie. W odróżnieniu od poprzedzających ją serii Stańcie w wyłomie (2020) i Stańcie w wyłomie: Misja rodziny (2023), nowa seria przygląda się błędnym współczesnym spojrzeniom na pracę: przypisywaniu większego znaczenia produktywności niż tożsamości, deprecjonowaniu pracy fizycznej i pokusie pracoholizmu. Pokazuje, że prawdziwe spełnienie w pracy osiąga się dzięki powiązaniu jej z wiarą, pokorą i odpoczynkiem.

Każdy odcinek trwa 12-14 minut i dotyczy innego aspektu pracy, o którym wypowiadają się specjaliści w zakresie ewangelizacji i katechizacji – wielu z nich jest Rycerzami Kolumba. Centralnym punktem poszczególnych części są świadectwa mężczyzn, którzy opowiadają, jak wiara pomogła im ugruntować pracę w relacji z Bogiem, rodziną, przyjaciółmi i światem.

Serii towarzyszy przewodnik dostępny w Katolickim Serwisie Informacyjnym [polska wersja w przygotowaniu – przyp. red.]. Idealnie sprawdzi się podczas inicjatywy Cor, która skupia się na modlitwie, formacji i braterstwie.

„Ta nowa, porywająca seria” – mówi Najwyższy Rycerz

Patrick Kelly – „pomoże katolickim mężczyznom zrozumieć ziemską misję, jaka została im powierzona przez Boga, aby przez pracę pogłębiali relację z Nim, wzrastali w cnocie, umacniali życie rodzinne i pomagali społeczeństwu”.

Poniższy tekst czerpie z treści poszczególnych odcinków i wywiadów z osobami przedstawionymi w serii.

ODCINEK 1: BOŻA MISJA DLA CZŁOWIEKA

Jesse Straight zaczyna pracę, gdy większość z nas jeszcze śpi.

Ojciec ośmiorga dzieci pracuje na rodzinnej farmie Whiffletree w Warrenton (Wirginia). Wypuszcza ptactwo na wybieg, dogląda kur i świń, stawia ogrodzenia. Co roku wspólnie z żoną Liz sprzedaje 16 tysięcy sztuk drobiu na ubój, setki świń i kilka sztuk bydła. Utrzymują jednocześnie po 3 tysiące kur niosek.

„To ciężka praca, ale mimo wszystko piękna” – mówi Straight, nawrócony na katolicyzm członek rady 5561 im. Hermana J. Vegera w Warrenton. „Praca to uczestniczenie w Bożym dziele stworzenia, opiekowanie się sobą nawzajem i nad rzeczami tego świata. Chcę, by to, co robimy, było kierowane miłością bliźniego – od troski o ziemię i zwierzęta po moje podejście do pracowników, stażystów, klientów i sprzedawców”.

Rolnictwo to tylko jedna dziedzina, ale D.C. Schindler, profesor metafizyki i antropologii Instytutu Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Waszyngtonie, D.C., twierdzi, że praca fizyczna jako taka wskazuje na specyficzny paradygmat.

„W pracy fizycznej mamy bezpośredni kontakt ze stworzeniem, przemieniamy je i pomnażamy jego dobro własnymi rękami” – powiedział Schindler, członek rady 443. „Jednak

Po prawej: Diakon Patrick Toole w siedzibie kurii diecezji Bridgeport, której jest kanclerzem. Jest członkiem rady 5806 im. św. Katarzyny Sieneńskiej w Trumbull (Connecticut). Wcześniej zarządzał globalnymi systemami informatycznymi w IBM. • Na sąsiedniej stronie: Luke Bourgault, lider zespołu ratowniczego CAL FIRE i członek rady 3648 im. św. Łucji w Atascadero, przed komendą straży pożarnej w Paso Robles (Kalifornia).

podobnie dzieje się w innych obszarach. Na przykład pisząc kod, zmieniasz go i ulepszasz – sprawiasz, że staje się użyteczny w nowy sposób”.

Praca odgrywa fundamentalną rolę w historii ludzkości.

„Człowiek dostał pracę jeszcze przed upadkiem, bo potrzebuje jej do szczęścia” – mówi Ken Lasnoski, rektor Szkoły Handlowej San Damiano w Springfield (Illinois) i Rycerz Kolumba od 2017 roku. „Od upadku pierwszych ludzi jesteśmy powołani do przeorganizowania świata tak, by znów żyć w harmonii ze Stwórcą”.

Lasnoski przestrzega jednak przed ubóstwieniem pracy i pułapką pracoholizmu.

„Istnieje ryzyko, że mężczyzna uczyni z pracy zbyt ważny punkt swojej tożsamości, a przecież nie tu leży szczyt jego powołania” – twierdzi. „Uzależnianie tożsamości całkowicie od pracy to nieumiejętne korzystanie z dóbr, jakie dał nam Bóg”.

Jego pogląd podziela Jared Zimmerer, dyrektor ds. content marketingu i wykładowca literatury klasycznej w Benedictine College w Atchinson w Kansas.

„Żyjemy w kulturze ciągłego pośpiechu. Nie śpimy, pracujemy” – mówi Zimmerer, członek rady 7099 im. św. Franciszka z Asyżu w Grapevine w Teksasie. „Dużo myślę o słowach memento mori („pamiętaj o śmierci”). Czy u schyłku życia bycie miliarderem ma znaczenie? Raczej nie”.

Praca przynosi prawdziwe owoce tylko wtedy, gdy jest ugruntowana w relacji z Bogiem.

„Jeśli czujesz się uwięziony w spirali stresu i przepracowania, zatrzymaj się i spójrz na życie w szerszej perspektywie” –mówi Grazie Pozo Christie, radiolożka, pisarka i prelegentka z Miami. „Miarą naszego sukcesu nie jest produktywność, ale to, na ile pozwalamy Bogu nas przemieniać”.

ODCINEK

2: PRACA I ŚWIĘTOŚĆ

David Michael Phelps, rektor Harmel Academy of the Trades w Rapids w Michigan, lubi pytać swoich studentów, co się stanie, gdy murarz będzie „kiepsko” budował mur. Bez wyjątku odpowiadają, że „zbuduje kiepski mur”.

„Wtedy mówię im: »nieprawda«” – mówi Phelps, członek rady 13642 im. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Grand Rapids. „Otóż zbuduje kiepskiego murarza”.

Chodzi o to, że to nasze działania czynią nas takimi, jacy jesteśmy. Praca kształtuje świat, ale też tego, kto ją wykonuje.

„Jest czymś w rodzaju czynności nawykowej. Robimy to samo, raz za razem – w ten sposób budujemy nawyk. A czym jest cnota, jeśli nie dobrym nawykiem?” – tłumaczy Lasnoski.

„Jeśli nie wykonujemy pracy starannie i nie uczestniczymy

przez to w prawdziwym dobru ludzkości, to pogłębiamy swoje wady” – dodaje.

Kształtowanie cnoty w miejscu pracy nie zawsze jest łatwe, jak przyznaje Mark Matthews, specjalista od efektów wizualnych w DreamWorks Animation. Narastają wyzwania i pokusy. Niektórzy czynią z pracy swoją tożsamość, inni mierzą się z nieuczciwością pracodawców. Matthews wzywa katolików do odważnego życia wiarą w miejscu pracy, nawet gdy środowisko nie zachęca do otwartych rozmów o wierze.

„Nie umniejszajcie tego, kim jesteście; nie umniejszajcie swojej wiary” – mówi Matthews, Rycerz Kolumba od 2022 roku. „Czy kiedy ktoś zapyta, co robiliście w weekend, odpowiecie, że poszliście na jakieś wydarzenie? Nie ma nic złego w powiedzeniu, że byliście w kościele”.

Według Stephena Minnisa, rektora Benedictine College i członka rady uniwersyteckiej 4708 im. św. Benedykta, życie zgodne z dwoma benedyktyńskimi dewizami – ora et labora („módl się i pracuj”) oraz ut in omnibus glorificetur Deus („oby we wszystkim był Bóg uwielbiony”) – może przyczynić się do realnej zmiany.

„Zanim wygłoszę przemówienie, pójdę na spotkanie albo zrobię cokolwiek innego, odmawiam Modlitwę do Ducha Świętego albo Zdrowaś Maryjo. Jeśli wierzysz w przekaz ora et labora, każda twoja modlitwa jest pracą, a praca – modlitwą. Wszystko, co robisz, jest na chwałę Boga”.

Najlepszy przykład połączenia modlitwy i pracy daje sam Jezus, który pokazał, że nawet praca cieśli może być zbawcza. Tym sposobem, jak zauważa Phelps, pracujący mężczyzna upodabnia się do Chrystusa.

„Praca jest odnowieniem, uczestnictwem w odnowieniu wszystkich rzeczy w Bogu” – twierdzi. „Bohaterem jest Jezus Chrystus. On jest robotnikiem, a my jego uczniami”.

ODCINEK 3: PRACA I ŻYCIE RODZINNE

Choć wielu ludzi traktuje pracę jako samotną przygodę, Grazie Pozo Christie jest przekonana, że służy ona kształtowaniu i wspieraniu rodziny.

„Bywa, że w kulturze indywidualizmu, która na pierwszym miejscu stawia osobiste ambicje, zwłaszcza zawodowe, zapominamy o głębszym znaczeniu pracy. Egoistyczne przywiązanie do rozwoju kariery ma straszne konsekwencje dla rodziny” – mówi.

Mike Sweeney, dawna gwiazda MLB i Rycerz od 2014 roku, podejmuje decyzje zawodowe, kierując się prostą hierarchią: najpierw Bóg, później żona i dzieci, a na końcu praca.

„Jeśli to właściwie rozegrasz, twoja praca nie stanie się w rodzinie kością niezgody” – mówi. „Gdy zaczyna niszczyć twoją rodzinę, wciśnij »stop« i pomyśl, czy właśnie do tego jesteś wezwany”.

Katie Prejean McGrady, pracująca matka, pisarka i prezenterka w katolickiej stacji radiowej, w pełni się z nim zgadza.

„Praca – zawód – nie dzieje się w próżni. Zintegrowana osoba dostrzega, że praca oddziałuje na jej rodzinę, a rodzina na pracę” – wyjaśnia. „Musi głęboko rozważyć, czy praca daje jej szczęście, czy wnosi pokój i czy oddaje chwałę Bogu. Wykonując pracę, musimy stale mieć z tyłu głowy te trzy kwestie”.

Rytm pracy rodziców i krewnych wyraźnie wpływa na dzieci. W sposób naturalny to właśnie w domu rozwijają cnoty związane z pracą, jak twierdzi Tim Gray, rektor Augustine Institute we Florissant w stanie Missouri i Rycerz od wielu lat. „Przez proste czynności, takie jak wyrzucenie śmieci albo koszenie trawy dzieci zaczynają pojmować, czym są odpowiedzialność i przynależność” – mówi Grey. „Każda z tych rzeczy uczy je, że muszę coś dać od siebie i mam przywilej coś dać od siebie – muszę być częścią tej pracy”.

Rodzina, jak dodaje Christie, nie rozwija się dzięki samotnemu wysiłkowi jednej osoby. „Musimy wzrastać razem” – mówi.

Pismo Święte pokazuje wzór życia zintegrowanego. W Ewangelii według św. Mateusza, zanim św. Józef zostanie nazwany cieślą, jest „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1, 19), jak zauważa Benjamin Akers, wykładowca teologii w Augustine Institute.

„Bóg wybrał Józefa, by pokazał Jezusowi wzór mężczyzny –kochającego Boga i Maryję jako matkę, dającego przykład dobrego dnia pracy, modlitwy i cnotliwego życia” – powiedział Akers. „Józef chce uczyć także nas, jak być sprawiedliwym, abyśmy każdemu, we wszystkim, co robimy, wskazywali godność osoby”.

ODCINEK 4: PRACA I ŚWIAT W styczniu zeszłego roku Luke Bourgault nieprzerwanie przez 21 dni pełnił funkcję lidera zespołu ratowniczego Kalifornijskiego Wydziału ds. Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej (CAL FIRE), walcząc z ogniem, wiatrem osiągającym prędkość 160 km/h i trzema wielkimi pożarami, które pochłonęły tysiące domów w całym hrabstwie Los Angeles. Praca była nieustanna, emocjonalnie wyczerpująca, ale zespół stanął na wysokości zadania.

„Nie dałbym rady bez wielu ludzi, którzy mnie wspierają: dbają o światło na komendzie, o to, by wozy były na chodzie” – mówi Bourgault, członek rady 3648 im. św. Łucji w Atascadero w Kalifornii. „Każdy jest częścią układanki, a celem naszego życia jest robić to, co uczyniłby Jezus –pozytywnie wpływać na naszą społeczność, nieść światło w ludzką codzienność”.

Ta wspólna odpowiedzialność wykracza daleko poza działania ratownicze.

„Nie ma pracy zbyt małej lub zbyt błahej, bo wszystkie rzeczy, nawet skromne, składają się na większą całość” – mówi Tom Gray. „Jeśli nie wykonuję dobrze mojej pracy, jestem niedbały i efekt jest słaby – to ma to wpływ na innych, pojawia się efekt kuli śnieżnej”.

Ciężar moralny, jaki spoczywa na tym zobowiązaniu, jest zakorzeniony w Piśmie Świętym, jak dodaje Zimmerer.

Przypowieść o talentach pokazuje, że choć otrzymujemy różne uzdolnienia, to my jesteśmy odpowiedzialni za zrobienie z nich użytku.

„Świat traci, gdy ktoś nie korzysta ze swojego talentu” –mówi Zimmerer. „Każdy z nas jest wezwany, by iść i nieść światło Chrystusa dzięki swoim zdolnościom”.

To wezwanie wymaga jednak sprawiedliwej struktury pracy. D.C. Schindler zaznacza, że zasługujemy na godne warunki i uczciwe wynagrodzenia.

„Musimy przypominać, że praca jest dla człowieka, nie człowiek dla pracy, a to oznacza, że praca musi gwarantować pewną godność” – twierdzi. „Kościół niegdyś używał pojęcia płacy rodzinnej – to znaczy takiej, która umożliwia utrzymanie rodziny. Myślę, że to w dużej mierze zapomniane i warto o tym przypomnieć”.

Sztuczna inteligencja zmienia nasze miejsca pracy, dlatego ochrona jej godności jest tak palącym problemem i ważnym tematem pierwszych miesięcy pontyfikatu Leona XIV.

„Papież Leon pragnie nas uświadomić, że AI stawia przed Kościołem zupełnie nowe wyzwania” – powiedział Schindler. „Daje tym samym nadzieję, że Kościół zaprosi nas do ponownej refleksji nad naturą pracy oraz do odkrycia jej pierwotnego znaczenia i właściwego powołania”.

Praca jest odnowieniem, uczestnictwem w odnowieniu wszystkich rzeczy w Bogu.
Bohaterem jest Jezus Chrystus.
On jest robotnikiem, a my jego uczniami.

Ksiądz Dominic Couturier w Harmel Academy of the Liberal and Practical Arts w Grand Rapids (Michigan), gdzie uczy spawania. Jest proboszczem parafii Matki Bożej Pocieszenia i Kapelanem rady 7761 im. bpa Richtera w Rockford.

ODCINEK 5: PRACA MA SWOJE

MIEJSCE

Diakon Patrick Toole nigdy nie był zwolennikiem „zbierania” dni urlopowych. Chociaż pracował jako szef systemów informatycznych i kierował wsparciem technicznym IBM, „odłączał się” od komputera, by spędzać czas z rodziną. W wieku 40 lat zapisał się na lekcje gry na wiolonczeli. Choć przyznaje, że nie idzie mu najlepiej, gra na instrumencie wycisza go i daje mu wielką radość.

„Myślę, że odpoczynek to siła, bo w nim też naśladujemy Jezusa” – powiedział dk. Toole, kanclerz i sekretarz Kurii diecezji Bridgeport w stanie Connecticut, a także członek rady 5806 im. św. Katarzyny Sieneńskiej w pobliskim Trumbull. „Ludzie przychodzili do niego, prosząc o uzdrowienia i inne rzeczy. A On co robił? Odchodził, by się pomodlić. Skoro Zbawiciel potrzebował odpoczynku, to kim ja jestem, żeby uważać inaczej?”.

Ostatecznie celem pracy jest zapewnienie czasu i środków na odpoczynek – na przykład czas z rodziną, wielbienie Boga, wydarzenia kulturalne. Lecz wielu mężczyzn ma problem z zachowaniem równowagi między pracą a wypoczynkiem.

Andrew Abela, pierwszy dziekan Busch School of Business na Katolickim Uniwersytecie Ameryki, twierdzi, że mężczyźni często popadają w którąś ze skrajności: ciągłą pracę albo lenistwo. Obie są formami acedii. „Według św. Tomasza z Akwinu acedia jest grzechem, wadą, bo bezpośrednio sprzeciwia się cnocie miłości” – tłumaczy Abela, członek rady 10754 im. św. Ojca Pio w Great Falls w Wirginii. „To niechęć albo odmowa czynienia dobra, do którego wzywa nas Bóg. Mówiąc bardziej ogólnie: jest niezgodą na podjęcie wysiłku uczynienia tego, co możemy albo powinniśmy zrobić”.

Co więcej, współczesna technologia i ciągła dostępność online wpływają negatywnie na autentyczny odpoczynek, wzmacniając acedię

„Prawda jest taka, że dziś nie mamy ani chwili dla siebie” – mówi Michael Hanby, profesor religioznawstwa i filozofii nauki w Instytucie Jana Pawła II dla Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Waszyngtonie. „Jesteśmy zawsze online, zawsze dostępni”.

Hanby, członek rady 5564 im. św. Hieronima w Hyattsville w Maryland, stawia przed mężczyznami wyzwanie stawiania oporu „grawitacyjnemu przyciąganiu” urządzeń cyfrowych. „Jeśli jesteście stale rozproszeni i wręcz pragniecie tego rozproszenia, odpuśćcie, zajmijcie się czymś innym. Znajdźcie sposób, żeby choć na chwilę skupić uwagę”.

Najwyższy Rycerz Patrick Kelly widzi związek między upadkiem męskiej przyjaźni a trudnością ze znalezieniem wolnego czasu.

„Rekordowa liczba mężczyzn doświadcza izolacji i samotności” – mówi. „Trzeba pamiętać, że budowanie przyjaźni i poczucia braterstwa wymaga wygospodarowania czasu wolnego”.

Diakon Toole radzi mężczyznom, którzy nie wiedzą, jak zacząć, by praktykowali czas odpoczynku z Bogiem, rodziną i przyjaciółmi.

„W prawdzie, pięknie i dobru spotykamy Boga, dlatego zawsze czułem, że szczególnie ważne są aktywności poza domem – zwłaszcza w czasie wolnym – dzięki którym możemy podziwiać prawdę, piękno i dobro świata stworzonego przez Boga, a przez to zbliżać się do Niego”. B

GEORGE MATYSEK JR. jest redaktorem „Catholic Review”, oficjalnego czasopisma archidiecezji Baltimore. Jest Rycerzem Kolumba od 2021 roku. Mieszka w Baltimore z żoną i szóstką dzieci.

MISTRZOWIE MIŁOŚCI

Tysiące młodych ludzi bierze udział w Life Fest w przeddzień Marszu dla Życia

Choć północny wschód Stanów Zjednoczonych szykował się na gwałtowną burzę śnieżną, tysiące obrońców życia nie zrezygnowało z podróży do Waszyngtonu, by 23 stycznia uczestniczyć w 53. corocznym Marszu dla Życia.

Zanim uczestnicy zgromadzili się na National Mall, by wziąć udział w pokojowym proteście, ponad 2 tysiące uczniów szkół średnich i studentów zebrało się na Life Fest –radosnym święcie i wiecu pro-life zorganizowanym w Gaylord National Resort & Convention Center w Oxon Hill w stanie Maryland, niedaleko stolicy Stanów Zjednoczonych.

Wydarzenie, sponsorowane przez Rycerzy Kolumba oraz Sisters of Life, obejmowało występy muzyczne na żywo, inspirujące wystąpienia, adorację Najświętszego Sakramentu oraz Mszę Świętą celebrowaną przez Najwyższego Kapelana, abpa Baltimore Williama Loriego. Uczestnicy przybyli z różnych części Stanów Zjednoczonych, jak również z 4 innych krajów.

„To, że mogę być tutaj, na Life Fest, pośród tysięcy młodych ludzi celebrujących życie, napawa mnie ogromną nadzieją na przyszłość ruchu pro-life oraz naszego kraju” –powiedział Najwyższy Rycerz Patrick Kelly. „Life Fest to wydarzenie kształtujące kulturę, które w bardzo ważny sposób formuje młodych ludzi z myślą o przyszłości – w istocie na resztę ich życia”.

Już o godzinie 6 rano w piątek, gdy przybywali pierwsi uczestnicy, ks. Isaiah i zespół Sisters of Life, All the Living, porwali tłum swoimi występami muzycznymi. Siostra Mary

Hostia Josephine oraz siostra Cora Caeli ze zgromadzenia Sisters of Life pełniły rolę prowadzących, dzieląc się świadectwami uzdrowienia i nadziei czerpanymi z doświadczeń ich wspólnoty w towarzyszeniu kobietom w kryzysie.

„Przygotowujemy się dziś, by stać się niezwykłymi świadkami życia, a bycie pro-life oznacza wspólne budowania kultury życia. Polega ono na postrzeganiu świata w zupełnie inny sposób. W tej perspektywie każde ludzkie życie ma wartość i sens” – powiedziała zgromadzonym siostra Cora Caeli. Zebrani mieli również okazję wysłuchać prelegentów i artystów, wśród których znaleźli się Damascus Worship oraz Lila Rose, założycielka Live Action. „Możemy być mistrzami miłości. Kiedy dziś wychodzimy i maszerujemy w Waszyngtonie, kiedy trwamy niezachwianie, z odwagą i zdecydowaniem, robimy to jako katolicy. (...) Idziemy, aby pokazać ludziom przykład – jak bronić życia i jak miłością przeciwstawiać się złu” – powiedziała Rose.

Podczas wydarzenia uczestnicy mogli przystąpić do spowiedzi oraz oddać cześć relikwiom św. Jana Pawła II, św. Carla Acutisa, św. Teresy z Kalkuty, bł. Michaela McGivneya i bł. rodziny Ulmów. Przez cały czas trwania wydarzenia Rycerze Stopnia Patriotycznego pełnili wartę honorową przy relikwiach.

Wśród osób, które dały świadectwo podczas Life Fest, byli Daniel i Michelle Schachle, których 10-letni syn, Michael McGivney Schachle, został cudownie uzdrowiony

Od lewej: Uczestnicy Life Fest adorują relikwie bł. Michaela McGivneya i bł. rodziny Ulmów. • Siostra Zion Joy i zespół zgromadzenia Sisters of Life – All the Living – występują na wiecu Life Fest.

z zagrażającej życiu choroby jeszcze w łonie matki. Uzdrowienie Mikeya za wstawiennictwem ks. McGivneya zostało uznane za cud i doprowadziło do beatyfikacji kapłana w 2020 roku. Na zakończenie Life Fest abp Lori odprawił Mszę Świętą koncelebrowaną z ponad 60 kapłanami. Homilię wygłosił Joseph Espaillat, biskup pomocniczy archidiecezji Nowego Jorku oraz Rycerz od czasów seminarium. Podkreślił potrzebę konsekwentnej etyki życia, która

szanuje godność każdej osoby – w tym nienarodzonych, osób starszych oraz marginalizowanych. „Nie możemy biernie stać z boku. Zostaliśmy powołani, aby wyjść i być współczesnymi świadkami, których świat potrzebuje” – stwierdził biskup Joseph Espaillat. B

CECILIA ENGBERT pracuje w dziale komunikacji Rycerzy Kolumba.

Bo „Życie jest darem”

Rycerze Kolumba maszerują w obronie życia wśród tysięcy osób w Waszyngtonie

Katie Yoder

23 STYCZNIA Rycerze wraz ze swoimi rodzinami dołączyli do dziesiątek tysięcy obrońców życia z całych Stanów Zjednoczonych podczas 53. dorocznego Marszu dla Życia w Waszyngtonie. Wśród uczestników znaleźli się członkowie Rady Dyrektorów, na czele z Najwyższym Rycerzem i Najwyższym Kapelanem.

Coroczny marsz został zainicjowany w 1974 roku w odpowiedzi na orzeczenie Sądu Najwyższego USA z 1973 roku w sprawie Roe przeciwko Wade’owi, które zalegalizowało aborcję na terenie całego kraju. Marsz w 2026 roku – czwarty od czasu uchylenia wyroku w 2022 –podkreślał przyrodzoną godność każdej osoby ludzkiej od chwili poczęcia, a jego hasło brzmiało: „Życie jest darem”. Na wiecu poprzedzającym marsz, który odbył się na National Mall, przemawiali parlamentarzyści, działacze pro-life oraz przywódcy religijni. Część z nich podkreślała, że rok 2026 jest 250. rocznicą podpisania Deklaracji niepodległości, w której uznano prawo do życia.

Jennie Bradley Lichter, prezes March for Life Education and Defense Fund, odczytała wiadomość od dawnego uczestnika marszu – papieża Leona XIV. „Przesyłam serdeczne pozdrowienia wszystkim, którzy uczestniczą w 2026 March for Life. Będąc ich [dzieci nienarodzonych] orędownikami, pamiętajcie, że wypełniacie przykazanie Pana, aby służyć Mu w najmniejszych z naszych braci i sióstr (Mt 25, 31-46)”.

Najwyższy Kapelan abp William Lori stoi z grupą uczniów Chesterton Academy w Annapolis na National Mall przed corocznym Marszem dla Życia.

Zakon należy do grona platynowych sponsorów marszu i udziela mu wsparcia od przeszło pięćdziesięciu lat. Każdego roku Rycerze z Wirginii pełnią funkcje porządkowych, wskazując uczestnikom trasę przemarszu.

Rycerze Kolumba wspierają również rozwijający się program Marszów dla Życia na szczeblu stanowym.

„Dziedzictwo bł. Michaela McGivneya nadal kształtuje misję pro-life Rycerzy Kolumba. Pozostajemy wierni pierwotnej wizji naszego założyciela – wizji w szczególny sposób ukierunkowanej na pomoc rodzinom poprzez wspieranie kobiet i dzieci w trudnej sytuacji” – powiedział Najwyższy Rycerz. Przed tegorocznym marszem Zakon zlecił przeprowadzenie nowego

ogólnokrajowego badania opinii wśród ponad 1 400 dorosłych Amerykanów na temat kwestii obrony życia. Badanie zostało przeprowadzone przez Marist Poll 12 i 13 stycznia.

Chociaż większość respondentów określiła się jako pro-choice, ankieta wykazała, że 64% Amerykanów popiera wprowadzanie ograniczeń w zakresie aborcji. 63% respondentów stwierdziło, że pracownicy służby zdrowia, którzy mają zastrzeżenia natury religijnej, nie powinni być prawnie zobowiązani do wykonywania aborcji, a 88% zgodziło się, że prawo może chronić zarówno matki, jak i ich nienarodzone dzieci. B

KATIE YODER jest niezależną dziennikarką z Waszyngtonu.

Tylko miłosierdzie przynosi pokój

Wywiad z jałmużnikiem papieskim w latach 2013-2026, kard. Konradem Krajewskim, o miłosierdziu znajdującym się w samym sercu Kościoła

J ałmużna jest skrzydłem modlitwy” – napisał św. Jan Chryzostom, biskup i doktor Kościoła żyjący w IV wieku. „Jeśli pozbawisz swoją modlitwę skrzydeł, trudno jej będzie wzlecieć do Boga”. 1600 lat później papież Leon XIV potwierdził te słowa w swojej pierwszej adhortacji Dilexi te („Umiłowałem cię”): „jałmużna pozostaje niezbędnym etapem kontaktu, spotkania i wczuwania się w sytuację drugiej osoby” (115).

Dawna praktyka dawania jałmużny, czyli materialnego wspierania potrzebujących, wywodzi się z Ewangelii. Od samego początku Kościoła w imieniu papieża podejmowano dzieła miłosierdzia. W tym celu w XIII wieku wyłoniła się odrębna funkcja jałmużnika papieskiego.

Kardynał Konrad Krajewski, nowy metropolita łódzki, posługiwał jako jałmużnik w latach 2013-2026. Wcześniej, za pontyfikatu Jana Pawła II i Benedykta XVI, pełnił funkcję

ceremoniarza papieskiego. Był również prefektem Dykasterii ds. Posługi Miłosierdzia, którą kierował od chwili powołania organu w 2022 roku. W tym czasie w imieniu papieża prowadził dzieła pomocowe i zbierał środki na cele charytatywne. Od pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 roku kilkukrotnie pojechał do rozdartej wojną Ukrainy jako reprezentant papieża Franciszka. Towarzyszyli mu miejscowi księża, Rycerze Kolumba oraz współpracownicy. Osobiście dostarczał ambulansy, generatory prądu, maszyny służące do produkcji żywności na skalę przemysłową oraz pomoc humanitarną społecznościom znajdującym się blisko linii frontu. Przed mianowaniem na nową funkcję kardynał opowiedział „Columbii” o pracy w rzymskiej dykasterii, o roli miłosierdzia w życiu chrześcijan i perspektywie pokoju na całym świecie. Poniżej znajduje się skrócona wersja wywiadu.

„COLUMBIA”: Służył Ksiądz Kardynał u boku czterech papieży – dla dwóch jako jałmużnik papieski. Jak z Księdza perspektywy ewoluowała ta funkcja?

KARDYNAŁ KONRAD KRAJEWSKI: Jałmużnik jest instytucją obecną w Kościele od samego początku. Papież Franciszek, kiedy mnie powołał i zaproponował tę funkcję, przypomniał, że pierwszym jałmużnikiem był Judasz, ponieważ trzymał trzos apostołów. Wszyscy myśleli, że po Ostatniej Wieczerzy miał dać pieniądze biednym, tymczasem poszedł sprzedać Pana Jezusa. Papież podkreślił: „pamiętaj, że pieniądze mogą być świetnie wykorzystane i pomóc wielu, ale mogą też zaszkodzić – tak jak zaszkodziły Judaszowi”.

Mam być jego przedstawicielem wśród biednych. Stąd pierwsze pouczenie było takie, że mam sprzedać biurko i wyjść z Watykanu. Mam być pośród biednych, mam jeść z nimi, mam, jeśli trzeba, z nimi spać. Dlaczego? Aby wiedzieć, czego naprawdę potrzebują. Żeby nie powstawały rozwiązania zza biurka, które mogą być bardzo dobre teoretycznie, ale z rzeczywistością nie mieć nic wspólnego. Kiedy będziesz z nimi, będziesz wiedział, jak im pomóc i czego im potrzeba.

W jaki sposób możemy łączyć ewangeliczne świadectwo z pragmatyzmem działania koniecznym do wyrażenia wiary przez uczynki?

Myślę, że trzeba używać logiki Ewangelii. Jezus wychodził rano – nawet nie wiemy, gdzie spał, gdzie był Jego dom –i chodził ulicami, spotykając ludzi.

Tym, których spotykał, pomagał. I to natychmiast.

W Ewangelii jest: „zejdź z drzewa, dziś idę do ciebie na posiłek” (Łk 19, 5). Kiedy spotykał trędowatych, uzdrawiał ich od razu. Nigdy tego nie odwlekał, nie mówił: „proszę przyjść za dwa tygodnie, wtedy porozmawiamy”.

Myślę, że pieniądze są ostatnią potrzebą Kościoła, bo jeśli to dzieła Boże – pieniądze się znajdą. Trzeba wiedzieć, że nie idziemy sami. My, jako katolicy, idziemy z Jezusem, idziemy Go reprezentować. Jeśli to sprawa Boża, zgodna z logiką Ewangelii – nigdy nie zabraknie środków na jej realizację. Trzeba Mu uwierzyć. Jeżeli jesteśmy związani z Ewangelią i reprezentujemy Pana Boga poprzez sposób

Powyżej: Kardynał Konrad Krajewski podczas wizyty humanitarnej w 2022 r. wita się z Ukrainką i jej dzieckiem. Towarzyszą mu abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita Lwowa i Yuriy Maletskiy, ówczesny Delegat Stanowy Ukrainy. • Na sąsiedniej stronie: Witraż przedstawiający przypowieść o dobrym Samarytaninie. Centrum Medyczne im. Dobrego Samarytanina w West Islip (Nowy Jork).

myślenia, działania i zwracania się do biednych – wszystko inne pojawia się bardzo szybko.

Życie składa się z małych gestów, które wydają się niepozorne, ale przywracają godność i nadzieję. Matka Teresa mówiła, że bardzo ważne są krople, bo z nich składa się morze. Nie musimy od razu szukać wielkich dzieł – trzeba zacząć od małych. A z tych małych tworzą się potem dzieła nieprawdopodobnie wielkie.

Dewiza biskupia Waszej Eminencji brzmi Misericordia. Czym w istocie jest to miłosierdzie w codziennej praktyce Dykasterii ds. Posługi Miłosierdzia? Miłosierdzie jest drugim imieniem Boga. Miłosierdzie, które przewyższa sprawiedliwość, to jest nasz sposób działania. Z samego słowa, które wiąże się także z jałmużną, wynika, że Bóg nie męczy się naszymi grzechami, że zawsze nam przebacza, pomaga wstawać i mówi: „bądź piękny, zaczynaj od nowa”.

Tak jak Bóg mnie kocha i jak zachowuje się wobec mnie, tak ja mam zachować się wobec drugiego człowieka. Nie przebaczać raz czy dwa, siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy, czyli w nieskończoność. To jest miłosierdzie. I tak samo w pomocy drugiemu człowiekowi: nie tylko raz, nie jednorazowo, lecz zawsze, kiedy jest w potrzebie.

Myślę, że właśnie to robią Rycerze Kolumba. Przykłady to Ukraina, Strefa Gazy czy inne zakątki świata. Tam są Rycerze Kolumba i spieszą z pomocą, naśladując Chrystusa – pomagają z miłością, tak, by przywracać godność ludziom.

Ostatnio wspólnie pomogliśmy w Zaporożu na Ukrainie, gdzie bracia albertyni zgłosili, że wysiadał im piec, w którym wypiekali chleb, około tysiąca bochenków dziennie. Ten chleb był co dnia rozdawany ludziom.

Czym prędzej, w imieniu papieża, kupiliśmy nowy piec. A okazało się, że do tego dzieła od razu dołączyli Rycerze Kolumba i kupili specjalną mieszalnię do mąki oraz inne urządzenia, dzięki którym ten chleb mógł być wypiekany w tak dużych ilościach.

Myślę, że nasze uzupełnianie się w czynieniu dobra jest piękne. Bardzo często to, co robią Rycerze Kolumba czy różne fundacje działające na miejscu, przywraca ludziom nadzieję i jest bardzo skuteczne.

Dlaczego pomoc dykasterii trafiła akurat w to miejsce? Co ten wybór mówi nam o strategii pomagania? Czym kierować się, decydując o lokalizacji i formie wsparcia w strefie wojny – czy istnieje tu jakaś ewangeliczna logika skuteczności?

Jeśli idziemy w imieniu Jezusa, to proszę zobaczyć, że Jezus wysyłał przede wszystkim rybaków. Rybak to ten, który musi wypłynąć, musi mieć odwagę wypłynąć i szukać ryb.

Papież [Franciszek] mówi tak: kiedy jest zimno, weź śpiwory – napełnij samochód stu śpiworami i jedź po Rzymie, szukając tych, którzy ich potrzebują. A proszę wiedzieć, że to

wcale nie jest łatwe, bo gdy jest zimno i pada deszcz, wszyscy się chronią. Nie jest łatwo znaleźć tych ludzi.

Jeżeli chcemy działać zgodnie z logiką Ewangelii, to my mamy ich szukać. Moim zadaniem od tych 13 lat posługi jałmużnika jest bycie z nimi. Kiedy jestem blisko, wtedy wiem, jak pomóc.

Bo proszę zobaczyć: nasi bezdomni nigdy nie wyjdą z bezdomności, jeśli nie mają dokumentów. Nikt ich nie zatrudni. Nie mogą wrócić do swoich krajów, bo nie mogą lecieć samolotem – nie mają dokumentów. Nie mogą kupić biletu na autobus czy pociąg międzynarodowy.

Jeśli nie mają okularów, nikt ich nie zatrudni. Wydaje się, że kiedy damy im bułkę, to jest wszystko – ale to nieprawda. Jeżeli ktoś nie ma zębów, nikt nie przyjmie go do pracy.

Dlatego trzeba być bardzo blisko tych ludzi, aby skutecznie im pomóc.

We wrześniu liderzy Rycerzy Kolumba towarzyszyli przedstawicielom Catholic Near Welfare Association – Pontifical Mission (CNEWA) podczas wizyty oznaczającej solidarność z chrześcijanami w Ziemi Świętej. Czy

Ksiądz Kardynał ma nadzieję na pokój w tamtym rejonie, a także w Ukrainie?

Ten pokój na pewno jest możliwy, ale potrzebne jest miłosierdzie. Jeśli sobie nie przebaczymy – nigdy tego pokoju nie

Mężczyzna z Ogoji (Nigeria) otrzymał wózek podczas dystrybucji sponsorowanej przez Zakon w lutym 2025 r., we współpracy z Global Wheelchair Mission.

Życie składa się z małych

gestów, które wydają się

niepozorne, ale przywracają

godność i nadzieję. Matka

Teresa mówiła, że bardzo

ważne są krople, bo z kropli

składa się morze.

będzie. Po wszystkich stronach jest bardzo dużo zabitych, bardzo dużo cierpienia. W naturalny sposób budzi się w nas chęć odwetu. A jedynym uzdrowieniem jest przebaczenie. Bez niego pokój nigdy nie nadejdzie.

Tak było także po II wojnie światowej, kiedy przygotowano najsłynniejszy list episkopatu polskiego – „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Bez tego nigdy nie potrafilibyśmy normalnie żyć, bo ciągle mielibyśmy pretensje.

Z punktu widzenia sprawiedliwości trzeba by oddać pięknym za nadobne. Natomiast miłosierdzie – które jest skandalem, bo miłosierdzie jest skandalem – mówi o przebaczeniu nawet wtedy, gdy zabito mi dzieci, nie mam domu, zniszczono wszystko, co miałem. To przebaczenie jest prawie niemożliwe.

Natomiast jeśli chcemy naśladować Boga i być Jego dziećmi, tylko miłosierdzie może sprawić, że ten pokój się pojawi. Inaczej będzie jedynie zawieszenie broni na jakiś czas, a potem znów wojna. Bez miłosierdzia nie ma pokoju.

Poruszmy temat miłosierdzia i przebaczenia w kontekście prześladowań religijnych, choćby takich, jakie mają miejsce w Nigerii. Jak w tak skrajnych sytuacjach pomagać Kościołowi przetrwać i się rozwijać?

Myślę, że trzeba zawsze sięgać do Ewangelii – tylko ona może nas poprowadzić. Zło zawsze trzeba zwyciężać dobrem.

Mamy tu przykład błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Mamy przykłady, że w najgorszych, nieludzkich warunkach można być świętym. To ojciec Maksymilian Kolbe. To rodzina Ulmów. Tysiące świętych – i kanonizowanych, i nieznanych – zwyciężało zło dobrem.

I nie ma innej możliwości. Zawsze na zło trzeba odpowiadać dobrem – nigdy tym samym. To jest zasada Ewangelii. Tak działał Jezus. Proszę zobaczyć: kiedy był ukrzyżowany, w chwili maksymalnego cierpienia, modlił się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 24).

Taka była postawa pierwszego ukamienowanego diakona (Dz 7, 54-60). To jest to, co może ocalić świat.

Jak walczyć z własnym zobojętnieniem i przyzwyczajeniem do wojny, gdy żyjemy w bezpiecznym świecie?

Nie można się przyzwyczaić do wojny. Oczywiście, na Ukrainie ludzie żyją tak już czwarty rok, zobojętniali na syreny bombardowań, bo trzeba żyć. Ale my, którzy możemy pomagać i żyjemy w bardzo dobrych warunkach, więcej niż potrzebujemy – musimy – bronić się przed obojętnością.

Papież Franciszek przysłał kiedyś do naszego biura zdjęcie kogoś wychodzącego z kościoła. A przed kościołem, tutaj, na Watykanie, przy św. Annie, siedzi żebrak. Osoby, które wychodzą w przepięknych kożuchach, odwracają głowy od bezdomnego, który prosi o pomoc. Papież mówił, że to najgorsze, co może zdarzyć się chrześcijaninowi – być obojętnym.

Pokazuje to przypowieść o dobrym Samarytaninie. Wielu się śpieszyło, nie mieli czasu. Tylko jeden zorientował się, że pomagając drugiemu człowiekowi, pomaga samemu sobie. [ Dilexi te ] to jest dokument na cztery ręce, pisany przez papieża Franciszka i zakończony przez papieża Leona. Jest tam mowa o jałmużnie. To słowo nie jest dziś szczególnie lubiane, ponieważ jałmużna to dzielenie się sobą. Ona musi boleć. Jeśli nie boli – to nie jest jałmużna. Oddaję nie to, co mi zbywa, ale to, co jest dla mnie ważne.

Jakie inne duchowe i codzienne lekcje Rycerze mogą wyciągnąć z lektury Dilexi te i zawartego w adhortacji wezwania do miłości ubogich?

W tym dokumencie podkreślono, że obok modlitwy i postu jałmużna jest najważniejsza. Dlaczego? Bo modlitwa i post dotyczą mojego wnętrza. One mają mnie zmienić. Natomiast papierkiem lakmusowym, czy modlitwa mnie zmieniła i czy post mnie zmienił, jest to, jak zachowuję się wobec innych.

Jałmużna gładzi grzechy, mówi Pismo Święte (Tb 12, 8-9). Dilexi te podkreśla, że o tym, jak blisko jesteśmy Boga, świadczy to, jak zachowujemy się wobec drugiego człowieka. Że nie jesteśmy wobec niego obojętni, że dzielimy się tym, co otrzymaliśmy.

Bo proszę zobaczyć: jeśli po obiedzie zostaje jedzenie i ja rozdam je innym, to jest tylko sprawiedliwość, żeby się nie zmarnowało. Natomiast jeśli gotuję specjalnie dla kogoś, wiedząc, że ma nieżyt żołądka, że nie może jeść makaronu czy mięsa, tylko potrawy gotowane – jeśli kupuję i gotuję z myślą o tym konkretnym człowieku – to jest jałmużna, która przewyższa sprawiedliwość, tak jak miłosierdzie.

To przywodzi na myśl ubogą wdowę z Ewangelii, która oddała wszystko, co miała. Okazuje się, że owa wdowa była najbogatszą osobą, bo zaufała Jezusowi – dała wszystko.

I wiem, że ilekroć zwróciliśmy się z jakąkolwiek prośbą do Rycerzy Kolumba, nigdy nie pozostała bez odpowiedzi.

Myślę, że to jest najważniejsze. Kiedy jesteśmy zjednoczeni, możemy góry przenosić. Dlatego współpraca z Rycerzami Kolumba pozwala nam przenosić góry, czyli dokonywać prawdziwych cudów, które nie są nasze, ale dzięki błogosławieństwu Bożemu możemy w nich uczestniczyć. Właśnie za to chciałem podziękować wszystkim Rycerzom. B

Dlaczego mężczyźni powinni CZYTAĆ KLASYKÓW?

Arcydzieła literatury, podobnie jak przypowieści Jezusa, są zwierciadłem rzeczywistości i nas samych

Pearce

Czy prawdziwy mężczyzna powinien czytać powieści? A poezję? Czy czytanie jest dobrym sposobem spożytkowania czasu? Te kwestie wymagają odpowiedzi, ale zacznijmy od dodania kilku innych pytań. Czy powinniśmy pragnąć samych faktów, czy samej prawdy i niczego więcej? Czy istnieje różnica między faktami a prawdą?

Wielki katolicki pisarz G.K. Chesterton zastanawiał się nad tym. „Nie fakty są najważniejsze, ale prawda” – napisał. Miał na myśli, że pewne rzeczy są fizyczne, a inne metafizyczne. Niektóre możemy zobaczyć i dotknąć, zmierzyć, położyć na wadze i wyrazić w liczbach. Ale co z tymi, które są niewidzialne i niedotykalne? co z dobrem, prawdą, pięknem? co z miłością? z Bogiem?

Jeśli chcemy dostrzec prawdę, a nie tylko fakty dotyczące rzeczywistości fizycznej, musimy spoglądać poza to, co może pokazać nam mikroskop czy teleskop i dołączyć do długiej rozmowy, która od wieków toczy się na kartach arcydzieł literatury.

„Świat nasz jest nasycony pięknym blaskiem Boga” – napisał w XIX wieku jezuicki kapłan i poeta, Gerard Manley Hopkins.

„Wszyscy leżymy w rynsztoku” – stwierdził Oscar Wilde, rozwiązły dramaturg, który nawrócił się na łożu śmierci – „ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy”.

Musimy nauczyć się w zadumie spoglądać w górę, jeśli chcemy zobaczyć dobro, prawdę i piękno Boga, a nie tylko zło, fałsz i szpetotę rynsztoka. Wspiera nas w tym literatura klasyczna.

Pomaga ona także w jaśniejszym postrzeganiu siebie i bliźniego. Jest magicznym, mistycznym i cudownym zwierciadłem, bo w przeciwieństwie do zwyczajnego lustra nie odbija zaledwie rzeczywistości fizycznej, ale to, co czujemy i co myślimy – o sobie, o innych ludziach. Odkrywa, kim jesteśmy jako osoby, a nie tylko jako ciała fizyczne. Pokazuje nawet więcej – jacy powinniśmy być, a jacy nie.

Weźmy za przykład przypowieści. Ta o synu marnotrawnym jest prawdziwa mimo fikcjonalności samego bohatera, bo ukazuje nas jako grzeszników, którzy czują skruchę i szukają przebaczenia u Ojca. Jezus uświęca swoje opowieści poprzez zawartą w nich prawdę, a więc nasze opowieści też są uświęcone. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz i wezwani do bycia podobnymi do Niego. Skoro On jest narratorem, to również my jesteśmy wezwani do opowiadania i czytania historii dla zawartych w nich prawd.

W takim duchu powinniśmy podejmować lekturę dzieł literatury klasycznej, które od stuleci przekazują nam prawdę zawartą w Ewangelii. To wielkie średniowieczne dzieła Dantego,

Na sąsiedniej stronie: J.R.R. Tolkien (1892-1973), profesor językoznawstwa i literatury angielskiej, autor Władcy Pierścieni, w swoim gabinecie w Merton College na Oxfordzie, 1955 r.

Chaucera i wielu innych, Szekspira i Cervantesa z XVI i XVII wieku, katolickie powieści z ubiegłego stulecia: Krystyna, córka Lavransa Sigrid Undset, Pamiętnik wiejskiego proboszcza Georges’a Bernanosa, Powrót do Brideshead Evelyna Waugha, a także powieści Amerykanów, Flannery O’Connor i Walkera Percy’ego. Ta lista mogłaby się ciągnąć jeszcze długo, ale my skupimy się na trzech dziełach.

SŁABOŚĆ WOJOWNIKA

Jedną z najwspanialszych opowieści wszechczasów jest staroangielski poemat epicki Beowulf napisany prawdopodobnie przez benedyktyna na początku VIII wieku. Podobnie jak przypowieść o synu marnotrawnym daje nam on bezcenną lekcję postrzegania siebie przez pryzmat relacji z Bogiem. Beowulf jest najpotężniejszym wojownikiem. Żaden śmiertelnik mu nie dorównuje, dlatego mierzy się z istotami demonicznymi. Na początku jest to potwór Grenadel, którego pokonuje gołymi rękami. Jego matka okazuje się jeszcze potężniejsza. Beowulf przeciwstawia się jej uzbrojony w najpotężniejszy miecz, jaki kiedykolwiek wykuto –niepokonany w bitwie. Demoniczne zło konkuruje z najsilniejszym człowiekiem uzbrojonym w największe dzieło ludzkiej techniki.

Gdy Beowulf stawia czoła potworom, odkrywa, że jego siła jest nieskuteczna, a miecz nie może sięgnąć przeciwnika rodem z piekła. Dowiaduje się – a my za nim – że połączenie ludzkiego wysiłku i technologii nie wystarcza do pokonania demona. Gdy już myśli, że zginie, znikąd pojawia się cudowny miecz z wyrzeźbionymi na rękojeści scenami z Pisma Świętego. Dzięki temu mieczowi darowanemu od

Boga oznaczającym Jego łaskę Beowulf zwycięża demoniczne moce. Przesłanie moralne tej opowieści jest jasne: nikt nie da rady pokonać zła siłą woli albo mięśni, nawet mimo pomocy najbardziej zaawansowanej technologii. Kluczowe jest wsparcie Bożej łaski nie z tego świata.

OKO W OKO Z GRZECHEM

Największym chyba dziełem literackim jest Boska komedia . Dante Alighieri napisał ją w XIV wieku. Przypominała o śmiertelności ( memento mori ) i skłaniała czytelnika do rozmyślania nad rzeczami ostatecznymi: śmiercią, sądem Bożym, niebem albo piekłem.

Protagonistą jest sam Dante. Sprawia to, że opowieść przyjmuje formę wyznania, ale ma także znaczenie uniwersalne. Pokazuje nam nas samych – jest jakby zwierciadłem całej ludzkości i pojedynczych osób. Dante wydaje się everymanem. Jest jednym z nas, naszym przedstawicielem. Akcja zaczyna się w Wielki Czwartek – w dzień, w którym Chrystus cierpiał w Ogrodzie Getsemani. Dante zostaje uwięziony w ciemnym lesie, z którego nie może uciec, bo jest niewolnikiem swoich grzechów. Dzięki wstawiennictwu

Najświętszej Maryi Panny rozpoczyna swoją podróż – czy też pielgrzymkę – z piekła, przez czyściec, do raju. Rano w Wielki Piątek zostaje sprowadzony do głębi piekła, gdzie widzi przerażające konsekwencje braku skruchy. Gdy przemierza kolejne kręgi piekielne odpowiadające siedmiu grzechom głównym, staje się świadomy znaczenia grzechu. Wreszcie dociera do samej czeluści piekła, a na dnie otchłani – najdalej, gdzie ktokolwiek mógłby dotrzeć – czeka na niego Szatan. Ten obraz przypomina błyskotliwą myśl Chestertona – anioły latają, bo nie biorą niczego do siebie, a diabeł upada, ponieważ ciąży mu jego własna powaga.

Po sięgnięciu dna otchłani, stawieniu czoła każdemu grzechowi ciężkiemu i ujrzeniu ich z przerażającą, naznaczoną zagładą jasnością, Dante jest gotowy, by wstąpić na górę czyśćcową. Wspina się, wychodząc z czeluści piekła, aż w poranek Niedzieli Wielkanocnej staje u stóp góry. Podobnie jak Chrystus – i dzięki jego mocy – Dante przechodzi ze śmierci do krainy życia.

Przy wejściu na górę czyśćcową znajduje się brama św. Piotra. Przypomina ona, że czyściec jest miejscem oczyszczenia dla tych, którzy już zostali zbawieni. Można przejść przez bramę, wchodząc po trzech stopniach. Pierwszy jest biały, marmurowy, wypolerowany tak, że Dante widzi w nim swoje oblicze – to spowiedź. Drugi, ciemny, wzdłuż i wszerz poryty szczerbami, które układają się w kształt krzyża, oznacza żal za grzechy. Trzeci, w kolorze krwi, symbolizuje odpuszczenie grzechów dzięki ofierze Chrystusa.

Po wspięciu się na szczyt góry czyśćcowej Dante wstępuje do raju, gdzie spotyka wielu świętych i czeka na kulminacyjną uszczęśliwiającą wizję Boga.

Wyprawa Dantego jest mistyczną refleksją nad wyprawą, do jakiej wezwany jest każdy z nas. Przypomina, że ostatecznym celem życia jest zjednoczenie się z Bogiem w niebie. Jest ono pielgrzymką, podczas której bierzemy na ramiona własne krzyże, by podążać za Chrystusem. Wyprawa Dantego jest naszą wyprawą, a jego zgoda – naszą zgodą. Dążenie na szczyt, wspomagane poprzez wstawiennictwo świętych, to droga do raju.

[Przypowieść] o synu marnotrawnym jest prawdziwa mimo fikcjonalności samego

bohatera, bo ukazuje nas jako grzeszników, którzy czują skruchę i szukają przebaczenia u Ojca.

„JEDEN, BY WSZYSTKIMI RZĄDZIĆ”

Niektórzy być może się zdziwią, że Władca Pierścieni – powieść o elfach, krasnoludach, czarodziejach i hobbitach – to zarazem książka o Chrystusie. Autor, J.R.R. Tolkien, przez całe życie był pobożnym katolikiem i podkreślał, że jego dzieło jest u podstaw religijne i katolickie.

Co zdradza te fundamenty? Kluczem do rozwiązania tajemnicy jest data zniszczenia Jedynego Pierścienia. Tolkien umiejscawia to wydarzenie 25 marca, w święto Zwiastowania Pańskiego i (jak podaje tradycja) w dniu ukrzyżowania. Tym samym wiąże kulminacyjne momenty powieści z kulminacyjnymi momentami w dziejach ludzkości – Wcieleniem, gdy Pan staje się człowiekiem i śmiercią Boga-człowieka na krzyżu, czyli datami odkupienia naszych grzechów. Wtedy właśnie zostaje zniszczony Pierścień, synonim samego grzechu, „Jeden, by wszystkimi rządzić (...) i w ciemności związać”. „Rządzi” nami i „w ciemności wiąże” nas właśnie grzech pierworodny, który został zniszczony tego samego dnia, co Jedyny Pierścień.

A to jeszcze nie koniec. Frodo, niepozorny protagonista, opuszcza Rivendell 25 grudnia i, pragnąc zniszczyć pierścień, w Wielki Piątek dociera na Górę Przeznaczenia (Golgotę). Jego podróż jest podobna do życia Jezusa. Frodo niósł Pierścień –ciężar grzechów, których nie popełnił – jak Jezus krzyż.

Dodajmy, że założenie Pierścienia oznacza fałszywe umocnienie się obietnicami, jakie on daje. Już to jest grzechem. Gdy zakładamy Pierścień, występujemy z dobrego świata stworzonego przez Boga i stajemy się dla Niego niewidzialni. Dostrzega nas wtedy Sauron, demoniczny Władca Ciemności, bo grzesznik wstępuje do jego królestwa mroku. Moc Pierścienia – podobnie jak grzech – jest uzależniająca. Im dłużej go nosimy, tym większy wpływ na nas wywiera. Stajemy się przez to nędzni jak Gollum –„zgollumiali” przez grzech. Nie dziwi już, że autor Władcy Pierścieni traktował opowieści – nawet baśnie – jako zwierciadło, w którym możemy zobaczyć samych siebie. Snując je, Tolkien i inni autorzy cywilizacji chrześcijańskiej podążają za przykładem Jezusa Chrystusa – najwspanialszego narratora, którego życie, śmierć i zmartwychwstanie jest najpiękniejszą opowieścią wszechczasów, a Ewangelia – najważniejszym, co można było opowiedzieć. B

JOSEPH PEARCE jest autorem wielu książek poświęconych motywom katolickim w literaturze, w tym Great Books for Good Men: Reflections on Literature and Manhood (Ignatius Press, 2025) i członkiem rady 1668 im. ks. Andrew K. Gwynna w Greenville (Karolina Południowa). Zob. jpearce.co.

XV-wieczny obraz przedstawiający włoskiego poetę trzymającego Boską komedię. Dante Alighieri wskazuje na piekło, czyściec i raj –trzy miejsca, w których toczy się akcja jego poematu ukończonego w 1321 r.

Domenico di Michelino (1417-1491), Dante jego Boska komedia (1965), Santa Maria del Fiore (Florencja); zdjęcie: Immagina Bridgeman Images

Urodzony REŻYSER

Duszpasterski geniusz ks. McGivneya objawiał się także w reżyserii popularnych spektakli, które jednoczyły życie parafialne i społeczne

Wmarcu 1885 roku, zaledwie kilka dni przed premierą sztuki reżyserowanej przez ks. Michaela McGivneya w teatrze w Thomaston w stanie Connecticut, świeżo mianowany proboszcz wyruszył do oddalonego o 160 km Nowego Jorku.

„The Connecticut Catholic”, oficjalne czasopismo Diecezji Hartford, podało: „Ksiądz McGivney jest obecnie w Nowym Jorku, gdzie zakupi kostiumy oraz wszystko, co konieczne do przygotowania inscenizacji Eileen Oge. Sztuka zostanie wystawiona przez członków Towarzystwa Doktryny Chrześcijańskiej z parafii św. Tomasza w dzień św. Patryka wieczorem, w gmachu teatru”.

Nie był to pierwszy raz, gdy energiczny kapłan, który trzy lata wcześniej założył Rycerzy Kolumba, przemierzał chaotyczne i hałaśliwe ulice Manhattanu wiedziony artystyczną misją. Do chwili przeniesienia z parafii NMP w New Haven do Kościoła św. Tomasza położonego blisko 50 km na północ ks. McGivney miał już w dorobku pięć sztuk, które wystawił lub wyreżyserował, a także co najmniej jedną wyprawę do miasta w celu wynajęcia rekwizytów.

Odnowiony w 2024 r. bogato zdobiony sufit, czyli efekt trwającej renowacji wybudowanego w 1884 r. Thomaston Opera House.

Choć powszechnie znane są jego role proboszcza i założyciela Rycerzy Kolumba, głębokie uznanie bł. Michaela McGivneya dla sztuki dramatycznej oraz umiejętne jej wykorzystywanie w krzewieniu przyjaźni i miłosierdzia stanowią kolejne świadectwo jego duszpasterskiego geniuszu.

„Chciał angażować swoją parafię, wystawiając przedstawienia oparte na wierze oraz organizując wydarzenia dla wspólnoty, które zbliżałyby ludzi do radości Ewangelii” – wyjaśnił ks. Joseph Crowley, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego w Thomaston obejmującej Kościół św. Tomasza

i Kościół Niepokalanego Poczęcia w Terryville (oba znajdowały się pod opieką duszpasterską Założyciela).

Dla wizjonera takiego jak Michael McGivney teatr stał się pomostem między świętą przestrzenią kościoła a świeckim rytmem ulicy – miejscem, gdzie wiara spotykała się z życiem miasta. „Poprzez muzykę i scenę dawał parafianom i mieszkańcom miasta poczucie wspólnoty” – dodał ks. Crowley, Kapelan rady 18 w Thomaston.

To dziedzictwo trwa także w XXI wieku, gdy miejscowi Rycerze dają świadectwo wizji ks. McGivneya zarówno na scenie, jak i poza nią, w zabytkowym gmachu teatru w Thomaston, który obecnie przechodzi renowację.

CZAR TEATRU W NEW HAVEN

Ksiądz McGivney niemal na pewno interesował się teatrem jeszcze przed mianowaniem go w styczniu 1878 roku wikariuszem w parafii NMP. Biorąc pod uwagę jego wychowanie w Waterbury oraz – jak określił to jeden z kolegów z seminarium – „zasoby dobrego humoru”, młody Michael McGivney prawdopodobnie czerpał przyjemność – i aktywnie uczestniczył – w przedstawieniach szkolnych i parafialnych jeszcze przed święceniami kapłańskimi, które otrzymał 22 grudnia 1877 roku.

Najwcześniejszy udokumentowany dowód zamiłowania ks. McGivneya do teatru pochodzi od Thomasa Clarka, jednego z jego pierwszych uczniów szkoły niedzielnej w parafii NMP.

„Nigdy nie miałem go dosyć. Jego wykład katechizmu był dobrze przemyślany i ksiądz często angażował dzieci, aby odgrywały postaci z Ewangelii” – wspomina Clark w biografii Duszpasterz (2006) autorstwa Douglasa Brinkleya i Julie M. Fenster.

Poza katechezą ks. McGivney okazywał szczególną troskę młodzieży oraz młodym robotnikom z jego przeważnie irlandzkiej

parafii, którzy byli narażeni na alkoholizm. Jedną z pierwszych organizacji parafialnych, z którą się związał, było Towarzystwo Całkowitej Abstynencji i Miłośników Literatury im. św. Józefa (TCAML) – grupa propagująca abstynencję i zajmująca się przede wszystkim wystawianiem sztuk teatralnych.

Mimo że TCAML brakowało zasobów i siły przebicia, ks. McGivney dyskretnie wspierał jego zmianę. Jako skarbnik od czerwca 1878 roku zachęcał i służył radą podczas organizowania kwest oraz prób recytatorskich, stopniowo budując w członkach towarzystwa wiarę we własne siły.

Pierwsze przedstawienie TCAML, Handy Andy, wystawiono w profesjonalnym teatrze w dzień św. Patryka w 1879 roku. Choć ks. McGivney nie reżyserował sztuki, w praktyce pełnił funkcję jej producenta wykonawczego.

Spektakl odniósł ogromny sukces. Krytycy wyrażali się o nim z uznaniem, a na rzecz kościoła NMP zebrano 300 dolarów, czyli niemal 10 tysięcy w przeliczeniu na współczesną walutę. Niebawem TCAML liczyło już ponad stu członków.

W 1880 roku grupa wystawiła bardziej ambitne przedstawienie z okazji dnia św. Patryka, Pyke O’Callaghan. Ten irlandzki dramat patriotyczny zaprezentowano w Grand Opera House w New Haven – budynku, który spłonie w 1915 roku. Spektakl, reżyserowany przez ks. McGivneya, wyróżniał się rozbudowaną obsadą, do której włączono także kobiety, co było odważnym krokiem w epoce, gdy role kobiece grywali przeważnie mężczyźni. Sprzedaż 1800 biletów zapewniła pokaźną sumę na rzecz zadłużonej parafii.

Po przygotowaniu w 1881 roku krótszych form scenicznych i przedstawień rozrywkowych TCAML pod kierunkiem ks. McGivneya wystawiło 17 marca 1882 roku przed pełną salą Eileen Oge, or Dark’s the Hour Before the Dawn. Zaledwie 12 dni później, 29 marca, stan Connecticut oficjalnie uznał statut Rycerzy Kolumba.

Ostatnim przedstawieniem teatralnym ks. McGivneya w New Haven była inscenizacja nowej sztuki My Geraldine 17 marca 1883 roku za zgodą cenionego w całym kraju dramatopisarza Bartleya Campbella.

W ciągu prawie siedmiu lat posługi w Kościele NMP ks. Michael McGivney pomógł przekształcić słabnącą wspólnotę parafialną w udane przedsięwzięcie teatralne i charytatywne. Dzięki wystawianiu profesjonalnych spektakli dawał młodym pracujący mężczyznom dobrą i budującą przestrzeń spotkania, która wzmacniała więzi braterskie i coraz głębiej włączała ich w życie Kościoła. Jak czytamy w biografii Duszpasterz: „W węższym znaczeniu tego słowa był raczej urodzonym reżyserem, którego dokonania regularnie recenzowano w prasie, niejednokrotnie odnotowując, że wykonawcy w jego przedstawieniach przekraczają wszelkie ograniczenia”.

OSTATNI AKT W THOMASTON

Kiedy w połowie listopada 1884 roku ks. McGivney objął probostwo w Kościele św. Tomasza w Thomaston, oddalonego o 16 km na północ od jego rodzinnego Waterbury, odkrył, że działające przy parafii Towarzystwo Doktryny Chrześcijańskiej liczące niemal 100 członków prowadziło już działalność teatralną. Niedługo później wyreżyserował z ich obsadą Eileen Oge w okazałym, nowo otwartym gmachu teatru przy Main Street.

To „piękne, staroirlandzkie przedstawienie”, jak pisał w marcu 1885 roku „Waterbury Daily American”, z muzyką wykonywaną przez orkiestrę symfoniczną, zapełniło salę dzięki „rozśmieszającym do łez” scenom oraz „doskonałej grze aktorów”. Rok później, w dzień św. Patryka, ks. McGivney ponownie wystawił sztukę Handy Andy przed wypełnioną po brzegi widownią.

Jesienią 1887 roku, po pięciu tygodniach prób z dziećmi ze szkółki niedzielnej, zorganizował recital z okazji Święta Dziękczynienia. „Nie był to zwykły popołudniowy recital, ale

Po prawej: Mike Burr (z lewej), przewodniczący Komisji Opera House i Były Wielki Rycerz rady 18, prowadzą zwiedzanie teatru w lutym. • Na sąsiedniej stronie: Dzieci ze szkółki niedzielnej przy kościele św. Tomasza gromadzą się na scenie Thomaston Opera House podczas wydarzenia zorganizowanego ok. 1885 r. przez ks. Michaela McGivneya.

pełnoprawne widowisko sceniczne” – podkreślono w Duszpasterzu. Zebrała się liczna publiczność, a młodzi artyści grali z pełnym zaangażowaniem. Każdy akt widownia przyjmowała z radością i gromkimi oklaskami.

„Wyglądało na to, że ksiądz McGivney owinął sobie publiczność wokół palca, ale było tak tylko dlatego, że jego aktorzy dobrze czuli się w swoich rolach” – stwierdzają autorzy biografii. Sukces tych przedstawień potwierdza intuicję ks. McGivneya, że muzyka i teatr mogą przyciągać zarówno parafian, jak i osoby spoza Kościoła katolickiego.

„Odkąd tu przyjechał, stał się najlepszym przyjacielem młodzieży” – zachwycał się jeden z parafian.

Opera w Thomaston, wzniesiona w 1884 roku w centrum robotniczego miasteczka nad rzeką Naugatuck, służyła jako kulturalne serce społeczności. Ksiądz McGivney widział w niej coś więcej niż po prostu miejsce rozrywki. Postrzegał ją jako scenę do budowania wspólnoty, umacniania tożsamości katolickiej oraz wspierania dzieł charytatywnych.

8 kwietnia 1885 r. ks. McGivney założył radę 18 i pełnił w niej funkcję Kapelana, włączając Rycerzy w życie Thomaston. Z czasem rada zaczęła regularnie organizować wydarzenia w teatrze i prezentować szerszej społeczności zasady miłosierdzia i jedności.

„W erze sprzed radia i kina kiędza McGivney wiedział, że lokalne przedstawienia są głównym medium opowiadania historii” – powiedział David Verdosci, artysta i członek rady 18.

W 2018 roku Verdosci reżyserował sztukę He Was Our Father napisaną przez o. Petera Johna Camerona OP. Wcielał się w ks. McGivneya na tej samej scenie, na której on niegdyś działał dla swojej parafii. Dramat podkreśla troskę McGivneya o wdowy i sieroty, czyli to, co ostatecznie zainspirowało Verdosciego do wstąpienia do Zakonu.

„W trakcie tego spektaklu wzruszyła mnie troska księdza McGivneya o codzienne życie ludzi i jego autentyczne zainteresowanie ich duchowym dobrem” – mówił Verdosci. „Widząc, jak to działa w praktyce poprzez poszczególnych Rycerzy, poczułem iskrę, która doprowadziła mnie do zostania jednym z nich”.

„Wystawiając te znakomite spektakle, praktycznie gwarantował, że katolickie życie towarzyskie będzie najbardziej żywym w całym mieście” – dodał.

DZIEDZICTWO SCENY

Ksiądz McGivney zmarł w 1890 roku na parafii św. Tomasza w wieku 38 lat, lecz jego więź z Thomaston Opera House nie zakończyła się wraz ze śmiercią. W kolejnych latach lokalna rada Rycerzy Kolumba nadal była filarem wsparcia teatru. W czasach Wielkiego Kryzysu i trudów połowy XX wieku, gdy wiele wiktoriańskich oper w Nowej Anglii zostało zniszczonych

lub przekształconych w magazyny, Thomaston Opera House ocalał w dużej mierze dzięki duchowi wspólnoty, jaką stworzył ksiądz McGivney.

Rycerze, w tym rada 18, nadal organizowali tutaj ceremonie przyjęcia, koncerty i bale, nabożeństwa żałobne oraz zbiórki charytatywne, dzięki czemu serce budynku wciąż biło. Współpracowali również z teatrem przy organizacji specjalnych wydarzeń, takich jak pokazy filmów dokumentalnych o życiu Założyciela i przedstawienia upamiętniające jego osobę. Teatr jest dowodem słusznej intuicji ks. McGivneya, że Kościół musi być obecny wszędzie tam, gdzie są ludzie.

„Wyprzedzał swoją epokę, dostrzegając znaczenie współpracy z świeckimi w swojej parafii. A teatr dał mu niezwykłą możliwość rozwijania tej wizji” – powiedział Brian Caulfield, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego ks. Michaela McGivneya.

Trwający od wielu lat proces renowacji odnowił relacje między Rycerzami Kolumba a tym historycznym miejscem, jak zaznaczył Mike Burr, członek zarządu miasta Thomaston. Były Wielki Rycerz rady 18, jest przewodniczącym komisji ds. Thomaston Opera House, w której zasiada kilku Rycerzy.

„Zaangażowanie i wspólne działanie wszystkich członków tej komisji były wręcz zdumiewające” – podkreślił Burr.

Jeff Dunn, dyrektor wykonawczy Landmark Community Theatre – organizacji non-profit zajmującej się sztuką, która dziś zarządza teatrem – stwierdził, że miejsce to jest nierozerwalnie związane z księdzem, który wykorzystywał scenę, aby łączyć się z mieszkańcami Thomaston.

W miarę postępu prac renowacyjnych trwają przygotowania do nadania części teatru imienia bł. Michaela McGivneya.

„Budowla ta jest w pewnym sensie żywym pomnikiem jego osoby. Chcemy ukazać związki księdza McGivneya z miastem, teatrem oraz duchowe korzyści płynące ze sztuki scenicznej” – powiedział Dunn. B nota redakcyjna : Do powstania tego artykułu przyczyniła się Maureen Walther, współautorka książki The Knights of Columbus: An Illustrated History (2020).

TROY J. MCMULLEN był dziennikarzem „Wall Street Journal”. Obecnie pełni funkcję producenta wykonawczego w ABC News w Nowym Jorku.

Miejscowi Rycerze, wśród nich Kapelan Stanowy ks. Elixander Torres Pérez, prezentują flagę Zakonu w parafii San Benito w Rafael Freyre. Zapewnili ofiarom huraganu Melissa ponad 300 kg żywności, leków i artykułów higienicznych.

Erwin Canciller (po lewej) i Sean O’Malley z rady 15052 im. św. Benedykta w Chicago przygotowują pączki na niedzielną kawiarenkę w swojej parafii. Rycerze już kilka razy prowadzili takie wydarzenia. W ostatnim zebrali na dzieła miłosierdzia ponad 1,2 tys. dolarów.

USA

W dzień Trzech Króli Rycerze z rady 13330 Nuestro Señor de Tabasco w Villahermosa rozdali miejscowym dzieciom około 120 zabawek, by uczcić uroczystość Objawienia Pańskiego.

Karen Callaway
Meksyk
Kuba

Członkowie rady 17671 im. św. Remigiusza w Colombes niosą sztandar i figurę Najświętszej Maryi Panny, prowadząc około 200 osób podczas obchodów uroczystości Niepokalanego Poczęcia. Oprócz tej procesji Rycerze zorganizowali kilka innych, przyciągających tysiące ludzi.

Agent terenowy Vincent D’Souza (po lewej) i Rolando Lagmay z rady 11752 w Ottawie (Ontario) segregują ponad 500 par okularów podarowanych przez parafię św. Leonarda i miejscowe szkoły. Okulary zostaną wysłane do Cordonu na Filipinach, rodzinnej wioski Lagmaya, gdzie rozdystrybuują je lokalna rada i szpital.

Członkowie działającej przy katedrze rady 3106 w Cebu City (Visayas) noszą dary przeznaczone dla parafii San Isidro Labrador po trzęsieniu ziemi na północy Cebu 30 września. Trzęsienie ziemi dotknęło ponad 750 tys. osób – tysiącom odebrało domy, a 75 życie. Rada 3106 pomogła w dystrybucji 1,2 tys. paczek z żywnością, środkami higienicznymi, wodą i innymi artykułami. Rycerze z rady 15415 im. bł. Józefa Jankowskiego w Nakle nad Notecią wspólnie z żonami gromadzą się na rynku, gdzie po paradzie Trzech Króli zaśpiewają kolędy. Wydarzenie jest owocem współpracy rady i trzech nakielskich parafii. Uczestniczyło w nim około tysiąc osób.

Filipiny
Kanada
Polska
Francja

Oficjalny zaufany partner Rycerzy Kolumba

Odwiedź SklepRycerski.com, aby poznać najnowsze rycerskie kolekcje odzieży!

Kupując w Sklepie Rycerskim, wspierasz dzieła miłosierdzia Rycerzy Kolumba

Zamawiaj online na stronie skleprycerski.com

Rycerze Miłosierdzia

Każdego dnia Rycerze na całym świecie mają okazję, by coś zmienić – przez pracę społeczną, zbieranie funduszy czy modlitwę. Doceniamy każdego Rycerza za jego siłę, współczucie i oddanie w budowaniu lepszego świata.

Członkowie rady 18025 z bazy wojskowej Joint Base Pearl Harbor-Hickam na Hawajach niosą pień drzewa ściętego podczas prac na terenie karmelitańskiego klasztoru Świętej Trójcy w Kaneohe. Rycerze wspierają miejscowe siostry od 2022 r.: co miesiąc pomagają m.in. w konserwacji i w pracach ogrodowych, a na wsparcie zgromadzenia przeznaczyli 7 tys. dolarów.

„Delikatne poruszenie serca”

Moja wiara podczas studiów coraz częściej sprowadzała się do zachowywania pozorów. Bóg wydawał się odległy, ale to ja odcinałem się od niego.

Przełomowy moment nastąpił w trakcie studiów inżynierskich, gdy wyjechałem za granicę. Poczułem nagłe pragnienie pójścia na Mszę Świętą. Tego dnia, gdy przyjąłem Eucharystię, otworzyły mi się oczy i zrozumiałem, jak bardzo Pan mnie kocha.

Wtedy też Bóg rozpalił w moim sercu wezwanie do kapłaństwa, z którym walczyłem przez kilka kolejnych lat. Choć miałem wszystko, co – jak sądziłem – powinno mnie uszczęśliwić, nie mogłem pozbyć się tego delikatnego poruszenia serca.

W rozeznaniu pomógł mi przykład innych kapłanów. Dostrzegłem, że Jezusowe wezwanie „Paś owce moje!” (J 21, 17) jest kontynuacją jego osobistego zaproszenia „Pójdź za Mną!” (J 1, 43). Moje „tak” dojrzało, gdy tylko podążyłem za Nim całym sercem.

Pełnię posługę od czterech lat. Czerpię ogromną radość z zapraszania innych do uczniostwa, z karmienia ich Słowem i udzielania sakramentów.

Ksiądz Michel Quenneville

Archidiecezja Kingston

Rada 9652 im. św. Pawła Apostoła Kingston, Ontario

Photo by Nadia Molinari

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Columbia Marzec 2026 by Columbia Magazine - Issuu