Skip to main content

Columbia Kwiecień 2026

Page 1


Columbia

RYCERZE KOLUMBA
KWIECIEŃ

Szczekociny

Rycerze Kolumba w całej Polsce w okresie Wielkiego Postu organizowali bądź włączali się w nabożeństwa drogi krzyżowej prowadzone nie tylko w kościołach, ale również ulicami ich miast i wsi. Angażowali się także w liturgię Triduum Paschalnego jako służba liturgiczna, muzyczna, pełnili posługę lektorską. Na zdjęciu Rycerze z rady 17645 im. św. Jana Pawła II w Szczekocinach niosą krzyż podczas drogi krzyżowej ulicami miasta.

W dniach 21-27 marca na zaproszenie Rycerzy Kolumba do Polski przyjechały w wyjątkowej pielgrzymce wdowy i sieroty z Ukrainy. Gości przyjęły do domów rodziny Rycerzy z parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Radomiu. Odwiedzili m.in. Pałac Prezydencki w Warszawie, Sanktuarium na Jasnej Górze, gdzie spotkali się z Kapelanem Stanowym abpem Wacławem Depo oraz Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Pielgrzymkę wdów zapowiedział podczas konferencji w 4. rocznicę wybuchu wojny Delegat Stanowy Tomasz Wawrzkowicz.

21 marca ulicami Krakowa przeszedł po raz pierwszy Marsz św. Józefa. Wyjątkowa męska pielgrzymka wyruszyła z czterech kościołów, a jej uczestnicy spotkali się na Eucharystii w Sanktuarium św. Józefa w Podgórzu. Świadectwem podzielił się kpt. Karol Cierpica, a homilię wygłosił ks. Sebastian Picur. Wydarzenie zostało zorganizowane przez krakowskich Rycerzy Kolumba, Mężczyzn św. Józefa oraz inne katolickie wspólnoty mężczyzn.

Radom
Kraków

Columbia

KWIECIEŃ 2026 B TOM 106 B NUMER 3

XVII-wieczny obraz Chrystusa Zmartwychwstałego, który z dwoma uczniami idzie drogą do Emaus. Później, „Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go” (Łk 24, 30-31).

10

Ciepło na dalekiej północy

Rycerze przemierzają oblodzone drogi Manitoby, aby nieść pomoc rdzennej społeczności.

Campbell MacDiarmid

16

Dar drugiej szansy

Trudności ze zdrowiem psychicznym Rycerza z Maryland poprowadziły go ku życiu oddanemu służbie, inspirowanego przebaczeniem i nadzieją.

Zoey Maraist

20 24

Wiara, nadzieja i zdrowie psychiczne

Wywiad z psychologiem, drem Gregiem Bottarem, na temat katolickiego podejścia do zdrowia psychicznego.

Na miejsca, gotowi…

Od ponad 60 lat Halowe Igrzyska Rycerzy Kolumba z Saskatchewan goszczą światowej sławy lekkoatletów i sportowców-amatorów.

Quinton Amundson

Stałe rubryki

5 Na większą chwałę Bożą

Przykład Fultona Sheena przypomina nam, że najbardziej wiarygodnym świadectwem Ewangelii jest życie przemienione przez Chrystusa i zwrócone ku bliźnim.

Najwyższy Rycerz Patrick E. Kelly

6 Uczyć się wiary, żyć w wierze

W kulturze pełnej niepokoju, naznaczonej samotnością i nieufnością, Chrystus nieustannie przyciąga ludzi do uczestnictwa w życiu Kościoła.

Najwyższy Kapelan Arcybiskup William E. Lori

8 Budowanie Kościoła domowego

Dział poświęcony rodzinie, przywództwu i formacji duchowej

19 Wiadomości Rycerzy

Kolumba

Atak rakietowy na Dom McGivneya w irackim Irbilu

26 Globalny zasięg

Przegląd działań Rycerzy z jurysdykcji na całym świecie ukazujący Wiarę przez Uczynki NA OKŁADCE Fragment XIV-wiecznego bizantyjskiego fresku; w Wielką Sobotę Chrystus uwalnia Adama i Ewę z otchłani.

Członkami Rycerzy Kolumba mogą być jedynie mężczyźni, którzy ukończyli 18 lat i są praktykującymi katolikami pozostającymi w duchowej łączności ze Stolicą Apostolską. Wymóg bycia praktykującym katolikiem oznacza, że dany mężczyzna akceptuje Urząd Nauczycielski Kościoła katolickiego w sprawach wiary i moralności, dąży do życia zgodnego z przykazaniami Kościoła katolickiego, a także może przystępować do Sakramentów Świętych. kofc.org/wstap

Chronione prawami autorskimi © 2026 Wszelkie prawa zastrzeżone

Columbia

Towarzyszy nam w drodze

EWANGELIA ŚW. ŁUKASZA opisuje podróż dwóch uczniów zmierzających z Jerozolimy do wsi Emaus, do których niespodziewanie dołącza zmartwychwstały Pan (Łk 24, 13-35). Nie rozpoznali Go, dlatego wyrazili wielkie zniechęcenie i rozczarowanie wydarzeniami po Męce. Papież Leon XIV wspomniał o tym spotkaniu podczas audiencji generalnej w październiku: „Paradoks jest naprawdę znamienny: ta smutna podróż porażki i powrotu do codzienności odbywa się tego samego dnia, w którym zwyciężyło światło”. Zauważył, że uczniów przepełniał „całkowity smutek”, wręcz „paraliż duszy” – tak było aż do czasu, gdy Chrystus zaczął im objaśniać Pismo, zasiadł między nimi przy stole i połamał chleb (Łk 24, 35).

W tym samym cyklu katechez, które towarzyszyły zakończeniu Jubileuszowego Roku Nadziei, papież Leon XIV pochylał się nad zdumiewającą pokorą, z jaką Chrystus ukazał się uczniom: „zmartwychwstały Pan nie czyni nic spektakularnego, aby narzucić swoim uczniom wiarę (...). Wręcz przeciwnie, przybliża się dyskretnie, jak zwykły wędrowiec, jak głodny człowiek, który prosi o podzielenie się kawałkiem chleba (zob. Łk 24, 15; 41)”. Uczniowie nie rozpoznają Go przez „przekonanie, że radość musi być wolna od ran”. Papież zauważa, że Pan chce przychodzić do nas z miłosierdziem, nadzieją i pokojem, „w miejscach najmroczniejszych” – w naszych porażkach, wątpliwościach, załamaniach. „Zmartwychwstały pragnie jedynie okazać swoją obecność, stać się naszym towarzyszem drogi i rozbudzić w nas pewność, że Jego życie jest silniejsze od każdej śmierci”. Spotkanie na drodze do Emaus nie jest przypadkowe – odkrywa logikę zmartwychwstania. W świecie naznaczonym wojną i podziałami, osobistym

cierpieniem i narastającym kryzysem osamotnienia, czujemy pokusę, by widzieć wyłącznie krzyż – spoglądamy wtedy jak przez mgłę, ze zniechęceniem i brakiem nadziei. Zmartwychwstały Pan nie odcina się od rzeczywistości, ale pozostaje obok, towarzyszy nam, trwa przy nas i zaprasza do jedności z Nim. Każda Msza Święta powtarza ten schemat – Chrystus otwiera Pismo Święte i staje się prawdziwie obecny w Eucharystii, objawiając Misterium Paschalne. Jesteśmy posłani, by być Jego świadkami podobnie jak uczniowie po rozpoznaniu Pana (Łk 24, 33).

WYDAWCA

Rycerze Kolumba

WYDAWCA WERSJI POLSKIEJ

KofC Polska Sp. z o.o. ul. Domaniewska 47/10 02-672 Warszawa

NAJWYŻSI FUNKCJONARIUSZE

Patrick E. Kelly

Najwyższy Rycerz

JE abp William E. Lori

Najwyższy Kapelan

Arthur L. Peters Zastępca Najwyższego Rycerza

John A. Marrella

Najwyższy Sekretarz

Ronald F. Schwarz

Najwyższy Skarbnik

Anthony R. Picarello Jr. Najwyższy Adwokat

ZESPÓŁ REDAKCYJNY

Alton J. Pelowski

Redaktor naczelny

Matthew Kirby

Andrew J. Matt

Elisha Valladares-Cormier

Cecilia Engbert

Papież Leon potwierdza: „Zmartwychwstanie Chrystusa nie jest bowiem zwykłym faktem w historii ludzkości, ale wydarzeniem, które przemieniło ją od wewnątrz”. Zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią nie usuwa krzyża, lecz go pokonuje, odsłaniając nawet w cierpieniu światło Wielkanocy. W ten sposób Misterium Paschalne nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości, lecz kształtuje nasze życia, przywracając jedność z Bogiem i drugim człowiekiem. Jak mówi Ojciec Święty, „Braterstwo dane nam przez Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał, uwalnia nas od negatywnej logiki egoizmu, podziałów, przemocy i przywraca nas do naszego pierwotnego powołania” –wezwanie to wypełnia się w misji Rycerzy Kolumba. Podobnie jak uczniowie w Emaus jesteśmy posłani, by pewnie głosić, że Pan prawdziwie zmartwychwstał, że wciąż nam towarzyszy i że w Nim życie zatriumfowało nad śmiercią. B

Alton J. Pelowski, Redaktor naczelny

Megan Stibley Redaktorzy

Paul Haring Fotoedytor

Angelika Kowalska

Gabriela Kozielska Tomasz Adamski Redaktorzy wersji polskiej

Błogosławiony ks. Michael McGivney (1852-1890) –Apostole Młodych, Obrońco życia chrześcijańskich rodzin, Założycielu Rycerzy Kolumba, wstawiaj się za nami!

kofc.pl/columbia

ZMIANA ADRESU DOSTAWY, W TYM DO PACZKOMATU: pomoc@kofc.org.pl

Argument ze świętości

Przykład Fultona Sheena przypomina nam, że najbardziej wiarygodnym świadectwem Ewangelii jest życie przemienione przez Chrystusa i zwrócone ku bliźnim Najwyższy Rycerz Patrick E. Kelly

W LUTYM Stolica Apostolska poinformowała Diecezję Peoria (Illinois) o wznowieniu procesu beatyfikacyjnego Czcigodnego Sługi Bożego Fultona J. Sheena. Nastąpiło to po zatwierdzeniu w 2019 roku cudu, do jakiego doszło za wstawiennictwem kapłana.

Arcybiskup Sheen stał się rozpoznawalny w latach 50. dzięki programowi telewizyjnemu Life is Worth Living [Warto żyć!]. Był człowiekiem wielu talentów: osobowością telewizyjną, pisarzem, nauczycielem i jednym z największych ewangelizatorów XX wieku. Był także Rycerzem Kolumba Stopnia Patriotycznego i członkiem rady 178 w Rochester w stanie Nowy Jork.

Całe swoje życie poświęcił prowadzeniu ludzi do Chrystusa. Przejawiał szczególną elokwencję, zachęcając świeckich – zwłaszcza Rycerzy Kolumba – do podejmowania odważnych działań w obronie naszej wiary. Podczas przemówienia, jakie wygłosił na 88. Najwyższej Konwencji w 1970 roku, wezwał Rycerzy do czytania „znaków czasu” pośród ówczesnych niepokojów społecznych. Zachęcał nas do odpowiedzi na te wyzwania poprzez przyjęcie „teologii świeckich” opartej na działaniach, w których centrum jest Chrystus. Nasza uwaga, jak dodawał, nie powinna być skupiona „na Chrystusie abstrakcyjnym, ale na konkretnym, który w tym świecie potrzebuje i pragnie naszej pomocy”. Przypominał, że musimy dostrzegać Chrystusa w każdym. „Jego agonia trwa w człowieku aż do końca świata” – podkreślał. Arcybiskup Sheen wiedział, że prawdziwa zmiana nie jest efektem rządowych programów ani rewolucji społecznych. Jak powiedział, „jedynym argumentem, jaki może przekonać innych, jest świętość. Ten świat słyszał już każdy możliwy argument i jest gotowy, by odrzucić je wszystkie z wyjątkiem jednego – świętości”. Niezależnie od tego, czy mówił do milionów ludzi zasiadających przed telewizorami, czy do rodziny zgromadzonej w salonie, arcybiskup Sheen zawsze wzywał do spotkania z Chrystusem. W czasach mojego dzieciństwa, w połowie lat 70., spędził kilka dni w mojej rodzinnej parafii

Świętej Rodziny w Grand Blanc w stanie Michigan. Pewnego wieczoru proboszcz przyprowadził go do naszego domu na kolację i na kilka godzin pochłonęły nas historie arcybiskupa. Nigdy nie zapomnę jego poruszającej relacji z wręczania krzyży 500 trędowatym żyjącym w kolonii w Ugandzie – historii, którą barwnie opowiada w swojej autobiografii Skarb w glinianym naczyniu

Wiele swoich talentów oddał Bogu i niezależnie od naszych uzdolnień zachęcał, żebyśmy podobnie postępowali. Pisał: „Bóg dał każdemu z nas różne talenty. Nie ma powodu, by czuć się gorszym od tego, kto otrzymał inny talent. Gdy uświadomimy sobie, że będziemy sądzeni z talentów, które otrzymaliśmy – nie z tych, których nam nie dano – uwolnimy się od fałszywego poczucia bycia gorszym”.

Fulton Sheen czerpał energię i inspirację z codziennej adoracji, którą nazywał „najważniejszą godziną dnia”. To było jego codzienne spotkanie z Chrystusem. W swojej autobiografii napisał: „Ani sama wiedza teologiczna, ani wyłącznie działania społeczne nie wystarczą, byśmy trwali w miłości do Chrystusa. Jedno i drugie musi być poprzedzone osobistym spotkaniem z Panem”. Jak dodawał, konieczna jest pełna godzina, bo „Jest to czas wystarczająco długi, aby dusza mogła się opanować i odrzucić liczne rozproszenia. Trwanie przy Chrystusie obecnym w Najświętszym Sakramencie można porównać do wystawiania ciała na działanie promieni słonecznych”. Dla arcybiskupa Sheena codzienna adoracja była jak tlen: „Jeśli nawet wydawało mi się, że nie mam z niej żadnych korzyści i odczuwałem brak duchowej bliskości, miałem przynajmniej wrażenie, że jestem jak pies warujący u drzwi pana na wypadek, gdyby ten miał go wezwać”.

Aż do śmierci w 1979 roku stale dążył do świętości swojej oraz innych ludzi. Jego sekret polegał na połączeniu pełnego korzystania z danych mu przez Boga talentów i trwania w codziennej modlitwie. Sprawdziło się to w jego przypadku, więc może sprawdzić się i w naszym. Vivat Jezus!

Całe swoje życie poświęcił prowadzeniu ludzi do Chrystusa (…).

Wiele swoich

talentów oddał

Bogu i niezależnie od naszych uzdolnień zachęcał, żebyśmy podobnie postępowali.

Coś prawdziwego

W kulturze pełnej niepokoju, naznaczonej samotnością i nieufnością, Chrystus nieustannie przyciąga ludzi do uczestnictwa w życiu Kościoła

Najwyższy Kapelan Arcybiskup William E. Lori

W TĘ WIELKANOC do wspólnoty Kościoła zostaną przyjęte bezprecedensowe tłumy. W archidiecezji Baltimore chrzest otrzyma ponad 2 tysiące osób – nie jest to odosobniony przypadek. Diecezje w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie także odnotowują równie duże liczby.

Wielu spośród nowych członków Kościoła to młodzi dorośli. Część z nich jest zaangażowana w duszpasterstwa akademickie, inni rozpoczynają swoje życie zawodowe. Niektórzy rozważają małżeństwo, inni kapłaństwo lub życia konsekrowane. Co się dzieje? Co przyciąga tych młodych dorosłych – i tak wielu innych – ku wierze?

Pojawiają się różne wyjaśnienia. Niektórzy wskazują na izolację naszej kultury. Wielu ludzi ma więcej interakcji ze swoimi smartfonami niż z otaczającymi ich osobami, a mimo to wciąż pragną czegoś lepszego. Chcą należeć do czegoś większego niż oni sami i do Kogoś, kto ich kocha. Chcą być dostrzegani, poznani, zrozumiani i kochani – a czyż nie wszyscy tego pragniemy?

Inni wskazują na pustkę współczesnej kultury. Wiadomości i rozrywka są często powierzchowne – naznaczone ideologią i pozbawione piękna. W obawie przed polityczną niepoprawnością wielu ucieka się do banałów i utartych frazesów. Ludzki duch jest jednak stworzony do czegoś więcej. Jest stworzony do prawdy i miłości –a jedno bez drugiego nie może istnieć.

Jeszcze inni zwracają uwagę na wyraźny spadek zaufania do instytucji, w tym do rządu oraz mediów. Ostatni sondaż pokazał, że zaledwie 22% mieszkańców Stanów Zjednoczonych wierzy, że rząd działa głównie dla dobra wspólnego. Nie ufa się instytucjom pomocy społecznej oraz instytucjom religijnym, w tym Kościołowi katolickiemu. Mimo to część osób ponownie przyjrzała się Kościołowi. Dostrzegają jego skandale i błędy jego członków, lecz widzą także, że mimo wszystko Kościół pozostał wierny swoim przekonaniom i praktykom. Jednym słowem, jest pewnym oparciem w świecie, który często sprawia wrażenie zbudowanego na piasku.

Wszystkie te interpretacje mają sens, lecz żadna w pełni nie wyjaśnia fali nowych wiernych wstępujących do Kościoła. Coś bardziej fundamentalnego odpowiada za to, że wiara wciąż przyciąga, a Kościół trwa. Kościół przechodzi okresy rozkwitu i kryzysu, a w chwili, gdy wydaje się, że zanika, odradza się z nową siłą. Wynika to z tego, że w samym sercu Kościoła tkwi coś prawdziwego – wręcz „najprawdziwsza prawda”. To osoba Chrystusa, obecna dzięki Duchowi Świętemu, Zbawiciel, który zapewnił, że nie opuści Kościoła aż do końca świata, Oblubieniec, który miłuje swój Kościół w każdej epoce – zarówno gdy panuje pokój, jak i w czasie burz, w chwilach wielkiej świętości, jak i skandalu czy upadku. Pan nie toleruje grzechu, lecz nie porzuca swojego Kościoła mimo niewierności niektórych jego przywódców i członków. Ukrzyżowany i zmartwychwstały Zbawiciel nieustannie przyciąga ku sobie ludzkość.

Podczas Wigilii Paschalnej tysiące ludzi zanurza się w tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Pana. Jego zwycięstwo ożywa w nich poprzez wody chrztu i działanie Ducha Świętego. W sakramencie bierzmowania dary Ducha Świętego wlewają się w ich serca, utwierdzona zostaje więź z Chrystusem i Kościołem. Przyjmują Jego Ciało i Krew, duszę i bóstwo, wchodząc w komunię z Bogiem i z Kościołem.

Rycerze Kolumba mają w tym wszystkim szczególną rolę do odegrania. Nasza wiara umacnia się dzięki inicjatywom takim jak Cor Żywa obecność Chrystusa w Kościele objawia się nam na nowo i otwieramy na nią nasze serca. Dzięki temu jesteśmy przygotowani, by dawać świadectwo naszej wierze i iść u boku tych, którzy szukają czegoś lepszego niż to, co oferuje kultura – czegoś i Kogoś, na kim mogą oprzeć swoje życie.

Nasza wiara jest prawdziwa. Błogosławiony Michael McGivney nie miał co do tego cienia wątpliwości. Radujmy się i weselmy, bo prawdziwie zmartwychwstał Pan! B

Coś bardziej fundamentalnego odpowiada za to, że wiara wciąż przyciąga, a Kościół trwa (…). To osoba Chrystusa, obecna dzięki Duchowi Świętemu.

Paul Haring

Wyzwanie Najwyższego

Kapelana

Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Ewangelia z 19 kwietnia, Łk 24, 35)

Uczniowie idący do Emaus nie rozpoznali Jezusa aż do momentu łamania chleba. Jezus obiecał, że zawsze będzie z nami, a Eucharystia stanowi wypełnienie tej obietnicy. Spotykamy się z Nim w Eucharystii, w której jest prawdziwie obecny: ciałem, krwią, duszą i bóstwem – pod postacią chleba i wina. Uczniowie idący do Emaus nie doświadczyli zwyczajnego posiłku, ale spotkania z Chrystusem, który zaprasza także nas do zjednoczenia z Nim w Eucharystii.

Wyzwanie: W tym miesiącu wzywam was do trwania w modlitwie i adoracji przez kilka minut po Mszy Świętej, by zyskać świadomość prawdziwej obecności Chrystusa w Eucharystii.

Katolik miesiąca

Czcigodny Sługa Boży

Adolphe Chatillon (1871-1929)

KANADA PRZYSTĄPIŁA do I wojny światowej, jeden z członków Zgromadzenia Braci Szkół Chrześcijańskich toczył innego rodzaju walkę. W lasaliańskim domu formacyjnym w Montrealu mistrz nowicjatu, brat Théophanius-Léo Chatillon, zmagał się z brakiem entuzjazmu młodych ludzi rozpoczynających życie zakonne. Mówił: „jedna mocna idea, wypełniona całą energią twojej duszy, powinna nad tobą panować: »chcę być przyjacielem Jezusa, dzieckiem Maryi i bohaterem dusz«”.

Urodzony w pobożnej rodzinie w Nicolet w Québecu Adolphe Chatillon został sierotą w wieku 9 lat. Był zdolnym uczniem. W 1887 roku wstąpił do nowicjatu lasaliańskiego w Montrealu, przyjmując imię zakonne Théophanius-Léo. W 1907 roku został dyrektorem szkoły św. Kunegundy w Montrealu. Obrał sobie motto: „uszczęśliwiać, aby czynić lepszym”.

W ciągu trzech miesięcy poważnie zachorował i rozpoczął długą rekonwalescencję, podczas której uczył nowicjuszy liturgii i śpiewu. Po częściowym powrocie do zdrowia został w 1912 roku mianowany mistrzem nowicjatu.

Jego skuteczność jako formatora doprowadziła do powierzenia mu w 1923 roku funkcji wizytatora generalnego Ameryki Północnej, co wiązało się z licznymi podróżami do wspólnot lasaliańskich w Kanadzie i USA. Pomimo przewlekłej choroby odbywał te podróże z pogodą ducha.

W 1928 roku, po przewodniczeniu komisji na kapitule generalnej lasalianów w Belgii, u brata Théophaniusa zdiagnozowano raka jelita. Po nieudanej operacji w Paryżu powrócił do Montrealu, gdzie goście napływali do jego łoża niczym pielgrzymi.

Brat Théophanius-Léo zmarł spokojnie 28 kwietnia 1929 roku. W 2011 papież Benedykt XVI ogłosił go Czcigodnym Sługą Bożym. B

Kalendarz liturgiczny Intencje modlitewne Ojca Świętego

2 kwi Wielki Czwartek

3 kwi Wielki Piątek Męki Pańskiej

4 kwi Wielka Sobota

5 kwi Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

12 kwi Niedziela Miłosierdzia Bożego 23 kwi uroczystość św. Wojciecha, biskupa i męczennika

25 kwi święto św. Marka Ewangelisty

29 kwi święto św. Katarzyny ze Sieny, dziewicy i doktora Kościoła

Módlmy się za kapłanów przeżywających kryzys powołania, aby doświadczyli wspierającej obecności, zrozumienia i modlitwy wspólnoty.

PRZYWÓDZTWO W WIERZE

„ Żyjąc prawdziwie w miłości”

Jako liderzy jesteśmy powołani, by prowadzić tych, którzy znajdują się pod naszym wpływem, ku pozytywnej zmianie – ku nawróceniu. Ale proponowanie zmiany nigdy nie jest łatwe. Naturalnie chcemy podtrzymywać relacje i nie odpychać ludzi. Jednocześnie, ponieważ nam na nich zależy, pragniemy, aby stawali się najlepszą wersją samych siebie – a jeśli jeszcze tego nie zrobili, by poznali Jezusa Chrystusa i Jego Kościół. Gdy dzielimy się wiarą albo nawet dajemy rady w codziennych sprawach tym, których Bóg postawił na naszej drodze, ważne jest, byśmy działali świadomie i z wielką troską.

Święty Paweł daje pomocne wskazówki. Zobowiązanie do życia „prawdziwie w miłości”, które opisuje w Liście do Efezjan (4, 15), może pomóc nam chronić nasze relacje, gdy dzielimy się wiarą lub zachęcamy innych do cnoty.

Kochać innych dobrze to znaczy brać pod uwagę to, co o nich wiemy oraz to, co są w danym momencie zdolni usłyszeć. Prawda oznacza uznanie potrzeby wzrostu – naszego w co najmniej takim samym stopniu jak u innych, jeśli nie większym. Skutecznie przewodzić to znaczy znaleźć równowagę między szacunkiem dla tego, w jakim punkcie znajdują się teraz a zachęcaniem ich, by stawali się takimi osobami, jakimi mają się stać w Bożym zamyśle. B — Jose Pulido jest trenerem komunikacji i przywództwa, autorem książki How to Evangelize Anyone (2025) oraz dyrektorem ds. formacji religijnej w radzie 5272 w Camarillo (Kalifornia).

MISJA RODZINY

Domowi misjonarze

Katolicki dom jest terytorium misyjnym, a małżonkowie są powołani, by najpierw nieść Ewangelię własnym rodzinom

Diakon Rolando Moreno

KIEDY JEZUS POLECIŁ uczniom głosić dobrą nowinę o swoim przyjściu, posłał ich po dwóch (zob. Łk 10, 1).

Niezależnie czy chodziło o wzajemną odpowiedzialność czy o towarzyszenie, posługa najlepiej realizuje się razem z drugą osobą. Czy kiedykolwiek pomyślałeś o małżonkach jako o parze uczniów, których Jezus posyła na misję? Kiedy myślimy o działalności misyjnej, zwykle wyobrażamy sobie coś, co dzieje się daleko. Tymczasem w małżeństwie to właśnie dom jest polem misyjnym małżonków, którzy uczestniczą w wezwaniu Chrystusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28, 19a).

Są oni posłani, by być solą i światłem w swoim domu. To jest podstawowe miejsce, w którym osoby żyjące w małżeństwie są powołane do dawania świadectwa Ewangelii. Jak ujął to Jan Paweł II: „W zamyśle Boga Stworzyciela i Odkupiciela rodzina odkrywa nie tylko swoją »tożsamość«, to czym »jest«, ale również swoje »posłannictwo«, to, co może i powinna »czynić«” (Familiaris consortio 17).

Aby wypełnić tę misję, kluczowe jest, by małżonkowie świadomie realizowali swoje chrzcielne powołanie jako uczniowie Jezusa. Świadomość własnej tożsamości jako umiłowanego syna lub córki Boga jest fundamentem przeżywania wiary razem ze współmałżonkiem i dziećmi.

Bóg powołał małżonków i postawił ich w „mikrowinnicy”, którą mają uprawiać, pielęgnując cenny dar, jaki im powierzył – dzieci, owoc ich miłości. Świadoma decyzja, by służyć w swoim Kościele domowym, nie jest zamknięciem się na innych. Przeciwnie – dom jest najważniejszym polem misyjnym, oddziałującym na całe społeczeństwo.

To, co wydarza się w domu, wpływa na kulturę i przyczynia się do dobra wspólnego.

Taka posługa w Kościele domowym nie jest dla tych, którzy unikają ryzyka i trudów. Małżonkowie są zanurzeni w nieporządku i codziennym znoju zwykłego życia. Często można mieć poczucie, że funkcjonuje się nieustannie w trybie przetrwania, próbując po prostu nadążyć za życiem, pracą i obowiązkami rodzinnymi. Kiedy czujemy się wyczerpani, warto pamiętać o łaskach, które otrzymaliśmy. Jezus mówi: „Proście, a będzie wam dane” (Mt 7, 7a). Codzienne gromadzenie się na wspólnej modlitwie jest aktem pokory, który umacnia małżeństwo i pomaga małżonkom służyć swoim dzieciom. Podobnie jest ze wspólnym uczestnictwem we Mszy Świętej i regularnym przyjmowaniem sakramentów. Widok mamy i taty stojących w kolejce do spowiedzi czy z czcią przyjmujących Eucharystię jest dla dzieci mocnym świadectwem i pomaga im zakorzenić się w życiu Kościoła. B

DK. ROLANDO MORENO jest dyrektorem Mater Dei Radio w Portland (Oregon) oraz członkiem rady 1748 im. św. Józefa w Salem.

Głód Boga

Jak czytamy w mediach, w samej Francji w Wielką Sobotę chrzest święty przyjmie ponad 21 tysięcy nastolatków i dorosłych (pięciokrotny wzrost w ciągu ostatnich 10 lat i o 20% w porównaniu z rokiem poprzednim). Rośnie również liczba materiałów internetowych (podcasty, poradniki, warsztaty) oraz grup i wspólnot promujących szeroko rozumiany rozwój mężczyzny jako męża, ojca i po prostu człowieka. Taki trend możemy z łatwością zauważyć także w Polsce. Wiele z tych wspólnot i treści ma otwarcie katolicki charakter.

Jednocześnie niedawno trafiłem na zapowiedź premiery nowej aplikacji na telefon, która poprzez płatną subskrypcję

DLA DOBRA MAŁŻEŃSTWA

Razem ku Bogu

da użytkownikom możliwość… rozmowy z Jezusem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję.

To wszystko oczywiście zestaw faktów wyrwanych z właściwych sobie kontekstów, ale uważny obserwator może zaobserwować pewien „głód Boga” we współczesnym świecie. Dla Rycerzy Kolumba to kolejny sygnał do aktywnego, misyjnego działania.

Inicjatywa Cor jest zaproszeniem skierowanym do wszystkich mężczyzn. Chcemy, aby przez naszą posługę doświadczyli prawdziwej wspólnoty i przyjaźni zbudowanej na Jezusie Chrystusie – modlitwy, formacji i integracji.

W świecie pełnym zgiełku i krzyku doświadczamy wspólnej, pokornej modlitwy.

W świecie pełnym informacyjnego szumu zgłębiamy niezmienne prawdy wiary.

W świecie pełnym izolacji, niestałych

relacji i obecności online stawiamy na wspólnotę i przyjaźń.

Mężczyźni tego szukają. Naszym zaszczytem i obowiązkiem jest im to zaoferować.

Po więcej informacji wejdź na kofc.pl/cor B

— Tomasz Adamski jest członkiem rady 16650 w Krakowie i administratorem inicjatywy Cor w Polsce.

Małżonkowie są wezwani, by dzielić wszystko –w tym modlitwę

David Dawson

MOJA ŻONA I JA, zanim zaczęliśmy się spotykać, mieliśmy już wypracowane nawyki modlitewne, dlatego przyjęliśmy jako oczywistość, że po ślubie będziemy się cieszyć głęboką duchową jednością. Wyobrażaliśmy sobie, że owoce naszych modlitw i łaski płynące z sakramentu pozwolą nam prędko pokonać, ręka w rękę, wszelkie błędy i rozczarowania typowe dla pierwszych kilku lat małżeństwa. Było to, rzecz jasna, podejście naiwne i wkrótce padliśmy ofiarą standardowych potknięć i pułapek.

O ironio, największe nieporozumienia i ból wynikły właśnie z naszych indywidualnych duchowości.

Dziękowaliśmy za brak problemów z poczęciem, ale ta wdzięczność szybko przerodziła się z strach przed przytłoczeniem nowym potomstwem. Gdy oboje zdaliśmy sobie sprawę z granic naszego zaufania Panu i sobie nawzajem, zareagowaliśmy niewłaściwie. Pragnęliśmy grać w jednej drużynie, ale często wydawało nam się, że jest inaczej.

Moim sposobem pokonywania trudności było zanurzenie się w modlitwie, lecz żona stawała się wtedy coraz bardziej rozżalona, ponieważ wydawało się, że moje rozeznawanie duchowe nieustannie generuje jeszcze więcej problemów. W odpowiedzi czułem się urażony tym, że żona krępuje mnie swoimi lękami i ograniczeniami. Chciałem, by Bóg ją „naprawił”. Ale zamiast tego wyjaśnił mi, że dał mi ją jako towarzyszkę i że mamy razem nieść krzyż, dzielić jego ciężar i iść razem, nie osobno, ku Panu. Zaczęliśmy modlić się wspólnie – otwarcie, spontanicznie, regularnie. Różni i podatni na rany tak bardzo jak to tylko możliwe nauczyliśmy się, że nic innego nie daje większej bliskości. Teraz, gdy Bóg do nas mówi, wspólnie cieszymy się wiarą w Niego. B

DAVID DAWSON jest niezależnym konsultantem duszpasterskim i spikerem. Mieszka w Thibodaux (Luizjana) z żoną Kate i dziesięciorgiem dzieci. Jest członkiem tamtejszej rady 13397 im. św. Genowefy z Paryża.

Ciepło na DALEKIEJ PÓŁNOCY

Rycerze przemierzają oblodzone drogi Manitoby, aby nieść pomoc rdzennej społeczności

Campbell MacDiarmid

Ostatni z pojazdów Rycerzy Kolumba kończy swoją drogę po zimowej trasie, docierając do kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pukatawagan w Manitobie – osadzie należącej do Mathias Colomb Cree Nation.

U góry po prawej: Siostry Tasha i Chnaelle prezentują swoje nowe zimowe kurtki w towarzystwie Cleophasa „Cleo” Castillo, agenta generalnego Rycerzy Kolumba z Winnipeg.

WManitobie przy zjeździe z dziesiątki stał znak z krótkim ostrzeżeniem: „Uwaga –oblodzenie”. Obok był drugi: „Pukatawagan – droga zamknięta”.

Zamkniętą dla ruchu, pokrytą lodem drogą miały przejechać trzy pojazdy stojące na poboczu na północ od miasta The Pas w Manitobie, których spaliny unosiły się na mrozie. W środku czterech Rycerzy rozmyślało o czekającej ich podróży.

Nie będzie już asfaltu. Grupa miała pokonać niemal 160 kilometrów po zaśnieżonych drogach gruntowych i zamarzniętych jeziorach, aby dotrzeć do jednej z najbardziej odizolowanych osad w Kanadzie. W Mathias Colomb Cree Nation w Pukatawagan –społeczności, która w ostatnich latach stawiała czoła kilku poważnym wyzwaniom – Rycerze mieli pokazać mieszkańcom, jak złożyć 22 drewniane ramy łóżek, które własnoręcznie wykonali i wysłali koleją we współpracy z organizacją Błogi Sen.

Wieźli także siedem wózków inwalidzkich dla lokalnej placówki medycznej, które pozyskali dzięki współpracy z Canadian Wheelchair Foundation oraz 500 zimowych kurtek w ramach rycerskiego programu Kurtki dla Dzieci. Ta ostatnia dostawa oznaczała rekordowe 300 tysięcy kurtek przekazanych w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych w sezonie zimowym 2025-26, a więc pobicie ubiegłorocznego rekordu wynoszącego 286 tysięcy.

„Każdy może przekazać darowiznę na potrzeby lokalne ” – powiedział Mark Desjardins, Delegat Stanowy Manitoby i główny organizator misji. „W projekcie chodziło o to, żeby wyjść poza Winnipeg – dotrzeć tam, gdzie ludzie zwykle nie otrzymują takiej pomocy”.

PALĄCA POTRZEBA SPOŁECZNOŚCI

Pukatawagan leży ponad 700 kilometrów na północny zachód od Winnipeg, stolicy prowincji, i jest częścią Mathias Colomb Cree Nation – rdzennej społeczności liczącej około 4 tysiące członków. Usługi są ograniczone, a miejscowość nie ma całorocznego połączenia drogowego ze światem zewnętrznym.

Kolej Keewatin Railway uruchamia pociągi do The Pas dwa razy w tygodniu – podróż w jedną stronę trwa 11 godzin – choć mieszkańcy mówią, że połączenia często są zakłócane. Latem jedyną alternatywą są kosztowne loty, co sprawia, że zima, kiedy otwierane są pokryte lodem drogi, jest najlepszym okresem na samodzielne dotarcie do tej osady.

Ostatnia izolacja pogłębiła poważne problemy. Latem zeszłego roku cała społeczność została objęta nakazem ewakuacji z powodu ogromnych pożarów lasów – była to już druga taka ewakuacja od 2022 roku.

Mieszkańców ewakuowano samolotami Canadian Air Force CC-130 oraz śmigłowcami Chinook. Każdy mógł zabrać ze sobą tylko jedną torbę podręczną z dobytkiem. Przez wiele miesięcy mieszkańcy byli rozproszeni po hotelach w całej Manitobie, a nawet w dalekim Niagara Falls w Ontario, oddzieleni od swojej społeczności i kultury. Według Barbary Dumas, lokalnej dyrektorki ds. ochrony zdrowia, długotrwałe przesiedlanie doprowadziło do nasilenia problemów ze zdrowiem psychicznym.

„Zmagamy się z fizycznym, psychicznym, duchowym i emocjonalnym wymiarem tej traumy” – powiedziała.

Chociaż pożary oszczędziły Pukatawagan, na mieszkańców czekały kolejne trudności. Gdy wrócili do domów, zastali je zniszczone po miesiącach nieużytkowania.

„Niszczeją, bo nikt z nich nie korzysta” – wyjaśniła Dumas, wskazując na problemy takie jak wilgoć uszkadzająca wyposażenie, zwłaszcza pościel.

To pogorszenie stanu domów jeszcze bardziej zaostrzyło już i tak poważny problem przeludnienia.

Tymczasem w Winnipeg Delegat Stanowy szukał sposobów, by Rycerze mogli podjąć zdecydowane działania na rzecz rdzennych społeczności prowincji, więc zapytał arcybiskupa Winnipeg Murraya Chatlaina, gdzie ich wysiłki mogłyby przynieść największy efekt. Krótko przed Bożym Narodzeniem arcybiskup Chatlain napisał do księży w całej prowincji, zapraszając ich do włączenia się w inicjatywę Rycerzy Kolumba.

Ksiądz Dhana Raju Amarlapudi, Misjonarz Świętego

Franciszka Salezego, proboszcz kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Pukatawagan od dziewięciu lat, odpowiedział tego samego dnia.

„[Opisałem] pilne potrzeby i przepełnione domy” – powiedział ks. Amarlapudi. „Wiele osób śpi na podłodze”.

Arcybiskup, który wcześniej kierował dwiema diecezjami obejmującymi odległe społeczności na Terytoriach Północno-

Zdjęcie: Mike Sudoma
Rycerze z Manitoby i wolontariusze szlifują

Delegat Stanowy Manitoby Mark Desjardins wita ks. Dhanę Raju Amarlapudiego, proboszcza, przed jego przyjęciem do Rycerzy Kolumba w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa.

-Zachodnich i w północnym Saskatchewanie, skierował

Desjardinsa do Pukatawagan, gdzie – jak powiedział ks. Amarlapudi – społeczność będzie szczególnie otwarta na pomoc ze strony Rycerzy.

Pomysł misji w odległej północnej społeczności został entuzjastycznie przyjęty przez Radę Najwyższą, jak przekazał Desjardins, ponieważ ucieleśniał założycielskie zasady Zakonu miłosierdzia i jedności.

„Papież Franciszek kazał nam iść i służyć” – powiedział

Desjardins, odnosząc się do podróży papieża do Kanady w 2022 roku, skupionej na uzdrowieniu i pojednaniu. W homilii wygłoszonej nad Jeziorem św. Anny w Albercie – miejscu ważnym dla rdzennych narodów – papież powiedział: „(...) powinno się bardziej patrzeć na peryferie i słuchać krzyku ostatnich”.

Misja rozpoczęła się w Winnipeg, gdzie Rycerze połączyli siły z drugą grupą, by przygotować 22 łóżka dla dzieci z Pukatawagan.

Błogi Sen to organizacja charytatywna oparta na pracy wolontariuszy, której celem jest to, by żadne dziecko nie spało na podłodze. Jej oddział w Winnipeg powstał w 2020 roku z inicjatywy funkcjonariuszy lokalnych służb porządkowych. Choć dziś przygotowuje około 800 łóżek rocznie – wraz z materacami i pościelą – współpraca z Rycerzami Kolumba pozwoliła rozszerzyć skalę działania, jak podkreśliła Bonnie Emerson, współzałożycielka oddziału i osoba odpowiedzialna za współpracę społeczności i Komendy Policji Winnipeg.

„Nie mamy możliwości, by docierać do odległych społeczności na północy ani koordynować pracy wolontariuszy w całej prowincji” – powiedziała Emerson, członkini Sandy Bay First Nation. „Dzięki współpracy z takimi organizacjami jak Rycerze Kolumba staje się to możliwe, bo to oni wzięli na siebie całą logistykę”.

PODRÓŻ NA PÓŁNOC

Po dniu, który ponad 20 Rycerzy spędziło na szlifowaniu, wierceniu oraz impregnowaniu drewnianych elementów łóżek, spakowane ramy – razem z pościelą, wózkami inwalidzkimi i zimowymi kurtkami – wysłano do Pukatawagan transportem kolejowo-drogowym. Czterech Rycerzy ruszyło za nimi oblodzoną drogą, wioząc dodatkowe kurtki i wózki. Chcieli spotkać się z mieszkańcami podczas rozdawania darów i pokazać, jak złożyć łóżka.

Rano, 27 lutego, cała czwórka wyruszyła z The Pas, gdzie zatrzymała się na noc po przyjeździe poprzedniego dnia z Winnipeg. Kolumna kierowała się na północ przez spalone połacie tajgi. Śladów cywilizacji było niewiele – tylko zardzewiały wraki porzuconego samochodu. Jedyną oznaką życia, jak wspominał Desjardins, był samotny kojot.

Jechali powoli. Niedawna burza, a potem odwilż, sprawiły, że droga miejscami zmieniała się w grząską, zamarzającą breję. Ale na odcinkach prowadzących przez jeziora samochody mogły przyspieszyć, sunąc po gładkiej tafli lodu.

Jazda po zamarzniętych akwenach budziła niepokój u Cleophasa „Cleo” Castillo, agenta generalnego Rycerzy Kolumba z Winnipeg.

„Ściskałem różaniec” – wspominał z uśmiechem pochodzący z Filipin Castillo. „Po drodze odmówiłem niejedną modlitwę!”.

Ostatni odcinek drogi nie był odśnieżony i okazał się szczególnie trudny – samochody musiały jechać wyżłobionymi koleinami po blisko 30 centymetrach śniegu, jak relacjonował Delegat Rejonowy Vaughn Wadelius z rady 2704 Charlebois w The Pas.

Dla Tony’ego Kusiaka, Byłego Wielkiego Rycerza rady 9790 im. ks. A. i J. Kulawych w Winnipeg, trudna końcówka trasy podczas jego pierwszej wyprawy do północnego rezerwatu zapadła w pamięć na długo. „Chyba każdy z nas przynajmniej raz utknął na tym odcinku” – wspominał.

Gdy konwój dotarł do Pukatawagan, powitała ich turkusowa bryła Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa – w kształcie litery A, z wieżą dzwonną z ocynkowanej stali – górująca nad zaśnieżonym wzgórzem jak latarnia.

Zgodnie z ruchem wskazówek zegara, od góry po lewej: Delegat

Rejonowy Vaughn Wadelius pomaga dziecku założyć nową kurtkę podczas rozdawania darów w sali parafialnej Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa • Były Wielki Rycerz Tony Kusiak z rady 9790 im. ks. A. i J. Kulawych w Winnipeg wkłada drewniane listwy do nowej ramy łóżka w jednym z domów w Pukatawagan • Connie Constant, radna Mathias Colomb Cree Nation, rozmawia z Delegatem Stanowym Desjardinsem i innymi Rycerzami w ośrodku zdrowia Nikawiy.

Po serdecznym przyjęciu przez parafian Rycerze zostali zaproszeni na szybki posiłek w formie bufetu, na którym podano świeżo złowionego sandacza, po czym wrócili na mróz, by rozdać przywiezione towary. Temperatura była jak na te warunki dość wysoka (-15°C), co pozwoliło Desjardinsowi, zahartowanemu mieszkańcowi Winnipeg, pracować w koszulce polo Rycerzy Kolumba.

W domu Nancy Dumas – matki ośmiorga dzieci i babci dwadzieściorga wnucząt – Rycerze pokazali, jak złożyć ramy. Wnukowie kobiety, George i Adrian (10 i 11 lat), z szerokimi uśmiechami wskoczyli na nowe łóżka piętrowe.

„Jestem wdzięczna, że przyjechali i że montują łóżka dla chłopców” – powiedziała Dumas. „To da im poczucie komfortu”.

„OGROMNY KAMIEŃ MILOWY”

W ośrodku zdrowia Nikawiy dyrektor Barbara Dumas mówiła, że dostarczenie wózków inwalidzkich pozwoliło ominąć żmudną biurokrację, która zwykle towarzyszy zdobywaniu sprzętu medycznego dla tak odległej społeczności.

„Jedna wielka papierologia” – powiedziała 47-latka z doświadczeniem w ochronie zdrowia. „Trwa miesiącami, a kiedy sprzęt w końcu dociera, często nie jest już potrzebny”.

Po latach pracy dla swojej społeczności Dumas zobaczyła w wyprawie Rycerzy odbicie własnych wartości.

„Ojciec zawsze mówił: »nawet jeśli masz przy sobie tylko grosz, oddaj go – wróci do ciebie w takiej czy innej postaci«” –powiedziała. „Tak żyję jako katoliczka”. Gdy Rycerze opuszczali ośrodek, pożegnała ich z wdzięcznością: „Zawsze jesteście tu mile widziani. Tylko nie zgubcie się w drodze”. Zdjęcie: Colby Spence

Nie mamy możliwości, by docierać do odległych społeczności
na północy ani koordynować wolontariuszy

w całej

prowincji.

Dzięki współpracy z takimi organizacjami jak Rycerze

Kolumba staje się to możliwe.

Kolejnym punktem tego intensywnego dnia było rozdawanie kurtek dzieciom w sali parafialnej Kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa. Na tablicy ogłoszeń zawisł ręcznie namalowany napis: „DZIĘKUJEMY RYCERZOM KOLUMBA”.

Ksiądz Amarlapudi początkowo prosił o 50 kurtek, ale gdy Desjardins dowiedział się, że w społeczności mieszka 500 dzieci, Bracia zabrali ze sobą 500 sztuk. Dzięki temu w osadzie podarowano 300-tysięczną kurtkę zimową przekazana w tym sezonie przez Rycerzy Kolumba w Kanadzie i USA.

„300 tysięcy kurtek to ogromny kamień milowy, bo za każdą z nich stoi dziecko, które wcześniej nie miało odpowiedniego ubrania na zimę” – powiedział Desjardins. „Dając dzieciom

kurtki, zapewniamy im coś, co powinno być oczywiste – godne warunki życia”.

Zwieńczeniem misji był moment, gdy Desjardins uroczyście przyjął ks. Amarlapudiego do Rycerzy Kolumba podczas ceremonii Miłosierdzia, Jedności i Braterstwa.

Ksiądz Amarlapudi od lat przyglądał się działalności Rycerzy, ale dopiero wizyta w Pukatawagan utwierdziła go w decyzji, by dołączyć do Zakonu.

„Mogę być ich rzecznikiem” – powiedział. „Mogą się mną posłużyć, żeby szerzej mówić o Rycerzach Kolumba”.

Bracia spędzili w Pukatawagan zaledwie kilka godzin, ale gdy zakończyli swoją pracę, a prognozy pogody zaczęły się pogarszać, ruszyli w drogę do The Pas, by następnego dnia wrócić do Winnipeg.

Podczas długiej podróży zaczął padać śnieg i był czas, by spokojnie podsumować całą misję. Desjardins uznał ją za dobry przykład tego, co potrafią osiągnąć Rycerze Kolumba. Równie mocno poruszyły go jednak siła i wytrwałość mieszkańców Pukatawagan.

„Gdybyśmy mieli wysłać tam więcej łóżek, bez obaw przekazalibyśmy je pociągiem” – powiedział. „Chodziło o to, żeby pokazać ludziom, co mogą zrobić sami”.

Dla Castillo, który przełamał swoje obawy związane z jazdą po lodzie, potrzeba, jaką zobaczył w Pukatawagan, stała się impulsem do szukania kolejnych odległych społeczności na północy, które mogłyby skorzystać z pomocy Rycerzy Kolumba.

Jak wspominał, odwrócił się wtedy do Desjardinsa i rzucił: „Zróbmy to jeszcze raz!”. B

CAMPBELL MACDIARMID jest dziennikarzem Canadian Broadcasting Corporation z siedzibą w Ottawie (Ontario).

Dzieci wykonują prace plastyczne, czekając na nowe kurtki zimowe, jakie otrzymają od Rycerzy w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Dar DRUGIEJ SZANSY

Trudności ze zdrowiem psychicznym Rycerza z Maryland poprowadziły go ku życiu oddanemu służbie, inspirowanemu przebaczeniem i nadzieją

Szaleństwo spadło na mnie jak grom” – wspominał

Timothy McCarthy swoje pierwsze załamanie nerwowe w wieku 22 lat. „Chodziłem po pokoju, bełkocząc niestworzone rzeczy o teraźniejszości i przyszłości. Zanim dzień się skończył, zupełnie oszalałem”.

Ten kryzys w roku 1964 zapoczątkował trzynastoletnią odyseję nawrotów psychozy, wielokrotnych załamań nerwowych i hospitalizacji psychiatrycznych.

Pewnej nocy w 1968 roku, w całkowitej ciemności, McCarthy prowadził samochód po wiejskiej drodze, wciskając gaz do oporu, z nadzieją, że wydarzy się coś, co zakończy jego życie. Mustang pędził niemal 160 kilometrów na godzinę, mijane słupy telekomunikacyjne zdawały się przelatywać obok jak zapałki, a z maski unosiła się para. Wówczas, niespodziewanie, samochód powoli zwolnił i zatrzymał się – chłodnica wyschła.

Choć życie McCarthy’ego było ocalone, jeszcze przez wiele lat

Sąsiednia strona: Timothy McCarthy na zewnątrz Beaumont Hall, siedziby rady 1960 w Patapsco (Maryland), gdzie działa od niemal 40 lat.

Po prawej: McCarthy udziela porady podopiecznemu, 1988 r.

zmagał się z problemami psychicznymi, zanim odnalazł nadzieję i uzdrowienie. Cierpienie ostatecznie przygotowało go do wieloletniej pracy, w której pomagał ludziom przezwyciężać uzależnienia. „Gdyby nie moja wiara, z pewnością już bym nie żył – co do tego nie ma wątpliwości” – stwierdził McCarthy. „Dzięki wsparciu moich terapeutów nauczyłem się, że mogę przebaczyć Bogu i przebaczyć samemu sobie oraz że Bóg może wykorzystać moje doświadczenia dla jakiegoś dobra”. Dziś osiemdziesięciotrzyletni McCarthy, wieloletni członek rady 1960 Patapsco w Catonsville w stanie Maryland, wciąż pozostaje wierny służbie Bogu i bliźniemu, czy to modląc się przed pobliską kliniką aborcyjną, czy rozdając hot dogi wraz z Braćmi Rycerzami podczas parady z okazji Święta Niepodległości w Catonsville. „Służbę ma we krwi” – powiedziała jego żona, Mary Pat McCarthy. „Podobnie jak prowadzenie ludzi do Chrystusa”.

POSTRADAŁ ZMYSŁY, ODNALAZŁ POWOŁANIE

Pragnienie służby towarzyszyło McCarthy’emu od dzieciństwa. W wieku dziewięciu lat, po obejrzeniu filmu Dzwony Najświętszej Maryi Panny, postanowił zostać księdzem. Po liceum rozpoczął naukę w seminarium Najświętszej Maryi Panny w Baltimore, jednak pod koniec tego okresu prawie stracił mowę.

„Zacząłem popadać w coś, co lekarze określili jako nerwicę lękową. Potrafiłem powiedzieć »cześć«, »do widzenia« czy »jak się masz?«, a potem mój umysł się zamykał. Po prostu się wyłączał. Tak jakby natura chciała mi przekazać: »nie jesteś do tego stworzony«” – wyjaśnił.

W ciągu następnych trzynastu lat McCarthy przeżył pięć załamań nerwowych i pięciokrotnie trafiał do szpitali psychiatrycznych. Czuł się przytłoczony sukcesami ojca i wujków, co – pośród wielu innych czynników – pogłębiało jego niestabilność psychiczną.

„Nie umiałem temu sprostać – po prostu nie potrafiłem, w końcu się załamałem” – powiedział.

Z czasem terapeuta pomógł McCarthy’emu uświadomić sobie moc modlitwy i przebaczenia. Trafna diagnoza i odpowiednie leki przyczyniły się także do trwałej remisji.

W trakcie jego powrotu do zdrowia serce McCarthy’ego zwróciło się ku uzależnionym od narkotyków pacjentom, którzy przebywali razem z nim w szpitalach psychiatrycznych.

„Dzieliliśmy się historiami, posiłkami, marzeniami i łzami. Byliśmy jak bracia. I właśnie wtedy, gdy sam nie byłem jeszcze w najlepszym stanie, postanowiłem, że jeśli kiedykolwiek wyzdrowieję, będę im pomagał” – wspominał.

W ten sposób McCarthy został kuratorem zdeterminowanym, by dla swoich podopiecznych robić więcej niż przewidywały jego obowiązki.

„Tim był bardziej empatyczny wobec swoich podopiecznych niż wielu innych kuratorów” – stwierdziła jego przyjaciółka i była przełożona, Diana Harris. Zwróciła uwagę również na to, że chęt-

nie pomagał podopiecznym w znalezieniu zakwaterowania i woził ich na zajęcia.

Dr Thomas Cargiulo, ówczesny dyrektor Biura ds. Leczenia Uzależnień Stanu Maryland, dostrzegł zaangażowanie McCarthy’ego, gdy ten pracował później jako terapeuta uzależnień w ośrodku detencyjnym. Jak zauważył Cargiulo, wielu więźniów przywykło do tego, że traktuje się ich jak ludzi gorszej kategorii, jednak McCarthy tak ich nie postrzegał.

„Miałem okazję obserwować go z bliska w pracy – z tą charakterystyczną dla niego mieszanką pasji i współczucia” – stwierdził Cargiulo. „Kiedy ktoś taki jak Tim traktuje więźnia jak drugiego człowieka, jak równego sobie – to mocne”.

Żona McCarthy’ego, Mary Pat, którą poślubił w 2013 roku, również osobiście przekonała się, jak duży wpływ wywierał na innych. Pewnego ranka wybrali się razem na śniadanie, gdy kelner zaczął z nimi rozmawiać.

Jak wspomina Mary Pat, kelner powiedział: „Panie McCarthy, pamięta mnie pan? Kilka lat temu pomagał mi pan, gdy miałem problemy z narkotykami. Dziś jestem żonaty, mam syna. Dostałem tę pracę, bo moje życie całkowicie się odmieniło. Chciałem po prostu podziękować”.

Oddanie i wiara McCarthy’ego zrobiły również wrażenie na jego współpracownikach. Jego przykład skłonił Cargiulo do bardziej świadomego podejścia do własnej wiary. Obecnie często uczęszcza na codzienną Mszę Świętą, modli się na różańcu i angażuje w wolontariat.

Gdy Harris uległa wypadkowi w pracy, co skutkowało operacją i rocznym urlopem, McCarthy przejął jej obowiązki.

„Tim oddał mi swój urlop, żebym mogła wykarmić swoją rodzinę, bo byłam samotną matką. Nie muszę dodawać, że będę mu wdzięczna do końca życia. Zawsze był on wspaniałym człowiekiem, pełnym pasji, wyrozumiałym, kochającym i życzliwym” – powiedziała.

LECZENIE NA PIERWSZYM MIEJSCU

Niezależnie od pracy z poszczególnymi osobami McCarthy zabiegał o to, by system wymiaru sprawiedliwości kładł mniejszy nacisk na karanie sprawców, a bardziej skupiał się na przezwyciężaniu uzależnienia leżącego u podłoża przestępstw. Inspiracją była jego osobista droga związana ze zdrowiem psychicznym.

„W początkowym okresie miewałem nawroty i bywałem hospitalizowany, jednak zwolnienie lekarskie zapewniało mi ochronę, dzięki czemu mogłem wracać do pracy jako kurator. Gdy jednak moi podopieczni zachowywali się równie niepohamowanie jak ja, kończyli w więzieniu. Pomyślałem więc: »dlaczego nie mieliby trafiać do szpitali zamiast za kratki?«” – tłumaczył.

Jak podkreśliła Harris, podejście stawiające leczenie na pierwszym miejscu jest dziś powszechne, lecz wówczas uchodziło za radykalne.

„Ludzie u władzy w rzeczywistości nie poświęcali uwagi uzależnieniu. W praktyce skupiali się na jego aspekcie kryminalnym, bo – jak wiadomo – byliśmy organizacją odpowiedzialną za bezpieczeństwo publiczne” – zauważyła.

Zdaniem Cargiulo wielu było przekonanych, że uzależnieni trafiający do więzienia przejdą detoks i zostaną wyleczeni.

„Dziś zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z chorobą przewlekłą, więc nie jest to takie proste. Samo pozbawienie kogoś wolności może być doświadczeniem traumatycznym, co tym bardziej utrudnia wychodzenie z uzależnienia” – wyjaśnił.

Choć McCarthy wierzył w skuteczność swojego podejścia, jego przełożeni domagali się dowodów. Dlatego w latach 1985–1986 przeprowadzono eksperymentalny Catonsville High-Risk Drug Project. McCarthy zauważył, że uczestnicy programu po roku osiągnęli 94% wskaźnik sukcesu. Swoje obserwacje przedstawił w dokumencie Unhooking the Hooked Generation opublikowanym w 1987 roku przez American Probation and Parole Association.

Od tego czasu – dzięki wysiłkom McCarthy’ego oraz innych podobnie myślących osób – podejście stawiające leczenie na pierwszym miejscu stało się powszechne w całych Stanach.

„Sama ta inicjatywa, nawet gdyby McCarthy nie osiągnął w życiu niczego więcej, pozwoliła setkom tysięcy ludzi skorzystać z leczenia i uniknąć więzienia. To naprawdę wielkie osiągnięcie” – podkreślił Cargiulo.

ULECZYĆ

UBOGICH DUCHEM

McCarthy postrzega swoją pracę jako kontynuację dzieła bł. Michaela McGivneya, założyciela Rycerzy Kolumba.

„Ksiądz McGivney posługiwał więźniom i umierającym oraz nieustannie pomagał biednym. Ja natomiast nie tyle wspieram ubogich w sensie materialnym, co tych ubogich duchem – pozbawionych duchowych zasobów” – wyjaśnił.

W 1988 roku, biorąc przykład z własnego ojca, dołączył do Rycerzy Kolumba. Od ponad 30 lat służy w swojej radzie jako lektor, wygłaszając krótkie i inspirujące przemówienia dla mężczyzn,

McCarthy rozmawia z Byłym Wielkim Rycerzem Michaelem Duffym podczas spotkania funkcjonariuszy w marcu. Od 2011 r. McCarthy w radzie 1960 pełni funkcję Dyrektora ds. Życia.

w których splata aktualne wydarzenia, życie świętych i treści duchowe. Bracia Rycerze podkreślają, że McCarthy nigdy nie opuszcza ich wydarzeń – zajmuje się sprzedażą biletów, pomocą w kuchni czy wydawaniem posiłków. Mówią również o jego oddaniu modlitwie różańcowej i sprawom pro-life.

Mimo że jest ojcem trojga dzieci i dziadkiem pięciorga wnucząt, pozostaje otwarty i chętny do rozmów zarówno o wierze, jak i o wyniku ostatniego meczu Baltimore Ravens.

„To nie jest sztywny facet, który wciska innym tematy religijne na siłę. Jest bardzo przyjazny i bardzo sympatyczny” – powiedział Michael Doetzer, członek rady 1960 od ponad 50 lat.

Bracia Rycerze wspierali także jego długoletni projekt – film o uzależnieniu i powrocie do zdrowia. McCarthy postanowił napisać scenariusz, czerpiąc inspirację z heroicznego życia św. Maksymiliana Marii Kolbego, patrona osób uzależnionych i ofiary Holokaustu, który oddał życie za współwięźnia.

„Gdy czytałem jego historię, nie mogłem powstrzymać łez” –wspomniał McCarthy. „Pomyślałem: »napiszę historię, która dotknie serc całego narodu, tak jak ty dzisiaj dotknąłeś mojego«”.

Wytrwałość, optymizm i wiara w Boga, które towarzyszyły McCarthy’emu w jego zmaganiach i karierze, podtrzymują jego nadzieję, że ta historia kiedyś dotrze do odbiorców. Marzy, by przesłanie filmu o przebaczeniu dało nadzieję osobom uzależnionym, a może nawet zainspirowało kogoś do zostania księdzem, którym sam pragnął być.

„To, na czym mi zależy, to dawanie drugiej szansy, bo całe moje życie jest drugą szansą” – wyjaśnił McCarthy. „Zbyt często rezygnujemy z Boga, ale On nigdy nie rezygnuje z nas”. B

ZOEY MARAIST pisze z północnej części stanu Wirginia.

Zdjęcie: Matthew Barrick
Timothy

Atak rakietowy na Dom McGivneya w irackim Irbilu

DOM MCGIVNEYA – kompleks 140 mieszkań w Irbilu w Iraku – został częściowo zniszczony podczas ataku rakietowego 4 marca. Uderzenie miało miejsce cztery dni po amerykańsko-izraelskiej inwazji na Iran przeprowadzonej 28 lutego.

Kompleks powstały dzięki wsparciu Rycerzy Kolumba otwarto w lutym 2019 roku z myślą o chrześcijańskich rodzinach przesiedlonych z Równiny Niniwy po zajęciu tego regionu przez tzw. Państwo Islamskie w 2014 roku.

Budynek usytuowany w Ankawie –dzielnicy Irbilu zamieszkanej głównie przez chrześcijan – w chwili uderzenia był pusty, ponieważ kilka dni wcześniej ewakuowano mieszkańców z uwagi na bliskość lotniska międzynarodowego. Kaplica Domu McGivneya należąca do chaldejskiej archieparchii Irbilu została znacznie uszkodzona.

„Dziękujemy Bogu, że nikt z mieszkańców kompleksu ani z członków służb bezpieczeństwa nie odniósł obrażeń” – przekazała Archieparchia w oświadczeniu z 4 marca. „Służby bezpieczeństwa oraz zespoły obrony cywilnej szybko dotarły na miejsce, by podjąć konieczne działania i oszacować skalę szkód. Modlimy się, aby Bóg strzegł wszystkich od wszelkich zagrożeń i obdarzył cały kraj pokojem oraz bezpieczeństwem”.

Dom McGivneya oferuje młodym rodzinom darmowe mieszkania w wysokim standardzie, udostępniane na okres pięciu lat. Niegdyś w budynku funkcjonowało również piętro przeznaczone dla seniorów, z własnym zespołem medycznym na miejscu. Misjonarze pracujący na rzecz archieparchii oraz miejscowych szkół katolickich podczas swojej posługi w Irbilu zamieszkują osobne skrzydło.

Przed wojną w 2003 roku liczba chrześcijan w Iraku wynosiła blisko 1,5 miliona, a cała populacja – 25 milionów. Lata niestabilności i przemocy znacząco uszczupliły tę liczbę. Gdy w 2014 roku bojownicy tzw. Państwa Islamskiego opanowali miasta i rozpoczęli prześladowania chrześcijan na północy Iraku w kraju pozostało już tylko około 300 tysięcy wiernych. Inicjatywy takie jak Dom McGivneya pomagają podtrzymać kurczącą się wspólnotę chrześcijan w Iraku liczącą dziś około 150 tysięcy

Od góry: Kaplica Domu McGivneya w Irbilu w Iraku po ataku rakietowym z 4 marca. Budynek mieszkalny został wzniesiony dzięki wsparciu Rycerzy Kolumba, aby zapewnić schronienie chrześcijańskim rodzinom przesiedlonym z powodu prześladowań i przemocy ze strony tzw. Państwa Islamskiego. • Chaldejski arcybiskup Irbilu Bashar Matti Warda stoi przed Domem McGivneya w 2018 r. • Ówczesny Najwyższy Rycerz Carl Anderson oraz abp Warda umieszczają wizerunek ks. Michaela McGivneya w kaplicy Domu McGivneya w marcu 2019 r.

wiernych – mniej niż 0,5% społeczeństwa. Ci, którzy pozostali, mierzą się z nowymi lękami związanymi z wojną z Iranem.

„Trwamy mocni w wierze i nadziei. Musimy się tej nadziei trzymać i na niej budować. Nie sposób jednak zaprzeczyć lękom, niepokojom i troskom, wszyscy je odczuwamy” –powiedział arcybiskup Irbilu Baszar Matti Warda w rozmowie z OSV News.

Od momentu powołania przez Radę Najwyższą w 2014 roku Funduszu dla

Prześladowanych Chrześcijan przekazano ponad 20 milionów dolarów na rzecz chrześcijan w Iraku.

„Będziemy nadal wspierać rodziny, które nazywały Dom McGivneya swoim domem. Dołączamy w tym do naszego Ojca Świętego, papieża Leona XIV, który wzywa nas wszystkich do modlitwy o pokój i do pracy na rzecz pokoju” –przekazał Najwyższy Rycerz Patrick Kelly w oświadczeniu z 4 marca. B

Wiara, nadzieja i zdrowie psychiczne

Wywiad z psychologiem, drem Gregiem Bottarem, na temat katolickiego podejścia do zdrowia psychicznego

Dyskusja na temat zdrowia psychicznego rozgorzała na całym świecie zwłaszcza w ostatnich latach, gdy zarówno celebryci, jak i przeciętni Kowalscy zaczęli borykać się z chorobami psychicznymi.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia z 2025 roku problem ten dotyczy ponad miliarda osób na całym świecie. W samych Stanach Zjednoczonych szacuje się, że 61,5 miliona osób (23,4% całej populacji) doświadczyło chorób psychicznych w 2024 roku (krajowe badanie na temat zdrowia i korzystania z używek, NSDUH), w tym 33% osób w wieku 18-25 lat.

W ostatnich latach Kościół katolicki zaznacza potrzebę świadomości i odpowiedniej opieki w zakresie zdrowia psychicznego. W 2021 roku papież Franciszek ujawnił, że rozmowy z psychiatrą pomogły mu pozbyć się lęku na początku kapłaństwa, a w 2023 roku Konferencja Episkopatu USA rozpoczęła katolicką kampanię społeczną, by podnieść świadomość i walczyć z tabuizowaniem chorób psychicznych. Chociaż wzrasta otwartość na opiekę psychiatryczną, to – zgodnie z badaniem przeprowadzonym w 2025 roku przez The Harris Poll i Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne – tabu towarzyszące określeniu „choroba psychiczna” nadal się utrzymuje.

Włączanie do psychologii perspektywy antropologii chrześcijańskiej od ponad 10 lat wyznacza kierunek pracy dra Grega Bottara, a także CatholicPsych Institute, który założył w 2012 roku. Bottaro, Rycerz od 2014, rozmawiał z redakcją „Columbii” na temat swojego podejścia klinicznego oraz walki z niektórymi przyczynami lęku i depresji.

Poniższy wywiad został zredagowany i skrócony. Dowiedz się więcej na stronie: catholicpsych.com.

Dr Greg Bottaro, założyciel CatholicPsych Institute, w swoim domu w Greenwich (Connecticut).

COLUMBIA: W jaki sposób środowisko rodzinne i wcześnie rozeznane powołanie wpłynęły na twoje rozumienie osoby ludzkiej? Dlaczego te doświadczenia skłoniły cię do podjęcia pracy psychologa?

DR GREG BOTTARO: Dorastałem w rodzinie niby katolickiej, chodziliśmy do kościoła, ale nigdy nie rozumiałem, ile wiara powinna – ile mogłaby – dla mnie znaczyć. Uświadomiłem to sobie boleśnie, gdy podczas mojego ostatniego roku nauki w szkole średniej rodzice się rozwiedli. To było niesamowicie trudne.

Na szczęście poszedłem na Boston College, gdzie Peter Kreeft pracował jako profesor filozofii. Nauczył mnie

Smileus
Zdjęcie: Paul Haring

myślenia, a także zapoznał z filozofią i teologią Jana Pawła II. Przeczytałem Miłość i odpowiedzialność Karola Wojtyły. Odkryłem, że katolicka perspektywa miłości i małżeństwa jest lekarstwem na wszelkie doświadczenia rozpadu wiary i rodziny, jakie znałem.

Gdy przeżyłem wewnętrzne uzdrowienie, zauważyłem, że nikt mnie tego wszystkiego nie nauczył. Nikt nigdy nie pomógł mi zrozumieć, jak ważna i praktyczna jest wiara, jakie ma przełożenie na rzeczywistość. Nie chodzi wyłącznie o to, że w niedzielę chodzisz do kościoła.

Zapragnąłem wtedy spędzić resztę życia na studiowaniu i przekazywaniu tej prawdy innym ludziom, którzy mogą przeżywać podobne zmagania. Droga powołania zawiodła mnie na Uniwersytet Franciszkański w Steubenville, gdzie dokończyłem studia, a po obronie dołączyłem do Wspólnoty Franciszkańskich Braci Odnowy w Nowym Jorku. Założycielem zgromadzenia był o. Benedict Groeschel, kapłan i psycholog, który stał się moim autorytetem.

Po pewnym czasie, przed złożeniem ślubów wieczystych, uświadomiłem sobie, że właściwie nie czuję powołania do życia zakonnego, ale do małżeństwa. Ukończyłem doktorat w Instytucie Psychologii w Waszyngtonie i w tym samym roku, w którym się obroniłem, poznałem moją żonę.

Dlaczego katolicka wizja osoby ludzkiej nie pasuje do dominujących, świeckich modeli zdrowia psychicznego?

Model sekularny opiera się na postmodernistycznym relatywizmie, a ten na scjentyzmie, czyli pewnej formie kultu nauki. Oznacza to, że metoda naukowa wyznacza początek i koniec prawdy, czyli – o ironio – nawet nie jest nauką, bo odnosi się do samej siebie. Nauka jest po prostu sposobem obserwacji i eksperymentowania z tym, co zostało zaobserwowane.

Jako katolicy dysponujemy antropologią rozumianą jako wiara w to, co objawione. Nie tylko zaobserwowane. Nauka jest ważna, ale my możemy zaczynać od głębi prawdy objawionej w Jezusie Chrystusie. Wszystko, co On przekazuje na

Zostaliśmy stworzeni do

porządku, nie do chaosu, a każde uzależnienie jest

chaosem, który wskazuje na głębsze, pozytywne pragnienie. Dlatego pytamy, jakiego dobra szukamy w ten nieuporządkowany sposób.

temat człowieka i istoty ludzkiej, staje się naszym fundamentem i punktem wyjścia.

W ten sposób, nawet gdy rozchodzi się o aborcję, nie musimy studiować badań, by uświadomić sobie, że jest zła i szkodliwa. Gdy mowa o transpłciowości, nie musimy czekać na badania, które powiedzą nam, że operacje zmiany płci nie dają ludziom szczęścia. My już to wiemy, bo znamy prawdę objawioną o osobie ludzkiej. Gdy zaczniemy od tego miejsca i włączymy do rozmowy naukę, pogłębimy rozumienie tego, co to znaczy być człowiekiem.

Są pewne standardy, które akceptujemy i bierzemy za pewnik w kwestii zdrowia psychicznego. Ten fakt oszałamia, ale w świeckim ujęciu nie ma takich postulatów. Jeśli masz temperaturę 40°C, to wtedy wiesz, że jesteś chory, bo porównujesz ją do 36,6°C. Taka jest norma. Zdrowie psychiczne jej nie ma. „Normy” są w tym przypadku subiektywne, relatywne.

Żyjemy w erze nieustannej cyfrowej stymulacji, która rozprasza uwagę i często pogłębia izolację. Jakie konkretne praktyki mogą podjąć katolicy, by trwać w skupieniu, wewnętrznej ciszy i wolności odpowiedzialnego korzystania z technologii?

Chciałbym udzielić praktycznej odpowiedzi, bo mówimy o tym jak o nowym zjawisku. W gruncie rzeczy dyskusja o cyfrowych uzależnieniach jest spóźniona o dobrych 15 lat. Ujmijmy sprawę jasno – powinniśmy mieć co najmniej jeden dzień w tygodniu bez technologii. Zrezygnować z niej zupełnie. Żadnego telefonu. Wyrzuć go z kieszeni. Nawet nie zbliżaj się do komputera. Jeżeli nie jest to możliwe – z uwagi na jakieś rzekomo nieusuwalne ograniczenia – uporządkuj w swoim życiu to, co do tego prowadzi. Jeśli to twój jedyny sposób utrzymania rodziny, być może znajdziesz jakiś kompromis, a może po prostu wystarczy niedziela.

Sądzę, że dzieci nie powinny mieć telefonów ani tabletów. Te urządzenia niszczą ich mózgi. Myślę, że badania wkrótce ujawnią, że w gruncie rzeczy takie urządzenia są formą przemocy. Ostatecznie tak właśnie ocenią to przyszłe pokolenia, choć niektórzy świadomie nie chcą tego dostrzegać.

Powinniśmy zacząć od siebie, bo nie możemy dać tego, czego nie mamy. Jeśli nie potrafimy w zdrowy sposób rezygnować z technologii, nie wychowamy dzieci do tego rodzaju wolności.

W miarę upływu czasu dostrzeżemy obniżenie lęku i depresji, więcej radości i pokoju. W takich rodzinach jest więcej uważności, bliskości i zdrowej komunikacji. Dzieci szanują rodziców, małżonkowie siebie nawzajem.

Jak z psychologicznego oraz duchowego punktu widzenia powinniśmy rozumieć uzależnienie i jego podłoże?

Zostaliśmy stworzeni do porządku, nie do chaosu, a każde uzależnienie jest chaosem, który wskazuje na głębsze, pozytywne pragnienie. Dlatego zadajemy pytanie, jakiego dobra szukamy w ten nieuporządkowany sposób. Nieważne, czy to coś przyjemnego, ucieczka od bólu czy rozwiązanie pewnego problemu, którego nie można uniknąć poprzez jego zanegowanie, zawsze jest tam pewien zmysł dobra i prawdy.

Gdy spoglądamy na uzależnienia cyfrowe, jest tam – jak myślę – pewien naprawdę cudowny wymiar ludzkiej zdolności do bycia kreatywnym, w której pragniemy wychodzić poza granice tej rzeczywistości. Nawet w grach – to tak jakbyśmy odkrywali albo budowali nowe światy, przekraczając granice naszego. No cóż, jesteśmy stworzeni do transcendencji – do jedności z Bogiem.

Gdy zrozumiemy, dlaczego dane pragnienie w ogóle powstaje, wracamy do jego istoty i pytamy, jak możemy zaspokoić tę potrzebę lub ukierunkować to pragnienie w sposób zdrowy, zamiast nieuporządkowany.

W swojej książce The Mindful Catholic proponujesz technikę mindfullness zgodną z życiem chrześcijańskim. Czym katolickie rozumienie mindfulness różni się różni się od duchowości New Age?

Mówiąc o  mindfulness , mam na myśli skupianie się na obecnej chwili. Oznacza to skierowanie umysłu i uwagi ku temu, co w tym momencie jest rzeczywiste. Jeśli nieustannie pozwalasz, by twoje myśli odpływały w inne miejsce, które nie jest chwilą obecną, to – jak pokazują skany mózgu – wzrasta odczucie lęku. Zwiększa to poziom kortyzolu, tętno i napięcie mięśni. Gdy użyjesz pięciu zmysłów, by zawrócić umysł ku temu, co trwa, wszystkie te symptomy lękowe znikają. Pokój rozciąga się na nasze myśli. Możesz być bardziej kreatywny, zintegrowany, łatwiej nawiązywać relacje zamiast martwić się i przejmować przyszłością.

Okazuje się, że to właśnie praktykowali buddyści. Kluczowa różnica dotyczy ich wyjaśnienia, dlaczego mindfulness działa. Ogólnie buddyjska idea jedności mówi, że nawet myśl o przyszłości jest iluzją. My to widzimy inaczej. Wierzymy, że trwanie w chwili obecnej pomaga nam zachować zdrowie i szczęście, bo mamy Boga, który objawił się nam w Jezusie Chrystusie i powiedział: „Nie martwcie się o swoje życie”. Zatroszczy się o nas w każdym momencie. Wystarczy, że spojrzymy na kwiaty i ptaki. Nie martwią się o to, co robią, a Bóg i tak im zapewnia wszystko i się nimi opiekuje.

Papież Leon powiedział, że jedną z jego ulubionych książek jest O praktykowaniu Bożej obecności. Opowiada o poszukiwaniu Boga w obecnej chwili. Pan, który jest wieczny, czeka na nas w teraźniejszości, byśmy skupili się na Nim i na trwającym momencie.

Obecnie małżeństwa i rodziny stawiają czoła ogromnej presji ze strony kultury, wiele par w milczeniu zmaga się ze stresem, żalem i brakiem bliskości emocjonalnej. Jakie nawyki mogą budować małżonkowie, by strzec relacji ze sobą nawzajem i z Bogiem?

Kobieta i mężczyzna są tak różni, a jednak Bóg wzywa nas do jedności, co czasem przypomina okrutny żart. Ale jeśli wsłuchamy się w to nieco uważniej, głębiej, zobaczymy drogę do świętości. Właśnie to rozjaśnili św. Jan Paweł II i Sobór Watykański II – powszechne wezwanie do świętości. Większość z nas realizuje je poprzez małżeństwo – i wyzwania oraz krzyże, jakie spotykamy na tej właśnie drodze. Gdy prowadziłem życie duchowe, uważałem, że rytm

celibatu jest piękny – liturgia godzin, plan modlitwy codziennej. Jak spędzać czas, każdego dnia trwając w modlitwie? O ile to tylko możliwe, próbowałem odwzorować strukturę tego czasu w życiu rodzinnym i relacji z żoną. Nie mogę powiedzieć, że co dnia razem idziemy na adorację, ale próbujemy przeznaczać odpowiednią ilość czasu, żeby po prostu być razem, ona i ja. Żadnej technologii, telewizji, ale kubek herbaty, siedzenie i rozmowa, bycie razem.

Komunikacja i bliskość emocjonalna – albo po prostu dobry czas spędzony wspólnie – mają być celami, do których zmierzamy. Dni, w których nie chcemy się widzieć albo być razem, są sygnałem, że mamy coś do przepracowania – coś, co pomoże nam stać się świętymi.

Weź się w garść, wygospodaruj czas i zaplanuj go. Jeśli zaczynasz od godziny tygodniowo, wykorzystaj ją i wpisz do terminarza. Nawet jeśli to 20 minut dziennie, zrób z nich użytek, ujmij je w kalendarzu.

Jakie inne ważne działania mogą podjąć rodzice, by wykształcać w dzieciach odporność, dojrzałość emocjonalną i stabilne poczucie własnej tożsamości?

Najbardziej podstawowa i ogólna zasada, jaką mogę dać rodzicom, brzmi: pozwólcie swoim dzieciom robić wszystko, co nie przekracza ich ludzkich możliwości. Jeśli są w stanie, niech myją naczynia, przygotowują posiłki albo wyrzucają śmieci.

Odeszliśmy od przekonania, że dzieci powinny stopniowo dorastać do swoich umiejętności, a przecież powinniśmy je do tego zachęcać. Trzeba do tego powrócić.

Czy dawanie instrukcji, obserwacja, zarządzanie i doglądanie wymagają więcej czasu rodziców? Tak, zdecydowanie. Edukacja dzieci jest naszym najważniejszym obowiązkiem. Gdy tylko dziecko stanie się fizycznie albo umysłowo zdolne do wykonania czegoś, należy je nauczyć, jak to zrobić, a następnie oczekiwać, że to uczyni. W taki sposób pomagamy im rozwinąć pełnię swoich możliwości.

Wielu ludzi – zwłaszcza mężczyzn – waha się przed poszukiwaniem rady albo profesjonalnego wsparcia. W jaki sposób katolickie wspólnoty mogą zmniejszać stygmatyzację osób zmagających się z chorobami psychicznymi?

Rycerze-studenci gromadzą się na zakończeniu 60. Dorocznej Konferencji Rad Uniwersyteckich trwającej od 26 do 28 września 2025 r. w New Haven (Connecticut). Wydarzenie, odbywające się pod hasłem „Posłannicy Chrystusa”, przyciągnęło prawie 200 Rycerzy reprezentujących 70 uczelni z całej Ameryki Północnej.

Z jednej strony, to zrozumiałe wahanie przed zaufaniem opiece psychiatrycznej. Z drugiej, wszyscy potrzebujemy pomocy. Nie ma żadnego „ale”. Pozostaje jedynie pytanie, jakiego rodzaju wsparcia potrzebujemy.

Jest to radykalne zerwanie z postmodernistyczną, relatywistyczną kulturą, w której żyjemy jako odizolowani i samowystarczalni. Potrzebujemy siebie nawzajem. Bóg stworzył nas do bycia razem.

Nieważne, czy chodzi o pomoc medyczną, bliskość i relację albo doradztwo i kierownictwo – jeśli zmienimy nasze podejście, wtedy stanie się to łatwiejsze.

Każdy żyje, jakby myśląc: „jestem samowystarczalny, jestem mężczyzną, nie potrzebuję żadnej pomocy”.

No dobrze, ale gdzie są twoi bracia, twój ojciec, inni krewni? Kto starszy nauczył cię, jak stać się lepszym mężczyzną?

„Cóż, nie potrzebuję tego”.

Kłamstwo. To nigdy nie działa. Wraz ze zmianą paradygmatu musimy dotrzeć do miejsca, w którym wspólnota, relacje i zdrowie psychiczne nie są stygmatyzowane.

Różne badania pokazują wzrost samotności, depresji i utratę sensu, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn. Jakie według ciebie jest podłoże tego kryzysu?

Myślę, że stawiamy czoła niewyobrażalnej presji, by być dobrymi mężczyznami, podczas gdy kultura odbiera nam wszystko, co nas takimi czyni. Jeśli spojrzysz na to historycznie, potrzebujemy siebie nawzajem. Mężczyźni zawsze byli razem, pracowali razem i zdobywali swoje uznanie.

Chłopcy wyrastali na mężczyzn, przebywając wśród starszych, którzy pokazywali im – na własnym przykładzie –czym jest ciężka praca, jak kształtować cnotę i być ofarnym,

czyli dla innych. Chłopcy zyskiwali ich uznanie, gdy zaczynali postępować według tych wartości. Potrzebujemy siebie. Nie ma szans, że będziemy wzrastać w swoich wyizolowanych światach samowystarczalności, a w takiej rzeczywistości żyjemy. Oczekuje się od nas, że w jakiś sposób wyczarujemy w sobie charakter i cnoty mężczyzny.

Myślę, że musimy dostrzec obszary naszej izolacji – może podczas pracy w biurowych boksach albo w systemie home office – i przyjąć, że nie wszyscy mogą tego uniknąć, by potem dopełniać swoje życie doświadczeniami, które współbrzmią z tym, do czego jesteśmy powołani.

Jeśli więc pracujesz w odosobnieniu albo spędzasz większość swojego dnia samotnie, musisz znaleźć czas i podjąć wysiłek, by wyjść i spotykać się z innymi mężczyznami – na przykład Rycerzami Kolumba – w pracy, służbie i modlitwie.

Czym jest prawdziwa, zdrowa męskość?

Najzdrowsza męskość bierze przykład ze św. Józefa. Po raz pierwszy uklęknął jako syn, jego „tak” poprzedziło „tak” Maryi. Ona jest wzorem dla całego Kościoła. Pierwszym, co powinniśmy robić jako mężczyźni, jest podążanie za przykładem Najświętszej Maryi Panny, bo jej fiat jest najważniejszym przykładem postawy, jaką każdy chrześcijanin powinien przyjąć względem Boga.

O ironio, pierwszym znakiem męskości jest to, czy potrafimy uklęknąć z pokorą i oddaniem, na wzór Maryi. W tej postawie otrzymujemy odpowiedzialność, jaką dał nam Bóg – jako ojcowie, mężowie i członkowie swoich społeczności. Pokora i wrażliwość są najważniejszymi wyznacznikami prawdziwej męskości. B

NA MIEJSCA, GOTOWI…

Od ponad 60 lat Halowe Igrzyska Rycerzy Kolumba z Saskatchewan goszczą światowej sławy lekkoatletów i sportowców-amatorów

Quinton Amundson

Echem niesie się dźwięk głośnego stukania na drewnianej bieżni, w powietrzu czuć zapach tłuszczu i smażonej cebuli. Widzowie, oczarowani widokiem mistrzów olimpijskich, wspominają, jak amerykański tyczkarz Bob Seagren wybił się niemal pod dach, ustanawiając ówczesny rekord świata, 5,32 metra. 60 lat później dźwięki, zapachy i widok starej hali w centrum Saskatoon – miejsca Halowych Igrzysk Rycerzy Kolumba z Saskatchewan w latach 19651980 – wciąż przywołują żywe wspomnienia wśród sportowców, wolontariuszy i kibiców.

„To było wyjątkowe miejsce” – mówi Diane Jones-Konihowski, pięcioboistka, która reprezentowała Kanadę podczas letnich igrzysk olimpijskich w 1972 i 1976 roku,

a także startowała w pierwszych 16 rycerskich zawodach halowych. „Można było wyjść stamtąd z bólem głowy, bo sportowcy biegali po drewnianych ścieżkach. Gościliśmy światowej sławy kulomiotów, którzy przerzucali pół hali – czasem aż się baliśmy. Było też bardzo głośno i ekscytująco”. Pierwsze zawody odbyły się 3 i 4 grudnia 1965 roku i zostały zorganizowane przez lokalne kluby lekkoatletyczne i Saskatchewan Jubilee and Centennial Corporation. Miały uczcić 60. rocznicę przystąpienia prowincji do Konfederacji Kanady. Rycerze Kolumba w pełni sponsorowali je od 1966 roku i stopniowo przejmowali coraz większą odpowiedzialność organizacyjną. Tegoroczne zawody rozegrane w dniach 22-24 stycznia, były 59. edycją. Odwołano je tylko w latach 2021 i 2022 z powodu COVID-19.

Oddana grupa co najmniej stu Rycerzy Kolumba z całej prowincji zbiera się co roku, by poprzez budujące charakter zawody wspierać dzieci i sportowców z niepełnosprawnościami.

„Zawody pokazują, czym zajmują się olimpijczycy i do czego zdolne są dzieci” – mówi Neil Mooney, poprzedni Delegat Rejonowy i Były Wielki Rycerz rady 8638 im. św. Anny, który jest wolontariuszem Igrzysk od ponad 44 lat. „Należy zaszczepić w nich ducha sportu, bo to pomoże im mierzyć się z wyzwaniami i dokonywać wielkich rzeczy na co dzień”.

LICZYĆ NA KOGOŚ – NA BIEŻNI I POZA NIĄ

Od kiedy Bob Seagren ustanowił rekord świata w skoku o tyczce, Igrzyska Rycerzy w Saskatchewan zaczęły przyciągać światowej sławy lekkoatletów takich jak John Thomas –dwukrotny medalista olimpijski i rekordzista świata w skoku wzwyż – który uczestniczył w nich w 1967 roku. Zawody bywały także początkiem sportowej kariery. Arnold Boldt, któremu amputowano nogę, rywalizował w nich w 1976 roku, po czym w kolejnych latach zdobył 7 złotych medali w Igrzyskach Paraolimpijskich. Pochodzący z Saskatoon Cyprian Enweani w 1977 roku zwyciężył w skoku w dal w kategorii młodzików, a w 1988 reprezentował Kanadę na letnich igrzyskach olimpijskich w Seulu. Inna lokalna lekkoatletka, Kelsie Hendry, zwyciężyła w pokazowych zawodach w skoku o tyczce, a w 2008 roku pojechała na letnie igrzyska olimpijskie w Pekinie.

Rycerskie Igrzyska stanowią również trampolinę do karier sportowych niezwiązanych z bieżną. W 1981 roku Lesa Mayes-Stringer zajęła drugie miejsce w skoku w dal w grupie

Po lewej: Skok o tyczce podczas Halowych Igrzysk Rycerzy Kolumba. • Powyżej: Rick Dupuis, Były Wielki Rycerz rady 11888 im. Maryi Matki Kościoła, pilnuje linii bocznej podczas wyścigów sztafetowych dla szkół podstawowych w Saskatoon Field House na kampusie Uniwersytetu Saskatchewan, 22 stycznia.

• Na sąsiedniej stronie, od góry: Brandon Harris, pochodzący z USA medalista w biegu na 60 m, ustawia się w blokach startowych do próby przed wyścigiem w czasie Halowych Igrzysk w Saskatoon, 23 stycznia. • Medale lekkoatletyczne pokazane przed zawodami.

młodzików, a później reprezentowała Kanadę w bobslejowym Pucharze Świata i weszła do pierwszej dziesiątki najlepszych pilotek bobslejowych.

W 1980 roku zawody przeniesiono do Saskatoon Field House na Uniwersytecie Saskatchewan i choć atmosfera pozostała elektryzująca, nastrój zmienił się, gdyż widzowie przenieśli się z boiska – na którym dotąd tłumnie otaczali zawodników – na trybuny. Zawody stawały się wydarzeniem coraz bardziej rodzinnym.

Z czasem Halowe Igrzyska zaczęły oferować młodzieży –a przez kilkadziesiąt lat także uczestnikom Olimpiad Specjalnych – szansę, by być nie tylko widzami, ale też rywalami. Na tegorocznych zawodach oprócz 600 sportowców-amatorów, wystąpiło aż 2 tysiące uczniów 400 szkół podstawowych, którzy brali udział w biegach sztafetowych.

Oprócz tej cieszącą się niegasnącą popularnością konkurencji dzieci rywalizowały w innych konkursach związanych z bieganiem, skakaniem i rzutami dzień przed rozpoczęciem zawodów dla dorosłych. Czuły się przy tym jak gwiazdy dopingowane przez blisko 4 tysiące kibiców.

Gdy Martin Cay, honorowy dyrektor tegorocznych zawodów, 30 lat temu został wolontariuszem na Igrzyskach, był zachwycony wydarzeniem dla uczniów.

„Niewiarygodna była ekscytacja tych biegających dzieciaków, a także rodziców, dziadków, cioć i wujków na trybunach” – mówi Cey, członek rady 9539 im. św. Filipa Nereusza w Saskatoon. „A potem zobaczyłem światowej sławy sportowców. To było dla mnie coś nowego”.

Wśród tych podekscytowanych dzieci były cztery córki Ceya.

Zgodnie z ruchem wskazówek zegara, od góry po lewej: Kanadyjka Diane Jones-Konihowski, dwukrotna olimpijka, próbuje przeskoczyć poprzeczkę podczas zawodów w 1980 r. • Randolph Headley (281) z Calgary Spartans sięga po pałeczkę podczas sztafety mężczyzn, 29 grudnia 1971 r. • Zawodniczki pokonują płotki w wyścigu w 1981 r. • Uczestnicy sztafety dla szkół podstawowych w 1985 r. • Al Feuerbach z USA rzuca kulą w 1971 r. Wygrał z wynikiem 20,6 m i zwyciężył w głosowaniu na najlepszego zagranicznego sportowca.

W tym roku Cey był kierowcą lekkoatletów takich jak Sarah Mitton – Kanadyjka, która dwukrotnie obroniła tytuł mistrzyni w pchnięciu kulą na Halowych Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce. Nie tylko uczestniczyła w zawodach, ale też wygłosiła przemówienie podczas bankietu połączonego z rozdaniem nagród. Zachęcała młodych, by postrzegali sport jako wspólną przygodę: „Stawiam przed wami wyzwanie, żebyście napisali albo zadzwonili do kogoś z waszego zespołu i powiedzieli, jak bardzo doceniacie to, że możecie na niego liczyć – na bieżni lub poza nią”.

Pomoc początkującym sportowcom w budowaniu charakteru przez nawiązanie kontaktu z profesjonalistami od zawsze była celem finansowania rozgrywek przez Rycerzy Kolumba. Jak twierdzi Cey, przez wiele lat zawodnicy odwiedzali szkoły w centrach miast – program ten w 2023 roku zastąpiono szkolnymi apelami na hali z udziałem sportowców – a wizyty te często budziły podziw uczniów.

„Przyprowadzaliśmy do szkół znakomitych sportowców, którzy inspirowali naszych uczniów” – wspominał Cey. „Dzieci przecierały oczy ze zdumienia”.

W liście do Rycerzy organizujących 44. Igrzyska w 2009 roku ówczesny Najwyższy Rycerz Carl Anderson napisał: „Cieszy mnie zwłaszcza to, że najlepsi sportowcy mają możliwość odwiedzać miejscowe szkoły i opowiadać o znaczeniu obecności na lekcjach, o unikaniu narkotyków i innych szkodliwych działań. Sport daje uczestnikom szansę trenować ciało, dyscyplinować umysł i dawać wyraz wyższym aspiracjom ludzkiego ducha”.

PRZEKAZAĆ PAŁECZKĘ

Charakterystyczną cechą tych zawodów jest międzypokoleniowy wolontariat. Pośród osób kontynuujących tę tradycję są ojciec i syn, Don i Glen Hauserowie – oddani Rycerze uczestniczący także w tegorocznej edycji.

Przez 10 lat Don, Były Wielki Rycerz rady 9539, był kierowcą sportowców z różnych części świata, członkiem Korpusu Reprezentacyjnego Czwartego Stopnia i dbał o to, by nikt nie zakłócał działania wyświetlacza z pomiarem czasu zawodników. Glen, sekretarz wykonawczy w Radzie Stanowej i Były Wielki Rycerz rady 10587 im. św. Augustyna, dołączył do niego około 25 lat temu i nadal się angażuje. Pełni te same funkcje, co ojciec, a ponadto pomaga z parkowaniem, technicznymi aspektami skoku o tyczce i śpiewa w chórze Rycerzy Kolumba podczas otwarcia rozgrywek.

„Tata powiedział: »chodź, odwieziemy kilku sportowców«” –wspomina Glen, mówiąc o pierwszym dniu wolontariatu.

„Nie wiedziałem, z czym to się wiąże, ale wyszło fajnie. Spodobało mi się”.

Don miło wspomina rozmowy ze sportowcami z różnych stron świata, których woził między lotniskiem a miejskimi szkołami, gdzie inspirowali uczniów i odpowiadali na ich pytania. Ich pierwsze spotkanie z kanadyjską zimą jest dla niego niewyczerpanym źródłem anegdot.

„Pamiętam, że kiedyś przyjechali sportowcy z Australii czy Nowej Zelandii, młodzi goście. Wyszli z lotniska, zobaczyli zaspę i po prostu zanurkowali w śniegu” – uśmiecha się Don. Wally Owchar, Rycerz od blisko 60 lat, jest wolontariuszem

Były Delegat Stanowy Saskatchewan Larry Packet (z prawej) prowadzi śpiew hymnu Kanady. Obok niego stoi Były Wielki Rycerz rady 8215 im. Denisa Mahoneya i prezes rady strategicznej tegorocznych rozgrywek, Gil Wist, dalej poprzedni Delegat Rejonowy, Richard Devon.

Igrzysk od 54 lat. Pełnił różne kadencje, każdą przez co najmniej 15 lat: był sekretarzem, skarbnikiem i opiekunem zaproszonych sportowców. Wraca co roku, przyciągany pragnieniem niesienia szansy młodszym pokoleniom.

„Wszystko to robię dla dzieci” – powiedział Owchar, członek rady 4938 im. arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego. „Musimy o nie dbać, bo są naszą przyszłością. Dajmy im szansę próbować”.

Larry Packet, który 21 lat temu został członkiem zespołu strategicznego, a w latach 2022-24 był Delegatem Stanowym Saskatchewan, również wraca co roku, bo wierzy w misję rozgrywek.

„Promujemy pozytywny styl życia poprzez uczestnictwo międzynarodowej grupy sportowców, a dzieci i młodzież mogą zrozumieć, że wszystko jest możliwe, jeśli pracujesz i dbasz o siebie” – mówi Packet.

Według Ceya udział w zawodach jest wyjątkową okazją do spotkania z Braćmi z całego miasta i prowincji. Pociesza fakt, że młodsi Rycerze angażują się jako wolontariusze.

„Naprawdę wykuwamy tu przyjaźnie” – twierdzi Cey. „Gdy rozpoczyna się sobotni bankiet, mamy za sobą wiele pracy i oddychamy z ulgą, widząc, że doprowadziliśmy wszystko do końca i osiągnęliśmy sukces”.

Ekscytacja związana z przyszłorocznymi, 60. Halowymi Igrzyskami Rycerzy Kolumba rośnie. Diane Jones-Konihowski, dwukrotna uczestniczka Igrzysk Olimpijskich, czeka, by uczcić nowatorski pomysł zawodów oraz ich niegasnącą siłę mimo pływu 60 lat.

„Przypominam sobie dawne zawody i rozmawiam z wieloma moimi kolegami z tamtych czasów” – mówi. „Wtedy nic nie mogło się z tym równać”. B

QUINTON AMUNDSON jest zastępcą redaktora „The Catholic Register” oraz członkiem rady 5116 im. Alphonsusa Williama Currana w Brooks (Alberta).

W Kaplicy Matki Bożej Miłosierdzia ks. Jakub Ciołak, kapłan i Rycerz Kolumba, błogosławi trumienkę, w której złożono ciała ośmiorga dzieci. Członkowie rady 14577 im. Matki Bożej Ostrobramskiej ze Skarżyska-Kamiennej uczestniczą w pogrzebie. Rycerze wznieśli grobowiec dla dzieci utraconych na miejscowym cmentarzu, a także wspierają rodziców podczas pochówków.

Wielki Rycerz Gustavo Buenrostro z rady 15888 im. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Querétaro pozdrawia bezdomnego na targu Escobedo. Co czwartek Rycerze spędzają ponad godzinę na pomocy potrzebującym – rozdają jedzenie, napoje i podstawowe artykuły.

Rycerze niosą relikwiarz zawierający szczątki św. Małgorzaty Marii Alacoque w procesji ze świecami w Bazylice Najświętszego Serca Pana Jezusa w Paray-le-Monial podczas corocznych listopadowych rekolekcji jurysdykcji. Wydarzenie uczciło 350. rocznicę objawień św. Małgorzaty Marii. Obejmowało modlitwy i konferencje głoszone m.in. przez bpa Jeana Laffitte’a, Prałata Zakonu Maltańskiego.

Członkowie rady 17487 im. św. Piotra Apostoła w Tarnopolu zbierają drużynę na trzecie zawody w piłce nożnej. Uczestniczyło w nich prawie 70 dzieci z miejscowych parafii grekokatolickich. Zawodnicy otrzymali dyplomy i posiłek, a zwycięski zespół wygrał statuetkę.

Polska
Francja
Meksyk
Ukraina

Rycerze ze Zgromadzenia 2015 im. ks. Franciszka de Montmorency Lavala oraz metropolita Quebecu kard. Gérald Lacroix obok relikwii pierwszego stopnia bł. Michaela McGivneya w Le Centre Sheraton Montreal Hotel. Utworzyli Korpus Reprezentacyjny na adorację i Mszę św. w Katedrze Maryi Królowej Nieba i Ziemi, podczas konferencji młodych Catholic Christian Outreach’s Rise Up, która przyciągnęła 800 uczestników z Kanady.

W szkole im. Trójcy Świętej członkowie rady 92 w Manchesterze (New Hampshire) pakują na ciężarówkę dary przeznaczone dla mieszkańców Jamajki, którzy ucierpieli w wyniku huraganu Melissa. Bracia zebrali towary warte ponad 15 tys. dolarów (w tym meble, odzież, artykuły higieniczne i materiały budowlane), które przewiozą do Marylandu, a stamtąd wyślą na Jamajkę, gdzie Mustard Seed Communities zajmą się dystrybucją.

USA

Rycerze ze Zgromadzenia 2402 im. Gamburzów w Cabadbaran (Mindanao) oraz ze Zgromadzenia 2779 im. Antonia Pigafetty w Magallanes obok bpa Butuanu Cosme Almedilli po Mszy św. w Kościele Matki Bożej Gromnicznej, celebrowanej w dzień patronki parafii. Bracia od ponad 20 lat zapewniają Korpus Reprezentacyjny na tę uroczystość.

Kanada Filipiny

Zamawiaj

Rycerze Miłosierdzia

Każdego dnia Rycerze na całym świecie mają okazję, by coś zmienić – przez pracę społeczną, zbieranie funduszy czy modlitwę. Doceniamy każdego Rycerza za jego siłę, współczucie i oddanie w budowaniu lepszego świata.

Wielki Rycerz Denys Zinchenk z rady 18620 im. św. Mikołaja w Krzywym Rogu niesie paczkę pomocową dla Iryny Novitskiej, parafianki Kościoła św. Mikołaja Cudotwórcy. Rada rozdała potrzebującym ponad 50 paczek wypełnionych długoterminową żywnością i napojami.

„Bóg stworzył tę wspólnotę dla mnie”

Gdy po raz pierwszy doświadczyłam adoracji Najświętszego Sakramentu podczas letniej konferencji przed rozpoczęciem szkoły średniej, wiedziałam, że Pan zaprasza mnie, abym oddała Mu całe swoje serce. Kiedy w końcu odważyłam się porozmawiać o tym z siostrą zakonną, odpowiedziała jedynie: „Spodobałyby ci się Małe Siostry Baranka. Są bardzo ubogie i bardzo szczęśliwe”.

Jej słowa dotknęły samej głębi mojego serca. Nie mogłam jednak uwierzyć, że spośród wszystkich istniejących wspólnot od razu zostałam skierowana właśnie do tej, do której byłam powołana. Wówczas nie rozumiałam jeszcze, jak Bóg mówi do nas poprzez ludzi i wydarzenia w naszym życiu.

W końcu zdobyłam się na odwagę, by odwiedzić Małe Siostry Baranka po tym, jak poznałam kilka innych zgromadzeń. Nie zawiodłam się ani trochę – Bóg stworzył tę wspólnotę dla mnie! Nic nie przynosi mi większej radości niż nasze życie monastyczne: kontemplacja Słowa Bożego, przyjaźń z ubogimi i wędrowanie od drzwi do drzwi, by wypraszać chleb powszedni na wzór Jezusa, który stoi u drzwi i kołacze.

Siostra Candice

Małe Siostry Baranka Kansas City w stanie Kansas

Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Columbia Kwiecień 2026 by Columbia Magazine - Issuu