Skip to main content

Przyjaciel Rodziny 1/2019

Page 1

ISSN: 2391-9906

1/2019 (13)

i n e i p e zaśl ą j c u l rewo

caban, , k a d r a w i, k s znow W numerze: ka , Lysko ij l a S . o i, k s iń prof. Skib


str. 27 str. 24 Konferencja o ZHP

Tekst numeru Porady rodzinne Wychowanie Historia Nasze działania

Czystość małżeńska

Ocalmy polskość nad Niemnem

str. 28

04 Rewolucja seksualna – pole bitwy w walce o język 10 Wychowanie do życia w rodzinie 14 Jak rozmawiać z dziećmi o „tych sprawach”? 20 Przyszły papież w batalii wokół Humanae Vitae 24 Konferencja prasowa „ZHP – zagrożone wartości” 26 Protest „NIE dla deprawacji naszych dzieci” 27 Ocalmy polskość nad Niemnem

Wiara Biografie Poznaj kraj

Wydawca: Centrum Życia i Rodziny Adres redakcji: ul. Nowogrodzka 42 lok. 501 00-695 Warszawa tel. 22 629 11 76 e-mail: przyjaciel@czir.org

28 Czystość małżeńska 32 Miłość jedno ma imię 38 Kalwaryjskie ścieżki

Redaktor prowadzący: Marta Ogonowska-Polkowska Projekt graficzny i DTP: Rafał Kossowski Korekta: Ewa Micyk Zdjęcia: Pexels: 4,7,8,14,44; Shutterstock: 1,10,13,17,18; NAC: 20; Kamil Zwierz: 24; Marta Ogonowska-Polkowska: 26; Pixabay:28; Alojzy Lysko: 32,33,34,36,37; Wikipedia: 39,40; Archiwum sanktuarium: 43; pmsgrodno.org: 27 ISSN: 2391-9906, Nakład: 19 000 egz.


Szanowni Państwo, na pewno obserwują Państwo działania skrajnych środowisk liberalnych, które bezpardonowo przystąpiły do ataku na polską rodzinę. W sposób szczególny na celowniku lewicowej machiny propagandowej znalazły się dzieci, które w szkołach mają być poddawane homoseksualnej indoktrynacji i demoralizującej edukacji seksualnej. Tempo działań propagatorów ideologii gender i ruchów LGBT+ jest błyskawiczne, a przyjęta strategia działania dobrze przemyślana. Liberalna ofensywa postępuje naprzód na terenie całej Polski, choć najwyraźniej widać ten proces w Warszawie, Gdańsku, Krakowie czy Łodzi. Dlatego postanowiliśmy poświęcić ten numer Przyjaciela Rodziny rewolucji obyczajowej z 1968 roku, ponieważ właśnie dzisiaj w sposób najbardziej dojmujący odczuwamy skutki tamtych wydarzeń. W tekście numeru filozof Piotr Kaznowski ukazuje istotę rewolucji seksualnej i towarzyszącej jej bitwy o język. Prof. Paweł Skibiński opisuje bezprecedensową rolę Karola Wojtyły w nadaniu ostatecznego kształtu encyklice Pawła VI Humanae vitae, Agnieszka Caban i Janusz Wardak ukazują z perspektywy rodzica współczesne zagrożenia czyhające na dzieci, radząc jak je właściwie rozpoznać i jak im skutecznie przeciwdziałać.

IN/WA/2314/01/01

Cierpienie tych dzieci to najtragiczniejsze żniwo rewolucji seksualnej! Dlatego Centrum Życia i Rodziny wychodzi na ulice polskich miast, by powiedzieć stanowcze „nie” próbom zdemoralizowania pokolenia młodych Polaków i systematycznemu osłabianiu polskich rodzin. Chodźcie z nami!

Kamil Zwierz Prezes Centrum Życia i Rodziny


4

TEKST NUMERU

REWOLUCJA SEKSUALNA – POLE BITWY W WALCE O JĘZYK Piotr Kaznowski

To właśnie język determinuje sposób postrzegania świata. Dlatego jest taki ważny „granice języka są granicami świata” Jedną z najczęściej chyba cytowanych maksym pochodzących z dzieł filozoficznych XX w. jest sentencja zaczerpnięta od austriackiego filozofa języka, Ludwiga Wittgensteina, brzmiąca: „Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata”. Jak to bywa z takimi powiedzeniami, zwykle odrywają się od pierwotnego kontekstu i zaczynają żyć własnym życiem. Dobrze jednak rozumiemy zależność wyrażoną w tym zdaniu: sposób, w jaki nazywamy rzeczy, kształtuje nasze myślenie, a w konsekwencji – nasz światopogląd i sposób patrzenia na rzeczywistość.

Nie jest to myśl nowa. Można wręcz powiedzieć, że jest stara jak świat. Już Księga Rodzaju na pierwszych kartach przedstawia scenę, w której Adamowi zostaje powierzone zadanie nazwania wszystkich istot, będące znakiem jego panowania nad stworzeniami. Ten bowiem, kto nazywa, zna istotę rzeczy. Kto zaś zna istotę, ten ma władzę (dlatego, gdy Mojżesz zwróci się do Boga objawiającego się mu w gorejącym krzaku z prośbą o ujawnienie imienia, otrzyma odpowiedź: „Jestem, który jestem”). Również Platon był przekonany, że słowa, a nawet oznaczające je pismo, zawierają


5 w sobie informacje na temat rzeczy, które oznaczają – stąd u starożytnych wielka predylekcja do etymologii. Poczucie mocy kryjącej się w słowach łączyło myślicieli, których różnić mogły wszystkie inne poglądy. Oto sofista Gorgiasz, którego tak niekorzystnie próbuje odmalować Platon w swoich dialogach, wypowiada inną słynną maksymę, pod którą podpisaliby się wszyscy chyba Grecy: „Słowo jest wielkim mocarzem”. Nie dziwi więc, że gdy Hellenowie chcieli nazwać siły obce ich cywilizacji, znaleźli słowo będące naśladowaniem bełkotliwej mowy nie-Greków – „bar, bar” – stąd „barbarzyńca”. Wydawałoby się więc, że maksyma Wittgensteina nie wnosi niczego nowego, choć wyraża przekonanie tkwiące w naszej cywilizacji od zarania. A jednak coś się zmieniło. pierwsze zwycięstwo rewolucji Gdy lud Paryża zdobył Bastylię, skonsternowany Ludwik XVI miał zapytać: „Czy to jakiś bunt?”, na co usłyszał: „Nie, panie, to rewolucja”. Poddanym króla nie chodziło o wyrażenie sprzeciwu, wymuszenie nowych praw czy nawet abdykację monarchy – chodziło o całkowite odwrócenie porządku świata, w którym żyli. To nie był bunt, to była rewolucja. Gdy 250 lat wcześniej Mikołaj Kopernik pisał O obrotach sfer niebieskich, użył tego samego słowa: De revolutionibus… Rewolucja to po łacinie „obrót”, obrót, który później miał nabrać w słowniku politycznym i społecznym znaczenia odwrócenia rzeczy do góry nogami. Paryscy rebelianci wiedzieli, że jeśli chcą zmienić świat, muszą zmienić język. Zdziwienie króla nie było bezzasadne. Jak zauważają historycy, samej Bastylii broniła garstka weteranów (w tym inwalidów

wojennych), a buntownicy mieli wyzwolić tylko kilku więźniów – wśród nich między innymi arystokratę oskarżonego o kazirodztwo. W przestrzeni języka Bastylia była jednak więzieniem, a jej zdobycie i późniejsze zburzenie, stało się w opisach rewolucji

Granice naszego języka są granicami naszego świata. Rewolucja seksualna, zmieniając sposób mówienia o płciowości, wykreowała nową wizję świata, w której, zdawałoby się, człowiek stał się wolny od ciała i konsekwencji z tym związanych. znakiem wyzwolenia ludu spod arystokratycznej przemocy. Gorgiasz argumentował, że to, jak oceniamy i rozumiemy świat, wynika z tego, jak ktoś go dla nas (za nas!) opisał. Sofista atakował więc poetów, bo to oni opowiadali historie, które wychowywały Greków. Nie przyszło mu jednak do głowy, żeby wymyślić nowy język, aby zmienić świat. Mimo nihilizmu, który zarzucał mu Platon, Gorgiasz wciąż uciekał się do staroświeckiej metody przekonywania za pomocą argumentu. Gdy dziś dzieci uczą się w szkole o rewolucji francuskiej, nie robi na nich wrażenia liczba ofiar tego przewrotu, ponieważ dowiadują się, że rewolucja przyniosła „wolność, równość i braterstwo”. Oto moc słowa. Wiedza o kolejnych setkach milionów ofiar, jakie przyniosły rewolucje bolszewicka czy tzw. kulturalna w Chinach, nie przeszkadza, aby „rewolucja” rymowała nam się bezwiednie z „postępem”. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


6

TEKST NUMERU

W ten oto sposób nowość w inżynierii prowadzi do „rewolucji technologicznej”, wynalezienie szczepionki staje się „rewolucją w medycynie”, a przełom naukowy „rewolucjonizuje nasze myślenie”. O ile we wspomnianych dziedzinach słusznie możemy mówić o zasadzie postępu, o tyle w naturze obyczajów i moralności nie ma niczego, co z konieczności gwarantowało, że każdy kolejny przełom będzie stanowił krok naprzód. Wystarczy jednak nazwać jakąś zmianę „rewolucją”, aby zrozumiała stała się jej dziejowa konieczność, a powody nie domagały się uzasadnień – skoro trzeba było przeprowadzić rewolucję, to znaczy, że człowiek był zniewolony. Tak było z tzw. „rewolucją seksualną” lat 60. i 70. XX w. Podobnie jak w przypadku Bastylii, choć wszystko zaczęło się od koncertów, narkotyków i młodzieżowego promiskuityzmu, to realne skutki tej rewolucji są dziś wprowadzane na poziomie prawa państwowego i międzynarodowego.

Rewolucja seksualna, znana [jest] również jako czas seksualnego wyzwolenia […]. Wyzwolenie seksualne obejmowało wzrost akceptacji dla seksu poza tradycyjnymi heteroseksualnymi i monogamicznymi związkami (przede wszystkim małżeństwem). Normalizację antykoncepcji, publicznej nagości, pornografii, seksu przedmałżeńskiego, homoseksualizmu oraz innych alternatywnych form seksualności oraz legalizację aborcji.

niu z wyzwoleniem, a przymiotnik „seksualny” odnosi się do wielości zjawisk związanych z realizacją ludzkiej płciowości oraz sposobów radzenia sobie z jej skutkami (z prenatalnym dzieciobójstwem włącznie). W języku polskim nie widać jednak wyraźnie rewolucji językowej, która zawarta jest w tym opisie. Użytym tu słowom sex oraz sexual nadany jest bowiem sens, który jeszcze sto lat wcześniej nie byłby zrozumiały. Angielskie słowo sex, oraz inne podobnie brzmiące w pozostałych językach europejskich, wywodzi się wprost od łacińskiego sexus oznaczającego po prostu płeć. Gdy w liturgicznych modlitwach Kościoła pojawia się fraza „intercede pro devote foemineo sexu”, wezwanie dotyczy „pobożnej płci niewieściej”, a więc kobiet, które zdecydowały się na życie zakonne, to znaczy dziewicze i wstrzemięźliwe. Ponieważ to, co różnicuje płcie związane jest z tym, jak człowiek przekazuje życie, zaczęto na zasadzie metonimii używać słowa sex jako oznaczającego „akt płciowy” (i to znaczenie przejęła polszczyzna). Następnie „seksualność” zaczęła oznaczać już nie „płciowość”, lecz „preferencje” dotyczące realizowania aktów seksualnych. Aby mówić o preferencjach albo „orientacji” trzeba było najpierw oderwać myślenie o aktach płciowych od tego, co stanowi ich biologiczny warunek, czyli właśnie od płci i jej celowości. Dlatego sex przestał w ogóle oznaczać płeć (biologiczną) i został zastąpiony słowem gender mającym oznaczać „płeć kulturową”, a więc zespół cech konstruowanych przez człowieka i niemających (według ideologów) związków z cielesnością i płciowością w tradycyjnym sensie. (Użycie tu słowa „gender” jest etymologicznie ironiczne, ponieważ łaciński genus pochodzi od „rodzenia”.)

W tym krótkim definicyjnym fragmencie rewolucja powiązana jest już w pierwszym zda-

Granice naszego języka są granicami naszego świata. Rewolucja seksualna, zmieniając

sex contra sexus Co dokładnie oznacza „rewolucja seksualna”? Spójrzmy na wpis z anglojęzycznej Wikipedii.


7

Działania rewolucjonistów i ich język spotyka się z coraz większą tolerancją sposób mówienia o płciowości, wykreowała nową wizję świata, w której, zdawałoby się, człowiek stał się wolny od ciała i konsekwencji z tym związanych. Tam, gdzie cielesne konsekwencje czynów trudno ukryć, narzuca się rozstrzygnięcia prawne mające zabezpieczyć ludzi przed „przemocą natury”. Dlatego „prawem człowieka” nazywa się nie tylko proceder „zmiany płci”, lecz również zabijanie dzieci nienarodzonych, które określa się już jako medyczny zabieg – „aborcję”. Z kolei pod hasłem „zdrowia reprodukcyjnego” przeprowadza się politykę sterylizacyjną, zwłaszcza wśród ubogich, gorzej wykształconych społeczeństw. Słyszałem kiedyś wypowiedź pewnego łacinnika, który argumentował, wbrew powszechnej opinii, że łacina jest żywym językiem. „Żywym językiem jest ten – mówił – w którym słowa trafnie opisują rzeczywistość. Martwym zaś ten, w którym słowa w rzeczywistość nie trafiają, w którym słowa kłamią.” To piękny argument, choć przerażająco

prawdziwy. Okazuje się bowiem, że „martwy język” może, dosłownie, sprowadzać śmierć lub uniemożliwić powstanie życia. kłamstwo rewolucji Aby lepiej zrozumieć „martwicę” języka rewolucji, przyjrzyjmy się dziejom słowa „homoseksualizm”. Ukute w XIX w., początkowo oznaczało różne zaburzenia związane z życiem płciowym, samo jest językowym potworkiem. Przedrostek „homo” wywodzi się z greki i oznacza „ten sam”, natomiast seksualność, jak już wiemy, oznacza po łacinie płeć. Płeć z definicji zawiera w sobie różnicę (u stworzeń obojnaczych nie ma płci). Dlatego mówienie o „orientacji seksualnej” jednopłciowej jest na poziomie językowym oksymoronem. Homoseksualizm nie jest realizacją płciowości, lecz jej zanegowaniem. Jak trafnie zauważa francuski filozof, Fabrice Hadjadj, taka dokładnie była funkcja pederastii u Greków. „Homoseksualizm” grecki nie był „orientacją”, lecz chwilową PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


8

TEKST NUMERU

Gdy rewolucja dojdzie do skutku, staje się narkotykiem, który generuje cierpienie próbą wyzwolenia się z ciała i wszelkich jego konieczności (ci sami mężczyźni mieli zazwyczaj żony i dzieci). Dlatego Platon mógł tak zgrabnie połączyć Erosa z pragnieniem wznoszenia się ponad ciało, aż do błogosławionego świata Idei. Jak genialnie zauważył w swojej Uczcie, sama płciowość (różnica) i potrzeba płodności (rozmnażania) jest znakiem braku, który nosi nasza natura: niepełności i śmiertelności. Ten brak może być zastąpiony tylko przez coś wiecznego i nieśmiertelnego. Chrześcijaństwo ze swoimi ideałami nierozerwalnego małżeństwa i dziewictwa ujarzmiało Erosa, podporządkowując jego siły celowi natury (płodności), przypominając jednocześnie, że w przyszłym życiu ludzie już „żenić się nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jako aniołowie w niebie”. Jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć, współczesny rewolucyjny homoseksualizm, choć imituje małżeństwo (roszczenia tzw. „małżeństw jednopłciowych”), chce być tym samym, czym w cywilizacji chrześcijańskiej zakonnicy: znakiem wyzwolenia człowieka,

czyli po prostu zbawienia. To perwersyjne pomieszanie (antypłciowe małżeństwo, zbawienie dzięki Erosowi) wskazuje na prawdziwą siłę, z której czerpie rewolucja seksualna, która bynajmniej nie jest wyzwoleniem ciała spod opresji ducha, lecz, przeciwnie, stanowi narzucenie tyranii samego ducha (pożądliwego umysłu) przeciwko prawdzie ciała. rewolucja nie dzieje się sama Karl Marx nazwał religię „opium dla mas”. Gdy dostrzeżemy religijne inspiracje rewolucjonistów, okaże się, że ta fraza dużo trafniej opisuje mechanizm działania rewolucji. Oczywiście nawet na poziomie metafory trafniejsze wydaje się skojarzenie nieposkromionego erotyzmu z narkotykiem. Ale jest tu coś więcej. Aby mogła dokonać się powszechna zmiana obyczajów i myślenia (języka), w ruchu musi być już potężna siła duchowa. W klasycznej już książce Miłość a świat kultury Zachodu Denis de Rougemont postawił tezę, że początek wielkiej rewolucji


9 duchowej w naszej kulturze sięga późnego średniowiecza, kiedy to za przyczyną opiewanej przez trubadurów „miłości dworskiej” ideał miłości oderwał się od ideału małżeństwa i wyłoniło się to, co dziś nazywamy „romantyzmem”. Opowieść o tym, że miłość musi być zakazana, niemożliwa do spełnienia, zamieniała się stopniowo w wyobrażenie, że „małżeństwo to grób miłości”, a prawdziwa miłość spada na nas niespodziewanie i bez naszego udziału, tak jak spadła na Tristana i Izoldę. Romantyzm jest oderwaniem miłości od ucieleśnienia jej w konkrecie małżeństwa w imię nieuchwytnego ideału. Ale wystarczy tylko odwrócić wektor działającej siły, aby romantyzm przekształcił się w swoje przeciwieństwo – rozwiązłość, która jest poszukiwaniem ideału już nie w jakościach duchowych, lecz w ilości „kolekcjonowanych” ciał i doznań cielesnych, tak samo jak mit Tristana może zamienić się w mit Don Juana. Te duchowe siły, które czerpią z pragnienia wyzwolenia się z wszelkich braków tkwiącego głęboko w ludzkiej naturze, a nabierające kształtu w kulturze przez naśladowanie religii, potrzebują jeszcze jednego elementu, aby zamieniły się w rewolucję. Jest nim cierpienie i niesprawiedliwość. Podobnie jak trubadurzy, którzy, zdaniem de Rougemonta, czerpali z nurtów manichejskich wskazujących na materię i ciało jako źródło cierpienia, tak wszyscy kolejni rewolucjoniści – czy to polityczni, czy to obyczajowi czerpali siłę z realnego cierpienia wynikającego z jakiejś politycznej lub obyczajowej hipokryzji: absolutystycznej korupcji monarchii francuskiej w XVIII w., wyzysku robotników w XIX w., czy postwiktoriańskiej obłudy amerykańskich mieszczan w XX wieku.

Gdy jednak rewolucja dojdzie do skutku, sama staje się narkotykiem, opium, które generuje nowe cierpienia, obiecując, że właśnie od nich przyszła wyzwolić. „Jeśli cierpisz – mówi rewolucjonista – to znaczy, że tkwisz w systemie, który cię zniewala. Przyszliśmy ten system znieść”. Hipokryzja i nowy język fałszywej ewangelii, który znosi indywidualną odpowiedzialność za własne życie, to dwie siły wprawiające w ruch rewolucję i dające jej skuteczność. Język rewolucji seksualnej skutecznie oderwał „seksualność” od jej naturalnej celowości, którą jest płodność, i nauczył ludzi, że skoro odczuwają frustrację w sferze miłości, to winę za to ponosi „system” (państwo, Kościół, obyczaje). Stąd na Zachodzie plaga rozwodów i wzrastający kryzys demograficzny. Jednocześnie, nawet jeśli działania rewolucjonistów odrzucają ludzi z powodów estetycznych (tzw. marsze „dumy”) lub moralnych, to jednak większość ludzi godzi się na to, że przecież „każdy człowiek ma prawo do miłości”, czyli do szczęścia. Odpowiedzią na rewolucję jest nie tyle kontrrewolucja, co konwersja. Jeśli rewolucja jest odwróceniem wartości i zmianą myślenia, to konwersja (od łacińskiego convertere) jest ponownym zwróceniem się do tego, co rewolucja niszczy i imituje. Grecy nazywali ten proces metanoia, tzn. „przekroczenie myślenia”. Konwersja jako lekarstwo na hipokryzję, metanoia jako lekarstwo na zmianę języka i myślenia. Obu tym słowom w języku polskim odpowiada „nawrócenie”.

Piotr Kaznowski (1981), mąż i ojciec, filozof, nauczyciel sztuk wyzwolonych, związany z redakcją kwartalnika „Christianitas”. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


10 PORADY RODZINNE

WYCHOWANIE DO ŻYCIA W RODZINIE Janusz Wardak

Nie zwlekajmy z mądrym wprowadzeniem dzieci w sprawy świata dorosłych W ostatnich miesiącach ponownie mamy do czynienia z dużym szumem medialnym wokół tak zwanej „edukacji seksualnej”. Już samo określenie „edukacja seksualna” sugeruje, że seksualność należy traktować jako pewien samodzielny, niezależny od innych obszar działania człowieka, w którym powinien osiągnąć on określoną sprawność. Tymczasem wyłączenie sfery seksualnej z kontekstu rodziny i przekazywania życia jest po prostu głębokim zubożeniem i zakłamaniem tej dziedziny, i jako takie nie powinno być przekazywane dzieciom.

badania, najbardziej efektywną komórką społeczną, w której mogą przyjść na świat i wychować się obywatele państwa i jako taka powinna być przez państwo chroniona i promowana. Rodzina jest też najlepszym miejscem, w którym dzieci powinny nauczyć się, czym jest miłość, rodzina, skąd biorą się dzieci i jak należy o rodzinę dbać. Ten przekaz – podobnie jak każdy przekaz związany z wychowaniem – powinien odbywać się w dwóch obszarach: przekazu słownego i przykładu życia. Żadnego z nich nie można zaniedbywać, jeden z nich nie może istnieć bez drugiego.

To bowiem rodzina jest najbardziej podstawową, a jednocześnie, jak wykazują

Najlepszym miejscem i relacją, w jakiej dziecko powinno dowiedzieć się, skąd


11 wzięło się na świecie, jest relacja rodzinna. Do tego konieczna jest konkretna rozmowa rodzica z dzieckiem i nie jest to temat, który można przekazać jakiejkolwiek innej osobie lub instytucji. Może to mieć miejsce przy okazji pytań, które w naturalny sposób pojawiają się u dzieci, np. skąd wziął się dzidziuś w brzuszku mamy lub co to znaczy, że jakaś pani jest w ciąży. Dlaczego tak ważne jest, aby ta wiedza była przekazywana w rodzinie? Bo tylko w ten sposób dziecko będzie kojarzyło później sferę seksualności z czymś pięknym, co przekazuje życie, co wiąże się z miłością. Dziecko lub młody człowiek, który dowiaduje się o początkach życia z innych źródeł – najczęściej oznacza to przekaz od rówieśników – często otrzymuje tę wiedzę w formie zwulgaryzowanej i wypaczonej, i taki obraz współżycia mężczyzny i kobiety zachowa na długie lata. Kiedy i w jaki sposób powinno się przekazywać te informacje? Jak już wspomnieliśmy, w pierwszej kolejności warto wykorzystywać nadarzające się okazje do takiej rozmowy. Jeśli natomiast okazji nie będzie, trzeba po prostu taką rozmowę z dzieckiem przeprowadzić. Kiedy najpóźniej? Wydaje się, że rozsądne jest, aby zrobić to najpóźniej przed I Komunią Świętą, tak aby dziecko przystępujące do tego sakramentu w pełni odróżniało prawdę od legend i bajek w najważniejszych obszarach swojego życia. Najlepiej, aby taką rozmowę przeprowadził tata z synem i mama z córką. Jak rozmawiać? Przede wszystkim w sposób naturalny, bez sztywnej atmosfery, używając języka zrozumiałego dla dziecka w danym wieku. Warto jednak pamiętać, aby na określenie np. narządów płciowych używać słów raczej fachowych i formalnych niż dziecin-

nych, co pomoże dziecku zrozumieć, że chodzi o sprawy ważne i poważne. Mówimy więc raczej „pochwa”, „penis”, „drogi rodne”, a nie „siusiak” i „cipka”. Jedną z istotnych zasad rozmawiania na temat seksualności z dziećmi jest odpowiadanie tylko bezpośrednio na pytanie postawione przez młodego człowieka. Jeśli na przykład dziecko pyta, skąd wzięło się na świecie, wystarczy odpowiedzieć, że z miłości mamy i taty. Jeżeli nasz potomek nie będzie zadawał następnych pytań, oznacza to, że taka odpowiedź na tym etapie go satysfakcjonuje. Jeśli dziecko będzie chciało

Rodzina jest najlepszym miejscem, w którym dzieci powinny nauczyć się, czym jest miłość, rodzina, skąd biorą się dzieci i jak należy o rodzinę dbać.

wiedzieć więcej, zada kolejne pytania – my nie musimy tych pytań wyprzedzać. Warto jednocześnie pamiętać, że nigdy w komunikacji z dzieckiem nie możemy kłamać. Możemy pewne rzeczy upraszczać, dostosowując je do wieku dziecka, ale nie możemy kłamać. Jeśli np. dziecko pyta, czy kiedy rodzice się do siebie przytulają, są nadzy, trzeba odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że tak, nawet jeśli jest to dla nas krępujące i naraża nas na kolejne trudne pytania. Jeśli z kolei pytanie dotyczące tej sfery zostanie zadane w bardzo niestosowPRZYJACIEL RODZINY 1/2019


12 PORADY RODZINNE nym miejscu lub sytuacji (np. w miejscu publicznym lub podczas uroczystej kolacji z rodziną), możemy powiedzieć, że udzielimy odpowiedzi na nie później, jednak trzeba pamiętać, aby naprawdę tej odpowiedzi później udzielić. Tak jak już powiedzieliśmy, rozmawianie z dziećmi o seksualności jest tylko jednym z aspektów wychowania w tym obszarze. Drugim równie ważnym lub nawet ważniejszym jest dawanie osobistego przykładu. Najważniejszym przykładem w tej dziedzinie jest dla dziecka przykład miłości małżeńskiej rodziców. Daje on nie tylko bardzo silne poczucie bezpieczeństwa, ale jest wzorcem, według którego dziecko będzie budowało w przyszłości swoje dorosłe relacje. Dlatego niezmiernie istotne jest, aby widziało ono rodziców, którzy się przytulają, całują, pomagają sobie wzajemnie, są dla siebie mili i uśmiechnięci. Nie oznacza to, że dziecko nie powinno widzieć żadnych trudnych sytuacji, czy być świadkiem różnicy zdań między rodzicami. Nigdy nie powinniśmy kłócić się w obecności dzieci, ale jeśli mimo wszystko zdarzy nam się jakiś spór, którego one są świadkami, powinny również doświadczyć naszego wzajemnego przebaczenia. Wielką pomocą we właściwym wychowaniu do życia w rodzinie jest zapomniana dziś cnota wstydliwości. Wstydliwość pomaga człowiekowi odróżniać to, co intymne i chronić tę sferę przed innymi. Dlatego też dzieci nie powinny nigdy widzieć swoich rodziców roznegliżowanych, ani tym bardziej zupełnie nagich, mimo że niektórzy edukatorzy seksualni zalecają tego typu „ćwiczenia”. Rodzice powinni również dbać o to, aby dzieci – poza najmłodszymi – nie pokazywały się innym nago ani nie kąpały się razem.

Fakt, że najważniejsze zadanie w wychowaniu do życia w rodzinie ma sama rodzina nie oznacza, że inne instytucje, takie jak szkoła, Kościół, harcerstwo czy inne grupy rówieśnicze, nie odgrywają w nim żadnej roli. Trzeba tylko pamiętać o zasadzie pierwszeństwa rodziców w wychowaniu i spójności wychowawczej. Oznacza to, że do dziecka powinien ze wszystkich stron trafiać spójny przekaz dotyczący wartości, a jego kierunek powinni wyznaczać rodzice. Jeśli więc taki przekaz będzie spójny i zgodny z wartościami rodziny, inne instytucje mogą odgrywać bardzo istotną rolę pomocniczą. Warto zauważyć, że cały układ kolejnych etapów edukacji – od przedszkola aż po szkoły zawodowe lub studia – jest zaplanowany w taki sposób, aby stopniowo przygotować młodego człowieka do dorosłego życia. Niezwykle istotnym elementem tego życia jest umiejętność współżycia w różnych grupach społecznych i budowania relacji, w tym tworzenie i utrzymywanie relacji rodzinnych. Dlatego też szkoła, której rodzice

Szkoła najlepiej spełnia swoje zadanie, kiedy – na miarę swoich możliwości – współpracuje z rodzicami w celu kształtowania u dziecka spójnej, pozytywnej wizji rodziny, która pomoże mu lepiej funkcjonować w dorosłym życiu. powierzają swoje dziecko na tak długi czas, nie może odżegnywać się od zadania przekazywania wartości, które pomogą przy-


13

Rozmawiając z dziećmi o rzeczach intymnych nigdy nie możemy kłamać szłym obywatelom jak najlepiej odnaleźć się w rzeczywistości rodzinnej. Jeśli natomiast zdarza się, że szkoła nie tylko nie wspiera rodziny w przekazywaniu tych wartości, ale wręcz je podważa, ośmiesza czy też przekazuje wartości przeciwne, u dziecka powstaje zaburzony obraz świata, ze sprzecznymi komunikatami, płynącymi od dwóch bardzo ważnych dla niego autorytetów – rodziców i szkoły. Dlatego też szkoła najlepiej spełnia swoje zadanie, kiedy – na miarę swoich możliwości – współpracuje z rodzicami w celu kształtowania u dziecka spójnej, pozytywnej wizji rodziny, która pomoże mu lepiej funkcjonować w dorosłym życiu. Kościół doskonale uzupełnia temat przekazywania życia o jego wymiar moralny, który pomaga odnajdować się w świecie, w którym istnieje ogromny chaos w tej dziedzinie. Inne środowiska, np. dobre środowiska rówieśnicze,

mogą uzupełniać dobry przykład rodziców przykładem rówieśników, który z wiekiem staje się dla młodych ludzi coraz ważniejszy. Właściwe i skuteczne wychowanie do życie w rodzinie jest możliwe także w dzisiejszych, dość zwariowanych pod wieloma względami czasach. Jednak pierwszorzędną rolę powinni w tym obszarze odgrywać rodzice, a inne instytucje i osoby powinny ich wspierać, zawsze szanując wyznawane przez rodziców wartości.

Janusz Wardak, od 24 lat szczęśliwy mąż i ojciec dziesięciorga dzieci w wieku od 3 do 22 lat. Jeden z założycieli Akademii Familijnej. Stały gość audycji „Wychowywać, ale jak?” w Radiu Warszawa. Kilkuletni wicedyrektor szkoły dla chłopców „Żagle” Stowarzyszenia „Sternik”. Aktualnie mówca, trener i niezależny doradca edukacyjny. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


14 WYCHOWANIE

JAK ROZMAWIAĆ Z DZIEĆMI O „TYCH SPRAWACH”? Agnieszka Caban

Okazując uczucia w obecności dzieci, rodzice objawiają im, jak piękna jest czysta miłość To potężne wyzwanie dla rodziców w dzisiejszym rozseksualizowanym świecie. Podejmowanie takiej tematyki jest wręcz koniecznością. Wystarczy przeczytać wytyczne WHO na temat standardów edukacji seksualnej w Europie, które zachęcają do deprawowania dzieci. Znajdziemy tam nakłanianie do masturbacji już od przedszkola, instruktaż posługiwania się antykoncepcją od 6. roku życia, zachętę do podjęcia zachowań homoseksualnych i innych eksperymentów z własną płcią. Z interpretacji niektórych zapisów może wynikać, że pedofilia nie jest niczym złym.

I choć polskie prawo mówi, że współżycie z osobą poniżej 15. r.ż. to przestępstwo, a po 15. r.ż. świadczy o demoralizacji, nie zniechęca to części polityków. Za to rodzice już w 2014 r. zorganizowali akcję Stop seksualizacji naszych dzieci. Art. 48 ust. 1 Konstytucji RP mówi, że: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Powinniśmy zbudować silne więzi z dziećmi oraz przekazywać wiedzę (prawdziwe


15 informacje) na dostosowanym do wieku poziomie. Słowo, przykład i modlitwa to trzej sprzymierzeńcy w tym procesie. Małżonkowie, kochając się wzajemnie, pokazując swoimi postawami dobre, dojrzałe relacje, przytulając się, mówiąc sobie ciepłe słowa również w obecności dzieci – objawiają dzieciom jak ważna jest rodzina, wzajemna miłość. Jednak w kwestii seksualności to rozmowa stanowi podstawę wychowania, na której opiera się cała reszta. Powinna być ona obecna na każdym etapie rozwoju dziecka, gdy tylko dialog jest możliwy. Ideałem jest od początku pokazywać prawidłowy obraz miłości pomiędzy mężczyzną i kobietą oraz jednego z jej wyrazów – dobrej, pięknej seksualności. Problemem jest otaczająca nas mocno zseksualizowana rzeczywistość. Coraz częściej ktoś nas wyprzedza w kształtowaniu naszych dzieci i to w sposób przez nas niepożądany. Jesteśmy wówczas zmuszeni do weryfikacji. Korzystnie jest byśmy działali z wyprzedzeniem. Mówmy, co się za różnymi niebezpieczeństwami kryje. Mając jeszcze małe dziecko, zawsze zaczynamy od fundamentu, jakim jest piękno ludzkiej relacji. Nasze latorośle bardzo chcą o tym słuchać i może stanowić to dla nich w przyszłości w jakiejś trudnej sytuacji bezcenne odniesienie. To my rodzice jesteśmy najlepszymi specjalistami ds. kształtowania seksualności naszych dzieci, to my możemy stworzyć odpowiednią atmosferę miłości i my pragniemy rzeczywistego ich dobra. Ta dziedzina to kwestie życiowe ‒ wybory, które zaważą na całym ich życiu. Niezbędne jest indywidualne podejście do każdego dziecka, utwierdzanie go w poczuciu wła-

snej wartości, akceptacja jego wyglądu, płci, temperamentu również słowem. Dzieci, a zwłaszcza młodzież, podlegają ogromnej presji rówieśników, jeśli chodzi o wygląd, dlatego nasza akceptacja ma duże znaczenie w podwalinach wychowania do miłości.

„Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”. Konstytucja RP art. 48 ust. 1

Dzieci, które wychowują się w takiej atmosferze po prostu będą zdolne tworzyć dojrzałe, kochające związki. Naszym zadaniem nie jest zaprzeczanie i zaklinanie rzeczywistości, tylko kształtowanie charakteru dziecka (nie temperamentu). Do tego niezbędny jest czas na wspólne rozmowy na ważne tematy. Istotne jest, byśmy wiedzieli, czego dziecko się boi. Pewna swoboda, otwartość rodzica na rozmowę na każdy temat jest bardzo przydatna, gdy dziecko coś przeżywa, z czymś nie może sobie poradzić. Powinno mieć poczucie bezpieczeństwa, że może nas zapytać o wszystko. Jeśli my nie damy mu odpowiedzi, może pójść po nią do kogoś, kto przedstawi mu ją w karykaturalny sposób. W wieku 2‒6 lat dziecko interesuje się tym, co dzieje się z jego ciałem. Może zadawać PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


16 WYCHOWANIE pytania odnośnie narządów płciowych. Nie bójmy się odpowiadać na nie, oczywiście adekwatnie do etapu jego rozwoju. Na po-

Małżonkowie, kochając się wzajemnie, pokazując swoimi postawami dobre, dojrzałe relacje, przytulając się, mówiąc sobie ciepłe słowa również w obecności dzieci – objawiają dzieciom, jak ważna jest rodzina, wzajemna miłość.

czątku może mu wystarczyć informacja, że dzieci przychodzą na świat przez drogi rodne mamy. Podobnie na pytanie o początek życia można odpowiedzieć, że tata i mama dali mu cząstkę swego ciała, a Pan Bóg stworzył jego duszę, dzięki której może kochać, myśleć i czuć. Mówmy zawsze pięknie o tych sprawach, z szacunkiem. W tego typu rozmowach oczywiście bardzo mogą pomóc nam odpowiednie publikacje: Skąd się biorą dzieci? K. Meissnera, Wyjaśniamy dzieciom tajemnice życia (osobno dla dziecka i rodzica), Powiedz mi, skąd się biorą dzieci K.M. Amiot, Ludzka płciowość: prawda i znaczenie Papieskiej Rady do spraw Rodziny, Wychowanie seksualne w rodzinie i w szkole J. Augustyna, Wychowywać do miłości J.J. Javaloyesa. Ten ostatni autor celnie zauważa, że „W każdym przypadku i w każdym wieku odpowiedź powinna być powiązana z miłością mamy i taty oraz z tym, że taki jest zamysł Pana Boga. W konsekwencji

seksualność będzie przedstawiona w sposób zgodny z jej naturą – jako wyraz całości osoby i jej relacji z drugą osobą, czyli miłości. Ponieważ Bóg stworzył nas jako mężczyzn i kobiety”. Bądźmy ostrożni w dobieraniu literatury na „te tematy” ponieważ na rynku jest zalew publikacji fałszujących zdrowy obraz seksualności. Dotyczy to też filmów animowanych. Zaproponuję kompas w wychowaniu do miłości: 1. W naszych rozmowach wszystko ma swój czas, powinno być stopniowane, uczone niejako w tempie danego dziecka, jednak uprzedzająco. 2. O dpowiadamy zgodnie z prawdą na każde pytanie, nawet postawione nie w porę czy krępujące (możemy umówić się w krótkim czasie na odpowiedź, jeśli sami nie jesteśmy pewni, co powiedzieć). Bądźmy naturalni. Nie okazujmy zdziwienia na zadane pytanie. Nie róbmy z tego problemu, nie okazujmy zgorszenia. Uważajmy na przekazy, które docierają do dziecka ze strony środków masowego przekazu, środowiska. 3. Rozwijamy się, czytamy, dokształcamy, by nasze rozmowy były dla dziecka konstruktywne, rozbijające mity i kłamstwa. 4. Chcąc nauczyć dziecko kochać, planujemy konkretne działania. 5. Z akładamy, że tylko to co wartościowe wymaga wysiłku. 6. Podchodzimy indywidualnie do każdego dziecka.


17

Rodzic musi stawić czoła nawet najtrudniejszym pytaniom zadawanym przez dzieci 7. Osoba jest jednością, to nie tylko ciało. Miłość angażuje nas całych, uczy, jak służyć innym, a nie posługiwać się nimi dla swoich celów. Integrujemy seksualność z osobą jako całością, z jej uczuciowością, rozumem, wolą. 8. To, co mówimy i robimy winno być spójne, uczymy panowania nad sobą (co wymaga męstwa i umiarkowania) oraz nieulegania zachciankom, które uniemożliwiają wzmacnianie woli i osłabiają zdolność do miłości. Ćwiczenie w wyrzeczeniach wspierane naszym wyjaśnieniem – ułatwia zdobycie cnót. Ćwiczenie silnej woli to panowanie nad sobą. 9. Budowanie relacji z Bogiem umożliwia poznanie najlepszego sposobu osiągnięcia pełnego szczęścia.

Dzieci w wieku przedszkolnym często naśladują to, co widzą, odtwarzają w zabawach np. to, co zaobserwowały w reklamie. Do 5. r.ż. mamy jeszcze ogromny autorytet i zaufanie dziecka. Kiedy zaskoczy nas jakimś pytaniem, odpowiedzmy mu, że pytanie jest bardzo ciekawe i musimy do niego wrócić, bo sami nie wiemy, jak na nie dobrze odpowiedzieć (i rzeczywiście zróbmy to w krótkim czasie). Możemy używać różnych nazw narządów płciowych, kiedy dzieci są małe, ale powinniśmy wprowadzić ich anatomiczne odpowiedniki, zanim dziecko pójdzie do 4. klasy, mówiąc mu, że jest już na tyle duże, by to wiedzieć. Bonus dla nas – my jako dorośli musimy się zmierzyć z naszą seksualnością. Trudno rozmawiać o tych sprawach z dzieckiem, jeśli sami ze sobą o tym nie rozmawiamy, PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


18 WYCHOWANIE jeśli nasi rodzice tego nie robili lub przeżywaliśmy jakieś trudne doświadczenia w tym temacie. Koniecznie ukazujmy aspekt seksualności w bardzo szerokim kontekście, a nie tylko technicznym. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci i mamy je chronić przed wszelkiego rodzaju wykorzystaniem, „złym dotykiem” (także rówieśników), oglądaniem pornografii (też tej pokazywanej przez kolegów). W domach, gdzie odbywały się rozmowy na temat piękna ludzkiej seksualności, gdzie dzieci zostały ostrzeżone, by zgłaszać wszelkie niepokojące zachowania wobec nich, ich reakcja była prawidłowa i szybka. Silna więź z rodzicem daje taką możliwość. Od najmłodszych lat mówmy dziecku, że jeśli nie chce być przez kogoś okłamane, wyśmiane, wykpione, że czegoś nie wie, to powinno, jeśli dowie się czegoś nowego,

niepokojącego ‒ przyjść do rodzica i u niego szukać potwierdzenia lub odpowiedzi, czy to jest prawda czy kłamstwo. Wówczas ma poczucie, że wie tak naprawdę więcej niż jego koledzy i to z dobrego źródła. Rozmawiajmy z dzieckiem: Jak byś się zachował, gdyby… Zachęcam do obejrzenia z młodszymi dziećmi filmiku Gadki z psem. Dajmy dzieciom siłę. W okresie dorastania zaczyna bardziej dominować wpływ rówieśników. Znajmy dobrze kolegów naszych dzieci. Ten kto wyprzedza, zyskuje przewagę – bądźmy więc czujni i nastawmy się na zapobieganie. Jeśli działaliśmy z wyprzedzeniem, informacje otrzymane od kolegów zderzą się z tymi, które nasze dzieci już posiadają dzięki nam. Lepiej jest zapobiegać. Nasze dzieci powinny być dumne z tego, że różnią się od innych – wzmagajmy tę dumę.

Rozmowy na „te tematy” powinny odbywać się w przyjaznej atmosferze


19

Od najmłodszych lat mówmy dziecku, że jeśli nie chce być przez kogoś okłamane, wyśmiane, wykpione, że czegoś nie wie, to powinno, jeśli dowie się czegoś nowego, niepokojącego ‒ przyjść do rodzica i u niego szukać potwierdzenia lub odpowiedzi, czy to jest prawda czy kłamstwo. Wówczas ma poczucie, że wie tak naprawdę więcej niż jego koledzy i to z dobrego źródła. Duży wpływ mają również obrazy, filmy, czasopisma, muzyka. W rozmowach należy przedstawiać nagość we właściwym świetle, najpierw mówić o intymności, która jest jej właściwym kontekstem i nie narusza godności osoby. Nagość jest deprawowana, gdy jest traktowana przedmiotowo. Dawajmy wzór respektowania prawa do poszanowania czyjejś intymności, nawet, jeśli on sam jej nie szanuje. Uczmy odwracać wzrok, właściwie się ubierać, planować rozkład dnia, by nie wkradła się nuda (sport pomaga dobrze wykorzystać wolny czas). Interesujmy się, co oglądają i czytają nasze dzieci. Pamiętajmy, by nasze rozmowy odbywały się na osobności, w sposób naturalny i delikatny, córki z mamą, syna z tatą. Wstydliwość, skromność, czystość nabiera na tym etapie szczególnego znaczenia. Praktykowanie czystości pomaga odróżniać niedobrowolne reakcje własnego organizmu od

tych, których szuka się samemu lub na które się przyzwala. Kontakty z osobami niepełnosprawnymi, starszymi, chorymi dziećmi itp. pomogą odkrywać zdolność do wielkoduszności, służby w zetknięciu z cierpieniem, oderwania od siebie i weryfikacji problemów. Gdy dorastające dziecko spotyka się już z inną osobą, uczmy szacunku, zrozumienia i utożsamienia z osobą ukochaną. W Polsce niestety nie ma ochrony dzieci przed pornografią. Polecam materiały Stowarzyszenia „Twoja sprawa”. Są tam m.in. przykłady krótkich rozmów rodziców z dziećmi. Są też filmiki o zabezpieczaniu smartfona czy komputera. Niepokojącym sygnałem jest sposób myślenia dziewczynek: „Na tyle jestem akceptowana i przyjęta, na ile jestem pożądana”, natomiast u chłopców alarmujące jest przedmiotowe traktowanie płci przeciwnej. Dlaczego nastolatki często nie chcą rozmawiać z rodzicem o seksie? Bo mogą postrzegać ich jako nieautentycznych. Dlatego winniśmy świecić przykładem! To wymaga naszej osobistej dojrzałości. Polecam: Wychowanie do czystej miłości, Wychowanie do miłości, Co wciąga twoje dziecko; konferencję „Odebrać dzieciom niewinność” ks. S. Kostrzewy, warsztaty Magdaleny i Piotra Ogrodowczyków.

Agnieszka Caban, szczęśliwa żona Marka, mama piątki dzieci, współzałożycielka Fundacji na Rzecz Wspierania Rodziny „Źródła” oraz NSP „Źródła”, nauczycielka, tutor, trenerka kreatywności. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


20 HISTORIA

PRZYSZŁY PAPIEŻ W BATALII WOKÓŁ HUMANAE VITAE Paweł Skibiński

Karol Wojtyła pogłębił rozumienie podstaw moralnych życia małżeńskiego Kardynał Karol Wojtyła jeszcze przed swym wyborem na tron papieski w 1978 r. bardzo intensywnie zajmował się kwestią obrony życia od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci i moralnych aspektów seksualności człowieka. W lipcu 1968 r. została opublikowana papieska encyklika Humanae vitae zajmująca się całym zespołem zagadnień związanych z życiem płciowym i prokreacją człowieka, w której przygotowaniu przez ówczesnego papieża Pawła VI, dziś błogosławionego, arcybiskup krakowski odegrał znaczącą rolę. Nauczanie zawarte w encyklice wzbudziło niespotykaną wcześniej falę protestów prze-

ciwko stanowisku papieża, który dotąd publicznie był oceniany bardzo pozytywnie, jako papież otwarty i nowoczesny reformator. Treść encykliki (a przede wszystkim zawarte w niej obronę wierności małżeńskiej, podtrzymanie moralnego zakazu stosowania środków antykoncepcyjnych, a także bezwarunkową obronę życia od chwili poczęcia) kontestowano nie tylko, jak można się było spodziewać, w środowiskach antyklerykalnych oraz w światowych mediach, ale także – co było wówczas szokujące – wewnątrz samego Kościoła. Na czele katolickich protestów wobec nauczania encykliki wymienić należy krytyczne stanowiska kilku ważnych episkopatów krajowych (m.in.


21 Niemiec, Belgii, Francji, Kanady i Luksemburga), a także publicznie wyrażane opinie krytyczne ze strony najbardziej wpływowych wówczas teologów (m.in. o. Häringa – autora pierwszej wersji konstytucji soborowej Gaudium et Spes oraz ks. Rahnera – twórcy tzw. przewrotu antropologicznego w teologii i najważniejszego teologa swej epoki).

1960). Było to najpopularniejsze dzieło filozoficzne bp. Karola Wojtyły, które zostało właśnie rok wcześniej przetłumaczone na język francuski. Poza tym abp Wojtyła dowiódł jakości i głębi swych opinii podczas obrad Soboru Watykańskiego II. Podczas obrad komisji abp Wojtyła odważnie bronił niewzruszalności zasad moralnych wobec większości komisji, która wierzyła w nieszkodliwość środków antykoncepcyjnych, działając w znacznej mierze pod wpływem wytworzonej przez media atmosfery oczekiwania na zmianę postawy Kościoła katolickiego wobec antykoncepcji.

Kontestacja dotychczasowego nauczania moralnego Kościoła rozpoczęła się jednak jeszcze wcześniej niż opracowanie samej encykliki przez Pawła VI. Na forum Papieskiej Komisji ds. Zbadania Kwestii Ludnościowych, Rodzinnych i Urodzeń, powołanej do życia jeszcze przez św. Jana XXIII wiosną 1963 r., większość jej członków – a więc wyższych dostojników kościelnych oraz ekspertów – wypowiadała się za korektą dotychczasowego nauczania Kościoła i przyzwoleniem na stosowanie środków antykoncepcyjnych, a konkretnie środków hormonalnych (tzw. pigułek), które zostały niewiele wcześniej wprowadzone na rynek, tj. od roku 1960. Nieusatysfakcjonowany opinią komisji, Paweł VI postanowił poszerzyć grono członków komisji o kolejne osoby reprezentujące inne obszary geograficzne niż Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone, które absolutnie zdominowały jej pierwotny skład – tj. o reprezentantów Afryki, Azji, a także Europy Wschodniej. Wśród nominatów papieskich znalazł się także w 1966 r. arcybiskup Krakowa – Karol Wojtyła – jako jedyny zresztą przedstawiciel naszej części Europy w jej składzie.

Reakcją arcybiskupa krakowskiego na wejście w skład komisji papieskiej, było powołanie w Krakowie własnej grupy eksperckiej, która miała mu pomóc w sformułowaniu adekwatnej argumentacji na rzecz bronionego stanowiska. Jej członkowie mieli zbadać nauczanie Kościoła, konsekwencje filozoficzne ‒ zwłaszcza antropologiczne ‒ poszczególnych proponowanych rozwiązań. Znaleźli się w niej ks. Stanisław Smoliński, późniejszy biskup pomocniczy diecezji krakowskiej, profesorowie seminariów – ks. Jerzy Bajda, o. Tadeusz Ślipko, o. Stanisław Podgórski, ks. Juliusz Turowicz oraz lekarz i teolog z KUL, benedyktyn z Tyńca – o. Karol Meissner. Okazjonalnie uczestniczyli w spotkaniach także ks. Bogusław Inlander z Warszawy, o. Tadeusz Styczeń z KUL, a także o. Dominik Wider. Była więc to komisja ekspertów teologów, doradcza wobec arcybiskupa krakowskiego, który nadzorował jej prace i nimi kierował.

Wybór abp. Wojtyły był zrozumiały, bowiem był on już wówczas autorem ważnej książki wydanej na ten temat pt. Miłość i odpowiedzialność. Studium etyczne (Lublin

W lipcu 1966 r. grupa krakowska opracowała tzw. pierwsze votum, które zostało przez Karola Wojtyłę dostarczone bezpośrednio papieżowi oraz rzymskiej komisji papieskiej. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


22 HISTORIA Votum zawierało zarówno refleksję teologiczną na temat antykoncepcji, jak i analizę sytuacji panującej w tym zakresie w Polsce.

Podczas obrad komisji abp Wojtyła odważnie bronił niewzruszalności zasad moralnych wobec większości komisji, która wierzyła w nieszkodliwość środków antykoncepcyjnych.

Wysłanie tego tekstu było reakcją na posiedzenie komisji papieskiej, na którym większość członków opowiedziała się za moralną dopuszczalnością antykoncepcji, a krakowski hierarcha nie mógł uczestniczyć w obradach, ponieważ władze komunistyczne odmówiły mu paszportu na wyjazd do Rzymu. Trwało właśnie wtedy ogromne napięcie w stosunkach państwo-Kościół wywołane orędziem biskupów polskich do niemieckich. Dokument z Krakowa napisany w języku francuskim został przyjęty z wdzięcznością przez Ojca Świętego. Rozwinięciem pierwszego votum grupy krakowskiej był, bardziej znany, tzw. memoriał krakowski przedstawiony Pawłowi VI w lutym 1968 r., a więc w ostatniej fazie przygotowywania stanowiska papieskiego, które ostatecznie zostało opublikowane w formie encykliki Humanae vitae. Tym razem dokument krakowski został stworzony na bezpośrednie polecenie Ko-

misji Episkopatu Polski, która niepokoiła się stanowiskiem komisji papieskiej, jak wiemy przychylającej się do akceptacji moralnej dla antykoncepcji i sztucznej regulacji urodzin. Niepokój ten miał poważne podstawy. Choć bowiem prace komisji rzymskiej były z założenia tajne, jednak jej dokumenty zostały opublikowane w prasie światowej. Choć miały one jedynie status tekstów roboczych, a ich publikacja została wyrwana z kontekstu trwającej dyskusji, wprowadziły one sporo zamieszania w opinii katolików na świecie. Co więcej prawdopodobnie publikacja ich stanowiła formę nacisku na papieża, który zarezerwował sobie podsumowanie i wyciągnięcie ostatecznych wniosków z toczącej się debaty wokół moralnych zagadnień związanych z małżeństwem i prokreacją. Memoriał krakowski z lutego 1968 r. nosił znamienny tytuł „Uzasadnienie katolickiej nauki tyczącej podstaw moralnych życia małżeńskiego”, co wskazywało, że autorzy nie zajmują się zmianą, lecz pogłębieniem uzasadnienia dotychczasowego stanowiska. Dokument ten składał się z 5 części. Pierwsza sformułowana przez o. Ślipkę dotyczyła uzasadnienia, że moralny zakaz antykoncepcji wynika z prawa naturalnego. Druga część – sygnowana przez ks. Smolińskiego, z udziałem ks. Turowicza, ks. Bajdy i o. Stanisława Podgórskiego – zawierała uzasadnienie teologiczne zakazu antykoncepcji. Trzecia część, która ostatecznie wyszła spod pióra o. Meissnera, dotyczyła właściwego rozumienia tego, czym jest odpowiedzialne rodzicielstwo. Część czwarta – także napisana przez o. Meissnera – dotyczyła analizy tzw. metody termicznej kontroli cyklu men-


23 struacyjnego jako jedynej wówczas znanej dopuszczalnej moralnie metody naturalnej regulacji poczęć. Piąta część – podpisana wspólnie przez ks. Turowicza, ks. Smoleńskiego i o. Meissnera zajmowała się zwięźle kwestią duszpasterstwa skierowanego w trzech kierunkach – ku wychowaniu młodzieży, formacji duchownych oraz oddziaływania na całość wiernych świeckich. Bez wątpienia jednak dokument z lutego 1968 r. był bezpośrednio zainspirowany przez, już wtedy kardynała, Karola Wojtyłę, który wyznaczył kierunki pracy grona ekspertów podpisanych pod memoriałem i bezpośrednio ją nadzorował.

Dodatkowo znamy list kard. Wojtyły do Pawła VI z początków 1969 r., w którym dziękował za encyklikę, zapewniał, że nauczanie papieskie w tej materii ma charakter nieomylny, a także, że konieczne jest wydanie kolejnych doprecyzowań stanowiska papieskiego wobec rozpętanej dyskusji, podważającej opinię papieża. Bez wątpienia Karol Wojtyła odcisnął też decydujące piętno na treści listu pasterskiego Episkopatu Polski na temat encykliki z 12 lutego 1969 r., który jednoznacznie popierał stanowisko papieskie i bronił nauczania Kościoła. Rola, jaką Karol Wojtyła odegrał w dyskusji wokół Humanae vitae, bez wątpienia utwierdziła go w przekonaniu, że kwestia moralności seksualnej, antykoncepcji i ochrony życia ludzkiego stanowią jedno z kluczowych pól walki kulturowej toczącej się we współczesnej cywilizacji. Nie może nas więc dziwić, że św. Jan Paweł II już w trakcie pontyfikatu poświęcił tak wiele uwagi tym właśnie zagadnieniom, czego ukoronowaniem była jego własna encyklika Evangelium vitae z 1995 r.

Niewątpliwie memoriał krakowski nie był jedynym dokumentem, który wpłynął na ostateczne sformułowanie encykliki Pawła VI. Wśród innych można wymienić choćby tzw. memorandum z Ulm, przygotowane przez lekarzy, z udziałem m.in. znanego później doskonale francuskiego lekarza i obrońcy życia – Jeana Lejeuna. Zawarte tam wyniki badań dowodziły poronnego charakteru działania środków antykoncepcyjnych. Jednak z pewnością możemy powiedzieć, że wiele ujęć zagadnień z krakowskiego memoriału wydaje się bezpośrednią inspiracją odpowiednich fragmentów papieskiej encykliki.

* Przygotowując tekst korzystałem m.in. z książki ks. Pawła Gałuszki, Karol Wojtyła i Humanae vitae, Warszawa 2017.

Pozycję Karola Wojtyły jako głównego merytorycznego doradcę papieża przy przygotowaniu tak trudnego dokumentu utwierdził fakt, że to właśnie kard. Wojtyle Ojciec Święty powierzył sformułowanie oficjalnego komentarza do encykliki na łamach watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”. Artykuł ukazał się pod charakterystycznym tytułem „Prawda encykliki Humanae vitae” w numerze z 5 stycznia 1969 r.

Paweł Skibiński (ur. 1973), historyk, doktor habilitowany, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Centrum Myśli Jana Pawła II, szef zespołu redakcyjnego codziennych zapisek „Pro memoria” prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jest mężem i ojcem trójki dzieci, z których wszystkie należą do SHK „Zawisza” FSE. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


24 NASZE DZIAŁANIA

KONFERENCJA PRASOWA „ZHP – ZAGROŻONE WARTOŚCI”

Centrum Życia i Rodziny zorganizowało 25 stycznia 2019 r. konferencję prasową: „ZHP – zagrożone wartości”. W trakcie konferencji zaprezentowano list otwarty do władz ZHP. List wzywa Naczelniczkę i Przewodniczącego ZHP do odpowiedzi na pytanie o fundamentalne wartości wychowawcze przekazywane dzieciom i młodzieży w tej organizacji. W konferencji wzięli udział przedstawiciele Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris oraz Koalicji Obywatelskiej DLA RODZINY. Ordo Iuris przedstawiło oświadczenie wychowawcze, tj. narzędzie prawne dla rodziców harcerzy ZHP. Centrum Życia i Rodziny przypomniało o zbiórce podpisów pod petycją do władz ZHP. Petycję na stronie www.teczowezhp.pl podpisało już ponad 17 000 osób. Centrum Życia i Rodziny zwróciło się z prośbą o zajęcie w tej sprawie stanowiska do ekspertów z zakresu wartości wychowawczych. Przez ostatnie miesiące eksperci z ponad 40 organizacji wychowawczych i rodzicielskich z całej Polski wnikliwie analizowali wydarzenia, publikacje i materiały szkoleniowe Związku Harcerstwa Polskiego.

Efektem ich prac jest 5 pytań o fundamentalne wartości obecne we wzorcu wychowawczym ZHP. Grzegorz Strzemecki, ekspert Koalicji DLA RODZINY, zaprezentował list otwarty do władz ZHP. Pod listem podpisało się ponad 40 organizacji wychowawczych i rodzicielskich z całej Polski, zrzeszonych w Koalicji Obywatelskiej DLA RODZINY oraz 6 innych organizacji. Po akcji Centrum Życia i Rodziny, ZHP usunęło ze strony internetowej dwa najbardziej skandaliczne materiały. Nie miało jednak miejsca oficjalne wycofanie się z dotychczasowych praktyk. Co więcej, w oficjalnym stanowisku opublikowanym 26 września 2018 r., Naczelniczka i Przewodniczący ZHP deklarują: „wychowujemy w zgodzie z wartościami”. W mediach społecznościowych konferencję obejrzało na żywo ponad 1000 osób. Pełna relacja z konferencji Centrum Życia i Rodziny pt. „ZHP – ZAGROŻONE WARTOŚCI” jest dostępna na profilu Centrum Życia i Rodziny na Facebooku oraz na kanale Centrum Życia i Rodziny na YouTube.


25

FRAGMENT LISTU DO WŁADZ ZHP: Przede wszystkim chcemy zapytać: Czy w ZHP nadal obowiązuje prorodzinny wzorzec wychowawczy, czy też zaczyna się od niego odchodzić? Założyciele ruchu skautowego i harcerskiego, Robert Baden-Powell i Andrzej Małkowski, w zdecydowany sposób podkreślali, że dzieci i młodzież trzeba wychowywać do takich wartości jak honor, wierność zobowiązaniom i przyrzeczeniom, odpowiedzialność za drugiego człowieka, poświęcenie i służba. W tym kontekście widzieli też wychowanie w sferze ludzkiej seksualności – wskazywali, że ma ono służyć przygotowaniu młodych ludzi do założenia trwałego małżeństwa i szczęśliwej rodziny. Propagowany przez nich wzorzec wychowania seksualnego ma charakter prorodzinny. Nasze pytanie o dalsze obowiązywanie w ZHP tego wzorca wynika z faktu, że ostatnio miały miejsce wydarzenia, które mogą wskazywać na odchodzenie od niego na rzecz wzorca propagowanego przez środowiska LGBTQ, czyli lesbijek, gejów (homoseksualistów), biseksualistów, transseksualistów oraz osoby queer, tj. odrzucających wszelkie normy społeczne w obszarze seksualności. Oto przykłady tych wydarzeń: • udział przedstawicieli ZHP w paradzie LGBTQ zwanej także „marszem równości” (Warszawa 2017 i 2018); • materiał formacyjny „TĘŻNIA DUCHA”, w którym jest mowa o pełnieniu funkcji wychowawczych w ZHP przez osoby publicznie deklarujące się – także wobec wychowanków – jako biseksualne (czyli „uprawiające” seks z mężczyznami i kobietami); • wywiad Heleny Gil, instruktorki ZHP, w czasopiśmie „Vogue”, w którym publicznie deklaruje „łączenie ideałów ZHP i LGBTQ” oraz swój biseksualizm; • film „Ognisko” promujący zachowania homoseksualne wyświetlony podczas szkolenia dla instruktorów ZHP pt. „Każdy inny, wszyscy równi: Homoseksualizm w pracy wychowawczej” (Łódź 2017); • Udział ZHP w „Międzynarodowym Dniu przeciw Homofobii, Transfobii, Bifobii” (Łódź 2018); • zaproszenie na zlot ZHP w Gdańsku w 2018 roku Roberta Biedronia (który publicznie deklaruje, jak wielkie znaczenie ma dla niego bywanie w „klubach gejowskich”).

Do dnia dzisiejszego władze ZHP nie udzeliły odpowiedzi na te ważne pytania... PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


26 NASZE DZIAŁANIA

PROTEST „NIE” DLA DEPRAWACJI NASZYCH DZIECI W poniedziałek 21 stycznia br. przed Urzędem m.st. Warszawy przy placu Bankowym odbył się protest zorganizowany przez Fundację Centrum Życia i Rodziny, przeciwko planom prezydenta Rafała Trzaskowskiego – przeprowadzenia w szkołach jeszcze przed feriami lekcji mających na celu walkę z tzw. „mową nienawiści”. Odczytany został list do prezydenta Warszawy z apelem o powstrzymanie prowadzenia zajęć, które mogą mieć charakter propagandy środowisk LGBT. W czasie protestu, który zgromadził kilkadziesiąt osób, głos zabrali przedstawiciele kilku organizacji społecznych: dr Tymoteusz Zych z Instytutu Ordo Iuris, Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO Prawo do Życia, Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina,

Waldemar Wasiewicz reprezentujący Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych Warszawy i Mazowsza oraz Maciej Maleszyk z Krucjaty Młodych. Wszyscy podkreślali konieczność mobilizacji rodziców wobec działań indoktrynujących dzieci i młodzież w placówkach edukacyjnych. Uczestnicy wyrazili swoje niezadowolenie z powodu pominięcia przez prezydenta Trzaskowskiego konsultacji ze środowiskiem rodziców, przed podjęciem decyzji o wprowadzaniu do warszawskich szkół zajęć o tzw. „mowie nienawiści”. Organizatorzy pikiety przypomnieli, że działania szkoły o charakterze wychowawczym powinny za każdym razem uzyskiwać zgodę Szkolnej Rady Rodziców. Wynika to bowiem zarówno z zapisów Konstytucji RP, jak i z Ustawy Oświatowej.

Maciej Maleszyk, Krucjata Młodych

dr Tymoteusz Zych, Instytut Ordo Iuris

Obraz kanonizacyjny św. Joanny w Magencie

Mariusz Dzierżawski, PRO Prawo do Życia


27

OCALMY POLSKOŚĆ NAD NIEMNEM

Polacy na Białorusi stanowią społeczność, która potrzebuje naszego wsparcia Od grudnia 2018 r. Centrum Życia i Rodziny prowadzi akcję pomocy dla młodych Polaków żyjących na Białorusi. Chcemy poprawić warunki edukacyjne w największej polskiej szkole w Grodnie ‒ Liceum Społecznym im. Elizy Orzeszkowej, prowadzonej przez Polską Macierz Szkolną na Białorusi. Obecnie uczy się tam 2000 naszych młodych Rodaków. Potrzeby są jednak wielokrotnie większe, bo tysiące młodych Polaków pozostają nadal bez dostępu do nauki języka ojczystego i rodzimej historii. Aby kolejni uczniowie mogli rozpocząć naukę, trzeba wyposażyć nowe sale lekcyjne. Do każdej

klasy potrzeba 30 krzeseł, 15 stołów, biurka dla nauczyciela, tablicy szkolnej, interaktywnej i projektora multimedialnego. Z okazji niedawno obchodzonej 100. rocznicy odzyskania Niepodległości pomóżmy młodym Polakom nad Niemnem uczyć się języka ojczystego i rodzimej historii. Zapraszamy do włączenia się w naszą akcję i odwiedzenie stroniy internetowej www.polacynadniemnem.pl

Opracowała Marta Ogonowska-Polkowska, Centrum Życia i Rodziny PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


28 WIARA

CZYSTOŚĆ MAŁŻEŃSKA We czci niech będzie małżeństwo i łoże nieskalane (Hbr 13,4)

o. Jacek Salij OP

Między kochającymi się małżonkami nie powinno być żadnych tematów tabu „Jesteśmy młodym małżeństwem. Rozmawiamy z mężem na temat pewnych aspektów katolickiej etyki seksualnej. Ogólnie oboje w pełni ją akceptujemy, natomiast mój mąż nie potrafi zrozumieć tego, dlaczego seks oralny czy analny (zastępujący normalne współżycie) miałby być grzechem. On uważa, iż jeżeli małżonków łączy prawdziwa miłość, to pięknie jest, gdy nie stawiamy żadnych granic co do sposobu przeżywania stosunku, oczywiście z zastrzeżeniem, iż żadnego z małżonków do niczego się nie zmusza”. Myślę, że przy rozwiązywaniu tego, i różnych podobnych problemów związanych ze współżyciem małżeńskim, na pewno

nie zaszkodzi jakieś minimum teoretycznej wiedzy na temat przyjemności. Szczególnie ważne wydaje się tu rozróżnienie dwóch rodzajów przyjemności, mających zupełnie inny sens, a tak od siebie różnych, że po łacinie (a więc w języku źródłowym naszej kultury) nazywano je dwoma innymi wyrazami. delectatio w służbie małżeństwa Pierwszy rodzaj przyjemności, po łacinie delectatio, to odczuwanie zadowolenia, satysfakcji, rozkoszy towarzyszące naszej drodze do takiego celu, do którego inaczej być może nie chciałoby się nam dążyć.


29 Zobaczmy to na konkretnym przykładzie. Celem jedzenia jest dostarczenie organizmowi energii i budulca, ale jak ważne jest to, żeby jedzenie nam smakowało, mogliby nam powiedzieć chorzy na anoreksję. Z kolei celem uczenia się jest zdobywanie wiedzy i różnych umiejętności, ale największe szanse na osiągnięcie tego celu mają ci, którym uczenie się sprawia przyjemność. Natomiast celem spotkań seksualnych jest poczęcie dziecka i budowanie, pomimo wielu wad i ułomności ich obojga, mocnej i nierozerwalnej jedności małżonków. Myślę, że chyba lepiej nawet sobie nie wyobrażać, co by się stało z naszym gatunkiem, gdyby spotkania te nie dawały małżonkom przyjemności. Jak widzimy, trudno wątpić, że wielkim darem Bożym jest nasza zdolność do odczuwania przyjemności jedzenia, seksu oraz innych radości, które zachęcają nas do tego, żebyśmy dążyli doróżnych ważnych celów. fruitio – miłość, wspólnota, dar Jednak większym jeszcze darem Bożym jest zdolność do odczuwania drugiego rodzaju przyjemności, określanej po łacinie wyrazem fruitio. Ta przyjemność polega na radości, odpoczynku, doświadczaniu wspólnoty z bliskimi sobie osobami – w celu już osiągniętym albo przynajmniej antycypowanym. Zobaczmy to najpierw na przykładzie negatywnym. Ktoś mi opowiadał o wycieczce grupy studentów w czasach, kiedy wiele rzeczy było u nas na kartki. Jeden z nich kilka razy skręcał w las i nie byłoby w tym nic podejrzanego, gdyby nie to, że wracając do grupy, zawsze pachniał czekoladą. Po pro-

stu ukrywał się w lesie, żeby po kryjomu zjeść następny kawałek czekolady. Żeby jak najwięcej przyjemności z jedzenia czekolady zagarnąć dla siebie, zrezygnował nawet z radości, jaką by mu dało podzielenie się z kolegami. Myślę, że nawet nie trzeba tłumaczyć, dlaczego czymś fatalnie brzydkim jest egoistyczne dążenie do zwiększenia przyjemności w taki sposób, że człowiek zamyka się nawet na własną przyjemność wyższego rzędu. Jedzenie smakuje nie tylko dlatego, że jest smaczne. Smaczne jedzenie smakuje bardziej, kiedy spożywamy je wspólnie, ciesząc się sobą wzajemnie lub świętując jakąś wielką, a nawet małą uroczystość. To właśnie dlatego w wielu rodzinach wspólny obiad jest niezwykle ważną częścią świętowania niedzieli. Nikomu też nie trzeba tłumaczyć, że barszcz z grzybowymi uszkami podczas wieczerzy wigilijnej smakuje tak, jak w żaden inny dzień roku. I jest coś naprawdę sympatycznego w tym, że w tłusty czwartek ustawiają się w naszych miastach tak długie kolejki po pączki. Słowem, jedzenie dostarcza nam, a w każdym razie może dostarczać, mnóstwa innych przyjemności, nie tylko kulinarnych. Przyjemności kulinarne są ważne i powinno się zabiegać o to, żeby jedzenie było smaczne, ale spożywanie pokarmów stałoby się czymś koszmarnie nieludzkim, gdybyśmy zabiegali wyłącznie o zaspokojenie naszych kubków smakowych. Odnieśmy to do przyjemności łoża. Podobnie jak dbamy o to, żeby jedzenie było smaczne, również każdy z małżonków powinien dokładać starań, ażeby ich spotkanie intymne było dla nich obojga naprawdę PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


30 WIARA przyjemne i satysfakcjonujące. Zarazem coś fatalnego dzieje się z miłością małżeńską, jeżeli któreś z małżonków albo jeżeli nawet

Podobnie jak dbamy o to, żeby jedzenie było smaczne, również każdy z małżonków powinien dokładać starań, ażeby ich spotkanie intymne było dla nich obojga naprawdę przyjemne i satysfakcjonujące.

oboje nastawiają się podczas spotkania intymnego przede wszystkim na zaspokojenie swojej potrzeby seksualnej. Zauważył to już Michel Montaigne, który, jak wiadomo, raczej mało liczył się z moralną nauką Kościoła, do tego stopnia, że usprawiedliwiał nawet tak niewątpliwy grzech, jakim jest korzystanie z usług prostytutek. Otóż przestrzegał on, że fatalnie błądzi taki mąż, który podczas współżycia małżeńskiego egoistycznie nastawia się na to, ażeby zaznać możliwie najwięcej i coraz bardziej wyrafinowanych przyjemności: „Chcę pouczyć o tym mężów, jeśli są jeszcze jacy nazbyt zajadli w łożnicy małżeńskiej: mianowicie iż nawet rozkosze zażywane w obcowaniu z żonami są potępione, jeśli nie zachowywać w tym umiarkowania; tak samo można tu zgrzeszyć wyuzdaniem i swawolą jak w zbliżeniu nieprawym. Te bezwstydne pieszczoty, do których popychają nas w tych igrach pierwsze upały mi-

łosne, nie tylko są nieprzystojne, ale i szkodliwe w stosunku do własnych żon. Niech się uczą bezwstydu bodaj z innej dłoni: na naszą potrzebę zawsze będą dosyć ku temu pochopne. A posługiwałem się w tym zawżdy jeno naturalnym i prostym obyczajem. Małżeństwo jest to święty i bogobojny związek: oto dlaczego rozkosz w nim czerpana winna być powściągliwa, stateczna i zaprawna szczyptą surowości; winna to być rozkosz poniekąd roztropna i sumienna”. Przekładając powyższą intuicję na język, którym mówimy w tym liście, powiedziałbym tak: niezwykła intensywność przyjemności seksualnej jest dla małżonków zachętą do wejścia w sytuację, z której może począć się dziecko, i do przyjęcia całego trudu, jakiego później będzie wymagało przyjęcie go i wychowanie, jeżeli zostanie ono poczęte. Ale właśnie dlatego spotkań seksualnych nie powinno się egoistycznie marnować na wymyślanie coraz to bardziej wyszukanych przyjemności. Owszem, dawanie i przyjmowanie przyjemności jest w seksualnym spotkaniu małżonków czymś ogromnie ważnym. Zarazem celem jednego i drugiego powinno być potwierdzenie oraz pogłębianie wzajemnej miłości. Dzieciom bowiem, które małżonkowie już mają, a również dziecku, które może się począć w wyniku tego spotkania, potrzebny jest nie tylko kochający tata i kochająca mama. Dziecko potrzebuje rodziców, którzy także wzajemnie się kochają. To dlatego czymś moralnie nagannym jest nie tylko ubezpłodnianie stosunku małżeńskiego, ale również instrumentalizowanie współmałżonka, zapominanie o tym, że nie jest on przedmiotem do dostarczania przy-


31 jemności, ale żywą, ludzką, osobą, i to osobą ukochaną, kimś dla ciebie naprawdę jedynym spośród wszystkich ludzi na świecie. Zdarza się niekiedy, że mąż przychodzi do księdza ze swoją żoną, żeby się poskarżyć, że ona unika go również w okresie niepłodnym. Żona mu na to: „Nie unikałabym ciebie, gdybyś ty chciał się naprawdę ze mną kochać, ale tobie chodzi przede wszystkim o to, żeby zaspokoić swoją seksualną potrzebę”. Sądzę, że ten konflikt zniknie poniekąd automatycznie z chwilą, kiedy mąż jako tako zrozumie, o co jego żonie chodzi. A chodzi jej o prawdę stosunku małżeńskiego, który powinien przecież wyrażać ich całkowite oddanie się sobie wzajemnie. Jej chodzi o to, żeby w zbliżeniu małżeńskim doświadczać nie tylko delectatio, ale również fruitio – że jest nam ze sobą po prostu dobrze, że dla naszych dzieci potrafimy stworzyć przestrzeń prawdziwie ludzkiej miłości, bo ja dla ciebie, a ty dla mnie jesteś kimś najukochańszym.

Rzecz jasna, ksiądz nie jest specjalistą od seksuologii. Podczas takich rozmów – szalenie dla mnie trudnych – staram się powiedzieć mężowi, że nie powinien przymuszać żony do zachowań, przeciwko którym jej serce protestuje. A jest coś naprawdę niepokojącego w propozycjach, w których żona dostrzega raczej chęć wypróbowania czegoś na niej niż okazania jej miłości. Z kolei żonie podpowiadam wtedy, że nie powinna lękać się przyjemności seksualnej i że wolno jej (a może nawet powinna – do tego nie wolno mi się wtrącać) spełnić te oczekiwania męża, które nie uwłaczają jej godności. Jednak szczegółowe reguły zachowań w łożu małżeńskim powinni sobie wypracować sami małżonkowie. Byleby okazywanie sobie wzajemnie szacunku i miłości było naczelnym prawem ich małżeńskiego współżycia i byleby nie stosowali technik antykoncepcyjnych.

nowe problemy łoża małżeńskiego Księdzem jestem już kilkadziesiąt lat, ale dopiero w ostatnich latach zaczęli przychodzić do mnie małżonkowie z problemami, z jakimi się przedtem nie spotykałem. Stroną skarżącą się jest tym razem przeważnie żona: „Mój mąż żąda ode mnie w łóżku takich rzeczy, które odczuwam jako zwyczajne wyuzdanie. Nie wiem, gdzie się on tego wszystkiego nauczył. Wierzę mu, że nie chodzi do burdelu. Naczytał się pewnie tego w jakichś książkach, bo zrobił się z niego taki inżynier od seksu, co to zna się na różnych technikach i jeszcze ma mi za złe, że nie jestem mu za to wdzięczna, kiedy chciałby je na mnie wypróbowywać”.

Ojciec Jacek Salij, ksiądz rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta. Tekst pochodzi z książki: Niezbędnik małżeński. Jak nawigować między rafami współczesności. Zamów na:

www.czir.org/niezbednik

PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


32 BIOGRAFIE

MIŁOŚĆ JEDNO MA IMIĘ Alojzy Lysko W listopadzie ubiegłego roku od przyjaciół ze Strzelec Opolskich otrzymałem informację, że ukazał się „niezwykły” kalendarz pt. „Miłością pisane”, w którym lipiec poświęcony jest moim Rodzicom. Nie zwlekając ani chwili, napisałem do Centrum Wspierania Życia i Rodziny w Warszawie – wydawcy kalendarza prośbę o przesłanie mi tej „niezwykłości”. Moje życzenie spełniono. Kiedy w kalendarzu, na tle rozlanego Dniepru zobaczyłem portreciki Matki i Ojca, a pod nimi ich listy z okresu wojny - bardzo się wzruszyłem. Te wersy zderzały się bowiem z miłosnymi wyznaniami Mozarta, Sienkiewicza, Matejki i innych sławnych postaci.

same obrazy rodzinnej wioski. Najpiękniejszy na świecie zakątek – Korzyniec. Żniwne pola za kościołem z ciemniejącym na horyzoncie lasem Smolorze. Łąki nad Gostynią wynurzające się z porannej mgły. Stare, tajemnicze Dworzysko. Kapliczka w Dąbrowej.

Nie potrafiłem opanować zdumienia, że miłość prostego chłopa od pługa może mieć tyle samo urody, co miłość np. Sienkiewicza. Z biegiem dni oswoiłem się z tym faktem. Uznałem, że miłość u każdego człowieka jedno ma imię - jest piękna! Jest piękna, jeśli jest czysta, szczera, gorąca, bezinteresowna. A taka była u moich Rodziców. Całą jej historię i dramaturgię opisałem w czterotomowej powieści „Duchy wojny”. Natomiast dla Czytelników „Przyjaciela Rodziny” przygotowałem tylko istotne wyimki z historii ich wielkiej miłości.

Przytuliłeś zapłakaną żonę i mnie – niemowlę, podałeś rękę młodszemu bratu i tak razem, nie oglądając się wstecz, w stronę rodzinnego gniazda poszliście na tę wojnę.

wyznania syna Gdzie cię, szukać Ojcze? Wiem, że byłeś. Chodziłeś wśród nas, rozmawiałeś , uśmiechałeś się, oglądałeś te

Wiem, że byłeś. Orałeś ziemię na Olszynkach, jesiennymi wieczorami zwoziłeś ziemniaki ze Starej Wsi, woziłeś górnikom węgiel z Giszewaldu. Cieszyły cię wieczory letnie, gdy twoje koniki-araby hasały po zagrodzie i rżały wesoło. Radowała cię nuta

niedzielnych nieszporów, zapachy majowego kwiecia. Kochałeś matkę, jedyną siostrę i młodszego brata, a nade wszystko kochałeś swoją żonę – moją matkę. I mnie. Byłeś… Marcowego dnia, zamiast wyjeżdżać na


33

Matka Wiktoria (w środku). Ma wtedy 21 lat pole, aby orać i siać – musiałeś wyjechać w świat. Zabrali was na wojnę. – Nie płacz siostro brata – powiedziałeś na pożegnanie. Potem objąłeś matkę za nogi i wykrztusiłeś: – Z Bogiem, mamo… Wybaczcie, co było złe… Przytuliłeś zapłakaną żonę i mnie –niemowlę, podałeś rękę młodszemu bratu i tak razem, nie oglądając się wstecz, w stronę rodzinnego gniazda poszliście na tę wojnę. Na wojnę, na spotkanie ze śmiercią. Czekaliśmy na każdy list, na każdą wieść ze świata. A gdy wieści się urwały – czekaliśmy jeszcze na cud, żyjąc przez długie lata w złudnej nadziei, że przynajmniej jeden z was powróci.

Lecz któregoś letniego wieczoru konie na zagrodzie przestały rżeć, ucichły skowronki nad polami w Olszynkach, a stara grusza przed sienią zamiast sypać wiosennym kwieciem przez trzy lata płakała deszczem. Wkrótce ucichł też na zawsze szept modlitw starej matki, skamieniało serce utrapionej ciężką robotą żony, a moja sieroca dola rzuciła mnie na trudne ścieżki życia. Szukam cię, Ojcze. Całe życie cię szukam. W opowieściach ludzi, w bolesnych wspomnieniach matki, w śladach twojej pracy. Szukam cię w murach kościoła, gdzie byłeś ochrzczony, w wykopanej na zagrodzie podkowie, na pożółkłych stronicach dzienników szkolnych. Szukam w podmuchach wiatru ze wschodu, w blasku gwiazdy porannej, w dalekim odgłosie pociągu. Szukam cię w najtajniejszych zakamarkach swej duszy, w oczach moich dzieci, w uśmiechu PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


34 BIOGRAFIE

Rodzice i rodzinny dom z 1864 r., zburzony przez szkody górnicze w 1967 r. wnucząt. Szukam, gdy się modlę i gdy weselę, szukam w chwilach samotności i gwarnych spotkaniach rodzinnych. Jesteś przy mnie, gdy odnoszę sukcesy, i gdy przeżywam porażki, gdy się na skrzydłach wysoko wznoszę i gdy upadam, gdy patrzę w zimową noc i czekam na jakiś twój znak. Jesteś przy mnie na jawie i w snach. Nie ma cię, a jesteś. Nigdy cię na oczy nie widziałem, a widzę zawsze Jesteś… Mogłeś wrócić z tej wojny. Razem byłoby nam dobrze. Chodziłbym z tobą za pługiem. Nauczyłbyś mnie ostrzyć lemiesze, wyciągać drewno z leśnych bagnisk, rajtować na koniu. A kiedy podrósłbym – pokazałbyś mi szkołę, może uniwersytet. A jeśli nie pokazałbyś mi tej drogi – przysposobiłbyś do życia inaczej. Nie pozwoliłbyś swemu

synowi zmarnować życia. Mogłeś wrócić… Jak bardzo bylibyśmy szczęśliwi! Czciłbym wielce każdy dzień twoich urodzin, wspólne byłyby nasze Wigilie, odpusty, chrzciny i wesela. Razem budowalibyśmy nowy dom. Ale nie wróciłeś. Więc kiedy podrosłem, sam musiałem się wszystkiego uczyć. Sam chwyciłem pług, potem górniczy kilof, potem pióro i książkę. Sam musiałem wyrąbać drogę przez życie. Pomógł mi w tym drugi ojciec, którego wybrał dla mnie chyba sam Pan Bóg. Ojczym kochał mnie i ja kochałem jego tak mocno, jakbym kochał ciebie. Teraz żyjecie obaj w moim sercu… dotknąłem czaszki I nagle stał się cud! W 1965 roku nadeszła z Berlina wiadomość: Podczas prac budowlanych przy Rückerstrasse 9 natrafiono na akta wojenne, a w nich na meldunek dowód-


35 cy: „Alois Lysko ur. 1912, padł 13 stycznia 1944 r. we wsi Jamki na Ukrainie...” Acha! Wtedy to było, gdy spadł nam ze ściany święty obrazek. Wtedy, Ojcze, w mroźną noc wychyliłeś się z okopu po raz ostatni. I poszedłeś na spotkanie ze śmiercią. Jakie były twe ostatnie myśli? Jakie wydobyły się słowa? Matko moja? Synu mój? Wichciu, żono?

was obojga już nie ma wśród żywych, wasza miłość żyje. Zapłonęła teraz we mnie! Rozpięła swe skrzydła pomiędzy Dnieprem a Wisłą i na tych skrzydłach unosi się. Na nic mi samolot do Kijowa, na nic samochód pod Kirowograd – moje myśli teraz lotem błyskawicy biegną na Dzikie Pola. Każdy dzień trwa ta niezwykła komunikacja, każdy dzień dźwigam słodki testament – waszą nieśmiertelną miłość.

Ponaglany jakimś wewnętrznym wołaniem zwróciłem się ponownie do Berlina.

wyznanie ojca

– Napiszcie mi, gdzie znajduje się grób Ojca?

– Nie znałem, dopóki nie przebudziło się me serce. Jeździłem wczas rano do Mysłowic ze świeżym mlekiem, a przed sklepem spotykałem zawsze dziewczynę, która pozdrawiała mnie uśmiechem i mówiła:

Odpisali: Krupskoje pod Kirowogradem! Przestudiowałem wszystkie ukraińskie mapy, przewertowałem wszystkie dokumenty wojenne, odświeżyłem język rosyjski i udałem się na poszukiwania. W okolicach Kirowogradu natknąłem się na niemiecki cmentarz wojenny. W przycmentarnym budynku w księgach w pod literą L odnalazłem nazwisko i imię Ojca, zaś w sąsiednim pomieszczeniu worki ze szczątkami ekshumowanych żołnierzy, które czekały na ponowny pochówek. Podszedłem do jednego z nich i przez błękitną folię natrafiłem na czaszkę. – Dotknąłem czaszki Ojca! – tak w tej chwili pomyślałem. Przeszył mnie dreszcz. Nie wiem, czy załkałem ze wzruszenia, czy z radości. – Tato odnalazłem Cię wreszcie! Matko, przychodzę na twój grób z radosną nowiną. Odnalazłem Ojca! Jeśli mnie teraz słyszysz w zaświatach – raduj się. Choć

Czy znam słowo: „romantycznie”?

Lecz któregoś letniego wieczoru konie na zagrodzie przestały rżeć, ucichły skowronki nad polami w Olszynkach, a stara grusza przed sienią zamiast sypać wiosennym kwieciem przez trzy lata płakała deszczem.

– Aż mi lepiej, gdy widzę kogoś z rodzinnych stron… Mnie też było lepiej na te jej słowa. Nie PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


36 BIOGRAFIE wiedziałem, że to bojszowianka, i że jest na służbie u Żydów.

wyznanie matki

Te spotkania przed mlecznym sklepem obudziły w nas miłość, a mnie wyjaśniły słowo „romantycznie”.

Co to cliwota niy może? Tak niyroz tropi, że se rady niy wiym. Biera sie wtynczos z chałpy. Żodyn niy wiy, że mom taki miejsce na polach pod starom brzóskom. Siadom se tam, kaj zawdy mój Alojz siadowoł, jak przy orce zabolały go nogi i godom se z nim. Mało pedzieć godom – wołom!

Rusland, 13 marca 1943 r. Moja Droga Wiktorio, „Niech będzie pochwalony Jezus Krystus”. Witom sie z Tobom Bożymi słowami

Mogłeś wrócić… Jak bardzo bylibyśmy szczęśliwi! Czciłbym wielce każdy dzień twoich urodzin, wspólne byłyby nasze Wigilie, odpusty, chrzciny i wesela. Razem budowalibyśmy nowy dom.

W udręce tęsknoty – w udręce nadziei

– Przyjdź z tej wojny, mój kochany! Niy zostawiej mnie samej. Bez ciebie niy ma dlo mnie życio. Nic mnie niy cieszy, ani to słońce na niebie, ani tyn miesionczek w nocy. Na cóż mi tyn świat, jak nima ciebie. – Czy mnie kaj słyszysz? Patrza we twoja strona ku Rusom i wyczekuja cie. Łodezwij się, dej jaki znak! Pociesz mnie jako, bo już niy poradza dalij żyć. Wiysz, jak mi brakuje twego oparcio, twego dobrego słowa... Jak sie tak pod tom brzóskom wyrycza, wybecza, uchyłkom - jakoś mi lżyj. Ida nazod

i daja znać, że żyja. Bez łostatni tydziyń byłech w ciyżkich walkach i bołech sie, że Wos już nie łobocza. Szpliter mnie drasnon w gowa, leża teraz w lazarecie. Ale niy starejcie sie o mie. Patrzcie, żebyście Wy życi mogli wynieść z tej wojny. Boże, ochroń moja Rodzina, żeby niy doświadczyła tego, co jo tu widza. Tu straśnie ciyrpiom cywile, marnie ginom dzieci, a matki gorzko płaczom i pomstujom. Ta pomsta sie nos kiejś chyci... - Wichciu, przaja Ci! Chca przeżyć i do Wos jeszcze powrócić.

Matka Wiktoria z drugim mężem Ludwikiem i ich córką Gabrysią


37

Babka Marianna, która mnie wychowała matka ojca Alojzego i wujka Pawła do dom uspokojono i mom wiyncyj chynci do życio. – Dużo chopstwa wraco z Rusyje, a mojigo jak niy widać, tak niy widać. Jedni wracajom, cieszom sie z rodzinami, piekom kołocze, goszczom sie... Mie to szczyści jakoś omijo. Jo dalij luftuja Alojzowe łachy i czekom. Łod piynciu już lot tak luftuja i czekom. Piyrszy ze szranku biera zawsze tym czorny ślubny ancug. Przytulom go do gymby, bo wonio mi cygaretami. Alojz dboł o tyn ancug, nikaj sie w nim niy smykoł, beztoż zostawił go czyściutki, jakby dopiyro co spod igły wyszeł. Musza i jo dbać, bo jak chop przyjdzie z wojny, musza sie mu pokwolić, żech niczego niy sprzeniywierzyła. Ino żeby wreszcie powrócił!

- Mój roztomiły, niy zabowiej sie nikaj, ino wracej... Czekom na ciebie z tym synkiym. Czekom we wielgim upragniyniu.

Alojzy Lysko, ur. w 1942 r. w rodzinie chłopskiej na ziemi pszczyńskiej. Wychowywał się bez ojca, który zginął na wojnie. Przeszedł wyboistą drogę życiową kolejno jako rolnik, górnik, nauczyciel, pisarz. Przez kilka kadencji był radnym Tychów, Sejmiku Śląskiego i posłem RP piątej kadencji. Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, autor setek artykułów publicystycznych oraz kilkudziesięciu książek z historii i kultury Górnego Śląska, z których ośmiotomowe dzieło „Duchy wojny” zdobyło szeroki rozgłos. Jest ojcem wielodzietnej rodziny. Wspólnie z żoną doczekali piętnaściorga wnucząt i pięciorga prawnucząt. PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


38 38 POZNAJ KRAJ

KALWARYJSKIE ŚCIEŻKI Tekst przygotowali oo. Bernardyni – opiekunowie Sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej Kalwaria Zebrzydowska, położona w malowniczym Pogórzu Makowskim (pow. wadowicki, woj. małopolskie), to nie tylko kościół i klasztor, ale również zespół kaplic i kościołów dróżkowych, oraz manierystyczny park krajobrazowy. Jego powstanie zawdzięcza się Mikołajowi Zebrzydowskiemu. W 1602 r. dokonał on fundacji klasztoru i Kalwarii. Kalwaria to tętniące miejsce kultu. Pielgrzymów, których liczba sięga dwóch milionów rocznie, przyciągają nabożeństwa dróżkowe na Dróżkach Pana Jezusa i Dróżkach Matki Bożej, oraz Cudowny Obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Ważną posługą bernardynów w tym miejscu jest również sprawowanie sakramentu pokuty. Pątnicy przybywają na Kalwarię głównie w czasie dwóch odpustów. W Wielkim Tygodniu przeżywają Mękę Chrystusa poprzez uczestnictwo w Misteriach Męki Pańskiej, natomiast głównie uroczystości maryjne to Odpust ku czci Wniebowzięcia NMP w sierpniu. historia miejsca Powstanie najstarszej i jednej z największych na ziemiach Polskich kalwarii wiąże się z osobą wojewody krakowskiego, starosty lanckorońskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego (+ 1620 r.) Zbudował on, na górze Żarek kaplicę pw. Ukrzyżowania Pana Jezusa, wg wzoru przywiezionego mu przez Hieronima Strzałę modelu górnej kondygnacji kościoła Grobu Chrystusa w Jerozolimie.

Kościół został konsekrowany w 1601 r. Pod wpływem krakowskich bernardynów wojewoda zdecydował się na ufundowanie kościoła i klasztoru oraz Drogi Krzyżowej. W jego zamyśle miała to być skromna fundacja, rodzaj pustelni i hospicjum. Później Drogę Krzyżową rozciągnięto do rozmiarów kalwarii. Fundację rozwijały 3 pokolenia Zebrzydowskich: Mikołaj i Dorota, Jan wraz z żonami: Barbarą i Ewą, Michał i Marianna. Procesem budowy kierowały później córka Michała, Anna, jej mąż Jan Karol Czartoryski oraz jego druga żona Magdalena z Konopackich. W przeciągu wieku wybudowano większość istniejących obiektów. Mały kościół i klasztor pw. Matki Bożej Anielskiej został oddany do użytku w 1609 r. W połowie XVII w. rozszerzono klasztor o nowy wirydarz. Istniejący kościółek zamieniono pod koniec stulecia,

Kalwaria to tętniące miejsce kultu. Pielgrzymów, których liczba sięga dwóch milionów rocznie, przyciągają nabożeństwa dróżkowe na Dróżkach Pana Jezusa i Dróżkach Matki Bożej, oraz Cudowny Obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej.


39

Położone w sercu lasu sankturarium sprzyja modlitwie i wyciszeniu w prezbiterium dużej budowli, do której z czasem dostawiono charakterystyczną fasadę i wieże. Dobudowano również trzy kaplice od strony południowej: Niepokalanego Poczęcia NMP, MB Kalwaryjskiej i św. Antoniego. Całość została otoczona murem z basztami-kaplicami: św. Anny i MB Bolesnej. Za gwardiaństwa o. Gaudentego Thynela (1793 – 1833) dobudowano II piętro klasztoru, a na przełomie XIX – XX w. sklepienie kościoła zostało ozdobione, w miejsce barokowych stiuków, freskami w stylu młodopolskim, pędzla Włodzimierza Przerwy Tetmajera i Karola Polityńskiego. Powoli rosły też kalwaryjskie Dróżki. Obecnie znajduje się tu ponad 40 kaplic i kościołów różnych rozmiarów. Wśród nich najbardziej znaczące są, konsekrowane

jako kościoły: Grobek MB, Ratusz Piłata, III Upadek, Ukrzyżowanie, Grób Pana Jezusa, Wieczernik, Domek MB. Od początku rozwijało się tu nabożeństwo pasyjne, uformowane później w Dróżki Pana Jezusa, liczące 28 stacji. Stopniowo formowało się również dróżkowe nabożeństwo maryjne, 24-stacyjne Dróżki Matki Bożej, a od XIX w. odprawiane na ich bazie Dróżki za Zmarłych. Liczni pielgrzymi przybywający na te nabożeństwa prowadzeni byli przez świeckich przewodników. Ta tradycja przetrwała do dziś. Świeccy wytworzyli w Kalwarii specyficzny klimat modlitw, rozważań i układanych przez siebie pieśni. Kult maryjny w sanktuarium wiąże się również z Cudownym Wizerunkiem Matki Bożej Kalwaryskiej. Obraz został sprowadzony PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


40 40 POZNAJ KRAJ tu w 1641 r. przez Stanisława Paszkowskiego. W 1667 r. przeniesiono go do zbudowanej przez Michała Zebrzydowskiego kaplicy. Jest to obecnie jeden z najbardziej znanych i czczonych wizerunków Maryi w Polsce. Pielgrzymi gromadzili – i wciąż to czynią – głównie na dwóch uroczystościach: w Wielkim Tygodniu, kiedy to nabożeństwo dróżkowe jest wzmacniane przez Misteria Męki Pańskiej, oraz na odpuście ku czci Wniebowzięcia NMP, kiedy to formują wielkie i barwne procesje: Zaśnięcia i Wniebowzięcia Matki Bożej. Rokrocznie sanktuarium kalwaryjskie odwiedza około dwóch milionów pątników. W okresie II wojny światowej przeniesiono do konwentu kalwaryjskiego bernardyńskie seminarium z Lwowa. W ciągu kilku lat po wojnie mieściło się tu również lwowskie seminarium diecezjalne. Jego absolwentem

jest m.in. kard. Marian Jaworski. W 1993 r. oddano do użytku nowy budynek seminaryjny, nieopodal sanktuarium. W 1887 r. kard. krakowski, Albin Dunajewski, koronował koronami papieskimi Wizerunek Matki Bożej. Wielkie dni przeżywała również Kalwaria za pontyfikatu Jana Pawła II, który, jako młody chłopak, wraz z rodziną wielokrotnie nawiedzał to sanktuarium i odprawiał nabożeństwa dróżkowe. Czynił to również jako kapłan i biskup krakowski. W 1979 r. nawiedził Kalwarię już jako Wikariusz Chrystusowy. Nadał wówczas kościołowi tytuł bazyliki mniejszej. Ponownie odwiedził Kalwarię w czasie swej ostatniej pielgrzymki do ojczyzny, w 2002 r. Natomiast w 2007 r. sanktuarium gościło w swych murach papieża Benedykta XVI. Podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 roku, przed Cudownym Obrazem NMP Kalwaryjskiej, który

Każdego roku tysiące pontników przybywa do Matki Boskiej Kalwaryjskiej


41 bernardyni zwieźli na spotkanie papieża z wolontariuszami ŚDM, modlił się Ojciec Święty Franciszek. karol wojtyła o kalwarii „Dlaczego my tak na tę Kalwarię wszyscy chętnie podążamy? I starzy i młodzi, i kapłani, i siostry zakonne, i cały lud Boży, starzy i młodzież, zwłaszcza młodzież, dlaczego lubi Kalwarię i chętnie tutaj przybywa? Moi drodzy, odpowiedź na to jest prosta: pociąga nas tutaj Matka Boża. Ale odpowiedź na to jest zarazem i głęboka. Co nam się tutaj, na tej Kalwarii, odsłania? Co tu widzimy? – Widzimy, jak Matka Boża podąża za Chrystusem: taka jest treść Kalwarii – to jest jej treść szczególna. Są różne sanktuaria maryjne na całym świecie i na ziemi polskiej, ale w Kalwarii to nam się w szczególny sposób odsłania: jak Matka Boża podąża za Chrystusem. Podąża przez ziemię, podąża drogą krzyżową, podąża przez Kalwarię i podąża do wiecznej niebiańskiej Ojczyzny”. „Czyż to sanktuarium nie jest wielkim miejscem rodzenia dusz? Czy tak nie było od początku? Czy nie tutaj są oblężone konfesjonały? Czy nie tutaj ludzie wypłakują nieraz swoje grzechy, a także doświadczenia całego życia? Czy się nie nawracają? Czy się nie wypełnia po prostu to, co przed chwilą powiedziałem, że Matka Chrystusowa czyni nam, wygnańcom Ewy, nasze pielgrzymowanie za Chrystusem jak gdyby łatwiejszym, możliwszym? Tutaj się do Chrystusa zbliżamy; przełamujemy nieraz różnorodne przeszkody – wewnętrzne i zewnętrzne; tutaj odnajdujemy siebie w tym stanie, w którym chce nas mieć nasz Ojciec, to znaczy w stanie dzieci Boga, braci Chrystusa. Macierzyństwo Maryi bardzo nam w tym dopomaga”. Wniebowzięcie NMP, 20 VIII 1972 r.

Wielkie dni przeżywała również Kalwaria za pontyfikatu Jana Pawła II, który, jako młody chłopak, wraz z rodziną wielokrotnie nawiedzał to sanktuarium i odprawiał nabożeństwa dróżkowe. Czynił to również jako kapłan i biskup krakowski. W 1979 r. nawiedził Kalwarię już jako Wikariusz Chrystusowy. Nadał wówczas kościołowi tytuł bazyliki mniejszej. Ponownie odwiedził Kalwarię w czasie swej ostatniej pielgrzymki do ojczyzny, w 2002 r.

„Bardzo wymowne jest to sanktuarium kalwaryjskie. Drodzy pielgrzymi, wyznam wam, że ogromnie lubię tu przychodzić; może słowo „lubię” jest niewłaściwe: czuję potrzebę, żeby tu przychodzić, bo tu się odkrywa wciąż na nowo te najgłębsze prawdy naszej wiary. Odkrywa się ludzki i Boski wymiar pojednania. Odkrywa się Ofiarę Chrystusa i odkrywa się na dnie tego wszystkiego miłość Ojca. O tej miłości tak lubią dzisiaj śpiewać młodzi: „liczę na Ciebie, Ojcze, liczę na miłość Twą”. „Moi drodzy przyjaciele, ta rachuba, to, że liczycie na miłość Ojca, to właśnie przez dróżki kalwaryjskie, przez krew krzyża Jego staje się dla nas w pełni rzeczywistością. I dlatego dobrze, że tu przychodzicie, PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


42 POZNAJ KRAJ zwłaszcza wy młodzi. Dobrze, że chodzicie po tych dróżkach i że sięgacie tak w głąb naszej wiary, a zarazem w głąb swoich sumień.

Karol Wojtyła jako młodzieniec, a później już jako kapłan także pielgrzymował do tego sanktuarium, o czym wielokrotnie sam wspominał.

Ta Kalwaria buduje człowieka, ta Kalwaria odbudowuje człowieka. Odbudowuje człowieka wewnętrznego, duchowego”. Wniebowzięcie NMP, 18 VIII 1974 r. „Łaska nam i pokój od Jezusa, świadka wiernego! To właśnie On nas tutaj wzywa; to jest Jego świadectwo wyrażone poprzez stulecia. Bo czymże są te dróżki, te kaplice, te krucyfiksy, te Matki boleściwe – cała droga krzyżowa, ta Kalwaria – jeżeli nie pozostawionym nam poprzez stulecia świadectwem: świadectwem wiary naszych praojców, ale w tej wierze – świadectwem samego Jezusa Chrystusa, świadka wiernego... Dlatego my przybywamy na Kalwarię; my przybywamy pod krzyż i właśnie przy tym krzyżu rozumiemy w całej pełni te słowa Jana apostoła i ewangelisty: „Łaska wam i pokój od Jezusa Chrystusa, świadka wiernego”. Pielgrzymka Mężczyzn, 4 VI 1978 r. jan paweł II w kalwarii „Nie wiem po prostu, jak dziękować Bożej Opatrzności za to, że dane mi jest jeszcze raz nawiedzić to miejsce. Kalwaria Zebrzy-

dowska, sanktuarium Matki Bożej – i Dróżki. Nawiedzałem je jako kapłan. Szczególnie często nawiedzałem sanktuarium kalwaryjskie jako arcybiskup krakowski i kardynał” – tak rozpoczął swoje przemówienie Ojciec Święty Jan Paweł II, kiedy 7 VI 1979 r. spotkał się z rzeszą wiernych na Kalwarii w czasie swej I pielgrzymki do Ojczyzny. Przyjrzyjmy się bliżej owemu pielgrzymowaniu, o którym mówił Papież. Jego osoba wpisana jest bardzo mocno w historię kalwaryjskiego sanktuarium już od samego dzieciństwa. Jako kardynał, powiedział w Kalwarii: „Gdy u nas w domu były jakieś zdarzenia rodzinne, gdy były jakieś kłopoty, to szliśmy wtedy do Matki Bożej Kalwaryjskiej i na Dróżki i tak to już u mnie pozostało...” Ojciec Papieża, również Karol Wojtyła (1879-1942), był człowiekiem głęboko religijnym. Pielgrzymował do Kalwarii z synami Edmundem i Karolem po śmierci i pogrzebie (1929 r.) swej żony Emilii. Przybywał tam z Karolem także po śmierci starszego syna Edmunda w 1932 r. Zachowały się fotografie, na których widać go z około dziesięcioletnim synem Karolem na odpuście w Kalwarii Zebrzydowskiej (ok. 1930 r.). Karol Wojtyła jako młodzieniec, a później już jako kapłan także pielgrzymował do tego sanktuarium, o czym wielokrotnie sam wspominał. Jako wikariusz parafii pw. św. Floriana w Krakowie ks. Karol Wojtyła, 10 IX 1950 r. uczestniczył w pieszej pielgrzymce do Kalwarii. Potem mówił: „Tam właściwie ksiądz nie ma co robić, tak wszystko jest doskonale zorganizowane przez świeckich”. „Wszystkie te doświadczenia duchowe wyznaczały jak gdyby szlak modlitewny


43

W 2002 r. Ojciec Święty Jan Paweł II po raz ostatni odwiedził sanktuarium i kontemplacyjny mojej drogi do kapłaństwa, a potem w kapłaństwie – aż do dnia dzisiejszego. Droga ta, w pewnym sensie od dziecka, ale bardziej jeszcze później, kiedy byłem kapłanem i biskupem, prowadziła mnie wielokrotnie na „dróżki maryjne” w Kalwarii Zebrzydowskiej. Kalwaria jest głównym sanktuarium maryjnym Archidiecezji Krakowskiej. Często tam przyjeżdżałem , aby samotnie wędrować po owych „dróżkach”, omadlając różne sprawy Kościoła, zwłaszcza w trudnym okresie zmagania się z komunizmem. Dzisiaj widzę, jak bardzo to wszystko jest jednorodne, jak bardzo znajdujemy się w obrębie promieniowania tego samego misterium”. Jan Paweł II, Dar i Tajemnica „Najczęściej przybywałem tutaj sam, tak żeby nikt nie wiedział, nawet kustosz klasz-

toru. Kalwaria ma to do siebie, że się można łatwo ukryć. Więc przychodziłem sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem ich najświętsze tajemnice. To jest zupełnie przedziwna rzecz – te dróżki…” Jan Paweł II Kalwaria Zebrzydowska 7 czerwca 1979 r. podczas pierwszej pielgrzymki do Polski

oo. Bernardyni Klasztor oo. Bernardynów Kalwaria Zebrzydowska ul. Bernardyńska 46 Telefon:+48 33 876 63 04 Email: info@kalwaria.eu www.kalwaria.eu PRZYJACIEL RODZINY 1/2019


Pierwszą i podstawową komórką „ekologii ludzkiej” jest rodzina, w której człowiek otrzymuje pierwsze i decydujące wyobrażenia związane z prawdą i dobrem, uczy się, co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy być osobą. Chodzi tu o rodzinę opartą na małżeństwie, gdzie wzajemny dar z samego siebie, mężczyzny i kobiety, stwarza takie środowisko życia, w którym dziecko może się urodzić i rozwijać swe możliwości, nabywać świadomość własnej godności i przygotować się do podjęcia swego jedynego i niepowtarzalnego przeznaczenia. Jan Paweł II, Centesimus annus, 39


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Przyjaciel Rodziny 1/2019 by Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny - Issuu