1
Biuletyn informacyjny studentów AGH Biuletyn Informacyjny Studentów AGH sym-
swoją działalność. W 2006 roku, dzięki ini-
bolicznie obchodzi swoje 25. urodziny. W cią-
cjatywie władz uczelni oraz zaangażowaniu
gu ponad ćwierćwiecza swojej działalności
studentów, wydawanie gazety zostało reak-
magazyn kilkukrotnie zawieszał działalność,
tywowane. BIS został całkowicie zmieniony
reaktywował się, ewoluował. Jednak pomimo
pod kątem formatu i szaty graficznej. Nie-
trudności, które spotykał na swojej drodze,
zmienne pozostało natomiast, aby gazeta
wciąż wiernie towarzyszy życiu studentów
odpowiadała na realne potrzeby studentów.
i uczelni.
Poziom magazynu w tamtych latach pozwalał przyznać jej miano najlepszej gazety
Historia magazynu BIS AGH sięga około 1988
studenckiej w Polsce. Poza tworzeniem wy-
roku, kiedy to z inicjatywy członków Uczel-
sokojakościowych treści, członkowie redakcji
nianej Rady Samorządu Studentów - Janu-
wraz z członkami URSS-u realizowali liczne
sza Ślęka i Jacka Kmiecika, powstały pierwsze
projekty, które w większości kontynuowane
bibuły BIS1, BIS2. Impulsem do stworzenia
są do tej pory. Sama redakcja została ustruk-
pisma była głównie sytuacja polityczna oraz
turyzowana, a po niedługim czasie dzięki
przemiany, które miały miejsce w ówczesnych
niej powołana została Krakowska Studenc-
latach. W tamtych czasach, tak jak i teraz,
ka Akademia Fotograficzna. Wznowienie
członkowie URSS-u byli głosem studentów
miesięcznika było pod wieloma względami
na uczelni. Głosem, który realnie wpływał na
niezwykle intensywne, lecz zapoczątkowało
losy wszystkich młodych ludzi na AGH. BIS
jego systematyczną aktywność na uczelni.
zatem miał być jednym z narzędzi w walce
Kontynuowano dotychczasowe projekty, ale
o możliwość głośnego wypowiadania się na
także pojawiały się kolejne pomysły, które
tematy ważne z punktu widzenia młodych.
były realizowane przez redakcję. Na przełomie lat 2016/17 magazyn BIS AGH prze-
Czas kształtowania się zarówno redakcji BIS-u,
szedł metamorfozę. Po 10 latach zmienione
jak i formy gazety studenckiej, wiązał się z wy-
zostały szablon oraz szata graficzna miesięcz-
zwaniami kompletowania składu oraz trud-
nika, a regularne drukowanie magazynu zo-
nościami technicznymi. Wytrwałość i zapał
stało wstrzymane na rzecz publikacji maga-
studentów nie pozwoliły jednak zniechęcać
zynu w Internecie oraz rozwijania działalności
się do wydawania gazety, której tworzenie
online. Aktualnie magazyn kontynuuje wy-
niosło ze sobą ogromną radość i satysfak-
dawanie comiesięcznych numerów, a także
cję. W późniejszych latach gazeta studencka
realizuje wybrane projekty zapoczątkowane
ukazywała się regularnie jako miesięcznik,
ponad 10 lat temu. BIS AGH poprzez liczne
który jednakże w pewnym momencie zawiesił
wydarzenia stara się promować kulturę wśród
3
studentów uczelni technicznej. Wychodząc
Redakcja BIS AGH nie zamierza poprzestawać
jednak naprzeciw oczekiwaniom studentów
na dotychczasowych sukcesach. Nieustan-
oraz idąc z duchem postępującej digitali-
na rotacja studentów sprawia, że każdy rok
zacji, nasza działalność obecnie skupia się
działalności redakcji jest dynamiczny i niepo-
na nowych mediach .
wtarzalny. Kontynuowanie dotychczasowych praktyk, liczne nowe projekty i zmiany, które
Członkami redakcji BIS AGH od początku są
są odpowiedzią na potrzeby czytelników, to
głównie studenci Akademii Górniczo-Hutni-
tylko nieliczne plany, które kiełkują w głowach
czej. Często jednak ich studentów wspierali
młodych redaktorów. Przy okazji jubileuszu
oraz dalej wspierają koledzy z innych krakow-
mogliśmy przypomnieć sobie wartości i idee,
skich uczelni. Dzięki temu śmiało można po-
które przyświecały studentom podczas za-
wiedzieć, że BIS AGH jest miejscem, które łą-
kładania oraz reaktywacji gazety BIS AGH.
czy. To tutaj powstawały liczne przyjaźnie czy
Dzięki wywiadom przeprowadzonym z by-
zażyłości. Redaktorzy z poprzednich lat do tej
łymi redaktorami BIS-u zapoznaliśmy się ze
pory utrzymują kontakt z innymi studentami
spuścizną pozostawioną przez przeszłe poko-
poznanymi w redakcji. Kilkukrotnie zdarzało
lenia i wspólnie przeżyliśmy podróż w czasie,
się, że początkowe znajomości przeradzały
która skłania do głębszej refleksji nad istotą
się w miłość, która trwa do tej pory! Dzięki
wydawania magazynu dla studentów.
pracy włożonej w rozwój pisma dla studentów, redaktorzy nabywali nowych umiejętności,
W tym miejscu pragnę podziękować wszyst-
które potem przekładały się na ich ścieżkę
kim, którzy przyczynili się oraz wciąż przy-
kariery. Mgr inż. Jacek Kmiecik, dr hab. inż.
czyniają się do rozwoju magazynu BIS AGH.
Kajetan d’Obyrn, prof. AGH są pierwszymi re-
Na kolejne lata życzę magazynowi wiernych
daktorami magazynu, których do tej pory mo-
czytelników oraz aktywnych redaktorów
żemy spotkać na uczelni, gdzie pracują jako
z ambitnymi pomysłami. Życzę również, aby
pracownicy naukowi. W późniejszych latach
historia przyszłych lat była tak fascynująca jak
z redakcji wyszli kolejni redaktorzy, których
ta z ćwierćwiecza, które już za nami.
nazwiska obecnie nieustannie przewijają się w branży marketingowej. Bartosz Dembiński,
Natalia Panek
Aleksandra Małozięć (kiedyś Pękala), Bartosz
Redaktor Naczelna BIS AGH
Grad, Diana Drobniak czy Adrian Gamoń, to kolejne przykłady osób, które robią imponującą karierę, a które pierwsze doświadczenie zdobywały właśnie w BIS-ie. BIS AGH to miejsce na naukę nowych rzeczy, na zdobywanie doświadczenia, ale także przestrzeń do kreatywnego tworzenia i rozwijania swojej pasji. Tak jest i do tej pory, gdzie pasjonaci sztuki dziennikarskiej, grafiki czy nowych mediów mają swoją przestrzeń, w której mogą się realizować.
4
Gdy postanowiliśmy odkryć historię BIS-u nie przeczuwaliśmy, że sięga ona aż tak daleko. Biblioteczne archiwum stało się dla naszych redaktorów miejscem spotkań i prawdziwą studnią wiedzy. Niczym detektyw Sherlock tropiliśmy każdy, choćby najdrobniejszy wątek w całej historii. Wszystko po to, by jak najlepiej przygotować się do obchodów 25. urodzin prasy studenckiej na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Świadków najistotniejszych wydarzeń z życia magazynu postanowiliśmy przepytać, a zebrane informacje opatrzyć etykietą “ściśle tajne”.
Wyjątkowo, na łamach jubileuszowego wydania, dzielimy się fragmentami rozmów z naszymi gośćmi.
5
Gazetka, która zmieniła skostniałą rzeczywistość
J
anusz Ślęk to pierwszy Redaktor Na-
studenckich w życiu uczelni. Spotykaliśmy się
czelny magazynu. BIS, wtedy pod na-
w akademikach, bo nie było lokalu. Nie mie-
zwą Biuletyn Informacyjny Samorządu,
liśmy też maszyny do pisania, co utrudniało
miał być po prostu bibułą strajkową wydaną
tworzenie formalnych wystąpień. Pod koniec
przed rokiem 1990. Jak rozpoczęłą się historia
1987 roku jako URSS AGH udało się nam prze-
BIS-u? Jak wtedy wglądała praca nad składa-
forsować przełomową decyzję władz uczelni.
niem gazety? Jaki był stosunek władz uczelni
W styczniu 1988 roku Rektor AGH odebrał
do pisma studenckiego?
ZSP administrację klubów studenckich i radia studenckiego. To bardzo wiele zmieniło. Za-
Karolina Machnik: Jaka jest historia
częliśmy realnie wpływać na kształt życia stu-
pierwszego numeru magazynu?
denckiego. Stwierdziłem, że mając tak dużą liczbę studentów na Miasteczku, trzeba po
Janusz Ślęk: Pierwszy numer powstał
prostu wejść z butami w ich życie. Najprostszą
w moim pokoju, w akademiku - wówczas
formą była oczywiście gazetka, tłumacząca,
DS-4 (Filutek). Przypuszczam, że był to po-
co to jest samorząd, co możemy osiągnąć
czątek 1988 roku. Czyli kilka miesięcy przed strajkiem na Miasteczku. W latach 1987-1988 liczba podziemnych gazetek pojawiających się w środowisku studenckim była dość duża.
„Pamiętam, że pierwszy numer opatrzyłem
Miewały one swoje „mutacje” uczelniane. Na
taką stopką wydawniczą – Red. Naczelny
AGH taką mutacją bibuł był NZS „Gwarek”.
Janusz Ślęk, Redaguje kolegium, DS-4 pok. 212A.”
Jako osoby zaangażowane w tworzenie samorządu studenckiego mieliśmy dość dobry kontakt z osobami działającymi w podziem-
i zmienić w tamtej skostniałej rzeczywistości.
nym wówczas NZS-ie. Byliśmy swego rodzaju
Sławomir Smoliński, Jacek Purzycki i Kajetan
częścią oficjalną tego ruchu. Oczywiście żad-
d'Obyrn przygotowali stronę techniczną, za-
nych formalnych powiązań nie było, w wielu
łatwili powielacz, farbę i maszynę do pisania.
przypadkach to powiązanie miało charakter
Prorektor ds. studenckich wydał zgodę na wy-
mentalny. Na przełomie ‘87 i ‘88 roku URSS
danie Biuletynu Samorządu AGH w nakładzie
nie był zbyt rozbudowaną strukturą. Skłonny
chyba ok. 100 egzemplarzy, ale dokładnie nie
jestem twierdzić, że wtedy nie wszystkie wy-
pamiętam, pozwalającym uniknąć cenzury
działy posiadały swoich aktywnych przedsta-
i zatwierdzania treści przez Urząd Kontroli
wicieli. URSS wówczas to była garstka ludzi
Publikacji i Widowisk. Nie przejmowaliśmy
poświęcających swój czas. Oprócz budowania
się ilością, drukowaliśmy tyle, ile było papieru
struktur samorządu od zera, musieliśmy się
i farby, znacznie więcej niż 100 egz.
zmagać z dominacją reżimowych organizacji
6
Wywiad z Januszem Ślękiem
Pamiętam, że pierwszy numer opatrzyłem
AGH przy Reymonta. Matryce z nowym nu-
taką stopką wydawniczą – Red. Naczelny
merem zanosiłem do szefa tej drukarni z ko-
Janusz Ślęk, Redaguje kolegium, DS-4 pok.
nieczną akceptacją merytoryczną Prorektora
212A. O ile pamiętam - pierwsze dwa numery
ds. Studenckich i formalną Dyrektora ds. Ad-
miały tylko moje teksty, dopiero potem się
ministracyjnych. Dość często korzystaliśmy
to zmieniło. Chyba nawet udało się przeko-
z gościnności Radia Centrum (studio znajdo-
nać Kajetana d'Obyrna do pisania niektórych
wało się wtedy na parterze DS5— przyp. red.).
materiałów. Przed strajkiem (maj 1988 r.) do-
Chodziliśmy na rozmowy “na żywo”, emito-
staliśmy pomieszczenie w C2 (i maszynę do
wane w sieci kablowej do wszystkich poko-
pisania). Wtedy też redakcja faktycznie tam
jów na Miasteczku za pomocą słąwnych ku-
się przeniosła. Po strajku, który bardzo dużo
kuruźników. W dość zaskakujący sposób jako
zmienił w aktywności studentów, gromadze-
przew. URSS AGH zostałem ogłoszony Prze-
nie tekstów do publikacji było dużo łatwiejsze.
wodniczącym Międzyuczelnianego Komitetu
Zwiększyliśmy objętość i poprawiliśmy jakość.
Strajkowego. 9 maja 1988 r. prowadziłem (ze
Po otrzymaniu z darów komputera PC, Jacek
strony studentów) rozmowy z Kolegium Rek-
Kmiecik zajął się składem. Teksty edytował
torów Krakowa (w salach rektoratu UJ), które
w jakimś topornym programie, potem wy-
zakończyły się porozumieniem z władzami
drukowane kleiliśmy na arkusze A3 i w takiej
wszystkich krakowskich uczelni. Zawiesiliśmy
formie szło do druku. Druk przejęła drukarnia
wówczas strajk absencyjny.
Wywiad z Januszem Ślękiem
7
Czy są takie rzeczy, sytuacje lub decy-
Redakcja znajdowała się w pawilonie C2
zje, które patrząc z perspektywy czasu
w pok. 17, jaki wtedy był wygląd redakcji?
można było rozwiązać inaczej w kwestii
Jakie jest Pana najlepsze wspomnienie
działalności BIS-u?
związane z tym pomieszczeniem?
Na pewno, ale robiliśmy, co mogliśmy
Było to pomieszczenie w kształcie długiej
w ramach naszych skromnych możliwości. Po
nerki, wyposażone w kilka biurek, krzeseł
prostu systematycznie rozszerzaliśmy pola
i szafę z jakąś „biblioteczką”. Najważniejszym
wpływu Samorządu na życie uczelni, startu-
elementem wyposażenia był czajnik, gwa-
jąc od spraw socjalno-bytowych do realnego
rantował możliwość picia niesamowitych ilo-
wpływu na decyzje władz AGH, dotyczące
ści kaw. Pomieszczeniem rządziła Danusia
większości obszarów, gdzie tylko pojawiał
- dziewczyna niezwykle energiczna i często
się interes studentów.
wystarczająco zasadnicza, żeby zmusić nasze grono do systematycznej pracy.
Co Panu najbardziej utkwiło w pamięci z czasów studenckich i z czasów działal-
Jak Pan zakończył przygodę z magazy-
ności w BIS-ie? Czy zdarzały się sytuacje
nem? Czy wraca Pan czasem pamięcią do
ciężkie do rozwiązania, konflikty intere-
tego okresu działalności?
sów? Jeśli istnieje jakaś ciekawa historia z życia redakcji lub ówczesnego URSS-u,
Dokładnie nie pamiętam. Odbyło się to płyn-
proszę o podzielenie się nią.
nie. Pamięcią zacząłem wracać do tego okresu, gdy w okolicach 2000 roku trafiłem na
Z czasów działalności w BIS-ie najbardziej
stronę BIS-u. Z ogromnym zaskoczeniem
utkwiła mi w pamięci wizyta w pok.17, w C2
stwierdziłem, że ten pomysł przetrwał i ma
grupy zaprzyjaźnionych studentów z UJ.
się całkiem nieźle. Świadomość przetrwania
Była wśród nich dziewczyna z polonistyki,
tej naszej inicjatywy jest całkiem przyjemna
którą wówczas zobaczyłem w życiu po raz
i budująca. W myślach dziękuję wszystkim
pierwszy. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
następcom, których nie znam, że włożyli tyle
I jest tak do tej pory – prawie trzydzieści
swojego wysiłku, by BIS i dzisiaj był dostępny.
lat jestem pod tym wrażeniem, gdyż ciągle
To całkiem niemała sprawa – te trzydzieści lat.
jesteśmy małżeństwem.
8
Wywiad z Januszem Ślękiem
Polityka nie była dla nas
T
akie same tradycje, inni ludzie i inne
Pamięta Pan, kto wpadł na pomysł, aby
czasy. Obecnie prof. dr hab. inż. Kajetan
wydawać magazyn?
d’Obyrn w rozmowie o czasach, gdy
w tytule widniał jedynie inżynier, w głowie
Brakowało nam wtedy ogólnej informacji,
prześcigały się pomysły, a nałożone ograni-
pomimo tego, że radia studenckie pełniły
czenia nie były przeszkodą.
funkcję informacyjną. Istniały też wtedy gazetki podziemne. Na AGH gazetka podziem-
Agnieszka Wróbel: Jeden z pierwszych
na wydawana była przez NZS. Chcieliśmy
numerów BIS-u powstał w 1989 roku
wtedy tworzyć coś na pograniczu gazetki
i był to numer strajkowy. Dlaczego Pań-
podziemnej, ale jednak tworzonej całkowi-
stwo wtedy strajkowali?
cie jawnie. Zależało nam na tym, aby numer po prostu się ukazał.
dr hab. inż. Kajetan d’Obyrn: Nie jestem do końca pewny, bo nie pamiętam, jaki to był
Z jakich studentów w takim razie składa-
strajk, ale wydaje mi się, że chodziło o noweli-
ła się pierwsza redakcja?
zację ustawy o szkolnictwie wyższym. Pewnie gdybym miał w ręce ten numer z 1989 roku,
Na pewno był tam Jacek Kmiecik, Sławek
to bym sobie przypomniał szczegóły.
Smoliński, Jacek Purzycki, Janusz Ślęk, Tadek Malkiewicz. Z Jackiem kontakt mam do
A przypomina Pan sobie, jak wyglądał
dzisiaj, z resztą wymienionych osób bardziej
ten strajk?
sporadyczny. Wydział elektryczny był wtedy chyba największy na AGH, więc chyba trzy
Wspominam to wydarzenie z uśmiechem.
osoby były z elektrycznego, ktoś z wiertnicze-
Akademia była wtedy znacznie mniejsza, po-
go, ktoś z materiałów nieżelaznych.
nieważ studiowało na niej około 7000 osób. Studenci mieszkali głównie na Miasteczku i to
Jak dobierane były tematy artykułów?
głównie oni strajkowali. Cały strajk polegał
Czy wszystkie informacje o tym, co działo
na tym, że postanowili strajkować w łóżkach,
się na uczelni, były publikowane w ga-
czyli odmówili chodzenia na zajęcia. Potem
zetce?
się to jeszcze rozwinęło. Natomiast to jest takie główne wspomnienie, które pamiętam
Po pierwsze należy pamiętać, że były to inne
z tego wydarzenia. Tym, o czym należy wspo-
czasy. Świat miał białe i czarne barwy, ale ra-
mnieć, jest fakt, że zawsze najpierw strajk roz-
czej nie odczuwaliśmy cenzury skierowanej
poczynali studenci Uniwersytetu Jagielloń-
w stronę naszej działalności. Sami staraliśmy
skiego, którzy wtedy mieszkali w “Akropolu”,
się kierować Samorządem tak, aby nie an-
a następnego dnia dołączali studenci AGH.
gażować się w bieżące sprawy polityczne.
Wywiad z Kajetanem d’Obyrnym
9
Trzymaliśmy się od tego z daleka. Uważa-
dłużny pokój na pierwszym piętrze w C2, któ-
liśmy, że odpowiedni do angażowania się
ry dzisiaj chyba obsługuje koła naukowe. Wte-
w politykę był NZS. Sytuacja, której zdecy-
dy w tamtym miejscu jednocześnie działał
dowanie się sprzeciwiliśmy, to kiedy starano
URSS i nasza redakcja.
się ograniczyć autonomię szkół wyższych. Minister chciał narzucić coś rektorom uczelni, więc przeciwko temu protestowaliśmy. W tych czasach innym wrażliwym tematem, który pamiętam, był problem wchodzenia milicji na teren AGH. Zwykle jednak sprawy, które umieszczaliśmy w gazetce to tematy studenckie, organizacyjne.
„Studenci mieszkali głównie na Miasteczku i to głównie oni strajkowali. Cały strajk polegał na tym, że postanowili strajkować w łóżkach, czyli odmówili chodzenia na zajęcia.”
A jak wyglądał proces powstawania i dystrybuowania BISów?
Jak wyglądało życie studentów w tamtych latach?
Teksty pisał każdy, kto umiał coś napisać, więc konkretnych struktur czy jakiegoś podziału
Życie studenckie generalnie koncentrowało
w redakcji nie było. Było nas po prostu tak
się na Miasteczku Studenckim - w akade-
mało, że każdy robił wszystko. Przede wszyst-
mikach czy klubach studenckich. Kluby stu-
kim trzeba było pozbierać materiał, aby coś
denckie w tamtych czasach były miejscami,
mogło się w tej gazetce ukazać. Pojawiały się
w których odbywały się koncerty, dyskoteki,
tam przeważnie sprawy bieżące, dotyczące
ludzie mogli się spotykać. Do miasta tak na-
albo sytuacji na uczelni, albo zmian, jakie
prawdę nie było po co i gdzie iść. Nie było
miały na niej miejsce. Technika całego wyda-
tam pubów, dyskotek dla studentów. Jedyna
wania była całkiem inna niż teraz, ponieważ
dyskoteka dla dorosłych mieściła się w bu-
robiliśmy to na powielaczu. Potem dystrybu-
dynku przy ul. Św. Jana., nazywała się Feniks
cja polegała na tym, że gazetki roznosiliśmy
i funkcjonuje tam do dzisiaj. Kazimierz nie
po akademikach, zostawialiśmy je też na
istniał. Była to zrujnowana dzielnica, w której
uczelni, zwłaszcza w głównych budynkach,
również nie było żadnego pubu czy knajpy.
gdzie było najwięcej studentów.
W nocy w mieście wszystko było zamknięte, dlatego też życie studentów koncentro-
Gdzie powstawały gazetki?
wało się albo w klubach studenckich, albo w pokojach w akademiku.
Zacznijmy od tego, że organizacje studenckie czy Wydziałowe Rady Samorządu Studenckiego raczej nie miały swoich pokojów. My za to od któregoś Prorektora otrzymaliśmy jedno pomieszczenie. Był to taki wąski, po-
10
Wywiad z Kajetanem d’Obyrnym
11
Wszystkiego uczyliśmy się sami
C
zy BIS zawsze był BIS-em, który zna-
mokracji” (przypomnę, że rozmawiamy o cza-
my obecnie? Otóż nie. Magazyn swoją
sach kilku miesięcy po Okrągłym Stole), zaczę-
duszę dostaje od ludzi, którzy nad nim
liśmy być postrzegani jako demokratycznie
pracują – redaktorów, korektorów, edytorów,
wybrani przedstawiciele studentów, a co za
grafików. Zmienia więc humor, tak jak i oni
tym idzie, chcieliśmy zacząć funkcjonować
się zmieniają. Zmienia również swój wygląd,
w decyzyjnej strukturze uczelni. Była to rów-
często zależny od humoru i upodobań. Zmie-
nież walka o to, aby zaczęto się liczyć z głosem
nia intencje w zależności od potrzeb. A powstał właśnie z potrzeby chwili, która trwa już od ponad 25 lat. W rozmowie z Jackiem Kmiecikiem ukazujemy powstawanie biuletynu głównie od strony technicznej. Wtedy figurował on pod nazwą
„Okres powstawania Biuletynu nie był czasem łaskawym dla studentów. Był to okres walki i protestów.”
BIS2. Pan Jacek — niegdyś jeden z pierwszych edytorów oraz przez wiele kolejnych lat re-
studentów, by decyzje dotyczące środowiska
daktor techniczny Biuletynu Informacyjnego
akademickiego zapadały w oparciu o porozu-
Studentów AGH, autor częściej podpisujący
mienie ze studencką bracią. Jednym z narzę-
się jako „dziadek Jacek”, a także — student
dzi wspomagających nas w tej walce miała
elektroenergetyki „starego” Wydziału EAIiE.
być właśnie „propagandowa bibuła”, za którą uważało BIS wielu pracowników uczelni. Więc
Marta Nowak: Panie Jacku, jak powstał
faktycznie powstanie biuletynu BIS2 wiązało
BIS? Dlaczego zaczęto go wydawać? Czy
się z potrzebą chwili, z potrzebą posiadania
zapotrzebowanie na uczelnianą gazetę
swoistej tuby propagandowej, informacyjnej
było w tych czasach od dawna, czy po
i opiniotwórczej.
prostu taka potrzeba powstała? Skąd nazwa? Dlaczego wtedy Biuletyn Jacek Kmiecik: Pierwszy numer BIS-u to „nu-
istniał pod nazwą „BIS2”?
mer strajkowy”. Okres powstawania Biulety-
12
nu nie był czasem łaskawym dla studentów.
Proszę zgadnąć… Mieliśmy pomysł, aby
Był to okres walki i protestów. Niepewność
w nagłówku kolejnych numerów wpisywać
studentów o miejsca w akademiku, warunki,
kolejny numer wydania takim samym, od-
w jakich mieszkaliśmy i żądane za nie ceny,
ręcznym stylem. I owszem udało się to zrobić
o stołówki i jakość serwowanych w nich po-
w przypadku numerów pierwszego i drugie-
siłków, o stawki stypendiów. Jako Uczelniana
go. Jednak przy trzecim wydaniu zabrakło
Rada Samorządu, w okresie „raczkującej de-
osoby odpowiedzialnej za zaprojektowanie
Wywiad z Jackiem Kmiecikiem
logo wraz z numerem. Rzeczona była stu-
Radość tworzenia brała górę nad elementar-
dentką grafiki na krakowskiej ASP – podeszli-
nymi zasadami edytorstwa: na wąskich pa-
śmy do sprawy po znajomości, ale profesjo-
skach papieru drukowało się całą treść (były
nalnie. Sprawę utrudniał fakt, że „drukowanie”
to wydruki m.in. z ChiWriter-a, TAG-a czy
biuletynu odbywało się wtedy na maszynach
później z Word Perfect-a) często zbyt małym
powielaczowych, a niestety nikt z ówczesne-
krojem pisma, po wydruku na drukarce igło-
go kolegium redakcyjnego nie był w stanie
wej przyciętą szpaltę wklejało się na formatkę
poprawić logo na matrycy. Dlatego logo „BIS2”
i w zależności od tego, ile pozostało miejsca,
stało się winietą, a numery wydań dorabiali-
przycinało się i wklejało kolejne szpalty tekstu,
śmy oddzielnie. I tak już zostało... Tak przy-
lub… wkomponowywano grafikę. Jeśli nie
najmniej ja pamiętam. A skoro już jesteśmy przy procesie po-
„Studenci zaczęli być postrzegani jako współgo-
wstawania Biuletynu od strony technicz-
spodarze uczelni. A przynajmniej jako współ-
nej, to proszę mi powiedzieć, jak to się dokładnie odbywało? Pierwsze numery były drukowane na matrycy
decydujący w pewnych obszarach. Biuletyn niejednokrotnie nam w tym pomagał.”
białkowej i cały „wydruk” polegał na kopiowaniu materiału na powielaczu. Drukowanie
wszystko się mieściło, tekst był przerzucany
na matrycy białkowej było nieco skompliko-
na kolejne strony z dopiskiem: “dokończenie
wanym procesem: najpierw w maszynę do
na str. x”.Współczesne edytorstwo wspomaga-
pisania wkładało się taką cieniutką bibułkę
ne komputerami daje zdecydowanie szersze
(matrycę powielaczową), która miała dodat-
możliwości — można dopasować właściwy
kową warstwę zabezpieczającą, która była
krój pisma, regulować odstępami w akapi-
przebijana przez mocne uderzenie czcionki
cie czy wręcz minimalnie deformować użyty
maszyny do pisania i tak powstawała matry-
font. Nasze komputery w ostatniej dekadzie
ca, przez którą farba przechodziła na papier
XX wieku, dawały do dyspozycji kilka krojów
w późniejszym druku.
pisma i trzeba było sporo kombinować, żeby zmieścić cały tekst.
Kolejnym etapem ewolucji technicznej było wypełnienie formatki maszyny drukarskiej
Byliśmy samoukami, nikt nam nie robił szko-
– znormalizowana matryca papierowa wypeł-
leń, jak tworzyć gazetę – jak pisać, by być
niana była dowolną treścią. Na taką formatkę
czytanym ze zrozumieniem i w prostych sło-
wklejało się całą zawartość strony.
wach przekazać swoje tezy, jak technicznie “zmajstrować” siatkę gazety, by była łatwa
Pierwsze komputery pozwoliły usprawnić
w czytaniu i wizualnie miła dla oczu czytel-
pracę, ale niewprawionym, początkującym
nika. Tego wszystkiego uczyliśmy się sami.
redaktorom dawały możliwość tworzenia
Prawdę mówiąc, dzięki pracy przy Biuletynie
swoistych „potworków”… tylko wtedy nikt
zdobyłem kolejny fach, jakim jest edytorstwo
z nas nie zwracał na to uwagi!
oraz skład i przygotowanie publikacji do druku. A zaczęło się od BIS-u…
Wywiad z Jackiem Kmiecikiem
13
Miło słyszeć takie rzeczy. Czy podczas
trzeba się było posiłkować tym, co oferował
składania materiału zdarzały się jakieś
zbiór Corel Clipart. Niestety w porównaniu
większe techniczne problemy?
do czasów obecnych, internet nie oferował tak obszernego zbioru grafik odpowiednich
Na ogół nie. Chociaż… często zdarzało
do bieżących potrzeb. Wtedy działania sta-
nam się pracować po nocach w “samorzą-
wały się bardziej kreatywne — powstawa-
dówce”, gdzie był cały sprzęt komputerowy
ły wariacje z obrazków, które można było
– umówiony termin w drukarni, a materiał
przeskanować, skopiować, zrobić jakiś lek-
w rozsypce! Do tego jeszcze korekta, popraw-
ki retusz, kolaż, wstawić mniej lub bardziej
ki, wydruk próbny… — sprzęt, jakim dyspo-
oryginalny tekst — czasem powstawały
nowaliśmy ćwierć wieku temu, miał procesory
rzeczy naprawdę cudaczne.
wielokrotnie słabsze niż te, którymi dysponują współczesne smartfony czy smartwatche — to
Swoistą perełką wśród ilustracji były rysunki
bardzo długo trwało!
Szymona Kobylińskiego. Otrzymaliśmy swoiste “błogosławieństwo” artysty, który w liście
Kiedy zaczęliście radzić sobie w pełni
podpisał się „Szymon Kobyliński — do dalsze-
komputerowo?
go wykorzystywania”. Szczegóły tej współpracy niech pozostaną w historycznych arkanach
Było to w styczniu 1992 roku (od numeru
Biuletynu.
15.). Wtedy również powstało nowe logo. Nie bardzo podobały mi się te zmiany, ponieważ
Jak ówczesne władze uczelni postrzegały
pismo przyjęło już wtedy bardziej „formalny”
gazetę studencką?
wygląd. Pierwszy numer składany na komputerze miał mieć jakieś nawiązanie do po-
Nie umiem odpowiedzieć w imieniu sza-
przednich Biuletynów, co niestety nie wyszło
nownego grona ówczesnych władz uczelni,
i widać dużą różnicę pomiędzy tym, co zostało
niemniej na pewno byli dla nas bardzo tole-
graficznie wykonane na komputerze, a tym,
rancyjni i wyrozumiali. Początki demokracji
co było wykonane ręcznie, jednak nie wróco-
różnie objawiały się w środowisku akademic-
no do poprzedniej formy. Używaliśmy wte-
kim. Studenci zaczęli być postrzegani jako
dy „nie w pełni oficjalnej” wersji programów
współgospodarze uczelni, a przynajmniej
Corel Ventura i kilku innych, których nazw
jako współdecydujący w pewnych obszarach.
już nie pomnę…
Biuletyn niejednokrotnie nam w tym pomagał. Mógł się ukazywać dzięki wsparciu władz
Kto był autorem ilustracji?
uczelni. Nie byłoby 25-letniej tradycji Biuletynu, gdyby nie przychylność kolejnych
14
Różnie. Jeśli wśród naszych znajomych zda-
prorektorów: profesora Aleksandra Garlic-
rzały się osoby z zacięciem artystycznym,
kiego i Profesora Andrzeja Szczepańskiego.
często udawało się nakłonić do współpracy,
Jestem im ogromnie wdzięczny za to, że m.in.
co owocowało wykonaniem kilku okazjonal-
wspierali działalność wydawniczą Samorzą-
nych rysunków, które moglibyśmy wykorzy-
du Studenckiego. I to nie tylko dotacjami
stać. Jeśli nie było nikogo takiego pod ręką,
na kolejne wydania.
Wywiad z Jackiem Kmiecikiem
Moja osobista satysfakcja to fakt, że po 25
Tak właśnie przez lata powstawał Biuletyn
latach nadal żyję w dobrych relacjach z wyżej
BIS2, o wielu imionach, logach i formatach.
wspomnianymi Rektorami-Seniorami i przy
Wiele jeszcze historii moglibyśmy o tym opo-
okazjonalnych spotkaniach wspominamy na-
wiedzieć, ale nie na wszystkie starczy nam
szą – poniekąd wspólną – działalność.
czasu. I papieru.
Czy istnieje jakaś szczególna dla pana historia związana z Biuletynem? Można tak powiedzieć. Może pośrednio z BIS-em, bo przy okazji swojej działalności aparatczyka samorządowego, poznałem koleżankę z “wrogiego obozu” UJ którą to, dzięki osobistym przymiotom, nakłoniłem do współpracy i pomocy przy korekcie naszej gazety, hm… nawiązaliśmy dłuższą współpracę.
15
16
17
To był taki “drobny” plan!
K
iedy Bartosz Dembiński podjął się re-
Antoniego Cieśli i Rektora prof. Antoniego Taj-
aktywacji gazety studenckiej, miał przy
dusia, magazyn studencki zaczął ponownie
sobie ludzi, którzy z pasją podeszli do
funkcjonować. Tak się złożyło, że ja miałem
pracy nad Biuletynem Informacyjnym Stu-
już wtedy kilkuletnie doświadczenie dzien-
dentów AGH. Działalność redakcji z czasów
nikarskie, a do tego byłem świeżo po stażu
jego kadencji to pasmo wielu sukcesów, o któ-
w redakcji “Newsweeka”. Uznano zatem, że
rych do dzisiaj mówi się na uczelni.
zostanę redaktorem naczelnym. Pierwszy numer BIS-u po reaktywacji to było dzieło moc-
Natalia Panek: Bartosz, skąd zrodził się
no chałupnicze, ale jednocześnie przyniosło
pomysł dołączenia do redakcji magazynu
mnóstwo satysfakcji i dało kopa do dalszego
BIS AGH?
działania. Nasze plany były bowiem od samego początku ambitne - chcieliśmy stworzyć
Bartosz Dębiński: To był rok 2006. Byliśmy
najlepszą gazetę studencką w Polsce. Udało
drugim rocznikiem studentów na obecnym
się skompletować świetny skład redakcyjny
Wydziale Humanistycznym, wtedy Wydzia-
i wszyscy byliśmy nakręceni tą ambitną wizją.
le Nauk Społecznych Stosowanych. Mieli-
Okazało się, że ludzie chcą mi zaufać, więc
śmy tam fantastyczną grupę ludzi. Jeden
stwierdziłem, że to będzie świetna przygoda.
z naszych kolegów, Mariusz Sołtysik, działał
Mieliśmy też duże wsparciem władz AGH oraz
w Uczelnianej Radzie Samorządu Studentów,
URSS-u. Nasza redakcja od początku mieści-
gdzie pełnił funkcję przedstawiciela naszego
ła się w pokoju w samorządzie - w budynku,
wydziału. Mariusz przyniósł wieść z samorzą-
który obecnie już nie istnieje (na jego miejscu
du, że władze uczelni chcą reaktywować mie-
stoi Centrum Energetyki— przyp. red.).
sięcznik BIS. Zapytał, kto byłby chętny, aby się Jak wyglądały prace nad składaniem pierwszych numerów?
„Nasze plany były bowiem, od samego początku, ambitne - chcieliśmy stworzyć najlepszą gazetę studencką w Polsce.”
Uczyliśmy się szybko. Odziedziczyliśmy pewien layout i format, który był bardzo specyficzny, niewielki. Chcieliśmy jak najszybciej doprowadzić do takiego momentu, kiedy BIS wyglądałby świetnie i miał ciekawe, angażu-
18
podjąć się tego zadania - od razu zgłosiło się
jące treści. Plan był z jednej strony ambitny,
kilka osób. To właśnie z inicjatywy Mariusza
z drugiej - ktoś może powiedzieć - szalony.
Sołtysika, ówczesnego szefa URSS Domini-
W końcu mówimy o uczelni technicznej ze
ka Kondka oraz, rzecz jasna, władz uczelni
świeżo powstałym Wydziałem Nauk Społecz-
- ówczesnego prorektora ds. kształcenia prof.
nych Stosowanych. Nie mieliśmy takiego bac-
Wywiad z Bartoszem Dębińskim
kgroundu i doświadczenia jak np. studenci na
Jakie były początki reaktywowania re-
UJ czy UW. Zaczęliśmy od zaprojektowania
dakcji?
logotypu, zmieniliśmy layout i format, a strukturę merytoryczną “ubraliśmy” w konkretne
Te początki były pełne optymizmu. Zebrali-
działy: m.in. aktualności, kultura, społeczeń-
śmy grono redakcyjne z różnych wydziałów
stwo, nauka i technika. Zaczęły pojawiać się
i całkiem sporą grupę fotografów. Przypomi-
reportaże. Plan był taki, aby była to po prostu
nam sobie pierwsze kolegia redakcyjne - by-
profesjonalna studencka gazeta. Raz jeszcze
wało na nich i po trzydzieści osób, panował
podkreślę: napędzała nas wizja stworzenia
spory entuzjazm. Pamiętajmy, że były to cza-
najlepszej, albo jednej z najlepszych, gazet
sy “przedfejsbukowe” - ludzie bardzo chcieli
studenckich w Polsce. To był taki “drobny”
mieć swoją gazetę studencką. Szybko okazało
plan. Wkrótce wprowadziliśmy profesjonal-
się, że nakłady 2-2,5 tysiąca rozchodziły się
ny skład i, mówiąc kolokwialnie, zaczęło to
na pniu. Ludzie bardzo chcieli się dowiady-
wszystko dobrze wyglądać.
wać o tym, co się dzieje. Brakowało im głosu studenckiego na uczelni.
19
Mieliśmy fantastycznego człowieka - Piotrka
wbrew krzywdzącym stereotypom, są oczy-
Górala, który robił nam skład. Wprowadzili-
tani i bardzo ciekawi świata - mają prawo do
śmy profesjonalną korektę, którą robiła moja
tego, żeby czytać dobre, interesujące treści
żona, Gosia. Wprowadziliśmy stopniowy sys-
w swoim piśmie studenckim.
tem oceniania tekstów. Wyglądało to tak, że mieliśmy cykliczne spotkania kolegium re-
Wspomniałeś o kolegium redakcyjnym.
dakcyjnego, na które przychodzili wszyscy
Jak funkcjonowała redakcja?
- łącznie z fotografami i grafikami - i wymyślaliśmy tematy. Tworzyliśmy listę tematów,
Nad całością czuwał redaktor naczelny. Każdy
którymi warto się zająć i dyskutowaliśmy
z działów mógł proponować swoje tematy.
o tym, co będzie najciekawsze dla czytelnika.
Mieliśmy swoje specjalizacje - na przykład
Od początku założyliśmy sobie, że tworzy-
w dziale kultura Adrian Gamoń pisał recen-
my zupełnie niezależne pismo studenckie,
zje filmowe, Michał Guzik recenzje muzyczne,
na które tak naprawdę - od strony meryto-
a ja pisałam recenzje książkowe. Jeżeli ktoś spoza tego działu miał ochotę napisać swoją recenzję, to drzwi były otwarte. Był dział aktu-
„Na ogólnopolskich zjazdach mediów studenckich z całej Polski doceniano naszą pracę. Okazywało się, że uczelnie stricte humanistyczne nie mają takich gazet studenckich, jakie miała AGH.”
alności, społeczeństwo, nauka i technika. Do tego ostatniego swoje teksty pisali np. fantastyczni studenci wydziału “elektrycznego”, potem pojawili się kolejni “techniczni” z innych wydziałów. Tak jak wspomniałem, każdy mógł proponować swoje tematy, szeroko o nich dyskutowaliśmy, podchodziliśmy do nich krytycznie. Dało to efekty, spodobało się studentom. Kolegia redakcyjne potrafiły trwać
rycznej - nie miał wpływu ani samorząd, ani
ładnych parę godzin, bo się kłóciliśmy, spiera-
władze uczelni. Współpraca z URSS-em i wła-
liśmy o to, który temat jest ciekawszy. Każdy
dzami uczelni zawsze była świetna. Władze
miał swoje zdanie. Bardzo miło to wspomi-
uczelni to finansowały, ale nigdy nie rościły
nam. Dla mnie była to spora próba zarządza-
sobie prawa do tego, aby ingerować w treści.
nia zespołem, bo grupa liczyła zawsze 20-30
Poruszaliśmy często kontrowersyjne tematy,
osób. Ledwo mieściliśmy się w największym
czasami nieprzyjemne dla uczelni. Nie robi-
pokoju konferencyjnym, ale zupełnie nam to
liśmy tego ze złośliwości, tylko po to, aby coś
nie przeszkadzało.
zmieniło się na lepsze. Linia programowa była prosta - niezależne, jakościowe, maksymalnie
Jak powstawały pomysły na inne projek-
profesjonalne studenckie dziennikarstwo. Do
ty realizowane przez BIS AGH?
tej pory jestem zdania, że magazyny studenc-
20
kie, media studenckie, to są ostatnie bastio-
Dosyć szybko okazało się, że poza tworze-
ny zupełnej niezależności, gdzie wydawca
niem gazety, nasze ambicje są większe. Tak
czy reklamodawca nie ma wpływu na treści
jak mówiłem, praca z samorządem była fan-
tworzone przez dziennikarzy. Wychodziliśmy
tastyczna od samego początku, natomiast my
z założenia, że studenci uczelni technicznej,
w samorządzie chcieliśmy zasiać taki twórczy
Wywiad z Bartoszem Dębińskim
ferment. Stwierdziliśmy, że URSS organizuje
się potem w mojej głowie w szerszy projekt
duże wydarzenia, np. Juwenalia, a my chcieli-
- właśnie “Zieloną Uczelnię”. Nina rozpędziła
byśmy dołożyć coś od siebie. Jednym z pierw-
nas tym pierwszym projektem i zrobiła się
szych moich pomysłów był KSAF. Idea była
z tego szersza akcja - nie tylko oszczędzanie
bardzo prosta - skoro na uczelni jest mnóstwo
mediów, ale także bawełniane torby na za-
ludzi, którzy interesują się fotografią, to spró-
kupy czy dbanie o “grilloprzestrzeń” na MS.
bujmy ich zrzeszyć w jednej organizacji. To
Co ciekawe jeszcze niedawno zdarzało mi
był taki pierwszy pomysł BIS-owy, który ujrzał
się widzieć ludzi z torbami, które pochodziły
światło dzienne. Ja rzuciłem hasło, a Grzesiek
z akcji z 2007 czy 2008 roku. Studenci zako-
Baran z WFiIS to podchwycił i został pierw-
chali się w tych torbach. Stworzyliśmy kilka
szym szefem KSAF-u, podejmując się trudne-
wzorów, które potem były sprzedawane przez
go zadania zorganizowania tego wszystkiego.
samorząd i rozchodziły się jak świeże bułeczki.
Nagle okazało się, że jest 20-30 osób, które
To był początek mody na torby ekologiczne,
chcą być w takiej organizacji i robić zdjęcia,
ale okazało się, że studenci je bardzo polubili.
szkolić się, zajmować się fotografią bardziej
Poza tym w ramach akcji “Zielona Uczelnia”
profesjonalnie. Szybko okazało się też, że jest
zainicjowaliśmy kampanię “Szanuj swoją gril-
potrzebne studio fotograficzne. Dzięki przy-
loprzestrzeń”. Wywiesiliśmy baner pomiędzy
chylności władz uczelni i samorządu udało
jamnikami i tam przeprowadzaliśmy kampa-
się je zorganizować - powstało na strychu
nię uświadamiającą, aby o tę przestrzeń dbać,
w “Alfie”. KSAF był w pewnym sensie pro-
aby ją sprzątać.
jektem wynikającym z naszych potrzeb: BIS potrzebował zdjęć. Nie chcieliśmy brać zdjęć
Kolejną akcją, której pomysłodawcą był Grze-
z Googla czy jakichś banków płatnych zdjęć.
siek Baran, był znany chyba wszystkim stu-
Nie było nas na to stać, więc musieliśmy mieć
dentom AGH “Inżynier z Kulturą”. Grzesiek,
własne fotografie. Poza tym, jeżeli pisaliśmy
ja i Darek Pasternak (ówczesny przewodni-
o aktualnościach na uczelni, to fajnie było tam
czący Samorządu) stwierdziliśmy, że takie za-
wysłać swojego reportera.
jęcia z savoir-vivre w biznesie dla studentów uczelni technicznej to rewelacyjny pomysł.
Kolejną zapoczątkowaną akcja była “Zielona
Grzegorz zaproponował firmę szkoleniową,
Uczelnia”. W pewnym sensie zaczęło się od
która mogłaby to zrobić, ale wszystko rozbiło
naszej redakcyjnej koleżanki, Niny Józefiny
się o fundusze. Mieliśmy szczęście, bo firma
Bąk, która przyniosła do redakcji pomysł na
zgodziła się zrobić to bezpłatnie, w ramach
akcję “Oszczędzaj dobrą energię”. Chodziło
promocji swojej marki. Ostatecznie, zamiast
o to, aby zrobić akcję proekologiczną w aka-
zrobić z tego jeden wykład, zrobiliśmy dużą,
demikach, aby studenci zaczęli oszczędzać
cykliczną akcję. Podobnie jak wcześniejsze
prąd, wodę. Pomyśleliśmy, że - z punktu
projekty “ubraliśmy” całość w szaty graficzne,
widzenia nie tylko ekologii, ale także uczel-
w profesjonalną całość. Pierwsza edycja była
ni i finansów miasteczka - dobrze będzie
totalnym zaskoczeniem. Uruchomiliśmy zapi-
przeprowadzić kampanię edukacyjną, aby
sy i 500 miejsc zniknęło w 15 minut... Zaczęły
uświadomić studentów, że nie jest to bez
mówić o nas media, w tym te ogólnopolskie.
znaczenia. Ta pierwsza akcja przerodziła
Okazało się, że potrzeba zorganizowania ta-
Wywiad z Bartoszem Dębińskim
21
kich zajęć dla studentów jest ogromna, bo po
z redakcją tekstów. Żartobliwie mogę powie-
prostu w systemie edukacji jest pewna luka.
dzieć, że BIS był dla mnie na tyle ważny, że
AGH była pierwszą uczelnią, która wprowa-
nie pojechałem na Erasmusa. Żyłem naszym
dziła takie zajęcia, byliśmy pionierami. Bar-
pismem, podobnie jak wiele innych osób, któ-
dzo nas cieszy, że “Inżynier z Kulturą” funk-
re mocno angażowały się w to, aby BIS istniał,
cjonuje nadal. Następna akcja, która wyszła
aby różne akcje działały. Wiele z tych znajo-
z redakcji, to konkurs “Pokaż Swoje Wnętrze”.
mości przetrwało do dzisiaj.
Inicjatorkami tej akcji były Karolina Borkiewicz i Karolina Diakow. Akcja również trwa
Czy jakaś konkretna sytuacja z okresu
do dzisiaj, co pokazuje, że pomysł bardzo
działalności w redakcji utkwiła Ci szcze-
spodobał się studentom.
gólnie w pamięci?
Podczas mojej działalności w redakcji ży-
Całe mnóstwo wspomnień. Zawsze dużą ra-
liśmy w niezwykle przyjaznych relacjach
dością było robienie okładek. Staraliśmy się,
z Samorządem. I z Dominikiem Kondkiem,
aby były one jak najbardziej profesjonalne, bo
i z Darkiem Pasternakiem, czyli ówczesnymi
to w końcu pierwszy kontakt czytelnika z ga-
przewodniczącymi URSS-u, mieliśmy świetny
zetą. Mieliśmy przy tym sporo zabawy. Rze-
kontakt i wszystkie akcje robiliśmy wspólnie.
czą, która jest anegdotyczna, ale pamiętam ją
Tak naprawdę sami nie przeprowadzilibyśmy
dosyć mocno, był któryś z lutowych numerów.
żadnej z nich, bo to Samorząd dysponował
Zrobiliśmy okładkę, na której piękna student-
funduszami i kontaktował się z władzami
ka ubrana w jaskrawe, czerwone barwy po-
uczelni. Chciałbym podkreślić, że władze
zowała na tle brzydkich, szarych budynków
uczelni widziały sens w naszych pomysłach
AGH. Daliśmy do tego tytuł “Szaro-bure AGH”
i to też dawało paliwo do działania.
i napisaliśmy artykuł na trzy strony. Umieściliśmy też ranking najbrzydszych miejsc
Co wyniosłeś z działalności w redakcji?
na kampusie, najbrzydszych budynków. Pamiętam, że dla niektórych pracowników
Przede wszystkim wiele fantastycznych zna-
uczelni to był szok, że studenci piszą o tym,
jomości, sporo pewności siebie, ale też poczu-
że uczelnia jest brzydka, że im się nie podo-
cia, że nie ma rzeczy niemożliwych. BIS od
ba. Pamiętam, że rektor Tajduś zapytał mnie
jakiegoś czasu nie funkcjonował, a my prak-
wtedy: “Panie Bartku, ale aż tak?”. Wszyscy
tycznie od zera doprowadziliśmy do tego, że
wiemy, jak kampus AGH wygląda teraz - jest
w ciągu roku AGH miało profesjonalną gazetę
pięknie, czysto, zielono. Ludzie przychodzą
studencką: zarówno od strony wizualnej, jak
tu na spacery. Być może dołożyliśmy do tego
i pod względem treści. Na ogólnopolskich
jakąś maleńką cegiełkę właśnie zwróceniem
zjazdach mediów studenckich z całej Polski
uwagi na ten problem. Zawsze staraliśmy się
doceniano naszą pracę. Okazywało się, że
pojmować naszą misję w ten sposób - robić
uczelnie stricte humanistyczne nie mają ta-
BIS tak, by miało to sens.
kich gazet studenckich, jakie miała AGH. Dla wielu ludzi na uczelni było to dziwne. Personalnie dało mi to bardzo dużo, jeśli chodzi o warsztat dziennikarski, o kwestie związane
22
Wywiad z Bartoszem Dębińskim