notes na 6 tygodni nr 170 listopad 2026 ISSN 1730—9409 wydawnictwo bezpłatne
Bęca nr 170
Notes
Wsie Warszawy
Dziedzictwo dawnych obszarów wiejskich w metropoliach. Polsko-niemieckie warsztaty studentów architektury Berlin-Warszawa Projekt Fundacji Bęc Zmiana jest współfinansowany przez m.st. Warszawa oraz Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej. Partnerzy: Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, Institut für Stadt- und Regionalplanung Technische Universität Berlin. Współpraca: Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, Goethe-Institut. Patronat medialny: NN6T
wystawa, spacery, wykłady www.wsiewarszawy.pl
Institut für Stadt- und Regionalplanung
nn6t Na okładce Basia Bańda U lękliwych kotów faza marzeń sennych trwa krótko, 150 × 110 cm, ekolina, akryl na płótnie, 2026. Praca jest pokazywana na wystawie Półsen w TRAFO Trafostacji Sztuki w Szczecinie, fot. Andrzej Golc. Gdy przytrafiła mi się bezsenność próbowałam sobie z nią na różne sposoby poradzić. Stosowałam różne ziołowe suplementy, poważniejsze tabletki nasenne, spędzałam dużo czasu na świeżym powietrzu i odbywałam kąpiele słoneczne. Interesuje mnie to jak sen wpływa na nasz organizm, jakie fizyczne procesy zachodzą w nas podczas snu. Jak śnią zwierzęta i co się z nimi dzieje, gdy nie śpią. Szukanie informacji na ten temat pozwoliło mi oswoić się z bezsennością i przynajmniej częściowo zwalczyć stany lękowe, które jej towarzyszyły. O problemie z kocimi snami przeczytałam w jednej z książek dotyczącej problematyki snu. Urzekła mnie poetyckość tego problemu i jego uniwersalność. U lękliwych ludzi faza REM też jest mocno zaburzona. Prezentowane na wystawie „Półsen” obrazy i obiekty (przy tworzeniu których współpracowałam z Tomaszem Relewiczem) nie są przedstawiające. Próbowałam ukazać temat snu i bezsenności poprzez kolor i wymyślone przeze mnie malarskie znaki, rzeźbiarskie formy. Tak wygląda dla mnie sen i bezsenność.
Bęc Radio + NN6T N jak nasłuch N jak nadawanie 6 jak sześć T jak temat Rozmowy, sztuka, muzyka, miasto, książki, architektura, dizajn
1
www.beczmiana.pl/radio
nn6t Notes na 6 tygodni
Prezeska Zarządu
nakład: 2000 egz.
Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl
Wydawca
DZIAŁ KSIĘGOWOŚCI I DYSTRYBUCJA
Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana Adres redakcji
Ignacy Krzemień, ignacy@beczmiana.pl zamówienia, kontakt z księgarniami i wydawcami:
ul. Mokotowska 65/7, 00−533 Warszawa nn6t@beczmiana.pl
+48 515 984 508 dystrybucja@beczmiana.pl
Redaktorka naczelna
Księgarnie Bęc / Zespół
Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Redaktorka działu „Orientuj się”
Agnieszka Kowalska, nn6t@beczmiana.pl ZESPÓŁ NN6T
Maja Cieślak / Orientuj się� Warszawa Aleksandra Dąbrowska / 6 tematów Maciej Frąckowiak / badania i raporty Zuzanna Korszeń / filmiki i relacje Kasia Nowakowska / patronaty Bartosz Nowak / open call Michał Podziewski / zagranica Julia Szostek / 6 tematów
Bartosz Dołotko Szymon Grecki Kacper Greń Joanna Jóskowiak Aleksandra Sowińska
Bęc Księgarnia Internetowa
beczmiana.pl/sklep
BĘC SKLEP WIELOBRANŻOWY
korekta
eKorekta24.pl
Warszawa, ul. Mokotowska 65 pn.–pt. 13–19, sob. 12–18 +48 515 985 146
Reklama i patronaty
Bogna Świątkowska, bogna@beczmiana.pl Wersja elektroniczna / PROJEKT
Michał Szota nn6t.pl
wersja papierowa / PROJEKT
Grzegorz Laszuk SKŁAD
Anna Hegman Druk
Read Me, ul. Olechowska 83, 92-403 Łódź
NN6T. Stały program uczestnictwa w kulturze współczesnej Warszawy współfinansowany jest ze środków m.st. Warszawy
Lokal przy ul. Mokotowskiej 65 w Warszawie jest wykorzystywany przez Fundację Bęc Zmiana na cele kulturalne dzięki pomocy Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Bęc Radio
https://soundcloud.com/bec_zmiana Projekt logo Fundacji Bęc Zmiana
Małgorzata Gurowska
Informacje i ilustracje w dziale „Orientuj się”
pochodzą z materiałów prasowych promujących wydarzenia kulturalne. Drukujemy je dzięki uprzejmości artystów, kuratorów, galerii, instytucji oraz organizacji kulturalnych. Kontakt z redakcją: nn6t@beczmiana.pl
MAR
C
YM IN D
ITER
M ETYZ N G MA TRO TA ELEK MIAS E ESEJ E N I IN
OŚĆ NOW WA NICT W A D WY NA! ZMIA C Ę B
ultury istra K ów Min dzących k d o r ś ocho no ze ego nsowa arodowego p stwow Dofina y — pań aN r u tw lt ic u z K i Dzied zu Promocji us ego. z Fund w lo e c zu fundus
www.beczmiana.pl/sklep
Baraszkiewicz Chroboczek Cynke Czwartosz Frycz Jakubowska Jęcikowski Kiełkowicz Klata Korpanty Kosakowski Lityńska Łobacz Łubik Minkowska Mleczak Paczesny Sarna Stanek Steller Suszka Szydłowska Szymański Wach
Sarah Kane
Łaknąć
premiera 14.11.2026 Duża Scena teatrjaracza.pl
Instytucja Kultury Samorządu Województwa Łódzkiego
partnerzy
partner komunikacyjny
patroni medialni
bilety24.pl
Nowość wydawnictwa Bęc Zmiana!
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury — państwowego funduszu celowego.
Seria Wizualna jest wspólną inicjatywą Fundacji Bęc Zmiana i Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.
www.beczmiana.pl/sklep
Strona zaprojektowana krojem pisma heksa / patrz s. 156
18
orien nn6t uj się
19
Głodne drzewa Przemka Branasa to działająca na wiele zmysłów instalacja z liści eukaliptusa, która zmienia się pod wpływem światła, wilgoci i upływu czasu. Eukaliptus staje się tu bohaterem opowieści o kolonialnej przeszłości, ludzkiej ingerencji w krajobraz i nieoczywistych relacjach między człowiekiem a naturą. Wystawę w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi można oglądać do 14 marca 2027 r.
zy wspomnienie można zbudować? Zatrzymać w obrazie, przedmiocie, zapachu, geście? Pamięć nie ma własnej materii, a jednak nieustannie próbujemy ją materializować – fotografujemy, archiwizujemy, zapisujemy, kolekcjonujemy dowody minionych wydarzeń. Im więcej tych śladów gromadzimy, tym wyraźniej widzimy paradoks: samo wspomnienie pozostaje niedostępne, istnieje przede wszystkim w naszej głowie. Wystawa Patrycji Płóciennik Panoram 100 przygląda się napięciu między pamięcią a materialnością. Artystka wykorzystuje scenografię i iluzję, przesuwając granicę między autentycznym doświadczeniem a jego inscenizacją. Fizycznie obecne obiekty mogą być przecież sztuczną kreacją, podczas gdy wspomnienie, choć wyrasta z rzeczywistego wydarzenia, pozostaje nieweryfikowalne. Płóciennik pyta więc, co dzieje się ze wspomnieniem, kiedy próbujemy nadać mu fizyczny kształt. Czy materialny ślad może być dowodem przeszłości, czy raczej tworzy jej kolejną wersję?
orientuj się — sztuka i życie
C
Inscenizacja wspomnień
do 6.11 Patrycja Płóciennik, Panoram 100 Wolskie Centrum Kultury, Warszawa, ul. Obozowa 85 www.wck-wola.pl
20
Patrycja Płóciennik, materiały Wolskiego Centrum Kultury
orientuj się — sztuka i życie
Tomek Baran, Makaron z truskawkami, 2026
W Pod skórą
21
swoim najnowszym cyklu malarskim Tomek Baran przygląda się relacji między obrazem, przestrzenią i materialnością ciała. Punktem wyjścia jest pojęcie „ciałoobrazu” – dzieła rozumianego jako autonomiczne ciało, które nie naśladuje ludzkiej cielesności, lecz samo zajmuje przestrzeń, wyznacza jej granice i narzuca własne warunki obecności. Ciałoobrazy wychodzą poza tradycyjne ramy malarskiego płótna, przybierają nieregularne formy i rozrastają się w przestrzeni. Ujawniają to, co pozostaje „pod skórą” – ukryte struktury, idee, emocje i napięcia. Ich cielesność budowana jest nie tylko poprzez materialną formę, lecz także subtelny, nieustanny dialog między poszczególnymi pracami. Widz zostaje zaproszony do wejścia z nimi w dialog, ale i do konfrontacji z ich fizycznością i dominującą obecnością.
do 14.11 Tomek Baran, Ciałoobrazy Galeria Le Guern, Warszawa, ul. Katowicka 25/1 www.leguern.pl
orientuj się — sztuka i życie
Wiktor Dyndo, State of Crisis II, 2023, fot. Adam Gut, dzięki uprzejmości artysty
T
Ósmy cud świata
do 28.02.2027 Pałac Kryształowy BWA Wrocław Główny, ul. Piłsudskiego 105 SIC! BWA Wrocław, pl. Kościuszki 9/10 www.bwa.wroc.pl
22
o wystawa obejmująca dwie przestrzenie: BWA Wrocław Główny i SIC� BWA Wrocław. Punktem wyjścia jest tu figura Pałacu Kryształowego – monumentalnego, szklanego pawilonu z 1851 roku, zaprojektowanego na Wielką Wystawę Światową w londyńskim Hyde Parku przez Josepha Paxtona, hodowcę kwiatów, ogrodnika i konstruktora szklarni. Był to pierwszy obiekt stworzony w całości z żeliwnych i szklanych prefabrykatów, przez wielu uznawany za ósmy cud świata. Choć brytyjskie mieszczaństwo przez długi czas odnosiło się z rezerwą do tego ucieleśnienia nowoczesności, okazał się wielkim sukcesem. Po zakończeniu wystawy szklana konstrukcja została rozebrana i złożona na drugim krańcu Londynu, na wzgórzu Sydenham. W 1936 roku Pałac Kryształowy spłonął. Wystawa doskonale wpisuje się w program galerii SIC�, która jest jedyną w Polsce publiczną galerią poświęconą szkłu współczesnemu. Prace zaproszonych artystów podejmują wątki przezroczystości, wyznaczania granic, budowania relacji między człowiekiem, przyrodą a przestrzenią. Świadomie wykorzystują szkło jako element prac, podkreślając jego rolę w konstruowaniu nowoczesnych sposobów widzenia.
orientuj się — sztuka i życie
G_OS.T, making off w Berlinie, fot. Nina Sayuri, dzięki uprzejmości artysty
S
Pamięć traci ostrość
23
woją opowieść o pamięci i o powrotach Mateusz Choróbski osadza pomiędzy Berlinem a Wrocławiem, punktem wyjścia są zaś dla niego historie miejsc i postaci związanych z oboma miastami. Jedną z nich jest Hans Poelzig – architekt, który projektował zarówno we Wrocławiu (Breslau), jak i w Berlinie. W pierwszym z miast stworzył m.in. Pawilon Czterech Kopuł i nieistniejące już kino Deli (w jego miejscu stoją dziś Arkady Wrocławskie, właśnie wyburzane), a w Berlinie m.in. Kino Babylon i Großes Schauspielhaus. Drugą postacią jest Erik Charell, urodzony we Wrocławiu reżyser, choreograf i kolekcjoner sztuki, który kierował berlińskim teatrem zaprojektowanym przez Poelziga. Charell planował realizację filmowej operetki na podstawie Odysei Homera, jednak ze względu na swoje żydowskie pochodzenie musiał przerwać pracę i wyemigrować z Niemiec. Na wystawie G_OS.T powracają motywy labiryntu, zamknięcia, ograniczonego ruchu i niemożności dotarcia do celu. Kuratorki Chiara Valci Mazzara i Susanne Prinz piszą: „To opowieść o powrocie, który niekoniecznie oznacza odzyskanie tego, co utracone. O pamięci, która z czasem traci ostrość, i o świecie, w którym przeszłość powraca jako ślad, echo i widmo”.
do 28.02.2027 Mateusz Choróbski, G_OS.T OP ENHEIM, Wrocław, Plac Solny 4 www.openheim.org
orientuj się — sztuka i życie
Alexander Adamau, Hiperrealistic Moth, fot. V. Adamova
C Zdziwicie się
do 29.11 12. Biennale Rybie Oko Bałtycka Galeria Sztuki Współczesnej, Słupsk, różne lokalizacje www.bgsw.pl
24
oraz trudniej zrozumieć złożoność rzeczywistości, w której uczestniczymy. Otwierając wystawę hasłem „Jeszcze się zdziwicie”, osoby kuratorskie tegorocznej edycji Biennale Sztuki Młodych „Rybie Oko” w BGSW wyznają, że dziwią się cały czas. Zebrane na wystawie postawy artystyczne są definiowane przez zdziwienie. Wychodząc od zainteresowania fragmentami codzienności – zjawiskami, materiałami, zdarzeniami, warunkami pracy – osoby artystyczne tworzą prace, w których badają estetykę i wizualność, i robią to, aby przyjrzeć się temu, co składa się na współczesne doświadczenie. Traktując własne doświadczenia i fascynacje jako soczewkę, badają, jak społeczne normy i sposoby organizowania rzeczywistości osadzają się w tym, co najbardziej osobiste. Rodzinne historie stają się miejscem negocjacji pamięci i form relacji, wyparte narracje powracają, by pytać o rolę autofikcji i spekulacji. Bezpieczne miejsca przechodzą wiwisekcję, a troska nie wydaje się już tak jednoznaczna. Okazuje się, że praca organizuje rytm codzienności na bardzo cielesnym poziomie – nie tylko w biurach, fabrykach i domach, lecz także w pracowniach artystycznych i galeriach.
orientuj się — sztuka i życie
Jerzy Kosałka, Targowisko, widok wystawy
W kryzysie tożsamości
J 25
erzy Kosałka od lat posługuje się pozornie absurdalnym humorem, który w rzeczywistości jest precyzyjnym narzędziem analizy. Dotyczy to zarówno komentarzy politycznych, jak i tych odnoszących się do pola sztuki. Widz wchodzący na wystawę trafia w przestrzeń, która działa jak archiwum w ruchu. Kosałka zestawia ze sobą prace powstałe na przestrzeni kilku dekad: kultowe obiekty, makiety performatywne, intertekstualne komentarze do historii sztuki, polityki i narodowych narracji, wrocławskie mitologie, a także prace, w których artysta bawi się własnym wizerunkiem oraz statusem. Wystawa powstaje w momencie, gdy trwa intensywna debata dotycząca ustawy o zabezpieczeniu socjalnym artystów, statusu twórców, ekonomii pracy artystycznej i roli instytucji. Kosałka, wierny swojej anarchizującej naturze, zamiast komentować wprost te kwestie, stworzył przestrzeń, która sama stała się wymownym komentarzem. Jego Targowisko jawi się jako metafora prekaryjności twórców, chaosu pola sztuki oraz konieczności handlowania własną tożsamością. To gest autoironiczny, ale też głęboko krytyczny wobec systemu, który zmusza artystów do nieustannego performowania własnej wartości. do 8.11 Jerzy Kosałka, Targowisko. Wystawa awangardowego, niekomercyjnego artysty, w podeszłym wieku, w kryzysie tożsamości Biuro Wystaw Artystycznych, Ostrowiec Świętokrzyski, ul. Siennieńska 54 www.bwa.ostrowiec.pl
do 28.02.2027 Rzeźba po stabilności Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ul. Marszałkowska 103 www.artmuseum.pl
orientuj się — sztuka i życie
J
ak kształtuje się forma w rzeczywistości, w której nic nie jest trwałe? W obliczu kryzysów i rozpadu dotychczasow ych porządków coraz ważniejsze staje się pytanie o to, co pozwala materii i całym systemom przetrwać. Wystawa Rzeźba po stabilności zaprasza do świata, w którym rzeźby zmieniają kształty, tracą równowagę, odsłaniają swoje wnętrza i szukają nowych sposobów istnienia. Ponad 30 artystek i artystów bada granice materii, ciała i przestrzeni, tworząc obiekty kruche, nieoczywiste i podatne na wpływ otoczenia. Znajdziemy tu formy przypominające fragmenty ciał, ślady pamięci, pozostałości dawnych struktur czy prowizoryczne schronienia. Wystawa opowiada o świecie naznaczonym kryzysami, przemianami i rozpadem dotychczasowych porządków, ale nie zatrzymuje się na wizji utraty. Pokazuje, że z tego, co niepełne, zużyte lub porzucone, mogą powstawać nowe układy i znaczenia. Rzeźba staje się tu procesem ciągłego przekształcania. Kuratorzy Jagna Lewandowska oraz Szymon Maliborski stworzyli opowieść o kruchości, która nie wyklucza siły, i o zmianie, która pozwala budować przyszłość na nowych zasadach.
26
Nowe formy trwania
orientuj się — sztuka i życie
27
Sobowtórka Valie Export na Placu Centralnym, fot. Alicja Szulc/MSN
hoć Alina Szapocznikow i Nairy Baghramian posługują się odmiennymi językami rzeźbiarskimi, to łączy je zainteresowanie ludzką figurą, zadawanie pytań o ciało, kruchość i podatność na zranienie. Wystawa w Zachęcie po raz pierwszy zestawia twórczość dwóch rzeźbiarek, ukazując różne sposoby opowiadania o ludzkim ciele. Obejmuje ponad 30 prac Aliny Szapocznikow z lat 1959–1972, w tym rzeźby, rysunki, grafiki i fotografie – m.in. wczesne realizacje inspirowane formami biologicznymi, rzeźby wykonywane na podstawie odlewów własnego ciała czy późniejsze cykle Nowotwory i Zielnik, stanowiące refleksję nad śmiertelnością, pamięcią i upływem czasu. W dialog z dziełami Szapocznikow wchodzą prace Baghramian z cyklu Scruff of the Neck, przywodzące na myśl protezy dentystyczne i aparaty ortodontyczne. Podchodząc do historycznych sal Zachęty jak do pary szczęk lub aparatu mowy, artystka traktuje instytucję jako metaforę społecznego organizmu i skłania do refleksji nad systemami kontroli oraz cielesnym doświadczeniem przestrzeni.
orientuj się — sztuka i życie
C Dialog o ciele
do 31.01.2027 Alina Szapocznikow / Nairy Baghramian Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, Pl. Małachowskiego 3 www.zacheta.art.pl
28
Nairy Baghramian na wernisażu wystawy w Zachęcie, fot. Bartosz Górka
orientuj się — sztuka i życie
Natalia Kopytko, Matecznik, 2026, fot. Marcin Sipiora
L
Natura lęków
29
ęk może być bardzo osobisty, ale jego źródła często okazują się wspólne. Wystawa Natalii Kopytko splata codzienne i egzystencjalne niepokoje z lękiem o przyrodę, której kruchość i postępujące wyniszczenie stają się źródłem coraz większego niepokoju. W swoich ceramicznych rzeźbach, obiektach i instalacjach artystka tworzy las jako metaforę ludzkiej psychiki: miejsce tajemnicy, życia, ale też przemijania i zniszczenia. Zanik przyrody staje się odbiciem utraty wewnętrznej równowagi, a osobiste doświadczenie strachu łączy się z szerszą refleksją nad kondycją środowiska. Kopytko buduje przestrzeń, w której niepokój spotyka się z potrzebą bliskości i troski. Wystawa przypomina, że kryzys ekologiczny nie jest wyłącznie problemem zewnętrznym – dotyka również naszego sposobu przeżywania świata. To opowieść o lęku, ale także o uważności i możliwości ocalenia tego, co wciąż pozostaje do uratowania.
do 22.11 Natalia Kopytko, Każdy ma swoje strachy BWA Olsztyn, tymczasowa lokalizacja: Hala Urania, al. Marsz. Piłsudskiego 44
orientuj się — sztuka i życie
Ryszard Waśko, Motionless Picture: White, Blue, Yellow and Red, 1983
G Poza formą
do 14.11 Kosmiczna geometria Fundacja Profile, Warszawa, ul. Franciszkańska 6 www.fundacjaprofile.pl
30
eometria w sztuce nigdy nie była wyłącznie kwestią formy. Za linią, kwadratem czy kątem kryją się sposoby porządkowania świata, ale też próby jego przekraczania. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się chłodne i racjonalne, może stać się narzędziem opisu emocji, polityki, energii, czasu czy doświadczenia przestrzeni. Geometryczny język pozwala zarówno budować porządek, jak i świadomie go zakłócać. Punktem wyjścia dla wystawy jest twórczość Henryka Stażewskiego i jego przekonanie o geometrii jako uniwersalnym języku sztuki. W kolejnych dekadach język ten podlegał nieustannym przeobrażeniom, a jego pozorna racjonalność stawała się narzędziem znacznie wykraczającym poza autonomię formy. W pracach Krzysztofa Wodiczki, Jarosława Kozłowskiego, Józefa Robakowskiego, Ryszarda Waśki, Teresy Tyszkiewicz i Natalii Brandt geometryczne struktury wchodzą w dialog z polityką i ideologią, energią i komunikacją, czasem i przestrzenią, a także z emocją, przypadkiem i chaosem.
orientuj się — sztuka i życie
Obraz Joanny Wowrzeczki na wystawie Chwila zawieszona w powietrzu
T
Katastrofa, ale wspólna
31
o wystawa o tym, co robimy z katastrofą (własną i cudzą), kiedy nie chcemy pozostawać wyłącznie jej świadkami. Prace wyrastają z osobistego doświadczenia nakładających się kryzysów: wybuchu sąsiedniej kamienicy i utraty domu, zamknięcia Świetlicy Krytyki Politycznej w Cieszynie po 17 latach działalności, poważnego uszkodzenia rdzenia kręgowego i dwóch operacji. Życiowym wyzwaniom autorki towarzyszy rzeczywistość wojen w Ukrainie i Palestynie – doświadczenie przemocy i straty, którego Joanna Wowrzeczka nie chce sobie przywłaszczać, ale które pozostaje częścią jej myślenia o relacjach i odpowiedzialności. Centralnym motywem wystawy jest chwila zawieszenia, rozumiana zarazem jako stan niemocy i potencjalna strategia działania. W sytuacji gdy indywidualne „ja” okazuje się niewystarczające, pojawia się „my”: sąsiedzi, osoby dotknięte katastrofami, osoby uchodźcze i wspierające je, studentki i studenci, współpracownicy. Wspólnota nie unieważnia kryzysu, lecz pozwala inaczej rozłożyć odpowiedzialność, uwagę i troskę.
do 16.11 Joanna Wowrzeczka, Chwila zawieszona w powietrzu Galerii Sektor I, Jaworzno, ul. Pocztowa 5 www.muzeum.jaw.pl
orientuj się — sztuka i życie Barbara Niewiadomska, Portret dojrzałej kobiety spacerującej powoli z psem
Portret kobiety dojrzałej
M
do 14.11 Barbara Niewiadomska, 4 piętro bez windy [Róża] MAMMAL – U190, Warszawa, ul. Lubelska 30/32, lokal U-190
32
arek Sobczyk, kurator wystawy, pisze: „Róża to pierwsze słowo, jakie padło, gdy wszedłem na 4 piętro do Basi i usłyszałem szczekającego psa. Bardzo zgrało się to z jej obrazami, kolorem, warstwami, rozwijaniem motywu. Wtedy zrozumiałem (gra nieświadomości), że pasuje do tytułu wystawy wyjątkowo”. W przestrzeni artystycznej MAMMAL – U190 w Warszawie zobaczymy obrazy Barbary Niewiadomskiej z ostatnich trzech lat. Portret dojrzałej kobiety spacerującej powoli z psem jest pierwszym z nich. Malarskie autoportrety artystki są bardzo osobiste – zapisuje w nich upływ czasu, lęk, samotność, niezrozumienie. Gdyby trzeba było je zaszufladkować, byłby to brutalny realizm formalny. Zobaczymy tu także zdjęcia zrobione przez Barbarę Niewiadomską, na których jej obrazy nabierają nowego kontekstu. Wszystko to dopełniają cytaty z Annie Ernaux, francuskiej feministycznej prozaiczki, laureatki Literackiej Nagrody Nobla. Oto jeden z nich: „Odwrotnie niż w młodości, gdy miała pewność, że w ciągu jednego roku czy nawet miesiąca dokonuje się w niej przemiana, a świat wokół pozostaje niezmieniony, teraz to ona czuje się nieruchoma w galopującym świecie”.
orientuj się — sztuka i życie
Zofia Pałucha, Trafficker’s Friends and Business Partners, 2023
Z
Prześwietlenia
33
ofia Pałucha przygląda się temu, co niewidoczne pod powierzchnią obrazów i społecznych etykiet. Punktem wyjścia jest pozornie neutralne określenie „matka jednego dziecka” – sformułowanie, które w cyfrowym świecie może stać się uproszczonym opisem kobiecej tożsamości, sprowadzającym ją do określonej roli i społecznej funkcji. Artystka maluje na podstawie różnorodnych fotografii: prasowych, filmowych, prywatnych i policyjnych. Zestawia obrazy czułości z przedstawieniami przemocy, prywatne doświadczenia z historiami obcych osób. Jej dzieła mają charakter niemal śledczy – przypominają dokumentację miejsca zdarzenia lub prześwietlenie, odsłaniając mechanizmy władzy, pożądania i kontroli. Kobiece ciało staje się przestrzenią nieustannego osądu: jest jednocześnie chronione, obserwowane, pożądane i uprzedmiotawiane. Wystawa zadaje pytania o macierzyństwo, przemoc, podglądactwo i wartość przypisywaną kobiecemu ciału we współczesnym świecie.
do 7.11 Zofia Pałucha, Mother Of One HOS Gallery, Warszawa, ul. Dzielna 5 www.hosgallery.pl
do 10.01.2027 Karolina Grzywnowicz, Odwrażliwianie Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa, pl. Małachowskiego 3 www.zacheta.art.pl
orientuj się — sztuka i życie
arolina Grzywnowicz od swojej debiutanckiej wystawy Chwasty w Miejscu Projektów Zachęty eksploruje miejsca naznaczone przesiedleniami, przymusowymi migracjami, bólem, strachem i przemocą. Na wystawie Odwrażliwianie w Zachęcie zabiera nas do Puszczy Białowieskiej, gdzie znajduje kamienie, zwierzęta, zapachy, ludzi i strach. Wiedzieliście, że pies zatrudniony w służbie granicznej w 10 dni jest w stanie nauczyć się tropić konkretny zapach w lesie, ale również w 10 dni jest w stanie oduczyć się reagowania na ten zapach? Artystka przebadała, jak pachną ludzie przekraczający polsko-białoruską granicę. Okazuje się, że nie jest to wcale woń lasu, lecz po prostu zapach osób w drodze – mokrych ubrań, które nie mają szansy wyschnąć. Ten zapach ma dla Grzywnowicz wartość archiwalną. Na wystawie zgromadziła kamienie z Puszczy Białowieskiej – „oblała” je szklanymi formami, z których możemy wdychać zapach granicy. Odtworzyła też pewne sceny z nagrań z fotopułapek, zastawionych w puszczy przez biologów. Uchwycili w nich nie tylko sarny i żubry, lecz także ukrywających się w lesie ludzi. Czy stajemy się wobec tego cierpienia coraz bardziej obojętni? To proces odwracalny.
34
K
Zapach drogi
orientuj się — sztuka i życie
35
Odwrażliwianie, 2026, praca w laboratorium olfaktorycznym, fot. Maria Gawryluk, dzięki uprzejmości artystki
ystawa o niewidzialnej pracy kobiet w świecie sztuki – o znakomitym tytule ALMA MATER, który oznacza z łaciny „matkę karmicielkę”, używanym w kontekście macierzystej uczelni – pokazuje, że praca opiekuńcza nie jest wyłącznie prywatnym doświadczeniem, ale jednym z fundamentów funkcjonowania świata akademii i kultury. Czy można jednocześnie być artystką, wykładowczynią i matką? Jaką cenę kobiety płacą za łączenie pracy twórczej, dydaktycznej i opiekuńczej? Wystawa, kuratorowana przez Martę Czyż, rozwija projekt zainicjowany przez dydaktyczki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie: dr hab. Marynę Tomaszewską, dr Irminę Staś, dr hab. Annę Panek oraz dr Dorotę Kozieradzką. W Salonie Akademii swoje prace prezentuje 21 artystek związanych ze wszystkimi publicznymi uczelniami artystycznymi w Polsce.
orientuj się — sztuka i życie
W
Uczelnia macierzysta
do 22.11 ALMA MATER Galeria Salon Akademii, ASP w Warszawie, ul. Krakowskie Przedmieście 5 www.asp.waw.pl/salon-akademii
36
Praca Aleksandry Kozioł na wystawie ALMA MATER, fot. Patryk Stokowski
orientuj się — sztuka i życie
Aleksandra Gajzler, komoda z serii Korzenie, 2026
A
Dookoła świata Akademii
37
kademia Sztuk Plastycznych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu świętuje swoje 80. urodziny niedomkniętą, historyczną wystawą, na której chwyta instytucję w ruchu – bo przecież ta cały czas się rozwija. Kuratorki rocznicowej wystawy W 80 lat dookoła świata Anna Kołodziejczyk i Daniela Tagowska piszą: „Osiemdziesiąt lat istnienia uczelni artystycznej nie układa się w prostą linię. To raczej wielowarstwowa mapa: splot biografii, pracowni, języków, technologii, sporów, migracji idei i zmieniających się wyobrażeń o tym, czym może być sztuka”. Wystawa gromadzi ok. 80 prac artystów reprezentujących wszystkie wydziały ASP. Nie jest to reprezentatywny katalog osiągnięć ani hierarchiczny przegląd. To raczej dialog odmiennych postaw. Istotnym elementem ekspozycji są wnętrza Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu – uczelni od lat pozostającej z Akademią Sztuk Pięknych w bliskich relacjach. To dowód międzyinstytucjonalnej współpracy i świadome wyjście poza galeryjny white cube. Większość prac umieszczono w nowoczesnym foyer nowego budynku, w dynamicznej przestrzeni przejścia. To symboliczne zaproszenie do dalszej podróży.
do 20.11 W 80 lat dookoła świata Akademia Muzyczna im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, pl. Jana Pawła II nr 2 www.asp.wroc.pl
orientuj się — sztuka i życie
Maja ∀. Ngom, Słodki smak inności, 2020
W Czarność w PRL-u
do 10.01.2027 Drogi Czarnych wkraczają w Biały Ląd Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, ul. Marszałkowska 108 www.artmuseum.pl
38
ystawa Drogi Czarnych wkraczają w Biały Ląd jest próbą przyjrzenia się relacjom Polski z Czarnym Lądem w okresie jej przynależności do bloku wschodniego w latach 1945– 1989. „Przywrócenie zepchniętej na margines pamięci może być inspiracją do budowania nowego spojrzenia na Czarność i relacje z Afryką Subsaharyjską oraz źródłem sojuszy i idei odpowiadających wyzwaniom i kryzysom towarzyszącym współczesnej globalizacji” – mówi kuratorka Oliwia Bosomtwe. Zobaczymy tu prace artystek i artystów z Polski i Nigerii (wśród nich Jimoha Boli Akolo i Bruce’a Onobrakpei, najważniejszych twórców nigeryjskiego modernizmu) oraz absolwentów polskich uczelni artystycznych, pochodzących m.in. z Etiopii, Sudanu i Kenii. O doświadczeniach Afrykanów, którzy otrzymywali stypendia na polskich uczelniach, opowiadają etiudy dokumentalne absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.
orientuj się — sztuka i życie
Agata Konarska, Agata Lankamer, LORA XL UltraReal [blond and brunette], 2025, fot. Alicja Kielan
T
Ogród technorozkoszy
39
o opowieść, która splata duchowość, technologię i przemoc, prowadząc widzów przez świat cyfrowych pokus i nadmiaru ku próbie oczyszczenia i odkupienia. Wystawa nawiązuje do średniowiecznego rękopisu Hortus deliciarum Herrady z Landsbergu oraz tryptyku Ogród rozkoszy ziemskich Hieronima Boscha. Od ogrodu duchowej rozkoszy jako średniowiecznego kompendium wiedzy, poprzez boschowską fascynację ciałem, zabawą i pożądaniem, po produkowane i zapośredniczone technologicznie pragnienie. Twórczość Kobiet Anten (Agata Konarska, Agata Lankamer) wyrasta z fascynacji mitem, magią, technologią oraz mechanizmami kontroli i władzy, podczas gdy kinetyczne instalacje Adama Martyniaka ożywiają odpadowe minerały, odwołując się do świata roślin, energii i koncepcji głębokiego czasu. Wystawa staje się ilustracją technognozy – splotu duchowości i technologii, w którym religijne i magiczne impulsy nie znikają wraz z postępem technicznym, lecz znajdują w nim nowy, cyfrowy nośnik. Ogród rozkoszy, dawniej przestrzeń kontemplacji i wzrostu, dziś staje się polem, na którym duchowe pragnienie transcendencji rozgrywa się poprzez ekran, kabel i silnik.
do 29.11 Agata Konarska & Agata Lankamer, Adam Martyniak, Hortus Deliciarum Centrum Sztuki Galeria EL, Elbląg, ul. Kuśnierska 6 www.galeria-el.pl
rzełom XX i XXI wieku to niezwykle burzliwy okres w polskiej sztuce. Artystki i artyści sztuki krytycznej testowali język wypowiedzi artystycznej i jego granice. Była to bardzo ważna „rozmowa” dla polskiego społeczeństwa i kultury. Wiele dzieł powstałych w tamtym czasie umożliwiło przełom i ustanowiło porządek symboliczny współczesności, a jednocześnie wzbudzało kontrowersje, dotykając drażliwych i ważnych tematów. Debaty te wiązały się również z przełomowym – zarówno politycznie, jak i kulturowo – okresem transformacji. Wystawa retrospektywna Katarzyny Górnej – jednej z kluczowych przedstawicielek polskiej sztuki krytycznej, środowiska „Kowalni” oraz aktywizmu w polu sztuki – uzupełnia pewną lukę w tym procesie. Do tej pory twórczość artystki nie została w kompleksowy sposób zaprezentowana i usystematyzowana. Wychodząc od szerokiego wyboru najważniejszych dzieł Górnej z tego okresu, ekspozycja w szczecińskiej Trafostacji Sztuki pokaże kierunki dalszych poszukiwań artystycznych w obszarze sztuki zaangażowanej oraz reinterpretacji relacji człowieka i natury.
orientuj się — sztuka i życie
P
Krytyczna Wenus
27.11.2026–28.02.2027 Katarzyna Górna, Nie musisz już gasić światła… TRAFO Trafostacja Sztuki, Szczecin, ul. Świętego Ducha 4 www.trafo.art.pl
40
Katarzyna Górna, Wenus Antropocenu Pierwsza, 2023
orientuj się — sztuka i życie
Anna Baumgart, bez tytułu
A
Współkrążenie
41
nna Baumgart od lat przygląda się temu, co dzieje się z ciałem, pamięcią i tożsamością, kiedy zostają uwikłane w szersze relacje społeczne, polityczne i środowiskowe. Wystawa zestawia prace z różnych momentów twórczości artystki: od wczesnych realizacji wideo i rzeźb po najnowsze instalacje przygotowane dla CSW Zamek Ujazdowski. W centrum znajduje się kobiece ciało – nie jako zamknięta, autonomiczna forma, lecz jako miejsce zapisu pamięci, tożsamości i oporu. Tytułowy hem, składnik hemoglobiny odpowiedzialny za wiązanie tlenu i barwę krwi, staje się metaforą przepływu, wymiany i wzajemnych zależności. Krew łączy ciało z innymi organizmami, środowiskiem i historią, a wraz z nią krążą pamięć i afekty. Prace dotyczące macierzyństwa, seksualności czy prawa do samostanowienia wpisują się w aktualne dyskusje o prawach człowieka i istot pozaludzkich.
do 28.02.2027 Anna Baumgart, HEM Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa, ul. Jazdów 2 www.u-jazdowski.pl
do 3.01.2027 Paulina Semkowicz, Jezioro Szczęście Gdańskie Centrum Sztuki Współczesnej, ul. Piwna 27/29 www.gcsw.pl
42
ystawa wyrasta ze wspomnień Pauliny Semkowicz związanych z letnim domem na Suwalszczyźnie, do którego jeździła z rodzicami w każde wakacje aż z Krakowa. Codzienne przedmioty, rodzinne rytuały i bliskość jeziora Wigry współtworzyły osobisty pejzaż dzieciństwa i wakacyjnej beztroski. Co widziały dom i składające się na niego elementy? Gdzie kończy się wspomnienie, a zaczyna fantazja? Artystka w swojej twórczości zajmuje się głównie wielkoformatowym malarstwem ściennym. Tu również wykreowała otulającą przestrzeń, na którą składają się tkaniny, drewno, faktury, zapachy. Zaczęło się od malarskiej instalacji site specific stworzonej na wakacjach w domku kilka lat temu. Zatytułowała ją This House is a Body (Ten dom jest ciałem). Małgorzata Wesołowska, kuratorka wystawy, pisze: „Przypisywanie nieco przesadnych, «magicznych» znaczeń i wyolbrzymianie codziennych spraw charakterystyczne jest dla percepcji dziecka, a w konsekwencji jego wspomnień. Zwykłą burzę przeczekaną pod szumiącym w deszczu drzewem po latach pamiętamy jako huragan, gęste zarośla jako dżunglę, wodę do pasa jako głębinę, a graciarnię na strychu jako pokój z baśni”. Malarstwo ścienne, przynajmniej to tworzone w galerii, ma to do siebie, że znika po wystawie, zostaje zamalowane. Wystawa Pauliny Semkowicz ma więc dodatkowy walor unikalnego doświadczenia. Warto skorzystać z okazji i zanurzyć się w tym jeziorze zwanym szczęściem.
orientuj się — sztuka i życie
W
Dom z dziecięcych wspomnień
orientuj się — sztuka i życie
43
Prace z serii This House is a Body, dzięki uprzejmości artystki
orientuj się — sztuka i życie
Widok wystawy, fot. Milena Wohjan / Haus der Kunst München
O W pętli
do 7.12 Steina, Playback Haus der Kunst, Monachium, PrinzregentenstraSSe 1 www.hausderkunst.de
44
d wczesnych lat 70. Steina odgrywała kluczową rolę w rozwoju globalnej sztuki wideo. W 1971 roku współzałożyła w Nowym Jorku The Kitchen – przestrzeń przeznaczoną dla nowych mediów w sztuce, która stała się legendarnym miejscem spotkań i wspólnym środowiskiem pracy dla społeczności artystów, twórców wideo i kompozytorów eksperymentalnych (znaleźli się wśród nich Joan Jonas, La Monte Young czy Alvin Lucier). Swoją ścieżkę artystyczną Steina rozpoczęła właśnie od edukacji muzycznej i gry na skrzypcach, co wywarło ogromny wpływ na jej późniejszą twórczość. W jej pracach dźwięk i obraz zawsze były nierozerwalnie splecione i oddziaływały na siebie wzajemnie; Steina traktowała kamerę niczym instrument muzyczny. Eksperymenty z transmisją, sygnałem i zapętloną percepcją stanowiły dla niej próbę wypracowania „widzenia maszynowego”, czyli takiej perspektywy patrzenia na świat, która wykraczałaby poza ograniczenia ludzkiego postrzegania. Na podobnej zasadzie jej wystawa retrospektywna w Monachium nie jest chronologiczna, lecz została zaprojektowana jako pętla, w której wirują wizerunki, motywy i krajobrazy zapisane w pracach artystki – od wczesnych eksperymentów dokumentalnych po najnowsze wielkoformatowe instalacje.
orientuj się — sztuka i życie
Widok wystawy, fot. Frank Sperling / KW Berlin
J
Seria nawiedzonych spotkań
45
ak sny, halucynacje i odmienne stany świadomości kształtują nasze kolektywne pragnienia i lęki? Jak ująć i wyrazić to, co nieznane i wymykające się racjonalnemu rozumieniu? Brytyjska artystka Susan Hiller, pionierka sztuki konceptualnej i nowych mediów, interesowała się wszelkiego rodzaju zjawiskami mistycznymi i badała, w jaki sposób takie doświadczenia są przedstawiane oraz jak nabierają znaczenia. W tym celu przyglądała się kulturze popularnej, środkom masowego przekazu i internetowi jako skarbnicom psychicznych pragnień i tajemnic, podskórnie kształtujących zbiorowe wyobrażenia i społeczne nastroje. Czerpiąc z nieustającej fascynacji artystki (nie)możliwością reprezentacji zjawisk, które wymykają się prostemu wyjaśnieniu, wystawa Bad Dreams rozwija się jako seria nawiedzonych spotkań i interakcji z widmowymi obrazami, lewitującymi ciałami i nadprzyrodzonymi fenomenami. Jednocześnie to, co niesamowite, sąsiaduje tu z prozą codziennego życia, a latające obiekty i doświadczenia graniczne są równie nasycone znaczeniem, co zabawkowe kuchnie dla dzieci i tapety na ścianach.
do 10.01.2027 Susan Hiller, Bad Dreams KW Institute for Contemporary Art, Berlin, AuguststraSSe 69 www.kw-berlin.de
orientuj się — sztuka i życie
Otwarcie wystawy, fot. Gintarė Grigėnaitė dzięki uprzejmości Vilniaus miesto muziejus
N
Mózg Józefa Piłsudskiego
do 13.12 Atlas of the Brain. The Polish Institute for Brain Research in Vilnius Vilniaus miesto muziejus, Wilno, ul. Vasaros 3 www.vilniausmuziejus.lt
46
a przełomie XIX i XX wieku Europę ogarnęła mózgowa gorączka. Naukowcy, badacze, psychiatrzy i neurologowie zaczęli na potęgę zgłębiać mechanizmy działania ludzkiego mózgu. Na całym kontynencie zakładano nowe laboratoria, w których starano się zlokalizować źródła inteligencji, chorób psychicznych, indywidualnych cech czy nawet geniuszu. W tym celu przyglądano się materialnej strukturze mózgu, który stał się obiektem przeznaczonym do gromadzenia, mierzenia, porównywania i fotografowania. Praktyki te często wiązały się z eugeniką i marzeniami o ulepszaniu rasy ludzkiej. Wystawa w Muzeum Miasta Wilna powraca do zapomnianej historii Polskiego Instytutu Badań nad Mózgiem, osadzając jego historię w szerszym kontekście naukowym i politycznym. Archiwalne fotografie, preparaty mikroskopowe, atlasy i dokumenty zestawione są tu ze współczesnymi dziełami sztuki, tworząc narrację o społecznej konstrukcji wiedzy i niestabilności pamięci. Szczególny rozdział tej historii stanowi opowieść o jednym niezwykłym eksponacie: zaginionym mózgu Józefa Piłsudskiego.
orientuj się — sztuka i życie
Selma Selman, Letters to Omer, 2023, dzięki uprzejmości artystki
U
Rodzinne zdjęcie
47
rodzona w bośniackim mieście Bihać Selma Selman w dużej mierze opiera swoją praktykę twórczą na historii własnej rodziny. Przeplatając elementy autobiograficzne z refleksją społeczną, artystka podejmuje kwestie przynależności, reprezentacji, marginalizacji i dyskryminacji. Pod powierzchnią jej prac stale obecny jest temat wojny. Selman bada, w jaki sposób wojenne doświadczenie odciska się w ciele i relacjach społecznych oraz jak warunkuje jej dzisiejsze postrzeganie świata. Punktem wyjścia dla prac prezentowanych w Bergamo staje się fotografia wykonana podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, przedstawiająca artystkę jako dziecko wraz z członkami jej rodziny. Traktując ten wizerunek jako okazję do ponownego spotkania, Selman zebrała świadectwa i wspomnienia swoich bliskich, a na podstawie tych rozmów stworzyła nowy cykl prac graficznych. Praca nad rodzinną autonarracją staje się tu narzędziem przeciwstawiania się procesom wymazywania. Napięcie między widocznością a nieczytelnością przenika całą wystawę i powraca w pracach malarskich wykonanych na metalu – materiale, którym Selman często się posługuje i który bezpośrednio odwołuje się do historii jej rodziny, od pokoleń zajmującej się handlem złomem stalowym.
do 24.01.2027 Selma Selman, 1000 Tears GAMeC – Galleria d’Arte Moderna e Contemporanea di Bergamo, Bergamo, Via San Tomaso 53 www.gamec.it
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Alicja Biała, Totemy, 2019, Poznań, fot. Anna Cymer
Anna Cymer dla NN6T
S Więcej rzeźb!
Tomasz Szymański, Ukryte na widoku. 101 opowieści o sztuce w przestrzeni publicznej wyd. Znak Koncept
48
to jeden rzeźb, przestrzennych instalacji czy pomników o różnej skali i charakterze, znajdujących się w przestrzeniach publicznych polskich miast, zebrał i opisał w książce Ukryte na widoku Tomasz Szymański. Idąc do galerii, oczywiście wiemy, że będziemy tam obcować ze sztuką. W przypadku prac funkcjonujących na ulicach czy skwerach, a więc znacznie bardziej dostępnych, tracimy tę wrażliwość, umykają nam wartość i atrakcyjność tych prac. Wychodząc z tego założenia, Szymański postanowił pokazać bogactwo plenerowych prac w Polsce. Sięga po dzieła ikon: Magdaleny Abakanowicz czy Władysława Hasiora, prezentuje realizacje o wielkiej skali, takie jak Pomnik Czynu Powstańczego na Górze Świętej Anny, i te, które szczególnie łatwo przeoczyć (np. mozaikowe pasma projektu Wojciecha Fangora na ścianach stacji Warszawa Śródmieście). Opisuje prace całkiem nowe i realizowane wiele dekad temu, poważne i zabawne. Książka, w której każdej z wybranych prac poświęcono obszerną notę, pozostawia przekonanie o wartości istnienia rzeźb w przestrzeni publicznej. Mało tego: wzbudza marzenie, aby było ich dużo, dużo więcej�
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Kinoteatr Zbyszek w Dzierżoniowie, ul. Świdnicka 23, fot. Anna Cymer
Anna Cymer dla NN6T
K
Zbyszek: brutal z pięknym wnętrzem
49
inoteatr Zbyszek w Dzierżoniowie swoje imię zawdzięcza samemu Zbigniewowi Cybulskiemu, który w tym dolnośląskim mieście mieszkał i uczył się w latach 1945–1947. Budynek powstał rok po śmierci swojego patrona, w 1968 roku. Posadowiony na skraju parku, otrzymał formę wolnostojącej budowli o dość masywnej, zwartej bryle, której charakter tworzą chropowate elewacje, ekspresyjne, ukośne przeszklenia czy betonowe schodki prowadzące do bocznego wejścia (zaprojektowali go Konrad Jarodzki i Kazimierz Klimczewski). Losy budynku były burzliwe; pierwotnie był siedzibą Dzierżoniowskiego Ośrodka Kultury, ale mieścił też… sklepy, a dziś jest nowoczesnym kinoteatrem. Zmienne funkcje Zbyszka można współcześnie wyczytać w jego wyglądzie: o ile masywna bryła zachowała swój nieco brutalistyczny charakter, o tyle wnętrza są jedyną w swoim rodzaju mieszanką doskonałej jakości dizajnu lat 60. i estetyki lat 90. Budynek został już przeznaczony do remontu – wkrótce znikną więc zapewne jego charakterystyczne elementy. Szkoda, bo ta stylistyczna mieszanka daje niezwykły i unikalny efekt.
W DNA miasta
do 28.02.2027 GEN.100 – gdyński kod wspólnoty Muzeum Emigracji w Gdyni, ul. Polska 1 www.polska1.pl
50
ystawa, która bada gdyńskie DNA w stulecie miasta, pokazuje, że jego tożsamość to nie tylko ludzie, lecz także przyroda, migracje i relacje między ludźmi, zwierzętami i przestrzenią. GEN.100 – gdyński kod wspólnoty rozpoczyna się od historii gdyńskiego portu i prowadzi przez biografie mieszkańców i mieszkanek, pokazując, jak indywidualne doświadczenia i drogi życiowe splatają się z dziejami miasta i kształtują współczesny charakter Gdyni. Zobaczymy tu też najnowszą instalację Mariusza Warasa, artysty pochodzącego z Gdyni. Jego Lighthouse to interaktywny, multimedialny projekt na styku architektury, technologii i sztuki. Punktem wyjścia do stworzenia wystawy była ankieta DNA Gdyni. Spośród respondentów wybrano 21 osób, reprezentujących wszystkie dzielnice miasta. Ich opowieści stały się jednym z najważniejszych elementów wystawy.
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Kormoran, fot. Piotr Gołaszewski
W Owczarek bałucki
tym roku mija 10 lat od pojawienia się pierwszych prac Gu-Tang Clan. Wszystko zaczęło się od szablonu warczącego psa i postaci Gustawa – „owczarka bałuckiego”, który od początku jest głównym bohaterem projektu. Przez kolejne lata Gustaw pojawiał się na wlepkach, plakatach, szablonach, obrazach i obiektach – w Łodzi, innych miastach w Polsce i za granicą. Na wystawie w Galerii Bałuckiej Gu-Tang Clan pokazuje wybór prac z ostatniej dekady oraz nowe realizacje przygotowane specjalnie na tę okazję. W oficjalnej biografii autora czytamy: „Gustaw (znany raczej pod pseudonimem GuTang Clan) urodził się w 2004 roku. To przedstawiciel rodziny psowatych, który zbiegł z łódzkiego schroniska. W 2016 roku wpadł na pomysł umieszczania swoich podobizn w miejscach publicznych. Aktywny przede wszystkim w nocy. Przy użyciu szablonów, plakatów i farb w sprayu znaczy teren wszędzie tam, gdzie się pojawi. Psie podobizny można znaleźć na ulicach kilkunastu europejskich miast, a jego aktywność stale się wzmaga. Jak do tej pory nieuchwytny”.
51
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Gu-Tang Clan, Gucio, Łódź 2026, fot. Mariusz MIśkiewicz
do 31.12 Gu-Tang Clan. X Galeria Bałucka / Miejska Galeria Sztuki w Łodzi, Stary Rynek 2 www.mgslodz.pl
W Tożsamość i prestiż
do 25.04.2027 Wieloznaczna. Fenomeny Warszawy Muzeum Warszawy, Rynek Starego Miasta 32 www.muzeumwarszawy.pl
52
arszawa ma tyle twarzy, ilu jest jej mieszkańców. Wieloznaczna to próba przyjrzenia się miastu z kilku odmiennych perspektyw i zaproszenie do włączenia się w rozmowy o tym, co wyróżnia je dzisiaj. Wystawa stanowi rezultat pracy zespołu Muzeum Warszawy z ekspertami i publicznością. W tym procesie wyłoniło się sześć obszarów tematycznych: „Tożsamość”, „Forum pamięci”, „Różnorodność”, „Prestiż”, „Spoiwa” oraz „Więcej niż miasto”. Pojawiły się pytania: gdzie jest centrum miasta? Jak pamiętamy historię? Co jest dzisiaj miarą sukcesu, a co źródłem porażki mieszkańców? Czyje jest miasto? Kuratorzy oddają głos konkretnym osobom. Przez ich historie, zestawione ze zbiorami muzealnymi oraz pracami artystek i artystów, uczestniczek i uczestników procesu tworzenia wystawy, poznamy różne sposoby doświadczania miasta.
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Iluminacje świąteczne na elewacjach budynku Wars Domów Towarowych Centrum, 1993, mat. Muzeum Warszawy
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Jakub Szczęsny, instalacja Trejaż, fot. Tomasz Kulbowski
F
Rewers miasta
53
estiwal Open City w Lublinie bada w tym roku napięcie między tym, co w krajobrazie miasta widoczne i reprezentacyjne, a tym, co pozostaje ukryte, pomijane lub przesłonięte. Kuratorem tegorocznej edycji, która odbywa się pod hasłem Rewers, jest Cezary Hunkiewicz, współtwórca warszawskiej BD Gallery, gdzie swoje miejsce znajduje twórczość kształtowana w przestrzeni miejskiej i poza głównym nurtem sztuki. Dzięki niemu zejdziemy w Lublinie z oczywistych tras i spojrzymy na miasto z innej perspektywy. Diana Lelonek działała na Górkach Czechowskich, za Bramą Krakowską znajdziemy realizację Liliany Zeic, Jakub Szczęsny stworzył instalację służącą integracji mieszkańców, spojrzymy też świeżym okiem na hansenowską architekturę. Open City to najstarszy polski festiwal sztuki w przestrzeni publicznej, organizowany przez Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych Rozdroża.
do 7.11 Open City 2026: Rewers 18. edycja Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych „Rozdroża”, Lublin, ul. Peowiaków 12 www.rozdroza.com
N
Praskie detale
do 21.03.2027 Praskie wnętrza Muzeum Warszawskiej Pragi, ul. Targowa 50/52 www.muzeumpragi.pl
54
a warszawskiej Pradze, najmniej zniszczonej podczas II wojny światowej, zachowało się mnóstwo zjawiskowych architektonicznych smaczków. Na wystawie Praskie wnętrza zobaczymy bogato zdobione klatki schodowe, taflowe posadzki, sztukaterie, płytki ceramiczne, stolarkę drzwiową i okienną, okucia i piece kaflowe, które warto ocalić. To świadectwa dawnych technologii, rzemieślniczego kunsztu i zmieniających się gustów. Wystawa stanowi efekt wieloletnich badań prowadzonych przez kuratorkę Katarzynę Chudyńską-Szuchnik w lokalach mieszkalnych i praskich pracowniach rzemieślniczych. Obejrzymy na niej fotografie wnętrz – ale nie tylko. Jednym z eksponatów będzie wanna z lat 60. XX wieku przeniesiona bezpośrednio z kuchni mieszkania przy Wileńskiej 13. Wystawie towarzyszy publikacja poświęcona taflom posadzkowym ze zbiorów Wytwórni Posadzek Drzewnych Bednarczyków z Kamionka.
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Klamka okienna w mieszkaniu przy ul. Inżynierskiej 6, fot. Krzysiek Gajewski, Muzeum Warszawy
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Sekretne komnaty władzy ludowej, fot. Zamek Królewski w Warszawie
Anna Cymer dla NN6T
K
Windą dla prominentów
55
iedy w latach 70. rodził się projekt odbudowy Zamku Królewskiego, do tworzącej go ekipy nadeszło zaskakujące zlecenie od najwyższych szczebli władzy. Nieco wbrew ustaleniom, dzięki którym odbudowany gmach miał się stać muzeum-pomnikiem, zażądano przeznaczenia fragmentu skrzydła Zamku na „rezydencję władzy” – pokoje mieszkalne dla gości państwowych. Wydzielone komnaty zaprojektowali Jan Maass i Maria Referowska. Te tajne (nie miały być przeznaczone do zwiedzania) salony nigdy nie ugościły nikogo: kryzys lat 80. i upadek systemu władzy nadeszły zbyt szybko. Kuratorzy wystawy – Mikołaj Baliszewski i Zuzanna Potocka-Szawerdo – wydobyli z magazynów meble, lampy, wazony z lat 70. i wstawili je na powrót do dawnych komnat władzy ludowej. I nie tylko wpuścili do nich zwiedzających, lecz także pokazali im, gdzie miały się dusić jesiotry na bankiety z radzieckimi gośćmi, otworzyli zachowaną windę dla prominentów, zaprezentowali plany i rysunki – i zaplecze konfliktu, jakim była wymuszona zmiana koncepcji zagospodarowania odtwarzanej budowli. do 17.01.2027 Sekretne komnaty władzy ludowej Zamek Królewski, Warszawa, Pl. Zamkowy 4 www.zamek-krolewski.pl
do 15.12 Nowe Ciepło: Gościna Barbara Stańko-Jurzyńska i Paweł Kasprzak, GOŚCIE?/ГОСТІ? Galeria Przestrzeń Gruzownia, Miejskie Centrum Kultury w Nowym Mieście Lubawskim, ul. 19 Stycznia 17A www.wybudowania.pl
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
F
undacja Wybudowania celebruje Polskę powiatową. Od kilkunastu lat zaprasza artystki, projektantów, animatorki do swojego regionu ziemi lubawskiej. W tym roku wyłoniony w otwartym naborze zespół Barbary Stańko-Jurzyńskiej i Pawła Kasprzaka przyjrzał się zagadnieniom gościnności i otwartości na to, co nowe i nieznane. „Gościna to używane w regionie określenie na duże rodzinne spotkanie połączone z kilkoma posiłkami oraz rozwiniętą przestrzenią do rozmów, dyskusji i polemik. Użyliśmy tego silnie zanurzonego w przestrzeni lokalnej słowa jako wehikułu opisującego obecność sztuki nowoczesnej w Polsce niewielkomiejskiej” – piszą kuratorzy festiwalu Nowe Ciepło Marcin Zalewski i Tytus Szabelski. Punktem wyjścia do projektu GOŚCIE?/ГОСТІ? było sprawdzanie, co dzieje się między tymi, którzy przyjmują, a tymi, którzy przychodzą, i jak szybko te role mogą się odwrócić. Podczas rezydencji artyści przemieszczali się po okolicy na rowerach, odwiedzając wsie i miasteczka, pojawiali się na dożynkach, festynach, targach i spotkaniach, prosili mieszkańców o rozmowę. Równolegle szukali osób z Ukrainy mieszkających w regionie. Kto może zostać przyjęty, kto pozostaje obcy i co sprawia, że jedną osobę traktujemy jak sąsiada, a inną jak kogoś, kto „przyjechał”? Na wystawie w ramach podsumowującego projekt festiwalu Nowe Ciepło nie znajdziemy łatwych odpowiedzi, raczej zapis tej drogi.
56
Sztuka Polski niewielkomiejskiej
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
57
Barbara Stańko-Jurzyńska i Paweł Kasprzak, GOŚCIE?/ГОСТІ?
Monika Wróbel dla NN6T
Miejskie pływanie
W Swimmable Cities www.swimmablecities.org
58
coraz większej liczbie miast pływanie (lub morsowanie) w naturalnych wodach jest pełnoprawnym elementem miejskiego życia. W Kopenhadze zapotrzebowanie znacznie przerosło pojemność wyznaczonych kąpielisk. Zarządca portu By & Havn oszacował liczbę wejść do wody rocznie w miejscach, gdzie było to zabronione, na ok. 200 tys. Skala zjawiska skłoniła władze do szukania kolejnych stref bezpiecznej kąpieli. Paryż również korzysta z oczyszczonej Sekwany. W lipcu 2025 roku, po ponad 100 latach przerwy, otwarto na rzece trzy kąpieliska. W pierwszym sezonie skorzystało z nich ponad 100 tys. osób. Miejskie pływanie w rzekach i innych naturalnych zbiornikach promuje międzynarodowa inicjatywa Swimmable Cities, która skupia już 287 organizacji ze 137 miast i miejscowości w 40 krajach. Idea jest prosta: miejska rzeka lub kanał o jakości wody pozwalającej bezpiecznie wejść do niej w upalny dzień staje się zasobem miasta. Daje ochłodę, ruch, kontakt z naturą i nową przestrzeń codziennej rekreacji. Krótki poradnik Swimmable Cities Handbook wiąże możliwość kąpieli z adaptacją do fal upałów, zdrowiem mieszkańców i odbudową miejskich ekosystemów wodnych. Czysty, dostępny akwen staje się więc jednym z elementów odpornego miasta. To perspektywa warta uwagi także nad polskimi rzekami.
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Przy plaży Poniatówka w Warszawie, lata 30. XX w., Narodowe Archiwum Cyfrowe
Monika Wróbel dla NN6T
Akademia przestrzeni publicznej
J
eśli zajmujecie się przestrzenią publiczną i macie ochotę poszerzyć pole widzenia, warto zajrzeć do Public Space Academy. To bezpłatna platforma edukacyjna prowadzona przez bolońską organizację City Space Architecture, rozwijana przy wsparciu Ove Arup Foundation i we współpracy z Global Public Space Programme prowadzony przez UN-Habitat. Kursy są dostępne online po rejestracji i prowadzą je badacze, projektanci oraz praktycy z różnych części świata, dzięki czemu temat ulic, placów, parków czy dostępności przestrzeni oglądany jest z naprawdę międzynarodowej perspektywy. Zakres jest szeroki: od zarządzania i partycypacji, przez mobilność, środowisko, turystykę i sztukę, po włączenie społeczne, technologię i współczesne wyzwania klimatyczne. Akademia działa zatem bardziej jak stale rozwijana biblioteka wiedzy niż zamknięty kurs z jednym programem. Do tego dochodzi bezpłatny program mentoringowy dla młodych badaczy i praktyków, którzy mogą rozwijać własne projekty pod opieką bardziej doświadczonych ekspertów. Akademia organizuje też warsztaty i spotkania na żywo w różnych miastach, a latem działania w Bolonii w formule „learning by doing”. Dla tych, którzy wolą zacząć od krótszej formy, dostępne są również bezpłatne wykłady na YouTubie.
59
orientuj się — ARCHITEKTURA I MIASTO
Plastique Fantastique, projekt Loud Shadows | Liquid Events na Oerol Festival, 2017
Public Space Academy www.publicspaceacademy.org
Zbiornik poflotacyjny Lena, fot. Magdalena Mądra 30.10–5.12 Magdalena Mądra, Widoczne (do)wody. Flotacja krajobrazów postindustrialnych GUA Collective, Wrocław, ul. Ruska 46A
60
ohaterami wystawy Magdaleny Mądrej w GUA Collective są akweny Dolnego Śląska, które powstały w związku z „przemysłowym” przekształcaniem środowiska. To stawy poflotacyjne i hodowlane, zbiorniki retencyjne, jeziora powydobywcze, kanały i poregulacyjne starorzecza, progi wodne, śluzy i urządzenia rekreacyjne. Nie tylko ich przemysłowa funkcja i historia, lecz także procesy zachodzące po wyłączeniu z eksploatacji: renaturyzacja lub spontaniczne wtórne dziczenie i rekultywacja, czyli wprowadzanie nowych sposobów użytkowania. Woda jest tu postrzegana jako coś więcej niż zasób wykorzystywany przez człowieka – to również materia uczestnicząca w złożonych procesach ekologicznych, społecznych i ekonomicznych. W tej biocentrycznej perspektywie człowiek nie stanowi jedynego punktu odniesienia. Pokazywane na kuratorowanej przez Wojciecha Browarnego wystawie fotografie, materiały filmowe i dźwiękowe oraz instalacja przestrzenna pokazują krajobrazy, które nie są już jedynie pozostałością po przeszłości, ale stają się nowymi przestrzeniami publicznymi, rekreacyjnymi i kulturowymi.
orientuj się — krajobraz
B
Nowe życie akwenów
orientuj się — krajobraz
Michał Adamski, Kiedy woda pokrywa ziemię
M
W rolnikach nadzieja
61
ichał Adamski ukończył Akademię Rolniczą w Poznaniu i rozpoczął pracę w rodzinnym gospodarstwie rolnym. W wieku 30 lat zainteresował się fotografią i zaczął odchodzić od rolnictwa – jako pracy, nie jako tematu, bo jest o czym mówić. Intensyfikacja upraw, praktyka monokultur, przemysłowa hodowla zwierząt, nieustanna eksploatacja zasobów naturalnych prowadzą do poważnych konsekwencji: degradacji gleby, zubożenia ekosystemów, utraty bioróżnorodności. Znikają gatunki ptaków, owadów zapylających i zwierząt polnych; wycinane są drzewa i krzewy, a osuszane bagna i torfowiska przekształca się w pola uprawne. W swoim fotograficznym projekcie Kiedy woda pokrywa ziemię Adamski skupia się na procesach, które stanowią próbę przywrócenia równowagi w krajobrazie rolniczym. Nadzieją napawa go chociażby rodzinne gospodarstwo Patryka Kokocińskiego, który retencjonuje wodę z wykorzystaniem naturalnych cieków, stosuje poplony poprawiające strukturę gleby i sadzi śródpolne pasy drzew. do 22.11 Michał Adamski, Kiedy woda pokrywa ziemię Galeria FOTO-GEN, Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu, Plac Nankiera 8 www.fotogen.okis.pl
rzybnia – mycelium – ukryta pod powierzchnią gleby, wewnątrz obumarłych konarów i w tkankach roślin, rozrasta się, tworząc rozległą, niemal bezkresną sieć. Jej cienkie nici przenoszą energię, informacje i substancje odżywcze, łącząc pozornie odrębne organizmy w jeden układ. To właśnie dzięki tym niewidzialnym relacjom ekosystemy potrafią się odradzać, przystosowywać i trwać. Wystawa Mycelium. Formy z królestwa grzybów prowadzi ku temu, co zwykle pozostaje ukryte. Grzybnia pojawia się tu nie tylko jako organizm biologiczny, lecz także jako metafora rzeczywistości utkanej z zależności. W epoce kryzysu klimatycznego, społecznego rozproszenia i gwałtownych przemian technologicznych coraz wyraźniej odczuwamy, że żaden byt nie istnieje w oderwaniu od innych. Prezentowane na wystawie prace przedstawiają kompozyt grzybniowy jako medium architektury, materiał budowlany oraz przedmiot eksperymentów projektowych i badań naukowych. Wykorzystanie grzybni można rozpatrywać w trzech powiązanych wymiarach: estetycznym, semantycznym i materiałowym. Każdy z nich prowadzi do ponownego przemyślenia relacji pomiędzy architekturą, technologią i środowiskiem.
orientuj się — krajobraz
G Grzyby budują
do 21.01.2027 Mycelium. Formy z królestwa grzybów Muzeum Architektury we Wrocławiu, ul. Bernardyńska 7 www.ma.wroc.pl
62
Mycelium, mat. Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej
orientuj się — dizajn
Basia Pruszyńska, Fern Flower, 2026, OBJEKT Gallery, fot. Tomo Yarmush
Agata Kiedrowicz dla NN6T
Unikat oswojony
W 63
yrasta z myślenia o przedmiocie jako formie rzeźby, a funkcję traktuje jako pretekst, raczej nośnik znaczenia, a nie docelową jakość. Oferuje unikat, ale oswaja go wzorniczym, rozpoznawalnym kontekstem. Dizajn kolekcjonerski, sztuka użytkowa z najwyższej półki, od paru lat święci triumfy na polskiej i światowej scenie projektowej. Czy ta etykieta ma sens, skoro kolekcjonować można wszystko, a decyzja o tym należy do galerzysty, potencjalnego kolekcjonera czy muzealnika, nie zaś do producenta czy twórcy? Być może wątpliwości tej natury pomagają rozstrzygać eksperckie targi czy festiwale. Do nich z pewnością należy COLLECTIBLE, nowojorski przegląd najciekawszych obiektów kolekcjonerskich ze świata. Targi prezentują twórczość zarówno uznanych, jak i rozwijających się galerii, studiów projektowych, niezależnych projektantów i marek. Organizatorzy deklarują spójność i oryginalność: prezentowane prace mają być unikatowe, tworzone na zamówienie lub w limitowanych edycjach. Ponadto, wszystkie muszą być funkcjonalne lub mieć na uwadze funkcjonalność w trakcie procesu produkcyjnego. Preferowane są premiery. W tym kontekście swoją kolekcję pokazuje warszawska galeria OBJEKT. W Nowym Jorku zobaczymy najnowsze dzieła Jana Ankiersztajna, Wiktorii i Filipa Bielickich, Szymona Kellera, Basi Pruszyńskiej, Aleksandry Zawistowskiej oraz ostatni projekt Pawła Grunerta. 6–8.11 Collectible Nowy Jork, 210 EAST 86TH ST www.collectible.design
do 21.02.2027 Obywatelka Cepelia Muzeum Narodowe w Krakowie, al. 3 Maja 1 www.mnk.pl
64
ultura ludowa dla mieszczuchów i zagranicznych turystów. Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, czyli Cepelia, przez lata postrzegana była jako symbol tego, co polskie, tradycyjne i swojskie. Powstała w 1949 roku, by nadzorować spółdzielnie i małe zakłady produkujące przedmioty artystyczne, a także współpracować z rzemieślnikami i artystami. Jej głównym celem było uczynienie sztuki ludowej synonimem polskiej kultury narodowej. W 1950 roku instytucja otworzyła własną wzorcownię i zaczęła skupować prace ludowe, które służyły za pierwowzór dla projektów Cepelii. Logo z kogutem promowało zarówno autentyczne rzemiosło ludowe, jak i przedmioty inspirowane ludowością. Wytwarzane z myślą o nowoczesnych, miejskich wnętrzach, często zatracały swój tradycyjny charakter, ocierając się o przesadę i kicz. Moda na ludowość skończyła się wraz z latami 80. Utożsamiana z PRL-em Cepelia przestała być postrzegana jako atrakcyjna. Mimo to, przez lata kształtowała gusta Polaków i wyobrażenie o kraju, zapisując się na kartach historii. O jej dziedzictwie opowiada wystawa Obywatelka Cepelia. Ekspozycja bada fenomen instytucji, prezentując jej działalność w różnorodnych obszarach – od projektowania i produkcji po prowadzone modele sprzedaży i organizowane wystawy. Perełki rzemiosła ludowego oraz projekty artystyczne wybitnych artystów, w tym Jolanty Owidzkiej, Wojciecha Sadleya oraz Heleny i Lecha Grześkiewiczów, obok masowo produkowanych przedmiotów retro i kiczowatych ludowych szpargałów dowodzą, jak pojemne były definicje tradycji i ludowości kształtowane przez Cepelię.
orientuj się — dizajn
K
Logo z kogutkiem
orientuj się — dizajn
65
Hubert Hilscher, Plakat Cepelia, 1965, Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie
orientuj się — dizajn Joanna Miller, rozkładówka książki O konflikcie
Agata Kiedrowicz dla NN6T
P
Rewolucjonistka?
do 31.01.2027 Joanna Miller, O konflikcie – książka jako forma dialogu Instytut Dizajnu w Kielcach, ul. Zamkowa 3 www.idkielce.pl
66
rowokuje, bawi, inspiruje. Bywa iskrą rewolucji i prowodyrką społecznych przemian. Mówi, jak jest, ale też jak mogłoby być. Książka, fizyczny nośnik idei, którego wciąż (a może nawet bardziej niż dotychczas) jesteśmy spragnieni. Do tej mocy książki odwołała się Joanna Miller tworząc projekt O konflikcie – książka jako forma dialogu. Praca dyplomowa wieńcząca studia na Wydziale Wzornictwa Akademii Sztuki w Szczecinie powstała z obserwacji konfliktów międzynarodowych i narastających napięć społecznych. Projektantka wykonała najpierw solidną badawczą pracę: przeanalizowała biologiczne, psychologiczne i socjokulturowe mechanizmy wpływające na odczuwanie złości, pojawianie się agresji i eskalację sporów. Następnie przetłumaczyła zgromadzony materiał na formę publikacji. Książka przyjmuje kształt fikcyjnego dialogu dwóch osób. Jej surowa, czarno-biała oprawa graficzna kontrastuje ze spokojną, konstruktywną rozmową. Nie narzuca odpowiedzi ani nie opowiada się po żadnej ze stron, lecz skłania do refleksji nad naturą człowieka i możliwością wzajemnego zrozumienia.
orientuj się — dizajn
Kora Jackowska, fot. Antoni Zdebiak
Meluzyny z PRL-u
W 67
szarzyźnie PRL-u ich styl, muzyka i kariery zdawały się czymś nierzeczywistym. Inspirowały sceniczną osobowością i wyrazistym wizerunkiem. W rzeczywistości niedostatku reprezentowały świat, w którym wszystko jest bardziej – kolorowe, bogate, odważne, wywrotowe. Kora, Małgorzata Ostrowska, Izabela Trojanowska, Majka Jeżowska, Anna Jurksztowicz i Wanda Kwietniewska, popowe ikony lat 80., prezentowały spektrum kobiecych twarzy i póz. Wystawa Meluzyny z wielkiej płyty. Moda i muzyka w latach 80. zabiera widzów na zaplecze ich wizerunków scenicznych, do garderoby – bo to, jak wyglądały, było równie istotne jak to, o czym śpiewały. Kora to synonim awangardy – kreska na oku, ciemne okulary, fryzura na jeża i czerń nowej fali. Izabela Trojanowska nosi się po męsku, jak rasowy dandys. Małgorzata Ostrowska stawia na mocny makijaż, blond czub i skórzane kombinezony. Wanda Kwietniewska wybiera nonszalancję – sportowe buty, legginsy i zbyt duże kurtki. U Majki Jeżowskiej królują zabawa, jaskrawy kolor i tiulowe spódnice. Z kolei Anna Jurksztowicz najlepiej czuje się w bufiastych sukienkach i eleganckich marynarkach, do tego charakterystyczne dodatki – duża biżuteria i tapir na głowie. Sześć stylów, sześć kobiet. Każda zjawiskowa, charakterna, wyemancypowana i niecodzienna w PRL-owskiej codzienności. do 21.02.2027 Meluzyny z wielkiej płyty. Moda i muzyka w latach 80. Dom Spotkań z Historią, Warszawa, ul. Karowa 20 www.dsh.waw.pl
orientuj się — fotografia i film
Kadr z filmu Dom na krańcu księżyca, reż. Nelson Yeo
F
Jubileusz w pięciu smakach
10.11–6.12 Festiwal Filmów Azjatyckich Pięć Smaków Warszawa + online, różne lokalizacje www.piecsmakow.pl
68
estiwal Filmów Azjatyckich Pięć Smaków obchodzi w tym roku okrągłą, 20. rocznicę� Kinowa uczta dla wielbicieli obrazów spoza zachodniego kanonu co roku dodaje smaku szarej, warszawskiej jesieni. W Roku Ognistego Konia ponownie spotkamy się w trzech warszawskich kinach: Muranów, Kinoteka i Kinomuzeum. Poszczególne sekcje obejmują m.in. fokus na kino Wietnamu oraz jubileuszową selekcję best of poprzednich edycji. W programie ponownie pojawią się retrospektywy reżyserskie – tym razem aż dwa przekrojowe portrety mistrzów, których twórczość pokazuje, jak daleko można przesunąć granice kina gatunkowego. Tsui Hark to najbardziej wszechstronny i jeden z najbardziej pracowitych twórców hongkońskiego kina lat 80. i 90. XX wieku. Na Hong-jin to z kolei koreański mistrz pulsującego niepokoju. Retrospektywa obejmuje pełne spektrum jego twórczości: od smolistych kryminałów, przez hipnotyczny szamanistyczny horror, aż po monumentalne kino gatunkowe o niemal apokaliptycznej skali.
orientuj się — fotografia i film
Bartek Wieczorek, Adam’s Song, 2022
D
Obrazy i słowa
69
ziś wszyscy jesteśmy fotografami, ale nie wszyscy dobrymi. W ramach cyklu Wszyscy Jesteśmy Fotografami w warszawskim barze Studio spotkamy się z tymi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia w tym medium albo o tym medium. Projekt narodził się wiosną 2014 roku z inicjatywy Katarzyny Sagatowskiej, Moniki Szewczyk-Wittek i Grzegorza Lewandowskiego. Stworzyli oni przestrzeń do rozmowy o obrazie, nauki krytycznego patrzenia na fotografię i otaczające nas treści wizualno-tekstowe, a także przybliżania szerokiej publiczności twórczości wybitnych artystów i ekspertów. Najnowsza, 15. edycja to odpowiedź na współczesne zmęczenie cyfrowym przekazem i zaproszenie do spędzania czasu razem. W listopadzie czekają nas dyskusje: z Bartkiem Wieczorkiem o relacjach rodzinnych zapisanych na zdjęciach (16.11) i Anitą Andrzejewską o podróży na koniec świata i w głąb siebie (30.11).
16.11 i 30.11 Wszyscy Jesteśmy Fotografami barStudio i foyer Teatru Studio, Warszawa, Pałac Kultury i Nauki www.wszyscyjestesmyfotografami.pl
do 13.11 Michał Diament. Formy światła Instytut Fotografii Fort, Warszawa, Fort Mokotów, ul. Szpilmana 6, bud. 2 www.fiff.org.pl
70
o pierwszy publiczny pokaz archiwów fotograficznych i rzeźb szklanych Michała Diamenta. Wystawa w Instytucie Fotografii Fort wydobywa z archiwum zapomnianą, interdyscyplinarną praktykę artysty, w której aparat nie służył jedynie do dokumentowania gotowych realizacji. Pozwalał analizować formę, przestrzeń i zachowanie światła. Twórczość Michała Diamenta wymyka się prostym klasyfikacjom. Obejmuje fotografię dokumentalną i eksperymentalną, projektowanie szkła użytkowego, unikatowe szkło artystyczne oraz działalność reklamową. Pierwsza przekrojowa wystawa poświęcona artyście, kuratorowana przez Cezarego Lisowskiego, nie rozdziela tych dziedzin, lecz pokazuje je jako elementy jednej praktyki, rozwijanej wokół światła, szkła i przeobrażania form. Niepublikowane dotąd archiwum Diamenta obejmuje ponad 1000 negatywów, odbitek oraz fotografii dokumentalnych i eksperymentalnych, a także kilkadziesiąt zachowanych obiektów szklanych. Materiały pozyskane od rodziny artysty zostały po raz pierwszy poddane szerokim kwerendom, digitalizacji i opracowaniu. W ostatnich latach życia Diament tworzył organiczne, unikatowe obiekty określane dziś mianem Duchów, należące do najbardziej interesujących przykładów autorskiego szkła artystycznego tego okresu.
orientuj się — fotografia i film
T Szklane duchy
orientuj się — fotografia i film
71
Michał Diament, bez tytułu, ok. 1977, archiwum rodziny artysty
orientuj się — ruch i dźwięk
Christian Lillinger i Elias Stemeseder zagrają w sobotę 7 listopada w Akademii Muzycznej, materiały organizatorów
Antoni Michnik dla NN6T
T
Szare substancje
5–8.11 Festiwal Mózg, akt III Bydgoszcz, różne lokalizacje www.festiwal.mozg.pl
72
egoroczna edycja festiwalu Mózg dotyczy czasu i czasowości – a sam czas festiwalu został rozciągnięty od sierpnia aż do początku stycznia. Listopadowa odsłona to kumulacja wydarzeń – podczas czterech dni w Bydgoszczy (nie tylko w klubie Mózg, ale też w Akademii Muzycznej czy Młynach Rothera) wystąpią m.in.: znakomite improwizujące trio John Edwards (kontrabas) / Luis Vicente (trąbka) / Vasco Trilla (perkusja), elektroakustyczny duet Christian Lillinger i Elias Stemeseder, a także kwintet złożony ze wspaniałej duńskiej trębaczki Anne Efternøler oraz grupy skandynawskich improwizatorów (Thomas Agergaard – saksofon, Jørgen Teller – gitara, Peter Ole Jørgensen – perkusja, Johannes Nästesjö – kontrabas). Efternøler to znakomita dekonstruktorka brzmienia trąbki, artystka niestrudzona w muzycznych poszukiwaniach na pograniczach (post)jazzu i improwizacji. Bardzo ciekawie zapowiada się również taneczny performans dźwiękowy pochodzącej z Japonii Reony, łączącej noise z choreografią w radykalnie cielesne występy. Do tego m.in. performatywno-teatralny GHSTNG Alex Freiheit i Aleksandry Słyż (intensywny koncertowy spektakl choreograficzny) oraz solowy recital pianistki Natalii Góreckiej.
orientuj się — ruch i dźwięk
Ola Maciejewska, BOMBYX MORI, fot. Eric Hong
Agnieszka Sosnowska dla NN6T
W
Między ciałem a przedmiotem
73
BOMBYX MORI trzy performerki wykorzystują obszerne kostiumy jako narzędzie budowania hipnotycznej, a zarazem mrocznej choreografii inspirowanej twórczością Loie Fuller. Fuller to XIX-wieczna prekursorka tańca współczesnego; jej Taniec serpentyn z 1891 roku jest dzisiaj ikoniczny. Jej choreografie wykraczały poza ciało, pokazując, że ruch może być wynikiem interakcji z rzeczami – falującym materiałem i grą światła. Ola Maciejewska nie tworzy dokładnych rekonstrukcji choreografii Fuller, ale przechwytuje i remiksuje ich elementy, wydobywając krytyczny potencjał pytania o relację między ciałem a przedmiotem. W listopadzie spektakl będzie prezentowany w warszawskim Pawilonie Tańca. Mieszkająca we Francji Maciejewska od lat bada związki między tańcem, materią i sztukami wizualnymi. Od premiery w 2011 roku praca została pokazana ponad 100 razy w Europie i Stanach Zjednoczonych.
21.11 Ola Maciejewska, BOMBYX MORI Pawilon Tańca, Warszawa, Wybrzeże Kościuszkowskie 22 www.pawilontanca.pl
Katarina Gryvul, mat. organizatorów 4.11–2.12 Interferencje Sala balowa Pałacu Biedermanna, Łódź, ul. Franciszkańska 1/5
74
nterferencje to cykl spotkań dźwiękowych organizowanych w Łodzi przez Radio Kapitał. Jesienna edycja świadomie stawia na kameralną formę – zamiast dużych scen i anonimowej publiczności twórcy proponują spotkania, w których odległość między artystką a słuchaczem niemal znika. Historyczna sala balowa Pałacu Biedermanna sprzyja uważnemu słuchaniu, a format koncertu połączonego z rozmową otwiera przestrzeń na pytania, wymianę myśli i wspólne przeżywanie dźwięku. Od listopada do grudnia w ramach cyklu wystąpią wybitni przedstawiciele i przedstawicielki polskiej i ukraińskiej sceny alternatywnej: Tymek Papior, Antonina Nowacka, Katarina Gryvul, Paweł Kulczyński, Olga Anna Markowska i Lutto Lento, z którymi będzie można porozmawiać w formule otwartej dyskusji po każdym z koncertów. Wydarzeniom towarzyszyć będzie również (anty)uczta, jadalna instalacja artystyczna autorstwa osób wyłonionych w ramach open calla. Ich zadaniem było wykorzystanie produktów tanich, lokalnych i sezonowych. To doskonała okazja, by poszukać wspólnych tematów przy kielichu kombuchy.
orientuj się — ruch i dźwięk
I
Dźwiękowa (anty)uczta
orientuj się — ruch i dźwięk
Innerinnerlife, mat. organizatorów
Z Żabstep
75
Filadelfii do Warszawy zmierza Yaka – osoba producencka i didżejska reprezentująca osobliwy gatunek, który łączy klubowy parkiet z dźwiękami żabiego stawu. Najnowszy album wydany przez berlińską wytwórnię appendix.files przenosi muzykę basową w przesiąknięte latynoskimi wpływami rejony. Ciężar dubstepu zostaje przefiltrowany przez cieplejszą, bardziej figlarną estetykę, sprężyste rytmy i teatralność, której towarzyszy tropikalna intensywność. Dorzućcie liczne odniesienia do ukochanych płazów, rechoczące sample i żabią estetykę, a otrzymacie ekoamfibiański rave na miarę XXI wieku. Wydarzenie w przytulnej przestrzeni białoruskiego klubu Mastak otworzy Innerinnerlife – projekt muzyczny polskiego producenta i projektanta Tomasza Szpaderskiego, łączącego łagodne ambientowe faktury z surowymi, przetworzonymi przez wzmacniacze wokalami i gitarami. Do lajnapu dołączyła również pongifani – warszawska DJ-ka i kuratorka cyklu klub Zaproszenie, której winylowa selekcja zbuduje pomost pomiędzy eterycznym występem Tomka a hipnotyzującym, wielogodzinnym setem gwiazdy wieczoru.
10.11 klub Zaproszenie 14: Yaka, Innerinnerlife, Pongifani Mastak Records, Warszawa, ul. Solec 81B
H
Końskie zdrowie!
orse Lords to ciekawy przypadek zespołu w zasadzie rockowego, którego słuchają chyba głównie osoby zasłuchane w improwizacji czy obrzeżach muzyki współczesnej. Postrockowi kontynuatorzy dziedzictwa mathrocka? Tajni spadkobiercy fusion i krautrocka? To wszystko etykiety, które zawsze jedynie przybliżały estetykę rozpędzonego, motorycznego kwartetu z Baltimore. Zespół działa już niemal 20 lat i powoli staje się klasykiem na miarę Tortoise. Na najnowszym albumie Demand to Be Taken to Heaven Alive� brzmi niemalże elektronicznie – niczym zapomniany towarzysz tych wszystkich formacji, których płyty na przełomie wieków umieszczano na półkach sklepowych pod szyldem „nowe brzmienia”. Nagle na pierwszy plan wysuwają się pokrewieństwa z twórczością Jaga Jazzist czy niektórymi eksperymentami Jimiego Tenora. Naprawdę warto.
orientuj się — ruch i dźwięk
Antoni Michnik dla NN6T
19.11 koncert Horse Lords Pardon, To Tu, Warszawa, al. Armii Ludowej 14 www.pardontotu.pl
76
Horse Lords, mat. organizatorów
orientuj się — ruch i dźwięk
Kanal – Centre Pompidou w Brukseli, fot. Bart Grietens
Agnieszka Sosnowska dla NN6T
P
Muzeum totalne
77
o niemal dekadzie oczekiwania dawny garaż Citroëna w Brukseli otwiera się jako Kanal – nowa instytucja sztuki współczesnej tworzona we współpracy z Centre Pompidou. I robi to w sposób spektakularny. Otwarcie Kanal traktowane jest nie jako inauguracja budynku, lecz jako próba przedefiniowania samej instytucji muzeum. W Brukseli sztuki wizualne, performans, taniec i muzyka mają funkcjonować na równych prawach, a publiczność od pierwszego dnia będzie zaproszona nie tyle do oglądania, ile do uczestnictwa. Jeśli istnieje dziś model muzeum przyszłości, być może właśnie zaczyna się jego test generalny. Weekend otwarcia pomyślano jako doświadczenie totalne: 10 wystaw, performanse, koncerty, projekcje, działania partycypacyjne i choreografie rozproszone w monumentalnej przestrzeni dawnego przemysłowego kompleksu. W programie znalazły się m.in.: projekty Serge’a Aimé Coulibaly’ego i zespołu Faso Danse Théâtre, performanse Sharon Hayes oraz prezentacja prac Joshuy Serafina, jednego z najciekawszych głosów współczesnej choreografii queerowej.
28–29.11 Kanal – Centre Pompidou, weekend otwarcia Bruksela www.kanal.brussels
premiera: 13–14.11 Stara baśń, reż. Magda Szpecht Pawilon, Poznań, ul. Ewangelicka 1 www.pawilon.org
78
o spektakl o tym, do kogo należą nasze dane i komu mają służyć. Opowieść o władzy, która rośnie w siłę dzięki temu, co oddaje jej lud. Ale też o tym, jak tę władzę odebrać. Józef Ignacy Kraszewski w napisanej w XIX wieku Starej baśni opowiadał o czasach, w których kniaź Popiel siedział w wieży nad Gopłem i wymuszał od ludu daninę: zboże, skóry, miód. Dzisiejszy Popiel jako CEO megakorporacji Mouse, do której należą różne platformy, żeruje na tym, co ludzie oddają sami. Dziwa i Doman (w tych rolach Lena Schimscheiner i Baxi Ostrowski) mają dość. Wyruszają więc w wędrówkę do Ciemnego Lasu (krainy zwyczajowo zwanej Internetem), by odzyskać swoje dane i kontrolę nad tym, co o nich wiadomo. Reżyserka Magda Szpecht stworzyła rodzaj instalacji teatralnej, którą publiczność ogląda z różnych perspektyw, przemieszczając się w trakcie spektaklu. Kostiumy i scenografię do spektaklu stworzył Janek Simon, a za dramaturgię i tekst odpowiada Olga Drygas.
orientuj się — ruch i dźwięk
T
Popiel, CEO Mouse
orientuj się — ruch i dźwięk
79
Lena Schimscheiner i Baxi Ostrowski w Starej baśni, fot. Krystian Daszkowski
R
Cyfrowe uwikłania
do 18.12 Relacje 5: Praktyki postrelacyjne? Galeria XX1, Warszawa, al. Jana Pawła II 36 www.galeriaxx1.pl
80
elacje łączące człowieka z otaczającą go rzeczywistością, innymi ludźmi i technologią bada cykl wystaw w Galerii XX1. Sztuka stanowi tu nie tylko krytyczny komentarz do bieżącej sytuacji, lecz także aktywne narzędzie umożliwiające nawiązywanie i podtrzymywanie autentycznego kontaktu. Tegoroczna, 5. edycja Relacji zadaje pytanie, czy już znaleźliśmy się w czasach postrelacyjnych, w których głównym podmiotem interakcji jest technologia. Nie mamy złudzeń: media społecznościowe, które miały zbliżać ludzi, realizują głównie cele ekonomiczne i polityczne. Nadal jednak możemy nauczyć się krytycznego rozbrajania fałszywych cyfrowych narracji. „Kultura cyfrowa i narzędzia technologiczne wciąż pozostają przestrzenią podatną na oddolne działania, subwersywne przejęcia oraz konstruktywne adaptacje w służbie autonomii i oporu wobec władzy (…). Ekspozycja staje się próbą przełamania alienacyjnego paraliżu, pozwalającą przynajmniej poszukać metod odzyskujących sprawczość, podmiotowość i moc tkwiącą w interakcjach rzeczywiście relacyjnych” – piszą kuratorzy wystawy: Małgorzata Miśkowiec, Milena Stryjewska i Karol Szafraniec.
orientuj się — technologia i przyszłość
Martyna Marciniak, Anatomy of Non-Fact: AI Hyperrealism, 2024
nn6t
DzieJe
się
DzieJe się w Warszawie
05
Dom Sztuki
W–A
2026
w Wa−wie
nn6t DzieJe się w Warszawie
Zaczęło się od skalniaka na podwórku kamienicy przy ulicy księdza Jana Sztuki na warszawskim Grochowie. Z niewielkiej inicjatywy sąsiedzkiej wyrosła organizacja, która od 2023 roku działa jako fundacja, łącząc pracę społeczną z profesjonalną produkcją artystyczną. Jej twórcy określają ją mianem społecznego domu kultury, choć taka forma organizacyjna nie istnieje w polskim porządku prawnym. Dom Sztuki realizuje zadania charakterystyczne dla publicznych instytucji kultury, zachowując niezależność programową organizacji pozarządowej. Mieszkańcy są tu współtwórcami programu, a nie wyłącznie jego odbiorcami.
W–2
Dom Sztuki
nn6t
W–3
DzieJe się w Warszawie
Dom Sztuki, fot. Paweł Wyszomirski
Podstawą programu jest Grochów, traktowany jako obszar badań, eksperymentów artystycznych i współpracy. Historia społeczna dzielnicy staje się materiałem współczesnej sztuki, a dokumentowanie codziennych doświadczeń mieszkańców służy rozwijaniu nowych form uczestnictwa w kulturze. Na przykład powołane w ramach działań Domu Sztuki Grochowskie Archiwum Społeczne jest ważnym narzędziem tej pracy. Z kolei ogród spółdzielczy pozwala praktykować współodpowiedzialność za otoczenie i rozwijać zainteresowanie miejską ekologią. Charakterystyczną cechą programu jest łączenie pracy badawczej z twórczością artystyczną. Dom Sztuki organizuje wielomiesięczne procesy, w których uczestniczą mieszkańcy, badacze i profesjonalni artyści. Powstają z nich spektakle, instalacje i publikacje, prezentowane również poza Grochowem. W ciągu kilku lat inicjatywa rozwinęła się od działań finansowanych z mikrodotacji do organizacji realizującej wieloletnie programy kulturalne. Zachowała przy tym kameralną skalę i bezpośrednią relację z miejscem, w którym powstała. Dom Sztuki pokazuje, że rozwój infrastruktury kultury nie musi zaczynać się od budowy nowego obiektu. Może polegać na wzmacnianiu istniejących lokalnie kompetencji i stopniowym budowaniu organizacji zdolnej prowadzić ambitny program artystyczny.
Robienie rzeczy blisko domu i dbanie o lokalną społeczność ma sens. Dlatego tak się w to wciągnęliśmy – z Martą Palińską i Dorianem W. Widawskim z Domu Sztuki działającego na warszawskim Grochowie rozmawia Agnieszka Kowalska
nn6t
W–4
DzieJe się w Warszawie
W miejscu, w którym się mieszka
nn6t
Agnieszka Kowalska: Dlaczego jesteście społecznym
domem kultury, a nie fundacją, która działa lokalnie? Dorian W. Widawski: Zanim staliśmy się społecznym do-
W–5
DzieJe się w Warszawie
mem kultury, byliśmy po prostu domem. Słowo „dom” jest nieprzypadkowe – najpierw w nim zamieszkaliśmy, a potem zaczęliśmy wspólnie działać. Powołaliśmy fundację, bo formalnie coś takiego jak społeczny dom kultury nie istnieje. Ten status nadaliśmy sami sobie, bo najpełniej oddaje to, czym się zajmujemy. Działamy jak instytucja kultury, ale uspołeczniona, włączająca, w której centrum znajduje się współpraca.
AK: Jesteście otoczeni budynkami mieszkalnymi. Jak się robi kulturę w takim miejscu? Marta Palińska: To, że ludzie tu mieszkają, jest pod wieloma względami wygodne, bo mają do nas blisko. Mogą wpaść po pracy, w weekendy. Ale przyjeżdżają tutaj również osoby z innych części miasta. Wtedy wyraźniej widzimy, jak potrafi zachwycić klimat grochowskiego podwórka, które mamy przed naszą kamienicą.
Żadne z nas nie jest stąd, jednak z każdym rokiem działań poznajemy Grochów coraz lepiej. Między innymi w tym celu dwa lata temu uruchomiliśmy Grochowskie Archiwum Społeczne. Grochów nie jest dużym osiedlem, ale to dla nas nieskończone źródło inspiracji do działań artystycznych i edukacyjnych. Mamy tu bazar Szembeka, las Olszynka Grochowska, tor kolarski Orzeł. Ludzie świadomie wybierają to miejsce do życia, nie traktują go jak sypialni. Jedni są tutaj od pokoleń, inni dopiero się wprowadzili i chcą rozumieć, gdzie się znaleźli, co tu było wcześniej. Chcą brać odpowiedzialność za miejsce, w którym są. Sami jeszcze niedawno byliśmy jak oni, a teraz staramy się szukać odpowiedzi wspólnie. Robienie rzeczy razem, blisko domu i tworzenie lokalnej społeczności ma bardzo dużo sensu i dlatego tak się w to wciągnęliśmy. AK: Czym się różnicie od tradycyjnego dzielnicowego domu kultury?
nn6t
DWW: Komfortem działania. Z naszych obserwacji wynika,
że pieniądze na inwestycje są, ale nie ma atrakcyjnego pomysłu na to, jak te miejsca prowadzić, jak przyciągać ludzi. Dzielnica buduje dom kultury, opłaca wynagrodzenia i rachunki, lecz słabo wykorzystuje tę stabilność. My mamy nadmiar chętnych, którzy chcą działać – nie jako osoby uczestniczące w czymś, co przygotował ktoś inny, tylko aktywnie się angażujące. Grochowskie Archiwum Społeczne jest projektem, który budzi ogromne zainteresowanie; ludzie chcą powierzać nam swoje historie czy zdjęcia, ale brakuje nam zasobów, właśnie stabilności, żeby móc temu zainteresowaniu sprostać.
AK: Coś was zaskoczyło w pracy nad archiwum? MP: Po pierwszym naborze zdjęć zrobiliśmy wystawę, która
uruchomiła kolejne wspomnienia. Przewijała się w nich często społeczność romska. Nie mogliśmy dotrzeć do żadnych zdjęć, więc zaczęliśmy robić nagrania i skupiliśmy się na historii mówionej. Przeprowadzaliśmy rozmowy z osobami, których pierwszym językiem nie jest polski, a mieszkają na Grochowie. Tak narodził się nasz projekt Głosy Grochowa. Na bazarze Szembeka, między straganami, pokazaliśmy instalację dźwiękową – efekt kilkumiesięcznej pracy grupy warsztatowej. Punktem wyjścia były rozmowy po wietnamsku, romsku, białorusku, ukraińsku czy w hindi. Ciekawe, jak wiele można zrozumieć z języków, których się nie zna, gdy mowa o osiedlu, na którym wszyscy mieszkamy. Przewijające się w rozmowach nazwy ulic, parków, sklepów pokazują, które miejsca są dla nas ważne i wspólne.
W–6
ne nam historie. To cenny zapis tego, co pamięta się z przeszłości. Towarzyszy nam ciągłe napięcie, że być może to ostatni moment na spotkanie z osobą, która pamięta – ale też ważna praca doceniania codzienności i zwykłości. Ludziom często się wydaje, że nie pamiętają albo nie sfotografowali niczego wartego uwiecznienia w archiwum. A nas interesuje nadawanie rangi historiom oddolnym.
DzieJe się w Warszawie
MP: A czujemy dużą odpowiedzialność za powierzo-
nn6t DzieJe się w Warszawie
Spacer z Iwą Kołodziejską po rezerwacie Olszynka Grochowska, fot. Adam Durjasz
AK: W tym roku waszym tematem są Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Cora”. Szukaliście kontaktu z byłą załogą – z jakim rezultatem? DW: W krótkim czasie zgłosiło się do nas ok. 50 osób, które
tam pracowały. I właściwie trudno się dziwić temu zainteresowaniu, bo był to największy zakład odzieżowy w Polsce – funkcjonował przez ponad 50 lat i pracowało w nim 3000 osób, głównie kobiet, a dzisiaj nikt się tym dziedzictwem nie zajmuje. Ostatecznie scenariusz spektaklu, nad którym pracujemy, został utkany z 10 wywiadów.
MP: Od kilku lat zastanawiamy się też nad prowadzeniem
W–7
archiwum grochowskiej przyrody, bo wielu mieszkańców wspomina spacery z rodzicami czy dziadkami po Olszynce.
AK: Ja jestem z Grochowa i pamiętam, jak chodziłam z tatą na Olszynkę Grochowską po rzęsę do akwarium, tak czysty płynął tam strumień.
nn6t
MP: No widzisz. Przyroda to jest temat. I nie trzeba wiele
więcej niż po prostu uważności, by zebrać masę inspiracji. Tak było w tym roku przy Poczuj ulgę. Zaprosiliśmy osoby na spacery do lasu z przygotowanym przez nas zeszytem. Chodziło o to, by zanurzyć się w Olszynce Grochowskiej wszystkimi zmysłami, rozejrzeć się i posłuchać, poszukać zapachów czy śladów zwierząt. Te obserwacje Ewa Cieniak naniosła na tkaninę i pod jej opieką artystyczną wyhaftowałyśmy z grupą warsztatową dwuipółmetrową mapę lasu, zapis naszych wrażeń.
DWW: Tak kombinujemy, żeby skala wydarzeń była od-
powiednia dla naszego domu i ogrodu, ale oczywiście nie obrazilibyśmy się, gdyby dzielnica powierzyła nam jakiś pustostan czy po prostu większe miejsce. Mierzymy się z tym, że z każdym rokiem zgłasza się coraz więcej osób, które chcą się w coś włączyć, a Dom Sztuki nie jest z gumy. Spektakl Gesty oporu graliśmy dla kilkunastoosobowej widowni, tak był pomyślany. Teraz mamy dylemat, gdy jest on zapraszany np. do Zachęty. Czy to jest jeszcze Dom Sztuki, gdy pokazujemy to w eleganckiej sali, w Narodowej Galerii? Jednocześnie to właśnie taki pokaz sprawia, że możemy opowiadać o lokalnych wątkach, które tworzą ten scenariusz, w centralnym miejscu.
DzieJe się w Warszawie
AK: W Domu Sztuki macie mały metraż. Czy to was ogranicza?
AK: A może to po prostu sukces?
na naszym podwórku, nie spodziewaliśmy się, że będziemy pracodawcą albo że będziemy otrzymywać takie zaproszenia. To nie tak, że poszliśmy do inkubatora wyinkubować skalowalną innowację. To po prostu było jak roślina w ogródku – rzuca się nasiona, duża część nie wyrośnie, a jedna tak. I potem daje owoce. Teraz jesteśmy w momencie, w którym przydałaby się dobra wola instytucji i po prostu władzy. Rozwijamy się, ale nie możemy być jednocześnie inicjatorami i osobami, które wykonują codzienną pracę, artystkami i inwestorkami,
W–8
DWW: W sumie rozpoczynając działania wokół skalniaka
nn6t
zapraszać do bycia tu i teraz i myśleć strategicznie lata do przodu. Na pewno nie jest potrzebne wylewanie betonu i stawianie nowego budynku, bo na Grochowie są zabytki, które muszą przetrwać, a obecnie niszczeją – jesteśmy gotowi tchnąć w nie życie i dalej pracować z lokalnością. Myślimy o rozwoju, ale pamiętamy, skąd jesteśmy.
DzieJe się w Warszawie
MP: W ostatnim naborze do Społecznej Pracowni Sceno-
graficznej z grupą texpol zgłosiło się 70 osób, a mogliśmy wybrać 10. To znaczy, że 60 osób, które chcą coś robić, odbiło się od naszych drzwi. Myślę, że jeśli zgłaszają się do miejsca, które postrzegają jako włączające, i się tu nie dostają, mogą się zniechęcić. Staramy się tworzyć jak najbardziej różnorodne grupy, nie wybieramy tylko najlepszych, którzy i tak mają szanse realizować się gdzie indziej. Wszystkich potrzeb nie zaspokoimy, ale chcielibyśmy móc zaspokajać ich więcej. To rozmowa o granicach tego rozwoju i o wytrzymałości. Ten rok i tak jest jakimś wielkim przełomem, bo zatrudniliśmy dwie osoby na pół etatu.
AK: Skala waszych działań rośnie. Ostatnio ubiegaliście się o miano społecznej instytucji kultury. Dlaczego chcecie pójść w tym kierunku? Co by wam to dało? DWW: Niestety już wiemy, że w tym roku nam się nie uda-
ło, a kolejna taka szansa pojawi się dopiero za pięć lat. Społeczna instytucja kultury to bardzo dobry model współpracy miasta z organizacjami pozarządowymi. Jest odpowiedzią na diagnozowane od lat problemy sektora pozarządowego i po prostu kultury. Życie w projektariacie i w nieustannym niedoborze jest wyniszczające i trudno tak długoterminowo działać. Wspaniale by było przez kilka lat nie musieć się martwić o warunki zatrudnienia ludzi i kontynuować rozpoczęte projekty.
W–9
AK: Wyobraźcie sobie, że te wszystkie przyziemne problemy zniknęły. Jakie są wasze marzenia? MP: Moim marzeniem jest nie stracić kontaktu z ziemią,
z domem i z korzeniami – z tym, że wyrastamy z tego
nn6t DzieJe się w Warszawie
W–10
Pojedź na żniwa do grochowskiego kibucu. Wspólne upamiętnienie, fot. Maciej Czajka
nn6t DzieJe się w Warszawie
podwórka, z Grochowa. Żeby ta społeczność, która wokół Domu Sztuki jest, była wzmacniana. Ja mam dużą wiarę we wspólnotę i w społeczności lokalne. Szczególnie takie, w których można być sobą i ze sobą, można zwolnić i spędzać czas razem. Osoba, która przychodziła do naszego ogrodu, bo była zainteresowana uprawą ziemi i warzyw, postanowiła wziąć udział w wyborach do rady osiedla. Powiedziała nam, że gdyby nie dołączyła do Domu Sztuki, to nigdy nie wpadłaby na taki pomysł. Żeby to się udało, potrzebowała 15 podpisów. Wydawało jej się to niemożliwe, tymczasem zebraliśmy je bez problemu. Myślę, że w świecie niestabilności i zmian to bardzo ważne, żeby mieć 15 osób, o których się wie, gdzie mieszkają w przestrzeni czterech ulic stąd. DWW: Ja z kolei chciałbym zapraszać artystki i artystów na
Grochów na rezydencje artystyczne. Dużą inspiracją jest tu model, który wypracował Fyrtel Główna z Poznania. A tak przyziemnie patrząc, to chciałbym, żebyśmy po prostu zostali w tej części miasta. Obserwujemy, że organizacje się stąd wynoszą, bo znajdują lepsze warunki działania w centrum miasta. Strefa WolnoSłowa niedawno z Pragi-Południe przeniosła się na Ochotę. Komuna Warszawa i Turnus dopiero w Śródmieściu znalazły stabilność i mogły osiągnąć skalę odpowiadającą jakości, która tliła się przecież już wcześniej na Pradze-Południe i Woli. Wszyscy i wszystkie się w tym Śródmieściu nie zmieścimy! Na Grochowie jest miejsce na kulturę, tylko trzeba elementarnego zaufania lokalnych władz do takich organizacji jak nasza i uznania, że to, co robimy, przyczynia się do twórczej społeczności – co może nie jest najbardziej chwytliwe. Odpornej społeczności.
MP: Kultura za rogiem i blisko domu ma sens. W Domu
W–11
Sztuki ludzie spotykają nie tylko po to, żeby coś odebrać, żeby być publicznością, ale też po to, żeby się poznać i tworzyć więzi, współtworzyć i współpracować.
Pełną wersję rozmowy czytaj na www.nn6t.pl
nn6t DORIAN W. WIDAWSKI Współtworzy Dom Sztuki. Prowadzi procesy artystyczno-społeczne, reżyseruje spektakle i gra muzykę. Współtworzył podkast Odsłuch społeczny i grupę teatralną 3kolektyw. Jego najnowsze spektakle to Gesty oporu i CORA. Maria Głowacka proszona na stanowisko pracy o Zakładach Przemysłu Odzieżowego „Cora”, który swoją premierę będzie miał 4 grudnia w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. Wychowuje psa, uprawia warzywa i stara się nie spieszyć. www.domsztuki.org
W–12
MARTA PALIŃSKA Współtworzy Dom Sztuki. Bywa aktywistką, edukatorką, kuratorką i dziennikarką. Zachwyca się przyrodą i jedzeniem – od pola do stołu, a nawet kompostu. W Domu Sztuki uprawia warzywa i stara się utrzymywać równowagę. Pracuje w Greenpeace Polska, gdzie zajmuje się komunikacją. Kibicuje dewzrostowi.
DzieJe się w Warszawie
fot. Adam Durjasz
nn6t
Dom Sztuki zaprasza!
W–13
DzieJe się w Warszawie
Poczuj ulgę. Odkryj Olszynkę Grochowską
Wspólne odkrywanie Olszynki Grochowskiej zaowocowało powstaniem wyjątkowej mapy tekstylnej rezerwatu. Podczas kilkutygodniowych warsztatów uczestniczki i uczestnicy spacerowali po Olszynce, uważnie obserwowali otoczenie i dzielili się własnymi spostrzeżeniami. W poznawaniu lokalnej przyrody i rozwijaniu uważności towarzyszył im Zeszyt do poznawania Olszynki Grochowskiej, opracowany przez Martę Palińską. Zebrane doświadczenia stały się inspiracją do stworzenia mapy, na której za pomocą haftu utrwalono osobiste wspomnienia, skojarzenia oraz miejsca szczególnie ważne dla uczestniczek i uczestników. Ponad dwumetrowa tkanina stała się artystycznym zapisem ich doświadczeń i relacji z przyrodą Grochowa. Mapa powstała pod opieką artystyczną Ewy Cieniak, a spotkania w terenie prowadziły Anna Albin i Iwa Kołodziejska. Projekt jest częścią programu Grochów szczęśliwy, wspierającego budowanie relacji między mieszkańcami, miastem i naturą. Mapę można zobaczyć podczas wszystkich wydarzeń stacjonarnych w Domu Sztuki.
Poczuj ulgę – wernisaż mapy tekstylnej i podwieczorek w ogrodzie, fot. Adam Durjasz
nn6t DzieJe się w Warszawie
Szum, szept, szmer Codzienne dźwięki Warszawy, od stukotu pociągów i ulicznego gwaru po śpiew ptaków, stały się inspiracją do stworzenia albumu Szum, szept, szmer. Płyta jest efektem kilkumiesięcznego procesu twórczego, obejmującego warsztaty, wykłady i spacery, w którym uczestniczyło dziesięcioro artystek i artystów wybranych w drodze otwartego naboru. Przemierzali oni warszawskie osiedla, nagrywali dźwięki otoczenia i poszukiwali nieoczywistych brzmień w dobrze znanych przestrzeniach. Ich uwagę przyciągnęły między innymi Grochów, Sady Żoliborskie i Służew nad Dolinką. Zebrane nagrania terenowe stały się podstawą dla dziesięciu utworów, łączących odgłosy miasta z muzyką elektroniczną, improwizacją i indywidualnymi opowieściami. Album ukazuje Warszawę jako miejsce pełne kontrastów, w którym natura przenika się z miejską infrastrukturą, a codzienny hałas może skrywać nieoczekiwane harmonie. To także opowieść o pamięci, przemianach przestrzeni i poszukiwaniu własnego miejsca w mieście. Albumu można posłuchać bezpłatnie we wszystkich serwisach streamingowych.
W–14
Premiera albumu inspirowanego miastem Szum, szept, szmer, fot. Adam Durjasz
nn6t DzieJe się w Warszawie
W–15
CORA. Maria Głowacka proszona na stanowisko pracy Spektakl opowiada historię Zakładów Przemysłu Odzieżowego „Cora”, które przez lata odgrywały ważną rolę w życiu społecznym warszawskiego Grochowa i Kamionka. Podejmuje tematy pracy, relacji międzyludzkich oraz zanikania miejsc współtworzących lokalną tożsamość. Punktem wyjścia dla twórców były wspomnienia byłych pracownic i pracowników zakładów, materiały archiwalne oraz historia polskiego wzornictwa odzieżowego. Ważnym kontekstem dla spektaklu jest działalność Akademii Ruchu, która prowadziła przy zakładach pionierski ośrodek teatralny, a także dorobek projektantek związanych z „Corą”, między innymi Jadwigi Grabowskiej, Grażyny Hase i Barbary Hoff. Za tekst i dramaturgię odpowiada Agata Koszulińska, a za reżyserię Dorian W. Widawski. Muzykę skomponowała Pola Trąbińska, łącząc autorskie utwory z nagraniami terenowymi. Scenografia spektaklu powstaje w ramach społecznej pracowni scenograficznej, zainicjowanej we współpracy z grupą Texpol, w skład której wchodzą: Julia Bujak, Agnieszka Cieszanowska, Natalia Gil, Julita Goździk, Sonia Górecka i Maria Pietras oraz osobami wyłonionymi w drodze otwartego naboru. Dla pracowni szycie, tkanie, prucie i przekształcanie materiałów stało się sposobem na twórczy dialog z przeszłością. premierowe spektakle: 4-6.12.2026 w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski
Ostatnie chwile Zakładów Przemysłu Odzieżowego „Cora”, fot. Anna Maria Warchoł / Grochowskie Archiwum Społeczne
nn6t
DzieJe się w Wa−wie
NN6T. Stały program uczestnictwa w kulturze współczesnej Warszawy 2026-2028 współfinansowany jest ze środków m.st. Warszawy
Wydawczynią NN6T jest Fundacja Bęc Zmiana www.beczmiana.pl
DzieJe się w Warszawie
Specjalny dodatek NN6T prezentuje najciekawsze przykłady projektów i działań powstających z inicjatywy środowisk twórczych w Warszawie: pomysły oddolne, nowe modele produkcji kultury, różnorodność i wielokulturowość, relacje kultury i środowiska naturalnego, kultura przestrzeni miejskich, innowacyjność warszawskiego sektora kreatywnego.
Czytaj wydania onlajnowe NN6T: www.nn6t.pl Słuchaj 6 tematów! N jak nasłuch N jak nadawanie 6 jak sześć T jak temat
Powstawanie audycji 6 TEMATÓW jest w tym roku dofinansowane ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
W–16
Co miesiąc nowe odcinki w Radiu Kapitał i w Bęc Radiu!
RAPORT NN6T
ROZWÓJ Realizacja SDG w Polsce. Pomiar postępów GŁÓWNY URZĄD STATYSTYCZNY WARSZAWA 2026
I
CZY NADGANIANIE?
RAPORT NN6T
Internet i media społecznościowe pełne są w ostatnim czasie informacji o tym, jak intensywnie rozwija się Polska. Usłyszeć możemy o jednym z lepszych wskaźników makroekonomicznych w Unii Europejskiej, o tym, które kraje udało się już „minąć”, a które mamy niebawem „przegonić”. YouTube zalewają rolki prezentujące zdumionych turystów oraz migrantów z krajów zachodnich, którzy opowiadają, jak zdecydowali się przyjechać do Polski lub tu zostać, zaskoczeni nowymi inwestycjami i zachwyceni bezpieczeństwem oraz porządkiem. Oczywiście słuchanie osób podziwiających centra największych polskich miast z pozycji osób uprzywilejowanych w niektórych wzbudza powątpiewanie, a w innych nawet złość – co bowiem oznacza ten rozwój? Jakiej Polski? Skąd widzianej? Jakie kryteria przyjmuje się w tych ocenach? Pogłębionej refleksji na ten temat sprzyja wydany niedawno raport Głównego Urzędu Statystycznego, przygotowany przez zespół (Monika Gorzelak, Aleksandra Mańko, Weronika Siewiera, Marcin Podgórski, Joanna Wójcik) pod kierunkiem Justyny Gustyn i poświęcony postępom w osiąganiu tzw. Celów Zrównoważonego Rozwoju. Zostały sformułowane przed dekadą i ONZ je przyjęła, aby móc monitorować je poza najpowszechniejszymi ekonomicznymi miarami wielkości gospodarki, średniego wynagrodzenia w dolarach czy parytetu siły nabywczej. Chodziło oczywiście o zakwestionowanie utożsamiania rozwoju ze wzrostem, zwłaszcza takiego, który w dłuższym okresie grozi społecznemu solidaryzmowi, a także granicom planetarnym, których przekroczenie zagraża stabilności tego fundamentalnego ekosystemu. Wspomniany wyżej raport zawiera ponad 100 wskaźników, pogrupowanych w 17 celów. Pozwalają one opisać rozwój Polski w ciągu ostatnich 10 lat z wielu perspektyw. Oczywiście – jak zwykle w raportach „Notesu…” – nie jesteśmy w stanie przedstawić całego bogactwa danych. Raport pokazuje bowiem nie tylko, co urosło, co spadło i gdzie sprawy stoją w miejscu, lecz także pozwala zrelatywizować te trendy – gdzie jesteśmy i jak szybko zmierzamy do wyznaczonych celów lub jak szybko się od nich oddalamy. Osoby, które miałyby na to ochotę, mogą też łatwo porównać dane dla Polski z danymi z innych krajów. Na kolejnych stronach przedstawiamy więc uproszczony obraz tego, co wynika z danych zgromadzonych w gusowskim raporcie. Nawet taki jednak pozwala dostrzec, co zmieniło się na korzyść – przynajmniej dane sugerują to w odniesieniu do równości kobiet na rynku pracy, a także wyrównywania w tym obszarze szans osób z niepeł-
II
WPROWADZENIE
RAPORT NN6T
nosprawnościami. Zasmucić mogą z kolei dane dotyczące innowacyjnego wymiaru rozwoju, zarówno te wskazujące na odsetek środków przeznaczanych na badania i rozwój, jak i te mówiące o podstawowych umiejętnościach osób dopiero się uczących. Niepokoją również dane związane z kosztami rozwoju – wszystko jedno, jak myślanego – w zakresie zarządzania zasobami. Najciekawsze są być może te dane, które staraliśmy się jakoś oznaczyć pod kątem ich pozytywnego lub negatywnego trendu, które jednak przyjmujemy ambiwalentnie. Jak liczba oddawanych mieszkań przekłada się na ich dostępność? Malejąca liczba rodzin czekających na lokal socjalny wciąż jest zbyt duża. Radość z rosnącego odsetka oczyszczanych ścieków mąci wspomnienie katastrofy ekologicznej na Odrze. Spada, ale w zasadzie wciąż przeraża odsetek młodych osób, które nie mają zajęcia, o czym zresztą chyba mówi się zbyt rzadko, koncentrując dyskusje raczej na (swoją drogą wysokim) odsetku pracujących migrantów. Czytając dane o liczbie parków, obszarów chronionych, gęstości sieci kolejowej czy dróg i autostrad, zastanawiamy się także, na ile uśrednianie zaciemnia przestrzenne nierówności w tych zjawiskach. Myśląc o liczbie nowych kilometrów autostrad, możemy się zastanowić, jak różne mogą być „mity modernizacyjne”, opisywane przed laty przez poznańskich antropologów Waldemara Kuligowskiego i Agatę Stanisz. Oby tak się zresztą działo. Największą zaletą materiału, który poniżej prezentujemy, jest bowiem w kontekście naszego czasopisma nie tyle mierzenie i ważenie rozwoju, ile problematyzowanie jego rozumienia. Oraz wskazywanie, że poza wymiarem indywidualnym – czemu poświęca się ostatnio wiele uwagi – rozwój ma również wymiar zbiorowy.
III
Maciej Frąckowiak
Legenda: Wzrost 0 6,1 w latach 2015–2024 (z 29,7). Miejsca liczone razem z filiami. Źródło: GUS, Realizacja SDG w Polsce…, s. 13.
mieszkań przypada na 1000 mieszkańców
Legenda: Wzrost o 58,6 w latach 2015–2024 (z 367,3). Źródło: GUS, Realizacja SDG w Polsce…, s. 13.
IV
miejsc w placówkach stacjonarnej pomocy społecznej przypada na 10 000 mieszkańców
RAPORT NN6T
KONIEC Z UBÓSTWEM 35,8 425,9
RAPORT NN6T
ZERO GŁODU
V
77,5% 18,5%
relacja przeciętnych rocznych dochodów na wsi do dochodów w mieście
osób w wieku 15 lat i więcej cierpi na otyłość
Legenda: Wzrost o 8% w latach 2015–2024 (z 69,5%). Dochody netto do dyspozycji na 1 osobę w gospodarstwie domowym. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 14.
Legenda: Wzrost o 1,8% w latach 2014–2019 (z 16,7%). Otyłość definiowana według BMI. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 15.
Legenda: Spadek o 4,4% w latach 2015–2025 (z 7,3%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 16.
krajowy wskaźnik średniego narażenia na pył PM2,5
Legenda: Spadek o 8 µg/m³ w latach 2015–2024 (z 23 µg/ m³). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 17.
VI
deklaruje niezaspokojone potrzeby w zakresie badań lekarskich i opieki medycznej z powodu zbyt wysokich kosztów, zbyt dużej odległości lub list oczekujących
RAPORT NN6T
DOBRE ZDROWIE I JAKOŚĆ ŻYCIA 2,9% 15 ug/m3
RAPORT NN6T
DOBRA JAKOŚĆ EDUKACJI 77,8% 7,1%
VII
uczniów osiąga minimalny wymagalny poziom w czytaniu i interpretacji
Legenda: Spadek o 7,8% w latach 2015–2022 (z 85,6%). Wyniki testów PISA. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 18.
osób młodych (15–24 lata) nie pracuje, nie uczy się i nie dokształca
Legenda: Spadek o 4,1% w latach 2015–2025 (z 11,2%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 19.
RAPORT NN6T
RÓWNOŚĆ PŁCI odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych
kobiet z najmłodszym dzieckiem w wieku do 5 lat jest zatrudnionych
Legenda: Wzrost o 2,3% w latach 2015–2025 (z 40,2%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 21.
Legenda: Wzrost o 7,3% w latach 2015–2025 (z 65,8%). Według BAEL. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 21.
VIII
42,5% 73,1%
RAPORT NN6T
CZYSTA WODA CZYSTA I WARUNKI I DOSTĘPNA SANITARNE ENERGIA
IX
78,6% 17,77%
odsetek oczyszczanych ścieków przemysłowych i komunalnych w stosunku do ścieków wytworzonych
udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto
Legenda: Wzrost o 5,89% w latach 2015–2024 (z 11,88%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 23
Legenda: Wzrost o 5,89% w latach 2015–2024 (z 11,88%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 25
RAPORT NN6T
WZROST GOSPODARCZY I GODNA PRACA nakłady na działalność innowacyjną w przedsiębiorstwach
odsetek zatrudnionych imigrantów w wieku produkcyjnym
Legenda: Spadek o 0,62% w latach 2015–2022 (z poziomu 2,42% PKB). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 26.
Legenda: Wzrost o 17,7% w latach 2015–2024 (z 60,7%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 27.
X
1,8% PKB 78,4%
RAPORT NN6T
INNOWACYJNOŚĆ, PRZEMYSŁ, INFRASTRUKTURA
XI
6,3 KM 16,6 KM
linii kolejowych na 100 km² powierzchni kraju
dróg ekspresowych i autostrad na 1000 km² powierzchni kraju
Legenda: Wzrost o 0,1 km w latach 2015–2024 (z 6,2 km). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 23.
Legenda: Wzrost o 7,3% w latach 2015–2025 (z 65,8%). Według BAEL. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 29.
wskaźnik rozwarstwienia dochodów (współczynnik Giniego)
osób niepełnosprawnych w wieku 16–64 lata jest zatrudnionych
Legenda: Spadek o 4,6 pkt w latach 2015–2024 (z 30,6 pkt). Współczynnik w przedziale od 0 (całkowita równość) do 100 (całkowita nierówność). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 31.
Legenda: Wzrost o 10,6% w latach 2015–2025 (z 20,1%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 31.
RAPORT NN6T
XII
MNIEJ NIERÓWNOŚCI 26 PKT 30,7%
RAPORT NN6T
ZRÓWNOWAŻONE MIASTA I SPOŁECZNOŚCI
XIII
1,21% 59 560
ogólnej powierzchni miasta zajmują parki spacerowo-wypoczynkowe i zieleńce
gospodarstw domowych oczekuje na najem socjalny na obszarach miejskich
Legenda: Wzrost o 0,03% w latach 2015–2024 (z 1,18%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 32.
Legenda: Spadek o 14 550 gospodarstw domowych w latach 2019–2024 (z 74 110). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 33.
RAPORT NN6T
ODPOWIEDZIALNA KONSUMPCJA I PRODUKCJA materiałów jest ponownie wykorzystywanych
zmarnowanej żywności w przeliczeniu na 1 mieszkańca
Legenda: Spadek o 4,2% w latach 2015–2024 (z poziomu 11,9%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 35.
Legenda: Wzrost o 7 kg w latach 2020–2023. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 35.
XIV
7,7% 127 KG
RAPORT NN6T
DZIAŁANIA W DZIEDZINIE KLIMATU
0,62% 89 MLN PKB
użytkowników było w zasięgu realizowanych przedsięwzięć edukacyjno-informacyjnych
XV
jest przeznaczane na inwestycje w działania na rzecz łagodzenia zmian klimatu
Legenda: Spadek o 0,22% w latach 2015–2023 (z 0,84% PKB). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 36.
Legenda: Spadek o 44 mln użytkowników w latach 2021– 2025 (ze 133 mln). Użytkownicy oznaczają osoby będące odbiorcami różnych działań kampanijnych. Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 37.
23%
RAPORT NN6T
POKÓJ, SPRAWIEDLIWOŚĆ I SILNE INSTYTUCJE osób korzystających z internetu sprawdza prawdziwość informacji lub treści znalezionych w serwisach informacyjnych lub mediach społecznościowych
Legenda: Wzrost o 4,1% w latach 2021–2025 (z 18,9%). Źródło: GUS, Realizacja SDG…, s. 43.
Zespół autorski: Monika Gorzelak, Aleksandra Mańko, Weronika Siewiera, Marcin Podgórski, Joanna Wójcik. Pod kierunkiem: Justyny Gustyn. Z pełnym raportem można się zapoznać pod adresem: publikacje.new.stat.gov.pl/portal-publikacje/realizacja-sdg-w-polsce-pomiar-postepow Więcej na stronie: sdg.gov.pl
XVI
INFORMACJA O BADANIACH Postępy krajowe w realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju monitorowane są za pomocą 174 wskaźników pogrupowanych w 74 priorytety krajowe. Źródłem danych krajowych jest Główny Urząd Statystyczny.
nowy wyraz
Towaryzacja – proces społeczno-gospodarczy, w którym rzeczy, usługi, idee, ludzkie relacje i emocje zostają przekształcone w towar, czyli obiekt kupna i sprzedaży na rynku, inaczej komodyfikacja.
nowy wyraz* to rubryka w NN6T, która ma charakter leksykonowy. Wraz z zaproszonymi autorami tworzymy spis słów, które mają znaczący wpływ na opisywanie lub rozumienie zjawisk zachodzących obecnie, albo takich, które „produkowane” są przez postępujące zmiany w układzie sił polityczno-ekonomiczno-społeczno-kulturalno-naukowo-technologiczno-obyczajowych.
81
Propozycje haseł można nadsyłać na adres redakcji: bogna@beczmiana.pl
* Nazwa inspirowana jest czasopismem „Nowy Wyraz. Miesięcznik Literacki Młodych”, wydawanym w Warszawie w latach 1972–1981. Debiuty pisarzy, poetów i krytyków były tam ilustrowane pracami artystów młodego pokolenia. Nazwa miesięcznika nawiązywała do pisma międzywojennej awangardy „Nasz Wyraz” (1937–1939).
nr59
Ucząc się od/w „Pracowni”
nowy wyraz
6 ruchów Jaka jest relacja animacji kultury i badań artystycznych? Czy istnieją polskie tradycje twórczo-badawcze, do których badacze i badaczki mogą się dziś odwoływać? Czy odkrywając przeszłość polskich badań artystycznych, możemy odnaleźć nowe kierunki rozwoju dla animacji kultury? Pyta Maja Dobiasz-Krysiak, autorka książki Sześć Ruchów. Od „Pracowni” olsztyńskiej do metodologii twórczo-badawczej.
*
„Pracownię” tworzyli historycy sztuki, kulturoznawcy i artyści (m.in. Maria Burniewicz [Jany], Tadeusz Burniewicz, Krzysztof Gedroyć, Krzysztof Łepkowski, Maciej Łepkowski, Ewa Kusiorska [Wołoczko, Scheliga], Ryszard Michalski, Wacław Sobaszek, Erdmute Sobaszek [Henkys], Waldemar Piekarski, Tadeusz Piotrowski, Wiesław Wachowski).
82
Interdyscyplinarna Placówka Twórczo-Badawcza „Pracownia”* działała w Olsztynie i na Warmii w latach 1977–1986, a jej realizacje można współcześnie uznać nie tylko za nierozpoznane tradycje animacji kultury, lecz także za pionierskie działania z pola arts-based research. Już sama jej nazwa sugeruje eksploracyjne usytuowanie. Posłużyła więc za teren badań nad badawczymi tradycjami polskiej animacji. W latach 1977–1981 pracowali w Stowarzyszeniu Społeczno-Kulturalnym „Pojezierze”, zostali z niego jednak usunięci w wyniku stanu wojennego 13 grudnia
nowy wyraz
1981 roku. Od wiosny 1982 aż do transformacji ustrojowej działali jako Ośrodek Działań Teatralnych „Pracownia” Wojewódzkiego Domu Kultury w Olsztynie. Prowadzili spotkania, warsztaty, performanse, akcje miejskie, teatr uliczny itp. Podejmowali w ten sposób aktualne tematy nieporuszane w dominującym dyskursie: zmian klimatycznych, mieszkalnictwa i migracji, sytuacji „Ziem Odzyskanych”, realiów politycznych. Inspirowali się trendami artystycznymi (konceptualizm, sytuacjonizm, fluxus, parateatr, kontrkultura) oraz praktykami intelektualnymi (antro pologia kultury, antropologia teatru, socjologia humanistyczna, historia sztuki, nowy regionalizm). Działalność grupy stanowi pomost między działaniami teatrów alternatywnych w PRL-u a rozwijającą się od demokratycznego przełomu animacją kultury.
83
Na podstawie strategii olsztyńskiej „Pracowni” zaprojektowałam Metodologię Sześciu Ruchów. Badania z jej wykorzystaniem nie produkują nowej wiedzy, lecz prowokują nowe pytania, co jest spójne z podejściem arts-based research. Dopisuję więc nowe wyrazy do leksykonu Z krajobrazu badań artystycznych* Tercetu ¿Czy badania artystyczne? z NN6T z marca 2021 roku i Glosariusza Współmyśleń z #165 NN6T (grudzień 2025 – luty 2026).
*
P. Brelińska, Z. Małkowicz-Daszkowska, Z. Reznik, Z krajobrazu badań artystycznych, https:// nn6t.pl/2021/03/01/z-krajobrazu-badan-artystycznych/ [dostęp:16.10.2026].
dyssensus Animacja kultury w duchu Sześciu Ruchów to praktyka twórczo-badawcza, która niejednokrotnie operuje logiką konfliktu. Animacyjne „ożywianie”, „poruszanie”, „pobudzanie” to dynamizowanie procesów społecznych i wprowadzanie zmian perspektywy. Jest to zatem działanie niekonserwatywne,
* L. Nader, Wspólnota wyobraźni jako dyssensus. VIII Spotkanie Artystów i Teoretyków Sztuki Świdwin/Osieki (1970), „Sztuka i Dokumentacja” 2018, nr 18, s. 47, 52. ** Zob. T. Majewski, Przepracowany dyssensus – jak etos Akademii uczynić „zasobem społecznym”, abstrakt konferencyjny, https://www.swps.pl/images/ DOKUMENTY/V_Zjazd_PTK__abstraktywszystkie.pdf, s. 20, [dostęp: 16.10.2026]. *** R. Sennett, Razem. Rytuały, zalety i zasady współpracy, tłum. J. Dzierzgowski, Warszawa 2013, s. 35.
nowy wyraz
nastawione na odkrywanie i publiczne prezentowanie, co wiązać się może także z ujawnianiem, odsłanianiem i odtajnianiem, wytrącaniem społeczności z równowagi czy zaburzeniem status quo. Takie działanie może więc prowadzić do funkcjonowania w dyssensusie, w sytuacji niezgodności celów, wartości czy stylów życia między dwiema stronami pozostającymi w relacji. Dyssensus to ujawnienie niezgody poprzez „dyskursywne rozłączenie, zaznaczenie różnicy”*. Pozostaje jednak „konstruktywną niezgodą”**. Relacje w dyssensusie są dialogiczne. Taki rodzaj wymiany może być nowym celem animacji kultury. Nie chodzi tu o przekonanie rozmówcy do własnych racji, lecz o pogłębienie relacji i uświadomienie sobie jej złożoności. Richard Sennett proponuje na to termin „wymiana różnicująca” – choć brak tu wspólnej konkluzji, sam proces wymiany może „silniej uświadamiać rozmówcom ich własne stanowiska i pogłębiać rozumienie innych”***. Takie ujęcie animacji nie sprowadza współpracy do jednomyślnej zgody czy altruizmu. Empatyczna
84
6 Ruchów To logika działania pozwalająca na rozpoznanie mapy animacji kultury jako badania artystycznego. Jest zatem spleciona z szeregiem pytań, które mają wzmacniać postawę badawczą: o mnie, o nas, o tutaj, o spory, o możliwe protesty, jak również o zmianę. Jej punktem kulminacyjnym jest ruch w dół, pytający o konflikty. Działania społeczno-twórcze nieuchronnie dotykają sytuacji nieciągłości, wnikają w społeczne szczeliny, ujawniają kulturowe prezałożenia, w jakich działamy, pytają też o możliwości ich podważenia. Sześć Ruchów służy nie tylko do analizy działań animacyjno-badawczych. Jest także zachętą do ich projektowania i konstruowania. Niekoniecznie jako skrypt czy scenariusz, ale jako parasolowa filozofia działania, która może wydobyć badawcze jakości z działań twórczych. To pytanie otwarte, swoiste wyzwanie rzucone przeze mnie środowisku osób praktykujących i badających kulturę.
Kryzys animacji kultury Animacja kultury – praktyka łącząca sztukę, zaangażowanie społeczne i pogłębiony namysł teoretyczny – miała wspierać budowę demokratycznego społeczeństwa po 45 latach PRL-u. Nazywano ją nawet „stosowaną antropologią kulturową”**. Dziś jednak niemal każdy z jej elementów objawił swoją słabość: społecznikowskie zaangażowanie inteligencji – kolonialny potencjał narzucania miejskich stylów życia i reprodukowania społecznych nierówności, a zakorzenienie w etosie kontrkultury – patriarchalne wzorce i skompromitowany model mistrzowski. Postulowana interdyscyplinarność sprawiła, że animacja funkcjonuje dziś pod różnymi nazwami (społeczna, kulturalna, społeczno-kulturalna, animacja kultury) i wykładana jest przez pedagogów, antropologów, kulturoznawców czy na uczelniach artystycznych. Środowiska te, mimo licznych zjazdów i zlotów animatorów kultury, rzadko jednak dyskutują i przenikają się nawzajem. Świadczą o tym choćby wytworzone przez * **
85
nowy wyraz
dialogiczność daje nam możliwość „bycia z innymi ludźmi, skupiania się na nich, uczenia się, bez konieczności dopasowywania się i upodobniania do nich”*.
Tamże, s. 40. G. Godlewski, Animacja i antropologia, [w:] Animacja kultury. Doświadczenie i przyszłość, red. G. Godlewski i in., Warszawa 2002, s. 65.
pedagogów, socjologów, kulturoznawców i artystów szczątkowe, lecz odrębne kanony tekstów. Animacja została uwikłana w grantowy żargon i nie rozwinęła własnego języka opisu. Przez ostatnie 35 lat nie zbadaliśmy ani nie napisaliśmy historii animacji kultury. Intelektualny impas, w jakim tkwi ta perspektywa, doprowadził do tego, że polega ona niemal wyłącznie na dobrych praktykach. Postawa badawcza Możliwym kierunkiem wyjścia z kryzysu animacji kultury jest przesunięcie akcentów z animowania jednych przez drugich na animowanie procesu badawczego mającego na celu poznanie samego siebie i świata, w którym żyjemy. Procesowi temu podlegają zarówno animatorka, jak i grupa, z którą pracuje ona w duchu rozumienia uczenia się jako badania, eksperymentowania będącego wrodzoną ludzką dyspozycją. Celem działań animacyjnych byłoby więc rozpoznanie i wzmacnianie „postawy badawczej człowieka”: „trwałej tendencji do poszukiwania problemów w świecie i do samodzielnego ich przezwyciężania”***, budowanie stabilnej dyspozycji człowieka jako badacza, który „rozwiązuje zadania, formułuje hipotezy i weryfikuje je, a który jednocześnie umie samodzielnie działać *** J. Kozielecki, O człowieku wielowymiarowym. Eseje psychologiczne, Warszawa 1988, s. 43.
Pytajnik animacyjnobadawczy Pytajnik animacyjno-badawczy to narzędzie wspierające proces badawczy, wyrastające z Metodologii Sześciu Ruchów wywiedzionej z działań „Pracowni”. Składa się na niego sześć obszarów badawczych wyznaczonych przez sześć ruchów oraz po cztery zaproponowane przeze mnie pytania szczegółowe do każdego z ruchów, które można mnożyć. Pytajnik został zaprojektowany w formie zakładki – można ją włożyć do książki i mieć zawsze przy sobie. Pytania pomyślano w taki sposób, by stanowiły punkt *
Tamże, s. 252.
Ruch przeciwko Ruch przeciwko ma subwersywny potencjał: demaskuje i podważa mechanizmy kulturowe. Bunt i niezgoda są w moim przekonaniu niedocenianymi obszarami refleksji w animacji kultury, a w polskiej tradycji utożsamia się je raczej z działaniami krytycznymi, politycznymi – artywizmem. W animacyjno-badawczym spektrum obok działań wzmacniających i pozytywnych jest jednak również miejsce na działania subwersywne, angażujące społeczność wokół krytyki systemu i ukazujące mechanizmy nim rządzące. Ruch przeciwko zadaje pytania o sposoby stawiania oporu i protestu przeciwko zdiagnozowanym problemom. Co wzbudza społeczne nieporozumienia? Jakie podstawowe wartości są nadkruszone? W jaki sposób wyrażane są konflikty? Jak możemy angażować innych w działania
nowy wyraz
wyjścia do interpretacji działania animacyjnego jako badania artystycznego i wspierały kolektywny proces intelektualno-twórczy animujący postawę badawczą. Pytajnik jest też sposobem na uruchomienie społecznego obiegu badań naukowych – a zatem szerszą dystrybucję wiedzy akademickiej – oraz „oddanie” rozpoznań wynikających z analizy działań animacyjno-badawczych „Pracowni” w ręce współczesnych praktyczek i praktyków kultury.
86
w złożonych i zmiennych układach instytucjonalnych”*. Taka postawa ma zatem wzmacniać jednostkę, która uświadamia sobie swoje położenie i uwarunkowania, a także wspierać jej odporność na przekazy płynące z zewnątrz oraz osadzenie się w sobie wobec ścierających się poglądów i manipulacji. Wspomaga umiejętność krytycznego myślenia i pomaga nawigować w świecie sprzecznych wartości. Trzeba dziś uznać praktyki animacyjne za jeden ze sposobów poznawania świata oraz tak ukierunkować te działania, by były istotne dla rozpoznania siebie, swojej społeczności, terenu, wyzwań przed nimi stojących, sposobów dialogowania z nimi i wyrażania oporu.
Ruch w głąb Ruch w głąb wyznacza pierwszy zbiór pytań, jakie animatorka badaczka może zadawać poprzez działania twórcze. To pytania o ja, a więc o tożsamość, role społeczne, rozwój, cele i wartości animatorów oraz osób zaangażowanych w twórcze badanie. Mogą pomagać nam określić, kim jesteśmy, jakie mamy potrzeby, sympatie, temperament, a także jakie wartości wyznajemy, kim chcemy się stać, dokąd dążymy itp. Jest to ruch introspektywny, który można eksplorować na podstawie metodologii różnych nauk (psychologicznych, filozoficznych, nauk o kulturze), w połączeniu z wykorzystaniem sztuk wizualnych i performatywnych.
87
nowy wyraz
ujawniające i demaskujące? Celem ruchu przeciwko jest upublicznianie dotychczas niewidocznych czy niewyrażanych kwestii. Sposobami na twórczą pracę w tym obszarze badawczym są np. działania uliczne – demonstracje, happeningi, performanse, subvertising, street art itp. To wyjście z laboratorium, jakim jest teatr, czy plastyczne działania kolażowe – ambalaże opisane w ruchu w dół. Bunt jest skuteczny wtedy, gdy angażuje i aktywizuje ciała w przestrzeni, działania uliczne pozwalają zaś dotrzeć bezpośrednio do szerokiej, przypadkowej publiczności, a także często dostać od niej natychmiastową informację zwrotną.
W badaniu tego obszaru pomagać mogą np. autoportrety w technice rysunku, rzeźby i fotografii, akcje plastyczne angażujące ciało, ale też pisanie osobistej poezji, co ciekawie analizują nowozelandzka autorka Esther Fitzpatrick* oraz polska badaczka Joanna Bielecka-Prus**. Wybór metody zależy od konkretnej sytuacji. Sprzyjać ma jednak skupianiu się na jednostce poprzez zanurzenie się w indywidualnym działaniu twórczym i późniejszą analizę dzieła oraz jego znaczenia z wykorzystaniem pytań z Pytajnika. Ruch w górę Ruch w górę skupia się na grupie. Wykonująca go animatorka badaczka pyta o to, kim dla niej oraz dla uczestników i uczestniczek są my. Zadaje więc pytania o funkcjonowanie jednostki w szerszym kontekście społecznym: o grupy pierwotne i wtórne, grupy odniesienia, znaczących innych itp. Badacze animatorzy, wykonując ruch w górę, pytają też o wspólne wartości i cele badanej społeczności. Analiza pytań z tego obszaru może być podejmowana z wykorzystaniem tworzonego zbiorowo dzieła, np. różnych typów kolażu, patchworku, społecznych *
**
E. Fitzpatrick, The Bricoleur Researcher, Serendipity and Arts-based Research, „The Ethnographic Edge” 2017, nr 1(1), s. 61–73, DOI: 10.15663/tee.v1i1.11. J. Bielecka-Prus, O pożytkach badań poetyckich w naukach społecznych, „Przegląd Socjologii Jakościowej” 2024, nr 20(2), s. 40, DOI: 10.18778/1733-8069.20.2.03.
Ruch w dół Ruch w dół oznacza poszukiwanie na marginesach kultury. To pytania o problemy, które mogły się zarysowywać przy poprzednich ruchach, a teraz mają okazję dobrze wybrzmieć. Co tu nie działa, kogo nie widać, a kogo nie słychać, jakie konflikty się pojawiają i co jest ich podstawą? Ruch w dół bada obszary zdegradowane i zmarginalizowane, pozostające „na zapleczu” oficjalnego. Wiele można się dowiedzieć o dominującej kulturze, przechodząc przez jej odpady, patrząc na drugą stronę i zadając pytania, dlaczego niektóre elementy nie są eksponowane. Rozpoznanie i znalezienie konfliktu jest najważniejszym * **
E. Fitzpatrick, The Bricoleur Researcher… S. Finley, C. Vonk, M.L. Finley, At Home, At School: Critical Arts-Based Research as Public Pedagogy, „Cultural Studies Critical Methodologies” 2014, nr 14(6), s. 619–625, DOI: 10.1177/1532708614548134.
Ruch w poprzek Ruch w poprzek wydeptuje nowe ścieżki i zadaje pytania o alternatywne rozwiązania. Pytając, bazujemy na wiedzy wyniesionej z pierwszych trzech ruchów rozpoznających zasoby i ograniczenia indywidualne (pytania o mnie), grupowe (pytania o nas) i lokalne (pytania o tutaj). Ruch
nowy wyraz
aspektem ruchu w dół. Nie wymaga to wiele więcej niż tylko diagnozy i ujawnienia – powiedzenia tego na głos, uczynienia wizualnym, obecnym. Do pracy z konfliktem potrzebna jest determinacja. To akt odwagi, ale też konieczność – bez ujawnienia podstawowych problemów i kulturowych oczywistości nie ma nadziei na odnalezienie alternatyw. Przykładowe możliwości uruchomienia tego obszaru przez działania artystyczne to np. wspólne przygotowanie spektaklu, który pomoże w sposób eksperymentalny i wielogłosowy wyrazić zmapowane problemy, stworzenie drzewa problemów (rzeźba, instalacja, asamblaż), mapy myśli, kolażu wypowiedzi w formie plakatu, muralu, tablicy ogłoszeń, biuletynu, sondy ulicznej, stworzenie zina, tagowanie przestrzeni z użyciem etykiet, czy nawet pisanie polifonicznego artykułu. Celem jest tu wyrażenie problemów w zapośredniczonych, laboratoryjnych warunkach, które uruchamiają narzędzia twórcze.
88
mozaik. Badaczki pracujące metodą ABR Arts-Based Research (badania oparte na sztuce) opisują swoje doświadczenia ze wspólnotowymi metodami pracy twórczej – Esther Fitzpatrick pisze o chilijskiej emancypacyjnej metodzie plecenia kobiecych gobelinów Arpillera*, Susan Finley o tworzeniu wspólnych murali przez dziecięcych migrantów w USA**. Co istotne, zbiorowe działania twórcze są również kolektywnie analizowane i powstają na ich podstawie np. polifoniczne teksty.
nowy wyraz
w poprzek zadaje pytanie: Co by było gdyby? Pyta o zmianę, o tymczasowe przynajmniej możliwości innego działania. Jakie są przeciwieństwa tego, co budzi niezgodę? Czego się zazwyczaj nie robi i dlaczego? Co się wydarzy, gdy zadziałamy inaczej? W uruchomieniu tego obszaru pomocne być mogą wszelkie działania, które pozwalają uczestnikom na mówienie o swoich pomysłach na zmianę, zadające pytania o świat idealny, marzenia, nadzieje, ale także zachęcające do prototypowania, zaangażowania lokalnego i wprowadzania realnych zmian w swoim środowisku. Jest tu więc miejsce zarówno na projektowanie i stawianie hipotez, jak i na przeniesienie punktu ciężkości na realne działanie: interwencje społeczne, jak choćby zmiana przeznaczenia czy wykorzystania miejsc. Ruch wzdłuż Ruch wzdłuż to ruch po ścieżkach i drogach oraz podążanie po liniach wyznaczonych przez geografię – w dolinach i wąwozach, wzdłuż rzek, wokół jezior.
Otwiera obszar badawczy związany pytaniami o tutaj – o ziemię, o okolicę, o geografię, o ekosystem, o zwierzęta i rośliny, z którymi współdzielimy przestrzeń, o historię ludzką i nie tylko. Pytania te cyrkulować też mogą wokół roli człowieka w miejscu – o to, jak z niego korzysta, jak w nie ingeruje, co z niego czerpie. To zwrot ku więcej-niż-ludzkiej perspektywie i przekonaniu, że naszą tożsamość tworzy również świat pozaludzkich akantów. Ten obszar badawczy otwierać można w duchu site specific, czyli np. przez mapping (tworzenie nietopograficznych, mentalnych, emocjonalnych, subiektywnych map okolicy), opakowywanie-ambalaż, happeningi czy inne działania performatywne w terenie, powodujące bezpośredni kontakt z ziemią, z okolicą, w której mieszkamy. Aktywizują go też wszystkie narzędzia pozwalające na wielozmysłowe doświadczanie terenu: chodzenie (wędrówki, spacery badawcze, bieg w lesie), dotykanie (np. shinrin-yoku), sytuacjonistyczne „dryfowanie”.
89
Maja Dobiasz-Krysiak antropolożka i animatorka kultury, doktorka nauk o kulturze. Absolwentka Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, adiunktka na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, prowadzi zajęcia na studiach podyplomowych Pedagogika Teatru. Ekspertka do spraw merytorycznych w Mazowieckim Programie Edukacji Kulturalnej. Prowadziła kwerendę na temat badań artystycznych jako visiting scholar w The New School for Social Research w Nowym Jorku (2024). Interesuje się badaniami artystycznymi, badaniem kultury alternatywnej i zagadnieniem kryzysu w kulturze. W 2026 roku ukazała się jej nowa książka, Sześć Ruchów. Od „Pracowni” olsztyńskiej do metodologii twórczo-badawczej (Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika).
90
Mateusz Pecyna, Ex Utero, stop-klatka, 2025
91
Tłumaczenie świata
O wskrzeszaniu wymarłych gatunków, perfumach o zapachu mamuta, plecaku do ratowania świata i regułach gry w sztuce – z artystą Mateuszem Pecyną, wyróżnionym przez NN6T w tegorocznej edycji ogólnopolskiego konkursu Najlepsze Dyplomy Artystyczne, rozmawia Bogna Świątkowska
mateusz pecyna
92
„Notes Na 6 Tygodni” przyznał ci wyróżnienie w tegorocznej edycji konkursu, która prezentuje prace dyplomowe nominowane przez wszystkie uczelnie artystyczne w kraju. Nagrody wręczono w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, gdzie w galerii Zbrojownia Sztuki można było oglądać wystawę podsumowującą konkurs, a na niej twoją bardzo rozbudowaną pracę Ex Utero, teraz prezentowaną w Warszawie, w ramach Warsaw Gallery Weekend. Jej punktem wyjścia jest fantazja o przywracaniu wymarłych gatunków, a sama praca dotyka dylematów etycznych i praktycznych na styku biologii, biotechnologii i kapitalizmu. Co daje mówienie o tych problemach językiem sztuki? Sztuka umożliwia przekształcanie dominującej narracji, bardzo często podporządkowanej modelowi technokratycznemu czy kapitalistycznemu. Ex Utero dotyczy szeroko rozumianej fantazji o wskrzeszaniu wymarłych gatunków, ale w gruncie rzeczy odnosi się do konkretnej wizji amerykańskiej firmy Colossal Biosciences, która rzeczywiście podejmuje takie próby. Bazując na genomie słonia azjatyckiego, naukowcy modyfikują wybrane geny odpowiedzialne za cechy kojarzone z mamutem, takie jak futro, wielkość zwierzęcia czy odporność na niską temperaturę. Deklarowanym celem jest stworzenie arktycznej hybrydy, która zasiedli tundrę i pomoże w walce z ociepleniem klimatu. Projekt opiera się oczywiście na twardych danych i precyzyjnej rekonstrukcji materiału DNA, pojawia się jednak pytanie, co najmniej godne dyskusji: czy rzeczywiście mielibyśmy do czynienia z wymarłym gatunkiem? Czy byłoby to wskrzeszenie mamuta, czy raczej, jak sugeruję w swojej pracy, wskrzeszenie naszego wyobrażenia o tym, czym mamut jest, a następnie sprzedanie go w odpowiednim opakowaniu? Czerpiesz z tego, co pojawia się w globalnym obiegu informacji, zwłaszcza w internetowych feedach. Co interesuje cię w zjawiskach pojawiających się tam, gdzie rozwój technologii zaczyna przekraczać granice etyczne i wywoływać niepokój? Nie szukam newsów po to, żeby znaleźć temat na kolejną pracę. To one znajdują mnie. Dociera do mnie jakaś informacja, która automatycznie uruchamia krytyczne myślenie albo czystą ciekawość. Wtedy zaczynam się w dany temat mocno zagłębiać, tak jak w przypadku rekonstrukcji wymarłych gatunków. Tworzenie pracy jest więc dla mnie osobistą metodą tłumaczenia sobie rzeczywistości, a może raczej jej sprawdzania. To pewien rodzaj fact-checkingu. W przypadku Ex Utero główną osią mojego zainteresowania nie było samo wskrzeszanie gatunków ani biologiczny aspekt tych prób, lecz przede wszystkim język, którym mówi się o tego rodzaju ideach. Mówi się dzisiaj, ale mówiono też wcześniej – to
mateusz pecyna
93
Obiekty rzeźbiarsko-zapachowe xólhut-áibi, Mateusz Pecyna we współpracy z Molanné (Anna Cendrowska i Martyna Oleszczak), 2025
Mateusz Pecyna, obiekt Heavy Duty z wystawy Ex Utero, 2025
mateusz pecyna przecież nie są pierwsze próby odtwarzania wymarłych gatunków w historii. Podobne eksperymenty pojawiały się już w latach 20. XX wieku, a rozwijano je m.in. w nazistowskich Niemczech. To właśnie język towarzyszący tym próbom zapala we mnie czerwoną lampkę: uruchamia chęć dowiedzenia się więcej, ale i wzbudza nieufność wobec szlachetności tych idei. W przypadku firmy Colossal Biosciences ważne jest również to, że mamy do czynienia z przedsięwzięciem for profit. Wcześniejsze inicjatywy miały różne źródła i uzasadnienia, tutaj natomiast działanie zostało wpisane w model kapitalistyczny – nastawiony nie tylko na „naprawę przyrody”, lecz także na generowanie zysku. W Ex Utero nie ograniczasz się do elementów wizualnych – filmu i animacji, w których ożywiasz muzealne przedstawienia wymarłych zwierząt. Jednym z elementów pracy jest również zapach – fantazja na temat tego, jak mógł pachnieć mamut, bo to właśnie on jest tutaj głównym „wskrzeszanym” zwierzęciem. Stworzony na potrzeby wystawy zapach, zamiast jedynie uzupełniać jej treść, zaczął dryfować w stronę produktu, obiektu pożądania. Czy autoironia od początku była wpisana w pomysł odtworzenia, a właściwie wymyślenia tego zapachu, czy też ten element w pewnym momencie wymknął się po prostu spod kontroli? Punktem wyjścia było pytanie: jak pachniał – albo jak mógł pachnieć – mamut? Dla części osób ten zapach jest odrzucający – kontakt z wyobrażoną dzikością okazuje się dla nich zbyt intensywny.
94
Mateusz Pecyna, Earth Rescue Kit, widok wystawy W dobie utraty wyobraźnia nas uratuje, Fotofestiwal, Łódź, 2026
mateusz pecyna
95
Innych perfumy intrygują. Rozpylają je na skórze i fascynują się złożonością kompozycji, zwłaszcza jeśli interesują się niszowym perfumiarstwem. Praca nad kompozycją, którą stworzyłem we współpracy z Anną Cendrowską i Martyną Oleszczak, tworzącymi dziś markę Molanné, była w pewnym sensie bezpośrednią paralelą do wskrzeszania gatunków. Opierała się na olfaktorycznym researchu – wiele składników odnosi się do flory i fauny tworzących ekosystem mamuta – ale wciąż pozostawała w sferze spekulacji i kreowania reprezentacji, fantazjowania o czymś, co bezpowrotnie utracone. A odpowiadając na twoje pytanie: to przejście w stronę luksusowego produktu było zamierzone. Chodziło właśnie o ten zgrzyt – z jednej strony mamy tragedię wymierania gatunków i kryzys ekologiczny, a z drugiej elegancki flakon, marketing i przemianę tej straty w produkt. Chociaż wskazujesz na problemy wynikające z postępu technologicznego, rozszczelnienia norm etycznych czy braku wyobraźni dotyczącej konsekwencji ludzkich działań, nie sytuujesz swojej praktyki w szeroko rozumianym polu aktywizmu. Czym jest więc dla ciebie podejmowanie tych tematów w sztuce? Jak określiłbyś to, co robisz? „Tłumaczenie świata” jest chyba najlepszym określeniem tego, czym się zajmuję. Wydaje mi się, że to właściwie wystarczająca etykieta. Sednem moich prac jest próba zrozumienia rzeczywistości, uruchamiania refleksji i stawiania pytań. Nie proponuję w nich konkretnych rozwiązań, które można byłoby natychmiast wdrożyć, żeby daną sytuację naprawić albo poczuć się w niej bezpiecznie. A jednak zaprojektowałeś Earth Rescue Kit, przenośny zestaw reagowania na kryzys klimatyczny. Za pośrednictwem specjalnej strony internetowej można finansowo wesprzeć jego rozwój, wpłacając mniejszą lub większą kwotę. Do czego zatem zapraszasz, jeśli nie do wzięcia spraw we własne ręce i przejścia od rozważań do działania? Earth Rescue Kit to wyprodukowany przeze mnie przenośny zestaw złożony z wielu modułów: maty odbijającej ciepło słoneczne, wentylatora, węża do nawadniania oraz miernika temperatury w kształcie pistoletu. Całość zasila bateria ładowana za pomocą panelu słonecznego. Projekt to komentarz do pojęć eco-guilt i eco-anxiety, a także do indywidualnej odpowiedzialności za kryzys klimatyczny, którą wszyscy mamy nosić na własnych barkach. Istotny jest również kontekst, w którym powstał. Zrealizowałem go w ramach programu Heritage Lens, poświęconego skutkom globalnego ocieplenia i ich wpływowi na dziedzictwo kulturowe. Była to współpraca czterech instytucji fotograficznych z Włoch, Hiszpanii, Łotwy
mateusz pecyna Mateusz Pecyna, wideo-instalacja Artists’ Match, 2024
96
Mateusz Pecyna, widok wystawy What’s The Point?, Pracownia Portretu, Łódź, 2024
mateusz pecyna
97
i Polski. Kiedy odpowiadałem na open call i czytałem opis tej inicjatywy, od razu pomyślałem o niej krytycznie. Znowu zapaliła mi się lampka. Zgłoszony przeze mnie projekt był w pewnym sensie wymierzony w sam program, do którego aplikowałem. Nie spodziewałem się, że zostanie przyjęty i że rzeczywiście polecę do Rzymu, żeby nagrywać tam indywidualne próby „poprawiania stanu rzeczy”. Skoro mój żart zadziałał i został zaakceptowany, postanowiłem doprowadzić go do końca. Stworzyłem więc reklamę plecaka stylizowaną na telezakupy Mango z początku XXI wieku. W filmie zachęcałem do kontaktu mailowego wszystkich zainteresowanych projektem, współpracą albo zakupem zestawu. Po premierowej wystawie na Fotofestiwalu w Łodzi odezwała się do mnie osoba prosząca o katalog produktu. Chciałem dalej rozwijać ten projekt, a jednocześnie konsekwentnie wejść w rolę biznesmena, który wymyślił taki start-up. Osoba, która się do mnie zgłosiła, rzeczywiście chciała skorzystać z możliwości wsparcia. W odpowiedzi na jej zainteresowanie powstały strona internetowa i konto w serwisie Patronite. Można zatem powiedzieć, że narzędzia te zostały stworzone właściwie dla jednej osoby. I tu pojawia się rozterka. Z jednej strony projekt krytykuje spektakularne przedstawianie indywidualnej walki z kryzysem klimatycznym oraz jej komercjalizację. Z drugiej łatwo wyobrazić sobie jego dalszą promocję i kapitalizację – przekształcenie tej krytyki w kolejny mechanizm gromadzenia kapitału. Muszę się jeszcze zastanowić, co z tym zrobić (śmiech). W każdym razie tak wygląda historia Earth Rescue Kit i jego strony internetowej. Rozumiem więc, że na tym etapie istnieje jeden egzemplarz – ten widoczny na fotografii opublikowanej na stronie. Czy jest to działający prototyp, którego używasz do dalszych prób? Czy rzeczywiście ma wszystkie funkcje obiecywane w niewielkim prospekcie? Tak, to w pełni działający prototyp, choć na razie w wersji demonstracyjnej. Testowałem go w terenie i wszystkie zadeklarowane funkcje są sprawne – poszczególne moduły można demontować i zasilać panelem słonecznym, choć całość jest dość ciężka i technologicznie bezkompromisowa. Ta toporność jest zresztą częścią żartu – to dosłowny ciężar, który trzeba nieść. Wszystko jednak działa, co widać również na filmach zrealizowanych w ramach projektu. Przy okazji ukłon w stronę Krzysztofa Gola, który pomógł mi połączyć tę całą elektronikę i komponenty w jedną funkcjonalną całość. Sprawdzasz, jak daleko można się posunąć, żartując i ironizując na temat zasad funkcjonowania współczesnej sztuki. Jednocześnie Fotofestiwal nominował cię do europejskiej platformy FUTURES Photography. Twoje projekty mocno akcentują też
mateusz pecyna
98
zainteresowanie przyszłością – czy łatwiej jest opowiadać o niej za pomocą fotografii? Czy raczej potrzebujesz całego zestawu innych narzędzi, które pojawiają się w Ex Utero – zapachu, animacji, obiektów oraz rozmaitych bodźców sensorycznych i intelektualnych? Nominacja do FUTURES Photography, za którą jestem bardzo wdzięczny, trochę mnie zaskoczyła, bo od dłuższego czasu właściwie nie wykonuję już fotografii w tradycyjnym sensie. Ale ponieważ jest tam też przestrzeń dla praktyk postfotograficznych, znalazło się dla mnie miejsce. Żeby wyrazić złożoność współczesnego świata, naprawdę trudno byłoby mi posługiwać się wyłącznie fotografią. Dotyczy to zwłaszcza zjawisk napędzanych przez współczesny rozwój technologii. Rzeczywistość jest dla mnie zbyt wielkim kolażem, złożonym ze zbyt wielu elementów, żeby dało się ją zamknąć w jednej ramie. Czy zgodziłbyś się z tym, że uczysz nas nieufności wobec obrazów i tego, co wizualne? Mam wrażenie, że ważniejsze od tworzenia czegoś po prostu do oglądania – a więc odbieranego jednym zmysłem, w czym fotografia się specjalizuje – są dla ciebie research oraz konstruowanie sytuacji, w której zaczynamy odczuwać potrzebę zdobycia informacji, nawet jeśli sama sztuka nie jest w stanie nam jej dostarczyć. Czy budowanie takiej nieufności wobec obrazu jest ci bliższe niż samo tworzenie obrazów? Zdecydowanie tak. Budowanie wątpliwości czy nieufności wobec obrazu jest właściwie nieodłącznym elementem moich prac. Co ciekawe, zacząłem się tym zajmować właściwie w ostatniej chwili przed wielkim boomem na współczesne algorytmy i narzędzia generatywne. Dzisiaj one same, już bez udziału artysty, podważają naszą wiarę w obraz, dźwięk i media w ogóle. To moim zdaniem kolejne kryzysowe stadium w historii mediów. Z jednej strony jestem osobą, która o tym opowiada, z drugiej – konsumentem tych wszystkich treści, więc ten problem dotyczy również bezpośrednio mnie. Myślę, że kryzys wiarygodności mediów dokłada się do ogólnej społecznej niepewności, w której dzisiaj funkcjonujemy. Na koniec porozmawiajmy o tym, jak wykorzystałeś środowisko gry piłkarskiej FIFA i stworzyłeś wersję, w której grać w piłkę można wiecznie. Czy to znów żart? Żart, ale potraktowany zupełnie serio. What’s the Point? to projekt z 2024 roku, który łączy dwa moje doświadczenia życiowe. Pierwsze jest współczesne: to doświadczenie studenta Akademii Sztuk Pięknych, który próbuje się połapać w regułach rozgrywki na polu sztuki. Drugie pochodzi z okresu nastoletniego, kiedy grałem w piłkę w małym lokalnym klubie z ambicjami na profesjonalną karierę piłkarską.
mateusz pecyna
99
Już w liceum moje zainteresowania radykalnie się zmieniły. Kiedy poszedłem na studia artystyczne, bardzo chciałem odciąć się od świata piłkarskiego – męskiej dominacji, opresyjnych struktur, silnej konkurencji i ostrej rywalizacji. Próbowałem zdystansować się od środowiska boiska i szatni. Kiedy jednak zacząłem poznawać reguły nowej gry, czyli świata czy też pola sztuki, dostrzegłem wiele analogii między tymi dwoma obszarami. Stąd wziął się mecz, w którym słynni artyści – żyjący i zmarli – grają ze sobą w środowisku FIFA bez końca. Listę zawodników oparłem na danych z Artfacts.net, strony, o której dowiedziałem się podczas studiów. Gromadzi ona informacje o wystawach i tworzy rankingi artystów żyjących oraz nieżyjących. Można tam wykupić płatną subskrypcję i uzyskać dostęp do zestawień, które próbują uszeregować twórców. Mój subiektywny wkład polegał na przypisaniu im pozycji na boisku: zastanawiałem się, kto jest artystą bardziej atakującym – kwestionującym system – a kto raczej broniącym, zachowawczym i skupionym na formie. Świat sztuki może kojarzyć się powszechnie ze wspólnotowością, ideami intelektualnymi, walką o prawa czy szerzej rozumianą siłą społeczną. Tymczasem również on może zostać sprowadzony do rankingu i gry kapitału. Dotyczy to nie tylko artystów żyjących, lecz także zmarłych, których prace często zyskują na wartości po ich śmierci. Niekończący się mecz piłkarski stał się więc paralelą i metaforą – wyrastającą z mojego doświadczenia, ale odnoszącą się do zjawiska o jak najbardziej globalnym charakterze. To bardzo dobre zakończenie naszej rozmowy, bo prowadzi nas do punktu wyjścia – nagród, które otrzymałeś w Gdańsku. Wszedłeś do gry. I co teraz? Wcześniej czułem, że jestem ra- Mateusz Pecyna artysta wizualny pracujący w polu nowych czej na trybunach, a teraz drep- mediów oraz sztuki spekulatywnej. W swojej czę już gdzieś w pobliżu ławki praktyce bada, jak systemy technologiczne rezerwowych i zastanawiam się: przekształcają współczesną kulturę, ze szczególnym uwzględnieniem relacji władzy, czy warto wchodzić na boisko? reżimów widzialności oraz eksploatacji środowiska. Korzystając z postfotograficznych strategii, buduje spekulatywne narracje, w których naukowe odniesienia przeplatają się z ironicznym dystansem. Absolwent fotografii na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, obecnie student programu Meisterschüler na Hochschule für Grafik und Buchkunst (HGB) w Lipsku. Laureat Nagrody Krytyków oraz Nagrody Prezydenta Miasta Sopotu w Ogólnopolskim Konkursie Najlepszych Dyplomów Artystycznych w Gdańsku (2026), a także Stypendium Artystycznego Miasta Łodzi (2025). Nominowany do europejskiej platformy FUTURES Photography (2026). Swoje prace prezentował na wystawach instytucjonalnych i festiwalowych w Polsce i za granicą.
100
Noor Abed, A Night We Held Between, kadr z filmu 16mm, 2024, dzięki uprzejmości artystki
101
Ziemia jest moim kompasem
Podkreślam sprawczość ziemi i to, jak dużo w sobie przechowuje. Nie tylko uczucia, lecz także krew. Kiedy pomyślimy o tym, jak dużo ludzi każdego dnia zostaje zamordowanych w imię walki o nią, możemy sobie wyobrazić, jak wiele krwi przesiąka glebę – z palestyńską artystką Noor Abed rozmawia Franciszek Dziduch
NOOR ABED
102
W 2025 roku wzięłaś udział w wystawie Historie potencjalne w Zachęcie. Pokazywałaś na niej pracę wideo A Night We Held Between, nakręconą pośród starożytnych miejsc w Palestynie – w jaskiniach, podziemnych przejściach i dzikich dolinach. Silne wrażenie wywarła na mnie mistyczna atmosfera, którą wykreowałaś w filmie. Skonstruowana przez ciebie czasoprzestrzeń sprawiała wrażenie teraźniejszości nawiedzanej przez duchy przeszłości. Jaką rolę odgrywa historia w twojej twórczości? W moich pracach próbuję łączyć różne płaszczyzny czasowe w nową rzeczywistość. Syjonistyczna okupacja Palestyny dąży do rozczłonkowania naszej ziemi, a tym samym rozbija również nasze poczucie czasu – każda dzielnica funkcjonuje w innym jego wymiarze. To część szerszej strategii kolonialnej, która rozpoczęła się bardzo dawno temu. Mam poczucie, że Palestyna żyje w innej czasoprzestrzeni niż reszta świata. Tak odczuwa to moje ciało – zarówno gdy jestem na tej ziemi, jak i poza nią. Film i kino są nierozerwalnie związane z czasem i sposobami jego doświadczania. Istnieje więc ścisła zależność między medium filmu a treścią moich prac. W A Night We Held Between staram się połączyć różne wymiary czasowości, także te, które na co dzień pozostają niewidoczne dla ludzkiego oka. Kiedy uda nawiązać się między nimi połączenia, splatają się w wywrotową siłę. W swojej sztuce stawiasz wyzwanie tej narzuconej fragmentaryzacji, podkreślając znaczenie rytuału w tym procesie. Rytuał rozumiem jako codzienne praktyki wspólnotowe: tradycje, wiedzę zakorzenioną w lokalnym doświadczeniu oraz działania oddolne. Wbrew powszechnym skojarzeniom nie postrzegam rytuału jako czegoś, co należy wyłącznie do przeszłości. Przeciwnie – odnosi się on do teraźniejszości, czerpiąc inspirację z dawnych dziejów oraz łącząc nas z długą historią oporu i walki. Nie możemy bowiem tworzyć w próżni. Inspirują mnie ucieleśnione doświadczenia Palestyńczyków. Tutaj nie ma czegoś takiego jak „zwyczajna codzienność” albo „spokojny dzień”. Każdy ruch jest nasączony emocjonalnymi rejestrami. Jedna ze scen w A Night We Held Between przedstawia gest, który obserwuję od wielu lat. Kiedy ktoś zostaje męczennikiem, a ludzie zbierają się, by wspólnie przeżywać żałobę, kobiety opierają głowy na ramionach swoich towarzyszek. Stworzyłam z tego prostego gestu choreografię całej sceny, przekształcając go w rytuał. Gdy ruch zostanie zsynchronizowany – jak w przypadku tańca czy modlitwy – wytwarza emocję wykraczającą poza jednostkowe doświadczenie. Wierzę, że połączenie wspólnoty z ziemią i otoczeniem kształtuje się poprzez tego rodzaju powtórzenia, w których z czasem kumuluje się rodzaj wiedzy. Wiem, że w tym filmie planowałaś uwzględnić scenę opartą na tradycyjnym męskim tańcu, ale w próbach z tancerzami coś nie
NOOR ABED Noor Abed, we walk in our sleep, kadr z filmu super 8 mm, 2024, dzięki uprzejmości artystki
103
wychodziło. Kiedy zatańczyłaś go z kobietami, nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. To anegdota z dziennika, który prowadziłam podczas pracy nad A Night We Held Between. Chodziło tu o taniec al-Sahje, zarezerwowany tylko dla mężczyzn, wykonywany podczas palestyńskich wesel, szczególnie w wioskach w okolicach Ramallah. Bardzo mnie zainspirował, ponieważ wydawał mi się przeciwieństwem innego słynnego palestyńskiego tańca – dabke. Dabke opiera się na nogach i ziemi, natomiast al-Sahje koncentruje się na pracy rąk i angażuje górną część ciała, od brzucha wzwyż. Kiedy obserwowałam tańczących mężczyzn, wyglądało to jak modlitwa. W pewnym momencie wybrałam się do jednej z wiosek i zaczęłam pracować z męskimi tancerzami. To był długi proces, wymagał wielu prób. Kiedy jednak znaleźliśmy się na planie, zaczęli być nieśmiali i ostatecznie woleli zatańczyć bez kamery, a ja zostałam bez materiału. Zrozumiałam wtedy, że powinnam zdekonstruować ten taniec. Oczywiście mogłabym go po prostu udokumentować, ale co wniosłaby sama rejestracja? Jaką rolę odgrywam w takiej sytuacji jako artystka? Zaczęłam więc analizować poszczególne ruchy i stworzyłam tę scenę na nowo, tym razem z grupą kobiet. Ich taniec przemienił się w rytuał. Ciała obracały się wokół centralnego ogniska, nie dotykając się. Weszłyśmy w ten zapętlony akt, nawet się nad nim nie zastanawiając. Dostrzegłam wówczas w tych
NOOR ABED trzech kobietach ucieleśnienie wiedzy zawartej w ziemi, na której tańczą. Praca z tradycją polega dla mnie na braniu tego, co już istnieje, i lekkim tego przekształcaniu, tak aby nawiązywało dialog ze współczesnością. We wszystkich twoich pracach ziemia jest bohaterką, posiada sprawczość i staje się istotą żywą. Jak postrzegasz swoją relację z ziemią i krajobrazem? Ziemia jest moim kompasem. Nie umiem tworzyć choreografii w oderwaniu. Ruch zawsze musi powstawać w relacji – nie tylko z ciałami, ale także z otoczeniem, powietrzem, ze wszystkim, co widoczne i niewidoczne. Te czynniki kształtują sposób, w jaki się ruszamy. To ziemia zawsze przewodzi. Punktem wyjścia dla wszystkich moich filmów były miejsca, które napotykałam – czasem przypadkiem, a czasem dzięki opowieściom ojca. W niektórych mam wrażenie, że ziemia do mnie przemawia i mnie przywołuje. Wiem wtedy, że tego spotkania nie mogę zignorować. Zaczynam wyobrażać sobie ruch i choreografię, które mogłyby z niego wyniknąć. Czego to miejsce potrzebuje? Do czego mnie zaprasza? Krajobraz nie jest jedynie sceną – to rytm, który wprawia ruch w życie. Podkreślam sprawczość ziemi i to, jak dużo w sobie przechowuje. Nie tylko uczucia, lecz także krew. Kiedy pomyślimy o tym, jak dużo ludzi każdego dnia zostaje zamordowanych w imię walki o nią, możemy sobie wyobrazić, jak wiele krwi przesiąka glebę.
104
Noor Abed, A Night We Held Between, kadr z filmu 16 mm, 2024, dzięki uprzejmości artystki
NOOR ABED
105
I nie mówię o tym wyłącznie w negatywnym sensie. Tkwi w tym również piękno, ponieważ to właśnie tę ziemię przytulamy, ona wpływa na nasze kolejne kroki. Jest coś bardzo pozytywnego w ponownym połączeniu się z ziemią i ze wszystkimi, którzy nas opuścili. Bo oni wciąż tam są, poprzez swoje duchy i dusze. Poza tym ziemia jest też wielowarstwowa w dosłownym znaczeniu – połowa A Night We Held Between została nakręcona w jaskiniach i tunelach naturalnie uformowanych wewnątrz gór. W jaki sposób czerpiesz z palestyńskiego folkloru w swojej sztuce? Zanim odpowiem, chciałabym wyjaśnić, co rozumiem przez słowo „folklor”. To pojęcie wiąże się z konkretną perspektywą czasową. Niepokoi mnie zamykanie tańca czy ruchu w określonych ramach i symboliczne pozostawianie ich w przeszłości. Kluczowa w mojej twórczości jest analiza ruchu. Obserwując, jak ludzie się poruszają, można lepiej zrozumieć stojące za nimi ideologie społeczne i polityczne. Palestyna jest tutaj przypadkiem szczególnym. Ponad 10 lat temu natrafiłam na książkę Frantza Fanona Wyklęty lud ziemi i do dziś noszę w sobie jeden jej fragment. Fanon pisze, że aby zrozumieć represjonowaną społeczność, należy przestudiować, jak ludzie tańczą i jak się poruszają. Bo to właśnie w tańcu ludzie ćwiczą wyzwolenie, w tym wspólnym doświadczeniu rodzi się uczucie, które przygotowuje na przemianę – na podjęcie kroku naprzód. Twoje prace przepełnione są mistyczną czy nawet magiczną atmosferą, a jednocześnie są głęboko osadzone w konkretnych realiach Palestyny. W pewnym sensie balansujesz pomiędzy dokumentem a fikcją. Rozumiem moją praktykę jako poszukiwanie nowych sposobów przedstawiania ludzi i ich ziemi. Jako Palestyńczycy jesteśmy jednym z najczęściej dokumentowanych narodów. Obrazy i fotografie odgrywały także rolę narzędzi, które utorowały drogę kolonialnemu projektowi osadnictwa w Palestynie. A dziś jesteśmy świadkami najbardziej udokumentowanego ludobójstwa w historii i przeżywamy je. Jaką mamy odpowiedzialność, gdy zdjęcia przedstawiające ludobójstwo są transmitowane na żywo w internecie? Jako twórcy wizerunków powinniśmy myśleć o tym, jak możemy zakłócać dominujące liberalne narracje. Chodzi tu też o odmowę bycia czytelnym, o aktywne i nieustanne podważanie historii fotografii jako narzędzia kolonialnej inwigilacji. Film postrzegam jako sztukę uchwytywania pewnego szczególnego odczucia, momentów gdy pojawia się wymiar spirytualny – to właśnie on tworzy magię. Praca na planie filmowym wymaga ode mnie pokory. Tylko wtedy może pojawić się pierwiastek duchowy. Zawsze jestem tym oczarowana, fascynuje mnie, że można go odnaleźć w ukradkowym spojrzeniu, w kierunku, w którym zwraca się oko, w najdrobniejszym ruchu.
NOOR ABED
106
Noor Abed, we walk in our sleep, kadr z filmu super 8 mm, 2024, dzięki uprzejmości artystki
NOOR ABED
107
Sama jesteś też performerką. Podczas tegorocznego Sonic Acts Biennial w Amsterdamie wraz z Haigiem Aivazianem zaprezentowałaś Nothing will remain other than the thorn lodged in the throat of this world. Tytuł pochodzi z wypowiedzi palestyńskiego poety i historyka Eliasa Sanbara, który przytaczał słowa swojego ojca: „Nie przejmuj się, Palestyna będzie jak ość ryby, która utknęła w gardle świata. Nikt nie zdoła się nas pozbyć”. Wasz performans opiera się na cielesnych, gardłowych dźwiękach: syczeniu, urywanych oddechach, kaszlu. Czym ciało różni się od języka jako narzędzie opowiadania historii niesprawiedliwości, przemocy i opresji? Główną oś tego performansu stanowi dźwięk, ale ważną rolę odgrywa w nim także scenariusz, utkany z osobistych, codziennych anegdot z Palestyny i Libanu. To historie nasze lub naszych rodzin, przyjaciół i społeczności, do których należymy. Inspiracją są również nagrania wideo i wiadomości oglądane przez nas każdego dnia. Trzecią warstwę stanowią badania teoretyczne. Będąc na scenie, odsłaniamy się przed publicznością, to, co robimy, jest bardzo osobiste. Nasz główny cel to otwarcie się na wszystkich, którzy znajdują się w sali. Nie wiemy, kim są te osoby, możemy jedynie liczyć na to, że są naszymi sojusznikami. I właśnie tutaj pojawia się dźwięk. Co wywołuje jego wibracja? Jak wnika w człowieka i jak z niego ulatuje? Jaki ślad po sobie pozostawia? Dźwięk przecież zawsze wdziera się w ciało bez pytania o pozwolenie, wytwarza siłę, od której nie sposób uciec. Performans zawiera dźwięki zarejestrowane w naszych domach w okresie największego nasilenia ludobójstwa w obu krajach. Nosowe buczenie, które wykonujemy na scenie, przeradza się w dźwięk drona. Pojawia się też odgłos dławienia się – bo jak mamy przełknąć ten cały pieprzony świat, w którym żyjemy? Jak go wdychać i wydychać? Czasami język nie potrafi sprostać rzeczom tak strasznym, że nie można ich w pełni zrozumieć. I może na tym polega siła ciała – przenosi nas w wymiar afektywny, pozwalając pojąć to, co się dzieje, poprzez ucieleśnianie tych emocji. Zgadzam się. Wiesz, nie interesuje mnie wyjaśnianie tego, co dzieje się w moim kraju, ani edukowanie ludzi z Zachodu. Nie chcę się usprawiedliwiać ani uzasadniać swoich poglądów. Gaza dobitnie pokazała, że międzynarodowe instytucje i system prawny to żart stworzony przez Zachód dla Zachodu. Dlatego w swoich pracach niczego nie wyjaśniam. Zamiast tego chcę, żeby robiły coś innego – kiedy rezygnujesz z tłumaczenia, otwierasz się na to, co afektywne i emocjonalne. Bassel al-Araj, męczennik, rewolucyjny intelektualista, bojownik i pisarz, napisał: „Wy, akademicy, stawiacie sobie za cel odczarowanie wszystkiego poprzez definiowanie i wyjaśnianie, sądząc, że w ten sposób dotrzecie do prawdy. W te pochmurne dni mówię wam: nie potrzebuję żadnej
NOOR ABED teorii, by zrozumieć deszcz. (…) Chcę zachować swój niegasnący zachwyt i ten głupiutki uśmiech, który pojawia się na mojej twarzy, gdy pada. Za każdym razem tak, jakby to był pierwszy raz – jak dziecko oczarowane magią świata”*. Istnieje inny świat, który musimy współtworzyć i zamieszkiwać razem z podobnymi do nas. Nie możemy tracić czasu na udowadnianie, że jesteśmy ludźmi. Chcę rozmawiać wyłącznie z sojusznikami i zastanawiać się, co możemy wspólnie zbudować – i nie mam na myśli tylko Palestyńczyków czy Arabów. Wiemy, kim jesteśmy. Chcę, żebyśmy byli bardziej zjednoczeni, silniejsi, radykalniejsi. Musimy wywołać falę i zobaczyć, jak płynie – z siłą większą niż ludobójczy inny. Zatrzymajmy się przy tym „innym świecie” – twój najnowszy projekt, we walk in our sleep, powstał na zamówienie Biennale Matter of Art 2026 w Pradze. Motywem przewodnim tej wystawy było pytanie o sztukę jako konieczność, coś, bez czego społeczeństwo nie może się obyć. Czy sztuka może być punktem wyjścia do wyobrażania dekolonialnych przyszłości? Historycznie sztuka i kultura zawsze odgrywały ważną rolę w walkach wyzwoleńczych. Każdy z nas, niezależnie od pełnionej roli, powinien robić to, co może. Sztuka jest jednym * Cytat pochodzi z tekstu Liberation, Wonder, and the Magic of the World: Basel Al-Araj’s „I Have Found My Answers”, opublikowanego przez Liberated Texts. Tłumaczenie na angielski: Hazem Jamjoum.
108
Noor Abed, we walk in our sleep, kadr z filmu super 8 mm, 2024, dzięki uprzejmości artystki
Noor Abed palestyńska artystka działająca na styku performansu i filmu. Jej twórczość skupia się na roli zbiorowego ruchu oraz na potencjale wspólnego odczuwania w tworzeniu i podtrzymywaniu wspólnoty. Interesuje ją sposób, w jaki alternatywne formy reprezentacji mogą podważać utrwalone dyskursy i otwierać przestrzeń dla nowych kolektywnych wyobrażeń. W 2020 roku współzałożyła School of Intrusions – niezależną platformę edukacyjną w Ramallah w Palestynie. Jej film A Night We Held Between zdobył pierwszą nagrodę w konkursie e-flux Film Award 2024. W 2024 roku nakładem wydawnictwa Occasional Papers ukazała się jej książka Stars at Midday.
109
NOOR ABED
z najważniejszych frontów tej walki. Nie ta podporządkowana rynkowi, lecz ta prawdziwie radykalna, oddolna. Wierzę, że potrafi ona przesuwać granice i zmieniać rzeczywistość. W obliczu ludobójstwa zwiększyła się potrzeba, aby pracownicy kultury i artyści działali bardziej stanowczo. Powinniśmy podkreślać znaczenie wyobraźni i jej zdolność do otwierania nowych horyzontów. Musimy wyjść poza abstrakcję i wypracować wizję tego, jak obalić istniejący porządek. Jaką rolę odgrywają w tym instytucje? Sztuka nie powinna podporządkowywać się instytucjom. Być może to one powinny wziąć na siebie ciężar tego, co sztuka próbuje podważyć. Część czasu mieszkam w Amsterdamie, gdzie kilka instytucji rzeczywiście zakwestionowało własne zasady funkcjonowania i otworzyło się na innego rodzaju działania artystyczne. Nie mówię tu o samym wyrażaniu poparcia dla hasła „Wolna Palestyna” – chodzi mi o zmiany strukturalne. Nie współpracuję z instytucjami, które nie zajmują jednoznacznego stanowiska w podstawowych kwestiach. Musimy wiedzieć, że jesteśmy w tym razem. Nie wiem, czy można to już nazwać poświęceniem, ale bez podjęcia ryzyka nie dojdzie do żadnej zmiany.
Franciszek Dziduch dziennikarz i badacz kulturowy zajmujący się tematyką migracji, ekologii i dekolonizacji w kontekście Europy Wschodniej. Członek redakcji Kultury Liberalnej. Ukończył studia magisterskie z kulturoznawstwa na Uniwersytecie Amsterdamskim. Absolwent programu „Springback Academy” dla krytyków tańca i sztuk performatywnych.
110
Agata Cieślak, Moją duszą urządź swój algorytm, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.
111
Algorytm i dusza
O musicalu science fiction opowiadającym o nowym społeczeństwie, w którym nie ma miejsca na indywidualizm, z artystką Agatą Cieślak rozmawia kuratorka Anna Ciabach. Wspólnie przygotowały wystawę Moją duszą urządź swój algorytm – od października będzie można ją oglądać w łódzkiej Pracowni Portretu
agata cieślak
112
Moją duszą urządź swój algorytm – co kryje się za tym tytułem? Wszystkie prace z tej wystawy należą do porządku wizualnego, jaki chciałabym stworzyć w ramach eksperymentalnego musicalu filmowego. Wystawa jest kolejnym krokiem ku tej realizacji – ilustracje i obiekty wyznaczają świat przedstawiony, który buduję w narracji filmowej. Zastanawiam się tu nad postępującą algorytmizacją życia społecznego, w szczególności w kontekście platform AI i mediów społecznościowych. Nie do końca interesuje mnie sama technologia; ciekawi mnie raczej to, jaką rolę odgrywa ona w procesie dekonstrukcji życia publicznego i jakie lęki społeczne towarzyszą rozwojowi sztucznej inteligencji. Jak ta sytuacja wpływa na zmiany dyskursów politycznych oraz co obecność algorytmu w naszym życiu robi dla nas jako jednostek – rozumianych nie tylko przez pryzmat tożsamości, lecz przede wszystkim podmiotowości? Nawiązujesz też do specyficznego formatu prezentacji – pitchingu. W jakim celu? Właściwie imituję format stosowany w branżach medialnych i start-upach. Polega to na tym, że jeśli nie masz środków na realizację swojego projektu i chcesz przekonać potencjalnych inwestorów, przygotowujesz krótką, ale intensywną prezentację głównych założeń. Innymi słowy: rzucasz przynętę. Oczywiście u mnie nie ma to wyłącznie wymiaru marketingowego – jeśli jednak znajdzie się ktoś, kto chciałby zainwestować w realizację musicalu, zapraszam do kontaktu! Interesuje mnie także testowanie różnych form i formatów oraz badanie ich w kontekście relacji ekonomicznych, społecznych i politycznych oraz ich wpływu na rozumienie sztuki. Generalnie uważam – podobnie jak inni teoretycy i teoretyczki kultury – że dziś zbyt mało analizujemy formę, a to ona jest kluczem do zrozumienia, w jaki sposób funkcjonuje rzeczywistość. To, co przez nią rozumiem, to nie tylko materialna kondycja danego dzieła, np. obraz czy rysunek, ale szerzej: jak moja praktyka i poszczególne rzeczy funkcjonują w kontekście kapitału oraz ugruntowanych na nim relacji społecznych. Samą sztukę współczesną też raczej postrzegam nie jako coś konkretnego, ale jako system wzajemnych zależności ekonomicznych i społecznych oraz relacji władzy. No właśnie, za tą wystawą kryje się dużo większy projekt, nad którym pracujesz od kilku lat: filmowy Mirror, Mirror – The Musical. Format ponownie jest z obszaru kultury popularnej, lecz cały proces jego tworzenia poddajesz wnikliwej analizie. Zaczęło się chyba od tego, co najbardziej materialne: scenografii i rekwizytów, które stały się punktem wyjścia do konkretyzowania idei i fabuły. W latach 2021–2025 na podstawie tych eksperymentów zrealizowałaś serię czterech wystaw pod wspólnym tytułem Zajmowała nas pielęgnacja szczątków. Skąd jednak pomysł na eksperymentalny musical?
agata cieślak
Agata Cieślak, Zajmowała nas pielęgnacja szczątków (IV), TRAFO Trafostacja Sztuki Szczecin, 2025, fot. Frederik Gruayert. Cokół ołtarza zbudowany jest z grzybni. Dzięki uprzejmości artystki i Trafostacji Sztuki.
113
Kultura popularna – różne formaty, celebryci, kino itp. – jest fascynująca. Nie chodzi o fetyszyzowanie tego, co nie należy do języka akademickiego ani do dyskursu sztuki, ale o jego skalę i społeczne oddziaływanie. Musical należy do tego świata – to taka wersja spauperyzowanej opery, w której od razu identyfikujemy się z bohaterami, a treść jest maksymalnie uniwersalna. Przy czym jest to format totalny, często wiążący się z niebotycznie wysokimi budżetami. Być może moje zainteresowanie kulturą popularną bierze się z tego, że mój język artystyczny jest dość skomplikowany i głęboko osadzony w dyskursie krytycznym. Zawsze zależało mi na tym, żeby na wystawie widz nie musiał „oglądać eseju na stojąco”. Równocześnie to, co robię w ramach praktyki wizualnej, jest dla mnie polem badań teoretycznych, które kieruję bardziej do środowiska akademickiego lub artystycznego. Dlatego właśnie zdecydowałam się na musical. Z jednej strony cały proces produkcji stanowi dość obszerne studium przypadków do dalszych rozważań teoretycznych, z drugiej ten format ma szansę spodobać się szerszej publiczności. Chciałam też wrócić do pracy z muzyką. Podczas ostatniej wystawy pracowałam z dźwiękiem, ale korci mnie powrót muzyki sensu stricto. W sumie mam za sobą 12 lat szkoły muzycznej i jako nastolatka pisałam już jakieś piosenki, należałam do różnych formacji.
agata cieślak
114
Agata Cieślak, Moją duszą urządź swój algorytm, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.
agata cieślak
115
Musical należy do gatunku science fiction. Jaka jest jego fabuła? Akcja rozgrywa się w przyszłości, w której ludzka cywilizacja w dzisiejszym rozumieniu nie istnieje. Nie jest to jednak opowieść o przyszłości, lecz o teraźniejszości – nasza cywilizacja zostaje ukazana przez pryzmat straty i symulacji tego, co utracone. Nowe społeczeństwo to w zasadzie jeden kolektywny, wirtualny byt, w którym nie ma miejsca na indywidualizm ani na podmiotowość. Jednostka zawsze myśli wspólnie z resztą społeczeństwa. Rzeczywistość, emocjonalność, myślenie i odczuwanie są wyłącznie kolektywne. Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy jedna z partycji tego wspólnego mózgu zaczyna rozsyłać bugi do całej wspólnoty – i pojawiają się w niej sugestie dotyczące możliwości posiadania autonomii, stania się indywidualną jednostką… Zatrzymajmy się na chwilę. Ten model ekstremalnie kolektywnego społeczeństwa, w którym poszczególne ciała kierują się wspólnymi myślami, celami i emocjami, odnosisz do konkretnych przykładów ze świata natury. W twoich projektach pojawia się motyw grzybni, ale też przez kilka lat opiekowałaś się kolonią mrówek, którą prezentowałaś na wystawach. Jak to doświadczenie łączy się z twoimi zainteresowaniami dotyczącymi możliwych modeli społecznych? Dużo gestów, na które decyduję się w swojej praktyce, nie zawsze jest w pełni świadomych. Tak też było z mrówkami; to dość osobista historia. Niemniej takie opowieści nie wydają mi się szczególnie interesujące dla widzów, dlatego staram się uniwersalizować swój język artystyczny. I tak, mrówki stały się przyczynkiem do zbudowania serii wystaw Zajmowała nas pielęgnacja szczątków, ale nie stanowią konkretnej metafory, podobnie jak grzybnia. Wolę mnożyć znaczenia, nakładać je na siebie i wyciągać różne wnioski. Kolonia mrówek mieszkająca na wystawie staje się więc równocześnie metaforą pracy, życia społecznego – i gestem antyutowarowienia sztuki, który sam w sobie nie jest oczywiście do końca możliwy. To także sposób na budowanie relacji z osobami produkującymi wystawy, bo to z nimi utrzymuję regularny kontakt w sprawie karmienia mrówek. Wreszcie hodowla owadów pozwoliła mi prowadzić rozmowy o etyce produkcji artystycznej bez wpadania w moralizatorskie tony. Skoro sama trzymam je jako „zwierzątka domowe” na wystawie i karmię je karaluchami, to łatwiej mi zastanawiać się nad tym, czym jest etyka w kontekście sztuki współczesnej, i nie przyjmować roli artystki-misjonarki. Co ważne, mrówki na wystawie to także swoisty populizm. Widzowie, a w szczególności dzieci, bardzo je lubią. Wróćmy do fabuły musicalu. Głównego bohatera poznajemy właściwie w momencie, gdy jego niedozwolone i samodzielne marzenia o autonomii sprowadzają na niego serię kar nałożonych przez system.
agata cieślak
116
Tak, ukarany najpierw otrzymuje swego rodzaju świadomość posiadania indywidualnego ciała. Reprezentuje ona tę część wspólnotowego mózgu, która próbuje się buntować, ale nadal pozostaje jego elementem. Generalnie mamy trochę taką sytuację jak w grze The Sims: główny bohater – używam męskiej formy, lecz jego tożsamość nie jest jednoznacznie określona – dostaje swoje „życie”. Pojawia się też druga postać, która ucieleśnia interfejs systemu nadzorującego wykonanie kary. Ma ona ciało meduzy, ale w dwojakiej, zmiennej formie: raz jest to mitologiczna gorgona, raz morskie zwierzę. Pierwszą z serii kar jest wizyta w muzeum sztuki nowoczesnej. Tyle że naszemu bohaterowi, wbrew założeniom systemu, się tam podoba. Pojawia się pierwsza piosenka, w musicalach często przybierająca formę I wish song lub I want song. To moment, w którym zwykle główny bohater opowiada o swoich marzeniach i niezadowoleniu z obecnego życia. Wizyta w muzeum sztuki nowoczesnej jako kara to dosyć ciekawy koncept. Jaką dokładnie rolę odgrywa ten wątek w twoim scenariuszu? To właściwie wynika z moich zainteresowań teoretycznych i ma związek z pracą, którą napisałam w ramach doktoratu na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu. Muzeum sztuki współczesnej jest tu pewnym konceptem, który reprezentuje sferę publiczną, szczególną o tyle, że ma w sobie jednocześnie potencjał alienujący. To z kolei dla mnie oznacza, że może stanowić pole emancypacji społecznej. W tradycji filozoficznej alienacja nie oznacza po prostu bycia samemu, jest raczej poczuciem nieprzystawalności, rozpoznaniem swojej obcości wobec tego, co publiczne. I właśnie to doświadczenie traktuję jako ważny przyczynek do budowania własnej podmiotowości, która kształtuje się w odróżnieniu od tożsamości dzięki negatywnej alienacji. Inaczej mówiąc, zadaję pytanie: czy naprawdę chcemy być podmiotami, czy tylko wpisywać się w ideę reprezentacji jakiejś tożsamości? Wydaje mi się, że sztuka współczesna może być polem do dyskusji o emancypacji społecznej właśnie ze względu na jej formalne uwikłanie w kapitalistyczny system relacji społeczno-finansowych. Uważam przy tym, że nie ma mowy o emancypacji, jeśli myślimy o niej w kategoriach tożsamościowych, a jednocześnie odchodzimy od systemowej krytyki i dialektycznego podejścia. Postać z twojego musicalu wkracza zatem na niełatwą ścieżkę emancypacji. Doświadczenie alienacji w świecie sztuki współczesnej spełnia swoją funkcję, jednak system nie daje za wygraną i funduje kolejną karę: sprawia, że bohater sam staje się artystą, na dodatek pogrążonym w osobistym i zewnętrznym kryzysie.
agata cieślak
117
Agata Cieślak, Moją duszą urządź swój algorytm, 2026. Przygotowania do wystawy. Dzięki uprzejmości artystki.
agata cieślak
118
Wybrałam typ szamana, może odrobinę inspirowany postacią Josepha Beuysa. Z tym że nasz bohater to artysta niespełniony, który nie osiągnął sukcesu i w akcie desperacji pali wszystkie swoje prace. A jako że ów świat przyszłości nadal nie uporał się z efektami katastrofy klimatycznej, nasz świadomy artysta orientuje się, że wielkie ognisko na i tak już gotującej się planecie nie pomaga mu poczuć się lepiej. No i gest autonegacji nie przynosi mu oczekiwanego rozgłosu. Zaczyna to trochę brzmieć jak podróż po kolejnych kręgach piekła, być może nawet piekła sztuki. Co dalej? W trzeciej części mój bohater zostaje ucieleśniony jako miliarder. Udało mu się przeżyć katastrofę, która zmiotła z Ziemi całą ludzkość, dzięki temu, że schronił się w swoim podwodnym bunkrze – ale i tak umiera w samotności z powodu braku tlenu. Śpiewa do samego końca, łapiąc ostatni oddech. Scenograficznie widzę jego bunkier jako przestrzeń pełną sztucznych atrybutów utraconego świata, dom ekscentrycznego kolekcjonera sztuki. Nie jest to ostatnie „życie” mojego bohatera, bo przecież poruszamy się w wirtualnym świecie, a kolejne epizody-kary kreowane są przez meduzę. Następne wcielenie to rewolucjonista, walczący dla szeroko pojętego dobra ludzkości. Całość wieńczy historia wielkiego stwórcy w typie Frankensteina, który tworzy społeczeństwo będące hybrydą ludzi i grzybów… Nie zabraknie też scen zbiorowego tańca. Dla mnie to chyba nie do końca klasyczny happy end w musicalu, ale niepokojące, otwarte zakończenie. Z czym chciałabyś zostawić widzów i widzki? Widzieliśmy ostatnio kilka musicali bez happy endu, takie czasy. Jednak traktuję to jako pewnego rodzaju zabieg formalny. Każda moja praca daje potencjał do rozwijania jej w kolejną. Warto tutaj jeszcze wymienić film, który niezmiernie mnie inspiruje w tym przedsięwzięciu, a mianowicie Producenci Mela Brooksa z 2005 roku. Pokazuje on perypetie procesu produkcji musicalu Springtime for Hitler, który ostatecznie okazuje się klapą. Może się okazać, że mój projekt też będzie porażką, ale mam nadzieję, że chociaż uda mi się go zrealizować. W jakimś sensie Mirror, Mirror to niemal klasyczna, epicka opowieść o podróży, doświadczaniu, przemianie. Sama masz bardzo ciekawą historię – zarówno edukacji i ścieżki zawodowej, jak i ogólnie doświadczeń związanych z mieszkaniem w różnych miejscach. Jak mówisz, ciągnie cię w stronę teorii i badań artystycznych, lecz jednocześnie szukasz możliwości nadania im konkretnej materialnej formy. Nie myślałam o tej historii jako o Odysei, ale być może coś w tym jest. Nie chcę też romantyzować swojej tułaczki; wiele decyzji w tym kontekście podejmowałam przez pryzmat danego
agata cieślak
119
momentu w życiu albo nawet przypadkowo. Niemniej były to bez wątpienia doświadczenia kształtujące mnie jako artystkę i jako człowieka. Na studiach w Londynie zarabiałam jako kelnerka w klubach, przez co na pewno łatwiej było mi szybko dostrzec nieubłagane zasady ekonomii sztuki z perspektywy migracji zarobkowej. Studia w Holandii skończyłam z dużymi długami, ale jednocześnie podkreślano moją pozycję Europejki, uprzywilejowanej w porównaniu z kolegami i koleżankami z innych części świata, paradoksalnie często pochodzącymi z bardzo zamożnych rodzin, które stać było na studia w Europie. Przywilej białej skóry i unijnego paszportu w pełni zrozumiałam podczas kilkuletniego pobytu w Libanie. Mój powrót do Polski nie jest, mam nadzieję, ostateczny. Jednak konieczność wypowiadania się w ojczystym języku jest dla mnie równie formująca jak wszystkie zagraniczne studia. Dużo się dzięki temu dowiedziałam o swojej praktyce.
Agata Cieślak artystka wizualna, autorka tekstów, badaczka, okazjonalnie kuratorka. Ukończyła Dutch Art Institute w Arnhem (MA Art Praxis), później studiowała filozofię w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, a od 2022 roku jest doktorantką na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu, gdzie zrealizowała projekt badawczy pt. „Co to jest emancypacja? Sztuka współczesna jako symptom zaniku sfery publicznej”. Jest kuratorką i producentką pierwszej edycji projektu secondaryarchive. org – Platformy Artystek z Europy ŚrodkowoWschodniej. Współpracowała z wieloma instytucjami w Polsce i za granicą, m.in. z Ashkal Alwan w Bejrucie, Austriackim Forum Kultury w Warszawie, Lawrence Abu Hamdan Studio, Fundacją Katarzyny Kozyry. Od 2025 roku jest członkinią zarządu Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej. Mimo wielu wątpliwości nieustannie wierzy w istotę sztuki.
120
Przy wejściu do Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki, Kraków, Bogna Świątkowska
121
Dźwięki elektrycznego miasta
Pojęcie elektrofonii zaprasza do refleksji nad tym co dziś jest naszym środowiskiem audialnym – z Marcinem Dymiterem, muzykiem i autorem książki Elektromagnetyzm miasta i inne eseje, rozmawia Michał Podziewski
marcin dymiter
122
W eseju Elektromagnetyzm miasta wprowadzasz pojęcie elektrofonii, rozumianej jako zbiór dźwięków generowanych przez procesy związane z przepływem energii elektrycznej. Co sprawiło, że poczułeś potrzebę zajęcia się tym zjawiskiem? Dźwięki generowane przez elektryczność i technologie – impulsy i sygnały informacyjne, komunikaty ostrzegawcze i alarmy, odgłosy wind i schodów ruchomych, pikanie towarzyszące płatnościom kartą czy korzystaniu z bankomatów – są dziś tak głęboko zakorzenione w przestrzeni miejskiej, że trudno je przeoczyć. Zaproponowany przez ekologów krajobrazu dźwiękowego Berniego Krause’a i Stuarta Gage’a podział dźwięku ze względu na podstawowe źródła jego pochodzenia obejmuje biofonię, czyli dźwięki generowane przez organizmy żywe, geofonię, czyli dźwięki sił naturalnych, oraz antropofonię, na którą składają się wszystkie dźwięki wytwarzane przez ludzi. Mam poczucie, że te kategorie nie wystarczają już do uchwycenia złożoności współczesnej przestrzeni, tak silnie nasyconej działającymi bez przerwy urządzeniami elektrycznymi i elektronicznymi, które nieustannie interferują ze sobą, wytwarzając setki nieprzewidywalnych zdarzeń dźwiękowych. Nie sposób się łudzić, że jako ludzie mamy nad tymi zjawiskami jakąkolwiek kontrolę. Założenie, że człowiek pozostaje w centrum, własnoręcznie nadaje sygnały i wszystkim odgórnie zarządza, niczym wszechwładny elektronik, coraz mniej przystaje do rzeczywistości. Te dźwięki zaczynają żyć własnym życiem i domagają się nowych narzędzi opisu. Wprowadzam pojęcie elektrofonii, żeby otworzyć drogę do refleksji nad zagadnieniem elektryczności w mieście. Jakie reakcje wywołują w nas te dźwięki? W jaki sposób przekształcają otoczenie, w którym żyjemy? Jaką rolę odgrywają w kształtowaniu mikropejzaży dźwiękowych budynków użyteczności publicznej, przestrzeni wspólnych, korytarzy, przejść, przystanków czy stacji metra? Czy kiedy zaczynasz zwracać uwagę na obecność tych dźwięków i stajesz się na nie bardziej wrażliwy, zmienia się sposób, w jaki postrzegasz miasto i doświadczasz go na co dzień? Zastosowanie interfejsu pozwalającego badać środowisko z określonej perspektywy wprowadza zupełnie nowe kategorie percepcji. Zwrócenie uwagi na obecność elektrofonii może być szczególnie interesujące, ponieważ istotnie wpływa na to, jak odczuwamy miasto. Faktycznie zdałem sobie sprawę, że przebywając w mieście, wsłuchuję się w te częstotliwości, ale dostrzegam w nich również pewne podziały i struktury rytmiczne. Mózg dekoduje te sygnały i tworzy z nich nowe jakości, czasami przekształcając je w coś, co moglibyśmy nazwać muzyką – choć powstaje ona bez udziału człowieka.
marcin dymiter
123
W jaki sposób zapisujesz dźwięki elektrycznego miasta? Od kilku lat gromadzę prywatne archiwum nagrań poświęconych miejscom, w których moją uwagę przyciąga szum elektryczny. Zdarza się, że odwiedzam różne budynki i przestrzenie, w których przez otwarte drzwi docierają do mnie odgłosy pracujących serwerowni lub innych urządzeń. Te materiały zbieram m.in. podczas podróży. Są to zwykłe notatki dźwiękowe, które wykonuję za pomocą telefonu. Kiedy jestem na dworcu lub przemieszczam się w pośpiechu i coś przykuwa moją uwagę, a do odjazdu mam zaledwie kilka minut, wyciągam telefon i zaczynam nagrywać. To nie są rzeczy wyreżyserowane według konkretnego scenariusza, lecz uchwycone fragmenty otoczenia. Uwrażliwienie się na aktywne słuchanie pozwala mi wychwytywać takie szczegóły. Osobną kategorię stanowią nagrania, które realizuję przy użyciu geofonów, mikrofonów kontaktowych oraz detektora fal elektromagnetycznych, który przekształca ich częstotliwości w słyszalne dźwięki. Nagrywając te dźwięki, zauważyłem, że niektóre z nich są świetnie dostrojone do przestrzeni, w których powstają, korespondują z pomieszczeniami i ich funkcją, tworząc coś na kształt soundtracku. W jednym z tekstów wspominasz nawet o miejscu w Gdańsku, w którym spotkałeś się z rodzajem muzyki postsakralnej. Tak, był to niewielki wentylator zawieszony dość wysoko, którego dźwięk rozchodził się wzdłuż długiej, płaskiej ściany. Efekt, który wywoływał, przypominał słuchanie muzyki organowej lub współczesnej kompozycji. To kolejna rzecz, która szczególnie mnie intryguje: urządzenie elektryczne umieszczone w odpowiedniej przestrzeni akustycznej zaczyna generować brzmienia przypominające muzykę, której słuchamy na płytach. Zastanawiam się, czy obserwowane w ostatnich latach ponowne zainteresowanie muzyką organową i dronową nie wynika częściowo z osłuchania się z elektrofoniami, które towarzyszą nam w codziennym życiu, a także z adaptacji naszego słuchu do tego rodzaju środowiska dźwiękowego. Czy nie zaczynamy po prostu tworzyć dźwięków, których źródłem jest elektryczność? Robimy to za pomocą instrumentów analogowych, a ostatecznie uzyskujemy brzmienia przypominające elektryczne drony. Na tego rodzaju dźwiękach opiera się twój album Electromagnetism of the City, wydany przez portugalską wytwórnię Crónica Electrónica. Jak wyglądała praca nad tą płytą? Starałem się w miarę możliwości nie edytować ani nie dostrajać źródłowych nagrań. Zależało mi raczej na znalezieniu relacji między zarejestrowanymi dźwiękami a moimi instrumentami elektronicznymi: samplerem, syntezatorami i różnego rodzaju generatorami szumów. Mam wrażenie, że paradoksalnie nie jest to album noisowy. Myślę, że można go słuchać z pewnego rodzaju
marcin dymiter przyjemnością. Oczywiście zanurzanie się w dźwiękową tkankę miasta może być doświadczeniem uciążliwym, drastycznym, a nawet ekstremalnym, ze względu na nadmiar i natężenie bodźców. Nie zawsze jednak tak jest. Czasami znacznie bardziej przytłaczający hałas generują sami ludzie i na tym tle dźwięki wytwarzane przez elektryczność mogą stanowić rodzaj kurtyny, stając się barierą, która pozwala schronić się przed innym rodzajem hałasu. To jeden z paradoksów, które wybrzmiewają w miastach. Czy masz poczucie, że dźwięki elektryczności sprawiają, że miasta zaczynają brzmieć coraz bardziej podobnie, a zatem przyczyniają się do ujednolicania pejzaży dźwiękowych na świecie? A może mimo tych tendencji nadal zachowują swoją odrębność? To bardziej złożony problem, a elektryczność stanowi tylko jeden z jego aspektów. Istotną rolę odgrywają tu również ujednolicanie technologii wykorzystywanych przy budowie budynków i dróg albo standaryzacja rozwiązań konstrukcyjnych stosowanych w samochodach, silnikach, systemach sygnalizacji czy infrastrukturze trakcji tramwajowej. Wszystkie te elementy wpływają na brzmienie miasta, a zmianie ulegają całe struktury akustyczne przestrzeni miejskiej. Ten proces homogenizacji audialnej trwa już od wielu lat. W swoich tekstach opisuję poszukiwanie „korytarzy” prowadzących do przestrzeni, które zachowały własną tożsamość dźwiękową albo pochodzą jeszcze z innego porządku czasowego i nie zostały w pełni objęte procesami, o których rozmawiamy. To właśnie w nich można niekiedy usłyszeć ślady innych epok i rozpoznać brzmienia, które opierają się postępującemu ujednolicaniu miejskich pejzaży dźwiękowych.
124
Warszawa, zaplecze restauracji w Śródmieściu Południowym, 2024, fot. Bogna Świątkowska
marcin dymiter
125
Co to są za miejsca i jakie dźwięki udaje ci się tam spotkać? Interesują mnie obszary, które chylą się ku upadkowi, podlegają stopniowej degradacji – obiekty industrialne, dawne zakłady rzemieślnicze i przemysłowe, przeżarte rdzą ruiny, w których wybrzmiewały odgłosy poprzednich technologii i dźwięki pracy ręcznej. Zachowują one coś na kształt balansu akustycznego, uwarunkowanego unikatową architekturą i specyfiką danego miejsca. Podobną rolę odgrywają stare cmentarze, które pokazują, jak przebiegała dawna tkanka miasta, oraz zachowują pewien rodzaj echa, który być może łączy nas z tym, jak brzmiały przestrzenie miejskie, zanim upowszechnił się transport publiczny i gwałtownie wzrosło natężenie hałasu związanego z ruchem samochodowym. Ale do takich miejsc należy też „trzeci krajobraz”: tereny porzucone, które natura stopniowo przejmuje, przekształca i modeluje. W obrębie miasta funkcjonują one niczym atole czy wyspy, enklawy o własnym charakterze dźwiękowym. Ważną rolę odgrywają tu również przestrzenie związane z wodą. Obecność rzeki, strumienia czy potoku, a także ukrytych pod ziemią cieków wywołuje ciekawy rezonans w mieście, wpływa na sposób, w jaki słyszymy otoczenie, i buduje środowisko akustyczne, które staje się przyjaźniejsze dla ucha. Zdarza mi się wybrać na długi spacer z centrum w kierunku obrzeży miasta, które stanowią niezwykle ciekawe doświadczenie dźwiękowe. Jeszcze będąc w śródmieściu, można usłyszeć, jak kolejne warstwy dźwiękowe nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. Z kolei w miarę oddalania się od centrum wiele z nich stopniowo zanika, zaczyna sukcesywnie „odpadać”. Kiedy docieram do nowych osiedli i suburbiów, obserwuję już zupełnie inny koloryt dźwiękowy. Ta mapa połączeń dźwiękowych nieustannie się rozwija i przekształca. Zaciekawiła mnie twoja obserwacja dotycząca pantografu tramwajowego. Zwracasz uwagę na to, że jego upowszechnienie wprowadziło do przestrzeni miejskiej zupełnie nowy rodzaj dźwięku, przypominający wystrzał lub huk. Jak pojawianie się takich wynalazków codzienności, które z dzisiejszej perspek tywy uważamy za coś oczywistego, wpływało na brzmienie miast? Czy możemy tu mówić o czymś w rodzaju rewolucji dźwiękowej? Poruszasz tutaj kluczowy dla mnie wątek, ponieważ teksty zawarte w tej książce składają się na opowieść o ewolucji miejskich pejzaży dźwiękowych. Z mojej perspektywy zmieniło się właściwie wszystko. Upowszechnienie elektryczności, rozwój tramwajów i transportu publicznego, budowa nowych sieci infrastrukturalnych oraz nałożenie na miasto kolejnej siatki komunikacyjnej, a wraz z tym potrzeba tworzenia nowych węzłów przesiadkowych i przystanków – wszystkie te procesy zupełnie inaczej
marcin dymiter zrytmizowały życie miasta. Co więcej, połączenie transportu, harmonogramów pracy i działalności fabryk w jeden zintegrowany system sprawiło, że zmienił się także rytm życia społecznego. Jest taka książka Cultural Histories of Noise, Sound and Listening in Europe, poświęcona historii hałasu w Europie w latach 1300–1918. Pokazuje ona m.in., jak układ ulic, parków i zabudowy wpływał na charakter miejskiego hałasu. Próbuję przywołać te aspekty historii i rozwoju technologicznego, które z perspektywy człowieka żyjącego w XXI wieku wydają się już bardzo odległe. Trudno nam dziś wyobrazić sobie, że chodzimy po mieście pogrążonym w niemal całkowitym mroku, którego nie rozpraszają latarnie uliczne ani światła budynków, albo odtworzyć w głowie, jak mógł brzmieć transport kołowy napędzany siłą koni. W książce pojawia się też kalendarium, w którym ukazujesz interesujący splot zjawisk rodzących się w pierwszych dekadach XX wieku: narodzin nowych gatunków muzycznych i pojawiania się nowych instrumentów, rozwoju techniki i technologii oraz intensyfikacji globalnych wydarzeń politycznych. Wyłania się z tego opowieść o prądzie i elektryczności jako symbolach postępu, nowoczesności i modernizacji. Jak próbowałeś uchwycić wzajemne powiązania między tymi obszarami?
126
Fragment instalacji Exposition Coloniale autorstwa Aleksandara Denića w Pawilonie Serbskim podczas 60. Międzynarodowej Wystawy Sztuki w Wenecji, 2024, fot. Bogna Świątkowska
marcin dymiter
127
Punktem wyjścia jest dla mnie rok 1900 – moment historyczny naznaczony utopijnymi próbami budowania nowego świata. Powszechne były wówczas pragnienie przemian artystycznych i społecznych, potrzeba rewolucji oraz cywilizacyjnego skoku. W kalendarium staram się uchwycić pewną wizję postępu i wyobrażeń o tym, czym miała być elektryczność. Wystarczy przyjrzeć się Paryżowi w 1900 roku, ogarniętemu gorączką Wystawy Światowej. Nowe wynalazki, na czele z imponującym Pałacem Elektryczności, symbolizowały wiarę w nieograniczone możliwości przyszłości, postrzeganej przede wszystkim jako obietnica rozwoju – szansa na stworzenie czegoś pozytywnego dla człowieka. Ta intensyfikacja zdarzeń, wynalazków i innowacji z początku XX wieku doprowadziła do wspaniałych osiągnięć, ale miała też drastyczne rezultaty. W pewnym sensie marzenia futurystów i rewolucjonistów o radykalnym przekształceniu świata znalazły swoje mroczne urzeczywistnienie w narodzinach społeczeństw totalitarnych i wybuchu dwóch wojen światowych. Z tej perspektywy nawet takie urządzenie jak radio przestaje być niewinne – staje się medium o ogromnej sile oddziaływania, które wykorzystywano jako narzędzie manipulacji i propagandy, m.in. w Niemczech w latach trzydziestych. Myślę, że ta opowieść może pomóc nam również lepiej zrozumieć teraźniejszość. Dziś jej nowym rozdziałem jest sztuczna inteligencja, stanowiąca następny punkt zwrotny. Podobnie jak przed 100 laty, pojawiają się pytania o to, jaki będzie miała wpływ na przyszłość. Wydaje mi się, że refleksja nad rozwojem technologii powinna budować powiązania między ewolucją samych urządzeń, procesami społecznymi, przemianami w miastach oraz wahaniami nastrojów politycznych.
Marcin Dymiter muzyk, artysta dźwiękowy, autor nagrań terenowych, producent, kurator i eseista. Jako emiter tworzy muzykę elektroniczną i improwizowaną, instalacje, słuchowiska oraz muzykę do filmów, teatru i przestrzeni publicznych. Jeden z pionierów field recordingu w Polsce, autor cyklu Field Notes, map dźwiękowych, warsztatów i spacerów dźwiękowych. Wcześniej związany z zespołami Ewa Braun, Mapa i Mordy, współtworzy także projekty niski szum i ZEMITER. Autor książek Notatki z terenu i Maszyny do ciszy (wydanych przez Części Proste), nominowanych do Nagrody Literackiej Gdynia w latach 2022 i 2024. Jego prace prezentowano m.in. na wystawie Audiosphere. Sound Experimentation 1980–2020 w Museo Reina Sofía w Madrycie.
128
chromry
Bolesław Chromry rysownik, ilustrator, autor powieści graficznych. Czasem nazywają go poetą, czasem pajacem. Za to w dowodzie ma napisane Damian Siemień
129 chromry
Cegły, które (zwykle) nie potrafią myśleć
130
Kekube jedna, pięć lub sześć osób. Rysujemy komiksy o uroczych stworkach, którymi bez wątpienia są także cegły. Można się tu spodziewać komiksowych przygód uroczych
Cegły, które (zwykle) nie potrafią myśleć
131
cegiełek, próbujących po prostu żyć swoim prostopadłościennym życiem! instagram.com/kosmiczna_ekspedycja_kube
W czasach sztucznej inteligencji człowiek trzęsie się o swoje miejsce pracy jak galareta o miejsce na talerzu. Czy robot przejmie moje obowiązki wraz z wynagrodzeniem? Jak zbudować schron przeciw bezrobociu, gdy w imię maszyny likwidowane są mniej lub bardziej wartościowe stanowiska? Za oknem sinieje wiatr, a topole tracą kolor. To dobry czas, by usiąść przy grzejniku i zadrżeć o przyszłość. Czy robot zastąpi nas wszystkich?
czego nie wiemy
Czy warto zostać robotnikiem zamiast robota?
Latarnią w ciemnościach strachu bywa odwołanie do mądrości ludowej. Otóż pośród osób niedoinformowanych powiada się, że praca fizyczna nie zostanie skruszona przez SI. Komputer radzi sobie z przekładaniem arkuszy kalkulacyjnych i programowaniem reklam, owszem, ale znacznie gorzej idzie mu odpowietrzanie kaloryfera. Los ma się odwrócić i programiści będą teraz rozklejać ogłoszenia na słupach, a wykończeniowcy
rozmawiać na internetowych forach o kryptowalutach. Na każdej grządce znajdziemy ziarno prawdy. Gdyby było tak, jak się słyszy, to najlepiej byłoby porzucić mrzonki o biurowej robocie i przebranżowić się na budowlańca. Za maszyną mieszającą beton przeczekać zmiany technologiczne i spokojnie dotrwać do emerytury. Czy to możliwe? Nie z każdego ziarna kiełkuje cała prawda, nawet jeśli dobrze je podlewać.
132
piotr puldzian płucienniczak
czego nie wiemy
133
Piotr Puldzian Płucienniczak, Majster jest blisko, akryl na płótnie, 30 × 40, 2021. Nie sposób uniknąć wizyty majstra bądź u majstra. Kto umie czytać znaki – czyta je.
Informację, że maszyna zastąpi pracę umysłową, a oszczędzi pracę fizyczną, warto przekazać bednarzom, tkaczom albo kołodziejom. Osiągnięcia techniki przesunęły ich miejsca pracy do skansenów albo mauzoleów. Tkacze stawiali temu krwawy opór pod sztandarem Neda Ludda, ale nie odnieśli długotrwałych zwycięstw. Z tego, co wiem, kopacze rowów i studni nie walczyli z koparką, a nawet Nie cieszy perspektywa, że już jeśli, to z dzisiejszej perspekw pierwszym roku wymarzotywy ich walka nie może budzić nej pracy z betoniarką dozna sympatii. Komu potrzebna ziesię uszkodzenia ciała, które bę- mia sypiąca się na głowę, skoro dzie boleć aż do końca życia. można rzecz zrobić szybciej Być może to właśnie mają na oraz lepiej? myśli majstrowie, kiedy mówią do „młodego”, by wrócił Ostatecznie – w wielkiej histodo szkoły, zanim zrobi sorycznej skali – każdy zawód jest bie krzywdę poważniejszą niż do likwidacji, a ludzie żyją dalej tylko decyzja o zatrudnieniu na i nie bardzo przejmują się niebudowie. doborem zdunów oraz producentów świec łojowych. Ogrzać
czego nie wiemy
Doświadczeni robotnicy mają swoje metody na odsiewanie gwoździ od śrutu. Kiedy „młody” na budowie ma rozum, mówią mu, żeby wrócił do szkoły i zajął się czymś innym, a kiedy rozumu nie ma, pozwalają mu zostać. Doświadczenie nauczyło ich, że nikt, kto posiada inne możliwości, nie zdecyduje się na wyczerpującą pracę w kurzu i niedoli. Nie jestem pewien, czy czytają raporty Głównego Urzędu Statystycznego; wnoszę, że nie muszą, bo znają ich treść z własnego doświadczenia. W branżach takich jak budownictwo, przewóz i magazynowanie bolesne wypadki zdarzają się często, a szczególnie często osobom z krótkim stażem pracy.
Nie piszę już nawet o najbardziej niebezpiecznej pracy w Polsce, jaką jest górnictwo, które, jakby tego było mało, ma opinię nadmiernie wynagradzanego. Jednak nikt z uważających, że górnicy za dużo zarabiają, nie chciałby odchodzić od biurka i pracować w kopalni – i trudno się temu dziwić, bo jest to profesja, którą najlepiej krytykować z oddali, a najbezpieczniej z hałdy. Zgadzam się, że kopaniem w ziemi powinny zająć się roboty, bo nie jest to czynność stworzona dla ludzi. Praca przy biurku ma tę zaletę, że jedyne, co spada nam na głowę, to nowe obowiązki.
134
Praca fizyczna bywa dolegliwa i to jest właśnie powód, dla którego rodzice pracujący w ten sposób zabiegają, by ich dzieci znalazły sobie inną ścieżkę kariery. Może niech faktycznie robot zabierze te prace, w których ludzie łamią sobie ręce albo nogi?
knajp i restauracji. Tymczasem koparki i wiertnice sprawiają, że studnie nie walą się już ludziom na głowy.
Uważano kiedyś, że prawdziwy postęp to humanizacja pracy. To znaczy, że nikt nie musi zadręczać się jak chłop za króla Sasa, aby godnie wyżywić siebie i swoją rodzinę. W tej perspektywie maszyna jest prawdziwie przydatna: wyręcza nas w znoju i pozwala lepiej korzystać z talentów, przyrodzonych lub nabytych w drodze edukacji. Postępowe urządzenia wyżej podnoszą strop budynku, kiedy nie mieszczą się w nim goście. Miejsca starczy dla wszystkich!
Myślenie to praca niełatwa, lecz dość bezpieczna, można ją wykonywać siedząc obok napełniającego się gorącą wodą kaloryfera.
Być może zatem postęp jest gdzieś indziej, niż myślimy? Na przykład na budowie. Pracy nie jest wcale mniej wraz z wprowadzaniem maszyn, można nawet argumentować, że większość ludzi pracuje więcej, niż gdy ich nie było. Zamiast przywiązywać się do obecnego zawodu, lepiej skupić się na tym, co z życiem zrobić, żeby się nim nie znudzić. Jaki zawód będzie mój, żebym się nie zawiódł?
Czy robot zastąpi nas wszystkich? Nie wiemy.
Piotr Puldzian Płucienniczak krajoznawca, wydawca, wykładowca. Pracuje na ASP w Warszawie, mieszka w Łodzi. Sam wyremontował łazienkę (raz zalał sąsiadów z dołu, obyło się bez majstra) i rower (rower trzeba było później oddać do majstra).
Ta optymistyczna perspektywa zwietrzała nieco w czasach mikrokawalerek. W wiadomościach postęp to albo jedna groźba, że maszyna odbierze nam pracę, albo druga – że sztuczna inteligencja doprowadzi ludzkość do zagłady. Proces ten ma się zacząć od dewastowania Wikipedii i generowania generycznych plakatów dla
135
czego nie wiemy
możemy się przy sprawniejszych grzewczo urządzeniach i jesteśmy z tego zadowolone. Automatyzacja nie oszczędza przy tym pracy w budowlance i przy wykończeniach. Wiązanie prętów zbrojeniowych, kładzenie cegieł, szlifowanie gładzi, zacieranie betonu – wszystkie te rozkoszne czynności może spokojnie wykonywać robot, a człowiek odkłada kielnię i staje się operatorem. Nie da się przeczekać postępu za maszyną mieszającą beton, skoro sama maszyna wyparła z rynku pracy osoby mieszające beton szuflą.
O tym, czego możemy nauczyć się o przestrzeniach handlu od kenijskich targowisk, pisze i fotografuje bal architektek. Jak projektować dla struktur nieformalnych i czy w ogóle się da? A może my, architektki i architekci, powinniśmy przestać się wtrącać? To pytania szczególnie istotne w Nairobi, mieście, którego centrum zostało odgórnie ukształtowane przez Brytyjczyków w czasach kolonialnych. Potrzeby lokalnej społeczności nie były wtedy priorytetem. Handel miał odbywać się w wyznaczonym miejscu, najlepiej pod dachem hali targowej zaprojektowanej na zachodnią modłę.
BAL ARCHITEKTEK
Na bazarach Nairobi
Innym rodzajem konstrukcji jest Wakulima Market, brutalistyczny kompleks targowy z lat 60., którego projekt przypisywany jest głównemu architektowi Nairobi
136
W Nairobi takim miejscem był City Market, wybudowany w 1932 roku w dzisiejszym CBD, czyli centralnej dzielnicy biznesowej. Konkurs na projekt hali wygrali C. Rand-Overy i Shirley Lamphier Blackburne. Jej modernistyczna, żelbetowa konstrukcja łączy się z detalami art déco. Tyle że miejsce w hali kosztuje i oczywiście nie jest dla wszystkich.
BAL ARCHITEKTEK
Town Council. Wakulimę otwarto w styczniu 1967 roku (czyli już po odzyskaniu przez Kenię niepodległości) jako miejsce hurtowej sprzedaży świeżych produktów rolnych, zaopatrujące kolejne punkty targowe w mieście. To nie tyle pawilon, ile modularny system kielichowych zadaszeń z betonu*.
Kariokor Market jest jednym z przykładów targów rzemieślniczo-produkcyjnych. Rzeczy się tu sprzedaje, ale najpierw trzeba je zrobić. Siatka alejek zadaszonych plandekami z zabudową z rzędami stalowych budek i nisz kryje mikrohale produkcyjne i centra ponownego użycia materiałów. Każda z nisz to odrębny Handel oczywiście nie czeka, świat wypełniony innymi proaż ktoś zaprojektuje mu odduktami na sprzedaż i materiapowiednie miejsce, a niewyłami do ich produkcji. Zakłady chodzenie za linię zostawia krawieckie, salony z biżuterią, kolorowankom. Z budynku City warsztaty szewskie i magazyny Market rozlewa się na okozużytych opon, które przerabia liczne ulice i chodniki, dostawia się na podeszwy (oraz wiele instragany. Wakulima ekspansyw- nych produktów, o czym pisanie i głośno zajmuje połacie te- łyśmy w poprzednim numerze renu i dróg dookoła kielichów. NN6T), lokalne projektantki Parkowanie i rozładunek dzieją tradycyjnych sukien balowych się tu w tym samym miejscu sąsiadują ze współczesnymi i czasie co sprzedaż, ekspozystart-upami branży fashion, cja towarów oraz intensywny, a produkty wątpliwej jakości chaotyczny ruch motorów doz Chin mieszają się z produkstawczych i ruchu pieszego mas tami wykonanymi na miejscu, sprzedawczyń i kupców. I tu wracamy do pytania: co właściwie możemy zaprojektować tam, gdzie przestrzeń jest już codziennie projektowana przez korzystające z niej osoby? Żeby poszukać odpowiedzi, BAL wybrał się na misję badawczą, odwiedził i opisał kilka miejsc handlu w Nairobi – różne typy przestrzenne targowiska.
137
* Zainteresowanym brutalistycznymi kielichami Wakulimy w Kenii polecamy sprawdzenie, jak wygląda Kariakoo Market w Tanzanii. Spoiler: oba mają konstrukcję kielichową przywodzącą na myśl stary dworzec w Katowicach (R.I.P.).
BAL ARCHITEKTEK
powstałymi z lokalnych materiałów i wiedzy rdzennej. Prowizoryczna architektura pozwala utrzymać relatywnie niskie koszty najmu i „koloryt miejsca”, ale też ogranicza komfort sprzedawczyń i rzemieślników. Gruntowna przebudowa mogłaby poprawić warunki, lecz już pewnie nie tych samych osób. Jednocześnie powstają tu projekty nowoczesnych centrów handlowych z dodanymi symbolicznie kilkoma pojedynczymi straganami. W ogóle nie brzmi znajomo.
* Okrąglaki to długie, nieobrobione elementy drewna o okrągłym przekroju. Takie tyczki pozyskuje się często z agawy sizalowej, która w tradycyjnym budownictwie była wykorzystywana w konstrukcji dachów (belki, krokwie), a współcześnie nadal spotyka się ją jako główny materiał rusztowań.
terenie, z którego może niedługo będzie trzeba się przenieść. To konstrukcja łatwa do montażu, demontażu i punktowych napraw, oferująca relatywnie niski próg wejścia dla handlarek i kupców przy zapewnieniu wyznaczonej, zacienionej przestrzeni. Kuona Artists Collective Nietypowy wybór jak na przegląd bazarów, ale case ciekawy. Kuona mieści się w Kilimani, mocno gentryfikującej się dzielnicy Nairobi. Inicjatywa wspierająca kenijskie artystki i artystów powstała w 1995 roku jako Kuona Trust, a założył ją brytyjski kurator Rob Burnet. W 2017 roku, po kryzysie organizacji, działające tu osoby powołały kolektyw. Same opłacają wynajem terenu i wspólnie organizują jego funkcjonowanie.
138
Ngara Market to jeden z wielu miejskich targów spożywczych, ze świeżymi owocami i warzywami, gdzie niektóre z punktów sprzedaży prowadzą równolegle małą gastronomię. Tu przestrzeń stoisk nie skupia się wokół centralnego punktu (budynku czy placu, z którego mogłaby się wylewać). Stragany bardzo ciasno obudowują obie strony kilku ulic, na których odbywa się ruch kołowy. Konstrukcja i materiały wykorzystane do budowy zdradzają, że to nieformalne targowisko. Lekka, ażurowa konstrukcja z okrąglaków* oraz kilku zbitych lub powiązanych ze sobą desek i okrycie plandeką to typowy sposób budowania na
BAL ARCHITEKTEK
139
Na działce stoją kontenery i sa- może i gdzie akurat spotykają modzielnie budowane konstruk- się popyt i podaż. Rozmaitość cje mieszczące pracownie. Tutaj przestrzennych typologii i róższtuka i design powstają, ale też norodność oferty (nawet nie zdążyłyśmy wspomnieć o eleksą wystawiane i sprzedawane. Można wejść do studia, poroz- tronice i używanych ubraniach sprzedawanych na tony) są immawiać z osobą, która właśnie ponujące. Jednak ich największa coś tworzy, i kupić jej pracę. wartość to możliwość utrzyProdukcja miesza się z handlem. Przestrzeń żyje i otwiera mania cen na niskim poziomie, się na młode twórczynie i twór- osiągalnych dla mniej zamożnych mieszkańców i mieszkaców. Jej użytkowniczki i użytkownicy współtworzą zarówno nek miasta (którzy stanowią tu większość). Tymczasem tazabudowę, jak i zasady działakie targowiska coraz częściej nia. Pawilony znajdują się na ogrodzonym terenie zielonym, są likwidowane przez nowe inwestycje drogowe, a same straktórego część przeznaczona gany – burzone. Powstaje też jest pod wspólny ogród. Odwiedzający (a przede wszystkim wiele ich luksusowych odmian. Prosta infrastruktura pozbapolskie odwiedzające) odnoszą wrażenie, że oto sztuka wy- wiona jest instalacji sanitarnej, nieformalne targi rzadko mają rosła na kenijskich ogródkach dostęp do toalet. działkowych. Kolejną zaletą targowisk, bazaPrzestrzeń handlu na ulicy i świeżym powietrzu w Nairobi rów czy pawilonów artystyczpowstaje często tam, gdzie chce, nych jest ich wielofunkcyjność.
BAL ARCHITEKTEK
Autorki biorą udział w projekcie Horizon Europe, dofinansowanym przez Unię Europejską zgodnie z umową o dofinansowanie nr 101086391. Wyrażone w tekście poglądy i opinie należą wyłącznie do autorek i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko UE i Europejskiego Urzędu Wykonawczego ds. Badań, a grantodawca nie ponosi za nie odpowiedzialności.
140
Bal Architektek inicjatywa wspierająca kobiety w architekturze, zarówno projektantki, jak i jej użytkowniczki. Do tej pory mogłyście nas śledzić online na @bal_architektek, ale wkroczyłyśmy na papier! Balowiczki: Dominika Janicka, Barbara Nawrocka, Dominika Wilczyńska. PS Niech żyje Bal!
Każdy targ to funkcjonalna hybryda: w jednym przywołanym przez nas przykładzie uprawia się sztukę i ogród, w każdym wytwarza się i sprzedaje na miejscu. Wciąż szukamy takich przykładów, które w ramach mieszania funkcji handlu i opiekuńczych będą mogły aktywizować zawodowo kobiety. A może jednak trzeba je zaprojektować?
sasza pohorelov
„JAN KOWALSKI BZYKNE CIE W RYJ” – taki napis zobaczyłem na bloku o tęczowym zabarwieniu niedaleko mojego mieszkania. Dane osobowe, oczywiście, zostały zmienione: nie wiem, czy ze względu na prywatność bohatera graffiti – napis ten jest i tak ekstremalnie publiczny – czy moją, aby nikogo z czytających nie kusiło odkrycie mojego adresu. Niebieski tekst, pisany drukowanymi literami, ignorujący wołacz, nosowe e i zasady ortografii, został wysprejowany wystarczająco wysoko, żeby wystawać ponad zaparkowane samochody; jest czytelny, choć i niezgrabnie sklejony w całość, więc ledwie mieści się na bocznej ścianie budynku. Odkąd go zobaczyłem, nie byłem w stanie pozbyć się voyeurystycznego pragnienia odkrycia, co wiąże autora tego zdania z owym Janem i kim on w ogóle jest. To zdanie ze ściany było zbyt emocjonalne, zbyt wulgarne i zbyt nietypowe dla sypialniano-nudnej okolicy. Nie jestem ekspertem w świecie graffiti, ale coś wyróżniało te słowa na tle innych przykładów ulicznego folkloru zabarwiających lokalną pastelozę.
141
W SASZETCE
Jan Kowalski Moja oddalona od śródmieścia okolica (może jednak zgadniecie, gdzie mieszkam) jest raczej pozbawiona oryginalności w kwestiach ścianopisarskich. Zapamiętawszy, w które dni lepiej nie pojawiać się w barwach niepasujących do szaty graficznej klubu Legia, czułem się wystarczająco zsynchronizowany z moją ośką. Z najbliższego przystanku autobusowego idę, patrząc w punkt przed sobą, jedną nogą już w łóżku. Ścian po drodze raczej nie czytam. Ale Jana spostrzegłem podczas pierwszego spaceru po kilkudniowym L4, kiedy każdy budynek po dniach spędzonych w mieszkaniu przerastał wszystkie moje oczekiwania. Im bardziej wracałem do zdrowia, tym mocniej odlatywałem myślami do tego enigmatycznego napisu. Na pierwszy rzut oka można by było stwierdzić, że podpada on pod jedną z nieoficjalnych podkategorii sztuki graffiti, czyli ksenofobiczny one-liner. Nietrudno zauważyć powszechne transparentnie rasistowskie lub homofobiczne napisy na ścianach, ale są one pisane przeważnie w formie ogólnikowej: wszyscy Ukraińcy powinni
Można pociągnąć pisarską alegorię dalej i spojrzeć na miasto i jego infrastrukturę jak na publiczny notatnik – na kształt księgi gości na weselu, książki skarg i zażaleń w stołówce lub sekcji komentarzy na Facebooku. Miastowe „długopisy” najczęściej ukazują się w rękach polityków, samorządów i ludzi mających wystarczający kapitał, by kupić prawa autorskie do miasta i nazwać to mianem „inwestycji” lub „dobra publicznego”. A, no i tak zwanych przestępców oczywiście, bo naruszenie porządku wewnątrz notatniczka grozi karą. Przy tym nie jest tak, że ci mający dostęp do miejskiego długopisu piszą bezbłędnie – nie mogę myśleć o ławeczkach rozstawionych w losowych miejscach przy autostradach jak
W SASZETCE
o czymś innym niż niepoprawnie postawionych przecinkach. Na naganę (prawną lub społeczną) zasługuje za to nadpisywanie na marginesie zeszytu lub przekreślenie wcześniej napisanych słów. Nadpisać można zarówno serduszko, jak i penis. Albo logo Legii. Pisanie na miejskich marginesach nie musi jednak kończyć się na pojedynczym Janie. Jako notatnik opisywał São Paulo fotograf Adriano Choque, dokumentujący życie i działalność grafficiarzy w brazylijskiej metropolii na przestrzeni lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku. Swoją działalność opisywali słowem pichação (fon. pi-sza -sąu) i odróżniali ją od klasycznej kultury graffiti i murali, którą otwarcie gardzili. Działalność pichadores skupiała się wokół pozostawiania tagów na fasadach budynków mieszkalnych i przemysłowych, przy czym często były to konstrukcje w ścisłym centrum, dające maksymalną widoczność poszczególnym autorom. Film Pixo z 2009 roku sprowadza ich motywację do trzech filarów: umacnianie swojej pozycji społecznej, adrenalina oraz wyrażenie opinii politycznej. Nadpisywanie na tkance miasta było próbą udowodnienia, że istniejesz w społeczeństwie niesprawiedliwym, nierównym i polaryzującym. Przypomniawszy sobie o tym filmie, zacząłem wyobrażać sobie wszystkie możliwe
142
wracać wiadomo gdzie, Julka (lub Karyna) jest wiadomo kim, a bohater liryczny robił z twoją matką wiadomo co. To agresja półosobowa, działająca na podstawie starego jak świat hasła – kto ma wiedzieć, ten wie. Grafficiarskie ataki są powszechne i wyjątkowo wulgarne między innymi dlatego, że są nienamierzalne. Jednak ustalenie autora słów o zerżnięciu Jana pewnie nie jest takim trudnym zadaniem dla samego Jana. Mogą być równie dobrze groźbą, jak i zaproszeniem, w zależności od tego, co łączy pisarza i muzę. Ponadto, jak się okazało, skutecznie przyciągają uwagę przechodniów takich jak ja.
143 W SASZETCE
W SASZETCE
144
przedakcje, które się wydarzyły, grup społecznych: począwszy od zanim farba dotknęła pastelozwykłych wielkomiejskich klerwej ściany i na co najmniej kilka ków, na duchownych kościodni uwieczniła Jana na margiłów w pobliskich podmiejskich nesie warszawskiego arkusza. wsiach skończywszy. W zaByć może autor również czuł, leżności od postaci i energii, że napis na ścianie jest jedyną którą w Internecie emanował opcją doniesienia tego, co czuje dany Jan Kowalski, zmieniało do Kowalskiego. Na pewno po- się moje postrzeganie napisu winien był mieć jakąś motywa- na ścianie: Jan 1. padł niesprację, ewentualnie nawet tożsamą wiedliwą ofiarą osiedlowego z południowymi kolegami po linczowania, Jan 2. przeciwnie – fachu. został słusznie publicznie upokorzony w ramach społecznego Aby urozmaicić i ukierunkować ruchu sąsiedzkiego, Jan 3. przemoje fantazje, wpisałem imię grał zakład i napisał ten tekst Jana Kowalskiego w wyszukiwłasnoręcznie dla zabawy i adwarce. Nie jest to moje pierwrenaliny. W moich oczach każdy sze doświadczenie z szukaniem autor napisu i każdy z Janów informacji o ludziach w sieci – perfekcyjnie współgrał z wczenaturalna ciekawskość i prawie śniej wspomnianymi motywadwudziestoletnie doświadczecjami brazylijskich pichadores. nie korzystania z Internetu zro- W dużym skrócie: zabawie nie biły ze mnie osobę, do której było końca i byłem zadowolony notorycznie zwracają się znaz kolejnego udanego cosplayu jomi, abym zrobił background Sherlocka. check komuś, z kim planują iść na randkę. Udawało mi się znaj- Jednak wszystko, co mówili dować rejestracje samochodów, nasi rodzice o Internecie, jest miejsca zamieszkania i pracy, prawdą: to straszne miejsce. wiek, wzrost, a nawet wagę – Dobra, może nie tyle Interzarówno randkowiczów, jak i, net jest straszny, ile ja w nim, czasem, ich krewnych. W przy- bo po zanurzeniu się w Zwariopadku naszego bohatera, mawany Świat Jana Kowalskiego jącego w prawdziwym życiu nie powstrzymałem się od wypodobnie generyczną kombigooglowania swojego imienia nację imienia i nazwiska, trop i nazwiska. Lista osób o modoprowadził mnie do kilku ich danych osobowych jest możliwych kandydatów – zeo wiele krótsza – ja, mój niescoutowani zostali na grupkach żyjący od 20 lat ojciec, roosiedlowych, LinkedInie, wśród syjski wieloboista olimpijski, przedsiębiorców jednoosobozabójca eksprzywódcy samowych w KRS-ie i na szeregu in- zwańczej Donieckiej Republiki nych stron, dróg do których już Ludowej (DRL) i, z jakiegoś ponie pamiętam. Na liście podej- wodu, kilku fotografów weselrzanych były osoby z różnych nych. Analizując wpisy o sobie
Sasza Pohorelov twórca internetowy, autor treści wszelakich o różnym stopniu powagi. Pełnił funkcję redaktora zarządzającego magazynu „DUMA”. Obecnie prowadzi konto memowe @pysznestopy.pl
W SASZETCE
145
(bardzo szybko straciłem zain- za coś zemścić. Przemilczę jedteresowanie czytaniem o suknak te najśmieszniejsze overcesach i porażkach innych sharingi Internetu początku Pohorelovów), zdałem soubiegłej dekady, abyście nie siębie sprawę, że niespójnie piszę gnęli po farbę już teraz. swoje imię w różnych publikacjach (Sasza/Sasha); znaAnohni w utworze Watch Me lazłem też moje stare konto śpiewa o pożądaniu wobec na TikToku, o którego istnieagenta służb bezpieczeństwa, niu wolałem nie pamiętać; doktóry uważnie monitoruje każdy scrollowałem aż do protokołów jej ruch, Sting w Every Breolimpiady z literatury, na której ath You Take przedstawia ślebyłem w trzeciej klasie liceum dzenie ukochanej osoby jako i którą sromotnie przegrałem. akt najwyższej troski, KrzyszByła to aktywność przerażająco tof Kieślowski w Krótkim filmie intymna – po raz pierwszy od o miłości ilustruje podglądadawna stalkowanie sprowadzało nie przez nastoletniego Tomka się nie do niemalże sportowego starszej od niego Magdy jako hazardu, by znaleźć jak najponiekąd akt najczystszej, mawięcej, ale raczej do lęku przed gicznej miłości. W moim przyznalezieniem czegokolwiek, co padku okazało się, że celem wyparłem z pamięci. Nie paszukania informacji o innych miętałem na przykład, że aż jest posiadanie takiej wiedzy, tak lubiłem filtry i białe ramki by zobaczywszy napis „SASZA w edytorze zdjęć Retrica. NaPOHORELOV BZYKNE CIE wet jak na swoje czasy to była W RYJ”, nigdy nie pomyśleć przesada; dlaczego nikt mi nie o sobie. To na pewno o kimś inpowiedział, że saturacja na zdję- nym, prawda? ciach może być poniżej 300%? Nikt również nie powstrzymał mnie przed wrzuceniem wyników „testu psychologicznego”, który wskazał, że w wieku 14 lat moim wiekiem psychologicznym były 54 lata, a spirit animalem – wilk. Wolałem nie pamiętać, że publicznie wrzuciłem informację, że w innym teście wyszło mi, że z Przyjaciół byłem Phoebe, a wśród napojów w Starbucksie okazałem się sojowym latte z truskawkową posypką. Mam wrażenie, że wrzucałem tyle treści celowo, aby ktoś to odnalazł i po latach wysprejował na ścianie, żeby się
Współczesna produkcja kulturalna to doskonałe pole badawcze dla analizy produkcji i reprodukcji społeczeństw ery „późnego kapitalizmu”. Postępujący zwrot zainteresowania sztuczną inteligencją nie jest więc niczym dziwnym – osoby tworzące współczesną kulturę i naukę zauważają obecność AI w naszej rzeczywistości, starają się wypracować krytyczną postawę wobec tego zjawiska oraz zastanawiają się nad
problemami, jakie ono stwarza. Z dużym zaciekawieniem obserwuję dyskusję, która toczy się w tym kontekście w ramach instytucji sztuki. Obok różnych obaw – np. o to, jak budowa nowych centrów danych wpłynie na gospodarkę wodną, o inwigilację społeczną czy o postępującą militaryzację AI – można w niej wyczuć nieśmiały entuzjazm w związku z możliwościami oferowanymi przez postęp technologiczny.
* Tytuł to parafraza wypowiedzi Donalda Trumpa, w której chwali AI i możliwości, jakie daje jej rozwój w kontekście zwiększania konsumpcji paliw kopalnych, którą widzi jako pozytywną siłę napędzającą gospodarkę USA (a przy okazji kilka wojen). O tej logice piszą w swojej najnowszej książce End Times Fascism: And the Fight for the Living World Naomi Klein i Astra Taylor (Penguin Books, 2026).
Przyznam, że nieco dziwi mnie pozytywne nastawienie instytucji sztuki do badań nad sztuczną inteligencją. Nie chodzi o wypieranie rzeczywistości czy jej negowanie, ale o pewną dozę nieufności wobec kolejnej nowinki technologicznej
Higiena w późnym postkapitalizmie
Jeśli spojrzeć na rozwój technologii AI przez pryzmat instytucji sztuki, wyłania się całkiem optymistyczny obraz. Wiemy, że nasze uwikłanie w technologię, a w szczególności w najbardziej popularne duże modele językowe, znacząco wpłynie na społeczeństwo, ale chcemy wierzyć, że ma też swoje zalety – pisze agata cieślak.
146
Potwór pożerający prąd*
Higiena w późnym postkapitalizmie
147
Agata Cieślak, ilustracja (agent-mem), 2026. Postać inspirowana fikcyjnymi agentami AI – influencerami, którzy reprezentują „memiczne” treści w social mediach najprawdopodobniej po to, żeby zwerbować bazę klientów do spekulatywnego inwestowania w nowe produkty finansowe.
Higiena w późnym postkapitalizmie
148
stworzonej przez kapitalizm. Systemu Zdrowia). Ile osób Niezależnie od tego, jak rewoumrze z powodu braku dolucyjny jest to wynalazek i ile stępu do wody pitnej wykorzymożliwości rozwoju własnej stywanej do chłodzenia nowo praktyki artystycznej czy babudowanych centrów danych – dawczej stwarza, AI pozostaje jeszcze nie wiemy. narzędziem kapitalizmu służącym zaspokajaniu jego potrzeb, Faktycznie: AI już jest tutaj tj. utrwalaniu istniejących w ra- z nami i trzeba się tym zjawimach tego systemu hierarchii skiem zająć. Zamiast jednak władzy (finansowej lub politycz- zastanawiać się nad możliwonej). Do rozwoju tej technolościami, jakie daje nam uwigii zostaliśmy okradzeni z całej kłanie się w kolejny poziom twórczości, jaką kiedykolwiek uzależnienia naszej cywilizaudało nam się wyprodukować cji od technologii, warto zadać jako ludzkość. sobie pytanie: czy w logice kapitału możliwa jest odpowiedź Należy podkreślić, że napędza- na rozwój technologiczny nie strachu wokół sztucznej in- zakładająca emancypację teligencji to zabieg, który ma społeczną? odwracać uwagę opinii publicznej od faktycznych problemów W fantazjach o przyszłości, któzwiązanych z jej obecnością rym przysłuchuję się w różw życiu społecznym. Prawdonych dyskusjach prowadzonych podobnie ludzkość nie zginie w instytucjach sztuki, AI często wraz z rozwojem AI. Niemniej przedstawiana jest jako parajest to wynalazek, który już te- doksalna odpowiedź na poraz odpowiada za śmierć tysięcy stęp. Jeśli tylko udałoby się ludzi. W szczególności myślę nam stworzyć zrównoważone tutaj o technologiach militarwarunki działania tej technonych rozwijanych przez firmę logii na podstawie modeli jęPalantir – mają one zoptymazykowych, które nie byłyby lizować wydajność działań wo- powiązane z faszyzującymi muljennych, dzięki czemu sposoby timiliarderami, sztuczna inteliwybijania całych grup etniczgencja stworzyłaby możliwości nych, np. w Gazie, stają się sku- egalitarnego dostępu do całej teczniejsze. Palantir stopniowo wiedzy oraz pomogła zrozumieć wnika w struktury państwowe naszą przeszłość, rozwiązać kolejnych krajów; w Polsce dotąd nierozwiązywalne prowspółpracuje z Ministerstwem blemy, leczyć choroby i, co najObrony Narodowej i wojskiem ważniejsze, mniej pracować. w kwestiach cyberbezpieczeń- To, co umyka w takich rozwastwa oraz logistyki pola walki, żaniach, to fakt, że AI powstaje a w Wielkiej Brytanii uzyw kontekście ekstremalnych skał dostęp do bazy danych pa- nierówności społecznych i tocjentów NHS (Narodowego warzyszącej im przemocy, które
Agata Cieślak artystka, autorka, producentka, pracowniczka kultury. Działa na styku różnych dziedzin, nieprzerwanie wierząc w istotę sztuki. agata-cieslak.com
149
Higiena w późnym postkapitalizmie
proces rzetelnej wymiany myśli, poprzez stwarzanie możliwości rozwoju społecznego, które pozwolą nam na bieżąco Nie można zignorować jednoznacznie negatywnego wpływu rozumieć rzeczywistość – m.in. sztucznej inteligencji na uczenie dostrzegać ograniczenia wolnosię, które powinno trwać przez ści, jakie niesie ze sobą postęp cały okres dojrzewania – po to, technologiczny. aby kształtujący się człowiek Zbieg rozwoju sztucznej intelimógł samodzielnie i w pełni gencji z krytycznym momentem rozwinąć swój umysł. Edukanarastających zagrożeń ekolocja to trudny i niezwykle bolesny proces, a modele językowe gicznych nie wydaje się przypozwalają młodym ludziom go padkowy i tworzy ekstremalnie omijać i od razu przechodzić do trudną sytuację dla dalszego funkcjonowania życia spoprezentowania efektów pracy łecznego. To na każdym z nas, – zarówno wobec innych, jak i samych siebie. Ekstremalnym a zwłaszcza na instytucjach sztuki – jednych z ostatnich nierównościom i towarzysząostoi życia publicznego – spocej im przemocy naszych czasów możemy się przeciwstawić czywa obowiązek sprostania jedynie dzięki kapitałowi inte- temu wyzwaniu. Nie możemy lektualnemu. Jak go zbudować? dać się mu pochłonąć. Tylko poprzez rygorystyczny charakteryzują współczesną rzeczywistość.
Elementami kryzysu są choćby pośrednictwem ich libertyńgenerująca wewnętrzną wrogość skiego ducha oddać hołd wysiłkom Maja ’68 („Jeszcze jeden polaryzacja oraz niezdolność kolejnych rządów do rozwiązy- wysiłek, Francuzi!”). Tamte rewolucje już nie wrócą – mówi wania problemów instytucjokarta Śmierci, XIII wielkie arnalnych i infrastrukturalnych kanum. Coś obumiera, żeby coś dotykających istotnych aspekmogło narodzić się na nowo; tów życia (we Francji edukacja, w Polsce opieka zdrowotna). Śmierć to karta transformacji, W Stanach Zjednoczonych po- wylinki, metamorfozy. Może jawił się cały nurt twórczy eks- i rzeczywiście skojarzenie z Maplorujący bliską przyszłość jem jest trafne: choć wydarzenia te miały niezwykły wpływ wojny domowej i secesji. Jakiś kontrakt społeczny na naszych społeczny, pod względem politycznym okazały się porażką. oczach ulega wyczerpaniu – To była pierwsza, ale nie ostatz pewnością nie pomagają tu złośliwa agentura mocarstw nie- nia taka rewolucja – dość wspochętnych Unii Europejskiej ani mnieć polskie Czarne Protesty, francuskie Żółte Kamizelki, nowa rzeczywistość mediów społecznościowych. Stąd pyta- a wcześniej choćby Arabską nie do tarota o barykadę: sym- Wiosnę. Pewne rewolucje wciąż się udają, lecz formuła ta sprawbol protestów w przestrzeni dza się coraz rzadziej. publicznej, materialny wyraz niezgody i gniewu. Ósemka Monet – w naszym Sięgnęłam po talię Milo Maprostym rozkładzie karta tego, nary – legendarnego włoskiego co będzie dalej – w żadnym rarysownika komiksów – żeby za zie nie odmawia barykadom
Nowa Karta
Kiedy to piszę, trwają protesty uczniów i studentów we Francji, ale równolegle kryzysów politycznych doświadcza większość społeczeństw, które do tej pory uznawaliśmy za szczęśliwe demokracje – pisze agata czarnacka.
150
Tarot na… współczesne barykady
Demokracja to ustrój, w którym władzę sprawuje ogół
obywateli – pośrednio przez wybieranie swoich reprezentantów lub bezpośrednio. Jednocześnie w każdym kraju trwa specyficzny, nienazwany wyścig zbrojeń pomiędzy rządzącymi a tymi, którym ich polityka się nie podoba. W tym wyścigu rządy wysforowały się na prowadzenie dzięki bezprecedensowej arogancji, obojętności czy wreszcie, jak we Francji, brutalności. Czas na ruch niezadowolonych. Tarot obiecuje, że najbliższa przyszłość przyniesie co najmniej porównywalny rozwój sztuki protestu.
Agata Czarnacka filozofka, aktywistka feministyczna, tarocistka. Agata zaprasza na czytania indywidualne (także online) lub na „Pałacową promocję” w Café Kulturalna w Warszawie, którą urządza z okazji lub bez okazji (daty do sprawdzenia w mediach społecznościowych): fb.com/tarotagaty instagram.com/tarot_ agaty
Karta Słońca nie w każdej talii ma aspekt oddzielenia, dystansu i oddali, ale widać to wyraźnie w jednej z najstarszych talii – Tarocie Viscontich, gdzie Słońce porusza się na chmurze niczym na podwieszonej teatralnej dekoracji, albo i tu, u Manary, u którego Ikarea szybuje ponad pokrywą chmur na skrzydłach mocniejszych od wosku. Milczeniem pomińmy nagie pośladki dziewczyny (to ten duch 1968 roku), skupmy się na przekazie o funkcjonowaniu zdalnie. Czy barykady jutra będą uporczywym DDoS-owaniem (zasypywaniem adresata protestów miliardami sygnałów), czy też koordynowanym bojkotem bądź innym nieposłuszeństwem i będą przebiegać raczej w cyberprzestrzeni niż IRL?
151
Nowa Karta
przyszłości. Podobnie jak Śmierć jest kartą przeobrażeń, przekształceń, rozwoju, który domaga się zmiany. Inaczej niż Śmierć jest radykalnie i bezwzględnie optymistyczna. Barykady się zmienią: rządy w różnych krajach odkryły, że da się iść w zaparte, nazywać buntowników chuliganami i rozgrywać polaryzację protestujący vs. ciężko pracujący ludzie, którym się spieszy. Dzisiejsze barykady na ulicach rzadko zresztą bywają dotkliwsze niż byle półmaraton. Pojawiają się jednak nowe środki i metody.
nagrobki (maciek salamon i adam witkowski)
jak przeżyć?
Jak przeżyć w kościele?
Zacznijmy od pierwszego sakramentu, czyli chrztu. Nikt, jak wiadomo, nie pytał mnie wtedy o zdanie, więc, chcąc nie chcąc, zostałem ochrzczony. Nic z tego nie pamiętam. Pamiętam za to kolejny sakrament, czyli pierwszą komunię.
Jako siedmiolatek w latach 90. nie zastanawiasz się specjalnie, czy iść do komunii czy nie. Wszyscy w klasie idą, więc nawet nie przychodzi ci do głowy, że można inaczej. Dużo bardziej niż kwestie wiary zajmowało mnie wówczas to, że miałem marynarkę w jakiś wzorek (a nie czarną/granatową jak wszyscy) – byłem przekonany, że koledzy będą się ze mnie śmiali. I rzeczywiście się śmiali. Na szczęście po chwili przyszedł kolega ubrany w biały garnitur i okazało się, że fajnie, inni mają gorzej. Z pierwszą komunią wiąże się pierwsza spowiedź. Z nerwów
152
Na początek pragnę zaznaczyć, że nigdy nie dostąpiłem łaski wiary, choć niejeden i niejedna próbowali mnie do niej przekonać. Zarówno siłą, jak i bardziej pokojowymi metodami. Nie podziałało.
jak przeżyć? nie wiedziałem, co powiedzieć. Z pomocą przyszedł mi kolega z klasy, Kuba, który był przede mną i mówił tak głośno, że część grzechów mogłem od niego zgapić. Pamiętam, że powtórzyłem między innymi, że „chodziłem po dachach”. Jak myślę o tym teraz, to nie bardzo wiem, co właściwie było w tym złego. Ważne, że przeszło.
153
Z bierzmowania zapamiętałem przede wszystkim wybieranie imienia. Najpierw chciałem Baton. Nie zgodzili się. Potem zaproponowałem Adolf. O dziwo, również nie przeszło. W końcu stanęło na Idzim i tutaj już uzyskałem zgodę księdza. Pamiętam też, że mój świadek bierzmowania, kuzyn Hubert,
nie przyszedł, bo zapomniał. Wtedy wydawało mi się to trochę dziwne. Teraz wcale mu się nie dziwię. Najtrudniejsze zawsze było jednak uczestnictwo w zwykłej mszy. Nigdy nie miałem chęci zapamiętać wszystkich modlitw, więc poruszałem wargami mniej więcej w rytmie tłumu. Gdy zaczynało się śpiewanie, przechodziłem już na pełny lip sync. Tyle że trudniejszy niż normalnie, bo bez znajomości tekstu. Śpiewanie zawsze krępowało mnie najbardziej. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek naprawdę wydał z siebie w kościele jakiś dźwięk.
Zasłyszane w kościele teksty potrafią zlewać się w zupełnie nowe słowa i zdania. Przykładami są nieśmiertelne „anaszpanie”, „rzepaczysta” albo „bądź mi zawsze kupo mocy”.
Osobnym problemem były odpowiedzi na zawołania księdza. „Pan z wami”, „I z duchem twoim”, „Godne to i sprawiedliwe” i tak dalej. Jeśli nie masz specjalnej motywacji, żeby się tego nauczyć, najbezpieczniej po prostu odpowiadać
Nie wiem, czy każdy tak miał, ale ja podczas mszy miałem ciągłe wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Trzeba więc wszystko robić wyjątkowo starannie, bo jeden źle wykonany ruch i wszyscy od razu wiedzą, że nie ćwiczysz regularnie. À propos ruchów: podstawowa metoda polegała na zgapianiu ich od osoby stojącej obok. Żegnamy się, ale co jest najpierw – czoło czy klatka piersiowa? Jak klatka, to prawa strona czy lewa? Musiałem nie uważać na tej konkretnej lekcji, a potem było już głupio pytać. Podobnie było w momencie, gdy ksiądz mówił: „Słowa Ewangelii według świętego (kogoś tam)…”. Wszyscy wykonywali kciukiem trzy
154
Wolałem już, żeby ktoś zauważył, że nie śpiewam, niż żeby usłyszał, jak śpiewam.
jak przeżyć?
półgłosem razem z innymi i liczyć, że tłum cię przykryje.
NAGROBKI zespół muzyczny współtworzony przez artystów wizualnych Maćka Salamona i Adama Witkowskiego. nagrobki. bandcamp.com
jak przeżyć?
155
Ostatnie moje spotkanie z intajemnicze, smyrające ruchy. Ciężko było to zgapić, bo – jak stytucją kościoła nastąpiło kilka lat później. Jako człowiek mało wiadomo – w kościele trzeba patrzeć do przodu. Osoby obok asertywny i chyba nadal nie do końca świadomy, że różnym nie widzisz za dobrze, a kiedy rzeczom można po prostu ododwrócisz się do tyłu, ten za tobą już skończył, bo cała ope- mówić, zgodziłem się zostać racja trwa jakąś sekundę. Moż- chrzestnym mojej przyrodniej liwe, że sam nie wiedział, jak się siostry. to robi. Możliwe, że nikt nigdy Z tej okazji należało między innie wiedział. nymi pójść do spowiedzi. Klękanie i wstawanie było Udało mi się nie pójść. Nie paprostsze. To akurat łatwo miętam już, czy skłamałem, że zgapić. Kiedy wszyscy siabyłem, czy nikt mnie ostateczdali – siadałem. Kiedy wstanie nie sprawdził, czy też jako wali – wstawałem. Kiedy początkujący grafik podrobiłem klękali – klękałem. podpis na jakimś zaświadczeniu. Nieważne. Po bierzmowaniu, gdzieś w wieku 14 lat, odkryłem w końcu, że właściwie nie mu- Wtedy już wiedziałem, że piekła nie ma. szę już tam chodzić. I że tak można.
autorka projektu: natalia ratajczak
Krój Heksa jest częścią obronionej w tym roku na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu pracy dyplomowej Natalii Ratajczak. W ramach
dyplomu zatytułowanego Sztrychy, blubry i neony. Litera jako nośnik tożsamości wizualnej w projekcie kolekcji krojów pisma inspirowanych typografią Poznania powstała cała seria krojów, a w niej, oprócz Heksy, także akcydensowy Szplin oraz bardziej kaligraficzny Glanc. – Historia Heksy zaczęła się na Starym Rynku w Poznaniu, gdzie moją uwagę przykuła metalowa tablica znakująca Muzeum Literackie Henryka Sienkiewicza – opowiada projektantka. – Zainteresowała mnie jej forma liternicza, która
Natalia Ratajczak, krój Heksa, materiały z archiwum projektantki
156
Głównym założeniem projektowym tego fontu było stosowanie go do tekstów składanych dużym stopniem pisma, np. tytułów oraz krótszych form tekstowych. Z tego względu liczba glifów (znaków – przyp. red.) ograniczona jest na razie do podstawowych znaków alfabetu łacińskiego, cyfr i najbardziej funkcjonalnych znaków interpunkcyjnych.
typografia XXI wieku
Heksa
typografia XXI wieku
157
Natalia Ratajczak, krój Heksa, materiały z archiwum projektantki
typografia XXI wieku
158
Natalia Ratajczak, krój Heksa, materiały z archiwum projektantki
typografia XXI wieku
Natalia Ratajczak, krój Heksa, materiały z archiwum projektantki
wydała mi się jednocześnie elegancka i charakterna; przemówiła do mojej „mrocznej” estetyki. W toku prac nad dyplomem doszukałam się informacji, że autorem tablicy jest Marian Banasiewicz, a jego projekt został zrealizowany w 1982 roku. Tamto niepozorne wydarzenie otworzyło w mojej głowie szufladkę, z której wyskoczyło pytanie: ile takich literniczych artefaktów zdążyło umknąć mojej uwadze w codziennym zgiełku miejskiego życia?
159
Heksa to skondensowany krój szeryfowy, który zachowuje historyczny charakter odlanego w metalu pierwowzoru. Jednocześnie rozwija go poprzez ostrzejsze zakończenia, wydłużone szeryfy, zwarte proporcje i zdecydowanie bardziej „gotycką” ekspresję. W efekcie, na styku lokalnego dziedzictwa z autorską estetyką, powstaje krój odświeżony, adekwatny do
nowoczesnego standardu projektowania, nieodżegnujący się od swojego tradycyjnego fasonu. – W gwarze poznańskiej słowo heksa ma raczej pejoratywny wydźwięk – dodaje Natalia. – Oznacza zrzędliwą i kłótliwą jędzę, wredną babę, a pochodzi od niemieckiej die Hexe, czarownicy. Nazwa kroju wskazuje więc nie tylko na jego poznański rodowód, lecz także na jego temperamentny, wyrazisty charakter. Opracowanie tekstu: Kacper Greń
abcdefghijkl mnopqrstuwvxyz abcdefghijkl mnoÓpqrstuwvxyz 0123456789!?#%
abcdefghijkl mnopqrstuwvxyz abcdefghijkl mnoÓpqrstuwvxyz 0123456789!?#%
typografia XXI wieku
Heksa
Natalia Ratajczak Projektantka graficzna, kaligrafka, typografka. Absolwentka poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego z dyplomami zrealizowanymi w Pracowni Znaku i Typografii. Miłośniczka polskiego black metalu, sztuki średniowiecznej i XX-wiecznych szyldów. W codziennej pracy zajmuje się brandingiem, web designem i projektami dla undergroundowych zespołów muzycznych.
160
abcdefghijkl mnopqrstuwvxyz abcdefghijkl mnoópqrstuwvxyz 0123456789!?#%
11.2 026
80
I L E B Y C DE ego tywn a m H r NYC ! Perfo TYW
awa era FORMA ut Pr premiI SZTUK PER t y t s In 9 / J SIEC
g. 1 OLSKIE 6.A1Z1G, OŚCINNY P
POK
(RE)SEA
Jana Svob odová 14
–15.11, g
. 19 / pre
RCHING
miera!
KOPROD UKCJA: CZESKIE AR CENTRU CHA – CENTRU M WARS M ZAWA, TE DOKUMENT ÁRNÍHO ATR KO DIV MUNA WARSZAW ADLA, A
HAVEL
S E M HER Tuñón Carlos rczyk, ra! o B z s emie Toma 11, pr
3. 20–2
NOWE
BAS A TR ED ON UE S FE 27–2 ST IVAL TORY 9.11
FORM
Y