Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 02/2018

Page 1

SPEED SKATING 2018


AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce Magdalena Czyszczoń (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) Foto: Paweł Skraba

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji Halina Hanusz Adres redakcji 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks 22 828 02 76 tel. 502 250 604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl Projekt graficzny i skład Andrzej Kubatko © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 27 marca 2018 r.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów.

Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546

[od redakcji]

Chwile, ale nieulotne

S

kończył się dopiero marzec, a śledząc nasze AZS-owe informacje wydaje się, że to chyba szczyt sezonu. W przeciągu kilku dni wydarzyło się bardzo wiele. Żeńska ekipa futsalu z AZS UAM Poznań wywalczyła tytuł wicemistrzyń Polski. Po chwili Natalia Bajor z AZS Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu została mistrzynią Polski w tenisie stołowym. Kilka godzin potem zaczęło się dziać w górach. Przez stoki Wisły i Zakopanego przeszła fala pasjonatów narciarstwa i snowboardu. Kilkaset osób, fantastyczna rywalizacja w ramach Akademickich Mistrzostw Polski, sporo niespodzianek, profesjonalna organizacja, superdokumentacja filmowa i zdjęciowa. Na świecie, w snowboardowym Pucharze Świata, Oskar Kwiatkowski z AZS Zakopane na podium w gigancie. Międzynarodową mistrzynią Polski w tej dyscyplinie zostaje za chwilę jego klubowa koleżanka Weronika Biela. Kamila Żuk z AZS AWF Katowice pokazuje, że jest najlepszą biathlonistką świata w kategorii młodzieżowej. Ekipa taekwondo z Poznania wraca z kolejnego Pucharu Świata znowu z medalami. Kilkadziesiąt tysięcy kilometrów dalej w Kuala Lumpur na podium Akademickich Mistrzostw Świata stają w strzelectwie co chwilę polskie reprezentantki. W białoruskim Mińsku łyżwiarze zdobyli 9 medali, a Magdalena Czyszczoń stając trzy razy na najwyższym podium zostaje najlepszą zawodniczką Akademickich Mistrzostw Świata w Łyżwiarstwie Szybkim. W sobotę koszykarki AZS Uniwersytet Gdański wygrały w ¼ finału play-off z AZS Uniwersytetem Warszawskim i odtańczyły żywiołowy taniec radości. A w tych kilku dniach był jeszcze 8 marca i tradycyjny Dzień Kobiet, i tak jak od dziesiątków lat była okazja wspominania „dziewczyn z AZS”. I znowu pojawiła się na publikowanych fotografiach Halina Konopacka, absolutna liderka w kategoriach urody, wdzięku, sportowych sukcesów, dokonań artystycznych, podbojów serc i bohaterskich, patriotycznych czynów. No i tak dotarliśmy do pytań stawianych podczas konferencji na lubelskim UMCS związanej z archiwizowaniem źródeł traktujących o AZS i tworzeniem projektu wirtualnego muzeum AZS. Po co są takie zbiory? Kto się będzie tym interesował? Kto i w jaki sposób ma porządko-

wać i udostępniać zebrane materiały? Jak do jednego pudełka wrzucić złoty medal Haliny Konopackiej z 1928 roku i fantastyczne biegi polskich sztafet 4 × 400 metrów na halowych mistrzostwach świata w Birmingham dwa tygodnie temu. A przez te 90 lat wiele się przecież w naszej akademickiej lekkiej atletyce jeszcze wydarzyło. Dyskusja zrodziła się w pełnym wymiarze akademickim, brali w niej udział profesorowie, adiunkci, doktoranci i studenci. Ale podziałów było więcej – swoje zdanie wypowiadali sportowcy, osoby pracujące dla AZS, ale także ci, którzy dopiero do organizacji przystępują. Niezbyt w opiniach różnili się dwudziestolatkowie od tych trzy razy starszych. Nie było podsumowań i wniosków ogólnych, ale chyba wszyscy się zgodzili z takimi regułami. Sport uprawiasz przede wszystkim dla siebie, dla swojej aktywności. Jak masz z tego satysfakcję, to rób to w grupie. Kontakty i relacje, które wtedy się rodzą, zostają na całe życie. Dokumentuj swoją przygodę na użytek swój i swojej rodziny. Jeśli twoja aktywność jest czymś więcej, reprezentujesz klasę, szkołę, uczelnię, klub, to sport staje się wymiarem społecznym. Nas w AZS najbardziej zainteresowała 110 lat temu ta społeczność akademicka. Masę z historii tych sportowych faktów odnotowano, opisano, ba, nawet obfotografowano. Współczesna technologia pozwoli, by do tych źródeł mógł dotrzeć każdy. A co zrobić z tymi informacjami, które tylko w niewielkim wymiarze zostały opisane w tym felietonie. Kilkanaście nakręconych filmów, kilkaset zdjęć, kilkadziesiąt wpisów na Fb, to tylko o sukcesach, a przecież były pewnie jeszcze porażki. Pomysł wszyscy dyskutanci mieli w efekcie taki sam – selekcjonować, wybierać i archiwizować. W wymiarze własnego archiwum, archiwum sekcji, klubu, środowiska – a najlepsi z całej Polski niech działają na rzecz wirtualnego muzeum AZS i upowszechniają dobre praktyki w tym zakresie. Trudno teraz do końca wytłumaczyć młodzieży akademickiej, czego dotyczyły uwagi odnotowane przez rektora Uniwersytetu Wileńskiego w 1929 roku, które brzmiały mniej więcej tak: Niech AZS zdejmie tablicę w korytarzu, bo blokuje się przejście. Redaktor

Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość, że 17 marca 2018 r. w wieku 57 lat zmarła dr hab. prof. nadzw. Halina Zdebska-Biziewska. Była absolwentką i nauczycielem akademickim Akademii Wychowania Fizycznego im. Bronisława Czecha w Krakowie. Ukończyła studia na kierunku trenerskim, uzyskując tytuł magistra sportu i uprawnienia trenera II klasy w piłce siatkowej. Przez wiele lat związana z Klubem Sportowym AZS AWF Kraków, w trakcie studiów jako zawodniczka sekcji piłki siatkowej, później trener grup młodzieżowych, członek Zarządu tego Klubu. Współpracowała z Zarządem Głównym AZS. Uprawiała publicystykę o tematyce sportu akademickiego na łamach „Akademickiego Przeglądu Sportowego” (1997–2002). Autorka tekstów monograficznych o AZS Kraków i redaktor „Zeszytów Historycznych Akademickiego Związku Sportowego” (1997–2005). Pozostanie w naszej pamięci, Koleżanki i Koledzy z AZS

aps nr 02 2018 (348)


IV AMŚ w Łyżwiarstwie Szybkim, Mińsk (BLR), 22–25.03.2018

Przed otwarciem

21

marca z członkami polskiej akademickiej reprezentacji w siedzibie ambasady spotkali się polscy dyplomaci. Gospodarzem spotkania był pełniący obowiązki ambasadora chargé d’affaires a.i. radca Michał Chabros. Reprezentujący AZS Bartłomiej Korpak i Adam Roczek przedstawili podstawowe informacje o Akademickim Związku Sportowym, a także o startach uniwersjadowych i udziale w akademickich mistrzostwach świata. Przedstawiono polskich reprezentantów, mówiono o nadziejach związanych ze startem łyżwiarzy w Mińsku. Radca Michał Chabros, a także odpowiadający za kontakty z mediami I radca Marcin Wojciechowski przekazali podstawowe informacje dotyczące polskiej aktywności na Białorusi, a także historycznych relacji pomiędzy naszymi narodami. Za istotne uznali także włączenie wydarzeń, związanych ze sportem akademickim, do budowania dobrych kontaktów pomiędzy środowiskiem akademickim obu państw. Za oczywiste uznano pełne

naukowych monitorujących szkolenie sportowe, propagowania wolontariatu w sporcie. Porozumienie podpisali: ze strony Federacji Białorusi prezes Aleksander Bogdanowicz, a ze strony AZS Bartłomiej Korpak, sekretarz generalny. Przy podpisywaniu towarzyszyli im Adam Roczek – prezydent EUSA, były wiceprezes ZG AZS, a ze strony białoruskiej Aleksander Macuszonok – wiceminister oświaty, a także dyrektor Republikańskiego Centrum Sportu i Edukacji Młoitd., zaplecze odnowy biologicznej) i niezbędną infrastrukturę. Uczelnia jest podstawowym zapleczem sportowym i badawczym pracującym dla sportu białoruskiego. Rektor Sergiej Repkin jest równocześnie wiceprezydentem białoruskiego komitetu olimpijskiego. Gratulując osiągnięć, przedstawiciele AZS, wręczając koszulkę reprezentacyjną, zaprosili rektora do kibicowania polskim zawodnikom. Tekst i Foto Bartłomiej Korpak

wsparcie dla polskich reprezentantów i kibicowanie im na trybunach. Bezpośrednio przed ceremonią otwarcia IV Akademickich Mistrzostw Świata w Łyżwiarstwie Szybkim odbyło się uroczyste podpisanie memorandum o współpracy pomiędzy Białoruską Federacją Sportu Akademickiego i Akademickim Związkiem Sportowym. W treści porozumienia wyrażono wolę rozwoju współpracy w zakresie sportu, w wymiarze wspólnych imprez sportowych organizowanych na rzecz studentów i społeczności akademickiej, a także w zakresie dobrych praktyk związanych z działalnością na rzecz środowiska akademickiego, badań www.azs.pl

dzieży i Studentów Witalij Strigelsky. Dzień później przedstawiciele FISU i AZS goszczeni byli przez rektora Uniwersytetu Wychowania Fizycznego. To jedyna tego typu uczelnia na Białorusi, na której studiuje blisko 4000 studentów. Przez mury uczelni przeszło kilkudziesięciu medalistów olimpijskich począwszy od Letnich Igrzysk Olimpijskich w 1960 roku, wtedy we wspólnej reprezentacji Związku Radzieckiego. W budynku uczelni, w głównym holu, znajduje się galeria wszystkich medalistów. Akademia jest wyposażona we wszystkie potrzebne obiekty sportowe (hale sportowe, hala do LA, basen 50 metrowy, boiska piłkarskie


IV AMŚ w Łyżwiarstwie Szybkim, Mińsk (BLR), 22–25.03.2018

Grad medali panczenistów w Mińsku Doskonale spisali się polscy łyżwiarze szybcy w Akademickich Mistrzostwach Świata w Mińsku. Dziesięcioosobowa reprezentacja przywiozła z Białorusi aż dziewięć medali!

N

asz szef w jednej z rozmów powiedział, że jeśli będzie osiem medali, to będzie specjalna nagroda. Jest dziewięć i myślę, że nagroda będzie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników, bo dziewięć medali w trakcie czterodniowych zawodów to naprawdę świetna średnia. Z wielkim uśmiechem wracamy do kraju – mówił trener polskiej ekipy Krzysztof Niedźwiedzki. Niekwestionowaną gwiazdą polskiej ekipy była Magdalena Czyszczoń (AZS AWF Katowice/AWF Katowice), która zdobyła aż trzy złote medale. To właśnie od wygranej przez nią rywalizacji na trzy tysiące metrów rozpoczęła się doskonała seria biało-czerwonych. Później zdobyła także złoto w wyścigu na 5000 metrów i w biegu masowym. Bardzo cieszę się z tych trzech złotych medali, bo to spełnienie marzeń i piękne podsumowanie udanego sezonu. Na tych dystansach ścigałam się przez ostatnie pół roku i bardzo cieszę się z tego, że ta ciężka praca przełożyła się na wyniki. Bóg zapłać wszystkim, którzy mnie wspierali – mówiła Czyszczoń po swoim ostatnim starcie. W biegu masowym, w którym wszystko tak naprawdę rozgrywa się na ostatniej rundzie, Polka popisała się świet-

nym finiszem, pokonując Włoszkę Glorię Malfatti o siedem setnych sekundy. Także z trzema krążkami wróciła do Polski Andżelika Wójcik, koleżanka klubowa i z uczelni Czyszczoń. Andżelika w biegu masowym była trzecia, wcześniej wywalczyła srebro z koleżankami w drużynowym sprincie i brąz na 1000 metrów. Jestem bardzo zadowolona, że w ostatnich zawodach tak bardzo udanego sezonu pokazałam się z dobrej

strony. To był przełomowy sezon, zrobiłam duży postęp, a przede wszystkim ukierunkowałam się na sprinty. I temu poświęcę się w najbliższym czasie – mówiła Wójcik. Biegi masowe tradycyjnie kończyły zmagania łyżwiarzy szybkich. Ostatniego dnia polska ekipa miała jeszcze więcej powodów do radości, bo srebrny medal wywalczył w tej konkurencji Marcin Bachanek (Stoczniowiec Gdańsk/AWF Katowice). – Od początku nastawia-

aps nr 02 2018 (348)


IV AMŚ w Łyżwiarstwie Szybkim, Mińsk (BLR), 22–25.03.2018 łem się na ostatnią rundę, bo w niej w biegu masowym zdobywa się medal, a nie interesowało mnie punktowanie na wcześniejszych. I udało się, jestem bardzo zadowolony – mówił Bachanek. W sumie zatem biało-czerwoni wracają do Polski z dziewięcioma medalami, co jest wynikiem doskonałym i… niespodziewanym. Nasi łyżwiarze pokazali się z doskonałej strony, osiągając bardzo dobre wyniki, które z powodu silnej konkurencji nie zawsze dawały medale. Np. Szymon Palka (Stoczniowiec Gdańsk/AWF Kraków) w biegu na 10 kilometrów o ponad pół minuty pobił swój rekord życiowy, ale dało mu to tylko szóste miejsce. Jesteśmy bardzo zadowoleni ze startu polskiej ekipy, tym bardziej że to właśnie dzięki nam łyżwiarstwo szybkie na stałe trafiło do cyklu Akademickich Mistrzostw Świata. Dla zawodników to było świetne podsumowanie sezonu – mówił Bartłomiej Korpak, sekretarz generalny i szef ekipy w Mińsku. Zawody w Mińsku odbywały się w przepięknym i nowoczesnym kompleksie Mińsk-Arena, w skład którego wchodzą m.in. tor łyżwiarski z trybunami dla trzech tysięcy osób oraz olbrzymia hala hokejowa, w której mecze może obserwować blisko 15 tysięcy kibiców. Impreza była zorganizowana na bardzo wysokim poziomie. Tym większa radość, że doskonale spisali się w niej polscy zawodnicy. Dla polskiej federacji impreza w Mińsku była bardzo ważna nie tylko

z powodu sukcesów polskich zawodników. Dzień przed rozpoczęciem Akademickich Mistrzostw Świata sekretarz Zarządu Głównego Akademickiego Związku Sportowego podpisał list intencyjny o współpracy z Białoruską Federacją Sportu Akademickiego. Jesteśmy sąsiadami, a sport akademicki na Białorusi ma bardzo wysoki potencjał. Uniwersytet Wychowania Fizycznego w Mińsku może być świetnym przykładem dla Europy i dla Polski, bo jest zapleczem sportu białoruskiego

Polscy medaliści AMŚ w łyżwiarstwie szybkim 3000 m kobiet – złoto Magdalena Czyszczoń (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) 5000 m kobiet – złoto Magdalena Czyszczoń (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) Bieg masowy kobiet – złoto Magdalena Czyszczoń (AZS AWF Katowice/AWF Katowice), brąz Andżelika Wójcik (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) Sprint drużynowy kobiet – srebro Aleksandra Kapruziak (AZS AWF Katowice/AWF Katowice), Kaja Ziomek (MKS Cuprum Lubin/AWF Katowice), Andżelika Wójcik (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) Sprint drużynowy mężczyzn – srebro Marcel Drwięga (AZS AWF Katowice/AWF Katowice), Marcin Bachanek (Stoczniowiec Gdańsk/AWF Katowice), Dawid Burzykowski (Stoczniowiec Gdańsk/AWF Kraków) Bieg masowy mężczyzn – srebro Marcin Bachanek (Stoczniowiec Gdańsk/AWF Katowice) 1000 m kobiet – brąz Andżelika Wójcik (AZS AWF Katowice/AWF Katowice) 500 m kobiet – brąz Kaja Ziomek (MKS Cuprum Lubin/AWF Katowice)

www.azs.pl

pod względem naukowym i logistycznym. Większość sportowców białoruskich tam studiuje – powiedział Bartłomiej Korpak. Paweł Hochstim Foto Paweł Skraba


XXV Plebiscyt „Życia Akademickiego” na najlepszego sportowca i trenera AWF i KS AZS AWF we Wrocławiu

Uczelniane

Sportowe Święto

Rozmowa z dr. hab. Jackiem Stodółką, prodziekanem ds. studenckich Wydziału Wychowania Fizycznego, prezesem KS AZS AWF Wrocław APS Ćwierć wieku temu, w grudniu 1993 r., redakcja „Życia Akademickiego” ogłosiła po raz pierwszy plebiscyt na najpopularniejszego sportowca i trenera Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Twórcą plebiscytu był dr Jerzy Jankowski, redaktor naczelny pisma uczelnianego, a razem z nim współpracowali i działali w redakcji „Życia Akademickiego” na rzecz plebiscytu dr Anna Kiczko i Henryk Nawara. Gratuluję całej społeczności AWF we Wrocławiu, która tę inicjatywę już ćwierć wieku kontynuuje.

JS Serdecznie dziękuję w imieniu swoim i całej naszej społeczności. Przynajmniej cząstkowo przy każdym Plebiscycie miałem swój udział jako koordynator sportu masowego w sekcji lekkiej atletyki AWF, trener główny w sekcji lekkiej atletyki KS AZS AWF Wrocław czy obecnie – prezes wymienionego klubu. Podobny plebiscyt prowadziła w tych latach AWF w Poznaniu. Inne uczelnie nie prowadzą takich rankingów. Plebiscyt najlepszych sportowców Akademickiego Związku Sportowego prowadził Zarząd Główny w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, ale zaniechano tej inicjatywy. Jak się kolega odnosi do plebiscytów sportowców? Warto je podtrzymywać?

Jestem w pełni przekonany, że takie plebiscyty są potrzebne. Szkoły wyższe, jak ktoś powiedział, słyną z noblistów i najlepszych sportowców. W naszym przypadku, tj. uczelni wychowania fizycznego, możemy się poszczycić studentami-sportowcami. Plebiscyt jest ważny nie tylko dla samych studentów i uczelni, ale również jest to ważne wydarzenie dla lokalnego środowiska sportowego – tutaj Wrocławia i całej społeczności naszego miasta. Podejrzewam, że w tych ośrodkach, gdzie zaniechano organizacji takiego wydarzenia, zabrakło determinacji osobom, które to prowadziły lub co gorsze – może nie było tak ważnych sportowców, by się nimi można było pochwalić i docenić? Przypuszczalnie powodem takiej sytuacji jest również to, że sportowcy stu-

diują obecnie na różnych uczelniach. Ich rozproszenie nie ułatwia zorganizowania plebiscytu. Ponadto na uczelniach, również w AWF, zmieniły się pryncypia oceny samych uczelni i jej pracowników. Sport zajął drugoplanową pozycję. Na ile wrocławski plebiscyt wrósł w społeczność miasta, województwa, uczelni?

Początki jak zawsze są trudne. Pierwsze plebiscyty ograniczały się tylko do kręgu samych zainteresowanych. Z czasem stały się ważnym wydarzeniem w społeczności miasta, a nawet województwa. Były takie plebiscyty, w których uczestniczyły rodziny laureatów z odległych zakątków naszego województwa. Miniony plebiscyt na najlepszego sportowca i trenera AWF i KS AZS AWF Wrocław 2017 roku był jubileuszowy – 25., a całe wydarzenie było utrwalane i transmitowane przez TV Echo 24, telewizję internetową Sport Games, „Gazetę Wrocławską” oraz Radio Wrocław. W plebiscycie tym uczestniczyli ważni przedstawiciele władz miasta Wrocławia i województwa dolnośląskiego, wyższych uczelni, eksponowane osoby ze świata polityki, biznesu i sportu, szanowani absolwenci naszej szkoły, a o władzach AWF wraz z JM Rektorem, prof. Andrzejem Rokitą nie wspomnę. Ostatnimi laty znaleźliśmy optymalną formułę plebiscytu. Jego organizacja nie byłaby możliwa bez akceptacji Rektora i współorganizacji KS AZS-AWF Wrocław oraz Uczelnianej Rady Samorządu Studenckiego. Podpowiadam, że sprawdza się termin organizacji plebiscytu – ostatni dzień karnawału, bo Gala Sportu kończy się wielkim balem dla studentów, w którym również uczestniczą studenci-sportowcy. Na fotografiach wydawnictwa autorstwa wykładowcy uczelni – prof. dr. hab. Kazimierza Witkowskiego Plebiscyty „Życia Akademickiego” 1993–2005 – znane osobowości, absolwenci uczelni, którzy mają zapisane swoje miejsce w historii sportu w Polsce. Proszę o ich przypomnienie.

Tak, w naszych plebiscytach byli laureatami sportowcy i trenerzy, którzy wpisali się nie tylko w historię naszej uczelni, ale również w historię polskiego, europejskiego i światowego sportu. Zacznę od tych, którzy zostali laureatami dwudziestopięciolecia Plebiscytu: Tomasz Motyka (szpadzista, srebrny medalista igrzysk olimpijskich w Pekinie w turnieju drużynowym), Urszula Włodarczyk (trzykrotna olimpijka – Barcelona 1992, Atlanta 1996, Sydney 2000, dwukrotna medalistka mistrzostw świata w hali – Toronto 1993 – srebro, Maebashi 1999 – brąz) i Rafał Kubacki (m.in. trzykrotny olimpijczyk – Barcelona, Atlanta, Sydney, mistrz Europy z 1989, dwukrotny mistrz świata z 1993 i 1997), natomiast wśród trenerów: Kazimierz Witkowski (judo), Adam Medyński (szermierka), Wiesław Błach (judo) i Marek Rożej (lekkoatletyka). Nie ukrywam, że najbliżsi są mi zawodnicy KS AZS AWF i w tym gronie pozwolę sobie wymienić, ograniczając się tylko do nazwisk, lekkoatletów: Małgorzatę Sobańską, Donatę Jancewicz, Katarzynę Żakowicz, Martę Chrust-Rożej, Agnieszkę Rysiukiewicz, Michała Bieńka, Marcina Marciniszyna, Weronikę Wedler, Justynę Kasprzycką, Rafała Omelkę, Joannę Linkiewicz, Roberta Soberę; judoków: Wiesława Błacha, Beatę Maksymow, Małgorzatę Górnicką, Katarzynę Juszczak, Agatę Ozdobę-Błach; szermierzy: Roberta Andrzejuka, Joannę Jakimiuk, Filipa Broniszewskiego. Nie sposób wszystkich tutaj wymienić. Tych, których pominąłem – przepraszam, a zainteresowanych odsyłam do wspomnianego wydawnictwa prof. dr. hab. Kazimierza Witkowskiego Plebiscyty „Życia Akademickiego”1993–2005. Wielu studentów-sportowców było nominowanych w plebiscytach wielokrotnie. Która z tych osobowości z minionych lat jest ci bli-

aps nr 02 2018 (348)


XXV Plebiscyt „Życia Akademickiego” na najlepszego sportowca i trenera AWF i KS AZS AWF we Wrocławiu ska i dlaczego? A może, którzy reprezentanci, z jakiej dyscypliny sportu zostali w obrazie tego rankingu?

Jak już wcześniej wspomniałem, najbliżsi są mi lekkoatleci, a wśród nich ci, którzy potrafili startować na wysokim poziomie przez długi czas. Są to Urszula Włodarczyk, Marta Chrust-Rożej, Justyna Kasprzycka, Rafał Omelko, Joanna Linkiewicz. Jestem pełen podziwu dla Rafała Kubackiego. Bardzo cenię i szanuję Wiesława Błacha, kolegę z grupy dziekańskiej, kiedy studiowałem, a teraz z klubu. Dodam, że prawie wszystkie plebiscyty zdominowali lekkoatleci wraz z judokami reprezentujący KS AZS AWF. Wśród nich są dwa rodzynki klubowe – medaliści IO – Tomasz Motyka i Robert Andrzejuk. Które z tych osób są aktualnie w społeczności wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego? Poproszę o przykłady.

Jest ich stosunkowo niewielu. Wśród nich są: Rafał Kubacki, Wiesław Błach, Kazimierz Witkowski, Urszula Włodarczyk, Andrzej Kijowski (strzelectwo), Tomasz Motyka. Poza wyborem najlepszego studenta-sportowca są i inni laureaci. Jakie wyróżnienia, kategorie występują w plebiscycie „Życia Akademickiego”?

Nasz Plebiscyt jest niezwykle „żywy”. Potrafimy docenić wszystkich, którzy naszym zdaniem na to zasłużyli. Często pojawiają się kategorie, które dotyczą specyficznego roku. Przykładowo w tym roku wprowadziliśmy kategorię „Najlepszy sportowiec The World Games” (w 2017 roku we Wrocławiu odbyły się Światowe Igrzyska w Sportach Nieolimpijskich). Od kilku lat doceniamy sportowców paraolimpijskich. W roku bieżącym były m.in. takie kategorie jak: za najlepszy wynik w sporcie powszechnym (zawodnik, trener), za aktywny udział w organizacji imprez sportowych, za „sportowy hart ducha”, za aktywny udział w organizacji imprez sportowych, Działacz Roku, w głosowaniu internetowym wybieraliśmy najpopularniejszego sportowca i trenera. Bywały nominacje typu: drużyna roku, najlepszy trener w grach zespołowych i inne.

Plebiscyty rządzą się swoimi prawami. Trudno nieraz przewidzieć, kto uzyska najwięcej głosów. Czy tegoroczny ranking był zaskoczeniem?

W kategoriach sportu wyczynowego o nominacji i zajętym miejscu decyduje kapituła. W jej w skład wchodzą przedstawiciele różnych społeczności uczelni i KS AZS AWF. W tym względzie trudno o zaskoczenie. Decydują tylko osiągnięcia sportowe za miniony rok kalendarzowy. W pozostałych kategoriach, w których decydują glosujący, bywają różne rozstrzygnięcia. Wydaje mi się, że taki regulamin naszego Plebiscytu tylko dodaje mu kolorytu i dostarcza właściwych emocji. Oczywiście wyniki Plebiscytu utrzymywane są w tajemnicy i ogłaszane dopiero podczas Gali Sportu. Czy wszyscy nominowani i laureaci uczestniczyli w tegorocznym spotkaniu galowym?

Niestety, tak się to nie dzieje. Szczególnie dotyczy to najlepszych sportowców, którzy przygotowując się do kolejnego sezonu startowego często są na zgrupowaniach krajowych albo zagranicznych. Ale sobie z tym radzimy. Były plebiscyty, podczas których łączyliśmy się z nimi internetowo i prowadziliśmy relacje na żywo wyświetlane na telebimie. Niekiedy nagrywaliśmy rozmowy z pewnym wyprzedzeniem czasowym i odtwarzaliśmy nagrany materiał podczas Gali. Częsta absencja nominowanych i laureatów jest bolączką wszystkich tego rodzaju wydarzeń i nasz plebiscyt nie jest inny pod tym względem. Jak i gdzie świętowano tegoroczny plebiscyt? Czy tegoroczny scenariusz gali był inny w stosunku do poprzednich?

W tegorocznym plebiscycie gościliśmy się na obiektach Młodzieżowego Centrum Sportu – obiektu głównego Stadionu Olimpijskiego. Notabene wcześniej ten obiekt należał do AWF. Na The World Game 2017 obiekt został gruntownie zmodernizowany i mogliśmy w komfortowych warunkach przeprowadzić Galę i Bal Sportowca w bliskim sąsiedztwie uczelni. Praktycznie plebiscyt nie ma stałego miejsca na jego przeprowadzenie. Schemat scenariusza jest podobny. Wyróżnikiem są: miejsce

jego przeprowadzenia, kategorie nominowanych, wymogi sponsorów, zainteresowanie mediami. Stałym punktem, aczkolwiek co roku innym, jest oprawa artystyczna czy muzyczna. Jakie są przeważające tematy rozmów uczestników spotkań plebiscytowych? To przecież spotkanie niebywałych osób, tak po stronie grupy studentów-sportowców, jak i wspaniałych indywidualności trenerskich i ich wykładowców, nauczycieli akademickich.

Takie spotkanie jest ważne dla wszystkich. Studenci poznają swoich kolegów i koleżanki na nowo. Nie wszyscy się znają, a ci, co się znają, nie wiedzą o swoich osiągnięciach sportowych. Tak samo jest z nauczycielami akademickimi. Nie wszyscy rozpoznają w swoich studentach wybitnych sportowców. Dla wielu jest to spotkanie po latach. Przypominamy osoby ważne, niekiedy już zapomniane. Spotkanie się z osobami władzy podnosi rangę naszego wydarzenia. Dla decydentów jest to również ważna chwila, kiedy mogą się spotkać ze sportowymi ambasadorami naszego regionu. Trenerzy i działacze mają swój dzień, aby podzielić się ciekawymi doświadczeniami z sytuacji, które dla większości są nieosiągalne. Wykładowcy i nauczyciele akademiccy też się uczą. A media niosą te wieści i mają jednocześnie ciekawy materiał zawodowy. I na zakończenie, trzymamy kciuki za tegorocznych nominowanych i laureatów w ich startach w sezonie. Proszę powiedzieć, którzy z tegorocznych laureatów, zawodników AZS AWF Wrocław mogą nas zaskoczyć, nas – kibiców sportu akademickiego – na krajowych, międzynarodowych i światowych arenach?

W AZS AWF Wrocław są zawodnicy i studenci AWF Wrocław, którzy prezentują wysoki poziom sportowy. Wśród nich są: Rafał Omelko i Joanna Linkiewicz (lekkoatleci), Agata Ozdoba-Błach, Urszula Hoffman i Rafał Kozłowski (judo), Filip Broniszewski (szermierka). Liczymy, że odnajdzie się Robert Sobera (skok o tyczce, mistrz Europy z 2016 roku), poprawi swoje wyniki Agata Forkasiewicz (sprinty). Już nas zaskoczyła Natalia Kaczmarek zdobywając w tym roku halowe wicemistrzostwo świata wraz z Joanną Linkiewicz w biegu sztafetowym 4 × 400m. Na tych samych Halowych Mistrzostwach Świata (Birmingham) Rafał Omelko został mistrzem świata w tej samej konkurencji i to jeszcze z rekordem świata. A poza tym zaskoczenie jest czymś nieprzewidywalnym. Czekamy na światowe imprezy i tym samym na miłe niespodzianki. Serdecznie dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich czytelników „Akademickiego Przeglądu Sportowego”.

Od lewej: Kazimierz Witkowski, Jacek Stodółka, Natalia Kaczmarek, Andrzej Rokita, Joanna Linkiewicz, Rafał Omelko, Marek Rożej i Jacek Skrzypiński (trener R. Omelki)

www.azs.pl

Rozmawiała Halina Hanusz Foto AWF Wrocław


Z kraju

Uliczna gra!

Nadeszła wiosna, w parkach można spotkać coraz większa liczbę amatorów różnorodnych sportów i nie tylko. Boiska na świeżym powietrzu zajmowane są przez liczne ekipy, drużyny, jest to czas rozpoczęcia sezonu koszykówki ulicznej – czyli czas tak zwanych streetballerów.

S

treetball – amerykańska pełna dynamiki gra kontaktowa rozgrywana na jeden kosz. Powstała na najsłynniejszych boiskach w USA, takich jak Rucker Park w Nowym Jorku czy Venice Beach w Los Angeles. W pierwotnej wersji tej dyscypliny drużyna składa się z trzech graczy, a czas meczowy czy na wykonanie

czarodziejów. Pewnie ciekawi was, jak to jest w przypadku polskich spotkań streeballowych? Otóż nasze turnieje są różne – jedne poprzez współpracę z FIBA 3x3 muszą dostosować się do ich ścisłych regulaminów, co umożliwia wgląd do statystyk samym zainteresowanym, czyli graczom, oraz porównywanie się ze swoimi rówieśnikami z całego świata. Natomiast druga część to po prostu gra 3 na 3 z czwartym zawodnikiem na zmianę. Nie ma sędziów ak-

akcji nie jest liczony. Gra ma być przyjemna dla oka i kończy się po uzyskaniu przez jedną drużynę 21 punktów. Wydaje się to niewiele, skoro mamy rzuty za 2 i 3 punkty – nic bardziej mylnego. W streetbaskecie wszystkie trafione kosze z pola przed linią 6,75 m (linia za trzy punkty) liczymy za 1, a te zza linii zaliczamy za 2. Jest to gra ulicznych magików, którzy wykonują przepiękne zagrania z piłką, często ośmieszając przy tym swego obrońcę, choćby poprzez zagranie piłki między jego nogami. Federacja FIBA 3x3 nieco zmieniła te zasady, robiąc z niej jeszcze bardziej dynamiczną grę poprzez uwzględnianie nogi, czy też ustanowienie rygorystycznego czasu 10 minut na mecz oraz 12 sekund na akcję drużyny. Takie zabiegi uczyniły streetball w 2017 roku oficjalną dyscypliną olimpijską, co ucieszyło i jeszcze bardziej zmotywowało fanów tego sportu (w tym mnie). Polski streetbasket ma też już swoją tradycję. Z roku na rok odbywa się coraz większa liczba imprez dla ulicznych

tywnych, ich rola ogranicza się do liczenia punktów oraz rozstrzygania nieporozumień między grającymi. Czas zazwyczaj jest ograniczany do 15 minut lub 15 punktów. Do najsłynniejszych turniejów należy małopolska Juliada rozgrywana zawsze w pierwszą sobotę lipca w Krakowie, Korona 3x3 oraz odbywający się od trzech lat – a zarazem będący turniejem o najwyższej randze – 3x3 Quest, organizowany przez Polski Związek Koszykówki przy współpracy z Federacją FIBA 3x3. Ma on na celu wyłonienie najlepszej drużyny streetballowej wśród kobiet, mężczyzn oraz ich młodszych kolegów i koleżanek. Quest również daje możliwość zmagań amatorom z drużyną kadry Polski. Jednak naszym najsłynniejszym zespołem rozgrywającym zawody FIBA 3x3 na całym świecie jest R8 Basket

3x3 Kraków. Według statystyk federacji wchodzą w nowy sezon z 9. miejsca w rankingu światowym wśród męskich drużyn streetballowych! Tych samych graczy możemy również obserwować w sezonie halowym w drużynie R8 AZS Politechnika Krakowska. Od lat środowisku akademickiemu nie było po drodze z uliczną koszykówką, jedyne, co można było spotkać, to sporadyczne turnieje na uczelniach z północy i z południa Polski, jednak były one zorganizowane tylko dla lokalnych graczy. Zmiana zawitała do nas 21 października 2017 roku, kiedy to w Katowicach odbył się I Puchar Zarządu Głównego AZS w Streetbaskecie. Zawody te zostały zorganizowane przez Uniwersytet Śląski. W kategorii kobiet zgłosiło się 5 drużyn, z czego aż trzy z Katowic, w męskiej mieliśmy okazję oglądać 6 drużyn, z czego cztery również były z Katowic. Stawkę uzupełniły drużyny z Krakowa (Uniwersytet Jagielloński) oraz z Łodzi (Politechnika Łódzka). Mecze były rozgrywane według regulaminu koszykarskiej federacji FIBA 3x3, który opisano już powyżej. Zawody ze względu na pierwszą edycję nie miały większych faworytów na początku rozgrywek. Jednak ostatecznie (być może ku zaskoczeniu) najwyższe miejsce wśród kobiet, jak i wśród mężczyzn zgarnęli studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego. Reprezentanci najstarszego uniwersytetu w kraju nie przegrali żadnego meczu! Kobiece podium uzupełniły Akademia Pedagogiki Społecznej z Warszawy oraz Uniwersytet Śląski z Katowic. Natomiast wśród mężczyzn srebro i brąz zdobyli kolejno Uniwersytet Śląski z Katowic oraz Politechnika Łódzka. aps nr 02 2018 (348)


Z kraju

Jako zwolenniczka i zawodniczka tej dyscypliny nie mogę się już doczekać na nadchodzący sezon, który na pewno przyniesie niejeden nowy turniej i wiele sukcesów, czego i wam, drodzy czytelnicy, życzę – czy to w streetballu czy

w innych dyscyplinach. Do zobaczenia na boisku! Karolina Domańska Foto Sylwia Kowalewska UŚ

WITRYNA KSIĄŻEK SPORTOWYCH

Historia jednego niezwykłego życia

S

połeczność Częstochowy zdecydowała się na wydanie książki o Mieczysławie Zbigniewie Hrehorówie pt. Historia jednego niezwykłego życia. To cenna inicjatywa jej autora, historyka, dr. Ryszarda Stefaniaka, zastępcy prezydenta Częstochowy. Jest to opowieść o Kresowianinie, urodzonym w Złoczowie, który po drugiej wojnie światowej przybył do „nowej Polski”. W 1945 r. Mieczysław Z. Hrehorów zamieszkał w Częstochowie i temu miastu oddał swoją największą życiową pasję społecznika, nie tylko jako uczestnik, ale często inicjator, osoba, która swoje życie pozazawodowe związała m.in. ze sportem, z organizacjami sportowymi, a one na trwałe wpisały się w jego życie. Jak pisze Ryszard Stefaniak: (…) sport zawsze napędzał pozazawodowe życie Mieczysława Hrehorówa. Choć w różnych jego okresach z nieprzeciętnym zaangażowaniem działa w wielu klubach i stowarzyszeniach sportowych, to serce pozostawił przede wszystkim w Akademickim Związku Sportowym, którego jako 22-letni student Wyższej Szkoły Administracyjno-Handlowej był organizatorem. Mieczysław Z. Hrehorów za tę postawę otrzymał godność członka honorowego AZS w 2003 r. www.azs.pl

Praca monograficzna na 220 stronach doskonale oddaje osobowość jej bohatera. Konstrukcja publikacji została trafnie i rzetelnie oddana. Ma układ chronologiczny: Lata dziecięce i szkolne, Harcerstwo, Wybuch wojny 1939 roku i okupacja radziecko-niemiecka, Powrót do Złoczowa i repatriacja do Polski w 1945 roku, Rodzinne i zawodowe życie w Częstochowie, Ponownie harcerstwo, Działalność sportowa, Działalność w Towarzystwie Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Co cenne, wydawnictwo postarało się o osobiste dokumenty jej bohatera: fotografie, pamiątki, wycinki prasowe czy zgromadzone w rodzinnym archiwum różnego rodzaju artefakty. Stąd pracę wzbogacają ilustracje, doskonale oddające wymiar miejsca i czasu, które zarejestrowane zostały w obrazie graficznym. Pracę kończą Indeks osób, i Bibliografia, korespondujące wprost z poszczególnymi rozdziałami pracy. Wydawnictwo, które prezentujemy, to dla jej Autora: (…) podziękowanie za miłość do Ojczyzny, szlachetne serce i dobro, które daje innym. Podziękowanie za szlachetne życie i przykład, jaki daje Mieczysław Hrehorów młodemu pokoleniu Polaków. Przykład, jak można i należy kochać Ojczyznę, jak dla niej żyć i pracować. Świadectwo, że

warto żyć godnie i pozostawić po sobie dobrą pamięć w ludzkich sercach oraz trwały, materialny ślad swej pracy zawodowej i społecznego zaangażowania. Za przykładem publikacji dr. Ryszarda Stefaniaka wypada żywić nadzieję, że może w najbliższych latach powstaną podobne opracowania monograficzne. Lista Członków Honorowych Akademickiego Związku Sportowego jest liczna. Są na niej równie znaczące, wybitne osobowości, podobne do Mieczysława Z. Hrehorówa, w których życiorysach wpisany jest nierozerwalnie Akademicki Związek Sportowy! HH Ryszard Stefaniak, Mieczysław Zbigniew Hrehorów. Historia jednego niezwykłego życia, Częstochowa 2018, ss. 220.


Finał AZS Winter Cup 2018 – walka o Kryształowe Kule do ostatniego przejazdu Nie boję się użyć tego sformułowania – ten finał był genialny! Mimo wyrównanej stawki i wielu kandydatów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej – Iwona Kohut (AWF Wrocław) i Szymon Mitan (AGH Kraków) wywalczyli Kryształowe Kule w obu konkurencjach i zostali najlepszymi zawodnikami Akademickiego Pucharu Polski 2017/2018.

P

o informacji o kontuzji Aleksandry Malinowskiej (UJ Kraków), najmniej pasjonująco zapowiadała się rywalizacja w gigancie kobiet. I całe szczęście, że ta konkurencja stanowiła jedynie przystawkę do uczty, jaką był wielki finał na zakopiańskiej Harendzie. W związku z absencją głównej rywalki Iwona Kohut była pewna zdobycia pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej. Mogła więc całą energię skupić na popołudniowym slalomie. Tak też się stało, bowiem reprezentantka wrocławskiej AWF zajęła zaledwie 5. miejsce, co było jej najsłabszym wynikiem w sezonie. Ponieważ Ola nie mogła wziąć spraw w swoje ręce (a właściwie nogi), musiała obserwować poczynania koleżanek z leżaka w pobliżu mety. A te jak zaczarowane odgrywały role ze scenariusza napisanego przez „Malinę”. Katarzyna Ostrowska (PW Warszawa), która jeszcze przed tygodniem walczyła o złoty

medal w Szczyrku, tym razem pokpiła sprawę i zajęła dopiero 7. miejsce. To spowodowało, że przegrała drugie miejsce za cały sezon z Aleksandrą o 4 punkty. Niebywała historia. Na najwyższym stopniu podium ostatnich zawodów Akademickiego Pucharu Polski w gigancie stanęła Wiktoria Gibiec (UMe Wrocław). Było to pierwsze zwycięstwo w historii tej alpejki. Wiktoria po wjeździe na metę, niczym Ester Ledecká w Pjongczangu, nie mogła uwierzyć w swoje szczęście i kilkakrotnie upewniała się, że nie ma błędu na wyświetlaczu. Drugie miejsce zajęła Anna Wróbel (UJ Kraków), a trzecie Maria Leonowicz (UPe Kraków). Sytuacja zupełnie inaczej wyglądała u panów. Szymon Mitan, Paweł Jaksina (AGH Kraków) i Antoni Szczepanik (SGH Warszawa) mieli stoczyć decydujący bój o miano najlepszego zawodnika sezonu w gigancie. Chyba nikt ze śledzących przebieg AZS Winter Cup

w tym sezonie nie postawiłby na inne zakończenie niż przypieczętowanie tego tytułu tryumfem w finale któregoś z nich. Ale sport lubi zaskakiwać i pewnie dlatego wywołuje takie emocje. Antek zajął drugie miejsce, Szymon trzecie, a Paweł piąte. Zawodnicy, którzy dominowali przez całą zimę, musieli tym razem uznać wyższość Przemka Gałuszki (AWF Katowice). Jego przebłysk w ostatnich zawodach sprawił niemałe zamieszanie. Po zsumowaniu punktów z całego sezonu okazało się, że Mitan i Szczepanik mają ich tyle samo, ale żaden z nich nie wygrał finału, co przechyliłoby szalę na jego korzyść. Losy Kryształowej Kuli nie były znane jeszcze chwilę po przekroczeniu linii mety przez ostatniego zawodnika. Trzeba było sięgnąć do zapisów regulaminowych i po kilku minutach to Szymon mógł unieść ręce w górę w geście tryumfu. Slalom nie zapowiadał się wcale mniej ciekawie. Tradycyjnie rozpoczęły zawodniczki. W tej rywalizacji oczy wszystkich zwrócone były w stronę dwóch aktorek. Iwona Kohut tym razem nie mogła odpuścić ani na moment, bowiem rolę pierwszoplanową obok niej odgrywała Magdalena Niewiadoma (UEK Kraków). To właśnie te zawodniczki rządziły na slalomowych trasach od inauguracji aż po finał. Ich pojedynek był wykwintnym daniem głównym na tym już suto zastawionym stole. Narciarki stanęły na wysokości zadania i do ostatniego metra trasy trzymały wszystkich w niepewności. Po pierwszym przejeździe Iwona wypracowała 0,25 s przewagi. Cóż to za zaliczka w konkurencji, w której każdy błąd może skończyć się katastrofą. Po aps nr 02 2018 (348)


świetnym przejeździe Magdy po przerwie – to ona była w komfortowej sytuacji. Wygodnie siedząc w fotelu liderki przyglądała się poczynaniom wijącej się na trasie koleżanki. Kohut jechała jak w transie. Nic nie wybijało jej z rytmu, prowadziła narty pewnie, jednocześnie nie oszczędzając energii. Po tym jak wysunięta dłoń Iwony przerwała wiązkę w fotokomórce, Magdzie pozostało pogratulować rywalce wywalczenia drugiej Kryształowej Kuli. Skład na finałowym podium uzupełniła świetnie dysponowana Wiktoria Gibiec. Ostatnią niewiadomą była kolejność w klasyfikacji generalnej w slalomie mężczyzn. Tu o najcenniejsze trofeum biło się aż czterech kandydatów. Niestety po pierwszym przejeździe dwóch z nich wyeliminowało się na skutek popełnionych błędów. Przemek Gałuszka rzucił się jak szalony. Tak agresywnej jazdy nie prezentował jeszcze w tym sezonie. Wyglądało to obłędnie, ale mniej więcej w 1/3 długości trasy

niemiłosiernie dociśnięte narty wystrzeliły go w powietrze i bolesny upadek był smutnym zakończeniem marzeń jednego z głównych faworytów. Tuż po nim w podobnych okolicznościach ze slalomem pożegnał się Antoni Szczepanik, chociaż w tym przypadku obyło się bez potłuczeń. Przed drugim prze-

jazdem realne szanse na Kryształową Kulę mieli Szymon Mitan i tracący do niego 0,18 s Kamil Krawczyk. Panowie próbowali zdekoncentrować się nawzajem przed startem, ale jak się okazało – zagrywki psychologiczne nie przyniosły zamierzonego rezultatu. Obaj zaliczyli genialne przejazdy. Tym razem to Kamil był szybszy, tylko co z tego, skoro zaledwie o 0,01 s. Do szczęścia zabrakło naprawdę niewiele. Szymon Mitan dokonał rzeczy wyjątkowej. W tak silnej i wyrównanej stawce wywalczył drugą Kryształową Kulę. Chapeau bas! W klasyfikacji drużynowej, która w obliczu tak interesujących wydarzeń zeszła na dalszy plan, zwyciężyły reprezentantki UEK Kraków przed koleżankami z CM UJ Kraków i UJ Kraków. Najsilniejszymi zespołami mężczyzn były ekipy z AGH Kraków, SGH Warszawa i PŚl Gliwice. Wyniki: www.wintercup.pl

Michał Szypliński Foto Michał Szypliński www.azs.pl


AMP w Narciarstwie Alpejskim, Zakopane 4–8.03.2018

AMP 2018 – esencja akademickiego sportu Wydarzenia z początku marca na zakopiańskiej Harendzie to kwintesencja akademickich zawodów narciarskich. Wspaniała rywalizacja sportowa, słoneczna pogoda, genialna atmosfera na mecie, tłum obserwujący zmagania, zwycięstwa faworytów, bolesne porażki i niespodzianki – za to wszystko kochamy zakończenie studenckiego sezonu. Ubiegłoroczni czempioni nie dali rady obronić tytułów. Złote medale w gigancie zdobyli Szymon Mitan (AGH Kraków) oraz debiutująca w zawodach dla studentów Zuzanna Czapska (PW Warszawa). Po pięknej walce w slalomie tytuły mistrzowskie wywalczyli Iwona Kohut (AWF Wrocław) i Dominik Białobrzycki (AWF Katowice). GIGANT Pierwszy przejazd kobiet zakończył się skromnym prowadzeniem Zuzanny Czapskiej. Reprezentantka Politechniki Warszawskiej debiutuje w zawodach akademickich, ale trzecie miejsce wywalczone przed tygodniem w mistrzostwach Polski seniorów nie było dziełem przypadku. Zagadką pozostawało, czy Zuzia poradzi sobie z nieco ciaśniejszym ustawieniem niż w zawodach FIS. Jak się okazało, po nieco słabszych kwalifikacjach, w finale wszystko wychodziło znacznie lepiej. Na drugim miejscu znajdowała się Iwona Kohut (AWF Wrocław), ze stratą 0,16 sekund. Aspiracje medalowe potwierdziła Wiktoria Gibiec (UMe Wrocław), która traciła do liderki 0,31 s. Drugi przejazd przyniósł przetasowania wyłącznie za plecami trzech najlepszych dziewcząt. Zuzanna zaprezentowała trochę szaloną, ale bardzo szybką jazdę i ostatecznie zwiększyła przewagę nad Iwoną do 0,99 s. Ubiegłoroczna mistrzyni musiała zadowolić się srebrem. W obliczu ostatnich nieco słabszych występów w tej konkurencji, nie narzekała na takie zakończenie. Zachwycona z brązu była za to Wiktoria Gibiec, która z niesamowitą skutecznością potrafi przygotować formę na najważniejsze starty w sezonie. Nieco zawiedziona z rozstrzygnięć na mecie była czwarta Magdalena Niewiadoma (UEK Kraków). Mimo ogromnego progresu w stosunku do ubiegłego roku, trochę jeszcze zabrakło. Znacznie więcej wrażeń dostarczyła rywalizacja mężczyzn. Już w pierwszym przejeździe zupełnie przepadli zwycięzcy kwalifikacji – Paweł Jaksina (AGH Kraków) i Maciej Bieńkowski (UE Wrocław) nie ustrzegli się błędów i mogli zapomnieć o czołowych pozycjach. Do głosu doszli za to zawodnicy, którzy w przeszłości stawali na podium Akademickich Mistrzostw Polski. Pierw-

szy przejazd to popis Szymona Mitana, który startując z piętnastym numerem uzyskał najlepszy czas przejazdu – 0,05 s, za nim plasował się Antoni Szczepanik (SGH Warszawa) – zapowiadało się więc na idealną okazję do rewanżu za finał AZS Winter Cup. Na medalowej pozycji znajdował się jeszcze Jakub Tabaszewski (AWF Katowice), ale różnice między kilkoma kolejnymi zawodnikami były minimalne. Kolejność po drugim przejeździe pozostawała więc sprawą otwartą. Jak to często bywa, przy atakowaniu na sto procent możliwości, publiczność zgromadzona na mecie miała okazję zobaczyć nie tylko płynną jazdę. Największe wrażenie zrobiły akrobatyczne umiejętności Andrzeja Dziedzica (ALK Warszawa), który ratując się przed uderzeniem w bramkę, zaprezentował niesamowite poczucie równowagi. Andrzej wyszedł z opresji, ale do medalu zabrakło 0,19 s. Znacznie lepszy przejazd wykonał Dominik Białobrzycki, który zasiadł na miejscu dla lidera i długo nikt nie mógł go zmienić. Sztuka ta udała się dopiero Jakubowi Tabaszewskiemu. Zawodnik AWF Katowice pokazał chyba najbardziej stabilną jazdę ze wszystkich finalistów. Przyszedł czas na występ Antoniego Szczepanika. Już w pierwszej części trasy marzenia o medalu uleciały jak mydlana bań-

ka. Jeden błąd i właściwie do końca nie udało się wrócić Antkowi do optymalnego rytmu. Ostatecznie 10. miejsce to na pewno duży zawód dla tego ambitnego alpejczyka. Szymon miał teraz wszystkie karty w ręku. Ruszył – tak jak ma w zwyczaju – na pełnym gazie. W połowie trasy zachwiał się na moment, ale szybko odzyskał kontrolę i na metę wjechał z przewagą 0,03 s nad Kubą. Radość była wielka. Nie ma się co dziwić – to trzecie, po klasyfikacji generalnej AZS Winter Cup za gigant i slalom, duże zwycięstwo w tym sezonie.

SLALOM

Finał slalomu jest kulminacyjnym momentem podczas Akademickich Mistrzostw Polski. To wydarzenie od lat przyciąga na metę tłumy zawodników, którzy zakończyli rywalizację na etapie eliminacji, powoduje zwiększone zainteresowanie mediów oraz sprzyja dobrej zabawie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to ostatnia chwila rywalizacji na śniegu przed wieczorną ceremonią rozdania medali. Punktualnie o 9.00 swój przejazd rozpoczęli mężczyźni. Ustawiacz slalomu raczej łagodnie potraktował zawodników, ponieważ odległości między bramkami były dość spore. Być może stwierdził, że świętowa-

aps nr 02 2018 (348)


jak zaczarowana. Nic nie wybijało jej z rytmu, nic nie było w stanie zmącić jej planu. Spiker wykrzyknął: Iwona, jesteś pierwsza!, i w ten sposób poznaliśmy nową akademicką mistrzynię. Największymi przegranymi tych mistrzostw są niewątpliwie broniący tytułu w slalomie Andrzej Dziedzic

nie zakończenia AZS Winter Cup do późnych godzin nocnych nie będzie sprzyjało szybkim i zwinnym ruchom. Znalazło to potwierdzenie w rzeczywistości – żaden z faworytów nie miał większych problemów na trasie, aczkolwiek odnieść można było wrażenie, że część z nich nie dała z siebie sto procent możliwości i jechała dość zachowawczo. Szymon Mitan (AGH Kraków), Przemysław Gałuszka (AWF Katowice), Kamil Krawczyk (SGH Warszawa) i Antoni Szczepanik (SGH Warszawa), czyli zawodnicy świetnie spisujący się w tej konkurencji, znajdowali się poza pozycjami medalowymi. Tak jakby badali rywali i chcieli przypuścić decydujący atak w drugim przejeździe. Ale jak tu gonić, skoro straty spore? Liderem po pierwszym przejeździe był Dominik Białobrzycki. Zjechał pewnie, w swoim stylu, ale komfortu nie dawała przewaga 0,05 s nad drugim Jakubem Tabaszewskim (AWF Katowice). Na trzecim miejscu uplasował się Peer Scott Steinsvoll (CM UJ Kraków). Norweg miał realne szanse na zapisanie się w historii AMP jako pierwszy obcokrajowiec z medalem. W drugim przejeździe wszyscy spodziewali się szaleńczego pościgu Mitana, wszakże po zdobyciu Kryształowych Kul w Akademickim Pucharze Polski oraz złota w gigancie na najważniejszej imprezie, brakowało tylko czwartego trofeum. Pierwszym mocnym uderzeniem był przejazd Huberta Knurowskiego (UMe Łódź), który został autorem najlepszego czasu przejazdu i długo nie schodził z fotela lidera. Ale prawdziwą bombę, która przyćmiła wszystko pozostałe, przygotował Adam Sobota (UE Poznań). Wszyscy zgromadzeni na mecie przecierali oczy ze zdumienia, gdy kolejni zawodnicy wpadali na metę, a Adam wciąż pozostawał niepokonany. Kiedy z trasy wyleciał Mitan, a Steinsvoll nie pokazał niczego szczególnego, jasnym stało się, że zawodnik z Poznania wyjedzie z Zakopanego z medalem. Na starcie pozostało dwóch wielkich slalomistów. Każdy z nich zdawał sobie sprawę, że za dwie minuty wszystko będzie jasne, a losy tytułu mistrzowskiego są w ich rękach (a właściwie nowww.azs.pl

gach). Ruszył Tabaszewski. Bez żadnego zachwiania mknął do mety. Jechał tak płynnie, że aż wyglądało to wolno. Ale ogromna przewaga z pierwszego przejazdu nie dawała żadnych nadziei Sobocie. Z przewagą 1,10 s. Jakub zasiadł na miejscu lidera i przyglądał się poczynaniom Dominika. A ten zrobił to, co robi mistrz – po prostu powiększył przewagę do 0,84 s i mógł unieść ręce w górę w geście tryumfu. Jako ciekawostkę warto dodać, że żaden z zawodników startujących w tegorocznym Akademickim Pucharze Polski nie znalazł się na podium mistrzostw w slalomie. Czyżby maraton wydarzeń na Harendzie, który trwał od piątku odbił się czkawką ostatniego dnia? Na zmęczenie narzekał Szymon Mitan, który był zawiedziony swoim wynikiem. W rywalizacji kobiet faworytką do złota była Zuzanna Czapska (PW Warszawa). Jedyne, co mogło sprawić, że tytuł mistrzowski wywalczy inna zawodniczka, to jakiś poważny błąd. A przecież o taki między bramkami slalomowymi nie trudno. Przez większą część trasy wszystko układało się po myśli Czapskiej. Jednak problemy w końcówce i niemal dwie sekundy straty do liderki sprawiły, że szanse na złoto pozostawały w sferze iluzji. A liderką okazała się ta, która zdominowała Akademicki Puchar Polski. Iwona Kohut wyprzedziła Magdalenę Kłusak (AWF Katowice) o 0,21 s oraz Magdalenę Niewiadomą (UEK Kraków) o 0,37 s. W drugim przejeździe szykowała się powtórka z piątkowego finału AZS Winter Cup, czyli pojedynek Kohut z Niewiadomą oraz próba obrony tytułu przez Kłusak. Zagadką pozostawało to, czy Czapskiej uda się zaprezentować na tyle dobrze, by wskoczyć na podium. Zuzanna zrobiła wszystko, żeby tak się stało. W drugim przejeździe uporała się z trasą najszybciej ze wszystkich narciarek i rozpoczęło się odliczanie. Kolejne rywalki po przekroczeniu linii mety znikały jak niepyszne w tłumie kibiców, a Czapska wciąż bujała się na fotelu liderki. Dopiero rewelacja slalomowego sezonu akademickiego Magda Niewiadoma zmieniła ją na prowadzeniu. Medal był więc pewny. Gdy na „kresce” zameldowała się Kłusak, oczy Niewiadomej błysnęły mocniej. Może uda się tym razem? Ale Kohut jechała

i jego kolega z uczelni Mateusz Habrat (obaj ALK Warszawa). Zaprezentowali się znacznie poniżej oczekiwań w gigancie, a rywalizację w slalomie zakończyli na etapie eliminacji. Zapewne nie tak wyobrażała sobie zakończenie mistrzostw Magdalena Kłusak, która rok temu wywalczyła złoto w slalomie. Niepocieszony wydawał się też Antoni Szczepanik – miejsca daleko od strefy medalowej na pewno

nie były jego celem. W dodatku przegrana rywalizacja z Politechniką Warszawską o puchar za trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej (zaledwie o dwa punkty) będzie się śnić się po nocach jemu i Kamilowi Krawczykowi – liderom SGH Warszawa. Wyniki kobiet: http://azs.waw.pl/wp-content/uploads/2018/03/1718_narciarstwo_k_ klasyfikacje.pdf Wyniki mężczyzn: http://azs.waw.pl/wpcontent/uploads/2018/03/1718_narciarstwo_m_klasyfikacje.pdf

Michał Szypliński

Foto Michał Szypliński


Akademickie Mistrzostwa Polski w Judo, Białystok, 23–25.03.2018

Transmisje online

z czterech mat

Rozmowa z dr. Piotrem Klimowiczem, szefem tegorocznych Akademickich Mistrzostwo Polski w Judo w Białymstoku Ponownie akademickie judo rywalizowało na obiektach Politechniki Białostockiej. Staraliście się o tę imprezę, ale jakie argumenty przemówiły za przyznaniem organizacji tych zawodów?

Należałoby chyba spytać AZS Warszawa – koordynatora AMP. Z mojego punktu widzenia – po prostu sprawdziliśmy się przy organizacji poprzednich czterech edycji (2 razy półfinały i 2 razy finały). Oprócz AMP – każdego roku współorganizujemy Międzynarodowy Turniej im. Leszka Piekarskiego (w tym roku – IX edycja), w którym

podgląd z dwóch kamer w wysokiej rozdzielczości. To pozwalało na szybkie rozwiewanie wątpliwych decyzji. Bardzo ciepło przywitał wszystkich uczestników AMP prof. Lech Dzienis, rektor Politechniki Białostockiej. Pan rektor uprawiał judo w młodości, kierując się w tej dyscyplinie sportu przesłaniem – nie walki, a umiejętności samoobrony…

Okazuje się, że rektor PB jako nastolatek trenował judo w klubie Resursa Łódź, więc chyba z dużą sympatią nadal podchodzi do tej pięknej sztuki walki i sportu olimpijskiego, tym bardziej gdy tak duża impreza rozgrywana jest na własnym podwórku. Należy dodać, że również obecny na zawodach prorektor PB ds. nauki – prof. Andrzej Sikorski miał znaczący w swoim życiorysie epizod z judo. Trenował tę dyscyplinę u prekursora podlaskiego judo trenera Leszka Piekarskiego (pierwszego polskiego medalisty z Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku – Antoniego Zajkowskiego). Byliście już po raz piąty gospodarzem akademickiej imprezy w judo. Na ile organizacja poprzednich ogólnopolskich zawodów była pomocna w przygotowaniach tegorocznego turnieju imprezy?

startuje około 500 zawodników z regionu i z zagranicy (Białoruś, Litwa, Łotwa, Ukraina, Estonia, Rosja). To też bardzo duże wyzwanie, które wpływa na nasze doświadczenie organizacyjne. Wracając do AMP – zawsze próbujemy coś poprawić, a jak nie ma co poprawiać, to dodajemy coś nowego. W tym roku oprócz transmisji online z wszystkich czterech mat (wraz z tablicami wyników) – usprawniliśmy pracę sędziom. Wykorzystaliśmy profesjonalny system monitorowania walk, dzięki któremu na każdą matę mieliśmy

Yasuhiro Yamashita – jeden z najwybitniejszych japońskich judoków twierdził, że swoje sukcesy zawdzięczał temu, że nigdy nie był w pełni zadowolony ze swoich osiągnięć i ciągle stawiał sobie jeszcze wyższe cele. My jako organizatorzy widzimy to, co dobre w naszej pracy, ale notujemy też nasze błędy oraz wszystko to, co można poprawić. Dzięki temu nie stoimy w miejscu i dbamy o progres.

Fotografie z AMP w judo z 2016 roku mówią o dużej liczbie uczestników, uśmiechach na twarzach ich i ich opiekunów. A ilu było uczestników tegorocznej rywalizacji? Które ośrodki AZS / uczelnie były najliczniej reprezentowane, czyli które ośrodki studenckiego judo zdominowały tegoroczną rywalizację?

W tym roku wystartowało 206 zawodników i 76 zawodniczek z 47 ośrodków akademickich. Najliczniej reprezentowana zarówno przez judoczki, jak i judoków była Politechnika Łódzka.

W ilu kategoriach odbyła się rywalizacja? Która z nich była najliczniej i najsilniej obsadzona? Czy uczestniczyli w niej najlepsi judocy Polski?

Turniej rozegrano we wszystkich czternastu kategoriach wagowych. W kategorii –48 kg wystartowały tylko dwie zawodniczki, natomiast w kategorii –81 kg walczyło aż 59 judoków, a finaliści tej wagi musieli stoczyć aż po 5 pojedynków. Praktycznie w każdej kategorii startowali aktualni bądź byli kadrowicze i kadrowiczki, więc walki finałowe należały praktycznie do nich. Wielu studentów-sportowców tegorocznych zawodów przyjechało po to, by mieć następną szansę na pokonanie niedoścignionych rywali AMP. Byli tacy, którym się udało pokonać akademickiego mistrza z poprzednich lat?

Mateusz Garbacz (–73 kg) i Damian Stępień (–81 kg) obronili swoje tytuły mistrzowskie z ubiegłego roku. Udało się to również niektórym zawodniczkom: Karolinie Pieńkowskiej (–57 kg), która w tym roku nie reprezentowała już UW, lecz Uczelnię Łazarskiego. i Pauli Kuładze (+78 kg), która podobnie jak w roku 2017 zwyciężyła w finale z Anną Załęczną.

aps nr 02 2018 (348)


Z kraju Arkadiuszowi Makarewiczowi (–66 kg) niestety nie udało się obronić ubiegłorocznego złotego medalu – w finale uległ reprezentantowi AWF Katowice – Adrianowi Wali. Radosław Koszczyński (AWF Warszawa) ponownie wywalczył srebrny (tym razem w kategorii –90 kg), a medale brązowe – Bartłomiej Słowak (–81 kg) i Kamil Kroc (+100 kg). Który team zdominował klasyfikację AMP w klasyfikacji końcowej zawodów w kategorii kobiet i mężczyzn?

Wśród mężczyzn wyraźnie dominowali judocy z AWFiS Gdańsk (54 pkt, 4 medale) przed AWF Katowice (39 pkt, 3 medale) i AWF Wrocław (25 pkt, 3 medale). Tak więc w klasyfikacji drużynowej całe podium należało do uczelni sportowych. U kobiet zwyciężył zespół AWF Katowice (39,5 pkt, 5 medali), przed innym zespołem z Katowic – UŚ (29 pkt, 3 medale) i Uczelnią Łazarskiego (26 pkt, 3 medale). Jaki był poziom studenckiego judo na matach tych zawodów?

Poziom był bardzo zróżnicowany, jednak – tak jak już wspomniałem – finały nie należały do przypadkowych judoków i judoczek. Na podium stawali głównie doświadczeni zawodnicy i zawodniczki. Bliski był ci występ zawodników Politechnik Białostockiej. Jaką ocenę wystawisz swoim podopiecznym?

Najbardziej doświadczonymi reprezentantami Politechniki Białostockiej byli bracia bliźniacy – Paweł i Piotr Radgowscy, których znam już od 15 lat, kiedy pod moim okiem rozpoczynali przygodę z judo w klubie BKS Jagiellonia. Dwa lata temu w klasyfikacji uczelni technicznych srebrny medal wywalczył Paweł (–73 kg), w ubiegłym roku – Piotr, a w tym roku obydwaj stanęli na tym samym drugim stopniu podium. Zawsze pozostaje niedosyt, ale na swojej drodze obaj spotkali doświadczonych przeciwników i to ich trochę usprawiedliwia. Jakie były rozmowy po zakończeniu zawodów tak po stronie studentów-sportowców, jak i indywidualności trenerskich, którzy przyjechali do Białegostoku?

Z rozmów oficjalnych i tych kuluarowych wynika, że zarówno zawodnikom, jak i szkoleniowcom w Białymstoku podobało się. Mam nadzieję, że przyzwyczailiśmy akademicką rodzinę judo do niezłego poziomu zawodów i pragnąłbym, by podobnie było w przyszłości. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Halina Hanusz Foto ilona_judo_zdjecia www.azs.pl

Futsalowe Final Four

w Świeciu nad Wisłą

Najlepsze polskie futsalistki wyznaczyły sobie ostatnie spotkanie sezonu 2017/2018 w urokliwym Świeciu nad Wisłą. To tam w dniach 3 i 4 marca rozegrany został turniej finałowy, tzw. Final Four, czyli najważniejsze, decydujące o podziale medali, mecze ekstraklasy futsalu kobiet prowadzonej przez Polski Związek Piłki Nożnej.

W

gronie czterech najlepszych zespołów ekstraklasy znalazły się aż dwie drużyny azetesowskie. Wraz z zespołami Wandy Słomniczanki Słomniki i TS ROW Rybnik o najwyższe miejsca walczyły dziewczyny z KU AZS Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz KU AZS Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W pierwszym dniu odbyły się mecze półfinałowe, a w drugim rozegrano mecze o medale. Już pierwsze spotkanie turnieju przyniosło wielkie emocje oraz sukces drużyny AZS UAM. Rozgrywkę półfinałową ze Słomniczanką poznanianki (trener Wojciech Weiss) przeprowadziły wzorowo i w efekcie pokonały rywalki 3:0, a zdobytymi bramkami podzieliły się Alicja Zając (2) i… bramkarka UAM, Dominika Dewicka (1). W drugim meczu półfinałowym emocje były równie wielkie i wynik identyczny, jednak tym razem azetesiaczki uległy przeciwniczkom. AZS UJ (trener Krzysztof Swół) przegrał z TS ROW Rybnik 0:3. W meczu o brąz zagrały więc drużyny z Krakowa i Słomnik. Krakowianki rozstrzygnęły ten mecz na swoją korzyść wygrywając 8:4, zajęły trzecie miejsce w turnieju i zarazem wywalczyły brązowe medale Mistrzostw Polski 2017/2018. Punktem kulminacyjnym dwudniowych zmagań był finałowy mecz o złoty medal, w którym poznanianki z AZS UAM stanęły naprzeciwko rybniczanek z TS ROW. Walka była niezwykle zacięta, sytuacje zmieniały się jak w kalejdoskopie i… po raz trzeci w Świeciu padł wynik 3:0. Niestety bramki strzelały rybniczanki i to drużyna TS ROW Rybnik zdobyła złote medale i tytuł mistrza Polski, a drużyna AZS UAM musiała się zadowolić srebrnymi medalami i tytułem wicemistrza. Żaden z zespołów AZS nie stanął zatem w bieżącym roku na najwyższym podium Mistrzostw Polski w futsalu kobiet, jednak cieszą oba medale – zarówno srebrny medal UAM, jak i brązowy wywalczony przez UJ. Dodajmy, że obecnie aż połowa zespołów w polskiej ekstraklasie futsalu kobiet to zespoły akademickie i azetesowskie.

W srebrnym zespole AZS UAM należy wyróżnić skuteczną Alicję Zając, bramkarkę Dominikę Dewicką oraz Monikę Nowak i Annę Jacewicz. W Świeciu największe zaszczyty przypadły jednak w udziale zawodniczkom mistrza Polski – TS ROW Rybnik. Najlepszą zawodniczką została wybrana Agata Sobkowicz, a najlepszą bramkarką Andżelika Dąbek. Trenerem mistrzowskiego zespołu TS ROW jest Remigiusz Danel. Turniej bardzo sprawnie przeprowadzili działacze Kujawsko-Pomorskiego OZPN, z niestrudzonym Jarosławem Gryckiewiczem na czele, wspierani przez przedstawicieli władz samorządowych Świecia n. Wisłą, w tym przez zastępcę burmistrza Krzysztofa Kułakowskiego. Ceremonię zakończenia zmagań zaszczycił m.in. wiceprezes PZPN Eugeniusz Nowak. AZS reprezentował niżej podpisany – pełnomocnik ZG AZS ds. futsalu. Tekst i foto Piotr Kuś


e i k UJ s   S Z l A   o w o t s ę p i c y w o z   e n ł małopolskie Następ m rzucie AMM!

ma

w drugi

Z pasją do ludzi Chyba mogę śmiało stwierdzić, że po rozmowie z Mariuszem Wlazłym byłam oczarowana. Pokazał mi, że pasja tylko wtedy daje prawdziwe szczęście, jeśli mamy kogoś, komu możemy ją przekazać. Widziałam wspaniałego sportowca, odnoszącego ogromne sukcesy, który wkładał całe swoje serce w grę z dzieciakami. Nie powiem – zaimponowało mi to. I zaczęłam myśleć o tym, jak to jest z tym naszym AZS-em. Wszyscy jesteśmy tu dlatego, że w jakimś wymiarze złapaliśmy bakcyla sportu. Nieważne, czy sami trenujemy do upadłego, czy nastawiamy budzik na 3:30, bo na drugim końcu świata zaczyna się mecz. Więc mówmy o tym jak najwięcej. Mówmy tak, żeby nas słyszano. Mamy pasję, mamy możliwości, mamy wszystko, czego nam potrzeba. Niech będzie o tym głośno – im głośniej, tym lepiej. A wtedy pojawią się ludzie, którzy będą chcieli te pasje odkrywać razem z nami. Katarzyna Nowak

R

ok 2018 przyniósł następne zwycięstwo drużynie AZS JUDO Uniwersytetu Jagiellońskiego, trenowanej przez mgr. Jacka Limanówkę, który jest również głównym organizatorem i komentatorem spotkania. Akademickie Mistrzostwa Małopolski odbyły się w sobotę 17 marca na macie klubu YMCA przy ulicy Krowoderskiej. Walki były prowadzone na dwóch matach, na których sędziowali – Robert Barnaś i Piotr Sobczyk, byli zawodnicy tej dyscypliny sportu. Spotkanie rozpoczęło się od wcześniejszego ważenia wszystkich przystępujących zawodników z sześciu krakowskich uczelni i przydzielenia ich do siedmiu kategorii wagowych. Na tegorocznym spotkaniu ponownie nie udało się zorganizować oficjalnych walk dla kategorii kobiecych, jednakże organizatorzy bardzo liczą, że w następnych latach reszta uczelni będzie posiadała w swojej reprezentacji liczniejsze grono zawodniczek. Podczas oficjalnego rozpoczęcia sędzia Barnaś wprowadził uczestników w najnowsze zasady walki, ustalone przez Polski​ Związek Judo​, które to zmiany mają na celu zdynamizowanie walk. Drużyna AZS UJ wystawiła w tym roku dwunastu reprezentantów, z czego siedmiu zdobyło miejsca medalowe. Wypracowane podczas starć punkty pozwoliły na utrzymanie pozycji lidera w województwie małopolskim, uzyskanej podczas pierwszego rzutu w semestrze zimowym. Ponownie najliczniejszą kategorią okazała się waga 81 kg, w której znalazło się dziewięciu zawodników. Na uwagę w tym miejscu zasługuje reprezentant AZS UJ Bartosz Janik, który założył swojemu przeciwnikowi w krótkim czasie od rozpoczęcia walki skuteczne

duszenie, pozbawiające go przytomności i dyskwalifikację z zawodów. Uczestnik, który jest duszony, w chwili gdy czuje, że w żaden sposób nie może się uwolnić z uchwytu, jest zobowiązany do dania sygnału sędziemu lub przeciwnikowi o przerwaniu walki, tj. poddaniu​ się​ – w przeciwnym razie, jeśli pozwoli sobie na utratę przytomności, zostaje wykluczony z zawodów. Oczywiście zawodnikowi została udzielona natychmiastowa pomoc i o własnych siłach mógł opuścić matę. Prócz tego faktu i kilku stłuczeń żaden z zawodników nie doznał większej kontuzji, która mogłaby mu przeszkodzić w startowaniu w Akademickich Mistrzostwach Polski, które odbędą się 23–24 marca w Białymstoku. Na tegorocznym wyjeździe drużynie męskiej będzie towarzyszyć reprezentacja żeńska, w której skład wchodzą trzy zawodniczki: Nikola Janik, Alicja Chmielarz oraz Faustyna Sroka. Z tego miejsca pragnę pogratulować trenerowi całej reprezentacji AZS UJ i życzyć zwycięstw w następnych mistrzostwach. Tekst i foto Magdalena Szeler AMM, Kraków, 17–18.03.2018 Miejsca reprezentantów UJ: Filip Bielec (81 kg) – II m Bartosz Fita (90 kg) Mikael Gebreselassie (90 kg) – III m Bartosz Jan (81 kg) Jerzy Jeziorski (do 60 kg) – I m Wojciech Kałucki (81 kg) – III m Robert Kumanek (90 kg) – III m Stanisław Mouttet (73 kg) – III m Patryk Suchoń (66 kg) Paweł Szkliniarz (73 kg) – III m Jan Woźniak (81 kg) Marcin Zioło (81 kg)

Wydanie Małopolskie Redakcja: Katarzyna Nowak, Marek Szlachta e-mail: krakow@azs.pl

aps nr 02 2018 (348)


ercu k s m i k l e i w o k e i w ło atów, były człone Wielki– siactkz kapitan PGE Skry Bełch i sta ali ed m najny ot kr arz, wielo o, która od lat pomaga

sza Wlazłeg Mariusz Wlazły ał założyciel Fundacji Mariu e kż ta a j, we do dziennej pracy opowiad ro co i na ch cji cja ira sp in reprezenta ch oi sw sportowych marzeń. O młodszym w spełnianiu ą Nowak. kazują – to jest niesamowite. Zazwyczaj w rozmowie z Katarzyn Gdyby miał pan dać jedną radę młodym sportowcom – od czego trzeba zacząć? Jaki musi być ten pierwszy, najtrudniejszy krok?

Dzieci same widzą, że sport dostarcza dużo frajdy. Fakt, zmęczymy się fizycznie, ale to fajny wysiłek. Dzieciaki widzą, że uprawiając sport można spędzić czas z rówieśnikami i nawiązać nowe przyjaźnie. Te wartości są przekonujące. W którym momencie sport przestaje być tylko zabawą?

W chwili, w której pojawiają się pieniądze. Cały czas robimy to, co robimy, z pasji i z miłości do sportu. To się mocno wiąże jedno z drugim. Ja bym się z nikim nie zamienił, bo wykonuję pracę, którą kocham. Spełniam się. Wiadomo, wiele rzeczy się sportowo przegrało, ale nigdy się nie załamałem.

i przestały się ruszać. Kiedyś zabawy ruchowe trwały cały dzień. Dziś mamy do dyspozycji technologie, które niewątpliwie ułatwiają nam życie, ale niosą ze sobą pewne zagrożenie. Teraz jest może troszkę lepiej. Dzieci coraz częściej wychodzą na dwór i czerpią radość ze sportu. Ale nadal lekarze i rodzice wystawiają mnóstwo zwolnień z zajęć wychowania fizycznego – ja tego nie jestem w stanie zrozumieć. Dlaczego tak się dzieje? Te zajęcia mają między innymi pokazać, że sport jest super i że można się świetnie bawić uprawiając go. Wiadomo, że każdy będzie zmęczony, ale dzięki niemu można poznać świetnych ludzi. To jest wartość, której nie da się zdobyć grając na konsoli. To był jeden z poważniejszych powodów, dla których zaczęliśmy myśleć o tym, jak rozruszać społeczeństwo. Po drugie, chcieliśmy też

po tych spotkaniach jesteśmy bardzo zmęczeni, bo sam trening trwa około trzech godzin. Ale zadowolenie dzieci jest po prostu bezcenne.

przedstawić siatkówkę od innej strony. Nie typowo technicznej, bo to jest ciężki sport. Trzeba najpierw potrenować, nauczyć się podstawowych elementów, dopiero później można rozpocząć rywalizację. Żeby to miało miejsce, należy poświęcić na to trochę czasu. Inaczej z koszykówką czy piłką nożną, z którymi mamy naturalny kontakt od małego. Nasze zajęcia pozwalają poznać techniczne podstawy, które chcemy szlifować, ale pokazują też, że siatkówka jest miła i przyjemna i że można się dobrze bawić z piłką.

jeśli się coś nie powiedzie, trzeba wspierać dzieci w tym, co robią, w każdej pasji. Niekoniecznie musi to być piłka siatkowa, ale każdą pasję należy rozwijać. Jesteśmy przeszkoleni, mamy fajny sztab i ludzi, którzy na co dzień pracują z młodzieżą. Jesteśmy w stanie rozmawiać z dzieciakami, tak żeby nakłonić je do tego wysiłku. Z drugiej strony dzieci przychodzą na te treningi z własnej woli. Inaczej się pracuje na lekcji wychowania fizycznego, a inaczej z grupą, która sama chce trenować. Najważniejsze jest to, żeby dzieciaki faktycznie czuły nasze wsparcie.

Widzi pan jakichś następców?

Niektóre dzieciaki mają naprawdę fajne umiejętności. Oczywiście jest za wcześnie na to, żeby powiedzieć, że ktoś się bardzo wybija, ale na pewno jest kilka osób, które się wyróżniają. Kraków jest miejscem, które w zeszłym roku zaskoczyło mnie swoim poziomem. Czekałem na trening w Krakowie. Fajnie się tutaj pracuje z młodzieżą. A jakaś rada dla rodziców i ludzi, którzy chcą prowadzić te dzieci? Bo dzisiaj widziałam, że wy wiecie, jak trafić do młodzieży. Wiecie, jak sprawić, żeby one chciały się – jak pan to ujął – zmęczyć.

Na pewno trzeba być wsparciem dla takich pociech. Niejednokrotnie, nawet

Co zrobić, żeby się nie załamać? Wiadomo, że sport to nie jest tylko i wyłącznie pasmo sukcesów. Pojawiają się też mniejsze i większe porażki czy potknięcia. Jak można poradzić sobie z takim obciążeniem?

Na pewno trzeba się nauczyć wygrywać i przegrywać. Przegrywanie może być nawet ważniejsze, bo bardziej nas rozwija. Pozwala nam zobaczyć mankamenty, błędy, niedociągnięcia, rzeczy, które powodują, że faktycznie zaliczamy porażkę. Sukcesy nas uspokajają. Nie pozwalają na rozwój, usypiają naszą czujność. Porażki są dotkliwe i na pewno nikt nie chce przegrywać. Ale jeśli nauczymy się to robić, to na pewno jest to najistotniejszy element potrzebny do osiągnięcia jakichkolwiek sukcesów. Nie wolno się załamywać z powodu niepowodzeń, bo jeśli zaczniemy, to równie dobrze nie powinniśmy robić niczego nowego. W każdej dziedzinie życia towarzyszą nam porażki, niezależnie od tego, czy mówimy o sporcie czy o innych kwestiach. Życie jest często przeplatane porażkami i to z nich musimy wyciągać jak najlepsze wnioski. A skąd wziął się pomysł na treningi z dziećmi?

Dzieci na pewno są nadzieją. Jeśli dobrze zainwestujemy w najmłodszych, to oni odpłacą nam się z nawiązką – sukcesami sportowymi. Ten fakt został już niejednokrotnie potwierdzony. Ja podszedłem do tego z innej perspektywy – przede wszystkim w pewnym momencie dzieci zbuntowały się przeciwko sportowemu trybowi życia. Myślę, że pewnym powodem tego są wszystkie nowinki technologiczne. Dostęp do tableta, telefonu czy komputera spowodował, że dzieci siadły na kanapie www.azs.pl

A co daje panu najwięcej satysfakcji podczas tych treningów z dziećmi?

Uśmiechy dzieci. To, jaką one mają energię, którą nieświadomie nam prze-

Rozmawiała Katarzyna Nowak Foto Piotr Malec


e i k s l o wodniczka AZS Poznań wwiieelklokpoolspkie Za wicemistrzynią świata Brąz Macieja Bema

F

lorecista Maciej Bem (AZS AWF Poznań) zdobył 2 brązowe medale (indywidualnie i w drużynie) ME Juniorów Młodszych w Soczi! 4 marca w pięknej hali olimpijskiej w Soczi odbył się turniej indywidualny kadetów we florecie mężczyzn. Podopieczny Tomasza Ciepłego – Maciej Bem wywalczył brązowy medal. Od początku turnieju Maciej pokazał, że jego forma cały czas jest wysoka. W eliminacji grupowej wygrał wszystkie z sześciu walk, co dało mu czwarte rozstawienie do turnieju głównego. Na drodze do finału Maciejowi stanął bardzo dobrze walczący Duńczyk Jonas Win Terberg-Poulsen, nr 2 listy europejskiej. Walka zakończyła się wynikiem 15:8 dla Duńczyka. Ostatniego dnia zawodów juniorzy, z Maciejem Bemem w składzie, wywalczyli srebrny medal. W drodze do finału reprezentanci Polski pokonali: Czechów 45:20 – awans do najlepszej ósemki mistrzostw, Węgrów 45:30 – ćwierćfinał. W półfinale podopieczni Tomasza Ciepłego, trenera kadry narodowej juniorów, po dramatycznym pojedynku pokonali Niemców 45:44. W finale Polacy spotkali się z reprezentacją gospodarzy. Ten mur był nie do przejścia. Wynik meczu 45:26 dla Rosjan. Srebrny medal to był szczyt marzeń naszych reprezentantów. Wiara, chęci i praca doprowadzają do ich spełniania.

N

iemalże od początku spotkania prowadziły łodzianki, które w pewnym momencie spotkania miały aż 17 punktów przewagi. Enea AZS rzuciła się jednak w szaleńczą pogoń i na początku ostatniej odsłony wyszła na prowadzenie, którego nie oddała już do końca. Zwycięstwo z Widzewem może być kluczowe w kontekście utrzymania się w Basket Lidze Kobiet. Początek spotkania był bardzo nerwowy w wykonaniu obydwu zespołów.

w sztafecie

P

o zdyskwalifikowaniu sztafety Jamajki, finiszująca na trzecim miejscu drużyna Polski z azetesiaczką z Poznania – Patrycją Wyciszkiewicz, zdobyła srebrny medal Halowych Mistrzostw Świata w Birmingham. Pobiła przy tym wspaniały rekord Polski. Polski zespół ukończył bieg w czasie 3.26,09, co oznaczało, że poprawił rekord kraju na 4 × 400 metrów w hali o niemal trzy sekundy! Rekord bardzo stary, bo dwunastoletni.

Wracam jako współrekordzistka Polski w sztafecie 4 × 400 m, a ponadto wicemistrzyni świata! Dziękuję Wam za wiarę w nas, za tony wiadomości i komentarzy z gratulacjami. Ten medal należy także do Was – naszych kibiców! Przede mną kolejne miesiące ciężkiej pracy, aby być w życiowej formie na Mistrzostwach Europy w Berlinie, aby móc zapewnić Wam kolejną porcję emocji! Trenerze – medal ze specjalną dedykacją dla Ciebie. Dziękuję za cierpliwość i pomocną dłoń!

O W T S Ę I C Y W Z E N N E C Z E B NI PO SZALEŃCZEJ POGO Nic dziwnego, skoro stawka tego pojedynku była niezwykle wysoka. Pierwsze punkty zdobyły gospodynie, ale potem do głosu doszły niezwykle zdeterminowane przyjezdne. O ile w ofensywie trenerzy nie mogli mieć pretensji do swoich zawodniczek, o tyle defensywa wyglądała bardzo źle. W drugiej kwarcie łodzianki podtrzymały dobrą dyspozycję. Szybko za trzy punkty trafiła Julia Drop, a akademiczki popełniały błędy w prostych sytuacjach rzutowych. Drużyna Dejana Stankovicia grała na swoim poziomie i utrzymywała ponad dziesięciopunktową przewagę. Gra nie układała się poznaniankom, a na domiar złego w ostatniej akcji drugiej kwarty urazu nabawiła się Davis. Amerykanka zacisnęła jednak zęby i wyszła na drugą połowę spotkania. Trzecia odsłona toczyła się również pod dyktando łodzianek, które upodobały sobie rzuty zza linii 6,75 m. Motorem napędowym przyjezdnych była Kathleen Scheer, która rzucała z niesamowitą skutecznością. W pewnym momencie na tablicy wyników było już 17 punktów róż-

nicy. Na niespełna cztery minuty przed zakończeniem trzeciej kwarty – za trzy trafiła Kateryna Rymarenko, a chwilę później w szybkim kontrataku dorzuciła kolejne dwa i różnica stopniała do zaledwie ośmiu „oczek”. To właśnie końcówka tej części spotkania należała do Ukrainki, która ponownie trafiła za trzy punkty i była bezbłędna na linii rzutów osobistych. Ostatecznie przed ostatnią odsłoną meczu widzewianki miały tylko cztery punkty przewagi. Nie minęła niespełna minuta czwartej kwarty i na tablicy remis (62:62). Atmosfera w Hali Politechniki Poznańskiej sięgała zenitu, a akademiczki niesione dopingiem swoich fanów chwilę później wyszły na prowadzenie, którego nie oddały już do końcowej syreny. Zwycięstwo Enei AZS może okazać się na wagę utrzymania w Basket Lidze Kobiet na następny sezon. Enea AZS Poznań – Widzew Łódź 80:71 (21:29, 16:19, 21:14, 22:9)

Opracowanie Kacper Czarnota Foto AZS Poznań aps nr 02 2018 (348)


i k s l o p o   n o t n i m d a b   i Wielk ie Mistrzostwa Polski w badmintonie przed

olski zjadą Kolejne Akademick arca na Uniwersytet Op m 0 –2 18 h iac dn w ż go. nami. Ju ć się do turnieju finałowe sta do by , aju kr wy ło organizozawodnicy z po h wydarzeń sportowych yc sz ięk jw na z no jed iecie Jest to rnieju na własnym park tu W i. ln ze uc iej sk ol z ostatnie 4 wanych na op iwersytetu, którzy prze Un i nc ta en ez pr re ż m te ą wystąpi ję krajową. Przed kolejny ac liz wa ry ali ow in om zd akadelata absolutnie Pietryją – wielokrotnym em wł Pa z y iam aw zm ro zanej. startem em Europy w grze mies rz ist m az or i lsk Po em mickim mistrz Jak mija sezon i przygotowania do zbliżających się imprez?

Sezon w tym roku dla mnie i Anety Wojtkowskiej zaczął się trochę później. Ja po chorobie wznowiłem treningi od stycznia. W lipcu 2017 roku musiałem zaprzestać aktywności fizycznej. Mój stan zdrowia nie pozwalał na jakikolwiek ruch. Ten rok zaczęliśmy od Mistrzostw Polski Elity, gdzie odpadliśmy w ćwierćfinale. Jestem jednak zadowolony ze swojej gry po tak długiej przerwie. Ten start był wyznacznikiem, czy dobrze jest rozpisana praca, jaką muszę wykonać do pełnego powrotu do formy, i myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. W marcu kolejne Akademickie Mistrzostwa Polski – jak na razie półfinały w Opolu. To będzie tylko formalność na własnym podwórku?

Cieszymy się, że półfinały są organizowane w Opolu. Uważamy, że będzie to z pewnością fajne wydarzenie badmintonowe na naszej uczelni i Uniwersytet Opolski bez problemów zakwalifikuje się do finałów. W zeszłym roku w finałach najbardziej przeciwstawili się wam badmintoniści z Uniwersytetu Warszawskiego. Byli praktycznie o włos od wygranej. Jak sądzisz, czy na tegorocznych AMP-ach będzie wam jeszcze trudniej ze względu, że reszta drużyn najbardziej „spina” się właśnie na was?

Uniwersytet Warszawski to mocna drużyna. W tym roku poszerzyli skład o kilku dobry graczy. Cieszymy się, że jesteśmy w gronie faworytów i każda drużyna, jak mówisz, „spina” się na nas. Lubimy wyzwania i będziemy chcieli powtórzyć wynik z ubiegłego roku. Choć na pewno nie chcemy, by było aż tak nerwowo jak w zeszłorocznych zawodach finałowych. Poza samymi AMP-ami jakie cele masz jeszcze postawione?

Poza AMP-ami mamy z Anetą w planie cała masę wyjazdów. Jesteśmy właśnie

www.azs.pl

w trakcie organizacji tego roku. Najbliższe nasze starty to turnieje na Słowacji, w Czechach, a następnie w Chorwacji. Taki kalendarz mamy do końca marca, a reszta wyjazdów, już odleglejszych, jest – jak powiedziałem – organizowana. Będziesz skupiał się dalej cały czas przede wszystkim na grze w mikście z Anetą Wojtkowską czy będziesz to jakoś równoważył z grą singlową?

Skupiamy się z Anetą wyłącznie na grze mieszanej. Moich parę występów singlowych na turniejach akademickich to tylko taktyka, jaką podjęliśmy wspólnie z drużyną. Mój czas singlisty skończył się w juniorach. Punkt determinujący i jednocześnie cel, o którym chyba najbardziej marzycie, to Igrzyska Olimpijskie w Tokio za dwa lata. Opowiedz, jaką drogę trzeba będzie pokonać, aby się tam dostać, i czy dokładniejsze przygotowania pod ten wyjazd są już zaplanowane?

Droga do igrzysk to ciężka praca. Przygotowanie, treningi, później masa wyjazdów po całym świecie. W tym roku planujemy wyjazd do Azji, żeby potrenować i wzmocnić się, zagrać jak najwięcej pojedynków na najlepszym poziomie. Natomiast rok przed igrzyskami – to wyjazdy po turniejach na całym świecie i zbieranie wymaganych punktów do kwalifikacji olimpijskiej. Rozmawiał Marek Wiench Foto Kamil Pastusiak

opopoollsksik e ie Krótka lotka Zamykam oczy, widzę śpiew. Ślizgają się wszędzie buty. Pełna hala. To tuż, tuż. Może i jesteśmy najmniejszym województwem, może i jedną z mniejszych uczelni, ale w sporcie takie kwestie nie mają znaczenia. Przykład? – Urugwaj, kraj wciśnięty między dwa kolosy, czyli Argentynę i Brazylię, a sukcesy sportowe osiąga nieraz spore. Ot, chociażby pierwsi mistrzowie świata w piłce nożnej. No i my, opolscy, też gorsi nie jesteśmy. Środków, rozgłosu i warunków z pewnością nie mamy, jak gdzieniegdzie. Ale parę tytułów na koncie się znajdzie. Półfinał Akademickich Mistrzostw Polski w badmintonie, który zorganizujemy u siebie, to będzie prawdziwy pokaz opolskości – gwarantujemy. Nie tylko ze strony zawodników, podopiecznych naszego trenera Henryka Hołodnika, którzy po raz kolejny będą chcieli dowieść swego prymatu. To też będzie świetna wizytówka – zrobimy dobrą imprezę: na hali, na mieście, wszędzie. Opole będzie żyło badmintonem, a badmintoniści Opolem. Posmakują śląskiej kuchni, pozwiedzają, a może i pośpiewają. Ale przede wszystkim zawalczą rakietami nad siatką. I tylko oby lotki zbyt szybko się nie pruły. Marek Wiench

Wydanie Opolskie Redakcja: Marek Wiench e-mail: marekw_mw@o2.pl


o k s w a j o k u s kkujaw orskie -pom

Nie tak męski ten sport Wyobrażacie sobie, że oficjalnie dopuszczono kobiety do rywalizacji sportowej dopiero w 1912 roku? Nawet twórca nowożytnych igrzysk olimpijskich – Pierre de Coubertin był przeciwny tej rywalizacji. Pewnie dlatego, że to właśnie one wśród społeczeństwa miały jawić się jako te, które nie są skalane walką i zmęczeniem. Początek zmagań kobiet na arenach sportowych był trudny. Nie dość, że zawsze musiały udowadniać, że są w stanie rywalizować jak „prawdziwy facet”, to później, jak już szło im za dobrze, musiały udowadniać, że nadal przecież są reprezentantkami płci pięknej (dla przykładu Maria Martinez Patino czy Mildred Didrikson). Nadal rozróżniamy te dyscypliny sportu, które są męskie, albo takie, które uprawiane są tylko przez mężczyzn. Czy doczekamy się skoczkini narciarskiej, która oprócz pięknej aparycji dostarczy nam emocji sportowych i dumy z wygranej? Tak? Zapytasz, dlaczego? Bo nadzieja jest kobietą, a ta przecież umiera ostatnia. Dla wszystkich kobiet, spóźnione Wszystkiego Najlepszego z okazji Dnia Kobiet. Anna Błaszkowska

i k s ń a k i n r e p o K j e i n Tur UMK a r o t k e R r a h c u P o ntrum li Uniwersyteckiego Ce

18 na ha char W weekend 9–11.03.20 rniej Kopernikański o Pu Tu 48 się ł by od K UM Sportowego je i współtkowej. Sportowe emoc sia łce pi w K UM a or kt trzy JM Re uczestniczących trwało yn uż dr ich stk zy ws zawodnictwo i, w tym 6 ł 12 drużyn z całej Polsk zia ud o ięł wz u iej rn tu dni. W użyn męskich. drużyn kobiecych i 6 dr

W

klasyfikacji kobiecej najlepsze okazały się zawodniczki UMCS Lublin, drugie na podium były studentki z UAM Poznań, a brązowy medal zdobyły reprezentantki Uniwersytetu Warszawskiego. W rywalizacji męskiej najlepsi oka­ zali się zawodnicy gospodarzy – UMK Toruń, wyprzedzając reprezentantów UAM Poznań i Uniwersytetu Gdańskiego. Najlepszym zawodnikiem turnieju został Tomasz Janiszewski. Nad przebiegiem zmagań sportowych czuwali sędziowie: Piotr Frankowski, Daniel Wiliński oraz Artur Porzezieński. Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy! AB Foto AZS UMK Toruń

Klasyfikacja końcowa Kobiety 1. UMCS Lublin 2. UAM Poznań 3. Uniwersytet Warszawski 4. Uniwersytet Gdański 5. UMK Toruń 6. KUL Lublin Mężczyźni 1. UMK Toruń 2. UAM Poznań 3. Uniwersytet Gdański 4. UMCS Lublin 5. Uniwersytet Warszawski 6. KUL Lublin

Najlepsi zawodnicy danych drużyn

Wydanie Kujawsko-Pomorskie Redakcja: Anna Błaszkowska e-mail: blaszkowska.ann@gmail.com

Uniwersytet Gdański – Żaklina Sulikowska, Jan Tomczak Uniwersytet Warszawski – Marta Wojciechowska, Paweł Mazurek UAM Poznań – Łucja Bińczyńska, Radosław Szczeciński UMCS – Sylwia Obszyńska, Szymon Mańkowski KUL Lublin – Kamila Kłaczek, Bartłomiej Leśniewski UMK Toruń – Kinga Ratajczak, Mateusz Ciemieszewski

aps nr 02 2018 (348)


MK U e j o b d o p e w S UMK, wieloo h c a z S m sekcji szachowej AZ re ne tre i em iki wn ro i i Mistrzostwach Europy amem Musiałem, kie twach Polsk Rozmowa z Ad Akademickich Mistrzos na K wego UM em nt ta en ez lskiego Związku Szacho Po krotnym repr m re to uk str in , ch ny Błyskawicz w Szachach Szybkich i Jak oceniasz rozwój akademickiego wymiaru szachów?

Od wielu lat organizacja Akademickich Mistrzostw Polski w szachach szybkich stoi na bardzo wysokim poziomie. Co roku organizatorzy stają na wysokości zadania i zarówno sale gry, jak i warunki pobytu są z górnej półki. W ramach pakietów do dyspozycji są czterogwiazdkowe hotele wraz z pełnym wyżywieniem, gadżety (długopisy, kubki, koszulki, etc.), wieczorami organizowane są grille i inne atrakcje. Sędziowanie również jest bez zarzutu. Jakimi osiągnięciami może pochwalić się twoja sekcja?

Wraz z kolegą Mateuszem Brzezińskim reaktywowaliśmy sekcję niespełna trzy lata temu. W tym czasie naszej drużynie ligowej, której jestem kapitanem i graczem na pierwszej szachownicy, udało się rok po roku awansować z V do III (najwyższa liga wojewódzka) ligi organizowanej przez Kujawsko-Pomorski Związek Szachowy. Udało nam się również utworzyć drugą drużynę, która rywalizuje na poziomie IV ligi. Obecnie sekcja liczy około 30 członków, raz

niespodziewane porażki faworytów oraz świetna forma naszego zespołu pozwalała wierzyć w ostateczny sukces. W ostatniej rundzie decydującej o medalach znajdowaliśmy się na drugim miejscu, za plecami mając Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Adama Mickiewicza. W ostatniej rundzie sparowani zostajemy z Uniwersytetem Ekonomicznym z Krakowa – przeciwnikiem zdecydowanie w naszym zasięgu. Przy stanie 2,5:2,5 na ostatniej szachownicy mamy sporą przewagę. Niestety mając niewiele czasu na zegarze cała przewaga zostaje roztrwoniona, przegrywamy partię i ostatecznie cały mecz 2,5:3,5, co zrzuca nas na dopiero piąte miejsce w klasyfikacji uniwersytetów. Pozostaje wielki niedosyt, ponieważ kolejny rok lądujemy tuż za podium.

Z jakimi problemami zmierzacie się w związku z reaktywacją sekcji szachowej?

Jednym z problemów jest – jak to zwykle bywa w sporcie – brak wystarczających ilości środków na rozwój. Mamy paru obiecujących juniorów, ale z powodu braku środków nie możemy prowadzić zajęć stricte dla nich, lecz dla ogółu. Na tę chwilę nie możemy również stworzyć drużyny do ligi juniorów. Jakie są wasze plany na nadchodzący rok akademicki?

W przyszłym roku spróbujemy stworzyć trzecią drużynę do rozgrywek ligowych, aby nasi juniorzy mogli powoli się rozwijać i zacząć walczyć z innymi zawodnikami na szczeblu wojewódzkim. Mamy również nadzieję na rozpoczęcie cyklicznych turniejów o Puchar Rektora UMK. Czy twój syn zarazi się manią szachową?

w tygodniu spotykamy się na zajęciach, na których razem z Mateuszem prowadzimy zajęcia teoretycznie, a następnie praktyczne. Powoli udaje nam się kompletować sprzęt (zegary szachowe, szachownice oraz bierki), tak aby sekcja mogła bez wstydu gościć graczy z całej Polski na turniejach, które w przyszłości zamierzamy organizować. Jak start na tegorocznych Akademickich Mistrzostwach Polski?

Na tegoroczne rozgrywki AMP-ów jechaliśmy do Chorzowa wzmocnieni kolegą Piotrem Śnihurem, studentem Wydziału Prawa, byliśmy pełni nadziei na upragniony medal w kategorii uniwersytetów. Wszystko szło po naszej myśli: korzystne kojarzenia drużyn, www.azs.pl

Jakie macie założenia związane z rozwojem swojej sekcji?

W najbliższym czasie chcemy kontynuować kompletowanie sprzętu oraz zamierzamy rozpocząć organizację turniejów otwartych w szachach błyskawicznych, szybkich oraz klasycznych. Chcielibyśmy również awansować do II ligi szachowej (liga ogólnopolska), co byłoby nawiązaniem do sukcesów naszej sekcji szachowej z dawnych lat, ale by to osiągnąć, potrzebujemy jeszcze trochę czasu oraz dużo ciężkiej pracy. Będziemy kontynuować organizację Akademickich Mistrzostwa Pomorza i Kujaw oraz turniejów w ramach Copernicady – międzywydziałowej ligi sportowej.

Mam szczerą nadzieję, że tak! Nie zamierzam go do niczego przymuszać, ale olbrzymią radość sprawiłoby mi wychowanie szachisty pod swoim dachem. Rozmawiała Anna Błaszkowska Foto Facebook AZS UMK Toruń


i k s l e b e u i llubelsk Wojciech

Stańko: ę i s   m e ł ą n i w z o r   S Z A   Dzięki echem Stańką, studentem Politechniki Lubelskiej,

Jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałeś się o przyznaniu ci Nagrody im. E. Pietrasika?

Byłem bardzo zadowolony i dumny. Mój trud włożony m.in. w wolontariacką pracę w AZS-ie został zauważony i doceniony. Wiem również, że byłem mocno wspierany przez całe środowisko AZS Lublin. Choć Nagroda im. E. Pietrasika jest ogólnopolska, to moja działalność skupiała się głównie na terenie województwa lubelskiego.

. dlaczego Rozmowa z Wojci niusza Pietrasika: m.in ge Eu . im y od gr Na laureatem czynowe i działalność wy ie an gr ie, an ow di dziany. warto pogodzić stu y w AZS-ie jest mile wi żd ka że e, ni sła ze pr az w AZS-ie or

Jak uważasz, co sprawiło, że Zarząd Główny AZS właśnie tobie przyznał tę nagrodę?

W AZS-ie działam już od sześciu lat. Moje studia trochę się przedłużyły. Od początku trenuję i reprezentuję uczelnię w badmintonie. Sekcja rozwinęła się, a my od kilku lat występujemy na arenie ogólnopolskiej. Moja praca dla AZS-u opiera się głównie na tworzeniu grafik. Te materiały są widoczne nie tylko w Lublinie, ale również w całej Polsce. Bywało tak, że jakieś plakaty, banery pojawiały się na stronach innych AZS-ów czy były udostępniane przez AZS Zarząd Główny. Były stawiane jako przykład, jak można przygotowywać promocję AZS-u.

Zaczynałeś swoją działalność w Klubie Uczelnianym AZS Politechnika Lubelska. Później dołączyłeś do ekipy AZS Lublin – tych obowiązków cały czas przybywało, przygotowywałeś m.in. grafiki pod kampanie promocyjne AZS Lublin. To duże wyzwanie?

są związane z AZS-em. Te materiały podobały się, a to dla mnie jest bardzo budujące i miłe. Jesteś przykładem, że można pogodzić studia z graniem wyczynowym oraz działalnością w AZS-ie. Jak tobie to wychodziło i co możesz innym przekazać?

Samą działalność w AZS i studiowanie można spokojnie połączyć. Nawet uważam, że fajnie jest oprócz samego studiowania robić coś ekstra, a taka jest działalność w AZS-ie. Jest taką odskocznią od samych studiów. AZS to pozytywni ludzie, nowe doświadczenia – to również nowe rzeczy, których uczymy się przy organizacji zawodów. Ogólnie polecam, warto robić coś więcej i rozwijać się – nie tylko w kierunku wybranych studiów, ale także przy takiej organizacji, jaką jest AZS.

AZS daje możliwości rozwoju, nabycia nowych umiejętności. Nie można się bać przyjść do klubu czy organizacji. Jak zachęcić do przyjścia do AZS-u?

Nie ma osoby, która by sobie nie poradziła w AZS-ie. Tak naprawdę zawsze jest coś do zrobienia, do czego nie potrzeba doświadczenia. Można przyjść do AZS-u i nie wiedzieć, co i jak na początku. Wszystkiego nauczymy się w trakcie. Wystarczy krótkie szkolenie, kilka wskazówek od starszych kolegów z AZS-u i nabywasz tych umiejętności. Organizujesz mecze czy zawody, zawierasz fajne znajomości. Nie trzeba przychodzić do AZS-u z kwalifikacjami, bo tych umiejętności nabywamy w trakcie działalności w AZS-ie. Każdy w AZS-ie jest mile widziany. Rozmawiał Piotr Rejmer Foto AZS Lublin

W pewnym momencie było tego tak dużo, że zrezygnowałem z innych działań, jak chociażby weryfikacja zawodów. Natomiast ta działalność – przygotowywanie grafiki pod kampanie – bardzo mi pomogła, rozwinęła mnie, jest to zajęcie kreatywne. To była dla mnie ogromna szansa, bo mało który przedsiębiorca powierzyłby na początku młodemu studentowi bez doświadczenia robienie takich grafik. Przygotowałem promocję AZS Lublin, która była widoczna na wielu billboardach w Lublinie, została umieszczona w wiatach przystankowych. Wiem, że sporo osób to widziało – także takich, które nie aps nr 02 2018 (348)


SZKOLENIE

Wirtualne Muzeum AZS Jednym z filarów Akademickiego Związku Sportowego jest jego historia i tradycja. Przed historykami z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie postawiono szalenie trudne zadanie zebrania niemal 110 lat istnienia naszej organizacji w jednym miejscu. Tym miejscem jest Wirtualne Muzeum AZS.

30

marca 2016 roku podpisano umowy na realizację dwóch niezwykle istotnych z perspektywy AZS projektów naukowych: Sport w szkole wyższej – aspekty formalno-prawne – realizowany przez kol. dr. Jakuba Kosowskiego oraz Akademicki Związek Sportowy w sporcie polskim w latach 1908–2015. Archiwizacja wyselekcjonowanych zasobów – udostępnienie i ekspozycja w internetowym muzeum „Dzieje AZS”, który prowadzą m.in. prof. Dariusz Słapek, prof. Mirosław Szumiło oraz moja skromna osoba. Oba projekty finansowane są przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach programu Rozwój Sportu Akademickiego. Niespełna dwa lata później (15 marca 2018 r.) w gościnnych progach Wydziału Humanistycznego UMCS zorganizowano szkolenie, będące swoistym podsumowaniem ostatnich 24 miesięcy trudnej pracy i zarazem zachętą do dalszego wysiłku – tym razem ponoszonego również przez, dotychczas niezbyt chętnie współpracujące, jednostki terenowe AZS. Zaproszenie na szkolenie Kryterium doboru materiałów i warunki techniczne ich digitalizacji dla Wirtualnego Muzeum AZS otrzymały wszystkie jednostki AZS, jednocześnie pozytywnie (a raczej w ogóle) odpowiedziało jedynie kilka z nich, co bezwzględnie daje do myślenia (o czym też pozwolę sobie wspomnieć w ostatnim akapicie tego tekstu). Tradycyjnie nie zawiodły: Kraków, Łódź, Toruń i Uniwersytet Opolski, co umożliwiło przeprowadzenie merytorycznego spotkania i daje nadzieje na to, że owoce pracy ekipy Wirtualnego Muzeum AZS nie staną się „sztuką dla sztuki”, ale będą przyczynkiem do dalszego rozwoju tego aspektu działalności www.azs.pl

Akademickiego Związku Sportowego. Już dziś wiemy, że przynajmniej wspomniane ośrodki uniwersyteckie dołożą swoją cegiełkę do budowania świadectwa wspólnej tożsamości setek tysięcy byłych, obecnych i przyszłych azetesiaków. Z Lublina wyjechali bogatsi o pewną wiedzę i przede wszystkim o chęć podjęcia wysiłku, który przyniesie wymierne efekty w postaci jedynej w swoim rodzaju platformy internetowej. Pozwolę sobie na jedną, niewybredną uwagę. W ostatnich miesiącach na skrzynkę mailową muzeum@azs.pl wpłynęło przynajmniej kilka zapytań o mniej więcej jednakowo brzmiącej treści: Zbliża się nasz jubileusz i chcemy go jakoś zaakcentować. Pomożecie? Oczywiście, że pomożemy, ale Wy, drodzy koledzy, pomóżcie również nam… Dzień później (16 marca 2018 r.) Instytut Historii UMCS oraz Wydział Prawa i Administracji UMCS zaprosił uczestników szkolenia oraz wszystkich zainteresowanych do udziału w ogólnopolskiej konferencji Akademicki Związek Sportowy w projektach „Rozwój Sportu Akademickiego”. Spotkanie swoją obecnością uświetnili m.in.: prorektor UMCS prof. dr hab. Urszula Bobryk, dziekan Wydziału Humanistycznego UMCS prof. dr hab. Robert Litwiński, wiceprezes ds. sportowych ZG AZS kol. Tomasz Szponder, sekretarz generalny AZS kol. Bartłomiej Korpak oraz sekretarz „APS” kol. Halina Hanusz. Konferencja naukowa w swej naturze zapisaną ma atmosferę niemal patetyczną, uzupełniającą cieszącą się estymą i poważaniem akademię. Tym razem nie było inaczej, jednocześnie specyfika sportu (szczególnie akademickiego) pozwalała na szczere i przyjacielskie rozmowy, których charakter prowadził do bardzo owocnych konsensusów i bez wątpienia wpłynął na pogląd uczestników w zakresie omawianej tematyki. Program Rozwój Sportu Akademickiego i realizowane zeń projekty w pełni uzupełniają hasła głoszone na co dzień przez AZS, czyli: wielotorowość kariery sportowca i działacza. Nauka jest nieodzownym elementem działalności Akademickiego Związku Sportowego – zarówno ta z obszarów szkoleniowych, jak i humanistycznych. Bo czymże byłby dziś AZS bez swojej wspaniałej historii, bez rozwiązywania zawiłych aspektów prawnych

utrudniających nam niekiedy życie, bez udokumentowania wyjątkowych Ws pół twó rz z nam chwil dnia i dzisiejszego W IR TU AL NE (który już za MU ZE UM chwilę będzie AK AD EM IC KI EG O historią...) etc. ZW IĄ ZK U Nie wolno SP OR TO W EG O nam zapominać o tym, że AZS twomuzeum@azs.pl rzą przede wszystkim 81 537 52 82 ludzie i to od nich, ich 515 867 816 zaangażowania i poczucia przynależności do pewnej społeczności zależy byt organizacji, która przetrwała dwie wojny światowe, okres PRL i wiele innych, trudnych chwil, mogących zachwiać nią w jej posadach – a jednak nie zachwiała. Stąd w ostatniej części pozwolę sobie zaapelować raz jeszcze do koleżanek i kolegów z całego kraju. W waszych ośrodkach z pewnością znajdą się osoby, które choćby w minimalnym stopniu interesują się historią. Porozmawiajcie z nimi i zachęćcie ich do kontaktu z Wirtualnym Muzeum AZS. Pewnego dnia my również będziemy legitymować się metryką 60+ i niejednokrotnie zechcemy wspomnieć piękne chwile i pięknych ludzi z AZS z czasów naszej młodości. Wielkie sukcesy i praca dnia dzisiejszego odejdą w powszechne zapomnienie, ale zostaną w naszych głowach, dlatego też, koleżanki i koledzy, działacze wielkich i świetnie zorganizowanych klubów AZS, nie zapominajcie o tym, bo w przeciwnym razie za 50 lat nikt nie będzie pamiętał o was, tak jak wy nie pamiętacie o swoich starszych kolegach, nauczycielach i mistrzach. Paweł Markiewicz Foto AZS Lublin PROF. DR HAB. DARIUSZ SŁAPE K

PAWEŁ MARKIE WICZ

Praca naukowa finansowana ze środków na naukę w lata ch 2016 - 2019 w ramach proje ktu Rozwój Spo rtu Akademicki ego


Klasyfikacja drużynowa kobiet 1.

AWF Katowice

2.

UJ Kraków

3.

UEK Kraków

Klasyfikacja drużynowa mężczyzn 1.

AWF Katowice

2.

AGH Kraków

3.

UEK Kraków


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 02/2018 by AZS-APS - Issuu