Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 02/2017

Page 1

AKADEMICKIE MISTRZOSTWA POLSKI 2016/2017


AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce Michał Szypliński

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji Halina Hanusz Adres redakcji 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks 22 828 02 76 tel. 502 250 604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład Andrzej Kubatko © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 3 kwietnia 2017 r.

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów.

Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki. Nakład 3000 egz.

ISSN 0209-0546

[od redakcji]

Dwie strony eszcze marzec się nie skończył, a już z każdym dniem przybywa informacji o sportowej rywalizacji w ramach Akademickich Mistrzostw Polski. Toczą się eliminacje, mamy za sobą już pierwsze finały. Zaczęli szachiści. Do Lublina zjechało ponad 300 osób reprezentujących 44 uczelnie. Odnotowano, że to rekord. Ale kto ma w szachach się ścigać jak nie akademicy. Najlepsi od wielu lat w tej rywalizacji i tym razem nie ulegli. Klaudia Kulon i Maciej Klekowski obronili tytuły. W narciarstwie i snowboardzie – na zakopiańskim stoku Harenda – w uczelnianych składach pojawili się uczestnicy niedawnych zmagań uniwersjadowych. Nie zawsze wygrywali, ale ozdobą rywalizacji na pewno byli. Dookoła śniegu już niezbyt wiele, ale góra do zawodów naśnieżona. Tu też jak w szachach: na podium znajome nazwiska, kolejny raz uśmiechnięta Karolina Klimek, szkoli następców, sama startuje, ciągle aktywna, pełna pomysłów. W tym roku w drużynowym rankingu nie było już żadnych wątpliwości. AWF Katowice wygrał trzy punktacje, obie alpejskie i męski snowboard. Pewnie jako uczelnia zdecydowanie liderują w sportach zimowych nie tylko wśród polskich szkół wyższych, ale też europejskich. Patrząc na zdjęcia, filmy, wpisy na FB trudno do końca zdefiniować, czy na pierwszym miejscu jest atmosfera (A), zabawa (Z) czy sport (S). To takie nowe odczytanie naszej symboliki. Pełno przyjaznych gestów, pełno uśmiechów, cały stok narciarski pełen młodych ludzi, na dole też, na wieczornych spotkaniach też. Przy innych imprezach też to jest widoczne. Pełna mobilizacja i te rewelacyjne pomysły. Już pierwsze imprezy pokazały, że inwencji nie brakuje, wzory i napisy na koszulkach, coraz ciekawsza oprawa medialna, całe zastępy angażujących się pracowników i wolontariuszy, na dobrym poziomie sama organizacja wydarzeń sportowych. Wróćmy jednak do sportu. Do punktacji generalnej liczy się jednak to S i ranking tego roku zaczyna się układać. O AWF Katowice była już mowa. Uniwersytet Warszawski, jeden z liderów AMP, zaczął też z wysokiego tonu. Złoty medal w męskim futsalu, zdobyty chyba po raz pierwszy w historii w tej dyscyplinie, bardzo, bardzo wbił w dumę uczelniany AZS. Ostatnie lata pokazały, że futsal uniwersytetami stoi. W czołówce ligowych rozgrywek drużyny męskie i żeńskie z Gdańska, Warszawy, Lublina, Poznania, Katowic. Krakowa. W składach większość to studenci i powoli zmienia się pogląd, że piłkarze kończą edukację na szkołach podstawowych. Wśród kobiet wygrywa zespół PWSZ z Wałbrzycha przed Uniwersytetem Jagiellońskim. Za kilka dni akademiczki z Krakowa zostają mistrzyniami Polski w ligowej rywalizacji. Taki jest sport. Ta strona medalu jest radosna. Są szkoły wyższe, są sportowcy, są organizatorzy, są uczelniane budżety, które

J

to wspierają, jest rywalizacja, ale też wspaniała integracja środowiska. Bo gdzie możesz spotkać drugiego człowieka jak nie na boisku, pływalni, macie lub stoku. W wielu innych przypadkach wyślesz sms-a, e-maila, zadzwonisz albo się wpiszesz na profilu FB. Tu nie. Jest też ta zapowiedziana w tytule druga strona medalu. Porzekadło może nie do końca adekwatne do sytuacji, ale tak się przyjęło w mowie codziennej. O jasnej stronie już było, teraz o ciemnej. Programowe zajęcia sportowe utożsamiane z wychowaniem fizycznym i sekcjami sportowymi tracą nieco grunt. Na wielu uczelniach skorzystano z formalno-prawnych możliwości i zredukowano obowiązkowe zajęcia do tych wymaganych 30 godzin. Głupio mi w naszym „Przeglądzie” o tym pisać, bo dla ludzi aktywnych sportowo 30 godzin zajęć w okresie całych studiów to jakiś żart. Tak zdefiniowano w minimum programowych obowiązkowy wf., a jeszcze dodatkowo zabrano tym zajęciom ten minimalny wymiar 1 punktu ECTS. Efekt zgodny z oczekiwaniami: do takiego wymiaru godzin ograniczono te zajęcia i tak naprawdę to już nie bardzo wiadomo, komu na nich miałoby teraz zależeć. W większości zawodnicy klubów uczelnianych AZS mają tych godzin 4–6 w tygodniu, treningi, rozgrywki. Aktywni fizycznie starają się uprawiać sport dla siebie także 1–2 godziny w tygodniu. Wielu studiujących jest nareszcie szczęśliwych, 30 godzin to maksimum, pewnie do zaliczenia wystarczy przyjść na 7–8 zajęć. Ten nawyk wynieśli z edukacji szkolnej, gdzie ukochani rodzice zwalniali ich obowiązkowo z wf. Administracja uczelniana przeszczęśliwa, koszty eksploatacji obiektów sportowych spadają, sale, siłownie, baseny można zamknąć albo komercyjnie wynająć. Zajęciami w sekcjach AZS zainteresowanych jest około 40 tysięcy studentów. Pozostaje jeszcze półtora miliona pozostałych. Czy naprawdę powinni być na marginesie, czy uczelnia nic dla ich aktywności sportowej już nie może zrobić? Może jednak warto. Redaktor

aps nr 02 2017 (341)


STYPENDIUM SPORTOWE AZS Rozmowa z Justyną Burską, pływaczką AZS UW-M Olsztyn Jest młoda, piekielnie utalentowana i kocha pływanie. W rozmowie opowiada m.in. o początkach uprawiania sportu, celach na ten rok i o przyjaźni, która dodaje sił. Cieszy się, że mimo tylu lat treningu cały czas czerpie radość z pływania.

W tym wydaniu „Akademickiego Przeglądu Sportowego” przedstawiamy pierwszą laureatkę tej nagrody – Justyną Burską.

i 800 metrów, czy może 10 kilometrów na otwartych wodach. W ubiegłym roku, gdy miałam sporo wyścigów na otwartych wodach, to muszę powiedzieć, że i pływanie na wodach otwartych bardzo mi się podoba. To było coś nowego w mojej karierze i obecnie nie mogę się zdecydować, czy w sezonie letnim nie postawić wszystkiego na jedną kartę i wybrać jednej stałej opcji. Przeskoczmy trochę do przeszłości. Jak zaczęła się twoja przygoda z pływaniem? Pochodzisz z Konstantynowa Łódzkiego, a tam… raczej tradycji pływackich nie ma.

Od małego dziecka uwielbiałam pływać. Potrafiłam całe dnie spędzać w woDroga Justyno, by miło rozpocząć rozmo- dzie, a rodzice nie potrafili mnie z niej wę, na początek powiedz mi o stypendium wyciągnąć. Minęło kilka lat, a przy sportowym AZS-u na sezon mojej szkole pod2016/2017. Jakie warunki mubył nabór Cieszę się, że mimo tylu stawowej siałaś spełnić, by je otrzymać? do klasy pływackiej. Jest to stypendium lat treningu cały czas Udało się namówić przyznawane za osią- czerpię radość z pływania rodziców by mnie gnięcia w sporcie. A wyzapisali, chociaż mogi związane z wnioskiem? Przede byli mocno sceptyczni. Ale w końcu wszystkim musiałam go wysłać do AZS. ulegli moim namowom. Jednak najważniejszym wymogiem jest Nie myślałaś może, by jednak w innej dyscyczłonkostwo w AZS-ie i odpowiednie wy- plinie spróbować swoich sił? Nie, bowiem bardzo lubię pływać niki w uprawianej dyscyplinie sportu. No i cel sportowy też jakiś musi być po- i nie widziałam żadnej potrzeby zmiany. stawiony: przygotowania do uniwersja- Nie było też w sumie zbyt wielu możlidy czy mistrzostw świata. Ma ona postać wości. W Konstantynowie tak naprawdę gratyfikacji pieniężnej, która pomaga oprócz pływania jest piłka nożna, ale w przygotowaniach i rozwijaniu kariery. chyba tylko w męskiej opcji. Wybrałam Co jest twoim celem na ten rok? wodę i nie żałuję tego. Celem na sezon letni jest uzyskanie A jak trafiłaś do Olsztyna, gdzie kontynuujesz minimum na mistrzostwa świata, które swoją karierę pływacką? Jakby nie patrzeć, odbędą się w Budapeszcie, oraz start spory kawał od rodzinnego miasta, a po drodze masz chyba inne ośrodki pływackie, któna Uniwersjadzie w Tajpej. W jakich dystansach się specjalizujesz?

To złożona sprawa, ponieważ sama do końca nie jestem pewna, jaki jest mój jeden dystans, na którym chcę się ukierunkować. Z związku z tym nie wiem, czy skupić się na dystansach 400

re zagwarantowałyby warunki potrzebne do sportowego rozwoju.

To prawda, Olsztyn jest daleko, ale ma dobrą bazę szkoleniową i treningową, a przede wszystkim długi basen, no i była grupa długiego dystansu crawlowego. W Łodzi jest AZS, w Poznaniu też jest dobry klub sportowy, a w Warszawie mamy AWF, ale tam są grupy sprinterskie, a ja nie mam nic wspólnego z takim pływaniem, i stąd postanowienie o przenosinach do Olsztyna. Przyjaźń a współzawodnictwo. Twoim zdaniem może istnieć w takiej dyscyplinie, jaką jest pływanie?

Moim zdaniem oczywiście że może funkcjonować. Przykład mój i Asi Zachoszcz może pokazać, że przyjaźń jest możliwa. Trzeba się wspierać na tych www.azs.pl

Justyna Burska, ur. 7 kwietnia 1995 r., Konstantynów Łódzki. Kariery sportowa od 2003 r., w kadrze narodowej od 2010 r. Przynależność klubowa: UKS „Piątka” Konstantynów, AZS UWM Olsztyn. Trener: Jacek Puciło. Osiągnięcia: złoty medal MP 2013 r. na 400 m st. dowolnym., złoty medal MP 2015 r.: 200 m st. dowolnym, 400 m st. dowolnym, 800 m st. dowolnym i 1500 m st. dowolnym. Złoty medal na III MP w Pływaniu Długodystansowym 2015 r. na 10 km. Srebrny medal na IV MP w Pływaniu Długodystansowym 2016 r. na 10 km. 5 m na Uniwersjadzie Letniej w Gwangju 2015 r. na 400 m st. dowolnym; 10 m na ME Seniorów Open Water 10 km w Hoorn w 2016 r. treningach i jeżeli jest się dojrzałym, to żadnych spięć nie ma, tylko wzajemna motywacja i wsparcie. Powiedziałaś, że tak jest na treningach, ale co z zawodami? Rok temu w Olsztynie doszło do ciekawego finiszu na Mistrzostwach Polski w Pływaniu na wodach otwartych. Joanna Zachoszcz zdobyła złoto, ty srebro, ale wpłynęłyście na metę razem, nie śpiesząc się, a sędziowie musieli sprawdzić zapis wvideo, by podjąć decyzję, która z was wygrała.

Tak, to prawda. Trenowałyśmy razem, przygotowywałyśmy się do wszystkich imprez – mistrzostw Polski, kwalifikacji olimpijskich, mistrzostw Europy na wodach otwartych, do wszystkiego ćwiczyłyśmy razem. Pływałyśmy razem, wspierając się i motywując wzajemnie, no i na tych MP postanowiłyśmy nie rozstrzygać tego, która z nas jest lepsza i zdecydowałyśmy, że razem wpłyniemy na metę. Wyszło tak, że to ja dotknęłam o ułamek sekundy za późno ściany, ale nie było żadnego żalu o to, że Asia wygrała, a ja mam srebro. Gdyby było odwrotnie, to Asia zapewne też nie miałaby żalu, bo my się nawzajem cieszymy z naszych osiągnięć. Gdy Asia zdobyła kwalifikacje na Igrzyska w Rio, to bardzo ją dopingowałam w tym wszystkim. Nie było żadnej zawiści czy zazdrości. Życzę jej zawsze jak najlepiej.

dokończenie s. 5

Od roku 2013 całe środowisko akademickie przyjęło inicjatywę ustanowienia przez Zarząd Główny AZS Stypendium Sportowego. W drodze konkursu wytypowano laureatów w roku akademickim 2016/2017. Zostali nimi: Justyna BURSKA – AZS UW-M Olsztyn, Joanna FIODOROW – AZS Poznań, Grzegorz BRYŃSKI – AZS AWF Gorzów Wlkp., Eryk HAMPEL – AZS Poznań, Dawid KAMIŃSKI – AZS AWFiS Gdańsk, Łukasz STASIEWICZ – AZS AWFiS Gdańsk.


Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu K i M Katowice, 23–26.02.2017

Śląski

Klub Uczelniany Akademickiego Związku Sportowego Uniwersytetu Śląskiego był organizatorem Finału Akademickich Mistrzostw Polski w Futsalu Kobiet i Mężczyzn. Ta najpopularniejsza dyscyplina sportu w ramach AMP zgromadziła łącznie 473 zawodników i zawodniczki oraz 60 trenerów, kierowników, fizjoterapeutów drużyn. Turniej został zorganizowany na czterech halach sportowych w Katowicach i Mysłowicach. Była zdecydowana dominacja uniwersytetów (na 32 drużyny w finale było 17 zespołów uniwersyteckich) i akademickich drużyn ligowych.

turnieju finałowym mężczyzn od samego początku najlepiej prezentowały się dwa uniwersytety – z Gdańska i Warszawy – które z grup wyszły bez straty punktów. Zarówno drużyna z Gdańska, jak i Warszawy walczą w ogólnokrajowych ligach futsalu. Poza wyżej wymienionymi zespołami również inne drużyny startujące w AMP na co dzień biorą udział w rozgrywkach ligowych – mowa tutaj o Uniwersytecie Zielonogórskim, Uniwersytecie Ekonomicznym z Krakowa, Politechnice Gdańskiej oraz Uniwersytecie Śląskim. Katowiczanie jednak – inaczej niż pozostałe zespoły – oddzielają grę zawodową od akademickiej. W AMP grali jedynie studenci niemający na co dzień styczność z ekstraklasą, a mimo to uzyskali wysokie V miejsce w klasyfikacji końcowej. To właśnie zespoły zawodowo biorące udział w ogólnokrajowych ligach futsalu były faworytami finału AMP. Drugiego dnia zawodów rozpoczęły się mecze ćwierćfinałowe mężczyzn i awans w znaczącej przewadze wywalczyły drużyny uniwersyteckie. Dużym zaskoczeniem okazała się drużyna Politechniki Lubelskiej, która pomimo braku ligowych zawodników doszła do półfinału, wygrywając wcześniej spotkanie z AWF Kraków (2:0). W półfinale przedstawiciele Lubelszczyzny trafiają na Uniwersytet Warszawski. W regulaminowym czasie gry mecz kończy się remisem (3:3) i dopiero rzuty karne, rozstrzygnięte (3:2) na korzyść Uni-

W

fi nał

wersytetu Warszawskiego, pozwoliły na wyłonienie finalisty AMP. Drugą ekipą, która stanęła na podium, została drużyna Uniwersytetu Gdańskiego – ogólny faworyt mistrzostw. W drodze do finału bez większych problemów pokonała w ćwierćfinale Uniwersytet Łódzki (5:1), a w półfinale Uniwersytet Zielonogórski (4:2). Warto dodać, że gdańszczanie mieli bardzo mocny skład, w którym nie zabrakło reprezentantów Polski – Tomasza Kriezela oraz Wojciecha Pawickiego. W meczu o trzecie miejsce Politechnika Lubelska wysoko (4:0) przegrywa z Uniwersytetem Zielonogórskim. O złoto walczyły wcześniej już wspomniane Uniwersytety: Gdański i Warszawski. Spotkanie zakończyło się jednobramkową przewagą warszawiaków (1:0). Warto zwrócić uwagę, że wśród pięciu najlepszych zespołów aż cztery to uniwersytety. W finałe AMP w Futsalu Kobiet również supremacja drużyn grających na co dzień w ekstralidze. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne wyniki AMP w Futsalu Kobiet, to rozstrzygnięcia z tegorocznego turnieju są wręcz sensacyjne. Zeszłoroczny mistrz nie tylko AMP, ale również ekstraligi kobiet – drużyna UAM

Poznań – zajęła 6. miejsce. Z kolei finalista zeszłorocznych zawodów – AWF Poznań – w ogóle nie zakwalifikował się do szesnastki finalistów. Zwycięzcą AMP w Futsalu Kobiet 2017 została drużyna PWSZ Wałbrzych, która w zeszłym roku w ogóle nie startowała. Czy to niespodzianka? Chyba nie. Zespół z Wałbrzycha był oparty o zawodniczki ekstraligi piłki nożnej AZS PWSZ Wałbrzych. Z kolei drużyny z Poznania w tym roku zostały pozbawione studentek – zawodniczek Medyka Konin, drużyny bezsprzecznie najlepszej w Polsce. Po zmaganiach grupowych drugiego dnia przystąpiono do meczów ćwierćfinałowych, zwykle w takich turniejach najciekawszych. Tym razem tylko jeden mecz był emocjonujący i wyrównany: AWF Warszawa – UAM Poznań, który zakończył się wynikiem 2:1. Oprócz AWF Warszawa do półfinałów awansowały: AWF Katowice, Uniwersytet Jagielloński i PWSZ Wałbrzych. W meczu o trzecie miejsce drużyna ze Śląska przegrywa (3:0) z ekipą z Warszawy. W finale spotkały się bezapelacyjnie dwa najlepsze zespoły turnieju – PWSZ Wałbrzych oraz UJ Kraków. Mecz zakończył się wynikiem 2:2 i do wyłonienia akademickiego miaps nr 02 2017 (341)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu K i M Katowice, 23–26.02.2017 strza Polski potrzebna była dogrywka. W niej minimalnie lepsza była drużyna PWSZ Wałbrzych, która wygrała ostatecznie (4:3) i tym samym zdobyła tytuł mistrza Polski. Podobnie jak u mężczyzn, również w żeńskich składach obecne były kadrowiczki. Justyna Maziarz, Małgorzata Bartosiewicz, Ewelina Bolko, Karolina Klabis, Natalia Sitarz, Kinga Wilk, Magdalena Knysak, Katarzyna Ładocha, Anna Zapała – to zawodniczki Uniwersytetu Jagiellońskiego, które miały okazję reprezentować Polskę w rozgrywkach futsalowych. Inne drużyny również mogą pochwalić się zawodniczkami reprezentującymi barwy narodowe: Marta Witoń (AWF Warszawa), Monika Marczak, Marta Kosiorek, Sara Lichtenstein (UAM Poznań), Agata Sobkowicz (PWSZ Wałbrzych). Na katowickim parkiecie można było również zobaczyć reprezentantki Polski i Słowacji w piłce nożnej, m.in. Nikol Kaletkę, Patrycję Hmirovą oraz Patrycję Fischerovą (wszystkie reprezentują AWF Katowice). Interesującym wydarzeniem towarzyszącym walce o medale podczas AMP w Futsalu był mecz trenerów żeńskich i męskich drużyn. Spotkanie wygrali przedstawiciele zespołów kobiet (9:3). Mecz cieszył się dużym powodzeniem wśród uczestników mistrzostw, którzy tłumnie wypełnili halę kibicując swoim trenerom i udzielając im cennych wskazówek taktycznych z trybun.

dokończenie ze s. 3

Sylwia Kowalewska Foto AZS Uniwersytet Śląski Katowice

Powracając do celów w tym roku, uniwersjada i mistrzostwa świata – w jakie miejsca celujesz?

Na chwilę obecną trudno powiedzieć, bo to wszystko zależy od tego, jakie wyniki padną na Mistrzostwach Polski w Lublinie, które odbędą się w maju, wtedy wszystko się rozstrzygnie. Wtedy podejmę decyzję, czy będę pływać na otwartych wodach czy na basenie. Na Uniwersjadzie chcę wystartować i tu, i tu, bowiem tam jest trochę niższy poziom niż na mistrzostwach świata, zwłaszcza na 10 km. Natomiast mistrzostwa świata to już inny temat, będą startować najlepsi. O konkretnym miejscu nie myślę.

Jaką rangę mają dla ciebie AMP w Pływaniu?

Traktuję je bardziej treningowo, bowiem nie ma tam dystansów, w których się specjalizuję. Pływa się maksymalnie do 100 metrów, a ja na tym dystansie

www.azs.pl

Trenerzy ekip kobiet i mężczyzn

Najlepsi zawodnicy turnieju

Najlepsze zawodniczki turnieju

Tomasz Kriezel (UG Gdańsk) – MVP Patryk Zieliński (URz Rzeszów) – najlepszy strzelec Michał Łasecki (UW Warszawa) – najlepszy bramkarz

Małgorzata Mesjasz (PWSZ Wałbrzych) – MVP Dominika Dereń (PWSZ Wałbrzych) – najlepsza strzelczyni Karolina Klabis (AZS UJ Kraków) – najlepsza bramkarka

Klasyfikacja końcowa mężczyzn

Klasyfikacja końcowa kobiet

1. UW Warszawa, 2. UG Gdańsk, 3. UZ Zielona Góra, 4. PL Lublin, 5. UŚ Katowice, 6. UEK Kraków, 7. UŁ Łódź, 8. AWF Kraków, 9. PŚ Gliwice, 10. URz Rzeszów, 11. UE Katowice, 12. PB Białystok, 13–16. SAN Łódź, UAM Poznań, PWSZ Konin, PG Gdańsk

1. PWSZ Wałbrzych, 2. UJ Kraków, 3. AWF Warszawa, 4. AWF Katowice, 5. PŚ Gliwice, 6. UAM Poznań, 7. USz Szczecin, 8. AWFiS Gdańsk, 9. UŚ Katowice, 10. UW Warszawa, 11. UMCS Lublin, 12. UG Gdańsk, 13–16. URz Rzeszów, UPe Kraków, UO Opole, UWM Olsztyn

jestem przeciętna i wiem, że może pokonać mnie student, który nawet nie pływa zawodowo. Jeżdżę na AMP bez presji i sprawdzam po prostu, w jakiej jestem formie. Jak uważasz, jako reprezentantka olsztyńskiego AZS-u, czy w naszym mieście są warunki do tego, by odbyły się AMP w Pływaniu? Rok temu były w Poznaniu, a w tym w Lublinie.

Jak najbardziej, bo mamy do tego warunki. Z racji tego, że AMP-y odbywają się na krótkim basenie, to można je przeprowadzić na przykład w Aquasferze. Jest 50-metrowy basen, który można podzielić na dwie części. Jest miejsce dla widzów, dobre warunki hotelowe. Fajnie byłoby tu startować.

Kończąc, który sukces pływacki wspominasz najlepiej? Co uważasz za swój największy sukces?

Jest dużo wyścigów, które dobrze wspominam, zarówno na basenie, jak

i na wodach otwartych. Jednak największe emocje wiążą się z pływaniem Open Water. Na pewno zapadnie mi w pamięci wyścig podczas zawodów kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich – nie obyło się bez paru błędów, ale finalny wynik naprawdę mnie zadowalał. Poza tym wiem, że wtedy dałam z siebie naprawdę wszystko, by jak najlepiej popłynąć. I największy powód do zadowolenia – wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej przez moją sparring-partnerkę Joannę. Myślę że moim największym sukcesem jest to, że mimo tylu lat treningu, pracy nadal potrafię się z tego cieszyć, czerpać radość i mieć w tym ogromną pasję. Rozmawiał Mariusz Kraszewski Foto ze zbiorów J. Burskiej


Akademickie Mistrzostwa Polski w Szachach Lublin, 20–22.01.2017

Lublin sprostał

Z

Rekordowa liczba zgłoszonych uczelni, piękna rywalizacja uczestników, radość i duma zwycięzców – za nami Akademickie Mistrzostwa Polski w Szachach. W Lublinie rozdano pierwsze medale w roku 2017, był to niesamowity weekend – wyjątkowe trzy dni stycznia.

aczynamy w piątek 20 stycznia o godz. 16:30 turniejem indywidualnym mężczyzn i kobiet. Warto podkreślić, że do tej pory rekordowa liczba uczelni na Akademickich Mistrzostwach Polski wynosiła 37 – Lublin może pochwalić się 49 zgłoszonymi uczelniami – mówił przed zawodami sędzia główny Zbigniew Pyda.

Zawody indywidualne pierwszego dnia Akademickich Mistrzostw Polski zostały rozegrane pod dyktando Uniwersytetów Ekonomicznych z Poznania i Katowic. Złoty medal zdobyli – Klaudia Kulon (UE Poznań) i Maciej Klekowski (UE Katowice). Klaudia po roku odzyskała tytuł i jest to już jej trze-

ci tryumf w turnieju indywidualnym Akademickich Mistrzostw Polski. Podobnym wynikiem może pochwalić się Maciej, który wygrał trzeci raz w swojej karierze broniąc tytułu sprzed roku. Wielu dobrych zawodników miało nieudany pierwszy dzień mistrzostw i skończyli na dalekich pozycjach. Dużą niespodziankę sprawił Arkadiusz Bebel z SGH Warszawa, który zajął trzecie miejsce – relacjonował po zawodach Piotr Piesik z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Turniej drużynowy stał na jeszcze wyższym poziomie, po dwóch latach dominacji Uniwersytetu Ekonomicznego z Poznania wygrał Uniwersytet Ekonomiczny z Katowic. Zwycięstwo tym bardziej okazałe, że UE Katowice nie poniósł żadnej porażki. Trzecie miejsce zajęła Politechnika Warszawska. Jak zawsze poziom był bardzo wyrównany. Było kilka niespodzianek w turnieju drużynowym. Na szczęście wpadki ominęły nas. Wreszcie mieliśmy najlepszy numer startowy na liście drużyn i to pomogło nam wygrać – mówił kapitan UE Katowice, Piotr Piesik. Układ końcowy w generalnej klasyfikacji uczelni nie uległ większym zmianom. Jak w przypadku turnieju

drużynowego dwa pierwsze miejsce w niezmienionej kolejności zajęli – Uniwersytet Ekonomiczny z Katowic i Poznania. Na trzecie miejsce przesunął się Uniwersytet Warszawski. Piotr Rejmer Foto Bartłomiej Wójtowicz Klasyfikacja końcowa Turniej indywidualny kobiet 1. Klaudia Kulon (UE Poznań) 2. Aleksandra Lach (AGH Kraków) 3. Kinga Zakościelna (PP Poznań) Turniej indywidualny mężczyzn 1. Maciej Klekowski (UE Katowice) 2. Oskar Wieczorek (UWr Wrocław) 3. Arkadiusz Bebel (SGH Warszawa) Turniej drużynowy 1. UE Katowice 2. UE Poznań 3. PW Warszawa Klasyfikacja końcowa uczelni 1. UE Katowice 2. UE Poznań 3. UW Warszawa

aps nr 02 2017 (341)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Biegach Przełajowych Łódź, 25–26.03.2017

Przełajów nie da się nie lubić! Tłumy studentów w Parku 3 Maja i Parku Baden-Powella w Łodzi w słoneczne niedzielne przedpołudnie mogły oznaczać tylko jedno – Akademickie Mistrzostwa Polski w Biegach Przełajowych! Już po raz dziewiąty z rzędu reprezentanci kilkudziesięciu uczelni z całego kraju mieli okazję uczestniczyć w AMP organizowanych przez Klub Uczelniany AZS Politechniki Łódzkiej. ysoka frekwencja, wyczynowi zawodnicy znani ze stadionów lekkoatletycznych, biegacze amatorzy, żywiołowy doping, sportowe emocje i zacięta walka zarówno o czołowe, jak i dalsze lokaty. Tradycji stało się zadość i na tegorocznych AMP-ach nie zabrakło niczego, co decydowało o powodzeniu sportowym i organizacyjnym poprzednich edycji. Wielu osobom bieganie, a tym bardziej oglądanie zmagań biegaczy wydaje się nudne i mało atrakcyjne. Nic bardziej mylnego. Na AMP w przełajach każdy bieg ma swoją historię, a dla każdego zawodnika to start, w którym dokłada wszelkich starań, by godnie reprezentować uczelnię. Biegacze zmagają się z własnymi słabościami i niezależnie od poziomu zmęczenia walczą do końca o jak najlepszy rezultat. Nie inaczej było tym razem. Podobnie jak w latach ubiegłych zawodniczki rywalizowały na 3 km i 6 km, mężczyźni zaś mieli do pokonania dystans 4,5 km lub 9 km. Co ciekawe, w każdym biegu wzięła udział podobna liczba uczestników, a żaden z dystansów nie cieszył się wyraźnie większą popularnością niż pozostałe. Niezmiennie jednak najwięcej biegaczy – 154 zameldowało się na starcie biegu na 4,5 km mężczyzn. W tym roku na podium stawali zarówno multimedaliści dotychczasowych edycji, jak i zawodnicy, którzy nie mieli jeszcze w swoim dorobku medali z biegów przełajowych. Swój pierwszy tytuł akademickiej mistrzyni Polski w przełajach w biegu na 3 km kobiet zdobyła studentka Uniwersytetu Przyrodniczego z Poznania, Martyna Galant, znana przede wszystkim ze swoich występów na stadionie i w hali. Reprezentująca na co dzień barwy AZS Poznań lekkoatletka jest między innymi aktualną halową mistrzynią Polski seniorek w biegu na 800 m. Jak przyznała po biegu, trasa była wymagająca, a szczególną trudność stanowił słynny podbieg, który już niejednokrotnie decydował o ostatecznych rozstrzygnięciach mistrzostw. Srebrny medal wywalczyła Katarzyna Broniatowska z Uniwersytetu Rolniczewww.azs.pl

go w Krakowie, która już wielokrotnie stawała na podium AMP w przełajach. Kasia także trenuje wyczynowo lekkoatletykę i może pochwalić się między innymi brązowym medalem halowych mistrzostw Europy z 2013 roku i regularnymi startami na zawodach międzynarodowych w barwach Polski, w tym na Uniwersjadach Letnich w Kazaniu i Gwangju. Brązowy medal zdobyła ubiegłoroczna wicemistrzyni Anna Sabat z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Bieg na 6 km kobiet był popisem obrończyni tytułu Angeliki Mach. Reprezentantka Uniwersytetu Warszawskiego już po pierwszej pętli wypracowała sobie dużą przewagę nad rywalkami i odniosła pewne zwycięstwo. Drugą na mecie zawodniczkę wyprzedziła o 20 sekund. Angelika była zadowolona ze swojego występu, który potraktowała jako etap przygotowań do docelowego startu w tej części sezonu – Mistrzostw Polski w Maratonie w Dębnie. Akademicką wicemistrzynią Polski została także reprezentantka Uniwersytetu Warszawskiego Izabela Parszczyńska. Brązowy medal zdobyła srebrna medalistka sprzed roku Sylwia Ślęzak z Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, która okazała się lepsza od czwartej Amelii Czerwińskiej

z SGGW Warszawa o zaledwie 0,39 sekundy. Dramatyczny przebieg miała rywalizacja o medale wśród mężczyzn na 4,5 km. Wydawało się, że z tytułu akademickiego mistrza Polski będzie mógł cieszyć się reprezentant gospodarzy Maciej Nitka. Student Politechniki Łódzkiej potknął się jednak na zbiegu na kilkadziesiąt metrów przed metą, co wykorzystał Sebastian Smoliński i to on stanął na najwyższym stopniu podium. Reprezentant Politechniki Lubelskiej regularnie zdobywa medale Akademickich Mistrzostw Polski – od lat z powodzeniem startuje także w AMP w Lekkiej Atletyce. Na najniższym stopniu podium stanął Bartosz Kotłowski z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Bieg na 9 km mężczyzn miał niemal identyczny scenariusz jak przed rokiem. Ubiegłoroczny zwycięzca Marek Kowalski szybko objął prowadzenie i sukcesywnie powiększał przewagę. Dość powiedzieć, że kilku zawodników zostało przez niego zdublowanych na 3-kilometrowej pętli. Student Uniwersytetu Gdańskiego obronił tytuł akademickiego mistrza Polski i tym samym zdobył piąty medal AMP w przełajach. Ku radości gospodarzy jako drugi na metę wbiegł reprezentant Politechniki Łódzkiej Robert Głowala. Trzeci

dokończenie s. 9

W


Akademickie Mistrzostwa Polski w Snowboardzie Zakopane, 3–5.03.2017

Najazd snowboardzistów na zakopiańską Harendę W tegorocznych Akademickich Mistrzostwach Polski w Snowboardzie sklasyfikowanych zostało ponad 250 zawodniczek i zawodników. Najlepsza wśród kobiet okazała się Natalia Ficek reprezentująca Akademię Wychowania Fizycznego w Katowicach. W rywalizacji panów zwyciężył jej kolega z uczelni Michał Nowaczyk.

awody slalomu giganta, rozgrywane w pierwszą sobotę marca, obfitowały w wiele zwrotów akcji. Przykładem tego może być Michał Nowaczyk (AWF Katowice), który po drugim przejeździe awansował z trzeciej na pierwszą lokatę. Nowaczyk reprezentował Polskę na Zimowej Uniwersjadzie, gdzie w slalomie gigancie równoległym zajął czwarte miejsce. Zwycięstwem w AMP Michał potwierdził dobrą formę z imprezy rozgrywanej w Ałmaty. – Było ciężko. Po pierwszym przejeździe byłem trzeci, także w drugim przejeździe musiałem się napocić, żeby zdobyć to zwycięstwo. Dobrze się to dla mnie wszystko zakończyło. Udało mi się wygrać AMP-y, to są moje drugie tego rodzaju zawody w życiu. Jest wygrana i jest ok. Rok temu byłem trzeci i wtedy czułem niedosyt. W tym roku wygrałem i od razu czuję się lepiej – zaznaczył Michał Nowaczyk. Szyki zawodnikom i organizatorom próbował popsuć przewidywany w prognozach halny. Nie za-

Z

powiadały się te zawody dobrze, lecz organizatorzy zrobili dobrą robotę i udało się to fajnie rozegrać. Były super warunki jak na tę pogodę w Zakopanem – dodał na koniec Nowaczyk. Podium uzupełnili Tomasz Kowalczyk (AWF Katowice) i Aleksander Kosacki (Uniwersytet Warszawski), którzy zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce. Wśród kobiet tytuł obroniła reprezentantka AWF Katowice – Natalia Ficek. Po zawodach złota medalistka nie kryła szczęścia: – W tym roku udało mi się obronić tytuł i bardzo się z tego cieszę. Rywalizacja zawsze jest duża i żadnego przeciwnika nie można lekceważyć. Jak co roku na Akademickich Mistrzostwach Polski warunki pogodowe były nieciekawe i często również zaskakujące. Było miękko, twardo, dziury, także momentami trzeba było jechać bardzo ostrożnie, żeby dojechać. Harenda jest świetnym stokiem, oczywiście bardzo wymagającym, bo jest, jak wiadomo, stromo. Zawody mają bardzo fajny klimat, są super przygotowane od A do Z. Srebrny medal wywalczyła Anna Weinzieher z Uniwersytetu Warszawskiego. Trzecia była Dominika Wolska z AWF Kraków, która na Zimowej Uniwersjadzie zajęła czwarte miejsce w snowboardowym crossie. Reprezentantka Polski przyznała, że slalom gigant nie jest jej najsilniejszą stroną

i liczy na dodanie do Akademickich Mistrzostw Polski nowych konkurencji. – Przyjechałam tutaj głównie po to, żeby się dobrze bawić. Wiadomo… nie jest to moja konkurencja. Wszyscy zawsze mi mówili, że AMP-y to super imprezka, a przy okazji sport i możliwość spotkania ludzi z całej Polski. Warto było to sprawdzić – mówiła Wolska. AMP to jedne z niewielu zawodów, w czasie których można bez przeszkód rywalizować z reprezentantami kraju. Organizator zawodów Andrzej Burzyński z AZS Warszawa mówił o stopniu zaawansowania uczestników: – Zdecydowanie widać było poziom zawodników jeżdżących na „twardych” deaps nr 02 2017 (341)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Snowboardzie Zakopane, 3–5.03.2017 skach, którzy powygrywali to, co mieli powygrywać. Poziom jest zróżnicowany. Snowboard alpejski nie cieszy się zbyt dużym powodzeniem w Polsce. Dużo osób jeździ na deskach, natomiast nie ściga się w zawodach slalomu giganta. Klasyfikacja końcowa nie jest dziełem przypadku – bardzo dużo zależy od geografii. AWF Katowice i AWF Kraków – to z tych uczelni są najlepsi zawodnicy. Jeżeli ktoś studiuje bliżej gór, to ma zdecydowanie łatwiej do tych gór jeździć i tutaj trenować – stwierdził Burzyński. Grzegorz Nowaczyk Foto Tadeusz Jezierski

Klasyfikacja drużynowa kobiet 1. Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie 2. Uniwersytet Warszawski 3. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie

dokończenie ze s. 7

Klasyfikacja drużynowa mężczyzn 1. Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach 2. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie 3. Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie

był powracający do sportu po rocznej przerwie spowodowanej wypadkiem na zgrupowaniu kadry olimpijczyk z Londynu Łukasz Parszczyński, reprezentujący Uniwersytet Warszawski. W klasyfikacji generalnej kobiet najlepsze okazały się studentki Akademii Wychowania Fizycznego z Krakowa, które w ostatnich latach regularnie plasują się w czołowej trójce. Puchar za drugie miejsce odebrały reprezentantki Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. Trzecia lokata przypadła Uniwersytetowi Warszawskiemu, który miał w swoim składzie dwie medalistki z biegu na 6 km. Podczas dekoracji za klasyfikację drużynową mężczyzn chwile tryumfu święcili gospodarze. Głównie za sprawą srebrnych medali Macieja Nitki i Roberta Głowali oraz ósmych miejsc Sławomira Kuca na 4,5 km i Tomasza Kisiela na 9 km – Politechnika Łódzka okazała się najlepszą uczelnią wśród mężczyzn. Łodzianie pozostawili daleko w tyle Akademię Górniczo-Hutniczą z Krakowa i Politechnikę Śląską z Gliwic. Tym razem wśród biegaczy zabrakło na podium miejsca dla ubiegłorocznych tryumfatorów. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że podczas AMP w przełajach rysują się dwa obrazy – z jednej strony walka o medale najlepszych zawodników, trenujących na co dzień wyczynowo, z drugiej zaś ukończenie biegu jako www.azs.pl

cel dla studentów-amatorów. To właśnie podczas tej imprezy szczególnego znaczenia nabiera idea uczestnictwa. Dla wielu studentów samo pokonanie całego dystansu stanowi powód do radości i satysfakcji. Jedna z moich relacji z przełajów przed kilkoma laty nosiła tytuł „Dobiegłem!” i była oczywiście cytatem entuzjastycznej wypowiedzi zawodnika po przekroczeniu linii mety. Z przyjemnością można stwierdzić, że pod tym względem przez lata nic się nie zmieniło i nadal na start decydują się chociażby działacze klubów uczelnianych AZS, by wesprzeć reprezentantów swojej uczelni. Uczestnicy świetnie się bawią zarówno na trasie podczas rywalizacji, jak i po zakończonym biegu, dopingując koleżanki i kolegów, spożywając wspólny posiłek przy grillu czy oklaskując zwycięzców podczas ceremonii dekoracji.

Miałam okazję uczestniczyć w ponad dwudziestu zawodach w biegach przełajowych w Łodzi – Akademickich Mistrzostwach Świata, Akademickich Mistrzostwach Polski, Akademickich Mistrzostwach Województwa Łódzkiego, Młodzieżowych Mistrzostwach Polski – jako weryfikator, organizator, kierownik drużyny i oczywiście kibic. Tegoroczne AMP-y utwierdziły mnie w przekonaniu o znakomitej atmosferze panującej na akademickich imprezach w przełajach. Jeśli towarzyszy jej zacięta sportowa rywalizacja, możemy mówić o udanych zawodach sportowych. Hasło „Atmosfera – Zabawa – Sport” podczas tegorocznych AMP w przełajach, chciałoby się powiedzieć – tradycyjnie, zostało w pełni zrealizowane! Tekst i foto Aleksandra Leszczyńska

Klasyfikacja końcowa Kobiety Bieg na 3 km 1. Martyna Galant (Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu) 2. Katarzyna Broniatowska (Uniwersytet Rolniczy w Krakowie) 3. Anna Sabat (Uniwersytet Rzeszowski) Bieg na 6 km 1. Angelika Mach (Uniwersytet Warszawski) 2. Izabela Parszczyńska (Uniwersytet Warszawski) 3. Sylwia Ślęzak (Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie) Klasyfikacja drużynowa 1. AWF Kraków 2. UMCS Lublin 3. Uniwersytet Warszawski

Mężczyźni Bieg na 4,5 km 1. Sebastian Smoliński (Politechnika Lubelska) 2. Maciej Nitka (Politechnika Łódzka) 3. Bartosz Kotłowski (Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy) Bieg na 9 km 1. Marek Kowalski (Uniwersytet Gdański) 2. Robert Głowala (Politechnika Łódzka) 3. Łukasz Parszczyński (Uniwersytet Warszawski) Klasyfikacja drużynowa 1. Politechnika Łódzka 2. AGH Kraków 3. Politechnika Śląska Gliwice


Wielki finał bez niespodzianek W zawodach finałowych Akademickiego Pucharu Polski 2016/2017 z trasą giganta najszybciej poradzili sobie Iwona Kohut (AWF Katowice) oraz Antoni Szczepanik (SGH Warszawa). W slalomie tryumfowali Karolina Klimek (ALK Warszawa) i Szymon Mitan (AGH Kraków). Faworyci do końcowego zwycięstwa w klasyfikacji generalnej zaprezentowali się na wysokim poziomie, więc niespodzianek nie było. porównaniu do kilku poprzednich – ten sezon Akademickiego Pucharu Polski był wyjątkowo udany. Wszystkie eliminacje odbywały się zgodnie z planem, w bardzo dobrych warunkach atmosferycznych. Finał na zmrożonej Harendzie miał być pięknym zwieńczeniem pierwszej od lat doskonałej zimy. Niestety kilka dni wcześniej w Zakopanem pojawiły się pierwsze oznaki wiosny. Wysokie temperatury i ulewne deszcze spowodowały, że pokrywa śnieżna na Harendzie zmniejszyła się aż o 30 cm. Na szczęście sytuację uratował sobotni mróz i decydujące zawody rozgrywano w trudnych, ale dobrych warunkach. Niedzielny finał miał zadecydować o końcowym układzie tabeli w klasyfikacji generalnej AZS Winter Cup. Nie wszyscy jednak musieli przejmować się wynikami ostatnich zawodów. – Zbliżają się

W

AMP-y, trzeba zobaczyć, w jakiej formie znajduję się tuż przed nimi. Zjechały się najlepsze dziewczyny, więc nie będzie odpuszczania – zdradziła przed startem Karolina Klimek, która zwycięstwo w klasyfikacji generalnej giganta zapewniła sobie już wcześniej. – To miłe uczucie tak móc stanąć na starcie i nie martwić się o to, że koniecznie trzeba dojechać do mety – powiedział Przemysław Gałuszka (AWF Katowice), który był pewien zdobycia Kryształowej Kuli za slalom. Pozostałe miejsca oraz pierwsze lokaty w slalomie kobiet i gigancie mężczyzn były sprawą otwartą, więc wszyscy ostrzyli zęby na naprawdę ciekawe wydarzenia. Już podczas oglądania trasy giganta zawodnicy przekonali się, że zmagania nie będą należały do najłatwiejszych. Bramki ustawiono dokładnie w tym miejscu, gdzie przed kilkoma tygodniami odbył się Puchar Europy. Trasa pod to wydarzenie była specjalnie maszynowo utwardzana, więc skuteczna jazda

wymagała doskonale przygotowanych krawędzi i wyjątkowej siły. Zawirowania pogodowe w tygodniu poprzedzającym imprezę sprawiły, że zrobiło się nierówno, co dodatkowo podniosło stopień trudności. Nie wszyscy radzili sobie z takimi warunkami. Przejazdy nie były płynne, pojawiło się sporo szarpania i nerwowości. W rywalizacji kobiet po pierwszym przejeździe zapowiadało się na wyjątkowe emocje. Aleksandrę Malinowską (Uniwersytet Jagielloński) i Iwonę Kohut, które walczyły o drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, przed decydującym przejazdem dzieliła 0,01 s. Obie zawodniczki zapewniały, że ze spokojem stają na starcie i tej rywalizacji nie towarzyszy żadne obciążenie psychiczne. Chyba jednak Ola gorzej poradziła sobie ze stresem, bowiem drugi przejazd w jej wykonaniu był daleki od optymalnego i zawodniczka z pierwszego miejsca spadła poza podium. Iwona mogła się

aps nr 02 2017 (341)


cieszyć ze zwycięstwa w finale i drugiego miejsca w „generalce”. Co ciekawe, o zupełnie innym rozstrzygnięciu mógł zadecydować… brak energii elektrycznej. Pod koniec pierwszego przejazdu giganta na kilkadziesiąt minut stanął wyciąg, z dmuchanej mety uszło życie, a spiker zawodów mógł spróbować umiejętności w komentowaniu kilku przejazdów unplugged. Gdyby awaria potrwała dłużej, wiążące byłyby wyniki uzyskane w pierwszej próbie, a po niej na czele tabeli znajdowała się Aleksandra Malinowska.

Mężczyźni w gigancie mieli klarowną sytuację. Do zdobycia Kryształowej Kuli w tej konkurencji aspirowało aż trzech zawodników z jednakowymi szansami. O wszystkim miał zadecydować finał. Rywalizacja Antoniego Szczepanika, Jakuba Zastawnego (Politechnika Warszawska) i Pawła Jaksiny (AGH Kraków) była jednym z najbardziej wyczekiwanych punktów programu. Emocje skończyły się jednak bardzo szybko, ponieważ już po pierwszym przejeździe Antek wypracował ogromną przewagę nad rywalami i tylko totalna katastrofa mogła przeszkodzić mu w osiągnięciu celu. Wysoki, silny reprezentant SGH Warszawa doskonale czuł się na wymagającej trasie. – Moje przejazdy były wyjątkowo stabilne i płynne. Nie popełniłem żadnego błędu i to było najważniejsze – powiedział najlepszy zawodnik w sezonie 2016/2017. Paweł zaprezentował się przyzwoicie, zajmując trzecie miejsce. Za to dziewiąta pozycja ostatniego z faworytów musiała www.azs.pl

być przyjęta z goryczą tak przez samego zawodnika, jak i kibicujących kolegów z Politechniki Warszawskiej. Po zmaganiach na długich nartach nadszedł czas na slalom. Wśród zawodniczek absolutną faworytką była Dorota Sierpińska (ALK Warszawa), która wygrała trzy z czterech eliminacji. Jednak dobra forma, jaką prezentowała przez cały sezon Iwona Kohut, pozwalała jej mieć jeszcze nadzieję na wydarcie pierwszego miejsca bardziej doświadczonej koleżance. Obie panie pogodziła w finale, będąca w doskonałej dyspozycji, Karolina Klimek. Zakopianka jest legendą i medalową rekordzistką AZS Winter Cup – startuje w tym cyklu od sezonu 2004/2005. Po zdobyciu złotego krążka w ostatniej konkurencji rozgrywanej u niej w domu – na Harendzie – postanowiła zapowiedzieć koniec akademickiej kariery. – W AMPach jeszcze wystartuję, ale to będą moje ostatnie zawody. W przyszłym roku chętnie się tu pojawię, ale tylko jako kibic – powiedziała z łezką w oku. – Smutne jest to, że nie mogą mnie pokonać młode zawodniczki. Ale spokojnie, dziewczyny dadzą radę, muszą się tylko jeszcze nauczyć paru trików. Może im je sprzedam, ale to po AMP-ach – dodała z uśmiechem. Dorota była wyraźnie zdenerwowana. Mimo ogromnego doświadczenia – obawa o porażkę po świetnym sezonie spowodowała jazdę na „zaciągniętym ręcznym”. Po przekroczeniu linii mety drugiego przejazdu zawodniczka odetchnęła z ulgą – trzecie miejsce gwarantowało jej zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Na drugim stopniu podium stanęła Iwona Kohut. Dla młodej alpejki, debiutującej w tym sezonie w Akademickim Pucharze Polski, dwa drugie miejsca w końcowej tabeli to na pewno spore osiągnięcie. Gwarancja końcowego sukcesu zdecydowanie przydała się Przemkowi Ga-

łuszce, który slalomowy występ zakończył poza trasą już podczas pierwszego przejazdu. Pod jego nieobecność toczył się zażarty bój o drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Najbliżej szczęścia przed ostatnimi zawodami znajdował się Piotr Oramus (UEK Kraków), ale wciąż potrzebował dobrego rezultatu w finale. Nie jeździ się komfortowo, mając w głowie takie zadanie do wypełnienia. Zawodnik poradził sobie z presją, dojechał na wysokiej, trzeciej pozycji i mógł rozpocząć świętowanie. Na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej zapracował Antoni Szczepanik. Slalomowy finał wygrał Szymon Mitan, ale ten sukces nie miał wpływu na układ sił w całym sezonie, ponieważ zawodnik AGH Kraków nie startował w większości eliminacji. W finale, podobnie jak we wszystkich eliminacjach, prowadzona była klasyfikacja drużynowa. Najlepsze wśród kobiet były zawodniczki ALK Warszawa. Za nimi uplasowały się reprezentantki Uniwersytetu Jagiellońskiego i AWF Katowice. Wśród mężczyzn zwyciężyli przedstawiciele SGH Warszawa przed kolegami z AGH Kraków i Politechniki Warszawskiej. Michał Szypliński (www.ntn.pl) Foto skifoto.pl Klasyfikacja końcowa Gigant kobiet 1. Iwona Kohut (AWF Katowice) 1:25.21 (43.07 + 42.14) 2. Karolina Klimek (ALK Warszawa) 1:25.42 (43.18 + 42.24) 3. Wiktoria Gibiec (UM Wrocław) 1:26.24 (43.94 + 42.30) Gigant mężczyzn 1. Antoni Szczepanik (SGH Warszawa) 1:21.45 (41.23 + 40.22) 2. Kamil Krawczyk (SGH Warszawa) 1:22.51 (41.99 + 40.52) 3. Paweł Jaksina (AGH Kraków) 1:23.14 (42.56 + 40.58) Slalom kobiet 1. Karolina Klimek (ALK Warszawa) 1:13.95 (36.65 + 37.30) 2. Iwona Kohut (AWF Katowice) 1:15.12 (37.89 + 37.23) 3. Dorota Sierpińska (ALK Warszawa) 1:15.19 (37.56 + 37.63) Slalom mężczyzn 1. Szymon Mitan (AGH Kraków) 1:11.96 (35.93 + 36.03) 2. Antoni Szczepanik (SGH Warszawa) 1:12.68 (36.55 + 36.13) 3. Piotr Oramus (UEK Kraków) 1:13.18 (37.58 + 35.60)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim p Zakopane-Harenda, 27.02–3.03.2017

Wyjątkowo interesujące

mistrzostwa ierwszy dzień przebiegał pod znakiem rywalizacji w gigancie. Zawodnicy, którym udało się awansować do zawodów finałowych, musieli szybko zapomnieć o porannych kwalifikacjach. Po południu wszystko wyglądało inaczej, a wyniki uzyskane w poprzednim starcie nie miały wpływu na końcową klasyfikację. Jak przystało na rangę zawodów, finali-

P

Tak ciekawych Akademickich Mistrzostw Polski nie było dawno. Po walce obfitującej w doskonałe przejazdy, osobiste dramaty, zagrywki taktyczne i ryzykowne posunięcia – złote medale wywalczyła czwórka alpejczyków. Z Zakopanego z tytułami mistrzowskimi w gigancie wyjechali Iwona Kohut i Dominik Białobrzycki (oboje AWF Katowice), a na najwyższym stopniu slalomowego podium stanęli Magdalena Kłusak (AWF Katowice) oraz Andrzej Dziedzic (ALK Warszawa).

których dzieliła w tabeli zaledwie 0,01 s! Czy mogło przydarzyć się coś wspanialszego niż obserwowanie walki tej dwójki o złoto? Apetyt na medal wyraźnie miał Michał Makowski (Uniwersytet Wrocławski), który jeździł na wysokim, ponadprzeciętnym poziomie i po pierwszym przejeździe plasował się na miejscu trze-

ności wzbiła się Anna Berezik i była to poprzeczka zawieszona ciut za wysoko dla Karoliny Klimek. Najlepsza zawodniczka Akademickiego Pucharu Polski w tej konkurencji musiała przełknąć gorycz porażki i tym razem zadowolić się miejscem tuż za podium. Wszyscy czekali na przejazd Iwony, zastanawiając się, czy debiutantka wytrzyma psychicznie sytuację i sięgnie po złoto w swoim pierwszym starcie. Obawy okazały się nieuzasadnione. Młoda zawodniczka po przekroczeniu linii mety uniosła ręce w geście triumfu. Ania okazała się wolniejsza o 0,16 s, a Magda przebywała na trasie dłużej o 0,36 s. Iwona nie kryła radości i chętnie opowiadała o przebiegu rywalizacji: – Pierwszy przejazd, ku mojemu zdziwieniu, jechało mi się super. Naprawdę warunki były bardzo dobre, biorąc pod uwagę panującą pogodę. Zrobiłyśmy zbliżone wyniki, więc drugi przejazd nie był oczywistym rozstrzygnięciem. Walczyłam i się opłaciło. Dla mnie medal mistrzostw Polski jest najważniejszy w sezonie i nie zamieniłabym go na pewno na zwycięstwo w klasyfikacji generalnej AZS Winter Cup. Rywalizacja mężczyzn dostarczyła kibicom nieco więcej dramaturgii. Z pierwszym przejazdem najszybciej poradzili sobie Andrzej Dziedzic (ALK Warszawa) i Antoni Szczepanik (SGH Warszawa),

cim. Jednak w gigancie, który jest konkurencją techniczną, na ostateczny rezultat składają się wyniki obu przejazdów. Ten fakt wykorzystał Szymon Mitan (AGH Kraków), z którym wiąże się ciekawa historia. Obrońca tytułu sprzed roku pokpił nieco sprawę w kwalifikacjach i aby walczyć o medale, musiał wzbić się na wyżyny możliwości. Tak wściekłej, agresywnej jazdy, jaką zaprezentował w pierwszym przejeździe finału, nie widziałem jeszcze u nikogo w tym sezonie. Pogoń okazała się skuteczna – Szymon „wykręcił” najlepszy czas drugiego przejazdu i oczekiwał na poczynania rywali. A ci przez długi czas nie byli w stanie się do niego zbliżyć. Dokonał tego dopiero Dominik Białobrzycki, który na pokonanie trasy potrzebował w sumie 1:17,42 i wyprzedził reprezentanta AGH Kraków o 0,47 s. Dokładnie tyle samo do kolegi z drużyny stracił Jakub Tabaszewski (AWF Katowice). Michał Makowski nie sprostał wyzwaniu i po przekroczeniu linii mety musiał zdawać sobie sprawę, że medalu nie będzie. Na starcie pozostało dwóch godnych siebie rywali. Rozpoczął Antoni Szczepanik. Nie był to dobry przejazd – w środkowej części trasy nie jechał optymalną linią i kilkakrotnie się zachwiał, wywołując okrzyki niepokoju na mecie. Jednak poradził sobie z problemami i gdy wydawało się,

ści musieli się zmierzyć z całą długością trasy na Harendzie. Zadania nie ułatwiała pogoda. Po lodowej skorupie pozostało tylko wspomnienie i stok wyglądał dokładnie tak, jak podczas większości AMP, czyli przypominał grząski poligon po przejeździe ciężkiej artylerii. Takie warunki zawsze pochłaniają sporo ofiar. Nie inaczej było tym razem. Trasa giganta mężczyzn po przejeździe kilkunastu zawodników była mocno zniszczona, a największym utrudnieniem okazało się kilka poprzecznych muld przy niektórych bramkach. Dodatkowo pułapki te nie były widoczne i często zaskakiwały rozpędzonych akademików, ponieważ zaszło słońce i płaskie światło nie pozwalało dostrzec newralgicznych miejsc. W rezultacie publiczność zgromadzona na mecie nie mogła narzekać na brak efektownych lotów. Po pierwszym przejeździe na czołowych miejscach wśród kobiet uplasowały się zawodniczki startujące przez cały sezon w AZS Winter Cup – Iwona Kohut wyprzedzała o 0,06 s Karolinę Klimek (ALK Warszawa). Jednak w drugim do głosu doszły pozostałe reprezentantki AWF Katowice, które szykowały formę specjalnie na AMP-y. Najpierw na wyjątkowym „gazie” na metę wpadła Magdalena Kłusak (najlepszy czas II przejazdu). Potem na wyżyny umiejęt-

aps nr 02 2017 (341)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Narciarstwie Alpejskim Zakopane-Harenda, 27.02-3.03.2017 że szczęśliwie dojedzie do „kreski”, kilka bramek przed końcem stracił nartę na nierówności. Próbował kontynuować na jednej, ale nie był w stanie pokonać prawidłowo trasy. W ułamku sekundy trafił prosto z narciarskiego nieba do piekielnych czeluści. Nie wiem, czy był na mecie ktoś, kto w zaistniałej sytuacji wątpił w końcowy sukces Andrzeja Dziedzica. Absolwent Burke Mountain Academy, do której uczęszczał z Mikaelą Shiffrin, nie ustrzegł się błędów, ale przewaga z pierwszego przejazdu nad Dominikiem wydawała się zbyt duża. „Wydawała” jest właściwym słowem, ponieważ drugi przejazd zawodnika AWF Katowice okazał się lepszy i młodszy z braci Białobrzyckich mógł rozpocząć świętowanie zdobycia złotego medalu AMP. Andrzejowi pozostało cieszyć się ze srebra (+0,31 s), a za sprawą wyniku ex aequo Szymona Mitana i Jakuba Tabaszewskiego organizatorzy musieli przygotować dwa komplety medali brązowych. Dominik Białobrzycki tymi słowami podsumował swój występ: – Bardzo się cieszę. Było naprawdę ciężko, to widać na przykładzie Antka, który nie zrobił praktycznie błędu, tylko gdzieś została mu narta w tym mokrym śniegu i się wypięła. Ten, kto popełnił najmniej błędów, utrzymał się w linii, ten zrobił dobry czas. Jechaliśmy po dziewczynach, więc trasa się trochę „wystukała”. Ustawienie drugiego przejazdu było ciaśniejsze, trzeba było się szybko zbierać. Mnie się to udało, więc jestem zadowolony. Medaliści nie mogli zbyt długo celebrować zdobycia cennych trofeów, bowiem kolejnego dnia musieli razem ze wszystkimi pozostałymi zmierzyć się z przejazdami kwalifikacyjnymi slalomu. W ostatnim dniu zawodnicy walczyli o tytuły mistrzowskie w slalomie. Pogoda sprawiła miłą niespodziankę wszystkim finalistom, ponieważ w nocy temperatura spadła poniżej zera. Dzięki temu ci, którzy rozpoczęli rywalizację o 9.00, mieli fantastyczne warunki do ścigania. Szczególnie cieszył się z tego późniejszy triumfator, ponieważ startował w pierwszym przejeździe pod koniec drugiej dziesiątki i przy niekorzystnych warunkach miałby nikłe szanse na odniesienie sukcesu. Wbrew prognozom zamiast chmur pojawiło się słońce i ostatni dzień akademickiego święta przebiegał w przyjemnej, wiosennej atmosferze. Po pierwszym przejeździe grono faworytów do tytułu skurczyło się do trzech nazwisk. Prowadził mistrz w gigancie – Dominik Białobrzycki, 0,65 s za nim uplasował się Antoni Szczepanik (SGH Warszawa), a wolniejszy o 0,71 s okazał się Andrzej Dziedzic. Kolejni zawodnicy mieli już grubo ponad półtorej sekundy straty i mogli liczyć na medal, tylko zakładając potknięcie kogoś www.azs.pl

z czołowej trójki. Już odrobienie straty do mety. Poprawiprzez Andrzeja wydawało się niemożli- ła się za to Iwona, we. Sprzymierzeńcem okazała się wzra- awansując o dwa stająca temperatura, która miała wpływ „oczka” do góry na na szybko postępującą degradację trasy, pozycję medalową. mimo że obsługa robiła co mogła, by Piękny prezent na warunki były optymalne. Z pogłębiają- zakończenie akacymi się z każdym przejazdem muldami demickiej karieprzy bramkach problemy miało wielu ry sprawiła sobie uczestników decydującego przejazdu. Karolina. Srebrny medal to wspaniałe Dziedzic zapytany na starcie, czy jest pożegnalne trofeum. Po doskonałym jeszcze szansa na mistrzostwo, odparł: przejeździe i uzyskaniu najlepszego Zawsze jest szansa. Sylwester Latusek czasu jak dziecko cieszyła się Magda i Przemysław Gałuszka (obaj AWF Ka- Kłusak: – Zawsze się cieszę, a dziś po towice), którzy ex aequo zajmowali 4. zdobyciu złota mega się cieszę! Dopemiejsce po pierwszym przejeździe, nie ro pokażę, jak bardzo się cieszę, w Le byli w stanie dotrzeć do mety. Do akcji Scandale (klub, w którym miała się wkroczył Andrzej Dziedzic. Jechał tak, odbyć impreza na zakończenie AMP – jakby dziurawa trasa nie robiła na nim przyp. red.). Warunki były ciężkie, ale żadnego wrażenia. Zachwiał się tylko dla każdego takie same. Nie liczyłam dwa lub trzy razy, ale stabilnie, jak czołg w ogóle na to, że przewaga z pierwszego napierał w stronę mety. Wykręcił czas przejazdu mi wystarczy, rok temu się 46,45 s, który okazał się nieosiągalny na tym przejechałam. Uratowało mnie ani dla Antoniego, ani dla Dominika. tylko to, że Aga wypadła i był medal. Zawodnikowi katowickiej AWF nie uda- W tym roku jechałam na 100%. Bezpośrednio po zakończeniu zało się sięgnąć po dwa złote medale jak Marcelowi Hirscherowi w St. Moritz, ale wodów na mecie odbyła się dekoracja i tak wydawał się być zadowolony z osią- kwiatowa, która od kilku lat jest miłym gniętego rezultatu. – Mam coś takiego, że akcentem przed oficjalnym wręczeniem jeśli jadę na maksa, to wyglądam bardzo medali Akademickich Mistrzostw Polstabilnie. Stwierdziłem, że zaryzykuję ski. Ta uroczystość odbyła się w klubie w drugim przejeździe i się udało. Jecha- Le Scandale w Zakopanem. łem na granicy wypadnięcia. Zawsze tak Michał Szypliński (www.ntn.pl) jest, że jeśli się goni osoby, które miały Foto skifoto.pl przewagę, to trzeba trochę zaryzykować, nie ma innej możliwości – skomentował taktykę świeżo upieczony mistrz. Po wielkich emocjach związanych z rywalizacją mężczyzn do decydującego przejazdu przystąpiły panie. Wojciech Gajewski – szef zawodów, zadecydował jedynie o wyrównaniu trasy kobiecej i drobnej korekcie ustawienia, stąd zawodniczki rywalizowały dwukrotnie na tym samym ustawieniu. Rano Klasyfikacja końcowa najlepszy czas osiągnęła Magdalena Kłusak, Gigant kobiet która wyprzedzała Annę 1. Iwona Kohut (AWF Katowice) (39.65 + 41.16) 1:20.81 Berezik (AWF Katowi2. Anna Berezik (AWF Katowice) (39.87 + 41.10) 1:20.97 +0.16 ce) oraz Karolinę Kli3. Magdalena Kłusak (AWF Katowice) (40.17 + 41.00) 1:21.17 +0.36 mek (ALK Warszawa). Gigant mężczyzn Nieco poniżej oczekiwań 1. Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) (39.24 + 38.18) 1:17.42 zaprezentowała się Iwo2. Andrzej Dziedzic (ALK Warszawa) (38.53 + 39.20) 1:17.73 +0.31 na Kohut (AWF Kato3. Szymon Mitan (AGH Kraków) (39.86 + 38.03) 1:17.89 +0.47 wice), która zajmowała Slalom kobiet dopiero piątą pozycję. 1. Magdalena Kłusak (AWF Katowice) (52.11 + 54.55) 1:46.66 Po przerwie doszło do 2. Karolina Klimek (ALK Warszawa) (52.50 + 55.11) 1:47.61 +0.95 niewielkich przetaso3. Iwona Kohut (AWF Katowice) (53.38 + 55.05) 1:48.43 +1.77 wań. Największy zawód sprawiła, broniąca Slalom mężczyzn tytułu, Ania, która wzię1. Andrzej Dziedzic (ALK Warszawa) (45.14 + 46.45) 1:31.59 ła jedną z tyczek mię2. Dominik Białobrzycki (AWF Katowice) (44.43 + 47.56) 1:31.99 +0.40 dzy nogi i nie dotarła 3. Antoni Szczepanik (SGH Warszawa) (45.08 + 48.73) 1:33.81 +2.22


e i k s e i u k s b u b u u ll A

kademiczki rozpoczęły udział w finale MP od wygranego turnieju ćwierćfinałowego, w którym bez problemów poradziły sobie z rywalkami z Basketu Bydgoszcz (102:46) i Brzegu (121:53). Później we własnej hali rozegrały półfinałowe zmagania. Pierwszego dnia zmierzyły się z MUKS Bydgoszcz. Początek spotkania nie był najlepszy, bowiem rywalki postawiły gorzowiankom bardzo twarde warunki. Oba zespoły nie imponowały skutecznością, notowały wiele strat. W najważniejszym momencie drugiej połowy Daria Stelmach zdobyła 19 punktów. To dzięki jej trafieniom z dystansu AZS wyszedł na prowadzenie. Dopiero ostatnia kwarta była w wykonaniu akademiczek bardzo dobra i dzięki temu turniej zaczęły od wygranej. Popełniałyśmy dużo błędów, ale potrafiłyśmy wrócić do gry i możemy cieszyć się ze zwycięstwa – przyznała po meczu Daria Stelmach. Drugi dzień rozpoczął się od pojedynku z gdyniankami. Był to mecz o pierwsze miejsce w grupie. Lepiej zaczęły zawodniczki GTK, które w 7. minucie prowadziły 13:6. Akademiczki w ostatnich minutach pierwszej kwarty popisały się jednak bardzo dobrą skutecznością i wyszły na prowadzenie 17:13. Ta różnica raz rosła, raz malała, ale AZS prowadził. W ostatniej kwarcie było już 53:40, ale przeciwniczki walczyły do końca. Kolosalną rolę odegrała Amalia Rembiszewska, która zdobyła 24 punkty dla GTK. Rywalki zmniejszyły stratę do pięciu „oczek” na niespełna półtorej minuty przed końcem. Gospodynie jednak wytrzymały i odniosły kolejne zwycięstwo, zapewniając sobie tym samym awans do turnieju finałowego. Ostatniego dnia gorzowianki miały tylko dopełnić formalności, ponieważ rywalizowały z najsłabszą drużyną w grupie. Mecz z Polonią Warszawa był okazją do gry młodszych zawodniczek. Na ławce przez cały mecz siedziały Adriana Kopciuch i Magdalena Szajtauer. Młode koszykarki, wspierane przez Darię Stelmach, radziły sobie dobrze i z kompletem zwycięstw wygrały półfinałowy turniej. W tym roku jesteśmy totalnie inną drużyną, mamy inny charakter i mentalność. Jesteśmy bardziej waleczne. To moje ostatnie młodzieżowe mistrzostwa i jest motywacja, by przywieźć do Gorzowa złoto. Mamy już z Magdą (Szajtauer – dop. red.) wizję, jak bierze mnie na barana, obcinamy siatkę i rzucamy na trenera – przyznała A. Kopciuch, kapitan zespołu. W Gdyni w pojedynkach grupowych Enea AZS AJP Gorzów Wlkp. miał zmierzyć się z Widzewem Łódź, Politechniką Gdańską i Basketem Bydgoszcz,

e i n w o n o p i k n a i w o z Gor srebrne! w Gdyni rozgrywane były Mistrzostwa

wW dniach 15–19 lutego ce. Reprezentantki gorzo ów yk sz Ko w h yc sz ar St Polski Juniorek rzynie Polski! istrzostw jako wicemist m z iły óc wr u SAZ o skieg z którym bez problemów akademiczki poradziły sobie w ćwierćfinałowych zmaganiach prawie miesiąc wcześniej. W turnieju finałowym nie było inaczej. Był to mecz praktycznie bez historii. Od razu prowadzenie gorzowianek 10:0, a później tylko powiększanie różnicy i kontrola wyniku. Ostatecznie bydgoszczanki zostały odprawione 109:36. Drugiego dnia kolejne zwycięstwo z Politechniką Gdańską (93:56). Oba spotkania bardzo podobne, choć w tym drugim jeszcze mniej czasu na parkiecie spędziły podstawowe zawodniczki, a więcej miały te, które w sezonie rzadziej wchodzą do gry. Po dwóch dniach został zrealizowany plan minimum. W ostatnim pojedynku w grupie walka z Widzewem Łódź o to, która drużyna awansuje do półfinału z pierwszego miejsca. I to spotkanie zakończyło się zwycięstwem (75:52). Wszystkie kwarty wygrane, lepsza skuteczność i spokojna kontrola meczu. Ta wygrana spowodowała, że w półfinale AZS zmierzył się z zespołem z Aleksandrowa Łódzkiego. Gorzowianki miały sporą przewagę już po pierwszej kwarcie. Później tylko skutecznie broniły tej różnicy, momentami ją zwiększając. 72:50dało awans do meczu o złoty medal. Do finału awansował także Widzew Łódź. Finał był zupełnie inny. Choć mecz zaczął się od „trójki” Darii Stelmach, to po kilku minutach Widzew prowadził 11:5. Od początku bardzo dobrze wyglądała gra zespołowa ekipy z Łodzi, w której też punktowały niemal wszystkie zawodniczki. Po stronie AZS-u królowała Stelmach, ale jej koleżanki trafiały nieco mniej. Widzew prowadził 17:11 w 8. minucie, ale na parkiecie pojawiła się Karolina Matkowska, która zdobyła dla gorzowianek siedem punktów z rzędu, i odrobiła część strat zespołu. W drugiej kwarcie początkowo swoją przewagę powiększył Widzew, ale dzięki D. Stelmach gorzowianki wyszły na prowadzenie (32:30) na trzy minuty przed przerwą. W końcówce jednak trafiały Julia Drop i Sylwia Bujniak i oba zespoły zeszły do szatni przy stanie 38:34 dla łodzianek. Po przerwie zaczęło się od kolejnych punktów Stelmach. „Mała” tego dnia grała fenomenalnie, zdobywała punkty seriami i tak naprawdę tylko dzięki niej AZS nadal liczył się w walce o złoto. W 28. minucie akademiczki prowadziły nawet 49:40 i wydawało się, że odnalazły swój rytm gry i są blisko tego najcen-

niejszego medalu. Ostatnie minuty tej kwarty jednak należały do Widzewa i po punktach Drop i Wiktorii Zapart było już tylko 49:46 dla AZS-u. Wiktoria Keller w decydującej części szybko zdobyła 51. punkt dla gorzowianek. Problem w tym, że później wynik po naszej stronie nie chciał się zmienić. I ta niemoc trwała ponad 6 minut, a w tym czasie kolejne punkty zdobywały koszykarki Widzewa, dzięki czemu łodzianki prowadziły już 58:51. Zawodniczki AZS-u w końcu ruszyły, za trzy rzuciła Stelmach, a po chwili do kosza rywalek także trafiła Magdalena Szajtauer i było już tylko 56:58. Ostatnie dwie minuty rozegrały jednak lepiej reprezentantki Widzewa, które zdobyły jeszcze pięć „oczek” i cieszyły się ze zwycięstwa 63:56 i złotych medali. W całym spotkaniu najwięcej punktów zdobyła D. Stelmach (29), z czego trafiła aż siedem „trójek”. Niestety, ta zawodniczka zdobyła więcej niż połowę punktów całej drużyny, co wskazuje, że zdecydowanie brakowało jej wsparcia skutecznych rzutów koleżanek. Dodatkowo A. Kopciuch i D. Stelmach spędziły na parkiecie pełne 40 minut, co niewątpliwie także miało wpływ na ich skuteczność, ponieważ w końcówce niektóre z ich rzutów nawet nie dolatywały do kosza. Blisko 40 minut (39.19) spędziła także M. Szajtauer. Gorzowianki w finale zrobiły w sumie 25 strat, co było najgorszym wynikiem w całym turnieju. Słaba skuteczność, zwłaszcza w końcówce i liczba strat miały kluczowy wpływ na wynik AZS-u w finale. Zatem z Gdyni zespół wrócił ze srebrnymi medalami. W pierwszej piątce turnieju były dwie akademiczki: Daria Stelmach i Magdalena Szajtauer. Dodatkowo Stelmach otrzymała nagrodę turnieju jako najlepiej rzucająca za trzy. W 12-letniej historii Mistrzostw Polski Juniorek Starszych akademiczki z Gorzowa Wielkopolskiego mają osiem medali, z czego siedem jest srebrnych, a jeden brązowy. Dawid Lis Foto Gdyńskie Towarzystwo Koszykówki aps nr 02 2017 (341)


l u b u s l k u i b u e s k i e ą j o b s a n ę i s Niech rywale brne medale Pieczyraka wywalczyły sre rta be Ro ra ne tre e czn zmapie Podo Po finałowym turnieju ro h. yc rsz Sta k re nio Ju i lsk Mistrzostw Po lkp. Enea AZS AJP Gorzów W em wc nio ole szk ze y śm wiali Juniorki starsze zdobywają kolejne srebro mistrzostw Polski. Po tym turnieju jest radość czy jednak niedosyt?

Tegoroczne rozgrywki trzeba ocenić bardzo pozytywnie. Ten wynik to duży plus. Graliśmy bardzo fajnie na turnieju, przez co trochę rozbudziliśmy apetyty. Czujemy lekki niedosyt, ale po jakimś czasie to minie i będziemy bardzo szczęśliwi. Czego zabrakło w finale?

Myślę, że w pierwszej fazie meczu zabrakło nam defensywy, którą prezentowaliśmy przez cały turniej. Po przerwie wzmocniliśmy obronę, ale za to atak się zablokował. Popełniliśmy troszkę za dużo strat, chociaż we wcześniejszych spotkaniach nie zdarzały się w takiej liczbie. Później zaważyły już niuanse, może troszkę zabrakło szczęścia. Jakaś niechwycona piłka się przytrafiła. W końcówce mocniej broniliśmy, sędziowie gwizdnęli faule, ale te przewinienia faktycznie były, bo gramy agresywnie w defensywie. Widzew dobrze to wykorzystał i skutecznie rzucał osobiste.

że to była dobra decyzja. Po kilku dniach analizy należy ocenić, że można to było rozegrać inaczej. Trzy podstawowe zawodniczki kończą juniorską przygodę. Jaka będzie przyszłość tego zespołu?

Nie boimy się tego, że kolejne zawodniczki kończą wiek juniorek. Wiemy, że mamy dziury w poszczególnych rocznikach, ale to konsekwencja kilku poprzednich lat. Dzięki temu powstał nasz program „Nauka, sport, przyszłość”, ponieważ chcemy uniknąć takich luk w przyszłości. Wchodzą już kolejne zawodniczki do składu. Przy tej pracy i pierwszej lidze, w której się ogrywamy, będziemy groźni. Może nie aż tak jak teraz, ale to się okaże za rok. Teraz chcieliśmy grać w finałach. Marzyliśmy o czwórce, a zostaliśmy wicemistrzami Polski. Co będzie za rok? Zobaczymy. Nawet, jeśli będziemy musieli poczekać rok dłużej, to nic się nie stanie. Dziewczyny będą coraz lepsze. Niech się rywale boją naszego stylu gry, który jest bardzo niewygodny dla przeciwnika. Zawodniczki są wybiegane, walczące i taki basket będą prezentować. Rok temu jechaliście w roli faworyta, a wróciliście bez medalu. W tym roku AZS nie był stawiany tak wysoko, a przywieźliście srebro.

Jeżeli byśmy racjonalnie przeanalizowali poprzedni rok, to były zawodniczki, które zawiodły. Nazwiska nie grają i to było widać teraz. Po takich turniejach niektóre koszykarki kończą karierę, inne mają słabsze sezony. W tym roku zespół był słabszy na papierze, ale nie w grze. Zmieniliśmy styl gry, mamy bardziej mobilny zespół, stawiamy na agresywną defensywę... i to przyniosło skutek.

We wszystkich meczach była spora rotacja zawodniczek w drużynie. W finale jednak tego zabrakło. To mogło mieć wpływ na wynik meczu o złoto?

Pewnie teraz, po kilku dniach, zagrałbym inaczej. Czemu taka decyzja? Cały turniej tak się układał, że te podstawowe zawodniczki nie grały wiele minut. Przed finałem paliły się do gry. Myślałem, że dadzą sobie radę. To mogło mnie troszeczkę zgubić. Zawodniczki były głodne gry, chętne i dobrze grały. Można było pewnie poszukać innych rozwiązań. Każdy jest najmądrzejszy po meczu. Dużo nam do złota nie brakowało. Gdybyśmy je wywalczyli, to byśmy mówili, www.azs.pl

Ale w tym roku jechaliście bez presji. To miało wpływ na grę?

Wiadomo, że każda z tych dziewczyn miała marzenia. Nikt na taki turniej nie jedzie na wakacje. Na pewno jechaliśmy bez presji. W zeszłym roku ta presja była. Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie każdy wie. W tym sezonie przed turniejem wygraliśmy w ekstraklasie z Sosnowcem (86:63) i dziewczyny były naładowane pozytywnie. Rok temu przed wyjazdem przegraliśmy w lidze (60:79) i to się mocno odbiło na zespole. To są niuanse, o których nie wszyscy wiedzą, a później łatwo wydają oceny. To sport zespołowy, dużo rzeczy ma wpływ na wynik. W zeszłym roku były większe

oczekiwania wobec zespołu, moje również. Ale wtedy dużo nie brakowało, bo w jednej kwarcie dostaliśmy pięć „trójek” od zawodniczek, które wcześniej nie rzucały. To jest zawsze ryzyko. Taki jest sport, taka jest koszykówka. W tamtym roku za mocno nas postawiono w roli faworyta. W ten sposób inne zespoły chciały ukryć swoją siłę. Niepotrzebnie daliśmy się podpuścić. W tym roku ta drużyna budowała się z każdym kolejnym meczem. Jak może Pan ocenić atmosferę?

Atmosfera w zespole była fantastyczna. Dziewczyny mocno się wspierały. Jako trener nie miałem żadnych problemów. Zawodniczki chciały słuchać. W poprzednim sezonie niektóre myślały, że są już doświadczone i wiedzą, co mają robić. Rozegraliśmy 10 meczów, a wygraliśmy z nich 9. Jeden przegraliśmy różnicą siedmiu punktów. Oceniam, że dziewczyny zrealizowały to, co sobie zakładaliśmy w 95 procentach. Naprawdę nie było się do czego przyczepić. Troszeczkę zabrakło nam agresywności w finale. Ale to są niuanse. Ten zespół zbudował się podczas turnieju w Gorzowie i to nas napędziło. Graliśmy fajny basket. Dla mnie, jako trenera, było przyjemnie usłyszeć od innych szkoleniowców, że zespół fajnie gra. To wartość dodana do medalu. Ponadto dwie nasze zawodniczki znalazły się w najlepszej piątce turnieju – to kolejny powód do dumy. Teraz niech te dziewczyny walczą w ekstraklasie i reprezentacji Polski. Szkoda, że wiek juniorski zakończyły bez kroki nad „i” i flagi mistrzowskiej w Gorzowie, ale może jeszcze zdobędą złoto w ekstraklasie. Mam nadzieję, że będzie to w Gorzowie, a jeśli wybiorą inne kluby, to też będę im zawsze kibicował. Rozmawiał Dawid Lis Foto Radosław Siuba Tomasz Wrąbel


i k s l e b lulubelskie Prezes To był dobry rok Ostatnie kilkanaście miesięcy dla KU AZS UMCS były czasem wytężonej pracy. Sukcesy koszykarek, czyli wizytówki lubelskiego klubu, to bez wątpienia najbardziej widowiskowa część ich wysiłków. Jednocześnie koledzy z UMCS stawiają przed sobą coraz to nowe cele. Najlepszym tego przykładem jest budowanie niezwykle mocnej sekcji pływackiej, której skład i wyniki mówią same za siebie. Konrad Czerniak czy Jan Sitkowski to tylko początek listy nazwisk, które fani pływania znają już od dawna. Warto również zapamiętać młode, wyjątkowe talenty, jak Wiktoria Samuła czy Julia Adamczyk. Koszykówka i pływanie to zaledwie ułamek działalności prowadzonej przez zespół kolegi Dariusza Gawła – prezesa klubu, którego nagrodzono już po raz drugi tytułem Prezesa Roku w sportowym plebiscycie jednej z najważniejszych lubelskich gazet. Paweł Markiewicz

Wydanie Lubelskie Redakcja: Piotr Rejmer Paweł Markiewicz e-mail: piotr.rejmer@azs.pl p.markiewicz@azs.umcs.pl

Roku

przy Uniubu Uczelnianego AZS Kl es ez pr ł, we Ga sz riu PS Kolega Da Lublinie, w rozmowie z A w j kie ws do kło -S rie Cu oże najwersytecie Marii ojego klubu rok, być m sw a dl wy ko jąt wy e uj podsumow jego 70-letniej historii. bogatszy w sukcesy w Start w Igrzyskach Olimpijskich, Puchar Polski PZKosz koszykarek oraz ich występ w ramach międzynarodowych rozgrywek Eastern European Womens Basketball League, całkowita dominacja w tej dyscyplinie w AMP. 2. miejsce wśród Uniwersytetów i 6. w ogólnej klasyfikacji AMP. Z perspektywy obserwatora miniony rok dla Klubu Uczelnianego AZS UMCS był niezwykle owocny w osiągnięcia sportowe i organizacyjne. Czy mógłbyś pokrótce podsumować ten czas specjalnie dla czytelników „Akademickiego Przeglądu Sportowego”?

Faktycznie rok 2016 był dla nas bardzo udany, a podzieliłbym go wedle trzech aspektów. Po pierwsze sport wyczynowy i muszę tu wspomnieć o naszych koszykarkach: udany start w rozgrywkach europejskich, zdobycie Pucharu Polski PZKosz, bardzo dobra postawa w lidze (Od red.: W chwili ukazania się tego wydania APS koszykarki drużyny Pszczółka Polski – Cukier AZS UMCS Lublin zakończyły rozgrywki na siódmym miejscu w tabeli). Oczywiście musimy wspomnieć o brązowym medalu Mistrzostw Polski drużyny lekkoatletycznej i ćwierćfinale Pucharu Europy ETTU tenisistek stołowych. Ponadto nie możemy zapomnieć o wspaniałej postawie zawodników innych sekcji wyczynowych na poziomie ekstraklasy, pierwszej czy drugiej ligi, co bez wątpienia napawa dumą. Mnie osobiście cieszy fakt, że na koniec lutego AZS liczy 1200 członków – osób, które wykupiły legitymację ISIC-AZS, bo przypomnijmy, że sześć lat temu startowaliśmy z poziomu 300 członków! Nie bez znaczenia jest również to, że miasto powierzyło nam organizację największych sportowych wydarzeń w Lublinie: Zimowe Mistrzostwa Polski Juniorów w pływaniu (grudzień 2015), nadchodzące Letnie (główne) Mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie. Wszystko to pokazuje, że jesteśmy liczącym się klubem w naszym województwie.

Opowiedziałeś o sukcesach klubu, ale sam po raz kolejny zostałeś wyróżniony i doceniony przez czytelników w plebiscycie sportowym organizowanym przez jedną z lubelskich gazet nagrodą „Prezesa Roku”. W czym tkwi tajemnica sukcesu?

Tytuł Prezesa Roku bez wątpienia bardzo cieszy, jednocześnie myślę, że jest to coś w rodzaju papierka lakmusowego obrazującego sukcesy naszych drużyn akademickich i wyczynowych, nowych inicjatyw, które podjęliśmy w klubie AZS UMCS na przestrzeni ostatniego roku. Myślę więc, że ta nagroda jest efektem

pracy naszych trenerów oraz zawodników i zawodniczek, którzy sprawili, że o KU AZS UMCS mówiono bardzo dużo.

Strona internetowa klubu aż kipi od informacji o kolejnych inicjatywach podjętych przez ciebie i twoich kolegów. Opowiedz nam o nich.

Akademicka Liga Paintballowa, Fotobudka czy Lubelski Nurt Basketu Akademickiego – to nowe propozycje w naszej palecie, skierowane nie tylko do studentów. Są to projekty komercyjne, które mają w perspektywie czasu zapewnić stabilizację finansową klubu, a także zaprezentować coś ciekawego naszym członkom i całemu środowisku akademickiemu. Do tej listy dopisałby również projekt siłowni i sali fitness o nazwie Fit&Gym AZS, który stworzyliśmy wspólnie z koleżankami i kolegami z lubelskiego sportowego środowiska akademickiego na stadionie Arena Lublin. Rok 2016 był też rokiem jubileuszu KU AZS UMCS, a zarazem bodaj najbogatszym w sukcesy w całej swojej historii. A jakie wyzwania stawiacie przed sobą w roku 2017?

Na najbliższe miesiące nie przewidujemy spektakularnych działań. Planujemy krok po kroku budować nasz Klub, jednakże ciągle pojawiają się nowe pomysły na jego rozwój. Osiągnąć jednorazowy sukces jest relatywnie łatwo, jednocześnie walka o utrzymanie doskonałej passy jest niezwykle trudna. Dlatego też naszym celem jest absolutna stabilizacja i zabezpieczenie filarów klubu tak, żeby nasze zespoły wyczynowe mogły spokojnie funkcjonować i rozwijać się. Bez wątpienia chcemy dbać o ciągły wzrost liczby członków klubu pośród studentów naszej Alma Mater. Chcemy również rozwijać projekty realizowane w ramach Budżetu Obywatelskiego Lublina, które kierujemy wprost do studentów, mając na celu ich sportową aktywizację. Planujemy również organizację wielu imprez sportowych: największymi będą wspomniane wcześniej Letnie Główne Mistrzostwa Polski w pływaniu na basenie 50 m oraz Akademickie Mistrzostwa Polski w tej dyscyplinie. Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał Paweł Markiewicz Foto AZS UMCS Lublin aps nr 02 2017 (341)


y m e ż o m m e ł o p s e z m y Z t * ć a z s e i m a n nieźle ackiej Klubu cjonowania sekcji pływ

nk Po nieco ponad roku fu ku Sportowego Uniwer iąz Zw o ieg ick em ad Ak Uczelnianego ożemy naskiej – Lublin śmiało m ow od kł -S rie Cu ii ar M sytetu pływania. zwać stolicą polskiego to bez wątpienia najważniejszy czynnik

d kilkunastu miesięcy wysiłkiem władz KU AZS UMCS, trenera Piotra Kaspra, władz miasta Lublina oraz rzeszy sympatyków sportu – klub z UMCS stał jedną z najbardziej liczących się pływackich ekip w kraju, pretendującym do miana najlepszego z nich. Świadczyć o tym mogą doskonałe wyniki młodych sportowców, zdobywających dziesiątki medali najważniejszych imprez krajowych oraz tych o zasięgu międzynarodowym. Wszystko to było zapowiedzią dołączenia do kadry AZS UMCS m.in. Ludwiki Szynal oraz medalistów mistrzostw świata Konrada Czerniaka i Jana Świtkowskiego. Budowa zaplecza sportowego poprzez skompletowanie doskonałej i utalentowanej kadry zawodników oraz trenerów

O

osiągniętego sukcesu, jednocześnie klub z UMCS zasłynął w kraju jako sumienny organizator prestiżowych zawodów pływackich. Świadectwem tego są pochlebne opinie po pierwszej takiej imprezie, czyli Zimowych Mistrzostwach Polski Juniorów. Ponad to zorganizowano m.in.: Zimowe Mistrzostwa Polski Juniorów 17/18 lat, Grand Prix, Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych 14 lat, Grand Prix – Puchar Polski, Akademickie Mistrzostwa Polski, Główne Mistrzostwa Polski, Puchar Konrada Czerniaka, Mistrzostwa Polski Juniorów Młodszych. Spektakularne sukcesy organizacyjne władz KU AZS UMCS miały niebagatelny wpływ na ukształtowanie kalendarza Polskiego Związku Pływackiego, który od pierwszych dni 2017

* Cytat z wywiadu z Piotrem Kasperkiem, trenerem sekcji pływackiej KU AZS UMCS Lublin, dostępny w całości na stronie internetowej www.azs.umcs.pl

ał, w e i z d o p s e i n ę i s t Nik aleko d k a t y m e i z d j a z e ż t lasowego InvestInTheWes auer, koszykarka ekstrak lski Magdalena Szajt nam o Mistrzostwach Po ła zia ied ow op ., lkp W w AZS AJP Gorzó ni. rych zagrała po raz ostat Juniorek Starszych, w któ obrona niż w dniach poprzednich. To Z Gdyni wróciłyście jako wicemistrzynie Polski. Spodziewałaś się takiego rozstrzygnięcia?

Nikt na samym początku, jeszcze przed turniejem półfinałowym w Gorzowie, nie spodziewał się, że zajdziemy tak daleko. Miałyśmy tutaj bardzo trudne dwa mecze, ale udało nam się wyjść z pierwszego miejsca. Na finały jechałyśmy bez presji, natomiast niedosyt z lat poprzednich się nasilał. Chciałyśmy za wszelką cenę zdobyć upragnione złoto U-22. Niestety, musiałyśmy uznać wyższość rywalek w finale. Dla niektórych z nas była to ostatnia szansa na wywalczenie tego trofeum. Jak oceniasz decydujący pojedynek? Czego w nim zabrakło?

Finał od samego początku był bardzo wyrównany. Oba zespoły wiedziały, o co walczą. Mogło się wydawać, że po meczu grupowym, w którym wygrałyśmy z Widzewem ponad 20 punktami, będzie to szybkie i przyjemne spotkanie. Rzeczywistość okazała się brutalna. Duża liczba strat, proste błędy i gorsza

www.azs.pl

zaważyło na porażce.

Wspomniałaś mecz grupowy z Widzewem. On tkwił w waszych głowach?

Może trochę siedział w naszych głowach wynik tego wcześniejszego spotkania z zespołem z Łodzi, ale finał jest nieobliczalny. W drodze do tego decydującego meczu każdy wcześniejszy pojedynek był pod naszą kontrolą. Takiego scenariusza pragnęłyśmy również w tym najważniejszym meczu. W tym roku różnica wieku między dziewczynami była spora w waszym zespole. Jak wyglądała atmosfera?

To fakt, różnica była spora, ale stworzyłyśmy bardzo fajną atmosferę. Dziewczyny pomimo młodego wieku bardzo dobrze się odnalazły w naszym towarzystwie. Bardzo cieszy mnie fakt, że każdy dostał swoją szansę do gry podczas finałów i mógł się pokazać z jak najlepszej strony. To właśnie stanowi siłę zespołu.

Kończysz przygodę z juniorskimi imprezami. Jak oceniasz ten okres w AZS?

roku został niemal zdominowany przez imprezy zaplanowane na jednym z najnowocześniejszych w Polsce obiektów pływackich – Aqua Lublin. Paweł Markiewicz Foto AZS UMCS Lublin Skład sekcji pływackiej KU AZS UMCS Lublin w sezonie 2016/2017

Zawodnicy: Julia Adamczyk, Weronika Śliczniak, Weronika Żmuda, Wiktoria Samuła, Filip Grabek, Jegor Bielykh, Julia Łysakowska, Kamil Bryła, Sebastian Gąsior, Ludwika Szynal, Jan Świtkowski, Konrad Czerniak, Karolina Dyrda, Wiktoria Czarnecka, Krzysztof Rutkowski, Kacper Borkowski, Kamila Andrzejewska, Szymon Marczuk, Przemysław Lis, Ewa Osiniak, Oliwier Paczyński oraz Konrad Kadrow. Kadra trenerska: Piotr Kasperek, Andrzej Sitkowski

lu usksike ie lub bu Trudno pogodzić się z tegoroczną porażką. Marzyłam o złocie z całego serca. Chciałam na koniec kariery młodzieżowej wrócić w pełni usatysfakcjonowana. Mimo wszystko lata juniorskie będę bardzo dobrze wspominać. To był fajny okres w moim życiu, za którym na pewno będę tęsknić. Teraz można powiedzieć, że oficjalnie stałam się seniorką. Rozmawiał Dawid Lis Foto Gdyńskie Towarzystwo Koszykówki


e i k s l o p o polskie Prasówka wwiieelklok Hit letniego okienka transferowego (gdyby takie w taekwondo istniało) – Aleksandra Kowalczuk – wspaniale radziła sobie podczas Taekwondo Festival 2017, który odbył się w Turcji. Ola zdobyła dwa medale – srebrny klubowych Mistrzostw Europy oraz złoty Turkish Open G2. Sekcja taekwondo AZS Poznań walczyła ostatnio również w turnieju Slovenia Open w Mariborze. I cóż! Łącznie 7 medali (4 juniorów, 3 seniorów): Marcysia Koszel – 2 m., Patryk Walkowiak – 3 m., Adrian Wojtowiak – 2 m., Jakub Sadurski – 2 m., Jagoda Ulfig – 3 m., Aleksandra Kowalczuk – 3 m., Karol Robak – 2 m. Ale to nie koniec sukcesów taekwondzistów AZS Poznań. Jarosław Mecmajer na Pucharze Świata G2 – Egipt Open 2017 w Luksorze zajął drugie miejsce! Tyle u seniorów, którzy już mają godnych zastępców, ponieważ Puchar Polski – Pomerania Cup – został całkowicie zdominowany przez naszych młodszych podopiecznych! 10 złotych, 6 srebrnych i 8 brązowych medali! Do tego I miejsce kadetów, II miejsce młodzików i II miejsce juniorów w klasyfikacji

1.

generalnej klubów! Ale i to nie wszystko. Najlepsi zawodnicy turnieju: Anita Kamińska – najlepsza młodziczka, Maciej Smoczyk – najlepszy kadet, Jakub Sadurski – najlepszy junior. Ależ to były Mistrzostwa. Polska na pierwszym miejscu klasyfikacji medalowej Halowych Mistrzostw Europy w LA, a pomogła w tym również Patrycja Wyciszkiewicz, która startowała w sztafecie 4x400 m i zdobyła złoty medal! Anna Jagaciak-Michalska z wynikiem 14,14 m zajęła ostatecznie 4. miejsce w trójskoku (dzień wcześniej ustanowiła nowy rekord życiowy – 14,15 m; jest to drugi wynik w historii polskiej lekkiej atletyki). A Agnieszka Maluśkiewicz w pchnięciu kulą na 17. miejscu.

2.

W

Polski we florecie kobiet. Julia Walczyk – złoty, a Julia Chrzanowska – brązowy. Ale to był tylko wstęp do emocjonującego występu Julii Walczyk w Mistrzostwach Europy Juniorów w Płowdiw. Wygrała wszystkie pojedynki w grupie i dopiero w półfinale uległa późniejszej zwyciężczyni całego turnieju. Zatem Julia Walczyk brązową medalistką Mistrzostw Europy Juniorów!

Trwa też Liga Światowa kobiet w hokeju na trawie. W II rundzie Polki przegrywają finał z Hiszpanią, ale najważniejsze, że zagrają w III rundzie Ligi Światowej! Przypominam, że w skład reprezentacji wchodzą: Magdalena Zagajska, Magdalena Szczurek, Bianca Strubbe, Mara Kucharska, Daria Skoraszewska, Wiktoria Błaszyk, Weronika Wojtaś oraz oczywiście Krzysztof Rachwalski (wszyscy AZS Politechnika Poznańska). KCz, Foto AZS Poznań

4. Oprócz złotego i brązowego medalu Mistrzostw Polski Juniorów florecistki AZS UAM Poznań wywalczyły złoty medal Drużynowych Mistrzostw

3.

y w o K O O B E C A F D Ą L G E Z PR poprzednim numerze „APS” przespacerowaliśmy się po Klubach Uczelnianych AZS w Wielkopolsce. Teraz pójdziemy z duchem czasu i siedząc wygodnie w fotelach, popijając kawę z ulubionego kubka (oczywiście jednym z szerokiej gamy tych, na których widnieje logo AZS lub AMP), zrobimy przegląd jakże ostatnio powszechnych fanpages. Zatem…  Klub AZS AWF w Poznaniu zaprasza na stronę facebookową AZS AWF Poznań. Zarząd tamtejszego klubu zachęca do aktywności fizycznej oraz informuje o osiągnięciach swoich studentów, a niewątpliwie jest czym się chwalić. Zdjęć (tych prosto z szatni też) nie brakuje! Czy warto „polajkować”? Wejdź i zdecyduj!  KU AZS PWSZ Konin donosi o swoich osiągnięciach w AMP. Ostatnimi dniami, a właściwie postami żył futsalem. Miał ku temu poważne powody. Pierwsze miejsce w klasyfikacji AMP w typie wyższych szkół zawodowych? Dlaczego nie! Prawdziwy fanpage’owy doping, jakich mało! Emocje czuć nawet przez ekran komputera; żeby zrozumieć, trzeba tam po prostu zajrzeć…  Przeszukujemy facebooka dalej. Trafiamy na profil AZS PWSZ Leszno; ta strona żyje zimą. Studenci wyjechali na obóz Instytutu Zdrowia i Kul-

z Poznania

tury Fizycznej. Na zdjęciach podziwimy piękne widoki i zdyscyplinowanych obozowiczów, zazdrościmy! Jednak Klub z Leszna nie zapomina o swoich reprezentantach na AMP, regularnie wstawia informacje o ich sukcesach. Brawo!  A co w Pile? Dowiemy się z PWSZ Piła – Studium Wychowania Fizycznego i Sportu. Tę stronę prowadzi jednostka dydaktyczna wraz z KU AZS PWSZ Piła. Z fanpage’a dowiemy się o sportowych rozgrywkach wewnętrznych, jak i sukcesach na mistrzostwach poza murami uczelni. Wspaniale!  Klub Uczelniany AZS Politechniki Poznańskiej chwali się, że jest najliczniejszą organizacją studencką na swojej uczelni. Biorąc pod uwagę, jak duża jest poznańska „polibuda”, to prawdziwy sukces! Kilka postów pod opisami osiągnięć sportowców trafiamy na informację mówiącą o zmianach na fotelu prezesa: kolegę Wojtka Weissa zastąpi Robert Rejewski. Witamy i życzymy powodzenia oraz satysfakcji z pełnienia tej funkcji! Fanpage lajkujemy, jesteśmy ciekawi, jakie zmiany przyniosą nowe władze.  KU AZS UEP cieszy się ze swoich 2140 polubień! Tyle osób chce ich obserwować, nie możemy być gorsi! O, dużo najświeższych informacji ze świata sportu, nie tylko akademickiego, i wszystkie w pigułce (niektóre nawet rymowane, czy oni mają tam poetów!). Fotorelacja

z wydarzeń, tych nocnych także, i trochę spraw codziennych. Niewątpliwie warto zajrzeć i pozostać na dłużej!  Na celowniku KU AZS UAM Poznań i pierwsze, o czym czytamy, to Akademickie Mistrzostwa Polski w Brazylijskim jiu-jitsu! Nie, to nie jest fotomontaż! Nie wierzycie? Wiecie co robić, facebooki w dłoń!  KU AZS Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu to nasza wisienka na torcie. Cóż tam się dzieje, dużo aktualności, wiele podstawowych informacji! O sukcesach, o stratach, o sekcjach, o treningach, o akcjach społecznych, o wysokich miejscach w klasyfikacjach, o osiągnięciach studentów, o działaczach! Głowa mała, a artykuł zbyt krótki, by wszystko opisać. Zresztą dalej nie trzeba, już na pewno „scrollujecie” ich fanpage.  I jeszcze ku przypomnieniu Lubię to! A co? AZS AWF Poznań, AZS PWSZ Konin, AZS PWSZ Leszno, PWSZ Piła – SWFiS, KU AZS Politechniki Poznańskiej, AZS UEP, AZS UAM Poznań, AZS Wyższej Szkoły Bezpieczeństwa w Poznaniu i na końcu AZS Poznań, gdzie dowiemy się o ligach, o sukcesach sportowców wyczynowych, czasem trafi się konkurs, a innym razem zaproszenie na organizowane wydarzenia. Ten pakiet polecamy, kosztuje jedyne dziewięć lajków, a daje tak wiele! Lubię to! Agata Ślusarek aps nr 02 2017 (341)


kku ujajwa skw o-sko

Futsalowe -pomorskie e i k s r o m o P o k s w a Kuj ww Futsalu Strefy A to pier ickich Mistrzostw Polski Półfinał Akadem alne, których organizato on gi re i wk ry zg ro ie rw jawsko-posze po długiej prze iskowa województwa ku ow od Śr ja ac niz ga Or a S rem był AZ do naszego województw e ni aś wł to że , się my morskiego. Cieszy ocnej. użyny z całej Polski Półn przyjechały najlepsze dr

W

półfinałach wystartowało aż 17 uprawnionych drużyn. Niewątpliwie liczba uczestników była wyższa od wszystkich innych dotychczas organizowanych przez nas imprez sportowych. Łączna liczba osób uczestniczących w zawodach zbliżyła się do 300. Cały turniej rozgrywany był na dwóch halach sportowych. Jedną z nich była hala Uniwersyteckiego Centrum Sportowego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, drugim miejscem spotkań piłkarzy była hala Areny Toruń. Wszystkie drużyny zostały podzielone na 4 grupy, w których rozegrano

Maskotka AZS UEP

C

ześć, nazywam się Szaku lub Miras (o moim dokładnym imieniu jeszcze nie zdecydowano). Od niedawna jestem twarzą KU AZS UEP. Świetna fucha! Biegam po hali, przybijam piątki, buduję ATMOSFERĘ, wpieram ZABAWĘ i uprawiam SPORT! Czy można chcieć od życia czegoś więcej? Jeżeli chcesz mnie poznać, zapraszam do stolicy Wielkopolski, miasta koziołków. Bo Poznań (i ja) jesteśmy warci poznania! Agata Ślusarek www.azs.pl

bezpośrednią walkę o wyjście i szansę gry o cztery miejsca dające możliwość awansu do rozgrywek finałowych. Nie zabrakło sportowych emocji. Wiele drużyn zaskakiwało swoimi umiejętnościami i sportowymi ambicjami. Poziom sportowy podczas niektórych meczy turniejowych był niewiarygodny. W turnieju grupowym rozegrano 28 spotkań. Podczas tej fazy turnieju padło łącznie 210 bramek. Najobfitszy w gole był trzeci mecz grupy D, w którym Uniwersytet Gdański pokonał Akademię Morską w Gdyni (15:2). Już w pierwszym dniu AMP w Futsalu – Półfinał A padło łącznie 147 bramek, z czego aż 89 w grupach A i D. Sportowe zmagania miały swoją kontynuację w sobotę, również w fazie grupowej, kiedy to łącznie zawodnicy zdobyli 63 bramki. Jeśli chodzi o mecze pucharowe, łącznie strzelono 120 goli. Meczami, podczas których padło najwięcej goli, był mecz nr 31 (ćwierćfinał) WSG Bydgoszcz – Uniwersytet Gdański, w którym padło aż 10 bramek, z czego 6 dla Uniwersytetu Gdańskiego. Podobnie obfity w gole był mecz nr 35 (mecz o 11. miejsce), w którym to Uniwersytet Szczeciński pokonał Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu (6:4). Podliczając wszystkie dni zmagań sportowych, łącznie zdobyto aż 330 bramek. Drużynami, które zdobyły awans do rozgrywek finałowych, były: Uniwersytet Gdański, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Koninie, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Politechnika Gdańska. Mecz finałowy rozegrany między Uniwersytetem Gdańskim i Państwową Wyższą Szkołą Zawodową skończył się tryumfem Uniwersytetu (4:1). MVP spotkania został student Michał Horbacz z Uniwersytetu Gdańskiego. Królem strzelców został Dawid Przybyszewski z Politechniki Poznańskiej, a za najlepszego bramkarza tych zawodów

Gdyby nie ludzie

Zakończył się drugi miesiąc nowego roku kalendarzowego. Mam osobistą refleksję, że to niespełna 60 dni, a ja jestem bogatsza o nowe doświadczenia. Organizacja Akademickich Mistrzostw Polski była dla mnie nie lada wyzwaniem. Zweryfikowaliśmy naszych wolontariuszy, poznaliśmy granice naszego zmęczenia, aż wreszcie zaprzyjaźniliśmy się jeszcze bardziej. To dopiero początek i znów mam przeświadczenie, że nic tak nie łączy jak sport. Relacje zbudowane w ramach naszej społeczności, wzmocnione wrażeniami sportowymi, podenerwowaniem związanym z organizacją zawodów czy zwykłym spotykaniem się na imprezach sportowych są przecież stałe. Podróżujemy po całej Polsce, spędzamy weekendy w delegacjach, często mylimy strefę zawodową z prywatną. Zapytałabym „i co z tego?”. Przecież Akademicki Związek Sportowy to nie miejsce pracy, to sposób na życie. Nasza organizacja jest silniejsza im silniejsze relacje łączą nas, uczestników, twórców, organizatorów, trenerów i zawodników. Choć często mówią, że najbardziej zawodny pierwiastek to pierwiastek ludzki, należy codziennie sobie przypominać, że gdyby nie on, gdyby nie ludzie, jacy tworzą AZS – nie byłoby możliwości tworzenia i organizowania życia sportowego. Anna Błaszkowska

Wydanie Kujawsko-Pomorskie Redakcja: Anna Błaszkowska e-mail: blaszkowska.ann@gmail.com

uznano studenta Damiana Wodnickiego z PWSZ w Koninie. Cieszymy się, że mieliśmy zaszczyt organizować Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu, półfinał, strefa A. Zawodnicy zaskoczyli nas swoim wysokim poziomem sportowym. Wyrażamy nadzieję, że przyszłoroczne zmagania również zorganizowane będą przez naszą organizację. Wszystkim uczestnikom jeszcze raz serdecznie dziękujemy! Zatem: Niech sport nas połączy! Anna Błaszkowska Foto AZS Toruń


e i k s y z r k o t ê i w s y œœwiêtokrz kie Doświżaydwckząe…nia

nie zjesz

z od

Zanim przejdziemy do obecnego sezonu, na chwilę wróćmy do początków. Jak zaczęła się twoja przygoda z piłką ręczną?

Wraz z rodzicami byłem na wakacjach w Mielnie. To był 1999 r., miałem wtedy 12 lat. Los chciał, że pierwszoligowa drużyna seniorów Wisły Sandomierz, z którego pochodzę, była na zgrupowaniu w pobliskim Koszalinie. Treningi terenowe odbywali we wspomnianym Mielnie. Rodzice spotkali znajomych trenerów. Przy kawie padł pomysł ojca, żebym wybrał się na trening i spróbował. Reasumując, jak w wielu przypadkach zadecydował zbieg okoliczności. Czy od początku wiedziałeś, że ten sport to będzie to, czy próbowałeś wcześniej czegoś innego?

Pamiętam, że na początku podstawówki był rok karate. W kilka miesięcy nie stałem się jednak Bruce’em Lee i zrezygnowałem. Następnie był epizod klasyczny, czyli piłka nożna w sandomierskiej Wiśle – pewnie też z rok. Dosyć długo grałem w koszykówkę. Nie w klubie, na boisku z kolegami. Była to końcówka tzw. „boomu” na koszykówkę w naszym kraju i boiska były pełne „Jordanów” i „Pippenów”, a może bardziej „Wójcików” i „Zielińskich”. Zresztą trenując już ręczną w wolnych chwilach często graliśmy w basket. Nadal uważam, że koszykówka to idealny sport uzupełniający dla szczypiornisty.

Czy miałeś swojego sportowego idola? Zawodnika, na którym się wzorujesz?

Jest ich kilku. Od małego lubiłem patrzeć na grę Dennisa Bergkampa – piłkarza Arsenalu i reprezentanta Holandii. Niesamowity technik (sprawdźcie na YT), dalej koszykarz Kevin Garnett od niedawna na sportowej emeryturze. Piłkarze ręczni to: Bjarte Myrhol – świetny w ataku i obronie, a do tego wybiegany jak kenijski maratończyk. Na pewno też Joan Canellas – nie grzeszy szybkością w działaniu na boisku, ale podziwiam jego inteligencję boiskową. Generalnie zawsze bardziej imponowali mi zawodnicy kreujący grę, bardziej niż egzekutorzy. Do tego zacnego grona

h z boiska, , idolach, spostrzeżeniac ną cz rę łkę pi w y gr ch em ka O począt y rozmawiamy z piłkarz ież dz ło m ji yc nd ko i… m Centrum byciu trenerem okrzyskiej i pracownikie ięt Św iki hn ec lit Po S AZ ręcznym m Kamysem. iętokrzyskiej Zygmunte Sportu Politechniki Św dołączam całą drużynę Vive Tauronu Kielce na czele z Karolem Bieleckim. Jak przebiegała dotychczasowa kariera?

Po pierwsze to musimy zamienić słowo kariera na przygoda. To nie kurtuazja tylko fakty. Słowo kariera w moim mniemaniu odnosi się do tych sportowców, których podziwiają tysiące ludzi, reprezentują swój kraj czy zdobywają medale na dużych międzynarodowych imprezach. Żadnego z trzech warunków nie spełniam. A jak się zaczęło? O początkach mówiłem... zaczynałem w Sandomierzu w wieku lat 12–13. W liceum trener drużyny seniorów pan Stanisław Kubala dołączył do pierwszej drużyny kilku juniorów, w tym mnie. To był chyba pierwszy sygnał, że praca daje efekty i może coś z tego być. Generalnie aż do wieku juniora starszego byłem mocno przeciętnym kołowym, który został tam postawiony w związku z nadwagą i małymi umiejętnościami. W wieku licealnym wyglądało to już znacznie lepiej. Trener dawał mi pierwsze szanse w I lidze. Starsi koledzy nie odpuszczali na treningach i to pozwoliło zrobić mi duży krok naprzód, jeśli chodzi o moje umiejętności.

Potem przyszedł czas wyboru uczelni…

Studia wybierałem pod kątem piłki ręcznej. Kierunki były dwa: Gdańsk i Biała Podlaska. Gdański AWFiS był wtedy w ekstraklasie i mogłyby to być „za wysokie progi”, więc wybrałem Białą Podlaską. Pierwsze sezony były trudne, bo i konkurencja była duża. Czterech solidnych obrotowych na pozycji wróżyło trudny początek. W wywalczeniu pozycji również nie pomagało mi zdrowie: trzy razy zwichnięty ten sam staw skokowy, zwichnięty łokieć i złamana kość śródstopia nie ułatwiały walki o pozycję. Od trzeciego roku studiów grałem już regularnie na kole, lewym rozegraniu i kilka występów na lewym skrzydle. To było jakieś „20 kilo temu”. Myślę, że uniwersalność to w pewnym momencie był mój boiskowy atut. Oczywiście wolałbym być wyspecjalizowanym obrotowym klasy Aguinagalde, ale „jak się nie ma, co się lubi…”. W roku 2011 wzmocniłeś zespół Politechniki Świętokrzyskiej.

Tak, po zakończeniu studiów trafiłem do Kielc. Drużyna istniała rok, a trenerem był wtedy Paweł Tetelewski. Aplikowałem też o pracę w Centrum

Sportu Politechniki Świętokrzyskiej. Wszystko ułożyło się po mojej myśli. Dostałem pracę i do dziś gram w barwach naszego AZS-u. Grasz już tu kilka lat. Jak z perspektywy czasu oceniasz postępy swoje i swoich kolegów?

Myślę, że patrząc z perspektywy kilku lat zrobiliśmy postęp jako drużyna. Świadczyć o tym mogą dwa wysokie miejsca w finałach AMP (V i VI) i medale w klasyfikacji typów uczelni. Doświadczenie jest bardzo ważnym czynnikiem w sporcie. No i jedynym czynnikiem, którego nie wypracujesz na kilku treningach czy nie zjesz z odżywką. Trzeba czasu i cierpliwości. Trzeba wygrać parę nerwowych końcówek, ale też parę przegrać. Nasz skład jest od trzech lat stabilny, mamy te wspomniane parę końcówek za sobą. Zgranie i pewność siebie powinny być naszymi atutami.

W ubiegłym sezonie byliście chyba najbliżej awansu do I ligi, a przynajmniej gry w barażach, przed sezonem chyba mało kto na to liczył?

Gdyby organizator rozgrywek wszystkim drużynom doliczył punkty za walkowery z drużyną, która się wycofała w połowie sezonu, zamiast anulować wyniki z pierwszej rundy, to byśmy skończyli na miejscu barażowym, o ile się nie mylę. Cieszę się jednak, że to młodzież z drugiej drużyny Vive zajęła miejsce barażowe – mówię poważnie. W pierwszej rundzie wygraliśmy kilkoma bramkami z mocno osłabionymi rezerwami Vive, a w rewanżu dostaliśmy srogie lanie. Z przebiegu sezonu to im należała się szansa walki o pierwszą ligę (ostatecznie udana). Dziś to młodzi zawodnicy Vive zbierają pierwszoligowe szlify. My po najlepszym w mojej opinii sezonie zajęliśmy dobre trzecie miejsce. Czy ktoś na to liczył? Nie wiem. My w siebie wierzyliśmy. W tym sezonie jest troszkę gorzej, z czego wynikają te wahania formy?

Sugerujesz „sodówkę” w II lidze?

aps nr 02 2017 (341)


Tego nie powiedziałem.

Jesteśmy drużyną akademicką. Żaden z nas nie utrzymuje się z grania w piłkę. A 95% zawodników to studenci, i to słabi, bo we wrześniu każdy ma kilka poprawek. Przygotowania zawsze zaczynamy z końcem sierpnia. Dla nas najlepszym układem byłby późny start ligi i regularne granie co tydzień. Z tym bywa różnie. Teraz na przykład po styczniowych meczach mieliśmy ponad miesiąc bez ligowego grania. Jednakże nie prezentujemy się tak dobrze jak np. rok temu o tej porze. Będziemy pracować nad formą i zaliczeniem sesji w pierwszych terminach. Trener Paweł Sieczka wielokrotnie powtarzał, że dla niego rozgrywki ligowe to przetarcie przed imprezą główną, czyli AMP. Przez ostatnie lata zdobyliście kilka medali. Które zawody wspominasz najlepiej?

Finał AMP w Opolu w 2014 r. wspominam dobrze, bo to 6. miejsce w kraju i nasz pierwszy medal w klasyfikacji uczelni technicznych. Jednak najlepsze wspomnienie mam z ostatnich finałów w Katowicach. Po pierwszych dwóch meczach byliśmy bez punktu, a inne wyniki ułożyły się tak, że w ostatnim meczu grupowym potrzebowaliśmy zwycięstwa chyba 13 bramkami z Politechniką Gdańską, która wcale nie była słaba. Wyszliśmy i wygraliśmy chyba 23 bramkami. Jak? Nie mam pojęcia. Finalnie zajęliśmy znów 6. miejsce w klasyfikacji generalnej, a w klasyfikacji uczelni technicznych przywieźliśmy złoto. Jakie cele stawiacie sobie w tegorocznej edycji?

Myślę, że powinniśmy wymagać od siebie awansu do finałów. AMP to impreza specyficzna. Składy drużyn są co roku inne. Nie chcę wróżyć z fusów. Naszym zadaniem jest zbudowanie możliwie wysokiej formy na wiosnę i walka w każdym meczu. Tyle.

W drużynie grasz jako kołowy lub lewy rozgrywający. Na której pozycji czujesz się najlepiej?

Już od dłuższego czasu wagowo „chodzę” w kategorii open, więc lepiej czuję się na kole. Jeszcze kilka kilogramów temu w razie potrzeby grałem na rozegraniu. Rozgrywający musi mieć pewne zdolności motoryczne, których mnie już od jakiegoś czasu brakuje.

Oprócz bycia zawodnikiem jesteś pracownikiem uczelni, prowadzisz zajęcia z wychowania fizycznego. Jak oceniasz chęci i usportowienie współczesnych studentów?

Prawda jest taka, że jest zupełnie różnie: od utalentowanych osób przejawiających chęć do aktywności ruchowej – po studentów, którym nie po drodze

www.azs.pl

z wychowaniem fizycznym. My, jako pracownicy Centrum Sportu Politechniki Świętokrzyskiej, dostajemy osobę ukształtowaną w pewnym stopniu. Staramy się motywować i usprawniać wszystkich, ale efekty zależą od tego, na jak podatny „grunt” trafimy. Naszym celem jest wykształcenie nawyku dbałości o własną cielesność i nie chodzi mi o kosmetyczkę i solarium. Sukces odnosimy wtedy, gdy student rozumie, że o ciało dbać należy równie regularnie jak o umysł, a swoją wiedzę „przekuwa” w działanie. W mediach często słyszy się o zwolnieniach z wychowania fizycznego, które stają się swoistą plagą, przede wszystkim w szkołach. Jak myślisz, z czego wynika ta niechęć dzieci do sportu?

Uważam, że to nie jest niechęć, tylko nieświadomość i brak pewnego nawyku. Nie chcę się bawić w politykę. Nie wiem, na ile by to dało pożądany efekt, ale uważam, że dzieci powinny od pierwszej klasy szkoły podstawowej mieć zajęcia ruchowe organizowane przez fachowca. Możemy udawać, że pani/pan nauczyciel „od wszystkiego” na 10 metrach kwadratowych zrobi atrakcyjne i sensowne zajęcia. Niestety w większości przypadków to fikcja. Wiem z (małego) doświadczenia, że nauczyciele nauczania początkowego traktują czasem wf. jak piąte koło u wozu. Nic dziwnego, że ktoś, kto spędza 90% czasu w warunkach klasy, może czuć się nieswojo na sali gimnastycznej. Sam też nie chciałbym być wysłany na wykład dla 100 osób z technologii betonów. Oczywiście to absolutnie nie jest wina tych nauczycieli. Na pewno jest problem infrastruktury (choć ta się poprawia), problem budżetowy – bo ktoś tych ludzi musiałby doszkolić pod kątem pracy z dziećmi w wieku 6–10 lat i zapłacić za te zajęcia. Taki system skazuje nas na „bylejakość”, a konsole do gier i inne interaktywne gadżety nie są byle jakie, coś o tym wiem. Reasumując, gdyby dziecko od najmłodszych lat w atrakcyjnej formie poznawało różne dyscypliny sportu pod okiem specjalisty, a do tego dołączałby świadomy rodzic – to ten problem byłby mniejszy. Osobiście nie wierzę w globalną skuteczność akcji „Stop zwolnieniom z wf.”. Kończąc półżartem, to do tej sytuacji pasuje tekst pewnego eksreprezentanta Polski w piłce nożnej. Tomasz Hajto nie jest moim autorytetem, ale powiedział jedną ciekawą rzecz, która pasuje do opisywanej sytuacji: „Musisz być na tyle dobry, żeby ludzie przyszli do ciebie, a nie żebyś ty wydzwaniał po klubach”. On mówił o specyfice pracy trenera, a ja tu widzę pewną analogię z zajęciami wf. dla dzieci. Z drugiej strony szkolenie młodzieży w klubach jest coraz lepsze, akademie piłkarskie

œœwwiiêtêoktrzoysk kir e wyrastają jak grzyby po deszczu, w naszym regionie nie jest też najgorzej ze szkoleniem piłki ręcznej…

Szkolenie szczypiorniaka w regionie jest na bardzo wysokim poziomie. U chłopców są dwa bardzo mocne ośrodki – Kielce i Końskie, które regularnie przywożą medale z MP we wszystkich kategoriach wiekowych. Natomiast u dziewczyn zdecydowany prym wiedzie Korona Handball Kielce, która jest równie utytułowanym klubem, jeśli chodzi o szkolenie młodzieży. U dziewczyn problem polega na tym, że jest mało klubów w regionie i rywalizacja na poziomie wojewódzkim nie jest tak zacięta, jak mogłaby być. Po cichu liczę, że moja Wisła Sandomierz wypracuje drużynę na medal młodzieżowych MP.

Wiem, że cały czas kształcisz się w tym kierunku, jesteś na studiach doktoranckich. Zawsze myślałeś, żeby zostać trenerem?

Studia na krakowskim AWF powoli kończę, został mi ostatni semestr. Roczny eksperyment badawczy do pracy również zakończyłem. Najtrudniejsze nadal przede mną. Z tego miejsca chciałbym pozdrowić serdecznie pana promotora prof. Michała Spiesznego. Mam nadzieję, że uda „nam” się wspólnie ukończyć tę pracę. Żarty jednak na bok, chciałbym zamknąć temat doktoratu do końca 2017 roku. Czy się uda? Czas pokaże. Co do pracy jako trener, to idąc na studia wiedziałem, że chcę zostać trenerem. Natomiast nie wiedziałem, że to tak słabo płatny zawód. Od zawsze mnie ciągnęło w stronę ławki trenerskiej. Nie powiem jednak, że od małego prowadziłem jakiś magiczny zeszyt, w którym zapisywałem treningi, w których brałem udział, najlepsze ćwiczenia itd. Często się coś takiego słyszy lub czyta u trenerów – wydaje mi się, że to zagranie „pod publiczkę”. Tak czy inaczej szkolę się w tym kierunku, zbieram doświadczenie i będę pracował, by kiedyś być dobrym trenerem. Prowadzisz zespół dziewcząt AZS Politechniki Świętokrzyskiej, a także kadrę województwa świętokrzyskiego rocznika 2001. Trudno pracować z kobietami?

I strzał w głowę na sam koniec. Odpowiedź A: łatwo = pantofel, odpowiedź B: trudno = świnia. Co by tu wybrać? A tak na poważnie, to płeć nie ma znaczenia. Jeśli ktoś jest pracowity, energiczny i pomysłowy, to się na pewno dogadamy. Tzw. „docieranie” może zająć trochę czasu, ale efekty powinny być pozytywne. Nie lubię ludzi leniwych i flegmatycznych. Tyle. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Filarski Foto Tomasz Fąfara, Paula Lesiak


e i k s l o p o mmaa³³opolskie Ciągle J

ako jeden z najstarszych i największych akademickich ośrodków sportowych możemy pochwalić się nie tylko licznymi sukcesami zawodników startujących w dyscyplinach indywidualnych, ale także pokaźnymi osiągnięciami tych, którzy specjalizują się w grach zespołowych. Spośród wszyst-

Futsalistki AZS UJ. Foto Fernanda Olszewska

Koszykarze AZS AGH. Foto Karolina Glanowska

Siatkarze AGH. Foto Andrzej Banaś

nam mało

nad Krasłońca pojawiające się ie ien om pr ze ejs pl cie Pierwsze biega końca. To zon zimowy powoli do se że , ają cz na oz m we i dokładko anie ostatnich miesięcy ow um ds po na ra po . doskonała ałopolskich sportowców m ęć ni iąg os e ni wa zo niejsze przeanali wać zawodników do sięgania po kolejne

kich drużyn reprezentujących krakowskie kluby uczelniane na pewno warto zwrócić uwagę na futsalistki grające w barwach Uniwersytetu Jagiellońskiego. Akademiczki mają za sobą bardzo udany sezon, którego zwieńczeniem jest zajęcie pierwszego miejsca w ekstralidze futsalu kobiet. Ponadto dziewczyny zdobyły srebrny medal Akademickich Mistrzostw Polski. – Do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem, który sobie nakreśliliśmy – powiedział Konrad Wełpa, prezes AZS Uniwersytetu Jagiellońskiego. – To, że zespół podąża w dobrym kierunku, pokazuje między innymi tytuł najlepszej piłkarki Małopolski dla bramkarki Karoliny Klabis. A tak podsumował sezon trener drużyny, Krzysztof Swół: – To była droga do mistrzostwa. Było różnie, ale daliśmy radę. Ale to nie jedyny zespół, który zasługuje na wyróżnienie. Koszykarki z AZS Politechnika Korona Kraków, grające w pierwszej lidze, zajmują obecnie trzecie miejsce w swojej grupie. W ciągu ostatnich tygodni wielokrotnie udowodniły, że nie tracą zapału i potrafią rozgrywać mecze na naprawdę wysokim poziomie. Podobnie jak ich klubowi koledzy, zawodnicy drugoligowej drużyny koszykarskiej R8 Basket AZS Politechnika Kraków, którzy w tym sezonie pod przewodnictwem trenera Rafała Knapa wywalczyli pierwsze miejsce w swojej grupie i są na najlepszej drodze do kolejnych sukcesów. Seria zwycięstw doprowadziła ich do zdobycia Pucharu Polski PZKosz, a planowany przez nich awans do pierwszej ligi rozgrywek wydaje się być na wyciągnięcie ręki. W dobrym stylu zaprezentowała się również drużyna z Uniwersytetu Rolniczego. Grający w trzeciej lidze koszykarze uplasowali się na samym szczycie tabeli i są zdecydowanym faworytem tegorocznych rozgrywek ligowych. Czeka ich jeszcze jeden mecz, który zadecyduje o upragnionym awansie do drugiej ligi. Krakowskie środowisko sportowe zdecydowanie obfituje w utalentowanych koszykarzy. Nie tylko Politechnika Krakowska i Uniwersytet Rolniczy mają powody do dumy w tej dziedzinie. Po raz pierwszy od 11 lat możemy się pochwalić męską drużyną koszykarzy grających w pierwszej lidze. Fantastyczne występy AZS AGH Kraków pokazały, że zespół jest gotowy na nowe wyzwania, a trener Wojciech Bychawski potrafi zmobilizo-

sukcesy. Chwilowo znajdują się na 12. miejscu w lidze, ale nieprzerwanie walczą o kolejne punkty. Co więcej, zespół w ubiegłym sezonie zdobył srebrny medal w finale Akademickich Mistrzostw Polski i zajął 1. miejsce w kategorii uczelni technicznych. Ale to jeszcze nie wszystko! Akademia Górniczo-Hutnicza pokazała się z dobrej strony także w rozgrywkach piłki siatkowej mężczyzn. AGH Kraków zajął 8. miejsce w pierwszej lidze i właśnie wszedł w fazę play-off. Pełni zapału siatkarze zapewniają kibicom ogromną dawkę emocji w czasie każdego meczu i nie pozwalają nawet na chwilę stracić wiary w kolejne zwycięstwa drużyny. Podobnie zresztą jak reprezentanci sekcji badmintona AZS AGH, którzy biorą udział w drużynowych rozgrywkach ekstraklasy. Po rewelacyjnych występach w czasie eliminacji zespół z Krakowa jest 3. w klasyfikacji generalnej i ma szansę zakończyć sezon na miejscu medalowym. Jakby tego było mało, w styczniu 2017 zawodnicy sekcji zajęli 1. miejsce w klasyfikacji ogólnej drużyn, zdobywając Puchar Mistrzów w turnieju International Student Badminton Tournament w holenderskim Entschede. W kwietniu odbędzie się finał AMP w Badmintonie, który będzie kolejną szansą na zdobycie pucharów dla całego zespołu. – Tradycyjnie liczymy na wysokie miejsce, które pomoże obronić tytuł akademickiego mistrza Polski w klasyfikacji generalnej zdobywany przez AZS AGH w ubiegłych latach – powiedział Jarosław Jakubski, prezes AZS AGH. To nadal nie wszystkie warte wymienienia drużyny, które reprezentują małopolski sport akademicki. Trudno zliczyć sukcesy krakowskich zespołów. Nasi studenci udowodnili, że potrafią odnaleźć się w każdej dyscyplinie, a ich determinacja i poświęcenie, z jakim wychodzą na boisko i dają z siebie wszystko w czasie każdego meczu, świadczą o tym, że duch sportowej rywalizacji w Krakowie ma się całkiem dobrze. Pełni pasji, utytułowani i ciągle żądni kolejnych zwycięstw – tak w skrócie można opisać sportowców reprezentujących Akademicki Związek Sportowy w Krakowie. Kończący się sezon jest tego doskonałym przykładem i daje nadzieję na to, że następny będzie jeszcze lepszy. Katarzyna Nowak aps nr 02 2017 (341)


WITRYNA KSIĄŻEK SPORTOWYCH

Wojenne losy polskich olimpijczyków j osy wielu polskich sportowców podczas II wojny światowej długo okrywała tajemnica. Wyjątek stanowiły tragiczne przeżycia Heleny Marusarzówny, Janusza Kusocińskiego, Bronisława Czecha, którzy weszli do kanonu narracji historycznej i znaleźli miejsce w podręcznikach historii. Wielu innych do 1989 roku spotkało ideologiczne zapomnienie, wynikające z przynależności do Armii Krajowej i innych organizacji podziemnych, walczących w polskich siłach zbrojnych na Zachodzie oraz znajdujących się na terenach włączonych do Związku Sowieckiego, co stanowiło w oficjalnej przestrzeni publicznej temat tabu. Wszak, jak twierdzono, byli sportowcami, którzy uprawiali sport w tej gorszej Polsce przedwojennej, a niektórzy nawet reprezentowali ją za granicą. Wraz z upadkiem PRL i w wyniku transformacji ustrojowej kurtyna cenzury się podniosła, a z mroku zapomnienia zaczęły wyłaniać się sylwetki mistrzów stadionów z okresu II Rzeczypospolitej. Nieoceniony wkład w dzieło przywracania pamięci o polskich sportowcach wniósł znany poznański historyk dr hab. Ryszard Wryk. Jako pracownik naukowy UAM z 40-letnim stażem i zarazem zasłużony działacz AZS – od dawna interesował się historią polskiego sportu, szczególnie w odniesieniu do ruchu olimpijskiego i akademickiego przed rokiem 1945. Spod jego pióra wyszło kilkanaście bardzo wartościowych opracowań, dotyczących m.in. dziejów Akademickiego Związku Sportowego, ruchu olimpijskiego w II Rzeczypospolitej oraz bilansu strat polskiego sportu podczas II wojny światowej. Wciąż są aktualne i wzbudzają należne im zainteresowanie. Warto zachęcić osoby zaciekawione tą tematyką do ich lektury, bowiem opierają się na wieloletnich, starannych studiach źródłowych Autora, a także mają znakomitą faktografię i trafnie oddają atmosferę początków sportu pod zaborami, w okresie II RP oraz w dobie tragicznych wojennych lat. W ostatnim okresie R. Wryk swoją uwagę skierował na mało znane losy polskich olimpijczyków, a zatem ponad 327-osobowej elity przedstawicieli sportu Rzeczypospolitej, w heroicznym czasie ostatniej wojny światowej. O wielu z nich słuch zaginął, o innych pozostały szczątkowe informacje, o jeszcze innych powstały legendy i przekłamania. A zatem Autor stanął przed trudnym zadaniem odtworzenia często krętych dróg życiowych bohaterów letnich i zimowych igrzysk z lat 1924–1936, wśród nich potencjalnych olimpijczyków igrzysk w 1940 roku. W tym celu zgro-

L

www.azs.pl

madził unikatowe materiały źródłowe oraz bogatą literaturę, także zagraniczną. Świadczy o tym imponująca liczba 178 opracowań, w większości bardzo wartościowych prac monograficznych. Taka szeroka podstawa historyczna dawała szansę obiektywnego ukazania wojennych losów olimpijczyków na tragicznej arenie wojny, którą to możliwość Autor w pełni wykorzystał. Książka Sport i w wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej na 284 stronach wiernie oddaje tytułowy dramat jej bohaterów. Jej konstrukcja została przemyślana i trafnie oddaje zbiorowy życiorys polskich olimpijczyków czasu wojny. Po zwięzłej i potrzebnej Przedmowie znalazł się rozdział I – Sport polski w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej, stanowiący dobry punkt wyjścia do dalszych rozważań. Rozdział II – Polscy olimpijczycy na żołnierskich szlakach drugiej wojny światowej oddaje czyn zbrojny olimpijczyków na różnych frontach, w podziale na następujące podrozdziały: 1. Wojna 1939 roku; 2. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie; 3. Konspiracja zbrojna i cywilna w okupowanym kraju; 4. Powstanie warszawskie; 5. Olimpijczycy w formacjach Wehrmachtu. Na szczególną uwagę zasługuje ostatnia część, dotycząca drażliwego tematu, udziału Polaków, często przymusowego, w wojnie w niemieckich mundurach. Bardzo ważną część książki stanowi rozdział III – Olimpijczycy w ruchu sportowym czasu wojny. Poświadcza o różnorodności życia sportowego za drutami obozów oraz na terenach okupowanych przez Niemców i Rosjan. Daje świadectwo niezłomności sportowego ducha i woli krzewienia idei olimpijskiej pomimo mroku wojny oraz ekstremalnych warunków i gehenny więźniów obozów koncentracyjnych. Ten właśnie podrozdział bardzo porusza. Szczegółowy zasięg tematyczny obejmuje sześć podrozdziałów: 1. Konspiracyjny ruch sportowy w Generalnym Gubernatorstwie i ziemiach włączonych do Rzeszy; 2. Sport na Górnym Śląsku (1939–1945); 3. Sport na Ziemiach Wschodnich Drugiej Rzeczypospolitej (1939–1945); 4. Życie sportowe w niemieckich obozach jenieckich; 5. Sport w obozach koncentracyjnych; 6. Inne przejawy aktywności sportowej. O sportowym czynie pod okupacją w skali kraju nikt dotąd nie napisał pełniej. Przejmujący obraz wojennego heroizmu sportowców odsłania ostatni – rozdział IV – Straty osobowe wśród polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej. Znajdujemy w nim tragiczny epilog życia, okoliczności

i miejsca kaźni wielu olimpijczyków, o których dotąd wiedzieliśmy niewiele. Najwybitniejsi polscy sportowcy często dzielili wojenny los wielu rodaków, tracąc życie z rąk niemieckich i sowieckich zbrodniarzy oraz w wyniku działań wojennych i trudnych warunków wojennej egzystencji. R. Wryk ujawnia nowe fakty, porządkując dotychczasową wiedzę o stratach wśród olimpijczyków, a dotychczasowe domniemania przeradza w historyczne ustalenia. Wciąż jednak istnieją pewne zagadki i znaki zapytania, które Autor zapewne rozstrzygnie w kolejnych publikacjach. Pracę wieńczy interesujące podsumowanie, wykaz wybranej literatury oraz aneks zawierający 65 biogramów olimpijczyków poległych i zmarłych podczas wojny. Warto przywołać ich nazwiska w alercie pamięci. Książka została bardzo starannie wydana przez Wydawnictwo Nauka i Innowacje (Poznań 2016), co stało się pewną chlubną tradycją tej oficyny. Już na pierwszy rzut oka uwagę przyciąga bardzo atrakcyjna okładka. W środku – szereg interesujących ilustracji: 55 fotografii, często mało znanych, tym więc cenniejszych, oraz 3 zestawienia tabelaryczne. O jej naukowym obliczu pozytywnie świadczą przypisy, głównie dokumentacyjne, w znaczącej liczbie 196 pozycji oraz wspomniany wcześniej aneks. Cechuje ją także imponująca liczba różnorodnych danych, które autor zgromadził z benedyktyńską cierpliwością. Jej walorem jest także atrakcyjny styl historycznej narracji, pobudzający zaciekawienie czytelnika omawianymi faktami. Ryszard Wryk osiągnął zamierzony cel, czyli (…) przedstawienie losów polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej. Autorowi wypada podziękować za tak cenny efekt wieloletniej, mrówczej pracy. Tomasz Jurek Ryszard Wryk, Sport i wojna. Losy polskich olimpijczyków w latach drugiej wojny światowej. Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016


AKADEMICKIE MISTRZOSTWA POLSKI

Narciarstwo alpejskie Zakopane-Harenda, 27.02-3.03.2017

Klasyfikacja drużynowa kobiet 1.

AWF Katowice

2.

UJ Kraków

3.

UJ CM Kraków

Klasyfikacja drużynowa mężczyzn 1.

AWF Katowice

2.

AGH Kraków

3.

SGH Warszawa


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 02/2017 by AZS-APS - Issuu