MP inter Cup 2014
AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW
Foto na okładce: archiwum APS
[od redakcji]
Duma!
N
ieważne, co kto w tych burzliwych czasach rozumie przez słówko DUMA. Dla mnie to uczucie, którego doznaję zawsze, gdy widzę polskiego reprezentanta na podium światowej rywalizacji sportowej. Ostatnie tygodnie obfitowały w takie momenty. Gdzieś głęboko w świadomości zapadły igrzyska w Soczi. Każdy z polskich medali wspaniały, z odrębną dramaturgią w tle, z życiową historią zawodników, ich trenerów, opiekunów, rodziców, przyjaciół. Po ludzku byłem szczęśliwy, że w każdym z polskich bohaterów mieliśmy – jako sport akademicki, jako AZS – swój mniejszy lub większy udział. Kamil Stoch przez kilka lat był w Klubie AZS Zakopane, zdobywał dla naszych barw medale i nawet, jeżeli na co dzień większość spraw szkoleniowych miał zagwarantowane ze strony kadry narodowej, to jednak adres zakopiański miał w swym sportowym paszporcie. Studiował na AWF Kraków, klub i środowisko akademickie w miarę możliwości służyło Kamilowi wsparciem. Justyna Kowalczyk całą dorosłą karierę sportową związała z AZS AWF Katowice, zdobyła kilka uniwersjadowych medali, została wyróżniona w roku 2013 przez FISU jako najlepszy student sportowiec ostatnich lat. Zbigniew Bródka jako specjalista od krótkich łyżew (short track) szlify zdobywał w AZS Politechniki Opolskiej. Przez wiele lat zdobywał medale w tej specjalności w rywalizacji krajowej. Przed igrzyskami w Vancouver przeniósł się na długi tor i został strażakiem. I na koniec cała ekipa pozostałych łyżwiarzy szybkich. Janek Szymański, Konrad Niedźwiedzki, Kasia Wójcicka, Luiza Złotkowska i Natalia Czerwonka to medaliści uniwersjad i akademickich mistrzostw świata. Konrad, Kasia i Luiza przez pewien czas
wprost byli związani z AZS Zakopane, po Igrzyskach 2010 ruszyli w Polskę „za chlebem”. Ich droga sportowa, ich kariery, ich sukcesy są nam bardzo bliskie. To wspaniali młodzi ludzie, niezwykle zdeterminowani, ciągle w niewytłumaczalnym stopniu motywowani do walki o to, by być na sportowym topie. Igrzyska w Soczi pokazały jeszcze jedno: to już nie tylko rywalizacja sportowców, to konfrontacja nowości technologicznych, potencjału medycznego, sztabów specjalistów, ale także wymiaru poczynionych inwestycji, jakości obiektów, a w tym wszystkim jakaś plątanina polityki, kreowania wizerunków, symboliki. Coraz częściej w tym harmidrze nikt już nie panuje nad tym, co się mówi i o czym się mówi. Z tego też świat sportu powinien być dumny. Kilkaset milionów albo i więcej ludzi na świecie ogląda ceremonię otwarcia, patrzy na obiekty, fascynuje się rywalizacją sportową. Oczywiście widzimy też inne przekazy. Pojawiają się jacyś eksperci, specjaliści od wszystkiego, dziesiątki godzin transmisji, portale, profile i podkręcanie atmosfery. Czym się bardziej ekscytować – skokiem Kamila, biegiem Justyny, czy też wielkim problemem całego świata, jaki się stworzył w związku z wydaniem przez Rosję 50 miliardów na infrastrukturę i organizację. Ktoś rzucił od niechcenia, że było to 60 miliardów. Ot tak, 10 miliardów amerykańskich dolarów dołożono do rozważań. To może robić wrażenie. A na mnie robi wrażenie uśmiech sportowców na mecie, to, że sobie dziękują, to, że dają upust swoim emocjom płacząc ze szczęścia albo z braku sukcesu. Normalni młodzi ludzie, chociaż z drugiej strony – wybrańcy losu, którym zazdrościmy, że mają szanse na takie przeżycia. Dzięki za te chwile. Redaktor
Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks 22 828 02 76 502 250 604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl Projekt graficzny i skład: Andrzej Kubatko © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 18 marca 2014 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów.
aps nr 02 2014 (317)
Zdobywam doświadczenie Rozmowa „Akademickiego Przeglądu Sportowego” z Rafałem Omelką, lekkoatletą, zawodnikiem klubu AZS AWF Wrocław Jesteś po halowych mistrzostwach świata w Sopocie. Gratulacje za udany występ: półfinał w indywidualnej rywalizacji na 400 metrów i czwarte miejsce w sztafecie 4 400 m. Oglądaliśmy te zmagania z wypiekami na twarzy, a ty sam jak oceniasz ten start?
Start w Sopocie był udany. Indywidualnie liczyłem na poprawienie rekordu życiowego, ale bieganie w tak silnej, wyrównanej stawce wiąże sięę często z nieprzewidywanymi sytuacja-mi. Taka też spotkała mnie w półfina-m le. Po pierwszym okrążeniu musiałem a znacznie wyhamować, by nie wpaść na zawodnika biegnącego przede mną. Jed-nak na pewno zdobyłem doświadczenie,, które, mam nadzieję, zaowocuje w przy-szłości jeszcze lepszą lokatą i wynikiem.. W sztafecie natomiast wraz z dru-żyną pobiegliśmy naprawdę dobrze.. Rezultat, który uzyskaliśmy (3:04,39),, m zazwyczaj pozwalał stanąć na podium m mistrzostw świata. W tym roku poziom m był wyjątkowo wysoki. Świadczy o tym m wynik sztafety USA, która w finałowym biegu ustanowiła nowy rekord świata. Ostatecznie zajęliśmy czwarte, bardzo nielubiane przez sportowców miejsce, mamy jednak stosunkowo młody skład i myślę, że w przyszłości stać nas na jeszcze szybsze bieganie i walkę o medale. Media, kibice i fachowcy wysoko ocenili organizację zawodów w Sopocie. Czy podobne jest zdanie samych zawodników?
Zdecydowanie tak. Polacy świetnie poradzili sobie zarówno z przygotowaniem obiektu, jak i sprawnym przeprowadzeniem zawodów. Z mojej perspektywy organizacja spełniała standardy, do których przyzwyczaiła nas, zawodników, światowa federacja LA. Pojawiły się co prawda drobne wpadki, jak choćby ta z przypadkowym odstrzeleniem falstartu w eliminacjach sztafet, ale wynikały one bardziej z przyczyn technicznych niż błędów organizacyjnych. Dla ciebie i pozostałych czterystumetrowców Sopot okazał się szczęśliwy. Podczas wcześniejszych MP pobiłeś rekord życiowy wynikiem 46.29 s, szta-
www.azs.pl
feta dwukrotnie też poprawiła rekordowe osiągnięcia. Na ile to przygotowanie do imprezy, na ile – parametry obiektu, a może doping własnej publiczności?
Rzeczywiście sopocka bieżnia znacznie przyczyniła się do uzyskania dobrych wyników w biegach okrężnych. Dotychczas krajowa rywalizacja w zimie odbywała się na przestarzałym już obiekcie w Spale. Jednak oprócz bieżni z najwyższej światowej półki na znaczną progresję wyników, szczególnie w moim przypadku, wpływ miało specjalne przygotowanie do sezonu halowego. Wraz z moim trenerem Markiem Rożejem postanowiliśmy po raz pierwszy tak naprawdę przyłożyć się do biegania pod dachem. W końcu taka impreza jak Halowe MŚ przed własną publicznością może się prędko nie powtórzyć. Ogromny wpływ na
komfort przygotowań miał też mój sponsor, firma Polfinance, dzięki której mogłem skoncentrować się w 100% na treningu. Natomiast podczas rywalizacji na bieżni okazało się, że doping polskich kibiców dodawał skrzydeł i pomagał „urywać” cenne setne sekundy. Jakie masz plany startowe na ten sezon, w jakich głównych imprezach w tym roku chciałbyś wystartować?
Nadchodzący sezon letni jest dosyć specyficzny, ponieważ wymaga przygotowania dwóch szczytów formy. Pierwszy musi mieć miejsce stosunkowo szybko, bo już w drugiej połowie maja, kiedy to odbędą się zawody World Relays. Jest to nowy format rywalizacji, organizowany przez IAAF, który skupia się tylko na występach sztafet. Oprócz tradycyjnych biegów 4 × 100 i 4 × 400 odbędą się również sztafety 4 × 200, 4 × 800 oraz
4 × 1500. Z tą imprezą wiążę nadzieję, że naszej sztafecie uda się potwierdzić przynależność do światowej czołówki. Drugą, najważniejszą imprezą są mistrzostwa Europy, które odbędą się w sierpniu w Zurychu. Tam oprócz rywalizacji w sztafecie chciałbym także zaprezentować się w biegach indywidualnych. Po drodze są także tradycyjnie drużynowe mistrzostwa Europy. Jesteś obecnie zawodnikiem klubu AZS AWF Wrocław. Jak zaczęła się twoja lekkoatletyczna kariera. Kto najbardziej wpłynął na te sportowe pasje?
Od zawsze lubiłem biegać i wiedziałem, że mam do tego predyspozycje. W podstawówce trochę biegałem na orientację, a w gimnazjum rywalizowałem w biegach ulicznych i górskich. Zachęcił mnie do tego mój nauczyciel wychowania fizycznego, obecnie trener AZS, Jacek Skrzypiński. On również dostrzegł we mnie lekkoatletyczny potencjał i przekazał mnie do grupy treningowej Williama Rostka. Początkowo zaczynałem od rywalizacji na 110 m ppł, później 400 m ppł. Problemy zdrowotne sprawiły, że musiałem zrezygnować z płotków i skoncentrować się na biegach płaskich, ale myślę, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa w temacie płotków. Od 6 lat trenuję z Markiem Rożejem i bardzo sobie chwalę tę współpracę. Trwa dyskusja w naszym środowisku, na ile można sensownie pogodzić profesjonalne uprawianie sportu ze studiowaniem. Słynna już „dwutorowa kariera” ładnie brzmi jako hasło, ale jak to realnie wygląda we Wrocławiu?
Na pewno nie jest to łatwe, szczególnie na początku. Wymaga czasu, by dać się poznać prowadzącym jako osoba, która rzeczywiście osiąga wyniki w sporcie, ale przy tym jest sumienna i chce zdobywać wykształcenie. Dużym utrudnieniem są na pewno wyjazdy na zgrupowania i liczne nieobecności. W mojej sytuacji jest o tyle łatwiej, że studiuję na Akademii Wychowania Fizycznego i spotykam się z dużym zrozumieniem. Trzymając kciuki za twoją karierę, dziękujemy za rozmowę.
BK
Igrzyska to spełnienie marzeń Jak długo już trenujesz?
Przygodę z saneczkarstwem zaczęłam w 2005 r.
Ewa Kuls – studentka trzeciego roku wychowania fizycznego na ZWKF w Gorzowie Wielkopolskim poznańskiej AWF. Zawodniczka UKS Nowiny Wielkie, saneczkarka i debiutantka na IO w Soczi, opowiada nam o swojej przygodzie ze sportem oraz dzieli się wrażeniami z pobytu w Rosji. Skąd pomysł, aby trenować saneczkarstwo?
Saneczkowego bakcyla złapałam od trenera Jacka Zagozdy, pod którego okiem trenowałam lekkoatletykę w szkole podstawowej w Nowinach Wielkich. Któregoś dnia po prostu namówił mnie, abym przyszła na trening saneczkowy, bo – jak twierdził – miałam do tego predyspozycje sportowe: chodziło o mój wzrost i długie ręce. Później już nie było, o czym dyskutować, ponieważ po pierwszym zjeździe biegłam z sankami na start, aby zjechać po raz kolejny.
Kiedy narodziła się myśl, że masz szansę startu na igrzyskach olimpijskich?
Igrzyska stały się moim marzeniem od momentu, kiedy zaczęłam startować w Pucharze Świata juniorów. Jednak chyba nie do końca wierzyłam, że jest to możliwe do zrealizowania. Kiedy udało ci się wywalczyć kwalifikację do Soczi?
Na IO obowiązywały normy międzynarodowe. W przypadku saneczkarstwa jest to Międzynarodowa Federacja Saneczkowa (FIL). Jej kryterium było uplasowanie się po pięciu pierwszych zawodach Pucharu Świata sezonu 2013/14 w gronie 28 zawodniczek w klasyfikacji generalnej. Co czułaś, gdy dowiedziałaś się, że wystąpisz w Soczi?
Ogromną radość, ponieważ spełniło się moje największe marzenie, na które pracowałam wiele lat. Jak wyglądały twoje przygotowania do igrzysk? Było w nich coś szczególnego?
Były to normalne przygotowania. Nie było w nich nic specyficznego poza tym, że na siłowni realizowaliśmy trening szybkościowy, który wykonywa-
liśmy też przed samym rozpoczęciem cyklu pucharów świata. Czym dla ciebie był wyjazd do Soczi?
Przede wszystkim spełnieniem marzeń i ukoronowaniem wielu lat ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Jednak już dziś mogę powiedzieć, że była to świetna przygoda, z której wyniosłam wiele pięknych wspomnień, a co najważniejsze – także sporo doświadczenia. Jakie to uczucie debiutować podczas IO i znaleźć się wśród najlepszych sportowców?
Wspaniałe! I tak naprawdę ciężko mi jest cokolwiek więcej powiedzieć, bo nie ma takich słów, które opiszą moją radość z całego pobytu w Soczi. Rozmawiał Dawid Lis
Sukcesy akademików w Soczi Złoty medal Justyny Kowalczyk to największe osiągnięcie zawodnika AZS na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. Oprócz niej w Rosji wystartowało jeszcze 23 sportowców spod znaku gryfa.
P
olka mistrzostwo olimpijskie zdobyła w biegu na 10 km stylem klasycznym. Zawodniczka AZS AWF Katowice szybko objęła prowadzenie i stopniowo powiększała przewagę nad rywalkami. Kowalczyk w zwycięstwie nie przeszkodziła kontuzja stopy, jednak z jej powodu musiała później wycofać się ze startów w Pucharze Świata. W Soczi zdobyła swój piąty medal olimpijski. Wcześniej przywiozła trzy z Vancouver (po jednym w każdym kolorze) i złoty z Turynu. Sukcesy te czynią z Kowalczyk najbardziej utytułowaną polską zimową olimpijką w historii. Ponadto w Soczi była 5. w sprincie drużynowym, 6. w biegu łączonym na 15 km i 7. w sztafecie (razem ze swoją koleżanką z AZS AWF Katowice, Kornelią Kubińską). Choć innym azetesiakom nie udało się w Soczi stanąć na podium, to i tak ich starty można zaliczyć do udanych.
Najbliżej medalu był skoczek narciarski Maciej Kot (AZS Zakopane), który w konkursie drużynowym zajął 4. miejsce, indywidualnie zaś na normalnej skoczni był 7. Na tej samej lokacie rywalizację w sprincie zakończyła biathlonistka Weronika Nowakowska-Ziemniak (AZS AWF Katowice). Z kolei saneczkarze Maciej Kurowski, Karol Mikrut i Patryk Poręba (wszyscy AZS AWF Katowice) zajęli w sztafecie 8. miejsce. Cieniem na tych osiągnięciach kładzie się przypadek bobsleisty Daniela Zalewskiego (27. lokata w czwórkach). Przeprowadzone u zawodnika AZS AWF Katowice badania antydopingowe dały wynik pozytywny. Azetesiacy stanowili blisko połowę reprezentacji Polski w Soczi (24 z 57). Spośród klubów spod znaku gryfa najwięcej przedstawicieli miał AZS AWF Katowice (20), resztę uzupełniali zawodnicy AZS Zakopane (3) i AZS AWF Wrocław (1). Piotr Kopiński Zawodnicy AZS na IO w Soczi Paulina Bobak (AZS AWF Katowice) – biathlon, Maciej Bydliński (AZS AWF Katowice) – narciarstwo alpejskie, Karolina Chrapek (AZS AWF Katowice) – narciarstwo alpejskie, Sebastian
Druszkiewicz (AZS Zakopane) – łyżwiarstwo szybkie, Maciej Jodko (AZS AWF Katowice) – snowboard, Michał Kasperowicz (AZS AWF Katowice) – bobsleje, Maciej Kot (AZS Zakopane) – skoki narciarskie, Justyna Kowalczyk (AZS AWF Katowice) – biegi narciarskie, Kornelia Kubińska (AZS AWF Katowice) – biegi narciarskie, Dawid Kupczyk (AZS AWF Katowice) – bobsleje, Maciej Kurowski (AZS AWF Katowice) – saneczkarstwo, Rafał Lepel (AZS AWF Katowice) – biathlon, Mateusz Ligocki (AZS AWF Katowice) – snowboard, Michał Ligocki (AZS AWF Katowice) – snowboard, Karol Mikrut (AZS AWF Katowice) – saneczkarstwo, Paweł Mróz (AZS AWF Katowice) – bobsleje, Marcin Niewiara (AZS AWF Katowice) – bobsleje, Weronika Nowakowska-Ziemniak (AZS AWF Katowice) – biathlon, Krystyna Pałka (AZS AWF Katowice) – biathlon, Patryk Poręba (AZS AWF Katowice) – saneczkarstwo, Karolina Riemen-Żerebecka (AZS AWF Katowice) – narciarstwo dowolne, Łukasz Słonina (AZS AWF Wrocław) – biathlon, Karolina Sztokfisz (AZS Zakopane) – snowboard, Daniel Zalewski (AZS AWF Katowice) – bobsleje aps nr 02 2014 (317)
Budować wartość organizacji Rozmowa z Bogusławem Oleksym, prezes AZS Katowice
W
Organizacji Środowiskowej AZS w Katowicach 22 stycznia 2014 r. odbyło się VI Walne Zebranie Sprawozdawczo-Wyborcze. Wybrano nowe władze. Przed nowym zarządem liczne zadania, także o zasięgu ogólnopolskim oraz międzynarodowym. O przyszłość Organizacji Środowiskowej AZS, i nie tylko, pytamy nowego prezesa.
Po pierwsze gratulacje z tytułu wyboru na prezesa Organizacji Środowiskowej AZS w Katowicach. To chyba wielkie wyzwanie objąć stery nad tak szybko i wielokierunkowo rozwijającym się środowiskiem AZS w Polsce?
Bardzo dziękuję za gratulacje. Nasze życie jest pełne wyzwań. Jedne są duże, inne mniejsze. Jednak trzeba zawsze znajdować we wszystkim radość życia. Kierowanie Organizacją Środowiskową AZS w Katowicach to zapewne innego rodzaju wyzwanie niż moje obowiązki zawodowe, ale równie ważne i bardzo ciekawe ze względu wiek moich współpracowników i członków klubów, które zrzeszamy. Mamy duże ambicje i chcemy je realizować! Nie pierwszy raz zasiada Pan w fotelu prezesa AZS? Proszę nam opowiedzieć, jak potoczyła się Pańska kariera w stowarzyszeniu?
Trzeba przyznać, że nie posłuchałem głosu klasyka i ponownie wchodzę do tej samej wody. Blisko piętnaście lat temu byłem już prezesem Klubu Środowiskowego AZS Katowice. Teraz ponownie.
Wtedy były inne problemy, teraz inne. To truizm, ale i fakt. Wcześniej byłem jeszcze prezesem i wiceprezesem KU Uniwersytetu Ekonomicznego (wcześniej Akademia Ekonomiczna) w Katowicach. To dopiero były czasy! Jak ocenia Pan minioną kadencję – z perspektywy ówczesnego członka Komisji Rewizyjnej? W jakiej kondycji organizacyjnej i finansowej znajduje się OŚ AZS Katowice na początku 2014 r.?
Jak w biznesie, tak i w działalności OŚ AZS bywa różnie. Pewna jest tylko zmiana, o tym nie wolno zapominać. Mój ulubiony cytat jest tu szczególnie trafny: Możemy się nie zmieniać – przetrwanie nie jest obowiązkowe. OŚ jest w niezłej kondycji finansowej, choć nas również dotyka niewidzialna ręka rynku. Organizacyjnie, jak zawsze, są problemy: mniejsze, większe, ale należy je traktować jako element budowy wartości naszej organizacji. Tam, gdzie trzeba, musimy poprawić naszą jakość. AZS to rywalizacja w różnych obszarach.
W przyszłym roku w sierpniu organizujemy Akademickie Mistrzostwa Europy we Wspinaczce Sportowej. Myślimy dalej… W tym roku przed AZS Katowice także wyzwanie związane z organizacją Gali Sportu Akademickiego 2014.
Śląsk słynie ze swojej gościnności (choć nie przypominam sobie regionu, który by nie słynął?!). Prace organizacyjne trwają. Cieszymy się, że będziemy gościć koleżanki i kolegów z innych stron naszego kraju. Myślę, że nie zawiedziemy. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć powodzenia w realizacji planów. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Katarzyna Karpińska-Szemes Foto AZS Katowice
Po ostatnich dwóch latach udanych imprez sportowych obecny rok upłynie pod znakiem Akademickich Mistrzostw Świata w Szachach. Jak przebiegają prace przed tą międzynarodową imprezą?
Do mistrzostw zgłosili się wstępnie zawodnicy z wielu krajów, w tym wielce egzotycznych. Zespół ludzi pracuje od dłuższego czasu. To dla nas wielkie wyzwanie. Dużo jest pracy organizacyjnej i poszukiwania środków finansowych. Impreza nie zalicza się do bardzo medialnych, skupiających rzesze widzów. Konieczne jest trochę inne podejście. Jestem przekonany, że damy sobie z tym radę. W planach są kolejne międzynarodowe przedsięwzięcia.
Zarząd Organizacji Środowiskowej AZS w Katowicach w kadencji 2014–2016 Bogusław Oleksy – prezes Aleksander Fangor – wiceprezes Beata Widawska – wiceprezes Paweł Bajtlik Wojciech Chmiel Wiesław Cieślik Kamila Gałka Jarosław Jędraszek Katarzyna Kocemba Ewa Lesiuk Ryszard Litkowycz Dorota Mucha Adam Suchański Edward Wąsiel Marek Witor
www.azs.pl
Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu Mężczyzn, Warszawa 13–16.02.2014
Półfinał A AMP w Futsalu
Turniej półfinałowy strefy A AMP w futsalu rozegrano w dniach 24–26 stycznia 2014 r.
P
onownie Szczecin i KU AZS Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego gościły najlepsze studenckie drużyny futsalowe czterech województw północno-zachodniej Polski: kujawsko-pomorskiego, pomorskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego. Jak zwykle w Szczecinie, wszystko przeprowadzone zostało bardzo sprawnie. Najważniejsze momenty, czyli ceremonie otwarcia i zamknięcia futsalowych zmagań oraz wręczenia nagród, zaszczycili zarówno prorektorzy ZUT, jak i prezes Organizacji Środowiskowej AZS oraz grupa urodziwych studentek, które zaprezentowały na parkiecie hali sportowej ZUT dynamiczne układy taneczne. Dobrym duchem turnieju była – obecna praktycznie przez cały czas wszędzie, gdzie to było niezbędne – prezes KU AZS ZUT Danuta Maciejewska.
wersytetu Przyrodniczego z Poznania jest pewnym zaskoczeniem. Będzie ono jednak mniejsze, jeśli wspomnimy, że od niedawna trenerem tego zespołu jest Klaudiusz Hirsch, były trener reprezentacji Polski w futsalu. Efekty jego pracy i wpływ jego osobowości na drużynę UPP są już bardzo widoczne. W gronie sześciu najlepszych zespołów strefy A znalazły się jeszcze dwie ekipy z województwa wielkopolskiego – UAM Poznań i PWSZ Leszno. Nareszcie w miarę dobitnie potwierdziła się dominująca siła wielkopolskiego futsalu w tej strefie. Jednakże dopiero piąte miejsce UAM i drugi z rzędu brak awansu do turnieju finałowego jest ogromnym rozczarowaniem ze strony tego zespołu. Futsaliści UAM są przecież akademickimi mistrzami Polski z 2012 r. Drugie rozczarowanie turnieju to słabiutka postawa UMK z Torunia; ten zespół rok wcześniej bardzo pewnie uzyskał awans do finałów. No i trzecie rozczarowanie – słaba gra zespołów szczecińskich.
Wyniki rozgrywek Turniej strefy A wygrała reprezentacja AZS Uniwersytetu Ekonomicznego z Poznania. To wielka niespodzianka, a o jej źródłach najlepiej opowiada w wywiadzie dla APS trener drużyny Bogdan Sękowski. Na specjalną uwagę zasługuje defensywa i bramkarz zespołu, Hiszpan Juan Felipe Milan Zambrano, uznany za najlepszego golkipera turnieju. W efekcie zespół UEP stracił w Szczecinie tylko jedną bramkę – w finale z Uniwersytetem Gdańskim (2:1). Należało się spodziewać, że do turnieju finałowego AMP awansują (i tak się stało) mocne zespoły z województwa pomorskiego – UG (ekstraliga futsalu) i Politechnika Gdańska, natomiast awans z czwartego miejsca ekipy Uni-
Nieodpowiedzialni bydgoszczanie Już na początku turnieju nieomal doszło do skandalu. Wbrew regulaminowi na konferencji technicznej nie pojawił się żaden przedstawiciel Wyższej Szkoły Gospodarki z Bydgoszczy. Groziło to uczelni wykluczeniem z zawodów (a wszystkim innym uczestnikom – zupełnie nowym losowaniem rozgrywek). Ostatecznie WSG mimo wszystko wystartowała w imprezie. Zawdzięcza to cierpliwości weryfikatora mistrzostw (Tomasz Wróbel), organizatora (Danuta Maciejewska) – którzy specjalnie dla bydgoszczan opóźnili rozpoczęcie konferencji i turnieju, oraz dwóm bydgoszczanom, którzy na konferencji technicznej stawili się punktualnie i bronili uczelni z tego miasta: Rafałowi Nuckowskiemu (trener WSN-
HiD z Poznania) i Piotrowi Kusiowi (reporter APS).
Drogie apartamenty w Szczecinie Kolejny raz dyskutowano o warunkach zakwaterowania w Bursie Towarzystwa Salezjańskiego, położonej przy ul. Ku Słońcu 124. To tam AZS ZUT tradycyjnie proponuje pobyt i wyżywienie studenckim reprezentacjom z Polski. Doświadczenia lat minionych kazały kilku ekipom szukać noclegów na własną rękę (np. UG, WSG, AWF Poznań, także UAM, ale nic nie znalazł) i jak najdalej uciekać od niegodnych warunków, które oferują salezjanie. Inni nie dowierzali, że doba w spartańskiej, z lekka zdewastowanej bursie może kosztować drożej (130 zł) niż w 4-gwiazdkowym hotelu w Katowicach, gdzie KU AZS Uniwersytetu Śląskiego proponował noclegi i wyżywienie uczestnikom półfinałowego turnieju futsalowego strefy D (120 zł). Jak najbardziej uzasadniona jest zatem prośba do działaczy KU AZS ZUT, aby w przyszłości proponowali uczestnikom AMP tańsze lub odrobinę lepsze miejsca noclegowe – o ile w Szczecinie, zawsze pełnym turystów, takie są w ogóle dostępne. Piotr Kuś Foto: Urszula Skarżyńska Wyniki Kolejność końcowa półfinału „A” Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu 2013/2014: 1. Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu 2. Uniwersytet Gdański 3. Politechnika Gdańska 4. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu 5. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 6. Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Lesznie 7. Uniwersytet Szczeciński 8. Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie 9. Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy 10. Akademia Wychowani Fizycznego w Poznaniu 11. Gdański Uniwersytet Medyczny 12. Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu 13. Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu 14. Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu Najlepszy zawodnik – Tomasz Kriezel (UG Gdańsk) Najlepszy bramkarz – Juan Felipe Milan Zambrano (UEP) Król strzelców – Łukasz Olszewski (UG Gdańsk) aps nr 02 2014 (317)
Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu Mężczyzn, Warszawa 13–16.02.2014
Uniwersytet Gdański akademickim mistrzem Polski Akademickie Mistrzostwa Polski mężczyzn zdominowały w tym roku zespoły grające typowo w futsal, a nie w piłkę nożną na hali. W składach drużyn z pierwszej czwórki aż roiło się od ligowców
K
ońcowy triumf Uniwersytetu Gdańskiego nie powinien nikogo zdziwić. Gdańszczanie rokrocznie typowani byli do medali, zawsze jednak musieli obchodzić się smakiem, gdyż od futsalowych ekstraklasowców lepsze okazywały się zespoły mające w swoich kadrach zawodników z drugiej czy trzeciej ligi, ale... piłki nożnej. Także srebrni medaliści z Uniwersytetu Warszawskiego są podporą AZS UW w I lidze futsalu, podobnie w przypadku Politechniki Białostockiej, której zawodnicy grają w Heliosie Białystok. Kilku graczy Vamosu Gdańsk wystąpiło z kolei w czwartej Politechnice Gdańskiej. Ta reguła nie sprawdzała się w każdym wypadku, bo np. silna na papierze Politechnika Śląska Gliwice (z Jędrzejem Jasińskim, Przemysławem Kośmidrem czy Danielem Hajdukiem) uplasowała się dopiero na 12. pozycji. W fazie eliminacyjnej tylko Uniwersytetowi Gdańskiemu udało się wywalczyć komplet zwycięstw. Niespodziewanie z drugiego miejsca w grupie C awansowała stołeczna SGSP, której po dwóch meczach nikt nie dawał większych szans w dalszej rywalizacji. Tymczasem w trzecim spotkaniu Strażacy trafili na traktującą turniej bardzo rozrywkowo AWF Katowice. Ślązacy w składzie z Michałem Widuchem przegrali aż 1:10, co premiowało SGSP kosztem mającego tyle samo punktów UMCS Lublin. Również w grupie A do rozstrzygnięcia kwestii awansu potrzebna była mała tabela. Po dwa zwycięstwa i jednej porażce miały na koncie Uniwersytet Warszawski, UE Poznań dowodzony przez samego Klaudiusza Hirscha i PWSZ Tarnów. Właśnie ci ostatni – ubiegłoroczni mistrzowie – po pierwszym dniu wydawali się pewniakiem do awansu. W ostatnim grupowym meczu mogli sobie nawet pozwolić na porażkę, byle nie wyższą niż dwubramkową. Tymczasem w 4 minuty UE Poznań zaaplikował tarnowianom 4 bramki, a później już tylko konsekwentnie dorzucał kolejne trafienia. Przy stanie 3:10 zawodnikom www.azs.pl
PWSZ puściły nerwy, posypały się kartki, w tym czerwone. Ukarani zawodnicy i osoby funkcyjne nie chcieli opuścić ławki rezerwowych, arbitrzy zmuszeni byli więc zakończyć spotkanie przed czasem. Spośród pojedynków pierwszej fazy na uwagę zasługuje również szalona pogoń Politechniki Gdańskiej w starciu z Uniwersytetem Rzeszowskim. Stawką było pierwsze miejsce w grupie B. Rzeszowianie prowadzili do przerwy 7:2, później dorzucili jeszcze jednego gola, ale końcówka w wykonaniu PG była piorunująca. 6 bramek w 5 minut oznaczało niespodziewany podział punktów. Do drugiej rundy z zaliczoną wygraną z fazy eliminacyjnej awansowały tylko dwa uniwersytety: Warszawski (mimo zajęcia drugiego miejsca w grupie) oraz Gdański. Ten drugi od razu zapewnił sobie awans do finału po zwycięstwie nad AWF-em Kraków i dzięki remisowi SGSP Warszawa z Politechniką Białostocką. UW musiało poczekać do trzeciego dnia turnieju, a bramkę na wagę co najmniej srebrnego medalu zdobył Krzysztof Jarosz w 26. minucie starcia z Uniwersytetem Rzeszowskim. Do ostatnich sekund można się było zaś emocjonować tym, kto zagra o brąz. Po zwycięstwie Strażaków z AWF-em Kraków zawodnicy Politechniki Białostockiej wiedzieli, że starcie z UG muszą wygrać. Faworyci, mimo oszczędzania największych gwiazd, prowadzili już 2:0, do przerwy 3:2, ale ostatecznie zeszli z parkietu pokonani. Dwoma niesamowitymi bramkami na 30 i 3 sekundy przed końcem popisał się Przemysław Siuchno, a oglądający to z trybun rywale z Warszawy mieli łzy w oczach. Po takim występie Siuchno po prostu musiał zostać wybrany najlepszym zawodnikiem imprezy, tym bardziej że już wcześniej w bezpośrednim starciu z SGSP doprowadził do wyrównania w samej końcówce. Przed konfrontacją o brązowy medal wiadomo było jedno – jeśli wygra PB, to będzie to jedyna ekipa, która zakończy turniej... bez porażki. Długo nic na to nie wskazywało. Po trafieniach Marka Steinborna i Piotra Wardowskiego Politechnika Gdańska prowadziła już 2:0. Ale od czego ma się Siuchnę? Młodzieżowy reprezentant Polski ponownie w 30. minucie doprowadził do wyrównania, a w dogrywce szalę zwycięstwa na korzyść białostoczan przechylił Adam Butkiewicz. Drużynie z Podlasia można pogratulować charakteru i gry do końca. Podopieczni Jarosława Kierdelewicza ostatecznie w Warszawie wygrali cztery mecze, a dwa zremisowali. Gdyby spotkania
kończyły się nie w 30. a w 29. minucie, wyjechaliby z dwoma zwycięstwami, jednym remisem i trzema porażkami. Finał takich emocji już nie przyniósł. Zawodnicy UG bardzo się spieszyli na samolot do Gdańska, by zdążyć na ligową potyczkę z Red Devils Chojnice. Tak że postanowili szybko rozstrzygnąć losy tytułu akademickicego mistrza Polski. Już w 10. sekundzie podanie Nikodema Starka przechwycił Wojciech Pawicki, do przerwy jego koledzy dołożyli dwa następne trafienia, a kapitan gdańszczan jeszcze podwyższył tuż po przerwie. Zawodnicy UW swoje okazje mieli, ale finalnie ani razu nie zdołali pokonać Marcina Wolskiego. Finałowi AMP towarzyszyła akcja charytatywna na rzecz ciężko chorego Marcelka, syna honorowego prezesa futsalowej Pogoni 04 Szczecin. Jeden ze sponsorów obiecał przekazać 10 zł za każdego zdobytego na turnieju gola. Ostatecznie w 43 meczach (pojedynek o 13. miejsce między UŚ Katowice a UP Poznań nie odbył się) strzelono dokładnie 298 bramek. Jest to drugi w ostatnich latach wynik – na katowickich finałach w 2012 roku bramkarze aż 331 razy wyciągali piłkę z siatki. Przed rokiem w Lesznie łącznie strzelono natomiast 284 gole. Największą cegiełkę do osiągniętego rezultatu dołożył Uniwersytet Przyrodniczy z Wrocławia, który strzelił 28 bramek (w tym 19 w meczu o przedostatnie miejsce z AWF-em Katowice). Drudzy byli triumfatorzy z Gdańska, mający na koncie ledwie jedno trafienie mniej. Na drugim biegunie znalazł się UŚ Katowice, którego zawodnicy zaledwie trzykrotnie znajdowali receptę na golkipera rywali, a na pierwszą bramkę trener Krzysztof Nos musiał czekać aż 98 minut czystej gry. Co ciekawe, drugi najsłabszy wynik osiągnęli srebrni medaliści z UW, autorzy 10 trafień. To tylko potwierdziło tezę, że AMP-y w futsalu wygrywa się nie atakiem, a obroną. Jakub Mikulski www.futsal-polska.pl Foto Urszula Skarżyńska
Uporczywie gramy Rozmowa z Bogdanem Sękowskim, trenerem sekcji futsalu AZS Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu Gratuluję zwycięstwa w strefie A w futsalu. Czy jest to największy sukces w historii zespołu futsalowego UEP?
W imieniu całego zespołu bardzo dziękuję. Jak dotąd jest to nasze największe osiągnięcie w obecnej formule Akademickich Mistrzostw Polski. Ale już od czterech lat uzyskujemy dobre wyniki w futsalu. W tym czasie trzykrotnie awansowaliśmy do turniejów finałowych AMP (Lublin – 2011, Leszno – 2013, Warszawa – 2014). A wcześniejsze sukcesy?
Poprzednie osiągnięcia UEP w futsalu, czy – jak się to poprzednio nazywało – w piłce nożnej halowej, przypadały na lata, gdy rywalizowaliśmy w Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych. Najpierw w typach uczelni ekonomicznych, a następnie ekonomiczno-przyrodniczych, z filiami politechnik i szkołami morskimi. Było to dawno, ale zdobyliśmy wtedy kilka medali. Co się złożyło na doskonały wynik w Szczecinie?
Złożyło się na to wiele czynników. Po pierwsze: mamy bardzo wyrównany skład, a o miejsce w nim trwa na treningach zacięta rywalizacja. Po drugie: zawodnicy chcą wygrywać, nie boją się rywalizacji z bardziej utytułowanymi rywalami, jak chociażby z UAM Poznań. Po trzecie: każdy z zawodników uwierzył wreszcie w swoje możliwości. Intensywnie pracujemy nad poprawieniem techniki indywidualnej, która stanowi podstawę sukcesu drużynowego. I po czwarte: przestała szwankować dyscyplina taktyczna. Wszyscy zawodnicy są świadomi, że dążąc do wspólnego celu, muszą stosować na boisku wspólne reguły. W jakich warunkach funkcjonuje sekcja na UEP? Chodzi mi o warunki treningowe, sprzęt, finanse, w tym stypendia dla studentów-sportowców.
UEP jest stosunkowo małą uczelnią, ze skromną bazą sportową. Trenujemy tylko dwa razy w tygodniu w niewielkiej, ale własnej hali o wymiarach 30 × 16 m. Sekcja posiada jedynie pięć piłek futsalowych i one muszą nam
wystarczać na każdym treningu. KU AZS UEP dysponuje bardzo skromnym budżetem na działalność. Proszę mi wierzyć, że wyjazdy na tegoroczny na półfinał i finał AMP w futsalu były dla klubu ogromnym obciążeniem. Mamy na uczelni bardzo skomplikowany regulamin stypendialny, pełen różnych współczynników. W efekcie stypendia z tytułu uprawiania sportu otrzymują tylko nieliczni studenci. Jak scharakteryzowałby pan swoją drużynę? Jakie są najważniejsze cechy zespołu?
W warunkach akademickich drużyna tworzy się na wyjazdach sportowych i turniejach. Wspólny pobyt poza miejscem zamieszkania i dobry wynik, o ile się taki uzyska, stanowią najważniejsze czynniki scalające zespół. Nazwałbym mój zespół grupą przyjaciół, którzy mają do siebie zaufanie i posiadają wspólne hobby – futsal. Najważniejsze cechy tej grupy to spójność, odpowiedzialność za wynik, samodyscyplina i cierpliwość w dążeniu do celu. Kto jest gwiazdą zespołu?
Gwiazd w zespole nie mamy. I dobrze, bo w ciężkich chwilach pewnie oglądalibyśmy się na takie osoby, żeby coś błyskawicznie zmieniały w grze, poprawiły. A później pewnie byłoby na kogo zrzucać odpowiedzialność za porażkę. W naszym przypadku wszyscy na boisku są odpowiedzialni za wynik w takim samym stopniu i zawodnicy wiedzą o tym doskonale. Gracie doskonale w obronie – w turnieju strefy A w Szczecinie straciliście tylko jedną bramkę. W jaki sposób wypracowuje się taką skuteczność w defensywie?
Lubimy grać z mocnymi zespołami. Potrafimy się wzajemnie mobilizować i w każdym meczu zostawiamy na parkiecie mnóstwo zdrowia. Zwracam uwagę, że w finale w Szczecinie pokonaliśmy zespół Uniwersytetu Gdańskiego, a więc reprezentanta ekstraklasy futsalu. Jeśli chodzi o pracę nad skutecznością gry defensywnej, to mamy jeden
sprawdzony sposób: na naszej małej uczelnianej sali uporczywie gramy pressingiem na całym boisku, co znacznie podnosi umiejętności obronne w grze jeden na jednego. Czy po sukcesie w Szczecinie coś się zmieni w pracy zespołu?
Musimy poprawić kilka elementów w grze ofensywnej i nad tym skupimy się w najbliższym czasie. Szczegółów rywalom nie zdradzę. Od jak dawna jest pan trenerem-nauczycielem akademickim? Czy ta praca daje satysfakcję i rozwija? Jakie wymagania stawia pan przed sobą jako trenerem i nauczycielem?
Trenerem i nauczycielem jestem od 35 lat, a nauczycielem akademickim od lat 25. Zawód, który wybrałem jest, był i będzie moją pasją. Praca trenerska z młodymi ludźmi daje mi ogromną satysfakcję. Głównie wtedy, gdy widzę jak starają się poprawiać mankamenty w grze, jak się w nią angażują, jak się nawzajem motywują. Czy ta praca rozwija? Cóż, pracowałem w tzw. sporcie kwalifikowanym na poziomie ligowym i świadomie z tego zrezygnowałem na rzecz pracy na uczelni. Nie żałowałem tej decyzji ani przez jeden dzień. Od tego czasu przekazuję młodzieży akademickiej moje doświadczenia trenera i zawodnika i jestem z tego zajęcia bardzo zadowolony. Mam liczne grono przyjaciół, byłych studentów, zawodników sekcji AZS-owskich, z którymi się spotykam na gruncie towarzyskim. Nasze doskonałe wzajemne relacje są dla mnie dowodem na to, że wpoiłem młodzieży te wartości, na których mi zależało. I jest to największa satysfakcja z wykonywania zawodu trenera i nauczyciela. Jakie wymagania stawia pan przed sobą w najbliższym czasie?
Jeśli chodzi o wymagania wobec siebie samego: w życiu jestem realistą, a postawione cele sportowe i pozasportowe z reguły realizuję. Najbliższym jest zdobycie akademickiego mistrzostwa Polski w futsalu. Rozmawiał Piotr Kuś aps nr 02 2014 (317)
Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu Kobiet, Poznań 13–16.02.2014
UAM najlepszy
T
urniej finałowy AMP w futsalu kobiet sprawnie zorganizował Klub Uczelniany AZS / Studium WFiS Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Działacze z Poznania mają już spore doświadczenie organizacyjne i rewelacyjne obiekty sportowe. Obyło się zatem bez wpadek. Ze stolicy Wielkopolski wyjeżdżały zadowolone nawet te futsalistki, które nie zdobyły medali. Impreza cieszyła się sporym zainteresowaniem kibiców i dziennikarzy, a relacje z niej nadały niemal wszystkie sportowe serwisy informacyjne w Wielkopolsce. Trzeba przyznać, że najlepsze kobiece drużyny futsalowe dostroiły się do wysokiego poziomu organizacyjnego finałów AMP. Znawcy podkreślają, że czołówka tej imprezy zaprezentowała poziom europejski. Mecze o 1 i 3 miejsce były porywające: przyniosły po dogrywkach identyczne wyniki (3:3) i zakończyły się dopiero seriami rzutów karnych. Nie popisali się tylko sędziowie, w ich wykonaniu obejrzeliśmy absolut-
ną nieznajomość futsalowego alfabetu. Zespołowi AJD Częstochowa nakazali grać w osłabieniu po stracie bramki. Działacze KU AZS UAM zapowiadają walkę o organizację turnieju finałowego AMP w Futsalu Kobiet w 2015 r. Piotr Kuś Foto AZS UAM
Rozmowa z Wojciechem Weissem jr, trenerem zespołu futsalowego kobiet AZS UAM Poznań Serdecznie gratuluję tytułu akademickiego mistrza Polski 2013/2014, zdobytego przez Pański zespół. W UAM jest teraz chyba wielkie święto?
Rzeczywiście, sukces jest wielki, przeogromny i jeszcze się do końca nie otrząsnęliśmy z radości. Jednak zespół UAM, gospodarz AMP, od początku był faworytem mistrzostw.
Może i tak, ale na uczelni nikt głośno tego nie mówił. Do Poznania przyjechało przecież 15 zespołów, wśród nich bardzo silne reprezentacje AWF-ów z Warszawy i Katowic, a także z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii im. Jana Długosza z Częstochowy. To przecież dzisiaj czołówka kobiecego futsalu w Polsce. W jaki sposób zespół AZS UAM przygotowywał się do AMP?
Przygotowania rozpoczęliśmy już 1 sierpnia ubiegłego roku. Zespół musiał podjąć walkę w ekstralidze kobiet oraz w Akademickich Mistrzostwach Wielkopolski, które zresztą wygraliśmy, pokonując w finale PWSZ Konin 2:1. Jednak jako imprezę docelową, najważniejszą w bieżącym sezonie określiliśmy AMP. Przez cały czas trenowaliśmy 3 lub 4 razy w tygodniu na doskonałych obiektach UAM. Graliśmy mecze towarzyskie i ligowe, a w październiku byliśmy przez tydzień na obozie w Racocie. Zrezygnowaliśmy z udziału w turnieju półfinałowym AMP, bo jako gospodarz www.azs.pl
finałów mieliśmy taką możliwość. W zamian zorganizowaliśmy jednak w grudniu w naszej hali turniej świąteczny z okazji 10-lecia sekcji futsalu kobiet na Uniwersytecie w Poznaniu. Wspomniał Pan o doskonałych obiektach UAM.
Studium WF i Sportu oraz KU AZS UAM dysponują w tej chwili naprawdę wspaniałą bazą sportową. Mamy znakomitą halę do gry, siłownię, basen i salę do aerobiku. Uczelnia nie szczędzi pieniędzy na sprzęt, pracujemy w doskonałej atmosferze. Jako zespół futsalowy wiemy, czego chcemy, i ciężko pracujemy – zarówno sztab, jak i zawodniczki. Nasze sukcesy są więc prostą konsekwencją tej sytuacji. Od pewnego czasu związany jest pan również z Polskim Związkiem Piłki Nożnej.
Tak, pełnię funkcję drugiego trenera reprezentacji Polski kobiet w futsalu. Ta praca bardzo mnie rozwija. Uczestnicząc w zgrupowaniach i meczach międzypaństwowych, wyłapuję nowinki szkoleniowe i zyskuję wiedzę, która bardzo się przydaje w prowadzeniu zespołu UAM. Porównuję zarazem poziom reprezentacji Polski z poziomem mojego zespołu. Myślę, że już teraz 5 –6 dziewczyn z Poznania może aspirować do tej reprezentacji.
Kolejność końcowa 1. Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 2. Uniwersytet Jagielloński w Krakowie 3. Akademia im. Jana Długosza w Częstochowie Najlepsza zawodniczka – Alicja Busza (UAM Poznań) Najlepsza bramkarka – Karolina Klabis (AJD Częstochowa) Najlepsza strzelczyni (10 bramek) – Klaudia Grodzka (AWF Warszawa)
Jakie są najbliższe plany drużyny UAM?
Koniecznie chcielibyśmy wystartować w lipcu w Akademickich Igrzyskach Europejskich w Rotterdamie. Zdobywaliśmy już doświadczenie w tego typu rozgrywkach w Zagrzebiu, Tampere i Kordobie, systematycznie wyjeżdżamy na turniej do Eindhoven. W tej chwili zespół jest więc doświadczony i mocny jak nigdy dotąd. Wypadałoby to zdyskontować i zdobyć medal. Na zakończenie proszę wymienić skład zespołu UAM, który zdobył tytuł akademickiego mistrza Polski w futsalu kobiet.
Mistrzynie z UAM to: Patrycja Balcerzak, Alicja Busza (najlepsza zawodniczka AMP), Aleksandra Chojnacka, Paula Fronczak, Karolina Grześkowiak, Dominika Machnacka, Paulina Olszewska, Katarzyna Osiadło (bramkarka), Żaneta Pawlik, Magdalena Pawłowska, Kamila Rosińska (bramkarka), Magdalena Rosińska, Sandra Sałata, Adrianna Sypniewska (kapitan zespołu) Rozmawiał Piotr Kuś
Międzynarodowe Mistrzostwa w Judo
15 marca br. w Hali Sportowej Akademickiego Centrum Sportu Politechniki Białostockiej odbyły się Otwarte Międzynarodowe Mistrzostwa Województwa Podlaskiego w Judo.
W
arto tu szczególnie podkreślić słowo MIĘDZYNARODOWE, ponieważ kluby z zagranicy bardzo licznie dopisały. W ramach turnieju przeprowadzono Akademickie Otwarte Mistrzostwa w Judo Województwa Podlaskiego, w których na macie walczyło ponad 50 akademików. Impreza zbiegła się w czasie z jubileuszem XV-lecia Judo na Politechnice Białostockiej (jesienią 1999 r. powstała sekcja Klubu Uczelnianego AZS Politechniki). Organizatorami imprezy były: Organizacja Środowiskowa AZS Województwa Podlaskiego w Białymstoku, KU AZS Politechniki Białostockiej oraz Klub Judo Politechniki Białostockiej. W organizację włączyli się również wolontariusze – studenci i studentki kierunku turystyka i rekreacja Wydziału Zarządzania Politechniki Białostockiej. Na zawody zarejestrowało się prawie 500 zawodników, a wystartowało ostatecznie ponad
430 z 44 klubów (z czego aż 23 kluby z zagranicy!), co sprawiło, że był to prawdopodobnie najliczniej obsadzony turniej sportów walki w historii naszego województwa. W zawodach, na pięciu matach, stoczono ponad 600 walk, łącznie w 70 kategoriach wagowych. Rywalizację w formule randori sędziowane rozpoczęły dzieci z roczników 2004–2005 (U11), następnie do walk przystąpiły roczniki 2002–2003 (U13). Mimo stosunkowo niewielkich jeszcze umiejętności młodym zawodnikom nie można było odmówić ambicji i woli walki. Kolejnym punktem programu były walki młodzików z roczników 2000–2001 (U15). Tu już znacznie częściej można było obserwować widowiskowe techniki, takie jak
np. rzut uchi-mata, czy też skuteczne dźwignie. W klasyfikacji ogólnej zwyciężyli gospodarze – Klub Judo Politechniki Białostockiej. Drużyna z Politechniki zgromadziła 148 punktów (wg regulaminu punktowania walk Polskiego Związku Judo). Kolejne miejsca na podium zajęli Uczniowski Klub Judo Ryś Warszawa
(97 pkt) oraz Judo Club Alytis Alytus Litwa (86,5 pkt). Zwieńczeniem turnieju była rywalizacja studentów, w której wystartowali reprezentanci aż siedmiu uczelni (w tym dwóch zagranicznych). Tu również gospodarze – Klub Uczelniany AZS Politechniki Białostockiej – okazali się niegościnni, wygrywając z dużą przewagą przed Wyższą Szkołą Policji w Szczytnie i Wyższą Szkołą Wychowania Fizycznego i Turystyki w Białym-
stoku. Poza wymienionymi uczelniami w końcowej klasyfikacji klubowej znalazły się następujące Kluby Uczelniane: AZS w Puławach, AZS Akademii Obrony Narodowej w Warszawie i AZS UMCS w Lublinie. Organizatorzy już dziś gorąco zapraszają wszystkich sympatyków judo na kolejny wielki turniej. Jesienią na obiektach Politechniki odbędzie się V Międzynarodowy Turniej Judo im. Leszka Piekarskiego, prekursora tego sportu walki na Podlasiu, który był trenerem Antoniego Zajkowskiego, pierwszego w historii polskiego judo medalisty olim olimpijskiego (srebrny) z Monachium (19 (1972), wówczas zawodnika warszawski skiego AZS. Zapraszamy zainteresowan ekipy jesienią do Białegostoku! wane Paweł Myszkowski Foto Marcin Mandrusz
aps nr 02 02 2014 2014 ((317) 317) 31 7)
Anna Berezik i Jakub Ilewicz najlepsi w AZS Winter Cup Każda dyscyplina sportu ma swoich wielkich bohaterów. W świecie futbolu miliony fanów wpatrują się w niebanalne zagrania Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Kibice biegów narciarskich zafascynowani są niesamowitą walką Justyny Kowalczyk z Marit Bjørgen, a entuzjaści tenisa mogą się delektować długimi wymianami Rafaela Nadala i Novaka Djokovicia. Akademicki Puchar Polski też ma takie dwie perły. Role dominatorów środowisku narciarskim odgrywają od wielu lat Anna Berezik i Jakub Ilewicz (oboje AWF Katowice).
W
wielkim finale rozegranym 2 marca na zakopiańskiej Harendzie potwierdzili wysoką formę prezentowaną podczas całego sezonu. Tym samym przypieczętowali zwycięstwo w klasyfikacji generalnej w obu konkurencjach. Ilewicz wygrał dziesiąte zawody z rzędu i dzięki temu zdobył nagrodę główną – volkswagena up. Rywalizacja przebiegała w skrajnie wiosennych warunkach. Trasę giganta wśród kobiet najszybciej pokonała Karolina Klimek (ALK Warszawa). Ania Berezik rzuciła się w pogoń, ale nie była w stanie odrobić przewagi, którą jej koleżanka wypracoym przejeździe. wała w pierwszym Drugie miejscee zmniejszyło szanse Ani na zdobycie samopałam pierwszyy chodu. – Przespałam yznała ze sm mutprzejazd – przyznała smuta kaka akiem w głosie zawodniczka emii Wychowania Wychowa wa wani ani nia a towickiej Akademii Fizycznego. ans n iee. Na N jKuba jeździł jak w tra transie. Najpro roowa wadz wadz dzen en niee pierw wysunął się na prowadzenie a setnych, ale po p r ee-rz zaledwie o kilka przeko jeden. jed eden en. en n. rwie pokazał, żee król jest tylko ugim przej ejjeź e dz d iee m ia ał Na mecie po drugim przejeździe miał Wojjniemal sekundę przewagi nad Wo panikiem (ALK ciechem Szczepanikiem nieważ gigant rozeWarszawa). Ponieważ o, trasa podobała się zagrany został rano, et startujący z ostatnim wodnikom. Nawet mon Mitan (AGH Kranumerem Szymon ał na warunki: Numer ków) nie narzekał nie miał aż takiego znaczenia. Zrobiła się dziura, ale pod spodem było całkiem twardo i można się było oprzeć. Sytuacja diametralnie zmieniła się przed slalomem. Palące słońce i wysoka temperatura sprawiły, że śnieg zmienił się w mokrą kaszę, a gdzieniegdzie zaczęła się odsłaniać ziemia. Na domiar złego pojawiły się problemy techniczne www.azs.pl
z aparaturą do pomiaru czasu i start drugiej konkurencji został opóźniony o kilkadziesiąt minut. O ile panie rywalizowały jeszcze w dość przyzwoitych warunkach, to u mężczyzn była już katastrofa. Zawodnicy z dalszymi numerami startowymi niejednokrotnie dokopywali się do brązowej warstwy gliny. Do mety nie dotarło aż 20
z 55 55 mę m ęężc żczy żc czy zyzn yzn zn. N Na a mężczyzn. sszczęście szcz sz zcz częś ęęśście ciie sele sselekcja se eleekc kcja nie kcja nie ie wpłynęła wpł płyn ynę a ynęł yn n w na ynik yn niik ki w cz zoł ołów łów wccee. Do Dobr brze br z , żee ze wyniki czołówce. Dobrze, ffaworyci fa awo w rry wo ycii n ie zzawiedli ie aw a wie iedli iedl dli i w w dl wa alc lcee nie walce o kl lu ucczy zyki ki d amo m ch chod od odu du kart ka k art nie nie ie kluczyki doo sa samochodu rozd ro z aw zd wał llos, oosss,, a umie um mie ieję j tn tnoś ości oś c. rozdawał umiejętności. P Po draż dr a ni aż nion ona on a Podrażniona p g po i g an ig anci cii e cie gigancie A An ia aB e-Ania Berrezik re zik zi k wy wyg g wygląd da ł ła b ard ar dała bardzo pewn pe wnie ie mię pewnie między slal sl alom omow owym ymii br bram a ka am kami mi. Zw Z ycięż slalomowymi bramkami. Zwyciężyła w obu pr prze zeja jazd zdac ach h i marzenia Ka przejazdach Karoliny Klimek o tryumfie w klasyfik klasyfikacji generalnej tej konkurencji prysły jak mydlana bańka bańka. Ostatnią niewiado niewiadomą pozostawała kwestia nagrody głównej. Na mecie pojawił się Andrzej Bachleda-Curuś i razem ze wszystkimi zawodnikami wyczekiwał na decydującą rozgrywkę. A jej bohaterem był oczywiście Jakub Ilewicz. Możemy tylko się domyślać, jakie myśli przebiegały przez jego głowę, gdy starter kazał przełożyć kije przez bramkę. Kuba pokazał,
że nerwy ma ze stali. W przejeździe wartym kilkadziesiąt tysięcy złotych zaprezentował się jak na najlepszego zawodnika przystało. Wykręcił najlepszy czas i nie pozostało mu nic innego, jak otworzyć szampana i rozpocząć świętowanie. Ania godnie przyjęła porażkę, chociaż cz czy zwycięstwo w klasyfikacji generaln neralnej slalomu i giganta należy traktowa tować w kategoriach przegranej? „Baton ton” zasłużenie wygrał samochód. By Był bezkonkurencyjny. Zdominow y y, w których y wał wszystkie zawody,
startował. Mnie natomiast przydarzały się wpadki, więc w przekroju całego sezonu to on był lepszy. Tymi słowami podsumowała sezon najlepsza zawodniczka Akademickiego Pucharu Polski. Kluczyki do volkswagena szczęśliwemu zwycięzcy wręczył Andrzej Bachleda-Curuś. Zaznaczył, że nagroda ma być motywacją do dalszego treningu i życzył najlepszemu alpejczykowi wśród studentów osiągnięcia poziomu czołówki Pucharu Świata. To już drugi samochód, który Jakub Ilewicz wygrał w AZS Winter Cup. Rok temu odebrał kluczyki do toyoty yaris. Tekst i foto: Michał Szypliński (skifoto.pl)
Wyścig po Największymi bohaterami AMP w Narciarstwie Alpejskim 2014 byli Karolina Klimek i Jakub Ilewicz. Na zakopiańskiej Harendzie zdominowali oni obie konkurencje: slalom i gigant. W klasyfikacji uczelni zwyciężyli narciarze z Uniwersytetów: Jagiellońskiego (kobiety) i Warszawskiego (mężczyźni).
J
akub Ilewicz studiuje na katowickiej AWF i w Zakopanem bronił tytułów wywalczonych przed rokiem. Jeździł w sposób niebudzący wątpliwości, że wciąż utrzymuje się w studenckiej czołówce. Z kolei Karolina Klimek rozpoczęła studia doktoranckie na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie i zrewanżowała się Annie Berezik (AWF Katowice) za ubiegłoroczne przegrane. Oboje świetnie poradzili sobie w trudnych warunkach śniegowych, jakie zgotowała wyjątkowo ciepła w tym roku zima. Berezik z kolei tym razem była druga w gigancie i trzecia w slalomie. Dwa medale zdobyli także Katarzyna Leszczyńska (Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie) – druga w gigancie i trzecia w slalomie, oraz Sebastian Białobrzycki (AWF Katowice), który był dwukrotnie trzeci. Jego występy to wielka niespodzianka, bo wcześniej nie startował w AMP-ach. Medalowy debiut zaliczył również Szymon Mitan (AGH Kraków), który był drugi w slalomie. Bardzo go komplementował Ilewicz, podkreślając, że poziom rywalizacji coraz bardziej się podnosi i te zwycięstwa przyszły mu naprawdę ciężko. – Jak zobaczyłem drugi przejazd Mitana, nogi mi się trochę zrobiły miękkie. Wierzyłem jednak w siebie, byłem dobrze przygotowany – przyznał. W gigancie Ilewiczowi zagroził Wojciech Szczepanik (ALK), który wygrał pierwszy przejazd. Jednak w drugim student AWF Katowice pojechał wspaniale i obronił tytuł, a Szczepanikowi pozostała radość z drugiego miejsca. Poziom narciarski mógł zachwycić. Nie tylko medaliści nam zaimponowali. Za wybitny wynik wielkie gratulacje należą się Adamowi Wójtowiczowi (Politechnika Śląska Gliwice). Piąte miejsce wywalczone przez
dwa złota
zawodnika, który jest młodym ojcem i trenuje znacznie mniej niż czołówka (cztery starty w zawodach wystarczyły mu za cały trening), należy uznać za sukces. Dodatkowo w kwalifikacjach giganta uzyskał najlepszy czas ex aequo. W AMP w Narciarstwie Alpejskim 2014 wystartowały 54 uczelnie, które desygnowały 421 reprezentantów. Tradycyjnie już areną zmagań najlepszych narciarzy wśród studentów była zakopiańska Harenda. Zima dała się w tym roku wszystkim we znaki, lecz bynajmniej nie śniegiem i niskimi temperaturami. Każdy wieczór przed zawodami obsługa stoku dwoiła się i troiła, aby przygotować trasę na studenckie ściganie. Wyszło wspaniale, bo udało się przeprowadzić fantastyczne zawody. Warunki na stoku określano jako trudne, a nawet bardzo trudne. Śniegu leżało niewiele, było ciepło i wilgotnie. Organizatorzy zwyczajowo podzielili stawkę na dwie grupy: Wschód (95 kobiet i 117 mężczyzn) i Zachód (odpowiednio: 88 i 120). Do finałów awansowało 29 zawodniczek i 41 zawodników ze Wschodu. Na Zachodzie proporcje te wynosiły 31:39. Ponieważ warunki nie sprzyjały, oglądanie tras zaplanowano na 6:30. – Mówią, że to jest godzina nieakademicka, ale trudno. Wszyscy chcemy pojeździć w jak najlepszych warunkach, a po nocy o tej porze jeszcze śnieg fajnie trzyma – mówił Dariusz Piekut, główny organizator i prezes AZS Środowiska Warszawa. Eliminacje giganta ruszyły pierwszego dnia AMP-ów o 7:00. W pensjonatach zajmowanych przez studentów trudno było o zachowanie ciszy nocnej, bo do wczesnych godzin porannych trwało ostrzenie i smarowanie nart. Do finałów awansowało 31 zawodniczek ze Wschodu i 29 z Zachodu. W tej pierwszej grupie najlepszy czas uzyskała Karolina Klimek. Na Zachodzie zaś najszybciej pokonała trasę Anna Berezik. Zapowiadało się zatem na pojedynek tytanów, bo rywalizacja tych dwóch narciarek to już klasyk zawodów akademickich. U mężczyzn najlepiej spisali się Robert Kubala (Wschód, Uniwersytet Ekonomiczny Kraków), a w grupie zachodniej Jakub Ilewicz i Adam Wójtowicz, któ-
rzy uzyskali taki sam czas. Z zapowiadanego startu olimpijczyków nic nie wyszło. Nie pojawili się ani Mateusz Garniewicz, ani Michał Jasiczek. Z powodu mięknącej trasy organizatorzy przyśpieszyli rozpoczęcie finałów giganta. Mająca medalowe zakusy Berezik po pierwszym przejeździe zajmowała dopiero czwarte miejsce. Wyprzedzały ją Klimek, Katarzyna Leszczyńska oraz Marta Kotala (Uniwersytet Ekonomiczny Katowice). Ta trzecia nie wytrzymała presji. Tuż przed metą wjechała w miękki śnieg i przewróciła się. Wykorzystała to Leszczyńska, która po efektownym przejeździe wskoczyła na drugie miejsce. Brązowy medal zawisł (w czwartkowy wieczór) na szyi Berezik. W jej przypadku można mówić o fatum, bo na Harendzie z rzadka przychodzą jej zwycięstwa w gigancie. Sama jednak przyznała, że główną przeszkodę stanowiła jakość trasy. U mężczyzn również było ciekawie. W eliminacjach świetnie zaprezentowali się wspominani już Wójtowicz oraz Kubala. Do szybkiej i skuteczniej jazdy przyzwyczaił już nas Ilewicz, więc jego obecności w czołówce wszyscy się spodziewali. Jednak pierwszy przejazd finałowy wygrał Wojciech Szczepanik. Wyrobił sobie ćwierćsekundową przewagę nad Ilewiczem. Czołówkę musiał gonić Kubala, któremu pierwszy przejazd nie wyszedł – dojechał ostatecznie na piątym miejscu. Kilku zawodników odprawił z kwitkiem, ale dał się jeszcze wyprzedzić najpierw Kasprowi Leonowiczowi (Uniwersytet Warszawski), a chwilę później Sebastianowi Białobrzyckiemu. Trzecie miejsce tego ostatniego zaskoczyło znawców studenckiego narciarstwa. Wygrał Ilewicz, który rozprawił się ze Szczepanikiem pewną i szybką jazdą. Temu pozostała radość ze srebrnego medalu. Środa upłynęła pod znakiem eliminacji slalomowych. To był krótki dzień, jeśli chodzi o sport. Znów wcześnie się zaczęło i już o godzinie 10:30 wszyscy szykowali się na wieczorne obchody zakończenia AZS Winter Cup, przekazania nagrody głównej Jakubowi Ilewiczowi (samochód) oraz na wybory na najlepsze przebranie. Hasło „Bajkowe AMP-y” bowiem dało uczestnikom pretekst do najprzeróżniejszych strojów.
aps nr 02 2014 (317)
W czwartek emocje sięgnęły zenitu. Warunki na stoku niezmiennie panowały trudne. Dodatnia temperatura i niespoisty śnieg powodowały, że trasa puszczała i z minuty na minutę dało się odczuć różnicę. Przy bardziej podkręconych tyczkach tworzyły się potężne dziury, a całą trasę wyznaczał tor „bobslejowy”, okolony narzuconą miękką „zaspą”. Były miejsca, w których spod śniegu przebijała się ziemia i sędziowie zmuszeni zostali do delikatnej korekty ustawienia w trakcie przejazdu. Nie wpłynęło to jednak na wydarzenia w inny sposób niż oszczędzenie wielu zawodnikom jazdy po trawie. Mimo wszystko poziom rywalizacji mógł zachwycić. Suma czasów z dwóch przejazdów dała zwycięstwo Karolinie Klimek. Wyraźnie prowadziła ona już po pierwszym, a w drugim ugruntowała zwycięstwo. Anna Berezik nie znalazła sposobu na szybszą jazdę i zdobyła srebrny medal. Trzecie miejsce musiało wystarczyć Katarzynie Leszczyńskiej. Na starcie u mężczyzn zabrakło Wojciecha Szczepanika. Akademicki wicemistrz Polski musiał się zmierzyć z dylematem: startować w finałach AMP czy zorganizowanych w tym samym czasie przez Słowacki Związek Narciarski mistrzostw Polski seniorów. Ten termin podano trzy dni przed zawodami, mimo że datę studenckich zawodów ogłoszono kilka miesięcy wcześniej. Faktycznie na zjazd, który ostatecznie się nie odbył z powodów pogodowych, pojechał tylko Szczepanik. Mimo wszystko takie terminy nie powinny się nakładać. Szczepanik bardzo dobrze się spisał w kwalifikacjach do slalomu i zdecydowanie uchodził za faworyta w wyścigu po medale. Jego nieobecność jednak nie wpłynęła na brak emocji. Ilewicz musiał się przyłożyć, bo jadący przed nim Sebastian Białobrzycki i Szymon Mitan zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko. A slalom ma to do siebie, że przy tak wyrównanym poziomie nie ma miejsca na błędy. Ilewicz pojechał jednak perfekcyjnie, zdobywając złoty medal. Podobnie jak w ostatnich latach zakończenie AMP-ów hucznie obchodzono w Tatrzańskim Dworcu. Zabawa trwała do rana i na długo pozwoli pamiętać te bajkowe AMP-y. Dariusz Urbanowicz Foto Michał Szypliński
www.azs.pl
Powiedzieli po slalomie Karolina Klimek: Myślę, że w zwycięstwie pomogły mi lata doświadczeń. To były dwa fajne i długie – jak na AMP-y – przejazdy. Pierwszy wyszedł mi zdecydowanie lepiej, w drugim była walka. Smarowanie nie miało większego znaczenia. Liczyła się technika. Jakub Ilewicz: Ależ się cieszę z tego złota. Młodzież „gryzie” coraz bardziej, ale jeszcze muszą chłopaki potrenować. Żartuję oczywiście. Gratuluję, bo coraz wyższy poziom i zwycięstwa przychodzą mi coraz trudniej. Anna Berezik: Wydaje mi się, że na tych AMP-ach na gigancie i na slalomie pokonały mnie warunki. Było miękko, dziury w dziwnych miejscach. Ja nie potrafię w takich warunkach dobrze jeździć, co świetnie wykorzystała Karolina Klimek, która radzi sobie w nich idealnie. Miało być złoto, jest srebro. Będę się cieszyć dopiero za chwilę. Szymon Mitan: To moje pierwsze AMP-y i naprawdę cieszę się z medalu, bo od razu mam miejsce na podium. Z tego co wiem, mam też złoto w klasyfikacji uczelni technicznych, więc radość podwójna. Jedno jest pewne: będziemy dziś wieczorem świętować.
Wyniki Kobiety Slalom gigant, finał: 1. Karolina Klimek (ALK Warszawa) 1:09,03; 2. Katarzyna Leszczyńska (ASP Warszawa) +0,74 s; 3. Anna Berezik (AWF Katowice) +1,62 s Slalom, finał: 1. Karolina Klimek (ALK Warszawa) 1:26,46; 2. Anna Berezik (AWF Katowice) +0,51 s; 3. Katarzyna Leszczyńska (ASP Warszawa) +3,76 s Mężczyźni Slalom gigant, finał: 1. Jakub Ilewicz (AWF Katowice) 1:01,44; 2. Wojciech Szczepanik (ALK Warszawa) +1,01 s; 3. Sebastian Białobrzycki +1,54 s Slalom, finał: 1. Jakub Ilewicz (AWF Katowice) 1:19,75; 2. Szymon Mitan (AGH Kraków) +0,87 s; 3. Sebastian Białobrzycki +1,35 s Klasyfikacja uczelni Kobiety
1. Uniwersytet Jagielloński – 975 pkt; 2. AWF Kraków – 952,5 pkt; 3. ALK Warszawa – 941,5 pkt Mężczyźni
1. Uniwersytet Warszawski – 1115 pkt; 2. AWF Katowice – 1100 pkt; 3. PŚl Gliwice – 1096 pkt
e i k s y z r k o t ê i e œœwwiêtokrzyski Rutyna z nutką ntazji Czasy się zmieniają, AZS trzyma się mocno
Na naszych oczach dokonuje się cyfrowa rewolucja w przekazywaniu informacji. Smartfony, Facebook czy Twitter dają nam ogromne pole manewru w naszej azetesowskiej działalności. Mamy możliwość natychmiastowego udostępniania informacji o wydarzeniach sportowych, tworzenia grup dyskusyjnych czy publikacji zdjęć z zawodów sportowych. Od razu mogą o nich zostać poinformowane wszystkie zainteresowane osoby. Oczywiście w naszym kieleckim środowisku idziemy z duchem czasu i również korzystamy z tych wszystkich nowinek technicznych. Dla przykładu podam, że fanpage na facebooku klubów uczelnianych naszego Uniwersytetu i Politechniki lubi średnio po 600 osób. Nurtuje mnie znowu inna kwestia… Jak funkcjonowało przekazywanie informacji w AZS w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, jeszcze przed rewolucją internetową. Co na przykład robił korespondent „Akademickiego Przeglądu Sportowego”, by przesłać do redakcji swój artykuł? Pewnie mój poprzednik pisał odręcznie felieton, relację czy zapowiedź imprezy sportowej i nadawał pocztą gotowy materiał na adres redakcji APS-u. Mógł też wysłać artykuł przepisany przez kogoś na maszynie. Teraz jest dużo szybciej. Siadamy do komputera. Kilka minut palce polatają po klawiaturze i wysyłamy co chcemy tam gdzie potrzeba. Trudno jednoznacznie ocenić, kiedy było lepiej. Nigdy nie patrzę na minione czasy z naszej obecnej perspektywy, ponieważ nigdy nie jestem w stanie ocenić ich obiektywnie. Jednak jestem przekonany, że mój poprzednik pracował w taki sposób, w jaki było dla niego najlepiej i najwygodniej. Ciekawe, jakich metod i środków do komunikacji i przepływu informacji będą używać nasi następcy za kilka lat w swojej azetesowskiej działalności? Jak będzie wyglądał „Akademicki Przegląd Sportowy”? Czy przestanie ukazywać się w wersji papierowej i będzie tylko dostępny w wersji elektronicznej? Czas pokaże. Jednego możemy być pewni. Studenci dalej będą chcieli uprawiać sport, a media będę przedstawiały materiały informacyjne. Maciej Wadowski
Wydanie Świętokrzyskie Redakcja: Michał Filarski, Maciej Wadowski e-mail: mt.filarski@gmail.com
eńczejŚwięftoakrzyskiej walczą młodziPo litechniki Koszykarze o drugą ligę!
K
oszykarze tej jedynej kieleckiej uczelni technicznej na trzecioligowych parkietach występują już po raz czwarty, zawsze plasując się w czubie tabeli. Najbliżej awansu byli dwa lata temu, kiedy to po pasjonującej walce przegrali w turnieju półfinałowym w Częstochowie. W tym roku ma być inaczej – głęboko wierzą w to zawodnicy i trener Stanisław Dudzik. Kielczanie, występujący od dwóch lat pod nazwą AZS Politechnika Świętokrzyska – Galeria Echo, rozkręcali się powoli. W pierwszych sześciu meczach zanotowali bilans 3–3, wygrywając wszystkie trzy mecze we własnej hali. Przełamanie niemocy wyjazdów nastąpiło w najbardziej pożądanym momencie – na parkiecie bezpośredniego rywala do awansu: Politechniki Krakowskiej. A potem było już z górki – akademicy zanotowali niesamowitą serię zwycięstw, pokonując wszystkich bezpośrednich rywali w walce o awans.
Lepsi od Politechniki Krakowskiej Mecz w Krakowie dostarczył wielkich emocji, jak na akademickie derby przystało. Kielczanie wygrali na boisku rywala po dogrywce jednym punktem (69:68). – W tym meczu widać było zaangażowanie i naprawdę fajną koszykówkę. Taką, którą powinniśmy grać od początku sezonu. Cieszy, że zawodnicy się zmobilizowali, pokazali, że chcą walczyć o przynajmniej drugie miejsce, które premiuje awansem do baraży. W meczu w Krakowie pokazali, że ich na to stać – mówił wtedy zadowolony trener Stanisław Dudzik. Najlepszym zawodnikiem spotkania był Alan Jaworski – student II roku budownictwa. Wygrywając w Krakowie, kielczanie już drugi raz pokonali kolegów po fachu i pokazali, która uczelnia jest lepsza… w koszykówkę. W kolejnym pojedynku z tarnowską Unią też nie było łatwo, a stawka była duża, bowiem spotkali się sąsiedzi w tabeli. Goście do Kielc przyjechali dodatkowo wzmocnieni, m.in. mającym ponad 10-letnie doświadczenie w ekstraklasie Jackiem Sulowskim. To było jednak za mało na świetnie dysponowanych kielczan (wygrana 73:65), którzy pokazali, że ten sezon może okazać się przełomowy…
Pokonali niepokonanych Najtrudniejszym zadaniem wydawał się być pojedynek z niepokonaną do tej pory drużyną Regis Wieliczka. Mecz rozpoczął się od dobrej gry kielczan. Od początku widać było duże zaangażowanie, czego efektem były liczne przechwyty
i punkty zdobywane z kontry. Coś zacięło się pod koniec pierwszej kwarty. Kielczanie byli bardzo nieskuteczni, a zawodnicy z Wieliczki skwapliwie to wykorzystywali. W pewnym momencie Regis prowadził już siedmioma punktami (14:21) i na ławce Politechniki robiło się nerwowo. Trener Dudzik, próbując coś zmienić w swoim zespole, postanowił na boisko wypuścić najmłodszych w drużynie, tegorocznych maturzystów Mateusza Pawlaka i Michała Ziemskiego. I to właśnie oni „rozruszali” grę w ataku. Co ciekawe, obaj w ostatni weekend mieli studniówki. – Michał i Mateusz to są chłopcy, którzy mają naprawdę duże możliwości i umiejętności. Pomagają drużynie i trzeba się tylko cieszyć, że mamy tak uzdolnioną młodzież. Jak widać, mieszanka doświadczenia i rutyny z młodzieńczą fantazją dała dobre efekty. Obaj wprowadzili dzisiaj dużo fajnych elementów – przyspieszyli grę, umieli wykorzystać sytuacje podkoszowe. To cieszy – podsumował występ wychowanków MKK Kielce trener Dudzik. A obaj „młodzi” wprowadzili się tak dobrze, że akademicy wygrali końcówkę kwarty 17:6 i do szatni schodzili z czteropunktowym prowadzeniem (31:27). Trener mógł sobie pozwolić na taką rotację, bo w tym roku ławka jest wyjątkowo szeroka, a skład drużyny jest bardzo wyrównany. Trzon stanowią doświadczeni zawodnicy, ale są też juniorzy, a wszystko spajają studenci na czele ze wspomnianym Alanem Jaworskim, który jest podstawowym rozgrywającym drużyny.
Wierzyć, trenować i… wygrywać Ostatecznie kielczanie pokonali Regis Wieliczka 70:75. Dla graczy z Wieliczki była to pierwsza porażka w lidze, a dla kielczan już piąte wcale nie ostatnie zwycięstwo z rzędu. Kielczanie umocnili się na drugiej pozycji w tabeli i to właśnie na niej zakończą sezon zasadniczy. Droga do drugiej ligi jest jednak bardzo kręta i wiedzie aż przez trzy turnieje. – Powoli zaczynamy przygotowywać się do turnieju finałowego, który czeka nas pod koniec marca. Tam trzeba będzie się naprawdę mocno sprężyć i wygrywać. Każde zwycięstwo będzie nas przybliżało do upragnionych baraży – mówi szkoleniowiec akademików. Bo pierwszy z nich już pod koniec marca w Wieliczce. Spotkają się w nim cztery najlepsze ekipy sezonu. W tabeli jest ciasno, bo trzecia Politechnika Krakowska traci do koszykarzy trenera Dudzika jedno oczko, a czwarta Unia – dwa. Jest to aps nr 02 2014 (317)
ważna zaliczka przed turniejem finałowym. Do dalszych gier awansują dwie drużyny (z zaliczeniem punktów z sezonu). – Widać, że chłopaki bardzo chcą. Trzeba tylko wierzyć w sukces, trenować i… wygrywać – wyjaśnia receptę na sukces trener Politechniki. Proste? W teorii tak, a w praktyce… przekonamy się pod koniec marca.
Inne sekcje też grają! Koszykarze Politechniki to nie jedyna uczelniana drużyna występująca w rozgrywkach ligowych. W II lidze piłkarzy ręcznych bardzo dobrze radzą sobie podopieczni Pawła Sieczki, którzy zajmują szóste miejsce w tabeli. Dla nich sezon ligowy to dobre przetarcie przed najważniejszą imprezą sezonu, czyli Akademickimi Mistrzostwami Polski, gdzie podobnie jak przed rokiem chcą awansować do finału. Swój debiut w II-ligowych rozgrywkach zanotowała też drużyna futsalu AZS Politechniki Świętokrzyskiej. Podopieczni Artura Obarzanka spisali się znakomicie, zajmując drugie miejsce w tabeli. To na pewno dobry prognostyk przed rundą wiosenną w piłkarskiej A-klasie, gdzie nasi piłkarze są głównym kandydatem do awansu do okręgówki (o czym mogliście przeczytać w nr. 8/2013 APS). Z kolei w III lidze występują siatkarki pod okiem byłego zawodnika Farta Kielce Krzysztofa Makaryka. Dla nich to forma przygotowań do AMP, podobnie jak występy w Kieleckiej Amatorskiej Lidze Firm dla drugiego zespołu koszykarzy, który odniósł m.in. prestiżowe zwycięstwo w akademickim derbach z ekipą Uniwersytetu J. Kochanowskiego. Wyniki i relacje z meczów naszych drużyn dostępne na stronie www.azs. kielce.pl, na klubowym facebooku oraz na twitterze (@azskielce). Michał Filarski Foto Paula Lesiak, Maciej Wadowski
www.azs.pl
udzy r d , ą j a n y z c a z i n d Je , e z s p e l j a n w ą j a r g zyli a inni jużowyczh paarkkieotańchcradzą sobie lig anowSprawdzamy, jak na iwersytetu Jana Koch Un z y yn uż dr ie ick akadem skiego w Kielcach. towy jak lider rozgrywek MUKS Jedyn-
Ręczni bronią tytułu Z końcem lutego zmagania w Małopolskiej Lidze Seniorów rozpoczęli nasi szczypiorniści. – Stawiamy przed sobą ambitne cele. Chcemy zwyciężyć podobnie jak przed rokiem. W zespole pojawiło się kilka nowych, młodych twarzy. Jednak trzon drużyny pozostał. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby zgrać się na treningach. Myślę, że moi podopieczni w tym składzie będą walczyć w każdym pojedynku o wygraną – ocenia sytuację w swoim zespole trener Błaszkiewicz. Zeszłoroczne zmagania w tej lidze piłkarze ręczni AZS UJK Kielce zakończyli na pierwszym miejscu w tabeli, odnosząc dwanaście zwycięstw i dwa razy schodząc pokonani z parkietu. Akademicy rozegrają w ramach rywalizacji w Małopolskiej Lidze Seniorów czternaście spotkań. „Czarno-biało-czerwonym” przyjdzie się zmierzyć między innymi z: LUKS Skrzyszów, PMOS Chrzanów, MOSiR Bochnia czy UR-Krakowiak Kraków.
Siatkówka na UJK trzyma się mocno Bardzo dobrze na trzecioligowych parkietach radzą sobie siatkarki i siatkarze Uniwersytetu. Mężczyźni po serii jedenastu spotkań są na pierwszym miejscu w tabeli. Podopieczni trenera Grzegorza Osiakowskiego, zarazem szkoleniowca siatkarek, w pokonanym polu pozostali m.in.: Hetmana Włoszczowa, UKS MKS Gump Ostrowiec Świętokrzyski czy SF Wioletta/Koneser Skarżysko-Kamienna. Kobiety po dziesięciu kolejkach zajmują drugie miejsce w tabeli, mając taki sami dorobek punk-
ka Ostrowiec Świętokrzyski. – Dotychczasowe wyniki pokazują, że w naszym zespole drzemie duży potencjał, a ten sezon jest przełomowy dla całej drużyny. W kolejnych spotkaniach rundy rewanżowej bardzo ważne dla układu tabeli będą mecze przeciwko SPS Kielce oraz Danie Gameb Skarżysko Kościelne. Żeby walczyć o mistrzostwo ligi, nie możemy sobie pozwolić na stratę punktów w tych pojedynkach – ocenia Paulina Boś, libero siatkarskiej drużyny AZS UJK. Akademiczki zdobywają również cenne doświadczenie w ramach turniejów ogólnopolskich. Nasze siatkarki uczestniczyły już w tym sezonie m.in. w turniejach w Nowym Targu, Tarnobrzegu czy Opocznie.
Futsaliści awansowali w debiucie, koszykarze walczą Futsaliści AZS UJK po raz pierwszy w historii zagrali w III Świętokrzyskiej Lidze Firm. Podopieczni trenera Włodzimierza Sterkowicza wywalczyli awans do II ligi, zajmując drugie miejsce za MINAR KKN Radka. Już od pierwszych spotkań akademicy pokazali wysokie umiejętności i do samego końca rozgrywek walczyli o najwyższe miejsce w tabeli. Natomiast koszykarze AZS UJK rywalizują w Kieleckiej Amatorskiej Lidze Firm. Po ośmiu spotkaniach podopieczni trenera Roberta Dutkiewicza zajmują szóste miejsce. Maciej Wadowski Foto Paulina Żołądek
e i k s u b u llubuskie i g i l I o k s i l b ą S . Zagryagrludinia zizelonogVóriscvyeakademicy rywalizowali na dwóch frontach: Do połow charze Polski. w lidze, a także w Pu że wielu kibiców obejrzało ciekawy mecz
W
tych drugich rozgrywkach szczypiorniści AZS UZ od samego początku nie mieli łatwej drogi. Zawodnicy z Winnego Grodu rozpoczęli rywalizację w Pucharze Polski od meczu z MKS-em Astromal Leszno. Akademicy okazali się lepsi od pierwszoligowego rywala, wygrywając 29:23. Następnie zielonogórzanie pokonali lidera zaplecza SuperLigi – WKS Śląsk Wrocław. Po dwóch wygranych z zespołami wyżej notowanymi w 1/8 Pucharu Polski AZS UZ wylosował Vive Targi Kielce. – Dla naszego klubu to niezwykłe wyróżnienie. Pierwszy raz w historii mamy okazję zagrać z tak zacnym przeciwnikiem. W klubie wszyscy to przeżywamy – mówił przed meczem Marek Lemański, dyrektor AZS UZ. Z losowania cieszyli się też zawodnicy drugoligowca. – Jest to dla nas wielka nagroda za dotychczasowy trud włożony w rozgrywki PP. Chyba przed pierwszym meczem nikt się nie spodziewał, że przebrniemy przez dwie pierwsze rundy, gdzie trafiliśmy na rywali z I ligi. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że wszyscy zawodnicy są zaszczyceni, że przyjedzie do nas mistrz Polski – komentował losowanie Bogumił Buchwald, kapitan akademików. – Szczerze powiem, że myśleliśmy o Kielcach. Nie ukrywam, że chcieliśmy trafić na kogoś lepszego, żeby siebie sprawdzić. Możliwość gry z takim zespołem jak Vive czy Wisła Płock jest czymś niesamowitym – dodał Buchwald. Zielonogórski zespół przyjął mistrzów Polski w hali Centrum Rekreacyjno-Sportowego, dzięki czemu spotkanie obejrzało blisko 5 tys. widzów. – Nie oszukujmy się: niektóre kluby z SuperLigi nieczęsto mają okazję grać przed taką publicznością – podkreślał Buchwald. Ostatecznie Vive pokonało AZS UZ 38:21, głównie za sprawą Ivana Cupica i Mateusza Jachlewskiego, którzy rzucili razem 18 bramek. – Składam podziękowania na ręce trenera Bogdana Wenty, że Vive przyjechało do nas w pełnym składzie i podeszło do spotkania na poważnie. My ten mecz traktowaliśmy jako wielką przygodę. Kończy się z takim przeciwnikiem i trzeba się cieszyć,
– mówił po meczu Mariusz Kwiatkowski, trener akademików. – Jeżeli chodzi o to spotkanie, to był w naszym przypadku nieco mocniejszy trening. Zespoły nie chciały sobie zrobić krzywdy. Mamy zupełnie inne cele w sezonie – komentował natomiast Wenta. – Powalczyliśmy, ale tak jak się spodziewaliśmy, nie byliśmy w stanie ugrać nic więcej. Daliśmy z siebie wszystko, więc wszyscy są zadowoleni. Stworzyliśmy dobre widowisko. Wyszliśmy na luzie i nie mieliśmy nic do stracenia. Vive też dało nam trochę pograć w pierwszej połowie. Dla mnie to wielkie przeżycie, pierwszy raz miałem okazję grać z drużyną z europejskiej czołówki. Z pewnością będzie to na długo niezapomniany wieczór – przyznał Marcin Jaśkowski, zawodnik AZS.
Oczywiście poza meczami pucharowymi zielonogórscy akademicy rywalizują także w II-ligowych zmaganiach. W połowie grudnia zakończyli pierwszą rundę na czele tabeli, mając na swoim koncie 10 zwycięstw, dwa remisy i tylko jedną porażkę. Punktów nie zdołali wywalczyć jedynie w rywalizacji z APSR-em Zawadzkie, a z Zielonej Góry remisy wywozili: MKS Żagiew Dzierżoniów i UKS Lider Swarzędz. Mimo pierwszego miejsca w tabeli szkoleniowiec akademików nie jest do końca zadowolony. – Mogłoby być lepiej, gdybyśmy grali całą rundę w pełnym składzie. Tak naprawdę w pełnym zestawieniu zagraliśmy półtora meczu na 13. Gdyby nie te problemy, to moglibyśmy oscylować wokół tylko jednego remisu – przyznał Kwiatkowski. – Mogliśmy
mieć jeszcze dwa punkty więcej, gdyby nie te remisy, albo gdybyśmy urwali jakiś punkt w Zawadzkich, bo szkoda takiej porażki. Jeżeli chcemy myśleć o awansie, to w rundzie rewanżowej nie powinniśmy już tracić punktów. Od pierwszego meczu czeka nas ciężka walka, bo rywale depczą nam po piętach. Każdy chce nam utrzeć nosa i zająć nasze miejsce. W związku z tym nikt się nie nastawia na łatwą grę – podsumował pierwszą rundę Bogumił Buchwald, kapitan akademików. Przerwę przed rewanżami zielonogórzanie ciężko przepracowali. – Przede wszystkim pracowaliśmy nad siłą i urozmaiceniem ataku. To było naszym głównym celem. Jeżeli zagramy w formacjach obronnych na poziomie takim jak w pierwszej rundzie, to myślę, że będzie dobrze – dodał trener AZS. Cel na koniec sezonu jest jasny, ale szkoleniowiec lidera II ligi wie, że zespół czeka jeszcze długa i ciężka przeprawa. – Słyszę dookoła, że wszyscy nas już stawiają w I lidze i trochę mnie to denerwuje. Jeszcze musimy wygrać trzynaście spotkań. My do I ligi mamy bardzo duży krok. Dla mnie każdy mecz będzie na wagę złota. Chcę, żeby zespół podszedł do każdego spotkania tak, jakby grał z Vive, żeby rywal nabrał do nas szacunku – przyznał Kwiatkowski. W pierwszy weekend stycznia w Zielonej Górze odbył się turniej polsko-niemiecki, w którym oprócz obu zespołów KU AZS UZ, udział wzięły ekipy z Nowej Soli, Świebodzina oraz dwie drużyny z Niemiec: SG Ajax Altglienickie i BSG Stahl Eisenhuttenstadt. W finale zmierzyły się dwie ekipy akademików. Zwycięzcę wyłoniły rzuty karne, które wykonywali m.in. trenerzy oraz masażysta. – Moim i trenera Urbańskiego zamiarem była zabawa. To było z góry ukartowane, że będą rzuty karne – przyznał Mariusz Kwiatkowski, trener AZS. Był to pierwszy turniej po przerwie świątecznej i wynik był sprawą drugorzędną. – Niektórzy zawodnicy zdali egzamin, z nich jestem bardzo zadowolony, a z innych trochę mniej – dodał szkoleniowiec akademików. – Z SG Ajax i BSG Stahl się już spotkaliśmy na turnieju w Niemczech. To jest forma nawiązania partnerstwa. Bardzo dobrze, że organizatorzy zaproaps nr 02 2014 (317)
i k z c i m e d a k a e n r b e r S y srebrny medal na szykarki wywalczył
tego Gorzowskie ko zegranych 12–16 lu ro 0, U2 ki ls Po h ac Mistrzostw dogrywce ademiczki uległy po ak e al fin W i. yn w Gd ia 49:58. Rivierze Bryzie Gdyn nie prowadziły, później musiały gonić,
K
oszykarki KSSSE AZS PWSZ trafiły do trudnej grupy, ale w gorzowskim środowisku wszyscy po cichu liczyli na medal. – Ogólne założenie było takie, żeby grać jak najlepiej i walczyć w każdym meczu. Wiedzieliśmy, że jeżeli to się spełni, to możemy grać wysoko – przyznał trener Robert Pieczyrak. Akademiczki w grupie grały z VBW GTK Gdynia, INEĄ AZS-em Poznań i Widzewem Łódź. Rywalizacja z pierwszymi dwoma zespołami miała być prawdziwym sprawdzianem. – Po półfinałach wiedzieliśmy, z kim zagramy i w jakiej kolejności, oraz że dwa pierwsze mecze będą najważniejsze. I na nie się szykowaliśmy. Były odpowiednie przygotowania i sprawdziły się. Dziewczyny realizowały to, co sobie założyliśmy i dzięki temu odnieśliśmy sukces – ocenił szkoleniowiec gorzowianek. Po dwóch zwycięstwach gorzowianki wywalczyły awans do półfinału, w którym pewnie pokonały UKS Basket Aleksandrów Łódzki. – Pierwszy mecz zagraliśmy bardzo dobry, drugi, z obrońcą tytułu, jeszcze lepszy. Weszliśmy do czwórki, tam świetny półfinał i finał, w którym wynik mógł się rozstrzygnąć w obie strony. Było trochę kontrowersji w tym meczu, ale nie warto o tym wspominać i trzeba się cieszyć z dużego sukcesu – stwierdził Pieczyrak. W finale akademiczki miały szanse na zwycięstwo. W końcówce minimal-
a celnym rzutem za trzy Natalia Sobek doprowadziła gorzowianki do dogrywki. Miejscowe okazały się lepsze i wygrały dodatkowy fragment 16:7. – Zespół z Gdyni nie dość, że miał zawodniczki wypożyczone, które nie grają tam na co dzień, to jeszcze sędziowie dopuścili do bardzo mocnej i siłowej gry. A takie mecze nie zdarzają się nawet w ekstraklasie. Doprowadziliśmy do dogrywki, ale w tej części meczu już nie mieliśmy szans. Dwie zawodniczki z pierwszej piątki nie zagrały: jedna odniosła kontuzję, druga zeszła za faule i tam już Gdynia dominowała – wspominał finał trener KSSSE AZS PWSZ Gorzów. Mimo wszystko srebrny medal uznać trzeba za sukces. – To nasze olbrzymie osiągnięcie. Remis po 38 w finale i bardzo dobry mecz w obronie z obu stron, to się rzadko zdarza. Może było trochę słabiej w ataku i zabrakło kropki nad i, ale to jest sport i dwóch mistrzów Polski nie może być – przyznał Pieczyrak. Jaka przyszłość czeka srebrne medalistki? Dla niektórych były to ostatnie finały w rozgrywkach młodzieżowych. – Tak naprawdę tego zespołu już nie ma. Zespół, który kończy cykl rozgrywkowy, w praktyce przestaje istnieć. Zawodniczki kończą wiek juniorki starszej: część pisze maturę i zastanawia się, jakie studia wybrać, część już nie będzie grała w koszykówkę. Ten zespół miał cel, a teraz już każda zawodniczka idzie
w swoją stronę – wyjaśnił szkoleniowiec gorzowianek. – Bardzo mi smutno, bo to był wielki zespół: dojrzewał do pewnych rzeczy, dorastał i fantastycznie się go prowadziło. Realizował to, co chciałem, i graliśmy naprawdę fajną koszykówkę – dodał. Teraz Robert Pieczyrak będzie dopingował swoje podopieczne, nie tylko w sporcie. – Będę trzymał kciuki za dobre matury swoich zawodniczek. Niech się dostaną na studia i kończą najlepsze uczelnie w całej Polsce – zapowiedział. A jaki cel do końca sezonu mają pozostałe grupy młodzieżowe? – Na razie do ćwierćfinałów MP awansowały juniorki, kadetki o to walczą. Myślę, że na poziomie medali już w tym sezonie grać nie będziemy. Mamy swój cykl szkoleniowy: bardziej postawiliśmy na te najmłodsze roczniki, które jeszcze nie grają nawet w ogólnopolskich rozgrywkach. Chcemy, żeby później jak najwięcej tych zawodniczek grało w pierwszym zespole. Medal to wartość dodana. Najważniejsze, żeby te zawodniczki mogły w przyszłości trafić do gorzowskiej i polskiej koszykówki – zakończył Pieczyrak. MVP gorzowianek podczas finałów MP U20 wybrano Natalię Sobek. W najlepszej piątce turnieju znalazła się jedna gorzowianka – Katarzyna Jaworska. Dawid Lis Foto Marcin Kluwak
sili te drużyny do nas na zawody. Nie były zbyt wymagający rywalami. My graliśmy swoje, bo to pierwszy tydzień, kiedy wracamy do treningów z piłkami i do cyklu meczowego. Może nasza gra nie była jeszcze nawet na takim średnim poziomie, ale najważniejsze, że kontuzji było mało, mimo że nie wszystkie zespoły zagrały towarzysko. Cieszymy się, że w finale spotkaliśmy się ze sobą – ocenił turniej Buchwald. Ważna była także obecność drużyn z Niemiec, ponieważ pokazuje, iż współpraca AZS UZ z drużynami zza zachodniej granicy układa się coraz lepiej. – Rok temu osobiście zaprosiłem AZS do nas na turniej. Szukałem klubu z Polski, który mógłby zagrać. Zobaczyłem, że Zielona Góra ma dwie drużyny i zaprosiłem drugi zespół, a przyjechał cały skład – wspominał początki współpracy Sławomir Zach, kierownik sekcji piłki ręcznej BSG Stahl. Z jakimi wrażeniami zespoły wrócą do Niemiec? – Zielona Góra gra w piłkę ręczną na wysokim poziomie. Oni trenują pięć razy
w tygodniu, a my tylko dwa. Z tego wynika różnica poziomów. Poza tym Stahl gra w niemieckiej szóstej lidze. Ale w tych turniejach chodzi przede wszystkim o to, żeby się poznać. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy – przyznał Zach. Kolejny weekend akademicy również przeznaczyli na towarzyskie granie, wykorzystując w pełni przerwę przed rundą rewanżową. Tym razem AZS UZ zaprosił do Zielonej Góry mocniejszych rywali: I-ligowego Wolsztyniaka Wolsztyn i Zagłębie Lubin z PGNiG Superligi. – Jeśli chodzi o szkolenie i perspektywę na przyszły sezon, to taki turniej i gra z Zagłębiem ma sens. Rywalizacja ze słabszymi to żadna przyjemność – mówił przed turniejem Mariusz Kwiatkowski. Ostatecznie szczypiorniści z Zielonej Góry musieli uznać wyższość obu rywali, ale lepiej zaprezentowali się w rywalizacji z Zagłębiem, które zwyciężyło w turnieju. – Dwie porażki, ale jakże różne. Po pierwszym meczu z Wolsztyniakiem byłem lekko załama-
ny postawą zespołu. Natomiast porażka z Zagłębiem była wkalkulowana, ale myślę, że chłopcy nie przynieśli wstydu – podsumował szkoleniowiec AZS. Zielonogórscy akademicy do rundy rewanżowej przystąpili bardzo dobrze przygotowani, co udowodnili na parkietach. W siedmiu spotkaniach drugiej rundy szczypiorniści z Winnego Grodu wywalczyli komplet zwycięstw. Do zakończenia sezonu pozostało im do rozegrania sześć meczów. Na tę chwilę zielonogórzanie prowadzą w tabeli II ligi z przewagą pięciu punktów nad MKS-em Żagiew Dzierżoniów. Dodatkowo warto wspomnieć, że podopiecznym Kwiatkowskiego pozostała rywalizacja głównie z rywalami z dolnej połówki tabeli. Powinno to ułatwić zielonogórzanom wywalczenie awansu. Nie można jednak zlekceważyć żadnego przeciwnika. Miejmy nadzieję, że na wiosnę będziemy cieszyć się z awansu akademików do I ligi! Dawid Lis Foto Marek Florczyk
www.azs.pl
na halocizęły piłkarki nożne UJ górą sezon halowy rozp Bardzo dobrze pujące giellońskiego. Wystę Ja tu te sy er iw Un S i” AZ straklasie „Jagiellonk ek w k te an ut bi de w rolach y porażki. w tym sezonie gorycz e cz sz je y ał zn za e ni
N
a inaugurację rozgrywek krakowski zespół pojechał do Gniezna na mecz z tamtejszym Medanem. Choć pierwszą połowę „Jagiellonki” przegrały 0:1, to po przerwie było już znacznie lepiej. Sygnał do ataku dała pozyskana z Częstochowy Justyna Maziarz. Bramka na 1:1 odwróciła losy spotkania. Zespół krakowski zaczął naciskać i uzyskał przewagę, którą potwierdził mocnym uderzeniem pomiędzy 32 a 37 minutą. Najpierw bramkę zdobyła Kamila Darda, następnie w 34. minucie strzeliła Kinga Wilk, a dzieło dokończyła Maziarz. 4:1 na wyjeździe otworzyło drogę do dobrej gry w całym sezonie. Trzecia kolejka to wyjazd do hali mistrza Polski – ISD-AJD Gol Częstochowa. Rywalki „Jagiellonek” w ostatnich dwóch sezonach zdominowały rozgrywki krajowe, a w ubiegłym nie przegrały ani jednego spotkania. Mecz rozstrzygnął się w pierwszej połowie, w której kolejno Małgorzata Bartosiewicz, Magdalena Knysak i Anna Zapała pokonały bramkarkę gospodyń. Zwycięstwo 3:1 w drugim spotkaniu wyjazdowym zaostrzyło apetyt na pierwszy mecz rozgrywany w roli gospodarza. Przeciwnikiem krakowianek był Elwo Etna Elbląg. W 4. minucie na prowadzenie wyprowadziła „Jagiellonki” Aleksandra Giza, która zdobyła swoją premierową bramkę na parkietach ekstraklasy. Od tego momentu krakowianki zaczęły śmielej atakować, ale rywalki wyprowadziły dwa groźne kontrataki, po których objęly prowadzenie 2:1. Do wyrównania doprowadziła Karolina Gruszka, ale na przerwę „Jagiellonki” zeszły przegrywając 2:3. W drugiej połowie długo nie mogły pokonać bramkarki z Elbląga. Dopiero w 28. minucie gola na 3:3 zdobyła Magdalena Knysak. Ciągły napór krakowianek przyniósł efekt w postaci bramki na 4:3, którą strzeliła Justyna Maziarz. Po minucie na 5:3 podwyższyła Aleksandra Giza, a po kolejnych dwóch było 6:3 za sprawą Anny Zapały. Od tego momentu AZS UJ starał się kontrolować ostatnie osiem minut spotkania. Nie udało się to w pełni, gdyż w tym czasie Etna zdołała zmniejszyć rozmiary porażki na 6:4.
Kolejny mecz w roli gospodarza krakowianki rozegrały z ostatnią w tabeli drużyną PIOMARCO AFC Kościan. Wynik 17:3 oddaje różnicę umiejętności. AZS UJ do zwycięstwa poprowadziły Justyna Maziarz (cztery gole) i Natalia Sitarz (trzy). Resztą zdobyczy bramkowej podzieliły się: Magdalena Knysak, Katarzyna Ładocha, Aleksandra Giza, Kinga Wilk (każda po dwie bramki), Małgorzata Bartosiewicz i Magdalena Gozdecka (po golu). Najciekawszy pojedynek zbiegł się z początkiem 2014 r., kiedy to zespół krakowski pojechał do Poznania na spotkanie z AZS UAM. Inicjatywa należała do gospodyń, jednak nie mogły znaleźć recepty na dobrze zorganizowaną defensywę krakowianek. Te starały się wy-
korzystywać błędy rywalek. Udało się to 13. minucie. Małgorzata Bartosiewicz wstrzeliła piłkę w pole karne do Aleksandry Gizy, a ta wyprowadziła AZS UJ na prowadzenie. Zawodniczki AZS UAM nie dawały za wygraną i nieustannie starały się zmienić rezultat, ale nie potrafiły pokonać dobrze spisującej się w bramce UJ Anny Popławskiej. W 17. minucie udało się im wreszcie doprowadzić do wyrównania za sprawą Alicji Buszy. Na drugą połowę przyjezdne wyszły bardziej zmotywowane. Dało się zauważyć więcej swobody w rozgrywaniu akcji przez krakowianki, które dłużej utrzymywały się przy piłce. Na 2:1 wyprowadziła „Jagiellonki” Anna Zapała. Od tego momentu przebieg meczu był odmienny od sytuacji w pierwszej połowie. To przyjezdne prowadziły grę, a gospodynie wyprowadzały kontrataki. Kolejne bramki padły w ostatnich czterech minutach spotkania. Najpierw na 3:1 podwyższyła Anna Zapała, a chwilę później wynik na 4:1 ustaliła Justyna Maziarz. Zaległe spotkanie z Kresowiakiem rozpoczęło się z 30-minutowym opóź-
nieniem. Nie stawili się sędziowie i trzeba było ściągać ich krakowskich zastępców. łowie jednak zdołała
W pierwszej pożadna z drużyn nie pokonać bramkarki przeciwniczek. Po przerwie dominacja krakowianek zaczęła narastać i w ósmej minucie gola zdobyła Kinga Wilk. Chwilę później zespołową akcję wykończyła Aleksandra Giza i było 2:0. Po wznowieniu gry zawodniczki Kresowiaka potrzebowały 15 sekund na strzelenie bramki kontaktowej. Ostatnia minuta należała jednak do gospodyń. Najpierw wynik podwyższyła Sitarz, a zwycięstwo 4:1 przypieczętowała Karolina Dul. Wreszcie liderujący po sześciu kolejkach AZS UJ Kraków podejmował drugi w tabeli LZS RB Kocur Głogówek. Dodatkowym smaczkiem tego spotkania była cicha rywalizacja uważanych za najlepsze w Polsce piłkarki halowe: Justyny Maziarz i Agaty Sobkowicz. Zanim jednak meczowe emocje na parkiecie się rozpoczęły, tuż przed gwizdkiem doszło do sporego osłabienia drużyny gospodyń. W czasie rozgrzewki kontuzji nabawiła się bramkarka AZS-u Andżelika Dąbek. W związku z kontuzją Anny Popławskiej, trener Krzysztof Mastalerz musiał wystawić na tej pozycji zawodniczkę z pola. Po krótkiej naradzie wybór padł na Magdalenę Knysak. Po nudnym początku, tempo zaczęło rosnąć. W końcówce pierwszej połowy Maziarz zdobyła gola na 1:0. Po zmianie stron do wyrównania doprowadziła Sobkowicz. Momentem przełomowym spotkania okazała się 34. minuta, kiedy drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, otrzymała Magdalena Wójcik z Kocura. Osłabienie przeciwnika wykorzystała przy pierwszej okazji Kinga Wilk. Nie minęła minuta, a kolejne trafienie zanotowała Maziarz. Wynik meczu na 3:2 ustaliła Sobkowicz. W końcówce obie drużyny zmarnowały dogodne sytuacje do zdobycia gola. Przedłużonego rzutu karnego nie wykorzystała najpierw Maziarz, a potem Sobkowicz. W ostatniej minucie do wyrównania mogła doprowadzić Wójcik, ale trafiła w poprzeczkę. Mecz z UKS Medan Gniezno na początku przyniósł niespodziankę w postaci bramki dla gości. Bezskutecznie wyrównać próbowały „Jagiellonki”, ale aps nr 02 2014 (317)
Z GryfestycmzniaA20Z14Sr.…w Collegium Novum
e, W niedzielę 12 o odbyło się uroczyst eg ki ńs lo el gi Ja tu te Uniwersy Kraków, e Koła Seniorów AZS ni ka ot sp e zn oc or w nowiono e zostały nowo usta on cz rę w o eg ór kt w trakcie AZS”. ów statuetki „Gryfa or ni Se ło Ko z ze pr ne
P
ierwsze statuetki otrzymali: Klub Uczelniany AZS AGH Kraków za zajęcie I miejsca w punktacji ogólnej Akademickich Mistrzostw Polski 2012/2013 oraz Klub Sportowy AZS AWF Kraków za zdobycie Drużynowego Mistrzostwa Polski 2013 w Lekkoatletyce. Wyróżnienia odebrali prezesi Klubów dr Jarosław Jakubski (AGH) i prof. Michał Spieszny (AWF), a wręczyli je przewodniczący Koła Seniorów prof. Andrzej Białas i autor projektu statuetki prof. Stefan Dousa. Ustanowione przez Koło Seniorów AZS Kraków wyróżnienie obejmować będzie całe środowisko krakowskiego AZS-u i będą nim corocznie nagradzani: zawodnicy, trenerzy, działacze, zwycięzcy plebiscytów, kluby AZS za wybitne osiągnięcia sportowe i zasługi dla AZS w Krakowie. Wyróżnienie stanowi odlana w brązie statuetka azetesowskiego gryfa z wygrawerowaną dedykacją oraz
na 2:0 podwyższył Medan. Przed przerwą kontaktową bramkę dla krakowianek zdobyła z rzutu karnego Kinga Wilk. Po zmianie stron do wyrównania doprowadziła Adamska. W dalszej części meczu gospodynie osiągnęły znaczącą przewagę, ale strzały Aleksandry Gizy, Kamili Dardy, Kingi Wilk i Justyny Maziarz nie trafiały do bramki Medanu. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem i pierwszą w tym sezonie stratą punktów przez zespół z Krakowa, na strzał z dystansu zdecydowała się Darda. Piłka trafiła pod poprzeczkę i rzutem na taśmę „Jagiellonki” wygrały to spotkanie 3:2. Wyjazdowy pojedynek z MKS Orion Kresowiak Siemiatycze rozpoczął się bardzo dobrze dla krakowianek, dla których już na samym początku bramkę zdobyła Anna Zapała. Rozbite takim obrotem sytuacji gospodynie nie mogły znaleźć sposobu na zdyscyplinowaną grę drużyny gości. Na 2:0 dla UJ podwyższyła Agnieszka Szymkowiak, a tuż przed przerwą wynik brzmiał 3:0 dzięki celnemu strzałowi Karoliny Gruszki. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Dwukrotnie na listę strzelczyń wpisała się Justyna Maziarz, a po jednym golu dodały Anna Zapała i Małgorzata Bartosiewicz. Wynik końcowy 7:1. W meczu na szczycie, arcyważnym dla losów mistrzostwa, padł remis 1:1. www.azs.pl
specjalny dyplom. Statuetkę i dyplom zaprojektował prof. Stefan Dousa, członek Koła Seniorów i jego Rady. W trakcie spotkania prezesi wyróżnionych klubów wygłosili referaty, informując zebranych członków Koła o działaniach i osiągnięciach swoich klubów. Ustanowienie wyróżnienia, oprócz nagrodzenia sukcesów sportowych, ma także na celu powiązanie działalności Koła Seniorów z aktualną działalnością młodszych kolegów uprawiających sport w Klubach Uczelnianych, Klubie Sportowym AZS AWF czy w AZS Kraków, a także wskazanie im możliwości kontynuowania aktywności po zakończeniu kariery sportowej w Kole Seniorów AZS Kraków. Noworoczne spotkanie zakończyło się w miłej atmosferze łamania opłatkiem i składania życzeń. Kazimierz Trybalski
Przed spotkaniem AZS UJ miał 5 punktów przewagi nad Golem. Zwycięstwo właściwie zapewniłoby krakowiankom tytuł mistrzowski. Przegrana z kolei oznaczałaby, iż ich główny rywal zbliżyłby się na dwa punkty i koniec zmagań zapowiadałby się bardzo interesująco. Spotkanie nie było porywającym widowiskiem, a przynajmniej nie jego pierwsza połowa. Od dwóch obecnie najlepszych zespołów w Polsce oczekiwałoby się znacznie więcej. Gol podszedł do rywalek z dużym respektem, szanował piłkę i starał się przeprowadzać ataki pozycyjne. AZS nie kalkulował na boisku i prowadził bardziej otwartą grę, starając się jak szybciej przedostać pod bramkę przeciwniczek. Remis nie zmienia wiele w tabeli Ekstraligi. AZS utrzymał przewagę 5 punktów nad drugim Golem i 7 punktów nad Kocurem, który ma jeden mecz mniej. Na cztery kolejki przed końcem rozgrywek można przypuszczać, że krakowianki nie wypuszczą już z rąk tytułu i zakończą sezon na pierwszym miejscu. Nie wolno jednak zapominać, że piłka nożna, a w szczególności jej halowa odmiana, bywa nieprzewidywalna i nieobliczalna. Tekst i foto Marek Szlachta AZS UJ
l o p o ³ a m ma³opolskie Co z tą zimą… Za nami już luty, a śniegu było jak na lekarstwo. Straty liczą właściciele wyciągów oraz pensjonatów i hoteli w górach. Szczęśliwie nam w Małopolsce udało się rozegrać bez przeszkód zawody Akademickich Mistrzostw Małopolski. Rywalizacja jak zwykle na najwyższym poziomie, o czym – mam nadzieję – przekonamy się na AMP. Oby tylko zima pozwoliła na bezproblemowe rozegranie zawodów w innych województwach, a także Akademickich Mistrzostw Polski. Stały się one jedną z największych imprez masowych w Polsce. Co roku setki zawodników stają na starcie i walczą o ułamki sekund. A najlepsi o cenne nagrody, które co roku przygotowują organizatorzy. W tym miejscu należą się gratulacje dla AZS Środowisko Warszawa za „rozkręcenie” AMP-ów narciarskich wraz z towarzyszącym im cyklem AZS Winter Cup. Każdy start przed laty był dla mnie nie lada przyjemnością, a teraz miło jest popatrzyć na młodszych zawodników walczących o najlepsze miejsca. I oby tak dalej… Marek Szlachta
Wydanie Małopolskie Redakcja: Marek Szlachta e-mail: krakow@azs.pl
Zagranica
Dobra chemia, czyli turniej dziesięciu drużyn
Polscy badmintoniści wystartowali w międzynarodowym turnieju akademickim TTST w Rotterdamie. Tym razem do portowego miasta w Holandii wybrali się przedstawiciele AZS Uniwersytetów Warszawskiego i Gdańskiego.
T
TST (Ten Teams Shirt Tournament) to drużynowy odpowiednik licznych turniejów znanych w Europie pod nazwą ISBT (International Student Badminton Tournament). Holandia stanowi oazę zawodów akademickich tego typu. W tym roku w Rotterdamie rozegrano 20. edycję TTST. W innym holenderskim mieście, Enschede, odbyło się 27 zawodów ISBT. Turnieje tego rodzaju mają także Amsterdam, Maastricht, Tilburg i Utrecht. Trochę podobny odbywa się co roku w Eindhoven. Polacy chętniej podróżują na turnieje ISBT, niż je sami organizują. W zamierzchłych czasach odbył się jeden w Krakowie, drugi – w Warszawie w 2010 r. Kluczowe jest zebranie grupy zapaleńców oraz dysponowanie sporym obiektem (wiele kortów), najlepiej z możliwością noclegu w hali na h. własnych materacach i w śpiworach. Nawet najsłynniejsze ISBT (Ber-lin, Kolonia, Paryż) kończyły żywott o(przynajmniej na pewien czas) z poiwodu rozsypania się grupy organiazatorów lub cofnięcia przez uczelniaanych dysponentów zgody na korzystanie z obiektu. urFinanse nie są wcale kluczowe. Turięnieje ISBT nie są z założenia przedsięmu wzięciem biznesowym, dzięki czemu koszty uczestnictwa nie odstraszają studentów. W Rotterdamie w ramach wpisowego (42 euro) zapewniono na dwie doby: start, wyżywienie, noclegi w hali na materacach organizatora (na inne turnieje trzeba przywieźć własne) oraz powitalny koncert miejscowego zespołu i impreza w sobotni wieczór. Ponadto każdy zawodnik otrzymał turniejową koszulkę w kolorze swojej drużyny. Co więcej, z zawodów nikt nie odpada, a gra się z przeciwnikami na poziomie zbliżonym do własnego. Ten pierwszy atut jest zapewniony dzięki zastosowaniu szwajcarskiego systemu gry (przeciwnicy w kolejnych rundach są zestawiani komputerowo na podstawie dotychczasowego wyniku). To drugie wynika z możliwości zapisania się
do jednej z czterech (niekiedy trzech) kategorii według poziomu gry. W kategorii A możemy napotkać czołowych graczy krajowych, zdarza się nawet, że mających w perspektywie starty olimpijskie, podczas gdy w kategorii D startują często kompletne żółtodzioby. – Z wyjazdu do Rotterdamu mam bardzo pozytywne wrażenia – zwierza się Szymon Żerko, doktorant na Wydziale Chemii Uniwersytetu Warszawskiego. – Co prawda nie mam porównania, bo był to mój pierwszy turniej ISBT, ale zalet mógłbym wymienić wiele. Najważniejsze to dużo gry w bardzo miłej atmosferze oraz bardzo sprawna organizacja. Dla Anny Zakrzewskiej (AZS UW) był to wręcz pierwszy turniej w życiu, więc się trochę niepokoiła. Przypadła jej do gustu, podobnie jak Szymonowi, duża liczba gier (w Rotterdamie nie było przy tym ograniczenia do dwóch rodzajów: można było próbować sił zarówno w singlu, jak i deblu czy mikście) i sympatyczna atmosfera. – Szczególnie miło wspominam miejscową studentkę, która dała mi kilka wskazówek nie tylko w czasie naszego pojedynku, ale także już po zawodach. – Anna wskazała zarazem na istotny urok turystyczny takich imprez: – Dobry pomysł na wyjazd, jeśli połączy się go ze zwiedzaniem.
terdamie, gdzie tworzenie drużyn (w obrębie każdej z wcześniej deklarowanych kategorii sportowych) ma charakter losowy. Skutkuje to bardziej zbiorowym niż indywidualnym przeżywaniem sukcesu czy porażki uczestnika każdego zespołu. Niepowtarzalny klimat imprez podkreśla też turniejowe zakwaterowanie uczestników: wspólne spanie na materacach w zbiorowej sali – puentuje Huczko. Obaj warszawscy chemicy mogli być ponadto usatysfakcjonowani wynikiem. Los przydzielił ich do jednego zespołu, który zwyciężył w kategorii C. W turnieju zorganizowanym przez BV Erasmus, czyli klub badmintona przy rotterdamskim Uniwersytecie Erazma, startowali w większości Holendrzy, a także badmintoniści z Anglii, Belgii, Francji, Niemiec, Polski i Azji. Wielu spośród niecałej setki uczestników umawiało się na nieodległe spotkanie na ISBT w Utrechcie. Na nich i innych czekają w najbliższych miesiącach turnieje ISBT w Amsterdamie (maj), L Londynie (czerwiec) i szereg kolejnych. Z Zwolennicy tej formuły turniejów plan nują ekspansję do krajów Azji, gdzie n brak dobrych uniwersytetów, a już nie n pewno – badmintonistów. na Tekst i foto Janusz Rudziński
Prof. Andrzej Huczko z Uniwer-sytetu Warszawskiego to drugi badmintonista-chemik w polskiej ekipie. O takich turniejach może powiedzieć więcej, bo startował w poprzedniej dekadzie na rozgrywanych do tej pory zawodach ISBT w norweskim Tonsbergu. – Międzynarodowe studenckie turnieje badmintonowe to fajna sprawa – zaczyna swoje podsumowanie. – Niezależnie od ich formuły (indywidualne czy drużynowe) spełniają ważny cel zbliżania młodzieży z różnych krajów. Warta podkreślenia jest ich atmosfera: daleka od poważnych, stresujących zawodów sportowych, a zbliżona bardziej do zabawy. Szczególnie jest to odczuwalne w turnieju tego typu jak w Rotaps ap s nr n 02 2014 (317)
Zagranica
Uczelnia wśród fiordów Siedem styczniowych dni 2014 r. spędziłem w Sogndal w Norwegii. Odbywałem tam staż w ramach programu wymiany pracowników uczelni wyższych, koordynowany przez europejski Fundusz Stypendialny i Szkoleniowy, a realizowany przez Wyższą Szkołą Handlu i Usług w Poznaniu oraz miejscowy Sogn og Fjordane University College.
S
ogndal jest urokliwą, spokojną i cichą miejscowością, stolicą okręgu Sogn og Fjordane, położoną 400 km na północny zachód od Oslo. Zlokalizowana wśród fiordów, ma zaledwie 7 tys. mieszkańców oraz 2,5 tysiąca studentów miejscowej uczelni. Położenie pomiędzy niezamarzającymi fiordami sprawia, że nawet zimą niewiele jest tutaj śniegu, a warunki do życia, pomimo chłodu i bezustannych silnych wiatrów, są całkiem znośne. Sogn og Fjordane University College jest – jak na warunki norweskie – instytucją edukacyjną średnich rozmia-
rów. Liczy około 3 tys. studentów i 300 pracowników. Jest jedną z 26 uczelni państwowych w tym kraju. Składa się z czterech wydziałów: Nauk o Zdrowiu (jego duża część znajduje się także w Forde – 100 km od Sogndal), Inżynierii i Nauk Ścisłych, Pedagogiki i Sportu oraz Nauk Społecznych. Oferuje studia I i II stopnia w systemie stacjonarnym. Na podstawie umów z uczelniami partnerskimi (jest wśród nich WSHiU i kilka innych uczelni z Polski) oraz umów www.azs.pl
międzyrządowych każdego ego roku k oprócz opróc óóccz Norwegów studiuje tutaj ajj – w języku języku ku u ło 200 studenangielskim – także około tów z zagranicy. kim partnerom pa art rtnerom Prezentując norweskim by yłe łem Wyższą Szkołę Handlu i Usług, byłem u, znajdującego gościem Instytutu Sportu, ału Pedagogiki się w strukturach Wydziału ane University i Sportu Sogn og Fjordane niem Instytutu College. Głównym zadaniem jest praca dydaktyczna ze studentami różnych specjalizacji nauczycielskich, a wśród nich również wychowania fizycznego. Pracownicy Instytutu prowadzą zarówno zajęcia teoretyczne w salach wykładowych, jak i zajęcia praktyczne, korzystając z doskonałych obiektów sportowych, położonych na terenie uczelnianego kampusu. Infrastruktura naprawdę budzi zazdrość. Wprost oszałamia hala sportowa, w której znajduje się pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej ze sztuczną trawą, w razie potrzeby dzielone na mniejsze części i udostępniane adeptom innych gier zespołowych. Poza tym uczelnia dysponuje salami gimnastycznymi, siłowniami i boiskami do squasha, a na otwartym powietrzu – stadionem piłkarsko-lekkoatletycznym, małym boiskiem ze sztuczną trawą i boiskami do siatkówki plażowej. W okresie zimowym, oczywiście – także lodowiskiem. Należy jeszcze dodać, że studenci masowo korzystają z doskonałych tras narciarskich w wyższych partiach gór, położonych w bezpośredniej okolicy Sogndal. Instytut Sportu prowadzi również badania naukowe, a lista jego pracowni i specjalistycznych laboratoriów jest naprawdę imponująca. Ponieważ moim zadaniem w Sogn dal było także przeprowadzenie badań, przez cały czas pobytu w Instytucie dysponowałem własnym gabinetem do pracy. W trakcie prezentacji WSHiU i pogadanek (prowadziłem je osobno dla przedstawicieli wydziałów, Instytutu Sportu oraz organizacji studenckich) wspominałem również o sporcie studenckim w Polsce i o Akademickim Związku Sportowym. Norwegowie ze szczególną uwagą wsłuchiwali się w informacje o naszym AZS-ie i o systemie sportowych rozgrywek ogólnopolskich,
europejskich oraz światowych, w którym uczestniczymy. Dla zdecydowanej większości moich słuchaczy wiadomości o istnieniu EUSA czy FISU były absolutną nowością, a słowa „Uniwersjada” albo „University Games” – określeniami zupełnie nieznanymi. W Sogndal sportowe rozgrywki studenckie kończą się na szczeblu uczelnianym, a bujna aktywność fizyczna młodych ludzi ogranicza się w zasadzie do różnorodnej rekreacji. Sportowe organizacje studenckie (np. Lurkalaget czy Studentspretten) mają wyłącznie wymiar lokalny. Podziw młodzieży norweskiej wzbudza zatem nasza organizacja ogólnopolska, umożliwiająca najlepszym studentom udział w prestiżowych zawodach akademickich na całym świecie. Z kolei mój wielki podziw i zazdrość wywołały: wspomniane już wielofunkcyjne obiekty sportowe, inteligentne sale wykładowe, nowoczesne budynki na kampusie Sogn og Fjordane University College, skomputeryzowana biblioteka uczelniana, czynna 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu, przestronna stołówka, oferująca od rana do wieczora bogaty asortyment dań, oraz domy studenckie z przestronnymi pokojami, wyłącznie jednoosobowymi. Norwegia ma jeden mankament, ale bardzo poważny. Jest krajem bardzo drogim. Oczywiście legendy krążą o horrendalnych cenach trunków w tym kraju, posiadającym podobno „aż” 283 sklepy z alkoholem (w mojej rodzinnej Bydgoszczy jest ich 550). Dla zilustrowania drożyzny posłużę się jednak nie ceną alkoholu, ale musztardy. Mały słoiczek byle jakiej musztardy kosztuje w norweskim supermarkecie około 24 korony (12 zł). Przeciętna cena małego słoika tego przysmaku (?) – jak i wielu jeszcze innych artykułów – jest w Polsce sześciokrotnie niższa! Tekst i foto Piotr Kuś Autor jest kierownikiem Studium WF i Sportu Wyższej Szkoły Handlu i Usług w Poznaniu.
11
Jubileusz Mieczysława Zbigniewa Hrehorowa
lutego 2014 r. dla sportu akademickiego i częstochowskiego był dniem szczególnym. W tym dniu M. Hrehorów obchodził podwójny jubileusz: 90. urodziny i 70-lecie działalności społeczno-sportowej. Uroczystości rozpoczęto mszą św. w Kościele Rektorackim pw. Najświętszej Maryi Panny. Mszę odprawili sympatycy AZS: ks. dr Andrzej Przybylski, rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Częstochowie, ks. Krzysztof Jeziorowski, opiekun Klubu Seniora AZS,, i ks. infułatt Marian Miko-łajczyk. Punk-tualnie o godz.. 14.00 w Ratu-m szu Miejskim w towarzystwiee najbliższej ro-dziny Jubilata,, parlamentarzystów, władzz samorządowych oraz licz-nej rzeczy jegoo współpracowni-ków, młodzie-ży akademic-kiej i szkolnej,, a także Zarzą-du Głównegoo AZS – prezy-dent Miasta Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk wręczył Panu Mieczysławowi medal Merentibus (odznaczenie częstochowskie przyznawane za zasługi w dziedzinie nauki, sztuki, wynalazczości i przemysłu). Jubilat urodził się 11 lutego 1924 r. w Złoczowie koło Lwowa. Wychowywał się w wielopokoleniowej rodzinie katolickiej i patriotycznej. Najwięcej czasu wolnego spędzał z rówieśnikami pochodzenia ukraińskiego, żydowskiego i polskiego. W tej zbiorowości zdo-
bywał wykształcenie i doskonalił się sportowo. Jego pasją była piłka siatkowa oraz turystyka, w tym wycieczki górskie i narciarstwo. Do tych dyscyplin miał szczególne predyspozycje. Niestety wojna przerwała realizację jego marzeń sportowych. Przeżył trzy okupacje: sowiecką (1939–1941), niemiecką (1941–1944) i po raz drugi sowiecką (1944–1945). Z Kresów do Częstochowy przybył 7 września 1945 r. Od początku pobytu w grodzie pod Jasną Górą związał się ze środowiskiem sportowym. W listopadzie 1946 r. rozpoczął
studia w Wyższej Szkole Administracyjno-Handlowej (rozważał też studia w Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie). Za namową starszego kolegi Bogdana Hoffmana w towarzystwie Tadeusza Bojanka reaktywował w 1946 r. Akademicki Związek Sportowy w Częstochowie. M. Hrehorów wymyślił dla AZS Częstochowa białe barwy, a gryf przyozdobił złotą obwódką (te dwa symbole towarzyszą jemu i Częstochowie siedemdziesiąt lat). W latach czterdziestych XX w.
organizował elitarne reprezentacyjne akademickie bale (taniec także był jego pasją), z których dochód przeznaczono na działalność statutową AZS. Jego talenty organizacyjne zostały w pełni wykorzystane dla potrzeb sportu akademickiego w Częstochowie. Częstochowa dla Jubilata okazała się trafnym wyborem życiowym. Tu z Panią Krystyną (uprawiała pływanie w AZS Częstochowa) założył rodzinę, szefował firmom budowlanym, budował obiekty sportowe, tworzył Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej. Przewodzi pracom Klubu Seniora AZS Częstochowa. Jest inicjatorem spotkań opłatkowych AZS, honorowym przewodniczącym komitetu organizacyjnego obchodów 70-lecia częstochowskiego AZS (2015), a przede wszystkim członkiem honorowym AZS. Działacz harcerski. Popularyzator turystyki. Członek Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. W artykułach publicystycznych przybliża częstochowianom problematykę Kresów Wschodnich i warunków życia w pierwszym pięcioleciu w powojennej Częstochowie. Przykładny mąż, ojciec, dziadek, pradziadek, nestor AZS, autorytet moralny, erudyta, elegant, a przede wszystkim wspaniały Kolega. Wiesław Pięta Foto Grzegorz Skowronek Agencja Agora
aps nr 02 2014 (317)
Prof. Witalis Ludwiczak patronem lodowiska
W
piątek 7 lutego w samo południe odbyła się uroczystość nadania imienia lodowisku „Chwiałka” w Poznaniu. Patronem został profesor Witalis Ludwiczak, olimpijczyk, wielokrotny reprezentant Polski w hokeju na lodzie, profesor prawa UAM i wieloletni prezes AZS w Poznaniu. Dzień był symboliczny, bo w dalekim Soczi miało się rozpocząć kilka godzin póżniej otwarcie kolejnych igrzysk olimpijskich. Odsłonięcia pamiątkowej tablicy dokonał wiceprezydent Poznania Dariusz Jaworski wraz z córkami Profesora: Ewą Ziółkowską oraz Anną Ludwiczak-Kruszewską, a na uroczystości oprócz przedstawicieli Urzędu Miasta i Rady Miejskiej, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, odradzającego się w Poznaniu hokeja, a także dziennikarzy i oczywiście AZS, byli też licznie obecni członkowie rodziny Profesora – nie tylko córki, wnuki,, ale i prawnu-ki, w tym ko-lejne pokole-nie azetesia-a ków: Hanna i Alicja Kru-szewskie, które upra-wiają sportt h w sekcjach AZS w Gorzo-wie… Praw-dziwa szta-ń feta pokoleń AZS! Uroczystość zaszczycił teżż k prof. Marek Ziółkowski, wicemarszałek Senatu RP, a prywatnie zięć prof. Ludwiczaka. Trzeba dodać, ze z pomysłem nazwania lodowiska imieniem Profesora wystąpili już parę lat temu dziennikarze www.azs.pl
lokalnej „Gazety Wyborczej”, a pomysł zmaterializował się, kiedy zajęli się ponownie sprawą pod koniec zeszłego roku dziennikarze radia Merkury i miejscy radni, a także Wydział Sportu UM z dyr. Ewą Bąk na czele. AZS Poznań wystąpił z oficjalną prośbą do Prezydenta Miasta o ufundowanie tablicy, a do Rady Miasta o nazwanie lodowiska imieniem Profesora. Po ich pozytywnej decyzji była okazja do wspomnianej wyżej uroczystości, no i spożycia specjalnego tortu w kształcie lodowiska hokejowego i ozdobionego gryfem AZS.
Odtąd Profesor sor będzie będ ę zi ziee nadzorona adz dzor oroo or wał próby odrodzenia po wielu latach hokeja w Poznaniu, miasta, które przed drugą wojną światową na-S leżało dzięki AZS h do najsilniejszych sośrodków tej dyscypliny w kraju. Tomasz Szponder Foto AZS Poznań
Witalis Ludwiczak (1910–1988)
B
ył jedną z największych indywidualności sportu akademickiego minionego stulecia. Człowiekiem, który w swym życiu realizował grecki ideał kalokagatii, łączący w sobie prawdę, dobro i piękno. Kalokagatia to podstawa starożytnego i nowożytnego sportu, a zarazem fundament całej kultury europejskiej. Przymiotnik kalos oznaczał „piękny” i był synonimem przymiotów ciała osiągniętych dzięki uprawianiu sportu. Przymiotnik agathos bry ) symbolizo (w dosłownym znaczeniu „dobry”) symbolizował zalety ducha i umysłu. To nie przypadek sprawił, że kiedy w grudniu 1984 r. kapituła pod przewodnictwem rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego po raz pierwszy nadawała Medal Kalos Kagathos, wśród siedmiu wyróżnionych był poznański azetesiak Witalis Ludwiczak. Życie jego było charakl kó wchoh terystyczne dla pokolenia P Polaków dzących w okres gimnazjalny tuż po odzyskaniu niepodległości. W latach 1920–1929 był uczniem Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu – od dziesiątek lat kuźni polskiej inteligencji, wychowującej swych uczniów na helleńskich ideałach, w przywiązaniu do prawego postępowania w życiu codziennym, w głębokim umiłowaniu Ojczyzny. Po maturze studiował prawo na renomowanym Uniwersytecie Poznańskim. W 1945 r. związał się z tą uczelnią na stałe, osiągając profesurę i pełniąc w latach 1965–1968 urząd prorektora. Specjalizował się w międzynarodowym prawie prywatnym. P Prowadził wykłady w kraju i za granicą. Na jego podręcznikach wychowało się kilka pokoleń polskich prawników. Był członkiem wielu międzynarodowych organizacji prawniczych. Z poznańskim AZS związał się w kwietniu 1925 r. Jak pisał po latach: W AZS-ie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Urzekł go klimat tego klubu. Gdzie nie tylko
się trenowało, ale po zajęciach sportowych spędzało czas na dysputach akademickich, w których poruszano zagadnienia historyczne, współczesnego życia kulturalnego, czy też pojawiających się nowych prądów w literaturze i sztuce. Uprawiał lekką atletykę, gry sportowe, wioślarstwo i hokej na lodzie. Największe sukcesy osiągnął w tej ostatniej dyscyplinie. W 1934 r. walnie przyczynił się do zdobycia przez AZS Poznań mistrzostwa Polski. W latach 1931–1939 był członkiem narodowe W reprezentacji Polski kadry narodowej. r rozegrał 47 meczów. Pięc ciokrotnie grał w mistrzos stwach świata i Europy ( (1933, 1935, 1937, 1938, 1 1939). Uczestniczył w zim mowych igrzyskach olimp pijskich (1932 i 1936). We wrześniu 1939 r. walc w stopniu podporuczniczył k rezerwy Armii Kraków. ka N Następnie wzięty do niewoli przebywał p w obozie jeniecki w W ld b kim Woldenbergu. Tam był jednym z organizatorów życia sportowego. Po zakończeniu działań wojennych powrócił do rodzinnego Poznania. Włączył się w odbudowę wielkopolskiego sportu i AZS Poznań. W 1945 r. był prezesem tego klubu. Nadal czynnie uprawiał sport. Parał się także pracą trenerską. W latach stalinowskich, nie godząc się ze zmianami wprowadzonymi w polskim sporcie, stał na jego uboczu. Do działalności społecznej powrócił po październiku 1956 r. W latach 1957–1969 był prezesem AZS Poznań. Udzielał się także w pracach władz centralnych AZS, będąc członkiem Zarządu Głównego AZS, a w kadencjach 1957–1960 i 1981–1983 przewodniczącym Głównego Sądu Koleżeńskiego AZS. Witalis Ludwiczak był niekwestionowanym autorytetem w życiu naukowym i sportowym. Jest chlubą AZS Poznań. Postacią wciąż żywą w poznańskim środowisku akademickim. Ryszard Wryk
Medaliści AMP 2014