Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 01/2013

Page 1

AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce: Maciej Wadowski

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

[od redakcji]

Campus

K

ilkanaście tygodni temu dotarła do nas wiadomość: FISU podpisało umowę ze stacją EUROSPORT. Oprócz dotychczasowej obsługi zawodów uniwersjadowych, którą ta stacja realizuje od wielu lat, na antenę wszedł cykliczny program o sporcie akademickim – „Campus”. Półgodzinna audycja to zarówno kronika światowych wydarzeń, jak i próba pokazania najważniejszych aspektów sportu studenckiego, także samych bohaterów tej rywalizacji. Pomysł znakomity, tym bardziej że coraz trudniej przebić się w szerszym odbiorze z tą sportową rywalizacją przez program stacji sportowych wypełnionych mordobiciem w różnych odmianach boksu i walk typu KSW. Pokazane w „Campusie” krótkie relacje z aren akademickich mistrzostw świata pokazują znakomity poziom rywalizacji, licznych bohaterów znanych wcześniej z olimpijskich igrzysk, ale też zjawiskowy klimat środowiska studenckiego. W ostatnim emitowanym programie reporterzy Eurosportu byli w Korei Południowej z racji rozgrywanych tam akademickich mistrzostw w badmintonie. Jednym z bohaterów był polski badmintonista Wojciech Szkudlarczyk, mówił o sobie, o studiowaniu w Polsce i o pasjach sportowych. Odniósł wspólnie z Agnieszką Wojtkowiak spory sukces, zdobywając brązowy medal w mikście, jeden z nielicznych, jaki przypadł w udziale sportowcom spoza Azji. Wojtek zdradził informację, że zostaje jeszcze w Korei na sportowym campie, aby podnieść jeszcze swoje umiejętności. Gwangju, miasto tych mistrzostw, wybrano nieprzypadkowo – za trzy lata w 2015 roku odbędzie się tam 28 Uniwersjada Letnia. Miejscowy uniwersytet to silny ośrodek sportu koreańskiego. Innym rozmówcą występującym w programie był Hak Seon Yang, złoty medalista w rywalizacji gimnastyków (skok) podczas olimpijskich zawodów w Londynie. Wcześniej był pierwszy na Uniwersjadzie w Shenzhen. Studiuje, trenuje i żyje w środowisku uniwersyteckim. Ma znakomite warunki treningowe,

zaplecze medyczne, wsparcie najlepszych trenerów i pomoc materialną. W ośrodku jest kilkuset sportowców. Marzą o tym, aby wystartować na Uniwersjadzie w Kazaniu. Hak Seon Yang występuje w garniturze i krawacie, reprezentuje swój uniwersytet. Tych kilka zdań powyżej to taki najkrótszy opis sportowego „campusu”. Prawda, jakie to proste? Dajcie nam studiować i pomóżcie w szkoleniu sportowym. Ale tak na miarę XXI wieku, a więc z udziałem nauki, nowoczesnego sprzętu, najlepszej myśli trenerskiej i z właściwym monitoringiem medycznym. Polski „campus” jest skrojony trochę na inną modłę. Jeżeli chcesz uprawiać sport ze wsparciem finansów państwowych, to musisz być 200 dni poza domem, najlepiej w COS, w leśnej głuszy. Jak cię nie ma tyle czasu na uczelni, to lepiej nie eksperymentuj z jakimiś ciekawymi studiami i kierunkami, bo i tak sobie nie poradzisz. Zapisz się na cokolwiek, a może jakimś cudem cokolwiek skończysz, chociaż nie będziesz wiedział do końca po co. Jak nie udało ci się zdobyć medalu, aby spełnić odpowiednie kryteria przyznania stypendium, to na pomoc materialną nie licz. Państwo i tak na ciebie marnuje zbyt wiele pieniędzy, karmiąc i nocując cię podczas tych zgrupowań. W następnym roku państwo tylko do samych ośrodków COS (niektóre w leśnej głuszy) chce dołożyć 20 mln złotych (zapisano to w projekcie budżetu Ministra Sportu i Turystyki), aby ci było wygodnie. A co z rodziną, przyjaciółmi, chłopakiem, kinem, teatrem. Musisz być twardy, załóż sobie profil na FB i skup się na treningu. Zapewne ten opis jest przejaskrawiony, zapewne są sportowcy, którzy znakomicie odnajdują się w studiowaniu na dobrych kierunkach, zapewne nie jest łatwo zmienić sposób myślenia i całej polityki państwowej. W Nowym Roku, życzę polskim studentom sportowcom możliwości bycia w tym pierwszym campusie. Redaktor

Taniec radości

Projekt graficzny i skład: Paweł Piętka © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 31 grudnia 2012 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów.

Zespół KU AZS UAM Poznań wygrał półfinał Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu kobiet. Foto Weronika Poczwardowska aps nr 01 2013 (308)


[AMŒ]

Łyżwy… pod Tatrami W Zakopanem odbyły się pierwsze w historii Akademickie Mistrzostwa Świata w Łyżwiarstwie Szybkim na Torze Długim. Polacy zdobyli najwięcej – 14 medali, w tym aż 6 złotych. Bezkonkurencyjni byli zdobywcy trzech złotych medali: Jan Szymański i czeska supergwiazda Martina Sablikova.

ski Katarzyna Woźniak. Po oficjalnym otwarciu odbyły się pierwsze ceremonie dekoracji zwycięzców. Miłą niespodzianką dla uczestników zawodów na zakończenie wieczoru był krótki pokaz sztucznych ogni.

P

rzyjazd do Polski dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej z Vancouver dodał rozegranym od 18 do 21 grudnia br. zawodom dużego prestiżu. Czeszka zgodnie z oczekiwaniami nie dała szans nikomu, rozprawiając się nawet z rekordami toru. Taryfy ulgowej nie było, bo – jak sama podkreślała – każdy start traktuje bardzo poważnie. I potwierdziła to już pierwszego dnia zawodów. Sablikova na 3000 metrów wygrała z dużą przewagą, ponad 15 sekund nad drugą zawodniczką, bijąc rekord toru o prawie 10 sekund! Drugie miejsce zajęła brązowa medalistka z Vancouver Luiza Złotkowska. – Martina pokazała dzisiaj klasę. Ciężko było podjąć z nią rywalizację… Padający śnieg dodatkowo nie ułatwiał jazdy, co ma znaczenie dla takich zawodniczek jak ja, nie mających predyspozycji siłowych. Cieszy srebro, a tym bardziej to, że wcześniej złoto zdobył Janek. Wszystko zostaje zatem w rodzinie – mówiła po biegu uśmiechnięta Złotkowska. I miała rację, bo to nie był pierwszy medal dla Polski na tej imprezie. Wcześniej w biegu na 1500 metrów złoto zdobył Jan Szymański. I jak się okazało, był to dopiero początek „koncertu” sympatycznego Polaka… Wieczorem pierwszego dnia zawodów w samym sercu miasta, przy Oczku Wodnym na Krupówkach, odbyła się ceremonia otwarcia Mistrzostw. Uczestnicy zawodów, oficjele i wolontariusze przeszli w paradzie z pochodniami w rytm muzyki przygrywanej przez orkiestrę spod hotelu „Hyrny” na miejsce ceremonii. Cała uroczystość otwarcia miała bardzo podniosły charakter. Odbyła się defilada z flagami wszystkich państw uczestniczących w zawodach. Na maszt wciągnięto flagi Polski – gospodarza mistrzostw i FISU. Odegrano hymny: Polski i Gaudeamus igitur – oficjalną pieśń akademickich zmagań. Otwarcia mistrzostw dokonał prezes AZS prof. Marek Rocki. Przysięgę w imieniu zawodników złożyła reprezentantka Pol-

www.azs.pl

Środowe zmagania rozpoczęły się od rywalizacji mężczyzn na 1000 metrów. Był to najbardziej emocjonujący wyścig mistrzostw. W przedostatniej parze jechał zwycięzca biegu na 1500 metrów – Jan Szymański. Polak osiągnął najlepszy czas (1:12.78), ale o końcowych rozstrzygnięciach miał zadecydować ostatni bieg. Na starcie stanęli dwaj Norwegowie: Espen Tveit i Even Johansen. Patrząc na jadącego Johansena wydawało się, że to on zostanie zwycięzcą. Jednak, kiedy dotarł do mety i na tablicy świetlnej wyświetlił się jego czas, okazało się, że jest gorszy zaledwie o 0,01 sekundy. I to Janek Szymański został po raz drugi zwycięzcą; jak się miało okazać – nie ostatni. – Myślałem o tym, żeby zająć miejsce na podium, ale 1000 metrów to nie jest mój dystans. Jednak ze względu na to, że dziś warunki atmosferyczne były dość ciężkie i lód nie miał takiego dobrego poślizgu, ja miałem trochę łatwiej i cóż… udało się mi wygrać (śmiech). Nigdy tak dobrze na 1000 metrów nie startowałem – ocenił swój bieg Polak. Kolejne złoto Janek Szymański dorzucił jeszcze tego samego dnia w biegu na 5000 metrów i tym samym rzucił duże wyzwanie Martinie Sablikovej. Czeszka nie pozostała dłużna – drugie złoto wywalczyła na 1500 metrów, tuż przed naszymi: Natalią Czerwonką i Katarzyną Woźniak. – Przegrałam niewiele ponad sekundę z Martiną. Oczywiście mierzę w to, żeby w końcu z nią wygrać. Ale jak na razie jest jak jest i trzeba ciężko trenować, żeby ją dogonić. Ale ogólnie jestem zadowolona. Żałuję tylko, że nie jechałam z Martiną. W jednej parze byłaby większa szansa pokusić się o niespodziankę – skomentowała swój bieg Czerwonka.

Czwartek rozpoczął się od wyścigu kobiet na 1000 m. Podium było prawdziwie biało-czerwone, bowiem wygrała Czerwonka, tuż przed Złotkowską. – To taki mój prezent pod choinkę dla rodziców, na pewno się ucieszą. Święta razem z rodzicami spędzimy tutaj w Zakopanem, w końcu dali się mi namówić (śmiech) – mówiła uradowana Czerwonka. Na 10 km srebrny medal dla Polski dołożył Sebastian Druszkiewicz, a na deser niezawodna Martina Sablikova o ponad 40 sekund pobiła rekord toru i wywalczyła swoje trzecie złoto, tym razem na 5000 metrów. Ostatni dzień zawodów to rywalizacja sprinterów na 500 metrów oraz wyścigi drużynowe. Polacy znów nie zawiedli, zdobywając aż pięć medali. Złoto wywalczyli Artur Nogaj oraz drużyna panczenistek w składzie: Angelika Fudalej, Aleksandra Goss, Karolina Domańska-Ksyt. – Można powiedzieć, że spodziewałyśmy się jakiegoś medalu, ale złoto było dla nas dużą niespodzianką. Nigdy nie startowałyśmy razem… Wczoraj byłam czwarta i troszkę byłam rozczarowana, było troszkę żalu. Ale dzisiaj myślę, że ten złoty medal już wszystko rozwiał. Jest to duża perspektywa na przyszłość – komentowała po biegu zadowolona Fudalej. Srebrne medale wywalczyli Maciej Biega i Luiza Złotkowska na 500 metrów oraz drużyna panczenistów. Po ostatnich dekoracjach medalowych odbyła się krótka ceremonia zakończenia Mistrzostw. Najpierw członek honorowy FISU Fritz Holzer wręczył nagrodę przyznawaną przez kapitułę FISU dla Zakopanego za „olbrzymi wkład w rozwój sportu akademickiego, osiągnięcia i profesjonalną organizację akademickich imprez sportowych”. W imieniu miasta wyróżnienie odebrał burmistrz Janusz Majcher. Uhonorowano także przedstawicieli Zarządu Głównego AZS oraz komitetu organizacyjnego zawodów. Na koniec ceremonii odbyło się uroczyste przekazanie flagi FISU przedstawicielom kolejnego gospodarza mistrzostw – Kazachstanu. W piątkowy wieczór w hotelu „Hyrny” odbyła się impreza pożegnalna dla wszystkich uczestników pod nazwą „Disco na koniec świata”... Wszyscy zawodnicy bardzo chwalili organizację mistrzostw. – Było super. Zakopane to moje rodzinne miasto i uważam, że wszyscy spisali się na medal. Zawodnicy, hotel, łyżwy, tor – wszystko było w porządku. Myślę, że następne będą jeszcze lepsze. A wszyscy, którzy przyczynili się do organizacji imprezy, powinni zostać nagrodzeni – mówiła Angelika Fudalej. No to… do zobaczenia za dwa lata w Kazachstanie. Tekst i foto Michał Filarski, Maciej Wadowski


[AMŒ]

Najlepsza w każdych warunkach Martina Sablikova – dwukrotna złota medalistka z Vancouver to zdecydowanie największa gwiazda AMŚ w Zakopanem. Zapraszamy na rozmowę z niesamowitą Czeszką. Co dwukrotna mistrzyni olimpijska robi na Akademickich Mistrzostwach Świata?

Martina Sablikova: Jestem tu przede wszystkim dla mojej szkoły. Jest to dla mnie bardzo ważne, kiedy mogę ją gdzieś reprezentować. I nieważne jakie to zawody, każdy swój start traktuję zawsze poważnie. Byłaś już wcześniej w Polsce?

Tak, jeździliśmy wcześniej na zawody do Lublina i Warszawy. Ale już od pięciu lat nie byłam w Polsce. Tak że trochę czasu upłynęło… Jakie masz wrażenia z pobytu w Zakopanem?

Jestem bardzo zadowolona. Myślę, że było to dobre przygotowanie na dalszą część sezonu. Wyniki tutaj były naprawdę fajne. Mistrzostwa bardzo mi się podobały, także atmosfera i samo miasto.

Udało mi się nawet zakupić pamiątki dla moich bliskich na tej słynnej ulicy – Krupówkach. Jestem zaskoczona tak ciepłym przyjęciem i na pewno będę miło wspominać Polskę. I te medale także (śmiech). W Zakopanem ścigaliście się na torze otwartym. Wolisz jeździć na świeżym powietrzu czy może w hali?

Na Pucharach Świata i ważniejszych imprezach jeździmy w hali. Ale ja bardzo lubię otwarte areny. Padający śnieg, wiatr to coś specyficznego. Każdy dzień jest inny, zdarza się, że musimy jechać w wodzie czy śniegu. Jest to duża różnica, a przy tym większe emocje. Kiedyś jechałam na otwartym torze i tak padał śnieg, że nie widziałam 30 metrów w przód. Nie wiedziałam nawet, gdzie jest wiraż i jak mam jechać. Ale to było bardzo fajne, taka dodatkowa adrenalina (śmiech). Zdobyłaś trzy medale olimpijskie, w tym dwa złote, jesteś rekordzistką świata. Wszystko w tak młodym wieku. Ciągle masz motywację do dalszych treningów?

Tak, absolutnie (śmiech). Jak patrzę na tych ludzi, którzy są ze mną i mnie wspierają, na innych zawodników z całego świata – to fajnie jest z nimi rywalizować i trochę się nawet podochodzić – kto jest lepszy i tym podobne. Poza tym kocham ten sport, ciężko wyobrazić sobie życie bez niego. Często wracasz myślami do Vancouver?

Zbliżają się Igrzyska Olimpijskie w Soczi, więc coraz częściej wspominam Vancouver. W Internecie oglądam wyniki i same zawody. To był wspaniały czas. Chciałabym, żeby tak samo było w Soczi, historia lubi się powtarzać. No, ale zobaczymy, jak to będzie. Jakie to uczucie stać na najwyższym stopniu olimpijskiego podium?

To naprawdę piękne uczucie. To wspaniała zapłata za jedenaście lat ciężkiej pracy na treningach. Ale uważam, że skoro tyle lat trenuję, to jakiś wynik powinnam zrobić, tak że aż tak wielka nie-

spodzianka to dla mnie nie była… Ale te złote medale z Vancouver traktuję specjalnie, w końcu medal olimpijski to marzenie każdego sportowca. Ja mam ich już trzy. Jaki masz plan przygotowań do Soczi?

Ostro trenować (śmiech). Już teraz nie oszczędzamy się. Wiem, że konkurencja jest spora, więc na pewno łatwo nie będzie. Zobaczymy za rok, co to będzie… Jak to się stało, że zaczęłaś trenować łyżwiarstwo szybkie?

Zawsze bardzo lubiłam wrotki i jako dziecko startowałam nawet w zawodach na wrotkach. Pewnego dnia zobaczyli mnie trenerzy łyżwiarstwa. Zachęcili, żebym spróbowała. No i tak to się wszystko zaczęło… Oprócz tego, że jesteś sportowcem, jesteś też studentką. Ciężko jest połączyć naukę z wyczynowym sportem?

Studiuję na Uniwersytecie w Pradze kierunek o nazwie sport. Tak że wydaje mi się, że nie jest to takie trudne, tym bardziej że moje studia są niejako połączone z moją sportową karierą. Wiadomo – jako sportowiec dużo podróżuję, nie zawsze jestem na zajęciach. Nie zawsze jest lekko, ale próbuję… Startujesz też w zawodach kolarskich? Skąd ten pomysł?

Tak, w lecie zawsze dużo trenowałam na rowerze. Szło mi bardzo dobrze i postanowiłam spróbować swoich sił w Mistrzostwach Czech. Udało mi się wygrać i uzyskałam nominacje na mistrzostwa świata. To było naprawdę niesamowite! Czyli jest szansa zobaczenia Martiny Sablikovej na letnich igrzyskach olimpijskich?

(śmiech) Teraz na pewno nie, skupiam się na zimie. Priorytetem są Igrzyska w Soczi. A co będzie potem? Zobaczymy, nie wykluczam, że kiedyś spróbuję. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Michał Filarski Foto Maciej Wadowski aps nr 01 2013 (308)


[AMŒ]

Mówiąc nieobiektywnie… jest to ciekawe Wygrał we wszystkich biegach, w których wystartował. Rozmawiamy z Janem Szymańskim – obok Martiny Sablikovej największym zwycięzcą AMŚ w Zakopanem. Trzy złota na AMŚ. Czy to dla Ciebie zaskoczenie?

Jan Szymański: – Kalkulowałem, że jest szansa zdobycia tutaj dwóch medali na 1500 i 5000 metrów. Medal na 1000 metrów to w sumie spore zaskoczenie. Nie jest to mój ulubiony dystans, chociaż lubię na nim jeździć. W Zakopanem startowaliście na otwartym torze. Wolisz rywalizację na zewnątrz czy w hali?

Wolę halę, bo jest dużo sprawiedliwsza. Nie ma podmuchów, problemów z wiatrem. Warunki dla wszystkich są takie same. A na otwartym torze dzisiaj jest taka pogoda, wczoraj była inna. Warunki nie są równe dla wszystkich startujących. Jak ocenisz organizację mistrzostw?

Wydaje mi się, że organizacja jest bardzo fajna. Zwłaszcza że są to pierwsze AMŚ w łyżwiarstwie szybkim i osoby z AZS-u też pewnie miały pierwszy raz styczność z imprezą łyżwiarską. Zakwaterowanie w hotelu „Hyrny” też było bardzo dobre. Od jak dawna trenujesz łyżwiarstwo?

Zanim zacząłem ścigać się na łyżwach, jeździłem na rolkach i dalej je uprawiam. Łyżwiarstwo trenuję od 2006 roku. Przyszedłem do Zakopanego do liceum sportowego. I tutaj wszystko się zaczęło. W sumie dosyć późno zacząłem trenować. Było mi jednak łatwiej, bo miałem jednak przygotowanie z rolek. Są to dość podobne dyscypliny sportu. Jesteś studentem AWF w Poznaniu. Jak godzisz studia z byciem sportowcem?

Uczelnia bardzo mi pomaga. Nie ma problemu z prowadzącymi. Wiedzą, że trenuję i przebywam przez większą część roku poza Poznaniem. Jestem jednym z nielicznych przedstawicieli sportów zimowych w Poznaniu. Nie- mogę tak jak sportowcy dyscyplin letnich trenować na miejscu. Nie muszę być na każdych zajęwww.azs.pl

ciach. Najwięcej czasu mam na przełomie kwietnia i maja. Wtedy staram się jak najwięcej nadrobić zaległości. Jakie masz plany na dalszą część sezonu?

W styczniu mamy Mistrzostwa Europy w Heerenveen. Chcę się tam pokazać z jak najlepszej strony. W zeszłym roku byłem jedenasty na ME i będę się cieszył, jak poprawię tę lokatę. Później mamy kolejne starty w Pucharze Świata, Mistrzostwa Świata w wieloboju, na które trzeba się najpierw zakwalifikować z Mistrzostw Europy. I w końcu w marcu mamy Mistrzostwa Świata na dystansach. Tam, zwłaszcza w biegu drużynowym, razem Kon z Konradem Niedźwieckim i Zbyszkiem Bródk chcemy zawalczyć o dobry wynik. Bródką, Zobaczymy Z obac Janka Szymańskiego za rok na n a Igrzyskach Igr Olimpijskich w Soczi?

Jeszcze Je J es do końca nie wiemy, jaki będzzie d ie ssystem y dzie kwalifikacji w Polskim Komi-

tecie Olimpijskim. Według mnie jest duża szansa, żeby do Soczi pojechała duża ekipa łyżwiarzy. Mam nadzieję, że się w niej znajdę. U nas jest tak, że łatwiej jest się dostać na same igrzyska olimpijskie niż na mistrzostwa świata. Jakie inne dyscypliny sportowe poza rolkami uprawiasz, żeby dobrze przygotować się do startów?

Do trenowania łyżwiarstwa jest bardzo dużo środków treningowych. Nie tylko jazda na rolkach. Bardzo dużo jeżdżę na rowerze szosowym. Mam też sporo treningu lekkoatletycznego oraz na siłowni. Przygotowania do sezonu zimowego są bardzo urozmaicone. Gdzie głównie przygotowujecie się do sezonu?

W tym roku bardzo dużo byliśmy w Inzell w Niemczech, 120 km od Monachium. Jest tam bardzo dobre górskie powietrze, fajna hala i szybki lód. Tam głównie przebywamy. Sporo jesteśmy także na zgrupowaniach w Berlinie. Ja mam tam z Poznania dwie i pół godziny – i już jestem na treningu (śmiech). W lecie sporo przebywamy w Spale, jest tam bardzo dobry ośrodek przygotowawczy. Czy łyżwiarstwo szybkie może być ciekawe dla „zwykłego” kibica?

Wystarczy trochę zagłębić się w tę dyscyplinę i można bardzo fajnie spędzić czas oglądając zawody. Zmieniają się dystanse, czasy, okrążenia. Jedni zawodnicy zaczynają dużo mocniej bieg i próbują dojechać do mety z jak najlepszym czasem. Inni rozkręcają się dopiero na koniec biegu. Jeszcze inni wolą od początku do końca jechać tę samą rundę. Może w moich ustach brzmi to nieobiektywnie, ale jest to ciekawe. Dziękuję za rozmowę.

Tekst i foto Maciej Wadowski


Klasyfikacja medalowa AMŚ w Łyżwiarstwie Szybkim Zakopane 2012 Kraj

Złote

Srebrne

Brązowe

Razem

1.

POLSKA

6

7

1

14

2.

CZECHY

3

–

2

5

3.

NORWEGIA

2

4

5

11

4.

KAZACHSTAN

–

1

4

5

5.

BIAŁORUŚ

1

–

–

1

Kobiety 500 m 1. Kseniiya Sadouskaya (BLR) 82,390, 2. Luiza Złotkowska (POL) 82,500, 3. Rikke Jeppsson (NOR) 84,360, 4. Saana Hyttinen (FIN) 85,520, 5. Aleksandra Dębowska (POL) 86,460, 6. Maryna Zuyeva (BLR) 86,590, 7. Viktoryia Kuzina (BLR) 87,050, 8. Jenni Kukkonen (FIN) 87,960, 9. Marit Fjellanger Bohm (NOR) 88,120, 10. Camilla Helene Farestveit (NOR) 88,440, 11. Ewelina Cieślik (POL) 90,170, 12. Beata Orosz (HUN) 90,550, 13. Katja Lutz (SUI) 93,190. 1000 m 1. Natalia Czerwonka (POL) 1:20.64, 2. Luiza Złotkowska (POL) 1:20.64, 3. Tatyana Sokirko (KAZ) 1:23.05, 4. Kseniiya Sadouskaya (BLR) 1:24.65, 5. Aleksandra Dębowska (POL) 1:25.60, 6. Rikke Jeppsson (NOR) 1:26.12, 7. Viktoryia Kuzina (BLR) 1:26.77, 8. Camilla Helene Farestveit (NOR) 1:26.82, 9. Maryna Zuyeva (BLR) 1:27.05, 10. Saana Hyttinen (FIN) 1:28.75, 11. Ewelina Cieślik (POL) 1:28.93. 1500 m 1. Martina Sablikova (CZE) 2:03.20, 2. Natalia Czerwonka (POL) 2:04.66, 3. Katarzyna Woźniak (POL) 2:09.20, 4. Tatyana Sokirko (KAZ) 2:09.36, 5. Yelena Urvantseva (KAZ) 2:10.50, 6. Marit Fjellanger Bohm (NOR) 2:10.84, 7. Karolina Domańska-Ksyt (POL) 2:11.59, 8. Angelika Fudalej (POL) 2:11.65, 9. Camilla Helene Farestveit (NOR) 2:11.96, 10. Rikke Jeppsson (NOR) 2:16.15, 11. Maryna Zuyeva (BLR) 2:17.81, 12. Marina Ivanova (KAZ) 2:18.20, 13. Beata Orosz (HUN) 2:23.63, 14. Saana Hyttinen (FIN) 2:25.46, 15. Katja Lutz (SUI) 2:28.49, 16. Jenni Kukkonen (FIN) 2:30.05.

3000 m 1. Martina Sablikova (CZE) 4:09.22, 2. Luiza Złotkowska (POL) 4:24.24, 3. Marit Fjellanger Bohm (NOR) 4:30.24, 4. Katarzyna Woźniak (POL) 4:30.80, 5. Yelena Urvantseva (KAZ) 4:31.17, 6. Tatyana Sokirko (KAZ) 4:32.61, 7. Camilla Helene Farestveit (NOR) 4:35.91, 8. Aleksandra Goss (POL) 4:37.82, 9. Marina Ivanova (KAZ) 4:46.03, 10. Marharyta Kaptsiuh (BLR) 4:47.87, 11. Beata Orosz (HUN) 5:02.90, 12. Katja Lutz (SUI) 5:19.34.

fjord Lorentzen (NOR) 75,610, 10. Nico Dorsch (GER) 76,640, 11. Raman Khomchanka (BLR) 77,620, 12. Szabolcs Szollosi (HUN) 78,230, 13. Juho Jaaskelainen (FIN) 78,660, 14. Willi Koschel (GER) 78,810, 15. Paweł Toruń (POL) 79,380, 16. Joonas Vesterlund (FIN) 79,530.

1000 m 1. Jan Szymański (POL) 1:12.78, 2. Even Johansen (NOR) 1:12.79, 3. Espen Tveit (NOR) 1:13.37, 4. Maciej Biega (POL) 1:13.58, 5. Artur Nogal (POL) 1:14.02, 6. David Bosa (ITA) 1:14.20, 7. Piotr Puszkarski (POL) 1:14.80, 8. Einar Agdestein (NOR) 1:14.95, 9. Yauhen Kazimiranka (BLR) 1:15.32, 10. Nico Dorsch (GER) 1:15.35. 1500 m 1. Jan Szymański (POL) 1:50.25, 2. Espen Tveit (NOR) 1:52.66 2.41, 3. Maxim Baklashkin (KAZ) 1:53.44, 4. Martin Bjertnes (NOR) 1:54.08, 5. Piotr Puszkarski (POL) 1:54.24, 6. Einar Agdestein (NOR) 1:54.73, 7. Nico Dorsch (GER) 1:55.00, 8. Patryk Wójcik (POL) 1:55.32, 9. Willi Koschel (GER) 1:55.62, 10. Pavel Kulma (CZE) 1:56.70.

5000 m 1. Martina Sablikova (CZE) 7:09.98, 2. Camilla Helene Farestveit (NOR) 7:49.16, 3. Yelena Urvantseva (KAZ) 7:49.42, 4. Angelika Fudalej (POL) 7:52.79, 5. Marit Fjellanger Bohm (NOR) 7:53.88, 6. Aleksandra Goss (POL) 7:54.52, 7. Karolina Domańska-Ksyt (POL) 8:00.70, 8. Marharyta Kaptsiuh (BLR) 8:23.02.

5000 m 1. Jan Szymański (POL) 6:58.49, 2. Martin Bjertnes (NOR) 7:04.59, 3. Zdenek Haselberger (CZE) 7:05.60, 4. Pavel Kulma (CZE) 7:11.67, 5. Nikita Stavtsev (KAZ) 7:11.97, 6. Wojciech Baran (POL) 7:12.32, 7. Willi Koschel (GER) 7:12.64, 8. Adrian Wielgat (POL) 7:14.12, 9. Einar Agdestein (NOR) 7:15.22, 10. Nico Dorsch (GER) 7:20.16.

Zespołowo, pościg 1. POLSKA Domańska-Ksyt, Angelika Fudalej, Aleksandra Goss 3:18.88, 2. KAZACHSTAN Marina Ivanova, Tatyana Sokirko, Yelena Urvantseva 3:19.43, 3. NORWEGIA Rikke Jeppsson, Marit Fjellanger Bohm, Camilla Helene Farestveit 3:26.84, 4. BIAŁORUŚ Viktoryia Kuzina, Maryna Zuyeva, Marharyta Kaptsiuh 3:32.62.

10000 m 1. Martin Bjertnes (NOR) 14:20.5 Pr, 2. Sebastian Druszkiewicz (POL) 14:32.9, 3. Pavel Kulma (CZE) 14:36.2, 4. Piotr Głowacki (POL) 14:40.8 Pr, 5. Zdenek Haselberger (CZE) 14:49.4, 6. Nikita Stavtsev (KAZ) 14:55.2, 7. Maxim Sergiyenko (KAZ) 15:02.8, 8. Dariusz Stanuch (POL) 15:06.7, 9. Willi Koschel (GER) 15:12.6, 10. Patryk Wójcik (POL) 15:13.8.

Mężczyźni

Zespołowo, pościg 1. NORWEGIA Espen Tveit, Martin Bjertnes, Einar Agdestein 4:01.74, 2. POLSKA Wojciech Baran, Sebastian Druszkiewicz, Gąsienica-Laskowy 4:04.11, 3. KAZACHSTAN Maxim Baklashkin, Vitaliy Malginov, Nikita Stavtsev 4:10.40, 4. BIAŁORUŚ Uladzimir Beliautsou, Raman Khomchanka, Dzmitry Yerashonak DNS.

500 m 1. Artur Nogal (POL) 73,490, 2. Maciej Biega (POL) 73,580, 3. Even Johansen (NOR) 73,960, 4. David Bosa (ITA) 74,150, 5. Yauhen Kazimiranka (BLR) 74,170, 6. Espen Tveit (NOR) 75,020, 7. Dzmitry Viskouski (BLR) 75,230, 8. Piotr Puszkarski (POL) 75,410, 9. Pal Holme-

aps nr 01 2013 (308)


[rozmowa]

Sport będzie miał zielone światło… Na początku września władzę na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach objął profesor Jacek Semaniak – miłośnik i kibic sportu. Na ten temat właśnie, ale nie tylko rozmawialiśmy z JM Rektorem. Czym w ogóle dla pana profesora jest sport?

Współczesny obraz sportu kształtowany jest przez media. Osoby osiągające najbardziej spektakularne wyniki w rywalizacji są rozpoznawalne przez większość ludzi w swojej ojczyźnie i całym świecie. Dla mnie tak naprawdę istotą sportu pozostanie to, że daje on możliwość przekraczania barier w wymiarze indywidualnym. Daje zadowolenie z tego, że udało mi się coś osiągnąć, np. lepszy wynik w biegu na 100 metrów, dłuższy dystans przejechany jednego dnia na rowerze. Rozpoczyna się kadencja nowych władz Uniwersytetu. Jakich działań w zakresie sportu możemy się spodziewać w najbliższym czasie?

Uczelnia zrobi wszystko, żeby stworzyć jak najlepsze warunki do tego, aby sport było łatwiej uprawiać. W wymiarze uczelnianym nie będziemy stawiać na tworzenie zawodowych zespołów, które osiągałyby świetne wyniki w rozgrywkach krajowych i międzynarodowych. To wymagałoby znacznych nakładów finansowych, chociaż mam nadzieję, że i na to przyjdzie czas. Raczej będziemy skupiać się na tym, by sport był ważnym narzędziem integracji na naszej uczelni. Rywalizacja i kibicowanie sprzyja tworzeniu więzi z Uczelnią, buduje jej pozytywny wizerunek. Chcemy przeznaczyć konkretne środki finansowe na rozwój sportu, na wsparcie działań prowadzonych wspólnie z klubem AZS. W ubiegłym roku zapadła także decyzja wystąpienia o budowę obiektów sportowych. Po raz trzeci uczelnia podejmie starania w tym zakresie. Na zakończeniu sezonu sportowego pan rektor wyraził nadzieję, że za trzy albo cztery lata spotkamy się już w nowej hali sportowej. W jakiej fazie przygotowań do jej budowy jest obecnie uczelnia?

Jest to projekt budowy Centrum Rehabilitacji i Sportu. Nie będzie to tylko hala sportowa z pełnowymiarowym boiskiem do piłki ręcznej, ale również zaplecze rehabilitacyjne z różnego typu pracowniami z zakresu fizjoterapii, rehabilitacji, siłownią, o łącznej powierzchni ponad 3000 m2. Ma on być zlokalizowany w części B kampusu uniwersyteckiego przy ul. Świętokrzyskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie Biblioteki Głównej i Centrum Języków Obcych i trzech największych wydziałów Uniwerwww.azs.pl

sytetu. Chcemy, aby to przedsięwzięcie zostało sfinansowane w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego województwa świętokrzyskiego. W chwili obecnej projekt Centrum jest po ocenie formalnej i w trakcie oceny merytorycznej. Łączna wartość inwestycji to 11 milionów złotych, i jest szansa na dofinansowanie w wysokości 85%. Liczymy, że w przypadku pozytywnych decyzji ten projekt uda się nam zrealizować do końca tej kadencji. Wiele uczelni w Polsce stawia na sport, czy Uniwersytet pójdzie tą drogą?

Rzeczywiście w Polsce niektóre uczelnie wykorzystują sport w swoich działaniach marketingowych. Jak już mówiłem wcześniej, dla nas najważniejsze jest to, aby sport kształtował poczucie identyfikacji z uczelnią. Równie ważne są też aspekty dydaktyczne i naukowe. Mam nadzieję, że dzięki budowie Centrum Rehabilitacji i Sportu uruchomimy na uczelni wychowanie fizyczne jako nowy kierunek kształcenia. Uważam, że to dopiero stworzyłoby optymalne warunki do rozwoju sportu akademickiego na naszym uniwersytecie. Jest pan rektor częstym gościem na meczach naszych piłkarzy ręcznych i siatkarek. Czy w obecnym sezonie także będzie im pan kibicował?

Oczywiście, jeżeli tylko czas pozwoli. Jak drużyny przegrywają, powstaje tylko dylemat – czy przyjść następnym razem, bo może znowu przyniosę pecha… Chciałbym się teraz w naszej rozmowie cofnąć do czasów studenckich. Jak wyglądał wtedy AZS i sport na naszej uczelni?

Kiedy studiowałem, nie angażowałem się w działalność AZS. Głównie dlatego, że związany byłem aktywnie z harcerstwem. Oczywiście, jako student korzystałem z możliwości, jakie uczelnia stwarzała w zakresie uprawiania sportu. Były zatem zajęcia z wychowania fizycznego, zajęcia na pływalni, a także obóz narciarski w Bukowinie Tatrzańskiej. Dla mnie był to pierwszy wyjazd na narty, gdzie przyswoiłem sobie podstawowe techniki zjazdowe. Mam natomiast bardzo wielu przyjaciół, moich rówieśników, którzy swoją aktywność studencką związali z działalnością sekcji AZS na uczelni i do tej pory to wspominają, kiedy widzimy się na różnego typu spotkaniach towarzyskich. Uchodzi pan profesor za pasjonata kolarstwa...

Bardzo lubię jazdę na rowerze, daje on możliwość aktywnego wypoczynku i obcowania z naturą, a także spotkań. Zwłaszcza w Kielcach jest to łatwe w przypadku jazdy miejskim odcinkiem ścieżki rowerowej. Na trasie dwudziestokilometrowej pętli nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym kilka albo kilkanaście razy nie powiedział: cześć albo dzień dobry osobom, które nadjeżdżały z przeciwka albo jadącym w tym samym kierunku. Ale równą sympatią darzę narciarstwo, że-

glarstwo i generalnie ruch. Dzięki uczelnianym obozom i cierpliwości instruktorów ciągle odkrywam na nowo uroki zimowych stoków. W zeszłym roku po raz pierwszy, a w tym po raz drugi poznałem uroki żeglowania. Jest to taka dobra szkoła życia i daje możliwość bycia razem, oderwania się od różnych spraw i podziwiania piękna mazurskich jezior. Troszkę także biegam, ale przyznam się szczerze, że wolę rower. Jakim sportom pan kibicuje?

Najbardziej chyba lubię siatkówkę. Dlatego, że jest to taka gra, gdzie w jednej minucie może się wiele wydarzyć dla przebiegu całego meczu. To ta dyscyplina odrodziła kulturę kibicowania w naszym kraju i dla mnie też ma to znaczenie. Przyznam, że kiedy rodziła się siatkówka w Kielcach, kiedy Fart zaczynał od II ligi, a potem przeszedł jak burza I ligę i trafił do ekstraklasy, zawsze chodziłem i oglądałem te mecze. Teraz gra Effector, też pewnie będę kibicował tej drużynie. Piłka ręczna ma wielkie tradycje w Kielcach, a w ostatnich latach znaczące sukcesy. Mecze w ramach rozgrywek ligowych może nie przyprawiają o wielki dreszcz emocji, ale gwarantują duże poczucie pewności, jeżeli chodzi o wynik. Dreszczyk emocji jest wtedy, kiedy rozgrywane są mecze w ramach Ligi Mistrzów, bo tutaj więcej jest niewiadomych. Ostatnie lata pokazały, że nie jest lekko. Na meczach byłem kilka razy. Jest to świetna promocja naszego miasta. Od czasu do czasu chodzę na mecze piłki nożnej. W ubiegłym sezonie oglądało się je przyjemnie. „Korona” grała radosny, żywiołowy, nie wyrachowany futbol i były tego wyniki. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Maciej Wadowski Foto Tomasz Błaszkiewicz


[rozmowa]

Czas pokaże Rozmowa APS z Markiem Kolbowiczem, wioślarzem AZS Szczecin, multimedalistą światowej rywalizacji APS. Vivat doctores! Gratulacje, obroniłeś pracę doktorską na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Kiedy zrodził się pomysł, aby po studiach na Uniwersytecie Szczecińskim kontynuować zmagania z nauką? Jaki był temat pracy i jak przebiegał sam egzamin?

Na kontynuację mojego pobytu na uczelni miało wpływ wiele czynników. M.in. to, że moim trenerem klubowym był i nadal jest dr K. Krupecki, pracownik Instytutu Kultury Fizycznej US, obecnie Wydziału Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia US. Jednakże główną osobą, która podjęła decyzję o moim zatrudnieniu, był prof. J. Eider, obecnie dziekan WKFiPZ. W tym momencie marzenie o pracy na mojej uczelni stało się faktem. Zdawałem sobie sprawę, że oprócz pracy musiałem rozwijać się naukowo. Zwieńczeniem była obrona pracy doktorskiej na temat „Efektywności specjalnego przygotowania fizycznego w wieloletnim procesie szkolenia sportowego wioślarzy kadry olimpijskiej”. Praca była wielowątkowa, a co za tym idzie – sama obrona i odpowiedzi na pytania komisji powodowały wystąpienie kropel potu na całym mym wątłym ciele. Ale przecież nikt nie mówił, że będzie łatwo. W świecie wioślarzy to nie jest ewenement. Choćby z komentarzy do regat Oxford–Cambridge widzimy, że w ich osadach roi się od wioślarzy na co dzień parających się także nauką. Szczycimy

się tym, że wioślarstwo to sport akademicki. Cała osada złotej czwórki nie miała chyba kłopotów ze studiowaniem?

To fakt, wioślarstwo tak u nas, jak i w większości państw jest dyscyplinąuprawianą w ośrodkach akademickich, które w sposób bezpośredni współpracują z wyższymi uczelniami. Chociaż bywa, jak to ma miejsce w przypadku członków osady chorwackiej (brązowi w Londynie 2012 w naszej konkurencji), że są zawodowymi żołnierzami. Co do naszego studiowania, myślę, że łatwo nie było, ale też aż tak wielkich problemów nie mieliśmy. W Europie dyskutuje się o dwutorowej karierze sportowców. W poszczególnych państwach, na niektórych uniwersytetach powstają specjalne programy ułatwiające godzenie sportowego szkolenia ze zdobywaniem wykształcenia. Twoim zdaniem jak jest w Polsce, na naszym uniwersytetach?

Nie jest to nowością na naszej uczelni. Już kilka lat temu, za sprawą wspominanego już prof. J. Eidera, powstawały specjale grupy studentów sportowców. Nie mieli oni przywilejów związanych z zaliczeniem materiału w węższym zakresie, ale np. mogli indywidualnie umawiać się z prowadzącym na zaliczenie czy egzamin. Czy wspomagać finansowo? Zawsze i wszędzie! Ale i takie widzimy przykłady, że uczelnie starają się o pozyskanie znanego zawodnika, a ten z kolei np. nie musi płacić czesnego. Czy po skończeniu szkoły średniej miałeś chwile wahania w kwestii dalszej nauki? Dlaczego Uniwersytet Szczeciński i ten kierunek?

Jeżeli wyżej pisałem, że praca na wyższej uczelni była marzeniem, tak studia zaraz po maturze – celem. Był to raczej

okres, w którym powoli oswajałem się z myślą o zakończeniu uprawiania wioślarstwa i sportu w ogóle, a raczej skupieniu się na studiach. Z jakiej przyczyny studia o profilu nauczycielsko-trenerskim? W czasie dzieciństwa jedni chcieli być strażakiem, inni lekarzem, ja chciałem być nauczycielem wychowania fizycznego – nie mylić z wuefiakiem. Od kilku lat pracujesz w Instytucie KF, masz zajęcia ze studentami? Jak jesteś odbierany?

Zacząłem pracę w Instytucie Kultury Fizycznej Wydziału Nauk Biologicznych US w listopadzie 2002 roku na stanowisku asystenta. Obecnie prowadzę zajęcia z teorii treningu sportowego (wykłady, ćwiczenia), wspomagania w sporcie, kulturystyki i wioślarstwa. Co do ocen przez studentów? Trudno powiedzieć i nie mnie to oceniać. Staram się, aby zajęcia były ciekawe, a studenci poszerzali swoje zainteresowania i wiedzę w danym temacie. Pewnie jako bardzo młody student po raz pierwszy wystartowałeś w regatach uniwersjadowych w Buffalo w 1995 roku. Zdobyliście w czwórce z Robertem Zaborskim, Piotrem Bujnarowskim, Jarosławem Nowickim brązowy medal. Pamiętasz te zawody? Co robią w dorosłym życiu twoi koledzy z tamtej osady?

Aż się uśmiechnąłem na tę myśl. Jak to dawno było... rok 1993. Cudowny wyjazd. Co pamiętam? Wszystko. Głównie wodospad Niagara, otwarcie imprezy i medal. Nawet nie przypuszczałem, że już w 1999 roku będę tam rywalizował z najlepszymi o medale MŚ seniorów (dwójka podwójna z Adamem Korolem). Co robią? Robert pracuje, jest dyrektorem w naszym związku, Piotr jest adwokatem w Toruniu. Słaby mam kontakt z Jarkiem, ale też sobie radzi. Tylko ja zostałem na galerach. Widocznie w poprzednim życiu nagrzeszyłem za dwóch. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie napisał, kto jeszcze był z nami. Po pierwsze cudowna osoba, szczecinianka wioślarka Iza Wiśniewska, obecnie Nowicka, a nad wszystkim czuwał nie kto inny jak sam Bogdan Gryczuk – szef PZTW. Sporo lat minęło... dobrych lat. Ogłosiłeś ostatnio, że podejmujesz wyzwanie dalszej rywalizacji w sporcie. Czy jest pomysł na doktorską osadę? Jaki byłby cel sportowy tych przygotowań?

Myślę, że decyzja co do dalszego profesjonalnego uprawiania wioseł jako zawodnik jest mało realna. Już jakiś czas temu ustaliliśmy z Adamem Korolem, że przygodę z uprawianiem wioseł skończymy w jednym czasie (ostatni start na MP 2013). Co ciekawe – z jednoczesnym postanowieniem, co będziemy chcieli robić dalej. Więc, Czytelniku Drogi, nie jestem już czynnym zawodnikiem, a co do mojej przyszłości w wiosłach? Czas pokaże... Dziękujemy za rozmowę.

Od lewej dziekan WKFiPZ US dr hab. prof. US J. Eider, Marek Kolbowicz i dziekan WWFSiR AWF Poznań dr hab. prof. US J. Lewandowski

BK Foto archiwum M. Kolbowicza aps nr 01 2013 (308)


[rozmowa]

Lubię nowe wyzwania Za zasługi oraz organizację międzynarodowej imprezy Senior Games minister sportu Joanna Mucha przyznała medal Tomaszowi Jankowskiemu z AZS-u Olsztyn. Niecałe trzynaście lat temu z rąk prof. dr. hab. Aleksandra Ronikiera odbierał wyróżnienie, jakim było Stypendium im. Eugeniusza Pietrasika, a redakcja „APS” przyznała mu nagrodę „Zielone Pióro APS”.

w 1985 roku w Stanach Zjednoczonych, kiedy grupa siedmiu mężczyzn i siedmiu kobiet stworzyła organizację pierwotnie znaną jako Narodowa Organizacja Seniorów Olimpijczyków. Grupa zaplanowała pierwsze zawody na rok 1987 i zakończyły się one sukcesem – wzięło w nich udział 2,5 tys. sportowców. Pierwsze zawody europejskie odbyły się w 2009 roku w Holandii. Zawodnicy rywalizowali w 17 dyscyplinach sportowych i 7 rekreacyjnych. Udział wzięło 1,9 tys. sportowców w wieku 45–100 lat z 32 krajów. Dyrektorem Senior Games na Europę jest Ton Kienhuis, który przyczynił się do organizacji naszej imprezy. Przyjechał do Olsztyna, pogratulował superimprezy i obiecał, że jeszcze tu wróci.

Szczere gratulacje za wielkie wyróżnienie, jakim jest medal za zasługi od minister Joanny Muchy. Jak przyjął pan to wyróżnienie?

Od samego początku zawodów nikt nie szczędził słów uznania. Ceremonia otwarcia wywarła ogromne wrażenie. Z pewnością to wszystko kosztowało wiele wysiłku i czasu?

Pomyślałem, że pewnie wszyscy na Warmii i Mazurach otrzymali już wyróżnienie od pani minister i nie było komu go teraz wręczyć (śmiech). A tak poważnie to cieszę się, że doceniono mój wkład w organizację Warmia-Mazury Senior Games 2012. Domyślam się, że o nadanie odznaczenia za organizację tej imprezy wystąpił do Ministerstwa Urząd Marszałkowski. Można być dumnym, kiedy na Sali Centrum Konferencyjnego UWM, w obecności całego środowiska sportowego Warmii i Mazur, piękna kobieta wręcza odznaczenie. Nie mam doświadczenia w odbieraniu nagród, ponieważ ostatnie odznaczenie było w 1999 roku, kiedy otrzymałem na Zjeździe AZS „Zielone Pióro APS” i Stypendium im. Eugeniusza Pietrasika. Czym jest Senior Games? Skąd pomysł na zorganizowanie imprezy w Olsztynie?

Na pomysł organizacji imprezy wpadły władze województwa warmińsko-mazurskiego z panem marszałkiem Jackiem Protasem na czele. Impreza zadedykowana była sportowcom-seniorom. Pracownicy Urzędu Marszałkowskiego mają inne obowiązki, więc szukano stowarzyszenia-operatora, który wziąłby na siebie organizację imprezy. Lubię nowe wyzwania, więc nie zastanawiałem się długo nad propozycją. Wydawało się, że impreza będzie prosta, bez żadnych problemów. Jednak na przełomie maja-czerwca, kiedy było już po sezonie siatkarskim, dotarło do mnie, że to poważna sprawa. Miałem niezłego stracha, jak sobie z tym poradzę. Dzięki wsparciu Danuty Pszczółkowskiej z Departamentu Sportu jakoś się pozbierałem i zabrałem do pracy… A skąd pomysł na Senior Games? Historia Zawodów Seniorów rozpoczęła się www.azs.pl

To największa impreza, przy jakiej pracowałem. Duża promocja – bilbordy w Warszawie, w prasie ogólnopolskiej, udział ambasadorów imprezy w programie telewizyjnym „Familiada”. Mając zapewnione środki finansowe, dotacje z Ministerstwa Sportu i Turystyki, środki z Województwa Warmińsko-Mazurskiego oraz wpisowe uczestników, można sobie pozwolić na „szaleństwa”, jakich brakuje przy organizacji AMP. Rzeczywiście ceremonia otwarcia zrobiła wrażenie. Fajnie to wszystko wyglądało, fajnie zagrał zespół Enej, ludzie byli pod wrażeniem. Nie jestem przyzwyczajony, organizując AMP czy inne imprezy akademickie, do tylu spotkań czy tylu prób przy okazji otwarcia czy zamknięcia zawodów. Na zakończenie zaplanowaliśmy pokaz sztucznych ogni. Do pana, który miał odpalać ładunki, powiedziałem, aby nie oszczędzał i zrobił pokaz, który ludzie zapamiętają na długie lata. I zrobił! Ludzie chowali się ze strachu pod dach. Mój ośmioletni synek krzyczał do mnie: Tato, uciekajmy! Warto było? Ile osób pracowało przy organizacji? Trzeba zaznaczyć, że turniej rozgrywał się aż w czterech miastach.

Ogrom pracy wykonali pracownicy Departamentu Sportu Urzędu Marszałkowskiego. Do tego działacze w poszczególnych miastach, w których odbywała się impreza. Koordynatorzy dyscyplin sportowych, koordynatorzy miast… Spotkanie za spotkaniem przed imprezą. Nie raz się gubiłem, kto jest za co odpowiedzialny. Lista zawodników z piętnastu krajów potwierdza, że nie brakuje osób, które chcą aktywnie spędzać czas.

W zawodach wystartowało łącznie ponad 1500 uczestników z 14 krajów,

którzy zdobyli ponad 1700 medali. Zawodnicy rywalizowali w 11 dyscyplinach (m.in. pływanie, żeglarstwo, piłka nożna, brydż sportowy, lekkoatletyka, tenis stołowy, piłka siatkowa halowa, siatkówka plażowa, tenis ziemny, badminton, golf) oraz w trzech dyscyplinach rekreacyjnych: maratonie rowerowym, strzelaniu do rzutków oraz zawodach strzeleckich. W zawodach startować mogli zarówno sportowcy-amatorzy, jak i profesjonaliści. Jedynym warunkiem było ukończenie 45 lat w dyscyplinach indywidualnych i 40 w zespołowych. Najstarszym uczestnikiem był Lucjan Prządo. Osiemdziesięciodwulatek startował w kilku konkurencjach pływackich rozgrywanych na nowej olimpijskim pływalni Aquasfera w Olsztynie. Wśród kobiet wspaniałą kondycją fizyczną popisała się Janina Fijałkowska – rocznik 1936, która wygrała chód na 5000 m. Nie brakowało znanych nazwisk (Leszek Kucharski czy ambasador projektu Jacek Wszoła). Przy okazji imprezy odbyła się w Centrum Konferencyjnym w Kortowie Konferencja Edukacyjna Aktywność w naturze. Zebrani goście mogli usłyszeć prelekcje naukowców z Olsztyna oraz Warszawy. Wystąpienia dotyczyły m.in. prozdrowotnego wpływu aktywności fizycznej, a prelegentem był prof. dr hab. Aleksander Ronikier – były prezes ZG AZS. Była to pierwsza edycja Senior Games w Polsce, z pewnością nie ostatnia…

Wiem, że władze Województwa Warmińsko-Mazurskiego planują kolejne imprezy międzynarodowe, jednak czy w tylu dyscyplinach? Nie wiem. Na pewno jest czas na analizę zawodów. Może warto się skupić na kilku lub jednej dyscyplinie? Szkoda, że w środowisku akademickim zainteresowanie okazało się niewielkie. Miałem nadzieję, że w zawodach wystartuje sporo trenerów czy działaczy AZS. Z pewnością mam fajne wspomnienia i kolejne doświadczenia. Jeżeli będzie chęć współpracy ze strony władz Samorządu Województwa w przyszłości przy organizacji podobnych przedsięwzięć, AZS Olsztyn na pewno się podejmie kolejnych wyzwań. Rozmawiała Marta Panasiuk Tomasz Jankowski, członek Zarządu Klubu Sportowego AZS UWM Olsztyn od 1996 roku (6. kadencja), członek Zarządu Głównego AZS i Rady Upowszechniania Kultury Fizycznej w latach 1997– –2005; w 1999 roku laureat Stypendium im. E. Pietrasika oraz „Zielonego Pióra” na rok akademicki 1999/2000. Od 2001 roku Sekretarz Organizacji Środowiskowej AZS województwa warmińsko-mazurskiego; od 2009 roku wiceprezes Zarządu Piłka Siatkowa AZS UWM SA.


W

ody Arktyki zawsze powodowały szybsze bicie serca u żeglarzy. U tych, którym udało się tam dotrzeć, szacunek i pokora wobec surowości i niedostępności tego akwenu mieszają się z euforią i zachwytem nad jego pięknem. Arktyka w okresie letnim łagodnieje – lód jednoroczny częściowo się wytapia, dając żeglarzom szansę na poznanie uroków żeglowania wśród arktycznej bieli. Rejsy w rejony arktyczne mają już swoją historię, choć było ich stosunkowo niewiele, co tylko podkreśla ich wyjątkowość. Załogi polskich jachtów również miały swój udział w eksploracji Arktyki: najpierw Gedania i Vagabond, a całkiem niedawno śmiałe eskapady Starego, Nektona, Solanusa, Nashachaty II i Panoramy. Rejonów arktycznego żeglowania jest wiele – tam, gdzie pojawia się woda wolna od lodu, tam też pojawiają się jachty. Jest jednak coś, co żeglarzy szczególnie pociąga i stanowi dla każdego duże wyzwanie. Mowa tu o opłynięciu jachtem bieguna północnego Przejściem Północno-Wschodnim, a następnie powrót do Europy przez Przejście Północno-Zachodnie.

Przejście Północno-Wschodnie Nie było w historii zbyt wielu takich przedsięwzięć. Najtrudniejsze do przepłynięcia jest Przejście Północno-Wschodnie. Potwierdza to fakt, że pierwsze pełne i udokumentowane pokonanie go miało miejsce dopiero w 1879 roku. Piszę dopiero, bo próby pokonania tej trasy sięgają XVI wieku, kiedy sądzono (co później okazało się prawdą), że stanowi ona najkrótszą drogę morską z Europy do Chin i Indii. Pierwszy Przejście Północno-Wschodnie przepłynął znany badacz Arktyki szwedzko-fińskiego pochodzenia Adolf Erik Nordenskiöld na żaglowcu Vega.

Na pierwsze pokonanie tej trasy mniejszym jachtem czekać trzeba było 123 lata, a dokonał tego w 2002 roku francuski żeglarz Eric Brossier.

Biegun Północny Opłynięcie Bieguna Północnego w ciągu jednego sezonu nawigacyjnego to już rok 2010 i dwóch kapitanów: Rosjanin Daniel Gavrilov i Norweg BØrge Ousland Pomysł, jak widać, nie jest nowy, a rozmowy na ten temat toczą się w środowisku żeglarskim nieustannie, choć rejsy tą trasą da się policzyć na palcach jednej ręki. Żeglarze, uskrzydleni sukcesami wyprawy polarnej Orvaldi-Antarctica z 2004 roku, dookoła Ameryki Południowej i do brzegów Antarktydy, która zrealizowana była na jachcie s/y Panorama – flagowej jednostce Jacht Klub Akademickiego Związku Sportowego z Wrocławia, kontynuują swoje wypady, coraz bardziej zbliżając się do Bieguna Północnego. Świadczą o tym dobitnie organizowane w następnych latach rejsy na s/y Panorama na Spitsbergen i Ziemię Franciszka Józefa (2006), na Grenlandię (2009) oraz kolejna wyprawa na Spitsbergen (w roku 2011). Teraz nadszedł czas, aby zdobyć pełnię Arktyki, okrążając Biegun Północny. A ponieważ młodość jest pełna pasji, to wyzwanie podjęli żeglarze akademiccy, zrzeszeni w Jacht Klubie AZS Wrocław (do którego przystąpić może każdy chętny), ponownie na jachcie s/y Panorama.

szy rozpoczyna się w Szczecinie i może być kontynuowany w jednym z dwóch kierunków: do Bergen w Norwegii lub do Petersburga w Rosji. Będzie to uwarunkowane otrzymaniem od władz rosyjskich pozwolenia na przepłynięcie jachtem przez Kanał Białomorski, łączący Morze Bałtyckie z Morzem Białym. Już raz się to udało: w 2009 roku s/y Panorama, jako drugi polski jacht w historii, przepłynęła przez ów kanał w rejsie z Archangielska do Petersburga. Jeśli i tym razem się uda, załogi wymienią się w Petersburgu. Następnie Panorama pożegluje w kierunku Archangielska, odwiedzając słynne Wyspy Sołowieckie na Morzu Białym. W Archangielsku nastąpi kolejna wymiana załóg. Tu zacznie się długi etap, w kierunku Alaski. Jeśli jednak jacht nie uzyska pozwolenia na rejs Kanałem Białomorskim, załogi pożeglują wzdłuż północnego wybrzeża Norwegii, wymieniając się w Bergen, następnie w BodØ i w Kirkenes. W tej wersji w norweskim Kirkenes rozpocznie się dwumiesięczny etap arktyczny. Miejscowość ta jest ostatnim miejscem, w którym można wymienić załogi przed wpłynięciem na wody rosyjskie. Do granicy z Rosją jest stamtąd 12 kilometrów.

Plan rejsu Planowana wyprawa została podzielona na osiem etapów. Pierw-

aps nr 01 2013 (308)


Wypływając w kierunku Rosji, należy wziąć pod uwagę konieczność wejścia do Murmańska, aby dokonać rosyjskiej odprawy granicznej. Aby pływać po wodach arktycznych Federacji Rosyjskiej, należy uzyskać stosowne pozwolenie. Załoga wyposażona w ów dokument (uzyskany odpowiednio wcześniej) może dalej żeglować na wschód. Teraz Morze Barentsa i Nowa Ziemia. I tu znów pojawiają się dwie możliwości ominięcia jej: albo od strony południowej, przez cieśninę Karskije Vorota, albo od północy, żeglując wprost do Dikson. Dikson to rosyjskie miasto, w którym można uzupełnić paliwo i zobaczyć krajobrazy, które towarzyszyć nam będą przez kolejne tygodnie żeglugi (choć będą one oglądane głównie przez lornetkę). Po żegludze nadal na wschód i przebyciu 500 mil morskich czeka nas, jak można przypuszczać, najtrudniejsza część tego etapu: okolice Półwyspu Tajmyr i cieśnina Vil’kitskogo – najbardziej wysunięty na północ półwysep Azji. Warstwa lodu utrzymuje się tu najdłużej w roku, a płycizny i mnóstwo niewielkich wysepek mogą nieźle dokuczyć. Oczywiście, aby przepłynąć jachtem takim jak Panorama, woda musi być wolna od lodu. Zdjęcia satelitarne oraz mapy lodowe z ostatnich lat wskazują, że da się tamtędy przepłynąć, ponieważ lód odpuszcza w tym okresie. Po tym odcinku przed nami Morze Łaptiewów i kurs do miasta Tiksi. Odpoczynek, uzupełnienie paliwa i wody, a potem dalej w drogę, aby ominąć Wyspy Nowosyberyjskie i zacumować w kolejnym porcie; mowa tu o Pewek. Tu jacht opuszcza wody rosyjskie, a przed załogą ponad 800 mil morskich, aby dotrzeć do Point Barrow na Alasce. W tym miejscu rozpocznie się kolejny etap arktycznej przygody. Nowa załoga popłynie w kierunku Europy, mając po drodze do przebycia Przejście Północno-Zachodnie. Zatoka Amundsena, Wyspa Wiktorii, Wyspa Księcia Walii – piękne nazwy, piękne okolice, z pewnością niezapomniane widoki, głównie z dużą ilością białego koloru. Gdy za rufą zostaną przepiękne krajobrazy Arktyki Zachodniej, przed jachwww.azs.pl

tem znajdzie się Zatoka Baffina, aa potem zaęść chodnia część Grenlandii. W jej stolicyy Nuuk wana jest przewidywana ymiana załóg. kolejna wymiana l di K l j Kurs na IIslandię. Kolejna wymiana załóg i żeglowanie w kierunku Bergen w Norwegii, a po drodze Wyspy Owcze i Szetlandy. W Bergen zacznie się ostatni etap wyprawy ze swym portem docelowym, którym jest Szczecin. Jak widać, wiele mil do przebycia, które, po połączeniu etapów, stanowią trasę okrążającą Biegun Północny. Wyprawa zakończy się tradycyjnie w Gdańsku pod Żurawiem.

Organizacja Organizacja tego rodzaju eskapady żeglarskiej nie jest prosta. Aby wszystko odbyło się na odpowiednim poziomie, niezbędne są cztery elementy: pomysł, ludzie do jego realizacji, sprzęt – w tym przypadku odpowiedni jacht, oraz... coś, o czym rzadko się mówi, szczególnie wśród dżentelmenów, czyli pieniądze. Dopiero odpowiednie powiązanie z sobą tych elementów daje gwarancję, że wyprawa w ogóle się odbędzie i przebiegnie bezpiecznie i skutecznie.

Pomysł z opracowaniem logistycznym jest gotowy Grono młodych ludzi, wspieranych przez doświadczonych kolegów i koleżanki, mocno zaangażowało się w projekt. Ideą jest przede wszystkim wyzwanie, które stawia nam natura, a to wszystko mobilizuje młodzież do stawiania czoła przeciwnościom na lądzie. Właśnie dlatego pomysł takiej wyprawy narodził się w środowisku akademickim – tam zawarty jest potencjał młodości. Przykładowo, średnia wieku załogi rosyjskiego jachtu Piotr I, który przebył tę trasę, nie przekraczała 30 lat. A więc można! Czynnik ludzki jest podstawą,

szczególnie ze względu na etapy trwające nawet 60 dni i małą liczbę portów po drodze. Wytrzymałość, odporność fizyczna i psychiczna, umiejętność współżycia w grupie na niewielkiej przestrzeni stanoą ważnyy element,, decydujący y wią o powod dz e iu en u całego cał a eg egoo projektu. po pr dzeniu Oczywiście, aby po popłynąć, trzeba odpow odpowiednio dużo czasu sspędzić na lądzie na przygotowa waniach. Każdy z uczestników m ma swoją lisstę spraw, za które jest odpowiedzialny.

JJacht Jacht, czyli Pa Panorama, choć już n nieco starszy niż po podczas pierwszej wypr wyprawy Orvaldi-Antarctica -Antarctica, nadal jest w bardzo dobrej k kondycji i ma ż i To solidny, nowoczesne wyposażenie. stalowy, dwumasztowy kecz, z bardzo wytrzymałym takielunkiem, o sporej autonomiczności, dający poczucie bezpieczeństwa w każdych praktycznie warunkach pogodowych. Każdy, kto zdecyduje się na uczestnictwo w tym projekcie, powinien mieć własną motywację do pokonania przeciwności, które przyniesie realizacja tego wyzwania. Przygoda w dzikich, nierzadko wręcz dziewiczych rejonach naszego globu, na jachcie, na którym zdani jesteśmy tylko na siebie i swoje umiejętności, obcowanie z przyrodą i warunkami atmosferycznymi, które w naszych szerokościach geograficznych nie występują, krajobrazy, które Marco Nazzari pokazywał na fotografiach w albumie Arktyka, ziemia wiecznych lodów; to chyba wystarczająca motywacja, aby „... spróbować chociaż raz...” Olgierd Młynarski Foto Włodzimierz Szczęsny – ORVALDI-ANTARCTICA 2005 Zapraszamy wszystkich zainteresowanych do kontaktu z organizato rami wyprawy Orvaldi- Arctica: Orvaldi-Adventure, e-mail: adventure@orvaldi.com.pl lub Jacht Klub AZS Wrocław: e-mail: biuro@jkazs.wroc.pl.


Kaczmarek i Ilewicz ozl/ oceni na inauguracji AZS Winter Cup 2013

W

pierwszych eliminacjach Akademickiego Pucharu Polski AZS Winter Cup 2012/2013 nie zawiedli faworyci. Dorota Kaczmarek (ALK Warszawa) z ogromną przewagą zwyciężyła w gigancie i slalomie. Dublet ustrzelił również Jakub Ilewicz (AWF Katowice), chociaż aby to osiągnąć, musiał wylać sporo potu. W rywalizacji o samochód, który jest nagrodą dla najlepszego zawodnika cyklu, mamy więc remis. W klasyfikacji drużynowej bezkonkurencyjne okazały się uczelnie spod Wawelu. Wśród kobiet wygrały studentki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, a najlepszy kolektyw męski stworzyli reprezentanci Politechniki Krakowskiej.

Dzień przed zmaganiami na stoku odbyła się tradycyjna odprawa w karczmie na Harendzie. Oprócz rutynowego losowania numerów organizatorzy przedstawili zasady walki o samochód. W celu wyłonienia najlepszego zawodnika cyklu wprowadzona została odrębna tabela punktowa, znana z zawodów Pucharu Świata (w AZS Winter Cup kobiety i mężczyźni nie dostają takiej samej liczby oczek za zwycięstwo). Mimo kurtuazji dwójki zawodników, którzy zdominowali zawody, nie ma się co oszukiwać – na horyzoncie nie widać nikogo, kto mógłby odebrać punkty Dorocie i Kubie. Ania Berezik zapowiedziała, że nie dołączy do zmagań pucharowych, a Filip Rzepecki (PŚl Gliwice) ma powrócić dopiero na finały. Czyżby miało być mniej emocjonująco niż rok temu? Nie uprzedzajmy faktów – może w styczniu dołączy do rywalizacji ktoś jeszcze. Lepszej pogody na inaugurację nie można było sobie wymarzyć. Od rana na Harendzie świeciło słońce, a mgła w dolinie dodawała magicznego uroku temu miejscu. Zelżał nieco mróz, utrzymujący się od kilku dni, stąd nikt nie mógł narzekać na zimno. Jednocześnie śnieg (głownie sztuczny) był bardzo twardy i wspaniale przygotowany. Nie zawiodła obsługa stoku i zamknęła na zawody całą trasę wzdłuż wyciągu krzesełkowego. Ekipa techniczna mogła więc w pełni wykorzystać długość obiektu i tak właśnie ustawiony był gigant – rozpoczynał się tuż przy górnej stacji. Zawodnicy bardzo chwalili też samo ustawienie – odległości między bramkami były spore, więc można było wykorzystać potencjał nart gigantowych bez sadzenia zbędnych „bokaczy”.

W rywalizacji kobiet Dorota Kaczmarek z łatwością wygrała oba przejazdy, uzyskując nad drugą na mecie Urszulą Horeczy (UJ Kraków) niemal cztery sekundy przewagi. Pod nieobecność najlepszej trójki pań z zeszłego roku chrapkę na podium miało kilka zawodniczek. Na trzecie miejsce udało się wjechać Klaudii Góreckiej (AGH Kraków). Aspiracje do strefy medalowej zgłaszała Katarzyna Iwińska (Politechnika Warszawska), ale szanse pogrzebała w pierwszym przejeździe, w którym poruszała się po trasie bardzo zachowawczo. W rywalizacji mężczyzn Jakub Ilewicz pokazał, że jest już w niezłej formie i wygrywając oba przejazdy, dołożył Filipowi Rzepeckiemu ponad sekundę. Bardzo dobrze rozpoczął sezon Jan Sołtys (Uniwersytet Warszawski), który utwierdził wszystkich w przekonaniu, że na długich nartach czuje się wyjątkowo dobrze. Zajął trzecie miejsce. Slalom został rozegrany na znacznie krótszym odcinku – a szkoda, bo mieliśmy już na Harendzie zawody w tej konkurencji z prawdziwego zdarzenia. 24-sekundowa trasa (tyle potrzebował najlepszy zawodnik na jej pokonanie) nie mogła satysfakcjonować miłośników krótkich skrętów. Zawodniczki stwierdziły chyba, że miejsca z giganta bardzo im odpowiadają, bowiem pierwsza czwórka ułożyła się identycznie, jak miało to miejsce przed południem. Wygrała Dorota Kaczmarek, druga była Ula Horeczy, trzecia Klaudia Górecka, a podium ponownie tylko „powąchać” mogła Kasia Iwińska. Bardzo ciekawie działo się natomiast u mężczyzn. Po pierwszym przejeździe Filip Rzepecki pokazał, że w slalomie nie da się tak łatwo objechać i dołożył Kubie 0,31 s.


Za plecami zawodników, którzy mieli już epizody w Pu-charze Świata, bójj u o brąz toczyło kilku yświetnych alpejczyglii gl ków. O medalu mogli am m poważnie myśleć Adam raKrawczyk (AGH Kr Krawicz wi cz ków), Kasper Leonowicz zaw aw(Uniwersytet Warszawń ki ski), Ludwik Sierpiński, Karol Miśkowiec (AGH Kraków), Jakub Stryjewski (Politechnika Krakowska) i Jakub Wyporek (AWF Kraków) – różnice między nimi były bardzo małe. Ekipie obsługującej trasę udzieliła się chyba świąteczna atmosfera, ponieważ przestawiono tyczki i po lekkim tylko wygładzeniu dziur odbył się drugi przejazd. Newralgicznym miejscem była spora nierówność przy jednej z bramek w środkowym fragmencie – miało tam problemy wielu zawodników. Dla niektórych okazały się one zbyt duże i ci zakończyli przygodę upadkiem lub tracąc nartę. Doszło tam też do sytuacji, która ułatwiła Jakubowi Ilewiczowi odniesienie zwycięstwa. Prowadzący po pierwszym przejeździe Filip Rzepecki chwycił tyczkę między nogi. Co ciekawe, nie zauważyli tego sędziowie, który stali tuż obok! Nowotarżanin przyznał się jednak do błędu i został zdyskwalifikowany. Zawodnik nawiązując do zeszłorocznych przygód w złości powiedział: – Nigdy nie dojadę chyba tego slalomu na Harendzie! Nie zmienia to faktu, że Kuba spisał się znakomicie – pędził w dół jak w transie. Widocznie podrażniona ambicja dała o sobie znać. Na mecie zawodnik stwierdził: – Jechałem z gaśnicą, bo po pierwszym przejeździe grunt zaczął mi się palić pod nogami. Drugie miejsce

zajął fantastycznie jadący Adam Krawczyk. Brąz przypadł w udziale Kasprowi Leonowiczowi, powracającemu po rocznej przerwie. Przy ostatnich promieniach zachodzącego słońca odbyła się dekoracja najlepszych zawodników w kategoriach indywidualnych i drużynowych. Nie popisali się Kasper Leonowicz (3. miejsce w slalomie) i cała męska drużyna Politechniki Krakowskiej (1. miejsce w drużynówce), którzy nie odebrali nagród ani pucharu.

Pusty stopień podium podczas ceremonii wręczenia medali nigdy nie wygląda dobrze. Kolejne zawody 11 stycznia – spotykamy się w Kluszkowcach. Miejmy nadzieję, że zapowiadana odwilż łagodnie obejdzie się z niewielką jeszcze pokrywą śnieżną w górach i zawodnicy będą mieli do dyspozycji długą i atrakcyjną trasę nr 5. Wysokiej formy w roku 2013 życzy wszystkim uczestnikom AZS Winter Cup patron medialny! Michał Szypliński Foto Skifoto.pl


e i k s l e b u l e b lu lskie

Finał w Lublinie

Grudzień i młodszym, i starszym kojarzy się nieodłącznie ze śniegiem, mrozem oraz oczekiwaniem na czas świąt. W Lublinie AZS-iacy zanim oddali się radości powodowanej zimową aurą, mieli nie lada zadanie do wykonania – 7 grudnia do Lublina zjeżdżało się ponad pół tysiąca osób z całego kraju, aby rywalizować o tytuł najlepszych wśród studentów pierwszych lat studiów.

P

rzygotowania do III Ogólnopolskiego Finału Igrzysk Studentów I Roku, który odbywał się pod szyldem 90-lecia AZS w Lublinie, członkowie lubelskiego AZS rozpoczęli na długo przed terminem zawodów. Pierwsze rezerwacje obiektów sportowych, jak i noclegowych poczyniono kilka miesięcy wcześniej. Cały ciężar logistyczny tego przedsięwzięcia swój szczytowy punkt osiągnął jednak w listopadzie, kiedy to klarowała się ostatecznie liczba uczestników, tworzone były komunikaty, wzory materiałów promocyjnych, rozdzielane były pomiędzy KU AZS poszczególne działania organizacyjne. Czy wszystko zostało dopięte na ostatni guzik, miało się okazać w piątkowe popołudnie 7 grudnia br., kiedy to opiekunowie ekip poszczególnych środowisk AZS oczekiwali na ich przyjazd w hotelach, aby dokonać formalności związanych z zakwaterowaniem, przekazać wstępne informacje organizacyjne oraz zabrać przedstawicieli na weryfikację oraz odprawę techniczną do biura KŚ AZS Woj. Lubelskiego. Zimowa pogoda tego dnia okazała się sprzyjająca, ale tylko dla tych, którzy nie musieli spędzać długich godzin w autokarach jadących na Igrzyska do Lublina. Jak się szybko okazało, odprawę techniczną trzeba było nieco przesunąć w czasie z powodu opóźnień w przyjazdach części

ekip. Na szczęście problemy z dojazdem były ostatnimi, z jakimi przyszło nam się zmierzyć, gdyż zarówno weryfikacja, jak i odprawa techniczna przebiegły stosunkowo sprawnie. Sobota była dniem, kiedy zabrzmieć miały pierwsze sędziowskie gwizdki. Za rozgrywki futsalu odpowiadał KU AZS Politechniki Lubelskiej. Mecze, jak zwykle w piłce nożnej bywa, były pełne emocji i gorącego dopingu ze strony kibiców zgromadzonych na trybunach. Na koniec pierwszego dnia Igrzysk zaciętą walkę o drugie miejsce w grupie B stoczyły między sobą Uniwersytet Rolniczy w Krakowie oraz Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie. Walka była na tyle wyrównana, że o rozstrzygnięciu musiały zadecydować rzuty karne, lepszy w nich okazał się bramkarz UP, który tym samym zapewnił swojej drużynie miejsce w półfinale. Drugi etap rozgrywek odbył się w niedzielę. Brąz wywalczył Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, pokonując AWF Katowice, której wcześniej uległ w fazie grupowej. Srebro musiało wystarczyć Politechnice Opolskiej, która walkę o pierwszą lokatę przegrała z PWSZ Konin. Na obiekcie UMCS w sobotę od rana bardziej lub mniej celne rzuty do kosza oddawali studenci walczący o awans do niedzielnych półfinałów. Drugiego dnia Igrzysk na parkiecie pojawiły się reprezentacje 6 środowisk, gdyż Uniwersytet Ekonomiczny z Krakowa po trzech przegranych sobotnich meczach zajął siódme miejsce w klasyfikacji końcowej. Mecz o 5. miejsce zakończył się zwycięstwem Politechniki Lubelskiej nad AWF Warszawa. Zeszłoroczne złoto na brąz zamieniła ekipa z Poznania, która mecz o 3. miejsce wygrała z AWF Katowice. Wygrywając z dolnośląską reprezentacją pierwsze miejsce zajął gospodarz zeszłorocznego Finału Igrzysk – AZS Gdańsk. Hala Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie w sobotę gościła cztery zespoły koszykarek. Podobnie jak u koszykarzy miejsce pierwsze z kompletem zwycięstw zajęły reprezentantki Gdańska. Drugą lokatę wywalczył Uniwersytet Ekonomiczny Poznań. Brązowe medale zostały w Lubli-

aps ap a ps nr nr 01 01 2013 201 20 13 3 ((308) 30 3 08 8))


nie, gdyż 3. miejsce przypadło koszykarkom UMCS. Lubelskie siatkarki grające na hali Uniwersytetu Medycznego już pierwszego dnia zmagań pokazały, czym jest polska gościnność, ustępując miejsca rywalkom w niedzielnych półfinałach. Zaciętą walkę o 3. miejsce stoczyły reprezentantki Środowisk Pomorskiego ze Śląskim, o wyniku rozstrzygnął dopiero tie-break, w którym ostatecznie przewagę zdobył AWFiS Gdańsk. Pierwsze miejsce wywalczyły studentki z Warszawy, pokonując siatkarki z Politechniki Poznańskiej. Na hali KUL świetne widowisko zgotowali siatkarze. Studenci z Lublina jako gospodarze byli nad wyraz uprzejmi dla gości (tak jak przedstawicielki płci pięknej tej dyscypliny), gdyż nie wygrali nawet jednego seta. W niedzielnym meczu Politechnika Warszawska mimo bardzo wyrównanej walki pokonała AWF Katowice, zdobywając tym samym trzecie miejsce na podium. Drugie, jak i pierwsze miejsce było powtórką z rozrywki, gdyż zajęły je tak jak w roku ubiegłym odpowiednio AWFiS Gdańsk i Politechnika Poznańska. Na halach toczyły się zmagania w dyscyplinach zespołowych, natomiast na pozostałych obiektach sportowych lubelskich uczelni „pierwszoroczniacy” indywidualnie zdobywali cenne punkty dla swoich środowisk. Na hali AOS rywalizowały zawodniczki i zawodnicy tenisa stołowego. Studenci przyznali, że nie spodziewali się aż tak wysokiego poziomu na zawodach pierwszaków, co świadczy tylko o tym, że na najbliższych AMP możemy spodziewać się nowych zawodników pełnych zapału i energii do walki. Turniej kobiet wygrała studentka Uniwersytetu Warszawskiego pochodząca z Chin – Bing Ran Ren, natomiast w turnieju mężczyzn zwyciężył pochodzący z woj. lubelskiego Paweł Kozieł, który reprezentował Akademię Leona Koźmińskiego w Warszawie. Z kolei w najtrudniejszych warunkach przyszło rywalizować biegaczom przełajowym. Zawody rozpoczął wystrzał startera nie w samo południe, a o 13:00. Najpierw kręte alejki Parku Akademickiego pokonały kobiety, następnie ze śniegiem na trasie walczyli mężczyźni. Jako pierwsi na mecie zameldowali się: Paulina Głuszek

www.azs.pl ww w ww w..a az zs s..p pll

(PWSZ Zamość) i Rafał Buczak (Politechnika Lubelska). Na pływalni Uniwersytetu Przyrodniczego po południu dały się słyszeć gromkie krzyki kibiców dopingującym pływaków. 12-osobowa doświadczona komisja sędziowska bardzo sprawnie przeprowadziła zawody pierwszaków. Zarówno panie, jak i panowie startowali w pięciu dyscyplinach: 50 m stylem dowolnym, klasycznym, grzbietowym i motylkowym oraz 4x50 m stylem dowolnym. Na podium w klasyfikacji kobiet stanęły reprezentantki Środowisk: Śląskiego, Małopolskiego i Mazowieckiego. Zmagania mężczyzn poszczególne środowiska zakończyły w kolejności: Mazowieckie, Dolnośląskie, Pomorskie. W niedzielę na hali UP odbyły się zawody w ergometrze wioślarskim, zawodnicy mieli do pokonania dystans 1000 metrów. W wadze lekkiej wśród zawodniczek najlepsza była Karolina Mrowca z Uniwersytetu Śląskiego, a w kategorii open najszybciej bieg ukończyła Anna Rudkowska reprezentująca Uniwersytet Rolniczy Kraków. W klasyfikacji mężczyzn do 75 kg bezkonkurencyjny był Maciej Gerus z Uniwersytetu Wrocławskiego, a w kategorii powyżej 75 kg z trzysekundową przewagą wygrał Tomasz Rachwał studiujący na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Po pierwszym dniu zmagań wieczorem studenci mogli odprężyć się po całodziennym wysiłku na imprezie zorganizowanej specjalnie dla nich w Klubie Archiwum. Z opinii, jakie udało nam się zebrać, można ją zaliczyć do udanych, a to dzięki nieodłącznej atmosferze i zabawie, jakie zawsze towarzyszą wydarzeniom sportowym organizowanym przez lubelski AZS. Jako organizatorzy mamy nadzieję, że III Ogólnopolski Finał Igrzysk Studentów I Roku pozostawił same dobre wspomnienia jego uczestnikom. W niedzielę przyszedł czas na wręczenie pucharów i oficjalne zamknięcie III Ogólnopolskiego Finału Igrzysk Studentów I Roku. Elżbieta Deleżuch Foto Piotr Dąbrowski Klasyfikacja końcowa 1. Śląskie, 2. Pomorskie, 3. Małopolskie, 4. Wielkopolskie, 5. Mazowieckie, 6. Lubelskie, 7. Dolnośląskie


e i k s u b lluu buskie Misją Mija kolejny rok

Przed nami kolejna impreza, która oznacza, że trzeba kupić nowy kalendarz – Sylwester. Należy też zacząć podsumowywać to, co działo się w roku 2012. Oczywiście w tym roku wszystkie oczy w Polsce skierowane były na Euro 2012. To nas, AZSiaków, interesuje nieco mniej, ale podobno piłka nożna to sport narodowy, a więc wypadało oglądać – i jak na Polaków przystało – komentować i oceniać, a raczej zastanawiać się, dlaczego było tak jak zawsze. Po piłkarskim święcie przyszła większa impreza, która pochłonęła cały świat. Londyn, stolica Wielkiej Brytanii, przyjęła najpierw olimpijczyków, a następnie paraolimpijczyków. Akademickie środowisko z województwa lubuskiego na pewno zapamięta medal Karoliny Nai, brąz wywalczony w kajaku wraz z Beatą Mikołajczyk. Te chwile z Londynu na pewno zapamiętamy na długo. Oczywiście nadziei i szans medalowych mieliśmy więcej, ale… Sporty wodne w wykonaniu zawodników AZS AWF Gorzów w tym roku wypadły imponująco. Kajakarze przywozili medale z każdej imprezy, nie tylko z krajowego podwórka, ale także z imprez międzynarodowych. To było latem. A teraz na „długie, zimowe wieczory” lubuscy akademicy zapraszają do hal, gdzie walczą w rozgrywkach ligowych. Zielonogórzanie jak na razie prezentują się bardzo dobrze, gorzowskie koszykarki na miarę możliwości. Z drugiej strony nie możemy porównywać tych ekip. AZS PWSZ Gorzów to zespół ekstraklasowy, z Amerykankami w składzie, AZS UZ natomiast walczy na II-ligowym froncie, a w składzie – głównie studenci miejscowej uczelni. Rok się kończy, jedni są w trakcie przygotowań, inni w połowie rywalizacji ligowych. Lubuscy AZSiacy powinni jednak ten rok zaliczyć do udanych. Podobno zawsze może być lepiej? Miejmy nadzieję, że rok 2013 przyniesie jeszcze więcej sukcesów lubuskim AZS-om. Dawid Lis

klubu jest jak najszersza ofertaudentów skierowana do st

Rozmowa z Markiem Lemańskim, dyrektorem KU AZS Uniwersytetu Zielonogórskiego Jak wygląda struktura Klubu?

Mamy około 500 członków. Klub jest zbudowany jak piramida. Na samym dole są fakultety, które stanowią propozycję zajęć dla każdego studenta chcącego się poruszać na sali czy siłowni. Studenci do wyboru mają futsal, koszykówkę, siatkówkę, a także aerobik i taniec. Wyżej znajdują się sekcje uczelniane. One działają już celowo, czyli przygotowują się do AMP. Świętem tych sekcji są zielonogórskie Bachanalia. Obecnie tych sekcji jest dziewięć: jeździectwo, pływanie, capoeira, futsal, judo, koszykówka, brakedance, siatkówka i unihokej. To są sekcje, które przygotowują się do AMP, które też grają w regionalnych rozgrywkach. Mamy też ligę wewnątrzuczelnianą, gdzie są 23 zespoły. Ponad 250 zawodników gra w futsal przez cały rok. Nie trzeba być członkiem AZS-u, żeby brać udział w tych rozgrywkach, wystarczy być studentem. Idąc wyżej, mamy cztery sekcje wyczynowe, czyli zespoły drugoligowe. Nasi przedstawiciele to piłkarze ręczni, siatkarze, tenisiści stołowi i rugbyści. Na samym czubku piramidy znajduje się sześć osób, jako Akademickie Centrum Szkolenia Sportowego, i są to sportowcy, którzy przygotowują się do największych imprez sportowych: IO, MŚ, ME, Uniwersjady. Jaki był cel postawiony ligowcom i jak pan może ocenić ich poczynania w tym sezonie?

Klub jest tak skonstruowany, że każda sekcja ma swoją radę i to ona stawia cele, a zarząd je akceptuje. Chcemy pobudzić środowiska, żeby klub działał oddolnie, a nie odgórnie. Cel dla siatkarzy to było bezpieczne utrzymanie się w lidze i pierwsza czwórka jako założenie optymistyczne. Piłkarze ręczni natomiast za cel mają zajęcie pierwszego lub drugiego miejsca. Zarówno siatkarze, jak i piłkarze ręczni są w pierwszej czwórce po pierwszej rundzie. Na razie wygląda to dobrze. Są to nasze sekcje wiodące. Tenisiści grają w drugiej lidze i to jest ich poziom. Rugbyści to nasza nowa sekcja, która weszła na poziom ligowy. Grają w drugiej lidze, ciągle robią postępy, ich mecze wyglądają coraz lepiej, zaczęli wygrywać. Największy sukces w 2012 roku to…?

APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Dawid Lis e-mail: dawid-lis6@wp.pl

Z ACSS mieliśmy dwóch olimpijczyków, czyli Joannę Łochowską i Radosława Kawęckiego, którzy startowali w Londynie. Ponadto mamy złotych medalistów Igrzysk

Paraolimpijskich w tenisie stołowym. Piotr Grudzień, nasz student, i Marcin Skrzynecki wrócili z Londynu z najcenniejszym medalem. Organizowaliśmy finały AMP w piłce ręcznej, które zostały wysoko ocenione. Nasi akademicy zdobyli brązowy medal w kategorii uniwersytetów. Misją klubu nie jest jednak sport przez duże „S”, a jak najszersza oferta skierowana do studentów. Cieszymy się, że z roku na rok poszerzamy liczbę sekcji. Od tego roku działa sekcja piłki siatkowej kobiet, ale oferta dla pań była i jest ciągle niewystarczająca. Cieszymy się, że panie się zmobilizowały, grają i przygotowują się do AMP. A jak wygląda sytuacja finansowa Klubu?

Klub ma budżet zapięty. Teraz czynimy starania o środki na 2013 rok. Można powiedzieć, że finansowo klub stoi dobrze. Jakie są plany organizacyjne Klubu na najbliższy okres?

Chcielibyśmy utrzymać liczbę sekcji i organizować imprezy nie tylko dla azetesiaków, studentów, ale też dla mieszkańców Zielonej Góry. Na pewno w kalendarzu będą Bachanalia, w ramach których każda sekcja organizuje jakąś imprezę. Złożyliśmy aplikację do Związku Piłki Ręcznej w Polsce o przydzielenie organizacji finału Pucharu Polski w piłce ręcznej oraz o mecz międzypaństwowy Polska-Ukraina w ramach eliminacji do ME. Czekamy na odpowiedź. A jakie są pozostałe plany?

Nawiązaliśmy kontakt z uczelniami niemieckimi i mam nadzieję, że już w przyszłym roku będziemy gościć studentów z Niemiec na Bachanaliach. Pomysłów jest naprawdę sporo. Oczywiście, udział naszych drużyn w AMP. Liczymy tutaj przede wszystkim na futsalowców i na piłkarzy ręcznych. Wierzymy, że osiągną niezłe wyniki. Wspieramy też studentów, którzy nie mają sekcji. Na początku grudnia nasi studenci zostali akademickimi wicemistrzami Europy w tańcu towarzyskim. Na ile możemy, wspieramy ich, mimo że sekcji tańca towarzyskiego w naszym klubie nie ma. Czego możemy życzyć klubowi?

Myślę, że przede wszystkim spokoju, w szczególności finansowego. Oby udało nam się zorganizować te imprezy, o których mówiłem. Żeby nam się ACSS powiększył, ponieważ mamy studentów na bardzo wysokim poziomie w dwóch nowych dyscyplinach, w pięcioboju nowoczesnym i jeździectwie. Na pewno chcielibyśmy, żeby w 2013 jeszcze ofertę dla studentów i mieszkańców Zielonej Góry poszerzyć. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Dawid Lis

aps nr 01 2013 (308)


Gonitwa za lisem

d ó h c a z i k i z d i k s l o P

J

eźdźcy upamiętniają swojego patrona pogonią za lisem, zwaną Biegiem świętego Huberta lub potocznie Hubertusem. Jeden z nich wciela się w uciekającego rudzielca, którego można rozpoznać po przyczepionej do ramienia lisiej kicie. Reszta uczestników wybiera się na

bezkrwawe łowy, polegające na zerwaniu trofeum. Zwycięzca polowania w nagrodę wciela się w rolę lisa w przyszłorocznej gonitwie. Rankiem 3 listopada br. przed stajnią Ośrodka Jeździeckiego UZ w Raculce spotkali się pierwsi uczestnicy tegorocznej gonitwy hubertusowej. Jeźdźcy w pocie czoła przygotowywali swoje rumaki do wydarzenia, które jest jednym z najważniejszych w życiu stajni. O godzinie 13:00 master Gracjan Pietruszka wydał rozkaz: „Na koń!”. Zastęp trzynastu koni wyruszył do pobliskich lasów, by niespełna godzinę później pojawić się na polanie w Drzonkowie – miejscu tegorocznej gonitwy. Tam na przybyłych oczekiwali zaproszeni goście ze Stajni SKJ Favorit z Raculi i stajni Zbigniewa Majewskiego z Drzonkowa. Do pogoni za lisem stanęło dwudziestu trzech jeźdźców, w tym cztery amazonki z Sekcji Jeździeckiej Klubu Uczelnianego AZS Uniwersytetu Zielonogórskiego – współorganizatora imprezy. Znakiem do rozpoczęcia pogoni był sygnał rogu myśliwskiego, na którym zagrała przedstwicielka Zespołu Sygnalistów Myśliwskich Nadleśnictwa Babimost – Aleksandra Chełska. Pogoń była trudna i wy-

magała niemałych umiejętności, a sprytny lis raz po raz chował się do nory (miejsca gdzie polujący nie mogą go atakować). Lisa – Monikę Czerniawską na koniu Celsjusz dogoniła Katarzyna Szczors na Landrynce. Na zakończenie pan Marek Lemański – dyrektor KU AZS UZ i pani Alicja Chełska – przewodnicząca Sekcji Jeździeckiej KU AZS UZ udekorowali jeźdźców i konie pamiątkowymi flots. Zwyciężczyni za rok przypnie do ramienia lisią kitę i wcieli się w trudną rolę uciekającego. Gonitwie przyglądali się licznie zgromadzeni goście. Na wszystkich czekała kuchnia polowa z przepysznym bigosem i grochówką. Najbardziej zmarznięci widzowie rozgrzewali się grzańcem lub gorącą herbatą. Po powrocie do Raculki na uczestników imprezy czekało ognisko z kiełbaskami, a na konie marchewka i owies. Wieczór zakończył się tańcami w barze Unkas w OJ UZ w Raculce. Alicja Chełska i Agnieszka Lewandowska Foto M. Florczyk

Zwyciężczyni – Kasia na Landrynce

www.azs.pl

Wjazd na polanę

3 listopada to data wyjątkowa w kalendarzach jeźdźców i myśliwych. Tego dnia obchodzone są imieniny ich patrona – św. Huberta. Legenda głosi, że książę Hubert wiódł hulaszcze i swawolne życie. W trakcie jednego z licznych polowań ujrzał białego jelenia, w którego porożu jaśniał gorejący krzyż, i usłyszał głos nakazujący mu nawrócenie. Wydarzenie to było przełomowe w jego życiu. Książę został biskupem, później ogłoszono go świętym, a jego historia stała się początkiem święta obchodzonego dzisiaj jako tradycyjny Hubertus.

Uciekający lis – Monika i Celsjusz


k s l o p o mmaa³o³polskie Cracoviada 2012 za nami Małopolskie Igrzyska Studentów Pierwszego Roku, czyli CRACOVIADA, miały w tym roku nietypowy wymiar. Ze względów organizacyjno-finansowych podzielone były na trzy dni. Główne zmagania jak w większości środowisk odbyły się w dniach 10–11 listopada. Rywalizacja w koszykówce, piłce siatkowej kobiet, biegach przełajowych, tenisie stołowym toczyła się w sobotę 10 listopada. Mimo że do rozgrywek koszykówki zgłosiło się niewiele zespołów, to emocji nie brakowało. Koszykówkę kobiet wygrał zespół AZS Uniwersytetu Ekonomicznego, drugi był AZS UR. Do turnieju wprawdzie przystąpiły trzy zespoły, ale zespół AZS PK rozegrał wszystkie spotkania w czwórkę. Na boisku wszystkie spotkania wygrała ekipa AZS PK, ale musiała zostać zdyskwalifikowana za przystąpienie do meczów w niepełnym składzie. Wśród mężczyzn rywalizowały zespoły AZS PK i AZS UEK. Pomimo prowadzenia do końca trzeciej kwarty zespół Jerzego Dybały (PK) przegrał wysoko (3:17) czwartą kwartę i całą rywalizację. I tak zespół AZS UEK po raz drugi z rzędu reprezentował Małopolskę na finale w Lublinie. W rywalizacji piłki siatkowej kobiet najlepszy okazał się zespół AZS AGH przed AZS AWF i AZS PK. Sobotnie zmagania uzupełniła rywalizacja w biegach przełajowych, w której tryumfowali – Barbara Haraf (UR) i Tomasz Jachym (PK). Inny zawodnik PK – Rafał Jamrogiewicz wygrał turniej tenisa stołowego; wśród kobiet triumfowała Anna Urbańczyk (AWF). W niedzielny poranek Święta Niepodległości rywalizowano w pływaniu oraz piłce siatkowej mężczyzn i futsalu. AZS UJ okazał się najlepszy w siatkówce, pokonując w finale AZS AGH, trzecią lokatę zajął zaś AZS AWF po zwycięstwie nad AZS PK. Na pływalni poziom zawodów był bardzo różny, ale najlepszymi sztafetami 4 x 50 metrów okazały się AZS UJ I i AZS AGH. Małą niespodzianką zakończył się turniej futsalu: wygrał AZS Uniwersytetu Rolniczego, i to oni zagrali w finale Igrzysk w Lublinie. Rywalizację w CRACOVIADZIE zakończyliśmy 25 listopada zawodami w ergometrze wioślarskim. W ramach Akademickich Mistrzostw Małopolski rywalizowali studenci I roku, zajmując nieraz czołowe lokaty w klasyfikacji ogólnej. Wagę lekką kobiet (KL) wygrała Izabela Dulik (UR), a wagę normalną (KA) Urszula Waksmundzka (UR). Wśród mężczyzn najlepsi okazali się Mateusz Mardyła (AWF) w ML oraz Maciej Horwacik (AGH) w MA. Łącznie w rywalizacji wzięło udział blisko 300 osób. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej. Marek Szlachta

20 lat minęło… 10 listopada obchodziliśmy jubileusz 20-lecia powstania Koła Seniorów AZS Kraków. Przygotowania komitetu organizacyjnego zaprocentowały podniosłą oprawą obchodów. Obchody zaczęły się już rano, kiedy w kolegiacie św. Anny ks. infułat Władysław Gasidło odprawił mszę świętą za zmarłych azetesiaków oraz o pomyślność dla Koła Seniorów i AZS Kraków. Po mszy św. uroczystości przeniosły się na ulicę Kościuszki, gdzie na przystani wioślarskiej AZS AWF Kraków złożono kwiaty pod pomnikiem prof. Walerego Goetla. Główną część obchodów stanowiło spotkanie jubileuszowe w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego, w której zebrali się nie tylko członkowie Koła Seniorów, ale także zaproszeni goście z prezydentem Miasta Krakowa prof. Jackiem Majchrowskim oraz sekretarzem generalnym AZS dr. Bartłomiejem Korpakiem na czele. Krótką historię przypomniał prof. Kazimierz Trybalski, członek honorowy AZS, były prezes AZS Kraków, a obecnie przewodniczący ŚKR. Z rąk prezydenta Majchrowskiego odznaczenia Honoris Gratia otrzymał sztandar Koła Seniorów, a także Bogdan Barut, Czesław Michalski, Lech Pankiewicz i Kazimierz Trybalski.

Ważnym punktem spotkania była prezentacja książki autorstwa dr. Czesława Michalskiego Akademicki Związek Sportowy w Krakowie, część II, obejmująca lata 1945–2009. Zebrana w książce historia jest dokumentem, który zostanie dla przyszłych pokoleń. A sam autor już myśli o kolejnej części 2009–2014. Na zakończenie uroczystości jubileuszowych w podziemiach kopalni w Wieliczce odbyło się spotkanie koleżeńskie, na którym nie brakowało wspomnień i jubileuszowych toastów. Na szczególne słowa podziękowań zasłużyli JM Rektorzy Akademii Górniczo-Hutniczej, Politechniki Krakowskiej oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Słowa podziękowania należy również skierować do Zarządu Głównego AZS oraz Prezydenta Miasta Krakowa za pomoc finansową w wydaniu książki dr. Michalskiego. Na końcu podziękowania kieruję do biura podróży Jordan, Biura Sportu Uniwersytetu Jagiellońskiego, członków Komitetu Organizacyjnego Jubileuszu Koła Seniorów AZS w Krakowie oraz wszystkich młodych działaczy AZS tu niewymienionych za pomoc okazaną przy organizacji jubileuszu. Marek Szlachta Foto Jerzy Sawicz

APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Marek Szlachta, Joanna Hnat e-mail: biuro@azs.krakow.pl aps nr 01 2013 (308)


Hop, do wody

P

odlaskie Akademickie Mistrzostwa w Pływaniu to już w Białymstoku tradycja. Po raz kolejny impreza zamknęła sezon rozgrywek studenckich organizowanych przez Organizację Środowiskową AZS Białystok. W zimowej edycji zawodów udział wzięło 104 studentów z 6 uczelni. 12 grudnia na białostockiej pływalni MOSiR-u rywalizowali oni w kilkunastu kategoriach zarówno indywidualnie, jak i w sztafetach. Pływacy akademiccy w ramach PALM w Pływaniu spotykają się średnio dwa razy do roku – atmosfera jest zawsze tak samo gorąca. Paulina Kozłowska z Uniwersytetu w Białymstoku zajęła 3 miejsce w konkurencji 50 m stylem dowolnym. – Trenuję tylko około godziny dziennie. Tylko, bo dla pływaka to prawie nic, ale jak na kogoś, kto nie jest zawodowcem, to chyba nie tak mało. Jak widać, wyniki są już nawet przy tej godzinie dziennie – uśmiecha się, i dodaje: – Takie zawody promują pływanie w Białymstoku dzięki temu, że na widownię może wejść każdy. Może gdyby takich rozgrywek było więcej, studenci częściej wybieraliby do trenowania pływanie. Z Pauliną nie zgadza się Marcin Radziszewski, reprezentant Politechniki Białostockiej: – Organizowanie takich zawodów częściej niż dwa razy w roku nie ma sensu. Na uczelniach wyższych nie uczymy się pływać, to już poważniej-

szy trening, a takie rozgrywki to dla nas zabawa. Jeżeli zatem cały czas mieszamy się w tym samym towarzystwie, po co nam kolejne takie zawody? Możemy o każdej porze dnia i nocy spotkać się na słupku, wystartować i sprawdzić, kto jest lepszy. Tutaj, podczas PAM w Pływaniu, cieszymy się zdrową rywalizacją i przyjazną atmosferą, spotkaniami ze znajomymi, których często widzimy tylko dwa razy do roku, właśnie przy starcie. – I jeszcze jedno. Po takim zmęczeniu na pewno będzie nam się lepiej spało – śmieje się Paweł „Pawcio”, zawodnik Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Turystyki. Ania Pawlina z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku podkreśla, że dla niej te zawody znaczą dużo więcej. Zdobyła złoty medal przepływając najszybciej dystans 50 m stylem klasycznym. – To mój koronny styl – przyznaje. – Wolę dłuższe dystanse, ale jestem zadowolona, że tu się udało. Dla mnie wygrana oznacza stypendium, dlatego naprawdę się cieszę, że te zawody zostały zorganizowane. – Podlaskie Akademickie Mistrzostwa w Pływaniu to już nasza tradycja – podkreśla Halina Fiedorowicz, sekretarz OŚ AZS Białystok. – Po raz kolejny zakończyliśmy nasz lokalny, sportowy rok akademicki właśnie tymi zawodami. Teraz czas na przerwę. I święta – dodaje. Aleksandra Hryniewicz

odu nasiąknie… mł za ka up or sk Czym

W

iele razy powtarza się, że w obecnych czasach dzieci większość czasu spędzają przed komputerem czy telewizorem, że brakuje im zainteresowań, a przede wszystkim jakiegokolwiek ruchu poza lekcjami wychowania fizycznego w szkole. Udział w poprawie tego stanu z pewnością może wziąć Akademicki Związek Sportowy, ze względu na ów ostatni wyraz w swojej nazwie. Trener sekcji judo Klubu Uczelnianego AZS Politechniki Białostockiej, Piotr Klimowicz, zorganizował dla najmłodszych zawodników i zawodniczek trenujących w klubie działającym przy uczelni turniej z zabawowymi formami tego sportu. – Przede wszystkim chodzi o zabawę. Dzieci od najmłodszych lat chcą w jakiś sposób rywalizować, ale bardziej nastawieni jesteśmy na dobrą zabawę – mówił nam w rozmowie. Takie zawody zachęcają małych adeptów do dalszej pracy na treningach, a także stwarzają możliwość „zasmakowania” maty w rywalizacji. Mimo podejścia „wszyscy jesteśmy zwycięzcami”

www.azs.pl

wiele chłopców i dziewczynek z trudem przełykało porażkę, ale na szczęście z pomocą szli starsi judocy, którzy brali udział w wielu poważnych turniejach i wykorzystywali swoje doświadczenie do wsparcia. Pomysł udał się w stu procentach. Każdy na tym skorzystał – rodzice cieszyli się widząc swoje pociechy uśmiechnięte od ucha do ucha i cieszące się ze swoich dyplomów i medali. Trenerzy natomiast – jeśli takie zawody będą częściej dochodzić do skutku i z takimi samymi efektami – mają zagwarantowanych w przyszłości judoków. Kto wie, może wśród tej licznej grupy nowicjuszy znajduje się przyszły mistrz na skalę światową? Trener Piotr Klimowicz wie, jak podejść do najmłodszych i zainteresować ich tą dyscypliną. Inne sekcje sportowe również powinny rozważyć turnieje, na których mogłyby „zarażać” sportem, co nie tylko dałoby im pozytywny wizerunek, ale także – w szerszej perspektywie – wspomogłoby rozwój sportu na Podlasiu. Jakub Hryniewicz

i k s a l d e i ppoodlask Koniec świata? Podobno świat się kończy. U nas koniec ten nastąpi chyba przez zasypanie. Podlasie wygląda jak mała Syberia. Azetesiacy nieszczególnie się jednak tym faktem przejmują. Choć Organizacja Środowiskowa AZS Białystok dopiero zakończyła oficjalnie sezon rozgrywek międzyuczelnianych w tym roku, za nami pierwsze rundy turniejów na rok kolejny. Trwają już między innymi rywalizacje w koszykówce kobiet i mężczyzn oraz futsalu. Na razie tylko męskim, ale kto wie, może niedługo… Koniec świata zmusza jednak do przemyśleń. Po raz kolejny, wspominaliśmy przecież minione miesiące także przy okazji podsumowania sportowego roku akademickiego. Powrotów do ciepłych wspomnień nigdy jednak za wiele. Miło jest przypomnieć sobie sukces lekkoatletów Politechniki Białostockiej, którzy pół roku temu odbierali w Bydgoszczy wyczekany tytuł akademickiego mistrza Polski. Z nieskrywaną dumą wspominamy też jesienną edycję Testu Coopera, podczas której właśnie Białystok cieszył się największą liczbą uczestników w całym kraju. Oba sukcesy traktujemy jak wyzwania na kolejny rok! Ostatnie dni grudnia to przede wszystkim czas świątecznej zadumy. Pamiętajmy w tych dniach o sobie nawzajem. Jako wzór przytoczę piękny przykład studentów Politechniki Białostockiej, którzy postanowili pomagać przez sport. W ramach akcji Politechnika Dzieciom 2012 zorganizowali charytatywne rozgrywki w trzech dyscyplinach: futsalu, piłce siatkowej i bilardzie. Zebrane pieniądze pomogły ubogim rodzinom zorganizować święta. Przyjemne z pożytecznym – student potrafi. Na koniec świata sportowe życzenia z Białegostoku: wszystkiego co najlepsze, czyli duuużo endorfin!

Aleksandra Hryniewicz

APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Aleksandra Hryniewicz e-mail: aleksandra.hryniewicz@wp.pl


e i k s y z r k o t ê e i i k s œœw wiêtokrzy

tetu… y s r e w i n U z y z r e d i L

Zgodnie z przedsezonowymi obietnicami szczypiorniści AZS UJK Kielce zajmują pierwsze miejsce w tabeli rozgrywek III ligi piłkarzy ręcznych. Na razie co prawda minęli dopiero półmetek rywalizacji.

Dobra zabawa przy stole pingpongowym…

10

grudnia br. w hali UJK przy ul. Leśnej odbył się finał Jesiennej Ligi Tenisa Stołowego, organizowanej przez KU AZS UJK Kielce. – Ideą ligi jest to, żeby nie tylko przychodzić na treningi, ale i mieć możliwość sprawdzenia swoich umiejętności w rywalizacji z innymi. Dlatego systematycznie od wielu lat (ponad 15 – przyp. mw), gramy ligę jesienną i wiosenną – mówi koordynator rozgrywek i zarazem opiekun sekcji tenisa stołowego AZS UJK dr Jadwiga Kamińska. W tegorocznej edycji Ligi bierze udział pięć uczelni, w tym cztery kieleckie: Wyższa Szkoła Ekonomii i Nauk Społecznych, Wszechnica Świętokrzyska, Politechnika Świętokrzyska i Uniwersytet Jana Kochanowskiego (kobieca i męska reprezentacja), a także Wyższa Szkoła Biznesu i Przedsiębiorczości z Ostrowca Świętokrzyskiego. Rywalizacja odbywa się na zasadzie każdy z każdym (mecz plus rewanż). Uczelnię reprezentuje troje zawodników, dopuszcza się zespoły złożone z kobiet i mężczyzn. W drużynie danej uczelni mogą zagrać również jej pracownicy naukowi. W ramach jednego spotkania rozgrywa się maksymalnie 10 pojedynków. 9 meczów w grze pojedynczej systemem każdy z każdym. Po trzech grach singlowych natomiast rozgrywana jest gra deblowa. Mecz toczy się do sześciu wygranych spotkań przez jedną z uczelni, mogą zdarzyć się również remisy po 5. Opiekunem i osobą grającą w drużynie z Ostrowca Św. jest, co warte podkreślenia, 76-letni mgr Tadeusz Kurek, rywalizujący na równi z dużo młodszymi od siebie zawodnikami. Zawody przyciągają także pracowników władz uczelni. W drużynie WSETiNS-u gra jej prorektor ds. ogólnych mgr Dariusz Kruk. Ostatecznie tegoroczną Jesienną Ligę Tenisa Stołowego wygrała Politechnika Świętokrzyska, drugie miejsce zajęła Wszechnica Świętokrzyska, a trzecie WSETiNS. Kolejne emocje w Lidze Tenisa Stołowego już na wiosnę. Maciej Wadowski

P

odopieczni trenera Tomasza Błaszkiewicza po zeszłorocznym czwartym miejscu w lidze w tym sezonie postawili przed sobą zdecydowanie ambitniejsze plany. Ich głównym celem jest awans do II ligi. Na razie są na jak najlepszej drodze do realizacji tych postanowień. Po pięciu spotkaniach są niepokonanymi liderami III ligi. – Miło jest, że kończymy tę rundę na pierwszym miejscu. Nie spodziewałem się, że pójdzie nam w niej aż tak dobrze. Jest to dowód, że warto ciężko pracować. Mamy ochotę być dalej w czubie tabeli – komentuje trener Błaszkiewicz. Natomiast kapitan AZS UJK Paweł Papaj dodaje: – Stworzyliśmy kolektyw, który podczas pierwszej rundy pokazał, że potrafi ze sobą współpracować. Widać to było wielokrotnie, zwłaszcza w grze defensywnej, gdzie każdy potrafił zastąpić kolegę lub mu pomóc. W porównaniu do poprzedniego sezonu widać zdecydowaną poprawę w grze „czarno-biało-czerwonych”. – Może jeszcze nie jesteśmy najlepsi, ale tworzymy zgrany zespół na boisku, a także poza nim. Widać, że chłopcy grają w tę samą stronę i do tej samej bramki. Ten zespół ukształtował się już nie tylko w grze, ale także mentalnościowo chłopcy dobrze się dopasowali. Teraz tylko pozostaje nam szlifować formę sportową – ocenia swoją drużynę trener Błaszkiewicz. Paweł Papaj uzupełniała słowa trenera – W naszej grze widzę progres, wielu z nas zrobiło spore postępy w grze indywidualnej, ale cały czas najważniejszy jest zespół. Kluczowym meczem w rundzie, który zarazem pozwolił na objęcie prowadzenia w tabeli, był dla akademików z Kielc wygrany pojedynek ze Stalą II Mielec. Odbył się on po niespodziewanym remisie w derbach Kielc z Polonicą. – Na pew-

no remis z Polonicą był naszą wpadką w tej rundzie. Myślę, że zabrakło nam wtedy zdecydowanie skuteczności. Mieliśmy chyba także zbyt dużą chęć wygrania tego pojedynku. Jednak to potknięcie zaprocentowało tym, że pojechaliśmy do Mielca i musieliśmy stracone punkty tam odrobić. I odrobiliśmy – wspomina Błaszkiewicz. Na przestrzeni całej rundy ciężko wskazać najlepszego zawodnika w drużynie Tomka Błaszkiewicza. Powyższe zdanie potwierdzają słowa trenera – Zdecydowanie muszę pochwalić wszystkich chłopaków. Jesteśmy nieobliczalnym zespołem, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nigdy nie wiadomo, kto w danym meczu będzie naszym małym liderem, raz jest nim Daniel, za chwilę Paweł, tudzież Bartek albo ktoś inny. Każdy po kolei może wziąć ciężar gry na siebie, w zależności od tego jak mu dany mecz wyjdzie. Sporym wsparciem dla drużyny AZS-u UJK okazał się sam trener Błaszkiewicz… W kilku meczach dał się on poznać z innej strony jako bramkarz, broniąc często wiele ważnych piłek. Na wiosnę kielczanom na pewno będzie grało się ciężej w lidze. A to z prostego powodu, że każdy będzie chciał ograć lidera. Paweł Papaj widzi sprawę troszkę inaczej: – Nie lekceważąc nikogo, ale widzę tu przede wszystkim dwa zespoły, które szczególnie nastawią się przed meczami z nami – Polonicę, bo to będą kolejne derby Kielc, i Stal Mielec. Jeśli jednak chcemy iść do przodu i faktycznie zająć pierwsze miejsce, mieć zielone światło do gry jeszcze wyżej, to musimy patrzeć przede wszystkim na siebie, skupiać się na własnej grze i koncentracji. Wtedy powinniśmy wygrywać kolejne mecze. Sami musimy sobie jednak podnosić poprzeczkę. Pozostaje mieć nadzieję, że powyższe słowa znajdą odzwierciedlenie na parkiecie. – Cel został postawiony, realizujemy go dalej, na razie na półmetku jest bardzo dobrze – podsumowuje Tomasz Błaszkiewicz. Maciej Wadowski Foto Karolina Boszczyk

aps nr 01 2013 (308)


p o k l e e i i k w wielkopols Zimowe refleksje

Szpilki na bok, kcji czyli kobiety w a

P

ierre de Brantome powiedział, że (…) świat bez kobiet byłby jak ogród bez kwiatów. Czy potrafimy zatem wyobrazić sobie sport bez kobiet? Postawię jeszcze jeden znak zapytania – kobieta i piłka? Kiedyś piłka nożna była dyscypliną przeznaczoną tylko dla mężczyzn. Dziś również fascynuje płeć piękną. Zatrzymajmy się na chwilę przy piłce na hali. Czas na kilka słów o futsalu w wykonaniu kobiecym. W Poznaniu znajdziemy miłośniczki piłki kopanej na hali. Mowa tu o drużynie AZS UAM pod skrzydłami Wojciecha Weissa. Po przepracowanym obozie przygotowawczym akademiczki swoje umiejętności będą weryfikować podczas rozgrywek I ligi. Ich przeciwniczkami w grupie I są MKS Kresowianka-Orion Siemiatycze, UKS Medan Gniezno oraz AFC Kościan. Jak zaczęła się ich przygoda z futsalem? – Mój tata był piłkarzem i już od dziecka jeździłam z nim na mecze. Można powiedzieć, że odziedziczyłam geny po nim i stąd pasja do piłki. Gdyby nie grał, to może poszłabym w innym kierunku – mówi Dominika Machnacka. Z kolei Jauż wcześniej grała w piłkę, goda Rura już ie. – Przyszłam studioale na trawie. M i była tu sekcja piłki wać na UAM a z czasem przerodziła nożnej, która l. Nigdy nie przypuszsię w futsal. czałam, że idąc na studia będę iwość wyjazdów za miała możliwość eprezentowania granicę i reprezentowania elni, grania swojej uczelni, a najwyżw piłkę na mie – szym poziomie edodaje. Ciedkawą zawodst niczką jest nczak, która Paula Fronczak, jeszcze w sierpniu ał w mibrała udział h Eurostrzostwach arstwie. py w… kolarstwie. – Kolarstwoo trenuję rych dziewięjuż od dobrych ciu lat. To ciężki sport, wymaga eczeń, ale w przeciwielu wyrzeczeń, wieństwie doo piłki to dyscyplina na. Futsal jest dla indywidualna. mnie taką odskocznią. Cieszę www.azs.pl

się, że mogę pogodzić uprawianie dwóch dyscyplin. Teraz mamy lekkie roztrenowanie, dlatego mogę pozwolić sobie na treningi futsalu. Od miesiąca trenuję na poważnie, wcześniej grałam dla przyjemności ze znajomymi. Zawsze ciągnęło mnie do piłki, chciałam spróbować swoich sił i byłam ciekawa czy dam sobie radę – mówi Paula. Co przyciąga do tej dyscypliny sportu? – Moją podstawą są rozgrywki na trawie. Futsal jest przygodą, możliwością, by pograć na hali w przerwie pomiędzy rundą jesienną a wiosenną – mówi Machnacka, która jest zawodniczką klubu piłki nożnej KKP MAX-Sprint Bydgoszcz. – Lubię sporty drużynowe, rywalizację, ale także czas, kiedy można wspierać się nawzajem czy cieszyć z sukcesów – dodaje Fronczak. – Futsal jest bardziej dynamiczny niż piłka nożna, wymaga innej pracy niż na trawie i w tym czuję większą satysfakcję – kończy Rura. Nowy sezon, nowe nadzieje, rozpalane emocje… Jakie cele przed rozgrywkami postawiły sobie akademiczki? – Stawiamy sobie wysokie cele, ale jesteśmy też realistkami. Wiemy, że poziom co roku jest coraz wyższy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że naprawdę dużo pracuj pracujemy. Mamy tutaj na UAM-ie war warunki, jakich inne drużyny mogą nam z pewnością p pozazdrościć. Co rroku zdobywamy d doświadczenie czy to podczas p akademickich mistrzostw mistr Europy, czy innych turniejów i mamy nadzieję, że w końcu musi to zaowocować – oznajmia Rura. – M Mierzymy wysoko. Cel jest zawsze jed jeden, każdy marzy o wygranej i posta postaramy się to spełnić – przekonuje M Machnacka. Inaugurację ligi podopieczne Wojciecha Weissa nieste niestety przegrały w Siemiatyczach 6:4. Każ Każda porażka działa niezwykle mobilizując mobilizująco. Miejmy nadzieję, że w kolejnym spo spotkaniu będziemy mogli cieszyć się z pie pierwszych punktów futsalistek AZS UAM Poznań. Akademiczki swoje mecze rrozgrywają w hali Morasko przy u ulicy Zagajnikowej. Anna Celmer

Już od najmłodszych lat moją wielką pasją jest sport. Oprócz uprawiania różnych form aktywności fizycznej lubię pogłębiać swoją wiedzę na temat sportu. Może dlatego na pierwszym roku studiów do gustu przypadła mi właśnie historia sportu i olimpizm. Lubię czytać czy to w internecie, czy w niektórych czasopismach, jak niegdyś pojmowano sport, jak wyglądała rywalizacja i zawody sportowe, kto tworzył ikonę sportu. Ostatnio w ręce wpadła mi książka w opracowaniu i wyborze Ryszarda Wryka Sport akademicki w relacjach i wspomnieniach. Dziś już wiem, że to obowiązkowa lektura każdego AZS-iaka! W każdej wolnej chwili czytam relacje i wspomnienia Konopackiej, Weissa czy Ambroziaka. Żałuję, że odkryłam ją dopiero przed tygodniem. Ale podobno lepiej późno niż wcale… Jeżeli polecacie Państwo godną uwagi lekturę – mojego maila znacie, z chęcią skorzystam z wszelkich propozycji. … Za oknem śnieg, w telewizji bożonarodzeniowe reklamy, w galeriach handlowych bogaty asortyment ozdób świątecznych i prezentów. To prawda, nieuchronnie zbliżają się święta. Czas, w którym spotykamy się z najbliższymi, dzielimy opłatkiem i składamy najszczersze życzenia. Niech nie inaczej będzie w tym roku. Życzę wszystkim AZS-iakom przede wszystkim rodzinnej atmosfery przy świątecznym stole, odpoczynku od codziennych treningów i zmagań sportowych oraz odrobiny szaleństwa podczas sylwestrowej nocy. Wkroczmy w 2013 rok z potężną dawką pozytywnej energii, realizujmy swoje marzenia i obdarzajmy się uśmiechem każdego dnia. Wszystkiego dobrego! Anna Celmer

APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Anna Celmer e-mail: szczypiorek1417@gmail.com


III Warszawski Maraton Fitness

25

listopada 2012 r. na hali sportowej OSiR przy ul. Polnej 7a w Warszawie odbył się kolejny Warszawski Maraton Fitness. To już trzecia edycja imprezy organizowanej przez instruktorki Klubu Uczelnianego AZS Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, które fitnessową pasją próbują zarazić warszawską społeczność, i to całą, nie tylko brać studencką. Warszawski Maraton Fitness jest imprezą bezpłatną i ogólnodostępną. Podczas III Warszawskiego Maratonu Fitness przez sześć godzin jednocześnie na dwóch salach oraz pływalni odbywały się różne zajęcia fitness: Dance, Step, Fit Ball, Interval Training, Pilates, Joga, Stretching, Latino Ladies, Zumba, Aqua Fitness i Aqua Zumba. Bez problemu każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Gwiazdą imprezy była Patrycja Ryjak, zajęcia poprowadzili także: Barbara Nowicka, Tomasz Choiński, Anna Lipka, Marzena Walenda, Anna Borucka, Katarzyna Adamska, Kinga Klaś-Pupar, Dorota Święckowska, Edyta Nowak, Agnieszka Tertel oraz Eugeniusz Markiewicz. Ponadto studenci kierunków: dietetyka, fizjoterapia i ratownictwo medyczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przygotowali stanowiska, na których udzielali porad dietetycznych i fizjoterapeutycznych. Dietetycy promowali sposoby odżywiania odpowiednie dla osób aktywnych fizycznie, wykonywali również analizę składu ciała. Fizjoterapeuci prezentowali nowoczesne formy fizjoterapii, udzielali instruktażu ćwiczeń wzmacniających i stabilizacyjnych. Na stanowisku fizjoterapeutów można było również skorzystać z masażu klasycznego, relaksacyjnego, odchudzającego oraz masażu bańką chińską. Studenci ratownictwa medycznego uczyli, jak udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej. Atrakcyjność zajęć z ratownictwa podnosiła możliwość przećwiczenia udzielania pomocy poszkodowanemu na fantomie. Zapraszamy znów w maju 2013 roku! Tekst i foto AZS WUM Warszawa

„

Ćwiczyliśmy, kształtowaliśmy sylwetki, podnosiliśmy sprawność, zdobywaliśmy wiedzę i nowe umiejętności! Była energia, radość, tysiące spalonych kalorii i przede wszystkim świetna zabawa!

aps nr 01 2013 (308)


AMŚ w Łyżwiarstwie Szybkim Zakopane

www.azs.pl


K E I N Z Y C IE Ç C I E S I Y T W y T A I S N E I H Z C +ILKAD D KRAJA A N O P W

E I K S R IA C R A N GI I C Y W

A N I K :NI

KA

NIC Y R + A ZYN

WOR A * A K CIARS R A . JA r3TAC CJA A W O CHY E POK 3 Z O # H # r - YN Y W O NDLER I P Z 3 r


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 01/2013 by AZS-APS - Issuu