AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW
Foto na okładce: AZS PWSZ Gorzów Wlkp.
Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl
Projekt graficzny i skład: Paweł Piętka © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 30 listopada 2012 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz.
[od redakcji]
Jubileusze
Ż
ycie akademickie tradycyjnie rozpoczyna się jesienią. Wydaje się, że tak było zawsze (dla niektórych uczelni od kilkuset lat) i łatwo jest podać uzasadnienie tego faktu. Nie ma się zatem co dziwić, że większość jubileuszy związanych z powstaniem instytucji akademickich przypada na październik i listopad. Reguła ta dotyczy także większości klubów AZS. Jak powinny wyglądać klasyczne uroczystości rocznicowe? Generalny plan zasadza się na kanonie – przypominamy historię, by pokazać współczesność. Realizacja zależy od pomysłów i możliwości. Najczęściej jakieś wydawnictwo, jakaś wystawa, wspomnienie tych, co odeszli, nagrody dla dawnych i współczesnych bohaterów, jakaś akademia i spotkanie koleżeńskie. Do tego łzy wzruszenia i radości tych, co się długo nie widzieli. Kto powinien organizować jubileusze? Najlepiej ci, którzy tworzyli historię, z tymi, którzy współcześnie kontynuują działalność. Jaki ma być efekt ostateczny? Budowanie tradycji, wzmocnienie instytucji i pokazanie współczesnemu otoczeniu, a więc studentom, profesorom, władzom lokalnym i innym, że jesteśmy mocni i dobrze zorganizowani. Pomysł AZS, aby przypomnieć i uhonorować 60. rocznicę powołania Studiów Wychowania Fizycznego, uważam za znakomity. Nie znam środowiska czy miasta, gdzie struktury AZS nie korzystają od tych 60 lat na współpracy z tą instytucją. Wymiar materialny jest ewidentny – obiekty, infrastruktura, sprzęt, organizacja zajęć. Wymiar ludzki jest wręcz nie do opisania, to tysiące trenerów i instruktorów prowadzących zajęcia, to nadzwyczajne relacje, inicjatywy, pomysły. W każdym z nas jest jakaś cząstka naszego „pana od wf.”, a przynajmniej powinna być, jeśli uczęszczaliśmy na te sportowe zajęcia. Dziś studenckie wychowanie fizyczne jest w odwrocie. Formalnie zalecenie ministerialne o minimalnym wymiarze 30 godzin tych zajęć w okresie całych studiów dało władzom wielu uczelni podstawy do faktycznej likwidacji wf. Jubileusz 60-lecia jest potrzebny, aby na każdej uczelni, w każdym środowisku przypomnieć prosty fakt, że aktywność fizyczna to akumulatory dla aktywności intelektualnej i zawodowej. Także 60 lat temu powstał Klub AZS Politechniki Wrocławskiej. Pewnie takich jednostek zaczynających swą historię w okolicach 1952 roku było więcej, ale na świętowanie zdecydowała się
na razie tylko ta. Dlaczego? Bo miała w historii swojej działalności niesamowity okres aktywności. Szpadziści, wychowankowie Adama Medyńskiego, zdobywali medale olimpijskie, a po drodze tytuły w Polsce, Europie i na świecie, podobnie wioślarze, brydżyści, szachiści, tenisiści stołowi. Do tego olbrzymia działalność w sporcie studenckim, ligi wydziałowe, instytutowe, akademikowe, wyjazdy sobotnio-niedzielne, akcje letnie i zimowe. Setki ludzi angażujących się w AZS jako organizatorzy, sędziowie, wolontariusze, władze studenckich pionów. Do Wrocławia jeździło się z całej Polski, aby podpatrzyć i uzupełnić wiedzę. Wiele osób dziś piastujących ważne funkcje w administracji państwowej, samorządowej czy gospodarczej bez specjalnego namawiania mówi o tym, że dla nich szkołą był AZS na Politechnice. Na łamach APS rozmawialiśmy o tym z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą i wojewodą dolnośląskim Markiem Skorupą. Dziś Klub jubilat w odwrocie. Niekończące się problemy finansowe i kurcząca się działalność, mimo ciągle dużego wsparcia uczelni. 90 lat temu powstał AZS w Lublinie. To jeden z klasyków w historii naszego stowarzyszenia. Powstał u zarania II Rzeczypospolitej, realizował cele statutowe AZS, zrzeszał studentów i liczne grono profesorów. Po II wojnie AZS towarzyszył rozwojowi tego ośrodka akademickiego. Znakomici sportowcy, olimpijczycy, jedno z pierwszych Akademickich Centrów Sportowych na UMCS, przez kilka sezonów koszykarskie imperium, dwie drużyny w ekstraklasie, na każdej uczelni wierne grono sympatyzujących profesorów. Kryzys pojawił się z nadejściem XXI wieku. Zawodowa akademicka koszykówka rozsławiła Lublin, ale też finansowo ostatecznie pogrążyła miejscowy AZS. Po 10 latach stopniowo odbudowują się struktury, powstają nowe pomysły. Kierujący środowiskowym AZS prof. Zdzisław Targoński mówi o małych krokach w kierunku integracji, ale i nowej oferty programowej, na razie w sporcie studenckim, może kiedyś także w tym olimpijskim. Jubileusz 90-lecia ma pomóc w identyfikacji i konsolidacji. Ponieważ jubileusze wpisane są w życie takiej organizacji jak AZS, zawsze warto odpowiedzieć sobie zawczasu na pytanie, po co tak na prawdę chcemy świętować. Redaktor
Przepraszam Koleżankę Beatę Machulec oraz wszystkich członków KU AZS Uniwersytetu Śląskiego za zachowanie niegodne członka AZS
ISSN 0209-0546
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów.
Wiesław Majcher aps nr 09 2012 (307)
[konferencja]
Dwutorowa kariera sportowców Joanna Mucha: Jednym z wyzwań stojących przed współczesnym sportem jest umożliwienie zawodnikom łączenia kariery sportowej z jednoczesnym nabywaniem kompetencji i umiejętności, które pozwolą im odnieść sukces w życiu zawodowym po zakończeniu kariery sportowej.
T
o cytat z zaproszenia na konferencję „Sport – edukacja – rynek pracy. Kariera dwutorowa sportowców w Unii Europejskiej”. 21 listopada br. w Centrum Olimpijskim w Warszawie zaproszeni eksperci pokazali przykłady dobrych praktyk i rozwiązań systemowych. Bart Ooijen – reprezentujący Komisję Europejską, przedstawił działanie UE w zakresie kariery dwutorowej sportowców, a w szczególności efekty prac grupy roboczej powołanej specjalnie do tych spraw. Stephen Dehombreux – z Dyrekcji Generalnej ds. Sportu Wspólnoty Walońskiej (Belgia) – omówił rządowy program ułatwiający edukację sportowców wyczynowych. Judit Farkas – z Wydziału Edukacji Fizycznej i Nauki o Sporcie węgierskiego Uniwersytetu Semmelweis – omówiła rozwiązania wspierające sportowców stosowane na jej uczelni. Tibor Kozula – prezes Europejskiej Sieci Studentów Sportowców (EAS Network) – zaprezentował działalność Sieci EAS w zakresie promowania kariery dwutorowej sportowców. Joanna Brehmer – me-
www.azs.pl ww w ww w..az azs. s.pl pl
nadżer sportu – przedstawiła prezentację „Sportowcy na rynku pracy z perspektywy beneficjenta i organizatora”. Michael Hadschieff – reprezentujący austriacką organizację KADA (Carter Counseling and Work Integration for Athlets) – omówił projekt „Sport with Prospects” jako przykład skutecznych działań w zakresie kariery dwutorowej. Konwencja zaproponowana przez prowadzących konferencję zakładała dyskusję panelową. W praktyce ograniczenie wystąpień do trzech minut zamieniło dyskusję w krótkie prezentacje stanowisk lub poglądów. Z większości wypowiedzi wynikało, że polskie instytucje, a więc szkoły wyższe, organizacje i stowarzyszenia działające w sporcie, instytucje publiczne i samorządowe mają wiele cennych doświadczeń w tym obszarze. Z drugiej strony na p odst od staw awie ie wypowiedzi, wyp ypow owie iedz dzi, i, w tym tym y także tak akżże podstawie w ypowied edzi sportow wców, jako konkluwypowiedzi sportowców, zję można przyjąć, że ża żżadnych dnych ogólno noogólnopolskich po ols l kich rozwiązań, roz o wiązań ń, czy też projektów udzi ud ziiał a em m instytucji ins n tytu tucjji państwowych państw pa twow owyc ych yc h akak z udziałem tual allniie nie alni niie ma. ma tualnie
Próba tworzenia w ramach Unii Europejskiej rozwiązań w tym zakresie powinna być inspiracją dla działań także na gruncie polskim. Wydaje się, że konieczne jest określenie stanu istniejącego, zebranie dotychczasowych doświadczeń i zdefiniowanie wytycznych do dalszego działania. Ze strony AZS w konferencji wzięli udział: Marek Rocki, Andrzej Szewiński, Aleksandra Socha, Maciej Hartfil, Mariusz Ozimek i Bartłomiej Korpak. Tekst BK Foto MSiT
Stanowisko Akademickiego Związku Sportowego Wstęp 1. Model „Dobry sportowiec – dobry student – atrakcyjny fachowiec na rynku pracy” powinien zostać wdrożony w praktyce jako element strategii państwa na rzecz sportu. 2. Partnerami projektu koordynowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki powinny być: resorty odpowiedzialne za edukację młodzieży (MEN, MNiSW, MZiOS) i rynek pracy (Ministerstwo Pracy, MON, MSWiA) szkoły wyższe i instytucje oświatowe przedsiębiorstwa i korporacje, szcze gólnie te zainteresowane wspieraniem sportu, np. partnerzy sportu olimpijskiego samorząd lokalny Akademicki Związek Sportowy. 3. Projekt w skali Polski dotyczy 1000– –1500 sportowców studentów, członków kadry narodowej i kadry uniwersjadowej w podstawowych dyscyplinach (olimpijskich) sportu.
Działania w sferze polityki państwa 1. Akademickie Centra Szkolenia Sportowego. Program wspierania finansowego szkolenia sportowego w Akademickich Centrach Szkolenia Sportowego powinien zostać zmodyfikowany. Podstawową formą szkolenia powinno być szkolenie stacjonarne w oparciu o własną uczelnianą, miejską lub państwową (COS) infrastrukturę sportową. Model 250 dni na zgrupowaniach sportowych powinien zostać zastąpiony modelem zakładającym szkolenie w miejscu zamieszkana (nauki, pracy) – i tylko z koniecznym udziałem w przygotowaniach klimatycznych, specjalistycznych. Środki w programie powinny dać swobodę podmiotowi organizującemu szkolenie (Klub AZS) w wyborze strategii finansowania. Przy szkoleniu stacjonarnym najbardziej istotne są koszty kadry szkolącej i specjalistycznej, zapewnienie właściwego odżywiania, a także stałej opieki medycznej oraz badań naukowych monitorujących organizm sportowca. Zaoszczędzone środki powinny być skierowane na stypendia sportowe na poziomie 1000–2000 zł. Formuła kontraktowa powinna działać wg przelicznika: dzień szko-
lenia stacjonarnego – 100–200 zł (wysokość uzależniona od innych bezpłatnych świadczeń). Akademickie Centra Szkolenia Sportowego powinny nabrać charakteru międzyuczelnianego zarówno z uwagi na udział w szkoleniu studentów różnych szkół wyższych, jak i interdyscyplinarny charakter działań wspierających szkolenie (kierunki związane z naukami medycznymi, biologicznymi, pedagogicznymi – ze sferą zarządzania, informatyki). Priorytetem MSiT powinno być utworzenie ACSS we wszystkich dużych ośrodkach akademickich, co wiąże się ze wzrostem nakładów na program. Dziś program ACSS realizuje 9 uczelni w 9 województwach. Należy utworzyć ACSS w Rzeszowie, Szczecinie, Kielcach, Zielonej Górze, Łodzi, Opolu, Białymstoku, Toruniu, Bydgoszczy – w oparciu o porozumienie między uczelniami z tych środowisk. 2. Porozumienie na rzecz rozwoju sportu akademickiego – Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Ministerstwa Sportu i Turystyki z 2010 roku – powinno zakładać zwiększenie nakładów finansowych na realizację uczelnianych projektów związanych ze szkoleniem sportowym. Uruchomienie w trybie projektów konkursowych wsparcia finansowego dla zatrudnienia na kontraktach w szkołach wyższych wybitnych trenerów oraz specjalistów z zakresu monitoringu i wsparcia treningu sportowego. „Kontrakty olimpijskie” powinny mieć wymiar wieloletni (4 lata). Uruchomienie w trybie projektów konkursowych wsparcia finansowego dla zatrudnienia na kontraktach w szkołach wyższych wybitnych sportowców, absolwentów uczelni – dla potrzeb prowadzonego kształcenia. Zwiększenie dofinansowania do utrzymania kosztów eksploatacji uczelnianej infrastruktury sportowej. Tworzenie specjalistycznych centrów szkolenia w wybranych dyscyplinach sportu w oparciu o wybrane szkoły wyższe. Wybór centrów powinien uwzględniać posiadane zasoby kadrowe (naukowcy, trenerzy, specjaliści), warun-
ki obiektowe, tradycje związane z dyscypliną. W środowiskach wielouczelnianych przy ACSS powinny powstać „Biura karier” jako specjalistyczne jednostki działające zarówno w zakresie rekrutacji na studia uzdolnionej sportowo młodzieży, jak i pomocy w rozwoju ich kariery zawodowej sportowców – absolwentów. 3. Zmiana w systemie kształcenia. Rozwój kształcenia w drodze studiów e-learningowych. Upowszechnienie wiedzy na ten temat w środowisku młodzieży licealnej uzdolnionej sportowo oraz wśród studentów. Wsparcie finansowe dla prac zmierzających do stworzenia studiów e-learningowych na kierunkach związanych z zawodem i uprawnieniami trenerskimi, menedżera sportu, fachowców w zakresie budowy i eksploatacji obiektów sportowych, organizatora zajęć sportowych i rekreacyjnych itp. 4. Stworzenie w ramach programu UE „Kapitał ludzki” systemu dotacji finansowych dla działalności podejmowanej przez sportowców kończących karierę zawodniczą. Pomocnym narzędziem w tym zakresie byłaby baza danych zawierająca podstawowe informacje o członkach kadry narodowej, kadry uniwersjadowej itd. 5. W drodze badań socjologicznych i na przykładzie karier zawodowych byłych sportowców wyczynowych należy stworzyć listę zawodów, miejsc pracy lub obszarów działalności gospodarczej, gdzie predyspozycje fizyczne i intelektualne wykształcone w wyniki wieloletniego treningu sportowego mogą być atutem. Wzorem w tym zakresie mogą być stosowane w całej Europie praktyki wykorzystywania byłych sportowców w pracy zawodowej w służbach mundurowych, w organach bezpieczeństwa państwa itp. Sportowcy o takich predyspozycjach powinni już w okresie wyczynowego uprawiania sportu być objęci programem stypendialnym i stażowym. 6. Stworzenie programu „Mistrzowski staż”. Przedsiębiorstwa i korporacje, szczególnie te zainteresowane wspieraniem sportu, przy współudziale programów rządowych (np. „Kapitału ludzkiego”) tworzą w systemie staże zawodowe z myślą o sportowcach, studentach różnych kierunków kształcenia. aps nr 09 2012 (307)
[rozmowa]
Dyplom na piątkę Rozmowa APS z Aleksandrą Sochą, czołową szablistką świata, medalistką mistrzostw świata i Europy, trzykrotną uczestniczką igrzysk olimpijskich, zawodniczką AZS AWF Warszawa APS: Rozmawiamy przy okazji organizowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki seminarium na temat „Dwutorowej kariery sportowców”. Twoja obecność na tym spotkaniu nie jest przypadkowa. W sporcie osiągnęłaś światowy poziom, w swoim wystąpieniu powiedziałaś o kontynuowaniu nauki na podyplomowych studiach w zakresie dyplomacji. Ale po kolei. Z jakim pomysłem na życie podjęłaś studia na warszawskim AWF i szkolenie w uczelnianym klubie AZS?
Moim pomysłem była szermierka i dla niej w wieku 15 lat przeprowadziłem się do Warszawy. W moich rodzinnych Pabianicach nie było dla mnie szermierczej przyszłości. Przede wszystkim nie stać było mojej mamy na sprzęt szermierczy i na wyjazdy na zawody, tak że jedynym ratunkiem była Warszawa. Tu ukończyłam liceum sportowe i tu uzyskałam tytule magistra na Akademii Wychowania Fizycznego. Miała być italianistyka, ale egzaminy wstępne odbywały się wtedy, kiedy miałam mistrzostwa Europy. Wybór był oczywisty – ME. APS. Czy w twoim przypadku łatwo było godzić sportowe obowiązki z tymi wynikającymi ze studiowania? Sportowcy najczęściej narzekają, że ich pasje nie znajdują zrozumienia u wykładowców i asystentów.
Oczywiście nie było łatwo. Bardzo dużo wyjeżdżałam i musiałam godzić wyjazdy na zawody juniorów i seniorów ze studiami. Miałam przyznany tzw. ITS (indywidualny tok studiów), który umożliwił mi godzenie sportu z nauką. Nie miałam żadnych problemów z nauką. Plan startów i zgrupowań miałam ułożony na cały rok, dzięki czemu wiedziałam, kiedy mnie nie będzie na uczelni. Z każdym z wykładowców na początku semestru ustalałam „plan działania”, doskonale wiedziałam, na jakich zajęciach mnie nie będzie i z jakich tematów muszę odpowiadać lub odrabiać zajęcia, aby zaliczyć przedmiot / semestr / rok. Zwieńczeniem była praca magisterska. Na jaki temat? Jak poszła ci obrona? Dlaczego wybrałaś studia podyplomowe z zakresu stosunków międzynarodowych i dyplomacji w Collegium Civitas? Studiujesz w trybie niestacjonarnym, ale
www.azs.pl
czy uczelnia stwarza ci jakieś specjalne warunki, abyś godziła naukę z udziałem w szkoleniu sportowym?
Analiza biologicznej jakości cykli miesiączkowych zawodniczki uprawiającej szermierkę na światowym poziomie w obserwacji okołorocznej – to był mój temat pracy magisterskiej. Temat z życia wzięty. Ocena 5.0. Na drugie studia chciałam iść już parę lat temu, ale połowę roku spędzałam w Stanach Zjednoczonych, więc nie było sensu. Uznałem, że po igrzyskach olimpijskich jest najwłaściwszy moment, aby zabrać się za karierę pozasportową. Chcę, aby po IO w Rio łagodnie nastąpiło moje przejście z kariery sportowej w... inną karierę. Dzięki szermierce zwiedziłam prawie cały świat, poznałam mnóstwo wspaniałych osób z różnych krajów i kultur. Studia na stosunkach międzynarodowych i dyplomacji w Collegium Civitas pomogą zgłębić moje zainteresowania. Planuję ukończyć jeszcze kolejne studia i zrobić parę staży w różnych organizacjach, bo w przyszłości chcę podjąć pracę w tej dziedzinie. Już dziś realizujesz się na dwóch ścieżkach, ta sportowa jest związana z Akademickim Związkiem Sportowym, od kilku lat jesteś również żołnierzem Wojska Polskiego. Na czym polega twoja praca na rzecz wojska? Jakie masz obowiązki?
Jestem żołnierzem zawodowym w Zespole Sportowym Wojsk Lądowych. To dla mnie honor i zaszczyt. Nie wystarczy być w kadrze narodowej, aby dostać się do zespołu, ale przede wszystkim trzeba zdobywać medale na imprezach mistrzowskich. Kalendarz wojskowy dostosowany jest do kalendarza cywilnego, tak że bez problemu godzę obowiązki żołnierza sportowca. W trudnych dla sportu czasach jest to dla nas sportowców jedyne pewne źródło finansowania, dzięki temu możemy ze spokojem trenować, aby jak najlepiej reprezentować Polskę i Wojsko Polskie na arenach międzynarodowych. Jako AZS namawiamy środowisko akademickie, w szczególności rektorów uczelni, ale także osoby tworzące podstawy prawne w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aby w jakimś stopniu wykorzystać dorobek i doświadczenia wybitnych sportowców w działalności dydaktycznej i naukowej realizowanej przez szkoły wyższe. Jeżeli studenci AWF mają w programie zajęcia z szermierki, to dlaczego chociaż w minimalnym wymiarze nie może ich poprowadzić Aleksandra Socha? To samo dotyczy innych dyscyplin i sporego grona znakomitych sportowców. Czy może być coś lepszego dla studenta marzącego o karierze instruktora
lub trenera judo – jak zajęcia z Pawłem Nastulą? Co sądzisz o takich pomysłach?
Bardzo fajny pomysł. Trenuję szermierkę już 18 lat, coś wiem na temat sportu. Szabla jest moją pasją i sposobem na życie (w tej chwili). Sądzę, że mogłabym nauczać kunsztu władania białą bronią. Tego zatem życzymy i dziękujemy za rozmowę.
Dziękuję i pozdrawiam Ola Socha. Rozmawiał BK Foto Malmurowicz/Fidusiewicz
[rozmowa]
Przygotowanie do biznesu Rozmowa APS z prof. dr. hab. Witoldem T. Bieleckim, rektorem Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie APS: Podczas niedawnej Gali Sportu Akademickiego w Poznaniu kilkakrotnie stawał Pan Profesor na podium wśród przedstawicieli najlepszych uczelni w zakończonej rywalizacji sportowej sezonu 2011/2012. To kolejny udany rok w tym współzawodnictwie. Jak się okazało, w podsumowaniu ALK wyprzedził w klasyfikacji medalowej wszystkich rywali zarówno wśród uczelni państwowych, jak i tych specjalistycznych typu AWF. Dlaczego tak zależy Akademii na sportowych sukcesach?
Akademii zależy na tym, by jak najwięcej studentów uprawiało sport. Wyniki są jedynie konsekwencją i rzeczywiście mieszczą się w kategorii sukcesów. Chciałbym jednak powiedzieć, że sposób oceny przyjęty w punktacji generalnej Akademickich Mistrzostw Polski premiuje większe uczelnie, reprezentowane przez liczniejsze drużyny we wszystkich 40 kategoriach rywalizacji. My wystawiamy zawodników tylko w 32 dyscyplinach i dlatego w tegorocznej punktacji generalnej jesteśmy dopiero na 14 miejscu, choć pod względem zdobytych medali zajmujemy pierwsze miejsce, a w kategorii pucharowej – drugie. Punktacja generalna powinna nawiązywać do potencjału uczelni. 60-tysięczny Uniwersytet Warszawski zawsze wygra z nami na punkty, bo my mamy tylko 8 tysięcy studentów. Jak widać, sukces sportowy ma swoje ograniczenia, które mogą być przykre dla zawodników reprezentujących stosunkowo małą uczelnię. W filmowej relacji z Gali powiedział Pan Profesor, że uczelnia uczy biznesu, a w biznesie są potrzebne te same cechy co w sporcie. Jakie to zatem cechy?
Tak, to prawda. Uważam, że sport stanowi bardzo dobre przygotowanie do biznesu. Menedżerowie i przedsiębiorcy powinni mieć cechy, jakie kształtują się podczas treningów i zawodów sportowych: dążenie do osiągania celów, umiejętność walki, rywalizacja, kreatywność, myślenie strategiczne i taktyka – przewidywanie, jakie kroki podejmą współzawodnicy i jak – w związku z tym – mam się zachować. To także nieustanne doskonalenie siebie, pokonywanie własnych słabości, upór, kształtowanie cech społecznych – widoczne zwłaszcza w grach zespołowych, tzw. teamwork, dzięki któremu członkowie drużyny wspierają się wzajemnie,
a kibice wspierają drużynę. Na naszej uczelni prowadzimy treningi kształtujące podobne cechy także wśród osób, które nie mają predyspozycji do uprawiania sportu, poprzez symulacyjne gry decyzyjne, ale sportowcom łatwiej przychodzą zachowania pożądane w biznesie. Czy w praktyce innych uczelni europejskich i amerykańskich taką prawidłowość Pan Profesor zaobserwował?
Wzorujemy się na uczelniach amerykańskich, gdzie sport jest nieporównanie mocniej rozpropagowany niż u nas. Uniwersytety mają drużyny, które konkurują ze sobą i wiernych kibiców wśród kolegów i profesorów. To ich wszystkich niesłychanie jednoczy, a dodatkowo konsoliduje całe środowisko akademickie. Na stronach internetowych Akademii widać wiele informacji o sportowej ofercie dla studentów – zarówno w formie zajęć wychowania fizycznego, jak i szkolenia sportowego w sekcjach AZS. Z naszych obserwacji wynika, że na wielu uczelniach nie więcej niż 20–30% populacji studiującej młodzieży uczestniczy w jakichkolwiek formach zorganizowanych zajęć sportowych. Czy Pana studenci są ulepieni z innej gliny?
Nie są z innej gliny. U nas te proporcje wyglądają podobnie. Wobec ograniczenia obowiązkowych zajęć sportowych dla studentów do 30 godzin – wiele uczelni skorzystało z tego, by obniżyć koszty. Natomiast jeśli na uczelni istnieje duch wspierania sportu, a na naszej uczelni niewątpliwie tak jest, to zachęca się do sportu, kogo się tylko da i jak się da. U nas odbywają się zajęcia sportowe, nawet zawody ze wspólnym udziałem studentów i pracowników uczelni. Są turnieje siatkówki, futsalu czy brydża. Mimo wybitnie amatorskiego charakteru tych imprez coraz więcej osób chce w nich uczestniczyć – czy to jako zawodnicy, czy kibice. Toczy się w Europie dyskusja na temat „dwutorowej kariery sportowców”. Model propagowany od 100 lat przez AZS wprost do tego nawiązuje w myśl hasła: Dobry sportowiec – dobry student – atrakcyjny fachowiec na rynku. Pozostaje tylko trudny problem dla wielu sportowców: jak to zrealizować. Szkolenie sportowe, zawody, wyjazdy – dezorganizują normalne studiowanie, do tego problemy materialne dotykają wielu młodych ludzi. Czy Akademia Leona Koźmińskiego ma jakiś program wspierania uzdolnionej sportowo młodzieży?
Sportowcy wyczynowi mają w ALK indywidualny tok studiów. To bardzo im ułatwia łączenie treningów z nauką. Wykładowcy są przy tym pomocni i starają się być dostępni wtedy, kiedy student może się do nich zgłosić. Uczelnia zapew-
nia też pomoc stypendialną i są to zarówno stypendia socjalne, jak i za wybitne osiągnięcia sportowe. Chcielibyśmy, aby pomoc materialna była większa, ale ona musi być przede wszystkim sprawiedliwa – także w odczuciu studentów, którzy nie uprawiają sportu, bo fundusz jest wspólny dla wszystkich. Jako uczelnia prywatna wspieramy sport z własnych środków, nie mamy żadnego dofinansowania na ten cel, a mimo to mamy wyniki. Zgłasza się do nas coraz więcej znakomitych sportowców, którzy chcą studiować w Akademii Leona Koźmińskiego i trenować w naszym AZS-ie. Okazuje się, że przede wszystkim doceniają, w jakich warunkach mogą trenować. Paradoksalnie, naszą zaletą jest brak infrastruktury sportowej. Dlatego wynajmujemy na mieście najlepsze dostępne obiekty sportowe pod potrzeby danego rocznika. Bo przecież w poszczególnych latach pojawiają się studenci uprawiający różne dyscypliny sportu. Wielka hala sportowa to ciągle moje marzenie. Chciałbym je kiedyś zrealizować. Na liście sportowców studentów i absolwentów są olimpijczycy, a także profesjonaliści światowego formatu. Pływacy Paweł Korzeniowski, Sławomir Kuczko, tenisiści Alicja Rosolska i Mariusz Fyrstenberg, golfiści Sandra Okupniak i Jacek Person, szpadzistka Ewa Nelip
aps nr 09 2012 (307)
[badminton]
Akademickie Mistrzostwa Świata w Badmintonie, Gwangju, 6–11.11.2012
Czarno-biała Korea Połowicznym cznym sukcesukcesem zakończyła akończyła się wyprawa prawa polskich h studentów-badw-badmintonistów istów do miastasta-gospodarza darza Uniwersjady rsjady w 2015 5 roku – Gwangju. ju. Drużyna popadła w tarapaty już w pierwszym wszym spotkaniu, ale e medal w turnieju indywidualnym ndywidualnym stanowił wił happy end wyprawy wy do Korei.
otwierają tę listę. Studiują naprawdę? Jakiego typu argumenty były decydujące dla tych decyzji zarówno po stronie młodzieży, jak i uczelni?
Ta lista jest znacznie dłuższa. Windsurfing: Michał Polanowski, Wojtek Brzozowski, siatkarze z Plus Ligi: np. Jan Król, koszykarze z Tauron Basket Ligi: np. Łukasz Wilczek, Piotr Pamuła, Patryk Pełka, pływaczka Otylia Jędrzejczak, zawodniczka taekwondo Joanna Paprocka, lekkoatletka Anna Kiełbasińska, kitesurfer Jan Korycki, brydżysta Krzysztof Buras. Studiują i większość naprawdę się do tego przykłada. Bywa, że jakiś przedmiot muszą zaliczać kilkukrotnie, przeciągają studia, zwłaszcza obronę pracy dyplomowej, ale chcą się uczyć. Czasem ogromnym wysiłkiem ciągną studia dzienne, jak np. Jakub Rzeźniczak, piłkarz www.azs.pl
udział grubo ponad 500 osób. W polskich warunkach niemożliwe byłoby zebranie takiej ekipy, nigdy też na żadnym turnieju w Europie z czymś takim się nie spotkałam – wspomina startująca po raz pierwszy w życiu w Azji Weronika Grudzina. Jednak obyty z azjatyckimi imprezami Krzysztof Hodur również był zaskoczony. – Nawet w porównaniu z Chinami była nieprawdopodobna liczba woluntariuszy. Niekiedy prowadziło to do przerostu formy nad treścią – recenzuje krakowski trener, mając na myśli kłopoty w komunikowaniu się na linii gospodarze – ekipy zagraniczne, kiedy zaangażowanie po stronie koreańskiej zbyt wielu woluntariuszy skutkowało czasem zabawnymi, czasem kłopotliwymi pomyłkami.
Legii Warszawa, który nie chciał przejść na studia zaoczne, choć takie rozwiązanie mu proponowaliśmy. Jak ktoś nie daje rady z nauką, to sport nie zapewni mu zaliczenia. Kiedyś bywało, że musieliśmy się pożegnać po pierwszym roku studiów z osobami, które nie radziły sobie w nauce, ale od kilku lat mamy bardzo dobre roczniki i tego problemu nie ma. Mamy też cudzoziemców zdobywających medale dla ALK, bo wśród naszych studentów jest już blisko tysiąc obcokrajowców z 56 krajów. Część z nich miała w przeszłości sukcesy sportowe w swoich krajach (np. wioślarze z Serbii: Boris Petrović i Ozren Petrović czy biegaczka z Białorusi Viyaleta Piatrouskaya). Zauważyłem, że oni chętnie zasilają sekcje AZS już na pierwszym roku, bo sport pomaga w integracji i aklimatyzacji w Pol-
Ogólne wrażenie było jednak znakomite. – Na końcu każdy wypełniał ankietę i w każdym jej punkcie dałam organizatorom najwyższą ocenę – deklaruje Agnieszka Wojtkowska. – Hala wyglądała fajnie, żadnych problemów z transportem, jedzenie – bardzo dobre, choć niektórzy w Azji narzekają. Naprawdę rewelacja – to jeden z moich najlepszych wyjazdów, jeśli chodzi o Azję – ocenia reprezentantka Polski. Wtóruje jej Michał Rogalski: – Mistrzostwa odbywały się w Korei, gdzie badminton jest bardzo popularny, więc zorganizowano je z wielkim rozmachem, transmitując na żywo w telewizji. Uważam ten turniej za najlepszy, na jakim kiedykolwiek miałem okazję wystąpić. Jednak głównym celem ekipy polskiej nie było rozpoznanie terenu przyszłej Uniwersjady, lecz nawiązanie do naszych dotychczasowych sukcesów w mistrzostwach. Nadzieje wiązaliśmy głównie z faktem obecności w składzie bardzo silnej pary mieszanej Szkudlarczyk/Wojtkowska, która w turnieju indywidualnym została rozstawiona z numerem 1. Miała ona być także atutem w rywalizacji drużynowej, w której Polska zdobyła niegdyś nawet brązowy medal. W ocenie trenera Hodura skład reprezentacji był niemal optymalny. Tym razem o medal w drużynówce było bardzo ciężko ze względu na cztery bardzo silne ekipy azjatyckie (Korea, Chiny, Tajpej, Japonia) i Hiszpanię w składzie w 3/4 zgodnym z pierwszą reprezentacją. Pechowo Polacy trafili do grupy właśnie z Tajpej i Hiszpanią. Losy polskiej drużyny rozstrzygnęły się już w pierwszym spotkaniu eliminacyjnym, z Hiszpanią. Najpierw zagrały miksty i to miał być najpewniejszy nasz punkt. Niestety Wojtkowska i Szku-
sce. W AZS trenują, ale też zyskują przyjaciół. Od wielu lat jest Pan Profesor na wszystkich sportowych podsumowaniach organizowanych przez AZS. Skąd to sportowe zacięcie? Jakieś reminiscencje sportowych młodzieńczych i studenckich przygód ze sportem? Jaki rodzaj sportowej aktywności dziś Panu Profesorowi odpowiada najbardziej?
Kiedyś w AZS Uniwersytetu Warszawskiego uprawiałem judo. Teraz systematycznie gram w piłkę nożną (zimą to futsal) ze studentami i pracownikami uczelni. I cały czas gram w brydża. Lubię sport i kibicuję wielu dyscyplinom. Gratulujemy raz jeszcze osiągnięć i dziękujemy za rozmowę.
BK Foto ALK
Dokończenie na str. 8
P
iąte co do wielkości miasto Korei Południowej, liczące 1,44 mln mieszkańców Gwangju, miało okazję do przetestowania swych zdolności organizacyjnych podczas Akademickich Mistrzostw Świata w Badmintonie. Ze strony polskiej „inspektorami” byli zawodnicy: Weronika Grudzina, Michał Rogalski, Wojciech Szkudlarczyk, Agnieszka Wojtkowska oraz trenerzy: Krzysztof Hodur i Leszek Jagodziński.
Organizacja robiła imponujące wrażenie, a przede wszystkim liczebność „armii” zmobilizowanej przez organizatorów. – Wyliczyliśmy, że łącznie z sędziami, obsługą techniczną, wolontariuszami, kierowcami autobusów itp. brało w tym
Dokończenie ze str. 7
dlarczyk przylecieli dopiero co z wielkiego turnieju w Niemczech i mieli na odpoczynek tylko jedną noc w zmienionej strefie czasowej. – Praktycznie pół nocy nie spałam, budziłam się, dlatego ten pierwszy mecz tak wyglądał – tłumaczy Agnieszka. Nasi miksciści niespodziewanie przegrali z Hiszpanami, natomiast honorowy punkt zdobył debel Rogalski/Szkudlarczyk. Porażka 1:4 praktycznie zepchnęła Polaków poza pierwszą ósemkę, gdyż w drugim meczu grupowym rywalami byli silniejsi od Hiszpanów Tajwańczycy. Wyspani tym razem Szkudlarczyk i Wojtkowska zagrali na normalnym poziomie i po zaciętej walce pokonali bardzo silną parę azjatycką, ale w kolejnych meczach Polacy nie zdołali zawodnikom Tajpej urwać nawet jednego seta. Naszym reprezentantom pozostała gra o miejsca 9–12., gdzie nie mieli godnych siebie rywali, pokonując kolejno RPA 3:0 i Hongkong 3:1. W turnieju indywidualnym – zgodnie z oczekiwaniami – nie zawiedli Szkudlarczyk i Wojtkowska. W 1/8 finału gładko pokonali Hindusów. Największe emocje towarzyszyły ćwierćfinałowej batalii o medal przeciwko Japończykom. – Wiedziałam, że oni grają dobrze – wspomina Wojtkowska. – A oni byli w szoku, bo my z Wojtkiem graliśmy jeszcze lepiej. Emocje niemożliwe do wyobrażenia. W pierwszym secie w trakcie jednej z akcji aż położyłam się na swojej połowie kortu i obroniłam pięć lotek, leżąc. Japończycy nie wiedzieli, co się dzieje. Mieliśmy parę takich superakcji w obronie: przeciwnicy nie mogli się przebić. Pierwszy set był kluczowy, Polacy wygrali go w dogrywce 23:21. W drugim zapewnili sobie medal dzięki nieco większej przewadze – 21:18. W półfinale stawili zacięty opór duetowi gospodarzy, przegrywając jednak 19:21 14:21. Brązowy medal to wielki sukces. Szkudlarczyk zdobył takie trofeum w akademickich mistrzostwach świata już po raz trzeci. Wojtek lubi grać w Azji: – Na cztery moje wyjazdy do Azji cztery mogę zaliczyć do udanych. Może rywalizacja w kolebce bad-
mintona dodaje mi więcej odwagi, nie ma czasu na kalkulowanie i trzeba grać na 100 proc. możliwości. Nawet nierozstawiona para z Azji może okazać się bardzo groźna. Rozstawienie w mikście Polaków z numerem 1 było nieco mylące, gdyż zawodnicy azjatyccy mają często zaniżoną pozycję w rankingu. – Tym, którzy są zawiedzeni, że nie zajęliśmy pierwszego miejsca, nie mam nic do powiedzenia, ponieważ albo zazdroszczą, bo sami nie potrafią lepiej, albo nie znają badmintona – wyjaśnia Wojtek. – Dwa lata temu stawałem również na 3. stopniu podium w grze podwójnej mężczyzn z Hubertem Pączkiem i wtedy byliśmy jedynymi zawodnikami europejskimi na podium. Rozstawiono nas wówczas z numerem 5/8, ale oba medale cenię sobie tak samo, mimo że w tym roku byłem rozstawiony z numerem 1. Gdyby medale rozdawano za rozstawienie, nie byłoby sensu rozgrywać zawodów. Trzy medale w akademickich mistrzostwach świata Szkudlarczyk uważa za swoje bardzo ważne osiągnięcie: – Aby występować w tych zawodach, trzeba być studentem i godzić treningi z nauką. Uważam, że jest to duże wyzwanie, dlatego nie widzę podstaw do umniejszania tego sukcesu. Zawody akademickie zmierzają do coraz większego profesjonalizmu. Mają coraz lepszą obsadę. Na tych można było oglądać np. złotego medalistę Igrzysk Olimpijskich Lee Yong Dae. Byli obecni też inni czołowi zawodnicy kadr Korei, Chin, Tajwanu oraz jak zawsze mocni Japończycy. Graliśmy w dwóch bardzo dużych obiektach. Dlatego uważam, że atmosfera i organizacja w niczym nie odbiegały od największych zawodów na świecie. – Mimo że to turniej akademicki, poziom był bardzo wysoki ze względu na wielu zawodników z Azji, którzy nie wystąpiliby na podobnym turnieju w Europie – potwierdza Rogalski, bardzo zadowolony
z możliwości konfrontacji z zawodnikami z pierwszej „50” na świecie. Wprawdzie olbrzymia hala Yeomju obliczona na 9100 widzów nie była całkowicie zapełniona publicznością, ale radosny jazgot fanek wspomnianego przez Wojtka Lee Yong Dae, idola swoich rodaczek, przypominał o roli badmintona w koreańskiej kulturze masowej. – Poznaliśmy trochę tradycyjnej kuchni, zwyczajów oraz zaprzyjaźniliśmy się z bardzo otwartymi Koreańczykami – opowiada Michał. Osobliwości miejscowej cywilizacji fascynowały zaskakującymi spostrzeżeniami. – Miejscowe samochody (w 90 proc. marki Kia lub Hyundai) miały kolor biały albo czarny (zdarzały się czasem srebrne) – relacjonuje Grudzina. – Nasz koreański opiekun, zapytany dlaczego tak jest, odpowiedział, że takich się najwięcej produkuje. Oczywiście można zamówić sobie inny kolor, ale nikt nie chce się wyróżniać. Polscy kadrowicze mogli się czuć trochę jak u siebie w domu dzięki temu, że Gwangju to rodzinne miasto kończącego właśnie swą misję w Polsce dotychczasowego głównego trenera pierwszej reprezentacji naszego kraju, Kim Young Mana. Nasi zawodnicy mieli okazję się z nim tam spotkać. Wyniki Turniej drużynowy 1. Korea, 2. Chiny, 3. Tajpej i Japonia, 5. Hiszpania, 6. Kanada, 7. Wielka Brytania, 8. Rosja, 9. Polska. Turniej indywidualny Gra pojedyncza mężczyzn 1. Wen Kai (Chiny), 2. Pablo Abian (Hiszpania), 3. Ernesto Velazquez (Hiszpania) i Lee Dong Keun (Korea). Gra pojedyncza kobiet 1. Tai Tzu Ying (Tajpej), 2. Pai Hsiao Ma (Tajpej), 3. Haruko Suzuki (Japonia) i Kim Su Youn (Korea). Gra podwójna mężczyzn 1. Kim Ki Jung, Lee Yong Dae (Korea), 2. Chen Chung Jen, Lin Yen Jui (Tajpej), 3. Andreas Heinz, Max Schwenger (Niemcy) i Kang Ji Wook, Lee Sang Joon (Korea). Gra podwójna kobiet 1. Miri Ichimaru, Shiho Tanaka (Japonia), 2. Pai Hsiao Ma, Tai Tzu Ying (Tajpej), 3. Erika Sanno, Haruko Suzuki (Japonia) i Lee Eun Ah, Lee Nu Ri (Korea). Gra mieszana 1. Kim Ki Jung, Kim So Young (Korea), 2. Kang Ji Wook, Kim Chan Mi (Korea), 3. Wojciech Szkudlarczyk, Agnieszka Wojtkowska (Polska) i Shohei Hoshino, Shiho Tanaka (Japonia). Tekst Janusz Rudziński Foto Don Hearn (Badzine) aps nr 09 2012 (307)
[Gorzów]
Czułem odpowiedzialność za to, co się dzieje w Gorzowie Rozmowa z Dariuszem Maciejewskim, trenerem KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski – Panie trenerze, ten rok nie jest łatwy dla klubu ze względów organizacyjno-finansowych, ale chyba najtrudniejszy okres już za nami?
Cały czas mamy bardzo ciężko. To wielki sukces, że nie poddaliśmy się przed tym sezonem. Znaleźliśmy sposób na kontynuację koszykówki w Gorzowie. Znaleźli się ludzie, którzy cały czas chcą pomagać. Jesteśmy bardzo mocno zjednoczeni. Wierzę w to, że nam się uda, ale jest bardzo ciężko. – W ostatnim sezonie głośno mówiło się o tym, że Dariusz Maciejewski może przejść do pracy w Rosji. Trener jednak pozostał. Co było głównym czynnikiem, że podjął pan taką decyzję?
Wiele czynników się na to złożyło. Na pewno najważniejsze jest to, że czułem odpowiedzialność za to, co się dzieje w Gorzowie. Wiedziałem, że swoją decyzją ułatwię ludziom kontynuację pracy nad gorzowską koszykówką. Swoje ambicje odstawiłem na dalszy plan. Cały czas wierzę, że znowu będziemy zdobywać najwyższe laury i wewnętrznie to czuję. To wszystko kwestia cierpliwości, ciężkiej pracy organizacyjnej i realizacji wielu pomysłów, które mamy w głowie. – Właśnie, ostatnio często trener wspominał, że tęskni za Euroligą, czy też długą serią naszych zwycięstw. Ile czasu jeszcze potrzeba, żeby powrócić do tych lat pełnych sukcesów?
Na pewno potrzebujemy kilku lat. Żeby być znowu na topie, trzeba bardzo mądrze zarządzać klubem i myślę, że nam się to w tej chwili udaje. Chcemy być silniejsi organizacyjnie i cały czas robimy postępy w tym kierunku. Jeżeli nie pogłębi się kryzys gospodarczy, to jest szansa, że wrócimy do Euroligi w ciągu najbliższych kilku lat. Ciężko powiedzieć dokładnie, ile czasu nam to zajmie, ale jeżeli pokonamy to, co jest w tej chwili najtrudniejsze, to będziemy szli stopniowo w górę. – Mówi pan o kryzysie. Widać to także w naszej lidze. W tym roku w Ekstraklasie miało wystąpić 14 zespołów. Do ligi przystąpiło 11, a na półmetku pozostało 10. Co pan sądzi o tej sytuacji?
Na pewno w Europie jest teraz duży kryzys gospodarczy. Tak naprawdę dotyka on budżetów miejskich, więc włodarze miast mocno się zastanawiają nad wspieraniem klubów. Nie wszystkie władze miejskie stać na wspieranie wielu dyscyplin, a więc muszą www.azs.pl
wybierać te, które mają najlepsze podstawy organizacyjne, stoją na najwyższym poziomie, są priorytetem w mieście. Tam, gdzie kryzys dotknął i miasto, te ośrodki upadają. My przetrwaliśmy, ponieważ mamy grupę mocnych sponsorów i bardzo liczną grupę osób zaangażowanych finansowo, które dają niewielkie środki, ale w sumie uzbierała się pokaźna kwota. Dzięki temu przetrwaliśmy i widzę, że miasto to doceniło i w tej chwili również chce postawić na koszykówkę. To także jeden z powodów, dla których zostałem, bo widzę, że mamy szansę być jedną z wiodących dyscyplin w mieście. Jeżeli ktoś zakłada, że budżet klubu będzie się opierał w 70–80% na budżecie miejskim, to jest w błędzie, tak się po prostu nie da. Takie kluby będą powoli „padać”. Nikomu źle nie życzę, ale wiem, że budżet musi być zbilansowany. Trzeba liczyć bardzo dokładnie wydatki i nie przeliczyć się, jeżeli chodzi o budowanie składu. Czasami warto zagrać troszeczkę niżej, tak jak my w tej chwili, niż szarpać się za wszelką cenę o wynik.
się zgrywamy i coraz lepiej czujemy nowe zawodniczki, które do nas przyszły. Na pewno czas pracuje na naszą korzyść. Jest to trudny zespół do prowadzenia, ponieważ został stworzony „za pięć dwunasta” przed startem ligi. Mecze ligowe, walka o punkty na pewno nie ułatwiają zgrywania zespołu. W pierwszej piątce z zeszłego sezonu została tylko Agnieszka Skobel. Wkomponowanie czterech nowych graczy nie jest łatwe. Trzeba najpierw poznać te nowe koszykarki, żeby później zbudować odpowiednią taktykę pod tych graczy, a nie bazować na tym, co było wcześniej, bo to się nie sprawdza. Czasami jest przypadek, że zastępuje się zawodniczką lepszą albo o podobnych umiejętnościach, ale w naszym przypadku są to całkiem różne osoby i cały czas w trakcie sezonu musi się odbywać korekta odpowiednich gier, ponieważ poznajemy siebie nawzajem. Zawodniczki poznają siebie, a trenerzy muszą dostosowywać odpowiedni styl gry do tych umiejętności, które koszykarki prezentują.
- W tym sezonie rozpoczęliśmy od pięciu spotkań we własnej hali. Ciężko było przestawić zawodniczki na mecz wyjazdowy?
- Na koniec pytanie: jak będzie wyglądało podium w tym roku według trenera Dariusza Maciejewskiego?
Myślę, że taka seria była nam potrzebna. Wiedzieliśmy, że w tym sezonie mamy minimalną szansę na to, żeby walczyć o najwyższe cele, a więc od początku zakładaliśmy sobie rywalizację o środek tabeli. Liga w tym roku jest wyjątkowo przewidywalna. Właściwie nie było żadnego meczu, o którym by można powiedzieć, że to sensacja czy niespodzianka. Zdecydowanie wszystko układa się według pewnego scenariusza. W tej chwili widać, że te pierwsze mecze były dla nas bardzo istotne. Jeżeli mamy myśleć o środku tabeli, to te spotkania musieliśmy wygrać, z tymi zespołami, które są teraz za nami. Ten terminarz na pewno nam to ułatwił. Przyszły później dużo trudniejsze mecze,w których i my nie sprawiliśmy żadnej niespodzianki. Myślę, że to, co zrobiliśmy w tych pierwszych kolejkach, jest podstawą ku temu, żeby cały czas myśleć realnie o osiągnięciu celu. Druga runda jest dla nas trudniejsza, ale myślę, że poradzimy sobie, i ten plan jest do zrealizowania. – Połowa sezonu zasadniczego za nami. Jak może pan podsumować tę część rozgrywek?
Zrobiliśmy to, co do nas należało. Nie zrobiliśmy w tym roku żadnej niespodzianki na plus, ale nie było też typowego potknięcia z naszej strony. - Jakie są nasze mocne i słabe punkty?
Mocną stroną jest to, że ciężko pracujemy. Na pewno to przyniesie nam korzyść w drugiej rundzie. Coraz bardziej
W tej chwili wygląda to bardzo przewidywalnie, jak nigdy dotąd. Nie pamiętam takiego sezonu, żeby można było typować w „toto-lotka” z 99% skutecznością. Są trzy bardzo dobre zespoły, czyli CCC Polkowice, Wisła Kraków i Artego Bydgoszcz. W tej chwili one prowadzą i jeżeli nie zdarzą się jakieś kontuzje, to wszystko jest właściwie y ę, że te drużyny y y będą ę ą do bardzo jasne. Myślę, dawały ton rywalizacji. Najkrótszą końca nadawały ławkę ma Bydgoszcz. W tej est to zespół fajny, chwili jest otknęły go kontubo nie dotknęły zje. Ale tam jedna osoba lecieć i może być może wylecieć astąpienia. Ten nie do zastąpienia. oże nie zdobyć team może medalu. Ale jeżeli dotrwa w takim składzie do końca, to na pewno ma dużo indywidualnościi i niezłą drużynę, żeby powalczyć o medal, co by byłoo dla zeydgoszspołu z Bydgoszkim czy wielkim m. sukcesem. – Dziękuję kuję za rozmowę. owę.
Rozmawiał wiał id Lis Dawid Foto Radosław osław Siuba
[Gorzów]
Nauka, sport, przyszłość – czyli nowy projekt AZS PWSZ Gorzów Tysiąc dziewczynek w promieniu 60 km od Gorzowa trenujących koszykówkę według tego samego nowoczesnego programu, który ma być dla nich przepustką do reprezentacji Polski. Niemożliwe? Spójrzcie na okładkę.
P
omysłodawcą całego przedsięwzięcia Mini Basket Ligi (taka jest właśnie nazwa projektu) jest Dariusz Maciejewski, trener ekstraklasowego KSSSE AZS PWSZ Gorzów, który przez wiele lat prowadził reprezentacje Polski w kilku kategoriach wiekowych. – Podczas pracy zauważyłem, że od podstaw szkolona jest zbyt wąska grupa zawodniczek. Brakowało pomysłu na rozszerzenie szkolenia, ponieważ koszykarskich ośrodków na mapie Polski jest zbyt mało – stwierdził trener Maciejewski. Pierwszym etapem realizacji programu było wydanie książki Pierwsze kroki w nauczaniu koszykówki autorstwa Dariusza Maciejewskiego i Janusza Kopaczewskiego. Następnie rozpoczęto szkolenie w pierwszych grupach poza siedzibą klubu. Wcześniej bowiem AZS PWSZ pracował tylko z dziećmi z Gorzowa. – Postanowiliśmy wyjść z propozycją do władz ościennych miejscowości, aby tam także dziewczynki mogły się uczyć koszykówki na poważnie – wyjaśnia szkoleniowiec AZS PWSZ. Ku powszechnemu zdziwieniu projekt od razu okazał się strzałem w dziesiątkę. Wpływ na to miał zapewne fakt, że klub cieszy się dobrą marką w regionie. – Zainteresowanie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wystarczył
bezpośredni kontakt z władzami gmin i bardzo szybko doszliśmy do porozumienia. Myślę, że złożyło się na to kilka przyczyn, a w szczególności to, że nasza oferta skierowana jest do dziewczynek, które tak naprawdę nie mają zbyt wielu propozycji uprawiania sportu w swoich miejscowościach – uzupełnił trener. Oczywiście nadrzędnym celem całego projektu jest wyszkolenie koszykarek, które w przyszłości zasilą kadrę narodową. Jednak na etapie początkowego szkolenia ważne jest propagowanie zdrowego trybu życia, aktywne spędzanie wolnego czasu, kreowanie asertywnej postawy wobec innych oraz stylu życia zgodnie z ideą Fair Play. Fakt, że szkolenie odbywa się zarówno w mieście, jak i w małych miejscowościach daje także możliwość integracji oraz wyrównuje szanse zdolnych dzieci, które nie miałyby możliwości dojeżdżania na treningi do Gorzowa. Cały program ma mocno łączyć uprawianie sportu i edukację. Dlatego szkolenie będzie się odbywało na kilku etapach. Na początku – w szkołach podstawowych i gimnazjach w poszczególnych miejscowościach. Najzdolniejsze osoby trafiać będą do Gorzowa, gdzie uczyć się będą w jednym z trzech liceów, z którymi klub ma podpisane umowy, a następnie na dwóch gorzowskich uczelniach: PWSZ i AWF. – Chcemy bardzo mocno zainteresować tym projektem Ministerstwo Sportu, bo jesteśmy przekonani, że za stosunkowo nieduże pieniądze zmieni on oblicze sportu. To, co udało się nam zrobić, może być również drogą dla innych miejscowości, nie tylko w koszykówce, ale i w innych grach zespołowych – wyznał pomysłodawca projektu. Żeby liczba szkolonych dzieci przerodziła się w jakość, realizowany jest równocześnie program dokształcania nauczycieli i trenerów. Klub we własnym zakresie przeprowadza kursokonferencje oraz zaopatruje trenerów w materiały i filmy szkoleniowe, które sukcesywnie przygotowuje. Najzdolniejsi trenerzy uczestniczyć będą w Akademii Trenerów Polskiego Związku Koszykówki, na której naukę rozpoczęło już trzech szkoleniowców biorących udział w programie. – Zależy nam, aby uczyć według tego samego, sprawdzonego programu – tłumaczy Dariusz Maciejewski. W tej chwili współpraca nawiązana jest z 14 samorządami w powiatach: gorzowskim, międzyrzeckim, myśliborskim oraz strzelecko-drezdenec-
kim. Wszystkie zespoły szkolone są pod szyldem AZS PWSZ. W nazwie drużyn znajduje się jednak miejscowość, z której poszczególne adeptki koszykówki pochodzą. W tej chwili w ramach programu trenuje już około 250 dziewczynek, jednak liczba ta przy wieloletnim szkoleniu w najbliższych czterech latach przekroczy 1000. Mimo że program wystartował niedawno, to są pierwsze wymierne efekty. – Udało nam się znaleźć wiele sprawnych dziewczynek, w tym co najmniej dwie, które w wieku dziewięciu lat mają już 171 wzrostu – wyznał trener Maciejewski. Niewątpliwie sukcesem organizacyjnym jest pozyskanie partnera projektu, organizacji Lubuskich Pracodawców, którzy wraz z gminami będą finansować działania. – Mamy w swoim gronie 140 biznesmenów, każdy indywidualnie zdecyduje, jak będzie chciał się włączyć w ten sportowy projekt: zakup strojów, nagród czy odpowiedniego sprzętu. Zajęcia dla najmłodszych zawsze nas interesowały. Przecież nie wszyscy zostaną wielkimi gwiazdami, ale zdrowy, zadowolony młodzieniec, który teraz woli pójść poćwiczyć na hali i nie zejdzie na złą drogę, to będzie kiedyś również nasz dobry zaradny pracownik – stwierdził Zbigniew Marcinkiewicz, prezes organizacji. Pierwszy sprawdzian nowego projektu AZS PWSZ będzie miał miejsce 15 grudnia. Będzie to inauguracyjny turniej Mini Basket Ligi, w którym weźmie udział sześć drużyn z roczników 2002 i 2003, czyli w sumie około 120 dziewczynek. – To będzie dla nas sprawdzian logistyczny. Koszykówki na tym etapie szkolenia będzie jeszcze niewiele. Będzie za to dużo gier i zabaw ruchowych. Natomiast w trzecim roku szkolenia rozpoczniemy ligę minikoszykówki. Zminimalizuje to koszty, ponieważ odległości są bardzo niewielkie – tłumaczy Janusz Kopaczewski, jeden z trenerów zaangażowanych w Mini Basket Ligę. Na następnych etapach rozpoczniemy rywalizację ogólnopolską w ramach rozgrywek o mistrzostwo Polski w poszczególnych kategoriach wiekowych. Szkoleniowców pracujących z najmłodszymi zawodniczkami cieszy zaangażowanie rodziców, którzy chętnie włączają się w działania na rzecz Mini Basket Ligi. – Jestem przekonany, że projekt jest czymś wyjątkowym i osiągnie sukces – zakończył Dariusz Maciejewski. Dawid Lis Foto Radosław Siuba aps nr 09 2012 (307)
[Olsztyn]
Olsztyn bez męskiej koszykówki Jeszcze nie tak dawno na tych łamach pisaliśmy o dalekosiężnych planach II-ligowych koszykarzy Inter Partsu AZS UWM Olsztyn. Dzisiaj niestety musimy napisać o ich smutnym końcu…
sytet Warmińsko-Mazurski. Ale to nie wystarczyło. W swoim najlepszym sezonie klub funkcjonował ponad stan, a drugi rok z rzędu nie można było tak pracować. – Mam poczucie, że po bardzo dobrym sezonie mieliśmy prawo oczekiwać większej pomocy. Myślałem, że ten najlepszy sezon będzie motorem napędowym dla naszego klubu. Stało się odwrotnie. Nie mamy już na to wpływu. Czy kiedykolwiek wrócimy na ligowe boiska? Trudno w tym momencie cokolwiek powiedzieć. To będzie zależało od wielu kwestii, więc nie wiem, jak to się potoczy dalej – mówi rozżalony szkoleniowiec Rafał Kacprzak. Wszyscy związani z klubem robili co mogli, aby uratować męską koszykówkę w Olsztynie. Tomasz Panewski, menedżer olsztyńskiego zespołu, założył nawet plan, aby zgłosić drużynę do III ligi, w której koszty organizacyjne są
K
uriozalnie – najlepszy sezon w historii olsztyńskich koszykarzy (6. miejsce w II lidze) przyczynił się do ich upadku. Inter Parts AZS UWM Olsztyn przestał istnieć. Przyczyna? Brak pieniędzy, a dokładnie 150 tysięcy zł, bo właśnie tyle potrzebowano, aby drużyna ponownie zagrała w II lidze. Dotychczasowy sponsor – Inter Parts, zaoferował pomoc finansową na poziomie z ubiegłego roku. Podobnie Urząd Marszałkowski, Urząd Miasta i Uniwer-
o wiele mniejsze. Nawet i tego nie udało się jednak zrealizować. – Chodziliśmy od jednej do drugiej firmy, od drzwi do drzwi i nikt nie był zainteresowany wsparciem męskiej koszykówki w Olsztynie. Później chcieliśmy uzyskać już tylko 50 tysięcy zł, które pozwoliłyby nam wystartować w rozgrywkach III ligi. Ale jak się okazało, również i ta www.azs.pl
kwota stanowiła zaporę nie do przejścia – wylicza menedżer klubu Tomasz Panewski. – Rozmawialiśmy nawet z gminą Stawiguda o przeniesieniu zespołu do trzeciej ligi i rozgrywaniu meczów pod szyldem Stawigudy. Niestety, nikt nie był zainteresowany wspieraniem drużyny na poziomie III ligi. Nie wystartujemy w żadnych rozgrywkach seniorskich. Można powiedzieć, że basket w Olsztynie upadł. Olsztyńscy koszykarze przez kilkanaście miesięcy dostarczali swoim kibicom wielu wrażeń i ogromnych przeżyć. Zespół pierwszy raz w historii awansował do play-offów, ostatecznie kończąc sezon na bardzo wysokim szóstym miejscu. Inter Parts AZS UWM Olsztyn z powodzeniem występował również w Pucharze Polski, tocząc wyrównane pojedynki – także zwycięskie – z czołowymi drużynami z ekstraklasy. Przyszłość malowała się w jasnych barwach i była obiecująca… Niestety, ziścił się czarny scenariusz. Brak w klubowej kasie 150 tysięcy złotych spowodował, że ta ambitna drużyna, która dostarczała wielu pozytywnych emocji całemu Olsztynowi, z dnia na dzień przestała istnieć. Ludzie związani z olsztyńską koszykówką powtarzają, że basket to część ich życia, że łatwo nie odpuszczą, że będą walczyć o tę dyscyplinę, tak jak walczyli na ligowym boisku. Ale czy starczy sił i determinacji, by po roku nieobecności podnieść się i zacząć budować wszystko od nowa? Marta Panasiuk Foto Artur Szczepański
Nieudany sezon 2011/2012 można już puścić w niepamięć i rozpocząć całkiem nowy rozdział w historii olsztyńskiej siatkówki. Choć już na starcie wiadomo, że łatwo nie będzie…
Młodzież
O
lsztyńscy siatkarze sezon 2011/2012 zakończyli na ostatnim miejscu. Dzięki sponsorowi tytularnemu – firmie Indykpol – olsztyńska siatkówka nadal istnieje i mogła przystąpić do najwyższej klasy rozgrywkowej, jaką jest PlusLiga. Budżet klubu na nowy sezon nie był wysoki, więc władze Piłki Siatkowej AZS UWM zmuszone były do dokonywania transferów na miarę swoich możliwości. Plan był jeden – inwestycja w młodzież. Pierwszą i chyba najważniejszą decyzją, jaką udało się zrealizować, było ściągnięcie z AZS Warszawa szkoleniowca – cenionego przez wszystkich Radosława Panasa. Trener Panas znany jest ze świetnej pracy z młodymi zawodnikami, z którymi odnosił niemałe sukcesy. Jak mocno został przemeblowany skład na nowy sezon? Klub zdecydował się pozostawić w swoim składzie: przyjmującego Wojciecha Ferensa, atakującego Bartosza Krzyśka, środkowych Piotra Haina i Dawida Gunię, rozgrywającego Guillermo Hernána, libero Bartosza Mariańskiego. Umowę przedłużono również z przyjmującymi Piotrem Łukasikiem i Metodim Ananievem, którzy wrócili do gry po bardzo poważnych kontuzjach. Do
PlusLiga a r t kon
tych młodych graczy dokooptowano wcale nie starszych: Norwega Jonasa Kvalena (rozgrywający), Michała Żurka (libero), Łukasza Szarka (przyjmujący), Wojciecha Sobalę (środkowy), Brazylijczyka Rafaela Batistę da Silva (przyjmujący), Kamila Obrębskiego (rozgrywający) i Patryka Skupa (atakujący). – Pragnę zwrócić Państwa uwagę na wiek naszego zespołu – mówił przed sezonem prezes Mariusz Szyszko. – Trochę się uśmiechnąłem, kiedy zauważyłem, że nasz najstarszy zawodnik kilka miesięcy temu skończył 30 lat. Reszta siatkarzy to rocznik około 1990. Średnia wieku naszego zespołu wynosi nieco ponad 22 lata. Pod koniec lipca br. zespół w pełnym składzie rozpoczął przygotowania do sezonu 2012/2013. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do felernego turnieju w Warszawie. Podczas Memoriału im. Zdzisława Ambroziaka podstawowy zawodnik, jeden z najbardziej doświadczonych siatkarzy w składzie AZS – Metodi Ananiev, doznał zerwania ścięgna Achillesa. Kontuzja po raz kolejny wykluczyła zawodnika z gry – i to na cały sezon. A było to na dwa tygodnie przed startem rozgrywek. Władze klubu oraz trener postanowili nie pozyskiwać na jego miejsce nowe-
go zawodnika. Wierzono, że młody, ale z ambicjami i dużym potencjałem zespół poradzi sobie w ligowej walce. – Nasz zespół to młoda drużyna, oczywiście poza mną, bo jestem już stary – ze śmiechem przyznał kapitan Indykpolu AZS, Guillermo Hernán. – Chłopaki są młodzi, ale z ogromnymi talentami. Oczywiście potrzebują dużo cierpliwości i spokoju, by dojrzeć do prawdziwej gry w PlusLidze, ponieważ poziom niektórych zawodników i drużyn jest bardzo wysoki. Będzie im na pewno ciężko. Jako kapitan postaram się im pomóc. Postaram się być jak najlepszym kapitanem, bo jestem dumny z tego, że mogę pełnić tę rolę w takiej drużynie jak Indykpol AZS Olsztyn.
Do pewnego momentu wszystko funkcjonowało bardzo dobrze. Jednak w pewnym momencie przyszedł kryzys. Po siedmiu kolejkach PlusLigi Indykpol AZS Olsztyn w swoim dorobku miał tylko jedno zwycięstwo – z AZS Częstochowa (3:0). Poza tym młodzi akademicy zdołali ugrać tylko jednego seta. Choć młoda kadra grała ambitnie i walczyła z każdym przeciwnikiem, to wyniki były niesatysfakcjonujące. Reakcja był szybka – trzeba sięgnąć po doświadczonego przyjmującego, bo właśnie na tej pozycji były widoczne największe braki. Ku zdziwieniu wszystkich dokonano spektakularnego transferu. Kontrakt podpisano z wicemistrzem świata, mistrzem Europy i wielokrotnym mistrzem Polski – Piotrem Gruszką, który po powrocie z Włoch pozostawał bez klubu. – Z pewnością nasi młodzi zawodnicy muszą jeszcze wiele godzin spędzić w hali, jeszcze wiele się nauczyć, aby dojść do takiej klasy, jaką jest Piotr Gruszka – stwierdził szkoleniowiec Indykpolu AZS, Radosław Panas. – Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że Piotr nie jest w najwyższej formie, ale czas będzie grał na jego korzyść i tego jestem pewien. Doświadczenie – to główna podstawa, dla której zdecydowaliśmy się ściągnąć go do Olsztyna, dalej to jego charakter, charyzma. Uważam, że przemawia za nim wiele atutów. Nikt nie wymagał od Piotra Gruszki formy ze swoich najlepszych lat. Miał on być mentorem, wsparciem dla młodych zawodników. – To, że pozostawałem nadal bez klubu, o niczym nie świadczy, tak czasami się układa. Może tak miało być, żeby zrobić coś fajnego w AZS-ie Olsztyn? Czuję, że mam tu misję do spełnienia. Mam świetną grupę do pracy. Mam nadzieję, że będę im więcej pomagał, niż przeszkadzał – stwierdził Piotr Gruszka. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwa dni po podpisaniu kontraktu i po powrocie Piotra Gruszki na ligowe boiska Indykpol AZS Olsztyn po fantastycznym pojedynku wygrał bardzo ważny mecz – z Lotosem Trefl Gdańsk. Oby dla Indykpolu AZS Olsztyn była to zapowiedź lepszego jutra… Marta Panasiuk Foto Krzysztof Wojciechowski
Radosław Panas – siatkarz i szkoleniowiec wierny AZS
J
ako zawodnik występował na pozycji przyjmującego i pozostawał wierny barwom AZS-u Częstochowa, z którą zdobył pięć tytułów mistrza Polski, pięć wicemistrzostwa Polski i dwa brązowe medale. Jako trener również zaczynał w Częstochowie, gdzie zdobył wicemistrzostwo Polski oraz Puchar Polski. Następna była AZS Politechnika Warszawska i drugie miejsce w Pucharze Challenge. Teraz przyszedł czas na nowe wyzwanie – AZS Olsztyn.
Radosław Panas – akademicki trener. Możemy tak stwierdzić spoglądając na Pana przeszłość zarówno tę zawodniczą, jak i trenerską.
Radosław Panas: – Tak, prawie przez całą swoją karierę grałem tylko w AZS Częstochowa, z którą zdobyłem dwanaście medali mistrzostw Polski (pięć złotych, pięć srebrnych, dwa brązowe – przyp. red.). Jako trener prowadziłem już trzy AZS-y. Zaczynałem w Częstochowie, później była Warszawa, a teraz Olsztyn właśnie. Jakoś tak to się ułożyło, ale bardzo mi się to podoba. Świetnie pracuje mi się z młodymi zawodnikami. Atmosfera akademickich meczów też jest dla mnie czymś wyjątkowym. Jeszcze jako zawodnik pamiętam, że akademickie derby zawsze elektryzowały publiczność i samych zawodników. AZS Częstochowa i AZS Olsztyn to kiedyś były dwa najlepsze siatkarskie kluby. Do dzisiaj wspominam te czasy z łezką w oku. Zawsze lubiłem zarówno grać w akademickich klubach, jak i je prowadzić. A jak było z tą atmosferą w AZS-owskich klubach? Bo wspominając tzw. „święte wojny” można by odnieść wrażenie, że rywalizacja była zarówno na boisku, jak i poza nim.
– Zawsze wojny toczyliśmy tylko na boisku. Ze wszystkimi zawodnikami byliśmy świetnymi kumplami, a z niektórymi – prawdziwymi przyjaciółmi. Na co dzień graliśmy przeciwko sobie, ale kiedy przyjeżdżaliśmy na zgrupowania kadry, to tworzyliśmy jedną ekipę. Zawsze się szanowaliśmy i bardzo lubiliśmy. Nawet do dzisiaj te znajomości i przyjaźnie pozostały. AZS kiedyś to była tradycja. Zawodnicy grali po kilkanaście lat z gryfem na piersi.
www.azs.pl
Czy można zauważyć teraz jakieś inne podejście do grania dla AZS-u?
– Myślę, że AZS-owski gryf nadal znaczy wiele dla tych młodych zawodników. AZS to symbol, tradycja, historia. Chłopaki zawsze, kiedy przychodzą na halę i oglądają zdjęcia z lat ’70., to powtarzają, że chcieliby dorównać poziomem gry do tych byłych siatkarzy, że chcieliby, aby te dobre czasy wróciły. Zawsze jest mi to miło słyszeć. Widać, że sentyment pozostał. Gdybyśmy mieli porównać AZS z tych złotych lat do dzisiejszych, to jaka pierwsza myśl przyszłaby trenerowi?
– Hmm… przyszła mi taka myśl, że kiedyś zawodnicy grający w AZS to była elita. Zawodnicy nie tylko bardzo dobrze grali, byli liderami reprezentacji Polski, ale również kończyli studia, więc byli wykształceni. Teraz te powiązania AZS-ów z uczelniami już nie są tak duże. Jedynie w Olsztynie i w Warszawie pozostał ten związek. Ale uważam, że AZS-y nadal są kuźniami talentów. Teraz kluby wyciągają co lepszych i młodych graczy z klubów akademickich. Zamożne kluby po prostu pozyskują tych perspektywicznych zawodników, a niestety budżety AZS-ów są przez ostatnie lata najniższe w ligach. Dlatego też skoncentrowaliśmy się na kształceniu młodzieży, to my ich wprowadzamy do reprezentacji i mocniejszych klubów. Taka jest teraz nasza rola. Mam nadzieję, że to kiedyś się zmieni. Ale AZS-y mają przed sobą przyszłość…
– Oczywiście. Sam prowadziłem i prowadzę kluby, którym piszę świetlaną przyszłość. Oby tylko zawodnicy grający dla AZS-ów patrzyli na swój klub nie przez pryzmat pieniędzy, ale możliwość rozwoju, ukończenia studiów. W Olsztynie większość zawodników gra dla AZS-u i studiuje…
– Tym większy szacunek dla nich. Jeśli są w stanie pogodzić studia i codzienne treningi, to tylko im trzeba przyklasnąć. Zawsze bardzo się cieszę, kiedy słyszę, że mój zawodnik zdał właśnie jakiś egzamin na studiach czy ukończył semestr. Marta Panasiuk Foto Krzysztof Wojciechowski
[rozmowa]
Wstawać skoro świt z pozytywną energią do działania Rozmowa z Kacprem Czarnotą, laureatem Stypendium im. Eugeniusza Pietrasika
Proszę przyjąć gratulacje za otrzymane Stypendium im. E. Pietrasika.
Dziękuję serdecznie. Jest to dla mnie niesamowite wyróżnienie. Do tej pory nie wiem, co mówili o mnie prowadzący, gdy szedłem na scenę, ponieważ w głowie miałem pełno różnych myśli. Dopiero trzymając ramkę i patrząc na wszystkich klaskających ludzi, dotarło do mnie, jak bardzo rozpiera mnie duma i czego już dokonałem. Niezmiernie się cieszę, że moja praca została doceniona. Spodziewałeś się, że to właśnie tobie zostanie przyznane to wyróżnienie?
Gdy pierwszy raz usłyszałem o stypendium im. Eugeniusza Pietrasika, to powiedziałem sobie, że kiedyś je zdobędę. Jednak dalej sumiennie pracowałem, by w końcu kiedyś przyszedł mój czas. Nie przypuszczałem, że będzie to już w tym roku. Wyróżnienie to sprawia, że chcę dawać z siebie jeszcze więcej oraz robić jeszcze więcej dla AZS-u i sportu akademickiego. Nagroda jest przyznawana osobom za szczególną aktywność przy organizacji studenckich imprez sportowych zarówno uczelnianych, środowiskowych, jak i ogólnopolskich oraz międzynarodowych. Czym możesz się pochwalić?
Zapisałem się do sekcji żeglarskiej i właśnie pasja związana z żeglarstwem pociągnęła mnie dalej. Koordynowałem AMW w Żeglarstwie. Zostałem wytypowany do pomocy przy Dniu Sportu UEP i zaraz po tym zostałem zaproszony do zarządu KU AZS UEP, od razu jako wiceprezes ds. sportu, gdzie koordynując starty naszych studentów w AMW, doprowadziłem UEP do III miejsca w klasyfikacji generalnej tych rozgrywek. Po krótkiej chwili zorganizowałem największy do tej pory Dzień Sportu
na UEP, na który zaproszeni zostali m.in. medaliści olimpijscy: Tomasz Kucharski i Szymon Ziółkowski. Cały dzień zakończył się wspaniałym koncertem w parku przed uczelnią. Ciągle szukałem nowych wyzwań – padło na AME w Wioślarstwie i tak poznałem Tomasza Szpondera, który jest moim mentorem w środowisku AZS. Bez niego na pewno bym nie stał ostatnio na scenie z tym wspaniałym wyróżnieniem. Później zostałem wybrany do komisji studenckiej FISU, zarządu OŚ AZS w Poznaniu, a ponadto przewodniczyłem komisji ds. sportu w Młodzieżowej Radzie Konsultacyjnej przy Prezydencie Miasta Poznania. Cały czas coś się dzieje, wszędzie mam szansę zwiększać świadomość społeczną, że sport naprawdę jest potrzebny. Excellence in mind and body – to pragnę przekazywać wszystkim. Jesteś studentem Uniwersytetu Ekonomicznego oraz Politechniki Poznańskiej. Jakie kierunki studiujesz na tych uczelniach i co skłoniło cię, by podjąć studia na dwóch kierunkach?
Moją macierzystą uczelnią jest Uniwersytet Ekonomiczny. Studiuję na nim ekonomię i w jego klubie uczelnianym rozpoczynałem swoją karierę działacza sportowego. Moim drugim kierunkiem jest matematyka na Politechnice Poznańskiej. Na ekonomii od samego początku fascynowała mnie ekonometria i w tej dziedzinie czułem się bardzo mocny. Aby lepiej zrozumieć wszystkie modele ekonometryczne, zrekrutowałem się właśnie na matematykę ze specjalnością modelowania matematycznego. Dzięki temu mam większą świadomość tego, co robię, a poza tym dobrze jest poćwiczyć umysł zadaniami matematycznymi. Jak zatem wygląda zainteresowanie sportem, aktywnością fizyczną wśród studentów twoich uczelni?
To dwa różne środowiska akademickie. Uniwersytet Ekonomiczny stara się zachęcać jak największe rzesze studentów do uprawiania sportu amatorskiego, natomiast Politechnika Poznańska – jak mogliśmy zobaczyć na ostatniej Gali Sportu Akademickiego – kreuje mistrzów. Oczywiście na UEP nie brakuje również zdolnych sportowców, a Politechnika pod swoje skrzydła przyjmuje każdą chętną osobę. Zainteresowanie na przedstawioną ofertę jest na obu uczelniach. Na każdej z nich studenci są świadomi, że sport i aktywność fizyczna są niezbędne. Niestety liczba chętnych z biegiem lat maleje i tutaj jest bardzo ważna rola wszystkich członków AZS-u, by zachęcać studentów do uczestnictwa w zajęciach sportowych. Na brak nauki i obowiązków z pewnością nie narzekasz. Co motywuje cię do działania?
Pasja oraz idea. Pasja, która wykształciła się przez aktywne uprawianie sportu i zarazem dała ideę. Widzę, jak dużo zawdzięczam sportowi i pragnę dawać tę możliwość innym, aby się przekonali, jak bardzo mogą siebie udoskonalić, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Jak łatwo poprzez zdrową rywalizację sportową zaszczepią w sobie myślenie zwycięzcy, lidera, a także nauczyć pracy w grupie, co pomoże im w karierze zawodowej. Jaki jest twój prywatny związek ze sportem?
Swoją karierę sportową zaczynałem od judo, były to cztery lata młodości. Po drodze miałem przygodę ze strzelectwem sportowym na strychu mojej szkoły. Jednak szukałem większej aktywności sportowej i pojawiła się nowa okazja, żeglarstwo. Pochodzę z Elbląga, skąd blisko do Zalewu Wiślanego i właśnie tam zaczynałem ciągać liny. Po wyjeździe na studia do Poznania nie zamierzałem się rozstawać z wodą. Dołączyłem do sekcji żeglarskiej UEP, a obecnie jestem jej przewodniczącym. Z ostatnich moich osiągnięć: wygranie finałowych regat AZS Sailing Cup i utrzymanie 2. miejsca w klasyfikacji całego cyklu. To żeglarstwo właśnie nauczyło mnie szybkiego i trafnego podejmowania decyzji. Mam nadzieję, że ten sport będzie mi zawsze towarzyszył. Kształci solidność, polecam go każdemu. Zdradzisz nam, co jest twoim największym życiowym marzeniem?
Wstawać skoro świt z pozytywną energią do działania, a później odbierać telefony: „Panie Kacprze, co Pan sądzi na ten temat? O 10 wywiad na żywo w naszym studio. Możemy na Pana liczyć?” (śmiech). A tak naprawdę chciałbym być ekspertem w dziedzinie, którą uwielbiam, czy to w ekonomii, czy sporcie, i żeby ludzie chcieli poznać moją opinię. Wywiady medialne – też bardzo chętnie, tylko poprawię dykcję. Jakie masz plany na przyszłość? Będą one związane ze sportem czy chcesz pójść w innym kierunku?
To mój ostatni rok studiów magisterskich na ekonomii, po obronie chciałbym jednak zostać na uczelni i zdobyć stopień doktora. Oczywiście nie będę się rozstawał ze sportem i zamierzam kontynuować to, co już zacząłem – w dalszym ciągu będę zabiegał o imprezy międzynarodowe dla Poznania czy Polski. Chciałbym także w przyszłości zrealizować jeden z projektów, który narodził się w mojej głowie na temat upowszechniania (zwłaszcza wśród społeczności zmarginalizowanej) i zwiększania świadomości społecznej. Wymaga to sporego nakładu czasu, współpracy wielu instytucji, ale powoli będę się do tego przygotowywał. Dziękuję za rozmowę. Anna Celmer Foto Archiwum APS aps nr 09 2012 (307)
[rozmowa]
Wystarczy tylko chcieć… Od niedawna kielecki AZS ma wielkie powody do dumy. Michał Filarski, student V roku budownictwa na Politechnice Świętokrzyskiej, wiceprezes KU AZS PŚk, kierownik i zawodnik uczelnianej drużyny koszykówki, został członkiem Komisji Mediów i Komunikacji EUSA. Rozmawiamy z Michałem na temat jego sukcesu i nie tylko… Co oznacza ten sukces?
To duże wyróżnienie, którego się nie spodziewałem. Fajnie, że moja praca w naszym małym przecież kieleckim środowisku została przez kogoś doceniona. Pewnego dnia z samego rana obudził mnie telefon z ZG AZS z prośbą o krótkie CV. Powiedziano mi, że jestem kandydatem do Komisji Mediów. Nie powiem, trochę mnie wtedy zamurowało... Czy stawiasz już przed sobą jakieś plany jako członek Komisji?
Na razie trudno mówić o jakichś bardziej sprecyzowanych planach. Przed nami pierwsze spotkanie przez… skype’a i myślę, że tam ustalimy podział naszych obowiązków. Ja ze swej strony będę chciał promować Polskę i Kielce. Od jak dawna angażujesz się w KU AZS Politechniki Świętokrzyskiej?
W AZS działam od drugiego roku studiów. Zaczęło się to od wyjazdu na AMP w koszykówce. Tak się złożyło, że trener miał wtedy ważny wyjazd i to ja podjąłem się przygotowania wszystkich dokumentów i załatwienia formalności potrzebnych do wyjazdu drużyny. Pojechałem tam jako grający „kierownik”... W następnym sezonie na uczelni tworzyły się ligowe sekcje i niejako naturalnie wskazano mnie jako kierownika drużyny koszykarzy, jestem nim do dziś. I w ten sposób wszedłem w struktury AZS. A skąd wzięło zainteresowanie mediami?
Z przypadku. Dyrektor Centrum Sportu PŚk dr Stanisław Hojda zachęcił mnie do pisania do „APS”, dodatkowo co tydzień relacjonowałem (i dalej to robię) mecze koszykarzy do portalu CKsport.pl. Przez ten czas uczestniczyłem też w warsztatach dziennikarskich „APS”, a także w szkoleniu liderów w Zieleńcu. Jako wolontariusz pisałem relacje podczas StudentEuro. Moja działalność została doceniona na tyle, że zostałem wybrany wiceprezesem klubu ds. sportowych. Członek EUSA, student budownictwa i geodezji Politechniki, wiceprezes KU AZS, kierownik drużyny koszykówki i jej zawodnik. Czy znajdujesz jeszcze czas na życie prywatne i inne przyjemności?
Dużo tych obowiązków. Wbrew pozorom, jak najbardziej. W końcu im więcej się ma na www.azs.pl
Uprawiasz w życiu jeszcze inne sporty poza swoją ukochaną koszykówką?
Tak, bardzo lubię jeździć na rowerze. I mogę zapewnić, że okolice Kielc widziane z perspektywy rowerowego siodełka są jeszcze piękniejsze. W te wakacje, razem z moją dziewczyną Moniką i przyjaciółmi, udało się sporo tych kilometrów zrobić. Jakim drużynom z Kielc najchętniej kibicujesz?
głowie, tym człowiek – lepiej zorganizowany. Wiadomo, że czasem brakuje czasu, ale generalnie nie narzekam. Kto zaraził cię miłością do sportu?
Sport był obecny w moim życiu odkąd pamiętam. I to rodzice mnie do niego zachęcili. Oni też na studiach byli członkami AZS, więc można powiedzieć, że AZS mam we krwi (śmiech). Do dzisiaj w domu mamy stare azetesowskie odznaki, które moja mama przypinała do dresu. Od małego oglądałem też z tatą mecze NBA, jak jeszcze transmitowała je TVP. I to właśnie od koszykówki wszystko się zaczęło. Co prawda kosza, na którym tata uczył mnie dwutaktu, już na naszym osiedlu nie ma, ale wspomnienia zostają. Lata 90. to był rozkwit koszykówki w Polsce, nawet w Kielcach była ekstraklasa. Do dziś pamiętam, jak na małym krzesełku siedziałem nad samym koszem na balkonie w hali przy ul. Żytniej i oglądałem wielkie gwiazdy Śląska Wrocław – Wójcika, Zielińskiego, Tomczyka w rywalizacji z naszym Cersanitem. To był chyba taki punkt zwrotny. Zacząłem trenować koszykówkę w MKK/ MDK Kielce w wieku 12 lat i od tego czasu jestem zaangażowany w sport i jako kibic, i jako zawodnik. Pokazuję, że koszykówka to nie tylko sport dla wysokich. Wystarczy bardzo chcieć. Parę lat temu zaangażowałem się w wolontariat sportowy. Byłem jako wolontariusz podczas Eurobasketu we Wrocławiu oraz podczas Euro 2012 na Stadionie Narodowym. Niesamowita sprawa, polecam każdemu! Co dała ci praca wolontariusza i jakie miałeś obowiązki na tych imprezach?
Przede wszystkim mogłem z bliska oglądać organizację tak wielkich imprez sportowych. To wiele mi pomogło w mojej późniejszej pracy w klubie uczelnianym. Na Eurobaskecie 2009 odpowiadałem za wycieranie parkietu i podawanie piłek. Była to najlepsza okazja do zobaczenia najlepszych koszykarzy w Europie. Miejsce pod samym koszem, a metr ode mnie biegają Marcin Gortat czy Hedo Turkoglu. Na Euro pracowałem jako pomoc językowa dla stewardów, m.in. na trybunach Stadionu Narodowego. I nie zapomnę nigdy emocji podczas meczów z Grecją czy Rosją. Wolontariat dał mi szansę poznania fajnych ludzi z całego świata.
Kielce mają wiele do zaoferowania pasjonatom sportu. Regularnie chodzę na mecze piłkarzy ręcznych Vive i staram się nie opuszczać meczów Korony. Wciąż odwiedzam halę przy ul. Żytniej, gdzie grają pierwszoligowi koszykarze UMKS... Oczywiście najczęściej bywam na hali Politechniki. Przebywałeś w Londynie podczas IO w sierpniu... Jakie masz wrażenia z tej imprezy?
Możność oglądania tak dużej imprezy na żywo to coś niesamowitego. Ogrom organizacyjny, zaangażowanie wolontariuszy – naprawdę robiły wrażenie. A same zawody? Szczególnie miło wspominam wyścig kolarek górskich, który oglądaliśmy biegając po trasie z trenerem Andrzejem Piątkiem, który pochodzi z Kielc. No i oczywiście kajaki, i widziany na żywo brązowy medal Polek. Szkoda, że nie udało się wejść do Parku Olimpijskiego, ale zdobycie wejściówek graniczyło z cudem. Byłeś na wyprawie rowerowej na Bornholmie. Skąd czerpiesz inspirację do takich podróży? Masz już jakieś pomysły na kolejne wyprawy?
Jakoś samo z siebie wychodzi, po prostu lubię odwiedzać nowe miejsca – niekoniecznie te z katalogów biur podróży. Lubię czytać różne reportaże z wypraw. I tutaj szczególnie polecam książkę Kazimierza Nowaka, który w latach 30. XX wieku przejechał sam Afrykę na rowerze w tą i z powrotem. A jeśli chodzi o pomysły, to moim najbliższym celem jest dotarcie na Krym. W ogóle ostatnio ciągnie mnie na wschód... Choć marzą mi się też Barcelona i Bieszczady, bo tam nie miałem jeszcze okazji być... No, i zawsze chętnie wracam do Budapesztu, który jak dla mnie jest jednym z najpiękniejszych miast Europy. Masz jeszcze inne pasje w życiu poza sportem i podróżowaniem?
Interesuję się Kielcami. Historią miasta i obecnymi inwestycjami, także trochę z racji mojego kierunku studiów. Oprócz tego lubię czytać – książki, ale też prasę. W przyszłości mogę nawet zacząć myśleć o małym muzeum prasowym – ponieważ zawsze odkładam sobie gazety opisujące różne ważne wydarzenia. I zupełnie nie zgadzam się z opiniami o zmierzchu prasy drukowanej. W tym względzie jestem może staromodny, ale papier to papier. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Maciej Wadowski Foto archiwum Michała Filarskiego
e i k s l e b u l e b lu lskie Zmiany koniecznością nowych początków Listopadowy klimat (zwłaszcza w lubelskiej rzeczywistości) nie sprzyja spacerom, a tym bardziej spędzaniu czasu na wolnym powietrzu. W związku z tym ze wzmożonym zapałem możemy poświęcić się aktywnemu wypoczynkowi wraz z Akademickim Związkiem Sportowym. Hale i inne obiekty zapełniły się studentami, rozgrywki ruszyły pełną parą, a kibiców chętnych dopingować swoje drużyny nie brakuje. Rozgrywki Akademickich Mistrzostw Województwa Lubelskiego dostarczają naprawdę wielu emocji. Praktycznie codziennie można podziwiać zmagania w innej dyscyplinie sportu. Dla każdego znajdzie się coś interesującego. Zawody stoją w tym roku na bardzo wysokim poziomie, gracze dają z siebie wszystko, a wyniki niejednokrotnie odbiegają od pierwotnych przewidywań. Prawdziwą wisienką na przedświątecznym torcie będą dla nas III Ogólnopolskie Finały Studentów Pierwszego Roku, które w dniach 7–9 grudnia br. zagoszczą w naszym mieście. Patrząc na poczynania „pierwszoroczniaków” w Lubelskiej Uniwersjadzie spodziewamy się naprawdę ciekawej rywalizacji. Przyjazd najmłodszych studenckich sportowców wzbudza w nas sporo pozytywnych emocji. Już nie możemy się doczekać pierwszego gwizdka sędziego i kilkuset zawodników, którzy jednocześnie będą okupować nasze obiekty, walcząc o jak najwyższe cele. Przygotowania trwają w najlepsze, sportowcy szykują formę, a organizatorzy zajmują się pozostałymi kwestiami. Można śmiało stwierdzić, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tymczasem w oczekiwaniu na drugi śnieg, w późnojesiennej zadumie snujemy plany dotyczące kolejnych miesięcy, które w naszym województwie zapowiadają się naprawdę interesująco. Wszystkich zapraszamy do świętowania 90-lecia AZS na Lubelszczyźnie wraz z nami, do odwiedzania naszych pięknych okolic i efektywnego włączania się w liczne imprezy, które zorganizujemy w tym roku. Ze sportowymi pozdrowieniami.
t a m h c a z s i k s l e Lub
Grudzień za pasem, a w sportowej lubelskiej rzeczywistości coraz więcej się dzieje. Rozpoczęliśmy zmagania pełną parą, a docelowym listopadowym wydarzeniem była dla nas impreza międzynarodowa.
O
d 21 do 25 listopada gościliśmy w Lublinie I Polsko-Ukraińskie Akademickie Mistrzostwa w Szachach. Była to pierwsza poważna impreza związana z obchodami 90-lecia naszego AZS-u. W związku z tym presja i oczekiwania były ogromne. Na szczęście wszystkie plany udało się zrealizować w stu procentach i z przebiegu wydarzeń jesteśmy jak najbardziej zadowoleni. W ramach rywalizacji w turnieju do Lublina przyjechało pięć drużyn z Ukrainy: Ternopil National Economic University, National Juridicial Academy of Ukraine named after Yaroslav the Wise, Odessa State Academy of Building and Architecture, Kyiv National University named after Taras Shevchenko i Donetsk National University, a także przedstawiciele polskich uczelni – Politechniki Śląskiej z Gliwic, Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Ekonomicznego z Katowic i Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa. Oczywiście również nasze środowisko wystawiło swoich przedstawicieli do rozgrywek. Przez pięć dni w gmachu Biblioteki Głównej UMCS trwała zacięta rywalizacja. Można było ją śledzić nie tylko na żywo, ale również za pośrednictwem telewizji publicznej, która zdecydowała się na przeprowadzenie transmisji tego unikatowego wydarzenia. Było co oglądać. Walka była bardzo zacięta, a zawodnicy prezentowali najwyższy poziom, co dla znawców tematu stanowiło nie lada gratkę, dla amatorów było zaś bez wątpienia źródłem inspiracji i motywacji do poprawiania własnych umiejętności.
W końcowym rozrachunku najlepsza okazała się drużyna UW: Michał Olszewski, Kacper Piorun, Arkadiusz Leniart, Piotr Wojciechowski, Marta Paździecka, Marlena Chlost oraz Mateusz Babula. Na podium stanęli także zawodnicy reprezentujący Taras Shevchenko National University of Kyiv oraz National Juridicial Academy of Ukraine named after Yaroslav the Wise. W przerwach między rywalizacją zawodnicy mieli również okazję poznać trochę nasze miasto. Odwiedzili starówkę, zwiedzili bardzo ważne dla tych okolic muzeum na Majdanku. Była także możliwość integracji i dobrej zabawy. Wszyscy mogli wyśmienicie spędzić kilka dni, zawrzeć interesujące znajomości, a po zawodach powrócić do domów w poczuciu dobrze spędzonego czasu. Mamy nadzieję, że Polsko-Ukraińskie Akademickie Mistrzostwa w Szachach staną się imprezą cykliczną i co roku na Lubelszczyznę ściągać będą czołowych graczy, by w doborowym towarzystwie sprawdzić swoje umiejętności. RR, foto AZS Lublin Klasyfikacja końcowa 1. Uniwersytet Warszawski, 2. Taras Shevchenko National University of Kyiv, 3. National Juridicial Academy of Ukraine named after Yaroslav the Wise, 4. Ternopil National Economic University, 5. Donetsk National University, 6. Politechnika Śląska Gliwice, 7. Akademia Górniczo-Hutnicza Kraków, 8. Odessa State Academy of Building and Architecture, 9. Uniwersytet Ekonomiczny Katowice, 10. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej Lublin.
Renata Respondek
APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Elżbieta Deleżuch delezuch@azs.lublin.pl Renata Respondek rerespondek@gmail.com aps nrr 09 aps ap 09 2012 20 2 012 12 ((307) 307) 30 7)
Podsumowanie PALM
D
nia 3 grudnia br. w auli A budynku Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska Politechniki odbędzie się uroczyste podsumowanie ubiegłorocznej edycji PALM. Niestety nie ma specjalnych powodów do zachwycania się zawodami, choć nie było żadnych problemów od strony organizacyjnej, ponieważ uczelnie podlaskie mają doświadczenie w tych sprawach. Głównym mankamentem była niepełna obsada konkurencji. Andrzej Kukliński, wiceprezes KU AZS PB do spraw organizacyjnych, wytłumaczył nam przyczynę tej sytuacji: – Uczelnie prywatne mają ten problem, że są dość „okrojone”, jeśli chodzi o liczbę studentów, przez co trudno im czasem powołać pełną drużynę. To działa niekorzystnie na całe środowisko – słabnie poziom rozgrywek, ekipy mające ambicje na wybicie się na akade-
Memoriał Dr Zbigniew Wollny współtworzył historię piłki ręcznej i Akademickiego Związku Sportowego w Białymstoku i Wrocławiu. Trenował i był trenerem. Odszedł 17 czerwca 2009 roku. Podlasie pamięta o Jego zasługach i wspomina Go, organizując sportowy turniej.
10
listopada br. w Białymstoku odbył się Memoriał Piłki Ręcznej Mężczyzn im. dr. Zbigniewa Wollnego. Oprócz mszy i towarzyskiego turnieju nie zabrakło wieczoru wspomnień – rodzina, przyjaciele, wychowankowie i współpracownicy podkreślają, że tak wyjątkowa osoba zasługuje na wyjątkową pamięć. Zbigniew Wollny był zasłużonym trenerem, pracownikiem Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i działaczem AZS. Swoją współpracę z AZS rozpoczął w roku 1952, 13 lat później objął funkcję trenera piłki ręcznej mężczyzn. W latach 70. prowadził już reprezentację akademicką kraju. W Białymstoku zaś tworzył i prowadził II-ligowy zespół AZS. Miasto zawdzięcza mu jednak dużo więcej. Jako nauczyciel www.azs.pl
mickiej arenie ogólnopolskiej nie mają zbyt dużego wyboru w doborze sparingpartnerów. – Nie mieliśmy problemów, grając z drużynami sklasyfikowanymi niżej od nas, ale patrząc na wyniki meczów, można powiedzieć, że różnica między grą poszczególnych szkół, która była widoczna jeszcze jakiś czas temu, teraz zanika, a przynajmniej kieruje się ku temu – powiedział Sławomir Szczerbiński, trener sekcji koszykówki mężczyzn PB. Jego drużyna uległa jedynie WSWFiT, przegrywając 12 punktami. Miejmy nadzieję, że z upływem czasu studenci białostoccy będą zdecydowanie bardziej udzielać się w poszczególnych sekcjach sportowych swoich szkół, co doprowadzi do tego, że będziemy mieli o wiele zaciętsze i bardziej emocjonujące mecze. To na pewno pozytywnie wpłynie na podniesienie pozycji okręgu podlaskiego na ogólnopolskiej arenie. Jakub Hryniewicz
akademicki dr Zbigniew Wollny poświęcił białostockim uczelniom 41 lat swojego życia, przez 23 lata pełnił funkcję kierownika SWFiS Akademii Medycznej. XI Zjazd AZS w Warszawie w 1997 roku przyznał Mu tytuł Honorowego Członka AZS. Z równym honorem postanowił go uczcić Zarząd OŚ AZS Białystok. Główna część Memoriału odbyła się na Hali Sportowej Uniwersytetu Medycznego. W turnieju zagrali piłkarze drużyn młodzieżowych. Największą atrakcją okazał się jednak mecz między II-ligowym Międzyszkolnym Osiedlowym Klubem Sportowym Słoneczny Stok a drużyną oldboyów AZS Białystok. Choć już nie wszyscy są związani z piłką ręczną, panowie z godną podziwu energią walczyli o każde zagranie. Wygrał MOKS (27:17). Z trybun sportowcom przyglądał się m.in. Jerzy Melcer, olimpijczyk z Monachium, wychowanek dr. Wollnego. Niespodziankę dla najlepszego zawodnika – a został nim Przemysław Borsuk – przygotował syn dr. Wollnego, Tomasz Wollny. Do piłkarza powędrowała pamiątkowa piłka z podpisami reprezentantów najlepszych polskich klubów piłki ręcznej. Dr Zbigniew Wollny pozostawił po sobie wspaniałą aurę miłości i pasji, o której będziemy pamiętać. Aleksandra Hryniewicz Foto Joanna Szapiel Baszeń
i k s a l d e ppoodlaski Ucz się i pracuj a dojdziesz do celu… Początek roku upłynął z pozoru leniwie. Po wakacyjnej przerwie trudno wrócić do pracy. Choć dla wielu studentów sportowców początek roku akademickiego to dopiero odpoczynek po obozach letnich, to trzeba było zmobilizować siły i przygotować się…. Do Akademickich Mistrzostw Polski, rzecz jasna. Ich wizja dla większości dyscyplin wciąż przed nami, ale trenować trzeba – to kondycja wypracowana w najbliższych miesiącach zadecyduje o późniejszych awansach i wynikach. Hale białostockich uczelni są oblegane, na powodzenie nie może też narzekać miejski stadion MOSIR-u . Mimo końca listopada pogoda wciąż daleka od zimowej, lekkoatleci mogą jeszcze trenować na świeżym powietrzu. Jest pracowicie, jesiennie i poniekąd sentymentalnie. Wśród uczelni podsumowujemy Podlaską Akademicką Ligę Międzyuczelnianą, a Organizacja Środowiskowa AZS Białystok po raz kolejny zaprosiła białostocczan do upamiętnienia postaci dr. Zbigniewa Wollnego. Choć nie miałam okazji poznać tego znakomitego azetesiaka osobiście, o jego zasługach i wielkości przekonały mnie podczas Memoriału choćby pełne trybuny. Wychowankowie pana Wollnego – dziś panowie w dojrzałym wieku – udowodnili na boisku, że duch AZS nie starzeje się nigdy. Czy to kwestia działania bliskich sportowcom endorfin, czy po prostu pasji i miłości do piłki ręcznej, czy może w końcu radość z ponownego spotkania na parkiecie? Atmosfera, Zabawa i Sport wypełniły halę sportową białostockiego Uniwersytetu Medycznego na cały sobotni wieczór. Tym, którzy wciąż nie mogą odnaleźć sił do pracy – winą obarczcie jesienną słotę. Za tych, którzy już „wpadli w treningowy trans” – trzymam kciuki. Za chwilę święta, odpoczniemy! Aleksandra Hryniewicz
APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Aleksandra Hryniewicz e-mail: aleksandra.hryniewicz@wp.pl
e i k s r o m o ppomorskie A jednak się kręci! Za nami kolejny sportowy rok akademicki. Podsumowanie rywalizacji w AMP odbyło się tradycyjnie w październiku. Tym razem miejscem Gali Sportu Akademickiego był Poznań. Podczas ceremonii wręczono nagrody dla najlepszych uczelni w typach i klasyfikacji generalnej. Były też wyróżnienia indywidualne dla sportowców, trenerów i działaczy, bez których wszystkie sukcesy krajowe i ogólnopolskie byłyby niemożliwe. Każde podsumowanie sportowego roku akademickiego skłania do refleksji. Czy był to okres udany dla sportu akademickiego? Na arenie międzynarodowej bez wątpienia tak! Patrząc na scenę pełną medalistów AMŚ, a przecież nie wszyscy dotarli do Poznania, mogliśmy się przekonać, jak dobrze radzą sobie nasi sportowcy w tych zawodach. Jeśli do tego dodamy sukcesy na I EUSA Games w Kordobie, możemy śmiało stwierdzić, że na arenie międzynarodowej jesteśmy w ścisłej czołówce. A co słychać na naszym podwórku? W sporcie wyczynowym wielu sportowców walczy o najwyższe laury w MP, a w ligowych tabelach rozgrywek centralnych często pojawiają się zespoły spod znaku gryfa. Oczywiście wśród ligowych drużyn AZS nie wszystkie mają tradycje akademickie, ale cóż – takie teraz czasy. W sporcie powszechnym również wiele się działo. Dobiegła końca kolejna edycja AMP, odbyło się wiele ciekawych imprez ogólnopolskich – festiwali, pucharów ZG i innych turniejów. Wiele kontrowersji było, jest i pewnie będzie wokół AMP. Trwa niekończąca się dyskusja, czy w zawodach powinni występować wyczynowcy. Z jednej strony podnoszą poziom i prestiż AMP, z drugiej – niektórzy z nich mają niewiele wspólnego z AZS, a czasem nawet z uczelnią. Problem tak zwanych „najemników” istnieje i nie ma sensu zamiatać tego tematu pod dywan. Miejmy nadzieję, że dzięki wspólnemu działaniu AZS i uczelni uda się powstrzymać eskalację zjawiska, jakim jest tworzenie sztucznych zawodników i drużyn. Mówiąc o minionej edycji, można z pewnością stwierdzić, iż AMP to impreza, która ma coraz większy prestiż, a poziom organizacyjny wielu imprez jest na bardzo wysoki. Oczywiście wśród imprez są również tzw. „niewypały”, ale na szczęście są one nieliczne. Przed nami kolejny rok akademicki – następne wyzwania dla AZS! Czy coraz bardziej dokuczający, szczególnie uczelniom niepublicznym, niż demograficzny i redukcja zajęć wf. to przeszkody, które zatrzymają sport akademicki? Moim zdaniem nie! AZS to silna organizacja, a jej siłą napędową są studenci – im nigdy pomysłów i determinacji do działania nie brakowało. Mimo wszystkich przeciwności i problemów, z jakimi boryka się AZS, można śmiało powiedzieć: „A jednak się kręci!”
Piotr Walczak
APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Piotr Walczak
ligi I o d t ó r w o p o a Walk
U
biegły sezon dla koszykarek AZS Uniwersytet Gdański zakończył się fatalnie. Po bardzo nierównym sezonie zawodniczki AZS-u opuściły I ligę. W klubie zadawano sobie pytanie, co dalej robić z zespołem? Ostatecznie podjęto decyzję o zgłoszeniu do rozgrywek II ligi. Po rozmowach z zawodniczkami dokonano zmian w składzie. Z klubu odeszły m.in. Justyna Wróbel, Martyna Hołownia. Pozyskano kilka młodych zawodniczek – Monika Czecholińska, Dagmara Olejko, Katarzyna Ostuszka Do zespołu wróciła weteranka – Karolina Szlachta, która została kapitanem. Skład uzupełniła zawodniczka Artego Bydgoszcz – Ilona Płaczkiewicz, która z pewnością będzie wzmocnieniem zespołu. Cel, jaki postawiono drużynie, to powrót na zaplecze ekstraklasy. Misji tej podjął się trener Włodzimierz Augustynowicz, który już prowadził drużynę w I lidze (do sezonu 2010/2011). Droga jest długa i kręta. Pierwszy etap to rozgrywki wojewódzkie, z których do półfinału awansują dwie drużyny. Z tego etapu do turnieju finałowego awansują najlepsze ekipy, które między sobą rozegrają turniej o dwa miejsca w I lidze. W trzech pierwszych spotkaniach koszykarki pokazały swoją dominację. Wysokie zwycięstwa z KSKK Koszalin 102:38 i 78:37 z SMS Bydgoszcz na parkietach rywalek pokazują, że AZS UG jest poza zasięgiem rywalek. – Nie można jednak wpadać w samozachwyt, do każdego meczu trzeba podchodzić z koncentracją – mówi szkoleniowiec. Zespół jest silny,
jednak jego prawdziwą wartość będzie można ocenić po występach w turnieju półfinałowym o wejście do I ligi. Potencjał z pewnością jest – w zespole występują przecież zawodniczki, które przez trzy sezony ogrywały się w I lidze, a kilka z nich (m.in. Martyna Mysków) miało epizody w ekstraklasie. Kibicujmy koszykarkom Uniwersytetu Gdańskiego z nadzieją, że już w przyszłym sezonie ponownie będziemy się emocjonować derbami AZS-u z Uniwersytetem Warszawskim! PW, foto Sławomir Żylak
Działacze w akcji, Łebie w e i n e l o k z s i l y cz
W
październiku br. w środowisku gdańskim AZS odbyło się szkolenie dla działaczy KU AZS, w gościnnym hotelu „Villa Mare” w Łebie. Uczestnicy poznali podstawy działań AZS, które z pewnością będą im niezbędne w przyszłości. Jak na animatorów sportu przystało, uczestnicy nie skupili się tylko na wykładach i dla poprawienia kondycji fizycznej ruszyli na salę gimnastyczną, gdzie odbyły się zacięte pojedynki w siatkówce i futsalu pod czujnym okiem Dariusza – kierownika obiektów. Na miejscowym orliku późnym popołu-
dniem rozegrano również widowiskowy mecz piłki nożnej mieszanej, w którym najlepsza okazała się taktyka gry na bezlitośnie skuteczną napastniczkę Justynę Kaszkur. Podczas wieczornej integracji również nie zabrakło sportu: darts, „piłkarzyki” i bowling – było w czym wybierać. W niedzielny poranek poranny rozruch w formie zajęć fitness poprowadziła nasza mistrzyni Polski w aerobiku sportowym – Agnieszka Wojewódka. Cieszy fakt, że wśród uczestników znalazło się kilku nowych przedstawicieli klubów z młodzieńczą pasją i zaangażowaniem. Efekt ich działań poznamy, miejmy nadzieję, już wkrótce. Pomysłów podczas spotkań z pewnością było wiele, czas je wprowadzić w życie. Patrząc na działaczy AZS z gdańskiego środowiska w Łebie, jednego możemy być pewni: – Nudno nie będzie! PW, foto AZS Gdańsk aps nr 09 2012 (307)
y c o n ł ó P i k o m S PG W jednym roku osiągnęli więcej niż niejeden klub przez lata. PG Smoki Północy po raz pierwszy stanęły do rywalizacji w ogólnopolskich zawodach i od razu zaznaczyły swoją obecność. Trzecia lokata na podium to dopiero początek – zapowiadają politechniczne zuchy.
K
iedy w czerwcu zajęli V miejsce na 500 m w konkurencji mikst na MP w Ostródzie, mówiono, że to wielki sukces. Gdy w zawodach z cyklu PP w Malborku na 1000 m w kategorii mikst zajęli III miejsce, stwierdzono, że to niesamowite. Co więc musiano mówić, kiedy na Długodystansowych MP w Olsztynie na dystansie 5 km (około 24 min ciągłego wiosłowania) zajęli III miejsce, zostawiając w tyle takie drużyny jak: Dragon Chełmno, Słodki Smok Malbork czy Polski Klub Przygody. Oficjalne zakończenie sezonu odbyło się 19 października br. w Barniewicach. Na dobry początek męska ekipa postanowiła po raz kolejny pokazać, że są prawdziwymi wodniakami, i mimo późnej pory, a co za tym idzie niskiej temperatury – z dużym entuzjazmem wskoczyła do wody. Reszta gorąco kibicowała im z brzegu. Po tym miłym akcencie rozpoczęła się oficjalna część spotkania, na której nie zabrakło podziękowań, uścisków, gratulacji i ciepłych słów. Po tej imprezie Smoki zaczęły ciężką pracę na siłowni, intensywnie przygotowując się do następnego sezonu. Rozmowa z Agnieszką Rećko, prezesem Klubu PG Smoki Północy Co to są smocze łodzie?
Smocza łódź ma 12 m i przyozdobiona jest na dziobie głową smoka. W skład załogi wchodzą 22 osoby, z czego wiosłuje dwadzieścia, siedząc parami na ławkach. Na dziobie siedzi dobosz, który bębni w rytm płynięcia drużyny, na rufie stoi sternik kierujący łodzią. Łodzie cieszą się długą tradycją, ich historia sięga kilku tysięcy lat. Sport wywodzi się z Chin, później znalazł zwolenników w innych krajach. Aktualnie Smocze Łodzie znane są już na całym świecie. Do Polski, a dokładniej do Gdańska, zawitały w 1997 roku. Wtedy to odbyły się pierwsze zawody, w których oprócz jednej gdańskiej drużyny pod nazwą „Gdańskie Smoki” wzięły udział jedynie drużyny zagraniczne, przywożąc ze sobą swoje łodzie. Pierwszy oficjalny klub Smoczych Łodzi – Klub Wodny Wiking – powstał w Gdańsku. W 1999 r. powołano Polską Federację Łodzi Smoczych, zakupiono łodzie do uprawiania tego sportu, i od tamtej pory sport ten rozwija się w błyskawicznym tempie,
www.azs.pl
angażując coraz więcej osób lubiących łączyć sport z rekreacją i zabawą. Rywalizacja na oficjalnych zawodach odbywa się na dystansach 200 m, 500 m, 1000 m, 2000 m oraz na długim dystansie, który liczy zwykle od 5 do 6 km. Istnieje kilka kategorii sportowych: osady młodzików (12–13 lat), kadetów (14–15), juniorów (16–18), seniorów (od 19) oraz weteranów (od 40). W zawodach międzynarodowych można spotkać również kategorię 50+. Zawody rozgrywane są w konkurencjach – open, mikst (minimum 8 kobiet wiosłujących na łodzi) oraz women. Nasz klub PG Smoki Północy w swoich szeregach ma już około 70 zawodników – seniorów i juniorów. Na zawodach wystawiamy ekipy w kategoriach senior open i mixed oraz junior open. Obecnie staramy się zebrać jak najwięcej kobiet, aby stworzyć również osadę women, którą chcielibyśmy wystartować w przyszłym roku na Klubowych ME w Hamburgu, i być może również sprowokować do otwarcia takiej kategorii w kraju. Kto może trenować/uprawiać wioślarstwo na łodziach? Każdy – i to jest właśnie wspaniałe w tym sporcie. Na łodzi zasiadają zarówno wyczynowi sportowcy, którzy z różnych przyczyn porzucili swoje dyscypliny lub też łączą je. Wiosłowanie na smoczych mogą również uprawiać osoby, które wcześniej nie miały w ogóle do czynienia ze sportem. Tak naprawdę zdecydowaną większość załogi stanowią ci drudzy. Łodzie dają szansę każdemu na fantastyczną sportową rywalizację, uczestnictwo i zdobywanie medali na międzynarodowych zawodach, takich jak ME czy świata, niezależnie od wieku i sportowego doświadczenia. Skąd się wzięły Smoki Północy na Politechnice Gdańskiej?
Zaczęło się od spontanicznych zawodów w Gdańsku – pomiędzy Politechniką a Uniwersytetem w 2009 r. Rywalizacja była zacięta, 20 wioślarzy, sternik oraz rektor Henryk Krawczyk, na bębnie wybijający rytm, doprowadził osadę Politechniki do zwycięstwa – wtedy jeszcze na łodziach należących do Federacji. W następnym roku sukces został powtórzony. Zwycięstwa były przyczynkiem do powstania klubu PG Smoki Północy. Dzięki pomocy KU AZS, Centrum Sportu Akademickiego, a zwłaszcza władz uczelni powstała sekcja smoczych łodzi, a jednocześnie stowarzyszenie sportowe
PG Smoki Północy, które działa przy uczelni i współpracuje z sekcjami. Pozwala włączyć do treningów osoby nie będące studentami Politechniki Gdańskiej. Przychylne nastawienie władz uczelni umożliwiło zakup sprzętu, w pełni sfinansowany przez rektora Politechniki. Aktualnie największego wparcia finansowego udziela nam Centrum Sportu Akademickiego PG. Mamy trzy łódki oraz drewniane wiosła dla całej drużyny, a także przystań wioślarską AZS przy ul. Siennickiej 5, z której korzystamy w sezonie letnim. Zimą pracujemy na siłowni, wioślarni i basenie w Centrum Sportu Akademickiego PG przy al. Zwycięstwa 12. Czujemy wsparcie duchowe władz uczelni i jest nam bardzo miło, że polubiły tę dyscyplinę sportu. Ile osób należy do klubu? Aktualnie należy około 70, a regularnie trenuje około 45. Jak często trenujecie? Treningi odbywają się cztery razy w tygodniu (w poniedziałki o godz. 19.15, wtorki 18.30 i czwartki 19.15 – trening na siłowni), natomiast w soboty – teren, tzw. crossfit, o godz. 13.00. Jakie plany na przyszłość? W najbliższym naszym planem jest wyjazd na klubowe ME 2013. Poza tym, jak pewnie każda drużyna, marzymy i ciężko pracujemy na to, by z zawodów przywozić medale. Złoto MP może być dla nas osiągalne nawet już za dwa lata. Kibicujemy budującej się drużynie juniorów. Liczymy na to, że im również uda się zawalczyć na krajowej arenie. Zależy nam na tym, aby z juniorów wyrośli dojrzali zawodnicy, zasilający osadę seniorską. Czego wam życzyć?
Progresu sportowego i utrzymania dobrej atmosfery. Jeśli tak pozostanie – będziemy w siódmym niebie, a rozwój i sukcesy mamy gwarantowane. Potrzebny jest nam sponsor, który chciałby zafundować komplet węglowych wioseł, na których pływają wszystkie profesjonalne drużyny w kraju i na świecie. Są dużo lżejsze, wytrzymalsze, znacznie lepiej pracują w wodzie. Dobry sprzęt to warunek konieczny, by walczyć z innymi na równych zasadach. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Emilia Miszewska-Urbańska Fotografie autorstwa Agnieszki Rećko
e i k s y z r k o a ł ę t z c o ê e p z i o i r k s a k y i z n œœw h r c Polite wiêtok sportowo! Nie pytaj się, co AZS może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla niego…
Nowy rok akademicki trwa w najlepsze. Nasze drużyny radzą sobie raz lepiej, raz gorzej... Nie byłoby jednak mowy o ich startach w ligach, gdyby nie zaangażowanie wielu osób. Ich działania mają na celu nie tylko funkcjonowanie samych drużyn, ale również ich promocję, a także innych wydarzeń sportowych z życia uczelnianego AZS. W świętokrzyskim środowisku maszyna promocji działa całkiem sprawnie. Dobrym przykładem niech będą szczypiorniści z UJK. Drużyna gra w III lidze, można być dumnym z jej funkcjonowania. Widać że podopieczni trenera Tomasza Błaszkiewicza mają ciśnienie na tworzenie czegoś więcej i promowania swoich poczynań. I efekty tej pracy procentują. Po meczu derbowym z Poloniką Kielce w hali przy ul. Krakowskiej zasiadło wielu fanów szczypiorniaka, rodzin z dziećmi, którzy byli świadkami zaciętego i trzymającego do końca pojedynku. Akcje promocyjne wydarzeń sportowych są prowadzone również przez PŚk. Widać to było na rozegranym na początku listopada Biegu o Puchar Rektora PŚk. Impreza wypadła bardzo profesjonalnie, ściągając na start nie tylko wielu studentów, pracowników naukowych uczelni, ale również znane osobistości ze świata świętokrzyskiego sportu, m.in. olimpijkę Paulę Gorycką. Promowanie działalności AZS na uczelni i nie tylko daje także możliwość docenienia i awansu osobistego. Świetnym potwierdzeniem tych słów jest Michał Filarski, który od kilku lat poświęca swój czas na angażowanie się w życie uczelnianego AZS Politechniki. I ta praca przyniosła mu ostatnio sukces w postaci mianowania na członka Komisji Mediów i Komunikacji EUSA. Michał jest jedyną osobą z Polski i jedną z dwóch z Europy mianowaną na takie stanowisko. Należy przyglądać się i kibicować poczynaniom naszego kolegi na arenie międzynarodowej. Rozmawiamy z Michałem w bieżącym numerze APS. Jak widać w naszym małym środowisku dzieje się wiele ciekawych inicjatyw sportowych. Miejmy nadzieję, że z czasem rozwiną się one jeszcze bardziej. I za kilka lat Kielce ponownie staną się prężnie działającym ośrodkiem na azetesowskiej mapie Polski.! Maciej Wadowski
APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Michał Filarski, Maciej Wadowski e-mail: mt.filarski@gmail.com
rok na
S
portowa Inauguracja Roku Akademickiego to na Politechnice Świętokrzyskiej już tradycja. Co roku jej głównym punktem jest Bieg Przełajowy o Puchar JM Rektora. W tym roku biegano już po raz szósty. W tym wyjątkowym dniu nie zabrakło też innych sportowych atrakcji. Wszystko rozpoczęło się punktualnie w samo południe. Wtedy to spod Hali Sportowej Politechniki ruszyło około 100 biegaczy. Trasa tradycyjnie prowadziła po całym kampusie akademickim. Najszybsi już po kilku minutach pojawili się na mecie. Wśród mężczyzn wygrał Marcin Stokowiec, wśród kobiet zaś Sabina Jarząbek z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Wśród najlepszych nie zabrakło też naszych studentów – trzecie miejsce wybiegali: studentka V roku budownictwa Agnieszka Kwasek i Wojciech Skarżyński. Wśród biegających nie zabrakło pracowników uczelni. Tutaj bezkonkurencyjny był dziekan Wydziału Mechatroniki i Budowy Maszyn prof. Zbigniew Koruba. Tradycyjnie pobiegł też rektor prof. Stanisław Adamczak. W biegu wzięli udział też znani sportowcy, m.in. kolarka górska Paula Gorycka i były kolarz Zbigniew Piątek. Po emocjach biegowych przyszedł czas na ludzi o stalowych… rękach. Najsilniejsi
zdominowali konkurs wyciskania sztangi leżąc, który zorganizowała sekcja działająca na naszej uczelni. I to jej zawodnicy zdominowali konkurs. Wygrał Arkadiusz Sierko, drugi był Rafał Pedrycz, a trzeci Krzysztof Kręcisz. Chłopakom udało się też zaprosić do rywalizacji panie. I tutaj klasyfikacja z biegu się zamieniła: najlepsza okazała się Agnieszka Kwasek, druga była Sabina Jarząbek. Podium uzupełniła Paula Pióro. W tej rywalizacji stawka była bardzo wyrównana, a o wszystkim decydowała waga ciała i współczynnik. Oprócz rywalizacji sportowej w przerwie wystąpili studenci Politechniki z grupy Quite Fantastic Crew, którzy zaprezentowali sztuczki piłkarskie. A o swoim starcie na IO w Londynie, specyfice kolarstwa górskiego i początkach swojej kariery opowiedziała Paula Gorycka z trenerem Andrzejem Piątkiem. Szczególnie duże zainteresowanie wzbudzał ultralekki rower Pauli, na którym rywalizowała w Londynie. Nawet rektor prof. Adamczak nie przepuścił takiej okazji i sam trochę popedałował po hali wzbudzając tym aplauz widowni. Michał Filarski Foto Kamil Dziewit, Maciej Wadowski
ponsorem! s m y w o n z e z r a k y Kosz
G
aleria Echo – największa galeria handlowa w regionie została tytularnym sponsorem trzecioligowych koszykarzy AZS PŚk Kielce. Uroczyste podpisanie umowy miało miejsce tuż przed meczem z Cracovią. Od tego meczu pełna nazwa kieleckiej drużyny brzmi: AZS Politechnika Świętokrzyska – Galeria Echo. Umowę w Hali Politechniki podpisali: dyrektor Galerii Echo Grzegorz Czekaj, prezes Echo Investment Piotr Gromniak, prezes KU AZS PŚk Rafał Matys oraz rektor Politechniki Świętokrzyskiej prof. Stanisław Adamczak. I to właśnie prof. Adamczak przywitał wszystkich przybyłych gości. Nie chciał jednak zdradzić szczegółów umowy. – Co prawda nie mogę zdradzić konkretnych szczegółów współpracy, ale środki, które będziemy otrzymywać od Galerii Echo, znacznie pomogą koszykarzom w rozwoju – powiedział Rektor. – Marzy mi się, żeby nasz sport akademicki się rozwijał. Będziemy stawiać nacisk przede wszystkim na to, dlatego postawiłem przed zarządem
klubu warunek, że przed kolejnym sezonem, w drużynie koszykarzy 50 procent zawodników będą musieli stanowić studenci naszej uczelni. Dopiero w drugiej kolejności jest aspekt sportowy – dodał prof. Adamczak. Po podpisaniu umowy był czas na pamiątkowe fotki z drużyną. I można było wrócić na boisko, a tam wyraźnie zmotywowani koszykarze z Kielc nie dali szans Cracovii wygrywając 78:57. Było to drugie zwycięstwo podopiecznych Stanisława Dudzika w wyjątkowo mocnej w tym sezonie krakowskiej trzeciej lidze. Jednak, jak podkreślają zawodnicy, z każdym meczem powinno być lepiej. Michał Filarski Foto Kamil Dziewit
aps nr 09 2012 (307)
Raz na trawie,m e h c a d d o p z a r
Z
akończyła się runda jesienna rozgrywek 77. Mistrzostw Polski Seniorów w Hokeju na Trawie. O medale walczą dwie akademickie drużyny z Poznania: AZS Politechnika Poznańska oraz AZS AWF. Ubiegłoroczni wicemistrzowie Polski (AZS PP) obecnie plasują się na drugiej pozycji w tabeli. Podopieczni Zbigniewa Rachwalskiego na inaugurację sezonu 2012/2013 zmierzyli się z AZS AWF i wygrali 6:3. W tej rundzie tylko raz musieli uznać wyższość rywala, przegrywając z obrońcą tytułu mistrzowskiego WKS Grunwald Poznań 5:3. Laskarze AZS PP z pewnością będą chcieli powtórzyć wynik sprzed roku. Jednak do tego jeszcze długa droga. Z kolei AZS AWF pod wodzą Jacka Adriana zajmuje szóstą pozycję w tabeli. Akademicy wygrali cztery spośród dziewięciu rozegranych spotkań w rundzie jesiennej. – Niestety dopiero szósta pozycja w tabeli to miejsce, które kompletnie nas nie zadowala. W tym roku doszło do dużych roszad personalnych. AZS AWF opuściło kilku doświadczonych graczy, ale zostali oni zastąpieni bardzo dobrze zapowiadającymi się zawodnikami. Nasza gra wygląda bardzo ciekawie, w większości meczów kontrolujemy grę, ale niestety nie przekłada się to na wynik. Potrzebujemy jeszcze trochę czasu na zgranie się. Mamy nadzieję, że po rundzie wiosennej zajmiemy miejsce w pierwszej czwórce, mówi Łukasz Kosmaczewski. Z nadejściem wiosny budzi się nadzieja i oby wraz z nią przebudzili się zawodnicy AZS AWF. O medale walczą również laskarki AZS PP. W zeszłym sezonie sięgnęły po złoty krążek mistrzostw Polski. Podobnie jak ich koledzy obecnie www.azs.pl
zajmują drugą pozycję w tabeli tuż za ubiegłorocznym wicemistrzem KS Hokej – Start – Brzeziny. AZS PP w tym sezonie musi radzić sobie bez Oriany Walasek, która zdecydowała się na grę w Austrii. W zimowy sen zapadają niektóre zwierzęta, jednak o aktywności fizycznej nie zapominają hokeiści. Po zakończonej rundzie jesiennej intensywnie trenują przed rozgrywkami halowymi. Wśród pań zobaczymy hokeistki AZS PP, które będą walczyć o medale podczas trzech turniejów (w Nysie, Koluszkach oraz Rogowie). Do rywalizacji wśród panów nie zgłosiła się drużyna pod wodzą Zbigniewa Rachwalskiego. Pozostaje nam trzymać kciuki również za AZS AWF, którzy w ubiegłym roku zajęli miejsce tuż za podium. – Jak zwykle na hali – AWF mierzy bardzo wysoko, pod dachem nasza drużyna czuje się naprawdę pewnie. Czwarte miejsce w ubiegłym sezonie to wypadek przy pracy, który w tym roku się nie powtórzy – zapewnia popularny Kosmos. Bardzo lubię obie odmiany hokeja. Jednak gdybym miałbym wybierać, postawiłbym na grę na trawie. Mimo że Polacy są światową potęgą właśnie w odmianie halowej, to znacznie więcej czasu hokeiści w naszym kraju spędzają na boiskach otwartych. Chyba właśnie, dlatego większą sympatią darzę hokeja na trawie, kończy Kosmaczewski. Powody do dumy mamy również z AZS-iaków powołanych do kadry narodowej na turniej Champions Challenge I (24.11–02.12.2012 r.) w Quilmes (Argentyna). Są to: Mirosław Juszczak, Mateusz Stotko oraz Dariusz Rachwalski (wszyscy AZS PP), a także Adrian Krokosz i Mateusz Hulbój (AZS AWF Poznań). AC, foto Marek Janaszak
p o k l e e i i k w wielkopols Ciężki los beniaminków – Nikt nie mówił, że będzie łatwo, nikt nie mówił, że będziesz miał to… Słowa popularnego Mezo doskonale odzwierciedlają zmagania naszych AZS-iaków na ligowych parkietach. Niestety zarówno koszykarzom AZS Politechniki Poznańskiej BIG-PLUS Poznań, jak i siatkarzom AZS UAM Poznań ciężko odnaleźć się w I-ligowej rzeczywistości. Podopieczni Waldemara Mendla po wygranej nad Polskim Cukrem SIDEn Toruń wiedzą, jak smakuje zwycięstwo na zapleczu Tauron Basket Ligi. Niestety jeden sukces to za mało, by piąć się w górę ligowej tabeli. Podobny los spotkał siatkarzy Damiana Lisieckiego. AZS UAM zdobył do tej pory jedynie dwa punkty za przegrany mecz po tie-breaku z KS CUPRUM MUNDO Lubin i zamyka stawkę tych rozgrywek. – Musisz stale dalej iść, bo bez walki nie ma nic... Mam nadzieję, że wasza walka, ciężka praca na treningach i zaangażowanie sukcesywnie będzie przeradzać się w ligowe zwycięstwa. Będąc już na ligowych parkietach należy wspomnieć także o koszykarkach INEI AZS Poznań. Podopieczne Ryszarda Barańskiego po spadku z Ford Germaz Ekstraklasy całkiem nieźle spisują się w I lidze w grupie A. Cztery wygrane i trzy porażki dają im póki co drugą pozycję. Rozgrywki w II lidze rozpoczęły także szczypiornistki AZS AWF Volkswagen Poznań. Inaugurację przed własną publicznością z UKS Kusy Baltica Szczecin co prawda przegrały, ale w kolejnych dwóch spotkaniach przechyliły szalę zwycięstw na swoją stronę. A skoro już mowa o sportowej rywalizacji, to swoje „5 minut” mają również poznańscy żacy w ramach Mistrzostw Studentów I Lat. Rywalizacja toczy się w biegach przełajowych mężczyzn i kobiet, futsalu mężczyzn, siatkówce mężczyzn i kobiet, koszykówce mężczyzn i kobiet, ergometrze wioślarskim mężczyzn i kobiet, tenisie stołowym mężczyzn i kobiet oraz pływaniu mężczyzn i kobiet. III Ogólnopolski Finał Igrzysk Studentów Pierwszego Roku odbędzie się w Lublinie (7–9 grudnia). Powodzenia! Anna Celmer
APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Anna Celmer e-mail: szczypiorek1417@gmail.com
Konwencja EUSA 2012
T
ym razem słoweński Portoroż, niewielkie miasteczko malowniczo położone na wybrzeżu Morza Adriatyckiego, gościł uczestników dorocznej Konwencji EUSA. W dniach 15–19 listopada br. w miejscowym Grand Hotelu miały miejsce obrady, których celem było podsumowanie tegorocznych Europejskich Igrzysk Studentów (odbyły się w lipcu w hiszpańskiej Kordobie) oraz wstępne przygotowanie poszczególnych komitetów organizacyjnych do przeprowadzenia Akademickich Mistrzostw Europy w 2013 roku. W pierwszym dniu spotkania swoje posiedzenie odbyła nowa Komisja Techniczna, a także poszczególne komisje tematyczne komitetów organizacji. W przerwie obrad przedstawiciele EUSA, na czele z jej prezydentem, Adamem Roczkiem, zostali przyjęci przez burmistrza miasta Piran, sąsiadującego z kurortem Portoroż. Właściwa konwencja EUSA, z udziałem przedstawicieli komitetów organizacyjnych AME 2013, rozpoczęła się drugiego dnia późnym popołudniem. Jej uczestnicy najpierw wysłuchali wystąpienia Adama Roczka, a później, w części roboczej, zapoznali się materiałami, przygotowanymi przez orga-
nizatorów I i II Europejskich Igrzysk Studentów. Przedstawiciel Kordoby, Rifaat Chabouk, podsumował przebieg tego pionierskiego wydarzenia, natomiast Henk Smit, reprezentant Rotterdamu, miasta, w którym w roku 2014 odbędą się kolejne Igrzyska, zapoznał zebranych z założeniami i aktualnymi przygotowaniami do realizacji skomplikowanego i rozbudowanego projektu II Igrzysk. Trzeci dzień obrad był dla wszystkich najbardziej pracowity. Delegaci komitetów organizacyjnych wysłuchali informacji na temat zasad organizacji AME, rejestracji i akredytacji uczestników, kwestii medycznych a także programu wolontariatu. Najbardziej skomplikowane kwestie wywoływały dyskusje i rodziły dociekliwe pytania ze strony uczestników Konwencji. Z kolei Patrik Perosa, manager EUSA ds. sportu, omówił przebieg Akademickich Mistrzostw Europy w futsalu, które odbyły się w 2011 roku w Tampere (Finlandia). Fińską imprezę zgodnie uznano za wzorcową na tle pozostałych AME, jakie przeprowadzono w tymże roku. Swoje przysłowiowe pięć minut miał w trakcie Konwencji każdy z komitetów organizacyjnych AME w 2013
roku. W ramach tego cyklu w przyszłym roku odbędzie się aż 17 imprez, które od maja do listopada zostaną przeprowadzone w 13 krajach. Wszyscy organizatorzy mistrzostw w ciekawych prezentacjach przedstawili stan przygotowań do nich, a także zachęcali do udziału w poszczególnych zawodach i turniejach. Gospodarzem dwóch spośród nich będzie Polska: AME w piłce ręcznej odbędą się w czerwcu w Katowicach, natomiast AME w wioślarstwie przeprowadzone zostaną we wrześniu w Poznaniu. Konwencję zakończyły spotkania robocze poszczególnych komitetów organizacyjnych AME z delegatami technicznymi EUSA. W trakcie tych spotkań omawiano szczegóły, związane z przygotowaniem i przebiegiem zawodów, oraz ustalano terminy wizyt roboczych delegatów EUSA na arenach sportowych, na których w 2013 roku będą rozgrywane Akademickie Mistrzostwa Europy. Podczas przerwy w obradach uczestnicy Konwencji odbyli rejs statkiem na trasie Portoroż – Piran – Portoroż, podziwiając krótkie, lecz urodziwe wybrzeże Morza Adriatyckiego w Słowenii. Tekst i foto Piotr Kuś
Urodził się 18 sierpnia 1944 r. w Mroczy na Pograniczu Kujawsko-Pomorskim. W 1963 roku rozpoczął studia w WSWF w Poznaniu, które ukończył w 1967 roku.
Gerard Gramse
P
(1944–2012)
o studiach zawodowo związał się ze swą macierzystą uczelnią, na której uzyskał stopień doktora nauk o kulturze fizycznej. Wraz z rozpoczęciem studiów wstąpił do sekcji lekkiej atletyki AZS Poznań. Specjalizował się w biegach sprinterskich pod kierunkiem wybitnego trenera Janusza Ludki. Szybko wyrósł na jednego z najlepszych sprinterów Wielkopolski i kraju. Został reprezentantem Polski. Siedmiokrotnie wystąpił w drużynie narodowej w meczach międzypaństwowych. Jego największymi osiągnięciami sportowymi było zdobycie w 1971 r. wicemistrzostwa Europy w sztafecie 4 x 100 m (jego partnerem byli Tadeusz Cuch, Zenon Nowosz i Marian Dudziak). W 1970 r. na Uniwersjadzie w Turynie zdobył złoty medal w sztafecie 4 x 100 m, ustanawiając jednocześnie akademicki rekord świata w tej konkurencji (jego partnerami byli Stanisław Wagner, Jan Werner i Zenon Nowosz). Jego rekord życiowy w biegu na 100 m to 10,3 (27 VII 1968, Szczecinek), 200 m – 21,0 (7 VIII 1966, Poznań). Kontuzja wyeliminowała go ze startu w Igrzyskach Olimpijskich w Monachium w 1972 r. Drugą jego pasją było koszykówka. Jako trener od przygotowania ogólnorozwojowego przyczynił się do krajowych i międzynarodowych sukcesów w latach osiemdziesiątych minionego stulecia koszykarzy Lecha Poznań. W ostatnich latach związany był z koszykarskim młodzieżowym zespołem Pyra Poznań. Jeszcze na dwa dni przed śmiercią prowadził trening swojego zespołu.
Gerard Gramse – jeden z najlepszych polskich sprinterów w latach 1965–1971. Wicemistrz Europy w sztafecie 4 x 100 m z 1971 r., złoty medalista Uniwersjady z 1970 r. Udzielał się w pracach organizacyjnych w ruchu sportowym. W latach 1980–1985 był prezesem Klubu Sportowego AZS AWF Poznań. Wniósł istotny wkład do jego rozwoju. Był wspaniałym Kolegą, cieszył się autorytetem wśród studentów i uczniów. Z całą mocą należy podkreślić, że Gerard Gramse był azetesiakiem w pełni oddanym biało-niebieskim barwom. Ryszard Wryk aps nr 09 2012 (307)
[Warszawa]
Varsoviada Wokół Święta Niepodległości 11 listopada od kilku lat pojawia się szum wywołany przez różnych organizatorów marszów ulicami Warszawy. W Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego przy ul. Marymonckiej ten dzień obchodzony jest praktycznie niezmiennie.
V
arsoviada – Igrzyska Studentów Pierwszego roku to zawody żaków jedyne w swoim rodzaju, jedyne pod tym względem, że w myśl regulaminu można wziąć w nich udział tylko raz i tylko będąc studentem pierwszego roku. Tegoroczna Varsoviada, jak i jej poprzednie edycje, zgromadziła około tysiąca uczestników, którzy stawali w szranki w siedmiu dyscyplinach: piłce nożnej, piłce siatkowej, koszykówce, tenisie stołowym, pływaniu, biegach przełajowych i ergometrze wioślarskim. W turnieju piłki nożnej najlepsi okazali się studenci Akademii Obrony Narodowej, dwukrotnie na najwyższym stopniu podium stawali studenci AWF, rywalizujący w koszykówce mężczyzn i piłce siatkowej kobiet. Przez cały turniej jak burza przeszły koszykarki Akademii Leona Koźmińskiego, wygrywając zdecydowaną różnicą punktów swoje mecze. Inżynierowie z Poli-
www.azs.pl
techniki w zaciętym finale turnieju piłki siatkowej mężczyzn pokonali studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Jak zwykle gorąco było na starcie (mimo chłodnego poranka) biegów przełajowych, bo varsoviadowe zawody tradycyjnie inaugurują sezon rozgrywek Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza. Najmniej uczestników zgromadziły zawody ergometru wioślarskiego, ale trzydzieści siedem osób też można uznać za niezły wynik. Dwudniowe zmagania sportowe mają również moment uroczysty – złożenie kwiatów pod pomnikiem Marszałka J. Piłsudskiego, a także jedyne w swoim rodzaju wydarzenie – rywalizację rektorów i przedstawicieli władz uczelni warszawskich i mazowieckich. Tegoroczna Varsoviada była też idealnym momentem na uczczenie 60-lecia SWFiS. Medalami za swoją pracę nagrodzeni zostali nauczyciele akademicy stołecznych, uczelnianych SWFiS: Politechniki Warszawskiej – Leszek Arent, Halina Budek, Jolanta Dolecka, Bogdan Gorski,
Michał Kamiński, Barbara Kowalska, Andrzej Kujawski, Zdzisława Pilicz, Zygmunt Piwowarski, Krzysztof Stanisławski, Andrzej Stolarski i Lech Zagumny; Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego – Wiesława Chmura, Wojmir Kowalski, Jolanta Paluch; Szkoły Głównej Handlowej – Anna Kęska, Andrzej Krzyżewski, Andrzej Listopad, Jerzy Skorowski, Jerzy Kozłowski, Wojciech Bujak, Wojskowej Akademii Technicznej – Stanisław Grzesiak, Leszek Kleszowski, Saturnin Przybylski, Waldemar Stangret, Sylwester Wójcicki; Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – Tadeusz Glinkowski, Tadeusz Obrębalski, Halina Tomaszewska i Uniwersytetu Warszawskiego – Zbigniew Rusek, Mieczysław Kiegiel, Jadwiga Zglinicka, Ewa Kosmol, Halina Lenkiewicz, Roman Kwaterski, Edward Skorek, Marek Rzemek, Wacław Morończyk, Krzysztof Szulc, Monika Nawara, Roman Stępniewski, Alicja Wleciał, Barbara Perl, Krzysztof Lubach, Barbara Wysoczańska. Andrzej Burzyński, foto Michał Wróblewski
K E I N Z Y C IE Ç C I E S I Y T W y T A I S N E I H Z C +ILKAD D KRAJA A N O P W
E I K S R IA C R A N GI I C Y W
A N I K :NI
KA
NIC Y R + A ZYN
WOR A * A K CIARS R A . JA r3TAC CJA A W O CHY E POK 3 Z O # H # r - YN Y W O NDLER I P Z 3 r