AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW
Foto na okładce: Janusz Rudziński
[od redakcji]
Gaudeamus!
K
tóry to raz w murach Waszej uczelni wybrzmiewa ta tradycyjna pieśń uniwersytecka; czy brzmi radośnie czy raczej refleksyjnie; czy zwiastuje sukces czy raczej kłopoty; czy motywuje do zdobywania świata czy wręcz odwrotnie? Każda uczelnia ma swoją tradycję, a każdy student musi sobie sam odpowiedzieć na takie pytania. Studenci uprawiający sport mają tych pytań do odpowiedzi jeszcze kilka więcej. Czy mam szansę na rozwój kariery, na poprawę wyników, czy dam radę walczyć o miejsce w reprezentacji na igrzyska w Brazylii, czy łączenie nauki ze sportem ma jakikolwiek sens, czy dostanę sportowe stypendium, indywidualny tok studiów, dostęp do badań medycznych? To ci o bardzo sportowym zacięciu. Jak wygospodarować kilka godzin w tygodniu na trening, jak pogodzić pracę, studiowanie i reprezentowanie uczelni, kiedy doba ma tylko 24 godziny, czy uda się namówić jeszcze kilku o podobnych zainteresowaniach, aby zrobić ekipę na mistrzostwa? To ci pasjonaci sportu, którzy w zdecydowanej większości są członkami AZS. Jak ominąć obowiązkowe wychowanie fizyczne, jak odłożyć na okres po studiach sportową aktywność, jak nie dać się wkręcić na jakieś zajęcia na siłowni, na pływalni, na trasie biegowej czy rowerowej? Tych jest pewnie dobre 80% studiujących. Obecnie ustawodawca tym ostatnim sprzyja. Zapis w rozporządzeniu o minimalnej liczbie 30 obowiązkowych godzin wf. dla wszystkich studentów podczas całych studiów wiele uczelni wprowadziło ochoczo w życie. To po pierwsze oszczędności, ale też problem z głowy. Zupełnie przypadkowo ta decyzja zbiegła się w czasie z jubileuszem 60-lecia powołania do życia Studiów Wychowania Fizycznego. W 1952 roku uznano, że zdrowy, wysporto-
wany student to podstawa społeczeństwa socjalistycznego. W okolicach 1978 roku wydane kolejne rozporządzenie sugerowało objęciem zajęciami wf. studentów wszystkich lat studiów, a opublikowany z tej okazji dokument zawierał kilkadziesiąt stron różnych propozycji programowych, sportowych i rekreacyjnych, z obozami letnimi i zimowymi włącznie. Złote czasy. Przez następne 20 lat nieopatrznie środowisko pracowników SWFiS uwierzyło, że to już będzie wiecznie obowiązująca zasada. Na niektórych uczelniach ten stan samozadowolenia doprowadził do rutyny i naraz się okazało, że te zajęcia są nikomu do niczego niepotrzebne. Zmiany w świadomości kolejnych pokoleń licealistów raczej szły w kierunku odwrotnym. Hasło „nie ćwicz, bo się zmęczysz”, mimo że brzmiało satyrycznie, było coraz bardziej realne. Do tego doszły takie problemy jak brak odpowiedniej własnej infrastruktury sportowej i brak przygotowanych specjalistów. Dziś po 60 latach trudno o jednoznaczną ocenę sytuacji. Na jednych uczelniach zajęcia z wf. są całkowicie marginalizowane, ale są też takie szkoły wyższe, gdzie na szczęście sytuacja jawi się wręcz odwrotnie. Wiele dużych uniwersytetów zaczęło inwestować w obiekty sportowe, baseny, hale, boiska. Na wielu uczelniach pojawiły się w związku z tym oferty dodatkowych ciekawych zajęć, będących odpowiedzią na znacznie droższą ofertę rynkową w tym zakresie. Wielu rektorów bardzo jednoznacznie w swoich programach wyborczych wskazało na konieczność działania na rzecz aktywności fizycznej całego środowiska akademickiego, ale także na budowanie sportowej wizytówki. 90 zespołów uczelnianych z literkami AZS na koszulce podjęło batalię w ligowych rozgrywkach tego sezonu. Kilkuset sportowo najlepszych studentów rozpoczęło przygotowania do sezonu 2013, także z myślą o Uniwersjadzie w Kazaniu. Tam wszędzie dla AZS Gaudeamus brzmi obiecująco. Redaktor
Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks 22 828 02 76 502 250 604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl
Projekt graficzny i skład: Piotr Rachwaniec © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl Numer zamknięto 10 października 2012 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów. aps nr 07 2012 (305)
[z historii]
60 lat współpracy AZS ze Studiami Wychowania Fizycznego i Sportu Początki wychowania fizycznego w polskich szkołach wyższych datują się na połowę XIX wieku.
P
ierwszy był Uniwersytet Jagielloński, a wytyczne w sprawie ćwiczeń cielesnych znalazły się w zapisach reformy wdrażanej przez Komisję Edukacji Narodowej. Znaczącym faktem w tym procesie było powstanie w 1909 roku Akademickiego Związku Sportowego, dla którego kultura fizyczna studentów stała się podstawowym celem działalności. W okresie międzywojennym to na Akademickim Związku Sportowym jako stowarzyszeniu działającym we wszystkich prawie polskich szkołach wyższych spoczął pewien obowiązek organizowania zajęć sportowych, szerzenia edukacji związanej z wychowaniem fizycznym. Wędrówki narciarskie, turystyka wodna i górska były pierwowzorami powszechnej aktywności i znakomicie służyły popularyzacji sportu. Przynależność studentów do sekcji sportowych AZS, takich jak lekka atletyka, gry zespołowe, szermierka, wioślarstwo, kończyła się dla najzdolniejszych i najwytrwalszych medalami igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata i mistrzostw Polski. Dla pozostałych była przygodą ze sportem. W II Rzeczypospolitej, dzięki niestrudzonej działalności naukowej i popularyzatorskiej prof. Eugeniusza Piaseckiego, w 1936 roku Rada Naukowa Wychowania Fizycznego (organ doradczy rządu) powołała Komisję ds. Sportu i Wychowania Fizycznego Młodzieży Akademickiej. W 1938 roku w opublikowanych wytycznych uznano za konieczne wprowadzenie obowiązkowych ćwiczeń fizycznych dla pierwszego roku studiów medycznych i nauczycielskich w wymiarze 90 godzin rocznie oraz uruchomienie ośrodków akademickich do ćwiczeń dobrowolnych. Po II wojnie światowej AZS rozpoczął działalność tak szybko, jak było to możliwe. W oparciu o przedwojenne wzorce i kadrę, której udało się przeżyć, odradzały się kluby AZS i powstawały nowe wszędzie tam, gdzie decyzją władz państwowych rodziło się szkolnictwo wyższe. Uruchomienie dla studentów zajęć www.azs.pl
z wf. uzależnione było od decyzji władz uczelnianych. W 1946 jako pierwsza wprowadziły takie zajęcia Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Krakowie i Akademia Medyczna w Gdańsku. W 1948 Uniwersytety – Warszawski i Lubelski, a rok później Akademia Medyczna w Bytomiu. Wśród nauczycieli-pionierów z tamtego okresu wymienić trzeba: Cecylię Szenk, Oskara Żawrockiego, Macieja Demela, Marię Świeżyńską, Andrzeja Nonasa. Punktem zwrotnym w rozwoju wychowania fizycznego i sportu była Uchwała Biura Politycznego KC PZPR z roku 1949, decyzje podjęte potem przez Ministerstwo Oświaty i Główny Urząd Kultury Fizycznej i Turystyki dotyczyły upowszechniania wychowania fizycznego wśród dzieci i młodzieży, kształcenia nauczycieli wf., budowy obiektów sportowych. W roku 1950 wprowadzono obowiązkowe wychowanie fizyczne dla studentów I i II roku, z wyłączeniem tych, którzy odbywali szkolenie wojskowe w ramach Studium Wojskowego. Powstaje również w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego – Wydział WF, którym kieruje Tadeusz Krajewski. Staraniem władz AZS i środowiska nauczycieli wf. ukazuje się w styczniu 1952 roku rozporządzenie Ministra Szkolnictwa Wyższego powołujące Studia Wychowania Fizycznego i wprowadzające obowiązkowe wychowanie fizyczne dla studentów I i II roku. Powstanie Studiów zaowocowało umocnieniem się w szkołach wyższych klubów uczelnianych AZS. Społecznie działające stowarzyszenie wsparte zostało zatrudnionymi przez uczelnię trenerami, środkami finansowymi i obiektami sportowymi. Wzajemne przenikanie się ludzi, koncepcji programowych, wspólnego występowania w większości spraw związanych z wychowaniem fizycznym staje się faktem. Problemy wychowania fizycznego są osnową działającej przy ZG AZS od 1965 roku Rady Programowej. Na łamach „Akademickiego Przeglądu Sportowego” publikuje się materiały naukowe, wyniki badań, przykładowe programy i praktyczne pomysły służące rozwijaniu teorii i praktyki wychowania fizycznego w szkole wyższej. Aktywną rolę w Radzie pełnili wtedy Stefan Pilicz i Jerzy Skorowski, wieloletni członek władz naczelnych AZS. Rada zakończyła działalność w 1971 roku. Faktyczne włączenie się SWF w nurt życia AZS nastąpiło w momencie inauguracji w 1962 roku Mistrzostw Szkół
Wyższych. System tych rozgrywek przetrwał do dziś. Był osnową wspólnej działalności AZS i Studium na uczelni i to w wielu aspektach – zarówno związanych ze szkoleniem sportowym, jak i działalności organizacyjnej. Setki ludzi organizowało imprezy, w których uczestniczyło tysiące studentów. Świadomość tego, czym jest sport, dotarła do polskiej inteligencji. Jak relikwie w wielu domach do dzisiaj przechowywane są medale i dyplomy, a mistrzowie politechnik, akademii medycznych, uniwersytetów szczycą się tymi sukcesami. Dzięki wspólnym staraniom AZS i przedstawicieli Studium w roku 1974 wszystkie resorty odpowiadające za szkolnictwo wyższe przyjęły „Program rozwoju wychowania fizycznego w szkołach wyższych”, który sformalizował m.in. zasady współdziałania klubów AZS i SWFiS na terenie uczelni. Rozszerzono kompetencje uczelnianych placówek także o sprawy sportu. Modyfikacja tego programu przyjęta na lata 1978–1985 jeszcze w większym stopniu podkreśliła rolę i konieczność wspierania młodzieży zrzeszonej w AZS, włączając kalendarz sportowy AZS do uczelnianego programu wf. Studia Wychowania Fizycznego i Sportu jako instytucje odgrywały i odgrywają nadal ogromną rolę w studenckim sporcie, a wielu zatrudnionych w nich trenerów i pracowników równocześnie działało we władzach AZS różnego szczebla. Wśród założycieli i twórców sukcesów sportowych wielu klubów figurują takie nazwiska. Ciężko wyobrazić sobie AZS Gdańsk bez Wacława Jurkiewicza, AZS Białystok bez Zbigniewa Wollnego, AZS Gliwice bez Stanisława Grymowicza, AZS Koszalin bez Leszka Wojciechowskiego, AZS Rzeszów bez Jacka Bilińskiego i Kazimierza Obodyńskiego, AZS Poznań bez Janusza Grzeszczuka i Stanisława Szafarkiewicza, AZS Olsztyn bez Leopolda Szczerbickiego i Franciszka Sroczyka, AZS Toruń bez Edwarda Cichego i Romana Suchockiego, AZS w Zielonej Górze bez Leona Probużańskiego, AZS Warszawa bez Bogdana Gorskiego i Jana Lechowskiego, czy też AZS Kraków bez Janusza Wolfa i Jacka Fuka. To tylko początek bardzo długiej listy osób, które można znaleźć w każdym uczelnianym i środowiskowym klubie. Lata obowiązywania „Programu WF’, a także powołanie Resortowego Zespołu ds. Koordynacji SWFiS wiążą się z osobą Eugeniusza Pietrasika, wtedy dyrekto-
ra departamentu w Ministerstwie Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki, członka Prezydium ZG, później prezesa Zarządu Głównego. Dzięki aktywności AZS i samego środowiska pracowników SWFiS przyjęto szereg regulacji prawnych, które porządkowały podstawowe świadczenia i obowiązki uczelni na rzecz sportu i wychowania fizycznego. W okresie przemian społeczno-ekonomicznych po 1989 roku problematyka wychowania fizycznego w środowisku akademickim przekazana została do kompetencji uczelni. Nowe regulacje prawne miały bardzo ogólny charakter. W „Prawie o szkolnictwie wyższym” z 12.09.1990 roku ustawowo określono, że wśród podstawowych zadań uczelni jest też „stwarzanie warunków do rozwoju kultury fizycznej”. Także ustawa o kulturze fizycznej z 18.01.1996 roku nakładała na uczelnie obowiązek prowadzenia zajęć z wf., nie precyzując jednak w jakiej formie. Na wielu uczelniach znacznie obniżono wymiar obowiązkowego wychowania fizycznego, najczęściej do 60 godzin w okresie całych studiów, wstrzymano rozwój zajęć fakultatywnych, bardzo niewiele zrobiono dla poprawy bazy obiektowej i sprzętowej. Ministerstwo Edukacji Narodowej zaprzestało wspierania działalności Zespołu ds. SWFiS. Akademicki Związek Sportowy w tym okresie podjął działania na rzecz utrzymania nie tylko sportu uczelnianego, ale także na rzecz promowania aktywności fizycznej studentów. Początkowo uzyskano wsparcie z Resortu Edukacji w postaci tak zwanych „środków specjalnych”, które dały szansę wspierania programów uczelnianych i pozwoliły na doposażenie wielu uczelnianych obiektów sportowych. Ostatecznie, począwszy od roku 1996, wprowadzono w życie „Program rozwoju sportu w środowisku akademickim”. Środki finansowe pozyskane z tego źródła pozwoliły na powołanie ponad 1000 nowych grup ćwiczebnych i sekcji sportowych AZS, a także rozwinięcie działalności w zakresie promocji sportu. W oparciu o AZS umożliwiono dalsze funkcjonowanie Zespołu ds. SWFiS, który przez wiele lat działał na prawach komisji Zarządu Głównego. Pracami tej grupy związanej ze studenckim wf. kierowali w tym okresie Jacek Fuk z AGH Kraków, Bogdan Gorski z Politechniki Warszawskiej, Wojciech Wójcik z Akademii Medycznej we Wrocławiu, Zbigniew Barabasz z PWSZ w Krośnie, Anna Kęska z SGH Warszawa. W 1994 roku w specjalnym opracowaniu Zarząd Główny zwrócił się do ministra szkolnictwa wyższego w kwestiach wychowania fizycznego i sportu. Sztandarowym hasłem AZS tego okresu, w jakimś stopniu zmieniającym dotych-
czasowe podejście do obowiązkowego wf. był wniosek: „Wychowanie fizyczne dowolne w wyborze – obowiązkowe w uczestniczeniu”. Wskazywano przykłady szkół, w których zajęcia wf. organizowane są dla studentów w wymiarze nawet 240 godzin, gdzie za normę przyjęto stosowane w Europie rozwiązanie: „Student może wybrać dowolny rodzaj zajęć (dyscyplinę sportu), dowolny termin i prowadzącego”. Jako wzorcowe w tym zakresie wskazano: Politechniki – Warszawską, Wrocławską, Świętokrzyską, Uniwersytet Łódzki i Akademię Ekonomiczną w Poznaniu. Z początkiem lat 90. AZS, dzięki wsparciu finansowemu MEN, rozpoczął organizowanie działalności w kolegiach nauczycielskich. Po 1995 roku poszerzono te działania także o uczelnie niepubliczne. W kilkuset zorganizowanych w tym okresie tego typu uczelniach powstały kluby AZS i SWFiS. Aktywność władz AZS ostatecznie przyniosła kolejny efekt: 17 maja 2000 roku minister edukacji narodowej prof. Mirosław Handke i prezes Zarządu Głównego Marek Konopczyński podpisali „Porozumienie o współpracy na rzecz tworzenia warunków do upowszechniania kultury fizycznej i sportu w środowisku młodzieży szkolnej i akademickiej”. Na wielu uczelniach podjęto skuteczne starania dotyczące budowy uczelnianych obiektów sportowych. Baseny, hale sportowe, boiska terenowe stworzyły nowe możliwości programowe i organizacyjne. Oferta zajęć przedstawiana rokrocznie studentom dzięki temu znacznie się wzbogaciła. W wielu szkołach uruchomiono zajęcia w modnych w środowisku studentów dyscyplinach, takich jak aerobik, wspinaczka, taniec czy ćwiczenia fitness. Pomocne dla poszerzenia wiedzy i zdobywania odpowiednich uprawnień okazały się konferencje szkoleniowe organizowane od 1998 roku przez Zarząd Główny AZS. Z tej formy doszkolenia skorzystało do chwili obecnej 1200 osób – pracowników SWFiS. Stan studenckiej aktywności fizycznej zdaniem Akademickiego Związku Sportowego nie napawa optymizmem. Z analiz i badań wynika, że nie więcej jak 10–15% populacji studentów na co dzień uprawia jakiś sport lub formę ruchu. Dosyć powszechna dyskusja nad problemami studenckiej kultury fizycznej stała się przesłanką do ogólnopolskiego sympozjum nt. „Kultury fizycznej studentów w okresie transformacji”. Współorganizatorami spotkania były Politechnika Warszawska i ZG AZS. Począwszy od 2003 roku AZS już samodzielnie zaczął organizować każdego roku seminaryjne spotkania nazwane „Sejmikiem Akademickiej Kultury Fizycznej”. Pierwsze odbyło się
w Wilkasach w dniach 30–31 maja. Ich dorobkiem były liczne opracowania pokazujące stan studenckiej kultury fizycznej w poszczególnych szkołach wyższych, publikowane zarówno na łamach „Akademickiego Przeglądu Sportowego”, jak i w specjalnych wydawnictwach. Zmiany w funkcjonowania polskiego szkolnictwa wyższego wynikające z wprowadzeniem Krajowych Ram Kwalifikacyjnych objęły także z początkiem roku akademickiego 2012/2013 studenckie wychowanie fizyczne. Rozporządzenie ministerialne w tym zakresie nałożyło obowiązek uczestniczenia studentów w zajęciach wychowania fizycznego w wymiarze 30 godzin w okresie całych studiów. To wymiar minimalny, a ostateczne rozwiązanie oddano w kompetencje uczelni. Zarząd Główny AZS proponował, aby w Ramach Kwalifikacyjnych znalazły się takie zapisy jak – w dziale wiedza: (…) posiadanie wiedzy z zakresu kultury fizycznej, w dziale umiejętności: posiadanie umiejętności włączenia się w prozdrowotny styl życia z wyborem aktywności na całe życie oraz kształtowania postaw sprzyjających aktywności fizycznej na całe życie, w dziale kompetencje: (…) promuje społeczne znaczenie sportu i aktywności fizycznej oraz pielęgnuje własne upodobania z zakresu kultury fizycznej. Jak ten wymiar programowy zrealizowały uczelnie, będzie można powiedzieć po zakończeniu tego roku akademickiego. Zdaniem AZS – kierunki zmian powinny dotyczyć kształtowania większego zainteresowania studentów własną sprawnością fizyczną, czyli: 1. nabywania przydatnych umiejętności i budowania standardu aktywności fizycznej 2. udziału w zorganizowanych przez uczelnię (lub AZS) formach zajęć 3. zdobywania uprawnień zawodowych związanych ze sportem (instruktor, sędzia, wolontariusz itd.) 4. udziału w rywalizacji sportowej adekwatnej do poziomu umiejętności. Przytoczone tu fakty dotyczące współpracy AZS-u i SWFiS są tylko niewielkim fragmentem tego, co tak naprawdę tworzy się pomiędzy trenerami, pracownikami SWFiS a młodzieżą zrzeszoną w sekcjach AZS. Każdy z nas, kto uprawiał sport w klubie uczelnianym, ma głęboko w sercu pamięć wspólnie przeżytej sportowej przygody, ma cząstkę swojego nauczyciela, trenera. Wspólnie przeżyte emocje, sukcesy i porażki, nabyte umiejętności, rozumienie sportu tworzą osobowość absolwenta i jego wychowanie fizyczne. Za to wszystko pracownikom Studium Wychowania Fizycznego i Sportu serdecznie dziękujemy. Bartłomiej Korpak aps nr 07 2012 (305)
Wychowanie całego społeczeństwa przez sport Rozmowa z JM Rektorem Politechniki Poznańskiej prof. dr. hab. Tomaszem Łodygowskim
Wysoka pozycja Politechniki Poznańskiej w rywalizacji sportowej to także wynik organizacji przyjętej w tym zakresie przez uczelnię. Proszę o przedstawienie najważniejszych elementów tych rozwiązań obowiązujących na Politechnice.
W znacznej części ta wysoka pozycja to nie tylko wynik determinacji studentów, którzy chcą brać udział w zawodach. To również kwestia logistyczno-organizacyjna, za którą głównie odpowiada kierownictwo naszego Centrum Sportu. Naprawdę bardzo to doceniam, ponieważ w akademickiej rywalizacji trzeba się umieć zmobilizować do udziału w wielu dyscyplinach sportu. Trzeba powiedzieć, że piąte miejsce w Polsce to dla nas ogromny sukces. Na dobrą sprawę przegraliśmy tylko z uczelniami, których potencjał ludzki jest dużo większy. Są to uczelnie, które mają przynajmniej dwa razy więcej studentów niż my, a wśród nich i znacznie więcej kobiet. W porównaniu z uniwersytetami, w których większość stanowią, nasze szanse na rywalizację są ograniczone (u nas kobiety stanowią zaledwie około 25%). Mamy przykłady i z tego możemy być dumni, że w znacznej części nasi studenci-sportowcy osiągają na politechnice wysokie średnie. Oczywiście myślimy o systemie stypendialnym dla najwybitniejszych studentów-sportowców reprezentujących nasze barwy i dodających nam splendoru i dumy. Tym reprezentantom musimy szczególnie pomóc. Należą do nich między innymi koszykarze AZS PP, którzy w ostatnim czasie awansowali do I ligi. W związku z dużą ilością treningów i meczów muszą też oni mieć inaczej poukładany tok studiów. Nasz system stypendialny będzie na pewno premiował kilkanaście osób w sposób szczególny za wybitne wyniki sportowe. Od kilku lat Politechnika buduje swoją sportową wizytówkę. Drużyna męskiej koszykówki awansowała do I ligi, od
www.azs.pl
kilku miesięcy w barwach AZS występują zespoły hokeistek i hokeistów na trawie, walcząc o medale mistrzostw Polski. Czy sport na tym poziomie może znaleźć swoje oparcie finansowe i organizacyjne w uczelni?
Wsparcie oczywiście na miarę możliwości uczelni. Wiemy, że sport kwalifikowany wymaga zasadniczego wkładu finansowego. Nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego utrzymać tylko z dotacji, którą otrzymujemy na kształcenie studentów stacjonarnych. Zależy nam na sporcie, bo to jest zdrowie naszej młodzieży. Oczywiście sport postrzega się najczęściej na uczelni przez pryzmat pewnych spektakularnych osiągnięć. Ale w programach studiów nie te wyniki są najważniejsze. Dla nas liczy się przede wszystkim to, żeby wszyscy studenci byli zdrowi, sprawni, a tym samym lepiej mogli spełniać się w swojej pracy. Wtedy spośród tych, którzy biorą udział w zajęciach, można wyłowić jakieś specjalne talenty. Akademicki Związek Sportowy alarmuje władze państwowe, a także władze akademickie niskim zainteresowaniem środowiska studenckiego sportem, rekreacją, aktywnością fizyczną. Dziś naszym zdaniem nie więcej jak 10–20% populacji studentów w jakiejkolwiek formie uprawia sport. Na tle europejskich i amerykańskich uniwersytetów wypadamy w tym zakresie blado. Jak ocenia Pan Profesor to zjawisko w przypadku studentów Politechniki Poznańskiej?
Trudno porównywać naszą sytuację do sytuacji panującej w Stanach Zjednoczonych. Tam są zupełnie inne warunki, ograniczenia i środki. Inaczej też od początku wygląda edukacja fizyczna i kult uprawiania dyscyplin sportu. Mamy kolegów, którzy mówią, że jesteśmy uczelnią techniczną i nie powinniśmy przeznaczać pieniędzy na sport. To jest kwestia wychowania całego społeczeństwa. Przecież zdarza się nadzwyczaj często, że rodzice od samego początku szkoły podstawowej tolerują to, że ich dziecko nie ćwiczy na zajęciach wychowania fizycznego, bo może się spocić. Tolerują to niestety niekiedy i lekarze, wystawiając orzeczenia o niesprawności. Mieliśmy taką sytuację z naszymi studentami, kiedy kilka lat temu przynosili podobne zwolnienia. W pew-
nym momencie wpadliśmy na uzdrawiający pomysł, żeby założyć grupy rehabilitacyjne. Skoro nie mogą ćwiczyć, gimnastykować się czy grać w piłkę jak pozostali, to widocznie muszą być rehabilitowani. Okazało się, że była część studentów, która tego autentycznie potrzebowała i to rozwiązanie przyjęła z radością. W 85% przypadków stał się cud i studenci zaczęli normalnie uczestniczyć w przewidzianych zajęciach wychowania fizycznego. Na amerykańskim uniwersytecie nie ma czegoś takiego jak lekcje wf. Uniwersytety mają tam zaplecze, hale sportowe, korty. Może kiedyś i my będziemy mogli studentom zaoferować warunki podobne do tych, jakie są na uniwersytetach amerykańskich, a młodzież, która rozumie, że młodemu człowiekowi potrzebny jest ruch, trening i zmęczenie fizyczne, sama sobie wybierze dyscypliny i formy uprawiania sportu. Ważnym elementem promocji sportu są własne obiekty sportowe. Czym w tym zakresie dysponuje Politechnika i na jakich zasadach mogą korzystać z nich studenci i pracownicy uczelni?
Zaplecze sportowe naszej uczelni jest zdecydowanie skromniejsze od wyników osiąganych przez studentów. Niektórzy wytrawni sportowcy mówią, że prawdziwy sukces musi być wykuwany w ciężkich warunkach. Czasem bywa tak, że zbyt dobre warunki rozleniwiają sportowców, którzy w konsekwencji nie odnoszą sukcesów. Oczywiście przywiązujemy dużą wagę do jakości obiektów i chcemy to nasze zaplecze zdecydowanie wzmocnić. Oczywiście mamy dwie sale sportowe, boiska i siłownie, które oblegane są od wczesnych godzin rannych do późna w nocy, ale to nam nie wystarcza. Planujemy w najbliższym czasie rozpocząć kolejną inwestycję – halę na miarę naszych potrzeb. Co do pracowników to oczywiście przygotowaliśmy oferty treningów dla nich i ich rodzin. Mamy w okolicy Politechniki ładny teren, jest Malta i można wokół niej biegać, jeździć na rowerze czy spacerować. Nad Wartą mamy dogodne warunki do tego, by spróbować swoich sił w sportach wodnych. Na pewno w chwili obecnej odczuwamy brak hali, w której moglibyśmy z podniesionym czołem rozegrać na przykład mecze I ligi koszykówki. Laskarze, którzy przeszli pod
dokończenie na s. 7
W
murach Politechniki Poznańskiej 19 października podczas Gali Sportu Akademickiego gościć będą medaliści najważniejszych sportowych imprez akademickich, a także przedstawiciele najlepszych uczelni w rywalizacji sportowej.
Rekonesans uniwersjadowy Miasto Kazań Gdy samolot podchodzi do lądowania w Kazaniu, widok z góry lekko zapiera dech. W dole wielka, szeroka, wijąca się rzeka, pełna wysp, zakoli i rozlewisk. To Wołga, królowa rzek rosyjskich. W sercu Kazania wpada do niej Kazanka. W tym miejscu, jak ustalili ostatecznie archeolodzy, ponad 1000 lat temu powstało miasto Kazań. Stojąc na wysokim wzgórzu, gdzie pobudowano warowny Kreml, widać w dole jak na dłoni to miejsce połączenia obu rzek. Wokół zamku powstawały liczne budowle stale rozwijającego się miasta. Po panowaniu ordy tatarskiej i wpływach podbojów mongolskich miasto było stolicą Chanatu Kazańskiego. W 1552 weszło w skład korony carskiej Rosji i tak już zostało do dzisiaj. Car Iwan IV ogniem, mieczem i podstępem zdobył miasto, najbardziej opornych skrócił o głowę, lojalnych zachował łącznie z możliwością pozostania w wierze islamskiej. Dziś stare miasto na wzgórzu świeci blaskiem odrestaurowanych pieczołowicie budynków, dróg i murów obronnych. Obok cerkwi stoi meczet, w dawnym pałacu wezyrów, kniaziów i gubernatorów dziś rezyduje prezydent Tatarstanu. Obiekty zamieniono albo na muzea, albo urzędy administracji i władz regionu. Całość robi wrażenie. Uporządkowane wzgórze to symbol poszanowania historii, ale prace przy rekonstrukcjach i modernizacjach schodzą stopniowo w dół – na inne ulice i obiekty. Równolegle do alei Kremlowskiej biegnie bulwar Baumana, kilka kilometrów miejskie-
go deptaka. Facjaty kamienic już w wielu miejscach odrestaurowane, ale w wielu przypadkach tylko w oparciu o fragmenty murów odtwarza się budowle sprzed lat. Dziś to jest miejsce spacerów i wielu sklepów z upominkami. Za to nie widać tak popularnych w miejskiej przestrzeni w miastach europejskich lokali gastronomicznych czy galerii sztuki. Nowe dzielnice miasta przeniosły się na drugi brzeg Kazanki. W zależności od okresu ich powstawania są to blokowiska z lat 70. z wielkiej płyty albo bardziej starannie zaplanowane i wykonane osiedla już z XXI wieku. Wrażenie wielkiego placu budowy nie ustępuje także w drodze z lotniska do wioski uniwersjadowej. Buduje się infrastrukturę drogową, skrzyżowania bezkolizyjne, estakady i rozjazdy, linię tramwajową i nitkę metra. Z obiektów sportowych na uniwersjadę większość, czyli około 40 – już jest gotowych, kilka jest już w bardzo zaawansowanym stanie. Perłą ma być stadion piłkarski, budowany także z myślą o mistrzostwach świata w piłce nożnej, które odbędą się w Rosji w 2018 roku. Wioska została oddana do użytku, w większej jej części zamieszkują studenci uczelni kazańskich. Będą mieli w 2013 roku wcześniejsze wakacje, a obiekt po drobnym liftingu obejmą we władanie w lipcu sportowcy. Do budynków mieszkalnych składających się na wioskę specjalnych uwag nie było. Ponad 40 bloków 3–5-piętrowych stojących na poszatkowanych drogami dojazdowymi parcelach robi solidne wrażenie. Ponieważ w budynkach ma
zamieszkać około 15 000 uczestników uniwersjady, skojarzenie z małym miastem jest jak najbardziej odpowiednie. Pokoje mieszkalne przestronne, z odpowiednim węzłem sanitarnym. Wyposażenie w podstawowe meble i ogólne na normalnym poziomie. Z obiektów już oddanych podczas AMŚ testowany jest tor kajakowo-wioślarski i strzelnice. Ten pierwszy obiekt bardzo nowoczesny, zbudowany na akwenie niemal w środku miasta. Widzom gwarantuje śledzenie dosyć długiego dystansu, a zawodnikom zapewnia nieźle zaplanowane i wykonane zaplecze techniczne i socjalne.
Lekcje Uniwersjady Współczesne wydarzenia sportowe to nie tylko rywalizacja, ale także edukacja i budowanie w społeczeństwie nowej świadomości. Wielkie wydarzenia sportowe kreują rozwój gospodarczy, postęp w modernizacji infrastruktury, o tym w szczególny sposób przekonaliśmy się także w Polsce w okresie poprzedzającym EURO 2012. O modernizacji Kazania była już mowa. Nad zmianami w edukacji mieszkańców regionu pracuje już od kilku lat Komitet Organizacyjny Uniwersjady. Szkoli się wolontariuszy, ale także w wielkiej skali propaguje się wśród mieszkańców idee łączące się ze spotkaniem sportowców z całego świata. Za program edukacji młodzieży szkolnej – nazwany „Lekcją Uniwersjady” – odpowiada po stronie organizatorów Larisa Sulima, szefowa ekipy doradców generalnego dyrektora. Z jej inicjatywy w V Liceum Miejskim w południe 4 września br. odbyło się spotkanie Bartłomieja Korpaka, sekretarza generalnego AZS, z uczniami szkoły – poświęcone Polsce. Od 20 lat w tym liceum prowadzone są lekcje języka polskiego, a dzięki kontaktom z placówkami oświatowymi w naszym kraju młodzież ma szanse na bliższe poznanie się z rówieśnikami. W ramach prezentacji pokazana została historia Akademickiego Związku Sportowego, najważniejsze sportowe wydarzenia ostatnich lat w naszym kraju, a także różne aspekty życia środowiska studenckiego. W wyniku krótkiego konkursu wiedzy o polskim sporcie akaaps nr 07 2012 (305)
V Akademickie Mistrzostwa Świata w Kajakach, Kazań (Rosja), 27–31 VIII 2012
Tryumf kajakarzy w Kazaniu
wego i szansę na uzyskanie stypendium. Właśnie dlatego studentom bardzo zależało na wywalczeniu miejsc medalowych. Dla uczelni to dodatkowa forma promocji, bo jeśli ich studenci stają na podium, to prestiż takiej jednostki od razu wzrasta – uzupełnił trener.
W ostatni weekend sierpnia w Kazaniu rozgrywane były AMŚ w Kajakach. Polacy zaprezentowali się znakomicie, przywożąc z Rosji 14 medali, a w tym 8 złotych!
Lot z przygodami
Selekcja Podstawą nominacji zawodników na AMŚ były starty przez cały tegoroczny sezon. Kadra jeszcze w grudniu 2011 r. odbyła zgrupowanie w Zakopanem, później jednak zawodnicy zostali wybrani na podstawie uzyskanych wyników podczas Regat Eliminacyjnych Seniorów, które miały miejsce w kwietniu. Ostatecznie trenerzy wybrali zawodników na zgrupowaniu, które odbyło się bezpośrednio przed AMŚ, w dniach 19– 26 sierpnia w Wałczu. – Kanadyjkarzami zajmowałem się ja, kajakarzami Robert Włodarczyk, a grupą kajakarek Zbyszek Kowalczuk – powiedział Marek Zachara, trener koordynator kadry akademickiej. Ostatnie próby w Wałczu rozgrywane były bez udziału sędziów. – Trenerzy ustawili kamerę na finiszu i w kilku przypadkach musieliśmy z niej korzystać. Widok na kamerze jednak był zbyt słaby i wideo
demickim 10 laureatów nagrodzono pamiątkami przekazanymi przez polską ekipę strzelecką. Plecak reprezentacyjny przekazany przez Marcelego Krzysztonia wygrała uczennica, która poprawnie wskazała miasta rozgrywania EURO 2012. Lekcję na temat polskiego sportu akademickiego poprzedziło przywitanie w murach szkoły, ze śpiewem, muzyką stylizowaną na orientalną i popularnym „Czuk-czukiem”. W auli, w której odbyła się lekcja, wystąpiły szkolne zespoły w repertuarze regionalnym i polskim. Szkoła kultywuje polskie kontakty, w specjalnej sali zgromadzono liczne pamiątki, zdjęcia, a księga pamiątkowa zapełnia się wpisami kolejnych gości. Bardzo liczymy jako AZS na sportowy doping młodzieży z liceum nr 5 podczas najbliższej Letniej Uniwersjady w Kazaniu w 2013 roku. Bartłomiej Korpak www.azs.pl
specjalnie było przenoszone na komputery. Wszyscy podchodzili do tych przygotowań bardzo profesjonalnie – relacjonował nam Zachara. Zawody w Wałczu za cel miały jednak tylko uzupełnienie kadry. – Na ostatnią kwalifikację przyjechało około 50 zawodników, a to było tylko uzupełnienie kadry. Zawodnicy przyjechali ścigać się o możliwość wyjazdu do Kazania – tłumaczył trener biało-czerwonych.
Przygotowanie Mistrzostwa w Kazaniu kończyły oficjalny kalendarz większości zawodników. Łatwo było zmobilizować studentów do walki w Rosji? – Nie było problemu z mobilizacją zawodników – powiedział Marek Zachara. – Pojechałam tam z luźniejszym nastawieniem. Wszystkie aspekty związane z przygotowaniem startowym, to wszystko było tak jak zawsze. Tego nie da się oszukać. Nastawienie głowy było trochę luźniejsze, ale nastawienie związane ze startami było profesjonalnie – stwierdziła Karolina Naja, brązowa medalistka IO w Londynie. – Zawodnicy mają możliwość zdobycia dodatkowego doświadczenia sporto-
dokończenie na s. 7 skrzydła uczelni w wyniku zakupienia terenów sportowych nad Wartą, nie tylko biegają po swoim pięknym zielonym boisku. Zimą muszą się gdzieś schować, muszą gdzieś trenować i trzeba mieć dla nich zaplecze. W ostatnim czasie udało nam się sfinalizować zakup terenów sportowych Pocztowca, a tym samym znacznie zwiększyć bazę dla sportu studenckiego. Z tego rozwiązania bardzo się cieszymy. Jakie nadzieje pokłada Pan Profesor w nowym roku akademickim?
Chcemy na pewno podtrzymać dobre tradycje i utrzymać wysoką pozycję uczelni w AZS-owskiej rywalizacji. Sport wyczynowy traktujemy jednak jako szczyt góry lodowej. A cała góra to wielka rzesza studentów uprawiających sport dla swego zdrowia. Zależy nam na tym, by wśród studentów krzewić silne przekonanie o konieczności uprawiania sportu przez całe
Dalekie podróże najczęściej „w gratisie” zawierają jakieś przygody. Nie inaczej było tym razem. Jednak cała przygoda naszej reprezentacji rozegrała się już na terenie Rosji. – Z Moskwy do Kazania podstawili nam mniejszy samolot i chyba 7 osób z naszej osady musiało zostać. Dolecieli w nocy, późniejszym samolotem – relacjonował Marek Zachara. – W Kazaniu zostaliśmy oddzieleni od pozostałych pasażerów. Grupa gospodarzy przywitała nas przy samym samolocie, w ogóle nie przechodziliśmy przez żadne bramki,
życie. I to będzie miarą naszego sukcesu. Jeśli chodzi o naszych koszykarzy, to chciałbym, aby odnosili sukcesy na miarę swoich możliwości. Jestem przekonany, że jak uwierzą, że mogą odnosić sukcesy, to w końcu one same do nich przyjdą. Wiadomo, że porażki są wkalkulowane w sport, ale ci zawodnicy mają nabrać doświadczenia. Pamiętajmy, że jest to drużyna typowo akademicka, a sam awans do I ligi jest dla nich wielkim sukcesem. Chcemy na pewno wzmocnić zaplecze sportowe między innymi też z powodu ich sukcesu. Życząc Panu Profesorowi powodzenia w realizacji wszelkich zamierzeń związanych z Politechniką, pozostaje nam tylko jedno pytanie – czy znajduje Pan czas na własne pasje sportowe? Jakie one są?
Pozostaje rower, kiedy wrócę do domu, a nie jest jeszcze ciemno. Dziękuję za rozmowę.
APS Anna Celmer
a nasze torby i wiosła rzucane były na Kamaza, a wszyscy się temu tylko przyglądali – komentował trener. – Przywitali nas flagami Polski i Czech. Czesi także nie dolecieli, ponieważ zostali w Moskwie na lotnisku. To wszystko pokazuje, jakie były problemy komunikacyjne w Rosji – dodał szkoleniowiec polskich kajakarzy. Na szczęście cała przygoda zakończyła się happy endem, a Polacy, którzy zostali w Moskwie, mogli cieszyć się z darmowego wi-fi na lotnisku.
Organizacja imprezy Rosja to kraj, który zawsze ma wszystko przygotowane bardzo dokładnie. Podobnie było także podczas AMŚ. – Wszystko było dopięte na ostatni guzik, praktycznie jak na igrzyskach – oceniała Karolina Naja. – Myślę, że Rosjanie podeszli do tego zbyt poważnie. Panie mówiły nam, kiedy możemy machać na podium, a kiedy nie. Nawet na igrzyskach nie dostawałyśmy takich wskazówek przed wejściem na podium – dodała zawodniczka. – Ważne jednak było to, że dojazd był zawsze na czas. Na innych imprezach z tym był problem, a Rosjanie o to dokładnie zadbali – komentowała Naja. – Stołówka była w porządku, jedzenie też było dobre – dodała w kwestii organizacyjnej z uśmiechem kajakarka AZS AWF Gorzów. – Obiekty sportowe w Kazaniu zrobiły na nas jak najlepsze wrażenie. Cały kompleks został bardzo nowocześnie zaprojektowany. Duży nacisk położono na bezpieczeństwo – stwierdził natomiast selekcjoner.
Wyniki W Kazaniu akademicka reprezentacja Polski wywalczyła łącznie 14 medali, w tym 8 złotych. – Wśród kajakarek w konkurencjach K2 200 i K2 500 złote medale zdobyły Karolina Naja z Beatą Mikołajczyk, a w K4 500 – Agnieszka Kowalczyk, Paulina Wiewióra, Magdalena Krukowska i Edyta Dzieniszewska. U kajakarzy w K1 1000 wygrał Tomasz Olszewski, a w K2 1000 – Paweł Florczak z Rafałem Rosolskim. W konkurencji K2 500 zło-
to wywalczył Mariusz Kujawski z Marcinem Nickowskim, a w K2 200 – Sebastian Szypuła z Dawidem Putto. Ta dwójka wraz z Piotrem Mazurem i Grzegorzem Błęką zwyciężyła też w K4 200 – wymieniał Marek Zachara. – Mówiło się, że jedziemy jako faworytki. Jednak ja mówiłam, że poczekajmy, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Ostatecznie oba biegi potoczyły się po naszej myśli i planowo zdobyłyśmy dwa złota – powiedziała Karolina Naja. Polacy otrzymali także wyróżnienie za pierwsze miejsce w klasyfikacji medalowej. Ponadto w klasyfikacji punktowej biało-czerwoni kajakarze wywalczyli pierwszą pozycję, a indywidualnie kanadyjkarz Mariusz Kruk otrzymał wyróżnienie, wygrywając klasyfikację punktową w swojej kategorii.
Czas wolny Tego podczas rywalizacji zazwyczaj brakuje. Jednak podczas ostatnich zawodów w sezonie można sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia i zwiedzanie. Czy tak też było wśród naszych kajakarek? – Nie zdążyłam pozwiedzać Kazania. Raz dziennie trenowałyśmy z Beatą, czekałyśmy na starty i nie mogłyśmy się zdecydować na wycieczkę. Odkładałyśmy wyjazd, który przygotowali organizatorzy, na ostatni dzień, ale wtedy zabrakło już biletów. Zostawiam zwiedzanie Kazania na przyszły rok, podczas Uniwersjady – zakończyła Karolina Naja, brązowa medalistka olimpijska i dwukrotna akademicka mistrzyni świata w 2012 roku. Dawid Lis, foto Marek Zachara
Wyniki K1 1000 M: 1. Tomasz Olszewski (POL) 3:31.460, 2. Gergely Csaszar (HUN) 3:32.430, 3. Ricardas Nekriosius (LTU) 3:35.180; C1 1000 M: 1. Tamas Kiss (HUN) 3:55.910, 2. Vladimir Petrov (KAZ) 3:58.540, 3. Adrein Bart (FRA) 3:59.460, 7. Mariusz Kruk (POL) 4:07.720; K2 1000 M: 1. Paweł Florczak, Rafał Rosolski (POL) 3:14.700, 2. Ricardas Nekriosius, Andrej Olijnik (LTU) 3:17.700, 3. Attila Tas Toth, David Hasasnovic (HUN) 3:18.680; C2 1000 M: 1. Yurii Vandiuk, Andrii Rybachok (UKR) 3:42.030, 2. Mateusz Kamiński, Bartosz Pławski (POL) 3:43.360, 3. Dzmitry Pivavar, Andrei Misachenka (BLR) 3:44.580; K4 1000 M: 1. Pavel Miadzvedzeu, Andrei Tsarykovich, Andrei Kaloska, Vitaliy Bialko (BLR) 2:57.600, 2. Paweł Szandrach, Mariusz Kujawski, Marcin Nickowski, Rafał Maroń (POL) 2:58.120, 3. Vladislav Litovka, Nikolay Chervov, Ruslan Mamutov, Oleg Zhestkov (RUS) 2:58.750; C4 1000 M: 1. Vitaliy Verheles, Denys Kamerylov, Oleg Tarnovskyi, Eduard Shemetylo (UKR) 3:23.040, 2. Vojtech Ruso, Martin Egermaier,
Tomas Janda, Radek Miskovski (CZE) 3:23.280, 3. Sergey Nelovko, Danila Ermakov, Ramil Alimov, Oleg Shelegov (RUS) 3:25.000, 4. Jakub Koźbiał, Michał Hertel, Jakub Sławiński, Mateusz Kamiński (POL) 3:27.510; K1 500 W: 1. Elena Anushina (RUS) 1:54.000, 2. Nora Szilvasy (HUN) 1:55.040, 3. Jana Blahova (CZE) 1:56.190, 5. Patrycja Horodyńska (POL) 1:59.320; K4 500 W: 1. Agnieszka Kowalczyk, Paulina Wiewióra, Edyta Dzieniszewska, Magdalena Krukowska (POL) 1:35.800, 2. Elena Anushina, Kira Stepanova, Anastasia Panchenko, Natalia Lobova (RUS) 1:37.530, 3. Nora Szilvasy, Petra Szabo, Sara Timea Seprenyi, Ivett Brigitta Szeltner (HUN) 1:40.360; K1 500 M: 1. Kirill Lypunov (RUS) 2:02.690, 2. Pavel Miadzvedzeu (BLR) 2:03.800, 3. Guillaume Burger (FRA) 2:05.730, 7. Rafał Rosolski (POL) 2:09.740; C1 500 M: 1. Romain Beugnet (FRA) 2:10.940, 2. Tamas Kiss (HUN) 2:11.190, 3. Oleg Shelegov (RUS) 2:12.170, 5. Mariusz Kruk (POL) 2:16.390; K2 500 W: 1. Karolina Naja (POL) 2:01.350, Beata Mikolajczyk, 2. Kira Stepanova (RUS) 2:06.060, Anastasia Panchenko, 3. Nora Szilvasy (HUN) 2:07.620, Petra Szabo; K2 500 M: 1. Marcin Nickowski, Mariusz Kujawski (POL) 1:43.080, 2. Igor Bak, Ruslan Mamutov (RUS) 1:44.320, 3. Sergii Tokarnytskyi, Igor Trunov (UKR) 1:44.830; C2 500 M: 1. Vitaliy Verheles, Denys Kamerylov (UKR) 2:01.110, 2. Siarheu Pryvolkin, Dzianis Reut (BLR) 2:02.170, 3. Pavel Rusu, Andrei Turcan (MDA) 2:02.830, 5. Michał Hertel, Jakub Koźbiał (POL) 2:07.350; K4 500 M: 1. Pavel Miadzvedzeu, Dzianis Klimovich, Andrei Kaloska, Vitaliy Bialko (BLR) 1:31.280, 2. Sergey Duz, Igor Bak, Ruslan Mamutov, Oleg Zhestkov (RUS) 1:31.460, 3. Paweł Szandrach, Grzegorz Błęka, Sebastian Szypuła, Dawid Putto (POL) 1:32.470; C4 500 M: 1. Vitaliy Verheles, Denys Kamerylov, Oleg Tarnovskyi, Eduard Shemetylo (UKR) 1:52.160, 2. Vojtech Ruso, Martin Egermaier, Tomas Janda, Radek Miskovski (CZE) 1:53.030, 3. Aliaksei Rybak, Dzmitry Rabianok, Dzmitry Pivavar, Andrei Misachenka (BLR) 1:55.340; DSQ Paweł Skowroński, Bartosz Pławski, Marcin Szybaj, Tomasz Pospiech (POL); K1 200 M: 1 Kirill Lypunov (RUS) 39.95, 2 Ignas Navakauskas (LTU) 40.36, 3 Manfredi Rizza (ITA) 41.05, 5. Piotr Mazur (POL) 42.38; K1 200 W: 1. Natalia Lobova (RUS) 48.58, 2. Inna Klinova (UKR) 48.73, 3. Petra Szabo (HUN) 51.94, 8. Aleksandra Górna (POL) 56.27; C1 200 M: 1. Artsem Kozyr (BLR) 46.44, 2. Nikolay Lipkin (RUS) 46.90, 3. Mariusz Kruk (POL) 47.29; K2 200 M: 1. Dawid Putto, Sebastian Szypuła (POL) 36.71, 2. Marton Sik 37.19, Gergely Boros (HUN), 3. Kirill Lypunov, Alexandr Nikolaev (RUS) 37.44; K2 200 W: 1. Karolina Naja 42.51, Beata Mikołajczyk (POL), 2. Elena Anushina, Olesia Nikishaeva (RUS) 43.51, 3. Jana Sebestova, Jana Blahova (CZE) 44.57; C2 200m M: 1. Pavel Petrov, Nikolay Lipkin (RUS) 41.98, 2. Tomasz Pospiech, Mariusz Ruszyński (POL) 44.22, 3. Yurii Vandiuk, Andrii Rybachok (UKR) 44.44; K4 200 M: 1. Sebastian Szypuła, Grzegorz Błęka, Piotr Mazur, Dawid Putto (POL) 34.51, 2. Marton Sik, Gergely Csaszar, Mate Szomolanyi, Gergely Boros (HUN) 35.05, 3. Kirill Lypunov, Alexandr Nikolaev, Igor Bak, Oleg Zhestkov (RUS) 35.23; K4 200 W: 1. Elena Anushina, Olesia Nikishaeva, Anastasia Panchenko, Natalia Lobova (RUS) 41.57, 2. Agnieszka Kowalczyk, Magdalena Krukowska, Edyta Dzieniszewska, Paulina Wiewióra (POL) 42.23, 3. Jana Sebestova, Jana Blahova, Michaela Fasnerova, Lucie Matouskova (CZE) 44.35; C4 200 M: 1. Pavel Petrov, Nikolay Lipkin, Ramil Oleg, Oleg Shelegov (RUS) 40.73, 2. Siarheu Pryvolkin, Dzianis Makhlai, Andrei Zhavaranak, Dzianis Makhlai (BLR) 41.49, 3. Vojtech Ruso, Martin Egermaier, Tomas Janda, Radek Miskovski (CZE) 41.91, 4. Pawel Skowroński, Tomasz Pospiech, Mariusz Ruszyński, Jakub Koźbiał (POL) 42.62
aps nr 07 2012 (305)
IV Akademickie Mistrzostwa Świata w Strzelectwie, Kazań (Rosja), 3–10 IX 2012
Sprawdzian strzelecki
Dla sprawdzenia stanu przygotowań do Uniwersjady Kazań skutecznie ubiegał się w 2012 o organizację trzech mistrzostw świata: w kajakarstwie, strzelectwie i wioślarstwie.
O
torze do sportów wodnych była już mowa, obok znajdują się relacje z odbytych na nim mistrzostw. A teraz słów kilka o strzelectwie. Strzelcy na swoje zawody będą musieli jeździć poza Kazań. Strzelnica kulowa zlokalizowana jest 30–40 minut drogi od wioski w Kompleksie Mirny, śrutowa zaś (skit i trap) dwa razy dalej w Kompleksie Sviyaga. Od uniwersjady w Bangkoku strzelectwo na stałe zagościło w programie rywalizacji sportowej studentów. Z polskiego punktu widzenia to dobrze, większość zawodników z czołówki krajowej to właśnie młodzież akademicka. Studiują w różnych szkołach wyższych, godząc naukę z treningiem. W AZS wielkich tradycji w tej dyscyplinie nie ma, głównie ze względu na to, że rzadko kiedy uczelnie mają własne strzelnice. Za to współpraca z Polskim Związkiem Strzeleckim już od wielu lat skutkuje zarówno właściwymi przygotowaniami, jak i medalowymi startami. W Kazaniu reprezentowani byliśmy przez 16 sportowców: specjalistki (sweet) i specjalistów (trap) w strzelaniu do rzutków oraz zawodniczki i zawodników w strzelaniu kulowym z karabinu i pistoletu. Już pierwszego dnia dobre wieści nadeszły z Kompleksu Mirny. Najpierw w konkurencji pistolet 50 m zespół w składzie: Witosław Krzak, Marceli Krzysztoń, Tomasz Pałamarz wynikiem 1634 pkt zajął 3 miejsce za Francją (1646 pkt) i Rosją (1643 pkt). Indywidualnie Witosław Krzak był szósty. Na strzelnicy obok równie udanie walczyli specjaliści w strzelaniu z karabinu na 50 m – Bartosz Jasiecki, Tomasz Bartnik i Paweł Pietruk. Jednym trafieniem (1774 pkt) wyprzedzili oni ekipę Korei Południowej i stanęli na najniższym stopniu podium za Rosją (1779 pkt) i Słowacją (1779 pkt). Bartosz był indywidualnie 11. W konkurencji strzelania z karabinu pneumatycznego (10 m) ekipie żeńskiej poszło znacznie gorzej, skończyła na 11 miejscu drużynowo. Karolina Baszeń reprezentująca Polskę w strzelaniu z pistolewww.azs.pl
tu pneumatycznego na 10 m była 14. z wynikiem 376 pkt. Drużyna karabinowa kobiet już następnego dnia wróciła do gry. W konkurencji strzelania z karabinu na 50 m zespół w składzie: Paula Wrońska, Patrycja Kubisztal i Żaneta Iwaszuk – wywalczył 3 miejsce (1753 pkt) za Kazachstanem (1763 pkt) i Koreą Południową (1755 pkt). Paula była szósta w ścisłym finale z wynikiem 589 pkt. Kilkadziesiąt kilometrów dalej na obiektach strzelnicy Sviyaga walczyli specjaliści w konkurencji trap. Obiekt już kilkakrotnie gościł specjalistów w tej konkurencji, położony jest na wzgórzach, z których rozciąga się widok na rozlewisko Wołgi. Bardzo liczyliśmy na medale męskiej ekipy. To bardzo utytułowani zawodnicy. Dwóch z nich – Jakub Trzebiński i Łukasz Szum – zdobywało medale na AMŚ we Wrocławiu i na Uniwersjadzie w Shenzhen. Kazań nie był dla nich łaskawy. Najlepsi osiągali wyniki w kolejnych seriach na poziomie 24–25 celnych trafień. Naszym zdarzało się 20–21 trafionych rzutek. Najlepszy z Polaków Jakub Trzebiński zakończył start na 17 miejscu z wynikiem 114 punktów, drużyna zaś – ostatecznie na szóstym (łącznie 332 pkt). Wygrali Rosjanie (347) przed Włochami (346) i Cyprem (346). Radośnie za to zakończyła się dla Polski rywalizacja wśród kobiet. Agnieszka Sieracka po ostatecznej finałowej rozgrywce kończyła konkurencję na 2 miejscu z 90 trafieniami (66 w eliminacjach i 24 w finale), o punkt za Albiną Szakirową z Rosji, a przed Słowaczką Danką Bartekovą. Polka znakomicie strzelała w trzeciej serii, uzyskując komplet trafień (25 pkt). Z pozostałych Polek Aleksandra Jarmolińska weszła do finału i była 5., natomiast Natalii Szamrej start całkowicie się nie udał i zajęła 14 miejsce. Drużynowo Polki zdobyły brązowy medal. W kompleksie Mirny kolejne dni przyniosły jeszcze dwa medale. Najpierw w piątek 7 września Tomasz Bartnik w konkurencji strzelania w trzech postawach dopiero po finałowej rozgrywce stracił srebrny medal na rzecz Niemca Henriego Junghanela. Po eliminacjach był drugi o 7 punktów za Rosjaninem Nazarem Luginetsem i 2 punkty przed Niemcem. W finale w 10 strzałach Rosjanin miał 98,8,H. Junghanel – 96,0 a Tomek – 93,1. W sobotę wraz ze słońcem przyszła dla naszej ekipy upragniona chwila. Paula Wrońska w strzelaniu z 3 pozycji objęła prowadzenie już po eliminacjach z wynikiem 587 punktów przed Szwajcarką
Martiną Landis (584) i Słowaczką Janą Hybrelową (583). W finale jak natchniona strzelała zawodniczka Mongolii Yanjinikham Olzvoibaatar (97,5), co w efekcie wysunęło ją na 3 miejsce. Paula i Martina obroniły swoje pozycje. Znakomity wynik, z którym można było stanąć na podium podczas Igrzysk w Londynie. Sukces indywidualny nie przełożył się na medal drużyny. Skończyło się na 4 miejscu. Bardzo słabo tym razem w pozycji klęczącej strzelała Żaneta Iwaszuk, co dało jej łączny wynik 557 punktów i 39. pozycję. Patrycja Kubisztal była 14. Z 7 medalami Polska należała do grupy liczących się państw. Łącznie w zawodach uczestniczyło blisko 500 osób. Walczono w 34 konkurencjach indywidualnych i drużynowych. W składach ekip pojawili się zawodnicy z rozegranych wcześniej igrzysk olimpijskich w Londynie. W ocenie polskich trenerów start był nie tylko potrzebny ze względów szkoleniowych, ale także organizacyjnych. Operacja przewozu broni i amunicji to dosyć skomplikowana procedura, a w przypadku Rosji dodatkowo utrudniana przez wszechobecne w każdym miejscy służby bezpieczeństwa. Należy mieć nadzieję, że coś do Uniwersjady w tym zakresie się zmieni. Tekst i foto Bartłomiej Korpak Wyniki
Karabin dowolny 60: 1. Andrey Konkov, Nazar Luginets, Sergey Kamenskiy (RUS) 1779, 2. Zoltan Balaz, Zdenek Cadek, Matus Jancek (SVK) 1779, 3. Bartosz Jasiecki, Tomasz Bartnik, Paweł Pietruk (POL) 1775; Karabin dowolny 3x40: 1. Nazar Luginets RUS 1272,8, 2. Henri Junghanel GER 1263, 3. Tomasz Bartnik POL 1262,1; Karabin sportowy 60 leżąc: 1. Alexandra Malinovskaya, Yelizaveta Lunina, Yuliya Khlyzova (KAZ) 1763, 2. Mi So Kim, Gyung Suk Jeong, Mi Jung Yang (KOR) 1755, 3. Paula Wrońska, Patrycja Kubisztal, Żaneta Iwaszuk (POL) 1753; Karabin sportowy 3x20: 1. Paula Wrońska (POL) 681,4, 2. Martina Landis (SUI) 678,2, 3. Yanjinlkham Olzvoibaater (MGL) 675,5; Pistolet dowolny 60: 1. Vincent Jeanningros, Flavien Goustard, Boris Artaud (FRA) 1646, 2. Sergey Chervyakovsky, Alexey Yakevich, Rinat Ayupov (RUS) 1643, 3. Witosław Krak, Marceli Krzysztoń, Tomasz Pałamarz (POL) 1634; Skeet 75: 1. Albina Shakirova, Nadezhda Konovalova, Natalia Vinogradova (RUS) 196, 2. Angelina Michshuk, Zhaniya Aidarkhanova, Elvira Akchurina (KAZ) 186, 3 Agnieszka Sieracka, Aleksandra Jarmolinska, Natalia Szamrej (POL) 176; Skeet 75: 1. Albina Shakirova (RUS) 91, 2. Agnieszka Sieracka (POL) 90, 3. Danka Bartekova (SVK) 89
XII Akademickie Mistrzostwa Świata w Wioślarstwie, Kazań (Rosja), 7–9 IX 2012
Ósemka na medal W dniach 7–9.09.2012 na torze regatowym jeziora Kaban w Kazaniu odbyły się XII AMŚ w Wioślarstwie. Do zawodów zgłosiło się 280 zawodników z 26 reprezentacji, w tym ekipa polskich studentów w liczbie 29 zawodniczek i zawodników.
W
ystartowaliśmy w 10 z 13 konkurencji w programie zawodów. Pierwsze spotkanie z nowo powstałym torem regatowym wypadło pozytywnie. Nowoczesne rozwiązania techniczne i architektoniczne, odpowiednie zaplecze techniczne i socjalne dla zawodników, do dyspozycji wszystko to, co jest potrzebne na zawodach wioślarskich. Szczególne wrażenie robi nowoczesny basem wioślarski z 16 stanowiskami do wiosłowania, a także piękna trybuna z dobrą widocznością całego toru. Umieszczony na drugim brzegu telebim pomaga w śledzeniu wyścigów. Liczne grono widzów na trybunach w czwartek (6.09), w dniu otwarcia, wskazywało na zainteresowanie mieszkańców Kazania tym nowym obiektem. Mistrzostwa otworzył minister sportu Tatarstanu Rafis Burganow w towarzystwie wiceprezydenta FISU Olega Matytsyna. Perturbacje z odprawą celną polskich łodzi transportowanych drogą lądową sprawiły, że można było zająć się ich rozpakowaniem dopiero późnym wieczorem w tym dniu. Z dziesięciu polskich osad po eliminacjach i repasażach do finału ostatecznie zakwalifikowało się siedem. Najwięcej braw zebrała męska ósemka, dosyć wyraźnie wygrywając swój wyścig. Ale regaty wioślarskie to też trochę konkurencja nieprzewidywalna, zależna od warunków po-
godowych. Obawy trenerów polskiej ekipy w niedzielnych finałach budziły mocne podmuchy wiatru, kłębiące się chmury nad jeziorem i spadająca temperatura. Już w pierwszym wyścigu potwierdziły się przypuszczenia, że wyniki w eliminacjach często wynikały z taktyki startowej. W jedynkach kobiecych należąca do światowej czołówki Magdalena Kemnitz już od startu musiała gonić przeciwniczki. Bezkonkurencyjna okazała się zawodniczka RPA Kristen McCann (7:38,47), Magdalena była ostatecznie czwarta (8:01,04). Pierwszy medal, brązowy, dla Polski wywalczyła żeńska czwórka bez sternika (4–) płynąca w składzie: Marta Kowalska, Anna Karzyńska, Joanna Dittmenn, Ewelina Sławińska. Nasza osada rywalizowała do końca z Holenderkami (2 miejsce). Wygrały bezapelacyjnie Rosjanki. Świetny występ odnotował Bartłomiej Leśniak. Pierwsze 1000 metrów nie zapowiadało końcowych emocji. W miarę upływu dystansu łódź Bartka zbliżała się do czołówki wyścigu. Ostatnie metry to bezpośrednia walka z Węgrem Galambosem, minimalnie przegrana na linii mety o 0,06 sekundy. Radość ze srebrnego medalu wielka. W następnym finale bardzo liczyliśmy na udany występ dwójki bez sternika, płynącej w składzie Dawid Grabowski, Bartosz Zabłocki. To doświadczona osada, która w eliminacjach nie miała problemu z awansem. Już z komentarzy trenerów obserwujących wyścig na telebimach wynikało, że naszym zawodnikom nie idzie najlepiej. Zbyt dużo tracili już w połowie dystansu. Potwierdziło się to na mecie. 4 miejsce. W następnym wyścigu czwórek męskich bez sternika sytuacja była zgoła odwrotna. Nasza osada od początku płynęła w wyrównanej stawce, a po półmetku wyraźnie było widać, że zachowali niezbędne siły na finisz. Był udany. Piotr Majewski, Damian Salak, Karol Leszczyński, Michał Chrestowski tylko o dziób łodzi byli gor-
si od Niemców i Holendrów. Wywalczyli brązowy medal. Tradycyjnie regaty kończył wyścig ósemek. Polacy na najlepszym torze z racji wyników eliminacji. Znakomity start i ostra rywalizacja przez cały wyścig z osadami Anglii, Białorusi i Rosji. Wyścig pasjonujący, dla nas z dreszczykiem emocji w momentach, gdy z trybun widać było trochę słabnących Polaków. Ostatnie 100 metrów to walka na całego. Piersi odpadli Rosjanie. Polacy o ponad sekundę lepsi od Anglików. Brawa. To w końcu królewska konkurencja. Ocena startu osad jest bardzo wysoka, szczególnie start medalistów, ale także pozostałych wioślarzy, którzy walczyli do końca o jak najlepsze miejsce. Musimy już myśleć o 2013 roku, czyli o uniwersjadzie. Wioślarstwo znalazło się w jej programie po wielu latach. Zdobycie medali za rok w Kazaniu będzie trudniejsze. APS, foto Agata Masalska-Pawlak Wyniki
LW1x: 1. Kirsten Mccann (RSA) 7:38.47, 2. Claire Lambe (IRL) 7:43.19, 3. Nielke Van Hoogenhuijze (NED) 7:53.39, 4. Magdalena Kemnitz (POL) 8:01.04; LW2x: 1. Charlotte Burgess, Eleanor Piggott (GBR) 7:16.04, 2. Elena Senyukova, Anna Yazykova (RUS) 7:18.12, 3. Charlotte Culty, Camille Leclerc (FRA) 7:21.69, 6. Joanna Dorociak, Martyna Mikołajczak (POL) 7:36.01; W2x: 1. Sophie Paul, Nina Wengert (GER) 7:06.51, 2. Krisztina Gyimes, Katalin Szabo (HUN) 7:06.95, 3. Lenka Antosova, Libuse Bruncvikova (CZE) 7:11.59, 7. Ariana Borkowska, Agnieszka Kobus (POL) 8:21.29; W4-: 1. Tatiana Afinogenova, Anastasia Tikhanova, Elizaveta Tikhanova, Anastasia Zhukova (RUS) 6:45.22, 2. Avalon Valstar, Elsue Mol Marleen, Sarah Van Der Linden, Sophie Nijhoff Mariette (NED) 6:55.02, 3. Marta Kowalska, Anna Karzynska, Joanna Dittmann, Ewelina Sławińska (POL) 6:56.92; LM1x: 1. Peter Galambos (HUN) 6:58.78, 2. Bartłomiej Leśniak (POL) 6:58.84, 3. Michael Schmid (SUI) 7:02.81; LM2x: 1. Matthias Arnold, Julius Peschel (GER) 6:28.49, 2. Francesco Pegoraro, Francesco Rigon (ITA) 6:32.97, 3. Matyasovszki Daniel, Pozsar Bence (HUN) 6:34.19, 8. Kowalski Rafał, Drab Mateusz (POL) 7:47.78; M2x: 1. Federico Ustolin, Francesco Cardaioli (ITA) 6:21.27, 2. Maxim Zhemaldinov, Mikael Bikua Mfantse (RUS) 6:23.90, 3. Fabien Cornier, Siegmund Verstraete (FRA) 6:27.17, 9. Dawid Kawecki, Adam Marzec (POL) 7:25.33; M2-: 1. Luca Parlato, Davide Babboni (ITA) 6:37.35, 2. Leo Davis, Jozef Muller (RSA) 6:38.51, 3. Benoit Demey, Julien Robinet (FRA) 6:39.73, 4. Dawid Grabowski, Bartosz Zabłocki (POL) 6:43.04; M4-: 1. Ivan Saric, Jann-Edzard Junkmann, Daniel Makowski, Milan Dzambasevic (GER) 6:05.07, 2. Joni Hijlkema, Hugo Van Velzen, Sjoerd De Groot, Thomas Docmbos (NED) 6:05.20, 3. Piotr Majewski, Damian Salak, Karol Leszczyński, Michał Chrustowski (POL) 6:07.91; M8+: 1. Mirosław Ziętarski, Kacper Białkowski, Ryszard Ablewski, Milosław Kędzierski, Rosolski Damian, Robert Fuchs, Konrad Kuchta, Damian Juręczyk, Karol Martyna (POL) 5:41.40, 2. Timothy Clarke, Edward Ford, Richard Steele, Phillip Congdon, Barnaby Stentiford, Paul Bennett, James Cook, John Ford, Franz Imfeld (GBR) 5:43.05, 3. Dzianis Shekh, Vasil Yemelyanovich, Yauheni Ilyin, Dzmitry Belaus, Dzmitry Vyberanets, Uladzimir Vrubleuski, Dzmitry Furman, Artsiom Kiseliou, Aliaksandr Ryshkevich (BLR) 5:45.86
aps nr 07 2012 (305)
Międzynarodowe Mistrzostwa Polski AZS Biała Podlaska, 21–23 IX 2012
Ciężary wróciły do Białej Po zeszłorocznej przerwie, kiedy to MP AZS w Podnoszeniu Ciężarów rozgrywane były w Częstochowie, ciężary wróciły do Białej Podlaskiej. Była to już VII edycja tej imprezy, a po raz pierwszy rozegrano zawody pod nazwą Międzynarodowych Mistrzostw Polski AZS.
Z
aproszono uczestników z zagranicy w ramach programu o nazwie „Partnerstwo Wschodnie”. Do rywalizacji zgłosili się zawodnicy-studenci z Litwy i Ukrainy. Wysoki poziom organizacyjny został zagwarantowany przez doświadczoną ekipę Katedry Podnoszenia Ciężarów w Zamiejscowym Wydziale Wychowania Fizycznego i Sportu warszawskiej AWF. Trener dr Jarosław Sacharuk wraz z prezesem uczelnianego klubu AZS Mariuszem Lichotą i bardzo dużą grupą wolontariuszy zapewnili profesjonalny obiekt sportowy oraz właściwą opiekę techniczno-sędziowską. W związku z rozrastającą się liczbą uczestników postanowiono rozłożyć zawody na dwa dni. W dniach 21–23 września przyjechało do bialsko-podlaskiej uczelni blisko 60 ciężarowców. Rywalizacja była na bardzo wysokim poziomie sportowym, o czym może świadczyć bardzo dobry wynik w klasyfikacji Sinclaira, w której zwyciężyła Anna Leśniewska (Wyższa Szkoła Menedżerska w Ciechanowie) przed Iwona Kępą (Kolegium Nauczycielskie w Ciechanowie) i Patrycją Piechowiak (AWF Gorzów), a u panów zwyciężył Łukasz Grela (AJD Częstochowa) przed Kacprem Wiejakiem (WSS-P Lublin) i Damianem Sikorskim (Kolegium Nauczycielskie Ciechanów). Ciężarowcy reprezentowali w sumie 20 uczelni wyższych (w tym trzy zagraniczne). W klasyfikacji uczelnianej tryumfowała Akademia Jana Długosza z Częstochowy (zespół prof. Wiesława Pilisa) przed AZS AWF Biała Podlaska i Uniwersytetem Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach. Wystąpili sztangiści reprezentujący Społeczną Akademię Nauk w Łodzi www.azs.pl
i tamtejszy Uniwersytet, Wyższą Szkołę Menedżerską i Kolegium Nauczycielske w Ciechanowie, AWF Katowice i Gorzów, Wyższą Szkołę Gospodarki i Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Wyższą Szkołę Bankową w Gdańsku, Akademię Humanistyczną w Pułtusku, Wszechnicę Świętokrzyską w Kielcach, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach i Wyższą Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Zamościu... Wiele kategorii wagowych obsadzone były medalistami i uczestnikami akademickich mistrzostw świata oraz uniwersjad. Dla przykładu: Anna Leśniewska – Mazovia Ciechanów, studentka Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Ciechanowie – pierwsze miejsce AMŚ 2010 oraz czwarte podczas letniej uniwersjady w 2011, lub Monika Grzesiak – AZS AWF Biała Podlaska, studentka AWF Biała Podlaska – drugie miejsce na AMŚ 2010. Poza tym w kategorii 85 kg startował tegoroczny olimpijczyk Krzysztof Zwarycz, reprezentant Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku, który – jak to określił: mimo zmęczenia długim i wyczerpującym sezonem nie chciał odpuścić tej imprezy. Zawody były również idealną okazją do zaprezentowania się przed III Akademickimi Mistrzostwami Świata, które odbędą się w tym roku na początku listopada w Izraelu. Na pewno wielu zawodników, którzy potwierdzili swoją formę, może liczyć na miejsce w 10-osobowej kadrze akademickiej. Nie tylko na podeście było dużo znanych nazwisk, również poza nim można było spotkać wiele znanych osób ze świata podnoszenia ciężarów. Do Białej Podlaskiej przyjechał m.in. Szymon Kołecki (dwukrotny srebrny medalista igrzysk olimpijskich). Medale dla najlepszych ciężarowców studentów wręczali między innymi prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów – Zygmunt Wasiela, związkowy szef wyszkolenia Bogusław Maliszewski i trener kadry kobiet Ryszard Soćko. Oskar Rosa Foto Jan Rozmarynowski
Klasyfikacja uczelni 1. AJD Częstochowa 87, 2. AZS-AWF Biała Podlaska 58, 3. Uniwersytet Przyrodniczo- Humanistyczny w Siedlcach 36, 4. Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy 27, 5. Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy 25, 6. Kolegium Nauczycielskie w Ciechanowie 16, 7. Lithuanian Academy of Physical Education 11, 8. Społeczna Akademia Nauk w Łodzi 9, 9. Wyższa Szkoła Menadżerska w Ciechanowie 9, 10. AWF Katowice 9.
Klasyfikacja indywidualna (2-bój) KOBIETY Kat. 48 kg: 1. Monika Grzesiak (AZS-AWF Biała Podlaska) 136; Kat. 53 kg: 1. Agata Zaweracz (AZS-AWF Biała Podlaska) 143; Kat. 58 kg: 1. Natalia Kraszewska (Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach) 171; Kat. 63 kg: 1. Anna Leśniewska (Wyższa Szkoła Menadżerska w Ciechanowie) 200; Kat. 69 kg: 1. Iwona Skwierczyńska (Uniwersytet Przyrodniczo- Humanistyczny w Siedlcach) 168; Kat. 75 kg: 1. Patrycja Piechowiak (AZS AWF Gorzów) 195; Kat +75 kg: 1. Małgorzata Wiejak (Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy) 201. MĘŻCZYŹNI Kat. 56 kg: 1. Paweł Łuczak (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy) 192; Kat. 62 kg: 1. Bartłomiej Garbaciak (AWF Katowice) 185; Kat. 69 kg: 1. Łukasz Paliświat (Społeczna Akademia Nauk w Łodzi) 245; Kat. 77 kg: 1. Damian Sikorski (Kolegium Nauczycielskie w Ciechanowie) 300; Kat. 85 kg: 1. Adrian Pawlicki (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy) 303; Kat. 94 kg: 1. Piotr Mizera (AJD Częstochowa) 316; Kat. 105 kg: 1. Łukasz Grela (AJD Częstochowa) 360; Kat. +105 kg: 1. Kacper Wiejak (WSS-P Lublin) 360.
Londyn okiem kibica, czyli… igrzyska „zza płotu” Pewnie wielu z Was marzyło kiedyś, aby reprezentować nasz kraj na igrzyskach olimpijskich, uczestniczyć w ceremonii otwarcia czy wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego. My też... Niestety takie marzenia spełniają się tylko dla nielicznych. I co prawda połowicznie, ale jednak nam się to udało – byliśmy w Londynie!
W
poprzednim numerze APS-u mieliście okazję przeczytać o sukcesach „naszych” azetesowych zawodników, m.in. Tomasza Majewskiego i Karoliny Nai. My w naszej relacji skupimy się na igrzyskach od kuchni, tak by pokazać to, czego nie było widać w telewizji. Oczywiście nie zabraknie też akademickich akcentów.
Pustki? Przed igrzyskami polskie gazety straszyły paraliżem komunikacyjnym Londynu. A lecąc do Londynu zewsząd atakowały nas nagłówki brytyjskiej prasy mówiące o wszechobecnych pustkach panujących w mieście. Jak było naprawdę? Normalnie – w ścisłym centrum ludzi tyle co zwykle,
jak zawsze głośno i kolorowo. Im bliżej olimpijskich obiektów, tym coraz bardziej dało się wyczuć olimpijską atmosferę…
Świątynia futbolu Naszym pierwszym prawdziwym zetknięciem się z igrzyskami była wizyta na Wembley. Stadion zrobił na nas duże wrażenie, jest naprawdę ogromny. Na mecz ćwierćfinałowy zapełnił się niemal w całości – na trybunach było ponad 81 tys. ludzi! Przeważali oczywiście Brytyjczycy, jednak spotkaliśmy też dużo Meksykanów, byli też kibice Senegalu… Co ciekawe: wielu wyspiarzy wspierało Meksyk – wyróżniały ich wielkie sombrera. Anglicy dobrze wiedzą, że logistyka to podstawa. Przekonaliśmy się o tym opuszczając stadion – w drodze do stacji metra zobaczyliśmy przed sobą rzekę ludzi. Wtedy od razu pomyśleliśmy, że czeka nas przynajmniej godzinna droga. A tu nie minęło 15 minut i było po sprawie. Odpowiednie kierowanie ludźmi daje efekty. A sam mecz? Emocjonujący z dużą ilością bramek, dogrywką i mimo wszystko chyba niezasłużone zwycięstwo Meksyku 4:2. Ta dogrywka mogła okazać się naszym przekleństwem, bowiem po meczu pędziliśmy na spotkanie z naszą srebrną medalistką w strzelectwie Sylwią Bogacką. Do POSK-u (Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny), gdzie podczas igrzysk mieści się Polskie Centrum Olimpijskie, zdążyliśmy na styk. Spotkanie poprowadził attache olimpijski senator RP Andrzej Person.
Zza płotu… Wizyta w Stratford – w samym sercu olimpijskich zmagań – pokazała nam ogrom tej imprezy. I co z tego, że tylko
„zza płotu”...Dlaczego? Wszystko przez to, że organizatorzy wprowadzili bilety do Parku Olimpijskiego. Bilety, których od miesięcy nie ma w sprzedaży, a co jeszcze dziwniejsze – koników w Londynie nie widać albo są dobrze ukryci. Dlatego musieliśmy obejść się smakiem i podziwiać Park z perspektywy tarasu widokowego w pobliskiej galerii handlowej Westfield. I tu także Anglicy zwietrzyli interes, licząc sobie po dwa funty za taką przyjemność. Ale cóż, trzeba było zainwestować... Widok Parku robił wrażenie, choć nie było widać wszystkich jego obiektów. Dominował stadion i stalowa wieża Orbit, ale na pierwszy plan wysuwał się basen olimpijski zaprojektowany przez światowej sławy architektkę Zahę Hadid.
Seria niespodziewanych zdarzeń… Środa 8 sierpnia był to dzień, który zapamiętamy na długo. I to bynajmniej nie ze względu na lanie, jakie dostali nasi siatkarze… Docklands budzi się do życia – takie hasło widniało na motorówce przycumowanej niedaleko hali Excel. Doskonale oddaje przemianę, jaką przeszła ta część Londynu w ciągu kilku ostatnich lat. Z typowo przemysłowego terenu powoli staje się kolejną atrakcją turystyczną Londynu. Jedną z większych jest m.in. przejazd kolejką linową nad Tamizą w stronę ogromnej hali O2 Arena, w której swoje mecze rozgrywają koszykarze. Ale wracając do Excela – w tym kompleksie hal wystawienniczych rozgrywano zawody w aż siedmiu dyscyplinach, często nawet równocześnie. My wybraliśmy się tam na zapasy kobiet. Była to dla nas pierwsza okazja aps nr 07 2012 (305)
zobaczenia polskich sportowców w walce o medale. I tak naprawdę niewiele do szczęścia zabrakło... Tuż przed halą, w której grali koszykarze, natknęliśmy się na naszego dyskobola Piotra Małachowskiego. Widząc naszą flagę, od razu zagaił nas na tematy piłki ręcznej. Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że bez biletu możemy wejść do środka obiektu. Co prawda nie na sam mecz, a do galerii, ale dało się w niej odczuć to wielkie koszykarskie święto. W końcu za kilka godzin mieli tu grać Amerykanie. Jeden z nas (Michał) był troszkę przygnębiony, że nie może tego zobaczyć na własne oczy. Humor poprawił mu się jednak szybko. A wszystko za sprawą hiszpańskich koszykarzy, którzy na czele z braćmi Gasolami pojawili się przed halą, od razu robiąc spore zamieszanie wśród wszystkich wokół. Powoli zbliżała się już godzina meczu Polska – Rosja. Mieliśmy dylemat: obejrzeć go spokojnie w telewizji czy ryzykować i liczyć na łut szczęścia pod Earl’s Court. Choć byliśmy lekko spóźnieni, zdecydowaliśmy się na ten drugi wariant. Na sam mecz co prawda nie weszliśmy, ale i tak emocji nie zabrakło. Przed halą spotkaliśmy wielu Polaków, a także polskich dziennikarzy. Brakowało tylko jakiegoś telebimu, żeby wiedzieć, co tam się dzieje. Ostatnie piłki meczu udało nam się jednak obejrzeć przez... okno czyjegoś mieszkania.
Jak Karolina Naja medal zdobywała… Opłacało się wstać bladym świtem, wsiąść do pociągu i udać się w stronę Eton. To tam o medale walczyli kajakarze. Nieco
zaspani dojechaliśmy do Slough – miasteczka niedaleko Eton, skąd już autobusem mieliśmy dostać się na tor. I tu czekała na nas miła niespodzianka. Organizatorzy perfekcyjnie przygotowali się na przyjazd kibiców, organizując specjalny transport. Po krótkiej podróży dojechaliśmy do celu. Wokół toru na czas igrzysk zbudowano kilka tymczasowych trybun, na jednej z nich – około na 250 m przed metą – czekały na nas miejsca. Punktualnie o 9:30 rozpoczął się pierwszy wyścig, od razu z udziałem Polaków. No i nasi wygrali. Złoto? Niestety nie, był to tylko finał B. Ale był to dobry znak przed kolejnymi startami. Największe emocje przyniósł ostatni finał dnia. Na 500 m rywalizowały kajakowe dwójki kobiet. To właśnie tam widzieliśmy naszą szansę na medal. No i co tu dużo mówić, dziewczyny nie zawiodły. Beata Mikołajczyk i Karolina Naja od samego początku były w czołówce i pomimo pościgu Chinek udało im się dowieźć brąz do mety. Choć na początku z naszej perspektywy nie było to takie oczywiste. A chwile oczekiwania na wyświetlenie oficjalnych wyników dłużyły się w nieskończoność. Jednak, gdy przy trójce wyświetliło się „POL”, wiedzieliśmy, że jest medal. Wszyscy Polacy obecni na trybunach (a trochę ich było) eksplodowali. My też – w końcu byliśmy świadkami zdobycia medalu. Takie rzeczy pamięta się do końca życia. A cieszyło to tym bardziej, że Karolina Naja na co dzień reprezentuje barwy akademickie. A już powoli wychodząc z kompleksu Eton Dorney mieliśmy wyjątkową okazję podziwiać z bliska złoty medal olimpijski. Dumnie prezentowała go niemiecka kajjakarka Tina Dietze, która razem z koleżanką wcześniej pokonała m.in. nasze b brązowe dziewczyny. Ich niestety nie udało nam się już złapać.
Rowerem po farmie Planując nasz wyjazd do Londynu za pewnik braliśmy medal w kolarstwie górskim. Niestety kontuzja Mai Włoszczowskiej
www.azs.pl w ww ww w..a az zs. s..pl pll p
znacznie ograniczyła te szanse, choć po cichu liczyliśmy na niespodziankę. Dlatego mimo wszystko pozytywnie nastawieni udaliśmy się do Hadleigh Farm. Sama trasa, choć bardzo widowiskowa, należała raczej do tych łatwiejszych – i to nie była tylko nasza opinia, ale też trenera Pauli Goryckiej Andrzeja Piątka, którego spotkaliśmy na trasie. Bardzo ucieszył się na widok kibiców z Kielc, a my mieliśmy niepowtarzalną okazję obejrzenia niemal całej rywalizacji z tak wybitnym fachowcem. Choć trzeba przyznać, że samo oglądanie wyścigu na żywo nie należy do najłatwiejszych rzeczy. Jest dużo biegania z miejsca na miejsce, ale czego się nie robi, by dopingować nasze zawodniczki. No właśnie, Polki nie były faworytkami, startowały z dalekich pozycji, jednak udało im się przesunąć do przodu. Ola Dawidowicz, jak później nam powiedziała, była tak skupiona na jeździe, że nie kontrolowała liczby przejechanych okrążeń. W Hadleigh Farm było bardzo dużo polskich kibiców, a wśród nich spotkaliśmy tę, której tak brakowało na olimpijskiej trasie. Maja Włoszczowska, bo o niej mowa, mimo gipsu na nodze dzielnie znosiła trudy kibicowania. Towarzyszyła jej niemal cała rodzina. Po wyścigu najgłośniejsi byli jednak Francuzi, bo to ich reprezentantka zdobyła złoto.
I po wszystkim… Po igrzyskach angielska prasa prześcigała się w kolejnych podsumowaniach i zachwytach nad igrzyskami. I chyba nie ma w tym przesady. Z naszego punktu widzenia wszystko było zorganizowane niemal perfekcyjnie. Naprawdę trudno się było do czegoś przyczepić. Bardzo chwaleni, z czym się zgadzamy w 100%, byli wolontariusze. Było ich ponad 70 tysięcy! Dla nas były to niezapomniane dwa tygodnie obcowania z wielkim sportem. Co tu dużo mówić – polecamy każdemu! Tekst i foto Michał Filarski, Maciej Wadowski
[koszykówka K]
Mistrzostwa Polski AZS w Grach Zespołowych, Kraków, 27–30 VIII 2012
Różnica klas w koszykówce kobiet W Krakowie podczas Mistrzostw Polski AZS w Grach Zespołowych w rywalizacji koszykarek uczestniczyły dwa zespoły z ekstraklasy: KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. oraz AZS OPTeam Rzeszów, a także dwie ekipy pierwszoligowe: INEA AZS Poznań i AZS UW Warszawa. Nie da się ukryć, w tych mistrzostwach widać było różnicę klas pomiędzy rozgrywkami. Podróż z przygodami i gra fair-play Do Krakowa przyjechały tylko cztery zespoły reprezentujące żeński basket w wydaniu akademickim w naszym kraju. Jednak podróż do stolicy Małopolski nie przebiegała wszystkim ekipom zgodnie z planem, nie obyło się bez dodatkowym emocji. W żartach mawiało się, że PKP jest najlepszy operatorem, ponieważ daje najwięcej darmowych minut. Niestety przekonały się o tym koszykarki INEI AZS Poznań, które utknęły w centralnej Polsce. Poznanianki od szóstej rano były w pociągu, po kilku godzinach ich podróż jednak zatrzymała się. – Dwie godziny staliśmy gdzieś w szczerym polu, bo lokomotywa nawaliła. Zamiast 6 godzin jechaliśmy ponad 8 – mówił Ryszard Barański, trener INEI. Przez opóźnienie „zagwarantowane” przez PKP nie obyło się bez zmian w grafiku mistrzostw. W hali AGH ze spokojem czekały koszykarki AZS OPTeam
Rzeszów wraz ze swoim trenerem, bo to właśnie rzeszowianki pierwszego dnia miały zmierzyć się z ekipą z Wielkopolski. – Każdy trener i każdy zawodnik chce grać w duchu fair-play i mecze trzeba rozgrywać na boisku, a nie przy stoliku. Czekaliśmy, bo każdemu zespołowi może się coś takiego przytrafić – tłumaczył Wojciech Downar-Zapolski, szkoleniowiec drużyna z Podkarpacia.
Faworytem jest... W 2011 roku KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp. okazał się najlepszym zespołem, wygrywając turniej we własnej hali. Gorzowianki do Krakowa jednak wybierały się w mocno odmłodzonym składzie. – Na pewno nie jedziemy w roli faworyta – zapowiadał przed wyjazdem trener Dariusz Maciejewski. Kto zatem był stawiany przed tegorocznymi zmaganiami w roli tych, którzy powinni wygrać MP AZS? – Rzeszów jest już w niemal kompletnym składzie – stwierdził D. Maciejewski. – Tak naprawdę to mamy nazwę, która jeszcze odstrasza ludzi – dodał trener gorzowianek. Forma wszystkich drużyn przed tymi zawodami była niewiadomą, ponieważ ekipy do Krakowa zjeżdżały się praktycznie bezpośrednio z obozów. W dodatku każda z drużyn była na etapie budowania kadry. Wydawało się, że to właśnie rzeszowianki będą faworytkami. AZS OPTeam najdłużej grał w składzie, w jakim przyjechał do Krakowa. Poza tym to beniaminek ekstraklasy, który przed zbliżającymi się rozgrywkami wzmocnił swoje szeregi. Inaczej wyglądała sytuacja w gorzowskim AZS-ie. Tam skład juniorski i tylko trzy seniorki, w tym dwie, które dopiero dołączyły do kadry. Trudno było też postawić pierwszoligowców w roli faworytów, co przyznał trener zespołu z Warszawy. – Przyjech Przyjechaliśmy uczyć się koszykówki od innych dr drużyn – mówił Maciej Gordon.
Na poc początek pogromy, pech INEI I Pierwszeg dnia doszło do konfrontacji Pierwszego zespołów, które grają w różnych klasach rozgrywko rozgrywkowych. Ekipy ekstraklasowe podejmował dejmowały te, które grają o ligę niżej. Zakończył Zakończyło się to pogromami, bo też szkoleniowcy tych wyżej notowanych zespołów inneg innego scenariusza nie przewidywali. Aczkolwie Aczkolwiek trener gorzowianek był zaskoczony postawą swoich podopiecznych. – Zagra Zagraliśmy nadspodziewanie dobrze na tl tle Warszawy – oceniał po meczu D Dariusz Maciejewski, trener AZS P PWSZ. Zdziwiona rezultatem nie
była Agnieszka Makowska, liderka akademiczek z Gorzowa. – Przeciwnik nie był aż tak wymagający – stwierdziła reprezentantka Polski. Drugi pojedynek rozpoczął się pechowo dla INEI, która miała pewnie już dość tych mistrzostw po zaledwie dwóch minutach gry. Kłopoty z dojazdem nie wystarczyły, pech nie opuszczał poznanianek. Niecałe dwie minuty na parkiecie spędziła Żaneta Durak, której w jednej z akcji podkoszowej rywalka włożyła palec w oko. Kapitan INEI musiała opuścić parkiet. Wieczorne badania potwierdziły uraz siatkówki, a także zalecenia miesiąca przerwy dla Żanety Durak. – Wpływ na wynik miała kontuzja Żanety Durak, która przez przypadek została uderzona w oko – stwierdził Ryszard Barański, szkoleniowiec INEI.
Rywalizacja ligowa Najważniejsze pojedynki, które miały decydować o miejscach na tegorocznym turnieju, przypadły na drugi dzień zmagań. Był to punkt kulminacyjny. Więcej emocji przyniósł jednak mecz o 3 miejsce, czyli rywalizacja pierwszoligowców. Gra nie wyglądała jednak najlepiej. Obie drużyny prezentowały wahania formy. Te wahania ostatecznie doprowadziły do remisu, a następnie do dogrywki. – Graliśmy falami, przeciwnik również – mówił Ryszard Barański, trener poznanianek. – Mecz nie był na najwyższym poziomie. Nie był to fajny mecz dla oka – stwierdził natomiast Maciej Gordon, trener AZS-u Warszawa. Ostatecznie to koszykarki ze stolicy Polski mogły cieszyć się z tryumfu. – Liczy się zwycięstwo i prawdopodobny medal, co jest niespodzianką, bo graliśmy ze spadkowiczem z ekstraklasy – dodał M. Gordon. – Przebieg tego meczu był sinusoidalny, niestety sinusoida była niekorzystna dla nas – zaznaczył R. Barański. aps nr 07 2012 (305)
[pi³ka rêczna M]
Mistrzostwa Polski AZS w Grach Zespołowych, Kraków, 27–30 VIII 2012
Biała Podlaska wzięła wszystko! Nie było mocnych na piłkarzy ręcznych AZS AWF Biała Podlaska. Nie dość, że wygrali cały turniej, to zgarnęli wszystkie nagrody indywidualne!
I
choć medaliści znani byli już przed turniejem, to walki na krakowskich parkietach nie zabrakło. Ale nie ma co się dziwić, w końcu to piłka ręczna… Turniej piłkarzy ręcznych zanim się jeszcze rozpoczął, miał już swoich dwóch wielkich przegranych. AZS Politechnika Radomska i AZS UKW
Mecz beniaminka ekstraklasy ze stałym bywalcem tych rozgrywek był jednostronnym widowiskiem. Rzeszowianki od początku „odjechały” rywalkom. Po pierwszej kwarcie było 19:2. – Praktycznie wszystko nam wychodziło – mówił Wojciech Downar-Zapolski, szkoleniowiec AZS-u Rzeszów. – Źle weszliśmy w mecz – komentował z kolei Dariusz Maciejewski. Gorzowianki później nieco się zebrały, jednak to nie wystarczyło, aby odrobić straty. – Rzeszów wykorzystał swoje najmocniejsze atuty – ocenił trener KSSSE AZS PWSZ. – Gorzów słynie z charakteru i wiedziałem, że się nie podda – odpowiedział szkoleniowiec rzeszowianek. – Jakbyśmy wygrali z Rzeszowem to byłaby wielka niespodzianka – dodał D. Maciejewski.
Walka do końca AZS OPTeam Rzeszów po dwóch dniach mógł czuć się zwycięzcą. Koszykarki z Podkarpacia nie zwalniały tempa i sumiennie wykonywały swoją pracę do końca. Pewnie wygrały również ostatnie spotkanie. – Najważniejsze, że wygraliśmy trzeci mecz w dobrym stylu. Zwycięstwo w turnieju to miła niespodzianka – stwierdził Wojciech Downar-Zapolski, szkoleniowiec AZS-u Rzeszów. Jako ostatnie www.azs.pl
Bydgoszcz pomimo zgłoszenia na MP AZS nie zaszczycili nas swoją obecnością. To mało profesjonalne zachowanie spowodowało spore zamieszanie w systemie rozgrywek. Ostatecznie trzy drużyny, które przyjechały do Krakowa, zagrały systemem każdy z każdym. I nawet mimo tak okrojonego zestawu drużyn wszystko wyjaśniło się dopiero w ostatnim meczu turnieju. W pierwszym pojedynku turnieju rozgrywanego w hali krakowskiego AWF zmierzyły się AZS AWF Biała Podlaska z AZS UŁ PŁ Łódź. Po emocjonującym, ale dość słabym meczu padł niespodziewany remis po 18. Drużyny grały falami, a ich słabszą dyspozycję można wytłumaczyć tym, że dopiero co wróciły z obozów i tak naprawdę był to ich pierwszy mecz kontrolny. – Przyjechaliśmy przede wszystkim
taktycznie ustawić zespół, medal nie był sprawą życia i śmierci. Chcemy tutaj wychwycić nasze słabsze punkty. Choć wiadomo, zawsze trzeba grać o najwyższe cele – mówił przed turniejem trener AZS AWF Andrzej Chmielewski. Jeszcze na dwie minuty przed końcem to łodzianie prowadzili 18:16. Jednak zawodnikom z Białej Podla-
– Przed tą młodzieżą jeszcze sporo pracy – ocenił swoje podopieczne trener Dariusz Maciejewski. – Cieszy to, że z meczu na mecz zaczynamy funkcjonować, zaczynamy pokazywać grę w koszykówkę – ocenił po turnieju Ryszard Barański, trener poznanianek.
Tym razem było wszystko, prawie...
o sile tryumfatorek MP AZS przekonały się zawodniczki AZS UW Warszawa. – Dziewczyny starały się walczyć. Różnica jest jednak kolosalna, jeśli chodzi o potencjał. Rzeszów zasłużenie wygrał te mistrzostwa – ocenił Maciej Gordon, trener warszawianek. Na koniec spotkały się ekipy, które w zeszłym roku walczyły w finale. Wydawało się, że osłabiona INEA nie powinna sprawić problemu gorzowskim koszykarkom. Rzeczywistość okazała się inna. Młody zespół Dariusza Maciejewskiego miał problemy z rówieśniczkami z Poznania. Drużyny grały falami, często zmieniały się prowadzeniem. Organizatorzy w pewnym momencie zaczęli już przeliczać punkty, bo to, co wydawało się pewne, zaczynało się zmieniać. Jeszcze każde rozwiązanie na podium było możliwe. W końcówce stanęły gorzowianki, jednak INEA tego nie wykorzystała i ostatecznie to KSSSE AZS PWSZ okazał się minimalnie lepszy.
Tegoroczne zmagania basketu w żeńskim wydaniu miały niemal wszystko. Była dramaturgia, były emocje. Była także sportowa, ostra walka, często jednak niestety kończąca się urazami zawodniczek. Były niespodzianki i byli też goście. Rywalizacji przyglądali się hiszpańscy szkoleniowcy oraz zawodniczki Wisły Can-Pack Kraków. Wszak grały tam dwie ekstraklasowe ekipy, rywale „Białej Gwiazdy”. Były nagrody indywidualne. MVP całego turnieju została Joanna Kędzia z AZS OPTeam Rzeszów. Tytuł najlepiej punktującej przypadł Agnieszce Makowskiej, reprezentującej barwy KSSSE AZS PWSZ. Organizatorzy wręczyli trzecią nagrodę, dla najsympatyczniejszej zawodniczki. Otrzymała ją Żaneta Durak, która grała krótko, ale przez cały turniej wspierała swoją drużynę, w dodatku z jej twarzy nie znikał uśmiech, a w przerwach kapitan INEI była chętna do rozmów. Zdecydowany minus to jednak frekwencja podczas MP AZS. Szkoda, że uczestniczyły tylko cztery drużyny, a inne akademickie zespoły odpuściły zmagania o mistrzostwo Polski... Tekst Dawid Lis, foto Michał Filarski, Radosław Siuba
skiej udało się wyrównać, a rzut rozpaczy łodzian wylądował nad bramką. Drugi mecz przyniósł wysoką i chyba dość niespodziewaną porażkę AZS UW Warszawa z AZS AWF Biała Podlaska 17:25 (5:16). Od samego początku to podopieczni A. Chmielewskiego przejęli inicjatywę. Niemal każdy rzut sięgał celu, a w bramce cudów dokonywał Adam Florczak. Dzięki jego skutecznym interwencjom szczypiorniści AWF mogli wyprowadzać skuteczne kontry. – Drużyna zlekceważyła przeciwnika. Nie da się wygrać meczu na chodzonego – komentował podenerwowany II trener AZS UW Robert Lis. W przerwie w warszawskiej ekipie było bardzo gorąco. –Tylko żeby wstydu nie było, bo ja już nie wiem, co k… powiedzieć – rugał jeszcze na hali swoich podopiecznych Lis. Ostre słowa trenerów dały efekt. Zawodnikom z Białej Podlaskiej dużo trudniej było zdobywać dobrą pozycję do oddania rzutu. – Pod koniec trochę podgoniliśmy, ale cóż, jak się źle zacznie mecz, to ciężko potem wrócić do gry. Ale to, co zaprezentowaliśmy dotychczas, to była strata czasu zarówno dla nas, jak i dla przeciwników – skomentował Lis. Na trzy minuty przed końcem spotkania kontuzji doznał bohater AWF-u Adam Florczak, który źle wylądował i w konsekwencji złamał kość śródstopia, co oznaczało dla niego koniec turnieju. W ostatnim pojedynku dnia AZS UW Warszawa po bardzo dobrej grze pewnie pokonała AZS UŁ PŁ Łódź 27:16 (17:8), w pełni rehabilitując się za wcześniejszą porażkę. Kluczem do zdobywania kolejnych bramek okazała się kapitalna gra drugiej linii warszawskich szczypiornistów, w której królował Łukasz Wolski. Zawodnicy z Łodzi nie mogli również poradzić sobie ze szczelną obroną przeciwników. Druga połowa nie przyniosła już zmiany obrazu gry. Okazja do rewanżu nadarzyła się szybko, bo już w pierwszym środowym meczu. Jednak łodzianom się to nie udało i to szczypiorniści AZS UW cieszyli się z wygranej 23:17 (12:9). To sprawiło, że nadal liczyli się w walce o złoto. Drugi środowy pojedynek przyniósł pewną wygraną szczypiornistów Białej Podlaskiej nad AZS UŁ PŁ 23:16 (13:6).
Mecz zaczął się od szybkiego prowadzenia zawodników AZS AWF, grających bardzo solidnie w obronie. – Druga linia Łodzi w zasadzie nie mogła nic zrobić. Bramkarz bronił równo i w pierwszej, i w drugiej połowie. Biała dzięki kilku atakom w pierwsze tempo zdobyła kilka bramek, uzyskując dzięki temu przewagę i potem ten mecz już kontrolowała – ocenił mecz Zygmunt Kamys. Były zawodnik AZS AWF, a obecnie AZS Politechniki Świętokrzyskiej przyjechał do Krakowa, aby wspierać swoich byłych kolegów z drużyny. Przed nami pozostało tylko ostatnie spotkanie turnieju pomiędzy pierwszoligowcami z Warszawy i Białej Podlaskiej. Pierwsza połowa meczu to gra cios za cios. Żadnej z drużyn nie udało się wypracować większej przewagi. Dobrymi interwencjami popisywali się bramkarze obu ekip, a zwłaszcza Łukasz Adamiuk z AZS AWF. Warszawscy szczypiorniści zaskakiwali przeciwników atomowymi rzutami z drugiej linii. Jednak nie musieli długo czekać na odpowiedź ze strony zawodników z Białej Podlaskiej. Początek drugiej odsłony pojedynku to koncert w wykonaniu szczypiornistów AZS AWF. Po szybkich i kombinacyjnych akcjach w ataku zdobywali bramkę za bramką, a królował Maksim Nieswadzba, który w całym meczu rzucił aż 11 goli. W pewnym momencie na tablicy mieliśmy już wynik 20–13 dla Białej i wydało się, że zawodnicy ze stolicy już się nie podniosą. Jednak pod koniec meczu rzucili się do odrabiania strat, ale niestety na doprowadzenie choćby do remisu zabrakło im już czasu. – Przeciwnik z Warszawy w tym finałowym meczu postawił nam zdecydowanie większe wymagania niż w poprzednim spotkaniu. Byli bardziej zdyscyplinowani taktycznie. Życie nam trochę utrudniał gracz z nr 13 (Artur Bożek – przyp. red.). Pod koniec przeciwnicy zaczęli gonić, ale zabrakło im czasu i to my wygraliśmy – podsumował mecz trener AZS AWF Andrzej Chmielewski. Ostatecznie AZS AWF Biała Podlaska pokonała po emocjonującym meczu AZS UW Warszawa 25:21 (12:11). – Plan wykonany. Złoty medal już jest… Teraz możemy iśc na piwo (śmiech) – dodał zadowolony trener Chmielewski. Tytuł mistrzów Polski AZS przypadł drużynie AZS AWF Biała Podlaska. Drugie miejsce w turnieju zajął AZS UW Warszawa, a trzecie szczypiorniści AZS PŁ UŁ Łódź. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano wspomnianego już wcześniej Maksyma
Naswadzbę z AZS AWF. Najwięcej bramek (33) w całym turnieju zdobył jego klubowy kolega Artur Makaruk. Natomiast nagrodę dla najlepszego bramkarza otrzymał kolejny zawodnik z Białej Adam Florczak, który bronił kapitalnie, ale niestety w drugim meczu doznał kontuzji i potem wspierał kolegów już tylko z ławki rezerwowej. Tekst i foto Maciej Wadowski, Michał Filarski
No i… wygraliśmy Rozmowa z Arturem Makarukiem, zawodnikiem AZS AWF Biała Podlaska, zdobywcą największej liczby bramek (33) Jak ocenisz turniej w waszym wykonaniu?
Na pewno cieszymy się, że wygraliśmy te mistrzostwa, tym bardziej że są to nasze pierwsze mecze po ciężkim obozie, ale myślę, że to zaprocentuje. Na pewno były jakieś błędy w naszym wykonaniu i zawsze będą, ale wiemy nad czym jeszcze popracować i czekamy na start ligi. Ostatni mecz z UW Warszawa zagraliście o zwycięstwo w całym turnieju. Czy był to trudny pojedynek?
Tak… Był to zdecydowanie najtrudniejszy mecz w całym turnieju, ale wiadomo Warszawa też chciała coś udowodnić. Chciała się zrehabilitować za porażkę z pierwszego meczu z nami, tam przegrali w strasznym stylu. Widać było, że chłopaki chcieli wygrać, zresztą my też. No i… wygraliśmy. Zostałeś najlepszym strzelcem całego turnieju. Jak ocenisz swoją postawę?
Tylko dostawałem podania od kolegów i je po prostu kończyłem. To, że miałem dobrą skuteczność – super, cieszę się z tego. Fajnie wygrywać jakieś tam małe nagrody, jak król strzelców, ale cieszę się ze zwycięstwa drużyny, a tytuł indywidualny jest tylko taką kropeczką nad i. Rozmawiał Maciej Wadowski
aps nr 07 2012 (305)
[siatkówka K]
Mistrzostwa Polski AZS w Grach Zespołowych, Kraków, 27–30 VIII 2012
Złoto zostaje w Krakowie Siatkarki AZS UE Kraków bez większych problemów pokonały zawodniczki AZS LSW Warszawa 3:0 (25:9,25:15,25:17) w wielkim finale Mistrzostw Polski AZS.
F
inał zapowiadany był jako rewanż krakowianek za porażkę z AZS LSW w fazie grupowej 0:3. Ten wynik był dużą niespodzianką i sprawił, że droga do półfinałów mocno się krakowiankom wydłużyła. – W tym pierwszym meczu (sensacyjna wygrana AZS LSW 3:0 – przyp. MF) było dużo nerwów i własnych błędów, stąd też taki wynik. Trzeba też pamiętać, że jest to tak naprawdę pierwsze takie nasze granie, mamy za sobą dopiero kilka treningów taktycznych. I to było widać, czasem tego zgrania brakowało. Ale z meczu na mecz było coraz lepiej. Ważne, że potrafiliśmy sobie poradzić w trudnej sytuacji – na pewno cieszy zwycięstwo w półfinale z KSZO Ostrowiec, w końcu to nasz ligowy przeciwnik, no i finał – komentował na gorąco po meczu trener ekonomistek Jacek Skrok. Bo jak się okazało, im większa presja – tym lepsza gra. W finale popularne „Eliteski” dały koncert gry, nie dając żadnych szans rywalkom. – Finał to był zupełnie inny mecz. Tuż po nim powiedziałem trenerce AZS LSW, że zagraliśmy ze sobą swoje najlepsze mecze. My teraz, oni wtedy w grupie… – dodał trener Skrok. Pierwszy set praktycznie bez historii. Krakowianki podrażnione porażką w grupie chcą wziąć srogi rewanż. Bardzo pomagała w tym dobra zagrywka, z którą spore problemy miały zawodniczki z Warszawy. Ostatecznie krakowianki wygrały w niespełna 15 minut do dziewięciu! Kolejny set to niemal kopia poprzedniego, jedynie pod koniec warszawianki nawiązały nieco walki. To zapowiadało, że emocje w tym meczu jeszcze się nie skończyły. I rzeczywiście – trzeci set lepiej rozpoczęły siatkarki AZS LSW. Przez jakiś czas nawet prowadziły. Niedługo jednak – krakowianki dość szybko opanowały sytuację, głównie dzięki dobrej grze blokiem. Przy stanie 20:13 było jasne, że złoto zostanie w Krakowie. – Nie pozwoliliśmy rozwiwww.azs.pl
nąć skrzydeł dziewczynom z AZS LSW. Zagraliśmy konsekwentnie zagrywką, dobrze ustawiony był blok, skończone kontry i to wystarczyło – mówił szkoleniowiec krakowianek. Mecz finałowy trwał około godziny i choć nie wywołał dużych emocji, przyciągnął na trybuny hali przy ulicy Kamiennej sporo kibiców. Na wyróżnienie zasługuje gra rozgrywającej AZS UEK Katarzyny Wawrzyniak. – Ona po początkowych nerwach, co było widać w pierwszym meczu, zagrała już swobodniej. Wykorzystała kontry, rozgrywała spokojnie do skrzydła. I to mnie bardzo cieszy; pokazała, że potrafi udźwignąć ciężar gry – ocenił po meczu trener Skrok. Sprostała trudnemu zadaniu zastąpienia podstawowej rozgrywającej Ewy Matyjaszek, która tuż przed turniejem doznała kontuzji. Tytuł najbardziej wartościowej siatkarki przypadł Magdalenie Tekiel z AZS LSW Warszawa. – Nie spodziewałam się takiego wyróżnienia, to bardzo miłe – mówiła tuż po meczu Tekiel. Pomimo porażki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Wraz z koleżankami sprawiły największą sensację turnieju. W końcu nieczęsto się zdarza, by absolutny debiutant dochodził do finału. Jak zapowiadają siatkarki z Warszawy, to nie jest ich ostatnie słowo. Za rok postarają się zgarnąć całą pulę. Tekst i foto Michał Filarski Foto Maciej Wadowski
Rozmowa
z Magdaleną Tekiel z AZS LSW Warszawa – MVP turnieju siatkarek Zespół debiutował na Mistrzostwach Polski AZS, ale już w pierwszym starcie dotarłyście do finału. To duże zaskoczenie?
Tak. Nie spodziewałyśmy się takiego obrotu sprawy, tym bardziej że jak
wspomniałeś, jesteśmy absolutnymi debiutantkami „azetesowych” rozgrywek. Dodatkowo mamy zupełnie inny skład niż w zeszłym roku. Razem gramy dopiero od dziesięciu dni – wtedy zaczęłyśmy obóz. Stąd bardzo miłe zaskoczenie i wielki szok. Zespół wniósł do turnieju duży koloryt – macie sporą grupę kibiców, stały doping…
Tak, tak (śmiech), właśnie mamy to szczęście do wiernych kibiców. Na boisku czujemy to wsparcie, co na pewno pomaga nam wygrywać mecze. Zostałaś wybrana najbardziej wartościową zawodniczką turnieju siatkarek.
To zaskoczenie. Wydaje mi się, że każda zawodniczka podchodzi do meczu z takim nastawieniem, że chce grać jak najlepiej, ale zawsze pod koniec ma się jakieś żale do siebie, że czegoś się nie zrobiło, więc na pewno nie sądziłam, że dostanę tę nagrodę. Tym bardziej że w finale byłyśmy słabsze od gospodyń z Krakowa. Wiadomo też, że siatkówka to sport zespołowy, na boisku nikt nie myśli o zdobyczach indywidualnych, staramy się pomagać sobie nawzajem. W finale nie udało się wam powalczyć z gospodyniami… Krakowianki w pełni zrewanżowały się za sensacyjną porażkę w grupie także 3:0. Skąd takie wahania formy?
Nie ma co ukrywać. Dzisiaj zagrałyśmy zdecydowanie gorzej niż w tym pierwszym meczu. Może wynikało to ze zmęczenia, aczkolwiek trzeba przyznać, ze dziewczyny z Krakowa zagrały dziś naprawdę świetnie. Wydaje mi się, że jak najbardziej zasłużyły na ten puchar. A jak oceniasz same mistrzostwa?
Na takiej imprezie jestem pierwszy raz i bardzo mi się podobało. Mam nadzieję, że co rok wrócimy i będziemy grać o złoto (śmiech). Rozmawiał Michał Filarski
[MP AZS]
Mistrzostwa Polski AZS w Grach Zespołowych, Kraków, 27–30 VIII 2012
Mistrzostwa Polski AZS mają jeszcze sens? Za nami tegoroczne zmagania Mistrzostw Polski AZS w Grach Zespołowych w Krakowie. W tym roku w stolicy Małopolski byliśmy świadkami rywalizacji tylko w trzech konkurencjach. Czy tak naprawdę ten turniej ma jeszcze sens? Czy kluby poważnie traktują MP AZS?
W
roku 2011 turniej finałowy MP AZS w Grach Zespołowych odbywał się w Gorzowie Wielkopolskim. Wtedy kibice mogli cieszyć się rywalizacją w zaledwie dwóch dyscyplinach: koszykówce kobiet oraz siatkówce kobiet. Nie był to turniej marzeń dla organizatorów. Ciężko tak nazwać imprezę, kiedy odbywają się tylko dwie z siedmiu konkurencji, w dodatku w niepełnym składzie. W ubiegłym sezonie prezentowały się jednak ekipy ekstraklasowe, takie jak AZS Białystok, KSSSE AZS PWSZ Gorzów oraz INEA AZS Poznań. Mimo słabej frekwencji to te drużyny zapewniały dobry poziom rozgrywek. Co się zmieniło w tym roku? W Krakowie mogliśmy śledzić rywalizację w trzech dyscyplinach. Oprócz wspomnianych koszykówki kobiet i siatkówki kobiet do turnieju przystąpili także piłkarze ręczni. Sukces? Nie do końca. Fakt, były trzy dyscypliny, a więc więcej niż przed rokiem. Jednak frekwencja nie była o wiele lepsza. W Gorzowie do rywalizacji przystąpiło łącznie 11 zespołów, w Krakowie 13. Czy tak powinny wyglądać Mistrzostwa Polski? Przecież w Polsce mamy sporo akademickich zespołów... Pierwszy komunikat ZG AZS, który przedstawił listy zespołów zakwalifikowanych na MP AZS, mógł napawać optymizmem. W każdej z dyscyplin na liście znajdowały się ekipy, które uczestniczą w najwyższych klasach rozgrywkowych. To były jednak tylko marzenia. Wiadomo, że nie wszystkie ekipy są chętne, aby fatygować się na ten turniej. Z drugiej strony było też sporo
drużyn, które były wpisane na tzw. listy rezerwowe. To także nie pomogło. Po weryfikacji pozostały trzy dyscypliny. Liczba zgłoszeń nie była optymalna, ale nie była też aż taka zła. Do czasu. Do turnieju koszykówki kobiet zgłosiły się cztery zespoły, wszystkie brały udział w MP AZS przed rokiem. W pozostałych dyscyplinach planowano grę w grupach, ponieważ liczba zgłoszeń wynosiła co najmniej sześć drużyn. To także uległo zmianie. Dni do rozegrania tegorocznych mistrzostw było coraz mniej, a do organizatorów dochodziły informacje, iż zespoły nie przyjadą do Krakowa. Najpierw wycofały się po jednej ekipie z siatkówki i piłki ręcznej. A w dzień otwarcia dowiedzieliśmy się, że wśród szczypiornistów zabraknie kolejnych dwóch drużyn. Z dwóch grup po trzy zespoły pozostały już tylko trzy drużyny. Co może być powodem takiego obrotu sprawy? – Zmniejsza się liczba zespołów startujących w MP AZS, ponieważ termin nie jest dopasowany do przygotowań. Większość lig sportów halowych rozpoczyna się w końcówce września bądź na początku października. Koniec sierpnia jest początkiem okresu przygotowawczego, kiedy wykonuje się bardzo ciężką pracę fizyczną. Zespoły po prostu nie są jeszcze przygotowane ani organizacyjnie, ani fizycznie. Wydaje mi się, że optymalne byłoby przesunięcie terminu na połowę września. Myślę, że to byłaby dobra opcja – powiedział Maciej Gordon, trener koszykarek AZS UW Warszawa. Podobnego zdania był trener akademiczek z Poznania. – Myślę, że termin jest mało korzystny. Większość zespołów, jeśli nie wszystkie, skończyły dzień, dwa dni temu obozy. My od razu przyjechaliśmy na turniej. To nie jest dla nas korzystne. Termin mógłby być późniejszy. Trzeba nam dać trochę czasu, żebyśmy mogli popracować w klubie i w połowie września moglibyśmy wtedy zagrać – stwierdził Ryszard Barański. – Termin na pewno jest trudny, ponieważ jest trochę za szybko na granie – dodał z kolei Dariusz Maciejewski, trener KSSSE AZS PWSZ Gorzów. Inne zastrzeżenie do terminu ma trener zwycięskiej drużyny w koszykówce kobiet. – Termin jest nietypowy, bo zawsze to było w weekendy. Trochę zaskoczeniem jest to, że turniej odbywa się w środku tygodnia – mówił Wojciech Downar-Zapolski, szkoleniowiec AZS OPTeam Rzeszów.
Czy jednak tylko termin może być problemem dla klubów? Ostatnio coraz częściej mówi się o trudnej sytuacji finansowej. – Pieniądze może też są powodem. Jednak gdyby to było w środku okresu przygotowawczego albo pod jego koniec, to większość zespołów chciałaby tutaj zagrać, bo pieniądze nie są tak duże, jak zespoły wydają na turnieje, które i tak w połowie września muszą zagrać – twierdzi Maciej Gordon. – W tym roku mieliśmy taką sytuację z piłkarzami ręcznymi. Dwie drużyny w ostatniej chwili nie dojechały właśnie m.in. z powodów finansowych. Podobnie ekstraklasowy AZS Białystok u nas w siatkówce. Każdy liczy złotówki, a uczelnie nie zawsze są chętne na to, żeby pieniądze na tego typu rzeczy wydawać. Niestety w Polsce na sporcie się oszczędza – stwierdził Jacek Skrok, trener siatkarek z Krakowa. Szkoleniowcy widzą także problem sportu na uczelniach. – Uważam, że nie powinno być tak, że tylko cztery kluby żeńskie zgłaszają się na mistrzostwa. Już nie mówiąc o tym, że męska nie zgłosiła się żadna – mówił krótko Wojciech Downar-Zapolski. – Jesteśmy klubem akademickim i to jest obowiązek wszystkich klubów akademickich, niezależnie od tego, czy ten termin komuś pasuje czy nie. Nie jest to optymalny termin, ale innego nie ma. Trzeba przyjąć to i cały czas myśleć o tym, żeby sport na uczelniach był i się rozwijał – dodał Dariusz Maciejewski. – Uważam, że sport powinien wrócić na uczelnie. Nie dość, że poziom nauczania jest zaniżony to okazuje się, że poziom sportowy także. I to jest duży problem – stwierdził Jacek Skrok. Teraz wszystko pozostaje w decyzji ZG AZS. Czy takie imprezy, w których startują 3–4 drużyny akademickie z Polski mają jeszcze sens? – To wszystko jest niepokojące. Spada zainteresowanie tymi rozgrywkami. Środowisko akademickie musi zrobić wszystko, żeby się konsolidować – dodał trener krakowskich siatkarek. – Nikomu z tych ekip nie przeszkadzało, żeby od razu po obozie tutaj przyjechać. Wypowiadają się ci, którzy są. Trzeba zapytać tych, którzy nie przyjechali, jaki jest powód – stwierdził Wojciech Downar-Zapolski, trener AZS OPTeam Rzeszów. – To jest fajna impreza i chcemy w niej uczestniczyć – zakończył Maciej Gordon, szkoleniowiec AZS UW Warszawa. Dawid Lis aps nr 07 2012 (305)
0 punktów…
0
punktów to dotychczasowy dorobek piłkarek AZS UJ w ekstralidze (stan na 1.10.2012). Beniaminkowi z Krakowa nie dopisuje szczęście w kolejnych meczach i często schodzi z boiska pokonany jedną bramką. Popularne „Jagiellonki” swój debiutancki sezon rozpoczęły w roli gospodarza od meczu z Medykiem Konin. Dwubramkowa przegrana z wicemistrzem Polski na pewno nie przyniosła im wstydu. Gorzej dla akademiczek wyglądał mecz w statystykach. Przez całe spotkanie ani razu nie zagroziły bramce Agnieszki Gizler. Z drugiej strony należy wrzucić też mały kamyczek do ogródka Medyka. Wygraną wywalczyły dzięki stałym fragmentom, podczas których to raczej krakowianki popełniały błędy. Z samej natomiast gry Medyczkom było bardzo ciężko przejść przez szczelnie ustawioną obronę. Tak właśnie wyglądało całe spotkanie. Krakowianki, ustawione wszystkie na własnej połowie, skutecznie kryły i przeszkadzały Medykowi w dokładnym rozegraniu piłki. Sensacją pachniało po pierwszej połowie, bo na tablicy wyników widniał wynik 0:0. Po przerwie padły obydwa gole dla Medyka, każdy po stałym fragmencie gry i ostatecznie wicemistrz Polski wygrał 2:0. Na pierwsze spotkanie na wyjeździe „Jagiellonki” udały się do Bydgoszczy. Obie ekipy do spotkania przystąpiły wyjątkowo zmobilizowane. Gospodynie liczyły na efektowne zwycięstwo, a krakowski beniaminek po porażce w pierwszej kolejce z Medykiem Konin doskonale wiedział, że jeśli ma szukać ekstraligowych punktów, to musi to robić właśnie w takich meczach jak ten. Drużyna z Bydgoszczy za wszelką cenę chciała więc przełamać złą passę spotkań na własnym boisku. Piłkarki znad Brdy, które tak samo jak teraz ekipa akademiczek w ubiegłym sezonie były ligowym nowicjuszem, przez cały ten czas wygrały jedynie dwa spotkania na własnym boisku – ostatni raz niemalże dokładnie rok temu – 4 września. Teraz jednak licznik złej pasy został zatrzymany. Podopieczne trenera Remigiusza Kusia pewnie rozprawiły się ze swoim rywalem z Krakowa 3:0 i tym samym krakowianki wracały do domu w kiepskich nastrojach. W trzeciej kolejce swojego debiutanckiego sezonu w ekstralidze piłkarki AZS UJ liczyły na pierwszą zdobycz bramkową i punktową. Plan zrealizowany został połowicznie. Dwie strzelone bramki nie dały punktów, gdyż rywal z Żywca – Mitech zdobył o jednego gola więcej i wygrał 3:2. Mecz stał na dobrym poziomie i mógł podobać się kibicom. Optyczną przewagę miał Mitech, ale to Jagiellonki stwarzały groźniejsze okazje. Najlepszą w 17. minucie miała Aleksandra Giza, ale w sywww.azs.pl
tuacji sam na sam trafiła w Aleksandrę Komosę. Chwilę później Karolina Gruszka mogła wykazać się lepszą skutecznością niż koleżanka z drużyny, lecz jej strzał również został obroniony. Niewykorzystane okazje zemściły się 3 minuty później. Dobre wejście w pole karne i dogranie Haliny Półtorak zakończyła skutecznym strzałem na bramkę Katarzyna Wnuk. Na przerwę jednak obie drużyny schodziły przy rezultacie remisowym. Podanie z głębi pola Magdy Knysak tym razem bezbłędnie wykorzystała Aleksandra Giza i zdobyła swoją pierwszą bramkę na najwyższym poziomie ligowym. W drugiej połowie śmielsze ataki zaczęły przeprowadzać akademiczki, co skończyło się jednak bramkami dla przyjezdnych. Kluczowe było 300 sekund od 61 minuty. Najpierw trener Beata Kuta zmieniła debiutującą w Mitechu Słowaczkę Erikę Randovą, a w jej miejsce wprowadziła Patrycję Rżany. Ta chwilę później weszła w pole karne i zdobyła bramkę na 2:1. Moment potem było już 3:1. Piłkę na 25. metrze przyjęła Halina Półtorak i precyzyjnym strzałem z dystansu pokonała Annę Popławską. Na tym emocje w spotkaniu się jednak nie zakończyły. Ambitnie walczące krakowianki zdobyły bramkę kontaktową. Dośrodkowanie z rzutu wolnego na bramkę skierowała Magdalena Knysak i pokonała Aleksandrę Komosę. Mimo że do końca pozostawało jeszcze 20 minut, to ani AZSowi nie udało się zdobyć wyrównującej bramki, ani też Mitech nie zdołał podwyższyć swojego prowadzenia. Tym samym podopieczne Beaty Kuty odniosły pierwsze zwycięstwo w sezonie, natomiast beniaminek z Krakowa wciąż musi czekać na pierwsze punkty. W czwartej kolejce odbyły się derby AZS we Wrocławiu. Spotkanie dostarczyło sporych emocji kibicom. Nastrój zmieniał się ze skrajności w 29. minucie, kiedy to zdobyły bramkę za sprawą pięknej bramki Magdaleny Knysak, w skrajność na pięć minut przed końcem spotkania, gdy straciły trzy punkty za pośrednictwem bramek Symelii Ciesielskiej i Aleksandry Jaworek. – Zagrałyśmy dwie różne połowy. Rywalki postawiły trudne warunki i były bliskie sprawienia... sensacji. Na szczęście kilka ostrych słów z ust trenera w przerwie pobudziło nas do gry i wszystko skończyło się dobrze – podsumowuje Joanna Wróblewska. Sygnał do ataku dała w 65. minucie Justyna Nazarczyk, która zdobyła bramkę wyrównującą wynik spotkania. Jak się później okazało, bramka ta zmobilizowała wrocławianki, a podcięła skrzydła krakowiankom. Kolejka piąta to spotkanie z GOSiRKI Piaseczno – drugim beniaminkiem tego sezonu. Kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Zarzecze liczyli na co najmniej punkt. Zaczęło się źle, bo po fatalnym błędzie obrony i bramkarki zawodniczki z Piaseczna objęły prowadzenie. Wydawa-
k s l o p o e mmaa³³opolski Sport wyczynowy… Rusza nowy rok akademicki, a z nim na boiska i parkiety powracają ligowcy. Część z nich przyjechało na Mistrzostwa Polski AZS w Grach Zespołowych, o których przeczytacie w numerze. Szkoda, że tak mało ich przybyło, a część postanowiła nie przyjechać mimo zgłoszeń. Większość za powód rezygnacji podaje brak pieniędzy. Czyżby sport dotknął kryzys? Nie wydaje mi się, widząc jego rozwój na krakowskich uczelniach. W tym roku przybył nowy ligowiec w siatkówce mężczyzn. AGH 100RK AZS Kraków zagra w II lidze. Swoją drogą Akademia Górniczo-Hutnicza imponuje mi rozmachem zarówno organizacyjnym, jak i finansowym. Sekcja badmintona, pływania, siatkówki kobiet i mężczyzn oraz koszykówki… Szkoda tylko, że część sekcji rozlicza się bezpośrednio przez uczelnię (widać – da się) i brak literek AZS w nazwach tych drużyn. Najbardziej zaś jestem zdumiony problemami finansowymi sekcji badmintona – jedynej, drużynowej sekcji ekstraklasowej na AGH. Rozumiem, że nie jest to najbardziej popularna dyscyplina sportu, ale skoro na uczelni znajduje się po 100–200 tysięcy złotych na sekcje występujące tak de facto na trzecim poziomie rozgrywkowym, to czemu nie może się znaleźć 80 000 zł dla sekcji z nieprzerwanym 26-letnim stażem w ekstraklasie? Dla mnie jest to nie do pojęcia, ale może to jakieś zadanie dla nowych władz uczelni, by się temu przyjrzeć… Poza sekcjami AGH w tym sezonie zobaczymy Eliteski AZS UEK w I lidze siatkówki kobiet, AZS Politechnikę Krakowską na parkietach III ligi siatkówki mężczyzn i oczywiście ostatnie mecze w rundzie jesiennej AZS UJ w ekstralidze piłki nożnej kobiet. Marek Szlachta
APS – Wydanie Regionalne Redakcja: Marek Szlachta, Joanna Hnat e-mail: biuro@azs.krakow.pl ło się, że gol z karnego Magdaleny Knysak na wyrównanie pobudzi zawodniczki AZS UJ. Niestety bramka z karnego podyktowanego w dziwnych okolicznościach podcięła skrzydła „Jagiellonkom”. Mecz zakończył przepiękny strzał pod poprzeczkę z 40 metrów i to goście schodzili z murawy z trzema punktami. Ligowa tabela pokazuje, że ciężko się wiedzie beniaminkowi. Mamy nadzieję jednak, że w dalszej części sezonu będzie lepiej. Marek Szlachta (wykorzystano fragmenty tekstów kobiecapiłka.pl oraz Jacka Mleczki)
e i k s l o p kie wwiielekolpoklso Złota jesień na sportowo Wakacje to dla niektórych czas błogiego lenistwa i odpoczynku. Dla niektórych to czas wytężonej pracy. Mowa tu oczywiście o sportowcach szlifujących formę przed zbliżającymi się rozgrywkami ligowymi. Jednak kibice podczas tegorocznych wakacji nie narzekali na nudę. Na przełomie czerwca i lipca wspólnie przeżywaliśmy emocje podczas EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie. Nieco później pasjonowaliśmy się zmaganiami naszych reprezentantów podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Wśród AZSiaków na największe brawa zasługują medaliści: złoty Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa) oraz brązowa Karolina Naja (AZS AWF Gorzów Wlkp.). W Londynie startowała również ekipa z Poznania. Chodziarz na 50 km Łukasz Nowak (AZS Poznań) zajął dziewiąte miejsce i pobił swój dotychczasowy rekord życiowy. Kolejny rekord, tym razem Polski, z udziałem Roberta Kubaczyka (AZS Poznań), padł w biegu sztafetowym 4x100 m. Siódme miejsce w finale rzutu młotem zajął Szymon Ziółkowski (AZS Poznań). Natomiast jego koleżanka po fachu Joanna Fiodorow (AZS Poznań) – dziesiąte. W eliminacjach rzutu dyskiem odpadła Żaneta Glanc (AZS Poznań). W Londynie zaprezentowały się również zawodniczki AZS AWF Poznań. Florecistki Martyna Synoradzka i Małgorzata Wojtkowiak szybko odpadły z rywalizacji indywidualnej, a w pojedynku drużynowym Polki zajęły piątą pozycję. Czujesz, że dopada Cię jesienna chandra? Ale chyba nie w Poznaniu. Wyjdź pobiegać do parku, spaceruj nad Wartą czy Maltą, idź popływać na Termy Maltańskie, weź rolki, rower, bierz udział w zajęciach fitness. Nie zapomnij o naszych AZSiakach, wspierając ich głośnym dopingiem podczas spotkań ligowych. Jesień w połączeniu z aktywnością fizyczną jest piękna. Dbajmy więc o siebie, bo ruch to zdrowie, a szczery uśmiech przedłuża życie. Do zobaczenia gdzieś na trasie lub na trybunach! Anna Celmer
Trudne początki
K
oszykarze AZS Politechnika Big-Plus Poznań przebojem awansowali do I ligi. W fazie play-off II ligi pokonali faworyzowany Open Florentyna Pleszew, a później po dramatycznym, decydującym o awansie meczu – Astorię Bydgoszcz. Sponsorem tytularnym drużyny została ponownie firma Big-Plus. W zespole pojawiło się pięciu nowych zawodników: Adam Metelski, Piotr Gacek, Łukasz Ulchurski, Filip Dylik oraz Mateusz Rutkowski. – Ten zespół zawsze był w założeniu akademicki i nadal jest, poza kilkoma zawodnikami. Są oni również związani z AZSem, bo kończyli Politechnikę Poznańską – mówi Wojciech Weiss prezes AZS PP. Akademicy sezon rozpoczęli od trzech porażek. – W II lidze grali spokojnie i ogrywali się, a teraz spotkali bardziej doświadczone zespoły. Ta drużyna ma przede wszystkim grać. Oni nie mają noża na gardle, że kiedy przegrywają, to zwolnimy trenera czy będziemy ściągali innych zawodników. Głównym celem będzie utrzymanie się. Oczywiście w sporcie trzeba wygrywać i nasi zawodnicy zaczną wygrywać. Zwycięstwo musi się u nich narodzić w głowie, muszą w to uwierzyć – dodaje Weiss. Należy wspomnieć również o koszykarkach INEI AZS Poznań. W zeszłym sezonie podopieczne trenera Ryszarda Barańskiego wygrały tylko 5 spośród rozegranych 35 meczów i spadły na zaplecze ekstraklasy. Do drużyny dołączyły: młodzieżowa reprezentantka Polski Magdalena Idziorek, dwie złote medalistki I Europejskich Igrzysk Studenckich: Żaneta Durak i Barbara Skowronek, oraz Magdalena Koperwas. W zespole zostały wszystkie zawodniczki, które zdobyły tytuł mistrzyń Polski do lat 18. Inauguracja nie wypadła okazale, bowiem akademiczki przegrały z Wilkami Morskimi w Szczecinie 71:69. Warto również nadmienić o projekcie szkolenia młodych koszykarek i trenerów. Całość koordynuje INEA AZS Poznań, a finansuje SGB Bank. Oprócz INEI w projekcie wystąpią: MKS Opalenica, Lwy Lwówek, Olimp Rawicz, Lider Swarzędz i Delfin Kłecko.
Inauguracja na minus Porażką 0:3 z AZS PWSZ Nysa rozgrywki w I lidze rozpoczęli siatkarze AZS UAM Poznań. Podopieczni Damiana Lisieckiego awans na zaplecze Plus Ligi zaprzepaścili
podczas Turnieju Mistrzów w Kętach. Akademicy z Poznania mogą mówić jednak o wielkim szczęściu. Z rozgrywek I ligi wycofała się drużyna Siatkarza Wieluń i ich miejsce miał zająć zespół wyłoniony na drodze… losowania. Szczęśliwą rękę miał Tomasz Walendzik, który wyciągnął kulkę z napisem AZS UAM Poznań. Do zespołu dołączyło kilku graczy: Mateusz Mędrzyk, Łukasz Makowski, Tomasz Rutecki, Martin Vlk, Łukasz Ożarski, Dawid Wojdyński, Mateusz Radojewski oraz wcześniej wspomniany Walendzik. – Celem jest pewne utrzymanie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie będzie takie łatwe. W lidze jest dużo zespołów doświadczonych, u nas – ułańska fantazja, młodość. Na pewno zaskoczyli nas kibice. W porównaniu do ubiegłego roku przybyło ich więcej. Dziękujemy za doping i przepraszamy za to, że musieli oglądać takie, a nie inne widowisko – mówi Krystian Pachliński.
Laskarze w akcji Już na początku września ligowe zmagania o medale mistrzostw Polski rozpoczęły laskarki i laskarze. Z drużyną AZS AWF pożegnał się trener Jerzy Jóskowiak, który przejął obowiązki asystenta trenera kadry narodowej seniorów. – Na pewno będzie nam go bardzo brakowało w klubie, nauczył nas naprawdę dużo i wykonał kawał dobrej roboty. Wszyscy życzymy mu jak najlepiej w dalszej pracy trenerskiej, tym razem z reprezentacją – mówił po zakończeniu sezonu Łukasz Kosmaczewski. Nowym trenerem akademików został Jacek Adrian. To nie koniec zmian personalnych w zespole. Do drużyny mistrza Polski WKS Grunwald Poznań został wypożyczony Łukasz Wybieralski, a Szymon Oszyjczyk przeniósł się do Anglii. Do zespołu dołączyło 5 nowych laskarzy, w tym reprezentant Polski do lat 21 Mateusz Hulbój. Początek sezonu nie jest zbyt udany dla AZS AWF, bilans to cztery porażki i dwa zwycięstwa. Z kolei laskarze AZS PP Pocztowiec Poznań pozyskali doświadczonego Sławomira Choczaja z WKS Grunwald Poznań, a resztę drużyny uzupełniają zawodnicy młodego pokolenia. Podopieczni Zbigniewa Rachwalskiego dopiero w 6. kolejce stracili pierwsze punkty z obrońcą tytułu mistrzowskiego, WKS Grunwald Poznań. Laskarki AZS PP w trzech rozegranych do tej pory spotkaniach musiały uznać wyższość jedynie KS Hokej-Start Brzeziny, z którymi wygrały w zeszłym sezonie w finale AC mistrzostw Polski.
APS – Wydanie Regionalne redakcja: Anna Celmer e-mail: szczypiorek1417@gmail.com aps nr 07 2012 (305)
Bo tu liczy sięania… przyjecimnAZoSśPŚćk zagczrynają sezon
k o t ê e i i k w s y œ z r k o t ê i œw
Szczypiorniś
S
wój trzeci sezon w rozgrywkach drugiej ligi grupy IV rozpoczynają piłkarze ręczni AZS Politechniki Świętokrzyskiej. W pierwszym meczu zmierzą się w Bochni z MOSIR-em. Już pod wodzą nowego szkoleniowca – Pawła Sieczki – trzykrotnego mistrza Polski z kielecką Iskrą. Na tym stanowisku zastąpił Pawła Tetelewskiego, aktualnego szkoleniowca KSS Kielce – piąty zespół PGNiG Superligi kobiet.
Jak pan widzi drużynę po okresie przygotowawczym, na tydzień przed startem ligi?
Paweł Sieczka: – Tak naprawdę część chłopaków jest po pierwszych czy dopiero dwóch zajęciach. Są to w głównej mierze studenci, a oni jak wiadomo dopiero zjeżdżają na zajęcia. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby mieć przyjemność z grania. Na tę chwilę wszystko fajnie wygląda, może wyniki sparingów nie są do końca takie, jakbyśmy sobie tego życzyli i tak naprawdę nie odzwierciedlają tego wszystkiego, na co nas stać. Ale jesteśmy pozytywnej myśli – będzie dobrze. Jakie są konkretne cele na ligę?
Nie, tutaj nie możemy sobie zakładać określonych celów. Sam wraz z władzami klubu strzelilibyśmy sobie w kolano, jakby ktoś powiedział, że walczymy o awans. Trzeba być realistą. Chcielibyśmy być w środku tabeli, a jak się uda coś wyżej, to jest wszystko nasze. Część
chłopaków pracuje, przychodzą tutaj, żeby nie zapomnieć, jak się gra w piłkę ręczną. Chwała im za to. Najnowszym nabytkiem drużyny jest Dawid Nowakowski – syn legendy kieleckiej Iskry Roberta Nowakowskiego.
Jest to młody chłopak, na pewno wytrenowany, orzucany. Zobaczymy, jak się wkomponuje w zespół. Dajmy chłopakowi czas. Musi pracować na swoje konto i wtedy będziemy go oceniać. Ale pamiętajmy, że on tworzy swoją własną historię, nie oceniajmy go jako syna Roberta. Sporo w drużynie studentów – tak że pewnie specjalnie szykujecie się na AMP.
Tak, tutaj bardziej chcemy się pokazać. Jednak nie można zakładać pół roku wcześniej, że coś wyjdzie lepiej, bo mogą się przydarzyć jakieś kontuzje. Nieco za wcześnie na prognozy w tym względzie. Dla pana to niejako debiut w roli trenera w rozgrywkach ligowych.
Kiedyś trzeba zacząć. W zeszłym roku prowadziłem już juniorów młodszych w Vive, teraz druga liga. Doświadczenie trzeba zdobywać. Na zachodzie zawodnicy kończą karierę i od razu zostają trenerami. U nas się utarło, że trzeba mieć doświadczenie. Tylko nie wiadomo, gdzie to doświadczenie zdobyć – jedynie pracą w taki sposób. I stopniowo wspinać się na coraz wyższe szczeble rozgrywek. Jest to bardzo fajna sprawa do rozwoju. Pokazał to Paweł Tetelewski (poprzedni trener AZS PŚk, obecnie w żeńskim ze-
Ręką po piachu…
N
awet podczas wakacji szczypiorniści AZS UJK Kielce nie zapominają o swojej dyscyplinie. Ostatnio wzięli udział w dwóch turniejach piłki ręcznej… plażowej. Najpierw w Ostrowcu Świętokrzyskim, a później w Opolu. I pomimo braku doświadczenia w tej odmianie szczypiorniaka „czarno-biało-czerwoni” spisali się bardzo dobrze, zajmując w zawodach odpowiednio trzecie i piąte miejsce. Turniej w Opolu był równocześnie eliminacją do MP. O wrażenia z gry w rękę na plaży zapytaliśmy Łukasza Michalskiego, kołowego AZS UJK. Skąd w ogóle wziął się pomysł, by grać w piłkę ręczną na plaży?
Tak dokładnie to chyba z wakacyjnej nudy (śmiech). Nie graliśmy za bardzo na hali i chcieliśmy spróbować. Pojechaliśmy praktycznie takim składem, którym gramy w lidze, może były ze dwie czy trzy różnice. Na piasku gra się trowww.azs.pl
spole ekstraklasy KSS Kielce – przyp. MF). Razem graliśmy w jednym zespole, teraz idę jego śladami. Czyli następny krok Pawła Sieczki to praca z kobietami?
Nie, nie, aż tak nie wybiegam w przyszłość (śmiech). Jestem trenerem Politechniki i na tym się koncentruję. Inne propozycje nie wchodzą w grę. Wcześniej w zespole AZS PŚk występował pana brat Jarosław Sieczka. Teraz niejako zamieniliście się miejscami – on poszedł do KSZO Ostrowiec, pan przyszedł do Kielc.
Tak się składa, że od paru lat się wymieniamy. Były nasze epizody m.in. w Politechnice Radomskiej. Wiadomo, to jest życie… A jest szansa zobaczyć jeszcze Pawła Sieczkę na boisku?
Nie wiem (śmiech). Może będę zgłoszony, ale już wcześniej mówiłem, że nie łączę grania i trenowania. Z boiska nie widać tyle ile z ławki. Na pewno czuję się jeszcze na siłach, dlatego mówię od razu – w drugiej lidze kibice raczej mnie nie zobaczą na parkiecie. Rozmawiał Michał Filarski Foto Paula Pióro
bo podwójnie. Nam było się trudno przedstawić, bo w lidze tak praktycznie nie gramy. Ciężko się przewrócić z obrotem na parkiet. A na piasku nic się nie stanie. Jakie macie wrażenia po turniejach?
chę inaczej: mniejszym składem i trochę inaczej technicznie… Czy różnice między plażową odmianą piłki ręcznej a halową są znaczne?
Tak. Raz, że gra się w czterech. Dwa, że gra się przy takim słońcu, że masakra. W Opolu termometry pokazały aż 42OC. A po trzecie, są znaczne różnice techniczne. Piłka jest inna, nie ma kleju i są ciekawsze akcje. Bramki po rzucie z obrotem czy po wrzutce to standard. I są one wyżej punktowane niż te normalne,
Ja w turnieju w Ostrowcu nie uczestniczyłem, ale w Opolu było ciepło, bardzo fajna atmosfera i świetnie zorganizowany turniej. Poziom był bardzo wysoki. Zespoły, które grały, na co dzień w hali w ręczną nie grają, tylko trenują na piachu. Zasadniczo to nam „halowym” jest podobno trudniej się przestawić na piasek. Chociaż zakładam, że jakbyśmy tak potrenowali z pół roku albo od końca sezonu ligowego, to moglibyśmy sensowny wynik ugrać. Czy w przyszłości planujecie zagrać jeszcze w ręczną na piasku?
W przyszłym roku planujemy zagrać w Pucharze Polski i spróbujemy zdobyć „pudło” na MP, bo jest w naszym zasięgu. W tym roku zabrakło nam dwóch meczów, żeby być w piątce, bo w dziesiątce już jesteśmy. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Maciej Wadowski Foto AZS UJK
[curling]
Giżycko, Wilkasy, 22 VII – 3 VIII 2012
Curling Festival Mazury Curling Festival to pierwsze spotkanie z tą dyscypliną na Warmii i Mazurach, ale od razu bardzo udane i ważne dla polskiego curlingu. Giżycko i Wilkasy gościły ponad 110 curlerów z 15 polskich klubów oraz reprezentację Kazachstanu przygotowująca się do Pacific Asian Championship.
F
estiwal obejmował szkolenie dla icemasterów, międzynarodowy camp oraz turniej. Szkolenie dotyczyło przygotowywania lodu curlingowego na zawody, na potrzeby treningowe, na lodowiskach nieprzeznaczonych do curlingu. Kurs prowadził Mark Callan (Kays of Scotland), jeden z najbardziej doświadczonych icemasterów na świecie. Program obejmował wszystkie elementy niezbędne do przygotowania lodowiska – zalewanie, wyznaczanie pola gry, malowanie linii i domów, niwelowanie nierówności, ścinanie lodu, peblowanie, oraz zagadnienia związane z konserwacją kamieni i urządzeń. W kursie wzięło udział 14 osób z 9 ośrodków curlingowych. Uczestnicy otrzymali certyfikat Kays of Scotland, ale przede wszystkim bezcenną wiedzę i praktykę. Camp obejmował 6 dni zajęć z minimum 4 h zajęć na lodzie i 2 h zajęć poza lodowiskiem każdego dnia (z wykorzystaniem obiektów Centralnego Ośrodka Sportu Akademickiego w Wilkasach). Uczestnicy po pierwszym dniu zostali podzieleni na cztery grupy z zależności od stopnia zaawansowania. Dodatkowo odbywały się konsultacje indywidualne i drużynowe. Zajęcia poprowadzili: Stewart Sturrock (Inverness), Gordon MacIntyre (Greenacres), Mark Callan (Szkocja),
Andrzej Augustyniak (Gliwice), Damian Herman (Warszowice), polscy trenerzy klubowi. Każdego dnia odbywały się 4 sesje obowiązkowe (1.45 h) i jedna sesja popołudniowa poświęcona na zajęcia klubowe i sparingi. Godziny wieczorne były poświęcone na analizy materiału wideo i zajęcia teoretyczne (2 dni), zajęcia sportowe – siatkówka plażowa i piłka nożna (2 dni), spotkanie koleżeńskie (1 dzień) i odnowę biologiczną (1 dzień). W czasie wolnym uczestnicy mieli możliwość skorzystania z bazy sportowej ośrodka w Wilkasach (korty tenisowe, boiska i hala sportowa, żaglówki i windsurfing, kajaki i rowery), a także z zabiegów rehabilitacyjnych i kriokomory. W trakcie campu dr D. Herman przeprowadzał testy z zakresu równowagi statycznej i dynamicznej – ich wyniki zostaną przedstawione w większym opracowaniu. Podczas festiwalu odbyły się także trzy oficjalne otwarte treningi dla mieszkańców Giżycka i okolic oraz turystów, w których wzięło udział ponad 100 osób. W campie wzięło udział 95 osób z 14 polskich klubów oraz 10-osobowa reprezentacja Kazachstanu. Wśród uczestników około 40% stanowili zawodnicy w wieku 13–21 lat, nie brakowało jednak i tych powyżej 35 lat. W zgrupowaniu wzięła udział zdecydowana większość aktualnych reprezentantów Polski z kadry A seniorów i juniorów oraz kilkunastoosobowa grupa zawodników objętych przygotowaniami ACSS (Akademickie Centrum Szkolenia Sportowego przy Zarządzie Głównym AZS), reprezentacja Polski w curlingu na wózkach oraz zawodnicy kadr wojewódzkich juniorów i młodzików ze Śląska i Pomorza. Zgrupowanie było jedyną możliwością treningu na lodzie w okresie letnim w Polsce, więc zgromadziło blisko połowę wszystkich regularnie trenujących curlerów w Polsce. Wszyscy uczestnicy zostali zakwaterowani w COSA AZS Wilkasy. Uczestnikom zapewniono pełne wyżywienie. Na trasie
z miejsca zakwaterowania do lodowiska (7 km) zapewniony został transport autobusami. W kończącym Festival trzydniowym turnieju Mazury Curling Cup wzięło udział 16 zespołów. Rozegrano 7 rund eliminacyjnych oraz rundę finałową w meczach ograniczonych do 6 endów. W meczu finałowym AZS Gliwice Smok (skip Augustyniak) pokonał MKS Axel Toruń (Dzikowski), trzecie miejsce przypadło Miedzianym Pociskom Wakuta Sopot (Jasiecki). 27 lipca odbyła się konferencja prasowa z udziałem trenerów ze Szkocji i najlepszych polskich zawodników oraz przedstawicieli władz Giżycka. Festiwal cieszył się sporym zainteresowaniem mediów lokalnych i dwukrotnie gościł na antenie publicznej TVP Olsztyn. W ceremoniach otwarcia i zamknięcia Festiwalu brali udział m.in.: Alicja Rutecka – dyrektor Departamentu Sportu Urzędu Marszałkowskiego w Olsztynie, Jolanta Piotrowska – burmistrz Giżycka, Paweł Czacharowski – z-ca burmistrza Giżycka, oraz Michał Żak – dyrektor COSA AZS Wilkasy. Uczestnicy Festiwalu (62 z 94 osób) wzięli udział w ankiecie, pozytywnie oceniając wszystkie aspekty organizacyjne i sportowe, i jednoznacznie (100%) zadeklarowali chęć udziału w kolejnych tego typu przedsięwzięciach. Liczymy, że festiwal nie będzie jednorazowym przedsięwzięciem i stanie się stałym punktem kalendarza curlingowego w Polsce, ale przede wszystkim liczymy na to, że curling zagości na stałe na lodowisku w Giżycku i na Mazurach, a zawodnicy Giżyckiego Klubu Curlingowego już niedługo będą walczyć o medale mistrzostw Polski. Liczymy także na włączenie curlingu do programu Warmia Mazury Senior Games w kolejnych latach. Tekst i foto Łukasz Janczar Organizatorzy i patroni Zarząd Główny Akademickiego Związku Sportowego i Ośrodek AZS COSA w Wilkasach zawodnicy zlikwidowanej w ostatnich miesiącach przez nowe władze AZS Łódź sekcji curlingu Kays of Scotland Miasto Giżycko i MOSiR Giżycko 30 something
aps ap s nr 07 07 2012 2012 20 12 1 2 ((305) 30 05) 5)
Puchar ZG AZS w Półmaratonie, 9 września 2012 r. na ulicach Piły przeprowadzony został 22. Międzynarodowy Półmaraton PHILIPSa, w ramach którego rozegrany został Puchar Zarządu Głównego AZS.
K
ategorię męską wygrał Przemysław Dąbrowski z AZS AWF Biała Podlaska wynikiem 1:11:26, miejsce drugie zajął Piotr Ślęzak z AZS AWF
Wrocław, a trzecie Adam Chudzicki z AZS AWF Wrocław. W klasyfikacji kobiet najszybsza wśród zawodniczek AZS była Andżelika Dzięgiel (AZS UMK Toruń) z wynikiem 1:22:09, druga na mecie Weronika Wójcik – AZS Politechnika Gdańsk, a trzecia Magdalena Mielnik z AZS UWM Olsztyn. Klasyfikację drużynową studentów szkół wyższych o Puchar Rektora PWSZ Piła wygrali studenci Akademii Obrony Narodowej z Warszawy przed studentami Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego z Olsztyna i reprezentacją Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Puchary dla najlepszych studentów w klasyfikacji indywidualnej i drużynowej wręczył rektor PWSZ Piła prof. dr hab. Adam Marcinkowski, a sprawną organizację zawodów zapewnił KU AZS PWSZ Piła. AG Foto AZS Piła
Wyniki Kobiety 1. Andżelika Dzięgiel (Biegam, bo lubię Toruń, AZS UMK Toruń) – 01:22:09 – 2. Weronika Wójcik (KKB Starogard Gdański / AZS Politechnika Gdańsk) – 01:25:39 – 3. Magdalena Mielnik (KS AZS UWM Olsztyn) – 01:30:06 Mężczyźni 1. Przemysław Dąbrowski (KS AZS-AWF Biała Podlaska) – 01:11:26 – 2. Piotr Ślęzak (AZS-AWF Wrocław) – 01:13:17 – 3. Adam Chudzicki (KS AZS AWF Poznań) – 01:14:54
www.azs.pl
Piła 2012
KLASYFIKACJA GENERALNA 1. Uniwersytet Warszawski, Warszawa 2. Akademia Górniczo-Hutnicza, Kraków 3. Uniwersytet Adama Mickiewicza, Poznań 4. Politechnika Warszawska, Warszawa 5. Politechnika Poznańska, Poznań 6. Politechnika Śląska, Gliwice 7. Akademia Wychowania Fizycznego, Katowice 8. Uniwersytet Gdański, Gdańsk 9. Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Lublin 10. Politechnika Gdańska, Gdańsk KLASYFIKACJA W TYPACH UC
ZELNI
Uczelnie Medyczne 1. UM Łódź 2. GUM Gdańsk EDALOWA M A J C A IK F Y KLAS 3. AM Wrocław zawa Uniwersytety 1. ALK Wars łystok 1. UW Warszawa 2. WSFiZ Bia goszcz 2. UAM Poznań 3. WSG Byd 3. UG Gdańsk Uczelnie Społeczno-Przyro dnicze 1. SGGW Warszawa 2. UE Kraków 3. UE Katowice Uczelnie Wychowania Fiz ycznego 1. AWF Katowice Uczelnie Techniczne 2. AWF Kraków 1. AGH Kraków 3. AWF Warszawa 2. PW Warszawa 3. PP Poznań Wyższe Szkoły Niepublic zne 1. ALK Warszawa 2. WSG Bydgoszcz 3. WSFiZ Białystok Wyższe Szkoły Zawodowe 1. PWSZ Leszno 2. PWSZ Nysa 3. PWSZ Tarnów