Karolina Naja AZS AWF Gorzów Wlkp brązowa medalistka olimpijska
AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW
Foto na okładce: Szymon Sikora
Udanych wakacji
Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl
Projekt graficzny i skład: Paweł Piętka © FALL tel. 12 413 35 00 www.fall.pl
[od redakcji]
Za wzruszenia trzeba płacić
I
grzyska w Londynie się skończyły. Niestety. Piękne widowisko, budzące przez dwa tygodnie podziw dla możliwości człowieka – nie tylko tego, który walczy na bieżni, pływalni i parkiecie, ale także tego, który to wszystko zorganizował i pokazał. Ci, którym udało się ominąć dzięki pilotowi w ręce i dobrodziejstwie anten satelitarnych rafy przekazu TVP, widzieli jeszcze więcej. Amatorstwo w tej rywalizacji już dawno przeszło do historii, może łezka się w oku kręci, że zabito ducha antycznych igrzysk, ale sport – tak jak inne dziedziny życia – w szybkim tempie się sprofesjonalizował. Czy jest przez to mniej piękny? Chyba przeciwnie. Oczu nie można było oderwać od ekranu. Wchodzą na pływalnię sportowcy, prezentacja zawodników trwa kilka minut – jak wspaniale zbudowani, uśmiechy na twarzy. Sam wyścig nieraz kończy się po kilkudziesięciu sekundach. To, co się dzieje w wodzie, zapiera dech. Różnice na mecie o paznokieć, setne sekundy, mgnienie oka. To samo za kilka dni na bieżni, rzutni, skoczni. Znowu milimetry, sekundy. Bieg na 100 metrów to najkrótszy spektakl świata, trwa trochę więcej niż 9 sekund, przyciąga na trybuny tysiące, a przed telewizory miliardy. Czy na Jamajce sklonowano człowieka o niesamowitych predyspozycjach? Jeżeli tak, to sztukę tę posiedli także Brytyjczycy w kolarstwie torowym, Litwini w pływaniu, a Amerykanie, Chińczycy, Rosjanie i Koreańczycy we wszystkim. Kilka tysięcy młodych ludzi, którzy zjawili się w Londynie, to nie jakiś przypadek. Wybrani zostali z grona kilkuset milionów, codziennie ćwiczących pod okiem licznych specjalistów, trenerów, lekarzy, rehabilitantów, psychologów i magów od PR.
To wszystko wymaga olbrzymich środków finansowych – w większości światowych potęg są to pieniądze pochodzące z budżetu państwa albo z instytucji i biznesu, którym państwo stworzyło przychylne prawo dla inwestowania w tę dziedzinę. Felieton to nie miejsce na ekonomiczne statystyki, zatem tylko jedna zasłyszana informacja. W USA programem stypendialnym objętych jest ponoć około 5000 zdolnych młodych ludzi. W ostatnich latach postawiono na kobiety, dlatego dla nich stypendiów jest więcej. Ci, co dają, korzystają z przywileju bycia w blasku złota. W większości państw medalistów igrzysk podjęto z wielkimi honorami. Od Trynidadu po Półwysep Koreański. W przekazie telewizyjnym z ironią komentowano spotkanie medalistów rosyjskich z prezydentem Putinem. Sala na Kremlu ociekała złoceniami, a prezenty szły w miliony rubli. Że to niby mało eleganckie i etyczne rozdawać z kasy państwowej krocie. Punkt widzenia, a może rodzaj hipokryzji. Nigdy nie słyszałem, aby jakiś polityk lub urzędnik państwowy dawał coś z własnej kieszeni. To samo dotyczy stacji telewizyjnych. Polskie władze państwowe obraziły się na sportowców. Miał zalać nas deszcz medali i rekordów, a skończyło się jak 4 lata temu, jak 8 lat temu. Miał być cud, a nie było. Chociaż niektóre polskie medale w tych kategoriach można traktować. We współczesnym sporcie za radości i wzruszenia trzeba płacić. Muszą być pieniądze i system, a także liczne rzesze specjalistów, którzy podejmą się sprzedać swoje umiejętności. Za realne pieniądze. Redaktor
Zawodnicy AZS na Letnich Igrzyskach XXX Olimpiady Londyn 2012 W reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Londynie AZS reprezentowało 58 zawodniczek i zawodników z 15 klubów akademickich (w kilku przypadkach PKOl podawał inną przynależność klubową naszych sportowców). Rywalizowali oni w dziewięciu dyscyplinach sportu: gimnastyka (1), kajakarstwo (1), lekkoatletyka (27), pływanie (6), podnoszenie ciężarów (1), szermierka (8), taekwondo (1), wioślarstwo (9) i żeglarstwo (4). W Londynie wystartowali reprezentanci następujących klubów akademickich: AZS AWFiS Gdańsk (10 sportowców), AZS AWF Warszawa (10), OŚ AZS Poznań (8), AZS AWF Katowice (7), AZS AWF Kraków (5), AZS AWF Gorzów Wlkp. (3), AZS AWF Biała Podlaska (2), AZS Łódź (2), AZS UWM Olsztyn (2), AZS AWF Poznań (2), AZS Szczecin (2), AZS UMK Toruń (2), AZS Politechnika Wrocławska (1), AZS Uniwersytet Warszawski (1) i UKS AZS Zielona Góra (1). HH
A przed nami... AMŚ
Numer zamknięto 24 sierpnia 2012 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546
Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów. aps nr 06 2012 (304)
[IO Londyn]
Olimpijskie resume
jak najszybciej trzeba zapomnieć. Polscy pływacy (a było ich 17) nie ustanowili ani jednego rekordu życiowego...
Tomasz Majewski i Karolina Naja to nasi najwięksi bohaterowie igrzysk w Londynie.
Szermierka
N
a igrzyskach w Londynie AZS reprezentowało 58 zawodniczek i zawodników, czyli ponad 25% składu całej polskiej reprezentacji. Wielu z nich uważanych było za kandydatów do medali. Przypomnijmy, że olimpijskiego złota bronił kulomiot Tomasz Majewski oraz wioślarska czwórka Adam Korol, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski. Cztery lata temu na podium stali także wioślarze Paweł Rańda i Łukasz Pawłowski oraz szpadzista Radosław Zawrotniak. Poza dwoma medalami i kilkoma finałami niewiele udało się osiągnąć.
Lekkoatletyka Tomasz Majewski obronił mistrzostwo olimpijskie w pchnięciu kulą, a w historii igrzysk wydarzyło się dopiero po raz trzeci. Tomasz awansował do finału po pierwszym rzucie na odległość 21,03 m (minimum wynosiło 20,65 m), co było trzecim wynikiem. Po pierwszej kolejce finału prowadzenie objął mistrz świata David Storl osiągając 21,84 m. Polak z rezultatem 21,19 m plasował się na drugiej pozycji. W następnej rundzie Niemiec poprawił się o 2 cm, a Majewski uzyskał 21,72 m. Trzecia kolejka zadecydowała o podziale medali. Podopieczny Henryka Olszewskiego wyprzedził Niemca o jeden centymetr (21,87 m), a na trzecie miejsce wyszedł Amerykanin Reese Hoffa (21,23 m). Ostatnie trzy próby Storla były spalone, Majewski w piątej kolejce osiągnął 21,72 m, a w szóstej, mając już zapewnione zwycięstwo, posłał kulę na odległość 21,89 m. Uzyskał trzeci www.azs.pl
wynik w swojej karierze – tylko o 6 cm bliżej od rekordu Polski. – To naprawdę niesamowite, że obroniłem tytuł mistrza olimpijskiego. Bardzo mnie to rozbawiło. Oni wszyscy są ode mnie lepsi, ale znowu udało mi się ich oszukać – cieszył się zawodnik AZS AWF Warszawa. 31-letni lekkoatleta przyznał, że szczęście przyniosła mu chusta, ta sama, którą miał założoną również w finale w Pekinie przed czterema laty. – Mam ją tylko jedną i zakładam na najważniejsze starty. Zobaczymy, czy dotrwam do Rio de Janeiro i czy znów będę ją miał przy sobie. Będę miał wtedy 35 lat, czyli tyle samo co Amerykanin Reese Hoffa, który w Londynie zajął trzecie miejsce. To jego trzecia olimpiada, a dopiero pierwszy medal. Prócz Majewskiego do finałów udało się awansować jedynie młociarzom. Szymon Ziółkowski rzucił 77,10 m, co dało mu siódme miejsce. Było to jedyne obok piątej lokaty Piotra Małachowskiego punktowane niemedalowe miejsce polskich zawodników. Joanna Fiodorow po raz trzeci w karierze przekroczyła zaś 72 m (72,37 m), co w debiucie dało jej dziesiątą lokatę. Tu klasą dla siebie była Anita Włodarczyk, która wywalczyła srebro. Z siedmioosobowej grupy chodziarzy najlepiej zaprezentował się Łukasz Nowak, który na 50 km zajął dziewiąte miejsce. Tylko jemu spośród 60 polskich lekkoatletów udało się w Londynie poprawić rekord życiowy! W tym samym wyścigu Rafał Sikora był 18., a Rafał Fedaczyński nie doszedł do mety z powodu kontuzji. Na 20 km Agnieszki Szwarnóg i Dygacz zajęły 22. i 23. miejsce, Dawid Tomala był 19., a Grzegorz Sudoł 24. Pozostali nasi zawodnicy (oszczepnicy, dyskobole i biegacze) nie przebrnęli kwalifikacji. Azetesiacy startowali we wszystkich sztafetach (Polska była jednym z czterech krajów, która mogła wystawić komplet sztafet), ale żadna z nich nie dostała się do finału. Pocieszeniem pozostaje jedynie rekord Polski sztafety 4 x 100 m z Rafałem Kubaczykiem w składzie.
Pływanie Paweł Korzeniowski był jednym z czterech polskich pływaków, któremu udało się dostać do wyścigu medalowego. W swoim trzecim z rzędu finale 200 m motylkiem zajął siódme miejsce, uzyskując czas 1:55,08. Z grona polskich pływaczek tylko Otylii Jędrzejczak udało się przebrnąć eliminacje. W półfinale swojej koronnej konkurencji – także 200 m stylem motylkowym – zajęła jednak ostatnie miejsce z czasem, o którym
Zawodnicy AZS stanowili prawie całą polską reprezentację. W turniejach indywidualnych z dziewięciu pojedynków udało im się wygrać tylko dwa. Srebrny medalista z Pekinu w turnieju drużynowym szpadzistów Radosław Zawrotniak przegrał nawet z reprezentantem... Senegalu. Po jednym zwycięstwie zanotowali jedynie szabliści Aleksandra Socha i Adam Skrodzki. Zawodniczka AZS AWF Warszawa zajęła dzięki temu najwyższe indywidualne miejsce – trzynaste. Najdalej dotarła drużyna florecistek. Jednak w ćwierćfinale znalazła się tylko dlatego, że miejsce w nim automatycznie otrzymała na podstawie wysokiej, piątej pozycji w światowym rankingu. Po porażce z Francją Polki pokonały Wielką Brytanię oraz USA i zajęły piąte miejsce. W efekcie polskich szermierzy zabrakło na olimpijskim podium po raz pierwszy od 1976 roku.
Żeglarstwo Polacy awansowali do trzech wyścigów medalowych, co skończyło się dwoma brązowymi medalami windsurferów. Azetesiakom sztuka ta się nie udała. Szansę mieliśmy w klasie 470, w której Jolanta Ogar i Agnieszka Skrzypulec klasyfikowane były tuż za czołową dziesiątką. Skończyło się jednak na 12 pozycji (do ostatniego miejsca gwarantującego start w wyścigu medalowym zabrakło Polkom pięciu punktów). Podobnie było ze startującymi w klasie 49er Łukaszem Przybytkiem i Pawłem Kołodzińskim, którzy zajęli 13. miejsce. Anna Weinzieher była zaś 22. w klasie Laser Radial.
Wioślarstwo Także tu nie było zbyt wielu powodów do radości. Było za to pożegnanie i koniec ery Dominatorów. Czterokrotni mistrzowie świata i mistrzowie olimpijscy z Pekinu w czwórce podwójnej przez wiele lat byli niepokonani. W Londynie dotarli do finału, ale zajęli w nim dopiero szóste miejsce. Niektórzy skończą z wiosłowaniem, inni odnajdą się w nowych osadach. W finałach B płynęły męska ósemka ze Zbigniewem Schodowskim (wygrana) i dwójka bez sternika z Jarosławem Godkiem (czwarte miejsce). Piąty w finale C był Michał Słoma. Największe rozczarowanie sprawiła jednak czwórka podwójna wagi lekkiej z Pawłem Rańdą i Łukaszem Pawłowskim. Wicemistrzowie olimpijscy z Pekinu zajęli... ostatnie miejsce. Jedyny wioślarski medal (brązowy) zdobyły dla Polski Julia Michalska i Magdalena Fularczyk. dokończenie na s. 4
[IO Londyn]
Gorzowscy olimpijczycy Troje reprezentantów gorzowskiego AZS AWF startowało na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Akademicy ze stolicy Anglii nad Wartę przylecieli z jednym medalem. Brąz wywalczyła Karolina Naja – kajakarka, która ukryła swoją zdobycz w torebce!
G
Od lewej: Marek Zachara, Michał Jeliński, Karolina Naja, Zbigniew Schodowski
orzowski klub przygotował specjalne spotkanie dla swoich olimpijczyków. Kwiaty, podziękowania, gratulacje i słowa zachęty do dalszej pracy – tak wyglądało przywitanie zawodników AZS AWF. – Myślę, że to nie jest ostatnie słowo – mówił Jan Horoszkiewicz, prezes AZS AWF Gorzów, wręczając kwiaty naszym olimpijczykom.
dokończenie ze s. 3
Nasi jedynacy Wielki sukces odniosła Karolina Naja. Kajakarka AZS AWF Gorzów Wlkp. płynęła w dwójce z Beatą Mikołajczyk, zdobywając brązowy medal. A jeszcze kilka tygodni przed imprezą myślami była przy kolejnych igrzyskach. Przegrała bowiem olimpijskie kwalifikacje i tylko dzięki „dzikiej karcie” mogła pojechać do Londynu. W finale na 500 m od początku do końca prowadziły Niemki. Na półmetku Polki były trzecie. Swojego miejsca nie oddały, choć Chinki mocno naciskały. – Medal na pewno jest ciężki, podobno na żadnych wcześniejszych igrzyskach krążki tyle nie ważyły. Wiem już, ile kosztuje pracy, wysiłku, walki o swoje. Za żadne skarby jednak nie odpuszczę, bo już także wiem, jak znakomicie podium
W Londynie o medal walczył Michał Jeliński, jeden z „Dominatorów”. Zawodnikowi gorzowskiego klubu nie udało się jednak wywalczyć żadnego krążka, a cztery lata temu wracał ze złotem. Tym razem wrócił z nowym doświadczeniem. – Spotkał mnie zaszczyt, że mogłem ponieść polską flagę na zakończenie Igrzysk – przyznał. – Chyba dobrze, że zamówiłem bilety przed finałami, bo po finale to bym się dwa razy zastanowił, czy chce mi się wracać – dodał Michał Jeliński. Najbardziej zawiedziony do Gorzowa wrócił Zbigniew Schodowski – wioślarz, który był w męskiej ósemce, a ta była zaliczana do grona naszych medalowych nadziei. – Była – odparł krótko Schodowski. – Takiego wyniku nie przewidywaliśmy nawet w najgorszych snach. Jest olbrzymi niedosyt – dodał zawodnik. Dla Zbigniewa Schodowskiego start w Londynie był spełnieniem marzeń. – Zawsze marzyłem, żeby na takiej imprezie wystartować, ale wynik nie ten. Jak się jedzie na Igrzyska Olimpijskie, to nie jedzie się po dres czy
tylko po to, żeby zobaczyć jak to wygląda od środka. Jedzie się walczyć do końca, ale przeciwnik okazał się od nas lepiej przygotowany – mówił ze smutkiem Schodowski. Najważniejsza na spotkaniu była oczywiście Karolina Naja, brązowa medalistka. Kajakarka, która wraz z Beatą Mikołajczyk mogła się cieszyć z krążka igrzysk olimpijskich. Swój skarb skrywała jednak w... torebce. – Myślę, że tak naprawdę to jeszcze do mnie nie dotarło – mówiła sympatyczna zawodniczka. – Codziennie się budzę, patrzę na medal i mówię „O kurczę, to naprawdę się wydarzyło” – dodała z uśmiechem. W Londynie na finale, w którym płynęły Naja i Mikołajczyk, obecny był Marek Zachara, klubowy trener Nai. – Zawyłem na trybunach, aż inni kibice zaczęli się oglądać – opisywał swoją radość szkoleniowiec AZS AWF. Dawid Lis Foto Radosław Siuba
olimpijskie smakuje. Gdzieś tam widzę już Rio de Janeiro. Zrobię wszystko, aby znów tam popłynąć po najważniejsze dla sportowca zdobycze w biało-czerwonych barwach – powiedziała Karolina Naja. Był to jedyny polski krążek w kajakarstwie, choć Naja i Mikołajczyk płynęły jeszcze w czwórce, która przegrała brąz o 0,2 sekundy! Wcześniej w wygranym półfinale polska osada ustanowiła nieoficjalny rekord świata. Pozostali nasi jedynacy ze zmiennym szczęściem rywalizowali w podnoszeniu ciężarów, gimnastyce sportowej i taekwondo. Sztangistka Joanna Łochowska była 13. w kategorii do 53 kg. Nasza zawodniczka wyrwała 84 kg i podrzuciła 107 kg. Na pierwszej rundzie zakończył zmagania w kategorii 68 kg taekwondzi-
sta Michał Łoniewski, który przegrał z... Afgańczykiem (ten zdobył później brązowy medal). Do finału wieloboju udało się tymczasem awansować gimnastykowi Romanowi Kuleszy. Polak najlepiej wypadł w ćwiczeniach na poręczach (15.100 pkt). Na stole gimnastycznym uzyskał 14.400 pkt, ale potem były już trzynastki. Skończyło się na ostatnim, 24. miejscu. Pozostałe polskie medale wywalczyli: Adrian Zieliński (złoto w podnoszeniu ciężarów), Sylwia Bogacka (srebro w strzelectwie), Damian Janikowski (brąz w zapasach) i Bartłomiej Bonk (brąz w podnoszeniu ciężarów). Łącznie było ich dziesięć – tyle samo co przed czterema i ośmioma laty. W klasyfikacji medalowej dało nam to 30. lokatę. Tekst DS, foto Szymon Sikora aps nr 06 2012 (304)
[IO Londyn]
Cały czas mam wrażenie, że to sen Młoda, uśmiechnięta, sympatyczna – taka właśnie jest Karolina Naja. Kajakarka, która z Londynu wróciła z brązowym medalem. Twoja droga na igrzyska nie była łatwa. W Poznaniu podczas europejskiej kwalifikacji nie udało się wywalczyć przepustki.
W maju, w dniu kwalifikacji, kiedy mi nie wyszło, to pogoda rozdawała przepustki na Igrzyska. Myślałam, że droga do Londynu już się dla mnie całkowicie zamknęła. Na kolejną szansę jednak długo nie musiałaś czekać.
Wszystko się tak szczęśliwie potoczyło, że się udało. Tydzień później, po kwalifikacjach, dostałam szansę zaprezentowania się w Duisburgu w K-2 z Beatą Mikołajczyk. Wtedy poszło całkiem nieźle. Trenerzy zauważyli, że dwójka w innym składzie też może pływać na dobrym poziomie. Byłaś lepsza w dwójce od Anety Koniecznej?
Porównując dwa puchary, gdzie w Poznaniu startowała Aneta z Beatą, w drugim ja startowałam z Beatą, to obiektywnie patrząc wypadłyśmy lepiej. Różniniejsze ce do pierwszych Niemek były mniejsze ą opcję i wiedziałyśmy, że mamy drugą na dwójkę. Zastąpiłaś w łódce chorą Anetę. tę. Nie bałaś się reakcji innych osób?
Wcześniej wyszła jeszcze sytuacja ytuacja z Anetą i jej chorobą. Trener podjął djął dela mnie cyzję, że to ja popłynę w osadzie. Dla to była przychylna decyzja, ale na początku było mi z tym bardzo ciężko. Wiedziawią, że łam, że ludzie stoją, oceniają i mówią, horobie. bazuję na czyimś nieszczęściu i chorobie. Jednak rak to nie jest katar, to jest bardzo poważna choroba. Każdy się bał podjąć ie było jakąkolwiek decyzję. Myślę, że nie łatwo ani trenerowi, ani Beacie. Trzeba d życia jednak odróżnić życie osobiste od go. Ja, sportowego, od wyniku sportowego. cowaliBeata i trener Tomasz Kryk pracowaliśmy na to kilkanaście lat, więc decyzja a. była ciężka, ale myślę, że słuszna. W Zagrzebiu dotarła do was informacja rmacja k zareo przyznaniu dzikiej karty. Jak agowaliście?
Trener przyszedł wieczorem i powiedział: – Usiądźcie. Usiadłyśmy z Beatą, er miał zastanawiamy się o co chodzi, trener taliśmy łzy w oczach i powiedział: – Dostaliśmy bym się dziką kartę. Przypuszczam, że jakbym opłakadowiedziała wcześniej, tobym się popłakapłakała ze szczęścia, jednak się nie popłakawww.azs.pl
łam. Po prostu się cieszyliśmy wspólnie i zaczęliśmy myśleć co dalej, bo jednak stworzyła się szansa startu czwórki, której miało nie być tak naprawdę. No właśnie, czasu na wspólne pływanie czwórki nie było dużo. Jak przebiegały te przygotowania?
Czasu było mało. Gdy mieliśmy zgrupowania w Polsce, to Aneta dojeżdżała do nas na dwa treningi tygodniowo. Razem przeprowadziłyśmy może dwanaście treningów na wodzie, to jest bardzo mało. Dlatego ja powtarzam, że to czwarte miejsce w Londynie nie jest porażką. Stworzyłyśmy coś pięknego, osadę, która naprawdę szybko pływa. Swoją prędkość w Londynie udowodniłyście.
Półfinał był najlepszy. Pobiłyśmy tam nieoficjalny rekord świata i tego nam nikt nie odbierze. To jest na pewno zachęta na przyszły rok, że jesteśmy w stanie walczyć o złoto podczas mistrzostw świata. Jesteśmy w stanie próbować walczyć o złoto, ale nie będę obiecywać, że je zdobędziemy. Na pewno będziemy próbować i chcemy pokazać, że te Polki nie zawsze muszą być czwarte, tylko mogą stać na podium. Czytałem ostatnio, że trener kadry Tomasz Kryk nie miał łatwego życia z tobą.
Tak, trener nie miał ze mną łatwego życia. Ale i ja z nim też nie miałam łatwego życia. Pierwszy raz nasze drogie pra się rozeszły, za drugim razem też się prawie rozeszły. Interweniował trener Marek Zachara, który próbował wytłumaczyć, że są pewnie niedomówienia z obu stron. Wyszło jak wyszło, wróciłam do grupy. Jak widać słusznie. Myślę, że mnie to coś nauczyło, na pewno trenera Kryka też to czegoś nauczyło. Teraz się po prostu z tego śmiejemy. A jak się współpracowało z Beatą?
Bardzo fajnie. To jest żywiołowa i niemożliwa dla mnie dziewczyna. Nieraz,
jak jeszcze nie wiedziałyśmy, że będziemy razem pływać, a ja wręcz nawet nie myślałam o Igrzyskach i moje przygotowania wyglądały tak, że starałam się bardzo szybko podnieść swój poziom na jedynce, żeby móc wywalczyć sobie prawo do kwalifikacji w Polsce, Beata towarzyszyła mi na treningach i nieraz mnie wspierała, kiedy mi się robiło już bardzo ciężko. Zachęcała mnie do dalszej pracy. Pamiętam jak we Włoszech wspinałyśmy się na górę. Trener wymyślił, że wejdziemy pieszo, bo wyciągi nie działały. Pamiętam ostatnie metry, był bardzo silny wiatr, Beata podała mi rękę, razem weszłyśmy, poczekała na mnie i nie dała mi odpuścić. Myślę, że może już tam wytworzyła się chemia między nami. Tak naprawdę muszę jej chyba podziękować za to wsparcie. W finale dwójek Beata ciebie poganiała?
Nie, nie możemy mówić, że poganiała. Każda z nas ma swoje miejsce. Faktycznie mówimy wszędzie, że ostatnie 130 metrów Beata daje krótką sygnalizację, kiedy zaczyna mocniej wiosłować i ja w tym momencie muszę się idealnie dopasować. Na szlaku jest tak, że ja nigdy sama nie podrzucę i najpierw kopnięcie musi pójść od tyłu. Na finale K-2 w Londynie był trener klubowy, Marek Zachara. Czy to cię dodatkowo mobilizowało?
Trener nie miał za bardzo ze mną kontaktu. Wydzwaniał wieczorami, rozmawialiśmy co się dzieje, jak idą biegi. Uspokajał mnie też, ale tak za bardzo kontaktu nie mieliśmy ze sobą, ponieważ nie miał wstępu do wioski olimpijskiej. Jednak wiedziałam i było mi bardzo miło, że siedzi na trybunach, kibicuje i jest myślami na pewno ze mną. Kiedy po raz pierwszy uwierzyłaś, że ten medal jest naprawdę twój?
Nie wiem, codziennie mam wątpliwości. Cały czas mam wrażenie, że to jest sen. To jeszcze nie koniec sezonu?
Przed nami AMŚ w Kazaniu. Jedziemy walczyć do ostatnich metrów. A był już czas na świętowanie?
No właśnie jeszcze nie było (śmiech). Jakoś ubolewam nad tym. Odkładałyśmy to na sobotę, czekałyśmy w Londynie na naszą koleżankę Martę Walczykiewicz. Jednak było lekkie niepowodzenie w jej wykonaniu. Cieszyła się z nami, usiadłyśmy, porozmawiałyśmy o tym, co się wydarzyło, o tym, co przeżyłyśmy przez te cztery lata przygotowań. Ale takiego oficjalnego świętowania jeszcze nie było. Rozmawiał Dawid Lis Foto Radosław Siuba
[AMŒ]
XXI AMŚ w Piłce Ręcznej Kobiet i Mężczyzn, Blumenau (Brazylia), 23–30.06.2012
Piłka ręczna w rytmie samby Podczas AMŚ w Piłce Ręcznej, które odbyły się w dniach 23–30.06.2012 r. w Blumenau (Brazylia), kobiety zdobyły brązowy medal, a mężczyźni zajęli czwarte miejsce.
L
icząca 27 osób reprezentacja polskich studentów, 13 piłkarek i 14 piłkarzy ręcznych, uczestniczyła w dniach 23–30 czerwca br. w XXI AMŚ w Piłce Ręcznej. Odbyły się one po raz pierwszy poza Europą w brazylijskim mieście Blumenau, które jest trzecim co do liczby ludności (309 tysięcy) miastem stanu Santa Catarina. Blumenau jest znanym w całej Brazylii miastem założonym w 1850 roku przez niemieckiego filozofa Hermanna Brunona Ottona Blumenaua. Do dziś obserwuje się duże wpływy niemieckie na architekturę miasta, jego kulturę i kuchnię. Ocenia się, że około 35% mieszkańców Blumenau jest pochodzenia niemieckiego. Najbardziej atrakcyjną, szczególnie dla turystów, część miasta stanowi centrum handlowo-restauracyjne o nazwie Vila Germanica, gdzie budynki i wystawy sklepów robią wrażenie przeniesionych wprost z typowego niemieckiego miasteczka. Stroje i tańce niemieckie są nadal częścią wydarzeń kulturalnych i sportowych. Podczas uroczystego otwarcia mistrzostw wystąpiły dwa zespoły artystyczne. Jeden typowo brazylijski z muzyką i tańcami ludowymi w rytmie samby, charakterystycznymi dla tego regionu Brazylii, drugi typowo niemiecki – zarówno z muzyką, jak i w strojach oglądanych np. podczas corocznego święta piwoszy „Oktoberfest” w Bawarii.
Mistrzostwa odbywały się na terenie centrum sportowego SESI Sport Complex położonego przy Rua Itajai w odległości około 7 km od Viena Park Hotel. Ponieważ treningi, rozgrywki, obiady i kolacje zorganizowano na terenie centrum sportowego, trasę między hotelem i centrum sportowym uczestnicy mistrzostw pokonywali zwykle kilka razy dziennie przydzielonym do dyspozycji polskiej ekipy autokarem. Podróż trwała przeciętnie od 15 do 20 minut w zależności od pory dnia i nasilenia ruchu drogowego. Zjawisko, na które zwracali uwagę przybysze z Europy, stanowiły kolory poruszających się po ulicach samochodów osobowych – dominowały czarny, biały, szary i stalowy. Innych kolorów praktycznie się nie spotykało. Również ogromnym zaskoczeniem dla osób zainteresowanych zakupem obowiązującej w Brazylii waluty (real) był brak bankomatów czy banków, w których można dokonać transakcji finansowych. Jedyny napotkany kantor wymiany walut znajdował się na terenie dużego domu handlowego, gdzie można było, po okazaniu paszportu i sporządzeniu odpowiednich dokumentów, dokonać wymiany walut. W mistrzostwach wzięło udział sześć zespołów żeńskich i dziesięć męskich. Kobiety rywalizowały systemem „każdy z każdym plus finały”. Polki wygrały z Brazylią (31:26), Urugwajem (28:14) i Chile (30:29) oraz przegrały z Rumunkami (18:24) i Czeszkami (27:30) zajmując w tej fazie rozgrywek trzecie miejsce, dające prawo gry o brązowy medal z Brazylijkami, które zajęły miejsce czwarte. W pojedynku z Brazylią Polki wygrały (41:26) i zdobyły brązowy medal AMŚ. Żeńską reprezentację akademicką stanowiły w większości zawodniczki występujące już wielokrotne w reprezentacji Polski (bramkarki Anna Baranowska, Ewelina
Kędzierska, rozgrywające Monika Aleksandrowicz, Marta Dąbrowska i Lucyna Wilamowska, obrotowa Patrycja Kulwińska, skrzydłowa Agnieszka Kocela). Zespół uzupełniały zawodniczki czołowych klubów Superligi i byłe reprezentantki kraju w kategoriach młodzieżowych. Trener Antoni Parecki oceniając występ swoich podopiecznych stwierdził, że: – Bezpośrednie założenia, zrobione przed startem na AMŚ, zostały zrealizowane. Zespół kobiet zajął trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej. Niewątpliwie duży wpływ na ostateczny wynik miała absencja dwóch ważnych zawodniczek kadry, co spowodowało brak możliwości przeprowadzania większej ilości zmian na boisku oraz osiągnięcie wyższej lokaty w klasyfikacji końcowej. Już na miejscu w Blumenau doznaliśmy także jednego urazu, który w znaczący sposób ograniczył nasze działania. Na wyróżnienie zasługuje fakt dużego zaangażowania wszystkich zawodniczek oraz dobra, skuteczna gra bramkarek reprezentacji Polski Anny Baranowskiej oraz Eweliny Kędzierskiej. Na boisku zawodniczki realizowały założenia taktyczne, co spowodowało, że odnosiliśmy wysokie zwycięstwa. Zawodniczki we wszystkich rozegranych meczach prezentowały dobry atak pozycyjny, jak również szybki atak. Dało się jednak zauważyć słabszą skuteczność rzutową pań, co miało wpływ na przegraną z zespołami Czech i Rumunii, późniejszych finalistów turnieju. Dużym naszym atutem była obrona 6–0 z agresywnymi środkowymi, która pozwoliła na skuteczne interwencje bramkarek i wyprowadzanie szybkiego ataku. Zespoły męskie zostały podzielone na dwie grupy. Polacy znaleźli się w pierwszej wraz z zespołami Czech, Korei Płd., Kuwejtu i Meksyku. Drugą grupę stano-
aps nr 06 2012 (304)
Rozmowa z Anną Baranowską, bramkarką AMŚ w Piłce Ręcznej 2012 Dobry występ akademickiej reprezentacji na tegorocznych AMŚ. Brawo. Jak oceniasz grę drużyny kobiet w turnieju w Brazylii?
Dziękujemy za dobre słowo. Bardzo chciałyśmy pokazać się jak najlepiej na tych zawodach. Trzecie miejsce nie jest może szczytem naszych marzeń, ale bardzo nas cieszy, ponieważ od dawna nie było tak dobrego wyniku. Niestety przegrałyśmy za wysoko z drużyną z Rumunii oraz poległyśmy z Czeszkami. Ogólnie jednak można powiedziec, że jak na tak krótkie przygotowania, mało czasu na zgranie – wynik jest zadawalający. Ostatni mecz i zdecydowane zwycięstwo. Było zadowolenie dziewczyn z uczestnictwa w zawodach?
wiły zespoły Brazylii, Chile, Portugalii, Tajwanu i Turcji. Mężczyźni pewnie wygrali rywalizację w swojej grupie, pokonując kolejno Kuwejt (55:15), Koreę Płd. (48:27), Czechy (24:21) i Meksyk (49:23). Nikt z członków polskiej ekipy nie przypuszczał, że sukcesy naszego zespołu zakończą się na etapie rozgrywek grupowych. Polacy w półfinale przegrali z Portugalią (26:27), choć po przerwie udało im się odrobić pięciobramkową stratę (do przerwy było 12:17). W pojedynku o brązowy medal z gospodarzami turnieju Brazylijczykami nasi zawodnicy przegrali (29:33) i zajęli ostatecznie czwarte miejsce. Skład męskiej ekipy, ze względu na ograniczenia wiekowe, nie oddawał w pełni wartości sportowej reprezentacji męskiej, seniorskiej. Znalazło się w niej jednak kilku zawodników mających za sobą występy w ME i MŚ, którzy uczestniczą w realizacji przygotowań do zawodów najwyższej rangi (bramkarz Piotr Wyszomirski, obrotowy Kamil Syprzak i zawodnicy drugiej linii Piotr Chrapkowski, Robert Orzechowski, Adam Świątek). Uzupełnienie składu stanowiła grupa zawodników objętych centralnym szkoleniem w ramach zaplecza pierwszej reprezentacji, a start w AMŚ miał być dla nich egzaminem przydatności do gry w pierwszej reprezentacji kraju. Oceniając występ zespołu męskiego trener Marcin Pilch stwierdził m.in.: – AMŚ wygrał zespół Czech, z którym w fazie grupowej wygraliśmy (24:21). Zespół ten dysponował doświadczonymi zawodnikami, którzy w większości grali w ostatnich AMŚ na Węgrzech w 2010 r. Zawodnicy dysponowali bardzo dobrym wyszkoleniem technicznym, taktycznym i mądrością w grze. Zajęcie czwartego miejsca nie oddaje potencjału polskiego zespołu. Są to zawodnicy rokujący dalszy rozwój i w perspektywie grę w pierwszej reprezentacji Polski. Był dokończenie na s. 16 www.azs.pl
Obawiałyśmy się tego spotkania, wiedziałyśmy, że Brazylia będzie się chciała zrewanżować za porażkę z pierwszego dnia zawodów. Po końcowym gwizdku byłyśmy zadowolone ze zwyciestwa, ale też rozpamiętywałyśmy przegrane mecze, myślałyśmy, co mogłyśmy zrobić lepiej, inaczej. Ogólnie udział w mistrzostwach świata zawsze cieszy, a lokalizacja wydawała się idealna. Byłaś mocnym punktem zespołu. Proszę, powiedz, jaką rolę spełnia bramkarz w meczach turniejowych?
Bramkarz bez obrony niewiele może zdziałać. Na szczęście dziewczyny z pola grały dobrze w obronie i ułatwiały nam zadanie. Warto podkreślić, że Ewelina Kędzierska również zagrała bardzo dobry turniej. Podczas zawodów, gdy mecze rozgrywane są codziennie przez kilka dni, zmiana jest ważna, ponieważ przychodzi zmęczenie. Współpraca z Ewelina była bardzo udana. Cieszymy się, że mogłyśmy pomoc w zdobyciu brązu. Mistrzostwa były wspólne, turniej w kategorii kobiet i mężczyzn. To szansa mobilizacji. Byłyście na spotkaniach kolegów?
Oczywiście obie drużyny wspierały się nawzajem. Doping pomaga przezwyciężyć trudne chwile na parkiecie. Miło jest usłyszeć Polska, kiedy jest się tysiące km od kraju. Wyjazd do Brazylii. Jakie masz wrażenia po podróży na kontynent południowoamerykański?
Bardzo cieszyłam się na tę wyprawę. Nigdy nie byłam w Brazylii, a bardzo lubię poznawać nowe miejsca, ludzi i kulturę. Na pewno spodziewaliśmy się wyższej temperatury, ale nawet mimo zimy udało nam się złapać troszkę słońca. Niestety nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie, jednak udało się zorganizować wycieczkę nad ocean. Na pamiątkę mamy wiele zdjęć i wspaniałych wspomnień. Nie był to twój pierwszy start w międzynarodowych imprezach akademickich. Grałaś już na AMŚ, AME… Który z tych wyjazdów wspominasz najczęściej i dlaczego?
Faktycznie piłka ręczna daje mi możliwość wyjazdu do wielu miejsc. Na pewno bardzo dobrze wspominam AME na Cyprze, ze względu na organizację, oraz AMŚ na Węgrzech, gdzie bliżej poznałam mojego przyszłego męża. Jesteś studentką Wyższej Szkoły Społeczno-Przyrodniczej im. Wincentego Pola w Lublinie. Skąd taka decyzja? Czy to za sprawą piłki ręcznej? Czy to znaczy, że związałaś swoje życie ze sportową pasją?
Skończyłam również UMCS, filologię germańską. Germanistyka była moją pasją od zawsze i za wszelką cenę chciałam połączyć profesjonalne uprawianie sportu z karierą naukową. Wiem, że piłka ręczna prędzej czy później się skończy i będzie trzeba przystosować się do normalnego życia. Studia na WSSP to świetna opcja. Szkoła bardzo mocno współpracuje z drużyną SPR Lublin i wiele piłkarek jest też studentkami tej uczelni. Przypomnij Czytelnikom najlepsze wyniki twojego zespołu w krajowych rozgrywkach?
SPR Lublin to wielokrotny mistrz kraju. Grałam tam przez trzy lata, w tym czasie zdobyłyśmy wszystkie trzy kolory medali. W nowym sezonie zdecydowałam się na zmianę barw klubowych i będę grała w Niemczech. A kiedy zaczęłaś grać w piłkę ręczną? Który z nauczycieli, trenerów postawił na twoją karierę?
Zawsze uprawiałam jakiś sport. Byłam typowym dzieckiem z ADHD, musiałam gdzieś spożytkować energię. Była koszykówka, gimnastyka, pewnego dnia przyszła kolej na piłkę ręczną. W szczypiorniaka wiele się grało w mojej podstawówce i gimnazjum w Janowicach Wielkich. Kiedy zdecydowałam się na rozpoczęcie trenowania w juniorskiej drużynie z Jeleniej Góry, bardzo dużo pracy ze mną wykonali trenerzy Dariusz Jarosz oraz Mirosław Uram. Wiele im zawdzięczam. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Halina Hanusz Foto Aleksander Pyć
[AMŒ]
XI Akademickie Mistrzostwa Świata w Triathlonie, Yilan (Tajwan), 29-30.06.2012
Znów na podium
Trzeci start polskich dziewcząt-triathlonistek w rywalizacji AMŚ. Dwa lata temu w Walencji (Hiszpania) Agnieszka Jerzyk, startująca wśród 59 reprezentantek z 9 krajów, okazała się najlepsza. Podobnie w klasyfikacji drużynowej – razem z Anną Grzesiak i Paulina Kotficą – Polki okazały się zwyciężczyniami.
S
pełniło się marzenie Agnieszki Jerzyk, która na łamach „APS” w 2010 roku powiedziała: – Moim marzeniem jest start na igrzyskach olimpijskich. Wiem, że nie będzie łatwo, ale mam nadzieję, że przez ciężką pracę i wytrwałość spełnię swoje marzenia. Agnieszka zdobyła paszport olimpijski na XXX IO Londyn 2012. W tym roku w Yilan na Tajwanie, w subtropikalnym klimacie, startowały 24 narodowe ekipy: 97 męż-
czyzn i 43 kobiety. W rywalizacji indywidualnej kobiet wystąpiły polskie zawodniczki. Najlepiej spisała się Anna Grzesiak, która zajęła 10 miejsce, Paulina Kotfica – 13, a tuż za nią Agata Litwin. Zawodów nie ukończyła czwarta zawodniczka Magdalena Mielnik. W kategorii drużynowej zwyciężyły Amerykanki, drugie miejsce zajęły Japonki, a trzecie miejsce nasze triathlonistki i zostały brązowymi medalistkami XI AMŚ w Triathlonie.
Wyniki Kobiety Indywidualnie Alexandra Cassan Ferrier (FRA) 2:06:32, 2. Yuko Takahashi (JPN) 2:07:45, 3. Paola Diaz (MEX) 2:07:57, 10. Anna Grzesiak 2:12:36, 13. Paulina Kotfica 2:14:10, 14. Agata Litwin 2:14:10, Magdalena Mielnik (DNF). Drużynowo 1. USA, 2. Japonia, 3. Polska. HH, foto Andrzej Stec
aps nr 06 2012 (304)
Rozmowa z Pauliną Kotficą, dwukrotną medalistką AMŚ APS. Gratulacje. Dobry występ na tegorocznych AMŚ. Jak oceniasz swój start na Tajwanie?
Witam, dziękuję bardzo za gratulacje. Przed startem, będąc jeszcze w Polsce, liczyłam po cichu na miejsce w pierwszej szóstce, ale po przylocie na Tajwan pojawiły się obawy, że może być naprawdę bardzo trudno. Myślę, że start jak na warunki klimatyczne, jakie tam panowały, był pozytywny. Startowałaś po raz drugi w zawodach. Masz porównanie. Na których było trudniej zdobyć medal, biorąc pod uwagę liczbę startujących i poziom sportowy zawodniczek i warunki klimatyczne? Czy może ten start wymagał specjalnego przygotowania z uwagi na miejsce?
Tak, dwa lata temu brałam udział w AMŚ, na których zdobyłyśmy złoty medal. Obu zawodów nie da się do siebie porównać, przede wszystkim ze względu na klimat panujący na Tajwanie. Dla mnie start w tym roku był o wiele bardziej wyczerpujący i trudniejszy, więc brązowy medal naprawdę nas ucieszył. Każda z dziewczyn dała z siebie tyle, ile mogła w tych warunkach, woda w rzece miała 31O, a na dworze panował straszny upał, a do tego duża wilgotność powietrza. A przecież przed zawodami każda z nas trenowała w Polsce, gdzie temperatura nie przekraczała 15OC, na start poleciałyśmy zaś trzy dni przed startem, stąd nie zdążyłyśmy przywyknąć do upałów. Agnieszka Jerzyk, akademicka mistrzyni świata z Walencji z 2010 roku, wystartuje na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Którą z konkurencji musisz poprawić, by pójść w ślady Agnieszki, czyli zdobyć kwalifikacje
www.azs.pl
olimpijskie do startu w Rio de Janeiro w 2016 roku?
Myślę, że w moim wypadku problem jest w ostatniej konkurencji, czyli biegu. Muszę go znacznie poprawić, by walczyć o Igrzyska w Rio. Więc czekają mnie cztery lata ciężkiej pracy, aby to marzenie się spełniło. A tymczasem trzymam ze wszystkich sił kciuki za Agnieszkę, która 4 sierpnia br. będzie walczyć o jak najlepszy wynik w Londynie. Ale porozmawiajmy o gospodarzach zawodów. Jak przyjęli was organizatorzy, a jak kibice?
Jeśli chodzi o organizację zawodów, to była na najwyższym poziomie. Gospodarze starali się jak mogli, aby zapewnić nam jak najlepsze warunki. Każda z reprezentacji miała swojego opiekuna, który nas o wszystkim informował i pomagał w załatwianiu wszystkich formalności. Na zawodach nie było żadnych opóźnień, wszystko było dopięte na ostatni guzik, co należy pochwalić. Niestety na trasie zawodów było niewielu kibiców, może ze względu na to, że zawody odbywały się na uboczu miasta.
Jesteś absolwentką kierunku wychowania fizycznego Wydziału Kultury i Promocji Zdrowia na Uniwersytecie Szczecińskim. Jak godziłaś studiowanie z uprawianiem sportu?
Myślę, że dla osoby, która wyczynowo trenuje jakiś sport i spędza mnóstwo dni na obozach i startach, kierunek wychowania fizycznego jest najlepszy, ale oczywiście nie jest to jedyny sposób na pogodzenie studiów z trenowaniem. Wykładowcy na takich uczelniach trochę przychylniej podchodzą do studentów trenujących i pozwalają w innych terminach lub indywidualnie podchodzić do zaliczeń, co w dużym stopniu pomaga w zaliczaniu kolejnych semestrów. Przy okazji można też nauczyć się wielu rzeczy o funkcjonowaniu naszego organizmu, jak i o strukturach treningu, co później daje się wykorzystywać na treningach. Jakie przedmioty interesowały cię najbardziej? Czy już wiesz, czym chciałbyś się zajmować zawodowo?
Jestem absolwentką Uniwersytetu, udało mi się uzyskać dyplom magistra, co mnie bardzo cieszy. I na dzień dzisiejszy przyszłość dalej wiąże z triathlonem, obecnie jeszcze jako zawodniczka, a w przyszłości chciałabym się zająć szkoleniem. Od kiedy uprawiasz tę dyscyplinę sportu? Który z nauczycieli, trenerów postawił na twoją karierę sportową?
Pierwsze starty w triathlonie zaliczyłam w roku 2002, ale było to bardziej dla zabawy czy sprawdzenia się, ponieważ w tym czasie jeszcze byłam zawodniczką szczecińskiego klubu pływackiego i czynnie uprawiałam tę dyscyplinę. A prawdziwe treningi triathlonowe rozpoczęłam w sezonie 2005/2006. A do trenowania triathlonu zachęcił mnie pan Andrzej Stec. To on stworzył mi warunki i możliwości do szkolenia, za co mu bardzo dziękuję. To dzięki niemu dziś mogę trenować tę piękną dyscyplinę i spełniać swoje marzenia. Czy łatwo jest uprawiać triathlon w naszym kraju? Jakie są najistotniejsze pro-
blemy w treningu trzech różnych dyscyplin sportu: pływania, kolarstwa i lekkoatletyki?
Myślę za na poziomie juniorów czy osób, które bawią się w sport, bardzo łatwo uprawiać tę dyscyplinę, do szczęścia trzeba tylko basenu, a tych w Polsce mamy coraz więcej, i sprawnego roweru. Na poziomie wyczynowym problem zaczyna się pojawiać w miesiącach zimowych: styczeń, luty, kiedy pogoda w Polsce nie sprzyja jeździe na rowerze, dlatego w tym okresach musimy organizować wyjazdy w cieplejsze miejsca, gdzie może trenować na rowerach szosowych. W sezonie letnim trenujemy już dużo w kraju, np. po Tajwanie jestem na 3-tygodniowym zgrupowaniu w Szklarskiej Porębie, gdzie warunki do trenowania triathlonu są bardzo dobre. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Halina Hanusz Foto Andrzej Stec
[AMŒ]
V AMŚ w Rugby 7, Brive (Francja), 10–15.07.2012
7 zaw. + (7 min. x 2) + 7 punkt. udana akcja = 7. miejsce j w rugby g y 7 Na południowym zachodzie Francji zebrały się najlepsze akademickie zespoły w rugby 7. W Brive stawiło się 18 męskich i 8 żeńskich drużyn do walki o tytuł akademickiego mistrza świata.
V
edycja Mistrzostw cieszyła się rekordową liczbą uczestników oraz wysokim poziomem sportowym. Do Francji przyjechały akademickie reprezentacje takich gigantów rugby, jak RPA, Anglia, Portugalia czy Kanada. W tych krajach gra owalną piłką jest w programie nauczania szkoły podstawowej. Polska wystawiła 12-osobową reprezentację z czołowych klubów rugby w kraju. Byli to zawodnicy z tzw. klasycznych piętnastek, ponieważ Polska liga siódemek jest jeszcze na poziomie amatorskim. Jednak patrząc na wynik naszej reprezentacji wydaje się, że to niebawem się zmieni. Okoliczności do rozwoju i ugruntowania tej odmiany rugby są bardzo sprzyjające. Rugby siedem jest w programie następnej uniwersjady w 2013 roku oraz zadebiutuje podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro w Brazylii w 2016 roku. Spotkania i turnieje rugby mają bardzo dynamiczny charakter i są atrakcyjne dla widza. Na pełnowymiarowym boisku do rugb ggb by spotykają sp pot o ykaj yk kaj a ą się się dwie dw wie ie ssiedmioosobowe iedm ie dm dmio miiooos o ob oboowe rugby dru dr ru użżyn y yy.. Mecz Meccz trwa trwa w dwa dwa wa razy raz azy zy po p siedem sieed deeem m drużyny. miin nu ut z dwuminutową dwum dw uminut iin nuttow ową przerwą. prze pr zerw ze rwą. rw ą W Brive ą. Bri rive v minut r zeegr ro gran an no podczas poodcza p czass je edn nego dnia dn nia ia rozegrano jednego blis bl isk ko 40 ko 40 meczów meecz m c ów w na na dwóch dw wóc óch óch blisko boois b i ka kach ch! boiskach! B i ał Bi a o-cz czeer e r woo n na a Biało-czerwona rree p r eezz en n tta a cjj a acj reprezentacja byyła w grub gru ruubyła p e z dwopi dw woopie fa aw w oo ma faworytami: Francją Kana nad na dą ą i Kanadą
oraz Namibią i Libanem. Pierwszy mecz z Namibią był istnym dreszczowcem. Mecz rozpoczął się bardzo obiecująco. W drugiej minucie spotkania sprinterskim wyczynem popisał się Szymon Sirocki. Jednak po pierwszej połowie Polska reprezentacja przegrywała 5:7. W drugiej połowie meczu reprezentacji z Afryki udało się podwyższyć wynik na 12:5. Trener polskiej ekipy Krzysztof Folc zdecydował się na zmiany, dzięki czemu udało się złapać kontakt z egzotycznym rywalem. Wynik 10:12 po przełożeniu Daniela Trybusa utrzymywał się do syreny sygnalizującej koniec meczu. Sędzia główny pozwolił naszej drużynie dograć długą i wyczerpującą akcję, którą przyłożeniem zakończył Tomasz Gasik. Wygraliśmy15:12. Potem było już łatwiej. Sensacyjnie łatwo pokonaliśmy jednego z faworytów turnieju – Kanadę (19:7), potem gładko ograliśmy Liban (64:0). Ostatni mecz grupowy z gospodarzami miał jedynie wyłonić lidera tabeli, gdyż oba zespoły już przed meczem zapewniły sobie awans do ćwierćfinału. Mecz był zacięty. Żadna z drużyn nie chciała oddać pola. W pewnym momencie udało się polskim studentom przełamać linię obrony Francuzów i zdobyliśmy przyłożenie. Jednak chwile radości nie trwały długo. Po złamanym nosie kapitana drużyny oraz po dwóch wybitych barkach byliśmy zmuszeni do gry w dużym osłabieniu z następnym rywalem, którym po porażce z Francją 7:29 okazali się Belgowie. Jednak drużyna trzymała się dzielnie. Po dwóch przyłożeniach Szymona Sirockiego, jednym Marka Przychockiego i trzech podwyższeniach
Daniela Trybusa biało-czerwoni prowadzili 21:17. Niestety w samej końcówce stracili piłkę przed własnym polem punktowym i Belgowie przeważyli szalę zwycięstwa na swoją stronę zwycięskim przyłożeniem, wygrywając 22:21. Stąd pozostała walka o miejsca 5–8, którą rozpoczęliśmy od porażki z Portugalią (10:24) po dwóch przyłożeniach Szymona Sirockiego. W ostatnim spotkaniu udało się pokonać Rumunię (19:5), co dało nam ostatecznie siódmą lokatę. Przyłożenia w tym meczu zdobywali Szymon Sirocki, Marek Przychocki i Tomasz Gasik, a dwa podwyższenia wykorzystał Daniel Trybus. Dwa lata temu ukończyliśmy akademickie mistrzostwa świata na 10 miejscu. Polscy akademicy sprawili wiele pozytywnych niespodzianek podczas tych mistrzostw. Byli bardzo dobrze postrzegani przez organizatorów. Częste wzmianki w gazetce oraz wywiady z naszymi zawodnikami potwierdziły profesjonalizm naszych reprezentantów. Niektórzy z nich znaleźli się również w kręgu zainteresowań przedstawicieli zagranicznych klubów. Mam nadzieję, że relatywnie młoda odmiana rugby na stałe zawita w środowisku akademickim, a właściwości owalnej piłki staną się kibicom równie bliskie jak jej okrągłego odpowiednika. Tekst i foto Oskar Rosa Klasyfikacja końcowa 1. Wielka Brytania, 2. RPA, 3. Francja 4. Belgia, 5. Japonia, 6. Portugalia, 7. Polska, 8. Rumunia, 9. Chile, 10. Włochy, 11. Hiszpania, 12. Kenia, 13. Kanada, 14. Namibia, 15. Malezja, 16. Węgry, 17. Meksyk, 18. Liban.
aps ap s nr nr 06 06 2012 2 12 20 2 (3 (304) 30 3 04) 4)
[EUSA]
EUSA Games 2012, Kordoba (Hiszpania), 12–23.07.2012
Europejskie Igrzyska Studenckie W dniach 12–23.07 na południu Hiszpanii rozegrane zostały po raz pierwszy EUSA Games 2012. Do słonecznej Kordoby zjechały się uczelnie z całej Europy, by rywalizować między sobą w 10 dyscyplinach sportu (piłka nożna, piłka ręczna, koszykówka, siatkówka, siatkówka plażowa, tenis, tenis stołowy, futsal, badminton oraz rugby7).
D
o tej pory co roku były organizowane akademickie mistrzostwa Europy w każdej z dyscyplin, od tego roku zaś co 2 lata będą organizowane Europejskie Igrzyska Studenckie właśnie w takiej formie jak w Hiszpanii – na przemian z mistrzostwami w poszczególnych sportach. Polska wystawiła bardzo liczną reprezentację, blisko 200 zawodników z 22 drużyn reprezentujących 17 polskich uczelni sławiło nasze barwy narodowe. Stanowiliśmy w Kordobie jedną z liczniejszych reprezentacji jako kraj. Na pierwsze EUSA Games 2012 zjechało się na południe Europy ponad 2700 uczestników reprezentujących ponad 250 zespołów z ponad 150 uczelni niemal wszystkich krajów europejskich. W sobotę 14 lipca br. odbyła się ceremonia otwarcia. Na stadionie zlokalizowanym w pobliżu biura zawodów przeprowadzono przemarsz drużyn. Zaprezentowały się wszystkie uczelnie biorące udział w imprezie. Śpiew oraz okrzyki drużyn towarzyszyły każdej z reprezentacji. Uroczystość składała się z przemówień oraz oficjalnego otwarcia EUSA Games 2012. Głos zabrał m.in. Alberto Gualtieri, ustępujący prezydent EUSA, oraz nasz rodak Adam Roczek, który w tym roku został nowym prezydentem EUSA. Podczas części artystycznej widzowie mogli nacieszyć zarówno oko, jak i ucho oglądając m.in. pokazy akrobatyczne i taneczne. Organizatorzy zapewnili uczestnikom obiekty sportowe rozlokowane w całym mieście, część dyscyplin rozegrana została także poza Kordobą. Zakwaterowanie rozdzielone było zgodnie z rozmieszczeniem obiektów www.azs.pl
sportowych. Zawodnicy mieli do dyspozycji hotele oraz akademiki Uniwersytetu w Kordobie. Uczestnicy z Polski bardzo przychylnie wypowiadali się na temat przeprowadzenia zawodów przez organizatora. Szczególnie doceniano poziom zakwaterowania, obsługę sędziowską oraz przygotowanie obiektów sportowych. Tenisiści z Poznania zostali mile zaskoczeni ośrodkiem tenisowym, na którym poza kortami mieli do dyspozycji 2 pływalnie, leżaki w cieniu palm oraz bar. Każda z dyscyplin miała obiekty dostosowane do potrzeb zarówno zawodników, jak i kibiców, którzy wspierali naszych reprezentantów. Pewną niedogodnością dla uczestników był fakt, że hale sportowe i boiska były rozlokowane w różnych częściach Kordoby, a nawet i poza nią. Shuttle busy podstawiane przez organizatora zapewniały zawodnikom i widzom dogodną komunikację w trakcie trwania zawodów. Transport dla zawodników danej dyscypliny był rozwiązany bardzo dobrze, sportowcy mogli dotrzeć na miejsce rozgrywania imprezy bez problemu na czas, mogąc odpowiednio przygotować się do rozgrywek. Jednak nie zawsze możliwe było dojechanie na dany obiekt sportowy przez kibiców. Część dyscyplin, m.in. tenis, tenis stołowy, futsal, siatkówka plażowa odbywały się daleko od centrum Kordoby. Jako że nie było możliwości dojechania tam komunikacją publiczną, a busy przygotowane przez organizatora miały ograniczony terminarz odjazdów, pojawienie się na tych rozgrywkach w roli kibica było bardzo utrudnione. Jednak podczas wielu rozegranych potyczek nasi reprezentanci mieli wsparcie publiczności: koszykarki, siatkarze czy tenisiści kibicowali koszykarzom czy futsalistom,
ci zaś odwdzięczali się tym samym. Jak mówią sami zawodnicy, nieraz doping z trybun pomagał w zdobywaniu kolejnych małych punkcików, które to z kolei prowadziły do zwycięstw, sukcesów i medali. Uroczyste zakończenie całego cyklu zwodów miało miejsce w poniedziałek 23 lipca w Teatro de la Axerquia. W przepięknym amfiteatrze uczestnicy EUSA Games 2012 mogli po raz kolejny zobaczyć i usłyszeć sztukę w najlepszym wykonaniu. Niesamowity klimat wytworzył się nie tylko przez późną porę, ale również dzięki chórowi, który towarzyszył całej imprezie. Gdy skończyły się przemówienia, podziękowania i podsumowania, nad naszymi głowami niebo zajaśniało od fajerwerków, które wzbudziły wiele pozytywnych emocji wśród zgromadzonej publiczności. Narodowym śpiewom i okrzykom nie było końca, a był to dopiero początek międzynarodowej nocy w Kordobie, gdzie świętowały wszystkie opuszczające to słoneczne miasto ekipy. Wszystkie drużyny z Polski, które rywalizowały podczas EUSA Games 2012, podkreślają, że są bardzo zadowolone, że mogły uczestniczyć w tym sportowym wydarzeniu. Chwalą dobrą organizację i wysoki poziom sportowy. Nasi zawodnicy dali z siebie wszystko, a do kraju wrócili ze wspaniałymi wspomnieniami, przeżyciami, nowymi kontaktami oraz sportowym zadowoleniem. Za dwa lata w Rotterdamie na EUSA Games 2014 będzie okazja do obrony zdobytych tytułów oraz walczenia o nowe. O organizację drugiej edycji tej imprezy starał się również Wrocław, jednak niestety nie została ta impreza przydzielona Polsce. Wszystkim azetesiakom gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów sportowych! Aleksandra Bryła
Futsalistki PWSZ Konin przegrały mecz o brąz
Złote koszykarki UAM Poznań i brązowi koszykarze Politechniki Poznańskiej
Pingpongiści Politechniki Rzeszowskiej (złoto) i OSW Olsztyn (brąz)
Studenci na medal
B
tak daleko i że zajęłyśmy z tą drużyną czwarte miejsce. To ogromny sukces, dlatego w głębi duszy czuję się spełniona – mówiła Anna Kulczyk. Brązowe medale w siatkówce plażowej kobiet zdobyła para Aleksandra Filip i Izabela Soja z AWF Katowice. Polki w półfinale musiały uznać wyższość Czeszek, ale w meczu o trzecie miejsce wygrały z przedstawicielkami Uniwersytetem w Maladze. – Najważniejsza na takich turniejach jest atmosfera, a w naszej polskiej ekipie jej nie brakowało. Jeśli chodzi o medal, to przed turniejem brąz wzięłybyśmy w ciemno – mówiła Aleksandra Filip. Najniższy stopień podium przypadł też tenisistkom ziemnym ALK Warszawa oraz AWF Wrocław. Polki wygrały
Siatkarze plażowi Uniwersytetu Łódzkiego (srebro) oraz siatkarki Politechniki Warszawskiej (srebro) i AWF Katowice (brąz)
liskie podium były futsalistki PWSZ Konin. Zawodniczki turniej rozpoczęły od dwóch porażek. Po meczu barażowym, który decydował o wyjściu z grupy, w ćwierćfinale przyszło im się zmierzyć z UAM Poznań. Lepsze, po rzutach karnych, okazały się zawodniczki z Konina. W półfinałowym pojedynku PWSZ przegrał z Uniwersytetem Coimbra 2:10. W pojedynku o brąz to PWSZ zdobył pierwszą bramkę, ale ostatecznie uległ aż 1:10 Uniwersytetowi z Rouen. – Strzeliłyśmy pierwszą bramkę, a dziewczyny z Francji były lepsze technicznie i taktycznie, co w futsalu jest niezmiernie istotne. My póki co takich umiejętności nie mamy. Jeśli chodzi o cały turniej, to jestem przeszczęśliwa, że doszłyśmy
pojedynki grupowe oraz ćwierćfinały, ale prawdziwa batalia zaczęła się w półfinałach. Marta Śmiechowska, Marta Sekrecka i Dagmara Siara z Warszawy swój bój o finałowy pojedynek przegrały z Uniwersytetem w Moskwie. Z kolei Natalia Kołat i Sylwia Humińska z AWF Wrocław dopiero po super tie-breaku w deblu uległy rywalkom z Francji 1:2. – Decydujący był jednak debel, w którym pierwszego seta przegrałyśmy 6:3, nie wiedziałyśmy jak skleić akcje. W drugim secie rozbiłyśmy przeciwniczki całkowicie. A trzeci set to super tie-break, niestety kilka razy się pomyliłyśmy i nie jesteśmy w finale, ale mamy brąz – mówiła po pojedynku Sylwia Humińska. Emocji dostarczyły również rozgrywki tenisa stołowego. Zawodnicy Politechniki Rzeszowskiej oraz OSW Olsztyn w fazie grupowej i ćwierćfinałach szli jak burza. Los chciał, że obie drużyny spotkały się w półfinale. Do finału awansowali jednak studenci z Rzeszowa, wygrywając 3:2. Porażka olsztynian zadecydowała o brązowym medalu w turnieju drużynowym mężczyzn. Zawodniczki Uniwersytetu Warszawskiego w rozgrywkach drużynowych również mogły cieszyć się z brązu po wygranym ćwierćfinale nad Uniwersytetem w Sarajewie. W półfinale Polki uległy faworytkom z Rosji Tenisistki AWF Wrocław i ALK Warszawa z brązowymi krążkami
W życiu są piękne tylko chwile... Słowa te znakomicie odzwierciedlają pobyt naszych sportowców w upalnej Kordobie. Historyczne, bo I Europejskie Igrzyska Studenckie już za nami. Razem z biało-czerwonymi przeżywaliśmy wspaniałe chwile. Były momenty niepohamowanej radości, była i sportowa złość. Ukoronowaniem zmagań Polaków jest aż 18 medali. Podsumowanie rywalizacji Polaków rozpoczynam od najniższego stopnia podium.
Szczypiornist
aps nr 06 2012 (304)
tki WSSP Lublin po wygranym półfinale sięgnęły po złoto
0:2. W grach podwójnych trzecie miejsca zajęły Daria Łuczakowska i Anna Żak (UE Wrocław) oraz Szymon Malicki z Karolem Szarmachem (OSW Olsztyn). Natomiast w singlu mężczyzn po medale sięgnęli zawodnicy z Rzeszowa – Tomasz Lewandowski i Paweł Chmiel. Ostatni brązowy medal wywalczyli koszykarze Politechniki Poznańskiej. Podopieczni Waldemara Mendla na turnieju grali falami i przyzwyczaili nas do ogromnych emocji. Rozpoczęli od minimalnej wygranej nad Izraelem, następnie wygrali z Niemcami i przegrali bardzo wysoko z Rosją – aż 38:75. W ćwierćfinale po emocjonującym pojedynku pokonali Serbów 53:51.Niestety w półfinale wyraźnie ulegli Chorwatom 46:72. – Żałujemy utraconej szansy na to, żeby uzyskać historyczny wynik. Będziemy robić wszystko, ale zdajemy sobie sprawę, że przeciwnik jest na bardzo wysokim poziomie – mówił po meczu Mendel. W pojedynku o trzecie miejsce spotkaliśmy się z drużyną z Moskwy, która zmiażdżyła nas w fazie grupowej. Polacy nie poddali się i w dobrym stylu sięgnęli po brąz, wygrywając 83:72. – Wiedzieliśmy, że nie mamy nic do stracenia, chcieliśmy wyjść i się pobawić, bo to był nasz ostatni mecz. To kompletne szaleństwo, bo z Izraelem wygraliśmy rzutem na taśmę, z Rosją przegraliśmy wysoko, mecz z Serbią to parodia koszykówki. Wczoraj niestety wysoka porażka, a dziś brąz – komentował Paweł Hybiak. Nasi reprezentanci zdobyli też srebrne medale. Drugie miejsce w turnieju siatkówki mężczyzn zajęli zawodnicy Uniwersytetu Warszawskiego. Biało-czerwoni po niezwykle zaciętym półfinałowym pojedynku pokonali 3:2 Rosjan z Ufy. – Nikogo się nie obawiamy. A tak na poważnie, to ciężkim rywalem może być ekipa z Rosji. Na wysokim poziomie grają Holendrzy, ale dobrze znamy już ich styl. Problem mogą sprawić Serbowie. Uważam jednak, że mamy mocny skład i dużą szansę na złoto – mówił Olaf Weker. Słowa Olafa znalazły potwierdzenie w meczu finałowym, w którym zmierzyliśmy się z Serbią. Polacy wcześniej z tą ekipą wygrali w fazie grupowej 3:2. Niestety w finale ulegli Uniwersytetowi w Niszu 0:3 (24, 23, 24). www.azs.pl
Srebrni siatkarze Uniwersytetu Warszawskiego
Skoro mowa o siatkówce, warto pochwalić się sukcesami na plaży. Aneta Gancarczyk i Sylwia Pilarek z Politechniki Warszawskiej na swojej drodze do półfinału spotkały inną polską parę, Aleksandrę Theis i Sandrę Luftner z Akademii Morskiej w Gdyni. Warszawianki wygrały 2:0, następnie w półfinale pokonały Uniwersytet w Maladze 2:0 i dopiero w samym finale uległy Czeszkom 2:0. – Wróciłyśmy z medalem, więc jest się z czego cieszyć. Nie jechałyśmy tam z myślą, że go zdobędziemy, obawiałyśmy się naszej formy w hiszpańskich upałach – przyznała Aneta Gancarczyk. Do finału doszli również ich koledzy z Uniwersytetu Łódzkiego, Piotr Janiak i Sebastian Sobczak. Polacy byli zdecydowanymi faworytami, bowiem wygrywali dwie poprzednie imprezy Akademickich Mistrzostw Europy. Niestety swoich pogromców znaleźli w meczu o złoto, ulegając 1:2 Uniwersytetowi w Alicante. – Wypadliśmy bardzo dobrze zdobywając srebrny medal. Nie było łatwo, bo mieliśmy trzy tie-breaki w drodze to finału. Dodatkowo zostałem uznany najlepszym zawodnikiem mistrzostw, a mój partner najlepszym blokującym – mówił Sebastian Sobczak. – Pierwsze mecze są najcięższe, bo trzeba się rozegrać, wyczuć kort i lotkę. Zawsze gramy o najwyższe cele, teraz nie będzie inaczej, walczymy o medale. Tak przed rozpoczęciem rozgrywek mówiła Aneta Walentukanis, badmintonistka UWM w Olsztynie. Aneta razem z Magdaleną Jaworek w grze deblowej dotrzymały słowa. Zawodniczki dotarły do ścisłego finału, ulegając w nim niemieckiej parze z Essen 0:2 i mogły się cieszyć ze srebra. Ostatnie srebrne krążki zdobyli tenisiści stołowi. W turnieju deblowym Paweł Chmiel i Tomasz Lewandowski (Politechnika Rzeszowska) przegrali w finale z Rosjanami 1:3. Reprezentanci Polski wywalczyli też 3 złote medale podczas EUSA Games 2012! Czas zaprezentować nasze złotka. Wcześniej wspomniałam o półfinałowym pojedynku tenisistów Politechniki Rzeszowskiej z OSW Olsztyn. W finale rzeszowianie pokonali Uniwersytet z Moskwy 3:2 i złoto stało się faktem!
W turnieju piłkarek ręcznych triumfowały zawodniczki WSSP w Lublinie. Polki w fazie grupowej, ćwierćfinale i półfinale deklasowały swoje przeciwniczki nawet 20 bramkami. W finale podopieczne Edwarda Jankowskiego zmierzyły się z Lithuanian Academy of Physical Education (Litwa). W fazie grupowej biało-czerwone wygrały już z tą drużyną, dlatego apetyty na złoto były jeszcze większe. Nie było niespodzianki, bowiem Polki wysoko zwyciężyły 43:20 (18:13). Dodatkowo nagrodą indywidualną została uhonorowana Krystyna Repelewska. – My miałyśmy 17 zawodniczek, każda mogła wejść na boisko i prezentowała podobny poziom. W większości zespołów grają amatorki, my mamy więcej zawodniczek, które grają w lidze i studiują – mówiła po finałowym meczu Małgorzata Majerek. Ostatnie złoto wywalczyły koszykarki UAM Poznań. Zawodniczki pewnie pokonywały swoje rywalki w fazie grupowej i ćwierćfinale. Więcej sił kosztował je półfinał, w którym Polki musiały odrabiać straty, ostatecznie wygrywając 70:66 z Rosją. Są to pierwsze igrzyska, a dla nas to historyczna szansa zapisać się w historii tych rozgrywek – przyznała Żaneta Durak. Finał z Uniwersytetem w Belgradzie był niezwykle emocjonujący. Nasze zawodniczki roztrwoniły przewagę, na niecałą minutę przed końcem prowadząc tylko 56:54. Rywalki w końcówce miały szansę na wygraną, jednak tylko jeden z dwóch ich rzutów osobistych był celny. Wygrywamy po dramatycznej końcówce 56:55! – Bardzo się cieszymy z tego zwycięstwa. Rok temu na AME zajęłyśmy drugie miejsce, w tym roku również naszym celem był finał. W przekroju całego turnieju grałyśmy dosyć równo, każda zawodniczka mogła się zaprezentować. Jesteśmy prawdziwą drużyną, trzymamy się razem zarówno na boisku, jak i poza nim. Cieszę się, że właśnie w tym składzie zdobyłyśmy złoto – mówiła rozradowana Agnieszka Skobel. Nagrody indywidualne otrzymały dwie zawodniczki UAM: Agnieszka Skobel oraz Joanna Kędzia. Anna Celmer
[EUSA]
EUSA Games 2012, Kordoba (Hiszpania), 12–23.07.2012
Miejsca pozamedalowe Drużyny z Polski osiągnęły wiele sukcesów. Nawet jeśli zawodnicy nie zdobywali medali, to zajmowali wysokie miejsca.
W
drużynowych rozgrywkach badmintoniści z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego z Olsztyna zajęli 6. miejsce, ulegając zawodnikom z Uniwersytetu w Granadzie. Atmosfera na boisku była gorąca! Po zakończonej rywalizacji drużynowej badmintoniści UWM przystąpili do rozgrywek w kategorii in-
Ceremonia otwarcia
dywidualnej. Damian Gołębiewski odpadł z rywalizacji po przegranej 0:2 z Romain Eudeline (Francja). Podobny los spotkał Annę Łazarczyk, porażka 0:2 z Myriam Errouane (Szwajcaria). Maciej Poulakowski zwyciężył z reprezentantem Turcji 2:1 oraz z Niemcem z takim samym wynikiem. Jego klubowa koleżanka Magdalena Jaworek również wygrała ze Szwajcarką 2:0. Niestety drugiego dnia rozgrywek Poulakowski i Jaworek ulegli swoim rywalom i nie przeszli do rozgrywek finałowych. Wydawałoby się, że zawodnicy piłki nożnej z PWSZ Wałbrzych, po wygranej nad Irlandią 4:3, będą walczyć o medal. Niestety rozgrywki zakończyli meczem o 7. miejsce z zawodnikami z Finlandii. Polacy narzekali na wysoką temperaturę powietrza i niesprzyjające warunki na boisku. Byli jednak zadowoleni
Zawodniczki z Poznania w karnych przegrały z Finkami z Tampere zajmując miejsce 8. Jedną z najlepiej kibicujących i posiadających niesamowitego ducha walki drużyn jest zespół siatkarek z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Niestety po wielu trudnych rozgrywkach uległy one zawodniczkom z Eindhoven w Holandii i zajęły 7. miejsce. Dziewczyny do końca nie traciły ducha walki, jednak – jak same stwierdziły przy wcześniejszych meczach – w ich grze brakowało asekuracji i przyjęcia. 6. miejsce w tenisie ziemnym mężczyzn trafiło do zawodników z Uniwersytetu Adama Mickiewicza z Poznania. Przegrali z rywalami z Chorwacji 4:6, 4:6. Polacy chwalili sobie zawody i organizację. Twierdzili, że jak na na szczebel akademicki poziom jest bardzo wysoki. Jako jedni z nielicznych zawodników byli przygotowani na takie upały i trudne warunki na kortach zbytnio ich nie zaskoczyły. W rozgrywkach drużynowych tenisa stołowego dziewczyny z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu zajęły 9. miejsce. Jednak w rozgrywkach indywidualnych reprezentanci Polski grali z większym powodzeniem. Można stwierdzić, że Polacy odnieśli sukces. Pokazali grę na najwyższym poziomie zgodOpiekunki polskiej reprezentacji nie z zasadą fair play. Poz polskimi wolontariuszami i szefem EUSA, Adamem Roczkiem ziom rozgrywek był wysoki i niełatwo było uplasować się w pierwszej dziesiątce. Wszystkim zawodnikom dziękujemy za godne reprezentowanie naszego kraju i życzymy powodzenia! Tekst Anna Stefaniak Foto Anna Gumowska, Anna Stefaniak, Anna Celmer
z wyniku, bo – jak twierdzili – na Mistrzostwa przyjechali w dosyć eksperymentalnym składzie. Nie da się ukryć, że w Kordobie w środku dnia, kiedy były rozgrywane mecze, temperatura dochodziła do 45OC. Niestety nie powiodło się również futsalistom z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Po zażartej walce przegrali 10:3 z Gruzinami (Universytet Tbilisi). Podopieczni Zenona Jezierskiego pokonali Serbów z Belgradu 4:1, zajmując 7 miejsce. Niestety nie mogli liczyć na doping zbyt wielu kibiców, gdyż hala, na której grali, znajdowała się około 30 km poza miastem. Podczas igrzysk odbył się jeden z najciekawszych meczów, nazwany nawet „derbami Wielkopolski”. W ćwierćfinale futsalu kobiet spotkały się zawodniczki UAM Poznań oraz PWSZ Konin. Spotkaniu towarzyszyło dużo emocji oraz napięcia. Po pokazie gry na najwyższym poziomie – w karnych wygrały dziewczyny z Konina. Niestety w kolejnym meczu ule-
gły Francuzkom z Rouen 1:10 i zajęły 4. miejsce. – To było trudne spotkanie, Francuzki były lepsze technicznie i taktycznie – stwierdziła Anna Kulczyk – jednak czwarte miejsce to duży sukces i czuję się szczęśliwa, bardzo cieszymy się że mogłyśmy brać udział w tych zawodach.
Futsalowe zespoły UAM Poznań zajęły ósme miejsca
aps nr 06 2012 (304)
[AMŒ]
VI Akademickie Mistrzostwa Świata w Brydżu Sportowym, Reims (Francja), 9–16.07.2012
Polacy obronili tytuły Reprezentacja naszych studentów w dotychczasowych mistrzostwach zajmowała zawsze czołowe miejsca. Dwukrotnie zdobyła tytuły mistrzowskie: w Stambule w 2004 oraz Kaohsiung na Tajwanie w 2010 roku.
P
olscy gracze uzyskali także tytuł wicemistrzowski w Łodzi w 2008 roku oraz brązowy medal w chińskim Tianjin w 2006 roku. Jedynie w pierwszej edycji (Brugia 2002) wypadliśmy poza strefę medalową, zajmując czwarte miejsce. Stąd można stwierdzić, że Polacy dominują w światowym brydżu studenckim. W dniach 9–16 lipca br. w Reims (Francja) odbyły po raz szósty pod egidą FISU Akademickie Mistrzostwa Świata w Brydżu Sportowym. Jadąc do Reims jako obrońcy tytułu, byliśmy potencjalnie wielkimi faworytami, ale nie do końca pewni sukcesu, gdyż z drużyny obrońców tytułu z 2010 roku pozostali
www.azs.pl
jedynie Piotr Zatorski i Jan Sikora. To na tych zawodnikach oparte były dwie drużyny, które zgłosiliśmy do tegorocznych mistrzostw. Obie nasze ekipy spisały się znakomicie. Nie tylko obroniliśmy tytuł mistrzowski, ale druga drużyna zdobyła brązowy medal. Drużyna Polski I została zdecydowanie odmłodzona, gdyż oprócz Piotra Zatorskiego (AZS Politechnika Wrocławska) składała się z samych debiutantów, którzy w swoim pierwszym starcie zdobyli złoty medal. W składzie drużyny byli: Maciej Bielawski (AZS Politechnika Wrocławska), Paweł Jassem (UAM Poznań), Piotr Tuczyński (Wyższa Szkoła Bankowa Poznań), Jakub Wojcieszek (ALK Warszawa) oraz Bartłomiej Igła (AGH Kraków). Druga drużyna została oparta na zawodnikach doświadczonych, którzy już wielokrotnie występowali na akademickich mistrzostwach świata oraz innych imprezach mistrzowskich. Brązowy medal zdobyty przez tę drużynę potwierdził dominację naszych studentów w tej dyscyplinie sportu. Druga drużyna występowała w składzie: Natalia Sakowska, Piotr Butryn, Jan Sikora (wszyscy AZS Uniwersytet Warszawski) oraz Piotr Nawrocki (ALK Warszawa). Janek Sikora jest jedynym naszym zawodnikiem, który zdobył komplet medali: złoty na Tajwanie, srebrny w Łodzi oraz brązowy w Reims, natomiast Piotr Zatorski dołączył do Jacka Kality i są oni jedynymi zawodnikami, którzy dwukrotnie zdobyli tytuły mistrzowskie. Jeżeli chodzi o przebieg rozgrywek, to nasze drużyny od początku nadawały ton rywalizacji, pokonując praktycznie większość konkurentów. Przewodziły
stawce 17 ekip, tylko na moment oddając pozycję lidera. Po 12 rundach nasi zawodnicy zajmowali pierwszą i drugą lokatę. O ostatecznej klasyfikacji zadecydował ostatni dzień, kiedy o podziale medali decydowały mecze naszych drużyn z reprezentacją Czech. Polska II przegrała z południowymi sąsiadami 12:18, natomiast Polska I wygrała 16:14. Drugi zespół kibicował w ostatniej rundzie najsłabszej w stawce reprezentacji Bostwany, która mogła naszym zapewnić drugie miejsce. Czesi wygrali z Botswańczykami 25:5. Turniej zakończył się połowicznym sukcesem, gdyż drużyna Czech rozdzieliła nasze drużyny na podium. Tekst i foto Stanisław Gołębiowski Klasyfikacja oraz wyniki naszych drużyn: 1. Polska I 348, 2. Czechy 336, 3. Polska II 334, 4. Francja I 315, 5. Belgia 295, 6. Serbia 277, 7. Niemcy 276, 8. Chiny I 274, 9. Turcja 271, 10. Holandia 254, 11. Francja II 241, 12. Tajwan 220, 13. Chiny II 199, 14. Tajlandia 196, 15. Chorwacja 182, 16. Francja III 178, 17. Botswana 69.
[AMŒ w Pi³ce Rêcznej]
[AMŒ]
Przed nami Czarnogóra
dokończenie ze s. 7
W Bratysławie na starcie stanęło 354 zawodników i zawodniczek z 43 krajów, aby konkurować ze sobą w konkurencjach kata i kumie.
to dla nas pouczający sprawdzian umiejętności poszczególnych graczy. W naszym zespole dało się zauważyć brak umiejętności prowadzenia gry przeciwko różnym wariantom obronnym przeciwnika. Widoczny był brak zawodnika potrafiącego dostosować się do różnych systemów obrony. Pozytywnie wypadli skrzydłowi, którzy byli skuteczni i ich występy można ocenić dobrze, jednak w szkoleniu należy zwrócić większą uwagę na grę w obronie, gdyż była to ich słabsza strona. W konfrontacji z sześcioma zespołami prezentującymi różne style gry można było zauważyć grupę zawodników, którzy w niedalekiej przyszłości mogą stanowić o sile pierwszej reprezentacji Polski. Są to: Piotr Chrapkowski, Piotr Wyszomirski, Marek Daćko, Wojciech Gumiński. Prognoza wyników, opracowana przez trenerów zespołu kobiet Kima Rassmusena i zespołu mężczyzn Damiana Wleklaka, przewidywała, że oba zespoły powinny podjąć walkę o miejsca medalowe AMŚ. Zdaniem obserwatorów zmagań reprezentantów Polski mimo trafnej prognozy wyników postawionej przez trenerów pozostał pewien niedosyt. Szczególnie dotyczy to zespołu męskiego, który w rozgrywkach grupowych szedł od zwycięstwa do zwy-
cięstwa, natomiast w spotkaniu półfinałowym i w pojedynku o brązowy medal nie wykorzystał w pełni swoich możliwości. Jako dowód na to można podać, że złoty medal wśród mężczyzn zdobyli zawodnicy Czech, pokonani przez nasz zespół w rozgrywkach grupowych. Przegraną w meczu o brązowy medal z Brazylijczykami można wytłumaczyć szalonym dopingiem, jaki w rytmie samby zgotowali miejscowi kibice. Natomiast dla porażki w spotkaniu o wejście do finału z zespołem Portugalii – trudno znaleźć uzasadnienie. Na uroczystości zakończenia AMŚ mieliśmy okazję dwukrotnie oklaskiwać naszych reprezentantów: pierwszy raz podczas dekoracji brązowymi medalami zespołu kobiet, a po raz drugi, gdy bramkarz Piotr Wyszomirski został ogłoszony najlepszym bramkarzem mistrzostw i wyróżniony pamiątkową plakietką.
Klasyfikacja końcowa Kobiety 1.Czechy, 2. Rumunia, 3. Polska, 4. Brazylia, 5. Urugwaj, 6. Chile. Mężczyźni 1. Czechy, 2. Portugalia, 3. Brazylia, 4. Polska, 5. Turcja, 6. Tajwan, 7. Korea Płd., 8. Kuwejt, 9. Chile, 10. Meksyk. Tekst i foto Aleksander Pyć
P
olskę reprezentowała grupa 6 zawodników: Olga Chmielewska (kata), Justyna Gradowska (kumie –61 kg, kumie drużynowe), Kamila Warda (kumie –68 kg, kumie drużynowe), Patrycja Grześkowiak (kumie +68 kg, kumie drużynowe), Patryk Legut (kumie –60 kg), Krzysztof Dębiński (kumie –75 kg), Maciej Gawłowski (trener) i Andrzej Zarzycki (kierownik ekipy). Ekipa była niewielka, ale bardzo mocno zmotywowana do osiągnięcia dobrych wyników. Do Bratysławy dotarliśmy bez większych problemów. Następnego dnia w dobrych nastrojach udaliśmy się na śniadanie i do biura zawodów, aby dopełnić formalności związanych z akredytacją drużyny. Następnie odbył się trening, ważenie zawodników i odprawy techniczne. Atmosfera przed zawodami była bardzo miła, wszystko odbywało się sprawnie i bez problemów. Losowanie odbyło się w nocy i dopiero rano mogliśmy się poznać jego wyniki. To samo dotyczyło godzinowego programu startów poszczególnych konkurencji. Ta noc była więc nerwowa. O 7.00 sprawdziliśmy wyniki losowania i godzinowy program startów naszych reprezentantów kata i kumie. Udaliśmy się na śniadanie, po którym spokojnie wróciliśmy do pokojów i tutaj czekała nas niestety bardzo niemiła niespodzianka – organizatorzy zmienili godzinowy program zawodów: konkurencja kata, w której starowała Olga Chmielewska, rozpoczynała się o godzinę wcześniej. W ostatniej chwili wpadliśmy na halę. Zrobiło się nerwowo. Ofiarą tej zmiany padła zawodniczka Gruzji, która nie dotarła na halę, a z którą Olga konkurowała w pierwszej rundzie. Był więc czas, by ochłonąć i przygotować się do startu z Abdelaziz Randą z Egiptu, z którą Olga niestety przegrała. Początek więc mało udany i bardzo nerwowy. Wszyscy czekamy już na kumie kobiet. Pierwsza rywalizację rozpoczyna Patrycja Grześkowiak w wadze +68 kg, jej przeciwniczka to Gharib Aya (EGY), z którą aps nr 06 2012 (304)
VIII Akademickie Mistrzostwa Świata w Karate, Bratysława (Słowacja), 13–15.07.2012
wygrywa 1:0. W drugiej rundzie Patrycja wygrywa 5:0 z Klimentiną Vojdinovską (FYR) i jest w ćwierćfinale, a tam już czeka na nią Masa Martinović (CRO) – przyszła zwyciężczyni tej konkurencji, z którą Patrycja przegrywa 3:0. W repasażach Patrycja trafia na Palacio Gonzalez (ESP), z którą przegrywa 4:0 i ostatecznie zajmuje 7. miejsce. Humory się nieco poprawiają. W trakcie trwania konkurencji Patrycji rozpoczyna rywalizację Kamila Warda w kumie –68 kg. W pierwszej rundzie wolny los, w drugiej bardzo nerwowa walka z Ioną Frost (GBR) i wygrana 3:2, trzecia runda i Bruneel Yasnaia (BEL) – tę walkę Kamila wygrywa zdecydowanie 5:0 i jest już w półfinale. Tam jej przeciwniczką jest Lamya Matoub (FRA), z którą Kamila niestety przegrywa 0:1, i zamiast finału mamy repasaż z Natalią Brozulatto (BRA), z którą Kamila wygrywa zdecydowanie 7:1. I mamy brązowy medal! Pierwszy dzień to huśtawka nastrojów, ale ważne, że zakończenie jest szczęśliwe. Medal i postawa wszystkich startujących zawodniczek pozwala na prognozy, że następne dni będą równie udane jak pierwszy. Drugiego dnia wszyscy w doskonałych humorach czekamy na starty pozostałych reprezentantów. Rywalizację o medale rozpoczyna Justyna Gradowska w kumie –61 kg. Specjalnie na mistrzostwa przyjechał trener klubowy Justyny Maciej Krochmalski, który w takcie walk dopingował Justynę. Pierwsza runda to zdecydowana wygrana 6:2 z Itumeleng Mangwedl (RPA), w drugiej rundzie wolny los, w trzeciej www.azs.pl
ćwierćfinałowej Justyna trafia na Sereen Askari (USA) i wygrana 5:0. Jest bardzo dobrze.Półfinał z dobrze znaną Justynie zawodniczką Dagmarą Kubinską (SVK) i niestety przegrana 0:4. Wielka szkoda, ale mamy repasaż i walkę o 3. miejsce, którą Justyna niestety przegrywa 0:1 z Martin Apello Yaiza (ESP) i ostatecznie zajmuje 5. miejsce. Wszystkie zawodniczki walczyły wspaniale, mieliśmy dwa półfinały i brązowy medal, a przed nami ostatniego dnia mistrzostw kumie drużynowe kobiet, w którym liczymy wszyscy na dobry występ. Teraz czas ma mężczyzn, pierwszy do rywalizacji staje Patyk Legut w wadze do 60 kg. W pierwszej rundzie ma wolny los, a w drugiej niestety odpada przegrywając 0:5 z Randa Abdelaziz (EGY). Rywalizację o medale rozpoczyna nasz drugi zawodnik Krzysztof Dębiński w wadze –75 kg, który po niezbyt udany starcie Patryka sprawił miłą niespodzianka, wygrywając w pierwszej rundzie przed czasem 8:0 z Bandera Thanayamwatte (SRI). Druga runda to również pewna wygrana 5:0 z Michaelem Burke (GBR), w trzeciej ćwierćfinałowej rundzie przeciwnikiem Krzysztofa jest Mamayev Aykhan (AZE), z którym przegrywa 0:8 i ostatecznie zajmuje 9. miejsce. Drugi dzień mistrzostw równie emocjonujący jak pierwszy, choć bez medalu. Trzeci dzień i kumie drużynowe kobiet – w drużynie Polski startują Patrycja Grześkowiak, Kamila Warda i Justyna Gradowska. Pierwsza runda wygrana z Bułgarią 2:0, w rundzie drugiej również wygrana 2:0 z zawodniczkami Tajwanu, w rundzie trzeciej przeciwniczkami na-
ł d i ki szej drużyny są utytułowane zawodniczki z Ukrainy i po niezwykle emocjonujących walkach wygrywamy 2:1, w półfinale spotykamy się z gospodyniami mistrzostw drużyną Słowacji – przegrywamy po bardzo wyrównanej walce 1:2. Zostaje nam walka w repasażach o 3. miejsce z drużyną Japonii, którą niestety przegrywamy 0:2 i zajmujemy ostatecznie 5. miejsce. VIII Akademickie Mistrzostwa Świata Karate przechodzą do historii, ceremonia zamknięcia i zaproszenie za dwa lata do Czarnogóry. Start polskiej reprezentacji bardzo udany: medal brązowy Kamili Wardy, trzy półfinały, wspaniała postawa wszystkich zawodników i zawodniczek. Poziom mistrzostw bardzo wyrównany – 18 reprezentacji zdobywało medale, choć przyznać należy, że czołówka, do której należą reprezentacje Turcji, Japonii, Hiszpanii i Francji, jest bardzo mocna. Jeśli jednak zawodnicy naszej reprezentacji zdobędą więcej doświadczenia w startach międzynarodowych, to za dwa lata powinno być więcej medali. Tekst i foto Zbigniew Zarzycki
[AMŒ]
XIII Akademickie Mistrzostwa Świata w Futsalu, Braga (Portugalia), 18–25.08.2012
Nigdy więcej w Bradze W sierpniu Uniwersytet Minho w Bradze (Portugalia) gościł – po raz drugi w historii – najlepsze studenckie reprezentacje futsalowe na Akademickich Mistrzostwach Świata. Tym razem rywalizowało o medale 14 zespołów męskich i 5 żeńskich.
D
o Bragi przyjechała także męska reprezentacja Polski, niezbyt może utytułowana, ale szczycąca się 4. miejscem z AMŚ 2006 roku i broniąca 5. miejsca sprzed dwóch lat. Pełniłem funkcję szefa delegacji. Sympatycy futsalu zapewne już wiedzą, że występ Polaków tym razem nie wypadł okazale; zajęliśmy kiepskie 10. miejsce. Drużyna trenera K. Hirscha pokazała futsal słaby, bez koncepcji i w najważniejszych momentach, niestety, zawodziła. Słabej grze naszych towarzyszyła duża liczba popełnionych fauli i nie zawsze sportowe zachowanie, co sprawiło, że w klasyfikacji fair play wypadliśmy jeszcze gorzej niż w zmaganiach sportowych, zajmując przedostatnie, 13. miejsce.
Rywalizację rozpoczęliśmy w grupie eliminacyjnej „D” meczem z Izraelem (wygraliśmy 2:1) i kontynuowaliśmy zmagania z Tajlandią (2:4) i Ukrainą (3:5). Nie awansowaliśmy do finałowej ósemki, a zadecydował o tym przegrany – aż do dziś trudno w to uwierzyć – mecz z Tajlandią. Prowadziliśmy do przerwy 1:0, w pierwszych 20 minutach dwukrotnie nie wykorzystawszy przedłużonych rzutów karnych, strzeliwszy dwa razy w słupek bramki tajskiej i zmarnowawszy mnóstwo innych wybornych sytuacji bramkowych. Z kolei w drugiej połowie kompletnie się pogubiliśmy. Straconej szansy nie odzyskaliśmy w meczu z Ukrainą, mimo prowadzenia 3:2 do przerwy – aktualni akademiccy mistrzowie świata jeszcze długo będą dla nas zbyt mocnym przeciwnikiem. Walcząc o miejsca 9–14, wygraliśmy z Omanem (4:1), z Czechami (wynik 3:3 po 40 minutach i 4:3 w rzutach karnych), a bezpośredni mecz o 10. miejsce z Kazachstanem przegraliśmy 0:2. Z Omanem i z Czechami na ławce trenerskiej zabrakło Klaudiusza Hirscha. Francuscy sędziowie odesłali go na trybuny w czasie meczu z Ukrainą, a Komisja Techniczna AMŚ uznała jego przewinienie za bardzo poważne i za-
kazała mu prowadzenia zespołu w 2 kolejnych meczach. Mistrzami świata zostali Ukraińcy, którzy w finale pokonali Rosjan 1:0. W walce o brąz Portugalia wygrała z Tajlandią 2:0. Naszym reprezentantom na pocieszenie pozostaje świadomość, że w pierwszej czwórce mistrzostw znalazły się dwa zespoły z „polskiej” grupy eliminacyjnej. Dodać jeszcze trzeba, że gdy Uniwersytet Minho organizował AMŚ w futsalu po raz pierwszy (w 1998 roku), w finale także zagrały reprezentacje Ukrainy i Rosji, i wtedy także jedną bramką zwyciężyła Ukraina. A Polska zdobyła puchar fair play. W trzecich już AMŚ kobiet w Futsalu mistrzyniami świata zostały po raz trzeci z rzędu bezkonkurencyjne Brazylijki (komplet zwycięstw) przed Hiszpankami i Portugalkami. XIII Akademickie Mistrzostwa Świata w Futsalu to także kilka frustrujących faktów pozasportowych i o nich chciałbym teraz wspomnieć.
Plan gier Jeszcze na 10 dni przed mistrzostwami nieśmiało zwróciłem organizatorom uwagę, że plan rozgrywek w rywalizacji
aps nr 06 2012 (304)
mężczyzn jest co najmniej niedoskonały. Otóż siedmiodniowy turniej przedłużono zespołom Portugalii i Francji do ośmiu dni, organizując im „mecz otwarcia” dzień wcześniej, niż wyznaczono początek rozgrywek dla wszystkich pozostałych ekip. Kto zna futsal, zrozumie, jak brzydki i nie fair był to zabieg w stosunku do innych reprezentacji. Bałaganu dopełniło wycofanie się z mistrzostw reprezentacji Nigerii i Iranu oraz zupełnie bezsensowne zmiany w programie turnieju podjęte w reakcji na brak tych zespołów.
Otwarcie imprezy Mistrzostwa otwierał na głównym placu w Bradze wobec kilku tysięcy ludzi Luciano Cabral, brazylijski wiceprezydent FISU. Z rękami w kieszeniach. Jedną z rąk na krótką chwilę wydobył na wolność i podrapał się po czuprynie, chcąc zapewne wyczesać jakąś ciekawszą myśl. Bez skutku.
Oficjalna kolacja [official dinner] Zaproszono na nią – pisemnie, początek o godz. 21.30 – znakomitych gości z Bragi i okolic, a także szefów delegacji na AMŚ w futsalu i szachach (szachowe mistrzostwa odbywały się
www.azs.pl
równolegle w Guimaraes, odległym od Bragi o 25 kilometrów). Wzorcowo nakryte stoły w eleganckiej restauracji zapowiadały wspaniałą ucztę, a tymczasem… podano przekąski (zjedliśmy na stojąco), warzywa i owoce oraz białe wino. Kryzys?
Honoraria dla sędziów W szczegółowym raporcie z listopada 2011 r. Komitet Organizacyjny poinformował wszem i wobec, że przeznacza na honoraria dla sędziów 12 tysięcy euro! Tymczasem sędziowie (znający raport, a jakże) dostali figę, a na konkretne pytania o należne pieniądze wysłuchiwali jedynie mętnych i wykrętnych odpowiedzi.
Komitet Organizacyjny Składał się z prezydenta i… uwaga, 11 (jedenastu) wiceprezydentów. Bezpośrednim tego efektem był festiwal niekompetencji oraz wymijających wyjaśnień udzielanych na wszelkie, trudne i łatwe pytania. Na właściwego wiceprezydenta – do spraw finansowych – trafiłem tylko jeden raz, kiedy wpłacałem Komitetowi Organizacyjnemu należne pieniądze. Ale kiedy zniecierpliwiony pytałem o transport, trafił mi się zielony w tej kwestii wiceprezydent do
spraw wolontariuszy, o Internet nieopatrznie zapytałem wiceprezydenta do spraw protokołu, i tak dalej. Jeden z wiceprezydentów obiecywał, że wszyscy uczestnicy AMŚ będą mogli obejrzeć z trybun mecz eliminacyjny do Ligi Mistrzów UEFA Sporting Braga – Udinese, rozgrywany w Bradze akurat w dniu przerwy w rozgrywkach AMŚ. Mecz obejrzeli nieliczni. Ci, którzy kupili bilety po 20 euro.
„Kwiatki do kożucha?” Nieprawidłowe linie na boiskach futsalowych, brak stołów do masażu, ścisłe racjonowanie wody do picia, fatalna oprawa meczów, w zasadzie żaden dostęp do Internetu (tylko na dachu lub na ruchliwym parkingu przed akademikiem!!!), ani jednej darmowej pamiątki (najlepsi zawodnicy – „all stars” – i zespoły, które zwyciężyły w rywalizacji fair play, otrzymały w nagrodę oprawione w ramki swoje fotografie, które najpierw próbowano im sprzedawać… po 35 euro), nieprzygotowanie dyplomów uczestnictwa, brak zwykłych telewizorów potrzebnych do odprawy przedmeczowej… dość. Akademickie Mistrzostwa Świata w Bradze? NIGDY, NIGDY WIĘCEJ! Tekst i foto Piotr Kuś
[AMŒ]
IX Akademickie Mistrzostwa Świata w Łucznictwie, Kordoba (Hiszpania), 4–7.07.2012
Dwa medale Dwukrotnie stawali na podium polscy łucznicy podczas Akademickich Mistrzostw Świata.
W
Kordobie do finału dotarł nasz mikst Aleksander Michalski (AZS Surma Poznań) i Paula Wyczechowska (Łucznik Żywiec). Nasi przegrali minimalnie z Koreą i zdobyli srebro. Medal wywalczyła także polska drużyna pań, w której obok Pauli strzelały także Karina Lipiarska (Grot Zabierzów) i Joanna Rząsa (Łucznik Żywiec). Trafienie tej ostatniej w meczu z Japonią było przy wyniku 16:16 najbliżej środka, co przesądziło o brązowych krążkach dla Polski. Michalski był dodatkowo czwarty indywidualnie i z męską drużyną. DS Foto AZS Poznań
Świnoujście złote dla Pyrek!
Z
espół Reflex Pyrki AZS AWF Poznań wywalczył na plaży w Świnoujściu mistrzostwo Polski w piłce ręcznej plażowej. To już szósty medal w historii zespołu i trzeci złoty! Najlepszą zawodniczką wybrana została reprezentantka AZS AWF – Marta Łyszczyk. – Trzeba przyznać, że turniej finałowy nie był w naszą najlepszą imprezą w tym roku. Na szczęście udało się mimo wszystko sięgnąć po to najcenniejsze trofeum. Kilka tygodni wcześniej obroniłyśmy Puchar Polski. Mamy więc w tym roku wszystko, co można było na polskich plażach osiągnąć! – powiedziała Karolina Peda, kapitan Pyrek. W poznańskim zespole od poprzedniego sezonu nastąpiło wiele zmian. W Świnoujściu o medale walczyły dwie tegoroczne debiutantki i trzy zawodniczki, dla których był to dopiero drugi rok zmagań na piasku. – Cieszę się, że mogłam z tym zespołem sięgnąć po złoto – mówiła Weronika Łakomy, jedna z debiutantek. – Drużyna w tym sezonie zrobiła duże postępy i widać, że coraz lepiej rozu-
Górny rząd od lewej: Florentyna Pawlak, Ewa Wozińska, Weronika Łakomy, Roksana Szymańska, Stanisław Igel (trener). Dolny rząd od lewej: Marta Łyszczyk, Sylwia Bartkowiak, Karolina Peda.
mie się na boisku. Ten rok pokazał, że mamy spory potencjał, którego nie można zmarnować – dodała. Mistrzostwo i Puchar Polski to nie jedyne tegoroczne osiągnięcia poznanianek. W kończącym się powoli cyklu eliminacji European Beach Handball Tour Pyrki zajmują aktualnie piąte miejsce!
Reflex Pyrki AZS AWF Poznań jeszcze w tym roku będzie można najprawdopodobniej zobaczyć podczas towarzyskiego turnieju, który na zakończenie wakacji rozegrany zostanie w Obornikach Wielkopolskich. Tekst i foto pyrki.pl/ azsawfpoznan.pl aps nr 06 2012 (304)
[Warszawa]
Pamiętając o Kamili Jeśli za najważniejszą imprezę sportową mijającego sezonu uznać igrzyska olimpijskie w Londynie, to miano najbardziej wyjątkowej przypadnie z pewnością Memoriałowi Kamili Skolimowskiej.
19
sierpnia br. na stadionie warszawskiego „Orła” odbył się mityng lekkoatletyczny upamiętniający zmarłą przed trzema laty młociarkę. Mimo dość krótkiej kariery (Kamila zmarła nagle w wieku zaledwie 27 lat), zdołała sięgnąć po najwyższe laury (m.in. była medalistką olimpijską, medalistką uniwersjady, mistrzynią Polski, Europy). Świat sportowy cenił ją jednak nie tylko za dokonania na lekkoatletycznych arenach. W czasie Memoriału wielu wspominających ją kolegów opisywało Kamilę jako pogodną, otwartą dziewczynę, którą cechowało pozytywne spojrzenie na świat, chęć niesienia pomocy. Właśnie ta ostatnia cecha skłoniła rodzinę Kamili, by po śmierci utalentowanej młociarki założyć fundację jej imienia, która wspierałaby młodych sportowców i pomagała tym, którzy wracają do wyczynu po kontuzjach. Ambasadorami fundacji zostali Anita Włodarczyk, Tomasz Majewski i Piotr Małachowski. W upalny sierpniowy dzień Kamila była na ustach wszystkich zgromadzonych na stadionie, uśmiechała się do uczestników z licznie rozwieszonych fotografii i, jak podkreślało wielu, obserwowała spotkanie z nieba. A patrzeć miała na co, bowiem organizatorzy zaprosili na mityng wielu utytułowanych sportowców. Z ponad setki występujących – pięćdziesięciu dwóch uczestniczyło w niedawnych igrzyskach w Londynie, a dwunastu stanęło na olimpijskim podium. Wśród uczestników nie zabrakło reprezentantów AZS. Najwięcej emocji wzbudziły konkursy techniczne. W pchnięciu kulą (7,26 kg, 5 kg) najjaśniej świeciła gwiazda niedawnych igrzysk w Londynie – Tomasz Majewski (AZS AWF Warszawa). Każde jego wejście do koła wywoływało burzę oklasków. Mimo takiego dopingu Tomek nie pokazał kibicom pełni swoich możliwości. Zmęczenie wyczerpującym sezonem odbijało się na jakości jego rzutów – większość spalił. Ostatecznie musiał zadowolić się drugim (7,26 kg: 20,84) i trzecim miejscem (5 kg: 24,54). W doskonałej dyspozycji był za to Amerykanin Reese Hoffa (brązowy www.azs.pl
medalista igrzysk w Londynie). Jego precyzyjne, dopracowane rzuty, dużo dłuższe niż konkurentów, bez trudu przyniosły mu pierwsze lokaty w obydwu konkursach (odpowiednio: 21,72 i 25,20). W rywalizacji uczestniczył także klubowy kolega Tomka – Michał Rasiński, który na zawodach poprawił swój rekord życiowy w pchnięciu 5-kilogramową kulą (20.81). W pierwszym konkursie uzyskał rezultat 17,69. Równie dużo emocji dostarczył publiczności konkurs rzutu młotem. Bohaterem męskiego pojedynku był Szymon Ziółkowski (AZS OS Poznań), któremu tego dnia nie miał szans zagrozić żaden przeciwnik. Już pierwszym, 76-metrowym rzutem Ziółkowski zapewnił sobie zwycięstwo w rywalizacji, jednak z każdą kolejną próbą powiększał przewagę nad rywalami, kończąc turniej z wynikiem 76,52. W konkursie pań kibice po cichu liczyli na to, że srebrna medalistka londyńskich igrzysk Anita Włodarczyk (niegdyś zawodniczka AZS AWF Poznań) weźmie odwet za złoto wywalczone w Londynie przez Rosjankę Tatianę Łysenko. Nie zawiedli się. W Warszawie to Anita była zdecydowanie lepsza od rywalki. 76,60 dało Anicie bezdyskusyjne zwycięstwo nad Rosjanką. Na trzecim miejscu rywalizację zakończyła zawodniczka OŚ AZS Poznań Joanna Fiodorow (71,62). Konkursy biegowe zdominowali reprezentanci krajów uważanych za potęgi w biegach. Polakom pozostało walczyć o miejsca jak najbliżej utytułowanych kolegów z zagranicy. W biegach kobiet triumfowały Amerykanki, na krótszym dystansie – 100 m – zwyciężyła Jeneba Tarmoh (11.30), dobiegając na metę z minimalną przewagą nad koleżankami. Azetesiaczki uczestniczące w biegu zajęły trzy ostatnie lokaty: Anna Kiełbasińska (AZS AWF Warszawa) 11.91, Monika Wieczorkiewicz (OŚ AZS Poznań) 12.04, Agnieszka Ligięza (AZS AWF Kraków) 12.15. Na dłuższym odcinku – 1500 m – najszybsza była Brenda Martinez (4:20.31). Wyczerpujący bieg zaczęła spokojnie, z czasem przesuwając się na czoło stawki. Prowadzenie utrzymała do samego końca, choć po piętach deptała jej Angelika Chojecka. Piąta na mecie Ewelina Sętowska-Dryk (AZS AWF Warszawa) rezultatem 4:25.30 pobiła swój życiowy rekord na tym dystansie. Poza tym: 6. Monika Harasim, AZS AWF Warszawa (4:27.99), 8. Aleksandra Lisowska, AZS UWM Olsztyn (4:30.81), 9. Martyna Strucińska, AZS UWM Olsztyn (4;46.04). W konkursie męskim karty rozdawali Jamajczycy. Wygrali większość konkursów. Wszyscy dwa tygodnie wcześniej
stanęli na olimpijskich podiach. O tym jak trudno dogonić jamajskiego biegacza, przekonali się nasi lekkoatleci już w pierwszym biegu, na 100 m. Wyścig bez trudu wygrał Kemar Bailey-Cole (10.24), złoty medalista olimpijski w sztafecie 4 x 100 m. Za nim na metę prawie równocześnie wbiegli Keston Bledman (10.28), Kim Collins i Gerald Phiri (obaj 10.29). Pierwszy Polak – Dariusz Kuć – zameldował się na mecie dopiero piąty (10.53). Wśród azetesiaków najszybszy był Artur Zaczek (AZS OŚ Poznań) – 10.64. Do biegu przystąpił także poruszający się na protezach Oscar Pistorius, specjalista od biegów na 400 m. Jego udział w konkursie na krótkim dystansie motywowany był szlifowaniem formy przed paraolimpiadą, na której właśnie w tej konkurencji wystąpi. Reprezentant RPA zajął jedną z ostatnich lokat (11.17). Podobny przebieg miały kolejne biegi: na dystansie 110 m przez płotki triumfował Hansle Parchment (13.34), zawodnik AZS AWF Warszawa Maciej Wojtkowski był na mecie półtora sekundy później. W biegu na na 200 m wygrał Weir Warren (20.49). Karol Zalewski z AZS UWM Olsztyn przybył na metę czwarty – 21.07. Dopiero w dwóch ostatnich konkurencjach nastąpiły małe odstępstwa od reguły. Pretendentem do wygranej w biegu na 400 m był co prawda Jamajczyk Edino Stelle, ale tym razem szybszy okazał się… czeski lekkoatleta Pavel Maslak (45.10). Azetesiacy uplasowali się pośrodku: 4. Piotr Wiaderek, AZS AWFiS Gdańsk (46.35), 5. Michał Pietrzak, AZS Katowice (46.47), 6. Kacper Kozłowski AZS UWM Olsztyn (46.66). W biegu na 800 m na zwycięstwo nastawiali się Marcin Lewandowski i Adam Kszczot, którzy w Londynie na tym dystansie odpadli z walki o medal w półfinałach. Niestety, na stołecznym stadionie najszybszy był Kenijczyk Nicholas Koech (1:46.12). Polacy musieli zadowolić się odpowiednio drugą (1:46.48) i trzecią lokatą (1:47.17). Występujący w barwach AZS AWF Wrocław Szymon Krawczyk zajął siódme miejsce (1:50.83). Choć memoriał Kamili Skolimowskiej to impreza sportowa, w czasie mityngu najważniejszy był nie wynik, ale dobra zabawa i możliwość powspominania zmarłej młociarki. Nie dziwi więc fakt, że zabrakło spektakularnych wyników, nie pobito żadnych rekordów. Dla polskich sportowców spotkanie było jednak okazją do konfrontacji z najlepszymi na świecie lekkoatletami, widzowie zaś cieszyli się z możliwości zobaczenia sportowych idoli w akcji. I oby tradycja takich spotkań przetrwała jak najdłużej… MM
[windsurfing]
Na wesoło Kolejna edycja regat windsurfingowych została zorganizowana przez Kluby Uczelniane Uniwersytetu Rzeszowskiego i PWSZ Krosno na Jeziorze Solińskim w Polańczyku. Rozegrano regaty omeg oraz siedem biegów windsurfingowych, na których starcie stanęło około 40 uczestników. Na cześć twórcy naszej bazy – Edwarda Sądeckiego „Ediego” odbył się pokazowy bieg „na wesoło” w przebraniach.
P
ierwszy wieczór żeglarskich zmagań zakończył się hawajską imprezą na plaży. Kolorowe napoje z palemkami, gorąca muzyka, tańce na piasku – to tylko część atrakcji, jakie zapewnili organizatorzy. X Memoriał Pamięci Edka Sądeckiego połączony z VIII Festiwalem Sportów Wodnych od lat cieszy się dużą popularnością. Tym razem baza żeglarska na Wyspie gościła uczestników z zaprzyjaźnionych uczelni z całej Polski. Tradycyjnie już odwiedzili nas znajomi z Półwyspu Helskiego, Wrocławia czy Bydgoszczy. AG Foto AZS Uniwersytet Rzeszowski
Wyniki EDI WINDSURFING CUP
Kobiety 1. Anita Furmańska AZS UR, 2. Lilianna Dzik, 3. Monika Barabasz AZS AWF Wrocław. Mężczyźni 1. Maciej Barabasz AZS AWF Wrocław, 2. Łukasz Nizioł AZS UR, 3. Janusz Świętoniowski. Regaty OMEG
Miejsce I Jerzy Kulasa, Ewelina Bartosiewicz, Przemysław Dziki, Agnieszka Kobyłka, Marcin Róg, Anna Sądecka. Miejsce II Andrzej Sladeczek, Dawid Sladeczek, Daniel Ruczko, Dawid Długosz, Jakub Barabasz, Michał Tomanek. Miejsce III Zofia Pulcer, Katarzyna Pulcer, Filip Poźniak, Maciej Mazur, Jarek Ogrodniczek, Aneta Ogrodniczek. FESTIWAL SPORTÓW WODNYCH
Kobiety 1. Anita Furmańska AZS UR, 2. Monika Barabasz AZS AWF Wrocław 3. Lilianna Dzik. Mężczyźni 1. Łukasz Nizioł AZS UR, 2. Maciej Barabasz AZS AWF Wrocław, 3. Kamil Zieliński. MISTRZOSTWA PODKARPACIA W WINDSURFINGU
1. Maciej Barabasz AZS AWF Wrocław, 2. Janusz Świętoniowski, 3. Łukasz Nizioł AZS UR.
aps nr 06 2012 (304)
J
uż po raz dziesiąty AZS Uniwersytetu Rzeszowskiego zorganizował na Solinie Festiwal „Edi Cup”. Solina to przecudnej urody zalew w sercu Bieszczad, „Edi” to skrót od imienia Edward. Edward Sądecki był przez wiele lat prezesem tego klubu, to on zagospodarował dla AZS kawałek Wyspy, uczył młodszych kolegów pasji do żeglarstwa, a w sposób specjalny – do windsurfingu. Pamiętam sprzed lat Edka na desce, którą sam wymyślił i wykonał. Miała taki atut, że można było na niej pływać w duecie – instruktor i kursant. Jak kursant sobie radził, to Edek instruktor siedział na krześle i korygował. Czasami oczywiście wpadał do wody. Na Wyspie stanęły przyczepy campingowe, a w nich pojawili się ludzie. W większości zarażeni pasją wspólnego przebywania, działania, budowania. Specjalności mieli wiele, dominowali nauczyciele akademiccy, ale nie brakowało specjalistów od spraw technicznych czy medycznych. Powstała przystań, zjawiły się pozyskane stare łódki, które trzeba było wyremontować, powstało miejsce na pole namiotowe i zaczęli przyjeżdżać studenci. Chcąc nie chcąc zaakceptowali porządek rze-
www.azs.pl
czy ustalony przez Edka i „radę starszych”. Prosta zasada: jeżeli chcesz pływać na Solinie, to załóż „pamelkę” (taka plastykowa bojka ze sznurkami), pewnie ustrzegła wielu od groźnych wypadków. Sława się rozniosła po kraju, na Wyspie zjawiali się miłośnicy Bieszczad z całej Polski. Było co robić. Studenci kończyli naukę, już jako absolwenci zjawiali się nad Soliną na wakacyjny urlop. Edek wymyślił i zbudował na wysokim brzegu stanicę, z dużym tarasem, kilkoma pokojami i dużym zapleczem. Ostatni rok budowy był najtrudniejszy. To okres walki z chorobą, tą bezwzględną. Po operacji, po naświetleniach wracał Edi na wyspę coraz bardziej jako symbol panującego tam porządku. Zmarł 15 sierpnia 2003 roku. Na Wyspie ma swój obelisk i wiele miejsc, gdzie można go przy odrobinie wyobraźni dostrzec, a raz do roku Festiwal. Pewnie się cieszy. Na deskach ścigają się dzisiaj jego wychowankowie, a także wydoroślałe dzieciaki przyjaciół. Sędzią głównym jest jego córka Dagmara, a wnuczka brodzi już w wodzie. Nikt specjalnie ustalonych wcześniej porządków nie zmienia. To prosta recepta na własną identyfikację takiej organizacji jak AZS. Przynajmniej jej części. Organizacja bez liderów i symbolicznych miejsc i utrwalanej legendy minionych wydarzeń nie buduje tradycji. Dziś Wyspa ta sama, ale nie taka sama. Dzieci Zbyszka Barabasza są
już instruktorami, bracia Niziołowie jeszcze wygrywają wyścigi, ale młodsze pokolenie tuż za plecami, Krzysiek Ogrodniczek, chociaż na wodzie mocny, a i na lądzie niezastąpiony w wielu pracach, należy już do średniego pokolenia, podobnie jak Robert Bąk i Jurek Kolasa. Na Wyspie coraz więcej młodych ludzi urody tatarskiej – za sprawą rodziny Zielińskich. Kinga sprawnie administruje powierzonymi zasobami. Pogoda przy tym X Festiwalu nie rozpieszcza zbytnio. Po fali upałów przyszło oziębienie. Atrakcyjne wywrotki i polewanie wodą nie są już tak nęcące. Wyścig memoriałowy – jak co roku – w przebraniach. Seniorzy solińskich spotkań coraz częściej z Wyspy jadą na wspomnienia na stały ląd – do Ośrodka AZS na skraju Polańczyka. Coraz mniej jest takich miejsc, gdzie możesz wśród bibelotów i pamiątek poczuć siłę wspomnień. W wolnych chwilach kustoszem tradycji staje się Marek Ogrodniczek, najczęściej pod wieczór, kiedy skończy się młyn z klientami ośrodka. W noc festiwalową oni z Wyspy, my z lądu puszczamy światełka do nieba, do Edka. Bartłomiej Korpak
Tomasz Majewski AZS AWF Warszawa mistrz olimpijski
aps nr 06 2012 (304)