Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 01/2012

Page 1

AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce: AZS AWF Warszawa

[od od redakcji] redakcji

Zima, pieniądze, protesty, pasje i marzenia

C

hoinki zniknęły, prawdziwy mróz pojawił się niespodziewanie pewnej nocy i trzyma mocno. W styczniu głośno protestowali pacjenci, lekarze i aptekarze zainfekowani ustawą refundacyjną, a także zwolennicy wolności w internecie, którym nie było dane z zapisami ACTA w ogóle się zmierzyć. Protest kibiców AZS Politechniki Warszawskiej nie mógł zatem przebić się do szerszej opinii, chociaż na swój sposób też stał się symboliczny. Podobnie jak ci wcześniej wymienieni protestujący – kibice i sympatycy ligowych zespołów nie mogą zrozumieć, jak to jest, że w jednych miastach i firmach są pieniądze na sport zawodowy, a w innych – tak dużych jak stolica Polski – takich pieniędzy nie ma. Nie mogą pojąć, jak to jest, że w jednej spółce sportowej kontrakty z siatkarzami, koszykarzami i innymi zawodowcami są na poziomie miliona złotych na osobę, a w ich klubie 2–3 razy mniejsze. I na czym ma polegać ten polski sport zawodowy. Ponad dwa i pół tysiąca osób podpisało petycję, kilku radnych, ale bardzo nieśmiało wyraziło lekkie poparcie, a władze stolicy z konieczności musiały zająć się imprezą otwarcia Stadionu Narodowego w kontekście zastrzeżeń straży pożarnej do całokształtu budowli. Z powodu mrozu i ważnych innych protestów nikomu nie chciało się skomentować informacji o frywolnym i bezsensownym wywaleniu kilku milionów z kasy miejskiej na przedsięwzięcia promujące miasto. Kosztujący ponoć krocie, słynny już film o „zboczeńcu” goniącym przez ulice i skwery Warszawy ma być zachętą do poznawania ukochanego miasta nie tylko przez napalonych kibiców EURO 2012, ale w ogóle wszystkich spodziewanych turystów. Niewyrobieni w zagadkach finansowych miasta kibice Politechniki pytali, jak to jest – tu dziesiątki milionów

są, a na sport nie ma? Odpowiedź jest prosta – nie ma, bo to inny paragraf! Coś się musiało na linii kibice–miasto wydarzyć, bo protest tych drugich w końcówce stycznia wyraźnie osłabł. Na koszulkach siatkarzy w lutowych meczach pozostał napis SPORTOWA WARSZAWA. Dla kibiców Politechniki nie ma dobrych wieści. Mróz trzyma mocno, co cieszy sport zawodowy w Polsce, wzrasta wydobycie, rośnie sprzedaż węgla i energii, rosną zyski spółek energetycznych, to się i trochę grosza dorzuci do wybranych klubów sportowych. Tych, co mają szczęście nazywać się Bełchatów, Jastrzębie, Turów, Tauron, Enea, Energa, PGE, Lotos, Orlen. Dla miasta mróz i zima to dodatkowe wydatki, zatem na sport może zabraknąć. A co mają zrobić ci, co się nazywają Politechnika, Uniwersytet? Po pierwsze nie muszą grać w ekstraklasie. Swój żywot zakończyły lub są na ostatniej prostej do mety znakomite kiedyś stołeczne kluby „Skra”, „Warszawianka”, „Gwardia”, „Spójnia”, „Sarmata”, „Legia” (wyłączając piłkę nożną). Czy coś złego się stało? A po drugie mogą grać za darmo, z pasji do sportu. Słychać na salonach sportowych stolicy, że w sporcie w pierwszym rzędzie będziemy teraz stawiać na pasję i poświęcenie. Trzeci do tej pory uznawany za najważniejszy czynnik na „P”, czyli pieniądze, ma odtąd nie być najważniejszy. Ciekawe, czy uda się zawrócić koło historii i do jakich sukcesów i w jakich dyscyplinach bez pieniędzy uda się naszym sportowcom dojść? Wracając do Politechniki. Dwa lata temu marzenia władz klubowych, wspierane także przez władze rektorskie uczelni, były dosyć konkretne. 4 drużyny inżynierów miały grać w ekstraklasie. Męskie siatkówka i koszykówka już grają, piłkarze ręczni się poddali i rozwiązali, a siatkarki pewnie jeszcze trochę pograją w II lidze. Marzenia trzeba mieć. Z planów dogonienia i przegonienia superklubu FC Barcelona (piłka nożna, piłka ręczna, koszykówka, futsal, rugby) chwilowo trzeba będzie zrezygnować. Może nie na zawsze. Redaktor

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: Paweł Piętka © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 3 lutego 2012 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 3000 egz. ISSN 0209-0546

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania artykułów. aps nr 01 2012 (299)


[temat numeru]

Wyniki klubów AZS we współzawodnictwie sportu dzieci i młodzieży w 2011 roku

AZS a rywalizacja w sporcie młodzieżowym Polska Federacja Sportu Młodzieżowego (PFSM) opublikowała wyniki współzawodnictwa sportowego dzieci i młodzieży za rok 2011.

W

corocznym podsumowaniu efektów szkolenia i współzawodnictwa młodzieży uzdolnionej w kategoriach wieku: młodzik, junior młodszy, junior i młodzieżowiec przedstawiono między innymi klasyfikację klubów sportowych. Punktacja oparta jest na wynikach uzyskanych w następujących imprezach: Młodzieżowe Mistrzostwa Polski, Mistrzostwa Polski Juniorów, Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży, Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików. Jednym z celów prowadzenia obliczeń związanych (w szczególności) z systemem współzawodnictwa dzieci i młodzieży jest ocena jego poziomu. Na podstawie opracowanej klasyfikacji przygotowywane są informacje i materiały dla Departamentu Sportu Wyczynowego i Młodzieżowego Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz innych organizacji w tematyce sportu młodzieżowego. Od roku 1999 (reforma administracyjna – podział na 16 województw) publikowane są wyniki corocznej rywalizacji, a kluby AZS zajmują zawsze czołowe miejsca. Poniżej analizujemy wyniki za ubiegły rok oraz uzyskane na przestrzeni ostatnich 13 lat przez kluby AZS, które uplasowały się w czołowej dziesiątce rywalizacji sportu dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku udało się zadebiutować w pierwszej dziesiątce AZS AWF Kraków, który na 3190 klubów (w tym 50 to kluby AZS) uplasował się na 10. pozycji. Poza Krakowem mieliśmy wielki powrót klubu sportowego z Poznania. AZS AWF Poznań wrócił po 4 latach absencji do 10 najlepszych i zajął 8. lokatę. Poza naszym beniaminkiem i Poznaniem mamy jeszcze cztery kluby AZS, które niemalże na stałe zagościły w najlepszej dziesiątce rywalizacji sportu młodzieżowego. Do stałych bywalców należy klub AZS AWF Katowice. W roku 2011 uplasował się na trzeciej pozycji. Zabrakło go – w przeciągu tych trzynastu lat – jedynie w latach: 1999, 2000 i 2003, ale za to od 2007 roku zajmuje pierwsze miejsce wśród www.azs.pl

lok.

klubów AZS oraz ma stałe miejsce na podium wśród wszystkich klasyfikowanych polskich klubów. Podobną rolę lidera pełnił w latach 1999–2005 AZS AWFiS Gdańsk (do 2003 roku AZS AWF Gdańsk), który od początku wprowadzenia rankingu znajduje się w pierwszej dziesiątce, a w 2010 roku był blisko ponownego objęcia tytułu prymusa AZS. W aktualnej klasyfikacji uplasował się na 6. miejscu. Kolejnym klubem AZS, który od roku 1999 nieprzerwanie zaznacza swoją obecność na miejscach w pierwszej dziesiątce, jest AZS Poznań (5. miejsce w 2011 roku). Poznańska organizacja środowiskowa jest jedynym nie AWF-owskim klubem AZS, któremu udało się zakończyć aktualną klasyfikację w pierwszej dziesiątce. Drugim klubem spoza supremacji AWF jest AZS Zakopane, który w 2007 roku zajął 7. miejsce, w 2008 – 10. miejsce, a w 2011 – 22. AZS AWF Warszawa (4. miejsce w 2011 roku) był również bliski uwiecznienia się wśród klubów, które nieustannie mogą pochwalić się wybitnymi osiągnięciami w szkoleniu dzieci i młodzieży. Jednak w roku 2000 zabrakło warszawskiego klubu na liście „Top 10”. Zajął on wtedy niewątpliwie wysoką 11. lokatę, jednakże niefortunną w odniesieniu do powyższego zestawienia. W ubiegłym roku wielu przedstawicieli instytucji zarządzających sportem w Polsce uniemożliwiło starania jednostek AZS w ubieganiu się o dotacje ze środków publicznych na organizację zajęć sportowych dla dzieci i młodzieży, tłumacząc decyzje tym, że AZS to jedynie sport dla studentów i że nie ma nic wspólnego ze szkoleniem dzieci i młodzieży. Jednak analizując wyniki klubów AZS we współzawodnictwie sportu młodzieżowego ostatniej dekady, możemy z dumą stwierdzić, że się mylą! Oskar Rosa

kluby 2011

razem

3

AZS AWF Katowice

1562,24

4

AZS AWF Warszawa

1467,62

5

AZS Poznań

1344,31

6

AZS AWFiS Gdańsk

1307,50

8

AZS WF Poznań

847,00

10

AZS AWF Kraków

764,00

12

AZS UWM Olsztyn

737,69

20

AZS AWF Wrocław

660,56

22

AZS Zakopane

651,20 499,38

26

AZS AWF Gorzów Wlkp.

42

AZS UW Warszawa

367,12

70

KU AZS Politechniki Opolskiej

264,83

80

AZS UMCS Lublin

244,88

97

KŚ AZS Polit. Śląskiej Gliwice

223,00

135

AZS Łódź

189,50

136

AZS PWSZ Gorzów Wlkp.

189,37

138

AZS AWF Biała Podlaska

188,50

152

AZS AGH Kraków

179,50

193

AZS Szczecin

148,00

282

AZS PW Wrocław

116,00

304

KU AZS UE Wrocław

111,00

315

AZS UMK Toruń

108,85

347

AZS PWSZ Nysa

100,34

401

AZS Ak. J. Długosza Częstochowa

87,00

409

KU AZS Politechnika Koszalin

85,93

444

AZS WAT Warszawa

79,50

516

AZS PWSZ Jutrzenka Płock

70,98

546

AZS WSPiA Poznań

67,00

581

AZS UR SAS Rzeszów

64,00

606

KŚ AZS Środ. Wrocław

61,11

658

KU AZS PWSIP Łomża

56,50

758

AZS UAM Poznań

49,00

808

AZS UKW Bydgoszcz

46,00

985

AZS Środ. Olsztyn

35,50

990

AZS OŚ Toruń

35,46

1107

KJ AZS Opole

30,00

1217

UKB AZS Legenda Jarosław

26,00

1267

KU AZS AJD Częstochowa

24,00

1352

AZS Bydgoszcz

21,42

1387

AZS WSG Astoria Bydgoszcz

20,38

1486

AZS Środ. Katowice

18,00

1572

AZS Uniw. Ekonomiczny Kraków

16,67

1715

AZS PW Warszawa

14,00

1764

AZS KŚ Strz. Sport. Częstochowa

13,00

1894

KU AZS ZUTech Szczecin

11,75

2043

AZS Środowisko Warszawa

9,00

2215

AZS Puławy

7,00

2281

AZS Śr. Rzeszów

6,00

2545

AZS WSG MOS Żnin

4,00

3043

KU AZS UP Wrocław

1,00

Miejsca klubów sportowych AZS w pierwszej dziesiątce współzawodnictwa dzieci i młodzieży w latach 1999–2011 2011 2010 2009 2008 2007 2006 2005 2004 2003 2002 2001 2000 1999 AZS AWF Katowice

3

3

2

2

2

3

6

4

AZS AWF Warszawa

4

5

4

4

4

2

3

6

7

5

8

AZS Poznań

5

6

7

9

10

7

8

8

8

8

10

8

8

AZS AWFiS Gdańsk

6

4

5

5

5

6

2

2

2

4

4

4

3

AZS AWF Poznań

8

AZS AWF Kraków

10 9

10

AZS AWF Wrocław AZS Zakopane

9

5 10

10

10

10

8

9

10

7

10

9


[AZS AWF Katowice]

Trzeba robić swoje Rozmowa z prof. Adamem Zającem, prezesem Klubu Sportowego AZS AWF Katowice.

lidera to owszem – zachowujemy status, ale z szacunkiem patrzymy na inne kluby pionu akademickiego, których w pierwszej dziesiątce klasyfikacji młodzieżowej jest łącznie z nami sześć. Zdolna młodzież to tylko początek starań o sukces w sporcie. Proszę o przedstawienie kadry trenerskiej i instruktorskiej pracującej z młodzieżą w poszczególnych dyscyplinach sportu.

Gratulacje, po raz kolejny AZS AWF Katowice znalazł się na podium ogólnopolskiej rywalizacji w sporcie dzieci i młodzieży. Zdobyte ponad 1500 punktów to jednocześnie pozycja lidera wśród klubów akademickich. W jakich dyscyplinach prowadzone jest szkolenie, jak wiele młodzieży uczęszcza na treningi organizowane przez klub?

Dziękuję za gratulacje w imieniu wszystkich zawodników, trenerów, działaczy, którzy zapracowali w 2011 roku na ten wielki sukces, bo takim jest zajęcie trzeciego miejsca w klasyfikacji sportu młodzieżowego wśród ponad trzech tysięcy sklasyfikowanych klubów. Nasza radość jest tym większa, że na podium nie znaleźliśmy się przypadkowo, ale uczyniliśmy to już po raz kolejny. Warto w uzupełnieniu przypomnieć, że od roku 2006 zajmujemy miejsce na pudle. W roku ubiegłym punktowały sekcje: akrobatyki sportowej, biathlonu, lekkoatletyki, judo, łyżwiarstwa figurowego, narciarstwa alpejskiego i klasycznego, pływania, saneczek lodowych, szermierki, triathlonu. Poza wymienionymi na poziomie wyczynowym prowadzimy również szkolenie w snowboardzie, bobslejach, koszykówce mężczyzn, piłce nożnej kobiet, rugby7. To znacząca liczba sekcji-dyscyplin w jednym klubie, obecnie niespotykana w strukturach klubów sportowych w Polsce. Jesteśmy zadowoleni z tego, że w dzisiejszych, trudnych czasach udaje się nam zachować wysoką jakość szkolenia, co przekłada się na wyniki uzyskiwane przez naszych zawodników. Co do pozycji

W sekcji akrobatyki sportowej pracują trenerzy: Renata Firak, Krzysztof Wilusz, Jerzy Trzaska, biathlonu – Kinga Goraj, lekkoatletyki – Stanisław Marmur, Aleksander Matusiński, Leszek Dyja, Ryszard Skowronek, Janusz Iskra, Szymon Wdowiak, narciarstwa klasycznego – Janusz Krężelok (biegi narciarskie) i Zbigniew Byrdy (kombinacja norweska, skoki), narciarstwa alpejskiego – Bartek Stolecki, pływania – Sławomir Puchalski i Michał Skóra, szermierki – Magdalena Jeziorowska, Ludmiła Zaczek, Piotr Bortel, Ryszard Czaja, Krzysztof Koniusz, triathlonu – Michał Szłapka, judo – Maciej Kostrzewa, snowboardu – Michał Starzyński, łyżwiarstwa figurowego – Iwona Mydlarz-Chruścińska, saneczek lodowych – Marek Skowroński, koszykówki – Mirosław Stawowski. Ponadto sekcjami MTB opiekuje się Grzegorz Mikrut, a rugby7 – Piotr Filipowski. Nasza kadra trenerska to współpraca trenerów doświadczonych z trenerami młodymi, którzy mają możliwość nauki i wymiany poglądów ze swoimi starszymi kolegami. Czy formuła klubu uczelnianego, akademickiego pozwala na aż tak znaczne zaangażowanie w sport młodzieżowy? Jak wielu wyszkolonych sportowców pozostaje w klubie i podejmuje studia na katowickiej Akademii?

Kluby akademickie z założenia są ukierunkowane na pracę z młodzieżą, wszak do tego zostały powołane. W sport młodzieżowy trzeba się angażować, aby w przyszłości cieszyć się z wyników w kategorii seniora. Nie możemy i nie chcemy liczyć tylko na zawodników podejmujących studia w AWF Katowice. W naszym klubie to się sprawdza. Zresztą szkolenie młodzieży to nie tylko nakłady finansowe, to często zaangażowanie ludzi (trenerów, działaczy, rodziców) w umiejętne pokierowanie decyzjami życiowymi

młodych sportowców. Nie prowadzimy specjalnej statystyki, ale myślę, że większość sportowców szkolonych w KS AZS AWF Katowice podejmuje studia w AWF. Szczególnie, że Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach stworzyła – chyba jedne z najlepszych – warunki przyjęcia na studia, studiowania i pomocy sportowcom wyczynowym. Jako przykład możemy tutaj podać osobę Justyny Kowalczyk, która ukończyła studia w AWF Katowice, równocześnie zdobywając najwyższe sportowe laury. Zresztą pozostanie Justyny w naszych barwach po ukończeniu nauki poczytujemy sobie jako najlepsze świadectwo naszej codziennej działalności. Czy szkolenie sportowe młodzieży wspierane jest przez samorząd lokalny, władze miasta, województwa?

Wspiera nas i Miasto Katowice, i Województwo Śląskie poprzez dotacje zadaniowe. Pewnie jeszcze wiele w tej współpracy można byłoby poprawić, jednak narzekanie nic nowego nie wniesie. Trzeba robić swoje. Z wielką satysfakcją możemy powiedzieć, że zarówno władze Katowic, jak i Województwa Śląskiego, dostrzegają nasz wkład w pozycję sportu śląskiego. Współpraca z tymi instytucjami jest coraz bardziej zadawalająca. Sport to rywalizacja, punkty, lokaty, ale często o wysokiej pozycji decydują też wyjątkowe predyspozycje. Czy wśród zdolnej młodzieży już widać kandydatów na sportowe gwiazdy?

Oczywiście trudno na etapie juniora czy młodzieżowca wyrokować, czy z młodego zdolnego wyrośnie gwiazda światowego formatu. Chociaż jest wśród młodzieży wielu reprezentantów, medalistów i rekordzistów Polski, to chyba jeszcze nie czas na wymienianie nazwisk. Chociażby dlatego, żeby zbyt wcześnie nie uderzyła im do głów tzw. woda sodowa. Dziękujemy za rozmowę.

Redakcja APS, foto ze zbiorów Adama Zająca, Adam Szłapka

aps nr 01 2012 (299)


[AZS AWF Warszawa]

Nie zwalniamy tempa Rozmowa APS z Maciejem Hartfilem, dyrektorem Klubu AZS AWF Warszawa. Rywalizacja w sporcie dzieci i młodzieży w roku 2011 zakończona. Gratulujemy wysokiej pozycji. Tym razem AZS AWF Warszawa tuż za podium. Jak oceniasz miniony rok w tej rywalizacji?

To był dla nas niezły rok, szczególnie w porównaniu z 2010. Jako jedyni z czołowej piątki zanotowaliśmy wzrost liczby punktów. Wróciliśmy na 4. miejsce, kilka sportów – jak szermierka czy taekwondo – znakomicie nam się rozwijają. Niestety dostrzegamy też problemy w niektórych sekcjach (np. lekkoatletyka) i będziemy się starali podjąć działania, aby w przyszłym roku osiągać lepsze wyniki. Udało się dosyć szybko odbudować młodzieżowe pływanie dzięki staraniom Pawła Słomińskiego. Dobrą pracę wykonał też Maciej Misiak w rugby, ale na efekty tej pracy musimy jednak poczekać przynajmniej do przyszłego roku. W jakich dyscyplinach i w jaki sposób zorganizowane jest szkolenie sportowe w tych kategoriach wiekowych w waszym klubie? Czy formuła klubu uczelnianego, akademickiego pozwala na aż tak znaczne zaangażowanie w sport młodzieżowy?

Jesteśmy jednym z najlepszych klubów szkolących młodzież w Polsce już od kilku lat. Mamy bardzo dużo grup dzieci i młodzieży, a naszym głównym problemem powoli staje się brak wystarczającej liczby obiektów sportowych, bo zainteresowanie sportem wśród najmłodszych jest dosyć duże. Naszą siłą obecnie jest szermierka, lekkoatletyka, taekwondo olimpijskie i po roku przerwy pływanie. 2–3 lata temu rozpoczęliśmy szkolenie młodzieżowe również w grach zespołowych (piłka ręczna i siatkówka), ale w tych dyscyplinach znacznie trudniej o sukcesy na arenie ogólnopolskiej, dlatego te grupy prowadzone są bardziej pod kątem wyławiania talentów na przyszłość dla naszych drużyn seniorskich niż sięgania po laury w rywalizacji młodzieżowej. Jeżeli chodzi o formułę klubu akademickiego i rywalizację w sporcie dzieci i młodzieży, to sprawdza się ona znakomicie. www.azs.pl

Najwięcej punktów nasz klub zdobywa w kategorii młodzieżowców, a to właśnie już młodzież akademicka. Zaangażowanie w szkolenie młodzieży bardzo się opłaca w dalszej perspektywie. Warto na nie stawiać, chyba że ktoś ma dużo pieniędzy na sprowadzanie zawodników z innych klubów – to znacznie prostszy sposób na osiąganie wyników w kategorii seniora. Klub AZS AWF Warszawa to znakomita marka sportowa w Warszawie. Jak duże zainteresowanie towarzyszy organizowanym przez klub naborom najbardziej uzdolnionych? Współpracujecie ze szkołami, z innymi klubami czy nabory mają otwarty charakter?

Jak wspomniałem wcześniej, nie możemy narzekać na brak zainteresowania ze strony najmłodszych. Nasze gwiazdy przyciągają do klubu dzieciaki. Mimo wszystko cały czas staramy się promować. Przede wszystkim w szkołach, na festynach czy piknikach. Już od stycznia planujemy szeroką akcję promocyjną na maj i czerwiec tego roku. Nasze nabory są otwarte dla wszystkich. Każdy może spróbować swoich sił, pokazać się z jak najlepszej strony i dopiero po jakimś czasie trenerzy dokonują selekcji. Jeżeli chodzi o współpracę ze szkołami i innymi klubami, to mamy podpisanych kilka umów dotyczących wzajemnych relacji, jednak większość tego typu działań odbywa się bardziej nieformalnie – na bazie znajomości trenerów poszczególnych sekcji. Z tych formalnych umów chyba największą rolę odgrywa nasza współpraca z Zespołem Szkół Sportowych nr 50 przy ul. Lindego na Bielanach.

Jak wielu sportowych wychowanków pozostaje w klubie po zdaniu matury, podejmuje studia w Akademii, kontynuuje przygodę ze sportem?

Wielu zawodników związanych jest z naszymi barwami przez wiele lat, czasami przez całą sportową karierę. Znaczna część naszych wychowanków decyduje się na studia na AWF, ale obecnie rynek szkół wyższych oferuje wiele możliwości i często wyczynowym sportowcom łatwiej studiuje się na innych uczelniach. Ostatnie lata pokazały, że liczba osób na co dzień związanych ze sportem zainteresowanych studiami na AWF nieco zmalała. Czy szkolenie sportowe młodzieży wspierane jest przez samorząd lokalny, władze miasta, województwa?

O tak, w sferze sportu dzieci i młodzieży należą się brawa dla Warszawy. Choć miejski system stypendialny wymaga zmian, to generalnie mamy bardzo dobry system finansowania sportu młodzieżowego, oparty na podziale środków na podstawie liczby zdobytych punktów w rywalizacji sportowej. Dodatkowo chyba 3 czy 4 lata temu stworzony został bardzo ciekawy program „Sportowy Talent”, którego obecnie jesteśmy największym realizatorem. Dzięki dofinansowaniu z tego programu mogliśmy stworzyć blisko 20 nowych grup szkoleniowych do kategorii młodzika, finansować szkoleniowców i częściowo pokrywać koszty wynajmu obiektów. To bardzo duża pomoc ze strony Miasta. Dzielnica Bielany w mniejszym stopniu patrzy na wyniki sportowe, a stawia bardziej na rekreację – to zupełnie nie nasze pole działania i finansowanie ze strony dzielnicy jest symboliczne. Już chyba trzeci rok z rzędu nie mamy żadnej pomocy ze strony Urzędu Marszałkowskiego, a szkoda, być może wreszcie udałoby się wskoczyć na podium. Mimo wszystko nie zwalniamy tempa i głęboko wierzę, że szeroko zakrojone szkolenie dzieci nadal będzie przynosiło klubowi, a przede wszystkim polskiemu sportowi, wymierne korzyści. Dziękujemy za rozmowę.

Redakcja APS Foto AZS AWF Warszawa


[AZS Poznañ] Gratulacje. Piąte miejsce AZS Poznań w klasyfikacji sportu dzieci i młodzieży za rok 2011 to chyba najwyższe wasze miejsce w historii. Która sekcja w największym stopniu zapracowała na ten wynik?

Tomasz Szponder: Tak, to nasze największe osiągnięcie w historii, przy tym uzyskane z rekordowym wynikiem 1344 pkt. To już nasz 15. rok pod rząd, kiedy plasujemy się w pierwszej dziesiątce tej klasyfikacji w kraju! W ciągu ostatnich 10 lat aż siedmiokrotnie poprawialiśmy nasze rekordowe zdobycze punktowe. Jeśli chodzi o sekcje, to jak zwykle naszym rekordzistą jest sekcja tenisowa – tym razem zdobyła 379 pkt i był to 14. raz pod rząd, kiedy okazała się najlepszą sekcją tenisową w kraju w tej klasyfikacji. To ogromna praca trenerów i szefującego sekcji od lat Jacka Muzolfa – zresztą praca zauważana i doceniana, bo Jacek od 10 lat jest też wiceprezesem ds. sportu AZS Poznań, a od ubiegłego roku również prezesem Polskiego Związku Tenisowego. Jacek Muzolf: Dzięki za pochwały, ale trzeba podkreślić, że wszystkie nasze sekcje, a było ich w zeszłym roku osiem, prowadzą szkolenie i dorzucają swoje punkty do wspólnego dorobku. Od lat mamy bardzo silną lekkoatletykę, dalej taekwondo, które znakomicie poszerza ostatnio zakres szkolenia, czego najlepszym dowodem jest 5 medali zdobytych w 2011 roku przez zawodników tej sekcji podczas mistrzostwach Europy kadetów i juniorów, no i pierwsze miejsce w kraju w klasyfikacji dzieci i młodzieży. Kolejna sekcja to szermierka, a właściwie jedna broń – szabla. Dalej judo, które stara się wrócić do dawnych lat świetności, i żeglarstwo, gdzie od kilku lat odbudowujemy szkolenie młodzieżowe. Wreszcie przejęte przez nas z Surmy pięć lat temu łucznictwo i punktująca znowu od dwóch lat koszykówka kobiet, gdzie tworzymy w tej chwili najszerszą chyba w Polsce piramidę szkoleniową – od przedszkoli aż po licea. Ostatniej jesieni ruszyliśmy też z pływaniem synchronicznym – przeszła do nas cała grupa bardzo uzdolnionych dziewcząt w wieku 12–13 lat. To już dziewiąta nasza sekcja.

AZS

górą jest! Rozmowa z Tomaszem Szponderem (prezes) i Jackiem Muzolfem (wiceprezes) z AZS Poznań. T.S. Dodam jeszcze, że także nasz siostrzany klub AZS AWF Poznań zanotował znaczny postęp w zeszłym roku i awansował na VIII miejsce w kraju. Po raz pierwszy więc w historii dwa AZS-y z jednego miasta w pierwszej dziesiątce w kraju i po raz pierwszy też dwa AZS-y najsilniejsze w Wielkopolsce.

Co do finansów to oczywiście Poznań i Wielkopolska znane są z wysokiego poziomu finansowania sportu, szczególnie właśnie dzieci i młodzieży. Urząd Marszałkowski za pośrednictwem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Sportowego przekazuje środki wprost proporcjonalnie do zdobytych punktów – w roku 2011 było to 230 zł za punkt, a władze miasta Poznania od kilku lat wdrażają program Młodzieżowych Centrów Sportu, gdzie najlepiej szkolące kluby pozyskują także najwięcej pieniędzy na szkolenie. Dodatkowo część naszych zawodników objęta jest też finansowaniem przez Ministerstwo Sportu w ramach Akademickich Centrów Szkolenia Sportowego. Wszystko to sprawia, że mimo permanentnego niedostatku środków finansowych – podstawowe potrzeby szkoleniowe są zapewnione. J.M. Dodajmy, że posiadamy sporą własną bazę sportową, co z jednej strony jest naszym błogosławieństwem, no bo to własne, a więc można zdecydować o proporcjach wykorzystania na cele komercyjne i szkoleniowe, a z drugiej strony to też poważne obciążenie finansowe – obiekty są generalnie stare i wymagają prac remontowych i modernizacyjnych, no i koszty utrzymania rosną bardzo szybko, szczególnie media. Obiekty, czyli…

No dobrze, ale skąd te sukcesy – zupełnie unikalne jak na klub spoza AWF-ów. Baza? Trenerzy? Pieniądze?

T.S. Przede wszystkim trzeba chcieć – to zawsze początek wszelkiego działania. U nas od lat było tradycją dobre szkolenie młodzieży, a ekipa, która kieruje naszą Organizacją już od 10 lat, przyjęła sobie rozwój sportu dzieci i młodzieży za jeden z głównych celów działania – obok sportu wyczynowego oraz sportu powszechnego studentów.

J.M. Domek klubowy z sześcioma kortami ziemnymi i jednym sztucznym przy ul. Noskowskiego (zimą stoją tu 2 balony), ponad 3-hektarowy teren przy ul. Pułaskiego z pawilonem judo, halą lekkoatletyczno-tenisową i bieżnią żużlową, ośrodek żeglarski nad Jeziorem Kierskim – to obiekty własne, w wieczystej dzierżawie. Korzystamy też z dzierżawionej od POSiR-u hali przy ul. Reymonta (szermierka, taekwondo, a zimą także łuki). Przez kilka ostatnich lat mówiło się wiele o budowie nowych obiektów przy ul. Pułaskiego. Była nawet podobno szansa na skorzystanie ze środków na obiekty strategiczne pochodzące z gier liczbowych.

T.S. Tak, to sprawa, która początkowo zaczęła się sukcesem, ale na razie przerodziła się w naszą porażkę. Ponieważ nasz obiekt był zgłaszany od lat do Mini-

Artur Banach (AZS Poznań) członek kadry młodzieżowej Polski w olimpijskiej klasie RSX

aps nr 01 2012 (299)


wyniki sportowe, doskonała kadra szkoląca i możliwość kontynuowania kariery sportowej przyciągają do nas także sporo dobrych zawodników na studia, którzy z kolei wzmacniają siłę naszego sportu młodzieżowego. To są zawodnicy głównie z Wielkopolski, ale nie tylko. To podstawa naszych wysokich pozycji w sporcie dzieci i młodzieży – z jednej strony szerokie szkolenie własne od podstaw (najmłodsi zawodnicy z tenisa, taekwondo czy koszykówki mają nawet 5–6 lat), a z drugiej umiejętność przyciągania do nas najlepszych juniorów i młodzieżowców, kontynuujących u nas swoją karierę. Wzorcowe są pod tym względem poczynania sekcji tenisowej, ale i pozostałe starają się działać w ten dwojaki sposób. Zespół INEA AZS Poznań – mistrz Polski kadetek w roku 2010. Trener: Danuta Łabędzka (z prawej). Drugi od prawej prezes sekcji – Paweł Klepka, pierwszy z lewej – Łukasz Zarzycki (kierownik sekcji)

sterstwa przez Zarząd Główny AZS jako jedna z najważniejszych inwestycji dla sportu akademickiego w kraju, namówiliśmy władze miasta na współpracę w tym zakresie. W 2009 roku w budżecie miasta Poznania zostały zabezpieczone środki na projekt, a w 2010 projekt powstał (trzyczęściowy obiekt wielofunkcyjny, razem niemal 25 tys. m2 powierzchni), a następnie uzyskano dla niego pozwolenie budowlane.Niestety, ze względu na konieczne oszczędności w budżecie miejskim nie udało nam się uzyskać potwierdzenia współfinansowania ze strony miasta, w związku z tym nie mogliśmy też wystąpić o dofinansowanie z Ministerstwa. Stąd plan budowy nowych obiektów trzeba chyba odłożyć na ładnych kilka lat. J.M. Tak, to bardzo duża strata – napracowaliśmy się wszyscy przy tym projekcie, bo miał spełniać różnorodne funkcje (wyczyn, dzieci i młodzież, studenci – zarówno treningi, jak i imprezy) i to dla kilku najważniejszych dla nas dyscyplin. Miał też dodatkowo służyć funkcjom rekreacyjnym i komercyjnym, tak aby mógł zarobić na swoje utrzymanie. No, ale co robić – pozostaje nam pracować w tych warunkach, które mamy. Na szczęście dysponujemy we wszystkich dyscyplinach znakomitą kadrą szkoleniową – niektórzy z naszych trenerów to jednocześnie trenerzy kadrowi juniorów, np. Norbert Jaskot (szabla kobiet), Mikołaj Weymann (tenis) czy Waldemar Łakomy (taekwondo), a najlepsi trafiają do takich mistrzów jak fechmistrz Leszek Tylkowski czy trenerzy kadry seniorów Czesław Cybulski i Tadeusz Osik. W sumie w różnej formule zatrudniamy ponad 40 trenerów i instruktorów – większość z nich pracuje też z dziećmi i młodzieżą. AZS Poznań ma charakter środowiskowy – to jedna z nielicznych już jednostek działających w tej formule, no i zdecy-

www.azs.pl

dowanie spośród nich najsilniejsza. Jak to się stało, że wzorem innych środowisk, gdzie istnieją AWF-y, także i w Poznaniu AZS AWF nie obejmuje całości lub większości akademickiego sportu wyczynowego?

Reprezentacja Polski na mistrzostwach Europy kadetów

T.S. Kiedy w roku 1976 w taekwondo (Tbilisi) – złożona z zawodników i trenwładze państwowe narzuerów AZS Poznań. W górnym rzędzie od lewej: Łukasz ciły AZS-owi skoncentroScheffler (trener), Albert Millert (medal złoty), Patrycja wanie sekcji wyczynoAdamkiewicz, Waldemar Łakomy (trener). W dolnym wych w klubach AZS rzędzie od prawej: Magdalena Rochowiak (V miejsce), Kamil Kwiatkowski (medal brązowy), Mikołaj Szaferski AWF, Poznań pozostał (IX m.) i Karol Robak (medal srebrny) jedynym ośrodkiem, gdzie duża część wyczynu pozostała w tzw. Środowisku mimo istnienia J.M. Sądzę, że to, co robimy, można Akademii Wychowania Fizycznego. nazwać już jakimś systemem. Dodajmy Przyczyn było kilka, ale chyba naj- przecież, że część naszego szkolenia opieważniejsza to to, że w Środowisku byli ra się o klasy sportowe (np. koszykówka ludzie, którzy chcieli dalej tworzyć sport czy lekkoatletyka) i że niektóre z grup wyczynowy, że to tu były kilkudziesięcio- szkoleniowych funkcjonują w podpoznańletnie tradycje, no i że mieliśmy własne skich miejscowościach, jak choćby grupy obiekty, które w dużej mierze zapewniały w taekwondo (Swarzędz i Luboń) czy judo (Suchy Las). możliwości treningowe. Wszystko to sprawia, że z optymizmem Oczywiście mamy pod pewnymi względami trudniejszą sytuację niż kluby AZS patrzymy w przyszłość. Potrzeba nam tylAWF – nie stoi jednak za nami siła uczel- ko lepszej bazy, trochę więcej pieniędzy ni z jej obiektami sportowymi, kadrą na- (po to np. by uruchomić szkolenia w kolejukowo-dydaktyczną czy opieką socjalną nych konkurencjach lekkoatletycznych), nad studentem–sportowcem. Ale z drugiej no i trochę pieniędzy sponsorskich na strony większość naszych zawodników to pomoc materialną dla zawodników. W tej chwili Zarząd zapewnia ze środstudenci innych uczelni niż AWF. Chwalą sobie oni opiekę za strony uczelni takich ków własnych stypendia dla 7–8 najlepjak Uniwersytet, Politechnika czy uczelnie szych zawodników, potencjalnych olimprywatne – choćby WSNHiD czy WSPiA. pijczyków, a ze swoich wypracowanych środków niektóre sekcje wspierają drobRozumiem, że AZS Poznań zapewnia za- nymi kwotami najlepszych młodych zawodnikom naturalną ścieżkę rozwoju, łą- wodników. czenie uprawiania sportu z edukacją do poziomu szkoły wyższej włącznie.

T.S. Tak, to jedna z naszych mocnych stron. Siła naszego sportu młodzieżowego nie zależy tylko od dobrego szkolenia własnego w najmłodszych kategoriach. Dobre

Serdecznie dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów w Londynie i Rio de Janeiro.

Redakcja APS Foto AZS Poznań


[AZS AWF Kraków]

Nowa kadencja władz AZS Rozmowa z dr. Michałem Spiesznym, prezesem Zarządu Klubu AZS AWF Kraków. Gratulacje z tytułu objęcia sterów prezesa w krakowskim AZS AWF. Wielkie wyzwanie, bo Kraków to kolebka polskiego sportu akademickiego, a Klub AZS AWF to aktualnie Akademickie Centrum Szkolenia Sportowego w tym regionie. Związek Kolegi z Klubem i z uczelnią trwa już od wielu lat. Kiedy i jak to się zaczęło?

Od jedenastego roku życia trenowałem piłkę ręczną w Pałacu Młodzieży w Tarnowie. Gdy w 1983 roku dostałem się na studia, oczywiste było, że chcę dalej grać w piłkę ręczną. Zostałem więc zawodnikiem AZS AWF Kraków, którego barwy reprezentowałem przez ponad 10 lat – z małą przerwą na przełomie lat 80. i 90., gdy sekcja piłki ręcznej mężczyzn przeniesiona została do AZS Środowisko. Po zakończeniu czynnego uprawiania sportu zostałem trenerem drużyny mężczyzn, a w końcowym etapie istnienia sekcji piłki ręcznej kobiet (2009 r. – zakończenie finansowania gier zespołowych z programu ACSS) przewodniczącym rady sekcji. Od 25 lat pracuję w Katedrze Zespołowych Gier Sportowych AWF w Krakowie. Od kilku lat pełnię funkcję Kierownika Zakładu Piłki Ręcznej. W jakiej kondycji organizacyjnej i finansowej znajduje się Klub na przednówku tego 2012 roku? Jakie sekcje sportowe kształtują w największym stopniu obraz AZS AWF Kraków? W relacjach medialnych najczęściej mówi się o sukcesach szpadzisty Radka Zawrotniaka. Czy to nasza jedyna nadzieja na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie?

AZS AWF Kraków dzięki zaangażowaniu wielu osób i dobrze zorganizowanej strukturze jest sprawnie działającym klubem. Co do kondycji finansowej to rzeczą wiadomą jest, że zależy ona w głównej mierze od wielkości środków uzyskanych z MSiT (program ACSS) oraz z Urzędu Miasta Krakowa (szkolenie sportowe dzieci i młodzieży). Wielkość tych dotacji ulega corocznie zmianom. Gdy weźmiemy pod uwagę sytuację finansową naszego kraju i miasta, to nie można się spodziewać

w tym roku pełnego zaspokojenia podstawowych potrzeb szkoleniowych Klubu. Oczywiście jest kilka firm, które z nami współpracują i wspierają nasze działania, za co należą się im szczególne słowa uznania. Są to m.in:. Tauron Dystrybucja, EC Kraków, Lanster, Wektor, PTS SA, Lotto, Faro, Dama Kier, Unihut, Madrohut, Unison oraz inne firmy, które objęły opieką indywidualną zawodników z sekcji LA i szermierki. Jednak środki sponsorskie nie pokrywają dziś w pełni luki powstałej w wyniku obniżonych dotacji. Oczywiście będziemy się usilnie starać, by to zmienić i pozyskać nowych sponsorów. Obecnie w Klubie działa pięć sekcji – gimnastyka, kajakarstwo górskie, lekkoatletyka, szermierka i wioślarstwo. Wszystkie sekcje mają swoje sukcesy i wszystkie są jednakowo ważne dla Klubu. Oczywiście na obraz AZS AWF przekładają się w największym stopniu sukcesy naszych zawodników na arenie międzynarodowej i to w imprezach najwyższej rangi. Dlatego tak duże znaczenie miały starty naszych szermierzy, kajakarzy górskich i lekkoatletów podczas igrzysk olimpijskich. Także w Londynie liczymy na kolejne sukcesy Radka Zawrot-

niaka i Grześka Sudoła. Poza nimi szanse olimpijskie ma jeszcze wielu zawodników Klubu: lekkoatletyka – Agnieszka Ligęza (4 x 100 m), Jan Ciepiela i Jakub Krzewina (4 x 400 m), Katarzyna Broniatowska (1500 m), Wioletta Frankiewicz i Matylda Szlęzak (3000 m z przeszkodami), Karolina Błażej (skok wzwyż), Małgorzata Trybańska (trójskok), Agnieszka Szwarnóg (chód sportowy), Jakub Jelonek i Rafał Sikora (chód sportowy), kajakarstwo górskie – Andrzej i Filip Brzezińscy; wioślarstwo – Bartłomiej Leśniak Przed laty snuto nadzieje na stworzenie na bazie AZS AWF Kraków silnego ośrodka szkolenia w sportach zimowych. Czy pomysł jest w jakimś stopniu realizowany?

Do końca roku 2011 AZS AWF Kraków–Zakopane posiadał sekcje sportów zimowych (łyżwiarstwo szybkie, snowboard, narciarstwo klasyczne – biegowe i skoki, oraz narciarstwo alpejskie). Wskutek niekorzystnych uregulowań prawnych związanych z finansowaniem sekcji działających poza Krakowem Klub AZS Zakopane zrezygnował z prowadzenia z nami wspólnych sekcji w ramach ACSS. Oczywiście nadal współpracujemy – część zawodników to studenci AWF w Krakowie z powodzeniem reprezentujący uczelnię w zawodach akademickich. Sezon 2011 Klub kończy na 10. miejscu w rywalizacji w sporcie dzieci i młodzieży. Wcześniej bywało nieco lepiej, ale aktualna pozycja też zasługuje na szacunek i gratulacje. W jakich dyscyplinach prowadzone jest szkolenie? Jak wiele młodzieży uczęszcza na treningi organizowane przez Klub?

Sprostuję – 10. miejsce we współzawodnictwie sportowym dzieci i młodzieży w 2011 roku to najlepsza pozycja, jaką osiągnęliśmy od roku 1999, tj. od roku reformy administracyjnej. Szkolenie dzieci i młodzieży prowadzone jest we wszystdokończenie na s. 22

aps nr 01 2012 (299)


[OŒ AZS Bia³ystok]

Po pierwsze wspierać Rozmowa z dr. inż. Mirosławem Broniewiczem, prezesem KU AZS Politechniki Białostockiej.

R

ozumie studentów i szanuje ich pracę. Wie, jak wiele wysiłku i samozaparcia potrzeba, by połączyć treningi z nauką. I nic dziwnego – sam zaczynał działalność w AZS jeszcze jako student – koszykarz. Dzisiaj dr inż. Mirosław Broniewicz jest doświadczonym wykładowcą, prezesem KU AZS Politechniki Białostockiej, szefuje Organizacji Środowiskowej AZS Województwa Podlaskiego.

zmienić dyscyplinę sportową na lekkoatletykę, aby tę znajomość podtrzymać. Jak to jest być tak doświadczonym azetesiakiem?

Z perspektywy lat, cały czas będąc zanurzony w akademickim środowisku sportowym Białegostoku, dostrzegam sens swojego działania. Inspirowany nowymi wyzwaniami staram się stanowić oparcie dla młodszych działaczy, służyć im swo-

wać innych sportowców, niekoniecznie z indeksami akademickimi lub posiadających te indeksy na semestr lub dwa. Rozgrywki personalne zastąpiły współdziałanie, chęć osiągnięcia zysków – sportową rywalizację. Wizytówka sportowa uczelni, zwłaszcza w przypadku tych niepaństwowych, stała się tak ważna, że wypaczyła istotę sportowej rywalizacji w duchu fair play. Marazm finansowy, brak własnej bazy sportowej oraz podupadające budżety uczelni wyższych, wszystko to spowodowało zastój w funkcjonowaniu akademickiego środowiska sportowego Podlasia. Należało ponownie zacząć pracę od podstaw, przywrócić zasady działalności klubów. Warto przypomnieć, że w statucie Klubu Uczelnianego Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Białymstoku, powstałego w roku 1965, był zapis, że klub uczelniany ... ma zaspokajać nie tylko potrzeby młodzieży akademickiej w dziedzinie wychowania fizycznego i sportu, służąc pięknej idei upowszechniania kultury fizycznej, ale równocześnie wpływać na kształtowanie charakterów i postaw młodzieży studenckiej. Skoro te najtrudniejsze chwile są za nami, co teraz? Jakie będą wyczekiwane zmiany na lepsze?

W grudniu został pan – po raz kolejny – wybrany prezesem OŚ AZS Białystok, to następny etap w karierze. Do tego mija już 30 lat, od kiedy związał się pan z AZS...

Rzeczywiście, z AZS jestem związany od początku czasów studenckich, kiedy wstąpiłem do niego jako członek sekcji piłki koszykowej. Sportem wyczynowym zajmowałem się od szkoły podstawowej, dlatego łatwo wszedłem w to środowisko, znajdując wielu przyjaciół. Zmagania sportowe, a potem także praca w organizacji były tym, co wypełniało całe moje życie studenckie – a były to czasy zupełnie inne. W ramach obozu socjalistycznego rozkwitała przyjaźń międzynarodowa, organizowano więc wyjazdy sportowe do Rosji, Bułgarii, gościliśmy też sportowców zagranicznych na własnej uczelni. Niepostrzeżenie z szeregowego członka związku stałem się działaczem, zostałem wybrany do zarządu klubu uczelnianego, aż wreszcie przyjąłem na siebie tę najwyższą funkcję – prezesa KU AZS. Byłem wtedy już młodym asystentem, pracownikiem dydaktyczno-naukowym w dziedzinie projektowania konstrukcji stalowych. I tak łączę do dzisiaj: naukę, pracę dydaktyczną oraz pracę na rzecz środowiska sportowego uczelni. Na jednym z obozów narciarskich poznałem swoją przyszłą żonę i wręcz musiałem www.azs.pl

im doświadczeniem, pomocą w sprawach, które wydają się nie do rozwiązania. Roztaczam opiekę nad sportowcami na terenie uczelni. Zajmuję się ich problemami związanymi z nauką, z zaliczeniami przedmiotów, stypendiami i wieloma innymi. Wiem, że by pogodzić treningi z nauką, trzeba włożyć wiele wysiłku i mieć wiele samozaparcia, a i tak nie wszystko zależy od naszych chęci i pracy. Na prowadzonych przeze mnie przedmiotach student-azetesiak ma zawsze piątkę. Wystarczy, że uczęszcza na zajęcia i ma ważną aktualną legitymacją sportową. Środowisku białostockiemu zarzuca się brak działania, wręcz wymarcie – jak odniesie się pan do tego jako prezes?

Środowisko sportu akademickiego w Białymstoku, skupiające obecnie 11 klubów uczelnianych z uczelni państwowych i niepaństwowych, przeżyło w ostatnich latach wiele trudnych chwil. Różnica zdań na temat istoty funkcjonowania sportu akademickiego sprawiła, że nie potrafiliśmy znaleźć wspólnego głosu co do celów i metod działania. Sport uczelniany zaczął przegrywać ze sportem kwalifikowanym, liga akademicka z ligą państwową. Student przestał być przedmiotem naszej działalności, a stał się podmiotem. Służył temu, aby wyekspono-

Najbliższe plany dotyczą funkcjonowania organizacji środowiskowej i jej rozwoju organizacyjnego w środowisku białostockim. Jako organizacja skupiająca około 1200 studentów-sportowców stajemy się coraz prężniejszą i bardziej widoczną siłą na terenie miasta. Władze miejskie oraz wojewódzkie, które stawiają na rozwój szkolnictwa wyższego, zaczynają dostrzegać poza sportem kwalifikowanym również wagę sportu akademickiego. Widzą w nas poważnego partnera w działalności wspierającej rozwój rozgrywek akademickich czy organizację turniejów i zawodów sportowych skierowanych wyłącznie do studentów. Pozyskiwane od nich środki finansowe na organizację imprez sportowych służą coraz większej liczbie studentów, reklamując tym samym białostockie środowisko akademickie w regionie i w Polsce. Również przychylni akademickiemu środowisku sportowemu są rektorzy i prorektorzy podlaskich uczelni, którzy systematycznie wspomagają nas finansowo i organizacyjnie w ramach Podlaskiej Akademickiej Ligi Sportowej czy innych studenckich zawodów i turniejów. Sport studencki staje się także polem zainteresowania różnych firm i instytucji z sektora działalności gospodarczej. Zaczynają one dostrzegać wspólne możliwości marketingowe, jakie posiada ten obszar aktywności sportowej. Wszystko zmierza zatem w dobrym kierunku. Powodzenia. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Aleksandra Hryniewicz Foto ze zbiorów Mirosława Broniewicza


[AZS OŒ Szczecin]

Jest dobrze, będzie lepiej Rozmowa z prof. dr hab. Waldemarem Tarczyńskim, rektorem Uniwersytetu Szczecińskiego, prezesem Organizacji Środowiskowej AZS w Szczecinie.

Prof. Waldemar Tarczyński i Szymon Kromolicki

Gratulacje z tytułu wyboru na prezesa OŚ AZS. Jest pan profesor jednym z niewielu rektorów uczelni w Polsce, a pewnie i w Europie, który w murach swojej uczelni może pochwalić się obecnością dwóch złotych medalistów olimpijskich w wioślarstwie. Marek Kolbowicz pracuje w Instytucie Sportu, a Konrad Wasielewski kończy studia. Czy jest to powód do dumy?

Oczywiście. To fantastyczna rzecz i ogromny powód do dumy. Po zdobyciu złota olimpijskiego przez naszych wioślarzy odbyło się posiedzenie KRASP w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, na którym przyznawano nagrody dla uczelni, które odnotowały największe sukcesy sportowe. Okazało się, że pod względem liczby zdobytych medali (brano pod uwagę igrzyska olimpijskie i paraolimpiadę w Pekinie) Uniwersytet Szczeciński zajął drugie miejsce w Polsce, wyprzedzając wiele renomowanych uczelni specjalizujących się głównie w sporcie. Był to ogromny powód do dumy. Uważam, że mistrzostwem świata jest to, że nasi sportowcy, w szczególności pływacy czy wioślarze, osiągają takie sukcesy bez odpowiedniej i dostatecznie wyposażonej bazy sportowej. Dla mnie każdy sukces sportowy studentów czy pracowników naszej uczelni jest ważny. W moim gabinecie zawsze eksponowane są wszelkie zdjęcia i puchary zdobyte przez sportowców we wszelkich prestiżowych imprezach sportowych. Budzą one podziw i uznanie odwiedzających nas gości, przedstawicieli innych uczelni krajowych i zagranicznych. Akademicki Związek Sportowy działa w polskim środowisku akademickim od ponad 100 lat. W większości szkół wyższych Szczecina to AZS na co dzień pomaga organizować sport dla studentów. Ale dookoła świat się zmienia w bardzo szybkim

tempie. Inaczej się studiuje, znacznie wcześniej myśli się o karierze zawodowej, trudno pogodzić te wszystkie rzeczy z karierą sportową. Czy zdaniem pana rektora sport studencki ma nadal szanse rozwoju w środowisku akademickim?

Zdecydowanie tak. Co prawda nie będzie to model amerykański, w którym studenci dzielą się na tych, którzy podczas studiów ukierunkowani są wyłącznie na naukę, oraz na tych, którzy poza nauką korzystają z szerokich możliwości oferowanych przez sport akademicki i dzięki którym stają się sportowymi sławami. Myślę, że będzie to model zbliżony. Wśród osób studiujących są też wybitni sportowcy, którzy myśląc o swojej przyszłości, niekoniecznie związanej z aktywnością fizyczną, uprawiają sport, zdobywają medale i osiągają sukcesy. Uważam, że docenić należy umiejętność godzenia obowiązków studenckich i sportowych. Uczelnia stwarza im takie warunki. Staramy się bowiem dostosowywać program i rozliczanie studiów do kalendarza imprez, a także umożliwiać zaliczanie egzaminów w innych terminach, tak by uprawianie sportu i godzenie go ze studiowaniem było dla nich jak najmniej uciążliwe. W tym miejscu muszę stwierdzić, że nasi sportowcy bardzo umiejętnie z tego korzystają. Trzeba pamiętać, że w Szczecinie nie ma uczelni sensu stricte sportowej. Na Uniwersytecie Szczecińskim rolę kuźni sportowych talentów pełni Wydział Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia. Dziekan tego wydziału dba o to, by talenty sportowe przyjeżdżały studiować właśnie do Szczecina, a także miały dobre warunki studiowania i osiągania sukcesów sportowych. Myślę, że sportowcy zainteresowani studiowaniem na Uniwersytecie Szczecińskim będą mieli tu stworzone warunki do tego, aby harmonijnie godzić studiowanie i sport. Uniwersytet Szczeciński to młoda uczelnia na tle innych uniwersytetów. O wybitnych olimpijczykach już mówiliśmy; w jaki jeszcze inny sposób uczelnia wspiera sport studencki, ten powszechnie dostępny?

Bardzo blisko z Organizacją Środowiskową AZS w Szczecinie współpracują Studia Wychowania Fizycznego i Sportu utworzone przy każdej szczecińskiej uczelni. Wiele kwestii związanych ze sportem organizowanych jest wspólnie pod auspicjami OŚ AZS. Począwszy od tworzenia sekcji sportowych, aż po organizację zawodów i wyjazdów sportowych. Jest to zatem harmonijna współpraca tego, co można określić klasycznym programem studiów, ze sportem akademickim promowanym przez AZS. Co więcej, uczelnia ze skromnych środków przeznaczonych na działalność studencką wspomaga wszelkiego rodzaju imprezy sportowe. Zawsze tam, gdzie naszym studentom brakuje pieniędzy na wyjazd czy zakwaterowanie na prestiżowe imprezy sportowe, uczelnia pomaga przez dofinansowanie ich, tak by wyjazdy były możliwe. Niestety nie jesteśmy bogatą uczelnią, ale w miarę możliwości pomagamy każdemu, kto chce i wykazuje chęć działania. Studenci odpłacają się za taką pomoc licznymi sukcesami. Od niedawna działa w strukturze Uniwersytetu Wydział Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia, to nowy kierunek w kształceniu akademickim. Czy można z działalnością tego wydziału wiązać nadzieje na większą współpracę nauki z praktyką w szkoleniu sportowym?

Tak. Uniwersytet Szczeciński jest kuźnią wioślarską, bardzo blisko współpracujemy z pływaniem i piłką nożną czy futsalem. Szczecińskie kluby piłkarskie, takie jak Pogoń Szczecin, Pogoń ’04 w futsalu, zwracają się często z prośbą o pomoc, której chętnie udzielamy. Są to na przykład badania wysiłkowe, fizjologiczne, które dzięki odpowiedniej wiedzy i sprzętowi możemy przeprowadzić. Mam nadzieję, że szybko rozwijający się wydział Kultury Fizycznej i Proaps nr 01 2012 (299)


mocji Zdrowia w ciągu roku uzyska prawo do doktoryzowania, co oznaczałoby, że poziom naukowy jest wysoki, a to niewątpliwie wpłynie nie tylko na szkolenie instruktorów, ale również na pracę z instruktorami i trenerami, tak by opracować odpowiednie metody szkolenia młodych sportowców, by mogli oni wykorzystać swój potencjał w najlepszy sposób. A jeśli tylko będą dobrzy i będą mieli w sobie iskrę talentu, to o sukcesy, jak uważam, nie będzie trudno. Klasyczna formuła sukcesu w sporcie pokazuje na pewną prawidłowość: zdolna młodzież, dobrzy trenerzy, odpowiednie zaplecze medyczne i naukowe, odpowiednie obiekty i urządzenia sportowe, pieniądze, wsparcie lokalnej społeczności. Czy w akademickim Szczecinie zostały te warunki już spełnione?

Jeszcze nie wszystkie, jednakże gros z powyższych warunków jest już spełnione. Po tym, jak pływacy zdobyli medale na mistrzostwach świata, odbył się benefis w centrum miasta. Wtedy to po rozmowie z prezydentem Szczecina – Piotrem Krzystkiem – doszliśmy do wniosku, że w Szczecinie potrzebny jest basen 50-metrowy, a gdy już powstanie, konieczne byłoby przeprowadzenie na nim prestiżowej imprezy sportowej rangi co najmniej mistrzostw Europy. Warto zauważyć, że niedługo później basen powstał, a niezwykle udane dla Polskich pływaków mistrzostwa Europy zostały na nim przeprowadzone. Miasto i środowisko lokalne widzi potrzebę rozwijania sportu. Już teraz powstaje hala widowiskowo-sportowa, na której również będą mogły być przeprowadzane rozgrywki na najwyższym światowym poziomie. Myślę, że Szczecin dzięki odpowiedniemu zapleczu sportowemu oraz sportowi akademickiemu odbuduje profesjonalne ekstraklasy w tych dyscyplinach, z których niegdyś słynął. Mam na myśli gry zespołowe, takie jak piłka ręczna, wodna czy koszykówka. Szczecin ma mistrzów, często wywodzących się właśnie ze sportu akademickiego. Analogicznie jest w sporcie indywidualnym. Jest tu wielu lekkoatletów, z których jesteśmy bardzo dumni. Obecnie powróciła także kwestia idei wybudowania w Szczecinie Środowiskowego Centrum Akademickiego. Byłyby to obiekty sportowe wspólne dla całego akademickiego Szczecina. Pierwszy krok został zrobiony, Miasto doprowadziło do powstania basenu 50-metrowego, powstaje hala sportowo-widowiskowa, Uniwersytet Szczeciński remontuje swoje wszystkie hale sportowe i zabiega o kolejne obiekty sportowe. Jeśli zatem inicjatywa wybudowania Środowiskowego Centrum Sportowego dla sportowców akademickiego Szczecina, ale także dla całej szczecińskiej młodzieży się powiedzie, to w perspektywie najbliższych dwóch, trzech lat wszystkie te warunki zostaną spełnione. Z całą pewnością młodzi ludzie będą wtedy chętnie studiować w Szczecinie, zapewniając sobie nie tylko merytoryczne przygotowanie, ale i rozwój sportowej kariery. Jak kształtuje się współpraca Uniwersytetu Szczecińskiego z pozostałymi szkołami wyższymi w zakresie rozwoju sportu?

Bardzo dobrze, choć właściwiej byłoby tu mówić o konkurowaniu niż o szeroko rozumianej współpracy. Jednakże każda inicjatywa na wyższym poziomie, która jest dyskutowana na KRSP Szczecina, zyskuje pełną akceptację wszystkich szkół. To wynika z braku wspomnianego wyżej Środowiskowego Centrum Sportowego. Każda ze szkół ma swoje obiekty. Najwięcej posiada ich Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, który wiele z nich uzyskał po połączeniu się Politechniki Szczecińskiej z Akademią Rolniczą. Uniwersytet Szczeciński nie ma tak okazałej bazy obiektów, ale wiele projektów organizowanych jest wspólnie. Przykładem mogą być zakończone półfinały Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu, które w dużej mierze zostały przeprowadzone www.azs.pl

wspólnie – ZUT zorganizował mistrzostwa mężczyzn, a US kobiet. Poza zwycięstwem reprezentantek US był to również wielki sukces organizacyjny. Przeprowadzenie mistrzostw tej rangi nie jest łatwym przedsięwzięciem ani z punktu wiedzenia kosztów, ani logistyki. Uważam, że w Szczecinie dzięki współpracy całego środowiska akademickiego, tak uczelni państwowych, jak i prywatnych, możliwa będzie organizacja coraz bardziej prestiżowych imprez sportowych. Szczególnie ważna będzie tu kwestia powstania Środowiskowego Centrum Sportowego, w którym każda z uczelni będzie miała swój udział, a szeroka współpraca w zakresie sportu akademickiego w Szczecinie będzie faktem. Jak ocenia pan rektor aktywność fizyczną studentów na naszej uczelni?

Bardzo kiepsko. Szczycimy się naszymi wybitnymi studentami, ich osiągnięciami i sukcesami. Niestety, gdy spojrzymy na to ogólnie, masowo, okazuje się, że wśród całej rzeszy studentów tylko nieliczna grupa myśli o tym, by poza nauką rozwijać swoje umiejętności sportowe. W zakresie kultury fizycznej studenci raczej skupiają się jedynie na zaliczeniu obowiązkowych zajęć z wychowania fizycznego. Nie są zainteresowani poświęcaniem swojego wolnego czasu na poszerzanie sportowych zainteresowań. Uważam, że w kwestii osiągnięcia masowości sportu akademickiego jesteśmy dopiero na początku drogi. Studenci chętnie uczęszczają na imprezy sportowe, ale raczej w charakterze kibiców. Nie chcą samemu w tym uczestniczyć. My jako władze uczelni, staramy się zaangażować jak największą liczbę studentów w aktywność sportową. Rokrocznie, przy okazji juwenaliów, rozgrywamy mecze w piłce halowej, na których przedstawiciele władz uczelni mierzą siły między sobą. Chcemy przyciągnąć młodzież, pokazać, że sport jest dla każdego, aby młodzi robili to samo. Będziemy się starać, aby studenci choć skromną część swojego wolnego czasu przeznaczali na aktywność sportową. Myślę, że przykład idzie z góry. To profesorowie, nauczyciele akademiccy powinni pokazywać, że sport jest potrzebny. Powinni pokazywać się na obiektach sportowych i prezentować ten zdrowy, sportowy tryb życia. Trzeba pracować nad tym, aby sportowcami nie byli poszczególni studenci, ale aby były to całe grupy studentów. Aby sport był w środowisku akademickim głęboko zakorzeniony i stanowił codzienność każdego studenta. Szymon Kromolicki Foto ze zbiorów Waldemara Tarczyńskiego, KU AZS US


Kolejny rok Akademickich Mistrzostw Polski rozpoczął się w prawdziwie godny sposób. Na początku stycznia studenci zjechali do Katowic, by zmierzyć się w dyscyplinie przez wielu nazywanej królewską grą. W turniejach indywidualnych i drużynowych uczestniczyło prawie 300 osób, a rozgrywki uświetniła obecność dwóch szachowych mistrzów świata i królowej piękności. Na liście startowej nie zabrakło też członków kadry narodowej. Grali zarówno arcymistrzowie regularnie reprezentujący Polskę na olimpiadach szachowych i mistrzostwach świata, jak i zakochani w szachach amatorzy 64 pól.

G

raliśmy w samym centrum Katowic. Tegoroczny finał odbył się na terenie centrum konferencyjnego Hotelu Qubus Prestige, a gospodarzem wydarzenia był Klub Uczelniany AZS Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Do stolicy Górnego Śląska studenci i pracownicy akademiccy przyjechali walczyć o medale w klasyfikacji indywidualnej i drużynowej, a także o nominacje do kadry Polski na akademickie mistrzostwa świata, które zostaną rozegrane w sierpniu tego roku w Portugalii. W rozgrywkach kobiet najlepsza okazała się Karina Szczepkowska-Horow-

Mistrzowskie posunie˛cia w Katowicach

Dariusz Świercz – szachowy mistrz świata do lat 20 i Natalia Wesołowska – Queen of the World

ska (7,5/9) z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Tuż za nią z tym samym dorobkiem finiszowała Joanna Majdan-Gajewska z Akademii Leona Koźmińskiego, a na trzecim miejscu znalazła się pani kapitan drużyny Uniwersytetu Warszawskiego, Anna Gasik (7/9). Wśród mężczyzn, podobnie jak w ubiegłym roku, wynik 8,5/9 nie wystarczył do wygrania turnieju. Pierwsze miejsce zajął Wojciech Moranda z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, na drugim miejscu uplasował się Kamil Mitoń z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, a na trzecim – Maciej Brzeski (7,5/9) z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Z kolei klasyfikacja generalna AMP niewiele różniła się od tej z poprzedniego roku. Uniwersytet Warszawski wyprzedził Uniwersytet Ekonomiczny z Katowic. Na trzecim miejscu ponownie uplasowała się drużyna z Poznania, tym razem Politechnika, a nie UAM. W tym roku warszawska drużyna nie zdominowała rozgrywek tak jak 12 miesięcy wcześniej. Po przegraniu w czwartej rundzie meczu z zespołem z Katowic szy-

kowały się sensacyjne rozstrzygnięcia, jednak w końcowej tabeli faworyci znaleźli się na najwyższym miejscu. Pierwszy raz w historii szachowych AMP rozgrywki były transmitowane na żywo do internetu. Ruchy wykonywane na 18 szachownicach były przekazywane bezpośrednio do specjalnego programu, który publikował zmiany bezpośrednio na stronie www turnieju, dzięki czemu żaden arcymistrzowski ruch nie pozostał niezauważony. Decydującego dnia aps nr 01 2012 (299)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Szachach, Katowice, 6–8 stycznia 2012

rozgrywki śledziło on-line ponad 2000 kibiców. Łącznie grano jednocześnie na 150 szachownicach! AMP w Katowicach to nie tylko zmagania na planszach. Organizatorzy postanowili zapewnić gościom również inne rozrywki. Jedną z nich była impreza w klubie muzycznym „Oko Miasta” położonym w sąsiedztwie katowickiego Spodka. Szachiści pokazali, że potrafią wprawić w ruch nie tylko figury na szachownicy, ale także swoje ciała na parkiecie. Zabawa trwała niemal do samego rana i obfitowała w różnego rodzaju konkursy oraz pokazy. Na parkiecie zaprezentowały się grupy taneczne ze Szkoły Tańca Nova oraz ze Studia Tańca „You can do it”. Nie brakowało konkursów, a największe zainteresowanie wzbudziło zakładanie zamrożonej koszulki na czas. Od samego patrzenia robiło się zimno! Na szczęście atmosferę szybko podgrzała zumba przygotowana przez studentkę z Opola. Wrażeń było wiele, a energię na całonocną zabawę zagwarantował ogromny tort! Jako organizatorzy postanowiliśmy też zadbać o działania promocyjne. Miały one na celu zarówno wypromowanie dyscypliny oraz samego turnieju, jak i całego cyklu Akademickich Mistrzostw Polski. 5 stycznia w atrium najwyższego w Katowicach budynku Altus odbyła się symultana z udziałem mistrza świata do lat 20 – Dariusza Świercza, który zagrał partię m.in. ze zwyciężczynią konkursu piękności Queen of the World – Natalią Wesołowską. Partia królowej piękności z królem szachownicy zelektryzowała przedstawicieli mediów, którzy licznie pojawili się na wydarzeniu zorganizowanym w centrum handlowym. Królowa pojawiła się również na zakończeniu Mistrzostw. 8 stycznia wraz z wiceprezesem Polskiego Związku Szachowego – Tomaszem Stefaniakiem, członkiem Zarządu Głównego AZS – Przemysławem Jagielskim oraz sekretarzem Organizacji Środowiskowej AZS Katowice – Ryszardem Borysem nagrodzili zwycięzców. Mistrzostwami zainteresowały się także media – o imprezie było głośno przez www.azs.pl

pierwszy tydzień roku m.in. na antenie Telewizji Polskiej Katowice oraz w Radiu Eska i w Radiu Katowice. AZS był też obecny na portalach studenckich oraz stronach informujących na bieżąco o najciekawszych wydarzeniach w regionie. Pierwszy raz w historii w Akademickich Mistrzostwach Polski w Szachach walczono o konkretne nagrody. Na najlepszych czekał sprzęt elektroniczny ufundowany przez partnera technologicznego Mistrzostw – firmę Dell. Vouchery na noclegi w dowolnym hotelu sieci ufundował goszczący nas hotel Qubus Prestige Katowice, a sprzęt sportowy i karnety przygotowała sieć fitness klubów Pure. Każda z nagrodzonych osób została też obdarowana licznymi gadżetami partnerów AMP. Akademickie Mistrzostwa Polski 2012 pokazały, że współpraca Polskiego Związku Szachowego z Akademickim Związkiem Sportowym rozwija się w bardzo dobrym kierunku. Przemawia za tym wynik na Uniwersjadzie w Shenzhen oraz wzajemna pomoc, która daje wymierne efekty. Mamy nadzieję, że najlepsi szachiści z katowickich AMP już w sierpniu zdobywać będą medale na akademickich mistrzostwach świata. Tegoroczne Akademickie Mistrzostwa Polski w znacznym stopniu różniły się od wcześniej rozgrywanych zawodów. Postawiliśmy na innowacje. W wydarzenia towarzyszące zostały zaangażowanie osobistości przyciągające media, co pozwoliło skutecznie wypromować zarówno dyscyplinę, jak i samą markę Akademickich Mistrzostw Polski. Celem organizatorów było wprowadzenie nowej

jakości do realizacji rozgrywek akademickich. Czy nam się to udało, ocenić mogą zarówno uczestnicy, jak i działacze AZS, którzy w tym samym czasie gościli w Katowicach na szkoleniach przygotowanych dla organizatorów i weryfikatorów. Na koniec mała refleksja. Skoro do tak mało medialnej dyscypliny, jaką są (jak na razie) szachy, da się przyciągnąć szerokie zainteresowanie mediów oraz sponsorów, to do jakiej dyscypliny się nie da? Cały cykl Akademickich Mistrzostw Polski to wielkie wydarzenie. Gdziekolwiek studenci przyjadą, tam znajdą się firmy, instytucje, organizacje, które chętnie się włączają w organizację lub pomagają w różny sposób. Potrzeba pracy, zaangażowania, a przede wszystkim atmosfery, zabawy i sportu. My się sporo nauczyliśmy przygotowując turniej, a jednocześnie świetnie bawiliśmy organizując pierwsze AMP w sezonie 2011/2012. I będziemy się bawić dalej, bo przecież w sporcie akademickim także o to chodzi! Sandra Tatarczyk, Marta Rupka Łukasz Turlej, foto Michał Garczarczyk, Michał Walusza


[brydź]

Z

awody po raz pierwszy od kilku lat nie odbyły się we Wrocławiu. Tym razem areną zmagań było królewskie miasto, czyli Kraków. Siedziba królów polskich na Wawelu, Sukiennice, Barbakan czy Kościół Mariacki to atrakcje turystyczne, które znają nie tylko Polacy, ale także turyści zagraniczni, których miliony corocznie przybywają do Krakowa. Dodając do tego setki pubów, barów i restauracji nie można w Krakowie powiedzieć, że się nudzisz. Bazą dla brydżystów była stołówka studencka Akademii Górniczo-Hutniczej, a uczestników przyjęły w miłej atmosferze hotel „Nawojka” oraz hostel „Olimp”. Do rywalizacji przystąpiły 24 ekipy reprezentujące: Gdańsk – Politechnika Gdańska, Uniwersytet Gdański, Gliwice – Politechnika Śląska, Leszno – Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Lublin – Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Łódź – Politechnika Łódzka, Nysa – Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Olsztyn – Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Poznań – Politechnika Poznańska, Uniwersytet Adama Mickiewicza, Uniwersytet Ekonomiczny, Szczecin – Uniwersytet Szczeciński, Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, Siedlce – Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny, Warszawa – Akademia Leona Koźmińskiego, Politechnika Warszawska, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Uniwersytet Warszawski, Wrocław – Politechnika Wrocławska oraz Kraków – Akademia Górniczo-Hutnicza, Politechnika Krakowska, Uniwersytet Jagielloński. Trzydniowe zmagania miały dwie odsłony. W piątek i sobotę walczono w turnieju par, by w sobotnie popołudnie rozpocząć turniej teamów trwający również w niedzielę. W turnieju par rywalizacja trwała do ostatniego rozdania. Najlepsi okazali się Maciej Bielawski i Piotr Zatorski z Politechniki Wrocław-

2866 punktów do zwycięstwa… 2866 punktów długofalowych zebrali reprezentanci Politechniki Wrocławskiej, którzy zostali akademickimi mistrzami Polski w brydżu sportowym, wyprzedzając o 92 punkty reprezentantów Uniwersytetu Warszawskiego oraz o 594 reprezentantów Politechniki Gdańskiej.

skiej, wyprzedzając płeć piękną z AGH Kraków – Magdalenę Holeksę i Kamilę Wesołowską oraz Igora Łosiewicza i Piotra Nawrockiego z ALK Warszawa. Warto nadmienić, że Piotr Zatorski to bardzo znana postać w akademickim

środowisku brydżowym. W swoim dorobku ma już złote medale Akademickich Mistrzostw Polski w 2009 roku, Akademickich Mistrzostw Europy 2009 oraz Akademickich Mistrzostw Świata z roku 2010. W turnieju teamów zwyciężyła drużyna Politechniki Wrocławskiej I, w której występowała złota para Bielawski/Zatorski, uzupełniony Katarzyną Dufrat, Grzegorzem Jarząbkiem i Joanną Michalską, przed Uniwersytetem Warszawskim 69 w składzie: Jan Betley, Michał Kania, Łukasz Witkowski, Jakub Wojcieszek oraz Politechniką Gdańską I w składzie: Agata Chojnicka, Agnieszka Chudy, Adam Gadomski, Robert Krawczyk, Mateusz Mania. Po podliczeniu wszystkich punktów długofalowych okazało się, że najlepsi w tym roku okazali się reprezentanci Politechniki Wrocławskiej, którzy po rocznej przerwie odzyskali tytuł akademickich mistrzów Polski. Warto nadmienić, że w turnieju wziął udział JM rektor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie prof. dr hab. Witold Bielecki, który w turnieju par razem z Przemysławem Janiszewskim zajął 42. miejsce, a w turnieju teamów – 4. pozycję wraz z Piotrem Nawrockim i Igorem Łosiewiczem. Podziękowania od organizatora (AZS Kraków – przyp. red.) należą się ekipie sędziowskiej, która dbała o w miarę sprawne rozgrywanie zawodów, oraz opiekunom ekip Uniwersytetu Warszawskiego i Akademii Leona Koźmińskiego za cenne uwagi w trakcie rozgrywania mistrzostw. Sponsorem zawodów było Ministerstwo Sportu i Turystyki, a patronat medialny nad zawodami objęła TVP Kraków, Radio Kraków oraz portal dlaStudenta.pl. Środowisko brydżystów ma swoje utarte zasady gry w AMP. Zawody pokazały jednak, jak ważne jest dopracowanie regulaminów technicznych poszczególnych dyscyplin, aby nie było nieporozumień. Miejmy nadzieję, że przed kolejnymi zawodami będzie mniej niewiadomych… Marek Szlachta Foto AZS AWF Kraków aps nr 01 2012 (299)


[rozmowa]

O

d 25 lat z powodzeniem realizuje się w swoich największych pasjach życiowych – taekwondo i psychologii sportu. Miniony rok może zaliczyć do niezwykle udanych. Sukcesy są tym większe, że przypadły na jubileuszowy rok. Dariusz Nowicki podsumowuje ćwierć wieku pracy psychologa sportu, choć już dziś wiemy, że to jeszcze nie koniec sukcesów… Jak rozpoczęła się pana przygoda ze sportem? Nie każdy wie, że jest pan ojcem olsztyńskiego taekwondo…

Dariusz Nowicki: Wszystko zaczęło się od judo pod kierunkiem trenera Józefa Matrackiego, a następnie Ryszarda Szydłowskiego. W 1972 roku, razem z przyjacielem Andrzejem Grudzińskim, zapisaliśmy się do sekcji judo w Gwardii Olsztyn – klubu, który właściwie już nie istnieje. Równolegle z judo była fascynacja Dalekim Wschodem – kulturą i sztukami walki. Starałem się czytać i zdobywać wszystko, co dotyczyło Japonii, Korei, Chin. To wszystko pochłaniałem, czytałem jednym tchem. Taekwondo to nie jedyna pasja pana życia. Z wykształcenia jest pan psychologiem sportowym i klinicznym oraz trenerem. Która dyscyplina jest najbliższa pańskiemu sercu i dlaczego?

Bardzo trudne pytanie, ponieważ to nie jest tak… Ciężko być psychologiem i trenerem jednocześnie. W początkowych latach swojej kariery myślałem, że można połączyć jedno z drugim. Z upływem lat zrozumiałem, że można być trenerem z dużą wiedzą psychologiczną i umiejętnością wykorzystania jej, ale nie jest możliwe pełnienie obu ról jednocześnie w stosunku do jednej grupy sportowej. Należy skupić się nad tym, w jakiej roli występuję do danej osoby. Sami zawodnicy pracujący ze mną muszą wiedzieć, w jakiej roli występuję w stosunku do nich. Dlatego też każda z tych dyscyplin jest bliska mojemu sercu – każda oddzielnie. Ostatnie miesiące to krok po kroku spełniające się pana marzenia w różnych specjalizacjach – walka o wyjazd na igrzyska olimpijskie jako sędzia taekwondo i praca psychologa w sztabie „Diablo” Włodarczyka podczas obrony pasa mistrza świata. Dodatkowo sukcesy na płaszczyźnie trenerskiej z drużyną AZS UWM Olsztyn…

www.azs.pl

Spoglądając na miniony rok, faktycznie mogę uznać go za udany. W pracy psychologicznej mam sporo sukcesów. Pod koniec roku współpracowałem właśnie ze sztabem Krzysztofa Włodarczyka. Podczas jego walki byłem w narożniku, więc mogę uznać, że dołączyłem do zespołu trenerskiego, ale oczywiście utrzymując dystans i obserwując walkę z perspektywy psychologa. W sekcji taekwondo KS AZS UWM wraz współpracującymi trenerami też osiągnęliśmy wiele. Jesteśmy najlepszą sekcją taekwondo w województwie i mieście oraz jedną z najlepszych w Polsce. Ponadto klub AZS UWM jest najlepszym klubem sportowym w województwie. Był to rok pełen sukcesów i olbrzymiej satysfakcji. Ale do takich moich osobistych największych sukcesów zaliczam udział w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach i Pekinie. Długo czekałem na te wyjazdy, bo aż od roku 1988, kiedy to pojawiła się pierwsza myśl, żeby dołączyć do sztabu jako psycholog sportowy. Pamiętam jak dziś, kiedy na korytarzu Komitetu Olimpijskiego czekałem na opinię, która była dla mnie jak wyrok – nie jadę. I tak czekałem aż do 2004 roku. Z jakimi jeszcze sportowcami równie znanymi jak „Diablo” Włodarczyk pan współpracował?

Nie każdy zawodnik wyraża zgodę na to, żeby mówić o tym, że korzysta z pomocy psychologa sportu. I nie chodzi o to, że wstydzi się przyznać do współpracy, ale mają na to wpływ różne elementy – chociażby dlatego, że nie chcą, aby ewentualni rywale poszli w podobnym kierunku rozwoju. Ale do znanych osób, które potwierdzały współpracę, należy Krzysztof Hołowczyc; z judo – Waldemar Legień i Paweł Nastula, zapaśnik Marek Garmulewicz, żeglarz Mateusz Kusznierewicz, grupa czołowych polskich łuczniczek i łuczników, m.in. Justyna Mospinek, oraz strzelców, wśród nich Sylwia Bogacka i Andrzej Głyda. To tylko niektórzy z wielu zawodniczek i zawodników, z którymi miałem przyjemność współpracować. Pracowałem również z zawodnikami z gier zespołowych, takich jak piłka nożna, siatkówka, piłka ręczna. Psychologia w sporcie odgrywa coraz większą rolę. Czy sportowiec, drużyna zawsze potrzebuje psychologa? Kiedy sięga się po pomoc psychologa?

To zależy od danej dziedziny sportu. Zależy od poziomu komplikacji technicznej, np. jazda figurowa na lodzie, strzelec-

two, łucznictwo – to dyscypliny, w których czynnik psychologiczny odgrywa olbrzymią rolę. Podobnie w sportach walki. Sporty natury wytrzymałościowej będą miały czynnik psychologiczny na nieco niższym poziomie, ale nie świadczy to, że nie jest on bez znaczenia. Zależy to również od tego, w jakim cyklu przygotowań jest dany zawodnik. Im bliżej startu w ważnej imprezie sportowej tym istotniejsze są elementy przygotowania psychologicznego. Poproszę na koniec o radę od wybitnego trenera i psychologa dla młodych sportowców, których AZS zrzesza blisko 50 000. Jaki jest przepis na mistrzostwo?

Warto od pierwszych etapów rozwoju patrzeć na to, że działalność sportowa jest działalnością przede wszystkim psychologiczną, a więc im więcej mamy radości i motywacji wewnętrznej do tego, aby uprawiać sport, tym lepiej. Jako zawodnicy najpierw spójrzmy na to, czy dana dyscyplina sportu daje nam radość, a w dalszej kolejności na to, jakie będą z tego korzyści. A jako trenerzy twórzmy zawodnikom, szczególnie młodym, atmosferę radości z uprawiania sportu. Marta Panasiuk Foto ze zbiorów Dariusza Nowickiego Absolwent Psychologii Klinicznej UMCS w Lublinie oraz studiów trenerskich w AWF Poznań (taekwondo olimpijskie). W latach 1986–1989 był pracownikiem Zakładu Psychologii Instytutu Sportu w Warszawie, następnie Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie. W latach 1997–2002 pracował w Centralnym Ośrodku Sportu w Warszawie, pełniąc funkcję koordynatora programu przygotowań olimpijskich z zakresu psychologii do IO Sydney 2000 i Salt Lake City 2002. Dwukrotny uczestnik IO (Ateny 2004 i Pekin 2008), psycholog Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej w Atenach 2004. Prezes Warmińsko-Mazurskiego Związku Taekwondo w latach 2001–2011. W latach 1997–2000 Prezes Polskiego Związku Taekwondo WTF oraz członek Zarządu Europejskiej Unii Taekwondo. Były mistrz Polski i dwukrotny uczestnik mistrzostw świata. Sędzia międzynarodowy klasy I w taekwondo. Wychowawca licznych mistrzów Polski oraz medalistów mistrzostw Europy i świata.

Dariusz Nowicki

Jubileuszowy rok Dariusza Nowickiego


Gala 90-lecia PZT

8

grudnia 2011 roku odbyła się w Warszawie Gala 90-lecia Polskiego Związku Tenisowego. W uroczystości uczestniczyło wiele znanych gwiazd tenisa, na czele z Wojciechem Fibakiem, siostrami Agnieszką i Urszulą

Radwańskimi, Łukaszem Kubotem, Mariuszem Fyrstenbergiem i Marcinem Matkowskim. W Gali uczestniczyły również medalistki uniwersjad: Katarzyna Teodorowicz, Klaudia Jans i Alicja Rosolska.

Tenis akademicki

Z

różnych dyscyplin sportu akademickiego polscy studenci wcześnie zainteresowali się tenisem. To m.in. oni należeli do głównych animatorów tej dyscypliny sportu w kraju, a szereg ich inicjatyw pozostawiło trwały wkład w dziejach polskiej kultury fizycznej. Ich aktywność niejako współdecydowała o rozwoju tenisa ziemnego w Polsce zarówno w stosunku do zagadnień organizacyjnych, jak i szkoleniowych. Dyscyplina cieszyła się dużą popularnością wśród studentów i uprawiana była we wszystkich klubach akademickich. W Krakowie jako pierwsze tenis ziemny propagowały dwa kluby: „Cracovia” i AZS. W 1910 r. AZS podnajął od dzierżawcy Parku Krakowskiego pana Frassa cztery zdewastowane place tenisowe wraz z altaną na szatnie i podręczny magazynek sprzętu. Po gruntownych pracach remontowych i dostosowaniu do wymogów regulaminowych oddano je do użytku 23 kwietnia 1910 r. W kwietniu tegoż roku powołano sekcję tenisową. Pierwszym jej przewodniczącym został student Wydziału Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego Witold Kiltynowicz. Piętnastu członków sekcji grało w parku za opłatą do 1 listopada 1910 r. O rozwoju sekcji najwymowniej świadczy ożywiony ruch na boiskach (około 3000 godzin gry członków sekcji

i osób spoza stowarzyszenia). W 1912 r. sekcja liczyła 80, a w następnym roku już 109 członków. By podnieść poziom sportowy członków sekcji, wprowadzono całoroczny cykl imprez wewnątrzklubowych, turnieje lokalne, a także turnieje dla uczniów szkół średnich. Podjęto starania o zaangażowanie kadry szkoleniowej, z czasem wprowadzono podział zawodników na dwie klasy. AZS Kraków po raz pierwszy wprowadził tenis polski na arenę międzynarodową. Warto podkreślić, że w okresie narodowej niewoli sekcja tenisowa AZS Kraków nawiązała kontakty z klubami spoza Galicji. W 1912 r. sekcja została członkiem czynnym Austriackiego Związku Lawn-Tenisowego. W dniach 27–30 czerwca 1912 r. z udziałem 36 zawodników przybyłych z Wiednia, Opawy, Lwowa, Krakowa, Wieliczki i Zakopanego przeprowadzono międzynarodowy turniej tenisowy. W kategorii mężczyzn turniej wygrał Rolf Kinzel (mistrz Austrii i mistrz Wiednia), a wśród kobiet – Wanda Nowakówna (AZS). W ramach tego turnieju rozegrano mistrzostwa Krakowa, w których w grze pojedynczej mistrzem został Władysław Szwede (AZS). Rok później (1913) przeprowadzono czterodniowy międzynarodowy turniej. Zgromadził on liczną publiczność, która oglądała piękne mecze tenisowe rozgrywane przez 46

Hasło jubileuszowych obchodów PZT brzmiało: – Ten mecz trwa już 90 lat, ale – jak powiedział podczas otwarcia Gali Jacek Muzolf, prezes PZT – Tak naprawdę wielki tenis zrodził się około 1885 roku, choć pierwsze ślady gry łudząco go przypominającej sięgają połowy XIV wieku. W odniesieniu do tenisa akademickiego można rzec: – Ten mecz trwa już ponad sto lat!

tenisistów, reprezentantów klubów galicyjskich i Warszawy oraz z Anglii, Czech, Grecji, Niemiec. Turniej zakończył się wielkim sukcesem sportowym oraz organizacyjnym, opisywanym na łamach prasy krakowskiej. Mistrzem Galicji został Librowicz z Wiednia, a mistrzem Krakowa Edward Kleinadel z Warszawskiego Koła Sportowego. W kategorii kobiet zwyciężyła W. Nowakówna (Dubieńska), jedna z najwszechstronniejszych polskich sportsmenek. Trzeci turniej przeprowadzono w dwóch ostatnich dniach czerwca 1914 r. Poza zawodnikami z Austrii i Czech wzięli w nim udział zawodnicy z trzech zaborów. Był to pierwszy w historii polskiego tenisa turniej o tak szerokim zasięgu, a równocześnie ostatni przed wybuchem wojny. Kierownictwu Wydziału Sekcji Tenisowej przyświecała nie tylko idea czystej rywalizacji sportowej, ale – jak pisano w Sprawozdaniu AZS Kraków: – by i zawody sportowe były jednym więcej ogniwem spajającym rozproszonych pod trzema berłami rodaków, by była dla obcych jednym więcej świadectwem, że żyjemy i rozwijamy się nie gorzej od innych ludów Zachodu. Po odzyskaniu niepodległości sekcja AZS Kraków wznowiła swoją działalność (1920), stając się najsilniejszą sekcją w kraju. W tym okresie we wszystkich klubach akademickich powstały sekcje tenisowe: AZS Poznań (1920), AZS Warszawa i AZS Wilno (1921), AZS Lublin (1922) i AZS Lwów (1923) oraz AZS Cieszyn. aps nr 01 2012 (299)


AZS był współtwórcą i założycielem ogólnopolskich organizacji sportowych. Spośród dwudziestu jeden powstałych i działających zrzeszeń, które pełniły funkcję polskich związków sportowych, szczególny wkład przedstawiciele AZS mieli w powstaniu i rozwoju Polskiego Związku Lawn-Tenisowego (PZL-T). Myśl o jego utworzeniu zrodziła się w Poznaniu w maju 1921 roku podczas akademickiego turnieju tenisowego. Uczestnikami turnieju byli zawodnicy AZS Kraków, AZS Warszawa, AZS Poznań oraz „Warty” Poznań. Jeszcze podczas zawodów z inicjatywy przedstawicieli krakowskiego AZS powołano Komitet Organizacyjny PZL-T, który przygotował zebranie konstytucyjne związku. Do spotkania przedstawicieli dziewięciu klubów doszło ponownie w Poznaniu 27 sierpnia 1921 r. podczas I Turnieju Wszechpolskiego Lawn-Tenisowego. Współzałożycielami PZL-T były kluby akademickie: AZS Kraków, AZS Poznań oraz AZS Warszawa. Na czele związku stanął 26-letni Zdzisław Szulc, główny organizator sekcji tenisowej w AZS Poznań. Funkcję prezesa PZT-L pełnił do 1925 r. Ponadto do pierwszego zarządu weszli: Czesław Jentys (AZS Kraków), którego wybrano wiceprezesem, Kazimierz Starkowski (skarbnik) i Jan Kucner (obaj AZS Poznań), któremu powierzono funkcję sekretarza. W następnych latach w zarządzie związku działali również Władysław Jentys oraz Witold Potuczek (AZS Kraków), który był założycielem Krakowsko-Śląskiego Okręgowego Związku Lawn-Tenisowego (1924), a później Krakowskiego Okręgowego Związku Lawn-Tenisowego (w tym drugim oddziale funkcję prezesa piastował nieprzerwanie od 1928 do 1939 r.). W latach dwudziestych ubiegłego wieku w AZS wychowało się grono zawodników ścisłej czołówki krajowej. Z braku miejsca przedstawiamy tylko najwybitniejszych. Podczas pierwszych mistrzostw Polski zorganizowanych przez AZS Kraków (8–11 września 1921 r.) w grze pojedynczej Władysław Szwede został wicemistrzem Polski; podobnie w kategorii kobiet wicemistrzynią została Wanda Dubieńska. W następnych MP we Lwowie dobrze zaprezentowali się zawodnicy AZS z: Poznania, Gdańska i Lwowa. W roku 1924 mistrzostwo Polski w grze indywidualnej zdobył Alfons Foerster (AZS Poznań), który we wrześniu tego roku został także zwycięzcą I Międzynarodowych Mistrzostw Akademickich w Warszawie (uznanych za I AMŚ). W kwietniu 1925 r. odbył się w Warszawie pierwszy mecz reprezentacji Polski z reprezentacją Wielkiej Brytanii w Pucharze Davisa z udziałem dwóch azetesiaków: A. Foerstera i W. Szwedego. W 1926 roku we Lwowie podczas MP talent tenisowy ujawnił młody student Wydziału Prawno-Ekonomicznego Uniwersytetu www.azs.pl

Poznańskiego Przemysław Warmiński, który w 1937 r. został wicemistrzem kraju. Był też trzykrotnym uczestnikiem rozgrywek o Puchar Davisa. Wielkim talentem, którego wychował AZS Poznań, był Ignacy Tłoczyński – 12-krotny mistrz Polski w singlu, deblu i mikście. W 1927 r. w AZS Kraków rozpoczęła świetną karierę szesnastoletnia Jadwiga Jędrzejowska, córka kortowego, która swą grą zadziwiała znawców tenisa. W grze podwójnej z S. Groblewską (LKT) zdobyła mistrzostwo Polski, a wicemistrzostwo w grze mieszanej z klubowym kolegą Ksawerym Zacharem. Jędrzejowska reprezentowała barwy AZS Kraków do końca 1933 r. Była pierwszą polską tenisistką, która osiągnęła wybitne wyniki na wielkich turniejach na świecie, a największy jej sukces to wicemistrzostwo w grze pojedynczej w Wimbledonie (1937). W okresie międzywojennym tenisiści klubów akademickich łącznie w indywidualnych mistrzostwach Polski szesnaście razy zdobywali tytuły mistrzowskie, a dwunastokrotnie tytuły wicemistrzowskie. Natomiast od 1931 r. w rozgrywanych międzynarodowych MP tenisistki AZS zdobyły dziewięć razy pierwsze miejsce: ośmiokrotnie Jadwiga Jędrzejowska i raz Wanda Dubieńska. Podkreślić należy, że na osiemnaście rozegranych w okresie międzywojennym indywidualnych MP w tenisie ośmiokrotnie ich organizację powierzano klubom AZS: Kraków (1921, 1927, 1932, 1937), Poznań (1924, 1929, 1934, 1939). Po drugiej wojnie światowej tenis odrodził się w środowisku akademickim w Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, Gliwicach Gdańsku, Łodzi. Niestety po likwidacji kortów w Parku Krakowskim przestała istnieć sekcja krakowska, kolebka tenisa polskiego. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych kilka sukcesów odnotowali tenisiści AZS Gliwice. Trener Irmina Popławska, mistrzyni Polski z 1948 r., doprowadziła zespół do rozgrywek I ligi państwowej (1964). Również dobre wyniki miała sekcja tenisowa AZS Gdańsk, która w pierwszych latach powojennych uczestniczyła w lidze tenisowej. Obok sekcji AZS Poznań i AZS Warszawa była wyróżniającą się sekcją w szkoleniu tenisowego narybku. Z kolei lata siedemdziesiąte to najlepszy okres rozwoju sekcji tenisowej AZS Warszawa, którą prowadził Aleksander Büthner-Zawadzki. To on i trener Adam Królak, wykładowca AWF Warszawa, byli tymi pierwszymi, którzy stworzyli fundament tenisowy na kortach w Parku Skaryszewskim i warszawskiej AWF przyszłym czołowym zawodniczkom i zawodnikom spod znaku gryfa, a wśród nich Elżbiecie Ślesickiej i Andrzejowi Jagielskiemu. Tenisiści AZS Warszawa zdobyli dwukrotnie mistrzostwo Polski juniorów i jako najmłodszy zespół w historii awansowali do I ligi.

Sekcja posiadała w tym okresie najlepszych juniorów w Polsce, a efektem było zdobycie drużynowego mistrzostwa Polski juniorów w 1976 i 1981 r., i wielu innych w różnych kategoriach wiekowych. Tenis w AZS Łódź miał też swojego świetnego zawodnika. Jerzy Janowicz dotarł do juniorskiego finału na Wimbledonie w 2006 r. Natomiast najlepiej rozwijała się sekcja poznańska, kontynuując przedwojenne tradycje. Tenisiści poznańscy nie tylko odgrywali znaczącą rolę w rywalizacji akademickiej w okręgu, ale również na arenie ogólnopolskiej. Szczególnie wysoko oceniano umiejętności i taktykę gry Alfredy Lamperskiej-Prymińskiej i Janusza Sławka. W latach sześćdziesiątych na kortach przy ul. Noskowskiego zebrała się grupa zdolnych juniorów, ale najlepszym tenisowym talentem okazał się Wojciech Fibak. Wychowanek trenera Henryka Golimowskiego w 1970 r. po zdobyciu mistrzostwa Polski juniorów został halowym mistrzem Polski w kategorii seniorów, szybko trafił do kadry narodowej, w 1973 r. został zwycięzcą turnieju „Trofeo Bonfiglio” w Mediolanie (nieoficjalne mistrzostwa świata w tenisie do lat 21), a w 1974 r. – jak określili to dziennikarze – zabrał się do pociągu „Wielki TenisExpress”, czyli rozpoczął karierę w tenisie zawodowym, i szybko wszedł do ścisłej czołówki najlepszych tenisistów świata w grze pojedynczej i podwójnej. Z okazji jubileuszu 75-lecia PZT autorzy książki Tenis polski ma 100 lat – znawcy tenisa w osobach Kordiana Tarasiewicza, Bohdana Tomaszewskiego, Andrzeja Romana i Zbigniewa Chmielewskiego spotkali się, by ułożyć swoją listę najlepszych tenisistów 75-lecia. Ich zdaniem pierwsze pozycje Jadwigi Jędrzejowskiej wśród kobiet i Wojciecha Fibaka wśród mężczyzn nie ulegają wątpliwości. Te niekwestionowane talenty kształtowane były w klubach akademickich: w AZS Kraków, kolebce polskiego tenisa, i AZS Poznań, klubie, który był i jest wspaniałą szkołą dla dzieci i młodzieży, a której szefuje Jacek Muzolf, wiceprezes AZS Poznań (na zdjęciu poniżej trzyma paterę). Halina Hanusz Foto Michał Pieściuk


e i k s l e b llu b u elskie AZS – jedyna taka organizacja w Polsce Zakończyła się kompania sprawozdawczo-wyborcza w klubach uczelnianych AZS na Lubelszczyźnie. Z pewnością dyskusje przeprowadzone podczas walnych zebrań, ale także poza nimi stają się wstępem do zmian organizacyjnych, które przed nami. W tym względzie pojawiają się zasadnicze pytania dotyczące struktury klubów uczelnianych i ich funkcjonowania. Staje kwestia przyjmowania przez nich w poczet członków młodzieży szkolnej czy też absolwentów w ramach prowadzonego szkolenia sportowego; składu zarządu – i jego studenckości; zaangażowania w sport wyczynowy itd. Nie tak dawno miałem okazję rozmawiać na ten temat z władzami jednej z lubelskich uczelni, próbując wytłumaczyć niezwykle skomplikowaną strukturę organizacyjną AZS. Wydaje się, że nie bardzo mi się to udało, a ponadto wywołałem jeszcze większe zdziwienie przedstawiając przykłady z całej Polski – jak kluby AZS funkcjonują na uczelniach. W konkretnych przypadkach wiele w tym względzie zależy również od zrozumienia władz uczelni i pomysłu działaczy. Akademicki Związek Sportowy jest bowiem organizacją unikatową w skali ogólnopolskiej – nie tylko w kwestii przekroczenia 100 lat funkcjonowania, ale także struktury organizacyjnej i wewnętrznych regulacji prawnych. Czy to źle? Uważam, że nie, gdyż w różnorodności siła. A cel jest przecież jeden – rozwój sportu akademickiego… JK

APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Jakub Kosowski e-mail: jakub.kosowski@tlen.pl

Liga futszaapelwune przesympatycznego, ni-

ego Każdy z nas pamięta e z tej ziemi, próbując m ni ka ni ob os o eg at dł iennikie skiego, ku dowalającego się zam za dy ie ek ni a , ta ko ć zjeś a oczywiście o Alfie. w postaci waty. Mow

A

LF to również zupełnie nowa inicjatywa lubelskiego AZS. Co kryje się za tym intrygującym skrótem? Bardzo ciekawy pomysł, dzięki któremu i studenci, i absolwenci mają okazję do sportowej rywalizacji podczas meczów w ramach Akademickiej Ligi Futsalu. W lubelskiej Akademickiej Lidze Futsalu może wziąć udział niemal każdy, warunek jest jeden – w ekipie musi być minimum siedemdziesiąt procent studentów. Zainteresowanie rozgrywkami z dnia na dzień rośnie i mimo że w lidze obecnie uczestniczy 8 drużyn, to już są chętni na kolejną edycję zawodów. Jak wiadomo, początki nowej idei nie zawsze bywają łatwe i przyjemne, w tym wypadku jednak obyło się bez przykrych incydentów. Mimo że już w pierwszym spotkaniu jeden z zawodników nabawił się kontuzji, atmosfera imprezy nie uległa ochłodzeniu. Podczas tej imprezy da się zauważyć w uczestnikach Ligi potrzebę rywalizacji sportowej i aktywności fizycznej – niektórzy z zawodników biorą udział dodatkowo w innych ligach amatorskich. Dodatkowym magnesem przyciągającym chętnych do

gry są nagrody, które znajdą się w posiadaniu trzech najlepszych ekip. Gra jest więc warta świeczki. AZSiacy wiedzą, że poza wizją zdobycia nagród ważny i budujący dla drużyny jest doping kibiców. Na fanów piłki nożnej nie mogą narzekać uczestnicy Akademickiej Ligi Futsalu. Każdy mecz powoduje zapełnienie się trybun przez skandujących nazwy drużyn entuzjastów futsalu. Na szczególne wyróżnienie zasługują kibice drużyny WETERYNARIA, którzy na każde spotkanie przychodzą uzbrojeni w pompony, trąbki, wiele energii, optymizm i chęć pomocy swoim zawodnikom. Do zakończenia Ligi pozostało jeszcze dziesięć kolejek, w klasyfikacji prowadzi zespół „Git Team”, drugie miejsce należy do drużyny „MIKELA Lublin” natomiast trzecie miejsce zajmuje ekipa „KS PIWKO”. AZS to w dużej mierze upowszechnianie sportu, w tym zakresie ligi amatorskie jak najbardziej spełniają funkcję promowania sportu jako ciekawego sposobu na spędzenie wolnego czasu. Poprzez udział w rozgrywkach amatorskich studenci w naturalny sposób wkraczają w świat sportowej rywalizacji i aktywnego spędzania czasu, którego nie organizują im zajęcia na uczelniach. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na rozgrywki w ligach amatorskich w kolejnym roku akademickim warto zastanowić się nad zorganizowaniem Akademickich Lig Amatorskich w innych dyscyplinach, na przykład w piłce siatkowej, koszykówce czy piłce ręcznej, gdyż są to dyscypliny cieszące się dużym zainteresowaniem lubelskich studentów. ED, foto Kacper Kotowoda aps nr 01 2012 (299)


œwiêtok

ZO ie S K k s P i y B S z W r S k Z A o w t ê y n i a œw Zmi i k s y z r k o t ę Ostrowiec Śkuwniie układał się dobrze ąt Obecny sezon od poczsiatkarek z Ostrowca. To spoh dla pierwszoligowyc im czasie w Klubie doszło wodowało, że w ostatnmana Murdzę zastąpił znany do zmiany trenera. Ro owisku siatkarskim Dariusz w świętokrzyskim środ Daszkiewicz.

P

oczątki klubu sięgają 1999 roku, kiedy to przy Wyższej Szkole Biznesu i Przedsiębiorczości zostaje utworzona profesjonalna drużyna siatkarska. Przed rozpoczęciem sezonu 2004/05 zespół z Ostrowca zajął zwolnione miejsce w I lidze B po Sparcie Zborów. Natomiast w 2006 roku sekcja siatkarek została włączona w struktury klubu sportowego KSZO. Od tamtej pory akademiczki nieprzerwanie występują na pierwszoligowych parkietach. W tym sezonie grają w kratkę i zajmują miejsce w środkowej części tabeli. Efektem tego było zwolnienie w styczniu bieżącego roku trenera Romana Murdzy, który przepracował w klubie z Ostrowca trzy lata. Na jego miejsce zatrudniono Dariusza Daszkiewicza – twórcę m.in. awansu do Plus Ligi męskiego zespołu Fart Kielce. Celem zespołu na pozostałą część sezonu jest walka o pozostanie w I lidze. – Startowaliśmy z dziewiątego miejsca, a dopiero

siódme jest bezpieczne, więc do realizacji tego celu jest jeszcze troszkę. Musimy wyprzedzić zespół z Aleksandrowa albo zespół z Mysłowic. Na pewno nie będzie to łatwe zadanie, jeszcze dużo ciężkich meczy przed nami – określa cele zespołu trener Daszkiewicz. Pytany o atmosferę mówi: – Na pewno przez pierwsze dwa–trzy dni było troszkę niepewności, bo musieliśmy się poznać nawzajem z dziewczynami. Myślę, że atmosfera jest dobra, co widać z resztą w naszych meczach, jeżeli chodzi o zaangażowanie dziewczyn w grę i ich postawę na boisku. Trener Daszkiewicz pracował wcześniej z drużynami męskimi, a zapytany o pracę z kobietami i ewentualne różnice ocenia: – Po kilku dniach pracy ciężko to jeszcze ocenić. Myślę, że tutaj po okresie tych trzech–czterech miesięcy ewentualnie będzie można coś powiedzieć. Na pewno podejście musi być troszkę inne podczas pracy z kobietami. W inny sposób toczą się

Wieczorową porąe… na Politechnic Barcelony i AC

boisku zespoły Środowy wieczór. Na kolejne punkty tak potrzebo Milan zaciekle walczą Liga Mistrzów? y. ne do wyjścia z grup

N

ie do końca… Takie i inne mecze europejskich gigantów niemal codziennie oglądają studenci Politechniki Świętokrzyskiej. A wszystko dzięki Wieczorowej Lidze Halowej Piłki Nożnej. Idea rozgrywek studenckich zrodziła się w głowie dyrektora Centrum Sportu Politechniki Świętokrzyskiej dr. Stanisława Hojdy, który szukał sposobu na zaktywizowanie akademickiej braci po zajęciach programowych na studiach. Obecny rok akademicki to już druga edycja Ligi, która od samego początku cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem studentów kieleckiej uczelni technicznej. W tym sezonie bierze w nich udział aż 66 drużyn i, co bardzo istotne, każda z nich jest powołana z jednej grupy dziekańskiej, dlatego niemal każda grupa z każdego kierunku ma tu swojego przedstawiciela. Dzięki

www.azs.pl

temu niemal cała uczelnia żyje rozgrywkami i żywiołowo dopinguje swoje zespoły. – Największą liczbę drużyn zgłoszono z Wydziału Budownictwa i to właśnie ich drużyny posiadają najwierniejszych kibiców – wyjaśnia Bartosz Olszewski, jeden ze studentów-organizatorów. Bo to właśnie sami studenci odpowiadają także za organizacyjną stronę rozgrywek. – Jest nas – takich zapaleńców – 10 osób. Do naszych zadań należy m.in. nadzór nad rozgrywkami i samo sędziowanie – mówi Bartek. System rozgrywek jest wzorowany na europejskich pucharach i właśnie stąd pochodzą nazwy zespołów. Wszystkie drużyny rywalizują w takich samych grupach jak ich odpowiednicy w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej. Zespoły podzielone są na dwie osobne drabinki, najlepsi w każdej z nich spotkają się w czerwcowym finale.

rozmowy z zawodniczkami, a w inny z zawodnikami. Myślę, że teraz muszę troszkę bardziej uważać na to, co mówię– śmieje się trener Daszkiewicz. Akademiczki z Ostrowca z powodzeniem startują także w Mistrzostwach Polski AZS w grach zespołowych. W latach 2009 i 2010 wywalczyły wicemistrzostwo na turniejach odpowiednio w Krakowie i Częstochowie. Natomiast w zeszłym roku na Mistrzostwach rozegranych w Gorzowie Wielkopolskim wywalczyły trzecie miejsce. Maciej Wadowski Foto Karol Bartnik

Na pierwszym planie Dariusz Daszkiewicz

– Taki system rozgrywek powoduje, że na każdym etapie dzieje się coś ciekawego i w przypadku każdego kolejnego meczu zaczynają się dodatkowe analizy, liczenie punktów, spekulacje – mówi Bartek Olszewski. Tutaj naprawdę każdy zdobyty punkt ma znaczenie! Nie brakuje też niecodziennych zdarzeń. – Pamiętam, jeszcze w poprzedniej edycji mieliśmy bramkę samobójczą strzeloną z połowy boiska, piłka poszybowała prosto w okienko – opowiada Przemysław Snoch, także odpowiedzialny za organizację Ligi. A kto radzi sobie najlepiej w tym roku? – Na razie trudno powiedzieć, ale na pewno nie zawodzą zeszłoroczni finaliści – mówi Przemek. Jak podkreślają studenci-organizatorzy, pogodzenie obowiązków uczelnianych i organizacyjnych nie jest trudnym zadaniem, gdyż rozgrywki prowadzone są w godzinach wieczorno-nocnych (od 21:30 do 24:00), a do tego istnieje specjalny grafik obowiązków. – Czasem mamy aż za dużo chętnych do sędziowania – śmieje się Bartek i dodaje: – W pewnym momencie tak to wciąga, że nie da się żyć bez tych rozgrywek i przychodzi się tylko, aby popatrzeć na kolejny mecz. Michał Filarski Foto archiwum Centrum Sportu PŚk


e i k s a l d ppo d o laskie Pierwsza połowa... sukcesu Początek nowego roku to dla nas, azetesiaków, coś więcej niż przejście w kalendarzu – to przecież zmiany związane z nadejściem nowej kadencji władz Związku. Chyba wszyscy zerkamy wstecz, analizujemy i wyciągamy wnioski… Nas poniekąd zmobilizowała do tego krytyka. A może to dzięki niej zmobilizowaliśmy sami siebie? Grunt, że jest zapał. Nie jesteśmy czołowym środowiskiem w kraju i – choćby ze względu na uwarunkowanie geograficzne, jakim jest położenie Białegostoku – nie będziemy. Co nie znaczy, że damy o sobie zapomnieć! Nowe plany, ambicje, cele. I w końcu – nowa energia. Brzmi nieco wzniośle i, jak powiedziałby niejeden cynik, naiwnie. A jednak kropla drąży skałę. Wierzę, że nowe twarze to w każdym środowisku nowe szanse. Przecież kto jak kto, ale sportowcy wiedzą, że odpowiednia motywacja i dobry plan to połowa sukcesu. Podlaska Organizacja Środowiskowa AZS, jak każda, ma swoje słabości. To żaden wstyd się do nich przyznać – o tym możecie przeczytać w wywiadzie z dr. inż. Mirosławem Broniewiczem. Rozmowa z prezesem przypomniała mi, że warto stawić czoło problemom, przyznać otwarcie: Jest nad czym pracować! To trochę jak deklaracja mobilizująca do działania i postawienia sobie celu – zorganizowania współpracy, stworzenia trzonu, który ułatwi pracę nad koordynacją działań. Na dobry początek zaczynamy od promocji stricte dziennikarskiej. Nowe wydanie regionalne „APS”, oprócz tego całkowicie odświeżona środowiskowa strona internetowa. Co więcej – już w kwietniu usłyszycie o nas w Radiu Akadera – studenckiej rozgłośni działającej przy Politechnice Białostockiej. Przygotowywany „Azetesiak” to audycja przybliżająca najlepszych sportowców-studentów naszego regionu. Tych, z których jest dumne Podlasie. Trzymajcie kciuki. Oby AZS rósł w siłę, choć wszędzie głośno o kryzysie... Aleksandra Hryniewicz

ału j c n e t o p e i n a z d w a r Sp Włóna basenie przy ul. 12 grudnia 2011 r. ę Akademickie Mistrzokienniczej odbyły si Pływaniu. stwa Białegostoku w

W

zawodach udział wzięły Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet w Białymstoku, Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania, Wyższa Szkoła Wychowania Fizycznego i Turystki, Wyższa Szkoła Administracji Publicznej oraz – licząca dwudziestu członków – reprezentacja Politechniki Białostockiej. W pierwszej konkurencji, którą było 50 metrów stylem dowolnym kobiet, zwyciężyła Kristine Mella, natomiast w kategorii mężczyzn student WSFiZ – Patryk Wojszko. Z kolei w 50-metrowym wyścigu stylem klasycznym w klasyfikacji kobiet tryumfowała Anna Pawlina, a Michał Zawadka wywalczył kolejne złoto dla Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania. Warto odnotować, że na te 4 konkurencje trzykrotnie drugie miejsce zajmowali zawodnicy Politechniki. Dwa złota dla tej uczelni zdobyła pływająca na dystansach 50 metrów stylem motylkowym i 100 metrów stylem dowolnym Justyna Popławska, jedno dołożyła Lisica Lubow (100 metrów stylem zmiennym). Nikogo więc nie zdziwiła wygrana przez pływaczki Politechniki sztafeta 4 x 50 metrów stylem dowol-

nym. Wyczyn ten powtórzyli również mężczyźni, dokładając do tego również srebro za sztafetę 4 x 50 metrów stylem zmiennym. I na zakończenie, po podsumowaniu wszystkich punktów, otrzymali także nagrodę dla najlepszej drużyny, wyprzedzając w klasyfikacji końcowej o 34 punkty Uniwersytet Medyczny. W klasyfikacji kobiet zaistniała natomiast odwrotna sytuacja, ponieważ to medyczki wyprzedziły pływaczki Politechniki. Jest to o tyle ciekawe, że męska część jedynej technicznej uczelni białostockiej indywidualnie nie zdobyła żadnego złotego krążka. Takie regionalne zawody są dobrym sposobem na sprawdzenie potencjału pływaków i pływaczek, mogących występować w Akademickich Mistrzostwach Polski i innych zawodach pływackich. Sami zaś zawodnicy mogą – w niewielkim stopniu, aczkolwiek każde doświadczenie trzeba uznawać za cenne – odczuć atmosferę i presję, które są nieodłącznymi towarzyszkami tego typu imprez. Jakub Hryniewicz Foto Wojciech Piotrowski

APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Aleksandra Hryniewicz e-mail: aleksandra.hryniewicz@wp.pl aps nr 01 2012 (299)


28 listopada 2011 roku pożegnaliśmy kolegę Kazimierza Habrata, nestora-działacza AZS. Urodził się 18 czerwca 1937 roku w Krośnie. Po ukończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Krośnie, w którym zdał maturę w 1955 roku. W tym samym roku rozpoczęła się, trwająca ponad pół wieku, przygoda Kazimierza Habrata z Akademickim Związkiem Sportowym.

1

września 1955 roku rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, a już na pierwszych zajęciach wychowania fizycznego 10 września wstąpił do AZS: Koło AZS UJ. W latach 1955–1961 był czołowym zawodnikiem i reprezentantem KU AZS Uniwersytetu Jagiellońskiego w piłce ręcznej (11-osobowej) i w piłce nożnej. Kolega Kazimierz Habrat – dla przyjaciół Kaziu – wspomina Aleksander Pyć, Członek Honorowy AZS – uprawianie sportu z powodzeniem łączył z działalnością organizacyjną w klubie AZS i w Zarządzie Środowiskowym AZS w Krakowie. W latach 1959–1963 był prezesem KU UJ, a ponadto w latach 1960–1964 wiceprezesem Zarządu Środowiskowego AZS w Krakowie. Działając w klubie AZS UJ Kazimierz Habrat spotkał znakomite grono zapalonych miłośników sportu, wielu działaczy i zawodników, którzy należeli do grona znanych, nie tylko w środowisku akademickim Krakowa, profesorów, wśród których m.in. byli: Andrzej Białas, Jacek Bojarski, Włodzimierz Korohoda, Andrzej Pelczar, Adam Massalski. Jako sukces organizacyjny w czasie pełnienia funkcji prezesa KU AZS Uniwersytetu Jagiellońskiego Kazimierz Habrat wspominał zorganizowanie i udział w wymianie sportowej studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego ze studentami Uniwersytetu w Cambridge. Po rozegraniu zawodów udało www.azs.pl

Kazimierz Habrat (1937–2011)

mu się przedłużyć pobyt za granicą do sześciu tygodni i zwiedzić Londyn, Paryż, Genewę i Wiedeń. W roku 1959 zorganizowanie imprezy o takim zasięgu wydawało się nie do wyobrażenia. Wyjazd ten pozostawił wśród młodych sportowców-studentów Uniwersytetu niezapomniane wrażenia. Od roku 1968 Kazimierz Habrat był zawodowo związany z AZS, pełniąc do roku 1973 funkcję sekretarza Zarządu Środowiskowego AZS Kraków, a następnie w latach 1973–1975 sekretarza Klubu SZS–AZS i kolejno od roku 1975 do 1977 sekretarza Klubu AZS AWF Kraków oraz Kierownika Wydziału Organizacyjnego Klubu AZS AWF Kraków. Pełniąc funkcję sekretarza Zarządu Środowiskowego Kazimierz Habrat był jednocześnie członkiem Komisji Organizacyjnej ZG AZS. Z sentymentem wspominał Kaziu Habrat wielu działaczy AZS Kraków, którzy na trwałe wpisali się w historię Akademickiego Związku Sportowego. Najczęściej wymieniani byli przez niego znakomici działacze, a wśród nich m.in. Ignacy Włodek, Zdzisław Przybyłkiewicz, Piotr Jeż, Stanisław Panek, Kazimierz Toporowicz, Jan Żurek, Mirosław Żelazny, Stefan Piechnik, Józef Witkoś, Władysław Stobiecki, Tadeusz Rokossowski, Wiesław Bieniasz – sekretarz Centrali AZS. W 1992 r. Kazimierz Habrat wspólnie z Piotrem Jeżem i Janem Żurkiem wystąpili z inicjatywą założenia Koła Seniorów AZS Kraków. Nie tylko był inicjatorem, ale również członkiem

władz Koła, które należy do najbardziej aktywnych tego typu jednostek AZS w kraju. Od roku 1975 kolega Kazimierz Habrat rozpoczął działalność w organach rewizyjnych AZS w Krakowie, od roku 1993 został członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej AZS, a w latach 1999–2001 członkiem Prezydium GKR. Był wiceprzewodniczącym GKR, m.in. odpowiedzialnym za organizowanie szkoleń działaczy komisji rewizyjnych wszystkich jednostek AZS – powiedział Aleksander Pyć. Kazimierz Habrat z powodzeniem łączył działalność społeczną w AZS z pracą zawodową. W 1961 roku został nauczycielem matematyki i wychowawcą młodzieży. Swoją karierę nauczycielską rozpoczął w Technikum Mechanicznym im. Szczepana Humberta w Krakowie, w którym pracował przez 37 lat. Za działalność zawodową i osiągnięcia dydaktyczne został nagrodzony w 1976 roku Nagrodą Ministra Nauki, Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Na koniec swojej pracy zawodowej w latach 1998 – 2001 pracował w Zespole Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Skawinie. Działał w Związku Nauczycielstwa Polskiego pełniąc funkcję prezesa Oddziału ZNP Kraków-Śródmieście (1991– 1998) oraz wiceprezesa Zarządu Okręgu ZNP (1998), a następnie przewodniczącego Małopolskiej Sekcji Emerytów i Rencistów ZNP (od 1998) oraz członka Zarządu Głównego ZNP jako członek Prezydium Krajowej Sekcji Emerytów i Rencistów (od 2002). Był odznaczony wieloma odznaczeniami państwowymi i resortowymi: Srebrnym Krzyżem Zasługi (1978), Złotym Krzyżem Zasługi (1981), Medalem Komisji Edukacji Narodowej (1986), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1990). Otrzymał Złotą Odznakę „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej” (1983), Honorową Odznakę ZSP, Złotą Odznakę Związku Nauczycielstwa Polskiego, Złotą Odznakę „Za pracę społeczną dla Miasta Krakowa”, Złotą Odznakę „Za zasługi dla Ziemi Krakowskiej”, oraz Honorową Odznakę „Za Zasługi dla Ziemi Krośnieńskiej”. Otrzymał tytuł Członka Honorowego AZS Kraków (1995). W 2003 roku XX Krajowy Zjazd AZS nadał mu godność Członka Honorowego AZS. Na XXI Krajowym Zjeździe AZS Kolega Kazimierz Habrat miał zaszczyt być chorążym Sztandaru AZS podczas uroczystości otwarcia Zjazdu w Warszawie. Zawsze będzie nam brakowało jego spokojnego, wyważonego głosu i dobrych rad. Halina Hanusz, Aleksander Pyć


W I T R Y N A

K S I Ą Ż E K

S P O R T O W Y C H

Moje olimpiady, czyli szczęśliwa 13

K

tóż z nas nie chciałby choć raz stanąć na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego, poczuć wzruszeń związanych ze zdobyciem największego sportowego trofeum? Takich jest zapewne wielu. Zapaleńców, którzy postanowili marzenie zrealizować, jest już mniej. Szczęśliwców, którym się to udało – zaledwie garstka. Jednym z tych, którzy marzenia te chcieli osiągnąć, jest Zbigniew Pacelt. Urodzony na początku lat 50. w Ostrowcu Świętokrzyskim, już od najmłodszych lat, jako zapalony pływak miejscowego klubu, widział siebie w elitarnym gronie najlepszych sportowców świata. Niestraszna mu była przeprowadzka do Warszawy, codzienne wielogodzinne treningi na bielańskim basenie, brak życia prywatnego – wizja zdobycia najważniejszego dla sportowca medalu rekompensowała wszelkie wyrzeczenia. Marzenie, by pojechać na najbardziej prestiżowe zawody świata, ziściło się w 1968 r., kiedy to Zbigniew Pacelt znalazł się w składzie reprezentacji Polski na IO w Meksyku. Zaszczytu odsłuchania Mazurka Dąbrowskiego młody pływak wtedy nie dostąpił, ale szansę na zrealizowanie najważniejszego sportowego celu miał mieć jeszcze wielokrotnie. I właśnie o tych kilkunastu szansach opowiada w swojej biografii pt. Moje olimpiady, czyli szczęśliwa 13. Jest to zapis wspomnień Zbigniewa Pacelta z trzynastu igrzysk olimpijskich, w których brał udział (jako sportowiec, trener, działacz, członek szefostwa misji olimpijskiej), uka-

zanych na tle zmian, jakie zachodziły w jego życiu sportowym i prywatnym, i szerzej w Polsce. Do opowiedzenia ma sporo... Rolami, w jakie wcielał się w ciągu 60 lat swojego życia, można by było obdzielić przynajmniej kilka osób. Po nieudanych próbach podboju olimpijskiego podium w pływaniu Pacelt przeszedł do uprawiania pięcioboju. Jednak i tu nie zdobył upragnionego trofeum (choć był blisko). Po zakończeniu kariery zawodniczej występował w roli trenera, sędziego i działacza Polskiego Związku Pięcioboju Nowoczesnego. W czasie olimpiad był szkoleniowcem kolejnych pokoleń pięcioboistów i pięcioboistek, orędownikiem popularyzacji tej dyscypliny w Polsce i współautorem sukcesów sportowców na arenach polskich i światowych. Ukoronowaniem trenerskiej kariery były złote medale zdobyte przez jego podopiecznych: Arkadiusza Skrzypaszka, Macieja Czyżowicza i Dariusza Goździaka w czasie IO w Barcelonie. Spełniły się moje marzenia o olimpijskim złocie. To, o czym śniłem jako zawodnik, otrzymałem jako trener. – wspomina na kartach książki Pacelt. Jakby tych wszystkich pól działalności było mało, w 1993 r. przyjął propozycję dyrektorowania Departamentowi Sportu w UKFiT, co rozpoczęło kilkunastoletni okres pracy na rzecz sportu realizowa-

Nowa kadencja władz AZS kich sekcjach. Obecnie na zajęcia organizowane przez klub uczęszcza blisko 150 dziewcząt i chłopców. Klub współpracuje także z kilkoma Uczniowskimi Klubami Sportowymi, których zawodnicy przechodzą w wieku 19 lat do AZS AWF. Kilka dni temu PKOl przyznał Filipowi i Andrzejowi Brzezińskim nagrody im. Eugeniusza Pietrasika. Były Prezes Centrali AZS pewnie by się z tej nominacji bardzo ucieszył. Kajakarstwo górskie to sekcja ze znakomitym dorobkiem, także w rywalizacji olimpijskiej. Czy to prawda, że bracia noszą się z zamiarem opuszczenia Krakowa?

Nie dziwi mnie, że po odejściu z naszego Klubu Mateusza Polaczyka pojawia-

dokończenie ze s. 8

ją się pewne spekulacje na temat braci Brzezińskich. Nie wiem nic o zamiarze opuszczenia przez nich AZS-u. Obejmując funkcję prezesa w organizacji sportowej ma się pewnie jakieś marzenia związane z rozwojem Klubu. Pewnie o finansach, a raczej ich braku rozmawiacie w Klubie na co dzień, ale często nie wszystko ponoć od nich zależy...

W obecnej sytuacji polskich klubów akademickich marzenia muszą być bardzo stonowane. Oczywiście pragnąłbym rozwoju istniejących sekcji i powołania nowych w sportach indywidualnych, a także rozbudowy szkolenia sportowego dzieci i młodzieży, pozyskania zawodników, którzy mogliby studiować w Krakowie i re-

nej na najwyższych szczeblach władzy – jako poseł na Sejm, na stanowiskach wiceministra, sekretarza stanu, członka Zarządu PKOl: – Z trenera stałem się dyrektorem z gabinetem, sekretarką, samochodem i mnóstwem nieznanych mi dotąd problemów – komentował swój wybór Pacelt. Od tego czasu nieustannie działa na rzecz wprowadzenia zmian w polityce państwa w finansowaniu i podejściu do sportu i środowiska sportowego (w tym sportu akademickiego). Przez pięćdziesiąt lat działalności Zbigniew Pacelt zrobił wiele dla polskiego sportu, a ponieważ wciąż jest dużo do zrobienia, nie osiada na laurach... i myśli o kolejnych, czternastych igrzyskach, na które chciałby pojechać. Przed nami kolejne londyńskie, jubileuszowe igrzyska. Mam nadzieję, że pojadę tam razem z pięcioboistami, bo w roli kierownika drużyny pięcioboistów jeszcze nie byłem na igrzyskach olimpijskich. Polecam lekturę wszystkim tym, którzy zmęczeni informacjami o polskim sporcie, nękanym niedofinansowaniem, aferami korupcyjnymi i dopingowymi, walkami o stołki i pieniądze, poszukują pozytywnych jego stron. Zbigniew Pacelt przekonuje, że takich w naszym sporcie nie brakuje. MM Zbigniew Pacelt, Moje olimpiady, czyli szczęśliwa 13. Warszawa 2011, okładka miękka, zdjęcia, aneksy, 226 stron

prezentować nasz Klub. Marzeniem jest też niewątpliwie wskrzeszenie działania sekcji gier zespołowych – chociaż jednej z nich, a także sekcji sportów zimowych. Mogę powiedzieć, że organizacyjnie i szkoleniowo jesteśmy do tego przygotowani. Trzeba być jednak realistą i stwierdzić, że wszystko zależy od finansów. Gdybyśmy mieli pełne zabezpieczenie finansowe naszej działalności, to wtedy pewnie nie wszystko by od nich zależało. Dlatego na dzień dzisiejszy moje marzenia ograniczają się do jednej rzeczy – by wszystkie sekcje naszego klubu miały zapewniony spokojny byt przez następnych kilka lat. Dziękujemy za rozmowę.

Redakcja APS, foto z archiwum Michała Spiesznego aps nr 01 2012 (299)


Baner Jubileuszu 90-lecia AZS Gdańsk powiewał w fiordach norweskich Środowisko AZS Gdańsk odchodziło w 2011 roku swoje 90-lecie. Z tej okazji odbył się szereg imprez sportowych organizowanych przez kluby uczelniane AZS i organizację środowiskową AZS, które przypomniały tę niezwykle długą i cenną tradycję.

D

ata powstania w AZS w Gdańsku w 1921 roku potwierdza patriotyczny i sportowy duch Polaków studiujących na ówczesnej niemieckiej Technische Hochschule in Danzig w Wolnym Mieście Gdańsku, a więc nie na terytorium przedwojennej Polski. Jedną z imprez promujących to wydarzenie, a organizowanych z okazji Jubileuszu w środowisku gdańskim był rejs kapitana Jacka Jettmara (Złota Odznaka AZS – 1962), byłego wielokrotnego mistrza Polski w regatach pełnomorskich i byłego komandora Akademickiego Klubu Morskiego AZS Gdańsk, do Norwegii z zawijaniem do licznych portów szwedzkich i duńskich. Jacht KRAKUS POL-441, własności kapitana, z załogą reprezentującą absolwentów Politechniki Gdańskiej, odbył w okresie lipiec–sierpień rejs do fiordów Norwegii. We wszystkich ponad 25 portach i kotwicowiskach wywieszany był banner Jubileuszu AZS Gdańsk. Na dowód – kilka wybranych zdjęć z tego dwumiesięcznego rejsu. Jacht przepłynął 2500 mil morskich i osiągnął port Alesund (ok. 60,5 stopień szerokości geograficznej północnej, ponad 200 km na północ od Bergen). Rejs odbywał się często w trudnych warunkach morskich i przy na ogół zimnej pogodzie. Atrak-

www.azs.pl

cja były udane połowy ryb, które z satysfakcją konsumowała załoga ponad 14 razy w stanie absolutnej świeżości. Baner jubileuszowy często budził zainteresowanie w portach i pytanie, co reklamujemy. Odpowiedzią była zawsze informacja o tradycjach AZS w Polsce i że najlepsze środowisko morskie to AZS Gdańsk! Zdziwienie turystów znajdujących się na słynnej skalnej półce zwanej amboną (Preikestolen), w folderowym fiordzie Norwegii (blisko Stavanger) o nazwie Lisefjorden, i spoglądających stamtąd 600 m poniżej w dół było ogromne, gdy widzieli łopot naszego bannera. Niestety nie mogliśmy się z nimi skomunikować. Do dzisiaj nie wiedzą, że przypłynął tam Jubileusz AZS Gdańsk! Nasza obecność była przyjmowana z życzliwością i sympatią przez miejscowych żeglarzy i publiczność odwiedzającą porty jachtowe. Wiadomość o Jubileuszu AZS Gdańsk dotarła więc daleko na północ! Kpt Jacek Jettmar s/y KRAKUS, AZS Gdańsk


aps nr 01 2012 (299)


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook