Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 04/2009

Page 1

i k r a k y z s o K . p k l W w 贸 z AZS Gor

i k s l o P m e z r t s i m e c i w


AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce Marek Stiller

[od redakcji]

Sztafeta

K

iedy powstaje felieton redaktora, Sztafeta przez Polskę startuje z Babiej Góry. Od lat wierzymy, że to od tej wyprawy Wacława Majewskiego, Walerego Goetla i Szymona Pawlicy idea Akademickiego Związku Sportowego zaczęła się materializować. To taka magia przekazywana z pokolenia na pokolenie – góry, chmury, radość zmęczenia, młodzieńcza przygoda i zauroczenie przyrodą. Taka wiara to wyższy stopień wtajemniczenia. Niektórzy o tym mówili, wielu może myślało, ale po 100 latach znowu na szczycie Babiej Góry stanęła dopiero ekipa Marcina Strządały i Tomka Wróbla. Bardzo zazdroszczę i podziwiam. Dzięki współczesnej technice mamy prawie bezpośredni przekaz do obejrzenia na stronie internetowej. Pomysł sztafety to chyba jeden z jaśniejszych punktów programu obchodów jubileuszowych. 10 dni, 15 miast, 2000 kilometrów. To wymiar realny. A ten symboliczny? Promocja AZS, promocja młodości, pokaz sprawności, no i chyba budowa świadomości, że trzeba ten nasz AZS na następne 100 lat osadzić w środowisku studentów, profesorów i w nowych realiach tak bardzo zmieniającej się Polski. Podczas Pikniku 100-lecia w Wilkasach w niezliczonych rozmowach, w wypowiadanych refleksjach i w opowieściach szukaliśmy odpowiedzi na pytanie, czym jest nasz Związek? I na serio, i w żartach poszukiwaliśmy Wielkiego Mistrza AZS. Wyszło na to, że tych wielkich było kilku, a może kilkunastu, a może bardzo wielu, bo i elementów tworzących Akademicki Związek Sportowy jest nieskończenie

wiele. Bo to i wszyscy ludzie, którzy kiedyś i dzisiaj do organizacji należeli, bo to kluby, środowiska, sekcje, bo to każdy mecz, każda impreza, wyjazd, obóz. Ćwiczenia cielesne i sport można uprawiać na różne sposoby, nawet na bezludnej wyspie. By stworzyć Związek, muszą być ludzie i relacje między nimi. A że motywem tych relacji był i jest różnie uprawiany i rozumiany sport, przeto mamy AZS. Wracając do ludzi, niektórzy z członków kreowali coś więcej niż tylko pomysł na swój rozwój, myśleli o innych, a działaniem z czasem tworzyli ideologię. Nie byłoby tych 100 lat bez znakomitych Koleżanek i Kolegów. Każda próba wymieniania nazwisk ma jakiś subiektywny charakter, ale inaczej się nie da. Powrócimy w tym roku na łamach Akademickiego Przeglądu Sportowego do prezentowania tych najważniejszych postaci. Warto to zrobić, aby zobaczyć nie tylko, jak wiele wspólnego mieli dawni herosi stadionów z tymi współczesnymi, ale aby porównać tych wszystkich, co zatracili się na chwilę lub na dłużej dla Akademickiego Związku Sportowego. Coś mi mówi, że życiorysy, postawy i motywacje często będą bardzo podobne. To były uniesienia, a realny świat to setki imprez różnej rangi, ostra rywalizacja sportowa i mimo kryzysu światowego praca na akord. Już dawno nikt wśród nas nie patrzy na kalendarz. Czas odmierza się kolejnymi imprezami. Kiedy będzie wiosna, 10 dni po zakończeniu mistrzostw w narciarstwie, a jesień – tydzień po żeglarstwie w Wilkasach. Zatem pomyślnych wiatrów. Redaktor

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji: Halina Hanusz Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: Piotr Rachwaniec © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 15 maja 2009 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546

aps nr 04 2009 (272)


Nasze jubileusze (i co po nich pozostało) Jubileusze to podobno krakowska specjalność. Jednak liczące się w tym mieście okrągłe rocznice zaczynają się od setki. Stąd AZS krakowski dojrzał właśnie do takiej poważnej imprezy.

P

ocząwszy od lat 50. do 80. istniały sprzeczne poglądy dotyczące wyjściowej daty rocznej: 1908 r. czy też 1909 r. Wyjaśniliśmy to dostatecznie (i ostatecznie) tuż przed jubileuszem 90-lecia i dlatego na naszych krakowskich sztandarach AZS widnieje ta właśnie późniejsza data, którą potwierdzają nie tylko pierwsze sprawozdania Wydziału, ale i osobiste wypowiedzi założycieli. Oczywiście w poniższym przeglądzie wydarzeń jubileuszowych uwzględnimy uroczystości nawiązujące zarówno do jednej, jak i drugiej daty, ze szczególnym uwzględnieniem działań ośrodka krakowskiego, a w ostatnich dekadach inicjatyw Koła Seniorów AZS Kraków. Imprezy jubileuszowe, nawet te najbardziej udane, stosunkowo krótko pozostają w pamięci, wobec tego główny nacisk położymy na te artefakty z epoki, które dotrwały do naszych czasów jako ich materialna pamiątka. Dziesięciolecie AZS Kraków wypadło podczas wojennej destabilizacji i walk o niepodległość w roku 1919. AZS krakowski powoli regenerował swe siły z początkiem lat 20. – azetesiacy wracali z frontów, odzyskiwano z trudem sprzęt i zagospodarowywano nową przystań wodną, która na cały okres międzywojenny stała się lokalem klubowym wszystkich sekcji. Pierwszy jubileuszowy pomysł AZS-u to zorganizowanie ogólnopolskich zawodów AZS w kilku dyscyplinach, przeprowadzonych w piętnastym roku istnienia krakowskiego Związku, co było jednym www.azs.pl

z pierwszych powodów późniejszych nieporozumień, jako że faktyczna piętnasta rocznica przypadała dopiero w maju 1924 roku. Zawody te zostały niemal całkowicie zapomniane, natomiast po jubileuszu pozostało dla potomnych podsumowujące opracowanie W piętnastolecie 1909–1923 pod redakcją i z przedmową Walerego Goetla. Kolejną okrągłą rocznicą było 25-lecie wypadające w maju 1934 r., ale ze względów taktycznych postanowiono je rozpocząć wcześniej jako „rok jubileuszowy”. AZS i jego kurator Goetel, chcąc podkreślić prawa własności do budowanego przez siedem lat Stadionu AZS, urządzili w czerwcu 1933 r. uroczystość rocznicową ograniczoną wyłącznie do aktu poświęcenia nowego obiektu. Niewiele to pomogło – kilka miesięcy później bieżnia lekkoatletyczna AZS-u została włączona do kompleksu Stadjonu Miejskiego. W rezultacie jedynym opublikowanym dokumentem przypominającym o byłym prawowitym właścicielu obiektu jest fotografia prasowa w IKC zatytułowana Jubileusz AZS-u w Krakowie.

Czterdziestolecie AZS Kraków przypadało na rok 1949. Teoretycznie sytuacja była sprzyjająca, bo krakowski AZS okrzepł już po wojennych przejściach i odniósł nawet znaczące sukcesy wyczynowe w kilku dyscyplinach. O jubileuszu myślano poważnie, czego dowodem było ogłoszenie konkursu plastycznego na odznakę 40-lecia. Napłynęły cztery projekty, z których trzy zawierały daty 1909–1948 (a więc znów liczono sezony letnie!). Zachowane prace konkursowe są obecnie jedynym udokumentowaniem ówczesnych przygotowań do jubileuszu. W listopadzie 1948 r. w auli UJ odbyła się akademia jubileuszowa z prelekcją rektora AGH Walerego Goetla. W tym czasie


powojenną Centralę AZS przeniesiono z Krakowa do Warszawy, a tam najważniejszą sprawą stało się przekształcanie dotychczasowego związku w zrzeszenie sportowe na wzór radziecki, co nastąpiło właśnie w następnym, prawdziwie jubileuszowym roku: centrala stała się Zarządem Głównym zrzeszenia, a materialną pamiątką przekształcenia jest nadal używana flaga AZS. Po kilku latach ZG AZS rozpoczął przygotowania do jubileuszu 50-lecia, które po raz pierwszy miało być obchodzone w całym kraju jako święto całego Zrzeszenia. Ponieważ – ze względów czysto politycznych – nie należało na-

przez zawodowych dziennikarzy sportowych. Półwiecze miało być uczczone podwójnie: imprezą centralną (AMP) w Krakowie oraz spektakularnym wydawnictwem. Komitetowi Organizacyjnemu obchodów przewodniczył prof. Walery Goetel. Mistrzostwa w Krakowie przeprowadzono planowo (1958) i z dużym rozmachem, bo w międzynarodowej obsadzie, natomiast gorzej było z zapowiadaną edycją. Prace nad nią przeciągały się nadmiernie i ostatecznie została opublikowana cztery lata później (1962) w Warszawie, jako praca zbiorowa pt. Pół wieku Akademickiego Związku Sportowego Sukcesy

Niezrealizowane projekty odznaki jubileuszowej 40-lecia AZS Kraków

wiązywać do utworzonego w 1906 r. AZS-u lwowskiego, za punkt odniesienia przyjęto powstanie AZS w Krakowie, lecz bezkrytycznie przyjęto błędną datę tego wydarzenia (1908). Półwiekowy jubileusz przygotowywano dość wcześnie, bo już od 1955 r. w poszczególnych ośrodkach AZS wyznaczono osoby odpowiedzialne za zbieranie regionalnych materiałów historycznych, które miały być później opracowane

Monografia 50-lecia AZS wydana w 1962 r.

Cyfry Fakty Ludzie Porażki Wspomnienia Anegdoty. Kolejny jubileusz – 60-lecia – chociaż oficjalnie ogólnopolski, miał niemal wyłącznie aspekt regionalny, krakowski. Oczywiście – zgodnie z przyjętą wcześniej formułą – wiązano rocznicę z datą 1908 r.; obie skrajne daty (1908–1968) widniały na projektach plakatów oraz zostały utrwalone w metalowej odznace jubileuszowej. W 1968 r. wszystkie jubileuszowe imprezy urządzono w Krakowie, tu – w auli Collegium Novum odbyła się uroczysta sesja plenarna ZG Związku, tu także – w różnych obiektach sportowych – przeprowadzono XV AMP. Ale – o dziwo – wydane w Krakowie skromne opracowanie jubileuszowe Sześćdziesiąt lat AZS (z tekstami Kazimierza Puszkarzewicza i Zbigniewa Ringera) nawiązuje we wstępie tylko do jednej konkretnej daty: 15 maja 1909 roku. Z 70. rocznicy powstania AZS, obchodzonej w roku 1978, pozostały głównie artykuły i notatki prasowe z imprez sportowych rozgrywanych w Krakowie, a także reportaż fotograficzny z wielkiego pochodu jubileuszowego okrążającego Rynek Główny. Najbardziej trwałym upamiętnieniem jubileuszu stał się pomnik Walerego Goetla ustawiony na przystani wodnej AZS przy ul. Kościuszki.

Uroczyściej obchodzono 75-lecie Związku, a w każdym razie zostało lepiej udokumentowane, gdyż uczczono je kilkoma wartościowymi wydawnictwami. Powstały dwa elaboraty pod podobnym tytułem – nawiązującym do rocznicy – opracowane przez Czesława Michalskiego (Kraków 1983) i Ryszarda Wryka (1984). Ponadto opublikowano obszerne, bo liczące ponad 500 stron opracowanie: Akademicki Związek Sportowy 1908–1983. Wspomnienia i pamiętniki, zredagowane przez tego drugiego i opublikowane przez Wydawnictwo Naukowe UAM w Poznaniu w 1985 r. Na tę pracę składały się relacje ponad 30 zawodników i działaczy kilku pokoleń z wszystkich niemal ośrodków AZS w Polsce. Do dziejów krakowskiego AZS-u nawiązywały wypowiedzi Walerego Goetla, Adama Papéego, Rogera Verey’a, Jana Bujwida i Aleksandra Kłaputa. Innym trwałym upamiętnieniem tego jubileuszu był medal i odznaka 75-lecia AZS, wręczane najbardziej zasłużonym zawodnikom, trenerom i działaczom. Wyraźny związek z kolejną okrągłą rocznicą ma opublikowana w Warszawie w 1989 r. wartościowa broszura Ryszarda Kobendzy Sekcja wioślarska Kraków 1911–1939. Została ona zamieszczona w suplemencie „APS”, zatytułowanym „Z historii”, pod redakcją Bartłomieja Korpaka i Haliny Hanusz. We wstępie do tego opracowania autor nawiązywał jednoznacznie do 80 rocznicy AZS przypadającej w 1989 r. Wspomniany wyżej suplement „APS” przerodził się kilka lat później w odrębne periodyczne wydawnictwo Zarządu Głównego AZS pt. „Zeszyty Historyczne Akademickiego Związku Sportowego”, którego pierwszy numer ukazał się w 1996 r. Spełniło ono doniosłą rolę w publikowaniu prac analitycznych i syntetycznych związanych z przygotowywaniem jubileuszu 90-lecia AZS. Ponieważ kilka lat wcześniej (1992) zostało utworzone Koło Seniorów AZS Kraków, którego statutowym zadaniem było m.in. dokumentowanie wydarzeń związanych z dziejami Związku w tym ośrodku, Zarząd Główny AZS podjął decyzję o powierzeniu temu gremium zadania zredagowania materiałów dotyczących zbliżającego się 90-lecia. W 6osobowym zespole redakcyjnym „ZH AZS” znalazło się troje przedstawicieli Koła Seniorów, a realizację techniczną powierzono firmie Jarosława Falla w Krakowie. W czterech kolejnych numerach „ZH AZS” wydanych w 1998 i 1999 r. ukazało się około 40 artykułów dotyczących historii AZS, ze szczególnym uwzględnieniem ośrodka krakowskiego. Kulminacyjnym momentem obchodów 90-lecia AZS były uroczystości aps nr 04 2009 (272)


weteranów AZS, ale i dla azetesiaków z pozostałych, młodszych ośrodków. Wagę tej pozycji wydawniczej podnosi fakt, iż przedmowy napisali wybitni znawcy przedmiotu – profesorowie Józef Lipiec i Stefan Dousa. Edycja ta została sfinansowana przez Zarząd Główny Akademickie-

Logo 90-lecia i okolicznościowy datownik pocztowy

w dniach 15–16 maja 1999 r. w Krakowie i Niepołomicach, a zwłaszcza akademia jubileuszowa w auli Collegium Medicum UJ (dawne kolegium Nowodworskiego) połączona z ekspozycją historycznych fotografii i innych dokumentów. Urząd Pocztowy Kraków 1 stemplował w tym dniu przesyłki datownikiem okolicznościowym „90 lat AZS – 15.05.1999”. I ta pieczęć oraz wspomniane artykuły w „Zeszytach Historycznych AZS” pozostaną najbardziej trwałym śladem tego poprzedniego jubileuszu, w którego przygotowaniu spory udział miało Koło Seniorów AZS Kraków. Również dla uczczenia stulecia zaplanowano w krakowskim Kole Seniorów realizację kilku pozycji wydawniczych. Jedną z nich stała się od dawna zapowiadana książka Czesława Michalskiego Akademicki Związek Sportowy w Krakowie 1909–1945. Jest to część I monografii, która ukazała się w 2007 r. Część II obejmuje okres powojenny aż do obchodów stulecia, a jej edycja spodziewana jest na jesieni 2009 r. Wydawnictwo to zawdzięczamy Uniwersytetowi Pedagogicznemu im. Komisji Edukacji Narodowej. Z kolei Księgarnia Akademicka w Krakowie przy wsparciu Urzędu Miasta Krakowa wydała w roku 2008 najświeższy tomik naszej poetki z Koła Seniorów – Józefy Ślusarczyk-Latos pt. Płomień Zeusa W stulecie AZS. Inną pozycją – w dużym stopniu źródłową, lecz także sentymentalną – jest częściowy reprint unikatowej, rękopiśmiennej Żółtej Księgi AZS z lat 1910–1914, zawierający wybór rymowanek i karykatur z pierwszych sezonów działalności krakowskich azetesiaków wraz z komentarzami i próbą deszyfracji postaci. Sądzimy, iż ta edycja, przybliżająca atmosferę społeczną panującą w sporcie akademickim ck Galicji tuż przed wybuchem I wojny światowej, może stać się miłą pamiątką stuletniego jubileuszu nie tylko dla krakowskich www.azs.pl

kowe Koła Seniorów poświęcono setnej rocznicy założenia AZS Lwów. Wygłoszono wówczas dwa referaty dotyczące różnych aspektów działalności lwowskiego Związku. Ten właściwy antenat wszystkich późniejszych naszych organizacji środowiskowych został powołany na przełomie wiosny i lata 1906 r., a zalegalizowany restryktem Namiestnictwa Galicyjskiego 26 listopada tegoż roku. I nie może podważyć tego priorytetu fakt późniejszej zmiany nazwy organizacji na AZS Młodzieży Polskiej. Wszakże przejściowo, w powojennych latach 1949–1956, AZS także inaczej się nazywał, a nie wymazujemy tego epizodu z naszej historii… Zdajemy sobie sprawę, że środowisko krakowskie nie jest najstarszym w polskiej akademickiej rodzinie sportowej. Uważamy, iż właściwym dla AZS Kraków jest status najstarszego działającego aktualnie ośrodka naszego Związku, który obchodzi właśnie swój 100-letni jubileusz. Nie wolno nam jednak zapominać o wcześniej utworzonej organizacji lwowskiej o tej samej nazwie i podobnych zadaniach. Mamy moralny obowiązek przypominania o tamtej inicjatywie z 1906 roku, a byłoby bardzo pięknym gestem organizowanie w przyszłości – niezależnie od jubileuszy krakowskich – także uroczystych obchodów rocznic powołania AZS Lwów. Najbliższa taka okazja nastąpi w 2016 roku. Jerzy Pawłowski

go Związku Sportowego, a realizowana była w niezawodnej oficynie wydawniczej dr. Jarosława Falla. Należy jeszcze wspomnieć o małej poligrafii związanej z działalnością poczty: ukazała się pocztówka z emblematem stulecia, która w dniu 15 maja mogła być dodatkowo ozdobiona stemplem okolicznościowym. W obu przypadkach autorem projektów był artysta rzeźbiarz – prof. Dousa. Oczywiście bieżący rok jubileuszowy został uczczony także wieloma imprezami w całej Polsce. Tu wymienimy te, w których znaczący udział mieli przedstawiciele Koła Seniorów AZS Kraków. Spektakularnym otwarciem roku jubileuszowego było IX Forum FISU (światowej organizacji sportu studenckiego) w Auditorium Maximum UJ w pierwszych dniach lipca 2008 r. Obrady tego gremium w najnowocześniejszym budynku UJ stały się możliwe dzięki życzliwości Magnificencji Rektora prof. Karola Musioła, ale i staraniom przewodniczącego Rady Koła Seniorów prof. Andrzeja Pelczara. Natomiast we wrześniu w Częstochowie delegacja seniorów krakowskich wzięła udział w spotkaniu i seminarium dotyczącym stulecia AZS, zorganizowanym wzorowo przez tamtejszych działaczy Związku pod wodzą pomysłodawcy – dr. Wiesława Pięty. Na zakończenie wspomnieć należy o jeszcze jednym jubileuszu, który był obchodzony Anna Baranowska-Skowrońska i Andrzej Pelczar w Krakowie. Na początku 2006 dekorują wiązanką kwiatów pomnik Walerego roku tradycyjne spotkanie opłat- Goetla w dniu 15 maja 1999 r.


[kolarstwo górskie]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Kolarstwie Górskim, Przesieka, 8–10.05.2009 r.

Kolarska czołówka Polski w Przesiece Magdalena Balana (Politechnika Rzeszowska) i Dariusz Batek (Wszechnica Świętokrzyska) zostali akademickimi mistrzami Polski w kolarstwie górskim. Zawody rozgrywane w Przesiece w dniach 8–10 maja br., już po raz czwarty zorganizował Klub Uczelniany AZS Politechniki Wrocławskiej, Zamiejscowy Ośrodek Dydaktyczny w Jeleniej Górze.

międzynarodowej. Wyznaczona doskonale trasa (trudne technicznie zjazdy, długie podjazdy), profesjonalne elektroniczne chipy, pomiar czasu Festiny i do tego tablica świetlna pokazująca nazwiska przejeżdżających zawodników robiły wrażenie. Pierwszy dzień AMP poświęcono przejazdowi na czas. – Na starcie stanęły 63 zawodniczki i 199 zawodników z całej Polski – wyjaśnia Grzegorz Miedziński, organizator mistrzostw. – Impreza ta gromadzi największą liczbę zawodników jeśli chodzi o wyścigi cross-country w kraju – dodaje. Osiągane wyniki decydowały o ustawieniu na starcie drugiego dnia zawodów. Czasówka była więc kwalifikacją przed główną walką o medale, a poza tym pozwalała poznać trasę. Handicap mieli studenci z Jeleniej Góry, którzy właśnie to doświadczenie dało znali ją dość dobrze. się zauważyć od samego począt– Wspólnie z kolarzami miejscowego ku. Niewtajemniczony obserwa- Uniwersytetu Ekonomicznego wyznator mógł nawet pomyśleć, że jest czaliśmy trasę zawodów. Nie ma więc na jakiś zawodach MTB o randze co ukrywać, że zawodnicy, którzy trenują w okolicach Przesieki, wiedzieli, czego się spodziewać. Po prostu byli u siebie – wyjaśnia Miedziński. Jak się potem okazało, uzyskali znakomite rezultaty. Niedzielny wyścig główny był pełen emoMagdalena Balana - akademicka mistrzyni Polski cji. Balana po-

I

jechała znakomicie od początku i to ona narzuciła swoje tempo. Przewagę powiększała przez wszystkie trzy okrążenia. – Kończę studia i bardzo chciałam obronić tytuł – wyjaśnia „Portugalia”, która w ciągu czterech lat zdobyła dwa złote medale oraz srebrny i brązowy. – Skąd to przezwisko? – Byłam na stypendium w Portugalii i tam się ścigałam. Po powrocie ktoś rzucił „Portugalia” i tak już zostało – wyjaśnia mistrzyni. Na trasie była charakterystyczna, bo jako jedyna jechała na rowerze z… białymi oponami. Kolejne miejsca na podium wywalczyły Katarzyną Solus (Wszechnica Świętokrzyska) i Karolina Kozela (Uniwersytet Rolniczy w Krakowie). Tuż za podium znalazła się Ewelina Ortyl. – Szkoda, że nie udało mi się stanąć na podium. Ale przynajmniej wywalczyłam tutaj miano najlepszej Dolnoślązaczki, więc zostało mi to na osłodę – wyjawia. Walkę z sobą i własnymi słabościami przeszły na tej trasie amatorki. – Trener powiedział nam, że trasa nie będzie trudna: najpierw pod górkę, potem z górki, a potem po prostej. Gdybyśmy wiedziały, jak to wygląda, to nie wiem, czy byśmy się zdecydowały na start – tłumaczą studentki WSG z Bydgoszczy. To właśnie one i Dagmara Tomasik (PWSZ im. Witelona w Legnicy) zamykały przejazd pań.

aps nr 04 2009 (272)


[badminton]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Badmintonie, Kraków, 18–19.04.2009 r.

Francuski numer w Suwałkach Francuski numer W odróżnieniu od poprzednich, tegoroczne mistrzostwa miały bardziej elitarny charakter. Rozgrywane w tym samym miejscu, hali AGH przy ul. Piastowskiej, tym razem zgromadziły jedynie najlepsze drużyny wyłonione w dwóch turniejach strefowych: północnym w Suwałkach i południowym

w Krakowie. Pozwoliło to uniknąć perturbacji organizacyjnych, które wystąpiły rok wcześniej na skutek zbyt dużej liczby startujących w turnieju, który w roku 2008 nie został poprzedzony kwalifikacjami regionalnymi. Pozostaje jednak i żal, że tym razem nie spotkawszy się w komplecie, nie mogliśmy odnowić towarzyskich kontak-

Z kolei panowie walczyli na czterech pętlach. Już na pierwszej z nich do czołówki przebili się bracia Brzózkowie z Bielska-Białej, którzy słabo wypadli w czasówce (21. i 41. miejsce). I to właśnie oni po pierwszym okrążeniu razem z Dariuszem Batkiem uciekli peletonowi. – Jechaliśmy we trójkę. Najpierw odpadł brat, bo złapał gumę, a potem Batek mi uciekł. Dałem z siebie sto procent, więc jestem zadowolony – mówi srebrny Adrian. Najlepiej z Dolnoślązaków, którzy w ramach mistrzostw Polski rozgrywali w Przesiece mistrzostwa regionu, wypadł Adam Drahan (Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, WGRiT w Jeleniej Górze), który ostatecznie był piąty. – Uwielbiam ten sport. Trasa była wymagająca, a pod koniec rozpadł się mostek przez strumień, więc wszyscy jesteśmy brudni od błota. Jestem bardzo szczęśliwy – mówi uśmiechnięty Drahan. – Nie wiem, które zająłem miejsce, ale jestem zadowolony, że w ogóle doje-

chałem do mety. Trasa była naprawdę trudna – mówi z kolei Mateusz Bieleń z Uniwersytetu Rzeszowskiego. Damian Bartnikowski (PWSZ Legnica) nie chciał być gorszy od koleżanki i postanowił, że to on zakończy tegoroczne mistrzostwa – zejdzie z trasy jako ostatni. Był ostatnim, który nie dał się zdublować Batkowi przed metą. Dzięki temu mógł spokojnie jechać do końca. Z trasy zszedł po godzinie, 51 minutach i 14 sekundach. – Było warto. Naprawdę się cieszę, bo trasa była trudna i sporo sobie na niej udowodniłem. Dziękuję wszystkim, którzy mi kibicowali – kończy Bartnikowski, znany azetesiakom przede wszystkim jako „Dzięcioł”.

www.azs.pl

tów ze słabszymi na korcie ekipami z drugiej strefy. Podobnie jak w innych dyscyplinach mistrzostwa przechwyciły w tym roku akademickim nazwę rezerwowaną dla innych zawodów, ale w swej historii zapiszą się również jako pierwszy przypadek, gdy zdyskwalifikowano faworyta na niespełna dwie doby przed rozpoczęciem turnieju. Reprezentacja Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi została bowiem wykluczona z udziału w zawodach finałowych decyzją Komisji Odwoławczej AZS. Powodem była odmowa kierownictwa reprezentacji WSHE, by jej zawodnicy poddali się procedurze sprawdzającej, którą wnioskował weryfikator turnieju strefowego w Suwałkach. Protest zainicjowała ekipa z Poznania, widząc, że niekompletna drużyna WSHE wpisuje do składu martwą duszę w osobie zawodniczki grającej w tym samym czasie w lidze francuskiej. WSHE, która zmienia właśnie nazwę na Akademię Humanistyczno-Ekonomiczną, wzbudzała już wcześniej kontrowersje i protesty wielokrotnie opisywane w APS przy okazji drużynowych mistrzostw w badmintonie. Pod nieobecność WSHE w roli faworytów wystąpili mistrzowie Południa, AWF Wrocław (Adam Cwalina, Tymoteusz Czysz, Małgorzata Kurdelska, Maja Muszyńska, Marcin Ociepa, Natalia Pocztowiak, Marek Wachniewski, Aleksandra Witkowska). Podopieczni trenera Henryka Nawary od początku bez zagrożeń zmierzali do czwartego w dzie-

Relacje, galerie i materiały wideo z AMP na stronach patronów medialnych. Daniel E. Groszewski Foto AZS.SportAll.pl, Krzysztof Jot, (foto-press.pl)


jach tytułu mistrzowskiego. W finale pokonali reprezentantów imienniczki z Krakowa (Marlena Budziszewska, Rafał Ciurysek, Małgorzata Grabiec, Monika Gwardyś, Dariusz Janik, Hubert Pączek, Bartosz Pietryja) – 4:1. W meczu o trzecie miejsce poznański UAM (Marlena Flis, Mariola Grządzielska, Magdalena Jaworek, Marcin Monterial, Piotr Szkudlarczyk, Wojciech Szkudlarczyk) pokonał 4:0 olsztyński UWM. – Zwycięstwo to dla nas osobiście i na pewno dla naszej uczelni duża satysfakcja – opowiada złota medalistka Małgorzata Kurdelska. – W zeszłym roku ja i Adam [Cwalina – przyp. red.] nie mogliśmy wspomóc drużyny, bo w tym samym czasie były rozgrywane mistrzostwa Europy. We Wrocławiu jest wielu sympatyków badmintona. Dzięki takim wynikom można jeszcze zwiększyć popularność tego sportu, choć tam już naprawdę dużo osób się tym zajmuje. Dr Nawara ma sporo zapalonych zawodników-amatorów – mówi studentka wrocławskiego AWF. Klasyfikacja końcowa 1. AWF Wrocław, 2. AWF Kraków, 3. UAM Poznań Uczelnie techniczne: 1. AGH Kraków, 2. Politechnika Opolska, 3. Politechnika Wrocławska Uniwersytety: 1. UAM Poznań, 2. UWM Olsztyn, 3. Uniwersytet Warszawski

Rozmowa z dr. Henrykiem Nawarą, AWF Wrocław Jesteś od wielu lat uczestnikiem drużynowych mistrzostw Polski szkół wyższych, obecnie przemianowanych na akademickie mistrzostwa Polski. Zespoły, którymi kierowałeś – Uniwersytet Wrocławski, a zwłaszcza AWF Wrocław, odnosiły w przeszłości wiele sukcesów. Teraz, na 30-lecie twojej przygody

z badmintonem, drużyna AWF sprawiła ci wielki prezent, nawiązując do dawnych tryumfów....

Jak obecne drużynowe akademickie mistrzostwa Polski wpisują się w swoje tradycje? Jak się zmieniają?

Rzeczywiście akurat w tym roku obchodzę ten swój mały jubileusz. I tych trzydziestu lat potrzebowałem, by zrozumieć ważną myśl, że w naszej pracy, w naszej działalności na rzecz upowszechniania sportu nie tylko wynik, nie tylko medale są najważniejsze. Po latach zmagań, wielu turniejach, w których uczestniczyłem ze studentami – w tym również organizowania

– Trzeba podkreślić, że Kraków był zawsze gościnny dla badmintonistów. Zawsze tu z ochotą przyjeżdżaliśmy. Dzięki temu, że sam zorganizowałem naprawdę ogromną liczbę imprez sportowych, badmintonowych – bo jest ich ponad setka – mogę docenić ten trud i mozół organizacyjny, potrafię oddzielić ziarno od plew. Czyli wiem, co jest najważniejsze, co mniej ważne, a co zupełnie błahe przy organizacji imprez. Zwykle ocenia się poziom organizacyjny turnieju poprzez pryzmat własnych sukcesów na danej imprezie. To jest taki mimowolny, subiektywny trend: jeżeli wygrywamy, zdobywamy medale, to przymykamy oczy na to, że coś nie funkcjonowało tak jak należy. Jeżeli przegrywamy mecz nieznacznie, to mamy w sobie cień goryczy; wtedy też tę organizację oceniamy w sposób mniej korzystny dla organizatorów. Wzorem organizacji imprezy badmintonowej, jeżeli chodzi o mistrzostwa Polski szkół wyższych, były zawody w Warszawie w roku 2003. Ze wszystkimi detalami, z atmosferą, z rangą imprezy – przecież mieliśmy tam takich ważnych gości na otwarciu i na zamknięciu. Ale też z całą otoczką, z najdrobniejszymi szczegółami – te zawody wspominam najprzyjemniej. Nie dopatrzyłem się wówczas żadnych mankamentów i jeżeli mógłbym mówić o jakimś modelowym sposobie prowadzenia imprezy, to właśnie ona dla mnie stanowi taki wzorzec. Kiedy ze studentami rozmawiam na ten temat, to się posiłkuję tamtymi rozwiązaniami, pomysłami. Widzę, że z biegiem lat podniósł się nieco poziom gry. Coraz trudniej jest zdobywać punkty studentom, coraz trudniej się zmieścić w czołówce, wymaga to większego wysiłku. A poza tym cóż..., studenci są tacy, jacy byli. Lepsi, gorsi; bardziej ambitni, mniej ambitni. Cały czas staram się im uświadomić, że przyjeżdżają na imprezę tego rodzaju nie tylko po to, żeby się bawić i tracić czas na wieczornych szampańskich uciechach, ale też zrealizować cel popularyzacji dyscypliny, którą sobie wybrali, również przez dobrą, skuteczną grę. I tak to się wszystko nam zazębia, miesza i tak to się toczy... Tekst Janusz Rudziński Foto Henryk Nawara

licznych imprez – bardziej sobie cenię i bardziej dostrzegam inne, prospołeczne wartości sportu. Chociaż to oczywiste – każdy teoretyk sportu o tym już dawno mówił i uczono nas tego na studiach – teraz zrozumiałem, że oprócz wyniku, oprócz wygranej i przegranej istnieje inna strefa emocji. Takich, które decydują o tym, że sport niesie ze sobą określone wartości budujące naszą osobowość, zwiększające naszą wrażliwość, poszerzające naszą wiedzę o funkcjonowaniu w społeczeństwie. I teraz dla mnie mniejsze znaczenie ma to, czy moi sportowcy wygrywają czy przegrywają. Ważniejsze jest, jak spędzają czas na tych imprezach, w jaki sposób się integrują z innymi uczelniami, ucząc się zdrowego, uczciwego współżycia i kontaktu z innymi młodymi ludźmi.

aps nr 04 2009 (272)


[tenis]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Tenisie, strefa A, Bydgoszcz, 8–10.05.2009 r.

Poznań najlepszy Uniwersytet Medyczny i Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji najlepsza w AMP w Tenisie rozgrywanych w Bydgoszczy.

12

drużyn kobiecych, najwięcej wśród wszystkich stref, uczestniczyło o awans do finałów rozgrywanych we Wrocławiu. Najciekawszym spotkaniem był półfinałowy mecz Akademii Medycznej z Gdańska i Uniwersytetu Medycznego z Poznania – dziewczyny walczyły o pierwsze miejsce (przez wcześniejsze skreczowanie AWFiS Gdańsk o wyjście z pierwszej pozycji). Zacięty pojedynek zakończył się wynikiem 2:1 – debel kobiet wygrały gdańszczanki (Natalia Głódkowska i Karolina Grajewska), lecz już w singlach pierwszych i drugich rakiet wygrały studentki z Poznania (kolejno: Olesja Szpak i Aleksandra Skorek). Ekip męskich na strefie A w tenisie rozstawionych było aż 14 i tylko jeden zwycięzca – studenci z Wyższej Szkoły Pedagogiki i Administracji w Poznaniu, po wyjściu z grupy z pierwszej pozycji wygrali w setach ze swoim sąsiadem z podwórka – Politechniką Poznańską 2:0. Następnie z takim samym wynikiem w setach pokonali gdański AWFiS, a w walce o pierwsze miejsce zdeklasowawli Politechnikę Gdańską.

Awans do finału Kobiety: 1. Uniwersytet Medyczny Poznań, 2. AWFiS Gdańsk, 3. Akademia Medyczna Gdańsk, 4. Uniwersytet Ekonomiczny Poznań, 5–6. Uniwersytet Szczeciński i Uniwersytet Gdański Mężczyźni: 1. WSPiA Poznań, 2. Politechnika Gdańska, 3. Uniwersytet Szczeciński, 4. AWFiS Gdańsk, 5. Uniwersytet Gdański

Rozmowa z Martą Derendą i Aleksandrą Skorek, studentkami Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu Gratuluję zwycięskiego wyjścia ze strefy. Szczerze mówiąc faworytem był AWFiS z Gdańska...

MD: Dziewczyny z AWFiS poddały mecz i tylko dlatego jesteśmy na pierwszym miejscu.

www.azs.pl

AS: Jednak zajście tak wysoko nie było łatwe. Akademia Medyczna z Gdańska, z którą walczyłyśmy w półfinale, była bardzo ciężkim przeciwnikiem. Sekcję tenisa na Akademii Medycznej prowadzi Karolina Grajewska, jedna z lepszych zawodniczek i uczestniczek tych zawodów. Jak wyglądają treningi przed takimi spotkaniami?

MD: Dla nas zdrowie jest bardzo ważne, więc ćwiczymy dwa razy w tygodniu po półtorej godziny na naszych kortach, i to przynosi efekty. AS: Bierzemy udział w wielu turniejach, organizowanych zarówno przez nasze środowisko, jak i w ogólnopolskich rozgrywkach – teraz jesteśmy w Bydgoszczy na strefie A w tenisie, a niedługo jedziemy na akademickie mistrzostwa Polski uniwersytetów, które będą rozgrywane w Żywcu. Jak oceniacie same zawody?

MD: Organizacyjnie mogłoby być trochę lepiej, tzn. wraz z wystartowaniem meczów mężczyzn powinny startować również kobiety. Poza tym dobrze się grało, ponieważ korty były dobrze przygotowane. AS: Pogoda na szczęście przez większość mistrzostw dopisała, tylko ostatniego dnia padało, co opóźniło rozgrywki. Przez to grałyśmy na kortach nienależących do organizatorów, ale na szczęście udało się wszystkie mecze rozegrać.

Rozmowa z trenerem Politechniki Gdańskiej, Wandą Diłaj, dwukrotną mistrzynią Polski w tenisie Jak ocenia Pani – jako trener – poziom rozgrywek?

Z roku na rok poziom jest coraz wyższy. W akademickich mistrzostwach Polski uczestniczy coraz więcej czynnych sportowców, więc żeby myśleć o przejściu do finału, trzeba mieć dwóch dobrych bądź jednego bardzo dobrego zawodnika.

W strefie A wystartowało najwięcej reprezentacji uczelnianych spośród wszystkich stref – co jest tego powodem?

Poznań, tak jak Trójmiasto czy Szczecin, słynie z tenisowych tradycji, wielu zawodników z tych miast wygrywało w różnych latach mistrzostwa Polski i te tradycje zarażają młodych. Trzeba jeszcze dodać, że nie jest to tylko najliczniejsza strefa, jest ona również bardzo mocna. We wcześniejszych latach mistrzostwa AZS rozgrywały się w typach. Teraz rywalizują wszystkie rodzaje uczelni. Jak przekłada się ta zmiana na poziom rozrywek pani podopiecznych?

Dla nas korzystniejsze było granie w gronie politechnik. Przez to, że nie musieliśmy grać z AWF czy innymi uczelniami posiadającymi dobrych zawodników, nasze rozgrywki były kameralne. Startowało w nich około 15 uczelni. Na politechnikę nie trafiają byli zawodnicy. Tu trzeba się więcej uczyć i między innymi dlatego dla nas bardziej atrakcyjniejsze było granie w typach. Do finałów, które będą rozgrywane we Wrocławiu, awansowały dwie uczelnie medyczne, co prawda pochodzą one ze środowisk tenisowych, jednak rzadko się zdarza, by właśnie reprezentanci tego typu uczelni awansowali wyżej.

Interesujące jest to, że zawodnicy po skończeniu kariery w juniorach podejmują ważne decyzje i idą np. na medycynę. Przeważnie sportowcy szli na AWF, jednak czasy się zmieniły i częściej myślą o dobrym wykształceniu. Praca jako trener czy nauczyciel wychowania fizycznego stała się mniej atrakcyjna. Jak ocenia Pani rozwój sportu akademickiego w Polsce?

Wszędzie są oszczędności i zamiast się rozwijać proporcjonalnie do poziomu, który wzrasta co roku, to się cofamy. Poziom jest godny do tego, by promować sport akademicki. Dobrym przykładem mogą być Stany Zjednoczone, gdzie rozgrywki akademickie są świetnie rozwinięte, gdzie studenci grają na nowoczesnych obiektach, a cała społeczność jest żywo zaangażowana w zawody. Tekst i foto Mateusz Tomanek


[siatkówka]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Piłce Siatkowej, strefa A, Bydgoszcz, 20–21.04.2009 r.

Medalowa strefa Siatkarki ze strefy A, czyli WSG Bydgoszcz i AWFiS Gdańsk, zdobyły medale na finałach AMP we Wrocławiu.

J

ednak przed finałami odbyły się pojedynki w strefie A, w których startowało 14 zespołów. Cztery grupy, kilkanaście meczów rozegranych w Ośrodku Sportu i Rekreacji w Solcu Kujawskim dało awans do finałów medalistom, a także Uniwersytetowi Szczecińskiemu i poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Drużyna Wyższej Szkoły Gospodarki, organizatora tegorocznych strefowych AMP (a ubiegłorocznych MPSzW w Typach Uczelni Niepublicznych), bez większych problemów wygrała mecze grupowe. Jak przystało na brązowe meda-

listki Akademickich Mistrzostw Europy w Camerinio, bez utraty seta pokonały rywalki z Uniwersytetu Gdańskiego, jak i Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. W walce o miejsce w finałach studentki bydgoskiej uczelni spotkały się z Politechniką Gdańską i wygrały w dwóch setach do 11 i 21. A finały? W ubiegłym roku zdobyły złoto wśród uczelni niepublicznych, a teraz dzięki zmianom przepisów pośród wszystkich uczelni wyższych okazały się również najlepsze i to do nich powędrował złoty krążek. Studentki AWFiS to srebrne medalistki finałów AMP rozgrywanych we Wrocławiu. W fazie strefowej wyjście z grupy sprawiło gdańszczankom większy problem niż studentkom WSG. O ile poznański Uniwersytet Przyrodniczy ograły do 8 i 9 punktów, o tyle z Uniwersytetem Szczecińskim już był problem. Pierwszy set – kontrolowany przez gdańszczanki – wygrany do 20 punktów. Drugi set już nie szedł dziewczynom od Neptuna – szczecinianki

po wyrównanym meczu wygrały 25:23. Tie-break udowodnił, kto jest w tym meczu lepszy – studentki z AWFiS zwyciężyły przewagą sześciu punktów i tym sposobem wyszły z grupy na pierwszym miejscu. Mecz o miejsce w finale z Politechniką Szczecińską przebiegł bez większych problemów i nieważne było, kto jest na parkiecie: zawodniczki z rezerwy czy z pierwszego składu. Trzeci zespół, który zakwalifikował się do finałów, tworzyły studentki z poznańskiego AWF. Grupa, w przeciwieństwie do wyżej przedstawionych zespołów, liczyła 4 drużyny. Jednak to nie prze-

szkadzało sprawnemu wyjściu do następnej fazy rozgrywek. Swój pierwszy mecz AWF Poznań rozegrał z PWSZ Kalisz. Podczas pierwszego seta studentki Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Prezydenta Stanisława Wojciechowskiego pogubiły się zarówno podczas odbioru piłek, jak i serwowania, na szczęście drugi set wyglądał znacznie lepiej, chociaż i tak w efekcie przegrały 2:0 (11:25, 20:25). Z drugą drużyną AWF Poznań również nie miał problemów – mimo dobrych przyjęć i prawidłowych serwisów studentki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego popełniały za dużo błędów i zostały pokonane do 12 i 15. Ostatnią drużyną, z jaką się zmierzyły poznanianki w grupie, była gdańska Politechnika. Pierwszy set, z chwilową przewagą uczelni znad morza, wygrały studentki z AWF. Drugi set nie przyniósł końcowego zwycięstwa poznaniankom – przez to że były zbyt mocno rozluźnione, przegrały do 14. Dzięki tej przegranej, widzowie, a wśród nich dzieci z miejscowego przedszkola, mogły zobaczyć drugi podczas strefy tie-break, wygrany przez AWF do 11. Wyjście z grupy na pierwszym miejscu spowodowało, że AWF spotkała się w ćwierćfinale z uniwersytetem ze swojego miasta i wygrała ze studentkami UAM do 16 i 15. Ostatnią drużyną z czterech, które awansowały ze strefy, była ekipa Uniwersytetu Szczecińskiego. W ćwierćfinale wygrała z Politechniką Poznańską przewagą 10 punktów w pierwszym secie, a 11 w drugim. Studentki ze Szczecina wyszły z grupy z drugiego miejsca, przegrywając w tie-breaku ze srebrnym medalistą akademickich mistrzostw Polski – AWFiS Gdańsk. Pokonały natomiast z przewagą 13 punktów w pierwszym secie i 4 w drugim Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu. Tekst i foto Mateusz Tomanek aps nr 04 2009 (272)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Biegach Przełajowych, Łódź, 19.04.2009 r.

O

rganizację imprezy powierzono Klubowi Uczelnianemu AZS Politechniki Łódzkiej, który znakomicie wywiązał się z tego zadania. Na szczęście dopisała pogoda, która wcześniej niejednokrotnie płatała figla przełajowcom na zawodach w Łodzi – choć było dość chłodno, przez cały dzień z nieba nie znikało słońce. Przed biegami kobiet i mężczyzn odbyła się krótka część oficjalna. Uroczystego otwarcia Mistrzostw dokonał prorektor

start. Na pierwszej pętli zawodnicy biegli dość zwartą grupą – dopiero po pokonaniu drugiego kilometra stawka się podzieliła. Zawodnicy chwalili dobre ustawienie trasy sprzyjającej szybkiemu bieganiu. Jako pierwszy linię mety przekroczył Michał Bernadelli z Uniwersytetu Warszawskiego. Drugie miejsce zajął Kamil Murzyn z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Na trzeciej pozycji uplasował się Łukasz Oślizło z AWF Katowice. Najlepszą uczelnią okazała się Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Rozmowa z Michałem Bernardellim, pracownikiem Uniwersytetu Warszawskiego Gratuluję zwycięstwa. To twój pierwszy sukces?

W tamtym roku, jeszcze na MPSzW w Biegach Przełajowych, kiedy trasa nie odzwierciedlała umiejętności wszystkich zawodników, miałem brązowy medal. Wcześniej natomiast, kiedy byłem na

Przełaje

wróciły do Łodzi

Politechniki Łódzkiej ds. studenckich, profesor Wojciech Wolf. Przy dźwiękach Gaudeamus Igitur flagę AZS na maszt wciągnął Adam Kszczot, student I roku Politechniki Łódzkiej, 4. zawodnik tegorocznych Halowych Mistrzostw Europy na 800 m. Punktualnie w południe na trzykilometrową trasę ruszyły panie. Po szeroko rozstawionym starcie szybko napotkały na trudności – początek trasy przebiegał po piaszczystej i wąskiej ścieżce w parku. Później na zawodniczki nie czekały już takie niespodzianki i nawet pokonanie wzniesienia kilkaset metrów przed metą nie okazało się tak wyczerpujące, jak można by się tego spodziewać. Bezkonkurencyjna w rywalizacji pań była Anna Wojna, studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego. Druga na mecie zameldowała się Joanna Kuś z AWF Katowice, a tuż za nią przybiegła Agnieszka Jerzyk (PWSZ w Lesznie). Drużynową klasyfikację generalną zgodnie z oczekiwaniami zdecydowanie wygrały studentki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Niedługo po zakończeniu biegu kobiet przyszedł czas na rywalizację mężczyzn. Panowie mieli do pokonania dwie pętle, liczące łącznie niespełna pięć kilometrów. Do niecodziennej sytuacji doszło na starcie biegu – duża grupa zawodników popełniła falstart. Na szczęście sędziowie zareagowali wystarczająco wcześnie, by udało się zatrzymać biegaczy i powtórzyć www.azs.pl

Po trzech latach przełaje powróciły do Łodzi! 19 kwietnia br., tym razem w Parku 3 Maja, rozegrano Akademickie Mistrzostwa Polski w Biegach Przełajowych. Na medal spisali się nie tylko zawodnicy, ale i organizatorzy. Impreza została bardzo pozytywnie odebrana przez samych startujących, ich trenerów, jak i przez obserwatorów. Chwalono organizację mistrzostw – od dobrze ustawionych tras, przez pomysł wręczenia pamiątkowego medalu każdemu uczestnikowi mistrzostw, aż po wyśmienite jedzenie. Przez cały dzień wszystkim uczestnikom imprezy towarzyszyła atmosfera nie tylko sportowej rywalizacji, ale przede wszystkim wiosennego pikniku. Klub Uczelniany Politechniki Łódzkiej pokazał, że w Łodzi można zorganizować niezwykle udaną imprezę i niewykluczone, że nie trzeba będzie czekać kolejnych trzech lat na następne mistrzostwa w przełajach w tym mieście... Tekst i foto Aleksandra Leszczyńska

studiach magisterskich, mieliśmy silną ekipę i wygrywaliśmy w kategorii drużynowej z rywalami. Jak przygotowywałeś się do biegu?

Trudno mówić o przygotowaniach. Te zawody przypadają dokładnie miesiąc po normalnych przełajach (mistrzostwa Polski seniorów). Bliżej sezonu na bieżni nikt się raczej nie szykuje do tego dystansu, ponieważ gorzej wypadnie na stadionie. Jaka była trasa biegu?

Organizatorom trzeba pogratulować, ponieważ z tych mistrzostw, które pamiętam, a pamiętam ich sporo, była to najlepiej przygotowana trasa – od zakwaterowania, poprzez atmosferę do oznaczenia trasy. Gabriel Kabza, jeden z organizatorów, który biegał przez całe życie na światowym poziomie, wie czego oczekują uczestnicy od takiego startu – mam nadzieję, że te zawody będą pewnym wyznacznikiem poziomu, poniżej którego przełaje nie zejdą. Jak ci się biegło?

Biegliśmy grupą, w której był m.in. Kamil Murzyn (II miejsce) i to raczej pod niego był przygotowany ten dystans. Grupa po pewnym czasie się wykruszyła, aż zostało nas pięciu. Na ostatniej pętli Kamil przyspieszył, oderwaliśmy się od grupy i okazało się, że to było kluczowe, bo nasza dwójka została do końca biegu. Zaatakowałem Kamila i wygrałem. Rozmawiał Mateusz Tomanek


o r b e r S a l d a w a r p wielka s

i k w ó k y z s o k j e i k s w gorzo

Ojców wielu, architekt WSZ – wiceP S Z A E S S S K tylko jeden Gorzowie w basket baolski! W ostatBudowniczym sukcesów jest trewią się od ośmiu lat. Sek- mistrzem P r. b ia tn ie ner Dariusz Maciejewski. To on od cja koszykówki w AZS w k h dniach llat buduje drużynę w oparciu o swoją przy Państwowej Wyż- nic a w i szykark filozofię gry. Znakiem firmowym Goszej Szkole Zawodowej gorzowskie ko sy rzowa jest szybka koszykówka, pod(wielka, wzorcowa pomoc od uczelnale ekstrakla fi w ły y z c parta agresywną, wyjątkową obroni) powstała na podbudowie GorzowP B m PKO ną strefową. Maciejewski pracuje skiego Towarzystwa Koszykówki, któ- z wielkim Lotose moe ć w AZS PWSZ od początku. W 2001 re w trudnych czasach dla basketu ię p ło y b o T roku z pasją rozpoczął budowę w mieście nad Wartą opiekowało się Gdynia. e z otkań. Nas p s h wielkiej drużyny. – To nie była utalentowaną młodzieżą (po upadku c y c ją u n cjo sły łatwa decyzja. Miałem za sobą trzy io n Stilonu). d o k ta i le a lata pracy w elicie i już gotowy Równo osiem lat temu koszykarki przegrały, s, który kontrakt do podpisania z jednym e c k u s AZS PWSZ awansowały na zaplecze y n z c ty fantas ekstraklasowców. Ale zawsze ekstraklasy. Długo miejsca tam nie był tylko ci- zmoim marzeniem było zbudowatrzymały, bo już w kwietniu 2004 r. przed sezonem . m nie czegoś swojego w rodzinnym zasiadły w elicie. W pierwszym sezonie ie n e rz chym ma mieście. Przekonali mnie Kazizajęły ósme miejsce (pewne pozostania

W

w lidze były już w styczniu), później był ciągły progres metodą małych kroków – po roku piąta pozycja, po tym przegrane boje z Polkowicami o brąz, przed rokiem

błyskotliwy skok na podium mistrzostw Polski (3:1 w brązowej serii z Lesznem). W tym sezonie mamy niesamowity owoc ciężkiej pracy – srebrny medal mistrzostw Polski!

mierz Marcinkiewicz [były premier, wieloletni członek zarządu klubu, przewodniczący konwentu PWSZ] i Ireneusz Madej [od początku istnienia AZS PWSZ wiceprezes urzędujący klubu, z krótką przerwą w czasie sprawowania funkcji wicewojewody lubuskiego – przyp. red.]. Razem podjęliśmy wielkie wyzwanie. Teraz zbieramy w Gorzowie tego piękne owoce – mówił trener Maciejewski.

Gorzów bardzo konsekwentny Ten sezon to były kolejne gorzowskie przełamania. Rozpoczęliśmy od dwóch zwycięstw z ligowymi potentatami (Lotos PKO BP pokonaliśmy u siebie, Wisłę Kraków na wyjeździe). aps nr 04 2009 (272)


Ale koszykarska Polska nadal traktowała te sukcesy z przymrużeniem oka. KSSSE AZS PWSZ stanowczo dążył jednak do spełnienia marzenia o finale ekstraklasy. W styczniu zaprosiliśmy do gorzowskiej drużyny doświadczoną Edytę Koryznę i najdroższą w historii klubu Amerykankę Nicky Anosike. – Długo walczyliśmy z kontuzjami, ale na najważniejszą część sezonu wyleczyliśmy wszystkie zawodniczki. Taki skład mógł skutecznie pobić się o finał – opowiadał trener Maciejewski. Po ostatniej kolejce sezonu zasadniczego było pewne, że nie będzie w tym roku bojów Gdyni i Krakowa o mistrzowską koronę (obie drużyny spotkały się już w półfinale – tam Lotos PKO BP zmiażdżył Wisłę 3:0). Polkowice i Gorzów – pozosta-

zespołem. 4 kwietnia – po trzecim wygranym meczu (68:52) – zapewniły sobie minimum drugie miejsce w Polsce!

Mecze godne finału, wielu przecierało oczy ze zdumienia Wielu przed finałową rywalizacją już rozdzieliło medale. Byli kibice basketu, którzy przewidywali gładkie 4:0 dla Gdyni. Ale Gorzów walczył. Pokazał, że na miejsce w finale w tym sezonie po prostu zasłużył. W każdym z pięciu fina-

bowiem spełnieniem marzeń na ten rok. Na trzy razy bogatszy klub z Gdyni po prostu nie było mocnych. Wzmocniony w drugiej części sezonu Lotos nie dał szans gorzowiankom. Rywale sięgnęli po koszykarską gwiazdę z najwyższej półki: Amerykankę Tamikę Catchings (zagrała w ostatnim meczu na własną prośbę, mimo przykrej kontuzji oka) – to był strzał w dziesiątkę. Właśnie ona przeważyła szalę na stronę Gdyni, nie tylko nieszablonowymi akcjami w ataku, ale przede wszystkim niesamowitą postawą w defensywie.

Czas na podbój Europy

jące w cieniu wielkich – między sobą rozstrzygnęły finałową nominację.

Droga do finału przez Polkowice Kluczowy dla całej serii był pierwszy mecz. W Polkowicach to gorzowianki wygrały 67:62. Bardzo dużo wniosły dwie koszykarki ukrywane przez trenera Maciejewskiego. – Katerina Zohnova i Lindsay Taylor miały nie zagrać w tym spotkania – przekonywał szkoleniowiec gorzowianek. One jednak w zaciszu uczelnianej sali dochodziły do formy. Wydatnie pomogły drużynie w półfinałowej rywalizacji. Także w pierwszym pojedynku Gorzowa z Polkowicami kontuzji doznała Plenette Pierson z CCC. Amerykanka przegrała z urazem kolana i wyleciała do USA. To zdarzenie miało wpływ na rozstrzygnięcie w tej serii. Ale nie największy. Gorzowianki w pełni zasłużyły na awans do wielkiego finału, bo były lepszym www.azs.pl

łowych meczów byliśmy świadkami wyrównanej gry i walki niemalże do ostatnich sekund. Kibicom w całej Polsce (choć tym w Gorzowie pewnie najbardziej) w pamięci zapadnie czwarte spotkanie serii. W Gorzowie na dwie minuty przed końcem ekipa z Gdyni miała sześć punktów przewagi. Ale nie utrzymała jej do końca. Za trzy trafiła Niemka Anne Breitreiner, rzuty osobiste dorzuciła na 30 s przed końcem meczu Czeszka Katka Zohnova. Fantastyczną robotę w obronie wykonały Polki – kapitan Justyna Żurowska i zawodniczka z młodej fali w AZS PWSZ Agnieszka Kaczmarczyk. Akademiczki odwróciły losy pojedynku, wygrały 65:64 i przedłużyły złotą serię. Po dwóch dniach poległy w finale play-off 1:4, ale w Gorzowie nikt nie przyjął tego wyniku z kwaśną miną. Gra w finale było

W Gorzowie wszyscy są przekonani, że finał koszykarskiej ekstraklasy równa się Euroliga. Obietnicę złożył już prezes PLKK Wiesław Zych. – Polska Liga Koszykówki Kobiet będzie rekomendowała do Euroligi mistrza i wicemistrza Polski, ale ostateczna decyzja należy do Polskiego Związku Koszykówki – tłumaczył prezes ligi. To w praktyce oznacza, że jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, Polskę w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie reprezentować będą ekipy z Gorzowa i Gdyni. PZKosz. najprawdopodobniej przyzna KSSSE AZS PWSZ euroligową licencję warunkową – jeśli gorzowski klub przedstawi plany budowy nowej hali, która ma w Gorzowie powstać w najbliższych latach. Tekst Kamil Siałkowski Zdjęcia Bartosz Zakrzewski (www.gorzow24.pl) i Marek Stiller


trzynie już nie s i M Sport w mediach, we Wrocławiu... czyli połowa

sukcesu

Ostatnio coraz częściej widzę, że sport akademicki na Dolnym Śląsku staje się cennym produktem medialnym. W codziennych wiadomościach lokalnych, obok wiadomości o piłkarzach Śląska czy siatkarkach Gwardii Wrocław, pojawiły się informacje prasowe na temat wydarzeń z aren sportu akademickiego. W końcu studenci-sportowcy i ich sukcesy przestały być anonimowe. Teraz zarówno na uczelniach, jak i w mieście zaczęto dostrzegać grupę osób, które oprócz nauki także pracują na swój sukces sportowy. Wszystko jednak zaczęło się dwa lata temu, kiedy przyjechałem do Wrocławia i zauważyłem, że sukcesy sportowe dolnośląskich studentów są niedostrzegane przez nasze lokalne media. Jedynymi redakcjami, które walczyły z tym stereotypem, były redakcje Akademickiego Radia LUZ w osobie Barbary Dudziak i Telewizji Studenckiej STYK w osobie Lucyny Róg. Systematyczna współpraca zaowocowała coraz większym zainteresowaniem innych mediów tym tematem. Przyszła kolej na gazetę „ECHO Miasta”, a później „Słowo Sportowe” oraz portal internetowy SportAll.pl i kolejne lokalne redakcje zaczęły odkrywać nieznany ląd. Studenci mogli się teraz chwalić swoimi osiągnięciami przed innymi kolegami, a także zaczęli być rozpoznawani przez władze na swoich uczelniach. A kiedy potrzebowali pomocy, mogli się o nią zwrócić do mediów, jak to miało na przykład miejsce w przypadku siatkarek Akademii Medycznej. Drużyna ta wywalczyła w tym roku awans do strefy D akademickich mistrzostw Polski, ale z braku funduszy wyjazd wisiał na włosku. Po artykule Daniela Groszewskiego ze SportAll.pl do siatkarek zgłosiło się dwóch sponsorów, którzy zgodzili się pokryć wszystkie koszty uczestnictwa. Od kilku miesięcy cyklicznie ukazują się wiadomości z aren AZS i tym samym sport akademicki zaczął być atrakcyjny nie tylko dla sportowców i kibiców, ale także dla sponsorów. Miło jest przecież wziąć gazetę do ręki (nie tylko APS) i przeczytać o sukcesach azetesiaków, czy też włączyć radio lub telewizor i usłyszeć, co nowego na studenckich arenach. Miejmy nadzieję, że z miesiąca na miesiąc do grona obecnych patronów medialnych dołączą kolejne redakcje, które w swojej ramówce umieszczą także studenckie wiadomości sportowe. W nowe stulecie AZS wkracza w blasku fleszów i kamer. Tomasz Chochołek

Redaktor: Tomasz Chochołek e-mail: t.chocholek@azs.wroclaw.pl

D

użo dzieje się ostatnimi czasy w piłkarskiej drużynie AZS Wrocław. Po nie w pełni zadowalającej rundzie jesiennej nastąpiły zmiany na ławce trenerskiej i potknięcia w meczach z teoretycznie łatwymi rywalkami. Dziewiąty tytuł mistrzowski akademiczek stanął pod dużym znakiem zapytania. Wrocławianki nie przegrały ani jednego spotkania w rundzie jesiennej. Świetne występy odnotowały w meczach z ISD AJD Częstochowa, gromiąc drużynę sześcioma bramkami na wyjeździe, a u siebie aplikując jej aż siedem trafień. Do ośmiu

zwycięstw dopisały jednak cztery remisy, w tym z najgroźniejszymi rywalkami z Raciborza. To właśnie Unia wyprzedziła je w tabeli ekstraligi piłkarskiej kobiet, liderując rozgrywkom przed rundą jesienną. W przerwie zimowej azetesiaczki nieoczekiwanie zmieniły trenera. Wojciech Basiuk, pod którego wodzą wrocławianki grały ponad pięć lat i pięciokrotnie tryumfowały w lidze, otrzymał propozycję z Zagłębia Lubin, gdzie objął funkcję drugiego trenera u boku Roberta Jończyka. – Ta decyzja kosztuje mnie sporo zdrowia i wewnętrznych rozterek – przyznawał

Wrocłatrwenie-u ła we Be Nowa si dnarzem, Sebastianem Rozmowa z AZS Uniwersytet rem drużyny futsalu cławiu Przyrodniczy we Wro

Jesteście trzecią siłą Dolnego Śląska i pierwszą we Wrocławiu. Jak do tego doszło?

Przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca. Po drugie dobry materiał, czyli chłopcy, którzy posiadają już spore doświadczenie i ogromne możliwości, a w każdy mecz wkładają całe serce. Przystąpienie zespołu do rozgrywek krajowej II ligi futsalu pozwoliło nabrać potrzebnego ogrania. Po kilku latach przebywania w cieniu AWF i Politechniki w końcu udało się nam ich przegonić, ale po raz pierwszy do walki włączyły się również zespoły z regionu, posiadające świetnych zawodników i w tym roku to właśnie te drużyny udowodniły swoją wyższość. Nam pozostał niedosyt i żądza rewanżu. Jaki jest poziom futsalu obecnie, a jaki był kiedy zaczynałeś grać?

Muszę przyznać, że jest to ogromna przepaść. Jak zaczynałem grać na Akademii Rolniczej, nie graliśmy w futsal, tylko w piłkę nożną na hali. Taktyka wtedy była nam całkowicie nieznana. Z czasem futsal wciągał nas coraz bardziej. Najważniejszym chyba momentem dla naszego podejścia to futsalu były zorganizowane na uczelni finały AMP, kiedy mogliśmy zobaczyć, czym naprawdę jest futsal i jak grają najlepsi w Polsce. Następnie nasz udział w AME w Nowym Sadzie – to kolejne doświadczenie. Możliwość zagrania z drużynami ze Słowenii czy Chorwacji, obejrzenia ukraińskich oraz włoskich fut-

salowców to była istotna sprawa. Po tym turnieju zmieniło się diametralnie nasze podejście do futsalu. Zaczęliśmy inaczej trenować, skoncentrowaliśmy się bardziej na sprawach taktyki, stałych fragmentów gry, stąd efekty nie trzeba było długo czekać. Poza tym na uczelni pojawili się tacy zawodnicy, jak Brodowski, Zdun, Turkowiak, którzy do dziś stanowią o sile drużyny. Skąd pomysł na zostanie trenerem?

Wielkiej piłkarskiej kariery niestety nie zrobiłem. Dodatkowo kontuzja kolana w czasie AME przyczyniła się do rezygnacji z czynnego uprawiania sportu na jakiś czas. To, że jestem zapaleńcem i sport (czytaj: piłka nożna, futsal) sporo dla mnie znaczy, wcześniej już rozpocząłem kurs instruktorski. Trener namaszczał mnie na swojego następcę i tak też się stało. Dziękuję Stanisławowi Szlichcińskiemu, który pierwszy zauważył u mnie zapał i poświęcenie i przez lata wspólnej pracy pielęgnował i motywował do ciężkiej praaps nr 04 2009 (272)


wówczas Basiuk. – Propozycja ze strony lubińskiej drużyny była dla mnie dużym zaskoczeniem, ale także sygnałem, że ktoś dostrzegł moją pracę w AZS i lata spędzone z piłkarkami. To miłe, że nasz wysiłek został doceniony. Po długich poszukiwaniach następcy Basiuka ośmiokrotne mistrzynie Polski przejął Jerzy Śliwiński. Trener męskich drużyn akademickich z Politechniki Wrocławskiej do tej pory nie miał doświadczeń w szkoleniu kobiet. – Mamy dużo pracy przed sobą – mówił w styczniu. – Czekają nas trzy miesiące treningów i w tym czasie można wszystko zaprzepaścić, ale i wiele zyskać. Śliwiński obłożył się podręcznikami psychologii sportu, by poradzić sobie ze słabymi końcówkami meczów w wykonaniu

akademiczek, ale zdobytej w ten sposób wiedzy nie zdążył wcielić w życie. Nieco ponad miesiąc później jego stanowisko objął Gerard Sobek. Oficjalnym powodem rezygnacji Jerzego Śliwińskiego z funkcji selekcjonera wrocławskich piłkarek była niemożność godzenia nowych obowiązków z pracą w Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Wrocławskiej. W otoczeniu drużyny plotkowano jednak o konflikcie trenera z piłkarkami. Aktualny selekcjoner wrocławianek ma za sobą grę w Górniku Wałbrzych i Zagłębiu Lubin, a także kilka lat doświadczeń zawodniczych i trenerskich w niemieckich klubach. Podobnie jak Śliwiński nie prowadził wcześniej drużyn kobiecych. Pod wodzą nowego trenera akademiczki dwoma bramkami na wyjeździe pokonały częstochowianki,

w Warszawie rozgromiły czterema tamtejszą Pragę i u siebie pięcioma Medyka Konin. Niestety straciły także punkty, remisując w dwóch spotkaniach. Bezbramkowym wynikiem zakończyło się zarówno starcie z liderem tabeli Unią Racibórz, jak i z plasującą się pośrodku stawki Białą Podlaską. Do tego wrocławianki nie zachwycają grą. Do końca sezonu pozostały dwie kolejki. AZS Wrocław traci zaledwie dwa punkty do Unii Racibórz. Aspirująca do tytułu mistrzowskiego drużyna ma jednak rozegrane o jedno spotkanie mniej niż ekipa z Dolnego Śląska. Tylko koszmarne potknięcia raciborzanek u schyłku sezonu mogłyby sprawić, że tytuł najlepszej w Polsce kobiecej drużyny pozostanie przy wrocławiankach. Lucyna Róg

cy. Także ogromne podziękowania dla kierownika SWFiS Olgierda Furmanka oraz prezesa KU AZS UP Piotra Marszała za zaufanie. Myślę, że wyniki zweryfikują moją pracę.

Całkowicie nie trafili z formą i turnieje styczniowe już niestety nie były tak udane jak spotkania wcześniejsze. Co do AWF, to już chyba drugi rok jest w słabszej dyspozycji. Wydaje się, że odejście kilku czołowych zawodników, jak Jaworski czy Janus, słabsza forma i kontuzja Sławka Kałwaka przyczyniły się do słabego – jak na aspiracje tego zespołu – wyniku. Pozytywnym zaskoczeniem w tym roku akademickim jest postawa zespołów z regionu. Od dawna wszyscy wiedzieliśmy, że mają oni zawodników ligowych, tylko wcześniej nie mieli zezwoleń z klubów na grę w lidze studenckiej. Tym razem jednak to im się udało uzyskać od razu wspaniały sukces. Gratulacje dla PWSZ-tów, bo bardzo pozytywnie zaprezentowały się na finałach w Krakowie.

stem człowiekiem, który już dawno zdał sobie sprawę z tego, że z niej nie utrzymam rodziny. Dlatego jeżeli nie grałbym w piłkę, to pewnie bym robił to, co robię teraz, chociaż wiem, że będę miał mniej czasu dla rodziny i znajomych.

Drugie miejsce w ogólnopolskiej II lidze futsalu to sukces czy porażka?

Mimo braku awansu uznaję to za sukces. Przed sezonem przypuszczaliśmy, że jest spora szansa na wygranie tej ligi i awans do bezpośredniego zaplecza ekstraklasy. Jednak rozgrywki zweryfikowały nasze zamierzenia. Zespół ze Zduńskiej Woli okazał się bezkonkurencyjny, zdobywając komplet punktów. Jako beniaminek rozgrywek pokazaliśmy, że potrafimy grać i drzemią w nas spore możliwości. Mieliśmy bardzo dobry występ w Pucharze Polski. Zagraliśmy tam 2 świetne mecze z drużynami I-ligowymi. Wygrana z UPOS Komart Knurów i nikła porażka z bijącym się o awans do ekstraklasy, posiadającym w składzie młodzieżowych reprezentantów Polski, Renexem Grajów potwierdziły nasz potencjał. Jakie macie plany?

Chwila odpoczynku, ponieważ ostatnie 3 miesiące były wypełnione różnego rodzaju meczami, stąd widać po chłopakach zmęczenie. Jednak nie zaprzestajemy treningów i już od kwietnia bardzo poważnie zaczynamy myśleć o kolejnym sezonie. Trzeba zastanowić się, jak zachęcić osoby studiujące na UP, które potrafią grać w piłkę, a do tej pory nie pokazały się na treningu sekcji, by do nas trafiły. Czas się skupić na poszukiwaniu sponsora – osoby, instytucji, która chciałaby finansowo nas wesprzeć. Co sądzisz o ostatnich porażkach AWF i Politechniki na tle zwycięstw Wałbrzycha i Legnicy?

Powiem szczerze, że zawiodłem się na drużynie Politechniki, która od kilku lat prezentowała się najlepiej we Wrocławiu. Także w tym sezonie wydawało się, że nikt nie będzie w stanie z nimi powalczyć. www.azs.pl

Jakie masz plany prywatne?

Jestem absolwentem Akademii Rolniczej (zarządzanie i marketing), absolwentem Uniwersytetu Przyrodniczego (rolnictwo) oraz Akademii Ekonomicznej (kierunek bezpieczeństwo i higiena pracy) i właśnie z tym ostatnim kierunkiem związałem się zawodowo. Pracuję jako specjalista ds. bhp w Oławie. Co do planów prywatnych – jest ich sporo. Każdy ma jakieś marzenia. Jaki był istotny moment w twojej karierze życiowej?

Byłeś zawodnikiem, później kapitanem, a w końcu trenerem. W której roli najlepiej się czułeś?

Mam nadzieję, że jeszcze przede mną taki moment.

Trudne pytanie…. To chyba rola piłkarza w największym stopniu przyczynia się do sukcesu zespołu. Jednak czas na pracę trenera. Mam nadzieję, że wywiążę się z niej nie gorzej jak z poprzednich. Staram się ciągle w tym kierunku edukować i podnosić swoje doświadczenie. Mam 25 lat i już rok pracy w II lidze futsalu. Myślę, że czas skupić się tylko i wyłącznie na tej roli. Z drugiej strony wiem, jak stresująca jest to praca i jak szybko można spaść ze szczytu. Najistotniejszy jest każdy zawodnik, drużyna. Bardzo się cieszę, że posiadam świetnych piłkarzy, świetnych ludzi, którzy także chcą pracować i osiągać sukcesy.

Życie każdego dnia jest przeplatanką sukcesów i porażek, trzeba się do tego przyzwyczaić. Dlatego cieszę się z sukcesów i nie załamuję porażkami, a wręcz przeciwnie – wyciągam z nich wnioski.

Gdybyś nie grał w piłkę nożną…

Piłka, sport znaczą dla mnie wiele, ale je-

A największa porażka lub zawód…

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Chochołek Foto Archiwum AZS Wrocław


e i k s l e lluubbelskie Emocjonujący kwiecień Rok stulecia AZS jest na Lubelszczyźnie niezwykle bogaty w wydarzenia sportowe. Dotyczy to zarówno sportu wyczynowego, jak i studenckiego. Już w marcu siatkarze Politechniki Lubelskiej walczyli o II ligę. Zabrakło naprawdę niewiele – odpadli dopiero w turnieju finałowym. Lepiej sezon zakończyły koszykarki AZS UMCS, które w świetnym stylu wywalczyły awans do I ligi (druga klasa rozgrywkowa w kraju). Kwiecień to także mnóstwo emocji związanych z Akademickimi Mistrzostwami Polski. Doskonałe występy UMCS i Uniwersytetu Przyrodniczego w AMP we wspinaczce sportowej. Równie udane podczas AMP w Ergometrze Wioślarskim, z których UMCS, UP i Politechnika Lubelska wróciły z pokaźnym workiem medali. Złoty medal w judo zdobyła Katarzyna Szlendak (PWSZ Chełm). Niezbyt dobrze wypadły natomiast lubelskie uczelnie podczas turniejów półfinałowych AMP w koszykówce mężczyzn oraz siatkówce kobiet. Jedynie koszykarze Uniwersytetu Przyrodniczego zdołali awansować do finału AMP. Nie zabrakło także wydarzeń sportowych spod znaku Akademickich Mistrzostw Województwa Lubelskiego. Dobiegła bowiem końca rywalizacji w znacznej części dyscyplin (szczegóły na www.azs.lublin.pl). Ogromna ilość wydarzeń w roku jubileuszu 100-lecia sprawiła, że AZS znów jest w pozytywny sposób postrzegany w Lublinie i regionie. Cieczy także, że zaczęły to dostrzegać i pomagają w rozwoju sportu akademickiego władze uczelni oraz władze samorządowe województwa lubelskiego, Lublina i Białej Podlaskiej. Jakub Kosowski

Zespół redakcyjny: Jakub Kosowski e-mail: kosowskij@tlen.pl Katarzyna Rutkowska e-mail: kasia.rutkowska@wp.pl

ublin L S C M U S Z A i k r a k y z Kos ! i g i l I o d y ł a w o s n a aw

S

ezon 2007/2008 był dla kadetek AZS UMCS Lublin niezwykle udany dzięki zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Polski w ich kategorii wiekowej. Gra w I lidze B w sezonie 2008/2009 miała być przetarciem przed kolejnymi sezonami i walką o awans w lidze seniorek. Nikt się jednak nie spodziewał, że podopieczne trenera Cezarego Nowaka, wzmocnione dwiema doświadczonymi zawodniczkami – Iwoną Godulą i Małgorzatą Jurkowską, wywalczą awans już w pierwszym sezonie gry wśród seniorek. Awans to jedno, a styl to drugie. I to właśnie za świetny styl należą się pochwały lubelskiej drużynie. Do turnieju półfinałowego o wejście do I ligi A koszykarek lubelski zespół awansował z drugiego miejsca, tuż za KU AZS Akademia Podlaska Siedlce. Co ciekawe, drużyna z Siedlec mecz w Lublinie wygrała dziesięcioma punktami, by przegrać na własnym parkiecie dziewięcioma. Decydująca walka o awans rozegrała się podczas dwóch turniejów – półfinałowego i finałowego. Oba zresztą, decyzją PZKosz, zostały rozegrane w Lublinie. W turnieju półfinałowym (27–29.03.2009 r.) lubelskie koszykarki pokonały SKK Hit Kobylnica, AZS Rzeszów oraz Karkonosze Jelenia Góra – ten ostatni zespół zarówno na parkiecie (69:61), jak i po zweryfikowaniu przez PZKosz wyników wszystkich meczów Jeleniej Góry z uwagi na występ nieuprawnionej zawodniczki. Tym samym obok AZS UMCS Lublin do finału awansowały akademiczki z Rzeszowa. W turnieju finałowym podopieczne trenera Cezarego Nowaka trafiły na dobrze znane rywalki – KU AZS AP Siedlce oraz AZS Rzeszów. Okazało się jednak, że na długo pozostanie on zawodniczkom i kibicom w pamięci, i to nie tylko z uwagi na końcowy sukces. Już pierwszy mecz – z AZS Rzeszów – pokazał, że w żeńskim sporcie wszystko jest możliwe. Spotkanie było niezwykle wyrównane. Po trzech kwartach na tablicy wyników widniał remis – 49:49. W czwartej kwarcie wszyscy przecierali jednak oczy ze zdziwienia… Kosz gospodyń wydawał się zaczarowany, gdyż żaden z rzutów rywalek nie okazał się celny! Stąd też grające pewnie i szybko lublinianki uzyskały aż dwudziestopunktową przewagę. Wynik czwartej kwarty to 20:0! Przyznać przy tym należy, że nawet najstarsi koszykarscy kibice w Lublinie nie pamiętają takiej sytuacji. Kolejne mecze to także wyrównana walka, ale ze zdecydowanym wskazaniem na zawodniczki AZS UMCS. W meczu z akademiczkami z Sie-

dlec lublinianki prowadziły już różnicą 22 punktów, by poprzestać na siedmiopunktowym zwycięstwie. Po ostatnim meczu radości lubelskich zawodniczek nie było końca. Po odebraniu pucharu z rąk Włodzimierza Wysockiego – zastępcy prezydenta Miasta Lublina oraz Juliusza Szajnochy – dyrektora Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Lublina, Małgorzata Jurkowska – kapitan AZS UMCS, przy udziale koleżanek odcięła siatkę z kosza rywalek oraz… krawat swojego trenera. Ostatecznie do I ligi A awansowały dwa akademickie zespoły, oba z południowo-wschodniej Polski – AZS UMCS Lublin oraz AZS Rzeszów. Dołączyły tym samym do AZS Uniwersytetu Warszawskiego, AZS Uniwer-

sytetu Gdańskiego oraz AZS AWF Katowice. Cieszy więc, że poszerzyło się – i to dość znacznie – grono zespołów AZS w tej klasie rozgrywkowej. Jakub Kosowski Droga do I ligi Turniej półfinałowy – 27–29.03.2009 r. (Lublin) • AZS UMCS Lublin – SKK Hit Kobylnica 76:49 (22:9, 22:9, 18:13, 14:18) • AZS UMCS Lublin – AZS Rzeszów 71:64 (13:10, 23:10, 21:23, 14:21) • AZS UMCS Lublin – Karkonosze Jelenia Góra 20:0 wo. Turniej finałowy – 3–5.04.2009 r. (Lublin) • AZS UMCS Lublin – AZS Rzeszów 69:49 (12:17, 16:17, 21:15, 20:0) • AZS UMCS Lublin – KU AZS AP Siedlce 69:62 (14:11, 18:14, 20:5, 17:32) • AZS UMCS Lublin – UKS Siemaszka Piekary 81:69 (25:10, 21:15, 23:19, 12:25) Skład AZS UMCS Lublin w sezonie 2008/2009 Klaudia Cykier, Agata Dobrowolska, Monika Dubiel, Iwona Godula, Anita Góźdź, Małgorzata Jurkowska, Aleksandra Karczmarczyk, Anna Koperda, Magdalena Koperwas, Magdalena Marzec, Katarzyna Mazur, Aneta Słupek, Agata Smoleń, Agnieszka Szewczuk, Katarzyna Trzeciak, trener: Cezary Nowak aps nr 04 2009 (272)


[lubelskie]

ki s l o p o ł a M z y ł o p s e Z ze najlepsad Polski emickich Mistrzostw w półfinale Ak w Siatkówce Kobiet

W

dniach 24–26.04.2009 r. w Lublinie został rozegrany turniej półfinałowy Akademickich Mistrzostw Polski w Siatkówce Kobiet. W zawodach wzięło udział trzynaście najlepszych ekip z województw lubelskiego, małopolskiego, podkarpackiego i świętokrzyskiego. Mecze rozegrano w dwa dni (sobota – niedziela), stąd przy tak dużej liczbie zespołów rywalizowano w trzech halach – nowych obiektach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Przyrodniczego oraz wysłużonej już hali AOS UMCS. Atutu własnego parkietu zdecydowanie nie wykorzystały lubelskie zespoły. KUL po wyrównanym meczu przegrał 2:3 mecz o wyjście z grupy eliminacyjnej z zespołem Uniwersytetu Ekonomicznego z Krakowa. Zawodniczki UMCS już na starcie wydawały się podłamane losowaniem i koniecznością gry w czterozespołowej grupie eliminacyjnej. Boisko zweryfikowało dość brutalnie wszelkie plany podopiecznych trenera Jacka Rutkowskiego. Przegrane 0:3 z AGH Kraków oraz PWSZ Nowy Sącz świadczą o tym, że zawodniczki UMCS nie miałyby raczej czego szukać w meczach decydujących o awansie do finału. Jedynym lubelskim zespołem, który awansował z grupy eliminacyjnej, był Uniwersytet Medyczny, zwycięzca Akademickich Mistrzostw Województwa Lubelskiego. W decydującym o awansie meczu lublinianki trafiły jednak na świetny zespół AGH Kraków, któremu uległy 0:3, dotrzymując kroku rywalkom jedynie w pierwszych dwóch setach.

Ostatecznie z lubelskiego półfinału do turnieju finałowego awansowały aż trzy zespoły z Małopolski i jeden z Podkarpacia: Akademia Wychowania Fizycznego Kraków, Uniwersytet Rzeszowski, Akademia Górniczo-Hutnicza Kraków, Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa Nowy Sącz. Jakub Kosowski Foto Archiwum KU AZS UMCS Lublin Grupa A KUL – UE Kraków 2:3 (17:25, 27:25, 17:25, 25:22, 10:15) PWSZ Krosno – UE Kraków 3:1 (25:23, 23:25, 25:17, 25:12) KUL – PWSZ Krosno 0:3 (13:25, 20:25, 14:25) Uczelnia

Mecze

Punkty

Sety

1

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa Krosno

2

4

6:1

2

Uniwersytet Ekonomiczny Kraków

2

2

4:5

3

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II

2

0

2:6

Grupa B Uniwersytet Rzeszowski – Politechnika Św. 3:0 (25:14, 25:7,25:9) Uniwersytet Rzeszowski – AWF Kraków 3:2 (27:25, 18:25, 25:22, 16:25, 15:10) AWF Kraków – Politechnika Św. 3:0 (25:8, 25:14, 25:14) Uczelnia

Mecze

Punkty

Sety

2

4

6:2

1

Uniwersytet Rzeszowski

2

AWF Kraków

2

2

5:3

3

Politechnika Świętokrzyska

2

0

0:6

Mecze

Punkty

Sety

Grupa D UJ Kraków – Politechnika Krakowska 3:0 (25:13, 25:23, 26:24) UM Lublin – UJ Kraków 0:3 (22:25, 16:25, 18:25) UM Lublin – Politechnika Krakowska 3:0 (25:15, 25:18, 25:11) Uczelnia 1

Uniwersytet Jagielloński Kraków

2

4

6:0

2

Uniwersytet Medyczny Lublin

2

2

3:3

3

Politechnika Krakowska

2

0

0:6

Grupa C AGH Kraków – PWSZ Nowy Sącz 3:2 (21:25, 25:27, 25:20, 25:10, 15:5) UMCS Lublin – WSIiZ Rzeszów 3:0 (25:18, 25:22, 25:18) AGH Kraków – WSIiZ Rzeszów 3:0 (25:11, 25:19, 25:15 ) UMCS Lublin – PWSZ Nowy Sącz 0:3 (16:25, 24:26, 16:25) UMCS Lublin – AGH Kraków 0:3 (19:25, 17:25, 16:25) PWSZ Nowy Sącz – WSIiZ Rzeszów 3:0 (25:11, 25:13, 25:9) Uczelnia

Mecze

Punkty

Sety

1

AGH Kraków

3

6

9:2

2

PWSZ Nowy Sącz

3

4

8:3

3

Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej Lublin

3

2

3:6

4

WSIiZ Rzeszów

3

0

0:9

Mecze o awans do finału Akademickich Mistrzostw Polski: (B2) AWF Kraków – (A1) PWSZ Krosno 3:1 (26:24, 22:25, 25:23, 25:23) (B1) Uniwersytet Rzeszowski – (A2) UE Kraków 3:0 (25:18, 25:16, 25:19) (C1) AGH Kraków – (D2) UM Lublin 3:0 (25:20, 25:19, 25:6) (C2) PWSZ Nowy Sącz – (D1) UJ Kraków 3:2 (25:14, 25:17, 30:32, 16:25, 15:11) www.azs.pl


e i k s r e i o k s m r ppoomo Grać czy nie grać? Nie musiałyście, a dałyście radę. Wszystkie jesteście wielkie – nigdy Wam tego nie zapomnimy – taki transparent wywiesili kibice piłkarek ręcznych AZS AWFiS podczas ostatniego meczu sezonu zasadniczego, wygranego z imienniczkami z Warszawy. Ten sezon śmiało można nazwać przełomowym w dziejach damskiego szczypiorniaka w Gdańsku. Niestety przełom ten jest raczej niemiły i kończący się sezon zrodzi więcej pytań niż odpowiedzi na temat przyszłości drużyny. Nigdy nie byłem wielkim kibicem tego teamu, jednak czasami na mecz przejść się po prostu lubiłem. Muszę pisać w czasie przeszłym, gdyż ostatni mecz sezonu zasadniczego zapadł mi głęboko w pamięć. Ta postawa garstki fanów sprawiła, że powrócił wspaniałych meczów wspomnień czar. Ileż to wzruszeń ci najwytrwalsi przeżywali z drużyną. Na koniec zakręciła się łezka w oku i pojawiło się pytanie: Czy warto robić sport kwalifikowany w AZS? Dzieje drużyny mówią, że bez wyraźnego wsparcia sponsora zewnętrznego daleko się nie zajedzie... Jakby na przeciwległym biegunie pojawia się wspaniała, heroiczna walka męskiej sekcji o medale mistrzostw Polski. Już sam awans do czołowej czwórki w Polsce to nie lada wyczyn – zwłaszcza że zaplecze finansowe jest, lekko mówiąc, mizerne. Czy to będzie przełom? Czy nawet brązowy medal jest w stanie wydźwignąć męskiego szczypiorniaka na salony finansowe? O budżetach, jakimi dysponują koszykarski Asseco Prokom Sopot czy siatkarski Trefl Gdańsk, można tylko pomarzyć... Szczerze wątpię, że uda się nagrodzić niesamowity wysiłek zespołu oraz kadry trenerskiej. Ale dopóki piłka w grze... Następne niezbyt ciekawe przykłady można mnożyć. Koszykarki AZS Uniwersytet Gdański po walce spadły z I ligi, piłkarze ręczni Politechniki zajęli ostatnie miejsce w II lidze, natomiast koszykarze, również występujący pod szyldem AZS PG, zajęli przedostatnie miejsce w walce o II ligę... Za pozytyw można uznać trzecie miejsce w II lidze futsalu ekipy Uniwersytetu, ale ile można zdziałać opierając się jedynie na pasji, po prostu bawiąc się w sport? I ponownie stajemy przed bardzo poważnym pytaniem z początku tekstu. Jeżeli sport kwalifikowany na naszych uczelniach nie jest traktowany jako poważny produkt marketingowy, o priorytecie już nie wspominając, czy warto w ogóle zaczynać? Do jakiego momentu można dojść? Dla mnie pozytywnym przykładem przez wiele lat był AZS PWSZ Gorzów Wielkopolski w koszykówce kobiet. Jednak odległość między srebrnymi medalistkami mistrzostw Polski a nami cały czas się powiększa. Myślenie o jej pomniejszaniu to jak liczenie na cud. Może taki się zdarzy, ale patrząc chociażby na warunki bazowe, jakimi dysponują trójmiejskie uczelnie (poza AWFiS), widać, że sport znajduje się na końcu łańcucha pokarmowego... Podczas niedawnego turnieju półfinałowego Akademickich Mistrzostw Polski w Piłce Ręcznej, który odbywał się w długo nieremontowanej hali Politechniki, dało się usłyszeć, że „obiekt jest niedofinansowany”. Nie tylko obiekt, droga władzo, nie tylko obiekt... Tomasz Aftański

Redaktor: Tomasz Aftański, Sekretarz: Piotr Walczak, Zespół redakcyjny: Adam Krzyżanowski, Maciej Kowalski, e-mail: fajf@o2.pl, aftan@o2.pl

AZS uzwasklae–żstnudienatka IV

Emilia Misze ńskiej – p.o. roku Politechniki Gda echniki Gdańskiej lit Po S AZ KU es ez Pr

Emilia, w środowisku gdańskim coraz częściej uaktywnia się Klub Uczelniany AZS Politechniki Gdańskiej. Można by rzec – nareszcie. Spora w tym rola osoby pełniącej obowiązki prezesa klubu. Od kiedy sterujesz Klubem Uczelnianym AZS na Politechnice i w jakich nastąpiło to okolicznościach?

„Sterujesz” – to chyba za dużo powiedziane, po prostu zakres moich obowiązków troszkę się zwiększył. Nastąpiło to w połowie października, kiedy koleżanka Marzena Stosik – ówczesna prezes – po zakończeniu studiów poinformowała nas, że niestety, ale zmuszona jest nas opuścić. Przyjęliśmy jej decyzję ze smutkiem, ale i ze zrozumieniem. Ktoś jednak musiał zastąpić Marzenkę, tego samego dnia przeprowadzono wewnętrzne wybory i po głosowaniu powierzono mi w opiekę AZS Politechniki Gdańskiej. Czy słusznie? Czas pokaże. Z jakimi problemami do tej pory się zmierzyłaś i na czyją pomoc możesz liczyć?

Największą bolączką niestety jest tzw. papierkologia i ustawa o zamówieniach publicznych. Nie ominie nikogo i trzeba sobie radzić. Gdyby nie uprzejmość administracji naszej uczelni i kolegów z samorządu studentów, to zginęłabym pod stertą papierów. Jak układa się współpraca na linii KU AZS – SWFiS oraz z władzami uczelni?

Współpraca jest dobra lub – jak kto woli – na mocną czwórkę. Dlaczego nie na piątkę? Ponieważ jesteśmy jeszcze świeżo po wyborach władz i jeszcze przyzwyczajamy się do nowej sytuacji. Na bieżąco wdrażam się w swoje obowiązki, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, ale staram się uczyć na błędach. Jeśli chodzi o współpracę ze Studium, to pracujemy cały czas nad budowaniem komunikacji, ponieważ o problemach, jak i pomysłach trzeba rozmawiać. Jednak przychylność pana kierownika Janusza Markowskiego i trenerów sprawia, że jesteśmy na dobrej drodze. Skupiacie się na sporcie powszechnym, jednak można się doszukać w lidze państwowej reprezentantów Politechniki startujących w rozgrywkach piłki ręcznej. Jakie jest nastawienie klubu i uczelni do sportu kwalifikowanego?

Chcielibyśmy, aby każda nasza drużyna mogła startować w rozgrywkach ligowych. Mamy znakomitych zawodników będących reprezentantami Polski nie tylko w piłce ręcznej, ale i w wioślarstwie, lekkoatletyce, judo, jak i w wielu innych dyscyplinach, z czego jesteśmy niezmiernie dumni. Władze naszej uczelni starają się nas wspierać, jednak specyfika studiów na Politechnice nie zawsze na to pozwala. Praca nad wynikiem to nie tylko znajdowanie sponsorów, o których zwłaszcza w obecnej sytuacji bardzo trudno, to również baza sportowa, która wymaga remontu i nowego sprzętu, a także zaplecze medyczne. Sama także startujesz w barwach swojej uczelni. Co ciekawe, nie tylko w swoim koronnym pływaniu...

Zgadza się, oprócz pływania, które zwłaszcza w tym roku znakomicie się zaprezentowało (1. miejsce drużynowo w politechnikach), z dziewczynami zdobyłyśmy 9 medali, panowie byli czwarci – też z dorobkiem medali indywidualnych. Reprezentuję naszą Alma Mater także w ergometrze wioślarskim, gdzie mogliśmy się cieszyć z brązowego medalu drużynowego panów. Indywidualnie dorzuciłam jeden krążek do puli medalowej w ergometrach i zostałam w nagrodę mianowana sternikiem naszej osady wioślarskiej. Jaką przyszłość widzisz w Klubie? Czy zamierzacie bardziej włączyć się w organizację imprez akademickich mistrzostw Polski?

aps nr 04 2009 (272)


[pomorskie]

i Nie podbili Francj

T

radycją staje się już uczestnictwo zawodników Klubu Uczelnianego AZS UG w corocznym „Turnieju Pięciu Piłek” odbywającym się w miejscowości Cergy-Pontoise pod Paryżem. W dniach 19–24 kwietnia 2009 r. Uniwersytet Gdański reprezentowany był w świetnym stylu przez zawodniczki i zawodników piłki ręcznej. T5B to międzynarodowy turniej organizowany przez studentów francuskiej uczelni ekonomicznej ESSEC. Swoją nazwę zawdzięcza pięciu dyscyplinom: piłce nożnej, piłce ręcznej, piłce siatkowej, koszykówce oraz rugby. Zawody te były okazją dla naszych zawodników do sprawdzenia ich

umiejętności w konfrontacji z zespołami z całego świata. „Turniej Pięciu Piłek” to nie tylko sport, ale także świetna zabawa i okazja do poznania ciekawych ludzi z najdalszych zakątków świata i zetknięcia się z najróżniejszymi kulturami. Zawodniczki UG, prowadzone przez trenera Jana Patoka, trafiły do bardzo silnej grupy i ulegając zawodniczkom z Serbii oraz Algierii pozbawiły się szans na awans do półfinału. W ostatnim meczu pokazały klasę i po świetnym meczu zremisowały z bardzo mocnym zespołem z Francji. Mężczyźni rozpoczęli turniej od rozgromienia gospodarzy, a także zwycięstwa z drużyną z Niemiec. Porażki

ę n o r t s w k o r k y z s w Pier ... u l a s t u f o g e w o n y z c wy

B

ył wrzesień 2008 roku – w sali budynku AZS zebrała się grupa entuzjastów futsalu: zawodnicy, trener i przedstawiciele Klubu Uczelnianego AZS Uniwersytet Gdański. Podjęto wówczas historyczną decyzję: Zgłaszamy zespół do rozgrywek II ligi futsalu. W pośpiechu rozpoczęły się prace organizacyjne. Kierownikiem ekipy został Rafał „Rzepinho” Rzepecki. W październiku zespół AZS Uniwersytet Gdański zadebiutował w rozgrywkach II ligi. Wyjazd do Sztutowa zakończył się wysoką porażką z tamtejszym Hemako (3:9). Zimny prysznic w debiucie mocno rozjuszył podopiecznych Mariusza Kindy. O tym, jak duży potencjał jest w zespole AZS Uniwersytet Gdański, przekonali się już w następnej kolejce rywale z Lęborka. Zespół akademików pokonał miejscowy LSSS aż 10:3, a swój talent snajperski pokazał Łukasz „Kniohinho” Knioch, zdobywając 5 bramek. Kolejne spotkania to marsz w górę tabeli. Zespół Uniwersytetu

Gdańskiego demolował kolejnych rywali: 8:2 Thermel Nowy Dwór Gdański, 10:5 Red Devills II Chojnice, 6:3 GKS Żukowo, 9:6 Poltarex Anioły Lębork. Zwycięską passę AZS Uniwersytet Gdański zakończył w lutym zespół... Hemako Sztutowo. Rozgrywki w V grupie II ligi futsalu stały się coraz bardziej emocjonujące, a wyniki spotkań coraz ciekawsze. Zawodnicy AZS występy ligowe musieli godzić z walką w Akademickich Mistrzostwach Polski, co wyraźnie wpływało na kondycję zawodników. Mimo porażki z Auto Complexem Przodkowo (2:3) zespół Uniwersytetu Gdańskiego nadal walczył o najwyższy cel. W ostatniej fazie rozgrywek w meczach z udziałem zespołu AZS UG padała ogromna liczba bramek. W trzech kolejkach futsaliści z Gdańska strzelili ich aż 32 (!), tracąc 29 (!). O awans do I ligi do końca walczyły 4 zespoły: Hemako Sztutowo, Auto Complex Przodkowo, Thermel Nowy Dwór i AZS Uniwersytet Gdański. W ostatniej kolejce, aby myśleć o awansie,

Przyszłość maluje się pozytywnie, ale będzie obarczona naprawdę ciężką pracą. Jest mnóstwo do zrobienia, co sprawia, że kreatywne osoby mogą się wykazać na wielu polach. Uważam, że naprawdę ważne, abyśmy jako zarząd zaczęli istnieć nie tylko w środowisku gdańskim, ale również w Zarządzie Głównym. Jeśli chodzi o organizowanie akademickich mistrzostw Polski, to jest to wielka odpowiedzialność, chcielibyśmy zrobić jak najwięcej imprez, jednak trzeba mierzyć siły na zamiary.

W tym roku robiliśmy strefę A w piłce ręcznej mężczyzn. Mam nadzieję, że uczestnicy byli zadowoleni i miło wspominają przyjazd do Gdańska.

www.azs.pl

Czy poza studiowaniem i sportem starcza ci czasu na inne hobby niż AZS?

Jest tego czasu niewiele, ale staram się startować w zawodach ratownictwa wodnego. Reprezentuję WOPR Włocławek, ponieważ wstyd się przyznać, ale trenowanie tego sportu jest na Pomorzu raczej niemożliwe.

z Algierią oraz Serbią nie przeszkodziły naszym zawodnikom w awansie. Ćwierćfinał z udziałem drużyny Uniwersytetu Gdańskiego oraz francuskiej uczelni EPMI nieoficjalnie uznany został za najlepszy mecz turnieju. W regulaminowym czasie był remis 22:22, także dramatyczna dogrywka nie przyniosła ostatecznego rezultatu. Warto tu zaznaczyć, iż zawodnicy AZS UG przegrywali 25:26 na 2 sekundy przed końcem spotkania, a mimo to po fenomenalnie rozegranym stałym fragmencie gry doprowadzili do rzutów karnych. Niestety tam już szczęścia zabrakło i szczypiorniści pożegnali się z turniejem. Ostatniego dnia wszyscy wspólnie wybrali się na wycieczkę po przepięknym Paryżu, by wieczorem z masą wspomnień opuścić Francję. Adam Dziadkiewicz

team Mariusza Kindy musiał pokonać LSS Lębork u siebie i liczyć na potknięcie lidera – Auto Complexu. Niestety zawodnicy AZS nie wytrzymali presji, przegrywając 8:13, co przy jednoczesnym zwycięstwie zespołu z Przodkowa w Lęborku ostatecznie przekreśliło szanse na awans. AZS Uniwersytet Gdański w klasyfikacji końcowej zajął trzecie miejsce, co w debiucie w rozgrywkach należy niewątpliwie uznać za sukces. Warto podkreślić, że w zespole ligowym 100% stanowili zawodnicy Uniwersytetu Gdańskiego. Doświadczenie ligowe wyraźnie przełożyło się na rozgrywki akademickie, w których zespół dotarł do wrocławskiego finału, zdobywając tam srebro w typie uniwersytetów. Zespół AZS ponadto otrzymał prestiżową nagrodę „fair play”. Królem strzelców grupy pomorskiej został zawodnik Uniwersytetu Łukasz Knioch. Ciekawością napawa fakt rosnącej popularności drużyny. Strona internetowa www.ug.futbolowo.pl bije bowiem rekordy odwiedzin. Futsal to dyscyplina, która zdobywa coraz więcej zwolenników – to gra przyszłości. Czy rozgrywki na ligowym poziomie na stałe zadomowią się w Trójmieście? Pierwszy ruch na Uniwersytecie Gdańskim został wykonany, czas na kolejne... Piotr Walczak

Gdybyś miała zachęcić czytelników do AZS, jakie byłyby twoje koronne argumenty?

Wszystko zawiera się w trzech słowach: atmosfera, zabawa, sport. Jeśli ktoś oprócz ruchu lubi działać przy organizowaniu imprez, poczynając od sponsoringu, tworzenia stron internetowych, pisania artykułów czy projektowania plakatów i wielu, wielu innych, jest to jak najbardziej miejsce dla niego. Tylko ostrzeżenie: AZS uzależnia. Rozmawiał Tomasz Aftański Foto z archiwum Emilii Miszewskiej


[Poznañ]

Pierwsze Święto Sportu® WSHiU

6

maja 2009 r. był pierwszym Świętem Sportu Wyższej Szkoły Handlu i Usług w Poznaniu. Przez kilka długich popołudniowych godzin (które i tak minęły zbyt szybko) studenci tej uczelni zajmowali się wyłącznie sportem i rekreacją fizyczną, uczestnicząc w imprezach, które w ramach Święta sprawnie zorganizował Klub Uczelniany AZS WSHiU. Bawiąc w gościnnym Zmartwychwstańskim Centrum Sportu i Rekreacji (piękny i nowoczesny obiekt sportowy, należący do Gimnazjum Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego) wykorzystaliśmy do maksimum funkcjonalne siłownie (osobno damska i męska!), salę do aerobiku i przede wszystkim halę do gier sportowych. To właśnie w hali do gier odbyły się w ramach Święta Sportu dwa fascynujące i wyjątkowe mecze, dzięki którym Święto możemy już dzisiaj wspominać w kategoriach niemal historycznych.

Najpierw w futsal zagrały reprezentacje studentów WSHiU oraz PWSBiJO, czyli Poznańskiej Wyższej Szkoły Biznesu i Języków Obcych. Ponieważ PWSBiJO wystawiła drużynę złożoną wyłącznie ze swoich studentów rodem z Nigerii, wydarzenie nabrało wymiaru międzynarodowego. Fascynująca walka o zwycięstwo, której towarzyszył gorący doping kibiców z obu uczelni, trwała do ostatniego gwizdka sędziego. Ostatecznie z trudem zwyciężyli gospodarze, przygotowujący się zresztą do kolejnych ważnych konfrontacji międzynarodowych. Wynik meczu 3:2 dla WSHiU. Z kolei na parkiet wybiegły drużyny siatkarskie, w składach damsko-męskich. W rywalizacji w piłkę siatkową naprzeciwko studentek i studentów WSHiU stanęła reprezentacja pracowników

[£ódź]

Regaty bez wiatru, na kółkach i środkiem ulicy!

G

dzie się człowiek obróci, to same absurdy. W herbie Łodzi jedno wiosło, wokół Łodzi wody jak na lekarstwo. Czy organizacja regat na naszej wizytówkowej ulicy to coś dziwnego? Ależ skąd – to przecież takie normalne, że raz w roku po Piotrkowskiej suną na kółkach łodzie napędzane siłą rąk łódzkich studentów. Już normalne, bo zrobiliśmy to po raz siódmy! Ogólnopolskie Akademickie Regaty Ulicy Piotrkowskiej o Puchar Prezydenta Łodzi są pastiszem odbywających się od ponad stu lat regat wioślarskich Oxford – Cambridge. Organizatorem zawodów jest Fundacja Ulicy Piotrkowskiej. Władze miasta doceniają nasze wysiłki i dzielnie spełniają rolę współorganizatora wyścigów. Łódki są oczywiście tak specjalnie zaprojektowane, by pięciu panów z szóstym sternikiem i obowiązkowo przepiękną nimfą mogły szybciutko przepłynąć dystans z pasażu Józewskiego do placu Wolności i z powrotem. Pomysł na regaty powstał w wyniku poszukiwania unikalnego, spekta-

kularnego, cyklicznego wydarzenia, które pokaże naszą Piotrkowską, zwróci uwagę na jej niesamowitą architekturę. Piotrkowska to symbol Łodzi, to również esencja działalności Fundacji Ulicy Piotrkowskiej. Regaty dedykowane są młodzieży akademickiej, bardzo licznemu środowisku studenckiemu w Łodzi. W eliminacjach do zawodów startuje większość łódzkich uczelni, studenci traktują je jako świetną zabawę i możliwość pokazania, zareklamowania swojej szkoły. Ale żarty się kończą, kiedy zaczyna się finał. Wszyscy traktują go jako coś niezwykle prestiżowego. Pierwsze regaty były nie lada wyzwaniem organizacyjnym dla Fundacji. Trzeba było wymyślić sposób przeniesienia napędu na kółka – wioślarze wykonują identyczne ruchy jak w prawdziwej łódce, a nasz czterokołowy pojazd sunie po ulicy. Sternik siedzi za kółkiem kierownicy malucha, całość układów kierowniczego i hamulcowego też pochodzi z naszego kultowego pojazdu. Powstały dwa prototypowe pojazdy, udało się namówić kilka szkół do wzięcia udziału

tej uczelni. Studenci uporali się ze swoimi nauczycielami w trzech setach. Końcowy wynik meczu brzmiał 3:0, suche cyfry nie oddają jednak zaciętości zmagań, okupionych nawet bolesną kontuzją w zespole pracowników. Ostatnich akcentem Święta Sportu WSHiU było rozdanie dyplomów i nagród, pamiątkowe fotografie, gorące zachęty Kanclerza WSHiU do systematycznego uprawiania sportu oraz zapewnienia, że naprawdę uczestniczyliśmy w pierwszym Święcie Sportu WSHiU i z pewnością będą następne. Tekst i foto Piotr Kuś

w naszym szalonym pomyśle. Pomysł chwycił! W tym roku do eliminacji stanęło 12 uczelni z całej Polski. Musieliśmy wyłonić sześć załóg z najlepszymi czasami na krótkim dystansie między dwiema przecznicami ulicy Piotrkowskiej. Sensacją było niezakwalifikowanie się do ścisłego finału ekipy Uniwersytetu Łódzkiego, która w poprzednich latach dyktowała warunki na torze! Wyścig finałowy zaplanowano dla sześciu osad, jako że dysponujemy już siedmioma łódkami (a co!). Otoczka całej imprezy jest już bardzo rozbudowana. To gigantyczne logistyczne przedsięwzięcie, które wymaga zaangażowania policji, straży miejskiej i wielu wolontariuszy. Trzeba zamknąć ruch na poprzecznych ulicach wzdłuż wyścigu, przypilnować, żeby nikt nie wjechał na Piotrkowską z okolicznych bram. W tym roku po raz pierwszy udało się zorganizować duży telebim, który bardzo pomógł w obserwowaniu wyścigu widzom zebranym w miejscu startu i mety. Przed głównym wyścigiem, na rozgrzewkę jako specyficzny support, zorganizowaliśmy wyścig dziennikarzy. To niby-zabawa, ale miny panów reprezentujących telewizję nie były zbyt tęgie, gdy zobaczyli swoich kolegów z radia finiszujących w doskonałym stylu na linii mety. Załoga dziennikarzy „Gazety aps nr 04 2009 (272)


WYNIKI 9–15.02.2009, Bydgoszcz. W Halowych Mistrzostwach Polski w Tenisie medale zdobyli, wszyscy AZS Poznań: Złote Tomasz Bednarek – w grze pojedynczej X Sylwia Zagórska – w grze podwójnej (z Katarzyną Piter, WKS Grunwald Poznań; Srebrne X Robert Godlewski – w grze pojedynczej X Marcin Gawron i Andrzej Kapas – w grze podwójnej; Brązowe X S. Zagórska – w grze pojedynczej X M. Gawron – w grze pojedynczej X A. Kapas – w grze pojedynczej X Kacper Owsian – w grze podwójnej (z Jakubem Piterem, WKS Grunwald Poznań). 22.02.2009, Poznań. W Halowych Mistrzostwach Polski w Hokeju na Trawie brązowy medal zdobył AZS AWF Poznań. 3–8.03.2009, Szczecin. W Młodzieżowych Halowych Mistrzostwach Polski w Tenisie medale zdobyli, wszyscy AZS Poznań: X Andrzej Kapaś – złoty medal w grze podwójnej (z Mateuszem Szmiglem, KS Górnik Bytom) X Sylwia Zagórska – złoty medal w grze podwójnej (z Magdaleną Kiszczyńską, KT Masters Szczecin) X S. Zagórska – srebrny medal w grze pojedynczej X A. Kapaś – brązowy medal w grze pojedynczej X Hubert Gąsiorek – brązowy medal w grze podwójnej (z Jakubem Piterem, WKS Grunwald Poznań). 7–8.03.2009, Ostróda. W Mistrzostwach Polski w Tenisie Stołowym me-

Wyborczej”, obawiając się prawdopodobnie o swoją kondycję, nie stawiła się na starcie, może w przyszłym roku będą odważniejsi? Wyścig główny startowaliśmy wyjątkowo – trochę zapatrzyliśmy się na wyścigi Formuły 1 i postanowiliśmy rozmieścić łódki tak, jak stoją bolidy na starcie klasycznego wyścigu samochodowego. O miejscu w stawce również decydował czas w biegu eliminacyjnym. Startem został wiceprezydent miasta Włodzimierz Tomaszewski, w jury znalazło się miejsce dla Jana Tomaszewskiego, który od kilku lat towarzyszy nam w komisji sędziowskiej. Wola walki, niesamowita siła, z jaką panowie rozpędzają łódki, jest testem prawdy dla konstrukcji łódek. Jak się ma coś popsuć, to nawali w najważniejszym momencie – znacie to prawo, prawda? Ziścił się mroczny sen konstruktora – w dwóch łódkach po kilkudziesięciu metrach wyścigu zerwały się linki napędowe. Wstrzymaliśmy zawody i zarządziłem powtórzenie biegu w dwóch turach, najpierw trzy osady, które zajęły trzy ostatnie miejsca wystartowały w finale B, potem finał A już z najlepszymi. Nie było niespodzianki, osada łódzkiego Uniwersytetu Medycznego tylko przez jedną trzecią dystansu miała rywala, zawodników Akademii Górniczo-Hutniczej z Krakowa, trzecią osadą na mecie byli www.azs.pl

dale zdobyli: Srebrny Alan Woś, AZS Politechnika Rzeszowska – w grze mieszanej (z Antoniną Szymańską, SKTS Sochaczew); Brązowe Tomasz Lewandowski, AZS Politechnika Rzeszowska – w grze podwójnej (z Krzysztofem Kaczmarkiem, Opoka Trzebinia) X Agata Pastor, AZS AJD Częstochowa – w grze podwójnej (z Anną Jantą-Lipińską, KS Bronowianka) X Daria Łuczakowska, AZS AU Wrocław – w grze mieszanej (z Jakubem Kosowskim, SV Pluderhausen) X Piotr Chmiel, AZS Politechnika Rzeszowska – w grze mieszanej (z Katarzyną Grzybowską, MKSTS Polkowice). 6–8.03.2009, Turyn. W Halowych Mistrzostwach Europy w Lekkoatletyce medale zdobyli: Złoty Tomasz Majewski, AZS AWF Warszawa – kula, 21.02; Brązowe Marcin Starzak, AZS AWF Kraków – skok w dal, 8.18 X Jan Ciepiela, AZS AWF Kraków i Jarosław Wasiak, AZS Łódź – w składzie sztafety 4x400 m, 3:07.04. Ponadto do finałów awansowali i wysokie lokaty uzyskali: Karolina Tymińska, AZS AWFiS Gdańsk – 5. miejsce w pięcioboju, 4.542 pkt. X Dariusz Kuć, AZS AWF Kraków – 6. miejsce w biegu na 60 m, 6.62 X Joanna Piwowarska, AZS AWF Warszawa – 7. miejsce w skoku o tyczce, 4.35 X Jan Ciepiela, AZS AWF Kraków – 7. miejsce w biegu na 400 m, 47.54. 9–11.03.2009, Pabianice. AZS Poznań zdobył brązowy medal Halowych Druży-

nowych Mistrzostw Polski Kobiet w Tenisie. 9–11.03.2009, Warszawa. AZS Poznań zdobył srebrny medal Halowych Drużynowych Mistrzostw Polski Mężczyzn w Tenisie. 13–15.03.2009, Kraków. W Mistrzostwach Polski Juniorów w Szermierce tytuły mistrzowskie zdobyli: X Ewa Nelip, AZS AWF Warszawa – w szpadzie X Paweł Osmański, AZS AWFiS Gdańsk – we florecie X Katarzyna Kędziora, AZS Poznań – w szabli X AZS AWF Katowice – w szpadzie kobiet druż. X AZS AWFiS Gdańsk – we florecie kobiet druż. X AZS AWFiS Gdańsk – we florecie mężczyzn druż. 14.03.2009, Olszyna. W Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych tytuły mistrzowskie zdobyli: X Katarzyna Broniatowska, AZS AWF Kraków – 4 km juniorek X Szymon Sznura, AZS Poznań, AZS Poznań – 6 km juniorów. 13–15.03.2009, Elbląg. W Mistrzostwach Polski w Short Tracku medale zdobyli, wszyscy AZS Polit. Opole: Srebrne Malwina Zawada – 1500 m X M. Zawada – 100 m X Aida Bella, Kaja Pniewska, Magdalena Szwajlik – sztafeta 3000 m; Brązowe M. Zawada – wielobój. W kategorii młodzieżowej M. Zawada zdobyła srebrne medale na 100 i 1500 m, Adam Filipowicz – brązowe medale na 1000 i 1500 m.

studenci z Wyższej Szkoły Gospodarczej z Bydgoszczy. Łódzcy studenci znaleźli się jeszcze na czwartym (Politechnika) i szóstym miejscu (Wyższa Szkoła Informatyki). Dystans 3,5 km studenci z Uniwersytetu Medycznego przepłynęli w czasie 11:28:15. To aż o minutę dłużej od rekordowego wyniku osady Uniwersytetu Łódzkiego z roku 2006. Średnia na poziomie 20 km/h to niby nic, ale

dą, ale również specjalnym programem artystycznym z solówką na klarnecie (a przynajmniej na czymś klarnetopodobnym)! A potem były wywiady telewizyjne, radiowe i sława, sława, sława… Wieczorem studenci jeszcze raz popłynęli, ale tym razem za sprawą beczki piwa, jaką otrzymali od organizatorów – Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, jako specjalnej nagrody dla zwycięskiej osady. W przyszłym roku regaty 18 kwietnia – będzie jeszcze ciekawiej! Chyba musimy pomyśleć o przynajmniej potrójnych dyfuzorach… Wojciech Wycichowski Foto Marek Janiak

niech ktoś popróbuje tylko rączkami przez tyle metrów zasuwać tak szybko! Zwycięstwo w regatach to nie jedyny sukces studentów Uniwersytetu Medycznego, dublet załatwiła dla uczelni Monika Boruta, która jako nimfa zauroczyła jurorów nie tylko uro-

SP


kalendarium

kalendarium

kalendarium

kalendarium

Maj 100 lat temu (12 maja 1909 r.) dziennik

„Czas” w notatce pt. Akademicki Związek Sportowy w Krakowie informował, że: dn. 15 maja br. w sobotę o godz. 5.00 po południu w Sali 36 na I p. Coll. Novum grono młodzieży urządza zebranie, na które zaprasza interesujących się sportem. Na porządku dziennym: obznajomienie szerszego ogółu akademickiego z celami i zadaniami Związku oraz omówienie i powzięcie pewnych uchwał. Pożądany jest liczny udział kolegów i koleżanek.

90

lat temu (7 maja 1919 r.) odbyła się uroczysta inauguracja Uniwersytetu Poznańskiego, zwanego wówczas Wszechnicą Piastowską. Równocześnie z rozpoczęciem zajęć dydaktycznych studenci przystąpili do tworzenia różnorodnych stowarzyszeń. Siódmą organizacją studencką zarejestrowaną w Uniwersytecie Poznańskim był AZS, utworzony 5 listopada 1919 r.

80

lat temu (1 maja 1929 r.) „Przegląd Sportowy” w numerze 19 w Kronice poznańskiej donosił: Rugby ma powstać w Poznaniu dzięki inicjatywie AZS. Poza Warszawą, gdzie istnieją trzy kluby, Poznań jest pierwszym miastem na prowincji, które podejmuje się zaprowadzenia rugby. Druga informacja: Poznański AZS obchodzi w roku bieżącym 10-lecie istnienia i z tej okazji zamierza wydać księgę pamiątkową, poświęconą historii i działalności związku od początku do chwili obecnej.

60

lat temu (22 maja 1949 r.) na stokach pod Mnichem nad Morskim Okiem odbyły się (jeszcze) zawody zorganizowane przez AZS Kraków. Startowało 20 zawodników. W slalomie zwyciężył Stanisław Karpiel (AZS Zakopane) przed Tadeuszem Kaczmarczykiem i Stefanem Dziedzicem (wszyscy AZS Zakopane). Wśród pań zwyciężyła Halina Stępak, AZS Kraków.

20

lat temu 20 lata temu (8–10 maja 1989 r.) w Poznaniu z okazji 70-lecia Uniwersytetu Adama Mickiewicza (i innych uczelni wywodzących się z UAM: AM, AR i AWF) odbyły się Dni Sportu. W programie otwarto wystawę historii i aktualnych osiągnięć poszczególnych uczelni w Pałacu Kultury. W drugim dniu odbyły się posiedzenia senatów poszczególnych uczelni. W tym dniu złożono kwiaty na grobach założyciel uniwersytetu, w tym prof. Antoniego Jurasza, wieloletniego prezesa AZS Poznań w okresie międzywojennym, twórcy Polskiego Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie w Edynburgu (1941 r.). W trzecim dniu odbył się szesnasty Dzień Sportu (zawody lekkoatletyczne, mistrzostwa uczelni w tenisie stołowym, zawody pływackie, turniej w grach zespołowych: 16 zespołów w koszykówce, 6 w piłce nożnej, 9 w siatkówce. Wieczorem wszyscy uczestnicy spotkali się na Balu Sportowca, na którym ogłoszono wyniki plebiscytu na najpopularniejszego studenta-sportowca. Wygrała koszykarka Angela Dobrzycka.

Witryna książek sportowych

N

ie od dziś wiadomo, że o sukcesie w sporcie decyduje – oprócz ciężkiej i wytrwałej pracy zawodnika – także trener, który nie tylko wyszkoli swojego podopiecznego, ale i ukształtuje w nim odpowiednie podejście do sportu, kariery, życia. Dobry trener to jednocześnie nauczyciel, psycholog, organizator, opiekun, ojciec i przyjaciel. Czy wielu jest takich? Do grona wybitnych szkoleniowców zaliczyć trzeba z pewnością Adama Medyńskiego, opiekuna sekcji szermierczej AZS Wrocław, obchodzącego w tym roku jubileusz 50-lecia pracy trenerskiej. Wydana ostatnio książka pt. Adam Medyński. Fechmistrz z Wrocławia jest swoistym hołdem złożonym temu utytułowanemu nauczycielowi. – Jako dziecko byłem bardzo słabo wyrobiony fizycznie. Po prostu byłem chorowity, bo co roku ze trzy miesiące spędzałem w łóżku z powodu przeziębień (...) Sport miał dla mnie zbawienny wpływ, więc nawet rodzice mnie do niego zachęcali – z taką motywacją rozpoczął swoją karierę sportową Medyński. W zawodniczym życiu trafiał na mądrych, rzetelnych nauczycieli, którzy zaszczepili w nim nie tylko zamiłowanie do ruchu, ale i pokazali, że ciężką, wytrwałą pracą można w życiu osiągnąć wiele. Duży wpływ na postępowanie Medyńskiego miały również czasy, w jakich startował jako szermierz, a potem działał jako trener – trudności ze zdobyciem funduszy na sprzęt, obozy, zawody wymuszały wykazanie się samodzielnością, sprytem i pomysłowością. Wola walki, zaciętość w pokonywaniu trudności, wytrwałość w dążeniu do celu – takie cechy próbował wpoić swoim podopiecznym. Zawodnicy, a także środowisko szermier-

cze nie zawsze zgadzali się z metodami stosowanymi przez trenera, ale – jak się potem okazywało – były one nieocenione i bardzo skuteczne: – Adam [Medyński] miał zawsze opinię bardzo wojowniczego trenera, zresztą nie bardzo lubianego przez konkurentów, czyli innych szkoleniowców. Ja zawsze uważałem Medyńskiego za jednego z pięciu najlepszych trenerów szpady na świecie, choć nie raz i nie dwa mnie zadziwiał i zaskakiwał swymi decyzjami (...) Z tych wszystkich lat pamiętam naprawdę najprzedziwniejsze treningi. Jedno było zawsze pewne: zawodnicy byli wytrenowani jak harty – wspomina jeden z wychowanków Medyńskiego. Słów podziwu dla trenera, podziękowań za lata spędzone na wspólnych morderczych, ale niezwykle skutecznych treningach jest w książce wiele. W końcu to Medyński odpowiada za wyszkolenie takich sław polskiej szermierki jak Andrzej Lis, Mariusz Strzałka, Leszek Swornowski, Joanna Jakimiuk, Robert Andrzejuk, Tomek Motyka. Książka Wojciecha Zawadzkiego i Romana Skiby to również historia sekcji szermierczej we wrocławskim AZS. Autorzy zabierają czytelnika w świat wrocławskiego klubu, pokazując jego wzloty i upadki, przypominając sławne postaci i ważne wydarzenia z życia ośrodka. Informacje ułożone są w kolejności chronologicznej, co znacznie ułatwia znalezienie interesującego okresu czy wydarzenia. Część historyczna uzupełniona została wycinkami z gazet: relacjami z imprez sportowych, wywiadami z zawodnikami, trenerami, a także zdjęciami upamiętniającymi historyczne momenty i sylwetki – to pozwala na spojrzenie na wrocławski klub nie tylko z perspektywy dat czy nazwisk, ale i przez pryzmat wspomnień MM ludzi z nim związanych.

10

lat temu (15–16 maja 1999 r.) w Krakowie odbyły się uroczystości jubileuszowe 90-lecia AZS, a 24 maja w Warszawie przedstawicieli AZS podjął w Pałacu Prezydenckim prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Rok

temu (11 maja 2008 r.) Leszek Blanik, AZS AWFiS Gdańsk, został złotym medalistą w skoku (16.562) Mistrzostw Europy w Gimnastyce SporHa-ha towej w Lozannie.

Wojciech Zawadzki, Roman Skiba

Adam Medyński. Fechmistrz z Wrocławia

Wrocław 2009, stron 199, zdjęcia, okładka miękka aps nr 04 2009 (272)


O Wilkasy, najbardziej kultowe miejsce Akademickiego Związku Sportowego: hotel, przystań, korty tenisowe, boiska wielofunkcyjne i do plażówki, kajaki, rowery, no i tawerna „Wabądź”. Po prostu wszystko, co do szczęścia potrzebne.

becnie w takich warunkach rozgrywany jest Ogólnopolski Festiwal Sportowy, ale nie zawsze tak było. Nie każdy wie, że pierwszy Festiwal odbył się 5–13 września 1987 roku w OlsztynieKortowie. Na uczestników czekał bogaty program sportowy: sztafeta 20 x 100 m, skok w dal, pchnięcie kulą, skok wzwyż, koszykówka, siatkówka, tenis ziemny, ringo, szachy i inne. Czasu ledwie starczało na spanie. Program jak na igrzyskach. Przemówienie koleżanki prezes AZS Olsztyn Baśki Kowcz, Gaudeamus z głośników, a Janek Walków – jako najmłodszy uczestnik imprezy – zapala festiwalowy znicz. Okrzyki, pozdrowienia ekip i przygotowania do pierwszych zmagań. Już wtedy festiwal pełen był niespodziewanych i zaskakujących momentów. Był Achmed z Iraku, który

Zaczęło się w Kortowie… w biegu sztafetowym padł na bieżnię w połowie dystansu z naciągniętym mięśniem czterogłowym, tym samym zaprzepaszczając szansę na zwycięstwo Olsztyna, w którego barwach startował. Były turnieje, w których zwycięzca znany był jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek, jak w przypadku siatkówki – Olsztyn wystawił swoją drugoligową drużynę, pierwszy zespół przygotowywał się w tym czasie do powrotu do I ligi. W meczach męskiego kosza walka polegała na tym, aby nie dać ekipie z Wrocławia rzucić więcej niż 100 punktów. Nie obyło się też bez wyborów miss festiwalu. Zapytana po wygranej, jak się czuje, odpowiedziała: – W ogóle się nie czuję, bo się dzisiaj kąpałam, tzn. jestem mile zaskoczona. Po tylu emocjach na pierwszym Festiwalu trudno sobie wyobrazić, aby mogło dziać się coś więcej, a jednak uczestnicy w kolejnych latach zawsze byli w stanie wymyślić coś nowego. Festiwal przetrwał już bramkę do piłki nożnej, której trzeba było każdego ranka szukać i znajdowano ją zawsze w innym miejscu, łącznie z jeziorem. Niektóre miejsca zostały ochrzczone przez uczestników, np. rondo Schulza. Tabliczka oznaczająca to rondo zamontowana przez Partię Trzech została niestety skradziona.

www.azs.pl

W rekordowych latach w Wilkasach było blisko 500 osób, z czego połowa tzw. waletów, którzy mimo braku miejsca i tak przyjeżdżali, aby uczestniczyć w tym niepowtarzalnym wydarzeniu. Niestety frekwencja na festiwalach z roku na rok maleje. Teraz przyjeżdża około 120 osób. Dawny klimat podtrzymują jedynie absolwenci, dla których jest to nadal kultowy wyjazd. Co przyniesie nam tegoroczny Festiwal, nikt nie wie, ale na pewno nie zamierzam siedzieć w domu, kiedy cała Polska zjedzie się do Wilkas, aby rywalizować za dnia i w nocy. Szczegóły dotyczące festiwalu na stronie www.azs.pl w sekcji sport powszechny, festiwale, lub też pytaj w swojej organizacji środowiskowej. MS Foto archiwum APS


Akawdaemickie

y p o r u E 2009

Mistrzost

IX Akademickie Mistrzostwa Europy w Siatkówce Hamburg, Niemcy: 18–24.05

VII Akademickie Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej Wrocław, Polska: 20 – 26.07

www.euc-volleyball-2009.de

www.football2009.azs.wroclaw.pl/

III Akademickie Mistrzostwa Europy w Rugby 7s

VI Akademickie Mistrzostwa Europy w Tenisie

Bristol, Wielka Brytania: 10–12.06

Poznań, Polska: 27.07 – 1.08

www.eucbristol.com

www.eusatenis2009.poznan.pl/

III Akademickie Mistrzostwa Europy w Tenisie Stołowym

VI Akademickie Mistrzostwa Europy w Siatkówce Plażowej

Niš, Serbia: 23–26.07

Poznań, Polska: 29.07 – 2.08

http://www.ussn.org.rs/sajt/home.html

www.gdynia2009.eu/

IV Akademickie Mistrzostwa Europy w Piłce Ręcznej

V Akademickie Mistrzostwa Europy w Wioślarstwie

Lublana, Słowenia: 15–21.06

Kruszwica, Polska: 2 – 5.09

www.euchandball2009.com

www.eurc2009.jimdo.com

IX Akademickie Mistrzostwa Europy w Koszykówce

I Akademickie Mistrzostwa Europy w Golfie

Heraklion, Grecja: 15–21.06

Algarve, Portugalia: 2 – 6.09 www.eucgolf2009.com/

VI Akademickie Mistrzostwa Europy w Badmintonie Genewa, Szwajcaria: 20–24.06 www.eubc2009.unige.ch/

I Akademickie Mistrzostwa Europy w Brydżu Opatija, Chorwacja: 4 – 10.10 http://eucbridge2009.vuka.hr

IV Akademickie Mistrzostwa Europy w Karate Madryt, Hiszpania: 16–19.07 www.eusakarate2009.com/

VI Akademickie Mistrzostwa Europy w Futsalu Podgorica, Czarnogóra: 20 – 26.07 www.unisportmne.ac.me

I Akademickie Mistrzostwa Europy w Taekwondo Braga, Portugalia: grudzień


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 04/2009 by AZS-APS - Issuu