Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 03/2009

Page 1

AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

[od redakcji]

Związek

M

aj się zbliża, wydarzenia sprzed stu lat, które doprowadziły do powołania i zarejestrowania Akademickiego Związku Sportowego zostaną ponownie przypomniane. Jak na obchody jubileuszu – to pewnie kulminacyjny miesiąc. Wcześniejsze rozważania Redaktora dotyczyły skojarzeń ze słowami „sport – student – akademicki”, dzisiaj przyszła pora na „związek”. Najlepiej byłoby nie zawracać sobie tym głowy i stwierdzić, że związek to nic innego jak organizacja, a nazwa „akademicka organizacja sportowa” byłaby równie łatwa do przyjęcia. No tak, ale to zbyt proste i banalne. Może poszukać jednak różnicy pomiędzy organizacją a związkiem. Ten drugi zawiera w sobie, moim zdaniem, jakiś pierwiastek emocjonalny, element więzi nie tylko urzędowej, bardziej wynika z przyjaźni niż potrzeby przynależenia do jakiejś struktury. Czytając wspomnienia starszych Koleżanek i Kolegów, czujemy, że właśnie te pierwiastki dominują. To nie było tylko uczestniczenie w treningach i zawodach, to była zawsze przemożna ochota na spotkanie i na przebywanie razem. Sport i turystyka były powodem do spotkania, wyjazdu, a nie celem samym w sobie. Oczywiście obraz się zaciera, mniej dzisiaj pamiętam, z kim i o co graliśmy jako siatkarze Uniwersytetu Warszawskiego, a bardziej – rozmowy, spotkania koleżeńskie, obowiązkowe poszukiwania czegoś zimnego do wypicia po treningu. Z wyjazdów zapamiętałem sytuacje, anegdoty, ładne dziewczyny, upojne noce, mgliste poranki. A sport – tak, z wielką pasją i oddaniem walczyło się o honor drużyny i klubu, ale to normalne. Przez wiele lat AZS był organizacją bardzo elitarną. W statutach i regulaminach ostał się

do dzisiaj zapis o tym, że członkiem AZS można zostać po złożeniu deklaracji i przyjęciu przez Zarząd Klubu. Zepsuło się nasze Stowarzyszenie, kiedy w latach 60. powstała państwowa wizja sportu masowego. Połową Europy rządziły masy (robotniczo-chłopskie), to i organizacje musiały być masowe. W archiwach Zarządu Głównego AZS znalazłem kiedyś telegram wysłany przez władze AZS: – Towarzyszu Gierek (I sekretarz PZPR), jest nas 70 000 członków! No, ale wtedy do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR) należało pewnie z półtora miliona rodaków. Potem sport masowy przekształcił się w powszechny, stan organizacyjny mocno poleciał w dół. Dzisiaj jesteśmy trochę na rozdrożu, głównie za sprawą systemu akademickich mistrzostw Polski. Aby w nich wystąpić, trzeba mieć legitymację członkowską AZS, bo to i ubezpieczenie, i składki, i ponad 50 tysięcy członków. Ale czy trzeba mieć związek z klubem, z sekcją, z gryfem, z tradycją? Wydaje się, że zupełnie nie. Sportowcy zostają członkami AZS na chwilę, często nawet nie podpisują deklaracji, a składki za nich płaci przedsiębiorczy trener lub kierownik. Oni na pewno nie przyjdą na wigilię klubową i jubileusz AZS. Często nie zostają na dekorację medalową, bo zostali tylko wynajęci w zamian za stypendium sportowe na uczelni, indywidualny tok studiów. Pewien znany badmintonista miał w kieszeni kilka indeksów różnych uczelni, na wypadek gdyby była potrzeba startu w mistrzostwach, bo zawodowo grał w lidze niemieckiej. Piłkarki ręczne SPR Lublin, wielokrotne mistrzynie Polski, od niedawna, jakby po godzinach, reprezentują Wyższą Szkołę Społeczno-Przyrodniczą w Lublinie, zostały akademickimi mistrzyniami Europy. Czy oni wszyscy tworzą Związek? Administracyjnie tak, ale emocjonalnie nie. W drogę, na następne sto lat powinniśmy wyruszać uzbrojeni w takie związki. Redaktor

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji: Halina Hanusz Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./faks (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: Piotr Rachwaniec © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 17 kwietnia 2009 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546

aps nr 03 2009 (271)


Rozmowa z Bogusławem Nizieńskim, sędzią Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, byłym rzecznikiem interesu publicznego i byłym działaczem „Solidarności”, kawalerem Orderu Orła Białego, a także członkiem AZS Kraków

Cześć! W Krakowie pojawił się Pan w latach czterdziestych. Dlaczego akurat tam?

Przyjechałem do Krakowa w 1946 roku, i w październiku rozpocząłem studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Jarosławiu, w którym mieszkałem, byłem zawodnikiem małego klubiku HKS „Czuwaj” Jarosław. Przyjechałem już z tym bakcylem sportowym. W gimnazjum grałem również w drużynie koszykówki. W Krakowie zamieszkałem w II Domu Akademickim przy al. 3 Maja 5 i zacząłem się kręcić wśród dzikich drużyn piłki nożnej na sąsiadujących z akademikiem Błoniach. Szybko udało się zebrać chętnych do gry i trenowania. Formalnie zostaliśmy zarejestrowani jako zespół AZS Kraków w Krakowskim Okręgowym Związku Piłki Nożnej latem 1949 roku. Jesienią tego roku przystąpiliśmy do rozgrywek w najniższej „C” klasie. Za sprawą trenera Edwarda Mroza już w 1950 r. dostaliśmy się do rozgrywek klasy „B”. Bardzo istotny był dla sekcji udział w I Akademickich Mistrzostwach Polski we Wrocławiu (1–5 lipca 1951 r.). Po rozegranych meczach w grupie zajęliśmy pierwsze miejsce i weszliśmy do finału. Nie zagraliśmy w nim. AZS Wrocław zakwestionował uprawnienia do gry w naszej drużynie Eugeniusza Cholewika, studenta AGH. Nie wiedzieliśmy, że był zdyskwalifikowany z rozgrywek na dziewięć miesięcy za obrazę posła. Mieliśmy żal do niego, był świetnym zawodnikiem, pochodził z Tarnowskich Gór. W zamian za to część z nas zagrała w akademickiej reprezentacji Polski przeciwko reprezentacji Dolnego Śląska na Stadionie Olimpijskim na zakończenie I AMP we Wrocławiu w 1951 roku. Była to sekcja środowiskowa, nie uniwersytecka. AZS Kraków był środowiskowym klubem sportowym, do którego należeli studenci wszystkich uczelni. Miał kilkanaście sekcji, a jedną z nich była sekcja piłki nożnej, dla której rozgrywki ligowe były zbyt wysokimi progami.

stworzenie zupełnie przyzwoitej drużyny hokeja na lodzie, a latem również hokeja na trawie. Zespół laskarzy tworzyli studenci, którzy wcześniej byli zawodnikami „Piasta” Cieszyn i „Piasta” Gliwice. Czy sport nie odbił się na studiach?

Nie, bo byłem już po studiach. Prawo studiowałem od 1946 do 1950 roku, a od 1948 roku do 1950 byłem studentem w Szkole Nauk Politycznych, którą rozwiązano za nieprawomyślny kierunek. W tym czasie zostałem pracownikiem AZS Kraków. AZS podał mi bardzo, bardzo pomocną rękę. Dzięki AZS mogłem zarabiać. Byłem kierownikiem ds. wyszkolenia sportowego. Późną jesienią 1957 roku w ramach działań rehabilitacyjnych zostałem dopuszczony na aplikację sądową. Jeszcze jako aplikant uprawiałem hokej na trawie. Ostatni mecz zagrałem w 1959 roku z „Piastem” Gliwice, który wszedł do I ligi. Musiałem wycofać się z czynnego uprawiania sportu, ponieważ po złożeniu egzaminów sędziowskich rzucano nas do pracy w teren. W 1957 roku wyjechałem do Szczecina i tam sekretarzowałem w AZS. Prezesem był nieżyjący już Janusz Induski. Jak patrzyliście na AZS w latach 1949–1956?

Sport był dla nas odskocznią, która tak naprawdę ratowała przed trudną codziennością. Za moich czasów została zlikwidowana, na skutek trudności finansowych, sekcja szermiercza, którą kierował dr Adam Papée. Podobna sytuacja była z sekcją pływacką. Poza tym wtedy powstały na uczelniach Koła AZS, i z tych Kół z poszczególnych uczelni wyłuskiwaliśmy najlepszych do szkolenia w sekcjach środowiskowych. Najważniejszą sprawą była reprezentacja środowiska. Natomiast na uczelniach

Sportową pasją wyniósł Pan z Jarosławia, a pozycję bramkarza?

Rozpocząłem swoją sportowa karierę w AZS Kraków na pozycji bramkarza, ponieważ na takiej grałem w „Czuwaj” w Jarosławiu. W 1954 roku, kiedy powstawała sekcja hokeja na lodzie – to też stanąłem w bramce. W hokeja graliśmy na terenie Wyższej Szkoły Ekonomicznej przy ul. Rakowickiej 27. W szkole pracował dozorca, tzw. lodomistrz, i z nim razem pracowaliśmy w nocy, by z kortów tenisowych zrobić lodowisko. A wszystko za sprawą prof. Romana Domasiewicza, który przyjechał ze Lwowa. On przywiózł do Krakowa bakcyl hokeja. Na początku był naszym opiekunem. Najpierw grał z nami, potem sędziował. Graliśmy przez parę lat, jeździliśmy na treningi do Katowic, choć nie były to przyjemne wyjazdy. Jeździliśmy w nieszczęsnych nocnych godzinach, a wszystko po to, że próbowaliśmy dostać się do II ligi. Skąd pochodzili hokeiści?

W drużynie byli studenci AGH, którzy podjęli studia w Krakowie, a pochodzili z Cieszyńskiego i Górnego Śląska, trzech zawodników było z Wielkopolski. To pozwoliło na www.azs.pl

Od lewej Bogusław Nizieński i prof. Andrzej Pelczar podczas jubileuszu 90-lecia AZS w Krakowie


zaczął rozwijać się sport masowy, studenci zaczęli rywalizować w rozgrywkach ligi międzyuczelnianej. Dla sportu kwalifikowanego najważniejszy był start w Akademickich Mistrzostwach Polski. Środowiska startowały w AMP z dużymi reprezentacjami we wszystkich możliwych dyscyplinach, które rozgrywano w programie zawodów. To była najważniejsza impreza w ciągu roku. We Wrocławiu szliśmy pod hasłami NAUKA PRACA SPORT, a mijając trybunę honorową musieliśmy krzyknąć: CZEŚĆ! Znając historię Polski wiemy, że tył to mroczny okres. Patrząc na sport akademicki, to raczej pomyślne lata dla szkoleń i startów.

Bardzo wielu ludziom to odpowiadało. Po prostu była to odskocznia od tego zła, jakie się rozprzestrzeniło. Azetesiacy mieli przynajmniej kapelusz ochronny, działali w sporcie akademickim, a więc na rzecz życia społeczeństwa. Był to kapelusz, który pomagał, jakkolwiek inne organizacje młodzieżowe przysyłały do pracy w AZS swoich politycznych ludzi. W tym czasie prezesami AZS byli ludzie nieciekawi. Ale jest to sprawa do przedstawienia przez historyków, którzy tym okresem działalności AZS będą się zajmowali. Jeżeli chodzi o ruch sportowy, to była piękna sprawa, to była odtrutka na to wszystko, co się wokół nas działo. Mamy szansę oglądać kroniki, fotografie z tamtych lat i dostrzegalne są ślady AZS, którego członkowie maszerują wśród flag, są uśmiechnięci…

W Krakowie AZS chodził na wszystkie państwowe manifestacje, pochody. Przyznaję się, że w latach 40. byłem zmuszany do wzięcia udziału w pochodach 1-majowych. Drugi raz byłem zmuszony w latach prezesowania klubem uniwersyteckim. Stawiłem się na miejsce zbiórki, ale w marszu już nie uczestniczyłem. Natomiast w latach 50. absolutnie wymagano uczestnictwa w pochodach. AZS był dotowany przez ministerstwo szkolnictwa wyższego, a wysokość tych dotacji w jakimś stopniu zależała od postawy organizacji. Jak powiedziałem wcześniej, wśród nas pracowała plejada działaczy politycznych. W Krakowie kuźnią kadr bardzo dziwnych była Wyższa Szkoła Ekonomiczna. Kilku jej studentów, potem absolwentów, piastowała najwyższe funkcje w AZS Kraków i w Zarządzie Głównym AZS. Ale należy podkreślić, że nawet ci ludzie, którzy przychodzili do AZS w jakimś określonym celu, z czasem się cywilizowali. Nie przywiązywaliśmy tak strasznej wagi do tej kwestii, każdy był zajęty swoim uczestnictwem w AZS. Pisałem w tym czasie kronikę naszych sekcji: w hokeju na lodzie, na trawie, w której rejestrowałem każdy mecz, daty spotkań, skład, bramki. Żałuję, że nie wytrwałem w tej pracy, bo teraz nie ma z czego odtwarzać tych wydarzeń. A pod nimi kryją się przecież konkretni ludzie. Dwa lata temu ogłosiliśmy konkurs na pracę magisterską w ramach jubileuszu 100-lecia AZS. Okazuje się, że na uczelniach nie jest znana problematyka AZS i temat nie wywołuje ani po stronie nauczycieli akademickich, ani magistrantów emocjonalnego podejścia do dziejów i historii Związku.

Wiem, że w Krakowie pod kierunkiem Władysława Stawiarskiego w AWF, później Czesława Michalskiego, takie prace powstawały. Szkoda, że młodzież studiująca i działająca w AZS nie chce zająć się udokumentowaniem nawet swoich sekcji czy klubu uczelnianego AZS. Tym bardziej że w każdej, nawet najmniejszej społeczności jest wiele bogatej historii. Wróćmy do Pana losów, pracy zawodowej i działalności w AZS.

Na początku byłem kierownikiem sekretariatu, w latach 60. zostałem prezesem klubu międzyuczelnianego AZS Kraków. Równocześnie byłem członkiem Zarządu Głównego AZS, w latach późniejszych członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej, której przewodniczył Edward Wolny z AZS Poznań.

Proszę powiedzieć, jakie było nastawienie do AZS uczelni, władz akademickich?

W latach 60. zaczynał się pewien konflikt. Już wtedy uczelnie miały ambicje nie tylko startować w ligach uczelnianych, międzyuczelnianych, ale wprowadzać swoje zespoły do państwowego systemu rozgrywek. Myśmy z tego stanowiska nie byli zadowoleni, bo takie myślenie osłabiało potencjał sportowy zespołów środowiskowych, międzyuczelnianych. Ale tak się stało. W jaki sposób uczelnie pomagały, partycypowały w działalności AZS?

Jeżeli sprawa dotyczyła np. miejsc w domach studenckich, to się udawało. Sami rektorzy uczelni byli zainteresowani, by wśród studentów byli sportowcy. Czy te doświadczenia, które wyniósł Pan z AZS, będąc zawodnikiem, a później człowieka, który pracował, kierował, organizował, były przydatne w życiu zawodowym?

Dzięki AZS wszedł we mnie nałóg uprawiania codziennej gimnastyki, takiej w granicach do 45 minut. Nie ma dnia, żebym jej nie wykonał. W miarę możliwości regularnie pływam, i to procentuje. Działania w sporcie to pokonanie stresu dnia codziennego. Muszę to powiedzieć i apelować do młodych kolegów, Polaków: nic tak nie wychowuje jak sport. Sport pomaga w pokonywaniu wszelkich czynności życiowych. Dzięki sportowi wierzę, że uda się pokonać nieprzyjazne wiatry. AZS był dla mnie ocaleniem. Co ja bym zrobił bez AZS? To AZS podał mi pomocną rękę. Po skończeniu studiów nie miałem żadnych możliwości normalnej egzystencji – tym bardziej po skończeniu studiów prawniczych i politycznych. Nie miałem nic. AZS tak serdecznie do mnie podszedł. Stąd nie zapomnę nigdy AZS. Sport był ideowy, a nie za pieniądze jak obecnie, i w tym była wielka frajda. Moja miłość do AZS jest autentyczna. Przecież okres studiów i młodości zostaje i tkwi w człowieku przez całe życie. Skąd pochodziło dofinansowanie na działalność AZS?

Dostawaliśmy środki finansowe z centrali. Nie były one wielkie, ale każda sekcja sportowa mogła nimi dysponować, każda miała kierownictwo, swoich trenerów. Kiedy pracowałem w AZS Kraków, byłem kierownikiem sekcji: najpierw siatkówki mężczyzn, potem kobiet, i tak samo w przypadku obu sekcji koszykówki. Bardzo brakowało nam aktywu społecznego, ale jakoś się łatało. Czy mieliście swoich kibiców?

Tak, przychodzili na nasze mecze i nawet jeździli z naszą sekcją piłki nożnej. Nie byli to może kibice w takim obrazie jak dzisiaj. Tak samo jak i później takich kibiców miała sekcja siatkówki AZS Kraków. Sala „Sokoła”, w której odbywały się mecze, pękała w szwach. Szczególnie kiedy siatkarze weszli do I ligi. W Krakowie w tym czasie chodziło się na siatkówkę, tym bardziej że AZS miał drużynę konkurentów – „Olszę” Kraków. Pamięta Pan jubileusz 50-lecia AZS. Jaki był wymiar tamtego jubileuszu?

Dla nas najważniejszy był sport, czyli Akademickie Mistrzostwa Polski w Krakowie w 1958 roku. Pamiętam wspaniałe uroczyste otwarcie na nowym stadionie „Wisły”, defiladę na stadionie piłkarskim, która miała długie lata drużynę piłki nożnej, zagarniętą w latach pięćdziesiątych przez „Gwardię”. To właśnie pion gwardyjski miał wtedy wielkie pieniądze, które wrzucił w rozbudowę tego kompleksu sportowego w Krakowie. Do stadionu „Wisły” przytulony był stadion miejski, przed wojną stadion AZS. Myśmy na tym stadionie bazowali z sekcją piłki nożnej i hokeja na lodzie. Razem z nami wykorzystywali do treningu ten stadion lekkoatleci. Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali Halina Hanusz, Bartłomiej Korpak Foto archiwum APS aps nr 03 2009 (271)


[koszykówka]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Koszykówce Mężczyzn, Strefa D, Opole, 31.03–2.04.2009

Opolskie eliminacje Politechnika Opolska była w tym roku organizatorem zawodów strefowych Akademickich Mistrzostw Polski w Koszykówce Kobiet i Mężczyzn. Za nami zawody z udziałem studentów z województw: śląskiego, opolskiego, dolnośląskiego oraz z regionu częstochowskiego. Awans AWF Wrocław W zawodach brało udział 13 drużyn. Tylko cztery uzyskały prawo startu w ogólnopolskich finałach, których gospodarzem będą Katowice. Pierwszy dzień zawodów był rozpoznaniem dla każdej z drużyn, na co może liczyć i przed kim czuć respekt. Ogromne wrażenie na przeciwnikach zrobili koszykarze Politechniki Opolskiej, którzy w swoim pierwszym turniejowym pojedynku pokonali rywali z Uniwersytetu Śląskiego Katowice 111:45. Drugi i trzeci dzień zmagań przyniosły kolejne rozstrzygnięcia. W środowych meczach dobrze zaprezentowały się, podobnie jak dzień wcześniej: Politechnika Opolska, AWF Katowice, Uniwersytet Zielonogórski, Kolegium Karkonoskie JG, natomiast kolejnym spotkaniom nie sprostały dwie wrocławskie uczelnie – AWF i uniwersytet, oraz UŚ Katowice i AJD Częstochowa.

W ostatnim dniu eliminacji strefowych awans do finałów uzyskały cztery najlepsze drużyny całego turnieju. Mecze decydujące o awansie rozegrały ze sobą po dwa najlepsze zespoły z każdej grupy: W pierwszej parze spotkały się Uniwersytet Zielonogórski z Uniwersytetem Przyrodniczym Wrocław. Pierwsza kwarta tego spotkania nie zapowiadała zwycięstwa zielonogórzan, którzy po pierwszych dziesięciu minutach przegrywali czterema punktami (12:16). Sytuacja jednak odwróciła się już w kolejnych momentach meczu. Przyjezdni z Wielkopolski zdołali odrobić punkty i doprowadzić do remisu po drugiej kwarcie (32:32). Po przerwie również nie dali wydrzeć sobie zwycięstwa z rąk i przypieczętowali je wygranymi kolejnych kwart (19:15, 13:10) – wynik 64:57. Spotkanie pomiędzy gospodarzami turnieju Politechniką Opolską i Uniwersytetem Wrocławskim zakończyło się miażdżącym zwycięstwem opolan. Koszykarze z Opola pokazali klasę, prowadząc przez cały mecz wysoką różnicą punktową. Znalazło to odzwierciedlenie w wyniku końcowym 101:48 (29:14, 23:6, 24:14, 25:14). Trzecią drużyną, która awansowała do finału w Katowicach, okazała się uczelnia z Jeleniej Góry, walcząca o awans z wrocławskim Uniwersytetem Ekonomicznym. W przeciwieństwie do spotkania Politechniki Opolskiej mecz ten był bardzo wyrównany, gdyż Kolegium Karkonoskie wygrało nieznaczną przewagą sześciu punktów 77:71 (21:18, 25:21, 17:15, 14:17).

W ostatnim spotkaniu turnieju w Opolu naprzeciwko siebie stanęły drużyny Akademii Wychowania Fizycznego z Katowic oraz Wrocławia. Lepsi okazali się tym razem przedstawiciele Dolnego Śląska. Katowiczanie zdołali wygrać tylko pierwszą kwartę 25:18. Trzy kolejne to już dominacja wrocławskich studentów. Podrażnieni przegraną w pierwszej części meczu, drugą wygrali przewagą trzech punktów (21:24), żeby w trzeciej kwarcie pogrążyć rywali 19:9. Wrocławski AWF utrzymywał prowadzenie do końca spotkania (71:82) i przypieczętował tym samym awans do turnieju w Katowicach (25:18, 21:24, 9:19:, 16:21). Małgorzata Michno Foto Sławoj Dubiel

www.azs.pl


[p³ywanie]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Eliminacje Strefa A, Poznań, 22–23.03.2009

Wszystkie uczelnie na jednym basenie Zmiana zasad przeprowadzania eliminacji strefy A spowodowała, że zawody rozgrywane w pierwszy wiosenny weekend na poznańskiej pływalni były na wyższym poziomie niż ubiegłoroczne. Pływacy pokazali klasę i we wszystkich czterech stylach wyniki zostały poprawione. Wymiatacze w eliminacjach strefy A Po raz pierwszy w tym roku Akademickie Mistrzostwa Polski rozgrywane są według nowych zasad, a mianowicie corocznie (nie co dwa lata, jak było do tej pory) oraz bez podziału na typy uczelni. Dla przykładu studenci z uniwersytetu nie będą się już ścigać tylko z innymi pływakami z sekcji uniwersyteckich, ale startować będą z rywalami z akademii wychowania fizycznego, państwowych wyższych szkół zawodowych czy akademii ekonomicznych. Nowe zasady mają wiele zalet. Po pierwsze: studenci mogą zmierzyć się z czołówką pływaków z całego regionu Polski. Po drugie, podniesie się poziom zawodów. Konsekwencje wprowadzenia nowych zasad najlepiej opisuje jeden z zawodników z Poznania, Piotr Stortz: – Kolokwialnie mówiąc, w tym roku jest dużo więcej wymiataczy. To prawda, ponieważ ci wymiatacze to studenci AWF. To, że mają przewagę nad innymi uczelniami, nie powinno nikogo dziwić. W końcu to właśnie do uczelni sportowych trafia większość zawodników. Tu mogą się oni skupić na przygotowaniu do zawodów, podczas gdy na innych uczelniach studenci są w innej sytuacji. Innym czynnikiem, który pomaga wymiatać studentom z AWF, jest liczba treningów. Tutaj pływacy mają do dyspozycji basen pięć razy w tygodniu po kilka godzin, wieczorem i po południu. Studenci innych uczelni skarżą się, że trenować przed zawodami pływackimi mogą tylko dwa razy w tygodniu, na dwóch torach,

i w dodatku tylko w godzinach porannych, kiedy powinni uczestniczyć w innych zajęciach. Dowodem przewagi AWF są wyniki marcowych eliminacji strefy A. Podium zostało przez nich całkowicie opanowane. Na przykład w stylu grzbietowym na 100 m trzy pierwsze miejsca zajęli właśnie ci pływacy. Górowała Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu z Gdańska. Drugie miejsce stylem dowolnym – kobiety. Drugie miejsce stylem klasycznym – mężczyźni. Fantastycznie spisali się też zawodnicy z innych uczelni. Bezkonkurencyjna okazała się Helena Rachwał z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, która dopłynęła jako pierwsza stylem dowolnym na 100 m, wyprzedziła najgroźniejszą rywalkę Sylwię Kulę z AWFiS Gdańsk aż o prawie 3 sekundy. Podobnego wy-

Budyń czekoladowy wPŁYWA na wyniki MARCIN WALICKI, student Uniwersytetu Ekonomicznego Poznań. Na AMP startuje po raz drugi. Ma na swoim koncie między innymi brązowe medale z 2008 roku, indywidualnie i w sztafecie. Zaczynał w klubie MUKS Olimpijczyk Suwałki. Najlepiej pływa stylem klasycznym, i to właśnie żabką dopłynął w tegorocznych eliminacjach na trzecim miejscu. Patrząc na twoje zeszłoroczne sukcesy: trzecie miejsca na 50 i 100 m stylem klasycznym i brąz w sztafecie, jak oceniasz swoje szanse w finale w tym roku?

W tym roku nie ma już podziału na typy uczelni, wszystkie ścigają się w jednej kategorii, więc będzie dużo, dużo trudniej.

Kogo najbardziej obawiałeś się przed zawodami?

Było kilku rywali, co do których wiedziałem, że są mocni. Niektórych udało się pokonać, innych – może na następnych zawodach. Jak będą wyglądy twoje przygotowania do finału?

czynu dokonał Norbert Szymankiewicz z Politechniki Poznańskiej, wyprzedzając rywala ze Szczecina o 3 sekundy. W sztafetach najlepsza okazała się Politechnika Poznańska, której pływacy zwyciężyli dwukrotnie, mężczyźni stylem dowolnym oraz stylem zmiennym. W sztafecie kobiet stylem dowolnym najlepsze okazały się zawodniczki z Uniwersytetu Szczecińskiego, a stylem zmiennym pływaczki z Uniwersytetu Adama Mickiewicza Poznań. Kilku zawodników zostało zdyskwalifikowanych za popełniony falstart. Piotr Stortz potwierdza, że organizacja zawodów przebiegała sprawnie i szybko. Co do kwestii atmosfery podkreśla: – Na zawodach panował przyjacielski klimat, zazwyczaj dużo żartujemy, dzięki czemu czas zawsze szybciej mija.

W weekend czeka mnie start w Poznaniu, więc będzie okazja, żeby się sprawdzić. Tydzień przed startem planuję dużo się relaksować, wypocząć ile się da. Dzień przed startem – oczywiście budyń czekoladowy i dużo snu. Na pewno stresujesz się przed zawodami. Czy to cię mobilizuje czy raczej przeszkadza?

Zdecydowanie mnie mobilizuje. Wiele lat startów nauczyło mnie, jak sobie radzić ze stresem i kierować go w dobrą stronę. Im większa ranga zawodów, tym większa jest mobilizacja i szansa na dobry wynik. Którego ze światowych pływaków najbardziej podziwiasz?

Jeśli powiem, że Michael Phelps, będzie to zbyt oczywiste, ale on jest niesamowity! Wśród klasyków moi idole to Oleg Lisogor oraz Mark Warnecke. Teksty Maja Baczyńska, Marta Stecko Foto Natalia Konarzewska aps nr 03 2009 (271)


[p³ywanie]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Pływaniu, Katowice, 4.04.2009

Finał mistrzów Na pływalni AWF w Katowicach odbyły się Akademickie Mistrzostwa Polski w Pływaniu. W zawodach wzięło udział ponad 400 zawodników z 57 wyższych uczelni w Polsce.

R

ywalizacja sportowa stała na poziomie dotąd niespotykanym podczas zawodów studenckich. Uczestniczyła cała elita polskiego pływania. Można było obejrzeć współzawodnictwo aktualnych mistrzów Polski seniorów, rekordzistów Polski, medalistów mistrzostw Europy i świata, jak również kilku olimpijczyków. Zawody rozpoczęły się defiladą i prezentacją ekip poszczególnych uczelni. Flagę Polski na maszt wciągał mistrz olimpijski i mistrz świata Paweł Korzeniowski. Przed rozpoczęciem startów Adam Bałza z AWFiS Gdańsk dał wspaniały pokaz free divingu, przepływając pod wodą 112,5 metra. Jego motto życiowe to… są setki lepszych ode mnie, ale tylko nieliczni mają taką wiarę i motywację. Pierwszą konkurencję na 100 m stylem dowolnym zwyciężył Robert Wilk z czasem 49.64. Złotą kolekcję medalową uzupełnił w bloku popołudniowym wygrywając również 50 m stylem dowolnym 22.70. Kolejne starty obfitowały w następne fenomenalne wyniki. Na 100 m stylem grzbietowym odbyła się zacięta walka o miejsca na podium. W rezultacie wygrał ze znaczną przewagą Robert Jasiński z czasem 53.91. Paweł Korzeniowski był trzeci, ale zrewanżował się na 100 m stylem zmiennym, wygrywając w znakomitym czasie 55.43. Zgodnie z oczekiwaniami najlepszy w klasyku został Mariusz Winogrodzki, aktualny rekordzista Polski, wygrywając bezkonkurencyjnie najpierw 50 m (28.38), a potem 100 m (1:01.81). www.azs.pl

Wśród kobiet dominowała Aleksandra Urbańczyk, mistrzyni Europy, deklasując zawodniczki na 50 m delfinem (26.84) oraz 100 m stylem zmiennym (1:03.58). Doskonale zaprezentowała się również Karolina Mazurek, która wygrała 100 m stylem klasycznym (1:13.08) i przypłynęła jako druga na 100 m stylem zmiennym (1.05.90). Setka kraulem należała do Pauliny Barzyckiej (58.17), natomiast na dystansie o połowę krótszym tryumfowała Helena Rachwała z czasem 27.07. Od strony sportowej można uznać, że mistrzostwa były wielkim sportowym show najlepszych w tej dyscyplinie w Polsce. Co do poziomu mistrzostw niech wypowiedzą się sami zawodnicy: – Przyjechało więcej osób trenujących profesjonalnie, co podniosło znacząco poziom w porównaniu do mistrzostw w Lesznie 2 lata temu – mówił Sebastian Tyszkowski z AWF Wrocław (3. miejsce na 50 m stylem motylkowym, aktualny wicemistrz Polski seniorów). – Poziom jest zaskakująco wysoki. Trzeba było ostro się pospinać, żeby wywalczyć medale. Niewątpliwie jest się z kim pościgać o życiówki – dodaje jego kolega z uczelni Mateusz Sławiński (2. miejsce na 100 m stylem dowolnym, aktualny mistrz Polski seniorów na tym dystansie. – Żeby dostać się do finału trzeba trenować profesjonalnie, niestety nie ma już miejsca dla amatorów. Niedługo będzie można mówić o dwóch najważniejszych imprezach w pływaniu – Akademickich Mistrzostwach Polski i Mistrzostwach Polski Seniorów – komentuje Patryk Wojszko z WSFiZ w Białymstoku, wielokrotny rekordzista Polski juniorów. Mistrzostwa zostały przeprowadzone według nowej formuły, ogłoszonej na inauguracji Sportowego Roku Akademickiego 2008/2009 w Gdańsku. Zdania wielu trenerów i działaczy co do obecnej postaci rozgrywania mistrzostw są podzielone

i budzą wiele kontrowersji. Pojawiły się również krytyczne opinie dotyczące organizacji samych zawodów w Katowicach. – Zmiana formuły mistrzostw spowodowała, że wszystkie uczelnie startują razem, a nie w typach uczelni. To uatrakcyjniło i podniosło rangę zawodów, gdyż możemy podziwiać kadrowiczów, mistrzów Europy i świata. Sama organizacja mistrzostw budzi pewne zastrzeżenia. Zawody nie powinny być rozgrywane w ciągu jednego dnia. Niektórzy zawodnicy w pośpiechu musieli konsumować obiad i z powrotem w biegu wracać na drugi blok zawodów. Zabrakło również czasu na imprezę integracyjną dla studentów, które były praktykowane we wcześniejszych latach. Zupełnie nietrafiona na tych mistrzostwach jest również zasada, że najlepsi startują w pierwszych seriach. Jest to niezgodne z przepisami PZP i oddziałuje deprymująco na zawodników startujących w późniejszych seriach – przedstawia Waldemar Olejniczak, trener Politechniki Poznańskiej. – Katowice bardzo dobrze zorganizowały mistrzostwa od strony technicznej,

jednak brakowało tutaj ważnego czynnika integrującego młodzież. Widoczna jest znaczna profesjonalizacja pływania akademickiego. Przestaje być już sportem amatorskim i przypomina w obecnej postaci bardziej sport kwalifikowany. Powinno się rozdzielić tak zwany finał mistrzów od amatorów. Stare zasady rozgrywania mistrzostw były sprawiedliwsze. Dawały możliwość startu studentom trenującym amatorsko 3–4 razy w tygodniu – komentuje Mirosław Kowalski, trener Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Mistrzostwa były wspaniałym popisem umiejętności pływackich akademików. Uwagi dotyczące organizacji samych mistrzostw należy odebrać jako konstruktywną krytykę motywującą do zmian w przyszłości. Pogłębiająca się profesjonalizacja jest nieunikniona i powinna być powodem do zadowolenia. Z drugiej strony pozostaje pytanie, co dalej ze sportem uczelnianym, który przez lata był istotą zawodów akademickich. Tekst Sebastian Humbla Foto Natalia Konarzewska


[p³ywanie]

Sportowa miłość Rozmowa z Michałem Skórą, pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Zakładzie Pływania i Ratownictwa Wodnego AWF im. Jerzego Kukuczki w Katowicach Michale, od jak dawna interesujesz się sportem?

Właściwie od dziecka. Pamiętam, że mama nie nadążała z kupowaniem butów, które zdzieraliśmy w czasie gry w piłkę nożną na asfaltowym boisku szkolnym w Bieruniu. Ten sport zawsze był moją drugą miłością, zaraz po pływaniu. Jesteś trenerem sekcji pływackiej. Od kiedy zacząłeś poświęcać się właśnie tej dyscyplinie?

Trenerem pływania jestem od 2002 roku, czyli od momentu ukończenia studiów. Początkowo przez 5 lat pracowałem społecznie z sekcją akademicką AWF Katowice. Startowaliśmy z powodzeniem w Akademickich Mistrzostwach Śląska oraz Pucharze Środowisk Akademickiego Związku Sportowego. Od półtora roku pracuję z sekcją wyczynową AZS AWF Katowice. Współpracuję z Ireneuszem Langerem oraz Wojciechem Rejdychem. Moja przygoda z pływaniem tak naprawdę rozpoczęła się w II klasie szkoły podstawowej, już wtedy uczęszczałem do klasy o profilu sportowym. Potem trafiłem do Szkoły Sportowej nr 8 w Oświęcimiu, a w późniejszych latach do Zespołu Szkół Ogólnokształcących Mistrzostwa Sportowego. W roku 1998 podjąłem studia w AWF w Katowicach, a w 2002 roku zostałem magistrem wychowania fizycznego, trenerem pływania II klasy oraz instruktorem piłki nożnej. Masz osiągnięcia w pływaniu?

Od 2002 roku jestem pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Zakładzie Pływania i Ratownictwa Wodnego Katedry Sportów Indywidualnych AWF Katowice. Trenuję również sekcję akademicką, która zdobyła m.in. I miejsce w Akademickich Mistrzostwach Śląska oraz II miejsce w Pucharze Środowisk AZS (2002); I miejsce w Akademickich Mistrzostwach Śląska oraz III miejsce w walce o Puchar Śro-

dowisk AZS (2003). W kolejnych latach utrzymywało się I miejsce w AMŚl. – aż do roku 2008, kiedy zostałem trenerem sekcji pływackiej. Dodam tylko, że przełomowy był dla mnie rok 2007 – wtedy zdobyłem również I miejsce w Międzynarodowym Pucharze Środowisk AZS oraz II miejsce w Akademickich Mistrzostwach Polski. Jako trener do osiągnięć mogę zaliczyć Główne Mistrzostwa Polski Seniorów i Młodzieżowców – w Ostrowcu Świętokrzyskim – 12 medali, oraz Zimowe Mistrzostwa Polski Seniorów i Młodzieżowców, które odbyły się w Gorzowie Wielkopolskim – tam zdobyliśmy 28 medali. Niedawno na pływalni AWF w Katowicach zakończyły się AMP w Pływaniu…

W zawodach rozegranych na początku miesiąca wzięło udział ponad 400 studentów z 57 uczelni. Wśród uczestników nie zabrakło również reprezentacji polskiej kadry pływackiej. Do grona tych osób należeli m.in. Paweł Korzeniowski, Aleksandra Urbańczyk oraz Paulina Barzycka. W klasyfikacji drużynowej mężczyzn Akademia Wychowania Fizycznego zdobyła I miejsce, natomiast w klasyfikacji kobiet – miejsce II, za zawodniczkami z Uniwersytetu Przyrodniczego z Lublina. Wszyscy zawodnicy AWF Katowice trenują pod kierunkiem Ireneusza Langera, Wojciecha Rejdycha i moim. Wiadomo, że nie byłoby zawodów bez chęci współpracy oraz zaangażowania konkretnych osób. Czy również należysz do tego grona?

Zawody organizujemy zawsze w sprawdzonym teamie. Poza trenerami Ireneuszem Langerem i Wojciechem Rejdychem współpracujemy też ze Zbigniewem Narlochem z Poltiming (nazwa oznacza automatyczny pomiar czasu) oraz Robertem Brusem z SMS Kraków (obsługa informatyczna). Stroną organizacyjną zawodów zajmowała się Organizacja Środowiskowa AZS Katowice. Współpraca układała się jak zwykle wzorowo i mam nadzieję, że wspólnie podejdziemy do organizacji następnej imprezy pływackiej. Tegoroczne AMP można określić jako kawał dobrej roboty. Czasem sportowcy muszą sporo czasu poświęcić na treningi, by w rezultacie wyróżnić się na tle rywali. Nieraz zdarza się, że silna wiara wystarczy, by osiągnąć upragniony cel. Jak długo trzeba ćwiczyć, żeby odnieść sukces?

Sport wymaga poświęcenia, samodyscypliny i pokonywania własnych słabości. Pływanie to sport dla prawdziwych twardzieli. Trening zaczyna się o 6.30, o 12.00 – siłownia, natomiast o 17.00

czas na kolejny trening. Nie można zapomnieć też o nauce. AWF w Katowicach to uczelnia, na której bez problemu można połączyć naukę i trening. Zazwyczaj człowiek, który otrzymał od Boga talent, nie pracuje zbyt solidnie i nie dochodzi do maksymalnych wyników. Natomiast zwykły rzemieślnik nigdy nie dojdzie do pewnego poziomu, mimo że pracuje za trzech. Oczywiście ważna jest również odrobina szczęścia i dyspozycja dnia. Jakie cechy powinien posiadać sportowiec?

Prawdziwy sportowiec to z jednej strony profesjonalista, z drugiej strony osoba, która powinna dostrzegać wokół siebie jeszcze kogoś poza czubkiem własnego nosa. Prawdziwy sportowiec powinien dbać o swoją edukację i wnosić coś do grupy treningowej, w której funkcjonuje. Nam udało się stworzyć taką grupę świetnych pływaków i fajnych ludzi – AWF Katowice Swim

Team. Pracujemy pod hasłem: Bo pływanie to pasja i świetna zabawa. Zwycięstwo ok, ale nigdy za wszelką cenę! Jak każdy pasjonat sportu, zapewne masz swojego idola.

Jedną z takich osób jest Jan Paweł II. Cenię go za to, jakim był człowiekiem, oraz za jego sportową pasję. Kolejną taką osobą jest Lance Armstrong. U niego podziwiam wytrwałość w walce z przeciwnościami losu. W jaki sposób postrzegasz rozwój swojej kariery w następnych latach? Wiążesz ze sportem swoją przyszłość?

Najważniejsze jest, aby dopisywało zdrowie. Lubię swoją pracę. Jest to moja pasja i nie zamierzam zmieniać profesji. Choć z drugiej strony jestem młody, mam dwie zdrowe ręce i nogi – zobaczymy co przyniesie życie… Czy masz plany związane z rozwojem sportu na terenie Śląska?

Zamierzamy wystąpić do PZP o organizację w 2010 roku Mistrzostw Polski Juniorów w Pływaniu oraz Grand Prix o Puchar Polski. Będzie to doskonała promocja regionu oraz uczelni, a także naszego pięknego obiektu, który w opinii zawodników, trenerów i działaczy PZP jest najładniejszą i najbardziej funkcjonalną pływalnią 25-metrową w Polsce. Rozmawiała Beata Hrycyna Foto Tomasz Pąchalski aps nr 03 2009 (271)


[ergometr]

Akademickie Mistrzostwa Polski w Ergometrze Wioślarskim, Warszawa, 2–3.04.2009

Faworyci nie zawiedli Hala Centrum Sportowo-Rekreacyjnego Uniwersytetu Warszawskiego była miejscem zmagań studentów-sportowców w czasie Akademickich Mistrzostw Polski w Ergometrze Wioślarskim.

W

zawodach brała udział rekordowa liczba zawodników – około 600 reprezentantów 47 uczelni, którzy walczyli w dwóch kategoriach wagowych. Medale przyznawano również według typów uczelni i w klasyfikacji drużynowej. Jak się okazuje, przeprowadzenie zawodów dla tak dużej liczby startujących jest prawdziwym logistycznym wyzwaniem, ale organizatorzy poradzili sobie perfekcyjnie. Mistrzostwa rozpoczęły się wcześnie rano

obowiązkowym ważeniem zawodników. Po przeprowadzeniu formalności – start! Do dyspozycji zawodników dwa zestawy po osiem stanowisk startowych i kilkanaście treningowych. Mimo sporej liczby startujących wyścigi przebiegają terminowo. System do ekranizacji wyścigów też działał bez zarzutu, bo o sprawne funkcjonowanie tego istotnego elementu zawodów organizatorzy modlili się najbardziej. W zeszłym roku awaria systemu znacznie utrudniła przebieg mistrzostw. W tym roku wszystko działało, dzięki czemu kibice i zawodnicy mogli oglądać zmagania ścigających się na dużym ekranie. W efekcie nienaganna organizacja mistrzostw, pozytywna, acz bojowa atmosfera w hali przesądziła o wysokiej ocenie, jaką przyznali uczestnicy tym mistrzostwom. Czy przełożyło się to na lepsze wyniki? Jeśli chodzi o zwycięzców – w klasyfikacji generalnej niespodzianek nie

Futsal – sztuka sędziowania Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu, Kraków, 20–22.02.2009 Choroba Zakończyły się Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu. W krakowskim turnieju finałowym (20–22 lutego br.) zwyciężyła drużyna Uniwersytetu Rzeszowskiego, bezsprzecznie najlepsza, pozostawiając w pokonanym polu PWSZ Wałbrzych i AGH Kraków. Poziom sportowy tegorocznych mistrzostw był taki sobie, na Akademickich Mistrzostwach Europy raczej wiele nie zwojujemy, lecz nie w tym rzecz. Chciałbym się skupić na sędziowaniu. Cztery turnieje strefowe i turniej finałowy AMP w Futsalu obsługiwali sędziowie bardzo różni – o różnych kwalifikacjach i w różnym wieku. Mieliśmy zatem sędziów polskiej ekstraklasy (Poznań), sędziego seniora (czyli w wieku emerytalnym – Kraków), sędziów-leniuchów (także Kraków) oraz sędziów, którzy nie znali przepisów (Lublin i Warszawa). W turnieju finałowym kontynuowano liczenie żółtych i czerwonych kartek z eliminacji strefowych, jednak ze względu na różnorakie (chciałoby się napisać: w większości mizerne) kwalifikacje i zaangażowanie sędziów, w dziedzinie napomnień i wykluczeń zabrakło mistrzostwom podstawowej sprawiedliwości. Kilka przykładów, oczywiście. Sędziowie w Poznaniu karali żółtymi (zdarzyła się i czerwona) kartkami za brak ochraniaczy na piszczele, przeprowadzanie zmian poza wytyczoną strefą i za brak znaczników u zawodników na ławkach rezerwowych. W Krakowie (hala Com www.azs.pl

Com Zone) strefy zmian organizatorzy turnieju w ogóle nie wytyczyli (pojawiła się dopiero po meczu Polskiej Ekstraklasy Futsalu, rozegranego na tej hali 20 lutego wieczorem, po stanowczym żądaniu sędziego ekstraklasy), sędziowie brakiem ochraniaczy zupełnie się nie przejmowali, nawet jeśli im zwracano na to uwagę, a znaczników po prostu w hali fizycznie nie było ani przez chwilę, mimo że na konferencji technicznej szef komitetu organizacyjnego Bartek Wanat wypowiedział się w tej sprawie jasno: będą! Kiedy zdarzyły się rzuty karne przedłużone, sędziowie w Krakowie, Lublinie, Poznaniu i Wrocławiu nakazywali je wykonywać z dziesięciu metrów, zgodnie z przepisami. Ale w Warszawie strzelano z dziewięciu. Dlaczego? Kolejna warszawska ciekawostka: w polu karnym drużyny broniącej wydarzył się faul. Był to faul drużyny, który kwalifikował się już do wykonywania rzutu karnego przedłużonego. Ze względu na miejsce przewinienia – pole karne – należało jednak wykonać wyłącznie rzut karny z sześciu metrów. Wykonano tymczasem dwa strzały: z sześciu oraz z dziesięciu (pardon, w tym wypadku z dziewięciu) metrów. Ręce opadają. Odrębną sprawą jest udział w turnieju finałowym w Krakowie sędziego seniora. Był w zasadzie dodatkiem do gier i funkcjonował dlatego, że mecz futsalowy sędziować przecież musi dwóch panów z gwizdkami. Innych powodów nie widzę. Mimo znikomej aktywności sędzia-senior nie ustrzegł się jednak błędów. Wiedzą o tym najlepiej zawodnik, ukarany przez niego dwiema żółtymi kartkami w tym samym meczu (czerwonej zawodnik nie

zobaczył i wykluczony z gry nie został), oraz pewien bramkarz, który miał już napomnienie z turnieju strefowego, zobaczył żółtą kartkę w Krakowie, ale grał dalej w najlepsze, ponieważ sędzia-senior faktu pokazania bramkarzowi żółtej karteczki nie zgłosił do protokołu. Jeśli czegoś się nie wie, dobrze jest pytać. Zasadę tę przytomnie zastosowali działacze z Lublina. Otrzymałem telefony z pytaniami: po pierwsze, z ilu metrów wykonywać rzut karny przedłużony, i po drugie, jaki wynik wpisać do tabeli, kiedy mecz zweryfikowany zostaje jako walkower. Odpowiadałem prawidłowo, nawet nie zdając sobie sprawy, że… w tym drugim wypadku zadecydowałem o kolejności zespołów w jednej z grup eliminacyjnych (chodziło o różnicę bramek).

Diagnoza Opisałem sytuacje skandaliczne. Nie musiały się wydarzyć i nie wydarzyłyby się, gdyby organizator AMP – Zarząd Główny Akademickiego Związku Sportowego – podszedł do sędziowania i kwestii egzekwowania przepisów gry poważnie. Futsal jest dyscypliną młodą i grupa ludzi (sędziów), którzy potrafią dobrze stosować jej przepisy w praktyce, jest wciąż nieliczna. Ale właśnie z tej grupy, w porozumieniu z Komisją Futsalu PZPN, należy rekrutować arbitrów poważnych rozgrywek. Futsal to nie jest po prostu kopanie piłki w sali, sporadycznie przerywane gwizdkami, a odnoszę wrażenie, że w przekonaniu organizatorów Akademickie Mistrzostwa Polski w Futsalu 2008/2009 właśnie na tym, niestety, polegały. Piotr Kuś


było. Podium – tak jak w ubiegłym roku – zdominowały wioślarskie potęgi: Poznań i Bydgoszcz, chociaż przedstawicielom innych miast również udało się wywalczyć medalowe miejsca. Zabrakło utytułowanych wioślarzy, którzy by mogli podnieść poziom imprezy, ale ich brak spowodował, że ci słabsi mieli okazję zmierzyć się z innymi i powalczyć o medale. Wśród pań konkurencja raczej niezbyt duża. W wadze lekkiej bezkonkurencyjne okazały się Agnieszka Renc (SGGW Warszawa) i Izabela Pazyna (UMCS Lublin). Dziewczyny nie dały rywalkom żadnych szans, kończąc swoje biegi z ponad 4-sekundową przewagą do pozostałych zawodniczek. Obie panie spotkały się na podium już w zeszłym roku, również deklasując rywalki. Tym razem to Pazyna (3:30,50) musiała uznać wyższość Agnieszki (3:30,00). Trzecia na podium wrocławianka, reprezentantka Politechniki – Agata Masalska (3:34,40), która w stosunku do zeszłego roku poprawiła swój wynik o 4 sekundy. W wadze normalnej najlepsza okazała się Agnieszka Maluśkiewicz, reprezentantka WSNHiD Poznań, która – tak jak jej koleżanki z wagi lekkiej – również ukończyła bieg sporo przed rywalkami (3:20,50). Niższe miejsca podium zajęły przedstawicielki bydgoskich uczelni – Katarzyna Wołna (WSG), która przybyła na metę 4 sekundy później, i Marta Liniewska (CM UMK) z ponad 6-sekundową stratą do zwyciężczyni. Zatem tak jak przed rokiem Bydgoszcz znalazła się na podium, choć tym razem musiała zadowolić się srebrem i brązem.

U panów poziom był bardziej wyrównany, toteż rezultaty biegów w konkurencjach wagowych do ostatniej chwili pozostawały nieznane. W wadze lekkiej znów prowadzenie objął Poznań, a to za sprawą Marcina Jędrzejczaka i Piotra Abrahamczyka (obaj UAM), którzy przebyli kilometrowy dystans odpowiednio w 3:02,10 i 3:02,60. Tuż za nimi przedstawiciel Bydgoszczy – Łukasz Zub, ze stratą zaledwie 0,20 s do Abrahamczyka. Również setne sekundy dzieliły zwycięzców w wadze normalnej. Tutaj miejscami na podium podzielili się poznaniacy. Zwyciężył Bartosz Zabłocki (UP) 2:47,70, przed Michałem Ratajczakiem (UAM) – 2:48,40 i Dominikiem Kubiakiem (PP) – 2:49,20. Dominacja Poznania i Bydgoszczy potwierdziła się jeszcze w klasyfikacji drużynowej. Medalami podzielili się zwycięzcy zeszłorocznej klasyfikacji drużynowej, choć tym razem w innym układzie. Uniwersytet Adama Mickiewicza (1160 pkt) tym razem najlepszy, za nim zwycięzca poprzednich zawodów – WSG Bydgoszcz (1147,5) i UKW Bydgoszcz (1111). U pań triumfowała Bydgoszcz. Najlepiej na ergometrze wiosłowały studentki z WSG (436), za nimi uplasowały się reprezentantki UAM Poznań (423) i na trzecim miejscu UMCS Lublin (407). Mocna pozycja Lublina (na 5. i 6. miejscu znalazły się odpowiednio Politechnika Lubelska i UP Lublin) w klasyfikacji to dość duży powód do dumy. Miasto nieposiadające – tak jak pozostali zwycięzcy – tradycji wioślarskich, nie mówiąc już o infrastrukturze potrzebnej do uprawiania tego sportu – pokazało, że mimo wszystko można zajść wysoko.

Rozmowa z Dariuszem Piekutem, organizatorem AMP w Ergometrze Wioślarskim Jak oceniasz zawody od strony organizacyjnej?

Niezręcznie jest mi się chwalić, ale myślę, że rewelacyjnie. Zgłoszonych mieliśmy około 700 osób. Ostatecznie w zawodach brało udział blisko 600. Przy takiej liczbie nietrudno o pomyłkę, a u nas wypaliły: odprawa, wyżywienie, zakwaterowanie, starty. Wszystko odbywało się w wyznaczonym czasie i bez problemów – to chyba dowód na to, że wyszło dobrze. W zeszłym roku padł system z powodu wadliwego oprogramowania, to nieco sparaliżowało

przebieg zawodów. Teraz obeszło się bez takich trudności. Zawodnicy biorący udział w mistrzostwach podkreślali niesamowitą atmosferę...

Atmosfera była genialna. Złożyło się na to kilka rzeczy: był spiker podkręcający imprezę; była obsługa medialna, która umożliwiała zawodnikom obserwowanie rezultatów przeciwników, a widzom przyglądanie się poczynaniom startujących, dzięki temu każdy miał wgląd w to, co się dzieje na zawodach. Poza tym – co jest cechą charakterystyczną przedsięwzięć organizowanych przez AZS Warszawa – staramy się przygotowywać imprezy siłami studentów-wolontariuszy. Oni są bardzo zaangażowani w to, co robią. To ludzie z pasją, gotowi do poświęceń w imię wzorowej organizacji imprezy, dobrego samopoczucia zawodników. Jeśli sportowcy dobrze się czują, to jest to właśnie efektem pracy zaangażowanych w organizację mistrzostw ludzi. Co powiesz o zawodnikach startujących w tegorocznych mistrzostwach i o poziomie jaki reprezentowali?

Zabrakło mi utytułowanych wioślarzy, szczególnie tych z aren olimpijskich, tym bardziej że startowali w poprzednich latach. Osobiście liczyłem, że po roku olimpijskim pojawi ich się tu kilku. Powodem pewnie jest to, że są teraz na zgrupowaniach, obozach. Generalnie zdecydowana większość zawodników była bardzo dobrze przygotowana do startów. Z drugiej strony znalazły się tutaj też przypadkowe osoby, które zgłosiły się na mistrzostwa, żeby uczestnictwem w imprezie sportowej wywalczyć punkty dla swojej uczelni. W związku z tym należy się zastanowić, czy te setki osób startujących w zawodach to dobrze czy źle? Czy stawiamy na upowszechnianie sportu i w związku z tym taka liczba osób jest wskazana, czy na rozgrywanie zawodów, w których liczy się jakość – a więc jesteśmy za ograniczeniem do tych, którzy rzeczywiście trenują tę dyscyplinę. Znalezienie złotego środka jest bardzo trudne. Dziękuję za rozmowę.

Tekst i rozmowa MM Foto Maciej Samsonowicz aps nr 03 2009 (271)


[narciarstwo]

Narciarski Akademicki Puchar Polski 2008/2009 – AZS WinterCup

Maraton na stoku Pięć eliminacji: Kluszkowce, Stożek, Harenda, Gromadzyń, Jurgów i finał na Harendzie; ogółem ponad 200 startujących narciarzy i jeden zwycięzca.

dłowość pokonywania bramek, to u mnie, po tylu latach, jest to już automatyczne zachowanie.

N

Rozmowa z Maciejem „Fizykiem” Krzywieckim, trenerem Politechniki Śląskiej w Gliwicach

ajlepszy zbiera wszystko, czyli złoto zarówno w slalomie, jak i w slalomie gigancie dla Karoliny Klimek i Wojciecha Szczepanika, którzy także dostali specjalne nagrody ufundowane przez firmę Rossignol – głównego sponsora WinterCupu. Politechnika Śląska Gliwice, za największą liczbę punktów (i chyba zawodników też), zdobyła największy puchar za zwycięstwo w klasyfikacji drużynowej kobiet i mężczyzn. Podczas finałów nie było już słabych. Pozycja w klasyfikacji generalnej decydowała o kolejności zjazdu, a ona miała nie lada znaczenie z powodu niezimowej temperatury, co powodowało, że twardość stoku z przejazdu na przejazd była coraz gorsza. Po zawodach finałowych przyszedł czas na ceremonię rozdania nagród, a po niej już tradycyjna walka na śnieżki, która pozostawiła ślady nie tylko w pamięci, ale i na ciele (nielicznych).

Rozmowa z Karoliną Klimek, studentką na Wydziale Wychowania Fizycznego w PWSZ Racibórz Jak zaczęłaś przygodę z nartami?

Zaczęło się w Zakopanem, kiedy miałam 3 lata. Mój ojciec trenował narciarstwo zjazdowe. WinterCup składa się z wielu etapów; który był najtrudniejszy?

Dla mnie najbardziej nietypowym stokiem był ten przygotowany w Jurgowie, ponieważ jest dosyć płaski. Czuję się o dużo lepiej na stromych, gdzie mam większe szanse na zajęcie dobrego miejsca. W którym z etapów były najlepsze warunki pogodowe?

Chyba w Wiśle, chociaż w Ustrzykach były również bardzo dobre warunki, jednak tam zawody się przeciągnęły. Co zrobić, by jak najszybciej przejechać trasę?

Po prostu dać z siebie wszystko i jechać jak najlepiej. Jeśli chodzi o prawiwww.azs.pl

Gdzie oprócz mistrzostw organizowanych przez AZS startujesz?

Obecnie startuję w FIS University Race (Puchar Europy dla Studentów), i jestem na I miejscu. W tym samym czasie są zawody FIS Uni w Bilej v Beskydech w Czechach i AMP na Harendzie, więc stracę prowadzenie, ale nie żałuję.

Twoi podopieczni zdobyli pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej WinterCup. Była przeprowadzana wzmożona motywacja do uczestnictwa?

Ich akurat nie trzeba było motywować, nie ma u nas indywidualistów, może oprócz Adama Wójtowicza. Studenci z naszej uczelni wiedzą, że jadą jako drużyna i tylko na taki wynik się nastawiamy. Jest wielu dobrych indywidualistów z AWF, którzy są poza naszym zasięgiem, więc nie mamy na razie szans, by z nimi konkurować. Zawsze jest nas dużo i dzięki liczbie osób, które przyjechały, i sile zespołu zdobyliśmy pierwsze miejsce. Mamy w rezerwie kilku zawodników i jak ktoś wypadnie, to jest kim go zastąpić. Dzięki temu czołówka jedzie dużo bardziej rozluźniona. Gdzie trenujecie?

Ogólnie gdzie się da. Jednak od wielu lat jeździmy na zaprzyjaźniony stok w Szczawnicy. Tam pozwalają nam ustawić slalom, i to jest powodem tego dlaczego w slalomie lepiej wypadamy. Czasem udaje nam się zorganizować wyjazd do Włoch czy Austrii. Który z etapów WinterCupu był najtrudniejszy?

Myślę, że najtrudniejsze etapy to te najsilniej obsadzone, czyli eliminacje mazowieckie. Ustrzyki Dolne natomiast były najłatwiejsze pod względem trudności, nie tylko przez swoją egzotykę, ale i odległość. Jak zachęcić studentów do tego, by uczestniczyli we wszystkich etapach narciarskiego Akademickiego Pucharu Polski?

Jeżeli ktoś uwielbia narciarstwo, to nie trzeba go zachęcać. Całe towarzystwo też jest pochłonięte pasją do nart. Ludzie sami się garną, co widać na każdym etapie, uczestniczyło przecież ponad stu zawodników. Każde eliminacje to impreza

masowa, świetnie zorganizowana, a to też przyciąga młodych. Czy mimo tego że imprezy rangi międzynarodowej to inna kategoria zawodów, możesz je porównać do zawodów organizowanych przez AZS?

Imprezy FIS są zorganizowane na pewno lepiej pod względem technicznym – to przecież prawdziwy profesjonalizm federacji międzynarodowej. Na imprezach AZS jest zdecydowanie lepsza zabawa. Trzeba znaleźć złoty środek między profesjonalizmem a niepopadaniem w paranoję, by nie dojść do skrajności z drugiej strony. Jak wygląda nabór do sekcji narciarstwa na Politechnice Śląskiej Gliwice?

Częste pisanie ogłoszeń, szukanie wśród znajomych, jak i wyłapywanie osób, które chcą iść na politechnikę, a już jeżdżą w klubie sportowym. Mamy na uczelni dwie struktury – pierwszą jest klub narciarski, drugą jest sekcja narciarska, która jest de facto reprezentacją uczelni na zawodach. Tekst, foto Mateusz Tomanek Klasyfikacja generalna KOBIETY Slalom gigant: 1. Karolina Klimek PWSZ Racibórz 293 pkt, 2. Marta Berezik AWF Kraków 292, 3. Hanna Majlert SWPS Warszawa 280 Slalom kobiet: 1. Karolina Klimek PWSZ Racibórz 300 pkt, 2. Marta Berezik AWF Kraków 288, 3. Hanna Majlert SWPS Warszawa 280 Klasyfikacja drużynowa: 1. Politechnika Śląska Gliwice 2495 pkt, 2. Uniwersytet Warszawski 2277, 3. SWPS Warszawa 1811 MĘŻCZYŹNI Slalom: 1. Wojciech Szczepanik AWF Katowice 296 pkt, 2. Adam Wójtowicz PŚ Gliwice 286, 3. Krzysztof Czaiński PW 261 Slalom gigant: 1. Wojciech Szczepanik AWF Katowice 296 pkt, 2. Adam Wójtowicz PŚ Gliwice 292, 3. Michał Pawlas UŚ 275 Klasyfikacja drużynowa: 1. Politechnika Śląska Gliwice 3432 pkt, 2. Politechnika Warszawska 3317,5, 3. Uniwersytet Warszawski 2355,5


Blisko tysiąc studentów uczestniczyło w tegorocznych AMP w Narciarstwie. Pogoda nie sprzyjała, ale klimat – wprost przeciwnie!

P

rzyłącz się do naszej Łodzi! Tak pokrótce można opisać atmosferę, która panowała na stoku. W rytm muzyki, która towarzyszyła startującym sportowcom, studenci z Politechniki Łódzkiej rozgrzewali wszystkich, a zsynchronizowane układy taneczne pobudzały i rozgrzewały nie tylko zmarzniętych zawodników, ale i spikerów, którzy dodawali otuchy zjeżdżającym. O poziomie zawodów opowiedzą poniżej zawodnicy, którzy na podsumowaniu zawodów w klubie „Wierchy”, odebrali puchary i medale. Zakopiański klub od wielu lat słynie ze świetnych imprez, i tym razem wśród laserów, dymów i świetnej muzyki nie mogło być inaczej.

I K S E D D O I K S E D O D Rozmowa z Andrzejem Gąsienicą-Danielem, studentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

Zdobyłeś dwa medale…

W slalomie gigancie w klasyfikacji generalnej mężczyzn (brązowy medal) i typach akademii (złoty medal). Czy przed zawodami można było powiedzieć, kto wygra?

Nie można było tego przewidzieć, ponieważ były kiepskie warunki. Od kilku dni temperatura była cały czas dodatnia, a w czasie zawodów finałowych padał deszcz. Dodatkowo trasa była ustawiona po narciarzach, więc były nierówności na trasie. Na te zawody przyjechali prawie wszyscy kadrowicze, moi koledzy. Około 15 zawodników było naprawdę mocnych i między nimi wszystko się mogło rozegrać. Byłeś w Harbinie na zimowej uniwersjadzie. Czy można porównać tę imprezę z AMP?

Dawne mistrzostwa Polski szkół wyższych odbywały się tylko na terytorium

Polski i zawodnicy są tylko z naszego kraju. Uniwersjada to igrzyska akademickie i startują na nich najlepsi studenci z całego świata – jest to wyższa i inna ranga zawodów. Po zorganizowaniu letnich igrzysk olimpijskich Chińczycy chcieli udowodnić, że potrafią też zorganizować igrzyska w sportach zimowych i faktycznie to im się udało. Na uroczystym otwarciu w hali lodowej przedstawienie trwało około dwóch godzin, mimo to spektakl i cały program uroczystości był bardzo interesujący.

śli nie koncentruję się na tym, nie jestem zadowolony z przejazdu, co widać po czasie przejazdu. Dobrze skoncentrowany potrafię zjechać 2–4 sekundy szybciej. Jak mają poradzić sobie na zawodach snowboardowych studenci z północy Polski, którzy nie mają tak dużego kontaktu z górami?

Trzeba trenować, przejechać setki kilometrów, by dojść do perfekcji. Można zebrać grupę i wyjechać w góry na

Jak zacząłeś przygodę z deską?

Czternaście lat temu zacząłem jeździć na snowboardzie siostry. Po jednym sezonie kupiłem swoją deskę i jeździłem przez siedem lat, a później zacząłem szukać klubu sportowego, by trenować zawodowo. Trafiłem do AZS Zakopane, później w drugiej klasie liceum przeniosłem się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem i od tego czasu pod okiem Michała i Marcina Sitarzów trenuję do chwili obecnej. Od czterech lat jestem członkiem kadry Polski. Jeździmy na zgrupowania głównie do Austrii, a w międzyczasie – w okresie letnim, mamy treningi na siłowni, biegi na stadionie, a więc całe lato przygotowujemy się do sezonu zimowego. O czym myśli zawodnik będąc na starcie?

W moim przypadku, myślę by odbyć dobry zjazd – szybki i dynamiczny, jeaps nr 03 2009 (271)


Akademickie Mistrzostwa Polski w Narciarstwie, Zakopane, 5–8.03.2009 pomagały mi w sprawach organizacyjnych. Pozdrawiam ich wszystkich serdecznie. Jakie plany na ten i następny sezon?

kilka dni potrenować – ustawić slalom i jeździć. Dobrze by było, gdyby ta grupa pojechała z trenerem, ponieważ zawsze warto dostawać uwagi na bieżąco – na stoku, żeby wiedzieć co poprawić, skorygować. Jak godzisz studia ze sportem zawodowym?

Nie wiem. Jak na razie udaje mi się. Jestem już na trzecim roku zarządzania. W tym roku mam do napisania pracę licencjacką, a później zobaczymy. Najtrudniejsza jest sesja zimowa, kiedy praktycznie nie ma mnie na uczelni i wtedy egzaminy przesuwam na sesję letnią, kiedy dopiero zaczyna się walka. Na drugim roku zebrało mi się około 20 egzaminów i drugie tyle zaliczeń, ale pomalutku, spokojnie, między letnimi zgrupowaniami udało mi się zaliczyć sesję w terminie. Zwłaszcza że to było warunkiem otrzymania stypendium ministra za wybitne osiągnięcia w sporcie. I udało się. Dostąpiłem tego zaszczytu. Muszę tutaj podziękować przede wszystkim wykładowcom, z którymi miałem zajęcia i którzy byli dla mnie wyrozumiali, oraz paniom z dziekanatu, które nieraz

www.azs.pl

Póki jestem studentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, chciałbym dalej startować w akademickich mistrzostwach Polski – jest tu świetna atmosfera, do której warto wracać, a poziom też nie jest niski. Jednak głównym celem jest spełnienie kryteriów udziału w igrzyskach olimpijskich w Vancouver w 2010 roku.

Rozmowa z Hanią Majlert, studentką kulturoznawstwa w SWPS Warszawa Masz medale…

Srebro w generalce w gigancie – najważniejszy medal, następnie złoto w gigancie, w slalomie, a koleżanka ma jeszcze jedno moje złoto za drużynówkę – te trzy ostanie medale są za klasyfikację w typie szkół niepublicznych. Co czujesz będąc na starcie?

Na stoku Harendy myślę tylko o tym, by być jak najszybciej na mecie. Jeżeli chodzi o stres, to tutaj się nie stresuję, inaczej niż kiedy startowałam zawodowo w zawodach FIS junior. Jaki jest przepis na sukces?

Wiara w siebie i lojalni ludzie dookoła. Przyjaciele są najważniejsi –

Katarzyna Zawarska, Agata Popielarz i Juliana Dąbrowska – tym osobom zawdzięczam wiele. Od kiedy jeździsz na nartach?

Jeżdżę od małego, zarazili mnie rodzice, a z tatą, który był trenerem, jeździliśmy w reprezentacji Warszawy – najpierw na ligi, później na zawody PZN, po FIS. Gdzie trenujesz, skoro mieszkasz w Warszawie?

Od dwóch lat nie trenuję, teraz uczę dzieci. Odległość gór nie jest wielkim problemem; kiedy trenowałam, jeździłam we wrześniu, październiku, listopadzie na lodowce, a jak zaczynał się śnieg, to wybierałam polskie stoki. Rozmowy i foto Mateusz Tomanek Klasyfikacja indywidualna NARCIARSTWO ALPEJSKIE Kobiety Slalom gigant: 1. Karolina Klimek – PWSZ Racibórz, 2. Hanna Majlert – SWPS Warszawa, 3. Agnieszka Schwenk – UJ Kraków; Slalom: 1. Karolina Klimek – PWSZ Racibórz, 2. Agnieszka Schwenk – UJ Kraków, 3. Katarzyna Małysa – UJ Kraków Mężczyźni Slalom gigant: 1. Jakub Ilewicz, – AWF Katowice, 2. Krzysztof Mazurek – AWF Katowice, 3. Wojciech Szczepanik – AWF Katowice; Slalom: 1. Jakub Ilewicz – AWF Katowice, 2. Maciej Kominko – AWF Kraków, 3. Krzysztof Mazurek – AWF Katowice SNOWBOARD Slalom gigant kobiet: 1. Roksana Bom – AWF Kraków, 2. Olga Węgłowska – AWF Kraków, 3. Paulina Woźniak – AWF Warszawa; Slalom gigant mężczyzn: 1. Przemysław Buczyński – AWF Kraków, 2. Jakub Ossowski – AWF Kraków, 3. Andrzej Gąsienica Daniel – UE Kraków


m o p o k s w kkuujawjskao-pomorskie Powrót do przeszłości? Relacje z zawodów w szermierce, kajakarstwie górskim czy hokeju na trawie – takie materiały mogłem zobaczyć, przeglądając archiwalne numery „Akademickiego Przeglądu Sportowego”. Tych dyscyplin już nie ma w harmonogramie akademickich mistrzostw Polski (MPSzW). Czy warto je przywrócić? To wie Rada Upowszechniania Kultury Fizycznej, która na podstawie doświadczenia z lat ubiegłych ma rozeznanie, jakie dyscypliny cieszą się popularnością, a jakie nie. Chęcią powrotu do przeszłości, a dokładniej niechęcią do tego, co może przydarzyć się w przyszłości, napełniła mnie książka prof. Józefa Lipca Pożegnanie z Olimpią. Autor ukazuje rzecz nam znaną, lecz niebudzącą większych emocji. Jaki świat – takie igrzyska. Postępująca komercjalizacja (rozdział Demon Kupiectwa), sprawdzanie granic możliwości ludzkiego organizmu czy promowanie dyscyplin ekstremalnych – niebezpiecznych, to niektóre z dziedzin, jakie zostały wchłonięte w sport XXI wieku. Józef Lipiec rozważając głębiej, co może nam przynieść przyszłość, nie wyklucza takiej konkurencji sportowej jak zdobywanie Mount Everestu przy pomocy górskich rowerów, zakończone skokiem na lotni. Jest to przykład pozwalający zobrazować problem w kierunku, w którym idziemy. Autor zastanawia się również nad tym, czy czasem połączenie sportów ekstremalnych z nienaturalnym dopingiem nie doprowadzi do sportu gladiatorskiego – sportu śmierci, które miało miejsce w Collosseum... Przedstawione zagadnienie jest przestrogą przed czymś, co może, ale nie musi zdarzyć się w przyszłości. Atmosfera, Zabawa, Sport – to odróżnia nas od zawodowców. Może warto je przypominać na zawodach, festiwalach, imprezach organizowanych przez naszego Jubilata. Rywalizacja jest ważna, lecz nie powinniśmy zapominać o tym, że razem – wszyscy azetesiacy – stanowimy całość, która jest pełna pasji, która odkrywa nowe, niepoznane, lepsze, a kiedy nadejdą gorsze chwile, potrafimy sobie pomóc. I na koniec, kwestia do przemyślenia – jakie Ty reprezentujesz wartości i skąd bierzesz wzorce do naśladowania? Mateusz Tomanek

Redaktor: Mateusz Tomanek e-mail: mateusztom@o2.pl

Pierwsza dywizja

Ó

semka wioślarska Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego znów na Head of the River Race. W tym roku zostali sklasyfikowani na 38. miejscu!

Magia liczb 21 marca br. w regatach na 4,25 mili wystartowało 409 osad, z których jedna została zdyskwalifikowana. 65 łodzi reprezentowało zagraniczne (tłum. zamorskie) uczelnie, w tym nasza, jedyna z Polski. Studenci UKW wystartowali z 54. pozycji, co było spowodowane zajęciem 55. miejsca w ubiegłorocznych regatach (jedna osada nie zgłosiła swojego udziału, więc bydgoscy żacy zostali przesunięci o jedną pozycję do przodu). Ogółem, podczas wyścigu awansowaliśmy o 16 pozycji – uzyskując czas 18:38.09 i pokonując na Tamizie niemieckiego Vikinga Berlin o setne sekundy (18:38.45). Lech Olszewski – trener osady UKW Bydgoszcz, na konferencji prasowej podsumowującej udział w regatach tak zrelacjonował wynik polskiej ósemki: – W klasyfikacji uczelni zagranicznych uplasowaliśmy się na czwartym miejscu, zaś w gronie uniwersytetów przypadła nam szósta lokata. Podczas dalszej części konferencji dodał: – Gdybyśmy płynęli na swojej łódce, zyskalibyśmy dodatkowo 10 sekund, i o tyle samo przesunęlibyśmy się w klasyfikacji generalnej.

(Nie) bez przygód Łódź, na której ścigali się polscy wioślarze, została wypożyczona od Uniwersytetu Oxford Brookes… i jako ciekawostkę chciałbym powiedzieć, że została udostępniona nam łódź, na której startowaliśmy również przed rokiem. Nikt od naszego ubiegłorocznego startu jej nie używał. Straciliśmy dzięki temu mniej czasu na jej ustawienie – powiedział trener osady UKW. Sternik bydgoskiej ósemki (który przed rokiem wraz z pięcioma zawodnikami z klubu reprezentował UKW w brytyjskich regatach) Rafał Woźniak wyznał, że przed startem przeżyliśmy chwilę strachu i niepewności. Poluzował się sworzeń łączący wiosło z łodzią. Zmuszeni byliśmy dobić do brzegu i usunąć awarię. Zrobiło się nerwowo. Na szczęście zdążyliśmy na czas. Na start czekaliśmy zaledwie 3 minuty. Do samej rywalizacji przystąpiliśmy przy pięknej słonecznej pogodzie, temperaturze sięgającej 17O Celsjusza,

KujawiwaodXniCków

5°C, 117 za w siedmiu katego- ć riach i jeden cel – by najlepszym w MTB XC (cross-country)

S

trome podjazdy, zjazdy i 5 rund, po 6 kilometrów każda. Te atrakcje zorganizowali dla miłośników dwóch kółek Bydgoski Amatorski Klub Sportowych „BYD BIKE” i Klub Uczelniany AZS Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego. Pierwszy z trzech wyścigów odbył się 22 marca br. na terenie Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku – Myślęcinka – płuc Bydgoszczy. aps nr 03 2009 (271)


[kujawsko-pomorskie]

a z nabrzeża i mostów dopingowało nas tysiące widzów. Atmosfera była niepowtarzalna!

Jedynkarze najlepsi

Campbell, Szwajcar Andre Vonarburg i Belg Tim Maeyens, a sterniczką była Alison Williams. Romuald Poślednik, koordynator wyjazdu polskiej ósemki, a zarazem prezes Fundacji Polsko-Brytyjskiej, przyznał że, aby uatrakcyjnić regaty, organizatorzy złamali regulamin, gdyż prawo startu w zawodach mają ósemki złożone z wioślarzy jednego klubu, czy też uczelni. Okazało się, że ci świetni indywidualiści mogą z powodzeniem stworzyć bardzo mocną ósemkę. Pokonali Leander o 4 sekundy (17:25.21).

Reprezentacja osady KU AZS UKW Bydgoszcz: szlakowy Miłosław Kędzierski, Ryszard Ablewski, Krzysztof Gwizdała, Mateusz Hamerski, Piotr Kwiatkowski, Daniel Rosiński, Marcin Szatkowski, Adam Mrotek, sternik Rafał Woźniak, rezerwowy Michał Tobolski, trener Lech Olszewski

Plany na przyszłość

Faworytem Head of the River Race i od kilku lat najlepszą osadą wioślarską jest Leander Club, lecz „różowe hipopotamy” musiały w tym roku oddać palmę pierwszeństwa – zwyciężyła osada złożona z najlepszych skiffistów z igrzysk olimpijskich w Pekinie i mistrzostw świata. W najszybszej ósemce startowali: Słoweniec Iztok Cop, Czech Ondrej Synek, Norweg Olaf Tufie, Nowozelandczyk Marcel Hacker, Brytyjczyk Alen

Już w maju br. zaczyna się Polski Rok w Wielkiej Brytanii, którego koordynatorem jest Instytut Adama Mickiewicza w Warszawie i Instytut Kultury Polskiej w Londynie. Z tej okazji 30 maja br.

Dzień zawodów okazał się chłodny, jednak zawodnicy pokazali swoim licznym uczestnictwem, że nie ma dla nich złej pogody. Padający deszcz spowodował, że kręte ścieżki w bukowym lesie zrobiły się śliskie, a podłoże gliniaste. Tylko opony o szerokości minimum 2,1 cm z bieżnikiem mocno terenowym dawały szanse na zwycięstwo. Klika wy-

wrotek, awarii sprzętu spowodowało, że dziesięciu uczestników nie ukończyło zawodów. Czas startów między pierwszą – najmłodszą kategorią (młodzik) a najstarszą (super masters – rocznik 1969 i starszy) wynosił 3 godziny. Między tymi grupami zawodników startowali studenci (kat. elita). Najlepsi w tej kategorii byli zawodnicy Corretec Teamu (Radosław Tecław 1:32:34:19, Krzysztof Maciejewski 1:32:35:38, Radosław Lonka 1:33:31:14). W nieoficjalnej klasyfikacji najlepszych zawodników z klubów AZS byli: Paweł Farion AZS UTP (1:41:33:53), Marcin Mrotek z AZS UTP i Łukasz Tymek z AZS PP. Następne etapy KujawiiXC odbędą się w maju w Bydgoszczy i we wrześniu br. wzdłuż

www.azs.pl

na Tamizie reprezentacja Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego będzie się ścigała z ósemkami Oxfordu i Cambridge. Na jesieni organizowana jest w Bydgoszczy już pełnoletnia, bo osiemnasta Wielka Wioślarska o Puchar Brdy, na której też nie zabraknie ósemki z tutejszego uniwersytetu. Także są plany odnośnie do przyszłorocznych regat Head of the River Race. – Startowalibyśmy w pierwszej dywizji, numer startowy 38 czeka na nas – przyznał Romuald Poślednik. – Jeżeli znajdziemy ponownie przychylność Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotra Całbeckiego, Prezydenta Miasta Bydgoszczy Konstantego Dombrowicza i Rektora UKW prof. dra hab. inż. Józefa Kubika, to ponownie będziemy reprezentować region, miasto i uczelnię. MT, foto KU AZS UKW

alejek zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego w Ostromecku, położonego na skarpie Wisły. Więcej informacji na www.kujawiaxc.pl MT Foto Lech Olszewski


[szkolenia]

Szkolenie Liderów AZS, Górki Zachodnie, 12–15.03.2009

Lider czy działacz? W roku stulecia AZS przyszły zmiany. Przenieśliśmy szkolenie z południa na północ – do nowego ośrodka COSA w Górkach Zachodnich, działaczy nazwaliśmy „liderami AZS”, już na drugim tego typu wyjeździe sprawdziliśmy sami siebie, wybierając dobrą metę...

Z

akres tematyczny marcowego szkolenia był zróżnicowany, tak by zarówno ci, którzy byli pierwszy raz i dopiero zaczynają działać w swoich klubach zostali wyposażeni w niezbędne informacje, jak i ci z doświadczeniem organizacyjnym (prezesi, wiceprezesi) nie nudzili się na zajęciach. Do tych pierwszych głównie skierowane było spotkanie z wiceprezesem ds. upowszechniania kultury fizycznej Dariuszem Piekutem, które dotyczyło Akademickich Mistrzostw Polski. Temat kontynuował koordynator tychże rozgrywek w AZS Środowisko Warszawa Mariusz Walczak. Ku zaskoczeniu – zainteresowanie zawodami, regulaminami było bardzo duże, a dyskusji – można rzec – nie było końca. Rozgrywki AMP to tylko jeden z warsztatów, które prowadził Mariusz Walczak. Jako pomysłodawca kampanii społecznej „Wybierz dobrą metę” opowiadał o współpracy AZS z organizacjami społecznymi, ale przede wszystkim – o celach tych organizacji. Każdy turniej, mistrzostwa, wyścig, puchar, każda impreza, akcja ma swój cel. A więc o celach AZS – które z nich są realizowane, a które są tylko punktem wpisanym w statut. – Całość spotkania ukierunkowana została głównie na to, aby przed rozpoczęciem działania odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? – powiedział Mariusz Walczak. Wiadomy cel mają natomiast organizatorzy „Sztafety przez Polskę”, którzy podczas szkolenia prezentowali jedyną studencką inicjatywę uczczenia 100-lecia AZS. Omówienie poszczególnych etapów, imprez im towarzyszących, ale przede wszystkim – zachęcenie do współpracy, działania we własnych klubach i środowiskach, huczne i wyjątkowe świętowanie jubileuszu – to główne cele wystąpień Tomka Wróbla i Marcina Strządały. Już teraz odważnie można rzec, że – obserwując zaangażowanie i chęci tych młodych ludzi pełnych pasji – cele zostaną zrealizowane. Czy tak będzie w rzeczywistości, okaże się w maju... Zajęcia z partnerami z „Athletes in Action” to trochę wsparcia dla osobowości lidera AZS. Jeden z prowadzących zajęcia – Łukasz Bujok – powiedział po nich: – Podpisujemy się pod jednym z celów szkoleń AZS: aby liderzy dążyli do nieustannego rozwoju i zmieniając rzeczywistość wokół siebie, pociągali w tym innych. (...) Szkolenie uświadomiło nam dwie rzeczy: wielką potrzebę rozwoju i wielki potencjał ludzi.

O tym, że w AZS byli ludzie z wielkim potencjałem, wiemy. Po szkoleniu w Górkach wiemy już nie tylko, jak się nazywają, ale też co i gdzie robili, jak działali, dzięki czemu zapisują się w historii AZS itp. Dr Robert Gawkowski – badacz historii kultury fizycznej i azetesiak – pokazał, że mamy takie ikony, którym należy się hołd, wspomnienie, pewnego rodzaju powielanie i kontynuacja ich działań. Uczestnicy natomiast swym zainteresowaniem pokazali, jak bardzo potrzebna jest taka wiedza, a jak mało jej mamy. Wybiegając natomiast w przyszłość, Jakub Kosowski i Mariusz Walczak przygotowali uczestników szkolenia do wyborów w Klubach Uczelnianych AZS. Bowiem w grudniu br. w Warszawie odbędzie się Walny Zjazd Delegatów AZS, podczas którego wybierzemy władze nowej kadencji. Te ogólnopolskie wybory poprzedzą zebrania sprawozdawczo-wyborcze w KU i OŚ AZS. Praktyczna symulacja tychże wyborów okazała się bardzo dobrym unaocznieniem pewnych procedur niezbędnych dla prawidłowego przebiegu wyborów, w których w większości – tak zakładamy – znajdą się właśnie liderzy z Górek. W prowadzenie zajęć zaangażowali się również uczestnicy – Magda Hołownia z KU AZS WUM, Marcin Pietruczuk z KU AZS SGGW, którzy w swoich wystąpieniach pokazali, jak może wyglądać współpraca ze Studium WFiS – współpraca ukierunkowana na studenta i jego aktywność fizyczną. Przeciwnie natomiast sytuacja wygląda na Politechnice Łódzkiej, o czym opowiedział prezes tamtejszego KU AZS – Przemek Jagielski. Prezentacja studentów z Ukrainy, wizyta gości z gdańskiego AWFiS, Związku Harcerstwa Polskiego – to kolejne treściwe prezentacje przygotowane dla uczestników seminarium.

Reasumując... Czy cel szkolenia został zrealizowany? Wyniki: osobowościowo – uczestnicy ponoć wzmocnieni, w działaniach – wsparci i zainspirowani. Bardziej wymiernych wyników można szukać w takim małym kalendarzu – przełom kwietnia i maja pokaże, jak działają młodzi realizując „Sztafetę” i poszczególne imprezy Akademickich Mistrzostw Polski; grudzień – to wybory, a więc nowi lub z doświadczeniem u władzy; a przez cały rok – lider czy działacz? – niepotrzebne skreślić. Grzegorz Miedziński Foto Katarzyna Miłobędzka aps nr 03 2009 (271)


[warsztaty]

Spotkania redakcyjne APS, Poznań, 2–15.03.2009

O dziennikarstwie i nie tylko Przy typowej dla marca zmiennej pogodzie odbywały się warsztaty redakcyjne APS zorganizowane w tym roku w Poznaniu.

N

a niebie raz po raz wiosenne słońce ustępowało miejsce jesiennej mżawce lub opadom śniegu. Kapryśna aura nie odstraszyła jednak uczestników warsztatów, którzy z różnych zakątków kraju stawili się na terenie Politechniki Poznańskiej, by poznać tajniki dziennikarskiego (i nie tylko) fachu. Program warsztatów wypełniony był skrupulatnie. Spotkania redakcyjne zainaugurował wykład dr. Jarosława Liberka, językoznawcy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Prelegent opisywał negatywne zjawiska językowe we współczesnej komunikacji medialnej. Za główną przyczynę obniżającego się poziomu sprawności językowej Polaków uznał m.in. upadek tradycyjnych autorytetów, zjawisko redefiniowania pojęć i manipulowania nimi – najczęściej w politycznej debacie, a także wulgaryzację języka. Co prawda nie można powstrzymać tych zjawisk, ale umiejętne, świadome posługiwanie się językiem polskim, dostosowane do poziomu odbiorcy oraz sytuacji, w jakiej używamy języka, gwarantuje prawidłową komunikację. Kolejne spotkania miały charakter dyskusji, pogawędek z zaproszonymi gośćmi. W Domu Wydawniczym REBIS uczestnicy warsztatów spotkali się z jego właścicielem Tomaszem Szponderem, który opowiadał o procesie przygotowania książki do wydania, tj. zakupie praw autorskich, honorariach, pracy tłumaczy, redaktorów oraz o różnorodnej działalności promocyjnej. Dziennikarz Wielkopolskiej Telewizji Ka-

www.azs.pl

blowej Remigiusz Koziński przybliżył natomiast zasady działania telewizji regionalnej. Przedstawił sposób przygotowywania materiałów, realizacji programów, opowiadał o trudnościach w konkurowaniu na rynku z innymi stacjami telewizyjnymi. Wojciech Weiss, kierownik SWFiS i prezes KU AZS Politechniki Poznańskiej, odsłonił kulisy działalności na uczelni. Okazuje się, że dzięki dobrej organizacji pracy, zaangażowaniu ludzi i odpowiedniemu wykorzystaniu funduszy przyznawanych przez władze uczelni można z sukcesami promować sport w szkole wyższej i poza nią, rozwijać bazę sportową i same struktury organizacyjne. Historyk dr Ryszard Wryk objaśniał, w jaki sposób rzetelnie i profesjonalnie napisać artykuł historyczny – wyraził również nadzieję, że w roku jubileuszowym AZS młodzi adepci dziennikarstwa na łamach APS i gazet uczelnianych zamieszczą artykuły na temat historii Związku. W Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa młodzi korespondenci spotkali się z Moniką Olejnik. Dziennikarka odpowiadała na pytania dotyczące swojej kariery zawodowej, poglądów, sympatii politycznych oraz życia prywatnego. Miłym akcentem kończącym warsztaty było spotkanie z Grzegorzem Skrzypczakiem, który przed kilkunastoma laty w APS był fotoreporterem. Hasłem przewodnim swojego wystąpienia zaproszony gość uczynił pasję, która – jak mówił – powinna być siłą napędową wszystkich ludzkich działań, bo tylko ona jest w stanie zmotywować nas do realizacji marzeń. W czasie warsztatów dyskutowano również na temat Akademickiego Prze-

glądu Sportowego. O doświadczeniach w pracy nad przygotowywaniem materiałów do kolejnych wydań opowiadali m.in. redaktor naczelny Bartłomiej Korpak, sekretarz redakcji Halina Hanusz oraz korespondenci i redaktorzy wydań regionalnych: Małgorzata Misiurek i Mateusz Tomanek. Zapadła również decyzja o rozszerzeniu APS o kolejne wydanie regionalne, z województwa zachodniopomorskiego, które poprowadzi studentka ze Szczecina, Ewelina Bil. – Mam misję – Szczecin nareszcie się budzi i zawita na łamach APS, oby na jak najdłużej – powiedziała redaktor prowadząca nowe wydanie regionalne. Organizowane co roku spotkania redakcyjne mają kształtować przyszłych korespondentów pisma. Jak ocenili je uczestnicy tegorocznych warsztatów? Są zadowoleni przede wszystkim z tego, że mogli nawiązać nowe znajomości i wymienić się doświadczeniami i poglądami z innymi. Cenne były dla nich również spotkania z wykładowcami. – Bardzo podobało mi się spotkanie z dr. Jarosławem Liberkiem i z Tomaszem Szponderem. Naprawdę bardzo pozytywne rozmowy. Brakowało w tym szkoleniu stricte warsztatowych zajęć dotyczących prasowych relacji z imprez sportowych, zapowiedzi czy wywiadów ze sportowcami. Myślę, że to by przyciągnęło osoby, które nie wiedzą jeszcze, co i jak się pisze – podsumował Tomasz Chochołek, korespondent APS z Wrocławia. Tekst i foto MM


Pożegnanie Tadeusza Kozaka Szkic do portretu prawdziwego człowieka... Niedawno pożegnaliśmy w Zakopanem azetesiaka, skoczka narciarskiego – Tadeusza Kozaka. Zmarł 24 stycznia 2009 r., a 14 marca został pochowany na Nowym Cmentarzu w Zakopanem. Pożegnała go rodzina, przyjaciele, i przedstawiciele środowiska sportowego oraz narciarze.

T

adeusz Kozak urodził się w roku 1924 r. w Zakopanem. Jak prawie każdy chłopak spod Giewontu spróbował swoich sił w narciarstwie. Uprawiał skoki narciarskie, był zawodnikiem AZS Zakopane, reprezentował Polskę w skokach i kombinacji norweskiej, ale i w konkurencjach alpejskich. Pierwszy start w wieku 6 lat to udział w zawodach Kornela Makuszyńskiego w skokach i biegach. Nagrodą główną były bardzo długie, drewniane kijki narciarskie. O wiele wyższe od młodego Tadeusza. Nie był to dla niego jednak wielki problem. – Postanowiłem ich użyć, kiedy dorosnę – stwierdził. Z czasem zmienił jednak sportowe zainteresowania na skoki, które stały się jego główną sportową pasją. W 1936 roku oddał pierwszy skok na Krokwi, której nie opuszczał aż do roku 1955. Interesował się też pływaniem, które staje się jego drugą, obok nart, sportową pasją. W czasie II wojny światowej pracował w kolejce na Kasprowy Wierch – za możliwość jazdy na nartach, która dla Polaków była wtedy przez hitlerowców zabroniona. Po wojnie zaczyna się już powolutku liczyć w krajowej czołówce i z dobrymi wynikami startuje w mistrzostwach Polski. Pierwszy ważniejszy start miał miejsce na Kalatówkach. W 1946 r. wziął udział w Mistrzostwach Czechosłowacji w Bańskiej Bystrzycy. Przeskoczył tamtejszą skocznię – efekt – odbił sobie pięty. Startował tam też w konkurencjach alpejskich. – Jestem czwarty w zjeździe,

a trzeci z Polaków za Andrzejem Bachledą i Jankiem Pawlicą – wspominał. W 1948 r. zdobył tytuł akademickiego mistrza Polski, wygrał skoki, slalom i bieg zjazdowy. W 1949 r. był reprezentantem Polski na AMŚ w Spindlerovym Młynie. W tym też okresie rozpoczynają się jego działania zmierzające do poprawy i zmiany stylu skoków. – Moje wiadomości z fizyki mają kolosalny wpływ na mój stosunek do sportu, a zwłaszcza na wizję narciarskich skoków. Wektory siły, aerodynamika, grawitacja, szybkość, pozwalają obojętnie patrzeć na styl skoków. Mam krytyczne spojrzenie na budowę ówczesnych skoczni. Skocznie wtedy to były „studnie” – wybijano się z wysokiego

Bracia

Nie bądźmy zarozumiali Ani egoistyczni, Spójrzmy poza koniec nosa I bądźmy logiczni. Bo zawiść Gorycz wywołuje. Przyjaźń niszczy, Intrygę gotuje. A zazdrość złe uczucia budzi, Tu się ukazują Charaktery ludzi Niech wreszcie tolerancja Weźmie górę nad „złem” Opanuje instynkty Walczy z szowinizmem! Nie chcemy „aniołów”, Nawet z przymróżeniem oka, Wolimy przeciętnych – Dla nich droga wolna – szeroka...

progu, a skoczek usiłując utrzymać równowagę, machał rękami i wydawało mu się, że w ten sposób może dłużej utrzymać się w powietrzu. Dedalowi udało się wznieść w powietrze, ale miał ręce zaopatrzone w skrzydła. Co więc chciał dać skoczkom zamiast Dedalowych skrzydeł? Pomysłów miał kilka. Przede wszystkim wyeliminował, jako pierwszy w Polsce, machanie rąk wiatrakiem podczas lotu, jak pisano w prasie. Po wybiciu się z progu zawodnik przeno-

sił ręce do ciała. Zwęził swoje skokowe spodnie, by nie trzepotały na wietrze, kupił rękawice motocyklowe o szerokich łapach, by łapać nimi powietrze. Starał się zlikwidować dotychczasowe dwie powierzchnie nośne: ciało i narty. – Przedłużyłem narty do 265 cm u Bujaka, chciałem je też poszerzyć, ale w tym nie miałem racji, bo hamowałyby szybkość. Swoimi doświadczeniami podzielił się z ówczesnym trenerem kadry narodowej Mieczysławem Kozdruniem. Czasami jednak jego pomysły były zbyt pionierskie i nowatorskie, by wszystkie weszły w życie, ale Tadeusz ciągle próbował i eksperymentował. Także jako trener skoczków, bo o tym epizodzie w jego życiu nie można zapomnieć. Startował także w lotach na skoczni mamuciej w Planicy (marzec 1948 r.) – największej na świecie: – Przykładem takiej typowej „studni” była skocznia „mamucia” w Planicy, z progiem wysokości 5,5 metra. Szybkość wynosiła ponad 100 km na godzinę. Pamiętam, że jakby wystrzelony z progu znalazłem się na ogromnej wysokości nad wielkim, białym i płaskim terenem. Odczucia: przerażenie, strach, adrenalina i pytanie: jak tu lądować? Ląduję jednak szczęśliwie – wspominał. Kilkakrotnie zwyciężył w Memoriale im. Mariana Zająca, znanego przedwojennego narciarza, który zginął tragicznie nad Atlantykiem na wiosnę 1945 r. W roku 1950 zajął trzecie miejsce w skokach narciarskich, za Janem Kulą i Józefem Danielem-Krzeptowskim. W tych samych Mistrzostwach został wicemistrzem Polski w slalomie za Janem Pawlicą. Zaczął studiować i na wielu zawodach ambicja powodowała, że on, który nie miał tyle czasu na treningi jak koledzy z Zakopanego, miał ciężkie upadki. Wspominał: – Źle patrzono w dziekanacie uczelni na maje występy sportowe. Nawet prof. Kowalczykowa zaproponowała mi asystenturę, żebym mógł ze sportu zrezygnować. Oprócz wyników sportowych nadal wiele uwagi poświęcił technice skoku, a zwłaszcza jej udoskonaleniu. Karierę zakończył po ciężkim upadku na Wielkiej Krokwi. Kontuzji uległy wtedy obydwa stawy biodrowe Tadeusza, a wielu znawców podniebnej dyscypliny zgodnie stwierdziło, że był to jeden z najcięższych upadków w dziejach Wielkiej aps nr 03 2009 (271)


Zagrożenia sportu akademickiego Przyszłość sportu akademickiego jest zagrożona. Nie należy tego banalizować. Wielu stwierdzi, że jest wręcz przeciwnie, świadczą o tym przecież statystyki, wzrost liczby członków AZS, klubów uczniowskich i coraz wyższy poziom sportowy.

gólną starannością, by nie zaprzepaścić obecnego dorobku. Zjawiska zachodzące we współczesnym sporcie, szczególnie w sporcie wyczynowym, przyjmują coraz bardziej niepokojące lub karykaturalne postacie. Wypaczenie istoty sportu na świecie nie ominie również polskiego sportu akademickiego. Współcześnie AZS to nie tylko piękna karta w historii, nie tylko wspaniałe kul-

N

ic bardziej błędnego. Na każdym etapie rozwoju i działalności organizacji grożą niebezpieczeństwa. Wzrostowa tendencja rozwojowa AZS wiąże się z wieloma zagrożeniami i wyzwaniami, na które należy zwrócić uwagę ze szcze-

Krokwi. Tadeusz w powietrzu poleciał na głowę, wykręcił w powietrzu salto, ale tylną częścią swoich skokówek uderzył w zeskok. Po wypadku musiał zakończyć karierę. Za to stworzył najgenialniejszą, a zarazem najkrótszą definicję skoków narciarskich: – skok narciarski to poślizg na zagęszczonym powietrzu. Zajął się studiami medycznymi. – Rok 1964 to moje wielkie święto. Promocja w starej auli Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jestem doktorem medycyny – wspominał. W rok później wyjechał na stypendium do wiedeńskiej kliniki, potem do Szwajcarii i ostatecznie osiadł w Dűsseldorfie w Niemczech. Pracował tam w klinice, z czasem założył własną. Po wielu latach pracy przeszedł na emeryturę, ale nie był bierny, ciągle był głodny życia. A dobre wspomnienia z młodości spędzonej u stóp Krokwi przywoływały stare dobre czasy, kiedy latał jak orzeł na Krokwi. Ciągnęło go do Polski i w Tatry. Podsumowując swoje sportowe lata stwierdził: – Z perspektywy czasu widzę, jaki wpływ na kształt osobowości i charakteru ma sport. Wyrabia wytrwałość, ambicję, trzyma z dala od nałogów i fałszywych dróg w życiu. Kluby sportowe to atrakcyjna forma wychowania człowieka. Oto sportowe credo Tadeusza Kozaka. Zawężenie jego życia tylko do sportu byłoby znacznym uproszczeniem. Najważniejsze, jakim Tadeusz był człowiekiem. Rzetelnym w stosunkach międzyludzkich, www.azs.pl

a zwłaszcza w przyjaźni. Był też niesłychanie inteligentny, dowcipny, szarmancki wobec kobiet, zawsze elegancki i szeroko uśmiechnięty. Biła z niego dobra energia, którą emanował jak wulkan i potrafił ją zaszczepić innym ludziom. Stale tęsknił za Tatrami i Zakopanem, a kiedy tylko udało mu się trafić do zimowej stolicy Polski, odwiedzał dawnych przyjaciół i znajomych. Ciągle mu było mało rozmów i gdy wyjeżdżał do Niemiec, potrafił godzinami rozmawiać telefonicznie o tym, jaka pogoda w Tatrach i Zakopanem, czy na Chochołowskiej kwitną już krokusy, w jakiej formie jest aktualnie Adam Małysz, gdyż sukcesy tego ostatniego sprawiały mu, dawnemu skoczkowi narciarskiemu, ogromną satysfakcję. A także, tak po prostu rozmawiał z nami o życiu. Tych rozmów z Nim, Ci, którzy Go dobrze znali, z pewnością nigdy nie zapomną i wiem, jak je sobie cenią. Jeszcze jedna jego cecha przypomina mi się niezwykle wyraziście. Tadeusz umiał słuchać ludzi. Rozmowa z nim była czymś niezwykłym – wydarzeniem, nazwałbym je bez cienia przesady, estetycznym. Dość często wracał w latach 90. pod Giewont. Przyjeżdżał z Dűsseldorfu na tydzień, czasami krócej. Zakopane się zmieniało, ale on ciągle zaglądał do swojego miasta i pod Krokiew, na której oddał wiele skoków. Był człowiekiem niezwykle otwartym, ale też niezależnym. Miał własne poglądy na wiele spraw, obok których jakoś nie potrafił przejść obojętnie.

turowe wartości, edukacyjne walory, ale także obawy i zagrożenia. Niektóre nie są obecnie aż tak widoczne. Jednak z czasem będą przybierać na sile i znaczeniu. Można wyróżnić trzy podstawowe zagrożenia, które mogą być wynikiem kolejnych negatywnych zjawisk, należą do nich: komercjalizacja zmniejszenie aktywności fizycznej wśród studentów odłączenie się niektórych typów uczelni z uczestnictwa w Akademickich Mistrzostwach Polski. Komercjalizacja, ogólnie mówiąc, jest to przystosowanie organizacji do warunków gospodarki rynkowej. Zrozumiała jest konieczność powiązania sportu z biznesem i dostosowania AZS do wymagań rynku. Jest to długi proces, który niesie za sobą wiele zalet. Z drugiej strony może zniszczyć i wypaczyć sport akademicki. W obecnych czasach wszystko podlega prawom rynku, który determinuje działalność organizacji i stowarzyszeń sportowych. Kapitalistyczna rzeczywistość jest bezwzględna i brutalna także dla sportu. Państwo zmienia swe funkcje i następuje reorien-

Stąd wrażliwość Tadeusza na wiele spraw i pewnie dlatego zrodziło się jego zainteresowanie poezją. Zaczął pisać. O nartach, górach, ale przede wszystkim o ludziach, ich charakterach, zaletach i słabościach, sukcesach, problemach, a nawet porażkach. O tym, jakimi są ludźmi, jakimi chcieli by być. Wydał trzy tomiki swoich poezji. Sam o sobie pisał: – Byłem czołowym narciarzem. Skokowym trenerem. Długi czas lekarzem. Teraz piszę wiersze. Prozą się nie ważę. Dla mnie był przykładem prawdziwego człowieka, bo w tym stwierdzeniu, mam głębokie o tym przekonanie, mieści się jego sylwetka i postawa życiowa. Pełna humanizmu, wpatrzenia – czy raczej wsłuchania się – w drugiego człowieka i dzielenia się sobą dla innych. Postawa sportowca i skoczka narciarskiego. Pływaka i zawodnika AZS. Lekarza. Zakochanego w górach nieuleczalnego w głębi serca romantyka. Poety i narciarza. Męża i ojca. Fantastycznego przyjaciela. Mimo upływu wieku ciągle młodego sercem i duchem człowieka, który potrafił zaskoczyć wszystkich trzeźwością i trafnością myśli. Tadeusza, którego wszyscy znaliśmy i kochaliśmy. Wierzę też głęboko, że tam w górze jest niebiański Kasprowy Wierch, na którym wszyscy się kiedyś spotkamy z Tadeuszem, by znowu razem poszusować i porozmawiać... może nawet już niedługo. Wojciech Szatkowski


tacja systemów finansowania sportu. W wyniku pozbawienia tak zwanego parasola ochronnego organizacje sportowe stały się uczestnikiem rynku. Dlatego istnienie wielu z nich jest uzależnione od dostosowania się do jego wymagań. Poprzez wymuszenie przez rynek pewnych zachowań – organizacje sportowe często są zobligowane do instrumentalnego podejścia do sportu. Te czynniki powodują, że zaczynają działać podobnie jak przedsiębiorstwa produkujące różne dobra konsumpcyjne. Kluby sportowe przekształcają się ze stowarzyszeń sportowych w spółki kapitałowe, które kierują się zasadą ekonomiczności działania. Tracą przez to swoją tożsamość, stając się często ruchomymi słupami ogłoszeniowymi. Główne znaczenie przybiera ekonomiczna sprawność organizacji sportowej i jej doskonałość organizacyjna. Zaczyna to stanowić główny wyznacznik mistrzostwa sportowego. Rezultatem tych czynników jest nadmierna komercjalizacja klubów sportowych, sportowców i sportu. W komercyjnej organizacji sportowej sport jest dziedziną biznesu. Imprezy sportowe traktowane są jako produkt kierowany do konkretnej grupy nabywców. Rynek staje się weryfikatorem efektywności działania organizacji. Sport organizowany jest wyłącznie w celach zarobkowych. Liczy się wynik za wszelką cenę i korzyści finansowe. Dostosowanie się do zasad wolnego rynku jest nieuchronnym procesem ewolucyjnym każdej organizacji sportowej oraz czasami warunkiem jego istnienia. Dotyczy to również Akademickiego Związku Sportowego. Paradoksalnie może być też końcem tego, co obecnie i przez lata nazywało się AZS. Wraz z komercjalizacją AZS nieuchronnie pojawią się: korupcja, doping, ustawianie wyników. Widoczniejsze będą sytuacje nadużyć sportowców i oszustw. Wypaczy to zupełnie istotę sportu akademickiego. Zabije ducha autentycznej sportowej rywalizacji. Utraci kreatywne oraz autoteliczne walory kultywowane przez dziesiątki lat. Sport amatorski przestanie istnieć. AZS stanie się jednym z wielu aktywów, uczestnicząc w bez-

względnym systemie zależności finansowych. W tym systemie jedynym wyznacznikiem jest zysk. Wartości i wyższe idee są słowami nieznanymi. Rola, jaką pełni obecnie AZS, może stać się w przyszłości jedynie piękną kartą w historii. Nie zmienią tego też wprowadzane półśrodki, jak np. ograniczenia wiekowe. W efekcie niespełniające żadnej roli. Nieadekwatne w stosunku do zamierzonego celu – ograniczają, dyskryminują wielu studentów i są jednocześnie jaskrawo sprzeczne z ideami, którymi cechuje się AZS. Dlatego z wielką uwagą i ostrożnością należy podejść do procesu komercjalizacji i już teraz przedsięwziąć odpowiednie środki zaradcze. Drugim wymienionym zagrożeniem jest coraz bardziej widoczne zmniejszenie aktywności fizycznej młodzieży. Według ostrzeżeń Zarządu Głównego AZS, stan wychowania fizycznego studentów i ich udział w sporcie budzi niepokój. Z badań i analiz prowadzonych w ostatnich latach wynika, że w jakichkolwiek zajęciach z wychowania fizycznego uczestniczy nie więcej jak 10% studiującej młodzieży, i to tylko tej studiującej w systemie stacjonarnym. Z pewnością ta statystyka wygląda jeszcze gorzej, jeśli chodzi o studentów studiów II stopnia, dla których nie są realizowane żadne zajęcia. Ta tendencja będzie się rozwijać z uwagi na współczesne substytuty sportu, takie jak gry komputerowe i inne rodzaje rozrywek. Wpływa na to zapewne zły stan i brak odpowiedniej infrastruktury sportowej na wielu uczelniach. Olbrzymie znaczenie mają też minima programowe, wyznaczające jedynie 60 godzin zajęć obowiązkowych z wychowania fizycznego. Prowadzi to do szukania oszczędności przez niektóre uczelnie. Podejmowane są działania ograniczające ilość obowiązkowych zajęć lub też ich likwidację, zastępując je zajęciami fakultatywnymi. Dlatego niezbędna jest zmiana i nowelizacja aktów prawnych w zakresie kultury fizycznej i sportu na uczelniach. Wprowadzenie nowych zapisów ustawowych, zwiększających liczbę godzin programowych i obejmujących wychowaniem fizycznym studentów II stopnia studiów, przyczyni się znacząco do rozwoju AZS. Wymusi na wielu uczelniach zwiększenie nakładów finansowych. Pobudzi to w niektórych wypadkach potrzebę rozwoju infrastruktury sportowej. W związku z większą liczbą studentów objętych obowiązkowym minimum programowym będzie musiała zostać poszerzona oferta

zajęć. Zmiany mogą stać się czynnikiem motywującym do poważniejszego potraktowania tej dziedziny edukacji przez władze uczelni. Dodatkowo wzrost wydatków na sport spowoduje zahamowanie tendencji komercjalizacyjnych i zagrożeń z tym związanych. Nie wydaje się jednak, aby sport leżał w kręgu zainteresowań obecnych reformatorów szkolnictwa wyższego. W obecnej reformie edukacji akademickiej obserwuje się jego marginalizację. Sygnalizuje się wzrost nakładów na naukę, nie ma w niej jednak ani jednego słowa o finansowaniu sportu akademickiego. Nadrzędnym celem przedsięwzięcia reformatorskiego jest podniesienie jakości nauczania oraz wzrost międzynarodowej konkurencyjności nauki i szkolnictwa wyższego, doskonalenie standardów kształcenia. Zapomina się jednak, że polski sport akademicki jest jednym z tych obszarów, które najbardziej odbiegają swoim poziomem w relacji do uczelni zachodnich. Odnosi się wrażenie, że reformatorom brakuje odpowiedniej świadomości i wiedzy o sporcie oraz jego miejscu i funkcji w kształtowaniu osobowości studentów. Trzecim zagrożeniem jest odłączenie się niektórych typów uczelni szkół wyższych z rywalizacji w Akademickich Mistrzostwach Polski i organizacja własnych mistrzostw. Może wydawać się to nierealne, jednak takie propozycje były i są już realizowane. Przy odpowiedniej organizacji i poparciu uczelni danego typu jest to bardzo możliwe i wcale nie takie trudne. W końcu sport w obecnych czasach to również biznes, showbiznes, sektor rynku, produkt. Oprócz samej organizacji mistrzostw i stwarzania warunków do rywalizacji międzyuczelnianej może stanowić również źródło znacznych dochodów. Odłączenie się jednego typu uczelni mogłoby zapoczątkować lawinę wycofań innych. Finał takiej perspektywy byłby tragiczny w skutkach dla całej organizacji AZS. Podłoże tego zagrożenia wynika z niezadowolenia wielu działaczy i klubów uczniowskich z decyzji podejmowanych przez ZG. Wielu odnosi wrażenie, że decyzje te są nieodwołalne, bezsporne, władza autorytarna, a postanowienia, które zapadają, służą partykularnym interesom niektórych działaczy. Taki wizerunek zawsze będzie budził sprzeciw. Wytwarza to atmosferę w postaci negowania wszelkich decyzji, mimo że wiele zmian jest słusznych, potrzebnych, pilnych do przeprowadzenia, a celem jest dobro AZS. Wynika to często z nieodpowiednio przekazywanych informacji, nieporozumień, niezrozumienia, niesprecyzowania celu. Wprowadzenie odpowiedniego sytemu komunikacji marketingowej w kierunku wnętrza organizacji i stworzenie platformy wymiany informacyjnej z pewnością zmieniłoby tę sytuację. Budowa pozytywaps nr 03 2009 (271)


WYNIKI 17–18.01.2009, Zakopane. W Mistrzostwach Polski w Wieloboju Łyżwiarskim złoty medal w kategorii kobiet zdobyła Luiza Złotkowska, AZS AWF Kraków/ Zakopane. 18.01.2009, Wiedeń. Piotr Kozłowski, Karol Majchrzak, Mirosław Wieczorek, Dawid Zimnicki (wszyscy AZS AWF Poznań) zdobyli młodzieżowe mistrzostwo Europy w hokeju na trawie w hali. 18.02.2009, Tajlandia. Piotr Myszkowski, AZS Poznań, zdobył srebrny medal w Mistrzostwach Świata Juniorów w Windsurfingu, w klasie RSX. 23.01.2009, Gangwon (Korea Płd.). Paulina Ligocka, AZS AWF Katowice, zdobyła brązowy medal w snowboardzie, w konkurencji half pipe. 22-25.01.2009, Spała. W Halowych Mistrzostwach Polski Juniorów w Lekkoatletyce tytuły mistrzowskie zdobyli: X Katarzyna Broniatowska, AZS AWF Kraków – 1500 m, 4:31.10 X Anna Kiełbasińska, AZS AWF Warszawa – 200 m, 24.18 X A. Kiełbasińska – 60 m, 7.58 X Anna Mielcarek, AZS Poznań – chód 3000 m, 13:44.72 X Olga Frąckowiak, AZS AWFiS Gdańsk – tyczka, 3.80. 28.02.2009. Warszawa. Polska Federacja Sportu Młodzieżowego ogłosiła wyniki współzawodnictwa za rok 2008. W czołowej dziesiątce znalazło się 6 klubów AZS, na pozycjach: 2. AZS AWF Katowice, 4. AZS AWF Warszawa, 5. AZS AWFiS Gdańsk, 8. AZS AWF Wrocław, 9. AZS Poznań, 10. AZS Zakopane.

stwie Klasycznym: X w biegu na 10 km stylem dowolnym X w biegu 2 x 7,5 km stylem zmiennym. 31.01–1.02.2009, Suwałki. W Mistrzostwach Polski w Badmintonie brązowe medale zdobyli (wszyscy AZS AGH Kraków): X Barbara Kulanty i Katarzyna Wójcik – w grze podwójnej kobiet X Hubert Pączek – w grze pojedynczej X Damian Pławecki – w grze mieszanej (z Moniką Bieńkowską, Masovia Płock). 7–8.02.2009, Spała. W Halowych Mistrzostwach Polski w Wielobojach Lekkoatletycznych medale zdobyli: Złoty: Karolina Tymińska, AZS AWFiS Gdańsk – pięciobój, 4.323 pkt., Srebrny: Elżbieta Druzd, AZS AWF Warszawa – pięciobój, 3.878 pkt. X Michał Chalabala, AZS AWF Wrocław – siedmiobój, 5.624 pkt., Brązowy: Dawid Pyra, AZS AWF Wrocław – siedmiobój, 5.476. 9–15.02.2009, Bydgoszcz. W Halowych Mistrzostwach Polski w Tenisie medale zdobyli, wszyscy AZS Poznań: Złote: Tomasz Bednarek – w grze pojedynczej X Sylwia Zagórska – w grze podwójnej (z Katarzyną Piter, WKS Grunwald Poznań), Srebrne: Robert Godlewski – w grze pojedynczej X Marcin Gawron i Andrzej Kapas – w grze podwójnej, Brązowe: Sylwia Zagórska – w grze pojedynczej X Marcin Gawron – w grze pojedynczej X Kacper Owsian – w grze podwójnej (z Jakubem Piterem, WKS Grunwald Poznań). 10–15.02.2009, Liverpool. Małgorzata Kurdelska, AZS UW Warszawa, zdobyła w składzie drużyny brązowy medal Mistrzostw Europy w Badmintonie.

na 30 km, X brązowy w biegu na 10 km st. klasycznym. 21–22.02.2009, Spała. W Halowych Mistrzostwach Polski w Lekkoatletyce medale zdobyli: Złote: Anna Kiełbasińska, AZS AWF Warszawa – 400, 54.16 X Iwona Ziółkowska, AZS Poznań – 60, 7.34 X Magdalena Sobieszek, AZS UMCS Lublin – kula, 16.81 X Jan Ciepiela, AZS AWF Kraków – 400, 46.82 X Dariusz Kuć, AZS AWF Kraków – 60, 6.63 X Rafał Augustyn, AZS AWF Kraków – chód 5 km, 19:23.41 X Tomasz Majewski, AZS AWF Warszawa – kula, 20.47 X Marcin Starzak, AZS AWF Kraków – w dal, 7.76, Srebrne: Iwona Ziółkowska, AZS Poznań – 200, 23.80 X Agnieszka Ciołek, AZS AWF Wrocław – 3000, 9:41.60 X Agnieszka Karpiesiuk, AZS AWFiS Gdańsk – 400, 54.42 X Kaja Tokarska, AZS AWF Warszawa – 60 ppł., 8.45 X Agnieszka Szwarnóg, AZS AWF Kraków – chód 3 km, 14:06.23 X Agnieszka Jarmużek, AZS AWF Biała Podlaska – kula, 16.10 X Joanna Piwowarska, AZS AWF Warszawa – tyczka, 4.40 X Jakub Jelonek, AZS AWF Kraków – chód 5 km, 19:47.97 X Wojciech Lewandowski, AZS AWF Wrocław – trójskok, 15.67, Brązowe: Marta Chrust-Rożej, AZS AWF Wrocław – 60 ppł., 8.46 X Katarzyna Golba, AZS AWF Kraków – chód 3 km, 14:36.81 X Teresa Dobija, AZS Łódź – w dal, 6.47 X Karolina Błażej, AZS AWF Kraków – wzwyż, 1.82 X Robert Kubaczyk, AZS Poznań – 200, 21.46 X Marcin Nowak, AZS AWF Kraków – 60, 6.72 X Maciej Wojtkowski, AZS AWF Warszawa – 60 ppł., 8.03 X Sebastian Papuga, AZS AWF Gorzów – 800, 1:54.65 X Rafał Fedaczyński, AZS AWF Katowice – chód 5 km, 20:14.56 X Michał Łukasiak, AZS AWF Warszawa – w dal, 7.66.

28–30.01.2009, Paz de Lys Sommand. Sylwia Jaśkowiec, AZS AWF Katowice, zdobyła dwa złote medale podczas Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Narciar-

19–29.02.2009, Liberec. Justyna Kowalczyk, AZS AWF Katowice, zdobyła trzy medale Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym: X złoty w biegu łączonym 2 x 7,5 km, X złoty w biegu

22.02.2009, Rzeszów. Marcin Gołygowski, AZS Poznań, zdobył brązowy medal Halowych Mistrzostw Polski w Łucznictwie, w konkurencji łuków bloczkowych.

nego wizerunku dotyczy nie tylko otoczenia zewnętrznego AZS, ale analogicznie również jego wnętrza. Nie bez winy są w tym niektórzy działacze sportowi klubów uczniowskich i jednostek środowiskowych, którzy wciąż opierają się na rozwiązaniach stosowanych w systemie kultury fizycznej sprzed transformacji gospodarczej lat 80. Ich stanowisko jest zachowawcze i negatywnie nastawione do wszelkich działań o charakterze innowacyjnym. Z trudem godzą się na nowe metody zarządzania według przeświadczenia, że to otoczenie powinno dostosować się do organizacji, a nie na odwrót. Sposoby działania oparte na niskiej świadomości wiedzy marketingowej często nie są dostosowane do realiów, w jakich się obecnie znajdujemy. Według niektórych receptą na ten

problem jest zmiana pokoleniowa, czyli obsada stanowisk młodymi utalentowanymi ludźmi. Jednak najefektywniejszym rozwiązaniem stosowanym w obrębie niektórych klubów uczniowskich jest połączenie wieloletniego doświadczenia tych działaczy z innowacyjnością i zaangażowaniem młodych ludzi. Współczesne zarządzanie organizacją sportową to nie tylko marketing związany z poszukiwaniem sponsorów, to również orientacja marketingowa na nabywców, konkurencję, wnętrze organizacji. Szczególnie w przypadku AZS, gdzie wnętrzem organizacji jest również nabywca. Dlatego działania powinny koncentrować się szczególnie na ciągłym monitorowaniu i zaspokajaniu ich potrzeb. Wymaga to jednak, żeby marketing nie był skupiony jedynie na samym dziale marketingu jako

wydzielonej komórce organizacyjnej, lecz przenikał i integrował wszystkie procesy zachodzące w AZS. Zagrożenia to poważne zmiany. Nieuniknione i niezmiernie potrzebne. Należy je jednak przeprowadzać, uświadamiając wszystkim, że AZS to coś więcej niż sprzedaż kiełbasy w supermarkecie. Sebastian Humbla Foto archiwum APS

www.azs.pl

SP

Bibliografia: Z. Dziubiński (red.): Edukacja poprzez sport. Warszawa 2004. Z. Waśkowski: Uwarunkowania i sposoby wdrażania orientacji marketingowej w klubach sportowych. Poznań 2007. A. Sznajder: Marketing sportu. Warszawa 2008. M. Szustak: www.marketingsportowy.pl, 2009. http://www.nauka.gov.pl/mn/index.jsp?place=Menu06&news_cat_id=1317&layout=2.


LISTY DO REDAKCJI Założyciele AZS Kraków przekazali nam w testamencie datę 15 maja 1909 roku… Szanowna Redakcjo! Dwa lata przed obchodami jubileuszu 90-lecia AZS-u krakowskiego Koło Seniorów AZS Kraków zainicjowało poszukiwania archiwalne i kwerendy najstarszych sprawozdań AZS Kraków, zarówno w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak i w innych instytucjach. W wyniku tych działań ustalono bez żadnych wątpliwości, iż jedyną datą prawomocnego zebrania założycielskiego jest dzień 15 maja 1909 r. Dlatego kulminacja obchodów 90-lecia została przeprowadzona w Collegium Medicum UJ w dniu 15 maja 1999 roku. Z tego samego powodu data 1909 została wyhaftowana na krakowskich sztandarach AZS (w tym także na sztandarze Koła Seniorów), a skrajne daty 1909–1999 zamieszczono w logo jubileuszu i w stemplu okolicznościowym. Stosowne artykuły źródłowe zostały wcześniej opublikowane w czterech kolejnych edycjach (4–7) „Zeszytów Historycznych AZS”, których zredagowanie powierzył nam Zarząd Główny w latach 1997–1999. Dlatego bardzo niemiłym dla nas zaskoczeniem była lektura kilku artykułów w numerach 5. i 6. „Akademickiego Przeglądu Sportowego” (z maja i czerwca ub.r.), w których pojawia się jako data założenia AZS Kraków rok 1908 (!) albo niekonkretny okres 1908/09, natomiast w żadnym miejscu nie przypomniano dokładnej i prawdziwej daty założenia, tj. 15 V 1909. Ulotki aps w języku angielskim i z podobnym błędem rzeczowym rozdawane były na krakowskiej inauguracji powiązanej z forum FISU. W dniach 25–27 września 2008 r. w Częstochowie odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli kół seniorów AZS z różnych ośrodków. Kolejną niespodzianką było zamieszczenie w materiałach informacyjnych tego Zjazdu błędnych dat 1908–2008, jako nawiązania do obchodzonego już jubileuszu stulecia AZS. Te same daty pojawiły się także na medalu pamiątkowym, który wręczano uczestnikom. W trosce o prawdę i konsekwentną kontynuację działań sprzed dekady, przekazałem uczestnikom Zjazdu kopię obszernego listu otwartego do Redakcji aps ze

wskazaniem popełnionych błędów merytorycznych i przypominającego raz jeszcze ustalenia dotyczące poprzedniego jubileuszu. Tu – na życzenie Redakcji – przedstawiam skróconą wersję tego listu, ograniczoną do najważniejszych punktów: 1. W okresie międzywojennym AZS Kraków nie uważał się za prekursora Związku, gdyż wszystkim było wiadomo, iż trzy lata wcześniej (tj. w czerwcu 1906 r.) organizacja o tej samej nazwie powstała prawomocnie i została zarejestrowana we Lwowie. Dowodem na brak takich ogólnopolskich ambicji był skromny i lokalny charakter krakowskiego jubileuszu 25-lecia, rozpoczęty w czerwcu 1933 r. otwarciem stadionu AZS, a obchodzony wyłącznie w Krakowie, bez udziału delegatów z innych ośrodków Związku.

2. W pierwszych latach powojennych, gdy Centrala AZS znajdowała się w Krakowie, przygotowywano jubileusz 40-lecia AZS Kraków (zapowiedziany na 1949 rok), co jednak nie doszło do skutku, gdyż kilka miesięcy wcześniej Centrala Związku została przeniesiona do Warszawy. 3. Przez cały okres PRL okrągłe jubileusze AZS (50., 60., 70. i 80.) obchodzone były jako ogólnopolskie, bez uwzględniania priorytetu AZS Lwów, gdyż przypominanie o lwowskich początkach było źle widziane przez ówczesne władze komunistyczne (dotyczyło to także priorytetu pierwszych w kraju lwowskich klubów piłkarskich: „Pogoni” i „Czarnych” powstałych w 1904 r., które zastąpiono krakowskimi: „Cracovią” i „Wisłą” z 1906 r.). Dla AZS jako datę zastępczą przyjęto moment powstania organizacji w Krakowie, mylnie odnosząc go do 1908 r., wbrew wszystkim

istniejącym dokumentom i sprawozdaniom Wydziału AZS Kraków z lat 1909–1923. 4. Dopiero 90-lecie obchodzono w Krakowie zgodnie z wolą Założycieli, z kulminacją obchodu w dniu 15 maja 1999 r., co zostało przypomniane we wstępie listu. 5. W Akademickim Związku Sportowym kultywujemy różne tradycje, zarówno te dobre, jak i te gorsze. Do tych drugich należy ogólnopolska flaga Związku z zieloną symboliką, która została wprowadzona dla Akademickiego Zrzeszenia Sportowego w 1949 r., jest więc historycznym reliktem „okresu błędów i wypaczeń” w sporcie polskim, tak jak w architekturze Warszawy historycznym reliktem jest Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina z roku 1955. Historia składa się zarówno z pozytywnie, jak i negatywnie ocenianych wydarzeń; o jednych i drugich musimy pamiętać i nie należy ich wstydliwie pomijać. Jeśli jednak zachowujemy w naszej symbolice AZS-owskiej ową flagę dawnego Zrzeszenia, to nie znaczy, iż musimy ulegać narzuconym wówczas ze względów politycznych „jedynie słusznym” poglądom wymazującym priorytet AZS-u lwowskiego i wprowadzającym błędną datę zastępczą dotyczącą krakowskiego AZS. 6. O początkach AZS w Krakowie nie mogą decydować ani organizatorzy Zjazdu w Częstochowie, ani Redakcja aps, ani nawet Zarząd Główny w Warszawie; oczywiście nie może o tym decydować także Koło Seniorów AZS Kraków. Ale takie decyzje nie są potrzebne, gdyż w tej materii wypowiedzieli się wystarczająco jednoznacznie sami krakowscy Założyciele, nie tylko w akcie z 15 maja 1909 r., ale i we wszystkich sprawozdaniach rękopiśmiennych i publikowanych w latach 1909–1923 oraz w wywiadach udzielonych po II wojnie światowej (W. Majewski i W. Goetel). To jest Ich testament, a jeśli czujemy się spadkobiercami, to powinniśmy przyjąć go bez zastrzeżeń, jeśli nawet nie całkiem nam się on podoba. Jerzy Pawłowski Kraków, 3 kwietnia 2009 r. PS Na dzień 15 maja 2009 r. – a więc dokładnie w stulecie powstania Akademickiego Związku Sportowego w Krakowie – zapowiedziano uroczyste spotkanie członków Koła Seniorów AZS Kraków i zaproszonych gości (w tym także delegatów z innych kół i klubów seniorów AZS) w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W programie przewiduje się m.in. prelekcję „Nasze Jubileusze”, której tekst zostanie przekazany Redakcji aps do ewentualnego opublikowania. aps nr 03 2009 (271)


No i zaczyna się powoli to, na co tak długo czekamy. Sztafeta przez Polskę ma uczcić Akademicki Związek Sportowy i związany z nim jubileusz stulecia.

J

eszcze kilka miesięcy temu ciężko było sobie wyobrazić koordynację i zaangażowanie młodych ludzi w tak wielu miastach Polski, niemalże w jednym czasie. Jednak kolejne spotkania w Zieleńcu i Górkach Zachodnich, setki telefonów, maili i rozmów oraz wsparcie naszych partnerów z Athletes In Action na czele, którzy chyba dodali wielu ludziom wiary we własne możliwości, sprawiły, że 12 maja ruszamy z Babiej Góry. W poszukiwaniu przygody, wyzwań, z chęci sprawdzenia się i udowodnienia innym, że można wszystko, jeśli się tego bardzo chce. 30-osobowa sztafetowa ekipa, składająca się ze sportowców i osób wspierających, wyruszy na trasę z niewątpliwą misją. Bowiem repre-

www.azs.pl

zentowanie swojej sportowej organizacji na stulecie jej istnienia to niebagatelny zaszczyt. Pragniemy pokazać dominację AZS w polskim sporcie, zarówno rekreacyjnym, jak i wyczynowym, unaocznić Polakom to, co do tej pory mówiły tylko statystyki. Wychodzimy do ludzi, głównie młodych, aby dać im możliwość aktywności i wielokierunkowego rozwoju. Jak bardzo uniwersalni jesteśmy, zaprezentujemy na trasie. Będziemy bowiem wykorzystywać nie tylko rowery, pociągi i samochody, ale także łódki, kajaki, smocze łodzie, żaglówki, balon oraz inne alternatywne środki transportu. Głównie jednak będziemy wykorzystywać siłę własnych mięśni. Tej siły musi nam starczyć na około 2000 km. Z Babiej Góry podążamy do Cieszyna, dalej przez Kraków, Katowice, Opole, Wrocław, Leszno, Poznań, Piłę, Gdańsk, Bydgoszcz, Włocławek, Łódź do Warszawy, aby 22 maja uświetnić 100-lecie na wielkiej gali z tej okazji. Również inne miasta chcą przyłączyć się do wędrówki z flagą AZS i pokazać swoją przynależność do akademickiej rodziny. Niemal każdego dnia docierają do nas sygnały o planowanych przedsięwzięciach jubileuszowych w Częstochowie, Białymstoku, Bytomiu czy Lublinie. Za punkt honoru postawiliśmy sobie licytację przedmiotów oraz zbiórkę pieniędzy na sportowe wakacje i sprzęt sportowy dla dzieci. Odzew na szczytny cel jest spory, bowiem wśród licytowanych przedmiotów będziemy mieli koszulki, piłki i puchary podpisane przez naj-

lepszych polskich sportowców, i nie tylko. Myśl o uśmiechu dzieci, dla których jedziemy, pozwoli nam przetrwać długie kilometry na trasie. Będzie też trochę historii. Wielkie postaci polskiego sportu związane z Akademickim Związkiem Sportowym, jak Bronisław Czech, Halina Konopacka czy Jerzy Iwanow Szajnowicz, zostaną przez nas przypomniane. Każdy etap będzie swoistym memorandum dla każdego z nich. Musimy o nich pamiętać, bowiem oprócz sukcesów sportowych przyszło im zmagać się także z okrutną polityką, tak często obecną w naszym życiu. Abyśmy również zostali zapamiętani, w każdym mieście zostawimy swój ślad. Będzie nim jubileuszowy gryf malowany metodą graffiti (gryffiti). Przez całą trasę oprócz flagi, która będzie ruchoma, wieźć będziemy dużą flagę AZS, na której podpisy złożą uczestnicy Sztafety, patroni, sportowcy i wszyscy ludzie, dzięki którym uda nam się wybrać dobrą metę i do niej dotrzeć. Na koniec zaproszenie, które kierujemy do wszystkich. Świętujcie razem z nami! Sztafeta dotyczy każdego z nas, ponieważ środowisko akademickie zawsze potrafiło się łączyć. Jeśli macie siły, a trasa przebiega niedaleko waszej długości i szerokości geograficznej, dołączcie do nas. Pokażcie swój klub uczelniany, swoich sportowców i to, co macie najlepszego. Pasja jest przewodnikiem do największych tajemnic… a my jesteśmy jej pełni. Ze sportowym… zapraszają Tomasz Wróbel i Marcin Strządała. Tomasz Wróbel


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 03/2009 by AZS-APS - Issuu