XXV MPSzW futsal badminton aerobic siatk贸wka
AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW
Foto na okładce KU AZS WSG
Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak
[od redakcji]
Ciśnienie nie tylko olimpijskie
J
edna z gwiazd aktualnej edycji Big Brothera na pytanie, przez którą część Polski przechodzi równik, po dłuższym namyśle wybrała północ. Ponoć została gwiazdą, wygrała SMS-owy plebiscyt i ma w niedługim czasie zrobić prawdziwą karierę – w tańcu na lodzie albo na wodzie. Szalone tempo, w jakim pędzi świat, powoduje wszechogarniający wzrost ciśnienia. Już nawet naukowcy nie wiedzą, czy grozi nam ocieplenie klimatu, czy też nowa epoka lodowcowa. Co by nie było, w połowie kwietnia nad Szczecinem hulały śnieżyce, a nad Krakowem śpiewały skowronki. Anomalie pewnie wynikają stąd, że równik sam nie wie, przez którą część Polski przebiega. Dla sportu światowego ciśnienie wzrasta do granic wytrzymałości: nadchodzi godzina zero. Przez sekundę, podczas ceremonii zapalania znicza w Olimpii, upajano się antycznymi ideałami, by po chwili już wszystko wróciło do szarej codzienności. Żadna wojna się nie zakończyła, w kilku miejscach kuli ziemskiej wygląda raczej na to, że się zacznie. Sportowcy w najlepsze kontynuują wszelkie dopuszczalne i mniej dopuszczalne metody zbrojenia. Tryumfalny w założeniach marsz znicza olimpijskiego stał się ponurą farsą. Kilkuset oficerów chińskich służb, odzianych w sportowe wdzianka, toruje drogę przez kontynenty i kraje symbolice pokoju i przyjaźni. Sportowców stawia się pod ścianą, a raczej przed mikrofonem, oczekując jakichś sensacyjnych wyznań. Dlaczego właśnie ich? Są pod ręką. Połowa świata ma na swoim grzbiecie lub w swoim domu dziesiątki produktów z jednoznacznie brzmiącym napisem:
made in China, i nie zamierza przestać ich używać. Największy problem mają światowe korporacje. Z badań rynkowych wynika, że w najbliższych latach w Chinach będzie zapotrzebowanie na około 400 milionów samochodów. Wydaje się oczywiste, że propagandowo dla Chin ważniejszy jest miliard własnych obywateli niż kilka milionów Europejczyków protestujących w imię nawet bardzo ważnych i zasadnych racji. Trzeba zauważyć, że co najmniej od kilku lat Chiny stały się światowym imperium sportu. Nie ma roku, aby w tym kraju nie odbywały się jakieś ważne imprezy sportowe rangi mistrzostw świata czy pucharów świata. Także w sporcie akademickim. Po letniej uniwersjadzie w Pekinie w 2001 roku, w 2009 roku odbędzie się w Harbinie – zimowa, a w 2011 znowu letnia z Shenzhen. To samo dotyczy akademickich mistrzostw świata. W strukturach sportu chińskiego pracują setki najlepszych trenerów z całego globu. Przeniosły się tam całe laboratoria medyczne i znaczna część badań naukowych. Większość światowych potęg produkujących sprzęt sportowy robi to w fabrykach na terenie Chin. Z lekkim niedowierzaniem i dużą zazdrością oglądałem kilkupiętrowy nowoczesny wieżowiec w centrum Pekinu, w którym mieści się siedziba Chińskiej Federacji Sportu Studenckiego. Niedowierzanie i zazdrość wynikały ze świadomości pozycji i zakresu wsparcia, jakie otrzymuje na przykład AZS w Polsce, o siedzibach już z nie wspominając. Redaktor
Zarząd Główny AZS serdecznie zaprasza do śledzenia zmagań sportowych podczas
Akademickich Mistrzostw Polski i XXV Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w Lekkoatletyce
Sekretarz redakcji: Halina Hanusz Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./fax (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl
Projekt graficzny i skład: Piotr Rachwaniec © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 19 kwietnia 2008 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu i Turystyki, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546
które odbędą się 23–25 maja br. na stadionie TS Olimpia w Poznaniu. Udział w zawodach zgłosiło 77 reprezentacji uczelni wyższych z całej Polski – emocji zapowiada się więc co niemiara! aps nr 03 2008 (261)
[wioœlarstwo]
Moc wioseł Pierwszy raz w ponad 80-letniej historii brytyjskiego The Head of the River Race wystartowała ósemka z Polski. Udział w regatach studentów reprezentujących bydgoski KU AZS Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego był zwieńczeniem tygodniowego pobytu w Wielkiej Brytanii, przeplatanego treningami. Sparing z Oxford University Środa, 12 marca br. Pogoda – jak zwykle – angielska, na dodatek silny wiatr, który spowodował przyspieszenie wyścigu. Oxford zasugerował, żeby sparing odbył się o dwie i pół godziny wcześniej, tak by móc ścigać się z prądem, czyli w warunkach odbywających się jak na najstarszych akademickich regatach The Boat Race. Z wioślarzami Oxfordu studenci UKW Bydgoszcz w środę na Tamizie zmierzyli się dwa razy. Pierwszy wyścig zapowiadał się wspaniale dla naszych: od pierwszych pociągnięć wioseł wysunęliśmy się na prowadzenie. Jednak na ostatnim etapie osada bydgoska została wypchnięta w strefę martwej wody, co wykorzystał niestety Oxford, nieznacznie wygrywając. Drugi wyścig od samego początku okazał się pechowy – na starcie łódkę naszych podbiła fala i to spowodowało, że Anglicy wygrali ze znaczną przewagą. Warunki były paskudne – wiatr wiał w przeciwnym
www.azs.pl
kierunku niż nurt rzeki, co wywołało wysoką falę zwieńczoną czubkami białej piany. W takich warunkach dzień wcześniej osada Oxfordu została zatopiona przez fale. Po sparingu bydgoska osada spotkała się z Danielem Tobolskim – legendarnym trenerem Oxfordu, który w swoim dorobku ma 13 zwycięstw w rywalizacji z osadą Cambridge, w tym 10 z rzędu. Podczas tego spotkania coach Oxfordu udzielał załodze, a szczególnie sternikowi, rad dotyczących startu w sobotnich regatach Head of the River Race. W tym sparingu osada UKW uczestniczyła już kolejny raz. W 2005 roku ścigaliśmy się z osadą Cambridge, a w 2006 z ósemką Oxfordu. Oba te wyścigi przegraliśmy.
The Boat Race W regatach Cambridge i Oxford – do ostatniego zanurzenia wioseł nikt nie wie, kto wygra. Przed wyścigiem, jak i po nim, czuje się w powietrzu agresję spowodowaną rywalizacją sportową między studentami uczelni. Nikogo nie dziwi, dlaczego wiosła przyciągają tak wielu – spośród ponad trzydziestu tysięcy studentów uniwersytetu w Oxfordzie 3 tysiące przyznaje się do wiosłowania. Każda szkoła ma swoją osadę i do dyspozycji kilka łodzi, które o klasę przewyższają polskie łódki. Także nad samą Tamizą rozlokowanych jest ponad sto uczelnianych przystani. Pojedynek odbył się 29 marca br. Wygrała pierwsza osada Oxfordu. The Boat Race to nie tylko zawody między dwiema uczelniami, ale coś więcej – na ich organizację, wraz z regatami The Head of the
River Race, przeznacza się niemałe środki finansowe. Coroczny wyścig przyciąga nad Tamizę nawet 200 tysięcy widzów.
The Head of the River Race Sobota, 15 marca br., Tamiza, a na niej prawie 420 ósemek, z tego 50 osad reprezentujących uczelnie zagraniczne (23 osady z Niemiec, 7 z Hiszpanii, 5
ze Szwajcarii, po 3 z Włoch i Francji, po 2 z Holandii i Austrii i po jednej z Danii, Irlandii, Szwecji i nasza, z Polski. – Około 9.00 na rzece zaczęły pojawiać się osady płynące w kierunku startu, najpierw pojedyncze łódki, a po kilku minutach w zasięgu wzroku – zarówno po prawej, jak i po lewej stronie od miejsca, w którym staliśmy – rzeka zapełniała się łodziami. Widok naprawdę niesamowity. Dla niego warto było podjąć wysiłek, by osada UKW, czyli wioślarze trenujący w klubie Bydgostia, jako pierwsza polska osada mogła w tym wyścigu wystartować – mówił zauroczony regatami Romuald Poślednik z Fundacji Polsko-Brytyjskiej i International House. Natomiast szczególne wrażenie na prezesie KU AZS UKW Krzysztofie Kościańskim zrobiły łódki, które pływały po Tamizie: – Żeby mieć do dyspozycji chociaż część takiego sprzętu wioślarskiego... Powracając do najważniejszego – regaty wygrał Leander Club, uzyskując czas 17 minut i 49 sekund. Bydgoska osada zameldowała się na mecie po 18 minu-
[karate]
VI Akademickie Mistrzostw Świata w Karate, Wrocław, 11–13 VII 2008
Wrocław – światową stolicą karate Rozmowa z Karoliną Rohan – współorganizatorką Akademickich Mistrzostw Świata w Karate Klubu Środowiskowego AZS Wrocław Czy możesz na początku naszej rozmowy krótko przybliżyć Czytelnikom, co to są akademickie mistrzostwa świata?
Akademickie mistrzostwa świata należą, obok uniwersjad, do największych imprez międzynarodowych organizowanych przez FISU. Odbywają się one w dyscyplinach, których nie obejmują programy sportowe uniwersjad, w cyklu lat parzystych, co dwa lata, na przemian z uniwersjadami.
Wcześniej we Wrocławiu odbywały się AMŚ w: Judo – 1980, Piłce Ręcznej – 1998, Tenisie Stołowym – 2002. Jak przebiegają zgłoszenia i ilu spodziewacie się uczestników?
Jak dotąd wpłynęły do nas aż trzydzieści trzy zgłoszenia federacji krajów z całego świata oraz cztery intencje udziału w mistrzostwach. Mamy już zgłoszenia bardzo dobrych teamów, w tym medalistów z poprzednich imprez rangi międzynarodowej, m.in.: Turcji, Francji, Serbii, a także krajów Ameryki Południowej i Bliskiego Wschodu. Szczególnie cieszy bardzo duże zainteresowanie ze strony innych organizacji karate, a nie tylko federacji akademickich. Liczymy na udział co najmniej 500 osób.
Wrocław będzie gospodarzem takich mistrzostw po raz czwarty.
Mówiliśmy o Wrocławiu i o terminie zawodów, gdzie dokładnie będą one rozgrywane?
Tak. Od 11 do 13 lipca 2008 roku Wrocław będzie organizatorem VI Akademickich Mistrzostw Świata w Karate.
Tegoroczne akademickie mistrzostwa świata będą rozgrywane na jednej z najlepszych
tach i 52 sekundach od startu, uzyskując w klasyfikacji ogólnej 55. miejsce na prawie 420 osad. W klasyfikacji osad zagranicznych zajęliśmy 10. miejsce, a wśród uniwersytetów spoza Wielkiej Brytanii I miejsce! Do tego sukcesu (jak na pierwszy start, można mówić o sukcesie) przyczyniła się zapewne delegacja władz Bydgoszczy dopingująca naszych sportowców – prezydent Konstanty Dombrowicz z przewodniczącą Rady Miasta Dorotą Jakutą oraz władze uniwersytetu – rektor prof. dr hab. inż. Józef Kubik i prorektor ds. organizacji i rozwoju prof. dr hab. Janusz Trempała. Zapewne nasuwa się pytanie, jak organizatorzy poradzili sobie z umieszczeniem ponad czterystu osad na wodzie, a dodatkowo z ich startem. Otóż łodzie startowały co dziesięć sekund. Nasza osada ze 125. pozycji startowej rozpoczęła wyścig w pięćdziesiątej sekundzie 21. minuty wyścigu. Przez to że załogi, wśród których była osada Bydgoszcz University (tak brzmiała nazwa UKW na listach startowych), reprezentowały niższy poziom od naszej, głównym zadaniem studentów UKW było wyprzedzanie osad startujących wcześniej. Plan powiódł się, chociaż niestety manewr ten, wykonywany na rzece z zakrętami i silnym nurtem, powodował utratę cennych sekund.
Nie tylko start Udział w regatach, wiele spotkań z ważnymi personami, próby nawiązania kontaktów z uczelniami brytyjskimi – tak pokrótce można przedstawić pobyt w Wielkiej Brytanii. Gdyby nie start w The Head of the River Race, polska ekipa nie spotkałaby się z Stevem Williamsem – złotym medalistą olimpijskim z Aten. Także spotkania z kapitanem klubu Leander czy wcześniej wspomnianym Danielem Tobolskim, a także z Robinem Williamsem (byłym trenerem osady Cambridge, aktualnie trenerem kadry narodowej Wielkiej Brytanii) zrobiły na bydgoskiej osadzie niesamowite wrażenie. Również władze miasta i uniwersytetu wykorzystały okazję, by spotkać się z merami, reprezentacją władz Oxford University i Oxford Brookes University. Co z tych spotkań wyniknie? Czas pokaże. Jedno jest pewne – prezes Fundacji Polsko-Brytyjskiej Romuald Poślednik złapał bakcyla – z chęcią weźmie udział w następnych regatach.
Podziękowania Wiadomo, że wyjazd, pobyt i sukces musiał mieć swoich ojców. Zacznijmy od podziękowań dla klubu Leander z Henley,
hal w Polsce – hali ORBITA, w której odbywały się już podobne zawody, m.in. Mistrzostwa Europy Karate Shotokan ESKA 2005. Były one dużym sukcesem organizacyjnym Polski. Tego samego oraz wysokiego poziomu sportowego oczekujemy również w tym roku. Z tego co wiem, przy takich zawodach pracują głównie wolontariusze.
Tak, liczymy na duże zainteresowanie ze strony wolontariuszy ze względu na to, że czeka nas mnóstwo pracy. Na wolontariuszach spoczywają różnorodne zadania do wypełnienia, m.in.: praca w biurze zawodów, nie tylko podczas procedur akredytacyjnych, czy też w hali sportowej. Zakładamy, że podczas mistrzostw będzie ich pracowało około 30. Gdzie można znaleźć więcej szczegółowych informacji na temat mistrzostw i zapoznać się z programem zawodów?
Wszystkie informacje znajdują się na stronie mistrzostw, która została stworzona specjalnie na ich potrzebę: www.karate2008.azs.wroclaw.pl. Na koniec chciałabym, w imieniu organizatorów i wszystkich ekip, zaprosić na VI Akademickie Mistrzostwa Świata w Karate do Wrocławia w dniach 11–13 lipca 2008 r. Dziękuję za rozmowę.
Tomek Chochołek
w którym to bydgoska ósemka mogła się zatrzymać i trenować. Podziękowania należą się Imperial College Club i Born Elms Boathouse – dwa kluby w London-Putney, z których polska osada mogła zaczynać swoje treningi i wystartować w Wielkich Regatach. Fortis Media UK i TVP oddział Bydgoszcz – dwaj nieocenieni patroni medialni. International House i Fundacja Polsko-Brytyjska, które zorganizowały cały pobyt na Wyspach. Miasto Bydgoszcz i KU AZS UKW – mimo że na końcu, to im należą się największe podziękowania; bez nich wyjazd byłby niemożliwy. By nie pominąć nikogo z osobna, żadnych nazwisk prócz trenera Lecha Olszewskiego nie wymienię – pozostali dokładnie wiedzą, że są ojcami sukcesu! We wrześniu br. Wielka Wioślarska o Puchar Brdy! Tekst Mateusz Tomanek Foto Lech Olszewski Reprezentacja KU AZS UKW Kamil Diabelec, Daniel Rosiński, Michał Tobolski, Ryszard Ablewski, Krzysztof Gwizdała, Krzysztof Babik, Miłosław Kędzierski, Marcin Szatkowski, Rafał Woźniak (s), Piotr Szatkowski (r), trener Lech Olszewski Więcej informacji o regatach na www.theboatrace.org aps nr 03 2008 (261)
[rugby]
Owalny symbol uczelni Pierwsza akademicka sekcja rugby w województwie kujawsko-pomorskim powstała we wrześniu 2007 roku przy Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy. Założycielem sekcji był student II roku WSG – Karol Bronkalla: wieloletni zawodnik i działacz innej bydgoskiej drużyny rugby – Alfy Bydgoszcz, specjalizującej się w siedmioosobowej odmianie rugby.
P
ierwszym krokiem do realizacji własnych marzeń było ukończenie kursu instruktora rugby. Mając potrzebne uprawnienia i przychylność władz uczelni, mógł się starać o stworzenie drużyny wśród studentów WSG. Opiekunem sekcji z ramienia uczelni został mgr Maciej Mackiewicz – prezes Klubu Uczelnianego AZS WSG Bydgoszcz. Obecnie bydgoscy rugbiści przygotowują się do swojego pierwszego sezonu, trenując pod bacznym okiem dwóch trenerów – Karola Bronkalli i Leszka Komonia
www.azs.pl
– wraz z doświadczonymi zawodnikami Alfy Bydgoszcz. Pierwszy turniej przewidziany jest na koniec kwietnia br. Wtedy to bydgoszczanie wyjadą do Gdańska, by sprawdzić swoją formę i przygotowanie do nowego sezonu. Będzie to jeden z kilku sprawdzianów przed Akademickimi Mistrzostwami Polski Rugby 7 – najważniejszej imprezy tego sezonu. Do tego czasu zawodnicy rozegrają jeszcze dwa bardzo ważne turnieje w Mosinie i Szczecinie. Do udziału w tych turniejach zostały zaproszone tylko najlepsze polskie drużyny. Swój udział potwierdziły również zespoły m.in. z Niemiec, Szwecji, Irlandii czy Danii. To będzie idealna okazja, aby zdobyć wiele nowych doświadczeń oraz móc podpatrzyć, jak szkolą
się zawodnicy, którzy na co dzień grają w zagranicznych zespołach. Jest to też jedna z nielicznych szans, aby nawiązać nowe kontakty, które w przyszłości mogą zaowocować współpracą. Aktualnie sekcja nie posiada własnego wyspecjalizowanego boiska do rugby. Być może już niedługo powstanie obiekt, który stworzy możliwości do profesjonalnego szkolenia bydgoskich rugbistów oraz rozwoju tej dyscypliny w regionie. W przyszłości planowane jest stworzenie elitarnej grupy zawodników, którzy mogliby dostać szansę gry w najwyższej klasie rozgrywek polskiego rugby. Możliwe, że powstanie zespół rugby piętnastoosobowy. Byłby to ogromny sukces: działaczy, trenerów i, co najważniejsze, zawodników. Obecnie jednak należy się skoncentrować na zbliżającym się sezonie i zrobić wszystko, aby jak najlepiej zaprezentować się na arenie krajowej. Wraz z wynikiem sportowym gra w owalną piłkę na trwałe stanie się symbolem bydgoskiej uczelni. Tekst KB Foto KU AZS WSG
[rozmowa]
Spokój cechuje mistrza... Stare przysłowie ludowe głosi, że złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Poważniej rzecz ujmując, powiemy o uzasadnianiu porażek czynnikami zewnętrznymi, a sukcesów – wewnętrznymi.
W
sporcie często można takie zjawisko zauważyć, zwłaszcza u początkujących zawodowców – sportowców i trenerów. Chwalą się po sukcesach, a w razie porażki ganią sędziów, śliską murawę, rażące reflektory i dokuczliwy wiatr. O prawdziwym mistrzostwie świadczy podjęcie walki nie tylko z rywalem, ale również radzenie sobie z przeciwnościami, np. brakiem w pobliżu miejsca zamieszkania zawodnika obiektu sportowego, na którym mógłby rozwijać swój talent i pasję. Czas usłyszeć wieści ze strzelnicy, której w Lublinie... nie ma.
Po ciemnej stronie strzelnicy – W strzelectwie bardzo ważna jest samodyscyplina. Nie można odpuszczać treningów. To musi być pewien rytm. Dobrze zaplanowany – by pogodzić szkołę i inne obowiązki z treningami. Myślę, że nie zabrakło mi determinacji w dążeniu do sukcesu. Cele były określane stopniowo, najpierw w skali województwa, potem kraju. Wreszcie naturalną konsekwencją stały się pierwsze moje sukcesy międzynarodowe. Jest też ciemna strona, o której każdy sportowiec wie doskonale. – Bez wyrzeczeń nie ma w sporcie sukcesów. Na pewno ucierpiało moje życie towarzyskie. W pewnych okresach treningi trwają nawet 4–5 godzin dziennie.
Strzały wyciszenia Każdy, kto choć raz miał okazję obserwować strzelca w akcji, wie, że to dyscyplina specyficzna, wyjątkowa. – Tu nie ma miejsca na złość, agresję. Wygrywa ten, kto potrafi perfekcyjnie opanować swoje emocje, ten, który nie walczy z rywalami, tylko walczy z samym sobą, ze swoimi słabościami. Taka specyfika sportu, oprócz rygorystycznych wymagań, niesie ze sobą wielkie korzyści dla rozwoju osobistego zawodnika. – Strzelectwo uczy umiejętności postępowania w sytuacjach stresowych, szacunku dla adwersarzy, umiejętności wyciszenia się, odcięcia od świata zewnętrznego – tu spokój cechuje mistrza...
Student na medal(e) To właśnie z Lublina pochodzi jeden z najlepszych polskich strzelców, zdobywca srebrnego medalu na letniej uniwersjadzie w Bangkoku. Na koncie ma też brązowy medal ISAS 2007 w Dortmundzie, cztery złote, jeden srebrny krążek i dwa brązowe medale MMP, brąz MP juniorów. Dwukrotnie wywalczył brązowy medal MP seniorów – Adam Gładyszewski – student UMCS, zawodnik KS Snajper Lublin. – Mam 23 lata. Jestem studentem iberystyki lubelskiego UMCS. Od 7 lat uprawiam strzelectwo sportowe. Zainteresowania: żeglarstwo, informatyka, podróże... W ten sposób sam o sobie mówi. Mając lat 16 rozpoczął swoją przygodę ze strzelectwem. – Strzelectwo powinno się zacząć uprawiać będąc o kilka lat młodszym. Od samego początku to tata jest moim trenerem. Zabierał mnie na zawody powszechne, gdzie często sam stawał na podium. Nie proponował mi strzelania. Dziś wiem, że robił to celowo. Po zawodach, w których znów zgarnął jakiś puchar, zapytałem, czy też mógłbym trenować strzelectwo. Wtedy nagle w domu pojawił się dla mnie sprzęt, specjalistyczne wyposażenie itd. Dobre geny, sprzęt to dopiero połowa sukcesu. Druga należała już od Adama.
startów. Dodatkowym wsparciem jest funkcjonujące w naszym domu Laboratorium Fizyki i Techniki Sportu – firma rodzinna. Wspólnie z trenerem opracowujemy nowoczesne metody treningowe. Na mnie są one testowane. Można powiedzieć, że jestem takim królikiem doświadczalnym. Kiedy budujemy wytrzymałość specjalistyczną, treningi są prawie codziennie i trwają nawet do 5 godzin. W okresie przedstartowym nasilenie treningów i ich charakter się zmienia – są krótsze, więcej zadań. Wtedy trenuję od półtorej do trzech godzin dziennie. Na początku zawsze jest rozgrzewka, stretching, później – właściwy trening karabinu pneumatycznego. Potem trenuję postawę leżącą (rzadziej klęczącą), czyli karabin dowolny. Niestety tylko bezstrzałowo.
Do tego dochodzą zajęcia na uczelni oraz zawody, zgrupowania. Policzyłem, że ponad 3 miesiące w roku bywam poza domem. Wydaje mi się jednak, że w sporcie nie da się osiągnąć wysokich wyników, jeśli człowiek nie podchodzi do niego z pasją i nie czerpie z tego radości. Bardzo ważna jest też sprawna organizacja czasu. A w moim przypadku duże znaczenie ma również fakt, że strzelnicę pneumatyczną mam w domu...
Na strzelnicy czuję się jak w domu... W Lublinie nie ma strzelnicy dostosowanej do potrzeb treningowych Adama. Ten problem udało się rozwiązać. – Mam możliwość trenowania konkurencji karabin pneumatyczny (10 m) w swoim domu, na własnej strzelnicy. Natomiast konkurencje kulowe (50 m) muszę trenować na sucho, bez oddawania ani jednego strzału... W ten sposób przygotowywałem się do uniwersjadowych
Złoty wyczyn na pół milimetra W naszym kraju strzelectwo to nadal jeszcze niezbyt popularna dyscyplina. Dzięki sukcesom rodzimych zawodników zyskuje jednak grono sympatyków. – Strzelectwo jest sportem olimpijskim i to od pierwszej olimpiady nowożytnej. Początkowo wywodziło się z korzeni militarnych, np. tarcze sylwetkowe to były tarcze z wizerunkiem człowieka. Dziś odeszło się całkowicie od tego zwyczaju. Strzelamy z karabinów (pneumatycznych i dowolnych), pistoletów (pneumatycznych, sportowych, dowolnych) i strzelb (w strzelaniach do rzutków). Z ciekawostek – tarcza w konkurencji karabinu pneumatycznego ma dziesiątkę o średnicy... pół milimetra. W karabinie dowolnym dziesiątka ma średnicę 10 milimetrów, a strzela się z odległości 50 metrów. Jest to też droga dyscyplina. Pełne wyposażenie zawodnika konkurencji karabinowych to koszt kilaps nr 03 2008 (261)
Jeśli ktoś nie czuje zapachu szatni, to nigdy nie będzie dobrym trenerem – mówi Wojciech Weiss
Z
panem Wojtkiem Weissem spotkałam się o 9.00 rano w jego przepełnionym trofeami gabinecie na Politechnice Poznańskiej. Żałuję, że nie spytałam, którą kawę w tym dniu wypił. Mimo rozlicznych zajęć bez problemu zgodził się na rozmowę.
Jedynie bycie kierownikiem Studium Wychowania Fizycznego i Sportu nie jest pracą społeczną, po co więc dobrowolnie spędzać całe dnie w pracy nieprzynoszącej zysków?
Zależy, o jakich zyskach mówimy. Materialne korzyści nie są najważniejsze. Szefowanie jednemu z największych klubów w Polsce, bo liczącemu ponad 1200 członków, jest dla mnie wyróżnieniem. W roku akademickim 2005/2006 zajęliśmy II miejsce z tytułu najbardziej usportowionej uczelni w Polsce, konkurując z ponad 270 innymi. Co na to rodzina? Pracuje Pan od 7.00 rano, często do wieczora... Nie tęsknią?
Dzieci są już dorosłe, a żona się przyzwyczaiła. Od samego początku naszej znajomości prowadziłem podobny tryb życia. Wtedy sam trenowałem lekkoatletykę, biegałem 400 m. Potem zostałem trenerem. Wyznaję zasadę, że jak się lubi to, co się robi, to się to po prostu robi. Faktycznie, jestem człowiekiem zapracowanym, mimo to uważam, że w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze. Zdrowie dopisuje, mam wspaniałą rodzinę, niczego tak naprawdę mi nie brakuje. Życie nauczyło mnie, że nie należy zbyt wiele od siebie wymagać, a złudne nadzieje mogą powodować frustracje. Jaki jest sposób na sukces Politechniki Poznańskiej, jeśli chodzi o osiągnięcia sportowe jej studentów?
Składa się na niego kilka warunków. To przede wszystkim kwestia organizacji zajęć i dotarcia do wszystkich grup społecznych na uczelni. Mam tutaj na myśli nie tylko utalentowanych studentów, ale również także władze Politechniki. Prowadzimy rozbudowane zajęcia dla pracowników. Bardzo liczy się dla nas
kudziesięciu tysięcy złotych, a pozyskać sponsorów jest bardzo trudno.
Iberysta w Londynie? Mimo licznych sukcesów i ogromnego zaangażowania w realizację własnej pasji Adam mocno stąpa po ziemi. – Na pewno strzelectwo znajduje się wysoko www.azs.pl
ich czynne uczestnictwo w sporcie, np. w szachach czy strzelectwie. Dobra wola władz uczelni to priorytet, ponieważ nic nie zdziałamy w opozycji do rektorów czy dziekanów. Na PP każdy w pewnym stopniu przeszedł przez AZS. Tutaj zawsze są ludzie, którzy chcą działać. Dowodem na to jest fakt, że byli działacze wciąż trzymają się razem, chociażby wstępując do Klubu Seniora, w którym co cztery lata organizuje się zjazdy. Skupiliśmy się także na swego rodzaju działaniach PR-owych. Na wszelkie możliwe sposoby pokazujemy istnienie klubu uczelnianego, możliwości udziału w sekcjach i zajęciach rekreacyjnych oraz nasze dotychczasowe osiągnięcia. Rektor i dziekani zawsze wiernie kibicują nam chociażby na meczach koszykówki drugoligowej. Zatem naszym sposobem na sukces jest ogromna skala zainteresowania sportem na uczelni. Nie można zamykać się w sali gimnastycznej, należy wychodzić do ludzi.
WOJCIECH WEISS
– kierownik SWFiS Politechniki Poznańskiej i jednocześnie prezes KU AZS, a także wiceprezes ds. upowszechniania kultury fizycznej OŚ AZS Poznań. W 2005 r. laureat nagrody im. Eugeniusza Piaseckiego. Po drodze podziękowania dla AZS za organizację cyklu imprez w ramach XXIII Mistrzostw Polski Szkół Wyższych – październik 2006 r. oraz niezliczone inne nagrody.
Co pan myśli o funkcjonowaniu w tym zakresie innych uczelni w Poznaniu?
Szczerze mówiąc nie jest najlepiej. Uczelnie prywatne dają sobie radę, jednak w tradycyjnych państwowych uczelniach jest coraz gorzej. Uważam, że sekcje sportowe powinny być w cyklu dydaktycznym każdej uczelni. Dodatkowo każda sekcja powinna mieć dobrze wyszkolonego w tym zakresie trenera, który będzie wiedział, jak dotrzeć do zawodników po wygranym, a także po przegranym meczu. Jeżeli ktoś nie czuje zapachu szatni, to nigdy nie będzie dobrym trenerem. Na studiach wszelki trening sportowy stanowi odskocznię od nieustającej nauki.
dzają człowieka do pracy i zachęcają do zdobywania kolejnych szczytów. Jakie są pańskie kolejne plany?
Zdecydowanie dobre i owocne życie rodzinne. Reszta osiągnięć wynika bezpośrednio ze spokoju w domu. Kiedy w rodzinie dzieje się źle, to skutki automatycznie mają swoje odbicie w nieodpowiednio wykonywanej pracy. Wbrew pozorom jestem domatorem. Dzisiaj młodzi ludzie wolą być singlami. Osobiście uważam, że to właśnie dobre stosunki z bliskimi napę-
Przede wszystkim chcę dotrwać do emerytury (śmiech). Mówiąc jednak poważnie, naszym głównym celem jest złoto na mistrzostwach Polski. Pragniemy być najbardziej usportowioną uczelnią w Polsce. Dziś znajdujemy się na trzeciej pozycji. W najbliższym czasie w ramach SWFiS będę walczył o zwiększenie liczby godzin wf. Nowo wybrany rektor obiecał wybudować kolejną nowoczesną salę gimnastyczną. Właśnie trwają remonty w szkole przy ul. Nieszawskiej w Poznaniu, gdzie do dyspozycji będziemy mieli kolejne obiekty. Kadencja rektora potrwa cztery lata, zatem mamy jeszcze dużo czasu na kolejne modernizacje. Będziemy robić dalej to, co robimy. Efekty tych działań już są widoczne, przede wszystkim w coraz lepszych wynikach naszych sportowców! Rozmawiała Joanna Kozłowska Foto archiwum Wojciecha Weissa
w moich planach. Pamiętam jednak, że sport to nie wszystko i dlatego staram się studiować i pogodzić naukę ze sportem. Zamierzam skończyć studia i rozpocząć pracę w zawodzie. Ze sportowych planów, chciałbym podnosić swój poziom sportowy, pobić swoje rekordy życiowe i zdobywać jak najwyższe miej-
sca na zawodach międzynarodowych. Zaczynają się też już pojawiać marzenia o IO w Londynie. Życzymy zatem, aby mgła szybko opadła, a Londyn stał się kolejnym sportowym wyzwaniem uwieńczonym sukcesem! Tekst i foto Katarzyna Rutkowska
Co w swoim życiu uważa pan za największe osiągnięcie?
Vschodnia Husaria Dziś, kiedy piłka ręczna przeżywa swój renesans, warto wykorzystać przysłowiowe 5 minut, aby jeszcze lepiej poznać dyscyplinę. Zasady gry są znane. Składy drużyn, nazwiska trenerów – wszystkim zagorzałym fanom również. Jak wygląda natomiast wzorowy doping?
T
o najlepiej wiedzą kibice AZS AWF w Białej Podlaskiej i wszyscy, którzy choć raz byli na meczu bialskich szczypiornistów. Spokojnie, ale z werwą. Kolorowo, acz jednolicie. Po prostu z pasją.
cem drużyny piłkarskiej – UKS Jagiellończyk Biała Podlaska. Pracuje jako sędzia piłkarski. Wiele czasu poświęca również dziennikarstwu, które jest, jak mówi – przygodą z przypadku. Prowadził stronę internetową www.bialskisport.com, był współpracownikiem „Gazety Bialskiej”. Aktualnie pracuje w redakcji działu sportowego w „Tygodniku Podlaskim”. – Jest to nowe doświadczenie, które zajmuje dużo czasu. Daje jednak zadowolenie oraz poczucie zawodowego spełnienia. Bardzo często redagowanie tekstów wiąże się z pracą poza Białą Podlaską. Często wyjeżdżam też do Dęblina, do miłości mojego życia – wspaniałej dziewczyny – Aleksandry. Dla niej jestem w stanie poświęcić wszystko. Wiem też, że mogę liczyć na jej wsparcie.
Sektorówki nad głowami W chwilach wolnych od nauki i pracy zajmuje się organizacją działań Klubu
Login „lysy162”... Kto interesuje się ręczną i śledzi poczynania AZS z Białej Podlaskiej, zna tę nazwę. Pod dość enigmatycznym pseudonimem kryje się Mateusz Połynka. – Nigdy nie chciałem – jak sam mówi – żeby bialska publiczność była kojarzona z moją osobą, a tak się dzieje. Wszyscy na meczach mówią „Łysy”, „Łysy – zaczyna”. Nie lubię tego, bo jesteśmy jedną wielką grupą ludzi. Nie dążę do osiągania nagród, zdobywania wyrazów uznania. Jestem szarym człowieczkiem, który zajmuje się tym, co lubi. Obecnie na brak obowiązków i nadmiar wolnego czasu narzekać nie może. Jedyne, co budzi jego ewentualne zastrzeżenia, to stanowczo zbyt krótka doba, aby wszystko bezkolizyjnie pogodzić i mieć jeszcze czas dla siebie.
O przywiązaniu do ludzi i miejsc... Jest studentem kierunku wychowanie fizyczne – AWF Warszawa, ZWWF w Białej Podlaskiej. – Od zawsze interesowałem się sportem – szeroko pojętą kulturą fizyczną. Jestem z Białej Podlaskiej. Tu jest uczelnia o bardzo dobrej renomie. Dlatego właśnie zdecydowałem się na studia w rodzinnym mieście – Białej – podkreśla Mateusz, z nieskrywaną dumą i z coraz rzadziej spotykanym u młodych ludzi przywiązaniem do rodzimych stron. – W tej chwili priorytetem dla mnie są zdecydowanie studia. Chciałbym jak najszybciej zdobyć zawód i realizować się w roli nauczyciela. Już dziś zdobywa pierwsze wprawki przyszłej roli. Jest szkoleniow-
uczy się tego, chce poznawać. Zaczęliśmy prężnie działać od tamtego sezonu, od meczu z Wisłą Sandomierz. Pomyśleliśmy z kolegami, że trzeba w Białej stworzyć odpowiedni klimat podczas meczów piłki ręcznej. I tak to działa. Jest to grupa młoda i uczymy się, próbujemy tworzyć własną kulturę organizacyjną. (...) Większość kibiców jest ubrana w biało-zielone barwy. Jest to naturalna kolorystyka zapożyczona z herbu AZS. W czasie meczów rozprowadzane są klubowe gadżety. Każdy może je nabyć. Biało-zieloną kolorystykę na bialskich trybunach podkreślają również dwie ogromne sektorówki – flagi o wymiarach 9 x 9 metrów. Flagi są rękodziełem mamy Mateusza. Mama, podobnie jak cała rodzina, wspiera jego poczynania. – Nie szczędzi swojego czasu, aby mi pomagać. Jest też przy okazji wiernym kibicem AZS. Chodzi na wszystkie mecze. To nie tata mamę, ale mama tatę zaprasza na mecze. Po spotkaniach opowiada mi, jak wydarzenia wyglądały z jej perspektywy. W tajemnicy mogę zdradzić, że kiedy nie idzie naszym, ona modli się o korzystny wynik.
Biało-zielona rodzina
Kibica szczypiornistów bialskiego AZS. W tej roli odnajduje się znakomicie. Klub Kibica w Białej Podlaskiej ma już swoją historię i niekwestionowaną renomę. Kilka lat temu, kiedy AZS był w ekstraklasie, publiczność otrzymała nagrodę – wyróżnienie ówczesnego Ministra Edukacji Narodowej i Sportu. Dziś zawodnicy walczą w niższej lidze, ale kibice, jak zapewnia Mateusz Połynka – prowadzą lepszy doping niż w czasach ekstraklasy. Chcą być wsparciem. Na nowo zaczynają organizować swoje szyki. – Nie jest tak jak na stadionach piłkarskich, gdzie kluby muszą ponosić kary za swoich kibiców. My jesteśmy ze wszystkich sił z zawodnikami i chcemy ich wspierać – nie tylko w Białej, ale także na meczach wyjazdowych, nawet tych w najodleglejszych miejscowościach. Faktycznie, podróż nawet kilkaset kilometrów za ukochaną drużyną nie zniechęca ich do gorącego dopingu. – Jest to grupa nowa. Na razie spotykamy się tylko na meczach. Większość naszych kibiców dopiero
Strój, flagi i bezwzględna wiara w kolejne zwycięstwa akademików to nie jedyne atrybuty bialskiej publiczności. – Znamy się z osobami z bialskiego radia – Biała FM. Tam nagraliśmy piosenki. Udostępniliśmy je w internecie. Mamy swoje forum www. vschodniahusaria.fora.pl. (...) Jeszcze nie jesteśmy stowarzyszeniem, chociaż staramy się je zawiązać. Jest to konieczne, choćby z tego względu, że pozyskując sponsora, możemy wystawić rachunek. Obecnie jesteśmy grupą osób niezrzeszonych. Po prostu spotykamy się, łączy nas jedna pasja, kibicujemy naszej drużynie. Najwyraźniej nie jest to grupa hermetyczna. Mateusz zapewnia, że każdy, kto lubi piłkę ręczną, każdy, kto chce aktywnie wesprzeć bialską drużynę, pokibicować w miłym i bezpiecznym gronie, jest mile widziany. – Na meczach piłki ręcznej spotykamy się w określonym miejscu – do dyspozycji mamy cały pierwszy sektor. Przez całe spotkania stoimy i dopingujemy. Tam czekamy na wszystkich chętnych. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą stworzyć z nami biało-zieloną rodzinę. Katarzyna Rutkowska Foto Kamil Paszkowski aps nr 03 2008 (261)
[badminton]
XXV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Badmintonie, Kraków, 17–20 IV 2008
Tryumf UAM pod nieobecność kadry olimpijskiej W dniach 17–20 kwietnia br. w Krakowie odbyły się XXV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Badmintonie.
P
oziom zawodników był jak zwykle zróżnicowany – od sekcji narciarskiej grającej w reprezentacji Uniwersytetu Jagiellońskiego, po zawodników kadry narodowej w badmintonie, którzy zdominowali składy Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz – tradycyjnie – Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Tym razem nie pojawiła się ścisła kadra Polski studiująca na WSHE, gdyż termin mistrzostw Europy zbiegł się niefortunnie w czasie z krakowskim turniejem. Jednak nikt nie żałował, że nie mogliśmy podziwiać śmietanki polskiego badmintona, ponieważ zdobyła dla Polski w duńskim Herning dwa medale. Ponadto oglądanie tych zawodników w reprezentacji WSHE budziło od początku mieszane uczucia i podejrzenia o nieczystą grę. W tym roku nie było mimo wszystko inaczej, gdyż pod nieobecność najlepszych szkoła ta wystawiła innych czołowych polskich zawodników: Łukasza Morenia, Agnieszkę Wojtkowską, Aleksandrę Walaszek, Macieja Kowalika, Agnieszkę Szrajdę, Dariusza Ziębę (a także Dariusza Czekana i Kamilę Pszenną). Fakt, że szkoła werbuje mistrzów, zapewnia im warunki do studiowania i inwestuje w nich do tego stopnia, że najlepsi grupowo się tam przenoszą, jest zjawiskiem w polskim sporcie akademickim nowym i w związku z tym spotyka się zarzuty, że niszczy to atmosferę akademickiej gry. Ale takie są niestety prawa wolnego rynku.
www.azs.pl
Uzasadnione obiekcje budzi jednak start – w ostatnich dwóch latach – zawodników, których studiowanie lub zatrudnienie na WSHE owiane jest mgiełką tajemnicy. Ku zadowoleniu chyba każdej innej drużyny WSHE została w tym roku pokonana (4:3) przez reprezentantów UAM (Marlena Flis, Mariola Grządzielska, Magdalena Jaworek, Damian Leszczyński, Michał Rogalski, Piotr Szkudlarczyk i Wojciech Szkudlarczyk). W rozstrzygającym singlu mężczyzn, rozgrywanym przez kolegów z kadry – Macieja Kowalika i Piotra Rogalskiego, Kowalika oklaskiwali tylko reprezentanci WSHE, zaś Rogalskiego cała reszta obecnych na sali. Nie był to jednak wyraz sympatii dla tego drugiego, ale gest symboliczny sprzeciwu wobec kontrowersyjnych działań łódzkiej szkoły. Mimo wszystko zawody można uznać za udane. Organizator, czyli Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie pod nadzorem Krzysztofa Hodura, zapewnił swoją świetną halę, gdzie siedem boisk przeznaczonych było do gier turniejowych i dwa, umieszczone w oddzielnej sali, do rozgrzewki. Zawody odbywały się w skomplikowanym systemie do dwóch przegranych, nie jak w poprzednich latach grupowopucharowym. Przyczyną zmiany systemu była wysoka liczba zgłoszonych reprezentacji – aż trzydzieści dwie. Kiedy tylko zwycięstwo jednej ze stron było przesądzone, mecz był kończony (czyli zamiast siedmiu gier wystarczyło czasem zagrać cztery). Dzięki tym zabiegom zawody odbyły się bez opóźnień i w atmosferze porządku. Z drugiej strony niektóre drużyny nie miały okazji sobie pograć, a dodatkowo pojawiają się obiekcje wobec faktu, że po kilka reprezentacji uzyskało to samo miejsce, mimo różnic w poziomach. Wyjściem z tej sytuacji byłoby rozgrywanie jak dawniej eliminacji strefowych. Trudno jest jednak rozstrzygnąć, która opcja jest lepsza, za obiema stoją argumenty za i przeciw. Ważne jest, że mimo dużej liczby drużyn Krzysztof Hodur i jego ekipa poradzili sobie bardzo dobrze. Hala Mistrzostw znajdowała się blisko akademików, gdzie zakwaterowani byli zawodnicy. Blisko było też do „restauracji” EDEN, która serwowała iście stołówkowe jedzenie, jednak porcje obiadowe były dosyć skąpe, więc wielu zawodników po obiedzie jadło drugi, zakupiony na własną rękę. Szkoda, że uczestnicy nie otrzymali też pamiątek – gadżetów – dzięki którym mogliby pamiętać, że to właśnie AGH zorganizowało te zawody. Jest to tym bar-
dziej smutne, że właśnie piję wodę z kubka łódzkiej WSHE, która zorganizowała zeszłoroczne MPSzW w Mielnie. Termin był również znacznie dogodniejszy dla studentów niż w zeszłych latach, kiedy zawody odbywały się niemal w przeddzień sesji egzaminacyjnej. Dzięki temu wszyscy z czystym sumieniem mogli się bawić na imprezach, bo przecież na akademickich zawodach nie chodzi tylko o sport, ale także o integrację studentów. Pierwszego wieczoru zawodnicy spontanicznie wybrali się do pobliskiego pubu i przy bilardzie odświeżali znajomości. W piątek chyba wszyscy zawodnicy udali się do mrocznej Jamy, klimatycznej dyskoteki otwartej tej nocy tylko dla badmintonistów. W sobotnią noc zaś bawiliśmy się w kampusowej dyskotece Gwarek, gdzie – choć muzyka i wystrój gorsze niż w Jamie – to i tak zabawa była przednia. Ostatni dzień zawodów. Ze względu na wspomniany system gier i na czarnego konia mistrzostw – UAM – finał rozegrał się już pierwszego dnia rozgrywek – w piątek, kiedy to rozstawiona z numerem 1 WSHE trafiła na poznańską uczelnię. W sobotę i niedzielę rozstrzygnęły się natomiast losy drugiego i trzeciego miejsca, gdyż rozstawiony z nr. 2 UWM (Ania Płecha, Klaudia Rogalska, Iza Żakowska, Piotr Kowenicki, Maciej Ociepa, Kamil Raszkiewicz, Radosław Sikorski) zagrał przeciw rozstawionemu z nr. 3 Uniwersytetowi Warszawskiemu (Marlena Muras, Monika Plata, Anna Szymańska, Karolina Zbytniewska, Marcin Bybrowski, Michał Bybrowski, Jan Gientka, Dariusz Pilich). Zwycięski UWM przegrał w niedzielę walkę o srebro z WSHE. Organizatorzy dopięli wszystko na ostatni guzik i obyło się bez nieprzyjemnych zgrzytów – wręcz przeciwnie, krakowski zespół był zawsze otwarty na propozycje i chętny do pomocy. Teraz pozostaje tylko marzyć o tym, aby AGH zorganizowało nam za rok zawody w Mielnie! Tekst Karolina Zbytniewska Fot Janusz Rudziński www.mpszw.pl
[futsal]
Wielkopolska futsalem stoi Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa z Leszna, mistrz Polski wyższych szkół zawodowych w klasyfikacji generalnej minionej edycji, po raz pierwszy gościła futsalistów całej Polski. Wystartowało 15 zespołów, które w zdecydowanej większości ambitnie i z wielkim zaangażowaniem walczyły o najwyższe trofeum.
Mistrzostwa Polski Wyższych Szkół Zawodowych w Futsalu, Leszno, 9–12 III 2008 KU AZS PWSZ Leszno z pewnością zapisze Mistrzostwa po stronie sukcesów organizacyjnych. Jak mówią ich uczestnicy (a nieśmiało przytakują sami organizatorzy), właściwie wszystko zagrało na medal i gdyby ktoś szukał po tej imprezie jakichś istotnych powodów do narzekań, to pewnie szukałby dziury w całym. Owszem, narzekać mogą przedstawiciele PWSZ Jarosław, ale organizatorzy z Leszna naprawdę nie mieli możliwości zabezpieczenia ich przed bandyckim napadem. Oficjalne zakończenie Mistrzostw miało bogatą oprawę i udaną część artystyczną. Wszystkie zespoły otrzymały pamiątkowe dyplomy, a trzy najlepsze zostały nagrodzone pucharami i medalami. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano Tomasza Zielińskiego z Legnicy, najlepszym bramkarzem okazał się Łukasz Staszewski z Sochaczewa, a królem strzelców, z 16 zdobytymi bramkami, Paweł Konieczny z Tarnowa. Nagrody wręczył futsalistom honorowy patron Mistrzostw, JM Rektor PWSZ Leszno, prof. dr hab. Wiesław Osiński, wspólnie z wiceprezydentem Leszna, panem Zdzisławem Adamczakiem. Trzeba dodać, że na uroczystości zamknięcia zabrakło niestety oficjalnego przedstawiciela OŚ AZS Poznań. Bezpośrednio po zakończeniu imprezy o krótkie podsumowanie Mistrzostw poprosiłem organizatorów. Zbigniew Cukiert, sędzia główny:
K
lub Uczelniany AZS PWSZ Leszno zorganizował zawody w dwóch doskonałych obiektach sportowych – miejskiej hali sportowo-widowiskowej „Trapez” oraz w hali sportowej Integracyjnej Szkoły Podstawowej nr 13. Zgodnie z regulaminem, uczestnicy najpierw rywalizowali w grupach eliminacyjnych, następnie rozgrywali mecze ćwierćfinałowe, półfinałowe i wreszcie, ostatniego dnia Mistrzostw, osiem najlepszych drużyn zagrało o najwyższe lokaty. Zwycięzcą została drużyna PWSZ z Legnicy. Ekipa ta przez cały czas grała najrówniej, a w meczu finałowym tylko jedną bramką, lecz jednak przekonująco, pokonała reprezentację gospodarzy. Wynik końcowy finału to 3:2 dla Legnicy. Gospodarzom nie pomogły ani ściany, ani zgromadzeni w hali „Trapez” w sporej liczbie miejscowi kibice, którzy głośno dopingowali leszczyński zespół. Identycznym rezultatem jak finał zakończył się mecz o III miejsce, w którym PWSZ z Nowego Sącza zwyciężyła osłabioną drużynę PWSZ Jarosław. Powody tego osłabienia wymagają odrębnej wzmianki. Otóż po zakończeniu wieczoru integracyjnego, zorganizowanego w jednej z leszczyńskich dyskotek, zdarzył się bardzo przykry incydent. Ciężko pobity został jeden z zawodników drużyny z Jarosławia. Czeka go długa hospitalizacja. Podejrzany o pobicie (został zatrzymany przez policję) jest zawodnik Kolegium Karkonoskiego z Jeleniej Góry. Trzeba podkreślić, że ekipa futsalistów z Jeleniej Góry przyjechała na zawody bez żadnej opieki. Popełnione przestępstwo jest zapewne jednym z efektów takiej sytuacji i nakazuje postawić pytanie, czy AZS nie powinien zareagować, wprowadzając obowiązek regulaminowy zgłaszania do Mistrzostw trenerów-opiekunów i stanowczo to egzekwować w trakcie weryfikacji.
– Uważam, że był to bardzo udany i sympatyczny turniej. Dla nas, sędziów, najistotniejsze jest, że zawodnicy i trenerzy dobrze znali przepisy futsalu, zawodnicy w zdecydowanej większości grali fair i naprawdę, pragnę to podkreślić, nie stwarzali na parkiecie sytuacji, które by nas, sędziów, zmuszały do częstego i zdecydowanego sięgania po środki dyscyplinujące. Zwyciężyła drużyna, która w przekroju mistrzostw sprawiała najlepsze wrażenie, była skuteczna, a w jej grze można już było zaobserwować sporo elementów nowoczesnego futsalu. Muszę dodać, że wielkim pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie postawa zespołu gospodarzy. Wypada przypomnieć, że jesienią ubiegłego roku reprezentacja PWSZ Leszno nawet nie zdołała awansować do turnieju finałowego Akademickich Mistrzostw Wielkopolski, dlatego zdobyty przez tę uczelnię tytuł wicemistrzowski jest, obiektywnie rzecz biorąc, sporą niespodzianką. Grzegorz Kapitan, prezes KU AZS PWSZ Leszno, szef komitetu organizacyjnego: – Organizacja tak dużego ogólnopolskiego turnieju wymagała sporych nakładów pracy. Chciałbym za tę pracę serdecznie podziękować wszystkim osobom, które starały się, abyśmy jako organizatorzy Mistrzostw wypadli jak najlepiej. Specjalnie podziękowania kieruję pod adresem honorowego patrona imprezy prof. dr. hab. Wiesława Osińskiego. Mam satysfakcję, że nasza praca przyniosła pożądane efekty i zdecydowana większość uczestników turnieju opuszcza Leszno zadowolona. Moja satysfakcja jako prezesa Klubu i szefa komitetu organizacyjnego Mistrzostw jest jeszcze większa z tej racji, że nasz uczelniany zespół sięgnął po srebrny medal. Chciałbym pogratulować zawodnikom i trenerowi drużyny Jerzemu Kubalczykowi. Mam głębokie przekonanie, że nie jest to nasz ostatni sukces w futsalu. W nieoficjalnych rozmowach w gronie działaczy i trenerów spierano się, czy rozgrywanie mistrzostw typów uczelni wciąż ma sens. Zdania były podzielone i problem pozostał nierozstrzygnięty, jednak uważam, że argumenty wszystkich zwolenników i przeciwników rozgrywania mistrzostw w typach uczelni trzeba starannie rozważyć. Na zakończenie należy jeszcze koniecznie dodać, że srebrny medal futsalistów z Leszna jest kolejnym wielkopolskim medalem w tej dyscyplinie sportu w XXV MPSzW. Zaledwie tydzień wcześniej mistrzem Polski uniwersytetów w futsalu została drużyna UAM. Jednym słowem: Wielkopolska futsalem stoi! Piotr Kuś Foto Franciszek Mamurski aps nr 03 2008 (261)
XXV Mistrzostwa Polski Typów Uczelni Uniwersytetów w Siatkówce Mężczyzn, Lublin, 11–13 IV 2008
Olsztyńskie abecadło po lubelsku Prawdziwa siatkarska trzydniówka. Od 11 kwietnia br. Lublin był akademicką stolicą męskiej siatkówki. Na tamtejszych parkietach wystąpiło ogółem 16 uniwersyteckich reprezentacji, w tym reprezentacja UMCS, która pełniła rolę gospodarza imprezy.
S
portowe przysłowie głosi, że „szczęście lepszym sprzyja”. Toteż 13. dzień kwietnia, pechowy tylko w zabobonach, okazał się najszczęśliwszy dla Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W wielkim finale podopieczni Andrzeja Grygołowicza zrewanżowali się kadrze z Zielonej Góry za sobotnią porażkę – w fazie eliminacyjnej rozgrywek – 0:2 (–13, –28). W niedzielnym spotkaniu wygrali 3:1 (–17, 24, 23, 19). Tym samym zapewnili sobie tytuł mistrza Polski uniwersytetów. Tuż po zdobyciu złota trener Andrzej Grygołowicz zgodził się podsumować występy w lubelskim turnieju: – W swoim życiu turniejów o akademickie MP przeżyłem już wiele. Tak że z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ten turniej był na bardzo wysokim poziomie. Część zespołów – pięć drużyn – to ekipy, które w swoim składzie mają zawodników II-ligowych. Jeden zespół miał aż czterech I-ligowych graczy. To właśnie sprawiło, że byliśmy świadkami takiego widowiska. Z racji poziomu turnieju droga Olsztyna po złoto nie była prosta. W grupie mieliśmy Zieloną Górę. Przegraliśmy z nimi i wyszliśmy z grupy na drugim miejscu. Później też trafialiśmy na trudnych przeciwników. Wydawało mi się, że Rzeszów jest jednym z faworytów. Udało się jednak i ich pokonać. Cieszę się, że wygraliśmy cały turniej.
www.azs.pl
Zdecydowana większość zawodników UWM to studenci pierwszego roku. Wśród nich są zeszłoroczni MP Juniorów. Trener już kalkuluje: – Jeżeli będą nadal wytrwale studiować, to Olsztyn przez 5 lat będzie miał silną ekipę. I od razu z pewnością dodaje: – Dziś powiedzieliśmy dopiero „A”. Po drodze będzie całe abecadło. Taka pewność siebie i wiara w swoją drużynę towarzyszy trenerowi nie tylko przy składaniu porozgrywkowych, perspektywicznych deklaracji, ale również podczas całego turnieju. – Nie wiem, czy to jest dobre. Może z boku tak to pozornie wygląda. Nie ma trenera, który by się nie denerwował. Możliwe, że tłamszę to w sobie, co jest bardzo niezdrowe. Przyznaję jednak, że czasem mam momenty wybuchowe. I to też chyba nie jest najlepsze – zawsze spokojny, a tu tak gwałtowne reakcje. W siatkówce pracuję 50 lat. Lata doświadczeń nauczyły mnie nie reagować zbyt często i mocno. To też pomaga zawodnikom. Komentowanie przez trenera każdej akcji nie wpływa na nich pozytywnie. Taką dojrzałość trenerskiego warsztatu widać nie tylko w czynach, słowach, ale i wartościowaniu złotego medalu. W kilka minut po zdobyciu mistrzostwa, w obliczu największych postartowych emocji, szkoleniowiec dokonał bardzo racjonalnego podsumowania. – To zwycięstwo nas bardzo cieszy i wskazało nam, że stawiając na młodych chłopaków idziemy dobrą i słuszną drogą. W zespole mam 22 zawodników. Część starszych nie przyjechała do Lublina. Utwierdza nas to w przekonaniu, że słusznie pozwoliliśmy zdobywać młodszym siatkarzom doświadczenie. Z tego w przyszłości będą profity. Tym bardziej że to ostatnia edycja MPSzW Uniwersytetów, a teraz przejdziemy na inną for-
mułę MP. Udział w finale można będzie sobie zapewnić dopiero po wygraniu swojej strefy. To będzie trudniejsze. Taka zmiana w organizacji rozgrywek będzie ze szkodą dla słabszych zespołów. Lubelskie mistrzostwa owocowały wieloma gorącymi dyskusjami nad reorganizacją rozgrywek. Opinia trenera złotych medalistów nie była odosobniona. Podczas uroczystego zakończenia turnieju przyznano wyróżnienia indywidualne. Otrzymali je: Grzegorz Pietkiewicz (Olsztyn), Tomasz Paluch (Zielona Góra) oraz Tomasz Cichosz (Szczecin). Najlepszym zawodnikiem mistrzostw został uznany Artur Jacyszyn (student geodezji – UWM Olsztyn). Tuż przed powrotem do Olsztyna powiedział: – Z pewnością pobyt w Lublinie będę wspominał bardzo mile. Są to moje pierwsze mistrzostwa uniwersytetów. (...) Mam nadzieję, że tu kiedyś jeszcze wrócę, skoro jest to dla nas szczęśliwe miejsce. Na pytania dotyczące zakulisowych spraw mistrzostw dyplomatycznie odpowiedział: – Wiadomo, że młodość i życie studenckie rządzą się swoimi prawami. Jednak staraliśmy się zachowywać dosyć profesjonalnie i poważnie podejść do sprawy. Potwierdziło się zatem, że sportowy profesjonalizm musi obowiązywać tak na boisku, jak i poza nim. Tekst i foto Katarzyna Rutkowska Kolejność końcowa 1. UWM Olsztyn 2. Uniwersytet Zielonogórski 3. Uniwersytet Szczeciński 4. Uniwersytet Łódzki 5. Uniwersytet Rzeszowski 6. Uniwersytet Warszawski 7. KUL Lublin 8. Uniwersytet Wrocławski 9. Uniwersytet Gdański 10. UMK Toruń 11. UMCS Lublin 12. Uniwersytet w Białymstoku 13. UŚ Katowice 14. UJ Kraków 15. UKW Bydgoszcz UKSW Warszawa.
W drugi weekend kwietnia (11–13 kwietnia br.) Wrocław gościł uczestników Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w Aerobiku Sportowym. Mistrzostwa zostały zorganizowane po raz drugi z rzędu przez Klub Środowiskowy AZS Wrocław oraz Klub Uczelniany AZS Uniwersytetu Wrocławskiego i odbywały się w hali sportowej Uniwersytetu Przyrodniczego przy ul. Chełmońskiego 43.
zawodów zgłosiły się dwadzieścia cztery uczelnie z całej Polski, a na scenie wystąpiło ponad 100 zawodniczek i zawodników. Uczestnicy mogli wystartować w kategoriach: trójki, pary, soliści i solistki. Program zawodów był podzielony na trzy dni. W piątek odbyła się oficjalna rozgrzewka (pre-judging) oraz weryfikacja wszystkich zespołów. W sobotę przeprowadzono eliminacje. Przed komisją sędziowską prezentowali się najpierw zawodnicy startujący w kategorii trójek, później solistki i pary, a na końcu soliści. Do ścisłego finału w każdej kategorii awansowało po ośmiu uczestników. W niedzielę 13 kwietnia br. uroczystego otwarcia mistrzostw dokonali: w imieniu gospodarza, Uniwersytetu Przyrodniczego – prof. dr hab. Józefa Chrzanowska, prorektor ds. studenckich i nauczania; w imieniu Zarządu Głównego AZS – Adam Roczek, wiceprezes ds. kontaktów zagranicznych. Po odśpiewaniu Gaudeamus igitur
grupa z Uniwersytetu Warszawskiego w składzie: Dorota Prokopczyk, Beata Pieńczuk, Kamila Michałowska. Kolejne na scenie pojawiły się solistki. Pierwsze miejsce, podobnie jak w roku ubiegłym, zajęła zawodniczka z AWF Wrocław Klaudyna Dąbkiewicz, studentka V roku Wydziału Wychowania Fizycznego, której trenerką jest Aleksandra Sikorka. W kategorii par bezkonkurencyjna okazała się dwójka z SGGW War-
Złoto
rozpoczęła się część artystyczna. Na scenie wystąpił Zespół Uniwersytetu Nafty i Gazu im. Golubkina z Moskwy pod kierunkiem dr Iriny Tryby. Dziewczęta – aktualne wicemistrzy-
nie świata w step aerobiku i mistrzynie Europy – zaprezentowały dynamiczny układ na stepach. W czasie otwarcia wystąpił także zespół Uniwersytetu Wrocławskiego w układzie gimnastyki estetycznej. Po tej części rozpoczęły się występy artystyczne finalistów mistrzostw w poszczególnych kategoriach. Jako pierwsze wystąpiły trójki. Najlepszy pokaz artystyczny zaprezentowała
kon
szawa: Natalia Puciłowska i Paweł Żerebecki. Jako ostatni wystąpili soliści. Złoty medal w pięknym stylu wywalczył Tomasz Choiński z SGGW Warszawa, który w ubiegłym roku zdobył srebro. W tym miejscu należą się oklaski dla Tomka za ambicję i zachowanie ducha walki, gdyż złoty medal okupił kontuzją, której nabawił się już w czaaps nr 03 2008 (261)
XXV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Aerobiku Sportowym, Wrocław, 11–13 IV 2008 sie eliminacji. Mimo to nie poddał się i walczył do końca, potwierdzając w pełni swój profesjonalizm. W klasyfikacji generalnej Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego z Warszawy wyprzedziła AWF Wrocław i Uniwersytet Warszawski. Dekoracji wszystkich laureatów oraz zwycięskich uczelni i gratulacje najlepszym składali m.in.: Adam Roczek, Piotr Marszał – wiceprezes ds. upowszechnia kultury fizycznej Dolnośląskiej Organizacji Środowi-
skowej AZS, Kamil Nowak – członek zarządu KU AZS Uniwersytet Wrocławski, Tomasz Chochołek – weryfikator Zarządu Głównego AZS. Renata Kopczyk, organizator zawodów z KŚ AZS Wrocław: – Aerobik sportowy jest młodą dyscypliną. Po raz pierwszy mistrzostwa Europy odbyły się w 1990 roku. Jest to dyscyplina dynamiczna, wymagająca siły, wytrzymałości, skoczności i gibkości oraz bardzo dobrej koordynacji
na rok jest wyższy, chodź w tym roku zdecydowanie dominowali panowie. Śmiało mogę powiedzieć, że pierwsza czwórka solistów jest już na europejskim poziomie. Akademicka czołówka aerobiku sportowego w Polsce to na pewno Warszawa, Gdańsk i Wrocław. Te trzy duże ośrodki akademickie bardzo szybko goni Kraków (AWF i AGH). Co do niespodzianek, to większych nie było. Pierwsze miejsce SGGW jest wynikiem ich ciągłego postępu i rozwoju tej dyscypliny w sekcji prowadzonej przez Annę Milińską-Tymendorf, więc można się tego było spodziewać.
okupione
ntuzja˛
ruchowej. Podobnie jak łyżwiarstwo figurowe czy gimnastyka artystyczna, aerobik pełen jest złożonych technicznie figur, kroków, skoków i obrotów. Kompozycja układu składa się z elementów z grupy siły statycznej (pompki i podpory), siły dynamicznej (skoki i pady) oraz gibkości (szpagaty). Ocenie podlega czystość wykonanych elementów oraz ich trudność, a także wrażenie ogólne – czyli część artystyczna układu. MPSzW w tej dyscyplinie odbywają się od 1997 roku. Sam poziom Mistrzostw Polski Szkól Wyższych w Aerobiku z roku
www.azs.pl
Podczas zawodów nowością na pewno był wprowadzony system rankingowy (podobnie jak w światowej federacji), a także karty startowe zawodników. Ponadto po raz pierwszy w historii rozgrywania tych mistrzostw wprowadzono 2 komisje sędziowskie. Same zawody przebiegały sprawnie, chociaż nie obyło się bez pewnych zakłóceń. Ale o nich należy szybko zapomnieć, bo miały niewiele wspólnego z akademickim poziomem. Tomasz Chochołek Foto Paweł Łączny Wyniki
www.mpszw.pl
Fair play W ostatnich dniach byłem świadkiem niezrozumiałych dla mnie zachowań, które zrodziły pytania o to, gdzie się podział akademicki duch walki i fair play. Zacznijmy najpierw od ustalenia definicji fair play, tłumacząc z języka angielskiego: czysta gra. W encyklopedii pod tym hasłem figuruje odpowiedź: fair play – norma wartości w sporcie. Jest wyrazem postawy reprezentowanej na boisku, gdzie zwycięstwo nie jest celem, który należy osiągnąć za wszelką cenę. Postawa ta cechuje się przestrzeganiem przepisów gry i odrzuceniem korzyści wynikłych z błędów sędziego oraz różnego rodzaju oszustw sportowych. Sportowca przestrzegającego zasad fair play można poznać po godnym zachowaniu zarówno w wypadku zwycięstwa, jak i porażki. Niestety podczas ostatnich mistrzostw w aerobiku sportowym ekipa uczelni o profilu typowo sportowym, moim skromnym zdaniem, złamała tę zasadę swoim zachowaniem. Nie mogąc się pogodzić z drugim miejscem w klasyfikacji generalnej i srebrnym medalem, zaczęła podważać decyzje sędziów, kierując pod ich adresem nieprzychylne uwagi. Czy tak postępuje prawdziwy profesjonalista? Chyba nie. Wiadomo, że w ferworze walki wszystko jest możliwe, ale kiedy już emocje opadną, trzeba trzeźwo spojrzeć na sprawę i przyjąć wynik z godnością. Najgorsze było to, że osoby z tytułami magistrów, a nawet doktorów, zamiast dawać dobry przykład i studzić atmosferę, jeszcze bardziej ją podgrzewały swoim zachowaniem. Pytam więc, gdzie tu fair play? Czy takie zachowanie przystoi osobom tak prestiżowej uczelni? Kolejne zachowanie, które nie ma nic wspólnego z fair play, to wycofywanie się z udziału w zawodach sportowych w przeddzień ich rozpoczęcia. Skoro ktoś się zgłasza, to chyba wie, co robi i czego się podejmuje. Takie postępowanie trenerów czy prezesów AZS powoduje, że organizatorzy mają nie lada kłopot, by w ciągu kilku godzin zmienić terminarz, a często system rozgrywek. W dodatku taki zespół naraża organizatorów na niepotrzebne koszty, np. wynajęcia boiska, czy też opłat związanych z obsługą sędziowską. Niestety ostatnimi czasy widzę, że jest to dosyć powszechny proceder, począwszy od rozgrywek regionalnych (nieobecność ekipy z Wałbrzycha na turnieju siatkówki) przez rozgrywki wojewódzkie (wycofanie się legnickiej ekipy z mistrzostw w futsalu lub Jeleniej Góry z mistrzostw w piłce nożnej), na Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych (rezygnacja drużyny z Katowic w koszykówce mężczyzn) skończywszy. Dlatego taka rada na przyszłość: należy się dobrze zastanowić, zanim się podejmie właściwą decyzję. Tomasz Chochołek
Redaktor: Tomasz Chochołek e-mail: t.chocholek@azs.wroclaw.pl
Złoto dla rolników XXV MPSzW
XXV
MPSzW w Futsalu w typie Akademii rozgrywane w hali Uniwersytetu Przyrodniczego oraz Uniwersytetu Wrocławskiego pokazały dobitnie, że w tej dyscyplinie ważniejsze jest sprawne i solidne zorganizowanie działań obronnych niż ofensywy. Turniej niósł ze sobą ogromne nadzieje i chęć osiągnięcia w końcu jakiegoś sukcesu przez piłkarzy gospodarzy – Uniwersytetu Przyrodniczego. Do Mistrzostw zgłosiło się dużo, bo aż 20 zespołów z całej Polski. Już w tym momencie można było się nastawić na sporą dawkę emocji. Dwa pierwsze dni zeszły na rywalizacji grupowej, w której każdy z teamów chciał ustawić się w jak najdogodniejszej pozycji przed fazą pucharową. W tych grach wyłoniła się grupa zespołów, które mogły być uznawane za faworytów turnieju. Najważniejszy dla miejscowych kibiców był fakt, że wśród nich była także drużyna UP, która jako jedyna zgromadziła komplet punktów w fazie grupowej. Bardzo pozytywnie na tym etapie wypadły także ekipy UE Kraków, AR Szczecin i AR Poznań. Większość kibiców właśnie wśród tych zespołów widziała zwycięzcę XXV MPSzW w Futsalu. Jak się później okazało, obserwatorzy się nie mylili i w wielkim finale zagrały ekipy ze Szczecina i Poznania, w którym, po bardzo dramatycznym spotkaniu, wygrała po rzutach karnych Akademia Rolnicza ze Szczecina. Niestety dla drużyny gospodarzy zaporą nie do przejścia okazał się już mecz ćwierćfinałowy, a dokładniej Adam Kuchta – bramkarz Wojskowej Akademii Technicznej, który w nieprawdopodobny sposób strzegł dostępu do swojej bramki. Mecz zakończył się wynikiem 1:6, a stuprocentowe sytuacje niewykorzystane przez UP można by było rozdzielić pomiędzy 3 inne mecze. Go-
spodarze ze łzami w oczach opuszczali parkiet hali przy ul. Chełmońskiego. Czasami sport bywa brutalny. Bardzo dobitnie przekonała się o tym drużyna prowadzona przez trenera Stanisława Szlichcińskiego. Na koniec trzeba powiedzieć też kilka ciepłych słów o grze i wyniku drugiej wrocławskiej drużyny – Akademii Ekonomicznej z Wrocławia, która sprawiła miłą niespodziankę. Poziom, jaki prezentowali podczas turnieju podopieczni trenera Przemysława Przyłuskiego, był bardzo wysoki i zasłużenie AE znalazło się na przysłowiowym pudle. Miejmy nadzieję, że dzięki takim imprezom futsal zyska jeszcze większą liczbę sympatyków i znajdzie się w hierarchii sportów zespołowych na należnym mu miejscu. Sebastian Bednarz Foto Paweł Łączny Klasyfikacja końcowa 1. AR Szczecin 2. AR Poznań, AE Wrocław 4. WAT Warszawa 5. UE Kraków 6. UP Wrocław 7. AM Gdynia 8. AR Lublin 9. AE Katowice 10. SGSP Warszawa 11. AP Słupsk 12. AON Warszawa 13. AP Siedlce 14. AJD Częstochowa 15. AE Poznań 16. SGGW Warszawa 17. AM Szczecin 18. SGH Warszawa 19. UTP Bydgoszcz 20. APS Warszawa Akademia Rolnicza Szczecin Bartosz Wołek, Mariusz Wlaźlak, Grzegorz Chlebowski, Łukasz Gałązka, Paweł Spych, Rafał Grabski, Maciej Dzierbamowicz, Łukasz Sikuciński, Grzegorz, Krzemień, Sebastian Serafim, Paweł Pakul, Bartosz Pietrow Najlepszy strzelec Aleksander Kolwas (AE Katowice) – 16 bramek Najlepszy bramkarz Adam Kuchta (WAT Warszawa) aps nr 03 2008 (261)
a Bowling, czyliindozwe dyscyplina w L tego też po dwukrotnym przełożeniu zawody zostały odwołane. Współorganizacji drugiej edycji podjął się Klub Uczelniany AZS ZOD PWr. Jelenia Góra z prezesem Grzegorzem Miedzińskim na czele. Jego dobry duch chyba sprawił, że 1 marca br. w Jakuszycach odbyły się pierwsze zawody w narciarstwie biegowym. Rozegrano je w ramach XXXII Biegu Piastów – imprezy rangi europejskiej, która w tym roku została włączona do cyklu Euro Loppet. Studenci mieli rywalizować na dystansie 26 km techniką klasyczną. Liczne trudności, które pojawiły się w ostatnim
Grzegorz, wspólnie ze swoim bratem Piotrem Miedzińskim, podjął się także organizacji Dolnośląskiej Ligi Międzyuczelnianej w Kolarstwie Górskim. Połączone siły dwóch jeleniogórskich Klubów Uczelnianych z ZOD PWr i WGRiT AE wróżą sukces tej imprezie, szczególnie że wcześniej koledzy organizowali już podobne imprezy w ramach Akademickiego Pucharu Polski w Maratonach MTB. Zawody te zostaną rozegrane w ramach XXV Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w kolarstwie górskim i będą rozgrywane od 23 do 25 maja br. pod Jelenią Górą w Przesiece. Jak dotąd do zawodów zgłosiło się sześć uczelni: Uniwersytet Wrocławski, Politechnika Wrocławska, Akademia Ekonomiczna, PWSZ Legnica, ZOD PWr Jelenia Góra i WGRiT AE Jelenia Góra. Kto jednak okaże się zwycięzcą pierwszych zawodów w kolarstwie górskim, przekonamy się pod koniec maja.
tygodniu przed zawodami – obfite opady deszczu i huraganowe wiatry – pokrzyżowały wiele planów organizatorom. Ponadto w dniu zawodów przez Góry Izerskie, (w których znajdują się trasy biegowe) przetoczył się orkan Emma. Opady deszczu i gradu, jakie ze sobą przyniósł, zniszczyły fragmenty i tak już skróconej trasy. Ostatecznie liczyła ona 25 km. Fatalna pogoda i okropne warunki śniegowe nie odstraszyły azetesiaków, których wystartowało blisko trzydziestu. Wśród studentek pierwsze miejsce zajęła Agnieszka Kudlak z KU AZS PWr ZOD w Jeleniej Górze. A wśród studentów pierwszy na metę przybiegł Adrian Hajduk z KU AZS KK Jelenia Góra Ostatecznie w zawodach uczestniczyli zawodnicy i zawodniczki z sześciu dolnośląskich uczelni (Politechnika Wrocławska, Politechnika Wrocławska ZOD w Jeleniej Górze, Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze, AWF Wrocław, PWSZ Legnica, Wyższa Szkoła Zarządzania i Informatyki Copernicus we Wrocławiu).
Mimo zapewnień dolnośląskich klubów uczelnianych, że wystartują w lidze piłki ręcznej kobiet i mężczyzn, skończyło się tylko na chęciach i niespełnionych obietnicach. Do rozgrywek żeńskich zgłosiły się tylko dwie uczelnie: AWF Wrocław i KK Jelenia Góra, a do męskich trzy: AWF Wrocław, Politechnika Wrocławska i KK Jelenia Góra. Zgodnie z regulaminem ogólnym Dolnośląskiej Ligi Międzyuczelnianej, który mówi, że wyniki zawodów będą zaliczane do punktacji ogólnej, jeśli wystartują w nich reprezentacje co najmniej czterech uczelni, organizatorzy podjęli decyzję o odwołaniu zawodów. Zastanawiające jest to, że do rozgrywek nie zgłosiła się żadna uczelnia z tzw. Zagłębia Miedziowego, czyli dawnego województwa legnickiego, w którym prężnie działają ośrodki piłki ręcznej mężczyzn, o czym świadczy fakt aż trzech zespołów w ekstraklasie: Zagłębie Lubin, Miedź Legnica i Chrobry Głogów. Tomek Chochołek Foto Henryk Nawara
DLM 2007/2008
T
egoroczne rozgrywki Dolnośląskiej Ligi Międzyuczelnianej mają nowe dyscypliny sportowe. Włączenie ich było wzbogaceniem programu rozgrywek i spełnieniem oczekiwań studentów, którzy chcieli w nich rywalizować. W październiku 2007 r. na Dolnośląskiej Inauguracji Roku Sportowego podjęto decyzję o wpisaniu w program rozgrywek DLM pięciu dyscyplin: bowlingu, kolarstwa górskiego, narciarstwa biegowego, piłki ręcznej kobiet oraz piłki ręcznej mężczyzn. Każdy przyjął ten fakt z nieukrywaną radością i deklarował swój strat przynajmniej w jednej z nich. Niestety kolejne miesiące zweryfikowały ten entuzjazm. Na pierwszy ogień został rzucony bowling, czyli popularne kręgle. Zawody zostały zaplanowane na dwie edycje – jedna w semestrze zimowym, druga w letnim. Niestety z powodu żałoby narodowej organizatorzy podjęli decyzję, by przełożyć pierwszą turę z 26 stycznia na 1 marca br. Mimo wstępnych problemów w drugim terminie zawody odbyły się już bez przeszkód. 1 marca w sobotę w kręgielni Creator Klub we Wrocławiu na starcie stanęło sześć uczelni z całego województwa: Uniwersytet Przyrodniczy, Wyższa Szkoła Bankowa, Uniwersytet Wrocławski, Kolegium Karkonoskie w Jeleniej Górze, Akademia Wychowania Fizycznego, Wyższa Szkoła Handlowa. Wystartowało dwanaście drużyn, prawie pięćdziesięciu zawodników. Ku zdziwieniu kibiców, i chyba samych zawodników, ton rywalizacji na torach nadawały panie, które w rezultacie zajęły dwa pierwsze miejsca. Pierwszą edycję bowlingu wygrała studentka AWF Wrocław Malwina Lipianin z dorobkiem 486 punktów. Kolejne miejsca zajęli: Justyna Łabentowicz (UWr) – 472 i Dariusz Niedzielski (WSH) – 466. W klasyfikacji drużynowej najlepszy okazał się zespół WSB Wrocław II – 1323 pkt; drugie miejsce wywalczył team WSH Wrocław I – 1263 pkt. przed UWr I – 1252 pkt. Kto wygra drugą edycję oraz końcową klasyfikację – dowiemy się już 10 maja. Kolejną dyscypliną było narciarstwo biegowe, które miało być też rozegrane w ramach dwóch edycji. Jedne zawody narciarstwa biegowego – stylem dowolnym – miały się odbywać w ramach Biegu Gwarków, a drugie – stylem klasycznym – w ramach Biegu Piastów. Tegoroczna zima nie rozpieszczała jednak miłośników sportów zimowych. Dlawww.azs.pl
e i k s r e i o k s m r ppoomo Cyrk pod koszem Mistrzostwa w pełni. Co chwila otrzymujemy informacje o następnych wynikach, zwycięstwach i porażkach. Dla jednych radość z pokonania własnych słabości oraz rywali, dla innych gorycz przegranej. Jednak najistotniejsze jest podjęcie walki: czasem mimo przeciwnościom losu, kontuzji czy nawet mimo świadomości porażki. I o to właśnie chodzi! Ale nie wszyscy tak uważają... Moi młodsi koledzy nie mogli przejść obojętnie wobec postawy studentek z Bydgoszczy podczas półfinału MPSzW w Koszykówce. I wcale im się nie dziwię. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że w momencie zapewnienia sobie awansu do finału liczy się zdrowie zawodniczek. Zwłaszcza tych, które niejako wypożyczamy z macierzystych klubów ligowych. Jednak robienie sobie z walki o czołowe miejsca cyrku w sporcie akademickim najnormalniej nie przystoi. Zawodniczki z Bydgoszczy unaoczniły nam pewne regulaminowe niedociągnięcie. Widać trzeba zaniechać grania o czołowe pozycje. Lepiej się rozjechać przed fazą finałową. Cztery najlepsze ekipy robią awans i tyle. Sprawa jasna, można się zwijać do domu. Szkoda czasu organizatorów, ich zaangażowania, szkoda wynajmować halę i wydawać pieniądze na dodatkowy nocleg... Nieliczni zadadzą pytanie: o co bijecie pianę? Otóż o to, aby się nawzajem szanować. Pamiętajmy, że podstawą sportu akademickiego nie jest kasa, a właśnie ta niesamowita idea, pasja, która nam towarzyszy. Wielu organizatorów skrót AZS pojmuje jako: Atmosfera, Zabawa i Sport. Dzięki ekipie WSG atmosfera była niesmaczna, zabawę w tym wszystkim widział tylko jeden zespół, a ze sportem – rzuty z połowy kolejnych zawodniczek nie miały wiele wspólnego. W sumie młody chłopak jestem, ale już trochę w sporcie widziałem i jestem przekonany, że własną dyscyplinę trzeba kochać i nie można jej plamić. Obchodź się dobrze z piłką... – mówi jedno z 10 przykazań piłkarskiego klubu Shalke 04 Gelserkinchen – ... w przeciwnym razie ona obejdzie się źle z tobą. Źle nikomu nie życzę, ale... piłka sama wymierzy im sprawiedliwość. I jeszcze na koniec trochę pozytywnie. Otóż koszykarki AZS Uniwersytet Gdański przedarły się do ogólnopolskiej centralnej I ligi. Wielkie brawa dla dziewczyn i trenerów. Wiadomo, że sukces wielu ma ojców. Piersi po ordery wypinać nie zamierzam, bo po prostu nie zasłużyłem. Jednak mam wewnętrzną satysfakcję i radość, że prowadzona przez trenera debiutanta ekipa odniosła sukces. Wierzcie mi – coś o tym wiem – młody wiek rzadko w takich sytuacjach pomaga. Tym większe gratulacje dla Andrzeja Cieplika, któremu nieocenioną pomocą służył doświadczony Wojciech Oleszkiewicz. To tylko potwierdza, że nie można bać się podejmowania wyzwań. Andrzej się nie bał i wygrał. Gratulacje, Trenerze! Ze sportowym... Tomasz Aftański
o ł y b e i n k e n a i z d o p s Nie w Koszykówce Kobiet Eliminacje MPSzW – strefa A
W
dniach 18–20.04 br. w obiektach gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu miała miejsce rywalizacja w turnieju półfinałowym strefy A Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w Koszykówce Kobiet. Impreza, organizowana przez Organizację Środowiskową AZS w Gdańsku przy współpracy z Katedrą Gier Zespołowych AWFiS, przebiegła bez większych niespodzianek. Może z wyjątkiem ostatniego dnia rywalizacji, który bodaj u wszystkich obserwatorów wzbudził niesmak… 15 ekip podzielono na 4 grupy (dwie 4-zespołowe i dwie 3-zespołowe). Już po pierwszej kolejce spot-
kań grupowych bez trudu można było wskazać faworytów do awansu. Solidnie prezentowały się drużyny WSG Bydgoszcz, UMK Toruń, gospodarze turnieju – AWFiS Gdańsk, a także poznański UAM. Niektórzy jako czarnego konia wskazywali też Uniwersytet Gdański. Taki układ sił dziwić nie mógł – każdy z tych zespołów miał w swym składzie zawodniczki I-ligowe bądź ekstraklasowe – reprezentacja UAM oparta była niemal w całości na koszykarkach Inei AZS Poznań – 7. zespołu sezonu zasadniczego Ford GERMAZ Ekstraklasy. Po rozegranej w piątek i sobotę fazie grupowej w grze pozostały ekipy: WSG Bydgoszcz, UG Gdańsk,
Łańcuch, który nie pękł...
W
dniach 11–13.04.2008 r. odbył się w Łodzi turniej barażowy o prawo gry w pierwszej lidze koszykówki kobiet w sezonie 2008/2009. Zawodniczki AZS Uniwersytet Gdański z uwagi na zajęcie 5. miejsca po sezonie zasadniczym czekała trudna przeprawa, bowiem wiadomo było, iż we włókienniczym mieście przyjdzie im się zmierzyć z dwoma zespołami wyżej rozstawionymi i tylko jednym, który fazę grupową kończył na niższym miejscu. Premiowane awansem były dwie pierwsze lokaty. Gdańszczanki stanęły na wysokości zadania i odniosły dwa zwycięstwa (66:42 z MLKS Rzeszów i 73:68 z AZS PWSZ II Gorzów Wlkp.), doznając tylko jednej porażki (54:67 z Widzewem Łódź). Wywalczone drugie miejsce pozwoliło akademiczkom zakończyć sezon niewątpliwym sukcesem, jakim jest możliwość gry w przyszłorocznej centralnej I lidze. Oto co o łódzkim turnieju, a także planach na przyszły sezon powiedział nam trener AZS UG, Andrzej Cieplik. Trenerze, jak w kontekście całego sezonu ocenia pan występ swoich koszykarek podczas turnieju o I ligę w Łodzi?
Występ uważam za duży sukces. Fakt, że będziemy jednym z 16 zespołów walczących na zapleczu ekstraklasy w rozgrywkach centralnych, jest dużym wyróżnieniem sportowym i zasłużoną nagrodą dla zespołu i klubu. W trakcie sezonu i play off było wiele sytuacji, które wskazywały na niepowodzenie. Porażki z przeciwnikami, którzy – wydawałoby się – są zespołami słabszymi, irytowały i wręcz obezwładniały. Przez cały sezon nie sprawiliśmy niespodzianki w postaci zwycięskiego meczu z silniejszym przeciwnikiem, jednak w przegranych meczach wiele było sytuacji, które potwierdzały, że w drużynie jest niesamowity potencjał i tylko musi się pojawić odpowiednie spotkanie, żeby prawdziwy charakter został ukazany. Niewątpliwie turniej i fakt awansu jest kluczem do przyszłości, który – mam nadzieję – pozwoli drużynie zaistnieć jeszcze bardziej na sportowej mapie. Co w takim razie zadecydowało o dobrej postawie zespołu w kluczowym momencie sezonu?
Czas formy sportowej, przygotowanie mentalne związane z podejściem z respektem do takich przeciwników jak AZS PWSZ II Gorzów aps nr 03 2008 (261)
[pomorskie] AWFiS Gdańsk, Politechniki Poznań, UAM Poznań, PWSZ Leszno, PWSZ Konin i UMK Toruń. Stawka meczów ćwierćfinałowych była niemała – awans do czołowej czwórki turnieju gwarantował bowiem grę w finale MPSzW we Wrocławiu. Niespodzianek jednak nie było – WSG, mająca w składzie m.in. Justynę Nieznalską (MUKS Poznań), Joannę Kędzię, Sabinę Parus i Lidię Kopczyk (wszystkie Kadus Bydgoszcz; ta ostatnia ponadto jest reprezentantką Polski juniorek) bez trudu uporał się z PWSZ Konin wygrywając 64:44, UAM rozgromił Politechnikę 56:24, a AWFiS po dobrej grze wyeliminował PWSZ Leszno (64:49). Najbardziej zacięte było spotkanie UG z UMK. Po pasjonującym meczu, zdecydowanie najlepszym podczas całego turnieju, UMK wygrał 59:37. Wynik ten nie oddaje jednak do końca wydarzeń na parkiecie – gdańskie koszykarki przez większość spotkania toczyły wyrównaną walkę z faworyzowanymi toruniankami. Niedziela miała być dniem walki o miejsca na podium. Niestety nie wszyscy
potraktowali te mecze poważnie. O ile do sportowej postawy AWFiS i UMK zastrzeżeń mieć nie można (dobry mecz w półfinale, mimo świetnej postawy Agnieszki Niklas AWFiS przegrał 45:55), o tyle zachowanie trenera i zawodniczek WSG Bydgoszcz zasługuje na stanowczą dezaprobatę. Pewne kwalifikacji do wrocławskiego finału bydgoszczanki zlekceważyły 2 ostatnie mecze. Śmiechy, rzuty z połowy, kompletny brak zaangażowania i woli gry, w konsekwencji 2 wysokie porażki – w półfinale z UAM i w meczu o trzecie miejsce z AWFiS. – Mam w składzie 3 zawodniczki Kadusa, które za tydzień czeka finał gry o ekstraklasę. Muszę je oszczędzać – usiłował tłumaczyć się trener WSG Grzegorz Skiba. – Takie zachowanie to lekceważenie rywala – ripostowała dr Małgorzata Czerlonko, trener AWFiS, w przeszłości wybitna re-
prezentantka Polski. My zaś ekipie WSG możemy powiedzieć tylko jedno: nie róbmy z dyscypliny, którą wszyscy tak kochamy, cyrku… W finale UAM pokonał UMK 70:51. MVP Uznano Justynę Dobrzyniewicz (UMK Toruń), tytuł króla strzelców wywalczyła zaś Anna Pamuła (UAM Poznań). Adam Krzyżanowski Foto Henryk Tomporek
Wlkp. czy Widzew Łódź oraz MLKS Rzeszów przyszedł we właściwym momencie. Dodatkowo wspólne mobilizowanie się do tego, by cel stal się realny do osiągnięcia w naszych głowach najpierw, a później na boisku – przyniosło efekty. Cieszy mnie fakt związany właśnie ze zdolnością do wspólnej motywacji zawodniczek. Ich umiejętność odpowiedniego podejścia niewątpliwie miał duży wpływ na atmosferę w zespole, co na pewno znalazło przełożenie na wynik sportowy.
w tym łańcuchu, który nie pękł i zachował moc do końca turnieju, do decydującego meczu z Gorzowem.
punktowe prowadzenie. Takie mecze sprawdzają charakter, wytrzymałość nerwową i umiejętności zachowania się w trudnych sytuacjach. Okazaliśmy się lepsi.
Z dobrej strony pokazała się Natalia Rościszewska, która zdobyła tytuł króla strzelców turnieju.
Na pewno Natalia pokazała charakter i nieprzeciętne umiejętności rzutowe. Końcówka sezonu była bardzo udana w jej wykonaniu, wskazywały już na to mecze z KSKK Koszalin. Na turnieju można było się spodziewać dobrej dyspozycji tej zawodniczki. Wyróżnić należy Aleksandrę Chojnowską, która po raz kolejny potwierdza, że rywalizacja na wysokim poziomie o dużą stawkę wyzwala w niej wielką motywację i chęci udowodnienia waleczności. Karolina Szlachta mądrze dzieliła piłkę i prowadziła grę w ataku, Ania Ratajska bardzo dobrze spełniła swoją rolę na pozycji środkowej. Należy wspomnieć o wszystkich zawodniczkach, które miały wpływ na sukces, a były to: Agnieszka Heimowska, Anna Spychała, Aleksandra Lampart, Adrianna Białczyk, Patrycja Lemanowicz, Ewa Matuszewska, Maria Mazur, Dagmara Nowaczyk. Sukces to nie tylko gra na boisku, także wiele aspektów, które w efekcie przekładają się na wspólny rezultat. Myślę, że każda z zawodniczek była pozytywnym ogniwem www.azs.pl
Proszę powiedzieć o ostatnim meczu z Gorzowem Wlkp. Tak grające gdańszczanki chciałoby się zapewne oglądać zawsze.
Stawka do zgarnięcia w przypadku wygranej była wysoka. Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, zespół AZS PWSZ II Gorzów Wlkp. to aktualny wicemistrz Polski juniorek starszych z turnieju w Gdyni. Obserwując drużynę w rywalizacji w gdyńskim turnieju byłem pod dużym wrażeniem umiejętności zawodniczek. Jeszcze w lutym, kiedy to właśnie odbywały się mistrzostwa, nie przypuszczałem, że przyjdzie nam rywalizować z tym zespołem w I lidze. Drużyna z Gorzowa, zajmując drugie miejsce w swojej grupie, w zasadzie wywalczyła tym samym prawo do gry w turnieju półfinałowym o ekstraklasę, ale jak wiadomo zespół seniorek już w ekstraklasie jest i całkiem nieźle sobie radzi. Nam to przyszło spotkać się w turnieju o centralną I ligę z Gorzowem, który został wzmocniony zawodniczkami Agnieszką Kaczmarczyk i Aleksandrą Pietraszak w ostatnim dniu turnieju. Uważam, że kluczem do zwycięstwa była pierwsza kwarta, która zakończyła się wynikiem 24:7, bardzo dobra dyspozycja rzutowa tego dnia i doświadczenie, dzięki któremu w kluczowych momentach meczu umiejętnie i cierpliwie rozgrywaliśmy akcje w ataku. Zwycięstwo jednak stało się faktem, mimo że nie przyszło łatwo, bo ambitnie grający zespół z Gorzowa w czwartej kwarcie wyszedł na kilku-
Był to pana pierwszy sezon. Czy odnalazł się pan w tej roli?
Nie ukrywam, że było ciężko, bo stres i różne przeszkody towarzyszyły nam przez cały sezon. Doświadczenie, jakie wyniosłem z ubiegłorocznej współpracy z trenerem Wojciechem Oleszkiewiczem, pomogło mi w znacznym stopniu sprostać wyzwaniu. Współpraca w zasadzie się nie skończyła, pomagał i wspierał mnie. Za to jestem mu wdzięczny. Uważam, że możliwość prowadzenia drużyny uniwersytetu to wielkie wyzwanie oraz przywilej, który pozwolił mi nauczyć się wielu rzeczy, poczuć na własnej skórze, jak to jest prowadzić zespół seniorski, którego zawodniczki często z różnym nastawieniem, zaangażowaniem i stanem ducha przystępowały do treningów i meczów. Cierpliwość, wyrozumiałość to cechy charakteru, które chyba najbardziej mi pomogły w pracy. Wiele było chwil zwątpienia, sytuacji, z którymi po raz pierwszy przyszło mi się spotkać. Myślę, że to zaprocentuje w przyszłości. Jakie są plany? Centralna pierwsza liga będzie na pewno mocniejsza i przede wszystkim równiejsza.
Plany już poczyniliśmy. Teraz jest czas na to, by organizacyjnie zdobyte doświadczenie zaprocentowało. Mamy pomysły, które chcemy wprowadzić w życie. Jeżeli to wszystko się uda, to takich spotkań jak z Gorzowem Wlkp. będzie więcej. Rozmawiał Maciej Kowalski
o p o e k i k l s l e o p wwiielko Nie bojkotujcie olimpiady! Od kilku miesięcy trwa ostra kampania różnego rodzaju organizacji społecznych, stowarzyszeń, środków społecznego przekazu, w której nawołuje się sportowców i polityków do bojkotu Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Działania te spotykają się z dużym poparciem odbiorców. Ja natomiast postanowiłem złożyć ostry sprzeciw w stosunku do tego typu starań – już wyjaśniam dlaczego. Oczywiste jest, że każda osoba, która pojedzie na igrzyska, będzie mogła na własne oczy zobaczyć, co się tam dzieje. To może tylko w pozytywny sposób wpłynąć na zmianę polityki chińskich władz w kwestii respektowania praw człowieka. Ci, którzy tam nie pojadą, nie będą mieli takiej możliwości. Być może to jedna z niewielu szans dla świata, aby tak duża grupa osób wdarła się w nieznane nikomu rejony tego państwa. Tamtejsze służby bezpieczeństwa i ochrony państwa nie będą w stanie upilnować takiej masy ludzi, którzy w większości popierają kampanię „Free Tibet”. Można w tym temacie zaryzykować też tezę, że władzom chińskim bojkot igrzysk olimpijskich się podoba i sprzyjają mu. Mniej kibiców i wysokich rangą polityków z Europy, to mniejsze prawdopodobieństwo, że w działaniach tego kraju dostrzeże się próby łamania praw człowieka. Oczywiście każda inicjatywa, która ma na celu pomoc Tybetańczykom, jest bardzo słuszna i należy ją popierać. Jednak moim zdaniem nawoływanie do bojkotu jest w tym kontekście niefortunnym pomysłem. Najbardziej żal zwykłych obywateli Chin. Oni na pewno nie mają nic wspólnego z działaniami polityków. Święto, jakim niewątpliwie są igrzyska olimpijskie, nie obejdzie się bez zgrzytów. Zapanuje atmosfera napięcia i nerwowości. Ale o tym wszystkim trzeba było myśleć, gdy przyznawano Pekinowi prawo do organizacji tej imprezy. Teraz jest już za późno. Dlatego nie bojkotujcie igrzysk, tylko jedźcie tam i pomagajcie na miejscu zwykłym obywatelom! Przemysław Soczyński
e patrze,ndwiuk Przez Kazroalin rotną mią Graczyk
jRozmowa z istrzynią Unii Europe em ic w az or ki ls Po tką strzynią rii do 57 kg, studen ago te ka w ie ks bo w j sz ar skie acja w Sporcie w W Wyższej Szkoły EdukPolski oraz zawodniczką wie, reprezentantką KB Zagłębie Konin.
Serdecznie gratuluję zdobycia mistrzostwa Polski seniorek. Czy to największy dotychczasowy sukces?
Dziękuję bardzo. To jest mój drugi tytuł w mistrzostwach Polski. Pierwszy zdobyłam w 2006 roku w Dąbrowie Górniczej. W 2007 roku byłam druga w Grudziądzu, teraz ponownie udało mi się stanąć na najwyższym stopniu podium. Bardziej cenię jednak pierwszy tytuł, gdyż zdobyłam go zaledwie po dwóch latach treningów i to od razu w najwyższej kategorii wiekowej. Jak to wszystko się zaczęło? Dlaczego uprawiasz boks?
Pierwszą dyscypliną, jaką trenowałam, był triatlon. Uprawiałam go prawie sześć i pół roku. Boksem zaczęłam się interesować, gdy pierwsze sukcesy zaczęli odnosić najpierw Andrzej Gołota, następnie Agnieszka Rylik czy Iwona Guzowska. Tak mnie to zafascynowało, że postanowiłam spróbować. Przez miesiąc trenowałam równolegle triathlon i boks. Po tym czasie zauważyłam, że boksowanie daje mi więcej frajdy i pozostałam przy tej dyscyplinie. Jak długo trenujesz boks?
Boksuję dopiero trzy i pół roku. Pierwszy rok opierał się głównie na zabawie oraz nauczaniu techniki. Mogłam poświęcić temu dużo czasu, gdyż kondycję miałam już wytrenowaną. Nie startowałam w żadnych turniejach ani innych tego rodzaju imprezach. Czas poświęcałam tylko i wyłącznie na trening.
Pierwszy start? Pierwszy medal?
Pierwszy raz startowałam w MP w Grudziądzu w 2005 roku. Jeszcze bez sukcesu. W tym samym roku jednak udało mi się zdobyć swój pierwszy medal. Był to brąz na turnieju międzynarodowym w Gliwicach. Jak mogłabyś opisać swój charakter?
Na co dzień jestem raczej osobą spokojną. Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi. Mam łatwość w nawiązywaniu kontaktów, uważam, że da się mnie lubić. W ringu jednak nie ma zmiłuj. Walczę na maksimum swoich możliwości i zawsze do końca. Jakie masz zainteresowania poza boksem?
Interesuję się przyrodą, biologią. Bardzo ciekawi mnie anatomia człowieka. Jak każda młoda osoba lubię obejrzeć dobry film, posłuchać muzyki. Poza tym, co może być dla niektórych dziwne, interesuję się tańcem towarzyskim. Wiem, że dużo podróżujesz. Gdzie ci się najbardziej podobało?
Kilkakrotnie byłam już w Niemczech, we Francji, Włoszech, Turcji. Najbardziej podobają mi się Włochy, w szczególności Sardynia. Piękne miejsce – tam czuję się zdecydowanie najlepiej, poza domem oczywiście. Jak wygląda twój trening?
Kiedy jesteśmy na obozie, trenujemy cztery razy dziennie. Zawsze od godziny do półtorej. Przed śniadaniem skupiamy się na technice. Po śniadaniu przeważnie biegamy około 10 km. Po obiedzie mamy sparingi. Po kolacji natomiast są zajęcia z gier i zabaw, takich jak siatkówka i koszykówka. Tuż przed startami trenujemy dwa razy dziennie, w tym samym wymiarze czasowym. Trenujemy szybkość, walkę z cieniem, skakankę. Po południu sparujemy bądź pracujemy nad siłą szybkościową. Jakie masz plany na najbliższy okres?
Obecnie jestem objęta cyklem przygotowawczym do mistrzostw świata, które odbędą się pod koniec października w Chinach. Największe marzenie…
Zdobycie złotego medalu na igrzyskach olimpijskich w 2012 roku w Londynie. Rozmawiał Krystian Kubiak Fot ze zbiorów Karoliny Graczyk aps nr 03 2008 (261)
[wielkopolskie]
e j c a b o r k a e i k s w o z r Mist – To wspaniałe uczucie, kiedy po całorocznym przygotowywaniu się do mistrzostw stajesz na samym szczycie podium. Przy odbieraniu nagrody nie myślisz o tym, że zwyciężyłeś. Analizujesz błędy i układasz w myślach plan kolejnego treningu – komentuje zdobywca tytułu mistrza Polski, Dawid Ciesielski. Zawodnicy Klubu Sportowego AZS AWF Poznań ponad 12 razy stanęli na podium podczas tegorocznych Mistrzostw Polski Seniorów w Akrobatyce Sportowej. – Po raz kolejny wykazali
się doskonałą formą i umiejętnościami w skokach na trampolinie oraz skokach akrobatycznych na ścieżce – podkreśla Józef Ślusarek, trener klasy mistrzowskiej oraz założyciel sekcji akrobatyki sportowej w Poznaniu. – W dniach od 5 do 6 kwietnia br. kilkadziesiąt klubów z całego kraju walczyło o zdobycie jak najwyższych pozycji w zawodach. Nam udało się wywalczyć II miejsce w skokach na trampolinie oraz III miejsce w skokach akrobatycznych. Trener poznaniaków sprawuje także funkcję dyrektora klubu AZS AWF w Poznaniu. Wychował wielu medalistów mistrzostw Polski, Europy oraz świata w różnych kategoriach wiekowych. – Akrobatyka była pierwszą sekcją powstałego 1 stycznia 1977 roku Klubu AZS AWF Poznań. Aż do 1990 roku zajmowaliśmy się również zespołami akrobatycznymi. Zawodnicy naszej sekcji zawsze odnosili znaczące sukcesy zarówno na zawodach krajowych, jak i zagranicznych. Kilkakrotnie zdobyli-
Zawodnicy AZS AWF Poznań Mistrzostwa Polski Seniorów, Rzeszów 5–6.04.2008 imię i nazwisko
miejsce medalowe
konkurencja
klasa sportowa
Dawid Ciesielski
I
skoki na trampolinie mężczyzn
klasa mistrzowska
Paulina Ludwiczak Oktawia Pawlaczyk
I
trampolina synchroniczna kobiet
klasa mistrzowska
Dawid Ciesielski Jakub Kubiak
II
trampolina synchroniczna mężczyzn
klasa mistrzowska
Agnieszka Adamska Sylwia Kowalewska Katarzyna Sobierajska
II
skoki akrobatyczne drużynowe kobiet
klasa mistrzowska
Justyna Grutzmann Beata Wojtyniak
III
trampolina synchroniczna kobiet
klasa mistrzowska
Agnieszka Adamska
III
skoki akrobatyczne kobiet
klasa mistrzowska
Bartosz Ciesielski
II
skoki na trampolinie mężczyzn
klasa pierwsza
Bartosz Ciesielski Walter Pinto
II
trampolina synchroniczna mężczyzn
klasa pierwsza
Jacek Drausowski
II
skoki akrobatyczne mężczyzn
klasa pierwsza
Filip Tratwal Mikołaj Koperski
III
trampolina synchroniczna mężczyzn
klasa pierwsza
Międzynarodowe Mistrzostwa Polski, Rzeszów 5–6.04.2008 Paulina Ludwiczak Oktawia Pawlaczyk Beata Wojtyniak Justyna Grutzmann
I
trampolina drużynowa kobiet
klasa mistrzowska
Dawid Ciesielski Jakub Kubiak Filip Tratwal
II
trampolina drużynowa mężczyzn
klasa mistrzowska
www.azs.pl
śmy tytuł drużynowego mistrza Polski – dodaje. Do kadry szkoleniowej klubu należy także Sławomir Borejszo, trener klasy pierwszej, prowadzący szkolenie w skokach akrobatycznych na ścieżce. Jako zawodnik tychże skoków został wielokrotnym medalistą mistrzostw Europy oraz mistrzostw świata. Szkolenia w skokach na trampolinie prowadzi Waldemar Okoniewski, trener klasy pierwszej. On także jest wielokrotnym medalistą mistrzostw Polski seniorów, mistrzostw Europy oraz mistrzostw świata. Trenerem klasy drugiej jest Bartosz Dondajewski, prowadzący skoki na ścieżce, a razem z Andrzejem Ślusarkiem także skoki na trampolinie. Od początku roku akrobaci zdążyli wystartować w Pucharze Świata we Wrocławiu, I Pucharze Polski w Zielonej Górze oraz dwóch Turniejach Trampoliny, kolejno w Śremie i w Warszawie. W tej chwili zawodnicy przygotowują się do startów na Mistrzostwach Europy Seniorów i Juniorów w Odessen. Zaledwie miesiąc później odbędą się Młodzieżowe Mistrzostwa Polski oraz Mistrzostwa Polski Juniorów w Poznaniu. W międzyczasie trenerzy pojadą z młodszymi zawodnikami zdobywać medale na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Świdnicy. – Czasem mam wrażenie, że w tym sporcie sezon trwa cały rok. Mam nadzieję, że nasze kolejne starty wypadną równie pomyślnie jak te w Rzeszowie. Wszyscy jesteśmy teraz w doskonałej formie. Stanowimy zgrany, wspierający się zespół. Jak zawsze jestem więc dobrej myśli – dodaje Dawid Ciesielski. Tekst i foto Joanna Kołowska www.pzas.org.pl
Wyniki 7–9.03.2008, WALENCJA. Tomasz Majewski, AZS AWF Warszawa, zdobył w konkursie pchnięcia kulą brązowy medal Halowych Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce, 20.93. 8–9.03.2008, BIAŁYSTOK. W Mistrzostwach Polski w Tenisie Stołowym brązowe medale zdobyli: X Tomasz Lewandowski, AZS Polit. Rzeszowska – w grze pojedynczej X Weronika Walna, AZS AJD Częstochowa – w grze pojedynczej X Daria Łuczakowska, AZS AE Wrocław – w grze mieszanej (z Filipem Szymański, POST SV Hagen). 8–9.03.2008, ROVIGO. Martyna Wątora, AZS AWF Warszawa, zdobyła w składzie drużyny szabli srebrny medal Mistrzostw Europy Kadetów. 16.03.2008, KWIDZYN. Agnieszka Ciołek, AZS AWF Wrocław, zdobyła brązowy medal w Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych. Szymon Sznura, AZS Poznań, zdobył złoty medal na 3 km juniorów. 17.03.2008, WARSZAWA. Konrad Niedźwiedzki zwyciężył w Mistrzostwach Polski w Wieloboju Łyżwiarskim, srebrne medale zdobyli Luiza Złotkowska i Sebastian Druszkiewicz. Wszyscy AZS AWF Kraków–Zakopane. 18–21.03.2008, WARSZAWA. W Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w Szermierce medale zdobyli: Złote X Martyna Synoradzka, AZS AWF Poznań – we florecie X Katarzyna Dąbrowa, AZS AWF Wrocław – w szpadzie X Paweł Osmański, AZS AWFiS Gdańsk – we florecie X Antoni Barczuk, Bartosz Łukowski, Stefan Roszkowski, Aleksander Szymański; AZS AWF Warszawa – we florecie drużynowo Srebrne X Natalia Rajczak, AZS AWF Warszawa – we florecie X Ewa Nelip, AZS AWF Warszawa – w szpadzie X Jan Wojnowski, AZS Poznań – w szabli X Hanna Gotszalk, Paulina Jeziorowska, Magdalena Lużyńska, Angelika Marszołe; AZS AWF Katowice – w szpadzie drużynowo X Agnieszka Zdrojewska, Katarzyna Kędziora, Katarzyna Różycka, Barbara Mazur; AZS Poznań – w szabli drużynowo Brązowe X Dagmara Toboła, AZS AWFiS Gdańsk – we florecie X A. Zdrojewska, AZS Poznań – w szabli X Antoni Barczuk, AZS AWF Warszawa – we florecie X Aleksandra Breś, Marta Korpaczewska, Aleksandra Opolska, Natalia Rajczak; AZS AWF Warszawa – we florecie drużynowo X Michał Janda, Piotr Janda, Michał Kryczało, P. Osmański; AZS AWFiS Gdańsk – we florecie drużynowo X Piotr Kruczek, Michał Nowak, Jan Sobiecki; AZS AWF Kraków – w szpadzie drużynowo.
18–24.03.2008, EINDHOVEN. Paweł Korzeniowski, AZS AWF Warszawa, zdobył srebrny medal na 200 m delf., 1:54.38, podczas Mistrzostw Europy w Pływaniu. 26.03.2008, JAKUSZYCE. W Mistrzostwach Polski w Narciarstwie w konkurencjach sprintu zwyciężyli Sylwia Jaśkowiec i Janusz Krężelok. Brązowy medal zdobyła Kornelia Marek. Wszyscy AZS AWF Katowice. 27–28.03.2008, ŚREM. W Mistrzostwach Polski w Szermierce (szabla i szpada) medale zdobyli: Złote X Aleksandra Socha, AZS AWF Warszawa – w szabli X Danuta Dmowska-Andrzejuk, AZS AWF Warszawa – w szpadzie X Marcin Koniusz, AZS AWF Katowice – w szabli X AZS Poznań – w szabli kobiet drużynowo X AZS AWF Warszawa – w szpadzie kobiet drużynowo X AZS AWF Katowice – w szabli mężczyzn drużynowo Srebrne X Irena Więckowska, AZS AWF Warszawa – w szabli X Jakub Ceranowicz, AZS AWF Katowice – w szabli Brązowe X Małgorzata Kozaczuk, AZS AWF Warszawa – w szabli X Bogna Jóźwiak, AZS Poznań – w szabli X Magdalena Grabowska, AZS AWF Warszawa – w szpadzie X AZS AWF Warszawa – w szabli kobiet drużynowo X AZS AWF Warszawa – w szpadzie kobiet drużynowo. 30.03.2008, DUDINCE. Grzegorz Sudoł, AZS AWF Kraków, zdobył mistrzostwo Polski w chodzie na 50 km, 3:45:47. 1.04.2008, JAKUSZYCE. W Mistrzostwach Polski w Biegach Narciarskich na 5 km t. klas. zwyciężyła Justyna Kowalczyk przed Kornelią Marek i Sylwią Jaśkowiec. Wszystkie AZS AWF Katowice. Sztafety tego klubu dominowały także w biegu 4 x 5 km. Zwyciężył skład: Kornelia Marek, Agnieszka Szymańczak, Kinga Bieszczad, Justyna Kowalczyk przed drugim zespołem: Aleksandra Prekurat, Monika Napara, Weronika Kocoń, Sylwia Jaśkowiec. W biegu mężczyzn na 10 km t. dow. zwyciężył Maciej Kreczmer przed Januszem Krężelokiem i Mariuszem Michałkiem. Wszyscy AZS AWF Katowice. W sztafecie 4 x 10 km mężczyzn zespół AZS AWF Katowice zajął drugie miejsce. 1–5.04.2008, OSTROWIEC ŚW. W Mistrzostwach Polski w Pływaniu medale zdobyli: Złote X Beata Kamińska, AZS AWFiS Gdańsk – 100 klas., 1:10.11 X Małgorzata Gembicka, AZS AWF Wrocław – 100 mot., 1:02.03 X Agnieszka Gapińska, AZS AWF Warszawa – 200 mot., 2:14.37 X Agata Korc, AZS AWF Wrocław – 50 dow., 25.52 X Agata Kowalczyk, AZS Zielona Góra – 50 klas., 32.90 X Łukasz Gąsior, AZS AWF Warszawa – 100 dow., 50.10
X Ł. Gąsior – 200 dow., 1:48.68 X Marcin
Unold, AZS AWF Katowice – 100 grzb., 55.71 X M. Unold – 50 grzb., 25.71 X Piotr Gałka, AZS AWF Warszawa – 100 klas., 1:02.81 X Tomasz Rumianowski, AZS Zielona Góra – 200 grzb., 2:00.81 X Sławomir Kuczko, AZS AWF Warszawa – 200 klas., 2:14.51 X Paweł Korzeniowski, AZS AWF Warszawa – 200 mot., 1:54.41 X P. Korzeniowski – 50 mot., 24.56 X Jakub Jasiński, AZS Zielona Góra – 200 zm., 2:03.76 X Mariusz Winogrodzki, AZS AWF Warszawa – 50 klas., 28.84 X Joanna Gołębiowska, Otylia Jędrzejczak, Karolina Szczepaniak, Dominika Żak; AZS AWF Warszawa – 4x100 dow., 3:52.50 X B. Kamińska, Sylwia Kula, Marianna Miłosz, Karolina Urbańska; AZS AWFiS Gdańsk – 4x100 zm., 4:18.27 X A. Gapińska, J. Gołębiowska, O. Jędrzejczak, K. Szczepaniak; AZS AWF Warszawa – 4x200 dow., 8:21.69 X Ł. Gąsior, P. Korzeniowski, Michał Rokicki, Michał Witkowski; AZS AWF Warszawa – 4x100 dow., 3:21.03 X Ł. Gąsior, P. Korzeniowski, M. Lewandowski, M. Winogrodzki; AZS AWF Warszawa – 4x100 zm., 3:43.65 X Ł. Gąsior, Łukasz Gimiński, P. Korzeniowski, M. Rokicki; AZS AWF Warszawa – 4x200 dow., 7:23.99 Srebrne X K. Urbańska – 100 grzb., 1:03.64 X A. Kowalczyk – 100 klas., 1:11.26 X A. Kowalczyk – 200 zm., 2:16.43 X A. Gapińska – 100 mot., 1:02.30 X K. Urbańska – 200 grzb., 2:15.12 X M. Gembicka – 50 mot., 27.93 X K. Szczepaniak, AZS AWF Warszawa – 800 dow., 8:53.31 X Kajetan Załuski, AZS Zielona Góra – 100 dow., 50.23 X Mateusz Kierzkowski, AZS AWFiS Gdańsk – 200 mot., 1:59.78 X Ł. Gąsior – 50 dow., 22.75 X P. Gałka – 50 klas., 29.17 X A. Gapińska, J. Gołębiowska, O. Jędrzejczak, K. Szczepaniak, AZS AWF Warszawa – 4x100 zm., 4:19.06 X Piotr Gęgotek, Wojciech Gnela, M. Unold, Robert Wilk, AZS AWF Katowice – 4x100 dow., 3:24.53 X Przemysław Gorczyca, M. Unold, R. Wilk, Bartosz Wiśniewski, AZS AWF Katowice – 4x100 zm., 3:48.10 Brązowe X K. Szczepaniak – 200 dow., 2:01.97 X K. Szczepaniak – 400 zm., 4:51.28 X Dominika Gawełczyk, AZS AWF Katowice – 400 dow., 4:20.70 X K. Urbańska – 50 grzb., 30.10 X B. Kamińska – 50 klas., 33.16 X J. Jasiński – 100 grzb., 56.86 X J. Jasiński – 200 grzb., 2:02.41 X Tomasz Rumianowski, AZS Zielona Góra – 100 grzb., 56.86 X M. Winogrodzki – 100 klas., 1:02.96 X M. Winogrodzki – 200 klas., 2:16.18 X Maciej Lewandowski, AZS AWF Warszawa – 100 mot., 54.92 X M. Lewandowski – 50 mot., 24.72 X Ł. Gimiński – 400 dow., 3:53.95 X M. Kierzkowski – 400 zm., 4:27.86 X Przemysław Gorczyca, AZS AWF Katowice – 50 klas., 29.23 X Paweł Rurak, AZS AWF Warszawa – 800 dow., 8:16.07 X Mateusz Haas, Marek Jaworowski, Sebastian Tyszkowski, Michał Winiewicz; AZS AWF Wrocław – 4x100 SP dow., 3:30.84.
aps nr 03 2008 (261)
Zbigniew Schwarzer (1928–2008)
14
kwietnia br. zmarł w wieku 80 lat dr Zbigniew Szwarzer – ikona wrocławskiego wioślarstwa, doktor nauk o kulturze fizycznej, olimpijczyk, akademicki wicemistrz świata, zasłużony mistrz sportu, trener, nauczyciel akademicki, organizator i popularyzator wioślarstwa, działacz organizacji społecznych, Członek Honorowy AZS. Zbigniew Schwarzer urodził się 12 stycznia 1928 r. w Poznaniu. Był synem Józefa Wojciecha (kapitana WP) i Stanisławy Rygiel. Ojciec przed I wojną światową grał w Krakowie w pierwszym zespole piłki nożnej Cracovii. Był absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Trzebnicy (1946). Po maturze, razem z bratem Edwardem – wioślarzem – wybrał Wrocław. Rozpoczął studia w Studium Wychowania Fizycznego Uniwersytetu i Politechniki Wrocławskiej (uczelnie te były połączone), później w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego we Wrocławiu. Wioślarz AZS Wrocław od 1946 do 1958 roku. Był żonaty, miał dwie córki (nauczycielka, plastyczka).
19-krotnie zdobył mistrzostwo Polski w dwójkach, czwórkach i ósemkach. Dwukrotnie reprezentował Polskę na akademickich mistrzostwach świata. Klubowa osada AZS Wrocław studentów-sportowców w składzie: Zbigniew i Edward Szwarzerowie, Henryk Jagodziński, Zbigniew Żarnowiecki, sternik Zbigniew Kisielewicz, zdobyła tytuły wicemistrzowskie na X AMŚ w Budapeszcie w 1951 roku, tak samo jak i w 1953 roku w Berlinie (sternik Witold Żmudziński). Dwukrotnie startował w igrzyskach olimpijskich. W 1952 roku w Helsinkach zdobył V miejsce wiosłując w czwórce bez sternika (wraz z H. Jagodzińskim, E. Schwarzerem i Z. Żarnowieckim). – Na tych igrzyskach zadebiutowałem w podwójnej roli – jako zawodnik i trener. (…) Po igrzyskach nasza czwórka bez sternika rozpadła się, odeszli z niej Edward Schwarzer i Zbigniew Żarnowiecki. Na następnych regatach olimpijskich w 1956 roku w Melbourne Zbigniew Schwarzer startował w dwójce ze sternikiem – IV miejsce (H. Jagodziński, sternik B. Mainka), przegrywając brązowy medal zaledwie o 0,02 sekundy.
Zawodnik Trenowanie rozpoczął we Lwowie w latach 1944/1945. Na początku była to lekkoatletyka. Po wojnie przyjechał do Trzebnicy (1945), trochę biegał, głównie na długich dystansach, grał w piłkę ręczną i koszykówkę. W 1946 roku po przyjeździe na studia do Wrocławia, razem z bratem Edwardem i kolegą z klasy Zbigniewem Żarnowieckim, zapisał się do sekcji sportów wodnych AZS Wrocław. Zaczęli trenować wioślarstwo. Na obozie w Wisełce Edward Schwarzer zetknął się z Henrykiem Jagodzińskim. I tak powstała czwórka wioślarska. Na początku trenowali sami. W 1948 roku z Krakowa do Wrocławia przyjechał Jan Bujwid, przedwojenny trener znakomitych wioślarzy AZS Kraków: Rogera Vereya i Jerzego Ustupskiego. – To był pasjonat, który zaczął nas trenować. To on zrobił z nas prawdziwą czwórkę. (…) zaczęły się poważne treningi. Świetne warunki fizyczne Zbigniewa (192 cm, 85 kg) pozwalały mu plasować się w czołówce polskiego wioślarstwa i zdobywać laury na arenie międzynarodowej. – W tamtych czasach widok naszej czwórki robił wrażenie. (…) wtedy czterech tak wysokich facetów nie było łatwo zebrać. W tym składzie zdobyli pierwsze mistrzostwo Polski. Startował do 1958 roku, www.azs.pl
brązowe medale mistrzostw Europy, dwukrotnie pływały w finałowych wyścigach igrzysk olimpijskich (w Tokio 1964 i Montrealu 1976) i mistrzostw świata oraz zdobyły 39 tytułów mistrzów Polski. Z pracy trenerskiej zrezygnował w 1978 roku, ale nadal działał w związku – w sekcji wioślarskiej AZS Politechniki Wrocławskiej.
Nauczyciel akademicki W 1952 roku został absolwentem (tytuł mgr wf.) )wrocławskiej Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego, a w późniejszym okresie jej nauczycielem akademickim. Organizator i prowadzący pierwsze w Polsce specjalizacje trenerskie w wioślarstwie, z czasem wykładał historię kultury fizycznej. Był autorem licznych publikacji z zakresu teorii treningu wioślarskiego, w późniejszym okresie z zakresu historii kultury fizycznej na Dolnym Śląsku. Doktoryzował się, a jego dysertację pt. Ruch sportowy na Dolnym Śląsku w latach 1945–1980 i jego wkład w osiągnięcia sportu polskiego (5.06.1987) prowadził prof. dr hab. Leonard Szymański, w latach pięćdziesiątych siatkarz AZS Wrocław. – Zawsze lubiłem ten przedmiot i bardzo mnie interesowała historia. Fascynowało mnie odnajdywanie rzadkich wydawnictw czy spotkania z ciekawymi ludźmi. Najbardziej interesowała mnie historia Polski. (…) Trudno odrywać historię kultury fizycznej od zdarzeń politycznych, historycznych.
Społecznik
Był brązowym medalistą Mistrzostw Europy w 1957 roku w Duisburgu (na zdjęciu – po lewej) w dwójce ze sternikiem (H. Jagodziński, sternik B. Mainka). Finalista ME w osadzie dwójki ze sternikiem: 1955 Gandawa – IV m., Bled 1956 – V m. – Zakończyłem karierę zawodniczą biegiem 2+ i 2– na mistrzostwach Polski w 1958 roku. Powodem była kontuzja.
Trener Kiedy w 1951 roku Jan Bujwid został usunięty z Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego z powodu nacisków KW PZPR (...) – trenowaniem zająłem się ja sam, ale pod kontrolą byłego trenera. (…) Wykwintny i charyzmatyczny człowiek. Oprócz tego szkoliłem też innych zawodników. Był wybitnym szkoleniowcem, sędzią, organizatorem i popularyzatorem wioślarstwa. Zbigniew Schwarzer był trenerem kadry narodowej i olimpijskiej. Pod jego kierunkiem polskie osady zdobyły dwa
Współpracował z warszawskim Muzeum Sportu i Turystyki, z Polskim Komitetem Olimpijskim, działał na rzecz Regionalnej Rady Olimpijskiej, a w ostatnich latach został członkiem Konwentu Członków Honorowych Akademickiego Związku Sportowego i Komitetu Organizacyjnego ds. Jubileuszu 100-lecia AZS. Osobowość Zbigniewa Szchwarzera oddają w pełni pseudonimy: wśród wioślarzy miał przezwisko sportowe Momencik, a w społeczności trenerskiej nazywano Go Pan Kolega. Był laureatem licznych odznaczeń, nagród i wyróżnień, z których najważniejsze to: Mistrz Sportu (1952), Zasłużony Mistrz Sportu (1956), brązowy medal „Za wybitne osiągnięcia sportowe” (1964), Złoty Krzyż Zasługi (1964), Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1984), Członek Honorowy PZTW (1996), Medal Komisji Edukacji Narodowej, Złoty Medal „Za Krzewienie Idei Olimpijskiej” (PKOl), Członek Honorowy AZS (2003). Halina Hanusz Cytaty: G. Ostach, Sport to cyrk, „Akademicki Przegląd Sportowy” 2005, nr 3/229, s. 4–5; 60 lat wioślarstwa AZS we Wrocławiu, 1945– –2005. Wrocław 2005, s. 48–49.
kalendarium
kalendarium
kalendarium
kalendarium
Kwiecień Rok temu (21–22 kwietnia 2007 r.)
we Włocławku tytuł mistrzyni Polski w karate tradycyjnym w konkurencji kata indywidualnie zdobyła Marta Niewczas, AZS Rzeszów.
2 lata temu (9–17 kwietnia 2006 r.)
w koreańskim Taebaek Katarzyna Dąbrowa (AZS AWF Wrocław) została brązową medalistką w turnieju indywidualnym szpady Mistrzostw Świata Juniorów do lat 17.
3
lata temu (21–23 kwietnia 2005 r.) w Gdańsku na V Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych w Aerobiku Sportowym klasyfikację drużynową wygrała AWFiS Gdańsk przed Politechniką Warszawską i Akademią Medyczną Gdańsk.
4
lata temu (25 kwietnia 2004 r.) zespół koszykówki kobiet AZS PWSZ Gorzów Wlkp. zwyciężył w rozgrywkach I ligi, tym samym awansując do rozgrywek ekstraklasy.
5
lat temu (10–15 kwietnia 2003 r.) Marcin Dziuba, AZS UMCS Lublin, został młodzieżowym mistrzem Polski w szachach (do lat 20).
6
lat temu (12–14 kwietnia 2002 r.) w Pile mistrzem Polski juniorów w siatkówce mężczyzn zostali zawodnicy AZS Częstochowa.
7 lat temu (1 kwietnia 2001 r.) na
Akademickich Mistrzostwach Białegostoku w Trójboju Siłowym studenci siedmiu podlaskich uczelni ustanowili: 31 rekordów życiowych, 23 rekordy uczelni, jeden rekord Białegostoku i jeden nieoficjalny akademicki rekord Polski.
8
lat temu (8–9 kwietnia 2000 r.) w Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych we Wspinaczce Skałkowej w Poznaniu zwyciężyli studenci z Politechniki Warszawskiej przed reprezentantami Uniwersytetu Wrocławskiego i Politechniki Śląskiej z Gliwic.
9
lat temu (30 kwietnia – 3 maja 1999 r.) w Szczecinie mistrzem politechnik XX Mistrzostw Szkół Wyższych w Koszykówce zostały drużyny: kobiety – Politechnika Łódzka, mężczyźni – Politechnika Szczecińska.
10 lat temu (20–22 kwietnia 1998 r.)
w Łodzi pierwsze miejsce w XIX Mistrzostwach Szkół Wyższych w Siatkówce Kobiet i Mężczyzn wywalczyły zespoły Uniwersytetu Opolskiego i Uniwersytetu Szczecińskiego. HH
WITRYNA KSIĄŻEK SPORTOWYCH Jak się odżywiać, żeby osiągać lepsze wyniki w sporcie? Paleodieta dla sportowców to przewodnik po diecie naszych praprzodków. Książka pomoże poprawić wyniki w sporcie i szybciej zregenerować organizmu po treningu. Odpowiada na podstawowe pytania, jakie zadaje sobie każdy amator aktywnego wypoczynku: Co należy jeść przed ćwiczeniami, a co w trakcie i po treningu? Jak poprawić zdrowie i kondycję? Przez całe dekady naukowcy twierdzili, że dieta oparta na węglowodanach i suplementach najlepiej służy organizmowi. Z tego powodu tysiące ludzi zrezygnowało ze zdrowego jedzenia, ze świeżych produktów wspomagających nasze ciała w wysiłku i chroniących przed chorobami. Paleodieta dla sportowców to kompleksowy program żywieniowy oparty na najzdrowszych i najkorzystniejszych dla organizmu pokarmach. Po przestudiowaniu zwyczajów żywieniowych przodków, a także po analizie jadłospisów współczesnych sportowców Cordain i Friel tłumaczą, w jaki sposób sportowcy trenujący dyscypliny wytrzymałościowe mogą znacząco poprawić swoje osiągnięcia.
szonej porcji insuliny. Kiedy zaczyna się intensywny trening lub zawody, organizm natychmiast ogranicza uwalnianie insuliny – cukier spożywany w trakcie treningu lub tuż przed nim powoduje znacznie mniejszy wzrost poziomu tego hormonu, bo mięśnie zwiększają swoją wrażliwość na insulinę i zwiększają wchłanianie glukozy. W efekcie ilość insuliny niezbędnej do spalania glukozy przez mięśnie się zmniejsza. 100–200 kcal w postaci kilku łyków specjalnego napoju albo żelu popitego szklanką wody może dodać ci energii potrzebnej do dobrego startu – bez żadnych negatywnych efektów. To bardzo przydatne, zwłaszcza w przypadku treningów wczesnym rankiem, kiedy w ciągu godziny po wstaniu z łóżka zaczynasz ćwiczenia. Może to także pomóc tym sportowcom, którzy nie mogą się przekonać do jedzenia zaraz po przebudzeniu. Cel spożywania takich, a nie innych produktów i dostarczenia organizmowi dodatkowej dawki węglowodanów tuż przed rozpoczęciem treningu jest ten sam: zwiększenie zapasów glikogenu w mięśniach przy jednoczesnym zapewnieniu odpowiedniego poziomu płynów w organizmie.
Ponad 80 receptur na potrawy zgodne z PaleoDietą 10 min przed startem Spożywanie węglowodanów w ciągu ostatniej godziny przed startem może prowadzić do hipoglikemii (obniżenia poziomu cukru we krwi) w czasie pierwszych kilku minut ćwiczeń – zwłaszcza u osób, których organizmy są wyjątkowo wrażliwe na poziom cukru. W przypadku takich osób węglowodany, szczególnie te o dużym ładunku glikemicznym powodują niemal natychmiastowy wzrost poziomu insuliny we krwi i, siłą rzeczy, spadek poziomu cukru. Wielu sportowców zna wywołane przez tę reakcję uczucie lekkiego szumu w głowie na początku treningu. Jednak organizm zachowuje się inaczej, jeśli węglowodany o wysokim indeksie glikemicznym spożywane są w ciągu ostatnich 10 min przed startem. Dlaczego? Bo organizm po prostu nie ma dosyć czasu na uwolnienie do krwiobiegu zwięk-
Loren Cordain, Joe Friel
PaleoDieta dla sportowców Tłumaczenie: Jan Halbersztat
Wydawca: Wydawnictwo Buk Rower Data publikacji: Luty 2008 Format: 15,5 x 20,5 cm Ilość stron: 296 Okładka: miękka ISBN: 978-83-926387-1-1 Cena katalogowa: 36 zł aps nr 03 2008 (261)
[z
azs.pl...]
Wzmacnianie mocnych stron
Trudna trasa wspinaczki
B
P
lisko 100 studentów – działaczy AZS wzięło udział w szkoleniu organizowanym przez Zarząd Główny AZS w Zieleńcu. Tematyka i forma zajęć były bardzo różnorodne. Uczestnicy mieli okazję wziąć udział w spotkaniach warsztatowych i prezentacjach. Obok zagadnień związanych z działalnością AZS prowadzone były odrębne zajęcia dotyczące: – wzmacniania własnych mocnych stron – warsztat prowadzony przez Łukasza Bujoka z organizacji Athlets in Action – zarządzania strategią budowania wizerunku sportowca lub organizacji sportowej – wykład i warsztat prowadzony przez Michała Rachonia – przygotowania oferty sponsoringu – prezentacja przygotowana przez Grzegorza Miedzińskiego. Dodatkowymi gośćmi szkolenia byli przedstawiciele Polskiego Związku Unihokeja oraz Polskiego Związku Tańca Sportowego. Obok prezentacji swoich dyscyplin pokazali pomysły na nowe zawody dla studentów, członków AZS. Odrębną prezentację przygotowała dyrekcja Ośrodka AZS w Wilkasach, zachęcając grupy studenckie do korzystania z oferty naszej mazurskiej przystani sportowej.
onad 300 zawodniczek i zawodników walczyło o medale XXV MPSzW we Wspinaczce Sportowej. Konkurencję na trudność ukończyło tylko... 13 osób, w tym jedna zawodniczka. Klasyfikację generalną wygrali wrocławianie. Wspinaczka cieszy się coraz większym zainteresowaniem studentów, a poziom zawodów z roku na rok się podnosi. Jednak ekipa przygotowująca trasę w Centrum Wspinaczkowym „Transformator” również stanęła na wysokości zadania. W konkurencji na trudność wśród pań triumfowała Monika Piasecka z PWSZ Nowy Sącz przed Anną Sztompką z Uniwersytetu Śląskiego i Bogną Wilczyńską z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wśród panów najlepszy był Aleksander Romanowski z Uniwersytetu Warszawskiego przed Piotrem Bunschem z Politechniki Krakowskiej i Piotrem Ciemielewskim z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z Torunia. W konkurencji na czas najlepszą zawodniczką okazała się Anna Sztompka z Uniwersytetu Śląskiego przed Moniką Prokopiuk z Akademii Rolniczej z Lublina i Martą Czajkowską z Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród zawodników najszybszy był Jędrzej Komosiński, PWSZ Tarnów, przed Grzegorzem Lenartowiczem z AGH Kraków i Michałem Łysakowskim z UMCS Lublin. W klasyfikacji generalnej kobiet po najwyższy puchar wspiął się Uniwersytet Wrocławski przed Akademią Rolniczą z Lublina i Uniwersytetem Śląskim. W klasyfikacji generalnej mężczyzn triumfowała AGH Kraków przed Politechniką Warszawską i Uniwersytetem Ekonomicznym z Krakowa. Wybór MS
Futsal kobiet
W
pierwszym centralnym turnieju zorganizowanym przez AZS Uniwersytetu Warszawskiego zwyciężyły reprezentantki Akademii Jana Długosza z Częstochowy, wygrywając spotkanie finałowe po serii rzutów karnych 3:2. Ich rywalkami były zawodniczki Politechniki Opolskiej, wśród których indywidualnie wyróżniono najskuteczniejszą wśród strzelczyń Annę Nartowską oraz najlepszą zawodniczkę Marzenę Grzelińską. W spotkaniu o trzecie miejsce zawodów drużyna Uniwersytetu Przyrodniczego z Lublina pokonała Kolegium Nauczycielskie ze Zgierza 1:0. Piąte miejsce turnieju zdobył zespół Uniwersytetu Adama Mickiewicza – wygrywając 3:0 z gospodyniami. Ostatnie, siódme miejsce przypadło Politechnice Łódzkiej, której zawod-
www.azs.pl
niczki – mimo najmniej satysfakcjonującego wyniku sportowego – królowały jako kibice na trybunach. Indywidualnie, poza zawodniczkami z Opola, wyróżniono także najlepszą bramkarkę – Kamilę Rosińską ze Zgierza. W przeprowadzonym dodatkowo konkursie żonglerki piłkarskiej zwyciężyła przedstawicielka Uniwersytetu Warszawskiego Maria Jezierska, osiągając wynik 191. Klasyfikacja końcowa 1. Akademia Jana Długosza Częstochowa, 2. Politechnika Opolska, 3. Uniwersytet Przyrodniczy Lublin, 4. Kolegium Nauczycielskie Zgierz, 5. Uniwersytet Adama Mickiewicza Poznań, 6. Uniwersytet Warszawski, 7. Politechnika Łódzka
Spotkania Redakcyjne „APS” Kraków, 10–13 kwietnia 2008 Korespondenci APS zjechali się do słonecznego Krakowa, by podczas warsztatów szkolić się w zakresie redagowania gazety, stworzyć kolejny numer „Akademickiego Przeglądu Sportowego”, a także dyskutowali o kształcie pisma w przyszłości.
W
hotelu studenckim Nawojka, w którym odbywały się warsztaty, w pomysłach na miesięcznik prześcigali się reprezentanci różnych regionów Polski: najliczniejsze delegacje wystawiły Poznań i Warszawa. Byli także
prof. Jerzy Pawłowski
przedstawiciele Kielc, Katowic, Bydgoszczy i Białegostoku. Na pierwsze czwartkowe zajęcia zaproszeni zostali: prezes AZS Kraków – prof. Kazimierz Trybalski i sekretarz generalny AZS – Bartłomiej Korpak. Spotkanie z profesorem Trybalskim przybliżyło uczestnikom warsztatów historię i działalność krakowskiego AZS. Prelegent opowiadał o sukcesach i porażkach środowiska, snuł plany na przyszłość.
Piątek dostarczył uczestnikom wielu atrakcji. Na spotkanie do hotelu przybył redaktor naczelny „Sportowego Stylu” Janusz Zielonacki, który zafascynował wszystkich swoją pracą i doświadczeniem dziennikarskim. Redaktor, przez wiele lat związany z telewizją i prasą, opowiadał o perypetiach związanych z pracą dziennikarza sportowego, a także o trudach i sukcesach w prowadzeniu własnego pisma. Z wielkim zaciekawieniem wysłuchano również wykładu profesora filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim Józefa Lipca, autora kilku rozpraw na temat filozofii sportu, m.in. „Pożegnania z Olimpią”. Książka ta
stała się przyczynkiem do dyskusji na temat sensu i przyszłości sportu profesjonalnego. Po prelekcji każdy otrzymał książkę z podpisem i dedykacją Autora. Tego dnia korespondenci odwiedzili Klub Sportowy AZS AWF Kraków. Przywitali ich Jacek Majka – dyrektor klubu, Konrad Mirecki, prof. Jerzy Pawłowski – senior AZS Kraków i Grzegorz Sudoł – chodziarz z kwalifikacją na Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Gospodarze opowiadali słuchaczom o klubie, jego działalności, członkach, planach na najbliższy okres. Młodzi adepci dziennikarstwa najbardziej jednak zainteresowani byli kuli-
red. Janusz Zielonacki
sami przygotowań do startu chodziarza w Pekinie. Sportowiec cierpliwie odpowiadał na dziesiątki pytań, potem pozował do zdjęć z uczestnikami spotkania. Po całym dniu pracy studenci zrelaksowali się, oglądając spektakl „Tango Piazzolla” w teatrze im. Juliusza Słowackiego. Sobota była dniem zajęć praktycznych. Po raz pierwszy redakcja APS mogła tak liczną grupą spotkać się na żywo z osobami odpowiedzialnymi za szatę graficzną pisma – wydawnictwem FALL. Dr Jarosław Fall oraz Piotr Rachwaniec i Paweł Piętka zapoznali uczestników z narzędziami wykorzystywanymi do kreacji gazety. Obie strony spotkania dzieliły się poglądami na temat pomysłów na miesięcznik. Następne zajęcia – prowadzone przez redaktor Grażynę Fallową – były bardzo pouczające, dotyczyły bowiem typowych błędów językowych w tekstach. Po tym wykładzie nasi korespondenci z całą pewnością będą uważali na to, co piszą i jak mówią. W popołudniowych zajęciach warsztatowych pracowano nad kolejnym numerem APS. Każdy z uczestników zaprezentował swoje pomysły oraz wykonaną pracę. Ostatniego dnia – w niedzielę – powołano nowy skład redakcji, ustalono tematy wydań regionalnych oraz przeanalizowano najważniejsze imprezy i wydarzenia sportowe 2008 roku. Tym optymistycznym i motywującym do pracy akcentem zakończyły się 4-dniowe warsztaty „APS” w Krakowie. Joanna Kozłowska Foto Maciej Samsonowicz
aps nr 03 2008 (261)