Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 08/2007

Page 1

Odpowiedź na pytanie: „Czy sportowiec musi być wiecznym studentem?” – w następnym numerze APS. Foto Mariusz Walczak

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji: Halina Hanusz Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./fax (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: © Wydawnictwo FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 11 października 2007 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546

na pierwszym miejscu trzeba postawić organizację pracy, umiejętność dotarcia do utalentowanych sportowców. Może komuś musi się chcieć wystartować w Mistrzostwach. Czy to nie jednak w wielu przypadkach zasługa pana od wf.? Specjalne słowa uznania należą się tym wszystkim, którzy ogarnęli tę niezwykłą materię w ramy regulaminowe, terminarze, komunikaty, strony internetowe. Zasady w większości się sprawdziły, a reguła wzajemnego zaufania tylko w nielicznych przypadkach została lekko naruszona. Wiele uczelni trzeba podziwiać za aktywność. Były zapewne takie zwariowane okresy jak choćby maj, kiedy finiszowały Mistrzostwa w kilkunastu dyscyplinach. To zmuszało do stosowania nadzwyczajnych środków. Ponieważ wielu się udało, to gdyby specjalistom nie wyszło z EURO 2012, na zapleczu czekają niezłe kadry na uczelniach. Nie rozstrzygnęliśmy dylematu, czy to duża (uczelnia) może więcej, a już pojawia się następne pytanie. Kto ma większą satysfakcję? 10 października przeglądam 3 uczelniane strony internetowe mocarzy. Nikt z nich nie odnotował choćby jednym zdaniem tych sukcesów. Królują informacje o inauguracji i zapisy do chóru, procedury starań o akademiki. Nikt nie gratuluje sportowym bohaterom, brak komunikatów, zdjęć. Szukam dalej. Klubowe strony też bez euforii. AZS Politechnika Warszawska lakoniczny komunikat, zwycięski Uniwerek milczy, podobnie jak i Politechniki z Gliwic i Wrocławia. Gdańska www nie chce wejść za żadne skarby. Czyżby zwycięstwo nie dawało radości i satysfakcji? Może ten zapał to sztucznie wykreowane pomysły kilku nawiedzonych entuzjastów? Czy uczelniom tak naprawdę zależy na tej rywalizacji?

Proroctwa, dylematy i satysfakcje

K

olejne sportowe mistrzostwa uczelni za nami. Pisze się bardzo łatwo, a to przecież wielkie przedsięwzięcie. Wystartowały w tej rywalizacji – bagatela – 223 uczelnie. Niezły wynik. Większe zainteresowanie, jeżeli chodzi o szkoły wyższe, jest tylko na polu rekrutacji, dotacji państwowych i funduszy unijnych. Rok temu prorokowano nielichy huk przy starciu gigantów. Od kilku lat w czołówce minimalne przetasowania. Miały rywalizować państwowe dwudziestotysięczniki (w liczbie studentów studiów dziennych). Trochę emocji może i było, szczególnie na starcie, ale związanych głównie z poznańską obstrukcją (odmowa startu w mistrzostwach). Potem z każdymi zawodami stawało się jasne, że i tym razem podium przypadnie hegemonom z lat poprzednich. Na najwyższym szczeblu drabiny Uniwersytet Warszawski, dalej Politechniki z Gdańska, Warszawy, Gliwic – wszystkie w przedziale 20 punktów. Tak więc do ostatniego wyścigu regat na Niegocinie było pełno emocji, i o to chodzi. Wydaje się, że mniejsze uczelnie nie dały rady organizacyjnie, kadrowo i finansowo. Tylko czy to na pewno zależy od wielkości szkoły. W wielu przypadkach małe uczelnie nastawiły się na efektywny udział w zawodach. Walczymy tam, gdzie mamy szansę. Gdyby ktoś przewidział rok temu, że mistrzem uczelni w siatkówce zostanie PWSZ Racibórz, to powinien zacząć zarabiać na życie wróżeniem. Może jednak

Redaktor

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci

prof. nadzw. dr. Jerzego Kuberskiego rektora Wyższej Szkoły Hotelarstwa, Gastronomii i Turystyki, byłego ministra Oświaty i Wychowania, ministra Urzędu do Spraw Wyznań, ministra – kierownika zespołu do spraw stałych kontaktów roboczych między rządem PRL a Stolicą Apostolską, ambasadora Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej przy Watykanie, wieloletniego przewodniczącego Międzynarodowego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka, a dla nas, azetesiaków – wiceprezesa i prezesa Zarządu Głównego Akademickiego Związku Sportowego w latach 1960–1976, Członka Honorowego AZS.

O

Wielki Prezes AZS

dszedł Jerzy Kuberski działacz sportowy, lotnik – prezes Aeroklubu Polskiego, sekretarz, kurator, minister, ambasador, rektor, Wielki Prezes Akademickiego Związku Sportowego. Jego dokonania i sylwetkę najlepiej opisaliby Jego najbliżsi współpracownicy z dawnych lat: Jan Kręcielewski, Jerzy Skorowski, Mirosław Żelazny, ale zanim to zrobią, chwytam za pióro, by na gorąco opowiedzieć o kilku wyrwanych z pamięci moich z Nim spotkaniach. Nasza znajomość zaczęła się w 1961 roku, dla AZS Gdańsk roku jubile-

uszu 40-lecia, dla Klubów Uczelnianych AZS roku pierwszych Mistrzostw Typów Uczelni. Po zdobyciu mistrzostwa Polski politechnik w koszykówce zostałem prezesem Klubu Uczelnianego AZS Politechniki Gdańskiej. Prezesem Zarządu Głównego AZS był wówczas Zdzisław Straszak, ale Jerzy Kuberski – Jurek, bo w AZS-ie nie było barier wiekowych ani wynikających z zajmowanych stanowisk, był animatorem tych rozgrywek. Właśnie z Jego rąk, w towarzystwie VIP-a z Ministerstwa Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki, odbierałem puchar za I miejsce aps nr 08 2007 (256)

dokończenie na s. 22

AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

MONIKA SOBOTKA, studentka Uniwersytetu Warszawskiego, koszykarka AZS, w towarzystwie „Wiecznego Studenta” (projekt Andrzej Renes)

[od redakcji]


XXIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych 2006/2007

Zwycięstwo Uniwersytetu Warszawskiego Regaty żeglarskie w Wilkasach zakończyły XXIV edycję Mistrzostw Polski Szkół Wyższych.

18

października br. w Warszawie w teatrze Buffo w programie inauguracji sportowego roku akademickiego 2007/2008 uhonorowane zostaną najlepsze Kluby Uczelniane AZS, które startowały w największym systemie zawodów uczelnianych w Polsce. Przypomnijmy. Decyzją Zarządu Głównego AZS, poprzedzoną niezwykle emocjonalną dyskusją w różnych gremiach organizacyjnych, XXIV MPSzW przeprowadzono w ciągu jednego roku. Jak podkreśla kolega Dariusz Piekut, wiceprezes AZS ds. upowszechniania kultury fizycznej: – Doszło do eksperymentu merytorycznego i organizacyjnego. Merytorycznego – bo zdecydowaną większość mistrzostw rozegrano systemem eliminacyjnym, opartym na kwalifikacjach regionalnych (ligach środowiskowych), strefowych i w końcu na turniejach finałowych. Zmieniliśmy sposób klasyfikowania uczelni oraz przenieśliśmy akcent na inną formę rozgrywek. Organizacyjnego – bo to niemal dwa razy więcej mistrzostw w ciągu roku niż w poprzednich edycjach MPSzW. Zdajemy sobie sprawę, że w wielu przypadkach była to prawie dwa razy większa praca organizacyjna na uczelniach, w Klubach Uczelnianych AZS i SWFiS. Zmiany będziemy dopracowywać podczas XXV MPSzW, bo takie decyzje podjęliśmy rok temu. W ramach Mistrzostw Polski Szkół Wyższych odbyło się 78 imprez. Najwięcej w maju (36) i w kwietniu (19). Spośród 16 miast-organizatorów najwięcej zawodów przeprowadziły akademickie środowiska z: Warszawy (15 imprez), Wrocławia (14), Krakowa (9), Katowic (6), Gdańska (5). – Trzeba zaznaczyć, że to duże obciążenie dla organizatorów poszczególnych Mistrzostw (Warszawa, Wrocław). Pomimo www.azs.pl

sporej ich liczby – ilość nie miała jednak złego wpływu na jakość. Pojawili się również nowi organizatorzy – mniejsze uczelnie, które nie brały na siebie zbyt dużo, ale to, do czego się zobowiązały, zrobiły na wysokim poziomie (m.in. PWSZ Suwałki) – powiedział kolega Dariusz Piekut. Zawody-imprezy miały różny charakter: 20 z nich rozegrano w typach uczelni, 17 w systemie bezpośrednim, a 41 – systemem eliminacyjnym. Sklasyfikowano 223 uczelnie, spośród których ponad 100 wystartowało w minimum 3 dyscyplinach. Te najlepsze uczelnie w klasyfikacji końcowej – w ponad 30 dyscyplinach sportowych. Najwięcej zgłoszonych zespołów w Mistrzostwach – wg statystyk – było w futsalu (na 41 dyscyplin). W zawodach eliminacyjnych rywalizowało 206 zespołów uczelnianych. Finał wygrał zespół AWF Wrocław przed zespołem z Wszechnicy Świętokrzyskiej w Kielcach i PWSZ Konin. Królem strzelców zostali studenci: Tomasz Jaworski i Sławomir Kałwak, obaj z AWF Wrocław, a najlepszym bramkarzem okazał się Łukasz Błaszczyk z PWSZ Konin. Na drugim miejscu klasyfikacji dyscyplin jest siatkówka mężczyzn – 148 drużyn, i dalej: siatkówka plażowa mężczyzn – 125, siatkówka kobiet – 121, siatkówka plażowa kobiet – 102, koszykówka mężczyzn – 81, tenis stołowy mężczyzn – 71, tenis stołowy kobiet – 58, piłka nożna – 56, a pierwszą dziesiątkę kończy – pływanie mężczyzn (51). Najmniej reprezentacji uczelnianych zgłosiło się w judo kobiet (8) i wioślarstwie (9). Nie udało się – ze względu na małą liczbę zgłoszonych zespołów – przeprowadzić Mistrzostw Polski Wyższych Szkół Zawodowych w Piłce Nożnej i Mistrzostw Polski Wyższych Szkół Niepublicznych w Koszykówce Kobiet. W klasyfikacji generalnej XXIV Mistrzostw Polski Szkół Wyższych zwyciężył Uniwersytet Warszawski (2142 pkt) przed czterema Politechnikami: Gdańską (1984,5), Warszawską (1972), Śląską w Gliwicach (1966) i Wrocławską (1667,5). W pierwszej dziesiątce same uniwersytety i politechniki. Najwyżej notowane uczelniane reprezentacje spośród innych

szkół wyższych to: Akademia Ekonomiczna Kraków (13 miejsce), Akademia Wychowania Fizycznego Katowice (14 m.), Akademia Ekonomiczna Katowice (17 m.), Akademia Wychowania Fizycznego Warszawa (19 m.) i stołeczna Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (20 m.). Warto dodać, że prowadzono rywalizację również w siedmiu typach uczelni. Wśród rywalizujących: X 22 politechnik – najlepszą okazała się Politechnika Gdańska, X 24 akademii – Akademia Ekonomiczna Kraków, X 18 uniwersytetów – Uniwersytet Warszawski (UAM Poznań wycofał się na rok z rozgrywek z uwagi na wprowadzone zmiany regulaminowe MPSzW), X 29 wyższych szkół zawodowych – PWSZ Leszno, X 10 uczelni medycznych – Akademia Medyczna Łódź (wycofała się z rywalizacji AM Poznań), X 111 wyższych szkół niepublicznych – WSPiZ im. Leona Koźmińskiego z Warszawy, X a wśród 6 uczelni wychowania fizycznego i sportu – AWF Warszawa. Najlepsze zespoły z Mistrzostw Polski Szkół Wyższych reprezentowały polskie uczelnie w tegorocznych Akademickich Mistrzostwach Europy. W grach zespołowych Polska reprezentowana była w następujących dyscyplinach: X koszykówce: kobiet – PWSZ Gorzów Wlkp., złoty medal, mężczyzn – WSWFiT Supraśl (8. miejsce), X piłce siatkowej: kobiet – Politechnika Częstochowska, brązowy medal, i mężczyźni – PWSZ Racibórz, też brąz, X siatkówce plażowej: kobiet – Politechnika Śląska Gliwice (9), Politechnika Gdańska (13), mężczyzn – Politechnika Opolska (5), AWF Kraków (13), X piłce ręcznej: kobiet – Politechnika Koszalińska, srebrny medal, AWF Warszawa (4), mężczyzn – AWF Warszawa (4), AWF Katowice (14), X rugby7: AWF Warszawa (5), X piłce nożnej: WSHiP Warszawa (14), X tenisie stołowym: kobiet – AWF Wrocław – złoty medal w deblu – Alina Mikijaniec/ Daria Łuczakowska, AJD Częstochowa – kobiety, brązowy medal w deblu – Agata Pastor/Anna Myga, mężczyzn – brąz w grze pojedynczej – Miłosz Przybylik X wioślarstwie: UAM Poznań – dwa srebrne medale – w dwójce podwójnej – Magdalena Kemnitz i Agnieszka Rozmiarek, czwórce podwójnej – Iwona Buda, Milena Bednarek, Magdalena Kemnitz, Agnieszka Rozmiarem. AZS Łódź był organizatorem zawodów w piłce ręcznej kobiet i mężczyzn. W listopadzie i grudniu br. odbędą się zawody w badmintonie i tenisie, w których wystąpią polscy studenci-sportowcy. Halina Hanusz


Certyfikaty – założenia a rzeczywistość. Łatwiej czy trudniej? W XXIV edycji Mistrzostw Polski Szkół Wyższych wprowadzono bardzo wiele zmian dotyczących regulaminu rozgrywek. Zmiany te, związane ze skróceniem edycji do jednego roku oraz stopniową rezygnacją z rozgrywek w typach, wywołały burzliwą dyskusję w całym środowisku akademickim.

W

prowadzenie certyfikatów przynależności akademickiej zastępujących indeksy przeszło natomiast niemalże niezauważone. Punkt 5.3 Regulaminu ogólnego MPSzW wśród dokumentów, jakie musimy przedstawić Komisji Weryfikacyjnej, wymienia właśnie certyfikat, a ponadto wspomniany regulamin określa jego wzór. Ratio legis tej zmiany stanowiła potrzeba uproszczenia procedury weryfikacji (problem z indeksami – szczególnie w okresach sesji egzaminacyjnych), a także walka z czystymi indeksami podczas np. majowych zawodów. Po roku obowiązywania warto zastanowić się, jak funkcjonowało to rozwiązanie – utrudniło czy ułatwiło nam życie. Certyfikat składa się z trzech części. Pierwszą wypełnia zawodnik, wskazując datę urodzenia, numer albumu, nazwę uczelni, wydział, rodzaj i rok studiów. W części drugiej przedstawiciel uczelni dokonuje potwierdzenia powyższych danych, czyli de facto poświadcza, iż dana osoba jest studentem. Część trzecia to adnotacje Klubu Uczelnianego AZS, o których szerzej będzie jeszcze mowa. Warto także przyjrzeć się najczęściej spotykanym błędom w wypełnianiu certyfikatów, z jakimi można się zetknąć przy weryfikacji. 1. Najpoważniejszym i stanowiącym największe zagrożenie problemem jest niewpisywanie daty w punkcie II certyfikatu przez pracownika dziekanatu. Burzy to całą koncepcję pomysłodawców, którzy zamierzali wyeliminować osoby, które utraciły już status studenta. Często dziekanaty nie zwracają uwagi na ową datę, a tym samym adnotację pod certy-

fikatem o okresie jego ważności. Może warto tę adnotację przesunąć do punktu II. Przy weryfikacji trenerzy zmuszeni są więc uzupełniać brakującą datę, co w istocie może prowadzić do działań patologicznych. Pracownicy dziekanatów nie zdają sobie sprawy z ewentualnych konsekwencji pomijania wzmiankowanej daty. Jeśli certyfikat był wystawiany w styczniu, student nie zaliczył semestru zimowego i został skreślony z listy, a trener na zawodach w maju wpisuje datę, wówczas odpowiedzialność za poświadczenie nieprawdy poniesie pracownik dziekanatu, gdyż bardzo trudno będzie mu dowieść, że data została wpisana przez kogoś innego. 2. Brak wskazania rodzaju, formy i roku studiów. Bardzo częsty błąd, który także może utrudniać ewentualne sprawdzenie certyfikatu w razie protestu. Istotna jest tutaj rola weryfikatora, który powinien poprosić o uzupełnienie tych danych. 3. Brak podpisu. Na pierwszy rzut oka drobnostka, ale pamiętajmy, że podpisem student potwierdza prawdziwość powyższych danych, zobowiązuje się do przestrzegania Regulaminu MPSzW oraz wyraża zgodę na przetwarzanie i wykorzystywanie danych osobowych w związku z wynikami i statystykami MPSzW.

Argumenty za

Należałoby się także zastanowić nad zmianami w budowie certyfikatu. Biorąc pod uwagę przedstawioną powyżej analizę tematu i najczęstsze błędy, z pewnością należałoby wstawić pole „kierunek studiów”, a także adnotację o ważności certyfikatu umieścić w punkcie II, ażeby pracownicy dziekanatu byli świadomi, czemu służy ta data. Warto także zastanowić się nad punktem III certyfikatu. Powielamy np. numer legitymacji AZS, który jest już umieszczany w zgłoszeniu ostatecznym. Ponadto trudno jest wymagać, aby przedstawiciel klubu AZS potwierdzał zgodność danych osobowych zawartych w punkcie I certyfikatu. Z braku czasu mało kto rzetelnie sprawdza datę urodzenia, numer albumu, czy też rodzaj i rok studiów, a zazwyczaj osoby te podpisują certyfikaty wypełnione przez studentów, nieświadome odpowiedzialności w przypadku nieprawdziwych danych zawartych w tym punkcie. Od potwierdzania tych danych są przecież władze uczelni i pracownicy dziekanatów. Podsumowując należy stwierdzić, że wprowadzenie certyfikatów przynależności akademickiej, z powodzeniem stosowane w międzynarodowym sporcie akademickim, było bardzo dobrym rozwiązaniem. Rozwiązaniem, które upraszcza całą procedurę, zaś prawidłowo stosowane wpłynie na zmniejszenie (a miejmy nadzieję, że nawet na wyeliminowanie) patologii polegającej na starcie w Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych osób niebędących studentami. Wskazać należy, że na skuteczność tego rozwiązania decydujący wpływ będzie miała praca weryfikatorów Zarządu Głównego AZS podczas poszczególnych imprez. Jakub Kosowski

Argumenty przeciw

Zdecydowanie bardziej praktyczne rozwiązanie niż indeks. Poprzednio często występowały problemy z wydobywaniem indeksów z dziekanatu lub od egzaminatorów, szczególnie w okresach sesji egzaminacyjnej. Często posiłkowano się więc zaświadczeniami.

Problem startu jednego zawodnika w kilku dyscyplinach. Sytuację może rozwiązać kopiowanie certyfikatów i przedstawianie komisji weryfikacyjnej razem z oryginałem, wówczas to poświadczona kopia zostaje u weryfikatora. Jednak kluby często o tym nie wiedzą.

Krótki okres ważności certyfikatu pozwoli wyeliminować przypadki, kiedy to osoba zapisuje się na studia, a następnie nie uczęszcza na zajęcia.

Zdarzają się sytuacje, że pomimo adnotacji w punkcie II certyfikat leżakuje w dziekanacie czekając na podpis dziekana. I nawet tłumaczenia nie pomagają…

Certyfikat nie musi być podpisany przez władze uczelni/wydziału, lecz także przez pracownika dziekanatu, co zdecydowanie przyspiesza procedurę.

Brak miejsca na wskazanie kierunku studiów, co przy dużych wydziałach będzie utrudniało późniejszą ewentualną weryfikację danych.

Certyfikat pozostawiony u weryfikatora zdecydowanie łatwiej sprawdzić w razie ewentualnego protestu. Przy zgubieniu lub kradzieży certyfikatu bardzo łatwo go odtworzyć. Posiadanie przy sobie kilkunastu indeksów to już spora odpowiedzialność i duże problemy przy ich utracie.

aps nr 08 2007 (256)


Komfort studiowania Rozmowa APS z prof. dr hab. Katarzyną Chałasińską-Macukow, JM Rektorem Uniwersytetu Warszawskiego Serdeczne gratulacje, niezmiennie od kilku lat studenci Uniwersytetu Warszawskiego wspinają się na podium sportowej rywalizacji, kończąc XXIV Mistrzostwa na I miejscu wśród wszystkich polskich uczelni. To olbrzymi wysiłek organizacyjny i finansowy. Skąd się bierze na uczelni taki pozytywny klimat dla sportowej działalności?

Uniwersytet powinien przyciągać nie tylko jakością badań naukowych i dydaktyką na najwyższym poziomie, ale musi być również miejscem przyjaznym dla studentów. Chcemy, by tu mogli rozwijać wszelkie swoje pasje: naukowe, artystyczne i sportowe. Jest jeszcze pewna wymierna korzyść związana ze sportowym zaangażowaniem UW (śmiech). Nasza pozycja w rozmaitych rankingach uczelni wyższych w Polsce jest tak wysoka również dzięki sukcesom sportowców AZS UW. Proszę spojrzeć na uczelnie w Stanach Zjednoczonych. Tam rywalizacja sportowa między uczelniami jest tak samo istotna jak rywalizacja naukowa. Mam nadzieję, że w przyszłości podobnie będzie to wyglądało w Polsce. Własne obiekty sportowe to marzenie wielu szkół wyższych. Cierpliwość minionego okresu została nagrodzona. W ostatnim roku akademickim oddano do eksploatacji nową halę i basen. Czy warto było tylu starań? Czy studenci zaakceptowali nowe możliwości, czy wzrosło zainteresowanie zajęciami?

Każda inwestycja, która podnosi komfort studiowania oraz pracy na UW ma sens. Nowe Centrum Sportowo-Rekreacyjne na Ochocie jest obiektem nowoczesnym i wielofunkcyjnym. To ośrodek sportowy z prawdziwego zdarzenia. Sądząc po zainteresowaniu, jakim cieszą się zajęcia wychowania fizycznego w nowej hali, studenci są bardzo zadowoleni z Centrum. Szczególnym wzięciem cieszą się basen oraz ścianka do wspinaczki. W tym roku uczelnia uruchomiła 25 grup wspinaczki skałkowej (w sumie dla 400 osób) i wszystkie miejsca zostały od razu zajęte. Z nowego basenu skorzysta (tylko w ramach zajęć wf.) ponad 2,5 tys. studentów. Bardzo ważne jest również to, że z basenu mogą www.azs.pl

korzystać pracownicy (także emerytowani) uczelni. Uniwersytet Warszawski to największa polska uczelnia, czy w jej planach są następne sportowe inwestycje?

W ostatnich latach na UW, oprócz Centrum Sportowego na Ochocie, otwarto także halę sportową na Wydziale Zarządzania. Plany inwestycje uczelni są bardzo szeroko zakrojone – budowa campusu Ochota, nowy budynek dla nauk filologicznych przy ul. Browarnej, ale nie zapominamy o sporcie i z pewnością będziemy dążyć do budowy bądź modernizacji kolejnych obiektów. Uniwersytecki Klub AZS to taka latarnia świecąca przykładem dla innych. Liczni członkowie (ponad 1600 osób zrzeszonych), różnorodne zainteresowania (zajęcia prowadzone są w blisko 40 sekcjach), sport olimpijski, uczelniany i rekreacja, do tego zespoły ligowe. Czy jest jakaś recepta na sukces?

Uniwersytet Warszawski jest największą uczelnią w Polsce; uczy się u nas ponad 55 tys. studentów. Jeśli tak ogromnej rzeszy młodych ludzi zapewni się komfortowe warunki uprawiania sportu oraz możliwość uprawiania w barwach uczelnianego AZS-u jednej z kilkudziesięciu dyscyplin sportowych, to z czasem to zaprocentuje. Wśród tych kilkudziesięciu tysięcy studentów na pewno znajdą się wyjątkowe talenty. AZS jako stowarzyszenie już od blisko 100 lat szuka z różnym skutkiem odpowiedzi na pytanie, jak zainteresować studentów sportem? Zmieniają się mody, epoki, a problem pozostaje. Tych aktywnych jest ciągle naszym zdaniem zastraszająco mało. Gdzie kończy się rola szkoły wyższej w edukacji fizycznej studentów, czy na poziomie organizacji zajęć z wf.?

Przez niemal dwadzieścia lat studenci UW i innych warszawskich uczelni star-

towali w uniwersyteckiej mili, biegu dookoła zabytkowego terenu UW przy Krakowskim Przedmieściu. Pewnie niewiele osób dziś pamięta, jak narodził się pomysł tego biegu. Był to rodzaj apelu. Studenci chcieli w ten sposób pokazać ówczesnym władzom uczelni, że nie mają gdzie ćwiczyć. Dziś hala sportowa jest i studenci nie biegają już w mili. Nie muszą marznąć (w ostatnich latach bieg odbywał się w listopadzie!). Mają znacznie lepsze warunki do ćwiczeń. (śmiech) Tak jak już wspominałam, Uniwersytet powinien być miejscem, gdzie studenci nie tylko się uczą, ale także spotykają się po zajęciach, odpoczywają, spędzają swój wolny czas. Proponujemy im dodatkowe imprezy sportowe, takie jak choćby turnieje o Puchar Rektora UW w siatkówce lub halowej piłce nożnej. Z pewnością dodatkową zachętą dla studentów jest także możliwość otrzymania stypendium za wyniki w sporcie. Jest to wyraźny sygnał, że uczelnia docenia nie tylko osiągnięcia naukowe, ale kładzie nacisk na wszechstronny rozwój studenta. Dziękujemy za rozmowę.

Otwarcie Centrum Sportu i Rekreacji UW na Ochocie. Fot. Uniwersytet Warszawski


Życiowy uparciuch Rozmowa z Weroniką Deresz, wioślarką, studentką Uniwersytetu Warszawskiego Studiujesz na…

III roku Międzywydziałowych Studiów Europejskich Uniwersytetu Warszawskiego. Czeka mnie licencjat. Obecnie wzięłam urlop dziekański z powodu nadmiernego natłoku obowiązków sportowych, które nie pozwoliły mi uczęszczać na zajęcia akademickie wystarczająco regularnie, by obronić pracę licencjacką w terminie. Termin obrony przesunęłam na grudzień. Skąd pomysł na ten rodzaj studiów?

Zainteresowania. Ciekawi mnie współczesna gospodarka, stosunki międzynarodowe, generalnie zainteresowana jestem współczesnym światem, polityką. Każdy wybór podejmuję zdecydowanie indywidualnie, i tak było przy wyborze kierunku studiów. Czy to znaczy, że…

Weronika Deresz Ur. 05.09.1985 Studia X III r. Międzywydziałowych Studiów Europejskich w Centrum Europejskim UW. Kierunek – europeistyka Klub X WTW Warszawa Dotychczasowe wyniki

X Mistrzostwo Polski nieprzerwanie

w latach 2000–2007, i pewnie 2008 też! W sumie ponad 30 medali MP X I miejsce Młodzieżowych MŚ 2007 w kategorii 2xKL X III miejsce Młodzieżowych MŚ 2006 w kategorii 2xKL X II miejsce AMŚ 2006 w kategorii 2xKL Zainteresowania podróże i zwiedzanie świata nauka języków obcych kultura Ameryki Południowej muzyka, szczególnie latino i smooth jazz X giełda i rynki finansowe X X X X

Trudno mnie do czegokolwiek przekonać. Może z niektórych rozmów pamiętam i wyciągam tylko pojedyncze sugestie, które są dla mnie ważne, bo tak naprawdę jestem życiowym uparciuchem. Jak udaje ci się studiować i być członkinią kadry narodowej?

Momentami trudno jest pogodzić dwie sfery życia, którym teraz poświęcam swój czas. Jako że dziekan jest bardzo łaskawy, przyznał mi indywidualny tok studiów, który znacznie ułatwia mi studiowanie. Mam go od II roku studiów, bo na I jeszcze nie byłam w kadrze i brak było podstaw do wystąpienia o sprawę. Czy społeczność akademicka identyfikuje cię z wioślarstwem?

Nie bardzo. Wydaje mi się, że wioślarstwo nie jest popularnym sportem ani w kręgach studenckich, ani generalnie w Polsce. A szkoda. W tej dyscyplinie mamy wielu wspaniałych młodych ludzi, mistrzów świata, medalistów olimpijskich (na dwójce – Tomasz Kucharski, Robert Sycz czy czwórce podwójnej – Adam Korol, Michał Jeliński, Marek Kolbowicz, Konrad Wasilewski), ale tak naprawdę nie są oni twarzami popularnymi. Wioślarstwo nie jest sportem kochanym przez świat medialny.

To piękna dyscyplina sportu, rozgrywana na wspaniałych obiektach, w otoczeniu przyrody…

Pojedyncze kadry filmowe może wyglądałyby ładnie, ale generalnie wyścigi są dość nieciekawe, wbrew pozorom statyczne jak na kilkuminutowy przekaz telewizyjny. Wioślarstwo jest piękne w wybranych ujęciach, ale trzeba umieć je realizować. Najbardziej widowiskowe są wyścigi ósemek. One są zawsze ostatnie w programie każdych zawodów. Często mówi się, że kto ma mocną osadę ósemki, ten ma mocne wioślarstwo. Na starcie finału staje 6 osad, ponad 50 zawodników, i to jest widowiskowe pływanie, które wyzwala niezwykłe emocje. W Wielkiej Brytanii, we Włoszech, Rumunii czy Niemczech to sport z tradycjami i znany całym rzeszom sympatykom.

Fakt, że wioślarstwo robi cały czas furorę w tych państwach. Mało – identyfikowane jest ono jako sport narodowy. Trudno o taką jego sławę u nas, kiedy np. w samym Berlinie jest ponad 45 klubów wioślarskich, a w całej Polsce – 41. Nawet te proste dane świadczą o skali popularności. Kiedy zaczęłaś uprawiać wioślarstwo?

Podczas wakacji w 1998 roku. Zadecydował o tym zupełny przypadek. Namówił mnie sam Kajetan Broniewski, i tak się zaczęło. W domu rodzinnym nie mam żadnych tradycji sportowych. Kiedy powiedziałam o tym fakcie rodzicom, mama stwierdziła, że to kolejny mój wybór, po łucznictwie i lekkoatletyce, i może mi przejdzie. Wtedy wolała, żebym miała świadectwa z czerwonym paskiem niż medale, teraz oczywiście to się zmieniło. W przypadku wioślarstwa najpierw wciągnęła mnie atmosfera, grupa przyjaciół, potem dopiero sport. Ale to właśnie fakt, że pokochałam ludzi i atmosferę z klubu, zaowocowało rzetelną pracą treningową, rywalizacją, a z czasem wynikami sportowymi. Przyznasz, że musiałaś się bardzo mocno emocjonalnie zaangażować. Wioślarstwo jest przecież trudnym i ciężkim sportem.

W pierwszych latach, w najmłodszych kategoriach wiekowych, kiedy wchodzi się do grupy dzieci, która jest grupą odniesienia, nie jest to trudne. Razem się trenuje, razem się jeździ na obozy, razem chodzi do kina, na imprezy. W grupie zawsze jest łatwiej, to człowieka trzyma, uskrzydla emocjonalnie, generalnie dużo ludzi zostaje w wioślarstwie dla całej tej otoczki, dla atmosfery, którą sami budujemy. Zaangażowanie emocjonalne pociąga zaangażowanie fizyczne, czyli pracę szkoleniową, starty. Wszystko to zajmuje dużo czasu, w którym są pierwsze wzloty, upadki, porażki, zwycięaps nr 08 2007 (256)


stwa. Poza konkurencją skifu jest to sport zespołowy, i to jest w nim najważniejsze. Umiałaś dobrze pływać, kiedy zaczęłaś treningi na wodzie?

Miałam kartę pływacką. Umiałam pływać, ale nie ciągnęło mnie do wody, więc tym bardziej zaskoczyła mnie moja decyzja co do trenowania wioślarstwa. Dużo wioślarze pływają?

Zimą mamy treningi na basenie, potem bieganie, czyli budowanie podstawowej wydolności organizmu. W jakich osadach ustawiają cię trenerzy?

Od początku pływałam w wiosłach krótkich. Jestem zbyt niska i drobnej budowy do pływania na wiosłach długich. By zaistnieć w międzynarodowych wiosłach długich trzeba mieć powyżej 1,80 cm wzrostu. Co prawda, by osiągać wyniki musiałam czekać 5 lat, bo waga lekka jest od kategorii młodzieżowej, ale była to mocna szkoła przetrwania. Teraz mogę pływać w kategorii, do której pasuję i robić w niej wyniki. Potraktowałam ten czas jako naukę techniki wioślarskiej i budowanie wydolności organizmu. Większość sukcesów miałam w dwójce, i to jest moja konkurencja, chociaż pływam też na czwórce. Najdłużej pływam z Karoliną Widun na dwójce podwójnej. Nie interesuje cię skif?

Na jedynce jest trochę samotnie. Nie ma z kim dzielić radości pływania i osiąganych sukcesów. Zostałaś medalistką tegorocznych MPSzW w Ergometrze Wioślarskim. Lubisz ergometr?

To niewdzięczna maszyna, ale sama zgłosiłam się do KU AZS Uniwersytetu, by się sprawdzić. Mam takie prawo jako studentka Uniwersytetu. Pokonałam zdecydowanie rywalki, ale tak

naprawdę trzeba powiedzieć, że w tym roku nie startowała w tych zawodach wyczynowa czołówka. Mogłam popłynąć jeszcze lepiej, ale nikt mnie nie naciskał. W roku 2006 miałam o 2 sekundy lepszy czas, ustanawiając rekord uniwersytecki w Polsce w walce bezpośredniej. Mimo że reprezentuję WTW, byłam dwa razy sterniczką ósemki Uniwersytetu Warszawskiego na regatach w Mediolanie i Belgradzie.

Polski Seniorów i Młodzieżowych wywalczyłam w sumie 4 medale – 2 złote i 2 srebrne.

Później był sezon na wodzie. Jak go ocenisz?

Czas studiów i sportu to wspaniały okres w życiu człowieka, ale zastanawiasz się co dalej?

Tegoroczny sezon był najlepszy ze wszystkich moich dotychczasowych. Mogę powiedzieć, że nawet przerósł moje oczekiwania. Udało mi się spełnić moje najskrytsze marzenie sportowe i stanąć na najwyższym stopniu podium Młodzieżowych Mistrzostw Świata. Wywalczyłam złoty medal w kategorii 2xKL z moją zeszłoroczną partnerką z osady – Karoliną Widun. Poza tym brałam udział w dwóch edycjach Pucharu Świata, a na Mistrzostwach

Z jakim trenerem pracujesz?

W kadrze seniorek z trenerem Jerzym Brońcem, a w kadrze młodzieżowej trenerzy zmieniają się jak w kalejdoskopie, choć koordynatorem jest Mariusz Szumański. W klubie jestem od 7 lat pod okiem trenerki Danuty Kotwińskiej.

Często. Wiem, że jak najdłużej chciałabym pozostać w sporcie, na tyle ile tylko pozwoli zdrowie i jak długo będę osiągała wyniki. Gdyby ten okres się przedłużał, a nie byłoby w nim realizacji celów, żadnych osiągnięć, dobrych wyników, to należy szukać czegoś innego, próbować realizować się w inny sposób. Nie zależy mi na tym, by tylko zapełnić zajęciami ten okres życia, ale na zrealizowaniu się i ciągłym odnajdywaniu satysfakcji w tym, co robię, i na czerpaniu z tego radości. Jak młoda dziewczyna może wytrzymać w takim organizacyjnym reżimie?

Jest to kwestia charakteru, cech osobistych. Mnie to odpowiada, realizuję się poprzez studiowanie i wioślarstwo wyczynowe. Jestem zadowolona i zaangażowana w to emocjonalnie, choć trzeba płacić różnymi wyrzeczeniami, chociażby brakiem wolnego czasu i rezygnacją z części życia osobistego. Cały czas stawiam sobie cele, by sięgać po najwyższe laury w wioślarstwie, najpierw MMŚ, potem MŚ w kategorii seniorskiej, po start w olimpijskich regatach, bo o udział w nich będę walczyć. Tym bardziej że mam wzorce w kadrze narodowej, a są nimi moje koleżanki: Ilona Mokronowska czy Julia Michalska. Rozmawiała Halina Hanusz Foto ze zbiorów Moniki Deresz www.azs.pl


[rozmowa]

Obiekty to podstawa!

Foto Biuro Rektora Uniwersytetu Gdańskiego

Rozmowa APS z prof. dr. hab. Januszem Rachoniem, JM Rektorem Politechniki Gdańskiej Serdeczne gratulacje. Kolejny raz z rzędu studenci Politechniki Gdańskiej dominowali w sportowej rywalizacji, kończąc XXIV Mistrzostwa na I miejscu wśród politechnik i na II miejscu wśród wszystkich szkół wyższych. To olbrzymi wysiłek organizacyjny i finansowy. Czy uczelnia w jakiś specjalny sposób zachęca studentów do tej aktywności?

Dziękuję za gratulacje, rzeczywiście jest to duży wysiłek zarówno organizacyjny, jak i finansowy. Uczelnia nasza od lat stwarza warunki do rozwoju i aktywności studenckiej kultury fizycznej. Są to działania na wielu płaszczyznach, odwołujące się do świadomości studentów, ale także i stymulujące, żeby nie powiedzieć wymuszające pewne zachowania czy postawy prosportowe. Te ostatnie to głównie korzyści wynikające z faktu godnego reprezentowania Uczelni w rozgrywkach sportowych. Zaliczyć do nich możemy: stypendia sportowe, nagrody finansowe za zdobycie medali w Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych, możliwość uzyskania indywidualnego toku studiów, preferencje w przydzielaniu miejsc w akademiku, udział w obozach sportowych. Także kadra naukowo-dydaktyczna stara się pomóc studentom-sportowcom poprzez ułatwienie w uzgadnianiu terminów kolokwiów, zaliczeń czy egzaminów. Na świadomość staramy się wpływać poprzez prowadzenie zajęć z wychowania fizycznego na wysokim poziomie, poprzez organizowanie imprez rekreacyjno-sportowych, które zachęcałyby do uprawiania sportu, a także przez właściwą organizację i poziom merytoryczny w pracy sekcji sportowych Klubu Uczelnianego AZS Politechniki Gdańskiej. W tej ostatniej dziedzinie nie do przecenienia jest postawa studentów i trenerów.

Statystyki dotyczące polskich szkół wyższych nie są optymistyczne. Wynika z nich, że tylko kilka procent ogółu studiującej młodzieży akceptuje aktywny styl wypoczynku. Tylko nieliczni ćwiczą na co dzień w sekcjach AZS, chodzą na inne zajęcia rekreacyjne. Czy osoba, która nigdy nie zaznała systematycznych zajęć sportowych, może w dorosłym życiu właściwie korzystać z dobrodziejstwa rekreacji, relaksu, sportowego zmęczenia? Kiedy się ma tego nauczyć jak nie w okresie edukacji? Jak to jest ze studentami Politechniki w Gdańsku?

Statystyki nie kłamią, myślę że Politechnika Gdańska nie odbiega tutaj od normy ogólnopolskiej. Przyczyny tego stanu rzeczy są właściwie powszechnie znane: zaniedbania w tej dziedzinie zaczynają się od najmłodszych lat, i to zarówno ze strony instytucji odpowiedzialnych za kulturę fizyczną, jak i szeroko pojętego otoczenia społecznego. Uczelnia wyższa to już ostatnie miejsce, kiedy i gdzie jeszcze możemy wpłynąć na młodego człowieka, uświadamiając mu rolę systematycznego uprawiania sportu na poziomie rekreacyjnym. Oczywiście nie dotrzemy już do wszystkich, ale myślę, że każdy procent uzyskany na tym polu jest cenny. Przed wieloma laty sportowy kompleks Politechniki był wzorem i śnił się po nocach wielu pasjonatom uczelnianej kultury fizycznej. Czas zrobił swoje, teraz to wszystko zaczyna trochę straszyć. Jakie są plany uczelni w zakresie modernizacji i rozbudowy obiektów sportowych?

Obiekty sportowe to podstawa, oprócz ludzi oczywiście, to fundament dla możliwości, jakie niesie za sobą uczestnictwo w szeroko pojętej kulturze fizycznej. Władze uczelni doskonale zdają sobie sprawę z tego faktu, jednak szkoła wyższa funkcjonuje teraz w złożonym systemie gospodarki rynkowej, trzeba liczyć się z realnymi możliwościami finansowymi. Poza tym stanęliśmy przed problemem: remontować za duże pieniądze stary obiekt czy wybudować za jeszcze większe pieniądze nowy kompleks sportowy. To drugie rozwiązanie zostało zaakceptowane jako rozsądniejsze i przystąpiliśmy do jego realizacji. Uregulowaliśmy już stosunki formalno-prawne i własnościowe. Jesteśmy właścicielem pokaźnego terenu, na którym w ramach Akademickiego Centrum Sportowego planujemy wybudowanie szeregu obiektów i urządzeń sportowych. Będą to między innymi: hala widowiskowo-sportowa z zapleczem technicznym i hotelowym, boisko piłkarskie ze sztuczną trawą, korty te-

nisowe zakryte i odkryte, ścianka do wspinaczki sportowej, boiska do koszykówki i siatkówki, hala do squasha, urządzenia lekkoatletyczne. Cały teren powinien zostać oświetlony i ogrodzony. W założeniach będzie on służył nie tylko studentom Politechniki Gdańskiej, ale całemu środowisku akademickiemu Gdańska. Kilka lat temu uczelnia zainicjowała program wychowania morskiego. W ramach Europejskiego Roku Wychowania przez Sport powstała koncepcja wielorakich działań. Czy widać jakieś efekty tego programu, czy wzrosło zainteresowanie młodzieży akademickiej żeglarstwem?

Żeglarstwo jest specyficzną dyscypliną sportu, która wymusza pracę zespołową, a ponadto uczy porządku, odpowiedzialności, pragmatyzmu, dyscypliny, zachowań w sytuacjach ekstremalnych, a więc wszystkich tych cech, które są nieodzowne, aby osiągnąć sukces w dzisiejszym świecie. W program rozwoju żeglarstwa na Politechnice Gdańskiej włączają się nie tylko organizacje sportowe, ale także naukowe. Przykładem tutaj jest Koło Chemików Politechniki Gdańskiej, które obok działalności naukowej prowadzi również obozy żeglarskie, na których studenci zdobywają patenty żeglarskie. I tak w sumie w ubiegłym sezonie letnim w ramach zrealizowanych szkoleń przez Politechnikę Gdańską około 300 studentów zdobyło patent żeglarski, 16 osób wzięło udział w kursie instruktora żeglarstwa, 55 osób w kursie motorowodnym, 83 osoby w kursie żeglarstwa jachtowego oraz 15 w kursie na sternika jachtowego. Koło Naukowe Studentów Technik Okrętowych na PG „Korab” było w tym roku organizatorem International Waterbike Regatta Gdańsk 2007, co było możliwe dzięki zwycięstwu w tych regatach w poprzednik roku w Stambule. Członkowie koła zbudowali również wodolot napędzany siłami mięśni ludzkich oraz jednostkę pływającą napędzaną energią słoneczną. Jednostki te uczestniczyły w imprezach Baltic Sail Days, targach Wiatr i Woda oraz Baltexpo, wzbudzając bardzo duże zainteresowanie. Podsumowując, program wychowania morskiego realizowany na Politechnice Gdańskiej przynosi wymierne efekty i okazał się dużym sukcesem. Trzeba też nadmienić, że dodatkową zaletą wprowadzania szkoleń żeglarskich dla młodzieży jest tworzenie lobby na rzecz gospodarki morskiej. Dziękujemy za rozmowę. aps nr 08 2007 (256)


[rozmowa]

Bogactwo zajęć Rozmowa APS z prof. dr hab. Ryszardem Borowieckim, Rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

szkół. Jak długo realizowały się krakowskie marzenia i co zadecydowało o ostatecznym sukcesie inwestycyjnym?

Pomysł na rozbudowę uczelnianych obiektów sportowych narodził się już dawno, ale dopiero pod koniec lat 90. pojawiły się możliwości jego realizacji. Pierwsze prace budowlane ruszyły w 1995 r., a w roku 1998 do użytku przekazana została hala sportowa. W ciągu następnych dwóch lat sukcesywnie oddawano kolejne segmenty pawilonu sportowo-dydaktycznego, by w maju 2000 roku otwarciem basenu zakończyć inwestycję. Nie byłoby to możliwe bez ogromnego wysiłku całego środowiska akademickiego, środków pozyskiwanych ze źródeł zewnętrznych oraz otrzymywanych niewielkich dotacji. Czy studenci Uniwersytetu Ekonomicznego preferują aktywny model wypoczynku, czy domagają się dodatkowych zajęć oferowanych przez uczelnię? Czy dzięki obiektom sportowym widać większe zainteresowanie wychowaniem fizycznym?

Serdeczne gratulacje, kolejny raz z rzędu studenci krakowskiej uczelni zakończyli rywalizację sportową Mistrzostw na podium wśród szkół ekonomicznych. To olbrzymi wysiłek organizacyjny i finansowy. Skąd się bierze na uczelni taki pozytywny klimat dla sportowej działalności?

Władze Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie dokładają wszelkich starań, by jego wychowankowie, zdobywając wiedzę i kształtując ducha, mogli także zadbać o wszechstronny rozwój, w tym fizyczny. Przejawia się to w udzielaniu wsparcia różnym formom działalności studentów i ich organizacjom. Jedną z najbardziej aktywnych organizacji jest Akademicki Związek Sportowy, który aktualnie liczy blisko 800 aktywnych członków. Uczelnia stworzyła bardzo dobre zaplecze do realizowania sportowych pasji. Studenci mają do swojej dyspozycji wielofunkcyjną halę sportową, kryty basen z ozonowaną wodą, kort tenisowy, boisko i siłownię. Co niemniej ważne, nasze Studium Wychowania Fizycznego i Sportu zapewnia wysoko wykwalifikowaną kadrę. Sportowy sukces jest także okazją do zaległych gratulacji z racji pomyślnego zakończenia budowy uczelnianych obiektów sportowych. Mieć własną halę, basen to marzenie wielu

www.azs.pl

Choć nasi studenci bardzo ambitnie podchodzą do rozwijania swojej wiedzy i umiejętności, odpowiadających wymagającemu profilowi studiów, to starają się jednak aktywnie uczestniczyć w sportowym życiu uczelni. Do większego zainteresowania aktywnością fizyczną zachęcają studentów nie tylko nowoczesne obiekty sportowe, ale i proponowane w nich bogactwo zajęć. AZS uczelni oferuje ponad 30 sekcji sportowych, w tym m.in. takie dyscypliny jak: narciarstwo alpejskie/snowboard, tenis ziemny, lekkoatletyka, piłka ręczna, koszykówka, siatkówka, pływanie, tenis stołowy, strzelectwo, kulturystyka, żeglarstwo i inne. Uprawiane są również bardziej wyrafinowane sporty – np. golf, dart czy różnorodne sztuki walki – np. capoeira, chen tajji, karate kyokushin. Uczelniany AZS próbuje inicjować wiele wydarzeń sportowych, pojawia się wizja ligowych zespołów. Czy na uniwersytecie będzie także miejsce dla tego sportu przez większe „S”?

To prawda, uczelniany AZS inicjuje wiele wydarzeń sportowych o randze międzynarodowej, ogólnopolskiej, a także lokalnej. Organizuje również własne, cykliczne ogólnopolskie imprezy sportowe, m.in. Memoriał im. Wacława Obuchowicza w Siatkówce Kobiet i Mężczyzn, Mistrzostwa Bowlingu czy Otwarte Mistrzostwa w Narciarstwie Alpejskim i Snowboardzie. Do najbardziej popularnych form wychowania fizycznego należą obozy narciarskie, rowerowe, windsurfingowe i wodne. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie już uprawia się sport przez duże „S”, czego wymownym dowodem są występy zespołu siatkarek AZS Shell Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie w rozgrywkach II ligi. Dziękujemy za rozmowę.

Foto Rafał Cygan/UE Kraków


kich, które w okresie letnim służą jako baza zgrupowań sportowych ekip z całej Polski. Do tego fantastyczna tradycja, która – powiedziałbym – jest unikalna, ponieważ sport zaczął się tu rozwijać razem z powstaniem pierwszej uczelni, czyli Wyższej Szkoły Rolniczej, a było to ponad 50 lat temu. Kortowo przypomina mi bardzo mocno kampus Cornell University w Itace w USA, położony także nad pięknym jeziorem – w mieście, które żyje z Uniwersytetu i dla Uniwersytetu. Sport odgrywa tam również bardzo ważną rolę. Tyle że jest tam większa baza sportowa. My nie mamy jeszcze pływalni, hali

a AZS ciągle mierzy w najwyższy stopień podium. Utrzymanie takie poziomu to olbrzymi wysiłek organizacyjny i finansowy. Jak udaje się to w Olsztynie?

Siatkówka profesjonalna stała się w tej chwili w Polsce dyscypliną typowo komercyjną. Sport ten stał się na tyle ważny i prestiżowy, że bez pieniędzy nic się nie zrobi. Początkowo, kiedy obejmowałem funkcję rektora (1999 rok), zastaliśmy siatkówkę w złej sytuacji. Byliśmy w I lidze serii B, potem dzięki firmie Indykpol udało nam się awansować do serii A. W tamtych czasach mieliśmy budżet w granicach kilkuset tysięcy złotych. Ponieważ coraz bardziej siatkówka męska się komercjalizowała, budżet był niewystarczający. Wreszcie w 2001 roku pozyskaliśmy strategicznego sponsora PZU, z którym współpracowaliśmy do 2007 roku. Dzięki PZU udało nam się zdobyć dwukrotnie srebrny i dwukrotnie brązowy medal Mistrzostw Polski. Staliśmy

Wyjątkowy klimat Rozmowa z prof. dr. hab. Ryszardem Góreckim, Rektorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Prezesem Klubu AZS tej Uczelni Uniwersytet Warmińsko-Mazurski to bastion sportu akademickiego w tym regionie Polski. Wymiar historyczny to kilkadziesiąt lat aktywności i sukcesów, obiekty, wielu wspaniałych sportowców, trenerów. Ziarno posiane w latach 50. przez prof. Wiktora Wawrzyczka ciągle wydaje plony. Kolejni rektorzy kortowskiej uczelni dokładają cegły do tej budowli, często piastując również funkcje w strukturach AZS. Czy jako aktualny włodarz Uniwersytetu czuje pan profesor ten nadzwyczajny klimat dla sportu?

Jest tu wyjątkowy klimat do uprawiania sportu. Przepięknie położone miasteczko studenckie Kortowo, jakiego nie ma w całej Polsce. Kampus usytuowany nad Jeziorem Kortowskim, otoczony lasami, ma wewnątrz praktycznie całą infrastrukturę potrzebną do życia z przyzwoitą bazą sportową, jak stadion LA z nawierzchnią tartanową, wyremontowaną w tym roku halą sportową, przystanią żeglarską, ośrodkiem jeździeckim, kortami tenisowymi czy powstałymi niedawno boiskami wielofunkcyjnymi do gier zespołowych. Należy wspomnieć o domach studenc-

z prawdziwego zdarzenia czy lodowiska – prawdziwego centrum sportowego, gdzie można by było prowadzić również zajęcia rekreacyjne typu aerobik, ale myślę, że już niedługo zacznie się realizacja naszych planów. No właśnie, cała Polska zazdrościła przed laty, wtedy jeszcze ART, obiektów sportowych. Czy wizja rozwoju Uniwersytetu zakłada też inwestycje w taką bazę?

Mamy plany budowy Akademickiego Centrum Sportowego, gdzie będzie pływalnia, lodowisko oraz duża piękna hala sportowa mogąca pomieścić 3 tysiące widzów. To niezbędne przy ubieganiu się o organizację imprez międzynarodowych – nie tylko siatkarskich, ale i imprez typu Akademickie Mistrzostwa Świata i Europy. Jesienią tego roku pojawiła się bardzo duża, realna szansa uzyskania pierwszych pieniędzy na realizację tego projektu. Mówię tu o pływalni – Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego deklaruje finansowanie tego przedsięwzięcia w wysokości 20 mln zł. Czekam na ostateczną decyzję. I jeżeli taka decyzja zapadnie, będziemy mieli w ciągu 2 lat pływalnię, z której będzie mogła korzystać nie tylko społeczność akademicka, ale i mieszkańcy Olsztyna. Wizytówką sportową Uniwersytetu jest sekcja siatkówki, od lat jeden z czołowych zespołów polskiej ekstraklasy. Z drużyny uczelnianego AZS powstała sportowa spółka akcyjna AZS. Zmieniają się zawodnicy, trenerzy, sponsorzy,

się czołówką ligi siatkarskiej w Polsce. Mecze stoją na wysokim poziomie nie tylko sportowym, ale i organizacyjnym. W ubiegłym roku mogliśmy się szczycić trzema wicemistrzami świata w siatkówce (Paweł Zagumny, Michał Bąkiewicz, Wojciech Grzyb). Ponieważ jednak rynek sportowy się zmienia, zmieniły się także wymagania finansowe zawodników. Środki pochodzące z PZU nie wystarczały na kolejny sezon, na pokrycie budżetu i realizację zadań, jakie sobie zaplanowaliśmy. Trzeba więc było szukać kolejnego sponsora. Żałuję bardzo, że PZU nie zgadzało się na umieszczenie w drugim członie nazwy drużyny drugiego sponsora. Na szczęście udało nam się znaleźć nowego strategicznego sponsora, jakim jest Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol – największa firma mleczarska w Europie Środkowej. Przy okazji muszę dodać, że jest to amerykański przykład rozwiązania problemu: absolwent uczelni, który rozwinął wielką firmę, postanowił pomóc swojej byłej Uczelni. Mówię tu o prezesie SM Mlekpol Edmundzie Borawskim, który studiował przed laty w Kortowie. Umowa z Mlekpolem podpisana jest na rok z możliwością przedłużenia o kolejne dwa lata. Cieszymy się, że SM Mlekpol zna realia dzisiejszych czasów i jest otwarta na wzajemną partnerską współpracę z nowymi potencjalnymi sponsorami. Podpisanie umowy sponsorskiej z Mlekpolem nie było łatwe, ale się udało. I jest to zaaps nr 08 2007 (256)


sługa także naszych profesorów, którzy współpracują z tą firmą. Zdajemy sobie też sprawę, że dzięki m.in. naszym profesorom z Wydziału Nauki o Żywności firma Mlekpol tak się rozwija. Siatkówka AZS Olsztyn to profesjonalna ekipa – czy przydomek akademicki jeszcze w tym zakresie coś może zdaniem pana profesora oznaczać?

My jesteśmy klubem sportowym, sekcją siatkówki czy też spółką akcyjną typowo akademicką. Praktycznie kontrolę nad całością ma Uniwersytet. Członkowie Zarządu Spółki Akcyjnej to wykładowcy Uniwersytetu z tytułem doktora, Przewodniczącym Rady Nadzorczej jest prof. Andrzej Koncicki – prorektor naszej Uczelni. Członkiem Rady Nadzorczej jest dziekan Wydziału Nauki o Żywności – prof. Stefan Ziajka. A więc 4/5 władz Spółki to pracownicy UWM. To UWM bierze na siebie ciężar pozyskiwania sponsorów. Chcielibyśmy mieć umowę prawną, aby Uniwersytet mógł kupić akcje spółki, które obecnie należą w 100 % do KS AZS UWM. Znajdziemy rozwiązanie prawne i jest to nasze zadanie na najbliższy czas. Chcemy kupić akcje w ilości powyżej 50%, aby Uczelnia miała pakiet kontrolny. Jesteśmy otwarci na sprzedaż akcji, ale głównie dla pracowników Uczelni. Już pojawiają się chętni, którzy chcieliby nabyć udziały w Spółce. Nie można pozwolić, aby tradycje oraz kilkudziesięcioletni wysiłek został sprzedany w obce ręce. To ma być sport akademicki, to ma być spółka firmująca Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Proszę zwrócić uwagę, że większość zawodników Mlekpol AZS Olsztyn to studenci UWM. Przykład Grzegorza Szymańskiego, nowego naszego zawodnika, który już złożył aplikację o przyjęcie na studia zaoczne. Paweł Papke oraz Paweł Zagumny ukończyli studia licencjackie na kierunku Stosunki Międzynarodowe. Ten drugi chce kontynuować naukę na studiach magisterskich. Wojciech Grzyb i Paweł Kuciński to nasi absolwenci. Marcin Możdżonek, Marcin Kudłacik, Łukasz Szablewski to również nasi studenci. Michał Ruciak studiuje w Olsztyńskiej Szkole Wyższej. Są zadowoleni, że mają możliwość łączenia zawodowego uprawiania sportu z nauką, ponieważ wiedzą, że do końca życia nie będą grać w siatkówkę. Pewnie wielu rektorów polskich uczelni chciałoby mieć siatkówkę na tak wysokim poziomie?

Moi koledzy rektorzy, z którymi spotykam się na Konferencjach Rektorów, rozmawiają często ze mną na temat siatkówki, pytają, jak udało nam się to osiągnąć, że mamy tak wspaniały zespół siatkarzy. Tak jak pan wspomniał, wielu rektorów chciałoby mieć taką wizytówkę na uczelni. Ostatnio www.azs.pl

rektor Politechniki Warszawskiej pytał, co zrobić, aby mieć tak wspaniałą drużynę siatkarską. Uważam, że to też przykład amerykańskiego rozwiązania – silny uniwersytet ma swoją silną drużynę w grach zespołowych. Często po meczach dzwonią do mnie koledzy rektorzy: – Oglądałem twoją drużynę, gratuluję wyniku!, przesyłają sms-y. Nie ukrywam też, że siatkarze czy inni sportowcy, osiągając wysokie wyniki, są magnesem dla kandydatów na studia. W tym roku, przy niżu geograficznym, mieliśmy ogromną liczbę kandydatów na studia, a przecież wiele uczelni miało problemy z rekrutacją. W anegdotach o światowych uniwersytetach ponoć wypada się chwalić na równi noblistami, jak i mistrzami olimpijskimi. Kiedy Uniwersytet będzie miał ponownie w swoich szeregach bohaterów igrzysk? Czy współczesna polska uczelnia może mieć takie ambicje?

My mamy cały czas takie ambicje. Mirosław Rybaczewski czy Zbigniew Lubiejewski – mistrzowie olimpijscy z Montrealu to byli nasi studenci. Jest tu jedna z najlepszych, jeżeli nie najlepsza w kraju sekcja taekwondo, jest LA, żeglarstwo, jeździectwo, II-ligowa piłka ręczna oraz koszykówka, szachy, karate, badminton, tenis. Mamy około 20 kortów tenisowych oraz balon do gry w tenisa. Nasi badmintoniści zdobyli w tym roku medal w Mistrzostwach Polski. Szczycimy się tym, że ostatnio nasz student Kacper Kozłowski, zawodnik AZS, osiągnął wspaniały wynik na Mistrzostwach Świata w LA, wyprowadzając w ostatniej zmianie sztafety 4 x 400 m zespół na 3. miejsce. To dopiero drugi medal na MŚ w LA w historii Warmii i Mazur. A pamiętam, jak 3 lata temu klub Gwardia Olsztyn stanął przed faktem likwidacji i zwrócił się do nas o włączenie ich zawodników do AZS. Były głosy krytyczne, ale podją-

łem decyzję, że mając obiekty sportowe damy im możliwość dalszego uprawiania sportu w barwach AZS Olsztyn. I to teraz przynosi efekty. Żałuję, że naszych wyników sportowych nie dostrzegają organizatorzy rankingów polskich uczelni. W ostatnich 2 latach dostawaliśmy jedno z najgorszych miejsc za osiągnięcia sportowe, podczas gdy ZG AZS pokazał w swych statystykach, że byliśmy na pierwszym miejscu poza AWF w rankingu za sport młodzieżowy, nie wspominając o medalach na Mistrzostwach Świata i Europy Seniorów. W tym roku zajęliśmy też 5. miejsce w typie uniwersytetów i 11. miejsce w klasyfikacji ogólnej MPSzW. Nie wiem skąd się bierze tak niska pozycja w rankingach. Może ostanie sukcesy znajdą odzwierciedlenie w kolejnych rankingach. Musimy też zadbać o silniejsze środowisko w AZS, przy współpracy z innymi uczelniami w Olsztynie. Mam tu na myśli szczególnie Olsztyńską Szkołę Wyższą, której to władze także bardzo poważnie podchodzą do sportu. Powstają tam nowe obiekty sportowe. Chcemy mieć w Olsztynie Akademickie Centrum Szkolenia Sportowego i mam nadzieję, że przy naszych tradycjach, możliwościach, obiektach i zaangażowaniu będzie tu coraz silniejszy sportowo ośrodek akademicki. Znajduje pan czas, by uprawiać sport?

Gram w tenisa. Przynajmniej raz w tygodniu. Nauczyłem się tej gry 6 lat temu w wieku 50 lat. Rozumiem, jak ważną rolę odgrywa stan psychiki podczas gry. Komfort psychiczny odgrywa większą rolę niż forma fizyczna. Rozumiem zawodników, trenera, ich zachowanie na boisku, kiedy czuje się zmęczenie. Potrzebuję tego tenisa, aby odreagować stres po codziennej pracy. Jeżeli nie gram kilka dni, czegoś mi brakuje. Dziękujemy za rozmowę.

Foto Zbigniew Michalak


[rozmowa]

Najtańsza profilaktyka Rozmowa z prof. dr hab. Andrzejem Lewińskim, Rektorem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi Zakończyła się sportowa rywalizacja akademii medycznych. Uczelnia łódzka zakończyła ją na najwyższym podium. Gratulacje. To po wielu latach hegemonii Poznania i Wrocławia mała sensacja. Jak pan Profesor odbiera ten sukces?

Z radością i ogromnym uznaniem dla naszych sportowców. Osiągnięty wynik to efekt dobrej pracy trenerów oraz Zarządu Klubu Uczelnianego AZS i pracowników Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Uniwersytetu Medycznego. Pierwsze miejsce naszej uczelni w grupie uczelni medycznych to z jednej strony – jak to Pan określił – mała sensacja, ale z drugiej to powrót do ścisłej czołówki, gdyż – przypomnę – w przeszłości Akademia Medyczna w Łodzi stawała już na najwyższym podium w tej klasyfikacji. Ze stron internetowych można wyczytać, że od roku 1993 był pan Profesor kuratorem uczelnianego AZS. Czy to wynik zainteresowań czy efekt młodzieńczych sportowych pasji?

Funkcja kuratora Klubu Uczelnianego AZS, którą z ogromną satysfakcją pełniłem, zdecydowanie wiązała się z moimi sportowymi zainteresowaniami – mam duszę kibica – ale także z aktywnym sportowo okresem mojego życia. Przez wiele lat, niemal zawodowo i z wieloma sukcesami, uprawiałem wioślarstwo, trenowałem judo, a ponadto reprezentowałem Uczelnię w piłce nożnej. Dlatego też sukcesy i porażki zawodników naszego Klubu odbieram bardzo emocjonalnie.

widualnych zainteresowań oraz nawyków ruchowych. Na Uczelni w ostatnich latach daje się zauważyć wzrost zainteresowania uprawianiem sportu i rekreacji fizycznej. Dlatego też proponujemy naszym studentom wiele form czynnego wypoczynku: organizujemy obozy sportowe i rekreacyjne, prowadzimy szkolenia motorowodne i żeglarskie oraz kursy ratownictwa wodnego, a ponadto powołaliśmy następujące sekcje sportowe: jeździecką, wspinaczkową, strzelecką, turystyczną, wioślarską, trójboju siłowego, sportów obronnych, a także tańca towarzyskiego. Tym samym tworzymy przyszłym lekarzom możliwości poznania na własnym organizmie, jak reaguje człowiek na zwiększony wysiłek fizyczny. Statystyki są raczej zastraszające. Wynika z nich, że tylko kilka procent ogółu studiującej młodzieży akceptuje aktywny styl wypoczynku. Tylko nieliczni ćwiczą na co dzień w sekcjach AZS, chodzą na inne zajęcia rekreacyjne. Czy wykształcony człowiek, na przykład przyszły lekarz, może być kompletnym ignorantem w zakresie ćwiczeń cielesnych? Czy osoba, która nigdy nie zaznała systematycznych zajęć sportowych, może w dorosłym życiu właściwie korzystać z dobrodziejstwa rekreacji, relaksu, sportowego zmęczenia?

Mens sana in corpore sano, czyli W zdrowym ciele zdrowy duch – tę oczywistą prawdę wypowiedział już Sokrates, a także Galen, jeden z najznakomitszych starożytnych lekarzy. Oznacza ona tak-

że, że niezwykle ważna jest umiejętność zachowania odpowiednich proporcji pomiędzy czasem intensywnej pracy intelektualnej a czasem poświęconym na rozwijanie lub chociaż utrzymanie dobrej kondycji fizycznej. Wszak ruch to najtańsza profilaktyka – dlatego każdy, bez względu na wiek, powinien korzystać z różnych form aktywności fizycznej. Wielu naszych nauczycieli akademickich to byli sportowcy i trening sportowy uczył ich systematyczności i umiejętności dysponowania czasem. Od 2002 roku rozpoczął się uniwersytecki rozdział w historii Uniwersytetu Medycznego? Uczelnia urosła. Pojawiły się obiekty sportowe. Czy są jeszcze jakieś marzenia związane z uczelnianym sportem, które chciałby pan profesor zrealizować?

Po połączeniu w 2002 roku Akademii Medycznej i Wojskowej Akademii Medycznej – Uniwersytet Medyczny dysponuje obiektem sportowym składającym się z hali i pływalni. W minionych pięciu latach zwiększyliśmy o ponad 50% liczbę naszych studentów, dlatego widzimy konieczność modernizacji i rozbudowy uczelnianych obiektów dydaktyczno-sportowych. Na początek zmierzamy dobudować do istniejącego budynku salę gimnastyczną, połączoną z siłownią, a perspektywicznie myślimy o zbudowaniu nowoczesnego kompleksu obiektów sportowych. Dziękujemy za rozmowę.

Foto UM Łódź

Studia medyczne to kilkadziesiąt godzin tygodniowo trudnych zajęć. Czy studenci Uniwersytetu Medycznego w Łodzi mają czas na sport i rekreację? Co robi uczelnia, aby im w tym pomóc? Na jakich zasadach studenci i pracownicy mogą korzystać z własnych obiektów sportowych?

Studencki czas na sport i rekreację zależy od wielu czynników, m.in. od organizacji toku studiów, indy-

aps nr 08 2007 (256)


V Sejmik Akademickiej Kultury Fizycznej, Warszawa, październik 2007

Infrastruktura sportowa dla szkolnictwa wyższego Sejmikowanie Kolejny rok akademicki rozpoczęty, a przed nami już piąte sejmikowe spotkanie. Tym razem temat przewodni dotyczy wprost obiektów sportowych. W naturalny sposób należało takie rozważania podjąć. Problematyka infrastruktury sportowej dla uczelni, a właściwie jej brak, pojawia się od lat przy różnego rodzaju rozważaniach. Momentami nawet można odnieść wrażenie, że wręcz demonizujemy jej wpływ na jakość oferowanych studentom zajęć. W 2003 roku w Wilkasach, tuż po udanym referendum akcesyjnym do Unii Europejskiej, pytaliśmy, jak w dziedzinie sportu uczelnianego realizujemy przyjęte na świecie standardy. Odpowiedzi szukaliśmy w danych statystycznych z polskich uczelni. Nie były one zbyt budujące, szczególnie w zakresie możliwości organizacyjnych uczelni (liczba obiektów sportowych, liczba zatrudnionych specjalistów), a także wymogów programowych (w większości kierunków zajęcia z wf. organizowane są w wymiarze 90 godzin). Aby pomóc środowisku, rok później w Szczecinie przedstawiliśmy trochę danych o sposobie zorganizowania zajęć sportowych w ramach uczelni europejskich. Goście z Europy przedstawili swoje praktyczne rozwiązania dotyczące organizacji zajęć z wychowania fizycznego dla studentów. Konkluzja dyskusji była taka – dajcie nam takie obiekty, dajcie młodzież z taką świadomością jak Obiekty własne uczelni

Obiekty wynajmowane

Stan wyposażenia

Planowane inwestycje

ta zachodnioeuropejska, a pokażemy co możemy. Podczas trzeciego spotkania w Łodzi hasłem wywoławczym do dyskusji były nowe formy uczestnictwa w zajęciach sportowych. Ze statystyk wynika, że zastraszająco mało studentów robi cokolwiek w za-

kresie dbania o własną sprawność fizyczną. Żyją dniem codziennym, szybko studiują, często równolegle pracują i odkładają inne sprawy (w tym sport) na termin późniejszy. Padło hasło o przejściu do ofensywy. Kolejność działań tak została opisana: własny obiekt, ciekawa oferta, dobrze i wszechstronnie przygotowany do różnych zajęć instruktor, nowe ciekawe formy zajęć, w tym rywalizacja sportowa. Rok temu we Wrocławiu hasłem przewodnim był sport akademicki, ten światowy, olimpijski, krajowy, ale także rywalizacja w ramach Mistrzostw Polski Szkół Wyższych. Okres studiów to też czas największej aktywności i wydolności fizycznej. Nawet perspektywa zawodowego uprawiania sportu nie stoi w sprzeczności ze zdobyciem wykształcenia; sport i studiowanie jest możliwe do pogodzenia. Wróciła w dyskusjach problematyka obiektów sportowych. Roczny system rozgrywania mistrzostw uczelnianych zintensyfikował wszelkie działania. Imprez dwa razy więcej, a na wielu uczelniach własnych obiektów nadal brak.

Obiekty sportowe uczelni Przypomnijmy dane statystyczne zebrane w roku akademickim 2005/2006. W ankiecie brały udział 53 uczelnie, www.azs.pl


V Sejmik Akademickiej Kultury Fizycznej, Warszawa, październik 2007

Szkoły wyższe muszą wykorzystać dotacje z UE

W

latach 2004–2006 na projekty związane z infrastrukturą sportowo-rekreacyjną w Polsce Unia Europejska wydała około miliarda euro. W ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego, Sektorowego Programu Operacyjnego Restrukturyzacja i Modernizacja Sektora Żywnościowego i Rozwój Obszarów Wiejskich, a także inicjatywy wspólnotowej INTERREG dofinansowano ponad 450 projektów związanych z budową, rozbudową lub modernizacją boisk, hal sportowych, sal gimnastycznych, stadionów, pływalni. Podstawowym beneficjentem unijnych dotacji były jednostki samorządu terytorialnego oraz ich jednostki organizacyjne. Projekty z zakresu infrastruktury sportowej realizowane dzięki Unii Europejskiej przez szkoły wyższe należały niestety do nielicznych. Nadchodząca perspektywa finansowa 2007–2013 sprawi, że sytuacja ta powinna ulec zmianie. W ramach 16 Regionalnych Programów Operacyjnych przewidziano możliwości związane z realizacją inwestycji o charakterze sportowym, rekreacyjnym i turystycznym, takich jak m.in.: X budowa, przebudowa, rozbudowa i modernizacja obiektów sportowych (boiska, baseny, hale sportowe, stadiony), X budowa, rozbudowa i wyposażenie urządzeń rekreacyjno-sportowych (przystanie wodne, kąpieliska, ścieżki i szlaki turystyczne), X budowa, rozbudowa, przebudowa infrastruktury przeznaczonej do

uprawiania aktywnego wypoczynku (wyciągi narciarskie, stanice wodne, ścieżki rowerowe). Ważną informacją dla szkół wyższych jest to, że Programy Operacyjne wprost przewidują wsparcie infrastruktury przyszkolnych i przyuczelnianych obiektów sportowych. Dodatkowo Program Operacyjny Kapitał Ludzki zapewni również finansowanie projektów szkoleniowych polegających na zwiększaniu umiejętności zawodowych kadry trenerskiej i instruktorskiej czy podnoszeniu kwalifikacji pracowników instytucji szkoleniowych zajmujących się problematyką sportową. Ponadto wsparcie z funduszy unijnych skierowane zostanie na dostosowanie budowanych lub modernizowanych obiektów sportowych do potrzeb osób niepełnosprawnych. Terminy naboru pierwszych projektów ogłoszone zostaną już niebawem. Przyszłym beneficjentom nie pozostaje zatem nic innego, jak tylko ostro wziąć się do pracy i rozpocząć przygotowywanie dokumentacji technicznej, studiów wykonalności i innych dokumentów koniecznych do ubiegania się o dofinansowanie z funduszy UE. Szkoły wyższe muszą wykorzystać wszelkie możliwości, jakie w latach 2007–2013 da im Unia Europejska.

w większości państwowe. W pewnym sensie słuszna jest teza: jakie własne obiekty sportowe, taka oferta uczelni dla swojego środowiska. Mimo wielu narzekań odnotować należy pewien postęp w tym zakresie. 85% uczelni deklaruje posiadanie własnych obiektów. Dominują sale do gier, salki do sportów walki, siłownie. Że jest to ilość niewystarczająca, świadczy kolejne zestawienie. W dalszym ciągu dużo obiektów jest wynajmowanych, w tym przede wszystkim baseny. Wydaje się, że dokonał się pewien przełom w myśleniu. Przestaliśmy narzekać na kłopoty, jakie mamy z obiektami sportowymi. Dobrze oceniono stan wyposażenia w sprzęt i urządzenia (75% ocen bardzo dobrych i dobrych) i dopasowanie do potrzeb organizowanych zajęć (80%).

Na koniec optymizm w planowaniu. 75% uczelni zamierza budować lub modernizować infrastrukturę sportową. W kilkunastu przypadkach mają być to baseny.

Rafał Cieślak Kancelaria Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz www.kdg.waw.pl

Uczelniane obiekty sportowe a wychowanie fizyczne studentów Z tych wszystkich rozważań na przestrzeni ostatnich lat wynikają dosyć oczywiste wnioski: 1. Uczelniane obiekty sportowe są potrzebne, aby można było odnotować jakikolwiek postęp w wychowaniu fizycznym studentów. 2. Na wielu uczelniach odnotowano postęp w zakresie własnej infrastruktu-

ry, wiele szkół wyższych w swych planach widzi potrzebę budowy obiektów sportowych. Te najbardziej oczekiwane to pływalnie. 3. Specyfika i różnorodność oferowanych zajęć każe już na poziomie planowania inwestycji szukać funkcjonalnych rozwiązań architektonicznych. Wydaje się, że odpowiedź na pytanie, czy budować obiekt, jest oczywista – tak. Ważniejsze odpowiedzi wiążą się z kwestiami: po co? jak wyposażyć? jak eksploatować? jak utrzymać? X Czy nowy obiekt sportowy chcemy budować po to, by zmienić jakość zajęć? Może najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy zajęcia wf. organizowane przez uczelnię są atrakcyjne i czy nic w tym zakresie nie trzeba zmienić? Na pewno dobrze jest zbadać oczekiwania studentów i pracowników w zakresie zajęć sportowo-rekreacyjnych. X Zdefiniujmy przyszły program użytkowania obiektu – kto i w jakim wymiarze będzie organizował na nim zajęcia? Czy tylko studenci, czy tylko wychowanie fizyczne? Czy obiekt ma spełniać parametry uzasadniające przydatność do rozgrywek sportowych? Współczesny rozwój technologii budownictwa sportowego powoduje daleko idącą specjalizację w zakresie podłóg, wykładzin, oprzyrządowania. Co innego do siatkówki, co innego do koszykówki i piłki ręcznej. X Jaki wpływ na kształt przyszłego obiektu mają specjaliści od sportu i rekreacji? Czy są członkami zespołów planujących taką inwestycję, czy zasiadają w komisjach przetargowych, czy konsultują projekt i jego realizację? Jeżeli nie, to prawdopodobieństwo popełnianych błędów wzrasta. X Powodzenie inwestycji sportowej mierzy się późniejszym wykorzystaniem. Wielu inwestorów, pod wpływem przytłaczających kosztów eksploatacji, zmienia planowane użytkowanie obiektu. Są przykłady uczelniane przekazywania całych obiektów w zarządzanie prywatnym podmiotom. Czy uczelnie, a w szczególności Studia SWFiS, są przygotowane do efektywnego zarządzania halą sportową, basenem, stadionem? Czy w strukturze zatrudnienia na uczelni jest dostateczna liczba miejsc dla specjalistów z tej dziedziny? Czy ktoś kształci takich specjalistów? Korzystanie z wzajemnych doświadczeń to przyjęta podstawa spotkań organizowanych przez Akademicki Związek Sportowy. Materia inwestycji sportowych jest nadzwyczaj skomplikowana i delikatna. Tym, co wiedzą więcej, buduje się łatwiej. Bartłomiej Korpak aps nr 08 2007 (256)


V Sejmik Akademickiej Kultury Fizycznej, Warszawa, październik 2007

Fachowa wiedza Rozmowa APS z Andrzejem Kraśnickim, Prezesem Polskiego Stowarzyszenia Rozwoju Infrastruktury Sportu i Rekreacji W Polsce obiekty sportowe budzą wiele emocji, głównie dlatego, że ich nie ma. Teraz przeżywamy nerwowe chwile związane ze stadionami na EURO 2012 pt. Zdążą, nie zdążą. No, ale nie o tym nasza rozmowa. Rozpoczął się nowy rok akademicki, w szkołach pojawili się studenci, odżyło narzekanie na brak własnej infrastruktury sportowej. Pod tym względem polskie uczelnie zdecydowanie odbiegają od standardów europejskich. Wracają pomysły na inwestowanie w taką bazę. Co przyszli budowniczowie hal, basenów i stadionów powinni wiedzieć przed uruchomieniem całej procedury?

Pytanie skierowałbym w pierwszej kolejności do inwestorów. Czy projektowana baza sportowa ma zaspokoić potrzeby wychowania fizycznego realizowanego w ramach obowiązkowego programu studiów wychowania fizycznego, najczęściej na pierwszych latach studiów? Czy ma być przeznaczona dla organizacji imprez sportowych i treningu organizowanego przez AZS? Czy też ma być udostępniona środowisku akademickiemu w ramach różnych form rekreacji i rehabilitacji fizycznej. Określenie i sprecyzowanie potrzeb konkretnego środowiska, uwzględniające istniejące poza uczelnią obiekty sportowe, położone na terenie bezpośredniej działalności uczelni, w mieście, dzielnicy będącej jej siedzibą oraz lokalne tradycje i doświadczenia z zakresu uprawiania konkretnych dyscyplin sportowych, form aktywności ruchowej. W jakim zakresie mogą być te formy kultury fizycznej dotowane, a w jakim udostępnione odpłatnie, na preferencyjnych dla środowiska studenckiego warunkach? Odpowiedź na te pytania jest podstawą opracowania programu inwestycyjnego, założeń ekonomiczno-finansowych programu użytkowania obiektu, centrum sportowego. Czy w zakresie obiektów sportowych budowanych dla potrzeb szkół wyższych powinny obowiązywać jakieś konkretne standardy dotyczące ich funkcjonalności? Czy dobrze zdefiniowany przyszły program użytkowania takiej bazy nie

www.azs.pl

jest kluczem do późniejszego sprawnego funkcjonowania?

Bez wątpienia tak. W tym zakresie należy kierować się wypracowanymi przez międzynarodowe organizacje sportowe standardami, prawem budowlanym. I mądrze korzystać z prawa o zamówieniach publicznych. Program użytkowania bazy sportowej powinien uwzględniać uwarunkowania zawarte wcześniej, a także dążyć do jej bardziej uniwersalnego wykorzystania, biorąc pod uwagę wielokulturowe korzenie środowiska sportowego. Między innymi mam tu na myśli miejsca dla publiczności, zaplecze recepcyjne itp. Na-

cji i określenie dokładnego terminu jej zakończenia i określenie optymalnych kosztów eksploatacji. Cena nie może być jedynym warunkiem wyboru realizatora i wykonawcy naszego projektu inwestycyjnego. Kiedy powstało Polskie Stowarzyszenie Infrastruktury Sportu i Rekreacji (IAKS Polska)? Jakie sobie stawia cele, co mieści się w proponowanej ofercie działania?

Naszym celem podstawowym jest rozwój infrastruktury sportowej, rekreacyjnej w Polsce. A przede wszystkim dążenie, aby odpowiadała ona standardom europejskim i światowym. Działamy jako stowarzyszenie non profit od grudnia 2005 roku. Organizujemy tematyczne seminaria. Bierzemy udział i współorganizujemy targi Sport i Rekreacja. Jesteśmy członkiem Światowej Organizacji Infrastruktury Sportu i Rekreacji IAKS International z siedzibą w Kolonii. Korzystamy z jej doświadczeń. Naszymi rzeczywistymi członkami są osoby fizyczne, wspierającymi: instytucje, firmy, samorządy, organizacje sportowe itp. Wszystkich, którym są bliskie nasze problemy, zapraszam do współpracy. Od 2008 roku uruchomione zostaną kolejne fundusze strukturalne Unii Europejskiej. Głośno się mówi o zawartych w nich priorytetach związanych także z budownictwem sportowym. Czy istnieją już jakieś procedury umożliwiające bezpośrednie aplikowanie o te środki?

leży w procesie wyłaniania projektanta obiektu, firmy budowlanej czy zarządzającej mieć możliwość wykorzystania ich specjalistycznej wiedzy do modyfikacji własnego programu użytkowania oraz pierwotnych założeń architektoniczno-urbanistycznych, ekonomicznofinansowych. Osobiście opowiadam się za wyłanianiem w procedurze przetargowej w dwóch etapach konsorcjum łączącego w sobie zarówno firmę architektoniczno-budowlaną, jak i zarządzającą. Pierwszy etap obejmuje, w oparciu o założenia własne i zaproponowane przez dopuszczone do pierwszego etapu konsorcja, określenie szczegółowych istotnych warunków zamówienia. Będą one podstawą drugiego etapu procedury przetargowej. Ta forma przetargu ułatwia rozwiązanie w ramach konsorcjum wewnętrznie sprzecznych interesów występujących przy realizacji obiektu budowlanego między firmą architektoniczną, budowlaną i zarządzającą. Skraca proces inwestycyjny. Pozwala na podanie realnej ceny inwesty-

Polecam współdziałanie z kompetentnymi w tym zakresie instytucjami i organizacjami. Sport nie jest bezpośrednio uwzględniony w istniejącej konstytucji Unii Europejskiej i nie istnieją fundusze wspomagające wyłącznie sport. Starając się o środki unijne musimy ich szukać w różnych centralnych i regionalnych programach. W zależności od indywidualnego projektu inwestycyjnego następuje dobór odpowiedniego funduszu. Prawie każdy projekt może uzyskać dofinansowanie nawet do 75%, oczywiście po spełnieniu wymogów formalnych. Budownictwo sportowe to dynamicznie rozwijająca się na świecie specjalistyczna branża. Architekci wymyślają cuda, budowlańcy to realizują, a potem ktoś to eksploatuje i utrzymuje. Wiele jest takich obiektów w Polsce, które sobie z tym nie radzą, komercja wypiera z nich programową działalność. Jak z sukcesem zarządzać obiektami sportowymi? Co zrobić, by zachowując zasady rachunku ekonomicznego, realizować wcześniejsze założenia.

Jak zawsze korzystać z wiedzy fachowców i wyspecjalizowanych organizacji i firm. Służymy pomocą za pośrednictwem naszych członków i bezpośrednio. Dziękujemy za rozmowę.


V Sejmik Akademickiej Kultury Fizycznej, Warszawa, październik 2007

Obiekty uczelniane Politechnika Rzeszowska

P

rzed nami kolejny rok akademicki 2007/08, w którym studenci Politechniki będą mogli ćwiczyć w nowej hali sportowej. Z nowoczesną areną, na której można grać w siatkówkę, koszykówkę, halową piłkę nożną, piłkę ręczną oraz tenis ziemny – równocześnie na trzech arenach.

Politechnika Białostocka

W

roku 2006 Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Politechniki Białostockiej wzbogaciło się o długo oczekiwany obiekt sportowy, który stanowi część zaprojektowanego kompleksu Hali Widowiskowo-Sportowej Akademickiego Centrum Sportu Politechniki Białostockiej. Jest

Ważną rzeczą jest przystosowanie Centrum dla osób niepełnosprawnych, są sale dla nauczycieli i sala konferencyjna. Na arenie zaplanowano również rozkładane trybuny. Centrum sportowe to rozbudowa istniejącej bazy w pobliżu domów studenckich. Nowa hala przylega do starego budynku (w pełni odnowionego), pochodzącego z przełomu lat 1970–1980. Ma około 1,8 tys. m2. Ciekawostką jest podnoszona kurtyna. Pozwala ona na wydzielenie boisk do uprawiania ww. dyscyplin jednocześnie. Również w tym roku została wybudowana i oddana do użytku profesjonalna ścianka w kilkanaście dni. W budynku, na który część środków uczelnia zdobyła z Unii Europejskiej, jest też profesjonalnie wyposażona siłownia, pokój pierwszej pomocy oraz zaplecze administracyjne dla SWFiS oraz KU AZS. Klub AZS, w ramach dobrej współpracy ze SWFiS, ma również do dyspozycji: gabinet usprawnienia ruchowego, sal-

kę gimnastyczną, salkę sportów walki, salkę fitness, korty tenisowe, saunę oraz boisko o nawierzchni asfaltowej. Wymiary nowego obiektu: 63,18 m długości, 45,22 m szerokości, 11,81 m wysokości. Grzegorz Sowa Foto Marian Misiakiewicz

obiektem ze wszech miar nowoczesnym, bardzo dobrze wyposażonym, przeznaczonym do użytkowania przez SWFiS, stanowi zaplecze treningowo-szatniowe dla potrzeb głównej areny, mającej powstać w przyszłości. Hala ta w pełni zaspokaja potrzeby jako baza dydaktyczno-sportowa, jednocześnie umożliwia prowadzenie zajęć w sześciu grupach, np. siłownia, sala sportów walki, sala do tenisa stołowego, sala aerobiku i sale gier zespołowych.

Obiekt ten pozwala na organizację imprez uczelnianych, międzyuczelnianych i ogólnopolskich. Niezwykle udane w opinii uczestników i organizatorów były przeprowadzone zawody w ramach XXIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Judo Mężczyzn – Turnieju Eliminacyjnego Strefy B (23 kwietnia 2007 r.). Budynek położony na terenie Politechniki Białostockiej jest obiektem rozwojowym i służy społeczności akademickiej i regionu. Henryk Dunaj Foto Tomasz Trochimczuk

aps nr 08 2007 (256)


V Sejmik Akademickiej Kultury Fizycznej, Warszawa, październik 2007

Politechnika Radomska

O

biekt sportowy Politechniki Radomskiej mieści się przy ul. Chrobrego 29 c. Został oddany do użytku w styczniu 2004 r. W obiekcie znajdują się: arena główna o wymiarach 48 x 28 m, sala kondycyjna o wym. 12 x 10 m, 8 szatni z pełnym węzłem sanitarnym, dwie siłownie z 2 osobnymi szatniami i pełnym węzłem sanitarnym, dwie sauny z szatniami i pełnym

AZS Łódź

A

ZS Łódź administruje obiektami sportowymi: stadionami lekkoatletycznymi, halą lekkoatletyczną, halą tenisową i kortami tenisowymi. Obiekt przy ulicy Lumumby powstał w roku 1958 w bezpośrednim sąsiedztwie osiedla studenckiego i od blisko pół wieku służy studentom i mieszkańcom Łodzi. Główny stadion lekkoatletyczny był wielokrotnie modernizowany, ostatni raz w roku 2006, jako pierwszy etap gene-

www.azs.pl

węzłem sanitarnym oraz dostęp dla osób niepełnosprawnych (winda dowożąca na każdy poziom) i trybuny na 700 miejsc. Piotr Bartnik Foto AZS Radom

ralnej rozbudowy obiektu. Oddana do użytku płyta pełnowymiarowego, ośmiotorowego stadionu wyposażona jest w najwyższej klasy nawierzchnię tartanową typu Mondo (powierzchnia całkowita 16 290 m2 w tym 10 780 m2 pow. nawierzchni tartanowej). Koszt tej inwestycji to ponad 8 milionów złotych. Stadion rozgrzewkowy z bieżnią 333 m będzie modernizowany w II etapie, najprawdopodobniej w 2008 roku. Hala lekkoatletyczna z sześcio-

torową bieżnią o długości 140 m jest obecnie jedynym obiektem pozwalającym trenować lekkoatletykę w okresie zimowym w Łodzi. Oddana do użytku w 2001 roku hala tenisowa o powierzchni 2500 m2 mieści 3 korty. Nawierzchnia typu teraflex spełnia wymagania najbardziej wymagających tenisistów. Kolejne etapy inwestycji zakładają budowę trybun na stadionie głównym, budynku administracyjno-socjalnego, zespołu kortów i boisk wielofunkcyjnych oraz rozbudowę hali lekkoatletycznej. Łukasz Janczar Foto AZS Łódź


XX Akademickie Mistrzostwa Polski w Badmintonie, Warszawa 6–7 X 2007

Ojciec chrzestny oddaje walkowera XX Akademickie Mistrzostwa Polski w Badmintonie zapowiadały się jako epokowe wydarzenie w dziejach tej imprezy. Organizatorzy awizowali start czworga spośród najlepszej piątki polskich badmintonistów, walczących obecnie o nominacje olimpijskie.

O

statecznie – oprócz Nadii Kostiuczyk – zabrakło także niestety na starcie planujących początkowo swój udział Przemysława Wachy, Michała Łogosza i Roberta Mateusiaka, ponieważ grali w tym czasie za granicą. Cztery lata temu, także podczas AMP w Warszawie, startowali (i oczywiście wygrywali): Kamila Augustyn, Nadia Kostiuczyk i Michał Łogosz. Jednak i tegoroczna obsada była imponująca. Największą gwiazdą Mistrzostw była oczywiście Augustyn (Piast Słupsk), ale oprócz niej zobaczyliśmy w akcji wielu innych reprezentantów Polski. Zjawili się przy tym nieomal w komplecie obrońcy tytułów mistrzowskich. Jeden z nich, ubiegłoroczny złoty medalista w singlu i deblu, Hubert Pączek (AZS AGH Kraków) nie miał jednak tym razem szans na zwycięstwo, ponieważ w drugim dniu turnieju, kiedy zgodnie z planem miano rozegrać półfinały i finały, występował w roli ojca chrzestnego wiele kilometrów od Warszawy. W rezultacie Pączek oddał oba mecze półfinałowe walkowerem. Okoliczności te mogły przy okazji doprowadzić do sensacyjnego rozstrzygnięcia w grze podwójnej mężczyzn. Dwóch utalentowanych szesnastolatków z AZS UW, Jacek Kołumbajew i Łukasz Nowak, miało znakomite losowanie. W ich połówce drabinki znaleźli się wyłącznie przeciwnicy w zasięgu ich możliwości, podczas gdy druga

była naszpikowana sławami polskiego badmintona. Młodzi azetesiacy z Warszawy wykorzystali maksymalnie swoją szansę, dochodząc po ciężkich bojach do finału. Jak spekulowano w kuluarach, mogli w dodatku ten finał wygrać walkowerem, gdyby organizatorzy zgodzili się na rozegranie w sobotę półfinału mającego wyłonić ich przeciwnika. Gdyby w tym przyspieszonym półfinale Pączek i Damian Pławecki (AZS AGH) pokonali Łukasza Morenia i Wojciecha Szkudlarczyka (Technik Głubczyce), a tego nie można wykluczyć, w niedzielę, pod nieobecność Pączka, juniorzy sięgnęliby bez gry po złoto. Ostatecznie finał debla miał jednostronny przebieg, Moreń i Szkudlarczyk pozwalali młodzieży wyszumieć się, ćwiczyli w zamierzony, szkolny sposób grę defensywną, broniąc się spokojnie i skutecznie przed zbyt słabymi na razie atakami nastolatków. Również w grze pojedynczej Moreń miał w finale za rywala trochę od siebie młodszego i mniej doświadczonego imiennika – Łukasza Barszczewskiego (Naprzód Zielonki), ale tu musiał powalczyć aż 3 sety, by sięgnąć po złoto. Moreń wystartował po raz pierwszy w zawodach akademickich i od razu zdobył dwa tytuły mistrzowskie. – Reprezentowałem UAM i bardzo się cieszę, że już pierwszy występ na takiej imprezie był udany, zdobyłem dwa złote medale dla mojej uczelni – dzieli się swą radością reprezentant Polski. – Sukces nie przyszedł mi łatwo, ponieważ trenuję dość ciężko w ośrodku przygotowań i jestem po prostu zmęczony. AMP bardzo mi się spodobał. To bardzo fajna i zdrowa forma rywalizacji pomiędzy studentami-sportowcami. Chciałbym także w przyszłym roku wystartować w AMP – zapowiada student II roku politologii w Poznaniu. Tytułu mistrzowskiego w grze pojedynczej z ubiegłego roku nie obroniła Magdalena Jaworek (Piast Słupsk). Dotkliwą porażkę w pierwszej rundzie singla z Urszulą Onichimiuk (Hubal Białystok) powetowała sobie częściowo w mikście, gdzie wraz z Mateuszem Mikołajczakiem (Tramp Orneta) – pomimo trudnej drogi do finału – zdobyła wicemistrzostwo.

– Jestem bardzo zadowolona ze swojego występu w grze mieszanej – mówi Jaworek. – Ale w singlu... no, nie powiodło się. Raz na wozie, raz pod wozem – dodaje sentencjonalnie studentka II roku administracji UAM w Poznaniu i I roku pedagogiki specjalnej UWM w Olsztynie. Zdecydowaną faworytką w singlu pań była Kamila Augustyn. Zawodniczka ze Słupska, trenująca obecnie w centralnym ośrodku w stolicy, lubi startować w AMP, czyniła to wielokrotnie (po drodze zdarzyło jej się zmienić parę razy przynależność uczelnianą) i zawsze z sukcesami. Tylko niekiedy kolizja terminów z turniejami międzynarodowymi uniemożliwiała Kamili udział w Mistrzostwach. – W tym roku można powiedzieć, że zbytnio się nie nagrałam – wzdycha jakby lekko rozczarowana studentka III roku psychopedagogiki w WSHE w Łodzi. – Wystarczyło, że wygrałam 2 mecze, bo w pierwszej rundzie miałam los wolny, później walkower, dopiero w finale trochę pobiegałam. W sumie jednak mogłam się sprawdzić z innymi zawodnikami, zawsze to jest jakieś doświadczenie, nawet na takiej arenie w Polsce. Nie ukrywam, że mamy teraz dość ciężki okres przygotowawczy do turniejów i jest to rok przedolimpijski, kiedy mamy bardzo dużo startów, nie mamy wolnego weekendu. Obciążenie jest bardzo duże, bo cały tydzień się trenuje, później się jedzie albo na ligę, albo na jakiś turniej i czasem ciężko jest się zmusić, by grać na maksa. Tymczasem moja finałowa rywalka, Agata Rzepczyk, jest taką zawodniczką, z którą zawsze trzeba się napracować. Jest chyba jedyną z polskich badmintonistek, z którą naprawdę mi się ciężko gra, bo jest zawodniczką biegającą. Ale to jest dobre i dla niej, i dla mnie – podsumowuje Augustyn. Mistrzyni Polski pytana o szanse na start w Igrzyskach Olimpijskich jest umiarkowaną optymistką. – Na pewno będzie bardzo ciężko, chociażby dlatego, że z powodu trwających kwalifikacji olimpijskich wszyscy teraz jeżdżą na punktowane turnieje międzynarodowe. W Polskim Związku Badmintona nie ma aż tylu pieniędzy, żebyśmy mogli jechać na wszystkie wyżej punktowane zawody, jak to było przed 4 laty, kiedy mieliśmy naprawdę bardzo dużo turniejów. Teraz będziemy musiały się ratować swoją kieszenią i finansować niektóre starty z własnych pieniędzy. Jednak warto zainwestować, żeby nie stracić szansy. Myślę, że jeżeli będziemy grać na odpowiednim poziomie i przygotowania będą przebiegały tak jak teraz, to są duże szanse, że pojedziemy do Pekinu – kalkuluje Kamila, która na igrzyskach bardzo chciałaby wystąpić i w deblu, i w singlu, ale jej specjalnością jest gra podwójna i na nią ma ukierunkowane przygotowania. aps nr 08 2007 (256)


[Szczecin]

AZS na The Tall Chips Races 2007 4–7 sierpnia 2007 r. Szczecin był stolicą światowego żeglarstwa. To tu właśnie miał miejsce finał The Tall Chips Races 2007, bez wątpienia największa impreza żeglarska świata.

U

stóp Wałów Chrobrego zacumowały 102 jednostki żeglarskie, reprezentujące 35 narodowości z 17 krajów świata. Przez te kilka dni prawie 2 mln ludzi mogło zobaczyć największe i najwspanialsze żaglowce, a wśród nich słynne rosyjskie „Kruzenshtern”, „Sedov”, meksykański „Cuanhtemor” (rekordy zwiedzających) czy polski „Dar Młodzieży”. Fani wielkich żaglowców z różnych stron świata mogli spotkać się w Szczecinie – mieście otwartym na różne zwyczaje, języki i kultury.

W grze podwójnej kobiet tryumfowały Barbara Kulanty i Katarzyna Wójcik (AZS AGH). Kulanty obroniła tym samym tytuł sprzed roku, zdobyty wówczas z inną partnerką. Powtórzyła również swój zeszłoroczny sukces w grze mieszanej, ponownie z kolegą klubowym Damianem Pławeckim. Mistrzostwa obserwował asystent trenera polskiej kadry narodowej Mariusz Pogoń: – Poziom zawodów oceniam jako wysoki, ponieważ wystartowało wielu zawodników trenujących w ośrodku przygotowań olimpijskich. Mecze ćwierćfinałowe i półfinałowe obfitowały w wyrównane, trzysetowe pojedynki. Na niezłym poziomie stał finał gry pojedynczej mężczyzn, w której zmierzyli się Łukasz Moreń i Łukasz Barszczewski. W grze pojedynczej kobiet wysoki poziom reprezentuje Kamila Augustyn, która w 2 setach wygrała z Agatą Rzepczyk. Również wysoki poziom można było zauważyć w grze podwójnej kobiet. – Wydaje mi się, że tegoroczne Akademickie Mistrzostwa Polski reprezentowww.azs.pl

Wśród tej plejady wspaniałych żaglowców znalazła się również jednostka Akademickiego Związku Sportowego – szczeciński „Gaudeamus” pod dowództwem Rafała Hołdakowskiego, z którym rozmawiamy. Jak wypadła pod względem sportowym jednostka AZS?

Całkiem nieźle. Po I etapie byliśmy na 10. miejscu, po II – na 8. w klasie C. Ostatecznie zajęliśmy 22. miejsce wśród 92 sklasyfikowanych jachtów. Regaty rozegrane były w czterech klasach: A, B, C, D. Do klasy A należą te największe typu „Dar Młodzieży” czy „Sedov”. Jak długo trwały łącznie regaty i jaka była ich trasa…

Regaty trwały 40 dni. Wypłynęliśmy najpierw na Bałtyk, potem start w duńskim Aarhus, a kolejnym miastem etapowym była Kotka w Finlandii, Sztokholm i meta w Szczecinie. Zazwyczaj w każdym porcie przebywaliśmy po kilka dni, podobnie jak w Szczecinie. Sympatycy żeglarstwa mogli odwiedzać żaglowce, odbywały się spotkania, koncerty i imprezy towarzyszące. Dostaliśmy od STA (Sail Traing Association) specjalne wyróżnienie za spełnienie wymogów bezpieczeństwa

wały zdecydowanie wyższy poziom niż w poprzednich latach ze względu właśnie na start kadrowiczów trenujących tutaj w ośrodku w Warszawie. Widać, że wielu zawodników w tym sezonie przedolimpijskim reprezentuje już niezłą formę, są dobrze przygotowani do sezonu, co zaprezentowali tutaj, na hali Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego – podsumowuje Pogoń. Jak zwykle część zawodników, np. liczna i silna ekipa poznańskiego UAM, była lekko skonsternowana, że – zgodnie z regulaminem – reprezentują barwy klubu zgodnie z licencją PZBad, nie zaś klub uczelniany czy uczelnię. To rozdwojenie jest w praktyce mało czytelne, podobnie jak AMP są nagminnie mylone z MPSzW. Zawody, w których wzięła udział blisko setka uczestników, przebiegały sprawnie, a trzeba dodać, że towarzyszyły im równoczesne mistrzostwa juniorów AZS (część z nich startowała zarazem z seniorami). W klasyfikacji drużynowej AMP zwyciężył AZS AGH przed AZS UW i AZS WAT. Tekst i foto Janusz Rudziński

(kryteria sprzętowe, łączności, tratwy ratunkowej – 17 p). Co jest najważniejsze w takim przedsięwzięciu, wynik sportowy czy przygoda na morzu?

Sądzę, że jedno i drugie, ale wspólna przygoda żeglowania, możliwość zwiedzania świata, poznawania nowych ludzi, różnych kultur – to równie ważne argumenty. Wspólne przebywanie na jachcie stawia przed każdym pewne wymagania – akceptacji, wzajemnej współpracy, odpowiedzialności. Załoga „Gaudeamus” to …

Głównie młodzi ludzie, wymogi regat określają, że załoga musi się składać w połowie z młodych adeptów żeglarstwa w przedziale wiekowym 15–25 lat. W naszym przypadku załogę stanowią przedstawiciele szczecińskich uczelni. Prawie przez cały czas regat płynęliśmy w tym samym składzie. Jak oceniasz organizację finału Tall Chips Races w Szczecinie?

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo miłe zaskoczony. Wszystko wypadło wspaniale. To sukces naszego miasta. Na tle pozostałych miast, w których byliśmy, Szczecin spisał się najlepiej. Najbliższe plany załogi i „Gaudeamusa”?

Odpoczynek, załatwienie spraw organizacyjnych związanych jeszcze z aktualną imprezą, i w kolejną wyprawę. W planach mamy rejs wzdłuż angielskich wybrzeży. Dziękuję za rozmowę.

Roman Glapa

Wyniki Singel mężczyzn: 1. Łukasz Moreń (Technik Głubczyce), 2. Łukasz Barszczewski (Naprzód Zielonki), 3. Hubert Pączek (AZS AGH Kraków) i Mateusz Mikołajczak (Tramp Orneta), Singel kobiet: 1. Kamila Augustyn (Piast Słupsk), 2. Agata Rzepczyk (AZS AGH Kraków), 3. Karolina Brzezińska (AZS UW) i Urszula Onichimiuk (Hubal Białystok), Debel mężczyzn: 1. Łukasz Moreń/Wojciech Szkudlarczyk (Technik Głubczyce), 2. Jacek Kołumbajew/Łukasz Nowak (AZS UW), 3. Hubert Pączek/Damian Pławecki (AZS AGH Kraków) i Radosław Tukendorf/Michał Zachewicz (AZS UW), Debel kobiet: 1. Barbara Kulanty/Katarzyna Wójcik (AZS AGH Kraków), 2. Marlena Flis/Mariola Grządzielska (Piast Słupsk), 3. Anna Płecha/Klaudia Rogalska (AZS UWM Olsztyn) i Wioletta Konieczna/Monika Żarów (Stal Nowa Dęba), Mikst: 1. Damian Pławecki/Barbara Kulanty (AZS AGH Kraków), 2. Mateusz Mikołajczak/Magdalena Jaworek (Tramp Orneta/Piast Słupsk), 3. Kamil Raszkiewicz/Mariola Grządzielska (SKB Suwałki/ Piast Słupsk) i Radosław Sikorski/Anna Płecha (AZS UWM Olsztyn)


Wielka Wioś w Bydgoszc Bieg akademicki Nie tylko Bydgostia walczyła o miano niepokonanych na Brdzie z Anglikami. Gospodarze, czyli KU AZS Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, stanęli na starcie z Oxford Brookes University Boat Club, by walczyć o Puchar Rektora UKW. Do chwili, gdy wiosła osad dotknęły wody, trudno było wytypować zwycięzcę. Na szczęście studenci UKW nas nie zawiedli – przez cały 8,5-kilometrowy odcinek prowadzili – od Łęgnowa po Rybi Rynek (usytuowany w centrum miasta), ale Oxford Brookes cały czas deptał po piętach bydgoskim żakom. Na finiszu studenci Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego mocno przyspieszyli, zwyciężając długością czterech łodzi! Allan John French, kapitan Oxford Brookes University Boat Club nie krył rozczarowania: – Przyjechaliśmy do Bydgoszczy z myślą o zwycięstwie, a tymczasem przegraliśmy z nimi o kilka długości. To był już czwarty bieg z udziałem akademickich ósemek. W poprzednich latach studenci najpierw Akademii Bydgoskiej, a obecnie UKW pokonali Uniwersytet Cambridge, Oxford, a przed rokiem Uniwersytet Londyński.

Rewanż Głównym biegiem był start osady mistrza Polski – AZS UMK Toruń z wioślarską ósemką reprezentacji Bydgoszczy, która to o mały włos nie sprawiła widzom i organizatorom niespodzianki przegrywając z rywalami o 5 sekund. – Na Wiśle w Toruniu tryumfowała Bydgoszcz, a na Brdzie – Toruń, więc w wioślarskich derbach mamy remis – podsumował Wielką Wioślarską Henryk Boś – prezes AZS UMK Toruń i wiceprezes PZTW.

wiedzieli, co zrobić – skomenJuż po raz szesnasty stolica tował po wyścigu kapitan Bydpolskich wioseł – jak przyjęło gostii Wojtek Gutorski. Drugi się mówić o Bydgoszczy – zor- start, a dokładnie falstart Leander Club Henley, nie przyganizowała zawody wioślarskie niósł oczekiwanego przez zniecierpliwionych kibiców finana Brdzie. Magnesem przyciąłu. Za trzecim razem już się gającym widzów i podnoszącym wszystko udało – wyspiarze atrakcyjność imprezy był poje- na początku osiągnęli przewagę, jednak bydgoszczanie dynek gigantów wioseł – Lean- szybko opanowali sytuację, der Club Henley i Bydgostii. Po by na mecie wygrać połową długości. przegranej o pół łodzi wioślarz Trochę statystyki Henry Palmer z Leander Club Podczas XVI Wielkiej Wiostwierdził: – To jednak nie jest ślarskiej zgromadzono na Brdzie piętnaście osad z Annasza rzeka...

Bieg z przeszkodami Jednym z najciekawszych biegów był wcześniej już wspominany start o Puchar Prezydenta Miasta Bydgoszczy, Leander Club Henley (którego maskotką jest różowy hipopotam) i Bydgostii. Najciekawszy nie tylko ze względu na renomę zespołów, ale dlatego że start osad odbywał się aż trzy razy! Za pierwszym razem Anglicy podpłynęli za blisko łódki Polaków i kilkakrotne obijanie się wiosłami spowodowało złamanie wiosła Leander Club. – Nie mieliśmy możliwości ucieczki w bok, bo rozbilibyśmy łódź na boi – powiedział po wyścigu Miłosz Bernatajtys. Sterniczka różowych hipopotamów Christine Fox, która rok temu na Brdzie prowadziła osadę Uniwersytetu Londyńskiego, zażartowała, że jej obecność przynosi pecha: – Rok temu podczas wyścigu złamała nam się część steru, a teraz wiosło. Polska osada, kiedy zobaczyła, że Anglicy nie płyną, postanowiła powtórzyć wyścig. Cała sytuacja wszystkich obecnych na starcie zaskoczyła. – Nawet sędziowie nie

glii, Niemiec (Wiking Berlin), Mołdawii, Litwy i Polski. Najszybszym wyścigiem okazał się bieg główny ósemek seniorów (tzw. Wielka Wioślarska o Puchar Brdy), w którym wygrał AZS UMK Toruń w czasie 29 minut 6 sekund i otrzymał puchar wieczysty Rady Miasta Bydgoszczy. Podczas sobotnich startów Bydgoszcz gościła siedmiu wioślarzy, którzy już mogą się pochwalić kwalifikacją na Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008 (m.in. Sławomir Kruszkowski, Michał Stawowski).

Prezentacja Wyspiarzy Leander Club został założony w 1818 roku i jest najstarszym, a także najbardziej znanym klubem wioślarskim na świecie. Jego siedziba znajduje się przy moście w miejscowości Henley na zachód od Londynu. W latach 70. dzięki zawodnikom klubu Leander brytyjskie wioślarstwo powróciło na międzynarodowe tory. Polityka wyławiania i wspierania talentów spowodowała, że zawodnicy i zawodniczki Leandera odnieśli wiele sukcesów na mistrzostwach świata i igrzyskach aps nr 08 2007 (256)


olimpijskich. Leander to macierzysty klub takich gigantów wioślarstwa jak sir Steve Redgrave, Matthew Pinsent, James Cracknell i Tim Foster, prowadzeni przez trenerski dream team Jurgen Grobler i Mark Banks. Klub nie zapomina o szkoleniu młodzieży, co widać doskonale po wynikach jego zawodników w Mistrzostwach Świata Juniorów i Mistrzostwach Świata do lat 23.

larska zy

Oxford Brookes University Club powstał pod koniec lat 70. z inicjatywy wioślarzy-absolwentów. Klub szybko rozrósł się i dziś jest jednym z największych i najwyżej notowanych zespołów uniwersyteckich, obok gigantów z Oxfordu, Cambridge i Londynu. Siedziba znajduje się przy rzece Isis na Donnington w Oxfordzie. Oprócz tego klub posiada bogate profesjonalne zaplecze treningowe i hangary, przeznaczone głównie dla bardziej doświadczonych zawodników.

Skład osady UKW Miłosław Kędzierski, Ryszard Ablewski, Krzysztof Babik, Krzysztof Gwizdała, Paweł Rańda, Jarosław Karpiński (kapitan), Daniel Rosiński, Michał Tobolski, Rafał Woźniak (sternik), Kamil Diabelec (rezerwowy), Piotr Kwiatkowski (rezerwowy); naszą załogę przygotował pan Lech Olszewski

www.azs.pl

Rozmowa z Kamilem Diabelcem, wioślarzem, studentem I roku WF Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy Jakie są mocne strony widowiska sportowego, jakim jest Wielka Wioślarska o Puchar Brdy?

Dobrym pomysłem jest zapraszanie osad z zagranicy. Czyni to Wielką Wioślarską bardziej interesującą dla oglądających. Zawodnicy mają okazję do rywalizacji z zawodnikami ze światowych klubów, co na pewno mocniej motywuje ich do większego wysiłku podczas zawodów, poza tym warto promować wioślarstwo w Bydgoszczy, ponieważ w tym mieście ist-

nieje dużo klubów – przede wszystkim RTW Lotto Bydgostia (najlepszy klub od 15 lat z rzędu w Polsce), w których trenuje wielu zawodników. Co jest ważne podczas biegu? Z jakimi słabościami musicie się zmagać?

nych słabości. Trwający prawie 30 minut wysiłek doprowadza organizm wioślarza do skrajnego wyczerpania. Emocje i adrenalina w trakcie regat łagodzą jednak objawy zmęczenia i pozwalają zawodnikom wygrywać z bólem i wysiłkiem. Jak ocenisz tegoroczną Wioślarską i występ kolegów z UKW Bydgoszcz?

Myślę, że tegoroczne zawody przyniosły wiele emocji i na pewno były dla niektórych niespodzianką. Nasza uniwersytecka osada była bardzo mocna. Goście z Anglii okazali się słabsi, co było widać na mecie. Nie znaczy to, że nasi wioślarze

reprezentujący Uniwersytet Kazimierza Wielkiego nie musieli się napracować, by wygrać ten ciekawy wyścig. Tekst i foto Mateusz Tomanek Wyniki Bieg główny ósemek juniorów o Wielką Wioślarską o Puchar Brdy: 1. AZS UMK SMS Energohandel Toruń 30.40, 2. Reprezentacja Bydgoszczy 30.42, 3. Wiking Berlin 31.11, 4. LOTTO-BydgostiaWSG-Bank Pocztowy I 33.37, 5. LOTTOBydgostia WSG-Bank Pocztowy II 34. 22 Bieg główny ósemek seniorów o Wielką Wioślarską o Puchar Brdy: 1. AZS UMK SMS Energohandel Toruń 29.6, 2. Reprezentacja Bydgoszczy 29.11, 3. PTW SMS Płock 30.6, 4. Mołdawia 30.21, 5. Wiking Berlin 30.51, 6. Litwa 31.20 Bieg akademicki ósemek seniorów o Wielką Wioślarską o Puchar Brdy: 1. Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, 2. Oxford Brookes University Boat Club Bieg ósemek seniorów o Wielką Wioślarską o Puchar Brdy: 1. LOTTO-Bydgostia WSG-Bank Pocztowy, 2. Leander Club Henley

Podczas wiosłowania liczy się siła, technika, sternik i wiele innych ważnych aspektów, które wpływają na szybkość płynącej łodzi. Siła potrzebna jest do napędzania łodzi, technika ułatwia wioślarzom płynięcie i przełożenie siły na wodę, sternik natomiast jest osobą, która steruje łodzią i motywuje zawodników do walki Kamil Diabelec z przeciwnikiem. Od niego dużo zależy. NajRok 2006 X MP Juniorów Bydgoszcz ważniejsza jest jednak – brązowy medal w ósemce X Długojedność osady i chęć wydystansowe MP Warszawa – srebrgrywania, co łączy te ny medal w czwórce bez sternika wszystkie ważne eleX II miejsce na Wielkiej Wioślarskiej menty prowadząc do w kategorii juniorów zwycięstwa. Podczas Rok 2007 X MMP – srebrny mewyścigu najtrudniejsze dal w ósemce, brązowy w czwórce jest pokonanie własze sternikiem


kalendarium kalendarium kalendarium kalendarium

Październik R

ok temu (6–8 października 2006 r.) w Uppsali (Szwecja) odbyło się II spotkanie Porozumienia Krajów Bałtyckich w sprawie wspólnej organizacji imprez sportowych.

2 lata temu (15 października 2005 r.)

w Zakopanem Marcin Bachleda, AZS AWF Katowice, zdobył srebrny medal w Mistrzostwach Polski w Skokach na Igielicie.

3

lata temu (6–10 października 2004 r.) w Barcelonie drużyna AZS Politechniki Wrocławskiej w składzie: Cezary Balicki – Adam Żmudziński, Wojciech Olański – Włodzimierz Starkowski, Stanisław Gołębiowski – Mariusz Kwieciński, zajęła drugie miejsce w Klubowym Pucharze Europy w Brydżu Sportowym.

4

lata temu (7–12 października 2003 r.) w Mistrzostwach Świata w Szermierce w Hawanie (Kuba) medale zdobyli: złote – Sylwia Gruchała, Magdalena Mroczkiewicz, Anna Rybicka (wszystkie AZS AWFiS Gdańsk) – w składzie drużyny floretu; srebrny – Sylwia Gruchała we florecie indywidualnie, i brązowy – Aleksandra Socha, AZS AWF Warszawa – w szabli indywidualnie.

5

lat temu (5–6 października 2002 r.) w Gdyni w Zespołowych Mistrzostwach Polski w Żeglarstwie trzecie miejsce zajęła drużyna AWFiS Gdańsk w składzie: Cezariusz Piórczyk, Stanisław Łapuć, Natalia Kosińska, Paweł Żurobski, Anna Piekart, Piotr Myszka.

6

lat temu (5–10 października 2001 r.) na Mistrzostwach Polski w Judo złotymi medalistami zostali: Jolanta Wojnarowicz, AZS Opole, w kat. 48 kg, Adriana Dadci, AZS AWF Gdańsk, w kat. 70 kg i w open, Agnieszka Czepukojć, AZS AWF Gdańsk, w kat. 78 kg, Paweł Nastula, AZS AWF Warszawa, w kat. 100 kg, Krzysztof Wiłkomirski, AZS UW Warszawa, w kat. 73 kg.

7

lat temu (20–21 października 2000 r.) uroczyste podsumowanie XX MPSzW odbyło się w trakcie Centralnej Inauguracji Sportowego Roku Akademickiego 2000/2001 w Częstochowie, zorganizowanej w ramach obchodów działalności 55-lecia AZS Częstochowa i 30-lecia WSP.

8

lat temu (20 października 1999 r.) w Lublinie odbyły się Akademickie Biegi Uliczne z okazji uroczystej Inauguracji Roku Akademickiego w UMCS w Lublinie, w których wzięło udział ponad 600 studentek i studentów, a organizatorem był KU AZS UMCS.

9

lat temu (16–17 października 1998 r.) w Filharmonii Łódzkiej odbyła się Centralna Inauguracja Sportowego Roku Akademickiego 1998/1999, w programie której odbyło się uroczyste podsumowanie XIX MPSzW, a po niej – koncert Grzegorza Turnaua.

10

lat temu (25–26 października 1997 r.) w Rzeszowie odbyła się z okazji 35lecia AZS Rzeszów – Centralna Inauguracja Sportowego Roku Akademickiego 1997/1998, podczas której uhonorowano Nagrodą Zarządu Głównego AZS im. E. Piaseckiego dr. KazimieHa-ha rza Obodyńskiego, WSP Rzeszów.

Jerzy Kuberski 1930–2007 dokończenie ze s. 2

w punktacji ogólnej Mistrzostw Polski Politechnik. Zjazdy AZS – kiedyś to były trzydniowe święta, a zarazem intensywne działania delegatów. Święto, bo delegaci w programie mieli wizyty w ministerstwie resortowym, w Głównym Komitecie Kultury Fizycznej, w bratnich organizacjach młodzieżowych. Był też czas na program artystyczny i spotkania towarzyskie z delegacjami różnych środowisk. Atrakcją spotkań u gdańszczan były przywożone przez nich śledzie, a że rybka lubi pływać, to... następnego dnia trudno było wypełniać obowiązki zjazdowe. A była to praca w licznych komisjach, burzliwe i do ostatniej chwili trwające uzgodnienia kandydatów do władz AZS i przygotowanie uchwały programowej zjazdu. W trakcie jednego z takich zjazdów AZS, którego obrady odbywały się w dawnej siedzibie CRZZ (Centralna Rada Związków Zawodowych) przy ul. Kopernika w Warszawie, w wieczór poprzedzający zamknięcie obrad gościliśmy Jurka, który był znakomitym gawędziarzem i świetnie opowiadał dowcipy. Z prezesem AZS Gdańsk prof. Czesławem Druetem tworzyli wspaniały tandem, więc czas upływał łatwo, lekko i przyjemnie, a na rano trzeba było przygotować uchwałę generalną zjazdu. Jurek, który był przewodniczącym zjazdu, ustalił, że spotykamy się w gronie przewodniczących wszystkich komisji zjazdowych o 7.30, by na 10.00 dać zjazdowi ostateczny tekst uchwały. Niestety, o 7.30 zjawił się tylko Jurek i ja, i to mocno… zaspani. Pisanie uchwały szło bardzo opornie i trwało jeszcze w trakcie obrad, ale Jurek znalazł rozwiązanie proponując zjazdowi, by przyjął tę wersję uchwały, zobowiązując Zarząd Główny do przyjęcia jej w ostatecznym kształcie na najbliższym posiedzeniu. W połowie lat sześćdziesiątych akademicki sport wyczynowy zaczął chylić się ku upadkowi nie tylko z powodu ograniczania środków, ale przede wszystkim ze względu na konkurencję innych klubów wspomaganych przez lokalnych ambitnych działaczy partyjnych nakazujących przenoszenie zawodników AZS do klubów milicyjnych czy związkowych. Próbowaliśmy protestować i przeciwdziałać, nagłaśniając konkretne przykłady kaperownictwa. W trakcie spotkania z udziałem wielu dziennikarzy w Warszawie w Domu Nauczyciela na Skarpie (miejsce spotkań Zarządu Głównego AZS, kiedy Jurek był Kuratorem Warszawy) walczyłem w imieniu AZS Gdańsk. W trakcie wystąpienia otrzymałem od Jurka, który przewodniczył obradom, karteczkę, a na niej: – Janusz, tylko nie atakuj KW PZPR. Jurek. (Karteczkę

mam do dzisiaj. Wiłem się jak piskorz, ale dziennikarze dociekali: – Kto podjął decyzję przeniesienia zawodników?! Jakiś głos z sali: – Wiadomo. KW PZPR! Na moje: – Ja tego nie powiedziałem! – sala wybuchła śmiechem, a uśmiechnięty Jurek podniósł kciuk do góry. Stan wojenny zastał mnie w Algierii, gdzie wykładałem na Uniwersytecie Technicznym w Oranie. Pewnego dnia otrzymałem list od zastępującego ambasadora pułkownika Sączka: – Panie Profesorze (tytuł ten miałem tylko w Algierii), pański przyjaciel minister Jerzy Kuberski polecił mi, abym się panem zaopiekował, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Jestem do Pańskiej dyspozycji. Przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem. Zapraszam do ambasady. Wzruszyła mnie ta pamięć, że nawet w takich okolicznościach Jurek miał czas, by pamiętać. Z pułkownikiem zaprzyjaźniłem się, a wspominając Jurka wysuszyliśmy zapasy ambasady zakąszając jajecznicą. Postanowiłem podziękować Jurkowi w czasie wakacji, kiedy wracałem samochodem z Algierii przez Rzym do Polski. Jurek był wtedy ministrem o najdłuższym tytule. Brzmiało to mniej więcej tak: Przedstawiciel Rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej do spraw stałych kontaktów ze Stolicą Apostolską. Zadzwoniłem pod znany mi numer Jurka w Rzymie i za parę godzin zameldowałem się z żoną na Via Rubens 20 w siedzibie ambasady. Poczęstował nas swoją specjalnością – wielokolorowymi drinkami, ale o niemieszających się kolorach. W pewnym momencie spytałem Go, jak został przyjęty przez Papieża Polaka. Okazało się, że przy pierwszym oficjalnym spotkaniu w Watykanie Papież widząc Jurka powiedział: – O, to i Pan tutaj! A na to Jurek skromnie: – Jak mogę, tak się staram podążać ścieżkami Waszej Świątobliwości. Otoczenie było zaskoczone, że Papież tak serdecznie wita ministra komucha, bo nie wiedzieli, że znali się jeszcze z czasów, kiedy Kuberski był ministrem oświaty. Na zakończenie swojej misji przy Watykanie Jerzy Kuberski został wyróżniony przez Jana Pawła II najwyższym odznaczeniem papieskim. Z prawdziwym żalem żegnałem Go 25 września br. w Laskach pod Warszawą i jak w kalejdoskopie przesuwały mi się przed oczami nasze azetesowskie i prywatne spotkania. Odszedł Wielki Prezes Akademickiego Związku Sportowego, niezwykle skuteczny, dbający o pozycję AZS-u we władzach w kraju i FISU (był zaprzyjaźniony z Primo Nebiolo), walczył o finanse dla Związku. Piastował wysokie funkcje partyjne i państwowe, a jednocześnie wszędzie miał wielu przyjaciół dzięki ogromnej życzliwości, bezpośredniości i dowcipowi. Coraz mniej jest już takich ludzi. Janusz Rybicki aps nr 08 2007 (256)


Wiedza to wolność Rozmowa z Moniką Sobotką, koszykarką, studentką Uniwersytetu Warszawskiego Od kiedy grasz w koszykówkę?

Trenuję już od dziesięciu lat, natomiast po raz pierwszy kontakt z tą dyscypliną miałam w III klasie szkoły podstawowej. Dlaczego jest to koszykówka, a nie inna dyscyplina sportu?

Próbowałam różnych dyscyplin: piłka nożna, siatkówka, trenowałam piłkę ręczną; jednak koszykówka jest najbliższa mojemu sercu. Czy były w twojej rodzinie tradycje sportowe?

Tak. Moi rodzice trenowali badminton. Byli w kadrze Polski i odnosili duże sukcesy. Są dla mnie wielkim autorytetem. Kto był twoim pierwszym trenerem?

Moim pierwszym trenerem był pan Waldemar Zychowicz, i to on zainteresował mnie koszykówką.

Tak samo będzie z przynależnością do uniwersyteckiej drużyny koszykówki i studiami. Poczytuję sobie za zaszczyt granie w zespole akademickim, z dumą będę reprezentowała Uniwersytet. Poza tym uważam, że uczelniana drużyna jest dla ludzi chcących coś osiągnąć w życiu, daje szanse rozwoju i nauki. Pracuje się w grupie, w której każdy odpowiada za całość, aby drużyna mogła odnosić sukcesy. Kto jest trenerem zespołu?

Trenerami zespołu są Witold Ziółkowski i Zbigniew Krzemiński. Dlaczego studiujesz na wydziale ochrony środowiska?

Wybrałam ten kierunek, ponieważ jest on najbardziej zgodny z moimi za-

interesowaniami. Ochrona środowiska, otaczającej nas przyrody i różne zależności między działaniem człowieka a ekosystemem. To jest to. Chciałabym zachęcić wszystkich do studiowania, zdobywania wiedzy w tym zakresie. Wiedza to wolność, ale i przyroda to wolność. Dlatego warto uczyć się, by ją chronić, by działać i wybierać środowisko, w którym się żyje. Dziękuję za rozmowę.

Halina Hanusz Foto Mariusz Walczak

Monika Sobotka Ur. 31.12.1988 r.

Absolwentka: 44 Liceum Ogólnokształcące im. Antoniego Dobiszewskiego w Warszawie Studia: Międzywydziałowe Studia Ochrony Środowiska, I rok Pozycja na boisku: 3 lub 4 Zainteresowania: sport, muzyka, podróże

Jakie sukcesy odniosłaś z drużyną w czasie szkoły średniej?

Grałam w zespole SKS 12. Sukcesy naszego zespołu to m.in. awans do półfinałów Mistrzostw Polski Juniorek 2006, siódme miejsce na MP Juniorek w 2007 roku, pierwsze miejsce na Mazowszu w juniorkach starszych 2006/2007, awans do półfinałów MP Juniorek Starszych 2007. Jak trafiłaś do uniwersyteckiej drużyny?

Mój trener z SKS12 pan Maciej Gordon polecił mi drużynę Uniwersytetu Warszawskiego. Jestem studentką I roku, dopiero zaczęłam studia. Wcześniej udawało mi się godzić naukę w liceum z trenowaniem.

www.azs.pl

www.azs.pl


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 08/2007 by AZS-APS - Issuu