Skip to main content

Akademicki Przegląd Sportowy 04/2007

Page 1

AKADEMICKI PRZEGLĄD SPORTOW

Foto na okładce: Adam Bronikowski

Pismo Zarządu Głównego AZS Redaktor naczelny: Bartłomiej Korpak Sekretarz redakcji: Halina Hanusz

Za ciosem

P

rawo organizacji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej skłania do jeszcze jednej refleksji. Pora pójść za ciosem i skutecznie zaatakować następną przeszkodę, tę z najwyższej światowej półki. Tak, tak, walczmy o letnie igrzyska olimpijskie. Historia olimpijskich zmagań pokazuje, że ich organizacja wędruje od ponad wieku po całym świecie. Wszędzie igrzyska budowały lokalny entuzjazm, powodowały wielkie pozytywne zmiany w krajowej infrastrukturze, dawały impuls do wszechstronnego rozwoju. Mamy za sobą nieudany start w walce o Igrzyska Zakopane 2006. Ci, którzy z nami wygrali – Włosi w Turynie, niczego nadzwyczajnego nie pokazali. Były korki, spory bałagan organizacyjny, olbrzymie odległości do obiektów w całym regionie. A więc dokładnie to wszystko, przed czym rodzimi malkontenci przestrzegali w przypadku Zakopanego. Rejon fabryki Fiata w Turynie, tuż przy torach kolejowych, gdzie była zorganizowana wioska olimpijska i niektóre obiekty, tak się ma do „zimowej atmosfery” Zakopanego i okolic jak pięść do oka. Wtedy wyrafinowani felietoniści wyśmieli pomysły zakopiańczyków, eksperci często bez głębszych analiz wieszczyli kompletny krach tej kandydatury, a w polskim środowisku sportowym znowu odżył syndrom niemocy. Teraz ekipa EURO 2012 dała przypływ nowej energii i wiary w polskie możliwości. Igrzyska Olimpijskie w Warszawie w 2016 lub 2020 roku to nie musi

być wcale fantazja czy utopia. Już dzisiaj stolica Polski to najbardziej dynamicznie rozwijające się centrum biznesowe w Europie Wschodniej, wielka aglomeracja, z wieloma problemami, ale też z wizją na rozwój. Dziś jeszcze w planie przestrzennego zagospodarowania miasta można wskazać na dobre lokalizacje tak potrzebnych obiektów sportowych, a głód mieszkań w dalszym ciągu czyni możliwe sensowne rozwiązania dla budowy wioski olimpijskiej. Oś pomysłu już powstała: Narodowy Stadion nad Wisłą jest już w procedurze budowlanej, niektóre obiekty są już w realizacji, tak jak tor kolarski w Pruszkowie, albo są spodziewane, jak basen 50-metrowy na Bielanach. Kto ma zrobić pierwszy krok? Pewnie Warszawa, potem Polski Komitet Olimpijski, a na końcu rząd Polski. Historia nowożytnych igrzysk pokazuje, że warto mieć marzenia. Dziś na studia będą zdawać ci, którzy w dniach EURO 2012 będą je kończyć. Trzeba wierzyć, że te 5 lat będzie okresem pozytywnego entuzjazmu dla spraw sportu w Polsce. Trzeba ten klimat przedłużyć na lata następne. Patrząc na historię miast olimpijskich, warto brać przykład z innych. Etapem przygotowań i weryfikacji różnych koncepcji dla olimpijskiego Pekinu 2008, był w 2001 roku uniwersjadowy Pekin. Doświadczenia ubiegania się o prawo organizacji Letniej Uniwersjady przez Poznań są na wskroś pozytywne. Wiele pomysłów można wykorzystać. O odbiór społeczny byłbym spokojny, kochamy wyzwania. Redaktor

s i w r e s y Now l p . s z a . www

Adres redakcji: 00-056 Warszawa ul. Kredytowa 1a tel./fax (22) 828-02-76 502-250-604 www.azs.pl e-mail: aps@azs.pl

Projekt graficzny i skład: Piotr Rachwaniec, © FALL tel. (12) 413-35-00, 294-15-28, www.fall.pl Numer zamknięto 18 czerwca 2007 r. Wydawnictwo zrealizowano ze środków Ministerstwa Sportu, nakład 5000 egz. ISSN 0209-0546

aps nr 04 2007 (252)


Medal był tak blisko... To był dla akademiczek z Gorzowa wyjątkowy sezon. Pierwszy raz w historii gorzowskiej koszykówki zespół znalazł się w najlepszej czwórce w kraju. A do tego elektryzująca, trwająca aż pięć spotkań rywalizacja z CCC Polkowice o brązowy medal, którą kibice w Gorzowie i nie tylko zapamiętają na długo...

K

ażda z zawodniczek AZS PWSZ dołożyła swoją cegiełkę do wielkiego sukcesu, jakim niewątpliwie jest czwarte miejsce w Polsce. Wystawiamy cenzurki wszystkim 17 koszykarkom, które przewinęły się przez gorzowski zespół w tym sezonie, w porządku alfabetycznym.

JUDYTA BANASZKIEWICZ

1986 r., 186 cm, środkowa Zagrała w tym sezonie 15 meczy, zdobyła 16 pkt, średnio na boisku przebywała 5 minut. Była uzupełnieniem czwórki centrów, których do składu meczowego wybierał trener Dariusz Maciejewski. Nie wystąpiła w decydujących meczach sezonu, wybrała plażę i hiszpańskie słońce, na dwa miesiące wyjechała do Hiszpanii i zagrała na parkietach tamtejszej II ligi.

ALEKSANDRA CHOMAĆ

1985 r., 190 cm, środkowa Trafiła przed sezonem z Lotosu Gdynia. Miała być jedną z liderek gorzowskiego zespołu. W sezonie zasadniczym zagrała co najwyżej średnio, z przebłyskami w kilku meczach. Ale jej postawa w play off (podjęła wielką walkę z Poznaniem, Wisłą i Polkowicami) daje nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie ważnym ogniwem w zespole. Średnio 9 pkt na mecz, na kolana ta liczba nie powala. Olę Chomać naprawdę stać na więcej.

JOANNA CZARNECKA

1982 r., 192 cm, silna skrzydłowa/środkowa Doskonały początek sezonu w jej wykonaniu rozbudził apetyty kibiców w Gorzowie. Czarnecka rządziła na tablicach, rzucała całą masę punktów, ale zacięła się w połowie www.azs.pl

rundy zasadniczej. Gracz bardzo pożyteczny, ale dużo częściej chcielibyśmy ją oglądać w formie ze startu ligi.

KATARZYNA CZUBAK

1985 r., 174 cm, rozgrywająca Od zawsze bardzo solidny gracz, trafnie wypełniający polecenia trenera Maciejewskiego. Pozytywnie w obronie, ale w ataku wciąż brakuje Kasi „ciągu” na kosz. Właśnie sporych zdobyczy punktowych należy wymagać od rozgrywającej, a Czubak zdobywała średnio zaledwie 3 pkt na mecz. W koszykówce wg Maciejewskiego jednak się sprawdza.

MAJA DROZG

1981 r., 179 cm, niska skrzydłowa, Słowenia Słowenka trafiła do Gorzowa w styczniu, tuż przed zamknięciem okna transferowego. I bardzo pomogła w decydujących spotkaniach ligi. Bardzo skuteczna z półdystansu. Jako jedyna zawodniczka gorzowskiego zespołu została wyróżniona przez Polską Ligę Koszykówki Kobiet po sezonie. Była najskuteczniejsza w Polsce w rzutach za 2 pkt (oddała 72 rzuty, z czego 43 sięgnęły celu), 59 procent skuteczności naprawdę robi wrażenie. W przyszłym sezonie nie zagra jednak w AZS PWSZ, bo trener Maciejewski szuka na tę pozycję jeszcze lepszej zawodniczki, najpewniej Amerykanki z najwyższej półki.

AGNIESZKA KACZMARCZYK

1989 r., 186 cm, silna skrzydłowa Niemal cały sezon spędziła na ławce rezerwowych, ale dla AZS PWSZ jest nadzieją na przyszłość. Na parkiecie w rozgrywkach ekstraklasy spędziła 10 minut. Razem z młodzieżowymi zespołami AZS PWSZ zdobyła jednak w tym sezonie dwa srebrne medale (w kategorii juniorek starszych i juniorek), a wśród juniorek była nawet królem strzelców turnieju finałowego.


ALEKSANDRA KARPIŃSKA

1983 r., 178 cm, rzucająca/niska skrzydłowa To w tym sezonie był kapitan „pełną gębą”. I choć Karpińska nie była tak skuteczna, jak w Gorzowie byśmy chcieli, to jednak na parkiecie zostawiła mnóstwo serca. Były takie mecze, kiedy ratowała zespół „trójką” w niespodziewanym momencie. Zdarzały się też spotkania, w których nie zdobyła punktu. W przekroju całego sezonu wykonywała za to dobrą robotę w defensywie. Udany sezon Karpińskiej zauważyli trenerzy ekstraklasy, którzy wybrali ją do pierwszej „polskiej piątki” ligi w ubiegłym sezonie w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”.

BARBARA KASZEWSKA

1980 r., 181 cm, rzucająca/niska skrzydłowa W „talii” Maciejewskiego była ważnym graczem, ale typowo zadaniowym. Wychodziła w pierwszym składzie w meczach, w których bardziej niż zwykle potrzebna był szczelna obrona, a mniej ważne możliwości strzeleckie. Ten sezon był słabszy w jej wykonaniu niż poprzednie, już w ekstraklasie, czy wcześniej w pierwszej lidze. Trzeba jednak oddać, że w tym roku na parkietach ligowych przebywała znacznie krócej niż w poprzednich sezonach.

MAGDALENA KOZDROŃ

1980 r., 173 cm, rzucająca/niska skrzydłowa To był najbardziej miarodajny rok Magdy w Gorzowie. Pierwszy raz grała cały sezon bez kontuzji i wypadła całkiem nieźle. Fenomenalnie zagrała przede wszystkim w serii o brązowy medal z CCC Polkowice, z drużyną z miasta, z którego pochodzi. W czwartym spotkaniu aż 6 razy trafiła zza linii 6,25 m! Grała w PWSZ sześć lat. Kończy przygodę z Gorzowem i po tym sezonie odejdzie do jednego z ekstraklasowych klubów z Hiszpanii lub Włoch.

KATARINA RISTIĆ

1984 r., 174 cm, rozgrywająca, Słowenia Ten transfer to był strzał w dziesiątkę. Koszykarka ze Słowenii dała gorzowskiej drużynie świeżość, polot, agresję... Długo by wymieniać, ale przyznać trzeba, że nowa rozgrywająca AZS PWSZ pokazała w tym sezonie, że w szaleństwie też jest metoda. Były takie spotkania, w których szaleńczym, ale celnym rzutem za 3 pkt, z zupełnie nieprzygotowanej pozycji, potrafiła odwrócić jego losy. Trener Maciejewski długo denerwował się na „Keti”, bo przecież podstawą koncepcji gorzowskiego szkoleniowca jest szybka, ale ułożona gra na pewne pozycje. W końcu trener i zawodniczka znaleźli złoty środek i w końcówce sezonu Ristić była bardzo wartościowym graczem.

SECRETT STUBBLEFIELD

1982 r., 172 cm, rozgrywająca/rzucająca, USA Amerykanka była szybka i bardzo skoczna (na treningach potrafiła „zaczapować” nawet gorzowskie środkowe). Do ostrej walki na ekstraklasowych parkietach potrzebna jest jednak także siła. A Secrett mocno ustępowała warunkami fizycznymi innym zawodniczkom z polskiej elity, dlatego nie przebiła się do podstawowego składu i już w grudniu opuściła gorzowski zespół.

AGNIESZKA SZOTT

1982 r., 186 cm, niska skrzydłowa/silna skrzydłowa „Pysia” przez rok odpoczywała od koszykówki, bo chciała dokładnie zaleczyć wszystkie urazy kolan. Wróciła do składu w lutym w meczu z SMS Łomianki. W dwóch spotkaniach po dłuższej przerwie (z SMS i Cukierkami Odrą Brzeg) była najlepszym graczem zespołu, znów czarowała swoją grą fanów koszykówki. Do końca sezonu bywało różnie, ale prawda jest taka, że bez Agnieszki nie byłoby Gorzowa w pierwszej czwórce w kraju.

WERONIKA TOPOROWSKA

1983 r., 168 cm, rozgrywająca Grała głównie w ekipie I-ligowych rezerw. W ekstraklasie zagrała tylko w jednym meczu przeciwko Dudzie PWSZ Leszno, ale za to aż 14 minut.

MAO WENJING

1981 r., 175 cm, rzucająca/ niska skrzydłowa, Chiny Dwie gorzowskie Chinki to pierwsze zawodniczki z tego kraju, które przyjechały grać w koszykówkę w klubie europejskim. Największym sukcesem trenera Maciejewskiego było to, że w ogóle w Gorzowie zagrały. Podczas wakacji przed sezonem gorzowski szkoleniowiec wybrał się do Kantonu, tam nawiązał kontakty z przedstawicielami chińskiego zespołu Guangdong Guangzhou, poprowadził nawet jeden trening tej drużyny. To wszystko w przyszłości na pewno zaprocentuje. A co do Mao: nie sprawdziła się jednak na polskich parkietach i poleciała do domu już po trzech ligowych meczach.

GUAN XIN

1987 r., 195 cm, środkowa, Chiny Grała więcej od Wenjing, zdobywała więcej punktów. Brakowało jej jednak siły w starciach podkoszowych. Wystąpiła w czterech meczach, grała w nich średnio po 20 minut, rzucała 7 pkt na mecz. Z Chinkami był jednak znacznie większy problem, ciężko było się z nimi dogadać, gdyż nie znały nawet elementarnych podstaw języka angielskiego, choćby zwrotów używanych w koszykówce.

JOANNA ZALESIAK

1988 r., 173 cm, rzucająca Utalentowana młoda zawodniczka przybywała w tym sezonie znacznie dłużej na parkiecie niż rok temu. Bardzo dynamiczna, jej mocną bronią były pojedynki „jeden na jeden”. Jak mówił trener Maciejewski, jedyna „Amerykanka” w gorzowskim zespole. I po tym sezonie Zalesiak chce spróbować swoich sił właśnie w Stanach Zjednoczonych. Tegoroczna maturzystka wyjedzie na studia na jeden z tamtejszych uniwersytetów.

JUSTYNA ŻUROWSKA

1985 r., 188 cm, silna skrzydłowa Najskuteczniejsza zawodniczka zespołu w tym sezonie. Średnio rzucała 12 pkt na mecz, a grała przy tym bardzo równo. Słabsze mecze zdarzają się każdemu, ale Żurowska w tegorocznych rozgrywkach częściej zapisywała po swojej stronie udane występy. W całym sezonie biegała na parkietach ekstraklasy ponad 1000 minut! Gorzowski zespół ocenił Kamil Siałkowski Foto Bartosz Zakrzewski, Gorzow24.pl aps nr 04 2007 (252)


Tylko hobby Rozmowa APS z Pauliną Czerską, akademicką mistrzynią Polski w zapasach

w tym roku udało mi się powtórzyć ten wynik, a we wrześniu ubiegłego roku byłam młodzieżową mistrzynią Polski. Mimo że rok temu wygrałam AMP, nie reprezentowałam Polski na AMŚ, w tym sezonie też nie będę miała takiej okazji, ponieważ na Uniwersjadzie w tym roku nie będzie zmagań zapaśniczych. Swoje szanse na arenie międzynarodowej oceniam – co tu dużo mówić – kiepsko. Zapasy są teraz dla mnie tylko hobby, a nie sposobem na życie. A żeby osiągnąć sukcesy na matach Europy czy świata, trzeba jednak poświęcić temu dużo więcej czasu. Ja już go niestety nie mam, uczelnia pochłania mi go za dużo. Studiujesz w dziennym systemie na warszawskiej SGGW; dlaczego akurat ta uczelnia i kierunek weterynaria?

Akademickie Mistrzostwa Polski w Zapasach odbywały się po raz drugi w historii i po raz drugi zdobyłaś złoty medal. Wielkie gratulacje. Kobiety zapasy wyczynowo uprawiają od niedawna. Dlaczego zdecydowałaś się na ten sport i jakie były początki?

Tak, to prawda, w tym roku udało mi się obronić zeszłoroczny tytuł akademickiej mistrzyni Polski. Dziękuję za gratulacje. Moja przygoda z zapasami zaczęła się 9 lat temu. Po prostu wychowywałam się w odpowiednim mieście i na dodatek mieszkam w sąsiedztwie ośrodka sportowego klubu Agros Żary, w którym odbywały się treningi. Mieszkając w małym mieście, gdzie możliwości spędzenia wolnego są ograniczone, łatwo jest trafić na wiodący w danym mieście sport. Żary słyną z zapasów. Niemalże w każdej szkole podstawowej i gimnazjum jest trener czy też instruktor zapasów. Co roku zabawę z zapasami zaczyna w Żarach dużo młodych ludzi, część jednak szybko rezygnuje, ja na szczęście nie należałam do tej grupy młodzieży. Polki walczą o medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, Europy, od niedawna także w kategorii światowej rywalizacji studentek. Jaką pozycję aktualnie zajmujesz w polskiej rywalizacji i jak oceniasz swoje szanse na arenie międzynarodowej?

Co prawda od paru lat udaje mi się stawać na podium w Mistrzostwach Polski, jednak po ten najcenniejszy krążek sięgnęłam dopiero trzeci raz. Rok temu wywalczyłam mój pierwszy złoty medal na AMP,

Weterynarię w Polsce można studiować tylko w 4 miastach. Chciałam uczyć się tego zawodu we Wrocławiu, jednak tam nie miałabym możliwości kontynuacji treningów, ale za to miałabym blisko do moich rodzinnych Żar. O warszawskim SGGW dowiedziałam się od znajomego lekarza weterynarii, który ukończył tę szkołę i dużo mi o niej opowiadał. Ponadto nie musiałabym rezygnować z zapasów i sama myśl o studiach w tak dużym mieście była pewnego rodzaju wyzwaniem. Ostatecznie więc stanęło na SGGW. Co do wyboru kierunku studiów – to nie miałam żadnego dylematu. Parę lat wcześniej chodziła mi po głowie medycyna, ale ostatecznie nawet nie próbowałam zdawać na żadną z akademii medycznych. Zdecydowałam, że chcę zostać weterynarzem. Co prawda nie kontynuuję żadnej tradycji rodzinnej, ale myślę, że to mama zaszczepiła we mnie miłość do zwierząt, gdyż w domu zawsze za jej sprawą było ich pełno. Interesuje mnie chirurgia i ortopedia małych zwierząt, ale zobaczymy, co przyniosą dalsze lata studiów. Rozważam również pozostanie na uczelni i zajęcie się pracą doktorską. Czy na uczelni z racji swoich sukcesów sportowych jesteś jakoś bardziej rozpoznawalna, czy

możesz liczyć na pomoc uczelni w godzeniu nauki z uprawianiem sportu, na wyrozumiałość profesorów?

Wiem, ze kierunek moich studiów niewiele ma wspólnego ze sportem, więc tak naprawdę nie oczekuję żadnej taryfy ulgowej. Na szczęście niektóre zajęcia można poprzekładać, odrobić czy nawet zmienić grupę ćwiczeniową, tak żeby plan zajęć nie kolidował mi z godzinami treningów. O tym, że trenuję zapasy, wiedzą nieliczni, i chyba jedynie znajomi studenci. Nie zależy mi na tym, żeby być rozpoznawalną. Ponadto spotykam się z opinią, że zapasy są mało kobiecym sportem. Osobiście nie podoba się podział dyscyplin sportu na te kobiece i te mniej kobiece. Jeżeli ktoś słyszy, że trenuję zapasy, to zazwyczaj patrzy na mnie przez pryzmat tego „męskiego” sportu i najczęściej wyrabia sobie o mnie mylne zdanie. Dlatego nauczyłam się nie zdradzać tego, że trenuję zapasy, w pierwszej chwili zawierania nowej znajomości. Dopiero kiedy znajomość się podtrzyma, to w sposób naturalny wychodzi na jaw, ale i tak zawsze towarzyszy temu ogromne zdziwienie. By zostać akademicką mistrzynią sportu, ile czasu dziennie trzeba poświęcać na treningi?

Obecnie trenuję pięć razy w tygodniu w klubie WKS Gwardia. Jeden trening zajmuje mi średnio 2 godziny. Przed zawodami trenuję siedem dni w tygodniu. Praktycznie tak trenuję od 9 lat. W moim przypadku nie można mówić o talencie sportowym. Ale na szczęście mam dużo samomobilizacji i zawzięcia, dlatego porażki, które ponosiłam i nadal ponoszę, nie zniechęcają mnie do sportu, a wręcz hartują. W moim przypadku by zostać akademicką mistrzynią Polski, potrzebna była praca, upór i szczęście. Na zawodach zapaśniczych trzeba mieć również rękę do dobrego losowania zawodniczek, z którymi przyjdzie walczyć. Co cię czeka w najbliższym czasie w zapasach, a co na uczelni?

Hm... na uczelni czeka mnie ciężka sesja, którą mam nadzieję zakończyć 30 czerwca i rozpocząć błogie wakacje. Chociaż błogie to one tak do końca nie będą, gdyż muszę odbyć dwutygodniową praktykę i zapewne pojadę na obóz treningowy z moim dawnym klubem Agros Żary. A co do zawodów, to jak na razie mam spokój. Dopiero w październiku mam przewidziany start na turnieju międzynarodowym Warsaw Cup. Dziękujemy za rozmowę.

foto Mariola Godlewska


XXIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Piłce Ręcznej Mężczyzn, Zielona Góra, 18–20.05.2007

Zdecydowała ławka Faworytów do medalu było kilku. W ostatecznym rozrachunku niepokonana okazała się drużyna z Białej Podlaskiej, która jeszcze przed rozpoczęciem imprezy deklarowała, że do Zielonej Góry jedzie po złoto. – Młodzi, przystojni i wysportowani – to argumenty dla pań. – Piłka ręczna na wysokim poziomie – to argument dla panów, a wszystko to w hali Uniwersytetu przy ul. prof. Szafrana. – Do Zielonej Góry zjedzie 250 zawodników z 15 uczelni w kraju, którzy rywalizować będą w MPSzW w Piłce Ręcznej – tak reklamowany w lokalnych mediach był finał. Do Mistrzostw przystąpiło tylko 15 zespołów, bowiem w ostatniej chwili z imprezy wycofał się brązowy medalista sprzed roku – Politechnika Radomska. Drużyny rywalizowały w czterech grupach systemem „każdy z każdym”. Przez cały turniej nie było większych niespodzianek – faworyci pewnie wygrywali swoje spotkania pnąc się w górę grupowych tabelek. Największe emocje towarzyszyły oczywiście meczom gospodarzy, które z zaciekawieniem oglądali nie tylko miejscowi kibice, ale również pozostali uczestnicy turnieju. Gnębiona kontuzjami i uszczuplona kadrowo drużyna Uniwersytetu Zielonogórskiego dzielnie starała się nie sprawić zawodu swoim sympatykom. Na pewno jednak napsuła im sporo nerwów. Zwłaszcza w swoim drugim pojedynku pierwszego dnia Mistrzostw, kiedy przegrywając dwoma punktami na 40 sekund przed końcem spotkania z warszawskim AWF-em, zdołała doprowadzić do remisu. Zupełnie inaczej przedstawiały się pojedynki ekipy z Białej Podlaskiej. Już po pierwszym grupowym spotkaniu można było stwierdzić, że jest to zespół godny medalu. Spokojne prowadzenie w każdym meczu, kilkupunktowa przewaga, żadnych nerwów. I tak przez cały turniej. O wysokiej formie teamu z Białej Podlaskiej świadczy najlepiej

mecz półfinałowy, w którym rozgromili drużynę AWF Warszawa 37:29. Właściwie już w tym momencie można było wytypować zwycięzcę. Zwłaszcza że drużyna Uniwersytetu Zielonogórskiego – drugi z finalistów – już w meczu z Politechniką Opolską sprawiała wrażenie, jakby zawodnicy grali ostatkiem sił. Zwycięstwo w półfinale jednak sobie „wymęczyli”, pokonując Opole zaledwie jednym punktem. Ogromna w tym zasługa rezerwowego bramkarza zielonogórzan Marcina Bednarka, który wszedł na parkiet w trakcie spotkania i kilkakrotnie w tym meczu obronił rzuty praktycznie nie do obrony, czym poderwał swoich kolegów do walki. Godne finału było na pewno spotkanie o brązowy medal.

Walczącym o najniższą pozycję na podium drużynom nie można było odmówić ani ambicji, ani woli walki. Pokonując zmęczenie i upał zafundowali kibicom ciekawe widowisko. Spotkanie stało na wyrównanym poziomie, o czym świadczyć może chociażby to, że o rozstrzygnięciu zadecydowała dogrywka, po której z miejsca na podium cieszyli się opolanie. Finał MPSzW zgromadził w hali najwięcej publiczności. Mecz zapowiadał się bowiem niezwykle ciekawie. Dodatkowego smaczku rywalizacji dodawał fakt, że miał być to niejako rewanż za finał ubiegłorocznych wrześniowych AMP w Grach Zespołowych. A poza tym zwycięska drużyna miała zagwarantować sobie udział w AME. Spotkanie było wyrównane właściwie tylko w pierwszych kilkunastu minutach. Gospodarze dzielnie stawiali opór nacierającym rywalom, punktując ich raz po raz i przez chwilę nawet prowadząc.

Nie trwało to jednak długo. Wyraźnie lepsi kondycyjnie zawodnicy z Białej Podlaskiej szybko odrobili niewielkie straty i wyszli na prowadzenie. Kiedy po przerwie obie drużyny wróciły na parkiet, Uniwersytet Zielonogórski próbował jeszcze odrabiać straty. Trener chcąc ożywić swój zespół, wpuścił na boisko rezerwowych zawodników, ale i to niewiele pomogło na świetnie dysponowanych rywali. Tym razem to Biała Podlaska cieszyła się ze złota. – Sześć meczy w trzy dni to prawdziwy maraton – mówił po meczu zmęczony Krzysztof Martyński, jeden z wyróżniających się zawodników Uniwersytetu Zielonogórskiego. – O wysokich

miejscach decydowała przede wszystkim kondycja drużyn oraz długa ławka. Niektóre zespoły przyjechały w 16-osobowych składach i było widać ciągłe rotacje na boisku. Nasz występ uważam za wielki sukces, chociaż tak naprawdę czuję niedosyt, w końcu nikt nie lubi przegrywać, szczególnie w finale – dodaje Martyński. – Niektórzy zadawali nam pytania, czy po tak dobrym i ciężkim sezonie (zielonogórscy szczypiorniści zajęli 3 miejsce w I lidze – przyp. red.) mamy jeszcze motywację i siły na ten turniej, ale jak widać, znalazło się i jedno, i drugie. Natalia Starosta Klasyfikacja końcowa 1. AWF Biała Podlaska, 2. Uniwersytet Zielonogórski, 3. Politechnika Opolska, 4. AWF Warszawa, 5. AWF Katowice, 6. Politechnika Gdańska, 7. Politechnika Śląska Gliwice, 8. Uniwersytet Gdański, 9. Uniwersytet Łódzki, 10. PWSZ Leszno, 11. KUL Lublin, 12. Uniwersytet Szczeciński, 13. UMCS Lublin, 14. Akademia Ekonomiczna Kraków, 15. Uniwersytet Warszawski Nagrody indywidualne Najlepszy bramkarz: Marcin Śledź – Politechnika Opolska, Najlepszy zawodnik: Tomasz Pomiankiewicz – AWF Biała Podlaska, Najlepszy strzelec: Bogumił Buchwald – Uniwersytet Zielonogórski aps nr 04 2007 (252)


XXIV Mistrzostwa Polski Uniwersytetów w Piłce Nożnej, Olsztyn, 14–18.05.2007

Piłkarze z Olsztyna najlepsi wśród Uniwersytetów Zwycięstwem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego z Olsztyna zakończyły się Mistrzostwa Polski Uniwersytetów w Piłce Nożnej. Impreza rozegrana w dniach 14–18.05.2007 zgromadziła na starcie 11 uczelni.

M

istrzostwa jeszcze się nie rozpoczęły, a już organizatorzy mieli pierwszy kłopot. Na dwa dni przed przyjazdem ekip Uniwersytet z Białegostoku poinformował gospodarzy, że z powodu kłopotów organizacyjnych do Olsztyna na zawody nie dojedzie. Na zmianę systemu gier z 12 na 11 zespołów było zbyt późno, dlatego postanowiono nie zmieniać zasad gry, a przeciwnicy w grupie otrzymali walkowery oraz awans do ćwierćfinału bez względu na wynik ich pojedynku. Faworytem Mistrzostw zdaniem trenerów miał być Uniwersytet Szczeciński oraz gospodarz UWM Olsztyn. – Wznoszę toast za finał Szczecin – Olsztyn, tak żartował Janusz Blank, trener ekipy ze Szczecina, na konferencji technicznej, popijając kawę. Rzeczywiście, mimo że obie ekipy były razem w grupie, dzięki dalszemu systemowi gier mogły na siebie trafić dopiero w finale. Część spotkań Mistrzostw zostało rozegranych na stadionie UWM w Kortowie. Jako ciekawostkę należy podać, że na tym pięknym kortowskim obiekcie ostatni mecz piłkarskich jedenastek odbył się… 4 lata temu, kiedy Olsztyn był gospodarzem Mistrzostw w piłce nożnej. Potem odbywały się tam tylko zawody lekkoatletyczne i mecze piłkarskich szóstek. W eliminacjach raczej nie było nieoczekiwanych rozstrzygnięć, choć ostatnie miejsce w grupie Uniwersytetu Warszawskiego należy uznać za pewną niespodziankę. – Co, znowu nie wyszli z grupy? Coś pechowy jest Olsztyn dla nas! – zdziwiony był w rozmowie telefonicznej Włodzimierz Leśniewski – dyrektor AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Komplet zwycięstw w grupach odniosły Uniwersytet Łódzki i UWM Olsztyn. O pierwszym miejscu w grupie dwuzespołowej decydowały rzuty karne, gdzie większą skutecznością popisali się studenci z Gdańska, wygrywając z UMCS 7:6. Z pierwszego miejsca do czołowej ósemki awansował też KUL Lublin W meczach ćwierćfinałowych najbardziej dramatyczny był pojedynek pomiędzy ekipami z Łodzi i Rzeszowa. Także i w tym przypadku rzuty karne zadecydowały o awansie drużyny z Łodzi do półfinału. Komplet półfinalistów uzupełniły drużyny KUL Lublin, Uniwersytetu ze Szczecina i gospodarzy. www.azs.pl

UWM Olsztyn, jako jedyna drużyna, nie stracił dotychczas bramki i tak było już do końca imprezy. W półfinale studenci z Warmii i Mazur pokonali Łódź 2:0, a następnie w najważniejszym meczu Mistrzostw wygrali po bramkach Radziszewskiego (2) i Lecha (1) z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim 3:0. Wcześniej po bardzo zaciętym meczu KUL pokonał w półfinale ekipę ze Szczecina 4:1 w rzutach karnych. W meczu o 3. miejsce Szczecin wygrał z Łodzią 5:2. Pamiątkowe medale, puchary i dyplomy wręczył na zakończenie imprezy prof. Janusz Piechocki – prorektor UWM Olsztyn, prezes OŚ AZS Olsztyn. Królem strzelców został Dawid Ostrowski z Uniwersytetu Łódzkiego, zdobywca 6 goli, który w nagrodę otrzymał karton z napisem Philips, w którym znajdowało się kino domowe. Waldemar Buszan (trener UWM Olsztyn): – Jest to mój trzeci złoty medal w pracy ze studentami w historii startów w MPSzW. Wcześniej wygrałem „halówkę” wśród Akademii Rolniczych oraz cztery lata temu w Olsztynie już jako Uniwersytet rywalizację wśród jedenastek. Liczyłem na medal, jednak nie spodziewałem się, że uda nam się wywalczyć złoto. Najtrudniejszy był pierwszy pojedynek w grupie ze Szczecinem. Potem już szło nam z górki – żartował W. Buszan. – Na szczęście graliśmy prawie w optymalnym składzie, mając dodatkowo silną ławkę rezerwowych. Teraz należy się moim chłopakom odpoczynek, gdyż przez 5 dni musieli rozegrać 6 meczów. Dla piłkarzy grających nawet w IV ligach jest to ogromny wysiłek. Dziękuję im za serce do gry i zaangażowanie. Jerzy Dumbal (opiekun KUL Lublin): – Pomimo porażki w finale jesteśmy zadowoleni z zajęcia drugiego miejsca. Przed zawodami nie wymieniano nas w gronie faworytów. Jest to nasze najwyższe miejsce w historii startów w Mistrzostwach Uniwersytetów w piłce nożnej. Przed nami daleka droga powrotna, ale na pewno będzie wesoło. Tekst i foto Tomasz Jankowski Skład zespołu UWM Olsztyn Rafał Nieradka, Grzegorz Lech, Paweł Podhorodecki, Marek Świeżawski, Rafał Ciupiński, Łukasz Jarząbek, Grzegorz Kulpaka, Tomasz Szawara, Jakub Lipka, Dariusz Radziszewski, Grzegorz Żytkiewicz, Maciej Szostek, Piotr Kajda, Karol Miller, Łukasz Michałowski, Maciej Waląg, Przemysław Brah. Trener zespołu Waldemar Buszan Klasyfikacja końcowa 1. UWM Olsztyn, 2. KUL Lublin, 3. Uniwersytet Szczecin, 4. Uniwersytet Łódzki, 5. Uniwersytet Gdański, 6. Uniwersytet Rzeszowski, 7. UMCS Lublin, 8. Uniwersytet Toruń, 9. Uniwersytet Warszawski, 10. Uniwersytet Śląski Katowice, 11. Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego Warszawa


XXIV Mistrzostwa Polski Akademii w Koszykówce, Wrocław, 26–29.05.2007

Złoty Lublin Koszykarki i koszykarze AR Lublin tryumfowali w XXIV Mistrzostwach Polski Szkół Wyższych rozegranych we Wrocławiu.

R

zadko się zdarza, by zarówno w rywalizacji kobiet, jak i mężczyzn tryumfowała drużyna reprezentująca tę samą uczelnię. A tak właśnie się stało podczas zawodów przeprowadzonych we Wrocławiu. Przez trzy dni kilkanaście zespołów walczyło o miano najlepszych w typie akademii. Szczęścia w losowaniu nie miały koszykarki AE Wrocław, które znalazły się w jednej grupie z AR Lublin i SGH Warszawa. Wrocławianki doznały dwóch porażek, a ich rywalki walczyły później o medale. Lepiej poradziła sobie drużyna Uniwersytetu

Przyrodniczego Wrocław, która zdołała awansować do ósemki. W ćwierćfinale doznała jednak wysokiej porażki z UTP Bydgoszcz 27:63 i nie liczyła się już w dalszej rywalizacji. W półfinałach doszło do ciekawej konfrontacji dwóch zespołów ze stolicy, SGH i SGGW. Po zaciętej walce lepsze okazały się koszykarki SGGW (55:46) i to one zapewniły sobie udział w wielkim finale. Wielu emocji dostarczył mecz o trzecie miejsce pomiędzy SGH Warszawa i UTP Bydgoszcz. Dzięki agresywnej obronie, UTP prowadził w drugiej kwarcie 20:15. Potem warszawianki kierowane przez Dagmarę Podziemską (23 pkt) i Oliwię Szczupską odrobiły straty i doprowadziły do dramatycznej końcówki. Na 5 minut przed końcem było 46:46, a po chwili 48:48. Wtedy sprawy w swoje ręce wzięła Magdalena Gabrych z UTP. Najpierw trafiła za trzy punkty, a po chwili, faulowana, wykorzystała dwa rzuty wolne. Rozpaczliwe rzuty zawodniczek SGH nie przyniosły efektu i to bydgoszczanki zwyciężyły 53:49. Po końcowym gwizdku szalały z radości na środku parkietu i świętowały wywalczenie brązowego medalu (na zdjęciu). W finale AR Lublin nie miał większych problemów z „ograniem” SGGW

Warszawa i po zwycięstwie 61:47 zdobył złoty medal. Najlepszą koszykarką mistrzostw została Agnieszka Meszyńska z AE Kraków, autorka 111 punktów. W turnieju mężczyzn wystartowało 16 drużyn, a znacznie lepiej radzili sobie gospodarze. Koszykarze AE Wrocław tryumfowali w swojej grupie i z kompletem zwycięstw awansowali do ósemki. W ćwierćfinale poradzili sobie z P. Kraków 89:85 i znaleźli się w strefie medalowej. Równie dobrze radziła sobie ekipa AŚ Kielce, która występowała w tej samej grupie co AE Wrocław. Wychodząc z drugiego miejsca pokonali kolejno w ćwierćfinale UTP Bydgoszcz i w półfinale AE Poznań, co dało im min. srebro. Jak burza przez rozgrywki szła drużyna AR Lublin. W półfinale rozbiła AE Wrocław 83:64, a w walce o złoto ograła AŚ Kielce

64:50. W spotkaniu o brązowy medal AE Wrocław bez większych problemów zwyciężyła AE Poznań 91:76. Co dziwne – wygrana nie wzbudziła specjalnej radości wśród wrocławian. Najlepszym koszykarzem zawodów został Grzegorz Dudzik z AP Kraków, zdobywca 159 punktów. Występ ekip UP z Wrocławia podsumował Piotr Marszał, organizator Mistrzostw: – Zagraliśmy na miarę możliwości i nie mogliśmy marzyć o włączeniu się w walkę o medale. Tekst i foto Grzegorz Ostach Klasyfikacja końcowa Kobiety: 1. AR Lublin, 2. SGGW Warszawa, 3. UTP Bydgoszcz, 4. SGH Warszawa, 5. AE Kraków, 6. AE Poznań, 7. UP Wrocław, 8. AE Katowice, 9. AP Kraków, 10. AM Gdynia, 11. AE Wrocław, 12. AR Poznań. Mężczyźni: 1. AR Lublin, 2. AŚ Kielce, 3. AE Wrocław, 3. AE Poznań, 5. AE Kraków, 6. SGGW Warszawa, 7. UTP Bydgoszcz, 8. AP Kraków, 9. SGH Warszawa, 10. UP Wrocław, 11. AE Katowice, 12. AR Kraków, 13. AM Gdynia, 14. AR Poznań, 15. AR Szczecin 16. AP Siedlce. aps nr 04 2007 (252)


Wygrał najlepszy

XXIV Mistrzostwa Polski Uczelni Niepublicznych w Piłce Nożnej, Supraśl, 14–18.05.2007

Na ten turniej czekaliśmy na Podlasiu z niecierpliwością. Od ostatnich mistrzostw w piłce nożnej minęły bowiem 4 lata i każdy spragniony był futbolu, choćby w wydaniu akademickim.

(WSEZ to mistrz Polski w futsalu w poprzedniej edycji). Mistrzostwa rozpoczęli obrońcy tytułu meczem grupowym z WSHiP Warszawa. Gładko rozprawili się z przeciwnikami, a mecz po raz pierwszy w historii rozgrywek odbył się na sztucznej murawie (ukłon w stonę prezesa MOSP w Białymstoku – Stanisława Bańkowskiego, który udostępnił obiekty na studenckie zawody). Ekipa z Supraśla również bez

N

a weryfikację w Supraślu stawiło się 13 ekip. Dwie, w ostatniej chwili, zrezygnowały ze startu (WS Zarządzania Gdańsk oraz WS Informatyki i Zarządzania Rzeszów). Niestety nie informując o tym organizatorów, co spowodowało małe zamieszanie przy ustaleniu ostatecznych terminów spotkań. Po losowaniu, w poniedziałkowy wieczór wiadomo było, że faworyzowany zespół gospodarzy – WSWFiT zagra w grupie drugiej, razem z WSPiZ Warszawa (wicemistrzem z 2006 roku) i doskonale znaną z ligi regionalnej ekipą WSAP Białystok. W grupie pierwszej znaleźli się dwaj potencjalni faworyci Mistrzostw: Wszechnica Świętokrzyska Kielce i Wyższa Szkoła Edukacji Zdrowotnej w Łodzi – uczelni, która po raz pierwszy startowała w piłce nożnej. Wszechnica – obrońca tytułu mistrzowskiego sprzed roku ostrzyła sobie zęby na potrójną koronę (zespół z Kielc wygrał dwa poprzednie turnieje – przyp. PS), natomiast WSEZ Łódź to co prawda debiutant w mistrzostwach, ale ekipa niezwykle silna, mająca w swoim składzie wielu grających zawodowo w piłkę nożną studentów

Chłodne kalkulacje

problemów pokonała białostocką WSAP, podobnie jak WSFiZ Białystok w grupie trzeciej gdańską Ateneum, rewelacyjnie grający w eliminacjach studenci z Bydgoszczy (WSGospodarki) pokonali zaś WSLogistyki Poznań. Pierwsze mecze grupowe pokazały siłę niektórych zespołów i do grona faworytów dołączyć można było kolejne ekipy znakomicie grające w eliminacjach. Drugiego dnia znaliśmy już ćwierćfinalistów, a komplet wyników eliminacyjnych pozwolił na ustalenie kolejności zespołów w grupach i dalszych gier w II rundzie zawodów.

WSWFiT Supraśl znana jest z gościnności. Doskonale pamiętamy finał poprzednich supraskich zawodów, kiedy uległa w ostatniej minucie dogrywki Wszechnicy z Kielc. Podczas zawodów w Supraślu jeszcze nigdy gospodarzom nie „pomagały ściany”, sędziowie nigdy nie gwizdali „pod gospodarzy”, a kalkulacje kończyły się wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego. Podobnie było i tym razem. Ekipa WSWFiT sama musiała udowodnić swoją wyższość nad innymi bez posiłkowania się kalkulacyjną strategią. Pytanie APS o dalsze gry finałowe trener supraskich piłkarzy Cezary Łaski skwitował dwoma słowami: – Wygra najlepszy! Chłodną kalkulacją nie pogardzili natomiast trenerzy z Łodzi. W decydującym o pierwszym miejscu w grupie spotkaniu z Wszechnicą oddali niemal bez walki mecz ulegając kielczanom aż 0:6. Do ćwierćfinałów awansowały dwa zespoły z każdej grupy. Collegium Civitas Warszawa już drugiego dnia zawodów pożegnało się z mistrzostwami zajmując ostatnie miejsce w jedynej czterozespoło-


XXIV Mistrzostwa Polski Uczelni Niepublicznych w Piłce Nożnej, Supraśl, 14–18.05.2007 wej grupie. Cztery kolejne zespoły, które uplasowały się po eliminacjach na trzecim miejscu, grały o pozycje 9–12.

Po raz pierwszy przy świetle Po grach ćwierćfinałowych z walką o medale pożegnały się kolejne ekipy. Do „czwórki” weszli faworyci, a WSWFiT ustanowiła kolejny rekord aplikując rywalom w ćwierćfinale aż 10 bramek! Nie było to najwyższe w historii mistrzostw w piłce nożnej zwycięstwo, bowiem na poprzednich zawodach ustanowiła je drużyna z Poznania (WSNHiD), pokonując przeciwników aż 17:0. Rewelacyjnie spisująca się ekipa z Bydgoszczy uległa zespołowi z Łodzi, a mecz ten po raz pierwszy w historii zawodów odbył się przy sztucznym świetle. Spotkania półfinałowe były bardzo emocjonujące. WSWFiT po znakomitej grze w końcówce meczu pokonała Wszechnicę Świętokrzyską i pewne było, że złoto zmieni właściciela. W drugim półfinale WSFiZ Białystok wyrównała w ostatnich minutach i doprowadziła do rzutów karnych w meczu z Łodzią. Karne wygrali studenci z WSEZ, a jedenastki nie strzelił między innymi Jacek Chańko, jedna z gwiazd białostockiej Jagiellonii, który wystąpił w półfinale, by pomóc kolegom w walce o złoto.

Gorący finał Nazajutrz białostockie Finanse rozegrały dobry mecz z Wszechnicą Świętokrzyską i mimo że strzeliły dwie bramki (strzelcem był Artur Matela, który tymi trafieniami zapewnił sobie tytuł najskuteczniejszego zawodnika), uległy dobrze dysponowanym tego dnia studentom z Kielc. Finał rozegrano w palącym słońcu. Już na początku meczu Łódź objęła prowadzenie po strzale, dość kuriozalnym, Łukasza Kosińskiego. Ta bramka, przy której nie popisał się bramkarz ekipy z Supraśla, ustawiła całe spotkanie. Zmęczeni meczem półfinałowym piłkarze gospodarzy nie byli w stanie narzucić swojego stylu gry studentom WSEZ, których wspomogło dzień wcześniej kilku zawodników specjalnie sprowadzonych na gry o medale. Dodatkowo gorącą atmosferę w meczu wprowadziło kilka decyzji sędziego zawodów, które wręcz rozwścieczyły piłkarzy obu zespołów. Ostatecznie, cofnięci do obrony i kontratakujący, piłkarze z Łodzi wygrali finał, ale wynik (3:0) – nie odzwierciedla przebiegu spotkania. Ostatni gwizdek sędziego oznaczał wybuch radości łodzian, którzy debiutując w mistrzostwach od razu sięgnęli po złoto. Cieszyli się piłkarze, trenerzy

i kanclerz uczelni, który specjalnie przyjechał na zawody do Supraśla. WSEZ Łódź była najlepszą drużyną w przekroju całego turnieju – podobnie jak WSWFiT przegrała tylko jedno spotkanie, tyle że gospodarze to najważniejsze – finałowe. Jak zwykle podczas imprez organizowanych przez supraski AZS przygotowano pamiątkowe nagrody dla ośmiu pierwszych zespołów w klasyfikacji i indywidualne wyróżnienia dla kilkunastu zawodników. Te najważniejsze otrzymali Łukasz Marciniak (WSEZ Łódź) – najlepszy zawodnik mistrzostw, Artur Matela (WSFiZ Białystok) – najlepszy strzelec (5 bramek) oraz Maciej Kudrycki (WSAP Białystok) – najlepszy bramkarz. Puchar Fair Play trafił do zespołu, który otrzymał najmniej kartek – Wszechnicy Świętokrzyskiej z Kielc. PS, foto Antoni Wiszowaty

POWIEDZIELI... Andrzej Ambrożej, trener WSFiZ Białystok – Mistrzostwa stoją na dobrym poziomie organizacyjnym. Jak na studenckie zawody – to wygląda to dobrze. Ale niestety na słabym poziomie jest sędziowanie. To bolączka białostockiej piłki nożnej, bo mamy tylko kilku dobrych arbitrów. Jeśli chodzi o moich chłopaków, to chciałbym przede wszystkim im podziękować, bo w ciągu czterech dni rozegrali kilka ciężkich spotkań. Niestety, nie udało się zdobyć medalu, zajęliśmy 4. miejsce. Dariusz Zieliński, trener WSEZ Łódź – W przekroju całego turnieju mój zespół okazał się najlepszy, jednak 4 zespoły, które dotarły do półfinałów, reprezentowały bardzo wyrównany poziom. O naszym zwycięstwie zdecydowało lepsze przygotowanie psychomotoryczne, lepsza kreatywność gry w środku pomocy. To był klucz do sukcesu. Naszą taktyką była głęboka defensywa. Liczyliśmy na wyjścia z głębi pola i to się nam udało w finale, strzeliliśmy trzy bramki z kontry. Troszkę męczyły nas dojazdy na boisko w Białymstoku. Gdyby funkcjonowały dwa autokary, zamiast jednego, które obsługiwałyby zawody, byłoby bardzo dobrze. Zapominamy jednak o wszelkich niedogodnościach, cieszymy się z osiągniętego sukcesu. W końcu jest to impre-

za akademicka, a nie profesjonalna, dla zawodowców, o randze mistrzostw świata czy Europy. Marek Dutkiewicz, trener Wszechnicy Świętokrzyskiej Kielce – W Supraślu jestem po raz trzeci. Wcześniej z piłkarzami i koszykarzami zdobyłem złoto i srebro. Mam kilka zastrzeżeń do organizacji tych zawodów, bo wcześniejsze były zdecydowanie lepiej przeprowadzone. Gospodarze nadrobili jednak wszelkie niedogodności swoją serdecznością. Wypadliśmy kiepsko. Broniliśmy tytułu mistrza i nie udało się nam dotrzeć do finału, po nieszczęśliwym meczu w półfinale, w którym przegraliśmy z gospodarzami. W eliminacjach rozbiliśmy jednak późniejszych mistrzów aż 6:0, więc czujemy wielki niedosyt. Poziom mistrzostw jest jednak o wiele wyższy niż przed rokiem w Poznaniu. Świadczą o tym przede wszystkim studenci, którzy – jak widać – mają „papiery na granie”, a także ludzie, którzy są tu obecni, jak choćby trenerzy ekip Andrzej Ambrożej, Jacek Bayer, Dariusz Bayer czy nasz dr Gawron, którzy kiedyś grali w ligowych zespołach. Do kolejnych organizatorów mistrzostw mamy taką uwagę, by zawody ograniczyć do gier finałowych i zrezygnować z meczów o miejsca 5–12. Cezary Łaski, trener WSWFiT Supraśl – Warunki były niezłe, boiska bardzo dobre, a poziom meczów, jak to w piłce akademickiej – różny. Generalnie należy powiedzieć, że jak na studenckie zawody było bardzo dobrze. Jeśli chodzi o sędziowanie, to powiem tylko, że sędzia główny zawodów Hubert Siejewicz, który sędziował nam półfinał, udowodnił, że jest znakomitym sędzią i wielkim profesjonalistą. Jestem bardzo zadowolony, chociaż niedosyt jest wielki. Łódź okazała się lepszym zespołem, ale nas wyczerpał mecz z Kielcami. Porażka w finale boli, zwłaszcza na własnym gruncie. Cieszymy się jednak z medalu, a nieskromnie powiem, że dla mnie jest to już czwarty krążek jako trenera ekipy akademickiej. Klasyfikacja końcowa 1. Wyższa Szkoła Edukacji Zdrowotnej Łódź, 2. WSWFiT Supraśl, 3. Wszechnica Świętokrzyska Kielce, 4. WSFiZ Białystok, 5. WSG Bydgoszcz, 6. WSL Poznań, 7. WSPiZ Warszawa, 8. WSTiR Warszawa, 9. WSAP Białystok, 10. Ateneum SW Gdańsk, 11. WSHiP Warszawa, 12. WSE Białystok, 13. Collegium Civitas Warszawa.

aps nr

04 2007 (252)


XXIV Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Judo, Warszawa 19–20.05.2007

Nowy system, większe emocje 20 maja br. na hali w nowo otwartym Centrum Sportu i Rekreacji Uniwersytetu Warszawskiego wyłoniono najlepszych w Polsce judoków wśród akademików.

W

ramach jednodniowej imprezy przeprowadzono jednocześnie finały mężczyzn i rozgrywki kobiet w ramach Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w tej dyscyplinie. Większość kategorii wagowych rozegrano we francuskim systemie z repasażem: najpierw wyłoniono pierwsze i drugie miejsce według rozgrywek przypominających system pucharowy, a następnie w ramach repasaży obsadzone zostały kolejne miejsca w klasyfikacjach indywidualnych. W zawodach kobiet wystartowało 27 reprezentacji z całej Polski. Niestety większość, bo aż 19 z nich, liczyła mniej niż trzy zawodniczki, w związku z tym nie mogły być klasyfikowane drużynowo (system bezpośredni). Wśród ośmiu kwalifikujących się drużyn pierwsze miejsce zajęła WSPiNA z Poznania, drugi był gospodarz – UW, a trzeci warszawski AWF.

www.azs.pl

Finał mężczyzn skonfrontował zawodników, którzy zwycięsko wyszli z eliminacji w dwóch regionach: zachodnim (A) i wschodnim (B). Jako że wśród panów zawody odbywają się w systemie eliminacyjnym, wszystkie startujące uczelnie (prawie czterdzieści) zostały ujęte w klasyfikacji drużynowej. Pierwsze miejsce zajął AWF z Warszawy, drugie AWFiS z Gdańska, a dalej kolejno: Politechnika z Łodzi i z War-

nak kilka niespodzianek, zdarzało się, że słabsi zawodnicy pokonywali dużo silniejszych. Jak się okazuje, wprowadzenie dodatkowych mat miało także inne pozytywne efekty. – Zwykle panie walczyły jednego dnia, a panowie drugiego dnia Mistrzostw.

szawy. Gospodarz zawodów uplasował się na piątej pozycji. Na hali rozstawione były cztery maty, dzięki temu jednocześnie mogło toczyć się wiele walk, a całe zawody mogły przebiegać dużo szybciej. – Gdyby zawody potrwały więcej niż jeden dzień, byłoby to niekorzystne głównie dla studentów. Większe byłyby koszty ponoszone przez ekipy, więcej diet, a także większe obciążenie czasowe przed zbliżającą się sesją. Uniknęliśmy tego, zawody były przeprowadzone sprawnie – mówi Włodzimierz Leśniewski, dyrektor KU AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Wśród organizatorów panują nastroje raczej pozytywne. – Poziom sportowy był wysoki. Wystartowało wielu bardzo dobrych zawodników, którzy z sukcesami startują w mistrzostwach Polski seniorów – mówi trener Artur Stepnowski, jeden z organizatorów. – Było jed-

W tym roku mogli obserwować wzajemnie swoje walki, wzajemnie sobie kibicować. – twierdzi Stepnowski i dodaje: – To sprzyja integracji i atmosferze imprezy akademickiej. Niestety, temperaturę imprezy podnosiły nie tylko zacięte pojedynki judoków. Na hali, gdzie toczyły się walki, było po prostu duszno. Obiekt posiada własny system wentylacji, nie zdołał on jednak sprostać gorącym nastrojom i pięknej pogodzie za oknami. Za nami pierwsza edycja MPSzW w Judo Mężczyzn w systemie eliminacyjnym. W Warszawie spotkali się najlepsi, a nowy system rozgrywek broni się już samym poziomem sportowym tegorocznych Mistrzostw. Mikołaj Nowak


To już 16 lat minęło od rozegrania pierwszych wspólnych mistrzostw. Zaczęło się w Łodzi w roku 1993, potem był Białystok, Poznań, Kraków, Wrocław, znów Poznań i to dwukrotnie (2003 i 2005). Tegoroczne Mistrzostwa w Warszawie były więc ósmymi, w których wszystkie sekcje wyczynowe AZS i wszystkie sekcje uczelniane spotkały się i rywalizowały jednocześnie.

przygotowań sportowych, oceną stanu posiadania przed pierwszym rzutem ligi, jak również początkiem okresu, w którym można uzyskiwać wskaźniki wynikowe do Letniej Uniwersjady w Bangkoku oraz Mistrzostw Świata w Osace. Stąd na Mistrzostwach obecność wielu czołowych polskich studiujących lekkoatletów, trenerów kadry narodowej oraz kierownictwa Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Dla sportu powszechnego to okazja do oceny całorocznej pracy sekcji uczelnianych AZS, pokazania osiągnięć szkoleniowych studium WFiS, pozyskania przychylności władz uczelni dla

startu może umożliwić udział większej liczbie studentów, jednak w odniesieniu do polityki szkoleniowej sekcji zwalnia ją z konieczności szkolenia pełnego wachlarza konkurencji i koncentrację na pewnej ich grupie, specjalizowanie się w niej, prowadzenie szkolenia na wyższym poziomie sportowym. Właśnie w uproszczonych i ujednoliconych zasadach punktacji drużynowej upatrywano szansy na zmniejszenie liczby startujących, ograniczenia jej tylko do najlepszych, czyli tych, którzy mogą zmieścić się grupie 64 studentów, zdobywających w każdej

Nowy regulamin

stare przyzwyczajenia gromna liczba uczestników, rozbudowany program czasowy, zróżnicowane punktacje wymagały modyfikacji zasad organizacyjnych i z cyklu na cykl imprezę dostosowywano do zróżnicowanych potrzeb zarówno sportu wyczynowego, jak i sportu powszechnego. Dla sportu wyczynowego Mistrzostwa były jedną z pierwszych imprez początku sezonu, jeszcze w trakcie intensywnych

sportu. Punktacja drużynowa mobilizuje do odnajdywania wśród studentów swoich uczelni lekkoatletycznych profesjonalistów trenujących w innych klubach. Zdarza się także, że w poszukiwaniu punktowych pewniaków, takich profesjonalistów, jeśli niestety studia już ukończyli, zatrudnia się ich na jakiś czas na uczelni, co zgodnie z regulaminem MPSzW pozwala na jej reprezentowanie w zawodach. Zmiany w regulaminie, jakie wprowadzono w tej edycji Mistrzostw, miały na celu między innymi ograniczenie liczby uczestników na szczeblu centralnym zawodów. W regulaminie technicznym lekkoatletyki miały się do tego przyczynić: 1. Zniesienie punktacji typów uczelni – uzależnionej dotąd od ilości uczelni w typie i wprowadzenie jednej wspólnej punktacji dla wszystkich uczelni – obejmującej najlepszych 64 zawodników w każdej konkurencji (32 sztafety). 2. Wprowadzenie limitu 25 najwyższych wartości punktowych każdej uczelni zaliczanych do punktacji z odrzuceniem pozostałych. 4. Zniesienie limitu startujących w jednej konkurencji, co w przypadku samego

konkurencji punkty dla drużyny. Chyba nie wszyscy kierownicy ekip i trenerzy uświadamiali sobie skutki zmian regulaminowych, bowiem ilość uczestników nie zmalała. Organizatorzy musieli znaleźć w Warszawie około 1500 noclegów, w systemie zawodów zarejestrowano ponad 2800 osobostartów, najliczniej obsadzoną konkurencją był bieg na 200 m mężczyzn, do którego zgłoszono 203 zawodników.


Akademickie Mistrzostwa Polski i Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych w Lekkoatletyce, Warszawa, 25–27.05.2007 Tytuły mistrzowskie zdobyli:

Aby ciułać punkty dla uczelni, trzeba było jednak jakiś poziom reprezentować. W konkurencjach kobiet trzeba było być lepszym od: 100 – 14.24; 200 – 29.23; 400 – 64.80; 800 – 2:33; w dal – 4.32. W konkurencjach męskich: 100 – 11.87; 200 – 23.44; 400 – 52.50; 800 – 2:07; 1500 – 4:19; 3000 – 10:31; w dal – 5.39; kula – 10.05. Były też konkurencje mniej uczęszczane, w których wszyscy punktowali: wzwyż, oszczep, dysk. Limit 25 najwyższych wartości punktowych w przełożeniu na sytuację praktyczną podczas Mistrzostw oznacza, że wystarczy mieć 13 dobrych zawodników, każdego z nich zgłosić do 2 konkurencji, gdzie uplasują się w gronie 64 i punktację drużynową wygrać lub wykorzystać maksimum szans. Są jednak także inne aspekty startu w Mistrzostwach: wspólne treningi w sekcji, wspólna podróż na zawody, wzajemny doping, integracja zespołu. Jeśli znajdą się na to pieniądze – dlaczego nie. Jednak organizacja zawodów kosztuje i muszą nią być obarczeni także uczestnicy. Warto już teraz przeanalizować sytuację, bowiem następne Mistrzostwa już za rok. Tekst: Stanisław Petka foto: Adam Bronikowski

KOBIETY 100 Monika Bejnar 81 (AZS AWF Warszawa) 11.57, 200 Monika Bejnar 81 (AZS AWF Warszawa) 23.64, 400 Anna Jesień 78 (AZS AWF Warszawa) 51.74, 800 Joanna Kuś 84 (AZS AWF Katowice) 2:05.95, 1500 Agnieszka Miernik 87 (WSH Wrocław) 4:32.37, 4x100 AZS AWF Warszawa 46.82, 4x400 AZS AWF Kraków 3:45.2, 100 ppł. Kaja Tokarska 85 (AZS AWF Warszawa) 14.09, 400 ppł. Edyta Pura 86 (AZS AWF Warszawa) 60.22, W dal Teresa Dobija 82 (AZS Łódź) 6.32, Wzwyż Karolina Gronau 84 (AZS AWF Biała Podlaska) 1.90, Trójskok Aleksandra Fila 83 (AZS UMCS Lublin) 13.15, Tyczka Joanna Piwowarska 83 (AZS AWF Warszawa) 4.20, Kula Magdalena Sobieszek 86 (AZS AWF Warszawa) 17.35, Dysk Żaneta Glanc 83 (AZS Poznań) 59.36, Oszczep Joanna Bałdyga 86 (AZS AWF Warszawa) 47.02, Młot Katarzyna Kita 84 (WSZiA Zamość) 65.36 MĘŻCZYŹNI 100 Robert Matuszak 84 (AZS AWF Biała Podlaska) 10.58, 200 Daniel Dąbrowski 83 (AZS Łódź) 21.09, 400 Kacper Kozłowski 86 (AZS UWM Olsztyn) 46.03, 800 Łukasz Jóźwiak 83 (AZS AWF Wrocław) 1:50.00, 1500 Damian Pieterczyk 84 (AZS UWM Olsztyn) 3:49.83, 3000 Rafał Snochowski 83 (AGH Kraków) 8:13.04, 4x100 AZS AWF Warszawa 40.90, 4x400 AZS UWM Olsztyn 3:14.09, 110 ppł. Mariusz Kubaszewski 82 (Uniw. KW Bydgoszcz) 14.06, 400 ppł. Rafał Ostrowski 85 (AZS AWF Katowice) 51.66, W dal Mateusz Parlicki 85 (AZS AWF Katowice) 7.86, Wzwyż Marcin Glaubert 83 (Uniwersytet WM Olsztyn) 2.17, Trójskok Mateusz Parlicki 84 (AZS AWF Katowice) 16.85, Tyczka Krzysztof Skrzyński 82 (AZS AWFiS Gdańsk) 4.80, Kula Michał Hodun 83 (AZS AWF Biała Podlaska) 18.00, Dysk Andrzej Krawczyk 76 (AZS AWF Biała Podlaksa) 61.93, Oszczep Paweł Rakoczy 87 (AZS AWFiS Gdańsk) 72.47, Młot Szymon Ziółkowski 76 (AZS Poznań) 76.08

Punktacja uczelni

KOBIETY 1. AWF Warszawa (1305), 2. AWF Kraków (1047,5), 3. AWF Wrocław (1012), 4. Uniwersytet Warszawski (967), 5. Politechnika Białostocka (854,5), 6. Politechnika Warszawska (830,5), 7. Politechnika Łódzka (745), 8. Politechnika Opolska (705), 9. Uniwersytet Szczeciński (698,5), 10. AWF Biała Podlaska (656), 11. Uniwersytet Jagielloński Kraków (588,5), 12. Uniwersytet Gdański (581,5), 13. Akade-

mia Pedagogiczna Kraków (557), 14. Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie (537,5), 15. Uniwersytet im. Marii CurieSkłodowskiej w Lublinie (468), 16. Collegium Medicum UMK Bydgoszcz (455), 17. Akademia Medyczna Białystok (434), 18. Politechnika Gdańska (391,5), 19. Politechnika Krakowska (362), 20. SGGW Warszawa (358) Sklasyfikowano 45 uczelni. MĘŻCZYŹNI 1. AWF Warszawa (1353), 2. AWF Kraków (1334), 3. AWF Biała Podlaska (1298), 4. AWF Wrocław (1291), 5. Uniwersytet Warszawski (1246,5), 6. Politechnika Gdańska (1082,5), 7. Politechnika Łódzka (1039), 8. Politechnika Białostocka (1028), 9. Uniwersytet Łódzki (972), 10. AGH Kraków (969,5), 11. Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie (812), 12. Uniwersytet Warszawski (798,5), 13. Politechnika Warszawska (782), 14. Uniwersytet Techn.-Przyrodn. w Bydgoszczy (705), 15. SGGW Warszawa (609), 16. UMCS Lublin (608), 17. Politechnika Opolska (594,5), 18. Akademia Pedagogiczna Kraków (534,5), 19. Politechnika Krakowska (516,5), 20. WSWFiT Supraśl (488) Sklasyfikowano 48 uczelni.

Punktacja sekcji wyczynowych AZS

1. AZS AWF Warszawa (258), 2. AZS AWF Wrocław (169), 3. AZS AWF Kraków (149), 4. AZS AWF Biała Podlaska (103), 5. AZS AWFiS Gdańsk (102), 6. AZS UWM Olsztyn (92), 7. AZS AWF Katowice (75), 8. AZS Poznań (66), 9. AZS Łódź (53), 10. AZS AWF Gorzów (42), 11. AZS Politechnika Opolska (19), 12. AZS AWF Poznań (14), 13. AZS UMCS Lublin (5), 14. AZS PWSZ Gorzów (3) Kompletne wyniki i punktacje dostępne są na stronie www.domtel.pl.


Liczy się „kasa” Bezlitosny AWF Studenci powoli myślą już o sesji i egzaminach, ale ci aktywni sportowo nadal zmagają się na różnych arenach w walce o medale. Jedni reprezentują swoje uczelnie w mistrzostwach szkół wyższych, inni w AMP-ach. Jeszcze inni walczą o czołowe pozycje jedynie w ligach międzyuczelnianych. Są też tacy, dla których sport to tylko forma rekreacji i w zawodach startują np. przy okazji juwenaliów. Wtedy są to najczęściej zmagania na wesoło, często w nietypowych dyscyplinach, nie zawsze mających wiele wspólnego ze sportem. Ważna jest chęć działania i aktywność oraz inwencja organizatorów i uczestników. Przy okazji eliminacji strefowych w siatkówce plażowej we Wrocławiu okazało się jednak, że dla studentów sportowców nie zawsze najważniejsze są ideały. Tak pechowo się złożyło, że w tym samym czasie odbywał się turniej we Wrześni. Plażowicze reprezentujący uczelnie musieli wybrać, w którym z nich wystartować. Tutaj niestety nad chęcią rywalizacji o medale w zawodach akademickich zwyciężyła pogoń za pieniądzem. We Wrześni do podziału było 12 000 zł i niektórzy siatkarze zrezygnowali z udziału w zawodach akademickich, aby walczyć o nagrody pieniężne. Rzeczywistość jest taka, że nikogo nie powinno to dziwić. Szczególnie, że dla wielu zawodników studia są jakby przy okazji kariery sportowej. Spora może jest w tym również wina organizatorów, którzy tak ustalili kalendarz, że dwie imprezy rozgrywano w tym samym terminie. Z drugiej strony do turnieju strefowego awansowały najlepsze pary z czterech województw i w sumie miało ich wystartować 32. Do Wrocławia dotarły zaledwie 24 zespoły męskie i tylko 20 żeńskich. Smutne jest to, że nawet dla młodych ludzi, studentów i jednocześnie sportowców, ważniejszy jest jeden z turniejów zawodowych, których w sezonie będzie jeszcze wiele. Wydawać by się mogło, że dla zawodników spod szyldu AZS najważniejsza jest rywalizacja wśród studenckiej braci. Nie dla wszystkich! Grzegorz Ostach

N

a nadodrzańskich wałach już po raz ósmy rywalizowano w Biegu o Puchar Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. Na starcie stanęło ponad 130 uczestników, spośród których najstarszy miał 71 lat, a najmłodszy – biegnący wspólnie z ojcem – zaledwie osiem. Osobno wystartowały kobiety, które jako pierwsze ruszyły na przepięknie zlokalizowaną trasę. Po pierwszej pętli na czele stawki znalazło się sześć zawodniczek. Ton rywalizacji nadawały reprezentantki AWF i to one zajęły wszystkie miejsca na podium. Wygrała zdecydowanie Anna Ficner, która o kilka sekund wyprzedziła Agnieszkę Ciołek i Katarzynę Rurynkiewicz. Mężczyźni mieli do pokonania dłuższy dystans – około 4 km. Po kilkuset metrach na przedzie uformowała się dziesięcioosobowa czołówka, która stopniowo się podzieliła. Z każdym metrem faworyci budowali przewagę, a podobnie jak u pań należeli do nich studenci AWF. Ostatecz-

nie trzy pierwsze miejsca przypadły biegaczom tej uczelni, która całkowicie zdominowała rywalizację. Zwyciężył Łukasz Jóźwiak, drugi był Paweł Kaczmar, a trzeci Łukasz Rogula. Dyplomy, puchary i nagrody rzeczowe wręczali olimpijczycy, a wśród nich bokser Józef Grzesiak, brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Tokio (1964 r.). – Często jestem zapraszany na podobne imprezy i miło mi, kiedy młodzi ludzie traktują mnie jak wzorzec – mówił później były znakomity sportowiec. Oprócz niego nagrody ufundowane przez Regionalną Fundację Olimpijską wręczał również Zbigniew Schwarzer. Przy okazji dekoracji pomylono upominki i początkowo dziewczęta otrzymały rzeczy przeznaczone dla chłopców. Zabawne nieporozumienie szybko zostało wyjaśnione, a wszystkich uczestników wprowadziło w dobry nastrój. Jedni walczyli o zwycięstwo i nagrody oraz punkty dla swoich uczelni zaliczane w klasyfikacji Ligi Międzyuczelnianej, a dla innych sam start był ważny. W zawodach wystartowali jak co roku pasjonaci biegania i zdrowego trybu życia, dla których sam udział i osiągnięcie mety było już sukcesem. Widzowie przyglądający się biegowi brawami nagradzali wszystkich uczestników, a szczególnie tych, którzy walczyli ze swoimi słabościami. Nad organizacją czuwał wszechobecny Tomasz Herman, który nie tylko dbał o wszystkie szczegóły, ale i dowcipnie komentował wydarzenia na trasie. – Dopisała nam dzisiaj pogoda, a liczba uczestników z roku na rok się zwiększa – cieszył się po zawodach. Tekst i foto GO

APS – Wydanie Regionalne Redagują: Grzegorz i Krzysztof Ostachowie e-mail: grzegorzostachmarta@wp.pl aps nr 04 2007 (252)


Uniwerek najlepszy

D

ariusz Bar i Michał Karauda z Uniwersytetu Wrocławskiego tryumfowali w turnieju siatkówki plażowej rozegranym w ramach Dolnośląskiej Ligi Międzyuczelnianej. W zawodach, które odbyły się 20 maja na boiskach na Grobli, wystartowało aż 38 męskich i 11 żeńskich par z uczelni z całego regionu. Dopisała pogoda, choć słońce i upał nie zawsze pomagają w rywalizacji na piachu, o czym przekonał się już niejeden siatkarz. Grano systemem brazylijskim, tak więc odpadała para, która przegrała dwa razy. W pierwszej fazie zawodów świetnie radziły sobie zespoły Uniwersytetu, z których trzy wygrały pierwsze

mecze. Jedną z par tworzyli doktor informatyki Emanuel Kieroński i doktorant na Wydziale Nauk i Kształtowania Środowiska Marek Kacprzak (na zdjęciu). – Jesteśmy chyba najstarszą parą tutaj, ale stać nas na niezły wynik – mówił z uśmiechem dr Kieroński. W końcowej klasyfikacji zajęli miejsca 9–12, co dało im przepustkę do zawodów strefowych. W innych ekipach nie brakowało zawodników znanych z parkietów PLS, jak choćby Roman

zachowechar Święto iu s odbył się II Pu

We Wrocław S w Szachach Zarządu Głównego AZ

P

rzez sześć dni czołowi szachiści w kraju rywalizowali w turnieju zorganizowanym przez KS Politechnika Wrocławska i Dolnośląską Organizację Środowiskową AZS. – To już drugie zawody o puchar Zarządu Głównego, a pomysł wziął się stąd, że wcześniej MPSzW rozgrywano co dwa lata i chcieliśmy wypełnić lukę. Impreza się przyjęła, a świadczy o tym liczba uczestników i coraz wyższy ich poziom sportowy – informuje Piotr Klukiewicz z Politechniki Wrocławskiej. Partie rozgrywano w stołówce akademickiej przy ul. Smoluchowkiego, skąd o krok do Odry i pięknie położonego Parku Szczytnickiego. W najbardziej prestiżowym turnieju open wystartowało prawie stu uczestników z dwudziestu uczelni z całego kraju. O wysokim poziomie zawodów świadczy udział arcymistrza Mirosława Grabarczyka z GKS Grodzisk Mazowiecki oraz mistrza międzynarodowego Ukraińca Vadima Shishkina. Zawodnicy mieli do rozegrania dziewięć www.azs.pl

rund w systemie szwajcarskim, po których wyłoniono najlepszych. Uczestnicy mieli na rozegranie każdej partii 90 minut + 30 sekund na każde posunięcie. Tryumfował Shishkin, który zgromadził na swoim koncie 7,5 punktu. Za zwycięstwo otrzymał nagrodę pieniężną w wysokości 3000 zł. O 0,5 punktu mniej zdobył Grabarczyk, a w bezpośrednim pojedynku tych dwóch zawodników padł remis. Trzecie miejsce zajął Tomasz Warakomski z Hańczy Suwałki, który na swoim koncie zapisał 6,5 punktu. Najwyżej z wrocławian uplasował się Jakub Żeberski (7 miejsce, 6,5 pkt). Z zawodników klubów akademickich dziesiąty był Stanisław Zawadzki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Wśród pań najlepsza okazała się Anna Warakomska z Hańczy Suwałki, która zgromadziła 5,5 punktu, a w dziewięciu pojedynkach tylko raz zmierzyła się z kobietą, Barbarą Litwin. W klasyfikacji uczelnianej zwyciężyli studenci Uniwersytetu Warmińsko-Ma-

Gulczyński, który reprezentował AWF Wrocław. Zawodom przyglądał się jego klubowy szkoleniowiec z Gwardii, Maciej Jarosz. Turniej toczył się na trzech boiskach i trwał do późnego wieczora. Finał rozgrywany był przy zapadających ciemnościach, a zakończył się po godz. 21.00! Tyumfator Dariusz Bar wcześniej już osiągał sukcesy w DLM, ale z innym partnerem, Teraz z Karaudą stworzył mocną parę i stać ich na awans ze strefy do finałów mistrzostw Polski. Tekst i foto GO

zurskiego w Olsztynie, którzy zgromadzili 20,5 punktu. Wyprzedzili oni ekipy Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Gdańskiego. Jeszcze po siedmiu rundach na czele był Uniwersytet Wrocławski, ale w końcówce jego zawodnicy spisali się słabiej i musieli się zadowolić czwartą pozycją. Turniejowi głównemu towarzyszyło wiele imprez, m.in. nocny turniej, w którym wystartowało 40 uczestników. Zawodniczki i zawodnicy mogli również wziąć udział w turniejach pokera i piłkarzyków, grillu czy spływie kajakami. – Zawodnicy poza grą w szachy mogli się lepiej poznać i zintegrować, co przy takich zawodach jest równie ważne – chwalił atmosferę imprezy Piotr Klukiewicz. GO Wyniki Turniej open: 1. Vadim Shishkin – 7,5 pkt, 2. Mirosław Grabarczyk – 7, 3. Tomasz Warakomski – 65 Kobiety: 1. Anna Warakomska – 5,5 pkt, 2. Dominika Hermanowicz – 5,5, 3. Katarzyna Toma – 5. Uczelnie: 1. UWM Olsztyn – 20,5 pkt, 2. Politechnika Wrocławska – 20, 3. Uniwersytet Gdański – 20.


AZS lub NIC Bydgoskie środowisko sportu akademickiego, choć w ostatnich latach osiągało wiele sukcesów, jest w Polsce niemal anonimowe. Na zwycięstwa bydgoskich uczelni w poszczególnych pionach uwagę zwracali chyba jedynie rywale ze sportowych aren. Popularniejsze są często dużo mniejsze ośrodki akademickie. Być może przyczyną takiego stanu rzeczy był brak w tym środowisku prawdziwych igrzysk. Teraz ma się to zmienić. Od nowego sezonu zespół pod szyldem KU UKW zainauguruje rozgrywki w II lidze piłkarzy ręcznych. To co prawda nie pierwszy ligowiec na tej uczelni (są już szachiści), ale właśnie on, niczym produkt marketingowy, ma zwrócić w Polsce uwagę na bydgoski klubu W perspektywie lat, oczywiście. Trudno powiedzieć, czy pomysł zrodził się po udanych dla naszych szczypiornistów mistrzostwach świata czy po prostu kilka osób zatęskniło za rywalizacją na serio. Faktem jest, że fanatycy tej dyscypliny sportu podjęli decyzję o budowie piłki ręcznej nad Brdą, pod jednym wszak warunkiem. Ano takim, że klub będzie funkcjonował tylko pod znakiem zielonego gryfa. Słowem: AZS albo nic. Klub Uczelniany Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego gwarantuje im wszystko, czego potrzebują – salę sportową z trybunami, szatnie, a nawet zaplecze socjalne i basen. Wszystko w jednym miejscu i na wyciągnięcie ręki. Nic dziwnego, że pierwsze kroki skierowali więc do prezesa KU AZS, a zarazem administratora całego przybytku. Przedstawili wizję, którą oczarowali go już od pierwszego spojrzenia. Problem jak zwykle tkwił w szczegółach, a mówiąc wprost – w kasie! Władze uczelni, szukając oszczędności, wielokrotnie w sporcie już zapowiedziały, że nie wyłożą na tę inicjatywę choćby złamanego grosza. Rzecz jasna – poza użyczeniem hali. Umowa ma więc jasno określone warunki: klub gra pod nazwą AZS UKW, a utrzymywać się będzie wyłącznie ze środków płynących z zewnątrz. Pytanie nasuwa się samo. Co z tego wszystkiego będzie miał faktycznie Klub Uczelniany? Prestiż – odpowiadają jedni. Wszak klub ligowy jest rozpoznawalny choćby w lokalnych mediach. Szansą dla utalentowanych studentów – mówią drudzy. Jeszcze inni przekonują, że sukces ligowego zespołu może być iskrą do pobudzenia całego sportu akademickiego. To wszystko prawda, ale czy aby plusy nie przysłaniają minusów? Marką AZS nie można przecież handlować, wypożyczać i firmować inicjatyw zewnętrznych. Warunek musi być więc jeden. Uczelnia i AZS nie mogą być jedynie kwiatkiem do kożucha dla ligowych piłkarzy. Oba podmioty muszą ze sobą współpracować i wzajemnie sobie ufać. A w przypadku sportowego sukcesu – razem go świętować. Decyzja zapadła. Spróbujmy. Oby tylko nie wyszedł z tego zakalec. Paweł Kowalski

APS – Wydanie Regionalne Zespół redakcyjny: Paweł Kowalski, Mateusz Tomanek e-mail: kowalski_pawel@op.pl

Dzielę pasję z Pantanim

T

omek nigdy nie stanął choćby na najniższym stopniu podium. Mimo to mógłby być wzorem do naśladowania dla wielu młodych sportowców. Przezwyciężył trudne chwile i każdego dnia wsiada na rower, trenuje i spełnia własne marzenia. Tomasz Hoppe jest studentem I roku politologii na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Sportem, a konkretnie kolarstwem zainteresował się pod wpływem transmisji wielkich międzynarodowych wyścigów jak Giro d’Italia, Tour de France i Vuelta Espana. – W mojej głowie od lat siedziała jedna myśl – mieć własną szosówkę! – przyznaje Tomasz.

Triathlon – to mnie kręci Plany zrealizował kilka lat temu. Mając 15 lat, rozpoczął przygotowania do swojego pierwszego kolarskiego sezonu. – Cały sezon poświęciłem na przygotowanie ogólnej formy, tak aby przygotować się do jakichkolwiek startów – wspomina Hoppe. – Głównie chodziło o utrzymanie rytmu kręcenia, treningi interwałowe i wytrzymałościowe... Forma dopisywała także na basenie, gdzie zacząłem trenować pływanie. Wszystko miało być gotowe na wiosnę, ale niestety zaczął doskwierać mi ból w kolanie. Okazało się, że niezbędna jest operacja. Po przeprowadzonym zabiegu młodego sportowca ciągnęło na rower. Musiał się jednak uzbroić w cierpliwość. Zanim ponownie mógł poprowadzić jednoślad, przeszedł długotrwałą rehabilitację. – Czas uciekał, a mnie ciągnęło na rower coraz bardziej. Ominął mnie także start w MPSzW w Pływaniu – dodaje przyszły politolog. – Po rehabilitacji wznowiłem treningi, ale noga długo nie była tak sprawna, jakbym sobie tego życzył. Tomasz nie zamierzał jednak rezygnować z marzeń i cierpliwie pracował nad powrotem do pełni formy. Z każdym kolejnym dniem pokonywał coraz więcej kilometrów i robił coraz dłuższe wycieczki. To mu jednak nie wystarczyło. Przeciwnie, pewnego dnia wpadł na zupełnie inny pomysł. – Latem zdecydowałem się zejść z roweru i zacząłem biegać. Okazało się, że nie idzie mi z tym przesadnie źle, więc zacząłem robić sobie treningi

triathlonowe, czyli basen, rower, bieg. Spodobało mi się to na tyle, że teraz właśnie z tą dyscypliną sportu wiążę nadzieje na przyszłe starty – przyznaje.

Na trasie Tour de France Dziś po kontuzji nie ma już śladu. Nic więc dziwnego, że student wolny czas poświęca na treningi. Dla rozgrzewki, a może dla przebudzenia, codziennie około godziny 8.00 przemierza na swoim ukochanym rowerze kolejne kilometry. – Dystans zależy wyłącznie ode mnie. Po prostu wybieram trasę, wsiadam na rower i jadę – przekonuje. Im lepsze osiąga wyniki, tym w wyobraźni rysują mu się ciekawsze plany. W swoim terminarzu już zakreśla sobie kolejne imprezy, w których chce wystartować. – W tym sezonie moim głównym celem jest start w tzw. „Le etape de la tour”, czyli przejazd dla wszystkich chętnych rowerzystów po trasie jednego z najcięższych etapów Tour de France – zapowiada. Co ciekawe, Tomasz nie chce brać udziału w wyścigach szosowych. Uważa, że nie ma w nich czystej sportowej rywalizacji, ale panuje, jak to określa, szosowe cwaniactwo. – O startach w tourach nie myślę – przyznaje. – Po pierwsze jestem za stary, a po drugie nie interesuje mnie to ze względu na tzw. szosowe sztuczki lub jak kto woli – szosowe cwaniactwo, czyli „jazda na świadka” polegająca na niedawaniu zmian, chowanie się w tunelu aerodynamicznym... Ja chcę po prostu jeździć. Czuć ciepło słońca, czasem nie mieć na nic sił, a innym razem nie czuć łańcucha i zaliczyć kilka szlifów. Po prostu chcę cieszyć się jazdą. Ważne jest dla mnie to, że dzielę pasję z takimi ludźmi jak Lance Armstrong i nieodżałowany Elefantino – Marco Pantani. Nawet jeżeli Tomaszowi nie uda się zrealizować wszystkich planów, to i tak można go podziwiać, choćby za upór w dążeniu do celu. Tekst MT, foto PK

aps nr 04 2007 (252)


e i p m e t m y w o t r o p s Zabawa w

M

aj – dla uczniów czas matur, a dla studentów okres juwenalii i mistrzostw we wszelakich dziedzinach. „Igrzyska młodzieńców” to nie tylko koncerty muzyczne, ale i czas walki sportowej. Dodajmy... nietypowej. Choćby na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu odbywały się takie konkurencje, jak mecz w błocie, pokaz gladiatorów, w tym przerzucanie ogromną oponą i przepychanie samochodu osobowego. Można było także zagrać w grę planszową w skali 1:1, która wywołała dużo radości u graczy, gdyż każdy z nich miał okazję sprawdzić się jako pionek. Jedynie kostka nie wytrzymała licznych spotkań z betonem. Emocji sportowych nie brakowało też w Bydgoszczy, gdzie juwenalia organizowało wspólnie aż siedem uczelni wyższych. Jedną z konkurencji, w których brali udział żacy, był turniej „quadów”.

Nagrodą główną był Puchar Kanclerza Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej. Najlepsza okazała się reprezentacja Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej, która była bezkonkurencyjna w takich dyscyplinach, jak przejazd przez tor przeszkód czy slalom z zasłoniętymi oczami. Juwenalia pokazały też spore zainteresowanie ścianką wspinaczkową. Studenci z grodu nad Brdą domagali się niemal dostępu do gór – takiej chęci „zdobywania szczytu” mogliby im pozazdrościć studenci mieszkający bliżej wierchów. Ale na tym nie koniec. Wzorem lat ubiegłych na Uniwersytecie TechnologicznoPrzyrodniczym odbył się konkurs Strong Student, w którym nagrodę główną zgarnął zawodnik gospodarzy – Patryk Huet.

ch Torjauwnskio-aPomorNa barkojaew ództwa Ku

ej Mistrzostwa W w Siatkówce Plażow h yc sz yż W ł kó Sz go skie

P

ogoda dopisała, poziom zawodów również. Wszyscy bawili się bardzo dobrze. A jednak czuć pewien niedosyt. Siatkówka plażowa nie ma w naszym regionie bogatej tradycji. Pewnie dlatego nikt nie przykłada do tej dyscypliny sportu większej wagi. A szkoda, bo wśród studentów jest kilkoro zdolnych zawodników i zawodniczek, którzy nie staną na straconej pozycji także w konfrontacji z drużynami z innych uczelni w Polsce. Mistrzostwa Kujaw i Pomorza odbywają się nieregularnie. Tym razem organizatorem miała być Bydgoszcz. Czas uciekał, a o zawodach nikt nie wspominał. W ostatniej chwili przeprowadzenie mistrzostw wzięła na siebie Joanna Kaczmarek z UMK Toruń. – Gdyby turniej się nie odbył, zabrakłoby naszych reprezentantów na finałach strefowych – przyznaje trener UMK. – Szkoda by było przede wszystkim zawodników, którzy prezentują dość wysoki poziom. Imprezę przeprowadzono więc w dniach 19–20 maja br. w grodzie Kopernika. Do udziału zgłosiło się 8 uczelni, ale ostatecznie udział wzięły drużyny tylko z czterech ośrodków – Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego (obie z Bydgoszczy), Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej z Włocławka oraz gospodarze UMK To-

www.azs.pl

ruń. Wśród mężczyzn startowało 16 par, u kobiet 12. – U panów poziom był bardzo wysoki – przyznaje Joanna Kaczmarek. – Głównie za sprawą zawodników dwóch najlepszych drużyn z Bydgoszczy, którzy specjalizują się w siatkówce plażowej. Według mnie mają oni szansę powalczyć o najwyższe cele w finale ogólnopolskim. Pozostałe drużyny grały nieco gorzej, ale trzeba przyznać, że poziom był dość wyrównany. Pierwsze miejsce zajęła dwójka z UKW: Bartosz Węgrzyn/Szymon Kapeliński. Tuż za nimi uplasowali się Adam Kapeliński/ Szymon Wrzyszcz z UTP. Na najniższym

Zupełnie inny sposób na spędzenie święta studentów wybrali członkowie sekcji żeglarskiej Wyższej Szkoły Gospodarki, którzy na czas zabawy na stałym lądzie wybrali się w rejs na Bornholm. Studenci, na co dzień przecież nie sportowcy, tym razem głośno domagali się Tekst i foto MT „chleba i igrzysk”.

stopniu podium stanęli Jakub Urtnowski wraz z Radosławem Urbaniakiem z WSHE. Wśród pań najlepiej spisały się zawodniczki UMK: Magda Żurawska/Monika Wolska. O zwycięstwo walczyły z Justyną Lis i Karoliną Dąbrowską z UKW. Trzecie miejsce zajęły Marta Laskowska/Alicja Gzela z UMK. – Obie drużyny reprezentowały podobny poziom – dodaje trener UMK. – Im niżej, tym jednak było nieco gorzej. Pięć najlepszych zespołów żeńskich i sześć męskich tydzień później wystąpiło w finałach strefowych w Dziwnówku. Miejmy nadzieję, że z roku na rok ta widowiskowa dyscyplina, zyskująca na popularności, na stałe zagości w programie mistrzostw województwa, a na listę startową będzie zgłaszać się coraz więcej drużyn. PK

onny ewództwa WszechesMtisr trzostwa Woj Akademicki go w Jeździectwie Kujawsko-Pomorskie

P

o raz kolejny mogliśmy przekonać się, że studenci uprawiają nie tylko najbardziej popularne dyscypliny zespołowe – koszykówkę, siatkówkę czy piłkę ręczną. Wielu z nich bardziej ceni choćby jazdę konno. Mistrzostwa zorganizował Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy. Do rywalizacji zgłosiło się 20 zawodników z trzech uczelni – Wyższej Szkoły Gospo-

darki w Bydgoszczy, UMK Toruń i UTP. W klasyfikacji ujeżdżenia najlepiej spisała się Anna Rogalska z WSG. Drugie miejsce zajął Łukasz Brudziński z UMK Toruń, a trzecie Urszula Dejk z WSG. Ten drugi okazał się jednak bardziej wszechstronny i po porażce w ujeżdżaniu wygrał w klasyfikacji skoków. Okazał się lepszy od Pauliny Tereszkiewicz z WSG i KaroPK liny Guścior z UTP.


Rywalizacja i nauka… Kwiecień i maj to miesiące, w których odbywa się kilkadziesiąt imprez Mistrzostw Polski Szkół Wyższych. W Lublinie gościliśmy już siatkarzy oraz piłkarzy ręcznych. Koniec maja to także turniej półfinałowy strefy C w siatkówce plażowej kobiet i mężczyzn. Organizatorem tych imprez był Klub Uczelniany AZS UMCS. W przypadku siatkówki system rozgrywek zakładał udział 10 drużyn, wyłonionych w poszczególnych województwach. W piłce ręcznej system rozgrywek jest inny. Do turniejów strefowych mogą zgłaszać się wszystkie chętne drużyny. Wydawać by się mogło, że wpłynie to na zwiększenie liczby drużyn chętnych do udziału w rywalizacji. W przypadku strefy C stało się jednak inaczej. W poprzedniej edycji startowało dziesięć drużyn, w obecnej zaś zaledwie sześć. I nie można tego tłumaczyć rozgrywkami ligowymi, gdyż dla chcącego nie ma nic trudnego. Piłkarze ręczni AWF Biała Podlaska przełożyli nawet swój mecz w I lidze, żeby w pełnym składzie wystąpić w turnieju, który pewnie wygrali pokonując w finale gospodarzy – UMCS Lublin 31:18. Cieszy, że kolejna drużyna z województwa lubelskiego włącza się do rywalizacji na najwyższym szczeblu. Doświadczenie zdobyte na parkietach I ligi z pewnością zaowocuje walką w finale o najwyższe laury. Maj to także szereg imprez dla studentów, w tym organizowanych w ramach dni kultury studenckiej. Odbyły się już Mistrzostwa UMCS w Halowej Piłce Nożnej, w których rywalizowało aż 51 drużyn. Lubelskie uczelnie planują także dni sportu w ramach Kozienaliów (UMCS), KULturaliów (KUL), czy też Juwenaliów na pozostałych uczelniach. W ramach dni sportu odbędą się liczne pokazy sztuk walki, samoobrony, turnieje piłki nożnej, siatkówki, koszykówki, mecze kadra–studenci i wiele innych ciekawych imprez. Z pewnością, podobnie jak w latach ubiegłych, cieszyć się one będą dużym zainteresowaniem i będą świetnym sposobem aktywnego spędzenia wolnego czasu tuż przed sesją egzaminacyjną. Jakub Kosowski

Lublin – potęgwaioślarskim w ergometrze

W

MPSzW w Ergometrze Wioślarskim uczelnie z Lublina odniosły sukces. Co prawda indywidualnie zawodnicy z Lubelszczyzny nie mogli równać się z najlepszymi, na co dzień członkami kadry narodowej w wioślarstwie – Weroniką Deresz (3:30.6 w wadze lekkiej), Pawłem Rańdą (3:01.4 w wadze lekkiej), czy też Marcinem Brzezińskim (2:47.7), jednak wyrównany skład i dobre wyniki poszczególnych zawodników pozwoliły na zajęcie drużynowo czołowych lokat. Nie brakowało jednak rewelacyjnych wyników indywidualnie: Małgorzata Szymańska (UMCS) zajęła w klasyfikacji ogólnej 5. miejsce (3:34.7), Paulina Miłoszewska (AR) – 7. z wynikiem 3:35.5. Dominik Denisiuk (Politechnika Lubelska) w wadze lekkiej wynikiem 3:05.9 zajął 5. miejsce w klasyfikacji ogólnej, a Michał Śliwa (AR) w kategorii open uplasował się na 7. pozycji (2:56.9). Bez wątpienia wyniki te budzą respekt, a ponadto tylko nieznacznie odbiegają od rezultatów zwycięzców w poszczególnych kategoriach. W sumie zawodnicy z Lublina zdobyli indywidualnie i drużynowo blisko dziesięć medali, co jest dużym sukcesem dla uczelni z miasta, które nie posiada tradycji wioślarskich ani nawet sprzętu do uprawiania tego sportu. Warszawskie Mistrzostwa pokazały jednak, że nie trzeba mieć zawodowych wioślarzy, żeby odnosić sukcesy. Ponadto należy zwrócić uwagę, że w zawodach w ergometrze rywalizuje się na dystansie 1000 metrów, wioślarze pływają zaś na dystansie 2000 m. Przekłada się to na rodzaj treningów, gdyż na 2000 metrów wymierne znaczenie ma wytrzymałość. Często więc dystans 1000 metrów „nie leży” wioślarzom.

Trochę historii… Pierwsza sekcja ergometru wioślarskiego powstała na Politechnice Lubelskiej, gdzie wielkim miłośnikiem tej dyscypliny jest Ryszard Stacharzewski, trener lekkiej atletyki. Do Politechniki szybko dołączył UMCS; tu sekcję prowadzi dr Dariusz Szymczuk. Niedawno powołano także sekcję na lubelskiej Akademii Rolniczej, jej opiekunem jest zaś Agnieszka Błaszczak. Od roku 2006 AZS UMCS prowadzi także środowiskową sekcję ergometru wioślarskiego w ramach Studenckiej Strefy Aktywności. Na zajęcia tej sekcji mogą uczęszczać zawodnicy ze wszystkich lubelskich uczelni, co stwarza dodatkowe możliwości treningu. Wydaje się, że obecnie największym problemem jest mała ilość sprzętu. W sumie lubelskie uczelnie posiadają niespełna 10 ergometrów, z czego najwięcej UMCS – cztery. Można więc tylko pomarzyć o takich zawodach jak ostatnie MPSzW zorganizowane przez AZS Środowisko Warszawa, gdzie rywalizacja odbywała się na kilkunastu ergometrach, a jeszcze kolejnych kilkanaście znajdowało się w sali rozgrzewkowej.

Plany na przyszłość Z pewnością planem na rok 2008 będzie utrzymanie pozycji z tegorocznych Mistrzostw. Przedstawiciele wszystkich lubelskich uczelni bardzo pozytywnie oceniają nowy system rozgrywek. Z pewnością mistrzostwa w ergometrze wioślarskim rozgrywane co roku pozwolą zachęcić studentów do uprawiania tej dyscypliny. Sporym wyzwaniem będzie również zachęcenie uczelni spoza Lublina do ry-

APS – Wydanie Regionalne Zespół redakcyjny: Jakub Kosowski e-mail: kosowskij@tlen.pl Katarzyna Rutkowska e-mail: kasia.rutkowska@wp.pl aps nr 04 2007 (252)


i n n i c ś o g e i n e i n a i Lublin

W

dniach 28–29 kwietnia br. odbył się w Lublinie turniej półfinałowy strefy C Mistrzostw Polski Szkół Wyższych w Piłce Ręcznej Mężczyzn. Do rywalizacji zgłosiło się zaledwie sześć drużyn, czyli o cztery mniej niż w roku ubiegłym. Strefa C nie jest tutaj ewenementem w skali kraju. W turnieju strefy D (Zielona Góra) wzięło udział sześć drużyn, a w turnieju strefy A (Gdańsk) – osiem. Pod tym względem wyróżniła się strefa B, w której rywalizowało aż jedenaście ekip. W turnieju strefy C, którego organizatorem był KU AZS UMCS, wystartowały aż cztery ekipy z województwa lubelskiego, w tym piłkarze ręczni AWF Biała Podlaska, którzy na co dzień z powodzeniem rywalizują w I lidze. Zespoły zostały podzielone na dwie grupy. W grupie A pierwsze miejsce pewnie zajął zespół

AWF Biała Podlaska, w meczu decydującym o drugim miejscu KUL po wyrównanej walce pokonał PWSZ Tarnów 21:18 (7:8). W grupie B najlepszy okazał się UMCS Lublin, drugie miejsce zajęła zaś Akademia Ekonomiczna z Krakowa, gromiąc w decydującym meczu Politechnikę Lubelską 24:15 (10:4). Nieoczekiwanie spore emocje przyniósł mecz półfinałowy, w którym zmierzyły się dwie lubelskie ekipy – UMCS i KUL. Dla wyłonienia zwycięzcy niezbędna okazała się dogrywka, gdyż w regulaminowym czasie gry na tablicy wyników widniał remis 22:22. W dogrywce podopieczni trenera Mieczysława Grandy przypomnieli sobie, jak na co dzień grają w II lidze, i ostatecznie pokonali KUL 26:23. W meczu o trzecie miejsce KUL, nie bez trudu, pokonał AE Kraków 18:16, natomiast AWF Biała Podlaska pokazała, dlaczego gra

Finisz Mistrzojstw UMCS w Halowe Piłce Nożnej

C

ały miesiąc – od 27 marca do 26 kwietnia 2007 r. trwały Mistrzostwa UMCS w Halowej Piłce Nożnej. Impreza ta jest organizowana corocznie z inicjatywy Studium Wychowania Fizycznego i Sportu UMCS oraz KU AZS UMCS. Jest to zarazem największa impreza w grach zespołowych dla studentów

walizacji w ramach LLM. Może na to wpłynąć ustabilizowanie sytuacji z rozgrywkami środowiskowymi. Wiele do zrobienia jest także w kwestii sprzętu. Trudno bowiem oczekiwać, że mając półtoragodzinny trening i dwa ergometry, można skutecznie pracować z 15–20 osobami. Bez wątpienia zakup dodatkowych ergometrów pozwoli na zwiększenie ilości osób uczestniczących w zajęciach sekcji. Tegoroczne sukcesy powinny jednak wpłynąć na przychylne spojrzenie władz poszczególnych uczelni w omawianej kwestii. Tekst i foto JK Wyniki drużynowe uczelni lubelskich w klasyfikacji ogólnej Kobiety: 3. Politechnika Lubelska, 4. Akademia Rolnicza, 7. UMCS, 17. KUL Mężczyźni: 5. Politechnika Lubelska, 6. Akademia Rolnicza, 13. UMCS, 17. KUL www.azs.pl

uczelni, jaka odbywa się na obiektach Akademickiego Ośrodka Sportowego. W tegorocznych Mistrzostwach wystartowało aż 51 zespołów, czyli prawie 500 studentów, co świadczy o dużym zainteresowaniu sportem w środowisku studenckim największej lubelskiej uczelni. Po finale najlepsze drużyny zostały nagro-

w I lidze – wysoko wygrała z UMCS Lublin 31:18. Do turnieju finałowego awansowały cztery najlepsze drużyny, w tym aż trzy z województwa lubelskiego: AWF Biała Podlaska, UMCS Lublin i KUL Lublin. Tekst i foto JK Kolejność końcowa: 1. AWF Biała Podlaska, 2. UMCS Lublin, 3. KUL Lublin, 4. Akademia Ekonomiczna Kraków, 5–6. PWSZ Tarnów, Politechnika Lubelska

dzone upominkami ufundowanymi przez Klub Uczelniany AZS UMCS oraz sponsorów, wręczenia dokonała prof. dr hab. Anna Pajdzińska – prorektor UMCS ds. kształcenia w asyście Krzysztofa Krawczyka – kierownika SWFiS UMCS. JK Kolejność końcowa 1. Ekonomia / ZiM V r. (kpt. T. Bednarczyk), 2. Prawo II r. (kpt. A. Kołodziej), 3. BiNoZ IV r. (kpt. M. Graniczka), 4. Administracja IV r. (kpt. M. Krasiński)

raca… p a k ż ę i c o t r t e m o Erg zak mgr Agnieszką Błaszc go Rozmowa z gometru wioślarskie er ji kc se em er en tr – zej w Lublinie AZS Akademii Rolnic Jak często odbywają się treningi sekcji ergometru AZS AR?

Dwa razy w tygodniu. Mamy do dyspozycji zaledwie dwa ergometry. Treningi odbywają się na siłowni w obiekcie AR. Jak dużo osób uczęszcza na zajęcia?

Liczba członków jest zmienna i muszę przyznać, że nie jest łatwo ich pozyskać, a jeżeli już, to bardzo często po roku rezygnują. Stałych zawodników jest kilkunastu. Aby osiągnąć coś więcej, muszą niestety trenować indywidualnie i to niezwykle ciężko. Dwa razy w tygodniu to za mało, żeby zbudować jakąkolwiek formę. Czy najlepsi zawodnicy mogą liczyć na stypendia sportowe?

O to jest bardzo trudno, gdyż pomimo dobrych wyników nie spełnia-

ją wymogów regulaminu, wg którego należy osiągnąć miejsca medalowe na MPSzW. Utrudnia to także brak klasyfikacji w typach Akademii. Jak ocenia Pani nowy system rozgrywek – jednoroczną edycję MPSzW?

Popieram w pełni. Zawodnicy będą mieli okazję startować co roku, a tym samym nie nastąpi marginalizacja działalności sekcji w latach, kiedy nie ma zawodów. Uważam jednak, że klasyfikacji w typach nie powinno się uzależniać od liczby uczelni danego typu. Doprowadzi to do wycofywania się uczelni, które startując w mistrzostwach liczą na klasyfikację w typach, w których oczywiście są większe szanse na sukces. Dziękuję za rozmowę.

JK


Wkrótce wakacje Czas leci nieubłaganie i już niedługo koniec roku akademickiego. – Kiedy to wszystko zleciało? – zadajemy sobie pytanie. Jeszcze tylko trochę nauki, sesja i fruuuu... do pracy za granicę. Zostawić wszystko za sobą, plecak spakować i w drogę. Taki scenariusz ma zapewne wielu z was. Nie dochodzę czy to rozwiązanie słuszne czy nie, gdyż ile osób – tyle wyjść z sytuacji. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej część studenckiej braci zostanie w Polsce i spróbuje w naszych warunkach zarobić na swoje potrzeby. Jeśli na dodatek znajdziecie wolną chwilkę w lipcu, zapraszam serdecznie nad piękne polskie morze, aby skosztować uroków sportu akademickiego. Akademickie Mistrzostwa Polski w Siatkówce Plażowej co roku są bardzo widowiskowe, i to nie tylko z powodu wysokiego poziomu sportowego. Gdynia przyciąga. Wspaniała lokalizacja akademika działa niczym magnes. Jeśli zaś znajdziecie się nad morzem w okolicach początku września, nie omińcie Sopotu, gdzie w tym roku planujemy kolejną edycję Pucharu ZG AZS w Piłce Nożnej Plażowej „Biczsoker 2007”. O walorach turystycznych kurortu prawić można bez końca, a na dodatek to przecież „Atmosfera, Zabawa i Sport” nas nakręca i zachęca. Te imprezy na stałe wpisały się już do kalendarza wielu osób, które nie wyobrażają sobie wakacji bez aktywności fizycznej. Jak widzicie, AZS w województwie pomorskim nie robi sobie wolnego na wakacje. Pracujemy cały czas i do tego samego namawiamy was. Nie pozwólcie leniowi was ogarnąć. Obyście za kilka miesięcy nie zadali sobie tego samego pytania: – Kiedy to wszystko zleciało? Bo przecież znów trzeba będzie rozpocząć walkę o kolejne medale, stypendia, nagrody. Ale przede wszystkim o niezapomniane przeżycia, bo ich nie kupi się płacąc kartą kredytową... Tomasz Aftański

APS – Wydanie Regionalne Redaktor: Tomasz Aftański, Sekretarz: Piotr Walczak, Zespół redakcyjny: Adam Krzyżanowski, Maciej Kowalski, e-mail: fajf@o2.pl, aftan@o2.pl

7 DS-y na start 200

Z

akończyły się rozgrywki Domów Studenckich Województwa Pomorskiego. Studenci rywalizowali w piłce nożnej, koszykówce, streetbaskecie i siatkówce. Bezkonkurencyjne okazały się ekipy Politechniki, które w komplecie opanowały podium. Zwyciężył Dom Studencki nr 4 Politechniki Gdańskiej, który zyskał miano najbardziej usportowionego domu studenckiego w 2007 roku! Zawodnicy z uczelni technicznej wykorzystali fakt, że w turnieju finałowym Uniwersytet stawił się jedynie w śladowych ilościach. I właśnie braki finałowe sprawiają, że organizatorzy zawodów – AZS OŚ Gdańsk – przymierzają się do zmiany formuły już od przyszłego roku. W tym roku imprezę przeprowadzono bowiem w dwóch etapach: eliminacje uczelniane oraz turnieje finałowe. Jak się okazało, pierwszy etap tak nadwątlił siły mieszkańców DS-ów, że o mobilizację na finał było naprawdę trudno. Należy odnotować start 15 domów studenckich z trzech uczelni

wyższych trójmiasta (4 UG, 9 PG, 2 A. Morska) i rozegranie 70 meczy z udziałem około 900 zawodników. Tekst i foto TA Kolejność 1. DS 4 Politechniki Gdańskiej, 2. DS 5 Politechniki Gdańskiej, 3. DS 2 Politechniki Gdańskiej

... Sportowa niedziela

N

azwa tego znanego programu sportowego odzwierciedla to, co działo się w niedzielę (13.05.2007) w Ośrodku AZS w Górkach Zachodnich. Rywalizacja o miano najlepszej Uczelni Niepublicznej w Województwie rozpoczęła się serią zawodów piłkarskich. Najlepszą pozycję po rozegraniu tej dyscypliny miała Wyższa Szkoła Zarządzania i jak się okazało, nie roztrwoniła ona wcześniej zdobytych punktów. Uczelni z Żabianki nie udało się jednak samotnie zasiąść na tronie. W bieżącym roku prymat ten WSZ będzie dzielić z Wyższą Szkołą Finansów i Rachunkowości w Sopocie... Trzecie miejsce przypadło obrońcy tytułu z ubiegłego roku – Wyższej Szkole Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku. Drużyna ta dzielnie walczyła o punkty, jednak w ostatecznym rozrachunku zabrakło choć kilku oczek z piłki nożnej (uczelnia z ul. Miszewskiego nie wystąpiła w tych rozgrywkach). Kolejne miejsca zajęli: drugi z gospodarzy zawodów

– GWSH Gdańsk oraz debiutujący w zawodach SWPS WZ Sopot. Tak naprawdę zwycięzcami zawodów byli wszyscy ci, którzy w niedzielę odwiedzili Ośro dek AZS w Górkach Zachodnich. Od 10.30 do 18.00 rozegrano 50 spotkań w 6 dyscyplinach (streetbaskecie, unihokeju, tenisie, siatkówce mieszanej, siatkówce plażowej i piłce nożnej). – To ogromny sukces i potwierdzenie faktu, że istnieje życie sportowe na Uczelniach Niepublicznych w naszym Województwie. Dla przypomnienia w I edycji zawodów (2003 rok – przyp. red.) w zawodach wystąpiły zaledwie 3 uczelnie – zauważył dyrektor Turnieju Piotr Walczak. – Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego sukcesu. Coraz wyżej zawieszamy sobie poprzeczkę i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze ciekawiej – dodał członek ZG AZS i jednocześnie prezes KU AZS WSTiH. Dla najlepszych trzech drużyn puchary ufundował Przewodniczący Sejmiku Województwa Pomorskiego prof. zw. dr hab. Brunon Synak. PW, foto Jan Sawicki Klasyfikacja końcowa 1. Wyższa Szkoła Zarządzania w Gdańsku, 2. Wyższa Szkoła Finansów i Rachunkowości w Sopocie, 3. Wyższa Szkoła Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku, 4. Gdańska Wyższa Szkoła Humanistyczna, 5. Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej WZ w Sopocie, 6. Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku, 7. Europejska Szkoła Hotelarstwa, Turystyki i Przedsiębiorczości w Sopocie, 8. Ateneum SW w Gdańsku aps nr 04 2007 (252)


.. . a z r o m o P a w t s o z r t Akademickie Mis

... Tenis

Przez 3 dni na kortach AZS OŚ w Gdańsku studenci z 8 uczelni wyższych województwa pomorskiego rozegrali 63 mecze w ramach Akademickich Mistrzostw Pomorza. Najlepszą zawodniczką okazała się Barbara Maciocha (UG), która wygrała nie tylko w grze pojedynczej, ale także okazała się najlepsza w duecie z Agatą Walczak z PG. W rywalizacji panów najlepszy okazał się Dariusz Lipka (AWFiS), który w finale pokonał swojego uczelnianego kolegę Tomasza Grygoruka. Ten zaś powetował

... Siatkówka Plażowa Robert Michniewski i Bartłomiej Szczypczyk (AWFIS) oraz Anna Makiewicz i Aleksandra Theis (PG) zostali złotymi medalistami Akademickich Mistrzostw Pomorza w Siatkówce Plażowej. Impreza, którą rozegrano na plaży miejskiej w Gdyni, zgromadziła na starcie 20 par żeńskich i 22 męskie. Były to również strefowe eliminacje MPSzW. Najlepsze pary zmierzą się w turnieju półfinałowym w Dziwnówku.

... Streetbasket We wtorkowe popołudnie, na gościnnych sztucznych boiskach AWFiS, odbyły się Akademickie Mistrzostwa Pomorza w Streetbaskecie Kobiet i Mężczyzn. W rywalizacji pań najlepsze okazały się, grające u siebie, podopieczne trener Małgorzaty Czerlonko. Z kolei w turnieju męskim, po emocjonującym pojedynku finałowym, po złote medale sięgnęli zawodnicy Politechniki. Do turnieju damskiego zgłosiło się 6 ekip, które w wyniku losowania zostały podzielone na dwie grupy. Jak się później okazało w pierwszym i w ostatnim meczu turnieju zmierzyły się ze sobą te same zespoły. AWFiS I oraz AWFiS III nie tylko odprawiły trzecią w grupie Politechnikę, ale także rywalki półfinałowe z AWFiS www.azs.pl

sobie straty w deblu, będąc w parze z Marcinem Plopą (UG) nie do ogrania. Dla studentów przygotowujących się do MPSzW była to idealna okazja sprawdzenia własnej dyspozycji. Skorzystało z tego aż 37 mężczyzn i 17 kobiet. – Cieszy mobilizacja dużych uczelni. Widać, że w zbliżających się Mistrzostwach nasi reprezentanci chcą się liczyć – zauważył Jan Sawicki, organizator turnieju. Tekst i foto TA Zwycięzcy Gra pojedyncza kobiet: 1. Barbara Maciocha (UG) Gra pojedyncza mężczyzn: 1. Dariusz Lipka (AWFiS)

Gra podwójna mężczyzn: 1. Marcin Plopa (UG) – Tomasz Grygoruk (AWFiS) Gra podwójna kobiet: 1. Agata Walczak (PG) – Barbara Maciocha (UG)

Na czterech boiskach przygotowanych przez organizatora – Akademię Morską w Gdyni – toczyły się zacięte pojedynki. Ważna była każda piłka, każdy punkt i wygrany mecz, gdyż tak naprawdę nikt nie wiedział, ile ekip z tego turnieju zakwalifikuje się do drugiego etapu MPSzW. W turnieju męskim obyło się bez niespodzianki. Faworyzowana para Michniewski/Szczypczyk bez problemu pokonywała kolejne pary w drodze do finału. O wiele więcej sił kosztował awans na szczyt ich rywali. Para Andrzej Skórski/ Tomasz Deptuła (PG) musiała się sporo napocić, aby stanąć do walki o złote medale. Jednak na drugie miejsce jak najbardziej zasłużyła. Na najniższym stopniu podium stanęli Krzysztof Idzi i Tomasz Dziura – reprezentanci Akademii Morskiej Gdynia. W rywalizacji pań nie lada wytrwałością popisały się Sandra Luftner i Katarzyna Wontor (Akademia Morska), które już w pierwszym swoim pojedynku

doznały porażki. Nie przeszkodziło im to jednak awansować aż do finału. Niestety okupione to zostało sporymi stratami sił i lekką kontuzją ambitnej Sandry, która mimo bólu nawet na moment nie dopuszczała myśli o rezygnacji z gry. Finałowe rywalki nie miały litości i z kwitkiem odprawiły gospodynie. Para Anna Makiewicz/Aleksandra Theis (PG) okazała się bezdyskusyjnie najlepsza. Na trzecim miejscu uplasował się kolejny duet z Politechniki – Monika Kałdonek i Magdalena Obszańska. W imprezie wystartowali reprezentanci 10 uczelni, a łącznie rozegrano 92 mecze turniejowe. – W ciągu jednego dnia rozegraliśmy mnóstwo meczy i naprawdę podziwiam zaangażowanie zawodniczek i zawodników. Widać, że wielu z nich pragnie znaleźć się w wielkim finale, który na początku czerwca organizujemy w Gdańsku – powiedział nam Tomasz Aftański z AZS OŚ Gdańsk, który czuwał nad sprawnym przebiegiem zawodów. – Dziś wszystko się udało, oby w czerwcu było podobnie – dodał. Tekst i foto TA

IV oraz Akademii Pomorskiej Słupsk. Co ciekawe w meczu grupowym lepsze okazały się zawodniczki AWFiS wygrywając 7:5. Jednak doświadczone zawodniczki z AWFiS III (na co dzień reprezentantki I-ligowej drużyny AZS Uniwersytet Gdański) wiedzą, że najważniejszy jest finał. Ten poszedł po ich myśli. 8:6 i złote medale powędrowały do Justyny Żuk, Karoliny Szlachty i Mai Mazur. Trener Czerlonko była zachwycona. – Takie imprezy mogłyby się odbywać tutaj co tydzień. Cieszę się, że tyle dziewczyn się zmobilizowało i wystawiłyśmy dziś aż 4 ekipy. W rywalizacji mężczyzn udział wzięło 7 ekip. Tutaj rywalizacja była bardziej zacięta o czym świadczy skład półfinałów. Znaleźli się w nich reprezentanci czterech różnych uczelni. W pierwszym Politechnika pokonała w AP Słupsk 11:9, natomiast

w drugim AWFiS I bez trudu ograł UG 8:4. Finałowy pojedynek zapowiadał się bardzo emocjonująco i trzeba przyznać, iż zgromadzeni kibice na pewno się nie zawiedli. Pod tablicą twarda męska walka. Celne rzuty z dystansu i udane efektowne penetracje nagradzane były owacyjnymi brawami. Zwycięsko mecz ten zakończyła ekipa PG, która grała w następującym składzie: Rafał Milewski, Piotr Renkiel, Mateusz Stawicki i Antoni Kozaka. Po raz pierwszy w historii Akademickich Mistrzostw Pomorza w Streetbaskecie rozegrano konkurs rzutów za trzy punkty. Wśród pań najlepsza w rzutach zza linii 6,25 m okazała się Maja Mazur (AWFiS III), natomiast wśród panów bezkonkurencyjny okazał się Kuba Danjuma (AWFiS I). TA


kalendarium

kalendarium

kalendarium

kalendarium

Maj R

ok temu (27–28 maja 2006 r.) w Bonn Krzysztof Franz, AZS AWF Poznań, zdobył brązowy medal Mistrzostw Europy w Taekwondo WTF.

Cybulski 2 lata temu (8 maja 2005 r.) zakoń- Bogdan (21.01.1950–02.03.2007)

czyły się rozgrywki ekstraklasy siatkówki mężczyzn. Tytuł wicemistrzowski zdobył AZS Olsztyn, a trzecie miejsce – AZS Częstochowa.

3

lata temu (29 maja 2004 r.) w Warszawie odbyły się na Wiśle coroczne Regaty Ósemek Wioślarskich, w których zwyciężyła osada Uniwersytetu Warszawskiego.

4

lat temu (23–25 maja 2003 r.) w Poznaniu na stadionie „Olimpii” odbyła się największa impreza akademicka w Polsce w 2003 roku – AMP w Lekkoatletyce, połączone z XXII MPSzW (prawie 2 tysiące uczestników reprezentujących ponad 90 uczelni).

5

lat temu (12 maja 2002 r.) zakończyły się rozgrywki I ligi piłki ręcznej mężczyzn. Zespół AZS AWF Warszawa zajął drugie miejsce, awansując do ekstraklasy.

6

lat temu (27 maja 2001 r.) w Lublinie na Mistrzostwach Polski w Taekwondo ITF złote medale zdobyli: Marcin Wołosz, AZS AWF Warszawa – w układach formalnych I dan, Mariusz Steckiewicz, AZS AWF Biała Podlaska – w układach formalnych IV dan, AZS AWF Biała Podlaska – w układach drużynowych.

7

lat temu (17 maja 2000 r.) w Warszawie w obecności medalistów Akademickich Mistrzostw Świata prof. dr hab. Mirosław Handke, minister edukacji narodowej, i prezes ZG AZS dr Marek Konopczyński podpisali „porozumienie o współpracy” na rzecz tworzenia warunków do upowszechniania kultury fizycznej i sportu w środowisku młodzieży szkolnej i akademickiej.

8

lat temu (13 maja 1999 r.) na Uniwersytecie Warszawskim w Sali Złotej Pałacu Kazimierzowskiego odbyło się spotkanie rektora-elekta prof. dr. hab. Piotra Węgleńskiego z przedstawicielami środowiska sportowego Uniwersytetu. Na spotkaniu m.in. podziękowano najlepszym studentom-sportowcom i ich trenerom z KU AZS UW za osiągnięcia w roku akademickim 1998/1999.

9

lat temu (9 maja 1998 r.) w Warszawie odbyły się I Mistrzostwa Polski Cheerleaders. W rywalizacji uczestniczyło 18 zespołów, w tym 4 zespoły akademickie z: Uniwersytetu Warszawskiego, Śląskiego, AZS Lublin i AZS Katowice.

10

lat temu (14–15 maja 1997 r.) w Zittau na Akademickich Mistrzostwach Niemiec w Lekkoatletyce najlepsze miejsca spośród polskich studentów wywalczyli: Olgierd Stański, 1 m w rzucie dyskiem, Piotr Kuszneruk, 2 m w skoku wzwyż, i Marzena Wysocka, 3 m w rzucie dyskiem. Ha-ha

P

rzeszedł do historii polskiej piłki ręcznej jako wielki trener. Jego znane powiedzenie: – Jesteś tu, by się uczyć, a nie żeby być trenowaną(ym) – znane było w ostatnich latach wśród młodzieży norweskiej. 21-letni asystent trenera Zająca w pierwszoligowym AZS kończy ostatni rok studiów i pozostaje w Zakładzie Gier Sportowych AWF Wrocław. Do 1975 r. jest z zespołem z czołówki tabeli, z którym zdobywa mistrzostwo Polski. Ale kariera naukowa nie pociąga go. Wyjeżdża na rok do Australii. Po powrocie w 1977 r. obejmuje samodzielne stanowisko trenera we wrocławskim klubie. Po roku pracy zdobywa Puchar Polski i 3. miejsce w lidze. Po kolejny sukces akademiczki sięgają już w 1979 – mistrzostwo Polski. Dla młodego, 29-letniego trenera to wskazówka, że idzie prawidłową drogą. Kolejny wyjazd do Australii przynosi spore zmiany. Powrót wiąże się z przeprowadzką do Chorzowa. Bogdan zostaje trenerem I-ligowego AKS Chorzów. Przez 3 lata pracy do czerwca 1983 r. zdobywa z tym zespołem dwa tytuły mistrza kraju i Puchar Polski. Jednocześnie w 1983 podejmuje się pracy z kadrą narodową Polski. 33-letni Bogdan Cybulski ma plany i ambicje, by dorównać najlepszym w tych latach: NRD, ZSRR, Jugosławii. Po niespełna roku przygotowań do mistrzostw świata grupy B, które odbyły się w Katowicach, daje nadzieje wszystkim miłośnikom piłki ręcznej, że polskie dziewczyny mogą się liczyć w Europie (w finale Polska po dramatycznej walce przegrywa z ówczesną potęgą światowej piłki ręcznej NRD 19:20). W 1983 r. wraca do Wrocławia. Ma tu rodzinę – zostaje ojcem, przychodzi na świat Oleńka – i ponowną możliwość pracy z AZS AWF. Jeden sezon wystarczył, by dzielący swoją pracę trener na kadrową i klubową potwierdził klasę. Prestiżowy tytuł mistrza Polski jest ponownie we Wrocławiu (1984). Narodziny drugiej córki Agnieszki (1987) – uszczęśliwiły go nie mniej niż sukcesy zawodowe. Entuzjastyczny trener, wielki zapaleniec, a przede wszystkim profesjonalista – sięga po kolejny tytuł mistrza kraju. Kilkakrotny zdobywca Pucharu Polski i 6-krotny mistrz Polski w piłce ręcznej. Dwukrotnie był zwycięzcą plebiscytu na najlepszego trenera Dolnego Śląska (1984 i 1990) i zajmował wysokie miejsca w podobnych plebiscytach w województwie katowickim. Był spełniony jako trener klubowy. Miał większe ambicje i wielkie plany z kadrą narodową Polski, ale obiektywne warunki panujące w tamtych latach uniemożliwiły zrealizowanie stawia-

nego sobie celu. Wiedział, że więcej już nic nie osiągnie, dlatego postanowił wyjechać za granicę. Pierwsze propozycje wyjazdu zaczęły napływać już w 1984 r. Zawsze odmawiał. W 1991 r. podpisuje kontrakt z II-ligowym Fĺbergiem. Po zakończeniu sezonu dziewczęta awansują do I ligi, a Bogdan musi zgolić brodę! Był wielkim autorytetem dla Norweżek. Zgadzały się na treningi nawet o 6:00. Prasa norweska zaczęła określać go jako wielkiego trenera od obrony w piłce ręcznej. Potwierdził to w następnych latach pracy z mężczyznami. Wnosił wiele nowości w taktyce ataku i obrony. W roku 1994 (IO Lillehammer) podpisuje dwuletni kontrakt z męskim zespołem Elverum. Kończą sezon na 3. miejscu w ekstraklasie i wygrywają play off. Bogdan znów zgolił brodę. Nazwisko Bogdana Cybulskiego wpisano do Księgi Historii miasta Elverum. W 1996 zgadza się być szefem oddziału piłki ręcznej w prywatnej szkole sportowej NTG w Lillehammer. To ciężki rok dla Bogdana. Rano jedzie (99 km) do NTG, wraca po południu, a wieczorem ma treningi z chłopakami w ekstraklasie. We wrześniu 1996 r. podejmuje decyzję o rozstaniu się z wielką piłką ręczną. Szkoli młodzież od 16 do 19 lat. Był autorem wszystkich sukcesów młodych piłkarek ręcznych w NTG. Wiele z nich gra teraz w ekstraklasie, I lidze norweskiej i za granicą. Był uwielbiany, choć był stanowczy, wymagający i czasami apodyktyczny. Zespoły z ekstraligi wielokrotnie składają mu propozycje. Nie potrafił odmówić chłopakom z Elverum i tym razem przez sezon jeździł odwrotnie, ratując chłopaków przed spadkiem z I ligi – 1999 r. A w sezonie 2005/2006 i 2006/2007 jest koordynatorem w I-ligowym zespole kobiet Gjřvik/Vardal. Zespół ten awansował aktualnie do extraligi. Ile w tym zasługi Bogdana? Był wielkim trenerem z charyzmą, z zasadami. Wiele wymagał od innych, ale jeszcze więcej od siebie. Pozostawił bogate materiały dotyczące piłki ręcznej. A niektóre z jego pomysłów funkcjonują od kilku lat w innych klubach i szkołach sportowych pod nazwą ćwiczenia Bogdana. Podnosił swoją wiedzę uczestnicząc w międzynarodowych seminariach, m.in. w Grecji, Kanadzie, Hiszpanii, Holandii, Bangkoku i Słowenii. Prywatnie był zapalonym wędkarzem, świetnym narciarzem, tenisistą i rokującym nadzieję golfistą. A jego zdolności kulinarne to już legenda wśród znajomych. Mieszkając przez ostatnie 16 lat w Norwegii najchętniej wypoczywał z rodziną w Chorwacji. Zawsze podkreślał, że jest Polakiem. Kochał Wrocław i tą miłością zaraził swoje córki Aleksandrę i Agnieszkę. Choć obie wychowały się w Norwegii, dumne są ze swojego polskiego pochodzenia. Posługują się piękną polszczyzną i chętnie przyjeżdżają do kraju. Nikt nie jest w stanie zastąpić Bogdana Cybulskiego. On był sui generis.

Stanisława Gotówko Lillehammerwwww

aps nr 04 2007 (252)


[o AZS PWSZ Gorzów w Izraelu

K

oszykarki AZS PWSZ Gorzów Wlkp. uczestniczyły w turnieju The Friendship Games 2007 w Tel Awiwie. Po wyczerpującym sezonie (4 m. w ekstralidze koszykówki kobiet), ale i dzięki wielu kontaktom międzynarodowym polskiego AZS znaleźliśmy się wśród 25 drużyn koszykarskich, które zaproszono na turniej koszykówki kobiecej i męskiej. Drużyny: Uniwersytetu Pekin, młodzieżowej reprezentacji Ukrainy, reprezentacji Izraela, drużyna z Izrael I’billin oraz my – tworzyliśmy 5-zespołową grupę, którą bezapelacyjnie wygrał gorzowski zespół. Styl gry, dynamikę polskich studentek oraz pracę trenera Dariusza Maciejewskiego podziwiało wielu trenerów izraelskich, a także trenerzy NBA. W tym bardzo usportowionym kraju to sukces pokazać coś nowego z myśli trenerskiej. Dobrze wiemy, że Izrael na koszykówce się zna, a sława Maccabi Tel Awiw do nas też dotarła. Impreza odbywała się na obiektach Uniwersytetu Tel-Awiwskiego, na których nie był odczuwany ponad 30◦C upał dzięki wszechobecnym klimatyzatorom. Organizatorzy (Fundacja Peskowitza) zapewnili nam też obok emocji sportowych także program turystyczny z wizytą śladami Jana Pawła II w Jerozolimie, Naza-

Sentyment do Festiwalu

P

o raz dwudziesty pierwszy do Ośrodka AZS nad jeziorem Niegocin zjechali wielbiciele akademickich rozgrywek festiwalowych. Wśród uczestników XXI Festiwalu Sportowego znaleźli się studenci, którzy zakończyli czerwcową sesję, a także absolwenci od lat związani z imprezą organizowaną w Wilkasach. Blisko 100 osób zostało podzielonych na 3 reprezentacje kobiet i mężczyzn: Warszawa, Gdańsk, Reszta Świata. Przez kilka dni drużyny te rywalizowały w różnych dyscyplinach zespołowych. Poza tradycyjnymi rozgrywkami w piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę odbyły się także zawody w korfballu oraz gra balonowa. MW Uczestnicy: AZS Warszawa, Akademia Medyczna Poznań, Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Gdański, AZS Łódź i inni...

www.azs.pl

d b y ³ o siê...]

recie i nad jeziorem Genezaret, gdzie ślady Biblii nakładały się na współczesność Izraela, z przenikaniem cywilizacji arabskiej, żydowskiej i chrześcijańskiej. O randze imprezy niech świadczy fakt, iż laureat pokojowej nagrody Nobla Szymon Perez (foto) osobiście wręczał statuetki zwycięzcom: naszej drużynie i Uniwersytetowi Toronto (Kanada) w rozgrywkach męskich. Drugie miejsca zdobyła Serbia (Uniwersytet Belgrad), a w rozgrywkach kobiecych Chiny (Uniwersytet z Pekinu). RG

Artystyści zagrali w Wilkasach

W

dniach od 14 do 18 czerwca br. w Ośrodku AZS Wilkasy trwał VIII Sportowy Festiwal Wyższych Szkół Artystycznych. Obok polskich reprezentacji – Akademii Muzycznej z Warszawy i Gdańska oraz Akademii Sztuk Pięknych z Warszawy wystąpili także goście z Wileńskiej Akademii Muzycznej i Teatralnej. Artyści zagrali w Wilkasach mecze międzypaństwowe w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. Wzięli także udział w rozgrywkach inywidualnych oraz regatach kajakowych na jeziorze Niegocin. Po rozgrywkach sportowych nie zabrakło miejsca na wieczorne występy. W tym elemencie szczególnie wyróżnili się goście z Litwy prezentując zabawy taneczne przy ognisku i organizując koncert akordeonowego trio w wieczór wieńczący festiwal. Najlepsze zawodniczki i zawodnicy otrzymali tradycyjne festiwalowe torty oraz drobne upominki od Akademickiego Związku Sportowego i Kancelerza Akademii Muzycznej w Warszawie pana Marka Bykowskiego. MW


AMP w Zapasach Foto Mariola Godlewska


Turn static files into dynamic content formats.

Create a flipbook
Akademicki Przegląd Sportowy 04/2007 by AZS-APS - Issuu