Edward Popielski, zwany powszechnie „Łyssym”. Wy soki, postawny, silny i skłonny do przemocy. To właś nie on wytropił owego pedofila, umiejętnie go prze słuchiwał, nie szczędząc przy tym pięści, i skłonił do przyznania się do winy. Uczestniczył w procesie na sali sądowej jako widz i jako świadek, od początku do końca. Według relacji obecnych Józef Miętki najpierw lękliwie popatrywał na Popielskiego, ale wraz z każdą godziną procesu wyraźnie się uspokajał. Usłyszawszy wyrok, wstał i spojrzał zuchwale na swego pogromcę: „No i co, Łyssy? Opłacało ci się? Tak wiele twojego za chodu, a taki śmieszny wyrok!”. To powiedział zgodnie ze wspomnieniami wielu świadków. Dla lwowskiego sklepikarza byłoby lepiej, gdyby tego nie mówił.
Komisarz Edward Popielski miał wrażenie, że został przeniesiony do innego świata, w którym potworna krzywda wyrządzona dziecku ma niewielkie znaczenie, staje się czymś nierealnym i wydumanym. Owszem, zdawał sobie sprawę, gdzie jest i co słyszy. Wiedział, że oto jako główny świadek oskarżenia siedzi w trzecim rzędzie sali rozpraw, tuż za plecami prokuratora Wacława Legieżyńskiego, który oskarżał Józefa Miętkiego, jak się zdawało Popielskiemu, z równym zaangażowaniem, jakie całej sprawie okazywał sędzia Mikołaj Gawalewicz, czyli z nader znikomym. Owszem, Edward czuł, że wściekle palące słońce, które wlewa się przez ogromne okna, wy ciska mu z łysej głowy grube krople potu. Owszem, starał się opanować drżenie śliskich palców, którymi usiłował