szczególne wyróżnienie zasługuje wieloletnia przyjaźń, która przetrwała lata wspólnej pracy, z panią Marią, matką sześciorga dzieci. Julia nie tylko sama ją wspierała w trosce o utrzymanie tak licznej rodziny, ale znalazła pomoc w akcji prowadzonej przez zakonnice w stanie wojennym. Zawsze były sobie bardzo bliskie. To samo można powiedzieć o przyjaźni z panią Basią, którą poznała w Drodze. Ostatnie lata, w których zmagała się z chorobą Pakinsona, spędziła w domu pani Haliny, córki brata Eugeniusza. Pogodzona z losem, znosiła chorobę z wielką pokorą. Z czasem miała poważne problemy z poruszaniem się, aż do całkowitej niesprawności ruchowej. Do końca zachowała bystry umysł. Jak została zapamiętana? Miała dar zjednywania sobie ludzi. Była osobą o wielkim sercu, nikogo nie zostawiła bez pomocy, zawsze można było na nią
liczyć. Pomagała, ale też nie rozczulała się. – Marysiu, dasz radę – mówiła. Miała mocny charakter, wiedziała, czego chce, i przy tym trwała. Z własnego wyboru nie założyła rodziny, ale uczestniczyła w życiu innych rodzin. Umiała przygotować program na rodzinne uroczystości. Sama układała wiersze, teksty piosenek. Były też zgadywanki, konkursy z nagrodami. Zachowały się zdjęcia Julii w przebraniu anioła i cyganki wróżącej z kart. Motywem jej działania była wspólna zabawa, a także to, by spotkania, a szczególnie wesela, były bezalkoholowe. Na swoje imieniny zapraszała rodzinę, a na drugi dzień pracowników UJ. Była radosna, dowcipna, lubiła bawić towarzystwo. Gdy brała udział w okolicznościowych spotkaniach emerytowanych pracowników UJ, zawsze miała coś ciekawego do powiedzenia. Umiała wykorzystać czas, nie
mówiła pustych frazesów. Dużo się modliła. Szczególne nabożeństwo miała do Pana Jezusa w Mogile – w swojej parafii, tam też została pochowana. Należała do zakonu dominikanek, gdzie poznała modlitwę brewiarzową. Myślała o klasztorze. Ze względu na swój temperament (nie potrafiła usiedzieć w miejscu) zrozumiała, że dużo dobrego może zrobić poza klasztorem. Ostatecznie wybrała Drogę Neokatechumenalną i żyła jej życiem. W ostatniej fazie choroby bardzo cierpiała i wspólna modlitwa przynosiła jej ulgę. W przeddzień śmierci bardzo się męczyła i widać było, że gaśnie. Odeszła rankiem 17 listopada 2010 roku...
Halina Starostka-Chrzanowska
emerytowany pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorka artykułów naukowych dotyczących historii Krakowa i Podgórza w XIX i XX wieku oraz książki o Antonim Matecznym
PAMIĘCI TomaszA Kocowskiego czerwca 2013 minęła 25. rocznica przedwczesnej śmierci dr. hab. Tomasza Kocowskiego (1933–1988), wybitnego polskiego psychologa, który wywarł ogromny wpływ na swoich uczniów, współpracowników i przyjaciół. W latach 1985–1988 Tomasz Kocowski pracował w Instytucie Psychologii UJ, dlatego też to właśnie w dawnej siedzibie Instytutu przy ul. Gołębiej 13 zorganizowano sesję naukową, której tytuł – Poszukiwanie różnorodności – różnorodność poszukiwań – wyrażał credo aktywności naukowej i życiowej uczonego. Patronat nad przedsięwzięciem, które odbyło się 24 maja 2013, objął dziekan Wydziału Filozoficznego prof. Jarosław Górniak. W uroczystości uczestniczyli wybitni polscy uczeni z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Adama Mickiewicza i Politechniki Wrocławskiej, gdzie Tomasz Kocowski pracował i gdzie pozostawił po sobie trwały ślad, a także jego dawni współpracownicy i koledzy z rozmaitych uczelni polskich. Nie zabrakło także licznej rodziny uczonego, w tym jego żony, prof. Aleksandry Tokarz, i dzieci.
Sesję otworzył o twórczości, prowadzoprof. Jerzy Brzeziński, ny przez prof. Edwarda przedstawiając opraNęckę z UJ. Udział w niej cowaną przez siebie wzięli wybitni badacze i prof. Helenę Sękową twórczości, reprezentująsylwetkę Tomasza Kocy starszą i młodszą genecowskiego. W pierwrację, którzy, wspomagani szej części sesji, zaprzez innych uczestników tytułowanej Tropem spotkania, wspólnie zap o m y s ł ó w To m a s z a stanawiali się nad tym, co Kocowskiego, prof. w ciągu 25 lat od śmierci prof. Czesław Nosal Tomasza Kocowskiego i Wiesława Limont oraz udało się zbadać w tej dr Krzysztof Brocławik dziedzinie, a co wciąż przedstawili własne pozostaje niezrozumiane koncepcje i badania, do i niewyjaśnione. W części Tomasz Kocowski których zainspirowała trzeciej, Tomasz Kocowich znajomość z Tomaszem Kocowskim. ski w pamięci współpracowników i przySzczególny oddźwięk wzbudziło wystą- jaciół, wspominano rozmaite wydarzenia pienie dr. Krzysztofa Brocławika, który z udziałem tego wybitnego psychologa, dokonał analizy Szkół Synektycznych przywołując jego barwną postać, jego – niezwykle popularnych i znaczących działalność opozycyjną i naukową, a takspotkań ludzi różnych zawodów i sta- że atmosferę tamtych lat. tusów, poświęconych rozwiązywaniu rozmaitych problemów praktycznych. Dorota Kubicka Tomasz Kocowski był ich liderem i dukierownik Zakładu Psychologii Rozwojowej i Wychowawczej szą tych Szkół. Część drugą stanowił im. Stefana Szumana Instytutu Psychologii UJ panel dyskusyjny Czego nadal nie wiemy Archiwum rodzinne
8
alma mater nr 160
71