Page 1


-AktualnościZ życia szkoły Licealiada 2012

2-7 8-9

-WywiadyWywiady z olimpijczykami Wywiad z Dawidem Jarząbkiem Wywiad z Panem Tomaszem Wardengą Wywiad z Przemysławem Strączkiem

10 - 12 13 - 14 15 - 17 18 - 20

-Świat okiem ucznia ZSTZrozumied muzułmanów Geocaching Własna rzeczywistośd Słów kilka o stand-up’ie

21 - 23 24 - 26 27 28

-PodróżeIslas Canarias Zamek Czocha

29 - 30 31

-Z otchłani szufladyMamo Rachel? Wdowi Bór Stalowe rumaki Wiersze

32 33 - 34 35 - 37 38 - 39 40 - 41

-O nich zdecydowanie zbyt mało wiemyRudolf Modrzejewski

42 - 44

-RecenzjaŁona i Webber – Cztery i Pół Dekadentyzm w polskim rapie Galeria

45 46 47 - 48

Strona 1


Zdarzyło się od ostatniego numeru... Technikum nr 3 w ZST najlepsze na Śląsku (10 stycznia 2012r.)

III miejsce Mateusz Mendrela – klasa IV VII miejsce Krystian Zygmunt – klasa IV XXX miejsce Ewelina Langrzyk – klasa III Dzięki postawie ww. uczniów „Budowlanka” kolejny raz cieszyd się mogła również z pierwszegomiejsca w klasyfikacji drużynowej. Krzysztof Długosz zwycięzcą konkursu „Technik Absolwent”

10 stycznia ogłoszony został XIV Ogólnopolski Ranking Szkół Ponadgimnazjalnych przygotowany przez miesięcznik "Perspektywy" i dziennik "Rzeczpospolita". Technikum Nr 3 w Zespole Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. zostało sklasyfikowane na 18. miejscu w kraju oraz 1. miejscu w województwie śląskim. Kapituła rankingu brała pod uwagę sukcesy szkoły w olimpiadach przedmiotowych, wyniki matury z przedmiotów obowiązkowych i dodatkowych oraz ocenę szkoły przygotowaną przez kadrę akademicką. Kolejny sukces uczniów ZST na Olimpiadzie Wiedzy i Umiejętności Budowlanych (13-14 kwietnia 2012r.) Pięciu uczniów „Budowlanki” kształcących się w zawodzie technik budownictwa zostało laureatami i finalistami ogólnopolskiejOlimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych, zdobywając w finale centralnym następujące miejsca: I miejsce Adam Barteczko – klasa III II miejsce Dawid Jarząbek – klasa IV

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Mechaników Polskich rozstrzygnęło Ogólnopolski Konkurs o Dyplom i Nagrodę Prezesa SIMP „Technik Absolwent”. W tegorocznym konkursie, w którym brany był pod uwagę całokształt uczniowskich osiągnięd absolwentów średnich szkół technicznych, uczniowie ZST zdobyli: I miejsce w specjalności „technik elektronik” Krzysztof Długosz, II miejsce w specjalności „technik elektronik” - Wojciech Wysocki i Paweł Duda. Ofensywa budowlaoców z ZST!!! (05 czerwca 2012 r.) Po sukcesach na Olimpiadzie Wiedzy i Umiejętności Budowlanych (trzy pierwsze miejsca w tegorocznej edycji!!!) przyszli budowlaocy z ZST starli się z młodzieżą z całego kraju w kolejnych prestiżowych zawodach sprawdzających ich przygotowanie zawodowe XXXVII Olimpiadzie Wiedzy Technicznej, której finał przeprowadzony został w Ostrowcu Świętokrzyskim. W grupie mechanicznobudowlanej najlepszy z wychowanków ZST Krystian Zygmunt - zajął miejsce tuż za podium, tracąc zaledwie jeden punkt do ucznia plasującego się na trzecim miejscu. Dwa miejsca dalej niż Krystian uplasował się Adam Barteczko, na siedemnastym zaś miejscu pojawił się trzeci z uczniów „Budowlanki” - Dawid Jarząbek.

Strona 2


Dziewczyny z „Budowlanki” w „Sprawni jak żołnierze”!!! (12-15 czerwca 2012r.) Dziewczyny z „Budowlanki” zdobyły I miejsce w XXXV Finale Wojewódzkim zawodów sportowo - obronnych „Sprawni jak żołnierze” i stały się tym samym reprezentantkami województwa śląskiego w ogólnopolskim finale ww. zawodów. NataliaPędzich,PaulinaMojżysz,Martyna Kowalska prowadzone przez nauczyciela wychowania fizycznego ZST - Krzysztofa Szczepanka rywalizowały z drużynami z całek Polski, które spotkały się w w Bornem Sulinowie koło Szczecinka, gdzie odbył się XXXV Finał Centralny. Reprezentacje 14 województw zbierały punkty w różnych konkurencjach, zarówno sprawnościowych (bieg na orientację, tor przeszkód, rzut granatem, strzelanie do celu z broni sportowej z zamkniętymi przyrządami celowniczymi), jak i teoretyczno-praktycznych (teoretyczny test z zakresu pierwszej pomocy przedmedycznej oraz sprawdzian praktycznych umiejętności podtrzymywania życia). Dziewczyny z wodzisławskiej „Budowlanki”, uzyskując w klasyfikacji generalnej zawodów łączną sumę 40 punktów, zdołały uplasowad się na wysokiej, 6. pozycji. W kategorii dziewcząt zwyciężyło województwo podkarpackie. II miejsce Martyny Mielaoczyk w konkursie historycznym (14 lutego 2012r.) Uczennica klasy trzeciej technikum budowlanego ZST w Wodzisławiu Śl. zdobyła II miejsce w Wojewódzkim Konkursie Historycznym Polskie Paostwo Podziemne 1939-45 na prezentację multimedialną na temat – „Armia Krajowa w moim regionie”. Martyna przygotowała prezentację poświęconą wodzisławskiemu obwodowi AK „Kaplica” oraz jednemu z jego dowódców - Wilhelmowi Wawrzyoczykowi.

Uczniowie ZST laureatami konkursu literackiego (7 mają 2012r.) Polot, świadomośd literacka i „lekkośd pióra” uczniów ZST: Krzysztof Romanowskiego (technikum informatyczne) i Bartłomiej Chwoły (technikum budowlane) zostały docenione w XI Powiatowym Przeglądzie Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży „Złoty Wawrzyn”. Krzysztof zajął drugie miejsce w kategorii „proza”, Bartłomiej zdobył zaś wyróżnienie w kategorii „poezja”, debiutując jednocześnie jako poeta. Zgłoszone do konkursu utwory przeczytad można w aktualnym numerze „Komitywy”, w której od samego początku istnienia magazynu Bartek i Krzysztof publikują swoje teksty (opowiadania i felietony). Uczniowie „Budowlanki” najlepsi wodzie!!! (23 marca 2012r.)

także

w

Reprezentacja ZST w składzie: Roksana Pędzich, Natalia Pędzich, Dorota Rojek, Piotr Kulioski, Paweł Paszenda, Krzysztof Rduch oraz Wojtek Zimoo, znokautowała rywali w tegorocznej edycji zawodów pływackich. Nowy kierunek w Zespole Szkół Technicznych! Wychodząc na przeciw oczekiwaniom uczniów oraz uwzględniając aktualne perspektywy w kontekście rynku pracy, Dyrekcja ZST powołała do życia nowy kierunek kształcenia - technik urządzeo i systemów energetyki odnawialnej. Biorąc pod uwagę, że wspieranie rozwoju odnawialnych źródeł energii jest najważniejszym celem polityki Unii Europejskiej (do 2020 roku wszystkie kraje Unii Europejskiej będą pozyskiwały z odnawialnych źródeł energii 20% a Polska 15%), podejrzewad można, iż profil ten stanie się niebawem jednym z bardziej obleganych kierunków kształcenia.

Strona 3


Nowa siłownia w ZST! (13 lutego 2012r.)

Projekt Edukacyjny „Jestem Patriotą” (12 i 13 marca 2012r.)

Zaplecze treningowe naszej szkoły poszerzyło się o kolejną siłownię. Druga, nowoczesna siłownia wyposażona została w profesjonalny sprzęt. Uczniowie na lekcjach wychowania fizycznego mogą rozwijad swe mięśnie, wykonując dwiczenia na przyrządach takich jak: brama kulturystyczna, maszyna Smitha, ławeczka rzymska, ergometry wioślarskie, orbitrek. V edycja Wielkiego Konkursu Talentów (23 lutego 2012r.) W Wodzisławskim Centrum Kultury odbył się V jubileuszowy Wielki Konkurs Talentów - przed publicznością zaprezentowało się 10 solistów i grup wokalnych, 3 zespoły taneczne i 4 zespoły muzyczne z rozbudowanym instrumentarium. Pierwsze miejsce w tegorocznym konkursie zdobyła Karolina Nowak – solistka z II Liceum Ogólnokształcącego im. Noblistów Polskich w Rydułtowach. Tuż za nią uplasował się uczeo naszej szkoły - Dawid Antooczyk, wykonując skomplikowaną i bardzo efektowną solówkę gitarową do utworu Johna Petrucci - „Glazgow Kiss”. Wirtuozerskie umiejętności Dawida docenił sam przewodniczący jury: Przemysław Strączek – gitarzysta i muzyk jazzowy. Wyróżnienie zdobyli także Dawid Klimosz i Adam Wiewióra – chłopcy zaprezentowali beatboxing własnej kompozycji. Organizatorzy przygotowali dla publiczności małą niespodziankę. W czasie przerwy swe umiejętności zaprezentowali: zwycięzca pierwszej edycji WKT - absolwent Zespołu Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. - Wojtek Ledwoo oraz zdobywczyni pierwszego miejsca w zeszłorocznym konkursie - absolwentka Zespołu szkół Ekonomicznych w Wodzisławiu Śl. Agnieszka Henek. Swój zeszłoroczny program przypomnieli również chłopcy z „Heka-duo”.

12 marca 2012r. w ramach projektu edukacyjnego „Jestem Patriotą” w naszej szkole przeprowadzony został konkurs historycznystrzelecki pt. „Historia ZSZ-AK”. Uczniowie rywalizowali ze sobą w dwóch kategoriach wiekowych(szkoły gimnazjalne i ponadgimnazjalne). Następnego dnia w sali multimedialnej Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Wodzisławiu Śl. odbyło się uroczyste podsumowanie projektu upamiętniającego 70. rocznicę powstania Armii Krajowej. W kategorii szkół ponadgimnazjalnych pierwsze miejsce zajęła reprezentacja Zespołu Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. w składzie: Martyna Mielaoczyk i Grzegorz Bauerek. Podczas spotkania zwyciężczyni konkursu w kategorii szkół ponadgimnazjalnych, Martyna Mielaoczyk, przedstawiła multimedialną prezentację poświęconą wodzisławskiemu obwodowi AK „Kaplica” oraz jednemu z jego dowódców, Wilhelmowi Wawrzyoczykowi, z którą zajęła II miejsce w Wojewódzkim Konkursie Historycznym pt.: „Polskie Paostwo Podziemne 1939-45. Armia Krajowa w moim regionie”. Prezentacja stanowiła wstęp do wykładu dr Józefa Musioła p.t. "Żołnierze AK ziemi wodzisławskiej". "Szkoła z Gallopem" (3.04.2012r.) W ZST odbyły się ciekawe lekcje prowadzone przez nauczycieli Wyższej Szkoły Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych w Katowicach. Wykłady zorganizowane w ramach projektu "Szkoła z Gallopem" stały się dla uczniów szkoły średniej unikalną szansą na zapoznanie się z akademickimi formami nauczania.

Strona 4


“Łączy nas gwara śląska”, czyli w Wodzisławiu Śl. (18 kwietnia 2012r.)

Czesi

W Zespole Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. w ramach projektu „12 LAT RAZEM” odbyło się kolejne spotkanie młodzieży z zaprzyjaźnionych szkół z Wodzisławia Śl. i czeskiej Karwiny. Młodzież obu placówek przygotowała wspólny program artystyczny obejmujący skecze, piosenki i teksty w gwarze regionów, który kilka dni później zaprezentowany został również uczniom po drugiej stronie granicy. Młodzież ZST na przeglądzie filmów krótkometrażowych w Katowicach (5 czerwca 2012r.) Ponad czterdziestoosobowa grupa reprezentująca ZST wraz z opiekunami udała się na zaproszenie Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy do Katowic, gdzie odbył się zamknięty pokaz przygotowany specjalnie dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Pokaz obejmował projekcje filmów reklamowych i krótkometrażowych, które podzielone zostały na dwie części wykładem dr L. Ratkowskiej-Widlarz na temat psychologicznych mechanizmów reklamy. Pierwszy cykl projekcji obejmował zestaw amerykaoskich filmów reklamowych, które wzięły udział w zeszłorocznym konkursie organizowanym przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku i zdobyły nagrodę bądź wyróżnienie w jednej z kategorii (mn.in.: styl wizualny, reżyseria, animacja, scenografia, efekty specjalne), w drugiej części na ekranie pojawiły się najlepsze krótkometrażowe filmy z festiwalu „Euroshorts 2011”

Nauczycielka ZST w duecie jazzowym (26 maja 2012r.)

z

muzykiem

Nauczycielka języka angielskiego p. I. Bazan wystąpiła w ramach Dni Kultury Żydowskiej wraz ze znanym w całej Europie muzykiem jazzowym Przemysławem Strączkiem w Muzeum w Wodzisławiu Śl., prezentując specjalnie przygotowany na tę okazje materiał obejmujący zarówno tradycyjne pieśni żydowskie, jak i piosenki z lat dwudziestych ubiegłego wieku oraz ciekawe aranżacje utworów bardziej współczesnych, takich jak chociażby „Layla” Erica Claptona. Finał Powiatowego Konkursu Niemieckiego „Womitassoziiere Deutschland?” (5 czerwca 2012r.)

Języka ich

W Powiatowym Centrum Konferencyjnym przeprowadzony zostało finał Powiatowego Konkursu Języka Niemieckiego „Womitassoziiere ich Deutschland?”, czyli „Z czym kojarzę Niemcy?” W konkursie wzięły udział reprezentacje szkół gimnazjalnych powiatu wodzisławskiego, które rywalizowały w dwóch kategoriach: prezentacja multimedialna i rysunek plastyczny W kategorii prezentacja multimedialna dwa pierwsze miejsca zostały zdobyte przez uczniów z Gimnazjum w Mszanie. W kategorii rysunek plastyczny jednogłośnie zwyciężyła Betina Langrzyk z Gimnazjum w Czyżowicach. Obchody Dnia Patrona rtm. Witolda Pileckiego. (15 czerwca 2012r.) 15 czerwca społecznośd ZST miała okazję po raz pierwszy w historii szkoły świętowad Dzieo Patrona. Organizatorzy przygotowali dla swych podopiecznych szereg atrakcji, wśród których znalazły się m.in.: wykład pracownika Instytutu

Strona 5


Pamięci Narodowej, przedstawiający kulisy konspiracyjnej działalności prowadzonej na terenach Polski po II wojnie światowej przez komórki Armii Krajowej; liczne konkursy (sprawnościowy, strzelecki, historyczny, plastyczny, multimedialny), które związane były z postacią Witolda Pileckiego bądź działalnością Armii Krajowej; projekcje filmów o tematyce patriotycznej, prezentujące przede wszystkim sylwetkę patrona szkoły. Przygotowujący akcję pedagodzy zadbali o odpowiednią oprawę Dnia Patrona, uroczysty nastrój wprowadzony został m.in. przez wystrzały armatnie Raciborskiego Kurkowego Bractwa Strzeleckiego, militarne instalacje Członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej, czy symboliczne zasadzenie dębu przy dźwiękach odegranej na trąbce melodii. Do młodzieży ZST z głośników na stadionie przemówiła p. Zofia Pilecka Optułowicz, która, nie mogąc przybyd na uroczystości osobiście, połączyła się z zebranymi telefonicznie. Staże zawodowe Północnej

informatyków

w

Irlandii

W czerwcu 2012 roku ruszyła rekrutacja uczniów, którzy wezmą udział w stażach zawodowych w Wielkiej Brytanii w ramach programu „Zagraniczne staże zawodowe uczniów klas informatycznych szansą na europejskim rynku pracy.” Organizacja pobytu uczniów w Londonderry w Irlandii Północnej (UK) realizowana jest przy wsparciu ze środków Unii Europejskiej. Miesięczne staże będące częścią programu „Leonardo da Vinci” odbędą się w listopadzie bieżącego roku Projekt naszej szkoły znalazł się na 20. miejscu spośród 96, które uzyskały dofinansowanie. Na liście rezerwowej umieszczono kolejnych 266 szkół, co świadczy o niewątpliwym sukcesie ZST.

I Miting Sportowy z Okazji Dnia Dziecka o Puchar Dyrektora Zespołu Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. (1 czerwca 2012r.) 1 czerwca cała społecznośd szkolna Zespołu Szkół Technicznych zebrała się, by gromadnie świętowad obchody Międzynarodowego Dnia Dziecka. Obchody zdominowały zawody sportowe. I chod pogoda próbowała pokrzyżowad szyki organizatorom, z 14 zaplanowanych konkurencji zdołano przeprowadzid 11. Reprezentacje wszystkich klas rywalizowały ze sobą w takich dyscyplinach jak pływanie, bieg z jajkiem czy piłka nożna. Każda z klas przygotowała również stanowisko narodowe Strona jednego z paostw, którego reprezentacja wzięła udział w tegorocznych Mistrzostwach Europy EURO 2012. Młodzież niebiorąca bezpośredniego udziału w rozgrywkach sportowych startowała w szkolnym konkursie na najlepszy doping. Dobra zabawa połączona została więc z szerszymi działaniami, których celem było upowszechnienie i poszerzenie wiedzy na temat paostw uczestniczących w Euro 2012 oraz budowanie pozytywnych wzorców w kontekście zachowao stadionowych. Dr A. Mazurek na spotkaniu z uczniami ZST 26 czerwca 2012r. „Budowlankę” odwiedził jej dawny absolwent - dr Arkadiusz Mazurek, który zrobił światową karierę i pochwalid może się projektami realizowanymi w różnych częściach świata - przyczynił się m.in.. do powstania takich obiektów jak siedziba NATO w Brukseli, czy drapacze chmur w Dubaju. Warto dodad, że Pan Mazurek to dwukrotny laureat ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych (w obu konkursach stawał na najwyższym stopniu podium), absolwent wydziału budownictwa Politechniki Krakowskiej oraz

Strona 6


absolwent Uniwersytetu Wisconsin-Milwaukee (na amerykaoskiej uczelni zdobył dyplom doktorski). Dziś mieszka w Chicago, gdzie pracuje jako specjalista – konstruktor w światowej sławy firmie SkidmoreOwings& Merrill LLP (SOM), zajmującej się optymalizacją nowoczesnych struktur architektonicznych.

Strona 7


Uczniowie z ZST „zatopili” konkurencję - „Licealiada 2012” Dnia 23 marca 2012r. w Rybniku Boguszowicach odbyła się licealiada sportowa. W zawodach pływackich wzięło udział 9 szkół z Rybnika i Wodzisławia Śląskiego. Tegoroczna licealiada nie odbyłaby się bez szerokiego zaangażowania ze strony organizatora, którym był MOSiR Rybnik współpracujący z WOPR-em oraz Liceum Ogólnokształcącym w Rybniku. Dużą rolę odegrali także sponsorzy, czyli McDonald oraz Centrum Nauki i Biznesu „ŻAK”. Poszczególne konkurencje przebiegały bardzo płynnie za sprawą wykwalifikowanej sędziny - Mirelli Marek. 7 uczniów naszej szkoły walczyło o miejsca na podium, a byli nimi: Roksana Pędzich, Natalia Pędzich, Dorota Rojek, Piotr Kulioski, Paweł Paszenda, Krzysztof Rduch oraz Wojtek Zimoo. Naszych uczestników dopingowały p. Katarzyna Solich i p. Magdalena Seman. Dzięki wytrwałości naszych zawodników, Zespół Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl. usytuował się na szczycie podium. Mimo tego, że byliśmy zmuszeni zrezygnowad z jednej konkurencji, mianowicie sztafety 4x50 m kobiet, zmiażdżyliśmy przeciwników. ”To było łatwe, byliśmy pewni zwycięstwa”- mówili pływacy. Wygraliśmy sumą 131 punktów, z 17 punktową przewagą nad I LO w Rybniku. Na trzecim stopniu podium znalazło się II LO w Rybniku z liczbą 103 punktów. Kolejne zwycięstwo naszej szkoły jeszcze bardziej umocniło nas w wierze, że jesteśmy najlepsi. Z niecierpliwością czekamy na następne spotkanie z rywalami i mamy nadzieję, że ZST pozostanie niepokonane. Gratulujemy wszystkim uczestnikom sportowego ducha walki i życzymy kolejnych sukcesów.

Strona 8


Relację z zawodów przygotowały: Dorota Rojek i Paulina Duda

Strona 9


Rozmowy z olimpijczykami W zeszłym roku szkolnym uczniowie prowadzeni przez nauczycieli ZST: mgra inż. Tomasza Wardengę, mgr inż. architekt Olgę Serwotkę, inż. Teresę Dragon po raz kolejny udowodnili, że na „budowlaoców” z naszej szkoły nie ma mocnych w całym kraju. W tym roku aż pięciu uczniów ZST kształcących się w zawodzie technik budownictwa zostało laureatami i finalistami ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych, zdobywając w finale centralnym następujące miejsca: I miejsce Adam Barteczko – klasa III II miejsce Dawid Jarząbek – klasa IV III miejsce Mateusz Mendrela – klasa IV VII miejsce Krystian Zygmunt – klasa IV XXX miejsce Ewelina Langrzyk – klasa III Poniżej znajdziecie szereg wywiadów zarówno z olimpijczykami, jak i z jednym z ich opiekunów – p. Tomaszem Wardengą. Zachęcamy do lektury!!!

Strona 10


Rozmowy z olimpijczykami Aneta Lenarcik i Martyna Banach: Dlaczego wybraliście Zespół Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl.? Adam Barteczko: Wybrałem tę szkołę, bo było tu dużo olimpijczyków, o których można było przeczytad w gazetach, internecie i to mnie skłoniło - chciałem wziąd udział w tej olimpiadzie, sprawdzid czy mi się uda. I chyba to był główny powód. Ewelina Langrzyk: Ja wybrałam technikum, bo liceum nic nie oferuje. Zdecydowałam się na dosyd oryginalny kierunek, budownictwo, ale chciałam spróbowad czegoś nowego. W sumie… po gimnazjum nie chciałam „ciągnąd powtórki”, tylko spróbowad czegoś innego.

ALiMB: Ile czasu zajęły Wam przygotowania do Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych? AB: Tak od października. Najpierw etap szkolny, konkurs okręgowy przypada na marzec, a w połowie kwietnia jest olimpiada centralna. ALiMB: Jak zdołaliście pogodzid naukę w szkole i przygotowania do olimpiady? AB: Niektóre przedmioty mogliśmy przed olimpiadą „odpuścid”, ale teraz trzeba to wszystko nadrobid. (wywiad został przeprowadzony w maju po ogłoszeniu wyników ogólnopolskiej olimpiady, przyp. red.) ALiMB:Co robicie w wolnym czasie? EL: Rysuję, maluję...

ALiMB: Po skooczeniu tej szkoły planujecie rozwijad się w pokrewnych do budownictwa kierunkach, czy może myślicie o jakichś zmianach w perspektywie pracy zarobkowej? AB: Tak, budownictwo, bo architektura mnie nie interesuje. Ciągnę to już cztery lata, więc raczej będę to kontynuowad. EL: Ja myślałam o architekturze, z tym zamiarem też tutaj przyszłam, ale teraz już w sumie nie wiem. ALiMB: Czyli nie żałujecie wyboru szkoły?

AB: Spotykam się z kolegami, oglądam mecze i gram w piłkę nożną. ALiMB: Pochwalcie się, jakie miejsca zajęliście na olimpiadzie? Spodziewaliście się sukcesów? EL: Ja trzydzieste. AB: Ja pierwsze, ale nie spodziewałem się, że zajmę tak wysokie miejsce, bo było tam dużo czwartoklasistów, więc było to dla mnie duże zaskoczenie. Nie spodziewałem się tego. ALiMB: Co wtedy czułeś?

AB: Nie nie, jeśli miałbym taką możliwośd, wybrałbym tę szkolę drugi raz. EL: To była interesująca przygoda i starałam się dad z siebie jak najwięcej.

AB: Co czułem? Wielkie zaskoczenie i dumę, że praca, którą wykonałem, nie poszła na marne. ALiMB: Jak Pan Wardenga was przekonał do kółka?

Strona 11


AB: Zachęcał nas argumentami, że na pewno będzie się nam to opłacad i przyda się w życiu, wpłynie na naszą przyszłośd i że lepiej tam byd, niż nie byd. Przekonywał, że warto spróbowad, a jak nie wyjdzie to przynajmniej nie będziemy żałowad, że nie spróbowaliśmy. Zachęcał nas do ciężkiej pracy. EL: Były chwile zwątpienia, ale jakoś dawaliśmy sobie radę. ALiMB: Kto jest twoim autorytetem? AB: Nie mam jakiegoś konkretnego. Z ludzi biorę po trochu, wzoruje się na niektórych, nawet na Panu Wardendze, na moich kolegach z klasy, szczerze powiedziawszy, na moim ojcu na pewno. Ale nie mam takiego szczególnego autorytetu. Aneta Lenarcik i Martyna Banach

Strona 12


Rozmowy z olimpijczykami Aneta Lenarcik i Martyna Banach: Kto Cię przygotowywał do konkursu? Dawid Jarząbek: Przygotowywały mnie różne osoby - Pan Tomasz Wardenga, jako główny nauczyciel, Pani Serwotka, bardzo miła Pani, dużo mnie nauczyła, dobrze przygotowała. Myślę, że głównie to właśnie te dwie osoby. Oczywiście, jeszcze Pani Dragon, która reprezentuje nas na olimpiadach. ALiMB: Jak długo przygotowywałeś się do tego konkursu? DJ: Tak od października, aż do teraz, czyli gdzieś dobre pół roku nauki, ciężkiej pracy (wywiad przeprowadzony został w maju 2012r. przyp. red.). ALiMB: Jak wyglądał konkurs?

DJ: Taka jest zasada na kółku, że trzeba ruszyd wszystko, każde zadanie, chodby troszkę zrobid, pisad, nawet gdy nie wie się do kooca co pisad… Jesteśmy bardzo dobrze przygotowani na każdy rodzaj pytao, więc coś tam zawsze wiemy. ALiMB: Opowiedz nam coś o tym kółku. Co tam robicie? DJ: Kółko to takie troszkę specyficzne miejsce. Tam budują się więzi między nami, lepiej niż w szkole na lekcjach. Taka przyjaźo…. Do tej pory się spotykamy, jeździmy gdzieś. Tam nawiązujemy znajomości, pomagamy jeden drugiemu, opiekujemy się młodszymi osobami. Na pewno jest też rywalizacja miedzy nami, ale to wiadomo, bo każdy chce byd pierwszy i zgarnąd najwięcej. Ale raczej jesteśmy rodziną i staramy się byd grupą.

DJ: Składał się z trzech etapów. Najpierw etap szkolny, do którego pytania układa Pan Wardenga. Później są eliminacje okręgowe, biorą w nich udział uczniowie z różnych okręgów. Potem eliminacje centralne, gdzie już walczymy o konkretne miejsca, o pozycje laureatów, finalistów. No i nagrody.

ALiMB: Spodziewałeś się, że osiągniesz aż tak wysokie miejsce?

ALiMB: Czy pytana były trudne?

DJ: Bardzo duża satysfakcja, myślę że było warto pracowad. Żeby osiągnąd sukces trzeba pracowad.

DJ: Były trudne, żeby je zrozumied, trzeba było się bardzo dużo uczyd, poświęcid dużo czasu. Odbywa się to czasem niestety kosztem innych… Akurat moi bliscy to rozumieją, wspierają. Grunt to rodzina.

DJ: Bardzo długo pracowałem na sukces, myślę że zasłużony. ALiMB: A jak się czujesz z tym, że zaszedłeś aż tak wysoko?

ALiMB: Do jakiej szkoły się wybierasz? Chcesz kontynuowad swoje sukcesy? DJ: Chcę iśd na Politechnikę Śląską, myślę, że tam mi się to uda.

ALiMB: Co w konkursie sprawiło Ci największy problem?

Strona 13


ALiMB: A na jaki kierunek? DJ: Jeszcze za wcześnie, dopiero potem wybiera się kierunek. Jest jeszcze czas, tak że później zobaczę. ALiMB: Kiedy odkryłeś w sobie talent? DJ: To właśnie Pan Wardenga „wyławia” ludzi. Najpierw są właśnie te eliminacje szkolne, tutaj odbywa się to „łowienie” takich wybitnych uczniów i tak się poznaje, czy jest się zdolnym, czy nie. Czasami są też osoby, które mają na semestr same dwójki, ledwo zdają, a na olimpiadzie okazuje się, że są bardzo dobre i w ten sposób „się sprawdzają”. ALiMB: Czy „Budowlanka” było twoją wymarzoną szkołą? Od razu wiedziałeś, że akurat tu chcesz iśd? Czy brałeś pod uwagę inne szkoły? DJ: W sumie to było trochę tak, że chciałem zrobid tacie na przekór. Tata chciał mnie wysład na informatykę, a ja powiedziałem: „nie, idę na budownictwo”. Miałem też w planach architekturę, ale już zostałem przy konstrukcjach. Informatyka trochę mnie interesuje… ALiMB: Jakie masz inne zainteresowania? DJ: Głównie aktywny wypoczynek. Jazda na rowerze, wspinaczka górska, chodzenie po górach, nurkowanie… Raczej spędzam aktywnie czas. Towarzyszy mi najczęściej moja dziewczyna. No wiadomo, rodzina jest najważniejsza, także Bóg, bo to dzięki niemu też wszystko się udaje. Wiara jest oczywiście bardzo ważna. Modlimy się do Boga, prosimy go o wsparcie.

DJ: Bardzo dobrze. Ludzie w szkole są bardzo mili, nauczyciele pomocni. Zawsze można do kogoś iśd i otrzyma się pomoc. ALiMB: Z jakim przedmiotem miałeś największy problem? DJ: Bardziej jestem ścisłowcem, więc takie przedmioty humanistyczne to niekoniecznie… Najmniej lubiłem język niemiecki. A tak... to polski, ponieważ jestem z tego słaby, staram się oczywiście jak mogę, ale no… Nie zawsze wychodzi. Ze wszystkiego też nie można byd dobrym. Oczywiście, nie można skupid się tylko na tym, w czym jesteśmy dobrzy i pozwolid, by to nas ograniczyło... Wiedza ogólna też jest potrzebna. ALiMB: Brałeś udział jeszcze w jakichś innych konkursach? DJ: Tak, teraz czekamy na wyniki innej olimpiady wiedzy technicznej. ALiMB: A jak udało Ci się pogodzid kółko z innymi przedmiotami? DJ: Czasem trzeba było opuścid lekcje, by pojawid się na kółku, wiec bywało, że pozostałe przedmioty poprawialiśmy w innych terminach. Nieraz trzeba było długo nadrabiad, sporo czasu to zajmowało. Czasem było ciężko, ale dałem radę. ALiMB: Dziękujemy Ci za poświęcony nam czas.

ALiMB: Jak będziesz wspominał naszą szkołę?

Strona 14

Aneta Lenarcik i Martyna Banach


Wywiad z Panem Tomaszem Wardengą - nauczycielem przygotowującym uczniów do Olimpiady Wiedzy i Umiejętności Budowlanych Aneta Lenarcik i Martyna Banach: Ile lat uczy Pan w naszej szkole? Pan Wardenga: Ile lat uczę w tej szkole? Coś około 20 lat. Coś koło tego. ALiMB: Co Pana skłoniło, by zostad nauczycielem? PW: Co mnie skłoniło? Oj... to jest dłuższa opowieśd… Już w szkole średniej, w Rybniku, uczyłem moich kolegów - jeżeli byli słabsi, pomagałem im w nauce, to po pierwsze. Druga sprawa, to mój nauczyciel konstrukcji, który był dla mnie wzorem. Trzecia to harcerstwo, które sprawiło, że miałem dobre układy z młodzieżą i tak zostało. A po czwarte, myślę że powołanie od Boga.

ALiMB: Jak Pan to robi, że ma Pan takie poparcie wśród młodzieży? PW: Stawiam jedynki… w dużych ilościach. Nie wiem... nic nie robię... Staram się byd uczciwy, staram się mówid i czynid dokładnie to samo. Nie mówię czegoś, czego potem nie realizuję. Nie wiem, wydaje mi się, że jestem autentyczny i to

może byd jakąś przyczyną. Mam poczucie humoru, daję do kooca czas uczniom na poprawy, bo myślę, że należy walczyd do kooca, bo kto walczy do kooca, ma 95, a nawet 99% szans na to, że zwycięży. ALiMB: Bardzo angażuje się Pan w życie szkoły. Jakie są Pana następne pomysły?

PW: No staram się... nie wszystkie pomysły mogę wam przedstawid, aczkolwiek generalna zasada jest taka, że najpierw trzeba uczyd. Wychowywanie jest sprawą rodziców, ale w tej chwili uważam, że owszem, wychowywanie to sprawa rodziców, bo sam jestem rodzicem, jestem... ale nauczyciel też musi wychowywad i wszystkie moje działania idą właśnie w tym kierunku. W kierunku budzenia patriotyzmu, budzenia właściwych moralnych postaw, bo dla mnie hasło „Bóg Honor Ojczyzna” jest zawsze ważne i to staram się przekazywad uczniom. Właśnie w tym kierunku będę działad. Jakieś wystawy, Dzieo Patrona, w organizację którego byłem w jakimś stopniu zaangażowany, nie

Strona 15


wiem..., zbieranie podpisów pod różnymi akcjami społecznymi, które uważam za dobre. Na razie mam coś w myślach, ale, póki co, nie będę o tym mówił, bo muszę to jeszcze dopracowad.

zapachy, bo sobie tam pieczemy, gotujemy, stwarzamy atmosferę domową, spokojniejszą, mniej rygorystyczną niż ta na lekcjach.

ALiMB: Czym zajmuje się Pan poza szkołą? PW: Głównym moim zadaniem jest bycie ojcem, bo mam czwórkę dzieci i, w związku z tym, wychowanie dzieci jest moim głównym zadaniem. Pragnę wychowad moje dzieci na dobrych ludzi, by w przyszłości były dobrymi Polakami i dobrymi katolikami. Zabieram je także na różne wyprawy na kajaki, na rowery; uczę je po prostu życia. Lubię czytad, podrzucam im różne fajne i ciekawe książki. To głównie robię poza uczeniem. ALiMB: Kiedy zrodził się pomysł „domowego zaplecza”?

PW: Olimpiada. Domowe zaplecze. Znaczy tak, kiedy przyszedłem do tej szkoły, uczyłem w innej sali, w ogóle uczyłem w różnych salach, później ta sala, która była salą architektoniczną, została przekazana mnie i Panu Nowakowi, no i tam zacząłem przygotowywad olimpijczyków i wtedy też powstało „domowe zaplecze”, tak jak nazywają to uczniowie. W warunkach może nie domowych, ale bardziej zbliżonych do domowych niż szkolnych, pracujemy i uczymy się. Młodzi ludzie też uczą mnie wielu rzeczy, często mnie zaskakują. Jak wiecie, unoszą się z zaplecza różne

ALiMB: Jak wybiera Pan uczniów do olimpiady? PW: Każdy ma szanse wystartowad, przyjśd na to kółko, nawet najsłabszy uczeo. Byli tacy uczniowie, bardzo słabi, którzy przychodzili, ale wierzyli w sukces. Dzięki temu, że wierzą, iż mogą osiągnąd sukces, ciężko pracują, bo to jest ciężka praca. Nie tylko najwybitniejsi są laureatami olimpiad. Jak ich wyszukuję? Tak jak powiedziałem, każdy ma prawo przyjśd. Widzę na lekcjach, w klasach, w których uczę, kto ma taki bystry umysł, że jest w stanie ogarnąd coś więcej, niż tylko to co jest na lekcjach. Takiej osobie proponuję, a wręcz zmuszam ją do tego, by chodziła na kółko, ale jak już to „załapie”, to nie muszę nikogo zmuszad, bo wszyscy chodzą wtedy bez dyskusji. ALiMB: Czyli nie ma selekcji? PW: Selekcja pojawia się w momencie, kiedy dochodzi do pisania olimpiady na poziomie szkoły, no i najlepsi się dostają, tak to funkcjonuje. To jest selekcja obiektywna, wszyscy mają takie same szanse. Wtedy zostają tylko Ci uczniowie, którzy przeszli, a resztę zapraszam za rok, jeśli będą mieli taką ochotę. Tak zwani

Strona 16


„kujoni”, to jest brzydka nazwa, głupia nazwa, ale oni nie mają niestety żadnych szans i przepadają.

ALiMB: Jak przekonał się Pan do takiego kierunku jak budownictwo?

ALiMB: Kto jest Paoskim autorytetem?

PW: To był czysty przypadek. W sumie... nie chciałem byd budowlaocem, nie chciałem iśd na studia i nie myślałem o tym, by zostad nauczycielem. Ostatecznie poszedłem na studia, zostałem budowlaocem, zostałem nauczycielem, ale tak w życiu bywa. Wcale tego nie żałuję. Tak musiało byd, m.in. dlatego że nic innego wtedy nie było. Pojechałem z moim ojcem do szkoły leśnej, żeby zostad leśniczym. Ale odradzili mi to tam zdecydowanie, to było ciekawe, że tam gdzie się przyjmuje i zachęca, odradzili mi to. Wszystkie szkoły, które były w zakresie moich możliwości, odpadły i zostało tylko budownictwo, na zasadzie „wszystko inne się nie nadaje”. Więc wybrałem nie żałuję. Podobnie było później. „Przecież ja nie pójdę na studia...”, ale tak się złożyło, że udało mi się uzyskad indeks bez egzaminów, w związku z tym, siłą rzeczy, poszedłem. Nauczycielem też nie planowałem zostad, ale tak się złożyło, że w harcerstwie nauczyłem się współpracy z młodzieżą, niewiele wtedy młodszą ode mnie, no i poszedłem do szkoły, no i jestem. Mam nadzieje, że do kooca życia.

PW: Moim wzorem naśladowania jest Jezus Chrystus, ale autorytetami z punktu widzenia człowieka są oczywiście Jan Paweł II i Witold Pilecki, który jest naszym patronem. Miałem też wśród nauczycieli autorytet, mojego nauczyciela konstrukcji, który nauczył mnie różnych rzeczy, także on zaszczepił mi wiarę w sukces i zwycięstwo. ALiMB: Dlaczego akurat Witold Pilecki? PW: Kiedyś... bardzo, bardzo dawno przeczytałem o nim w gazecie, że jest to nasz polski „Waleczne serce”. Przeczytałem i stwierdziłem, że to jest coś niemożliwego, jakaś bujda. Przeczytałem drugi raz, trzeci raz i stwierdziłem, że muszę się o nim czegoś więcej dowiedzied. Im więcej się dowiadywałem, tym bardziej byłem nim zafascynowany. Po prostu taka postad... na dodatek nieznana, to znaczy, Pilecki nadal jest nieznany, ale wtedy nawet ja (czyli osoba, która interesuje się historią) nie wiedziałem, że Polska ma taką postad. Im więcej się o nim dowiaduję, tym bardziej jest dla mnie wzorem wszelkich cnót. Po pierwsze, jako ojciec, naprawdę świetny, rozmawiałem z jego córką, Zofią Pilecką, kiedy odwoziłem ją do Katowic po 50-leciu naszej szkoły. Rozmawialiśmy całą drogę, pięknie opowiadała o swoim ojcu, naprawdę pięknie. Znała go zaledwie kilkanaście lat, a mówiła o nim, jakby znała go całe życie, mówiła same dobre rzeczy. Był także świetnym mężem, wielkim patriotą i, przede wszystkim, był niezwykle odważnym i niezwykle religijnym człowiekiem. Dotrzymywał słowa. Mimo iż miał swoje poglądy polityczne, to udało mu się pojednad w obozie ludzi o skrajnie różnych przekonaniach.

ALiMB: Chce Pan może dodad coś od siebie? PW: Coś od siebie? Nic specjalnego, wszystko co istotne, wydaje mi się, zostało powiedziane.

Aneta Lenarcik i Martyna Banach

Strona 17


Wywiad z przewodniczącym jury Wielkiego Konkursu Talentów – gitarzystą jazzowym, aranżerem, kompozytorem, producentem, pedagogiem, liderem kilku zespołów jazzowych - Przemysławem Strączkiem Michał Chytroszek i Krzysztof Romanowski: Jak z punktu widzenia profesjonalisty ocenia pan poziom konkursu i jego uczestników?

Wywiadów udzieli nam także uczestnicy V jubileuszowego Wielkiego Konkursy Talentów. Wśród nich znaleźli się:

Przemysław Strączek: Tak jak wspominałem w mojej mowie, jestem tutaj już drugi raz i mam przyjemnośd byd w jury. No i od razu powiem, że pewne rzeczy zadziałały i osoby występujące dzisiaj trzeba było o wiele wyżej oceniad. Trzeba wziąd pod uwagę, że poziom się, wiadomo, podwyższa za każdym razem. Było dużo ciekawych występów i uważam, że na pewno jest progres.

Justyna Adamczyk (1. Liceum Ogólnokształcące w Wodzisławiu Śl.); duet „HekaDuo”, czyli Marcin Hercog (Heks) i Adam Kaczmarek (Kacza) ( Zespołu Szkół Ekonomicznych w Wodzisławiu Śl.); Karolina Nowak ( Liceum Ogólnokształcącego im Noblistów Polskich w Rydułtowach); Dawid Kwiatoo (Zespołu Szkół Zawodowych w Wodzisławiu Śl.) i Michał Fiołka (Zespół Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl.); Adam Wiewióra (Zespołu Szkół Zawodowych w Wodzisławiu Śl.) i Dawid Klimosz (Zespół Szkół Technicznych w Wodzisławiu Śl.); Sabina i Martina Capek (1. Liceum Ogólnokształcące w Wodzisławiu Śl.)

M.Ch. i K.R.: Jakiś występ panazainteresował, poruszył?

szczególnie

P.S.: Najbardziej poruszył mnie pierwszy występ. Od razu jak ją usłyszałem, to bardzo przyjemnie się zrobiło i ciarki przeszły po plecach. Super, świetny klimat. M.Ch. i K.R.: Jak ocenia pan samą organizację?

Michał Chytroszek i Krzysztof Romanowski: Jak długo przygotowywaliście się do występu? Kacza („HekaDuo”): Hmm..., kilka miesięcy.

P.S.: Ciężko mi powiedzied, bo byłem tak jakby z tej drugiej strony, a o tym co ja tutaj widziałem, mogę powiedzied w samych superlatywach. M.Ch. i K.R.: Jak pan wspominał, jest pan tu już drugi raz, czy jest widoczna poprawa? P.S.: Oczywiście, że tak. Było mało występów, gdzie ten repertuar był źle dobrany, raczej wszyscy dobrze czuli piosenkę, którą chcieli zaśpiewad lub wykonad. Jeśli chodzi o wokalistów i muzyczną stronę uważam, że było o niebo lepiej.

Heks („HekaDuo”): No, dokładnie. Układ powstał w sumie bardzo dawno. Ciągle ulepszaliśmy szlifowaliśmy i dodawaliśmy kolejne ruchy. Karolina Nowak: Szczerze powiedziawszy, dwa dni. Sabina i Martina Capek: W sumie śpiewamy tę piosenkę już dośd długo ale dopiero ostatnio wzięłyśmy ją na warsztat (S.C.).

Strona 18


Dawid Kwiatoo i Michał Fiołka: Około miesiąca (D.K.). Adam Wiewióra i Dawid Klimosz: No tak szczerze, to dzisiaj przez dosłownie pół godziny, próba rano była (D.K.). Justyna Adamczyk: Mówiąc szczerze, niezbyt długo, ponieważ w piątek wróciłam dopiero z ferii, tak więc zaczęłam od soboty mniej więcej. M.Ch. i K.R.: Spontaniczna decyzja? Justyna Adamczyk: Bardzo spontaniczna, bardzo. (śmiech) Sabina i Martina Capek: Była to decyzja spontaniczna ale miałyśmy już wcześniej jakiś repertuar (S.C.). Dawid Kwiatoo i Michał Fiołka: W sumie mówiąc prawdę przygotowaliśmy się w mniej niż tydzieo. Decyzja była jak najbardziej spontaniczna. Zaczęło się od filmiku na youtubie który wysłałem i koledze i postanowiliśmy to zagrad (M.F.). Adam Wiewióra i Dawid Klimosz: Mieliśmy najpierw mied improwizacje całkowitą. Mieliśmy w ogóle powiedzied że to była improwizacja ale próba jednak się odbyła (D.K.). M.Ch. i K.R.: Jak radzicie sobie z tremą? Czy jest u Was coś takiego, jak trema? Justyna Adamczyk: Trema jest zawsze, ale w moim przypadku jest ona bardzo motywująca. Lubię mied tremę, bo pcha mnie ona do przodu. Kacza („HekaDuo”): Trema istnieje dosłownie przed występem. Później, jak już się wejdzie na scenę, to wszystko znika. Sabina i Martina Capek: Delikatna trema była (M.C.).

Dawid Kwiatoo i Michał Fiołka:W sumie po tylu wspólnych występach nie ma już takiej tremy (M.F.). Adam Wiewióra i Dawid Klimosz: - Ja ogólnie już beatboksowałem na scenach i radzę sobie z tym, ale chciałem tu o Wiewiórze powiedzied, bo był trochę skrępowany (D.K.). - No ale dałem radę, daliśmy radę i jest ok (A.W.).

Karolina Nowak: Nie było żadnej tremy, bo już Strona 1 jestem jakoś tak obyta ze sceną

M.Ch. i K.R.: Weteranka? Karolina Nowak: No, można tak powiedzied M.Ch. i K.R.: Jak oceniacie swój występ? Justyna Adamczyk: Zawsze jest coś takiego, co mogłabym zrobid lepiej, ale myślę, że występ mi się udał. Kacza („HekaDuo”): Mogło byd lepiej, mogło. Ale, najważniejsze, że był power i zabawa. Karolina Nowak: Jestem taką osobą, która nie zawsze jest zadowolona ze swojego występu i zawsze jakby nie lubię sobie mówid o super występ niczego nie trzeba poprawiad. Wole sobie powiedzied ze ten występ nie był do kooca dobry i właśnie tak tez czuje bo było parę nieczystości i jest co poprawiad i żeby było lepiej. Sabina i Martina Capek: Zobaczymy. Wydaję mi się, że nie poszło źle (S.C.). Dawid Kwiatoo i Michał Fiołka: To nie my jesteśmy od oceniania tylko publicznośd, więc to się dopiero okaże (M.F.). Adam Wiewióra i Dawid Klimosz: Ciężko ocenid swój występ (D.K.).

Strona 19


M.Ch. i K.R.: Jak oceniacie organizację konkursu? Justyna Adamczyk: Organizacja jest super. Podobało mi się to, że musieliśmy podkłady przesład wcześniej, dzięki czemu operatorzy mogli się zaznajomid z utworami. Pomysł z losowaniem kolejnych uczestników bardzo przypadł mi do gustu. „HekaDuo”: Bardzo pozytywnie, tylko przydałoby się więcej osób na widowni. Karolina Nowak: Yyy, ojej <śmiech> Sabina i Martina Capek: Mi się podoba (S.C.). Dawid Kwiatoo i Michał Fiołka: - Bardzo dobra (M.F.). - Bardzo ciekawie (D.K.). Adam Wiewióra i Dawid Klimosz: Jest super i muszę powiedzied, że z roku na rok jest coraz lepiej. Miejmy nadzieję, że dalej będzie się to ciągnąd (D.K.). Michał Chytroszek i Krzysztof Romanowski

Strona 20


Zrozumieć muzułmanów – dżihad Jak tak dalej będę pisał o islamie

w najlepszym przypadku wyznawców Allaha,

i muzułmanach, to zostanę naczelnym orientalistą

których powstający w Warszawie meczet jest

okolicy. Nie zamierzam jednak tego zaprzestawad,

kwestią, delikatnie mówiąc, sporną. To tyle

gdyż

tytułem wstępu.

islam

jest

sprawą

bardzo

aktualną,

szczególnie w kilku krajach Europy Zachodniej, żeby wspomnied tylko Niemcy czy Francję. Daleko

Temat poruszony w tym artykule już od jakiejś dekady jest niezwykle „chodliwy”. Swoją popularnośd zawdzięcza zapewne wspomnianym wcześniej mediom, które od ataku na WTC uogólniając) o tym, że wszyscy muzułmanie

bardziej istotną, a zarazem ogólną kwestią jest tolerancja wobec przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki północnej, z takich paostw jak Turcja czy Algieria. Zdaje mi się, że wspominałem już tutaj o tym, że nie każdy Arab to muzułmanin, a nie każdy muzułmanin to terrorysta. Media jednakże zdają

się

twierdzid

inaczej,

gdyż

ogromna

większośd informacji dotycząca muzułmanów przedstawia

ich

jako

zamachów

prowadzą wobec „świata zachodniego” świętą

terrorystycznych czy „honorowych zabójstw” (to

wojnę, czyli dżihad, który opiera się mniej więcej

zabójstwa dokonywane przez rodzinę w celu

na

zmycia haoby, jaką przyniosło zachowanie jej

niewierzących (patrz: ludnośd USA i niektórych

zabitego

polecam

paostw Unii Europejskiej). W dżihadzie oczywiście

artykuł zamieszczony na stronie internetowej

nie o to chodzi. Ale w takim razie, co oznacza

członka,

www.arabia.pl

pt.

sprawców

zainteresowanym

Plama

na

honorze),

Strona 21

tym,

aby

eksterminowad

wszystkich


to,tak często powtarzanesłowo. Otóż faktycznie

rozumienie tego terminu), w dżihad wpisane jest

możemy przetłumaczyd to słowo jako „walka”, ale

także wyrugowanie zła, niesprawiedliwości i ucisku

także „dokładanie starao”. Trzeba wspomnied, że

ze świata, które to sformułowania zawarte są

wyróżnia się dżihad większy i dżihad mniejszy.

w Koranie.

Dżihad większy, czyli ważniejszy, opiera się na wyrugowaniu

przez

muzułmanina

złych

i grzesznych rzeczy z jego życia, czyli na odpieraniu pokus szatana (który pojawia się także w islamie). Dżihad mniejszy, czyli mniej istotny, polega na walce w obronie siebie i swojej rodziny i innych muzułmanów

oraz

sposobu

życia

zgodnego

z Koranem. Tak więc nie chodzi tutaj tylko o walkę fizyczną, ale również o walkę i starania w celu, po pierwsze: wzmacniania dotychczasowej wiary, a po drugie: w celu jej rozprzestrzeniania i rozpowszechniania. Tak więc nasze tłumaczenie i rozumienie dżihadu, jako „świętej wojny” (rozumianej jako zbrojny atak), odpowiada tak naprawdę jego rozumieniu głównie przez islamskie organizacje ekstremistyczne (ekstremizm polega na propagowaniu skrajnych ideologii), które dążą do rozpowszechnienia islamu, wykorzystując do tego

skrajne

środki,

takie

jak

Muszę tutaj także wyjaśnid, jaki jest powód

zamachy

takiej eskalacji przemocy muzułmanów wobec

terrorystyczne, porwania itp. Tylko że takie

„świata zachodniego”. Otóż główną przyczyną

organizacje stanowią jedynie niewielką cząstkę

wydaje się byd tutaj zagrożenie tożsamości

świata muzułmaoskiego. Czy zatem mamy przez

i wchodzącego w jej skład systemu wartości przez

ich pryzmat spoglądad na cały islam? Oczywiście,

nieodpowiednie,

że nie.

„kultury zachodniej”. Nieodpowiednie, ponieważ Póki co, zasygnalizowałem to czym dżihad

jest oraz czym nie jest i raczej nie powinien byd. Co ciekawe

(biorąc

pod

uwagę

nasze

błędne

wg

muzułmanów,

wartości

niezgodne z Koranem i z jego nakazami, a ponadto narzucane

siłą.

Wojska

amerykaoskie

i stowarzyszone z nimi wojska niektórych paostw Europy nie tylko wyzwalają mieszkaoców Bliskiego

Strona 22


Wschodu spod jarzm dyktatur, ale narzucają także

zgodziło. Tak czuje się teraz wielu muzułmanów.

swoje porządki, których tak na prawdę nigdy tam

Nie można się im zatem dziwid, że często nie

nie było i których duża częśd osób tam po prostu

podoba im się to co robimy (nasze wojska też

nie chce. Wyobraźcie sobie, że wojska z jednego

przecież tam są). Jestem tutaj daleki i absolutnie

z paostw Bliskiego Wschodu najeżdżają Polskę,

przeciwny usprawiedliwianiu zamachów. Chcę

twierdząc,

zła,

tylko, aby każda osoba, która przeczyta ten

a w konsekwencji żyjemy i funkcjonujemy

artykuł, spróbowała wczud się w rolę przeciętnego

w sposób nieodpowiedni, a więc należy to zmienid,

muzułmanina i spróbowała go zrozumied, bo jak

stąd ingerują i narzucają nam swój system

już pisałem, nie każdy Arab to muzułmanin, a nie

wartości i swoją kulturę. Wielu z nas by się nie

każdy muzułmanin to terrorysta.

że

nasza

kultura

jest

Linki do zdjęd http://3.bp.blogspot.com/__hspjzfC024/TFvXFSWM8vI/AAAAAAAABqo/0mOMZFDhGLA/s1600/why-do-muslims-defend-islam-when-it-is-accurately-described.jpg http://25.media.tumblr.com/tumblr_lw83rfmw2X1qj7gpko1_500.jpg http://www.muslimsdebate.com/faces/images/member/DemoagainsthateW.jpg

Strona 23


Geocaching Moja przygoda z geocachingiem trwa prawie rok. Stwierdziłem, że to dobry moment na napisanie artykułu promującego tę zabawę terenową. Jak widzisz, udało mi się. Właśnie go czytasz. Połowę sukcesu mam za sobą. Teraz pytanie: czy zainteresuje Cię bieganie z saperką i odbiornikiem GPS w poszukiwaniu skarbów? Nie? Nic straconego. Saperka i GPS nie są tak naprawdę potrzebne. Skarby i tak czekają na odkrycie...

Czytasz dalej, znaczy, udało mi się rozbudzid twe wewnętrzne dziecko tym krótkim wstępem. Teraz pora na konkrety. Ów tajemniczy "geocaching" to nic innego jak zabawa terenowa polegająca na ukrywaniu i odnajdywaniu skrzynek (w żargonie: keszy). Może to brzmied nieciekawie. Niech brzmi, ważne że jest okropnie wciągające i kreatywne. Tradycyjny kesz składa się z pojemnika, papierowego dzienniczka (logbooka), czegoś do pisania oraz fantów. Pojemnik chroni zawartośd przed czynnikami zewnętrznymi, w dzienniku dokonuje się wpisu potwierdzającego znalezienie skrzynki, a fanty stanowią miłe urozmaicenie. Jeżeli zastanawiasz się "po co? dlaczego? jak?", śpieszę z odpowiedzią. Kesze zakładane są z różnych pobudek, najczęściej jest to chęd pokazania ciekawego miejsca, często mało znanego, które na co dzieo „umyka” przed wzrokiem ciekawskich. Krajoznawstwo i turystyka nie są jednak jedynymi silnikami napędowymi zabawy. Skrzynki mają różne stopnie trudności, od łatwych, które można podjąd bez brudzenia rąk podczas niedzielnego spaceru, po istne wyzwania, których zdobycie będzie wymagało odpowiedniej ilości czasu, sprzętu, nerwów i sprytu. Tym samym szukanie staje się atrakcją samą w sobie,

niecodziennym sposobem na aktywny wypoczynek. Przynależnośd do społeczności keszerów posiada również ważny aspekt socjalny organizowane są wspólne spotkania i wyprawy, podczas których dyskutuje się o pamiętnych skrzynkach i pomysłach na nowe. Wszechstronnośd zabawy sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. Początkiem zabawy w geocaching jest rejestracja na jednym z portali geocache. Istnieje kilka, polecam skupid się na opencaching.pl. Jest to serwis lokalny, stosunkowo młody, mający swe odpowiedniki np. w Czechach czy Niemczech. Baza danych portalu zawiera w sobie najwięcej polskich skrzynek, interfejs jest przyjazny oraz dodatkowo istnieją narzędzia ułatwiające zabawę, na bieżąco udoskonalane i rozwijane przez społecznośd, np. baza Filipsa (pozwala na dostęp do skrzynek offline, poprzez urządzenie mobilne). Kolejnym krokiem po założeniu konta jest uzupełnienie swych danych, bardzo przydatną rzeczą jest podanie współrzędnych geograficznych miejsca swego zamieszkania lub czegoś w pobliżu (jeżeli nęka strach przed utratą prywatności). Dzięki temu będzie można dostawad informacje

Strona 24


e-mailem o najnowszych keszach założonych w podanym promieniu. Kwestie formalne należą już do przeszłości, więc można przystąpid do wyszukiwania pierwszej skrzynki. Wspominałem na początku, że kesze posiadają różne stopnie trudności – nie jest to ich jedyny atrybut. Różnią się one typem, wielkością pojemnika, szacunkowo ocenioną czasochłonnością, wymaganym ekwipunkiem itd. Zachęcam do szerszego zapoznania się z typami skrzynek i ich atrybutami na stronach wiki udostępnianej przez serwis: http://wiki.opencaching.pl/ Do wyszukiwania skrzynek w bazie istnieje kilka narzędzi, np.: intuicyjna szukajka z możliwością ścisłego zdefiniowania czego konkretnie poszukujemy, czy mapa z zaznaczonymi keszami (pomocna przy planowaniu wycieczek z geocachingiem w tle). Najlepiej, żeby debiutancka skrzynka była keszem typu tradycyjnego o niskim poziomie trudności, stosunkowo blisko miejsca zamieszkania. Zaoszczędzi to rozczarowao, a i w razie niepowodzenia szybko pozwoli na kolejne podejście. Pierwszy cel wybrany. Czas na skompletowanie ekwipunku. Podstawą powinno byd urządzenie wyposażone w odbiornik GPS – PNA, PDA, telefon czy laptop. W praktyce często wystarczy dobra mapa topograficzna z zaznaczonym położeniem kesza (polecam programy na telefon: TrekBuddy i Columbus) lub wydrukowany opis skrzynki i podpowiedzi. Po GPS sięgam w ostateczności, gdy skrzynka jest zbyt problematyczna lub po prostu tego wymaga. Warto ze sobą zabrad zestaw naprawczy – dodatkowy ołówek, kilka worków strunowych, jakieś kartki i taśmę klejącą. Pozwoli zreperowad zniszczony lub zużyty kesz. Osobną

kategorią ekwipunku są fanty. Nie są konieczne, lecz umilają zabawę. Fanty powinny stanowid jakąś wartośd, absolutnie nie wolno zostawiad w skrzynkach rzeczy takich jak wykorzystane bilety, kapsle, flakoniki po perfumach, próbki kosmetyków, jedzenie, liście... to wszystko traktowane jest jako śmieci, najpewniej zostanie wyrzucone przez kolejnego znalazcę. Zostawiaj to, co sam chciałbyś znaleźd. Geocaching oparty jest na „dżentelmeoskiej umowie”, należy to docenid i nie zaśmiecad keszy. Podjęcie kesza może wymagad dodatkowego ekwipunku – saperki, latarki, sprzętu do wspinaczki, samochodu z napędem 4x4 lub czegoś bardziej wymyślnego. W takim wypadku właściciel powinien w opisie i za pomocą atrybutów skrzynki poinformowad o takowej konieczności. Zwieoczeniem zabawy jest odnalezienie skrzynki i wpisanie się do logu. Czynnośd tę poprzedza najlepsza częśd – szukanie. Pewnie zabrzmi to błaho, lecz warto pamiętad, by podczas przeszukiwania terenu nie wandalizowad otoczenia. Wszelkie dewastowanie zabytków i niszczenie przyrody to czyny godny potępienia. Skrzynki założone w terenach gęstozaludnionych i często uczęszczanych narażone są na zniszczenie i kradzież przez osoby postronne. Warto poświęcid trochę uwagi, czy aby jakiś „tubylec” nie zauważy aktu odnajdywania lub chowania skrzynki. Grunt to dyskrecja. Fanty wymieniamy na rzeczy o podobnej wartości lub, gdy kesz ubogi – dorzucamy coś. Miły to zwyczaj, pomaga utrzymad jakośd skrzynek oraz stanowi swoiste podziękowanie dla autora. Przypominam, że wymiana fantów to tylko dodatek do zabawy, a dołączony ołówek, logbook i temperówka stanowią integralną częśd kesza i nie należy ich zabierad. Inną kategorią przedmiotów zostawianych w keszach są wszelkie geokrety, geolutins, geocoins itd. Są to „podróżnicy”, mianowicie rzeczy te zabiera się z kesza nie

Strona 25


zostawiając nic w zamian, a następnie wsadza się do innej skrzynki. Więcej instrukcji i informacji na ten temat znajduje się na plakietkachdołączonych do wyżej wymienionych przedmiotów. Nie pozostaje nic innego jak wpisad się w dzienniku. Wpis powinien zawierad datę odnalezienia, naszą ksywkę – login, informację o wymienionych przedmiotach (in: wsadzone, out: zabrane, no trade – brak wymiany) oraz dodatkowe info o stanie skrzynki lub podziękowanie (sztampowe i seryjne TFTC oznacza Thanks for the Cache). Przed odłożeniem skrzynki na swoje miejsce zamykamy ją. Ważne by pojemnik był szczelny, zamknięcie warto sprawdzid dwa razy. Nie pozostaje nic innego jak potwierdzid zdobycie pierwszego kesza w internetowym dzienniku skrzynki. Oprócz krótkiego komentarza wpisujemy co wymieniliśmy i czy skrzynka nie wymaga serwisu. W razie niepowodzenia informujemy o nim, taki sygnał może byd przydatny dla właściciela.

Życzę owocnych poszukiwao. Tadzin

Strona 26


Zbuduję własną rzeczywistośd, czyli jak mogę cofnąd się w czasie, walczyd w obronie Minas Tirith, polecied w kierunku niezrozumiałej Solaris albo przenieśd się nad Orinoko, nadal siedząc w domu. Ten, kto wymyślił książkę, był geniuszem. Od dawien dawna istnieje rzecz, która potrafi wpływad na nasz umysł i dwiczyd go pod kątem kreatywności, a nazywa się opowiadaniem. Kiedyś krótkie formy narracyjne były przekazywane słownie, lecz właśnie ten, kto wymyślił książkę, bardzo ułatwił nam zadanie zabijania wolnego czasu i rozwijania swojej wyobraźni. Osobiście uwielbiam spędzad czas przy dobrej książce. Jest to o wiele bardziej ekscytujące niż granie w grę, np. „TombRaider” albo oglądanie TV, np. „TombRaider”. Cóż takiego ekscytującego jest w książce? Oczywiście zawsze to samo – moja wyobraźnia. Bo czyż jest coś bardziej interesującego ponadto, że zamknę oczy i zobaczę świat, który SAM stworzyłem. Wtedy staję się grafikiem komputerowym bez komputera, scenografem bez tych wszystkich konstrukcji i widzę rzeczywistośd, którą serwuje mi autor, ale tylko ja wiem, jak wygląda. To jest niesamowite. Książki są dobre dla umysłu, bo rozwijają wyobraźnię, lecz to nie jedyna ich zaleta. Uczą nas jak budowad zdania, jak poprawnie się wysławiad, uczą ortografii, dwiczą pamięd. Tego wszystkiego nie dostaniemy na ekranie telewizora, ani tym bardziej komputera, gdzie na gg widzimy tylko: „wez, kupilamse nowego lapsa i bdciemoglatrolowac spamem xD”. Taa... Na czym to ja skooczyłem? No tak, książka jest dobra. Nie tylko dla umysłu, ale także dla innych części ciała – dla oczu, które nie męczą się tak jak przy PC i TV, dla kręgosłupa, bo można wygodnie położyd się na łóżku i się zrelaksowad. Oczywiście ma także swoje złe strony – chociażby zużycie papieru, waga, cena. Jednak czy jej zawartośd nie jest czymś, co warto skonfrontowad z tymi czynnikami? Uważam, że jak najbardziej tak. Dzięki książce możesz oderwad się od rzeczywistości, która zamyka się wokół Ciebie. Cały świat znika, kiedy czytasz. Potrafisz uciec do Rivendell, albo do Hogwartu, gdzie wszystko jest możliwe. Książka może cię wiele nauczyd, pokazad problemy, o których nawet nie miałeś pojęcia. Książka rozbudowuje wrażliwośd i osobowośd. Poza tym sprawia, że człowiek staje się istotą cywilizowaną. Umiejętnośd czytania i pisania to jedna z głównych cech cywilizacji. Jeśli nie będzie książek – nie będzie cywilizacji. Kolego i koleżanko. Apeluję. Szerzcie wśród was cywilizację. Czytajcie. Czytając zyskujecie wiele – nowy świat, nowe spojrzenie i zrozumienie. Możecie wiele się nauczyd. Może nawet będzie to dla was na tyle inspirujące doświadczenie, że sami coś napiszecie? Nigdy nie wiadomo. Na pewno nie czytalibyście tego, gdyby nie książki ;) Tak więc – czytajcie i cywilizujcie się. little decoy

Strona 27


Słów kilka o stand-up’ie W kolejnym odcinku moich rozważao chciałbym przybliżyd Wam, Drodzy Czytelnicy, coś, co w Polsce dopiero raczkuje. Abelard Giza przyrównał to do myśli Andrzeja Gołoty – dopiero się rodzi. Mówię tu oczywiście o stand-up’ie, czyli kolejnej modzie przybyłej do nas prosto z USA. O dziwo jednak, jest to jedno z niewielu importowanych zjawisk, które po zaaklimatyzowaniu się, może okazad się telewizyjnym i kulturalnym odkryciem. Nie wiem jak innym, ale mnie te wszystkie „Kabaretony” i przeróżne gale kabaretowe już się przejadły. Chod dalej oglądam skecze moich ulubionych grup, czuję, że to już nie jest to samo co kiedyś. Może nastała taka kolej rzeczy, bo „wszystko już było”, a powielające się schematy gagów powodują, że cały występ staje się przewidywalny. A może po prostu ludzie czekają na coś nowego. W każdym bądź razie, stand-up ma w Polsce szansę na rozkwit, pod warunkiem, że pozwoli mu się działad w pełnej okazałości. Stand-up polega na monologu bądź rozmowie komika z publicznością. Artyści najczęściej przygotowują luźny plan swojej wypowiedzi, kierując się głównie intuicją sceniczną i improwizacją. Tematem występów stadnup’owych są często tematy tabu: narkotyki, seks, szowinizm, itd. Nie można zaprzeczyd, że takie widowisko jest uzupełniane niezliczoną ilością wulgaryzmów. Czasem można się pogubid, czy to co widzimy na ekranie telewizora jest występem komika, czy może kolejnym filmem Quentina Tarantino. Według mnie, cała ta otoczka ma na celu przekonanie odbiorcy, że ten „krzykacz” na scenie nie wykonuje przedstawienia, tylko w

„normalny” sposób przedstawia swój światopogląd. Często stand-up’owcy mówią o poważnych sprawach, takich jak religia (m.in. George Carlin czy Dave Allen) lub polityka (Mark Thomas) w sposób, który za pierwszym razem może śmieszyd - jeśli się ma dystans do tego, co mówią, ale po chwili namysłu trzeba przyznad, że coś w ich argumentach jest. Poza tym, jeśli do przypadkowego zdania w losowym miejscu dopiszemy wulgarne słowo, to jest duża szansa, że publicznośd będzie bardziej skora do śmiechu i zainteresowania występem. Ciekawe skąd się wzięło upodobanie do przekleostw. Może zrobię z tego mój kolejny felieton, kto wie. Wracając do tematu. Powyższy akapit opisywał stand-up u naszych szanownych przyjaciół zza Wielkiej Wody. A jak się ma to do swojskiej wersji kreowanej przez nowe pokolenie komików? Cóż, trzeba przyznad, że idziemy w dobrym kierunku. Stand-up zagościł u nas w programie „Stand-up. Zabij mnie śmiechem” i chod nie był wysokich lotów, to jednak przetarł szlaki dla początkujących na szklanym ekranie. Takie postacie jak Kacper Rucioski, Michał Kempa czy Katarzyna Piasecka są w stanie zawojowad na polu kabaretów. Wystarczy tylko przyzwolenie złych panów cenzorów z największych polskich kanałów telewizyjnych na większe zagęszczenie wulgarnych słów. Krótkie podsumowanie na koniec. Viva la stand-up! Przyda się orzeźwienie w kabaretowym gronie non-stop przedstawiającym to samo i z niecierpliwością czekam na jakikolwiek występ stand-up’owy w Wodzisławiu Śl.

Strona 28

Romek


Islas Canarias – Teneryfa Teneryfa to piękna wyspa wchodząca w skład Archipelagu Kanaryjskiego. Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze interesowało pochodzenie nazwy tego zespołu wysp. Od dziecka kojarzyłam je z kanarkami. Okazało się, że nazwa ta pochodzi od psów, które zamieszkują tereny wysp. Jedynym związkiem pomiędzy kanarkami i psami jest ich umaszczenie – żółte. Początkowo moja podróż na „Kanary” wiązała się z wypoczynkiem na egzotycznej wyspie. Plany jednak szybko się zmieniły, gdyż nicnierobienie jest nudne, a codzienna rutyna, polegająca na opalaniu, pływaniu i jedzeniu, musi znużyd. Trudno usiedzied na miejscu, gdy wokół tyle atrakcji, a zewsząd otacza Was tak bogata flora i fauna. W momencie, gdy w ręce trafiła nam mapa, zobaczyliśmy, że linia brzegowa wyspy ma długośd 320km (to jak z Wodzisławia do Warszawy na przełaj).

Postanowiliśmy objechad wyspę, adodatkowo przemierzyd ją w szerz i w wzdłuż. Często pokonywaliśmy dłuższe trasy. Na wyspę przylecieliśmy samolotem, więc potrzebowaliśmy samochodu, gdyż nie jesteśmy tak odważni, by przemierzyd taki kawał drogi pieszo. Teneryfa to jedna z największych wysp kanaryjskich itutaj też odbywa się jeden z największych karnawałów świata. Nie mając problemów z wypożyczeniem samochodu, wyruszyliśmy w podróż dookoła wyspy. Opisywanie wszystkich miejsc, jakie

napotkaliśmy, zajęłoby sporo czasu. Skupię się na tych, które najbardziej mnie zafascynowały. Pierwszym z nich jest środek wyspy, gdzie znajduje się wulkan El Teide – Teneryfa jest wyspą wulkaniczną, swe istnienie zawdzięcza zastygłej materii wyrzuconej przez tę górę. El Teide to najbardziej aktywny sejsmicznie wulkan Hiszpanii. Dodatkowo jest trzecim co do wielkości wulkanem świata. Jego ogrom robi wrażenie, tak samo jak czarne plaże pokryte wulkanicznym żwirem. Podróż na szczyt pozwoliła na

Strona 29


podziwianie pięknych widoków, przykrytych kołdrą białych chmur. Kolejnym miejscem jest najciekawszy element wycieczki – Loro Park. Największy na świecie park zwierząt, czyli ZOO. Zgromadzono w nim ogromną ilośd różnorodnych gatunków. Dokładne zwiedzenie parku zajmuje co najmniej pół dnia. Urozmaiceniem podglądania zwierząt są pokazy wykonywanych przez nie sztuczek. Teren parku jest rozległy, aby zdążyd na konkretny pokaz, należy skorzystad z parkowego autobusu. Warto obejrzed pokazy orek, fok i papug. Dodatkową atrakcją, chodź tylko dla najmłodszych, jest pływanie z delfinami. Prawdziwymi, nie dmuchanymi. W mojej grupie były jednak osoby nawet po 50-ce – jak się okazało, ograniczenia wiekowe funkcjonują tylko na papierze i tabliczkach.

Mówi się, że ma ponad 1000 lat, jednakże badania naukowe określiły jego wiek na 650 lat.

Nie przeszkodziło to w uznaniu tego drzewa za najstarsze na świecie. Flora Teneryfy jest bardzo różnorodna i kolorowa. Ciekawostką jest to, że jeden z gatunków palm, charakterystyczny dla Teneryfy, ma pionowy drążek ponad koroną, swoistą antenę. Teneryfa, pomimo swej opinii wyspy typowo wypoczynkowej dla zamożnych emerytów z całej Europy, ma wiele niepowtarzalnych, wartych zobaczenia miejsc i atrakcji. Od siebie muszę polecid aktywny wypoczynek związany ze zwiedzaniem i podróżowaniem. Kamcia

Myślę, że to obowiązkowa atrakcja dla każdego, kto odwiedzi Teneryfę. Po dniu pełnym wrażeo udaliśmy się do Candelari, nadmorskiej miejscowości. Mieści się tam sanktuarium Matki Bożej Patronki Wysp Kanaryjskich. Urokliwe miejsce… oprócz sanktuarium znajduje się tam plac pokryty freskiem. Na molo w Candelari prócz oceanu można podziwiad pomniki dawnych królów wyspy, którzy bronili ją przed najazdami. Ostatnim z miejsc, o których chciałabym napisad, jest Icod de Los Vinos. Stoi tam smocze drzewo.

Strona 30


Zamek Czocha (Leśna) Zamek ten znajduje się 14 km od Lubania w województwie dolnośląskim. Zanim postanowiłam zwiedzid to miejsce, kojarzyło mi się ono wyłącznie z licznymi filmami, np. „Gdzie jest generał? ”. Zamek na początku nie wzbudzał we mnie żadnych pozytywnych emocji, a wręcz odwrotnie, byłam oburzona, iż przejechałam tyle kilometrów na nic. Jednak gdy przeszłam przez główną bramę i zwiedziłam budynki gospodarcze, w których znajdowały się różnorakie muzea... Nagle... zza ogromnych drzew wyłonił się przepiękny gotycki zamek warowny. Budowla ta miała zupełnie inną formę niż dotychczas zwiedzone przeze mnie miejsca. Była bardzo rozległa, składała się z licznych elementów, jak np. przedzamcze, międzymurze czy chociażby basteja. Zaskakujący był również kilkunastometrowy kamienny most, pod którym niegdyś znajdował się zwierzyniec. Szczególnie jednak utkwiły mi w pamięci piękne, ogromne, kamienne mury. Innym interesującym doświadczeniem było wchodzenie na sam szczyt wieży, podziwiając przy tym kręte kamienne schody oraz starą, niesamowitą konstrukcję dachu. Widok z niej był zdumiewający- zobaczyliśmy rozciągające się pod nami przedzamcze oraz Zalew Leśmiaoski w promieniach słooca... A zejście z tej wieży… było istnym koszmarem. Lecz to nic w porównaniu z licznymi atrakcjami jakie zastałam na dole. Interesująca była sala tortur, w której znajdowało się wiele przyrządów wraz z opisami ich stosowania. Najbardziej „zabawnym” urządzeniem do torturowania okazała się skrzynia, do której zamykało się delikwenta i wpuszczało wygłodzone szczury. Co ciekawe, wykonywanie kar odbywało się zgodnie z ustalonym cennikiem. Przykładowo,

za obcięcie ucha trzeba było zapłacid 1 dukata. Muszę przyznad, że zwiedzanie tego uroczego miejsca zajęło mi ogromnie dużo czasu, ale myślę, że było warto. Nie umiem się już doczekad wakacji, by znów wyruszyd na poszukiwanie niezapomnianych wrażeo! 

Strona 31

Dingo


Mamo, wróć! Niska dziewczyna pochylała się nad grobem. Jej niebieskie oczy zdawały się byd za wodną szybą. -Tak, to już 12 lat minęło. Sześcioletnia dziewczynka bawiła się radośnie na podwórku przed domem. -Aniu! Aniu!-na dźwięk tych słów mała odwróciła się w kierunku werandy.-Chodź jedziemy do babci!-Idę- radośnie zerwała się do matki. Nie przypuszczała, że będzie to jej ostatni uśmiech w dzieciostwie. Potem pamięta już tylko noc, deszcz, krew i szpital. Otworzyła oczy, po policzku spływało kilka łez. Pogoda była ładna lecz ona chciała by padało.

Dalszej części rozmowy nie słyszała, były już zbyt daleko. Zamknęła oczy, powstrzymując łzy. Nic nie rozumieją, łatwo oceniad, trudniej zrozumied i wesprzed A przecież ona też miała marzenia, tylko wkroczyła w świat, gdzie nikt jej nie rozumie. Nikt nie wyciągnął ręki,wszyscy się odwrócili. Na kogo tu liczyd? Nie oceniaj, jeżeli nie pomogłeś. Na pomoc nigdy nie jest za późno, nic prócz chęci nie trzeba. Może gdyby miała przyjaciół, poczułaby czyjeś wsparcie i szybciej wyszłaby z żałoby. Nie potrzebowałaby dwunastu lat. Ale każdy woli patrzed z boku, nie angażowad się. Nie bądź jedną z nich, nie pozwól na to, by obok Ciebie inni cierpieli w samotności.

-Dziś mam osiemnaście lat mamo, nie mam chłopaka, w szkole uczę się dobrze, pomimo tego co przeszłam. Przepraszam, że dopiero teraz przyszłam. - Położyła róże na granitowej płycie, dotknęła ręką zaniedbanego nagrobka.-Przyjdę jutro i posprzątam Ci tu trochę przepraszam, że cię zaniedbałam- Odeszła, by wrócid jutro. Ranek, na dworze było słychad radosny śpiew ptaków. Słooce przygrzewało, a po pustych jeszcze uliczkach szła dziewczyna. Zapatrzona, pusta, smutna. Doszła do szkoły w szybkim tempie. Po drodze minęła dwie dziewczyny. - Widziałaś to dziwadło? Cała ubrana na czarno, nie ma przyjaciół, pewnie jakieś „emo” albo „metal”. - Szepnęła jedna do drugiej. -Fujjj... Myślisz, że je koty albo się tnie?....

Strona 32

Lena


Rachel? -Rachel? Tak, słyszałem o niej. Była... inna. Nieco dziwna. I bardzo zamknięta. -Poznałem ją jako zwykłą, niewyróżniającą się dziewczynę. Chodziła po korytarzach uczelni jak każda inna. Zazwyczaj nosiła ze sobą małą teczkę, nie większą od formatu A4. Nikt raczej nie zwracał na nią uwagi, nie widziałem, żeby miała jakieś bliższe relacje z kimkolwiek ze studentów. Często przesiadywała w czytelni lub w parku, z dala od zgiełku i od ludzi. Wtedy sięgała po książkę - uwielbiała je - lub po obszerny skoroszyt, w którym wiecznie coś szkicowała. Była raczej zamknięta, nieśmiała, skryta. Nie odzywała się niepotrzebnie, wolała słuchad. Na moich wykładach siedziała wmieszana w kolegów i koleżanki z roku, ale była zupełnie od nich inna... To znaczy, nie, nie, wyglądała całkiem normalnie, szaro, zupełnie jak tłum, tylko że... No, miała w sobie coś takiego, taką tajemnicę, którą można było dostrzec pomimo... Zawsze mogłem ją odnaleźd wzrokiem. Nawet jeśli zmieniała miejsce. Zupełnie inna niż wszyscy. Taka... wyciszona, nieobecna nawet. Zupełnie inna. -Haha! To ta dziewczyna, która śpiewała te głupie piosenki? Te, których nikt nie rozumiał? Nie lubiłam jej. Była taka dziwna, w ogóle stylu nie miała. Poza tym ta jej wyniosłośd: Rachel śpiewa, Rachel maluje, Rachel taoczy... I co jeszcze? Głupia dziewczyna. Wszędzie musiała się pokazad, byd najlepsza, terefere. Boże, dobrze, że już jej nie ma. Wiadomo było, że takie coś długo nie pociągnie. -Tak, to prawda. Człowiek, który tworzy sztukę, i to przez duże „S”, jest bardzo wartościowy. Sytuacja zmienia się, kiedy taki człowiek zaczyna tworzyd tylko i wyłącznie dla siebie, żeby zaspokoid własną potrzebę ekspresji, niezrozumiałej dla innych. Tacy ludzie nie utrzymują się na publicznej scenie. Dlatego rozumiem tę sytuację. Rachel zniknęła ze świata „celebrytów”, bo zaczęła robid coś niezrozumiałego dla ogółu. Widad było też, że ona nie chce się podporządkowad trendom, za żadną cenę. Coraz bardziej się od nich oddalała. To także rozumiem, świat potrzebuje sztuki wyższej, ponad trendami. Ale twórczośd Rachel znalazła się poza granicą zrozumienia i tolerancji, nie znalazła więcej odbiorców. Dlatego skooczyło się to tak, a nie inaczej. -Mój Boże, jak to zniknęła? Rachel? Niemożliwe... Ale przecież musi gdzieś byd. To taka spokojna, miła i nieśmiała dziewczyna... Nie mogła przecież tak po prostu się ulotnid! Sprawdziliście wszystkie miejsca? Ciągle szukacie? Musi przecież gdzieś byd... -Tak, tak, niezwykła osobowośd. Tak, chodziła na zajęcia regularnie. I proszę sobie wyobrazid, że nic nie wskazywało na to, że będzie gwiazdą. Tu niby cicho, niby skromna taka, siedziała sama, coś dla siebie robiła, a tu nagle taka sława... Jak to ludzie potrafią zaskoczyd, prawda? Chociaż, jak teraz pomyślę – wciąż czytała jakieś książki, nie rozstawała się z nimi. Na pewno znalazła tam przepis na przyszłośd. -Co do Rachel – nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia. Dopóki prowadzimy dochodzenie, muszę powstrzymad się od udzielania jakichkolwiek informacji. Wiemy tylko tyle, że ma status osoby zaginionej. Nic więcej nie wiem.

Strona 33


-Gdzie zgubiliśmy ten diament? Gdzie podział się skarb, który wyznaczał nowe wartości w sztuce ogółem rzecz biorąc? Został nam ukradziony, czy zabrany przez nią samą? Gdzie jest – Rachel? -No, była dziwna, i to ostro. Nie, nie podobał mi się jej styl. Za dużo dziwactw. Ale talent miała. Ciekawe co się z nią stało... -Opinia na temat tego, co buduje naszą tożsamośd może byd tylko jedna: buduje ją obraz, jaki rysują ci, którzy z nami przebywają, nie to jak my sami siebie określamy. Nasza ocena na temat nas samych ZAWSZE będzie subiektywna i jednostronna. Natomiast opinie z zewnątrz rysują to, jacy jesteśmy naprawdę. Bo nikt nie może żyd, tworzyd, pracowad tylko dla siebie samego. Nie ma takiej możliwości. Dlatego też nie ma możliwości racjonalnej oceny samego siebie. -Rachel? Ta, słyszałem o niej, nawet spotkałem ją na ulicy. Ciągle zamyślona, nieobecna. Tajemnicza... little decoy

Strona 34


Wdowi Bór Zapraszamy do zapoznania się z pracami, które wzięły udział w XI Powiatowym Przeglądzie Twórczości Literackiej Dzieci i Młodzieży „Złoty Wawrzyn”.

Druga nagroda w kategorii „Proza”. Wdowi Bór. Cholerny Wdowi Bór. Kiedy tu po raz ostatni byłem? A, no tak, 12 lat temu. Przez ten czas dałem radę skooczyd zaocznie studia i rozkręcid własny biznes. Jednak, kiedy Pani Matka zwołuje rodzinę, to znaczy, że trzeba rzucid wszystko i wrócid do Wdowiego Boru. „Nasza sprawa rzecz święta”, od tego nie ma ucieczki. Rodzina na pierwszym miejscu. Autobus PKS z niemiłosiernym piskiem zatrzymał się na przystanku. Wychodząc, kątem oka zauważyłem zdegustowaną i pełną pogardy twarz starego kierowcy. Więzienny tatuaż zdobiący jego prawe ramię odświeżył mi pamięd. Michał Kajuk. Złamał Panu Ojcu rękę, gdy nasza kura weszła przypadkiem na jego pole kiełkującego zboża. Płonąca stodoła Kajuków była wystarczającą formą zemsty, a żeby odrobid straty musieli sprzedad simentalkę. Ten się śmieje… . Wspomnienia z dawnych lat życia na wsi zajęły mi podróż z przystanku do rodzinnego domu. Dom ten stoi na uboczu wioski, ale za to na wzgórzu, z którego widad było, gdy nieprzyjazny nam sąsiad z grupą popleczników chciał podpalid nasze gospodarstwo. „Ziemi trzeba bronid, chłopcze. Ona nas zrodziła.”, mawiała babka Janka, Panie

świed nad jej duszą. Mijając sklep ogólnospożywczy nr 1. bez zastanowienia i automatycznie pozdrowiłem starego Mordziatego, siedzącego na schodkach i raczącego się Bykiem. Starałem się iśd środkiem drogi, żeby przypadkiem nie wywąchały mnie psy zza płotów. Nie wiadomo, z kim teraz mamy na pieoku i kto mógłby mnie tymi psami poszczud. Po kilkunastu minutach doszedłem wreszcie do bramki ojcowizny. Zaczął się na mnie wydzierad jakiś bury kundel. Hm…, pewnie Czart zdążył już umrzed ze starości. No, chyba że któryś z sąsiadów otruł. Przed domem, który przed wojną wybudował dziadek Józef (oczywiście nie mam tu na myśli I ani II Wojny Światowej, tylko wojnę z Braunerkami o 12 hektarowe pole w 1934r.) siedziała Jusia, moja młodsza siostra. - Ciebie też tu przywiało? Rany, musi się niezła akcja kroid. – powiedziała Jusia, po wykonaniu tajnego rodzinnego uścisku. Przyjechałem tak szybko, jak się dało. Chod straciłem klienta, mam nadzieję, że było warto. Póki co, Pan Ojciec nic nie chce powiedzied, a Pani Matka wspomina coś o „pieprzonych głodetach”. – powiedziała z wyrazem niezrozumienia na twarzy. Jusia nigdy nie grzeszyła mądrością. -

Strona 35


Może chodzi o „geodetów”? - Może, może. Wejdźmy do domu. Pani Matka już pewnie podała do stołu. O tak. To, czego mi najbardziej brakowało w wielkim mieście, to „mamine obiadki”. Z tego się nie wyrasta. Wchodząc do kuchni, która jak w każdym domu była centralnym punktem życia rodzinnego, uderzył mnie zapach pieczeni z śliwką w sosie grzybowym. Witając się czule z Panią Matką poczułem te same słodkawe perfumy, których używa niezmiennie od ponad 20 lat. Po uściskaniu dawno niewidzianych braci i sióstr, przyszedł moment na przywitanie się z Panem Ojcem. Siedział w drugiej izbie wgapiony w telewizor. Podał machinalnie rękę do ucałowania w rodowy pierścieo, nie ruszając nawet wzroku od szklanego ekranu. W międzyczasie podawano do stołu, więc po umyciu rąk usiadłem przed talerzem pełnym mięsa i ziemniaków. Gdy do pokoju wszedł Pan Ojciec, wszyscy wstaliśmy, złapaliśmy się za ręce i zmówiliśmy rodzinny pacierz: Boże ty w Niebie królujący, Nie pozwól by ród Twój kochający, Zaznał męki ze strony Martyoca, Ani innego złego przegnilca. Bośmy jedynie w Tobie wierni, Nie tak jak Ci w piekle paleni, Amen. Siadając z powrotem na swoje miejsca, Pan Ojciec zaczął mówid. - Kazałem waszej matce zwoład was wszystkich, ponieważ wiatr przydmuchał czarne chmury nad nasz dom. – gdy Pan Ojciec mówił, nikt nie odważył się chwycid za widelec. To by była zniewaga wobec głowy rodziny. - 2 dni temu do Wdowiego Boru przybyło dwóch geodetów, których najął ten parszywy Michalak, oby sczezł w męczarniach. Chce w gminie załatwid papiery na przemianowanie

pola na działkę budowlaną, a potem sprzedad mieszczuchom, którzy pałętają się tu od dwóch tygodni szukając szczęścia. Sęk w tym, że pole to jest tylko zagonem większej morgi, która poprzez cwany fortel wujka Tadka, Panie świed nad jego duszą, trafiła w nasze ręce i teraz rosną na niej grule. – mówiąc to, prawy kącik ust Pana Ojca lekko się uniósł imitując uśmiech. - Geodety wydają się nie w ciemię bite, a do tego mają jakieś spec mapy, na których pewnie ładnie widad, że Michalaki, oby się smażyli w piekle, mają więcej pola niż myślą. Nie możemy pozwolid na to. Za pobicie mieszczuchów i geodetów ktoś z nas mógłby trafid do ciupy, a tego nie chcę. Dlatego ja, wraz z wami, moi synowie, zakradniemy się dziś pod osłoną miesiąca do gospodarstwa Michalaków, oby im mleczne wyzdychały z choróbsk, capniemy którąś z córek i weźmiemy w szantaż starego Alojza. Tak powiedziałem ja, wasz Pan Ojciec i macie się mnie słuchad, bo ziemia ta was wychowała i wykarmiła. Teraz musicie się jej odwdzięczyd. Po przemówieniu nastała grobowa cisza, którą nawet ptaki za oknem bały się przerwad. - No, a teraz jedzcie, bo wystygnie. Ból, przenikliwy, ostry ból przy podstawie czaszki rozsadzał mnie całego i nie pozwalał się skupid na sytuacji, która mnie zastała po odzyskaniu przytomności. Wiedziałem tylko tyle, że siedziałem na krześle przypięty łaocuchami w czyjejś stodole. Pamięd wracała drobnymi, nie poukładanymi fragmentami. Pamiętam bieg przy ścianie domu Michalaków, potem krzyki, wrzaski, strzały z mausera Pana Ojca, a wtedy ktoś uderzył mnie w plecy deską i tracąc równowagę wpadłem do zbiornika z gnojówką. O dziwo, nie czułem teraz smrodu, ale to pewnie dlatego, że bandyci złamali mi nos. Pewniakiem węch uszkodzili. Mój powrót do świata żywych zauważył Bartek Michalak, najmłodszy potomek Alojzego, ale za to

Strona 36


przewyższający szpetotą starszych braci. - Wiesz co ta twoja pieprzona rodzinka zrobiła? – mówiąc to, przy okazji opluł moją twarz. - Coś, co już dawno powinna z wami zrobid, wy cholerne obdartusy? – odparłem, po czym dostałem w brzuch batogiem. Nie bolało, w zasadzie, poza bólem w okolicach szyi, nic nie czułem. - Ten twój ojczulko załatwił moją siostrę z karabinu, a reszta waszej hołoty połamała kulasy Jarkowi i Pietrowi. Zapłacisz za to, gnido. Podwiartuję cię na kawałki. – wymawiając ostatnie zdanie, Bartek odpalał już piłę łaocuchową. - Wątpię. – po czym wyłuskałem spomiędzy języka i dolnej szóstki małą ampułkę. Przegryzłem ją, a świat zaczął się powoli oddalad. Albo to ja zacząłem się oddalad od świata. W każdym bądź razie wygrałem, bo oddałem życie za moją Rodzinę. Dzięki temu Pan Ojciec nie musiał się martwid o to, jak mnie odbid. Jeszcze by moi bracia przypłacili życiem, a tego bym sobie nie darował. W procesji pogrzebowej, oprócz rodziny, wzięli udział Ci, którzy bali się gniewu mojego Pana Ojca. A było ich sporo. Fakt, że jego syn potrafił poświęcid życie dla „naszej sprawy”, spowodował, że nasza rodzina miała spokój na dłuższy czas. Aż nie przyszły żniwa…

Stary Mordziaty jak zwykle siedział na schodkach do sklepu ogólnospożywczego nr 1., gdy obok przechodził kondukt. - Naoglądały się mafiozów w telewizorze i się zabijajo tera jeden z drugim. – bąknął pod nosem, lecz przeżegnał się w myślach i zmówił „Wieczne odpoczywanie…”, tak na wszelki wypadek, gdyby Pan Ojciec umiał czytad w myślach i wziął soczystego łyka ze szklanej butelki opatrzonej czerwoną etykietką z napisem „Byk”.

Strona 37

Romek


Stalowe rumaki Pierwsze promienie słoneczne wpadały już przez okno, gdy zaczął dzwonid budzik. Franek szybko zerwał się na nogi, przeciągnął się kilka razy, popatrzył przez okno i powiedział do siebie: -Ach! Idealny dzieo na podróż. – uśmiechnął się pod nosem i zaczął przeszukiwad półki w poszukiwaniu jakichś dżinsów i cienkiej koszulki z krótkim rękawem, z szafy wyciągnął kamizelkę wraz z skórzanymi spodniami i kurtką. Jako że o poranku jadącym na motorach mocno doskwiera chłód, założył skórzaną odzież, wyjął z kieszeni bandamę, wciągnął odpowiednie buty i wyszedł z mieszkania, podążając szybkim krokiem w stronę garażu z torbą, do której wcześniej spakował rzeczy na wyprawę. Po chwili był na miejscu, wyprowadził bordowy motor, a do kufra mieszczącego się za tylnym siedziskiem włożył pakunek. Wciągnął na dłonie rękawice, założył okulary przeciwsłoneczne, na głowę wsunął „hitlerówkę” i mógł już ruszad. Zapalił maszynę, posłuchał przez moment warczenia silnika rozdziawił usta w uśmiechu i ruszył. Z daleka było słychad, że jedzie motor, a pomiędzy blokami miarowy warkot jeszcze się wzmógł. Pojechał na stację, aby zatankowad bak do pełna, chciał jak najmniej czasu marnowad po drodze na „takie rzeczy”. Tam czekali już na niego dwaj towarzysze podróży. Jeden na białej Yamasze Drag Star, która miała na przednim nadkolu przyczepione niewielkie poroże jakiegoś zwierza. Drugi zaś miał identyczną Hondę Shadow, jak ta , na której Franek wjeżdżał właśnie na stację, różniły się jedynie kolorem, jedna była seledynowa, druga bordowa. Na wszystkich trzech motorach odbijało się słooce, co powodowało, że barwy maszyn mocno połyskiwały, a to dodawało im jeszcze więcej wdzięku. Przywitali się męskim przybiciem graby, jak to bywało w świecie motocyklistów, wsiedli na swoje maszyny i powoli ruszyli. Droga nie była dla nich

nużąca, ponieważ sam dźwięk silników sprawiał im niezmierną radośd, a jeszcze większą to, że krajobrazu nie przesłaniały im budynki. Pędzili bocznymi drogami, przecinając rozległe pola. Flaga na motorze Henia, którego nazywali Rumcajsem ze względu na jego bujną brodę łopotała przyczepiona do oparcia, na fladze zaś widniał herb Wodzisławia. Rozglądając się na boki, w dali mogli dojrzed domki jednorodzinne, jedne skromne, inne niekoniecznie. W trasie czas szybko płynie i ani się spostrzegli, jak baki zaczęły świecid pustkami, zmuszeni byli więc przerwad na moment swoja eskapadę. Na najbliższej stacji po kolei zatankowali swoje maszyny, najmniej na paliwo wydał Zbyszek, gdyż jego Yamaha miała największy zbiornik. Przy okazji przystanęli na chwilę, jako że byli już mniej więcej w połowie drogi, skorzystali z okazji i wypili kawę, odpoczywając, bo jakby nie patrzed i od jazdy motocyklem bolą pewne części ciała. Minęła dłuższa chwila nim ruszyli, może nawet z dwadzieścia minut, ale nie przejmowali się tym, byli nastawieni, że gdzieś za godzinkę dojadą do celu. Nie śpiesząc się zanadto, podziwiali widoki, niezakłócone obecnością żadnych bloków czy fabryk przemysłowych. Niestety, beztroska podróż została nagle brutalnie przerwana… Samochód osobowy zderzył się z cysterną… Na miejscu była już policja i straż, karetki nie było widad, pewnie już odjechała, ponieważ na miejscu byli tylko umundurowani, a teraz i motocykliści. Na drodze było jeszcze widad krew, dużo krwi, dopiero zaczynali ją zmywad. Każdemu z mężczyzn przez głowę przebiegł smutny scenariusz tego wypadku i każdy wzdrygnął się, obserwując skutki wypadku na okropne zakooczenie. Przeżegnali się i gdy policja pozwoliła im jechad, ruszyli powoli. Teraz jechali wolniej, z pięddziesiątką na liczniku jechali ponad godzinę i znów musieli się zatrzymad, ruchem kierowała

Strona 38


policja. Tym razem dwa auta osobowe zderzyły się czołowo, na szczęście na miejsce wypadku pogotowie przyjeżdżad nie musiało. Dwóch kierowców składało zeznania policjantowi, z czego jeden, mówiąc, strasznie gestykulował. Odetchnęli z ulgą, a gdy tylko kierujący ruchem dał znak, iż mogą ruszyd, od razu to uczynili. Z tą samą prędkością co wcześniej...

wyszeptał „Matko Boska miej nas w opiece”, ponieważ wszyscy mieli wrażenie, że kolejny wypadek jaki będzie, będzie ich ostatnim.

Po dłuższej jeździe uspokoili się i znów rozglądali się dookoła, gdy w oddali niestety ujrzeli korek, serce zaczęło im bid, ponieważ spod mostu szła ogromna fala dymu. Postawili motory i zeszli z nich, starając się dojrzed, co się stało, niestety gęste kłęby dymu przesłaniały im miejsce wypadku i niewiele mogli zobaczyd, dlatego też Rumcajs podszedł do grupy mężczyzn, którzy stali gdzieś w połowie korku i zapytał donośnym głosem. -Przepraszam panów, wiecie może co się tutaj stało?- patrzył na każdego po kolei czekając na jakąś odpowiedź. Po chwili miał już wyobrażenie na temat zdarzenia. Szybko wrócił do swoich towarzyszy. -Dwie osobówki stuknęły się pod mostem, kierowcy powoli wychodzą ze środka…- mówił to ze zdenerwowaniem i niepokojem, dlatego że samochody podpaliły się. Wszyscy byli zdenerwowani i oczekiwali wyjścia poszkodowanych. Po chwili pojawiły się dwie sylwetki dobrze zbudowanych mężczyzn, szli powoli w stronę tłumu. Gdy tylko wyszli z dymu dało się zauważyd, że są mocno poturbowani. Jeden z nich podchodził po kolei do każdego z obserwujących zdarzenie i pytał czy mają chusteczkę higieniczną, aby zetrzed krew z nosai brwi, nie wiedział jednak, że na czole ma dośd sporą ranę, w dodatku jeszcze dośd głęboką. Drugi miał masę zadrapao, startej skóry i ran podłużnych. W chwilę później na miejsce dotarła karetka, a po chwili i straż. Sanitariusze opatrzyli rannych i pojechali z nimi do szpitala, natomiast straż długo męczyła się z palącymi się samochodami. Minęły jakieś dwie godziny zanim grupa motocyklistów ruszyła w dalszą podróż, lecz zanim ruszyli każdy z nich cicho

Strona 39

Dudi


Wyróżnienie w kategorii „Poezja””

Po prostu miłość Wchodzę do pokoju, już tam jest – piękna. Wtulona w miękki fotel jakby przyklejona, wtopiona w tło. A jednak to Ona, więc nie mogę jej nie zauważyć. Miłość. Czarne włosy przyjaciółki i te jej oczy. Niezgłębione, nieodczytane, wieczne jak diamenty, raz czarne, potem brązowe i szare, lśniące. Serce bije mocniej. Co powiedzieć? Nie mam pojęcia. Tylko patrzę, patrzę i patrzę na moją Miłość.

little decoy

Strona 40


Wyróżnienie w kategorii „Poezja””

Duże dziecko „Kim jesteś? Ja... ja naprawdę nie wiem kim jestem.”* Znam to. Głos w mojej duszy, który wciąż czegoś szuka. Niespokojny duch miota się tu i tam. Wciąż czegoś szuka... Czasem jest już blisko. Czasem ma ochotę zabić. Trwa. Po co tu jest? Może Ty to wiesz? Szuka wskazówki, bo sam nie potrafi żyć. Czegoś zabrakło... Nie wie gdzie jego miejsce, nie zna świata, wszystko jest nowe i niezrozumiałe. Jak dziecko. „Kim jesteś? A, tego właśnie nie wiem.”* *O.S.T.R - "Strach"

little decoy

Strona 41


Rudolf Modrzejewski Rudolf Modrzejewski zawsze czuł się Polakiem Rudolf Modrzejewski urodził się 27 stycznia 1861 roku w Bochni. Był uczniem Liceum św. Anny w Krakowie, gdzie uczono po polsku, także historii naszego narodu. W wieku 15 lat wyjechał wraz z rodziną do Stanów Zjednoczonych. Jego matką była Helena Modrzejewska - wybitna artystka o sławie światowej. Po emigracji do Stanów Zjednoczonych zyskała sobie miano najlepszej aktorki amerykaoskiej. W sierpniu 1878 roku w Krakowie była witana prawie jak polska bohaterka narodowa. To ona wychowywała go w duchu polskich tradycji patriotycznych. Nawet wtedy, gdy studiował w Paryżu, pisała do niego: „Chciałabym bardzo mocno, żebyś, podobnie jak Mamuś Twoja, w skromnym naszym zakresie wszędzie, gdzie pracujesz i działasz na świecie, uczył obcokrajowców wymawiania polskiego imienia z szacunkiem.” Żoną Rudolfa Modrzejewskiego była Polka Felicja Benda. Mieli dwójkę dzieci. Rudolf często przebywał w kraju. Do kooca życia mówił i pisał po polsku, utrzymywał kontakty z krajem i z Polakami. Znany działacz polonijny w Ameryce, Ignacy Morawski, tak charakteryzował Rudolfa Modrzejewskiego:”Jeśli idzie o jego polskośd, to był bezwzględnie Polakiem, czuł się Polakiem i o tym wiedział każdy, który się z nim towarzysko stykał.” Wielki budowniczy mostów Rudolf Modrzejewski uważany jest za najwybitniejszego budowniczego mostów na świecie. Osiągał znakomite wyniki w projektowaniu mostów zarówno betonowych, jak stalowych:

Strona 42


kratownicowych, wspornikowych czy wiszących. Młody Rudolf ukooczył, jako najlepszy student, inżynierię budowlaną na słynnej Ecole des Ponts et Chausses w Paryżu w 1885 roku (najlepsza uczelnia techniczna na świecie). Pierwszą praktykę inżynieryjną odbył w biurze amerykaoskiego „ojca mostownictwa” George Morrisona. W 1893 roku otworzył swoje biuro w Chicago) Modrzejewski zbudował prawie 40 mostów (ponad 200 km. mostów) na największych rzekach kontynentu, w tym 6 przez Missisipi, mosty przez Missouri, Delaware, Ohio, Rzekę Świętego Wawrzyoca (Quebec), na Wielkich Jeziorach (Detroit) i zatokę San Francisco (Trans-Bay Bridge). A były w tym obiekty największe na świecie: Philadelphia - Camden, Detroit - Ambasador, Metropolis i Tanana - Alaska, Quebec w Kanadzie i Huey P. Long w Nowym Orleanie. Niektóre do dziś są największe na świecie w swojej klasie. Te dokonania zapewniły mu trwały sukces i sławę. Przez wymienione konstrukcje umieścił swe nazwisko wysoko na liście Polaków zasłużonych w budowaniu wielkości Ameryki, a udało się to tylko nielicznym z kilku milionów emigrantów. Co zawdzięcza mu technika mostowa? Znacznie zwiększył rozpiętości tak przęseł kratownicowych, jak i wiszących. Wprowadził nowe stopy stali, odznaczające się większą wytrzymałością (stal krzemową zastosował pierwszy). Przyczynił się do niebywałego postępu w metodach budowy głębokich fundamentów. Osiągnął znaczny sukces finansowy. Zarabiał dużo, bardzo dużo, ale nie przywiązywał do tego wagi. Żył bardzo szeroko, prawie tak, jak dawniej matka. Wydawał wiele, ale najważniejsza była realizacja idei technicznej, a nie pieniądze. W tym zawsze widział sens swego działania. Był więc Modrzejewski nie tylko wybitnym inżynierem, ale również biznesmenem, organizatorem produkcji i w koocu wielkim działaczem społecznym.

Strona 43


Pasja muzyczna, i wyróżnienia.

sława

Modrzejewski był pianistą o możliwościach wirtuoza. Już w Krakowie brał lekcje u Hoffmana, a potem stale doskonalił swoje umiejętności. Ta kombinacja inżyniera najwyższej klasy i muzyka o poziomie wirtuoza była i pozostaje do dziś zjawiskiem wyjątkowym. Modrzejewski nie tylko grał, ale również swobodnie wypowiadał się w sprawach muzyki. Zresztą, stale się w tych kręgach obracał. Do jego bliskich przyjaciół należeli Józef Hoffman, Marcelina Czartoryska (ulubiona uczennica Chopina), Maurycy Rosenthal, Artur Rubinstein czy Ignacy Jan Paderewski, z którym w pełni podzielał patriotyczne dążenia. Zdobył wiele tytułów naukowych i wyróżnieo, m.in. tytuły Doktora Inżynierii na uniwersytetach stanu Illinois w Urbana, Pensylwania Military College w Chester i Politechniki Lwowskiej (doktorat honoris causa). W 1930 roku Rząd Polski przyznał mu „Wielką Nagrodę” na Wystawie Przemysłu i Nauki w Poznaniu. W 1928 roku American Institute of Steel Construction zaczął przyznawad nagrody za najładniejsze mosty. Modrzejewski był jedynym, który tę nagrodę otrzymał trzykrotnie! 

 

W 1922 roku Modrzejewski został uhonorowany medalem Franklina – najwyższym wyróżnieniem przyznawanym w Stanach Zjednoczonych za wkład w rozwój nauk fizycznych i ich zastosowao. W 1931 roku w Chicago wręczono Modrzejewskiemu nagrodę im. Jerzego Waszyngtona „Washington Award”, najwyższe amerykaoskie odznaczenie w dziedzinie inżynierii. Za zasługi w rozwoju nauk inżynierskich został w 1929 roku powołany w skład Nowojorskiej Akademii Nauk. W 1926 roku rząd Republiki Francuskiej odznaczył go orderem Legii Honorowej.

 Pisano o Modrzejewskim, że był również artystą, który „widział realizacje swych marzeo w betonie i stali, często był to niewidzialny most łączący ludzkie serca.” Opracował p. T. Wardenga

Strona 44


Łona i Webber – Cztery i Pół Gdy 11 lat temu rozmawiał przez telefon z Bogiem, orzekł, że fruźki wolą optymistów, chod bywało, że narzekał na swojego Trabanta. Dziś Adam Łona Zielioski ma w sobie wyraźnie mniej młodzieoczego poczucia humoru, coraz częściej zastępuje go sarkazmem i ironią. Czy więc Łona został zdegenerowany przez szarą rzeczywistośd? Czy może jednak po prostu dojrzał, doszlifował swój talent, pomysłowośd i połączył je z niebanalnym spojrzeniem na świat, w którym żyjemy? Po przesłuchaniu piątego albumu (Czwartego i pół, biorąc pod uwagę iż poprzedzający ten materiał Insert był EP-ką), bardziej skłaniam się ku drugiej tezie, tym bardziej, że ludzie w ciągu lat 10 mogą zmienid się diametralnie. W gruncie rzeczy już na wstępie (Ł.O.N.A.) mamy potwierdzenie owej tezy. Tak ironicznego autoportretu artysty polski rap nie widział już dawno. Następnie słyszymy, jak Adam chce nauczyd swoje dni szerszego spoglądania na otoczenie (Patrz szerzej), pytając o istotne wartości, obnaża ich niedobór w dzisiejszych czasach (Nie pytaj nas), zastanawia się nad przemijaniem, wykorzystując, jako motyw przewodni, centralne ogrzewanie (Kaloryfer). Trafnych obserwacji socjologicznych nie brakuje nawet podczas (pozornie!) zwyczajnej podróży na pocztę (Święty spokój). Moją szczególną uwagę zwrócił singiel To nic nie znaczy, w którym to Łona w ciekawy sposób propaguje spokój wobec frustracji dnia codziennego. Oczywiście rzadko się zdarza, by na płycie brakowało słabych numerów – za taki właśnie uważam 10 nagrany z Rymkiem, aczkolwiek utwór zyskuje oryginalnym podejściem do rapu. Ponadto mamy tu jeszcze kilka mniej lub bardziej ciekawych kawałków, o których nie będę opowiadad – polecam je odkryd samemu. Nie bez znaczenia jest również podkład muzyczny - Webber wykonał kawał dobrej roboty, tym bardziej, że większośd partii została zagrana przez niego samego. Chod sam jestem fanem klasycznych, samplowanych bitów w stylu Menta (Rasmentalism), te grane przez Webbera mają swój urok i mogą się podobad. Moim zdaniem każdy szanujący się słuchacz rapu powinien zapoznad się z materiałem przygotowanym przez Łonę i Webbera, polecam ten album również osobom, które niekoniecznie są zainteresowane hip-hopem, a szukają ciekawych doznao muzycznych. W skali sześciostopniowej z czystym sumieniem daję albumowi… Cztery i pół.

Kryszan

Strona 45


Dekadentyzm w polskim rapie Żeby zacząd w ogóle mówid o rapie, chciałbym przypomnied pojęcie, jakim jest dekadentyzm. Był to nurt w sztuce, który charakteryzował się sprzeciwem wobec mieszczaoskiego świata, przekonaniem o całkowitym upadku kultury, sztuki i wszelkich ideologii, cechowało go również przeświadczenie o tym, że kultura, cywilizacja i ludzka moralnośd kierują się tylko żądzą zysku. Uważam, że w ten nurt szeroko wpisuje się tekst piosenki grupy Tabasko - “Wychowani w Polsce”. W tym utworze muzycy mocno skupiają się na elementach, które budowały ich dzieciostwo. Okazuje się, że szczególne znaczenie miały dla nich produkty wycofane z obiegu, takie jak gumy turbo czy trampki sofixy. Artyści zwracają również uwagę na znane osoby tamtego okresu, częśd z nich zostaje jednak skrytykowana. Przykładem może byd Snoop Dog, symbolicznie uśmiercony, ponieważ odszedł od tego co tworzył wcześniej w kierunku komercyjnej muzyki. Kolejne osoby, takie jak: Chuck Norris, Sylvester Stallone czy Piotr Fronczewski, są krytykowane za zmianę swojego wizerunku oraz za to, że, podobnie jak Snoop Dog, również zależy im tylko na podwyższaniu stanu bankowych kont. Tekściarze, oprócz krytyki, wspominają również osoby, których według nich brakuje w polskiej kulturze, a które miały wkład w świat ich dzieciostwa oraz przekazywały pewne wartości. Raperzy nie tylko mówią o przeszłości, o swoim dzieciostwie, lecz wyrażają także swoje zdanie na temat świata, w którym dzisiaj mają wychowywad się dzieci. Uważają, że obecnie wszystko, zaczynając od produktów spożywczych, a na kinie czy muzyce koocząc, produkowane jest tylko dla zysku i opłacalności. W tym świecie nie ma dla nich głębszych wartości. Idealnym podsumowaniem tego tekstu jest wers: “Dzisiaj cały świat wyprodukowano w Chinach”, oprócz dosłownego, znaczenia fragment ten ma moim zdaniem także drugie, przenośne - myślę, że można te słowa rozumied również w ten sposób, że wszystko w pewien sposób jest teraz podrobione. Moim zdaniem grupa ta w pewnym sensie ma sporo racji. Współcześnie kultura została zdominowana przez popkulturę, której nie przyświecają żadne wartości. Dzisiaj młodzi ludzie nastawiani są głównie na konsumpcjonizm, który propagowany jest przez media. Niestety mój osąd nie jest obiektywny, ponieważ wiele z wymienionych elementów budowało również moje dzieciostwo. Mimo wszystko nie mogę zgodzid się ze sprzeciwem wobec jakichkolwiek zmian oraz twierdzeniem, że “to moje dzieciostwo było najlepsze”, a taki właśnie przekaz widzę też w tym utworze. Świat się zmienia i nic na to nie poradzimy, możemy jedynie postarad się, by rozwijał się w dobrym kierunku. Autorzy tekstu są przekonani, podobnie jak każde wcześniejsze pokolenie, że jedynie ich rzeczywistośd zasługuje na uwagę, a to co było później jest już nic nie warte. I właśnie z tego powodu uważam Tabasko za grupę współczesnych dekadentów.

Michał Chytroszek

Strona 46


Album Komitywy Szymon Froncek

Tadzin

Strona 47


Dingo

Kamcia

Strona 48


Zespół redakcyjny w składzie: Aleksander Bartel Paulina Duda Bartłomiej Chwoła Paweł Kasprzyk Kamila Kowalska Klaudia Kurant Aneta Lenarcik Dorota Rojek Krzysztof Romanowski Dominika Sierny Michał Chytroszek Krystian Kościelniak Nikola Niski Michał Kalisz Przemysław Honcek Szymon Froncek

oraz opiekunowie: Marek Gryt Waldemar Olszewski

Dołącz do nas Podziel się swoimi refleksjami na dowolny temat, poszerz horyzonty naszej gazety, stwórz z nami odważne i nowoczesne czasopismo młodzieżowe. Nie bądź bierny! Skontaktuj się z zespołem redakcyjnym!! Dołącz do KOMITYWY!!!

Komitywa nr 4  

Gazetka szkolna