Page 1


Oddajemy do Waszych rąk gazetkę literacką „Świetlik”. Chcielibyśmy, by na jej łamach ukazywały się Wasze wypracowania, ale równieŜ próby literackie, być moŜe pisane dotychczas „do szuflady”. Wiemy, Ŝe wielu z Was lubi tworzyć. Zachęcamy więc do tego, byście zechcieli podzielić się refleksjami, spostrzeŜeniami lub fantazją poprzez publikację. Czekamy na Wasze teksty! Redakcja

Dział I:

Z biciem serca

1. Dominika Kutnik, Miłość jak opłatek . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 3 2. Marta Barszcz, Niedościgłe . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 7 Dział II: 3. 4. 5. 6.

Po przemyśleniu

Magdalena Małyska, Recenzja spektaklu Labirynt władzy . . . . . . . . . . . . . str. 8 Agata Charlińska, Świat jest piękny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 9 Damian Sajdłowski, ,,Wywiad” z Antygoną . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 10 Beata Grymuza, Katarzyna Marciniak, Ewelina Siwek, „Wywiad” z Bolesławem Prusem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str.11

Dział III:

Z przymruŜeniem oka

7. Kamil Gębal, Dziwna bajka . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 12 8. Paweł Wilczyński, śywot licealisty . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 13 9. Beata Grymuza, Katarzyna Marciniak, KrzyŜówka . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 14 10. Urszula Pulińska, Humor z zeszytów szkolnych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . str. 15


Dominika Kutnik

Miłość jak opłatek Tam wysoko, gdzie aniołowie skrzydłami dotykają gwiazd, zasmucony Bóg spoglądał na Ziemię. Z niepokojem przemierzał wzrokiem lądy i oceany w poszukiwaniu swojej córki — Miłości. Czasem wydawało mu się, Ŝe juŜ ją odnalazł, lecz ta uciekała spłoszona i chowała się przed jego wzrokiem. W takich momentach przypominały mu się słowa umiłowanego dziecka - św. Pawła: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję. Miłość wszystko przetrzyma... .”Niestety miał wraŜenie, Ŝe teraz te określenia nie pasowały do jego córki. Któregoś dnia ,kiedy Ziemię juŜ na dobre zdołał przykryć śnieg, Bóg ujrzał zapłakaną Miłość, podąŜającą ze swoją siostrą Wiarą do Bram Niebieskich. - Nie wydaje ci się, Ŝe ludzie juŜ nas nie potrzebują? — zapytała przygnębiona Miłość siostrę - Oni by raczej powiedzieli, Ŝe jesteśmy „niemodne”.- z wyraźnym rozbawieniem zaakcentowała ostatnie słowo Wiara. - I ty to mówisz z takim uśmiechem?! — wykrzyknęła Miłość- Czy naprawdę nie dostrzegasz znieczulicy, jaka rządzi teraz światem? Nic cię nie wzrusza podobnie jak ludzi, którzy widząc Ŝebraka leŜącego na ulicy, przechodzą obojętnie, udając, Ŝe nikogo nie widzą. Nawet w święta nie potrafią okazać odrobiny serca, Ŝeby rzucić mu chociaŜ złotówkę, nie mówiąc juŜ o zaproszeniu na wieczerzę. - Kiedyś myślałam, Ŝe moja siostrzyczka Miłość jest z nas największa, a tu co?- Wiara czułym gestem objęła swoją siostrę- Nie wolno ci się załamywać. Bóg uczynił nas najpotęŜniejszymi na świecie i takie przecieŜ jesteśmy. Wiesz, Ŝe bez nas gatunek ludzki wyginąłby zaraz po stworzeniu. Niestety, teraz ludzie wolą czcić pseudowartości... Kiedyś musiało to nastąpić. - Czy ty niczego nie rozumiesz? — powątpiewała Miłość. Rozumiem aŜ nadto. —spowaŜniała Wiara —Myślisz, Ŝe nie widzę, jak codziennie tysiące ludzi odchodzą od Boga? Złorzeczą na stworzony przez niego świat, nie zdając sobie sprawy, Ŝe jest on taki, jakim go uczynili i nic nie robią, Ŝeby to się zmieniło. A te ciągle próby samobójcze?- Jakby ich ostatni krzyk- „I tak nie będzie lepiej”. Sądzisz, Ŝe jestem ślepa? Nie, ja po prostu wierzę, Ŝe jest to stan przejściowy. To jeszcze dzieci, które zanim nauczą się chodzić, dziesięć razy upadną. A my, droga siostro, mamy za zadanie uczyć je, jak Ŝyć. Nastało milczenie. Siostry szły właśnie przez „Krainę Szczęścia” i kaŜda z nich podziwiała roztaczające się przed nią widoki. Wszystko tutaj przypominało Ziemię, z tą tylko róŜnicą, Ŝe nie było miejsca na smutek. Najczęściej przebywały tu duszyczki dzieci. Teraz była ich cała gromadka. Jedne usiłowały łapać płatki śniegu, inne za nic nie mogły zaprowadzić owieczek do zrobionej przez siebie szopki, a jeszcze inne ubierały wielką choinkę soplami lodu, łańcuchami błyszczących perełek i maleńkimi gwiazdkami. Wszystkie jednym chórem śpiewały swoją ulubioną kolędę: „Pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki, powitajmy maleńkiego i Maryję, matkę jego.” Nagle dzieci porzuciły swoje dotychczasowe zajęcia z radosnym krzykiem, rzuciły się w stronę idącej postaci. Jezus zawsze znajdował czas dla swych małych przyjaciół, a one wprost go uwielbiały. Odkąd tylko pojawił się w Niebie, zawsze towarzyszyła mu gromadka dzieci, które nie odstępowały go na krok. Miłość z Wiarą takŜe podeszły do niego, a Jezus uśmiechnął się na ich widok. Właśnie (tak jak kiedyś na Ziemi) brał dzieci na kolana i opowiadał o ich ziemskich braciszkach i siostrzyczkach, a one słuchały z zapartym tchem historii o biednym Janku, którego rodzice nie mają pieniędzy na zapłacenie rachunków. Co dzień modlili się do Pana Jezusa, by źli panowie nie zabrali im domu i nie kazali spędzać świąt na dworze. Mówił o małej Agnieszce, która choruje na nieuleczalną chorobę i leŜy w hospicjum. Dziewczynka niedługo do nich dołączy, ale teraz prosi Pana Jezusa, „Ŝeby mamusia i tatuś tak nie płakali”, bo ona wie, Ŝe jak umrze, to będzie jej tu dobrze. Słuchały

●4


opowieści o Pawełku, który choć sam dostawał mało prezentów pod choinkę, wszystko oddawał trzyletniej dziewczynce, u której w domu ciągle było słychać krzyki pijanych rodziców. - A czy bogaci ludzie dają pieniąŜki tym biednym dzieciom? - spytało jakieś maleństwo. - Bardzo chciałbym powiedzieć ci, Ŝe tak- odpowiedział Pan Jezus -ale najczęściej ci, co mają duŜo, chcą mieć jeszcze więcej i dlatego wolą z nikim się nie dzielić. Znam takiego Krzysia, którego rodzice są bardzo bogaci i na Mikołaja dostał od nich nowy komputer. Ale gdy w szkole była zbiórka rzeczy dla pobliskiego Domu Dziecka, to nie przyniósł nawet mydełka. - To egoista! - odezwały się zagniewane głosiki dzieci. - Nie moŜna się złościć na takich ludzi- odezwał się powaŜnie Jezus —Są bardzo biedni, bo mimo swoich bogactw nie są szczęśliwi. Są takimi owieczkami — wskazał na chodzące obok dzieci zwierzątka - tylko, Ŝe zagubionymi. Trzeba im pomóc, Ŝeby nie zrobili czegoś, czego będą później bardzo Ŝałować. - A czy mv moŜemy im pomóc? - Módlcie się za nich, kochane. —rzekł Pan Jezus- Módlcie się, Ŝeby ci ludzie otworzyli na mnie serca, abym mógł w nich zamieszkać i je przemienić. Brakuje im miłości, której nie zaznają, póki sami nie nauczą się nią dzielić – w tej chwili Jezus spojrzał na Miłość, a ona się zaczerwieniła. Od mrozu czy ze wstydu?- zastanawiała się w myślach Wiara, po czym szturchnęła w ramię Miłość, dając do zrozumienia, Ŝe na nie juŜ pora. PoŜegnały się ciepło z dziećmi i Jezusem, który powiedział im na poŜegnanie: - Bądźcie dzielne i zawsze trzymajcie się razem: Wiara, Nadzieja i Miłość. Siostry szły dalej, zastanawiając się nad słowami Jezusa. - Ojej, zapomniałabym ci powiedzieć- przystanęła Wiara- Tata chciał z tobą pomówić. Staruszek martwi się o ciebie. Zresztą, nasza siostrzyczka Nadzieja teŜ... Proszę —dodała powaŜnie, spoglądając Miłości prosto w oczy —daj jej jeszcze jedną szansę. Wiem, Ŝe bardzo się od siebie róŜnicie, ale ona potrzebuje ciebie tak jak ty jej. A teraz idź szybko do Ojca, bo pewnie zaczął się juŜ niecierpliwić. —poklepała siostrę po ramieniu i rozpłynęła się w mroźnym powietrzu. Miłość została sama. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Jezus ma rację -muszą trzymać się razem. Wiara zresztą teŜ, mówiąc, Ŝe ludzie sami sobie nie poradzą. Ale jak tu im pomagać, kiedy oni tej pomocy nie chcą?! Tyle razy juŜ podchodziła do nich, spoglądała prosto w oczy, rozgrzewała serca..., a oni ją omijali! Ba, wstydzili się nawet wymawiać przy wszystkich jej imienia! Zrobiło jej się zimno, ale nie od mrozu, bo ten wydawał jej się niczym w porównaniu z zimnem ludzkich serc. W takim stanie udała się do Boga. - Dawno z tobą nie rozmawiałem, córko.- przemówił Bóg do Miłości. - Ojcze.... - Tak, wiem córeczko. Myślisz, Ŝe na Ziemi nie ma dla ciebie miejsca. Ciekawi mnie tylko, w którym momencie zaczęłaś tak myśleć? Pamiętam, jak w staroŜytności przybiegłaś do mnie przeraŜona Rzymem. Uciekałaś z uczt pełnych rozpusty i okrucieństwa, łaźni, gdzie ludzie wraz z ubraniami porzucali wstyd, od widowni w cyrku, która domagała się krwi. Jedynie kurczowo trzymali się ciebie chrześcijanie, którzy w bólu umierali na krzyŜach, Dawałaś im siłę, bo wiedzieli, Ŝe jestem przy nich obecny. W średniowieczu płakałaś nad Polakami, których gnębili KrzyŜacy bardziej miłujący złoto i ziemię niŜ mnie i mojego Syna. Dodawałaś otuchy rycerzom polsko-litewskim, którzy tak bardzo kochali Maryję i swoją ojczyznę. W renesansie rozczuliłaś się nad dolą Indian, Azteków i Majów. Cierpiałaś z europejskim chłopem. Byłaś teŜ obecna wśród ludzi, którzy nagle ukochali siebie i przyrodę i zaczęli je coraz doskonalej uwieczniać na płótnie. W oświeceniu nie mogłaś znieść terroru francuskich jakobinów i widoku mordowanych ludzi. Jednak z radością patrzyłaś, jak ludzie wznoszą ku mojej chwale Bazylikę św. Piotra w Rzymie. W romantyzmie Ŝałowałaś ludzi, pragnących wyzwolić i zjednoczyć swoje państwa. Wszędzie ludzie rozgłaszali twoje imię. Wystarczy wziąć do ręki jakiekolwiek dzieło z tamtej epoki, by ujrzeć ciebie obecną między kobietą a męŜczyzną. Dzielnie przetrwałaś I wojnę światową. Rok 1939 i lata II wojny

●5


światowej przeŜyłaś równie bohatersko, idąc walczyć z partyzantami o ojczyznę. W całej ludzkiej historii byłaś teŜ obecna w drobnych uczynkach. Wybaczałaś, nauczałaś, dodawałaś otuchy, wzbogacałaś, dawałaś radość tym, w których byłaś obecna... Słowem- cały świat się na tobie opiera. Dlaczego nagle teraz poczułaś się niechciana? CzyŜby przeraŜały cię ataki terrorystów? A moŜe alkohol, papierosy i narkotyki tak cię wystraszyły? Wydaje mi się, Ŝe oglądasz za duŜo ziemskiej telewizji — w tym momencie Bóg uśmiechnął się do Miłości — Tak mało w niej mowy o dobrych uczynkach, Ŝe ludzie po prostu przestają w nie wierzyć. Ale to nie znaczy, Ŝe ich nie ma. Dobro ukrywa się, lecz nie przegrywa walki ze złem. Teraz nastał czas najwspanialszy dla Nieba i Ziemi- święta BoŜego Narodzenia. Są to przede wszystkim twoje Święta. Przez Miłość do ludzi posłałem na Ziemię mojego Syna, który przyniósł jej pokój i takŜe miłość. Porzuć więc smutek i zleć na swych skrzydłach na Ziemię. Ogrzej tą grudniową noc swoim ciepłem. Niechaj ludzie poznają cię w całej krasie i dostojeństwie. Idź juŜ. Świat czeka na twoje owoce. Bóg spodziewał się, Ŝe w Miłość wstąpią nowe siły. Z zadowoleniem patrzył, jak rozpromieniona opuszcza Niebo. Wreszcie mógł ze spokojem przyjrzeć się swym ziemskim dzieciom. Miłość nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie dotknie Ziemi. Gdy juŜ dotarła na miejsce, poczuła, jak ogarnia ją fala napływającej dobrej energii. Nawet padający od rana śnieg nie był w stanie jej zagłuszyć. Jako pierwsze miejsce swoich odwiedzin wybrała Polskę, poniewaŜ zawsze zachwycało ją bogactwo kultury i tradycji tego kraju. Wzleciała ponad chmury i zobaczyła mnóstwo światełek. ZbliŜając się do jakiejś wioski, zauwaŜyła ogromny pałac oświetlony kolorowymi lampkami. Na placu stało kilka choinek- kaŜda ustrojona w innym stylu. Widok był oszałamiający - CóŜ za marnotrawstwo prądu- zaśmiała się Miłość i pomknęła dalej. Jak się okazało, znalazła się w ślicznej wiosce - Kozłówce. Lecąc nad domami, nie mogła się nadziwić pięknu wiejskiego, zimowego krajobrazu. Wydawało jej się, Ŝe Matka Ziemia jeszcze nigdy nic wyglądała tak dostojnie. PogrąŜona w czarodziejskim śnie pewnie nie zdawała sobie sprawy, jak cudownie wyglądało jej śnieŜnobiałe okrycie. To tak, jakby któryś z aniołków porozsypywał na ziemi malutkie kryształki, które skąpawszy się wcześniej w blasku gwiazd, mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Stojące na polach samotne oszronione drzewa opowiadały niezwykłą historię o dzieciątku, które urodziło się ponad dwa tysiące lat temu w niewielkim miasteczku Betlejem. Rosnące obok krzewy z zaciekawieniem słuchały, jak to maleńki Jezus przyszedł na świat w lichej stajence wśród beczenia owiec, rŜenia osiołków i muczenia krów. Za chwilę z lasu wybiegły takŜe sarny i zające, by móc przysłuchiwać się opowieści wiekowych drzew. Oczami wyobraźni widziały gwiazdę, za którą podąŜali do szopki pasterze, strojnie ubrani trzej królowie i wszystkich, którzy szli na spotkanie narodzonego Jezusa. Słyszeli niebiańskie chóry aniołów i delikatne dźwięki potrącanych przez nich strun harf, lir i cytr. Razem z nimi w radosnym nastroju świętowali narodziny swojego Pana i Zbawiciela. Nad polami wznosił się ich niezrozumiały dla innych śpiew: „ Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi. Wstańcie pasterze, Bóg się wam rodzi.” Zachwycona Miłość unosiła się nad Ziemią. Widziała zamarzniętą rzeczkę, która odbijała srebrne oblicze księŜyca, otulone śniegiem płoty i dachy domów, z których kominów unosił się dym. Zza posrebrzanych mrozem szyb wyglądały twarzyczki dzieci wyczekujące pierwszej gwiazdki. Gdzieś z dala słychać było śpiewy kolędników, którzy przebrani za śmierć, turonia, anioła diabła i króla pukali do drzwi mieszkań. Zazwyczaj witani byli wśród radosnych, choć trochę przestraszonych okrzyków dzieci, lecz byli i tacy, którzy dla świętego spokoju woleli zaryglować drzwi. Od strony lasu niósł się dźwięk przyczepionych do sań janczarów i wesołe piski rozbawionego ludu. Woźnica, co chwila strzelał z bata, krzycząc „wio!” i kulig mknął po śniegu, unosząc za sobą tumany śniegu. Tylko psom nie podobała się ta zabawa, co oznajmiały głośnym ujadaniem. Onieśmielona Miłość wkradła się na czyjeś podwórko. Cichutko zbliŜyła się do okna, chcąc podpatrzeć domowników. JakŜe się zdziwiła, gdy otworzono jej drzwi! Wchodząc do wysprzątanego mieszkania, poczuła unoszący się zapach smaŜonego karpia. Czerwony barszcz bulgotał jeszcze na kuchence, przy której krzątała się mama. Uszka z grzybowym farszem kończyła lepić pięcioletnia córeczka podpatrująca z cichą zazdrością sprawniejsze ręce babci. Wszystkie inne potrawy były juŜ gotowe. Tata i mąŜ rodziny kończył właśnie ubierać

●6


z dziećmi choinkę. Nawet nastoletni syn, który wcześniej mówił, Ŝe jest to zajęcie dla dzieci, ze skupieniem rozplątywał łańcuchy. Miłość ruszyła dalej. Zaskoczona zauwaŜyła, Ŝe we wszystkich domach witana jest wyjątkowo serdecznie, Niektórzy zasiadali juŜ do wieczerzy, inni kończyli przygotowania, ale wszędzie ludzie starali się stworzyć miłą atmosferę. U jednej rodziny zauwaŜyła nawet zaproszoną starszą sąsiadkę, której rok temu umarł mąŜ. Nie wszędzie jednak święta mijały radośnie. Widziała wielu „Janków”, których rodzice nie mieli środków na przygotowanie wigilijnej wieczerzy, a mimo wszystko w ten dzień starali się nie okazywać zmartwienia. Spotkała „Pawełków” rozdających swoje prezenty innym, biedniejszym dzieciom. W mieście, gdzie kolorowe wystawy radują oczy, zauwaŜyła wielu bezdomnych. Jedni mogli mówić o szczęściu- zajęli specjalnie zostawione za stołem wolne miejsca dla niespodziewanego gościa. Inni zaś musieli szukać schronienia w piwnicach i tam jedząc wyrzucone przez ludzi resztki posiłków, świętowali. Nie mieli z kim podzielić się opłatkiem, dlatego przygarniali zmarznięte zwierzęta wyrzucone przez bezdusznych właścicieli. Odwiedziła teŜ hospicjum i domy dziecka. Nikt nie Ŝył tam w luksusie, ale dzięki dobroci ludzi, na stołach znalazły się tradycyjne potrawy i prezenty pod choinką. Około godziny dwunastej w nocy Miłość obserwowała, jak rzesze ludzi wychodzą z domów i kierują się w stronę kościołów na pasterkę. W ciszy nocy zagrzmiał donośny śpiew ziemskich dzieci. Ich glosy zdawały się płynąć ku Niebu, głosząc całemu światu dobrą nowinę. - Oni są jeszcze dziećmi - pomyślała z uśmiechem Miłość, łącząc się z Wiarą i Nadzieją. Minie jeszcze duŜo czasu, zanim ludzie będą gotowi zaprosić je na stałe. Bóg uśmiechnął się na widok Ziemi. Uwielbiał ten czas... Właśnie teraz Ziemia świeciła najjaśniejszym blaskiem w całym wszechświecie, a on kładł na nią rękę i ją błogosławił.


Niedościgłe

Marta Barszcz

Wędruj poza horyzonty Zawisaj spojrzeniem na wierzchołkach konarów gdzie jeszcze liście W zapale sięgają ku niebu Ŝyj czas przeciekający przez palce uczyń dotykiem piękna W blasku spojrzenia zamieszkaj w chwili pasji postaw pałace W refleksach odpływającego miasta zostaw westchnienie ulgi niech pęd samochodów budzi nadzieję ruchu a nie apatię odpływania przebuduj siebie na tak moŜe przejdziesz przez kładkę niewiary ku ogrodom nadziei

BoŜe oziminy szemrzącej na zamarzniętej tafli lodu BoŜe gwiazd umykających przed poświatą dnia BoŜe potarganych znaczeń konfiguracji zdarzeń niedościgłych BoŜe oczu zagubionych i opuszczonych dłoni gdzie ukryłeś nić prowadzącą do nas samych?

Tańczycie rozkosznie cóŜ wam grozić mogą spadające liście w natchnieniu ruchów niczym w muzyce dźwięków brodzicie lekkie nieuchwytne sługi nadziei ptaki wolności Wszystko co nie na zapłakanym rodzi się niebie z szacunku ma w sobie piętno wczorajszych pajęczyn westchnieniem bólu przepełnia kielichy istnienia

W oswojone rumianki wplątują się zalotne maki wiatr miesza szyki odwaŜnym razem wrzucone w zieleń bez sąsiadów niepewne tulą płatki ku strudze kropel zagajnikowy cień zaszemrał podmuchem porwał chwile raczkujące na opuszczonym kartoflisku

To jak marzenie dosięga północy zegara wcina się w chropowatość wskazówek zerem poraŜa sekundnikiem przygniata dźwiękiem budzika rani słuch ściekają krople do krwi na białą powierzchnię serca


Magdalena Małyska

Labirynt władzy Dnia 22 listopada 2005r. w Lublinie miała miejsce inscenizacja sztuki Marka Oliwy pod tytułem Labirynt władzy. Autorem scenariusza i reŜyserem spektaklu jest Marek Oliwa. Scenografię zaprojektował Zbigniew Francus. Za kostiumy odpowiadała Ewa Czyczyn, natomiast za opracowanie muzyczne odpowiedzialny był Wojciech Jaworski. Poprzez sztukę jej twórcy chcieli ukazać mechanizmy sprawowania władzy, zarówno totalitarnej, jak i demokratycznej. Zawarte w tytule słowo „labirynt” jest symbolem drogi poplątanej, zawiłej i nieprowadzącej do wyjścia. Spektakl był pamiętnym wydarzeniem. Szczególne wraŜenie na widzach wywarła innowacyjna realizacja sztuki. Jestem pewna, Ŝe znalazła wśród odbiorców wielu zwolenników. Dobrym pomysłem było obsadzenie w roli głównej Jacka Krauforda. Sposób, w jaki wykreował on postać ambasadora, był bogaty w środki wyrazu i przekonujący. Brawurową grą aktorską zachwycili takŜe Aneta Kruk, Lucyna Wróbel i Wojciech Gabryś. Świetny sposób prowadzenia akcji sprawił, Ŝe „przegadany” i mało zajmujący scenariusz nie odgrywał znaczącej roli i nie wpłynął na wartość całego spektaklu. Skromna, lecz pomysłowa scenografia została uzupełniona trafnie dobraną muzyką i urozmaiconymi efektami dźwiękowymi. Widać w tym wszystkim znakomitą i profesjonalną pracę reŜysera. Zapewne dzieło to ma wiele wartości, lecz nieco mnie zniechęca monotonnym scenariuszem. Gdybym miała zachęcić kogoś do obejrzenia tego przedstawienia, to na pewno nie zrobiłabym tego, bo istnieje mnóstwo znacznie ciekawszych i barwniejszych sztuk.


Agata Charlińska

Świat jest piękny Świat jest piękny, poniewaŜ wszystko co nas otacza, to cud natury, która jest dla człowieka źródłem radości, ukojenia i wewnętrznej harmonii. Aby doceniać, cieszyć się i widzieć piękno świata, najpierw musimy pielęgnować je w sobie. Według mnie, argumentem potwierdzającym słuszność tezy jest piękno przyrody nas otaczającej. CzyŜ nie cudne jest dzieło Boga – planeta Ziemia? Ile w niej Ŝycia i ruchu! Fale oceanów i mórz przelewają kaŜdego dnia wzburzoną wodę, by obić się o brzegi piaszczystych plaŜ i skalistych klifów. Rzeki zaś płyną spokojnie i leniwie, spływając ku dolinom. CzyŜ nie byłoby wspaniale podziwiać świat z najwyŜszego szczytu na naszej planecie? Mount Everest udało się zdobyć nielicznym, nam, zwykłym ludziom, wystarczą inne równie wdzięczne góry i pagórki, niekoniecznie z końca świata, ale po prostu z najbliŜszych okolic, z których moŜna takŜe delektować się pięknem natury. Na rozkwieconych łąkach tańczą lekkie i zwiewne owady. CzyŜ nie miło jest połoŜyć się w letni dzień wśród zielonych traw i patrzeć na błękitne sklepienie? Najsłynniejszy polski astronom Mikołaj Kopernik powiedział: „CóŜ piękniejszego nad niebo, które przecieŜ ogarnia wszystko, co piękne”. Lasy dostarczają nam upojnego dla ucha szumu, świeŜości powietrza i kojącej zieleni. Piękno świata dopełniają róŜnego rodzaju gatunki zwierząt i roślinności począwszy od równikowych lasów, po pustynie i tundry. KaŜdego dnia moŜemy podziwiać wschód i zachód słońca, czy zachwycać się spadającymi w nocy gwiazdami. A pory roku? Czy zimą wszystko nie zasypia, by narodzić się na nowo wiosną? Dowodem potwierdzającym słuszność stwierdzenia są słowa angielskiego dramatopisarza Williama Szekspira: „Człowiek jest pięknem świata”. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, przygotowując mu Ziemię. Jego obdarzył wolną wolą, uczuciami, róŜnymi umiejętnościami, aby wzajemnie się ze światem dopełniał i był jego nieodzownym elementem. Kolejnym argumentem odnoszącym się do tezy jest po prostu fakt, iŜ świat naleŜy cenić jako piękno bezgraniczne, bo został stworzony ręką Boga. Istnienie kaŜdego jego elementu, powinno nas motywować do zachwytu nad nim, gdyŜ nawet najmniejszy szczegół jest częścią całości. Moim zdaniem, przedstawione argumenty potwierdzają słuszność tezy, iŜ świat jest piękny. Ziemia to róŜnorodność tętniąca Ŝyciem, objawiająca się w postaci cudu natury oraz istnienia człowieka. To dzięki zamysłowi Boga jest „piękna, jak owoc, na który patrzymy, nie wyciągając ręki”. Jednak, jak powiedział Ralph Waldo Emmerson: „Choćbyśmy cały świat przemierzyli w poszukiwaniu piękna, nie znajdziemy go nigdzie, jeŜeli nie nosimy go w sobie”.


Damian Sajdłowski

„Wywiad” z Antygoną Dziennikarz: Oto piękna Antygona, w swej odwadze niestrudzona, powraca zza świata, by powiedzieć, jak to było z pochowaniem brata. Czy bogowie nagrodzili, laurowym wieńcem głowę uwieńczyli, a moŜe ukarali i w nagrodę nic nie dali. Czy warto bogom być wiernym, Czy raczej na blask świata pazernym? Co skłoniło Antygonę, by ponownie przeszła na tą świata stronę? Antygona: Wezwało mnie tu ludzi umiłowanie, GdyŜ zza świata mam dla nich przesłanie. Dziennikarz: Jakie to przesłanie jest tak waŜne niesłychanie? Antygona: Powodzenie u ludzi krucha sprawa, lepiej w boskie ufać prawa. lepiej Ŝyć odwaŜnie, krótko, bogom wiernie, niŜ swe tchórzostwo po śmierci przypłacić miernie. Bogom zaufałam, nauk świata mało słuchałam. Charon wziął mojego obola w radości zamieszkałam Elizejskie Pola Dziennikarz: Twoje słowa wdzięczne i mądrością przepełnione, lecz nie wszystko zostało nam wyjaśnione. Skąd miała odwagę młoda Antygona, by złamać okrutne zasady Kreona? Antygona: Miłość dla brata, litość nieskończona, wszak z jednego wyszliśmy łona. Dziennikarz: Dziękuję za tą rozmowę, To świadectwo piękną ma wymowę. Antygona: Ja równieŜ bardzo dziękuję, chwałę bogom wyśpiewuję. Dziennikarz: To jest waŜne niesłychanie, by miłować ludzi przez bogów umiłowanie. Powiedziała: „Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić”. Nie pozwólmy, drodzy bracia, by musiała się za nas wstydzić. ■


Beata Grymuza, Katarzyna Marciniak, Ewelina Siwek

Wywiad z Bolesławem Prusem *Witam Pana bardzo serdecznie. Chciałbym przeprowadzić z Panem wywiad. Czy odpowie Pan na kilka pytań? *Tak, z przyjemnością. A na jaki temat będziemy rozmawiali? *Myślę, Ŝe uczniowie naszej szkoły chcieliby, aby opowiedział Pan trochę o sobie. *Urodziłem się 20.VIII.1847r. w Hrubieszowie. NaleŜałem do niezbyt zamoŜnej rodziny szlacheckiej. Dość wcześnie zostałem osierocony, a opiekę nade mną przejął mój starszy brat Leon. *Pańskie sielskie dzieciństwo chyba nie trwało więc długo? Jako 16-letni chłopiec brał Pan udział w powstaniu styczniowym? *Tak, to prawda! Bywały chwile trudne. Zostałem ranny w potyczce tak dotkliwie, Ŝe aŜ znalazłem się w szpitalu, a później w więzieniu w Lublinie. Następnie na mocy wyroku sądowego zostałem pozbawiony szlacheckiego tytułu. *Powstanie niewątpliwie było waŜną sprawą narodową, lecz w takiej sytuacji w cieniu i pod znakiem zapytania pozostało pańskie wykształcenie. *Nie było tak źle, gdyŜ po zwolnieniu z więzienia ukończyłem gimnazjum w Lublinie, a następnie rozpocząłem studia na wydziale matematyczno-fizycznym w Szkole Głównej w Warszawie. Przerwałem jednak naukę, gdyŜ z powodu trudnej sytuacji materialnej zmuszony byłem zarabiać na Ŝycie. *Bolesław Prus to tylko Pański pseudonim artystyczny. Jak brzmi Pana prawdziwe nazwisko? *Nazywam się Aleksander Głowacki. *Co zmotywowało Pana do publikowania pod pseudonimem? Dlaczego brzmi on tak a nie inaczej? *Moją specjalnością były artykuły publicystyczne i popularnonaukowe, a później teksty humorystyczne. Podpisywałem się pseudonimem ze wstydu, Ŝe piszę takie głupstwa. Pseudonim pochodzi od mojego herbu rodowego-Prus. *Gdzie publikował Pan swoje pierwsze utwory? *Zadebiutowałem w prasie warszawskiej jako pisarz i dziennikarz. Współpracowałem z kilkoma pismami, kilka samodzielnie redagowałem. Moje słynne felietony z cyklu „Kroniki tygodniowe” publikowałem m.in. w „Niwie”, ”Nowinach”, ”Kurierze Warszawskim” *Czy lubi Pan podróŜe? *Tak, w 1895roku odbyłem nawet jedną z dłuŜszych wypraw do Europy Zachodniej. Zwiedziłem Berlin, Drezno, Karlsbad, Norymbergę, Stuttgart i ParyŜ. *W wielu utworach widać jednak głębokie przywiązanie do Warszawy. *To było zamierzone. Uczyniłem to miasto bohaterem swoich licznych powieści, opowiadań, felietonów oraz artykułów. *Czy to, Ŝe w utworach tych odnaleźć moŜna tak wiele postaci o cechach pozytywnych, jest teŜ jakimś z góry zaplanowanym zabiegiem? *Oczywiście, poprzez kreowanie bohaterów pozytywnych, to znaczy poŜytecznych, chciałem wyrazić poparcie dla idei pozytywistycznych. *Dziękuję Panu bardzo za rozmowę. *Ja równieŜ.


Kamil Gębal

Dziwna bajka Dawno, dawno temu, gdy bramy Krakowa były zapinane na guziki wyszła z nich osiemnastoletnia staruszka. Szła kawałek, jadąc pieszo. Napotkała dwie postacie i rzekła do wysokiego chłopca niskiego wzrostu z wielką brodą bez zarostu: -Zejdź mi z drogi Ten, nic nie mówiąc wdrapał się, rwał arbuzy, aŜ jabłka leciały. W końcu przyszedł właściciel tego banana i rzekł: - Natychmiast zejdź z kasztana Chłopiec zszedł, skacząc z drzewa, pozbierał wszystkie pomidory i sprzedał na targu te cytryny. Potem pobiegł szybko, spacerując na przystań. Stały tam trzy łodzie. Jedna cała, drugiej pół, a trzeciej wcale nie było. Wsiadł na tę trzecia i popłynął na bezludną wyspę, na której aŜ roiło się od białych Murzynów. Tam zamieszkał, a następnie powrócił do kraju. Natomiast człowiek, który pisał tą opowieść, poczuł niedługo po tym ból zęba, a dzisiaj siedzi w słonecznym cieniu na miękkim kamieniu, czekając aŜ tekst ten stanie się prawdą.


śYWOT LICEALISTY Nim zaświta, nim noc zajdzie, uczeń z teczką w szlak wyrusza. Z pochyloną głową kroczy, jak na rzeź lub na katusze. Idzie wolno od niechcenia, noga się za nogą wlecze, aŜ tu zegar ósmą bije. Nim do szkoły się dowlecze zasapany, zdruzgotany dzwonkiem jest dopingowany, trochę czasem niewyspany. Wchodzi uczeń w drzwi do klasy a tam belfer juŜ dziś straszy. I na ucznia juŜ się jeŜy, do tablicy wnet go woła i jedynki stawia wkoło. Uczeń stoi, milczy, myśli,

a tu w głowie tylko świszczy. Pytaniami zasypuje, Ŝeby choć dziś dostać dwóję. Nie da rady, przykro mi i jedynka w dziennik fik. Uczeń w ławkę siada smutny, myśli sobie Ŝywot trudny, a tu przedmiot taki nudny. I tak przez rok, długi, cały uczeń zbiera tylko pały, ale ma nadzieję wielką, Ŝe mu wszystko przejdzie lekko, do następnej klasy przepchną.

Paweł Wilczyński


Sprawdź, czy dobrze znasz treść opowiadania Bolesława Prusa pod tytułem "Kamizelka"?

8

4 6 9

3

1

5

7 2

1.Miesiąc, w którym państwo wprowadzili się do kamienicy. 2.Sprzedał kamizelkę. 3.Miesiąc, w którym Pani wyprowadziła się z kamienicy. 4.Miesiąc, w którym zmarł Pan. 5.Zawód Pani. 6.Poprzedził chorobę Pana. 7.Miesiąc ,w którym Pan dostał krwotoku. 8.Zawód Pana. 9.Zajęcie, jakim dorabiała Ŝona. 10.Choroba podejrzewana przez lekarza. 11.Skracała go Ŝona, aby dodać otuchy męŜowi, LITERY Z PONUMEROWANYCH PÓL UTWORZĄ ROZWIĄZANIE. HASŁO: _ _ _ _ _ _ _ _

Oprac. B. Grymuza


Humor z zeszytów szkolnych *Gdy Tadeusz i Zosia dorosną, Jacek postanowił związać ich razem. *Basia to moja siostra cioteczna, Jurek teŜ. *Zygier miał ospowatą sylwetkę kulturysty, a jego wyłupiaste oczy ładnie przylegały mu do twarzy. *Jej córeczka Ania uśmiechnęła się pod wąsem. *Straszne były te krzyŜackie mordy. *Neron przeszedł do historii jako znakomity podpalacz. *Dziadek był kawalerzystą, bo nie mógł znaleźć panny. *Ramzes miał pociąg do rządzenia. *Don Kichot walczył z wiatrakami, bo nie chcieli mu dać mąki. *Nie jest źle czuć się dobrze. *Gilbert kochał Anię z Zielonego Wzgórza, bo był masochistą. *Dzieje Tristana i Izoldy są przestrogą przed spoŜywaniem róŜnych napojów. *ChociaŜ Tristan bardzo kochał Izoldę, to zachowywał się tak, jakby jej nie kochał, a robił to dlatego, Ŝe ją kochał. *Soplica całymi dniami pił po nocach. *Kochanowski był nowotworem literatury odrodzenia.

ZESPÓŁ REDAKCYJNY Kamil Gębal, Paulina Puchacz, Monika Dybała, Katarzyna Aftyka, Mateusz Karwacki, Beata Grymuza, Katarzyna Marciniak, Ewelina Siwek, Kinga Szyszka. Opiekunowie: H.Rybicka, G.Wojciechowski


Świetlik nr 1 - gazetka literacka (ZSKamionka) (pl)  

gazetka literacka uczniów Zespołu Szkół w Kamionce 2012/2013 www.zskamionka.pl www.zskamionka.prv.pl

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you