Issuu on Google+


2

W numerze: Nasza polityka • • • • • • • • • • • • • • 2 Wydział Południowoazjatycki • • • 4 Niesprawiedliwie uwięziona • • • • 5 Sabat i zbawienie • • • • • • • • • • • 6 Nauczmy się pieśni aniołów (cz. II) • • • • • • • • • • • • • • • • • • • 9 Ulgi podatkowe od darowizn na działalność charytatywno− −opiekuńczą Kościoła i jego osób prawnych • • • • • • • • 11 Czas na działanie • • • • • • • • • • 12 Dotyk Boga • • • • • • • • • • • • • • • 16 Samo życie... • • • • • • • • • • • • • 16 Ludzie listy piszą... • • • • • • • • • 18 Przez ChSCh do własnej kaplicy • • • • • • • • • • 19 Kącik dziecka • • • • • • • • • • • • • 20 Wiadomości z kraju • • • • • • • • • 22 Adwentyzm w świecie • • • • • • • 26 Reportaż z kampu • • • • • • • • • • 27 Autorzy fotografii na okładce: Roman Chalupka, Andrzej Siciński.

GŁOS ADWENTU Miesięcznik Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w Rzeczypospolitej Polskiej. Ukazuje się od 1913 roku. Redaguje kolegium: Andrzej Siciński (redaktor naczelny), Mirosław Chmiel (sekretarz redakcji), Ryszard Jarocki, Katarzyna Lewkowicz− −Siejka, Zbigniew Makarewicz, Barbara Niemczewska, Tadeusz Niewolik. Projekt makiety: Tomasz Chalupka. Łamanie: Jarosław Kauc. Wydawca: Chrześcijański Instytut Wydawniczy „Znaki Czasu”, ul. Foksal 8/5, 00−366 Warszawa, tel.: (0...22) 331−98−13; faks: (0...22) 331−98−01; e−mail: redakcja@znakiczasu.pl. www.znakiczasu.pl Zamówienia, prenumerata miesięcznika i zakup innej literatury w wydawnictwie, tel.: (0...22) 331−98−00; e−mail: zamawiaj@znakiczasu.pl, oraz w zborach adwentystycznych. Nasze konta bankowe: 05 1500 1126 1211 2007 7599 0000 (złoty) 37 1500 1126 1211 2007 8990 0000 (dolar) 87 1500 1126 1211 2007 8987 0000 (euro) Przygotowanie do druku: ChIWZC. Materiałów niezamówionych redakcja nie zwraca oraz zastrzega sobie prawo do skrótów i zmian w nadesłanych tekstach.

Felieton redakcyjny • Głos Adwentu 9/2004

Nasza Na początek prze− praszam za ten nie− co prowokujący ty− tuł. Przecież Kościół nie powinien się angażować w polity− kę. Ale polityka to nie tylko określona działalność rządu czy partii politycz− nych, które do wła− dzy dążą. Polityka to również czyjeś prze− myślane postępowa− nie w celu osiągnię− cia określonych za− mierzeń. Dlatego, pisząc „nasza poli− tyka”, nie mam na myśli polityki nasze− go kraju — choć byłoby o czym pisać, oj! byłoby — lecz naszą politykę redakcyjną.

T

ytuł tego felietonu jest, jak sądzę, dobrym przykładem „przemyślanego postępowania w celu osiągnięcia określonych zamierzeń”. Zależy nam bowiem na tym, aby czytelnicy czytali artykuły, które publikujemy w „Znakach Czasu” czy „Głosie Adwentu”. Jednym ze środków, służących do osiągnięcia tego celu, jest stosowanie prowokujących do intensywnego myślenia tytułów. Dlatego mieliśmy już takie tytuły, jak „Szczyt szczytów”, „Żona Kaina?”, „Jurek Wielki”, „Róbta, co chceta, ale uważajta, co robita”, „Seks przed ślubem”, „Najtańsze lekarstwo”, „Ekumenizm adwentystycznoadwentystyczny”. Nawet znakomity tekst, ale z kiepskim tytułem, może zostać niezauważony. Dobry tytuł to taki, który nie tylko określa temat tekstu, ale również — przez odwołanie się do znanych skojarzeń, zamierzoną dwuznaczność, prowokację — przyciąga uwagę czytelnika i wręcz zmusza do przeczytania. A tak na marginesie, dziwię się, dlaczego w naszych zborach zwykło się nie zapowiadać tytułów kazań. Nie tylko odpowiednio dobrane pieśni i teksy biblijne mają wprowadzać w temat kazania, ale przede wszystkim tytuł. Później wszyscy się dziwią, że tak na dobrą sprawę nie wiedzą, o czym była mowa na takim kazaniu. Niejednokrotnie, gdy podawałem starszemu zboru tytuł mego kazania, widziałem na jego twarzy zdziwienie — tyle że spowodowane nie prowokującym tytułem, lecz samym faktem jego podania. Kilka razy nawet odpowiedziano mi: „Ee! To nieważne”. I dopiero moje naleganie sprawiało, że tytuł był podany. Nie marnujmy znakomitych okazji do zainteresowania słuchaczy naszym poselstwem!


Głos Adwentu 9/2004 • Felieton redakcyjny

3

polityka Ale wróćmy do naszej redakcyjnej polityki. Właściwie to dwa poprzednie felietony były jej już poświęcone. Ostatnio jednak obiecałem, że odpowiem jeszcze na kilka pytań. Dlaczego nie zamieszczamy wszystkich informacji czy tekstów napływających od korespondentów zborowych i autorów? Jest kilka powodów. Po pierwsze, ilość napływających od korespondentów tekstów. Jest ich tyle, że gdybyśmy chcieli zamieszczać wszystkie, „Wiadomości z kraju” zajmowałyby połowę numeru „Głosu Adwentu”. Po drugie, wiele z nich się powtarza. Pewnego razu mieliśmy aż siedem korespondencji z różnych zborów o wykładach zdrowotnych jednego z naszych prelegentów. Wszystkie miały ten sam tytuł i niemal tę samą treść, różniła je tylko osoba korespondenta. Czy mieliśmy — aby nikogo nie urazić — zamieścić wszystkie? Po trzecie, aktualność. Niektórzy korespondenci przysyłają nam swoje relacje wiele miesięcy po opisywanych wydarzeniach. Jeśli dodać do tego jeszcze cykl wydawniczy, to taka informacja już w dniu publikacji mocno trąci myszką. Po czwarte, treść. Wiele relacji z terenu dotyczy wydarzeń już doskonale nam znanych. Zmieniają się tylko ich daty, miejsca i nazwiska prowadzących. Chodzi o odwykówki antynikotynowe, kursy antystresowe, szkoły zdrowego gotowania, błogosławienia dzieci, okręgowe spotkania młodzieży itp. Tego typu informacje niewiele wnoszą, niczego nas nie nauczą, niczego nie podpowiedzą. Faktycznie mogą być interesujące tylko dla osób w nich wymienionych z nazwiska i pod nimi podpisanych. Nawet relacje z chrztów, jeśli się ograniczają

do daty uroczystości i wymienienia, kto był chrzczony, kto chrzcił i kto katechumenów przygotował oraz formuły, że cieszyło się z tego całe niebo, z czasem mogą już tylko nużyć, gdyż wyglądają jakby wyszły spod jednej sztancy. Takie informację nie świadczą o życiu zborów, ale raczej o rutynie, w jaką popadły. Jeśli więc, jako redakcja, z uwagi na ilość informacji musimy wybierać, to będziemy wybierać to, co aktualne, interesujące, budujące, co może inne zbory czegoś nauczyć, coś nowego podpowiedzieć. Będziemy promowali nowe i niecodzienne formy pracy misyjnej i aktywności zborów. A relacje z chrztów tylko o tyle, o ile będą zawierały pewne interesujące elementy dotyczące osób chrzczonych, np. jakieś krótkie świadectwo, miniwywiad itp. Dopuszczamy też wyjątki od wyżej wymienionych zasad. Dotyczą one relacji z bardzo małych zborów, które niemal nigdy nie występowały z nazwy na naszych łamach. Relacje z ich terenu będą traktowane nadzwyczaj łagodnie. Dlaczego końcowe części niektórych artykułów przenosimy w inne miejsca numeru? Optycznie nie jest korzystne, jeśli artykuły są zbyt długie. Zwłaszcza w „Znakach Czasu” staramy się, by nie przekraczały dwóch stron. Można takie teksty wtedy ustawić na każdej parze stron: parzystej i nieparzystej. Jest to bardzo korzystne ustawienie, gdyż za każdym przerzuceniem kartki mamy nowy tytuł. Czasem się zdarza, że tekst jest dłuższy, wtedy lepiej go dokończyć gdziekolwiek indziej, niż stracić możliwość wykorzystania kolejnej pary stron na nowy tytuł. Kiedy „Znaki Czasu” znajdą się w kioskach?

Jeszcze nie wiemy. Prowadzimy rozpoznanie. Wszystko rozbija się o pieniądze. Na razie nas nie stać na produkowanie „Znaków” tylko po to, by większość nakładu była nam zwracana. A z takim scenariuszem należałoby się liczyć przez pierwszych kilka miesięcy, zanim zyskalibyśmy nowych czytelników. Planujemy jeszcze dystrybucję poprzez tzw. empiki oraz przez indywidualne osoby, tak jak to robią sprzedawcy np. „Gazety Wyborczej”, oferując ją kierowcom na skrzyżowaniach. Dlaczego w „Znakach Czasu” nie ma poezji, a są np. recenzje filmowe? Jedno drugiemu nie przeszkadza. Nie mamy jakiejś alergii na poezję i na pewno co jakiś czas będzie się ukazywać, podobnie zresztą jak i recenzje. I ostatnia kwestia, obiecałem, że ujawnię wyniki wewnątrzredakcyjnego śledztwa spowodowanego doniesieniem, jakoby jeden z naszych pracowników... straszył(?). Wszechstronna analiza zgromadzonego materiału dowodowego (w postaci jednego anonimu) wykazała, że tym, który straszy jest... niżej podpisany. Zaś narzędziem „występku” jest jego własne zdjęcie, które w opinii przestraszonego czytelnika powinno być niezwłocznie usunięte, jako straszące. No cóż, wypada mi tylko przeprosić, że nie wyglądam jak Antonio Banderas. Ponieważ jednak był to tylko jeden sygnał, i to anonimowy, redakcja postanowiła umorzyć śledztwo z powodu znikomego stopnia społecznego niebezpieczeństwa czynu redaktora naczelnego. Życzę miłego czytania. ❖ Redaktor naczelny


Dary 13. soboty • Głos Adwentu 9/2004

4

Wydział Południowoazjatycki Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego obejmu− je takie kraje jak Bhutan, Indie, Malediwy i Nepal. To jeden z najgęściej zaludnionych obszarów świata — ponad miliard ludzi. Ocenia się, że w roku 2010 populacja Indii będzie większa od populacji Chin. Obszar Wydziału Południowoazjatyckiego — od ośnieżonych szczytów Himalajów w północnych Indiach, Nepalu i Bhutanie po bujne lasy tropikalne południowych Indii — stanowi wielkie wyzwanie dla ewangelizacji.

Wydział Południowoazjatycki ndie są jednym z najbardziej zróżnicowanych narodowościowo krajów. Wyróżnia się tam ponad 4500 grup etnicznych oraz 1600 zidentyfikowanych języków. Dominuje angielski oraz hindi, a 18 innych ma status języka oficjalnego w poszczególnych stanach. Pod względem ekonomicznym Indie zaliczane są do krajów Trzeciego Świata. Prawie 20% ludności nie jest w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, a 70% utrzymuje się z prymitywnego rolnictwa. Chrześcijanie stanowią tylko 3-4% ludności południowej Azji. Około 80% populacji Wydziału Południowoazjatyckiego to wyznawcy hinduizmu, pozostałe 10-12% to muzułmanie. W ciągu ostatnich trzech lat liczba adwentystów podwoiła się: z 350 tys. wyznawców w roku 2000 wzrosła do prawie 728 tys. w roku 2003. W ten sposób jeden adwentysta przypada teraz na 1500 osób. Nepal, Bhutan i Malediwy także zaliczane są do Wydziału Południowoazjatyckiego. Nepal jest jedynym oficjalnie hinduistycznym krajem świata, gdzie prawie 90% ludności przyznaje się do hinduizmu jako wyznawanej religii. W Bhutanie przeważają buddyści (70%), a hinduiści stanowi mniejszość (24%). Wyspy Andamany i Nikobary są w przeważającej mierze hinduistyczne, aczkolwiek posiadają znaczący odsetek chrześcijan. Jedyną uznawaną religią małej wyspiarskiej republiki Malediwów jest islam.

I

Wyzwania W skład Wydziału Południowoazja− tyckiego wchodzą niektóre z najbiedniejszych obszarów naszego globu. Indie są najbardziej zaludnionym krajem świata. Kościół w Indiach rozwija się gwałtownie, lecz tysiące nowych zborów w tym kraju nie mają własnych budynków kościelnych. Większość ludzi w Indiach pragnie najlepszej możliwej edukacji dla swych dzieci, a adwentystyczne szkoły są rozsiane po całym kraju. Placówki te są skutecznym narzę− dziem pozyskiwania nowych dusz, ale wielu chętnych do nauki nie może zrealizować swych planów — niektóre szkoły nie mają bowiem możliwości długotermino− wego zakwaterowania uczniów.

Możliwości Dary 13. soboty w tym kwartale pomogą w budowie: ❖internatów dla szkół adwentystycznych na obszarach, na których nie prowadzono dotychczas ewangelizacji, ❖sal klasowych oraz internatu dla chłopców w Lowry College (środkowe Indie), ❖stołówki we Flaiz College (środkowe Indie), ❖biblioteki w Northeast College (północno−wschodnie Indie), ❖50 kościołów i kaplic na nowo ewangelizowanych terenach.

Skala analfabetyzmu na terenie Wydziału Południowoazjatyckiego waha się od ponad 50% w Bhutanie i Nepalu do 93% na Malediwach. Indie oficjalnie podają odsetek ludzi piśmiennych na poziomie 52%, ale są to dane zawyżone, nieuwzględniające zjawiska anlfabetyzmu wtórnego. Analfabetyzm czyni ewangelizację znacznie trudniejszą, ale jednocześnie stwarza sposobność dotarcia poprzez programy zwalczania niepiśmienności do grup najbardziej upośledzonych społecznie, czyli ubogich i kobiet. Poziom rozwoju ekonomicznego Indii wpływa na pracę Kościoła i jego zasoby. Ponad 600 milionów Hindusów żyje w głębokiej nędzy, a połowa tej grupy egzystuje na granicy głodu. Biorąc pod uwagę obecny wzrost liczby ludności, wkrótce nie będzie można jej wyżywić. Co to oznacza dla Kościoła adwentystycznego? Jeśli nowi wyznawcy nie będą zarabiać wystarczająco dużo, aby utrzymać siebie i swoje rodziny, nie będą w stanie przyczynić się znacząco do budowy domów modlitwy. Członkowie Kościoła muszą więc szukać pomocy poza swoim krajem. Skutecznym narzędziem ewangelizacji w Indiach były zawsze chrześcijańskie szkoły. Dary trzynastej soboty zebrane w tym kwartale pomogą w realizacji projektów misyjnych — w budowie pilnie potrzebnych nowych budynków szkolnych, internatów i kaplic. ❖


Głos Adwentu 9/2004 • Doświadczenia z misji światowej

5

Niesprawiedliwie uwięziona Osadzona w więzieniu za przestępstwo, którego nie popełniła, nastolatka Prabha błądziła myślami w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego bogowie nie okazali jej pomocy.

C

zy życie może przynieść większe nieszczęście? — zastanawiała się Prabha, siedząc w więziennej celi. — Jestem dobrą dziewczyną, ciężko pracuję. Nie popełniłam tej zbrodni. Dlaczego bogowie nie obdarzą mnie swym błogosławieństwem?”. Prabha miała ledwie 16 lat, a została uwięziona za morderstwo, którego nie popełniła. Ciągle wracała do niej myśl, dlaczego zgodziła się zostać całą noc ze swoją panią.

Trudny żywot Prabha urodziła się w biednej rodzinie jako jedno z dziewięciorga dzieci. Każde z dzieci poświęciło się pracy, aby wspomóc rodzinę. Prabha nigdy nie miała możliwości uczęszczać do szkoły, przez co nie potrafiła czytać ani pisać. Mogła za to pracować, tak więc wlała całą swą energię w to, aby zadowolić zamożną starszą kobietę, u której służyła. Gdy miała lat 15, zmarł jej ojciec, wpędzając walczącą o przetrwanie rodzinę w jeszcze większą biedę. „Ojciec stał się chrześcijaninem przed śmiercią, a co mu to przyniosło? I tak umarł!” — stwierdziła w duchu. Matka, bracia i siostry Prabhy kurczowo trzymali się bożków. Prabha zarabiała kilka rupii, gotując, sprzątając i czasem dotrzymując swej pani towarzystwa. Nazywała ją z szacunkiem: Ma. Ma była dziewczynie życzliwa, gdyż od śmierci swego męża była często jej jedyną towarzyszką.

Przerażająca noc Pewnego wieczoru, gdy Prabha kończyła już pracę i przygotowywała się do powrotu do domu, Ma wezwała ją. Ze łzami w oczach błagała Prabhę, aby została z nią tej nocy, gdyż chciała uniknąć samotności. Prabha zgodziła się. Wiedziała, że adoptowany syn kobiety był poza miastem, a jej samej doskwierała samotność. Około trzeciej nad ranem Ma wezwała dziewczynę: — Proszę, ogrzej wodę na moją rytualną kąpiel. Muszę być gotowa oddać się modlitwie, gdyż dziś jest święto mojego boskiego opiekuna. Prabha posłusznie skinęła głową i podążyła przez pogrążony w mroku dom do kuchni. Jak tylko otworzyła drzwi kuchenne, spostrzegła kilku dziwnych mężczyzn. Nim zdążyła krzyknąć, pochwycili ją i zamknęli jej usta. W ręku jednego z nich błysnął groźnie nóż. Zaciął ją kilkakrotnie, podczas gdy drugi mężczyzna związał ją i pchnął brutalnie w kąt. Dygocząc w szoku, Prabha widziała mężczyzn udających się w kierunku pokoju starszej pani. „Gdybym tylko mogła krzyknąć i ją ostrzec!” — pomyślała. Usłyszała przerażający krzyk Ma na widok mężczyzn wkraczających do jej pokoju. Słyszała ją szamocącą się

rozpaczliwie z napastnikami o pieniądze, klejnoty i złoto, których zażądali. Później dobiegł jej uszu stłumiony krzyk i odgłos uderzenia o podłogę, po nim zaś stukot butów, gdy mężczyźni zbiegali ze schodów, opuszczając dom. Prabha, uwolniwszy się z więzów, rzuciła się do drzwi. Bandyci zamknęli ją jednak na klucz. Rozbiła więc okno i wyczołgała się na zewnątrz, wołając o pomoc. Pobiegła do pokoju Ma, gdzie zastała starszą kobietę leżącą bez ruchu na podłodze. — Ma, Ma! — Prabha płakała, potrząsając starszą panią delikatnie. Jednak było już za późno. Ma nie żyła. Prabha podbiegła do okna i krzyknęła do przechodzącego mleczarza, żeby wezwał policję: — Bandyci włamali się do domu i zabili Ma!

Uwięziona za morderstwo Przybyła policja i rozpoczęło się śledztwo. Prabha opowiedziała policjantom, co się stało, lecz oni podejrzewali ją o kłamstwo. Zabrali dziewczynę do szpitala, gdzie opatrzono jej rany. Ale gdy tylko poczuła się wystarczająco dobrze, przeniesiono ją do więzienia. Każdego dnia policjanci przesłuchiwali ją w sprawie zabójstwa. Bili ją po rękach, aby zmusić do przyznania się, i często budzili w środku nocy, by znów zadać te same pytania. Jej relacja pozostawała niezmiennie ta sama: Ośmiu mężczyzn zaatakowało ją w kuchni. Została związana. Ma zamordowano, a jej pieniądze i klejnoty zrabowano. Nieusatysfakcjonowani tym policjanci przepytali również braci i matkę Prabhy, starając się wydobyć z nich jakieś informacje: — Jak długo planowała rabunek? Gdzie ukryła złoto i rupie? Prabha modliła się do bóstw opiekujących się rodziną. Przysięgała ogolić głowę, jeśli tylko jej pomogą, lecz nie było żadnego odzewu, nic się nie stało. Jej rodzina modliła się również, obiecując bóstwom więcej darów w zamian za uwolnienie Prabhy, lecz przesłuchania nie ustawały, a wyczerpanie dawało się dziewczynie coraz bardziej we znaki.

„Jam jest Jezus” Pewnej nocy Prabha, śpiąc na zimnej betonowej podłodze, śniła, że mężczyzna w bieli położył dłoń na jej głowie, mówiąc, żeby więcej się niczego nie obawiała: — Jestem z tobą — obiecywał. — Wkrótce będziesz wolna. Prabha zapytała: — Kim jesteś? On zaś odparł: — Jestem Jezus. Cierpiałem za ciebie. Za kilka dni zostaniesz uwolniona.


Spotkanie ze Słowem • Głos Adwentu 9/2004

Następnego dnia przesłuchania powtórzyły się. Kolejne razy spadały na jej ręce, żeby zmusić ją do przyznania się, lecz ona, zamiast płakać, modliła się: — Jezusie, jeśli jesteś prawdziwym Bogiem, proszę, pomóż mi. Kilka godzin później została zwolniona z więzienia. Mogła iść do domu. Policja wymagała jednak, żeby stawiła się następnego dnia na kolejne przesłuchanie. Każdego dnia Prabha wracała na komisariat. Jeśli policja miała nowy trop, przesłuchiwała ją. Nie była już jednak więcej bita. Jeśli schwytano złodzieja, była wzywana, aby go zidentyfikować. Ten stan trwał przez ponad rok. Prabha pamiętała obietnicę złożoną Bogu: „Jeśli jesteś Bogiem prawdziwym, podążę za Tobą”. Wraz z rodziną zaczęła uczęszczać do kościoła w pobliżu jej domu. Powoli poznawali prawdę o Jezusie i Jego nauki. Pewnego dnia jakiś adwentystyczny głosiciel ewangelii, odwiedzający miasto, zawitał do domu Prabhy. Zaproponował rodzinie wysłuchanie jego nauki o Jezusie. Gdy opowiedział im o sabacie, bracia Prabhy postawili pytanie: — Dlaczego chrześcijanie czczą Boga w niedzielę, skoro Biblia nakazuje im czcić Boga w sobotę? Głosiciel dobrej nowiny przeczytał im więc fragmenty z Biblii, poczynając od Księgi Rodzaju, i wyjaśnił, że sabat został ustanowiony z chwilą stworzenia, potwierdzony w dziesięciu przykazaniach i uszanowany przez Jezusa nawet po Jego śmierci. To nie Bóg zamienił sobotę na niedzielę. Zrobił to człowiek. — Jeśli wierzysz w prawdziwość Biblii, musisz zaakceptować sabat Boga. — mówił z przekonaniem. Kilka tygodni później ów ewangelista wraz z pastorem zaprosili rodzinę do uczestnictwa w adwentystycznych nabożeństwach. Rodzina przyjęła sabat oraz zaprosiła swoich krewnych i rodzinę do przyjścia na spotkania. Gdy spotkania się zakończyły, 28 osób zostało ochrzczonych.

Módl się za morderców Niedługo po chrzcie Prabhy bandyci, którzy zabili jej panią, a ją związali, zostali aresztowani. Policja poprosiła ją o zidentyfikowanie mężczyzn, co też była w stanie uczynić w stosunku do wszystkich ośmiu — tych, którzy wyrządzili jej tyle krzywdy. Ironicznym zrządzeniem losu, żony złodziei dowiedziały się, że Prabha i jej rodzina przyjęli chrześcijaństwo, poprosiły więc ich o modlitwę za swoich uwięzionych mężów. Oni sami spędzili zaś zaledwie rok w więzieniu za swoje przestępstwo, po czym zostali wypuszczeni na wolność. Sześciu z nich przyjęło później Jezusa jako swego Pana. Jeden z tych mężczyzn jest teraz ewangelistą. Tak wiele dobrego wynikło z ciężkich przeżyć Prabhy. Jej rodzina odnalazła Jezusa, złodzieje zostali nawróceni, a Prabha, mimo że nie umie czytać, służy jako głosicielka biblijnej prawdy. Zachęca ludzi do otwarcia Biblii i czytania świętych tekstów, które ona sama cytuje z pamięci. W ten sposób dzieli się z innymi wiarą w Boga Żywego.❖ Prabha Mamidi [Autorka żyje w małej wiosce we wschodnich Indiach, gdzie jako ewangelistka dzieli się swą wiarą z innymi ludźmi. Tłumaczył Wojciech Chmiel].

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

6

Sabat i L

udzkie serce pragnie ciągłego zapewniania o Bożym przebaczeniu, akceptacji i zbawieniu. Chcemy wiedzieć, „czy Bóg rzeczywiście przebaczył mi moje grzechy?” W Piśmie Świętym pewność Bożego przebaczenia i zbawienia jest wyrażana nie tylko słowami, ale także za pomocą obrzędów i symboli. Obrzezanie, składanie ofiar świątynnych, chrzest, wieczerza Pańska i sabat są obrzędami i zwyczajami, pełnymi symboliki, ustanowionymi przez Boga, by pomóc wierzącym pojąć i doświadczyć pewności przebaczenia grzechów. Sabat zajmuje wyjątkowe miejsce wśród różnych ustanowionych przez Boga obrzędów i zwyczajów. Jest wyjątkowy pod względem swojego pochodzenia, charakteru, trwałości i funkcji. Jest wyjątkowy, gdyż jest pierwszym zwyczajem ustanowionym w raju przez Boga, który zaprosił ludzi, by radowali się Jego odpoczynkiem i społecznością z Nim (zob. Hebr. 4,3-10). Jest wyjątkowy, ponieważ nie jest materialnym przedmiotem ani miejscem dostępnym dla nielicznych, ale dniem, czasem dostępnym dla wszystkich. Będąc czasem, sabat zaprasza wierzących, by doświadczyli społeczności z Bogiem nie za pomocą świętych przedmiotów i miejsc, ale przez wspólne spędzanie tego szczególnego czasu. Jest także wyjątkowy, gdyż przetrwał wieki pomimo wielokrotnych prób usunięcia go. Jest wreszcie wyjątkowy, gdyż pomagał zarówno Żydom, jak i chrześcijanom pojąć, zaakceptować i doświadczyć rzeczywistość Bożych dokonań w dziele stworzenia i odkupienia.

Sabat i zbawienie w Starym Testamencie W czasach starotestamentowych sabat służył nie tylko jako dzień odpoczynku od ciężkiej pracy i niesprawiedliwości społecznych, ale także jako źródło nadziei na przyszły mesjański pokój, dobrobyt i odkupienie. Ta ostatnia funkcja była najwyraźniej inspirowana rolą sabatu w pierwotnym Bożym planie po stworzeniu. W I Księdze Mojżeszowej nie znajdujemy wzmianek na temat sposobu święcenia sabatu przez Adama i Ewę przed opuszczeniem przez nich Edenu. Jednak biblijny obraz rajskiej doskonałości i zadowolenia (zwróć uwagę na siedmiokrotnie powtórzone wyrażenie „było to dobre” w I Mojż. 1), który przedstawia fakt pobłogosławienia i poświęcenia siódmego dnia tygodnia (zob. I Mojż. 2,3), może stanowić dla wierzących podstawę wizji ery mesjańskiej. I. Pokój i harmonia sabatu, jakie istniały między Adamem i zwierzętami w sabat po stworzeniu, zostaną odnowione w erze mesjańskiej. Wówczas to wilk będzie „gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia. Cielę


Głos Adwentu 9/2004 • Spotkanie ze Słowem

7

zbawienie i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi” (Iz. 11,6). W tym czasie „ziemia będzie pełna poznania Pana jakby wód, które wypełniają morze” (Iz. 11,9; patrz Iz. 65,25; Oz. 2,20). Ta wizja ziemi pełnej pokoju i poznania Boga w końcu dni mogła być zainspirowana wizją pierwszych dni w raju, ukoronowanych sabatem. II. Radość sabatu. Rozkosz i radość sabatu w Edenie zainspirowała także proroczą wizję ery mesjańskiej. Dwa z trzech biblijnych tekstów, w których Izajasz nawiązuje do sabatu, dotyczą spraw ostatecznych (zob. Iz. 56,1-7; 58,1314; 66,20-24). To nie przypadek, że Izajasz używa słów „rozkosz” i „cześć” zarówno w opisie sabatu, jak i końca dni. „I będziesz nazywał sabat rozkoszą, a dzień poświęcony Panu godnym czci” (Iz. 58,13). Rozkosz i radość końca dni jest dostępna tu i teraz za pośrednictwem sabatu. III. Odpoczynek sabatu. Odpoczynek sabatu w biblijnym znaczeniu jest tym samym, co szczęście i stabilność, pokój i harmonia. Jest dobrym symbolem ery mesjańskiej, często nazywanej „końcem dni” albo „przyszłym światem”. W Starym Testamencie wzmianka o odpoczynku wyraża zarówno narodowe, jak i mesjańskie pragnienia. W kontekście narodowych dążeń sabat jest symbolem spokojnego życia w kraju odpoczynku (zob. V Mojż. 12,9; 25,19; Iz. 14,3), w którym Pan da ludowi „wytchnienie od wszystkich (...) nieprzyjaciół” (II Sam. 7,1) i znajdzie miejsce swego odpocznienia wśród swego ludu, a dokładnie w świątyni na Syjonie (zob. II Kron. 6,41; I Kron. 23,25; Ps. 132,8.13-14; Iz. 66,1). Związek między odpoczynkiem sabatu a narodowym odpoczynkiem znajduje się także w Hebr. 4,4.6.8, gdzie autor mówi o sabacie tygodnia stworzenia jako symbolu obiecanego wejścia do ziemi kanaanejskiej. Z powodu nieposłuszeństwa pokolenie pustyni nie weszło do ziemi odpoczynku, którego symbolem był sabat. Fakt, iż błogosławieństwa odpoczynku sobotniego nigdy nie zostały zrealizowane w kategoriach politycznych, zmuszał lud Boży do patrzenia w przyszłość, do oczekiwania wypełnienia zapowiedzi odpoczynku przez mającego przyjść Mesjasza, Chrystusa. IV. Sabat dniem uwolnienia. W wersji czwartego przykazania dekalogu, znajdującej się w V Księdze Mojżeszowej, sabat jest powiązany z doświadczeniem wyzwolenia z Egiptu, przy czym szczególna uwaga jest zwrócona na to, by pamiętać o tym doświadczeniu: „Pamiętaj, że byłeś niewolnikiem w ziemi egipskiej i że Pan, twój Bóg, wyprowadził cię stamtąd ręką możną i ramieniem wyciągniętym. Dlatego rozkazał ci Pan, twój Bóg, abyś obchodził dzień sabatu” (V Mojż. 5,15). Powiązanie odpoczynku sobotniego z wyzwoleniem z Egiptu wyjaśnia, dlaczego sabat został

powiązany z Paschą, dorocznym świętem upamiętniającym wyzwolenie z Egiptu. W pewnym sensie sabat zaczęto uważać za małą Paschę w taki sposób, jak niektórzy chrześcijanie uważają niedzielę za małą Wielkanoc. Sabat był prawdziwym wyzwoleniem w hebrajskim społeczeństwie, gdyż przynosił uwolnienie od trudów życia i społecznych nierówności, i to nie tylko w każdą sobotę, ale w każdy rok sabatowy i każdy rok jubileuszowy (zob. III Mojż. 25,8). Dzięki temu sabat stał się prawdziwym wyzwoleniem dla ludzi uciskanych w hebrajskim społeczeństwie. Co siedem lat trzeba było pozostawić ziemię w spokoju. Nie wolno było uprawiać jej ani obsiewać, a to, co w tym roku urodziła, miało należeć do ubogich i zwierząt. Wówczas to uwalniano niewolników i darowano długi. Lata sabatowe, choć rzadko przestrzegane, służyły jako wzór przyszłego uwolnienia i odkupienia, jakiego miał dokonać Mesjasz. Rok sabatowy oznaczał uwolnienie od długów i niewoli. Takie uwolnienie było znakomitym wyobrażeniem uwolnienia, jakiego miał dokonać Mesjasz (zob. Iz. 61,1-3.7; 40,2). Nowotestamentowa koncepcja przebaczenia została zaczerpnięta w znacznym stopniu z uwolnienia w roku sabatowym od finansowych długów i społecznych niesprawiedliwości. Określa się to uwolnienie jako „umorzenie długów na cześć Pana” (V Mojż. 15,1-2.9; 31,10; III Mojż. 25,10). Wyrażenie „odpuść nam nasze winy” (Mat. 6,12) pochodzi od uwolnienia od finansowych zobowiązań w roku sabatowym. Uwolnienie w roku sabatowym od długów i społecznego ucisku miało więc być wyobrażeniem i zapowiedzą przyszłego mesjańskiego uwolnienia od grzechu. Nawet krótki przegląd zagadnienia sabatu w Starym Testamencie wskazuje, że w czasach starotestamentowych tygodniowy sabat i rok sabatowy nie tylko służyły jako fizyczny odpoczynek i wyzwolenie z ucisku, ale także budowały nadzieję na przyszłe, mesjańskie odkupienie.

Sabat i zbawienie w Nowym Testamencie Sabat w Starym Testamencie wskazywał na odkupieńcze dzieło mającego przyjść Mesjasza. Ta jego odkupieńcza symbolika doprowadziła wielu wierzących do wniosku, że sabat nie obowiązuje już chrześcijan, gdyż dzieło Chrystusa stało się rzeczywistością. Jednak odkupieńcze dzieło Chrystusa jest postrzegane w Nowym Testamencie jako uaktualnienie starotestamentowego sabatu. I. Sabat i oczekiwanie na Mesjasza. Jeden z ewangelistów stwierdza, iż Chrystus miał w zwyczaju zachowywanie sabatu (zob. Łuk. 4,16). Właśnie w tym dniu w synagodze w Nazarecie wygłosił przemówienie inaugurujące Jego misję. W tym przemówieniu Jezus przeczytał i skomento-


8 wał fragment zaczerpnięty z Iz. 61,1-3; 58,6. „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łuk. 4,18). W tym fragmencie Izajasz używa symboliki sabatu, by opisać wyzwolenie, jakie Mesjasz przyniesie swemu ludowi. Chrystus posłużył się tym fragmentem, by przedstawić ludziom siebie jako spełnienie ich oczekiwania na Mesjasza. Wskazał to w swoim krótkim komentarzu do odczytanego fragmentu: „Dziś wypełniło się to Pismo w uszach waszych” (w. 21). Ten temat obietnicy i jej spełniania pojawia się we wszystkich ewangeliach, w tym także Ewangelii Łukasza (zob. Łuk. 24,44.26.27). Ale jaką rolę odgrywa tutaj sabat? Rzut oka na nauczanie Jezusa na temat sabatu i Jego stosunek do sabatu podczas Jego służby pozwoli nam odpowiedzieć na to pytanie. II. Uzdrowienia w sabat. Obwieszczenie mesjańskiego posłannictwa Chrystusa w Nazarecie poprzedza w Ewangelii Łukasza dwa epizody opisujące uzdrowienia w sabat. Pierwsze miało miejsce w synagodze w Kafarnaum podczas nabożeństwa sobotniego, a jego wynikiem było duchowe uzdrowienie człowieka opętanego przez demona (zob. Łuk. 4,31-37; Mar. 1,21-28). Drugie uzdrowienie zostało dokonane tuż po nabożeństwie, w domu Szymona, i było uzdrowieniem fizycznym teściowej Szymona (zob. Łuk. 4,38-39; Mar. 1,29-31). Rezultatem tego drugiego była radość rodziny i posługa: „zaraz wstawszy, usługiwała im” (Łuk. 4,39). Temat wyzwolenia, radości i posługi, występujących w embrionalnej formie w tych pierwszych aktach uzdrowienia, jest bardziej związany ze znaczeniem sabatu w dalszej służbie Chrystusa. Uzdrowienie kalekiej kobiety, opisane jedynie przez Łukasza, dalej wyjaśnia związek sabatu ze zbawczą służbą Jezusa. W krótkim sprawozdaniu (zob. Łuk. 13,10-17) grecki czasownik luein, zazwyczaj tłumaczony jako ���uwolnić”, „rozwiązać”, „wypuścić”, jest użyty przez Pana trzy razy, co sugeruje jego zamierzone, a nie przypadkowe użycie. Pierwszy raz czasownik ten został użyty przez Chrystusa, kiedy zwrócił się On do kobiety: „uwolniona jesteś od choroby swojej” (w. 12). Następne dwa razy posłużył się Chrystus tym słowem, gdy odpowiadał na zarzuty przełożonych synagogi: „Obłudnicy! Czy nie każdy z was odwiązuje w dzień sabatu swego wołu czy osła od żłobu i nie wyprowadza ich do wodopoju? A czy tej córki Abrahama, którą szatan związał już od osiemnastu lat, nie należało rozwiązać od tych pęt w dniu sabatu?” (w. 15-16). Chrystus celowo występował przeciwko błędnym poglądom, aby przywrócić prawdziwy, zamierzony przez Boga cel sabatu. Należy zauważyć, że w przypadku tego, jak i innych uzdrowień w sabat, Chrystus nie kwestionował znaczenia przykazania nakazującego zachowywać sabat, ale raczej wskazywał prawdziwą wartość sabatu, która została w znacznym stopniu przysłonięta nagromadzonymi naleciałościami tradycji i niezliczonymi dodatkowymi przepisami mającymi regulować sposób zachowywania siódmego dnia tygodnia. III. Odkupienie w sabat. Scena uwolnienia w dniu sabatu ofiary związanej przez szatana (zob. Łuk. 13,16)

Spotkanie ze Słowem • Głos Adwentu 9/2004 przywodzi na pamięć Chrystusowe obwieszczenie Jego misji: „abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, (...) abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łuk. 4,18). Czyż akt uwolnienia córki Abrahama z jej fizycznych i duchowych więzów w sabat nie jest przykładem tego, jak wypełniało się mesjańskie odkupienie w sabat (w. 21)? Uzdrowienie ludzi takich jak kaleka kobieta było nie tylko aktem miłości i współczucia, ale prawdziwym „dziełem sabatu” objawiającym, jak mesjańskie odkupienie, symbolizowane i obiecane w sabacie, wypełniło się w zbawczej służbie Chrystusa. Tak więc, gdy Zbawiciel uzdrawiał ciała i dusze ludzi w sabat, czynił ten dzień symbolem wyzwolenia z więzów szatana do wolności w Chrystusie. IV. Sabat i odpoczynek. Mateusz celowo połączył dwa epizody związane z sabatem, zapisane w Mat. 12,1-14, z Jezusowym zaproszeniem do odpoczynku, zawartym w Mat. 11,28-30: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie”. Aby zrozumieć charakter odpoczynku Zbawiciela, należy zwrócić uwagę na fakt, iż w czasach starotestamentowych odpoczynek sabatu budował nadzieję na mesjańskie odkupienie. Oczekiwano, że era mesjańska cała będzie sabatem i odpoczynkiem w wiecznym życiu. W świetle takiego zrozumienia odpoczynku sabatu, Chrystus oferujący swój odpoczynek objawia się jako Mesjasz, który przyniósł pokój i odpoczynek symbolizowane przez sabat. W Ewangelii Mateusza starotestamentowy odpoczynek sabatu jest postrzegany jako uaktualniony przez Chrystusa, który oferuje swoim naśladowcom mesjański odpoczynek. Dwa epizody sobotnie sprawozdane przez Mateusza nadają znaczenie odpoczynkowi sobotniemu jako mesjańskiemu odkupieniu i odrodzeniu. Postrzegane w kontekście, nie tylko nie uchylają sabatu, ale raczej nadają mu większą aktualność, świeży, mesjański wymiar.

Podsumowanie Pozytywne, humanitarne zachowywanie sabatu jest zakorzenione w Chrystusowym wypełnieniu odkupieńczej symboliki sabatu, potwierdzonym wielokrotnie w ewangeliach. Pierwsi chrześcijanie widzieli w odpoczynki i odkupieniu, symbolizowanych przez sabat i wypełnionych w odkupieńczej misji Chrystusa, przesłankę do zachowywania sabatu jako dnia szczególnego uczczenia i doświadczenia mesjańskiego odpoczynku odkupienia przez okazywanie miłosierdzia w czynieniu dobra potrzebującym. Tak więc obecnie chrześcijanie są powołani do uczczenia przez odpoczywanie w sabat nie tylko Bożego aktu stworzenia, ale także uczczenia Chrystusowego odkupienia przez czyny miłosierdzia wobec bliźnich. ❖ Samuele Bacchiocchi [Opracowano na podstawie artykułów profesora Samuele’a Bacchiocchiego „Sabbath and Salvation in the Old Testament”, „Sabbath and Salvation in the New Testament”, opublikowanych w „Ministry”, 5-6/1997].


Głos Adwentu 9/2004 • Nabożeństwa i muzyka w Kościele — artykuł dyskusyjny

9

Nauczmy się pieśni aniołów (Cz. II) Rozważania o istocie nabożeństwa

G

dy Jan się rozpłakał, to tak jakby stało się coś, na co niebo czekało. Scenariusz się udał. Automatycznie pojawia się starzec (on tam właściwie jest cały czas) i tylko czeka, by powiedzieć: „Nie płacz!” i opowiedzieć Janowi o Baranku, o zwycięstwie. By mieć tak naprawdę kolejną okazję (!) do wielbienia Boga. I znowu widzimy cztery postacie, dwudziestu czterech starców. Co robią? Oddają cześć! Mają harfy (muzyka) i złote czasze pełne wonności (dziękczynienie). „I zaśpiewali nową pieśń”. Niesamowite! Nowa pieśń! Co to znaczy? W niebie do tej pory znana była tylko jedna pieśń: „Święty, święty...”. Trochę już stara, śpiewana przecież od wieczności na cześć Boga Stworzyciela. Teraz pojawia się nowa, bo nowe są okoliczności; pojawia się nowy powód wdzięczności i uwielbienia: „Baranek został zabity i odkupił nas”. Tysiące tysięcy aniołów przyłączają się do tego chóru. Ta pieśń brzmi głośno i donośnie. Dołączają się ziemia, podziemie i morze. Jan widzi potem tłum zbawionych przed tronem; mają białe szaty i palmy w rękach. Śpiewają o zbawieniu. Całe niebo oddaje pokłon Bogu. Wciąż mówimy o istocie nabożeństwa. Jeśli nie ma Baranka, to nie ma nic — nie ma nabożeństwa. A jeśli jest Baranek, to teraz możemy spojrzeć obok i zobaczyć ten wielki tłum. Po co tam są? By dyskutować? Rozważać? Nie! Oni są tam dla nabożeństwa. Potężna muzyka i ta wspaniała nowa pieśń. „Pójdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, wznośmy okrzyki radosne skale zbawienia naszego! Pójdźmy przed oblicze Jego z dziękczynieniem, wykrzykujmy mu radośnie w pieniach” (Ps. 95,1-2). Cóż można więcej dodać? Ten psalm mówi o wszystkim. Po co mamy chodzić przed Jego oblicze? By Mu dziękować! Jak? Głośno, radośnie, wręcz krzycząc! Mają to być pieśni (znowu muzyka!). Jeśli nie przyszliśmy zobaczyć Baranka, oddać Mu czci, zaśpiewać nowej pieśni, to nie przyszliśmy na nabożeństwo. Może to, co znaliśmy do tej pory, to jakiś klub, spotkania towarzyskie, ale nie nabożeństwo. Na nabożeństwie nie ma nas — liczy się tylko On.

Dawid — marzyciel i reformator Nikt tak nie rozumiał potrzeby odnowy nabożeństwa, jak Dawid. Potrzeby nowego

W 4. i 5. rozdziale Objawienia Jana widzimy Tego, który siedzi na tronie. W Jego ręku zapieczęto− waną księgę. Całe niebo przeszywa potężne pytanie: „Któż jest godny otwo− rzyć księ− gę?”. Niebo zamiera w oczekiwa− niu. Przez moment panuje przejmująca cisza. Przery− wa ją czyjś donośny szloch. To płacze Jan. Spójrzmy na ten obraz inaczej niż dotąd. Odłóż− my całą teologię, jaką znamy na temat tego opisu. Spójrzmy na ten fragment jak na pewną „grę”.

liturgicznego doświadczenia dla Izraela. Skrzynia Pańska ma być sprowadzona do Jeruzalemu (I Kron. 15,3). Trzeba zorganizować kult. Dawid zaczyna od zebrania synów Aarona i Lewitów. Zaraz potem (w. 16) ustanawia śpiewaków, muzyków, „aby głośno i radośnie śpiewali”. Biblia naprawdę zachęca do śpiewu głośnego i radosnego. Wiersz 19. mówi, że „śpiewacy (...) mieli spiżowe cymbały i grali głośno”. Wiersz 20. wspomina o „harfach nastrojonych na tony wysokie”, a w. 21. o tych, którzy „grali na cytrach o oktawę niżej i prowadzili śpiew”. Dalej Biblia wymienia grupę tragarzy „do noszenia świętych przedmiotów”, odźwiernych i trębaczy. Jaki klucz decydował o przynależności do danej grupy? Był to ktoś, kto „znał się na tym”. Pełen profesjonalizm, wykorzystanie darów Ducha Świętego. Zatrzymajmy się jeszcze na moment nad końcówką w. 21: „i prowadzili śpiew”. Grupa prowadząca śpiew — jakże to praktyczna rada dla naszych zborów. Jednym maleńkim zwrotem Biblia dotyka bardzo istotnego problemu: roli muzyki w Kościele, a właściwie roli grup muzycznych. Jedynym powodem ich istnienia jest „prowadzenie śpiewu”; wszystko inne, jakkolwiek byśmy tego nie nazwali, jest pokazaniem siebie, nie Boga. Biblia nigdzie nie mówi o występach zespołów. Wybrnęliśmy z tego, dodając zawsze przy tej okazji, że to na chwałę Bożą. Nadal mamy jednak problem, bo nigdy nie wiemy, czy na koniec występu zaklaskać, czy powiedzieć amen. Oklaski nagradzające wykonawców są tu rzeczywiście nie na miejscu. Bo gdy Biblia mówi o klaskaniu, to zawsze jako elemencie nabożeństwa, czyli wielbienia Boga. Dłonie to swego rodzaju instrumenty perkusyjne, a muzyka to narzędzie do wielbienia Boga, a nie wartość sama w sobie. To dlatego dla chórów w kościołach budowano „chóry”. Czyż nie ma w tym jakiejś lekcji? To dopiero w naszych czasach chóry stają z przodu. Kiedyś, wchodząc do kościoła, słyszało się piękny anielski śpiew, grę organów, ale to nie organista i nie chór byli ważni. Dbano, by nawet odrobina chwały nie została odebrana Bogu. I kolejna lekcja — to, co autentyczne, naturalne, spontaniczne, wymaga precyzyjnego przygotowania. Dawid to rozumiał, bo „ustanowił też niektórych z Lewitów do posługi przed skrzynią Pańską, ażeby wspominali, dziękowali, wychwalali Pana” (I Kron. 16,4). Zdumiewające! Wyreżyserowane opowiadanie doświadczeń? Tak. Mo-


10

Nabożeństwa i muzyka w Kościele — artykuł dyskusyjny • Głos Adwentu 9/2004

dlitwy, osobiste świadectwa, doświadczenia — dobrze przygotowane, niespontaniczne „jak Duch Święty dyktuje”. Znamy przecież te tasiemcowe modlitwy i niekończące się doświadczenia. Słuchacze się kręcą niecierpliwie, może nawet modlą, ale chyba tylko o szczęśliwy finał opowieści. Powinniśmy być wdzięczni Dawidowi, że i tę prawdę o nabożeństwach odkrył. Wiersze 37-41 wspominają Asafa, z którym byli Heman i Jedutun oraz pozostali wybrani — byli oni „imiennie wyznaczeni do wysławiania Pana”. Niesamowite! Ale po co to wszystko? „U nich to były trąby i cymbały dla grających i instrumenty do wtórowania pieśniom dla Boga”. A więc to wszystko dla Boga! W I Kron. 25,7 czytamy o 288 wybranych „do śpiewu dla Pana — a wszystko to byli mistrze”. Znowu lekcja — nie przeciętność, bylejakość, ale profesjonalizm, perfekcja wynikająca z ciężkiej pracy. Nigdy nie zapomnijmy — oni byli do prowadzenia śpiewu, a nie do występów (I Kron. 6,16). Po Dawidzie przyszły długie wieki odstępstwa aż do czasów Jozjasza — wielkiego odnowiciela. II Kron. 35,1-19 opisuje jedyną w swoim rodzaju Paschę. Kilkadziesiąt tysięcy owiec i kilka tysięcy wołów złożonych w ofierze. Niemal naturalnie z ust się wyrywa Judaszowe: „Po co taka strata?”. Przerażający jest też ogrom pracy, jaką w ten sabat musieli wykonać kapłani. Tytaniczna praca do samej nocy. Jak wielkie to musiało być również przedsięwzięcie logistyczne: nad wszystkim zapanować, podzielić obowiązki, zadbać o posiłki. Tysiące litrów krwi, sierści, skór, odchodów, ale... wszyscy „trwali na swoich stanowiskach zgodnie z nakazem Dawida”. Jak potwornie musieli być zmęczeni po tym świątecznym dniu! A my jacy jesteśmy — zmęczeni czy raczej znudzeni nabożeństwem? Jako członkowie powszechnego kapłaństwa powinniśmy być zmęczeni w wyniku pełnego zaangażowania w nabożeństwo. Jeśli jesteśmy w środku nabożeństwa, nie będziemy nigdy krytykować. Dając siebie, odbieramy wspaniałe błogosławieństwa. Dla tych, którzy stoją z boku, zawsze coś może być nie tak, bo przecież tylko obserwują, a nie uczestniczą. Są zbory, w których zaprzestano sobotnich agape, bo związane były z pracą. Ale to nie praca w sobotę jest demoralizująca. To sobotnia nuda psuje. A gdy nastaje nuda, trzeba ją czymś wypełnić — krytyka jest tu bardzo pod ręką. A przecież Pan Jezus uczynił nas kapłanami (Obj 5,9.10) nie dla osądzania i krytykowania. On zaprasza nas do ciężkiej pracy. Do kapłanów czasów końca mówi: „Musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał” (Jan 9,4).

Bez serc, bez ducha Ważne przesłanie znajduje się w największym przykazaniu: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej”. My to nie tylko ciało i umysł. To jeszcze serce i duch. Tak samo jak intelekt, ważny jest świat naszych uczuć, emocji i przeżyć. Tak, ale — zdaniem wielu — nie w Kościele, nie na nabożeństwie. A przecież wielu z nas brakuje możliwości wyrażenia tego, co czujemy.

„Szkieletów ludy — bez serc, bez ducha” — pisał Mickiewicz. Pozostał tylko umysł. I tak oto nasze nabożeństwa stały się przeintelektualizowane, naszą religijność rozdyskutowaliśmy do granic niemożliwości — niczym bohaterowie Księgi Joba. Słowa, słowa, słowa... 2,5 godziny słów. Nawet aniołowie są zmęczeni. Dyskusje na temat kampów, festiwali, nabożeństw, muzyki... dyskusje nad każdym tekstem biblijnym w szkole sobotniej. To męczy. Niedawno ktoś powiedział: „Zanim przyszedłem do Kościoła, miałem małą wiedzę biblijną, ale dużą radość z czytania Biblii. Teraz jest odwrotnie”. Pan Bóg prosi, by oddawać mu cześć w Duchu i prawdzie. Znowu Biblia podkreśla równowagę między umysłem a uczuciami. Żydom mającym prawdę, brakowało tego, co miała Samarytanka. Choć nie znała prawdy, to miała dziecięcą szczerość i entuzjazm. Porzuca dzbany, biegnie, przeżywa, cieszy się... Ta historia uczy jeszcze jednej rzeczy — czasem łatwiej pomóc tym nieznającym prawdy niż laodycejczykom. Konfesyjna duma to choroba nieuleczalna. Znana sentencja mówi, że „ludzie radośni są dobrzy, ale ludzie dobrzy rzadko kiedy są radośni”. Czyż nie jest to laodycejska przypadłość? Zbyt dobrzy, zbyt święci, by się cieszyć i wyrażać radość. Mamy prawdę, ale zapomnieliśmy o Duchu. Inni są tak podekscytowani Duchem, że zapomnieli o prawdzie, przykazaniach, sobocie... Pan Jezus chce zniwelować te skrajności. I Duch, i prawda — apeluje. Serce i umysł. Nabożeństwo to coś więcej niż intelekt. To emocje duszy. To wszystkie odcienie przeżyć, od łez smutku do eksplozji radości, a nie tylko religijny smutek jako rzekoma oznaka pobożności. „Czy odważymy się wielbić Boga?” — pyta Weber (tytuł jednego z rozdziałów w „Palących problemach”). Niebo raduje się z jednego grzesznika. A my mamy być cicho? Dawid z całej siły tańczył przed Bogiem. Czy Bóg skarcił za to Dawida? Nie. Ktoś inny to zrobił — jego żona. Dla niej mogło to nawet wyglądać na jakiś trans. Ona nie była w środku, nie zaangażowała się w nabożeństwo — stała z boku. Z boku wszystko wygląda inaczej; to jest najlepsze miejsce na krytykę. Duch proroctwa potwierdza, że jeśli chodzi o nabożeństwa, „nie powinno w nich brakować uczuć radości”; „pieśń płynąca z wielu serc czystą, dźwięczną nutą — to jeden ze środków w dziele ratowania dusz” (Ze skarbnicy świadectw, t. II, s. 297.127). Nabożeństwo jako wspaniałe narzędzie ewangelizacyjne. Jednak nie intelektualne narzędzie, jak rozumie się to do tej pory. Powyższy cytat mówi o pieśni! Są Kościoły, które nigdy nie robią publicznych ewangelizacji, a ich zbory są przepełnione. W wielu miastach większość uczniów szkół muzycznych należy do zborów ewangelicznych. Dlaczego? Tam stworzono atmosferę do tego typu działań. U nas, nawet gdy objawi się ktoś zdolny muzycznie, musi raczej realizować się na zewnątrz zboru, a nie w nim. Tacy ludzie zakładają zespoły, występują w domach kultury, w innych Kościołach, czyniąc im frajdę. A nasze zbory umierają. Ci młodzi ludzie mówią, że tak ewangelizują. Powtarzają to sobie tyle razy, że w końcu naprawdę w to wierzą. Mijają lata, a z tego nic nie ma. Coś się wypala, kończy. I nie jest to


Głos Adwentu 9/2004 • Nabożeństwa i muzyka w Kościele — artykuł dyskusyjny absolutnie wyrzut pod adresem młodzieży. To my, dorośli, psujemy wszystko. To my swoją hardą postawą, konserwatyzmem wypędzamy ją ze zborów. Ach, gdyby każdy zbór mógł mieć grupę muzyczną prowadzącą śpiew (nie występy)... Zaufać tym ludziom, dać prawo do popełniania błędów, a gdy trzeba, ciepło rozmawiać i wspólnie planować każde nabożeństwo, pamiętając, że „pieśń płynąca z wielu serc czystą, dźwięczną nutą” to ewangelizacja. Młodzi ludzie chcieliby śpiewać kampowe refreny, ale nie mogą, bo to „pogańskie mantry”. Starsi proponują XVIII-wieczne pieśni, które dla młodych mogą być strawne tylko we współczesnych aranżacjach, ale to z kolei zamach na świętość. Błędne koło. Młody muzyk znowu musi się realizować na zewnątrz. Ja naprawdę wierzę w chrześcijańskie mantry. Taką jest Ps. 136. Za czasów Jehoszafata właśnie ten hymn był śpiewany, „gdy Pan walczył z Moabitami i Ammonitami”. Przepiękna pieśń to również Ps. 24. Przedostatnia strona „Życia Jezusa” to opis wypełnienia tego psalmu w czasie wniebowstąpienia Jezusa. „Całe niebo czekało, aby powitać Zbawiciela (...) Zastępy niebieskie witały radosny pochód okrzykami chwały i nabożnymi pieśniami. Gdy się zbliżali do stolicy

11

Boga, towarzyszący aniołowie podali hasło: Podnieście, bramy, wierzchy wasze, i podnieście się, bramy prastare, aby wszedł Król chwały! (...) Któż jest tym królem chwały? Nie pytali dlatego, aby nie wiedzieli, kim On jest, lecz zapragnęli usłyszeć odpowiedź wypełnioną radosną pochwałą”. Usłyszeli odpowiedź i na tym powinno się to zakończyć. Jednak w niebie to pytanie powtarza się. Nie usłyszeli? Ależ skąd! „Aniołowie nigdy nie są syci [z nami jest jednak inaczej] słuchania uwielbień dla Jego imienia”. Dwa razy powtórzyć — to mało. Można powtórzyć 26 razy (Ps. 136) — to też mało. Można robić to nawet całą wieczność, nie ustając w dzień ani w nocy, śpiewać: „Święty, święty...”. „A teraz na rozśpiewanie, przed rozpoczęciem nabożeństwa, zaśpiewajmy” — ileż razy słychać te słowa. Pieśni, hymny, kanony, refreny — to najważniejszy element nabożeństwa, a nie „przednabożeństwa”. Co myśmy zrobili?! Na rozśpiewanie? Jakie rozśpiewanie? Przecież później już niewiele śpiewamy. Pieśni spychamy na margines na rzecz naszego gadulstwa. Już nie ma wtedy Boga na tronie. Jesteśmy my. Tak! Marzy mi się reforma. Piękne, nowe liturgiczne doświadczenie. ❖ Wincenty Sieja

Ulgi podatkowe od darowizn na działalność charytatywno−opiekuńczą Kościoła i jego osób prawnych

W

dniu 15 czerwca br. skarbnik Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w RP zwrócił się do Ministra Finansów z prośbą o wyjaśnienie statusu darowizn składanych przez osoby fizyczne na działalność charytatywną Kościoła. Uczynił to w związku z obowiązującą od 1 stycznia br. nowelizacją ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, która nie przewiduje zwolnień (odpisów) podatkowych z tytułu tych darowizn. Ministerstwo Finansów ustosunkowało się życzliwie do tej prośby i udzieliło obszernego wyjaśnienia w piśmie do skarbnika Kościoła z dnia 29 czerwca (znak PBS/KD-066-318-1345/04). Z pisma Ministerstwa Finansów wynika, że odliczeniu od dochodu podlegają darowizny: 1) na cele kultu religijnego — do wysokości 350 zł w stosunku rocznym (dotyczy to także darowizn na działalność pożytku publicznego różnych organizacji pożytku publicznego), 2) na działalność charytatywno-opiekuńczą Kościoła i jego kościelnych osób prawnych — w całości, pod warunkiem posiadania przez darczyńcę pokwitowania odbioru darowizny i sprawozdania dotyczącego jej przeznaczenia (najpóźniej po upływie dwóch lat) oraz — w przypadku darowizn pieniężnych —

dowodu wpłaty na rachunek bankowy obdarowanej instytucji kościelnej. Okazuje się zatem, że darowizny na działalność charytatywno-opiekuńczą Kościoła i jego osób prawnych (m.in. Chrześcijańskiej Służby Charytatywnej) nadal obowiązują. Ministerstwo Finansów wyraźnie stwierdziło, że „przepisy ustawy o stosunku Państwa do Kościoła w części dotyczącej darowizn na działalność charytatywnoopiekuńczą prowadzoną przez kościelne osoby prawne — stanowią przepisy szczególne w odniesieniu do regulacji zawartej w art. 26 ust. 1 pkt 9 lit. b ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Dlatego też darowizny przekazane przez osoby fizyczne na działalność charytatywno-opiekuńczą prowadzoną przez kościelne osoby prawne są w całości wyłączone z podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Warunkiem korzystania z tej preferencji jest posiadanie przez darczyńcę pokwitowania odbioru darowizny i sprawozdania dotyczącego jej przeznaczenia (sporządzonego najpóźniej po upływie dwóch lat od przekazania darowizny), oraz — w przypadku darowizn pieniężnych poczynionych od 1 stycznia 2002 r. — dowodu wpłaty na rachunek bankowy obdarowanego”. W podsumowaniu Ministerstwo Finansów stwierdziło, co następuje:

„W świetle powyższego nie wszystkie darowizny na rzecz kościelnych osób prawnych podlegają odliczeniu bez ograniczeń określonych w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. Preferencja dotyczy jedynie darowizn przekazywanych na działalność charytatywnoopiekuńczą prowadzoną przez kościelne osoby prawne, natomiast przekazanie darowizny na cele kultu religijnego uprawnia darczyńcę do odliczenia jedynie do wysokości określonej w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, czyli do 350 zł (łącznie z darowiznami na różne inne cele). Z tych jasnych i niedwuznacznych wyjaśnień Ministerstwa Finansów wynika niezbicie, że wyznawcy adwentystyczni, i nie tylko, mogą nadal przekazywać Kościołowi i jego osobom prawnym swe darowizny przeznaczone na działalność charytatywno-opiekuńczą z prawem do pełnych odpisów od podstawy opodatkowania, czyli poważnych ulg podatkowych. W ten sposób ostatecznie został wyjaśniony status prawny darowizn na cele kultu religijnego, czyli dziesięcin, oraz darowizn na działalność charytatywnoopiekuńczą Kościoła i jego osób praw❖ nych.

Zachariasz Łyko


Wydarzenia • Głos Adwentu 9/2004

12

Czas na Europejski Kongres

Po

raz pierwszy w historii polskiego adwentyzmu byliśmy świadkami tak dużego wydarzenia, jakim był Europejski Kongres Młodzieży Adwentystycznej, który odbył się w Hali Ludowej we Wrocławiu w dniach od 4 do 8 sierpnia pod hasłem „Time 4 Action” (Czas na działanie). Komentując to wydarzenie, gospodarze hali powiedzieli: „Przyjedźcie znów, choćby za miesiąc”. W kongresie uczestniczyła młodzież z dwóch europejskich wydziałów Kościoła, tj. Wydziału Transeuropejskiego i Euroafrykańskiego. Łącznie przybyło ok. 3000 osób z ponad 40 krajów. Wrocław został wybrany na siedzibę kongresu spośród takich miast, jak Praga, Paryż czy Werona. Miejscem spotkania była wrocławska Hala Ludowa — wspaniały potężny obiekt w przepięknym otoczeniu, jeden z najciekawszych zabytków architektonicznych Europy — licząca sobie 90 lat. Honorowy patronat nad tym wydarzeniem objął Prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski. W okolicznościowym przesłaniu, odczytanym przez swego osobistego przedstawiciela, prof. dr. hab. Zachariasza Łykę, Prezydent powiedział m.in.: „Z wielkim szacunkiem odnoszę się do bogatego dorobku adwentystów (...) Na szczególną uwagę zwraca troska, jaką Kościół Adwentystów Dnia Siódmego przywiązuje do duchowego, intelektualnego i fizycznego rozwoju młodzieży (...) Chciałbym, by to spotkanie, dostarczając Państwu głębokich przeżyć duchowych, posłużyło umacnianiu dialogu między ludźmi i budowaniu wspólnoty przekraczającej jakiekolwiek podziały. Bardzo się cieszę, że pełni dobrej woli młodzi Polacy będą mieli w tym swój znaczący udział”.

Z Polski w kongresie uczestniczyło ok. 200 osób, jednak w sobotę liczba ta zwiększyła się o ok. 1200 osób.

* * * Już od środy rana plac przed Halą Ludową wypełnił się różnojęzycznym gwarem młodych ludzi ubranych w charakterystyczne niebieskie podkoszulki z logo i hasłem kongresu. Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem młodzież, trzymając flagi swoich krajów, wkraczała do Hali Ludowej ze śpiewem na ustach. Atmosfera przypominała tę ze stadionów piłkarskich: spontaniczne okrzyki, śpiewy, wymachiwanie flagami, nawet dźwięki trąbek. Najgłośniejsi byli Portugalczycy, Hiszpanie, Włosi i Bułgarzy. Rozpoczęło się. Przy dźwiękach dynamicznej muzyki, grupa młodych ludzi zaczęła układać na ścianie sceny logo kongresu. Gospodynią kongresu była Violetta Ganczarczyk, prowadząca konferansjerkę w języku angielskim. Po oficjalnych powitaniach odczytano przesłanie od Prezydenta RP, które wywołało szczególny aplauz zgromadzonych. Do pierwszego kazania wprowadził uczestników hymn kongresowy w wykonaniu zespołu Rachel z Czech pod tym samym tytułem, co hasło całego kongresu — „Time 4 Action” (Czas na działanie). Głównym mówcą kongresu był pastor Gilbert Cangy z Australii, dyrektor Departamentu Młodzieży Wydziału Południowego Pacyfiku. Nawiązując do swoich piłkarskich doświadczeń z młodości, opowiedział o uczuciu klęski, jakie towarzyszyło mu, gdy znalazł się na ławce rezerwowych. To odczucie towarzyszyło mu przez wiele lat, tak jak Mojżeszowi na pustyni midianickiej, aż w końcu Bóg objawił się mu w gorejącym krzewie i wezwał do działania. Teraz jest czas zaangażowania się w sprawy Boże. Komentując całość posługi Gilberta Cangy`ego podczas kongresu, pastor Roman Chalupka, jego tłumacz, powiedział: „Gilbert był strzałem w dziesiątkę. Teologicznie głęboki, emocjonalnie wyważony oraz niezwykle ciepły, a to bardzo pociągało młodych ludzi”. W czwartek szczególnym wydarzeniem była tzw. „Ulica Narodów”. Za Halą Ludową, wokół sztucznego stawu, rozlokowały się stoiska i estrady wszystkich państw biorących udział w kongresie. Młodzież wykazała się niesłychaną pomysłowo-


Głos Adwentu 9/2004 • Wydarzenia

13

działanie

Młodzieży Adwentystycznej ścią w prezentowaniu dorobku swoich krajów i zborów oraz pomysłów na docieranie do ludzi z ewangelią. W tym samym czasie na rynku odbywał się koncert muzyczny zespołów Rachel i Dla Ciebie. Młodzi adwentyści z uśmiechem i wdziękiem wręczali przechodniom ulotki zachęcające do udziału w programach kościelnych. Podczas kongresu szczególne miejsce zajmowały warsztaty. Poruszono m.in. następujące tematy: wolontariat młodzieżowy, służba pastorska, Ellen White a wydarzenia czasów końca, zakładanie nowych zborów, seks — grzech czy Boży dar, fenomen małych grup, chrześcijaństwo a postmodernizm, jak być adwentystą bez bycia duchowym terrorystą, media elektroniczne w służbie ewangelizacji. W piątek ok. 400 adwentystów wystartowało w „Biegu dla życia” 5-kilometrową trasą ulicami Wrocławia, a w Galerii Dominikańskiej, popularnym pasażu handlowym, odbył się koncert zespołów i solistów. Prawdziwą furorę wśród widzów zrobiło, grające niezwykle dynamicznie, cygańskie trio z Bułgarii — Tri Stars (Trzy gwiazdy). Jednak głównym wydarzeniem piątku był chrzest ośmiu młodych ludzi w basenie ustawionym w Hali Ludowej. W sobotę najważniejsze było nabożeństwo, a w nim doświadczenia, zwłaszcza opowiedziane przez Caleba Knowlesa z USA. Caleb urodził się i wychowywał w RPA. Od dzieciństwa marzył o pracy w krajach słabo rozwiniętych. Założył z przyjaciółmi organizację mającą na celu budowę szkół i kościołów. W wieku 19 lat po raz pierwszy udał się do Sudanu, kraju zrujnowanego przez wojnę domową. Adwentyści spotykali się tam na nabożeństwach na powietrzu w cieniu drzew. Caleb wraz ze swoim przyjacielem zaangażował sudańskich adwentystów do pracy, zorganizował ich i przeszkolił. Wybudowali 4 kościoły. W tym roku powstała tam szkoła dla 300 uczniów. „Nie dajcie sobie wmówić, że skoro jesteście młodzi, to nic nie potraficie. To czas na działanie” — powiedział Caleb. Po południu miało miejsce nabożeństwo poświęcające. Młodzież wspólnie z wybraną osobą spożywała chleb (macę) i sok z aronii, by dać wyraz szczególnej wspólnocie, jaka wytworzyła się na kongresie. Tę część zakończyło wypisywanie na karteczkach swoich intencji modlitewnych i przypinanie ich do czterech drewnianych krzyży umieszczonych w rogach sali. Kongres zakończyło kazanie Baraka Mugandy, dyrektora Departamentu Młodzieży przy Generalnej Konferencji, który wezwał do okazania zaufania Jezusowi, który jest w stanie uzdrowić i podźwignąć każdego. „Gdziekolwiek będziecie, mówcie, że jesteście silnymi chrześcijanami, bo kongres w Polsce dał wam zwycięstwo. Nie obawiajcie się niczego, bo teraz jest »Time 4 Action«” — mówił. * * * Po kongresie powiedzieli: ❖ Paul Tompkins, dyrektor Departamentu Młodzieży Wydziału Transeuropejskiego: „Jestem bardzo szczęśliwy

z powodu tego kongresu. Uwielbiam kongresową młodzież. Tak wiele krajów, tak wiele narodów, a wszyscy przybyli, by być razem i w jedności chwalić Boga. Wrocław bardzo się im podoba. Pogoda jest znakomita. A otoczenie Hali Ludowej jest przepiękne”. ❖ Roman Chalupka: „W Krakowie, dzień po kongresie, spotkałem się z kilkusetosobową grupą młodzieży. Powiedzieli mi, że żałują, iż muszą wracać; chcieliby zostać jeszcze z tydzień. Mówili, że Polska jest piękna i że przeżyli coś wspaniałego. Podczas kongresu w zasadzie nikt nie narzekał. Podobał się Wrocław, Hala Ludowa, zakwaterowanie, a nawet organizacja, która w dużej mierze spoczywała przecież w naszych rękach. Oprawa muzyczna była różnorodna: od bardzo młodzieżowej współczesnej muzyki religijnej przez tradycyjną muzykę chóralną, kwartet, po solowe wykonania wokalne i instrumentalne. Bezsprzecznie profesjonalną pracę wykonał czeski zespół Rachel, choć czasami — moim zdaniem — nie zawsze właściwie dobierał rodzaj utworu do okoliczności jego wykonania”. ❖ Wiesław Kondracki, organizator: „Mając kontakty z szerokim światem, ciągle się uczymy. Widzimy grupy, które są bardzo swobodne, na przykład Włosi. Szkoda, że nie zaistnieliśmy szerzej na tym kongresie; właściwie tworzyliśmy tylko zaplecze techniczne, ale nasi uczestnicy byli raczej mało widoczni”. ❖ Witold Sieja, organizator: „Jestem bardzo zmęczony, ale zadowolony. To, co szczególnie zapamiętałem, to młodzież, która potrafi się cieszyć”. ❖ Michał Szłowieniec, wolontariusz: „Kongres bardzo się mi podobał, ale niestety nie mogłem skorzystać z wszystkich wykładów i spotkań, gdyż miałem dużo pracy jako wolontariusz”. ❖ Marek Antosik, uczestnik: „Jestem pod wrażeniem. To była niesamowita okazja do poznania nowych ludzi i doświadczenia autentycznej radości, energii, pozytywnych emocji. Program, również ten duchowy, skierowany był do młodego człowieka, idealnie dopasowany do dzisiejszych warunków”. ❖ Bożena Dowgiałło, prezes Hali Ludowej: „Impreza i młodzież bardzo mi się podobały. Ci młodzi ludzie mogliby być przykładem. Ciepli, życzliwi, tolerancyjni, wszędzie bardzo dobrze odbierani. Jestem zachwycona zdyscyplinowaniem tej młodzieży. W jednej chwili potrafi być rozentuzjazmowana, krzycząca, trąbiąca, a nagle, na wezwanie do modlitwy, w jednej sekundzie wszyscy milkną tak, że mogłabym usłyszeć przelatującą muchę. To niesamowite i zachwycające. Przyjedźcie znów, choćby za miesiąc”. ❖ Andrzej Siciński

[Materiał opracowano w znacznej mierze w oparciu o relacje z kongresu przygotowane dla AAI przez Marka Rakowskiego].


Fotoreportaż • Głos Adwentu 9/2004

14 Zespół „Rachel” towarzyszył uczestnikom od początku do końca

Rozpoczęło się od ułożenia logo Kongresu wpisanego w mapę Europy

Gospodynią Kongresu była Violetta Ganczar− czyk zapowiadająca po angielsku każdy program

Gilbert Cangy, główny mówca Kongresu, to zdaniem Romana Chalupki, strzał w dziesiątkę: teologicznie głęboki, emocjonalnie wyważony oraz niezwykle ciepły.

Cały program był filmowany kamerami telewizyjnymi...

...i wyświetlany po obu stronach sceny na olbrzymich telebimach.

Było nas 3000 osób, a w sobotę nawet 4200.

Nad wszystkim czuwali technicy ze „Stimme der Hoffnung” (niemieckiego „Głosu Nadziei”).


Głos Adwentu 9/2004 • Fotoreportaż

Na „Ulicy Narodów” młodzież wykazała się niesłychaną pomysłowością w prezentowa− niu dorobku swoich krajów i kościołów.

15

Wszyscy świetnie się bawili

Wrocławianie mieli okazję zobaczyć, czym różni się wypoczynek aktywny od biernego, podczas „Biegu dla życia”.

Jednym z piękniejszych momentów Kongresu był chrzest

Na zakończenie młodzież dziękowała organizatorom

Uroczysty finał... ...i pomysłowe pożegnanie. Do zobaczenia za 5 lat!


Doświadczenia • Głos Adwentu 9/2004

Dotyk Boga

Nigdy wcześniej

P

ochodzę z rodziny katolickiej, ale nigdy nie byłam osobą głęboko wierzącą. Jednak mój chłopak, adwentysta, nauczył mnie, jak wierzyć w Boga. Pokazuje mi drogę, którą on sam idzie. A ja wierzę, że to dobra droga, i idę za nim. Nauczył mnie, jak rozmawiać z Bogiem. Nauczył mnie modlitwy. Pewnego dnia odbierałam bardzo ważną przesyłkę — na tym polega moja praca. Owa przesyłka miała trafić do pociągu i tego samego dnia musiała się znaleźć w innym mieście. Niestety, pracownik ochrony nie został o niczym poinformowany i nie chciał mi wydać tej paczki. Długo trwało uzgadnianie, kto i czy w ogóle ma ją wydać. A czasu było coraz mniej. Popatrzyłam na zegarek i stwierdziłam w duchu: „To już koniec. Zawaliłam sprawę. Nie zdążę na ten pociąg”. Jednak gdy wsiadłam z paczką do samochodu, zamknęłam na chwilę oczy i poprosiłam Boga o pomoc. Wjeżdżając na dworzec kolejowy, widziałam tylko czerwone światła odjeżdżającego pociągu. „Tak, to koniec” — pomyślałam. Weszłam jednak do holu dworca i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mój pociąg ma dwadzieścia pięć minut spóźnienia. Co za radość w sercu! Wielka radość, bo nigdy wcześniej nic takiego mi się nie przytrafiło. Od tej pory modlitwa towarzyszy mi nie tylko w pracy. Każdego dnia dziękuję Bogu za to, co dla mnie robi. ❖ Patrycja Jabłońska

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

16

Samo

B

ardzo często, gdy to nas dotyka, wstydzimy się — stąd nasze milczenie. Ale taka postawa nie przynosi żadnego rozwiązania; co więcej, pogłębia problem. A każdy problem — czy to rodzinny, czy społeczny — jest do rozwiązania, o ile uczciwie go określimy i przy pomocy ludzi oraz dostępnych nam środków poszukamy mądrego rozwiązania. Do rozwiązania wszystkich problemów życiowych potrzebujemy mądrości płynącej od Boga. Jeśli próbujemy rozwiązać problemy na własną rękę, nie dopuszczając Pana do naszego życia, stawiamy siebie na miejscu Boga, a więc dopuszczamy się bałwochwalstwa, łamiąc przykazania Boże. Jednym z wielu problemów dotykających naszego środowiska są małżeństwa i rodziny mieszane wyznaniowo. Dzieje się tak czy to przez lekceważenie Bożych zaleceń i wybieranie sobie współmałżonka z innego wyznania, czy też przez przyjęcie adwentyzmu tylko przez jednego ze współmałżonków. Korzystając z listu, który wpłynął do redakcji, a także opierając się na doświadczeniach wynikających z mojej pracy jako doradcy rodzinnego, opowiem wam tylko jedną historię z życia naszego Kościoła, choć można by znaleźć ich więcej. Może wspólnymi siłami, z modlitwą i zaufaniem do naszego Pana i Zbawiciela, znajdziemy rozwiązanie dla opisanego tutaj problemu. Gdzieś w Polsce żyła sobie chrześcijańska rodzina, jakich wiele. Mąż,

żona i dzieci. Bardzo się kochali, spoglądali na siebie z miłością, radośni, wszędzie chodzili razem, pamiętali o swoich świętach, nie zapominali o Kościele, wyjeżdżali razem na wakacje, odwiedzali swoich licznych znajomych, którzy patrzyli na nich z przyjemnością, zazdroszcząc im rodzinnego szczęścia. Bo to bardzo cieszy, gdy widzi się dobre i udane małżeństwo, które mimo wielu lat wspólnego życia wciąż trzyma się za ręce, wciąż siebie pragnie, wciąż chce ze sobą być i ze spokojem patrzy w przyszłość, ciesząc się dorastającymi dziećmi. I nagle wszystko zaczęło się zmieniać. Mąż i ojciec, dotąd filar rodziny, zaczyna znikać z domu na długie godziny, nie mówiąc, dlaczego i dokąd idzie. Na pytania żony i dzieci odpowiada wymijająco, półsłówkami, czasami nawet nieprzyjemnie. W piątkowe popołudnie nie wraca z pracy prosto do domu, lecz przychodzi późno, a w soboty, które dotąd spędzali razem, znika z samego rana, zanim rodzina wstanie z łóżek. Wraca po południu albo dopiero po zachodzie słońca. Pewnego dnia rodzina zauważyła, że podczas ich nieobecności ktoś ze ścian pozdejmował obrazki i krzyże, a na pytanie, co się z nimi stało, ojciec rodziny odpowiedział, że w jego domu bałwanów nie będzie. Zwyczaje kulinarne też ulegają rewolucyjnym przemianom, bo mąż i ojciec, jako głowa rodziny, która trzyma w rękach finanse domu, zakazuje kupowania większości produktów, które dotąd jadali. I tak dzień po dniu rodzina żyjąca dotąd w harmonii i szczęściu


Głos Adwentu 9/2004 • Doświadczenia

życie... zaczyna się pogrążać w głębokim kryzysie. Żona płacze, dzieci ze zdziwieniem obserwują swojego ojca, zastanawiając się, czy to jest ta sama osoba, z którą przez kilkanaście lat żyły pod jednym dachem. „Co się stało?” — pytają ojca. „Co się z tobą dzieje?” — pyta żona. „Nawróciłem się” — pada odpowiedź. „Ochrzciłem się i chodzę do innego Kościoła, i teraz będzie inaczej, zgodnie z prawem Bożym, tak jak mówi Biblia”. Ten nasz nawrócony chrześcijanin aktywnie włączył się w działalność miejscowego zboru, w którym wszyscy mogą na niego liczyć, tylko nie najbliższa rodzina. Bo rodzina musiała się podporządkować swojej głowie: żona już wie, co należy przygotować przed piątkowym zachodem słońca, a czego jej nie wolno robić w sobotę, dorastające dzieci otrzymały stosowne polecenia i zakazy. Życie toczy się według nowych zasad, tylko jakoś tak dziwnie wszyscy posmutnieli, nie chodzą już razem na spacery, nie trzymają się już za ręce, bo mąż niemal na każdym kroku wyśmiewa się z wiary swojej żony. Jego wiara jest lepsza, „bliższa prawdy”, jak powtarza często. Dotąd nie zaprosił do swojego nowego kościoła ani żony, ani dzieci. A może i dobrze, bo czy chcieliby przyjść do kościoła takich ludzi? To są fakty — bez kolorowania i naciągania. Tak dzieje się, niestety, w niektórych domach „nawróconych” chrześcijan. Znacie takie historie, prawda? A może ktoś z was odnalazł się jako główny bohater opisanej historii? Może wygląda to jeszcze tra-

giczniej, o czym nie wiemy? Może dochodzi agresja słowna i przemoc fizyczna? Może dochodzi do zaniedbania uczuciowego? Może gdzieś zapodziała się miłość? To, co najbardziej mnie boli w takich historiach, to krzywda, która dotyka rodziny naszych „nawróconych” braci i sióstr. Takiej niezawinionej krzywdy pełno w naszych rodzinach, których członkowie bardzo często nie rozumieją dokonanego wyboru przez ich partnera, ojca, matkę czy dziecko. Świat, w którym dotychczas żyli, wali się z dnia na dzień, a w imię bliżej niepojętej „prawdy” kochany dotąd partner krzywdzi, ośmiesza, znieważa, znika z domu. Czy taki jest Boży plan dla nawróconego człowieka? Czy możemy tutaj mówić o nawróceniu, czy raczej jedynie o wyborze innej opcji wyznaniowej? Gdy w tendencyjnie prowadzonych dyskusjach medialnych padają argumenty, że sekty odciągają swoich wyznawców od najbliższych i burzą pokój rodzinny, odpowiadamy, że sam Chrystus zapowiadał, że nie przyszedł „przynieść pokój, ale miecz”. Zaraz jednak dodajemy, że to nie nasi nowi współwyznawcy są winni zaburzonym relacjom, ale nietolerancyjna postawa ich rodzin, które nie mogą pogodzić się z wolnością sumienia i prawem wyboru religii przez swoich bliskich. To prawda, bardzo często tak właśnie się dzieje. Ale to tylko jedna strona medalu. Bywa też druga, taka jak w opisanej historii. Oba stany łączy jedno — są to patologie.

17

Wielu czytelników prosi w swoich listach, abyśmy poruszali na łamach naszych miesięczni− ków tematy dotykają− ce codziennego życia, w tym proble− matykę rodzinną, nie unikając spraw trud− nych i drażliwych. Nasze życie obfituje w takie sytuacje, niejednokrotnie tak bolesne, że nie chce− my ich ujawniać ani o nich rozmawiać. Oto jedna z nich, czyli samo życie.

Czy zbór nie powinien przejawiać większego zainteresowania rodzinami nowych braci i sióstr? Jaka powinna być w takiej sytuacji rola pastora, wpółwyznawców i diakonów? Może powinniśmy, zanim ochrzcimy nowego współwyznawcę, poznać jego rodzinę, postarać się zaprzyjaźnić z nią, zaprosić do zboru? Może powinniśmy zawczasu pomyśleć o skutkach podejmowanych decyzji, które nie pozostaną bez śladu na członkach rodziny. Czy próbowaliście kiedyś wyobrazić sobie, co czuje nastolatek, którego dotychczasowy świat życia rodzinnego wali się w gruzy, rozpada się rodzina, znika harmonia, wspólnota, narastają konflikty i pogłębia się samotność? Czy próbowaliście zrozumieć uczucia rodziców, których dziecko odrzuca ich wiarę? Czy jesteście w stanie zrozumieć ich ból? Czy takie zjawiska muszą pojawić się w rodzinach? Gdzie zostały popełnione błędy? Jak można je naprawić? Jedno jest pewne: Bóg ma rozwiązanie. Otwórzmy tylko oczy, by je zobaczyć. ❖ Barbara Niemczewska


Listy od Czytelników • Głos Adwentu 9/2004

18

Ludzie listy piszą... Kto chce być największy... Chciałbym (...) poruszyć temat niezdrowej rywalizacji w moim zborze. Wszyscy oczywiście uznają, że nie można zasłużyć sobie na zbawienie. Zbawienie jest z wiary, ufności Jezusowi. Jednak bracia i siostry prześcigają się wobec siebie w podkreślaniu swoich zasług. Jedni uważają się za bardziej świętych od innych, mniej grzesznych, zasłużonych dla zboru, mających większe poznanie. Argument, że ja się nigdy nie zaprę Jezusa, jest na porządku dziennym. Nie pamięta się przykazania naszego Pana, że kto chce być największy, niech będzie sługą braci. Jakubowe i Janowe być największym jest nadal aktualne. Czytelnik znany redakcji

„Bóg kontra zło” Czytając w „Głosie Adwentu” 6/2004 artykuł pt. „Bóg kontra zło”, postanowiłam podzielić się swoimi refleksjami. Myślami musimy sięgnąć do raju, gdzie rosło drzewo poznania dobra i zła. Adam i Ewa wiedzieli, że im nie wolno zrywać z niego owoców. Niestety, nie usłuchali głosu Boga. Przez ten czyn oddali się w niewolę innemu panu, który nazywa się Zły, a zatem musieli przyjąć to, co im nowy pan oferuje. Gdyby wiedzieli, co ten czyn przyniesie im i całej ludzkości, zapewne nigdy nie sięgnęliby po ten owoc. Angel Manuel Rodriguez tłumaczy to w sposób teologiczno-profesorski. Ja to widzę całkiem prosto. Cała ludzkość jest w królestwie Złego. Szatan stał się czasowym właścicielem Ziemi, ale Bóg, który stworzył to wszystko, kocha to i ratuje, bo gdyby nie Jego interwencje, to czy dzisiaj by świat istniał? Może tak, ale jakby wyglądał? Byłby „trędowaty”. Boże obietnice za-

warte w III Mojż. 26,1-13 są warunkowe. Jeżeli teraz wybierzemy posłuszeństwo wobec Boga, to Jego błogosławieństwa staną się naszym udziałem, ale nie znaczy to, że będziemy żyć pod kloszem. Wcześniej czy później grzech uczyniłby swoje. Jest to dobrze widoczne w Biblii. Gdy Izraelici mieli pokój z narodami ościennymi i dobrze im się żyło, bardzo szybko zapominali o swoim Bogu. Naród odwracając się od Boga, wracał z powrotem do Złego i od razu odczuwał tego skutki. Przykładem może być jego wielka pycha z tego, że miał świątynię i arkę przymierza. Przekonał się o mocy arki, gdy Filistyni ją zdobyli (zob. I Sam. 4,1-22). Nie ma mocy w żadnym sprzęcie religijnym, ale to Bóg chce nas obdarzyć mocą do tego, abyśmy mogli stawić opór Złemu. Ciekawość to dobra cecha, ale zgubna, gdy nie słuchamy ostrzeżeń Pana. Tak stało się w raju. Nie przypisujmy Bogu naszych słabości, ale idźmy do Niego jak dzieci do Ojca. Na pewno nas nie odrzuci, jeśli będziemy szczerzy w życiu i w swych dążeniach. Jolanta Kolasa, sekretarz zboru w Kalwarii Zebrzydowskiej

„Jest problem...” Pragnę się ustosunkować do artykułu (...) pt. „Jest problem...” Otóż my jesteśmy mistrzami w stwarzaniu problemów. Mam pytanie: Jak młodzież ma wyrazić radość, gdy gani się ją za podniesienie rąk czy jakiś krok przy śpiewaniu? Nie chcę polemizować i nawet obawiam się wyrazić swoje myśli na ten temat. (...) otwórzmy Słowo Boże i przeczytajmy, jak psalmiści wielbili Pana Boga: „Wargi moje wysławiać cię będą. (...) w imieniu twoim podnosić będę ręce moje” (Ps. 63,4-5). „Wznoście Panu okrzyki radosne, wszystkie ziemie; weselcie się, cieszcie się i grajcie! Grajcie Panu na cytrze i głośno śpiewajcie!” (Ps. 98,4). „Wykrzykuj Panu, cała ziemio!” (Ps. 100,1). „Niech wznosi się ku tobie modlitwa moja jak kadzidło, a podniesienie rąk moich jak ofiara wieczorna!” (Ps. 141,2). „Głośno do Pana wołam, głośno Pana błagam” (Ps. 142,2). „Niechaj w pląsach chwalą imię jego” (Ps.

149,3). „Chwalcie go na głośnych trąbach (...) Chwalcie go bębnem i pląsaniem” (Ps. 150,3-4). Pytam: Czy nasza młodzież ma stać ze spuszczonymi rękami, gdy śpiewa? Jak właściwie mają wyrazić radość z wielbienia Pana? Dlaczego ich duch ma być zgaszony? Mam tu na myśli tak mocno krytykowany zespół Via Fides z Warszawy. Cenię ich za odwagę. Nie jestem młodym człowiekiem, ale starość też może być radosna. Brat M. Hobryło z Brzeska

Podziękowanie Pragnę podziękować wszystkim rodzinom, które zgłosiły się jako kandydaci na rodzinę zastępczą dla mojego wnuczka Miłoszka. Wybrałam osoby, które zgłosiły się pierwsze. Jest to rodzina mieszkająca koło Sandomierza. Bardzo serdecznie dziękuję także wszystkim, którzy modlili się i modlą nadal w intencji tego dziecka. Jestem wzruszona takim wielkim odzewem wśród naszej adwentowej rodziny Bożej. Teraz już nie wątpię, że można polegać na członkach naszego Kościoła. Życzę wszystkim dużo błogosławieństw Bożych. Irena Rup ze zboru w Nysie

„Globalizacja w wersji apokaliptycznej” Zawsze kojarzyłem, zgodnie z Księgą Daniela, proroctwa czasów końca ze zjednoczeniem Europy. Dzięki majowym „Znakom Czasu” zrozumiałem, że szatan ma plan globalny dla naszej ziemi. Dowodem na to jest werset z Objawienia Jana 13,8: „Oddadzą mu pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi”. Wiele razy słyszałem o misji globalnej Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, lecz dopiero ten artykuł [„Globalizacja w wersji apokaliptycznej”] zmienił moje myślenie. Kościół adwentystyczny ma dar proroctwa, którego wypełnieniem są głoszone przez Was prawdy. ❖ Brat Tomasz Ramian z Tarnowa


Głos Adwentu 9/2004

19

Przez ChSCh do własnej kaplicy

K

onin to 80-tysięczne miasto w centralnej Polsce przy trasie Poznań — Warszawa. Zbór adwentystyczny funkcjonuje w nim od roku 1995. Początkowo nabożeństwa odbywały się w domu siostry Joanny Bogacz, ale od roku 2000, po jej przeniesieniu się do „Samarytanina”, spotykaliśmy się w domach różnych współwyznawców. Mimo starań u władz miasta o przekazanie nam działki lub lokalu na miejsce zgromadzeń, do roku 2001 nic z tego nie wychodziło. Wierzyliśmy jednak, że Pan ma dla nas miejsce. W grudniu 2000 roku gościliśmy na nabożeństwie siostrę Helenę Gerke, sekretarza ChSCh, która zachęciła nas do założenia w Koninie filii ChSCh, by tym sposobem uzyskać miejsce do nabożeństw. Dzięki modlitwom Pan w cudowny sposób prowadził tę sprawę, ucząc nas jednocześnie cierpliwości i wytrwałości. W centrum Starego Konina znaleźliśmy i wynajęliśmy od miasta skromny budynek do remontu i adaptacji. W październiku 2001 roku rozpoczęliśmy w nim działalność charytatywną. Od tego momentu na co dzień prowadzimy w nim działalność charytatywną, a w soboty te same pomieszczenia zamieniają się w miejsce nabożeństw. Dzięki zaangażowaniu w służbie charytatywnej sióstr Ludmiły Roszak i Doroty Skąpskiej udało się nawiązać z władzami miasta bliższe kontakty. Już po półtorarocznej działalności pojawiła się możliwość starania się o ten budynek na własność na cele charytatywne. Skorzystaliśmy z niej i złożyliśmy stosowne pismo prezydentowi miasta. Upłynął rok i 7 miesięcy. Myśleliśmy nawet, że już nic z tego nie będzie, ale przecież u Pana nie ma rzeczy niemożliwych! Pokrzepiały nas słowa: „Miej nadzieję w Panu! Bądź mężny i niech serce twoje będzie niezłomne!” (Ps. 27,14). Cierpliwie czekaliśmy. W maju 2003 rok Rada Miasta podjęła uchwałę o przekazaniu na rzecz ChSCh działki o pow. 247 m2 wraz

z budynkiem za 5% jej wartości (pełna wartość szacunkowa to 69.840 zł). W grudniu 2003 roku dyrektor ChSCh, pastor Jan Pawlak, i Prezydent Miasta Konina, Kazimierz Pałasz, podpisali notarialny akt przeniesienia własności. Od tej pory naszym pragnieniem jest, aby to miejsce było ośrodkiem ewangelizacyjnym poprzez niesienie chrześcijańskiej pomocy najbardziej potrzebującym. Faktycznie już teraz tak się dzieje. Poza stałym kiermaszem używanej odzieży (z którego dochód przeznaczamy na funkcjonowanie filii, pomoc najuboższym w postaci zakupu leków, żywności, opału itp.) prowadzimy też kiermasz artykułów chemicznych i zabawek (z przeznaczeniem na dofinansowanie wypoczynku letniego dzieci i młodzieży) oraz dystrybucję żywności otrzymywanej z Konińskiego Banku Żywności. Ponadto realizujemy projekt remontu mieszkania dla matki samotnie wychowującej dzieci. Tylko w minionym roku udzieliliśmy pomocy na kwotę 11.104 zł. Do wiosny tego roku mamy zarejestrowanych w naszej filii 190 rodzin, którym udzielamy pomocy. Taka działalność pozwala nam również prowadzić misję: sprzedawać literaturę i rozmawiać na tematy religijne i zdrowotne. Naśladowcy Chrystusa mają pracować tak, jak On pracował: karmić głodnych, przyodziewać nagich, pocieszać cierpiących i przygnębionych, wlewać nadzieję do serc tym, którzy ją utracili. A wtedy i dla nas spełni się obietnica: „Twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą” (Posłannictwo chrześcijan, s. 156). ❖ Dorota Skąpska, kierownik filii ChSCh w Koninie


Kącik dziecka • Głos Adwentu 9/2004

20

Bohaterowie Biblii I. WybÛr Anny, øona Elkany. Wybierz rysunek przedstawiajπcy to, czego Anna, øona Elkany, pragnÍ≥a najbardziej. Zaznacz rysunki przedstawiajπce to, co Ty chcia≥byú mieÊ. Napisz, dlaczego dokona≥eú takiego wyboru. (Przeczytaj 1. rozdzia≥ I KsiÍgi Samuela).

II. Anna, øona Elkany, i modlitwa. Uzupe≥nij nastÍpujπce wypowiedzi dotyczπce Anny, øona Elkany: 1.Anna ____________ siÍ do Boga, by mieÊ dziecko. 2.Corocznie Anna wraz mÍøem udawa≥a siÍ do ______________. 3.Anna nada≥a swemu synowi imiÍ Samuel, ktÛre znaczy ______________ (nic specjalnego, wyproszony od Pana; zob. I KsiÍgi Samuela 1,20). 4.BÛg zawsze ______________ modlitwy, ale nie zawsze czyni to w ten sposÛb, jak my myúlimy, øe powinien. On wie, co jest dla nas najlepsze.

III. Dawid i Saul. Po≥πcz liniπ Dawida z tym, co siÍ sta≥o w jego øyciu. (W razie trudnoúci przeczytaj 16., 17., 18., 22., 23., 30. rozdzia≥ I KsiÍgi Samuela. 1. Zosta≥ namaszczony na krÛla. 2. Jeüdzi≥ na rowerze. 3. Gra≥ na harfie. 4. Zabi≥ Saula. 5. Przyjaüni≥ siÍ z Jonatanem. 6. Mieszka≥ w jaskini. 7. Tu≥a≥ siÍ po pustyni i gÛrach. 8. Pokona≥ AmalekitÛw.


B_RT£_M_._ J T_ M_ SZ

_P L _ F

Głos Adwentu 9/2004 • Kącik dziecka

21

IV. Uczniowie Pana Jezusa. Uzupe≥nij brakujπce litery w imionach uczniÛw Pana Jezusa. (Zob. EwangeliÍ Mateusza 10,2-4).

Z ._S _ T M_

J_ N J_K_B

J_K_B

_N _M SZ

J RZ_ _ND

J_D_SZ

P_ . _T R

T_ D_ ._S Z

V. Niezwyk≥e miasto. Jezus Chrystus przygotowuje obecnie dla nas niezwyk≥e miasto, w ktÛrym bÍdziemy przebywali, gdy dokona siÍ wieczne zbawienie. Nazwa tego miasta jest nastÍpujπca:

N_._._ J_._._._._._._._. (Zob. Objawienie Jana 21,2).

VI. Rysunek z b≥Ídami. Znajdü przynajmniej 13 pomy≥ek, ktÛre pope≥ni≥ autor tego rysunku. ❖ Miros≥aw Chmiel


Wiadomości z kraju • Głos Adwentu 9/2004

22

BESKID ŻYWIECKI KOLPORTAŻ. W dniach od 15 do 27 marca 2004 roku grupa pięciu kolporterów odwiedzała piękne tereny Beskidu Żywieckiego. Mieszkańcom Węgierskiej Górki, Milówki, Żabnicy, Ciśca i częściowo Żywca dostarczono ok. 120 egzemplarzy literatury. Modlimy się, aby na naszym terenie nie tylko przyroda, ale również ludzie oddawali Bogu chwałę. Kolporter

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

zmuszona była poddać się zabiegowi chirurgicznemu, w szpitalu czekali na nią rodzice, którzy rozpłakali się, poprosili ją o wybaczenie i powrót do domu. Chociaż wiele problemów Bóg w jej życiu już rozwiązał i wiele jeszcze pozostaje nierozstrzygniętych, to jednak Ula ufa Bogu.

BIAŁYSTOK „KONCERT SERC”. 29 maja 2004 roku obył się po raz kolejny, tym razem w Białymstoku, koncert charytatywny na rzecz siedmioletniego Daniela Załęgowskiego z Ostrowi Mazowieckiej, cierpiącego na nieuleczalną chorobę — pęcherzycę (epidermolysis bullosa). Wystąpił zespół wokalny Emaus ze zboru Białystok w przedstawieniu pt. „Król wszystkich królów”. W wynajętej na ten cel sali licznie przybyłych powitał Marek Rusek, założyciel zespołu, przedstawiając historię choroby Daniela. Daniela mogliśmy widzieć tylko na ekranie, ponieważ stan zdrowia chłopca nie pozwolił mu być osobiście na koncercie. Chrześcijańska Służba Charytatywna podczas koncertu prowadziła sprzedaż cegiełek. Zebrano 1147 zł. CHRZEST. 13 czerwca 2004 roku zbór w Białymstoku przeżywał chwile wzruszeń, kiedy to dwie osoby postanowiły zawrzeć przymierze z Panem. Są to: Urszula Bondaryk i Edward Sobolewski. Uroczystość prowadził i zanurzenia dokonał pastor Mariusz Zaborowski. Ula na skutek osobistych przeżyć była załamana. Przestała jeść i zaczęła mieć kłopoty zdrowotne. Podczas wieczornej modlitwy wypowiedziała słowa: „Jezu, ratuj!” I oto pewnego dnia do jej rąk trafiła książka Ellen White pt. „Chrześcijanin a dieta”. Rady zawarte w tej pozycji pozwoliły jej odzyskać zdrowie fizyczne. Zaczęła czytać kolejne publikacje tej autorki. Podczas studiowania „Wielkiego boju” odczuła obecność Boga w swoim życiu. Przekonała się też, że sobota jest dniem świętym. Skutek był taki, że w najbliższą sobotę znalazła się na nabożeństwie adwentystycznym. I już zawsze tam była obecna, mimo sprzeciwu rodziny. Rodzice nie potrafili zaakceptować decyzji Uli. Musiała więc opuścić dom. Jednak gdy po wielu doświadczeniach i przykrościach ze strony najbliższych, zachorowała i

Edward dostał zaproszenie na cykl wykładów pt. „Zdumiewające odkrycia”, w których uczestniczył pod koniec 2002 roku. Chociaż studiował Pismo Święte od lat, należąc do pewnego Kościoła, którego członkowie badają Biblię, nie żył jednak według wskazówek w niej zawartych. Dopiero na tych wykładach zrozumiał wiele. Od tamtego czasu nie opuścił żadnego nabożeństwa w naszym Kościele. Niech będą Bogu dzięki za te cenne dusze, które odnalazły drogę do Pana. (Fot.) Danuta Galos

BYSTRZYCA 40-LECIE POŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO M. i K. WÓJCIKÓW. 40 lat temu pastor Marian Wójcik i jego miła małżonka Kazimiera powiedzieli sobie „tak” przed Bogiem, kaznodzieją i zborem. I wytrwali w tej przysiędze 40 lat. Różne to były dla nich lata. Przecież życie nikogo nie rozpieszcza. I na nich przychodziły chmury i burze doświadczeń. Były choroby, operacje. Wytrwali — byli i są z Panem, i są ze sobą. Pełni radości i entuzjazmu. 3 lipca 2004 roku w ich domku w Bystrzycy koło Zakrzówka (woj. lubelskie) odbyło się nabożeństwo sobotnie. Tam wielbiliśmy Pana. Później braterstwo przygotowali piękne przyjęcie. Życzymy Wam, drodzy, kolejnych jubileuszy w zdrowiu i radości, a kiedyś udziału w wielkiej uroczystości u Pana. Uczestnik

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

GLIWICE PODZIĘKOWANIE DLA E. NOWAK. 14 lutego 2004 roku pastor Wiesław Zięcina i starszy zboru Władysław Tywoniak podziękowali w imieniu całego zboru gliwickiego siostrze Edycie Nowak za jej długoletnią pracę na stanowisku skarbnika zboru. Pełniła ona tę odpowiedzialną funkcję aż przez 47 lat, ciesząc się nieustającym zaufaniem współwyznawców, którzy co roku zgodnie powierzali jej sprawy finansowe zboru. Bardzo lubiła tę pracę i nigdy nie przerażał jej świat pełen cyfr, raportów kasowych, protokołów, kwitów, ksiąg, który dla wielu osób byłby źródłem stresu. Dokładność, dyskrecja, uczciwość — te cechy pozwoliły


Głos Adwentu 9/2004 • Wiadomości z kraju siostrze Edycie sprawować funkcje skarbnika nie tylko w naszym zborze, ale i w organizacjach świeckich jak Liga Kobiet czy Liga Przyjaciół Żołnierzy. „To była ciekawa praca” — stwierdziła siostra Edyta. Teraz, gdy odeszło jej wiele obowiązków, przyznaje, że czegoś jej brakuje. Powodem oddania urzędu był stan zdrowia, który przy wieku 81 lat nie pozwala na dużą

23 aktywność. Jednak siostra Nowak wciąż może czuć się potrzebna zborowi. Wykonuje kolejną piękną i ważną pracę — pisze kronikę zboru gliwickiego. Korzystając z Bożego daru bardzo dobrej pamięci może przekazać historię adwentyzmu następnym pokoleniom. (Fot.) Barbara Willak

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

JAWORZNO 25-LECIE POŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO K. i A. ZASTAWNIKÓW. 19 czerwca 2004 roku był dniem szczególnej radości dla naszego zboru. Na popołudniowym nabożeństwie obchodziliśmy podwójną uroczystość: pamiątkę wieczerzy Pańskiej, którą prowadzili pastor Krzysztof Woźniak i starszy zboru Andrzej Zastawnik, oraz 25. rocznicę pożycia małżeńskiego Krystyny i Andrzeja Zastawników. W trakcie nabożeństwa, w obecności Boga i przybyłych członków, małżonkowie odnowili swoją przysięgę małżeńską. Cały zbór, jak na gości przystało, wręczył im symboliczny prezent (25 róż) i rodzinną Biblię oraz złożył życzenia dalszego błogosławionego życia z Bogiem. Dzięki drogiemu braterstwu, którzy przygotowali nam wspaniały poczęstunek, mogliśmy cieszyć się radosną społecznością do późnych godzin popołudniowych. CHRZEST. 27 czerwca 2004 roku, tj. w ostatnią niedzielę miesiąca, uczestniczyliśmy w niezwykłym nabożeństwie z okazji chrztu. Odbyło się ono na basenie w miejscowości Bukowno. Pięć osób (małżeństwo Maria i Jerzy oraz Ewa, Jadwiga, Renata)

oddało swoje życie naszemu kochanemu Ojcu i Panu. Maria i Jerzy z Mysłowic pierwszy raz zagościli w naszej kaplicy wiosną 2002 roku. Brat Grzegorz Matusik, który dotarł do nich z literaturą, oraz pastor Krzysztof Woźniak spotykali się często na wspólnym studium Biblii. Potem przyszedł czas wakacji oraz nowe doświadczenia, które sprawiły, że kontakt z pastorem został osłabiony. Jednak nieustające modlitwy całego zboru i różne próby dotarcia z ewangelią sprawiły, że po dwóch latach, również na wiosnę, Maria i Jerzy powrócili do naszego zboru i — co najważniejsze — oddali swe serce i życie Panu. Kolejne trzy osoby (Ewa, Jadwiga i Renata) to duchowe dzieci braci Zygmunta Cieślika i Jacka Niszczony. To owoce cotygodniowych spotkań modlitewnych u braterstwa Stankiewiczów w Olkuszu. To kolejne doświadczenia zboru w Jaworznie oraz pastora Woźniaka, który sprawuje opiekę nad tamtym terenem. Pan cudownie błogosławił i prowadził te kobiety. Wszyscy, którzy znamy ich doświadczenia — a trudno je opisać w kilku zdaniach, oddając całą ich atmosferę — jesteśmy zbudowani łaską i miłością naszego Boga. Jemu niech będzie najwyższa cześć. Korespondent zboru

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

KIELCE 50-LECIE ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIEGO I. i W. CYGANÓW. 1 maja 2004 roku, w sabat, w domu modlitwy w Kielcach miała miejsce podniosła uroczystość dziękczynnojubileuszowa z okazji 50-lecia związku małżeńskiego braterstwa Ireny i Walerego Stefana Cyganów. Trwałość związku małżeńskiego zależna jest od fundamentu, na jakim został on zbudowany, a nasi Jubilaci budowali go na miłości pochodzącej od Boga, wzajemnym szacunku i zrozumieniu, wspólnocie w wierze i szczerej modlitwie oraz przyjmowaniu codziennie rad Wiekuistego, zawartych w Jego Słowie. Braterstwo Cyganowie przyjęli ewangelię zbawienia jako młodzi ludzie. Przyniósł ją do ich domu w Jaworzni kaznodzieja Włodzimierz Bojko. Przymierze z Panem przez chrzest zawarli 20 lipca 1968 roku. Od tej pory ich dom był otwarty dla tych, którzy zwiastowali ewangelię w Kielcach i okolicy. Znaleźli tam mieszkanie młodzi duchowni pracujący w okręgu kieleckim: Ireneusz Kendra i Czesław Czajka, którzy poślubili ich dwie córki — Krystynę i Renatę. Braterstwo Cyganowie służyli Kościołowi najpierw w Jaworzni, a potem w Kielcach, pełniąc różne funkcje zborowe. Wśród zborowników cieszą się wielkim szacunkiem i uznaniem ze względu na dobrego i spokojnego ducha, głęboką i szczerą wiarę oraz oddanie sprawie Pańskiej. Uroczystości dziękczynno-jubileuszowe, które na życzenie dostojnych Jubilatów, rodziny i zboru prowadził kazn. Piotr Heród, zgromadziły przede wszystkim liczną rodzinę i zborowników. Modliliśmy się, aby Wiekuisty nadal prowadził ich, darzył dobrym zdrowiem, otaczał błogosławieństwami ducho-

wymi i fizycznymi, aby jeszcze przez długie lata byli wzorem trwałości i nienaruszalności związku małżeńskiego. Oby ich związek stał się wzorem dla młodych małżeństw adwentystycznych — by były budowane na Bożych podstawach, gdzie

miłość pochodząca od Chrystusa jest zasadą w życiu, a nie tylko krótkotrwałym uczuciem. Takie związki przetrwają wszystkie burze życiowe i ataki szatana. Niech Wiekuisty roztacza swoją opiekę na Jubilatami i ich całą rodziną, a także zborem w Kielcach. (Fot.) Piotr Heród


24

ŚWIDNICA KWESTA NA RZECZ „HOSPICJUM”. Towarzystwo Przyjaciół Chorych „Hospicjum” (TPChH) co roku organizuje zbiórki pieniężne na rzecz działalności tego stowarzyszenia. Od kilku lat — za namową brata Drobnego, czynnego działacza TPChH ��� uczestniczą w nich również członkowie lokalnego Kościoła adwentystycznego. 6 czerwca 2004 roku grupa młodzieży z naszego zboru kwestowała przed kościołami i na ulicach Świdnicy. Najbardziej gorliwi już od 6.00 rano stali z puszkami. Z ogólnej kwoty 11.355,38 zł, zebranej podczas tegorocznej kwesty, około połowy zebrali członkowie naszego zboru. Pozyskane środki pieniężne umożliwią wymianę zużytego sprzętu medyczno-pielęgnacyjnego, a zwłaszcza materacy przeciwodleżynowych, które poprawiają jakość życia chorych u kresu ich drogi. Opieka hospicyjna jest całościową opieką nad ludźmi chorującymi na nieuleczalne, postępujące choroby w ich fazie terminalnej. Jej celem jest poprawa jakości życia chorego przez usuwanie lub zmniejszanie objawów chorobowych oraz łagodzenie cierpień. Znaczący udział w tego typu akcjach otwiera przed nami nowe możliwości głoszenia Słowa Bożego.

Wiadomości z kraju • Głos Adwentu 9/2004 „WAKACJE Z JEZUSEM”. Pod takim tytułem 19 czerwca 2004 roku w Świdnicy odbył się koncert muzyki chrześcijańskiej. Wszyscy starali się zaprosić przyjaciół i znajomych na to niecodzienne wydarzenie, więc grono słuchaczy było duże. Zespół Iskra przygotował pieśni sławiące Boga i zachęcające do chodzenia z Nim każdego dnia. Okres wakacji kojarzy się większości z nas z beztroską zabawą, ale przecież nie możemy zapominać o naszym Stwórcy. Poznając nowych ludzi podczas letnich podróży, możemy dzielić się z nimi wiedzą o Jezusie. Pamiętajmy, że kilka oczywistych dla nas informacji może zmienić czyjeś spojrzenie na życie. W przerwach między pieśniami czytane były teksty ze Słowa Bożego i rozdawane ulotki zachęcające do udziału w kursie biblijnym pt. „Odkrycia”. Siostra Ala zaprosiła chętnych do uczestnictwa w wernisażu prac plastycznych, przedstawiających Boga poprzez Jego stworzenie. Można powiedzieć, że koncert spodobał się, o czym świadczą trzy piosenki zaśpiewane na bis. Na zakończenie spotkania siostra Ula pomodliła się za wszystkich uczestników, aby mogli spędzić miłe i bezpieczne wakacje z Jezusem. Anna Stolarczyk

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

WISŁA „PROFILAKTYKA W ZAKRESIE CHORÓB PIERSI. CHOROBY XXI WIEKU”. 17 czerwca 2004 roku w Wiśle odbyło się spotkanie dla kobiet, zorganizowane przez Kościół adwentystyczny, a prowadzone przez dr n. med. Halinę MolakOlczak, przewodniczącą Cieszyńskiego Oddziału Zwalczania Raka. Odbyło się ono w sali konferencyjnej Urzędu Miasta w Wiśle, udostępnionej przez burmistrza. Temat prelekcji i dyskusji brzmiał: „Profilaktyka w zakresie chorób piersi. Choroby XXI wieku”. Nowotwory złośliwe, nazywane również rakiem, to nie jedna, ale ponad 200 chorób o różnych objawach, przebiegu i możliwościach wyleczenia. Większość nowotworów ma postać guza. W początkowym stadium choroby, nowotwór ogranicza się do zaatakowania jednego narządu — istnieją wtedy największe szanse na wyleczenie. Zachorować na raka można w każdym wieku. Wyleczenie choroby nowotworowej zależy w dużym stopniu od okresu, w którym zostanie ona wykryta i zostanie podjęte leczenie. We wczesnych zlokalizowanych przypadkach procent wyleczeń jest wysoki (np. nowotwór piersi jest wyleczalny w 84%). Dwa najczęstsze nowotwory złośliwe u kobiet — rak szyjki macicy i rak sutka — są stosunkowo łatwe do wykrycia we wczesnym okresie. Na zakończenie tego programu każda z uczestniczek otrzymała literaturę naszego kościelnego wydawnictwa. WIŚLAŃSKIE KONCERTY. Każdego roku w okresie wakacji do Wisły przyjeżdżają tysiące ludzi z różnych zakątków naszego kraju. Dlatego członkowie orkiestry dętej wraz z przyjaciółmi postanowili realizować program misyjny zgodnie z Bożym zaleceniem, aby przed światem oddawać Mu cześć, grając na różnych instrumentach. Dzięki temu koncerty na rynku miasta gromadzą wczasowiczów i mieszkańców Wisły, którzy słuchają inspirujących utworów muzycznych. 7 czerwca 2004 roku to czas rozpoczęcia koncertów w Wiśle, Ustroniu, Jaworzu, Cieszynie. Obok misyjnych działań orkiestry, miejscowy pastor wraz z członkami grupy misyjnej i przedstawicielami młodzieży prowadzą rozmowy i wręczają zainteresowanym literaturę o tematyce zdrowotnej i religijnej. Władze miasta Wisły wyrażają swoje zadowolenie, iż adwentyści podtrzymują tradycję koncertów orkiestry dętej, czego dowodem są oficjalne zezwolenia poprzedzane wspólnym ustalaniem terminów. Ellen White pisała: „Cieszę się, słysząc te instrumenty, którymi posłu-

gujecie się tutaj. Bóg chce, abyśmy z nich korzystali. Chce, abyśmy oddawali Mu chwałę (...) uwielbiając imię Jego przed obliczem świata” (Ewangelizacja, s. 320). „Muzyka często jest źle wykorzystywana, tak iż służy złu, a wówczas staje się jednym z najsilniejszych czynników wzmagających pokusy. Jednakże używana poprawnie jest cennym darem Boga, mającym za zadanie podnoszenie myśli ku wyższym i szlachetniejszym tematom, inspirowanie i uwznioślenie duszy” (Education, s. 167). TYDZIEŃ KULTURY BESKIDZKIEJ. Bierzemy również udział w obchodach Tygodnia Kultury Beskidzkiej. W tym czasie w Wiśle codzienny dyżur pełnią przedstawiciele grup misyjnych z różnych zborów Okręgu Bielsko-Cieszyńskiego, rozdając literaturę religijną i prowadząc rozmowy. Wielu wczasowiczów rozpoznaje już adwentystyczne działania — przychodzi nas posłuchać i chętnie bierze literaturę. ❖ W. Pilch

NA ŚLUBNYM KOBIERCU ❖ 31 sierpnia 2003 roku w zborze w Markowej, w podniosłej atmosferze, miłość i wierność małżeńską ślubowali sobie Anna Kud ze zboru w Markowej i Dariusz Kamiński ze zboru w Bielsku-Białej. Uroczystość zaślubin prowadził pastor Mariusz Sobkowiak, a o oprawę muzyczną zadbał kwartet z Rzeszowa. Cały zbór życzy Nowożeńcom wielu błogosławieństw Bożych na ich wspólnej drodze do życia wiecznego. P.A.W. ❖ 27 czerwca 2004 roku w kaplicy zboru ŁódźWidzew miłość małżeńską ślubowali sobie Aleksandra Niedzińska i Sebastian Lipa (oboje członkowie miejscowego zboru). Ceremonię zawarcia związku małżeńskiego poprowadził pastor Andrzej Siciński. ❖ A.S.


Głos Adwentu 9/2004 • Wiadomości z kraju

25

❖ 30 marca 2004 roku w wieku 81 lat zasnęła w Panu siostra Honorata Siubka (Skrzypaszek), członkini zboru w Jaworznie. Wychowywana była w domu adwentystycznym od wczesnego dzieciństwa. Przymierze z Panem zawarła 11 czerwca 1938 roku. Swoją postawą i zachowaniem wnosiła atmosferę pokoju, serdeczności i pogody ducha. Przykładnym życiem i życzliwością zyskała sympatię sąsiadów i otoczenia. Nigdy się nie skarżyła, mimo że życie nie szczędziło jej trudnych doświadczeń. W czasie okupacji hitlerowskiej przez sześć lat pracowała w fabryce żywności u E. Frane Felgentrager w Magdeburgu. Swoją pracowitością i sumiennością zyskała zaufanie tej rodziny i do końca życia utrzymywała z nią kontakt. Po powrocie do kraju przez okres trzech lat była kolporterką wydawnictwa „Znaki Czasu”, osiągając w tej pracy bardzo dobre wyniki. W roku 1949 wyszła za mąż za Tadeusza Siubkę. Przez całe życie była wierną i przykładną członkinią zboru w Jaworznie i Balinie. Będzie nam jej bardzo brakowało. Pozostawiła w smutku męża, dwie córki, troje wnucząt, dwie siostry i brata w Australii. Uroczystości pogrzebowe prowadzili pastorzy Zenon Korosteński i Krzysztof Woźniak. Najbliższej rodzinie naszej drogiej siostry składamy wyrazy szczerego i serdecznego współczucia. (Fot.) Korespondent zboru

❖ 18 lipca 2004 roku pożegnaliśmy brata w Panu — Jana Kosowskiego, który przeżył 81 lat. Prawdą Bożą cieszył się od 1954 roku. Jako członek kalwaryjskiego zboru wniósł znaczny wkład pracy przy budowie domu modlitwy. Przez pięćdziesiąt lat był także niestrudzonym głosicielem ewangelii. Nawet chora noga nie przeszkadzała mu w chodzeniu od domu do domu. Przeżył wiele doświadczeń — i dobrych, i złych, ale Pan zawsze go chronił. W zborze często dzielił się swoimi wspomnieniami. Przez długie lata był ordynowanym starszym zboru. Do zobaczenia w dniu przyjścia Pana Jezusa Chrystusa! Uroczystość pogrzebową prowadzili pastorzy Krzysztof Roszkowski i Jarosław Dzięgielewski. Ciało złożono do grobu na cmentarzu w rodzinnej miejscowości Jana — w Brodach koło Kalwarii Zebrzydowskiej. J.K.

ZASNĘLI W PANU

❖ 5 czerwca 2004 zmarł brat Kazimierz Katta, członek zboru w Zielonej Górze. Przeżył 82 lata. Uroczystość pogrzebowa odbyła się 11 czerwca na cmentarzu w Jędrzychowie, na której Słowem Bożym usługiwali pastorzy Stanisław Niedziński i Mariusz Adamczyk. Wszyscy wraz z rodziną oczekujemy dnia, gdy ponownie z drogim nam bratem zobaczymy się w dniu przyjścia naszego Zbawcy. Korespondent zboru

❖ 25 lipca 2004 roku zasnęła, oczekując powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, nasza droga siostra Jadwiga Kapralska. Ceremonię pogrzebową na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie poprowadził 30 lipca pastor Marek Rakowski. Siostra Jadwiga zmarła w wieku 77 lat po krótkiej, lecz bardzo ciężkiej chorobie. Była długoletnim członkiem zboru krakowskiego. Od dzieciństwa wychowywała się w wierze opartej na Piśmie Świętym, bowiem pochodziła z rodziny ewangelickiej. Przez całe życie pogłębiała swoją wiarę i czerpała wszelkie prawdy z Biblii. Była żoną  duchownego Kościoła Polskokatolickiego. Jej głęboka wiara i więź z Bogiem spowodowały, że w roku 1972 przyjęła chrzest w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, którego członkami już od roku byli Jej mąż Emil i córka Lucyna. Pamiętamy Ją jako osobę szczególnie uczuloną na potrzeby ludzi samotnych i starszych. Siostrze Lucynie KapralskiejPitrze i Jej rodzinie  składamy tą drogą jeszcze raz wyrazy współczucia. (Fot.) ❖ Małgorzata Rakowska

PRACA DLA PIELĘGNIARKI

POKOJE GOŚCINNE

i osobę poDom Opieki „Samarytanin” zatrudn na stanowisku piesiadającą odpowiednie kwalifikacje Dom Opieki „Salęgniarki dyplomowanej. Kontakt: 16 Bielsko-Biała, marytanin”, ul. Bednarska 10, 43-3 5-916. tel. (0...33) 814-09-56 lub 0603-97

pokoje goDom Opieki „Samarytanin” oferuje ul. Bedin”, ytan ścinne. Kontakt: Dom Opieki „Samar 814-0933) (0... narska 10, 43-316 Bielsko-Biała, tel. 56 lub 0603-975-916.

❖ 4 kwietnia 2004 roku w 63. roku życia zmarł brat Tadeusz Krzystek ze zboru w Kalwarii Zebrzydowskiej. Prawdę Bożą poznał w 1963 roku. W uroczystości pogrzebowej wzięła udział rodzina, członkowie miejscowego zboru i kilku przyjaciół. Ceremonię prowadził pastor Piotr Heród, który pokrzepiał obecnych nadzieją zmartwychwstania. J.K.

TANIE SPROWADZANIE SAMOCHODÓW Z NIEMIEC Autohandel „Julia” 96tel. 0-6 065-680; (0...74) 843-69-71

POTRZEBNA RODZINA ZASTĘPCZA

szkoleniu) Potrzebna rodzina zastępcza (po prze etniego chłopca i dla dwojga dzieci (rodzeństwa: 11-l tel. 0607-230-848 13-letniej dziewczynki). Kontakt: (po godzinie 20.00).


Adwentyzm na świecie • Głos Adwentu 9/2004

26

Pierwszy rumuński zbór adwentystyczny w Atenach

W

sobotę 26 czerwca w Atenach założono nowy zbór złożony głównie z pracujących w Grecji wyznawców adwentystycznych pochodzących z Rumunii. Liczba członków tego zboru sięga 80 osób, z których niektórzy stali się adwentystami w wyniku ewangelizacyjnej pracy ich rodaków mieszkających w Atenach. Pierwszy rumuński adwentysta przybył do Aten w 1997 roku i założył tam rumuńskojęzyczną klasę szkoły sobotniej, która w 2001 roku liczyła już 20 osób. W wyniku specjalnie zorganizowanych dwóch akcji ewangelizacyjnych ochrzczono 14 osób i przez 2003 rok liczba rumuńskich wyznawców wzrosła do 70, by w 2004 osiągnąć wielkość 83 osób. Ceremonię otwarcia zboru prowadził pastor Apostolos Maglis, przewodniczący Kościoła w Grecji. Pierwszym członkiem nowego zboru został rumuński pastor Eugen Baciu, który przybył do Aten dwa lata temu. Dr Bertil Wiklander, przewodniczący Wydziału Transeuropejskiego, mówił o przywileju uczestnictwa w narodzinach nowego zboru i zachęcił wyznawców do nieustannego spoglądania na wieczne miasto Boga. Obecny był również pastor Adrian Bocane-

anu, przewodniczący Kościoła adwentystycznego w Rumunii. Niemal 8000 rumuńskich adwentystów zamieszkuje obecnie poza granicami swego kraju, głównie w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Izraelu i Hiszpanii. Bocaneanu mówił o powołaniu Jonasza na misjonarza Niniwy, jako znaku Bożego zainteresowania wielkimi miastami tego świata. Pastor Maglis wyraził swoją radość z tego wydarzenia i zachęcił wyznawców nowego zboru do energicznej pracy i założenia kolejnego zboru do końca 2005 roku. Jeszcze przed uroczystością pastor Baciu i pastor Bocaneanu spotkali się z Caiusem Traianem Dragomirem, ambasadorem Rumunii w Grecji, który wyraził swój żal z powodu niemożności uczestnictwa w niej i przekazał jej uczestnikom pisemne przesłanie z tej okazji. Pogratulował rumuńskim adwentystom w Atenach ich osiągnięć i zachęcił do manifestowania „czystej wiary, którą sobą prezentują”. Ambasada rumuńska wraz z Kościołem adwentystycznym w Atenach zamierzają współpracować na polu przeciwdziałania uzależnieniom narkotykowym i przestępczości wśród rumuńskich emigrantów, zwłaszcza podczas zbliżających się igrzysk olimpijskich. ❖ ANR−ab

○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○ ○

Po 25 latach w Afryce

W

kwietniu 2004 roku, po 25 latach pracy, misjonarze-lekarze — dr Janusz Łyko i dr Zofia Łyko — zakończyli swą ofiarną służbę w Afryce. Początkowo pracowali w Nigerii (1971–1976), a potem w Kenii (1984–2004). W tym czasie przeżyli wiele pięknych, choć także często niełatwych doświadczeń, ale Pan był im zawsze bliski. Ich poświęcenie i misja medyczna stały się źródłem licznych błogosławieństw Bożych dla ludności krajów, w których przebywali, a także humanitarnym wkładem Kościoła w ich dobro. Doktorostwo

Łykowie byli oficjalnymi — i pierwszymi tego rodzaju — misjonarzami adwentystycznymi, wysłanymi z Polski do krajów Trzeciego Świata z misją pokoju i służby lekarskiej w imię Chrystusa. Kościół adwentystyczny w Polsce jest wdzięczny Bogu za ich wieloletnią, ofiarną i pełną poświęcenia służbę medyczną w Afryce, a im samym przekazuje braterskie słowa podziękowania wraz z najlepszymi życzeniami dalszych obfitych łask i błogosławieństw Bożych w ich życiu. ❖ Zarząd Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego w RP

PAKIET „NA NOWO Z NADZIEJĄ” Chrześcijański Serwis „Nadzieja.pl” informuje, że trwają obecnie prace nad kolejną wersją pakietu multimedialnego „Na Nowo z Nadzieją”, oznaczoną numerem 2.0, którą będzie można wykorzystać bez problemu w komputerach przenośnych i stacjonarnych w programie Microsoft PowerPoint. Nowa wersja ukaże się na wiosnę 2005 roku. Powyższa edycja będzie wyposażona w nowe możliwości (np. tła bez napisów, makra, scenariusze). Zostaną usunięte z niej błędy zauważone w wersji 1.0. Prosimy zatem o ich zgłaszanie na adres internetowy: wyklady@nadzieja.pl. Jesteśmy też otwarci na propozycje udoskonaleń, jakie podsuną nam nasi użytkownicy. Nie przewidujemy kolejnej poprawionej edycji pakietu na DVD. Więcej informacji pod adresem: www.nadzieja.adwent.pl.


Głos Adwentu 9/2004 • Wydarzenia

27

Jezusowi chwała, cześć! Kamp młodzieżowy — Zatonie 2004

W

tym roku do Zatonia przyjechało nas nieco mniej: 600 do 800, a w porywach do 900 osób. Ale nie ma się, co dziwić — pogoda nas nie rozpieszczała. Od 7 do 17 lipca nad Zatoniem na przemian padał deszcz i świeciło słońce, ale też nie tak, aby porządnie zmoknąć czy się ładnie opalić. Jednak nie ma, na co narzekać. Organizatorzy pod kierownictwem pastora Mirosława Karaudy przygotowali dla uczestników wiele atrakcji. Stałym punktem programu kampowego były oczywiście wykłady (o nich niżej), ale ponadto odbywały się jeszcze m.in. spotkania z katechumenami — prowadzone przez pastora Jacka Igłę, spotkania nt. depresji — z doktorem Jackiem Matterem, były ćwiczenia aerobiku, zawody sportowe, wieczorne modlitwy nad jeziorem, nocne ogniska, praca społeczna na rzecz naszego ośrodka i wypady ewangelizacyjne do Złocieńca i Drawska. Obok chrztu, najważniejszym jednak wydarzeniem były wykłady. W tym roku przyjechało do Zatonia dwóch mówców, choć nie równocześnie. Pierwszym z nich był, polecony przez Wydział Transeuropejski, młody murzyński pastor z Wielkiej Brytanii, Boby Bovell. Drugim — przewodniczący Kościoła w Rumunii, pastor Adrian Bocaneanu, który przyjechał na ostatnie cztery dni, by zająć miejsce wyjeżdżającego pastora Bovella. Obaj kaznodzieje bardzo się od siebie różnili, zwłaszcza w poziomie ekspresji i formie przekazu — niemal tak bardzo, jak różnił się kolor ich skóry. Pastor Bovell miał niezwykły kontakt z młodzieżą, która spontanicznie reagowała na każde jego wystąpienie. Treść tego, co mówił, również była dostosowana do poziomu młodego odbiorcy. Stare znane historie potrafił ubrać w nowoczesne stroje. W jednej z nich Mojżesz jeździł na drogim motocyklu z komórką u pasa, a w innej Jezus strzelał gole w najważniejszym meczu wszechświata. Pastor Bocaneanu był bardziej klasyczny, zarówno w formie przekazu i treści. Spokojny, wyważony trafiał raczej do starszej części uczestników. W jednym ze swych wystąpień podzielił się tajemnicą rumuńskich sukcesów ewangelizacyjnych (Kościół rumuński należy do największych w Europie, liczy ponad 70 tys. ochrzczonych wyznawców). Okazuje się, że Kościół adwentystyczny w tym kraju jest bardzo otwarty na kontakty zewnętrzne: z przedstawicielami władz państwa, różnymi środowiskami oraz innymi Kościołami. Ich otwartość oraz służba na rzecz społeczeństwa zjednuje im powszechną sympatię i szacunek. Dzięki nim zdobywają wielu wpływowych wyznawców, a za ich przykładem idą inni.

Muzyka w tym roku miała na kampie szczególne miejsce, a to za sprawą pięcioosobowego zespołu The Company, towarzyszącego pastorowi Bovellowi. Czworo profesjonalnych czarnoskórych śpiewaków, śpiewających przed każdym wykładem i apelem, przy akompaniamencie organów elektrycznych tworzyło niepowtarzalny nastrój. Może nie wszyscy, jako Polacy i biali, jesteśmy przyzwyczajeni do tego typu muzyki, jaką prezentował The Company, ale nie możemy nie dostrzegać, że w środowisku ciemnoskórych zachodnich Europejczyków, a z takich osób w dużej mierze składają się nasze zbory w Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, ich styl sprawdza się doskonale. Można więc powiedzieć, że zarówno wystąpienia pastora Bovella, jak i towarzyszącego mu zespołu, były dla nas lekcją innej kultury bycia i przekazu, jaka oficjalnie istnieje w naszym światowym Kościele. Mamy co prawda własną kulturę, ale i z innej możemy się czegoś nauczyć. Może więcej spontaniczności i radości w uwielbianiu Boga? Między innymi te kwestie były tematem trzech szczególnych spotkań zorganizowanych późnym wieczorem w namiocie kampowym. Można by je nazwać „wieczornymi Polaków rozmowami”. Z pastorem Mirosławem Karaudą osobno spotkała się młodzież, osobno dorośli, a na koniec obie te grupy razem. Dyskutowano o miejscu i roli młodzieży w Kościele, o potrzebie dialogu i wspólnoty pomiędzy starszymi i młodszymi wyznawcami, o sposobach i formach wielbienia Boga, o ewangelizacji. Niezwykle wzruszający był moment, gdy podczas ostatniego z trzech spotkań, jeden z młodych ludzi, protestując przeciwko tworzeniu podziałów na „stary” i „młody” Kościół, ostentacyjnie przeszedł ze swego miejsca, gdzie siedziała młodzież, i usiadł ze starszymi wyznawcami. W odpowiedzi na to kilka starszych osób przeniosło się do młodzieży. Tegoroczny kamp był więc kampem dialogu, ale nie tylko. Był to też kamp modlitwy. Każdego wieczora, po wykładach, z inicjatywy członków zespołu Via Fides z Warszawy, sto do dwustu osób zbierało się nad jeziorem na modlitwach i wspólnocie. Do bardzo podniosłych momentów kampu należy również zaliczyć piątkowy wieczór odnowienia ślubów. W szczególnej atmosferze (w ciemnym namiocie, tylko w migającym świetle świec) każdy już ochrzczony wyznawca, ze swoją świeczką w ręku, wyznawał Bogu swoje grzechy, odnawiał śluby złożone Mu przy chrzcie i prosił o ponowny chrzest Duchem Świętym. Płomienie świec przypominały wszystkim języki ognia, które spoczęły na uczniach Jezusa w dzień zesłania Ducha Świętego. Kamp zakończył się uroczystością chrztu, w której w tym roku wzięło udział 15 osób. ❖ Andrzej Siciński


24 28

Fotoreportaż: Kamp młodzieżowy – Zatonie 2004 •

Głos Adwentu 9/2004

Był to kamp dialogu, wspólnoty, modlitwy... (Fot.: Dariusz Raj)

...oraz muzyki w wykonaniu The Company... (Fot.: Maciej Strzyżewski)

...czasami bardzo ekspresyjnej... (Fot.: Maciej Strzyżewski)

zresztą, jak sam główny mówca. Boby Bovell, od święta... (Fot.: Anrzej Siciński)

Jak widać, zupełnie inny Adrian Bocaneanu z Rumunii. (Fot.: Andrzej Siciński)

...i na co dzień. (Fot.: Maciej Strzyżewski) Chrzest 15 osób. (Fot.: Dariusz Raj) Chrzcili pastorzy (od góry): Witold Sieja, Jacek Igła i Andrzej Sieja. (Fot.: Tomasz Kania)


Głos Adwentu - 9/2004