Page 1


Zapach spalonych kwiat贸w

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 1

2011-09-16 09:52:17


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 2

2011-09-16 09:52:48


MELISSA DE LA CRUZ

Zapach a spalonych kwiatów

tłumaczenie Ewa Polańska

Kraków 2011

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 3

2011-09-16 09:52:48


Tytuł oryginału The Witches of East End Copyright © 2011 Melissa de la Cruz Originally published in the United States as The Witches of East End. This translated edition published by arrangement with Hyperion Copyright © for the translation by Ewa Polańska 2011 Projekt okładki Katarzyna Borkowska kb-design@o2.pl Fotografia na pierwszej stronie okładki © Julia Ivanova/iStockphoto.com Opieka redakcyjna Ewa Bolińska-Gostkowska Ewa Polańska Adiustacja Katarzyna Mach Korekta Katarzyna Onderka Opracowanie typograficzne Irena Jagocha Daniel Malak Łamanie Irena Jagocha ISBN 978-83-240-1663-1

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2011 Druk: Abedik S.A., Poznań

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 4

2011-09-21 13:40


Dla mojej rodziny

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 5

2011-09-16 09:52:48


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 6

2011-09-16 09:52:48


Pierwsza wiedźma Kiedy zejdziemy się z powrotem? Gdy pierwszy grom zagłuszy grzmotem Szum deszczu i wichury lament? Druga wiedźma Nie, później: gdy ucichnie zamęt Tej bitwy, która wciąż szaleje. William Shakespeare, Makbet*

* W. Shakespeare, Makbet, scena 1, akt I, w: tegoż, Romeo i Julia. Hamlet. Makbet, tłum. S. Barańczak, Kraków 2006, s. 409.

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 7

2011-09-16 09:52:48


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 8

2011-09-16 09:52:48


Możliwe, że niektóre walkirie postanowiły opuścić Walhallę i osiąść w różnych częściach kraju, gdzie rozpoczęły życie jako czarownice. Michael Page, Robert Ingpen, Encyclopedia of Things That Never Were

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 9

2011-09-16 09:52:48


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 10

2011-09-16 09:52:48


PROLOG

MIASTECZKO NA KRAŃCU ŚWIATA

North Hampton nie widniało na żadnej z map, więc mała wyspiarska społeczność na samym skraju Atlantyku była zagadką dla obcych, którzy trafiali tu wyłącznie przypadkiem i nawet nie przyszłoby im do głowy wracać do tego miejsca. Te puste piaszczyste plaże, falujące zielone pola i wielkie, rozrzucone bez planu domostwa przypominały bardziej ledwie pamiętany sen niż realne wspomnienie. Miasteczko, podobnie jak Brigadoon, było spowite mgłą i rzadko ukazywało się ludzkim oczom. Mieszkańcy tego miejsca, wilgotnego nawet podczas najpiękniejszego lata, od wielu pokoleń tworzyli zżyte, zamknięte klany. W przeciwieństwie do pozostałych części Long Island w North Hampton wciąż mieszkali rolnicy uprawiający ziemniaki i rybacy poławiający na głębokich morzach, którzy utrzymywali się z pracy własnych rąk. Słona bryza morska przyjemnie wiała nad falującymi niebieskimi wodami, na płyciznach było pełno małż i przegrzebków, a niszczejące restauracje podawały lokalne specjalności: pagrusa, rozdymkę i gęstą zupę z mięczaków z pomidorami, nigdy z mlekiem. 11

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 11

2011-09-16 09:52:48


Nowoczesność praktycznie w ogóle nie odcisnęła swojego piętna na tej uroczej okolicy. Nie było tu brzydkich galerii handlowych ani żadnych innych śladów cywilizacji XXI wieku, które psułyby malowniczy krajobraz. Naprzeciwko miasteczka leżała Gardiners Island, teraz opustoszała i skazana na ruinę. Majątek ziemski Fair Haven, relikt zamierzchłych czasów, stał pusty i niezamieszkany od tak dawna, że nie pamiętali o nim nawet najstarsi mieszkańcy. Przez całe dziesięciolecia nikt nie widział ani nie słyszał Gardinerów – od wielu stuleci właścicieli rezydencji. Krążyły plotki, że sławny niegdyś klan nie zdołał utrzymać majątku, a ród wymarł wraz z ostatnim dziedzicem. Mimo to Fair Haven i sama działka pozostały nienaruszone i nigdy ich nie sprzedano. To był dom zapomniany przez czas: liście wypełniały okapy kalenicowego dachu, farba odpryskiwała, a  filary nadpękły, powoli chyląc się ku upadkowi. Małe porty gniły i zapadały się. Rybołowy uwijały sobie gniazda na dziewiczych plażach, a lasy wokół rezydencji rozrosły się i zgęstniały. Pewnej nocy wczesną zimą dał się słyszeć potworny chrzęst. Dźwięk był tak przerażający, jak gdyby świat się rozrywał na pół; wiatr wył, a ocean wpadł we wściekłość. Bill i Maura Thatcherowie, małżeństwo dozorców z sąsiedztwa, wyprowadzali właśnie psy na spacer brzegiem morza, kiedy usłyszeli przeraźliwy hałas. – Co to było? – zapytał Bill, usiłując uspokoić zwierzęta. – Zdaje się, że to stamtąd – odpowiedziała Maura, wskazując na Gardiners Island. Wpatrywali się w Fair Haven, gdzie w północnym oknie rezydencji rozbłysło światło. – Spójrz, Mo  – odparł Bill.  – Nie wiedziałem, że ktoś wynajął dom. – Może to nowi właściciele? Fair Haven wyglądało tak jak zawsze: wpółprzymknięte powieki okien i sfatygowane drzwi, zwisające jak pomarszczona skóra starca. 12

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 12

2011-09-16 09:52:48


Maura odciągnęła psy na trawę, ale Bill nadal patrzył, drapiąc się po brodzie. Wtem w mgnieniu oka światło zgasło i dom znów pogrążył się w ciemnościach. Ale teraz nie byli już sami – ktoś pojawił się we mgle. Psy zaczęły wściekle ujadać, widząc zarys zbliżającej się sylwetki. Stary dozorca poczuł, że serce wali mu jak oszalałe, a jego żona wyglądała na przerażoną. Z mgły wyłoniła się kobieta. Była wysoka i straszna, włosy miała przewiązane jaskrawoczerwoną opaską, a brązowy płaszcz przeciwdeszczowy ciasno opinał jej talię. Oczy miała szare jak zmierzch. – Joanno! – powiedział Bill. – Nie zauważyliśmy pani. Maura kiwnęła głową: – Przepraszamy, nie chcieliśmy przeszkadzać. – Lepiej się stąd zbierajcie raz-dwa, obydwoje, nie ma tu nic do oglądania – odpowiedziała głosem zimnym i głębokim jak Atlantyk. Bill poczuł dreszcz wzdłuż kręgosłupa, a Maura się wzdrygnęła. Oboje twierdzili, że w ich sąsiadach było coś dziwnego – coś nie z tego świata, coś trudnego do uchwycenia – ale aż do tego wieczoru nigdy nie czuli strachu wobec Beauchampów. Teraz się bali. Bill gwizdnął na psy, wziął Maurę za rękę i czym prędzej oddalili się w przeciwnym kierunku. Na całym wybrzeżu światła zaczęły się zapalać jedno po drugim, aż wreszcie całe Fair Haven rozbłysło. Świeciło jak latarnia, jak sygnał w ciemnościach. Bill obejrzał się, by spojrzeć jeszcze raz, ale Joanna Beauchamp już zniknęła, nie zostawiając żadnych śladów na piasku ani innych oznak swojej obecności. Jakby nigdy jej tam nie było.

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 13

2011-09-16 09:52:48


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 14

2011-09-16 09:52:48


SZEŚĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ DZIEŃ PAMIĘCI PRAGNIENIA SERC

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 15

2011-09-16 09:52:48


Cruz_Czarownice z East Endu.indd 16

2011-09-16 09:52:48


ROZDZIAŁ 1

GORĄCZKA KOCIEGO PAZURA

Freya Beauchamp zakręciła kieliszkiem szampana i bąbelki na samym brzegu szkła zaczęły pękać jeden po drugim, aż w końcu zupełnie się ulotniły. To miał być najszczęśliwszy dzień jej życia albo przynajmniej jeden z najszczęśliwszych, tymczasem czuła tylko wzburzenie. Był to nie lada problem, bo za każdym razem, kiedy robiła się niespokojna, działy się różne rzeczy – na przykład kelner, który potykając się na dywanie Aubusson, wysmarował przystawką sukienkę Constance Bigelow. Albo posępne zwykle psy zaczynały wściekle ujadać i wyć niczym kwartet smyczkowy. Czy wreszcie stuletnie bordeaux wyciągnięte z piwnicy Gardinerów smakowało jak cienki sikacz – kwaśno i pospolicie. – Co się stało?  – zapytała jej starsza siostra Ingrid, zjawiwszy się u jej boku. Sztywna sylwetka modelki i schludne, nieskazitelne ciuchy – taką osobę trudno było wprawić w rozdrażnienie, ale tego wieczoru wyglądała na wyjątkowo zdenerwowaną  – skubała kosmyk włosów, który wysunął się z ciasno upiętego koka. Upiła łyk z kieliszka i skrzywiła się. 17

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 17

2011-09-16 09:52:48


– W całym tym winie czuć magiczne zaklęcie – szepnęła, odkładając szkło na pobliski stół. – To nie ja! Przysięgam! – zaprotestowała Freya. W pewnym sensie było to zgodne z  prawdą. Nic nie mogła poradzić na to, że magia wymykała się spod jej kontroli, ale nie robiła tego celowo. Wiedziała, jakie są tego konsekwencje, a  sprawa była zbyt poważna, żeby tak ryzykować. Freya czuła, że Ingrid próbowała dojść do sedna, zajrzeć w  przyszłość w  poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o  przyczynę jej niepokoju, ale te wysiłki spełzały na niczym. Freya wiedziała, jak utrzymać się na bezpiecznej pozycji. Ostatnia rzecz, której potrzebowała, to starsza siostra umiejąca przewidzieć skutki jej impulsywnych działań. – Na pewno nie chcesz pogadać? – zapytała łagodnie Ingrid. – Chodzi mi o to, że wszystko potoczyło się tak szybko… Przez chwilę miała ochotę zrzucić z siebie cały ten ciężar, ale się rozmyśliła. To było zbyt trudne do wyjaśnienia. Nawet jeśli coś złowróżbnego wisiało w powietrzu – wycie psów, „wypadki”, swąd spalonych kwiatów niespodziewanie wypełniający pokój  – nic złego się nie wydarzy. Kochała Brana. Naprawdę. Akurat to nie było kłamstwem, w przeciwieństwie do tego wszystkiego, co cały czas sobie wmawiała („to już ostatni drink na dziś” czy „nie podpalę domu tej suki”). Miłość do niego wypełniała ją bez reszty  – miał w  sobie coś, dzięki czemu czuła się jak w  domu, jakby spokojna i bezpieczna znajdowała schronienie pod przytulną kołdrą. Nie. Nie mogła powiedzieć Ingrid o swoim zmartwieniu. Nie teraz. Były sobie bliskie. Nie tylko siostry i od czasu do czasu rywalki, ale też najlepsze przyjaciółki. Mimo to Ingrid nie zrozumiałaby. Byłaby zbulwersowana, a Freya nie miała ochoty w tym momencie wysłuchiwać wyrzutów starszej siostry. 18

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 18

2011-09-16 09:52:48


– Idź sobie, Ingrid, odstraszasz moich nowych przyjaciół – powiedziała po odebraniu jeszcze jednej porcji nieszczerych gratulacji od kolejnego stada kobiet. Oficjalnie przyszły tu świętować zaręczyny, ale tak naprawdę gapiły się, krytykowały i pokpiwały. Wszystkie te dobre partie z North Hampton, które całkiem niedawno same usiłowały zrealizować swoje niezbyt wyszukane marzenie o zostaniu panią Gardiner. Wszystkie przyszły do tej wspaniałej odnowionej posiadłości, by złożyć swój chłodny hołd kobiecie, która wygrała. Tej, która zgarnęła nagrodę, zanim gra w ogóle się rozpoczęła, a nawet zanim spora część uczestniczek usłyszała strzał na start. Kiedy Bran Gardiner wprowadził się do miasta? Całkiem niedawno, a  mimo to wszyscy w  North Hampton wiedzieli, kim był  – o  przystojnym fi lantropie plotkowano na wyścigach konnych, spotkaniach towarzystw opieki czy weekendowych regatach, które były istotą życia na prowincji. Wszyscy brali na języki historię rodziny Gardinerów – rodziny zaginionej dawno temu, ale nikt dokładnie nie wiedział jak dawno. Nikt też nie wiedział, gdzie zniknęli i co się z nimi działo przez cały ten czas. Pewne było jedynie to, że wrócili, i w dodatku z fortuną większą niż kiedykolwiek wcześniej. Freya nie musiała umieć czytać w myślach, żeby zdawać sobie sprawę z tego, co myślały kwoki z North Hampton. „Oczywiście, kiedy Bran Gardiner przyjechał do miasta, wypatrzył sobie nastoletnią barmankę. Wydawał się inny, ale w rzeczywistości jest taki sam jak reszta. Mężczyźni. I te ich małe rozumki. To jasne, co takiego szczególnego może w niej widzieć”. Freya barmanka chciała je wyprowadzić z błędu. „Barmanka” to dziewucha z rozkołysanymi piersiami roznosząca kufle piwa wieśniakom siedzącym przy rozklekotanych drewnianych stołach. Ona natomiast pracowała w North Inn, gdzie podawano tylko dobre gatunki piwa dodatkowo wzbogacane 19

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 19

2011-09-16 09:52:48


nutką śliwki, wanilii i dębu z hiszpańskich beczek, w których było przechowywane. Proszę bardzo. W rzeczywistości miała dziewiętnaście lat (choć według prawa jazdy, dzięki któremu mogła pracować w barze, liczyła ich sobie dwadzieścia dwa). Natura obdarzyła ją uderzającą, pełną życia urodą, niezwykle rzadką w  czasach kiedy wychudzone wieszaki są szczytem kobiecego piękna. Nie głodziła się, ale równocześnie jej krągłości były bardzo apetyczne. Wyglądała, jakby dostawała wszystko, czego chciała, i jeszcze więcej. Z braku lepszego określenia można było powiedzieć o niej: dojrzała. Ociekała wręcz seksapilem, jej cudowne kształty emanowały kobiecością. Filigranowa figurka, niesforne włosy w kolorze truskawkowy blond (a właściwie o odcieniu złotej brzoskwini), kości policzkowe, za które niejedna modelka dałaby się zabić; mały zgrabny nosek; ogromne zielone kocie oczy, lekko skośne w samych kącikach; najwęższa talia wprost stworzona dla najciaśniejszych gorsetów; i wreszcie piersi, których nie dało się zapomnieć. Rzeczywiście były wszystkim, na co mężczyźni patrzyli, widząc Freyę. Jej twarz mogła dla nich zostać nierozpoznawalna, ale nie „bliźniaki”, jak lubiła je nazywać. Nie były na tyle duże, by prowokować lubieżne dowcipy, jakie zwykle robili sobie faceci ze swoich byłych, nazywając ich wielkie piersi „uciesznymi balonami” (co Frei bardziej kojarzyło się z wymionami). Jej własne były inne – wprost doskonałe: idealnie okrągłe, lekko zadarte i apetycznie kremowe. Nigdy też nie nosiła biustonosza. Ta ostatnia rzecz właśnie, jak można się domyślić, sprowadziła na nią kłopoty. Spotkali się z  Branem w  muzeum dobroczynności. Zbieranie funduszy dla lokalnego ośrodka artystycznego było tradycją obchodzoną tu każdej wiosny. Przybycie Frei narobiło sporo szumu. Kiedy przyjechała, pojawił się problem z  ramiączkiem jej sukienki, które – trach – ot tak, urwało się. To niespodziewane obnażenie 20

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 20

2011-09-16 09:52:48


sprawiło, że potknęła się i padła wprost w ramiona najbliżej stojącego, ubranego w krepę gentlemana. Bran dostał więc coś w rodzaju darmowego show i już przy pierwszym spotkaniu miał okazję dotknąć jej piersi – oczywiście zupełnie przypadkowo, ale jednak. Stało się. Freya dosłownie wyśliznęła się z sukienki prosto w jego objęcia. On z kolei się zakochał. Który mężczyzna by się oparł? To właśnie palący wstyd Brana tak błyskawicznie ją rozbroił. Nieznajomy zrobił się czerwony jak gardenia w klapie jego marynarki. – Mój Boże, przepraszam. Wszystko w  porządku?... Potrzebuje pani…? – potem po prostu zamilkł, wpatrując się w nią, i wtedy Freya zorientowała się, że cały przód sukienki na cienkich ramiączkach opadł jej niemal do pasa. Istniało ryzyko, że również reszta całkiem się ześliźnie, co stanowiłoby kolejny problem, bo dziewczyna nie nosiła żadnej bielizny. – Proszę pozwolić… Chciał się od niej odsunąć, ale przecież wciąż osłaniał jej wdzięki – wtedy właśnie dotknął jej piersi: zamiast podciągnąć śliski materiał, jego ciepła dłoń wylądowała na alabastrowej skórze dziewczyny. – O Boże… – jęknął. Chryste, pomyślała Freya, zachowuje się tak, jakby nigdy nie doszedł nawet do gry wstępnej. W mgnieniu oka – sytuacja chyba naprawdę wydawała się istną torturą dla biedaka – sukienka wróciła na miejsce, agrafka została przypięta, a dekolt odpowiednio zakryty (jeśli w ogóle – nagość była niemal naturalną konsekwencją głębokiego wcięcia sukienki). Freya zagadnęła typowym dla siebie niedbałym tonem: – Jestem Freya. A ty…? Branford Lyon Gardiner z  Fair Haven i  Gardiners Island. Szczodry filantrop z grubym portfelem, który tego lata ofiarował największą sumę na cele muzeum, a  jego nazwisko zostało wyraźnie wyróżnione w  programie. Freya żyła w  North Hampton 21

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 21

2011-09-16 09:52:49


wystarczająco długo, by zorientować się, że Gardinerowie wybijali się nawet spośród najstarszych i najzamożniejszych rodzin na Long Island. I to nie tylko tu, w wysuniętej na zachód części regionu, ale także w tych położonych najdalej na wschód. Żaden z tych terenów tak naprawdę nie należał do Long Island – a już na pewno nie do tej „jedynie słusznej” klasy ogromnych tapirowanych fryzur i większych centrów handlowych – ale raczej bardziej do New Jersey niż do Nowego Jorku. North Hampton zaliczało się do zupełnie innej kategorii. Ta mała wioska na samym skraju morza była nie tylko ostatnim bastionem starego porządku, ale przede wszystkim powrotem do innej, zapomnianej epoki. Miała wszystkie cechy klasycznej enklawy East Endu – miejscowość mogła się pochwalić nieskazitelnymi polami golfowymi i równo przystrzyżonymi żywopłotami – była jednak czymś więcej niż wakacyjnym polem do gry, bo większość mieszkańców przebywała w niej przez okrągły rok. Jej urocze obsadzane drzewami ulice były usiane sklepikami, parady na 4 Lipca uświetniały wozy strażackie, ludzie nie traktowali sąsiadów jak obcych, ale po przyjacielsku przychodzili do siebie w odwiedziny wypić herbatę na werandzie. A jeśli coś mogło się tu wydawać trochę dziwne, to na przykład to, że droga numer 67 łącząca bogate wioski rozsiane wzdłuż wybrzeża nie miała połączenia z miasteczkiem, albo to, że nikt spoza niego nigdy nie słyszał o istnieniu tego miejsca („North Hampton? Zapewne chodzi o South Hampton?”). Nikomu to jednak nie przeszkadzało ani nikogo nie obchodziło. Mieszkańcy przyzwyczaili się do bocznych wiejskich dróg, a im mniej turystów oblegało plaże, tym lepiej. Długa nieobecność Brana Gardinera w  życiu publicznym nie zaszkodziła wcale jego popularności. Wszelkie wykryte dziwactwa były usprawiedliwiane albo puszczane w niepamięć. Na przykład to, że podczas odnowy dom Fair Haven był zasłonięty przez całe 22

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 22

2011-09-16 09:52:49


dnie, aż nagle pewnego pogodnego poranka okazało się, że kolumnada została całkowicie odremontowana. Albo kiedy po upływie zaledwie jednej nocy wstawiono nowe okna i dach. Wszystko to było bardzo tajemnicze, bo nikt nie przypominał sobie, by widział jakąś ekipę budowlaną w pobliżu posiadłości. Dom jak gdyby budził się do życia, potrząsając okapami i pobłyskując nową farbą – a wszystko działo się samo z siebie. Była niedziela tuż przed Dniem Pamięci i trudno było sobie wyobrazić lepsze rozpoczęcie sezonu letniego w Hamptons niż świętowanie w świeżo odnowionej rezydencji. Korty tenisowe lśniły w oddali, a widok spienionych morskich fal robił niesamowite wrażenie. Stoły uginały się pod smakowitościami: schłodzonymi homarami – wielkimi i ciężkimi jak kule do kręgli, półmiskami ze świeżą słodką kukurydzą, mnóstwem kawioru podawanego osobno w kryształowych miseczkach z łyżeczkami zdobionymi masą perłową (żadnych dodatków, żadnych blinów czy crème fraiche psujących oryginalny smak). Niespodziewana poranna mżawka trochę pokrzyżowała plany przyjęcia, które zostało przeniesione do sali balowej, podczas gdy białe namioty stały na wybrzeżu z dala od zgiełku, puste i opuszczone. Bran był trzydziestoletnim, inteligentnym, dobrze wychowanym i przede wszystkim niewyobrażalnie bogatym kawalerem, co czyniło z niego łatwy cel, grubą rybę w ślubnym jeziorze. Większość jednak nie wiedziała albo w ogóle nie chciała wiedzieć, że Bran był przede wszystkim miły. Przy pierwszym spotkaniu Freya pomyślała, że jest najmilszym człowiekiem, jakiego zna. Po prostu to czuła – emanował dobrocią jak robaczek świętojański światłem. Chodziło o sposób, w jaki się z nią obchodził, o jego zawstydzenie i jąkanie się. Również o to, że kiedy doszedł jako tako do siebie, przyniósł jej drinka i właściwie nie zostawił samej ani na chwilę przez cały wieczór – krążył w pobliżu, by ją chronić. 23

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 23

2011-09-16 09:52:49


I oto teraz tu był, ciemnowłosy, w źle skrojonej marynarce. Kręcił się po przyjęciu, z tym swoim nieśmiałym uśmiechem przyjmował życzenia od przyjaciół. Wcale nie był ani tak czarujący, wykształcony, dowcipny czy światowy jak mężczyźni z jego środowiska, którzy wprost uwielbiali rozwodzić się o swoich najnowszych włoskich samochodach sportowych. Jak na dziedzica zachowywał się dość dziwnie i brak mu było pewności siebie, niczym bohaterowi Utalentowanego pana Ripleya. Zupełnie jakby był kimś obcym w kręgu elity, a nie stanowił jego centrum. – Tu jesteś  – uśmiechnął się, kiedy Freya podeszła, by poprawić mu krawat. Zauważyła, że ma wymięte rękawy koszuli, a kiedy obejmował ją ramieniem, poczuła leciutki zapach potu. Biedactwo – wiedziała, że to przyjęcie jest dla niego męczące. Źle znosił tłumy. – Już myślałem, że cię zgubiłem – powiedział. – Wszystko w porządku? Potrzebujesz czegoś? – Wszystko w najlepszym porządku – odpowiedziała i w tym momencie nerwy zaczęły jej opadać. – To dobrze – pocałował ją w czoło. Poczuła na skórze ciepły i delikatny dotyk jego ust. – Będę za tobą tęsknił. Zaczął nerwowo poprawiać pierścień z monogramem na prawej dłoni. To był jeden z jego małych tików, więc Freya uścisnęła mu rękę. Bran wyjeżdżał nazajutrz do Kopenhagi z misją z Fundacji Gardinerów, rodzinnej instytucji non profit promującej dobroczynność na całym świecie. Ze względu na fundacyjny projekt Bran zniknie na całe lato. Może to właśnie dlatego Freya była taka roztrzęsiona. Nie chciała rozstania akurat teraz, kiedy się odnaleźli. Nie zaprosił jej na randkę tego wieczoru, kiedy się poznali. Najpierw ją to zirytowało, a dopiero później zdała sobie sprawę, że był po prostu zbyt skromny, by pomyśleć, że mogłaby się nim zainteresować. Zamiast tego pojawił się kolejnego wieczoru w barze na jej zmianie, a potem następnej nocy, i kolejnej. Jedyne, co robił, to 24

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 24

2011-09-16 09:52:49


wpatrywał się w nią wielkimi brązowymi oczami, wzrokiem pełnym zadumy i tęsknoty. Aż wreszcie to ona zrobiła pierwszy krok – wiedziała, że jeśli pozostawi sprawy w jego rękach, nigdy do niczego między nimi nie dojdzie. Tak to właśnie było. Cztery tygodnie później zaręczyli się, i to był najszczęśliwszy dzień jej życia. Ale czy na pewno? Znów się pojawił. Problem. I wcale nie był nim najdroższy Bran, któremu przysięgała wieczną miłość i  który teraz zniknął w  tłumie i zabawiał rozmową jej matkę. Kiedy tak pochylał ciemną głowę w kierunku jasnych kosmyków Joanny, wyglądali razem jak starzy przyjaciele. Nie, Bran wcale nie był problemem. Co innego chłopak wpatrujący się w nią z naprzeciwka z drugiego końca sali. Czuła, jak pieści ją wzrokiem. Killian Gardiner. Młodszy dwudziestoczteroletni brat Brana patrzył na nią jak na obiekt wystawiony na aukcji, za który nie zawaha się zapłacić najwyższej ceny. Wrócił do domu po długim pobycie za granicą. Bran powiedział jej, że przez częste przeprowadzki i liczne podróże Killiana nie widział się z bratem od wielu lat. Australia? Alaska? – nie była pewna, skąd młody Gardiner właśnie wrócił. Liczyło się tylko to, że kiedy zostali sobie przedstawieni, pod spojrzeniem tych niesamowitych niebieskozielonych oczu całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Z braku lepszego określenia można było powiedzieć, że jest przystojny: ciemne długie rzęsy wokół przenikliwych oczu, wyraziste rysy z orlim nosem i mocno zarysowana szczęka. Zawsze wyglądał tak, jakby właśnie złapano go na pozowaniu do zdjęcia: zamyślony i z papierosem przypominał bożyszcze kobiet z francuskiego nowofalowego filmu. Miał nienaganne maniery  – był uprzejmy i  ułożony, uścisnął ją jak siostrę. Freya zdołała ukryć podniecenie. Przyjęła pocałunek w policzek ze skromnym uśmiechem, a nawet zdobyła się na 25

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 25

2011-09-16 09:52:49


standardową rozmowę towarzyską. O deszczowej pogodzie, proponowanej dacie ślubu, o tym, co myśli o North Hampton (tego akurat nie zapamiętała, bo nie mogła się skupić na słowach, totalnie zahipnotyzowana brzmieniem jego głosu, niskiego i mrukliwego jak u prezentera radiowego z audycji nadawanej nocną porą). Aż wreszcie ktoś inny wdał się z nim w rozmowę i została sama. Wtedy właśnie na przyjęciu zaczęły się te wszystkie małe, straszne rzeczy. Gorączka kociego pazura. Czy to właśnie to uczucie? Swędzenie w miejscu poza zasięgiem ręki, uporczywe i niedające spokoju? Freya była tak rozpalona, że myślała, że lada chwila po prostu eksploduje i zostaną z niej tylko popiół i diamenty. Przestań na niego patrzeć, powiedziała sobie. To szaleństwo, kolejny z twoich fatalnych pomysłów. Jeszcze gorszy niż przywrócenie życia myszoskoczkowi (dostało jej się za to od matki, niech tylko ktoś z rady się o tym dowie. Poza tym rzucanie czarów na zwierzęta to zawsze był ryzykowny pomysł). Wyjdź na zewnątrz, zaczerpnij świeżego powietrza. Wróć na przyjęcie. Pochyliła się nad bukietem różowych cukrowych róż, próbując zapachem zdusić wirujące emocje. Nic z tego. Nadal czuła jego pożądanie. Niech to szlag. Czy musi być taki przystojny? Myślała, że jest na takie rzeczy odporna. Miał taką pospolitą urodę: był wysoki, ciemny i męski. Nie znosiła zadzierających nosa aroganckich facetów, którzy wysługiwali się kobietami, by zaspokajać swoje nienasycone potrzeby seksualne. Był najgorszym przedstawicielem gatunku: pisk opon jego harleya, idiotyczna rozczochrana fryzura „patrz-się-na-mnie” i ten powłóczysty, pożądliwy wzrok. Ale było w nim jeszcze coś – inteligencja. Pewność spojrzenia. Tak jakby patrząc na nią, wiedział, kim jest i jaka jest. Czarownica. Bogini. Kobieta nie z tej ziemi, ale jednocześnie trochę z tego świata. Warta miłości, strachu i podziwu. Wychyliła się zza kwiatów i zobaczyła, że on wciąż gapi się na nią. Zupełnie jakby cały czas tylko czekał na ten moment. Kiwnął głową 26

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 26

2011-09-16 09:52:49


w kierunku pobliskich drzwi. Naprawdę? Tutaj? Teraz? W damskiej toalecie? Czy to kolejne – po harleyu i pozowaniu na niegrzecznego chłopca – typowe, oklepane zagranie? Czy naprawdę zamierzała pójść do łazienki z tym facetem, z – na litość boską! – bratem narzeczonego? Na własnym przyjęciu zaręczynowym? Tak. Kompletnie oszołomiona ruszyła na rendez-vous. Zamknęła za sobą drzwi i czekała. Twarz, którą zobaczyła w lustrze, miała wypieki i promieniała. Była szczęśliwa, dosłownie szalała z radości i zupełnie nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Gdzie on się podziewa? Każe na siebie czekać. Killian Gardiner doskonale wiedział, jak obchodzić się z rozpustnicami. Gałka w drzwiach przekręciła się i wszedł do środka gładko jak ostrze, zamykając za sobą drzwi. Uśmiechnął się zwycięsko. Pantera dopadła swoją ofiarę. Wygrał. – Chodź tu – szepnęła. Właśnie dokonała wyboru. Nie chciała czekać ani chwili dłużej. Cukrowe róże nagle, w środku przyjęcia, stanęły w płomieniach.

Cruz_Czarownice z East Endu.indd 27

2011-09-16 09:52:49

Zapach spalonych kwiatów  

Melissa de la Cruz: Zapach spalonych kwiatów

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you