Page 1

zaczytaj się

zapach deszczu KRISTIN BILLERBECK


Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 2

2012-09-19 16:19:51


illerbeck_Zapach_deszczu.indd 3

Kristin Billerbeck

Zapach deszczu tłumaczenie Joanna Dziubińska

2012-09-19 16:19:51


Tytuł oryginału The Scent of Rain Copyright © 2012 by Kristin Billerbeck. All Rights Reserved. Th is Licensed Work published under license Copyright © for the translation by Joanna Dziubińska 2012 Projekt okładki Adam Jaworski Fotografia na pierwszej stronie okładki © Tassh/Shutterstock.com Opieka redakcyjna Julita Cisowska Aleksandra Kamińska Opracowanie tekstu Barbara Gąsiorowska Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2311-0

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2012 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 4

2012-09-19 16:19:51


rozdział 

D

aphne Sweeten poczuła, jak uginają się pod nią kolana, ale dzięki Sophie, swojej pierwszej druhnie, nie opadła na podłogę. Wyprostowała się i spojrzała w przepełnione współczuciem oczy najlepszej przyjaciółki. – On nie przyjdzie, prawda? – wyszeptała Daphne. Śledziła wzrokiem przepastne przestrzenie gotyckiego kościoła, a zgromadzony w nim tłum wpatrywał się w nią. Rzędy zarezerwowane dla rodziny pana młodego były puste. – Oni wiedzieli – wymamrotała. Sophie pokiwała głową i wyciągnęła ślubny bukiet z zaciśniętych dłoni Daphne. – Chodźmy  – powiedziała Sophie, ujmując przyjaciółkę za łokieć. Daphne nie mogła jednak spuścić wzroku z długiej nawy, którą miała kroczyć do ołtarza. – Daphne, no chodź. Dafne chciała się zapaść pod ziemię. Wszystkie znajome i  obce twarze w  kościele zwrócone były ku niej.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 7

7

2012-09-19 16:19:51


Ale z jakiegoś powodu nie mogła odejść. Jej stopy były jak wmurowane. W  nozdrzach czułą wyraźną woń frezji i nieco zatęchły zapach wypożyczonego długiego dywanu. Odwróciła się do Sophie, która stała w otoczeniu pozostałych druhen. – Gdzie jest mój ojciec? Na przeciwległym końcu białego dywanu przy ołtarzu samotnie stał pastor Riley. Odchrząknął, jakby przymierzał się do wygłoszenia oficjalnego oświadczenia, Daphne wstrzymała więc oddech. Jeśli pozwoli sobie na choćby najmniejsze pociągnięcie nosem, poniesie się echem po otchłaniach katedry jak jodłowanie. Tylko czy ratowanie twarzy miało jeszcze jakieś znaczenie? Równie dobrze może teraz wszystkiego wysłuchać, bo jeśli coś przegapi, to jak będzie w stanie to wszystko naprawić? – Chodźmy, Daphne – szepnęła Sophie, ciągnąc ją za ramię. Stawianie oporu nie miało sensu. Daphne wyszła za Sophie przez ogromne, podwójne drzwi, po raz ostatni odwracając się, by spojrzeć na ołtarz, nad którym górowały trzy witraże ozdobione płatkami róż i kwiatami fiołków. Ołtarz wyglądał jak koniec tęczy, cel, którego nigdy nie osiągnie, a płatki jak jej połamane na kawałki serce. Mark nie przyjdzie. – To miał być dzień mojego ślubu. – Przerażasz mnie. Wsiadajmy do limuzyny. – Widziałaś ławki dla jego gości? Nikt w nich nie siedział. Wiedział, że się nie pojawi! Czemu w ogóle wziął udział we wczorajszej próbie?

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 8

8

2012-09-19 16:19:51


– Nie wiem. Daphne pozwoliła wyprowadzić się z kościoła, który znajdował się na szczycie Nob Hill w San Francisco. Był idealny czerwcowy dzień. Zły znak. Lekka bryza i czyste kalifornijskie słońce naśmiewały się z niej swoją perfekcyjnością. Wydawało jej się, że nigdy nie dojdzie do drzwi limuzyny, a nogi nie dadzą rady pokonać tego dystansu. – Czemu tyle tam stałaś? Daphne spuściła wzrok na swoją suknię i  wzruszyła ramionami. – Mam na sobie suknię od Monique Lhuillier. Nie ma co. Jeśli spalić się ze wstydu, to tylko w markowych ciuchach. Sophie roześmiała się. – W końcu mówisz ludzkim głosem. Gdzie się podziewałaś cały dzień? – Przeczuwałam, że się nie pojawi  – powiedziała Daphne. – Na pewno mi to sygnalizował, ale ja nie chciałam tego zauważyć. Myślałam sobie, że wszystkie panny młode trochę się denerwują, ale teraz zastanawiam się, czy przypadkiem podświadomie czegoś nie zauważyłam. Mia, jej przyjaciółka z liceum, uniosła tren ślubnej sukni. – Na pewno tak było. Zawsze mnie przerażało, ile detali jesteś w stanie wyłapać. Czasem mam wrażenie, że przyjaźnię się z kalendarzem Majów. – A ty coś zauważyłaś? – zapytała Daphne. Mia pokręciła głową. – A  ty, Keri? – Patrzyła na swoją koleżankę z  pracy, która również zaprzeczyła.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 9

9

2012-09-19 16:19:51


Daphne ze swoim czteroosobowym orszakiem stanęła na schodach kościoła. – Tak pięknie wyglądamy – powiedziała, próbując rozluźnić atmosferę. – Ale szkoda. – Nie musisz być dla nas dzielna  – odparła Marguerite. – Możesz płakać, jeśli chcesz. Daphne zmroziło, gdy dopadła ją świadomość tego, co się działo. – Przegapiłam coś. Musiałam coś przeoczyć. – Czyżby? – odparła Sophie, unosząc brew. – W co byłam ubrana pierwszego dnia w przedszkolu? – W  fioletową sukienkę w  ohydne kwiatki na spódnicy – odparła Daphne bez zająknienia. – No, proszę. Twoja obsesyjna natura działa jak zawsze. Czasem po prostu lepiej nie widzieć niektórych rzeczy. – Sophie lekkim krokiem schodziła po schodach katedry, kierując się do limuzyny. Daphne szła w ślad za nią. – Co chcesz przez to powiedzieć, Sophie? W jasnym popołudniowym słońcu idealna cera Sophie wydawała się jak z plastiku. Jej delikatnie rude włosy były elegancko upięte, a pojedynczy sznur pereł, który oplatał jej szyję, stanowił idealne dopełnienie jej ciemnoszafirowej sukienki. Jedno było pewne – Daphne nie popełniła najmniejszego błędu, planując stylizację swoich druhen. – Próbuję ci powiedzieć... – Sophie odwróciła się tak szybko, że Daphne niemal na nią wpadła. – ... że może nie było żadnych znaków. Może wszytko toczyło się zbyt idealnie.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 10

10

2012-09-19 16:19:51


– Zbyt idealnie? – Daphne odruchowo zamrugała powiekami. – A to jest w ogóle możliwe? – Czy coś było z Markiem nie w porządku? Wymień jakieś jego wady. Wystarczy mi tylko kilka. Daphne odwróciła się, by mieć pewność, że pozostałe dziewczyny ich nie usłyszą. – Miał mnóstwo wad. – Podaj choć jedną. – Nie mógł sobie znaleźć pracy w Paryżu. Musiałam zrezygnować z mojej, żebyśmy mogli się pobrać. Sophie zeszła jeszcze kilka kroków niżej i Daphne zawołała za nią: – To, że całymi dniami zajmujesz się psychologicznymi problemami, nie oznacza, że Mark musiał jakiś mieć. – To gdzie on jest? Nie znosiła, gdy Sophie robiła się nadmiernie pewna swojego zdania. – Jestem przekonana, że miał bardzo dobry powód. Może tak naprawdę nigdy nie chciał się żenić. Może go do tego zmusiłam. – A więc to znów twoja wina. Tak jak brak pracy w Paryżu. Rzucił cię jak śmiecia, a ty jeszcze go bronisz. – Nigdy go nie lubiłaś  – rzuciła Daphne oskarżycielskim tonem. Czy Sophie naprawdę uważała, że w tej chwili należy przypominać Daphne o  wadach jej narzeczonego? Stała w sukni o kroju syrenki, idealnie dopasowanej do jej figury, z gorsetem ozdobionym koronkami Chantilly. Wszystko było idealne oprócz jednej rzeczy. Pan młody był nieobecny.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 11

11

2012-09-19 16:19:51


– Może dlatego uciekł! Może we dwie go wystraszyłyśmy! – dodała Ich rozmowie towarzyszyły oklaski turystów, którzy stali na chodniku przy limuzynie. Zamiast wszystko wyjaśnić, Daphne im pomachała. Pewnie myśleli, że wbrew wszystkiemu ona i Sophie właśnie się pobrały. – Zadzwoń do Arnaulda i zapytaj, czy zechce cię z powrotem – powiedziała Sophie. – Wykluczone. Arnauld powiedział, że jeśli odejdę z perfumerii, to nie będzie trzymał dla mnie miejsca. Był na mnie strasznie wściekły. – Spojrzała na drugą stronę parku, na hotel Fairmont. – Popatrz! Tam też jest pana młoda. Jej narzeczony nie miał pietra. – Daphne! – Wyraz twarzy Sophie złagodniał i dziewczyna spojrzała w stronę kościoła. – Jest twój tata. Daphne odwróciła się do ojca, który stał na schodach i  z  niedowierzaniem mrugał powiekami, jedną dłonią osłaniając oczy przed słońcem. Poczuła głęboki wstyd, biegnąc do niego, by schować mu się w ramionach. – Przepraszam, tato. Pogładził ją po głowie. – To bez znaczenia. Jedź teraz do domu i  spakuj się. Wcześniej zaczniesz pracę w Dayton. Mama i ja zajmiemy się tym całym bałaganem. Kręciło jej się w głowie. – Chcę wrócić do Paryża. Sophie uważa, że powinnam zapytać Arnaulda... Ojciec rozluźnił uścisk.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 12

12

2012-09-19 16:19:51


– Zaczniesz nową pracę w Dayton. To pokaże twojemu szefowi w Paryżu, że jesteś konsekwentna. A w międzyczasie wyduszę w  sądzie ostatniego grosza z  tego patałacha. – Tato, nie! – Daphne zrobiła krok do tyłu, nadal chcąc bronić Marka i szukając racjonalnego wyjaśnienia jego nieobecności. – Zresztą on i tak niczego nie ma. Ojciec wyciągnął coś z kieszeni smokingu. Przedmiot błyszczał w  słońcu. Breloczek z  kluczami. Daphne czekała na wyjaśnienie. – To klucze do twojego nowego domu. – Mojego domu? – W Dayton. To miał być wasz ślubny prezent. Mark pojechał do Dayton kilka tygodni temu, aby dopełnić formalności. Dał mi klucze, żebym mógł je wam wręczyć podczas wesela. – Przeczesał grubymi palcami swoje siwe włosy – świadectwo długich godzin pracy. Wyglądał, jakby w ciągu ostatniej doby sporo się postarzał. Daphne patrzyła na dyndające na jego palcu klucze, ale nie sięgnęła po nie. Nie chciała domu w Dayton, w Ohio. Nie chciała mieć nic wspólnego z Dayton w Ohio. Chciała Paryża. Perfumerii. Marka. Czy w tej kolejności? Nie była pewna. – Chcę wrócić do Paryża – powtórzyła. – Chcę znów być zawodowym nosem. Wzięłam tę pracę przy formułowaniu tylko ze względu na Marka.  – Spuściła wzrok na stopy. Właśnie przyznała się do tego, że dla mężczyzny przyjęła pracę, której nie chciała. Dla mężczyzny, który nie

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 13

13

2012-09-19 16:19:51


szanował jej na tyle, by powiedzieć jej, dlaczego ją zostawia. To dopiero znaczy rzucać perły przed wieprze. Mimo to nadal chciała wierzyć, że Mark był mężczyzną, którego kochała. Miał należeć tylko do niej. Miał pomóc jej zapomnieć o samotnym dzieciństwie. Z perspektywy wydawało jej się to najgłupszą rzeczą, w jaką kiedykolwiek przyszło jej wierzyć. Jednak gdy myślała o  jego oczach i o tym, jak na nią patrzył, wiedziała, że nie wahałaby się zaufać mu ponownie. – Nie wrócisz do Paryża – powiedział ojciec. – Weź je! – Potrząsnął kluczykami. – Masz pracę w Dayton i musisz gdzieś mieszkać. Przestań żyć w świecie fantazji i zmykaj stąd. Za chwilę z kościoła wyjdą goście. – Ruchem brody wskazał jej limuzynę. Znów oblała ją fala wstydu. Nigdy nie spełni jego oczekiwań. Może zachowanie Marka potwierdziło jedynie to, co jej ojciec myślał od dawna – że z Daphne coś było nie tak. – Bez obrazy, panie Sweeten, ale Daphne będzie mieszkała tam, gdzie chce. – Sophie pochwyciła klucze z jego otwartej dłoni, a drugą swoją dłoń położyła nisko na plecach Daphne i stanowczym gestem sprowadziła przyjaciółkę do limuzyny. – Czy praca terapeuty nie polega przypadkiem na tym, by pomóc ludziom wziąć odpowiedzialność za własne życie? – Nie gadaj tyle, tylko wsiadaj do środka, Daphne. – Robię to, co dla niej najlepsze – zawołał za nimi ojciec Daphne.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 14

14

2012-09-19 16:19:51


Daphne usłuchała Sophie i wsiadła do samochodu. Sophie pomogła jej zapakować do środka tren sukni, a następnie pobiegła do drzwi po drugiej stronie i usiadła koło przyjaciółki. Za przyciemnianymi szybami auta Daphne czuła się odseparowana od rozgrywających się na jej oczach zdarzeń. Z  kościoła wylewał się tłum zaskoczonych twarzy. Pozostałe druhny kręciły się na schodach. W pewnym sensie Daphne z przyjemnością patrzyła na całe to przedstawienie. Jakby była gościem na własnym pogrzebie. – Inni ludzie po prostu się żenią i nic się nie dzieje. Tatusiowie prowadzą swoje córki do ołtarza i oddają je narzeczonym z tryumfalna miną. – Daphne czuła zapach sfatygowanej skóry starej limuzyny, który teraz wydawał jej się zapachem jej porażki. Kierowca nie zapytał, gdzie mają jechać, tylko od razu skierował się w stronę zatoki. Sophie zastukała w oddzielającą ich szybę, która powoli się opuściła. – Dokąd my właściwie jedziemy, panie kierowco? – Tony – powiedział mężczyzna. Jego oczy błyszczały we wstecznym lusterku. – Na imię mi Tony. Jadę na Embarcadero. Pomyślałem, że przyda się wam trochę świeżego powietrza. Daphne spojrzała na Sophie. – On wie, że zostałam porzucona. – Jasne, że tak. Siedzisz w  limuzynie ze swoją druhną zamiast pana młodego. Nie ma się czego wstydzić, Daphne. Kierowca mówił dalej:

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 15

15

2012-09-19 16:19:51


– Na początku pomyślałem o Palace of Fine Arts, ale w  sobotę jest tam zwykle zbyt wielu turystów. Nasza panna młoda potrzebuje spokoju. – Nie jestem panną młodą  – powiedziała Daphne.  – Udaję ją tylko w  czerwcowe soboty.  – Spojrzała na Sophie. – Jeśli kiedyś znowu będę chciała siebie trochę upokorzyć, to przypomnij mi, żebym zrobiła to w dzień roboczy. Jest mniejszy tłok. – Przypudruj sobie nos. Świeci się. Daphne wzruszyła ramionami – Porzucił mnie narzeczony. Myślisz, że ktoś będzie patrzył na mój nos? – Jak masz rozpaczać, to przynajmniej ładnie wyglądaj. Zresztą twoja suknia na to zasługuje. Nie rób tego projektantce. – Nie zamierzam rozpaczać  – odparła Daphne.  – Chcę tylko wiedzieć, co się stało. Może Mark leży gdzieś w śpiączce i nie może przyjechać. – Nie mam wątpliwości, że z  jego mózgiem coś jest nie w porządku, ale poza tym na pewno ma się świetnie. Gdyby tak nie było, jego rodzina czekałaby w kościele. Daphne wydęła usta, skrzyżowała ramiona i dotknęła delikatnego jedwabiu gorsetu w haftowane kwiaty. – Dziś chyba wolno mi żyć fantazjami, nie sądzisz? – Zgoda – odrzekła Sophie. Tony zaparkował przy Embarcado, cichej części przystani w San Francisco, i zwrócił się do kobiet: – Obie wyglądacie przepięknie. Idźcie nacieszyć się dniem. – Po czym odwrócił się i wyciągnął ramię wzdłuż

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 16

16

2012-09-19 16:19:51


przedniego siedzenia. – Nie jest pani pierwszą panną młodą, którą widziałem porzuconą przed ołtarzem, i na pewno nie ostatnią. Jest pani za to najładniejszą, więc proszę iść i upajać się swoim przyszłym życiem bez tego durnia. On lepiej już nie trafi. Słowa obcego człowieka sprawiły, że się uśmiechnęła, ale nagle pokręciła głową i złapała Sophie za kolano. – Musimy pojechać na wesele. Chodzi o flakoniki wody kolońskiej, którą przygotowałam jako prezent dla gości. Potrzebuję tych butelek, żeby wysłać je do Arnauda. W ten sposób przypomni sobie, że jestem warta stanowiska, które już raz mi powierzył. Nie odważyła się powiedzieć, jaki był prawdziwy powód. Bała się, że Mark zabierze butelki i oznajmi wszystkim, że to on stworzył zapach. Już sama praca w Dayton w tej samej firmie będzie wystarczająco upokarzająca. Ale jeśli ten drań spróbuje przypisać sobie jej dzieło, straci serce dla Marka Goodsmitha. – Rodzice je zabiorą – odparła Sophie. – Wyjdźmy na świeże powietrze. Daphne próbowała podzielać spokój Sophie, ale Mark był chemikiem i znał większość receptury. – A  jeśli...  – zaczęła, choć nie chciała, by Sophie zorientowała się, jakie ma obawy. – A jeśli co? – Nic. Tony otworzył drzwi i Daphne poczuła zapach mętnej wody w zatoce. Próbowała znaleźć motywację, by wysiąść z samochodu. Nie poruszyła się, więc Sophie otworzyła drzwi ze swojej strony i pociągnęła ją za ramię.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 17

17

2012-09-19 16:19:51


– No chodź. Miałyśmy odetchnąć świeżym powietrzem. – Wolałabym czekoladę. Mnóstwo czekolady i nawet bym się nie przejęła, gdyby zostały po niej brązowe plamki na całej sukni. – Oczywiście, że byś się przejęła. Sprzedajemy to cacko na UżywaneSuknieSlubne.com, za co opłacę podróż do Dayton – powiedziała Sophie, po czym zawahała się. – Pod warunkiem że tam pojedziesz. No dalej, idziemy pooddychać. – Zrobiła głęboki wdech. – Od razu lepiej. Sophie była osobą pełną uroku i  optymizmu o  przywódczych zapędach. Coś takiego jak teraz Daphne nigdy nie mogłoby się jej przydarzyć, bo ptaszki, które ćwierkały jej nad głową niczym radosna aureola, nie pozwoliłyby na to. Swoim ciepłem i troskliwością okazywanym ludziom przyciągała ich do siebie jak świeży miód, ale niechby kto zadarł z jej przyjaciółmi, na pewno by tego pożałował. Jej skłonność do rządzenia ugruntował jedynie dyplom z psychologii. Sophie była zaręczona. Jej narzeczony kochał ją bez zastrzeżeń. Tak przynajmniej wyglądało to z  zewnątrz i  mimo że Mark poprosił Daphne o  rękę wcześniej niż Gary Sophie, Daphne miała wrażenie, jakby było na odwrót. Czuła pewne rzeczy nosem. Teraz czuła jeszcze mocniej, że ona i jej przyjaciele zmierzają w przeciwne strony. – A jeśli zarazisz się ode mnie pechem? Martwisz się o to czasem, kiedy ze mną przebywasz? – Co? – Sophie próbowała przekrzyczeć wiatr wiejący od zatoki. – Nic.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 18

18

2012-09-19 16:19:51


Jakie to miało znaczenie? Kiedy tylko rozpocznie się kwarantanna w Dayton w Ohio, wszyscy zaczną unikać zarażenia. Stały pod monumentalną srebrną konstrukcją Bay Bridge. Daphne obawiała się, że wzmożony wiatr zadmie w jej suknię, unosząc ją ponad betonowy murek, i rzuci na spienione fale. Widok ogromnej srebrnej struktury i charakterystycznego żółtego tramwaju na torach oraz ożywcze podmuchy wiatru poprawiły jej nastrój. Miała wprawę w byciu samą. Może to było jej przeznaczone. – Ależ tu pięknie. – Sophie stanęła koło niej i wychyliła się nad betonowy murek, by popatrzeć, jak fale rozbijają się o barierę poniżej. – Kiedy mieszka się w takim mieście, można zapomnieć, jakie jest piękne. Na co dzień wydaje się takie zwyczajne. – Nie mnie – odparła Daphne. – Byłam wdzięczna za każdy dzień pobytu we Francji i w Szwajcarii i cieszę się każdą chwilą spędzoną tutaj. A jeśli w Dayton nie będę się tak czuć? To dlatego Bóg mnie tam zsyła? – Nikt cię tam nie zsyła. Nie musisz jechać. – Nie mam gdzie się podziać. – Zostań tutaj. Załóż własną perfumerię. – To miło, że wierzysz, że mogę zrobić wszystko, co tylko przyjdzie mi do głowy. – Bo możesz. – Nie mogę tu zostać. Przyniosłam wstyd rodzicom. Matka nigdy nie przestanie mi o tym truć, a ojciec będzie mi codziennie przypominać, ile go to wszystko kosztowało. Przeczekam w Dayton, aż będę mogła wrócić do Europy.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 19

19

2012-09-19 16:19:51


– Ale w formułowaniu receptur, w chemii i analizowaniu danych nie ma nic romantycznego. – Sophie wydęła usta. – Nie znosisz tego. – Nieprawda. To po prostu nie jest moje powołanie. Moim przeznaczeniem jest sprawiać, by świat pachniał piękniej.  – Przytrzymywała włosy, by nie potargał ich szalony wiatr. – Nie, Daph. Nie znosisz tego. – To tylko przejściowa praca. Dam sobie radę. – W oddali odezwał się lew morski. – Słyszałaś to? Ciekawe, jakie nowe widoki i odgłosy – i zapachy oczywiście – czekają na mnie w Dayton. – Może poczekasz parę dni, zanim podejmiesz ostateczną decyzję? Nie musisz wyjeżdżać z miasta, tylko dlatego, że nadęci znajomi twoich rodziców będą plotkować. Zatrzymaj się u mnie na półwyspie. – Nie. W Dayton nic mnie nie będzie rozpraszać. Będę mogła pomyśleć. Coś zaplanować. – A jeśli Mark pojawi się w pracy? Maleńka cząstka Daphne chciała udać się do Dayton właśnie z tego powodu. – Dla miłości zrezygnowałam ze świętego Graala perfumiarskich posad. – Z miłości wszyscy robimy szalone rzeczy. Kto powiedział, że lepiej jest stracić miłość, ale wiedzieć, że się kochało, niż nie kochać wcale? – Ktoś, kto skończył samotnie. – Właśnie dlatego nie chcę, żebyś jechała do Dayton. Będziesz tam sama jak palec.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 20

20

2012-09-19 16:19:51


– Jestem w tym dobra. Może nawet za dobra. Myślałam, że rezygnacja z mojego marzenia była pięknym dowodem oddania. Teraz wydaje mi się, że byłam głupia i naoglądałam się za dużo komedii romantycznych. Zrezygnowałam z wymarzonej pracy przez jakiegoś kretyna. – Ale wtedy nie wiedziałaś, że jest kretynem. – Jak to możliwe, że go nie wyczułam? I że ty też dałaś się nabrać? Skończyłaś Stanford, więc powinnaś chyba być trochę mądrzejsza. – Zaliczyłabym go do socjopatów – potrafił być taki czarujący, że nasz radar go nie wychwycił. Socjopaci nie czują empatii, więc twoje wszystkie uczucia względem niego były totalną stratą. – To świeża diagnoza, pani doktor – rzuciła Daphne – Przynajmniej poczułam się lepiej. – Myślałam, że jestem szczęściarą, bo Mark chciał się ze mną ożenić. – On też tak myślał. Że jesteś szczęściarą, bo chce się z tobą ożenić. Daphne wpatrywała się we wzburzone fale i rozmyślała, jak wyglądałoby jej życie u boku Marka Goodsmitha. Jutro pozwoli, by w pełni dotarło do niej to, co zdarzyło się dziś, i zarezerwuje pojedynczy bilet do Ohio. Bez wątpienia dzisiejszy skandal na lata pozostanie jednym z najżywszych tematów rozmów znajomych rodziców. Spektakularne upadki zawsze cieszyły się powodzeniem wśród miejscowych elit. Jednego mogła być pewna: w Dayton nie dotrze do niej ani jedno ich słowo. Cóż, Dayton to nie Paryż, ale też nie San Francisco. I w tej sytuacji był to jego plus.

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 21

21

2012-09-19 16:19:51


– Nadal chcę zabrać buteleczki wody kolońskiej z wesela – powiedziała nagle. – Ulotność! to moje najlepsze dzieło i chcę, by Arnaud ją powąchał. – To nie jest twoje najlepsze dzieło. To twoje pierwsze dzieło. Tyle jeszcze przed tobą, Daph. Może to ty musisz jeszcze raz powąchać perfum, żeby do ciebie dotarło, na ile jeszcze cię stać. – Sophie sięgnęła do kieszeni. – I pomyśleć, że uważałaś, że kieszeń w sukni jest w złym guście. Możesz wyciągnąć z niej lusterko, by przypudrować nos, i trzymać w niej Ulotność! – Wyciągnęła buteleczkę w kobaltowym kolorze. – Całkiem praktyczna, co? Wzięłam kilka flakoników na pamiątkę, gdy wczoraj wieczorem zawiozłyśmy je do hotelu. Może powinnaś dać jedną naszemu kierowcy.  – Sophie trzymała flakonik tak, by Daphne nie widziała złotego napisu: „Mark i  Daphne Goodsmith, 4  czerwca 2011”.– Powąchaj  – nakazała Sophie i wyciągnęła korek z butelki. – Nie chcę tego wąchać. Chcę to wysłać do Arnauda, żeby mu przypomnieć, na co mnie stać. Sophie nadal machała buteleczką pod nosem Daphne, podczas gdy ona próbowała się odsunąć. – Przestań – powiedziała Daphne. – Bo na mnie wylejesz i nie będziemy mogły sprzedać sukni. Wiem, jak pachnie ta woda. Zaprojektowałam ją.  Zresztą przy zapachach od nabrzeża i tak nic nie poczuję. – Zapomniałaś, jaka jesteś dobra. To nie Mark cię zainspirował. To miłość cię zainspirowała, a jeśli mogłaś pokochać tamtego faceta, to musisz wierzyć, że gdzieś istnieje inny, który ma choć krztynę przyzwoitości i jest ciebie wart.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 22

22

2012-09-19 16:19:51


– Czekaj, czekaj! – Daphne wyrwała Sophie butelkę. Głęboko wciągnęła powietrze.  – Nic nie czuję!  – Przymrużyła oczy i  spojrzała na przyjaciółkę.  – Nalałaś tu wody? – Jeśli to miał być żart, to nie śmieszył Daphne. Szukała w  powietrzu intensywnego odoru ryb, który czuła jeszcze przed chwilą. Spohie zrobiła oburzoną minę. – A po jakie licho miałabym to robić? Daphne wzięła kolejny wdech, ale wciąż nic nie czuła. Ani indonezyjskiego paczuli, ani bergamotki, ani nawet rozmarynu i cytrusowej nuty. – Nie czuję żadnego zapachu. Ani trochę. Sophie wzięła od niej butelkę i głęboko się zaciągnęła. – Nadal jest nieziemski. To chciałaś usłyszeć? Daphne potrząsnęła głową i  poczuła, jak ściska ją w gardle. Wyszkolono ją tak, by umiała rozróżnić niemal pięć tysięcy zapachów, aż tu nagle jej cały świat – świat aromatów – zupełnie zanikł. – Pewnie robi mi się zimno. Albo łzy zaburzają mój zmysł węchu. – Ale jeszcze nie płakałaś. To pewnie stres. Kiedy przebierzesz się w dżinsy i wymyślisz co dalej, wszystko wróci do normy. Daphne pokiwała głową, czując, jak tłumione dotąd emocje uwalniają się i przestają uciskać ją w dołku. – A  co, jeśli to nie stres?  – Użyła wszystkich swoich zdolności, by stworzyć Ulotność! Może jej talent wyczerpał się jak u dwudziestosiedmioletniego wiktoriańskiego poety?

illerbeck_Zapach_deszczu.indd 23

23

2012-09-19 16:19:51


– Uwierz mi – odpowiedziała Sophie, jakby słowami mogła sprawić, by to była prawda. – Rozluźnij się. Kiedy dotrzesz do Dayton, wszystko będzie po staremu. Ale musisz mi coś obiecać. Jeśli będziesz się czuła zbyt osamotniona, wrócisz. Możesz się u mnie zatrzymać, a twoi rodzice nawet się nie dowiedzą, że wróciłaś do San Francisco. A jeśli Sophie się myliła? Co jeśli stworzenie zapachu Marka zniszczyło jej najbardziej cenny skarb  – jej zmysł powonienia? Bez niego była bezwartościowa. Nawet w Dayton, w stanie Ohio.

Billerbeck_Zapach_deszczu.indd 24

2012-09-19 16:19:51


Schneider_Marylin_ostatnie_seanse_pocket.indd 2

2012-01-02 13:39:55


❧ Daphne Sweeten żyje w świecie zapachów i marzy o karierze kreatorki perfum. Najwyraźniej nie ma jednak nosa do narzeczonych: w dzień swojego ślubu zostaje porzucona przed ołtarzem. Niedoszły pan młody skradł jej także wymarzoną posadę w Paryżu, a pod wpływem stresu Daphne straciła swój najcenniejszy dar – zmysł węchu. Dziewczyna postanawia się nie poddawać. Wspiera ją w tym nowy szef, Jesse. A w miarę jak bliżej się poznają, staje się jasne, że zapach uczuć wisi w powietrzu…

Czy Daphne uda się zawalczyć o swoje marzenia? Czy będzie potrafiła rozpoznać aromat prawdziwej miłości?

Cena detal. 14,90 zł

Zapach deszczu  

Kristin Billerbeck: Zapach deszczu Daphne Sweeten żyje w świecie zapachów i marzy o karierze jako kreatorka perfum. Najwyraźniej nie ma jed...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you