Issuu on Google+

MARIA SIEMIONOW

TWARZĄ W TWARZ MOJA DROGA DO PIERWSZEGO PEŁNEGO PRZESZCZEPU TWARZY


MARIA SIEMIONOW

TWARZĄ W TWARZ Moja droga do pierwszego pełnego przeszczepu twarzy przekład

Bożena Markiewicz

Wydawnictwo Znak Kraków 2010


Rozdział 5

Mikrochirurg

To była sobota. W Finlandii na początku 1980 roku jeszcze panowała surowa zima. Na tej szerokości geograficznej dni są krótkie, a pomiędzy wschodem i zachodem słońca jest niewiele czasu. Pamiętam, że było popołudnie. Przywieziono młodego człowieka na wózku szpitalnym, a jego ręka przyjechała osobno, w pojemniku z lodem. Wraz z kolegami rąbał w lesie drewno na opał. Jego dłoń znalazła się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Szczegóły samego wypadku nie były istotne, chociaż niewątpliwie pozostaną na zawsze w pamięci drwala jako przerażające: uderzenie siekierą, trzask rozłupywanej kości i jego ręka – ten przedmiot leżący na ziemi obok zabłoconych butów, tak bardzo nie na swoim miejscu. Tego ponurego dnia zmieniło się jego życie. Moje także. Przyjechałam wtedy do Orthopaedic Hospital of the Invalid Foundation (obecnie ORTON Orthopaedic 65


T WARZĄ

W TWARZ

Hospital) do Helsinek, aby uczyć się pod kierunkiem fińskiego mikrochirurga doktora Simo Vilkki. Odbyłam dwudniową podróż promem z Gdańska do Helsinek. Za dnia, oparci o relingi, przyglądaliśmy się górom lodowym leniwie poruszającym się po ciemnym Bałtyku. W nocy leżeliśmy na kojach, słuchając głuchego odgłosu maszyn i uderzeń zimnych fal o kadłub statku, zastanawiając się, gdzie teraz są te góry lodowe. Do tego dużego portowego miasta przybyłam w marcu na dwumiesięczną praktykę w zakresie chirurgii ręki. Jest to wyjątkowo trudna specjalność ze względu na skomplikowaną anatomię ręki. Przyłóż dłoń do twarzy i porusz wszystkimi palcami. W dłoni jest dwadzieścia siedem kości poruszanych dwudziestoma ośmioma mięśniami. Potrafi ona chwycić kij hokejowy i igłę, ma tyle siły, żeby zgnieść pomarańczę, i tyle delikatności, by podnieść piórko, nie niszcząc go. Odczuwa gorąco, zimno i ból. Kiedy nerwy, ścięgna, żyły i tętnice, które służą temu cudownie skoordynowanemu mechanizmowi, ulegną zniszczeniu – na przykład przez siekierę – mijają całe godziny, zanim uda się wszystkie struktury połączyć i doprowadzić do pewnego stopnia używalności. Replantacja ręki to niezmiernie długi zabieg. Chyba dlatego doktor Vilkki zadzwonił po mnie. W sobotę wszyscy pracujący tu lekarze, niektórzy z większym doświadczeniem niż moje, mieli wygodną wymówkę – byli niedysponowani. Nikt nie chciał spędzić popołudnia, nocy i większości niedzielnego ranka w sali operacyjnej. Dla mnie możliwość operowania z doktorem Vilkki 66


M IKROCHIRURG

była podarunkiem od losu, moim szczęściem w cudzym nieszczęściu. Ryzykując, że wyjdę na osobę bezduszną, stwierdzam, że amputacje są rzadkością, a możliwość obserwowania pracy jednego z najlepszych europejskich chirurgów, pioniera chirurgii ręki, i asystowania mu – dużą szansą. Ręka była ucięta tuż nad przegubem. Pacjent miał szczęście. Gdyby siekiera uderzyła niżej, mogłaby zniszczyć kilka bardzo delikatnych i skomplikowanych anatomicznie struktur. W dodatku, też na szczęście dla pacjenta, było to cięcie siekierą. Wiele osób traci kończyny w okropnych wypadkach samochodowych i przemysłowych, a wtedy są one najczęściej tak zmiażdżone, że trudno je przyszyć czy zrekonstruować. Dłoń drwala, blada i bez życia, nie wyglądała źle, ale rana wymagała oczyszczenia i usunięcia zmiażdżonej tkanki, brudu, różnych pozostałości, jak również trzeba było usunąć skrzepniętą krew z tętnic i żył. Potem zidentyfikować nerwy, więzadła, ścięgna i przygotować je do zszycia z ręką pacjenta. Kiedy z doktorem Vilkki myliśmy delikatnie dłoń, inni lekarze w pokoju obok przygotowywali kikut ramienia. Chirurdzy używają rozmaitych oznaczeń, aby rozróżnić drobne anatomiczne elementy. Żyłę oznaczamy przez wkłucie igły, przewleczenie nici chirurgicznych i przycięcie ich krótko. Dłuższe końcówki nici identyfikują tętnice. Różnej długości końce nici oznaczają nerwy. Kiedy dłoń i ramię są zdezynfekowane, oznakowane i przybliżone do siebie, od razu widać, co ma być przyszyte do czego. 67


T WARZĄ

W TWARZ

Przez kilka godzin doktor Vilkki i ja pochylaliśmy się nad ręką. Spokojnie rozmawialiśmy, pokazując sobie tętnice, pomagając przy lokalizacji nerwów i zwracając uwagę na zniszczone ścięgna, ale przez większość czasu pracowaliśmy w milczeniu, skupiając się na tym bladym przedmiocie leżącym przed nami. Kiedy skończyliśmy, ręka została zawinięta w ręcznik i zaniesiona na tacy na salę operacyjną. Ten fragment człowieka wyglądał martwo i nieustannie był chłodzony. Schładzanie prawie każdej komórki pomaga utrzymać ją przy życiu poprzez spowolnienie metabolizmu komórkowego. To jest jeszcze jedna rzecz, której adepci chirurgii muszą się nauczyć. Są przyzwyczajeni do ciepła ciała i krwi pacjenta. A teraz trzeba wziąć do ręki zimny organ albo kończynę. Gotowa do operacji ręka zostaje przyniesiona na salę operacyjną i położona obok kikuta ramienia znieczulonego pacjenta. Replantacja może się zacząć. Słychać różne dźwięki, które towarzyszą każdej operacji na całym świecie: przyciszone świsty, tykania i sygnały różnych elektronicznych maszyn i monitorów, szum wentylatorów i brzęk instrumentów odkładanych na tace. Skalpele i kleszcze upadają z hałasem. Igły mikrochirurgiczne nie wydają prawie żadnego dźwięku. Przeciętny ludzki włos ma grubość sześćdziesięciu do dziewięćdziesięciu mikronów (mikron to jedna tysięczna milimetra), a grubość igieł mikrochirurgicznych waha się od czterdziestu do stu mikronów. Żeby je nawlec, potrzebny jest mikroskop, dlatego produkuje się je od razu z nićmi. Po założeniu kilku szwów nić staje się za 68


M IKROCHIRURG

krótka. Igłę wyrzuca się na tacę z cichutkim „pyk”. Chirurg bierze następną, prostuje się, być może rozluźnia rękę i znów pochyla się nad swoim zadaniem, wchodzi w świat maleńkich żyłek, tętnic, nerwów i ścięgien w ograniczonym polu widzenia soczewek mikroskopu. Był taki szczególny moment podczas operacji, który pozostał mi w pamięci do dziś. Kiedy tętnice i żyły były już połączone, doktor Vilkki powiedział coś cicho do pielęgniarki. Ta zdjęła zaciski z naczyń i krew zaczęła krążyć. Kolor powoli się zmieniał, dłoń się zaróżowiła. Z martwego zbioru poszarpanych kości i ciała skazanych na chirurgiczny odpad zmieniła się w strukturę, która znów będzie mogła utrzymać filiżankę kawy albo wytrzeć łzę z buzi dziecka. Natychmiast wiedziałam, jaka będzie moja specjalizacja. To wtedy postanowiłam, że będę chirurgiem dłoni. Moje zdumienie na widok odżywającej ręki pobił na głowę wyraz twarzy pacjenta, kiedy obudził się ze znieczulenia. Zasypiał, wiedząc, że ma odciętą dłoń. Obudził się i znalazł ją na swoim miejscu. Jego zdumienie, zachwyt i wdzięczność tylko utwierdziły mnie w decyzji, podjętej, gdy ręka nabierała różowego koloru. Taka niezwykła transplantacja jest fachowo zwana autoprzeszczepem lub replantacją, ponieważ zostaje przyszyta własna dłoń pacjenta. Prawdziwa transplantacja, czyli allograft, polega na przeszczepie kończyn, tkanek czy organów od innego człowieka. W większości wypadków dotyczy to materiału od zmarłego dawcy, ale nie zawsze. Mam tu na myśli przeszczepy nerek. Wyzwanie jest większe w wypadku replantacji niż 69


T WARZĄ

W TWARZ

transplantacji. Ręka, która jest pobrana od osoby nieżyjącej, nie przeżyła dramatu wypadku czy zniszczenia siekierą lub maszyną rolniczą. Jednak największa różnica pomiędzy autoprzeszczepem i alloprzeszczepem jest taka, że w tym drugim przypadku pacjent już na zawsze jest skazany na surowy reżim przyjmowania leków zapobiegających odrzuceniu obcego ciała przez układ immunologiczny. To jest sprawa bardzo istotna i powód, dla którego kandydaci do transplantacji podlegają intensywnej selekcji psychologicznej. Pierwsza operacja transplantacji ręki ilustruje problem i trudności, jakie stoją przed pacjentem.


Spis treści

Wstęp . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

5

ROZDZIAŁ 1

Powoli do przodu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

9

ROZDZIAŁ 2

Lekcje anatomii . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

27

ROZDZIAŁ 3

Podróże . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

37

ROZDZIAŁ 4

Skalpel i rodzina . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 49 ROZDZIAŁ 5

Mikrochirurg . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 65 ROZDZIAŁ 6

Twarz różni się od serca . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

81

ROZDZIAŁ 7

Praca w Louisville . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

97

ROZDZIAŁ 8

Transplantacje . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 117 195


T WARZĄ

W TWARZ

ROZDZIAŁ 9

Rozważania etyczne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 139 ROZDZIAŁ 10

Kandydat . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 157 ROZDZIAŁ 11

Kiedy nadszedł czas . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 171 Epilog . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 185 DODATEK

Operacja przeszczepu twarzy . . . . . . . . . . . . . . . . . 191


Opowieść profesor Marii Siemionow – polskiej chirurg, która zadziwiła świat.

W

grudniu 2008 roku w Cleveland zespół kierowany przez Marię Siemionow dokonał pierwszego pełnego przeszczepu twarzy. To przełomowe dokonanie sprawiło, że polska chirurg pojawiła się na pierwszych stronach gazet i w czołówkach serwisów informacyjnych na całym świecie.

M

aria Siemionow opowiada o drodze, która doprowadziła ją do tego niezwykłego sukcesu. Od momentu gdy w Finlandii brała udział w przyszyciu dłoni, którą odciął sobie nieostrożny drwal, wiedziała, że transplantologia będzie jej zawodowym powołaniem. Wspomina ciężkie studia na poznańskiej Akademii Medycznej i zdobywanie zawodowej pozycji w Stanach Zjednoczonych. Opisuje również fascynujące dzieje transplantologii i problemy – zarówno medyczne, jak i etyczne – stojące przed chirurgiem, który się nią zajmuje. Pisząc, dzieli się emocjami towarzyszącymi jej pracy: presją odpowiedzialności, zmęczeniem po wielogodzinnych operacjach i euforią po udanym zabiegu.

Twarzą w twarz to opowieść o osobistym sukcesie, który jednocześnie stał się kamieniem milowym w rozwoju światowej chirurgii.

cena detal. 32,90 zł


Twarzą w twarz