Issuu on Google+


Schneider_Marylin_ostatnie_seanse_pocket.indd 2

2012-01-02 13:39:55


Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 1

SzukajÄ…c Noel

2012-01-02 13:37:02


Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 2

2012-01-02 13:37:11


Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 3

Richard Paul Evans

Szukając Noel tłumaczenie Bartosz Gostkowski

2012-01-02 13:37:11


Tytuł oryginału Finding Noel Copyright © 2006 Richard Paul Evans Copyright © for the translation by Bartosz Gostkowski Projekt okładki Adam Jaworski Fotografia na pierwszej stronie okładki © Alenkasm/Dreamstime.com Opieka redakcyjna Julita Cisowska Alicja Gałandzij Adiustacja Małgorzata Biernacka Korekta Katarzyna Onderka Ewa Polańska Projekt typograficzny i łamanie Irena Jagocha Cytat znajdujący się w książce pochodzi z: Clive Staples Lewis, Listy starego diabła do młodego, tłum. Stanisław Pietraszko, Warszawa 1990, s. 2. ISBN 978-83-240-1684-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie III, Kraków 2012 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 4

Evans_Szuk

2012-01-02 13:37:11


Rozdział 3 Starałem się ponownie odnaleźć Macy. Wygląda na to, że ona nie istnieje. Z pamiętnika Marka Smarta

N

ie mogłem przestać myśleć o  Macy. Nawet śniłem o niej. Czułem się, jakbym poprzednie kilka dni spędził w lunatycznym transie i jakaś część mnie zastanawiała się nawet, czy rzeczywiście ją spotkałem, czy też była jedynie promykiem światła ujrzanym na końcu koszmarnego snu. Tak czy inaczej musiałem zobaczyć się z nią ponownie. Skorzystałem z  telefonu właściciela budynku i  już przy pierwszej próbie udało mi się dodzwonić do mechanika. Ustaliliśmy, że spotkamy się w południe przy moim samochodzie. Została mi niecała godzina. Umyłem się i ubrałem w pośpiechu, a potem wybiegłem na przystanek autobusowy. Śnieżna zawierucha minęła, pozostawiając dolinę pogrążoną w ciszy i przysypaną grubą warstwą śniegu. Słońce świeciło jasno, ale nie na wiele się to zdało, bo trzymał siarczysty mróz i zanim przyjechał autobus, poczerwieniały mi od niego policzki i uszy. Wysiadłem na przystanku o kilka

31

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 31

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 31

2011-10-05 14:15

2012-01-02 13:37:13


przecznic od kawiarni i minąłem ją, maszerując w kierunku samochodu. Pługi śnieżne nie próżnowały tej nocy i zaspy odgarniętego śniegu sięgały szyb mojego auta. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że zostawiłem je w strefie, w której nie wolno było parkować, nie dało się jednak sprawdzić, czy za wycieraczką tkwił jakiś mandat. Przynajmniej nie zabrali mi samochodu na policyjny parking. Prawdę mówiąc, niewiele przejmowałem się wtedy autem, cały czas myślałem bowiem o Macy. Spojrzałem na zegarek, do południa zostało jeszcze dziesięć minut. Mechanik dotąd nie przyjechał, poszedłem więc do kawiarni. W środku było dość tłoczno. Rozglądając się po lokalu, denerwowałem się coraz bardziej. Co właściwie chciałem jej powiedzieć? Co zrobię, jeśli ona wcale nie będzie chciała ze mną rozmawiać? Z tego, że rzuciłeś żebrakowi dolara, nie wynika przecież, że masz ochotę zaprosić go do siebie na obiad. Stanąłem w kolejce do kasy. Gdy przyszła moja kolej, młoda kobieta w koszulce z Bruce’em Springsteenem i z oczami podkreślonymi silnym makijażem podniosła wzrok i uśmiechnęła się do mnie: – Co mogę ci podać, kotku? – Szukam Macy. Obrzuciła mnie pustym spojrzeniem. – Macy? – Tak. – Czy to ktoś, kogo znam? – Ona tu pracuje. Zmarszczyła czoło. – Nie znam żadnej Macy. Może masz na myśli Mary?

32

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 32

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 32

2011-10-05 14:15Evans_Szuk

2012-01-02 13:37:13


– Nie. Chodzi mi o  Macy, pracuje tutaj na wieczornej zmianie. Kobieta potrząsnęła przecząco głową. – Na wieczornej zmianie pracuje Mary. Odwróciła się do koleżanki, która czyściła filtr ekspresu z resztek zużytej kawy. – Znasz jakąś Macy, która podobno tutaj pracuje? – Macy? – No. – Masz na myśli Mary? Kobieta spojrzała z powrotem w moim kierunku. – Na pewno nie chodzi ci o Mary? – Nie, chodzi mi o Macy. Brzmi tak samo jak nazwa tej sieci handlowej: Macy. – A jak ona wygląda? – Niewysoka. Krótkie, rude włosy. Duże oczy. Bardzo ładna. – Chodzi ci o Mary. – A jak ta Mary ma na nazwisko? – spytałem. – Hummel. – To nie ona, ta, o którą mi chodzi, nazywa się Wood. – U nas nie pracuje nikt o nazwisku Wood. Nie wiedziałem, co na to odpowiedzieć. Kobieta patrzyła na mnie teraz ze współczuciem, pewnie pomyślała właśnie, że któraś z dziewczyn z kawiarni podała mi fałszywe nazwisko albo może że sam sobie to wszystko wymyśliłem. – Przykro mi, że nie mogę ci pomóc. Chcesz coś zamówić? Poczułem się naprawdę głupio. – W takim razie może czekoladę – wykrztusiłem.

33

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 33

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 33

2011-10-05 14:15

2012-01-02 13:37:14


– To akurat da się załatwić. Z bitą śmietaną czy bez? – Ze śmietaną. – Dużą, średnią czy małą? – Małą. Zapłaciłem za czekoladę i odebrałem ją kilka chwil później przy kontuarze. Usiadłem przy oknie, tak by zobaczyć, gdy pojawi się mechanik. Kiedy dopijałem ostatnie łyki, przed moim autem zatrzymał się poobijany chevrolet pick-up. Wychodząc z kawiarni, widziałem, jak z szoferki wysiada jakiś mężczyzna. Miał na sobie ciężkie buty i  musztardowy kombinezon roboczy, był bez kurtki, ale na głowę wciągnął wełnianą czapkę, a pod kombinezonem nosił gruby golf. Podszedłem, żeby się z nim przywitać. – Cześć. Jestem Mark. – Oddech zamarzał mi na ustach. – Carl – oznajmił. – Dzięki, że zdecydowałeś się przyjechać. – Taa… – Spojrzał na mój przysypany śniegiem samochód. – Mam jakieś szczotki na skrzyni. Sięgnął po dwie szczotki na długich kijach, dał mi jedną z nich i razem odgarnęliśmy śnieg z okien i maski mojego samochodu. Potem przyklęknął i zaczepił jeden koniec nylonowej liny holowniczej do mojego przedniego zderzaka, a drugi założył na hak swojego pick-upa. Z niemałym trudem udało mi się w końcu otworzyć drzwi od strony kierowcy. – Jeździłeś już kiedyś na holu? – spytał. – Tak. – Prawdę mówiąc, więcej razy, niż potrafiłem policzyć. Stu zawsze pomagał ludziom, których nie było stać na wynajęcie ciężarówki pomocy drogowej. To jedno trzeba było mu przyznać. Mimo że sami nie byliśmy przesadnie majętni,

34

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 34

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 34

2011-10-05 14:15Evans_Szuk

2012-01-02 13:37:14


nigdy nie odmawiał pomocy ludziom, którzy jej potrzebowali. Pamiętam, jak kiedyś nie przyjął pieniędzy od samotnej matki, która mieszkała po sąsiedzku, wymawiając się, że problem z jej samochodem polegał tylko na zabrudzonych świecach. W rzeczywistości Stu spędził cały poranek, składając w całość rozrusznik w jej aucie. Miałem wtedy dopiero dziesięć lat i chciałem coś powiedzieć, ale powstrzymał mnie jego surowy wzrok. * – Staraj się cały czas utrzymywać linę napiętą – krzyknął Carl przez otwarte okno. – Pamiętaj, żeby wrzucić luz. I odblokuj ręczny hamulec, jeśli jeszcze działa. – Dobra – odkrzyknąłem, wsiadając do auta. W środku było zimno jak w  lodówce. Akumulator rozładował się na mrozie i  nie dało się włączyć ani ogrzewania, ani wycieraczek. Kiedy droga była wolna, Carl dał ręką znak i jego wóz ruszył naprzód, wyciągając mój samochód bokiem na szosę. Dwadzieścia minut później dojeżdżaliśmy już do jego domu. Wciągnął moje auto na podjazd przed garażem. Zaciągnąłem hamulec i wysiadłem. Wręczyłem mu swoje kluczyki i skorzystałem z jego telefonu, by zadzwonić do Victora, gościa, z którym sprzątaliśmy razem w szkole. Victor zaofiarował się kiedyś, że może mnie podwieźć do pracy, kiedy tylko będę tego potrzebował. Były co najmniej dwa powody, dla których nigdy wcześniej nie skorzystałem z  jego propozycji. Po pierwsze, miałem własny samochód i  nie potrzebowałem, by ktoś mnie podwoził. Po drugie, każda rozmowa z Victorem wcześniej czy później

35

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 35

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 35

2011-10-05 14:15

2012-01-02 13:37:14


przeradzała się w dyskusję na temat UFO i teorii spiskowych. Mogłeś próbować rozmawiać z nim o pogodzie, a on i tak zawsze znalazł sposób, by nawiązać do rządowego spisku, którego celem było ukrycie katastrofy statku kosmicznego obcych w  nowomeksykańskim Los Alamos. Rzadko zdarzało mi się z nim zgadzać (właściwie to nigdy) i podejrzewam, że uważał mnie albo za kompletnego głupka, albo za współpracownika którejś z rządowych agencji monitorujących poczynania przebywających na Ziemi przybyszów z  kosmosu. * Victor pojawił się jakieś trzy kwadranse później i nie zawiódł moich oczekiwań. Wspólna droga do pracy upłynęła nam na dyskusjach o spiskach i kosmitach. Mówił głównie on i trzeba przyznać, że dawał z siebie absolutnie wszystko. Nim dotarliśmy na miejsce, zdołał przekazać mi podstawy wiedzy o  UFO, zaczynając od dokonywanych przez obcych uprowadzeń i kręgów w zbożu, a na okaleczeniach bydła w południowym Utah kończąc. Tym razem do swojego stałego repertuaru dodał jednak nowy element: samozapłon. Wyjaśnił mi, że każdego roku co najmniej dwadzieścia sześć osób bez żadnego widocznego powodu staje nagle w płomieniach i że z myślą o takich właśnie przypadkach sam zaczął wozić w bagażniku gaśnicę. Zasugerowałem przeprowadzenie małych ćwiczeń pożarniczych, ale Victor nie dostrzegł w tym chyba nic zabawnego. Nie przerwał swojego monologu nawet po tym, jak dotarliśmy już na miejsce. Tym razem godziny pracy upływały

36

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 36

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 36

2011-10-05 14:15Evans_Szuk

2012-01-02 13:37:14


jednak szybciej niż zwykle, ponieważ głowę miałem cały czas zajętą przyjemniejszymi myślami. Widocznie serca, podobnie jak natura, nienawidzą pustki, ja zaś znalazłem coś, czy raczej kogoś, kto potrafił wypełnić moje. Dziwaczna rozmowa podczas przedpołudniowej wizyty w kawiarni mogła oznaczać, że już nigdy więcej nie spotkam Macy. Mimo to sama myśl o niej sprawiała mi radość. Dochodziła już jedenasta wieczorem, gdy Victor wysadził mnie przed domem mechanika. Mój samochód stał zaparkowany na ulicy i uznałem, że to dobry omen. W domu było ciemno, tylko jedno z okien rozjaśniał blask ekranu telewizora. Zapukałem do drzwi. Minutę później stanął w nich Carl, miał potargane włosy, a oczy błyszczały mu od zbyt wielu godzin spędzonych przed telewizorem. – Przepraszam, że przychodzę tak późno – zacząłem. – Dopiero przed chwilą wyszedłem z pracy. – Nie ma sprawy. Udało mi się doprowadzić go do porządku – powiedział, masując sobie dłonią kark. – To świetnie. – Pomachałem ręką, dając znak Victorowi, że może odjechać. – Co się zepsuło? – Pękł pasek rozrządu. Rozładował ci się też akumulator. Doświadczenie wyniesione z  warsztatu samochodowego podpowiadało mi, że nie była to tania awaria. – Ile jestem ci winien? – Masz szczęście, znalazłem odpowiedni pasek na złomowisku. Pięćdziesiąt dolców za części i siedemdziesiąt za robociznę. Ładowanie akumulatora masz gratis. – Dzięki. – Westchnąłem, sięgając po portfel. – Płacę gotówką.

37

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 37

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 37

2011-10-05 14:15

2012-01-02 13:37:14


Wręczyłem mu sześć dwudziestodolarowych banknotów. Naprawa warta była dwa razy tyle. Mimo to oddałem mu właśnie prawie wszystkie pieniądze, jakie miałem. Przez kolejny tydzień czekała mnie dieta złożona z płatków z mlekiem i kanapek z masłem orzechowym. – Kluczyki znajdziesz pod siedzeniem, drzwi zostawiłem otwarte. – Dziękuję raz jeszcze, dobrej nocy. – Taa – rzucił, zamykając drzwi. Uruchomiłem silnik i pojechałem do domu.

Evans_Szukajac Noel_A5.indd 38

Evans_Szukajac_Noel_pocket.indd 38

2011-10-05 14:15Evans_Szuk

2012-01-02 13:37:14


Szukając Noel