Issuu on Google+


Wilson_Robokalipsa.indd 2

2011-08-10 17:22:05


K AU I H A RT H E M M I NGS

Spadkobiercy tłumaczenie Hanna de Broekere

Kraków 2012

Hemmings_Spadkobiercy.indd 3

2011-12-14 11:24:16


Hemmings_Spadkobiercy.indd 6

2011-12-14 11:24:17


Część I

Potyczki rodzinne

Hemmings_Spadkobiercy.indd 7

2011-12-14 11:24:17


Hemmings_Spadkobiercy.indd 8

2011-12-14 11:24:17


~1~

Słońce świeci, majny ćwierkają, palmy się kołyszą, wielka mi rzecz. Jestem w szpitalu i jestem zdrowy. Moje serce bije tak, jak powinno. Mój mózg wysyła wiadomości, które są głośne i wyraźne. Moja żona leży na szpitalnym łóżku z regulowanym wezgłowiem, w pozycji, którą przyjmują ludzie śpiący w samolotach, ze sztywnym tułowiem i głową przechyloną na jedną stronę. Jej ręce spoczywają na udach. – Może położymy ją płasko? – pytam. – Zaczekaj – mówi moja córka Scottie. Pstryka swojej mamie polaroidowe zdjęcie. Wachluje się fotką, a ja naciskam guzik z boku łóżka, aby obniżyć tułów mojej żony. Przestaję cisnąć dopiero wtedy, gdy moja żona leży nieomal płasko. Joanie jest w  śpiączce od dwudziestu trzech dni i  w najbliższym czasie będę musiał podjąć kilka decyzji uzależnionych od ostatecznego werdyktu naszego lekarza. Właściwie będę musiał jedynie dowiedzieć się, co lekarz ma do powiedzenia o  stanie Joanie. Nie będę zmuszony do podejmowania żadnych decyzji, ponieważ Joanie wyraziła swoją wolę co do podtrzymywania jej życia. Moja żona, jak zawsze, sama decyduje o sobie. Dziś jest poniedziałek. Doktor Johnston powiedział, że porozmawiamy we wtorek, i na myśl o tym spotkaniu robię się nerwowy, 9

Hemmings_Spadkobiercy.indd 9

2011-12-14 11:24:17


jakby chodziło o romantyczną randkę. Nie wiem, jak się zachować, co powiedzieć, w co się ubrać. Ćwiczę odpowiedzi i reakcje, ale najlepiej wychodzą mi tylko kwestie, które pasują do scenariusza optymistycznego. Nie przećwiczyłem planu B. – Już – mówi Scottie. To jej prawdziwe imię. Joanie uznała, że to świetny pomysł, żeby nadać naszej córce żeński odpowiednik imienia jej ojca, Scotta. Jestem innego zdania. Patrzę na zdjęcie, które przypomina dowcipy robione śpiącym ludziom. Nie rozumiem, dlaczego powszechnie uważa się je za śmieszne. Można ci dużo zrobić, kiedy śpisz. Zdaje się, że takie ma być przesłanie. Jesteś taki bezbronny, nieświadom tego, co się z tobą dzieje. Jednak na tym zdjęciu od razu widać, że to nie jest zwykły sen. Joanie jest pod kroplówką, a z jej ust wychodzi coś, co nazywa się tubą wewnątrztchawiczą, i jest podłączone do respiratora, który pomaga jej oddychać. Jest odżywiana przez rurkę i dostaje tyle lekarstw, że wystarczyłoby dla średniej wioski na Fiji. Scottie dokumentuje życie naszej rodziny w ramach zadania domowego z wychowania społecznego. Jej mama przebywa w szpitalu Queen’s i jest w czwartym tygodniu śpiączki, która została oceniona na 10 w skali Glasgow i na III w skali Rancho Los Amigos. Brała udział w wyścigu łodzi motorowych i miała wypadek przy prędkości ponad stu dwudziestu kilometrów na godzinę, ale myślę, że z tego wyjdzie. – Reaguje na bodźce niecelowo, ale zdarza się, że czasami jej reakcje są celowe, choć niespójne. – Tak powiedziała mi jej neurolog, młoda kobieta z lekko drgającym lewym okiem i tak szybkim sposobem mówienia, że trudno jej zadać pytanie. – Jej odruchy są ograniczone i często takie same, bez względu na bodziec – dodała. Żadna z tych wiadomości nie wydaje mi się pocieszająca, ale jestem pewien, że Joanie nadal walczy. Wierzę, że z tego wyjdzie 10

Hemmings_Spadkobiercy.indd 10

2011-12-14 11:24:17


i pewnego dnia będzie w stanie normalnie funkcjonować. Na ogół nie mylę się w swoich przewidywaniach. – Po co się ścigała? – zapytała pani neurolog. Zaskoczyła mnie. – Chyba żeby wygrać. Żeby jako pierwsza przyjechać na metę.

– Zamknij to – mówię do Scottie. Kończy wklejać zdjęcie do albumu, po czym bierze pilota i wyłącza telewizor. – Nie, mówiłem o tym. – Wskazuję na widok za oknem: słońce i drzewa, ptaki skaczące po trawie wokół okruszków rzucanych przez turystów i zwariowane panie. – Zasłoń to. Ohyda. W tropikach trudno być nieszczęśliwym. Założę się, że w dużych miastach człowiek może na ulicy rzucać na prawo i  lewo wściekłe spojrzenia i nikt go nie zapyta, co się stało, ani nie będzie zachęcać do uśmiechu, ale tutaj wszyscy uważają, że spotkało nas wielkie szczęście, bo mieszkamy na Hawajach: przecież jesteśmy w raju. Jeśli chodzi o mnie, pieprzę ten raj. – Obrzydlistwo – mówi Scottie. Zaciąga sztywną zasłonę na okno, zakrywając je całkowicie. Mam nadzieję, że nie dostrzega, że przyglądam się jej badawczo i że jestem mocno zaniepokojony tym, co widzę. Jest nadpobudliwa i jakaś dziwna. Ma dziesięć lat. Co ludzie robią w ciągu dnia, gdy mają dziesięć lat? Przesuwa palce po szybie i mamrocze: „Od tego można dostać ptasiej grypy”, a potem przykłada zwiniętą dłoń do ust i wydaje dźwięki podobne do trąbki. Szurnięta. Kto wie, co się dzieje w jej głowie, a przy okazji: jej włosm na pewno przydałoby się strzyżenie albo szczotkowanie. Na czubku głowy ma kępki splątanych włosów. Gdzie ona chodzi do fryzjera? – zastanawiam się. Czy była już kiedyś u strzyżenia? Drapie się po głowie, a potem przygląda 11

Hemmings_Spadkobiercy.indd 11

2011-12-14 11:24:17


się swoim paznokciom. Ma na sobie koszulkę z napisem „NIE JESTEM ŁATWA, ALE MOGĘ BYĆ!”. Jestem wdzięczny losowi, że nie jest zbyt ładna, ale zdaję sobie sprawę, że to może się zmienić. Spoglądam na zegarek. Dostałem go od Joanie. – Wskazówki świecą, a tarcza jest z macicy perłowej – powiedziała. – Ile kosztował? – zapytałem. – Ciekawe, skąd wiedziałam, że to będzie pierwsza rzecz, o jaką zapytasz. Było widać, że ją uraziłem, że włożyła dużo wysiłku w wybór prezentu. Uwielbia obdarowywać innych, okazywać ludziom zainteresowanie, żeby potem móc dać im prezent, który świadczy o tym, że poświęciła czas, aby ich wysłuchać i poznać. A przynajmniej tak się zachowuje. Nie powinienem był pytać o cenę. Chciała pokazać, że mnie zna. – Która godzina? – pyta Scottie. – Dziesiąta trzydzieści. – Jeszcze wcześnie. – Wiem – mówię. Nie mam pojęcia, co robić. Jesteśmy tu nie tylko dlatego, że przyszliśmy zobaczyć Joanie i mamy nadzieję, że jej się poprawiło w ciągu nocy, że reaguje na światło, dźwięki i bolesne ukłucia, ale też dlatego, że nie mamy dokąd pójść. Scottie przebywa cały dzień w szkole, a potem odbiera ją Esther, ale uznałem, że w tym tygodniu powinna przychodzić do szpitala i więcej czasu spędzić ze mną, dlatego zwolniłem ją ze szkoły. – Co chcesz teraz robić? – pytam. Otwiera swój album, który pochłania ją niemal bez reszty. – Nie wiem. Coś zjeść. – A co zwykle robisz o tej porze? – Jestem w szkole. 12

Hemmings_Spadkobiercy.indd 12

2011-12-14 11:24:17


– A gdyby dzisiaj była sobota? Co byś wtedy robiła? – Byłabym na plaży. Staram się sobie przypomnieć, kiedy ostatnio była wyłącznie pod moją opieką i co wtedy razem robiliśmy. Chyba miała roczek, może półtora. Joanie musiała polecieć do Maui na zdjęcia i nie mogła znaleźć opiekunki do dziecka, a jej rodzice z jakiegoś powodu nie mogli się zająć Scottie. Byłem akurat w trakcie jakiegoś procesu i musiałem zostać w domu, ale absolutnie nie miałem czasu, więc wsadziłem Scottie do wanny i dałem jej kawałek mydła. Patrzyłem, co się stanie. Zaczęła chlapać i próbowała napić się wody z wanny, ale zauważyła mydło i wyciągnęła rączkę, by je złapać. Wyślizgnęło się z jej uchwytu, więc spróbowała jeszcze raz z wyrazem skupienia na swojej małej buźce. Wymknąłem się do holu, gdzie zainstalowałem stanowisko komputerowe oraz elektroniczną nianię. Słyszałem, jak się śmieje, więc byłem pewien, że się nie topi. Ciekawe, czy ta sama sztuczka sprawdziłaby się i teraz: moja córka w wannie z kostką śliskiego mydła Irish Spring. – Możemy pójść na plażę – mówię. – Mama zabrałaby cię do klubu? – No jasne. A niby gdzie indziej moglibyśmy pójść? – odpowiada ironicznie. – W takim razie załatwione. Ty coś powiesz, potem zobaczymy się z pielęgniarką, wpadniemy do domu i pojedziemy na plażę. Scottie wyjmuje jedno zdjęcie z albumu, zgniata w ręku i wyrzuca. Ciekawe które, może to z mamą na łóżku, chyba rzeczywiście nie najlepsza pamiątka rodzinna. – Mam marzenie – mówi. – Jakie to marzenie? To jedna z naszych zabaw. Scottie wymienia miejsce, w którym chciałaby, żebyśmy byli, z wyjątkiem tego, w którym akurat jesteśmy w tym momencie naszego życia. – Chciałabym, żebyśmy byli teraz u dentysty – oznajmia. 13

Hemmings_Spadkobiercy.indd 13

2011-12-14 11:24:17


– To tak jak ja.  Marzy mi się, że robią nam prześwietlenie zębów. – A mamie wybielają – dodaje Scottie. Rzeczywiście chciałbym, żebyśmy teraz całą naszą trójką byli w gabinecie doktora Brancha, żebyśmy byli na haju pod wpływem gazu rozweselającego i dotykali swoich zdrętwiałych warg. Leczenie kanałowe byłoby jak wycieczka za miasto w porównaniu z tym, co mamy tutaj. Czy w ogóle jakikolwiek zabieg medyczny. Najbardziej jednak chciałbym być teraz w domu i pracować. Muszę zdecydować, kto powinien zostać właścicielem ziemi, która jest w posiadaniu naszej rodziny od lat czterdziestych dziewiętnastego wieku. W wyniku sprzedaży moja rodzina straci wszystkie udziały, więc muszę pilnie zapoznać się z faktami, zanim spotkam się z moimi kuzynami. Wyznaczyliśmy sobie nieprzekraczalny termin. Od dziś za sześć dni, dom kuzyna Sixa, godzina druga. Zaaprobujemy kupującego. To nierozsądne z mojej strony, że tak długo zwlekałem z przemyśleniem tej sprawy, ale tak się składa, że właśnie w ten sposób nasza rodzina postępuje od jakiegoś czasu. Wypięliśmy się na swoje dziedzictwo, czekając, aż ktoś inny weźmie nasz majątek i nasze długi. Obawiam się, że to Esther będzie musiała zabrać Scottie na plażę, i już jej mam to powiedzieć, ale rozmyślam się, bo mi wstyd. Moja żona jest w  szpitalu, moja córka potrzebuje swoich rodziców, a ja muszę pracować. Po raz kolejny próbuję wsadzić Scottie do wanny. Widzę, jak Scottie wpatruje się w swoją mamę. Opiera się plecami o ścianę i szarpie nerwowo skraj swojej koszulki. – Scottie, posłuchaj. Jeśli nie zamierzasz nic mówić, to równie dobrze możemy stąd wyjść. – OK. To wyjdźmy. – Nie chcesz powiedzieć mamie, co słychać w szkole? 14

Hemmings_Spadkobiercy.indd 14

2011-12-14 11:24:17


– Ona się tym nigdy nie interesuje. – A twoje zajęcia pozalekcyjne? Masz grafik bardziej napięty niż prezydent. A twój album? Pokaż go. A co takiego zrobiłaś niedawno na zajęciach z wydmuchiwania szkła? – Faję – odpowiada. Przyglądam się jej uważnie, zanim jakoś to skomentuję. Nie wygląda na to, żeby powiedziała coś znaczącego. Nigdy nie wiem, czy ona wie, o czym mówi. – Ciekawe – mówię. – Co to jest faja? Wzrusza ramionami. – Taki jeden chłopak ze średniej nauczył mnie, jak ją zrobić. Powiedział, że będzie pasować do chipsów i salsy i w ogóle do każdego jedzenia. To taki rodzaj rury. – Nadal masz tę… faję? – No, tak jakby. Pan Larson powiedział, żebym przerobiła ją na wazon. Mogę włożyć do niego kwiatki i dać jej. – Wskazuje mamę. – Świetny pomysł! Scottie rzuca mi sceptyczne spojrzenie. – Nie musisz się tak cieszyć jak harcerka. – Przepraszam. Odchylam się na krześle i patrzę na dziury w suficie. Nie wiem, dlaczego się nie martwię, ale po prostu tak jest. Wiem, że Joanie z tego wyjdzie, bo ona zawsze daje sobie radę. Obudzi się, Scottie będzie miała mamę, my dwoje będziemy mogli porozmawiać o naszym małżeństwie, a ja pozbędę się swoich podejrzeń. Sprzedam ziemię i kupię Joanie łódź, taką, która ją zachwyci i sprawi, że Joanie odrzuci głowę do tyłu i zacznie się śmiać. – Ostatnim razem to ty leżałeś w łóżku – odzywa się Scottie. – Zgadza się. – Ostatnim razem okłamałeś mnie. – Wiem, Scottie. Wybacz mi. 15

Hemmings_Spadkobiercy.indd 15

2011-12-14 11:24:17


Chodzi jej o mój pobyt w szpitalu. Miałem drobny wypadek na motorze. Przeleciałem przez kierownicę i wylądowałem w stercie żwiru. W domu opowiedziałem Joanie i Scottie, co się stało, ale upierałem się, że nic mi nie jest i że nie pójdę do szpitala. Scottie zrobiła kilka testów, żeby udowodnić mi, jaki jestem nieodpowiedzialny. Joanie też wzięła w tym udział. Odegrały role złego i gorszego gliny. – Ile palców widzisz? – zapytała Scottie, pokazując, jak zdołałem ocenić, mały palec i kciuk. – Wypchaj się – odparłem. Nie chciałem być sprawdzany w ten sposób. – Odpowiedz – zażądała Joanie. – Dwa? – Dobrze – powiedziała Scottie z rezerwą. – A teraz zamknij oczy, dotknij nosa i stań na jednej nodze. – Daj mi spokój, Scottie. Bez upadku też tego nie potrafię zrobić, a ty traktujesz mnie jak pijanego kierowcę. – Rób, co ci każe – wydarła się na mnie Joanie. Zawsze się na mnie wydziera, ale my po prostu tak ze sobą rozmawiamy. Jej krzyk przekonuje mnie o tym, że jestem nieudolny i kochany. – Dotknij nosa i stań na jednej nodze. Znieruchomiałem na znak protestu. Czułem, że coś mi jest, ale nie chciałem iść do szpitala. Chciałem, żeby moja dolegliwość ustąpiła sama. Byłem ciekaw, jak mój organizm sobie poradzi. Miałem problem z trzymaniem głowy prosto. – Nic mi nie jest. – Jesteś podły. Oczywiście miała rację. – Masz rację – przyznałem. Już to widziałem oczami wyobraźni: Jest pan ranny, oświadczyłby lekarz, a  potem wystawiłby mi 16

Hemmings_Spadkobiercy.indd 16

2011-12-14 11:24:17


rachunek na tysiąc dolarów, co najmniej, wykonałby mnóstwo niepotrzebnych czynności i udzieliłby mi niewiarygodnej i przesadnie ostrożnej rady, aby uniknąć procesu sądowego, a  potem musiałbym użerać się z firmami ubezpieczeniowymi, które celowo gubią dokumenty, aby wymigać się od wypłat, szpital kazałby mi wystąpić o odszkodowanie, a ja bym to wszystko załatwiał przez telefon z ludźmi, którzy nie mają świadectwa ukończenia szkoły średniej. Nawet teraz patrzę na to sceptycznie. Pani neurolog o szybkim sposobie mówienia i nasz neurochirurg mówią, że muszą utrzymywać właściwy poziom tlenu i kontrolować obrzęk jej mózgu. Brzmi dobrze: pilnowanie, aby ktoś był dobrze napełniony tlenem, nie powinno wymagać interwencji chirurga. Przekazałem Joanie moje myśli o lekarzach, pocierając prawą stronę mojej głowy. – Spójrz na siebie  – powiedziała Joanie. Oglądałem obraz z martwą rybą, który wisi na naszej ścianie, usiłując sobie przypomnieć, skąd go mamy. Spróbowałem odczytać nazwisko malarza: Brady Churkill? Churchill? – Nawet nie jesteś w stanie patrzeć prosto – powiedziała. – To jak w takim razie mam spojrzeć na siebie? – Zamknij się, Matt. Szykuj się i wsiadaj do samochodu. Uszykowałem się i wsiadłem do samochodu. Okazało się, że uszkodziłem sobie czwarty nerw, nerw, który łączy oczy z mózgiem, co wyjaśnia, dlaczego widziałem nieostro. – Mogłeś umrzeć – mówi mi teraz Scottie. – Bzdury – odpowiadam. – Czwarty nerw? Kto go potrzebuje? – Skłamałeś. Powiedziałeś, że nic ci nie jest. Powiedziałeś, że widzisz moje palce. – Nie skłamałem. Trafnie się domyśliłem. Na dodatek przez chwilę myślałem, że mam bliźniaczki. Dwie Scottie. Przygląda mi się spod przymrużonych powiek, oceniając, ile jest zgrywy w tym, co mówię. 17

Hemmings_Spadkobiercy.indd 17

2011-12-14 11:24:17


Spadkobiercy