Issuu on Google+

HISTORIE PRAWDZIWE

B stselllle Be er w Sta tana nach ch Zjedno Zjed noczonyc ych h

Michael Schoeld

Porusza ająca hisstoria dram matycznej wa alki o żżycie dziecka


Schofield_Pomoc_Jani.indd 2

2013-01-14 14:11:43


chofield_Pomoc_Jani.indd 3

Michael Schofield

Pomóc Jani Dziewczynka pogrążona w obłędzie i walka o jej ocalenie tłumaczenie Magdalena i Michał Filipczukowie

2013-01-14 14:11:43


Tytuł oryginału January First. A child’s descent into madness and her father’s struggle to save her Copyright © 2012 by Michael Schofield Copyright © for the translation by Magdalena Filipczuk & Michał Filipczuk Projekt okładki Maria Gromek Fotografia na pierwszej stronie okładki © ambrozinio/Shutterstock.com Opieka redakcyjna Aleksandra Kamińska Przemysław Pełka Ewa Polańska Opracowanie tekstu Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny Daniel Malak Łamanie Piotr Poniedziałek ISBN 978-83-240-2364-6

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37 Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: czytelnicy@znak.com.pl Wydanie I, Kraków 2013 Druk: Drukarnia Colonel, Kraków

Schofield_Pomoc_Jani.indd 4

2013-01-14 14:11:43


prolog

czerwiec 

W

iększość trzylatków jest już o tej porze w łóżkach, ale większość trzylatków to nie są geniusze tacy jak moja córka. Janni potrafi czytać, mnożyć i  dzielić w  głowie, a  nawet przepytuje moją żonę Susan i  mnie z układu okresowego, wykorzystując do tego celu podkładkę pod talerze, na której widnieją wszystkie pierwiastki. Jest już prawie dwudziesta pierwsza. O  tej porze Susan kończy swoją zmianę w jednej ze stacji radiowych w Los Angeles, podając wiadomości oraz informacje o  korkach. Zapewne wraca właśnie do domu, a ja na nią czekam. Chcę pobyć z Janni na zewnątrz, póki nie będzie można już nigdzie pójść i pozostanie nam tylko powrót do domu. Postępowaliśmy w ten sposób, odkąd Janni była noworodkiem. Zabierałem ją wtedy do Ikei, gdzie bawiła się w basenie z kulkami. Ja rzucałem sobie kulki na głowę, a ona śmiała się histerycznie. Kiedy uczę w Cal State Northridge, Susan robi rundy z Janni. Dzisiaj wieczorem moja kolej.

chofield_Pomoc_Jani.indd 15

15

2013-01-14 14:11:43


Kiedy patrzę, jak moja córka biegnie przede mną w centrum handlowym, jedynym miejscu, które mimo późnej godziny wciąż jest otwarte, zastanawiam się, jak to możliwe, że wciąż tryska energią. Byliśmy już w miejscowym zoo, Ikei, placu zabaw przy McDonaldzie  – byliśmy chyba wszędzie, by choć na jakiś czas zająć czymś umysł Janni. Mamy sezonowy bilet wstępu do zoo. Najbardziej podoba jej się, gdy wchodzimy do tunelu i wtykając głowy w specjalne otwory, wystawiamy je na zewnątrz niczym pieski preriowe. Janni uwielbia pieski. Czasem nawet ludzi nazywa „psami”, a  ja martwię się, że ktoś może to źle odebrać. O tej porze musi już być wycieńczona, ale nawet jeśli tak jest, nie okazuje tego. Choć to bez znaczenia. Nie chodzi o jej ciało. Chodzi o jej umysł. Muszę zmęczyć jej umysł. Od urodzenia tylko dzięki temu udaje się jej zasnąć. Centrum handlowe jest niemal puste, co dla nas jest okolicznością korzystną. Im mniej ludzi, tym lepiej. Janni wpada jak burza do sklepu z zabawkami, jednego z  tych ekskluzywnych miejsc, w  których sprzedaje się klasyczne zabawki. Podchodzi do nas sprzedawczyni. – Mogę w czymś pomóc? – pyta. – Nie, dziękuję. Tylko się rozglądamy  – mówię, chcąc szybko się jej pozbyć. Ostatnią rzeczą, której nam potrzeba, jest to, żeby Janni zaczęła z nią rozmowę. Janni nie wypowiada się tak jak przeciętne trzyletnie dziecko. Sprzedawczyni kiwa głową i zaczyna odchodzić, ale ku mojej konsternacji Janni idzie za nią. – Mam w domu siedem szczurów – mówi do sprzedawczyni. – O rany – odpowiada tamta zaskoczona. – Siedem szczurów? – Tak. – Janni potakuje. – Nazywam je Poniedziałek, Wtorek, Środa, Czwartek, Piątek, Sobota i Niedziela.

Schofield_Pomoc_Jani.indd 16

16

2013-01-14 14:11:43


Teraz następuje coś, czego najbardziej nie znoszę. Sprzedawczyni podnosi na mnie pytający wzrok. Patrzy na mnie, na ojca, oczekując potwierdzenia tego niewiarygodnego faktu. Jeszcze wersję z jednym szczurem mogłaby przełknąć – nawet z dwoma czy trzema, ale z siedmioma? Tyle tylko że my nie mamy żadnych szczurów. Każdy z nich jest urojonym przyjacielem mojej córeczki. Pierwszy wyobrażony przyjaciel Janni, pies o imieniu Low, pojawił się tuż przed jej trzecimi urodzinami. Następnie zjawił się kot o imieniu 400. Straciłem już rachubę, ilu miała tych przyjaciół. Wszyscy pochodzą z miejsca, które nazywa się Calilini i które przedstawia jako opuszczoną wyspę niedaleko kalifornijskiego wybrzeża. W normalnej sytuacji nie byłby to problem. Wszyscy wiedzą, że małe dzieci mają ogromną wyobraźnię. Ale Janni bardzo się złości, kiedy odnoszę się z lekceważeniem do jej wyimaginowanych przyjaciół. Wtedy patrzy na mnie z wyrzutem – jak na zdrajcę. Już otwieram usta, by pospieszyć z wyjaśnieniem: „Tak naprawdę nie ma żadnych szczurów. To tylko wytwór fantazji”, widzę jednak, jak Janni odwraca się w moją stronę, czekając na moją reakcję. Sprawia wrażenie zadowolonej. Wiem, co się stanie, jeśli powiem sprzedawczyni, jak sprawy się mają. Janni wyda z siebie jeden z tych jej rozdzierających uszy wrzasków. Następnie zacznie zrzucać na podłogę rzeczy z regałów. Ja każę jej odstawić je na miejsce, ponieważ naprawdę usilnie staram się wzmacniać w niej nawyki dobrego zachowania. A wtedy Janni powie „nie” tonem nadąsanej nastolatki i wybiegnie ze sklepu. Zawołam za nią: „Janni, wracaj tu natychmiast i pozbieraj te rzeczy”, ale jej już nie będzie. Wtedy będę musiał zostawić cały ten bałagan, którego narobiła, i ścigać ją, w strachu, że mi gdzieś zniknie. Wyjdę ze

chofield_Pomoc_Jani.indd 17

17

2013-01-14 14:11:43


sklepu i znajdę ją jakieś trzydzieści metrów dalej. Będzie patrzyła na mnie, czekając. Nagle przychodzi mi do głowy nagła myśl... Czemu miałbym powiedzieć sprzedawczyni prawdę? Ta kobieta nigdy nie odwiedzi naszego mieszkania. Nie dowie się, że nie mamy siedmiu szczurów. Po co sprawiać, by Janni w jeszcze większym stopniu czuła się odmieńcem? Kiwam głową i  rozkładam ręce, jakbym mówił: „Tak... Wiem, że to wariactwo”. – To prawda. Siedem szczurów. Sprzedawczyni kręci głową. – O rany. – Jej oczy zaokrąglają się i patrzy na mnie, jakbym był stuknięty, ale nie dbam o to. Chcę tylko utrzymać spokój. Podchodzę do córki. – Dobrze, Janni, chodźmy już. – Ponaglam ją, by uniknąć drążenia tematu. – Chcesz zapoznać się z  Piątkiem?  – pyta nagle Janni sprzedawczynię. O cholera, myślę nerwowo. – Chodźmy już, Janni. Nie mamy czasu. Musimy wracać do domu i nakarmić nasze szczury. Sprzedawczyni z  wyrazem zmieszania w  oczach patrzy na Janni. – Czy chcę zapoznać się z Piątkiem? – powtarza. – To moja szczurzyca – mówi zupełnie poważnie Janni. – Mam ją w kieszeni. Sprzedawczyni rzuca mi przerażone spojrzenie. – Nosisz ze sobą szczura?! Nie wolno wnosić zwierząt do sklepu! – Kieruje się w stronę stojącego na ladzie telefonu gotowa wezwać ochronę. A niech to wszyscy diabli!

Schofield_Pomoc_Jani.indd 18

18

2013-01-14 14:11:43


– Spokojnie – oświadcza Janni, idąc w krok za nią. – Ona nie gryzie. – Staje za sprzedawczynią i wyciąga dłoń, na której nic nie ma. – Widzisz? To miła szczurzyca. Kobieta wpatruje się w rozwartą pustą dłoń Janni. Trzyma już w ręku słuchawkę, gdy nagle zaczyna rozumieć. W końcu zanosi się nerwowym chichotem. – O mój Boże – mówi, spoglądając na mnie. – Przez chwilę dałam się jej nabrać. Myślałam, że naprawdę macie z sobą szczura. – Bo mamy – mówi Janni z niewzruszoną powagą na twarzy. – Wzięliśmy Piątek. Oto ona. – Podsuwa dłoń pod samą twarz sprzedawczyni, jakby tamta była krótkowidzem. – Janni, chodźmy już – wołam, desperacko pragnąc czym prędzej wyjść. Sprzedawczyni uśmiecha się i udaje, że głaszcze szczura. – To naprawdę bardzo miły szczurek – mówi do Janni. Marszczę brwi. Słyszę w  jej głosie protekcjonalny ton. Traktuje Janni jak każde inne dziecko, wierząc, że mała nie jest na tyle bystra, by zauważyć, że się ją oszukuje. – To „ona” – poprawia ją Janni. – Ach tak. Ona. – Sprzedawczyni przytakuje, patrząc na mnie z  wyrazem twarzy, który nieustannie widzę u  ludzi w  takich sytuacjach. Mówi on mniej więcej tyle: „Pańska córka ma niezwykłą wyobraźnię”. Następnie sprzedawczyni uśmiecha się do Janni. – Lubisz udawać? Janni nie odpowiada. Widzę na jej twarzy frustrację. Nagle moja córka chwyta kilka klasycznych drewnianych gier i zrzuca je z półek na podłogę. – Janni, przestań! – Biegnę za nią i chwytam ją za ręce, usiłując ją powstrzymać. Moja córka uwalnia się i biegnie w głąb sklepu, zrzucając kolejne rzeczy z półek.

chofield_Pomoc_Jani.indd 19

19

2013-01-14 14:11:43


Ruszam za nią. – Janni! – Wiem jednak, że nie ma znaczenia, co powiem. Janni i tak nie przestanie. Będę musiał ją wywlec ze sklepu. Jestem na nią zły, ale jeszcze bardziej wściekły jestem na głupią sprzedawczynię. „Dlaczego po prostu nie odegrała tej komedii do końca?” Wiem, że to nie w porządku z mojej strony – oczekiwać od całego świata, że będzie wczuwał się w wyobraźnię Janni. Ale to nie sprawia, że przestaję żałować, że tak właśnie nie jest.

Schofield_Pomoc_Jani.indd 20

2013-01-14 14:11:43


rozdział 

 sierpnia 

D

zisiaj są czwarte urodziny Janni i z tej okazji właśnie przygotowuję dla niej małe przyjęcie na basenie naszego apartamentowca. Wrzucam do basenu rozmaite zabawki. Janni już w nim siedzi i tapla się w wodzie. – Chodź już, tatusiu! – Idę, Janni. Muszę tylko dokończyć przygotowania. – Patrz, Janni! – woła Susan. – Przyszła Lynn z bliźniaczkami. Chodź się przywitać. Spoglądam w kierunku wejścia na basen. Susan wpuszcza gości. Janni jest rówieśniczką bliźniaczek. Znamy je od czasów, kiedy były niemowlętami. – Janni! – woła ponownie Susan. – Chodź się przywitać z Lynn i bliźniaczkami. – Nie – odpowiada Janni, nie zaszczycając ich ani jednym spojrzeniem. – Janni, musisz przywitać swoich gości – mówi Susan z odcieniem surowości w głosie.

chofield_Pomoc_Jani.indd 21

21

2013-01-14 14:11:43


– Nie! – krzyczy za jej plecami Janni, tym razem już znacznie głośniej. – Cześć, January! – woła Lynn. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! – Nie jestem January! – wrzeszczy Janni, wciąż odwrócona do tamtych plecami. Po czym dodaje ciszej: – Jestem Niebieskooka Rzekotka. Lynn jest najwyraźniej nieco zaskoczona, ale szybko odzyskuje zimną krew. Wie o naszych zmaganiach z Janni, raz po raz zmieniającej własne imię. Rok temu Janni przestała reagować na swoje imię. I ta faza trwała znacznie dłużej, niż się spodziewaliśmy. Ilekroć ktoś woła ją po imieniu, Janni wrzeszczy, jakby położono jej rękę na rozpalonej patelni. Nawet nie próbujemy jej zmuszać do używania własnego imienia. Na razie jesteśmy szczęśliwi, jeśli w ogóle wybierze sobie jakieś imię i uznaje je za swoje. Problem polega na tym, że wciąż zmienia imiona, czasami ma ich kilka w ciągu jednego dnia. Była już „Hot Dogiem”, „Tęczą”, „Świetlikiem”, a  znowu teraz przybrała imię „Niebieskookiej Rzekotki”, co było zmienioną wersją „Czerwonookiej Rzekotki” z Go Diego! Go!. Aż w końcu pani pracująca w aptece Sav-On zauważyła: „Ale przecież ty masz niebieskie oczy, kochanie”. – Lynn i dziewczynki przyszły na twoje przyjęcie urodzinowe – przypomniała jej Susan. – Powinnaś podejść do nich i się przywitać. Janni wychodzi z basenu i zbliża się do bliźniaczek. Już się nie dąsa. Uśmiecha się i prędko zaciera ręce, jakby naprawdę odczuła nagłą radość na ich widok; jakby wcześniejszego wybuchu w ogóle nie było. Susan wręcza bliźniaczkom dwa soki z lodówki. – Cześć, Janni. Jak się masz? – pyta miłym tonem Lynn.

Schofield_Pomoc_Jani.indd 22

22

2013-01-14 14:11:43


Janni przestaje zacierać ręce, a uśmiech znika z jej twarzy. – Nie jestem Janni! Jestem Niebieskooka Rzekotka. – Och, przepraszam. Zapomniałam. – Lynn szybko się poprawia jak pod wpływem lekkiego wstrząsu elektrycznego. – Dziewczynki, złóżcie Niebieskookiej Rzekotce życzenia urodzinowe! – instruuje córki. – Wszystkiego najlepszego, Janni!  – posłusznie intonują bliźniaczki. Znały ją jako Janni jeszcze wtedy, gdy nie umiały mówić. Ot, i wszystko, co wiedzą na ten temat. – Nie jestem Janni!  – wrzeszczy na bliźniaczki moja córka. – Jestem Niebieskooka Rzekotka. Dziewczynki podnoszą wzrok na matkę. Są zakłopotane. – Janni! – mówi Susan tonem ostrzeżenia. – Bądź grzeczna. Ja się nie odzywam. Pewnie, że chciałbym, by Janni była grzeczna, jednak jestem świadom, że dziwaczne zachowania stanowią cenę jej geniuszu. Wszelkie wskaźniki potwierdzały jej przedwczesny rozwój; mówiła już w  wieku ośmiu miesięcy. Gdy miała trzynaście miesięcy, znała wszystkie litery alfabetu, zarówno duże, jak i małe, kojarzyła je nawet wówczas, gdy były odwrócone. W  wieku osiemnastu miesięcy budowała poprawne zdania, a  przedstawiała się słowami: „Nazywam się Janni Paige i mam osiemnaście miesięcy”. Jednakże skalę jej talentów w  pełni ogarnąłem dopiero pewnego wieczora, po powrocie z zajęć na studiach uzupełniających, gdy Susan opowiedziała mi, jak spędziła dzień z Janni, która miała wtedy dwa lata. – Uczyłam ją dodawania – oznajmiła mi Susan, o czym wiedziałem już wcześniej – a dzisiaj zaczęłam ją uczyć, jak się odejmuje. Spytałam ją, ile to będzie: siedem minus cztery. – I załapała? – zapytałem. – Owszem, doszłyśmy do tego, że „siedem minus trzy jest cztery”. Po czym Janni pyta mnie: „Mamusiu, a ile to jest:

chofield_Pomoc_Jani.indd 23

23

2013-01-14 14:11:43


cztery minus siedem?”, więc zaczęłam jej tłumaczyć, co to są liczby ujemne. Wpatrywałem się w Susan ze zdumieniem. – Zapytała cię, ile to jest cztery minus siedem? Susan, która właśnie zmywała naczynia, zwróciła się twarzą do mnie. – Tak. – Ujrzała moje zdumienie. – O co chodzi? – Zapytała cię o to tak z głupia frant? – Tak. Dlaczego pytasz? Pamiętam, że pomyślałem wtedy: liczby ujemne. Liczby ujemne to całkowicie abstrakcyjne pojęcie; nie istnieją w świecie rzeczywistym. Nie można zobaczyć czterech jabłek wyrażonych liczbami ujemnymi. W wieku dwóch lat umysł Janni przeskoczył z czegoś, co Piaget nazywał „operacjami konkretnymi”, na poziom „rozumowania abstrakcyjnego”. Zwykle odbywa się to u dziecka w znacznie późniejszym wieku. Janni potrafiła myśleć o pojęciach, które nie mają bytu fizycznego. Miewam fantazję dotyczące tego, jak to Janni idzie na Harvard, Yale czy MIT jeszcze przed osiągnięciem wieku nastolatka. A  moim największym marzeniem, w  którym się pogrążam, gdy tylko zamknę oczy, jest zdobycie przez Janni Nagrody Nobla. Nie bardzo wiem za co i tak naprawdę mało mnie to obchodzi. Ale jeśli w wieku lat dwóch potrafi się tyle, ile ona potrafi, znaczy to, że bez wątpienia jest się prawdziwym darem zesłanym ludzkości. Myślę, że te moje fanfary brzmią czasami dość zarozumiale. – Chcesz trochę soku? – Susan wręcza kartony z sokiem obu bliźniaczkom. Janni zaczyna się śmiać i  wykonuje w  ich pobliżu gwałtowne ruchy ręką. – 400 spryskuje was sokiem z mango – rechocze, nie dotykając dziewczynek.

Schofield_Pomoc_Jani.indd 24

24

2013-01-14 14:11:43


Te robią odruchowo unik, po czym wyczekująco spoglądają na swą matkę, nie bardzo wiedząc, o co chodzi. – 400 spryskuje was sokiem z mango. – Janni powtarza swój wcześniejszy ruch, jak gdyby oblewała bliźniaczki sokiem, mimo że nic nie trzyma w dłoni. Dziewczynki cofają się, stając przy matce; jedna z prawej, druga z lewej strony. – Janni, to nie jest miłe – napomina naszą córkę Susan. – Ale to nie ja. To 400. 400 spryskuje je sokiem z mango. 400 lubi spryskiwać ludzi sokiem z  mango.  – Ręce Janni znów się wyciągają, niby to trzymając urojony sok. Nawet nie mamy takiego. Bliźniaczki spoglądają na Lynn. – Trzeba was posmarować kremem z  fi ltrem przeciwsłonecznym. – Lynn bierze obie córki za rękę i prowadzi je w stronę zestawu wypoczynkowego. – W takim razie każ 400 przestać – nakazuje Janni Susan. – 400 to kolejny z jej wymyślonych przyjaciół – rzuca wyjaśnienie w stronę Lynn. Janni odwraca się i mówi w powietrze: – 400, przestań. – Wydaje się na coś czekać, najwyraźniej na czyjąś reakcję, po czym zwraca się w stronę bliźniaczek. – Nie przestanie – mówi i znowu wybucha śmiechem. – To takie zabawne. 400 oblewa was sokiem z mango. Bliźniaczki są wyraźnie przestraszone. Lynn smaruje je kremem przeciwsłonecznym. – Wszystko w  porządku. Wiemy przecież, że Janni jest „specyficzna”. To frustrujące. Janni ma ogromną wyobraźnię, ale bliźniaczki nigdy nie zetknęły się z czymś podobnym. Geniusze często są ekscentryczni, myślę. – Janni! – Głos Susan podnosi się o oktawę wyżej. – Przestań!

chofield_Pomoc_Jani.indd 25

25

2013-01-14 14:11:43


Kilkuletnia Jani wydaje się zwyczajnym dzieckiem, które może trochę zbyt często fantazjuje. Z czasem rodzice odkrywają jednak, że fantazje dziewczynki nie są tylko wytworem dziecięcej wyobraźni, ale objawem poważnej choroby. Jani staje się niebezpieczna dla siebie i swojego młodszego braciszka. Michael Schoeld szczerze i wzruszająco pisze o dramatycznej walce, którą musiał stoczyć o życie swojej córeczki, i opowiada o zmaganiach z jedną z najbardziej tajemniczych chorób umysłu.

Udowadnia, że rodzicielska miłość jest w stanie przezwyciężyć największe przeciwności. Książka stała się głośnym bestsellerem w Stanach Zjednoczonych, a poruszona sprawą Oprah Winfrey zaprosiła autora do swojego programu.

Cena detal. 14,90 zł


Pomóc Jani. Dziewczynka pogrążona w obłędzie i walka o jej ocalenie