Page 1

M M

Kamil Janicki

Kamil Janicki

ODDANE ŻONY, MANIPULATORKI, SKANDALISTKI

aria wywołała skandal bez precedensu. Prezydent Polski poślubił młodszą o 28 lat kobietę. I to kogo! Żonę własnego adiutanta i sekretarkę swojej pierwszej małżonki, która zmarła zaledwie kilka miesiący wcześniej!

Mąż rewolucjonista porzucał Marię na długie miesiące. Ona nie zamierzała przejmować się rolą pierwszej damy. Zawsze i każdemu mówiła prawdę prosto w oczy. Czy to jej scysja z adiutantem marszałka Piłsudskiego doprowadziła do zamachu stanu i rozlewu krwi?

Ewa Wencel, aktorka i scenarzystka Czasu honoru

BESTSELLEROWA SERIA:

JUŻ WKRÓTCE:

Kamil Janicki – historyk, tłumacz i publicysta. Autor i współautor kilku książek, między innymi Elit w II Rzeczpospolitej, Źródeł nienawiści i Pijanej wojny.

Cena detal. 39,90 zł

II Rzeczpospolitej

Gorąco polecam. Pięknie napisana, czyta się jednym tchem.

Pierwsze

Pierwsze damy II Rzeczpospolitej. To one uosabiały magię, czar i elegancję dwudziestolecia międzywojennego – Polski utraconej dla nas na zawsze.

Damy

Michalina w młodości własnoręcznie konstruowała bomby i dobrze wiedziała, czego oczekuje od życia. Gdy jej mąż odrzucił propozycję objęcia urzędu prezydenta, wystarczył jeden jej telefon. Natychmiast zmienił zdanie i potulnie zgodził się na wszystko.

Damy

Pierwsze

II Rzeczpospolitej

Prawdziwe historie


Kamil Janicki

Prawdziwe historie

Wydawnictwo Znak KRAKĂ“W 2012


Spis treści

Prolog

9

MARIA WOJCIECHOWSKA MICHALINA MOŚCICKA MARIA MOŚCICKA

Przypisy

201

287

Bibliografia

301

Indeks nazwisk

307

Indeks geograficzny Źródła ilustracji

311 315

17 117


MARIA WOJCIECHOWSKA


A

tmosfera była tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Od paru tygodni trwała w Polsce nagonka: na rząd, bo źle rządzi. Na prezydenta, bo wcale nie rządzi. I na wszystkich będących akurat u władzy, bo nie chcą do niej dopuścić marszałka Piłsudskiego. Taki bohater, twórca niepodległej Polski, a ci łajdacy, co to się dorwali do koryta, nie mają dla niego krztyny szacunku! Najmocniej ze wszystkich obrywał prezydent Wojciechowski – jako były przyjaciel Komendanta stał się teraz dla piłsudczyków nie tylko wrogiem, ale wręcz zwyczajnym zdrajcą. Maria Wojciechowska obserwowała to wszystko z  rosnącym niepokojem. Tego dnia siedziała roztrzęsiona w swoim gabinecie. Wyraźnie poprosiła, by nikogo nie umawiać. A najlepiej, by wszyscy dali jej święty spokój. Rano wpadł jej w ręce kolejny paskudny paszkwil. Oczywiście anonimowy, ale przecież doskonale wiedziała, że to poplecznicy Ziuka stoją za wszystkim. Ziuka, za którego kiedyś dałaby się pokroić. Któremu ratowała skórę jako kurierka i uważała za członka rodziny, za bratnią duszę. Teraz nie był to już zresztą żaden Ziuk, ale Pan Marszałek. I Pan Marszałek pozwolił nie tylko atakować jej męża, ale też ją samą. W paskudnym pisemku, które już dawno rzuciła w kąt, udowadniano, że naród polski nie mógłby zostać pokarany gorszą prezydentową. Wyzywano ją od zapobiegliwych mieszczek, przypominano, że nie zna francuskiego i ledwo duka po angielsku. Dostało jej się nawet za niesmaczne pączki według domowej receptury. Do


20

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

tego dochodziły wszystkie gafy dyplomatyczne. Maria aż czerwieniła się ze złości i wstydu, kiedy o nich czytała. I właśnie wtedy otworzyły się drzwi. Stanął w nich adiutant przyboczny prezydenta Henryk Comte i… prawa ręka Piłsudskiego – Bolesław Wieniawa-Długoszowski! Prezydentowa momentalnie zerwała się z  fotela. Wieniawa zbladł. Comte szybko zrozumiał swoją pomyłkę, ale było już za późno. Po fakcie będzie tłumaczył, że zupełnie nieumyślnie zaprowadził Wieniawę – przybywającego do Belwederu z misją ostatniej szansy  – do niewłaściwego gabinetu. Gość przyszedł rzecz jasna do prezydenta, a adiutant jakimś trafem wprowadził go do prezydentowej. Marii przebiegło przez myśl, by wyrzucić tę zakałę Wojska Polskiego, tego bawidamka i utracjusza za drzwi. Dostrzegła jednak okazję, by wygarnąć mu wszystko, co myśli o swoim dawnym przyjacielu. Kazała adiutantowi wyjść. Rozmowa trwała dłuższą chwilę. Gdy dobiegła końca, Wieniawa wypadł z Belwederu niczym z procy. Do żadnych rozmów ostatniej szansy nie doszło. Zdenerwowana prezydentowa obserwowała przez okno, jak Wieniawa długimi susami sadzi przez park Łazienkowski. W pewnej chwili powiedziała do samej siebie: „ja się na to nie pisałam”. Nigdy nie chciała być prezydentową. Nie pociągały jej rauty, bale i życie elit. A już szczególnie nie chciała mieć nic wspólnego z taką polityką, jaka rozpanoszyła się w Polsce. Nawet jej wnuk Maciej Grabski potwierdzi po wielu latach: „ona nie chciała być żadną celebrytką!”1. Wbrew woli i tak nią została. I wbrew woli uwikłała się w wielką politykę: parę dni po jej rozmowie z Wieniawą marszałek Piłsudski wyruszył z wojskiem na Warszawę. W ciągu kilku dni zginęło niemal czterysta osób.


maria wojciechowska

21

Kotlety z bibułą Trzydzieści lat wcześniej. Maria nosi jeszcze panieńskie nazwisko Kiersnowska. Urodziła się 15 grudnia 1869 roku, ma więc teraz dwadzieścia trzy lata. Jest wysoką szatynką o wyraźnych, wręcz zadziornych rysach twarzy, intrygującym uśmiechu i głęboko osadzonych oczach. Może nie ogląda się za nią każdy napotkany mężczyzna, ale urody nie sposób jej odmówić. Tym bardziej nie brakuje jej obycia, wiedzy i inteligencji. Niedawno skończyła naukę w Maryjskim Instytucie w Wilnie. Jej synowa Izasława Wojciechowska z dumą wspominała po latach: „Wyższego szczebla wykształcenia kobiety w owych czasach już nie mogły osiągnąć. Dopiero nieliczne zaczynały studiować na Uniwersytecie”2. Równie pochlebnie o młodości swojej babci opowiada Maciej Grabski: „była dobrze wykształconą, dobrze wychowaną panienką”3. Jej ojciec Antoni Kiersnowski posiadał pewien majątek na Litwie (dwie wsie pod Giedrojciami), tak więc Maria była naprawdę dobrą partią. Wprost wymarzonym materiałem na żonę dla zastępów zbiedniałych szlachetków zamieszkujących okolicę. Z tym że Marysi ani mężczyźni, ani dom i rodzina nie byli na razie w głowie. Dziewczyna nie chciała przewijać pieluch, ale walczyć o większą sprawę. Taki impuls nikogo chyba nie zdziwił. W jej rodzinie idee zawsze stawiano na poczesnym miejscu. Dziadek Marii Jan Kiersnowski został zesłany na Syberię za udział w powstaniu listopadowym. Jej wuja księdza Stanisława Iszorę rozstrzelano na jednym z głównych placów Wilna za nawoływanie parafian do udziału w powstaniu styczniowym. Marysia przez całe dzieciństwo słuchała opowieści o bohaterskich przodkach i zrywach, w których nie miała okazji uczestniczyć z tego tylko powodu, że urodziła się o dwie czy trzy dekady za późno. Jedno wiedziała na pewno: kolejna insurekcja już nie przejdzie jej koło nosa!


22

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

Kiedy korepetytorka ze szkolnych czasów Maria Paszkowska, pseudonim „Gintra”, zaproponowała Marysi udział w organizacji niepodległościowej, ta nie potrzebowała czasu do namysłu. Nie znaczy to jednak, że jej decyzja spotkała się z aprobatą rodziców. Walka o niepodległość? Bez dwóch zdań, szczytny cel. Tyle tylko, że Marysia – ta dobrze ułożona panienka z drobnoziemiańskiej rodziny – postanowiła go realizować w… Polskiej Partii Socjalistycznej. Walcząc o prawa robotników i nowy, lepszy ustrój. Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie wileński PPS zwerbował młodą Kiersnowską. Ona sama wspominała rzecz krótko: „do pracy w partii przyjęła mnie Gintra (Paszkowska), która dawała nam korepetycje”4. O Marii Paszkowskiej wiadomo, że do partii wstąpiła w 1893 roku. Dostała misję zbudowania grupy kurierek i kolporterek konspiracyjnego organu PPS-u: „Robotnika”. Pierwszy numer gazety ukazał się w 1894 roku, można więc przypuścić, że mniej więcej wtedy Marysia zasiliła szeregi partii. Była energiczna, dyskretna, stanowcza i – co chyba najważniejsze w tym fachu – potrafiła zachować zimną krew. Kiedy inni wpadali w ręce szpiclów i lądowali w carskich więzieniach, ona umiejętnie umykała uwadze policji. Stopniowo wspinała się po szczeblach podziemnej kariery. Początkowo tylko rozprowadzała „bibułę”, czyli nielegalne gazety i odezwy socjalistyczne. Na tym etapie kontaktowała się głównie z samą Paszkowską. Szybko zaczęła współpracować także z lokalną wierchuszką PPS-u. Przede wszystkim z nieco starszym od siebie korespondentem konspiracyjnego „Przedświtu”, który dopiero co dołączył do ścisłego kierownictwa partii. Chłopak miał na imię Józef, na nazwisko Piłsudski i właśnie zaczynał zapuszczać swoje słynne wąsy. Ich pierwsze bliższe spotkanie, o którym cokolwiek wiadomo, nie okazało się szczególnie udane. Albo raczej Marysia, która w głowie miała książki i idee, a nie gotowanie, nie okazała się najlepszą gospodynią. Na starość opowiadała: „Kiedyś w Wilnie spotkałam


maria wojciechowska

23

Piłsudskiego. Mówił, że ma kilka wieców, ale nie wie, gdzie przenocuje, bo mieszkanie znajomych śledzą”. Młoda konspiratorka natychmiast dostrzegła okazję, by wykazać się przed wyżej postawionym kolegą: „Zaprosiłam go do siebie. Przyjął zaproszenie z radością, ale uprzedził, że przyjdzie głodny i zmęczony”. Głód wymagał zaspokojenia, a z tym energiczna socjalistka… ewidentnie nie była w stanie sobie poradzić: „Gdy Piłsudski przyszedł, zaczęłam mu gotować posiłek, ale nie umiałam. Kotlet się rozpadał. Piłsudski powiedział, że trzeba wbić do mięsa jajka”. Porady kulinarne udzielane przez przyszłego Naczelnika Państwa na niewiele się zdały. Zamiast kotleta wyszła rozwodniona breja, a wygłodniały gość był zmuszony zjeść „taką kaszę”5. Robota konspiracyjna wymaga poświęceń. Wiadomo. Pomimo przykrych doświadczeń Piłsudski jeszcze nieraz gościł u  Marysi. Można przypuścić, że przy niejednej okazji kosztował jej kotletów, i nie tylko. Zresztą Kiersnowska z czasem stała się naprawdę niezłą gospodynią. Może była w tym jakaś zasługa Marszałka? We wspomnieniach Marii spisanych przez jej zięcia pojawiają się także inne wizyty. Kiersnowska i Piłsudski spotykali się nie tylko w Wilnie, ale też w stolicy Kraju Nadwiślańskiego: „Kiedyś w Warszawie, gdzie mieszkałam na pensjonacie u  pewnej rodziny, spotkałam Piłsudskiego. Zaprosił się do mnie, nie chcąc we dnie pokazywać się na ulicach. Chcąc uniknąć plotek, powiedziałam moim gospodarzom, że przyjechał do mnie z Wilna kuzyn, którego zaprosiłam na obiad”6. Wytłumaczenie najwyraźniej rozbawiło Piłsudskiego, bo odtąd stale nazywał Marysię swoją kuzynką. Powoli ich koleżeństwo przeradzało się w coś więcej. Różni autorzy twierdzili, że Maria Kiersnowska była przyjaciółką Piłsudskiego. I chyba trzeba przyznać im rację. Nigdy natomiast ich relacja nie nabrała odmiennego charakteru: Marię pociągali rewolucjoniści, ale miała już na oku kogoś innego. Poza tym ta młoda idealistka sporo wymagała od mężczyzn.


24

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

Piłsudski potrafił oczywiście być czarujący, a i słowem władał niczym mieczem, ale przyszła prezydentowa bardzo ceniła także odwagę. Na tym polu jej zdaniem Józef przegrywał walkowerem. Niestety szczegóły historii, do której Maria lubiła wracać pamięcią, się nie zachowały. Wiedziała, czym jest dyskrecja, więc o niechlubnym epizodzie z życia przyszłego dowódcy Legionów opowiadała tylko najbliższej rodzinie. Jej wnuk Maciej Grabski zapamiętał: Gdzieś przeprowadzała Piłsudskiego jako kurierka, nie przez granicę, ale gdzieś jako kurierka. Natknęli się na rosyjski patrol i on się potwornie przestraszył. Babcia zupełnie nie wiedziała, co z nim zrobić. Potem mówiła, że Ziuk to jest tchórz. Straszny tchórz!7

Nie stało się to raczej za sprawą zdolności kulinarnych Marii, ale w 1895 roku otrzymała ona pierwszą naprawdę ważną misję. Na kilka godzin losy partii (dosłownie!) spoczęły w jej rękach. Oczywiście młoda kurierka była tylko jednym z wielu trybików znacznie większego przedsięwzięcia. Za wszystkim stał przyszły prezydent Stanisław Wojciechowski: rówieśnik Marii Kiersnowskiej, jeden z założycieli Polskiej Partii Socjalistycznej, a zarazem człowiek cieszący się wśród socjalistów wielkim poważaniem. W końcu nie każdego konspiratora kilkukrotnie aresztowano, nie każdy odsiedział swoje w więzieniu i nie za każdym carat rozsyłał listy gończe. Historia miała swój początek w 1894 roku – prawdopodobnie jeszcze zanim Marysia trafiła do PPS-u. Stanisław Wojciechowski żył wówczas na emigracji w Londynie, gdzie nie mogło go dosięgnąć długie ramię carskiej policji – Ochrany. Na polecenie partii zakupił tam ręczną maszynę drukarską. Może nie brzmi to dumnie, ale w  tamtych czasach polscy konspiratorzy dosłownie przymierali głodem. Nie było ich stać na wikt i opierunek, o technicznych


maria wojciechowska

25

wynalazkach nie wspominając. Przenośna drukarnia była jak nic najdroższym nabytkiem w dotychczasowej historii partii. Można było na niej odbijać 450 egzemplarzy na godzinę w  formacie gazetowym. Przewidywano, że po przewiezieniu do kraju pozwoli rozpocząć regularną publikację nowego pisma: wspomnianego już wcześniej „Robotnika”. Co zrozumiałe, stukilogramowej maszyny pilnowano jak oka w  głowie. Wojciechowski wspominał, w  jaki sposób została przeszmuglowana do kraju: Usunęliśmy wszystkie napisy (…) zdradzające przeznaczenie maszyny, rozebraliśmy ją na części i wysłaliśmy w dwóch skrzyniach do Królewca, oznaczając zawartość dla niemieckich władz celnych jako części tokarni. Wałki i inne dodatki poszły zwykłą drogą wydawnictw do Grimpego w Elberfeld, a stamtąd pocztą do Hermana w  Szyrwintach. Sulkiewicz przy pomocy znajomego ekspedytora przeprawił maszynę przez rosyjską granicę w Wierzbołowie, jako części jakiejś maszyny fabrycznej, a dodatki i wałki przeniósł na sobie8.

Drukarnia wylądowała w końcu bezpiecznie w  wiosce Lipniszki nieopodal Grodna. Wszyscy wierzyli, że najgorsze już za nimi, a teraz wystarczy wziąć się ostro do roboty. I rzeczywiście od lipca „Robotnik” wychodził co miesiąc, przynosząc partii spore dochody. Nowe, zupełnie niespodziewane kłopoty pojawiły się późną jesienią. Nie chodzi wcale o policję, szpicli czy problemy z kolportażem. Całej partyjnej działalności wydawniczej zagroziła… jedna zakochana dziewczyna. No i jeden konspirator o zbyt długim języku. Wojciechowski opowiadał: Musieli zawiesić wydawanie „Robotnika”, ponieważ zecer Głowacki wdał się w romans ze służącą Parniewskich, w których


26

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej mieszkaniu przy aptece w Lipniszkach była drukarnia, i wyjawił jej, co tam robi. Dziewczyna wyzyskała tę wiadomość, żeby zmusić Głowackiego do ożenku9.

Nieostrożny zecer spanikował. Wcale nie spieszyło mu się do ożenku – co innego parę nocy uniesień w zaciszu konspiracyjnej drukarni, a co innego ślub z bezczelną szantażystką! Zwłaszcza że kucharka była „niezbyt młoda i dość szpetna”10. Z drugiej strony na linii była przyszłość partii. Głowacki na gwałt szukał jakiegoś rozwiązania. Przymierzał się już do wysłania dziewczyny gdzieś za granicę, na przykład do Londynu. Byle tylko jak najdalej od siebie! Kierownictwo PPS-u nie zamierzało jednak okazywać wyrozumiałości: „ostatecznie stanęło na tym, że kto piwa nawarzył, sam ma je wypić. Głowacki musiał wyszukać sobie zajęcie w Rosji i zabrać tam dziewczynę”11. Zecer może i był nazbyt kochliwy, ale poczucia obowiązku mu nie brakowało. Szybko spakował manatki i posłusznie wyniósł się ze swoją świeżo upieczoną małżonką na Ural. Nie zmieniało to jednak faktu, że drukarnia była „spalona”. Na wszelki wypadek należało ją przenieść w  inne miejsce. Partia zdecydowała, że drukiem zajmą się w Wilnie Wojciechowski i Piłsudski. Wpierw jednak ciężka jak diabli drukarnia musiała do tego Wilna trafić. Tak oto na scenę ponownie wkracza Maria Kiersnowska. Maszynę wpierw przewieziono do Warszawy, w nieznany bliżej sposób. Dalszy ciąg historii opowiedziała już sama: Kiedyś w Warszawie przyszli do mnie z partii z propozycją, bym odwiozła do Wilna bardzo ważny kosz. Kosz był duży i  ciężki. Otrzymałam instrukcje. Za ten kosz mogłam wyjechać na Sybir. W Wilnie na dworcu miał czekać Piłsudski, ale nie wolno mi było witać się z nim ani pokazać, że go znam12.


maria wojciechowska

27

Do Wilna prowadziła bezpośrednia linia kolejowa (część Kolei Warszawsko-Petersburskiej). Inna rzecz, że partii nie było stać na wygody. Maria podróżowała zapewne czwartą klasą, a godziny spędzone w pociągu powoli sunącym na północ musiały być najbardziej stresującymi w jej dotychczasowym życiu. Tym bardziej że na granicy pomiędzy Krajem Nadwiślańskim a  gubernią wileńską nierzadko kontrolowano na wyrywki bagaże, a konduktorzy zwracali uwagę na podróżnych zachowujących się choć trochę podejrzanie. Jakoś dojechałam. Na dworcu w  Wilnie zauważyłam Piłsudskiego, który obserwował mnie i  mój kosz. Odebrała mi go pewna kobieta. Wtedy jeszcze Stasia nie znałam, a w koszu była drukarnia „Robotnika”, którą Staś zakupił za granicą, a ja przewiozłam do Wilna do Piłsudskiego13.

Rzeczywiście w tym okresie Maria nie miała najmniejszych szans poznać mężczyzny, którego w przyszłości zaczęła nazywać Stasiem. Dotąd Wojciechowski przebywał głównie za granicą, a w Polsce – nauczony doświadczeniami z przeszłości i losem wielu aresztowanych kolegów – zachowywał najściślejsze środki ostrożności. Po tym jak maszyna drukarska trafiła wreszcie do Wilna, pospiesznie przystąpił do pracy nad nowym numerem „Robotnika”. Zaczął przy tym prowadzić godne mnicha życie, w którym ani na kobiety, ani tym bardziej na miłość nie było miejsca. Mieszkał zupełnie sam, całymi dniami składał maszynopisy, a  przyjmował tylko wizyty starych, dobrze znanych kolegów: Józefa Piłsudskiego i  Aleksandra Sulkiewicza.


28

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

Miłość w wielkiej konspiracji Marii, w przeciwieństwie do Stasia, życie mniszki było kompletnie nie w smak. Zakochała się, zaręczyła i pewnie zaczynała już myśleć o ślubie. Niestety o jej pierwszym wybranku wiadomo bardzo niewiele. Sama nazywała go „Doktorem”, ale trudno powiedzieć, czy pod tym słowem ukrywało się przezwisko, pseudonim konspiracyjny czy po prostu zawód. Można tylko zgadywać, że narzeczony młodej Kiersnowskiej był lekarzem, ewentualnie studentem medycyny. Opowiadała o nim bardzo zwięźle: „Przedtem niż Stasia poznałam, miałam narzeczonego, pewnego Doktora. Pracował w Partii”14. Tajemnicą pozostaje nawet to, jak dobrze i jak długo się znali. Wprawdzie w partii, w obliczu ciągłego ryzyka, związki powstawały szybko, a pary stawały na ślubnym kobiercu nieraz już po paru tygodniach, ale przecież w tym wypadku tak być nie mogło. Marysia została socjalistką, ale nadal była też szlachcianką i dziedziczką części majątku. Jeśli się zaręczyła, to dopiero wówczas, gdy tradycji stało się zadość! Jej rodzice musieli dobrze poznać Doktora i dać im swoje błogosławieństwo. Siłą rzeczy chodziło więc o zupełnie poważny związek – trwający miesiące, a może i dłużej. Więcej wiadomo o tym, dlaczego Marysi i Doktorowi nie było dane żyć długo i szczęśliwie: Zaaresztowali go. Wiedziałam, kiedy go będą przewozili do więzienia. Słałam mu znaki, gdy go prowadzono. Uśmiechaliśmy się i machaliśmy rękami15.

Machanie do więźnia politycznego, słanie uśmiechów i dziwne gesty. To nie mogło się dobrze skończyć. Rzecz jasna transport


maria wojciechowska

29

obserwowały odpowiednie służby, a Maria momentalnie znalazła się w potrzasku. Za chwilę nierozwagi, na którą pozwoliła sobie pod wpływem uczuć, sama niemal wylądowała za Uralem: Gdy wracałam, spostrzegłam, że za mną idzie szpicel. Bardzo się zlękłam, bo w domu, gdzie mieszkałam z braćmi, miałam walizy z bibułą. Nie mogłam wracać do domu, boby braci i mnie wywieźli na Sybir. Chodziłam po ulicach chyba przez 10 godzin, a on za mną.

Sytuacja była patowa. Ona cały dzień krążyła bez celu po mieście, on za żadną cenę nie chciał odpuścić. Wręcz przeciwnie, dziesięciogodzinny spacer tylko rozbudził jego ciekawość. W końcu wyczerpana, ledwo trzymająca się na nogach Marysia wstąpiła do pierwszego lepszego sklepu z owocami. Od rana nie miała nic w ustach, na dodatek przeraźliwie zmarzła. Był środek zimy, a ona bynajmniej nie przewidywała podobnej eskapady. Teraz liczyła, że chociaż coś przegryzie. Szpicel o  dziwo nie czekał dyskretnie na ulicy. Wszedł do środka i  zaczepił dziewczynę: „Też widać miał dosyć chodzenia. Spytał, czemu się żegnałam z więźniem. Odpowiedziałam, że jestem jego narzeczoną. Spytał, kim jestem i gdzie mieszkam. Powiedziałam nazwisko i adres”. Triumf carskiego agenta był tylko pozorny. Krótka rozmowa wystarczyła, by uśpić jego czujność. Rzecz jasna adres był fałszywy. Nazwisko pewnie też. Kiedy tylko Marysia – ramię w ramię ze szpiclem – wyszła ze sklepu, zaczęła się rozglądać za sposobem ucieczki. Ulicą akurat przejeżdżała dorożka: „Nim się spostrzegł, wskoczyłam i odjechałam”. Teraz dopiero pościg zaczął się na dobre! Maria zyskała drobną przewagę. Postawiła wszystko na jedną kartę i wyskoczyła przed własnym domem. Wiedziała, że za minutę, może dwie, zjawi się także jej prześladowca: „Weszłam do mieszkania. Nic nie


30

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

mówiłam braciom. Właśnie przyjechały sanki ze wsi z prowiantami. Woźnicę odesłałam na miasto, przebrałam się w chustkę, walonki”. Pewnie zabrała też ze sobą walizy z socjalistycznymi gazetami. Szybko siadła na saniach i jak gdyby nigdy nic pogoniła konie. Odjeżdżając, „widziałam mojego szpiega, jak się rozglądał po kamienicach. Nawet nie przypuszczał, kto go mija. I nie znalazł mnie”16. Jak widać, Maria rzeczywiście potrafiła zachować zimną krew. Po takiej przygodzie każdy chciałby na jakiś czas zaszyć się w domu, ukoić nerwy i przeczekać, aż policja da sobie spokój. Ale nie ona. Kiedy tylko zgubiła upartego szpicla, zaczęła się przygotowywać… do wyjazdu. Maciej Grabski wspomina, że w rodzinie Kiersnowskich była pewna święta zasada. Matka przekazała ją Marii, a później Maria własnej córce  – Zofii: „dziewczyna musi być tak wychowana, żeby potrafiła na Syberię pojechać za swoim mężczyzną i przywieźć go z powrotem!”17. Marysi ani wychowania (bardzo specyficznie rozumianego), ani determinacji nie brakowało. Raz jeszcze wsiadła do pociągu: tym razem prosto do Petersburga, gdzie wedle uzyskanych informacji osadzono jej narzeczonego. Trudno powiedzieć, jakim sposobem, ale chciała wyciągnąć ukochanego zza kratek, zanim wywiozą go jeszcze dalej na wschód. Na miejscu spotkał ją jednak srogi zawód. Doktor nie wytrzymał psychicznie sytuacji i zupełnie się załamał. Widok ukochanego w  stanie kompletnego pomieszania zmysłów musiał być dla Marysi potężnym ciosem: A ten mój narzeczony przed wyjazdem na Sybir zwariował. Na ścianach celi pisał moje imię. Pisał wszędzie: Maria… Maria… Już go w życiu więcej nie widziałam i nie słyszałam o nim18.

Marysia wróciła do domu z pustymi rękoma i  na nowo zabrała się ostro do pracy. Działalność wydawnicza Polskiej Partii


Nie zachowała się żadna fotografia z dzieciństwa Marii. Ta jest prawdopodobnie najwcześniejsza: Marysia razem z mężem podczas pobytu w Anglii.


32

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

Socjalistycznej zataczała coraz szersze kręgi. Ukazywał się „Robotnik”, „Górnik”, ale też dziesiątki broszur i odezw w imponujących nakładach. Przykładowo, tylko na temat Adama Mickiewicza PPS przygotowała piętnaście  tysięcy egzemplarzy druków ulotnych. Oczywiście napisanie tekstów i odbicie ich na maszynie było wyłącznie początkiem pracy. Całą tę bibułę trzeba było jeszcze dostarczyć do czytelników. Nielegalna, antysystemowa partia nie mogła liczyć na księgarnie i gazeciarzy. Ich funkcję pełnili partyjni kolporterzy i kolporterki – tacy jak Maria Kiersnowska. Wprawdzie Maria nie pozostawiła żadnych wspomnień dotyczących tego aspektu swojej działalności, ale na szczęście jej strachliwy przyjaciel – Józef Piłsudski – przygotował cały cykl artykułów o bibule. Autor opierał się na doświadczeniach z czasów wydawania „Robotnika”, pisał więc także o pracy i o perypetiach Marysi. Niestety teksty Piłsudskiego ukazywały się jeszcze pod zaborami. W efekcie nie ma w nich żadnych nazwisk, a tylko anonimowi „towarzysze partyjni”. Bibuła Piłsudskiego doskonale pokazuje, jak ważne i ryzykowne zadanie spoczywało na barkach partyjnych kolporterów. Poniżej jedna ze spisanych przez autora historii. Podobne wypadki na pewno zdarzały się także Marysi. Zresztą – może to ona jest wspomnianym w tekście „młodym towarzyszem”? Jeden z młodych towarzyszów miał zawieźć do [obcego] miasta bibułę. Inny, znający dokładnie tameczne stosunki, wytłumaczył mu możliwie dokładnie drogę od dworca kolejowego do zajazdu.

Wskazówki były dość skomplikowane, nie ma więc sensu przytaczać ich w całości. Co ważne, rzeczywistość szybko zaczęła się z nimi rozmijać. Kurier przyjechał do celu nad ranem, kiedy wszyscy jeszcze spali. Za pazuchą trzymał niepozorne zawiniątko z bibułą.


maria wojciechowska

33

Tak jak mu polecono, „minął ulicę odchodzącą na prawo, skręcił w drugą, szedł dosyć długo, lecz kamienicy wskazanej jeszcze nie dostrzegł”. Zaczął się już niepokoić, aż wtem natrafił na ustalony znak rozpoznawczy – charakterystyczny kamień sterczący z muru. Zadowolony wszedł do bramy, skręcił w prawo. Tyle tylko, że kamienica w ogóle nie miała po prawej stronie oficyny, w której rzekomo mieszkał adresat bibuły. Zakłopotany, ogląda się po podwórzu, gdy nagle słyszy za sobą głos: – A kogo tu pan szuka? Za nim stał stróż kamieniczny z miotłą w ręku. – Czy nie mieszka tu pan Bacewicz? – pyta nasz towarzysz niespokojnie. – Bacewicz? – cedził flegmatycznie stróż – nie, nie mieszka. Ale, czekaj pan, taki tęgi, wąsaty? Co? No, to mieszkał, mieszkał tu dawniej, a jakże. Ale teraz nie ma. – Może wiecie, gdzie się przeniósł? – pyta towarzysz. (…) Nasz towarzysz ruszył we wskazanym kierunku, dotarł do narożnej kamienicy. W istocie kamienica była duża. Zaczął podejrzywać, że się omylił (…). Lecz trzeba było brnąć dalej. Stróż zamiatał przed kamienicą ulicę. – Czy tu mieszka pan Bacewicz? – pyta znowu. – Tu, proszę pana – odpowiada stróż – po frontowych schodach, na drugim piętrze na lewo. Ale tam jeszcze śpią – ostrzega stróż. – To nic, obudzę – odpowiada towarzysz, zadowolony, że dotarł nareszcie do celu. Trochę go to dziwi, że robotnik mieszka przy frontowych schodach, ale idzie na owo piętro. Jest i dzwonek. Dzwoni. Po chwili słyszy głos kobiecy za drzwiami:


34

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej – Kto tam? – Przepraszam – mówi – czy tu mieszka pan Bacewicz? – Tu, ale śpi, proszę przyjść później – odpowiada kobieta za drzwiami. – Jestem z drogi, mam pilny interes do pana, proszę obudzić – odpowiada towarzysz. Głos za drzwiami milknie, po chwili drzwi się odmykają, przed naszym towarzyszem stoi w bieliźnie tęgi mężczyzna z zaspaną twarzą. – Czego pan chce, do diabła? – mówi gospodarz opryskliwym głosem. – Przepraszam pana, ja od pana Stanisława – mówi towarzysz, robiąc nacisk na imieniu. – Od jakiego pana Stanisława? – burczy gospodarz, a widząc, że nasz towarzysz milczy, wpada w wściekłość. – Kto pan jest? – krzyczy. – Czego pan ludzi po nocy napastuje? – Przepraszam pana – mówi towarzysz, zaczynając się przekonywać, że zaszła jakaś omyłka – czy z panem Bacewiczem, szewcem, mam do czynienia? – Co? – wpada w pasję gospodarz – szewcem? Bacewiczem? Ja nie żaden szewc i nie Bacewicz, tylko urzędnik i Pacewicz. Jakim prawem pan mnie napastujesz po nocy? – rzuca się mężczyzna w negliżu, podnosząc potężną pięść pod nos towarzyszowi – ja pana na policję odeślę! Toż to gwałt na równej drodze! Szuka szewca po nocach! Co? Lecz towarzysz nasz nie słuchał już, a szybko zmiatał po schodach na dół. Poszedł wprost na dworzec i  wyjechał z  bibułą z powrotem19.

Bacewicz Pacewicz, Paweł Gaweł, Kowalski czy Kowalewski. Takie pomyłki zdarzały się bez przerwy! W opisanym przypadku


maria wojciechowska

35

doszło do zupełnie trywialnego, a przecież śmiertelnie niebezpiecznego nieporozumienia. Według otrzymanych wskazówek kolporter miał skręcić w drugą ulicę po lewej. Znawca miasta zapomniał jednak, że po drodze będzie jeszcze jedna, dopiero zabudowywana uliczka. W efekcie bohater opowieści skręcił za wcześnie. Zdarzały się także kłopoty innej natury. Kolporterzy byli zmuszeni trzymać wszelkie informacje w głowie, a pamięć – jak to pamięć – lubi płatać człowiekowi figle. Wypada dodać jeszcze skrupulatność żandarmerii i carskiej Ochrany, ludzką przekupność oraz zwyczajną złośliwość nazbyt czujnych sąsiadów. Podsumowując, aż trudno uwierzyć, że Marysia przetrwała w tej pracy kilka lat, nigdy nie zwracając na siebie uwagi władz. Do końca miała zupełnie czystą kartotekę! Pomoc w rozprowadzaniu bibuły sprawiła natomiast, że poznała w końcu człowieka, który odpowiadał za wydawanie „Robotnika”, a  wkrótce miał zostać jej mężem. Początek związku wspominali zarówno Maria, jak i Stanisław, ale i tak łączy się z nim sporo pytań. Jaka była dynamika ich relacji? Kto kogo sobie upatrzył? Kto zdobywał, a  kto był zdobywany? Czy to była prawdziwa miłość, szaleństwo czy małżeństwo zawarte z  rozsądku? Z  całą pewnością wiadomo tyle, że młodą parę wyswatał przyjaciel obojga – Józef Piłsudski. Maria miała już prawie trzydzieści lat. Można się domyślać że krewni, z konieczności tolerujący jej socjalistyczne pasje, coraz silniej naciskali na nią, by znalazła sobie męża, założyła rodzinę i urodziła dzieci. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Oczywiście rodzicom zależało, by córka wyciągnęła wnioski z dawnych błędów. Niechże mąż będzie lekarzem, ale na miłość boską – nie partyjnym! Marysia wiedziała jednak swoje. Kolejny mężczyzna w  jej życiu również był członkiem PPS-u i to znacznie wyżej postawionym. Najwyraźniej tacy właśnie ją pociągali. Po latach wspominała: „Piłsudskiego znałam


36

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

wcześniej niż Stasia. Tyle Stasiowi naopowiadał o mnie, że Staś się mną zainteresował”20. Wydaje się, że to Maria pierwsza zadurzyła się w tajemniczym zecerze. Dopiero później, za sprawą wspólnego znajomego, i on zwrócił na nią uwagę. Co takiego widziała w Stanisławie Wojciechowskim? Po pierwsze, musiał się wydawać mężczyzną zupełnie nieosiągalnym. Utrzymywał kontakty wyłącznie ze starymi towarzyszami, cały swój czas poświęcał partii i należał do najważniejszych działaczy PPS-u, pamiętających jeszcze kongres założycielski w 1892 roku. Był idealistą, sprzeciwiał się przemocy i wierzył, że słowa mogą zmienić świat. Do tego wiele podróżował, znał niemal całą Europę, władał kilkoma językami i… za żadne skarby nie chciał się żenić! W gronie znajomych Wojciechowskiego każdy wiedział, że jest on stanowczym przeciwnikiem małżeństwa jako instytucji zupełnie nieprzystającej do życia w konspiracji. Również wygląd nie mógł być zupełnie bez znaczenia. Wojciechowski był przystojnym mężczyzną o charyzmatycznej aparycji. Do tego stale otaczała go aura tajemniczości. Mało kto wiedział, jak się naprawdę nazywa. Koledzy znali go jako Edmunda, Adama, Wacława albo Długiego. Marysi przedstawił się jeszcze inaczej, ale o tym za chwilę. Jak sytuacja wyglądała z perspektywy Wojciechowskiego? Może nie garnął się do małżeństwa, ale usilnie pragnął jakiejś zmiany. Od lat pracował ponad ludzkie siły. Miesięcznie zdarzało mu się przejeżdżać pięć tysięcy kilometrów, a towarzysze nie bez powodu nazywali go Latającym Holendrem. Na dodatek cała ta robota przynosiła raczej marne efekty: lata mijały, a partia wciąż borykała się z tymi samymi problemami. Brakowało pieniędzy, sympatyków, zgodności we własnych szeregach i widoków na radykalną poprawę sytuacji. Wojciechowski najnormalniej w świecie się wypalił. W sierpniu 1898  roku wysłał desperacki list do Piłsudskiego. Miał wówczas dopiero dwadzieścia dziewięć lat, ale czuł się ze dwa razy starszy:


maria wojciechowska

37

Coraz bardziej chylę się ku starości. (…) Poważnie myślę o dłuższym wypoczynku w  przyszłym roku za granicą. Tak zasmakowałem w życiu, że chcę je rozłożyć na raty, a nawet doczekać czegoś lepszego niż puszczanie bibuły. Podczas obecnej, iście klasztornej samotności łeb mi się tłucze takim nawałem planów na przyszłość, że i sypiać nawet na łóżku nie mogę. (…) Sarcewicz (doktor) mówi, że to stan przemęczenia nerwowego21.

Piłsudski chciał podnieść kolegę na duchu. Na szczęście miał już spore doświadczenie w tej materii. Przed laty musiał jakoś sobie radzić podczas długiego zesłania na Syberii. Pośród rozlewisk Leny i irkuckich lasów przeżył swoją pierwszą wielką miłość. Teraz pomyślał pewnie, że także Stanisławowi nic tak nie poprawi nastroju jak podobnie myśląca duszyczka. Maria nadawała się do tego idealnie: podzielała poglądy i pasje Wojciechowskiego, mogła być dla niego równorzędną partnerką do rozmowy, jak mało kto rozumiała robotę konspiracyjną, a na dodatek była atrakcyjną kobietą. Same zalety! Tylko Wojciechowski początkowo nie chciał ich dostrzec. Na pierwsze spotkanie z Marią zgodził się chyba tylko po to, by natarczywy przyjaciel dał mu święty spokój. Miał później za co dziękować Piłsudskiemu. Natychmiast znalazł wspólny język z rówieśnicą, która podobnie jak on całe dorosłe życie poświęciła partii. Musiał jej ufać, bo szybko zdradził jej swój podstawowy pseudonim. Maria opowiadała po latach: „Stasia poznałam wtedy, gdy miał na nazwisko Paszkiewicz”22. Jest to informacja o tyle ciekawa, że sam Wojciechowski pisał: „Nazwisko to (…) zgodnie z wymaganiami »żelaznej« konspiracji, znane było tylko Piłsudskiemu i Sulkiewiczowi”23. Jak widać, Stanisław szybko zaczął stawiać Marię na równi ze swoimi najstarszymi przyjaciółmi. Ich związek rozwijał się błyskawicznie. Już w grudniu 1898 roku Wojciechowski zszokował towarzyszy zupełnie niespodziewaną


38

kamil janicki | pierwsze damy ii rzeczpospolitej

informacją: „Sensację wśród najbliższych przyjaciół wywołało moje oświadczenie, że zamierzam ożenić się i na dłuższy czas wyjechać za granicę”24. Skąd ta nagła decyzja? Wspomnienia Wojciechowskiego sugerują, że kierował się głównie uczuciami. Jednocześnie myślał w bardzo praktyczny sposób. Miłość miłością, ale żona miała mu też pomóc w pracy konspiracyjnej: Uczucie okazało się silniejsze niż moja teoria o celibacie działacza rewolucyjnego. Narzeczona moja (…) była już przyzwyczajona do konspiracji i często pomagała w przewożeniu i ukrywaniu naszych wydawnictw. Chciałem jeszcze nauczyć ją zecerki w Londynie, żebyśmy mogli razem pracować w kraju25.

Planom tym zagroziła tylko jedna przeszkoda. Sam Wojciechowski przyznał: „Miałem kłopot z przekonaniem rodziców narzeczonej, żeby powierzyli córkę nieznanemu emisariuszowi”. Jego zdaniem początkowy sprzeciw wiązał się z  tragiczną historią rodziny, która wiele wycierpiała podczas powstania styczniowego. W rzeczywistości chodziło chyba o dużo świeższą sprawę: o los nieszczęsnego Doktora. Wprawdzie Wojciechowski zapewniał, że jest dobrze zakonspirowany i nie sprowadzi na Kiersnowskich żadnego niebezpieczeństwa, ale czy Doktor nie mówił tego samego? Koniec końców zwyciężył upór Marii. Także rodowód Wojciechowskiego (którego przodkowie szczycili się szlachectwem sięgającym XV wieku) i jego osobisty urok musiały zrobić swoje. Po latach pisał: „Szlachetna krew przemogła obawy, lody mojej pierwszej wizyty stopniały i od tej pory serdecznie byłem witany w Kupryszkach”26. Dopiero wtedy Maria dowiedziała się, jak naprawdę nazywa się jej narzeczony. Sama opowiadała: „Gdy mi się oświadczył i został przyjęty, wtedy zdradził mi swoje prawdziwe nazwisko”27. Ciekawe,


maria wojciechowska

39

czy trudno było jej się przyzwyczaić do mówienia do niego „Stasiu”. Dotąd znała go przecież tylko jako Kazimierza Paszkiewicza. Ślub odbył się potajemnie, bez gości i rodziny. Wojciechowski przebywał w kraju nielegalnie, był poszukiwany przez władze i posługiwał się fałszywymi dokumentami. Żadna oficjalna ceremonia nie wchodziła w grę. Państwo młodzi pojechali do Częstochowy, do księdza Helbicha, który był kolegą Wojciechowskiego ze szkolnej ławy. Udzielił im ślubu, ale tylko przed Bogiem. W świetle prawa Maria mogła poślubić co najwyżej Kazimierza Paszkiewicza, bo takie nazwisko widniało w paszporcie jej narzeczonego. Stanisław wspominał: „Wobec tego rodzice zgodzili się wypuścić córkę za granicę, żebyśmy tam otrzymali akt ślubu, który nie mógłby być kwestionowany przez żandarmów w  razie mego aresztowania”28. Nowożeńcy rozpoczęli przygotowania do podróży. Wcale nie chodziło jednak o krótką wycieczkę w celu dopełnienia formalności. Wojciechowscy zamierzali wyprowadzić się do Londynu. Może nie na stałe, ale przynajmniej na parę miesięcy, jeśli nie lat. Stanisław sam podkreślał, że potrzebuje dłuższego odpoczynku. Czego oczekiwała Maria? Liczyła pewnie, że założy rodzinę w bezpiecznym kraju, ustatkuje się. Chciała nadal walczyć o niepodległość, ale z dala od szpicli i żandarmów. Przy maszynie drukarskiej, w otoczeniu innych idealistów, ramię w ramię z kochającym mężem.

Celibat działacza rewolucyjnego Tymczasem Wojciechowskich czekał typowo konspiracyjny miesiąc miodowy. Pierwsza wyruszyła Maria. Na początku czerwca 1899 roku przekroczyła granicę z zaborem austriackim i zatrzymała się w Krakowie. Wojciechowski wyjechał parę dni później, posługując się fałszywą przepustką. Wcześniej podrzucił jeszcze do Zagłębia


M M

Kamil Janicki

Kamil Janicki

ODDANE ŻONY, MANIPULATORKI, SKANDALISTKI

aria wywołała skandal bez precedensu. Prezydent Polski poślubił młodszą o 28 lat kobietę. I to kogo! Żonę własnego adiutanta i sekretarkę swojej pierwszej małżonki, która zmarła zaledwie kilka miesiący wcześniej!

Mąż rewolucjonista porzucał Marię na długie miesiące. Ona nie zamierzała przejmować się rolą pierwszej damy. Zawsze i każdemu mówiła prawdę prosto w oczy. Czy to jej scysja z adiutantem marszałka Piłsudskiego doprowadziła do zamachu stanu i rozlewu krwi?

Ewa Wencel, aktorka i scenarzystka Czasu honoru

BESTSELLEROWA SERIA:

JUŻ WKRÓTCE:

Kamil Janicki – historyk, tłumacz i publicysta. Autor i współautor kilku książek, między innymi Elit w II Rzeczpospolitej, Źródeł nienawiści i Pijanej wojny.

Cena detal. 39,90 zł

II Rzeczpospolitej

Gorąco polecam. Pięknie napisana, czyta się jednym tchem.

Pierwsze

Pierwsze damy II Rzeczpospolitej. To one uosabiały magię, czar i elegancję dwudziestolecia międzywojennego – Polski utraconej dla nas na zawsze.

Damy

Michalina w młodości własnoręcznie konstruowała bomby i dobrze wiedziała, czego oczekuje od życia. Gdy jej mąż odrzucił propozycję objęcia urzędu prezydenta, wystarczył jeden jej telefon. Natychmiast zmienił zdanie i potulnie zgodził się na wszystko.

Damy

Pierwsze

II Rzeczpospolitej

Prawdziwe historie

Pierwsze damy II Rzeczpospolitej  

Kamil Janicki: Pierwsze damy II Rzeczpospolitej Maria wywołała skandal bez precedensu. Prezydent Polski poślubił młodszą o 28 lat kobietę....

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you